background image

Pod celą. Aresztanctwo. Nowa kategoria społeczno-prawna. Cz. I

 

Wpisany przez Piotr Ryba    
poniedziałek, 24 maja 2010 20:02 
Przestępczość jest problemem wszystkich ludzi. Bo skoro istnieje grupa obywateli niezdolnych do 
uczciwego i sprawiedliwego postępowania w stosunku do bliźnich to znaczy, że wszyscy nosimy w 
sobie ziarna chciwości, gwałtu i niesprawiedliwości. W każdym z nas może wziąć górę ciemna 
strona natury. I to bez różnicy na wyznawany światopogląd i praktykowaną religię. Wraz z 
rozwojem cywilizacyjnym zmieniły się sposoby i metody karania tych, którzy naruszyli ustalony 
porządek.

Więziennictwo w rozumieniu zakładów karnych i aresztów nie jest więc zjawiskiem nowym. A 
ilość przeznaczonych środków finansowych na doskonalenie sposobów izolowania, liczba 
opracowań naukowych ekspertów specjalizujących się w tej tematyce pokazuje jak ważny jest 
problem. Zgłębiając się w fachową literaturę czytamy jak historycznie zmieniały się warunki 
traktowania osób izolowanych. Słyszymy o coraz większym poszanowaniu praw skazanego oraz 
działaniach, które przywracają przestępców do życia zgodnego z obowiązującym prawem i 
ustalonymi normami społecznymi. Tyle teorii.

 

Ośmielam się twierdzić, że państwo czyli system, czyli instytucje wspomniane wcześniej nie 
prowadza, spójnej polityki resocjalizacyjnej. Represyjny wymiar kary nadal jest celem, a nasze 
poglądy wciąż bliskie są nieskutecznej, ale społecznie atrakcyjnej filozofii retrybutowej. Polityczna 
poprawność w tej sferze nie obowiązuje. Politycy chętnie wykorzystują umiejętnie podsycane lęki, 
aby ostrą retoryką wobec więźniów budować swoje wizerunki sprawiedliwych „szeryfów”. Ci zaś 
którzy prezentują bardziej liberalne poglądy skrzętnie omijają temat, marząc pewnie o XIX-
wiecznych rozwiązaniach, kiedy to na wrakach zacumowanych z dala od wybrzeża trzymano 
więźniów poza polem widzenia, poza zakresem rozważań. Do tego dochodzi powierzchowna i 
rutynowa praca kadry więziennej, zawężenie aktywności wychowawców do problemów działu 
mieszkalnego, słabo przygotowani a do tego nieliczni psycholodzy więzienni. Żeby dopełnić 
obrazu muszę wspomnieć o czwartej sile czyli mediach, które odpowiadają za społeczny wizerunek 
więźnia i stosunek przeciętnego obywatela do problemów więziennictwa. Ale zanim to zrobię 
proponuję drogi czytelniku, żebyś przypomniał sobie nagłówki wczorajszych gazet i pierwsze 
informacje serwisów radiowych i telewizyjnych. Potem te z poprzedniego dnia. Z każdej strony 
bombardowani jesteśmy newsami o morderstwach, gwałtach i kradzieżach. Dziennikarze walczą o 
krwawe fakty, zdjęcia, dźwięki i obrazy, które chętnie konsumujemy pielęgnując przekonanie że 
wokół czai się zbrodnia, którą trzeba zamknąć za wysokim murem i tam zdeptać. Po każdym 
szczególnie bestialskim przestępstwie rzesza „gadających głów” prześciga się w pomysłach na 
zaostrzenie kar i zapełnienie więzień oraz aresztów. Czytając tylko kolorowe brukowce, a jest to 
chleb powszedni milionów Polaków, średnio inteligentny człowiek powinien zabarykadować się 
we własnym mieszkaniu. Ten zniekształcony obraz przestępczości wpływa na nasze postrzeganie 
świata, człowieka, jego jasnej i ciemnej natury. A w rezultacie na nasze decyzje. Ktoś powie: to 
generalizowanie i frustracja człowieka który znalazł się po drugiej stronie muru. Nie, wprost 
przeciwnie moja wiara w resocjalizację nie została zachwiana, choć widzę, że w wielu 
przypadkach osoby, które się jej podejmują nie zadały sobie nawet trudu przeczytania definicji. 
Twierdzę nadto że w branżowych opracowaniach a także w przygotowaniu kadry brakuje wiedzy 
jak zmierzyć się z zupełnie nowym zjawiskiem, które nazwałem w odróżnieniu od więziennictwa – 
aresztanctwem. To prawda, że areszt stosowano od niepamiętnych czasów, jednak dopiero teraz, w 
Polsce, na taką skalę. Nie chcę rozwodzić się nad politycznymi i prawnymi przesłankami 
stosowania tego środka zapobiegawczego. Oraz jak twierdzą tzw. „gadające głowy” 

background image

nadużywaniem tzw. aresztów wydobywczych, bo to wymaga rozwiązań systemowych i ludzi 
wyposażonych w specjalną wiedzę oraz realną władzę ustawodawczą. Mnie interesuje grupa 
tymczasowo aresztowanych jako społeczność ale też zbiorowisko indywidualności. Statystyki 
pokazują, że owa „tymczasowość” w praktyce oznacza wielomiesięczna izolację i posiadanie 
specyficznego statusu. Świetle obowiązującego prawa T.A jest niewinny, bo chociaż postawiono 
mu zarzut, to nie został skazany prawomocnym wyrokiem sądu. Izolacja w jego przypadku nie jest 
karą a jedynie środkiem dla celów przedprocesowych oraz / lub procesowych. Teoretycznie wiec 
system i procesy resocjalizacyjne nie powinny mieć zastosowania w tym przypadku. Ale czy 
można pozwolić na to żeby T.A pozostawał bez wsparcia, opieki i by nie obejmowały go programy 
naprawcze. Przecież potężny odsetek TA w następstwie prowadzonych czynności procesowych 
dostanie wyroki, a niewielki margines będzie cieszyć się uniewinnieniem. No i najważniejsze, czy 
czasem tym uniewinnionym nie jesteśmy winni rekompensaty w postaci programu za to że system 
zmusił ich do przebywania w wiezieniu – areszcie. Specjalnie unikam terminu: program 
resocjalizacyjny, bo w odniesieniu do człowieka niewinnego byłoby to poważnym nadużyciem. 
Zwłaszcza w ujęciu socjologa P. Sztompki, który przez resocjalizację rozumie „eliminację głęboko 
zinternalizowanych wzorów kulturowych i wpojenie wzorów przeciwstawnych”. Obrońcy Praw 
Człowieka i chyba każdy zdrowo myślący człowiek zapyta – jakim prawem czynić taki gwałt 
niewinnemu człowiekowi? Przecież to nie jego spaczony system wartości zawiódł, ale system 
prawny. Gdyby jednak przyjąć bezinwazyjną definicję Cz. Czapowa która głosi ze „proces 
resocjalizacyjny polega nie tylko na oduczaniu się postaw destrukcyjnych i uczeniu 
konstruktywnych, ale także na nabywaniu gotowości przyjęcia pozytywnych inspiracji, 
rozwijających osobowość i eliminację przeszkód hamujących ten rozwój” to otrzymujemy de facto 
quasi szkolenie rozwoju osobowości. I w tym znaczeniu program dla T.A nie narusza ich praw 
które posiadają ludzie niewinni, a jednocześnie nie pozostawia ich w społecznym stanie 
nieważkości jakim jest areszt śledczy. Co powinien zawierać to już kolejny etap, żeby nie tworzyć 
nowych teorii i nie traktować aresztowanych jak uczestników dużego eksperymentu proponuje 
rozważyć klasyczne metody mając na uwadze pewne ograniczenia związane ze statusem T.A . Te 
wypracowane przez lata metody oddziaływania to: a. zatrudnienie, b. edukacja, c. zajęcia 
kulturalno – oświatowe i sportowe, zajęcia terapeutyczne oraz pomoc postpenitencjarna.

Autor: 

Piotr Ryba

 źródło: 

Co powie ryba?

Źródło: 

http://www.grypserka.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=87:pod-cel-

aresztanctwo-nowa-kategoria-spoeczno-prawna-cz-pierwsza&catid=8:opracowania&Itemid=9

Majty dalej nie grypsują

 

Wpisany przez Express Bydgoski    
niedziela, 03 maja 2009 22:10 
Nie kablować, być lojalnym, z frajerem przy stole nie siadać, klawiszy zwalczać. Żelazne niegdyś 
zasady więziennej podkultury nie wytrzymują próby czasu. Rozmiękczają je wszechobecne za 
kratami narkotyki i pieniądze oraz łagodniejszy niż kiedyś rygor odsiadki. Otwierają się drzwi celi 
zwane klapą. Nowy skazany staje między piętrowymi łóżkami i nie wie, co robić. W latach 50. 
ubiegłego wieku rzuciliby mu pod nogi czysty ręcznik i patrzyli, czy wytrze w niego nogi. Dzisiaj 
pada pytanie:
- za co kiwasz?
- za pobicie.
- wspólników masz?
- nie.
- grypsujesz?

background image

- nie
- a chcesz grypsować?
- a co to jest?
- Siadaj na koju (łóżko). Przy blacie (stół) na razie nie będziesz szamał. Po kolacji będziemy 
bajerzyć.

Taki dialog w polskich więzieniach słyszy się dzisiaj coraz rzadziej. Grypsowanie, które jeszcze 20 
lat temu było zmorą więziennictwa, pomału staje się mało praktycznym archaizmem. Odchodzą w 
przeszłość ortodoksyjne zasady, przestają mieć znaczenie zewnętrzne atrybuty przynależności do 
subkultury, takie jak tatuaże czy rytualne blizny.
- Na początek będę chciał zobaczyć twój akt oskarżenia. Jeśli go nie masz, to znak, że możesz 
siedzieć za majty, a majty wykluczają grypsowanie. Napiszę gryps do kalifaktora (więzień 
pracujący na oddziale), żeby zajrzał na dyżurkę i cię sprawdził. Tam leżą tak zwane celówki, 
wykazy oskarżonych - tłumaczy czterdziestoparoletni Marek.

Urodził się za kratami i spędził za nimi 19 lat. Zajmował najwyższe pozycje w hierarchii drugiego 
życia. Zaczął grypsować jako nastolatek. Kiedy był "na staraniu", (okres próby dla świeżaka, który 
chce grypsować) "prze****ił" swoją pierwszą ofiarę. Zrobił to, żeby się wykazać. Badali go też 
wysyłając grypsy na wolność i sprawdzając, czy potwierdzają sie jego wersje: z kim się bujał, kogo 
zna, itp. Po kilku miesiącach mógł sobie wytatuować w kąciku oka kropkę, Z czasem przylgnął do 
niego przydomek: "pogromca ****i".

Ostatni raz siedział w więzieniu 6 lat temu. Tak wspomina tamtą odsiadkę: -Czułem się jak bękart. 
Zasady, które kiedyś były całym moim życiem, wyparowały. Zostałem sam. Gdyby ktoś mi 
podskoczył, żaden z grypsujących by za mną nie stanął. Chowają łeb pod koc i udają, że nic nie 
widzą. Wjeżdżam pod celę i pytam, kto grypsuje. Odzywa się jeden, ale mówi, że tylko dla siebie 
grypsuje. Zaraz z nim pojechałem. Co to k... znaczy "dla siebie"? Mówią o sobie grypsujący, a boją 
się wychylić, bo każdy dzisiaj walczy o wolność: O przepustkę, o dłuższe widzenie, o zakład 
półotwarty. Nie ma już ludzi z charakterem. Teraz w więzieniu rządzą konie, czyli siłownia i koks, 
a grypsujący siedzą w szufladzie - mówi recydywista. Z perspektywy czasu krytycznie ocena też 
okres, kiedy grypsujący liczyli się w więźniu, a on sam zajmował w hierarchii pozycję 
rozkminiającego, czyli przywódcy, który rozsądza spory, podejmuje jednoosobowe decyzje i kręci 
tzw. afery - intrygi skierowane przeciwko administracji i wrogim grupom skazanych.
- Grypsowanie było dla mnie najważniejsze. Czas pokazał, że własną pięścią się zabiłem. Ciąłem 
się, latałem po dechach i izolatkach w imię zasad, które okazały się obłudą. Udawałem na 
przykład, że facet, który gwałci innego faceta jest kimś. A to przecież zwykły zboczeniec. 
Mnóstwo ludzi upokorzyłem. Gdy o tym myślę, mam w głowie autobus - opowiada mężczyzna.
- Wiele w subkulturze zmieniły narkotyki przemycane do więzień - przyznają w jednym z 
kujawsko - pomorskich zakładów karnych. Potwierdzają, że handel narkotykami mocno zatrząsł 
więziennym porządkiem, burząc dotychczasowe, sztywne podziały.
- Kiedyś nie do pomyślenia było, żeby narkoman mógł stać się "człowiekiem". Dzisiaj uzależnieni 
grypsujący kupują towar od niegrypsujących i robią razem interesy, bo narkotyki to duży pieniądz. 
Nie przyznają się do tego, ale ale widzimy, że grypsujący dopuszczają frajerów do stołu, podają im 
rękę, grają z nimi w karty - opowiada wychowawca z kilkunastoletnim stażem. Dodaje, że 
członkowie zorganizowanych grup przestępczych rzadko angażują się w drugie życie. - Mają za 
dużo do stracenia. Na wolności zostawili pieniądze, rodziny i chcą do nich wrócić jak najszybciej. 
A grypsowanie tylko ich od tej wolności oddala. Grypsujący ma małe szanse na korzystanie z 
przywilejów, jakie daje regulamin wykonania kary.

- Nie opłaca się dzisiaj grypsować. Jeszcze kilkanaście lat temu grypsował co drugi więzień. W 
niektórych zakładach grypsujący mieli zdecydowaną przewagę. Dzisiaj przynależność do 
podkultury zgłasza mniej niż 20% osadzonych. Administracja nie jest już wrogiem skazanego. Nie 

background image

ma się przeciwko komu buntować - mówi jeden z funkcjonariuszy Służby Więziennej naszego 
regionu, zajmujący się rozpracowywaniem środowiska grypsujących.

Grypsowanie pojawiło się w polskich więzieniach w połowie lat 60. XX w., czerpiąc wzory od 
"urków", a później "charakterniaków", którzy zdominowali powojenny świat więziennej 
subkultury. Znawcy przedmiotu podają, że zaczęło się od warszawskiego zakładu karnego 
zwanego Gęsiówką. Potem normy nowej subkultury rozprzestrzeniły się na region łódzki i 
wrocławski, różniąc się między sobą rygoryzmem w przestrzeganiu niektórych zasad. Na dobre 
zakorzeniła się w polskich zakładach karnych grypserka warszawska, ce****ąca się - jak podaje 
literatura przedmiotu - "rozsądnym stosowaniem zasad podkulturowych". Jej najważniejsze cechy 
to: podział na ludzi i nieludzi, czyli grypsujących, frajerów i ****i; wrogi stosunek do 
administracji zakładu karnego; przestrzeganie niepisanego kodeksu zachowań, często absurdalnych 
i śmiesznych, często pod groźbą prze****enia, czyli wykluczenia z grupy; zdyscyplinowanie i 
podporządkowanie się wewnętrznej hierarchii; hermetyczność; udzielanie sobie pomocy 
materialnej; porozumiewanie się za pomocą języka zwanego grypserą i języka migowego (pisanie 
na witach)

Większość z tych zasad w ostatnich latach uległa złagodzeniu lub komicznemu wynaturzeniu. 
Grypsować dzisiaj może sprawca przemocy domowej i ktoś, kto o tajnikach grypsery ma nikłe 
pojęcie. Wzajemną pomoc zastąpiła zaś walka o karty telefoniczne, które są dziś za murem 
powszechnym środkiem płatniczym, tak jak kiedyś herbata i papierosy.

- Kiedyś tak zwane "chowanie do wora" było ceremoniałem, o którym dowiadywało się całe 
więzienie. Czterdziestu grypsujących najpierw w drodze na spacerniak wiązało sobie 
demonstracyjnie buty,a potem dochodziło do spektakularnego pobicia. Dzisiaj wykluczenie z 
grupy kończy się wiązanką bluzgów i dyskretnym wyproszeniem z celi, a w najgorszym razie 
sprzedaniem liścia. Co więcej, w tym samym więzieniu, na jednym oddziale można być za coś 
schowanym do wora, a na drugim podniesionym, czyli wróconym do łask. Straciła na znaczeniu 
tez pozycja przywódcy. Kiedyś był jeden rozkminiający na całe więzienie. Miał swoich ludzi na 
każdym oddziale. Dziś nie ma takiej osoby, a na oddziałach podejmuje się decyzje grupowo. Poza 
tym, każdy pawilon żyje swoim życiem - mówi jeden z wychowawców. Dzisiejsze grypsowaniem 
nazywa żartobliwie grypsowaniem biznesowym. - Za pieniądze skazany niegrypsujący może 
zdegradować grypsującego. Kiedyś było to niemożliwe. Dawniej wykluczano z grupy z przyczyn 
ideowych, dziś coraz częściej z pobudek materialnych, najczęściej za długi.

- W tej chwili o pozycji człowieka w więzieniu decyduje pieniądz. Człowiek niegrypsujący, ale 
mający pieniądze i rozległe kontakty w świecie przestępczym, staje się dzisiaj ważną postacią 
wśród grypsujących - przyznaje Karol Klucz, dyrektor Zakładu Karnego dla recydywistów w 
Koronowie"

Źródło: 

http://www.grypserka.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=62:majty-dalej-

nie-grypsuj&catid=8:opracowania&Itemid=9