background image

Lubię to!

Bądź pierw szym znajomym, który to lubi.

Maciej Michałek: Chiny - dynamiczny rozwój militarnej potęgi

Maciej Michałek

 

  

04.02.2010.

Chińska  Republika  właśnie  obchodzi  nadejście  nowego,  2010  roku.  Ma  to  być  według  chińskiego
kalendarza  rok  spod  znaku  tygrysa,  który,  zgodnie  z  wierzeniami,  przyniesie  odwagę  w
podejmowaniu  decyzji, ale  i niepokoje.  Te wierzenia  nie miałyby  jednak takiego  rozgłosu na  świecie,
gdyby  nie  błyskawiczny  wzrost  gospodarczy  Chin  oraz  towarzyszący  mu  rozwój  chińskich  sił
zbrojnych.

REKLAMA

Rozwijające  się nieprzerwanie  od  30 lat  C hiny  stały się  drugim  najważniejszym graczem  na  światowym rynku.  Ten
niebywały postęp wiąże się nie tylko z olbrzymimi  zmianami wewnętrznymi kraju, wyciągnięciem z ubóstwa 500 mln
C hińczyków,  potwierdzeniem  wiary  we  własne  możliwości,  czy  utrzymaniem  jedności  narodowej.  C hiński  eksport
odnosi  sukcesy  na  całym  świecie,  jednocześnie  stopniowo  uzależniając  od  siebie  kraje  importujące,  w  efekcie
wygrywania  konkurencji  z  miejscowymi  producentami.  Wpływy  Państwa  Środka  intensywnie  rozwijają  się  także  w
krajach  trzeciego  świata,  gdzie  szuka  ono  kolejnych  rynków  dla  swego  eksportu  i  inwestycji,  trwa  tam  wręcz
gospodarcza  konfrontacja mocarstw.  Od chińskich  pieniędzy  uzależniony jest  najpotężniejszy obecnie  kraj świata  –
Stany  Zjednoczone,  ponieważ  C hiny  posiadają  olbrzymie  ilości  amerykańskich  obligacji  skarbowych.  Wszystkie  te
uzależnienia  są  przy  tym  dwustronne  –  tak  jak  zagraniczni  importerzy  są  uzależnieni  od  chińskich  produktów,
podobnie  chińska  gospodarka  od  pieniędzy  z  eksportu,  tak jak  siła  waluty  USA  jest  uzależniona  m.in.  od  chętnych
na  zakup  obligacji  skarbowych,  podobnie  skupujące  je  C hiny  uzależnione  są  od  stabilności  dolara,  ponieważ  w  tej
walucie trzymają swe oszczędności, a także dokonują rozliczeń handlowych.

Z  tej  nakręcającej  się  spirali  zależności  na  razie  nie  widać  wyjścia  i  cały  świat  bacznie  obserwuje  wzrastającą
potęgę  C hin.  Jednak  nie  tylko  zależności  gospodarcze  mogą  być  zagrożeniem  dla  reszty  świata.  C oraz  większą
uwagę  zwraca  się  na  chińską  armię,  która  już  jest  najliczniejszą  na  świecie.  Ważne  jest  to  w  tym  przypadku  ze
względów polityki wewnętrznej, chiński reżim polityczny od wydarzeń z  czerwca 1989 r. znów oparty jest w pewnym
stopniu  na  strachu.  C o  więcej,  według  ekspertów,  armia  stanowi  jeden  z  filarów  rządzącej  krajem  triady  –  obok
partii i  rządu[1]. C iężko  jednak uznać  wszystkie zmiany  zachodzące w  chińskiej armii,  jako potrzebne  ze  względów
polityki  wewnętrznej.  C hińska  Republika  Ludowa  czuje  się  mocarstwem  i  potrzebuje  potwierdzenia  tego  statusu  w
wymiarze  wojskowym.  Jest  to  w  dużym  stopniu  naturalne,  że  kraj  o  takiej  potędze  gospodarczej  chce  posiadać
również  proporcjonalnie  potężne  wojsko.  Nie  bez  znaczenia  jest  dokonująca  się  na  świecie  „Revolution  in  Mlitary
Affairs”, związana  z postępem technologicznym  i wymagająca olbrzymich  nakładów finansowych. Jednak  nie można
powstrzymać  się  od  refleksji,  czy  inwestując  olbrzymie  środki  w  armię,  nie  będzie  się  chciało  jej  użyć  także  w
innym  charakterze  niż  „straszak”.  C ały  świat  patrzył  na  pełną  dumy  i  patosu  monstrualną  wręcz  defiladę  z  okazji
60-lecia C hRL. Jak wygląda w praktyce wzrost siły militarnej C hin oraz czy obawy z tym związane są uzasadnione?

Istnieje  kilka  przyczyn,  dla  których  C hiny  stopniowo  zwiększają  potencjał  swojej  armii.  Partia  bez  wątpienia  na
pierwszym  miejscu  stawia  niepokoje  społeczne  oraz  ruchy  separatystyczne,  przede  wszystkim  w  autonomicznych
regionach  Tybetu  i  Xinjiangu[2].  C hoć  około  91  proc.  obywateli stanowią  C hińczycy  Han,  w  kraju  uznaje się  aż  55
mniejszości  narodowych,  które stanowią  znaczące  procenty  ogółu  mieszkańców  na peryferiach  kraju.  Wciąż  bierze
się  pod  uwagę  możliwość  wystąpienia  wojny  granicznej  o  ograniczonym  zasięgu,  przede  wszystkim  z  Indiami,
Tajwanem lub Koreańską  Republiką Ludowo - Demokratyczną.  Szczególnie krucha pod tym  względem kształtuje się
sytuacja  z Indiami,  ponieważ nie  słabną napięcia  związane  ze sporami  granicznymi, przede  wszystkim w  indyjskich
prowincjach Arunachal  Pradesh i Sikkim  oraz Kaszmirze[3].  Warto także pamiętać,  że Indie odpowiadają  za  obronę
sąsiadujących z Tybetem Bhutanu i Nepalu, strzegąc ich himalajskich granic.

Innym  zagrożeniem  jest  spowolnienie  rozwoju  gospodarczego,  od  którego  nie  tylko  zależy  bogactwo  państwa,  ale
także  jego  spójność.  Uważa  się,  że  gdy  skończy  się  tryumfalny  gospodarczy  postęp,  a  ten  jak  uczy  historia  nie
może trwać  wiecznie, zniknąć  może główne  spoiwo tego  olbrzymiego państwa.  Wywołane tym  niepokoje społeczne,
obecne  dzisiaj,  a  wzmocnione  wzrostem  bezrobocia,  mogą  zostać  utopione  we  krwi  lub  doprowadzić  do  podziału
C hin –  jak choćby  na bogate wschodnie  wybrzeże, i  słabo zaludniony, rolniczy  interior[4]. Nieodłącznie  związane  ze
stabilnością  rozwoju  gospodarczego  jest  rozwijanie  i  utrzymywanie  wpływów  w  różnych  częściach  świata,  a  także
kontroli nad swymi  strategicznymi szlakami handlowymi. Działania w  tym kierunku rodzą zaś  najwięcej obaw reszty
świata, co do nadchodzącej chińskiej dominacji.

Budżet C hińskiej Armii Ludowo  - Wyzwoleńczej notuje dynamiczny, dwucyfrowy wzrost i oficjalnie  wyniósł w 2009 r.
ponad  70  mld  dolarów[5].  C hoć  wydaje  się  to  niewiele  w  porównaniu  do  budżetu  Departamentu  Obrony  USA
wynoszącego  w  2009  r.  aż  515  mld  dolarów,  C hRL  i  tak  zajmuje  pod  tym  względem  drugie  miejsce  na  świecie.
Pentagon uważa, że  faktyczna wartość wydatków C hin na zbrojenia jest przynajmniej  dwukrotnie wyższa, ponieważ
oficjalne  dane  nie  uwzględniają  wszystkich  wydatków,  m.in.  zagranicznych  zakupów  wojskowych,  zbrojeń
nuklearnych  i  strategicznych,  subsydiów  dla  przemysłu  zbrojeniowego.  SIPRI  zaś,  licząc  według  realnej  wartości
pieniądza, szacuje aż czterokrotnie większą wartość wydatków  zbrojeniowych. Armia nie podlega kontroli rządu, tak
jak w  państwach zachodnich, ale partii  komunistycznej. Jej liczebność ocenia  się na 2,3 miliona  żołnierzy regularnej
armii, w  tym 1,6  miliona sił  lądowych, 400 tys.  sił powietrznych  i 255 tys.  marynarki. Do  tego należy doliczyć około
10  milionów  ludzi  w  siłach  paramilitarnych  (Ludowa  Policja  Zbrojna,  rezerwiści  i  milicja),  oraz  to,  że  w  razie

2010-08-19

psz.pl - Maciej Michałek: Chiny - dyna…

www.psz.pl/index2.php?option=com_c…

1/4

background image

zagrożenia, zdolnych do służby wojskowej jest około 350 milionów ludzi.

W  ostatnich  latach  armia  podlega  intensywnej  modernizacji.  Obejmuje  ona  przede  wszystkim  wymianę
dominującego  wciąż,  przestarzałego  uzbrojenia,  oraz  prawdopodobnie  zakończoną  właśnie  redukcję  liczebności  sił
zbrojnych z wcześniejszych 4  milionów. Wysiłki poświęcone są przede wszystkim  rozbudowaniu marynarki wojennej
oraz  lotnictwa,  tak  jak  w  pozostałych  krajach  regionu.  Przeprowadzane  są  zakupy  uzbrojenia,  których  głównym
źródłem  od  lat  jest  Federacja  Rosyjska.  Tylko  w  ubiegłym  roku  przekazała  ona  cztery  niszczyciele  klasy
Sowriemiennyj  wyposażone  w  wyrzutnie  rakietowe  oraz  podpisała  porozumienie  w  sprawie  sprzedaży  dwunastu
myśliwców  Su-30[6].  Innym  znaczącym  partnerem  jest  Izrael,  co  rodzi  szczególne  protesty  USA,  ponieważ  to  ich
sprzęt  w  rezultacie  sprzedawany  do  C hRL  (na  przykład,  mimo  oporów  przeciwko  sprzedaży  samolotów  typu
AWAC S, C hińczycy  oficjalnie posiadają cztery  maszyny tego  typu). Na podstawie  izraelskich prac powstał  też  jeden
z podstawowych myśliwców chińskiego lotnictwa - C hengdu J-11.

C hiny  wciąż  podnoszą  również  kwestię  zniesienia  obowiązującego  embarga  na  sprzedaż  broni  z  Unii  Europejskiej.
Jest  to  związane  z  chęcią  otrzymywania  jak  najnowocześniejszych  technologii,  których  Rosjanie  nie  posiadają,  lub
nie chcą sprzedawać w obawie o własne bezpieczeństwo. Niezwykle istotne jest 

rozwijanie potencjału  strategicznego

i  nuklearnego

  .  Wdrażane  są  nowe  rakiety  interkontynentalne  typów  DF-31,  DF-31A,  DF-41,  mogące  razić  całe

terytorium  Stanów  Zjednoczonych  i  być  wyposażane  w  wielogłowicowe  ładunki.  Ilość  chińskich  ładunków
atomowych nie jest dokładnie znana, szacuje się ją od 200  do 400, a do ich przenoszenia C hiny dysponują całą tzw.
triadą  atomową  (pociski  balistyczne, bombowce  strategiczne  i  okręty  podwodne).  C o warto  odnotować,  ilość  rakiet
oraz ładunków ciągle rośnie.

Uruchomiony  został  ambitny  program  kosmiczny.  Po  udanym  umieszczeniu  satelity  na  orbicie  Księżyca  w  2007
roku,  C hińczycy  planują  dokonać  lądowania  bezzałogowego  na  ziemskim  satelicie  w  przeciągu  najbliższych  trzech
lat i wreszcie lądowania załogowego w 2025 roku[7]. Trwają również prace nad systemami antysatelitarnymi, a więc
wymierzonymi  w  zdolność  orientacji,  komunikacji  i  poruszania  się  wroga.  Wielki  światowy  oddźwięk  zyskało

zestrzelenie  niesprawnego  chińskiego  satelity  w  2007  roku

  ,  nie  tylko  ze  względu  na  niezgodność  tego  czynu  z

prawem  międzynarodowym  i  zaśmiecaniem  kosmosu.  Przede  wszystkim  pod  znakiem  zapytania  stanęła
skuteczność  budowanej  przez  USA  tzw.  „tarczy  antyrakietowej”,  która  oparta  jest  właśnie  na  korzystaniu  z
satelitów.

Imponująca  jest  liczba  prowadzonych  przez  C hiny  programów  zbrojeniowych.  Intensywnie  rozwija  się  lotnictwo
(programy  J-10,  FC -1,  JH-7,  J-11B  -  kopia  Su-27),  systemy  rozpoznania  i  walki  radioelektronicznej,  zwiększa
możliwości  tankowania  w  powietrzu.  Nie  ustępują  mu 

inwestycje  w  zwiększanie  możliwości  marynarki  wojennej

dzięki  budowie  dużych  jednostek  (C hińczycy  oficjalnie  rozważają  budowę  pierwszego  lotniskowca,  nieoficjalnie
mówi  się  o  już trwających  pracach[8]),  a  także  wojsk  lądowych,  poprzez  wprowadzanie nowych  modeli,  takich  jak
czołgi  Typ-99,  transportery  WZ551  oraz  BWP  TYPE  97.  C ały  zaś  krajowy  wysiłek  zbrojeniowy  wspomagany  jest
poprzez  szpiegowanie i  wykradanie zagranicznych  technologii, o  czym  donoszą od  czasu do  czasu światowe  media,
oraz  ulepszaniu  kupowanych  konstrukcji.  W  szpiegowaniu  tym  pomaga  duża  aktywność  w  dziedzinie  walk  w
cyberprzestrzeni.  Jak  donosił  Financial  Times,  chińscy  hakerzy  wielokrotnie  spenetrowali  m.in.  sieć  komputerową
Białego  Domu  i  nasilające  się  ataki  tego  typu  stanowią  najpoważniejsze  zagrożenie  dla  utrzymania  tajemnic
technologicznych  USA.  C hoć  oficjalnie  nie  da  się  wiele  powiedzieć  na  temat  pobudek,  jakimi  kierowali  się  ci
hakerzy,  ich  powiązania  z  rządem  są  co  najmniej  równie  prawdopodobne,  jak  w  przypadku  ataków  rosyjskich  w
Estonii  czy  Gruzji.  Widać  również  rosnącą  tendencję  do  kupowania  już  nie  gotowych  systemów,  lecz  jedynie
podzespołów, mających służyć opracowaniu własnych projektów.

Warto  zauważyć,  że  rozwijanie  przez  C hRL  wpływów  w Afryce  i  na  Bliskim  Wschodzie,  potrzebnych  ze  względu  na
potężny  energetyczny „głód”  chińskiej  gospodarki,  ma także  swój  wymiar  militarny. Wiąże  się  on  z budową,  jak  to
określił  indyjski  autor  Susenjit  Guha,  „sznura  pereł”  na  Oceanie  Indyjskim[9].  C hodzi  tutaj  o  budowę  trzech
potężnych  portów  w  Gwadar  w  Pakistanie,  Hambantota  na  Sri  Lance  oraz  Sittwe  w  Birmie.  Port  w  Gwadar  już
istnieje,  planowana  jest  jednak  jego  znaczna  rozbudowa.  Miałby  on  umożliwić  C hinom  transport  ropy  i  gazu
rurociągami  wprost  do  chińskiej  prowincji  Xinjiang.  Pakistanowi  z  kolei  zapewnić  ma  bezpieczniejszą  bazę  dla
marynarki  wojennej  niż  w  Karachi,  ze  względu  na  większą  odległość  od  Indii.  Obecnie  jego  rozbudowa  stoi  pod
znakiem  zapytania  ze  względu  na  niestabilność  w  Pakistanie  i  Kaszmirze.  Port  w  Hambantota  ma  być  lankijską
odpowiedzią  na  plany  unowocześnienia  infrastruktury  portowej  w  południowych  Indiach.  Będący  już  w  trakcie
budowy port kosztować  ma pół miliarda dolarów, a finansowany  jest niemal w całości przez C hiny  – nie wiadomo,  w
jakim  stopniu  jako  darowizna,  a  w  jakim  pożyczka.  Razem  z  C olombo  i  Trincomallee  (budowanym  przy  wsparciu
Indii)  Hambantota  ma  stanowić  trójkę  największych  portów  przeładunkowych  w  kraju.  Wspomniany  już  Susenjit
Guha  wiąże  także  budowę  tego  portu  z  zakończeniem  wojny  domowej  na  Sri  Lance,  w  której  według  doniesień
SIPRI  wydatnie  pomogły  C hiny  śląc  sprzęt  wojskowy  dla  rządu  w  C olombo.  Port  w  Sittwe  jest  jednym  z  głównych
portów  w  Birmie,  w  którym  C hińczycy  uzyskali  duże  prawa  prawdopodobnie  w  zamian  za  poparcie  udzielane
rządowi  tego  kraju,  a  także  sprzedaż  mu  broni.  Jest  to  związane  jest  z  planami  budowy  ropociągu  z  Sittwe  do
chińskiej prowincji Yunnan.

Wszystkie  te  porty  mają,  poza  przynoszeniem  bezpośrednich  korzyści  dla  handlu,  umożliwić  obsługę  chińskich
okrętów,  ochraniających  bezcenne  dla C hRL  szlaki  handlowe  z  Afryki  oraz  z Bliskiego  Wschodu.  C hińska  obecność
w  tych  miejscach  ma  jednak  również  niebagatelne  znaczenie  strategiczne,  czego  nie  sposób  nie  zauważyć.
Przynajmniej  dwa  z  tych  portów  (Gwadar  i  Hambantota)  domniemywa  się,  że  będą  jednocześnie  stanowić  bazę
marynarki wojennej  C hin, co istotnie  wpłynie na  jej możliwości na  Oceanie Indyjskim. Szczególnie  niepokojące  jest
to  dla  Indii,  których  poczucie  bezpieczeństwa  z  pewnością  się  pogorszy  wraz  z  obecnością  chińskich  okrętów  tuż
przy jej wybrzeżu. C hiny mogą również wykorzystać  większą obecność na Oceanie Indyjskim do bliższej  obserwacji
indyjskiego programu atomowego[10].

Jaki  więc  kierunek  obrali  C hińczycy,  biorąc  się  za  reformę  swojej  armii?  Andrew  Scobell  wyróżnia  tutaj  cztery
główne  strategie  modernizacji[11].  Pierwsza  z  nich  zakładała  budowę,  wszelkimi  dostępnymi  środkami,  pozycji

2010-08-19

psz.pl - Maciej Michałek: Chiny - dyna…

www.psz.pl/index2.php?option=com_c…

2/4

background image

supermocarstwa,  obejmującą  budowę  potężnej  floty,  umożliwiającej  kontrolę  otwartych  mórz  i  rzucenie  wyzwania
Stanom  Zjednoczonym.  Druga  nie  akcentowała  kierunku  konfrontacyjnego,  ale  próbowała  wykorzystać  dostępny
potencjał,  aby  zmodernizować  kupowany  zagraniczny  sprzęt  i  silnie  rozwijać  krajowy  przemysł  zbrojeniowy,  który
miałby z czasem  dorównać amerykańskiemu, lub choćby rosyjskiemu.  Trzeci zawiera się w dewizie  „Ty walczysz  na
twój  sposób,  a  ja  walczę  na  swój”  („ni  da  ni  de,  wo  da  wo  de”).  Godząc  się  z  niemożliwością  dorównania
technologicznemu  poziomowi  armii  amerykańskiej,  skupić  się  należało  na  osłabianiu  tej  technologicznej  przewagi
niesymetrycznymi  środkami,  jak  broń  antysatelitarna  (w  większym  lub  mniejszym  stopniu  „oślepiłoby”  to  rakiety,
samoloty  i  okręty)  i  walka  w  cyberprzestrzeni  (mająca  paraliżować  komunikację  i  infrastrukturę)  Można  więc  ją
ocenić,  jako  strategię  defensywną.  Według  czwartej doktryny,  pochodzącej  jeszcze  z  czasów  Mao  Zedonga,  armia
ma nie  tylko bronić narodu,  ale również  go kształtować. Jej  rozwój ma dawać  przykład innym  gałęziom gospodarki,
a C hińczykom przynosić dumę i prestiż.

Dziś  ciężko  ocenić,  którą  z  tych  strategii  wybrały  C hiny  –  raczej  każdą  z  nich  po  trochu.  Trzeba  jednak  zwrócić
uwagę,  że  dwie  pierwsze,  czyli  scenariusze  tworzenia  supermocarstwa  oraz  tworzenia  nowoczesnego  przemysłu
zbrojeniowego,  były  dotychczas  raczej  niemożliwe  do  zrealizowania.  C hiński  sektor  zbrojeniowy  jest  w  większości
przestarzały  i  mało  innowacyjny,  zaś  przeznaczenie  zbyt  wcześnie  gigantycznych  środków  na  budowę
mocarstwowej  pozycji  osłabiłoby  kraj  gospodarczo  –  dominacja  militarna  spychana  jest  na  drugi  plan  przez
dominację  gospodarczą.  Sytuacja  jednak  ewoluuje  i  nie  można  rozstrzygać,  czy  z  czasem  nie  wyłoni  się  nam
dominująca  i  spójna  strategia  w  dziedzinie  zbrojeń.  Wziąć  należy  tutaj  pod  uwagę  również  fakt,  że  C hińczycy
dokładają  starań,  aby  sprawy  dotyczące  chińskiej  wojskowości  utrzymywać w  tajemnicy.  I  nie  chodzi  tutaj  tylko  o
najnowocześniejsze projekty  i służby  specjalne -  na chińskiej  stronie Ministerstwa  Obrony Narodowej  nie ma  nawet
ilościowego  przeglądu  armii.  Ta  przesadna  tajność  może  świadczyć  po  prostu  o  tym,  że  C hRL  nie  ma  się  na  razie
czym pochwalić.

Podsumowanie stanu i kierunku chińskich  zbrojeń nie jest łatwe. Problem nie  polega jednak na tym,  czy intensywne
przyspieszenie  w  tej  dziedzinie  jest,  czy  go  nie  ma.  -  problem  polega  na  rozstrzygnięciu,  czy  to  wyścig,  czy
modernizacja;  C zy  należy  się  tego  przyspieszenia  obawiać,  czy  jest  to  jedynie  chińska  próba  dogonienia  państw
Zachodu.  W  „Białej  Księdze”  wydanej  20  stycznia  2009  roku  C hiny  odrzuciły  zarzuty  o  agresywne  zbrojenia
twierdząc,  że  wzrost  wydatków  obronnych  jest  niezbędny  z  powodu  takich  czynników  jak  supremacja  militarna,
ekonomiczna  i naukowa  innych państw,  zewnętrzne  dążenia do  powstrzymywania  C hin i  wewnętrzne zagrożenia  ze
strony sił  separatystycznych. W  tym samym  dokumencie zobowiązały się  również do  nie używania  broni nuklearnej
jako  pierwsze,  oraz  do  nie  używania  jej  przeciwko  nieatomowym  państwom[12],  zaś  rzecznik  chińskiego  MSZ
niezmienne  głosi,  że  C hiny są  krajem  miłującym  pokój.  We  wszystkim  jednak można  dostrzec  przysłowiowe „ale”.
C zy  to  umiłowanie  pokoju  będzie  miało  wpływ  na  chińskie działania  w  stosunku  do  separatyzmów  na  Tajwanie  i  w
Tybecie?  Jak  skonfrontować  je  z  agresywnymi  incydentami,  takimi  jak  przetrzymywanie  przez  11  dni  załogi
amerykańskiego  samolotu,  który miał  kolizję  nad  C hRL w  2001r,  lub  nie wpuszczenie  amerykańskiego  lotniskowca
Kitty  Hawk  do  portu  w  Hongkongu  w  2007  r.[13]?  C zy  można  uwierzyć,  że  C hiny  nie  użyłyby  broni  nuklearnej
przeciwko Korei, Japonii lub Tajwanowi w przypadku amerykańskiego ataku z ich terytorium (zgodnie z deklaracją o
nie  zastosowaniu  broni  atomowej  przeciwko  nieatomowemu  państwu)?  Gdy  wśród  tylu  niewiadomych  w  mediach
pojawi  się  zdająca  rozwiązywać  wątpliwości  wiadomość,  jak  w  2005  r.  z  ust  generała  Zhu  C henghu[14],
automatycznie zyskuje ona olbrzymi rozgłos.

Mając  w  pamięci  to  wszystko,  należy  jednak  uzmysłowić  sobie  chińską  rzeczywistość.  Nawet  jeśli  C hRL  przez
kolejne  lata  intensyfikowało  zbrojenia,  przepaść  dzieląca  je  od  Stanów  Zjednoczonych  jest  tak  znaczna,  że
ryzykowne  byłoby spodziewanie  się  choćby wyrównania  potencjałów.  Zbrojenia  konwencjonalne większe  znaczenie
odgrywać  mają  raczej  w  regionie,  choćby  w  stosunku  do  Tajwanu,  w  który  stale  wymierzony  jest  ponad  tysiąc
rakiet  znad brzegu  C ieśniny  Tajwańskiej. Nie  zmienią  one jednak  znacząco  sytuacji  tak długo,  jak  w regionie  będą
obecne  silne  wpływy  Stanów  Zjednoczonych  i  ich  poparcie  dla  Tajwanu,  Japonii  czy  Korei  Południowej.  Zbrojenia
nuklearne  jak  dotąd  służą  mocarstwom  jedynie  do  odstraszania,  program  kosmiczny  zaś  jest  niczym  innym,  jak
próbą  gonienia  Zachodu  –  choć  możliwe  w  przyszłości  korzyści  z  niego  płynące  są  nie  do  przecenienia,  póki  co
C hińczycy  muszą  nadrobić  swoje  czterdziestoletnie  opóźnienia.  Agresywne  incydenty  wydają  się  zaś  zwykłymi
przebłyskami emocji, przebijającymi się zza zimnej, wyrachowanej  twarzy rządzącego reżimu. C hiny są już bowiem
mocarstwem  gospodarczym,  a  mocarstwo  –  takie  czy  inne  –  może  sobie  pozwolić  na  więcej.  Państwo  Środka nie
może sobie  jednak pozwolić na rzeczywisty  konflikt na międzynarodową skalę,  ponieważ uderzyłoby to w  nie same.
W  rzeczywistości  wciąż  jedynym  naprawdę  groźnym  atutem  C hin  jest  ich  potencjał.  Jako  jedyne  mają  możliwości,
aby  w  przyszłości  dorównać  potęgą  USA.  Konieczne  jednak  do  tego  jest  założenie,  że  będą  one  rozwijać  się  w
niemalejącym  tempie  przez  przynajmniej  kolejne  trzydzieści  lat,  bez  czego  pod  znakiem  zapytania  stoi  nawet
integralność  terytorialna  C hRL.  Jak  ryzykowne  jest  tego  typu  założenie,  uczy  z  kolei  historia.  Z  drugiej  strony,
C hińczycy udowodnili, że potrafią planować naprawdę długofalowo, czas więc pokaże, czym jeszcze nas zaskoczą.

Przypisy:

1. Kelly Jason, “A C hinese Revolution in Military Affairs?”, Yale Journal of International Affairs, Vol. 1, Issue 2
2. Gillert Piotr, „Nadchodzi czas smoka...”
3.  Nawrot  Maciej,  „C hiny  -  Indie:  Pojedynek  gigantów?  http://www.psz.pl/tekst-7239/C hiny-Indie-Pojedynek-
gigantow
4. Friedman George, „Następne sto lat. Prognoza na XXI wiek”
5. Wszystkie dane ilościowe dotyczące armii zaczerpnięte z http://www.sinodefence.com
6. Rucki Łukasz, „Wydatki wojskowe C hRL”, Stosunki Międzynarodowe, wrzesień 2006r
7. C hiński program kosmiczny według http://www.sinodefence.com/space/default.asp
8.  Diamond  Andrew,  “Dying  with  Eyes  Open  or  C losed:  The  Debate  over  a  C hinese  Aircraft  C arrier”,  The  Korean
Journal of Defense Analysis, Vol. XVIII, No. 1, 2006r
9. Guha Susenjit, “C hina is a threat to global good”, 2007r
10.  B. 

Raman,  “Gwadar, 

Hambantota  & 

Sitwe:  C hina’s 

Strategic  Triangle”, 

2007,  dostępne 

pod

http://www.southasiaanalysis.org/%5C papers22%5C paper2158.html

2010-08-19

psz.pl - Maciej Michałek: Chiny - dyna…

www.psz.pl/index2.php?option=com_c…

3/4

background image

11.  Scobell  Andrew,  “C hinese  Army  Building  in  the  Era  of  Jiang  Zemin”,  http://www.globalsecurity.org,  sierpień
2000
12. http://www.chinadaily.com.cn/china/2009-01/20/content_7413082.htm, dostęp z 7.01.10r
13. Alf Radosław, „C hiny-USA: Pekin pokazuje pazurki”, http://www.stosunkimiedzynarodowe.info, 2009
14.  Generał  Zhu  C henghu  oświadczył  wtedy  publicznie,  że  jeśli  USA  stanęłyby  w  obronie  Tajwanu,  C hiny
dokonałyby  nuklearnego  ataku  na  setki  amerykańskich  miast,  nawet  za  cenę  unicestwienia  ziem  “na  wschód  od
Xi’anu”  (w  centralnych  C hinach).  Oficjalnie  C hRL  zdystansowała  się  od  tej  wypowiedzi  za  pośrednictwem oficjalnej
Xinhua News Agency, mimo to generał wywołał swoją wypowiedzią szok w kręgach zachodnich.

Bibliografia:

- Haliżak Edward, „Stosunki międzynarodowe w regionie Azji i Pacyfiku”, wydawnictwo Scholar, 1999r
-  Friedman  George,  „Następne  sto  lat.  Prognoza  na  XXI  wiek”,  wydawnictwo  Andrzej  Findeisen/AMF  Plus  Group,
2009r
- Kelly Jason, A C hinese Revolution in Military Affairs?, “Yale Journal of International Affairs”, Vol. 1, Issue 2
- Gillert Piotr, Nadchodzi czas smoka: korespondencja z Pekinu, „Rzeczpospolita”,10 stycznia 2000 (nr 7)
- Rucki Łukasz, Wydatki wojskowe C hRL, „Stosunki Międzynarodowe”, wrzesień 2006r
- Oficjalna strona Ministerstwa Obrony Narodowej C hińskiej Republiki Ludowej http://www.mod.gov.cn
- Portal dotyczący obronności C hRL http://www.sinodefence.com
- Strona internetowa SAAG http://www.southasiaanalysis.org
- Strona organizacji Global Security, http://www.globalsecurity.org
- Portal Spraw Zagranicznych, http://www.psz.pl

Guha 

Susenjit, 

“C hina 

is 

threat 

to 

global 

good”

http://www.upiasia.com/Security/2009/05/11/china_is_a_threat_to_global_good/5754/, dostęp z dnia 7.01.2010 r.

 

Zamknij okno

2010-08-19

psz.pl - Maciej Michałek: Chiny - dyna…

www.psz.pl/index2.php?option=com_c…

4/4