Kamień Ziemi - Prolog
WENTRA - Pani tego co było, co jest i co ma nastąpić; Bogini Natury i wszystkiego co Ŝyje;
oceanów i mórz; rzek i jezior; gór i dolin; pokoju i wojny. W prawej ręce dzierŜy
przedwieczną potęgę, zaś lewą Jej dłoń stanowi moc. Światło i Cień są Jej posłuszne, a
Ŝ
ywioły słuchają Jej głosu. W niej Jej wszystko i Ona jest wszystkim - na zawsze.
Rządzi Ona niepodzielnie światem, który to z Jej rozkazu powstał i jest. Jej chabrowe włosy
poprzetykane srebrem gwiazd roztaczają cień nad wszystkim, ale tylko wtedy gdy złoto-
czerwony diadem na Jej skroni odchyli się w inną stronę. Szafirowa barwa Jej oczu rozlewa
się po powierzchni skał , dając ukojenie i gasząc wszelkie pragnienia. RóŜane ciepło Jej warg
kaŜdego dnia spływa na Świat, aby wypełnić pustki po dawnej poŜodze. Skóra Jej, koloru
kości słoniowej zabarwia powoli Nicość, tworząc Przestrzeń i Czas. Ona jest wszystkim, bo
wszystko jest w Niej - na zawsze. [.]I nastąpił dzień, który dał początek sześciu wielkim
pokoleniom. Bo oto za sprawą Wentry powstało sześć duchów, stworzonych na jej wzór i
podobieństwo. Były to dusze światłe i potęŜne, pełne mocy i chwały, zawierające w sobie
cząstkę ich Matki. To właśnie one przyczyniły się do powstania Wentry - Ziemi we
wszechświecie, gdzie po dziś dzień panują ich potomkowie.
Darkaran - pan gór na wysokości, jedyny zajmujący się czarną magią stał się praojcem
upadłych stworzeń: kamronów, gargulców, goblinów, trolli i jeszcze wielu wielu innych
podłych stworów; sam zaś był chciwy potęgi i władzy , a jego rasa była mu na podobieństwo.
Ciemnowłosa Limire, królowa czarów, zaklęć, uroków i wszelakiej magii stworzyła
feantarich, świętą rasę, obdarzoną darem poznania przyszłości i moŜliwością wzbicia się w
powietrze, gdyŜ jak Ŝadne z innych plemion, feantari posiadali skrzydła, złoŜone z białych,
puszystych piór, ukrytych pod skórą pleców.
Serife o włosach jasnych jak miód, najpiękniejsza spośród całego potomstwa Wentry,
łuczniczka i władczyni zwierząt dała początek nieśmiertelnym elfom, mistrzom w dziedzinie
muzyki, literatury i sztuki. Pierworodni - wysocy, smukli, o wielkich oczach; najwspanialsi
na Wentrze, z długimi włosami i spiczastymi uszami.
Kantrahir - mistrz w dziedzinie obróbki kamieni powołał do Ŝycia krasnoludów, doskonałych
wojowników, obdarzonych niezwykłą siłą i miłością do pięknych kruszców. Dzieci
Kantrahira stały się mistrzami w dziedzinie wytwarzania biŜuterii, zbroi i broni.
Femira o krótko przystrzyŜonych, jasnych włosach dała początek wojowniczej rasie
ś
miertelników - ludzi, którzy nad wyraz ukochali rzemiosło wojenne i polowania.
I ostatni z sześciu - Terel - oblubieniec Natury - został ojcem niziołków, którzy zajęli się
uprawą ziemi i pielęgnacją roślin . [.]
Krainy zamieszkane przez poszczególne rasy na Wentrze przyjęły nazwy od ich stworzycieli.
I tak w Ciemnym Państwie na południu, w otoczeniu łańcucha Gór Stalowych znajdowała się
Dolina Darkaran, którą zamieszkiwały plugawe stworzenia siejąc wokół grozę i niepokój.
Ś
więta rasa feantarich zajęła tereny wysokogórskie na Świerkowych Wzgórzach w Limire.
Nieśmiertelne elfy osiadły w zielonych lasach Serife, pełnych kwiatów i wszelkiego rodzaju
zwierzyny. Przedstawiciele rasy ludzi zamieszkali na wschód od tego szlachetnego plemienia,
w Femirze - wyŜynnym kraju. Robotniczy lud niziołków zajął obszary nad Zieloną Rzeką w
dolinie Terel, połoŜonej na północy, zaś plemię krasnoludów osiadło w rozległym łańcuchu
Gór Kantrahiru na zachodzie.
[.]Wentrę zamieszkiwały i inne stworzenia zesłane przez samą Panią. Do nich naleŜały
olbrzymy osiadłe na dalekiej północy; smoki zamieszkujące wschodnie pustkowia;
jednoroŜce w leśnych ostępach, a takŜe driady, wróŜki i syreny. Lecz do najpotęŜniejszych
wysłanników Wentry naleŜeli czarodzieje obdarzeni cudowną mocą, zarówno umysłu jak i
rąk. Przybyli oni z dalekiego południa; nikt spośród Ŝywych nie miał dostępu do
zapieczętowanej stolicy magii. [.] Kantrahir biegły w swej pracy wykuł dwa klejnoty, a
obdarzywszy je mocą Wody i Ognia ofiarował je swym siostrą. Kamień Wody podarował
Limire, gdyŜ to jej jako czarodziejce podlegały wszystkie zjawiska na morzu, ziemi i w
powietrzu - nie wyłączając boskiej mocy wody.[.] Zaś Kamień Ognia dał wojowniczej
Femirze, albowiem do niej naleŜała poŜoga wojny i śmierci. [.] A następnie Kantrahir wykuł
trzeci Kamień - ostatni - posiadający moc Ziemi i wszystkiego co na niej rośnie .[.] Okrutnym
gniewem zapała Serife widząc najsłabszy z wszystkich kruszców. Od tej chwili znienawidziła
brata. [.] A rzuciwszy artefakt poza magiczną obręcz, nie miała pojęcia jak wielkie zło to
wyrządzi. Dotknąwszy skorupy ziemskiej artefakt rozbił się na cztery części. Wystarczyło
posiadać choćby jedną z nich, aby poznać to co do tej pory było nie odkryte . . .
--------------------------------------------------------------------------------
Wydarzenia poprzedzające narodziny Dziecka Przeznaczenia; stworzenie ; pierwszy konflikt.
.
* Wentra - ta która jest wszystkim, bo wszystko jest w Niej. Panuje niepodzielnie nad
ś
wiatem. Wszystko jest Jej posłuszne. Wszystko . . . prócz Chaosu, który swą siedzibę ma za
Bramą Wszechrzeczy. Uczucia tlące się w duszy NajwyŜszej , za Jej sprawą znajdują
spełnienie. Miłość łączy się z NajwyŜszą. Z ich związku rodzi się sześć światłych duchów -
Aerlich - do których naleŜą : Terel, Darkaran, Kantrahir, Femira, Limire i Serife. Smutek
znajduje pocieszycielkę w Nienawiści. Owocem ich związku są Kalenarie [kalenaria - furia].
Cztery Córy Chaosu - siejące strach i przeraŜenie; (Welearia [wel - bordo; aria - groza] -
dosiadająca pumy i dzierŜąca czarny kostur; Hararia [har - turkus ] - atrybuty : sierp, czarny
ptak. Istaria - [ist - zieleń] atrybuty : łuk, rumak; i Laeria [lae - srebro]- przywódczyni Córek
Choasu; atrybuty : miecz oburęczny, czarny nietoperz. )
* Odwieczne walki Wentry z Chaosem.
* Pierwsza Wielka Wojna. Darkaran dopuszcza się zdrady. Jest tak rządny władzy, Ŝe
postanawia wystąpić przeciw rodzicielce i rodzeństwu. W tajemnicy przed bliskimi jednoczy
swe siły z Chaosem. Wygrana Sług Zła. Do serca Matki Wszechrzeczy wdziera się nowe
uczucie. Chaos. Darkaran widząc, Ŝe uczynił krzywdę matce, postanawia naprawić zło, które
wyrządził. Chaos traci sojusznika - udaje się z powrotem do swojej siedziby - za obręcz
wpływów NajwyŜszej.
* Darkaranowi brakuje przywilejów. Jest traktowany na równi ze swymi braćmi i siostrami.
A on jak nikt pragnie władzy . . .
* Druga Wielka Wojna. Smutek opuszcza Nienawiść i po wszystkie czasy zamieszkuje z
Radością w sercu Wszechrzeczy. Chaos po raz kolejny traci sojuszników, które znalazł w
Nienawiści i Smutku.
* Plan Wentry. Radość i Smutek dają Aerlim cząstki siebie samych. Budowa planety Wentry.
Aerlowie kształtują jej lądy i morza. Darkaran szykuje się do zdrady. Dzieci NajwyŜszej
przygotowują w swych duszach drogę dla swego potomstwa. W tym właśnie celu kaŜde z
nich łączy się z potęgami, będącymi pod opieką Wentry - i tak : ze związku Serife i Wody
rodzą się elfy Ziemia i Terel dają początek niziołkom; Ogień i Kantrahir - krasnoludom;
Ś
wiatło i Limire - feantarim; Powietrze i Femira- ludziom, a Ciemność i Darkaran -
kamronom - olbrzymim nietoperzom z głowami podobnymi do ludzkich obliczy.
* Koniec prac. Początek . . .
Rok :
1. Pojawienie się elfów. Pierwsza królewska para : Lia i Armin. Ostatnie prace nad
kształtowaniem Wentry.
3. Zesłanie feantarich. [Cztery pary sług NajwyŜszej - Ellen i Egyed, Ilia i Sören, Thea i
Norin, Lore i Dorhel] Budowa grodu Limire. Pod koniec miesiąca dziewiątego [Erkenaule]
ukończenie zdobienia Świętej WieŜy Poznania - Entros. Czarodzieje zesłani przez NajwyŜszą
osiadają poza obręczą lądu na wyspie Endaren. Do nich naleŜą : Welgen - [wel - bordo; gen
- starzec]. mistrz przywołań i opiekun Ŝywiołu ziemi. Irist - [ist - zieleń]. Opiekunka Natury -
mistrzyni iluzji, pani Ŝywiołu powietrza. Kaledhar - [kal - granat, har - turkus]. Mistrz
poznania. Pan Ŝywiołu wody. Patron syren i jednoroŜców.; Eleglin - [eleg - Ŝółty ; lin -
chwała]. Mistrz objawień, Władca Światła i Desire - [desi - czerwień; re- płomień ]. Matka
ognia. Opiekunka śmiertelników. Ostatnia z Wielkich Mocy - Ciemność - oddana jest pod
opiekę Dziecku Przeznaczenia.
4. Pozostałe rasy zostają zesłane na Wentrę. Welgen osiada w Serife, gdzie zostaje przyjęty
na dworze królowej, jako opiekun małej księŜniczki - Bereniki. NajwyŜsza Kapłanka
limirskiej WieŜy Entros - Lineë [lin - chwała] nawiązuje pierwszy kontakt z Matką Wentrą.
6. Kantrahir wykuwa Kamień Wody i ofiarowuje go Limire. Zesłanie kapłanów do
Chabrowej Doliny. [Kapłani - posłannicy czarodziejów; opiekuni i nauczyciele magii -;
Laserark - tajne stowarzyszenie Kapłanów, mające na celu szerzenie praktyk magicznych i
nauczanie Wybranych.]
Kapłani z Chabrowej Doliny / Bractwo Laserark - zgromadzenie Kapłanów Kultu Magii -
jednostki uzdolnione magicznie - powoływane co pięćdziesiąt lat przez 5 czarodziejów i
czarodziejek. KaŜdy z Mistrzów Magii moŜe powołać dwóch kapłanów. Wyjątek stanowi
Welgen, który ma prawo do trzech kandydatów.
* Daegon - (Desire)- specjalizacja : magiczna broń.
* Zila - (Eleglin); metamorfoza
* Raya - (Welgen) ; uroki i zauroczenia
* Greanleaf - (Welgen); święte znaki, zaklęcia uzdrawiające
* Milka - (Kaledhar), przeciwzaklęcia
* Salogel - (Welgen), zaklęcia obronne
* Leachim - (Eleglin); obrona przed czarną magią
* Osten - (Kaledhar); władza nad umysłem
* Edith - (Irist); opiekunka zwierząt
* Aweryla - (Irist) Ŝywiołaki
* Alkatres/ Mirim- (Desire ) moc światła
- pierwotnie w skład Bractwa wchodzili jeszcze Tarquillan i Claire, ale zostali oni wydaleni z
Kultu za naduŜywanie magii do celów niezgodnych z planami Mistrzów. Ich miejsce zajęły
Aweryla i Alkatres.
- Kapłani z Chabrowej Doliny rozporządzają potęŜną magiczną wiedzą. Na Wentrze większą
moc mają tylko czarodzieje, Lineë - NajwyŜsza Kapłanka; Maaya - królowa Leśnych Boginek
z Leantrinu i Dziecko Przeznaczenia.
9. Kantrahir wykuwa Kamień Ognia i ofiarowuje go Femirze. Darkaran zdradza Matkę.
Opuszcza Wszechświat i zstępuje na Wentrę - tam osiedla się w ciemnym kraju na południu.
Pragnie podporządkować sobie planetę. Na dodatek udaje mu się załoŜyć magiczną obręcz,
która ma to do siebie, Ŝe jest dokładnie powiązana z jego istnieniem. Zstąpienie na ziemię
któregokolwiek z Aerlich spowodowałoby śmierć Złego . . . Wentra nigdy nie pozwoliłaby na
takie coś, bo mimo tego, Ŝe obawiała się piekła, które Darkaran mógł rozpętać to w głębi
serca kochała go i nie mogła pozwolić na jego unicestwienie.
10. miesiąc drugi [Penneaule]. Darkaran przygotowuje wszystkie swe siły. Pierwsze napaści.
Pod koniec miesiąca dziewiątego [Erkenaule] początek wojny z elfami. Śmierć czterych
limirskich par królewskich. Władze w kraju feantarich obejmuje syn Ilii i Sörena - Drenholm.
Miesiąc jedenasty [Hareinaule] śmierć na polu bitwy królewskiej pary z Serife - Lii i Armina.
Lineë kontaktuje się z NajwyŜszą. Zapowiedź ocalenia Wentry poprzez zesłanie śmiertelnej
istoty, obdarzonej Mocą. Zapowiedź narodzin Dziecka Przeznaczenia. Miesiąc dwunasty -
Koniec Wojny - Potęga Czarnego Pana zostaje złamana poprzez wspólną interwencję
czarodziejów. Darkaran osiedla się na południu w Górach Stalowych w celu zgromadzenia
nowych sił.
11. Kantrahir wykuwa trzeci - juŜ ostatni artefakt - Kamień Ziemi. Serife, której zostaje on
ofiarowany jest rozczarowana tak pospolitym kruszcem i w gniewie rzuca Kamień za obręcz.
Nikt nawet nie podejrzewa - jak brzemienny w skutkach będzie ten czyn. Welgen na rozkaz
NajwyŜszej odwiedza jej przybytek w Limire - WieŜę Entros.
12. miesiąc jedenasty [Hareinaule] dzień 3 - zesłanie Dziecka Przeznaczenia do Serife.
Mellanor i Eregon zostają jego przybranymi rodzicami. Poczęcie Córki NajwyŜszej w łonie
elfki.
.......
Kamień Ziemi
"Gdy raz opanuje człowieka idea, juŜ go nie opuszcza i nie zdradza nigdy"
B. Prus
"NajwaŜniejsza jest wiara w to co niemoŜliwe"
"I nadejdzie dzień, w którym deszcz
zmyje wszystkie doczesne smutki.
Bo oto zstąpi Dziecię Przeznaczenia,
aby zniszczyć to co jest i to co było,
i odbudować na nowo-
- w Prawdzie, Sile i Chwale -
- niepodzielnie-
- i na wieki - "
Ś
więta Księga Wentry ; "Wolumin Przepowiedni"
"Or ennaenla aule, tem terranee netrim
rinurla fentiri drae nonem.
Men tere taren Nim Aen
sicra numdi em im illych or em im illychsa,
or kalistrie enér ellen -
- tem Drene, Greane or Line -
- menelent-
- or enér aganm"
ROZDZIAŁ I
"Tak bowiem jak dzień następuje po nocy, tak i Dobro przychodzi po latach ucisku i
niesprawiedliwości. Nic nie trwa wiecznie prócz Niej, która jest Początkiem i Końcem"
Ś
więta Księga Wentry: "Wolumin Objawienia"
Perlisty pot wystąpił na czole Mellanor. Zacisnęła palce na krawędzi łóŜka i poczęła
krzyczeć. Ból w jej łonie narastał z kaŜdą chwilą i czuła, Ŝe jeszcze trochę i zemdleje. Nad
nią pochylał się Eregon, jej małŜonek. Delikatnie gładził jej złote włosy i szeptał
uspokajające słowa. Kobieta wydała z siebie głuchy jęk bólu. Po chwili całą komnatę
wypełnił płacz nowonarodzonego dziecka. Starzec w bordowym płaszczu, który do tej pory
siedział w kącie izby, wstał, wziął niemowlę z rąk ojca i zanurzył je w zimnej wodzie.
Dziecko przestało płakać. Starzec połoŜył je przy matce, po czym wymówił kilka słów w
limirskim języku : "Penas eterum el konin la illych". Po czym skierował się ku drzwiom i
opuścił komnatę. Mellanor owinęła dziecko w bawełnianą tkaninę wytwarzaną przez ludy
zachodu i z goryczą w głosie powiedziała :
- Nadamy jej imię Nimaen, co znaczy Dziecię Przeznaczenia, gdyŜ przyszła na ten świat z
góry skazana na zagładę.
Po czym przytuliła się do ciepłego ciała dziewczynki, szepcząc najczulsze słowa miłości.
--------------------------------------------------------------------------------
Pierwsze promienie wschodzącego słońca oświetliły jej komnatę tworząc na misternie
rzeźbionym suficie niezwykłą grę barw i cieni. Nimaen powoli otworzyła oczy i ziewnęła
przeciągle. Przewróciła się na drugi bok i z niechęcią stwierdziła, Ŝe sen odpłynął i juŜ nie
uda jej się zasnąć Powoli wstała, przetarła dłonią zaspane powieki i podeszła do okna.
Pchnęła okiennice, które lekko zaskrzypiały i z rozkoszą odetchnęła świeŜym powietrzem
wiosennego poranka. Słońce nieśmiało przebijało się zza perłowych mas chmur. Dziewczyna
westchnęła i podeszła do zwierciadła zawieszonego tuŜ na przeciw okna. Patrząc na swoje
lustrzane odbicie, poprawiła włosy i uśmiechnęła się do siebie. Nie była ładna , ale teŜ nie
moŜna ją było nazwać brzydką; szczupła, wysoka , z cerą koloru kości słoniowej i włosami
barwy jasnego bursztynu, poprzetykanymi gdzieniegdzie złotymi nitkami. Nosiła je zawsze
splecione w luźny warkocz opadający aŜ do pasa. I jej oczy - nikogo nie pozostawiające
obojętnym - duŜe, ciemnozielone i przenikliwe , a w chwilach gniewu - straszne. Nimaen
ziewnęła po czym podeszła do stołu, na którym leŜały jej ksiąŜki i bibeloty, i po chwili
wahania wzięła do ręki zielony amulet w kształcie półksięŜyca. Promienie słoneczne
zatrzymały się przez chwile na jej otwartej dłoni, przebłyskując przez wisiorek i rzucając
szafirowy odblask na jej postać. Dziewczyna z wyraźnym znudzeniem odrzuciła go na bok,
po czym ubrała się, okręciła się na pięcie i zbiegła po dębowych schodach. W kuchni
siedziała jej matka zajęta czytaniem ksiąŜki.
- Idziesz gdzieś Nimma ?
- Pojadę odwiedzić Welgena.
- Dziecko. Nie powinnaś tak często zawracać mu głowy. Welgen ma wiele obowiązków i nie
moŜe. . .
- Matko - powiedziała dziewczyna siadając u stóp rodzicielki i chwytając ją za dłoń - Wiesz
dobrze, jak uwielbiam poznawać nowe formuły i . . .
- Nimaen !
- Ale . . .
- Nie igraj z magią kochanie ! Nie pozwól by cię ogarnęła !
- Wybacz matko. Ale . . .
"Dziecko. . nie chcę cię stracić. Jeszcze nie teraz."
- Nimma . . .
- Tak mamo .
- Pozdrów ode mnie czarodzieja.
Nimaen pokiwała głową na znak potwierdzenia, pocałowała Mellanor w oba policzki po
czym wybiegła z domu. Zatrzymując się przed furtką przeciągle gwizdnęła. Jakby w
odpowiedzi rozległo się ciche rŜenie i juŜ po chwili z gęstwiny drzew wyłonił się wspaniały
wierzchowiec o srebrnej maści ze złotą gwiazdą między oczami.
- Asta! - zawołała dziewczyna.
Klacz podbiegła do właścicielki. Nimaen poklepała ją po szyi i wzbijając się na palce, lekko
ją dosiadła. JuŜ po chwili jej dom został daleko w tyle, a ona sama galopowała poprzez las
czując jedynie ciepły powiew wiatru na twarzy. Przed małą, zieloną furtką zawieszoną
między drzewami dziewczyna zatrzymała konia i zwinnie z niego zeskoczyła. Zdawać by się
mogło, Ŝe leśna furtka jest tylko wytworem wyobraźni, który po dokładniejszych oględzinach
zniknie. Nimaen zbliŜyła się do niej i zapukała trzy razy, a nie widząc Ŝadnej klamki ani
innego przedmiotu mogącego za nią słuŜyć, usiadła poirytowana na trawie.
- Wspaniale ! - mruknęła do siebie. -Welgenowi zapewne znowu się nudziło i wymyślił
sposób na nieproszonych gości. Myślałam, Ŝe po tej mówiącej bramie nic nie będzie w stanie
mnie zaskoczyć, ale zdaję się, Ŝe to przechodzi wszystkie granice zdrowego rozsądku. Furtka
bez klamki . . .
Welgen był czarodziejem lecz mało kto o tym wiedział. Prawie wszystkie elfy uwaŜały go za
dziwaka igrającego z magią. I mimo tego, Ŝe czarownik miał moŜe trochę zbyt porywcze i
nerwowe usposobienie, to jego talent literacki i muzykalność czyniły go powszechnie
lubianym. Nikt w Serife nie podejrzewał jak wielką mocą magiczną rozporządza. Nikt z
wyjątkiem pani Bereniki, Mellanor i Eregona. Welgen mieszkał w Zaczarowanym Dzbanie,
jak jego dom zwykła nazywać Nimaen. Zresztą nie bez przyczyny albowiem czarodziej
uwielbiał wszelkiego rodzaju udziwnienia. Jego dom przypominał imbryk, przez którego
zewnętrzny otwór sączył się powoli dym o najróŜniejszych kształtach; od maleńkich figur
geometrycznych, aŜ po imponującej wielkości jednoroŜce i wiwerny. Nimaen uwielbiała
towarzystwo czarodzieja. Był dla niej kimś w rodzaju przyszywanego dziadka. Dziewczyna
lubiła jego opowieści o dalekich krainach i niekończące się monologi o wykorzystywaniu
magii do udziwniania Ŝycia sobie i innym. Welgen mimo podeszłego wieku [jeden rok na
Wentrze trwa 17 miesięcy; jeden miesiąc - 40 dni] z wyglądu nie przypominał starca.
Wiecznie pełen energii, opierał się o lasce tylko z przyzwyczajenia, poniewaŜ nigdy nie miał
nawet najmniejszych kłopotów z chodzeniem. Ciemne włosy do ramion nosił w nieładzie, a
w jego zielonych oczach zawsze tańczyły tajemnicze iskierki.
- Nie będę siedzieć tu do wieczora. Welgen mógł mnie uprzedzić, Ŝe w najbliŜszym czasie
mam nie przyjeŜdŜać.
A to powiedziawszy dziewczyna ze złością wstała i uderzyła pięścią w furtkę. Nagle tuŜ za
nią usłyszała ciche stąpanie i juŜ po chwili ujrzała Welgena w bordowym płaszczu z małą
tiarą na głowie.
- Witaj Nim - rzekł ze śmiechem czarodziej. - Kłopoty z furtką, co ?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Mag potraktował jej milczenie jako potwierdzenie i rzekł :
- Wystarczy tylko puknąć ją o tutaj - a to mówiąc przyłoŜył laskę ku środkowej części furtki -
I zaśpiewać fragment jakiejś ballady.
- Co?! - Nimaen wpatrywała się w czarodzieja z niedowierzaniem. Po chwili zaś zaczęła się
ś
miać.
- Nie śmiej się Nim. Ostatnio często, zbyt często odwiedzają mnie dziwne . . mhm . .
.stworzenia ?
- Jakieś kłopoty ? - spytała dziewczyna z rozbawieniem.
- Nie, nie - odparł Welgen i odwrócił głowę. Po czym bez słowa poprowadził elfkę ku
domowi nucąc pod nosem "Jeśli jesteś krasnoludem . . "
- Co cię tu sprowadza ? - rzekł, gdy minęli kolejną furtkę i znaleźli się w ogrodzie
przylegającym bezpośrednio do jego domostwa.
- Przyjechałam, bo chciałabym . . .Welgenie, chcę udoskonalić rzucanie uroków . .
Czarodziej przyjrzał się jej badawczo.
- Nim . . .
- Proooszę. - powiedziała przymilnie dziewczyna.
- No dobrze - westchnął Welgen. - Eliksiry juŜ znasz. Znaki teŜ ?
Nimaen w odpowiedzi pokiwała głową.
- Zaklęcia leczące . . .
- TeŜ.
- A więc sidła. . .
Dziewczyna klasnęła w dłonie. - Cudownie ! - krzyknęła. Welgen tylko pokręcił głową.
Wyszli do ogrodu.
- Dobrze Nim - rzekł czarodziej. - Skup się. Wszystko teraz zaleŜy od tego jak duŜo energii
pobierzesz. Czerp z ziemi, to najpewniejsze źródło. Gotowa ?
Skinęła głową.
- Dostosuj się do pobieranej energii. UłóŜ symbol w podświadomości i rzuć czar oplątanie. . .
na mnie.
Nimaen lekko złączyła palce obu dłoni, wypowiedziała formułę i juŜ po chwili błysnęły jasne
smugi, które oplotły czarodzieja. Zaraz teŜ czar prysł, poniewaŜ mag przywołał odpowiednie
przeciw zaklęcie.
--------------------------------------------------------------------------------
Siedział przy kominku patrząc jak czerwono - Ŝółte języki ognia liŜą suche drzewo. Przed
oczami stanęła mu postać tamtej kobiety. Spotkał ją w świątyni NajwyŜszej. Urzekła go
swoją postacią. Ubrana w aksamitną, złotą tunikę wyszywaną w drobniutkie liście. Jej
kruczoczarne loki opadające kaskadą miękkich fal aŜ do stóp, wspaniale współgrały z
fiołkowym wejrzeniem aksamitnych oczu. Pojawiła się nagle pod postacią bajecznego ptaka -
feniksa. Przeszedł go dreszcz na wspomnienie ciepła jej głosu.
- Witaj o Pani - rzekł pochylając lekko głowę.
Nieznajoma zmruŜyła oczy, wokół których widniały ciemne, runiczne znaki. Po chwili zaś
przemówiła :
- Nie pytaj kim jestem ani skąd pochodzę. Tego wszystkiego dowiesz się w swoim czasie.
Teraz najwaŜniejsza jest twoja rola. Zapewne słyszałeś o kamieniach Mocy - tu na jej
wargach zagościł blady uśmiech, a lekki rumieniec pokrył policzki.
Greanleaf w odpowiedzi skinął głową.
- I zapewne słyszałeś o Dziecku Przeznaczenia ? Nie kaŜ mu dłuŜej czekać i spełnij swą
powinność. Wojna wybuchnie lada moment. Jesteś jej potrzebny. PokaŜ się jej. Niech wie, Ŝe
istniejesz.
- Pani, ale ja . . .
- Cofnij się w przeszłość - odparła kobieta - A znajdziesz wyjaśnienie. Bez ciebie nic nie jest
w stanie obdarzyć ją mocą. Wróć do swoich snów.
Usłyszał cichy krzyk i sylwetkę szybującego ptaka. Po chwili i ona zniknęła, zostawiając po
sobie tylko Niepewność.
Rozdział II
"Ukryta wiedza drzemie w niej - dar od Jedynej. Jak liść danego drzewa przyjmuje cechy
charakterystyczne od rdzenia Ŝycia tak i ona posiada zdolności matczyne. MoŜliwość
poznania dobra i zła, przeszłości jak i przyszłości. Wystarczy tylko jeden powiew wiatru a
wspomnienia odŜyją . . . "
Ś
więta Księga Wentry "Wolumin Objawienia"
Daegon powiódł przenikliwym wzrokiem po twarzach zebranych. Zastanawiał się przez
chwilę jak przedstawić zgromadzonym swoje zamiary. Wiedział, Ŝe nie wszyscy go poprą.
Spojrzał znacząco w stronę wysokiego męŜczyzny o ciemnych włosach, po czym odchrząknął
i rzekł: - Cieszy mnie wasze przybycie.
- Chyba nie aŜ tak jak nas samych - odpowiedziała znudzonym głosem Milka, nie ukrywając
niechęci i ostentacyjnie ziewając. MęŜczyzna puścił jej wypowiedź mimo uszu i mówił dalej.
- Nasze Bractwo powoli, lecz skutecznie zacieśnia swe kręgi. Pozostają ci najbardziej
wierni... Ale będzie nas jeszcze mniej- po tych słowach spojrzał w stronę kobiety o
płomienno rudych włosach. Alkatres zmieszała się i lekki rumieniec wystąpił na jej
policzkach. Daegon mówił dalej :
- Świat chyli się zagładzie. Podobno znowu pojawiły się Kalenarie, Córy Chaosu Ŝyjące
wojną i poŜogą. W Femirze groźba wojny między dwoma róŜnymi szczepami ludzi narasta z
kaŜdą chwilą. NajwyŜsza Kapłanka w Limire nie widzi przyszłości Wentry w zjednoczeniu.
Elfy i krasnoludy prowadzą między sobą niekończące się wojny, a leśne boginki z Leantrinu
zamknęły się na jakąkolwiek formę współpracy. Nie uda nam się zjednoczyć. Cała nadzieja
tkwi w czarodziejach i nas, Kapłanach Magii. - przerwał, a w jego oczach zamigotały
niebezpieczne ogniki. - Cała nadzieja tkwi w Kamieniu Ziemi. Nie zostało duŜo czasu, aby
przygotować ofensywę. Cień napływa z południa. Trolle nękają południowo-zachodnie
obszary osiedli niziołków i krasnoludów. JeŜeli czegoś szybko nie postanowimy to juŜ
niedługo Matka Wentra utopi się w morzu krwi swoich własnych dzieci. Jedyna nadzieja tkwi
w artefakcie.
Na te słowa odezwał się Greanleaf :
- Kamień Ziemi- powiedział z ironią. - Aby posiąść jego moc musimy zgromadzić
przynajmniej dwie części. Jedną posiada Czarny Król, druga znajduje się w Świętej WieŜy -
Entros, w kraju feantarich. Kolejną ma wiedźma z Serife.
- Tak, wiem. - odparł wolno Daegon - Nie znamy połoŜenia czwartej, ostatniej części. Ale
dwie są po naszej stronie. Mam pewien plan.
Zebrani popatrzyli na niego pytającym wzrokiem. Ciszę panującą dokoła przerwał głos Rayi,
mistrzyni w rzucaniu uroków i zauroczeń.
- Zamierasz odebrać czarodziejce artefakt ?! On jest jej przeznaczeniem! Tylko ona...
Daegon popatrzył na nią z nieukrywaną złością.
- KimŜe jest ona, Ŝe w jej ręku spoczywa tak wielka potęga ?!
- Jest dzieckiem Wentry. - powiedział powoli Greanleaf.
- I co z tego ?! - odezwała się Zila. - Tylko odbierając jej kamień moŜemy pokonać Złego - a
powiedziawszy to kobieta uśmiechnęła się blado i znaczącą spojrzała w stronę Daegona,
który odpowiedział jej takim samym uśmiechem.
Greanleaf mówił dalej :
- Ona jest Dzieckiem Przeznaczenia i tylko ona moŜe stawić czoło Złu. Jak wy to sobie
wyobraŜacie? Jeśli nawet udałoby się wam odebrać artefakt to jakim sposobem chcecie go
uaktywnić ?! Do aktywacji potrzebne jest błogosławieństwo Lineë, NajwyŜszej Kapłanki z
Limire. Czy myślicie, Ŝe Wybrana Feantarich odstąpi wam limirską część kamienia i jeszcze
da błogosławieństwo ?! Lineë posiada dar łączności z Matką. Jak myślicie - czy wolą Wentry
jest abyś to ty Daegonie rozporządzał Kamieniem Ziemi ?!
Cichy szmer przeszedł wśród zebranych.
- I jeszcze jedno - dodał po chwili. - My, kapłani z Chabrowej Doliny powinniśmy aprobować
decyzje Matki Wentry, a tymczasem... Mistrz Welgen zostawił chyba jasne instrukcje. Mamy
odnaleźć czwartą część artefaktu i postarać się, aby czarodziejka weszła w jej posiadanie.
- Mistrzem kapłanów z Chabrowej Doliny i tym samym Bractwa Magii Laserark jest sztuka
magiczna - rzekł cicho Daegon. - A pod nieobecność Welgena ja tu sprawuję rządy.
- Ona ma potencjał. - przerwała mu Raya. - Posiada błogosławieństwo NajwyŜszej i tylko ona
moŜe poprowadzić wszystkie ludy Wentry do walki.
- Daegonie - odezwała się Edith, opiekunka zwierząt - Ja, wysłanniczka Mistrzyni Irist nie
zgadzam się na jakąkolwiek formę działania, która przeciwstawia się planom Wentry. My-
wysłannicy Opiekunki Natury nie mamy zamiaru pomóc Ci w spełnieniu twoich
niedorzecznych planów.
Aweryla w milczeniu pokiwała głową na znak zgody.
- Rozumiem - powiedział Daegon. - Kieruje wami strach, ale...
- Strach ?!- przerwał mu Greanleaf. - Raczej rozum.
- Oh Greanleaf - przerwała mu Zila bawiąc się kosmykiem swych kruczoczarnych loków. -
Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz ?
MęŜczyzna wstał i bez słowa opuścił zebranie.
---
- Gotowa ?
Baszty ciemnej wieŜy wznosiły się surowo nad miastem. Pierwsze gwiazdy zaczęły się
pojawiać na niebie, a księŜyc, który juŜ zdąŜył wzejść, oświetlił kamienną uliczkę w której
stała. Zrobiła jeden krok naprzód, potem drugi i trzeci. JuŜ po chwili biegła. Nagle
zauwaŜyła, Ŝe ze szczytu tajemniczej wieŜy bije białe światło. Ktoś dotknął jej ramienia.
MęŜczyzna. Nie widziała jego twarzy. Świst klingi. Śmierć ? Cichy szum skrzydeł na wietrze.
Ktoś w ostatniej chwili wziął ją w ramiona i zaniósł daleko od tego miejsca, daleko od tego
męŜczyzny z bronią. Światło. Znalazła się w obszernej sali. Po jej prawej stronie znajdował
się ołtarz, a przy nim stała kobieta w bieli. "Witaj Dziecię Przeznaczenia. Oto on." Błysk
ś
wiatła. Artefakt. Płomień. Spełnienie. "Nadszedł czas". światło. Jasność...OBJAWIENIE.
- Co się stało ? Welgenie co z nią ?
- Cicho Mellanor. Dopiero zasnęła.
- Welgenie...zaczęło się ?
- Uczyłem ją zaklęć. Pomyślałem, Ŝe moŜna by było spróbować. Dałem jej róŜdŜkę, dar od
Jedynej i... - starzec popatrzył na bladą twarz nieprzytomnej dziewczyny. - Myślę, Ŝe
powinniśmy jej powiedzieć...
Mellanor ukryła twarz w dłoniach.
---
- Nim...śpisz ? - spytał cicho Welgen.
- Nie- odparła dziewczyna - Rozmyślam.
- Źle się czujesz ?
- Nie...
- To co się stało - powoli zaczął mówić czarodziej - Jest początkiem przyszłych wydarzeń,
Nim. Dotykając tej czarodziejskiej laski pierwszy raz prawdziwie zostałaś naznaczona
znamieniem magii.
- I zemdlałam - dodała dziewczyna z ironią.
- Tak - rzekł Welgen - Zapadłaś w hipnotyczny półsen. To typowe dla osób obdarzonych
wiedzą i zdolnościami magicznymi. Nie patrz tak na mnie Nim. Ja teŜ jestem czarodziejem,
choć mało kto tu w Serife o tym wie - dodał uśmiechając się.- Jestem... jestem tu tylko po to,
aby przygotować ci drogę. Zapewne słyszałaś o Dziecku Przeznaczenia?
- Tak, czytałam o tym w królewskich kronikach. "I nadejdzie dzień..." - Nimaen zaczęła
powoli recytować.
- A czy znasz tę inskrypcję w staroŜytnym języku ? - przerwał jej starzec.
- Nie...- powiedziała powoli dziewczyna.
Welgen popatrzył na nią z dziwnym błyskiem w oku.
- W Starej Mowie Dziecię Przeznaczenia to ... Nimaen.
Dziewczyna popatrzyła na niego ze zdumieniem.
- Jak to... - wyjąkała i nagle jak Ŝywy stanął jej przed oczami obraz z półsnu...białe
ś
wiatło...biały płomień...artefakt podzielony na cztery części ... przedstawiciel Świętej Rasy i
głos NajwyŜszej Kapłanki: "Nadszedł czas". Następnie słowa proroków i
Objawienia...Przybyła na Wentrę z rozkazu NajwyŜszej i musi poprowadzić wszystkie wolne
ludy ku zwycięstwu... poczuła lekkie mrowienie w palcach...święte impulsy... źródło mocy...
- Nim...
Głos Welgena. Dziewczyna powróciła do rzeczywistości.
- A więc... - wyszeptała.- To ja jestem Dzieckiem Przeznaczenia.
Starzec skinął głową.
---
- A więc tak wygląda plan Daegona - powiedział cierpko Greanleaf. - Mirim...ładne imię.
Odtąd będziesz mieszkać w Serife - kraju elfów ?
Alkatres uśmiechnęła się blado.
- Nie mam wyjścia - powiedziała z nieukrywanym smutkiem. - Nie mam pełnych praw tak
jak wy...Jestem nowa..
- I naiwna - odparł męŜczyzna - No tak. Wywodzisz się od świętej rasy, a to zabronione. I tak
zrobiono wyjątek.
Kapłanka obrzuciła go piorunującym wzrokiem. Łza gniewu spłynęła po jej policzku.
- A więc Mirim... tak się teraz do ciebie naleŜy zwracać - powiedział Greanleaf, po czym
podszedł do kobiety i stanął naprzeciw niej tak blisko, Ŝe czuł jej oddech na piersi. Chwycił
ją za szyję i lekko przydusił do ściany.
Skrzywdź czarodziejkę a odnajdę cię i zabiję.
Kobieta splunęła mu prosto w twarz i zaśmiała się przeciągle, po czym powiedziała
uwalniając się z uścisku dłoni męŜczyzny :
- Wypełnię zadanie. Reszta mnie nie obchodzi.... Myślisz, Ŝe jest mi łatwo ?
- Ludziom bez skrupułów zawsze jest łatwo - przerwał jej Greanleaf.- Lepiej uwaŜaj ...
Mirim.
- Greanleaf...
- Słucham.
- Boję się... Bardzo się boję. Ale muszę to zrobić inaczej Daegon wykluczy mnie z
Bractwa...a ja...wierzę.. Wybaczysz mi kiedyś ?
- Mirim, zrób to co nie trzeba a ..
Perlista łza.
- Powodzenia w Serife..
Rozdział III
Powoli drŜącą ręką, dotknęła palcami spłowiałej okładki Delikatnie przewróciła kilka
pierwszych stronnic i zatrzymała się na
spisie rozdziałów: Księga Myśli, Przepowiedni, Spełnienia... i ta, której szuka - Księga
Przeznaczenia. Podniosła głowę i zamyśliła się
przez chwilę. "A jeŜeli znajdę coś co sprawi, Ŝe nie podołam obowiązkom, które zostały na
mnie nałoŜone jeszcze przed moimi
narodzinami... Na całej Wentrze istnieją tylko cztery egzemplarze Świętej Księgi. Jedną
posiada Welgen, drugą najwyŜsza kapłanka
w Limire, kolejną królowa leśnych boginek z Leantrinu, a ostatnią elfia księŜniczka,
Berenika. Welgen nigdy nie pozwolił mi jej
przeczytać... Berenika równieŜ. A co jeśli...".
Spojrzała w stronę lekko uchylonych drzwi wejściowych, ale nikt nie nadchodził.
"Welgen zabronił mi... Miał w tym jakiś cel. Nie mogę...". Wstała, otrzepała suknię z kurzu i
schyliła się by podnieść księgę. Lekki
powiew wiatru wpadł do pokoju przez uchylone okno, zmierzwił jej włosy i przewrócił kilka
kartek.
"To... to niemoŜliwe"
Księga otwarta była na stronie, na której znajdowała się rycina przedstawiająca niewiastę w
bieli.
"To... ja?!"
* * *
Rzeka Manda, mająca swe źródło u podnóŜy Zębatych Gór, przepływała przez te tereny,
szumnie śpiewając o bogactwie darów
Wentry. Czarodziejka szła chwilę wzdłuŜ jej głównego nurtu.
W miejscu, gdzie rzeka rozwidlała się dziewczyna dostrzegła świeŜe
ś
lady stóp. Przystanęła chwilę i z zainteresowaniem wpatrywała się w swoje odkrycie.
"Nieznajomi" - pomyślała - "Elfy nie zostawiają
ś
ladów . . ."
*
Na małej skarpie, tuŜ nad rzeką siedział męŜczyzna o szlachetnych rysach twarzy i długich,
ciemnych włosach. Oczy jego koloru mleka
otoczone były ciemnymi runami kraju Limire. Dziewczyna schowała się za biało-czarny pień
brzozy i z zainteresowaniem przyglądała
się nieznajomemu ze swej kryjówki. Nagle ktoś lekko dotknął jej ramienia. Nimaen
odwróciła głowę i krzyknęła ze zdziwienia. Oto
stał przed nią Limir, który jeszcze chwilę temu siedział na skale oddalonej o jakieś
trzydzieści kroków od tego miejsca. Skłonił lekko
głowę i odezwał się dźwięcznym głosem:
- Witaj Pani. Nazywam się Handir. JeŜeli nie masz nic przeciwko, to chciałbym Ŝebyś mnie
wysłuchała.
Nimaen skinęła głową na znak zgody.
- To dobrze - rzekł Handir - Przybywam z posłannictwem od najwyŜszej kapłanki z Świątyni
Limire. Moja pani pragnie, abyś
niezwłocznie przybyła do naszego kraju Nimaen. Welgen juŜ został o tym powiadomiony.
Chodzi o Kamień Ziemi.
Dziewczyna ze zdziwieniem popatrzyła w jego mlecznobiałe oczy. KimŜe on jest, Ŝe wie o
Kamieniu...
- NaleŜę do rodu Feantarich. Jestem synem Drenholma, powiernika Limire. Czy mogę prosić
cię o jak najszybszą decyzję ?
- powiedział po chwili przerwy
Nimaen przytaknęła :
- Oczywiście, Ŝe pojadę . . . wyruszę niezwłocznie zaraz po rozmowie z Welgenem.
Limir skłonił jej się na poŜegnanie, po czym wypowiedział kilka słów w swoim ojczystym
języku, błysnęło światło i z jego
ramion wystrzeliły śnieŜnobiałe skrzydła. Handir lekko ugiął kolana i juŜ po chwili zniknął
jej z oczu, ulatując w górę, ku srebrzystym
chmurom. Nimaen stała tak przez chwilę urzeczona tym spotkaniem. Po chwili zaś ruszyła do
domu z mocnym postanowieniem
wyjazdu w najbliŜszym czasie.
*
Idąc ścieŜką prowadzącą na tyły domu dziewczyna usłyszała podniesione głosy dobiegające z
kuchni. Weszła zaniepokojona, próbując
odróŜnić poszczególne wypowiedzi. Pośród całego tego zgiełku odnalazła szept matki i
gniewny krzyk ojca oraz jeszcze jeden głos,
naleŜący do jakiejś kobiety. OstroŜnie pchnęła kuchenne drzwi i weszła do pomieszczenia.
Spojrzała na matkę, w której oczach
szkliły się łzy i na ojca zaniepokojonego, i głęboko wzburzonego Następnie jej wzrok spoczął
na nieznajomej, która ubrana była
w ciemnozielony płaszcz. Włosy jej koloru polnych maków upięte były na karku, spływając
niŜej w kaskadzie miękkich fal.
Nieznajoma spostrzegłszy Nimaen, odwróciła się gwałtownie, robiąc zwodniczy piruet i w
jednej chwili wyciągnęła srebrny
miecz z pochwy przy pasie i machnęła nim w powietrzu. Mellanor poderwała się z krzykiem
z krzesła, na którym siedziała
i próbowała rzucić się na nieznajomą. Ta jednak jednym wyciągnięciem rozpostartej dłoni
unieruchomiła ją rzucając zaklęcie,
po czym odezwała się :
- Nie ma czasu do stracenia. W tej chwili przynieś szafirowy amulet.
Czarodziejka ani drgnęła. Wpatrywała się przeraŜonymi oczyma w nieruchomą matkę.
Opanowała drŜenie nóg i mimo lęku przed
nieznajomą, rzuciła się w stroną Mellanor. Ujęła jej zamarłą twarz w dłonie . . .i wtem urok
prysł. Elfka zachwiała się i upadła,
ale nie była juŜ pod działaniem czaru. Nieznajoma wpatrywała się w Nimaen szeroko
otwartymi ze zdziwienia oczyma. Po chwili
schowała miecz, skłoniła się i rzekła :
- Wybacz to najście, ale . .
- Co !!! - krzyknęła czarodziejka - Nachodzisz mój dom, grozisz mym rodzicom, rzucasz
urokami na prawo i lewo
. . . kim . . kim Ty jesteś ? - szepnęła
Nieznajoma wyjęła z kieszeni obszernego płaszcza złoty medalion, z wizerunkiem pióra i
rzekła :
- Nazywam się Mirim. Jestem posłanniczką feantarich, przybywam z Limire.
Nimalrill przyjrzała jej się uwaŜniej. NIe moŜna było w tej kobiecie odnaleźć znaków tego
plemienia. . . ale medalion z wyrytym
Ś
więtym Piórem . . .
- Ale ja przed chwilą rozmawiałam z Handirem - rzekła z powątpiewaniem czarodziejka
- Handir !!!- obruszyła się Limirka - To nieokrzesany młokos. Syn naszego pana, robi co mu
się Ŝywnie podoba. Nie jest on
posłannikiem, ale . . .- tu w jej głosie dało się słyszeć nutkę podziwu - Jak udało ci się
przerwać to zaklęcie, jestem pełna podziwu-
- zapewnie pobierasz nauki od tej czarownicy, jak jej tam - a Nimaen.
Czarodziejka uśmiechnęła się tylko.
- Tak masz rację - powiedziała pilnie lustrując Mirim wzrokiem. "Oszustka - pomyślała - I na
pewno nie jest z rodu
feantarich- znaki runiczne nigdy nie znikają - a i wejścia do skrzydeł teŜ nie widzę"
- No nic- rzekła kobieta - Twoja pani musi jak najszybciej przybyć do Limire . . ona tu
mieszka prawda? Jestem jej przyjaciółką
.. i . .zostawiła tu dla mnie pewną rzecz .. .
- Tak . . .- powiedziała wolno Nimaen z zagadkowym uśmiechem
- Jutro z samego rana przybędzie tu Gamrir, elf, jeden z wojowników południowego
królestwa i to on poprowadz
i twoją panią do mojego kraju . . . przekaŜ jej to. . .
- Dobrze Mirim - powiedziała czarodziejka, ciągle się uśmiechając
Limirka zamilkła i skierowała się do wyjścia. Na odchodnym zawróciła jeszcze i rzekła:
- Zapomniałabym o najwaŜniejszej rzeczy. Amulet z szafirem, Nimaen zostawiła go tu dla
mnie. Ty nie moŜesz go
przechowywać. Jestem zmuszona zabrać go do Limire, ma to związek . . .- tu kobieta się
zawahała- nie wiem czy mogę o tym
mówić - Kamień Ziemi - dodała po chwili.
Po czym na jej otwartej ręce zabłysł zielenią wisiorek. Kapłanka zamknęła go w dłoni i
odeszła.
Nimaen jeszcze chwilę wpatrywała się w miejsce, gdzie stała Limirka Potem wyszła do
ogrodu, zastanawiając się nad
wszystkim tym co usłyszała. Przechadzając się wśród kolorowych klombów dostrzegła błysk
czegoś małego. Podniosła ów
przedmiot z ziemi i ze zdziwieniem stwierdziła, Ŝe jest to złoty medalion, naleŜący do
feantarich.
- Zastanawiające - szepnęła.
Gwizdnęła cicho i juŜ po chwili zza wyłomu domu wyszedł koń srebrzystej maści.
Dziewczyna zwinnie go dosiadła, szepnęła
kilka słów w mowie elfów i pogalopowała w stronę głównego gościńca. Wiatr z południa
niósł ze sobą zapach świeŜo skoszonej
trawy. Słońce było juŜ w zenicie, gdy dziewczyna dostrzegła jakąś skuloną sylwetkę wśród
drzew. Pośpiesznie zeskoczyła z konia
i powoli zaczęła iść w stronę drzew. JuŜ po chwili zobaczyła męŜczyznę, o ciemnych
włosach. Był to Handir. Jedną ręką opierał
się o drzewo, a drugą próbował odczynić urok, który na niego rzucono. Nie zauwaŜył jej i
dopiero gdy ta się odezwała, podniósł
głowę.
- Handirze - wyszeptała dziewczyna
Limir uśmiechnął się do niej blado i osunął się na ziemię. Czarodziejka podbiegła do niego,
uklękła i dotknęła smukłą dłonią jego czoła.
- Zaklęcie osłabiające - powiedziała.
Skupiła się, wymówiła kilka słów i spod jej otwartych dłoni trysnęło światło, które ogarnęło
Limira.
JuŜ po chwili Handir podniósł się i usiadł, podpierając się o gruby pień drzewa, po czym
powiedział z goryczą w głosie:
- Zaatakowała mnie kapłanka. Prawdopodobnie jedna z członków Laserark. Odprawiła
potęŜny urok, tyle tylko,
Ŝ
e . . . - tu Limir urwał, sięgnął ręką do piersi i z przeraŜeniem wyjąkał :
- Mój medalion . . .Ona . .ona go zabrała . . .
- Ja mam twój medalion - powiedziała Nimaen.
Feantari z groźnym błyskiem w oczach poderwał się z ziemi i skierował w jej stronę .
- No tak - powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć drwinę - Czarodziejka ! To ty jesteś
mistrzynią magii. Jak mogłem
tak łatwo dać się zwieść ?! I jeszcze teraz przybiegasz do mnie z pomocą !!! - wyrwał jej
medalion z ręki i juŜ szykował się do odlotu,
gdy dziewczyna złapała go za przegub ręki i krzyknęła :
- Handirze ! Czy ty niczego nie rozumiesz ? Po co byłby mi potrzebny znak twojego rodu. Po
twoim odejściu była u mnie
kobieta o imieniu Mirim, podająca się za słuŜkę NajwyŜszej Kapłanki Limire . . .I ja teŜ
dałam się jej oszukać. Ta kobieta uŜyła zaklęcia paraliŜującego wobec mojej matki. Zdawać
by się mogło, Ŝe nie wie kim jestem . . . . a podawała się za moją przyjaciółkę! Pokazała mi
twój medalion, który potem zostawiła w ogrodzie. . . i zabrała mój amulet . ..
- Jaki amulet !!! - krzyknął Handir - Skąd ta kobieta mogła wiedzieć o mocy staroŜytnego
kamienia . . .
- Kamień Ziemi - wyszeptała dziewczyna - Nie . . ona wzięła szafirowy wisiorek w kształcie
półksięŜyca. Nie zawiera on
w sobie zbyt duŜo magicznej mocy. Zresztą artefakt nie jest rzeczą . . - tu zamilkła, gdyŜ
poczuła, Ŝe powiedziała za duŜo.
- W to zamieszany jest ktoś trzeci. Ktoś kto chce zdobyć kamień dla siebie - rzekł feantari -
Czy ta... jak jej tam... Mirim,
mówiła coś o celu twojej podróŜy?
- Nie znała celu - odparła powoli Nimaen - Powiedziała tylko... Ŝe jutro ma się u mnie stawić
Gamrir, elf, aby towarzyszyć mi
w wyprawie do waszego kraju.
- Co?! - krzyknął Handir - Gamrir, Elf Światła jest cięŜko ranny i aktualnie przebywa w
Ś
wiątyni Limire, gdzie wraca do
zdrowia pod czujnym okiem kapłanek. Ktoś go zaatakował siedem dni temu.
- A więc wszystko jasne - odparła dziewczyna - Ktoś tu zorganizował spisek. Pojadę jutro z
tym, który po mnie przyjedzie
i mam nadzieję, Ŝe dowiem się kto za tym stoi.
- Bądź ostroŜna Nimaen - rzekł Limir marszcząc brwi - Świat oczekuje twojego przyjsćia.
Tylko nieliczni wiedzą, Ŝe juŜ
zstąpiłaś. Nie moŜesz się naraŜać. Lepiej uzgodnij to z Welgenem. Dobrze wiesz kim jesteś...
- Raczej czym jestem!!! - krzyknęła dziewczyna, a w głosie jej słychać było nutę goryczy.
- Nimaen - rzekł powoli Handir - Nastaną cięŜkie czasy. JuŜ niedługo... Moja rasa zagroŜona
jest przez ciemne kamrony.
Dzisiaj mało jest na świecie feantarich czystej krwi. Nadzieja w tobie i elfach. DuŜa ilość
ludzi z Femiru przeszła na słuŜbę zła,
krasnoludy są po naszej stronie, ale nie obchodzi ich nic co nie ma związku z dobrem
naszym, dobrem innych ras, a olbrzymy-
- tu jego głos załamał się. Po chwili zaś rzekł :
- Pojadę jutro z tobą.
Dziewczyna połoŜyła na jego wyciągniętej dłoni złoty medalion z piórem, po czym wstała,
przywołała konia i powiedziała :
- A więc dobrze, do jutra Handirze!
Następnie gwizdnęła cicho, dosiadła konia i znikła za ścianą zielonych drzew.
* * *
- Nimaen...
Mellanor stąpając cicho weszła do pokoju, usiadła na brzegu łóŜka i zaczęła gładzić
bursztynowo-srebrne włosy dziewczyny.
- Nie śpię mamo - wyszeptała elfka - Tak bardzo nie chcę was zostawiać.
- Oh Nimaen! Nam tak samo jest cięŜko jak i tobie... ale córeczko... musisz się poświęcić,
aby nasi potomkowie mogli Ŝyć
w spokoju.
- Tak wiem... lecz ciaŜy mi to brzemię. Ta odpowiedzialność. Nie mam dość sił - tu jej głos
się załamał - Wszyscy myślą, Ŝe
jestem wielką czarodziejką, a tymczasem... Matko, boję się, Ŝe wszystkich zawiodę!
Kobieta przytuliła córkę do piersi.
- Kochanie... nie martw się. Ona czuwa. NajwyŜsza się tobą opiekuje W końcu jesteś jej...
dzieckiem...
Ś
wietlista łza...jedna...druga...
- Przyszedł czas, abym wreszcie oddała ci twoją naleŜność - powiedziała kobieta po chwili -
NajwyŜsi wraz z twoimi narodzinami
przysłali Welgena, tylko w jednym celu... aby przygotował ci drogę.
A po tych słowach elfka wyszła z pokoju, by juŜ po chwili wrócić z...
- RóŜdŜka - szepnęła Nimaen.
Mellanor przytaknęła, uśmiechając się blado.
Jesionowa róŜdŜka, na szczycie której osadzony był ciemny szafir o owalnym kształcie.
Dziewczyna dotknęła brązowego
trzonka. Magiczne impulsy rozeszły się po jej ciele.
* * *
Blask promieni słonecznych ogarnął ją całą. Pocałunki słońca delikatnie spływały na jej
odkryte ramiona i mlecznobiałą
szyję. Dziewczyna odwróciła się na drugi bok, ale marzenia senne juŜ powoli odpływały i
pierwsze podszepty rzeczywistości zaczeły
docierać do jej podświadomości. Leniwie odgarnęła kołdrę i wstała z pościeli. Spojrzała na
słońce, które było juŜ w zenicie i powoli
docierało do niej, Ŝe zaspała. Szybko się ubrała, narzuciła na ramiona płaszcz, chwyciła
worek podróŜny i zbiegła po schodach.
Jak na złość na ostatnim stopniu się potknęła i jak długa upadła na granitową posadzkę.
Powoli wstała, rozmasowała zbite biodro
i z przeraŜeniem stwierdziła, Ŝe nie wie gdzie zostawiła róŜdŜkę. Czym prędzej pobiegła na
górę, przeszukała cały pokój, ale
poszukiwania nie przyniosły skutku. Zaczęła się juŜ powaŜnie martwić, gdy wzrok jej spoczął
na drzwiach. TuŜ przy nich stała oparta
o futrynę magiczna broń. Dziewczyna zła na siebie chwyciła ją i zbiegła po schodach. Znowu
się potknęła. Tym razem o worek
podróŜny, który wcześniej zostawiła. W pośpiechu zaczęła zbierać swoje rzeczy, gdy nagle
usłyszała cichy świst, z zaraz potem
głośny, perlisty śmiech. Spojrzała w stronę, z którego dobiegał głos i ze zdziwieniem
stwierdziła, Ŝe to nikt inny jak Handir- siedzi
przy stole i płacze z rozbawienia. Limir widząc niewyraźną minę czarodziejki, opanował się
nieco i rzekł tłumiąc śmiech:
- JeŜeli codziennie tak późno i tak komicznie wstajesz, to gotów jestem tu zamieszkać, aby
oglądać takie sceny!
- Naprawdę śmieszne! - krzyknęła zła czarodziejka - Handirze! Jest południe! Gdzie ten elf,
który miał po nas przyjechać!
- Nikogo nie było - rzekł Limir ciągle się jeszcze uśmiechając - Byłem tu przed wschodem
słońca. Nikt nie przyjechał, więc nie
chciałem cię budzić. Zresztą... gdybym to zrobił, wtedy ominęłoby mnie twoje królewskie
zejście.
Dziewczyna chwyciła worek i rzuciła nim w Handira. Ten nie zdąŜył uchylić się od ciosu i
dostał w głowę. Zachwiał się na krześle
i upadł. Nimaen widząc jego niewyraźną minę zaczęła się śmiać.
- Pamiętaj! Nigdy nie zadzieraj z czarodziejkami - powiedziała z nieukrywaną radością.
Handir podniósł się z ziemi i spowrotem usiadł na krześle. Dziewczyna podeszła do drzwi
wyjściowych, pchnęła je lekko i wyszła
na zalane słońcem podwórko. Na suchej ziemi nie dostrzegła Ŝadnych śladów kopyt ani
wozów, weszła więc spowrotem do domu
i zwróciła się do Limira.
- Jak myślisz Handirze... o co w tym wszystkim chodzi ?!
- NIe wiem - odparł feantari - Nikt się nie pojawił. MoŜe chodziło im tylko o ten amulet w
kształcie półksięŜyca.
- MoŜe...
* * *
Ciszę leśną panującą dokoła przerwał perlisty, złowieszczy śmiech. Mirim zeskoczyła
zwinnie z konia, jednym szarpnięciem ręki
zrzuciła z siebie podróŜny płaszcz i przełoŜyła przez ramię obszerną torbę. Skierowała się w
stronę gąszczu drzew i krzaków,
i zatrzymawszy się przed ich ścianą, wymówiła kilka słów w pradawnej mowie. Korony i
gałęzie drzew odchyliły się ukazując długi,
ciemny korytarz. Kobieta weszła doń i skierowała się w stronę kamiennej ściany, na której
znajdowały się świetliste, runiczne znaki.
PrzyłoŜyła dłoń do jaśniejszych symboli i juŜ po chwili wszystko znikło, a ona sama
otworzyła magiczne widzenie, dostępne tylko
dla zwierzchnika Bractwa Laserark.
Znalazła się w wielkiej sali, której ściany tworzyły pnie brzóz i pędy bluszczu. Na samym
ś
rodku komnaty, na niewielkim podniesieniu
znajdował się olbrzymi, misternie rzeźbiony tron z białego drewna. Mirim zbliŜyła się do
niego, schyliła głowę i rzekła:
- Witaj Panie.
MęŜczyzna zasiadający na wyniesieniu powstał, zbliŜył się do niej i powiedział niskim
głosem:
- Mirim... moja ulubiona kapłanko. Czy zrobiłaś to o co cię prosiłem ?
- Tak panie. - rzekła kobieta po czym wyciągnęła ku niemu dłoń, na której błyszczał zielony
amulet.
MęŜczyzna wziął go do ręki, przyjrzał mu się bliŜej i włoŜył do kieszeni. Po czym odrzucił
rękę do tyłu i z całej siły uderzył Mirim
w twarz. Kobieta upadła na ziemię, złapała się za piękący policzek i wyszeptała:
- Za co..
MęŜczyzna roześmiał się.
- Za co?! Za rzucanie uroków w domu wiedźmy i za nie wykończenie Limira. Zaklęcie
osłabaijace?!! Skrzywdzi co najwyŜej
gnoma. Dlaczego go nie zabiłaś?! - krzyknął z gniewem.
Kobieta wsparła się n wyciągniętych rękach, z jej oczu spływały łzy, a czerwony policzke
piekł niemiłosiernie.
- To syn najwyŜszego z feantarich, następca Świętego Plemienia. - rzekła.
- Obawiasz się ich ?! - spytał męŜczyzna z ironią - Boisz się pół ludzi, pół zwierząt. Święte
Istoty... - tu zaśmiał się przeciągle -
- Ostatki tej rasy, która niegdyś rządziła. Teraz to się zmienia.
Kobieta nie odzywała się.
-Czy mogę odejść - spytała po chwili.
MęŜczyzna popatrzył na nią przeciągle z błyskiem rozbawienia w oczach.
- Oczywiście. MUSISZ odejść stąd na zawsze. - powiedział z naciskiem - Nie pokazuj mi się
więcej na oczy.
Kobieta podniosła się z ziemi i zaczęła przygotowywać się do teleportacji.
Nagle poczuła silne uderzenie w plecy. Szybko wypowiedziała przeciwzaklęcie i osunęła się
zemdlona na ziemię.