background image

 

1

 

 

OSHO 

 

 

 
 
 

KREATYWNOŚĆ

  

 

Uwolnij swą wewnętrzną moc 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Człowiek  kreatywny  jest  obdarzony  przenikliwością,  potrafi  dostrzec  rzeczy, 
których nikt przedtem nie widział, usłyszeć to, czego nikt wcześniej nie słyszał; 
to właśnie jest kreatywność. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

2

 

 
 
 
SPIS TREŚCI 
PRZEDMOWA. Zapach wolności..................................3 
PRZYGOTOWANIE PŁÓTNA......................................4 
Trzy wymiary...................................................................4 
Odpręż się w działaniu.....................................................5 
Działaj w harmonii z naturą............................................16 
PIĘĆ PRZESZKÓD........................................................20 
1.  Nadwrażliwość...........................................................20 
2.  Perfekcjonizm.............................................................33 
3.  Intelekt........................................................................36 
4.  Przekonanie.................................................................40 
5. Wyścig do sławy..........................................................46 
CZTERY KLUCZE..........................................................49 
1.  Znów stań się dzieckiem..............................................49 
2.  Bądź gotowy, by się uczyć...........................................53 
3. Odkryj nirwanę wtym, co zwyczajne............................54 
4.  Bądź marzycielem........................................................58 
CZTERY PYTANIA.........................................................61 
1.  Pamięć i wyobraźnia.....................................................61 
2.  Depresja poporodowa...................................................70 
3.  Kreatywność i krzyżowanie.........................................72 
4. Sztuka robienia pieniędzy..............................................75 
TWORZENIE.....................................................................80 
Najwyższa kreatywność, znaczenie twojego życia............80 
OŚRODEK MEDYTACYJNY..........................................85 
O AUTORZE......................................................................85 
 

background image

PRZEDMOWA 

 

Zapach Wolności 

 
Kreatywność  oznacza  bunt.  Największy  w  całej  egzystencji.  Jeśli  chcesz  tworzyć,  musisz  się 
pozbyć  tkwiących  w  tobie  uwarunkowań;  jeśli  nie  -  twoja  kreatywność  będzie  po  prostu 
kopiowaniem,  odbitką  ksero.  Możesz  być  kreatywny  jeśli  jesteś  indywidualnością;  nie 
stworzysz  niczego  wyznając  psychologię  tłumu.  Taka  psychologia  nie  ma  w  sobie  niczego 
twórczego; wlecze się przez życie, nie zna tańca, śpiewu, radości; jest mechaniczna. 
Twórca  nie  może  podążać  wydeptaną  ścieżką;  musi  szukać  swojej  własnej,  przedzierać  się 
przez dżunglę życia. Musi iść sam; wyjść z tłumu, odrzucić to wszystko, co uznaje zbiorowość. 
Umysł zbiorowy jest najgorszym rodzajem umysłu; nawet tak zwani idioci są mądrzejsi od tej 
zbiorowej  głupoty.  Ale  zbiorowość  posiada  swoje  sposoby:  szanuje  ludzi,  nagradza  ich  jeśli 
rozgłaszają, że zbiorowy umysł jest jedynym właściwym. 
Dawniej,  najróżniejsi  twórcy  —  malarze,  tancerze,  muzycy,  poeci,  rzeźbiarze  -  musieli  z 
czystej  konieczności  godzić  się  na  brak  szacunku  ze  strony  społeczeństwa.  Musieli  żyć  jak 
cyganeria, jak włóczędzy; tylko tak mogli rozwijać swoją kreatywność. Ale w przyszłości nie 
musi tak być. 
Jeśli mnie rozumiesz, jeśli czujesz, że mówię prawdę, to znaczy, że w przyszłości każdy będzie 
mógł pozostać indywidualnością bez konieczności uciekania do bohemy. Życie w bohemie jest 
po prostu rezultatem istnienia sztywnego, konwencjonalnego, ortodoksyjnego trybu żyda. 
Dokładam  wszystkich  starań,  aby  zniszczyć  umysł  zbiorowy  i  umożliwić  każdemu  wolność 
bycia  sobą.  Wtedy  nie  będzie  problemów;  będzie  można  żyć  tak,  jak  chce  się  żyć.  Tak 
naprawdę, to ludzkość narodzi się dopiero wtedy, gdy zacznie szanować jednostkę i jej bunt. 
Ludzkość  jeszcze  się  nie  narodziła;  znajduje  się  wciąż  w  stanie  embrionalnym.  To,  co 
postrzegasz  jako  ludzkość,  jest  jedynie  jakąś  mistyfikacją.  I  tak  będzie,  dopóki  każdy  nie 
osiągnie  swojej  indywidualnej  wolności,  całkowitej  wolności  bycia  sobą,  istnienia  w  sobie 
właściwy  sposób.  Oczywiście  bez  wchodzenia  w  drogę  innym  ludziom  -  to  stanowi  część 
wolności. Nikt nie powinien komukolwiek przeszkadzać. 
W  przeszłości  każdy  wsadzał  nos  w  nie  swoje  sprawy,  nawet  te  najbardziej  prywatne,  które 
nie  mają  związku  ze  społeczeństwem.  Kiedy,  na  przykład,  zakochasz  się  w  kobiecie  -  jaki  to 
ma związek ze społeczeństwem? Jest to jak najbardziej osobiste zjawisko, nie - zbiorowe. Jeśli 
dwoje  ludzi  chce trwać w miłości, społeczeństwo nie powinno się do tego mieszać. A jednak 
używa  ono  wszelkich  metod  -  bezpośrednich  lub  pośrednich  -  aby  się  móc  wtrącić.  Postawi 
między kochankami policjanta, albo jakiś urząd. A gdyby to nie pomogło - ma jeszcze super-
policjanta - Boga - który się wszystkim zajmie. 
Koncepcja  funkcji Boga jest jakby zbliżona do funkcji podglądacza — nie masz prywatności 
nawet w łazience, jesteś obserwowany przez dziurkę od klucza, aby było wiadomo, co robisz. 
To okropne! Wszystkie religie świata mówią, że Bóg ciągle cię obserwuje. Straszne. Co to za 
Bóg? Nie ma nic lepszego do roboty, jak tylko obserwować i śledzić wszystkich? To brzmi tak, 
jakby był on Najwyższym Detektywem. 
Ludzkość  potrzebuje  nowej  ziemi  -  ziemi  wolności.  Bohema  to  po  prostu  konieczna  reakcja, 
ale  jeśli  moja  wizja  wejdzie  w  życie,  nie  będzie  potrzeby  uciekać,  bo  nie  będzie  istniał 
zbiorowy  umysł  usiłujący  cię  zdominować.  Wtedy  każdy  będzie  się  czuł  dobrze  takim,  jakim 
jest. Oczywiście nie wolno nikogo krzywdzić - ale jeśli chodzi o twoje własne życie - możesz je 
przeżyć tak, jak chcesz. 
Tylko wtedy można mówić o tworzeniu. Kreatywność jest aromatem indywidualnej wolności. 
 
 
 
 

background image

 

4

 

PRZYGOTOWANIE PŁÓTNA 

 
Kiedy  odrzucimy  patologie,  każdy  stanie  się  twórcą.  To  trzeba  bardzo  dokładnie  zrozumieć: 
tylko  ludzie  chorzy  są  destrukcyjni.  Ludzie  zdrowi  są  kreatywni.  Kreatywność  jest  sygnałem 
pozostawania w pełnym zdrowiu. Kiedy człowiek jest naprawdę zdrowy i pełny, kreatywność 
przychodzi do niego w naturalny sposób, pojawia się pragnienie tworzenia. 
 

Trzy wymiary 

 
Ludzkość  znalazła  się  na  rozdrożu.  Żyliśmy  w  jednowymiarowym  świecie,  ale  to  już  nie 
wystarcza.  Potrzebny  jest  nowy  rodzaj  człowieka  -  bogatszy,  trójwymiarowy.  Te  trzy 
wymiary to: świadomość, empatia i kreatywność. 
Ś

wiadomość  to  bycie,  empatia  to  współodczuwanie,  a  kreatywność  to  działanie.  Moja  wizja 

nowego  człowieka  obejmuje  wszystkie  te  trzy  wymiary  jednocześnie.  Stawiam  przed  wami 
największe  wyzwanie,  najtrudniejsze  zadanie  do  wykonania.  Macie  być  medytacyjni  jak 
Budda, kochający jak Kriszna i twórczy jak Michał Anioł lub Leonardo da Vinci. Trzeba być 
trzema  jednocześnie.  Jedynie  wtedy  poczujesz  się  całkowicie  spełniony,  njcze-go  nie  będzie 
ci  brakować.  To  właśnie  poczucie  braku  czegoś  w  sobie  samym  powoduje,  że  kręcisz  się  w 
koło, że czujesz się niepełny. Będąc jednowymiarowym możesz wspiąć się na wysoki szczyt, 
ale  to  będzie  pojedynczy  szczyt.  Pragnę  byś  stał  się  jak  całe  pasmo  Himalajów,  jak  wiele 
górskich szczytów, a nie pojedyncza góra. 
Człowiek  jednowymiarowy  się  nie  sprawdził.  Nie  był  w  stanie  stworzyć  pięknej  ziemi,  raju 
na ziemi. Poniósł klęskę, całkowicie zawiódł. Istniało kilku pięknych ludzi, ale nie zdołali oni 
przemienić  całej  ludzkości,  obudzić  jej  świadomości.  Nielicznym  indywidualistom,  w 
różnych częściach świata, udało się osiągnąć oświecenie. Ale to nie pomoże. Potrzeba więcej 
ludzi oświeconych i trójwymiarowych. 
Takie właśnie jest moje rozumienie pojęcia: nowy człowiek. 
Budda nie był poetą, lecz nowi ludzie, ci którzy staną się buddami będą także poetami. Kiedy 
mówię  „poeci",  nie  mam  na  myśli  ludzi  piszących  wiersze,  lecz  mających  poezję  w  sobie. 
Ż

ycie pełne poezji, poetyckie podejście do wszystkich spraw. 

Logika  jest  sucha,  poezja  tętni  życiem.  Logika  nie  umie  tańczyć;  to  dla  niej  niemożliwe. 
Tańcząca  logika  wyglądałaby  jak  tańczący  Mahatma  Gandhi!  Cudacznie.  Poezja  potrafi 
tańczyć;  jest  tańcem  twego  serca.  Logika  nie  umie  kochać  -  umie  o  miłości  mówić,  ale  nie 
kochać; miłość wydaje się jej nielogiczna. Jedynie poezja umie kochać; umie zanurzyć się w 
paradoksie miłości. 
Logika  jest  bardzo  zimna;  jest  przydatna  w  matematyce,  ale  nie  jest  potrzebna  ludzkości. 
Jeżeli ludzkość stanie się nazbyt logiczna, to zagubi się; pozostaną liczby, nie ludzkie istoty. 
Liczby, które łatwo zastąpić innymi. 
Poezja,  miłość  i  współodczuwanie  przydadzą  ci  głębi  i  ciepła.  Lekko  się  roztopisz,  stracisz 
nieco  tego  chłodu.  Staniesz  się  bardziej  ludzki.  Budda  jest  nadczło-wiekiem,  nie  ma 
wątpliwości, dlatego zatraca ludzki wymiar. Nie jest ziemski. Takie jest jego piękno, ale jest 
ono całkiem odmienne od piękna Greka Zorby. Zorba stąpa twardo po ziemi. A ja chciałbym, 
ż

ebyś  był  obydwoma  naraz:  Zorbą-Buddą.  Miej  w  sobie  medytacyj-nosć,  ale  nie  za  cenę 

rezygnacji  z  uczuć.  Niech  ta  medytacyjność  będzie  przepełniona  uczuciami,  niechaj  aż 
przelewa  się  w  niej  miłość.  I  bądź  kreatywny.  Jeśli  bowiem  twoja  miłość  pozostanie  w 
wymiarze  uczuć,  nie  przejdzie  w  wymiar  działania,  to  nie  dosięgnie  ludzkości.  Uczyń  ją 
realną, zmaterializuj ją. 
Oto  twoje  trzy  wymiary:  bycie,  odczuwanie,  działanie.  Działanie  jest  przejawem 
kreatywności  zarówno  w  muzyce,  poezji,  malarstwie,  rzeźbiarstwie,  architekturze,  jak  i  w 

background image

 

5

 

nauce  i  technologii.  Uczucia  zawierają  to,  co  jest  estetyką:  miłość,  piękno.  Bycie  ma  zaś  w 
sobie medytację, uważność, świadomość. 
 
Twórca  nie  może  podążać  wydeptaną  ścieżką;  musi  szukać  swojej  własnej,  przedzierać  się 
przez  dżunglę  życia.  Musi  iść  sam;  wyjść  z  tłumu,  odrzucić  to  wszystko,  co  uznaje 
zbiorowość. 
 

Odpręż się w działaniu 

 
Aby móc się odprężyć w działaniu, najpierw trzeba zrozumieć jego naturę i jego ukryte prądy. 
Jeśli nie obserwujesz, nie przyglądasz się, to nie zdajesz sobie sprawy z tego jaka jest natura 
twojego działania i nawet gdybyś chciał, nie będziesz potrafił się zrelaksować. Jest to bowiem 
zjawisko złożone. Wiele osób chciałoby się odprężyć, ale nie są w stanie. Relaksacja jest jak 
rozkwitanie  kwiatu  -  nie  można  niczego  przyspieszyć.  Trzeba  zrozumieć  całe  to  zjawisko  - 
dlaczego jesteś tak aktywny, dlaczego twoje działanie tak cię zajmuje, czemu jest jak obsesja. 
Pamiętaj  dwa  słowa:  jedno  to  „działanie",  drugie  to  „działalność".  Działanie  to  nie 
działalność,  a  działalność  to  nie  działanie.  Ich  natury  różnią  się  od  siebie  całkowicie. 
Działanie  jest  wtedy,  gdy  sytuacja  wymaga  byś  coś  zrobił  i  ty  w  odpowiedzi  robisz  to. 
Działalność  to  coś,  na  co  aktualna  sytuacja  nie  ma  wpływu;  nie  jest  odpowiedzią.  Jesteś  tak 
bardzo  napięty  wewnętrznie,  że  każda  nadarzająca  się  sytuacja  stanowi  dla  ciebie  pretekst, 
aby coś zrobić. 
 
Co tak naprawdę robi człowiek, który siedzi i żuje gumę? Zabija kogoś. Gdyby był świadomy 
dostrzegłby, że ma w głowie jakąś potrzebę mordowania, zabijania; a siedzi sobie i prowadzi 
bardzo niewinną działalność - żucie gumy. 
 
Działanie  jest  efektem  spokoju  umysłu  -  to  najpiękniejsza  rzecz  na  świecie.  Działalność 
wynika  z  niepokoju  -  i  jest  naj-brzydsza.  Działanie  ma  ogromne  znaczenie,  działalność  jest 
bezwartościowa.  Działanie  następuje  z  chwili  na  chwilę,  spontanicznie.  Działalność  dźwiga 
bagaż  przeszłości.  Nie  jest  odpowiedzią  na  „teraz",  lecz  raczej  przenoszeniem  dawnego 
niepokoju do nowej sytuacji. Działanie jest bardzo kreatywne. 
     
Kiedy  mówię  „poeci",  nie  mam  na  myśli  ludzi  piszących  wiersze,  lecz  mających  poezję  w 
sobie. Życie pełne poezji, poetyckie podejście do wszystkich spraw. 
 
Działalność jest destrukcyjna - niszczy ciebie, niszczy innych. 
Spróbuj dostrzec tę subtelną różnicę. Kiedy jesteś głodny - jesz; to działanie. Kiedy nie jesteś 
głodny,  nie  masz  poczucia  głodu,  a  mimo  to  jesz,  wtedy  jest  to  działalność.  Czynność 
jedzenia  staje  się  aktem  przemocy:  niszczysz  pokarm,  miażdżysz  go  zębami.  To  pozwala 
nieco złagodzić twój wewnętrzny niepokój. Nie dlatego jesz, że jesteś głodny, lecz dlatego, że 
stanowi to wewnętrzną potrzebę, chęć wyładowania agresji. 
W  świecie  zwierząt  agresja  wyraża  się  przez  pyski  i  łapy,  zęby  i  pazury.  Kiedy  jesz,  twoje 
usta  i  dłonie  współpracują  ze  sobą:  dłonią  chwytasz  pokarm,  wkładasz  do  ust  i  gryziesz. 
Uwalniasz  z  siebie  nieco  agresji.  Kiedy  nie  jesteś  głodny  -  jedzenie  nie  jest  działaniem;  jest 
chorobą. Ten rodzaj działalności zamienia się w obsesję. Oczywiście nie możesz się cały czas 
napychać, bo byś pękł, toteż wymyślono parę sztuczek: żucie tytoniu albo gumy, albo palenie 
papierosów.  To  fałszywe  jedzenie,  bez  żadnych  wartości  odżywczych,  ale  pomaga  uwolnić 
agresję. 
 
Miej w sobie medytacyjność, ale nie za cenę rezygnacji z uczuć. 

background image

 

6

 

Co tak naprawdę robi człowiek, który siedzi i żuje gumę? Zabija kogoś. Gdyby był świadomy 
dostrzegłby, że ma w głowie jakąś potrzebę mordowania, zabijania; a siedzi sobie i prowadzi 
bardzo  niewinną  działalność  -  żucie  gumy.  Nie,  nikogo  nie  ranisz.  Jest  to  jednak  bardzo 
niebezpieczne dla ciebie, gdyż wydaje się, że zupełnie nie masz świadomości tego, co robisz. 
Co robi człowiek palący papierosa? Coś, na swój sposób, bardzo niewinnego - wciąga dym i 
wypuszcza,  robi  wdech  i  wydech  -  jakby  jakiś  chory  rodzaj  pranajamy,  jakby  jakaś 
zeświecczona medytacja transcendentalna. Tworzy mandalę: wciąga dym, wypuszcza, wdech, 
wydech  -    tworzy  mandalę,  zatacza  krąg.  Poprzez  palenie  powtarza  rytmicznie  szantę,  która 
koi, która uwalnia odrobinę jego wewnętrznego niepokoju. 
Kiedy z kimś rozmawiasz i ta osoba sięga po papierosa, w niemal stu procentach przypadków 
oznacza  to,  że  ją  nudzisz,  że  pora  zakończyć  spotkanie.  Zapewne  lepiej  byłoby  gdyby 
wyrzuciła cię za drzwi, ale nie może tego zrobić - byłoby to uznane za afront. Toteż łapie się 
za  swego  papierosa,  sygnalizując  jednocześnie:  „Koniec!  Mam  cię  dość!"  Gdyby  to  miało 
miejsce w świecie zwierząt już byłbyś pogryziony, ale my - ludzie - jesteśmy ucywilizowani. 
Taki  człowiek  rzuca  się  więc  na  papierosa,  zaczyna  palić.  Już  się  tobą  nie  przejmuje,  nuci 
swoją szantę palacza. To koi. 
To  także  wskazuje,  że  masz  obsesję.  Nie  możesz  pozostać  sobą,  nie  możesz  zachować 
spokoju,  nie  możesz  być  nieaktywny.  Twoja  aktywność  zmierza  do  pozbycia  się  złości, 
tkwiącego w tobie szaleństwa. 
Działanie  jest  czymś  pięknym,  spontaniczną  odpowiedzią.  Życie  potrzebuje  odpowiedzi,  w 
każdym momencie musisz coś robić; następuje to jednak poprzez ten właśnie moment. Jesteś 
głodny  i  szukasz  czegoś  do  zjedzenia,  jesteś  spragniony  i udajesz się w stronę studni. Jesteś 
senny  -  kładziesz  się  spać.  Twoje  działanie  wynika  z  sytuacji.  Jest  ono  spontaniczne  i 
całkowite. 
Działalność  nigdy  nie  jest  spontaniczna,  wynika  ona  z  przeszłości.  Być  może 
przygotowywałeś coś przez wiele lat i nagle wchodzi to w twoją teraźniejszość. To nie ważne 
jak się pojawia. Umysł jest przebiegły - zawsze znajdzie jakieś usprawiedliwienie dla podjętej 
przez  ciebie  działalności,  będzie  usiłował  przekonać  cię,  że  to  nie  jest  działalność  lecz 
działanie. I że jest nieuniknione. Nagle wybuchasz gniewem. Wszyscy wokół widzą, że to nie 
było konieczne, że sytuacja tego nie wymagała, nie miało to sensu; tylko ty tego nie widzisz. 
Każdy  pyta:  „Co  ty  wyprawiasz?  Nie  ma  powodu...  Czemu  jesteś  taki  wściekły?"  A|e  ty 
znajdziesz powód i wytłumaczysz dlaczego to było konieczne. 
Takie usprawiedliwianie się pozwala ci pozostać nieświadomym swojego obłąkania. Właśnie 
to zostało pozwane przez George'a Gurdżijewa: „bufory". Masz wytłumaczenie na wszystko, 
co  dzieje  się  wokół  ciebie,  a  dzięki  temu  nie  dopuszczasz  do  siebie  prawdy.  Bufory  mają 
zastosowanie w pociągach, pomiędzy dwoma wagonami; są używane po to, aby w przypadku 
nagłego  hamowania  ochronić  pasażerów.  Absorbują  uderzenie.  Twoja  działalność  nie  ma 
sensu,  ale  bufory  -  usprawiedliwienia  -  nie  pozwalają  ci  tego  dostrzec,  jesteś  zaślepiony  i 
nadal robisz swoje. 
Jeśli  taka  działalność  ma  miejsce,  nie  możesz  się  odprężyć.  Jakże  mógłbyś  się  odprężyć? 
Przecież  świat  zdominowała  obsesyjna  potrzeba  robienia  czegoś;  czegokolwiek.  Świat  pełen 
jest  głupców  powtarzających:  „Zamiast  nic  nie  robić,  zrób  coś".  A  ci,  którzy  wymyślili 
powiedzenie:  „W  pustej  głowie  diabeł  mąci",  to  już  stuprocentowi  głupcy!  Diabeł  nie  mąci. 
Pusty umysł to miejsce Boga. Jest piękny i czysty - jakże miałby tam pojawić się diabeł? Nie 
mógłby  wejść  do  pustego  umysłu.  Natomiast  z  łatwością  pojawia  się  w  umyśle  ogarniętym 
obsesją  działalności,  może  tobą  zawładnąć  podpowiadając  ci  sposoby  na  to,  byś  był  jeszcze 
bardziej aktywny. 
 
Twoje  działanie  wynika  z  sytuacji.  Jest  ono  spontaniczne  i  całkowite.  Działalność  nigdy  nie 
jest spontaniczna, wynika ona z przeszłości. 

background image

 

7

 

 
Diabeł nigdy nie mówi: „Odpocznij". Mówi: „Dlaczego marnujesz tyle czasu? Rusz się, zrób 
coś,  człowieku!  Życie  płynie,  rób  coś!"  Wszyscy  wielcy  nauczyciele,  którzy  dotarli  do 
prawdy  o  życiu,  zdali  sobie  sprawę  z  tego,  że  pusty  umysł  otwiera  przestrzeń,  dzięki  której 
wchodzi weń to, co boskie. 
Nie  pustym  umysłem,  ale  działalnością  posługuje  się  diabeł.  Zresztą  jak  mógłby  używać 
pustego  umysłu?  Nawet  nie  odważyłby  się  do  niego  przybliżyć,  bo  pustka  by  go  po  prostu 
zabiła.  Ale  jeśli  przepełnia  cię  głęboka,  szaleńcza  potrzeba  robienia  czegoś,  diabeł  znajdzie 
sposób  na  to,  by  cię  wykorzystać.  Będzie  twoim  przewodnikiem  -  jedynym  przewodnikiem. 
Chcę  wam  jasno  powiedzieć,  że  to  przysłowie  jest  całkowicie  błędne!  Zapewne 
podpowiedział je sam diabeł. 
Ta  obsesja,  aby  podejmować  działalność  powinna  być  bacznie  obserwowana.  Musisz  ją 
dostrzec  w  swoim  własnym  życiu,  ponieważ  same  moje  słowa  nie  będą  miały  dość  siły,  by 
cię przekonać, że twoja działalność nie ma sensu, jest niepotrzebna. Po co w ogóle to robisz? 
Podróżowanie.  Widuję  ludzi,  którzy  po  wielokroć  robią  to  samo.  Jestem  przez  dwadzieścia 
cztery  godziny  ze  współpasażerem  w  pociągu.  Nie  mając  nic  lepszego  do  roboty,  czyta  on 
kilka  razy  tę  samą  gazetę.  Zamknięty  w  przedziale  pociągu  ma  niewiele  możliwości...  czyta 
więc wielokrotnie tę samą gazetę. A ja się przyglądam - co taki człowiek robi? Gazeta to nie 
Gita  czy  Biblia.  Gitę  można  czytać  wielokrotnie,  bo  za  każdym  razem  odnajdujesz  nowe 
znaczenia.  Ale  gazetę?!  Przejrzysz  ją  raz  i  to  całkiem  wystarczy.  Nie  było  warto  czytać  jej 
nawet jeden raz, a ludzie czytają i czytają. O co tu chodzi? Czy to naprawdę potrzebne? Nie. 
Oni  mają  obsesję;  nie  mogą  siedzieć  bezczynnie,  w  ciszy.  To  dla  nich  niemożliwe,  to  im 
przypomina śmierć. Muszą coś robić. 
Przez  wiele  lat  podróżowanie  dawało  mi  możliwość  obserwowania  ludzi  bez  ich  wiedzy. 
Czasem  w  moim  przedziale  był  tylko  jeden  człowiek.  Ileż  wysiłku  wkładał  w  to,  aby 
wciągnąć mnie do rozmowy! A ja odpowiadałem tylko: „tak" lub „nie". W końcu rezygnował. 
Wtedy po prostu obserwowałem - to wspaniały eksperyment, zupełnie bezpłatny. 
 
Jeśli nie wolno ci palić, żujesz gumę albo robisz coś jeszcze innego; to zastępuje ci gadanie. 
Tyle, że gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo zaśmiecasz innym umysły. 
 
Patrzyłem  więc,  a  on  otwierał  walizkę  -  widziałem,  że  zupełnie  bez  powodu  -  zaglądał  do 
niej,  zamykał.  Następnie  otwierał  okno,  potem  je  zamykał.  Brał  po  raz  kolejny  gazetę,  palił 
papierosa, znów otwierał walizkę i coś tam poprawiał, otwierał okno, patrzył przez nie. Co on 
właściwie  robił?  I  dlaczego?  Jakiś  nakaz  wewnętrzny,  coś  rozdygotanego  w  środku, 
gorączkowy stan umysłu. Trzeba coś robić, bo jak nie to przepadnę. Zapewne jego życie było 
bardzo  wypełnione  działalnością;  teraz  ma  chwilę  na  relaks,  ale  stare  nawyki  nie  dają  mu 
spokoju. 
Słyszałem,  że  Aurangzeb,  imperator  z  dynastii  Wielkich  Mogołów  w  Indiach,  uwięził 
swojego  ojca,  kiedy  ten  był  już  stary.  Jego  ojcem  był  szach  Dżahan;  to  on  zbudował  Tadź 
Mahal.  Syn  zdetronizował  go  i  uwięził.  Jak  napisano  w  autobiografii  Aurangzeba,  już  po 
kilku  dniach...  Szach  Dżahan  nie  przejął  się  zbytnio  uwięzieniem,  miał bowiem zapewnione 
wszelkie dostatki. Przebywał w tym samym pałacu, w którym żył do tej pory. Nie czuł się jak 
w  więzieniu,  miał  wszystko,  czego  sobie  tylko  zażyczył.  Jedyne  czego  nie  miał,  to 
prowadzenie  jakiejś  działalności.  Nie  miał  nic  do  roboty.  Zwrócił  się  więc  do  syna: 
„Wszystko  jest  w  porządku,  zapewniłeś  mi  to,  czego  potrzebuję,  jestem  zadowolony.  Jest 
tylko  jedna  rzecz,  o  którą  pragnę  poprosić,  a  jeśli  to  uczynisz,  będę  ci  wdzięczny  na  wieki. 
Przyślij mi trzydziestu chłopców. Chciałbym ich uczyć." 
Aurangzeb  nie  mógł  uwierzyć  własnym  uszom:  czemu  ojciec  chce  uczyć  trzydziestu 
chłopców? Nigdy nie wykazywał chęci bycia nauczycielem, nie interesował się kształceniem 

background image

 

8

 

nikogo; co mu się nagle stało? Ale spełnił  prośbę  ojca.   Posłano  do  Dżahana trzydziestu 
chłopców, a ten znów stał się imperatorem - dla trzydziestu małych chłopców. Kiedy idziesz 
do  szkoły  podstawowej,  nauczyciel  jest  prawie  jak  imperator.  Każe  dzieciom  siedzieć  - 
siedzą,  każe  wstać  -  wstają.  Szach  Dżahan  stworzył  więc  sobie  dwór  z  trzydziestoma 
chłopcami.  Mógł  nadal  dawać  upust  starym  nawykom,  uzależnieniu  od  rozkazywania innym 
ludziom. 
Psychologowie  podejrzewają,  że  nauczyciele  mają  w  sobie  wiele  z  polityków.  Nie  są 
wystarczająco pewni siebie, by zająć się polityką, idą więc do szkół i stają się prezydentami, 
premierami,  imperatorami.  Wokół  małe  dzieci,  a  oni  nakazują  im  i  zmuszają  je  do  czegoś. 
Psychologowie  także  podejrzewają,  że  nauczyciele  mają  inklinacje  w  kierunku  bycia 
sadystami, chętnie torturowaliby. A nie ma lepszego po temu miejsca niż szkoła podstawowa. 
Możesz  torturować  niewinne  dzieci,  i  to  dla  ich  dobra.  Idź  i  popatrz!  Ja  byłem  w  szkołach 
podstawowych  i  obserwowałem  nauczycieli.  Psychologowie  jedynie  podejrzewają,  ale  ja 
mam  pewność  -  nauczyciele  to  oprawcy.  A  gdzie  znaleźć  bardziej  niewinne  ofiary,  całkiem 
bezbronne,  niestawiające  oporu?  Dzieci  są  słabe  i  zagubione,  a  nauczyciel  czuje  się  jak 
imperator. 
 
A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny, rozgorączkowany, chory umysł, który 
musi ciągle być czymś zajęty. 
 
Aurangzeb  pisze:  „Mój  ojciec,  ze  względu  na  stare  nawyki,  wciąż  chce  czuć  się  władcą. 
Pozwólmy mu udawać. Niech oszukuje sam siebie - nie ma w tym nic złego. 
Wyślijcie do niego trzydziestu, a nawet trzystu chłopców - ilu tylko zechce. Niech prowadzi 
małą szkołę i będzie zadowolony." 
W  działalności  fakt  podjęcia  czynnego  działania  nie  ma  żadnego  znaczenia.  Przyjrzyj  się 
samemu  sobie  i  przemyśl  to:  działalność  pochłania  dziewięćdziesiąt  procent  twojej  energii. 
Kiedy  więc  nadchodzi  czas  działania  -  nie  masz  już  energii.  Człowiek  „na  luzie"  nie  jest 
ogarnięty obsesjami, dzięki czemu energia swobodnie się w nim gromadzi. Magazynuje więc 
swoją  energię,  a  właściwie,  to  ten  proces  następuje  automatycznie  sam  z  siebie  i  kiedy 
nadchodzi  pora  działania,  angażuje  się  ca\e  jego  jestestwo.  Dlatego  działanie  jest  całkowite. 
Działalność  jest  zawsze  „na  pół  gwizdka",  bo  jakże  mógłbyś  sam  siebie  tak  do  końca 
oszukać? Przecież wiesz, że jest ona bezwartościowa. Zdajesz sobie sprawę z tego, że robisz 
wszystko z jakichś wewnętrznych i bardzo mglistych powodów, które nie dają ci spokoju. 
Możesz zmienić jeden rodzaj działalności na inny, ale dopóki nie zamienisz jej na działanie - 
nic nie pomoże. Przychodzą do mnie ludzie i mówią: „Chcę przestać palić". Odpowiadam im: 
„Ale dlaczego? To przecież taka wspaniała medytacja transcendentalna. Kontynuuj." Przecież 
jeśli  nawet  przestaną  palić,  to  zaczną  coś  innego.  Choroba  będzie  trwać  nadal,  chociaż 
zmienią się jej symptomy. Zaczną obgryzać paznokcie, albo żuć gumę - a są jeszcze gorsze i 
bardziej niebezpieczne rzeczy. Te są niewinne, bo żując gumę, żujesz ją w pojedynkę. Może 
jesteś głupkiem, ale przynajmniej nie jesteś agresywny, nie niszczysz innych. Jeśli skończysz 
z  paleniem  lub  żuciem  gumy  -  co  zaczniesz  robić  w  to  miejsce?  Twoja  szczęka  musi  coś 
robić,  przepełnia  ją  złość.  Zaczynasz  więc  mówić.  Gadasz  i  gadasz  bez  przerwy.  I  to  jest 
bardziej niebezpieczne. 
 
Któregoś dnia przyszła mnie odwiedzić żona Mułły Nasreddina. Przychodzi rzadko, ale kiedy 
przyjdzie, wiem że ma jakiś kryzys. Zapytałem więc: 
- Co się stało? 
Przez  półgodziny  trajkotała  jak  katarynka,  aż  w  końcu  zrozumiałem  w  czym  rzecz:  Mułła 
Nasreddin mówi przez sen. Ona potrzebuje porady co z tym zrobić, bo mąż bez przerwy gada, 

background image

 

9

 

krzyczy,  przeklina  a  ona  oczywiście  nie  może  spać  w  tym  samym  pokoju.  Toteż 
odpowiedziałem jej: 
-  Nie trzeba robić niczego specjalnego. Musisz po prostu dopuścić go do głosu w ciągu dnia. 
 
Ludzie  ciągle  coś  mówią  i  nie  dopuszczają  innych  do  słowa.  Mówienie  jest  podobne  do 
palenia.  Gadasz  bez  przerwy  przez  dwadzieścia  cztery  godziny.  Zmęczysz  się  w  ciągu  dnia, 
twoje ciało idzie spać, ale monolog trwa. Całą dobę, na okrągło - gadasz, paplasz, bełkoczesz. 
To jak palenie papierosów - zjawisko ma tę samą przyczynę: twoja szczęka potrzebuje ruchu. 
A ten rodzaj ruchu jest jednym z najważniejszych i najwcześniejszych. 
Dziecko  rodzi  się  i  zaczyna  ssać  pierś  matki;  ciepłe  mleko  wlewa  mu  się  do  buzi. W czasie 
palenia  wciągasz  ciepły  dymek  a  papieros  jest  jakby  substytutem  brodawki  piersi  twojej 
matki.  Jeśli  nie  wolno  ci  palić,  żujesz  gumę  albo  robisz  coś  jeszcze  innego;  to  zastępuje  ci 
gadanie. Tyle, że gadanie jest bardziej niebezpieczne, bo zaśmiecasz innym umysły. 
Czy umiesz milczeć przez dłuższy okres czasu? Zdaniem psychologów, jeżeli nic nie powiesz 
przez  trzy  tygodnie,  to  zaczniesz  mówić  sam  do  siebie. Dokona się w tobie podział na dwie 
części - będziesz mówił i będziesz słuchał. Jeśli zachowasz milczenie przez trzy miesiące to 
skończysz  w  domu  wariatów,  bo  będzie  ci  zupełnie  obojętne  czy  istnieją  jacyś  inni  ludzie. 
Będziesz  mówił,  i  nie  tylko  -  będziesz  odpowiadał  na  swoje  pytania;  staniesz  się 
samowystarczalny,  nie  będziesz  potrzebował  nikogo  i  niczego.  To  właśnie  nazywamy 
obłąkaniem. 
Człowiek  obłąkany  to  taki,  którego  cały  świat  zawiera  się  wyłącznie  w  nim  samym.  On 
przemawia  i  jednocześnie  słucha,  jest  aktorem  i  widzem  -  jest  wszystkim;  cały  świat 
ogranicza się wyłącznie do niego. Porozdzielał samego siebie na wiele części, wszystko stało 
się fragmentaryczne. Dlatego właśnie ludzie źle się czują w ciszy - wiedzą, że mogą pęknąć. 
A jeśli boisz się ciszy, oznacza to, że masz obsesyjny, rozgorączkowany, chory umysł, który 
musi ciągle być czymś zajęty. 
Działalność  to  twoja  ucieczka  od  samego  siebie.  W  działaniu  -  jesteś,  w  działalności  - 
uciekasz  przed  sobą;  to  rodzaj  terapii.  W  działalności  zapominasz  o  sobie,  nie  masz  obaw, 
wątpliwości, lęków. To właśnie dlatego musisz być ciągle zajęty, robić to czy tamto, a nigdy 
nie dopuszczasz do tego, by rozkwitł w tobie stan „nicnierobienia". 
Działanie jest dobre, działalność jest chora. Spróbuj odnaleźć tę różnicę sam w sobie: co jest 
twoją działalnością, a co działaniem? To pierwszy krok. 
 
Odprężenie  jest  możliwe  wtedy,  gdy  nie  masz  w  sobie  potrzeby,  aby  koniecznie  coś  robić; 
energia spoczywa wygodnie, donikąd się nie przenosi. 
  
Drugi krok polega na tym, aby zaangażować się mocniej w działanie, tak by w tym kierunku 
przepłynęła  twoja  energia.  Kiedy  masz  do  czynienia  z  działalnością  -  obserwuj  ją  uważniej. 
Kiedy  będziesz  jej  świadomy  -  ona  zniknie.  Zachowa  się  energia  i  będzie  mogła  być 
wykorzystana do podejmowanych przez ciebie działań. 
Działanie  jest  czymś  natychmiastowym.  Nie  może  być  wcześniej  przygotowane,  ustalone. 
Nie  daje  ci  możliwości  zaplanowania,  odbycia  prób.  Jest  ono  zawsze  czymś  nowym  i 
ś

wieżym - jak rosa o poranku. I taki sam jest człowiek czynu - zawsze młody i świeży. Ciało 

może  się  zestarzeć,  ale  świeżość  trwa;  ciało  może  umrzeć,  ale  ta  młodość  trwa.  Ciało  może 
zniknąć, lecz on zostaje; Bóg kocha świeżość. 
Porzucaj  swoją  działalność  systematycznie,  krok  po  kroku.  Ale  jak  ją  porzucić?  Przecież  jej 
odrzucanie może stać się kolejną obsesją. To właśnie przydarza się mnichom w klasztorach - 
porzucenie  działalności  przerodziło  się  w  obsesję.  Ciągle  dokładają  wszelkich  starań,  by  ją 
odrzucić  -  modlą  się,  medytują,  uprawiają  jogę,  albo  to,  albo  tamto.  I  to  zamienia  się  w 
działalność. Nie unikniesz jej w taki sposób - wejdzie tylnymi drzwiami. 

background image

 

10

 

Bądź  świadomy,  odkryj  czym  się  różni  działalność  od  działania.  A  kiedy  zostaniesz 
owładnięty  działalnością,  kiedy  omami  cię  jak  duch  -  a  jest  ona  jak  jakiś  okropny  duch  z 
przeszłości  -  kiedy  więc  zawładnie  tobą,  a  ty  poczujesz  się  rozgorączkowany,  stań  się 
uważniejszy. To jedyne, co możesz zrobić. Obserwuj to. Nawet jeśli musisz ją wykonywać - 
rób to w pełni świadomie. Pal papierosa, ale pal bardzo wolno, uważnie, tak byś wiedział co 
robisz. 
Jeśli  będziesz  umiał  obserwować  swoje  palenie,  pewnego  dnia  papieros  wypadnie  ci  z  ręki, 
bo  pojmiesz  ca\ą  absurdalność  tej  czynności.  Jest  ona  głupia,  po  prostu idiotyczna. Kiedy to 
do  ciebie  dotrze,  papieros  sam  spadnie  na  ziemię.  Nie  ma  sensu  rzucać  palenia  -  to  byłaby 
także  działalność.  Dlatego  używam  słowa  „spadnie"  -  jak  spada  liść,  samoczynnie,  bez 
wysiłku.  Jeśli  bowiem  ty  byś  go  wyrzucił,  podniósłbyś  go  znowu,  w  jakiś  inny  sposób,  w 
jakiejś innej formie. 
Niech  rzeczy  spadają  same;  nie  odrzucaj  ich.  Niechaj  twoja  działalność  zaniknie,  nie 
przerywaj  jej  na  siłę;  kiedy  usiłujesz  coś  zakończyć  -  podejmujesz  znowu  działalność  -  po 
prostu inną jej formę. Obserwuj, bądź uważny, zachowaj świadomość a doznasz cudownego 
odkrycia:  to,  co  samo  od  ciebie  odchodzi,  co  samo  spada,  nie  zostawia  po  sobie  żadnego 
ś

ladu.  Gdybyś  to  przyspieszał  na  siłę,  zostałaby  w  tobie  rana,  zostałaby  blizna. Chodziłbyś i 

marudził,  że  paliłeś  przez  trzydzieści  lat,  a  teraz  przestałeś.  Palenie  zamieniło  się  w 
narzekanie. Rozprawiając o tym wszem i wobec kontynuujesz palenie, tyle że w innej formie. 
 
Najprostsze  rzeczy...  Stąpanie po trawniku, kiedy jeszcze nie wyparowała rosa i odczuwanie 
pełni  tej  chwili  -  miękkość,  dotyk  trawy,  chłód  kropel  rosy,  poranny  wiatr,  wschodzące 
słońce. Co jeszcze jest potrzebne do bycia szczęśliwym? 
 
Twoje usta znów mają zajęcie, poruszają się; twoja agresja ma się dobrze. 
Kiedy  człowiek  naprawdę  zrozumie,  te  rzeczy  znikną  same  i  wtedy  nie  będzie  sobie 
przypisywał  zasługi,  że  coś  porzucił.  To  stało  się  samo.  Nie  za  twoim  udziałem.  Nie  dałeś 
pożywki  swojemu  ego.  A  dzięki  temu  coraz  więcej  działań  może  zostać  przez  ciebie 
realizowanych. 
Jeśli  zdarza  się,  że  masz  szansę  zaangażować  się  w  coś  całkowicie  -  nie  przegap  jej,  nie 
zastanawiaj się - działaj! Rób coraz więcej i pozwól, by wszelkie działalności znikały same z 
siebie. Wtedy krok po kroku przybliżysz się do przemiany. To wymaga czasu i przygotowań, 
ale przecież nie ma pośpiechu. 
Posłuchajcie  słów  Tilopy  (mistyka  żyjącego  w  XI  wieku,  który  przyniósł  nauki  Buddy  do 
Tybetu, przyp. tłum.): 
„Nic  nie  rób  z  ciałem,  jedynie  je  odpręż;  dokładnie  zamknij  usta  i  pozostań  cicho;  opróżnij 
swój umysł i nie myśl o niczym". 
„Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż". 
 Rozumiecie teraz co oznacza odprężenie. To brak wewnętrznego przymusu robienia czegoś. 
Relaksować się nie oznacza leżeć bez ruchu jak nieboszczyk - zwłaszcza, że nie umiałbyś tak 
leżeć,  jedynie  udawałbyś.  Jakże  mógłbyś  leżeć  jak  nieboszczyk?  Przecież  żyjesz,  możesz 
więc  tylko  to  udawać.  Odprężenie  jest  możliwe  wtedy,  gdy  nie  masz  w  sobie  potrzeby,  aby 
koniecznie coś robić; energia spoczywa wygodnie, donikąd się nie przenosi. Jeśli nastąpi taka 
konieczność  -  zrobisz  coś,  to  jasne;  jednak  póki  co,  nie  ma  żadnego  powodu  by  coś  robić. 
Czujesz się świetnie sam ze sobą. Odprężyć się, to znaczy czuć się jak u siebie w domu. 
Kilka  lat  temu  przeczytałem  pewną książkę. Jej tytuł brzmiał: „Musisz się zrelaksować". To 
absurd  -  słowo  „musisz"  jest  zaprzeczeniem  odprężenia;  taką  książkę  można  sprzedawać 
jedynie  w  Ameryce.  „Musisz"  oznacza  działalność,  jest  obsesyjne.  Zawsze  gdy  jest  jakiś 
nakaz,  kryje  się  za  nim  obsesja.  W  życiu  podejmuje  się  różne  działania,  ale  nie  może  być 
przymusu, ponieważ przymus przyczynia się do narastania obłędu. „Musisz się zrelaksować" 

background image

 

11

 

-  i  dążenie  do  odprężenia  staje  się  twoją  obsesją.  Musisz  przybrać  taką  postawę,  i  taką... 
położyć  się  i  zasugerować  swojemu  ciału  od  stóp  do  głów,  że  trzeba  się  odprężyć.  Mówisz 
palcom stóp - odprężcie się, i tak po kolei każdej części ciała... 
 
Odprężenie  nie  polega  na  przybieraniu  wygodnych  pozycji,  ale  na  całkowitej  przemianie 
twojej energii. 
 
Po co „musieć"? Odprężenie jest możliwe tylko wtedy, gdy nie ma przymusu w twoim życiu. 
Nie  dotyczy  ono  jedynie  ciała,  nie  dotyczy  ono  jedynie  umysłu;  dotyczy  całości  twej  Istoty. 
Jesteś  zanadto  pochłonięty  działalnością  i  oczywiście  zmęczony,  wyczerpany,  wysuszony, 
zamarznięty.  Energia  się  nie  przemieszcza  -  same  blokady,  blokady  i  blokady.  A  kiedy  coś 
robisz,  dzieje  się  to  w  stanie  obłędu.  To  jasne,  że  chcesz  się  rozluźnić.  Dlatego  tak  wiele 
książek  na  ten  temat  publikuje  się  co  miesiąc.  A  ja  nie  spotkałem  jeszcze  ani  jednego 
człowieka,  który  zrelaksowałby  się  po  przeczytaniu  takiej  książki.  Wręcz  odwrotnie  - ludzie 
stają  się  bardziej  spięci,  bo  ich  wszelkie  życiowe  działalności  mają  się  świetnie,  produkują 
nadal rozmaite obsesje, aby coś robić - czyli choroba jest nadal obecna, ale człowiek udaje, że 
się odprężył. Leży więc, wszystko się w nim kotłuje, wulkan zaraz wybuchnie, a on twierdzi, 
ż

e się relaksuje, bo robi wszystko według instrukcji zawartej w książce: „Jak się odprężyć". 

 
Moim zdaniem są dwa rodzaje ludzi: poszukiwacze celów i ci, którzy wciąż świętują. 
 
Nie istnieje książka, która da ci receptę na relaks. Trzeba wczytać się w swoją Istotę, a wtedy 
pojmiesz,  że  odprężenie  nie  jest  żadnym  nakazem.  Jest  nieobecnością,  brakiem działalności, 
nie-działaniem.  Nie  potrzeba  wybierać  się  w  Himalaje;  niektórzy  ludzie  tak  właśnie  robią  - 
jadą  się  odprężyć  w  Himalaje.  Po  co  przenosić  się  w  Himalaje?  Nie  działać  to  znaczy 
odrzucić  życie.  Wtedy  będziesz  martwy  a  nie  zrelaksowany.  W  Himalajach  znajdziesz 
właśnie takich mędrców - nieżywych, nie zaś - odprężonych. Uciekli od życia, od działania. 
Trzeba  zrozumieć  tę  różnicę:  działania  należy  podejmować,  działalność  -  nie.  Możesz 
porzucić  i  jedno  i  drugie,  uciec  w  Himalaje  -  to  łatwe.  Możesz  też  wybrać  inne  łatwe 
rozwiązanie - prowadź swoją działalność i zmuszaj się każdego ranka i każdego wieczora do 
kilku  minut  relaksu.  Nie  rozumiesz  złożoności  ludzkiego  umysłu,  jego  mechanizmu. 
Odprężenie  jest  stanem.  Nie  możesz  się  do  niego  .zmusić.  Odrzuć  negatywne  nastawienia, 
zahamowania, a pojawi się, roz-przestrzeni się samo z siebie. 
Co  robisz  kiedy  zasypiasz  wieczorem?  Czy  robisz  coś?  Bo  jeśli  tak,  to  zapewne  cierpisz  na 
bezsenność.  Co  robisz?  Nic.  Po  prostu  kładziesz  się,  wchodzisz  w  sen.  Nie  ma  tu  elementu 
„robienia  czegoś".  Jeśli  coś  robisz,  to  nie  zaśniesz.  Jedyne,  co  trzeba  zrobić,  to  przerwać 
wszelkie czynności. To wszystko! Jeśli nie ma działalności w twoim umyśle, odpręża się on i 
zasypia. Jeśli zaś za wszelką cenę usiłujesz zasnąć, nie uda ci się, sen będzie nieosiągalny. 
Tilopa mówi: „Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż". Nic nie rób! Nie potrzeba przybierać 
pozycji jogi, nie potrzeba wykrzywiać i zniekształcać swojego ciała. „Nic nie rób" - jedyne co 
jest  potrzebne,  to  brak  działania.  A  jak  to  osiągniesz?  Poprzez  zrozumienie.  To  jedyny 
warunek.  Zrozum  swoją  działalność,  a  nagle  w  jej  trakcie,  kiedy  obudzi  się  twoja 
ś

wiadomość,  działalność  się  zatrzyma.  I  to  właśnie  oznaczają  słowa  Tilopy:  „Nic  nie  rób  z 

ciałem, jedynie je odpręż". 
Czym  jest  odprężenie?  Jest  stanem,  w  którym  twoja  energia  nie  przemieszcza  się  donikąd  - 
ani  w  kierunku  przyszłości,  ani  w  kierunku  przeszłości;  pozostaje  po  prostu  w  tobie.  Jesteś 
otulony ciepłem swej energii, pływasz w jej jeziorze. Taka chwila jest wszystkim. Inne się nie 
liczą; czas staje w miejscu - jest tylko stan odprężenia. Jeśli istnieje poczucie czasu - nie ma 
relaksu. Zegar się zatrzymuje; czas staje się nieobecny. Ten moment jest wszechogarniający. 
Nie  chcesz  niczego  więcej;  po  prostu  jest  ci  przyjemnie.  Zwykłe  rzeczy  sprawiają  ci 

background image

 

12

 

przyjemność  dlatego,  że  są  piękne.  Zresztą  -  wtedy  nic  nie  jest  zwykłe;  wszystko  staje  się 
niezwykłe. 
Pytają  mnie:  „Czy  wierzysz  w  Boga?"  Odpowiadam:  „Tak,  ponieważ  wszystko  wokół  jest 
takie  niezwykłe;  jakże  mogłoby  takim  być,  gdyby  nie  było  w  tym  głębokiej  świadomości?" 
Najprostsze  rzeczy...  Stąpanie po trawniku, kiedy jeszcze nie wyparowała rosa i odczuwanie 
pełni  tej  chwili  -  miękkość,  dotyk  trawy,  chłód  kropel  rosy,  poranny  wiatr,  wschodzące 
słońce.  Co  jeszcze  jest  potrzebne  do  bycia  szczęśliwym?  Co  więcej  jest  możliwe,  by  dać 
poczucie szczęścia? Leżeć na łóżku wieczorem, na chłodnym prześcieradle, czuć jego fakturę 
oraz  to,  jak  z  każdą  chwilą  staje  się  ono  cieplejsze;  jesteś  zatopiony  w  ciemności,  w  ciszy 
nocy...  Masz  zamknięte  oczy  i  czujesz  dokładnie  całego  siebie.  Czego  więcej  trzeba?  To 
przecież tak wiele. Narasta w tobie głęboka wdzięczność. Oto odprężenie. 
Odprężenie  oznacza,  że  ta  chwila  to  więcej  niż  potrzeba,  więcej  niż  mógłbyś  poprosić,  niż 
mógłbyś  się  spodziewać.  Nie  ma już o co prosić, masz więcej niż chcesz, wtedy energia nie 
przemieszcza  się  donikąd,  staje  się  spokojnym  jeziorem.  A  ty  rozpływasz  się  w  swojej 
własnej energii. Oto odprężenie. 
Nie  dotyczy  ono  jedynie  ciała,  ani  jedynie  umysłu;  jest  całkowite.  Dlatego  każdy  budda 
powtarza: „Stań się wolny od pragnień". Wiedzą oni, że jeśli czegoś pożądasz, nie osiągniesz 
stanu  odprężenia.  Mówią  oni  też:  „Pogrzeb  to,  co  umarłe".  Jeśli  bowiem  przykładasz  zbyt 
dużą wagę do przeszłości, nie możesz się odprężyć. Powtarzają: „Ciesz się tą właśnie chwilą". 
Jezus  powiedział:  „Spójrz  na  lilie.  Zwróć  uwagę  na  lilie  w  polu.  Nie  wkładają  żadnego 
wysiłku, a są piękniejsze, ich chwała jest większa, niż króla Salomona. Spójrz, zwróć uwagę 
na lilie!" 
O  co  mu  chodzi?  Mówi  nam:  zrelaksuj  się,  odpuść.  Nie  musisz  wkładać  w  to  żadnego 
wysiłku; wręcz odwrotnie - masz wszystko, co potrzebne. Jezus mówi: „Jeśli On troszczy się 
o ptaki w powietrzu, zwierzęta, drzewa i rośliny - to czego ty się obawiasz? Nie zatroszczy się 
o ciebie?" Oto stan odprężenia. Czemu tak bardzo martwisz się o dzień jutrzejszy? Popatrz na 
lilie, obserwuj je, stań się jak one - i wtedy się odpręż. Odprężenie nie polega na przybieraniu 
wygodnych  pozycji,  ale  na  całkowitej  przemianie  twojej  energii.  Energia  może  mieć  dwa 
wymiary. Pierwszy z nich posiada jakiś powód, do czegoś zmierza, ma konkretny cel - takie 
chwile są przepełnione dążeniem do czegoś. Właściwy cel do osiągnięcia leży zupełnie gdzie 
indziej. To jeden z wymiarów - związany z działaniem, nastawiony na osiągnięcie  czegoś.   
 
Mówię  wam,  nie  ma  dokąd  zmierzać.  Tutaj  jest  wszystko.  Cała  egzystencja  jest  w  pełni 
obecna w tej właśnie chwili. 
 
Ale w tym wymiarze wszystko jest zaledwie środkiem do celu, który pozwoli ci się odprężyć. 
Jednak ten typ energii nie umożliwi ci osiągnięcia celu, bo jego cechą charakterystyczną jest 
to, że zawsze postrzega chwilę obecną przez pryzmat przyszłości. Cel zawsze pozostaje przed 
tobą, na horyzoncie. Biegniesz, ale nie przybliżasz się do niego. 
Ale jest też inny wymiar energii: świętowanie bez powodu. Cel znajduje się właśnie tutaj, nie 
gdzieś  indziej.  Nawet  więcej  -  ty  sam  jesteś  celem,  a  nie  ma  innego  spełnienia  niż  to,  które 
dzieje  się  właśnie  teraz  -  popatrz  na  lilie.  Kiedy  ty  jesteś  celem,  kiedy  cel  nie  jest 
umieszczony  gdzieś  w  przyszłości,  gdy  nie  ma  nic  do  zdobywania,  a  jest  jedynie  coś  do 
ś

więtowania, oznacza to, że już się stało - to właśnie jest odprężenie, energia, która nie dąży 

donikąd. 
 
Dawaj  dlatego,  że  masz,  a  nie  dlatego,  że  spodziewasz  się  czegoś  w  zamian.  Wszyscy 
handlarze kończą w piekle. 
 

background image

 

13

 

Moim  zdaniem  są  dwa  rodzaje  ludzi:  poszukiwacze  celów  i  ci,  którzy  wciąż  świętują. 
Poszukiwacze  celów  to  szaleńcy.  Stopniowo  popadają  w  szaleństwo  i  sami  je  w  sobie 
rozwijają. W końcu ich szaleństwo zaczyna żyć swoim własnym rytmem, a oni zanurzają się 
w nim coraz głębiej, aż zatoną zupełnie. Drugi rodzaj nie poszukuje żadnego celu, zresztą ci 
ludzie to nie poszukiwacze, to smakosze życia. 
Ś

więtuj,  smakuj  życie!  Jest  tego  wszystkiego  tak  wiele:  kwiaty  rozkwitły,  ptaki  śpiewają, 

słońce  świeci  na  niebie  -  raduj  się  tym!  Oddychasz,  żyjesz  i  jesteś  świadomy  -  ciesz  się  z 
tego!  A  wtedy  nagle  następuje  odprężenie;  wtedy  nie  istnieje  napięcie,  nie  ma 
zdenerwowania. Cała energia, która wytwarzała twoje napięcia zamienia się we wdzięczność. 
Całe twoje serce bije w głębokiej wdzięczności - to jest modlitwa. Takie jest sedno modlitwy 
- serce bijące z ogromną wdzięcznością. 
„Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż". Nie ma potrzeby niczego dla niego robić. Zrozum 
jedynie  przepływ  energii,  swobodny  przepływ  energii.  Porusza  się  ona,  ale  nie  dąży  do 
jakiegoś celu; porusza się świętując, przelewając się z własnego nadmiaru. 
Zapytaj  dziecko  skaczące  i  biegające  w  kółko:  „Dokąd  tak  biegniesz?"  A  ono  nie  biegnie 
dokądś.  Wydasz  mu  się  niemądry.  Zresztą  dzieci  zawsze  tak  myślą  o  dorosłych.  Cóż  za 
bezsensowne pytanie. Dokąd biegnę? A jest jakiś powód żebym biegał dokądś? Dziecko nie 
może odpowiedzieć na takie pytanie, ponieważ dla niego jest ono bez sensu. Ono donikąd nie 
biegnie.  Wzruszy  tylko  ramionami  i  powie:  „Donikąd".  Wtedy  umysł  poszukiwacza  celów 
zapyta: "To po co tak biegasz?" Myślimy, że podejmowanie czynności ma sens tylko wtedy, 
gdy dokądś prowadzi. 
Mówię  wam,  nie  ma  dokąd  zmierzać.  Tutaj  jest  wszystko.  Cała  egzystencja  jest  w  pełni 
obecna  w  tej  właśnie  chwili.  Dziecko  po  prostu  cieszy  się  swoją  energią.  Ma  jej  tak  wiele! 
Biega nie po to, aby dokądś dobiec, ale dlatego, że ma ten nadmiar; trzeba go wybiegać. 
Wszystko  co  robisz,  rób  bez  uprzedniej  motywacji;  po  prostu  korzystaj  z  nadmiaru  energii. 
Dziel  się,  ale  nie  handluj,  nie  stawiaj  warunków.  Dawaj  dlatego,  że  masz,  a  nie  dlatego,  że 
spodziewasz  się  czegoś  w  zamian.  Wszyscy  handlarze  kończą  w  piekle.  Jeśli  poszukujesz 
ś

wietnych  sprzedawców  i  handlarzy  -  idź  do  piekła,  tam  ich  znajdziesz.  Niebo  nie  jest  dla 

handlarzy, niebo jest dla smakoszy życia. 
W teologii chrześcijańskiej przez całe stulecia stawiano pytanie: „Co anioły robią w niebie?" 
Dla  ludzi,  którzy  dążą  do  celu  jest  to  ważne  pytanie.  Przecież  nie  wygląda  na  to,  że  coś 
zostało zrobione, zresztą chyba nie ma nic do zrobienia. Ktoś zapytał Meistera Eckharta: „Co 
anioły  robią  w  niebie?"  On  odparł:  „Oszalałeś?  Przecież  niebo  to  miejsce,  w  którym  się 
ś

więtuje. Anioły nic nie robią; po prostu świętują - chwałę, majestat, poezję, to jak wszystko 

rozkwita... po prostu radują się tym. Śpiewają, tańczą - świętują". Nie sądzę, że ten człowiek 
był zadowolony z odpowiedzi Meistera Eckharta, bo dla nas podejmowanie działania nie ma 
ż

adnego sensu, jeśli nie prowadzi dokądś, nie zmierza do jakiegoś celu. 

Pamiętaj: działalność jest nastawiona na osiągnięcie celu. Działanie nie jest. Działanie wynika 
z nadmiaru energii i z danej chwili; jest odpowiedzią bez wcześniejszego przygotowania, bez 
prób. Po prostu cała egzystencja wychodzi ci naprzeciw, stykasz się z nią i tak rodzi się twoja 
odpowiedź. Ptaki śpiewają i ty zaczynasz także śpiewać - to nie jest działalność. To przydarza 
się  nagle.  Nieoczekiwanie  zauważasz,  że  to  się  dzieje,  że  ty  też  zacząłeś  coś  nucić  -  oto 
działanie. 
Jeżeli będziesz coraz częściej włączał się do działania, a coraz rzadziej będziesz zajmował się 
działalnością,  twoje  życie  się  zmieni,  będzie  przepełnione  stanem  relaksacji.  Wtedy  robisz 
coś,  ale  pozostajesz  odprężony.  Budda  nigdy  nie  jest  zmęczony.  Dlaczego?  Bo  w  tym 
wszystkim co ma, co daje, co go przepełnia - on nie jest „działaczem". 
„Nic nie rób z ciałem, jedynie je odpręż; dokładnie zamknij usta i pozostań cicho". 
Usta  mają  ogromne  znaczenie,  bo  stamtąd  wywodzi  się  pierwszy  rodzaj  działalności.  Twoja 
pierwsza działalność zrodziła się w ustach: stamtąd zaczął wydobywać się twój oddech, twój 
krzyk;  to  usta  poszukiwały  matczynej  piersi.  Twoje  usta  będą  kontynuować  tę  gorączkową 

background image

 

14

 

działalność.  Dlatego  Tilopa  chce,  żebyś  zrozumiał  na  czym  polega  działalność,  a  na  czym 
polega działanie, odprężenie i żebyś dokładnie zamknął usta. 
Zawsze gdy siadasz do medytacji, zawsze gdy chcesz się wyciszyć - najpierw zamykasz usta. 
Kiedy to zrobisz, twój język całkowicie przylega do podniebienia a wargi stykają się ze sobą 
na całej długości. Zamknij je całkowicie... ale to może nastąpić dopiero wtedy, gdy uczynisz 
to  wszystko,  o  czym  mówiłem  tu  wcześniej.  Samo  zamknięcie  ust  nie  wymaga  żadnego 
wysiłku. Możesz siedzieć jak pomnik z całkowicie zamkniętymi ustami, ale twoja działalność 
się  nie  zatrzyma.  Gdzieś  w  głębi  siebie  nadal  będziesz  myślał,  co  będzie  powodować 
delikatne  pulsowanie  w  twoich  ustach.  Inni  mogą  tego  nie  zauważyć,  ale  jeśli  kontynuujesz 
myślenie,  twoje  usta leciutko drżą; to prawie niezauważalne. Kiedy naprawdę się odprężasz, 
to drżenie ustępuje. Nie mówisz, nie ma miejsca w tobie na jakikolwiek przejaw działalności. 
„Dokładnie zamknij usta i pozostań cicho". I nie myśl. 
Co będziesz robił? Myśli przychodzą i odchodzą. Pozwól im, to nie problem. Nie angażuj się, 
zachowaj  dystans,  pozostań  z  boku.  Patrz  jak  przychodzą  i  odchodzą,  nie  zajmuj  się  tym. 
Zamknij  usta  i  pozostań  w  ciszy.  Stopniowo  myśli  ucichną  same.  Aby  istnieć  potrzebowały 
twojej  pomocy.  Jeśli  je  wspierasz,  będą  obecne.  Jeśli  z  nimi  walczysz  -  także  będą.  W  obu 
przypadkach zajmujesz się nimi, prowadzisz działalność. Po prostu patrz. Ale zamknięcie ust 
będzie bardzo pomocne. 
Z  moich  obserwacji  ludzi  wynika,  że  dobrze  jest  najpierw trochę poziewać. Otwórz usta tak 
szeroko  jak  tylko  możesz,  rozciągnij  je,  wykonaj  ziewnięcie;  to  nawet  może  nieco  zaboleć. 
Zrób tak dwa, trzy razy. To pomoże ci utrzymać usta zamknięte przez dłuższy czas. A potem 
przez  dwie,  trzy  minuty  paplaj  coś  głośno,  bez  sensu;  wszystko,  co  tylko  przychodzi  ci  do 
głowy wypowiedz na głos i radośnie. Następnie zamknij usta. 
Łatwiej jest zaczynać z drugiego końca. Gdy chcesz rozluźnić dłoń, lepiej jest jeśli najpierw 
zaciśniesz  ją  jak  najmocniej  -  niech  twoja  pięść  stanie  się  jak  najtwardsza.  Zrób  więc  coś 
odwrotnego a później - odpręż się. Pozwoli ci to odczuć głębszy stan relaksacji systemu 
nerwowego.  Rób  miny,  wykrzywiaj  twarz  w  różne  grymasy,  ziewaj,  paplaj  przez  dwie,  trzy 
minuty, a potem zamknij usta. To napięcie da ci lepszą możliwość rozluźnienia ust. Zamknij 
więc usta i bądź obserwatorem. Wkrótce spłynie na ciebie cisza. 
Są  dwa  rodzaje  ciszy.  Jedna  z  nich  jest  ciszą,  którą  sam  możesz  sobie  narzucić.  Nie  ma  w 
sobie dostojeństwa. Jest rodzajem przymusu, gwałtu na umyśle; ma agresywny charakter. Jest 
także inna cisza - taka, która zstępuje na ciebie, jak zmierzch. Spływa i otula cię. Ty jedynie 
stwarzasz  przyjazny  grunt,  otwierasz  się  na  otrzymywanie,  a  ona  nadchodzi.  Zamknij  usta, 
obserwuj,  ale  nie  narzucaj  sobie  ciszy.  Próbując  -  osiągniesz  kilka  sekund  ciszy,  ale  będzie 
ona bezwartościowa. W środku nadal będziesz się gotował. Nie usiłuj stworzyć ciszy; stwórz 
przyjazne jej warunki, dobrą glebę, zasiej nasionko i czekaj. 
„Opróżnij swój umysł i nie myśl o niczym". 
Co można zrobić z pustym umysłem? Myśli nadchodzą, ty obserwujesz. Obserwacja powinna 
spełniać  jeden  warunek:  ma  być  pasywna,  bierna.  To  bardzo  subtelne  mechanizmy,  ale 
musisz je dokładnie zrozumieć, aby nie przegapić całości. Jeśli coś pominiesz, cały ten proces 
przebiegnie inaczej niż powinien. 
Obserwuj,  nie  aktywnie  lecz  biernie.  Na  czym  polega  różnica?  Kiedy  czekasz  na  swoją 
dziewczynę,  na  kogoś,  kogo  kochasz  -  wtedy  patrzysz  aktywnie.  Ktoś  wchodzi,  a  ty 
podbiegasz  do  drzwi,  aby  sprawdzić  czy  to  osoba,  na  którą  czekasz.  Listek  zaszeleści  na 
drzewie, a ty myślisz, że to może ona już nadchodzi. Podrywasz się z miejsca, twój umysł jest 
bardzo  rozgorączkowany,  aktywny.  Nie,  to  nie  pomoże.  Jeśli  będziesz  nazbyt  niecierpliwy  i 
aktywny, to nie dotrzesz do tej ciszy, o której mówię. 
Bądź  bierny  -  siądź  na  brzegu  rzeki;  woda  płynie  a  ty  po  prostu  obserwuj.  Żadnego 
podenerwowania, żadnego pośpiechu; nikt cię nie pogania. Niczego nie przegapisz, tu nie ma 
nic do przegapienia. Tylko patrzysz, obserwujesz. Właściwie, nawet słowo „obserwujesz" nie 
jest  tu  odpowiednie,  bo  sugeruje  jakąś  aktywność.  A  ty  jedynie  patrzysz,  bez  żadnego  celu. 

background image

 

15

 

Siedzisz  na  brzegu,  rzeka  sobie  płynie,  ty  patrzysz.  Albo  -  patrzysz  w  niebo,  a  chmury 
przepływają  swobodnie  nad  twoją  głową.  Biernie!  To  najważniejszy  element  i  trzeba  go 
honorować. Twoja obsesja robienia czegoś może wywołać w tobie napięcie, może sprawić, że 
stanie  się  to  czynnym  czekaniem.  A  wtedy  wszystko  na  nic  -  działalność  wejdzie  tylnymi 
drzwiami. Bądź biernym obserwatorem: opróżnij swój umysł i nie myśl o niczym. 
Taka  bierność  automatycznie  oczyści  twój  umysł.  Fale  aktywności,  fale  energii  umysłu 
powoli ustaną i wygładzi się lustro twojej świadomości. 
Dalej Tilopa mówi: „Jak bambus pusty w środku, odpoczywaj w zgodzie ze swym ciałem". 
To  jest  jedna  ze  specjalnych  metod  Tilopy.  Każdy  mistrz  ma  swoją  metodę,  która  pomogła 
jemu i którą chce przekazać innym. To jest właśnie droga Tilopy: 
„Jak bambus pusty w środku, odpoczywaj w zgodzie ze swym ciałem". 
Kiedy odpoczywasz, jesteś jak bambus - w środku całkowicie pusty. I tak właśnie jest: twoje 
ciało  jest  jak  bambus  -  wydrążone  w  środku.  Twoja  skóra,  twoje  kości,  krew  -  to  części 
bambusa, a wewnątrz nich jest przestrzeń, pustka. 
Kiedy tak siedzisz z zamkniętymi ustami, pasywnie, język przylega do podniebienia, nie drży 
pod wpływem myśli, umysł biernie obserwuje, nie czeka - czujesz się 
 jak  pusty  bambus.  I  nagle  zaczyna  wpływać  w  ciebie  ogromna  energia.  Przepełnia  cię 
nieznane,  tajemnicze,  boskie.  Bambus  zamienia  się  we  flet,  na  którym  bo-skość  rozpoczyna 
swój koncert. Kiedy jesteś pusty, nie ma żadnej przeszkody aby wypełniło cię to, co boskie. 
Spróbuj  tego;  to  jedna  z  najpiękniejszych  medytacji;  medytacja  stawania  się  pustym 
bambusem.  Nic  nie  trzeba  robić.  Po  prostu  stań  się  tym,  a  cała  reszta  napłynie  sama. 
Poczujesz jak coś przenika do twej pustki. Jesteś jak łono i czujesz wnikające w ciebie nowe 
ż

ycie. A nadchodzi też chwila gdy sam bambus znika. 

 
Kiedy  czegoś  pragniesz,  odczuwasz  brak.  Niech  pragnienia  ucichną,  niech  staną  się 
milczącym  jeziorem  nie-pragnień,  a  nagle  ku  twojemu  zdziwieniu  poczujesz,  że  masz 
wszystko. 
 
„Jak  bambus  pusty  w  środku,  odpoczywaj  w  zgodzie  ze  swym  ciałem".  Odpoczywaj  w 
zgodzie,  nie  pragnij  duchowości,  nie  pragnij  niebios  ani  nawet  Boga.  Bóg  nie  dlatego 
przychodzi, że go chcesz; kiedy niczego nie chcesz - wtedy przychodzi Bóg. Wyzwolenie nie 
przychodzi  jako  rezultat  żądań,  bo  żądania  same  w  sobie  są  niewolą.  Kiedy  niczego  nie 
żą

dasz jesteś wyzwolony. Nie możesz żądać, abyś stał się buddą, bo żądanie jest przeszkodą. 

Kiedy  jej  nie  będzie  -  nagle  budda  rozwinie  się  w  tobie.  Nasionko  już  tam  jest.  Kiedy 
osiągniesz pustkę - stworzysz dla niego przestrzeń - i nasionko wykiełkuje. 
Tilopa mówi: „Jak bambus pusty w środku, odpoczywaj w zgodzie ze swym ciatem. Niczego 
nie dając ani nie biorąc, odłóż umysł na bok".
 
Nie ma nic do dawania, ani nic do otrzymywania. Wszystko jest na swoim miejscu tam, gdzie 
się obecnie znajduje. Nie ma potrzeby brania, ni dawania. Jesteś doskonały taki, jaki jesteś. 
Nauki Wschodu zostały opacznie zrozumiane na Zachodzie. Mówi się tam: „Cóż to za nauka? 
Ludzie  przestaną  dążyć  do  czegoś,  nie  będą  usiłowali  wspiąć  się  wyżej.  Nie  będą  czynić 
ż

adnych  starań,  aby  poprawić  swój  charakter,  zamienić  złe  nawyki  w  dobre.  Wtedy  dopiero 

staną  się  ofiarami  diabła".  Na  Zachodzie  hasła  wzywające  do  ciągłego  samodoskonalenia 
stały się już sloganami. Na tym albo na tamtym świecie - wszystko jedno - byle byś się wciąż 
doskonalił. Ale jak? Jak stawać się coraz lepszym i wspanialszym? 
Na Wschodzie rozumiemy to o wiele głębiej - wiemy, że sam wysiłek, aby kimś się „stawać" 
jest  barierą.  Twoja  istota  jest  już  w  tobie,  nie  ma  potrzeby  stawać  się  kimś.  Wystarczy  byś 
dowiedział  się  kim  naprawdę  jesteś.  Po  prostu  dowiedz  się  kto  jest  w  tobie  ukryty.  Usiłując 
coś  polepszać  zawsze  będziesz  zdenerwowany  i  niespokojny,  bo  już  sam  ten  wysiłek 

background image

 

16

 

prowadzi  cię  na  manowce.  Pozbawia  znaczenia  twoją  przyszłość,  twoje  cele,  idee,  a  wtedy 
twój umysł zaczyna pożądać. 
Kiedy  czegoś  pragniesz,  odczuwasz  brak.  Niech  pragnienia  ucichną,  niech  staną  się 
milczącym  jeziorem  nie-pragnień,  a  nagle  ku  twojemu  zdziwieniu  poczujesz,  że  masz 
wszystko.  I  sam  będziesz  się  z  tego  śmiał,  tak  jak  Bodhidharma.  Uczniowie  Bodhidharmy 
mówią,  że  kiedy  ponownie  się  wyciszasz,  słyszysz  jego  przenikliwy  śmiech.  On  wciąż  się 
ś

mieje.  Nigdy  nie  przestaje.  Śmieje  się  z  tej  głupiej  sytuacji:  starasz  się  stać  tym,  kim  już 

jesteś!  Jak  może  ci  się  to  udać?  Jak  stać  się  kimś,  kim  już  jesteś?  Oczywiście,  że  ci  się  nie 
uda. I dlatego wciąż rozbrzmiewa śmiech Bodhidharmy. 
Bodhidharma  był  niemalże  rówieśnikiem  Tilopy.  Może  nawet  się  znali  -  nie  w  sposób 
dosłowny, ale ze względu na ogromne podobieństwo ich Istot. 
Tilopa  mówi:  „Niczego  nie  dając  ani  nie  biorąc,  odłóż  umysł  na  bok.  Mahamudra  jest  jak 
umysł  nie  uczepiony  niczego".
  (Mahamudra  nauki  buddyjskie,  przynoszące  bezpośrednie 
doświadczenie  czystego  umysłu.  Łączą  w  sobie  podstawę,  drogę  i  cel  wszystkich  nauk 
buddyjskich - przyp. tłum.) 
Jeśli  nie  uczepisz  się  czegoś  -  już  to  osiągnąłeś  -  nicość  w  twych  dłoniach  -  i  już  to 
osiągnąłeś. 
„Mahamudra jest jak umysł nie uczepiony niczego. Praktykując ją, z czasem osiągniesz stan 
Buddy". 
 
Wtedy, w jakimś momencie, kiedy wszystko dojrzeje i nadejdzie właściwa pora, rozkwitniesz 
w sobie jak Budda. 
 
Co  więc  należy  praktykować?  Bycie  coraz  spokojniejszym.  Bycie  coraz  bardziej  tu  i  teraz. 
Podejmowanie  działań,  pozbywanie  się  działalności.  Bycie  wydrążonym,  pustym,  biernym. 
Bycie  świadkiem  -obojętnym,  niczego  nie  wymagającym,  niczego  nie  pożądającym.  Bycie 
szczęśliwym z sobą takim, jakim jesteś. Celebrowanie. 
To właśnie jest kreatywność - pozwolić Bogu aby przez ciebie przepłynął. 
 

 

Działaj w harmonii z naturą 

 
Kreatywność  jest  niezwykle  paradoksalnym  stanem  świadomości  i  jaźni.  To  działanie 
poprzez  brak  działania,  jak  to  nazwał  Lao  Cy:  wei-wu-wei.  To  zgoda  na  to,  by  coś  przez 
ciebie przepłynęło. To nie jest czynność, to po prostu otwarcie się na coś, co ma się zdarzyć, 
stanie  się  traktem,  przez  który  przepłynie  pełnia;  bycie  jak  pusty  w  środku,  wydrążony 
bambus. 
Wtedy natychmiast coś zaczyna się dziać - bowiem w człowieku skrywa się Bóg. Zrób mu po 
prostu miejsce, daj mu przejść przez ciebie. To właśnie jest kreatywność - pozwolić Bogu aby 
przez ciebie przepłynął. Kreatywność to stan religijności. Dlatego twierdzę, że poeta znajduje 
się bliżej Boga niż teolog; a tancerz nawet jeszcze bliżej. Najdalej jest filozof, bo im więcej 
myślisz,  tym  grubszy  mur  budujesz  między  sobą  a  pełnią.  Im  więcej  myślisz,  tym  bardziej 
czujesz, że jesteś. Ego to nic innego jak tylko wszystkie myśli umiejscowione w przeszłości. 
Kiedy nie ma ciebie, jest Bóg. Oto kreatywność. 
Kreatywność  oznacza,  że  znajdujesz  się  w  stanie  całkowitego  odprężenia.  To  nie  oznacza 
bezczynności,  to  oznacza  zrelaksowanie,  bo  z  niego  rodzi  się  większość  działań.  Ale  to  nie 
będą twoje działania. Ty będziesz po prostu przekaźnikiem. Pojawi się w tobie piosenka, ale 
ty nie jesteś jej twórcą; ona przychodzi od Najwyższego. Jeśli ty stworzysz piosenkę, będzie 
ona zwyczajna, pospolita. Kiedy przychodzi ona przez ciebie, ma w sobie najwyższe piękno, 
przynosi coś niezwykłego. 

background image

 

17

 

Znany  poeta  Coleridge  zostawił  po  sobie  tysiące  niedokończonych  wierszy.  Za  życia  pytano 
go  wielokrotnie  dlaczego  nie  dopisze  tych  brakujących  ostatnich  linijek.  On  odpowiadał,  że 
nie może. Próbował wielokrotnie, ale kiedy dopisze wiersz do końca, coś jakby umyka, jakby 
zgrzyta.  To,  co  próbował  dopisać  sam  z  siebie  nigdy  nie  brzmiało  zgodnie  z  tym,  co 
przepłynęło przez niego. Zamienia się w kamień, nie chce płynąć. Toteż czekał. Kiedy poezja 
przepływała  przez  niego  i  wiersz  stawał  się  dokończony  -  był  dokończony.  Ale  jeśli  nie  był 
zakończony  -  poeta  nie  usiłował  go  zakończyć.  Toteż  napisał  niewiele  wierszy,  które  mają 
zakończenie.  Są  one  jednak  przepiękne,  posiadają  ogromny,  mistyczny  urok.  Tak  dzieje  się 
zawsze - osoba poety znika, pojawia się kreatywność. Poeta jest owładnięty; tak, to właściwe 
słowo. Kreatywność to znaczy być owładniętym przez Boga. 
Simone  de  Beauvoir  powiedziała:  „Życie  zajmuje  się  jednocześnie  utrwalaniem  siebie  i 
przewyższaniem  siebie.  Jeśli  jedyne  co  robi,  to  zachowanie  siebie,  wtedy:  żyć  oznacza 
jedynie:  starać  się  nie  umrzeć".  Człowiek,  który  nie  jest  kreatywny, żyje po prostu po to, by 
nie  umrzeć.  Jego  życie  pozbawione  jest  głębi.  To  właściwie  jeszcze  nie  jest  życie,  lecz 
zaledwie wstęp; księga życia jeszcze się nie otworzyła. Urodził się, to prawda, ale nie zaczął 
ż

yć. 

Kiedy stajesz się kreatywny, kiedy pozwalasz, by kreatywność przychodziła przez ciebie, gdy 
ś

piewasz  piosenkę,  która  nie  jest  wymyślona  przez  ciebie,  której  nie  możesz  podpisać 

własnym  nazwiskiem  -  wtedy  życie  rozwija  swe  skrzydła,  wzlatuje.  Przewyższanie  siebie 
następuje dzięki kreatywności. Bez niej jedyne, co możemy zrobić, to utrwalać samych siebie. 
Spłodzenie dziecka nie jest wynikiem kreatywności. Ty umrzesz, a dziecko zostanie, by nadal 
podtrzymywać życie. Ale nie wystarczy utrzymać coś; trzeba to przewyższać. A zdarza się to 
tylko wtedy, gdy Najwyższe wchodzi w kontakt z tobą. 
Na  tym  właśnie  polega  transcendencja  -  na  przewyższaniu.  Wtedy  doznajesz  cudu  -  nie  ma 
cię, a jednak po raz pierwszy naprawdę jesteś. 
Esencja  mądrości  to  robienie  wszystkiego  w  harmonii  z  naturą.  To  przekazali  nam  wszyscy 
wielcy  mistycy:  Lao  Cy,  Budda,  Bahauddin,  Sosan,  Sanai.  Działaj  w  harmonii  z  naturą. 
Zwierzęta zachowują się nieświadomie zgodnie z naturą. Człowiek powinien zachowywać się 
ś

wiadomie  zgodnie  z  naturą,  bo  ma  świadomość.  Człowiek  może  dokonać  wyboru,  aby  nie 

działać w zgodzie z naturą, ale wtedy bierze na siebie wielką odpowiedzialność. 
Człowieka  cechuje  odpowiedzialność;  to  jego  przewaga.  Żadne  inne  zwierzę  nie  jest 
odpowiedzialne  -  ono  po  prostu  działa  zgodnie  z  naturą,  nie  ma  nawet  możliwości  aby 
zbłądzić. Zwierzęta nie mogą zejść na złą drogę, nie mają świadomości. Funkcjonują tak jak 
ty,  kiedy  jesteś  w  stanie  głębokiego  uśpienia.  W  takim  stanie,  także  i  ty  znajdujesz  się  w 
harmonii  z  naturą.  Dlatego  głęboki  sen  jest  taki  ożywczy,  odprężający.  Nawet  kilka  minut 
głębokiego  snu  wystarcza  abyś  był  świeży  i  młody,  gdyż  cały  kurz,  zmęczenie  i  znużenie, 
które niosłeś ze sobą, zniknęły. Wszedłeś w. kontakt ze źródłem. 
Jest to zwierzęcy sposób na kontakt ze źródłem; sen pozwala zwierzętom dotrzeć do źródła. 
Zwierzęta  żyją  w  pozycji  poziomej,  człowiek  -  w  pionie.  Jeśli  chcesz  zasnąć,  musisz  się 
położyć,  przyjąć  pozycję  poziomą.  Na  stojąco,  byłoby  ci  bardzo  trudno  zasnąć.  Cofasz się o 
miliony lat, by być jak zwierzę. Stajesz się poziomy, równoległy do ziemi; nagle tracisz swoją 
ś

wiadomość, nagle przestajesz być odpowiedzialny. 

To  jest  właśnie  powód,  dla  którego  Zygmunt  Freud  stosował  dla  swoich  pacjentów  kanapę. 
Nie dla ich wygody. To była przemyślana strategia. W pozycji poziomej pacjent zaczyna czuć 
się  coraz  mniej  odpowiedzialny.  Wtedy  pozwala  sobie  na  swobodę  mówienia,  nawet  tego, 
czego  sobie  nie  uświadamia.  Jeśli  zostałby  w  pozycji  pionowej  byłby  w  pełni 
odpowiedzialny,  nieustannie  oceniałby  to,  co  ma  zamiar  powiedzieć.  Stosowałby 
autocenzurę.  Leży  więc  na  kanapie,  psychoanalityk  siedzi  z  tyłu,  niewidoczny,  a  on  zaczyna 
czuć się jakby był zwierzęciem. Zaczyna trajkotać o sprawach, o których nigdy nikomu by nie 
powiedział.  Zaczyna  mówić  rzeczy  wypływające  z  głębi  jego  podświadomości;  te  rzeczy 

background image

 

18

 

wypływają  na  powierzchnię.  To  strategia,  freudowska  strategia  na  uczynienie  pacjenta 
całkowicie bezbronnym - jak dziecko lub zwierzę. 
Kiedy przestajesz czuć się odpowiedzialny, stajesz się naturalny.  
Psychoterapia  bardzo  w  tym  pomaga;  odpręża  cię.  To,  co  skrywałeś,  wypływa  na 
powierzchnię,  a  gdy  wypłynie  -  paruje.  Po  przejściu  przez  psychoanalizę  stajesz  się 
odciążony,  bardziej  naturalny,  w  harmonii  z  naturą  i  samym  sobą.  Na  tym  polega  bycie 
zdrowym. 
Metoda  ta  oznacza  cofanie  się,  regresję,  zaglądanie  do  piwnicy.  Jest  inny  sposób  aby  się 
wznieść  -  zajrzeć  na  poddasze.  Nie  jest  to  droga  Zygmunta  Freuda  lecz  Buddy.  Możesz  się 
wznieść pozostając w świadomym kontakcie z naturą. 
I  to  jest  właśnie  esencja  mądrości  -  być  w  harmonii  z  naturą,  z  naturalnym  rytmem 
wszechświata. A zawsze kiedy jesteś w harmonii z naturalnym rytmem wszechświata, stajesz 
się poetą, muzykiem, tancerzem. 
Spróbuj.  Siedząc  pod  drzewem,  zestrój  się  z  nim  świadomie.  Stań  się  jednością  z  naturą; 
niech  granice  się  rozpłyną.  Stań  się  drzewem,  stań  się  trawą,  stań  się  wiatrem  i  nagle 
dostrzeżesz coś, co nigdy wcześniej ci się nie przydarzało. Twój wzrok się wyostrzy: drzewa 
będą  bardziej  zielone  niż  kiedykolwiek,  róże  -  różowe,  wszystko  wokół  wyda  ci  się 
rozświetlone.  I  nagle  ciśnie  ci  się  na  usta  piosenka,  która  przychodzi  nie  wiadomo  skąd. 
Twoje  stopy  są  gotowe  do  tańca;  czujesz  jak  taniec  rozlewa  się  niby  delikatne mrowienie w 
twoich arteriach, słyszysz muzykę w środku i na zewnątrz. 
To  jest  stan  nazywany  kreatywnością,  a  jego  najważniejszą  cechą  jest  pozostawanie  w 
harmonii z naturą, zestrojenie z życiem, z wszechświatem. 
Lao  Cy  nadał  temu  piękną  nazwę:  wei-wu-wei  -działanie  poprzez  niedziałanie.  Możesz  to 
nazwać  ciszą  twórczą,  procesem,  który  łączy  dwa  wydawałoby  się  sprzeczne  stany: 
najwyższą aktywność i najwyższą relaksację. 
Na  tym  polega  paradoks  kreatywności.  Kiedy  widzisz  malującego  artystę  malarza  -  masz 
pewność,  że  jest  aktywny,  szaleńczo  wręcz  aktywny  -  cały  jest  działaniem.  Kiedy  widzisz 
tańczącego  tancerza  -  jest  on  działaniem.  Jednak  w  głębi  nie  znajdziesz  aktora,  animatora, 
który  nim  porusza;  jest  tylko  cisza.  Dlatego  nazywam  kreatywność  stanem  paradoksalnym. 
Wszystkie  cudowne  stany  mają  w  sobie  sprzeczności.  Im  wyżej  się  wznosisz  tym  mocniej 
odczuwasz sprzeczność w tym, co rzeczywiste. Najwyższa aktywność i najwyższa relaksacja: 
na  powierzchni  dzieje  się  coś  bardzo  żywiołowego,  w  środku  nie  dzieje  się  nic.  Kreatywne 
wyciszenie  jest  najwyższym  rodzajem  działania  -  delikatnym  skarbem,  prostotą, 
spontanicznością  i  wolnością,  która  z  nas  płynie,  a  raczej  przez  nas  przepływa,  podczas  gdy 
nasze ego i świadome wysiłki poddają się sile, która wykracza ponad nie. 
Poddanie się takiej zewnętrznej sile to kreatywność. Medytacja to kreatywność. Kiedy twoje 
ego znika, zabliźnia się rana i jesteś wyleczony, jesteś całością. Ego jest twoją chorobą, a gdy 
ustąpi wychodzisz ze stanu uśpienia,  zaczynasz płynąć z wszechogarniającą falą egzystencji. 
 
Kiedy przestajesz czuć się odpowiedzialny, stajesz się naturalny. 
 
Norbert Weiner powiedział: „Nie jesteśmy uległą masą, ale wzorcami, które się uwieczniają, 
wirami  wodnymi  na  niekończącej  się  rzece".  To  znaczy,  że  nie  jesteś  ego,  ale  zdarzeniem 
albo  ciągiem  zdarzeń.  Jesteś  procesem  a  nie  przedmiotem.  Świadomość  nie  jest  rzeczą,  jest 
procesem,  a  my  staramy  się  ją  uprzedmiotowić.  Z  chwilą  gdy  nadajesz  jej  nazwę:  „ja"  staje 
się ona rzeczą - zdefiniowaną, ograniczoną, uśpioną, zastygłą, a ty zaczynasz umierać. Ego, to 
twoja  śmierć,  a  śmierć  ego  to  początek  twojego  prawdziwego  życia.  Prawdziwe  życie  to 
kreatywność. 
Nie  trzeba  chodzić  do  szkoły,  aby  nauczyć  się  kreatywności.  Jedyne  czego  potrzebujesz  to 
wejść  w  głąb  siebie  i  pomóc  ego  w  zniknięciu.  Nie  wspieraj  go,  nie  karm,  nie  rozpieszczaj. 

background image

 

19

 

Zawsze kiedy go nie ma, wszystko jest prawdą, wszystko jest pięknem. I cokolwiek się wtedy 
wydarzy, jest to dobre. 
Nie  mówię,  że  wszyscy  staniecie  się Picassami czy Szekspirami. Niektórzy będą malarzami, 
inni  muzykami,  jeszcze  inni  tancerzami  -  ale  nie  o  to  chodzi.  Każdy  z  was  stanie  się 
kreatywny  na  swój  własny  sposób.  Możesz  zostać  kucharzem,  ale  włączysz  swoją 
kreatywność w to, co będziesz gotował. Albo możesz być kreatywną sprzątaczką. 
Nie będziesz odczuwać znudzenia. Zaczniesz ulepszać różne drobne rzeczy. Nawet sprzątanie 
zamieni  się  w  rodzaj  modlitwy;  wszystko  czego  się  podejmiesz  będzie  miało  posmak 
kreatywności. Nie potrzebujemy nazbyt wielu malarzy - gdyby był ich nadmiar życie stałoby 
się  trudne.  Nie  potrzebujemy  wielu  poetów;  potrzebni  są  także  ogrodnicy,  rolnicy...  Każdy 
człowiek  może  być  twórczy.  Jeżeli  jest  nastawiony  medytacyjnie  i  pozbawiony  ego,  Bóg 
przepływa  przez  niego.  Zależnie  od  jego  możliwości,  od  posiadanego  potencjału,  Bóg 
przybiera w nim różne formy. I wtedy wszystko jest dobre. 
Nie  potrzebujesz  stawać  się  sławnym.  Osoba  w  pełni  kreatywna  nie  dba  ani  trochę  o  sławę; 
nie  ma  takiej  potrzeby.  Ma  tak  całkowite  poczucie  spełnienia  w  tym,  co  robi,  jest  tak 
zadowolona z tego kim jest i gdzie jest, że nie pojawia się nawet cień pożądania. Kiedy jesteś 
w  pełni  twórczy, twoje żądania zanikają; zanikają twoje ambicje. Kiedy jesteś kreatywny, to 
znaczy, że już stałeś się tym, kim zawsze chciałeś być. 
Ego, to twoja śmierć, a śmierć ego to początek twojego prawdziwego życia. Prawdziwe życie 
to kreatywność. 
 

background image

 

20

 

PIĘĆ PRZESZKÓD 

 

Natura  obdarza  wszystkich  twórczą  energią.  Staje  się  ona  destruktywna  dopiero  wtedy,  gdy 
zostanie zahamowana, gdy nie pozwoli się jej naturalnie płynąć

 

1.  Nadwrażliwość 

 

Nadwrażliwość jest chorobą. Świadomość to zdrowie, nadwrażliwość to choroba - coś jest nie 
tak. Pojawiła się jakaś przeszkoda, jakiś kompleks. Rzeka świadomości nie płynie naturalnie. 
Przedostało się do niej coś obcego - coś innego; coś, czego rzeka nie jest w stanie wchłonąć, 
co nie może i nie chce stać się jej częścią. 
Nadwrażliwość  jest  czymś  chorym,  czymś  zamarzniętym,  zablokowanym.  Jest  podobna  do 
brudnego  stawu  -  nie  zmierza  donikąd,  zwyczajnie  wysycha,  paruje  i  umiera.  I  oczywiście 
cuchnie. 
Pierwszą  rzeczą,  którą  trzeba  zrozumieć  jest  różnica  pomiędzy  nadwrażliwością  a 
ś

wiadomością. 

Ś

wiadomość  nie  wie  nic  o  „Ja",  o  ego.  Nie  oddziela  człowieka  od  egzystencji.  Nie  zna 

przeszkód.  Nie  zna  granic  -  stanowi  jedność  z  egzystencją,  spójną,  niepodzielną  całość. 
Między jednostką i całością egzystencji nie ma sprzeczności. Jednostka po prostu wpływa w 
całość,  a  całość  wpływa  w  jednostkę.  To  jak  oddychanie:  robisz  wdech  i  wydech.  Kiedy 
robisz  wdech  egzystencja  staje  się  częścią  ciebie,  kiedy  robisz  wydech,  to  ty  stajesz  się  jej 
częścią.To  nieustanny  przepływ,  nieustanne  dzielenie  się.  Całość  daje  coś  tobie,  a  ty  dajesz 
coś całości. Równowaga nigdy nie zostaje zachwiana. 
W  człowieku  nadwrażliwym  coś  jest  nie  tak.  Bierze,  ale  nigdy  nie  daje.  Gromadzi,  ale  nie 
potrafi się dzielić. Stwarza wokół siebie bariery, których nikt nie będzie w stanie przekroczyć. 
Otacza się tabliczkami z napisem: „Przejścia nie ma". Powoli zamienia się w grób, w martwą 
istotę, bo życie polega na dzieleniu się. 
Ego  jest  czymś  martwym.  Świadomość  to  nieskończone  życie,  życie  pełnią.  Nie  zna  granic. 
Jednak zwykle ludzie są przewrażliwieni. 
Być  przewrażliwionym  to  być  nieświadomym.  Trzeba  zrozumieć  ten  paradoks:  bycie 
przewrażliwionym  to  bycie  nieświadomym,  a  bycie  nieprzewrażliwionym  to  bycie 
ś

wiadomym.  Gdy  nie  ma  ego,  gdy  zniknie,  wtedy  docierasz  do  prawdziwej  „Jaźni",  przez 

wielkie „J" - możesz nazwać to Najwyższą Jaźnią, Jaźnią Wszystkiego. 
Są to więc dwie rzeczy jednocześnie: zatracenie ego jako czegoś osobistego oraz dotarcie do 
ostatecznej jaźni, jaźni wszystkiego co istnieje. Tracisz niewielkie własne centrum a docierasz 
do  centrum  samej  egzystencji.  Nagle  stajesz  się  nieograniczony;  nagle  przestajesz  być 
spętany,  twoja  istota  uwalnia  się  z  klatki,  zaczyna  przez  ciebie  płynąć  nieskończona  moc. 
Stajesz się pojazdem - czystym, bez blokad. Stajesz się fletem i Kriszna może śpiewać przez 
ciebie. Stajesz się tylko przejściem, pustką, niczym - to właśnie nazywam poddaniem się. 
Nadwrażliwość  to  nie  jest  poddanie  się  -  to  konflikt,  walka,  bitwa.  Jeśli  walczysz  z 
egzystencją  będziesz  przewrażliwiony  i  raz  po  raz  pokonany.  Każdy  kolejny  krok  będzie 
prowadził  cię  do  coraz  większej  porażki.  To,  że  będziesz  sfrustrowany  jest  pewne,  od 
początku  jesteś  na  to  skazany,  ponieważ  twoje  „ja"  nie  może  funkcjonować  przeciw  całemu 
ś

wiatu. To niemożliwe, nie możecie istnieć oddzielnie. Nie możesz żyć jak mnich. 

 
Być  przewrażliwionym  to  być  nieświadomym.  Trzeba  zrozumieć  ten  paradoks:  bycie 
przewrażliwionym  to  bycie  nieświadomym,  a  bycie  nieprzewrażliwionym  to  bycie 
ś

wiadomym. 

 

background image

 

21

 

Słowo  mnich  (ang.  „monk")  jest  dobrym  przykładem.  Musisz  zdać  sobie  sprawę  z  istnienia 
słów  podobnych,  pochodzących  od  tego  samego  rdzenia,  jak  monopol,  monastyr,  czy 
monolog.  Mnich  to  ktoś,  kto  stara  się  być  sobą,  kto  stara  się  określić  swoje  granice,  kto 
próbuje istnieć oddzielnie od egzystencji. Jego starania są egoistyczne. Musi ponieść porażkę; 
ż

aden mnich nie odniósł sukcesu w swoich staraniach. 

Sukces  możesz  odnieść  jedynie  z  Bogiem,  nigdy  będąc  przeciw  niemu.  Możesz  odnieść 
sukces  jedynie  będąc  po  stronie  egzystencji,  nigdy  przeciw.  Więc  jeśli  jesteś  sfrustrowany, 
bardzo cierpisz, pamiętaj: to ty tworzysz to cierpienie. Dzieje się tak za sprawą tego samego 
błędu: walki przeciw całości. 
Przydarzyło  się  kiedyś,  zapewne  w  trakcie  pory  deszczowej,  że  wioska  znajdująca  się 
nieopodal rzeki została zalana. Ludzie przybiegli do Mułły Nasreddina wołając: „Twoja żona 
wpadła do wezbranej rzeki. Biegnij! Ratuj ją!" 
Nasreddin  pobiegł.  Wskoczył  do  wody  i  zaczął  płynąć  w  górę rzeki. Zebrani dookoła ludzie 
zaczęli  krzyczeć:  „Co  robisz?  Twoja  żona  nie  może  płynąć  pod  prąd  -  strumień  zabrał  ją  w 
drugą stronę". 
Nasreddin  odpowiedział:  „O  czym  wy  mówicie?  Znam  swoją  żonę  i  wiem,  że  ona  może 
płynąć tylko pod prąd!" 
Ego  zawsze  walczy,  żeby  płynąć  w  górę  strumienia.  Ludzie  nie  lubią  robić  łatwych  rzeczy. 
Zanim  coś  zrobią,  chcą  to  sobie  utrudnić,  skomplikować.  Ludzie  cieszą  się  robiąc  coś 
trudnego.  Dlaczego? Ponieważ kiedy zmagasz się z czymś trudnym, twoje ego się wyostrza, 
staje się coraz sprawniejsze; ono lubi wyzwania. 
Gdy  pierwsza  wyprawa  dotarła  na  szczyt  Everestu,  ktoś  zapytał  Edmunda  Hillarego: 
„Dlaczego  tak  ryzykowałeś?  To  było  niebezpieczne  -  wiele  osób  przed  tobą  zginęło  i  nie 
dotarło  do  szczytu".  Osoba,  która  zadała  to  pytanie  nie  była  w  stanie  zrozumieć,  dlaczego 
ludzie próbują wspiąć się na Everest ryzykując nawet utratę życia. Jaki to ma sens? Co można 
przez to osiągnąć? Edmund Hillary odpowiedział: „Nie możemy spocząć 
dopóki  Everest  pozostanie  niepokonany.  Musimy  go  pokonać!"  Nie  można  dzięki  temu 
niczego  zyskać,  ale  sama  obecność  niepokonanego  Everestu  stanowi  już  wyzwanie.  Dla 
kogo? Dla ego. 
Zaobserwuj  to  w  swoim  życiu  -  wiele  rzeczy  robisz  tylko  ze  względu  na  ego.  Chcesz  mieć 
ogromny dom - chociaż w tym, w którym mieszkasz czujesz się doskonale. Mimo to, chcesz 
zrobić z niego pałac. Ten pałac nie jest dla ciebie, ale dla twojego ego. 
 
Sukces  możesz  odnieść  jedynie  z  Bogiem,  nigdy  będąc  przeciw  niemu.  Możesz  odnieść 
sukces  jedynie będąc po stronie egzystencji, nigdy przeciw. 
 
Chociaż niczego ci nie brakuje, z jakiegoś powodu zaczynasz nagle gromadzić pieniądze. Nie 
są one dla ciebie, ale dla twojego ego. Nie spoczniesz, dopóki nie staniesz się najbogatszym 
człowiekiem na świecie. 
Ale  co  zrobisz  będąc  najbogatszym  człowiekiem?  Poczujesz  się  jeszcze  gorzej,  a  będzie  to 
objawem  konfliktu  w  tobie.  Więc  nie  zrzucaj  odpowiedzialności  na  coś  innego.  Ludzie 
ś

wietnie potrafią racjonalizować. Jeśli są smutni powiedzą: „Co możemy zrobić? Wywierają 

na  nas  wpływ  karmy  z  poprzednich  wcieleń".  Bzdura!  Być  może  unieszczęśliwiały  cię  one, 
ale w poprzednich wcieleniach! Po co miałyby czekać aż do teraz? Czekanie nie ma sensu. To 
twoja obecna karma cię unieszczęśliwia! Zrzucanie winy na poprzednie życie ułatwia sprawę 
-bo, co niby możesz na to poradzić? Musi być jak jest, niczego nie da się zrobić. Przeszłości 
nie  można  odmienić,  nie  można  jej  wymazać  jednym  machnięciem  ręki.  Nie  ma  magicznej 
sztuczki,  która  pomogłaby  ci  wymazać  przeszłość.  Stało  się  i  stało  się  na  zawsze;  jest  to 
ostateczne,  bez  możliwości  zmiany.  Takie  myślenie  uwalnia  cię  od  ciężaru.  Myślisz  sobie: 
„W porządku, muszę cierpieć ze względu na przeszłe karmy". 

background image

 

22

 

Możesz zrzucić odpowiedzialność na diabła, jak to robią chrześcijanie. Hindusi zrzucają ją na 
karmy z poprzednich wcieleń, a chrześcijanie na diabła - on zastawia pułapki na ciebie. To nie 
twoja wina, to diabeł wpędza cię w cierpienia i to on ściąga cię w stronę piekła. 
Kto się tobą przejmuje? Dlaczego diabeł miałby się tobą przejmować? 
A  są  jeszcze  marksiści,  komuniści,  socjaliści  -  ich  zdaniem  to  struktura  społeczna,  system 
ekonomiczny  sprawiają,  że  ludzie  są  nieszczęśliwi.  Są  też  freudyści,  psychoanalitycy;  oni 
mówią, że wszystko zależy od relacji między matką i dzieckiem. Zawsze coś się znajdzie, ty 
nie jesteś niczemu winien. Nigdy nie jesteś winny tu i teraz. 
 
Ludzie  nie  lubią  robić  łatwych  rzeczy.  Zanim  coś  zrobią,  chcą  to  sobie  utrudnić, 
skomplikować. Ludzie cieszą się robiąc coś trudnego. Dlaczego? Ponieważ kiedy zmagasz się 
z czymś trudnym, twoje ego się wyostrza, staje się coraz sprawniejsze; ono lubi wyzwania. 
 
Chciałbym ci powiedzieć, że jednak jesteś. Jeśli cierpisz to jest to wy-łącznie twoja wina. To 
nie  zależy  od  przeszłości,  struktury  społecznej  czy  systemu  ekonomicznego  -  nic  ci  nie 
pomoże.  Zostając  taki,  jaki  jesteś,  w  jakiejkolwiek  społeczności  byś  się  nie  znalazł, 
pozostaniesz  nieszczęśliwy.  W  każdym  systemie  ekonomicznym,  w  każdym  świecie 
pozostaniesz nieszczęśliwy - dopóki jesteś taki, jaki jesteś. 
Pierwsza, zasadnicza zmiana nastąpi, gdy zakończysz konflikt z egzystencją. To właśnie jest 
przesłanie  wszystkich  wielkich  religii:  „Odrzuć  ego".  W  praktyce  oznacza  to:  „Zakończ 
konflikt".  Chciałbym  abyś  właśnie  tak  to  zapamiętał,  ponieważ  „odrzuć  ego"  brzmi  zbyt 
metafizycznie.  Ego? Gdzie jest ego? Czym jest ego? 
To  słowo  wydaje  się  być  znane,  słyszałeś  je  wielokrotnie,  ale  wydaje  się  ono  być  dość 
mgliste,  trudne  do  uchwycenia.  Chciałbym,  aby  to  wyrażenie  było  bardziej  praktyczne: 
zaniechaj  konfliktu,  ponieważ  ego  jest  produktem  ubocznym  twojego  agresywnego 
nastawienia. 
Ludzie  mówią  o  pokonywaniu  natury,  mówią  o  pokonywaniu  tego  i  tamtego.  Jak  można 
pokonać  naturę?  Jesteś  jej  częścią.  W  jaki  sposób  część  może  pokonać  całość?  Zauważ 
głupotę i bezsens takiego myślenia. Możesz żyć w harmonii z całością lub w konflikcie i dys-
harmonii.  Wynikiem  dysharmonii  jest  cierpienie;  rezultatem  harmonii  jest  błogość.  Z 
harmonii  bierze  się  głęboka  cisza,  radość,  zadowolenie.  Konflikt  wywołuje  niepokój, 
cierpienie, stres, napięcie. 
Ego  to  nic  więcej  jak  ca\e  napięcie,  jakie  wytworzyłeś  wokół  siebie.  Przede  wszystkim,  nie 
ma  sensu  go  tworzyć,  a  ludzie  to  robią.  Po  co?  Musi  być  jakiś  powód.  Po  co  ludzie  tworzą 
ego, „ja"? Powodem jest to, że nie znają prawdziwego „ja". Życie bez „ja" jest bardzo trudne, 
więc tworzymy sobie sztuczne, substytut. Prawdziwe „ja" jest nam nieznane. 
Właściwie, prawdziwe „ja" nigdy nie zostaje poznane do końca; pozostaje tajemnicze, nie do 
opisania,  nie  do  zdefiniowania.  Jest  tak  ogromne,  że  nie  można  go  określić,  jest  tak 
tajemnicze,  że  nie  jesteś  w  stanie  zagłębić  się  w  nie  całkowicie,  aż  do  jego  rdzenia. 
Prawdziwe „ja" to „ja" całości. Ludzki intelekt nie jest w stanie się w nie zagłębić, rozmyślać 
o nim, analizować go. 
Oto  znana  historia  mężczyzny,  który  został  wezwany  przez  Aleksandra  Wielkiego. 
Aleksander powiedział: „Słyszałem, że dowiedziałeś się czym jest Bóg, więc proszę powiedz 
mi. Ja także szukałem na to odpowiedzi. 
Ludzie powiedzieli mi, że tobie się udało, więc oświeć mnie, powiedz czym jest Bóg". 
Podobno  mędrzec  odpowiedział:  „Potrzebuję  co  najmniej  dwudziestu  czterech  godzin  na 
przemyślenie twojej prośby". 
Dwadzieścia cztery godziny minęły; Aleksander czekał z niecierpliwością. Mędrzec przyszedł 
i powiedział: „Potrzebuję siedmiu dni". 
Minęło  siedem  dni  a  Aleksander  robił  się  coraz  bardziej  niecierpliwy.  Przyszedł  mędrzec  i 
powiedział: „Potrzebny mi rok". 

background image

 

23

 

Aleksander odpowiedział: „Co masz na myśli mówiąc, że potrzebujesz roku? Wiesz albo nie 
wiesz! Jeśli wiesz, to wiesz - więc powiedz mi. Po co tracić czas?" 
Mędrzec  roześmiał  się  i  odpowiedział:  „Im  więcej  rozmyślam,  tym  bardziej  staje  się  on  dla 
mnie  niemożliwy  do  poznania. Im więcej wiem, tym trudniej powiedzieć mi, że wiem czym 
jest. Próbowałem przez dwadzieścia cztery godziny, ale wiedza zaczęła uciekać mi z rąk. Jest 
ona  nieuchwytna,  jest  jak  rtęć.  Później poprosiłem cię o siedem dni - to nie pomogło. Teraz 
potrzebuje  co  najmniej  roku  -  i  nie  mam  pewności,  że  po  tym  czasie  będę  w  stanie  podać 
definicję". 
Mędrzec  postąpił  słusznie.  Musiał  być  naprawdę  mądry,  ponieważ  prawdziwego  „ja"  nie 
można zdefiniować. Ale człowiek nie może żyć bez „ja" - inaczej czuje się pusty! Czuje się 
jak koło bez piasty, jak obwód bez środka. To bardzo trudne żyć bez „ja". 
Poznanie  prawdziwego  „ja"  jest  męczące;  aby  dotrzeć  na  miejsce,  człowiek  musi  długo 
podróżować.  Musi  zapukać  do  wielu  drzwi  zanim  znajdzie  te  właściwe.  Ale  istnieje  pewna 
prosta  sztuczka;  można  stworzyć  sztuczne  „ja".  Hodowanie  prawdziwych  róż  jest  trudne; 
możesz  więc  kupić  plastikowe.  Ciebie  nie  oszukają,  ale  oszukają  sąsiadów.  Takie  właśnie 
zadanie ma ego. Nie może ono zwieść ciebie - ty sam dobrze wiesz, że nie masz pojęcia kim 
jesteś  -  ale  możesz  oszukać  sąsiadów.  Przynajmniej  dla  zewnętrznego  świata  masz  metkę  z 
napisem kim jesteś. 
Czy  kiedykolwiek  się  nad  tym  zastanawiałeś?  Kiedy  ktoś  zapyta:  „Kim  jesteś?",  co 
odpowiadasz?  Podajesz  swoje  imię.  Nie  jest  ono  twoje,  ponieważ  przyszedłeś  na  świat  bez 
imienia. Przyszedłeś jako ktoś bezimienny; ono nie jest twoją własnością, zostało ci nadane. 
Jakiekolwiek  imię,  nawet  A-B-C-D,  byłoby  tak  samo  przydatne.  Jest  ono  czymś 
zewnętrznym,  nie  stanowi  o  tobie.  Jeśli  masz  na  imię  „Ram",  to  dobrze;  jeśli  nazywasz  się 
„Hari",  dobrze,  to  nie  ma  znaczenia.  Każde  imię  nadawałoby  się  dla  ciebie  w  takim  samym 
stopniu. To tylko etykietka. Imię jest potrzebne aby móc się do ciebie jakoś zwracać, ale nie 
ma nic wspólnego z tobą. 
Czasem   odpowiadasz:   „Jestem   lekarzem"   albo: „Jestem inżynierem".  Nie ma znaczenia 
– biznesmenem, malarzem, tym czy tamtym - to nie mówi niczego o tobie. 
 
Ludzie  mówią  o  pokonywaniu  natury,  mówią  o  pokonywaniu  tego  i  tamtego.  Jak  można 
pokonać  naturę?  Jesteś  jej  częścią.  W  jaki  sposób  część  może  pokonać  całość?  Zauważ 
głupotę i bezsensowność takiego myślenia. 
 
Kiedy  mówisz:  „Jestem  lekarzem",  mówisz  coś  o  swoim  zawodzie,  nie  o  sobie.  Mówisz  w 
jaki  sposób  zarabiasz  na  życie.  Nie  mówisz  nic  o  samym  życiu,  mówisz  o  egzystowaniu. 
Możesz zarabiać jako inżynier, lekarz, czy biznesmen - to nieistotne. To niczego o tobie nie 
mówi. 
Czasem podajesz imię ojca lub matki, opowiadasz o drzewie genealogicznym - ale to też nie 
jest  istotne,  ponieważ  nie  określa  ciebie.  Twoje  narodziny  w  jakiejś  rodzinie  są  całkowicie 
przypadkowe;  równie  dobrze  mógłbyś urodzić się w innej i nie zauważyłbyś żadnej różnicy. 
Są to praktyczne sztuczki - dzięki nim człowiek staje się „ja". Jest to sztuczne, wytworzone, 
wyprodukowane  własnoręcznie,  zrobione  w  domu.  A  twoje  prawdziwe  „ja"  nadal  pozostaje 
głęboko ukryte we mgle i tajemnicy. 
 
Ego  to  nic  więcej  jak  całe  napięcie,  jakie  wytworzyłeś  wokół  siebie.  Przede  wszystkim,  nie 
ma sensu go tworzyć, a ludzie to robią. Po co? Musi być jakiś powód. 
 
Czytałem taką historyjkę: 
Francuz przemierzał pustynię z arabskim przewodnikiem. Każdego dnia Arab padał na kolana 
na  gorący  piasek i wzywał swojego Boga. W końcu, któregoś wieczoru, niewierzący zapytał 
Araba: „Skąd wiesz, że Bóg istnieje?" 

background image

 

24

 

Przewodnik  popatrzył  uważnie  na  szydercę  i  odpowiedział:  „Skąd  wiem,  że istnieje Bóg? A 
skąd  wiedziałem,  że  to  wielbłąd  a  nie  człowiek  przechodził  w  pobliżu  w  nocy?  Czy  nie 
poznałem tego po odciskach kopyt na piasku?" I dodał, wskazując na słońce zachodzące nad 
horyzontem: „Te ślady nie należą do człowieka". 
Twoje  „ja"  nie  może  zostać  stworzone  przez  ciebie,  nie  może  zostać  stworzone  przez 
człowieka.  Przyniosłeś  je  ze  sobą  -  jest  tobą,  jak  możesz  je  stworzyć?  Po  pierwsze,  aby  je 
stworzyć  musiałbyś  istnieć  przed  nim.  Chrześcijanie,  muzułmanie,  hinduiści  mówią,  że 
człowiek  jest  „stworzeniem".  To  po  prostu  oznacza,  że  nie  stworzył  sam  siebie.  Twórca 
ukryty  jest  gdzieś  w  nieznanym.  Pojawiliśmy  się  z  nieznanego  źródła  życia.  Twoje  „ja"  nie 
jest  twoje!  To  fałszywe  „ja"  nie  jest  twoje,  ponieważ  sam  je  stworzyłeś;  a  twoje  prawdziwe 
też nie jest twoje, bo nadal znajduje się w Bogu, wciąż jesteś w nim zakorzeniony. 
 
Hodowanie prawdziwych róż jest trudne; możesz więc kupić plastikowe. Ciebie nie oszukają, 
ale oszukają sąsiadów. Takie właśnie zadanie ma ego. 
 
To  sztuczne  „ja",  które  niesiemy  ze  sobą  przez  życie  jak  flagę,  jest  narażone  na  ryzyko 
uszkodzenia;  jest  bardzo  kruche,  bardzo  słabe  -  musi  takie  być,  zostało  zrobione  przez 
człowieka.  Jak  człowiek  mógłby  stworzyć  coś,  co  jest  nieśmiertelne?  On  sam  musi 
przechodzić wiele śmierci, więc cokolwiek stworzy, zawsze będzie to śmiertelne. Stąd strach, 
nie ustanny strach: „mogę zginąć, moje «ja» może zostać zniszczone".  
Nieustannie drżysz ze strachu - nigdy nie możesz być pewny twojego sztucznego „ja". Wiesz, 
ż

e  jest  ono  fałszywe.  Możesz  starać  się  to  ukrywać,  ale  wiesz  dobrze,  że  jest  ono 

nieprawdziwe. Zostało zebrane i wytworzone; jest mechaniczne, nieorganiczne. 
Czy  zauważyłeś  różnicę  pomiędzy  całością  organiczną  i  mechaniczną?  Składasz  silnik 
samochodu; możesz kupować części w sklepie i gromadzić je, silnik zacznie w końcu działać 
jako  całość.  Możesz  też  kupować  w  sklepie  części  do  radioodbiornika,  gromadzić  je  i  w 
końcu  zacznie  ono  działać  jako  całość.  W  jakiś  sposób  zacznie  mieć  swoje  „ja".  Żadna  z 
części nie może działać jako radio - dopiero wszystkie razem stają się radiem. Ale nadal ich 
jedność jest mechaniczna, narzucona z zewnątrz. 
Ale kiedy wrzucasz nasiona do gleby, umierają one w tej ziemi i dają początek roślinom - oto 
organiczna jedność. Nie jest ona narzucona z zewnątrz; jedność wpisana była od początku w 
nasionko. Zaczyna ono kiełkować, gromadzi tysiące rzeczy z ziemi, z powietrza, od słońca, z 
nieba - ale jedność pochodzi z wnętrza. Najpierw pojawia się środek, dopiero potem obrzeża. 
W jedności mechanicznej obrzeża powstają pierwsze, centrum pojawia się później. 
Człowiek  jest  jednością  organiczną.  Kiedyś  byłeś  nasionkiem,  jak  każde  drzewo;  w  ziemi 
łona swojej matki zbierałeś swoje obrzeża. Wnętrze wyrosło pierwsze, poprzedzało obrzeża - 
a  teraz  całkowicie  o  nim  zapomniałeś.  Żyjesz  na  obrzeżach  i  wydaje  ci  się,  że  to  całe  twoje 
ż

ycie.  To  ciągłe  życie  na  obrzeżach  stwarza  pewien  rodzaj  „ja",  pseudo  „ja",  które  daje  ci 

poczucie bycia kimś. Ale ono zawsze drży z niepokoju, bo nie jest jednością organiczną. 
Stąd  strach  przed  śmiercią.  Gdybyś  znał  swoje  prawdziwe  "ja"  nigdy  nie  bałbyś  się  śmierci, 
nie  ma  co  do  tego  wątpliwości,  ponieważ  organiczna  całość  nigdy  nie  umiera.  Organiczna 
całość  jest  nieśmiertelna.  Tylko  jednostki  mechaniczne  są  składane  i  umierają.  To  co  jest 
składane, któregoś dnia się rozpadnie. Całość mechaniczna ma początek i koniec; organiczna 
nie ma ani początku ani końca -jest ciągłym procesem. 
Czy  znasz  swoje  wnętrze?  Jeśli  nie,  to  zawsze  będziesz  się  bał.  Przewrażliwienie  na  swoim 
punkcie zawsze powoduje lęk. Potrzebujesz ciągle wsparcia ze strony innych - kogoś, kto by 
cię  podziwiał,  kogoś  kto  by  ci  przyklaskiwał,  kogoś  kto  mówiłby  ci  jaki  jesteś  piękny  czy 
inteligentny.  Potrzebujesz  kogoś,  kto  będzie  ci  to  powtarzał,  jak  w  transie  hipnotycznym, 
ż

ebyś  mógł  uwierzyć,  że  jesteś  inteligentny,  piękny,  silny.  Ale  zobacz:  jesteś  wtedy  zależny 

od innych. 

background image

 

25

 

Podchodzi do ciebie głupi człowiek i mówi ci, że jesteś niezwykle inteligentny - a jedynie na 
głupcu możesz sprawiać wrażenie inteligentnego. Jeśli jest on bardziej inteligentny niż ty, to 
oczywiście  nie  będziesz  wydawał  mu  się  inteligentny.  Więc  podchodzi  do  ciebie  głupiec  i 
zapewnia cię o twojej inteligencji, a ty jesteś niezwykle szczęśliwy. 
 
Twoje  „ja"  nie  może  zostać  stworzone  przez  ciebie,  nie  może  zostać  stworzone  przez 
człowieka.  Przyniosłeś  je  ze  sobą  -  jest  tobą,  jak  możesz  je  stworzyć?  Po  pierwsze,  aby  je 
stworzyć musiałbyś istnieć przed nim. 
 
Pięknie możesz wyglądać tylko dla brzydkiego człowieka. Jeśli jest on od ciebie piękniejszy, 
będziesz  mu  się  wydawał  brzydki  -  ponieważ  wszystko  jest  względne.  A  ty  cieszysz  się 
niezmiernie, że brzydcy ludzie mówią ci, iż jesteś piękny. 
Co  to  za  rodzaj  inteligencji,  który  musi  być  potwierdzany  przez  głupich  ludzi?  Co  to  za 
piękno, które musi być potwierdzane przez ludzi brzydkich? Jest to fałszywe. To idiotyczne! 
Ale my nadal poszukujemy. Poszukujemy wsparcia dla naszego ego w zewnętrznym świecie, 
poszukujemy  kogoś,  kto  nas  pochwali,  kogoś  kto  stanie  się  dla  nas  podporą.  Inaczej zawsze 
będzie  istnieć  niebezpieczeństwo  tego,  że  nasze  ego  zostanie  zniszczone.  Więc  musimy 
wspierać je z różnych stron i narasta w nas nieustanna obawa. 
 
Jeśli  starasz  się,  aby  coś  było  idealne,  pozostanie  to  niedoskonałe.  Robiąc  coś  naturalnie, 
zawsze zrobisz to doskonale. Natura jest doskonała; wysiłek nie. Zawsze, kiedy za bardzo się 
starasz, niszczysz coś. 
 
Właśnie  dlatego masz w sobie dużo więcej gracji kiedy jesteś sam - ponieważ wtedy się nie 
przejmujesz.  Nie  ma  nikogo  kto  mógłby  cię  zobaczyć.  Kiedy  jesteś  sam,  jesteś  bardziej 
niewinny - jesteś bardziej niewinny w swojej własnej łazience; stajesz się dzieckiem. Stajesz 
przed lustrem, robisz miny i cieszysz się. Ale jeśli zdasz sobie sprawę z tego, że twoje małe 
dziecko podgląda cię przez dziurkę od klucza, wtedy stajesz się zupełnie inny. Wtedy ego jest 
zagrożone.  Właśnie  dlatego  ludzie  tak  bardzo  boją  się  innych.  Gdy  są  sami  nie  czują  się 
zaniepokojeni. 
 
Przewrażliwienie  na  swoim  punkcie  zawsze  powoduje  lęk.  Potrzebujesz  ciągle  wsparcia  ze 
strony  innych  -  kogoś,  kto  by  cię  podziwiał,  kogoś  kto  by  ci  przyklaskiwał,  kogoś  kto 
mówiłby ci jaki jesteś piękny czy inteligentny. 
 
Oto pewna znana opowieść zen: 
Mistrz  zen  przygotowywał  obraz,  jego  główny  uczeń  siedział  obok,  aby  powiedzieć  mu,  w 
którym momencie obraz będzie idealny. Uczeń był stremowany, ale mistrz również, ponieważ 
wszystko,  co  tworzył  do  tej  pory,  było  doskonałe,  a  tego  dnia  wszystko  zaczęło  iść  nie  tak. 
Mistrz bardzo się starał, ale im bardziej się starał tym było gorzej. 
W  Japonii  czy  w  Chinach,  sztukę  kaligrafii  ćwiczy  się  na  papierze  ryżowym,  specjalnym, 
bardzo delikatnym i kruchym. Jeśli zawahasz się choć przez chwilę, nawet po wielu wiekach 
będzie  można  to  dostrzec,  ponieważ  w  takiej  chwili  za  dużo  tuszu  wsiąka  w  papier  i  psuje 
cały  efekt.  Bardzo  trudno  jest  ukryć  na  papierze  ryżowym  chwile  niepewności.  Musisz 
malować  płynnie;  nie  możesz  się  zastanawiać.  Jeśli  się  zawahasz  nawet  przez  chwilę,  przez 
ułamek  sekundy:  co  dalej?  -  to  już  będzie  widoczne,  zepsułeś  rysunek.  Ten  kto  ma  uważne 
oko  od  razu  powie:  „To  nie  jest  obraz  zen",  ponieważ  obraz  zen  musi  być  spontaniczny  i 
płynny. 
Mistrz starał się coraz bardziej, a im bardziej się starał tym bardziej się pocił. Uczeń siedział 
obok i kręcił głową: „Nie, to nie jest doskonałe". A mistrz popełniał coraz więcej błędów. 

background image

 

26

 

Tusz  powoli  się  kończył  więc  mistrz  powiedział:  „Idź  i  przygotuj  więcej  tuszu".  Gdy  uczeń 
wyszedł  mistrz  namalował  swoje  dzieło  sztuki.  Gdy  uczeń  wrócił,  wykrzyknął:  „Mistrzu! 
Przecież to jest doskonałe! Co się stało?" 
Mistrz  zaśmiał  się.  Odpowiedział:  „Zdałem  sobie  sprawę  z  jednej  rzeczy  -  twoja  obecność, 
sama  myśl  o  tym,  że  ktoś  ma  mnie  potępić  lub  pochwalić,  powiedzieć:  nie,  albo:  tak, 
zakłóciła  mój  spokój.  Teraz  nic  mi  już  nie  przeszkodzi.  Zdałem  sobie  sprawę,  że  chciałem, 
aby  obraz  był  idealny  i  właśnie  to  było  jedynym  powodem,  przez który nie mógł on się taki 
stać". 
 
Jeśli  starasz  się,  aby  coś  było  idealne,  pozostanie  to  niedoskonałe.  Robiąc  coś  naturalnie, 
zawsze zrobisz to doskonale. Natura jest doskonała; wysiłek nie. Zawsze, kiedy za bardzo się 
starasz, niszczysz coś. 
Właśnie  dlatego  wszyscy  ludzie  tak  pięknie  potrafią  opowiadać  -  każdy  jest  mówcą,  ludzie 
rozmawiają przez całe życie. Wystarczy jednak postawić ich na scenie i kazać przemówić, a 
nagle każdy głupieje; nagle wszystko zapominają, nie mogą wypowiedzieć słowa. Nawet jeśli 
zaczną mówić, nie będzie to miało w sobie żadnego wdzięku, nie będzie naturalne, nie będzie 
płynne. Co się dzieje? Znasz tego człowieka i wiesz jak pięknie mówi do swoich przyjaciół, 
do  żony,  do  dzieci.  To  również  są  ludzie,  tacy  sami  ludzie  -  dlaczego  więc  się  boi?  Stał  się 
przewrażliwiony na swoim punkcie. Ego poczuło wyzwanie, stara się coś odegrać. 
Słuchaj  uważnie:  gdy  starasz  się  grać,  zaczynasz  poszukiwać  pokarmu  dla  ego.  Kiedy  jesteś 
naturalny i pozwalasz rzeczom dziać się samym z siebie, wszystko przebiega idealnie, nie ma 
problemu.  Gdy  jesteś  naturalny  i  pozwalasz  rzeczom  się dziać, wtedy stoi za tobą Bóg. Gdy 
się boisz, drżysz, chcesz coś udowodnić, wtedy nie ma Boga. W swoim strachu zapomniałeś o 
nim. Zwracasz bardziej uwagę na ludzi i zapominasz o swoim źródle. 
Nadwrażliwość staje się słabością. Osoba nieprzewrażliwiona jest silna, ale ta siła nie ma nic 
wspólnego z nią samą - przychodzi z innego wymiaru. 
Gdy jesteś nadwrażliwy, masz kłopoty. Gdy jesteś przewrażliwiony, pokazujesz że nie wiesz 
kim jesteś. Nadwrażliwość wskazuje na to, że jeszcze nie udało ci się dotrzeć do siebie. 
 
Zdarzyło się kiedyś: 
Gdy  obok  przeszła  piękna  dziewczyna,  Mułła  Na-sreddin  odwrócił  się,  aby  popatrzeć.  Jego 
ż

ona powiedziała z wyrzutem: 

- Zawsze gdy widzisz ładną dziewczynę zapominasz, że jesteś żonaty. 
- I właśnie tu się mylisz - odpowiedział Mułła - w takich chwilach zawsze mi się to, niestety, 
przypomina. 
Gdy  jesteś  przewrażliwiony  na  swoim  punkcie  pokazujesz,  że  w  ogóle  nie  jesteś  siebie 
ś

wiadomy. Nie wiesz kim jesteś. Gdybyś wiedział, wtedy nie byłoby problemu 

-  wtedy  nie  szukałbyś  innych  opcji.  Wtedy  nie  przejmowałbyś  się  tym,  co  inni  o  tobie 
powiedzą - to nieistotne! Tak naprawdę ludzie nie mówią nic o tobie; gdy mówią coś o tobie, 
w rzeczywistości chodzi o nich. 
Mieszkałem kiedyś w Dżajpurze. Pewnego dnia, rankiem przyszedł do mnie jakiś mężczyzna 
i powiedział: 
- Jesteś boski. Odpowiedziałem: 
- Masz rację! 
W tym czasie przyszedł drugi mężczyzna, mój wielki przeciwnik, i powiedział: 
- Możesz się niemal równać z diabłem. Odpowiedziałem: 
- Masz rację! 
Pierwszy mężczyzna trochę się zaniepokoił. Powiedział: 
-  Jak to możliwe? Przecież obaj nie możemy mieć racji.                             . 
Odpowiedziałem mu: 

background image

 

27

 

-  Nie  tylko  wy  dwaj,  lecz  miliony  ludzi  mogą  mieć  rację  mówiąc  o  mnie.  To,  co  mówią  na 
temat  mojej  osoby,  tak  naprawdę  określa  ich  samych.  Przecież  mnie  nie  znają!  To 
niemożliwe,  bo  nie  poznali  nawet  samych  siebie.  To,  co  mówią  to  zaledwie  ich  własna 
interpretacja. 
Mężczyzna zapytał: 
-  W  takim  razie  kim  jesteś?  Jeśli  to  tylko  moja  interpretacja,  że  jesteś  boski  i  jego 
interpretacja, że jesteś diabłem, to kim jesteś? 
Powiedziałem: 
-  Jestem  sobą.  Nie  posiadam  interpretacji  siebie  i  nie  jest  mi  potrzebna.  Jestem  po  prostu 
szczęśliwy będąc sobą, cokolwiek to oznacza. Jestem szczęśliwy będąc sobą. 
Nikt nie może powiedzieć niczego o tobie. Cokolwiek ludzie mówią, mówią to o sobie. Ale ty 
stałeś się rozdygotany, ponieważ nadal kurczowo trzymasz się fałszywego centrum. Fałszywe 
centrum  jest  zależne  od  innych,  więc  stale  przejmujesz  się  tym,  co  inni  mówią  o  tobie. 
Zawsze  podążasz  za  innymi,  starasz  się  ich  zadowolić.  Starasz  się  być  godny  szacunku, 
nieustannie dekorujesz swoje ego. To samobójstwo. 
Zamiast  przejmować  się  tym,  co  mówią  inni  ludzie,  lepiej  zacznij  patrzeć  do  wewnątrz, aby 
znaleźć tam siebie. Wiesz, że niełatwo tam dotrzeć. Ludzie zawsze idą na łatwiznę. 
 
Kiedy  ból  w  plecach  Mułły  Nasreddina  stał  się  nie  do  wytrzymania,  wybrał  się  w  końcu  do 
specjalisty, aby ten postawił diagnozę. 
-  Cóż  -  powiedział  doktor  -  konieczna  będzie  operacja;  spędzisz  dwa  tygodnie  w  szpitalu  i 
następnie przez sześć miesięcy będziesz musiał leżeć w łóżku. 
- Nie stać mnie na to! - wykrzyknął Nasreddin. 
-    Cóż,  w  takim  razie  za  dwadzieścia  pięć  dolarów  mogę  zretuszować  twoje  zdjęcie 
rentgenowskie - zasugerował lekarz. 
 
Oto  łatwy  sposób  -  poprawić  zdjęcie  rentgenowskie  -  ale  to  cię  nie  uzdrowi.  Nieustannie 
poprawiamy  zdjęcia  rentgenowskie  i  myślimy,  że  wydarzy  się  cud.  Ozdabiając  swoje  ego 
poprawiamy  zdjęcie.  To  w  żaden  sposób  nie  pomoże,  to  cię  nie  uzdrowi.  To  łatwe  -  nie 
potrzeba operacji, nie ma związanych z nią wydatków. Ale jaki to ma sens? Cierpienie nadal 
pozostanie. 
Stajesz  się  osobą  zacną,  a  cierpienie  pozostaje.  Jesteś  wychwalany  przez  społeczeństwo, 
cierpienie  pozostaje.  Jesteś  dekorowany  złotymi  medalami,  a  cierpienie  pozostaje.  Te  złote 
ordery nie zniszczą twojego nieszczęścia; działają tak, jak poprawianie zdjęć rentgenowskich. 
Całe  to  ozdabianie  ego,  dekorowanie  ego,  to  nic innego jak oszukiwanie siebie. A ty stajesz 
się coraz słabszy i słabszy, ponieważ twoje ego słabnie każdego dnia. Twoje ciało stanie się 
słabsze,  twój  umysł  stanie  się  słabszy,  aż  w  końcu  to  ego,  które  wytworzyłeś  z  połączenia 
ciała  i  umysłu,  również  stanie  się  słabsze.  Zwiększy  się  twój  strach;  będziesz  siedział  na 
wulkanie, który w każdej chwili może eksplodować. To nie pozwoli ci odpocząć. Nie pozwoli 
ci na relaks, nie pozwoli na chwilę spokoju. 
Gdy  to  zrozumiesz,  cała  twoja  energia  zostanie  skierowana  w  inną  stronę.  Człowiek  musi 
znać siebie. Człowiek nie może przejmować się tym, co mówią o nim inni. 
 
Przyjaciel przysłał mi taki piękny dowcip: 
Był sobie facet; nikt nigdy się nim nie interesował i nie miał on żadnych przyjaciół. Pojechał 
kiedyś na zjazd sprzedawców w Miami, gdzie zauważył, że wszyscy są szczęśliwi, śmieją się, 
poznają się, a na niego nikt nie zwraca uwagi. 
Któregoś  wieczora  kiedy  poczuł  się  już  bardzo  zawiedziony,  zaczął  rozmawiać  z  innym 
sprzedawcą. Opowiedział mu o swoim problemie. 

background image

 

28

 

-  Wiem  jak  to  naprawić  -  wykrzyknął  sprzedawca. - Po prostu zdobądź wielbłąda i przejedź 
się nim po ulicach, a w krótkim czasie wszyscy cię zauważą i zdobędziesz tylu przyjaciół ilu 
będziesz chciał. 
Przypadek  sprawił,  że  nieopodal  znajdował  się  cyrk,  który  popadł  w  bankructwo  i  chciał 
sprzedać  wielbłą  da.  Mężczyzna  kupił  go  i  zaczął  jeździć  w  tę  i  z powrotem po ulicach tyle 
razy, że w końcu wszyscy zaczęli zwracać ng niego uwagę. Nareszcie poczuł się doskonale. 
 
Nikt nie może powiedzieć niczego o tobie. Cokolwiek ludzie mówią, mówią to o sobie. 
 
Ale  tydzień  później  wielbłąd  zniknął.  Złamało  to  mężczyźnie  serce  i  natychmiast  zadzwonił 
do lokalnej gazety aby umieścić w niej ogłoszenie o swoim wielbłądzie. 
- Czy to była samica, czy samiec? - wypytywał mężczyzna z gazety. 
-  Skąd mam wiedzieć? - zdenerwował się sprzedawca. Po chwili namysłu powiedział jednak: 
-A! Przypominam sobie! Oczywiście, to był chłopiec. 
- Skąd pan to wie? 
-    Ponieważ  -  odpowiedział  sprzedawca  -  gdy  jeździłem  na  nim  po  ulicach  ludzie  krzyczeli: 
„Patrzcie jaki wielbłąd! Patrzcie jaki schmuck
 
Schmuck  to  słowo  pochodzące  z  jidysz;  bardzo  ciekawe  słowo.  Ma  dwa  znaczenia,  bardzo 
trafne - jedno znaczenie to „idiota", a drugie, wydające się być dość odległe od pierwszego - 
to męskie genitalia. W pewien sposób oba znaczenia są jednak ze sobą powiązane. Idioci żyją 
tylko  jako  istoty  seksualne  -  nie  znają  innego  życia.  Więc  schmuck  świetnie  tu  pasuje.  Jeśli 
dla  człowieka  całe  życie  obraca  się  wokół  seksu,  to  jest  on  głupi,  jest  idiotą.  Ludzie  mówili 
więc:  „Patrzcie  na  tego  idiotę  na  wielbłądzie",  a  on  myślał,  że  podziwiają  organ  seksualny 
wielbłąda. 
Ego  jest  bardzo  zwodnicze.  Słyszy  tylko  to,  co  chce  usłyszeć.  Interpretuje  tylko  to,  co  chce 
interpretować.  Nie  pozwala  abyś  dostrzegł  fakty.  Ludzie,  którzy  żyją  w  świecie  ego,  żyją  za 
zasłonami.  A  te  zasłony  nie  są  bierne  -  są  aktywne;  cokolwiek  przez  nie  przepływa  zostaje 
przez nie zmienione. 
Ludzie  żyją  w  świecie,  który  sami  sobie  tworzą.  Ego  leży  w  centrum  ich  świata,  ich 
fałszywego  świata  -  nazwijmy  go:  iluzja,  maja  -  a  dookoła  niego  kręci  się  świat.  Świat,  w 
którym nie ma nikogo innego. Tylko oni. 
Gdy  odrzucisz  ego,  odrzucisz  cały  świat,  który  wokół  niego  wytworzyłeś.  Wtedy  po  raz 
pierwszy zobaczysz rzeczy takimi, jakie one są, a nie takimi jakimi chcesz aby były. A kiedy 
jesteś w stanie zmierzyć się z faktami, stajesz się gotowy na poznanie prawdy. 
 
A teraz opowieść zen: 
Zapaśnik  nazywany  O-Nami  -  Wielkie  Fale,  był  niezwykle  silny  i  dobrze  wyszkolony.  Kiedy 
nie było publiczności, umiał on pokonać nawet swojego mistrza, ale w czasie zawodów, nawet 
jego młodzi uczniowie byli w stanie go zwyciężyć. 
Poszedł  ze  swoim  problemem  do  mistrza  zen,  który  zatrzymał  się  nieopodal  w  świgtyni  nad 
morzem, i poprosił o radę. 
-  Nazywasz  się  Wielkie  Fale  -  powiedział  mistrz,  -  więc  zostań  dziś  na  noc  w  świątyni  i 
wsłuchaj  się  w  szum  fal.  Wyobraź  sobie,  że  jesteś  jak  one,  zapomnij  że  jesteś  zapaśnikiem  i 
stań się tymi potężnymi falami, które potrafią zmieść ze swojej drogi wszystko, co napotkają. 
 
Czego  tak  naprawdę  szukasz,  szukając  prestiżu,  autorytetu  politycznego?  Szukasz  władzy, 
siły. Siła jest dostępna, na wyciągnięcie ręki. Ale ty szukasz jej w złych miejscach. 
 
O-Nami został w świątyni. Początkowo myślał o wielu rzeczach, ale stopniowo zaczął myśleć 
tylko o falach. Wraz z nadchodzącym świtem stawały się one coraz większe i większe. Zaczęły 

background image

 

29

 

wymywać kwiaty z wazonów stojących przed figurką Buddy, za chwilę zmyły wazony. Zmyły w 
końcu  nawet  figurkę  Buddy  wykonaną  z  brązu.  Do  świtu  świątynia  była  zalana  wodą,  a  O-
Nami siedział w niej z uśmiechem na twarzy. 
Jeszcze tego samego dnia wziął udział w publicznych zawodach zapaśniczych i od tej chwili w 
całej Japonii nikt nie był w stanie nawet powalić go na matę. 
Jest  to  historia  o  byciu  nad  wrażliwym  i  o  tym  jak  się  tego  pozbyć,  jak  to  odrzucić. 
Spróbujemy się w nią zagłębić krok po kroku. 
Zapaśnik nazywany O-Nami - Wielkie Fale, był niezwykle silny i dobrze wyszkolony. 
Każdy z nas jest niezwykle silny. Nie znasz tej siły, ale to zupełnie inny problem. Każdy jest 
niezwykle  silny,  ponieważ  wszyscy  jesteśmy  zakorzenieni  w  Bogu,  wszyscy  jesteśmy 
zakorzenieni we wszechświecie. Nieważne jak bardzo niepozornie wyglądasz; nie jesteś mały 
- nie możesz taki być, ponieważ nie pozwala na to natura rzeczy. 
Obecnie fizycy mówią, że maleńki atom mieści w sobie ogromne pokłady energii - Hiroszima 
i Nagasaki zostały zniszczone przez energię atomową. A atom jest tak niewielki - nikt go jak 
dotąd nawet nie widział! Jego istnienie jest tylko wnioskiem, dedukcją; nikt nigdy nie widział 
atomu. Przy całym tym niezwykłym sprzęcie jaki posiada nauka nikt nadal nie widział atomu 
- jest taki mały, a ma w sobie tak ogromną energię. 
 
Gdy  odrzucisz  ego,  odrzucisz  cały  świat,  który  wokół  niego  wytworzyłeś.  Wtedy  po  raz 
pierwszy zobaczysz rzeczy takimi, jakie one są, a nie takimi jakimi chcesz aby były. 
 
Jeśli  atom  ma  w  sobie  tyle  mocy,  to  co  powiedzieć  o  człowieku?  Co  powiedzieć  o  tym 
płomyku  świadomości  w  ludziach?  Jeżeli  kiedyś  ten  płomień  rozpali  się  jeszcze  bardziej, 
stanie  się  nieskończonym  źródłem  energii  i  światła.  Oto  co  stało  się  z  Buddą,  oto  co 
przydarzyło się Jezusowi. 
Każdy  jest  niezwykle  silny,  ponieważ  każdy  jest  boski.  Każdy  jest  silny,  ponieważ  wszyscy 
są zakorzenieni w Bogu, w źródle, z którego pochodzi cała egzystencja. Pamiętaj o tym. 
Ludzki  umysł  często  o  tym  zapomina.  Gdy  zapominasz  stajesz  się  słaby.  Gdy  stajesz  się 
słaby,  szukasz  sztucznych  sposobów,  aby  znów  stać  się  silnym.  To  właśnie  robią  miliony 
ludzi.  Czego  tak  naprawdę  szukasz,  poszukując  pieniędzy?  Szukasz  władzy,  siły.  Czego  tak 
naprawdę szukasz, szukając prestiżu, autorytetu politycznego? Szukasz władzy, siły. Siła jest 
dostępna, na wyciągnięcie ręki. Ale ty szukasz jej w złych miejscach.  
Zapaśnik nazywany O-Nami - Wielkie Fale. 
Wszyscy  jesteśmy  wspaniałymi  falami  oceanu.  Mogliśmy  o  tym  zapomnieć,  ale  ocean  nie 
zapomniał  o  nas.  Mogliśmy  zapomnieć  go  tak  bardzo,  że  nie  wiemy  już  nawet  czym  jest 
ocean - ale wciąż jesteśmy jego częścią. Nawet jeśli fala zapomni o oceanie, wciąż do niego 
należy, ponieważ nie może istnieć bez oceanu. Ocean może istnieć bez fali - prawdopodobnie 
może  bez  niej  istnieć  -  ale  fala  nie  istnieje  bez  oceanu.  Jest  niczym  więcej  jak  falowaniem 
oceanu; jest procesem, nie jest jednostką. Jest oceanem rozkoszującym się swym istnieniem. 
Bóg  dla  swej  przyjemności  zaludnił  ziemię;  Bóg  dla  swej  przyjemności  stworzył  życie.  Jest 
oceanem poszukującym oceanu, bawiącym się. Ma w sobie ogromną energię - co można z nią 
zrobić? 
Zapaśnik nazywany O-Nami - Wielkie Fale, był niezwykle silny... 
Ale  ta  siła  możliwa  jest  tylko  wtedy,  kiedy  fala  wie,  że  jest  częścią  wspaniałego, 
nieskończonego  oceanu.  Jeśli  fala  o  tym  zapomni,  wtedy  staje  się  bardzo  słaba.  A  nasze 
„zapominalstwo"  jest  ogromne;  nasza  pamięć  jest  bardzo  mała,  niewielka;  zapominalstwo 
ogromne. Zapominamy z łatwością. Bardzo łatwo zapominamy o tym, co mamy na co dzień. 
Bardzo łatwo zapominamy o tym, co jest dla nas dostępne. 
Czy pamiętasz o tym, że oddychasz? Tylko wtedy, gdy pojawiają się problemy - kiedy jesteś 
przeziębiony, gdy masz trudności z oddychaniem, gdy masz jakieś inne problemy; inaczej kto 
pamięta  o  oddychaniu?  Właśnie  dlatego  ludzie  pamiętają  o  Bogu  tylko  wtedy,  kiedy  mają 

background image

 

30

 

kłopoty. Inaczej, kto o nim pamięta? A Bóg jest bliżej niż twój oddech, jest bliżej ciebie niż ty 
sam.  Człowiek  ma  skłonności  do  zapominania.  Zaobserwowałeś  to?  Jeśli  czegoś  nie  masz, 
pamiętasz  o  tym.  Gdy  coś  masz  zapominasz,  traktujesz  to  jak  coś  oczywistego.  Ponieważ 
Boga  nie  można  stracić,  bardzo  trudno  jest  o  nim  pamiętać.  Bardzo  niewielu  ludzi  jest  w 
stanie pamiętać o Bogu. Trudno jest pamiętać o tym, od czego nie było się nigdy daleko. 
Ryba w oceanie zapomina o oceanie. Wyrzuć ją na brzeg, na piasek, gorący piasek, a będzie 
wiedzieć. Przypomni sobie. Ale nie ma sposobu aby wyrzucić cię od Boga; on nie ma brzegu 
- Bóg to ocean, który nie ma brzegu. A ty nie jesteś jak ryba, jesteś jak fala. Jesteś dokładnie 
taki jak Bóg; twoja natura i natura Boga są takie same. 
Z tego właśnie powodu zapaśnik w tej opowieści ma na imię Wielkie Fale. 
Był niezwykle silny i dobrze wyszkolony. Kiedy nie było publiczności, umiał pokonać nawet 
swojego mistrza. 
Ale tylko wtedy kiedy nie było publiczności, ponieważ wtedy był w stanie zapomnieć o sobie. 
Zapamiętaj  tę  sutrę.  Gdy  pamiętasz  o  sobie,  zapominasz  o  Bogu;  gdy  zapominasz  o  sobie, 
pamiętasz Boga - nie możesz pamiętać o obu rzeczach jednocześnie. Jeżeli fala myśli o sobie 
jako  o  fali,  zapomina  że  jest  oceanem.  Gdy  zna  siebie  jako  ocean,  jak  może  myśleć,  że  jest 
falą?  Jest  tylko  jedna  możliwość:  Fala  może  myśleć  o  sobie  jak  o  fali  lub  jak  o  oceanie.  To 
gestalt; nie możesz być jednocześnie tym i tym, to niemożliwe. 
 
Gdy uważnie kogoś słuchasz, zapominasz o sobie. Jeśli nie potrafisz o sobie zapomnieć to nie 
potrafisz  słuchać.  Jeśli  jesteś  zbyt  mocno  na  sobie  skupiony,  to  jedynie  udajesz  że  słuchasz, 
nie robisz tego naprawdę. 
  
Kiedy  nie  było  publiczności,  umiał  on  pokonać  nawet  swojego  mistrza,  ale  w  czasie 
zawodów, nawet jego młodzi uczniowie byli w stanie go zwyciężyć. 
Bez publiczności umiał zapewne całkowicie zapomnieć o sobie, o swoim ego. Wtedy stawał 
się  potężny.  Publicznie  musiał  być  zbyt  skupiony  na  sobie.  Wtedy  był  słaby. 
Przewrażliwienie na swoim punkcie jest słabością. Zapominanie o sobie to siła. 
Poszedł ze swoim problemem do mistrza zen, który zatrzymał   się   nieopodal w świątyni nad  
morzem, i poprosił o radę. 
-  Nazywasz  się  Wielkie  Fale  -  powiedział  mistrz,  -  więc  zostań  dziś  na  noc  w  świątyni  i 
wsłuchaj się w szum fal. 
Mistrz to ktoś, kto dla każdej osoby potrafi stworzyć odpowiednie narzędzie. Mistrz to ktoś, 
kto  nie  ma  gotowych  rozwiązań.  Popatrzył  na  człowieka, na tego konkretnego człowieka O-
Nami  -  Wielkie  Fale  -  i  na  podstawie  jego  imienia  stworzył  rozwiązanie.  Wiedząc,  że  imię 
brzmi  O-Nami,  mistrz  powiedział:  „Nazywasz  się  Wielkie  Fale,  więc  zostań  dziś  na  noc  w 
ś

wiątyni i wsłuchaj się w szum fal". 

Aby  dostać  się  do  świątyni  Boga  trzeba  znać  jeden  z  najważniejszych  sekretów.  Jest  nim 
słuchanie.  Słuchanie  oznacza  pasywność.  Oznacza  całkowite  zapomnienie  o  sobie  -  tylko 
wtedy możesz słuchać. Gdy uważnie kogoś słuchasz, zapominasz o sobie. Jeśli nie potrafisz o 
sobie zapomnieć, to nie potrafisz słuchać. 
 
Pierwszy  krok  to  bycie  chłonnym.  To  uniemożliwia  rozwijanie  ego.  Ego  istnieje  tylko  gdy 
jest konflikt. A gdy jesteś podatny, nagle twoja wyobraźnia staje się potężna. 
 
Jeśli  jesteś  zbyt  mocno  na  sobie  skupiony,  to  jedynie  udajesz,  że  słuchasz,  nie  robisz  tego 
naprawdę. Możesz potakiwać głową; czasami możesz mówić tak lub nie - ale nie słuchasz. 
Kiedy  słuchasz  stajesz  się  jak  korytarz  -  jesteś  pasywny,  nastawiony  na  odbiór,  podobny  do 
łona.  Stajesz  się  kobiecy.  Aby  dotrzeć  na  miejsce,  człowiek  musi  stać  się  kobiecy.  Nie 
dotrzesz  do  Boga  będąc  brutalnym  najeźdźca,  zdobywcą.  Możesz  dotrzeć  do  Boga  ...  może 
lepiej powiedzieć, że Bóg może dotrzeć do ciebie tylko wtedy, gdy chłoniesz; gdy chłoniesz 

background image

 

31

 

jak  kobieta.  Wtedy,  gdy  staniesz  się  yin,  gdy  będziesz  podatny,  kiedy  drzwi  będą  otwarte. 
Gdy będziesz czekał. 
Słuchanie  jest  sztuką  stawania  się  pasywnym.  Budda  kładł  ogromny  nacisk  na  słuchanie, 
Mahawira  kładł  nacisk  na  słuchanie,  Krisznamurti  kładł  nacisk  na  słuchanie.  Uszy  mają 
znaczenie symboliczne. Zauważyłeś? Są jakby korytarzem; to tylko dziury i nic więcej. Uszy 
są  bardziej  kobiece  niż  oczy;  oczy  są  bardziej  męskie.  Uszy  to  yin,  oczy  to  yang.  Gdy  na 
kogoś patrzysz jesteś agresywny, gdy słuchasz jesteś receptywny. 
Właśnie dlatego zbyt długie patrzenie na kogoś staje się wulgarne, niegrzeczne, nietaktowne. 
Jest pewien limit; psychologowie mówią, że są to trzy sekundy. Jeśli patrzysz na kogoś przez 
trzy sekundy, to wszystko jest w porządku; można to znieść. Przekroczenie trzech sekund, to 
już  nie  patrzenie  -  to  gapienie  się,  obraźliwe  dla  drugiej  osoby;  wkraczasz  na  jej  teren.  Ale 
słuchanie  kogoś  nie  ma  limitu, ponieważ uszy. nie mogą przekroczyć granicy drugiej osoby. 
One pozostają na swoim miejscu. 
 
Są  oni  poetami,  malarzami,  tancerzami,  muzykami  -głęboko  wchłaniają  cały  wszechświat  i 
wylewają z siebie to, co wytworzyli w swojej wyobraźni. 
  
Oczy potrzebują odpoczynku. Zauważyłeś to? Oczy potrzebują odpoczynku w nocy. Uszy go 
nie  potrzebują;  są  otwarte  przez  całą  dobę,  przez  cały  rok.  Oczy  nie  mogą  pozostać  otwarte 
nawet  przez  kilka  minut  -  nieustannie  mrugają,  odpoczywają.  Agresja  męczy,  ponieważ 
zabiera  energię,  więc  oczy,  aby  odpocząć,  muszą  nieustannie  mrugać.  Uszy  są  zawsze 
wypoczęte. 
Właśnie dlatego w wielu religiach, w modlitwach wykorzystuje się muzykę - sprawia ona, że 
uszy  stają  się  bardziej  żywe,  wrażliwe.  Człowiek  musi  stać  się  bardziej  uszami  a  mniej 
oczami. 
„Wsłuchaj  się  w  szum  fal",  powiedział  mistrz.  Po  prostu  słuchaj.  Nie  masz  nic  innego  do 
roboty - po prostu słuchaj, nie zastanawiając się dlaczego, nie zastana wiając się co się dzieje. 
Słuchaj  nie  interpretując,  nie  wykazuj  żadnej  aktywności.  A  potem  wyobraź  sobie,  że  jesteś 
tymi falami. 
 
Najpierw jesteś receptywny,  potem stajesz się kreatywny. A gdy odrzucisz swoje ego, stajesz 
się tak elastyczny, że  cokolwiek  sobie  wyobrazisz,  to  się  stanie.  Wtedy  twoja  wyobraźnia 
zamieni się w twoją rzeczywistość.   
 
Najpierw  słuchaj,  zestrój się z falami, a gdy poczujesz, że jesteś wyciszony i gotowy, wtedy 
wyobraź sobie, że jesteś tymi falami. Oto drugi krok. Po pierwsze nie bądź agresywny; chłoń. 
A gdy staniesz się gotowy, rozpłyń się w falach, wyobraź sobie, że jesteś nimi. 
Mistrz  mówi  mu,  jak  ma  zapomnieć  o  sobie,  o  ego.  Pierwszy  krok  to  bycie  chłonnym.  To 
uniemożliwia rozwijanie ego. Ego istnieje tylko gdy jest konflikt. A gdy jesteś podatny, nagle 
twoja wyobraźnia staje się potężna. 
Ludzie chłonący, wrażliwi, to ludzie z wyobraźnią. Ci, którzy potrafią dostrzec zieleń drzew, 
bez  cienia  agresji  ze swojej strony - ci, którzy potrafią spijać zieleń z drzew, którzy potrafią 
wchłaniać ją niczym gąbki - stają się niezwykle kreatywni, mają ogromną wyobraźnię. Są oni 
poetami,  malarzami,  tancerzami,  muzykami  -  głęboko  wchłaniają  cały  wszechświat  i 
wylewają z siebie to, co wytworzyli w swojej wyobraźni. 
Wyobraźnia  to  zdolność  ludzka  najbliższa  Bogu.  Bóg  musi  mieć  niezwykłą  wyobraźnię  - 
spójrz  na  jego  świat.  Pomyśl  -  jaki  wspaniały;  z  tyloma  kwiatami,  motylami,  z  tyloma 
drzewami,  rzekami  i  ludźmi.  Pomyśl  o  jego  wyobraźni!  Z  tyloma  gwiazdami  i  światami  - 
ś

wiat za światem, w nieskończoność... Bóg musi być ogromnym marzycielem. 

Na  Wschodzie  Hindusi  mówią,  że  świat  jest  snem  Boga,  jego  wyobrażeniem.  Świat  to  jego 
magia, jego wyobraźnia. Śni go, a my jesteśmy częścią tego snu. 

background image

 

32

 

Kiedy mistrz powiedział do O-Nami: „Później wyobraź sobie, że jesteś tymi falami", mówił: 
„Później  stań  się  kreatywny".  Najpierw  jesteś  receptywny,  potem  stajesz  się  kreatywny.  A 
gdy  odrzucisz  swoje  ego,  stajesz  się  tak  elastyczny,  że  cokolwiek  sobie  wyobrazisz,  to  się 
stanie. Wtedy twoja wyobraźnia zamieni się w twoją rzeczywistość. 
Zapomnij,  że  jesteś  zapaśnikiem  i  stań  się  tymi  potężnymi  falami,  które  potrafią  zmieść  ze 
swojej drogi wszystko, co napotkają. 
O-Nami został w świątyni. Początkowo myślał o wielu rzeczach, ale stopniowo zaczął myśleć 
tylko o falach. 
Oczywiście  na  początku  było  to  trudne,  myślał  o  wielu  rzeczach.  To  naturalne.  A  został. 
Musiał być bardzo cierpliwy. Później nagle zaczął myśleć tylko o falach. Nadszedł moment... 
Jeśli do czegoś dążysz, trwasz przy czymś, musi nadejść moment, gdy wydarzy się to, czego 
pragnąłeś przez tyle lat - ale do tego potrzebna jest cierpliwość. 
Zaczął  myśleć  tylko  o  falach.  Wraz  z  nadchodzącym  świtem  stawały  się  one  coraz  większe  i 
większe. 
To  nie  prawdziwe  fale  oceanu  stawały  się coraz większe i większe. Przestała istnieć różnica 
pomiędzy  falami  w  jego  wyobraźni  i  prawdziwymi  falami.  Zniknął  podział.  Teraz  nie 
wiadomo  co  jest  czym;  co  jest  snem,  co  jest  prawdą;  on  już  tego  nie wie. Ponownie stał się 
małym dzieckiem. Tylko dzieci umieją to odczuwać. 
Rankiem możesz zobaczyć jak dziecko płacze, bo chce zabawkę, która mu się przyśniła. Chce 
ją odzyskać. Pyta: „Gdzie moja zabawka?" Ty uparcie mu powtarzasz, że to był tylko sen, ale 
ono nadal pyta: „Gdzie jest moja zabawka?" 
Nie rozróżnia snu od jawy. Nie zna tego podziału. Zna jedną rzeczywistość. 
Gdy staniesz się bardzo chłonny będziesz jak dziecko. 
Teraz fale: 
Wraz  z  nadchodzącym  świtem  stawały  się  one  coraz  większe  i  większe.  Zaczęły  wymywać 
kwiaty  z  wazonów  stojących  przed  figurką  Buddy,  za  chwilę  zmyły  wazony.  Zmyły  w  końcu 
nawet figurkę Buddy wykonaną z brązu. 
To  piękne!  Bardzo  trudno  jest  buddyście  wyobrazić  sobie  jak  Budda  zostaje  zmyty.  Gdyby 
zanadto  przywiązał  się  do  swojej  religii,  byłby  to  moment,  który  przerósłby  jego  całą 
wyobraźnię.  Powiedziałby  sobie:  „To  już  przesada!  Budda  zmyty  przez  fale?  Co  ja  robię? 
Nie, nie mogę już dłużej być falą". Zatrzymałby się przed stopami Buddy, dotknąłby ich, ale 
nie zrobiłby nic więcej. Ale pamiętaj, któregoś dnia nawet te stopy, które pomogły ci w twojej 
podróży,  muszą  zniknąć.  Buddowie  również  muszą  zostać  zmyci,  ponieważ  nawet  drzwi 
mogą stać się przeszkodą jeśli zbyt kurczowo się ich trzymasz. 
Zaczęły wymywać kwiaty z wazonów stojących przed figurką Buddy, za chwilę zmyły wazony. 
Zmyły w końcu nawet figurkę Buddy wykonaną z brązu. Do świtu świątynia była zalana wodą, 
a O-Nami siedział w niej z uśmiechem na twarzy. 
To  nie  wydarzyło  się  naprawdę  -  przydarzyło  się  O-Namiemu.  Pamiętaj:  gdybyś  w  tym 
samym  czasie  znajdował  się  w  tej  świątyni,  nie  widziałbyś  wezbranej  wody  -  to  działo  się 
tylko  dla  O-Namiego.  Działo  się  w  zupełnie  innym  wymiarze  jego  Istoty.  Jest  to  wymiar 
poezji,  wyobraźni,  snu  -  intuicyjny,  kobiecy,  dziecięcy,  niewinny.  Otworzył  on  drzwi swojej 
wyobraźni.  Słuchając  fal,  stając  się  gotowym  do  odbierania,  stał  się  człowiekiem  z 
wyobraźnią. Jego wyobraźnia zakwitła jak tysiąc jeden lotosów. 
 Do świtu świątynia była zalana wodą, a O-Nami siedział w niej z uśmiechem na twarzy. 
Stał się buddą! Ten sam słaby uśmiech, który kiedyś pojawił się na twarzy Buddy siedzącego 
pod  drzewem  bodhi,  musiał teraz pojawić się na twarzy O-Namie-go. Nagle przestał być - a 
ten  uśmiech  to  był  uśmiech  osoby,  która  wróciła  do  domu.  Uśmiech  kogoś,  kto  dotarł  na 
miejsce, kto wie, że nie musi już nigdzie dalej iść. Uśmiech mówiący, że człowiek dotarł do 
ź

ródła, że umarł i ponownie się narodził. 

O-Nami siedział w niej z uśmiechem na twarzy. 

background image

 

33

 

Jeszcze tego samego dnia wziął udział w publicznych zawodach zapaśniczych i od tej chwili w 
całej Japonii nikt nie był w stanie nawet powalić go na matę. 
Teraz  to  już  nie  była  jego  energia.  Przestał  być  O-Namim  -  przestał  być  falami,  stał  się 
oceanem. Jak można pokonać ocean? Można tylko pokonać falę. 
Gdy  odrzucisz  ego,  odrzucisz  wszystkie  przegrane,  porażki,  frustracje.  Noś  w  sobie  ego,  a 
będziesz  skazany  na  klęskę.  Noś  ego,  a  będziesz  słaby.  Odrzuć  je,  a  zacznie  przez  ciebie 
płynąć  nieskończona  siła.  Odrzucając  ego  stajesz  się  rzeką,  zaczynasz  płynąć,  topić  się, 
tworzyć strumień - stajesz się żywy. 
Twoje  życie  wchodzi  w  skład  całej  egzystencji.  Jeśli  starasz  się  żyć  na  własną  rękę,  jesteś 
głupi. To tak jakby liść na drzewie starał się żyć oddzielnie, jakby walczył z całym drzewem, 
walczył z innymi liśćmi, walczył z korzeniami, myśląc że są mu nieprzyjazne. Jesteśmy tylko 
liśćmi na drzewie, wspaniałym drzewie - nazwij je Bogiem, całością, albo sam nadaj mu imię, 
ale  wszyscy  jesteśmy  małymi  liśćmi  na  nieskończonym  drzewie  życia.  Nie  ma  potrzeby 
walczyć. Jedyny sposób aby znaleźć się w domu, to poddanie się. 
 
Zazwyczaj artysta bywa najbardziej egoistyczną osobą na świecie. 
 
 
 

2. Perfekcjonizm 

 
Słyszałem  piękną  historię.  Kiedyś  żył sobie wspaniały rzeźbiarz, malarz, artysta. Jego dzieła 
były tak doskonałe, że kiedy rzeźbił człowieka, trudno było odróżnić posąg od modela. Jego 
rzeźby były tak pełne życia, tak podobne do oryginału. 
Astrolog powiedział mu, że zbliża się śmierć, że niedługo umrze. Oczywiście artysta przeraził 
się  i  tak  jak  każdy  człowiek  chciał  uniknąć  śmierci.  Rozmyślał  o  tym,  medytował  i  znalazł 
rozwiązanie.  Zrobił  jedenaście  przedstawiających  go  posągów,  a  kiedy  śmierć  zapukała  do 
jego  drzwi  i  wszedł  przez  nie  Anioł  Śmierci,  rzeźbiarz  schował  się  pomiędzy  nimi. 
Wstrzymał oddech. 
Anioł Śmierci był zakłopotany, nie mógł uwierzyć własnym oczom. Nigdy nic takiego mu się 
nie  przydarzyło  -  to  takie dziwne! Bóg słynął z tego, że nigdy nie robił dwóch identycznych 
postaci;  zawsze  tworzył  wyjątkowe  jednostki.  Nie  popadał  w  rutynę,  nie  był  taśmą 
montażową. Był przeciwnikiem kopii, tworzył tylko oryginały. Więc co się stało? Dwanaście 
identycznych osób? Kogo zabrać? Trzeba zabrać tylko jedną osobę... 
Anioł Śmierci nie mógł się zdecydować. Zdziwiony, zaniepokojony, zdenerwowany wrócił z 
niczym. Zapytał Boga: 
-  Jak  to  możliwe?  Jest  tam  dwanaście  identycznych  osób,  a  ja  mam  przyprowadzić  tylko 
jedną. Jak mam wybrać? 
Bóg roześmiał się. Przywołał Anioła Śmierci bliżej siebie i wyszeptał mu do ucha tajemnicę, 
klucz  do  tego  jak  znaleźć  prawdziwe  pośród  nieprawdziwego.  Dał  mu  sekretny  kod  i 
powiedział: 
-  Idź tam i w pokoju, w którym pośród rzeźb ukrywa się artysta wypowiedz głośno to, co ci 
teraz powiedziałem. 
Anioł Śmierci zapytał: 
- Ale dlaczego to miałoby pomóc? 
Bóg odpowiedział: 
-  Nie przejmuj się. Idź i spróbuj. 
Anioł  Śmierci  poszedł,  nie  wierząc,  że  to  może  zadziałać,  ale  skoro  Bóg  tak  mu  kazał  to 
musiał to zrobić. Wszedł do pokoju, rozejrzał się i nie zwracając się do nikogo konkretnego 
powiedział: 
- Sir, wszystko jest doskonałe poza jedną rzeczą. Jest tu jeden błąd. 

background image

 

34

 

Mężczyzna  zapomniał  o  tym,  że  się  ukrywał.  Wyskoczył  zza  posągu  i  zapytał:  -Jaki  błąd? 
Anioł Śmierci roześmiał się. Powiedział: 
-  Mam cię! Oto jedyny błąd: nie potrafisz o sobie zapomnieć. Chodź za mną. 
Prawdziwy  twórca  wie,  że  niczego  nie  stworzył.  Przemawiała  przez  niego  egzystencja. 
Posiadła  go,  jego  ręce,  jego  całego  i  wytworzyła  coś  za  jego  pomocą.  On  był  tylko 
instrumentem. 
Zazwyczaj artysta bywa najbardziej egoistyczną oso-bą na świecie. Ale to nie jest prawdziwy 
artysta.  Wykorzystuje  on  sztukę  dla  swojego  ego.  Artyści  są  bardzo  egoistyczni,  nieustannie 
się  przechwalają,  ciągle  ze  sobą  walczą;  wszyscy  myślą,  że  są  i  pierwsi  i  jedyni.  Ale  to  nie 
jest prawdziwa sztuka. 
Prawdziwy artysta całkowicie znika. Ci pozostali to tylko rzemieślnicy; nie będę nazywał ich 
artystami  lecz  technikami.  Nie  będę  nazywał  ich  twórcami,  lecz  zaledwie  kompozytorami. 
Tak,  skomponowanie  wiersza  to  jedno,  stworzenie  go  to  coś  zupełnie  innego.  Aby 
komponować poezję człowiek musi znać dobrze język, gramatykę, zasady poezji. To zabawa 
w  słowa  i  jeśli  dobrze  ją  znasz  możesz  „robić"  poezję.  Nie  będzie  ona  poetycka,  ale  będzie 
wyglądać  jak  poezja.  Technicznie  może  być  doskonała,  ale  będzie  posiadać  tylko  ciało  - 
brakować jej będzie duszy. 
 
Chodzisz,  ale  twoje  stopy  nie  dotykają  ziemi,  znajdujesz  się  sześć  cali  nad  nią.  Chwile 
radości, chwile modlitwy, medytacji, celebracji, chwile miłości... I nic nie ważysz, unosisz się 
w górze. 
 
Dusza  pojawia  się  tylko  wtedy,  kiedy  artysta  znika  w  swoim  dziele  -  przestają  być 
rozdzieleni.  Kiedy  malarz  maluje  z  poczuciem,  że  jest  nieobecny,  odczuwa  winę  nawet 
podpisując swój obraz, bo wie, że go nie namalował... Jakaś nieznana moc zrobiła to za niego, 
wie że został zawładnięty. Wszyscy wielcy artyści doświadczali tego uczucia. Im wspanialszy 
artysta, tym to uczucie jest czystsze. 
I  ci  najlepsi  -  Mozart,  Beethoven,  Kalidas,  Rabindranath  Tagore  -  są  pewni,  że  byli  tylko 
pustymi bambusami i to egzystencja śpiewała za nich. Byli fletami, ale piosenki nie były ich. 
Grano  na  nich,  ale  moc  pochodziła  z  jakiegoś  nieznanego  źródła.  Nie  przeszkadzali  jej  -  to 
wszystko co robili - ale nie tworzyli. 
Na tym polega paradoks. Prawdziwy twórca wie, że niczego nie stworzył. Przemawiała przez 
niego  egzystencja.  Posiadła  go,  jego  ręce, jego całego i wytworzyła coś za jego pomocą. On 
był  tylko  instrumentem.  Na  tym  polega  prawdziwa  sztuka;  artysta  znika.  Nie  ma  wtedy 
problemów  z  ego.  Sztuka  ma  w  sobie  wtedy  religijność.  Artysta  staje  się  mistykiem  -  nie 
tylko technicznie poprawnym, ale egzystencjalnie prawdziwym. 
Im  w  dziele  jest  mniej  artysty,  tym  jest  ono  doskonalsze.  Gdy  artysta  jest  całkowicie 
nieobecny, wtedy kreatywność jest doskonała - takie są proporcje, musisz o tym pamiętać. Im 
więcej jest w dziele artysty, tym dzieło będzie gorsze. Jeśli artysty jest za dużo, dzieło będzie 
mdłe, neurotyczne. Będzie składało się tylko z ego - czym więcej mogłoby być? 
Ego  jest  neurotykiem.  Jeszcze  jedna  rzecz,  którą  trzeba  zapamiętać:  ego  zawsze  chce  być 
doskonałe. Jest perfekcjonistą. Zawsze chce górować nad innymi i być od nich lepsze; dlatego 
jest  perfekcjonistą.  Ale  ego  uniemożliwia  perfekcjonizm,  więc  wysiłek  jest  bezsensowny. 
Perfekcja  możliwa  jest  tylko  wtedy,  kiedy  nie  ma  ego  -  ale  wtedy człowiek wcale o niej nie 
myśli. 
Prawdziwy  artysta  nigdy  nie  myśli  o  perfekcji.  Nie  myśli  o  niej,  poddaje  się,  odpuszcza; 
cokolwiek się stanie, to się stanie. Prawdziwy artysta myśli o tym, aby robić coś całkowicie, 
nigdy  nie  myśli  o  perfekcji.  Chce  robić  coś  całkowicie.  To  wszystko.  Kiedy  tańczy  chce 
zniknąć  w  tańcu.  Nie  chce  być  obecny,  ponieważ  obecność  tancerza  będzie  zakłócać  taniec. 
Wdzięk, płynność zostaną zakłócone, zablokowane. Kiedy nie ma tancerza znikają wszystkie 
nierówności, płynność jest cicha i gładka. 

background image

 

35

 

Prawdziwy  artysta  chce  ogarnąć  całość,  ale  nigdy  nie  myśli  o  perfekcji.  A  piękno  polega  na 
tym, że ci, którzy robią coś całkowicie, są doskonali. Ci, którzy myślą o doskonałości, nigdy 
nie  robią  nic  perfekcyjnie,  całkowicie.  Wręcz  przeciwnie,  im  więcej  myślą  o  doskonałości, 
tym  bardziej  stają  się  neurotyczni.  Mają  ideały.  Nieustannie  się  z  nimi  porównują  i  zawsze 
wypadają w tym porównaniu kiepsko! 
Jeśli  masz  jakiś  ideał,  to  dopóki  go  nie  osiągniesz,  nigdy  nie  będziesz  doskonały,  więc  jak 
możesz  robić  coś  całkowicie?  Jeśli,  na  przykład,  pomyślisz,  że  musisz  być  tak  dobrym 
tancerzem  jak  Niżyński,  to  jak  możesz  tańczyć  całym  sobą?  Ciągle  patrzysz,  obserwujesz 
siebie, starasz się doskonalić, boisz się popełniać błędy. Jesteś rozdarty - część ciebie tańczy, 
a druga część ocenia, stoi i potępia, krytykuje. Jesteś rozdarty, podzielony. 
Niżyński  był  doskonały,  ponieważ  tańczył  całym  sobą.  Czasem  kiedy  tańczył  i  zaczynał 
skakać,  ludzie  nie  mogli  uwierzyć  własnym  oczom;  nawet  naukowcy  nie  wierzyli.  Jego 
podskoki  zaprzeczały  prawu  grawitacji  -  coś  takiego  nie  miało  prawa  się  dziać!  A  kiedy 
spadał  ponownie  na  ziemię,  robił  to  tak  powoli,  jak  piórko...  to  także  było  niezgodne  z 
prawem ciążenia. 
Wciąż  go  o  to  pytano.  Im  więcej  ludzi  go  o  to  pytało,  tym  bardziej  zaczynał  zdawać  sobie 
sprawę  z  tego,  że  tak  robi  i  powoli  zaczęło  to  w  nim  zanikać.  Nadszedł  moment  kiedy 
zniknęło całkowicie, a powodem było uświadomienie sobie tego; stracił przez to zdolność do 
tańczenia  całym  sobą.  Później  zrozumiał  dlaczego  wszystko  zniknęło.  Zrozumiał,  że  działo 
się  tak  tylko  wtedy,  gdy  całkowicie  zatracał  się  w  tańcu.  W  tym  zatraceniu,  w  tej  relaksacji 
człowiek funkcjonuje w zupełnie innym świecie, podlega zupełnie innym prawom. 
Pozwólcie,  że  opowiem  wam  o  jednym  z  praw,  które  prędzej  czy  później  zostanie  odkryte 
przez  naukę.  Nazywam  je  prawem  gracji.  Tak  jak  jest  prawo  ciążenia...  trzysta  lat  temu  nie 
znano go. Działało, zanim zostało odkryte; prawo nie musi zostać odkryte aby funkcjonować. 
To prawo zawsze funkcjonowało; nie ma nic wspólnego z Newtonem i spadającym z drzewa 
jabłkiem.  Jabłka  spadały  już  przed  pojawieniem  się  Newtona!  To  nie  było  tak,  że  odkrył  on 
prawo i jabłka nagle zaczęły spadać. Prawo było zawsze, Newton je tylko odkrył. 
 
Im  w  dziele  jest  mniej  artysty,  tym  jest  ono  doskonalsze.  Gdy  artysta  jest  całkowicie 
nieobecny, wtedy kreatywność jest doskonała - takie są proporcje, musisz o tym pamiętać. 
 
Dokładnie  w  ten  sam  sposób  istnieje  inne  prawo  -prawo  gracji,  które  unosi  do  góry.  Prawo 
grawitacji  spycha  wszystko  w  dół;  prawo  gracji  unosi  w  górę.  W  jodze  nazywa  się  to 
lewitacją. Prawo to zaczyna funkcjonować w pewnym stanie porzucenia, w stanie upojenia 
boskością,  w  stanie  całkowitego  poddania,  braku  ego.  Człowiek  unosi  się  w  górę.  Staje  się 
lekki jak piórko. 
Tak  się  działo  w  przypadku  Niżyńskiego.  Ale  sam  nie  możesz  sprawić  aby  to  się  działo, 
ponieważ wtedy nie wydarzy się na pewno. 
Ego  jest  jak  kamień  przywiązany  do  szyi.  Gdy  nie  ma  ego  stajesz  się  lekki,  jakbyś  nic  nie 
ważył.  Czy  nie  czułeś  tego  w  swoim  życiu?  Chodzisz,  ale  twoje  stopy  nie  dotykają  ziemi, 
znajdujesz  się  sześć  cali  nad  nią.  Chwile  radości,  chwile  modlitwy,  medytacji,  celebracji, 
chwile miłości... I nic nie ważysz, unosisz się w górze. 
I jak mówię, prędzej czy później nauka musi to prawo odkryć, ponieważ wierzy ona w pewną 
zasadę: zasadę 
przeciwieństw.  Żadne  prawo  nie  może  istnieć  samodzielnie,  musi  mieć  przeciwieństwo. 
Elektryczność nie może działać tylko z jednym biegunem: plusem lub minusem. Potrzebne są 
oba. Uzupełniają się. 
 
Intelekt to coś sztucznego, coś fałszywego. 
 

background image

 

36

 

Nauka  wie  o  tym,  że  każde  prawo  ma  prawo  do  siebie  przeciwne.  Grawitacja  musi  mieć 
przeciwne  prawo,  które  je  uzupełnia.  To  prawo,  wstępnie  nazywam  prawem  gracji. 
Naukowcy, jeśli je odkryją, nazwą je po swojemu. Ale to chyba najlepsza nazwa. 
 
 

3. Intelekt 

 
„Współczesny  umysł"  to  zestawienie  dwóch  sprzecznych  wyrażeń.  Rozum  nigdy  nie  jest 
współczesny,  zawsze  jest  stary.  Umysł  to  przeszłość  -  przeszłość  i  nic  więcej.  Umysł  to 
pamięć, nie może być on współczesny. Bycie współczesnym to bycie bez umysłu. 
Jeśli jesteś tu i teraz, to jesteś współczesny. Ale wtedy, jak zapewne zauważyłeś, twój rozum 
znika! Nie płynie żadna myśl, nie narasta pragnienie; odłączasz się od przeszłości i odłączasz 
się  od  przyszłości.  Rozum  nigdy  nie  jest  oryginalny,  nie  może  być.  Brak  umysłu  jest 
oryginalny, świeży, młody; umysł jest zawsze stary, przegniły, czerstwy. 
Tych  słów  używa  się  w  zupełnie  innym  znaczeniu.  W  takim  znaczeniu  mają  w  sobie  dużo 
sensu.  Umysł  z  dziewiętnastego  wieku  jest  zupełnie  innym  umysłem;  nie  zadajesz  sobie 
pytań, które zadawano kiedyś. Pytania, które były ważne w osiemnastym wieku teraz wydają 
się  głupie.  W  średniowieczu  jednym  z  ważniejszych  pytań  teologicznych  było:  „Ile  aniołów 
może zatańczyć na główce od szpilki?" Czy teraz znajdziesz osobę tak głupią, żeby uznać to 
pytanie  za  ważne?  A  dyskutowali  o  tym  najznakomitsi  teologowie,  wspaniali  profesorowie 
pisali  traktaty  na  ten  temat.  Organizowano  konferencje.  „Ile  aniołów...?"  Kogo  to  teraz 
obchodzi? To bez znaczenia. 
W czasach Buddy ważnym pytaniem było: „Kto stworzył świat?" Przetrwało ono przez wieki, 
ale  obecnie  coraz  mniej  ludzi  przejmuje  się  tym,  kto  stworzył  świat.  Owszem,  żyją  nadal 
ludzie  starej  daty,  ale  bardzo  rzadko  zadają  mi  to  pytanie.  Budda  stykał  się  z  nim  każdego 
dnia;  nie  było  dnia  żeby  ktoś  nie  zapytał  o  to,  kto  stworzył  świat.  Budda  musiał  stale 
powtarzać,  że  zawsze  istniał,  że  nikt  go  nie  stworzył;  ale  ta  odpowiedź  nie  była  dla  ludzi 
zadowalająca. Teraz nikogo to nie obchodzi. Bardzo rzadko ktoś mnie pyta: 
„Kto  stworzył  świat?"  W  tym  sensie  umysł  zmienia  się  wraz  ze  zmianą  czasów.  W  takim 
sensie umysł współczesny istnieje. 
Mąż  zwraca  się  do  żony:  „Już  mówiłem,  że  dziś  wieczorem  nigdzie  nie  wychodzimy  i  ta 
decyzja  jest  prawie  ostateczna".  To  jest  współczesny  umysł.  Żaden  mąż  w  przeszłości  nie 
powiedziałby  czegoś  takiego.  Wtedy  wszystko  było  ostateczne;  ostatnie  słowo  należało  do 
męża. 
 
Dwie angielskie damy z wyższych sfer spotkały się przypadkowo robiąc zakupy w Londynie. 
Jedna z nich zauważyła, że druga jest w ciąży i zapytała: 
-  Kochanie,  cóż  za  niespodzianka!  Najwyraźniej  wyszłaś  za  mąż  od  czasu  kiedy  cię  ostatni 
raz widziałam! 
- Tak. To cudowny mężczyzna, jest oficerem w Oddziale Gurkhów (Gurkhowie zasłynęli jako 
odważni  nepalscy  żołnierze  najemni  służący  w  szeregach  brytyjskich  wojsk  kolonialnych  - 
przyp. tłum). 
Pytająca przeraziła się: 
-Ależ kochanie, czy oni wszyscy tam nie są ciemni? 
- O nie - odpowiedziała kobieta. - Tylko szeregowcy. Pytająca wykrzyknęła: 
- Kochanie, jakież to współczesne! 
 
Umysł  to  przeszłość  i  nic  więcej.  Umysł  to  pamięć,  nie  może  być  on  współczesny.  Bycie 
współczesnym to bycie bez umysłu. 
 

background image

 

37

 

W tym sensie współczesny umysł istnieje. Nie istnieje w żadnym innym. Moda przychodzi i 
odchodzi;  jeśli  pomyślisz  o  różnych    modach  zobaczysz  zmiany.  Ale  generalnie  umysł  jest 
stary. Rozum jako taki jest stary i nie może być nowoczesny; najbardziej nowoczesny umysł 
wciąż bazuje na przeszłości. 
 
Intelekt to tylko umysłowa gra. Nie może być kreatywny. 
 
Osoba  naprawdę  żywa  to  ktoś,  kto  żyje  tu  i  teraz.  Nie  żyje  przeszłością  i  nie  żyje  dla 
przyszłości;  żyje  tylko  daną  chwilą  i  tylko  dla  tej  chwili.  Obecna  chwila  jest  dla  niej 
wszystkim.  Osoba  ta  jest  spontaniczna;  jest  to  charakterystyczne  dla  braku  umysłu.  Umysł 
potrafi  tylko  powtarzać,  zawsze  porusza  się  w  kółko.  Umysł  to  mechanizm:  karmisz  go 
wiedzą, a on powtarza tę samą wiedzę. Stale przeżuwa tę samą wiedzę. 
Brak  umysłu  to  czystość,  jasność,  niewinność.  To  jedyny  sposób  aby  prawdziwie  żyć, 
prawdziwie poznawać, prawdziwie być. 
Intelekt  to  coś  sztucznego,  coś  fałszywego.  Uważany  jest  za  substytut  inteligencji.  Jednak 
inteligencja to coś zupełnie innego - coś prawdziwego. 
Inteligencja  wymaga  niezwykłej  odwagi,  inteligencja  wymaga  odważnego  życia.  Wymaga 
ciągłego zagłębiania się w nieznane, w niepoznane morze. Inteligencja rozwija się, wyostrza. 
Rozwija się tylko wtedy, gdy w każdej chwili spotyka się z nieznanym. Ludzie boją się tego 
co nieznane, czują się niepewnie. Nie chcą wychodzić poza to, co znają; dlatego wytworzyli 
fałszywy, plastikowy substytut dla inteligencji i nazwali go intelektem. 
Intelekt to tylko umysłowa gra. Nie może być kreatywny. 
Możesz  rozejrzeć  się  po  uniwersytetach  i  zobaczyć  tamtejszą  kreatywność.  Pisze  się  tam 
tysiące rozpraw: 
prace  magisterskie,  doktoranckie,  habilitacyjne.  Nikt  nie  wie,  co  się  z  nimi  później  dzieje; 
stają  się  stosami  śmieci  w  bibliotekach.  Nikt  ich  nigdy  nie  czyta,  nikogo  nie  inspirują. 
Właściwie  parę  osób  je  czyta;  to  ludzie,  którzy  sami  będą  pisać  podobne  prace.  Przyszli 
doktorzy nauk. 
Ale  wasze  uniwersytety  nie  tworzą  Szekspirów,  Miltonów,  Dostojewskich,  Tołstojów, 
Rabindranathów,  Khalilów  Gibranów.  Wasze  uniwersytety  tworzą  tylko  śmieci,  całkowicie 
niepotrzebne. Oto działalność umysłowa uniwersytetów. 
Inteligencja  tworzy  Picassów,  Van  Goghów,  Mozartów,  Beethovenów.  Inteligencja  to 
zupełnie inny wymiar. Nie ma nic wspólnego z głową. Jest związana z sercem. Intelekt jest w 
głowie.  Inteligencja  to  rozbudzenie  serca.  Gdy  twoje  serce  nie  śpi,  gdy  tańczy  z 
wdzięcznością,  gdy  jest  zestrojone  z  egzystencją,  gdy  jest  z  nią  w  harmonii  -  z  tej  harmonii 
wypływa kreatywność. 
Kreatywność intelektualna jest niemożliwa. Może produkować jakieś bezwartościowe śmieci 
-  jest  wydajna,  ale  nie  może  tworzyć.  A  jaka  jest  różnica  między  produkcją  a  tworzeniem? 
Produkcja  to  czynność  mechaniczna.  Produkować  mogą  komputery;  już  to  robią  i  robią  to 
dużo  efektywniej  niż  jakikolwiek  człowiek.  Inteligencja  tworzy,  a  nie  produkuje. 
Produkowanie to powtarzanie tego, co już zostało zrobione; ciągłe powtarzanie. Kreatywność 
to powoływanie do życia czegoś nowego, robienie miejsca aby to, co nieznane przeniknęło do 
tego,  co  znane,  przecieranie  szlaku  tak,  aby  niebo  mogło  zejść  na  ziemię.  Gdy  pojawia  się 
Beethoven,  Michał  Anioł  czy  Kalidas  otwiera  się  niebo,  na  ziemię  spływają  kwiaty.  Nie 
mówię ci nic o Buddzie, Chrystusie, Krisznie, Mahawirze, Zaratustrze, Mahomecie 
z pewnego powodu: to, co stworzyli jest tak subtelne, że nie byłbyś w stanie tego pojąć. To, 
co  tworzył  Michał  Anioł  było  duże;  to,  co  tworzył  Van  Gogh  można  zobaczyć,  jest  to 
widoczne.  To,  co  tworzył  Budda  jest  niewidzialne.  Potrzeba  zupełnie  innego  rodzaju 
percepcji,  aby  to  zrozumieć.  Aby  rozumieć  Buddę  musisz  być  inteligentny.  Nie  tylko  to,  co 
stworzył  jest  niezwykle  inteligentne,  ale  jest  również  tak  wspaniałe,  tak  bardzo  ponad 

background image

 

38

 

umysłem, że aby to zrozumieć ty również musisz być inteligentny. Intelekt nie pomoże ci tu 
w zrozumieniu. 
 
Osoba  naprawdę  żywa  to  ktoś,  kto  żyje  tu  i  teraz.  Nie  żyje  przeszłością  i  nie  żyje  dla 
przyszłości;  żyje  tylko  daną  chwilą  i  tylko  dla  tej  chwili.  Obecna  chwila  jest  dla  niej 
wszystkim. 
 
Tylko  dwa  rodzaje  ludzi  tworzą;  są  to  poeci  i  mistycy.  Poeci  tworzą  w  świecie  zwykłych 
zjadaczy  chleba,  mistycy  w  świecie  subtelnym.  Poeci  tworzą  w  świecie  zewnętrznym  - 
obrazy,  wiersze,  piosenki,  muzykę,  taniec;  mistycy  tworzą  w  świecie  wewnętrznym. 
Kreatywność  poetów  jest  obiektywna,  a  kreatywność  mistyków  subiektywna,  całkowicie 
wewnętrzna. Najpierw musisz zrozumieć poetę. Tylko wtedy, któregoś dnia - mając nadzieję, 
ż

e  uda  ci  się  zrozumieć  -  możesz  zrozumieć  mistyka.  Mistyk  to  najwspanialszy  kwiat 

kreatywności. Ale tego, co robi możesz nie zauważyć. 
Budda  nigdy  nie  namalował  żadnego  obrazu,  nigdy  nie  wziął  do  ręki  pędzla,  nie 
skomponował wiersza, nie zaśpiewał piosenki. Nikt nigdy nie widział aby tańczył. 
Jeśli  na  niego  spojrzysz,  on  po  prostu  siedzi  w  ciszy;  cała  jego  istota  zachowuje  ciszę.  Tak, 
otacza  go  wdzięk,  nieskończone  piękno,  przeszywające  piękno,  ale  musisz  być  bardzo 
chłonny  aby  to  poczuć.  Musisz  być  bardzo  otwarty,  bezkonfliktowy.  Przy  Buddzie  nie 
możesz  być  widzem;  musisz  być  uczestnikiem,  ponieważ  jest  to  tajemnica,  w  której  trzeba 
uczestniczyć.  Wtedy  dostrzeżesz  co  tworzy.  Tworzy  świadomość,  a  świadomość  jest 
najczystszą,   najwyższą z możliwych formą ekspresji. 
 
Ludzie boją się tego co nieznane, czują się niepewnie. Nie chcą wychodzić poza to, co znają; 
dlatego wytworzyli fałszywy, plastikowy substytut dla inteligencji i nazywali go intelektem. 
 
Piosenka  jest  piękna,  taniec  jest  piękny,  ponieważ  zawarte  jest  w  nich  coś  boskiego.  Ale  w 
Buddzie  obecny  jest  cały  Bóg.  Właśnie  dlatego  nazywaliśmy  Buddę  „Bhagawan",  dlatego 
nazywaliśmy Mahawirę „Bhagawan" - obecny jest w nich cały Bóg. 
Aktywność  umysłowa  może  zrobić  z  ciebie  eksperta  w  poszczególnych  dziedzinach,  może 
sprawić,  że  będziesz  użyteczny,  kompetentny.  Ale  intelekt  błądzi  w  ciemnościach.  Nie  ma 
oczu, ponieważ jeszcze nie korzysta z medytacji. Intelekt jest zapożyczony, nie ma własnego 
wglądu. 
 
Przez  wiele  tygodni  Artur  poprawnie  odpowiadał  na  pytania  zadawane  mu  w  telewizyjnym 
ą

uizie.  Tematem  było  uprawianie  miłości.  Teraz  mógł  wygrać  główną  nagrodę  w  wysokości 

stu  tysięcy  dolarów.  Przy  tym  jednym  pytaniu  mógł  zadzwonić  i  skorzystać  z  pomocy 
eksperta. Artur wybrał oczywiście znanego na całym świecie profesora seksuologii z Francji. 
Finałowe  pytanie  brzmiało:  „Gdybyś  był  królem  w  czasach  pierwszych  pięćdziesięciu  lat 
istnienia imperium asyryjskiego, to które trzy części ciała panny młodej musiałbyś pocałować 
w noc poślubną?" 
Artur  szybko  odpowiedział:  „Jej  usta  i  kark",  a  następnie  zwrócił  się  nerwowo  do  swojego 
eksperta. Francuz wyrzucił ręce ku górze i jęknął: „Alors, mon ami, mnie nie pytaj. Już dwa 
razy się w tym pomyliłem". 
 
Kreatywność  to  powoływanie  do życia czegoś nowego, robienie miejsca aby to, co nieznane 
spenetrowało  to,  co  znane,  przecieranie  szlaku  tak,  aby  niebo  mogło  zejść  na  ziemię.  Gdy 
pojawia  się  Beethoven,  Michał  Anioł  czy  Kalidas  otwiera  się  niebo,  na  ziemię  spływają 
kwiaty. 
 

background image

 

39

 

Ekspert,  znawca,  intelektualista  nie  ma  własnej  opinii.  Bazuje  na  zapożyczonej  wiedzy,  na 
tradycji,  konwencji.  Nosi  w  swojej  głowie  biblioteki,  nosi  wielki  ciężar,  ale  nie  ma  wizji. 
Dużo wie, nie wiedząc tak naprawdę nic. 
A ponieważ życie nigdy nie jest takie samo - nieustannie się zmienia, z każdą chwilą jest inne 
- ekspert zawsze zostaje z tyłu, jego odpowiedzi są nieadekwatne do rzeczywistości. On może 
tylko  reagować,  nie  może  odpowiadać,  ponieważ  nie  jest  spontaniczny.  On  już  dotarł  do 
konkluzji. Nosi w sobie gotowe odpowiedzi - a pytania, które stawia życie zawsze są nowe. 
Co  więcej,  życie  nie  jest  logiczne,  a  intelektualiści  żyją  logiką;  dlatego  nigdy  nie  mogą 
dopasować się do niego, a życie nigdy nie pasuje do nich. Oczywiście życie nie jest stracone, 
stracony  jest  sam  intelektualista.  Zawsze  czuje  się  jak  outsider;  nie  dlatego,  że  życie  go 
odrzuciło;  sam  zdecydował  trzymać  się  z  dala  od  życia.  Jeśli  zbyt  kurczowo  trzymasz  się 
logiki nigdy nie staniesz się częścią tego żywego procesu jakim jest egzystencja. Życie to coś 
więcej niż logika. Życie jest paradoksem, jest tajemnicą. 
 
Gannaway  i  O'Casey  zorganizowali  pojedynek  na  pistolety.  Gannaway  był  dość  gruby  i  gdy 
zobaczył swojego chudego przeciwnika zgłosił sprzeciw. 
-  Protestuję! - wykrzyknął. - Jestem dwa razy większy niż on, więc muszę stać dwa razy dalej 
od niego niż on ode mnie. 
To całkowicie logiczne ale jak tego dokonać? 
- Spokojnie - odpowiedział sekundant - zaraz to załatwię. 
Wyjął z kieszeni kawałek kredy i narysował dwie linie pionowe na płaszczu Gannawaya. 
-  Teraz - powiedział zwracając się do O'Caseya -strzelaj i pamiętaj, że strzały wykraczające 
poza narysowane linie się nie liczą. 
Perfekcyjnie  matematyczne,  perfekcyjnie  logiczne!  Ale  życie  nie  jest  takie  logiczne,  nie  jest 
takie matematyczne. A ludzie żyją logicznie ze swoimi intelektami. Logika daje im wrażenie 
jakby  wiedzieli,  ale  jest  to  ogromne  „jakby"  i  chyba  ludzie  o  tym  zapominają.  Cokolwiek 
robisz  za  pomocą  intelektu  jest  tylko  wnioskiem.  Nie  jest  doświadczaniem  prawdy,  ale 
zwykłym wnioskiem opartym o twoją logikę - a twoja logika jest przez ciebie wymyślona. 
Cudahy,  zalany w pestkę, stał i obserwował paradę w dniu Świętego Patryka. Nieświadomie 
upuścił swojego zapalonego papierosa na stary materac leżący przy krawężniku. 
Chwilę  później  wkroczyły  dumnie  siwowłose  członkinie  Korpusu  Pielęgniarskiego.  W  tym 
samym czasie tlący się materac zaczął wydzielać nieprzyjemny zapach. 
Cudahy  pociągnął  kilka  razy  nosem  i  zgłosił  do najbliższego policjanta: „Panie władzo, tym 
pielęgniarkom każą za szybko maszerować!" 
 
Aby pobudzić inteligencję nie potrzebujesz więcej informacji, potrzebujesz więcej medytacji. 
Musisz  bardziej  się  wyciszyć,  musisz  pozbyć  się  myśli.  Musisz  stać  się  bardziej  sercem  niż 
głową. 
 
Intelekt  może  pojawiać  się  przy  pewnych  wnioskach,  ale  pozostaje  nieświadomy.  Używając 
go, zachowujesz się niemal tak, jakbyś był zaspany. 
Inteligencja  to  przebudzenie  i  dopóki  nie  jesteś  do  końca  przebudzony,  to  cokolwiek 
postanowisz,  tak  czy  owak  okaże  się  błędne.  Musi  tak  być,  to  przesądzone,  bo  jest  to 
konkluzja nieświadomego umysłu. 
 
Ekspert,  znawca,  intelektualista  nie  ma  własnej  opinii.  Bazuje  na  zapożyczonej  wiedzy,  na 
tradycji, konwencji. Nosi w swojej głowie biblioteki, nosi wielki ciężar ale nie ma wizji. 
 
Aby pobudzić inteligencję nie potrzebujesz więcej informacji, potrzebujesz więcej medytacji. 
Musisz  bardziej  się  wyciszyć,  musisz  pozbyć  się  myśli.  Musisz  stać  się  bardziej  sercem  niż 
głową.  Musisz  uświadomić  sobie  magię,  która  cię  otacza  -  magię,  którą  jest  życie,  magię, 

background image

 

40

 

którą  jest  Bóg,  magię  znajdującą  się  w  zielonych  drzewach  i  czerwonych  kwiatach,  magię 
znajdującą  się  w  ludzkich  oczach.  Magia  działa  wszędzie!  Wszystko  jest  cudem,  ale  przez 
swój intelekt zamknąłeś się w sobie, trzymasz się swoich głupich konkluzji pojawiających się 
nieświadomie lub danych ci przez innych, również nieświadomych ludzi. 
Inteligencja  jest  kreatywna,  ponieważ  uruchamia  całego  ciebie  -  nie  tylko  części,  małe 
cząstki, nie tylko głowę. Inteligencja wprawia w drganie całego ciebie; każda twoja komórka, 
każde włókno w tobie zaczyna tańczyć i łączyć się z całością w delikatnej harmonii. 
Oto  czym  jest  kreatywność:  pulsowaniem  w  całkowitej  harmonii  z  całością.  Rzeczy  zaczną 
dziać się same z siebie. Twoje serce zacznie pompować piosenki przepełnione radością, twoje 
ręce zaczną wszystko przemieniać. 
Dotkniesz błota a pojawi się lotos. Będziesz mógł stać się alchemikiem. Ale to jest możliwe 
tylko poprzez wielkie przebudzenie inteligencji, wielkie przebudzenie serca. 
 
 

4. Przekonanie 

 
Twórca  nie  nosi  w  sobie  wielu  przekonań  -  właściwie  nie  nosi  żadnego.  Nosi  tylko  swoje 
własne  doświadczenia.  Ich  piękno  polega  na  tym,  że  są  zawsze  otwarte,  dzięki  czemu 
umożliwiają  one  dalsze  poszukiwania.  Przekonanie  zawsze  jest  zamknięte;  jak  zdobycie 
szczytu. Przekonanie jest zawsze czynnością skończoną. Doświadczanie nigdy się nie kończy, 
pozostaje  nieskończone.  W  jaki  sposób,  w  trakcie  życia,  twoje  doświadczanie  może  się 
skończyć?  Ono  się  zwiększa,  zmienia,  porusza.  Nieustannie  ze  znanego  przechodzi  w 
nieznane  a  z  nieznanego  w  niepoznawalne.  I  pamiętaj,  doświadczanie  jest  piękne,  ponieważ 
jest nieskończone. Niektóre z najwspanialszych piosenek to te, które nie zostały dokończone. 
Niektóre najwspanialsze książki to te, których nie ukończono. Część z najwspanialszych dzieł 
sztuki to te, których nie ukończono. To, co nieskończone ma w sobie piękno. 
 
Jeśli  zbyt  kurczowo  trzymasz  się  logiki  nigdy  nie  będziesz  w  stanie  stać  się  częścią  tego 
ż

ywego procesu jakim jest egzystencja. Życie to coś więcej niż logika. Życie jest paradoksem, 

jest tajemnicą. 
 
Słyszałem przypowieść zen: 
Król udał się do mistrza zen aby nauczyć się sztuki ogrodnictwa. Mistrz uczył go przez trzy 
lata  -  a  król  miał  piękny,  duży  ogród  -  pracowało  tam  tysiące  ogrodników  -  i  cokolwiek 
poradził mistrz, król stosował to w swoim ogrodzie. Po trzech latach ogród był gotowy i król 
zaprosił  mistrza,  aby  go  zobaczył.  Król  bardzo  się  denerwował,  ponieważ  mistrz  był  bardzo 
surowy. „Czy mnie doceni?" - myślał - „Czy uzna, że zrozumiałem jego nauki?" 
Zadbano  o  wszystko.  Ogród  był  wspaniale  wykończony,  niczego  nie  brakowało.  Dopiero 
wtedy król sprowadził mistrza. Ale od początku mistrz był smutny. Rozglądał się, chodził po 
całym ogrodzie i coraz bardziej poważniał. 
 
Umysł,  to  wszystkie  twoje  przekonania  zebrane  razem.  Otwartość  oznacza  brak  umysłu; 
otwartość  oznacza,  że  odkładasz  umysł  na  bok  i  jesteś  gotów  patrzeć  na  życie  na  różne 
sposoby, nie używając „starych oczu". 
 
Król się przeraził. Nigdy nie widział aby mistrz był aż tak poważny: 
- Dlaczego jesteś taki smutny? Czy coś jest nie tak? - zapytał. 
Raz po raz mistrz potrząsał głową i mówił do siebie: „Nie". 
Król usiłował się dowiedzieć: 

background image

 

41

 

-  O  co  chodzi  mistrzu?  Co  jest  źle?  Dlaczego  mi  nie  powiesz?  Robisz  się  taki  poważny  i 
smutny,  i  potrząsasz  głową.  Dlaczego?  Co  jest  nie  tak?  Nie  widzę,  aby  cokolwiek  było  źle, 
tak mnie uczyłeś i zastosowałem to wszystko w swoim ogrodzie. Mistrz odpowiedział: 
- Jest tak dopracowany, że aż martwy. Jest starannie wykończony - właśnie dlatego potrząsam 
głową  i  mówię  do  siebie  -  nie. Gdzie są opadłe liście? Gdzie są suche liście? Nie widzę ani 
jednego! 
Wszystkie  suche  liście  posprzątano;  nie  było  ich  na  ścieżkach.  Na  drzewach  także  nie  było 
pożółkłych liści. Gdzie one się podziały? 
Król odpowiedział: 
- Kazałem moim ogrodnikom usunąć wszystkie, aby ogród stał się tak doskonały jak to tylko 
możliwe. 
-  Właśnie  dlatego  jest  tak  nieciekawy,  tak  dopracowany  ręką  człowieka.  Rzeczy  tworzone 
przez Boga nigdy nie są doskonałe. 
I mistrz pośpieszył poza ogród, gdzie leżały suche liście. Przyniósł trochę w wiaderku i rzucił 
je  na  wiatr.  Wiatr  zaczął  się  nimi  bawić  i  rozganiać  po  ścieżkach.  Mistrz  był  zachwycony. 
Powiedział: 
- Spójrz jaki radosny jest teraz twój ogród! 
Wraz z suchymi liśćmi do ogrodu wpłynął też dźwięk - muzyka suchych liści, bawiącego się 
z nimi wiatru. Teraz ogród szeptał; wcześniej był nudny i martwy jak cmentarz. Panowała w 
nim grobowa cisza. 
 
Kreatywność nie wiąże się z żadną konkretną dziedziną... 
 
Mistrz powiedział: „Jest starannie wykończony, oto co jest w nim złe". Uwielbiam tę historię. 
Wczorajszej nocy była tu kobieta. Powiedziała mi, że pisze powieść, ale ma pewien problem. 
Powieść  doszła  do  punktu,  w  którym  można  by  ją  zakończyć,  ale  jest  też 
możliwość.poprowadzenia  akcji  dalej.  Odpowiedziałem  jej:  „Zakończ  ją.  Zrób  to  dopóki 
akcja  nie  jest  zakończona  -  dzięki  temu  będzie  ją  otaczać  tajemnica...  Jeżeli  twój  główny 
bohater zamierza jeszcze coś zrobić, pozwól mu stać się sannjasinem, poszukiwaczem. Wtedy 
wszystko  przestanie  być  w  twoich  rękach.  Co  możesz  zrobić?  Wtedy,  gdy  powieść  skończy 
się, wątki nadal będą się rozwijać". 
Opowieść  nie  może  być  piękna,  jeśli  jest  całkowicie  zakończona.  Będzie  wtedy  martwa. 
Doświadczenie  zawsze  pozostaje  otwarte  -  czyli  nieukończone.  Przekonanie  jest  zawsze 
kompletne i ukończone. Otwartość na egzystencję jest cechą nadrzędną. 
Umysł,  to  wszystkie  twoje  przekonania  zebrane  razem.  Otwartość  oznacza  brak  umysłu; 
otwartość  oznacza,  że  odkładasz  umysł  na  bok  i  jesteś  gotów  patrzeć  na  życie  na  różne 
sposoby, nie używając „starych oczu". Umysł daje ci stare oczy, daje ci pewne idee mówiąc: 
„Patrz  przez  nie".  Ale  potem  coś  nabiera  koloru;  a  ty  już  tego  nie  dostrzegasz,  dokonujesz 
projekcji. Wtedy to, co znajdzie się na ekranie projekcyjnym uważasz za swoją rzeczywistość. 
Patrz  nie  używając  umysłu,  patrz  przez  pustkę,  przez  shunyata.    Gdy  patrzysz  nie  używając 
rozumu, twoja percepcja staje się efektywna, bo wtedy widzisz rzeczy takimi jakie one są. A 
prawda wyzwala. Wszystko inne zniewala, tylko prawda potrafi wyzwolić. 
 
Cokolwiek robisz, jeśli przepełnia cię radość, robisz to z miłością, jeśli nie robisz tego tylko 
dla pieniędzy, wtedy jest to kreatywne. 
 
W  chwilach  gdy  nie  ma  umysłu,  prawda  zaczyna  wsączać  się  w  ciebie  jak  światło.  Im 
większą  przyjemność  znajdujesz  w  tym  świetle,  w  prawdzie,  tym  większa  narasta  w  tobie 
odwaga, aby odrzucić umysł. Prędzej czy później nadejdzie dzień, gdy patrząc nie będziesz w 
ogóle  kierował  się  umysłem.  Nie  będziesz  patrzył  na  coś  konkretnego,  będziesz  po  prostu 

background image

 

42

 

patrzył.  Twoje  spojrzenie  będzie  czyste.  Staniesz  się  avalokitą,  tym  który  patrzy  świeżymi 
oczami. To jedno z imion Buddy -Avalokita. Patrzy bez myśli, po prostu patrzy. 
 
Kreatywność  nie  wiąże  się  z  żadną  konkretną  dziedziną,  z  malarstwem,  poezją,  tańcem, 
ś

piewaniem  -  nie  jest  związana  z  niczym  konkretnym.  Wszystko  może  być  kreatywne,  to  ty 

musisz wprowadzić tę jakość do swoich działań. Sama aktywność nie jest ani kreatywna ani 
pozbawiona  kreatywności.  To  ty  możesz  malować  lub  śpiewać  w  sposób  nie  kreatywny. 
Możesz  kreatywnie  myć  podłogę,  możesz  kreatywnie  gotować.  Kreatywność  to  cecha,  którą 
możesz  odnaleźć  we  wszystkim  co  robisz.  To  pewna  postawa,  sposób  patrzenia  na  różne 
rzeczy i działania. 
Jeśli  staniesz  się  sławny,  to  dobrze,  jeśli  nie,  to  też  dobrze.  Nie  powinieneś  o  tym  myśleć. 
Powinieneś skupić się na tym, aby to co robisz sprawiało ci radość, aby było twoją miłością. 
Więc po pierwsze zapamiętaj, aby nie ograniczać kreatywności do tylko jednej dziedziny. To 
człowiek jest kreatywny - a jeśli człowiek jest kreatywny, to wszystko co będzie robił... nawet 
jeśli to będzie chodzenie, będzie robił w sposób kreatywny. Nawet jeśli będzie cicho siedział i 
nic  nie  robił  -  nawet  nic  nierobienie  będzie kreatywne. Budda siedzący pod drzewem bodhi, 
nie robiący nic, jest największym twórcą jakiego zna świat. 
Kiedy  to  zrozumiesz  -  że  to  ty,  konkretny  człowiek,  jesteś  lub  nie  jesteś  kreatywny  -  wtedy 
problem braku kreatywności znika. Nie każdy może być malarzem - i nie ma takiej potrzeby. 
Gdyby  wszyscy  byli  malarzami  świat  byłby  bardzo  brzydki;  nie  dałoby  się  w  nim  żyć!  Nie 
każdy  może  być  tancerzem  i  nie  ma  potrzeby  aby  każdy  nim  był.  Ale  każdy  może  być 
kreatywny. 
 
Jeśli  jesteś  przekonany,  że  nie  jesteś  kreatywny,  staniesz  się  taki,  ponieważ  to  przekonanie 
będzie  dla  ciebie  przeszkodą,  nieustannie  negującą,  blokującą  jakąkolwiek  możliwość 
przepływu. 
 
Cokolwiek robisz, jeśli przepełnia cię radość, robisz to z miłością, jeśli nie robisz tego tylko 
dla  pieniędzy,  wtedy  jest  to  kreatywne.  Jeśli  coś  wypływa  z  twojego  wnętrza,  jeśli  cię 
rozwija,  to  jest  duchowe,  jest  kreatywne,  jest  boskie.  Im  bardziej  jesteś  kreatywny,  tym 
bardziej  boski  się  stajesz.  Wszystkie  religie  na  świecie  mówiły,  że  Bóg  jest  stwórcą.  Nie 
wiem czy to prawda, ale wiem jedno: im bardziej jesteś kreatywny, tym jesteś bardziej boski. 
Gdy twoja kreatywność osiągnie punkt kulminacyjny, gdy całe twoje życie będzie kreatywne, 
zaczniesz  żyć  w  Bogu.  Więc  musi  być  on  stwórcą,  ponieważ  kreatywni  ludzie  żyją  bardzo 
blisko niego. 
Kochaj  to,  co  robisz.  Medytuj  robiąc  to  -  czymkolwiek  to  jest.  Wtedy  zobaczysz,  że  nawet 
sprzątanie  może  stać  się  kreatywne.  Z  ogromną  miłością  -  niemal  śpiewając  i  tańcząc.  Jeśli 
będziesz myć podłogę z ogromną miłością, stworzysz niewidzialny obraz. Przeżyłeś tę chwilę 
w  takiej  radości,  że  sprawiła  iż  postawiłeś  kolejny  krok  w  kierunku  swego  rozwoju 
duchowego. Po wykonaniu czegoś kreatywnego stajesz się już nieco innym człowiekiem. 
Kreatywność  to  kochanie  tego,  co  się robi - znajdowanie w tym przyjemności, celebrowanie 
tego!  Może  nikt  się  nigdy  o  tym  nie  dowie...  kto  bowiem  będzie  cię  chwalił  za  umycie 
podłogi?  Historia  tego  nie  zauważy,  gazety  nie  będą  pisać  o  tobie  ani  publikować  twoich 
zdjęć,  ale  to  nie  ma  znaczenia.  To,  co  zrobiłeś  sprawiło  ci  przyjemność.  Miało  wartość  dla 
ciebie. 
Więc jeśli dążysz do sławy i myślisz, że jesteś kreatywny, jeśli sądzisz, że osiągnięcie sławy 
jak Picasso jest przejawem kreatywności - to nic nie rozumiesz. Wtedy, tak naprawdę, wcale 
nie  jesteś  kreatywny;  jesteś  politykiem,  jesteś  wypełniony  ambicją.  Jeśli  staniesz  się sławny, 
to  dobrze.  Jeśli  nie,  to  też  dobrze.  Nie  powinieneś  o  tym  myśleć.  Powinieneś  skupić  się  na 
tym, aby to co robisz sprawiało ci radość, aby było twoją miłością. 

background image

 

43

 

Jeśli  to  co  robisz  jest  tym  co  kochasz,  to  będzie  to  kreatywne.  Małe  rzeczy  stają  się  wielkie 
dzięki dotykowi miłości i uwielbienia. 
 
Kreatywność  to  cecha,  którą  możesz  odnaleźć  we  wszystkim  co  robisz.  To  pewna  postawa, 
sposób patrzenia na różne rzeczy i działania. 
 
Ale  jeśli  jesteś  przekonany  o  tym,  że  nie  jesteś  kreatywny,  to  nie  będziesz  kreatywny  - 
ponieważ  za  twoim  przekonaniem  kryje  się  coś  więcej.  Ono  otwiera  i  zamyka  drzwi.  Jeśli 
jesteś  przekonany,  że  ci  czegoś  brak,  natkniesz  się  na  zamknięte  drzwi.  Jeśli  jesteś 
przekonany,  że  nie  jesteś  kreatywny,  staniesz  się  taki,  ponieważ  to  przekonanie  będzie  dla 
ciebie  prze-szkodą,  nieustannie  negującą,  blokującą  jakąkolwiek  możliwość  przepływu.  Nie 
pozwoli twojej energii płynąć, ciągle będzie powtarzać: „Brak mi kreatywności". 
Wszystkich  nauczono  złej  definicji  kreatywności.  Bardzo  niewielu  ludzi  jest  uważanych  za 
osoby kreatywne - kilku malarzy, kilku poetów, jeden człowiek na milion. To głupota! Każdy 
człowiek  rodzi  się  jako  twórca.  Obserwuj  dzieci  a  zauważysz,  że  wszystkie  dzieci  są 
kreatywne. Stopniowo niszczymy w nich kreatywność. Narzucamy im fałszywe przekonania. 
Zakłócamy je. Sprawiamy, że stają się coraz bardziej nastawione na pieniądze, politykę, coraz 
bardziej ambitne. 
Gdy  wkracza  ambicja,  znika  kreatywność.  Człowiek  ambitny  nie  może  być  kreatywny, 
człowiek  ambitny  nie  może  kochać  czynności  samej  w  sobie.  Kiedy  maluje,  patrzy  w 
przyszłość;  zastanawia  się:  „Kiedy  dostanę  Nagrodę  Nobla?"  Kiedy  pisze  powieść  myśli  o 
przyszłości, zawsze żyje tym co będzie. Osoba kreatywna zawsze żyje w teraźniejszości. 
Niszczymy  kreatywność.  Nikt  nie  rodzi  się  pozbawiony  kreatywności,  ale  sprawiamy,  że 
dziewięćdziesiąt  dziewięć  procent  ludzi  traci  kreatywność.  Zrzucanie  odpowiedzialności  na 
społeczeństwo w niczym nie pomoże. Musisz wziąć życie w swoje ręce. Musisz odrzucić złe 
uwarunkowania. Musisz pozbyć się złych, hipnotyzujących sugestii, które nagromadziły się w 
tobie od dzieciństwa. Odrzuć je! Oczyść się z wszystkich uwarunkowań... i nagle zobaczysz, 
ż

e jesteś kreatywny. 

Istnieć i być kreatywnym to jest to samo. Nie można istnieć i nie być kreatywnym. Ale stało 
się  to,  co  wydawać  by  się  mogło  niemożliwe;  zdarzyło  się,  ponieważ  wszystkie  źródła 
kreatywności  zostały  zatkane,  zablokowane,  zniszczone,  a  cała  twoja  energia  została 
skierowana na rzeczy, które zdaniem społeczeństwa mogą się opłacić. 
Nasze  nastawienie  do  życia  kręci  się  wokół  pieniędzy.  A  pieniądze  to  jedna  z  najmniej 
kreatywnych  rzeczy  jakimi  może  się  zainteresować  człowiek.  Nasze  podejście,  przepełnione 
chęcią  zdobycia  władzy  nie  jest  kreatywne  lecz  destruktywne.  Człowiek,  który  pragnie 
pieniędzy  stanie  się  niszczycielem,  ponieważ  pieniądze  trzeba  ukraść,  zdobyć;  trzeba  je 
zabrać  wielu  innym  ludziom,  dopiero  wtedy  można  je  mieć.  Władza  oznacza,  że  musisz 
sprawić aby inni stali się bezsilni; musisz ich zniszczyć; tylko wtedy będziesz potężny, tylko 
wtedy możesz być potężny. Pamiętaj, to destrukcyjne działanie. 
Kreatywne  działanie  podnosi  piękno  świata;  daje  coś  światu,  nigdy  niczego  go  nie 
pozbawiając.  Kreatywna  osoba  przychodzi  na  świat,  sprawia,  że  staje  się  on  piękniejszy  - 
piosenka  tu,  obraz  tam.  Sprawia,  że  świat  piękniej  tańczy,  bardziej  się  cieszy,  lepiej  kocha, 
więcej medytuje. Gdy ta osoba opuszcza świat, jest to już lepszy świat. 
Być  może  nikt  jej  nie  zna,  być  może  zna  ją  wiele  osób,  ale  nie  o  to  chodzi  -  zostawia  ona 
ś

wiat jako lepszy, pełniejszy, ponieważ jej życie miało dla niej wartość. 

Pieniądze,  władza,  prestiż  nie  są  kreatywne;  wręcz  przeciwinie  -  są  destrukcyjne.  Strzeż  się 
ich! Jeśli będziesz się przed nimi strzegł bardzo łatwo staniesz się kreatywny. Nie mówię, że 
twoja  kreatywność  zapewni  ci  władzę,  prestiż,  pienią-dze.  Nie,  nie  obiecuję  ci  żadnych 
ogrodów  różanych.  Może  przysporzyć  ci  kłopotów.  Może  zmusić  cię  abyś  prowadził  życie 
biedaka.  Mogę  ci  jedynie  zagwarantować,  że  dzięki  niej  staniesz  się  wewnętrznie 
najbogatszym  człowiekiem  na  świecie;  będziesz  czuł  się  spełniony,  będziesz  pełen  radości  i 

background image

 

44

 

celebracji.  Nieustannie  będziesz  otrzymywał  coraz  większe  błogosławieństwo,  twoje  życie 
będzie nim przepełnione. 
 
Bardzo  niewielu  ludzi  jest  uważanych  za  osoby  kreatywne  -  kilku  malarzy,  kilku  poetów, 
jeden człowiek na milion. To głupota! Każdy człowiek rodzi się jako twórca. Obserwuj dzieci 
a zauważysz, że wszystkie dzieci są kreatywne. 
 
Możliwe,  że  na  zewnątrz  nie  będziesz  sławny,  może  nie  będziesz  miał  pieniędzy,  może  nie 
odniesiesz  sukcesu  w  tak  zwanym  wielkim  świecie.  Ale  sukces  w  wielkim  świecie  to  tak 
naprawdę porażka, to niepowodzenie w świecie wewnętrznym. A co zrobisz mając cały świat 
u  swoich  stóp,  jeśli  stracisz  przez  to  samego  siebie?  Co  zrobisz  jeśli  posiądziesz cały świat, 
ale  nie  będziesz  właścicielem  samego  siebie?  Osoba  kreatywna  panuje  nad  sobą;  jest 
mistrzem sama dla siebie. 
Właśnie  dlatego,  na  wschodzie,  nazywamy  poszukiwaczy  „swami".  Swami  oznacza  mistrza. 
Ż

ebracy  byli  nazywani  swami  -  mistrzowie.  Cesarze  zyskiwali  sławę,  ale  ostatecznie,  pod 

koniec  ich  życia,  okazywało  się,  że  tak  naprawdę  byli  żebrakami.  Człowiek,  który  pragnie 
pieniędzy,  władzy  i  prestiżu  jest  żebrakiem,  ponieważ  nieustannie  prosi,  nie  ma  niczego  co 
mógłby dać światu. 
Bądź ofiarodawcą. Dziel się tym, czym tylko możesz - i pamiętaj, że nie robię rozróżnienia na 
rzeczy małe i wielkie. Jeśli potrafisz śmiać się z całego serca, trzymać czyjąś dłoń i śmiać się, 
to  jest  to  kreatywne,  to  niezwykle  kreatywny  czyn.  Przytul  kogoś  do  serca  i  będziesz 
kreatywny.  Spójrz  na  kogoś  z  miłością  w  oku...  spojrzenie  pełne  miłości  może  zmienić  cały 
ś

wiat drugiego człowieka. 

Bądź kreatywny. Nie zastanawiaj się co wybrać -człowiek musi robić dużo rzeczy - ale rób to 
kreatywnie,  z  oddaniem.  Wtedy  twoja  praca  będzie  pełna  uwielbienia,  to  co  zrobisz  będzie 
modlitwą, będzie darem złożonym na ołtarzu. 
Odrzuć przekonania, że nie jesteś kreatywny. Wiem jak one powstały: może nie byłeś złotym 
medalistą  na  studiach,  może  nie  byłeś  najlepszy  w  swojej  klasie.  Twój  obraz  nie  zyskał 
uznania,  a  kiedy  grasz  na  flecie  sąsiedzi  dzwonią  na  policję!  Ale  przez  to  nie  wpadaj  w 
niesłuszne przekonanie, że nie jesteś kreatywny. 
Powodem  takiego  myślenia  może  być  naśladowanie  innych.  Ludzie  mają  bardzo  wąskie 
pojęcie o tym, co znaczy być kreatywnym - granie na gitarze czy flecie, pisanie poezji - więc 
piszą śmieci nazywając je poezją. Musisz odkryć w sobie co jesteś, a czego nie jesteś w stanie 
robić.  Wszyscy  nie  mogą  robić  wszystkiego!  Musisz  szukać  i  znaleźć  swoje  przeznaczenie. 
Musisz szukać tego w ciemności po omacku, wiem o tym. To czym jest twoje przeznaczenie 
nie  jest  jasne  -  ale  takie  jest  życie.  I  to  dobrze,  że  człowiek  musi  go  szukać;  przez  sam  fakt 
podjęcia poszukiwania coś dojrzewa. 
 
Każdy  człowiek  przychodzi  na  świat  ze  specjalnym  przeznaczeniem  -musi  coś  wypełnić, 
dostarczyć  jakąś  wiadomość,  ukończyć  jakąś  pracę.  Nie  jesteś  tu  przez przypadek - jesteś tu 
celowo. Coś się za tym kryje. Istnienie ma dla ciebie misję do spełnienia. 
 
 
Jeśli  zaraz  po  przyjściu  na  świat,  dano  by  ci  mapę  twojego  życia:  „Oto  jakie  będzie  twoje 
ż

ycie,  zostaniesz  gitarzystą",  wtedy  byłoby  ono  mechaniczne.  Tylko  maszyna  może  byc 

przewidywalna, człowiek nie. Człowiek jest nieprzewidywalny. Zawsze jest on początkiem... 
dla  tysiąca  potencjalnych  rzeczy.  Na  każdym  kroku  otwiera  się  wiele  drzwi  i  pojawia  wiele 
alternatyw - a ty musisz wybierać, musisz czuć. Ale jeśli kochasz swoje życie to będziesz w 
stanie odnaleźć to, czego szukasz. 
Jeśli  nie  kochasz  swojego  życia,  a  kochasz  coś  innego,  pojawia  się  problem.  Jeśli  kochasz 
pieniądze i chcesz być kreatywny, nie osiągniesz tego.   Ambicja   posiada-kreatywność. Jeśli 

background image

 

45

 

pragniesz  sławy  to  zapomnij  o  kreatywności.  Przychodzi  ona  łatwiej  jeśli  jesteś  typem 
niszczyciela.  Przychodzi  łatwiej  ludziom  jak  Adolf  Hitler  czy  Henry  Ford.  Zdobycie  sławy 
jest  prostsze  jeśli  lubisz  współzawodnictwo,  brutalne  współzawodnictwo.  Jeśli  potrafisz 
zabijać i niszczyć ludzi, sława przyjdzie łatwo. 
Cała  historia  ludzkości  to  historia  morderców.  Jeśli  staniesz  się  mordercą,  zdobycie  sławy 
będzie  łatwe.  Możesz  stać  się  premierem,  możesz stać się prezydentem - ale to tylko maski. 
Za  nimi  znajdziesz  bardzo  brutalnych  ludzi,  ukrywających  się  pod  maską  uśmiechu; 
niezwykle  brutalnych  ludzi.  Ich  uśmiechy  są  polityczne,  dyplomatyczne.  Jeśli  maski  się 
zsuną, zawsze zobaczysz ukrywających się za nimi Dżyngis-chana, Tamerlana, Nadir Shaha, 
Napoleona, Aleksandra, Hitlera. 
Jeśli  pragniesz  sławy,  nie  mów  o  kreatywności.  Osoba  kreatywna  może  być  sławna  -  ale 
dzieje się to bardzo rzadko. Jest to raczej przypadkowe i zajmuje dużo czasu. Prawie zawsze 
sława spływa na kreatywną osobę, gdy jej już nie ma - zawsze jest to pośmiertne, opóźnione. 
Za  swoich  czasów,  Jezus  nie  był  sławny.  Gdyby  nie  Biblia,  nigdzie  nie  byłoby  o  nim  ani 
słowa. Zapisy pochodzą od jego czterech uczniów; nikt inny nigdy o nim nie wspominał. Nie 
był sławny. Nie odniósł sukcesu - czy znasz większą klęskę niż klęska Jezusa? Ale stopniowo 
stawał  się  coraz  bardziej  znaczącą  postacią;  stopniowo  ludzie  zaczęli  go  rozpoznawać.  To 
wymaga czasu. 
Im  wspanialszy  jest  człowiek,  tym  więcej  czasu  zajmuje  ludziom  dostrzeżenie  tego.  Kiedy 
rodzi  się  ktoś  wielki,  nie istnieją kryteria według których można go ocenić, nie ma map aby 
go odnaleźć. Sam musi stworzyć swoją wartość; zanim to zrobi już go nie ma. Potrzeba setek 
lat, aby osoba kreatywna była rozpoznana, a i tak nie jest to pewne. Żyło wielu kreatywnych 
ludzi, o których nikt nigdy nie słyszał. Sukces osoby kreatywnej jest przypadkowy. Dla kogoś 
niekreatywnego, destruktywnego sukces jest bardziej pewny. 
Jeśli  w  imię  kreatywności  dążysz  do  czegoś  innego,  to  nie  łudź  się,  że  będziesz  kreatywny. 
Ś

wiadomie  i  rozważnie  rób  to,  co  chcesz  robić.  Nigdy  nie  chowaj  się  za  żadnymi  maskami. 

Jeśli  naprawdę  chcesz  być  kreatywny,  problem  pieniędzy,  sukcesu,  prestiżu,  szacunku  nie 
istnieje  -  ciesz  się  tym,  co  robisz,  każde  działanie  będzie  dla  ciebie  wartościowe.  Tańczysz, 
ponieważ  kochasz  tańczyć;  tańczysz,  ponieważ  cię  to  zachwyca.  Jeśli  ktoś  to  doceni,  to 
dobrze,  będziesz  odczuwał  wdzięczność.  Jeśli  nikt  tego  nie  doceni,  to  nie  twój  problem, nie 
będziesz  się  tym  przejmować.  Tańczyłeś,  znajdowałeś  w  tym  przyjemność  -  osiągnąłeś 
spełnienie. 
Ale  przekonanie,  że  nie  jest  się  kreatywnym,  może  być  niebezpieczne  -  pozbądź  się  go! 
Wszyscy  są  kreatywni-nawet  drzewa,  nawet  skały.  Ludzie,  którzy  znają  i  kochają  drzewa 
wiedzą,  że  każde  z  nich  wytwarza  swoją  własną  przestrzeń.  Każdy  kamień  wytwarza  swoją 
przestrzeń,  która  należy  tylko  do  niego.  Jeśli  będziesz  wrażliwy,  jeśli  będziesz  w  stanie 
zrozumieć  poprzez  empatię,  bardzo  wiele  zyskasz.  Zauważysz,  że  każde  drzewo  jest 
kreatywne  na  swój  własny  sposób;  żadne  inne  drzewo  go  nie  przypomina  -  każde  jest 
wyjątkowe, każde jest indywidualnością. Drzewa są nie tylko drzewami, są ludźmi. Kamienie 
to  nie  tylko  kamienie,  to  ludzie.  Usiądź  obok  skały  -  patrz  na  nią  z  miłością,  dotykaj  jej  z 
miłością, czuj ją pełen miłości. 
Mówi  się  o  pewnym  mistrzu  zen,że  potrafi  podnosić  bardzo  duże  skały,  usuwać  ogromne 
kamienie - a jest bardzo delikatnym człowiekiem. Wydaje się to niemożliwe patrząc na jego 
budowę fizyczną - silniejsi, dużo silniejsi ludzie nie są w stanie podnieść tych skał, a on robi 
to bez większego wysiłku. 
Zapytano go na czym polega ta sztuczka. Odpowiedział: „Nie ma w tym podstępu - kocham 
kamienie  więc  mi  pomagają.  Najpierw  mówię:  «Teraz  moje  dobre  imię  jest  w  waszych 
rękach,  a ci wszyscy ludzi przyszli tu, aby popatrzeć. Pomóżcie mi, współpracujcie ze mną» 
Mmm? Potem po prostu z miłością dotykam kamienia... i czekam na znak. Gdy kamień da mi 
sygnał,  a  jest  nim  drżenie,  cały  mój  kręgosłup  zaczyna  wibrować;  gdy  kamień  da  mi  ten 
sygnał to znaczy, że jest gotowy, wtedy go podnoszę. Ty starasz się podnieść go wbrew jego 

background image

 

46

 

woli,  dlatego  potrzebujesz  do  tego  tak  dużo  energii.  Ja  poruszam  się  razem  z  kamieniem, 
płynę  razem  z  nim.  Tak  naprawdę  mówienie,  że  go  podnoszę  jest  błędne  -  ja  po  prostu  tam 
jestem. To kamień się porusza". 
Jeden ze wspaniałych mistrzów zen był stolarzem i gdy robił stoły czy krzesła zawsze miały 
one  w  sobie  jakąś  niemożliwą  do  opisania  zaletę,  niezwykły  magnetyzm.  Zapytano  go:  „W 
jaki sposób je robisz?" 
Odpowiedział:  „Nie  robię  ich.  Po  prostu  idę  do  lasu...  podstawową  rzeczą  jest  rozmowa  z 
lasem, z drzewami o tym, które z nich gotowe jest stać się krzesłem". 
To  wszystko  wygląda  absurdalnie,  ponieważ  nie  mamy  wiedzy,  ponieważ  nie  znamy 
odpowiedniego  języka.  Przez  trzy  dni  mistrz  nie  wychodził  z  lasu.  Siedział  pod  jednym, 
potem pod kolejnym drzewem i rozmawiał z nimi - był szaleńcem! Ale tak samo jak drzewo 
ocenia się po jego owocach, tak samo jego należy oceniać po tym, co stworzył. Kilka z jego 
krzeseł przetrwało w Chinach -nadal mają w sobie tamten magnetyzm. Po prostu przyciągają 
uwagę.  Nie  wiesz,  co  cię  tak  fascynuje  -  i  to  po  upływie  tysięcy  lat!  To  coś  niezwykle 
pięknego. 
Powiedział:  „Idę  tam  i  mówię,  że  poszukuję  drzewa,  które  gotowe  jest  stać  się  krzesłem. 
Pytam drzew czy się zgodzą - nie tylko czy się zgodzą, ale czy będą ze mną współpracować, 
czy  są  gotowe  pójść  ze  mną.  Czasami  zdarza  się,  że żadne drzewo nie jest gotowe, aby stać 
się  meblem  i  wracam  z  pustymi  rękami".  Tak  właśnie  zdarzyło  się  kiedyś,  gdy  cesarz  Chin 
poprosił go, aby zrobił mu półkę na książki. Mistrz poszedł do lasu , wrócił po trzech dniach i 
powiedział: „Musimy poczekać -żadne drzewo nie jest gotowe aby przyjść do pałacu". 
Po  trzech  miesiącach  cesarz  zapytał  o  postępy.  Stolarz  odpowiedział:  „Ciągle  tam  chodzę. 
Przekonuję. Poczekajmy - jedno drzewo chyba się waha". 
W  końcu  udało  mu  się  przekonać  jedno  z  drzew.  Powiedział:  „Cała  sztuka  jest  zawarta  w 
nim! Kiedy drzewo zgadza się, jedyne co mu potrzebne, to pomoc stolarza". 
Jeśli kochasz, zobaczysz że wszystko w egzystencji ma swoją indywidualność. Nie siłuj się z 
niczym. Obserwuj, rozmawiaj, przyjmuj pomoc - a oszczędzisz bardzo dużo energii. 
Nawet drzewa są kreatywne, skały są kreatywne. Jesteś człowiekiem, kumulacją egzystencji. 
Jesteś  na  szczycie  -  jesteś  świadomy.  Nigdy  nie  kieruj  się  fałszywymi  przekonaniami,  nigdy 
nie  przywiązuj  się  do  przekonania,  że  nie  jesteś  kreatywny.  Może  tak  ci  powiedział  ojciec, 
może  koledzy.  Może  szukałeś  w  niewłaściwym  kierunku,  w  takim,  w  którym  nie  jesteś 
kreatywny.  Ale  na  pewno  jest  coś  w  czym  jesteś  kreatywny.  Rozglądaj  się  i  szukaj,  nie 
zamykaj się, błądź dopóki nie znajdziesz. 
Każdy  człowiek  przychodzi  na  świat  ze  specjalnym  przeznaczeniem  -  musi  coś  wypełnić, 
dostarczyć  jakąś  wiadomość,  ukończyć  jakąś  pracę.  Nie  jesteś  tu  przez przypadek - jesteś tu 
celowo. Coś się za tym kryje. Istnienie ma dla ciebie misję do spełnienia. 
 
 

5. Wyścig do sławy 

 
Struktura  naszego  życia  społecznego  polega  na  wmawianiu  nam,  że  jeśli  nie  zdobędziemy 
uznania  to  jesteśmy  nikim,  jesteśmy  bezwartościowi.  Praca  nie  jest  ważna,  liczy  się  to,  czy 
ktoś  nas  pochwalił;  a  to  przecież  odwracanie  kota  ogonem.  To  praca  powinna  się  liczyć, 
dawać  radość  sama  w  sobie.  Powinieneś  pracować  nie  dlatego,  żeby  zdobyć  uznanie,  ale 
dlatego,  że  bycie  kreatywnym  sprawia  ci  przyjemność;  powinieneś  kochać  pracę  samą  w 
sobie. 
Powinieneś patrzeć na wszystko w ten właśnie sposób - pracujesz jeśli kochasz to, co robisz, 
nie  prosząc  o  uznanie.  Jeśli  ono  przyjdzie,  przyjmuj  je  ze  spokojem;  jeśli  nie  przyjdzie,  nie 
myśl o tym. Spełnienia powinieneś szukać w samej pracy. A jeśli wszyscy nauczą się sztuki 
kochania  swojej  pracy,  czymkolwiek  ona  jest,  czerpania  z  niej  przyjemności  nie  prosząc  o 
uznanie, świat będzie wypełniony pięknem i celebracją. 

background image

 

47

 

Obecnie świat uwięził cię w cierpieniu. To, co robisz nie dlatego jest dobre, że to kochasz, że 
ś

wietnie  to  robisz,  ale  dlatego,  że  świat  cię  pochwali,  wynagrodzi,  da  ci  złote  medale, 

Nagrodę  Nobla.  Odebraliście  kreatywności  całą  jej  wewnętrzną  wartość  i  zniszczyliście  tym 
miliony  ludzi  -  ponieważ  milion  osób  nie  może  dostać  Nagrody  Nobla.  Wytworzyliście  w 
każdym pragnienie uznania, więc nikt nie jest w stanie pracować w spokoju, w ciszy, ciesząc 
się z tego, co robi. A życie jest złożone z drobnych rzeczy. Za nie, nie ma nagród, nie dostaje 
się tytułów od rządów, honorowych stopni od uniwersytetów. 
Jeden  z  najwspanialszych  poetów  tego  wieku,  Ra-bindranath  Tagore,  żył  w  Bengalu,  w 
Indiach. Wydawał swoją poezję, swoje powieści po bengalsku - ale nigdy nie zdobył uznania. 
Potem  przetłumaczył  na  angielski  małą  książkę,  Gitańdżali  „Pieśni  Ofiarne".  Zdawał  sobie 
sprawę,  że  oryginał  ma  w  sobie  piękno,  którego  nie  ma  i  mieć  nie  może  tłumaczenie  -  z 
powodu  różnic  w  budowie  języka  i  odmiennych  sposobów  ekspresji  w  języku  bengalskim  i 
angielskim.  Bengalski  jest  bardzo  słodki.  Nawet  jeśli  się  z  kimś  kłócisz,  wydaje  się,  że 
prowadzicie bardzo miłą dyskusję. Jest bardzo muzykalny, każde słowo ma w sobie muzykę. 
Tego nie ma w angielskim i nie da się tego tam wprowadzić; angielski jest zupełnie inny. Ale 
w  jakiś  sposób  udało  mu  się  to  przetłumaczyć,  a  tłumaczenie  -  które  jest  niedoskonałe  w 
porównaniu  z  oryginałem  -  otrzymało  Nagrodę  Nobla.  Wtedy  nagle  całe  Indie  zdały  sobie 
sprawę  z  jego  istnienia...  Książka  była  dostępna  w  bengalskim  i  innych  językach  indyjskich 
od lat, ale nikt się nią nie zainteresował. 
 
Każdy  człowiek,  który  ma  poczucie  własnej  indywidualności,  żyje  swoją  miłością,  swoją 
pracą i nie przejmuje się tym co myślą o tym inni. 
 
Każdy  uniwersytet  chciał  mu  dać  tytuł  doktora.  Uniwersytet  w  Kalkucie,  gdzie  mieszkał, 
zaproponował  to  pierwszy.  Odmówił.  Powiedział:  „Nie  dajecie  tego  tytułu  mnie;  nie 
obdarzacie uznaniem mojej pracy, dajecie go Nagrodzie Nobla - ponieważ ta książka była tu 
dostępna  w  dużo  piękniejszej  formie,  i  nikt  nawet  się  nie  pofatygował,  żeby  napisać  jej 
recenzję". Odmówił przyjęcia tytułu. Powiedział: „To dla mnie obraźliwe". 
 
Zwracanie  uwagi  na  uznanie  społeczne  ma  znaczenie  tylko  jeśli  nie  kochasz  swojej  pracy; 
wtedy  ma  ono  sens,  wtedy  wydaje  się  być  wystarczającym  zastępstwem.  Nienawidzisz 
pracować,  nie  lubisz  tego,  ale  robisz  to,  bo  inaczej  nikt  o  tobie  nie  usłyszy,  nie  zostaniesz 
doceniony, zaakceptowany. 
 
Jean-Paul  Sartre,  jeden  z  najwspanialszych  powieściopisarzy  i  ogromny  znawca  ludzkiej 
psychiki  także  odmówił  przyjęcia  Nagrody  Nobla.  Powiedział:  "Otrzymałem  wystarczającą 
nagrodę  pisząc  moje  dzieło.  Nagroda  Nobla  niczego  nie  doda  -  wręcz  przeciwnie,  ściągnie 
mnie  w  dół.  Jest  dobra  dla  amatorów,  którzy  szukają  uznania;  jestem  na  to  za  stary  i 
doświadczyłem wystarczająco dużo przyjemności. Kochałem to, co robiłem, to była dla mnie 
nagroda.  Nie  chcę  innej,  ponieważ  nic  już  nie  będzie  lepsze  od  tego  co  dostałem".  I  miał 
rację. Ale ludzi, którzy mają rację, jest na świecie niewielu. Świat przepełniają ci, którzy się 
mylą i są uwięzieni w pułapkach. 
Dlaczego  masz  się  przejmować  uznaniem?  Zwracanie  uwagi  na  uznanie  społeczne  ma 
znaczenie  tylko  jeśli  nie  kochasz  swojej  pracy;  wtedy  ma  ono  sens,  wtedy  wydaje  się  być 
wystarczającym  zastępstwem.  Nienawidzisz  pracować,  nie  lubisz  tego,  ale  robisz  to,  bo 
inaczej nikt o tobie nie usłyszy, nie zostaniesz doceniony, zaakceptowany. Zamiast rozmyślać 
o uznaniu, pomyśl lepiej na nowo o swojej pracy. Czy ją kochasz? To wszystko. Jeśli jej nie 
kochasz, zmień ją! 
Rodzice,  nauczyciele  zawsze  wzmacniają  w  tobie  przekonanie,  że  powinieneś  zdobyć 
uznanie,  że  powinieneś  zostać zaakceptowany. To bardzo przebiegła strategia kontrolowania 
ludzi. 

background image

 

48

 

Naucz  się  jednej  podstawowej  rzeczy:  rób  to,  co  chcesz  robić  i  co  kochasz  robić.  Nigdy  nie 
proś  o  uznanie,  to  żebractwo.  Po  co  człowiek  ma  błagać  o  uznanie?  Po  co  tęsknić  za 
akceptacją?  Spójrz  w  głąb  siebie.  Możliwe,  że  nie  lubisz  tego, co robisz, może boisz się, że 
znajdujesz się na złej drodze? Wtedy akceptacja pomoże ci poczuć, że się nie mylisz. Uznanie 
da ci złudzenie, że zmierzasz do właściwego celu. 
Pytanie dotyczy twoich własnych odczuć; nie ma nic wspólnego ze światem zewnętrznym. Po 
co  polegać  na  innych?  Wszystko  zależy  od  innych  -  ty  sam  stajesz  się  zależny. Nie przyjmę 
ż

adnej  Nagrody  Nobla.  Krytyka,  jakiej  doświadczyłem  od  różnych  narodów  na  całym 

ś

wiecie,  od  wszystkich  religii,  jest  dla  mnie  bardziej  wartościowa!  Przyjęcie Nagrody Nobla 

oznacza stanie się zależnym - przestałbym być dumny z siebie, byłbym dumny z Nobla. W tej 
chwili mogę być dumny tylko z siebie; nie mogę być dumny z niczego innego. 
Dzięki  temu  stajesz  się  niezależny.  Bycie  indywidualnością  żyjącą  w  całkowitej  wolności, 
stojącą  na  własnych  nogach,  pijącą  z  własnych  źródeł  sprawia,  że  człowiek  staje  się 
zrównoważony, zakorzeniony. To początek ostatecznego rozkwitu. 
Ci,  tak  zwani  powszechnie  uznani  ludzie,  obdarzani  honorami,  są  przepełnieni  śmieciami  i 
niczym innym. Ale to są śmieci, którymi napełnia ich społeczeństwo, jednocześnie obdarzając 
ich nagrodami. 
Każdy  człowiek,  który  ma  poczucie  własnej  indywidualności,  żyje  swoją  miłością,  swoją 
pracą  i  nie  przejmuje  się  tym  co  myślą  o  tym  inni.  Im  cenniejsza  jest  twoja  praca,  tym 
mniejszą  masz  szansę  na  dostanie  za  nią  wyrazów  uznania.  A  jeśli  twoja  praca  jest  pracą 
geniusza,  to  nie  doświadczysz  uznania  za  swojego  życia.  Będziesz  potępiany...  Potem,  po 
dwóch,  trzech  wiekach,  zaczną  wystawiać  ci  pomniki,  będą  szanować  twoje  książki  - 
ponieważ  potrzeba  dwóch,  trzech  wieków  aby  ludzkość  przyswoiła  tyle  inteligencji,  ile 
geniusz ma dzisiaj. Przepaść jest ogromna. 
Chcąc  być  akceptowanym  przez  idiotów  musisz  zachowywać  się  według  ich  zwyczajów, 
wedle  ich  oczekiwań.  Aby  być  szanowanym  przez  chore  społeczeństwo  musisz  być  jeszcze 
bardziej  chory  niż  oni.  Wtedy  będą  cię  szanować.  Ale  co  dzięki  temu  osiągniesz?  Stracisz 
duszę i nie zyskasz nic. 
 

background image

 

49

 

CZTERY KLUCZE 

 
Zawsze,  gdy  coś  tworzysz,  poznajesz  smak  życia.  Zależy  on  od  twojej  głębi,  od  tego,  co  w 
sobie  zgromadziłeś.  Życie  nie  jest  problemem  filozoficznym,  jest  religijną  tajemnicą.  Toteż 
wszystko może stać się drzwiami wejściowymi. Twórcze może być nawet mycie podłogi. Jeśli 
potrafisz robić to kreatywnie, z miłością, całkowicie, wtedy poznajesz smak życia. 
 
 

1.  Znów stań się dzieckiem 

 

Stań  się  znowu  dzieckiem  a  będziesz  kreatywny.  Wszystkie  dzieci  są  kreatywne. 
Kreatywność  wymaga  wolności  -  wolności  od  umysłu,  wolności  od  wiedzy,  wolności  od 
uprzedzeń.  Osoba  kreatywna  to  ktoś,  kto  potrafi  próbować  tego,  co  nowe.  Osoba  kreatywna 
nie jest robotem. Roboty nigdy nie są kreatywne, one tylko powtarzają. Więc ponownie stań 
się dzieckiem - a będziesz zaskoczony tym, że wszystkie dzieci są kreatywne. Każde dziecko, 
niezależnie od tego gdzie się rodzi jest kreatywne. Ale my nie pozwalamy im na to, żeby były 
kreatywne.  Niszczymy  i  zabijamy  ich  kreatywność,  tłamsimy  je;  zaczynamy  wskazywać  im 
właściwe sposoby postępowania. 
Pamiętaj, kreatywna osoba zawsze próbuje tego, co niewłaściwe. Jeśli podążasz tylko za tym, 
co  właściwe,  nigdy  nie  będziesz  kreatywny,  ponieważ  „właściwe"  oznacza  odkryte  przez 
innych.  
Robienie czegoś właściwego oczywiście nie wyklucza tego, że będziesz w stanie coś zrobić, 
ż

e staniesz się producentem, odtwór-cą, rzemieślnikiem, ale nigdy nie staniesz się kreatorem. 

Jaka  jest  różnica  między  producentem  a  twór-cą?  Producent  wie  jak  zrobić  coś  dobrze,  w 
najbardziej  opłacalny  sposób.  Przy  minimalnym  wysiłku  może  osiągać  wspaniałe  rezultaty. 
Jest  producentem.  Twórca  lubi  się  wygłupiać.  Nie  wie,  w  którą  stronę  iść,  aby  zrobić  coś 
dobrze, więc rozgląda się i poszukuje w różnych kierunkach. Wiele razy zdarza mu się iść w 
złą stronę - ale dokądkolwiek się uda, czegoś się nauczy; stanie się bogatszy. Robi coś, czego 
nie zrobił nikt inny. Gdyby szedł tylko w dobrym kierunku, nie byłby w stanie tego zrobić. 
 
Posłuchajcie krótkiej historii: 
Nauczycielka  szkółki  niedzielnej  poprosiła  swoich  uczniów  o  narysowanie  najświętszej 
rodziny.  Większość  dzieci  narysowała  typowe  obrazki  -  najświętszą  rodzinę  przy  żłóbku, 
najświętszą  rodzinę  jadącą  na  mule  i  tym  podobne.  Jednak  jeden  z  rysunków  zwrócił  jej 
szczególną  uwagę.  Wezwała  do  siebie  autora,  aby  wyjaśnił  dlaczego  rysunek  przedstawia 
samolot z czterema głowami wystającymi z okien. 
 
Pamiętaj, kreatywna osoba zawsze próbuje tego, co niewłaściwe. Jeśli podążasz tylko za tym, 
co  właściwe,  nigdy  nie  będziesz  kreatywny,  ponieważ  „właściwe"  oznacza  odkryte  przez 
innych.  
 
Powiedziała:  „Rozumiem  czemu  narysowałeś  trzy  głowy,  które  miały  symbolizować  Józefa, 
Marię i Jezusa. Ale do kogo należy czwarta głowa?" 
Chłopiec odpowiedział: „To jest Poncjusz Pilot". 
 
To  wspaniałe!  Oto  czym  jest  kreatywność,  ten  chłopak  coś  odkrył.  Tylko  dzieci  to  potrafią. 
Ty obawiałbyś się kompromitacji. 
Twórca  musi  umieć  wyjść  na  głupka.  Twórca  musi  być  w  stanie  zaryzykować  utratę  tak 
zwanego  poważania.  Właśnie  dlatego  często  możesz  zaobserwować,  że  poeci,  malarze, 
tancerze,  muzycy  nie  cieszą  się  szacunkiem  społecznym.  A  ci,  którzy  są  poważani,  którzy 

background image

 

50

 

dostają  Nagrodę  Nobla,  przestają  być  kreatywni.  Od  tego  momentu  kreatywność  w  nich 
znika. 
Co się dzieje? Czy widziałeś, aby laureat Nagrody Nobla napisał coś, co byłoby wartościowe? 
Czy widziałeś, aby ktoś poważany robił coś kreatywnego? Boi się. Jeśli zrobi coś złego, albo 
jeśli coś pójdzie nie tak, co stanie się z jego prestiżem? Nie może sobie na to pozwolić. Więc 
kiedy artysta zaczyna być szanowany, staje się martwy. 
Ż

ywi są tylko ci, którzy są w stanie narazić swój prestiż, swoją dumę, poważanie i zająć się 

czymś,  co  zdaniem  innych,  nie  jest  warte,  aby  się  tym  zajmować...  Twórców  zawsze  uważa 
się  za  szaleńców.  Świat  poznaje  się  na  nich,  ale  musi  minąć  bardzo  dużo  czasu.  Twórcy  to 
bardzo ekscentryczni ludzie. 
I  pamiętaj,  że  każde  dziecko  ma  w  sobie  potencjał,  by  stać  się  twórcą.  Każde  bez  wyjątku 
dziecko stara się być twórcze, ale my na to nie pozwalamy. Natychmiast zaczynamy je uczyć 
w  jaki  sposób  należy  postępować-  a  gdy  się  tego  nauczy  staje  się  robotem.  Wtedy  w  kółko 
powtarza robienie tego, co właściwe, a im częściej to robi, tym lepiej mu to wychodzi. A im 
bardziej jest wydajnye, tym większe poważanie zdobywa. 
Między  siódmym  i  czternastym  rokiem  życia  dziecko  przechodzi  ogromną  zmianę. 
Psychologowie  zagłębiali  się  w  to  zjawisko...  Dlaczego  się  pojawia  i  co  się  tak  właściwie 
dzieje? 
Masz  dwa  umysły,  dwie  półkule  mózgowe.  Lewa  nie  jest  kreatywna  -  jest  bardzo  zdolna 
technicznie, ale jeśli chodzi o kreatywność jest całkowicie niedołężna. Umie coś zrobić tylko 
wtedy,  gdy  się  tego  nauczy,  ale  wtedy  potrafi  to  zrobić  wydajnie  i  perfekcyjnie;  działa 
mechanicznie.  Ta  półkula  odpowiada  za  rozumowanie,  logikę,  matematykę.  Jest  półkulą 
kalkulacji, sprytu, dyscypliny, porządku. 
 
Twórca  musi  umieć  wyjść  na  głupka.  Twórca  musi  być  w  stanie  zaryzykować  utratę  tak 
zwanego  poważania.  Właśnie  dlatego  często  możesz  zaobserwować,  że  poeci,  malarze, 
tancerze, muzycy nie cieszą się szacunkiem społecznym. 
 
Prawa      półkula    działa  zupełnie  przeciwnie.  Jest  półkulą  chaosu,  braku  ładu;  odpowiada  za 
poezję,  nie  za  prozę;  jest  półkulą  miłości,  nie  logiki.  Jest  w  niej  umiejscowione  poczucie 
piękna,  niezwykły  wgląd  w  to,  co  oryginalne  -  ale  nie  jest  wydajna.  Twórca  nie  może  być 
wydajny. On musi eksperymentować. 
Twórca  nie  może  się  nigdzie  osiedlić.  Jest  włóczęgą,  dźwiga  na  ramionach  swój  namiot. 
Owszem, może zostać gdzieś na noc, ale rano już go nie będzie - właśnie dlatego nazywam go 
włóczęgą. Nigdy nie staje się gospodarzem domu. On nie może się osiedlić; osiedlenie się to 
dla niego śmierć. On zawsze jest gotów ryzykować. Kocha ryzyko. 
Ale to właśnie prawa półkula. Zaczyna działać od razu po narodzinach dziecka; lewa półkula 
wtedy  nie  funkcjonuje.  Potem  zaczynamy  dziecko  uczyć.  Przez  wieki  nauczyliśmy  się  jak 
kierować  przepływ  energii z prawej do lewej półkuli, jak powstrzymać prawą i ożywić lewą 
półkulę;  na  tym  polega  nasze  szkolnictwo.  Oto  czym  jest  nasza  tak  zwana  edukacja,  od 
przedszkola aż po studia: jest wysiłkiem zmierzającym do zniszczenia prawej półkuli i chęcią 
pomocy  lewej  półkuli.  Udaje  nam  się  to  między  siódmym  a  czternastym  rokiem  życia 
dziecka; zostaje ono zniszczone. 
 
Kiedy człowiek odpowie w nietypowy sposób, powinno się go doceniać. Nie powinny istnieć 
gotowe prawidłowe odpowiedzi; nie ma takich. Są tylko odpowiedzi głupie i mądre. Niestety, 
obecny podział na to co słuszne i niesłuszne, jest nieprawidłowy. 
 
Już nie będzie ono dzikie - stanie się obywatelem. Uczy się dyscypliny, języka, logiki, prozy. 
Zaczyna rywalizować w szkole, staje się egoistą, uczy się neurotycznych zachowań typowych 

background image

 

51

 

dla społeczeństwa. Coraz bardziej interesuje go władza, pieniądze, zaczyna myśleć o tym, w 
jaki  sposób  stać  się  bardziej  wy-edukowanym,  aby  zdobyć  większą  władzę.  Jak  zdobyć 
więcej pieniędzy, jak zdobyć wielki dom i tak dalej... Dziecko przemienia się- Prawa półkula 
zaczyna  coraz  słabiej  działać  -  albo  funkcjonuje  tylko  wtedy,  kiedy  marzy  lub  śpi.  Czasami 
zaczyna  działać  po  narkotykach...  Ucieczka  w  narkotyki  na  Zachodzie  jest  tak  powszechna 
tylko dlatego, że Zachód odniósł ogromny sukces w niszczeniu prawej półkuli, wprowadzając 
obowiązkową  edukację.  Zachód  stal  się  za  bardzo  wyedukowany,  popadł  w  skrajność. 
Wydaje  się,  że  nie  ma  już  innej  możliwości...  Dopóki  nie  wymyślisz  sposobu  na  ożywienie 
prawej  półkuli  i  nie  przedstawisz  go  uniwersytetom,  uczelniom  i  szkołom,  narkotyki  nie 
znikną.  Prawo  nie  jest  w  stanie  ich  zabronić.  Nie  jest  w  stanie  niczego  wyegzekwować, 
dopóki wszystko nie wróci ponownie do stanu wewnętrznej równowagi. 
 
Co  powinieneś  zrobić  jeśli  chcesz  być  kreatywny?  Wymaż  w  sobie  wszystko,  co  dało  ci 
społeczeństwo.  Wymaż  wszystko,  co  dali  ci  rodzice  i  nauczyciele.  Wymaż  to,  co  zrobili  z 
tobą policjanci, politycy, księża a ponownie staniesz się kreatywny... 
 
Cały urok narkotyków polega na tym, że wywołują zmianę - energia z lewej półkuli zaczyna 
przepływać  do  prawej.  Oto,  co  mogą  zdziałać  narkotyki.  Alkohol  robił  to  już  od  stuleci,  ale 
teraz  dostępne  jest  coś  lepszego:  LSD,  marihuana,  psylocybiny,  a  w  przyszłości  będą  to 
jeszcze lepsze substancje. 
Przestępcą nie jest ten, kto bierze narkotyki; przestępcami są politycy i pedagodzy. To oni są 
winni.  To  oni  zepchnęli  ludzki  umysł  w  stronę  jednej  skrajności  -takiej  skrajności,  że  w 
ludziach  pojawia  się  chęć  buntu.  Jest  ona  ogromna!  Poezja  praktycznie  zniknęła  z  życia,  a 
wraz z nią piękno i miłość. Jedyne do czego się dąży to pieniądze, władza, wpływy. 
Jak  długo  ludzkość  może  żyć  bez  miłości,  bez  poezji,  bez  radości  i  celebracji?  Niedługo. 
Nowe  pokolenie  na  całym  świecie  wyświadcza  nam  wszystkim  wspaniałą  przysługę 
demaskując  głupotę  tak  zwanej  edukacji.  To  nie  przypadek,  że  większość  osób  biorących 
narkotyki  wylatuje  ze  szkół.  Znikają  z  uniwersytetów,  z  uczelni.  To  nie  przypadek,  to  część 
buntu. 
A  gdy  człowiek  pozna  piękno  narkotyków,  bardzo  trudno  jest  mu  je  odrzucić.  Narkotyki 
można przestać brać tylko wtedy, gdy znajdzie się inny sposób na uwolnienie w sobie poezji. 
Medytacja  jest  na  to  lepszym  sposobem  -  mniej  niszczącym,  mniej  szkodliwym  niż 
chemiczne  substancje.  Tak  właściwie  to  w  ogóle  nie  szkodzi;  daje  same  korzyści.  A  działa 
podobnie: przerzuca aktywność umysłu z lewej półkuli na prawą. Uwalnia twoją wewnętrzną 
zdolność do bycia kreatywnym. 
Zbliżającej  się  katastrofy  spowodowanej  przez  narkotyki  można  uniknąć  tylko  dzięki  jednej 
rzeczy  -  dzięki  medytacji.  Nie  ma  innego  sposobu.  Jeśli  medytacja  stanie  się  bardziej 
powszechna i bardziej zakorzeni się w życiu ludzi, to narkotyki znikną. 
Edukacja  musi  przestać  być  tak  bardzo  nastawiona  przeciw  prawej  półkuli  i  temu  jak  ona 
funkcjonuje. Jeśli będzie się uczyć dzieci, że w ich umysłach są dwie półkule i nauczy się je 
jak i kiedy ich używać... Są sytuacje, w których potrzebujemy tylko lewej półkuli, wtedy gdy 
musisz coś kalkulować - na targu, we wszystkich codziennych interesach - ale są też sytuacje 
kiedy potrzebujesz tylko prawej półkuli. 
Zawsze  pamiętaj,  że  prawa  półkula  jest  celem,  a  lewa  drogą  do  niego.  Lewa  półkula  musi 
służyć  prawej.  Prawa  jest  panem  -  ponieważ  zarabiasz  pieniądze  tylko  dlatego,  że  chcesz 
cieszyć  się  życiem  i  celebrować  je.  Chcesz  mieć  określoną  sumę  na  koncie,  tylko  po  to  aby 
móc  kochać.  Chcesz  pracować  po  to,  aby  móc  się  bawić  -  zabawa  pozostaje  twoim  celem. 
Pracujesz aby móc się relaksować. Relaksacja pozostaje celem, praca nim nie jest. 
Etyka  pracy  to  kac  z  przeszłości;  trzeba  ją  odrzucić.  A  naukowy  świat  musi  przejść 
prawdziwą  rewolucję.  Ludzi  nie  wolno  przymuszać.  Dzieci  nie  wolno  wpychać  w 

background image

 

52

 

powtarzające się schematy. Czym jest twoja edukacja? Czy kiedykolwiek przyjrzałeś się jej? 
Czy zastanawiałeś się nad nią? To zwykły trening pamięci. Dzięki niej nie stajesz się bardziej 
inteligentny,  stajesz  się  coraz  mniej  inteligentny.  Stajesz  się  głupi!  Każde  dziecko  idzie  do 
szkoły i jest inteligentne, ale bardzo rzadko ktoś, kto kończy studia jest nadal inteligentny - to 
naprawdę  rzadkie.  Uniwersytet  prawie  zawsze  wygrywa.  Tak,  opuszczasz  go  z  tytułami,  ale 
dostajesz  je  bardzo  dużym  kosztem:  tracisz  swoją  inteligencję,  tracisz  radość,  trącisz  życie, 
ponieważ twoja prawa półkula przestaje funkcjonować. 
A czego się nauczyłeś? Informacji. Twój umysł przepełnia wiedza, fakty; możesz powtarzać, 
możesz odtwarzać. Temu właśnie służą egzaminy; za osobę inteligentną uważa się kogoś, kto 
umie  zwrócić  wszystko,  co  w  niego  wrzucono.  Najpierw,  trzeba  go  zmusić  żeby  połykał, 
ciągle  połykał,  a  potem,  żeby  na  egzaminie  umiał  to  zwrócić.  Jeśli  potrafisz  efektywnie 
zwracać,  jesteś  inteligentny.  Jeśli  potrafisz  zwrócić  dokładnie  to,  co  ci  podano,  to  jesteś 
inteligentny. 
Musisz  coś  zrozumieć:  pamiętaj,  że  powinieneś  wydalić  dokładnie  to  samo,  co  wchłonąłeś. 
Nie  wolno  ci  tego  przetrawić.  Jeśli  przetrawiłeś,  nie  jesteś  w  stanie  zwrócić  tego  samego. 
Może  wydobyć  się  z  ciebie  coś  innego,  może  to  być  krew,  ale  nigdy  nie  będzie  to  taki  sam 
bochenek  chleba  jaki  zjadłeś;  on  nie  wyjdzie,  zniknął.  Musisz  po  prostu  trzymać  go  w 
ż

ołądku  bez  przetrawienia  -  wtedy  będziesz  uznany  za  bardzo  inteligentną  osobę.  Ci,  którzy 

są najgłupsi, uznawani są za najbardziej inteligentnych. To bardzo przykre. 
Człowiek  inteligentny  nie  musi  pasować  do  innych.  Czy  wiedziałeś,  że  Albert  Einstein  nie 
mógł  zdać  egzaminów  wstępnych  na  studia?  Taki  kreatywny  rodzaj  inteligencji... 
Zachowywanie się tak głupio jak inni było dla niego bardzo trudne. 
 
Człowiek gotowy zawsze się uczyć, nigdy nie gromadzi wiedzy. Odkłada wszystko, czego się 
dowiedział i ponownie staje się ignorantem. Ta ignorancja jest naprawdę oświecająca. 
 
Wszyscy  złoci  medaliści  ze  szkół,  uczelni,  uniwersytetów,  znikają.  Nigdy  na  nic  się  nie 
przydają. Ich chwała kończy się wraz z końcem złotych medali, potem nigdzie nie można ich 
znaleźć; życie nie jest im nic winne. Co się dzieje z tymi ludźmi? Zniszczyliście ich. Zdobyli 
certyfikaty, a stracili wszystko inne. Teraz będą obnosić swoje certyfikaty i stopnie naukowe. 
Edukacja  wymaga  głębokich  zmian.  Do  klas  trzeba  wnieść  więcej  radości,  na  uniwersytety 
trzeba  wnieść  więcej  chaosu  -  więcej  tańca,  więcej  piosenki,  więcej  poezji,  więcej 
kreatywności, więcej inteligencji. Trzeba przestać przykładać tak wielką wagę do pamięci. 
Ludzi  powinno  się  obserwować  i  pomagać  im  stawać  się  bardziej  inteligentnymi.  Kiedy 
człowiek  odpowie  w  nietypowy  sposób,  powinno  się  go  doceniać.  Nie  powinny  istnieć 
gotowe prawidłowe odpowiedzi; nie ma takich. Są tylko odpowiedzi głupie i mądre. Niestety, 
obecny  podział  na  to,  co  słuszne  i  niesłuszne,  jest  nieprawidłowy.  Nie  ma  ani  dobrych,  ani 
złych  odpowiedzi.  Odpowiedź  jest  albo  głupia,  wyrecytowana,  albo  kreatywna,  wrażliwa, 
inteligentna.  Nawet,  jeśli  wyrecytowana  odpowiedź  wydaje  się  być  prawdziwa,  to  i  tak  nie 
powinno  się  jej  uważać  za  wartościową,  ponieważ  została  jedynie  powtórzona.  I  nawet  jeśli 
inteligentna  odpowiedź  może  nie  być  do  końca  właściwa,  może  nie  pasować  do  starych 
poglądów, trzeba ją docenić, ponieważ jest nowa. Świadczy o inteligencji. 
Co  powinieneś  zrobić  jeśli  chcesz  być  kreatywny?  Wymaż  w  sobie  wszystko,  co  dało  ci 
społeczeństwo.  Wymaż  wszystko,  co  dali  ci  rodzice  i  nauczyciele.  Wymaż  to,  co  zrobili  z 
tobą policjanci, politycy, księża a ponownie staniesz się kreatywny, znów poczujesz 
ten dreszczyk, który czułeś na samym początku. To nadal w tobie czeka, poddane represjom. 
Może się uwolnić. A kiedy wyzwoli się w tobie kreatywna energia, staniesz się religijny. Dla 
mnie,  osoba  religijna  to  osoba  kreatywna.  Każdy  rodzi  się  kreatywny,  ale  tylko  nieliczni 
takimi pozostają, 

background image

 

53

 

Sam  musisz  uwolnić  się  z  potrzasku.  Możesz  to  zrobić.  Oczywiście  potrzebna  ci  będzie 
ogromna odwaga, ponieważ kiedy zaczniesz odrzucać, wymazywać wszystko to, co zrobiło ci 
społeczeństwo, stracisz jego szacunek. Nie będziesz się cieszył uznaniem, będziesz wydawał 
się  ludziom  dziwny.  Będziesz  wyglądał  jak  wariat,  ludzie  będą  myśleć:  „Coś  dziwnego  się 
stało  z  tym  biedakiem".  Oto  największa  odwaga:  iść  przez  życie  nie  zważając  na  to,  że 
ludziom będziesz wydawał się dziwaczny. 
 
Osoba  kreatywna  musi  zniszczyć  wszystkie  zakazy  i  nakazy.  Potrzebna  jest  jej  wolność  i 
przestrzeń,  niezmierzona  przestrzeń;  potrzebuje  całego  nieba  i  wszystkich  gwiazd.  Tylko 
wtedy jej wnętrze może zacząć spontanicznie się rozwijać.  
 
Oczywiście musisz zaryzykować. Jeśli chcesz być kreatywny musisz zaryzykować wszystko. 
Ale  warto.  Odrobina  kreatywności  jest  więcej  warta  niż  cały  ten  świat  i  wszystkie  jego 
królestwa. 
 
 

2. Bądź gotowy, by się uczyć 

 
Dyscyplina to piękne słowo, ale tak samo jak inne piękne słowa było niewłaściwie używane. 
Słowo  dyscyplina  (ang.  discipline)  ma  ten  sam  korzeń  co  słowo  uczeń  (ang.  disciple). 
Podstawowe  znaczenie  tego  słowa  to:  „proces  uczenia  się". Ten, kto jest gotów się uczyć to 
uczeń, a proces gotowości do nauki to dyscyplina. 
Człowiek  posiadający  wiedzę,  nigdy  nie  jest  gotów  się  uczyć,  ponieważ  wydaje  mu  się,  że 
wie  już  wszystko;  jest  bardzo  skupiony  na  swojej  tak  zwanej  wiedzy.  A  jego  wiedza  to  nic 
innego  jak  pokarm  dla  ego.  Taki  ktoś  nie  może  być  uczniem,  nie  może  żyć  w  prawdziwej 
dyscyplinie. 
Sokrates mówi: „Wiem, że nic nie wiem" - taki jest początek dyscypliny. Gdy nie wiesz nic, 
narasta w tobie pragnienie poznawania, poszukiwania, zbadania. A gdy zaczynasz się uczyć, 
nieuchronnie  pojawia  się  kolejny  czynnik:  stale  musisz  odrzucać  to,  czego  zdążyłeś  się 
nauczyć; inaczej stanie się to wiedzą, a wiedza zablokuje możliwość dalszej nauki. 
Człowiek gotowy zawsze się uczyć, nigdy nie gromadzi wiedzy. Odkłada wszystko, czego się 
dowiedział  i  ponownie  staje  się  ignorantem.  Ta  ignorancja  jest  naprawdę  oświecająca. 
Zgadzam  się  z  Dionizosem,  gdy  nazywa  ignorancję  zrozumieniem.  To  jedno  z 
najpiękniejszych  doświadczeń: być w stanie oświeconej niewiedzy. Gdy jesteś w tym stanie, 
stajesz się otwarty, nie ma żadnych barier, jesteś gotów poszukiwać. 
Pojęcie „dyscyplina" zostało źle zinterpretowane. Ludzie mówili innym, żeby wprowadzili do 
swojego  życia  dyscyplinę,  aby  robili  to,  a nie robili tamtego. Na człowieka nałożono tysiące 
nakazów i zakazów. A kiedy człowiek żyje otoczony tyloma zakazami i nakazami, nie może 
być kreatywny. Staje się więźniem; wszędzie gdzie się ruszy napotyka ścianę. 
Osoba  kreatywna  musi  zniszczyć  wszystkie  zakazy  i  nakazy.  Potrzebna  jest  jej  wolność  i 
przestrzeń,  niezmierzona  przestrzeń;  potrzebuje  całego  nieba  i  wszystkich  gwiazd.  Tylko 
wtedy jej wnętrze może zacząć spontanicznie się rozwijać. 
Więc  pamiętaj,  w  moim  rozumieniu  dyscyplina  nie  ma  nic  wspólnego  z  dziesięciorgiem 
przykazań; nie nakładam na was dyscypliny, po prostu pokazuję wam, w jaki sposób możecie 
ciągle  się  uczyć  i  nie  zapchać  się  wiedzą.  Twoja  dyscyplina  musi  wypływać  z  serca,  musi 
być...  twoja  -  to  stanowi  ogromną  różnicę.  Gdy  ktoś  inny  narzuca  ci  dyscyplinę,  nigdy  nie 
będzie ci ona odpowiadać; będzie jak noszenie cudzych ubrań. Będą albo za luźne, albo zbyt 
obcisłe, zawsze będziesz czuł się w nich nieswojo. 
Mahomet  nałożył  dyscyplinę  na  muzułmanów;  może  być  ona  dobra  dla  niego,  ale  nie  może 
być dobra dla nikogo innego. 

background image

 

54

 

 
Każda kreatywna dusza, bez względu na to, co tworzy, powinna być szanowana.  
Najważniejsza  powinna  być  jej  kreatywność.  Ale  Nagrody  Nobla  dostają  politycy,  którzy  są 
nikim innym jak tylko cwanymi przestępcami. 
 
Budda nałożył dyscyplinę na miliony buddystów; może jest ona dobra dla niego, ale nie może 
być  dobra  dla  innych.  Dyscyplina  jest  czymś  indywidualnym;  gdy  tylko  ją  od  kogoś 
pożyczasz,  zaczynasz  żyć  według  ustalonych  zasad,  według  martwych  zasad.  A  życie  nigdy 
nie jest martwe; z każdą chwilą nieustannie się zmienia. Życie to strumień. 
Heraklit  ma  rację:  nie  możesz  dwa  razy  wejść  do  tej  samej  rzeki.  Tak  właściwie, 
powiedziałbym, że do tej samej rzeki nie można wejść nawet raz, za szybko płynie! Człowiek 
musi być uważny, musi obserwować każdą sytuację i jej niuanse, musi odpowiadać zgodnie z 
daną chwilą, a nie z gotowymi szablonami narzuconymi przez innych. 
Czy  dostrzegasz  głupotę  ludzkości?  Parę  tysięcy  lat  temu  Manu  nałożył  dyscyplinę  na 
Hindusów,  a  oni  nadal  jej  przestrzegają.  Trzy  tysiące  lat  temu  Mojżesz  zrobił  to  samo  dla 
ż

ydów; oni również jej przestrzegają. Pięć tysięcy lat temu, Adinatha narzucił dyscyplinę dża-

inom i oni też jej przestrzegają. Cały świat zwariował od tych dyscyplin! One są przestarzałe, 
powinny  zostać  pogrzebane  dawno  temu.  Dźwigasz  trupy,  które  zaczynają  już  nawet 
ś

mierdzieć. A kiedy żyjesz w otoczeniu umrzyków, jakie możesz mieć życie? 

Uczę cię chwili; wolności chwili i odpowiedzialności za chwilę. Coś może być słuszne teraz, 
ale zupełnie niewłaściwe za chwilę. Nie staraj się być konsekwentny, bo staniesz się martwy. 
Tylko  trupy  są konsekwentne. Staraj się być żywy, z wszystkimi tego sprzecznościami, i żyj 
każdą chwilą nie odwołując się do przeszłości ani do przyszłości. Żyj chwilą, w kontekście tej 
chwili  twoje  odpowiedzi  będą  całkowite.  Ta  całkowitość  jest  piękna,  ta  całkowitość  to 
właśnie kreatywność. Wtedy cokolwiek zrobisz będzie piękne samo z siebie. 
 
 

3. Odkryj Nirwanę w tym, co zwyczajne 

 
Czy  słyszałeś  kiedyś  aby  ogrodnik  tworzący  życie,  wspaniałe  życie,  dostał  kiedykolwiek 
Nagrodę  Nobla?  Rolnik,  który  orze pola i dostarcza nam wszystkim pożywienia - czy został 
kiedykolwiek nagrodzony? Nie, żyje i umiera tak jakby go nigdy nie było. 
To  paskudne  ograniczenie.  Każda  kreatywna  dusza,  bez  względu  na  to,  co  tworzy,  powinna 
być  szanowana.  Najważniejsza  powinna  być  jej  kreatywność.  Ale  nagrody  Nobla  dostają 
politycy, którzy są nikim innym jak tylko cwanymi przestępcami. 
To  oni  są  winni  wszystkich  wojen  światowych  i  nadal  przygotowują  coraz  więcej  broni 
jądrowej, bo będzie potrzebna do popełnienia globalnego samobójstwa. 
W prawdziwej, uczciwej społeczności ludzkiej, kreatywność byłaby szanowana, liczyłaby się, 
ponieważ kreatywna dusza uczestniczy w pracy Boga.  
Nasze poczucie estetyki nie jest zbyt bogate. 
 
Pamiętaj, kreatywność nie jest związana z żadnym konkretnym rodzajem pracy. 
 
Przypomniałem  sobie  Abrahama  Lincolna.  Był  on  synem  szewca  a  stał  się  prezydentem 
Stanów  Zjednoczonych.  Oczywiście  arystokraci  czuli  się  tym  urażeni,  zdenerwowani, 
zmartwieni.  I  to  wcale  nie  przypadek,  że  Lincoln  został  zamordowany.  Arystokracja  nie 
mogła znieść tego, że prezydentem ich kraju został syn szewca. 
Pierwszego dnia prezydentury, gdy Lincoln szedł w stronę mównicy, by wygłosić przemowę 
przed Senatem, jeden z paskudnych arystokratów wstał i powiedział: „Panie Lincoln, chociaż 
przez  jakiś  przypadek  zostałeś  prezydentem  tego  kraju,  nie  zapominaj,  że  zwykłeś 

background image

 

55

 

przychodzić do mojego domu ze swoim ojcem, by robić buty dla mojej rodziny. Zresztą wielu 
senatorów  nosi  buty  zrobione  przez  twojego  ojca.  Nigdy  więc  nie  zapominaj  o  swoim 
pochodzeniu". 
Wydawało  mu  się,  że  upokorzy  w  ten  sposób  Lincolna.  Ale  upokorzyć  można  tylko  ludzi 
marnych,  cierpiących  na  kompleks  niższości;  najwspanialsi  ludzie  są  poza  zasięgiem 
upokorzenia. 
Abraham  Lincoln  powiedział  coś,  co  każdy  powinien  zapamiętać:  „Jestem  wdzięczny,  że 
przypomniałeś  mi  o  moim  ojcu  przed  tym  przemówieniem.  Mój  ojciec  był  wspaniałym 
człowiekiem  i  bardzo  kreatywnym  artystą.  Nikt  poza  nim  nie  potrafił  robić  tak  pięknych 
butów. Doskonale wiem, że cokolwiek zrobię, nigdy nie będę tak dobrym prezydentem jakim 
on  był  twórcą.  Nigdy  nie  będę  lepszy  niż  on.  Przy  okazji  chciałbym  powiedzieć  wam 
wszystkim,  że  gdyby  buty,  które  wykonał  dla  was  mój  ojciec  was  uwierały,  to  ja  również 
nauczyłem się od niego tej sztuki. Nie jestem wspaniałym szewcem, ale mogę przynajmniej je 
poprawić. Dajcie mi znać, a przyjdę do waszych domów". 
W  Senacie  zapanowała  zupełna  cisza  i  senatorowie  zdali  sobie  wtedy  sprawę,  że  tego 
człowieka  nie  można  upokorzyć.  Ma  on  niezwykły  szacunek  dla  każdego  przejawu 
kreatywności. 
Nie ma znaczenia czy malujesz, rzeźbisz czy robisz buty; nie ważne czy jesteś ogrodnikiem, 
farmerem, rybakiem czy cieślą. Znaczenie ma jedynie to, czy wkładasz swoją duszę w to, co 
robisz. Jeśli tak, zawsze to, co tworzysz będzie miało w sobie odrobinę boskości. 
Pamiętaj, kreatywność nie jest związana z żadnym konkretnym rodzajem pracy. Kreatywność 
ma  związek  z  tym  jaka  jest  twoja  świadomość.  Wszystko  co  robisz  może  być  kreatywne. 
Może być kreatywne, jeśli wiesz czym jest kreatywność. 
Kreatywność  to  traktowanie  każdej  pracy  jak  medytacji,  wykonywanie  jej  z  ogromną 
miłością. Jeśli z miłością posprzątasz to audytorium, będzie to kreatywne. W innym wypadku 
będzie  to  zwykły  obowiązek,  praca,  którą  trzeba  zrobić;  jarzmo.  Wtedy  zaczniesz  czekać  na 
kolejną  okazję,  aby  stać  się  kreatywnym.  A  co  chcesz  wtedy  robić?  Czy  umiesz znaleźć coś 
lepszego? Czy wydaje ci się, że jak zaczniesz malować to poczujesz się kreatywny? 
Malowanie  jest  tak  zwyczajne  jak  mycie  podłogi.  Wrzucasz  kolory  na  płótno  czy  myjesz 
podłogę,  czyścisz  ją;  jaka  jest  różnica?  Rozmawiając  z  kimś, z przyjacielem, masz poczucie 
straconego  czasu.  Chciałbyś  napisać  w  tym  czasie  wspaniałą  książkę,  wtedy  poczułbyś,  że 
jesteś kreatywny. Ale odwiedził cię przyjaciel! Krótka pogawędka jest czymś pięknym - bądź 
kreatywny! 
Wszystkie  wspaniałe  rzeźby  to  nic  innego  jak  opowieść  ich  twórców.  Co  ja  robię  w  tej 
chwili?  Plotkuję.  To,  co  mówię,  stanie  się  kiedyś  świętą  prawdą,  ale  na  razie  to  zwykłe 
opowieści.  Ale  sprawiają  mi  przyjemność,  mogę  opowiadać  w  nieskończoność  -  wy  kiedyś 
się tym znudzicie; ja - nie. To dla mnie czysta przyjemność. Możliwe, że kiedyś tak wam się 
to  znudzi,  że  wszyscy  znikniecie  i  nie  będzie  tu  nikogo  -  a  ja  nadal  będę  opowiadał.  Jeśli 
naprawdę coś kochasz, jest to kreatywne. 
Wielu  ludzi  przychodzi  do  mnie  i  kiedy  są  u  mnie  po  raz  pierwszy,  mówią:  „Daj  mi 
jakąkolwiek  pracę,  Osho.  Cokolwiek  -  nawet  sprzątanie!"  Dokładnie  tak  mówią:  „Nawet 
sprzątanie! Ale będzie to sprzątanie u ciebie". 
A  potem  po  kilku  dniach  przychodzą  do  mnie  i  mówią:  „Sprzątanie...?  Chcielibyśmy  robić 
coś bardziej kreatywnego". 
 
Nie ma znaczenia czy malujesz, rzeźbisz, czy robisz buty; nie ważne czy jesteś ogrodnikiem, 
farmerem,  rybakiem  czy  cieślą.  Jedyne,  co  ma  znaczenie,  to  czy  wkładasz  swoją duszę w to 
co robisz. Jeśli tak, zawsze to, co tworzysz będzie miało w sobie odrobinę boskości. 
 
Pozwólcie, że opowiem wam pewną anegdotę: 

background image

 

56

 

Przestraszona  brakiem  zmysłowości  w  życiu  seksualnym,  młoda  żona  przekonała  wreszcie 
męża, aby poddał się hipnozie. Po kilku spotkaniach jego zainteresowanie seksem ponownie 
się rozpaliło, ale w trakcie kochania się z nią, co jakiś czas wybiegał z sypialni do łazienki i 
wracał dopiero po dłuższej chwili. 
Zaciekawiona  żona,  któregoś  dnia,  poszła  za  nim  do  łazienki.  Zakradła  się  pod  drzwi  i 
zobaczyła  męża  stojącego  przed  lustrem,  wpatrzonego  w  swoje  odbicie,  mamroczącego  pod 
nosem: „Ona nie jest moją żoną... Ona nie jest moją żoną". 
Gdy  zakochujesz  się  w  kobiecie,  ona  oczywiście  nie  jest  jeszcze  twoją  żoną.  Kochacie  się, 
sprawia  wam  to  przyjemność,  ale  potem  wszystko  zaczyna  słabnąć.  Zostaje  ona  twoją  żoną. 
Potem  wszystko  wydaje  ci  się  stare.  Znasz  twarz,  znasz  jej  ciało,  znasz  całą  topografię  i 
zaczynasz się nudzić. Hipnotyzer odniósł sukces! Zasugerował tylko, aby mąż w trakcie seksu 
myślał: „To nie moja żona; ona nie jest moją żoną". 
Więc kiedy sprzątasz wyobrażaj sobie, że malujesz. „To nie sprzątanie, to bardzo kreatywne 
zajęcie"  -  a  tak  się  stanie!  To  tylko  twój  umysł  płata  ci  figle.  Jeśli  to  rozumiesz,  to  do 
wszystkiego, co będziesz robił wprowadzisz kreatywność. 
Człowiek,  który  rozumie,  zawsze  jest  kreatywny.  Nie  stara  się  takim  być,  a  jest.  Nawet 
sposób w jaki siada jest kreatywny. Zaobserwuj jak siada; w jego ruchach odnajdziesz cechy 
tańca,  jakąś  godność.  Jakiś  czas  temu  czytaliśmy  opowieść  o  mistrzu  zen,  któryż  ogromną 
godnością  stał  w  jamie,  w  grobie;  był  martwy.  Nawet  jego  śmierć  była  kreatywna.  Zrobił  to 
doskonale, nie da się zrobić tego lepiej. Nawet będąc martwym stał pełen godności i gracji. 
 
Człowiek  święty  to  zwyczajny  człowiek,  który  kocha  zwyczajne  życie.  Rąbanie  drewna, 
noszenie  wody  ze  studni,  gotowanie  -  czegokolwiek  się  dotknie  staje  się  święte.  Nie  żeby 
robił coś niezwykłego, ale cokolwiek robi, robi to wspaniale. 
 
Jeśli  rozumiesz,  to  cokolwiek  będziesz  robił  -  gotował,  sprzątał...  Życie  składa  się  z  małych 
rzeczy.  To  tylko  twoje  ego  powtarza  ci  ciągle,  że  są  one  małe,  a  wtedy  ty  chcesz  robić  te 
wielkie  -  chcesz  tworzyć  wspaniałą  poezję.  Chciałbyś  stać  się  jak  Szekspir  lub  Kalidas,  lub 
jak Milton. To twoje ego stwarza problemy. Odrzuć je, a wszystko stanie się kreatywne. 
Słyszałem historię: 
Gospodyni  domowa  była  tak  zachwycona  sprawnością  dostawcy,  że  chciała  dowiedzieć  się 
jak się on nazywa. Chłopak odpowiedział: Szekspir. 
- Cóż, to bardzo znane nazwisko. 
- No jasne! Jestem dostawcą w tej dzielnicy od prawie trzech lat. 
Podoba mi się to! Po co przejmować się tym, że jest się Szekspirem? Trzy lata dostaw w tej 
samej dzielnicy - to prawie tak piękne jak napisanie powieści czy dramatu. 
Ż

ycie  składa  się  z  małych  rzeczy.  Stają  się  one  wielkie  jeśli  kochasz.  Wtedy  wszystko  jest 

wspaniałe.  Jeśli  nie  kochasz,  twoje  ego  zaczyna  mówić:  „To  nie  jest  stosowne  dla  ciebie. 
Sprzątanie?  To  do  ciebie  nie  pasuje.  Zrób  coś  wielkiego!  Zostań  Joanną  d'Arc".  Nonsens. 
Wszystkie Joanny d'Arc są bezsensowne. 
Sprzątanie jest wspaniałe! Nie idź nigdzie za ego. Gdy się pojawi i zacznie namawiać cię abyś 
robił wielkie rzeczy, natychmiast stań się świadomy i odrzuć je, a wtedy zaczniesz widzieć, że 
ś

więte jest to, co jest proste. Nie jest ono zniewagą, jest czymś najświętszym. 

A  dopóki  wszystko  nie  stanie  się  dla  ciebie  święte,  twoje  życie  nie  będzie  mogło  być 
religijne.  Człowiek  święty  to  nie  ten,  kogo  nazywasz  świętym.  Twój  święty  może  po  prostu 
podążać  za  ego,  a  tobie  będzie  się  wydawało,  że  jest  on  święty,  ponieważ  dokonał 
wspaniałych  rzeczy.  Człowiek  święty  to  zwyczajny  człowiek,  który  kocha  zwyczajne  życie. 
Rąbanie  drewna,  noszenie  wody  ze  studni,  gotowanie  -  czegokolwiek  się  dotknie  staje  się 
ś

więte. Nie żeby robił coś niezwykłego, ale cokolwiek robi, robi to wspaniale. 

 

background image

 

57

 

Nirwana to prowadzenie zwykłego życia z uwagą, z pełnią świadomości, pełnią światła, które 
sprawia, że wszystko staje się zrozumiałe. 
 
O  wielkości  nie  decyduje  to,  co  robisz.  Wielkość  znajduje  się  w  świadomości,  którą 
przywołujesz,  kiedy  coś  robisz.  Dotknij  kamienia  z  miłością;  zamieni  się  w  Kooh-i-Noor, 
wspaniały diament. Uśmiechnij się, a nagle staniesz się królem lub królową. Śmiej się, raduj... 
Każda chwila twojego życia musi zostać przemieniona dzięki twojej medytacyjnej miłości. 
Kiedy  mówię,  żebyście  byli  kreatywni,  nie  chodzi  mi  o  to,  że  wszyscy  musicie  zostać 
wielkimi  malarzami czy wspaniałymi poetami. Chodzi o to, aby wasze życie było jak obraz, 
aby  było  jak  wiersz.  Zawsze  o  tym  pamiętaj,  inaczej  ego  wpędzi  cię  w  jakieś  poważne 
kłopoty. 
Idź do przestępców i spytaj, dlaczego stali się przestępcami. Powiedzą ci, że tylko dlatego, iż 
nie byli w stanie znaleźć wielkich rzeczy, które mogliby robić. Nie mogli zostać prezydentami 
kraju  -  bo  oczywiście  wszyscy  ludzie  nie  mogą  być  prezydentami  -  więc  zabili  prezydenta; 
tak było łatwiej. Stali się tak sławni jak sam prezydent. Ich zdjęcia znalazły się na pierwszych 
stronach gazet. 
Kilka miesięcy temu, pewien mężczyzna zabił siedem osób. Zapytano go dlaczego to zrobił. 
Nawet nie znał żadnej ze swych ofiar. Powiedział, że chciał stać się wielki, ale żadna z gazet 
nie  była  gotowa  opublikować  jego  wierszy,  jego  artykułów;  wszyscy  go  odrzucali.  Nikt  nie 
chciał opublikować jego zdjęć, a życie upływało, więc postanowił, że zabije siedem osób. Nie 
były z nim związane, nie był na nie wściekły; on po prostu chciał stać się sławny. 
Twoi politycy i twoi przestępcy niczym się nie różnią. Wszyscy przestępcy stosują politykę, a 
wszyscy  politycy  popełniają  przestępstwa.  Nie  tylko  Richard  Nixon.  Biedny  Nixon  został 
przyłapany na gorącym uczynku. Inni są po prostu dużo sprytniejsi. 
 
Kiedy  mówię,  żebyście  byli  kreatywni,  nie  chodzi  mi  o  to,  że  wszyscy  musicie  zostać 
wielkimi  malarzami czy wspaniałymi poetami. Chodzi o to, aby wasze życie było jak obraz, 
aby było jak wiersz. 
 
Panią Moskowitz rozpierała duma. 
- Czy słyszeliście o moim synu, Louie? - zapytała sąsiadów. 
-  Nie, co takiego zrobił Louie? 
-  Chodzi do psychiatry. Dwa razy w tygodniu chodzi do psychiatry. 
- Czy to dobrze? 
-    Oczywiście.    Płaci czterdzieści   dolarów   za godzinę i cały czas mówi o mnie. 
Nie pozwól nigdy, aby pojawiła się w tobie tendencja do bycia kimś wielkim, sławnym, kimś 
lepszym  niż  wszyscy;  nigdy.  Normalnie  życie  jest  w  porządku.  Bycie  jak  inni,  bycie 
zwyczajnym  jest  doskonałe  i  nie  potrzeba  nic  więcej.  Nie  potrzeba  nic  więcej  niż  być 
zwyczajnym w niezwyczajny sposób. O to właśnie chodzi w świadomości, w nirwanie. 
Pozwól,  że  powiem  ci  ostatnią  rzecz.  Jeśli  nirwana stanie się dla ciebie celem, który musisz 
osiągnąć,  wtedy  życie  stanie  się  koszmarem.  Wtedy  nirwana  będzie  twoim  ostatnim  i 
najgorszym  koszmarem.  Ale  jeśli  znajdziesz  ją  w  małych  rzeczach,  po  prostu  żyjąc, 
przemieniając  każdy  mały  akt  w  coś  świętego,  w  modlitwę...  twój  dom  stanie  się  świątynią, 
twoje ciało będzie za mieszkiwał Bóg, a gdziekolwiek spojrzysz i czegokolwiek się dotkniesz 
stanie się piękne i święte. Wtedy nirwana będzie dla ciebie wolnością. 
 
 
 
 

background image

 

58

 

Ż

ycie  składa  się  z  małych  rzeczy.  To  tylko  twoje  ego  powtarza  ci  ciągle,  że  są  one  małe,  a 

wtedy  ty  chcesz  robić  te  wielkie  -  chcesz  tworzyć  wspaniałą  poezję.  Chciałbyś  stać  się  jak 
Szekspir lub Kalidas, lub jak Milton. To twoje ego stwarza problemy. Odrzuć je, a wszystko 
stanie się kreatywne. 
 
Nirwana to prowadzenie zwykłego życia z uwagą, z pełnią świadomości, pełnią światła, które 
sprawia, że wszystko staje się zrozumiałe. To możliwe. Mówię tak, ponieważ sam tak żyłem, 
ponieważ  nadal  tak  żyję.  Kiedy  o  tym  mówię,  mówię  jako  autorytet.  Nie  cytuję  Buddy  czy 
Jezusa; cytuję tylko siebie. 
Dla mnie stało się to możliwe; może stać się możliwe także dla ciebie. Nie tęsknij za ego. Po 
prostu  kochaj  życie,  ufaj  mu,  a  da  ci  ono  wszystko  czego  potrzebujesz.  Życie  stanie  się 
błogosławieństwem. 
 
 

4. Bądź marzycielem 

 
Fryderyk  Nietzsche,  w  jednym  ze  swoich  wystąpień,  mówi:  „Największy  kataklizm  spadnie 
na  ludzkość  wtedy,  gdy  znikną  ze  świata  wszyscy  marzyciele".  Ewolucja  człowieka  zaczęła 
się  od  tego,  że  człowiek  o  niej  marzył.  To,  co  było  marzeniem  wczoraj,  dziś  jest 
codziennością, a co jest marzeniem dziś, może stać się rzeczywistością jutro. 
Wszyscy  poeci  to  marzyciele,  wszyscy  muzycy  to  marzyciele,  wszyscy  mistycy  to 
marzyciele. Tak właściwie, to kreatywność jest efektem naszych marzeń. 
Ale  nie  są  to  marzenia,  które  analizował  Zygmund  Freud.  Musisz  więc  zacząć  odróżniać 
marzenia  poety,  marzenia  rzeźbiarza,  marzenia  architekta,  marzenia  mistyka,  marzenia 
tancerza - od marzeń chorego umysłu. 
To  ogromny  pech,  że  Freud  nigdy  nie  zwracał  uwagi  na  wspaniałych  marzycieli,  którzy 
stanowią  fundament  dla  ludzkiej  ewolucji.  Spotykał  na  swojej  drodze  tylko  ludzi  z  chorą 
psychiką,  a  ponieważ  przez  całe  życie  analizował  sny  psychopatów,  słowo  marzenie  zostało 
umieszczone w całkowicie błędnym kontekście. Chorzy psychicznie marzą, ale ich marzenia 
prowadzą  do  ich  destrukcji.  Człowiek  kreatywny  także  marzy.  Jego  marzenia  wzbogacają 
ś

wiat. 

 
Przypomniałem  sobie  o  Michale  Aniele.  Przechodził  przez  rynek,  na  którym  sprzedawano 
najróżniejsze  rodzaje  marmuru  i  jego  wzrok  padł  na  kawałek  wspaniałej  skały.  Zapytał 
właściciela o jej cenę. Ten odrzekł: 
- Jeśli ją chcesz możesz wziąć ją za darmo, ponieważ leży tu tylko i zajmuje miejsce. Przez 
dwanaście lat nikt nigdy o nią nie spytał, a dla mnie jest bezużyteczna. 
Michał  Anioł  wziął  skałę,  pracował  nad  nią  prawie  rok  i  stworzył  prawdopodobnie 
najwspanialszą  rzeźbę,  jaka  kiedykolwiek  powstała.  Kilka  lat  temu  jakiś  szaleniec  próbował 
ją zniszczyć. Działo się to w Watykanie; rzeźba przedstawia Jezusa Chrystusa, tuż po zdjęciu 
go  z  krzyża,  leżącego  martwo  na  kolanach  matki.  Widziałem  ją  tylko  na  zdjęciach,  ale 
wydawała  się  być  taka  żywa,  jakby  Jezus  miał  się  w  każdej  chwili  obudzić.  Marmur 
rzeźbiony był z taką zręcznością, że rzeźba ukazuje zarówno siłę Jezusa, jak i jego kruchość. 
A w oczach jego matki, Marii, widać łzy. 
Kilka  lat  temu  jakiś  szaleniec  zniszczył  tę  rzeźbę,  a  kiedy  spytano  go  dlaczego  to  zrobił, 
odpowiedział: „Ja także chcę stać się sławny. Michał Anioł potrzebował roku by stworzyć to 
dzieło; mnie zajęło to zaledwie pięć minut i rozwaliłem całą jego rzeźbę. A moje imię jest w 
nagłówkach wszystkich gazet na całym świecie". 
Obaj pracowali na tym samym kawałku marmuru. Jeden był twórcą, drugi szaleńcem. 

background image

 

59

 

Po  roku,  kiedy Michał Anioł skończył pracę, zaprosił do siebie sprzedawcę aby pokazać mu 
rzeźbę. Sprzedawca nie mógł uwierzyć własnym oczom. Powiedział: 
- Skąd wziąłeś ten wspaniały marmur? A Michał Anioł odpowiedział: 
- Nie poznajesz? To ten sam brzydki kawałek skały, który czekał przed twoim sklepem przez 
dwanaście lat. 
-  Jak udało ci się przemienić taką brzydką skałę w coś tak pięknego? - zapytał sprzedawca. 
Michał Anioł odpowiedział: 
-    Nie  zastanawiałem  się  nad  tym.  Marzyłem  o  zrobieniu  tej  rzeźby  i  kiedy  mijałem  ten 
kamień,  usłyszałem  nagle  jak  woła  mnie  Jezus:  „Jestem  uwięziony  w  skale.  Uwolnij  mnie; 
pomóż mi się wydostać". Zobaczyłem tę rzeźbę w skale. Więc nie miałem trudnego zadania: 
usunąłem niepotrzebne fragmenty; Jezus i Maria są teraz wolni. 
 
Byłaby to wspaniała przysługa, gdyby ktoś podobny do Freuda, zamiast analizować umysły i 
sny  chorych  ludzi,  zajął  się  marzeniami  ludzi  zdrowych,  nie  tylko  zdrowych,  ale  i  tych 
kreatywnych.  Analiza  ich  snów  pokazałaby,  że  nie  każde  marzenie  jest  związane  z 
tłumieniem.  Analiza  ich  snów  pokazałaby,  że  istnieją  marzenia,  które  rodzą  się  w  bardziej 
kreatywnej świadomości niż świadomość zwyczajnych ludzi. A ich marzenia nie są chore, są 
całkowicie zdrowe. Cała ewolucja człowieka i jego świadomości zależy od tych marzycieli. 
Egzystencja  jest  organiczną  całością.  Nie  tylko  trzymasz  za  ręce  drugiego  człowieka, 
trzymasz także drzewa. Nie tylko sami oddychacie, cały wszechświat oddycha razem z wami. 
Wszechświat  znajduje  się  w  głębokiej  harmonii.  Tylko  człowiek  może  zapomnieć  języka 
harmonii, a moje zadanie polega na przypomnieniu ci o tym. To nie my tworzymy harmonię; 
harmonia  to  nasza  rzeczywistość.  Po  prostu  o  niej  zapominasz.  Zapominasz,  bo  jest  ona 
czymś oczywistym. Rodzisz się w niej, jak więc możesz o niej myśleć? 
Starożytna  przypowieść  mówi  o  rybie  pytającej  z  psychologicznym  zacięciem  drugą  rybę: 
„Tyle  słyszałam  o  oceanie;  ale  gdzie  on  jest?"  A  ona  przecież  znajduje  się  w  oceanie! 
Urodziła się w nim, żyje w nim. Nigdy nie widziała oceanu jako czegoś oddzielnego od niej. 
Stara  ryba  usłyszawszy  to  pytanie  odpowiedziała:  „Jesteśmy  w  oceanie".  Ale  młody 
niedowiarek  nie  dawał  za  wygraną:  „Nie  żartuj.  To  tylko  woda,  a  ty  nazywasz  ją  oceanem? 
Muszę  porozmawiać  o  tym  z  mądrzejszymi  istotami".  Ryba      dowiaduje      się  o  oceanie 
dopiero,  gdy zostanie złapana przez rybaka, wyciągnięta z wody i rzucona na piasek. Wtedy 
po raz pierwszy zdaje sobie sprawę, że cały czas mieszkała w oceanie, że jest on jej życiem i 
ż

e bez niego nie przetrwa. 

 
Czasem wydaje ci się, że jesteś oddzielony od innych, bo myślisz o czymś zupełnie innym niż 
pozostali ludzie. Ale jeśli jesteście cisi, znikają między wami wszystkie mury. Dwie cisze nie 
mogą pozostać rozdzielone. Stają się jednością. 
  
Ale  z  człowiekiem  jest  pewien  problem.  Nie  można  wyciągnąć  go  z  egzystencji.  Ona  jest 
nieskończona,  nie  ma  brzegu,  na  którym  możesz  samotnie  stanąć  i  na  nią  popatrzeć. 
Gdziekolwiek się znajdziesz, zawsze będziesz jej częścią. 
Wszyscy  oddychamy  razem.  Jesteśmy  częściami  orkiestry.  Zrozumienie  tego,  jest 
wspaniałym doświadczeniem - nie nazywaj tego marzeniem, ponieważ od czasów Zygmunda 
Freuda  to  słowo  źle  się  kojarzy.  A  przecież  jest  to  jedno  z  piękniejszych  słów;  bardzo 
poetyckie. 
I bądź w tej ciszy, w tej radości, po prostu bądź; dzięki niej poczujesz, że jesteś związany z 
innymi.  Czasem  wydaje  ci  się,  że  jesteś  oddzielony  od innych, bo myślisz o czymś zupełnie 
innym  niż  pozostali  ludzie.  Ale  jeśli  jesteście  cisi,  znikają  między  wami  wszystkie  mury. 
Dwie cisze nie mogą pozostać rozdzielone. Stają się jednością. 

background image

 

60

 

Wszystkie  wartości  w  życiu  -  miłość,  cisza,  błogość,  ekstaza,  boskość  -  uzmysławiają  ci 
wewnętrzną  jedność.  Nie  istnieją  jakieś  inne  rodzaje  ludzi;  wszyscy  jesteśmy  różnymi 
wyrazami  tej  samej  rzeczywistości,  innymi  piosenkami  tego  samego  śpiewaka,  różnymi 
tańcami jednego tancerza, różnymi obrazami jednego malarza. 
Nie  nazywaj  tego  snem,  bo  nie  zrozumiesz,  że  jest  to  rzeczywistość.  A  rzeczywistość  jest 
dużo  piękniejsza  niż  jakikolwiek  sen.  Jest  bardziej  psychodeliczna,  bardziej  kolorowa, 
bardziej  radosna,  bardziej  tańcząca  niż  możesz  sobie  wyobrazić.  Ale  żyjemy  w  takiej 
nieświadomości... 
 
Sny trzeba urzeczywistniać, a nie rzeczywistość zmieniać w sen. 
 
Po  pierwsze  myślimy,  że  żyjemy  oddzielnie.  Ale  podkreślam,  że  żaden  człowiek  nie  jest 
samotną wyspą; wszyscy jesteśmy częściami ogromnego kontynentu. Różnimy się, ale to nie 
znaczy, że żyjemy oddzielnie. Różnorodność wzbogaca życie - cząstka nas jest w Himalajach, 
cząstka w gwiazdach, jeszcze inna - w różach. Jesteśmy w skrzydłach ptaka i w zieleni drzew. 
Jesteśmy  wszędzie.  Uznanie  tego  za  rzeczywistość  zmieni  całe  twoje  podejście  do  życia, 
zmieni każdy gest, przemieni całego ciebie. 
Przepełni  cię  miłość;  zaczniesz  uwielbiać  życie.  Moim  zdaniem,  wtedy  po  raz  pierwszy 
staniesz  się  religijny  -  nie  będziesz  chrześcijaninem,  hinduistą,  muzułmaninem,  ale  będzie 
przepełniać cię czysta religijność. 
 
Nadal  nie  jesteśmy  ucywilizowani,  wyedukowani,  religijni.  W  imię  cywilizacji,  kultury, 
religii dopuszczamy się różnych barbarzyńskich, prymitywnych czynów. 
 
Słowo religia jest piękne. Pochodzi od korzenia oznaczającego ponowne połączenie tego, co z 
powodu  ignorancji  rozdzieliło  się;  łączenie  razem,  prośba  o  to  abyśmy  zobaczyli,  że  nie 
ż

yjemy oddzielnie. Wtedy nie jesteś w stanie skrzywdzić nawet drzewa. Wtedy współczucie i 

miłość  są  spontaniczne  -  nie  wyhodowane,  nie  są  kwestią  dyscypliny.  Jeśli  twoja  miłość 
wypływa  z  dyscypliny,  jest  fałszywa.  Jeśli  zakaz  przemocy  jest  w  tobie  hodowany,  jest  on 
sztuczny.  Jeśli  współczucie  jest  w  tobie  wyhodowane,  jest  fałszywe.  Ale  jeśli  pojawiają  się 
one spontanicznie, bez żadnego wysiłku, oznacza to, że są głęboko w tobie zakorzenione, są 
wspaniałe... 
W  imię  religii  popełniono  w  przeszłości  bardzo  wiele  przestępstw.  Nikt  nie  zabił  tylu  ludzi, 
co osoby religijne. Oczywiście wszystkie te religie są fałszywe i sztuczne. 
Prawdziwa religia musi się narodzić. 
Kiedyś  H.  G.  Wells  został  zapytany,  tuż  po  publikacji  swojej  książki  o  historii  świata:  „Co 
myślisz o rozwoju cywilizacji?" 
Odpowiedział: „Pomysł jest dobry, ale ktoś powinien wreszcie coś zrobić, aby wprowadzić go 
w życie". 
Nadal  nie  jesteśmy  ucywilizowani,  wyedukowani,  religijni.  W  imię  cywilizacji,  kultury, 
religii dopuszczamy się różnych barbarzyńskich, prymitywnych czynów. 
Człowiek odszedł daleko od rzeczywistości. Trzeba go obudzić, aby dostrzegł prostą prawdę, 
ż

e wszyscy jesteśmy jednością. To nie jest hipoteza; ta prawda wynika z doświadczenia osób, 

które  medytują,  przez  wieki,  wszyscy  bez  wyjątku,  doszli  do  tego,  że  egzystencja  jest  jedną 
organiczną całością. 
Więc  nie  myl  pięknych  doświadczeń  ze snami. Nazwanie czegoś snem sprawia, że przestaje 
to być prawdziwe. Sny trzeba urzeczywistniać, a nie rzeczywistość zmieniać w sen. 
 
 
 

background image

 

61

 

CZTERY PYTANIA 

 
Masz  w  swoim  sercu  pieśń  do  wyśpiewania  i  taniec  do  zatańczenia,  lecz  ten  taniec  jest 
niewidzialny, a pieśni, mimo że masz ją w sobie, jeszcze nigdy nie słyszałeś. Tkwi głęboko w 
rdzeniu  twojej  Istoty;  trzeba  ją  wydobyć  na  powierzchnię,  trzeba  ją  wyrazić.  To  właśnie 
znaczy samorealizacja. 
 
 

1.  Pamięć i wyobraźnia 

 

Wciąż  nam  mówisz-,  żebyśmy  zerwali  z  tym,  co  pamiętamy  z  przeszłości  i  żyli  tu  i  teraz. 
Jednak odrzucając przeszłość muszę jednocześnie odrzucić moją twórczą wyobraźnię, bowiem 
jestem pisarzem, i wszystko, o czym piszę jest zakorzenione w tym, co pamiętam z przeszłości. 
Ciekawe, jak wyglądałby świat bez wyobraźni twórczej, która pozwala tworzyć dzieła sztuki? 
Tołstoj nigdy nie stałby się Buddą. A czy napisałby „Wojnę i pokój?" 
 
Nie zrozumiałeś mnie, ale to naturalne. Nie jest możliwe zrozumienie mnie, bo do tego trzeba 
byś  odstawił  swoją  pamięć.  Twoja  pamięć  przeszkadza.  Słuchasz  moich  słów,  a  następnie 
tłumaczysz  je  zgodnie  z  tym,  co  pamiętasz,  tłumaczysz  na  język  swojej  przeszłości.  Nie 
pojmiesz  o  co  mi  chodzi,  jeśli  nie  jesteś  tu  obecny...  tylko  wtedy  nastąpi  spotkanie,  tylko  w 
takiej  chwili  jesteś  ze  mną;  w  innym  przypadku  będziesz  obecny  ciałem,  ale  nieobecny  w 
każdym innym aspekcie. 
Nie  mówię,  żebyś  odrzucił  pamiętanie  zdarzeń.  To  byłoby  głupie!  Musisz  pamiętać  fakty; 
znać swoje imię, wiedzieć kim jest twój ojciec i matka, i twoje dzieci. Musisz pamiętać swój 
adres, umieć wrócić do swojego hotelu i znaleźć swój pokój. Pamiętanie faktów nie szkodzi. 
To,  co  stwarza  problemy  -  to  pamięć  autobiograficzna;  to  sytuacja  w  której  stajesz  się 
skażony przez przeszłe zdarzenia. Spróbuj pojąć różnicę. 
Wczoraj  ktoś  cię  obraził.  Dzisiaj  znów  go  spotykasz.  Pamięć  faktograficzna  mówi  ci:  „Ten 
człowiek  wczoraj  mnie  obraził".  Pamięć  autobiograficzna  powoduje,  że  na  sam  widok  tego 
człowieka stajesz się zdenerwowany, coś się w tobie zaczyna gotować. A on może przyszedł 
cię  przeprosić,  chciałby  żebyś  mu  wybaczył.  Może  uzmysłowił  sobie  swój  błąd,  swoje 
niedopuszczalne  zachowanie.  Może  przyszedł  żeby  zapewnić  o  swojej  przyjaźni,  a  ty  się 
gotujesz w sobie, jesteś wściekły, zaczynasz wrzeszczeć. Nie patrzysz w jego twarz tu i teraz; 
jesteś pod wpływem jego twarzy z wczoraj. Ale wczoraj to wczoraj! Ile wody przepłynęło w 
Gangesie? To już nie ten sam człowiek. Dwadzieścia cztery godziny przyniosły wiele zmian. 
Ty też już nie jesteś taki sam. 
Pamięć  faktograficzna  mówi:  „Ten  człowiek  wczoraj  mnie  obraził",  ale  to  „mnie"  już  się 
zmieniło.  I  on  także.  To  tak,  jakby  to  zdarzenie  zaszło  pomiędzy  dwiema  innymi  osobami, 
toteż psychologicznie jesteś wolny. Nie mówisz: „Wciąż jestem zły". Nie ma czegoś takiego 
jak  wieczna  złość.  Jest  pamięć,  ale  nie  ma  już  ona  zabarwienia  emocjonalnego.  Spotykasz 
tego człowieka takim, jakim jest teraz; spotykasz go taki, jaki jesteś teraz. 
Pewien  człowiek  podszedł  i  napluł  w  twarz  Buddzie.  Był  bardzo  zły;  był  braminem,  Budda 
mówił rzeczy, które bardzo złościły kapłanów. Budda otarł twarz i zapytał: 
- Czy masz coś jeszcze do powiedzenia? 
 Uczeń Buddy - Ananda - bardzo się zdenerwował. Poprosił Buddę: 
-    Pozwól,  bym  wymierzył  mu  sprawiedliwość.  Naprawdę  przesadził.  Nie  mogę  tego 
tolerować! 
Budda odrzekł: 
- Ale napluł nie w twoją twarz, tylko w moją. Poza tym - popatrz na niego. Współczuję mu. 
On chce coś powiedzieć, ale słowa nie wydają się być adekwatne. Przez całe życie mam taki 

background image

 

62

 

sam  problem;  a  teraz  widzę  człowieka,  który  ma  go  także.  Chciałbym  ci  przedstawić  to,  do 
czego  doszedłem,  ale  nie  potrafię  znaleźć  odpowiednich  słów;  wszystkie  wydają  się 
nieadekwatne.  Ten  człowiek  jedzie  na  tym  samym  wózku:  jest  w  nim  tyle  złości,  że  żadne 
słowo  tego  nie  odzwierciedla.  We  mnie  jest  tyle  miłości,  że  nie  potrafię  tego  wyrazić. 
Rozumiem jego trudną sytuację, po prostu ją widzę. 
Budda  widzi,  Ananda  też  widzi.  Budda  po  prostu  tworzy  pamięć  faktograficzną;  Ananda  - 
pamięć autobiograficzną. 
Bramin nie mógł uwierzyć własnym uszom, słysząc słowa Buddy. Zapewne byłoby dla niego 
mniej  szokującym,  gdyby  Budda  go  uderzył,  albo  gdyby  naskoczył  na  niego  Ananda.  To 
byłoby normalną reakcją, taką,. której się spodziewał. Tak zwykle reagują ludzie. Ale Budda 
miał niezwykły wgląd w ludzi, rozumiał ich problemy... Ten człowiek odszedł, ale nie mógł 
spać  przez  całą  noc.  Zastanawiał  się,  medytował  nad  tym,  czuł  coraz  większy  żal 
zrozumiawszy, co tak naprawdę zrobił. Poczuł, że ma wielką ranę w sercu. 
Nazajutrz  wczesnym  rankiem  przybiegł  i  padł  Buddzie  do  stóp,  objął  je  i  ucałował.  Budda 
spojrzał na Anandę i rzekł: 
-  Popatrz,  to  nadal  ten  sam  problem.  Znów  przepełnia  go  coś,  czego  nie  potrafi  wyrazić 
słowami.  Dotyka  moich  stóp,  czuje  się  taki  bezbronny.  To,  co  go  przepełnia,  nie  daje  się 
wyrazić  słowami,  nie  można  tego  wytłumaczyć,  zakomunikować.  Trzeba  dobrać  jakiś  gest, 
który to wyrazi. Patrz! 
A bramin zaczął płakać i przepraszać: 
- Wybacz mi, panie. Jest mi tak bardzo przykro. To było bardzo głupie z mojej strony na pluć 
na takiego człowieka jak ty. 
Budda odparł: 
-    Zapomnij  o  tym.  Tego  człowieka,    który  został  opluty,  już  nie  ma,  ani  nie  ma  tego 
człowieka, który pluł. Ty jesteś nowy i ja jestem nowy. Popatrz - słońce, które wschodzi także 
jest  nowe.  Wszystko  jest  nowe.  Wczorajszy  dzień  nie  istnieje.  Zakończ  go  wreszcie!  Jak 
miałbym ci coś wybaczać? Nie naplułeś na mnie, tylko na kogoś, kogo już nie ma. 
Ś

wiadomość jest jak wieczna rzeka. 

Kiedy  mówię,  byś  odrzucił  pamięć,  mam  na  myśli  pamięć  autobiograficzną,  nie 
faktograficzną. Budda pamięta doskonale, że ten człowiek go opluł, ale wie także, że żaden z 
nich nie jest już taki sam. Rozdział zamknięty; nie warto go ciągnąć przez całe życie. Ale ty 
to  ciągniesz.  Ktoś  powiedział  ci  coś  dziesięć  lat  temu,  a  ty  nadal  to  ciągniesz.  Twoja  matka 
była na ciebie zła, kiedy byłeś dzieckiem, a ty ciągle to w sobie trzymasz. Twój ojciec dał ci 
klapsa wiele lat temu, a to ciągle w tobie tkwi, chociaż masz już siedemdziesiąt lat. 
Te  przejawy  pamięci  autobiograficznej  ciągle  cię  obciążają,  niszczą  twoją  wolność,  twoją 
ż

ywotność, więżą cię. Natomiast pamięć faktograficzna nie jest niczym złym. 

  
I  jeszcze  jedna  rzecz,  którą  trzeba  właściwie  pojąć:  kiedy  nie  trzymamy  w  sobie  pamięci 
autobiograficznej,  pamięć  faktograficzna  jest  o  wiele  dokładniejsza.  Nie  jest  zniekształcona 
przez  pamięć  autobiograficzną.  Jak  mógłbyś  pamiętać  coś dokładnie, kiedy na twoją pamięć 
rzutuje nastawienie psychiczne? To niemożliwe! Jesteś rozdygotany, trzęsiesz się; cały jesteś 
jak trzęsienie ziemi - nie jesteś w stanie zapamiętać dokładnie. Będziesz przesadzał, dodawał 
coś od siebie, coś przemilczysz; stworzysz całkiem nowe zdarzenie. Nie   można   polegać 
na twojej pamięci. 
 
I  pamiętaj:  im  głębiej  wniknie  w  ciebie  róża,  tym  głębiej  ty  wnikniesz  w  nią;  zawsze 
zachowana  jest  ta  proporcja.  Aż  nadejdzie  chwila,  kiedy  już  nie  będziesz  wiedział  kim  jest 
róża, a kim jest widz. 
 

background image

 

63

 

Człowiek  bez  pamięci  autobiograficznej  godzien  jest  pełnego  zaufania.  Dlatego  właśnie 
komputery  są  w  tym  bardziej  niezawodne  od  ludzi.  Nie  mają  pamięci  autobiograficznej, 
jedynie fakty, gołe fakty i tylko fakty. Kiedy mówisz o faktach, one przestają być już faktami; 
wprowadziłeś do nich fikcję. Dodałeś coś od siebie, zmieniłeś je, podmalowałeś, nadałeś im 
własną interpretację; to już nie są fakty. Jedynie Budda, Tatha-gata, ludzie oświeceni wiedzą, 
co  znaczy  słowo:  fakt.  Ty  nigdy  nie  masz  do  czynienia  z  faktami  -  tak  wiele  jest  fikcji  w 
twojej  głowie.  Zawsze  gdy  przydarza  się  fakt,  nakładasz  na  niego  swoje  fikcje.  Nigdy  nie 
widzisz tego, co jest; sam zniekształcasz swoją rzeczywistość. 
Budda  mówi,  że  Tathagata  -  człowiek  oświecony,  jest  zawsze  prawdziwy,  ponieważ  to,  o 
czym mówi, jest zgodne z rzeczywistością. Tathagata zawsze mówi prawdę, jest synonimem 
dokładności. Z czymkolwiek ma do czynienia - Tathagata po prostu to odzwierciedla; jest jak 
zwierciadło. I o to właśnie mi chodzi - porzuć pamięć autobiograficzną, a staniesz się lustrem. 
Mówisz  w  swoim  pytaniu:  „Wciąż  nam  mówisz,  żebyśmy  zerwali  z  tym,  co  pamiętamy  z 
przeszłości  i  żyli  tu  i  teraz"
.  To  nie  znaczy,  że  masz  zerwać  z  przeszłością.  Jest  ona  częścią 
twojej  teraźniejszości;  kimkolwiek  byłeś  w  przeszłości,  cokolwiek  zrobiłeś  jest  czę-ścią 
twojej  teraźniejszości.  Jest  obecne  tutaj.  Jesteś  dzieckiem  w  sobie,  jesteś  nastolatkiem... 
wszystko czego dokonałeś jest w tobie. To, co jadłeś, stanowi przeszłość, ale zamieniło się w 
twoją  krew;  krąży  w tobie właśnie teraz; stało się składnikiem twoich kości, twojego szpiku 
kostnego. Miłość, którą przeżywałeś kiedyś, być może jest już przeszłością, ale zmieniła cię. 
Dała ci nowe spojrzenie na życie, otworzyła ci na coś oczy. Wczoraj byłeś ze mną, ale czy to 
taka  całkowita  przeszłość? Jak mogłaby być całkowitą przeszłością, skoro cię zmieniła, dała 
ci nową iskrę, nowy płomień, skoro stała się częścią ciebie? 
Twoja chwila obecna zawiera w sobie twą całą przeszłość. Jeśli umiesz podążyć moim tokiem 
rozumowania, pojmiesz także, że twoja teraźniejszość zawiera w sobie twoją całą przyszłość. 
Przeszłość, tocząc się, wywierała wpływ na ciebie, przygotowywała cię. Przyszłość, która cię 
czeka  wyniknie  z  tego,  jak  żyjesz  teraz.  Twój  obecny  sposób  życia  będzie  miał  ogromny 
wpływ na twoją przyszłość. 
  
Cała przeszłość zawiera się w chwili obecnej i w niej także powstaje twoja przyszłość, ale nie 
musisz się o to martwić. To już się dzieje. Nie musisz odbierać tego osobiście, nie musisz się 
tym  przejmować.  Jeśli  wiesz,  co  mam  na  myśli,  pojmiesz  że  to  wszystko  jest  obecne  tu  i 
teraz; drzewo nie myśli o wodzie, którą pobrało z ziemi wczoraj, ale ona w nim jest. Myśleć 
albo  nie  myśleć.  Tak  samo  nie  myśli  o  promieniach  słońca,  które  wniknęły  weń  wczoraj. 
Drzewa nie są tak niemądre jak ludzie. 
Po  co  zajmować  się  wczorajszymi  promieniami?  Zostały  zaabsorbowane,  wchłonięte,  stały 
się  częścią  zieleni,  czerwieni,  złota.  Drzewo  cieszy  się  dzisiejszymi  porannymi  promieniami 
słońca i nie ma autobiograficznej pamięci dnia wczorajszego, chociaż przecież zawiera się on 
w liściach, w kwiatach, w gałęziach, w korzeniach, w żywicy. Jest obecny! A przyszłość się 
przybliża; nowe pąki, które w przyszłości staną się kwiatami, już tu są. Zawiązki liści, które 
rozwiną się w piękne liście też już tu są. 
Chwila obecna zawiera w sobie wszystko. Jest wiecznością. 
 
Człowiek kreatywny to taki, który przenosi coś ze świata nieznanego do znanego 
 
Nie  chodzi  mi  o  to,  by  zapomnieć  przeszłość  faktograficzną;  rzecz  w  tym  by  się  nią  nie 
przejmować.  Nie  powinna  być  rodzajem  osobistej  inwestycji,  lecz  po  prostu  fizycznym 
faktem.  Nie  mówię  byś  przestał  ją  pamiętać  -  może  być  ci  potrzebna.  Kiedy  staje  się 
potrzebna  -  potrzeba  występuje  w  teraźniejszości,  a  więc  trzeba  na  nią  odpowiedzieć.  Ktoś 
pyta cię, jaki jest twój numer telefonu - pyta teraz, a ty odpowiadasz: „Nie mogę ci podać 

background image

 

64

 

mojego  numeru  telefonu,  bo  odrzuciłem  przeszłość".  Wtedy  popadniesz  w  niepotrzebne 
kłopoty.  Twoje  życie  zamiast  nabierać  cech  wolności,  stawać  się  radosnym  i  pełnym 
optymizmu,  będzie  na  każdym  kroku  stwarzać  ci  problemy.  Natkniesz  się  w  ten  sposób  no 
setki niepotrzebnych kłopotów, sam je będziesz stwarzał. Nie ma takiej potrzeby. Spróbuj to 
zrozumieć. 
Mówisz:  „Wyrzekając  się  przeszłości,  muszę  odrzucić  także  moją  twórczą  wyobraźnię".  Co 
ma  pamięć  do  wyobraźni?  Właściwie  -  im  więcej  pamiętasz,  tym  mniej  twórczy  się  stajesz, 
bo zaczynasz powtarzać to, co pamiętasz, replikować to; tworzyć oznacza przecież pozwolić 
na to, by powstało coś nowego. Stworzenie warunków dla powstania czegoś nowego oznacza, 
ż

e przeszłość nie przeszkadza. 

Pozwól,  by  przeniknęło  cię  to,  co  nowe.  Pozwól  mu  nadejść  i  zachwycić  twoje  serce. 
Przyszłość  się  przyda,  ale  nie  teraz;  dopiero  wtedy,  kiedy  zaczniesz  wyrażać  to  nowe 
doświadczenie.  Przeszłość  będzie  potrzebna,  bo  będziesz  potrzebował  słów  -  język,  którym 
się  posługujesz  wywodzi  się  z  przeszłości.  Nie  możesz  wymyślić  języka  właśnie  teraz;  jeśli 
spróbujesz, będzie to po prostu paplanina, bez sensownego znaczenia. Nie będzie narzędziem 
komunikacji  lecz  jakby  dziecinnym  gaworzeniem.  Nie  wypłynie  z  tego  zbyt  wiele 
kreatywności. Będziesz po prostu plótł nonsensy. 
Aby  rozmawiać potrzebujesz konkretnego języka; a on pochodzi z przeszłości. Jednak język 
powinien  być  używany  dopiero  po  tym,  jak  nastąpi  doświadczenie.  Wtedy  użyj  go  jako 
narzędzia. Nie powinien cię hamować. 
Widząc  różę  rozkwitającą  o  poranku,  dostrzeż  ją.  Niech  wywrze  na  tobie  wrażenie,  niech 
wejdzie głęboko w ciebie. Niech jej różane piękno owładnie tobą, wypełni cię. Nic nie mów. 
Poczekaj.  Bądź  cierpliwy,  bądź  otwarty.  Chłoń.  Niech  róża  cię  dotknie,  ty  dotknij  jej  także. 
Niech nastąpi spotkanie, komunia dwóch istot - róży i ciebie. Przeniknijcie się nawzajem. 
I  pamiętaj:  im  głębiej  wniknie  w  ciebie  róża,  tym  głębiej  ty  wnikniesz  w  nią;  zawsze 
zachowana  jest  ta  proporcja.  Aż  nadejdzie  chwila,  kiedy  już  nie  będziesz  wiedział  kim  jest 
róża,  a  kim  jest  widz.  Aż  nadejdzie  chwila,  kiedy  staniesz  się  różą  a  róża  -  tobą,  kiedy 
obserwator  jest  obserwowany,  kiedy  wszelkie  podziały  znikają.  W  takiej  chwili  poznasz 
rzeczywistość,  sedno  bycia  różą.  Wtedy  skorzystaj  ze  swojego  języka,  skorzystaj  ze  swoich 
zdolności.  Jeśli  jesteś  malarzem,  weź  swój  pędzel,  farby  i  płótno  i  namaluj  to.  Jeśli  jesteś 
poetą,  użyj  swojej  pamięci  faktograficznej  aby  odnaleźć  właściwe  słowa,  które  pozwolą  ci 
wyrazić to doświadczenie. 
 
Prawdziwa kreatywność bierze się nie z pamięci lecz ze świadomości. 
 
Jednak,  kiedy  to  doświadczenie  trwa,  nie  prowadź  wewnętrznej  rozmowy.  Byłaby  ona 
zakłóceniem. Nie poznałbyś róży w jej pełni, w jej głębi, lecz jedynie jej zewnętrzny obraz. I 
tak samo płytko i powierzchownie będziesz ją później wyrażał. Twoja sztuka nie będzie miała 
wielkiej wartości. 
Mówisz:  „Wyrzekając  się  przeszłości,  muszę  odrzucić  także  moją  twórczą  wyobraźnię".  Nie 
rozumiesz  znaczenia  słowa  „twórczy".
  Oznacza  ono  coś  nowego,  coś  oryginalnego.  Trzeba 
być na to otwartym, podatnym. 
Odłóż  na  bok  pamięć;  przyda  się  później.  W  takiej  chwili  byłaby  jedynie  przeszkodą.  Na 
przykład  teraz-słuchasz  moich  słów,  ale  czy  jednocześnie  powtarzasz  sobie  w  głowie  jakieś 
formułki  matematyczne?  Coś  obliczasz?  Przypominasz  sobie  jakieś  wiadomości 
geograficzne? Musiałeś je odłożyć na bok. To, co zrobiłeś z historią, matematyką i geografią, 
zrób  także  z  językiem,  z  pamięcią.  Odstaw  na  bok.  Przydadzą  się,  kiedy  przyjdzie  pora. 
Wtedy ich używaj. Teraz odstaw umysł na bok! 
Nie  niszczysz  w  ten  sposób  umysłu,  jedynie  dajesz  mu  odpocząć.  Nie  jest  teraz  potrzebny. 
Ma  krótkie  wakacje.  Możesz  mu  powiedzieć:  „Odpocznij  godzinkę  i  daj  mi  posłuchać.  A 

background image

 

65

 

kiedy  skończę  słuchać,  kiedy  przyswoję  to  sobie,  będę  syty,  wtedy  cię  przywołam.  Wtedy 
twoja  pomoc  będzie  mi  potrzebna  -  twój  język,  twoja  wiedza,  informacje,  które  posiadasz. 
Namaluję  obraz  albo  napiszę  wiersz.  Teraz  jednak  odpocznij".  A  po  takiej  przerwie  umysł 
będzie  odświeżony.  Nie  pozwalasz  mu  na  odpoczynek  -  oto  powód,  dla  którego  jest  taki 
przeciętny. 
Weźmy przykład człowieka, który chce uczestniczyć w wyścigu olimpijskim, toteż przez cały 
czas biega przygotowując się do tego wydarzenia. A kiedy olimpiada nadejdzie, on nie będzie 
w stanie ruszyć nogą ani ręką ze zmęczenia. Przed wyścigiem należy odpocząć, odprężyć się 
tak głęboko jak to tylko możliwe - tak by ciało mogło się zregenerować. 
Dokładnie to samo dotyczy umysłu. Wyobraźnia twórcza nie ma nic wspólnego z pamięcią - 
tylko  wtedy  może  być  kreatywna.  Jeśli  mnie  zrozumiałeś,  jeśli  odstawisz  swoją  pamięć 
autobiograficzną, staniesz się kreatywny. W innym wypadku to, co nazywasz tworzeniem, nie 
jest wcale tworzeniem, a po prostu komponowaniem. To ogromna różnica. Aranżujesz to, co 
już  znasz,  co  słyszałeś,  w  inny  sposób,  ale  jest  to  stare  -  nie  ma  w  tym  niczego  nowego. 
Jedyne  co  robisz,  to  zmieniasz  strukturę,  to  przemeblowujesz  swój  salon  -  meble,  obrazki, 
zasłony  są  te  same,  ale ty zmieniasz ich miejsca. Krzesło przestawiasz z jednego miejsca na 
drugie,  przesuwasz  stół,  przewieszasz  obrazek.  Może  wyglądać  jak  nowy  pokój,  ale  nie  jest 
nowy.  Na  tym  polega  robienie  kompozycji;  niczego  nie  stworzyłeś.  To  właśnie  robi 
dziewięćdziesiąt dziewięć procent pisarzy, poetów, malarzy. Są przeciętni; nie są kreatywni. 
Człowiek  kreatywny  to  taki,  który  przenosi  coś  ze  świata  nieznanego  do  znanego;  to  ktoś 
przynoszący  nam  coś  od  Boga,  pomagający  Bogu  wypowiedzieć  się,  kto  staje  się  jak  pusty 
bambus i pozwala, aby przez niego przepłynął Bóg. Czy umiesz stać się pustym bambusem? 
Jeśli  jesteś  zdominowany  przez  umysł  -  nie  będziesz  tego  umiał.  A  to,  co  jest  wynikiem 
tworzenia  pochodzi  od  twórcy,  nie  od  ciebie.  Ty  znikasz;  wtedy  nadchodzi  kreatywność  - 
wtedy twórca może tobą zawładnąć. 
Prawdziwy  twórca  wie  doskonale,  że  nie  jest  twórcą  -  jest  po  prostu  medium,  jest 
instrumentem. Coś zdarza się za jego pośrednictwem, ale nie pochodzi od niego. 
Pamiętaj tę różnicę pomiędzy rzemieślnikiem a twórcą. Rzemieślnik wie jak coś wykonać, ale 
nie ma w nim i w jego dziełach tzw. „iskry Bożej": głębi pojmowania i dostrzegania. Twórca 
posiada tę głębię, potrafi zobaczyć coś, czego nikt inny nie widział, czego żadne inne oko nie 
dostrzeże, żadne inne ucho nie usłyszy. To właśnie znaczy, że jest kreatywny. 
Pomyśl... wypowiedzi Jezusa są kreatywne - nikt wcześniej tak nie mówił. A przecież nie był 
wykształconym człowiekiem. Nie miał wprawy w przemawianiu,  nic nie wiedział 
o  elokwencji;    a    był  tak  elokwentny      jak      jeszcze  tylko      kilku      innych      ludzi  w      całej   
historii      ludzkości.  Na  czym  polega  jego  tajemnica?  On  posiadał    umiejętność  wglądu  w 
naturę  spraw  i  rzeczy.  Widział  Boga,  widział  to,  co      nieznane.      Poświadczał    tego,      co   
nieznane i niepoznawalne, Był tam i przyniósł ze sobą trochę tej mądrości.  Można jej 
przynieść jedynie trochę, ale nawet tyle wysfprczy, by zmienić jakość ludzkiego życia. 
Tak, Jezus był kreatywny. Nazwałbym gą Artystą; zresztą na to samo miano zasługują Budda, 
Kriszna,  Lao  Cy  -  wszyscy  oni  to  prawdziwi  artyści.  Oni  dokonywali  rzeczy  niemożliwych. 
To właśnie spotkanie tego, co znane z tym, co nieznane nazywamy rzeczą niemożliwą. A oni 
tego dokonali. 
 
Dziewięćdziesiąt dziewięć procent sztuki nie jest sztuką; to śmiecie. Dzieło sztuki zdarza się 
wyjątkowo rzadko. W większości sztukę tworzą naśladowcy, rzemieślnicy -uzdolnieni ludzie, 
mądrzy ludzie, ale nie artyści. 
 
Mówisz:  „Wyrzekając  się  przeszłości,  muszę  odrzucić  także  moją twórczą wyobraźnię". Nie. 
To  nie  ma  nic  wspólnego  z  twórczą  wyobraźnią.  Kiedy  pamięć  o  tym,  co  wydarzyło  się  w 

background image

 

66

 

przeszłości,  zostanie  odłożona  na  bok,  wtedy  dopiero  będziesz  mógł  mówić  o  twórczej 
wyobraźni. Obciążony pamięcią, nie możesz odczuć swojej kreatywności. 
Mówisz  także:  ...  "jestem  pisarzem  i  wszystko,  o  czym  piszę  jest  zakorzenione  w  tym,  co 
pamiętam  z  przeszłości".
  To  znaczy,  że  nie  jesteś  takim  znowu  dobrym  pisarzem.  Piszesz 
wspomnienia  z  przeszłości...  to  jesteś  raczej  pamiętnikarzem?  Nie  wnosisz  powiewu 
przyszłości, tworzysz raporty. Jesteś archiwistą! Możesz stać się pisarzem, ale wtedy będziesz 
musiał kontaktować się z nieznanym, nie z tym, co tkwi w twojej pamięci. 
To, co pamiętasz, jest w chwili obecnej martwe. Trzeba nawiązać kontakt z tym, co jest, nie z 
tym,  co  pamiętasz,  z  rzeczywistością,  która  cię  otacza.  Będziesz  musiał  wejść  głęboko  w 
teraźniejszość, tak aby coś z przeszłości także wpadło w twoją sieć. 
Prawdziwa  kreatywność  bierze  się  nie  z  pamięci  lecz  ze  świadomości.  Będziesz  musiał  stać 
się bardziej świadomy. Im większa będzie twoja świadomość, twoja sieć, tym więcej złapiesz 
ryb. 
Powiedziałeś:  „Ciekawe,  jak  wyglądałby  świat  bez  wyobraźni  twórczej,  która  pozwala 
tworzyć  dzielą  sztuki?"
  Dziewięćdziesiąt  dziewięć  procent  sztuki  nie  jest  sztuką;  to  śmiecie. 
Dzieło  sztuki  zdarza  się  wyjątkowo  rzadko.  W  większości  sztukę  tworzą  naśladowcy, 
rzemieślnicy  -uzdolnieni  ludzie,  mądrzy  ludzie,  ale  nie  artyści.  I  gdyby  to  dziewięćdziesiąt 
dziewięć  procent  zniknęło,  byłoby  to  błogosławieństwem;  to  raczej  wymiociny niż przejawy 
kreatywności. 
Ostatnio  pojawiło  się  pewne  ważne  zjawisko  -  terapia  sztuką.  Ma  ona  duże  znaczenie  i  jest 
wiele  sensu  w  jej  stosowaniu.  Sztuka  może  bardzo  pomóc  ludziom  chorym  psychicznie. 
Można dać im płótno, farby, pędzle i poprosić, aby namalowali co tylko chcą. Oczywiście, to 
co  namalują  będzie  miało  w  sobie  znamiona  obłędu,  szaleństwa,  ale  za  którymś  razem,  ku 
twojemu wielkiemu zaskoczeniu, zauważysz że taki człowiek wraca do zdrowia. Malowanie 
było rodzajem katharsis; umożliwiło zwymiotowanie. Jego system wyrzucił to z siebie i tomu 
pomogło. Jednak nie jest to coś, co może być podziwiane przez innych jako dzieło sztuki. 
Popatrz  na  dzieła  Michała  Anioła  -  możesz  przy  nich  medytować  godzinami.  A  im  więcej 
medytujesz,  tym  bardziej  stajesz  się  milczący  i  wyciszony.  To  nie  są  wymiociny.  On 
przeniósł  coś  z  nieznanego.  Nie  był  jednym  z  tych  ludzi,  którzy  wyrzucają  szaleństwo  ze 
swojego systemu przez malarstwo, rzeźbę, poezję czy muzykę. Nie był chorym człowiekiem 
usiłującym pozbyć się swego szaleństwa. Wręcz przeciwnie - był brzemienny, nie chory. Był 
brzemienny  i  nosił  w  sobie  Boga.  Coś  zapuściło  korzenie  w  jego  jaźni,  a  on  chciał  się  tym 
podzielić.  To  coś  jest  jak  wieczny  urodzaj,  jak  spełnienie.  Żył  w  sposób  kreatywny,  kochał 
ż

ycie w sposób kreatywny. Pozwolił, by życie wniknęło de jego najgłębszej świątyni; stał się 

jakby brzemienny życiem, Bogiem. A naturalna konsekwencja tego stanu to akt narodzin. 
Michał  Anioł  rodził,  Budda  rodził,  Beethoven  rodził^  -  przychodziło  przez  nich  coś  o 
niezwykłej wartości. Słuchając muzyki  Beethovena  doznajesz przemiany, przenosisz się do 
innego świata, odczuwasz przebłyski nieznanego. 
Dziewięćdziesiąt  dziewięć  procent  sztuki  współczesnej  to  przejawy  patologii.  Jeśli 
zniknęłoby  z  tego  świata,  to  tylko  lepiej  dla  świata.  Na  pewno  nie  zaszkodziłoby. 
Nowoczesny  umysł  to  wściekły  umysł.  Wściekły  dlatego,  że  nie  ma  kontaktu  z  jaźnią,  bo 
stracił poczucie wartości, bo nie wie, co jest ważne. 
 
Po  co  żyjesz?  Dlaczego?  Wzruszasz  ramionami.  To  nie  pomoże.  Wyglądasz  jakbyś  był  tu 
przez pomyłkę. 
 
Jedna  ze  znanych  książek  Jeana  Paula  Sartre'a  nosi  tytuł  „Mdłości".  Taki  jest  właśnie  stan 
nowoczesnego  umysłu  -  ma  mdłości,  jest  poddawany  torturom.  A  te  tortury  są  przez  niego 
stworzone. 

background image

 

67

 

Fryderyk  Nietzsche  ogłosił,  że  Bóg  jest  martwy.  Od  tego  dnia  zaczął  popadać  w  obłęd.  Bóg 
nie  umrze  tylko  dlatego,  że  jakiś  człowiek  tak  twierdzi.  Takie  deklaracje  nie  mają 
najmniejszego znaczenia. Jednak z chwilą gdy Nietzsche   stwierdził,   że 
Bóg jest martwy, sam zaczął umierać, zaczął tracić zdrowie psychiczne. Świat bez Boga jest 
skazany na szaleństwo, bowiem nie posiada żadnego punktu odniesienia, żadnej wartości. 
Kiedy  czytasz  poemat,  jego  słowa  mają  znaczenie  jedynie  w  kontekście  tego  poematu.  Jeśli 
wyrwiesz słowo z kontekstu, nie będzie ono miało już tego znaczenia. A tak wiele znaczyło w 
poemacie!  Wytniesz  fragment  obrazu  i  pozbawisz  go  znaczenia,  pozbawisz  go  korzeni. 
Całość była taka piękna, spełniała jakąś funkcję, miała jakiś sens. Teraz nie ma sensu. 
Gdybyś  wyjął  mi  jedno  oko,  trzymałbyś  w  dłoni  jedynie  martwe  oko,  coś  niemającego 
znaczenia.  Kiedy  patrzysz  mi  w  oczy,  możesz  tam  znaleźć  znaczenie,  gdyż  są  one 
umieszczone  w  kontekście  całego  mnie;  są  nierozłączną  częścią  poematu,  częścią  obrazu. 
Znaczenie zawsze dotyczy czegoś więcej niż ty sam. 
W  dniu,  kiedy  Nietzsche  zadeklarował  śmierć  Boga,  sam  wypadł  z  kontekstu.  Bez  Boga 
przestał  mieć  jakiekolwiek  znaczenie,  ponieważ  człowiek  jest  po  prostu  jednym  ze  słów  w 
boskiej  epopei,  jedną  z  nut  w  boskiej  symfonii.  Ta  pojedyncza  nuta,  wyjęta  z  zapisu  byłaby 
monotonna i przykra dla uszu; prowadziłaby do szaleństwa. 
Dlatego  Nietzsche  oszalał.  Wierzył  w  to,  co  powiedział.  Był  wyznawcą,  który  wyznaje 
jedynie  samego  siebie.  Wierzył,  że  Bóg  jest martwy, a człowiek wolny. Doprowadziło go to 
do  szaleństwa,  nie  do  wolności.  Wiek  XX.  przyjął  deklarację  Nietzschego  i  została  ona 
wprowadzona  w  życie;  dlatego  doszliśmy  do  takiego  absurdu  jakiego  nie  znało  przed  nami 
ż

adne inne stulecie. Historycy nadadzą temu wiekowi nazwę wieku szaleństwa. To obłąkanie 

jest wynikiem wypadnięcia z kontekstu. 
Po  co  żyjesz?  Dlaczego?  Wzruszasz  ramionami.  To  nie  pomoże.  Wyglądasz  jakbyś  był  tu 
przez pomyłkę. Jesteś czy cię nie ma - to bez różnicy. Nie wnosisz niczego nowego, nie jesteś 
potrzebny.  Nie  masz  nic  do  spełnienia,  więc  twoja  obecność  lub  nieobecność  pozostanie 
niezauważona.  Jak  mógłbyś  poczuć  się  szczęśliwy,  jak  miałbyś  pozostać  przy  zdrowych 
zmysłach?  Przez  pomyłkę...  jesteś  tu  przypadkowo?  Wtedy  jest  ci  wszystko  jedno  - 
morderstwa są akceptowane, bo jakie to może mieć znaczenie? Jeśli żaden czyn nie ma żadnej 
wartości to samobójstwo jest dobre, morderstwo jest dobre; wszystko jest w porządku. 
Ale nie jest w porządku. Jest parę rzeczy, które dostarczają ci radości i parę takich, które cię 
przygnębiają; kilka rzeczy powoduje twoją ekstazę, kilka - agonię. Są rzeczy z piekła rodem i 
takie, które roztaczają przed tobą łąki Edenu. Nie wszystko jest takie samo. Jednak, 
jeśli uważa się, że Bóg umarł, jeśli tracisz kontakt z całością... - a Bóg właśnie jest całością... 
Czymże  jest  fala,  kiedy  zapomni  o  oceanie?  Staje  się  niczym.  Była  wielką  falą  przypływu 
dopóki stanowiła część oceanu. 
Pamiętaj:  prawdziwa  sztuka  rodzi  się  z  prawdziwej  religijności.  Dzięki  religijności  staje  się 
możliwa komunia z rzeczywistością; wtedy powstaje prawdziwa sztuka. 
Powiedziałeś:  „Ciekawe,  jak  wyglądałby  świat  bez  wyobraźni  twórczej,  która  pozwala 
tworzyć  dzieła  sztuki?"
  Jeśli  dziewięćdziesiąt  dziewięć  procent  tak  zwanych  dzieł  sztuki 
zniknie,  świat  stanie  się  piękniejszy  i  bogatszy  -  zostanie  tylko  prawdziwa  sztuka.  Jeśli  ci 
obłąkani udawacze odejdą... Nie mówię, że nie wolno im malować. Niech malują - w ramach 
autoterapii. Bo to jest terapia. Potrzebuje jej na przykład Picasso; powinien malować, ale jego 
obrazy  nie  powinny  być  wystawiane;  jeśli  wystawiane,  to  tylko  w  domu  wariatów.  Może 
pomogłyby paru wariatom w oczyszczeniu się, może przyniosłyby im ulgę. 
Prawdziwa  sztuka  oznacza  to,  co  pomaga  ci  stać  się  medytacyjnym.  Gurdżijew  zwykł 
nazywać  prawdziwą  sztukę  sztuką  obiektywną,  taką  która  pomaga  ci  medytować.  Jej 
przykładem  jest  choćby  Tadź  Mahal.  Czy  kiedyś  tam  byłeś?  Naprawdę  warto.  Siedząc  przy 
tej  świątyni  miłości  w  jasną  noc  księżycową,  naprawdę  możesz  poczuć  jak  przepełnia  cię 
nieznane. 

background image

 

68

 

Chciałbym  opowiedzieć  wam  jak  powstał  Tadź  Mahal.  Z  Iranu,  z  miasta  Shiraz  przybył 
człowiek.  Nazwano  go  Shirazi.  Był  wspaniałym  artystą,  znanym  w  całym  Shiraz.  Był 
cudotwórcą;  jego  przybycie  poprzedzały  tysiące  opowieści  dotyczących  jego  osoby.  Szach 
Dżahan  był  w  tym  czasie  władcą.  Słyszał  wiele  tych  historii.  Zaprosił  tego  sławnego 
rzeźbiarza  do  siebie  na  dwór.  A  trzeba  wiedzieć,  że  Shirazi  był  także  sufijskim  mistykiem. 
Szach Dżahan zapytał go: 
- Słyszałem, że potrafisz wyrzeźbić posąg kogoś, kogo twarzy nigdy nie widziałeś. Wystarczy 
ci, że dotkniesz dłoni tej osoby. Czy to prawda? 
Shirazi odpowiedział: 
-  Spróbuję tego dokonać, ale pod jednym warunkiem: umieścisz dwadzieścia pięć kobiet za 
kurtyną.  Będę  mógł  widzieć  i  dotknąć  jedynie  ich  dłoni.  Wybiorę  jedną  z  kobiet,  a  jeżeli 
posąg  będzie  wiernie  odtwarzał  jej  postać,  pozwolisz  mi  się  z  nią  ożenić.  Chcę  za  żonę 
kobietę z twego pałacu. 
Szach  Dżahan  zgodził  się  bez  wahania.  Posadzono  za  zasłoną  dwadzieścia  pięć  pięknych 
niewolnic.  Shirazi  po  kolei  dotykał  ich  dłoni,  ale  niestety  wszystkie  odrzucił.  Widząc  to, 
córka  szacha,  która  także  stała  za  zasłoną,  dla  żartu,  wystawiła  swoją  dłoń.  Dotknął  jej, 
zamknął oczy, zastanowił się przez chwilę i rzekł: 
- Tę dłoń wybieram. 
I nałożył na tę dłoń pierścień, który miał oznaczać, że ta kobieta zostanie jego żoną, jeśli on 
wywiąże  się  z  zadania.  Władca  zajrzał  za  zasłonę  i  przeraził  się:  „Co  ta  dziewczyna 
uczyniła?!"  Wkrótce  jednak  uspokoił  się,  bowiem  nie  wierzył,  żeby  za  sprawą  dotknięcia 
dłoni można było wyobrazić sobie całą postać, a następnie ją wyrzeźbić. 
Shirazi  zamknął  się  w  pracowni  na  trzy  miesiące.  Pracował  w  dzień  i  w  nocy.  Po  upływie 
trzech  miesięcy  zaprosił  szacha  i  cały  dwór,  aby  mogli  obejrzeć  posąg.  Władca  nie  mógł 
uwierzyć  własnym  oczom.  Shirazi  jednak  tego  dokonał!  Nie  można  było  doszukać  się  ani 
jednej niedoskonałości, chociaż szukał bardzo dokładnie, nie chciał bowiem oddawać swojej 
córki ubogiemu mężczyźnie. Ale nie miał wyboru - musiał dotrzymać słowa. 
Był  tym  bardzo  zmartwiony,  jego  żona  aż  się  rozchorowała.  Wkrótce  zresztą  zmarła  przy 
porodzie. Nazywała się Mumtaz Mahal. 
Szach desperacko usiłował wymyślić coś, aby uratować swoją córkę. Poprosił rzeźbiarza aby 
przyszedł,  a  następnie  opowiedział  mu  o  wszystkim.  Powiedział,  że  to  była  pomyłka,  że  to 
wina  jego  córki,  a  jego  sytuacja  jest  w  tej  chwili  wprost  rozpaczliwa  -  żona  zmarła,  bo  nie 
mogła się pogodzić z tym, że jej córka odejdzie z ubogim artystą. Zresztą on sam przyznał, że 
nie umie się z tym pogodzić, chociaż przecież dał swoje słowo. 
Rzeźbiarz odpowiedział: 
-  Nie  ma  powodu  tak  się  zadręczać.  Gdybyś  powiedział  mi  o  tym  od  razu,  wróciłbym  do 
domu.  Nie  martw  się.  Nie  będę  cię  o  nic  prosił.  Wracam  do  Shiraz  i  zapomnijmy  o 
wszystkim. 
Dla  szacha  nie  było  to  jednak  dobre  rozwiązanie, bo przecież wtedy nie dotrzymałby swojej 
obietnicy. Poprosił o czas do namysłu. 
Premier podpowiedział władcy: 
-  Mam  pewien  pomysł.  Twoja  żona  zmarła,  a  on  jest  doskonałym  artystą.  Każ  mu  stworzyć 
projekt grobowca, który uwieczni twoją żonę. Niech będzie najpiękniejszy na świecie. A jeśli 
zatwierdzisz taki projekt, pozwolisz by poślubił twoją córkę. Jeśli zaś nie spodoba ci się jego 
projekt - nie oddasz mu jej ręki. 
Przekazano  tę  wiadomość  rzeźbiarzowi.  Zgodził  się.  Szach  sądził,  że  znalazł  doskonałe 
rozwiązanie,  bo  nie  zamierzał  zaaprobować  żadnego  z  projektów.  Toteż,  mimo  że  Shirazi 
przygotował wiele przepięknych projektów, odpowiedź Szacha zawsze brzmiała: Nie. 
Premier był tym zdruzgotany, bo te projekty były wyjątkowe i odrzucanie ich było po prostu 
niesprawiedliwe.  Zaczął  rozpowiadać,  że  córka  Szacha  jest  bardzo  chora.  W  następnym 
tygodniu  rozpowiadał,  że  jest  umierająca,  a  w  kolejnym  tygodniu,  że  zmarła.  Kiedy  ta 

background image

 

69

 

wiadomość  dotarła  do  rzeźbiarza,  ten  stworzył  swój  ostatni  projekt  grobowca.  Dziewczyna 
nie żyła, jego serce było złamane. Zaniósł projekt do szacha, a ten go zaakceptował. Skoro i 
tak córka już nie żyła, nie było problemu z poślubieniem Shiraziego. 
Ten  projekt  grobowca  to  Tadź  Mahal.  Był  stworzony  przez  sufijskiego  mistyka.  Jak  to 
możliwe,  że  umiał  wyrzeźbić  człowieka  zaledwie  raz  dotknąwszy  jego  dłoni?  Zapewne 
przebywał  w  innym  wymiarze,  zapewne  w  takich  chwilach  umiał  odstawiać  umysł.  Musiały 
to  być  chwile  głębokiej  medytacji.  Wtedy  dotykał  energii,  a  dzięki  temu  był  w  stanie 
odtworzyć całość. 
Obecnie, dzięki fotografii kirlianowskiej, można to zrozumieć dużo łatwiej. Każda energia ma 
swój własny wzorzec. Twoja twarz nie jest przypadkowa - jest wynikiem konkretnego wzorca 
energetycznego, jaki posiadasz. Twoje oczy, włosy, kolor skóry - to wszystko jest takie a nie 
inne dzięki konkretnemu wzorcowi energii. 
Ci,  którzy  medytują,  zajmowali  się  wzorcami  energii  już  od  wieków.  Jeśli  poznasz  ten 
wzorzec - znasz całą osobę. Wszystkie jej słabości i mocne strony; są one bowiem rezultatem 
określonego  wzorca  energii.  Znasz  przeszłość,  teraźniejszość,  przyszłość  -  wzorzec  energii 
jest  kluczem,  jest  rdzeniem  wszystkiego,  co  się  wydarzyło,  co  się  dzieje  i  co  nastąpi  w 
przyszłości. 
 To jest sztuka obiektywna. Ten człowiek stworzył Tadź Mahal. A twoje serce roztętni się od 
nowej  miłości,  kiedy  spędzisz  księżycową  noc,  medytując  pod  Tadź  Mahal.  Ta  świątynia 
wciąż promieniuje energią miłości. Mumtaz Mahal umarła z powodu miłości do córki, szach 
Dżahan cierpiał z miłości; Shirazi stworzył projekt bardzo cierpiąc, ponieważ jego przyszłość 
jawiła  mu  się  jako  bardzo  ciemna.  Kobieta,  którą  wybrał,  przestała  istnieć.  Świątynia  Tadź 
Mahal  powstała  więc  z  wielkiej  miłości  i  głębokiej  medytacji.  I  wciąż  ma  w  sobie  to 
promieniowanie.  To  nie  jest  zwykły  pomnik.  Tak  samo  wyjątkowe  są  egipskie  piramidy  i 
wiele  innych  dzieł,  stworzonych  jako  przejaw  sztuki  obiektywnej,  przez  ludzi  o  nastawieniu 
medytacyjnym,  przez  ludzi,  którzy  wiedzieli,  na  czym  polega  kreatywność.  Innymi 
przykładami są Upaniszady, sutry Buddy czy nauki Jezusa. 
Pamiętajcie - dla mnie kreatywność oznacza medy-tacyjność, stan nie-umysłu; wtedy wpływa 
w  ciebie  Bóg,  wtedy  wypływa  z  ciebie  miłość.  Coś,  co  wtedy  powstaje,  jest  wynikiem 
wszechogarniającego poczucia błogości. Jeśli tak nie jest - powstają wymiociny. 
Możesz  malować,  możesz  pisać  jeśli  cię  to  uleczy,  ale  spal  swoje  płótna  i  poematy.  Nie  ma 
potrzeby  pokazywać  swoich  wymiocin  innym  ludziom.  Ci,  którzy  się tym zainteresują, sami 
są zapewne chorzy. Zapewne oni także potrzebują terapii. 
Jestem  zwolennikiem  sztuki  obiektywnej,  medytacyjnej,  pochodzącej  od  Boga.  Wystarczy 
byś był środkiem transportu. 
Mówisz: „Tołstoj nigdy nie stałby się Buddą..." Kto tak ci powiedział? Tołstoj może stać się 
Buddą, a nawet stanie się Buddą prędzej czy później. Dalej pytasz czy Budda mógłby napisać 
„Wojnę i pokój?" A co robił Budda? Co ja tu robię? Czytałeś Gitę Kriszny? To przecież jest 
„Wojna i pokój"! Tołstoj mógł napisać „Wojnę i pokój", „Annę Kareninę" i kilka innych dzieł 
nie  dlatego,  że  był  Tołstojem,  ale  mimo  to,  że  był  Tołstojem.  Dostojewski  napisał  „Idiotę", 
„Zbrodnię  i  karę"  oraz  najpiękniejszą  z  powieści:  „Bracia  Karamazow"  nie  dlatego,  że  był 
Dostojewskim,  ale  mimo  to,  że  był  Dostojewskim.  Miał  w  sobie  jednak  coś  z  Buddy;  coś 
doskonale  religijnego.  Dostojewski  był  religijnym  człowiekiem;  może  nie  całkowicie,  ale 
jakaś jego część była bardzo religijna. To dlatego powieść „Bracia Karamazow" ma w sobie 
tę  wyjątkową  jakość.  To  nie  jest  zasługą  zwykłego  człowieka,  to  przyszło  od  Boga. 
Dostojewski  został  owładnięty  przez  Boga,  stał  się  środkiem  przekazu.  Oczywiście  nie  był 
doskonały, toteż wiele rzeczy umknęło jego umysłowi. A jednak jego dzieło jest przepiękne. 
Gdyby  Dostojewski  nie  był  Dostojewskim,  z  jego  pamięcią,  ego,  patologiami,  to  powieść 
„Bracia Karamazow" stałaby się kolejnym Nowym Testamentem, stałaby się jak nauki Jezusa 
albo Sutra Diamentowa, albo Upaniszady. Dostojewski miał w sobie tę wyjątkowość. 
 

background image

 

70

 

2.  Depresja poporodowa 

 

Kiedy piszę książkę, czuję w sobie tyle przelewającej się energii i taką rozkosz. Kiedy skończę, 
jestem  taka  pusta  i  martwa,  że  naprawdę  z  trudem  udaje  mi  się  przeżyć.  Teraz  właśnie 
zaczynam  nową  książkę,  ale  chociaż  odczuwam  wielką  przyjemność  z  tej  pracy,  to  podczas 
medytacji zaczynam odczuwać strach przed pustką, której spodziewam się za kilka miesięcy. 
 
To  pytanie  zadała  pisarka.  Czytałem  jej  powieści.  Są  piękne.  Ma  ona  prawdziwe  wyczucie 
tego, jak pięknie można snuć opowieść. A doświadczenie pustki nie jest czymś wyjątkowym - 
zdarza  się  bowiem  każdemu,  kto  jest  w  jakiś  sposób  kreatywny.  Jednak  wyjaśnienie  tego 
zjawiska jest błędne, a przecież tak wiele zależy od tego, czy je zrozumiemy. 
Kiedy  kobieta  nosi  w  sobie  dziecko,  czuje  się  pełna.  Oczywiście,  gdy  dziecko  się  urodzi, 
poczuje się pusta. Będzie jej brakowało tego nowego życia, które poruszało się w jej brzuchu. 
Dziecko  przyszło  na  świat;  ona  przez  kilka  dni  będzie  odczuwać  pustkę.  Ale  może  ona, 
kochając  dziecko, pomagając mu się rozwijać, zapomnieć o tej pustce. Artysta nie ma takiej 
możliwości.  Malujesz,  piszesz  poemat  albo  powieść,  a  kiedy  zakończysz  następuje  dotkliwe 
poczucie pustki. I co można zrobić z gotową książką? Artysta jest więc w o wiele trudniejszej 
sytuacji  niż  matka.  Kiedy  książka  jest  zakończona  -  to  koniec.  Nie  potrzebuje  pomocy  ani 
miłości.  Nie  będzie  rosnąć.  Jest  już  gotowa,  jest  już  dorosła.  Zakończony  obraz  -  to  koniec. 
Malarz czuje się pusty. Ale przyjrzyjmy się jego pustce. 
Nie  mów,  że  jesteś  wyczerpana,  lecz  raczej,  że  wymęczona;  nie  mów,  że  jesteś  pusta, 
ponieważ każda pustka ma w sobie pełnię. Patrzysz na to z niewłaściwej strony. 
Wchodzisz do jakiegoś pokoju; są tam meble, obrazki na ścianach i różne rzeczy. Następnie 
wszystko  to  zostaje  usunięte  i  znów  wchodzisz  do  tego  pokoju.  Co  powiesz?  Nazwiesz  to 
pustym pokojem, czy pełnym pokojem? Pokój to przestrzeń, to puste miejsce. Kiedy usunięto 
meble, pokój stał się prawdziwym sobą, pełnią siebie. Kiedy były tam meble, pokój nie był w 
pełni sobą; meble zabierały mu część jego pełni. Teraz pokój jest pusty, czyli kompletny. 
Można  na  to  patrzeć  z  dwóch  różnych  stron.  Jeśli  gromadzisz  nazbyt  wiele  mebli,  tak  że 
patrzysz  jedynie  na  krzesła,  stoły,  sofę,  a  nie  dostrzegasz  tego,  jakim  jest  pokój,  będzie  on 
czuł  się  pusty.  Jeśli  jednak  znasz  i  czujesz  jego  cechy  -  jakby  był  niczym  nie  zastawiony  - 
poczujesz ogromną wolność, której wcześniej nie czułeś, bo pokój nie był widoczny; był tak 
zapchany,  że  nie  mogłeś  się  w  nim  poruszać.  Jeśli  będziesz  wciąż  upychać  w  nim  jakieś 
meble to nastąpi taki moment, że nie będziesz w stanie zrobić nawet kroku, bo nie będzie już 
pokoju. 
Kiedyś  zatrzymałem  się  w  domu  bardzo  bogatego  człowieka.  Bogatego,  ale  bez  gustu.  Jego 
dom był tak zagracony, że właściwie to nie było już domu. Trudno było się w nim poruszać, a 
na  domiar  złego  wszędzie  było  pełno  cennych  antyków.  On  sam  poruszał  się  bardzo 
ostrożnie,  a  jego  służba  żyła  w  ciągłym  strachu,  by  czegoś  nie  potłuc.  Umieścił  mnie  w 
najlepszym, najpiękniejszym pokoju, ale ja powiedziałem mu: „To nie jest pokój, to muzeum. 
Proszę  umieść  mnie  w  jakimś  miejscu,  w  którym  będę  mógł  się  poruszać.  Takie  miejsce 
będzie  zasługiwało  na  swoją  nazwę  i  funkcję  -  da  mi  miejsce.  W  tym  pokoju,  który  mi 
zaoferowałeś nie ma miejsca". 
Pusty  pokój  pełen  jest  miejsca,  pełen  jest  wolności,  którą  może  ci  dać.  Kiedy  pracujesz, 
tworzysz,  twój  umysł  pełen  jest  różnych  rzeczy.  Jest  zajęty.  Kiedy  piszesz  powieść,  umysł 
jest zajęty, kiedy piszesz poemat, umysł jest zajęty. Jest w nim zbyt wiele mebli właściwych 
umysłowi:  myśli,  odczuć,  postaci.  A  potem  książka  jest  zakończona.  Nagle  meble  znikają. 
Czujesz pustkę. Nie ma jednak powodu do smutku. Jeśli podejdziesz do tego odpowiednio - 
czyli  w  sposób,  który  Budda  nazwał  „właściwe  widzenie",  samyak  drasthi  -  poczujesz  się 
czysta,  wolna  od  obsesji,  od  obciążenia.  Postaci  powieści  już  ci  się  nie  snują  po  głowie. 
Wszyscy  ci  goście  odjechali  i  gospodarz  nareszcie  ma  święty  spokój.  Ciesz  się  tym! 
Niewłaściwa interpretacja wywołuje w tobie żal i lęk. Spróbuj jednak przypomnieć sobie, że 

background image

 

71

 

zawsze  gdy  przyjeżdżają  goście  czujesz  się  szczęśliwa,  a  gdy  wyjeżdżają  -  jeszcze 
szczęśliwsza. Zostawiają cię w spokoju i znów masz dużo miejsca dla siebie. 
Pisanie  powieści  graniczy  niemal  ze  stanem  szaleństwa  -  tyle  postaci  wprowadziło  się  do 
twojej  głowy,  a  każda  ma  swój  odrębny  charakter.  Nie  zawsze  są  one  posłuszne  pisarzowi. 
Czasem kierują pisarza w stronę, która jest dla nich wygodna. Pisarz zaczyna powieść, ale to 
nie on ją kończy. To postaci decydują kiedy ją zakończyć. 
To  jest  tak  samo,  jak  z  rodzeniem  dziecka.  Kiedy  je  wydasz  na  świat  -  dziecko  zaczyna 
poruszać się samo, niezależnie od ciebie. Matka myśli, że syn zostanie lekarzem, a on staje się 
łazęgą. Bardzo się starała... Ale on zszedł na psy. 
To samo dzieje się, gdy piszesz powieść: tworzysz postać, chcesz uczynić z niej świętego, a 
on  staje  się  grzesznikiem.  Wierz  mi  -z  powieścią  jest  dokładnie  tak  samo  jak  z  dzieckiem. 
Matka  się  zadręcza,  pisarz  się  zadręcza.  Nic  nie  można  zmienić  -  stał  się  przestępcą.  Pisarz 
czuje  się  bezradny,  wykorzystany  przez  tę  postać.  Jest  wytworem  jego  wyobraźni,  ale 
ponieważ zaczął z nią pracować, stała się niemal rzeczywista. I dopóki się jej nie pozbędziesz, 
nie zaznasz spokoju. Jeśli nosisz powieść w głowie, musisz ją napisać, aby się jej pozbyć. To 
rodzaj katharsis, oczyszczenia. 
To właśnie dlatego tak często ludzie kreatywni ocie-rają się o obłęd. Średniakom to nie grozi 
-  nie  mają  powodu,  nic  w  ich  życiu  nie  zakłóca  tak  silnie  równowagi  psychicznej.  Twórcy 
często popadają w szaleństwo; twórcy tacy jak van Gogh, Niżyński, Nietzsche. Dlaczego tak 
się dzieje? Bo są wciąż zajęci, w ich umysłach dzieją się niezliczone rzeczy. Nie mają w sobie 
miejsca dla samych siebie. Tak wiele osób przewija się przez ich umysły. Jedni przychodzą, 
inni  odchodzą.  To  tak  jakby  siedzieli  na  drodze  w  godzinach  szczytu.  Każdy  artysta  słono 
płaci za swoją kreatywność. 
Pamiętaj  -  kiedy  książka  jest  zakończona,  kiedy  dziecko  przyszło  na  świat,  poczuj  jakie  to 
szczęście. Wcześniej czy później pojawi się nowa książka. Jak liście i kwiaty powstały dzięki 
drzewom,  tak  poematy  powstają  dzięki  poetom,  powieści  dzięki  pisarzom,  obrazy  dzięki 
malarzom, piosenki dzięki śpiewakom. To naturalne, tak po prostu się dzieje. 
Toteż  w  jesienne  dni,  kiedy  opadają  liście,  a  drzewa  pozostają  bezlistne  na  tle  ogromnego 
nieba, ciesz się tym. Nie nazywaj tego pustką; to nowy rodzaj pełni - jesteś przepełniona sama 
sobą.  Nie  ma  nikogo,  kto  by  ci  przeszkadzał,  odprężasz  się  sama  w  sobie.  Odpoczynek  jest 
konieczny  dla  każdego  artysty,  to  naturalne.  Każda  matka  potrzebuje  nieco  spokoju.  Jedno 
dziecko się rodzi, a ty zaraz znów jesteś w ciąży z następnym... Tak się zdarzało, zwłaszcza 
na  Wschodzie;  w  Indiach  nadal  tak  się  dzieje.  Kobieta,  zanim  dożyje  trzydziestki,  już  jest 
stara;  rodziła  dzieci  -  jedno  po  drugim  –  nie  mając  przerwy  na  to,  by  się  odnowić, 
zregenerować, pobyć sama. Jest więc wyczerpana, potwornie zmęczona. Jej młodość, piękno, 
ś

wieżość - przeminęły. Po urodzeniu dziecka potrzebny jest odpoczynek, by odzyskać energię 

przekazaną dziecku, by odzyskać siebie, tak aby znów można było rodzić. 
Kiedy piszesz powieść, a jest ona naprawdę dziełem sztuki, po zakończeniu będziesz się czuła 
pusta.  Jeśli  jednak  jest  to  jakiś  rodzaj  dziennikarstwa,  coś  co  robisz  w  ramach  umowy  dla 
jakiegoś  wydawnictwa,  wtedy  nie  jest  to  głębokie.  Nie  będziesz  czuć  pustki,  będziesz 
niezmieniona.  Im  głębiej  wchodzisz  w  tworzenie,  tym  większa  pustka  nastąpi  po 
zakończeniu. Im większa burza, tym głębszą ciszę zostawia po sobie. Ciesz się nią. Burza jest 
dobra i cisza jest dobra. Dzień jest piękny, pełen zajęć, pasywna, pusta. Śpisz. Rano znów się 
budzisz pełna energii do pracy, do działania. 
 
Człowiek  żyje  pośród  słów.  Jeśli  nada  czemuś  niewłaściwą  nazwę,  to  sam  zaczyna  się  tego 
bać. 
 
Nie bój się nocy. Wiele osób się boi. Jedna z moich kobiet-sannjasinów otrzymała ode mnie 
imię  Nisha,  co  oznacza  „noc".  Przychodzi  do  mnie  ciągle  i  prosi  żebym  zmienił  jej  imię. 

background image

 

72

 

Mówi, że boi się nocy. Pyta dlaczego spośród tylu imion musiałem nadać jej akurat takie. Ale 
ja  go  nie  zmienię.  Nadałem  je  właśnie  dlatego,  że  wiedziałem  o  jej  lęku  przed  nocą,  lęku 
przed niedziałaniem, przed odprężeniem, przed poddaniem się. A to wszystko zawiera się w  
słowie Nisha, noc. 
Nie sądź więc, że coś jest nie w porządku. Pustka jest piękna, zapewne piękniejsza nawet niż 
dni kreatywności; bowiem kreatywność wynika z pustki, kwiaty przychodzą znikąd. Ciesz się 
tym,  czuj  się  błogo  i  bądź  pogodna.  Przyjmij  to  jak  błogosławieństwo  a  przekonasz  się,  że 
wkrótce przepełni cię chęć działania, że zacznie powstawać w tobie nowa książka. Nie martw 
się,  nie  ma  żadnego  powodu.  To  jedynie  opaczne  zrozumienie  tego  cudownego  zjawiska. 
Człowiek  żyje  pośród  słów.  Jeśli  nada  czemuś  niewłaściwą  nazwę,  to  sam  zaczyna  się  tego 
bać. Bądź bardzo, bardzo precyzyjna. Zawsze pamiętaj co mówisz, bo mówienie nie jest tylko 
mówieniem;  ma  głęboki  związek  z  twoją  jaźnią.  Kiedy  nazwiesz  coś  pustką,  zaczniesz  się 
tego obawiać; właśnie przez to, jakim słowem to nazwałaś. 
Mamy  w  Indiach  lepsze  słowo  na  określenie  pustki.  Nazywamy  ją  shunya.  Słowo  to  jest 
nacechowane  pozytywnie,  nie  ma  w  nim  niczego  złego.  Jest  piękne.  Oznacza  po  prostu 
przestrzeń,  żadnych  granic  -  jedynie  przestrzeń.  Shunya.  Tym  samym  słowem  określamy 
najwyższy  cel.  Budda  mówi,  że  kiedy  staniesz  się  shunya,  kiedy  staniesz  się  absolutnie 
niczym, wtedy dotrzesz do celu. 
Poeta,  artysta,  malarz  -  każdy  z  nich  jest  na  drodze  do  stania  się  mistykiem.  Wszelka 
działalność  artystyczna  prowadzi  w  kierunku  stania  się  religijnym.  Kiedy  działasz,  piszesz 
wiersz  -  jesteś  umysłem. Kiedy wiersz jest napisany, misja - wypełniona, umysł odpoczywa. 
Skorzystaj  z  takich  chwil  aby  wejść  we  własną  jaźń.  Nie  nazywaj  tego  pustką,  nazywaj  to 
pełnią, jaźnią, prawdą, Bogiem. Wtedy dostrzeżesz zawarte w tym błogosławieństwo. 
 
 

3. Kreatywność i krzyżowanie 

 
Odczuwam  wielką  potrzebę  ekspresji  artystycznej;  mam  staranne  wykształcenie  w  zakresie 
zachodniej  muzyki  klasycznej.  Często  mam  wrażenie,  że  to  wykształcenie  blokuje  moją 
spontaniczność twórczą, a ostatnio w ogóle nie mam ochoty regularnie ćwiczyć. Nie wiem już 
na  czym  polega  prawdziwa  sztuka  i  w  wyniku  jakiego  procesu  artysta  tworzy  i  przedstawia 
prawdziwą sztukę. Jak poczuć w sobie twórcę? 
 
Ze  sztuką  związany  jest  pewien  paradoks:  musisz  nauczyć  się  jej  zasad,  a  następnie  o  nich 
zapomnieć.  Jeśli  nie  poznasz  jej  alfabetu,  nie  wejdziesz  w  nią  głęboko.  Jeśli  zaś  będziesz 
stosował  tylko  samą  technikę,  będziesz  ćwiczył  systematycznie,  zostaniesz  zapewne  bardzo 
zdolnym rzemieślnikiem sztuki, ale nie będziesz artystą. 
Nauki  zen  mówią,  że  jeśli  chcesz  zostać  malarzem,  musisz  przez  dwanaście  lat  uczyć  się 
malować,  a  potem  przez  dwanaście  lat  zapominać  o  tym,  czego  się  nauczyłeś.  Zapomnieć 
kompletnie,  nie  mieć  z  tym  nic  wspólnego;  rąbać  drewno,  nosić  wodę  ze  studni.  Robić 
wszystko za wyjątkiem malowania. 
Aż  pewnego  dnia  zaczniesz  malować.  Dwadzieścia  cztery  lata:  dwanaście,  aby  nauczyć  się 
techniki  malowania  i  dwanaście,  aby  o  niej  zapomnieć.  I  wtedy  możesz  malować.  Technika 
przez  ten  czas  wrosła  w  ciebie,  nie  jest  już  tylko  wiedzą;  stała  się  twoją  krwią,  kośćmi  i 
szpikiem. Teraz możesz być spontaniczny. Technika cię nie zablokuje, nie uwięzi. 
Sam tego doświadczyłem. 
Cóż,  przestań  ćwiczyć.  Zapomnij  o  całej  tej  muzyce  klasycznej.  Rób  inne  rzeczy'-  uprawiaj 
ogród,  zajmij  się  rzeźbiarstwem,  malowaniem;  zapomnij  muzykę  klasyczną,  jakby  nigdy  nie 
istniała.  Przez  kilka  lat  powinna  pozostać  w  tobie,  by  mogła  zostać  przyswojona.  Wtedy 
przestanie  być  samą  tylko  techniką.  Pewnego  dnia  zawładnie  tobą  tak  silne  pragnienie,  że 

background image

 

73

 

znów  zaczniesz  grać. A kiedy będziesz grał, nie myśl już więcej o technice, bo nie będziesz 
spontaniczny. 
Wprowadzaj  nowości  -  na  tym  polega  kreatywność.  Nowe,  nieznane  sposoby,  nowe 
znaczenia. Spróbuj zrobić coś, czego nikt jeszcze nie próbował. Najwspanialsza kreatywność 
zdarza się ludziom w dziedzinach, w których nie mają wykształcenia. 
Jeśli na przykład matematyk zajmie się muzyką, wniesie on do swej gry coś, czego muzyk by 
nie  potrafił  wy-myśleć.  Jeśli  muzyk  stanie  się  matematykiem  -  wzbogaci  świat  matematyki. 
Najwspanialsze  przejawy  kreatywności  zdarzają  się  ludziom,  którzy  zmieniają  swoje 
zainteresowania.  Jest  to  jakby  krzyżowanie  ras.  Dzieci,  które  są  wtedy  płodzone,  są  o  wiele 
zdrowsze i o wiele piękniejsze. 
To  dlatego  na  świecie  od  stuleci  zakazane  są  małżeństwa  pomiędzy  bratem i siostrą. Lepiej, 
jeśli małżeństwo jest zawarte pomiędzy dwojgiem niespokrewnio-nych ludzi. A jeszcze lepiej 
byłoby,  gdyby  ludzie  z  jednej  rasy  łączyli  się  w  pary  z  ludźmi  innej  rasy;  kiedy  odkryjemy 
ludzi  na  innych  planetach,  krzyżujmy  się  z  nimi.  Stworzymy  w  ten  sposób  nowe  rodzaje 
ludzi. 
Tabu  dotyczące  związków  małżeńskich  pomiędzy  bliskimi  krewnymi  jest  uzasadnione 
naukowo, ale nie zostało ani dopracowane w szczegółach, ani doprowadzone do końca.  
 
Ze  sztuką  związany  jest  pewien  paradoks:  musisz  nauczyć  się  jej  zasad,  a  następnie  o  nich 
zapomnieć. 
 
Logiczny  rezultat  takiego  tabu  powinien  być  następujący:  Hindus  nie  powinien  żenić  się  z 
Hinduską,  Niemiec  z  Niemką;  najlepiej  żeby  Niemiec  poślubił  Hinduskę,  Hindus  Japonkę, 
Japończyk Afrykankę, Afrykanin Amerykankę, żyd chrześcijankę, chrześcijanin hinduistkę, a 
hinduistka muzułmanina. Tak byłoby najlepiej. Podniosłoby to poziom świadomości na całej 
planecie.  Urodziłyby  się  wspanialsze  dzieci  -  bardziej  uważne,  bogatsze  pod  każdym 
względem,  mające  w  sobie  więcej  życia.  Ale  jesteśmy  tak  niemądrzy,  że  wydaje  nam się, iż 
możemy robić wszystko. Więc co ja tu gadam? 
Robert,   młody  przystojny  mężczyzna,   postanowił szczerze porozmawiać ze swoją matką. 
-    Mamo,  nadszedł  najwyższy  czas,  żebyśmy  porozmawiali  o  mnie  i  o  Mironie.  Zrozum 
proszę, że nasz związek rozkwita tak pięknie, że nazwałbym go nawet świętym. Prawda jest 
taka,  droga  mamo,  że  Miron  mnie  kocha,  a  ja  kocham  jego.  Chcemy  się  pobrać  i  uzyskać 
twoje błogosławieństwo. 
-  Ależ  Robercie,  czy  ty  zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  co  mówisz?  Czy  rzeczywiście  chcesz 
abym  zaakceptowała  takie  małżeństwo?  Co  powiedzą  ludzie?  Co  będą  sobie  myśleli  nasi 
sąsiedzi i przyjaciele? 
- Och, mamo, chcesz mi za wszelką cenę to utrudnić, czuję to. Jesteśmy przecież świetnymi 
kumplami już od tak dawna. 
-  Synu, nie wolno występować przeciwko tak ważnym zasadom! 
-    Dobrze,  porozmawiajmy  szczerze,  jak  dwie  cywilizowane  osoby.  Powiedz  mi,  o co ci tak 
dokładnie chodzi? Jaki jest powód twojego braku zgody na to, żebym wziął ślub z Mironem? 
- Przecież wiesz, o co mi chodzi! On jest żydem! 
 
Ludzie są tak mocno nastawieni na występowanie przeciwko innym, że całkiem zapominają, 
iż ci inni to ¦także ludzie, i ich miejsce jest na naszej wspólnej planecie. 
Im większe będą różnice pomiędzy żoną i mężem, tym lepszy będzie owoc takich małżeństw 
-  dzieci.  I  to  samo  dotyczy  muzyki,  malarstwa,  matematyki,  fizyki,  chemii.  Krzyżowanie. 
Zawsze,  gdy  ktoś  zmienia  jedną  dziedzinę  na  inną,  przenosi  wraz  z  sobą  pewne  elementy, 
które  wprowadza  do  nowej  dziedziny.  Nie  szkodzi,  że  już  nie  praktykujesz  tej  starej.  Kiedy 
zajmiesz  się  fizyką,  co  zrobisz  z  twoją  wiedzą  muzyczną?  Nic.  Zapomnij  o  niej.  I  tak 

background image

 

74

 

pozostanie  w  tle.  Wcześniej  czy  później  znajdziesz  takie  teorie,  hipotezy,  które  będą  miały 
kolory  i  aromaty  muzyki.  Może  wtedy  zaczniesz  rozumieć,  że  świat  jest  harmonijny;  to  nie 
chaos  lecz  kosmos.  Wnikając  w  głębsze  wymiary  fizyki,  być  może  zaczniesz  odczuwać,  że 
egzystencja  jest  jak  orkiestra.  Gdybyś  wcześniej  nie  poznał  muzyki,  nie  dotarłbyś  do  takich 
odkryć w fizyce. 
Jeśli  tancerz  zajmie  się  muzyką,  to  zapewne  wniesie  do  niej  wiele  nowych  elementów. 
Wydaje  mi  się,  że  ludzie  powinni  zmieniać  dziedziny  swoich  zainteresowań.  Kiedy 
przywykniesz  do  swojej  dziedziny,  kiedy  wszystko  sprowadza  się  już  tylko  do  techniki, 
przenieś  swoje  zainteresowanie  na  coś  innego.  To  dobry  pomysł,  to  wspaniały pomysł, żeby 
zmieniać  swoje  zainteresowania.  Dostrzeżesz  w  sobie,  dzięki  temu,  coraz  więcej 
kreatywności. 
Trzeba pamiętać o jednym: jeśli jesteś naprawdę kreatywny, to wcale nie znaczy, że staniesz 
się  sławny.  Człowiek  naprawdę  kreatywny  stanie  się  sławny  dopiero  kilkadziesiąt  lat  po 
ś

mierci;  stworzył  nowe  wartości,  nowe  kryteria  -  kto  ze  współczesnych  go  doceni?  Musi 

poczekać  co  najmniej  pięćdziesiąt  lat.  Zresztą  zwykle  nie  udaje  mu  się  doczekać...  Jeśli 
chcesz sławy - zapomnij o kreatywności. Po prostu ćwicz i ćwicz, i powtarzaj te rzeczy, które 
ci  najlepiej  wychodzą,  które  ukazują  doskonałość  twojej  techniki  -  i  staniesz  się  sławny; 
ludzie będą rozumieli to, co robisz, bo znają to i akceptują. 
Zawsze, gdy stwarzasz coś nowego, jesteś skazany na odrzucenie. Świat ludzi współczesnych 
nigdy  ci  tego  nie  wybaczy.  Człowiek  kreatywny  jest  skazany  na  potępienie  przez  świat. 
Pamiętaj  o  tym.  Tu  ceni  się  osoby  niekreatywne,  rzemieślników  sztuki,  osoby  o  doskonałej 
technice;  tacy  ludzie  prezentują  perfekcjonizm  znany  już  z  przeszłości.  A  przeszłość 
rozumiemy  wszyscy,  uczono  nas  o  niej.  Kiedy  na  świecie  pojawia  się  coś  całkiem  nowego, 
nikt nie jest w stanie tego docenić; nie istnieją żadne adekwatne kryteria oceny. Nie ma także 
ż

adnej  wiedzy,  która  pomogłaby  to  zrozumieć.  Potrzeba  co  najmniej  pięćdziesięciu  lat,  by 

ludzie zaczęli to doceniać; wtedy zwykle artysta już nie żyje. 
 
Nie przejmuj się tym, co znaczy „prawdziwa sztuka", jeśli to, co robisz wypełnia cię radością, 
jeśli  się  w  tym  zatracasz,  jeśli  zatapiasz  się  w  ciszy  i  spokoju  robiąc  to  -  jest  to  prawdziwa 
sztuka. I nie przejmuj się krytykami; oni nie wiedzą nic o sztuce. 
 
Vincent  van  Gogh  nie  zdobył  uznania  u  współczesnych  mu  ludzi.  Nie  sprzedał  żadnego 
obrazu.  Teraz  każdy  z  nich  ma  wartość  milionów  dolarów;  te  same  płótna,  których  nikt  nie 
chciał  przyjmować  od  van  Gogha  nawet  w  prezencie!  Chciał  rozdawać  je  przyjaciołom, 
każdemu,  kto  tylko  był  gotów  powiesić  jego  obraz  w  swoim  domu.  Nikt  nie  chciał.  Ludzie 
bali się, że ktoś mógłby pomyśleć, że posiadanie takiego obrazu świadczy o szaleństwie. 
Vincent  van  Gogh  miał  swój  własny  świat.  Przedstawił  nową  wizję.  Po  kilku  dekadach, 
powoli  ludzie  zaczęli  wyczuwać,  że  coś  w  tym  jest.  Ludzkość  jest  powolna,  jakby  trwała  w 
letargu;  ma  zawsze  opóźnienie.  Człowiek  kreatywny  zawsze  wyprzedza  swoje  czasy.  Stąd 
bierze się ta luka w czasie. 
Jeśli  więc  naprawdę  chcesz  być  kreatywny,  musisz  zaakceptować  to,  że  nie  zdobędziesz 
sławy,  rozgłosu.  Wiąże  się  to  z  tworzeniem  „sztuki  dla  sztuki",  bez  żadnych  innych 
motywów.  Toteż  ciesz  się  tym,  co  robisz.  Masz  kilku  przyjaciół,  którym  się  to  podoba? 
Ś

wietnie! Nie masz nikogo? Ciesz się sam. Jeśli to naprawdę cię raduje, jest to wystarczający 

powód, jeśli daje ci to poczucie spełnienia - to przecież o to właśnie chodzi. 
Mówisz: „Nie wiem już, na czym polega prawdziwa sztuka i w wyniku jakiego procesu artysta 
tworzy  i  przedstawia  prawdziwą  sztukę"
'.  Prawdziwa  sztuka  oznacza,  że  stajesz  się 
wyciszony,  spokojny,  radosny;  daje  ci  poczucie  świętowania,  sprawia,  że  chcesz  tańczyć. 
Nieważne,  czy  ktoś  tańczy  wraz  z  tobą.  Jeśli  staje  się  pomostem  pomiędzy  tobą  a  Bogiem  - 

background image

 

75

 

wtedy  jest  prawdziwa.  Jeśli  zamienia  się  w  medytację  -  jest  prawdziwa.  Jeśli  cię  absorbuje, 
wciąga tak bardzo, że znika twoje ego - to jest właśnie prawdziwa sztuka. 
Nie przejmuj się tym, co znaczy „prawdziwa sztuka". Jeśli to, co robisz wypełnia cię radością, 
jeśli  się  w  tym  zatracasz,  jeśli  zatapiasz  się  w  ciszy  i  spokoju  robiąc  to  -  jest  to  prawdziwa 
sztuka.  I  nie  przejmuj  się  krytykami;  oni  nie  wiedzą  nic  o  sztuce.  Ludzie,  którzy  nie  są  w 
stanie  zostać  artystami,  stają  się  krytykami.  Jeśli  nie  możesz  wziąć  udziału  w  wyścigu,  jeśli 
nie staniesz się zawodnikiem olimpijskim, to przynajmniej możesz stać przy drodze i rzucać 
w  biegaczy  kamieniami;  to  jest  łatwe.  To  właśnie  robią  krytycy.  Nie  mogą  uczestniczyć, 
niczego nie tworzą. 
 
Trzeba pamiętać o jednym: jeśli jesteś naprawdę kreatywny, to wcale nie znaczy, że staniesz 
się  sławny.  Człowiek  naprawdę  kreatywny  stanie  się  sławny  dopiero  kilkadziesiąt  lat  po 
ś

mierci; stworzył nowe wartości, nowe kryteria - kto ze współczesnych to doceni? 

 
Słyszałem  o  sufijskim  mistyku,  który  uwielbiał  malować,  ale  wszyscy  współcześni  mu 
krytycy  wyrażali  się  bardzo  niepochlebnie  o  jego  malarstwie.  Każdy  przychodził  i  wytykał: 
„To  jest  źle,  tamto  jest  źle".  W  końcu  mistyk  miał  ich  dosyć;  pewnego  dnia  powiesił 
wszystkie  swoje  obrazy  na  zewnątrz  domu.  Zaprosił  wszystkich  krytyków  z  farbami  i 
pędzlami,  aby  poprawili  jego  obrazy;  tyle  razy  krytykowali,  niech  wreszcie  poprawią.  Nikt 
nie  przyszedł.  Łatwo  jest  krytykować,  trudniej  jest  poprawić.  Od  tego  dnia  krytycy  przestali 
oceniać jego obrazy. 
Ludzie, którzy nie mają pojęcia o tworzeniu, stają się krytykami; nie przejmuj się więc nimi. 
Niech  decyduje  twoje  wewnętrzne  odczucie,  blask,  ciepło.  Jeśli  tworzenie  muzyki  daje  ci 
jakiś rodzaj ciepła, narasta w tobie radość, znika ego, to staje się ona mostem łączącym cię z 
Bogiem.  Sztuka  może  być  przepełniona  modlitwą,  medytacją. Jeśli umiesz tworzyć muzykę, 
obrazy, rzeźby, taniec, jeśli zajmujesz się jakimkolwiek rodzajem sztuki, to pojmujesz, że to 
najlepsza  medytacja,  najpiękniejsza  modlitwa.  Nie  potrzebujesz  żadnej  innej  medytacji. 
Twoja sztuka powoli doprowadzi cię do Boga. 
Oto moje określenie prawdziwej sztuki: prowadzi cię w kierunku Boga. 
 
 

3.  Sztuka robienia pieniędzy 

 

Możesz powiedzieć nam coś o pieniądzach? Jakie uczucia gromadzą się wokół nich? Co czyni 
je tak potężnymi, że ludzie za nie giną? 
 
To bardzo ważne pytanie. 
 
Wszystkie  religie  zawsze  występowały  przeciwko  bogactwu,  bo  ono  może  dać  ci  wszystko, 
co  można  kupić  w  życiu.  A  kupić  można  prawie  wszystko,  za  wyjątkiem  kilku  wartości 
duchowych  takich  jak:  miłość,  współodczuwanie,  oświecenie,  wolność.  To  jedynie  nieliczne 
wyjątki potwierdzające regułę. Wszystko inne można kupić za pieniądze. Ponieważ wszystkie 
religie zawsze były przeciwko życiu, musiały także być przeciwko pieniądzom. To naturalne 
następstwo.  A  życie  potrzebuje  pieniędzy,  bo  potrzebuje  wygody,  dobrych  ubrań,  pięknych 
domów. Życie potrzebuje dobrej literatury, muzyki, poezji. Życie jest przeogromne! 
A  człowiek,  który  nie  pojmuje  muzyki  klasycznej  jest  taki  ubogi...  Jest  głuchy.  Oczywiście 
może słyszeć; jego zmysły działają; oczy, uszy, nos są na swoim miejscu z punktu widzenia 
anatomii; ale nie ma w tym metafizyki... Czy potrafisz pojąć piękno wielkiej literatury, jak na 
przykład „Księga Mirdada"? Jeśli go nie dostrzegasz, jesteś ślepy. 

background image

 

76

 

Znam  ludzi,  którzy  nawet  nie  słyszeli  o  „Księdze  Mirdada".  Gdybym  robił  listę 
najwspanialszych  książek,  ta  byłaby  na  pierwszym  miejscu.  Ale  do  tego,  by  dostrzec  jej 
piękno, potrzebujesz ogromnej samodyscypliny. 
Zrozumienie  muzyki  klasycznej  jest  możliwe  jedynie  wtedy,  kiedy  się  jej  uczysz;  a  to  długi 
proces. Aby ją zrozumieć musisz być najedzony, nie martwić się o środki do życia i zachować 
bezstronność. 
Dla  przykładu  -  muzułmanie  zakazali  muzyki;  w  ten  sposób  odebrali  ludziom  jedno  z 
najwspanialszych doznań. To zdarzyło się w Delhi... rządził wtedy jeden z najpotężniejszych 
władców  muzułmańskich,  Aurangzeb.  Był  nie  tylko  potężny,  był  także  straszny.  Do  jego 
czasów  imperatorzy  mówili  jedynie,  że  muzyka  jest  sprzeczna  z  islamem;  jednak  w  Delhi 
było  wielu  muzyków.  Aurangzeb  nie  był  dżentelmenem.  Ogłosił,  że  jeśli  usłyszy  muzykę  w 
Delhi, to natychmiast utnie głowę muzykowi. A trzeba pamiętać, że Delhi było od tysiącleci 
stolicą, więc tam właśnie znajdowało się centrum kulturalne Indii. Mieszkali tam najróżniejsi 
geniusze.  Toteż  kiedy  usłyszano  zarządzenie  Aurangzeba,  wszyscy  muzycy  zebrali  się,  aby 
coś postanowić. Mówi się, że muzyka jest sprzeczna z islamem; nie ma problemu, wszyscy to 
wiedzą. Ale ten człowiek jest niebezpieczny, chce zacząć zabijać. Na to muzycy nie mogli się 
zgodzić.  W  ramach  protestu  wszyscy  oni,  a  było  ich  tysiące,  poszli  do  pałacu  Aurangzeba. 
Władca  wyszedł  na  balkon  i  zapytał:  „Co  się  stało?  Czy  ktoś  umarł?"  A  mógł  tak  sądzić, 
ponieważ muzycy przynieśli ze sobą kukłę zrobioną z poduszek. 
Muzycy odpowiedzieli: „Nie żyje muzyka, a ty jesteś jej mordercą". 
Aurangzeb  odpowiedział  na  to:  „Dobrze,  że  nie  żyje.  A  teraz  wyświadczcie  mi  przysługę  i 
zakopcie ją tak głęboko, żeby nigdy już nie wstała z grobu". 
Tysiące  muzyków  i  ich  rozpacz  nie  miały  najmniejszego  wpływu  na  Aurangzeba.  On  miał 
poczucie wypełnienia „świętej misji". 
Muzyka  jest  zakazana  przez  islam.  Dlaczego?  Ponieważ  na  Wschodzie  była  grywana 
najczęściej przez piękne kobiety. Zachodnia definicja „prostytutki" znacznie, różni się od tej 
używanej  na  Wschodzie.  Na  Zachodzie  prostytutka  sprzedaje  swoje  ciało.  W  dawnych 
czasach  na  Wschodzie  za  prostytutkę  uważano  kobietę,  która  sprzedawała  swój  talent,  swój 
taniec, swoją muzykę, swoją sztukę. 
Zapewne  cię  zdziwi  to,  że  każdy  władca  w  Indiach  wysyłał  swoich  synów,  którzy  mieli 
przejąć  po  nim  władzę,  na  kilka  lat  pod  opiekę  do  prostytutki.  Tam  uczyli  się  etykiety, 
elegancji,  muzyki,  subtelności  tańca;  władca  powinien  wszak  dobrze  to  wszystko  poznać. 
Powinien pojąć czym jest piękno, czym logika oraz dobre obyczaje. Taka była stara hinduska 
tradycja. A muzułmanie ją przerwali. Muzyka była sprzeczna z ich religią. Dlaczego? Bo aby 
nauczyć się muzyki trzeba było wejść do domu prostytutki. Muzułmanie są bardzo przeciwni 
jakiejkolwiek radości, a domy prostytutek pełne były śmiechu, piosenek, muzyki, tańca. Toteż 
po  prostu  wprowadzili  zakaz:  żaden  muzułmanin  nie  może  wejść  do  domu,  w  którym  gra 
muzyka; słuchanie muzyki to grzech. 
Podobne  rzeczy  działy  się  także  w  innych  religiach.  Jednak  wspólnym  celem  było  odarcie 
człowieka  z  tego,  co  go  wzbogaca.  Najbardziej  oczywistym  sposobem  było  nakazanie 
ludziom, by wyrzekli się pieniędzy. Rozumiesz tę logikę? Nie masz pieniędzy, nie masz wielu 
rzeczy.  Zamiast  obcinać  gałęzie,  zaczęli  podcinać  już  same  korzenie.  Człowiek  bez  grosza 
jest głodny, jest żebrakiem, nie ma się w co ubrać. Nie sądzisz chyba, że będzie miał „głowę" 
do Dostojewskiego, Niżyńskiego, Bertranda Russella, Alberta Einsteina? Nie, to niemożliwe. 
 
Zrozumienie  muzyki  klasycznej  jest  możliwe  jedynie  wtedy,  kiedy  się  jej  uczysz;  a  to  długi 
proces. Aby ją zrozumieć musisz być najedzony nie martwić się o środki do życia i zachować 
bezstronność. 
 

background image

 

77

 

Wszystkie religie, wspólnym wysiłkiem, czyniły ludzi tak ubogimi jak to tylko możliwe. Tak 
bardzo  potępiły  pieniądze,  tak  gloryfikowały  biedę,  że  bez  wahania  nazwałbym  je 
organizacjami przestępczymi. 
Pomyśl,  co  powiedział  Jezus:  „Prędzej  wielbłąd  przejdzie  przez  ucho  igielne  niż  bogaty 
przestąpi bramy niebios". Czy to słowa człowieka zdrowego? Jest on gotów raczej przecisnąć 
wielbłąda przez ucho igielne... Co jest raczej niemożliwe. Człowiek bogaty w niebie - to już 
absolutna niemożliwość. 
Bogactwo  jest  potępiane,  pieniądze  są  potępiane.  Świat  podzielono  na  dwa  obozy. 
Dziewięćdziesiąt osiem procent żyje w biedzie, ale w przekonaniu, że wejdą tam, gdzie anioły 
grają  na  swoich  harfach  „Alleluja",  tam,  dokąd  nie  wpuszcza  się  bogaczy.  Dwa  procent  to 
ludzie bogaci, którzy żyją w poczuciu winy, że są bogaci. 
Nie mogą w spokoju cieszyć się swoim bogactwem i w głębi duszy boją się: może to prawda, 
ż

e nas nie wpuszczą do raju...? Mają więc dylemat. Dostatek rodzi w nich poczucie winy; nie 

będą  pocieszeni,  ponieważ  nie  płaczą,  nie  pójdą  do  raju,  bo  posiadają  za  dużo  na  ziemi. 
Zostaną wrzuceni do piekła. 
Z  tego  powodu  człowiek  bogaty  żyje  w  strachu.  Jeśli  nawet  cieszy  się  tym,  co  zdobył,  lub 
usiłuje  się  tym  cieszyć,  poczucie  winy  go  zatruwa.  Może  się  kochać  z  piękną  kobietą,  ale 
zaangażowane  jest  jedynie  jego  ciało.  On  rozmyśla  o  raju,  do  którego  wpuszczą  nawet 
wielbłąda, a on zostanie za drzwiami. Jak można więc w takim stanie kochać się naprawdę? 
Albo  jedząc  najwspanialsze  przysmaki  -  jak  można  w  pełni  delektować  się  nimi?  Wie,  że 
ż

ycie jest krótkie, a potem czeka go ogień piekielny. To paranoja. 

 Człowiek ubogi już jest w piekle, ale ma nadzieję. Byłbyś zdziwiony widząc, że w biednych 
krajach  ludzie  są  bardziej  zadowoleni  niż  w  bogatych.  Widziałem  w  Indiach  najuboższych 
ludzi,  w  których  nie  było  nawet  cienia  niezadowolenia.  Za  to  Amerykanie  włóczą  się  po 
całym świecie w poszukiwaniu przewodnika duchowego; nic dziwnego, nie chcą być gorsi od 
wielbłądów.  Chcą  do  raju.  Usiłują  więc  znaleźć  sposób  -  jogę,  jakieś  ćwiczenia,  żeby 
kompensować swoje bogactwo. 
 
Cały ten świat obrócił się sam przeciwko sobie. 
 
Być  może  jestem  pierwszym  człowiekiem,  który  tak  otwarcie  wyraża  swój  szacunek  dla 
pieniędzy. To dlatego, że mogą cię one uczynić bogatym w wielu wymiarach. 
Człowiek  ubogi  nie  pojmie  muzyki  Mozarta,  głodny  nie  zachwyci  się  dziełami  Michała 
Anioła,  żebrak  nawet  nie  spojrzy  w  stronę  obrazów  Vincenta  van  Gogha.  Poza  tym  ludzie 
cierpiący głód nie mają w sobie dość energii, by karmić swoją inteligencję. Inteligencja rodzi 
się  wtedy,  gdy  masz  w  sobie  nadmiar  energii,  a  oni  są  wyczerpani  zarabiając  zaledwie  na 
chleb  i  wodę.  Nie  mają  w  sobie  inteligencji,  nie  pojmą  „Braci  Karamazow",  są  w  stanie 
słuchać  jedynie  jakichś  głupot  wmawianych  im  na  mszy  niedzielnej.  A  przecież  ani  kapłan 
ani  słuchacze  nie  rozumieją  o  czym  mowa.  Zresztą  większość  słuchaczy  jest  wyczerpana  i 
senna  po  sześciu  dniach  ciężkiej  pracy.  I  to  nawet  lepiej  dla  kapłana,  bo  nie  musi 
przygotowywać  ciągle  nowych  kazań.  Może  powtarzać  stare  -  i  tak  każdy  śpi,  nikt  się  nie 
zorientuje... 
Dostatek  jest  tak  samo  ważny  jak  piękna  muzyka,  wspaniała  literatura,  dzieła  sztuki.  Są 
ludzie,  którzy  mają  wrodzone  talenty  muzyczne.  Mozart  grał  cudówną  muzykę  już  w  wieku 
ośmiu  lat.  Współcześni  mu  mistrzowie  muzyki  już  wtedy  nie  dorastali  mu  do  pięt.  Ten 
człowiek  urodził  się  z  darem  kreatywności.  Vincent  van  Gogh  był  synem  ubogiego  górnika. 
Nie  otrzymał  wykształcenia,  nie  chodził  do  żadnej  szkoły  plastycznej,  ale  stał  się  jednym  z 
najwspanialszych malarzy świata. 
Kilka  dni  temu  widziałem  zdjęcie  jednego  z  jego  obrazów.  Inni  malarze  go  wyśmiewali,  że 
nie  wspomnę  już  o  reszcie  społeczeństwa...  Namalował  bowiem  gwiazdy  w  taki  sposób,  w 
jaki  nikt  ich  dotąd  nie  widział  -  rozmyte,  każda  w  ciągłym  ruchu  jak  koło.  Mówiono  mu: 

background image

 

78

 

„Oszalałeś.  Gwiazdy  tak  nie  wyglądają!"  Co  gorsza  drzewa,  które  namalował  sięgają  wyżej 
niż gwiazdy. Gwiazdy pozostały w dole. No, kto widział takie drzewa? To czyste szaleństwo! 
Widziałem także zdjęcie gwiazd wykonane niedawno przez współczesnych fizyków. Okazuje 
się,  że  to  van  Gogh  miał  rację:  gwiazdy  wyglądają  dokładnie  tak,  jak  je  namalował.  Biedny 
van Gogh! Jakie musiał mieć oko, żeby dostrzec to, co fizycy byli w stanie odkryć, w swoich 
ogromnych laboratoriach, posługując się zaawansowaną technologią, dopiero sto lat później.  
A  on,  gołym  okiem,  dostrzegł  dokładne  kształty  gwiazd.  One  się  poruszają,  kręcą  się  jak 
wirujący derwisze; nie stoją w miejscu, jak mogłoby ci się wydawać. 
 
Być  może  jestem  pierwszym  człowiekiem,  który  tak  otwarcie  wyraża  swój  szacunek  dla 
pieniędzy. To dlatego, że mogą cię one uczynić bogatym w wielu wymiarach. 
 
A  gdy  zapytano  go  o  te  drzewa  -  gdzie  widział  drzewa  sięgające  powyżej  gwiazd  -  on 
odpowiedział,  że  to  są  drzewa,  na  które  się  natknął,  kiedy  siedział  pod  nimi  i  słuchał  jakie 
mają  ambicje.  Usłyszał,  że  ambicją  ziemi  jest  sięgać  ku  gwiazdom.  Zapewne  jeszcze  kilka 
stuleci minie zanim naukowcy dowiodą, że drzewa są wyrazem ambicji Ziemi, aby sięgać ku 
gwiazdom. Jedno jest pewne - drzewa poruszają się w kierunku przeciwnym do grawitacji. A 
Ziemia je wspiera, pomaga im. Być może Ziemia pragnie jakiejś łączności z gwiazdami. Jest 
ż

ywa,  a  to  co  żywe  zawsze  dąży  wyżej  i  wyżej,  bez  żadnych  ograniczeń.  Jak  ludzie  ubodzy 

mogliby to pojąć? Nie mają w sobie tego rodzaju inteligencji. 
Chcę  zwrócić  waszą  uwagę  także  i  na  to,  że  obok  ludzi  z  wrodzonymi  talentami  do  pisania 
poezji czy malowania obrazów, są także i tacy, którzy posiadają wrodzony talent do tworzenia 
bogactwa.  Ale  my  nie  patrzymy  na  nich  z  tej  perspektywy,  a  przecież  nie  każdy  z  nas  to 
Henry Ford. 
 
Szanuję  pieniądze.Są  jednym  z  największych  wynalazków  ludzkości.  Są  także  jedynie 
ś

rodkiem płatniczym. Tylko  idioci mogą je potępiać,  być  może  z  zazdrości,  że  sami  nie  są 

bogaci. Potępienie wyrasta z zazdrości. 
 

 

Henry Ford urodził się w biednej rodzinie, a stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie. 
Musiał  mieć  talent  do  zarabiania  pieniędzy,  do  gromadzenia  bogactwa.  A  jest  to  o  wiele 
trudniejsze  niż  stworzenie  obrazu,  muzyki  czy  wiersza.  Stworzenie  bogactwa  wymaga 
ciężkiej  pracy.  Henry  Ford  powinien  być  tak  samo  doceniony  jak  mistrzowie  muzyki, 
powieściopisarze, poeci; właściwie powinno się go cenić nawet bardziej, bo za jego pieniądze 
można kupić każdy wiersz, każde dzieło muzyczne i każdą rzeźbę. 
Szanuję  pieniądze.  Są  jednym  z  największych  wynalazków  ludzkości.  Są  także  jedynie 
ś

rodkiem  płatniczym.  Tylko  idioci  mogą  je  potępiać,  być  może  z  zazdrości,  że  sami  nie  są 

bogaci. Potępienie wyrasta z zazdrości. 
Pieniądze  są  niczym  innym  jak  tylko  ulepszonym  sposobem  wymiany  towarów.  Zanim  je 
wymyślono,  ludzie  mieli  sporo  kłopotów  z  istniejącym  wówczas  systemem  barterowym. 
Masz  krowę,  a  chcesz  mieć  konia.  No  to  zaczyna  się  mozolny  proces  wymiany.  Musisz 
znaleźć kogoś, kto chce sprzedać konia a w zamian chce kupić krowę. To bardzo trudne, bo 
wielu  ludzi  posiadających  konie  wcale  nie  będzie  zainteresowanych  krową.  Zresztą  będzie 
wielu i takich, którzy chcieliby kupić krowę, ale nie mają konia. 
Tak właśnie bywało zanim pojawił się pieniądz. Oczywiście zawsze istnieli ludzie biedni; nie 
mieli nic do wymiany ani do sprzedania. Ale pieniądz ułatwił trudne zadanie: człowiek, który 
chce  wymienić  krowę  na  konia  nie  musi  szukać  człowieka,  który  chce  wymienić  konia  na 
krowę.  Po  prostu  sprzedaje  krowę,  bierze  pieniądze  i  kupuje  konia  od  człowieka,  który  ma 
konia na sprzedaż, ale nie jest mu potrzebna krowa. 

background image

 

79

 

Pieniądz  jest  po  prostu  środkiem  umożliwiającym  wymianę.  Zastąpił  niewygodny  system 
barterowy.  Ludzkość  wiele  zawdzięcza  wynalazkowi  pieniądza,  a  ponieważ  umożliwił  on 
sprzedaż i kupno, w naturalny sposób niektórzy ludzie stawali się coraz bardziej zamożni. 
Trzeba  zrozumieć  także  i  to,  że  im  szybciej  obracasz  pieniędzmi,  tym  więcej  ich  masz.  Na 
przykład, gdybym miał przy sobie dolara... To tylko taki przykład, bo tak naprawdę nie mam 
nigdy  przy  sobie  pieniędzy,  nawet  nie  mam  kieszeni.  Czasem  nawet  zastanawiam  się  co  by 
było, gdybym otrzymał jakiegoś dolara - gdzie bym go włożył. Gdybym więc miał przy sobie 
dolara i zachował go dla siebie, to po prostu w tym gronie pozostałby jeden dolar. Jeśli jednak 
coś  za  niego  kupię,  to  mój  dolar  przejdzie  w  czyjeś  ręce,  a  ja  otrzymam  jego  ekwiwalent, 
który  sprawi  mi  przyjemność.  Nie  zjesz  dolara  -  jak  więc  można  się  nim  cieszyć  jedynie 
trzymając  go  przy  sobie?  Masz  z  niego  korzyść  dopiero  wtedy,  kiedy  go  wydasz.  Toteż  -  ja 
się cieszę, że dolar przechodzi do rąk innego człowieka. Jeśli on chce go zatrzymać, to będą 
tu jedynie dwa dolary - jeden, którym ja właśnie się cieszę i drugi, który ten sknera zatrzymał. 
Ale jeśli nikt nie jest sknerą i dolar przechodzi szybko z rąk do rąk, to w gronie tysiąca osób 
będzie  tak,  jakbyśmy  wydali  wspólnie  tysiąc  dolarów.  Każdy  z  nas  miałby  satysfakcję.  A  to 
była  dopiero  jedna  rundka.  Jeśli  ten  dolar  wykona  kolejną  i  kolejną  rundkę,  to  jakbyśmy 
wydali  wspólnie  jeszcze  więcej  dolarów.  Niczego  nie  przybywa,  jest  tylko  jeden  dolar,  ale 
przechodząc  z  rąk  do  rąk  -  pomnaża  się.  Dlatego  mówimy,  że  pieniędzmi  się  obraca.  I  tak 
rozumiem sens istnienia pieniędzy: nie należy ich zatrzymywać. Kiedy je zdobędziesz, włącz 
je do obrotu. Nie marnuj czasu, bo w ten sposób powstrzymujesz rozwój dolara. 
Pieniądz  jest  wspaniałym  wynalazkiem.  Czyni  ludzi  bogatymi,  umożliwia  im  zdobywanie 
tego, czego nie mają. Jednak wszystkie religie są mu przeciwne. Nie chcą bogatej ludzkości, 
nie  chcą  inteligentnej  ludzkości;  jeśli  bowiem  ludzie  będą  inteligentni,  to  kto  przyjdzie  do 
kościoła? 
Nie  chodzę  do  żadnych  religijnych  miejsc.  Po  co?  Jeśli  komuś  potrzebny  jest  jakiś  posmak 
religijności,  to  zapraszam  do  mnie.  Nie  wybieram  się  do  Mekki.  Niech  Mekka  przyjdzie  do 
mnie.  Nie  jadę  do  Jerozolimy,  jeszcze  nie  oszalałem;  może  mam  lekkiego  bzika,  ale  nie 
jestem szaleńcem. Jeżeli możemy stworzyć miejsce radości, śmiechu, miłości tutaj, to czymże 
takim  może  być  dla  nas  Izrael?  Stworzyliśmy  sobie  nowy  Izrael.  Odrzuć  wszystkie  opinie  o 
pieniądzach,  które  ci  wpojono.  Miej  szacunek  dla  pieniędzy.  Twórz  bogactwo,  bo  wtedy 
otworzy się przed tobą dostęp do wielu wymiarów życia. 
 
 

background image

 

80

 

TWORZENIE 

 

Najwyższa kreatywność, znaczenie twojego życia 

 
Ż

ycie samo w sobie nie ma znaczenia. Życie daje możliwość stworzenia znaczenia. Znaczenie 

ż

ycia nie jest czymś, co można odkryć; trzeba je stworzyć. Odnajdziesz znaczenie życia jeśli 

je stworzysz. Nie leży ono gdzieś w krzakach przy drodze, więc nie myśl, że jeśli dobrze się 
rozejrzysz,  to  je  znajdziesz.  Nie  jest  jak  jakiś  kamień  przydrożny.  Jest  poezją,  którą  trzeba 
napisać, piosenką, którą trzeba wyśpiewać, tańcem, który trzeba wytańczyć. 
Znaczenie jest jak taniec, nie jak skała. Jest muzyką. Odnajdziesz je tylko wtedy, gdy sam je 
stworzysz. Pamiętaj o tym. 
Miliony ludzi mają puste, nic nieznaczące życie tylko dlatego, że wydaje im się, iż sens musi 
zostać  odkryty.  Tak,  jakby  już  wcześniej  istniał,  a  ty  musisz  jedynie  odsłonić  kurtynę  i  - 
bardzo proszę - już go masz. 
Pamiętaj  więc:  Budda  znajduje  sens,  bo  sam  go  stworzył.  Ja  go  znalazłem,  bo  sam  go 
stworzyłem. Bóg nie jest przedmiotem, jest tworzeniem. Jedynie ci, którzy tworzą - znajdują. 
I  to  bardzo  dobrze,  że  sens  życia  nie  jest  przedmiotem, który można odnaleźć; jeśli bowiem 
zostałby raz znaleziony, nikt inny nie musiałby go już szukać. 
 
Jeśli nie dostrzegasz sensu w swoim życiu, to zapewne siedzisz biernie i czekasz, że któregoś 
dnia się pojawi... Nie pojawi się nigdy. 
 
Czy  potrafisz  dostrzec  różnicę  pomiędzy  sensem  religijnym  a  sensem  naukowym?  Albert 
Einstein odkrył teorię względności. Czy trzeba ją odkrywać po raz kolejny i kolejny? Po co? 
Ktoś już to zrobił i dał ci mapę. Może zajęło mu to wiele lat, ale ty możesz to zrozumieć w 
kilka godzin. Możesz iść na uniwersytet i nauczyć się. 
Budda,  Zaratustra  także  odkryli  coś,  ale  nie  było  to  podobne  do  odkrycia  dokonanego  przez 
Einsteina.  Nie  możesz  po  prostu  nauczyć  się  tego,  co  odkrył  Zaratustra,  nie  możesz 
skorzystać  z  mapy  aby  to  odnaleźć.  Nigdy  tego  nie  znajdziesz,  chyba  że  staniesz  się 
Zaratustrą. Dostrzeż tę różnicę! 
Aby  pojąć  teorię  względności  nie  musisz  stać  się  Albertem  Einsteinem.  Musisz  po  prostu 
dysponować co najmniej średnim poziomem inteligencji; to wszystko. Jeśli nie jesteś jakimś 
wyjątkowym głąbem, to na pewno ją zrozumiesz. 
Aby  pojąć  znaczenie  Zaratustry,  musisz  sam  stać  się  Zaratustrą.  Żadne  inne  wysiłki  tu  nie 
pomogą.  Będziesz  musiał  stworzyć  go  ponownie.  Tak  samo  jest  w  przypadku  Boga  -  każdy 
musi  stworzyć  w  sobie  Boga,  sens,  prawdę;  każdy  człowiek  musi  nosić  je  w  sobie  a  potem 
przejść  przez  ból  wydania  ich  na  świat.  Muszą  one  być  wykarmione  twoją  własną  krwią,  a 
dzięki temu będziesz potrafił je odkryć. 
 
Ż

ycie samo w sobie nie ma znaczenia. Życie daje możliwość stworzenia znaczenia. Znaczenie 

ż

ycia nie jest czymś, co można odkryć; trzeba je stworzyć. 

 
Jeśli nie dostrzegasz sensu w swoim życiu, to zapewne siedzisz biernie i czekasz, że któregoś 
dnia się pojawi... Nie pojawi się nigdy. To, że znaczenie życia samo do ciebie przyjdzie jest 
wymysłem starych religii. Ono nie przyjdzie. Po to masz wolność, po to masz energię aby je 
stworzyć. Jest pole, na którym masz zasiać ziarno i zebrać plony. Wszystko co potrzebne już 
masz;  sens  życia  musi  zostać  przez  ciebie  stworzony.  To  dlatego  akt  tworzenia  jest  tak 
przepełniony radością, jest taką wspaniałą przygodą, taką ekstazą. 
Po pierwsze: najważniejsze jest to, by religia była kreatywna. Dotychczas religie pozostawały 
bardzo  bierne,  niemal  bezwładne.  Nie  spodziewasz  się  zbytniej  kreatywności  po  świętych 

background image

 

81

 

wyznających  takie  religie.  Spodziewasz  się,  że  będą  pościć,  siedzieć  w  pustelni,  wstawać  o 
ś

wicie, zawodzić mantry i robić inne tym podobne głupoty. 

 
Zapomnij  o  tych  głupich  postach,  siedzeniu  w  pustelni,  torturowaniu  samego  siebie  lub 
leżeniu na desce nabijanej gwoździami. Podziwiaj człowieka za to, że wyhodował przepiękne 
róże; dzięki niemu świat nabrał kolorów. I wtedy znajdziesz sens. 
 
I  całkowicie  ci  to  wystarcza.  A  co  taki  święty  właściwie  wyprawia?  Wychwalasz  go,  bo 
poddaje  się  długim  postom.  A  może  to  po  prostu  masochista  i  sprawia  mu  przyjemność 
torturowanie samego siebie. Siedzi goły na mrozie i tym zyskuje twój ogromny szacunek. 
Ale  jaki  to  ma  sens  i  jaką  wartość?  Wszystkie  zwierzęta  przebywają  bez  ubrania  na 
trzaskającym mrozie, a przecież daleko im do świętych. Kiedy panują upały święci siadają w 
nasłonecznionym miejscu, a ty ich 
podziwiasz.  Mówisz:  „Patrzcie.  To  wielki  asceta!"  Ale  co  on  właściwie  robi?  Jaki  jest  jego 
wkład w ten świat? Czy dodaje światu jakiegoś piękna? Czy choć odrobinkę zmienił świat? 
 
Kiedy  masz  jakieś  konkretne  wyobrażenie,  to  koncentrujesz  się  na  poszukiwaniu  go.  A  z 
powodu tego zawężania umysłu, przegapiasz wszystko inne, co jest dostępne. 
 
Uczynił go piękniejszym, dodał mu aromatu? Nie zadajesz takich pytań. 
A  trzeba  je  zadawać.  Podziwiaj  człowieka  za  stworzenie  pieśni.  Podziwiaj  człowieka  za 
wykonanie  pięknej  rzeźby,  albo  dlatego,  że  pięknie gra na flecie. Niechaj takie będą od dziś 
cechy  religijności.  Podziwiaj  mężczyznę  za  to,  że  jest  tak  wspaniałym  kochankiem  -  miłość 
jest religią. Podziwiaj człowieka, który dodaje światu choć odrobinę gracji. 
Zapomnij  o  tych  głupich  postach,  siedzeniu  w  pustelni,  torturowaniu  samego  siebie  lub 
leżeniu na desce nabijanej gwoździami. Podziwiaj człowieka za to, że wyhodował przepiękne 
róże; dzięki niemu świat nabrał kolorów. I wtedy znajdziesz sens. 
Sens  życia  wypływa  z  kreatywności.  Religia  musi  stać  się  bardziej  poetycka,  bardziej 
estetyczna. 
Po  drugie:  czasem  poszukujesz  sensu,  który  już  sobie  wymyśliłeś.  Masz  konkretny  obraz 
tego, co jest dla ciebie ważne w życiu i szukasz tego. Już podjąłeś decyzję, czym to ma być; 
ale nie możesz tego znaleźć. 
Poszukiwanie  musi  być  czyste.  Co  to  oznacza?  Nie  może  mieć  w  sobie  żadnych  wniosków 
a'prio-ri.  Jakiego  sensu  szukasz?  Już  zdecydowałeś,  że  ma  być  taki  a  nie  inny...  i  nie 
znajdziesz go, bo od samego początku twoje poszukiwanie jest nieczyste. Już wiesz jak to ma 
wyglądać. 
Jeśli na przykład ktoś wchodząc do mojego ogrodu uważa, że będzie on piękny tylko wtedy, 
gdy znajdzie tam diament... Oczywiście nie znajdzie diamentu, będzie więc uważał, że nie ma 
sensu mieć ogród. Jest w nim tyle kwiatów i tyle ptaków w nim śpiewa, i jest tak kolorowo; 
wieje lekki wiaterek w piniach, a kamienie porośnięte są mchem. Ale on nie znajdzie żadnego 
sensu w takim ogrodzie, ponieważ ma już swoje wyobrażenie: musi znaleźć diament, Kooh-i-
Noor,  tylko  wtedy  ogród  nabierze  znaczenia.  Tak  przegapia  sens  z  powodu  swoich 
wyobrażeń. 
 
Możesz  patrzeć  na  tysiące  kochanków,  ale  nie  dowiesz  się  czym  jest  miłość,  czym  jest 
zatracenie  się  w  rozkoszy.  Musiałbyś  wziąć  w  tym  udział.  Sens  przychodzi  poprzez 
uczestnictwo. 
 
Niech twoje pragnienie sensu będzie czyste, nie obciążone żadnymi oczekiwaniami. Idź goły i 
boso,  otwarty  i  pusty  a  znajdziesz  nie  tylko  jeden,  ale  tysiące  sensów.  Wtedy  wszystko  co 

background image

 

82

 

istnieje nabierze znaczenia. Kolorowy kamień połyskujący w promieniach słońca, albo kropla 
rosy  pokazująca  swoją  tęczę,  albo  mały  kwiatuszek  tańczący  na  wietrze.  Jakich  innych 
sensów potrzebujesz? 
Nie  zaczynaj  od  konkluzji,  bo  to  błędny  początek.  Idź  bez  żadnych  konkluzji!  To  właśnie 
mam  na  myśli  kiedy  mówię:  Idź  nie  obciążony  wiedzą  a  dotrzesz  do  prawdy.  Osoba  pełna 
wiedzy nigdy jej nie znajdzie. Wiedza stanowi barierę. 
 
Goldstein  nigdy  nie  był  w  teatrze,  toteż  na  któreś  urodziny  dzieci  kupiły  mu  bilet  na  jakąś 
sztukę.  Wieczorem  po  przedstawieniu  przyszły  aby  dowiedzieć  się  czy  mu  się  podobało. 
Goldstein powiedział: „To było zupełnie bez sensu. Kiedy ona chciała, to on nie chciał. Kiedy 
on już chciał, to znowu ona nie chciała. A kiedy wreszcie oboje chcieli, to opadła kurtyna". 
 
Kiedy  masz  jakieś  konkretne  wyobrażenie,  to  koncentrujesz  się  na  poszukiwaniu  go.  A  z 
powodu tego zawężania umysłu, przegapiasz wszystko inne, co jest dostępne. 
Sens  musi  zostać  stworzony;  a  poszukiwać  go  trzeba  bez  żadnych  wstępnych  wyobrażeń. 
Jeśli  porzucisz  to,  czego  cię  nauczono,  życie  nagle  nabierze  żywych  kolorów.  Ale  ty  wciąż 
targasz  ze  sobą  swoje  księgi,  zapisy,  teorie,  doktryny,  filozofie...  i  sam  się  w  tym  gubisz. 
Wszystko  ci  się  już  pomieszało  do  tego  stopnia,  że  nie  wiesz  co  jest  czym.  Twój  umysł  to 
ś

mietnik. Wyczyść go. 

 
Ż

ycie musi przebiegać na wielu płaszczyznach. Tylko wtedy nabiera ono sensu. 

 
Niech będzie pusty. A ci, co mówią, że w pustej głowie rządzi diabeł - sami są wysłannikami 
diabła. Pusty umysł jest bliższy Bogu niż cokolwiek innego. Nie ma w nim diabła, bo on nie 
umiałby funkcjonować bez myśli. W pustce diabeł nie wie co robić; nie umie sobie poradzić. 
Tyle myśli kotłuje się w umyśle, nic nie jest jasne; słyszałeś tyle różnych rzeczy z tak wielu 
ź

ródeł  -  twój  umysł  staje  się  potworem.  Usiłujesz  coś  zapamiętać,  każą  ci  pamiętać. 

Oczywiście  obciążenie  jest  tak  wielkie,  że  nie  jesteś  w  stanie  zapamiętać.  Wiele  rzeczy 
wylatuje ci z pamięci, wiele rzeciy sobie wymyśliłeś. 
 
Anglik odwiedzający Amerykę został zaproszony na bankiet. Nagle usłyszał toast wznoszony 
przez  gospodarza  domu:  Za  najszczęśliwsze  chwile  mojego  życia,  które  spędziłem  w 
ramionach żony innego mężczyzny - mojej matki! 
Anglik pomyślał: Do diaska, to świetny toast, muszę go zapamiętać i wznieść po powrocie do 
domu. 
Kilka  tygodni  później,  już  w  Anglii,  został  zaproszony  na  przyjęcie  kościelne  i  poproszono 
go, by wzniósł toast. Donośnym głosem w zatłoczonym pokoju rzekł: 
- Za najszczęśliwsze chwile mojego życia, spędzone w ramionach żony innego mężczyzny... 
Po  dłuższej  chwili  goście  zaczęli  się  niecierpliwić  patrząc  znacząco  na  mówcę.  Jego 
przyjaciel szybko doradził: 
- Lepiej się wytłumacz. 
-  Do diaska - wydusił z siebie Anglik - musicie mi wybaczyć. Zapomniałem jak ta cholerna 
baba miała na imię. 
Tak  właśnie się dzieje. Pamiętasz jakieś słowa wypowiedziane przez Platona, przez Lao Cy. 
Pamiętasz  co  mówił  Jezus  i  Mahomet...  i  wiele  innych  rzeczy;  i  dlatego  wszystko  ci  się 
pomieszało. Nie mówisz niczego, co pochodziłoby od ciebie. Jeżeli nie mówisz tego, co jest 
twoje własne, przegapiasz prawdziwe znaczenie. 
Odrzuć wiedzę i stań się bardziej kreatywnym. Pamiętaj, wiedzę się gromadzi, nie wymaga to 
kreatywności, a jedynie otwartości. I  do tego właśnie człowiek  został   zredukowany -do roli 
widza. Czytamy gazety, Biblię, Koran, Gitę; chodzi do kina, siedzi tam i ogląda film; chodzi 

background image

 

83

 

na mecze piłkarskie albo siada przed telewizorem, słucha radia, itd. Przez dwadzieścia cztery 
godziny  pozostaje  w  stanie  braku  aktywności,  jest  widzem.  Inni  coś  robią  a  on  to  po  prostu 
ogląda. W ten sposób nie odnajdzie się sensu. 
 
Odrobina szaleństwa zawsze dostarcza radości. Zrób od czasu do czasu coś głupiego. Wtedy 
odnajdziesz sens. 
 
Możesz  patrzeć  na  tysiące  kochanków,  ale  nie  dowiesz  się  czym  jest  miłość,  czym  jest 
zatracenie  się  w  rozkoszy.  Musiałbyś  wziąć  w  tym  udział.  Sens  przychodzi  poprzez 
uczestnictwo.  Bierz  udział  w  życiu!  Tak  głęboko,  tak  całkowicie  jak  tylko  potrafisz. 
Zaryzykuj wszystko dla uczestnictwa. Jeśli chcesz wiedzieć czym jest taniec - nie idź oglądać 
tancerza,  sam  naucz  się  tańczyć,  zostań  tancerzem.  Jeśli  chcesz  czegokolwiek  się  nauczyć  - 
musisz  brać  w  tym  udział.  To  jedyna  prawdziwa  i  właściwa  droga  poznania.  A  twoje  życie 
nabierze wielkiego znaczenia. 
Ż

ycie  musi  przebiegać  na  wielu  płaszczyznach.  Tylko  wtedy  nabiera  ono  sensu.  Nie 

sprowadzaj życia do jednej płaszczyzny. To także jest problemem. Ktoś zostanie inżynierem i 
uważa,  że  wszystko  już  ma  z  głowy.  Identyfikuje  się  z  pojęciem:  inżynier.  I  całe  jego  życie 
sprowadza  się  do  bycia  inżynierem.  A  są  miliony  rzeczy,  które  można  robić;  on  jednak 
porusza  się  jedną  tylko  ścieżką.  Za  jakiś  czas  mu  się  to  nudzi,  ma  tego  dość;  czuje  się 
zmęczony,  wypalony.  Wlecze  się  przez  życie  w  oczekiwaniu  na  śmierć.  Jaki  w  tym  można 
znaleźć sens? 
Miej w życiu więcej zainteresowań. Nie bądź zawsze biznesmenem; czasem także się zabaw. 
Nie  bądź  po  prostu  inżynierem,  dyrektorem  szkoły,  profesorem  -  miej  tak  wiele 
zainteresowań  jak  to  tylko  możliwe.  Graj  w  karty,  graj  na  skrzypcach,  śpiewaj,  fotografuj, 
pisz  wiersze.  Znajdź  wiele  fascynacji  w  życiu  a  wtedy  osiągniesz  bogactwo.  A  sens  życia 
tkwi w bogactwie przeżytych doznań. 
 
Słyszałem bardzo ciekawą historię o Sokratesie: 
Uwięziony,  w  oczekiwaniu  na  śmierć,  Sokrates  miał  sen,  w  którym  jakiś  głos  powtarzał: 
„Sokratesie, stwórz muzykę". Stary człowiek czuł, że zawsze służył sztuce filozofii, ale teraz 
-  zachęcony  przez  ten  tajemniczy  głos  -  ułożył  słowa  w  wersy,  stworzył  hymn  do  Apolla  i 
zagrał go na flecie. W obliczu śmierci filozofia i muzyka połączyły się na chwilę, a Sokrates 
poczuł się tak błogo jak nigdy dotąd. 
Nigdy  wcześniej  nie  grał  na  flecie.  Coś  w  nim  powtarzało  uparcie:  „Sokratesie,  stwórz 
muzykę!"  Tuż  przed  śmiercią.  To  takie  dziwaczne.  Nigdy  wcześniej  nie  tworzył  muzyki, 
nigdy  nie  grał  na  żadnym  instrumencie.  Część  jego  jaźni  została  przytłumiona  -  tak,  nawet 
człowiek  pokroju  Sokratesa  pozostał  jednowymiarowym.  Ta  odrzucona  część  nalegała: 
„Wystarczy już tej logiki, potrzeba odrobinę muzyki; dzięki temu osiągniesz równowagę. Już 
się  nie  upieraj.  Zagraj  no  flecie!"  Ten  głos  był  taki  natarczywy,  że  w  końcu  dotarł  do 
Sokratesa. 
Jego  uczniowie  zapewne  poczuli  się  zdezorientowani.  Zadawali  sobie  pytanie:  „Czy  on 
oszalał? Sokrates grający na flecie?" Dla mnie jednak ma to ogromne znaczenie. Muzyka nie 
była  zapewne  arcydziełem,  bo  grał  po  raz  pierwszy.  Zapewne  brzmiało  to  po  amatorsku, 
dziecinnie, ale coś zostało spełnione, coś się połączyło. Już nie był jednostronny. Może po raz 
pierwszy w swoim życiu zachował się spontanicznie. Po raz pierwszy zrobił coś bez powodu. 
Zwykle był bardzo racjonalny. 
Którejś nocy czytałem historię o wielkim mistyku chasydzkim Baal Szemie. 
Było  święto  i  chasydzi  zebrali  się  na  modlitwę  i  komunię  -  satsang  -  u  swego  Mistrza. 
Przyszedł mężczyzna ze swym upośledzonym umysłowo synem. Trochę się bał, że syn może 

background image

 

84

 

zrobić  coś  nieprzewidzianego,  toteż  cały  czas  nie  spuszczał  go  z  oka.  Kiedy  odmówiono 
modlitwy, syn zapytał ojca:                                 
- Mam gwizdek. Mogę sobie pogwizdać? 
-    W  żadnym  wypadku.  Gdzie  ten  twój  gwizdek?  -zapytał  ojciec.  Syn  wskazał  na  swoją 
kieszeń.  Ojciec  tym  bardziej  uważał  na  syna  i  na  jego  kieszeń.  Później  zaczęli  tańczyć. 
Chasydzi to tancerze, radośni ludzie; to oni - ci szaleńcy - stanowili esencję judaizmu. 
Podczas gdy wszyscy modlili się do Boga i tańczyli, chłopiec nie mógł już dłużej wytrzymać. 
Wyciągnął gwizdek i zagwizdał. Wszyscy byli w szoku. Ale Baal Szem podszedł do chłopca, 
przytulił go i powiedział: 
-  Nasze  modlitwy  zostały  wysłuchane.  Bez  gwizdka  wszystko  było  daremne;  ten  gwizd  był 
jedyną spontaniczną rzeczą. Cała reszta była rytuałem. 
 
Nie  pozwól  aby  twoje  życie  stało  się  martwym  rytuałem.  Niech  będą  chwile,  których  nie  da 
się wytłumaczyć. Niech będzie parę tajemniczych rzeczy/, które istnieją bez powodu. Pozwól 
sobie zrobić czasem coś, za co ludzie ocenią cię jako wariata.  
 
Znajdź wiele fascynacji w życiu a wtedy osiągniesz bogactwo. A sens życia tkwi w bogactwie 
przeżytych doznań. 
 
Człowiek  w  stu  procentach  zdrowy  jest  martwy.  Odrobina  szaleństwa  zawsze  dostarcza 
radości. Zrób od czasu do czasu coś głupiego. Wtedy odnajdziesz sens. 
 

background image

 

85

 

OŚRODEK MEDYTACJI OSHO 

Ośrodek  Medytacji  OSHO  (OSHO®  Meditation  Resort),  położony  około  150  kilometrów  na  południowy 
wschód  od  Bombaju  -  w  Punie,  jest  miejscem,  w  którym  można  nauczyć  się  jak  uczynić  swoje  życie 
ś

wiadomym,  poczuć  się  rozluźnionym  i  przepełnionym  radością.  Ośrodek  organizuje  wiele  rodzajów  terapii 

medytacyjnych  dla  tysięcy  ludzi  z  ponad  100  różnych  krajów,  przyjeżdżających  tam  co  roku.  Puna,  będąca 
początkowo letnim kurortem dla maharadżów i bogatych brytyjskich koloniali-stów, teraz jest tętniącym życiem 
nowoczesnym miastem z wieloma uniwersytetami i nowoczesnymi zakładami przemysłowymi. Ośrodek zajmuje 
32  akry  porośniętego  drzewami  przedmieścia,  zwanego  Koregaon  Park.  Wygodne  noclegi  można  znaleźć  w 
wielu pobliskich hotelach. 
Program  medytacji  oparty  jest  na  wizji  Osho  -  całkowicie  nowego  rodzaju  człowieka,  który  potrafi  zarówno 
uczestniczyć  w  radościach  codziennego  dnia  jak  i  pozostawać  w  ciszy  i  medytacji.  Większość  programów 
odbywa  się  w  nowoczesnych,  klimatyzowanych  pomieszczeniach  i  obejmuje  krótkie  jak  i  dłuższe  kursy 
medytacyjne,  twórczość  artystyczną,  holistyczne  uzdrawianie,  rozwój  indywidualny  oraz  sport  i  rekreację 
zgodnie  z  filozofią  zen.  Programy  te,  połączone  z  całodniowym  zestawem  aktywnych  medytacji  Osho,  trwają 
przez cały rok. 
Kawiarnie  i  restauracje  znajdujące  się  na  terenie  ośrdka  oferują  zarówno  tradycyjne  dania  hinduskie  jak  i 
kuchnię  międzynarodową.  Posiłki  przygotowane  są  z  organicznie  uprawianych  warzyw  na  własnej  farmie 
wspólnoty. Centrum posiada własne źródło bezpiecznej, filtrowanej wody. 
Więcej  informacji  zawiera  obszerna  strona:  www.osho.com  opracowana  w  kilku  językach.  Można  za  jej 
pośrednictwem odbyć wirtualną podróż po centrum medytacyjnym, dowiedzieć się o książkach i kasetach Osho, 
a także o adresach ośrodków Osho na całym świecie. 
 

 
NOTA O AUTORZE 

Nauki  Osho  nie  poddają  się  jakiejkolwiek  kategoryzacji.  Dotyczą  wszystkich  aspektów  życia  począwszy  od 
indywidualnych  poszukiwań  sensu  ludzkiej  egzystencji  aż  po najważniejsze wydarzenia społeczne i polityczne. 
Osho przez ponad 35 lat rozmawiał z ludźmi, udzielał wykładów na wielu międzynarodowych spotkaniach. Nie 
pisał książek. Zostawił jednak po sobie tysiące godzin nagrań na kasetach audio i video. 
Osho został określony przez londyński Sunday Times jako jedna z 1000 osób, które wywarły największy wpływ 
na dwudziesty wiek. Amerykański pisarz Tom Robbins uznał go za „najbardziej niebezpiecznego człowieka od 
czasów Jezusa Chrystusa". 
Za  swój  cel  Osho  uznał  stworzenie  warunków  dla  narodzin  nowego  rodzaju  człowieka,  który  łączyłby  w sobie 
milczącą  duchowość  Buddy  z  umiejętnością  korzystania  ze  wszelkich  uciech  życia  Greka  Żorby.  Wątek 
połączenia  odwiecznej  mądrości  Wschodu  z  najwyższym  potencjałem  nauki  i  technologii  stworzonym  przez 
Zachód przewija się przez jego wszystkie prace. 
Osho  ma  także  ogromne  zasługi  w  zakresie  nauk  dotyczących  wewnętrznej  przemiany.  Jego  „Medytacje 
Aktywne"  pozwalają  pozbyć  się  nagromadzonego  w  ciele  i  umyśle  stresu  dzięki  czemu  łatwiej  doświadczać 
stanu rozluźnienia i niemyślenia. 
 
 
 

background image

 

86

 

 
 
 
 

background image

 

87

 

 
 

Seria: HORYZONT 
www.garmond. pl/nowyhoryzont 
Przekład z jęz. angielskiego Bogusława Jurkevich, Magdalena Stefańczuk 
 
Tytuł oryginału: Creativity. Unleashing the Forces Within  
Przekład: Bogusława Jurkevich, Magdalena Stefańczuk Redakcja: Anna Ratuś, Teresa Tyma 
Projekt graficzny okładki: Jacek Fajfer 
Projekt graficzny serii: Jacek Fajfer 
Skład i łamanie: Agata Leśniewska 
Druk: Wydawnictwo Garmond, ul. Grzybowa 3, 05-092 Łomianki 
Wydanie I 
Copyright © 1999 Osho International Foundation, Switzerland 
www.osho.com 
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo GARMOND, 
2006     Wszelkie prawa zastrzeżone 
OSHO is a registered trademark of Osho International Foundation, used with permission 
Książka jest wyborem fragmentów wykładów Osho. Wszystkie jego wykłady zostały opublikowane w formie książek oraz w formie kaset i płyt kompaktowych. 
Nagrania wykładów Osho oraz pełne archiwum transkrypcji wykładów są dostępne w Osho Library www.osho.com 
Wydawca: 
Wydawnictwo Garmond 
ul. Grzybowa 3 
05-092 Łomianki 
tel.: (0-22) 7515942 
fax: (0-22) 7515943 
email: garmond@garmond.pl 
www.garmond.pl 
Wyłączny dystrybutor: 
Jacek Santorski & Co 
Agencja Wydawnicza Sp. z o.o 
ul. Alzacka 15a 
03-972 Warszawa 
tel.: (0-22) 6162928, 6162936 
email: handel@jsantorski.pl 
www.jsantorski.pl 
ISBN 83-86746-54-8