background image

Próbowaliście kiedyś Państwo wyobrazić sobie wieczór poprzedzający dzień, w którym Albert 
Einstein po raz pierwszy obwieścił światu swoją teorię? Ja niedawno próbowałam. Wyobraziłam 
sobie człowieka przekonanego o słuszności swoich odkryć, jego dumę i radość ale też zrozumiałam, 
że musiała mu towarzyszyć niepewność, napięcie, lęk przed tym, co się wydarzy. Dla nas teoria 
względności to fragment rzeczywistości – poznany i oswojony, dość „oczywista” sprawa a wtedy to 
była rewolucja w każdym wymiarze. Einstein zaproponował inny sposób widzenia świata i zjawisk, 
podważył podstawy, zachwiał obowiązującym porządkiem i był tego świadom. Zastanawiałam się 
czy miał pokusę wycofania się, na ile był mocny, co myślał, co czuł. A co najważniejsze, mimo 
tego wszystkiego następnego dnia wstał i podjął ryzyko. 

W gruncie rzeczy wszyscy czasami stajemy przed podobnymi wyborami w innej skali, bo 
najczęsciej nie zmieniamy świata, ale w gruncie rzeczy z naszej pesrpektywy to może być bardzo 
podobne. Świat ludzkich przeżyć bywa zdumiewająco podobny w sprawach tylko pozornie 
niepodobnych. Czy lęk przed odrzuceniem przez ludzi na którym nam zależy albo, od których wiele 
zależy jest dla Państwa bardzo odległy? Nie w tym jednak rzecz tak do końca. Chodzi o wyrażanie 
sprzeciwu wobec rzeczy i spraw zastanych i zakorzenionych. Wielkie odkrycia biorą się właśnie z 
takiego sprzeciwu! Bez tego nie wyściubilibyśmy nosa z jaskiń. Skądinąd myślę, że wielu z nas 
tylko korzysta z cudzej niezgody i ciekawości tego co jest poza poznanym i bezpiecznym. Ci nie 
zostaną liderami, wynalazcami, przywódcami. 

Einstein też mógł nie zadawać sobie zbyt wielu pytań, wybierając spokój i bezpieczeństwo. 

A czy Państwo zadają sobie czasem takie pytania? Czy patrzycie na otaczającą Was rzeczywistość 
oczami dziecka, które wciąż zadaje pytanie dlaczego? To naprawdę bywa odświeżające i twórcze, 
także w drobnych sprawach choć sprawiedliwie trzeba powiedzieć, że to jest trud, na który rzadko i 
niewielu z nas się zdobywa. Przyjmujemy, że tak jest jak jest bo tak być powinno i tak jest dobrze. 
Coś uwiera? To trudno. Wolimy pozostać bezpieczni niż narazić się na rozmaite zagrożenia. Nie 
jest moją intencją zachęcanie do nagłego buntu przeciwko wszystkiemu, mam raczej nadzieję 
zachęcić Państwa do rozejrzenia się wokół. Warto.Wszelkie zmiany biorą się z niezgody na zastaną 
rzeczywistość. Zewnętrzne i wewnętrzne, wielkie i małe. Niezgoda to niekoniecznie rewolucyjne 
barykady, to nie walka z całym światem, jakże często wystarcza posłuchanie siebie i nie 
zagłuszanie wewnętrznego głosu. Bywa tak, że sprzeciwiamy się temu głosowi zbyt długo i wtedy 
nasz organizm mówi „dość”: pojawiają się różne fizyczne dolegliwości, nierzadko choroby. 

Myślę, że to, czego potrzebujemy, by zadać sobie pytania i nie uciekać przed odpowiedziami - to 
odwaga. To dość deficytowa wartość. Mało widoczna, bo trudna i wymagająca. Jakże często 
potrzebuje towarzystwa konsekwencji. A kiedy pojawiają się trudności, kiedy zostajemy sami albo 
czujemy się jak odmieńcy przychodzą wątpliwości... Dobrze, że się pojawiają, bo zmuszają nas do 
ciągłej weryfikacji stanowiska – poddane analizie i rozstrzygnięte pozwalają iść do przodu. 
Wątpliwości to dobrodziejstwo chroniące przed przyjęciem swojej opcji jako jedynie słusznej. 

Jeżeli mamy ciekawość dziecka w odniesieniu do tego, co nas otacza i odnajdziemy w sobie 
odwagę do zadawania pytań, do nie zgadzania się na wszystko, co nas otacza, a pojawiające się 
wątpliwości przyjmiemy jako dowód własnej uważności to... No właśnie, to co zyskujemy? Moim 
zdaniem mamy do zyskania wiele: wzmocnienie wewnętrznej siły, poczucie, że mamy wpływ na to, 
co nas otacza, radość, kiedy wygrywamy, możliwość wyciągania wniosków z porażek. A przede 
wszystkim dowód, że nie stoimy w miejscu skostniali i sztywni, zrezygnowani.Dajemy sobie szansę 
na odetchnięcie świeżym podmuchem życia. Spotykamy sie także wciąż na nowo z samym sobą i 
poznajemy własne możliwości, o których być może nigdy nie przypuszczaliśmy, że w nas są, czy 
też, o których zapomnieliśmy już dawno, gdzieś pewnie w okolicach młodzieńczych, 
buntowniczych burz. Kto z nas nie miał wtedy głębokiego przekonania graniczącego z pewnością, 
że może zmienić świat? 

background image

Są sprawy, na które wpływu nie mamy, nie mam co do tego wątpliwości najmniejszych, ale w 
ostatnim czasie dociera do mnie z mocą, że zbyt często rezygnujemy z tych, na które wpływ mamy. 
Chciałam dzisiaj Państwa zachęcić do zwrócenia uwagi na te drugie. Jeśli nie można zmienić 
świata, to z pewnością można siebie i swoją rzeczywistość. To bardzo wiele.