background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

Rozdział X 

Jak wodę na piasku

 

 „[…]Dziwiłem się, że inni śmiertelni ludzie żyją jeszcze, skoro umarł ten, którego tak 
kochałem, jakby nigdy nie miał umrzeć. A zwłaszcza dziwiłem się, że po jego śmierci żyję 
ja, który byłem połową jego duszy. Trafnie to ktoś powiedział o przyjacielu: „Połowa duszy 
mej". Odczuwałem to tak, że jego i moja dusza były jedną duszą w dwóch ciałach. Dlatego 
też przerażało mnie życie, bo nie chciałem przez nie kroczyć, będąc tylko połową siebie. 
Może też właśnie dlatego tak bardzo bałem się umrzeć, aby ze mną nie umarł już cały ten, 
którego tak kochałem.” 

WYZNANIA ŚW. AUGUSTYNA, KSIĘGA CZWARTA 

 

Cecily popchnęła drzwi opuszkami palców, zaglądając do sypialni Jema. 

W środku było cicho, a jednocześnie żywo od zamieszania. Dwoje Cichych Braci stało 

przy  brzegu  łóżka,  a  Charlotte  pomiędzy  nimi.  Jej  twarz  miała  grobowy  wyraz  i  nosiła 
ślady łez.  Will  klęczał obok posłania, pozostając w zakrwawionych przez pojedynek na 
dziedzińcu  ubraniach.  Jego  głowa  spoczywała  na  skrzyżowanych  ramionach  jakby  się 
modlił.  Wyglądał  tak  młodo,  bezbronnie  i  rozpaczliwie,  że  pomimo  jej  sprzecznych 
emocji, jakaś cząstka Cecily pragnęła podejść i go pocieszyć. 

Z drugiej jednak strony zobaczyła jedynie nieruchomą, białą postać leżącą na łóżku i 

zadrżała.  Była  tu  tak  krótko,  że  nie  mogła  nie  poczuć,  jak  wdziera  się  w  życie 
mieszkańców Instytutu, ich żałobę, ich smutek. 

Mimo  to  musiała  porozmawiać  z  Willem.  Po  prostu  musiała.  Poruszyła  się  do 

przodu…  i  czyjaś  dłoń  na  ramieniu  odciągnęła  ją  do  tyłu.  Uderzyła  plecami  o  ścianę 
korytarza, a Gabriel Lightwood niezwłocznie ją wypuścił. 

Uniosła  głowę  zaskoczona.  Wyglądał  na  zmęczonego.  Jego  zielone  oczy  zachodziły 

mgłą,  krople  krwi  wtapiały  się  we  włosy  i  w  koszulę.  Kołnierzyk  był  wilgotny.  Bez 
wątpienia dopiero co wyszedł z pokoju brata. Gideon został poważnie zraniony w nogę 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

ostrzem automatu. Mimo że iratze pomogły, to zdaje się i tu był określony limit, w jakim 
mogły działać, lecząc. Oboje wraz z Sophie i Gabrielem pomogli mu dojść do pokoju, choć 
protestował przez całą drogę, że powinni się teraz skupić na Jemie.  

- Nawet nie zaczynaj - powiedział Gabriel niskim tonem. – Próbują ocalić Jema. Twój 

brat musi teraz być tam dla niego. 

- Być tam dla niego? A co on może zrobić? Will nie jest doktorem. 

- Nawet nieprzytomny, James będzie czerpał siły od swojego parabatai

- Muszę porozmawiać z Willem przez chwilę. 

Gabriel przeciągnął ręką przez czuprynę swoich zmierzwionych włosów.  

– Nie przebywałaś z Nocnymi Łowcami aż tak długo – stwierdził. – Możesz więc tego 

nie  zrozumieć,  ale  strata  parabatai  nie  jest  czymś  lekkim.  Przyrównujemy  to  na  tyle 
poważnie, jak do straty męża lub żony, albo brata, czy siostry. To jest tak, jakbyś to ty sam 
leżał na tym łóżku. 

- Willowi nie zależałoby aż tak bardzo, gdybym to ja leżała teraz w tym łóżku. 

Gabriel odchrząknął.  

– Twój brat nie zadałby sobie tyle trudu, żeby cię ostrzec poprzez mnie, gdyby mu nie 

zależało, panienko Herondale. 

- Nie, faktycznie za tobą nie przepada. Dlaczego tak jest? I dlaczego radzisz mi w jego 

sprawach? Przecież ty też go nie lubisz. 

- To prawda – odpowiedział Gabriel. – Ale to wcale nie tak. Faktycznie go nie lubię. Nie 

przepadaliśmy za sobą przez lata. W zasadzie, to złamał mi raz rękę. 

- Naprawdę? – Brwi Cecily uniosły się mimowolnie ku górze. 

- A mimo to zaczynam myśleć, że wiele rzeczy, których byłem wręcz pewien, wcale nie 

są takie stałe. A Will należy do tych właśnie rzeczy. Byłem przekonany, że jest kanalią, ale 
Gideon  trochę  mi  o  nim  opowiedział  i  powoli  do  mnie  dochodzi,  że  ma  bardzo 
charakterystyczne poczucie honoru. 

- A ty to szanujesz. 

-  Chciałbym  to  uszanować.  Chciałbym  to  zrozumieć.  James  Cartairs  jest  jednym 

spośród  najlepszych  wokół  nas  i  nawet  gdybym  nienawidził  Willa,  to  wolałbym  go 
oszczędzić ze względu na Jema. 

-  Ale  ja  muszę  powiedzieć  bratu  –  powiedziała  Cecily.  –  Jem  chciałby,  żebym  mu 

powiedziała. To wystarczająco ważne, a zajmie tylko chwilę. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

Gabriel pocierał skórę  przy skroniach. Był taki wysoki. Wyglądał, jakby górował nad 

Cecily,  miał  przecież  smukłą  budowę  ciała.  Jego  ostro  wygładzona  twarz,  niezupełnie 
piękna, ale elegancka, dolna warga wystrugana niemalże jak łuk.  

– Dobrze – odparł. – Pójdę po niego i przyślę go do ciebie. 

- Dlaczego ty, a nie ja? 

- Jeżeli jest wściekły, ogarnięty żałobą, to lepiej, żebym ja pierwszy go znalazł i to na 

mnie się wyżył, aniżeli na tobie – stwierdził Gabriel, jakby to była czysta oczywistość. – 
Ufam, panienko Herondale, że to, co chcesz mu przekazać, jest ważne. Mam nadzieję, że 
mnie nie zawiedziesz. 

Cecily  mu  nie  odpowiedziała,  po  prostu  patrzyła,  jak  otwiera  drzwi  do  pokoju  z 

chorym  i  znika  za  nimi.  Oparła  się  o  ścianę,  a  serce  łomotało  głośno  w  jej  piersi,  gdy 
dochodziły  do  niej  pomrukiwania  z  wnętrza  pomieszczenia.  Słyszała,  jak  Charlotte 
wspomina coś o runach wymiany krwi, które najwyraźniej były niebezpieczne, a potem 
drzwi otworzyły się ponownie i Gabriel wyszedł. 

Wyprostowała się.  

– Czy Will… 

Oczy  Gabriela  przeskoczyły  szybko  na  nią  i  chwilę  później  w  przejściu  pojawił  się 

Will,  krocząc  za  nim  i  wyciągając  dłoń,  by  trzasnąć  mocno  drzwiami.  Gabriel  skinął  w 
kierunku Cecily i udał się w dół korytarza, by zostawić ich samym sobie. 

Zawsze  zastanawiała  się,  jak  można  zostawić  kogoś  samemu  sobie,  kiedy  tak 

naprawdę  druga  osoba  jest  w  twoim  towarzystwie.  Czy  jeżeli  nie  byłeś  z  kimś,  to 
przypadkiem, jak wynika z definicji, nie jesteś sam? Ale w tej właśnie chwili poczuła się 
kompletnie  samotna,  bo  Will  wydawał  się  być  gdzie  indziej.  Nawet  nie  wyglądał  na 
wściekłego. Oparł się o ścianę przy drzwiach, tuż obok niej, a mimo to sprawiał wrażenie 
tak nieprawdziwego jak duch. 

- Will – zaczęła. 

Wyglądał, jakby jej nie słyszał. Drżał, jego dłonie trzęsły się ze stresu i napięcia. 

- Gwilym Owain – powtórzyła jeszcze raz, tym razem łagodniej. 

Odwrócił się by w końcu na nią spojrzeć. Jego oczy były tak niebieskie i chłodne jak 

wody Llyn Mwyngil

1

 od zawietrznej strony gór.  

– Pierwszy raz przybyłem tu, gdy miałem dwanaście lat – odrzekł. 

                                                           

1 Znane również pod nazwami: Tal-y-llyn, Talyllyn oraz  Llyn Myngul. Jezioro znajdujące się u podnóży gór Cadair 
Idris, które leżą w Walii, w Parku Narodowym Snowdonia.  

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

- Wiem – odpowiedziała Cecily, zdezorientowana. Czy myślał, że mogłaby zapomnieć? 

Strata Elli, a potem jej Willa, jej ukochanego starszego brata, i to w ciągu zaledwie kilku 
dni? Ale Will wyglądał, jakby w ogóle jej nie słuchał.  

-  To  nastąpiło,  żeby  sprecyzować  dokładniej,  dziesiątego  grudnia  tamtego  roku.  I 

każdego  roku,  który  następował  po  nim,  w  rocznicę  tego  dnia  wpadałem  w  czarną 
rozpacz. Te dni, ten i dzień moich urodzin, które najbardziej przypominały mi o Matce i 
Ojcu,  a  także  o  tobie.  Wiedziałem,  że  żyjesz  i  gdzieś  tam  jesteś,  że  chciałaś  mnie  z 
powrotem,  a  ja  nie  mogłem  wrócić,  nie  mogłem  nawet  wysłać  ci  listu.  Oczywiście 
napisałem ci ich z tuzin, a zaraz potem spaliłem. Musiałaś mnie nienawidzić i obwiniać 
za śmierć Elli. 

- Nigdy cię nie obwinialiśmy… 

- Po pierwszym roku, choć wciąż drżałem przed tym dniem, odkryłem, że dziesiątego 

grudnia  zawsze  znajdywało  się  coś,  co  Jem  po  prostu  musiał  zrobić,  jakieś  ćwiczenie 
treningowe, albo poszukiwania, które zabierały nas na drugi koniec miasta w lodowatą, 
mokrą  pogodę.  A  ja  go  oczywiście  zawsze  zdążyłem  niemiłosiernie  za  to  zbrukać. 
Czasami  wilgotny  ziąb  sprawiał,  że  się  rozchorowywał,  albo  nieraz  zapominał  swoich 
lekarstw i przez to cierpiał przez dzień, kaszląc krwią przygwożdżony do łóżka, a to też 
mnie  rozpraszało.  I  dopiero  po  tym,  jak  wydarzyło  się  to  po  raz  trzeci,  dopiero  wtedy, 
przez co jestem głupcem, Cecy, dopiero wtedy pomyślałem o sobie i zorientowałem się, 
że oczywiście on to robił dla mnie. Zauważył datę i robił wszystko, co w jego mocy, żeby 
móc wyciągnąć mnie z więzów melancholii. 

Cecily  stała  jak  wryta  w  podłogę,  przyglądając  się  mu.  Pomimo  słów,  które  huczały 

głośno  w  jej  głowie,  nie  mogła  nic  powiedzieć,  bo  stało  się  tak,  jakby  zasłona  tych  lat 
opadła  i  w  końcu  zobaczyła  swojego  brata,  takiego,  jakim  był  jako  dziecko, 
pocieszającego  ją  niezdarnie,  kiedy  została  zraniona,  zasypiającego  na  dywanie  przy 
zapalonym  kominku  z  książką  otwartą  na  piersi,  wyłaniającego  się  z  sadzawki, 
śmiejącego się i strzepującego wodę z czarnych włosów. Willa bez ściany dzielącej go od 
świata zewnętrznego. 

Objął się ramionami, jak gdyby było mu zimno.  

– Nie wiem, kim być bez niego – powiedział. – Tessy już nie ma i z każdym mijającym 

momentem od jej zniknięcia nóż wiruje w moim wnętrzu, rozdzierając je na wpół coraz 
mocniej. Nie ma jej i nie potrafią jej wytropić, a ja nie mam pojęcia, gdzie teraz pójść albo 
co  ze  sobą  zrobić,  a  jedyną  osobą,  której  choćby  wyobrażam  sobie  wyjawianie  mojej 
agonii, jest jednocześnie tą, która nie może wiedzieć. Nawet gdyby nie umierał. 

-  Will.  Will.  –  Położyła  dłoń  na  jego  ramieniu.  –  Proszę,  wysłuchaj  mnie.  Chodzi  o 

odnalezienie Tessy. Wydaje mi się, że mogę wiedzieć, gdzie jest Mortmain. 

Jego oczy wytrzeszczyły się na to.  

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

– Jak mogłabyś wiedzieć? 

-  Byłam  wystarczająco  blisko  ciebie,  żeby  usłyszeć,  co  Jessamine  powiedziała  przy 

umieraniu – odrzekła Cecily, wyczuwając wzbierającą w nim krew. Serce mu dudniło.  – 
Powiedziała, że okropny z ciebie Walijczyk.  

- Jessamine? – Brzmiał na zdumionego, ale zauważyła drobne zwężenie jego oczy. Być 

może nieświadomie, zaczął już myśleć tak samo jak ona. 

-  Ciągle  powtarzała,  że  Mortmain  jest  w  Idrisie,  ale  Clave  wie,  że  tak  nie  jest  – 

wyjawiła gwałtownie. – Nie znałeś Mortmaina, kiedy jeszcze żył w Walii, ale ja tak. Znał 
ją bardzo dobrze. Ty również zwykłeś ją znać. Dorastaliśmy w cieniu gór, Will. Pomyśl.  

Wpatrywał się w nią.  

– Chyba nie myślisz o Cadair Idris? 

-  On  zna  te  góry,  Will  –  powiedziała.  –  To  wszystko  wydawałoby  mu  się  bardzo 

śmieszne,  świetny  dowcip  zrobiony  tobie  i  wszystkim  Nefilim.  Zabrał  ją  właśnie  tam, 
skąd uciekłeś. Zabrał ją do naszego domu. 

- Posset?

2

 – zapytał Gideon, zabierając parujący kubek od Sophie.  – Znowu czuję się 

jak dziecko. 

- Ma w sobie przyprawy i wino. Dobrze ci zrobi. Pokrzepi. – Sophie wychwalała napój, 

nie  patrząc  na  Gideona  bezpośrednio,  gdy  ustawiała  tacę  na  komódce  przy  jego  łóżku. 
Podnosił się do pozycji siedzącej, jedna z nogawek jego spodni była odcięta pod kolanem, 
a noga została zabandażowana. Jego włosy wciąż pozostawały w nieładzie po stoczonej 
walce i choć dano mu świeże ubrania, to nadal biło od niego krwią i potem. 

-  To  one  krzepią  moją  krew  –  odrzekł,  wyciągając  ramię,  na  którym  zostały 

naznaczone dwie runy wymiany krwi, sangriely

-  Czy  to  znaczy,  że  za  possetami  również  nie  przepadasz?  –  zażądała  odpowiedzi, 

zakładając  dłonie  na  biodra.  Wciąż  pamiętała,  jak  ją  zirytował  bułeczkami,  ale  zeszłej 
nocy  wszystko  mu  wybaczyła,  czytając  jego  list  do  Konsula  (którego  nie  miała  szansy 

                                                           

2

 Napój z gorącego mleka z korzeniami i winem, popularny w czasach średniowiecza do XIX wieku. Obecnie zwrotu 

używa się bardziej do określenia deseru przypominającego syllabub, również na bazie mleka. Podobnie jak mleko z 
czosnkiem i miodem napój często stosowano na przeziębienia. 

 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

jeszcze wysłać, wciąż znajdował się w kieszeni jej zakrwawionego fartuszka). A dzisiaj, 
kiedy automat pociął mu nogę na schodach Instytutu i upadł z krwią lejącą się z rany, za 
jej serce chwycił strach, który ją samą zadziwił. 

- Nikt nie lubi possetów – odpowiedział ze słabym, ale czarującym uśmiechem. 

- Mam zostać i dopilnować, że wypijesz, czy zamierzasz wylać wszystko pod łóżko? Bo 

wtedy będę zmuszona podać ci myszy. 

Miał odwagę wyglądać na skruszonego. Sophie żałowała, że nie było jej przy tym, jak 

Bridget  zamiotło  do  jego  pokoju  i  ogłosiła  mu,  że  przyszła  posprzątać  po  bułeczkach 
spod jego łóżka.  

–  Sophie  –  powiedział,  a  kiedy  rzuciła  mu  srogie  spojrzenie,  wziął  pośpieszny  łyk 

possetu. – Panienko Collins. Nie miałem jeszcze okazji porządnie przeprosić, więc proszę 
mi  na  to  pozwolić  teraz.  Proszę  mi  wybaczyć  za  oszustwo  z  bułeczkami.  Nie  chciałem 
okazać lekceważenia. Mam nadzieję, że nie uważa panienka, że myślę o panience gorzej 
przez  pozycję,  jaką  zajmuje  w  domu,  bo  jest  panienka  jedną  z  najpiękniejszych  i 
najodważniejszych dam, jakie miałem okazję poznać. 

Sophie zdjęła ręce z bioder.  

– Tak? – powiedziała. Nie było wielu gentlemanów, którzy byliby skłonni  przeprosić 

służącą. – To bardzo ładne przeprosiny. 

- I jestem pewien, że bułeczki są w istocie bardzo smaczne – dodał pospiesznie. – Tyle, 

że ja nie lubię bułeczek. Nigdy za nimi nie przepadałem. Nie chodzi tylko o te twoje. 

- Panie Lightwood, proszę przestać mówić ciągle o bułeczkach. 

- Dobrze. 

- I to nie były moje bułeczki. Bridget je upiekła. 

- W porządku.  

-  I przestałeś pić swój posset. 

Otworzył  usta  i  zamknął  je  szybko,  podnosząc  kubek.  Kiedy  spoglądał  na  nią  znad 

jego brzegu, odpuściła i uśmiechnęła się. Jej oczy ożywiły się. 

-  Bardzo  dobrze  –  odrzekła.  –  Nie  lubisz  bułeczek,  a  co  powiesz  na  ciasto 

biszkoptowe? 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

Była  trzecia  po  południu,  a  słabe  słońce  wisiało  wysoko  na  niebie.  Około  tuzina 

Nocnych  Łowców  Enklawy  oraz  kilku  Cichych  Braci  rozproszyło  się  wokół  terenu 
Instytutu. Zdążyli już zabrać Jessamine i ciało martwego Cichego Brata, którego imienia 
Cecily  nie  znała.  Słyszała  głosy  dochodzące  z  podwórza  i  zgrzytanie  metalu,  kiedy 
Enklawa

 

przesiewała pozostałości po ataku automatów. 

W  pokoju  gościnnym,  co  prawda,  najgłośniejsze  dźwięki  wydawał  zegar  znajdujący 

się  w  rogu.  Zasłony  zostały  odsunięte,  a  w  bladych  strumieniach  światła  stał  Konsul  z 
posępnym wyrazem twarzy. Skrzyżował swoje ciężkie ramiona na piersi. 

–  To  szaleństwo,  Charlotte  –  mówił.  –  Kompletne  szaleństwo,  opiniowane 

zachciankami dziecka. 

-  Nie  jestem  dzieckiem  –  wybuchła  Cecily.  Siedziała  na  krześle  przy  kominku,  tym 

samym, w którym zasnął Will zeszłej nocy. Czy naprawdę wydarzyło się tak niedawno? 
Will  stał  przy  niej,  emanując  złością.  Nie  zmienił  ubrania.  Henry  był  w  pokoju  Jema  z 
Cichymi  Braćmi.  Jem  wciąż  nie  odzyskał  przytomności  i  tylko  przybycie  Konsula 
odsunęło  Charlotte  i  Willa  od  jego  boku.  –  A  moi  rodzice,  jak  pan  dobrze  wie,  znali 
Mortmaina.  Zaprzyjaźnił  się  z  moją  rodziną,  moim  ojcem.  Powierzył  nam  rezydencję 
Ravenscar, kiedy mój ojciec… Kiedy straciliśmy dom niedaleko Dolgellau

3

.  

 -  To  prawda  –  dodała  Charlotte,  która  stała  za  biurkiem  z  papierami  rozłożonymi 

przed sobą. – Mówiłam ci przecież jeszcze tego lata, co zaraportował mi Ragnor Fell na 
temat rodziny Herondale’ów. 

Will wyciągnął pięści z kieszeni spodni i spojrzał na Kosula gniewnie.  

– To był dla niego żart, kiedy oddał naszej rodzinie ten dom! Bawił się nami. Dlaczego 

miałby nie przeciągnąć zaczętego dowcipu do tego stopnia? 

- Proszę, Josiah – powiedziała Charlotte, wskazując na jeden z dokumentów leżących 

na blacie przed nią. Mapa Walii. - Tu jest zbiornik Lyn w Idrisie, a tu Tal-y-Lyn, u podnóża 
Cadair Idrisu.  

-  „Llyn”  oznacza  „jezioro”  –  wtrąciła  Cecily  poirytowanym  głosem.  –  I  nazywamy  je 

również Llyn Mwyngil, choć niektórzy zwykli mówić Tal-y-Llyn… 

                                                           

3 Miasteczko w północno –zachodniej Walii, w hrabstwie Gwynedd 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

- I najprawdopodobniej jest też tysiące innych lokacji na świecie z Idrisem w nazwie – 

odciął  się  Konsul,  zanim  zdążył  się  zorientować,  że  przecież  kłóci  się  z  piętnastoletnią 
dziewczynką i wstrzymał się. 

- Ale ten coś znaczy – powiedział Will. – Powiadają, że jeziora wokół gór są bezdenne, 

same wzniesienia puste, a w środku śpią Cwn Annwn, Hordy Nieumarłych.  

- Dzikie Polowanie

.

 

- Tak. – Will przeciągnął dłonią przez swoje ciemne, czarne włosy. – Jesteśmy Nefilim

Wierzymy w legendy i mity. Wszystkie historie są prawdziwe. Gdzie indziej mógłby lepiej 
ukryć siebie i swoje ustrojstwa niż w miejscu już kojarzonym z czarną magią i omenami 
śmierci?  Nikt  nie  dziwiłby  się  osobliwym  dźwiękom  dochodzącym  z  gór  i  żaden  z 
miejscowych  nie  doszukiwałby  się  prawdy.  Po  co  w  innym  wypadku  wybierałby  się  w 
takie  okolice?  Zawsze  zastanawiałem  się,  dlaczego  wybrał  akurat  naszą  rodzinę.  Może 
chodziło o zwykłe zbliżenie, okazję do zgładzenia rodziny Nefilim. Nie mógłby się oprzeć 
pokusie. 

Konsul  opierał  się  o  biurko.  Oczy  miał  zawieszone  na  mapie  w  miejscu,  gdzie  leżały 

dłonie Charlotte.  

– To nie wystarczy. 

- Jak to nie wystarczy? Nie wystarczy do czego? – krzyknęła Cecily. 

-  Żeby  przekonać  Clave.  –  Konsul  wstał.  –  Charlotte,  zrozum.  Gromadząc  siły 

przeciwko  Mortmainowi  pod  wpływem  przypuszczenia,  że  znajduje  się  w  Walii, 
musielibyśmy  zwołać  posiedzenie  Rady.  Nie  możemy  posłać  za  mało  ludzi  i  ryzykować 
zostania  przewyższonym przez liczbę  wrogów,  zwłaszcza  jeżeli chodzi  o te  stworzenia. 
Ilu z nich było tu dzisiejszego ranka, gdy zostaliście zaatakowani? 

- Sześciu albo siedmiu, nie licząc tego, który porwał Tessę  – powiedziała Charlotte. – 

Wierzymy,  że  potrafią  skurczyć  się  w  jedno  i  w  ten  sposób  zmieściły  się  w  małej 
przestrzeni powozu. 

-  A  ja  uważam,  że  Mortmain  nie  wiedział,  że  Gabriel  i  Gideon  Ligtwoodowie 

przebywają z wami, stąd przecenił swoje siły. W przeciwnym razie mogę podejrzewać, że 
wszyscy bylibyście nieżywi. 

-  Daruj  sobie  Lightwoodów  –  wymamrotał  Will.  –  Chyba  nie  doceniliśmy  Bridget. 

Posiekała te istoty jak świątecznego indyka. 

Konsul wyrzucił ręce do góry.  

–  Przeczytaliśmy  papiery  Benedicta  Lightwooda.  W  nich  stwierdza,  że  siedziba 

Mortmaina musi znajdować się na obrzeżach Londynu i że zamierza on wysłać swoje siły 
przeciwko londyńskiej Enklawie... 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

- Benedykt szybko popadał w szaleństwo, kiedy to pisał – przerwała mu Charlotte. – 

Czy to prawdopodobne, żeby Mortmain dzielił z nim swoje szczere plany? 

- Więc co niby miało nastąpić po tym? – Ton głosu Konsula był uszczypliwy, ale także 

zabójczo  chłodny.  –  Benedykt  nie  miał  żadnych  powodów,  żeby  kłamać  w  swoich 
dziennikach, Charlotte, których tak a propos wcale nie powinnaś była czytać. Gdybyś nie 
była tak święcie przekonana, że musisz koniecznie wiedzieć więcej niż Rada, oddałabyś 
je  nam  niezwłocznie.  Oznaki  takiego  nieposłuszeństwa  nie  skłaniają  mnie  ku  zaufaniu 
tobie. Jeżeli już musisz, to będziesz miała okazję wspomnieć o Walii, kiedy Rada zbierze 
się na posiedzeniu za dwa tygodnie… 

-  Za  dwa  tygodnie?  –  Głos  Willa  podniósł  się.  Zbladł,  jedynie  czerwone  plamy  na 

policzkach  kontrastowały  z  resztą  skóry.  –  Tessę  zabrali  dzisiaj.  Ona  nie  ma  dwóch 
tygodni. 

- Mistrz chciał ją nietkniętą. Wiesz o tym, Will – powiedziała Charlotte łagodnie.  

-  Ale  chce  ją  też  poślubić!  Czy  nie  uważasz,  że  bardziej  niż  śmierć  znienawidziłaby 

bycie jego zabawką? Mogłaby być zamężna jeszcze przed jutrem… 

- I nic nam po tym, jeżeli jest! – odezwał się Konsul. – Jedna dziewczyna, która nawet 

nie należy do Nefilim, nie jest i nie będzie naszym priorytetem. 

- Ale jest moim! – wykrzyknął Will.  

Zapadła  cisza.  Cecily  mogła  usłyszeć,  jak  mokre  drewno  trzaska  za  kratą  kominka. 

Para, która zadymiła okna, była żółta, a twarz Konsula zakrywał cień.  

- Myślałem, że jest narzeczoną twojego parabatai – powiedział twardo – a nie twoją. 

Will podniósł brodę.  

–  Jeżeli  jest  narzeczoną  Jema,  to  w  moim  obowiązku  leży,  żeby  strzec  jej,  jak  gdyby 

była moją własną. Właśnie to w moich oczach znaczy być parabatai. 

-  O  tak.  –  Głos  Konsula  ociekał  sarkazmem.  –  Taka  lojalność  jest  godna  pochwały.  – 

Potrząsnął głową. – Herondale’owie. Uparci jak skały. Pamiętam jeszcze, jak twój ojciec 
chciał poślubić twoją matkę. Nic nie  mogło go odwieść od tej decyzji, mimo że  żadna z 
niej kandydatka dla Dostąpienia. Liczyłem, że jego dzieci będą bardziej uległe. 

-  Musisz  wybaczyć  mojej  siostrze  i  mnie, jeżeli  się  z  tym  nie  zgodzimy  –  powiedział 

Will.  -  Ale  gdyby  mój  ojciec  byłby  bardziej  uległy,  jak  zdążyłeś  już  wspomnieć,  to  nie 
znaleźlibyśmy się na tym świecie. 

Konsul potrząsnął głową.  

– To jest wojna – odrzekł. – Nie akcja ratunkowa. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

-  A  ona  nie  jest jedynie  dziewczyną  –  odpowiedziała  Charlotte.  –  Jest bronią  w  ręku 

wroga. Próbuję ci powiedzieć, że on zamierza ją użyć przeciwko nam. 

- Wystarczy. – Konsul podniósł swój płaszcz z oparcia krzesła i włożył na siebie. – Ta 

konwersacja jest bezcelowa. Charlotte, zajmij się swoimi Nocnymi Łowcami. – Przesunął 
wzrokiem po Willu i Cecily. – Wydają się być za bardzo… podekscytowani. 

- Widzę, że nie możemy wymusić pańskiej kooperacji, Konsulu. – Twarz Charlotte była 

podobna do burzy. – Ale zapamiętaj sobie, że ja odnotuję nasze słowa przestrogi. Jeżeli 
okaże  się,  że  mieliśmy  rację  i  z  tej  zwłoki  wyniknie  katastrofa,  jej  wyniki  będą  twoim 
sprawunkiem. 

Cecily  oczekiwała  po  Konsulu,  że  się  wścieknie,  ale  on  jedynie  narzucił  na  siebie 

kaptur, ukrywając twarz. – To właśnie znaczy być Konsulem, Charlotte. 

Krew.  Krew  na  chorągwiach  podwórza.  Krew  plamiąca  schody  domu.  Krew  na  liściach 

ogrodu,  pozostałości  po  tym,  co  kiedyś  było  szwagrem  Gabriela,  leżące  w  kałużach 
zasychającej  krwi,  gorące  strumienie  krwi  rozbryzgujące  się  na  stroju  Lightwooda,  kiedy 
strzała, którą wypuścił, lądowała w oku ojca…
 

-  Żałujesz  swojej  decyzji  o  pozostaniu  w  Instytucie,  Gabrielu?  –  znajomy,  zuchwały 

głos przerwał jego gorączkowe myśli  i sprawił, że spojrzał do góry, biorąc ostry wdech. 

Pochylał  się  nad  nim  Konsul,  obramowany  słabymi  strużkami  słonecznego  światła. 

Miał na sobie ciężki płaszcz, rękawice i wyraz twarzy, który sprawiał, że wyglądał, jakby 
Gabriel zrobił coś, co go rozśmieszyło. 

- Ja… - Gabriel zaczerpnął powietrza, wymuszając równomiernie dalsze słowa. – Nie. 

Oczywiście, że nie. 

Konsul uniósł brew.  

–  To  pewnie  dlatego  klęczysz  teraz  z  drugiej  strony  kościoła  w  zakrwawionych 

ciuchach, przestraszony, że ktoś cię znajdzie. 

Gabriel zerwał się na nogi, wdzięczny, że tuż za nim znajdowała się kamienna ściana, 

która go podtrzymywała.  

– Sugerujesz, że nie walczyłem? Że uciekłem? 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

- Nic takiego nie powiedziałem – odrzekł Konsul łagodnie. – Wiem, że zostałeś. Wiem, 

że twój brat został ranny… 

Gabriel wziął ostry, rzężący wdech, a oczy Konsula zwęziły się. 

-  Aa  -  stwierdził.  –  Więc  o  to  chodzi,  prawda?  Widziałeś  jak  twój  ojciec  umiera  i 

pomyślałeś, że to samo stanie się z twoim bratem? 

Gabriel  chciał  zeskrobać  ścianę  za  nim.  Chciał  uderzyć  Konsula  w  jego  obłudną, 

sztuczną,  współczującą  twarz.  Chciał  pobiec  na  górę  i  rzucić  się  na  łóżko  obok  brata, 
odmawiając odejścia, tak jak Will nie chciał opuścić Jema, zanim on sam go nie odciągnął. 
Will  był  lepszym  bratem  dla  Jema  niż  on  kiedykolwiek  zdawał  się  być  dla  Gideona, 
pomyślał  gorzko,  a  przecież  nie  dzielili  tej  samej  krwi.  To  po  części  przywiodło  go  z 
powrotem do Instytutu, do jego kryjówki za stajniami. Wmawiał sobie, że przecież nikt 
nie będzie go tu szukał. 

Pomylił się. Ale mylił się tak często, co miałby znaczyć ten jeden, kolejny raz? 

- Widziałeś, jak twój brat krwawi – powiedział Konsul, wciąż tym samym delikatnym 

tonem. – I przypomniałeś sobie… 

- Zabiłem swojego ojca – odrzekł Gabriel. – Przebiłem jego oko strzałą. Wylałem jego 

krew.  Myślisz,  że  nie  wiem,  co  to  znaczy?  Jego  krew  będzie  mnie  przyzywać  z  ziemi, 
zupełnie tak, jak krew Abla wołała do Kaina. Wszyscy mi mówią, że on już nie był moim 
ojcem,  ale  wciąż  jego  pozostałością.  Kiedyś  był  Lightwoodem.  A  Gideon  mógł  dzisiaj 
zginąć. Stracić i jego… 

-  Więc  wiesz,  co  miałem  na  myśli  –  odparł  Kosul.  –  Kiedy  mówiłem  o  Charlotte  i  jej 

odmowie  postępowania  według  Prawa.  O  cenie  ludzkich  istnień,  którą  ono  wywołuje. 
Życiem,  jakie  poświęciła  przez  jej  nieprzezwyciężalną  dumę,  mogło  być  życie  twojego 
brata. 

- Nie wydaje się być dumna. 

-  Czy  dlatego  to  napisałeś?  –  Konsul  wyjął  z  kieszeni  płaszcza  pierwszy  list,  jaki 

Gabriel  i  Gideon  mu  wysłali.  Spojrzał  na  niego  w    pogardzie  i  pozwolił  mu  opaść  na 
ziemię. – Te niepoważne pismo, sformułowaliście je, żeby mnie rozdrażnić? 

- A zadziałało? 

Przez moment Gabriel myślał, że  Konsul go uderzy, ale  gniew szybko zniknął z oczu 

starszego mężczyzny i kiedy przemówił ponownie, jego głos był już spokojny.  

–  Wygląda  na  to,  że  nie  powinienem  oczekiwać  po  Ligtwoodzie  dobrej  reakcji  na 

szantaż. Wasz ojciec na pewno nie zareagował dobrze. Przyznaję, myślałem, że jesteście 
słabsi. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

- Jeżeli obrałeś inną taktykę, żeby mnie przekonać, to nawet się nie wysilaj – odrzekł 

Gabriel. – To bezcelowe. 

-  Naprawdę?  Jesteś  lojalny  Charlotte  Branwell  po  tym  wszystkim,  co  jej  rodzina 

uczyniła  twojej?  Mógłbym  się  tego  spodziewać  po  Gideonie,  w  końcu  ma  charakter 
matki, zbyt ufny z natury. Ale nie po tobie, Gabrielu. Po tobie oczekiwałbym więcej dumy 
z krwi przodków. 

Gabriel pozwolił głowie opaść na kamienną ścianę.  

– Nie było tam niczego – powiedział. – Rozumiesz? Nie było niczego w korespondencji 

Charlotte,  co  mogłoby  cię  zainteresować,  zainteresować  kogokolwiek.  Powiedziałeś,  że 
zniszczysz nas do reszty, jeżeli nie poinformujemy cię o jej działaniach, ale tam nie było 
niczego, o czy moglibyśmy ci powiedzieć. Nie pozostawiłeś nam żadnego wyboru. 

- Mogłeś powiedzieć mi prawdę.  

- Nie chciałeś o niej słyszeć – odparł Gabriel. – Nie jestem głupi, mój brat tym bardziej. 

Chcesz usunąć Charlotte z pozycji dyrektora Instytutu, ale wolałbyś zachować pozory, że 
to  nie  twoja  ręka  to  uczyniła.  Chciałbyś  odkryć,  że  jest  zamieszana  w  coś  nielegalnego. 
Ale prawda jest taka, że tu nie ma nic do odkrywania. 

-  Prawda  jest  bardzo  plastyczna.  Z  pewnością  może  zostać  odkryta,  ale  także 

utworzona na nowo. 

Wzrok Gabriela przeskoczył na twarz Konsula.  

– Wolałbyś żebym ci skłamał? 

-  Och,  ależ  nie  –  odrzekł  Konsul.  –  Nie  mi.  –  Położył  dłoń  na  ramieniu  Gabriela.  – 

Lightwoodowie  zawsze  byli  honorowi.  Twój  ojciec  popełnił  kilka  błędów,  ale  nie 
powinieneś  za  nie  płacić.  Pozwól  mi  oddać  ci  to,  co  straciłeś.  Pozwól  mi  przywrócić  ci 
dom  Lightwoodów,  dobre  imię  twojej  rodziny.  Mógłbyś  w  nim  żyć  wraz  z  bratem  i 
siostrą. Nie musiałbyś się już dłużej zdawać na łaskę Enklawy

 

Łaska.  Słowo  było  gorzkie.  Gabriel  pomyślał  o  krwi  brata  na  chorągwiach  Instytutu. 

Gdyby  Charlotte  nie  postępowała  tak  pochopnie,  nie  była  tak  zdeterminowana,  żeby 
wziąć  zmiennokształtną  dziewczynę  pod  dach  Instytutu  pomimo  głosów  sprzeciwu  ze 
strony Clave i Konsula, Mistrz nie wysłałby swoich sił przeciwko nim, a krew Gideona nie 
zostałaby rozlana.  

W zasadzie, szeptał mały głosik w jego głowie, gdyby nie Charlotte, sekret mojego ojca 

nadal  pozostawałby  sekretem.  Benedykt  nie  zostałby  zmuszony  do  zdrady  Mistrza.  Nie 
straciłby  dostępu  do  lekarstwa  powstrzymującego  astriolę.  Może  nigdy  by  się  nie 
przeistoczył. Jego synowie nigdy nie dowiedzieliby się o jego grzechach. Lightwoodowie 
mogliby kontynuować dalsze życie w błogiej ignorancji. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

-  Gabrielu  –  powiedział  Konsul.  –  Ta  oferta  dotyczy  tylko  ciebie.  Nie  możesz  jej 

wyjawić  bratu.  On  jest  jak  twoja  matka,  zbyt  lojalny.  Lojalny  Charlotte.  Jego  ślepe 
zaufanie może być zaletą, ale w niczym nam tu nie pomoże. Powiedz, że zmęczyłem się 
jego  zachowaniem.  Powiedz  mu,  że  nie  potrzebuje  już  waszych  usług.  Dobry  z  ciebie 
kłamca… - Uśmiechnął się kwaśno. – I jestem pewien, że możesz go przekonać. Więc co 
ty na to? 

Gabriel zacisnął szczękę.  

– Co chcesz, żebym zrobił? 

Will wiercił się w krześle przy łóżku Jema. Siedział tu już  od wielu godzin, plecy mu 

zesztywniały,  ale  nie  chciał  odstąpić  od  jego  boku.  Zawsze  istniała  szansa,  że  Jem  się 
obudzi i będzie oczekiwał jego obecności. 

Przynajmniej  nie  było  zimno.  Bridget  rozpaliła  w  kominku,  wilgotne  drewno 

trzaskało  i  pękało,  strzelając  okazjonalnie  iskrami.  Noc  za  oknem  była  nieprzejrzysta, 
bez śladów błękitu albo chmur, jedynie prosta czerń, jakby ktoś wymalował ją na szkle. 

Skrzypce Jema stały oparte o łóżko, a jego laska, śliska jeszcze od krwi z pola walki, 

leżała  tuż  obok.  Jem  spoczywał  bez  ruchu,  podparty  poduszkami,  bez  koloru  na  bladej 
twarzy. Will czuł się, jakby spoglądał na niego pierwszy raz po dłuższym rozstania, przez 
ten krótki moment, w którym jesteśmy zdolni zauważać zmiany w znajomych twarzach, 
zanim znów nie staną się dla nas normalne. Jem był taki wychudzony. Jak Will mógł nie 
zauważyć tego wcześniej? Wszystkie zauważalne wgłębienia i kanty kości policzkowych, 
żuchwy i czoła. Na jego zamkniętych powiekach i ustach pojawiły się słabawe niebieskie 
sinińce, a obojczyki zakrzywiały się jak dziób statku. 

Will  skarcił  siebie  samego.  Jak  mógł  nie  wiedzieć,  że  przez  te  ostatnie  miesiące  Jem 

umierał tak szybko, tak wcześnie? Jak mógł nie zauważyć kosy i cienia? 

-  Will.  -  Szept  dobiegł  od  drzwi.  Spojrzał  bez  emocji  i  zauważył  Charlotte,  jej  głowa 

wychylała się zza ramy. – Ktoś przyszedł się z tobą zobaczyć. 

Will  zamrugał,  a  Charlotte  usunęła  się  z  drogi.  Magnus  Bane  ją  ominął  i  wszedł  do 

pokoju. Przez chwilę Will nie wiedział, co powiedzieć. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

- Mówi, że  go wzywałeś  – powiedziała Charlotte, brzmiąc niepewnie. Magnus stał w 

szarawym  garniturze,  wyglądając  na  obojętnego.  Powoli  zsuwał  z  dłoni  swoje 
rękawiczki, w odcieniu ciemnej szarości, ze swoich cienkich, brązowych dłoni. 

- Bo go wezwałem – odrzekł Will, czując się, jakby się budził. – Dziękuję, Charlotte. 

Charlotte 

posłała 

mu 

spojrzenie 

pełne 

współczucia 

zmieszanego 

niewypowiedzianym  przesłaniem,  „Sam  siebie  obarczasz,  Willu  Herondale”,    i  wyszła  z 
pokoju, zamykając za sobą zdecydowanie drzwi. 

- Przyszedłeś – odezwał się Will, świadom tego, że brzmiał głupio. Nienawidził, kiedy 

ludzie  wypowiadali  na  głos  czyste  oczywistości,  a  sam  właśnie  tak  zrobił.  Nie  mógł 
odsunąć  od  siebie  uczucia  zażenowania,  które  pozostawiało  go  zdezorientowanym. 
Widzenie Magnusa tutaj, w sypialni Jema było jak zauważenie jeźdźca faerie usadzonego 
pomiędzy adwokatami w białych perukach z Old Bailey

4

.  

Magnus  opuścił  rękawiczki  na  blat  stołu  i  zbliżył  się  do  łóżka.  Wyciągnął  dłoń,  żeby 

oprzeć  się  o  jego  odnogę,  przyglądając  się  Jemowi.  Był  tak  nieruchomy  i  biały,  że 
wyglądał,  jakby  został  wyrzeźbiony  na  pokrywie  grobowca.  –  James  Carstairs  – 
powiedział, mrucząc słowa pod nosem, jakby miały jakieś magiczne moce. 

- On umiera – odrzekł Will. 

-  To  chyba  jest  widoczne.  –  Mogłoby  to  zabrzmieć  chłodno,  ale  w  głosie  Magnusa 

znajdowały  się  morza  smutku,  smutku,  który  Will  poczuł  z  wstrząsem  zażyłości.  – 
Myślałem, że mówiłeś, że ma jeszcze kilka dni, być może nawet tydzień. 

-  Tu  już  nie  chodzi  tylko  o  brak  lekarstwa.  –  Głos  Willa  był  ochrypnięty,  oczyścił 

gardło. – W zasadzie, to mamy go jeszcze trochę i podaliśmy go mu. Ale tego popołudnia 
wywiązała się walka i stracił dużo krwi, co go osłabiło. Boimy się, że jest za słaby, żeby  z 
tego wyjść. 

Magnus wyciągnął rękę  i  z wielką  ostrożnością  podniósł dłoń  Jema. Na jego bladych 

palcach były siniaki, a błękitne żyły przedzierały się przez skórę na nadgarstkach niczym 
rzeki na mapach. – Czy cierpi? 

- Nie wiem. 

- Może lepiej byłoby pozwolić mu umrzeć. – Magnus spojrzał na Willa, jego oczy były 

koloru  ciemnego  złota  i  zieleni.  –  Każde  życie  się  kiedyś  kończy,  Will.  A  ty  wiedziałeś, 
kiedy go wybrałeś, że on umrze przed tobą. 

Will patrzył przed siebie. Czuł, jakby staczał się w dół ciemnego tunelu, który nigdy 

się nie kończył i nie miał żadnych zakrzywień, za które dałoby się złapać, żeby spowolnić 
upadek. – Jeżeli uważasz, że tak będzie najlepiej dla niego. 

                                                           

sąd karny w Londynie

 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

-  Will.  –  Głos  Magnusa  był  delikatny,  ale  naglący.  –  Czy  nie  wezwałeś  mnie  tu 

przypadkiem, bo miałeś jeszcze nadzieję, że mu pomogę? 

Will  podniósł  ślepo  wzrok.  –  Nie  wiem,  po  co  cię  wezwałem  –  odpowiedział.  –  Nie 

wydaje  mi  się,  że  zrobiłem  to  wierząc,  że  jest  jeszcze  cokolwiek,  co  mógłbyś  zrobić. 
Myślę, że po prostu wydawało mi się, że będziesz jedynym, który mógłby zrozumieć. 

Magnus wyglądał na zaskoczonego. – Jedynym, który mógłby zrozumieć? 

-  Żyłeś  tak  długo  –  odrzekł  Will.  –  Musiałeś  widzieć  tylu  umierających,  tylu,  których 

kochałeś. A mimo to przetrwałeś i żyjesz dalej. 

Magnus  wciąż  wyglądał  na  zadziwionego.  –  Przyzwałeś  mnie  tutaj,  czarnoksiężnika, 

do Instytutu, zaraz po bitwie, w której o mało nie zginąłeś, żeby pogadać? 

- Z tobą rozmawia mi się prościej – stwierdził Will. – Sam nie wiem dlaczego. 

Magnus  potrząsnął  wolno  głową  i  oparł  się  o  ramię  łóżka.  –  Jesteś  taki  młody  – 

wymruczał.  –  Z  drugiej  jednak  strony,  nie  przypominam  sobie,  aby  którykolwiek  z 
Nocnych  Łowców  wezwał  mnie  kiedykolwiek  po  prostu  po  to,  żeby  przesiedzieć  z  nim 
noc, czuwając. 

-  Nie  wiem,  co  robić  –  powiedział  Will.  -  Mortmain  zabrał  Tessę  i  wydaje  mi  się,  że 

mogę wiedzieć, gdzie jest. Cząstka mnie pragnie niczego innego, jak wyruszyć za nią. Ale 
nie mogę opuścić Jema. Złożyłem przysięgę. I co, jeśli obudzi się w środku nocy i dowie 
się, że mnie tu nie ma? – Wyglądał jak zagubione dziecko. – Pomyśli, że opuściłem go z 
własnej woli, nie dbając o to, czy umrze. Nie będzie wiedział. A mimo to, czy gdyby mógł 
mówić, czy nie kazałby mi jej odnaleźć? Czy nie jest to, tym, czego pragnie? – Will opuścił 
twarz w dłonie. – Nie jestem zdolny odpowiedzieć i rozdziera mnie to na pół. 

Magnus przyglądał mu się w ciszy przez dłuższą chwilę. – Czy on wie, że jesteś w niej 

zakochany? 

- Nie. – Will podniósł twarz zszokowany. – Nie. Nigdy nie pisnąłem ani słówka. To nie 

jego ciężar do noszenia. 

Magnus wziął głęboki oddech i zaczął mówić łagodnie. – Will. Poprosiłeś mnie o moją 

mądrość, jako kogoś, kto przeżył wiele pokoleń i pochował wiele miłości. Mogę ci tylko 
powiedzieć,  że  koniec  życia  jest  sumą  miłości,  których  zdążyliśmy  doświadczyć,  i 
cokolwiek myślisz, że przyrzekałeś, bycie tutaj przy krańcu jego drogi nie ma znaczenia. 
Liczy się każda inna chwila, którą mu poświęciłeś. Odkąd go poznałeś, nie odstępowałeś 
go na krok i nie przestawałeś kochać. To się właśnie liczy. 

-  Naprawdę  tak  sądzisz?  –  Will    zapytał  w  podziwie.  –  Dlaczego  jesteś  taki  miły  dla 

mnie?  Wciąż  jestem  ci  winien  przysługę,  prawda?  Wiesz,  że  wciąż  o  niej  pamiętam, 
nawet jeśli się nie upominałeś. 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

- A nie upomniałem się? – odpowiedział Magnus, a potem uśmiechnął do niego. – Will, 

traktujesz  mnie  jak  istotę  ludzką,  osobę  taką  jak  ty.  To  bardzo  rzadkie  wśród  Nocnych 
Łowców,  żeby  tak  postępować  z  czarnoksiężnikiem.  Nie  jestem  aż  tak  nieczuły,  żeby 
domagać  się  od  chłopca  ze  złamanym  sercem  spłaty  długu.  Tego,  o  którym  myślę,  że 
stanie się kiedyś wspaniałym mężczyzną. Więc powiem ci tylko tyle. Zostanę tu za ciebie, 
kiedy pójdziesz i popilnuję twojego Jema, a jeśli się obudzi, powiem mu, gdzie się udałeś 
i że zrobiłeś to dla niego. I uczynię wszystko, co w mojej mocy, żeby przedłużyć mu życie. 
Nie  mam  yin  fen,  ale  posiadam  magię,  i  bardzo  możliwe,  że  jest  coś  jeszcze  w  starej 
księdze zaklęć, co jestem w stanie znaleźć i może mu pomóc. 

- Byłbym ci wiecznie dłużny – odparł chłopak.  

Magnus wyprostował się, spoglądając w dół na Jema. Na jego twarzy wymalowany był 

smutek,  na  twarzy,  która  zwykle  była  wesoła,  sardoniczna  albo  obojętna,  a  akurat  to 
uczucie zaskoczyło Willa. – „Bo czyż nie dlatego właśnie tamten ból zdołał mnie tak łatwo 
dosięgnąć i tak głęboko przeniknąć, że rozlałem duszę moją jak wodę na piasku, kochając 
istotę śmiertelną tak, jakby nigdy nie miała umrzeć?” 

 
 Will spojrzał na niego. – Co to było?  
 
-  Wyznania  św.  Augustyna  –  odpowiedział  Magnus.  –  Zapytałeś  mnie  jak  ja,  będąc 

nieśmiertelnym,  przetrwałem  tyle  śmierci.  Nie  ma  żadnej  wielkiej  tajemnicy. 
Wytrzymujesz  to,  co  jest  nie  do  wytrzymania  i  cierpisz.  To  wszystko.  –  Odsunął  się  od 
łóżka. – Dam wam chwilę samotności, żebyś mógł się z nim pożegnać należycie. Będę w 
bibliotece. 

Will skinął głową, oniemiały, gdy Magnus zabrał rękawiczki i odwrócił się, wychodząc. 

Jego umysł wirował.  

Znów spojrzał na Jema, leżącego nieruchomo na łóżku. Muszę zaakceptować, że to już 

koniec,  myślał,  i  nawet  jego  myśli  wydawały  się  być  płytkie  i  odległe.  Muszę 
zaakceptować  fakt,  że  Jem  już  nigdy  na  mnie  nie  spojrzy,  albo  się  do  mnie    nie  odezwie. 
Wytrzymujesz to, co jest nie do wytrzymania i cierpisz. To wszystko.
 

 A  mimo  tego  wszystko  nadal  nie  wydawało  się  mu  być  realne,  jakby  było  jedynie 

snem. Wstał i pochylił się nad ciałem Jema. Dotknął lekko policzka swego parabatai. Był 
zimny. 

-  „Atque  in  pepetuum,  frater,  ave  atque  vale”  –  wyszeptał.    Słowa  wiersza

5

  nigdy  nie 

wydawały się pasować bardziej: Na wieki wieków, mój bracie, witaj i żegnaj. 

Will zaczął się wyprostowywać i odwracać od łóżka. A kiedy to robił, poczuł, jak coś 

zaciska  się  mocno  wokół  jego  nadgarstka.  Spojrzał  w  dół  i  zauważył  rękę  Jema 

                                                           

5 Catullus 101 

background image

SHADOWHUNTERSTRANSLATETEAM 

Tłumaczenie:

 

windy dreams

 

Korekta:

 

Nike, Feather 

przytrzymującą  go  za  jego  własną.  Przez  moment  był  zbyt  zszokowany,  by  zrobić 
cokolwiek innego niż przypatrywać się mu.  

-  Jeszcze  nie  umarłem,  Will  –  powiedział  Jem  łagodnym  głosem,  cienkim,  ale  silnym 

jak  drut.  –  Co  miał  na  myśli  Magnus,  pytając  się  ciebie,  czy  wiem  o  tym,  że  jesteś 
zakochany w Tessie?