background image

O tym jak wiek pary stał się w Szczecinie wiekiem pary i elektryczności.

Wiek dziewiętnasty poeci nazwali wiekiem pary i elektryczności.
Być może z punktu widzenia uczonych metafora ta jest słuszna - rok 1800 był rokiem budowy 
pierwszego elektrycznego ogniwa chemicznego, które zapoczątkowało badania nad prądem 
elektrycznym (elektrotechnika wcześniejsza zajmowała się elektrycznością statyczną). Para od lat już 
napędzała wtedy maszyny w fabrykach. Jednakże dla przeciętnego człowieka przez pierwsze trzy 
ćwierci dziewiętnastego stulecia elektryczność była tajemniczą domeną wąskiego grona uczonych i 
specjalistów. Praktycznym zastosowaniem elektrotechniki w życiu była telegrafia, potem także telefonia. 
Przemysł korzystał z galwanotechniki. Bogaci i nowocześni obywatele bawili się niekiedy elektrycznymi 
gadżetami (jak np. dzwonki do przyzywania służby w mieszkaniu Izabeli Łęckiej). Reszta widywała 
czasem na wystawach i w panoptikach elektryczne ciekawostki.
Wąska grupa wtajemniczonych nie próżnowała. 
W laboratoriach uczelni, ale i w pracowniach amatorów - samouków odkrywano prawa nowej dyscypliny, 
pokonywano problemy techniczne budowy maszyn. W połowie wieku istniały całkiem udane modele 
silników i prądnic. Brakowało jednak powszechnego popytu na ten towar.

Gwałtowną zmianę sytuacji przyniósł rok 1879. Thomas Alva Edison opatentował żarówkę. Swój 
wynalazek zaprezentował dokonując publicznej iluminacji, następnie zastosował go w praktyce 
oświetlając reprezentacyjne obiekty na Wall Street w Nowym Jorku. By zasilić w energię swój produkt, 
zbudował pierwszą elektrownię przy Pearl Street.
Nowy rodzaj światła wzbudził powszechny entuzjazm. Wprawdzie światło elektryczne było już znane, 
uzyskiwano je w lampach łukowych (łuk elektryczny, jak przy spawaniu, podtrzymywany w 
skomplikowanym mechanicznie urządzeniu stabilizującym). Był to kosztowny luksus, stosowany w 
obiektach takich jak opera paryska, w dodatku niezbyt bezpieczny. Żarówka była dostępna, tania i 
prosta. 
Europa zachwyciła się światłem elektrycznym po wystawie paryskiej w 1881 r. 
Berliński przemysłowiec, Emil Rathenau, po powrocie z Paryża założył Niemiecką Spółkę Edisonowską: 
DEG - Deutsche Edison-Gesellschaft für angewandte Elektrizität, mającą na celu zarabianie na 
elektrycznym świetle. Firma ta później zmieniła nazwę na AEG (Allgemeine Elektrizität-Gesselschaft). 
Wtedy nie mówiono inaczej jak "światło elektryczne". Inne zastosowania prądu nie były poważnie brane 
pod uwagę. U Siemensa posypały się zamówienia na prądnice. Blask żarówek zaczął przywabiać 
klientów do co znaczniejszych sklepów, teatrów, kawiarni. Nie czekając na powstanie sieci 
energetycznej przedsiębiorczy handlowcy stawiali własne prądnice na zapleczach.

W Szczecinie pierwszy zainteresował się poważnie możliwością zarobku na nowej modzie mechanik 
Ernst Kuhlo. Na swej parceli na dzisiejszej ul. Wyzwolenia (Pölitzer Straße 97 - odcinek między 
Rayskiego a przejściem między wieżowcami do Kujawskiej) uruchomił przedsiębiorstwo 
elektrotechniczne, zajmujące się wytwarzaniem telefonów i warsztat instalujący oświetlenie elektryczne. 
Ponieważ klienci poza żarówkami potrzebowali również prądu do nich, wystąpił 11 lutego 1885 r. do 
magistratu z prośbą o zezwolenie na zbudowanie dwóch "stacji centralnych" w obrębie starego miasta, 
oraz ułożenie kabli do dostarczania "światła elektrycznego" w promieniu 300 m od nich. Stacje owe 

1

background image

miałyby zasilić po 1000 średniej wielkości żarówek. Decyzję magistratu miało ułatwić przyrzeczenie, że 
w stacjach będą zainstalowane silniki gazowe, czerpiące gaz z miejskiej gazowni.
Po miesięcznym badaniu sprawy podanie odrzucono. Nie było łatwo przekonać pruskich urzędników do 
jakichś mętnych zagranicznych nowinek. Zachowało się orzeczenie sądu jeszcze z 1899 r. (kiedy to prąd 
w większych miastach był zjawiskiem powszechnym), w których elektryczność określono jako 
"tajemnicze coś" ("ein geheimnisvolles Etwas"). Prawo traktowało o rzeczach, a prąd rzeczą nie był. Czy 
więc wytwarzanie nie-rzeczy mogło odbywać się według praw, dotyczących fabryk? 
Pan Ernest nie dał za wygraną i po dwóch miesiącach nękania urzędu, 9 maja 1885 r., udzielono mu 
stosownej "koncesji". Precedensem były podobne koncesje, udzielone na przykład przez władze Berlina 
DEG -owi. Na razie udzielono koncesji na dziesięć lat i dla jednej tylko elektrowni. Stanęła ona przy al. 
Wyzwolenia (Pölitzer Straße) 97 i zasilać miała dom przy Kantstr. 2. Dopiero później zakres sieci 
rozszerzono. Do kasy miejskiej miało wpływać 10% dochodu z przedsięwzięcia brutto.
W międzyczasie do Szczecina dotarli agenci DAG. Przyjęto ich życzliwie i zaproponowano takie same 
warunki, jak panu Kuhlo. Policzyli, z żalem stwierdzili, że na takich warunkach rzecz się nie opłaca i 
wycofali się. Zaś pan Kulo zabrał się energicznie do pracy. Wysiłek i efekty doceniono udzielając nowej 
koncesji w 1888 r., w 1890 r. przedłużonej do 30 lat. Pisano w niej o wykorzystaniu jezdni i chodników do 
prowadzenia przewodów prądu elektrycznego z jednej lub wielu stacji centralnych (elektrowni). Do 
inkasowanych przez miasto 10% dochodu brutto za korzystanie z ulic dołożono jeszcze czynsz od 
liczników i zobowiązano pana Kuhlo, że 10-cio świecowa żarówka nie będzie kosztowała więcej niż 2,5 
feniga za godzinę (stuświecowa proporcjonalnie 25 fenigów za godzinę). Za korzystanie ze światła dłużej 
niż 800 godzin rocznie przewidywano rabaty. 
Pierwsza elektrownia stanęła, jak napisano, przy Wyzwolenia (Pölitzerstraße) 97. Miała ona początkowo 
tylko jedną maszynę parową o mocy 25 koni parowych (poziomą, dwucylindryczną). Ta napędzała 
pasem transmisyjnym dynamomaszynę, wytwarzającą prąd stały o napięciu 65V. Potem, wraz ze 
wzrostem zapotrzebowania, zakład był rozbudowywany. Były to obrzeża ówczesnego centrum, i nie 
mogła ona służyć wielu spragnionym i majętnym odbiorcom. W gronie pierwszych znalazły się: Variete i 
Lokal Taneczny Otto Retza, Filharmonia, Lokal Ogrodowy i Sala Taneczna Kotza i szereg drobniejszych 
odbiorców. Ci, do których prąd jeszcze nie dotarł nie czekając brali sprawy we własne ręce i stawiali 
swoje prądnice. I tak w Szczecinie własny prąd miały jeszcze: 
- Konzerthaus - prądnica firmy Siemens & Halske 65V, napędzaną przez pas transmisyjny okrętową 
maszyną o mocy 30 koni parowych (dwucylindrowa systemu Compoud z wydmuchem i własnym kotłem 
cylindrycznym).
- Bellevuetheater - prądnica od Kummera z Drezna, 65V, analogiczna maszyna parowa, 
- Cafe Central - lokomobila parowa 12 konna, napęd pasowy, prądnica od Siemensa. Całość 
umieszczona w dyskretnym baraku wstarej fosie za kościołem św. Piotra i Pawła.
- dom hadlowy Manasse i towarowy dom obuwniczy Arona oraz kilku mniejszych odbiorców z okolic 
dolnej Sołtysiej, Wyszyńskiego i Królewskiej (Schulzenstraße, Breite Straße, Königsstraße) - dwie 
prądnice 65V napędzane przez maszyny parowe, 30 i 20 KP i własne kotły umieszczone przy Sołtysiej 
20. Te urządzenia bywały często przeciążone wieczorową porą i maszyny parowe zwalniały swe obroty. 
Na tę okoliczność był w pogotowiu goniec, który biegł do firmy Manasse by tam natychmiast wyłączono 
najbardziej żarłoczne lampy łukowe. 
Nawiasem mówiąc, lampy łukowe, starsze siostry żarówek, jeszcze długo były bezkonkurencyjne tam, 
gdzie chodziło o naprawdę jasne światło z jednego źródła. Ich charakterystyczne kształty możemy 

2

background image

rozpoznać na wielu starych zdjęciach. Oświetlały reprezentacyjne ulice i place - zabytkowa latarnia dziś 
stojąca przed Bramą Królewską miała właśnie lampy łukowe. Do lat 60 XX w. używano ich do 
projektorów kinowych.

No i swoją drogą, piękne to były czasy, gdy słuchaczom w Konzerthausie nie przeszkadzało w percepcji 
wrażeń artystycznych miarowe puf-puf-puf okrętowej maszyny parowej. A kotłom zdarzało się 
wybuchnąć, więc dochodził jeszcze pewien dreszczyk emocji. Postęp!
Ponadto w mieście był jeszcze przewoźny wóz oświetleniowy z lokomobilą i dynamem, który pozostał po 
budowie fabryki szamotowej oraz ręczne, korbowe dynamo demonstracyjne po wystawie ogrodniczej.
Pierwsza elektrownia szybko okazała się zbyt mała. No i stała zbyt daleko od nadodrzańskiego serca 
miasta. Już w 1889 r. zrodził się plan zaopatrzenia miasta w prąd w większym zakresie. Potrzebny był 
nowy, duży "kraftwerk" w samym centrum. Ernst Kuhlo kupił więc 12 marca 1889 r. dwie sąsiadujące ze 
sobą parcele: przy Podgórnej (Rosengarten) 46 i ówczesnej Sołtysiej (Schulzenstraße - obecnie ten 
odcinek ulicy nie istnieje) 21 o łącznej powierzchni 1773 m2 i zwrócił się do Rady Miasta o zezwolenie 
na budowę. Na posiedzeniu rozpatrującym wniosek jeden z radnych powiedział:
- Moi panowie! Możecie spokojnie udzielać zgody na budowę tego przedsięwzięcia, to całe elektryczne 
światło tak samo szybko zniknie, jak i się pojawiło.
Radny ów zapewne wiedział, co mówi, bo wraz ze specjalnie delegowaną komisją odwiedzał różne 
miasta, w tym i Paryż, by zagadnienie zaopatrzenia w elektryczność studiować. Bardzo pożyteczne są 
wyjazdy radnych!

W ciągu pół roku (!), wśród gęsto zabudowanego Starego Miasta firma budowlana Juliusa Deckera 
zbudowała: kotłownię i maszynownię (wymagające specjalnego fundamentowania), komin i kanały 
spalinowe, akumulatorownię i mieszkanie służbowe majstra. Kanał wody chłodzącej z Odry (170m, 
średnica 40 cm), wykonała firma robót głębokościowych Kunze, konstrukcje stalowe były od Gollnowa.
Wewnątrz stanęły 3 kotły wodnorurkowe i 3 maszyny parowe systemu Compouda, sprzężone 
obustronnie bezpośrednio z 2 prądnicami każda. Osprzęt elektryczny był od Siemensa i Halskego z 
Berlina. Prąd stały 120V, łączna moc 310kW. Połączenia wewnątrz elektrowni wykonano z szyn 

3

background image

miedzianych izolowanych paragumą prasowaną rozgrzanym do ciemnej czerwieni żelazem, 
mocowanych na drewnianych uchwytach. Kabli w pomieszczeniach nie stosowano, więc ściana za 
stanowiskiem łączeniowym była cała pokryta miedzianymi szynami. 
1 grudnia 1889 r. nastąpił rozruch próbny. Rozpalono kotły. Gdy otwarto zawory i para wypełniła 
rurociąg, ten wygiął się niebezpiecznie i po chwili rozerwał się, a jego siedmiometrowy fragment z 
przeraźliwym wyciem przeleciał ok. 8 m i z hukiem uderzył o ścianę kotłowni. Pracujący pod nim murarz 
cudem uniknął śmierci, był tylko lekko poparzony. Pękły wszystkie szyby w zakładzie i parę w 
sąsiedztwie, przerażony personel uciekł pospiesznie z wypełnionego gorącą parą wnętrza. Sytuację 
opanował Surtmann, monter z firmy Kuhn, dostawcy maszyn parowych, który po budowlanych drabinach 
przedarł się do zaworów i odciął dopływ pary.
Był to początek kłopotów. Pękały rury, paliły się kable, przepalały źle dobrane zabezpieczenia. Do 
końcowego uruchomienia doszło 15 grudnia. 
Początkowo zakład pracował tylko od 1600 do 100. Zapotrzebowanie w pozostałym czasie pokrywały 
dwie 133-elementowe baterie. Stanowiły one także rezerwę na wypadek awarii. W pierwszym roku 
działalności było 130 odbiorców, łącznie 3114 żarówki, 196 lamp łukowych i 2 silniki. Cena prądu, 
skalkulowana zgodnie z warunkami koncesji, wynosiła 4 fenigi za godzinę pracy 16 świecowej żarówki z 
włóknem węglowym, czyli ok. 0,8 marki za kilowatogodzinę. Nie było to mało - kilogram masła to było ok. 
2RM, pokój w dobrym berlińskim hotelu ok. 5RM/noc. Prąd dla silników był o połowę tańszy.
Dawna elektrownia przy Pölitzer Straße stała się akumulatorownią. Potężna bateria akumulatorów 
powoli gromadziła energię w ciągu dnia, by wieczorem oddać ją okolicznym odbiorcom. Funkcjonowała 
do 1903 r. jako tzw. podstacja I (Unterstation I). Poza nią zbudowano jeszcze w 1901 r. podstację 
bateryjną II Falkenwalderstraße i w 1899 r. podstację III Galgenwiese. Były one połączone kablami z 
elektrownią.
W całym 'interesie" (elektrownia, stacje bateryjne, obsługa sieci i warsztat instalatorski) pracowało 85 
"fizycznych" i 11 "umysłowych'. 
19 sierpnia 1890 r. notariusz Pruskiego Sądu Kameralnego w Berlinie, Maksymilian Kempner wciągnął 
do rejestru notarialnego pod nr 857/1890 umowę zawiązania spółki akcyjnej Stettiner Electricitäts-Werke. 
Założycielami byli:
1. Fabrykant Ernst Kuhlo
2. Bankier Hermann Walter, współwłaściciel firmy Arons & Walter, Berlin
3. Kupiec Abraham Henoch, właściciel firmy Armin Tenner, Berlin 
4. Bankier Albert Hadra, Berlin
5. Mistrz budowlany Edmund Juliusz Deker, Szczecin (budował elektrownię).
W pierwszej radzie nadzorczej, poza założycielami zasiadali jeszcze radca Abel i kupiec Tresselt ze 
Szczecina. Spółka ta przejęła aktywa i pasywa firmy Ernsta Kuhlo oraz prawa i obowiązki wobec gminy 
miejskiej.
Zapotrzebowanie na elektryczność rosło. Początkowo rozbudowywano zakład przy Sołtysiej (do 9 
kotłów, 6 maszyn i mocy całkowitej 1884 kW), jednak po dziesięciu latach, z powodu braku miejsca, 
stawało się to coraz trudniejsze. Ewentualna uciążliwość dla sąsiadów (hałas, konny transport węgla i 
wywóz żużla) była argumentem znacznie mniejszej wagi, bo zakład był dalej modernizowany i przez 
wymianę maszyn na sprawniejsze osiągnął w 1908 r. moc 2347 kW. Rozwiązaniem była budowa nowej 
elektrowni przy Storrady 1 (Französische Straße). Była ona gotowa 2 grudnia 1902 r. Dysponowała 
trzema kotłami, tysiąckonną maszyną parową i dwiema prądnicami po 600kW. Była połączona kablem z 

4

background image

elektrownią na Starym Mieście tak, że mogły pracować równolegle.

Opisy efektownej iluminacji z użyciem tysięcy żarówek, która towarzyszyła Dniom Cesarskim we 
wrześniu 1895 r. świadczą o tym, że elektryczność upowszechniała się bardzo szybko. Poza elektrownią 
miejską własne prądnice miały co znaczniejsze zakłady przemysłowe (Vulcan). 
Od 1895 r. światło elektryczne wyszło na ulice Szczecina. Pierwszymi były place Parad i Królewski. 
Kabel, długości 3250 m zasilił lampy z 52 żarówkami i 26 lampami łukowymi. Ich charakterystyczne 
sylwetki można rozpoznać na ówczesnych widokówkach. Długo jednak na szczecińskich ulicach 
dominowało oświetlenie gazowe. Poważniejsze prace oświetleniowe podjęto dopiero w 1926 r. 

W gorszej sytuacji, jeśli chodzi o dostępność elektryczności, znajdowało się Prawobrzeże. Koncesja na 
wykorzystanie ulic mówiła o lewobrzeżnej stronie miasta. Roboty na Lewobrzeżu było dość jeszcze na 
wiele lat i Kuhlo nie śpieszył się do nowych zobowiązań. Wprawdzie specjalna komisja sugerowała 
Magistratowi podjęcie pertraktacji w tym kierunku, ale na posiedzeniu 17 października 1894 r. sugestie te 
oddalono. Powodem był raport radcy budowlanego Krausego, zatrudnionego w owym czasie przy 
budowie nowego portu. Sugerował on, by dla portu budować własną elektrownię i uniezależniać się od 
dostaw prądu z prywatnego przedsiębiorstwa. Bowiem chodziło tu nie tylko o światło, ale też o zasilanie 
dźwigów. Wprawdzie ówczesne, najnowocześniejsze dźwigi nabrzeża wschodniego były napędzane 
hydraulicznie, jednak Krause przekonywał, że bliska już przyszłość będzie należała do napędu 
elektrycznego. Wyliczył, że Stettiner Electricitäts-Werke nie będzie w stanie pokryć zapotrzebowania 
tych przyszłych dźwigów i że taniej będzie dla miasta zbudować dla Prawobrzeża i portu własny zakład. 
Magistrat przychylił się do tych wniosków.
Jesienią 1898 r. uruchomiono Elektrownię Portu Wolnocłowego (w Maszynowni Portu) o mocy 
początkowo 160, a po roku 370 kW, zasilającą port, straż pożarną, kościół św. Gertrudy, rzeźnię i 
przybywających stale odbiorców prywatnych. Niestety, wbrew oczekiwaniom, zabrakło mocy dla dworca 
towarowego. W roku 1910 elektrownię tę połączono kablem z zakładem przy Podgórnej, by umożliwić 
ewentualną współpracę.
Wytwarzane napięcie początkowo podniesiono do edisonowskiego standardu 110V, w latach 1902 -1904 
podniesiono je do 220 V by ograniczyć ogromne straty w sieci i zwiększyć jej przepustowość. Coraz 

5

background image

bardziej dawały się odczuć mankamenty prądu stałego.
Tu małe wyjaśnienie dla nie-elektryków:
Prąd, jak wiadomo, jest stały lub zmienny (właściwie to on nazywa się przemienny).
W prądzie stałym elektrony płyną z jednego bieguna źródła do drugiego. Taki prąd otrzymuje się z ogniw 
chemicznych, znanych od 1800 r. Ogniwa chemiczne są drogie i kłopotliwe, więc uczeni poszukiwali 
innych źródeł i zbudowali prądnice. Niestety, w przypadku prądnic okazało się, że wytwarzany przez nie 
prąd płynie raz w jedną stronę, raz w drugą, przy każdym obrocie. Jest to prąd zmienny. Ponieważ 
początkowo nie wiadomo było, do czego może się on przydać, dobudowano do prądnic chytre 
urządzenie (zwane komutatorem), które co obrót zamienia bieguny prądnicy tak, że po tej operacji ze 
zmiennego prądu (naturalnie wytwarzanego przez prądnicę) robi się prąd stały. W produkcji prądnic 
prądu stałego osiągnięto znaczną biegłość.
Prąd stały był w XIX w. oczywistym standardem. Wszystkie urządzenia elektryczne były wynajdywane i 
produkowane jako zasilane prądem stałym. Nieśmiałe głosy, że można by spróbować i z prądem 
zmiennym, były zagłuszane przez dostojne autorytety z Tomaszem Edisonem na czele. Jednym z 
koronnych argumentów był ten, że nie można zbudować silnika na prąd zmienny. No i prąd stały można 
było magazynować w akumulatorach. 
Prąd stały miał jednak poważną wadę: musiał być wytwarzany w pobliżu odbiorców. Jego przesyłanie na 
kilkukilometrowe nawet odległości napotykało na trudności techniczne nie do przezwyciężenia w tamtym 
czasie. Stąd te, szokujące dla nas, lokalizacje elektrowni w centrum. Póki ilość odbiorców była mała, 
skala problemu nie przerażała. Gdy jednak apetyt na elektryczność rósł, pojawiło się widmo kilku - a 
potem kilkunastu elektrowni w mieście.
Sposobem na to byłoby przejście na prąd zmienny - dzięki wynalazkowi transformatora problem 
odległości przesyłu nie istniał. W dodatku jeszcze na międzynarodowej wystawie elektrotechnicznej we 
Frankfurcie nad Menem w 1891 r. zademonstrowano świeży wynalazek: prąd zmienny trójfazowy. Ten, 
wytwarzany w elektrowni wodnej odległej o 75 km od wystawy napędzał gigantyczny, jak na tamte 
czasy, silnik o mocy 100 kW.
Było oczywistym, że przyszłość należy do prądu zmiennego. 
Ale co zrobić z tysiącami odbiorców, którzy zwabieni intensywna reklamą i podążając za modą kupili 
liczne stałoprądowe urządzenia? Co zrobić z nowoczesnymi podstacjami bateryjnymi i prawie nowymi 
prądnicami? Radykalna zmiana wymagałaby znacznych nakładów. Co na to akcjonariusze?

6

background image

Tym bardziej, że powoli zbliżał się termin wygaśnięcia koncesji (1920 r.). 
Dynamiczny rozwój sieci prądu stałego w Szczecinie na przełomie wieków wskazuje, że problemu 
starano się nie zauważać. Było to brnięcie w ślepą uliczkę. Gdy pojawiła się ściana, trzeba było uciec się 
do kosztownego półśrodka, jakim było powstanie sieci tak zwanych przetwornicowni (Umformwerków).
W 1909 r. Stettiner Electricitäts-Werke zaczęło badać możliwości przedłużenia koncesji. Postawiono 
sprawę otwarcie - podjęcie rozbudowy i modernizacji tylko wtedy, gdy koncesja będzie przedłużona (do 
1960 r.). Albo miasto przejmie urządzenia za stosownie wysoką cenę. Trzecią zainteresowaną stroną, 
jaka pojawiła w międzyczasie się na scenie, były okoliczne powiaty (Randow, Pasewalk, Prenzlau) 
zainteresowane dostępem do prądu. Po długich negocjacjach i rozważaniach różnych opcji, 23 marca 
1911 r. na posiedzeniu rady miejskiej zaaprobowano rozwiązanie następujące:
1. Rozdzielone zostaną funkcje wytwarzania i rozdziału energii elektrycznej miedzy trzy niezależne 
przedsiębiorstwa.
2.Wytwarzaniem zajmie się nowoutworzona Kraftwerk Stettin G.m.b.H (Elektrownia Szczecin Spółka z 
o.o.), która obejmie elektrownię przy Storrady i przebuduje ją na nowoczesny zakład prądu trójfazowego 
5000 V.
3. Rozprowadzeniem energii po Lewobrzeżu zajmie się dalej Stettiner Electricitäts-Werke. Ponieważ 
wszystkie urządzenia w mieście są na prąd stały, na przydzielonej przez miasto parceli na ul. Ducha 
Świętego (Heiligergeiststrasse) róg Podgórnej (sąsiadującej z dotychczasowa elektrownią) Stettiner 
Electricitäts-Werke zbuduje przetwornicownię (umformwerk). Przetwornicownia był to zakład, w którym 
wytwarzano prąd stały w prądnicach, które były napędzane silnikami trójfazowego prądu zmiennego 
(pochodzącego z elektrowni na ul. Storrady). Nie znano wówczas innej metody przekształcenia prądu 
zmiennego w stały.
4. Rozprowadzeniem energii po Prawobrzeżu zajmuje się miejska elektrownia Portu Wolnocłowego.
5. Poza obszarem miejskim prąd rozprowadza nowoutworzona Ueberlandzentrale Stettin A.G. (spółka 
akcyjna). 
Dostawcy mieli zaopatrywać się w prąd w Kraftwerku Stettin. Kapitał zakładowy nowej spółki wynosił 300 
000 marek, z czego dwie trzecie wyłożyło miasto a jedną trzecią sąsiednie powiaty.
Przebudowa elektrowni na Storrady zakończyła się w maju 1912 r., a jeszcze nim dobiegła końca, było 
jasne że nie sprosta ona rosnącemu zapotrzebowaniu. Dalszej jej rozbudowie przeszkodził m. in. opór 
dyrektora Xavera Mayera. Ten wykazał, że modernizowanie zakładu pozbawionego dostępu do wody i 

7

background image

kolei jest bezcelowe, a ponadto dla bezpieczeństwa ciągłości dostaw energii powinny funkcjonować co 
najmniej dwie elektrownie. We wrześniu 1912 r. zakupiono 16 000m2 miedzy Parnicą a ul. Gdańską by 
zbudować nowy zakład. W styczniu 1913 r. ruszyły roboty palowe (elektrownia dotąd stoi na wbitych 
wtedy drewnianych palach). Pierwszy prąd popłynął z elektrowni 18 listopada 1914 r.

W międzyczasie wybuchła wojna. Oznaczało to najpierw odpływ ludzi. Wielu nigdy nie wróciło. 
Pierwszym poległym był radca budowlany, członek zarządu elektrowni, Heinrich Schürmann (10 
sierpnia, Tillermont w Belgii). Potem doszły jeszcze ograniczenia materiałowe (deficyt miedzi). 
Zatrzymało to prace po 1916 r. Za to Elektrownia współuczestniczyła w powstaniu ważnego z punktu 
widzenia gospodarki wojennej przedsiębiorstwa Stettiner Futtermittelwerke G.m.b.H. (Szczecińskie 
Zakłady Środków Paszowych sp. z o.o., późniejsze Hefe- und Holzspirituswerke, 1915/16 r.). 
Rozbudowa kotłowni nastąpiła dopiero po 1920 r., w 1927 r. zainstalowano wysokociśnieniowe kotły 
pyłowe i uruchomiono pierwszą wysokociśnieniową turbinę (nawiasem mówiąc, eksplodowała w 1933 r.). 
W 1936 r. zbudowano stację transformatorową na napięcie 110 kV. Rozbudowywana i modernizowana 
uniknęła zniszczeń wojennych w czasie drugiej wojny światowej. Odbudowana po obrabowaniu z części 
wyposażenia przez sowietów, pracuje do dziś (ostatnie większe modernizacje w 2000 r.). Do lat 
sześćdziesiątych pracowały w niej jeszcze turbiny wyprodukowane przez Vulcana. Można w niej spotkać 
wiele zaskakujących kontrastów i parę archaizmów (np. nietypowe, nigdzie niespotykane napięcie 5000 
V układu potrzeb własnych jest reliktem napięcia stosowanego w sieci w 1914 r.). 

(Zupełnie inna jest elektrownia na Pomorzanach. Rozpoczęto jej budowę w 1936 r. Od początku 
budowana była jako obiekt strategiczny. Wpasowana, mimo trudności geologicznych, w stok odrzańskiej 
pradoliny, przykryta ponadmetrowej grubości betonowym stropem, na który następnie nawieziono ziemię 
i nasadzono krzewy, miała w zamyśle przetrwać przyszłe bombardowania. Kominy miały osobliwą 
przegubową budowę - podczas alarmów lotniczych kładziono je na ziemi i wyłączano filtry, by stworzyć 
zasłonę dymną. By zmieścić kotły w niskim budynku zdecydowano się na rzadkie rozwiązanie 
techniczne: kotły przepływowe Bensona. Elektrownię na ul. Gdańskiej wyprzedzała nowoczesnością 
rozwiązań o całą epokę.)

8

background image

Epoka prehistoryczna szczecińskich elektrowni zakończyła się.
W sieci miejskiej trwała ona nieco dłużej. Prąd stały zadomowił się w niej w najlepsze. Nie pochodził już 
elektrowni, ale z przetwornic i baterii w umformwerkach. Poza przetwornicownią na ul. Ducha Świętego 
(maj 1912 r.) powstawały nowe, lokalizowane w miejscach dotychczasowych podstacji (tam zbiegały się 
kable): na Grudziądzkiej (Jageteuffelstrasse, grudzień 1912 r.), na Wojska Polskiego 
(Falkenwalderstrasse, październik 1913 r.), na Storrady (dobudowana w elektrowni przetwornica dla 
Grabowa, po wojennej przerwie w maju 1921 r.). Ostatnią była nowoczesna przetwornicownia dla 
Grabowa przy Emilii Plater (Langestrasse, grudzień 1926 r.). Zastosowano w niej prostowniki rtęciowe 
(po niemiecku, wdzięcznie: Qecksilberdampfgrossgleichrichter) - rodzaj lamp elektronowych, mających 
znacznie większą sprawność i pracujących niemal bezgłośnie (przetwornice maszynowe są bardzo 
hałaśliwe). Sieć kabli prądu stałego oplatała prawie cały obszar objęty linią kolejową Szczecin - Trzebież, 
niekiedy ją przekraczając. Odwrót od jej dalszej rozbudowy przyniosły dopiero lata trzydzieste.

9

background image

Powstanie elektrowni na Gdańskiej i przebudowa zakładu na Storrady na elektrownie zmiennego prądu 
trójfazowego 5000 V stworzyło możliwość dosłania energii na znaczne odległości i zamiany jej w pobliżu 
odbiorcy na prąd niskiego napięcia. Zdawano sobie sprawę z tego, że prąd stały jest rozwiązaniem bez 
przyszłości. Rozbudowa sieci poza obręb wspomnianej linii kolejowej nastąpiła już jako sieci prądu 
zmiennego. Pierwsze były stacje transformatorowe na Pogodnie (Braunsfelde) i w obrębie tzw. 
Kückenmühlen Anstalten, które powstały w 1912 r. W latach 1914 - 1916 powstały transformatorownie w 
wodociągach na Niemierzynie, Mieszka I (Berlinerstraße), Łuczniczej (Carlastraße) i Curie - 
Skłodowskiej (Mörickeweg). Miały one niewielką moc rzędu10 - 50 kVA (za wyjątkiem Kückenmühlen - 
85 kVA). Potem nastapiła wojenna przerwa - miedź była potrzebna na naboje. 
W 1921 r. oddano stację Żelechowa, w 1926 r. Świerczewo, w 1928 r. dobudowano transformator do 
przetwornicowni Pogodno (Finkenwalderstr). 
Tymczasem śródmiejskie przetwornicownie osiągnęły szczyt możliwości. By je odciążyć, rozpoczęto w 
1927 r. przełączanie Starego Miasta na prąd zmienny, przez zabudowanie transformatorów w 
przetwornicowni na ul. Świętego Ducha. Wszystkie nowobudowane obiekty zaczęto zasilać tylko prądem 
zmiennym, budując w tym celu stosowne stacje ( w 1928 r. Sikorskiego (Friedenstrasse) dla bloków 
spółdzielczych (akademiki), podobnie jak Naruszewicza (Stöwerstrasse), Bethanien, Bredow przy 
kościele św. Mateusza czy przy Bramie Portowej). Latem 1929 r. przestawiono na prąd zmienny m.in. 
rejon wokół Placu Grunwaldzkiego, między Jagiellońską, Boh. Warszawy i Wojska Polskiego, część 
Niebuszewa, obszar między Sikorskiego a Boh. Warszawy. UFA Palast miał swoje transformatory w 
piwnicach.

Kończył się "okres prehistoryczny" także w sieci miejskiej.
Parę z przetwornicowni i pierwszych stacji transformatorowych stoi do dziś. Niektóre zyskały nową 
funkcję (Wojska Polskiego) i lśnią nowym blaskiem, inne (ul. Świętego Ducha) straszą potłuczonymi 
szybami i popadają w ruinę. Stare stacje transformatorowe umieszczano w niedużych, proporcjonalnych 

10

background image

domkach, krytych ceramicznym dachem. Spatynowane, po dziewięćdziesięciu latach zrosły się z 
miejskim krajobrazem. Są świadkami historii cywilizacji. Starszych zabytków tego typu niewiele jest na 
świecie.
Żal byłoby je stracić.

Henryk Kunert

Podstawowe materiały:
Vierzig Jahre Stettiner Electricitäts-Werke
Fünfundzwanzig Jahre Großkraftwerk Stettin 1911 - 1936
Bollwerk 12/1936

Artykuł ze strony sedina.pl
  http://sedina.pl/ 

Adres WWW tego artykułu to:
  http://sedina.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=692 

11