background image
background image

 

 

Christie 

Ridgway  

 

Przebudzenie 

 

Złota Dynastia 12 

 

Tytuł oryginału: The Reckoning 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

Drogie Czytelniczki! 

Mam  przyjemność  zarekomendować  Wam  kolejną  sagę  rodzinną,  w 

której  odnajdziecie  wiele  wątków  obyczajowych,  romansowych,  ale  też 

kryminalnych. 

Tym 

razem 

zapraszam 

do 

poznania 

Fortune'ów, 

najpotężniejszej i najbogatszej rodziny w Teksasie. Są wśród nich ranczerzy, 

żołnierze, finansiści, właściciele firm, ale też gwiazdy filmowe. 

Przez  dwanaście  miesięcy  będziemy  śledzić  losy  niektórych  członków 

tego  rozgałęzionego  rodu,  poznamy  także  mroczne  i  wstydliwe  sekrety 

rodzinne. 

Bogactwo  zdobyli  pracą  własnych  rąk,  a  ich  pierwsze  ranczo  Dwie 

Korony  –  nazwane  tak  od  charakterystycznego  znamienia,  które  mają 

wszyscy członkowie rodziny – było na początku podupadającą farmą. 

Kingstone Fortune, założyciel rodu, często przymierał głodem. Jego syn 

Ryan jest milionerem i powszechnie szanowanym obywatelem. 

A zatem zapraszam do Teksasu! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Pełen zakamarków ogromny dom na ranczu w Teksasie był –wypełniony 

kwiatami,  stoły  uginały  się  od  jedzenia,  a  dwa  bary  aż  pękały  od  butelek  z 

alkoholami.  Byłoby  to  naprawdę  wspaniale  przyjęcie,  pomyślał  Emmett 

Jamison, gdyby nie fakt, że honorowego gościa nie ma już wśród żyjących. 

– Nie mogę uwierzyć, że Ryan Fortune odszedł. – Usłyszał smutny głos 

szczupłej siwowłosej kobiety. 

Emmett  zamknął  oczy.  Jemu  też  było  trudno  to  pojąć.  U  Ryana 

stwierdzono  przed  paroma  miesiącami  guz  mózgu  i  mimo  jego  ogromnej 

żywotności i opieki ze strony rodziny oraz przyjaciół, tego ranka jego prochy 

zostały rozsypane na ukochanym ranczu „Dwie Korony". 

Tragedia  nie  zaskoczyła  Emmetta.  Parę  miesięcy  wcześniej  stracił 

wszelką nadzieję i optymizm. Nie czekał na szczęśliwy finał; zaczął się powoli 

przyzwyczajać do pogrzebów. 

–  Ubiegasz  się  o  posadę  przedsiębiorcy  pogrzebowego?  –  Rozległ  się 

męski głos tuż przy jego uchu. – Bo posępny wyraz twarzy już masz. 

–  Nie  czepiam  się  twojej  paskudnej  gęby,  więc  odczep  się  od  mojej  – 

mruknął. 

Nie  poczuł  się  jednak  urażony  tymi  słowami,  bo  mężczyzna,  który  je 

wypowiedział  był  jego  kuzynem.  Wszyscy  twierdzili,  że  Colin  Jamison  był 

nieco  starszą  kopią  Emmetta.  Obaj  wysocy,  mierzyli  metr  osiemdziesiąt 

wzrostu,  harmonijnie  zbudowani,  jak  przystało  na  mężczyzn  trenujących 

regularnie  i  utrzymujących  kondycję  fizyczną  niezbędną  w  ich  pracy.  Obaj 

mieli  krótkie  ciemne  włosy,  a  orzechowe  oczy  Collina  tylko  o  ton  były 

jaśniejsze od zielonych oczu Emmetta. 

RS

background image

 

–  Nie  chciałem  być  złośliwy  –  powiedział  Collin.  –  Martwię  się  tobą. 

Znowu masz tę swoją minę: pozwólcie mi umknąć w góry. 

Emmett  wsunął  ręce  w  kieszenie  ciemnych  spodni.  We  wrześniu,  po 

pogrzebie  swego  brata  Christophera,  i  tragicznym  zakończeniu  jednej  ze 

spraw,  które  prowadził  w  FBI,  zaszył  się  w  Sandia  Mountains  w  Nowym 

Meksyku. Starał się tam uśmierzyć ból tanią tequilą i samotnością. Nie trwało 

to  długo.  Ojciec  go  odszukał  po  tym,  jak  dowiedział  się,  że  jego  drugi  syn, 

Jason,  zamieszany  w  morderstwo  Chrisa,  uciekł  z  więzienia.  Emmett  musiał 

natychmiast wytrzeźwieć i wrócić do Teksasu. 

–  Nie  obawiaj  się  –  uspokoił  Collina.  –  Kiedy  ojciec  odszukał  mnie  w 

Nowym Meksyku, zabrał klucze od chaty i zagroził, że puści ją z dymem, jeśli 

do niej zajrzę. Nie wrócę tam. 

–  To  dobrze  –  stwierdził  Collin,  przesuwając  spojrzeniem  po 

zgromadzonych  gościach.  –  Nie  widziałem  wuja  Blake'a  i  cioci  Darcy,  ale  w 

tym tłumie mogli się gdzieś zgubić. Przyjechali? 

Emmett potrząsnął głową. 

–  Jestem  jedynym  przedstawicielem  naszej  gałęzi  Jamisonów  – 

powiedział.  –  Rodzice  czuliby  się  tu  nieswojo,  zważywszy,  że  to  ich  syn 

uprowadził wdowę po Ryanie zaledwie dwa miesiące temu. 

Właśnie porwanie Lily Fortune przez Jasona sprowadziło Collina do Red 

Rock w Teksasie. Emmett zadzwonił do niego, gdy po uwolnieniu Lily Jason 

znowu  uciekł.  Emmett  chciał,  żeby  Collin  pomógł  mu  odnaleźć  brata.  Nie 

udało się. 

– Dorwiemy go, Emmett. – Collin zdawał się czytać w jego myślach. 

–  Ja  go  dorwę  –  skorygował  Emmett,  choć  obaj  wiedzieli,  że  stracili 

wszelki trop. 

RS

background image

 

Jason  zwiał  z  pieniędzmi  z  okupu  za  Lily,  zabijając  po  drodze  agenta 

FBI. Od tego czasu ślad po nim zaginął. 

–  Musisz  teraz  mieć  na  oku  Lucy  –  powiedział  Emmett  do  kuzyna.  – 

Choćby się  waliło i paliło, nie dopuszczę,  żeby ktoś jeszcze padł ofiarą mego 

brata.  –  Rejestr  przestępstw  Jasona  obejmował  również  śmierć  jego  dziew-

czyny, Melissy, i strażnika konwojującego więźniów. 

Emmett zniżył głos. 

– Nawet gdyby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu, to Jason 

zapłaci za całe zło i ból, jakie wyrządził innym. 

– Uważaj – ostrzegł go Collin. – Jason musi znaleźć się za kratkami, ale 

nie kosztem twoich uczuć. 

Emmett potrząsnął głową. 

– Miłość do Lucy sprawiła, że złagodniałeś – zauważył.  

Nie  miał  ochoty  rozmawiać  na  ten  temat.  Bez  słowa  usprawiedliwienia 

opuścił  Collina,  unikając  spojrzeń  otaczających  go  ludzi.  Po  drodze  omal  nie 

przewrócił sztalugi, na której ustawiono zdjęcie wielkości dużego plakatu. 

Widniała  na  nim  uśmiechnięta  twarz  Ryana  Fortune'a.  „Mąż,  ojciec, 

przyjaciel. Kochany przez wszystkich" – głosił napis pod zdjęciem. 

Emmett przyjrzał się fotografii. Oczy Ryana zdawały się błyszczeć jak za 

życia. Poczuł na ramieniu ciepły ciężar, jakby jego niewidzialną rękę. Czyżby 

chciał mu o czymś przypomnieć? 

Tknięty nagłym niepokojem, skierował się do holu. Pchnął ciężkie drzwi 

wejściowe  i  wyszedł  na  zewnątrz.  Owiało  go  chłodne,  kwietniowe  powietrze. 

Niebo było tak ponure jak jego nastrój i zanosiło się na deszcz, ale potrzebował 

świeżego powietrza i chciał być sam. 

„Kochany  przez  wszystkich".  Zapamiętał  to,  schodząc  ze  stopni  ganku. 

Na  nagrobku  jego  brata  Chrisa  wypisano  „Ukochany".  Rodzina  Jessiki 

RS

background image

 

Chandler kazała wykuć na jej nagrobku napis: „Pozostanie na zawsze w naszej 

pamięci". 

Wiadomo, że takie podniosłe frazy niczego nie rozwiązują. Nie ułatwiają 

życia tym, którzy zostali. Miłość niczego nie ułatwia. 

Na pewno nie wskrzesi zmarłego. 

Emmett  oparł  się  o  ścianę  i  popatrzył  na  rośliny  posadzone  w  dużych 

donicach.  Zastanawiał  się,  czy  w  maju,  gdy  rozkwitną,  będzie  jeszcze  w  Red 

Rock. Zresztą i tak by ich nie zauważył. 

Nagle  jego  uwagę  zwróciło  rytmiczne  tupanie  dochodzące  zza  węgła. 

Zaciekawiony ruszył w tym kierunku. Zobaczył chłopca średniego wzrostu, w 

sportowej  kurtce  i  dżinsach.  Podbijał  nogą  piłkę,  co  wydawało  dźwięk 

podobny do tupania. 

Emmett cofnął się pamięcią trzy, może cztery miesiące wstecz. Zauważył 

wtedy tego samego chłopca w restauracji w Red Rock w towarzystwie starszej 

pary  i  jasnowłosej  kobiety.  Widział  tylko  jej  plecy,  ale  dostrzegł  napięcie  na 

twarzy siedzącego naprzeciw niej dziecka. 

Zaczęło  kropić,  ale  chłopiec  nie  przerywał  zabawy.  Wiatr  się  nasilał  i 

Emmett  zawrócił  do  wejścia.  Chciał  zawołać  chłopca,  żeby  wszedł  do  domu, 

ale zrezygnował. 

–  Richard?  –  Usłyszał  nagle  kobiecy  głos  za  sobą  i  odgłos  otwieranych 

drzwi. – Richard, jesteś tam? 

Dzieciak skulił się i dalej podrzucał piłkę, mimo deszczu i nawoływania. 

Emmett przyspieszył, musiał odszukać Lily i złożyć jej kondolencje. 

– Richard... – Usłyszał ponownie głos kobiety, a po chwili zobaczył, jak 

wyłania się z cienia. W tej samej chwili zza chmur wyjrzało słońce, oświetlając 

jej długie jasne włosy, białą suknię i szczupłe, delikatne ciało... 

RS

background image

 

Emmett  zamrugał  oczami.  Miał  przed  sobą  anioła.  Kobieta  na  sekundę 

zatrzymała na nim wzrok, po czym spojrzała na chłopca. 

– Richard... – zaczęła. 

– Ricky, wciąż ci powtarzam – mruknął chłopiec. –Ricky! 

Kobieta zmarszczyła czoło i Emmett zaczął się obawiać, czy aby się nie 

rozpłacze.  Postąpił  ku  niej,  tknięty  nagłą  myślą,  by  ją  pocieszyć,  otoczyć 

ramieniem, ale uśmiechnęła się nieznacznie. 

–  Cóż,  Ricky–Ricky,  nie  powinieneś  przebywać  na  deszczu  – 

powiedziała. 

–  Już  nie  pada  –  zauważył  Emmett,  sam  nie  wierząc,  że  wtrącił  się  do 

rozmowy  obcych  osób.  Poczuł  się  zakłopotany,  bo  jakiś dziwny  impuls  kazał 

mu objąć tę kobietę. Na szczęście opanował się. 

Kobieta  rzuciła  mu  zdumione  spojrzenie,  po  czym  uniosła  twarz  ku 

niebu.  Miała  jasną  cerę,  mały  nos  i  śliczne  usta.  Emmett  znów  pomyślał  o 

wiośnie, a właściwie skojarzył ją z jej ciepłem, zapachami i kolorami świeżej 

zieleni. Postąpił krok w stronę kobiety. 

– Chyba ma pan rację – powiedziała, mrużąc oczy. 

–  Przestało  padać.  –  Zakołysała  się  lekko,  jakby  traciła  równowagę.  – 

Czyż słońce nie robi dobrze? 

– Kim pani jest? – Emmett zmienił temat. 

Od razu pojął, że pytanie zabrzmiało zbyt obcesowo. Kobieta dziwnie go 

intrygowała,  równocześnie  wprawiając  w  pewne  zakłopotanie.  Chciał  się 

dowiedzieć  o  niej  czegoś  więcej.  Ku  jego  zaskoczeniu  odpowiedział  mu 

chłopiec, stając między nim a kobietą. 

– To Linda Faraday – oznajmił. – Ja jestem Ricky. A ty kim jesteś? 

Linda Faraday i jej syn, Ricky. Zapomniał o nich w pierwszych dniach po 

śmierci  Ryana.  Może  dlatego  poczuł  zaniepokojenie,  gdy  patrzył  na  zdjęcie 

RS

background image

 

starszego  pana.  I  może  dlatego  tak  silnie  zareagował  na  jej  widok parę  minut 

później. Rozpoznał ją i przypomniał sobie o obietnicy złożonej Ryanowi. Nie o 

tej, którą uczynił w imię pamięci Ryana, przysięgając sobie, że dorwie Jasona, 

ale o tej, którą złożył Ryanowi przed jego śmiercią. 

– No, kim jesteś? – powtórzył chłopiec. 

Emmett  odetchnął  głęboko  i  spojrzał  w  duże  niebieskie  oczy  Lindy 

Faraday. Wiosna. Powinien teraz odsunąć od siebie tę myśl, tak będzie lepiej. 

– Jestem mężczyzną, który ma zamiar się wami zająć – odpowiedział. 

Wróciwszy do gości, Emmett nie tracił czasu. Pierwszą napotkaną osobę 

spytał,  gdzie  może  znaleźć  doktor  Violet  Fortune.  Była  w  jadalni  i  właśnie 

nakładała sobie na talerz sałatkę owocową. 

– Muszę ci zająć trochę czasu, Violet – powiedział. Odwróciła się i przez 

chwilę przyglądała mu się uważnie. 

–  Wiesz,  co  musisz?  Odpocząć,  przestać  się  obwiniać  i  wreszcie  zjeść 

porządny  posiłek  –  zauważyła.  –  Za  poradę  należy  się  dwieście  dolarów. 

Możesz mi przysłać czek do gabinetu – dodała żartem. 

–  Bardzo  śmieszne  –  mruknął.  –  Chcę  z  tobą  porozmawiać  o  Lindzie 

Faraday. 

–  Och,  wiesz...  ona  nie  jest  moją  pacjentką,  a  nawet  gdyby  była,  nie 

mogłabym... 

– Ryan rozmawiał o niej z tobą. Prawda? 

Linda  Faraday  i  jej  syn,  Ricky,  byli  źródłem  wyrzutów  sumienia  Ryana 

przez  ponad  dziesięć  lat,  gdy  jego  brat  Cameron  spowodował  po  pijanemu 

wypadek samochodowy. Cameron zginął, a Linda, która z nim jechała, została 

ciężko ranna. Ryan zachował to w tajemnicy przed opinią publiczną i rodziną. 

Wiedziała tylko Lily i Violet. Linda była wtedy w ciąży. Nosiła w łonie dziec-

ko Camerona. To właśnie był Ricky. 

RS

background image

 

– Ryan mówił o jej sytuacji raz czy dwa. – Violet skinęła głową. – Ale to 

była poufna rozmowa. Nie mam prawa omawiać... 

– Omawiać urazu mózgu ze mną – dokończył Emmett, bo właśnie takie 

obrażenia  odniosła  Linda  w  wypadku  przed dziesięciu  laty.  –  I  rozmawiać  na 

temat śpiączki, zdrowienia i rehabilitacji... 

–  Dobrze,  już  dobrze.  –  Violet  położyła  mu  rękę  na  ramieniu. –  Chcesz 

porozmawiać ze mną na ten temat? 

Czuł  się  bezradny  w  obliczu  śmierci  Ryana  i  niemożności  odnalezienia 

Jasona, ale wreszcie znalazł coś, czym mógł się zająć. 

– Teraz, proszę – powiedział. 

–  A  więc  spotkajmy  się  w  gabinecie,  tylko  dam  znać  Peterowi  – 

zaproponowała Violet. 

– Powiedz mężowi, że postaram się zająć cię jak najkrócej. 

Violet potrząsnęła głową i uśmiechnęła się. 

– Nie jesteś gadatliwy, wiem coś o tym – rzuciła. 

W  mgnieniu  oka  była  z  powrotem.  Usiedli  na  sofie  w  rogu  gabinetu  i 

Emmett popatrzył na duże biurko stojące naprzeciw. 

–  Kiedy  tu  byłem  ostatni  raz,  Ryan  zdawał  się  zajmować  większą 

przestrzeń niż jego biurko – mruknął. 

Violet podała mu filiżankę kawy. 

– Wszyscy staramy się jakoś uporać z faktem, że odszedł – powiedziała. 

Emmett  czuł  podobnie,  dlatego  postanowił  dotrzymać  obietnicy,  którą 

złożył Ryanowi. 

– Urazowe uszkodzenie mózgu – wrócił do tematu. 

–  No  dobrze,  nie  będę  marnować  twego  czasu.  Urazowe  uszkodzenie 

mózgu  –  przyznała  Violet,  upijając  łyk  kawy.  –  W  skrócie  TBI,  określane 

potocznie  jako  uraz  głowy,  to  po  prostu  uszkodzenie  mózgu  spowodowane 

RS

background image

 

czynnikiem  zewnętrznym.  Częste  w  wypadkach  samochodowych,  gdy  mózg 

obija  się  o  wnętrze  czaszki.  To  właśnie powoduje  jego  obrażenia,  a następnie 

obrzęk.  Urazy  głowy  są  na  pierwszym  miejscu  listy  zabójców  Amerykanów 

przed  czterdziestym  czwartym  rokiem  życia.  Zabijają  więcej  osób  niż 

wszystkie inne choroby. 

Emmett  przysłuchiwał  się  uważnie  tym  danym,  ale  w  tej  chwili 

interesowała go tylko jedna osoba, którą to dotknęło. 

– Czy wszyscy z TBI zapadają w śpiączkę? – spytał. 

– Czasem poważny uraz może przebiegać nawet bez utraty przytomności, 

ale  w  TBI  na  ogół  uszkodzony  zostaje  pień  mózgu,  i  to  powoduje  śpiączkę, 

która może trwać jakiś czas – wyjaśniła Violet. 

– Czy to normalne, że przebywa się w śpiączce przez lata? – zdziwił się 

Emmett. 

Violet zwlekała z odpowiedzią. Linda zapadła w śpiączkę po wypadku, a 

potem  lekarze  stwierdzili,  że  od  dwóch  miesięcy  jest  w  ciąży.  Urodziła  w 

stanie śpiączki i obudziła się z niej zaledwie przed rokiem. 

–  Bardziej  niezwykle,  Emmett  –  powiedziała  wreszcie  Violet  –  jest 

wyzdrowienie  pacjenta  na  tyle,  by  po  tak  długim  czasie  mógł  prowadzić 

samodzielne życie. 

–  Ale  nie  jest  to  tak,  że  pewnego  dnia  chory  budzi  się  jak  gdyby  nigdy 

nic, żywotny i pełen energii – zauważył Emmett. 

– Może tak było ze śpiącą królewną... – Violet potrząsnęła głową – ale w 

rzeczywistym  świecie  podobne  przypadki  się  nie  zdarzają.  Co  do  Lindy...  – 

zamilkła na chwilę. – Nie bardzo wiem, czy powinnam o niej mówić. 

–  Więc  mów  hipotetycznie.  –  Emmett  nie  chciał  nalegać.  –  Jeśli 

hipotetyczny pacjent byłby w śpiączce... 

Violet znowu potrząsnęła głową. 

RS

background image

 

10 

– Nie była w śpiączce? – zdziwił się Emmet. 

–  Techniczna  definicja  określa  śpiączkę  jako  odmienny  stan 

świadomości,  w  którym  chory  ma  zamknięte  oczy  i  nie  reaguje  na  ból  ani 

polecenia, nie mówi też rozpoznawalnymi słowami. Z chwilą gdy hipotetyczny 

pacjent  zacznie  reagować,  odpowiadać  czy  mówić,  nie  jest  już  w  śpiączce, 

choć  może  jeszcze  nie  odzyskać  pełnej  świadomości.  W  takim  stanie 

półświadomości  można  go  karmić,  może  też  sam  jeść,  można  go  poddać 

niektórym rodzajom fizjoterapii, żeby zapobiec zanikowi mięśni. Zdarza się, że 

ktoś pozostaje w takim stanie półświadomości przez resztę życia. 

–  A  więc  co  sprawiło,  że  Linda...  przepraszam...  co  może  sprawić,  że 

hipotetyczny pacjent odzyskuje pełną świadomość? 

–  Tego  nikt  nie  wie.  –  Violet  wzruszyła  ramionami.  –  Po  tylu  latach 

myślę, że najlepsze wytłumaczenie to... cud. 

Emmett zesztywniał. Cud nie mieścił się w kategorii pojęć agenta FBI. 

–  Wydaje  mi  się,  że  Ryan  uważał,  iż  Linda  wciąż  potrzebuje  czyjejś 

pomocy – powiedział. – Obiecałem mu, że się nią zajmę. 

–  W  porządku. –  Violet  westchnęła.  –  Linda.  A  więc  porozmawiajmy  o 

Lindzie – zgodziła się. – Ryan miał rację. Minęło dziesięć lat. Świat jest dziś 

inny  niż  ten,  który  ona  znała.  Ona  też  się  zmieniła.  Przez  cały  miniony  rok 

przechodziła  rehabilitację,  uczyła  się  wielu  czynności  na  nowo,  nabywała 

nowych umiejętności, ale to nie jest proste. 

– Ryan chciał, żebym... ją ochraniał. 

–  To  podobne  do  Ryana  –  stwierdziła  Violet.  –  Musisz  jednak 

wysondować, czy  Linda chce twojej opieki albo czy choćby ją zaakceptuje. Z 

tego co wiem, uda się do domu Nancy i Deana Armstrongów, małżeństwa, któ-

re opiekowało się Rickim od niemowlęctwa. 

RS

background image

 

11 

– Nieważne, czego ona chce. Obiecałem Ryanowi, że się nią zaopiekuję. 

Przynajmniej tyle mogę dla niego zrobić. 

–  I  znów  to  twoje  poczucie  winy.  –  Violet  popatrzyła  mu  w  oczy.  – 

Żadna  kobieta,  nawet  będąca  na  miejscu  Lindy,  nie  chciałaby  stanowić  dla 

ciebie obiektu zobowiązania. 

– To nie zobowiązanie. Ona jest... 

Fascynacją. Światłem. Wiosną. Oczami wyobraźni 

Emmett  widział  jej  twarz  zwróconą  ku  słońcu  i  znowu  poczuł  na 

ramieniu ciepłą dłoń Ryana. Ona go potrzebuje, a jego proszono, aby otoczył ją 

opieką. Boże, jak ma to wyjaśnić Violet, żeby nie wezwała facetów w białych 

kitlach z kaftanem bezpieczeństwa? 

– Ona jest po prostu osobą, którą powinienem się zająć jak najszybciej – 

dokończył. 

– A więc życzę powodzenia w przekonaniu jej do tego. – Violet uniosła 

w jego stronę kubek z kawą. 

Od razu po przebudzeniu Linda spojrzała na gruby notes leżący na szafce 

nocnej. Dzisiejszy dzień był zaznaczony spinaczem do papieru. Przeczytała to, 

co  napisała  wieczorem,  tak  jak  to  czyniła  każdego  dnia  przed  pójściem  spać, 

żeby nie pogubić się w tych pierwszych, często dezorientujących, momentach 

przebudzenia. 

Dzisiaj jest wtorek, 2 maja. 

Zmieniłaś pokój. 

Teraz  mieszkasz  w  skrzydle  południowym.  Łazienka  jest  po  prawej 

stronie. Jeśli jest ranek, wstań, weź prysznic, ubierz się. Idź na śniadanie. Skręć 

w lewo w korytarz prowadzący do jadalni. 

Wtorek,  2  maja.  Dzień  nie  był  objawieniem.  Ale  uzmysłowienie  sobie 

roku  mogło  już  zająć  chwilę.  Wiedziała,  że  zmieniła  pokój,  ale  wciąż  miała 

RS

background image

 

12 

nawyki,  których  nabyła  w  ciągu  pierwszych  miesięcy  pobytu  w  ośrodku 

rehabilitacyjnym,  kiedy  najmniejsza  niepewność  czy  przeoczenie  mogły 

spowodować  utratę  biegu  myśli  albo,  co  gorsza,  jednodniową  utratę  pamięci. 

Wolała się zabezpieczyć przed takimi sytuacjami. 

Rozprostowała  się  i  wstała  z  łóżka.  Popatrzyła  na  ubranie,  które 

przygotowała  poprzedniego  dnia.  Spodnie  od  dresu,  podkoszulek,  tenisówki. 

Przed południem miała fizjoterapię i gimnastykę. Przed rokiem uczyła się cho-

dzić, teraz korciło ją, żeby trochę pobiegać. 

Za kilka dni być może to zrobi. 

Zignorowała  uczucie  niepokoju  i  udała  się  do  łazienki.  Ośrodek  był 

komfortowy  i  jej  opiekunowie  zapewniali  ją,  że  już  jest  gotowa  wyruszyć  na 

spotkanie ogromnego złego świata. 

Wolałaby,  żeby  tak  nie  mówili.  Oczywiście  miał  to  być  żart,  ale  Linda 

nie uważała go za śmieszny. 

W  dużym  złym  świecie  będzie  musiała  zorganizować  sobie  nowe  życie. 

Niezależne... cóż, na tyle, na ile może być niezależne życie z dziesięciolatkiem 

u boku, jej synem Richardem. Rickim. 

Na  myśl  o  nim  uśmiechnęła  się.  Może  i  przerażał  ją  ten  chłopiec  –  tak, 

przerażał ją śmiertelnie – ale równocześnie napawał ją szczęściem. Stanęła pod 

prysznicem  i  wzięła  mydło  do  ręki.  W  tej  samej  chwili  zorientowała  się,  że 

wciąż ma na sobie nocną koszulę. 

Incydent pod prysznicem popsuł jej humor i nawet wyborne śniadanie nie 

zdołało przywrócić dobrego nastroju. Zauważyła to jedna z pracownic ośrodka. 

– Źle spałaś? Boli cię głowa? – spytała. 

–  Wzięłam  prysznic  w  nocnej  koszuli  –  odpowiedziała  Linda  z 

zakłopotaniem. 

– To wszystko? – roześmiała się kobieta. 

RS

background image

 

13 

–  Nie  wystarczy?  Kto  wchodzi  pod  prysznic  w  ubraniu?  Nie  dość,  że 

muszę sobie przypominać, jak myć włosy, to jeszcze teraz zapomniałam o tym, 

żeby najpierw się rozebrać. 

–  Nie  mów  nikomu...  –  Kobieta  pochyliła  się  ku  niej  –  ale  kiedyś 

przyszłam do pracy w różowych rannych pantoflach z puszkiem. Zdarza się, że 

kiedy mamy dużo na głowie, potrafimy zapomnieć o najprostszych rzeczach. 

Ale  jak  tu  być  osobą  niezależną,  w  dodatku  matką,  jeśli  nie  sposób 

spamiętać prostych czynności? – pomyślała ze smutkiem Linda. 

–  Uporałaś  się  z  tą  sytuacją,  Lindo  –  pocieszyła  ją  opiekunka,  jakby 

czytając w jej myślach. – Zauważyłaś, że popełniłaś błąd i naprawiłaś go. 

– To był tylko prysznic – mruknęła Linda. – Poradziłam sobie. 

– Coś jeszcze cię niepokoi? Powiedz szczerze. 

– Chodzi o... o mężczyznę – wyznała. 

–  O  Ryana  Fortune'a?  –  Kobieta  pogładziła  ją  po  ramieniu.  –  Żal  jest 

rzeczą normalną. 

Linda  ostrożnie  skinęła  głową.  Odczuwała  żal  za  Ryanem.  Był  jej 

przyjacielem,  opiekunem,  kuzynem,  wspierał  ją  w  pierwszych  miesiącach  po 

cudownym odzyskaniu świadomości. To on wyszukał ten wspaniały ośrodek i 

płacił za jej rehabilitację, to on, jak dowiedziała się kilka dni po jego śmierci, 

ustanowił  fundusz  powierniczy  dla  niej  i  jej  syna,  który  dawał  im 

zabezpieczenie finansowe do końca życia. 

– Mam na myśli innego mężczyznę – wyznała.  

Sięgnęła  odruchowo  po  notes  i  otworzyła  go  na  ostatniej  zapisanej 

stronie. 

Godzina dziewiąta rano, masz spotkanie z Armstrongami... 

Armstrongowie byli następnym cudem, jaki zdarzył się w jej życiu. Gdy 

urodził  się  Ricky,  Ryan  poznał  małżeństwo  Armstrongów  za  pośrednictwem 

RS

background image

 

14 

organizacji „Matki przeciw pijanym kierowcom". W wypadku spowodowanym 

przez  pijanego  kierowcę  stracili  córkę,  zięcia  i  wnuczkę.  Dowiedziawszy  się, 

co  spotkało  Lindę,  otworzyli  swój  dom  dla  Rickiego,  a  serca  dla  jego  matki, 

choć  przez  długie  lata  nie  była  świadoma  ich  cotygodniowych  wizyt  i  ich 

modlitw  o  jej  powrót  do  zdrowia.  Chcieli  ją  zabrać  do  siebie  po  zakończeniu 

rehabilitacji  w  ośrodku  i  zapewnili,  że  będzie  mogła  zostać  u  nich  wraz  z 

Rickim jak długo zechce. Linda wiedziała, że traktują ją jak córkę, a Rickiego 

jak najdroższego wnuka. 

To nie Armstrongowie ją niepokoili. 

Godzina  dziewiąta  rano,  masz  spotkanie  z  Armstrongami  i  Emmettem 

Jamisonem. 

Emmett Jamison. To on był powodem jej niepokoju. 

– Kto to jest Emmett Jamison? – spytała opiekunka. 

– Kto to jest? – powtórzyła cicho Linda i zamyśliła się. 

Agent FBI. Twardy gość. Ktoś taki, że wystarczyło jedno spojrzenie jego 

niepokojących,  zielonych  oczu,  żeby  poczuła  zdenerwowanie  i  zakłopotanie. 

Kobieta, która była pogrążona w półśnie przez tyle lat, nie wiedziała, jak sobie 

z tym poradzić. 

W dniu, kiedy się poznali, nie zdradził, kim jest. 

–  Jestem  człowiekiem,  który  ma  zamiar  się  wami  zająć  –  powiedział 

tylko i odszedł. 

Byłaby o nim zapomniała, jak o jakimś pomyleńcu czy wytworze swojej 

szwankującej  pamięci,  gdyby  Ricky  nie  odkrył,  że  wśród  uczestników 

spotkania  dla  upamiętnienia  Ryana  był  agent  FBI,  właśnie  ten  irytujący, 

nietuzinkowy  facet.  A  potem,  wczoraj,  Emmett  zadzwonił  do  niej,  żeby  ją 

powiadomić  o  spotkaniu  ich  obojga  z  Armstrongami.  Nie  miała  pojęcia, o  co 

chodziło. Bała się zgadywać. 

RS

background image

 

15 

– Lindo, kim jest ten mężczyzna? – spytała terapeutka ponownie. 

– Emmett Jamison jest... – Linda podniosła rękę. – Emmett Jamison jest... 

–  Jest  wcześniej  niż  się  umówiliśmy  –  usłyszała  głęboki  męski  głos, 

dobiegający od drzwi jadalni. 

Zadrżała, bo to był on. Spojrzał na nią uważnie swymi zielonymi oczami. 

Wyglądał posępnie i stanowczo. Duży zły wilk, z dużego złego świata. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

16 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Idąc  obok  Emmetta  Jamisona,  Linda  zauważyła,  że  korytarze  ośrodka 

rehabilitacyjnego  stały  się  zdumiewająco  wąskie.  W  sportowych  spodniach  i 

koszuli  rozpiętej  pod  szyją  Emmett  był  tak  potężny  i  męski,  że  niemal  ją 

przytłaczał. 

Wydawało  się  jej,  że  był  głośny.  Lecz  nie  w  zwykłym  tego  słowa 

znaczeniu,  bo  nawet  nie  próbował  nawiązać  rozmowy,  ale  sposób,  w  jaki  się 

poruszał  i  otaczająca  go  aura  pewności  siebie,  czyniły  jego  obecność  bardzo 

wyrazistą. Nie sposób było ignorować kogoś takiego. 

Linda wyczekiwała chwili, żeby się go pozbyć. 

– Nie powiedział pan, dlaczego chce się ze mną spotkać – odważyła się 

napomknąć. 

Gdyby  nie  była  tak  zmieszana  i  zaskoczona,  kiedy  poprzedniego  dnia 

zadzwonił, nalegałaby, żeby od razu wyjawił jej powód spotkania. 

–  Nie  powiedziałem?  –  Wzruszył  ramionami  i  zajrzał  do  jednej  z  sal. 

Przy  oddzielnych  stolikach  siedziało  trzech  pacjentów  ośrodka,  grając  w  gry 

komputerowe. – Tym się pani zajmowała przez zeszły rok? – spytał. 

–  Tak.  Gry  komputerowe  i  puzzle  poprawiają  zręczność  oraz  pamięć  i 

koncentrację. Miałam fizjoterapię, logopedię i terapię zajęciową. Pod wieloma 

względami byłam jak dziecko, kiedy się tu znalazłam. Musiałam się niejednego 

uczyć na nowo. 

–  Ale  teraz  jest  pani...  –  zawahał  się.  –  Jak  by  to  pani  określiła? 

Wyleczona? Na bieżąco? 

Linda znowu poczuła niepokój. 

RS

background image

 

17 

– Nigdy nie będę wyleczona – wyznała. To była gorzka prawda, z którą 

w  ośrodku  próbowano  oswoić  pacjentów  po  urazach  mózgu.  –  Jestem  teraz 

inną osobą niż przed wypadkiem. 

Lecz kim właściwie była? Mając przeszłość niemal tak samo mglistą jak 

przyszłość,  Linda  usilnie  starała  się  odkryć  swoją  tożsamość  i  wzbudzić  w 

sobie  wiarę,  że  jej  się  to  uda.  Martwiła  się,  że  po  opuszczeniu  ośrodka  może 

mieć z tym problemy. 

Widok  Nancy  i  Deana  Armstrongów  czekających  na  nią  nie  złagodził 

tego  uczucia.  Byli  cudownymi,  wspaniałomyślnymi  ludźmi,  którzy  troszczyli 

się o Rickiego i o nią, odwiedzali ją regularnie w okresie rehabilitacji, zabierali 

na  spacery  po  okolicy  i  do  swego  domu  w  San  Antonio.  Ich  widok  jednak 

przypominał  jej,  że  wkrótce  przeniesie  się  do  ich  domu  i  będzie  musiała  nie 

tylko zacząć samodzielne życie, ale także stać się matką dla swego syna. 

– Nancy, Dean, cieszę się, że was widzę – powitała ich. 

–  Przyniosłam  więcej  zdjęć.  –  Nancy  wręczyła  jej  album.  –  Z  meczu 

piłkarskiego i z wycieczki, którą opiekowałam się w zeszłym tygodniu. 

Linda  zacisnęła  palce  na  zdjęciach. Armstrongowie  wiele  robili,  żeby  ją 

włączyć  w  życie  Rickiego.  Przy  każdej  okazji  dawali  jej  zdjęcia,  opowiadali, 

co  chłopiec  robił,  starali  się,  by  jak  najwięcej  przebywał  w  jej  towarzystwie. 

Nie była winna, że miała trudności z odnalezieniem się w roli matki. 

Tłumiąc w sobie tę myśl, gestem ręki wskazała na swego towarzysza. 

– Znacie Emmetta Jamisona? 

Najwyraźniej  znali,  co  jeszcze  bardziej  ją  zakłopotało.  Kiedy  usiedli, 

postanowiła wyjaśnić sytuację. 

 Panie Jamison... – zaczęła. 

– Emmett – skorygował. 

RS

background image

 

18 

–  A  więc,  Emmett.  Co  mogę...  –  Popatrzyła  na  małżeństwo 

Armstrongów. – Co możemy dla ciebie zrobić? 

Nancy  i  Dean  wymienili  spojrzenia.  Duży  zły  wilk  nie  spuszczał  z  niej 

wzroku. 

– Chodzi o to, co ja mogę zrobić dla ciebie – uściślił Jamison. 

Lindzie nie podobał się sposób, w jaki wypowiedział te słowa. 

– Ależ ja niczego nie potrzebuję – żachnęła się. 

– Wkrótce opuścisz ośrodek. – Emmett zerknął na Nancy i Deana. – Chcę 

ci służyć pomocą. 

Czyżby  polecał  jej  swoje  usługi  w  przeprowadzce?  Tylko  takie 

wyjaśnienie miało sens. 

– Będę mieszkać u państwa Armstrongów i mam bardzo mało rzeczy do 

zabrania – powiedziała Linda. – Trochę ubrań, parę książek, to wszystko. 

Emmett  nie  odpowiedział  od  razu.  W  pokoju  zaległa  cisza.  Lindę 

opanował niepokój. 

– Obiecałem Ryanowi – rzekł wreszcie Emmett. 

– Co mu obiecałeś? – Linda rzuciła mu baczne spojrzenie. 

– Że będę się tobą opiekował. Zrobię wszystko, aby ci ułatwić powrót do 

normalnego życia. – Odwrócił wzrok od jej twarzy. – Uczyniłem parę obietnic 

i zamierzam ich dotrzymać. 

– To było bardzo... miłe ze strony Ryana – wyjąkała Linda. –I typowe dla 

niego, że się o mnie zatroszczył. Ale nie potrzebuję opieki. I nikogo, kto by mi 

ułatwiał życie. 

Cóż, oczywiście, że potrzebowała, wątpiła jednak, by znalazł się ktoś, kto 

pomógłby  jej  poczuć  się  jak  prawdziwa  matka  i kobieta,  a nie  jak  rozsypane, 

niepasujące do siebie puzzle, bo właśnie tak siebie postrzegała. 

RS

background image

 

19 

–  A  więc,  powiedzmy,  że  zadbałbym  o  twoją  wygodę  –  zaproponował 

Emmett. 

Nie  bardzo  wiedząc,  jak  odrzucić  jego  ofertę,  przeniosła  wzrok  na 

Armstrongów. Nancy wyglądała na zmartwioną. 

– O co chodzi? – spytała Linda. – Co przede mną ukrywacie? 

–  Myślę,  że  mącimy  ci  w  głowie  –  westchnęła  Nancy.  –A  z  całą 

pewnością  nie  jest  to  naszym  zamiarem.  Chodzi  o  to,  że  mamy  nowy  plan, 

który mógłby być dla ciebie korzystniejszy. 

–  Nowy  plan?  Czy  uwzględnia  też  Emmetta?  Dopiero  teraz  jestem 

zdezorientowana. 

–  Kiedy  Emmett  skontaktował  się  z  nami  w  sprawie  obietnicy,  jaką 

złożył Ryanowi – włączył się Dean Armstrong – pomyśleliśmy, że stało się to 

w  samą  porę.  Jego  propozycja da ci szansę  uzyskania  większej  niezależności, 

niż gdybyś zamieszkała u nas. Wiesz, twoi terapeuci nie byli przekonani, że to 

dobry pomysł. 

Linda  orientowała  się,  że  opiekunowie  z  ośrodka  nie  popierali  pomysłu 

jej  przeprowadzki  do  Armstrongów.  Była  tam  gosposia  i  kucharka,  dlatego 

obawiali  się,  że  w  takich  warunkach  Linda  nie  będzie  miała  okazji  do 

praktykowania  tych  umiejętności,  które  tak  ciężko  przyswajała  przez  cały 

ubiegły rok. 

–  Myślisz,  że  nie  powinnam  się  do  was  przenieść?  –  spytała  niemal 

szeptem. 

Jeśli Armstrongowie z nią zerwą, jak zdoła się pozbierać? Czy może się 

opiekować Rickim i funkcjonować samodzielnie jako Linda Faraday? 

– Nie, nie, Lindo – pospieszyła z wyjaśnieniem Nancy. – Chcemy, żebyś 

przeprowadziła się do nas, proponujemy tylko, żebyś zamieszkała w domku dla 

gości  po  drugiej  stronie  basenu.  Są  tam  trzy  pokoje,  łazienka  i  kuchnia. 

RS

background image

 

20 

Będziesz  mogła  troszczyć  się  sama  o  siebie,  od  zakupów  poczynając  na 

gotowaniu  kończąc.  Emmett  mógłby  zająć  jeden  pokój,  powiedzmy  na  kilka 

pierwszych tygodni, żeby ci służyć pomocą. 

Linda  potarła  czoło,  pulsowały  jej  skronie.  Zmiany  planów,  nawyków, 

nawet  otaczających  ją  twarzy  mogły  całkowicie  wybić  ją  z  rytmu.  Adaptacja 

do nowych pomysłów i sytuacji była jedną z tych umiejętności życiowych, nad 

którymi dopiero zaczynała pracować. 

Spuściła  wzrok,  jej  spojrzenie  zatrzymało  się  na  zdjęciach,  leżących  na 

stoliku. Tuzin zdjęć dzieci, zwłaszcza jednego. Była tak rozkojarzona, że przez 

chwilę nie mogła sobie uświadomić, kogo widzi. 

Ach,  prawda,  to  Ricky.  Ricky  z  kolegami.  Nie  jakiś  anonimowy 

chłopczyk, lecz Ricky, jej syn. 

Dean to zauważył. 

–  Zanim  się  rozeznasz  w  nowym  domu, Ricky  zostanie  u nas,  w  swoim 

dotychczasowym  pokoju  –  powiedział  –  ale  będzie  cię  odwiedzał,  ile  razy 

zechcesz. W ten sposób wilk będzie syty i owca cała. To najlepsze rozwiązanie 

dla was obojga. 

Linda zastanowiła się chwilę. Najlepsze było to, że otrzymała możliwość 

zyskania  na  czasie  i  nabrania  większego  dystansu  do  rzeczywistości.  I  do 

własnych lęków.  Więcej czasu, pomyślała ze  wstydem połączonym z ulgą, że 

jeszcze nie będzie musiała pełnić obowiązków matki Rickiego. 

Podjąwszy  decyzję,  nawet  nie  spojrzała  na  Emmetta.  Nie  było  to 

szlachetne  ani  dzielne,  ale  prawdziwe.  Jest  gotowa  znosić  nawet  obecność 

dużego złego wilka, jeśli oddzieli ją od dużego złego świata, w którym będzie 

musiała być matką dla swego dziecka. 

Dziś jest ósmy maja. Przeprowadziłaś się. 

RS

background image

 

21 

Mieszkasz  teraz  w  domku  gościnnym  Armstrongów.  Łazienka  jest  po 

drugiej stronie korytarza. Jeśli jest rano, wstań, weź prysznic, ubierz się. 

Tych parę linijek tekstu w notesie uśmierzyło niepokój, z jakim obudziła 

się  w  obcym  łóżku  i  w  nieznanym  pokoju.  Na  jasnych  tapetach  tańczyły 

promienie  słońca.  Przeniosła  swoje  rzeczy  do  tego  ślicznego  małego  pokoju 

poprzedniego  popołudnia,  a  potem  wycieńczona  przeżyciami  i  zmianą 

otoczenia,  włożyła  nocną  koszulę,  wyciągnęła  się  na  łóżku  i  natychmiast 

zasnęła. Na szczęście pamiętała, żeby zrobić notatki na następny dzień. 

Poczuła  skurcz  żołądka.  Uświadomiła  sobie,  że  od  lunchu  poprzedniego 

dnia nie miała nic w ustach. Jedzenie może poczekać. 

Jeśli jest rano, wstań, weź prysznic, ubierz się. 

Wolała kierować się instrukcjami w notesie. Improwizacja mogłaby mieć 

fatalne  skutki,  jak  to  się  kiedyś  zdarzyło,  gdy  przed  porannym  spotkaniem 

zignorowała  zapiski.  Na  spotkanie  z  jednym  z  adwokatów  Ryana  Fortunek 

przyszła  w  piżamie.  Na  szczęście  dla  niej  było  to  w  sali  konferencyjnej 

ośrodka rehabilitacyjnego. 

Dziś też miała na sobie tę piżamę. To Nancy ją wybrała, jak zresztą całą 

jej garderobę. Przyjrzała się sobie w lustrze. Piżama była w różowym kolorze, 

miała  krótkie  szorty  i  górę  bez  rękawów.  Linda  była  tak  szczupła,  że  w  tym 

stroju  wyglądała  na  kilkunastoletnią  dziewczynkę,  a  nie  trzydziestodwuletnią 

kobietę. Lata w śpiączce nie tylko  wpłynęły na jej sylwetkę, również na cerę. 

Nie wyglądała na swoje lata i była za to wdzięczna losowi. 

Żołądek znów dał o sobie znać. 

Wziąć prysznic i ubrać się, przypomniała sobie. Łazienka jest po drugiej 

stronie korytarza. 

Gdy  otworzyła  drzwi  od  pokoju,  równocześnie  otworzyły  się  drzwi  do 

łazienki. 

RS

background image

 

22 

Naprzeciw niej stał mężczyzna. 

Otworzyła usta, ale nie wydostał się z nich żaden dźwięk. Mężczyzna był 

wysoki i nagi, tylko na biodrach miał jasnozielony ręcznik. Zatrzymała wzrok 

na  szerokiej  muskularnej  klatce  piersiowej.  Wokół  niego  unosiła  się  para. 

Wyglądał niezwykle zmysłowo. 

Linda pospiesznie skrzyżowała ramiona na cienkiej tkaninie okrywającej 

jej piersi. 

Nie  patrzył  na  nie.  Wpatrywał  się  w  jej  twarz,  stojąc  nieruchomo  i  nie 

chcąc jej przestraszyć. 

– Dzień dobry – powiedział łagodnie. – Myślałem, że jeszcze śpisz. 

Cofnęła się o krok. 

– Jestem Emmett, pamiętasz? – spytał ściszonym głosem. 

–  Oczywiście,  że  pamiętam.  –  Linda  cofnęła  się  do  swego  pokoju  i 

zatrzasnęła za sobą drzwi. 

Pamiętała,  kim  on  jest.  Zaabsorbowana  przeprowadzką  zapomniała  o 

czymś  jeszcze.  Sięgnęła  po  ołówek  i  notes  i  przysiadła  na  brzegu  łóżka. 

Skreśliła parę linijek tekstu i napisała nowy. 

Przeprowadziłaś się. 

Mieszkasz  teraz  w  domku  gościnnym  Armstrongów  z  Emmettem 

Jamisonem. Łazienka jest naprzeciw, po drugiej stronie korytarza. Pamiętaj, że 

on może tam być przed tobą. 

Jeśli jest rano, wstań, weź prysznic i ubierz się. Nie zapomnij o szlafroku. 

Kiedy  po  pewnym  czasie  wróciła  do  łazienki,  uświadomiła  sobie  na 

dobre, że ma współlokatora. W kabinie prysznicowej unosił się męski zapach. 

Nie był niemiły. Z przyjemnością stwierdziła też, że Emmett nie poprzestawiał 

licznych buteleczek, które umieściła na półce pod oknem. 

RS

background image

 

23 

Weszła  do  kabiny  i  upewniwszy  się  najpierw,  że  jest  naga,  otworzyła 

butelkę  z  szamponem,  drugą  z  odżywką  i  jeszcze  jedną  z  płynem  do 

spłukiwania  włosów.  Po  użyciu  –  zakręciła  je.  Teraz  była  już  pewna,  że 

opanowała sztukę mycia włosów i nie wyjdzie z łazienki z głową w pianie, jak 

to zrobiła raz czy dwa jakiś czas temu. 

Po  chwili  jej  myśli  znów  wróciły  do  Emmetta.  Miał  zamiar  przez 

pierwszy  miesiąc  jej  pobytu  u  Armstrongów  być  dla  niej  kimś  w  rodzaju 

podpory.  Gdyby  „upadła",  cokolwiek  by  to  miało  znaczyć,  chwyciłby  ją.  W 

tym  celu  zgodziła  się,  żeby  porozmawiał  z  jej  opiekunami  z  ośrodka  o  tym, 

czego  można  się  spodziewać  w  czasie  okresu  przejściowego.  Było  to 

krępujące,  ale  w  ostatnich  miesiącach  wyćwiczyła  się  w  radzeniu  sobie  z 

krępującymi sytuacjami. 

Nie  było  tak,  jakby  był  rzeczywistym  mężczyzną.  W  każdym  razie  nie 

dla  niej.  W  czasie  wspólnego  pobytu  w  domu  Armstrongów  będzie  go 

traktowała jak... jeszcze jeden sprzęt. Suszarkę, toster. To nic, że wyglądał nie-

wiarygodnie seksownie, kiedy był niemal nagi, ale był tu po to, aby pomagać. 

Nie  wydawał  się  być  pod  wrażeniem  jej  kobiecości,  czy  nawet  ją 

dostrzegać,  co  tylko  ułatwiło  jej  zignorowanie  faktu,  że  był  żywym, 

oddychającym,  bardzo  atrakcyjnym  mężczyzną.  Było  jej  łatwiej  stanąć  z  nim 

twarzą  w  twarz,  gdy  ubrana  w  dżinsy,  T–shirt  i tenisówki  weszła  do  kuchni i 

tam go zastała. 

– Kawy? – spytał. 

Robot, pomyślała, tłumiąc śmiech. Mruknąwszy dziękuję, wzięła kubek, 

który  jej  podał.  Usiedli  przy  małym  stole.  Emmett  sięgnął  po  gazetę, 

popychając w jej stronę kosz z owocami. 

RS

background image

 

24 

Wzięła  banana,  Emmett  kontynuował  czytanie.  Własny  automat 

sprzedający, wydaje kawę i owoce w dogodnych odstępach czasu. Powinna się 

do tego przyzwyczaić, 

Po  chwili  pomyślała,  że  już  to  umie.  Jednym  z  warunków 

umożliwiających  jej  samodzielne  życie,  było  nauczenie  się  wykonywania 

różnych  czynności.  A  więc  odsunęła  krzesło  i  podeszła  do  Emmetta,  chcąc  i 

jemu dolać kawy. 

– Dziękuję. – Oderwał wzrok od gazety. 

Żadne urządzenie, jakie znała, nie miało tak pięknych zielonych oczu, tak 

wyrazistych.  Ani  czarnych  rzęs,  wyglądających  na  równie  miękkie  jak  jego 

ciemne włosy. Odruchowo wyciągnęła rękę i przesunęła po nich palcami. 

Emmett zesztywniał. 

Szybko cofnęła rękę. Poczuła, jak robi się jej gorąco. 

– Przepraszam – wybąkała. 

– Nie przejmuj się. – Emmett ponownie zagłębił się w lekturze, 

– Chciałam tylko dotknąć twoich włosów – tłumaczyła się. – To znaczy, 

że... 

– Nie przejmuj się – powtórzył.  

Przypuszczalnie terapeuci z ośrodka rehabilitacyjnego powiedzieli mu, że 

niekiedy  ludzie  po  urazach  mózgu  robią  rzeczy  niestosowne,  gdyż  obrażenia 

upośledziły ich kontrolę nad impulsami. Linda słyszała o tym i  widziała takie 

zachowania. Dotychczas jednak nigdy sama nie przejawiała tego szczególnego 

symptomu. 

Opadła  na  krzesło  i  skuliła  się,  chcąc  jak  najszybciej  uwolnić  się  od 

uczucia  zakłopotania.  Nic  takiego  się  nie  stało,  wytłumaczyła  sobie.  Przecież 

Emmett jest czymś w rodzaju sprzętu pomocniczego, jak toster czy mikser. 

RS

background image

 

25 

Czuła  jego  zapach.  Taki  sam  jak  w  kabinie  prysznicowej.  Sprzęt?  Aż 

nazbyt wyraźnie był mężczyzną, nie maszyną. 

Mężczyzną, który dobrowolnie poświęca jej kilka tygodni swego życia. 

Dlaczego? Po raz pierwszy zadała sobie to pytanie. Wyprostowała się. 

Powinna się była nad tym wcześniej zastanowić, tamtego dnia w ośrodku. 

Ludzie z urazami mózgu jednak często są skoncentrowani na sobie, zwłaszcza 

gdy  się  uczą  tego,  co  zapomnieli.  W  dniu,  kiedy  Emmett  zaoferował  się,  że 

zamieszka z nią u Armstrongów, nawet przez chwilę nie zastanowiła się, co ta 

sytuacja może dla niego oznaczać. 

Można  to  uznać  za  objaw  postępu,  jaki  uczyniła,  skoro  nagle 

zainteresowała  się  mężczyzną  siedzącym  naprzeciw  niej  przy  stole.  To 

mogłoby nawet tłumaczyć jej skupienie na jego zapachu i chęć dotknięcia jego 

włosów. 

– Emmett? – odezwała się. 

Chrząknął  i  podniósł  na  nią  wzrok.  Ależ  on  ma  niesamowite  oczy. 

Niemal straciła wątek. 

– Dlaczego tu jesteś? – spytała. 

– Nie pamiętasz? – Uniósł brwi. 

– W zasadzie nigdy nie powiedziałeś. Napomknąłeś o obietnicy, nawet o 

dwóch, które złożyłeś, ale nie powiedziałeś, co cię do tego skłoniło. 

–  Ryan  był  moim  krewnym,  niezbyt  dalekim  –  odrzekł  Emmett.  – 

Ostatnio zbliżyliśmy się do siebie. Gdy poprosił, żebym coś dla niego zrobił – 

a właściwie obiecał, że ci pomogę – nie mogłem odmówić. 

Linda znieruchomiała. Była pewna, że kryło się za tym coś więcej. 

– Pochodzisz stąd? – pytała dalej. 

–  Niezupełnie.  –  Wzruszył  ramionami.  –  Od  dawna  nie  mieszkam  w 

Teksasie. Mój ostatni stały adres to Sacramento w Kalifornii. Skierowano mnie 

RS

background image

 

26 

do  tamtejszej  filii  FBI.  Przez  ostatnich  parę  miesięcy  byłem  na  urlopie  ze 

względów osobistych. 

W życiu sprzed wypadku Linda sama pracowała jako agent rządowy. To 

była  część  tej  zamazanej  przeszłości,  którą  teraz  próbowała  dopasować  do 

swojej  obecnej  tożsamości.  I  choć  miała  bardzo  mgliste  wspomnienie  z  tam-

tego  okresu,  wydawało  się  jej,  że  kilkumiesięczny  urlop  ze  względów 

osobistych  nie  jest  w  przypadku  agenta  czymś  normalnym.  Wstrzymała  się 

jednak z wyrażeniem swoich wątpliwości. 

–  Dlaczego  Ryan  zwrócił  się  właśnie  do  ciebie?  –  zapytała.  –I  dlaczego 

nie mogłeś mu odmówić? 

Emmett  przez  chwilę  nie  odpowiadał,  wpatrywał  się  w  kubek  z  kawą. 

Wreszcie podniósł wzrok i popatrzył jej prosto w oczy. 

– Nie wiem, dlaczego wybrał mnie – odparł – ale nie mogłem odmówić, 

ponieważ mój cholerny brat dał mu w kość w ostatnich tygodniach jego życia. 

Mężczyzna  znany  jako  Jason  Wilkes,  człowiek,  który  zamordował  czworo 

ludzi i w lutym uprowadził Lily Fortune, to mój brat. 

Ponure spojrzenie i gniewna nuta w głosie Emmetta powiedziały Lindzie 

więcej, niż chciała wiedzieć. Uświadomiła sobie, że to nie maszyna, nie robot 

siedzi  naprzeciw  niej.  Nie,  nie  może  go  lekceważyć.  Przez  następne  cztery 

tygodnie  będzie  dzielić  mieszkanie  z  żywym,  oddychającym,  czującym 

mężczyzną. 

*** 

Emmett wiedział, że musi postępować z  Lindą delikatnie, lecz dwa razy 

w  ciągu  pierwszego  wspólnego  poranka  przestraszył  ją  swoim  dość 

bezceremonialnym  zachowaniem.  Raz,  gdy  wyszedł  wprost  na  nią  z  łazienki, 

po raz drugi, gdy opowiedział jej o Jasonie. 

RS

background image

 

27 

Później,  w  drodze  do  sklepu  spożywczego,  starał  się  ją  przeprosić  i 

wytłumaczyć swoje zachowanie. 

–  Posłuchaj,  naprawdę  przykro  mi,  że  zaskoczyłem  cię  tą  informacją  o 

moim bracie – mówił. 

– Niczym mnie nie zaskoczyłeś. – Linda machnęła ręką. – Wiedziałam o 

Lily  i  słyszałam  jakieś  wzmianki  o  innych  przestępstwach.  Nie  wiedziałam 

tylko, że ma to związek z tobą. 

– Wybacz – powtórzył Emmett. 

– Ależ przestań – żachnęła się Linda. – Nie jestem małym kwiatuszkiem, 

który masz obowiązek chronić przed słońcem i wiatrem. Ja też żyłam kiedyś na 

tym świecie. 

No  tak,  ale  ten  świat  pełen  jest  delikatnych  kwiatków  i  grożących  im 

niebezpieczeństw,  pomyślał  Emmett,  przypominając  sobie  przypadek  Jessiki 

Chandler. Zło wyrządzone przez jego brata tylko ten fakt podkreślało. 

Linda  była  równie  uparta  co  delikatna.  W  sklepie  nalegała,  że  sama 

będzie pchała wózek. W drugiej ręce trzymała listę zakupów. 

–  Poradzę  sobie  –  powiedziała,  z  trudem  manewrując  wózkiem.  –  Zrób 

mi tę przyjemność i stań daleko ode mnie. 

Zastosował  się  do  jej  prośby,  ale  nie  spuszczał  jej  z  oka.  Była  bardzo 

szczupła.  Wystarczyłoby  kilka  kilogramów,  żeby  zaokrągliła  się  tam,  gdzie 

trzeba, stwierdził. Mimo tak szczupłej sylwetki miała pełne piersi. Zobaczył je, 

kiedy stanęła przed nim w piżamie i natychmiast poczuł się winny, że zwrócił 

na to uwagę. 

Zauważył jednak, że chłopak układający obok niej towar na półce nie ma 

takich skrupułów i coraz to ku niej zerka, taksując jej twarz, piersi i nogi. 

Emmett natychmiast do nich podszedł. 

RS

background image

 

28 

–  Wszystko  w  porządku,  kochanie?  –  spytał,  kładąc  Lindzie  rękę  na 

ramieniu, a wyrostkowi rzucając ostrzegawcze spojrzenie. 

– Co? – Linda aż podskoczyła. 

– Wszystko w porządku? – powtórzył pytanie i pogładził ją po ramieniu. 

– Ja... oczywiście – bąknęła. – Co... ? – Zaczerwieniła się. 

Chłopak zrozumiał aluzję i wrócił do swego zajęcia. 

–  To  „co"  to  ten  pryszczaty  młodzieniec,  który  łypał  na  ciebie  okiem  – 

wyjaśnił Emmett. 

Linda rzuciła okiem na chłopaka. 

– Daj spokój, mogłabym być jego matką – obruszyła się. 

– Wykluczone – roześmiał się Emmett, nie wyobrażając sobie, gdy na nią 

patrzył,  że mogłaby być matką takiego młodzieńca. – Kontynuujmy zakupy – 

powiedział, nie chcąc myśleć o tym, jak wyglądała, kiedy rano spotkali się pod 

drzwiami łazienki. 

Linda  pchnęła  wózek,  po  czym  stanęła  przed  następnymi  półkami  z 

puszkami  z  zupą  i  słoikami  z  dżemem,  Emmett  trzymał  się  na  dystans, kiedy 

przeszła do działu pieczywa. 

W  pewnej  chwili  zorientował  się  jednak,  że  w  jej  wózku  nic  nie  ma. 

Dosłownie nic. W tym samym momencie Linda szybkim krokiem podążyła do 

wyjścia. Listę zakupów rzuciła na ziemię. Emmett dobiegł do niej. 

– Lindo? 

Odwróciła się gwałtownie i spojrzała na niego tak, jakby widziała go po 

raz pierwszy w życiu. W oczach miała łzy, wargi jej drżały. 

– Dobrze się czujesz? – spytał, uświadamiając sobie, że to głupie pytanie. 

Nie  czuła  się  dobrze.  Wyglądała  na przerażoną  i przygnębioną, a  on nie 

wiedział, jak mógłby jej pomóc. Podał jej kartkę, którą przed chwilą upuściła. 

RS

background image

 

29 

– Jest taki duży wybór – szepnęła, biorąc ją od niego. Napisałam „płatki", 

ale było ich tyle, że nie mogłam się zdecydować, które wziąć. A chleb... biały, 

ciemny,  ze  słonecznikiem,  ziarnami  zbóż...  głos  jej  drżał,  a  z  oczu  popłynęły 

łzy. 

–  Już  dobrze.  Poradzimy  sobie  – uspokoił  ją.  Powinien był  zabrać  ją  do 

mniejszego  sklepu.  Najlepiej  osiedlowego,  w  którym  nie  byłaby  przytłoczona 

różnorodnością  towarów.  –  Teraz  pojedziemy  do  domu,  a  zakupy  załatwimy 

później. 

– Nie. – Wyprostowała się i podniosła głowę. – Poradzę sobie. 

Zawróciła.  Tym  razem  Emmett  towarzyszył  jej,  pomagając  dokonać 

wyboru.  Pół  godziny  później  byli  z  powrotem  przy  samochodzie.  Załadowali 

torby do bagażnika. Linda była zmęczona, ale zadowolona. 

– No i co? Możesz być z siebie dumna, prawda? – uśmiechnął się. 

–  O  tak  – pokiwała  głową.  –  Wiem,  że  dla  ciebie  to  drobna  sprawa,  ale 

dla mnie... 

– Nie jest drobna, wiem– wpadł jej w słowo. – Przepraszam, chciałaś coś 

powiedzieć? – spytał. 

–  Powiedziałam  dziękuję.  –I  jak  gdyby  to  była  rzecz  najnaturalniejsza 

pod słońcem, wtuliła się w jego ramiona. Objął ją. Z jej strony był to niewinny 

gest wdzięczności, odruch osoby oddającej się pod jego opiekę. 

Z jego strony było to coś więcej niż tylko instynkt, gdy wdychał zapach 

jej złocistych włosów i czuł bicie jej serca przy swoim. 

To było pożądanie, które mogło wszystko niepotrzebnie skomplikować. 

 

 

 

 

RS

background image

 

30 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

W  pierwszym  dniu  swej  „niezależności"  Linda  była  bardziej  zależna 

niżby się tego spodziewała. Ale Emmett 

– człowiek, a nie robot – sprawił, że pierwsze doświadczenie ze sklepem 

spożywczym  zakończyło  się  sukcesem.  Po  wypakowaniu  zakupów,  lekkim 

lunchu i drzemce uznała, że poranne osiągnięcie dało jej odwagę do uczynienia 

pierwszego kroku w kierunku „spraw czyniących życie samodzielnym". 

Pora, żeby spróbowała zachowywać się jak matka. 

Zastała  Emmetta  w  trzecim  pokoju,  jak  dokręcał  śruby  przy  ruchomej 

bieżni. Ubrany był tak jak ona – w dżinsy i podkoszulek, który jednak leżał na 

nim znacznie lepiej niż na niej, podkreślając muskularną sylwetkę. Zauważyła 

obok inny sprzęt gimnastyczny – ciężarki, piłki gimnastyczne i dużą matę. 

– Co to znaczy? – spytała. 

– Lubię trenować – odparł. – Ty też powinnaś. Nancy i Dean zgodzili się, 

żebym zmienił ten pokój w salę gimnastyczną. 

– Zawsze szczyciłam się dobrą kondycją fizyczną 

–  przypomniała  sobie  Linda.  –  Teraz  wyglądam  jak  patyk,  jestem 

chudsza niż modelki – dodała, zerkając na swoje odbicie w lustrze. 

–  Nie  znasz  najnowszych  tendencji  –  zauważył  Emmett.

 

–  Patyki  są 

modne. No bieżnia gotowa, gdybyś miała ochotę trochę się poruszać. 

– Nie teraz– Linda potrząsnęła głową. – Chciałam  cię prosić o następną 

przysługę. 

– Po to tu jestem, Lindo. 

– Chcę znaleźć jakiś sposób, żeby ci odpłacić za to, co dla mnie robisz – 

powiedziała. 

– Może sam coś wymyślę – zasugerował Emmett. 

RS

background image

 

31 

 Nie odpowiedziała. Wychwyciła w jego głosie jakąś nutę, która dała jej 

do  myślenia...  Ale  nie,  on  nie  traktował  jej  w  kategoriach  damsko–męskich. 

Dlaczego miałby to robić, skoro była kobietą, która nie potrafiła kupić płatków 

śniadaniowych, nie rozpłakawszy się uprzednio? 

–  Cóż,  hm,  do  tego  czasu...  –  Zrobiło  się  jej  gorąco  i  nie  bardzo  mogła 

zebrać  myśli.  –  Miałam  nadzieję,  że  podwieziesz  mnie  do  szkoły  Rickiego. 

Chciałabym go dzisiaj odebrać. 

– Oczywiście. – Emmett wyprostował się, po czym ściągnął koszulkę. 

–  Co...  co  ty  robisz?  –  zdumiała  się  Linda,  zmieszana  widokiem  jego 

męskiego ciała. 

– Zmieniam koszulkę – odrzekł. – Ta jest poplamiona smarem. 

–  Ach  tak.  –  Trudno  było  nie  przyznać  mu  racji.  Nie  mogła  jednak 

oderwać  oczu  od  półnagiego  mężczyzny,  po  raz  drugi  w  ciągu  jednego  dnia. 

Uzmysłowiła sobie nagle, że był to jej drugi raz w ciągu całej dekady. 

Znowu poczuła, że robi się jej gorąco i z trudem przełknęła ślinę. Faktem 

jest, że nie myślała o sobie w kategoriach kobiecości, ale teraz miała wrażenie, 

jakby  opuszczenie  ośrodka  rehabilitacyjnego  wyzwoliło  w  niej  coś  innego  – 

świadomość, że minione dziesięć lat nie unicestwiło jej hormonów. 

– Dobrze się czujesz? – Emmett zawahał się. 

Miał  opaloną  gładką  skórę  i  wyraźnie  zarysowane  bicepsy.  Lindzie 

zaschło w gardle. 

– Ja... hm... tak, dobrze – wybąkała. 

Emmett postukał palcem w czubek jej nosa gestem starszego brata. 

– Za dwie minuty jestem z powrotem – rzucił i udał się do swego pokoju. 

Linda spędziła te dwie minuty na powtarzaniu sobie, że pociąg seksualny 

jest  czymś  normalnym  i  nie  ma  w  nim  nic  złego.  To  tylko  kolejny  objaw 

RS

background image

 

32 

zdrowienia, optymistyczny znak, że pewnego dnia stanie się normalną kobietą, 

co oznacza również, a to jest najważniejsze, że i matką. 

Matka. 

Słowo  to  wywoływało  w  niej  emocje.  Poszła  jednak  za  Emmettem  do 

samochodu, starając się zachować spokój i przytomność umysłu. Gdy zajechali 

na szkolny parking, popatrzyła na zegarek. 

– Jesteśmy za wcześnie – powiedziała. 

– Żaden problem, zaczekamy trochę. – Emmett opuścił szybę. 

Czekanie ją denerwowało. Żeby zająć czymś myśli, przesuwała wzrok po 

stojących  najbliżej  samochodach,  ciekawa,  co  robią  matki  siedzące  za 

kierownicą.  Wydawało  się,  że  wszystkie  zajmują  się  trzema  rzeczami  naraz  – 

rozmawiają  przez  komórkę,  opiłowują  paznokcie  i  przeglądają  kalendarzyki. 

Wszystkie miały krótko ostrzyżone włosy albo nosiły koński ogon. 

Dotknęła swoich długich prostych włosów. 

– Może powinnam coś z nimi zrobić – zamyśliła się. 

– Są piękne. 

Odwróciła się do Emmetta. Zupełnie zapomniała o jego obecności. 

– Co jest piękne? 

– Twoje włosy. Ty jesteś piękna.  

Linda znowu poczuła, że się rumieni. 

– Ty... ja... nie domagałam się komplementów. 

– Tylko stwierdzam fakty – zauważył Emmett. – Widziałem jak patrzyłaś 

na inne kobiety. Nietrudno odgadnąć, o czym myślisz. Nie musisz martwić się 

o to, jak im dorównać. 

– Jesteś dobrym obserwatorem – stwierdziła Linda, nie będąc pewna, czy 

ją to raduje. 

RS

background image

 

33 

– Sprawa treningu. – Wzruszył ramionami. – Chyba nie jest to dla ciebie 

nic  nowego,  prawda?  Ryan  mówił,  że  przed  wypadkiem  byłaś  agentką  w 

Departamencie  Skarbu.  Zajmowałaś  się  nieścisłościami  w  księgach  rachun-

kowych  firmy  Fortune  TX,  Ltd.  I  wtedy  poznałaś  Camerona  Fortune'a,  ojca 

Rickiego. 

– Cameron Fortune – powtórzyła, wpatrując się w przestrzeń za oknem. – 

Założę  się,  że  doświadczenie  nauczyło  cię,  że  nie  należy  traktować  osobiście 

obiektu prowadzonego  dochodzenia. Nie  wolno  się  w  nim  zakochać, a  potem 

zrobić czegoś tak głupiego jak pójście do łóżka. 

– Właśnie to ci się przytrafiło? – spytał spokojnie Emmett. 

–  Nie  wiem.  –  Linda  potarła  czoło.  –  Te  fakty  Ryan  zrekonstruował  po 

wypadku,  ale  kiedy  odzyskałam  przytomność,  nie  mogłam  nic  dodać  do  tej 

historii. Mam całkowicie  wymazane  z  pamięci  miesiące  w  firmie  Fortune'ów. 

Pamiętam,  jak  wchodzę  na  podium,  żeby  odebrać  dyplom,  kiedy  miałam 

dwadzieścia 

jeden 

lat. 

Pamiętam, 

jak 

prosto 

stamtąd 

idę 

na 

piętnastotygodniowy  kurs  dla  agentów.  Następne  co  pamiętam,  to  Nancy  Ar-

mstrong, która coś do mnie mówi. Patrzyłam jej prosto w oczy i powiedziałam, 

że  chcę  dietetyczną  pepsi.  To  były  pierwsze  słowa,  które  wyraźnie 

wypowiedziałam  po  dziesięciu  latach.  Między  uroczystością  wręczania  dy-

plomów a dietetycznym napojem... nic, czarna dziura. 

– Nic, co dotyczyłoby uczuć do Camerona? 

– Nic. – Linda potrząsnęła głowa. 

– Musi ci być trudno uwierzyć, że jesteś matką – domyślił się Emmett. 

Linda bała się przytaknąć. 

– Ale jestem – powiedziała. – Ricky miał szczęście, że trafił na Nancy i 

Deana. 

RS

background image

 

34 

Wychowywali go jak własnego wnuka. Ale to ona jest jego matką. Boże, 

proszę  cię,  spraw,  żebym  zaczęła  się  czuć  jak  matka.  Pięknie  jest  cieszyć  się 

pełnią  życia,  normalnym  dzieckiem,  ale  matkować  mu...  ?  Jak  się  tego 

nauczyć? 

Rozległ  się  dźwięk  dzwonka.  Drzwi  samochodów  stojących  obok 

otworzyły się i oczekujące matki wysiadły jak na komendę. 

Linda zaczerpnęła powietrza i też otworzyła drzwi auta. 

– Zaraz wracam – rzuciła. 

– Pójdę z tobą – zaproponował Emmett. 

Może  inna  matka  nie  potrzebowałaby  jego  obecności,  ale  Linda  nie 

zaprotestowała. Podążyła za innymi kobietami w stronę wejścia do budynku. 

Grupa dzieci w żółtych plastikowych kaskach wybiegła pierwsza, niosąc 

znaki „Stop". 

– Uczniowski patrol drogowy – wyjaśnił Emmett.  

Patrol  drogowy!  Oczywiście!  To  starsze  dzieci  ze  szkoły  podstawowej, 

które  miały  bezpiecznie  przeprowadzać  młodsze  przez  jezdnię.  Po  nich  z 

budynku wysypały się młodsze. Część pobiegła do autobusu szkolnego, inne w 

ramiona matek z nieodłącznymi komórkami w ręku. Wśród uczniów Linda nie 

zauważyła Rickiego. 

Przyglądając  się  mijającym  je  twarzom  podążyła  do  otwartej  bramy. 

„Ricky!" usłyszała swój nienaturalnie wysoki głos. 

Zawróciła,  nakazując  sobie  nie  wpadać  w  panikę,  przekonując  się,  że 

każdy mógłby się pogubić w tej masie głosów i ogólnym  zamęcie. Oddychaj, 

Lindo, oddychaj. 

Poczuła na ramieniu uścisk silnej dłoni. To Emmett. 

– Istna dżungla, prawda? – szepnął. 

RS

background image

 

35 

Oparła się o niego. Tak jak w sklepie spożywczym i teraz jego obecność 

podziałała na nią uspokajająco i dodała jej siły. 

–  Nie  widzę  Rickiego  –  powiedziała.  –  Czy  to  możliwe,  że  go  nie 

zauważyliśmy? 

Matki z komórkami przy uchu już znalazły swoje dzieci i wsiadały z nimi 

do samochodów, nie przestając rozmawiać. 

–  Nie  przeoczyliśmy  go.  –  Emmett  odwrócił  ją  w  stronę  skrzyżowania 

przy szkole. – Widzisz tamten znak „Stop"? 

Przy  znaku  stał  Ricky.  niemal  całą  twarz  miał  zakrytą  daszkiem 

plastikowego kasku. 

Jej syn, Ricky. Gwiazda uczniowskiego patrolu drogowego. 

W każdym razie Lindzie tak się wydawało. Ogarnęło ją wzruszenie, gdy 

obserwowała,  jak  skinął  na  grupę  dzieci  czekających  na  rogu.  Pobiegły  przez 

skrzyżowanie pod jego czujnym okiem. 

– Dobrze sobie radzi, prawda? – Podniosła z dumą wzrok na Emmetta. 

– Prawdziwy talent – przyznał. 

– Śmiejesz się ze mnie? – Zmarszczyła brwi. 

– Nie. – Potrząsnął głową. – To zabrzmiało tak po matczynemu. 

– Nie bardzo, nie mam przy sobie komórki – zażartowała Linda. 

– Co? – Emmett nie zorientował się, co ma na myśli. 

–  Nieważne.  –  Popatrzyła  ponownie  na  Rickiego,  jak  nadzorował 

ostatnich przechodzących przez jezdnię uczniów, potem wziął pod pachę znak 

„Stop" i pomaszerował z powrotem do szkoły. Zauważył ją. 

– Cześć – powiedziała, mając nadzieję, że zachowa ten matczyny ton, na 

który  zwrócił  uwagę  Emmett.  Może  jeśli  zacznie  mówić  jak  matka  i 

zachowywać się jak matka, wkrótce tak się poczuje. – Jak było w szkole? 

– Co tu robisz? – spytał obcesowo Ricky. 

RS

background image

 

36 

–  Pomyślałam,  że  może  wolałbyś  dziś  pojechać  do  domu  ze  mną,  a  nie 

autobusem  szkolnym.  Moglibyśmy  wstąpić...  na  lody  albo  coś.  –  Zerknęła  na 

Emmetta, szukając u niego aprobaty, ale oddalił się od nich. 

–  Chcę  pojechać autobusem.  –  Ricky  przeniósł  wzrok  na  chłopca, który 

stał obok. – Zawsze jeździmy z Anthonym – dodał. 

– Możemy zabrać Anthony'ego – zaproponowała Linda. – Na lody też. 

– Nie mogę jechać do domu z obcą osobą – oświadczył Anthony. 

–  Nie  jestem  obca...  –  zaczęła  Linda,  ale  Ricky  pociągnął  przyjaciela  w 

stronę budynku. 

– Chodź, musimy oddać kaski i znaki – powiedział. 

– Ricky, zaczekaj! Chłopiec zawrócił niechętnie. 

– Czego jeszcze chcesz? – mruknął. 

– Ja... – Linda westchnęła. – Naprawdę chcesz jechać autobusem? 

– Tak. 

–  Cóż,  a  zatem  jedź.  Przepraszam,  że  przyjechałam  bez  uprzedzenia.  – 

Linda  nerwowo  zacisnęła  dłonie.  –  I  przepraszam,  że  chciałam  zabrać 

Anthony'ego. Nie sądziłam, nie zdawałam sobie sprawy... 

–  Że  on  miałby  kłopoty  –  dokończył  Ricky.  –  Prawdziwa  mama  by  to 

wiedziała. – Odwrócił się i odszedł. 

Prawdziwa mama by to wiedziała. Prawdziwa mama. 

Nie  może  oszukiwać  Rickiego.  Nawet  jeśli  zachowywałaby  się  jak 

matka,  nauczyłaby  się  wszystkich  matczynych  zasad,  na  nic  się  to  zda,  jeśli 

Ricky sam jej nie zaakceptuje. 

Emmett  szybko  się  zorientował,  że  rozmowa  Lindy  z  synem  nie 

przebiegła  pomyślnie.  Nie  dość,  że  wróciła  do  samochodu  sama,  to  jeszcze 

przez całą powrotną drogę milczała. 

RS

background image

 

37 

W  domu  poprosiła,  żeby  jej  pokazał,  jak  korzystać  z  ruchomej  bieżni. 

Miała  nadzieję,  że  wysiłek  fizyczny  trochę  złagodzi  kotłujące  się  w  niej 

emocje. 

Ćwiczyła  już  pół  godziny,  wciąż  zwiększając  szybkość,  jakby  chciała 

uciec  od  tego,  co  ją  gnębiło.  Włosy  miała  mokre  od  potu,  mimo  to  ćwiczyła 

uparcie dalej. 

Pod  pretekstem,  że  też  musi trenować,  Emmett nie  spuszczał  jej  z  oczu. 

Nie mógł jednak zbyt długo udawać, że nie martwi go jej stan. 

– Może powinnaś już skończyć – zawołał z drugiego końca pokoju. 

Linda zachowywała się tak, jakby go nie słyszała. Odłożył  więc hantle i 

podszedł do niej. Stanął przed bieżnią i spojrzał jej w oczy. 

– Może  powinnaś  już  skończyć  –  powtórzył.  Rzuciła mu  złe  spojrzenie, 

ale zwolniła tempo. 

– Nie potrzebuję... anioła stróża. Zawsze byłam sprawna, mruknęła. 

–  I  znowu  będziesz.  –  Emmett  zmniejszył  jej  szybkość.  –  To  grozi 

atakiem serca. Nie chciałabyś, abym policzył sobie za reanimację? 

– Nie wierzysz mi – obruszyła się. – Uważano mnie za twardą kobietę. 

Zwolniła  kroku.  Emmett  zatrzymał  wzrok  na  jej  szczupłych  nogach. 

Twardy  charakter  nie  jest  antidotum  na  zło  i  tragedię,  pomyślał,  marszcząc 

brwi.  Ryan  był  twardy.  Lily  Fortune  była  twarda.  Nie  uciekli  jednak  przed 

ciemną  stroną  tego  świata.  Jessica  Chandler  też  była  twarda  –  najmłodsza, 

cudowna  osoba,  jakiej  kiedykolwiek  próbował  pomóc.  Ale  koniec  końców  i 

ona stała się ofiarą. 

– Tajna agentka księgowości. 

– Co powiedziałaś? – Emmett wrócił do teraźniejszości. 

– Tak siebie postrzegałam. – Linda oparła dłonie na biodrach i wolno szła 

na  bieżni.  –  Oczywiście,  miałam  dyplom  z  finansów  i  biznesu,  ale  gdy 

RS

background image

 

38 

zostałam zwerbowana jako agentka do Departamentu Skarbu, widziałam siebie 

jako Lindę Faraday, tajną agentkę księgowości. 

– Byłaś młoda, prawda? 

– Nasz kurs na agentów uwzględniał ćwiczenia zarówno z bronią palną, 

jak  i  trening  fizyczny  –  powiedziała.  –  Nie  tak  intensywny  jak  w  przypadku 

mężczyzn, ale uważałam, że sobie poradzę. – Zatrzymała bieżnię i sięgnęła po 

ręcznik. – Ale nie fizycznego treningu potrzebowałam, lecz emocjonalnego. 

Linda  nawiązała  do  swojej  przygody  z  obiektem  śledztwa,  które 

prowadziła,  Cameronem  Fortune'em.  Emmetta  zaskoczył  nagły  przypływ 

gniewu. Brat Ryana był dwa razy starszy od Lindy i bardzo sprytny. Sukinsyn, 

zaklął w duchu. Wykorzystał Lindę, a potem nieodwołalnie zmienił jej życie. 

Nie pokazał jednak po sobie, co o nim myśli. 

–  Z  tego,  co  słyszałem,  był  przystojnym  i  czarującym  mężczyzną  – 

powiedział tylko. 

–  I  to  ma  sprawić,  że  poczuję  się  lepiej?  –  Linda  popatrzyła  na  niego  z 

goryczą.  –  Osoba,  za  jaką  się  wtedy  uważałam,  nie  dałaby  się  łatwo  uwieść 

sympatycznemu facetowi. 

– Och, dobrze. Więc może będę miał u ciebie szansę – zażartował. 

Linda nawet się nie uśmiechnęła. 

– Nie byłam dobra jako Linda Faraday, tajna agentka. Ricky ma mnie za 

nic jako matkę. Wątpię, czy jestem wiele warta jako kobieta. 

Mimo  tych  słów  w  powietrzu  unosił  się  kwiatowy  kobiecy  zapach, 

drażniący  zmysł  powonienia  Emmetta  i  budzący  w  nim  ponownie  pożądanie, 

które  poczuł,  gdy  trzymał  Lindę  przez  chwilę  w  ramionach.  Nie  mógł  się 

opanować, by nie odgarnąć jej z czoła kosmyka włosów. 

– Daj sobie trochę czasu – poradził. 

RS

background image

 

39 

–  Nie  mogę,  nie  widzisz?  Straciłam  już  tyle  czasu.  Za następne  dziesięć 

lat Ricky nie będzie już potrzebował matki. – Głos jej zadrżał. 

Co miał na to odpowiedzieć? Niestety, nie był typem pocieszyciela. 

– Jaki masz wybór? – spytał. 

– Poddać się. 

Te dwa słowa zmroziły go. Kiedyś przecież sam zachował się podobnie. 

Po  sprawie  Jessiki  Chandler,  co  nastąpiło  zaraz  po  zabójstwie  jego  brata, 

Chrisa,  poddał  się  i  uciekł  do  chaty  w  górach.  Gdyby  to  zależało  od  niego, 

prawdopodobnie tkwiłby tam do dziś, na wpół pijany i pogrążony w bólu. 

–  Nie,  nie  mogę.  Nie  poddam  się.  –  Linda  obróciła  się  gwałtownie.  – 

Jestem odpowiedzialna za Rickiego, mam zobowiązania wobec Nancy i Deana, 

którzy nigdy mnie nie zawiedli. Rozumiesz? 

–  Rozumiem. –  Emmett kiwnął  głową.  –  Niekiedy  jest  tak,  że  działamy 

nie  dlatego,  że  chcemy,  lecz  dlatego,  że  jesteśmy  to  winni  innym  ludziom.  – 

Rozumiał to aż nazbyt dobrze. 

– Masz na myśli obietnicę, którą złożyłeś Ryanowi? 

– Linda obserwowała go uważnie. 

– I sobie. Moim rodzicom. Pamięci mego brata, Christophera. 

– Wybacz, – Linda przesunęła dłoń po jego ręce. 

– Wciąż się staram, aby nie myśleć, że wszystko obraca się wokół mnie. 

Użalam się nad sobą, ale twoja sytuacja też jest niewesoła, a jednak jesteś tutaj, 

będąc  dla  mnie  jak Mary  Poppins.  A  mówiąc  poważnie,  Emmett. –  Zacisnęła 

palce na jego ramieniu. – Wiem, że jeszcze nie wszystko ze mną w porządku, 

ale gdybyś chciał porozmawiać, możesz na mnie liczyć. 

–  Nie  jestem  szczególnie  rozmowny.  Zawsze  byłem  samotnikiem  w 

rodzinie – wyznał. 

RS

background image

 

40 

– Masz szczęście – uśmiechnęła się Linda. – Ja praktykowałam milczenie 

przez wiele lat. 

Udowodniła  mu,  że  ma  w  tym  wprawę.  Usiadła  na  brzegu  bieżni, 

wskazując, by usiadł obok. Posłuchał. Zapanowała cisza. 

Linda  skrzyżowała  ręce  na  kolanach  i  oparła  o  nie  policzek.  Emmett 

patrzył na nią, słuchając odgłosów wiosny za oknem. Świergotały ptaki, gałąź 

poruszana wiatrem uderzała lekko o szybę. Wiosna. Odrodzenie. Nadzieja. 

Linda  zamknęła  oczy,  zastanawiał  się,  czy  nie  zasnęła.  Miała 

ciemnobrązowe rzęsy, lekko zaróżowioną twarz okalały loki. 

– Wciąż jesteś kobietą, przecież wiesz – szepnął. 

– Tak myślisz? – Podniosła głowę. 

.....  Wiem  o  tym.  –  Wytrzymał  jej  spojrzenie.  Policzki  Lindy  przybrały 

ciemniejszy odcień. Dotknął jej policzka. – Mam ci to udowodnić? – spytał. 

– Nie czuj się zobowiązany – żachnęła się. 

– Nie czuję się zobowiązany. – Potrząsnął głową.  

Pragnął to zrobić, bo była smutna. Chciał, żeby miała o jeden powód do 

zmartwienia  mniej.  No  i  było  jeszcze  pożądanie.  Wiedział,  że  to  może 

skomplikować ich wzajemne relacje, ale w tej chwili o to nie dbał. 

Pochylił się i dotknął wargami jej ust. 

Drgnęła, jakby ją ukłuł, ale on był bardzo delikatny. 

Całowała  się  z  nim  nieśmiało,  ale  po  chwili  rozchyliła  usta.  Nie  uznał 

tego  za  zaproszenie.  Nie  odrywał  jednak  warg  od  jej  ust,  starając  się  je 

rozgrzać do prawdziwego pocałunku. 

– Powinnaś odetchnąć – wyszeptał. – Potrzebujesz powietrza. 

– To dlatego widzę gwiazdy? 

Emmett  uśmiechnął  się  i  popatrzył  jej  w  oczy.  Przesunęła  palcami  po 

jego wargach. 

RS

background image

 

41 

– Nieczęsto to robisz. To znaczy, uśmiechasz się – powiedziała. 

– Nie przestawaj mnie całować, to może będę – zażartował. 

Ale Linda potrząsnęła głową. 

– Przejrzałam cię. 

 Jak to? 

– Jesteś słodki. – Odsunęła się od niego. 

–  Słodki?  Żartujesz,  prawda?  Jestem  cyniczny.  Zimny.  Nietowarzyski. 

Pewny siebie. Spytaj kogo chcesz. 

–  Nie  muszę.  –  Linda  wstała.  –  Czułam  się  niewiele  warta  i  niepewna 

siebie, a ty mnie pocałowałeś. To miłe. 

– Nie zrobiłem tego, żeby być miłym! – oburzył się Emmett. 

– A więc dlaczego? – Linda otworzyła szeroko błękitne oczy. 

– Ponieważ... – To nie miało nic wspólnego z chęcią bycia miłym. Zrobił 

to, ponieważ była piękna i seksowna. 

– Wiem swoje. – Linda roześmiała się i wybiegła z pokoju. 

–  Nie  oszukuj  siebie  –  zawołał  za  nią.  –  Jestem  cyniczny,  zimny, 

nietowarzyski, pewny siebie. Poczekaj, a ci to udowodnię. 

Odpowiedzią  było  trzaśnięcie  drzwi  od  łazienki.  Emmett  wciąż  się 

uśmiechał – znów się uśmiechał – gdy zadzwoniła jego komórka. 

– Jamison, słucham – odezwał się. 

– Tu też Jamison. – Usłyszał głos w słuchawce.  

Natychmiast  zapomniał  o  wiośnie  i  słońcu.  Powiało  złem.  Wypadł  z 

pokoju ćwiczeń i rozejrzał się po korytarzu, zatrzymując wzrok na drzwiach od 

łazienki. Sprawdzał, czy Linda jest bezpieczna. 

– Gdzie ty u diabła jesteś, Jason? – warknął. 

– Myślisz, że dzwonię, żeby ci to powiedzieć, braciszku? W takim razie 

jesteś głupszy, niż myślałem. – Jason zaśmiał się szyderczo. 

RS

background image

 

42 

Emmett  zacisnął  zęby.  W  jakimś  perwersyjnym  sensie  arogancja  brata 

była uzasadniona. Policja go zaaresztowała, a on uciekł i porwał Lily Fortune. 

Później,  nawet  włączywszy  do  akcji  tak  doświadczonych  ludzi  jak  Emmett, 

FBI zgubiła go w czasie wręczania okupu. Jeden agent zginął. 

– Podejrzewaliśmy, że jesteś w drodze na wyspy południowego Pacyfiku 

czy do Ameryki Południowej, razem z pieniędzmi z okupu. – Emmett starał się 

mówić spokojnie. 

– Chciałbyś pozbyć się mnie z kraju, co? 

To,  czego  by  chciał  Emmett,  to  znaleźć  brata  i  raz  na  zawsze  go 

unieszkodliwić.  To  właśnie  sobie  przysiągł.  Gdyby  Linda  mogła  teraz  zajrzeć 

w głąb jego psychiki, nie miałaby wątpliwości, że jest zimny, zdeterminowany 

i wyobcowany. 

– Chciałbym wiedzieć, po co dzwonisz, Jason – powiedział. 

– Czytałem rano gazetę z Red Rock. 

A  więc  tu  kryje  się  klucz  do  zagadki.  Jason  znajduje  się  na  tyle  blisko 

Red  Rock,  że  ma  dostęp  do  tamtejszej  prasy.  Emmett  nie  miał  pojęcia,  co  to 

znaczy. Ponieważ sam przebywał w San Antonio, czytał lokalną gazetę. Jason 

jednak  nie  mógł  wiedzieć,  gdzie  jest  Emmett,  a  on  oczywiście  nie  zamierzał 

mu tego mówić. Jego brat i tak był dostatecznie sprytny. 

– Nie miałem jeszcze okazji jej przeczytać – rzucił. 

– Nie miał okazji przeczytać – powtórzył kpiąco Jason. – Nie musisz jej 

czytać, żeby  wiedzieć, że Ryan  Fortune zostawił ci gotówkę i opcję na zakup 

akcji. 

Najwyraźniej  pewne  punkty  testamentu  Ryana  przedostały  się  do  prasy. 

Zirytowałoby to Emmetta, gdyby nie fakt, że dzięki temu Jason się ujawnił. 

– Cóż, to nie był mój wybór. To była decyzja Ryana. 

RS

background image

 

43 

– Dlaczego ty miałbyś otrzymać pieniądze Fortune'ów, skoro to ja na nie 

ciężko pracowałem? – warknął Jason. 

Od dziecka uważał się za uprawnionego do majątku rodziny Fortune'ów, 

a jego dziadek, Farley Jamison, miał obsesję na punkcie pieniędzy, które miały 

mu pomóc w zaspokojeniu wygórowanych ambicji politycznych. 

– Masz przecież część pieniędzy Fortune'ów – zauważył Emmett. – Okup 

za Lily. 

– Nie zależy mi na nich – parsknął Jason. 

– Nie zależy ci na pieniądzach? – Emmett znieruchomiał. 

– Nie tak bardzo jak na tym, żeby cię załatwić, braciszku. Oglądaj się w 

tył, bo będę ci deptać po piętach, a potem będę miał swoją nagrodę. I resztę. 

Połączenie  zostało  przerwane.  Emmett  wpatrywał  się  w  telefon.  To 

oznacza nowy zwrot w sprawie. 

Mężczyzna,  którego  za  wszelką  cenę  chciał  unieszkodliwić,  właśnie 

oświadczył, że chce go zabić. 

Nieźle, pomyślał. 

Niech wygra lepszy. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

44 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Następnego ranka Emmett wstał później niż zwykle. Usiadł przy stole w 

kuchni  i  sączył  kawę.  Osad  na dnie kubka był  tak ciemny  jak jego  nastrój  po 

bezsennej nocy. Nie mógł zapomnieć rozmowy z bratem. 

Będę ci deptać po piętach, powiedział Jason. 

Emmett nie bał się Jasona, lecz wiedział, że jego brat był przebiegły, a on 

miał  oprócz  siebie  inne  osoby,  o  których  musiał  myśleć.  Jason  nie  wiedział, 

gdzie Emmett aktualnie przebywa i nigdy do głowy by mu nie przyszło, żeby 

szukać  go  w  domku  gościnnym  Armstrongów.  Jason  nie  miał  pojęcia  o 

istnieniu starszych państwa, Lindy i Rickiego. Emmett był więc raczej pewny, 

że ostatnia groźba Jasona ich nie dotyczy. 

Tyle że Emmett siedział bezczynnie, zamiast tropić mordercę. 

Zgodnie  z  obietnicą  poczynioną  Ryanowi  opieka  nad  Lindą  wykluczała 

zajmowanie się sprawą Jasona. Tym samym piłka była po stronie brata – będę 

ci deptać po piętach – a tego Emmett nie lubił. Był przyzwyczajony, że to on 

kontroluje przebieg wydarzeń. 

– Dzień dobry. – Usłyszał nagle. 

Do  kuchni  weszła  Linda.  Była  jeszcze  zaspana.  Wyglądała  czarująco  w 

grubym szlafroku i frotowych kapciach. Na policzku widział odciśnięty ślad od 

poduszki. 

Emmett chrząknął, zaskoczony. 

–  Ty  jesteś  Emmett  Jamison,  tak?  –  Linda  patrzyła  na  niego,  mrużąc 

oczy. 

Czyżby  to  następny  objaw  urazu  mózgu?  Zapomniała  go,  czy  może 

żartuje? 

– Kiedy ostatnio sprawdzałem, to byłem ja – zażartował. 

RS

background image

 

45 

–  Dobrze  –  skinęła  głową.  –  Tak  też  myślałam,  ale  sposób,  w  jaki  mnie 

przywitałeś, na sekundę zbił mnie z tropu. 

– A jak cię przywitałem? – zdziwił się Emmett. 

– To urocze chrząknięcie na dzień dobry – wyjaśniła Linda. 

– Och, przepraszam. – A jednak żartowała. 

– Nie ma za co. – Machnęła ręką. – Sama nie jestem rannym ptaszkiem. 

Po  prostu,  kiedy  wydobyłam  się  z...  mego  stanu,  często  byłam 

zdezorientowana widokiem nowych i nieznanych twarzy. Nauczyłam się więc 

poznawać  po  sposobie  odpowiedzi,  czy  znam  daną  osobę  czy  nie.  Twoja 

wyglądała mi na chrząknięcie nieznajomego. 

Zabawne,  jak  potrafiła  równocześnie  wywołać  uśmiech  na  jego  twarzy 

oraz  poczucie  winy.  Jeszcze  bardziej  winny  się  poczuł,  zobaczywszy,  jak 

wpatruje się w pusty dzbanek po kawie. 

– Pozwól. – Podniósł się z krzesła. 

– Nie, nie. – Zatrzymała go. – Mogę to zrobić. Umiem już parzyć kawę. 

Ćwiczyliśmy  to  w  ośrodku.  To  było  jak  zabawa  w  dom,  żeby  się  od  nowa 

nauczyć prostych czynności. 

Obserwował,  jak  podchodzi  do  blatu.  Przyciągnęła  młynek  do  kawy, 

który  zostawił  na  blacie  i  zdjęła  wieczko,  żeby  wsypać  ziarna.  Potem  wyjęła 

wkład z ekspresu. W środku był zużyty filtr i wilgotne fusy. 

Przez  chwilę  wpatrywała  się  w  nie,  po  czym  przeniosła  wzrok  z 

powrotem na młynek. I znowu na wkład. 

Podobnie  jak  poprzedniego  dnia  w  supermarkecie,  Emmett  widział,  jak 

bardzo  jest  zdezorientowana.  Stała  sztywno,  wpatrzona  w  młynek.  Serce  mu 

się ścisnęło. 

– Przypomnij mi – poprosiła wreszcie. – Co teraz ? 

RS

background image

 

46 

–  Wyrzuć  do  kubła  pod  zlewem  fusy  i  zużyty  filtr  –  poinstruował  ją 

spokojnie. – Nowe filtry są w tym słoiku obok młynka. 

Obserwował,  jak  zbliżyła  się  do  kubła.  Zapomniał  powiedzieć,  żeby 

razem  ze  zużytym  filtrem  nie  wyrzuciła  plastikowego  koszyczka.  W  ostatniej 

chwili sama się zreflektowała. Wypłukała koszyczek i włożyła do ekspresu. 

– Wiedziałam to – rzuciła, napełniając czysty filtr. 

– Trzeba wyrzucić stary filtr i fusy. Ale zawsze ćwiczyliśmy na czystym 

ekspresie  i  trochę  się  pogubiłam.  Wiem,  że  jest  coś,  co  powinnam  zrobić  i 

gdyby to był test wielokrotnego wyboru, poznałabym odpowiedź. Czasami jed-

nak  nie  mogę  przywołać  informacji,  która  kryje  się  gdzieś  w  mojej 

świadomości – tłumaczyła. 

Emmett  znowu  poczuł  ucisk  w  gardle  i  powiedział  pierwszą  rzecz,  jaka 

mu wpadła do głowy. 

– Podziwiam cię, że potrafisz poprosić o pomoc. To niełatwe. 

– Niełatwe – przyznała, włączając ekspres. – Wolałabym nie przyznawać 

się,  że  tak  bardzo  potrzebuję  pomocy.  Będzie  tak  dopóty,  dopóki  nie  nabiorę 

praktyki w codziennym życiu. 

Podeszła do kuchenki i nastawiła minutnik. 

– Strategie. Podpory. Oto jak sobie będę radzić – rzekła. – Jedna z moich 

strategii  polega  na  nastawianiu  minutnika,  żeby  mi  przypominał  o  moich 

zadaniach. Pięć minut na parzenie kawy. Gdybym tego nie zrobiła, mogłabym 

tu siedzieć i zapomnieć, na co czekam. Chyba że zapiszę w notatniku – to mój 

drugi ulubiony pomocnik. 

Znowu  wzbudziła  uznanie  Emmetta.  Nie  lamentowała,  nie  prosiła  o 

litość. Terapeuci z ośrodka rehabilitacyjnego powiedzieli mu o jej strategiach, 

a także poinformowali go, że z czasem coraz rzadziej będzie ich potrzebowała. 

RS

background image

 

47 

Nie  był  jednak  przygotowany  na  to,  że  obserwowanie  jej  przy  codziennych 

czynnościach wzbudzi w nim uczucie... 

Nie potrafił znaleźć odpowiedniego słowa. 

Ignorując ucisk w gardle, chrząknął i wziął ze stołu lokalną gazetę z San 

Antonio. Nie podniósł wzroku, dopóki nie usłyszał dzwonka minutnika i Linda 

nie dolała mu świeżej kawy. 

– Dziękuję – powiedział. 

–  To  ja powinnam dziękować  –  odparła.  –  Wydaje  mi  się,  że  nie  byłam 

dostatecznie wdzięczna, ale zaczynam pomału i tego się uczyć. 

– Nie musisz... – zaczął. 

–  Muszę,  Emmett  –  przerwała  mu.  –  Jestem  wdzięczna  i  zobowiązana. 

Mam dług wdzięczności wobec Armstrongów i wobec ciebie. Nie wiem, jak go 

spłacę. 

– Lindo... 

– Nie mówi mi, że się mylę. Mój mózg jako tako już pracuje. 

– Zaczekaj... 

– Och, daj spokój. 

– Ale... – Emmett próbował dalej. 

– Emmett, co ty będziesz miał z tego wszystkiego? 

–  Lekcję,  jak  wtrącić  słowo  w  rozmowę,  dzieląc  stół  z  kobietą  w  czasie 

śniadania. – Zwrócił na nią pytający wzrok. 

– W porządku – roześmiała się Linda. – Teraz przeprosiny. 

– Nie są potrzebne. 

–  Cóż,  jestem  pewna,  że  nie  musisz  ćwiczyć  się  w  siedzeniu  naprzeciw 

kobiety przy śniadaniowym stole. 

RS

background image

 

48 

– A co ty o tym myślisz? – Odchylił się w krześle i obserwował jej twarz. 

– Pomyśl, że może jesteś pierwszą – oprócz matki – kobietą, z którą mi się to 

zdarza. 

– Nie masz żony? – Linda była wyraźnie zaskoczona. 

– Nigdy nie byłem żonaty. 

– A miałeś narzeczoną?  

Emmett potrząsnął głową. 

– Kochanek też nie? – Oczy Lindy rozszerzyły się ze zdumienia. 

–  Ależ  oczywiście,  że  miałem  kochanki!  –  Może  znów  żartowała,  ale 

jego męskie ego poczuło się dotknięte. 

–  Ach  tak  –  uśmiechnęła  się  żartobliwie.  –  Ale  nie  były  to  dłuższe 

związki. Nikt, z kim chciałbyś dzielić łazienkę czy jeść śniadanie. 

A więc jednak żartowała. 

– Jestem raczej samotnym facetem – rzekł. – Przez całe życie byłem. 

– Ile masz lat? – spytała. 

– Trzydzieści jeden. 

–  Jestem  od  ciebie  starsza  –  stwierdziła.  –  Może  mógłbyś  się  czegoś 

nauczyć ode mnie. 

Na  przykład  jak  kontrolować  pożądanie,  które  w  nim  wzbierało. 

Zobaczył jak rozchyliły się poły jej szlafroka, ukazując delikatną jasną skórę i 

delikatny obojczyk. 

Zawsze kogoś ochraniał i zaakceptował tę rolę wiele lat temu. Lindzie też 

postanowił  zapewnić  bezpieczeństwo.  Nigdy  jednak  nie  pociągała  go  żadna 

kobieta, którą ratował z opresji lub nad którą czuwał. Nawet Jessica Chandler, 

o której nie mógł zapomnieć. 

RS

background image

 

49 

Powinien od razu z tym skończyć, zanim jeszcze na dobre się zaczęło, bo 

ta  sytuacja  będzie  go  niepotrzebnie  rozpraszać,  a  nie  ma  nic  wspólnego  z 

obietnicą złożoną Ryanowi. 

Opiekuj się Lindą i Rickim. 

Skończ z Jasonem. 

Kobieta  siedząca  naprzeciw  uśmiechała  się.  Wdychał  jej  zapach 

sprawiający mu tyle przyjemności. Woń kwiatów, słońca i świeżości, którą on 

mógłby  tylko  zniszczyć  swymi  dużymi  rękami,  podłym  nastrojem  i  paskudną 

historią rodzinną. 

Odsunął krzesło i wstał. 

Ona też wstała. 

– Emmett? – zagadnęła, marszcząc czoło. Przestała się uśmiechać. 

– Emmett? – odezwała się ponownie. 

– Mój brat... – Emmett przesunął dłonią po włosach.  

Powiedz  jej,  ponaglał  siebie.  Powiedz  jej,  że  twoja  przysięga 

odnalezienia  brata  zdominowała  wszystko  inne.  Musisz  to  zrobić  dla 

bezpieczeństwa wszystkich. Opuść ten dom i rusz w pościg za Jasonem. Linda 

znajdzie  kogoś  innego,  bardziej  uprzejmego,  beztroskiego,  kto  będzie  jej 

pomagał  parzyć  kawę,  robić  zakupy  i  łagodzić  ból  spowodowany  brakiem 

kontaktu z dzieckiem. 

– Martwisz się nim? – Linda położyła mu rękę na ramieniu. – Słyszałam 

w nocy, że chodziłeś. To z powodu Jasona nie mogłeś spać? 

Emmett  popatrzył  na  szczupłe,  blade  palce  spoczywające  na  ciemnej 

skórze  jego  ramienia.  Nie  mógł  znieść  myśli,  że  to  Jason  go  kontroluje.  Ale 

teraz... Teraz był też zdany na łaskę Lindy. Nie mógł temu zaprzeczyć. 

Położył dłoń na jej ręce. 

RS

background image

 

50 

– Nie chcę myśleć o moim bracie – powiedział, uświadamiając sobie, że 

to prawda. – Po prostu chcę cię pocałować. 

Nie czekając na jej pozwolenie, pochylił się i dotknął wargami jej ust. 

I  było  mu  absolutnie  obojętne,  że  stracił  wszelką  kontrolę  nad  sobą  i 

sytuacją. 

Trzymając w ręku brzytwę, Jason Jamison alias Jason Wilkes, uśmiechał 

się do swego odbicia w porysowanym lustrze nad nędzną umywalką. Tkwił w 

podłym motelu w niewielkim zapyziałym miasteczku nieopodal Red Rock. To 

otoczenie  –  choć  przyzwyczajony  do  lepszych  warunków  –  nie  psuło  mu 

humoru,  gdyż  wyobrażał  sobie,  jaką  minę  musiał  mieć  jego  młodszy  brat 

Emmett po ich rozmowie. 

Samotnik  i  nieudacznik,  oto  jego  brat.  Swiętoszkowaty  dobroczyńca, 

który  nigdy  nie  posiadał  prawdziwej  dalekowzroczności  Jamisonów.  Jego 

drugi brat, Christopher, też nie. Jason nienawidził tego skauta Christophera od 

czasu  gdy  byli  dziećmi,  a  młodszego  Emmetta  na  ogół  ignorował.  Teraz 

jednak, gdy Chris wreszcie zniknął z tego świata – dzięki zdecydowanej akcji 

Jasona, kiedy to święty Christopher próbował mu wybić z głowy plany zemsty 

na rodzinie Fortune'ów – miał na celu tego dupka Emmetta. 

A Jason był cholernie dobrym strzelcem. 

Posługiwanie  się  bronią  było  jedną  z  tych  rzeczy,  których  nauczył  go 

dziadek, Farley Jamison. 

Od  dziadka  dowiedział  się  też,  jak  rodzina  Fortune'ów  oszustwem 

pozbawiła Farleya, a więc i Jasona, wpływów w polityce. Przed laty Kingston 

Fortune,  brat  przyrodni  Farleya,  odmówił  finansowego  wsparcia  Farleyowi, 

gdy  ten  chciał  się  zająć  polityką  w  Teksasie.  Dziadek  Jasona  nigdy  nie 

przebolał  tego  rozczarowania,  a  po  jego  śmierci  to  Jason  miał  pomścić  utratę 

RS

background image

 

51 

marzeń  dziadka,  doprowadzając  do  ruiny  imperium  Kingstona,  którym  aż  do 

swojej śmierci kierował Ryan Fortune. 

Zebrał brzytwą krem do golenia z policzka. Nie dbał o to, że po operacji 

plastycznej,  której  poddał  się  po  wypadku  w  wieku  zaledwie  dwudziestu  lat, 

stracił  rysy  Jamisonów.  Jego  ojciec  i  bracia  byli  słabymi  ludźmi,  którzy  nie 

mieli  talentu  ani  bezwzględności  koniecznych  do  zdobycia  tego,  co  on  już 

miał. 

Dwa  miliony  dolarów,  podrobiony  paszport, kradzione  karty  kredytowe. 

Wszystko,  czego  potrzebuje  facet,  żeby  wyjechać  z  Teksasu  i  zacząć  nowe 

życie.  W  ciągu  ostatnich  kilku  miesięcy  życia  Ryana  Fortune'a,  kiedy  ten 

umierał  na  raka  mózgu,  napędził  mu  niezłego  stracha,  porywając  jego 

ukochaną Lily. 

Ten stary dureń kochał ją bardziej niż samego siebie. 

Jason nigdy takiego błędu nie popełnił. Dlatego nie było mu trudno zabić 

tę niewierną sukę, Melissę. Był cholernie zadowolony, że nie będzie korzystała 

z jego łupu. 

Teraz nikt mu nie stanie na drodze ku przyszłości. Mógł wyruszyć nawet 

na  koniec  świata  z  workami  pełnymi  pieniędzy  Fortune'ów  i  mieć  cholernie 

dobre życie. 

Gdyby nie Emmett. 

Nie  była  to  część  jego  pierwotnego  planu,  ale  błyskotliwy  mężczyzna 

musi być elastyczny. I zdecydowany. 

Emmett  go  wkurzał  i  Emmett  musiał  umrzeć.  Jason  nie  opuści  Teksasu, 

dopóki nie dopnie tego ostatniego celu. 

Dziś jest poniedziałek. 

RS

background image

 

52 

W  południe  jesz  lunch  z  Nancy  w  jej  domu.  Unikaj  Emmetta.  Dwa  dni 

temu  jego  pocałunek  omal  nie  wprowadził  cię  w  następną  śpiączkę.  Wciąż 

wałczysz z urazem mózgu. 

Linda zerknęła na otwarty notatnik po raz ostatni i zamknęła go. Wyszła 

z  pokoju  i  skierowała  się  do  drzwi  frontowych.  Usłyszała  rytmiczny  odgłos 

przyrządu  do  treningu  wioślarskiego.  Była  zadowolona,  że  wie,  gdzie  jest 

Emmett.  Nie  mogła  pozwolić  mu  się  zaskoczyć  po  raz  kolejny,  chciała 

zachować  spokój  w  czasie  rozmowy  z  Nancy.  Nan,  poprawiła  się, 

przypomniawszy sobie, że takim skrótem imienia nazywał starszą panią Ricky. 

Linda chciała, żeby Nan zobaczyła ją w dobrej formie. 

Kucharka  Armstrongów  zaprowadziła  ją  przez  kuchnię  do  małego 

saloniku, gdzie Nan już na nią czekała. Pod dużym oknem, z którego rozciągał 

się  widok  na  ogród,  stał  stolik,  a  na  nim  zestaw  do  herbaty.  Pani  Armstrong 

siedziała na kanapce w rogu pokoju. 

– A więc jesteś! – Wstała i podeszła do Lindy, żeby ją objąć. 

– Spóźniłam się? – Linda pocałowała ją w policzek. 

– Nie, skąd. Po prostu jestem ciekawa, jak się urządziłaś. 

–  Doskonale.  Domek  dla  gości  jest  bardzo  ładny  i  wygodny.  Taki 

praktyczny  i  przytulny.  –  Linda  umilkła,  uświadomiwszy  sobie,  że  paple  jak 

najęta. 

Za  dużo  zachwytów  brzmi  nieszczerze,  przypomniała  sobie.  Co  gorsza, 

może sprawić wrażenie, że powinna wrócić do ośrodka rehabilitacyjnego. A na 

to nie może sobie pozwolić. 

– A Emmett? – spytała Nan. – Jak wam się układa? 

–  Emmett?  –  Dźwięk  jego  imienia  przywołał  scenę  w  kuchni  sprzed 

dwóch  dni.  Wyglądał  tak  atrakcyjnie,  gdy  weszła  tam  jeszcze  rozespana. 

Wilgotne włosy miał sczesane do tyłu, a twarz przybrała ten charakterystyczny 

RS

background image

 

53 

dla  niego  ponury  wyraz.  Ale  później  ona  skłoniła  go  do  uśmiechu,  a  jeszcze 

później... 

– Lindo?    

– Słucham? – Zwróciła wzrok z powrotem na twarz Nancy. 

– Pytałam o Emmetta, ale chyba powędrowałaś myślami gdzie indziej. 

Linda  poczuła  się  zakłopotana.  Jej  myśli  poszybowały  w  bardzo 

niebezpieczne  rejony.  To  jeszcze  jeden  objaw  urazu  mózgu  –  kłopoty  z 

koncentracją. 

–  Emmett  jest  w  porządku  –  powiedziała,  patrząc  w  niebieskie  oczy 

Nancy. – W piątek zabrał mnie na zakupy, a potem do szkoły Rickiego. 

–  Słyszałam  –  powiedziała  Nancy,  dotykając  jej  ramienia.  – 

Powiedziałam  twojemu  synowi,  że  powinien  był  pozwolić  ci  odwieźć  się  do 

domu. 

Twojemu  synowi.  Jej  syn.  Ricky.  Musi  się  do  niego  zbliżyć.  Musi 

nauczyć się być silną normalną osobą, bo jest za niego odpowiedzialna. 

I powinna go kochać. 

Ta myśl nie dawała jej spokoju. Z czasem go pokocha, tak jak z czasem 

nauczy  się  parzyć  dobrą  kawę,  prowadzić  samochód  i  robić  te  wszystkie 

rzeczy, które sobie przypomni. 

Przecież przypomni je sobie, czyż nie? W kącikach oczu pojawiły się łzy. 

Odwróciła wzrok, żeby ukryć je przed starszą panią. 

– Lindo, kochanie... 

Cokolwiek  Nancy  zamierzała  powiedzieć,  przerwała  jej  kucharka,  która 

wniosła na tacy dwie miseczki zupy. Dało to Lindzie czas, żeby się opanować. 

Wyborny  smak  zupy  nieco  rozjaśnił  jej  nastrój.  Po  kilku  łyżeczkach 

uśmiechnęła się do Nancy. 

A co u ciebie? – spytała. – Czy aby jutro nie jest twój dzień brydżowy? 

RS

background image

 

54 

–  Nie,  brydża  mam  w  środę,  a  jutro  jest  wtorek.  Mam  dyżur  w  klasie 

Rickiego. Może byś... – zawiesiła głos. 

Nie.  Nancy  zamierzała  ją  zapytać,  czy  zechce  jej  towarzyszyć.  Czy 

zechce  odgrywać  rolę  matki  w  szkole  Rickiego.  Czyż  nie  skończyło  się  to 

fiaskiem w piątek? Zmień temat, to unikniesz odpowiedzi, pomyślała. 

– Co wiesz o Emmetcie? – spytała starszą panią. 

– O Emmetcie? – powtórzyła Nancy. 

I  znowu  dźwięk  jego  imienia  poprowadził  Lindę  w  odległe  rejony. 

Emmett  pocałował  ją  w  kuchni.  To  był  pocałunek  życzliwości,  otuchy, 

pociechy. Nic poza tym.  Ale dla niej znaczył  o  wiele  więcej.  Gdy poczuła na 

ustach jego wargi, przeszedł ją dreszcz, ścisnął się żołądek, zmiękły kolana. 

A  potem  doświadczyła  tego,  co  nazywali  w  ośrodku  „powodzią",  gdy 

zalewały  ją  emocje.  I  samo  wspomnienie  tego  pocałunku  sprawiło,  że 

doświadczyła  tego  stanu  ponownie.  Ogarnęło  ją  pożądanie  i  czułość 

równocześnie. 

– Lindo? – Usłyszała głos Nancy. 

Trzymaj się, napomniała siebie. Nie daj po sobie poznać, jak daleko stąd 

jesteś. 

–  Przepraszam  –  uśmiechnęła  się.  –  Pytałam,  co  wiesz  o...  –  nie  o 

Emmetcie – bracie Emmetta. O Jasonie. 

– Jason. – Nancy zesztywniała. – Dlaczego o niego pytasz? 

Bo  wydaje  mi  się,  że  to  dość  bezpieczny  temat,  pomyślała.  W  każdym 

razie na pewno bezpieczniejszy niż Ricky czy Emmett. 

–  Wspomnieliśmy  o  nim  w  rozmowie  z  Emmettem  –  odrzekła  Linda.  – 

Przypominam sobie, że to on porwał 

Lily parę miesięcy temu, ale nie pamiętam żadnych szczegółów. 

RS

background image

 

55 

– To jedna z tych smutnych historii, które wymykają się wszelkiej logice. 

–  Nancy  potrząsnęła  głową.  –  Jak  jeden  syn  może  stać  się  tak  zły,  jak  jeden 

człowiek może zrobić takie spustoszenie? 

– Zrobił coś więcej oprócz uprowadzenia Lily? – dopytywała się Linda. – 

To pamiętam, ale Emmett wspomniał też, że on również kogoś zamordował. I 

że Ryan jest dalekim krewnym. To dlatego Lily stanowiła cel? 

– Związek między Jamisonami a Fortune'ami jest jedną z tych historii, o 

których  przysłowiowo  mówi  się,  że  każda  rodzina  ma  swego  trupa  w  szafie. 

Ryan  powiedział  o  tym  Deanowi  i  mnie  przed  śmiercią  i  najwyraźniej  jest  to 

historia, którą znał również Jason Jamison i tak ją na wszystkie strony obracał 

w głowie, żeby zdobyć motywację dla swoich zbrodni. 

– Co dokładnie łączy rodzinę Jamisonów i Fortune'ów? – Linda nie kryła 

zainteresowania. 

– Nie co, lecz kto – odrzekła Nan. – Kingston Fortune, ojciec Ryana. 

I  dziadek  Rickiego,  pomyślała  Linda.  Cameron,  ojciec  Rickicgo,  był 

starszym  bratem  Ryana,  a  tym  samym  byłby  drugim  synem  Kingstona 

Fortune'a. 

– Mów dalej, proszę – zwróciła się do Nan. 

– W Iowa, na początku XX wieku przystojny syn bogatej rodziny, Travis 

Jamison,  wpędził  w  ciążę  młodą  dziewczynę  z  farmy.  Został  wysłany  poza 

granice  stanu,  zanim  się  o  tym  dowiedział,  a  dziewczyna  zostawiła  dziecko, 

chłopca,  u  rodziny  w  sąsiednim  hrabstwie,  właśnie  u  Fortune'ów,  którzy  dali 

mu  na  imię  Kingston.  To  on  stworzył  imperium  Fortune'ów  tutaj  w  San 

Antonio i w okolicy Red Rock. 

– A kto skontaktował ponownie Jamisonów z Fortune'ami? 

– Siostra Travisa Jamisona odkryła, co łączy obie rodziny. Travis ożenił 

się,  miał  dwóch  synów,  po  czym  zmarł  w  latach  trzydziestych  –  opowiadała 

RS

background image

 

56 

Nancy.  –  Ale  ciotka  Bonnie  miała  bzika  na  punkcie  jego  synów,  Farleya  i 

Josepha.  Farley  skończył  prawo  i  zajął  się  polityką.  Ożenił  się  i  miał  troje 

dzieci, z których żadne nie odziedziczyło jego pędu do władzy. Przegrał ważne 

wybory  i  wtedy  to  ciotka  powiedziała  mu  o  dawno  zaginionym  krewnym, 

którego  odnalazła  –  Kingstonie  Fortunie.  Kingston  był  bratem  przyrodnim 

Farleya,  na  tyle  majętnym  i  wpływowym,  żeby  móc  kupić  Farleyowi 

wpływowe stanowisko polityczne w Teksasie. 

Linda skończyła zupę i sięgnęła po chrupiący rogalik. 

– Czy Kingston pomógł Farleyowi? – spytała. 

– Nawet się z nim nie spotkał. – Nancy potrząsnęła głową. – Im bardziej 

niedostępny  był  Kingston,  tym  większą  obsesję  na  jego  punkcie  miał  Farley. 

Koniec  końców  wylądował  w  przyczepie  na  obrzeżach  Houston,  gdzie  ciskał 

gromy  na  rodzinę  Fortune'ów  wobec  każdego,  kto  chciał  słuchać,  zwłaszcza 

jednego ze swoich wnuków. 

– Jasona – domyśliła się Linda. 

– Właśnie. Syn Farleya, Blake, miał trzech synów, Christophera, Jasona i 

Emmetta. Christopher został nauczycielem... 

– Emmett agentem FBI – dokończyła Linda. 

– A Jason... – Nancy wzruszyła ramionami. – W czasach mojej młodości 

nazywaliśmy takich chłopców czarną owcą. 

– Czego on chciał od Fortune'ów? 

–  W  gazetach  spekulowano,  że  zamierzał  zrujnować  firmę  Ryana  w 

odwecie za nieudzielenie wsparcia Farleyowi. Faktem jest, że jego starszy brat 

Christopher  przybył  tu  do  Teksasu  za  Jasonem  w  zeszłym  roku,  mając 

nadzieję,  że  go  odwiedzie  od  tych  groźnych  planów  w  stosunku  do  rodziny 

Fortune'ów. Ale Jason go zabił. 

Linda otworzyła usta ze zdumienia. 

RS

background image

 

57 

– Jeden z ludzi, których zabił, był jego rodzonym bratem? – Nie wierzyła 

własnym uszom. 

–  Tak,  tak  było.  Wrzucił  ciało  do  jeziora  Mondo,  ale  gdy  je  znaleziono, 

okazało się, że ma ono znamię z tyłu na prawym biodrze, charakterystyczne dla 

Fortune'ów z Teksasu. 

– Ricky też je ma? Nan skinęła głową. 

 

Oczywiście. 

Kiedy 

ostatecznie 

ciało 

wydobyte 

jeziora 

zidentyfikowano  jako  Christophera  Jamisona,  jego  ojciec,  Blake,  opowiedział 

Ryanowi  okoliczności  narodzin  Kingstona  Fortune'a.  Nic  dziwnego,  że 

informacja przeciekła do prasy kilka miesięcy temu. 

– Skąd wiadomo, że to Jason zamordował Christophera? 

–  Sześć  miesięcy  temu  aresztowano  go  za  zabójstwo  jego  dziewczyny. 

Świadkiem  zbrodni  była  miejscowa  reporterka.  Wtedy  stała  się  znana  jego 

prawdziwa tożsamość i skojarzono to ze śmiercią Christophera. Niestety, Jason 

uciekł  z  aresztu  jeszcze  przed  procesem  o  zabójstwo  dziewczyny,  po  czym 

udało  mu  się  uprowadzić  Lily.  Choć  zespół  z  FBI  uratował  ją,  Jason uciekł  z 

pieniędzmi z okupu, zabijając jednego z agentów. 

–  Czy  Emmett  był  w  tym  zespole  z  FBI?  –  Lindę  przeszedł  zimny 

dreszcz. 

– Tak. Chce powstrzymać swego brata bardziej niż ktokolwiek inny, jak 

sądzę. 

Ale... ale... – jęknęła Linda przerażona. 

Jeden agent już zginął. Jason Jamison zamordował już jednego ze swoich 

braci. Co będzie, jeśli Emmett zostanie ranny? A co, jeśli... ? 

Linda  poczuła  niebezpieczny  przypływ  emocji.  Niepokój,  lęk,  żal, 

nieuzasadniony  w  stosunku  do  mężczyzny,  który  przecież  żyje.  I  którego 

ledwo zna. 

RS

background image

 

58 

Ale co będzie, jeśli Emmettowi coś się stanie? 

Próbowała  opanować  te  uczucia,  ale  wymknęły  się  jej  spod  kontroli. 

Drżała, a w oczach znów miała łzy. 

–  Nan,  ja...  –  zaczęła,  szukając  rozpaczliwie  jakiegoś  wytłumaczenia, 

które pozwoliłoby jej wyjść, zanim Nancy zorientuje się, że jej stan pozostawia 

jeszcze wiele do życzenia. Musi wydobrzeć, musi za wszelką cenę wydobrzeć, 

bo jest tyle winna różnym ludziom i musi zająć się tyloma rzeczami, z... 

– Ricky! –  wykrzyknęła Nan z radością. – Ricky  wrócił. Patrz, jest tam, 

w ogrodzie. 

– Ricky? – To tyle czasu minęło? Linda rzuciła okiem na zegarek. – Jest 

dopiero trzynasta. 

– Dziś miał mniej lekcji – odpowiedziała Nan, nie odrywając wzroku od 

okna. – Rośnie jak na drożdżach, nie uważasz? 

Linda  patrzyła  na  chłopca.  To  jej  syn.  Wydał  jej  się  wyższy  niż 

poprzednio. 

–  W  piątek  widziałam  jak  kierował  ruchem,  żeby  młodsze  dzieci  mogły 

spokojnie przejść przez jezdnię – powiedziała. 

Ricky  miał  plecak,  z  którym  zdawał  się  nie  rozstawać.  Podbijał  nogą 

małą piłeczkę. Jasne włosy rozsypały się w nieładzie. 

Ten chłopiec jest śliczny, pomyślała Linda. 

Mój syn. 

Ta  myśl  ją  przytłoczyła.  Zacisnęła  mocno  powieki  i  wzięła  głęboki 

oddech, po czym otworzyła oczy. 

A  teraz  obok  chłopca  pojawił  się  ciemnowłosy  mężczyzna.  Złotowłosy 

dzieciak  uśmiechał  się  do  niego,  do  Emmetta,  a  ten  zmierzwił  jego  włosy 

przyjacielskim i czułym gestem. 

RS

background image

 

59 

Lindę  wypełniły  emocje,  których  nie  mogła  powstrzymać.  Troska, 

sympatia, niepewność, łęk. 

Jej syn, z jednym rodzicem. 

Emmett, ze zniszczoną rodziną. 

– Lindo, kochanie. –Nan podała jej świeżą chusteczkę. – Ty płaczesz. 

Linda odwróciła się od okna. Nie mogła ukryć łez. 

–  Przepraszam.  To  ten  uraz  mózgu  –  tłumaczyła  się.  –  Nazywają  to 

powodzią.  Nie  chciałabym  tego  odczuwać  w  ten  sposób,  ale  ja...  ja  nic  na  to 

nie mogę poradzić. 

– Nikt cię nie ponagla, Lindo – uśmiechnęła się łagodnie Nan. – Nikt nie 

oczekuje, że będziesz kimś innym niż jesteś. 

– Ale... 

– Ale musisz pamiętać, że troszczymy się o ciebie i zawsze będziemy się 

troszczyć. Obawiam się, że nie wierzę w taką diagnozę twoich łez – dodała. 

– To ten uraz głowy – powtórzyła Linda. 

– Powiedzmy. Wzruszenie jakąś tragiczną historią czy widokiem syna nie 

ma nic wspólnego z urazem, tylko z tym, że jesteś kobietą. 

Jesteś kobietą. 

Linda ponownie zwróciła wzrok na ogród, a Emmett spojrzał w okno. Ich 

oczy  się  spotkały.  Znów  poczuła  jego  wargi  na  swoich  ustach  i  silny  uścisk 

dłoni na ramieniu. 

Zaczęła się martwić, że bycie kobietą nie jest czymś, z czego można się 

wyleczyć. 

 

 

 

 

RS

background image

 

60 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Parę  dni  później  Lindę  obudziły  dziwne  dźwięki  dochodzące  z  kuchni. 

Domyśliła  się,  że  to  Emmett  przygotowuje  śniadanie,  więc  została  jeszcze  w 

łóżku, usiłując sobie przypomnieć, czy ma tego dnia jakieś istotne zajęcia. A 

ponieważ nic jej nie przychodziło do głowy, uniosła się na łokciu i spojrzała na 

notatnik leżący na stoliku obok łóżka. 

Dziś jest niedziela. 

Poza jednym zdaniem niczego nie zapisała, a to znaczyło, że nie ma dziś 

żadnych szczególnych planów. Powinna więc poświęcić ten dzień synowi, lecz 

już sama myśl wzbudzała w niej niepokój i poczucie bezradności, więc opadła 

z  powrotem  na  poduszkę,  zastanawiając  się,  czy  jeszcze  trochę  nie  pospać.  Z 

kuchni jednak wciąż dochodziły odgłosy krzątaniny, więc powodowana cieka-

wością  wstała i włożyła szlafrok. Właśnie sięgała do klamki, gdy rozległo się 

lekkie pukanie do drzwi. 

Otworzyła  i  ku  swemu  zdumieniu  zobaczyła  przed  sobą  dwie  postaci. 

Przesunęła  wzrok  z  twarzy  mężczyzny  na  dziecko.  Ricky  trzymał  w  rękach 

tacę, wyraźnie zakłopotany. 

–  Wszystkiego  najlepszego  w  Dniu  Matki  –  odezwał  się  niepewnym 

głosem. 

– Och! – Linda zaniemówiła. Cofnęła się o krok. Dzień Matki – Dziękuję 

– wykrztusiła po chwili. 

Ricky zmarkotniał. 

– To miało być śniadanie do łóżka – mruknął, wskazując tacę. 

–  Och!  Cóż,  ja... –  To  jest  test,  uświadomiła sobie  Linda.  To  jest  test,  a 

ona  padła  już  przy  pierwszym  pytaniu.  –  Przepraszam,  nie  wiedziałam...  – 

bąkała zdenerwowana. 

RS

background image

 

61 

–  Nic  się  nie  stało  –  uspokoił  ją  Emmett.  –  Wskakuj  z  powrotem  pod 

kołdrę, a Ricky poda ci śniadanie, tak jak to sobie zaplanował. 

Posłuchała i błyskawicznie znalazła się z powrotem  w łóżku. Popatrzyła 

na Rickiego wyczekująco, starając się ukryć zdenerwowanie. 

– To taka miła niespodzianka – uśmiechnęła się. 

Ricky wzniósł oczy w górę, a jej serce zamarło. Zdawała sobie sprawę, że 

te słowa  zabrzmiały sztucznie i nazbyt formalnie. Znowu pudło. W milczeniu 

położyła tacę na kołdrze. 

–  Masz  tutaj  sok  i  kawę,  a  Emmett  pomógł  mi  usmażyć  naleśniki  z 

szynką. Powiedział, że będą ci smakować. 

– Chłopiec nie spuszczał z niej wzroku. 

– Lubię je, naprawdę. Bardzo, bardzo ci dziękuję. 

– Podniosła serwetkę z tacy, odsłaniając kolorową kartkę. 

– Co to jest? – zdziwiła się. Ricky utkwił wzrok w podłodze. 

– Głupia laurka, którą kazali nam zrobić w szkole – powiedział. 

Linda wzięła kartkę. 

– Wcale nie wydaje mi się głupia – stwierdziła. 

–  Jest  głupia,  naprawdę  głupia  –  powtarzał  chłopiec.  Linda  patrzyła  na 

kartkę.  Niewątpliwie  Ricky  odziedziczył  po  niej  talent  artystyczny,  co 

znaczyło, niestety, kompletny jego brak. Brak podobieństwa chudych jak patyk 

postaci  i  krajobrazu  nadrobił  bogactwem  kolorów.  Niebo  było  bardzo 

niebieskie,  słońce  jaskrawopomarańczowe,  a  jedna  z  namalowanych  osób 

miała burzę długich jasnych włosów. 

– To ja? – domyśliła się Linda. 

– Ty jesteś bardzo chuda – powiedział Ricky. 

–  Ale  to  śniadanie  może  pomóc  zmienić  tę  sytuację  –  powiedziała 

poważnie Linda. 

RS

background image

 

62 

Uniósłszy wzrok, pochwyciła spojrzenie uśmiechniętych oczu Emmetta i 

zagryzła wargi, żeby też się nie roześmiać. Cóż, może Ricky nie miał zdolności 

artystycznych,  ale  patykowata  postać  z  laurki  wykazywała  uderzające 

podobieństwo do jej chudego ciała. 

Linda postawiła kartkę na stoliku przy łóżku i wypiła łyk soku i kawy, po 

czym  ugryzła  kęs  naleśnika.  Ricky  obserwował  ją  kątem  oka,  choć  czubkiem 

lewego buta uparcie drążył podłogę. 

– Wszystko jest bardzo dobre – zapewniła go. – Chyba jeszcze nigdy nie 

jadłam śniadania w łóżku. 

– Naprawdę? – Chłopiec podniósł wzrok, zadowolony, po czym umknął 

spojrzeniem w bok. – To był pomysł Nan. 

– Będę musiała jej podziękować. – Jeszcze jedna z długiej listy rzeczy, za 

które jest wdzięczna tej kobiecie. 

– Musiałeś wcześnie wstać – zauważyła. 

–  Ale  jest  lepiej  niż  było  w  innych  latach  –  wyrwało  mu  się,  po  czym 

natychmiast się schylił, udając, że zawiązuje sznurowadło przy tenisówkach. 

– W innych latach? – zdziwiła się Linda. 

–  Kiedy  cię  odwiedzałem  w  Dniu  Matki  –  mruknął  nachmurzony 

chłopiec. 

Lindzie serce się ścisnęło, z oczu popłynęły łzy. 

– Byłeś u mnie w Dniu Matki? – spytała. 

–  We  wszystkie  –  odrzekł  Ricky,  wstając.  –  Namalowałem  ci  dużo 

laurek. Ale ty mnie nie znałaś... albo było ci to obojętne. 

– Ricky. – Emmett położył rękę na ramieniu chłopca. – Wiesz przecież... 

– W porządku. – Linda wpadła mu w słowo. – Jestem pewna, że tak ci się 

wydawało,  Ricky.  Myślałeś,  że  nie  zależy  mi  na  tym,  żeby  się  obudzić  i  cię 

poznać. Żałuję, że nie pamiętam twoich odwiedzin w te wszystkie Dni Matki. 

RS

background image

 

63 

Ricky zarumienił się aż po nasadę włosów. 

– Głupio powiedziałem. Wiem, że nie mogłaś się obudzić. 

– Nie mogłam – przytaknęła Linda. – Nie wiem dlaczego nie mogłam ani 

dlaczego  w  końcu  się  obudziłam,  ale  jestem  niezmiernie  szczęśliwa  z  tego 

powodu,  choć  to  znaczy,  że  poznaję  cię  praktycznie  dopiero  teraz,  kiedy  już 

wyrosłeś. 

– Jeszcze niezupełnie wyrosłem – uśmiechnął się chłopiec. 

– Ale prawie. – Lindzie wydawało się niekiedy, że Ricky jest już za duży, 

by mogły się między nimi nawiązać prawdziwe relacje matki z dzieckiem. Bała 

się, że jest za duży, by mogła go traktować jak swoje dziecko. I być matką. 

– Prawie wyrosłem – powtórzył. 

–  Mam  pamiątki  z  tamtych  odwiedzin,  choć  ich  nie  pamiętam  –  dodała 

Linda. 

– Jakie pamiątki? – Ricky zmarszczył czoło.  

Linda otworzyła szufladę  w stoliku obok łóżka. Nancy  wciąż dawała jej 

rzeczy, które, jak sądziła, sprawią jej przyjemność: zdjęcia, klasówki Rickiego, 

rysunki. W pierwszej chwili Linda nie chciała ich wziąć, bo przypominały jej, 

ile  straciła  i  czego  już  nigdy  nie  odzyska,  ale  teraz  była  zadowolona,  że  nie 

odmówiła. 

–  Oto  one  –  powiedziała,  wyjmując kolorowe  kartonowe  kartki. –  Mam 

wszystkie  laurki,  jakie  mi  ofiarowałeś  z  okazji  Dnia  Matki.  Nie  miałam 

pojęcia, że przynosiłeś mi je osobiście. 

Zaskoczenie kazało Rickiemu postąpić krok bliżej, a potem przysiąść na 

brzegu łóżka. Linda popatrzyła ponad jego głową na Emmetta, który cofnął się 

do  drzwi,  oparł  o  framugę  i  wpatrywał  w  nią  swymi  posępnymi  zielonymi 

oczami. Skinął lekko głową i napięcie zelżało. 

RS

background image

 

64 

Przeglądała  razem  z  Rickim  kartki,  śmiejąc  się  z  niektórych  rysunków. 

Ricky  gderał,  że  nie  poprawiły  się  one  w  ciągu  tych  lat.  Jego  najlepszy 

przyjaciel,  Anthony,  potrafił  narysować  Spider–Mana  tak  dobrze  jak  w 

komiksie. 

Linda nachyliła się do chłopca. 

– Kompleks Faradaya – mruknęła. – Jesteśmy dobrzy w liczeniu, ale nie 

umiemy rysować. 

– Możemy za to zrobić dziś coś fajnego – zaproponowała. 

– Na przykład co? 

– Pogramy w piłkę nożną. – To było proste. Dzieciak przepadał za piłką. 

– Będziesz mógł mnie nauczyć. Swego czasu trochę kopałam piłkę. 

–  To  nie  to  samo.  –  Ricky  potrząsnął  głową.  –  W  futbolu  inaczej  się 

kopie.  Ale  możesz  stać  na  bramce  i  chwytać  piłkę.  No  dobrze  –  dodał  po 

chwili. – Nauczę cię futbolu, jak ty mi pomożesz w streszczeniu książki. 

–  Sama  nie  wiem  –  zawahała  się  Linda.  –  Czy  trzeba  będzie  też  coś 

narysować? Bo jak ci mówiłam... 

–  Nie  umiesz  rysować  –  roześmiał  się  Ricky.  –  Nic  nie  trzeba  rysować. 

To książka o psie, a Nan i Dean nie lubią książek, w których pies umiera. 

– Nikt nie lubi takich książek – wtrącił Emmett. 

–  Ale  każdy  lubi  dobre  streszczenie  –  powiedziała  Linda.  –  A  więc 

postaramy się napisać dobre streszczenie książki, w której pies umiera. 

– Zaczyna mówić jak matka. – Ricky zwrócił się do Emmetta. Nie było 

jasne, czy to dobrze czy nie. 

– Bo jest matką – stwierdził Emmett. 

–  A  więc  trzymając  się  swojej  roli,  proponuję,  żebyś  wrócił  do  domu  i 

zjadł  śniadanie,  a  ja  w  tym  czasie  wezmę  prysznic  i  się  ubiorę  –  powiedziała 

Linda. – Potem wrócisz tu z papierem, długopisem i książką. 

RS

background image

 

65 

Ricky natychmiast czmychnął. 

Linda westchnęła i podniosła wzrok na Emmetta. 

– Ten pies naprawdę ginie? – spytała. 

 Emmett skinął głową. 

– Nie będzie mi się to podobało. 

– Ale zrobisz to doskonale. Już byłaś doskonała. 

– Przesadzasz. Dałabym sobie dostateczny. 

– Na początek. 

– Myślisz? – spytała z powątpiewaniem. – Nie jestem pewna, czy traktuje 

mnie jak matkę, czy raczej jak... starszą siostrę albo kogoś w tym rodzaju. 

– Powiedziałem, że to dopiero początek – powtórzył Emmett. – Myślę, że 

wasze stosunki wspaniale się rozwiną. 

Lecz czy potrafi temu sprostać? Wkracza w życie tego małego chłopca i 

zmusza go, aby traktował ją jak matkę. A czy sama czuje się jak jego matka? 

Emmett usiadł  obok  niej i nagle  pokój  stał  się  mniejszy  i  duszny.  Linda 

uniosła głowę i napotkała spojrzenie jego zielonych oczu. 

I znowu miała wrażenie, że jest poddawana testowi. 

Od  dnia  ich  jedynego  pocałunku  w  kuchni  Emmett  jej  nie  dotknął,  ale 

miała  wrażenie,  jakby  miniony  czas  skondensował  się  do  kilku  sekund,  do 

jednego mgnienia oka od chwili, gdy ich wargi się spotkały. 

– Lindo – zaczął, wpatrując się w jej usta. – Czy powinniśmy... ? 

Czy  powinniśmy...  znów  się  pocałować?  Czy  całkiem  z  tego 

zrezygnować? To był znowu inny test. I choć tego ranka jakoś sobie poradziła 

z Rickim, nie była gotowa poddać się następnemu egzaminowi. 

Podniosła się, przerywając tę wymianę spojrzeń i krępującą sytuację. 

– Muszę  się  ubrać,  zaraz  przyjdzie  Ricky  –  powiedziała,  kierując  się  do 

łazienki. 

RS

background image

 

66 

– Tchórz – usłyszała albo tak jej się wydawało. Równie dobrze mogłaby 

to powiedzieć sama. 

Emmett  zostawił  Lindę  i  Rickiego  nad  książką  o  psie.  Nie  chciał  im 

przeszkadzać.  Do  domku  dla  gości  wrócił  dopiero  późnym  popołudniem. 

Odgłos  naciskanych  klawiszy  wskazywał,  że  Linda  pracuje  przy  komputerze 

ustawionym na biurku w rogu salonu. Kiedy wszedł, akurat uderzyła dłonią w 

klawiaturę. Pochyliła głowę, aż oparła czoło na przedramieniu. Była wyraźnie 

wyczerpana, sfrustrowana i zrozpaczona. 

Westchnęła ciężko. 

Emmettowi zrobiło się jej żal. Instynktownie cofnął się o krok. 

Wycofać się. Wyjść. Oddalić. 

W  ciągu  ostatnich  paru  miesięcy  doświadczył  wiele  cierpień.  Przyrzekł 

Ryanowi,  że  jej  pomoże,  ale  nie  miał  zamiaru  dać  się  wciągnąć  w  świat  jej 

emocji. 

Nie powinien ulegać pragnieniom utulenia jej czy pocałowania. 

Tak, czuli do siebie pociąg, ale nie będzie tego wykorzystywać. Kobieta, 

która  była  „uśpiona"  przez  dziesięć  lat,  nie  miała  praktyki  w  sprawach 

damsko–męskich. Nie była gotowa do flirtów, nie mówiąc już o przygodzie, a 

tylko tyle mógł jej zaoferować. 

Cofnął  się  jeszcze  o  krok  i  zawadził  o  stolik.  Linda  podskoczyła  i 

odwróciła się. 

– Emmett! – Dotknęła dłonią szyi. – Przestraszyłeś mnie. 

Ty  też  mnie  napawasz  łękiem,  kochanie,  pomyślał.  Te  piękne  jasne 

włosy,  niebieskie  oczy  i  delikatne  rysy  zdawały  się  być  stworzone  po  to,  by 

unicestwić jego szlachetne intencje. 

Rzucił okiem na monitor. 

– Nie radzisz sobie ze streszczeniem? – spytał. 

RS

background image

 

67 

Na czarnym ekranie widać było tylko kilka gwiazdek. 

–  Nie,  streszczenie  poszło  dobrze.  Grałam  w  jedną  z  tych  gier 

sprawnościowych, które dostałam w ośrodku – odpowiedziała. 

– No i co? Jak ci idzie? – spytał. 

– Nie ma o czym mówić. – Machnęła ręką. – Spędziłeś miłe popołudnie? 

– Pojechałem na ranczo Ryana w Red Rock – wyrwało mu się. 

– Odwiedzić Lily? 

– Nie – potrząsnął głową. – Po prostu... popatrzeć na okolicę. 

– Odwiedzić Ryana – domyśliła się Linda. Emmett utkwił w niej wzrok. 

Skąd wiedziała? 

–  Ale  Ryana  tam  nie  ma  –  rzekł  schrypniętym  nagle  głosem.  Ryana 

nigdzie  nie  ma,  tak  jak  jego  brata  Christophera,  jak  Jessiki  Chandler.  Jego 

pragnienie, żeby było inaczej tego nie zmieni. 

Miłość  nie  wskrzesi  zmarłego.  Ojciec  Jessiki  tak  mu  powiedział,  kiedy 

udał się do domu Chandlera z informacją, że Jessica została odnaleziona. Ona 

nie została odnaleziona, skorygował go John Chandler. Ona została utracona na 

zawsze  i  nie  miało  znaczenia  jak  bardzo  się  o  nią  troszczyli,  jak  bardzo  i  jak 

długo będą ją opłakiwali. Miłość nie wskrzesi zmarłego. 

–  Na  ranczu  zostawiłeś  wspomnienia  związane  z  Ryanem.  –  Usłyszał 

głos Lindy. 

– Nie chcę o tym mówić. 

– Bo wtedy masz  ochotę w coś uderzyć? Mogę to  zrozumieć. – Smutny 

ton w jej głosie znów poruszył  w nim jakąś czułą stronę. – Czasami mój uraz 

czyni  mnie  tak  straszliwie  bezbronną,  jak  gdyby  na  zewnątrz  czekały  jakieś 

ciemne moce, za rogiem albo za domem, żeby mnie znowu porwać w mrok. 

RS

background image

 

68 

Emmett  znał  to  uczucie  z  własnego  doświadczenia  po  śmierci 

Christophera. Choć ojciec wyciągnął go siłą z chaty w górach Sandia, jeszcze 

przez dłuższy czas był pogrążony w depresji. 

Nikomu nie życzył podobnych przeżyć, a już na pewno nie Lindzie. 

–  Może  potrafimy  jakoś  temu  zaradzić  –  powiedział,  pamiętając,  że 

powiedziała  mu,  iż  zawsze  była  twarda  i  chce  być  taka  znowu.  –  Poradzimy 

sobie też z twoją potrzebą uderzenia w coś. Wiesz coś na temat sztuk walki? 

– Sztuk walki? 

–  Znasz  Jackie  Chana?  Albo  na  przykład  „Przyczajonego  tygrysa, 

ukrytego smoka"? 

–  Jackie  Chana?  –  Linda  zamrugała  oczami.  –  Przyczajony  tygrys?  Nie 

wiem, o czym mówisz. 

Oczywiście,  że  nie  wiedziała.  Była  pogrążona  w  śpiączce,  gdy  bohater 

sztuk  walki,  Jackie  Chan,  stał  się  sławny,  a  film  „Przyczajony  tygrys,  ukryty 

smok" został przebojem kinowym. – Wieczorem wypożyczymy parę kaset. Ale 

tymczasem, co byś powiedziała na mały sparring na rękę, tajna agentko? 

– Dobrze – uśmiechnęła się Linda. – Chętnie się z tobą zmierzę. 

Po  kilku  minutach  spotkali  się  na  macie  w  pokoju  ćwiczeń  –  oboje  w 

podkoszulkach i spodniach od dresu. Linda ściągnęła włosy w koński ogon. 

–  Czego  chcesz  mnie  nauczyć?  –  spytała.  –  Nie  pamiętam  wszystkich 

stylów, ale jest ich dużo, prawda? Karate, tae kwon, dżiu–dżitsu... 

–  Mimo  ich  historycznych  korzeni  wiele  dyscyplin  uczy  się  dziś  dla 

celów  rywalizacji  i  pokazów  –  odparł  Emmett.  –  Zamierzam  cię  nauczyć 

chwytów przydatnych w samoobronie. Na wypadek gdybyś na przykład została 

napadnięta na ulicy. 

Linda  otworzyła  szeroko  oczy,  ale  się  nie  odezwała.  Natomiast  on 

wypełnił  ciszę  wszelkimi  możliwymi  napomnieniami,  jakich  chętnie  by 

RS

background image

 

69 

udzielił  tym  wszystkim  ofiarom,  z  którymi  w  ciągu  ostatnich  kilku  lat  się 

zetknął  bądź  przy  których  zjawił  się  za  późno,  by  móc  im  pomóc.  Mówił 

szybko  niczym  karabin  maszynowy,  jakby  miał  wyrzucić  to  z  siebie  przed 

upływem terminu ważności. 

Jeśli chodzi o zachowanie na ulicy, to nigdy nie sprawiaj wrażenia ofiary. 

Przestępca na ogół omija tych, którzy wydają się pewni siebie i zdecydowani. 

Szukają przepłoszonych i bezbronnych. Boisz się kogoś? To patrz mu prosto w 

oczy,  nie  uciekaj  wzrokiem  w  bok.  Daj  mu  poznać,  że  jesteś  świadoma  jego 

obecności i jeśli 

będziesz musiała, to go zidentyfikujesz. Nigdy nie odwracaj się

 

plecami 

do kogoś, kto zdaje się stanowić zagrożenie. 

Linda  pocierała  dłonie  o  spodnie,  lekko  zaniepokojona,  ale  on  pamiętał, 

jak bardzo jest wrażliwa. 

–  Każdy  dostawca  czy  mechanik,  który  przychodzi  do  twego  domu, 

powinien umówić się telefonicznie, z wyprzedzeniem, i posiadać identyfikator 

ze zdjęciem. Sprawdź go dokładnie, zanim otworzysz drzwi. Jeśli ktoś wedrze 

się do twego domu, wiedz, że wszelka broń, która się tam znajduje, może być 

użyta  przeciwko  tobie  –  kontynuował.  –  A  na  koniec  pamiętaj,  żeby  słuchać 

swojej  intuicji.  Ostrzegawcze  dzwonki  rozlegające  się  w  twojej  głowie  to  nie 

żadna paranoja. Twój instynkt jest potężniejszy niż przypuszczasz i nie należy 

go lekceważyć. Ale... 

– Ale? – Linda zwróciła na niego pytające spojrzenie. 

–  Ale  jeśli  znajdziesz  się  w  niebezpiecznej  sytuacji,  możesz  być  na  tyle 

sprytna i zręczna, żeby z niej wyjść – dodał. 

– I jedna sesja treningowa z tobą zwiększy moje szanse? 

–  Prawdopodobnie  nie.  Może  jestem  dziwakiem,  ale  chciałabym,  żeby 

każdy przeszedł kurs samoobrony. 

RS

background image

 

70 

– W porządku. – Linda pokiwała głową. – A czego będziesz mnie uczyć? 

– Jeśli chcesz, codziennie czego innego – zaproponował. 

Formy  ataku,  które  przygotował  na  początek  i  chwyty  obronne  były 

proste  do  wykonania  i  do  zapamiętania.  Emmett  starał  się  demonstrować 

wszystko  w  sposób  jak  najprostszy,  przypominając  Lindzie,  że  w  realnej 

sytuacji będzie prawdopodobnie miała przed sobą kogoś większego od siebie i 

z całą pewnością bardziej agresywnego. Po półgodzinie Linda dyszała ciężko, 

choć  proste  techniki  obrony,  które  jej  pokazał,  nie  wymagały  siły,  lecz  tylko 

zręczności. 

– A teraz szczypanie – powiedział, gdy stanęli twarzą w twarz na macie. 

– Nigdy nie lekceważ szczypania. 

Wyjaśnił,  że  ściśnięcie  cienkiego  fałdu  skóry  napastnika  między  palcem 

wskazującym a kciukiem może zaskoczyć i zaboleć na tyle, by zyskać czas na 

uwolnienie się i ucieczkę. – Najlepszy cel to ramię od strony wewnętrznej i z 

tyłu, boki górnej części klatki piersiowej koło pach, wewnętrzna strona nóg od 

kolan w górę do pachwin, fałd skóry między górną wargą a nosem oraz męskie 

genitalia. 

Linda skrzywiła się. Ściągnęła mocniej włosy. 

– Wydaje mi się, że nie mam ochoty ćwiczyć na tobie tego szczypania – 

powiedziała. 

Emmett  uznał  jednak,  że  nadszedł  czas,  żeby  ćwiczyła  coś  innego.  Bez 

słowa  ostrzeżenia  zaszarżował  na  nią  ruchem  futbolisty,  wyciągając  ręce,  by 

chwycić ją za uda. 

Prychnęła  zaskoczona,  po  czym  chwyciła  go  obiema  rękami  w  pasie. 

Gdyby nosił pasek, byłoby jej łatwiej, ale postąpiła tak jak ją uczył i przesunęła 

do tyłu stopy i ciało, rozluźniając jego uchwyt na swoich udach. Emmett upadł 

twarzą na matę. 

RS

background image

 

71 

Leżał  na  ziemi,  z  rozpostartymi  na  boki  rękami,  Linda  pochylona  nad 

nim. 

– Wstań – rozkazał zduszonym głosem. – Wstań i uciekaj. 

Linda podniosła się. 

– O Boże, zrobiłam ci krzywdę! – przeraziła się. – Nic ci nie jest? Mam 

wezwać lekarza? 

–  Nie,  w  porządku.  –  Emmett  usiadł.  –  Gdy  tylko  obezwładnisz 

napastnika, musisz natychmiast uciekać. Trzaśnij go twarzą o ziemię i zmykaj, 

okay? 

–  Jesteś  pewien,  że  nic  ci  się  nie  stało?  –  Linda  przypatrywała  mu  się 

uważnie. – Nie uraziłam cię? – Dotknęła jego ramion. 

–  Nie  –  uspokoił  ją.  –  Pamiętaj,  że  chcę,  żebyś  była  w  tym  dobra.  – 

Owszem,  trochę  mu  podzwoniło  w  uszach,  a  jego  męska  duma  została  lekko 

nadszarpnięta,  ale  nie  musiał  tego  okazywać.  –  Byłaś  świetna,  Lindo  – 

pogratulował jej. 

Opadła na matę obok niego i posłała mu uśmiech jaśniejszy niż promień 

letniego słońca. 

– Zrobiłam to, prawda? Pokonałam cię. – Podniosła rękę i lekko uderzyła 

go w ramię. Przewrócił się na plecy i pociągnął ją za sobą. 

– Nie jesteś jedyną osobą o tak delikatnych ruchach – zażartował, patrząc 

w  jej  zdziwione  oczy.  Niemal  leżała na jego  piersi,  jasne  włosy  opadły  jej  na 

twarz.  Była  zarumieniona,  a  oczy  jej  błyszczały.  Wiedział,  że  udało  mu  się 

poprawić jej nastrój i podnieść trochę poziom pewności siebie. 

Pomógł jej. Nie było już powodu, by chcieć ją pocieszać, tulić, całować. 

Jeszcze  raz  zafascynował  go  jej  hart  ducha.  Nie  poddawała  się.  Robiła 

wszystko, żeby wrócić do normalnego życia. 

RS

background image

 

72 

–  Co  mówiłeś  o  tych  dzwonkach  ostrzegawczych  w  mojej  głowie?  – 

zwróciła ku niemu twarz. – Że to nie paranoja? 

Emmett uśmiechnął się, słysząc to pytanie. 

– Myślisz, że jestem dla ciebie groźny? 

– Nie w taki sposób jak myślisz – odparła. 

Nie  zdejmował  dłoni  z  jej  ramienia.  Czuł  ciepło  jej  skóry  przez  tkaninę 

bawełnianej koszulki. 

– Nie zranię cię, Lindo – zapewnił. 

– Nie wątpię. 

–  Więc  powinienem  pozwolić  ci  odejść.  –  Żadne  z  nich  jednak  się  nie 

poruszyło. 

– Byłam sierotą, gdy w wieku szesnastu lat poszłam do college'u. 

–  Musiało  ci  być  ciężko.  –  Emmett  uznał,  że  zaufanie  z  jej  strony 

wymaga  tego  samego  od  niego.  –  Od  czasu  opuszczenia  domu  rodzinnego 

praktycznie  zerwałem  z  rodziną  –  wyznał.  –  Wydarzenia  ostatnich  dziesięciu 

miesięcy przywróciły kontakty między nami, ale nie staliśmy się sobie bliżsi. 

– Chyba byłam bardzo samotna i dlatego po college'u poszłam pracować 

w Departamencie Skarbu – powiedziała Linda. 

– Myślałem, że chciałaś być tajną agentką finansową – zażartował. 

Skrzywiła się. 

–  Powinnam  była  wiedzieć,  że  kiedyś  pożałuję,  że  ci  o  tym 

powiedziałam.  Bardziej  niż  praca  tajnej  agentki  pociągała  mnie  perspektywa 

należenia do zespołu, stanowienia jego części... swego rodzaju rodziny. 

–  Interesujące –  zauważył  Emmett.  –  Zrobiłem  wszystko,  żeby  uciec  od 

mojej rodziny. – Niechęć panująca między dwoma starszymi braćmi i napięcie 

w domu rodziców sprawiły, że od kiedy pamiętał, chciał stamtąd uciec. 

RS

background image

 

73 

–  Ale  rozpracowywanie  firmy  Fortune  TX,  Ltd  pozostawiło  mnie  samej 

sobie. 

–  I  uczyniło  zdobyczą  Camerona.  –  Emmett  natychmiast  pożałował 

swoich słów. 

–  Możliwe,  nie  wiem  –  zamyśliła  się  Linda.  –  Chyba  nigdy  nic  będę 

wiedziała, bo niewiele pamiętam z tamtego okresu, a skoro nie jestem tą samą 

dwudziestodwulatką,  nie  ma  znaczenia,  że  te  lata  minęły,  jakbym  ich  nie 

przeżyła. 

– Dlaczego mi o tym mówisz? – spytał Emmett. 

– Bo myślę, że nie jestem dobra, jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami. 

–  Brak  doświadczenia  nie  oznacza,  że  nie  jest  się  w  czymś  dobrym  – 

zauważył Emmett. 

– Nie mam doświadczenia, żeby to wiedzieć – wzruszyła ramionami. 

– Do czego zmierzasz? 

Linda  zrobiła  głęboki  wdech  i  wydech.  Poczuł,  jak  jej  miękkie  piersi 

dotknęły  jego  ciała. Był  zadowolony,  że  ma  na  sobie  luźne  spodnie  od dresu. 

W obcisłych dżinsach jego podniecenie byłoby nazbyt widoczne. 

– Mówię, że chyba wiem, dlaczego leżymy ta razem na podłodze, ale nie 

jestem  pewna,  co  zrobić  w  tej  sytuacji  i  czy  to,  co  może  nastąpić,  będzie  dla 

nas satysfakcjonujące – wyjaśniła. 

Czyżby  miała  na  myśli  seks?  A  może  trwalszy  związek?  Z  tym 

pierwszym oczywiście by sobie poradził, o drugiej ewentualności nie myślał. 

Odsunął się więc od niej i usiadł. 

–  A  więc  tak  jak  powiedziałem,  mamy  przed  sobą  ostatni  etap  treningu, 

walkę. 

–  Okay  –  mruknęła,  gdy  wyszedł  z  pokoju.  –  Tak  jak  powiedziałeś. 

Najpierw czujność, potem ucieczka. 

RS

background image

 

74 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Emmett  był  przekonany,  że  gdyby  Linda  umiała  prowadzić  samochód, 

nie  pozwoliłaby  mu  zawieźć  się  na  mecz  Rickiego.  Nan  i  Dean  podrzucili 

chłopca  wcześniej  na  trening,  więc  nikt  nie  przerywał  uporczywej  ciężkiej 

ciszy panującej między Emmettem i Lindą. 

Choć  zgodnie  zamieszkiwali  domek  dla  gości,  a  nawet  ćwiczyli 

samoobronę na macie, z każdą godziną napięcie między nimi rosło. 

– Podrzucę cię, a potem jeszcze po kogoś pojadę powiedział. – Myślę, że 

ona też zechce obejrzeć ten mecz. 

–  Ona?  –  zdziwiła  się  Linda.  –  Umówiłeś  się  na  randkę?  –  Jej  głos  był 

chłodny  i  przesadnie  uprzejmy.  –  To  miło,  ale  proszę  cię,  nie  czuj  się  w 

obowiązku niańczenia mnie w czasie spotkania z kobietą. 

Emmett westchnął głęboko. 

–  To  nie...  –  zaczął,  ale  postanowił  niczego  nie  wyjaśniać.  Po  paru 

minutach dojechali na boisko. Linda opuściła samochód z uśmiechem, rzucając 

tylko zdawkowe dziękuję. Obserwował ją, gdy się oddalała. 

Wyglądała cholernie atrakcyjnie w krótkich szortach, ukazujących długie 

zgrabne  nogi.  Jasne  włosy  powiewały  na  wietrze.  Mógł  tak  stać  i  stać,  nie 

odrywając  od  niej  oczu,  gdyby  stojący  za  nim  samochód  i  nie  dał  znać 

klaksonem, żeby ruszył. 

Za  chwilę  był  już  z  powrotem  ze  swoją  „randką".  Nie  tylko  będzie 

stanowiła bufor między nim a Lindą, ale na pewno się ucieszy, że może wyjść 

między ludzi. 

–  Lily!  –  wykrzyknęła  Linda,  gdy  zauważyła  towarzyszkę  Emmetta.  – 

Nikt mi nie powiedział, że będziesz na meczu. – Wstała i uścisnęła ją. – Jak się 

masz? Tak się cieszę, że tu jesteś. Ricky też się ucieszy – mówiła uradowana. 

RS

background image

 

75 

Lily Fortune, wdowa od kilku tygodni, zbliżała się do sześćdziesiątki. Ból 

po  stracie  męża  i porwanie  przez  Jasona dodały  jej  siwych  włosów,  ale  nadal 

była atrakcyjną kobietą. Usiadła na drewnianej ławce, włożyła ciemne okulary 

i wzięła Lindę za rękę. 

–  Jakoś  się  trzymam  –  powiedziała.  –  Spotykam  się  z  dawnymi 

przyjaciółmi – właśnie w tym celu byłam dzisiaj w San Antonio – i chodzę na 

mecze futbolowe mego ulubionego dziesięciolatka. 

Emmett usiadł obok niej z drugiej strony. 

–  I  jesteś  zajęta  przygotowaniami  do  zbliżającego  się  zjazdu  rodziny 

Fortune'ów,  prawda?  –  Popatrzył  na  nią  kątem  oka.  –  Coś  na  ten  temat 

słyszałem. 

– Lily, niemożliwe. – Linda otworzyła szeroko oczy. – Nie możesz brać 

na siebie tak dużego przedsięwzięcia. 

– Ależ właśnie tego potrzebuję – odrzekła Lily. 

– Mam zajęcie, a poza tym cieszę się na samą myśl, że wreszcie wszyscy 

się spotkamy. 

 Fortune'ów było bez liku... – zaczął Emmett, ale przerwał w pół zdania. 

– Na nabożeństwie żałobnym za Ryana – dokończyła Lily beznamiętnym 

tonem. – Tym razem to co innego – dodała. – Okazja będzie radosna. 

Radosna okazja? – zastanowił się Emmett. Jeśli do tego czasu nie wpadnę 

na trop Jasona, na tę radosną okazję może paść cień. 

– Dorwę go – mruknął do siebie. 

– Oczywiście. – Lily usłyszała jego słowa. – Ale nawet Jason nie zepsuje 

mi tego święta. Właściwie zaplanował je Ryan. To było jego marzenie. 

Emmett  wiedział  o  tym.  W  latach  siedemdziesiątych  Ryan  ponownie 

zacieśnił  kontakty  z  rodziną  Patricka  Fortunek,  swego  starszego  brata  z 

RS

background image

 

76 

Nowego Jorku. Patrick i jego żona, Lacey, mieli pięcioro dzieci, wszystkie spę-

dzały lato w Teksasie i koniec końców osiedliły się niedaleko Ryana. 

Poprzedniego  listopada,  gdy  Jason  został  aresztowany  za  zabójstwo 

Melissy, a potem podejrzany o spowodowanie śmierci Christophera, z Ryanem 

skontaktował się ojciec Emmetta, Blake. To on mu wyjaśnił, dlaczego na ciele 

Christophera  widniało  charakterystyczne  znamię  Fortune'ów.  Ojciec  Blake'a  i 

ojciec Ryana byli przyrodnimi braćmi i Ryan natychmiast otworzył swoje serce 

dla członków klanu Jamisonów, mimo problemów z Jasonem, a nawet po tym, 

jak uprowadził jego ukochaną Lily. 

Ryan  był  człowiekiem,  którego  świadomość  więzów  rodzinnych  była 

bardzo głęboka. 

– Emmett? – Lily położyła mu dłoń na ramieniu. – Nic ci nie jest? 

Unikając  jej  wzroku,  spojrzał  na  boisko.  Mecz  miał  się  za  chwilę 

rozpocząć i nietrudno było dostrzec wśród małych zawodników jasną czuprynę 

Rickiego. 

–  Wygląda  na  to,  że  będzie  stał  na  bramce  –  zauważył,  widząc,  że 

chłopiec wkłada inną koszulkę niż pozostali gracze. 

– Na bramce? – przeraziła się Linda. – Będzie bramkarzem? 

– Widziałaś już przecież jak gra – starał się ją uspokoić. – Jest świetnym 

bramkarzem. Nic mu się nie stanie. 

– Nie chodzi mi o to, że coś mu się stanie fizycznie. 

– Linda kręciła się niespokojnie. – Nie mogę usiedzieć, kiedy on stoi na 

bramce.  Czy  ty  sobie  uświadamiasz,  co  się  dzieje,  kiedy  chłopiec  jest 

bramkarzem? Jeśli piłka wpadnie do bramki, całą winę zrzucą na niego! 

– Nie... 

– Tak. Widziałam to już. I potem patrzą na matkę chłopca, a ona czuje się 

tak,  jakby  musiała  zrobić  dwie  rzeczy:  chwycić  swoje  dziecko  w  ramiona  i 

RS

background image

 

77 

zniknąć  w  jakiejś  ciemnej  dziurze.  –  Zaczęła  nerwowo  stukać  w  ławkę.  – 

Muszę się przejść. 

Emmett chciał za nią pójść, ale Lily go powstrzymała. 

– Pozwól jej iść – powiedziała. – Obserwowanie meczu może  wymagać 

od niej innej praktyki. 

– To prawda. – Emmett opadł z powrotem na ławkę. 

– Jestem pewien, że wiesz coś na ten temat. 

– Baseball i balet. Mecze futbolowe i mecze szkolne. Moje dziewczynki, 

Hannah  i  Maria,  włączały  się  we  wszystko.  Mój  syn,  Cole,  był  fanatykiem 

sportu.  Doskonalił  w  ten  sposób  swoje  umiejętności  rywalizacji  przydatne  w 

zawodzie prawnika. 

Emmett  spotkał  syna  Lily  na  uroczystości  żałobnej  przed  paroma 

tygodniami i wiedział o nim coś jeszcze. 

–  Ryan  mi  powiedział,  że  Cole  jest  bratem  przyrodnim  Rickiego. 

Cameron był również jego ojcem. 

– To prawda i bardzo stara historia – pokiwała głową  Lily. –  Ale Ricky 

ma jeszcze inne rodzeństwo przyrodnie, a mianowicie dzieci Camerona z jego 

żoną, Mary Ellen. Musiałeś poznać Holdena i Logana, obaj pracują przecież w 

Fortune TX, Ltd. Ich siostra, Eden, jest żoną szejka Ben Ramira. Jeśli Linda się 

zgodzi,  chciałabym  przedstawić  im  Rickiego,  ich  małego  przyrodniego  bra-

ciszka, na zjeździe rodzinnym. 

–  Czy  to  dobry  pomysł?  –  Emmett  nie  był  przekonany.  –  Dotychczas 

zachowywaliśmy ten fakt w tajemnicy. Tak zdecydował Ryan. 

– Owszem, ale to było dziesięć lat temu, kiedy nie chciał, żeby wyszło na 

jaw  to,  co  zrobił  Cameron. Minęły  jednak  lata,  jego  dzieci  są dziś dojrzałymi 

ludźmi  i  potrafią  zaakceptować  ten  fakt.  Powiedziałam  o  tym  komuś  jeszcze, 

mojej bratanicy Susan Fortune, która jest psychologiem i ma doświadczenie w 

RS

background image

 

78 

pracy  z  dziećmi.  Zgodziła  się  ze  mną,  że  prawda  może  być  korzystna  dla 

Rickiego.  Nie  sądzisz,  że  będzie  czuł  się  pewniej,  wiedząc,  że  ma  swoje 

miejsce  w  rodzinie?  No  i  ma  prawdziwych  braci  i  siostrę,  którzy  będą  z  nim 

przez całe jego życie? 

– Chyba nie mnie powinnaś pytać o stosunki z rodzeństwem – westchnął 

Emmett. 

–  O  Boże.  Nie  chciałam  budzić  w  tobie  bolesnych  wspomnień  – 

zreflektowała się Lily. 

– Po prostu nie jestem w nastroju, żeby myśleć 0 przyjęciach rodzinnych, 

Lilly. Wybacz. 

Nie  zdążyła  odpowiedzieć,  bo  starsza  para,  siedząca  nieco  niżej  na 

trybunie,  podeszła,  żeby  ją  uścisnąć  i  złożyć  kondolencje  z  powodu  śmieci 

Ryana.  Za  nimi  zbliżyli  się  inni,  wszyscy  wyrażając  szczere  uznanie  dla  jej 

zmarłego męża. 

Emmett  nie  włączał  się  w  rozmowę.  Pozostał  na  swoim  miejscu,  ale 

skoncentrował się na grze. Patrzył na Rickiego. Chłopak był dobrym graczem, 

wyraźnie  utalentowanym  i  Emmett  złapał  się  na  tym,  że  kurczowo  zaciskał 

dłonie na kolanach, kiedy piłka toczyła się niebezpiecznie blisko bramki. Ricky 

jednak zawsze ją chwytał i wykopywał daleko w pole. 

Uśmiechając się do siebie, poszukał wzrokiem Lindy. 

Zauważył  ją  na  odległym  końcu  trawnika  przy  boisku.  Opierała  się  o 

ogrodzenie.  Dał  jej  znak  uniesionym  kciukiem,  odpowiedziała  mu 

powściągliwym  gestem.  To  na  wypadek,  gdyby  Ricky  ją  obserwował, 

pomyślał. Wiedziała już, że matka nie powinna być zbyt wylewna. Roześmiał 

się głośno. 

– Czekałam na to – odezwała się Lily. 

– Na co? 

RS

background image

 

79 

– Na śmiejącego się Emmetta Jamisona. 

–  Nie  jestem  typem  faceta,  który  szczerzy  zęby  –  mruknął.  –  Niewiele 

miałem momentów do śmiechu. 

–  Nie  musisz  się  o  nic  obwiniać,  Emmett  –  zauważyła  Lily,  jakby 

czytając w jego myślach. – Jesteś na to zbyt rozsądny. 

– A o to, że mój brat zwiał? Powinienem był go zatrzymać. 

–  Ale  to  nie  przywróciłoby  życia  Ryanowi.  –  Lily  potrząsnęła  głową.  – 

Nie chciałby, żebyś tracił czas na roztrząsanie, co by było, gdyby. 

–  Może  tracę  czas  z  Lindą  i  Rickim  –  mruknął  Emmett.  –  Zajmuję  się 

nimi, zamiast ścigać Jasona. 

–  Och,  naprawdę?  –  spytała  kpiąco  Lily.  –  Ja  też  mam  swoje  kontakty, 

młody  człowieku,  i  przypadkiem  wiem,  że  codziennie  porozumiewasz  się  z 

FBI  i  policją  pracującą  nad  tą  sprawą.  Powiedzieli  mi  o  telefonie  Jasona  do 

ciebie  i  zachęcili  cię,  żebyś  się  przyczaił  i  czekał  na  następny  telefon. 

Wszystkie inne drogi są już wyczerpane. Nie pozostało nic innego. 

– Ja ich nie wyczerpałem. Może gdybym... 

– Wiesz, że postępujesz właściwie. – Linda wpadła mu w słowo. – Nawet 

twój kuzyn Collin jest tego zdania. 

Emmett zrobił niecierpliwy ruch ręką. 

–  Collin  już  nie  jest  ten  sam  co  kiedyś.  Zmienił  się,  od  kiedy  poznał 

Lucy. Co też kobieta potrafi zrobić z mężczyzną... 

– Masz na myśli Lindę i siebie? – Lily przyjrzała mu się bacznie. 

– Linda... – zaczął Emmett. Ona stała się jego przekleństwem w ostatnich 

dniach.  Była  taka  piękna,  taka  zmysłowa.  Miała  tyle  cech,  które  w  niej 

podziwiał  –  odwagę,  zdolność  budowania  nowego  życia  sobie  i  synowi. 

Pociągała  go,  ale  wiedział,  że  nie  ma  prawa  jej  uwieść.  –  Linda  wymaga 

ochrony – powiedział. 

RS

background image

 

80 

– Przed tobą? Wątpię. – Lily wzruszyła ramionami. 

– Od lat nie miała do czynienia z mężczyzną – powiedział Emmett. – Nie 

chciałbym dać jej złego wyobrażenia o swojej płci. 

–  Daj  spokój – uśmiechnęła  się  Lily.  –  Nie przypuszczałabym,  że  jesteś 

takim seksistą. Nie sądzisz, że ona jest dostatecznie bystra, żeby wyrobić sobie 

własny pogląd o tobie i o tym, czego od ciebie chce? 

–  Tego  nie  powiedziałem!  –  zaprotestował  Emmett.  Wiedział,  że  jest 

inteligentna  i  dowcipna.  Tajna  agentka  księgowości.  I  cholernie  seksowna. 

Znowu  powędrował  spojrzeniem  w  jej  kierunku,  przybrała  na  wadze,  stwier-

dził, i to w sam raz. – Nie chcę, żeby myślała, że zamierzam ją wykorzystać. 

– Ale kto mówi o wykorzystywaniu – żachnęła się Lily. – Ja tylko chcę, 

Ryan  też  chciał,  żebyś  był  szczęśliwy.  Wyciągnij  rękę  do  życia  i  żyj  chwilą, 

przestań pławić się w tych wszystkich obrzydliwościach. 

–  To  brzmi  tak,  jakbym  był  prosiakiem  taplającym  się  w  błocie  – 

skrzywił się Emmett. 

– Skąd ci to przyszło do głowy? 

–  Ja  jestem...  –  zawahał  się.  Chciał  powiedzieć  „szczęśliwy",  ale  nie 

mógł. Szczęście zawsze zdawało się być poza jego zasięgiem, było marzeniem, 

fantazją, czymś na tyle niekonkretnym, by mogło trwać. 

– O czym rozmawiacie? 

Linda wróciła uśmiechnięta, pachniała wiatrem. 

–  Ricky  siedzi  chwilowo  na  ławce  rezerwowych,  więc  mam  chwilę 

oddechu – dodała. 

–  Rozmawiamy  o  Emmetcie  –  poinformowała  ją  Lily.  –I  o  tym,  jak 

mógłby sięgnąć po to, czego pragnie. 

RS

background image

 

81 

Linda  milczała.  Przeniosła  spojrzenie  na  Emmetta  i  natychmiast  między 

nimi coś zaiskrzyło, lada chwila grożąc wybuchem. Nie mógł wyobrazić sobie 

tej eksplozji, ale bardzo chciał, żeby wstrząsnęła jego światem. 

–  Też  myślę,  że  powinien  po  to  sięgnąć  –  powiedziała  wreszcie,  nie 

odrywając  od  niego  oczu.  –  Sięgnąć  i  odkryć,  co  tam  jest,  dokładnie  pod 

czubkami jego palców. 

O  tak,  mógł  sobie  wyobrazić  eksplozję.  I  kusiło  go,  żeby  pozwolić  jej 

wstrząsnąć swoim światem. 

Linda była w doskonałym wiosennym nastroju. Pewnie dlatego, że będąc 

matką bramkarza wytrzymała nerwowo pierwszą część meczu, a może udzielił 

się  jej  pogodny  nastrój  Lily?  Teraz,  wszyscy  uśmiechnięci,  zeszli  na  boisko, 

żeby utworzyć razem z innymi rodzicami tradycyjny tunel zwycięstwa. Linda 

stanęła naprzeciw Emmetta. 

– Sięgnij w górę i odkryj, co tam jest – mruknął, unosząc ręce. 

Poczuła, że się czerwieni. Tych słów użyła na trybunie w czasie meczu i 

nawet  z  Lily  w  roli  przyzwoitki  zabrzmiało  to  w  jej  uszach  jak  bezpośrednie 

zaproszenie: sięgnij i dotknij mnie. 

Tamtego  dnia  na  macie  też  by  mu  się  nie  opierała.  Okay,  wyraziła  parę 

wątpliwości,  ale  oczekiwała  –  wręcz  pragnęła  –  żeby  je  zignorował  i 

zademonstrował  jej,  do  czego  może  prowadzić  pożądanie.  Ale  Emmett  był 

dżentelmenem  –  nie,  opiekunem  –  i  nie  chciał  z  tego  skorzystać,  widząc  jej 

niepewność. 

Znaczyło to, że musi być dorosła i sięgnąć sama po to, czego pragnie. 

Powoli  uniosła  ręce.  Ich  dłonie  się  spotkały.  Poczuła  dreszcz 

przechodzący jej po plecach. 

Drużyna  Rickiego  wymieniła  jeszcze  uściski  dłoni  z  przeciwnikami. 

Spojrzała w ich kierunku, po czym powrotem przeniosła wzrok na Emmetta. 

RS

background image

 

82 

Emmett zacisnął palce. 

– Znakomity mecz, prawda? – powiedziała. 

–  Owszem,  ekscytujący  –  przyznał.  –  Myślałem,  że  rzucisz  się  na 

sędziego, kiedy ogłosił spalonego. Jesteś bardzo ambitna, wiedziałaś o tym? 

– Tak? – Linda nie mogła oderwać od niego wzroku. Nawet nie wiem, co 

to  jest  spalony  –  wyznała.  –  Byłam  po  prostu  lojalna  wobec  drużyny.  – 

Wpatrywała się w Emmetta i znowu poczuła, że drży. 

Zaczerpnęła  głęboki  haust  powietrza  i  poczuła  nagły  przypływ  energii  i 

radości.  Może  to  wiosna  pobudza  hormony?  To  chyba  naturalne. 

Tłumaczyłoby to jej niesamowity pociąg do tego mężczyzny. Pomyśleć tylko – 

dziesięć lat uśpionej seksualności nagle się budzi! 

– Lindo? – Emmett ponownie ścisnął jej dłonie.  

Musi mu powiedzieć. Musi go poprosić o to, czego od niego chce... i być 

może otrzyma to. Chciałaby. 

– Emmett... – zaczęła. 

Nie dokończyła. Straciła dogodny moment, bo drużyna Rickiego zaczęła 

z krzykiem biec przez tunel. 

Zauroczenie Emmettem nie minęło. 

Minęło,  gdy  Emmett  odwoził  ich  do  domku  dla  gości,  najpierw 

podrzucając  Lily  do  przyjaciółki,  potem  zatrzymując  się  po  ulubioną  pizzę 

Rickiego. Nie było jeszcze ciemno, gdy we trójkę usiedli przy małym stole w 

kuchni. Ricky miał pobrudzone policzki i włosy zlepione od potu. 

–  Może  powinieneś  wziąć  prysznic,  zanim  zaczniemy  jeść  – 

zasugerowała Linda. 

–  Ręce  mam  czyste,  umyłem.  Widzisz?  –  Chłopiec  wyciągnął  przed 

siebie  dłonie.  Wyglądały  na  czyste,  o  ile  zatrzymało  się  wzrok  na  wysokości 

nadgarstków. 

RS

background image

 

83 

– Masz brudne łokcie i powalaną szyję – powiedziała Linda. 

–  Nie  jem  pizzy  ani  łokciami,  ani  szyją,  prawda?  –  Ricky  przewrócił 

oczami. 

– Ricky – napomniał go Emmett spokojnie. 

To jedno słowo wystarczyło, żeby chłopiec od razu się zmienił. 

– Przepraszam – powiedział. – A więc co mam zrobić? Wziąć prysznic? 

Pizza  była  gorąca,  a  chłopcu  burczało  w  brzuchu.  W  tej  sytuacji  Linda 

uznała, że nie może być zbyt rygorystyczna. 

–  Nie.  –  Czyż  prawdziwa  matka  poświęciłaby  gorącą  pizzę  na  rzecz 

czystości? Jej dobry nastrój prysł. – Domyślam się, że nie jesz pizzy łokciami 

ani szyją. 

– Nie jem. – Ricky sięgnął do pudełka i wyjął kawałek pizzy. – Pójdę pod 

prysznic po kolacji. A potem możesz mi zrobić sprawdzian z ortografii. 

– Oczywiście. – Sprawdzian może zrobić, ale humoru jej to nie poprawi. 

Emmett nalał jej mrożonej herbaty. 

– Dobra decyzja – szepnął, zbliżając wargi do jej ucha. 

Lindzie natychmiast zrobiło się ciepło. Nie  wiedziała tylko, czy Emmett 

ma świadomość, że tak na nią działa. 

A  co  będzie,  jeśli  wiosenna  gorączka  i  burza  hormonów  są  tylko 

jednostronne?  Czy  nie  dlatego  pozostawił  ją  tamtego  dnia  na  macie,  bo  był 

dżentelmenem,  ale  dlatego  że  był  zbyt  dobrze  wychowany,  by  odrzucić  ją 

całkowicie?  Zbyt  długo  przebywała  poza  świadomością  i  teraz  nie  potrafi 

rozpoznać odpowiednich sygnałów. 

W  sprawach  męsko–damskich  jest  tak  samo  kiepska  jak  w 

macierzyństwie, pomyślała z przygnębieniem, biorąc do ust kęs pizzy. 

– Co taka ponura? – Emmett dotknął lekko palcem jej policzka. 

Odwróciła ku niemu głowę, przesunął kciuk do kącika jej ust. 

RS

background image

 

84 

– Wyciekło ci trochę sosu – zauważył.  

Wyciekło.  Trafne  słowo,  pomyślała,  obserwując,  jak  zlizuje  z  kciuka 

kroplę  sosu  pomidorowego.  Pożądanie  wyciekało  z  niej  wszystkimi  porami, 

promieniowało niczym ciepło z rozgrzanego słońcem chodnika. 

– Chcę... – zatrzymała się w pół zdania, pamiętając, że jedzą kolację, nie 

zapadł mrok, a przede wszystkim jej syn siedzi z nimi przy stole. 

– Chcesz, co? – Emmett uniósł ciemne brwi. 

–  Ja...  ja...  potem  ci  powiem  –  odrzekła,  nakładając  kolejny  kawałek 

pizzy.  Musi  to  zrobić.  W  przeciwnym  razie  oszaleje  zastanawiając  się,  czego 

on chce, co może się stać, co mogłoby być między nimi, gdyby on miał te same 

objawy co ona. 

Po  zjedzeniu  pizzy  sprawdzian  Rickiego  posłużył  jej  tylko  jako 

odroczenie. Choć była aż nadto świadoma, że Emmett czyta gazetę przy stole 

tuż  obok  niej,  skoncentrowała  się  i  popatrzyła  na  wypisane  słowa.  Ricky 

przygotował papier i długopis. 

– Jak mam to robić? – Popatrzyła bezradnie na syna.  

Chłopiec rzucił jej jedno ze swoich spojrzeń ty–nicze–go–nie–wiesz, ale 

odpowiedział w miarę grzecznie. 

– Powiedz jakieś słowo. Użyj go w zdaniu, a potem znowu powiedz. 

– Ach tak, dobrze. – Dziesięć lat w śpiączce i przedtem jeszcze dziesięć, 

które  upłynęły  od  czasu,  gdy  sama  miała  sprawdziany  z  ortografii,  ale 

najwyraźniej nie nastąpiły żadne zmiany w nauce tego przedmiotu. 

– U mnie w szkole było tak samo – stwierdziła. 

– Jestem dobry z ortografii – pochwalił się Ricky. 

– Też byłam. – Linda uśmiechnęła się do syna. 

Jak  na  komendę  oboje  popatrzyli  na  Emmetta.  Podniósł  wzrok  znad 

gazety. 

RS

background image

 

85 

– Odmawiam odpowiedzi – mruknął. 

–  Możesz  sobie  odmawiać  –  zachichotał  Ricky  –  ale  założę  się,  że  nie 

potrafisz tego napisać. 

Linda roześmiała się, choć Emmett rzucił jej zbolałe spojrzenie. 

Ricky się śmiał, ona też, a w oczach Emmetta pojawił się błysk, którego 

nie widziała przedtem i podejrzewała, że tłumił śmiech. 

– No dobrze. – Popatrzyła na listę przed sobą. Pierwsze słowo: pszczoła. 

Jestem królową pszczół. Pszczoła. 

Ricky jęknął, ale pochylił się nad kartką. 

– Następne. 

–  Narzuta.  –  Przez  chwilę  to  słowo  wydawało  jej  się  obce.  Narzuta? 

Nagle coś jej zaświtało. Na moim łóżku leży piękna narzuta. Narzuta. 

Emmett  zaszeleścił  gazetą.  Może  to  dźwięk,  a  może  wzmianka  o  łóżku 

sprawiła, że znów na nią zerknął. Uniosła głowę i stwierdziła, że ją obserwuje. 

Przez chwilę patrzyli sobie w oczy. 

–  Jakie  jest  następne?  –  zniecierpliwił  się  Rick.  –  Nie  będę  tu  siedzieć 

całą noc. 

–  Ja  też  nie  –  poparł  go  Emmett.  –  Musisz  wracać  do  domu,  a  my 

musimy... 

Linda spuściła wzrok, serce zabiło jej gwałtownie. 

– Odprężyć się – przeczytała głośno. – Trudno się odprężyć, gdy... – nie 

bardzo wiedziała, jak dokończyć zdanie... 

– Gdy w pokoju jest tak gorąco – podpowiedział Emmett. 

– To bez sensu – stwierdził Ricky. 

–  Lód  –  przeczytała.  –  Lód...  Lód... Lód  zmienia  się  w  wodę,  kiedy...  – 

zawahała się. 

– Roztapia się – dokończył Emmett. 

RS

background image

 

86 

Och,  ona  się  roztapiała  i  nie  była  w  stanie  dłużej  się  koncentrować. 

Wpatrywała  się  w  wyrazy,  które  nagle  wydały  jej  się  zupełnie  pozbawione 

sensu. Słyszała już tylko bicie własnego serca w oczekiwaniu tego, co mogłoby 

nastąpić. 

–  Muszę  się  napić  wody  –  powiedziała,  podsuwając  kartkę  z  wyrazami 

Emmettowi. 

–  Marzenie  –usłyszała  jego  głos.  –  Ta  piękna  kobieta  była  jego 

największym marzeniem. Marzenie. 

– Żadnych zdań miłosnych – zaprotestował Ricky.  

Linda  przymknęła  oczy  i  przycisnęła  zimną  szklankę  do  policzka. 

Usłyszała następne słowa. Przemiana, przeszkoda, prześcieradło. 

–  Natychmiast  –  czytał  dalej  Emmett.  –  Dziecko  musi  iść  natychmiast 

spać. Natychmiast. 

–  Dlaczego?–  spytał  Ricky,–  Może  powinienem  siedzieć  dzisiaj  do  późnej 

nocy? 

–Nie. Nie ma mowy  powiedział Emmett. 

– Tego słowa nie ma na liście. 

– Ale odpowiedź jest taka sama. – Emmett zerknął ku Lindzie. Ścisnęła 

szklankę, żeby uspokoić drżenie ręki. 

– Jeszcze tylko dwa wyrazy i czas do łóżka. 

– Przeczytaj – mruknął Ricky. 

– Podniecony. Stwierdził, że kobieta jest podniecona. Podniecony. 

– Czym? – spytał chłopiec. – Czym jest podniecona? 

Emmett  rzucił  okiem  na  listę,  potem  przeniósł  spojrzenie  na  Lindę. 

Ledwo  widoczny  uśmieszek  błąkał  mu  się  w  kącikach  ust.  –  Nadchodzącą 

eksplozją – odrzekł. 

– Eksplozja. 

RS

background image

 

87 

Linda  o  mało  nie  upuściła  szklanki,  ale  się  opanowała.  Uścisnęła 

Rickiego, a kiedy Emmett wyszedł z chłopcem, żeby go odprowadzić do domu 

Armstrongów, pobiegła do łazienki. 

Nie miała wątpliwości. Emmett pragnął jej tak samo jak ona jego. Po raz 

pierwszy  od  ponad  dziesięciu  lat  poczuje  jak  to  jest  być  w  ramionach 

mężczyzny. 

Popatrzyła  na  swoje  odbicie  w  lustrze.  Nie  popsuj  tego,  Lindo, 

powiedziała do siebie. Nie popsuj tego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

88 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Przez  całą  drogę  do  domu  Armstrongów  i  z  powrotem  Emmett  nie 

przestawał  rozmyślać.  Rozmowa  z  Lily  w  czasie  meczu  poprawiła  mu  trochę 

nastrój, a spojrzenia Lindy przy kolacji uzmysłowiły mu jej oczekiwania. 

Jamison,  napomniał  siebie,  musisz  panować  nad  sytuacją.  Niczego  nie 

przyspieszaj,  dostosuj  się  do  tempa  Lindy  i  nie  zapędzaj  się  za  daleko. 

Niezależnie od wzajemnego pociągu fizycznego, nie możesz dopuścić do żad-

nej intymności. 

Kiedy wszedł do domku dla gości, usłyszał szum wody w łazience. Oparł 

się o ścianę i zaczekał na Lindę. Po chwili wyszła z łazienki, zgasiła światła i 

popatrzyła na niego ze zdziwieniem. 

– To ty? 

– Spodziewałaś się kogoś innego? 

Potrząsnęła głową, jej policzki nagle się zaróżowiły. 

– Chcę tylko ciebie. – Twarz jeszcze bardziej jej pociemniała. 

–  Brzmi  nieźle  –  powiedział,  postępując  w  jej  stronę.  Przez  sekundę 

wyglądała, jakby chciała umknąć, ale zaraz się uśmiechnęła i zbliżyła do niego. 

Stali naprzeciw siebie, niemal się dotykając. 

–  Nie  zapominaj,  co  ci  powiedziałam,  że  nie  mam  żadnej  praktyki  w 

sprawach damsko–męskich – ostrzegła. 

Emmett czuł żar ogarniający jego ciało. 

–Skąd wiesz, że ja ją mam? 

 –Nie robiłam tego od ponad dziesięciu lat. 

 –A więc spróbujemy innego dnia. – Ujął jej ręce, ich palce się spotkały. 

– Ta noc jest nasza. – Powiedziała Linda z drżeniem.  

– Zimno ci? – szepnął. 

RS

background image

 

89 

Zaśmiała się lekko, ściskając jego dłonie. 

–  Raczej  przyjemnie  –  powiedziała.  –  Pański  dotyk  dodaje  mi  siły  i 

poczucia bezpieczeństwa, panie Jamison. 

–  Na  wypadek,  gdybym  zapomniał,  panno  Faraday,  właśnie  o  to  mi 

chodzi.  –  Przyciągnął  ją  do  siebie,  tak  że  ich  biodra  się  zetknęły,  a  wargi 

zbliżyły. 

Linda podniosła na niego wzrok i skrzywiła się. 

– O co chodzi? – spytał. 

– Strasznie tu jasno. 

–  Nie  ma  sprawy.  –  Zgasił  światło.  Zaległa  zupełna  ciemność.  Tylko 

światło  padające  z  kuchni  pozwalało  mu  dostrzec  złoty  połysk  jej  włosów  i 

piękny zarys ust. Poza tym było na tyle ciemno, że inne zmysły mogły zacząć 

działać ze zdwojoną siłą. Słyszał jej oddech, a kiedy dotknął policzka, poczuł 

na zewnętrznej stronie dłoni pulsowanie tętna na szyi. 

Nie dopuść do zbytniej intymności, przypomniał sobie, gdy Linda znowu 

zadrżała. 

– Przyrzekam, że nie musisz się niczego obawiać – powiedział. 

–  Wiem.  Nie  boję  się  ciebie.  –  Linda  wspięła  się  na  palce,  poczuł  na 

wargach ciepło jej oddechu. 

Tym  razem  to  jego  przeszedł  dreszcz  i  natychmiast  zapomniał  o 

wszystkich obietnicach, obawach, przeszłości i przyszłości. 

Pamiętał tylko, żeby się nie spieszyć. Dotknął ustami jej ust z niezwykłą 

delikatnością,  a  potem  przesunął  po  nich  czubkiem  języka.  Przytrzymał  jej 

głowę i pogłębił pocałunek. 

Czuł, że jej skóra robi się gorąca, ale nie dotknął jej. Skupił się na ustach. 

A  gdy  przytuliła  się  do  jego  piersi,  poczuł  stwardniałe  sutki.  Miał  ochotę 

zedrzeć z niej bluzkę, rozerwać stanik, pochylić usta do piersi i całować je. 

RS

background image

 

90 

Powstrzymał  się  jednak.  Był  coraz  bardziej  podniecony  i  nie  mógł  tego 

ukryć.  Jęknął,  gdy  przycisnęła  łono  do  jego  podbrzusza.  Usłyszał  jej  długie 

westchnienie. Wsunął dłonie pod bluzkę, miała nabrzmiałe piersi. 

– Jesteś łaskotliwa? – uśmiechnął się. 

– Tylko wrażliwa. 

O  tak,  wrażliwa  i  delikatna,  pomyślał,  przesuwając  dłonie,  by  ująć  jej 

piersi. 

– Nie masz stanika, nawet tego nie zauważyłem.  

Przytuliła się do niego całym ciałem i przycisnęła usta do jego warg. 

To  zaproszenie  było  oczywiste.  Zaczął  ją  całować  coraz  gwałtowniej  i 

namiętniej,  równocześnie  pieszcząc  palcami  małe  sutki,  a  potem  delikatnie  je 

szczypiąc. Linda westchnęła przeciągle i objęła jego szyję. 

Niewiele  myśląc,  szybkim  ruchem  ściągnął  z  niej  bluzkę.  Zobaczył  jej 

zdziwioną twarz i przestraszył się, że zepsuł nastrój tej chwili. 

Jamison! Nie powinieneś przyspieszać. 

Cofnął się o krok. 

– Wybacz, ja... – Zamilkł, gdy Linda zbliżyła się do niego. Teraz to ona 

ściągnęła z niego koszulę i rzuciła ją na podłogę. Dotknęła jego nagiego torsu. 

– Przytul mnie, Emmett – szepnęła. 

Dobry  Boże!  Pragnął  tego,  musiał  to  zrobić,  zrobił,  obracając  ją  tak,  że 

plecami  opierała  się  o  ścianę,  a  on  mógł  pochylić  się  nad  nią,  przyciskając 

biodra do jej bioder, przykrywając dłońmi jej gorące piersi, przywierając ustami 

do jej ust. 

Po chwili opuścił głowę, by całować jej sutki. Czuł jej zapach. Pachniała 

słońcem, kwiatami i podnieceniem. Nie odrywając ust od jej piersi powędrował 

dłońmi niżej, na całkiem nowe obszary jej ciała. 

RS

background image

 

91 

–  Emmett,  och  Emmett  –  szepnęła  tylko,  gdy  wsunął  palce  za  pasek 

szortów. 

„Och  Emmett"  nie  chciała  go  powstrzymać,  czuł  to.  Zsuwał  rękę  coraz 

niżej, aż sięgnął jej łona, po czym wsunął palce w jej najintymniejsze miejsce. 

Była gorąca i wilgotna. 

Drugą ręką rozpiął guziki przy szortach. 

– Muszę cię dotykać, muszę cię czuć – szeptał. 

– Proszę, Emmett, proszę. 

– Czas do łóżka, kochanie –powiedział. – Czas na nas. 

– Tak, proszę – skinęła głową, ale trzymała się go kurczowo. Wzmagało 

to tylko jego pożądanie. 

–  Kochanie,  musimy  na  chwilę  przerwać  –  tłumaczył.  –  A  potem, 

obiecuję... 

– Chcę wszystkiego – powiedziała schrypniętym głosem. – Tego, czego i 

ty chcesz. 

–  Obiecuję  –  powtórzył,  choć  zdumiała  go  taka  deklaracja  z  własnej 

strony.  Lecz  w  tej  chwili  był  zbyt  zaabsorbowany  przejściem  do  sypialni. 

Swojej? Jej? 

Jej  była  bliżej.  Objął  ją  i  skierował  w  stronę  pokoju.  Nagle  coś  sobie 

przypomniał. Prezerwatywa, idioto. Nie możesz tego robić bez prezerwatywy. 

–  Zaczekaj  –  mruknął  i  zawrócił  do  łazienki.  Miał  kilka  sztuk  w 

kosmetyczce z przyborami toaletowymi. 

Linda  nie  puszczała  go,  trzymając  kurczowo  za  pasek  od  spodni. 

Pociągnął ją za sobą do łazienki i zapalił światło. Sięgnął do kosmetyczki, po 

czym odwrócił się do niej. 

– Już... – urwał nagłe, widząc jak się zmieniła. 

Była blada, powieki miała mocno zaciśnięte. 

RS

background image

 

92 

– Lindo? 

Zobaczył łzę spływającą po policzku. 

–  Lindo?  Co  się  stało?  –  przeraził  się.  Skąd  ten  ból  na  twarzy?  –  Co  ja 

zrobiłem? 

–  Nie  ty,  nie  ty.  –  Po  policzku  spłynęła  następna  łza.  Ból  głowy, 

straszliwy... 

Emmett  odetchnął  z  ulgą.  Nie  sprawił  jej  bólu.  Delikatnie  odgarnął  jej 

włosy z czoła. 

– Co mogę dla ciebie zrobić? – spytał. 

–  Zgaś  światło  –  poprosiła.  –  Nie  mogę  znieść  światła.  Natychmiast  to 

zrobił, ale jej stan się nie poprawił. 

Wziął ją w ramiona. 

Tajny  agent  księgowości,  twarda  dziewczyna  Linda  Faraday  nie  broniła 

się.  Zaniósł  ją  do  sypialni  i  ostrożnie  położył  na  łóżku,  zdjął  z  niej  sandały  i 

szorty i przykrył ją kocem. Chwyciła go za ręce i zaczęła coś szeptać. 

– Co mówisz, kochanie? – Pochylił się nad nią tak nisko, żeby nie uronić 

ani słowa. 

– Tabletki – wymamrotała. – Są w apteczce w łazience.  

Emmett  natychmiast  przyniósł  lekarstwo  i  szklankę  wody.  Linda  zażyła 

lek, ale wciąż miała zamknięte oczy. 

– Światło – szepnęła. 

– Jest zgaszone – powiedział. – W pokoju jest ciemno. 

– To było światło... nie ty. – Lekko uniosła powieki. – To nie ty sprawiłeś 

mi ból. 

– Wiem, nigdy tego nie zrobię. – Ułożył ją z powrotem na poduszce. 

– Emmett! – Chwyciła go za rękę. 

– Jestem tutaj. Przy tobie. 

RS

background image

 

93 

– Zostań ze mną – poprosiła. 

Nie  wahał  się,  nie  mógłby.  Nie  teraz,  gdy  po  jej  policzkach  wciąż 

spływały  łzy.  Nie  teraz,  gdy  wydawała  się  tak  krucha  i  bezbronna.  Tkwiła  w 

nim  dusza  agenta  FBI,  obrońcy,  który  nie  mógł  opuścić  osoby  potrzebującej 

opieki. 

To była sprawa zawodowa, nie osobista. 

Nalegała,  żeby  położył  się  pod  kocem  obok  niej.  Ściągnął  więc  buty  i 

dżinsy,  został  tylko  w  bokserkach  i  T–shircie.  Linda  obróciła  się  na  bok  i 

wtuliła w niego plecami; nie zauważyła, jak bardzo jest podniecony. 

Emmett  zignorował  więc  własne  odczucia  i  objął  ją  w  talii.  Cicho 

westchnęła.  Wpatrywał  się  w  ciemność,  kosmyki  jej  włosów  łaskotały  mu 

twarz. Ogarnęło go dziwne uczucie, którego nie chciał analizować. 

Nie, na Boga nie. To nic intymnego, zapewniał sam siebie. 

Poznał  po  rytmie  oddechu  Lindy,  że  zasnęła.  Rozluźnił  ramiona.  To 

dobrze, pomyślał, widocznie ból ustępuje. 

Natomiast  jego  ból  się  potęgował.  Dawało  mu  o  tym  znać  jego  ciało, 

podniecone  do  granic  wytrzymałości.  To  będzie  długa  noc,  pomyślał,  ale 

wiedział, że Lindy nie zostawi. 

W każdym razie nie tej nocy. 

Emmett nie widział wyraźnie. Nigdy nie nosił okularów, ale w tej chwili 

było  tak,  jakby  je  nosił  zawsze  i  nagle  zapomniał  włożyć.  Światło  było 

przyćmione,  mrużył  oczy  przemierzając  labirynt  korytarzy.  Słyszał  w  uszach 

bicie własnego serca, w ustach mu zaschło. Poczuł strach. 

Nie bał się o siebie. Miał w ręku pistolet i w razie konieczności użyje go. 

Bał się, że przybędzie za późno. 

Za  późno  na  co?  Nie  mógł  sobie  przypomnieć,  ale  ogarnął  go  taki 

niepokój, że z trudem łapał oddech. 

RS

background image

 

94 

Gdzie ona jest? 

Ta myśl przemknęła mu przez głowę jak błyskawica. Gdzie ona jest? 

Skręcił  i  poczuł  znajomy  zapach.  Terror,  śmierć  i  krew.  Wyschniętą 

krew. O Boże! Spóźnił się. 

Zaczął biec, obijając się w ciemności o ściany. Tropił zapach, od którego 

większość  ludzi  instynktownie  uciekała.  Lecz  on  musiał  iść  naprzód,  bo  to 

należało do jego obowiązków, do jego pracy. 

Pędzić  ku  przemocy,  ku  krwi.  Znaleźć  ciało,  bo  zapach  mówił  mu,  że 

szczęśliwego finału nie będzie. 

Następny  zakręt  i  znalazł  się  w  pustym  pokoju.  Z  cienia  wyłoniła  się 

jakaś postać. Wymierzył pistolet w jej kierunku. 

– Christopher! – To był jego starszy brat. Nieżyjący Christopher. – Co ty 

tutaj robisz? 

Duch Christophera nie odpowiedział. Podał mu tylko kasetę z taśmą. 

– Nie chcę tego – powiedział Emmett. – Nie chcę. 

 Christopher potrząsnął taśmą, nalegając, by ją wziął. 

– Nie – zaprotestował Emmett. – Nie chcę tego. Chcę jej. Gdzie ona jest? 

– Próbował sobie przypomnieć, kim ona jest, ale bezskutecznie. 

Nagle kaseta znalazła się w jego ręce, a Christopher podał mu coś jeszcze 

–  mały  magnetofon.  Chciał,  żeby  Emmett  odtworzył  taśmę.  Ale  on  tego  nie 

chciał! Nie mógł. 

Christopher  wyrwał  mu  kasetę  i  włożył  ją  do  magnetofonu.  Emmett 

patrzył z przerażeniem, jak brat naciska guzik 

– Nie! – zawołał. – Nie przegrywaj tej taśmy! 

– Emmett. – Poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. – Emmett, obudź się. 

Wokół panowała ciemność. Prawie nic nie widział. 

RS

background image

 

95 

Ktoś znowu go dotknął. Była jeszcze noc, ale teraz rozpoznał otoczenie. 

Był w innym pokoju, z szafą i lustrem, leżał w łóżku z... kobietą. Z Lindą. 

Jęknął i odwrócił się na plecy. 

– Przepraszam. – Zasłonił oczy. – Przepraszam, że cię obudziłem. Jak się 

czujesz? 

– Lepiej, może niewyraźnie, ale lepiej. Tabletka pomogła. Ale jak ty się 

czujesz? Krzyczałeś przez sen. 

– Coś mi się śniło – mruknął. 

– Zły sen? – Pogładziła jego włosy, jakby był dzieckiem. 

Zakłopotany, zsunął się z łóżka. 

– Idę do siebie, śpij dobrze – powiedział. 

– Najpierw muszę cię przeprosić. – Chwyciła go za łokieć. 

– Co? 

–  Przepraszam  za  to...  co  było.  Czasem  mam  jeszcze  te  bóle  głowy  – 

tłumaczyła się. 

– Wiem. Twoi lekarze mnie uprzedzili. 

– Tak, mimo wszystko przepraszam. 

– Nie musisz. – Wstał z łóżka. 

Linda usiadła, przyciskając do piersi prześcieradło. Włosy opadały jej na 

nagie  ramiona. Emmett  wciąż  nie  mógł  się  otrząsnąć  ze  swego  snu, podobnie 

jak z uczucia upokorzenia, że zaskoczono go, gdy krzyczał przez sen. 

– Emmett... – zaczęła Linda. – Pozwól, że jeszcze raz powiem, że... że... 

przykro mi, że tak zawiodłam. 

– Co? – Stanął obok łóżka. – O czym ty teraz mówisz? 

– Myślałam,  że  tej  nocy  stanę  się prawdziwą  kobietą –  zniżyła  głos.  –  I 

gdyby  nie  ten  potworny  ból  głowy...  a  potem  wpędziłam  cię  w  te  koszmarne 

sny. 

RS

background image

 

96 

–  Moje  koszmarne  sny  nie  mają  nic  wspólnego  z  tobą  –  oświadczył.  – 

Trudno mi się do tego przyznać, ale takie koszmary miałem już nieraz. To nie 

twoja wina. 

Linda zmarszczyła brwi. 

– Dlaczego trudno ci się do tego przyznać? – zdziwiła się. – Nie sądzisz, 

że masz prawo do własnych demonów? 

–  Czy  ja  wiem?  –  Emmett  westchnął.  –  Myślę,  że  nie  chcę,  żeby  one 

miały prawo do mnie. 

Linda ścisnęła jego dłoń. 

–  Zawsze  słyszałam,  że  wy,  prawdziwi  mężczyźni  z  FBI,  nie 

potrafilibyście przyznać, że jesteście śmiertelni jak my wszyscy. Ale każdy ma 

czasem  złe  sny,  Emmett.  Nie  znaczy  to  wcale,  że  jesteś  słaby.  Teraz  słaba 

jestem ja – dodała. 

– Słaba? Nie. 

– A więc niekompletna. Niecała.  

–  Lindo.  –  Usiadł  z  powrotem  na  łóżku  i  przysunął  się  do  niej,  tak  że 

niemal  dotykał  jej  twarzy.  –  Nie  możesz  tak  mówić  ani  myśleć.  Naprawdę 

zaskakujesz mnie swoją siłą i męstwem. 

Mruknęła coś, co wskazywało na niedowierzanie. 

–  Naprawdę  –  podkreślił.  –  Choć  od  tyłu  lat  obracam  się  wśród 

twardzieli,  wciąż  nie  mogę  wyjść  z  podziwu  dla  niejednej  kobiety,  która 

fascynuje mnie swoim hartem ducha. 

– Miło, że to mówisz, ale... 

– Ja wiem, o czym mówię – wpadł jej w słowo. – Ten sen dzisiaj w nocy, 

ten koszmar, dotyczył pewnej młodej kobiety, którą podziwiam. 

– Kto to jest? 

RS

background image

 

97 

–  Była  –  skorygował  Emmett.  –  To  ostatnia  sprawa,  nad  którą 

pracowałem,  zanim  postanowiłem  odejść  z  FBI.  Dotyczyła  młodej  kobiety, 

Jessiki Chandler. – W chwili, gdy powiedział te słowa, najchętniej by je cofnął. 

Ta sprawa, sama Jessica, nigdy nie schodziła mu z myśli. I opowiedzenie o niej 

nie uśpi demonów. 

– Opowiedz mi o niej – poprosiła Linda. 

– Nie. – Od czasu zakończenia śledztwa z nikim o Jessice nie rozmawiał. 

A przedtem, gdy sprawa się toczyła, słuchał, co inni o niej mówili, pozwalając 

jej matce i ojcu podawać wszystkie szczegóły. Wiedział, jaki był jej ulubiony 

kolor, jej ulubiony wypchany zwierzak, ulubiona piosenka. Jej młodsza siostra 

powiedziała  mu  imię  pierwszego  chłopca,  z  którym  Jessica  się  całowała,  a 

starszy brat opowiedział, jak zadrapała samochód rodziców, a on wziął winę na 

siebie. 

Emmett poznał Jessicę oczami tych, którzy ją najbardziej kochali. 

– To nie jest opowieść na dobranoc – powiedział. 

– Nie powinienem był o tym wspominać. 

–  Ale  wspomniałeś  –  zauważyła  Linda.  –  Może  potrzebujesz  tej 

rozmowy? 

–  Nie.  –  Potrzebował  siły,  żeby  zapomnieć  o  tej  sprawie.  Może  wtedy 

mógłby się pozbyć nocnych koszmarów? Chciał wymazać ze swojej pamięci te 

straszliwe szczegóły. 

– Emmett... – nalegała Linda. 

– Miała dopiero osiemnaście lat – zaczął bezwiednie. 

– Tylko osiemnaście! 

– Opowiedz mi o niej – szepnęła. – Chcę, żebyś opowiedział. 

Wbrew jego woli oburzenie, rozpacz, poczucie bezsensu, które ogarniały 

go ilekroć pomyślał o Jessice Chandler, znów się odezwały. Może to z powodu 

RS

background image

 

98 

koszmarnego  snu,  może  z  powodu  pełnego  współczucia,  łagodnego  głosu 

Lindy, postanowił zacząć mówić. 

Zamknął oczy, zaciskając mocno powieki. 

–  Wracała  do  domu  z  pracy.  Zatrzymała  się  przy  skrzynce  na  listy  na 

końcu długiej wiejskiej drogi. Jej brat znalazł tam jej samochód w niecałe pół 

godziny później. Drzwi były otwarte, torebka na siedzeniu pasażera, ale Jessiki 

nie było. 

– Została porwana – domyśliła się Linda. 

– Dlatego włączyło się FBI. – Emmett skinął głową. 

– Piękna młoda kobieta uprowadzona – historia mrożąca krew w żyłach. 

Trudno  mieć  nadzieję  w  tej  sytuacji.  Ale  jej  rodzina  ją  miała.  To  była 

niezwykła  rodzina.  Wierzyli  w  Jessicę  i  jej  zdolność  zapanowania  nad 

przeciwnościami losu. 

Linda pogłaskała go po ręce. 

– Poznałeś jej rodzinę. 

–  Tak.  Poznałem  rodzinę,  a poprzez  nią  Jessicę.  Gdy  porywacze  zaczęli 

dzwonić, niemal uwierzyłem, że ten koszmar skończy się szczęśliwie. 

Emmett  był  w  domu  Chandlerów,  czekając  z  rodzicami  i  rodzeństwem 

Jessiki  na  telefon.  Wtedy  zobaczył,  jak  wygląda  bliska  sobie,  kochająca  się 

rodzina i rozpaczliwie pragnął, żeby ich męka szczęśliwie się skończyła. 

– Ale porywacz igrał z nami – kontynuował. – Żadnych jednoznacznych 

odpowiedzi, żadnych rozmów przez telefon z Jessicą, tylko informacja, że ma 

ją w swoich rękach. Nigdy nie był przy telefonie na tyle długo, żeby można go 

było  namierzyć.  Tak  samo  postępował  Jason,  kiedy  przetrzymywał  Lily 

Fortune. 

– Ale znalazłeś go? 

RS

background image

 

99 

–  Później.  Dopiero  po  odnalezieniu  Jessiki.  –  Emmett  otworzył  oczy. 

Zaczynało świtać, pokój przybrał perłowy odcień. 

–  Po  tygodniu  takich  telefonów  podał  nam  namiary  –  mówił  dalej.  – 

Znaleźliśmy  Jessicę  we  wskazanym  miejscu,  tyle  że  nie  żyła  i  nie  czekała  na 

nas.  Znajdowała  się  metr pod  ziemią,  w  płytkim  grobie,  w  którym  ją  umieścił 

po zamordowaniu dwa dni wcześniej. 

Linda  nie  drgnęła,  nie  krzyknęła,  nie  zerwała  się  na  równe  nogi. 

Przysunęła się do Emmetta i objęła go, wtulając głowę w jego ramię. Czuł pod 

policzkami jej jedwabiste włosy. Położył dłonie na jej szczupłych plecach. 

Było coś jeszcze, coś gorszego. 

–  Pogrzebał  ją  z  kasetą  magnetofonową.  Pozwolił  jej  nagrać  ostatnie 

przesłanie do rodziny i przyjaciół. 

Linda objęła go mocniej. 

– Były to najczulsze słowa, jakie mogłabyś sobie wyobrazić – ciągnął. – 

Prosiła, żeby nie wspominali jej ostatnich chwil życia, lecz zapamiętali ją taką, 

jaka  była  przedtem.  W  czasie  świąt,  urodzin,  wszystkich  szczęśliwych  dni.  A 

potem  zaśpiewała.  Starą  piosenkę  Simona  i  Garfunkela  „Feelin'  Groovy". 

Wyobrażasz sobie? – Głos mu się załamał. – Według tego, co mi mówiono, w 

ogóle  nie  miała  głosu  i  nie  potrafiła  utrzymać  tonacji,  ale  na  tym  nagraniu 

śpiewała anielskim głosem. Każdy ci to powie. Naprawdę, jakby anioł śpiewał 

tę piosenkę. Sam słyszałem. 

– Och, Emmett. To musiała być wspaniała dziewczyna. 

– Mówiłem ci. Była dzielna i silna. A ja nie zdołałem jej uratować. Nagle 

znalazłem  się  jakby  w  czarnej  otchłani.  Uciekłem  do  chaty  w  Nowym 

Meksyku, ale byłem tam tylko fizycznie. Psychicznie wciąż tkwiłem w czarnej 

dziurze, dopiero ty rzuciłaś mi trochę światła. 

– Ja? – zdziwiła się Linda. 

RS

background image

 

100 

–  Mam  skłonność  do  widzenia  świata  w  kolorach  czarno–białych. 

Przegrani, zwycięzcy, ofiary, przestępcy... 

– Martwi, żywi – dokończyła Linda. 

– I śpiący oraz obudzeni. 

Linda podciągnęła wyżej prześcieradło i przechyliła głowę. 

– A ja ci uzmysłowiłam, że to nie jest takie proste, że jest jeszcze kolor 

szary. 

– Żebyś  wiedziała – zgodził się Emmett. – Ty żyjesz i masz się dobrze. 

Nie dajesz się. Chcesz odzyskać normalne życie. Wiem, że ci się to uda. 

W  pokoju  było  już  jasno.  Linda  wyglądała  niczym  wschód  słońca,  ze 

złotymi  włosami  i  delikatnie  zaróżowioną  cerą.  Mógłby  przez  cały  dzień  nie 

odrywać od niej wzroku. Wnosiła bowiem światło dnia w bezlitosną noc, która 

stanowiła jego egzystencję. 

– Twoja dzielność i hart ducha pozwalają mi ponownie uwierzyć w dobro 

i w to, że dobro zwycięży – powiedział Emmett. 

Wtuliła się w jego ramiona. 

– To chyba najmilsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam – szepnęła. 

To  najmilsza  rzecz,  jaką ktoś dla  mnie  zrobił,  pomyślał  Emmett.  Dzięki 

Lindzie znów poczuł się niemal człowiekiem. Mężczyzną. 

Linda przywróciła go do życia. 

Poczuł, że kosmyki jej włosów są mokre. Uniósł jej głowę. 

– Wybacz – powiedział. – Ty płaczesz? 

– Ty też. – Dotknęła jego twarzy. 

 

 

 

 

RS

background image

 

101 

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

Linda  pochwyciła  niedowierzający  wyraz  twarzy  Emmetta,  gdy  dotknął 

swojej  twarzy,  żeby  poczuć  łzy.  Nie  powinna  mu  tego  mówić.  Żaden 

mężczyzna nie lubi słuchać takich rzeczy. Lecz jej usta były szybsze niż umysł, 

a  to  się  zdarzało  ludziom  po  odzyskaniu  świadomości.  On  jednak  też  ją 

zaskoczył, mówiąc o jej sile i męstwie. 

Prawie mu uwierzyła. 

Otarł policzek wierzchem dłoni. 

– Nie wiem, czy ukryć swoją twarz, czy pocałować twoją – powiedział. 

Był piękny, surowy i męski, wyglądał bardzo pociągająco. 

–  Całowanie  brzmi  nieźle  –  szepnęła,  przyciskając  policzek  do  jego 

ciepłej dłoni i muskając ustami jego palce. 

Uniósł  jej  brodę  i  przycisnął  wargi  do  jej  ust  delikatnie  jak  motyl.  A 

potem ujął w dłonie jej nagą pierś, znowu delikatnie jak motyl. Spuściła wzrok, 

zaskoczona swoją nagością. W czasie gdy rozmawiali koc się zsunął i nikt tego 

nie zauważył. 

Skupiła  się  na  nim.  Obserwowała  dłonie  Emmetta  pieszczące  jej 

delikatną  skórę,  kciuk  dotykający  twardniejące  sutki.  Widok  jego  ciemnej 

skóry  przy  swojej  jasnej  był  tak  samo  podniecający  jak  dotyk  jego  palców 

drażniących jej wrażliwe miejsca na ciele. 

Delikatnie  pchnął  ją  na  poduszki.  Ściągnął  z  siebie  podkoszulek  i 

pochylił się nad jej nagimi piersiami. 

–  Teraz  ja  się  nimi  zajmę  –  rzekł.  –  Odświeżę  twoją  pamięć,  ile  razy 

zapragniesz. 

Prawie go nie słyszała, zajęta podziwianiem jego mięśni. 

– Okay – mruknęła i uniosła się tak, że jej sutki dotknęły jego torsu. 

RS

background image

 

102 

Jęknął. 

– To boli? – spytała ze szczerą naiwnością. – Zrobiłam coś nie tak? 

– Cicho, w tę grę grają dwie osoby. 

Dotykał  ustami  jej  warg,  raz,  drugi,  trzeci,  potem  pocałunki  stawały  się 

dłuższe,  głębsze,  bardziej  namiętne.  Po  chwili  usta  wędrowały  w  dół  szyi,  za 

uszami, do obojczyka, wreszcie do zagłębienia między piersiami. 

Objął ręką jedną pierś, Linda wstrzymała oddech, czekając na rozkoszny 

dotyk jego gorących warg, ale on tylko musnął policzkiem jej twardy sutek, a 

ją  przeszedł  dreszcz.  Gdy  przesunął  rękę  do  drugiej  piersi,  zastygła  w 

oczekiwaniu. Pragnęła czegoś więcej. 

Czekała, co nastąpi dalej. 

Popatrzył na nią, po czym uniósł głowę. 

Linda miała ochotę zamknąć go w sobie. 

Musiał o tym wiedzieć. Uśmiechnął się lekko. 

– Myślę, że nadszedł czas na małe przypomnienie – powiedział. – Proś o 

co chcesz, kochanie. Prawdę mówiąc, to polecenie. 

–  Słowa...  –  zawahała  się.  –  Słowa  nie  zawsze  łatwo  przechodzą  przez 

usta. 

– Więc pokaż, czego pragniesz. 

Była przekonana, że on już wie. Lecz to było polecenie, a ona nie chciała 

zrobić niczego niewłaściwie. 

Wsunęła palce w jego włosy i przyciągnęła jego głowę do swoich piersi, 

żeby dotknął ich wargami. A potem wygięła ciało w łuk. 

– Tak – usłyszała swój głos. – Tak, tak, tak. 

– A teraz – powiedział Emmett – chcę cię zobaczyć całą.  

Nagle  się  zawstydziła,  zesztywniała.  Słońce  wzeszło  i  zalało  pokój 

porannym światłem. 

RS

background image

 

103 

– Zawsze robiłam to po ciemku – wyznała, nie wiedząc, dlaczego tak się 

denerwuje. 

–  A  więc  będę  twoim  pierwszym  dziennym  mężczyzną  –  skomentował 

Emmett. 

Dzienny  mężczyzna.  Ponury  i  przygnębiony  Emmett,  który  miał  tyle 

własnych  demonów,  wszedł  w  jej  życie,  żeby  jej  pomóc.  I  być  z  nią.  Może 

potrafią oboje wnieść wzajemnie trochę światła w swoje życie. 

– Proszę. – Wyciągnęła do niego ramiona. 

Zsunął  bokserki,  nałożył  prezerwatywę  i  wcisnął  się  między  jej  uda. 

Zamknęła  oczy.  Czuła  na  sobie  jego  ciężar,  jego  ciało,  tak  męskie  i 

muskularne. 

–  Nasza  pamięć  –  szepnął.  –  Twoje  nogi  kochanie,  obejmij  mnie  nimi  i 

unieś biodra. 

– Och – westchnęła, gdy poczuła jak się  w nią wślizguje. Będąc w niej, 

Emmett oparł się na biodrach i znieruchomiał. 

Poruszyła biodrami. Emmett się uśmiechnął. 

–  Patrzę  na  ciebie  z  rozkoszą  –  rzekł.  –  Twoje  oczy  są  tak  niebieskie. 

Twoje policzki zaróżowione, a twoje usta i sutki mają kolor malin. – Przesunął 

język po jej dolnej wardze. – Pyszne. 

Chwyciła jego głowę i przytrzymała  ją, domagając się pocałunku. Teraz 

zaczął  się  poruszać,  najpierw  wolno,  pragnąc  i  ją  pobudzić,  potem  coraz 

szybciej. 

Linda wtulała się w niego, oddychając ciężko. Ach, to tak? – pomyślała. 

Cofnął nieco biodra, po czym ponownie się w nią zagłębił. Przywarła do 

niego  całym  ciałem,  poddając  się  rytmowi  jego  ruchów.  Zbliżył  usta  do  jej 

ucha. 

RS

background image

 

104 

– Już sobie przypomniałaś, prawda? – szepnął. – Pamiętasz, jak staramy 

się wytrzymać jak długo się da, pieszcząc się, podniecając, budując napięcie? 

Skinęła  głową,  choć  nigdy  dotychczas  nie  przeżywała  tego,  co  teraz. 

Jakże  by  to  było  możliwe,  skoro  Emmett  nigdy  przedtem  nie  trzymał  jej  w 

ramionach, nie był w niej, nie dotykał jej ciała i nie doprowadzał do rozkoszy? 

Przetoczył  się  na  plecy  i  znalazła  się  nad  nim.  Nigdy  tak  nie  było, 

naprawdę  nigdy,  bo  pokój  był  zalany  słońcem,  które  dodatkowo  rozgrzewało 

jej  skórę.  Promienie  wpadały  przez  okno,  obmywając  tors  Emmetta  i 

przepływając  po  niej,  gdy  uklękła  i  objęła  udami  jego  biodra.  Przykrył  jej 

piersi dłońmi i uniósł się lekko. 

Nigdy tak nie było, bo każdy jego ruch potęgował podniecenie, unosząc 

ją  na  szczyty,  których  jeszcze  nie  znała.  Pod  opuszczonymi  powiekami 

widziała  tęczę  kolorów.  Usłyszała  własne  pojękiwanie  i  czekała,  co  nastąpi 

potem. W końcu opadła na niego, niemal bez świadomości. 

– Lindo. 

Otworzyła oczy, uniosła się. Emmett patrzył na nią. Jedną rękę przesunął 

na jej brzuch i jeszcze niżej, w miejsce, gdzie ich ciała się stykały. 

– Odświeżamy pamięć – powiedział. – Nadeszła ta chwila. 

Poczuła  ucisk  jego  palców,  zadrżała  i  jak  przez  mgłę  usłyszała  jęk 

Emmetta. Miała wrażenie, że za chwilę rozpadnie się na tysiące kawałeczków. 

Jej dzienny mężczyzna, pomyślała. I z tą radosną myślą zasnęła. 

Wychodząc  z  domu  na  poranną  kawę,  Jason  wsunął  do  kieszeni  trochę 

pieniędzy.  Jednym  z  większych  problemów  w  tej  zabawie  w  kotka  i  myszkę 

było to, że musiał nosić ze sobą te cholerne pieniądze. Nie mógł złożyć ich w 

banku,  bo  uchwyciłyby  go  kamery  bankowe,  no  i  nie  mógłby  ich  w  każdej 

chwili  podejmować.  A  on  chciał  mieć  dostęp  do  swoich  pieniędzy  przez  całą 

dobę. 

RS

background image

 

105 

Po przejęciu dwóch milionów okupu za Lily Fortune błyskawicznie zwiał 

ukradzionym  lexusem.  Wiedział  jednak,  że  daleko  nim  nie  zajedzie,  bo 

właściciel złoży zawiadomienie o kradzieży. 

Zostawił  lexusa  w  najbliższym  miasteczku  i  kupił  starego  grata  od 

jakiegoś  dziwaka, który  znał  tylko  hiszpański.  Skoro  ten powitał  go  na  progu 

swego  domu  z  karabinem,  Jason  wiedział,  że  będzie  równie  nieprzyjazny  w 

stosunku  do  ewentualnych  gliniarzy.  Uznał  więc,  że  może  bezpiecznie 

zostawić jeden z worków z pieniędzmi w bagażniku skorodowanego buicka. 

Drugi worek musiał taszczyć ze sobą. Wynajęty pokój w motelu miał w 

drzwiach  byle  jakie  zamki  i  klientelę,  która  unikała  patrzenia  w  oczy.  Jego 

obecne  miejsce  pobytu  było  już  lepsze.  Dobrze  się  czuł,  mogąc  wywiesić  na 

drzwiach  tabliczkę  „Nie  przeszkadzać"  i  umieścić  łup  w  szafce  pod 

telewizorem. 

Jason poszedł parę przecznic dalej, mijając po drodze sklep spożywczy i 

inny  bar,  w  którym  był  wcześniej.  Nie  chciał,  żeby  go  zapamiętano  jako 

bywalca. 

Stanął w kolejce, czekając wraz z innymi na kawę. Kobieta w służbowym 

stroju stojąca przed nim obejrzała się, uśmiechnęła i wskazała na tych, którzy 

stali bliżej kasy. 

–  Każdego  dnia  myślę,  że  powinnam  zaoszczędzić  cztery  dolary  i  nie 

wstawać  kilku  minut  wcześniej,  żeby  ustawić  się  w  tej  kolejce,  a  mimo  to 

każdego dnia to robię – powiedziała. 

Jason  odpowiedział  jej  uśmiechem.  Podobał  się  kobietom,  zawsze  tak 

było. 

–  No  tak –  odrzekł.  –  Byłoby  prościej,  gdyby  miała  pani  w  biurze  swój 

zapas kawy. 

Podszedł do kasy razem z nią. 

RS

background image

 

106 

– Zapłacę za nas dwoje – powiedział kasjerce. 

– Co pani zamawia? – zwrócił się do nowo poznanej kobiety. 

Wzięli kawę i usiedli przy małym stoliku. Jason uznał, że pojawienie się 

z  kobietą  u  boku  będzie  go  chronić,  gdyby  ewentualnie  ktoś  go  tutaj  szukał. 

Poza tym kobieta była ładna, a on nie miał ostatnio okazji rozmawiać z ładną 

kobietą. 

–  A  więc  czym  się  pan  zajmuje?  –  spytała.  Miała na  imię  Joanne  i była 

architektem. 

– Jestem prywatnym detektywem. 

– Niemożliwe. – Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. 

– Ależ tak. Właśnie pracuję nad sprawą zaginionej osoby. – Nie było to 

zupełnie  pozbawione  prawdy.  Nie  mógł  opuścić  kraju,  dopóki  nie  znajdzie 

Emmetta i go nie unieszkodliwi. 

– Fascynujące, niesłychane. – Joanne była zaintrygowana. 

Sposób, w jaki na niego patrzyła, wskazywał, że prywatny detektyw był 

cholernie dobrym zawodem. Niezależnie od tego, gdzie w końcu wyląduje – w 

Meksyku, 

Australii  czy  Brazylii  –  miał  zamiar  wyrobić  sobie  kilka  wizytówek. 

Jason  Jamison  –  nie,  odpada.  Pomyślał  o  swoim  nowym  nazwisku,  Frank 

Dixon.  Najpierw  kupił  paszport  na  nazwisko  Jordan  Collins,  ale  to 

wywoływało  w  nim  nieprzyjemne  skojarzenia  z  Collinem  Jamisonem, 

kuzynem, zajmującym ważne stanowisko publiczne. Dlatego kupił następny, w 

którym  figurował  jako  Frank  Dixon.  Wizytówka:  Frank  Dixon  –  prywatny 

detektyw,  będzie  się  podobała.  On  też  się  będzie  podobał.  Joanne  zaczęła  pić 

kawę. 

– Co pana skłoniło do wybrania takiej pracy? – zainteresowała się. 

RS

background image

 

107 

Jason  przybrał  smutny  wyraz  twarzy  i  wpatrzył  się  w  przestrzeń  przed 

sobą. 

– Moja żona... została zamordowana – powiedział. – Nie bardzo minął się 

z  prawdą,  z  wyjątkiem  tego,  że  Melissa  nie  była  jego  żoną  i  to  on  ją 

zamordował. 

Joanne chwyciła go za rękę. 

– Mój Boże, tak mi przykro. 

–  To  było  bolesne  doświadczenie,  chyba  nie  muszę  dodawać.  Teraz 

poświęciłem  się...  –  Pomyślał  o  świętoszkowatym  młodszym  bracie  – 

wymiarowi sprawiedliwości. 

Joanne  wpatrywała  się  w  niego  z  nieukrywanym  współczuciem.  I 

podziwem. 

–  Jak  sobie  pan  z  tym  radzi?  –  spytała.  –  Pewno  dużo  siedzi  przy 

komputerze... 

–  Czasami.  –  Jason  wzruszył  ramionami.  –  Ale  najczęściej  wystarczy 

zadawać  właściwe  pytania  właściwym  ludziom.  Mężczyzna,  którego 

poszukuję, zatrzymał się w motelu w małym mieście Red Rock. Dwa tygodnie 

temu się wymeldował. 

Wkurzyło  Jasona,  że  nie  wziął  pod  uwagę,  iż  Emmett  może  opuścić 

okolice  rancza  Fortune'ów.  Jason  przypuszczał,  że  będzie  tkwił  przy  wdowie. 

W  końcu  cały  czas  jej  się  podlizywał.  Ale  gdy  tylko  stary  wyciągnął  kopyta, 

Emmett  się  zmył.  Dostał,  co  chciał,  ten  piękny  spadek  od  Ryana.  Skandal! 

Tylko pokrzyżował Jasonowi jego plany. 

– A więc jak pan zamierza znaleźć tę zaginioną osobę? – Usłyszał nagle 

głos Joanne. 

– Słucham? – Pogrążony w myślach zapomniał, o co pytała. 

– Pytałam, jak pan zamierza znaleźć tę zaginioną osobę? 

RS

background image

 

108 

– Ach tak. To proste. Kiedy się zorientowałem, że mój cel opuścił hotel, 

zadzwoniłem, żeby zapytać, czy zostawił adres kontaktowy. 

– Podają takie informacje przez telefon? – zainteresowała się Joanne. 

–  Powiedziałem,  że  mam  dla  niego  przesyłkę  z  Waszyngtonu.  Na 

wzmiankę o stolicy każdy myśli, że chodzi o coś ważnego. 

–  A  więc  wie  pan,  gdzie  jest  teraz  ten  mężczyzna?  Jason  chciałby 

wiedzieć. 

–  Obawiam  się,  że  nie  jest  to  takie  proste  –  odrzekł.  –  Zostawił  adres 

kontaktowy, ale to jest adres służbowy. 

Jason  dobrze  znał  ten  adres.  Główna  siedziba  Fortune  TX,  Ltd.  na 

Kingston  Street,  nazwana tak  na  cześć  tego  skąpego  bękarta, który  przed  laty 

nie  chciał  pomóc  jego  dziadkowi,  Farleyowi.  Kilka  miesięcy  temu  Jason 

pracował w tym biurowcu, planując wykorzystanie swojej wiedzy biznesowej i 

sprytu do finansowej ruiny i osobistej klęski syna Kingstona, Ryana. 

–  A  więc  to  był  podstęp?  Chęć  zbicia  z  tropu  szukających  go  ludzi?  – 

spytała Joanne. 

– Nie, on ma pewne powiązania z tą firmą. Domyślam się, że prędzej czy 

później zjawi się tam. Będę obserwował to miejsce, węszył za nim. Jest w San 

Antonio, a teraz i ja tu jestem. Znajdę go. 

Emmett  ocknął  się  z  głębokiego  snu,  zdziwiony,  że  tak  dobrze  spał.  Od 

lat  mu  się  to  nie  zdarzało.  Otworzył  oczy  i  spostrzegł  jasne  światło,  które 

wskazywało,  że  dawno  już  minął  poranek.  Obok  niego  ktoś  leżał  pod 

spiętrzonym prześcieradłem; ubawiło go to, ale i zatrwożyło z lekka. 

Było  im  ze  sobą  wspaniale,  ale,  do  licha,  musi  być  ostrożny,  żeby  nie 

dawać Lindzie powodów do wyciągania błędnych wniosków. 

Nie zamierzał tutaj zostać. 

RS

background image

 

109 

Postać  pod  prześcieradłem  poruszyła  się,  przeciągnęła.  Wysunęła  rękę  i 

dotknęła  jego  gołego  torsu.  Znieruchomiała.  Potem  delikatna  dłoń  pogłaskała 

go, jakby starając się odgadnąć, czego dotyka. 

Prześcieradło  zsunęło  się  z  głowy  Lindy,  popatrzyła  na  niego 

skonsternowana. 

Nie wiedział, dlaczego na widok jej miny miał ochotę się roześmiać. 

–  Odświeżanie  pamięci  –  powiedział.  –  My...  –  jak  to  wyrazić,  żeby 

uniknąć zwodniczego słowa „kochać się" albo prostackiego „uprawiać seks" – 

utrzymujemy teraz ze sobą intymne stosunki – dokończył. 

Linda chwyciła brzeg prześcieradła i trzymała je przy samej szyi. 

– Intymne stosunki? 

Natychmiast  stracił  ochotę  do  śmiechu.  Ogarnął  go  niepokój.  Nie  był  w 

stanie wyczytać niczego z twarzy Lindy i nawet nie wiedział, jakich uczuć od 

niej  oczekuje.  Zadowolenia,  owszem.  Ale  czego  jeszcze?  Nie  powinien  był 

opowiadać  jej  o  sobie.  Nie  o  Jessice  Chandler  i  depresjach,  jakie  przeżywał. 

Ciemnościach, z jakimi walczył. 

Linda  usiadła,  wciąż  zasłaniając  się  prześcieradłem.  Był  ciekaw,  jak 

skomentuje jego słowa. 

– Czy to znaczy, że zrobisz kawę, gdy ja będę brała prysznic? – spytała. 

Kiwnął głową i pomknął do kuchni. Do diabła, znów się uśmiechał. Już 

się  nastawił  na  wygłoszenie  mowy  o  braku  perspektyw  wspólnej  przyszłości, 

gdy tymczasem ona pozbawiła go tej możliwości, prosząc jedynie o zaparzenie 

kawy, nic więcej. 

Lily  Fortune miała rację. Linda mogła nie być zainteresowana jego stałą 

pomocą. 

Po  półgodzinie  wszystko  już  było  tak  jak  każdego  poranka,  odkąd 

zamieszkali  razem  w  domku  dla  gości.  Siedzieli  oboje  przy  stole,  popijając 

RS

background image

 

110 

kawę  i  przeglądając  gazety.  Emmett  stwierdził,  że  jest  z  tego  zadowolony, 

oczywiście,  ale  czy  to  nie  było  dziwne?  Rzadko  było  tak,  żeby  po  nocy  z 

dziewczyną jadł z nią śniadanie. 

Czy ona też oczekiwała od niego przygody na jedną noc? 

Linda  przewróciła  gazetę  i  westchnęła.  Zerknął  na  nią  kątem  oka. 

Wyglądała bardzo świeżo, tylko lekko zmarszczyła czoło. 

– Dlaczego westchnęłaś? – spytał. – O czym myślisz? 

– O przyszłości – odrzekła.  

Zmarszczka na czole pogłębiła się. 

Emmettowi  serce  załomotało.  Do  diabła!  Miał  rację.  Powinien  był 

trzymać się od niej z daleka, bo teraz ona zechce, żeby się zbliżyli do siebie. A 

to nie było jego zamiarem. 

– Jak to o przyszłości? – zaniepokoił się. 

Linda postukała palcem w gazetę. 

–  O  mojej  przyszłej  pracy  –  odpowiedziała.  Zamrugał  oczami.  Był 

pewien,  że  zamierzała  mówić  o  nich,  ale  znów  go  zaskoczyła.  Popił  kawy  i 

spojrzał na jej gazetę, chcąc zobaczyć, co czyta. Ogłoszenia drobne. 

– Nie szukają tajnego agenta księgowości? – spytał. 

–  Jeśli nie przestaniesz,  to  pożałujesz  –  ostrzegła,  rzucając  mu  zaczepne 

spojrzenie. 

Już żałował. Patrząc na jej lekko wydęte usta, mógł myśleć tylko o tym, 

żeby ją znowu pocałować, objąć, wdychać jej zapach, czuć jej uda ściskające 

jego biodra. 

–  Nie  miałem  pojęcia,  że  tak  ci  spieszno  wznowić  karierę  zawodową  – 

zauważył. 

– Moja dawna kariera się skończyła. Jest kilka powodów, dla których nie 

byłabym  miłe  widziana  w  Departamencie  Skarbu  –  powiedziała  Linda.  – 

RS

background image

 

111 

Pierwszy  i  główny  to  ten,  że  wykazałam  wyraźny  brak  wyczucia  sytuacji, 

wiążąc się z Cameronem Fortune'em, obiektem dochodzenia. 

Emmett  upił  łyk  kawy,  by  ukryć  swoją  reakcję  na  dźwięk  nazwiska 

tamtego  mężczyzny.  Szczerze  mówiąc,  nienawidził  tego  gościa.  Ryan 

powiedział  mu,  jakim  typem  człowieka  był  jego  brat,  i  Emmett  nie  miał 

najmniejszych  wątpliwości,  że  Cameron  uwiódł  młodziutką  Lindę  z  wprawą, 

która ją zaskoczyła, i... zachwyciła. Była młoda i samotna, szukała rodziny, co 

czyniło ją bardziej podatną na sztuczki dużo od niej starszego mężczyzny. 

– Mnie też nie podobałby się pomysł twego powrotu do dawnej pracy – 

wyrwało mu się bezwiednie. 

Skąd  te  słowa?  Przecież  nie  chciał  się  wtrącać  w  jej  przyszłość.  Nie 

chciał, żeby ona oczekiwała w tej sprawie jego opinii. 

Popatrzyła na niego zdezorientowana. 

– Ze względu na Rickiego – wyjaśnił. – Myślę o nim. 

–  Pewnie  masz  rację.  –  Linda  skinęła  głową,  traktując  jego  słowa 

najzupełniej  normalnie.  –  Mam  teraz  małego  syna.  I  odpowiedzialność,  którą 

traktuję poważnie. Muszę znaleźć taką pracę, w której nie będę narażać swego 

zdrowia  i  dobrego  samopoczucia.  Muszę  mieć  czas  dla  Rickiego.  –  Znowu 

zmarszczyła brwi. – Jeśli będzie tego ode mnie oczekiwał. 

Widząc, jak zadrżały jej wargi, Emmett znów poczuł ukłucie w piersiach. 

–  Nie  chciałbym  mieszać  się  za  bardzo  w  twoje  sprawy  osobiste  – 

powiedział,  jak  gdyby  jeszcze  niedawno  nie  całował  jej  ust  i  nie  pieścił  jej 

piersi  –  ale  rozumiem,  że  Ryan  zabezpieczył  was  finansowo  na  resztę  życia, 

tworząc specjalny fundusz powierniczy. Nie musisz pracować. 

Może  była  to  zbyt  osobista  uwaga,  bo  Linda  zmarszczyła  brwi  i  rzuciła 

mu spojrzenie spod oka. 

RS

background image

 

112 

–  Mam  nadzieję,  że  nie  będzie  to  zbyt  osobiste,  ale  rozumiem,  że  Ryan 

też  ci  zostawił  niemało  pieniędzy,  a  jakoś  nie  słyszę,  żebyś  rozważał  leżenie 

martwym bykiem przez resztę życia, panie agencie federalny – odcięła się. 

– Ja... Myślę, że nie wrócę do FBI, jeśli o to ci chodzi.  

Po raz pierwszy wypowiedział myśl, z którą nosił się od pewnego czasu. 

Nie zamierza wrócić do FBI? 

– Dlaczego? 

–  Pracując  jako  agent  FBI  musisz  mieć  nadzieję  –  powiedział  z 

namysłem. – Ja ją prawie utraciłem. Poza tym musisz się angażować bez reszty 

w  to,  co  robisz,  a  ja  już  nie  przejmuję  się  dostatecznie  sprawami,  które  pro-

wadzę. 

– Albo przejmujesz się za bardzo – zauważyła Linda. 

– Nie. – To nie była prawda. Nie chciał, żeby to była prawda. – Jestem z 

wykształcenia prawnikiem, więc przypuszczalnie zajmę się obroną nadzianych 

klientów. 

– Nie wierzę w to nic a nic – pokręciła głową Linda. 

– Masz rację. – Emmett nie próbował udawać, że nie docenia jej wiary w 

niego. – Ale chciałbym zrobić coś związanego z moim kierunkiem studiów. 

Linda zamyśliła się przez chwilę. 

– Mam pomysł – powiedziała po paru minutach. 

– Pomysł na swoją karierę? 

– Nie, na twoją. 

– Moją? 

– Nie denerwuj się. Ja tylko myślę o twojej przyszłości. 

–  Nie  denerwuję  się  –  obruszył  się.  Ona  zaczynała  myśleć  za  niego. 

Obudził  się  zatroskany,  że  będzie  musiał  wyjaśnić  sprawę  ich  przyszłości,  a 

RS

background image

 

113 

teraz to ona próbowała zaplanować mu życie. Życie bez niej. Czy nie powinna 

chcieć od niego czegoś więcej? 

Zasługiwała na to, żeby mieć od mężczyzny wszystko. 

– Nie interesuje cię mój pomysł? – spytała. 

– Sądzę, że i tak się dowiem. 

–  Cóż,  masz  rację.  Myślałam  o  Ryanie,  i  o  tym,  ile  mu  oboje  z  Rickim 

zawdzięczamy,  i  myślałam  o  tych  wszystkich  ludziach  i  organizacjach 

charytatywnych,  którym  przez  lata  pomagał.  Lily  powiedziała  mi,  że  Ryan 

chciał założyć coś w rodzaju fundacji charytatywnej, ale nie zdążył. 

–  Człowiek  taki  jak  Ryan  nie  powinien  był  odejść  tak  wcześnie.  – 

Emmett zacisnął dłoń na kubku z kawą. 

– Powiem ci, co możesz zrobić – ciągnęła Linda. Emmett podniósł na nią 

wzrok.  –  Możesz  założyć  fundację.  Ryan  zostawił  pieniądze.  Potrzebny  jest 

tylko ktoś, kto orientuje się w przepisach prawnych i kto znał serce Ryana. To 

byłaby dobra robota, Emmett, i sposób na zagospodarowanie jego dziedzictwa. 

Jestem pewna, że Lily to poprze. 

Emmett nie mógł wprost uwierzyć w cudowną prostotę tego pomysłu. 

– To by znaczyło pozostanie tutaj, w Teksasie. – Zastanowił się. 

– Tak myślę. – Linda się zaczerwieniła. 

Byliby  więc  w tym samym stanie? Jednak myśli o wspólnej przyszłości. 

Albo martwi się, że został zmuszony do przebywania w jej pobliżu. 

Może i tak, gdy nagle i jemu przyszła do głowy pewna myśl. 

–  Taka  fundacja  będzie  potrzebować  na  pewno  tajnego  agenta 

księgowości  –  powiedział.  –  No,  może  niekoniecznie  tajnego,  ale  na  pewno 

księgowej. 

RS

background image

 

114 

Linda  podniosła  wzrok  znad  filiżanki.  Nie  wiedział,  co  to  znaczy. 

Otworzyła  usta,  a  on  przygotował  się  na  najgorsze.  Czy  to  znaczy,  że  się 

zgadza? 

Rozległo  się  głośne  walenie  w  drzwi.  Przez  szybę  zobaczył  twarz 

Rickiego. Przerwał pełną napięcia chwilę. 

Dzięki Bogu, pomyślał Emmett. I, do diabła. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

115 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

Niecałą  godzinę  później  Emmett  obserwował  z  kuchennego  okna,  jak 

Linda  biega  z  Rickim  po  boisku.  Chłopiec  był  dobrym  graczem,  Linda 

przeciwnie,  ale  jakoś  razem  dawali  sobie  radę.  Linda  starała  się  być  dobrą 

matką. I była nią. 

Nie  namyślając  się  wiele,  sięgnął  po  komórkę  i  wystukał  znany  numer, 

pod który w ostatnich latach dzwonił bardzo rzadko. Usłyszał łagodny głos, na 

którego  dźwięk,  targany  wyrzutami  sumienia,  omal  nie  przerwał  połączenia. 

Ale jego wzrok znów padł na Rickiego i Lindę, więc przełamał swoje opory. 

– Witaj mamo, to ja – powiedział. 

– Emmett! Tak się cieszę, że dzwonisz. 

–  Nie  mówiąc  o  tym,  że  jesteś  zdziwiona,  prawda?  Oczami  wyobraźni 

widział  matkę  w  kuchni,  parzącą poranną herbatę.  Na pogrzebie  Christophera 

przysiągł  sobie,  że  będzie  częściej  kontaktował  się  z  rodzicami,  ale  tak  się 

stało, że znów się od nich oddalił. 

– Może i jestem zdziwiona, ale to nie zmienia faktu, że cieszę się, słysząc 

twój głos – odparła matka. 

Darcy Derosier była ongiś gwiazdą małego miasta w Teksasie, gdy jego 

ojciec  tam  się  zabłąkał,  dotknięty  zanikiem  pamięci  po  wypadku 

samochodowym.  Blake  Jamison  został  otoczony  opieką  przez  rodzinę 

Derosierów  i  zdobył  serce  ich  pięknej  córki.  Darcy  była  delikatną,  a  zarazem 

silną  kobietą  Południa,  jedną  z  tych,  które  określano  mianem  stalowych 

magnolii.  Emmett  wiedział,  jak  ciężko  przeżyła  stratę  swoich  dwóch  synów: 

zamordowanego  Christophera  i  Jasona,  którego  zbrodniczej  działalności  nikt 

nie był w stanie ani wytłumaczyć, ani usprawiedliwić. 

– Co u ciebie, mamo? – spytał. 

RS

background image

 

116 

–  Trzymam  się  –  westchnęła  lekko  Darcy.  –  Ustanowiliśmy  z  ojcem 

stypendium pamięci Christophera w twoim dawnym liceum. 

–  Świetny  pomysł.  –  Emmett  odetchnął  głęboko.  Rozważam  założenie 

fundacji, żeby zrealizować projekty Ryana. 

– Chcesz odejść z FBI? – zdziwiła się Darcy. 

– Tak, chyba tak. – Im częściej to mówił, tym bardziej słuszne mu się to 

wydawało. – Myślisz, że to zły pomysł? 

– Myślę, że nie masz złych pomysłów, synu. Zawsze byłeś dobry w tym, 

co  robiłeś,  ale  oczywiście  wciąż  się  o  ciebie  martwię.  Egzekwowanie  prawa 

jest niebezpiecznym zajęciem, a teraz nawet bardziej niż kiedyś. 

– Nigdy nie byłem ranny, mamo – przypomniał jej. 

–  Tak,  ale  martwię  się  o  twoją  psychikę,  o  twoje  serce  –  powiedziała 

Darcy. – Masz do czynienia z ciemnymi sprawami. 

–  Tak.  –  Ojciec  musiał  jej  powiedzieć,  że  znalazł  go  w  górach  Sandia 

parę  miesięcy  temu,  kiedy  próbował  utopić ból  w  alkoholu.  Lecz  po  ostatniej 

nocy... po prostu teraz nie chciał już drążyć tego tematu. 

– Będę zadowolona, kiedy skończysz z FBI – powiedziała Darcy. 

–  Najpierw  muszę  odnaleźć  Jasona.  –  W  tym  samym  momencie 

pożałował, że wymienił imię brata. 

– Z tego też będę zadowolona. – Matka zniżyła głos niemal do szeptu. – 

Nie mogę znieść myśli, że mógłby jeszcze kogoś skrzywdzić. 

– To nie twoja wina, mamo, przecież wiesz. 

– Powinieneś wiedzieć synu, że matki zawsze niosą na sobie ciężar winy, 

choć równocześnie potrafią wybaczać. 

Emmett  wiedział,  że  te  słowa  i  do  niego  się  odnoszą.  Matka  była 

niezwykłą kobietą. Jej rana była głęboka, ale równie głęboka była miłość, jaką 

żywiła do swoich synów. 

RS

background image

 

117 

– Chciałbym, żebyś poznała pewną szczególną matkę – rzekł. 

Popatrzył  na  Lindę,  która  właśnie  oglądała  brudne  ręce  Rickiego. 

Wczoraj  pokazał  Emmettowi  małą  drzazgę.  Teraz  wyglądało,  że  zabiega  o 

współczucie u swojej mamy. 

– Szczególną matkę czy szczególną kobietę? – spytała Darcy Jamison. 

Bystra, pomyślał Emmett. 

– Jedno i drugie. 

– Mówisz o tej dziewczynie, Lindzie, którą Ryan polecił twojej opiece – 

domyśliła się od razu Darcy. – Tej, z którą mieszkasz? 

–  Nie  jest  dziewczyną.  Jest...  –  kobietą,  chciał  powiedzieć.  Ale  jego 

sprytna  mama  odpowiednio  by  to  sobie  zinterpretowała.  –  Jest  trochę  starsza 

ode mnie, jeśli o to chodzi. A jej dzieciak... Polubiłabyś go. 

– Wygląda na to, że i ty go lubisz. 

– No tak, nie przeczę. Trudno go nie lubić. Ma dziesięć lat, gra  w piłkę 

nożną,  reguluje  ruch  na  przejściu  przed  szkołą  i  jest  lepszy  w  ortografii  ode 

mnie – wyliczał Emmett. – Przepada za pizzą hawajską i nie lubi myć rąk. 

– Te dwie ostatnie cechy kogoś mi przypominają – roześmiała się Darcy 

Jamison. 

Ten śmiech podziałał jak balsam na duszę Emmetta. 

–  Powinnaś  nas  odwiedzić  –  zachęcił  matkę.  –  Lily  planuje  wielkie 

spotkanie rodu Fortune'ów pod koniec miesiąca. 

– Och, Emmett, sama nie wiem... – zawahała się Darcy. 

– Ale ja wiem. Chcę, żebyś poznała Rickiego. Może potrzebować... 

– Babci? 

Emmett  zaniemówił.  Czyżby  o  tym  myślał?  Gdyby  jego  matka  była 

babcią Rickiego, to wtedy on zostałby jego... ojcem. Czy brał taką możliwość 

pod uwagę? 

RS

background image

 

118 

Chłopiec wpadł do kuchni w chwili, gdy Emmett zadał sobie to pytanie. 

Za nim weszła  Linda. Emmett oparł się lodówkę i utkwił w niej spojrzenie. 

Gdyby został ojcem Rickiego, to stałby się... mężem Lindy. 

Chyba właśnie o tym myślał. 

– Emmett? – Usłyszał głos matki. 

– Jestem, mamo. 

– Jakie jest ulubione ciasto tego chłopca? 

– Nie wiem, zaczekaj. – Podał telefon Rickiemu. – Do ciebie, kolego. 

– Do mnie? 

– Chodzi o ciasto. To moja matka, więc bądź miły. 

– Halo? – odezwał się chłopiec. 

– Co to wszystko znaczy? – Linda popatrzyła zdziwiona na Emmetta. 

Jak daleko moglibyśmy się posunąć? Dlaczego o tym myślę? Uśmiechnął 

się,  podszedł  do  niej  i  uniósł  jej  twarz  do  pocałunku.  Przestraszyła  się  i 

wskazała na Rickiego. 

Chłopiec  jednak  był  do  nich  odwrócony  plecami.  Emmett  słyszał,  jak 

przystał  na  szarlotkę  i  ciasto  brzoskwiniowe,  ale  zdecydowanie  odmówił 

placka z borówkami. Emmett też nigdy go nie lubił. 

–  Chwilowo  jest  zajęty  –  mruknął  Emmett  i  po  raz  drugi  pocałował 

Lindę. – Za parę lat będzie myślał o deserze i o całowaniu równocześnie. 

Linda wydawała się zmieszana. On też był zmieszany. Mimo to nigdy w 

życiu nie miał w sobie tyle optymizmu. 

Jakie to dziwne. Przed chwilą niepokoił się, że Linda może myśleć o ich 

wspólnej  przyszłości.  Teraz  to  on  wyobrażał  sobie  ich  razem.  Powiedział  jej, 

że wniosła światło w jego życie i, na Boga, to była prawda. 

–  Ona  mówi,  że  ty  nie  tylko  byłeś  kiepski  z  ortografii,  ale  nie  umiałeś 

ścielić łóżka. – Ricky odjął telefon od ucha i krztusił się ze śmiechu. 

RS

background image

 

119 

– Daj mi telefon. – Emmett wyrwał mu komórkę. – Mamo, nie powinnaś 

zdradzać wszystkich moich sekretów. 

Matka znowu się śmiała. Teraz miał wrażenie, że otacza go samo światło. 

– On jest słodki, Emmett – powiedziała. – Muszę sobie przypomnieć, jak 

się piecze placek z brzoskwiniami. Nie robiłam go od lat. 

– A więc przywieź nam jeden albo dwa – zachęcił matkę Emmett. 

– Nie wiem jeszcze, jakie ciasto lubi Linda? 

–  Szarlotkę  –  szepnął  poufnym  tonem  Emmett,  patrząc  na  jasne  włosy 

Lindy. – Jest typem dziewczyny, która uwielbia szarlotkę. 

– Zdawało mi się, że uznałeś ją za kobietę – przygadała mu matka. – Nie 

mogę się doczekać, kiedy ją poznam. Dobrze, będzie szarlotka. 

Skończyli rozmowę w bardzo dobrych humorach z perspektywą rychłego 

spotkania. Emmett wyłączył komórkę i zaczął pogwizdywać pod nosem. 

Idąc za ciosem, zadzwonił do swego kuzyna, Collina, żeby umówić się z 

nim na lunch w Red Rock. Spotkali się „U Emmy", w popularnej kawiarni przy 

rynku. Jak zwykle  wjechali na parking równocześnie, dwanaście minut przed 

czasem. 

– Cieszę się, że cię widzę. – Emmett uścisnął Collinowi dłoń. 

–  Kim  jesteś  i  co  zrobiłeś  z  moim  przyjacielem,  agentem  o  twardym 

sercu? – zażartował Collin. 

– Zamknij się. 

– Mówię poważnie. Emmett, którego znam, nie uśmiechnął się od czasu, 

gdy pokonał mnie w walce indiańskiej, kiedy miał dziesięć lat. 

– Dopóki pamiętasz, że cię pobiłem, będę się uśmiechał. 

– Hej, ale potem trochę urosłem i kopałem cię w tyłek przy każdej okazji, 

aż leciałeś z krzykiem do mamusi. 

RS

background image

 

120 

– Rozmawiałem z nią dzisiaj – powiedział Emmett, gdy szli do stolika w 

ogródku. 

– Z matką? – Collin przyjrzał mu się bacznie. Emmett skinął głową. 

– To dobrze. Powinieneś częściej się z nią kontaktować. 

– Wiem – zgodził się Emmett. – Zastanawia się, czyby nie przyjechać na 

zjazd  organizowany  przez  Lily.  I  nie  przywieźć  placka  brzoskwiniowego  dla 

Rickiego i szarlotki dla Lindy. 

–  No,  no.  –  Collin  rozsiadł  się  na  krześle.  –  Dla  Rickiego  i  Lindy.  To 

bardzo milutko brzmi. 

Emma  podała  im  mrożoną  herbatę  i  przyjęła  zamówienie.  Dla  obu  to 

samo. Duży hamburger z frytkami. 

– A więc na ile jest to milutkie, Emmett? – zagadnął go Collin z błyskiem 

w oku. 

–  Jak  się  czuje  moja  ulubiona  złotowłosa  studentka medycyny?  –  spytał 

Emmett, ignorując pytanie kuzyna. 

– Rozmowa o Lucy nie odwróci mojej uwagi od tematu, chłopie. 

Emmett wypił łyk herbaty. 

–  Może  to  i  jest  bardzo  milutkie  –  powiedział  z  wahaniem.  –  Albo 

zmierza w tym kierunku. 

– Żartujesz... 

– Nie, zresztą może. Nie wiem – wahał się Emmett. – Ona... ma w sobie 

coś takiego, że... 

– No, no! Kto by pomyślał. Ten twardy, ponury gość wpadł. 

Emmett  zmarszczył  brwi.  Pamiętał  czasy,  gdy  Collin  był  tak  zmęczony 

życiem jak on. 

– Nikt ci nigdy nie mówił, że nieuprzejmie jest nad kimś triumfować? Ja 

nie robiłem wielkiej sprawy, kiedy zgłupiałeś na punkcie Lucy. 

RS

background image

 

121 

–  Wojskowi  nigdy  nie  głupieją.  Odszczekaj  to.  –  Collin  wciąż  się 

uśmiechał. 

Emmett potrząsnął głową. Gdzie się ulotniła cała dawna gorycz kuzyna? 

Czyżby Lucy wniosła w jego życie takie samo światło, jak Linda w jego? 

– Ani mi się śni. Zachowywałeś się jak wariat. 

– Spróbuj sam, zobaczysz jak to jest – odparł Collin. 

– Ja nie jestem zakochany w Lindzie. – Emmett sięgnął po keczup. – Nie 

posuwaj się za daleko. 

On  był  jej  obrońcą,  czuli  do  siebie  pociąg  seksualny.  To  naturalne,  że 

rozważał,  czyby  nie  wziąć  jej  pod  swoje  skrzydła  na  bardziej...  trwałej 

zasadzie. Może coś w rodzaju... ale nie mógł nawet pomyśleć o słowie na literę 

„ś"... Jeszcze nie teraz. 

– W porządku, więc to nie miłość – podsumował Collin. – Zrozumiałem. 

– Zaczynam żałować, że zaprosiłem cię na lunch. 

– Dlaczego to zrobiłeś? 

–  Z  powodu  Jasona.  –  Popatrzył  kuzynowi  prosto  w  oczy.  –  Musimy 

pogadać o Jasonie. 

– Jakieś nowe wieści? 

–  Nic,  poza  tym,  że  dzwonił  do  mnie  dwa  tygodnie  temu  –  odparł 

Emmett. Jako wojskowy przydzielony CIA do operacji specjalnych, Collin był 

znany ze swej umiejętności rozpracowywania tych, których ścigał. Wiedział, w 

jaki  pokrętny  sposób  rozumuje  taki  człowiek  i  dlatego  jego  prośba  o 

przeniesienie  do  Austin  jako  szkoleniowca  została  szybko  spełniona.  Talent 

Collina był znany. – Myślisz, że Jason ostatecznie zwiał z kraju? 

– Przeanalizujmy, co ci powiedział przez telefon. 

–  Wydawał  się  zły,  że  Ryan  uwzględnił  mnie  w  testamencie.  „Dlaczego 

ty  miałbyś  dostać  część  majątku  Fortune'ów,  skoro  to  ja  tak  ciężko  na  niego 

RS

background image

 

122 

pracowałem?"  –  spytał.  A  potem  powiedział:  „Oglądaj  się  za  siebie,  Emmett, 

bo depczę ci po piętach". 

Przypomnienie  tych  słów  przybliżyło  mu  znane  przeżycia.  Zło,  które  go 

otaczało, gdy usłyszał w głosie Jasona oszalałą wrogość. 

– Jason nie wyjechał z kraju, prawda? – Popatrzył Collinowi w oczy. 

–  W  tych  sprawach  masz  takie  samo  doświadczenie  jak  ja.  –  Collin 

obserwował go uważnie. 

–  Przysiągłem,  że  go  dopadnę.  Obiecałem  Ryanowi,  że  powstrzymam 

mego brata – mówił Emmett. – A nie posunąłem się ani krok naprzód. 

–  Ryan  nie  wymagał  od  ciebie  takiej  przysięgi  –  zauważył  Collin.  – 

Prosił, żebyś chronił Lindę i Rickiego. To twoje zadanie. 

– A jednak. Nikt z nas nie będzie miał spokoju, dopóki Jason nie znajdzie 

się za kratami. Matka powiedziała, że przyjedzie na spotkanie rodzinne u Lily 

Fortune,  ale  obaj  wiemy,  że  tak  się  nie  stanie,  w  każdym  razie  dopóki  Jason 

jest  na  wolności.  A  co  do  mego  ojca...  Wiem,  że  z  każdym  dniem  nęka  go 

coraz większe poczucie winy i strach. 

– A ty, Emmett? Jak się czujesz? – spytał Collin. 

–  Jakbym  nie  zrobił  dostatecznie  dużo.  Powinienem  wiedzieć,  co  się 

święci  od  czasu,  gdy  byliśmy  dziećmi.  Jason  nienawidził  Christophera. 

Nienawidził  wszystkiego,  co  było  z  nim  związane,  począwszy  od  sprawności 

harcerskich  po  sposób,  w  jaki  się  troszczył  o  otaczające  go  osoby.  –  Zresztą 

Emmett,  choć  podziwiał  Christophera,  też  nie  potrafił  się  zbliżyć  do  niego. 

Zachowanie Jasona wpływało na atmosferę w domu i Emmett uciekał od niej, 

dystansując się od każdego członka rodziny. 

–  Nikt  nie  mógł  przewidzieć,  jakim  człowiekiem  stanie  się  Jason  – 

zauważył Collin. 

RS

background image

 

123 

– A jednak wciąż uważamy, że powinniśmy byli – zasępił się Emmett. – 

Może uda mi się położyć temu kres, gdy go odszukam. 

– To zadanie FBI, Emmett. 

– Jestem w FBI. 

– Ale na wylocie. I nie masz obowiązku ścigania członka rodziny. 

– Dwa miesiące temu właśnie obaj to robiliśmy – przypomniał Emmett. – 

Czy mam przepraszać, że cię w to wciągnąłem? 

–  Nie,  do  diabła.  –  Collin  posłał  mu  uśmiech.  –  Dzięki  temu  poznałem 

moją  Lucy,  czyż  nie?  Obaj  zdajemy  sobie  sprawę,  że  Jason  jest  pozbawiony 

wszelkich  skrupułów.  Nie  cofnie  się  przed  niczym.  Nie  chcę,  żeby  coś  ci  się 

stało. Nie darowałbym sobie tego. 

– Nie stanie się – zapewnił go Emmett. 

– A co z Lindą i Rickym? 

–  Zastanawiałem  się  nad tym.  Mój brat nie  ma  możliwości  dowiedzenia 

się,  że  oni  istnieją  ani  że  mieszkam  u  Armstrongów.  Na  wszelki  wypadek 

jednak  podjąłem  środki  ostrożności.  Nigdy  nie  wracam  do  domu,  dopóki  się 

nie  upewnię,  że  nie  jestem  śledzony.  –  Strach  go  jednak  ogarnął,  likwidując 

cały optymizm, jaki czuł tego ranka. 

– Powinienem z tym skończyć – mruknął. 

– Z Lindą? – spytał Collin. 

– Jason wisi nade mną jak ciemna chmura. 

– To skąd ten szczęśliwy uśmiech? 

–  Posłuchaj,  czy  ty  pozwoliłbyś  sobie  na  moim  miejscu  na  związek  z 

kobietą? Wiedząc o moim parszywym zajęciu? – spytał Emmett. 

– Wiem, że z przyjemnością na ciebie patrzyłem, kiedy mówiłeś o swojej 

mamie i miłych sytuacjach w towarzystwie tej kobiety i jej syna. 

Emmett odsunął talerz z niedojedzonym hamburgerem. 

RS

background image

 

124 

– Będę znowu tym mężczyzną, o którym mówisz, jak dorwę Jasona. 

– A tymczasem będziesz siedział, czekając, aż chwyci cię za ramię? 

–  Nie.  –  Im  dłużej  Jason  przebywa  na  wolności,  tym  większe 

niebezpieczeństwo  czyha  na  wszystkie  niewinne  istoty,  włącznie  z  Lindą  i 

Rickym. – Pomyślę o jakimś sposobie, żeby go wykurzyć. 

–  Biorąc  pod  uwagę  nasze  działania,  na  pewno  tak  będzie.  –  Collin 

pokiwał głową. – Nie możesz oczywiście być zbyt pewny. Może cię przejrzeć i 

nie  złapać  się  na  przynętę.  Ale  jeśli  będziesz  się  pokazywał  publicznie  w 

związku  ze  swoją  nową  spuścizną  i  filantropią,  to  powinno  chwycić  i  skłonić 

Jasona do opuszczenia jego kryjówki. 

– Filantropia... spadek... – zamyślił się Emmett. 

– Masz jakiś pomysł? – spytał Collin. 

– Coś mi majaczy. 

– Jakie masz zamiary wobec damy? 

– Kogo? 

–  Tej,  do  której  się  przymilasz.  –  Collin  westchnął  ciężko.  –  Do  diabła, 

człowieku. Już zapomniałeś. 

Nie.  Nie  mógłby  zapomnieć  Lindy  nawet  na  pół  sekundy.  Jej 

niewiarygodnie jedwabistych włosów, smukłej sylwetki, słodkiego  zdziwienia 

na  twarzy,  gdy  pieścił  jej  piersi.  Musi  się  od  niej  zdystansować,  dopóki  nie 

znajdzie  Jasona.  Za  wcześnie  na  obietnice  –  wypowiedziane  czy 

niewypowiedziane – dotyczące przyszłości. Nie będzie więcej pocałunków ani 

pieszczot, ani ciepłych poranków w łóżku, dopóki jego brat nie znajdzie się w 

więzieniu. 

Dziś jest poniedziałek. 

RS

background image

 

125 

Kochałaś się z Emmettem trzy dni temu, ale od tego czasu on prawie się 

do  ciebie  nie  odzywa.  Nie  rób  z  siebie  idiotki  i nie  bądź dla  niego  zbyt  miła. 

Przestań używać jego mydła! 

Zanim  Linda  wyszła  ze  swego  pokoju,  rzuciła  okiem  na  notatkę.  Tego 

ranka w łazience pamiętała, żeby nie ruszać jego rzeczy. Zachowanie Emmetta 

wobec  niej  wyraźnie  określiło  jego  intencje.  Powąchała  świeżo  umyte  ręce  i 

odetchnęła. Pachniały jej normalnym kwiatowym mydłem, a nie tym męskim, 

którego zapach tak lubiła. Wciąż go czuła, otaczał ją, mimo że Emmett trzymał 

się od niej na dystans. 

On już jej nie chce. 

Ona  jednak  miała  ochotę  na  kawę,  więc  chcąc  nie  chcąc  udała  się  do 

kuchni. Emmett jak zawsze o tej porze siedział przy stole z kubkiem w ręku i 

rozłożoną przed sobą lokalną gazetą z San Antonio. 

Posłała mu najpiękniejszy z uśmiechów. 

– Dzień dobry! – powitała go serdecznie. 

Mruknął  coś  w  odpowiedzi.  Był  nieogolony,  miał  cienie  pod  oczami. 

Gdyby  nie  był  tak  olśniewający,  podejrzewałaby,  że  spał  równie  kiepsko  jak 

ona. 

Zacisnęła powieki i odwróciła się. 

– Ból głowy? – zagadnął Emmett. 

– Co? – Spojrzała na niego przez ramię. 

– Zamykasz oczy. Pomyślałem, że może nadchodzi atak bólu głowy. 

A ona sądziła, że nawet nie podniósł wzroku znad gazety. 

–  Nie,  to  nie  głowa.  –  Nie  chciała,  żeby  się  domyślił,  że  to  on  jest 

powodem jej zgryzoty. – Jestem trochę podenerwowana, to wszystko. 

– Nie ćwiczyliśmy ostatnio – mruknął Emmett. 

RS

background image

 

126 

No nie. Linda myślała, że stało się tak, ponieważ Emmett chciał trzymać 

się  od  niej  jak  najdalej.  Musiała  zrobić  coś,  co  go  do  tego  skłoniło.  Ale  co? 

Chyba nie będzie zaprzątać sobie tym głowy. 

Emmett podniósł  kubek  do ust.  Patrzyła  jak urzeczona  na  jego  ramiona. 

Jak  by  to  było,  gdyby  ich  dotknęła  policzkiem,  ustami?  Gdyby  przesunęła 

językiem? Czy jego skóra też stałaby się tak gorąca jak jej? 

Wciąż miała w pamięci chwile, gdy się kochali, gdy ją obejmował i czuła 

jego silne ciało. 

Jej dzienny mężczyzna. 

– Lindo? – Głos Emmetta wyrwał ją z zamyślenia. 

Zamrugała  oczami  zdezorientowana.  Wciąż  się  w  niego  wpatrywała. 

Sięgnęła po kawę i wypiła łyk. 

– Słucham? 

Wstała od stołu, żeby zaparzyć drugi dzbanek kawy. 

– Poćwiczymy dziś samoobronę? – zaproponował. Czy się zgodzić? 

– Umówiłem się z  Lily u niej w domu – powiedział Emmett – ale mam 

jeszcze trochę czasu. Chciałabyś poćwiczyć?   

Samoobrona.  Może  tego  potrzebuje?  Jeśli  potrafi  obronić  się  przed 

atakiem, to być może uda się jej pokonać niepokój spowodowany obojętnością 

Emmetta. 

– Okay. Czemu nie. Możemy teraz? 

Po  chwili  już  byli  na  macie.  Kofeina  sprawiła,  że  puls  Lindy  nieco 

przyspieszył. 

– Jesteś gotowa? – spytał Emmett. 

Nie  spuszczała  z  niego  wzroku,  zirytowana,  że  przestała  być  dla  niego 

atrakcyjna. 

– Spróbuj się ze mną zmierzyć – powiedziała wyzywająco. 

RS

background image

 

127 

Emmett zmarszczył brwi. 

–  Czy  nie  mówiłem  ci,  żebyś  nie  zgrywała  twardziela?  Tych  chwytów 

nauczysz się na koniec. Najpierw masz się nauczyć unikać niebezpieczeństwa 

albo uciekać, gdzie pieprz rośnie. 

Fatalnie.  Ona  czuła  się  w  tej  chwili  jak  twardziel,  cokolwiek  to  znaczy. 

Mężczyzna nie powinien nazywać kobiety swoim światłem, kochać się z nią, a 

potem  odwrócić  się  na  pięcie  i  traktować  jak  kogoś  obcego.  Ugięła  lekko 

kolana i zakrzywiła palce obu rąk. 

– No, spróbuj – powtórzyła. Emmett wzniósł wzrok ku niebu. 

– Wyczuwam w tobie wrogość. O co chodzi? – spytał. 

– Poczujesz jeszcze większą wrogość, kiedy spróbujesz mnie powalić na 

matę – ostrzegła. – Nie mam nastroju do żartów. 

–  Zauważyłem.  A  w  jakim  nastroju  jesteś?  Zraniona,  zakłopotana, 

rozczarowana, sfrustrowana. 

On  rozpalił  w  niej  płomień,  a  potem  nagle  stał  się  zimny  jak  lód,  jak 

gdyby  nie  czuł  tego  pożądania,  które  wcale  nie  wygasło  między  nimi.  Nie 

mogła za nim nadążyć. 

Dlaczego  już  jej  nie  chce?  Dlaczego  ją  odrzuca?  A  mimo  to  ona  nie 

potrafi zdobyć się na taką samą obojętność? 

– Jestem zdeterminowana – powiedziała. 

Jeśli on może udawać, że między nimi nic nie ma, ona też to potrafi. 

–  W  porządku.  –  Wzruszył  ramionami,  błyskawicznie  znalazł  się  przy 

niej, chwycił ją za koński ogon i szarpnął do przodu. 

Pamiętała,  jak  ma  się  zachować  w  takiej  sytuacji.  Nie  ciągnąć  w  tył. 

Postąpić  w  stronę  atakującego.  Obróciła  się  tak,  żeby  stopy  były  stabilnie 

oparte o ziemię i w tej samej chwili wbiła mu łokieć między żebra. 

Emmett chrząknął. 

RS

background image

 

128 

Odskoczyła, dysząc ciężko. 

– No i jak? – spytała. 

–  Czy  ktoś  ci  kiedyś  powiedział,  że  jesteś  koścista?  –  Emmett  rozcierał 

sobie bok. 

– Mięczak. Jak było? 

– Doskonale – pochwalił ją. 

– No to jeszcze raz. Zaatakuj mnie. 

– Czyżbym stworzył potwora? – Spojrzał na nią z ukosa. 

Znowu złożyła ręce do obrony. 

– No, ruszaj, Emmett – zachęciła. 

Emmmett  zaczął  krążyć  wokół  maty.  Nie  spuszczała  z  niego  wzroku, 

ciekawa,  co  planuje.  Była  z  siebie  bardzo  dumna,  ale  bała  się  zgrywać 

chojraka. Chciała mu pokazać, że potrafi być tak twarda i skoncentrowana jak 

on.  Emmett  nie  może  się  zorientować,  że  gra  jego  mięśni  mogłaby  na  nią 

wpłynąć, gdyby na to pozwoliła. 

Emmett rzucił się do przodu. 

Był zbyt szybki i nie mogła się usunąć z zasięgu jego ręki. Otoczył ręką 

jej głowę, pociągnął w dół i trzymał w żelaznym uścisku. 

Wiedziała,  co  powinna  zrobić.  Nie  atakować  napastnika,  ale  poddać  się 

jego chwytowi i użyć jego energii, żeby móc uciec. Wiedziała teoretycznie, co 

powinna zrobić, ale teraz zesztywniała w jego uścisku, z twarzą przytuloną do 

jego  twardej  klatki  piersiowej.  Słyszała  bicie  jego  serca.  Czuła  zapach  jego 

mydła, i szamponu, i jego ciała. 

Kochała zapach Emmetta. 

– Dobrze się czujesz? – Emmett rozluźnił chwyt. 

–  Nie  odchodź!  –  Chwyciła  go.  –  Daj  mi  minutę.  Potrafię  się  uwolnić  i 

uciec od ciebie. 

RS

background image

 

129 

A jeśli nie zechce tego zrobić? Przecież woli zostać przy nim przez cały 

dzień, czując jego ciepło i siłę, promieniujące na nią. 

Słyszała  urywany  oddech  Emmetta.  Dziwne,  bo  przecież  z  nim  nie 

walczyła.  Stała  spokojnie  w  jego  uścisku.  Nie  powinien  mieć  trudności  z 

oddychaniem. 

– Emmett... 

– Lindo... 

Zaczęli jednocześnie. 

– Może nie powinniśmy... – spróbował ponownie. 

– Ależ... – powtórzyła Linda, usiłując wyzwolić się z jego uścisku. Kiedy 

myślała, że już się jej uda, Emmett przycisnął ją mocniej do piersi. 

Sfrustrowana pchnęła go ramieniem w pierś raz i drugi. Choć tego ruchu 

się  nie  uczyła,  wykonała  go  instynktownie  i  zadziałał.  Emmett  stracił 

równowagę  i  oboje  upadli  na  matę.  Wciąż  była  w  jego  ramionach.  Emmett 

upadł na plecy, a ona wylądowała na nim. 

Popatrzyli na siebie, ciężko dysząc. 

– Nic ci się nie stało? – spytał. 

– Nie, a tobie? 

– Nie. 

Żadne  z  nich  się  nie  poruszyło.  Nie  wiedziała,  dlaczego  Emmett  nie 

wstaje,  ale  po  chwili  ją  olśniło.  Gdy  tak  leżeli  na  sobie,  stykając  się  ciałami, 

stało się dla niej jasne przynajmniej jedno: Emmett nie jest tak obojętny na jej 

kobiece wdzięki, jakby mogło na to wskazywać jego zachowanie. 

 

 

 

 

RS

background image

 

130 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Może spotkanie na macie doprowadziłoby do czegoś więcej, ale akurat w 

tym momencie do drzwi zapukał Ricky. Emmett natychmiast wypuścił Lindę z 

objęć i wycofał się, chcąc, żeby sama przywitała się z chłopcem. Ricky właśnie 

wybierał się do szkoły i wstąpił, żeby zobaczyć się z matką i uzyskać jej zgodę. 

– Na co mam się zgodzić? – spytała, patrząc na kartkę papieru, którą jej 

podał. 

–  Wybieramy  się  do  księgarni  w  centrum  handlowym  na  spotkanie  z 

pisarzem – odparł Ricky. – Pewnie to będzie nudne, ale jeśli nie podpiszesz, to 

będę musiał siedzieć w klasie i ćwiczyć tabliczkę mnożenia. 

– Ile jest trzy razy pięć? 

– Piętnaście. 

– A siedem razy osiem?  

Chłopiec westchnął ciężko. 

– Pięćdziesiąt sześć. 

– Dziewięć razy trzy? 

–  Dwadzieścia  siedem.  –  Rzucił  jej  zdesperowane  spojrzenie.  – 

Zadowolona? 

– Tak. Zgoda. 

Linda  podpisała  się  i  dała  mu  grzankę,  ale  Ricky  jej  nie  wziął.  Do 

pudełka  z  drugim  śniadaniem  dorzucił  banana  i  kilka  herbatników.  Linda 

udała, że tego nie widzi. 

Gdy pobiegł do przystanku pomachała mu na pożegnanie. 

–  Wiesz,  że  to  Nancy  powinna  mu  była  podpisać  te  zgodę  –  usłyszała 

głos Emmetta. 

RS

background image

 

131 

Miał  na  sobie  szary  garnitur,  białą  koszulę  i  szmaragdowy  krawat. 

Trudno było oderwać od niego oczy. 

– Tak uważasz? 

– Zaakceptował cię – powiedział Emmett. 

–  Uhm.  –  Patrzyła  na  świeżo  ogoloną  twarz  Emmetta,  czuła  delikatny 

zapach  płynu  po  goleniu.  Niektórzy  pacjenci  po  urazach  głowy  twierdzili,  że 

pewne zmysły im się wyostrzyły. Teraz uzmysłowiła sobie, że i ją to spotkało. 

Miała  wyjątkowo  wyczulony  węch.  Wcale  tego  nie  żałowała,  zwłaszcza  gdy 

wokół  Emmetta  unosił  się  tak  rozkoszny  zapach.  Wyglądał  niezwykle 

atrakcyjnie w tym nowym dla niej wydaniu biznesmena. 

A  gdyby  mu  to  powiedziała?  Tak  po  prostu,  otwarcie,  nie  owijając 

niczego w bawełnę? Kocham zapach, który się unosi wokół ciebie. Otworzyła 

usta, ale natychmiast je zamknęła. Nauczyli ją tego na rehabilitacji. Trzeba się 

wystrzegać  działania  pod  wpływem  impulsu  i  mówienia  pierwszej  rzeczy, 

która  przyjdzie  do  głowy.  Ludzie  normalni,  bez  urazów  głowy,  cenzurowali 

siebie.  To  część  umowy  społecznej,  tak  jej  mówili  opiekunowie,  i  ona  to 

dobrze zapamiętała. Ujawnianie własnych uczuć może czasami być groźne. A 

co,  jeśli  niewłaściwie  zinterpretowała  tamten  ranek  w  swojej  sypialni?  A  to 

podniecenie  Emmetta,  kiedy  upadli  na  matę?  Mogło  jej  się  tylko  wydawać. 

Może miał coś w kieszeni? 

Uśmiechnęła  się  na  tę  myśl.  Lecz  jeśli  zawsze  będzie  wszystko 

przewidywać  i  uprawiać  autocenzurę,  w  jaki  sposób  zasygnalizuje  swoje 

pragnienia? 

– Wychodzę na parę godzin – oznajmił Emmett. – Potrzebujesz czegoś? 

Mogę po drodze coś kupić – zaproponował. 

Oto  jak  kobieta  może  wysyłać  sygnały  do  swego  mężczyzny.  Mogłaby 

pójść do sklepu z bielizną czy z akcesoriami erotycznymi i kupić coś naprawdę 

RS

background image

 

132 

seksownego,  jakiś  drobiazg,  który  powiedziałby  wszystko  to,  czego  ona  nie 

może powiedzieć. 

Nie,  nie  może  tego  zrobić.  Nie  może  poprosić  Emmetta,  żeby  przyniósł 

jej jedwabną bieliznę w niedużym rozmiarze. I nie wyobraża sobie, żeby mogła 

poprosić Nancy, aby biegała z nią po Victoria Street. 

–  Muszę  znowu  prowadzić  samochód  –  powiedziała.  –  Muszę  dostać 

prawo jazdy, żeby mieć trochę niezależności. 

–  Nie  miałem  pojęcia,  że  cię  ograniczam.  –  Emmett  popatrzył  na  nią 

zdziwiony. 

Nie,  nie.  Linda  potarła  czoło,  starając  się  jakoś  uporać  z  tym 

nieporozumieniem.  Ale  w  głowie  jej  się  mąciło.  Wspaniały  zapach  Emmetta, 

kupno bielizny, wzrastające rozdrażnienie z powodu ich oddalania się. 

–  Przyniosę  ci  tabletki.  –  Emmett  poszedł  do  łazienki  i  wrócił  ze 

słoiczkiem i szklanką wody. 

Spotęgował tym jej rozdrażnienie i złość. 

– Nie potrzebuję opiekuna, potrzebuję lekcji jazdy. 

– W porządku. – Emmett położył tabletki na stole i odstawił szklankę. – 

Zajmiemy się tym, gdy tylko wrócę z siedziby firmy Fortune'ów. 

Jason  tak  zaparkował  skorodowanego  buicka,  żeby  móc  obserwować 

wejście  do  biurowca  firmy  Fortune  TX,  Ltd.  Ulica  poprzeczna  nosiła  nazwę 

Kingstona,  a  park  publiczny  na  jej  końcu  też  był  parkiem  Kingstona,  tego 

egoistycznego bękarta. 

Jason miał ochotę wysiąść i napluć na tablicę z nazwą ulicy, ale nie mógł 

zwracać na siebie uwagi. Poza tym nie mógł spuścić oka z wejścia do budynku, 

żeby  nie  przeoczyć  żadnej  wchodzącej  do  środka  osoby.  Od  kilku  dni tak  tu 

tkwił, nie opuszczając samochodu ani na chwilę. 

RS

background image

 

133 

Wsunął rękę do kieszeni, w której miał komórkę. Może powinien wysłać 

zatrutą strzałę przez telefon. Ot tak, po prostu, żeby dać znać, że brat Jason jest 

na posterunku. Ale nie, niech się gnojek trochę napoci. 

Czekanie  jest  piekielnie  nudne.  A  pozostawanie  osobą  anonimową  w 

czasie oczekiwania jeszcze nudniejsze. 

Jason  był  przyzwyczajony  do  tego,  że  zwracał  na  siebie  uwagę.  Ot, 

choćby ta laska, architektka z kawiarni. Podobał mu się sposób, w jaki na niego 

patrzyła  tymi  dużymi  oczami.  Przypuszczalnie  jednak  była  tak  samo  obłudna 

jak  cała  jej  płeć.  Pomyślał  o  Melissie.  Co  za  pokrętna  suka.  Myślała,  że  go 

wystawi  do  wiatru,  wdając  się  w  aferę  z  Ryanem.  Zanim  jednak  do  tego 

doszło, Jason zdołał ją wyeliminować. 

A potem ta cała reporterka, Natalie McCabe, zobaczyła go i zakablowała 

policji. Głupia suka. 

Poruszył się na siedzeniu i spojrzał na idącą chodnikiem w jego kierunku 

nieznajomą młodą kobietę. Ona też weszłaby mu w drogę, gdyby tylko mogła. 

Uniósł  rękę  i  udawał,  że  w  nią  celuje.  Nie  widziała  go  przez  przyciemnione 

szyby, ale wyobrażał sobie jej zdziwienie, gdyby nacisnął spust. 

Następna  kobieta,  która  spróbuje  mu  pokrzyżować  plany,  dostanie  za 

swoje. Koniec z panem Miłym Facetem. Nie doceniono go ani nie traktowano 

dobrze, to i on przystąpi teraz do prawdziwej walki. 

Emmett i każdy, kto mu się narazi, zapłacą za to. 

Zauważył samochód wjeżdżający w bramę Fortune 

TX,  Ltd.  Zmrużył  oczy,  żeby  lepiej  zobaczyć  kierowcę.  Bingo! 

Wystarczyły cztery dni i znalazł tego, kogo szukał. 

Strzała trafiła prosto w cel, tak jak to przewidział. 

Do diabła! Teraz trzeba już tylko czekać. 

RS

background image

 

134 

Zajęło  mu  to  kilka  godzin.  Niczego  nie  przyspieszał,  choć  poczuł  nagły 

przypływ  adrenaliny.  Gdy  w  końcu  zobaczył  Emmetta  wyjeżdżającego  z 

parkingu, był gotowy podążyć w ślad za nim. 

Popołudniowy  ruch  w  San  Antonio  okazał  się  jego  sprzymierzeńcem. 

SUV  brata  musiał  zwolnić,  a  on  mógł  być  niezauważalny  wśród  tylu 

otaczających  ich  samochodów.  Jak  idzie  ta  piosenka  Stinga,  zastanawiał  się, 

zanuciwszy głośno kilka taktów. No tak „I'll be watching You". 

Emmett kierował się ku centrum miasta. Nagle wykonał szybki manewr, 

żeby zdążyć skręcić na zielonym świetle. 

Jason  zaklął  pod  nosem,  kiedy  musiał  gwałtownie  przyspieszyć,  nie 

chcąc zgubić Emmetta. Kierowca, na którym wymusił pierwszeństwo, zatrąbił 

głośno. Nie przejął się tym. Ten dureń powinien mu ustąpić pierwszeństwa. 

SUV  jechał  coraz  szybciej,  więc  Jason  musiał  wcisnąć  gaz  do  dechy. 

Jego  wysłużony  buick  najwyraźniej  nie  lubił,  by  go  ponaglać,  co 

zasygnalizował  rykiem  silnika.  Jason  musiał  zatem  nieco  zwolnić,  żeby  hałas 

nie zwrócił uwagi Emmetta. 

SUV  wziął  następny  zakręt.  Znajdowali  się  teraz  w  dzielnicy 

mieszkaniowej  zupełnie  innej  niż  przedmieście,  na  którym  Jason  mieszkał  z 

Melissą.  Sposób,  w  jaki  urządziła  wynajęte  mieszkanie  powinien  mu  od  razu 

wskazać, że to nie była kobieta odpowiednia dla niego. 

Nie wspominając już o tych wszystkich okropnych rzeźbach ze szkła, na 

które  Melissa  wyrzucała  pieniądze.  Powinien  był  dawno  trzasnąć  ją  w  łeb 

jedną z nich. Poza sypialnią przebywanie z nią było wyłącznie stratą czasu. 

–  Do  diabła!  –  Zajęty  własnymi  myślami  omal  nie  przeoczył 

skręcającego  samochodu  Emmetta.  Skup  się,  powiedział  do  siebie.  Nie 

spuszczaj go z oczu. 

RS

background image

 

135 

Teraz musiał się trzymać w pewnej odległości od Emmetta, bo w bocznej 

ulicy  ruch  był  mniejszy,  a  domy  większe  i  usytuowane  na  rozległych 

działkach.  Pieprzeni  bogacze.  Co  u  diabła  jego  młodszy  brat  robił  w  tym 

zamożnym otoczeniu? Jason zerkał kątem oka na mijane rezydencje, przez cały 

czas jednak nie spuszczając wzroku z samochodu Emmetta, który wykonywał 

kolejną serię zakrętów. Jechał za nim i nagle... i nagle Emmett zniknął. 

–  Do  diabła!  –  warknął,  rozglądając  się  za  SUV–em.  Gdzie  on  się 

podział? Tutejsze domy miały duże garaże, a za niektórymi budynkami widział 

dachy domków gościnnych. 

Zbliżywszy się do skrzyżowania, rozejrzał się. 

– Jest! 

Skręcił i przyspieszył nieco, żeby znowu nie zgubić samochodu Emmetta. 

Wtedy zza żywopłotu przy bocznej uliczce wyskoczył biały hummer, blokując 

mu przejazd. 

Jason  z  całej  siły  nacisnął  hamulec,  aż  spod  opon  rozniosła  się  woń 

palonej  gumy.  Kobieta  za  kierownicą  spuściła  szybę  i  uśmiechnęła  się 

rozbrajająco. 

– Przepraszam – wyczytał z jej ust. 

Jason  był  wściekły.  Zaklął  pod  nosem  i  szybko  wyminął  hummera. 

Rozejrzał się. Ani śladu Emmetta. Ulotnił się. Hummer jechał za nim. Widział 

we wstecznym lusterku twarz kobiety.  Gdyby  wzrok mógł zabijać, już byłaby 

martwa. Głupia suka. Miała jasne włosy, jak Melissa. Rany, ależ on nie cierpi 

blondynek. Następna, która mu stanie na drodze zapłaci za Melissę, za tę durną 

babę z hummera i wszystkie inne, które dały mu się we znaki. 

Nastrój Lindy nie poprawił się, gdy po kilku godzinach Emmett wiózł ją 

za  miasto,  szukając  jakiegoś  pustego  terenu,  gdzie  mogłaby  ćwiczyć  się  w 

prowadzeniu samochodu. 

RS

background image

 

136 

– Jak przebiegło spotkanie? – spytała, siląc się na uprzejmy ton. 

– Dobrze. 

Nie spytała, jaki był charakter spotkania, zdając sobie sprawę, że sam by 

jej  o  tym  powiedział,  gdyby  chciał.  Utwierdziło  ją  to  w  podejrzeniu,  że  nie 

chciał  wprowadzać  jej  w  swoje  życie  i  dzielić  się  z  nią  swoimi  sprawami. 

Znowu poczuła rozczarowanie i złość. 

Gdy w końcu zajechali na opustoszały parking, z trudem zmusiła się, by 

na niego popatrzeć. 

– Gotowa? – spytał. 

– Oczywiście. 

Zamienili się miejscami i Emmett poinstruował ją, jak ustawić siedzenie 

kierowcy.  Linda  miała  na  sobie  dżinsy  i  podkoszulek,  Emmett  ten  sam 

garnitur, w którym rano udał się na spotkanie. 

– Włącz silnik – polecił. 

Choć  bardzo  się  starała  opanować,  zdenerwowanie  jej  nie  opuszczało. 

Odetchnęła głęboko, przekręciła kluczyk w stacyjce. 

– To największy samochód, jaki prowadziłam w życiu – powiedziała, gdy 

rozległ  się  warkot  silnika.  –  Czuję  się  tak,  jakbym  mogła  wjechać  nim  na 

górskie szczyty, a nie zjechać w dół ulicą. 

– Dlaczego nie ruszasz? Zwolnij hamulec – powiedział Emmett. 

Posłuchała go. 

– A teraz dodaj trochę gazu. 

Pedał  był  bardzo  czuły.  Myślała,  że  nacisnęła  go  lekko,  tymczasem 

samochód  aż  wystrzelił  do  przodu.  Szybko  nacisnęła  hamulec.  Mimo  pasów 

bezpieczeństwa  oboje  polecieli  do  przodu,  po  czym  uderzyli  głową  w  za-

główki. 

– Do diabła – syknął Emmett. – Spokojniej, dobrze? 

RS

background image

 

137 

– Starałam się. – Pomyślała, że pojazd może trochę przypominać swego 

właściciela. Duży, ale bardzo delikatny. 

– Spróbuj jeszcze raz. I pamiętaj, że wystarczy lekko dodać gazu. 

– Okay. – Linda znów odetchnęła głęboko i nacisnęła na gaz. Tym razem 

samochód ruszył spokojnie. 

– Dobrze – pochwalił Emmett. – A teraz okrąż parking. Nie musisz się tu 

o nic martwić, z wyjątkiem tego dużego słupa na środku. 

Nie  powinien  był  tego  mówić.  Niezależnie  od  tego,  czemu  miał  służyć 

ów  słup,  teraz  wydawał  się  mieć  magnetyczną  siłę  przyciągania.  Okrążenia, 

jakie  robiła  Linda,  były  coraz  mniejsze  i  samochód  za  każdym  razem  zbliżał 

się  bardziej  ku  środkowi.  Starała  się  odjechać  nieco  dalej,  I  wciąż  była  coraz 

bliżej tego dużego kawałka metalu. 

Emmett  siedział  w  milczeniu,  naciskając  wyimaginowany  hamulec. 

Linda zorientowała się, widząc, jak napinają się mięśnie jego ud. 

–  Nie  wychodzi  mi  to,  prawda?  –  zwróciła  się  do  niego  z  napięciem  w 

głosie. 

– Patrz przed siebie, okay? Nie na mnie – napomniał ją. 

Przewróciła  oczami,  ale  dzielnie  jechała  dalej,  starając  się  ignorować 

napięcie, jakie się jej udzielało. Emmett skrzywił się, gdy po raz kolejny udało 

jej się cudem ominąć słup. 

–  Posłuchaj,  jeśli  nie  chcesz  mi  pomóc  w  nauce  jazdy,  w  porządku.  – 

Linda  zatrzymała  samochód.  –  Rozumiem  to.  Ale  nie  mogę  znieść  twojego 

wyraźnego strachu, że  walnę  w pierwszy  lepszy przedmiot, który  znajdzie się 

na mojej drodze. 

– Ależ mam zamiar ci pomagać – powiedział obronnym tonem Emmett. 

–  Tak,  na  pewno.  Niebawem  wykopiesz  dziurę  w  podłodze  po  swojej 

stronie – zauważyła. 

RS

background image

 

138 

– Jestem trochę spięty. 

– Nie trochę, bardzo!  

Emmett mruknął coś pod nosem. 

– Czy powiedziałeś coś o kobietach kierowcach? – syknęła Linda. 

–  Nie!  Powiedziałem:  kobieto,  doprowadzisz  mnie  do  szału.  A  to  duża 

różnica. 

– Czyżby? – Linda skrzyżowała przed sobą ramiona. 

– Owszem. – Emmett przyjął taką samą pozycję. 

– Zresztą robię uwagi o wszystkich kobietach za kółkiem – dodał. 

– Ale teraz to ja jestem za kółkiem. 

– Tak, ty – westchnął. – Do diabła. No dobrze. Ty jesteś za kółkiem, na 

macie, w kuchni, w sypialni. Jestem spięty zawsze i wszędzie, kiedy jesteś koło 

mnie. 

– Co? – zdumiała się Linda. 

– Pragnę cię w każdej cholernej minucie i walczę w tej z góry przegranej 

bitwie, żeby coś z tym zrobić. 

Linda patrzyła na niego jak na wariata. Czuł się idiotycznie. Przez nią tak 

się czuł. Postanowienie, jakie zrobił podczas lunchu z Collinem, żeby trzymać 

się na dystans od Lindy do czasu uporania się ze sprawą Jasona, było sensow-

ne. Świadczyło o jego rozwadze i ostrożności. 

Lecz  ona  sprawiła,  że  zapomniał  o  wszystkich  swoich  szlachetnych 

postanowieniach. 

– Jestem na ciebie wściekła – szepnęła Linda. 

– Okazałaś to wyraźnie w czasie lekcji jazdy. 

–  Nie  z  tego  powodu,  tylko  dlatego,  że  kazałeś  mi  czekać.  –  Linda 

zaciągnęła ręczny hamulec. 

– Na co? – spytał. 

RS

background image

 

139 

Linda  zaczęła  się  przesiadać  ze  swego  siedzenia  na  jego  kolana.  Objęła 

go  za  szyję,  przyparła  do  drzwiczek.  Usłyszał  kliknięcie  zatrzaskującego  się 

zamka. 

–  Zaczekaj,  proszę.  –  Chwycił  ją  w  pasie,  żeby  ją  unieść,  ale  nie  mógł 

tego  zrobić.  Naciskała  biodrem  jego  czułe  męskie  miejsce  i  było  mu  z  tym 

cholernie dobrze. 

– Na nic nie zaczekam – powiedziała, zbliżając usta do jego warg. 

To  był  słodki  pocałunek,  który  natychmiast  rozpalił  jego  zmysły. 

Całowali się z zapamiętaniem. Emmett zaczął rozpinać jej bluzkę. 

Dokoła  nie  było  żywego  ducha.  Kiedy  wyjechał  z  siedziby  firmy,  miał 

nieznośne  uczucie,  że  ktoś  go  śledzi.  Natychmiast  pożałował,  że  przed 

wprowadzeniem  się  do  domku  gościnnego  Armstrongów  zamknął  w  szafie  u 

Ryana  broń,  którą  posługiwał  się  jako  agent  FBI.  Zrobił  to  ze  względu  na 

Rickiego,  żeby  przypadkiem  nie  dostała  się  w  jego  ręce.  Teraz,  wracając  do 

domu  Armstrongów,  musiał  się  wykazać  zdwojoną  czujnością.  Jechał  więc 

okrężną  drogą,  przez  osiedle  sąsiadujące  z  tym,  na  którym  mieszkali 

Armstrongowie.  Był  pewien,  że  nikt  za  nim  nie  jechał,  był  pewien,  że  na 

opustoszałym parkingu są sami i wiedział, że chce od Lindy czegoś więcej. 

– Cicho, kochanie, spodoba ci się, zobaczysz. – Rozpiął jej bluzkę, potem 

stanik i ściągnął go z niej. 

Siedziała teraz na jego kolanach, do połowy rozebrana i wpatrywała się w 

niego dużymi, niebieskimi oczyma. Uśmiechnął się i powędrował wzrokiem w 

dół, zatrzymując się na jej piersiach. Sutki jej pociemniały i naprężyły się pod 

wpływem jego wzroku. 

– Gorąco – szepnęła. – Gorąco. 

– Wiem. – Emmett opuścił szyby w obu przednich oknach. Ciepły wiatr 

poruszył jasnymi włosami Lindy. 

RS

background image

 

140 

– Teraz chłodniej? – spytał, nie spuszczając oczu z jej piersi. 

–  Goręcej.  –  Potrząsnęła  głową.  Włosy  opadły  jej  do  przodu, 

przykrywając ramiona i piersi. 

Emmett  odgarnął  je delikatnie.  Zauważył,  że  zareagowała  na dotyk  jego 

ręki. Zaczął pieścić jej sutki. Jęknęła cicho. 

Wiedział, czego pragnie i przesunął głowę ku drugiej piersi. 

– Emmett... 

– Jestem tutaj, kochanie. 

– Niezupełnie tutaj. – Głos jej się załamał. – Chcę czegoś więcej. 

Uśmiechnął się do siebie. On też pragnie czegoś więcej, ale lubi czekać. 

Linda odrzuciła w tył głowę. Była taka piękna. 

Znowu pocałował jej pierś, tym razem pieścił ją językiem, a drugą gładził 

i  uciskał  ręką.  Linda  przycisnęła  łono  do  jego  podbrzusza.  Przeszedł  go 

dreszcz. 

–  Musimy  wracać  do  domu  –  powiedział  schrypniętym  głosem.  – 

Skończymy w domu to, co zaczęliśmy. 

– Nie chcę czekać, Emmett. – Linda nie schodziła z jego kolan. 

–  Ależ...  –  Oboje  nie  chcieli.  Ta  zabawa  w  samochodzie  była 

podniecająca, ale u licha, są przecież dorośli. Mają łóżka, cały dom na to, żeby 

się kochać, oddalony o parę minut drogi stąd. 

– Nie każ mi czekać – prosiła. 

Jęknął, po czym ujął palcami obie sutki i zaczął je uciskać. 

– Dobrze, kochanie, już dobrze. 

Nie potrafił jej odmówić, później się będzie o to martwił.  Teraz musi ją 

doprowadzić do orgazmu, musi zrobić to, czego ona od niego oczekuje. 

Linda  chwyciła  go  mocno  za  koszulę.  Unosiła  się  i  opadała  na  jego 

kolanach, cała niecierpliwa. 

RS

background image

 

141 

– Zdejmij – powiedziała. 

– Nie muszę. – Rozejrzał się po pustym parkingu. W zasięgu wzroku nie 

było  nikogo,  ale  powinien być  czujny.  Tymczasem  czując  jej palce  na  swojej 

nagiej skórze, tracił wszelką kontrolę nad sytuacją. 

– Emmett, proszę.  

Ściągnął koszulę. 

Linda westchnęła cicho i przycisnęła nagie piersi do jego ciała. 

Serce  mu  waliło  jak  młotem,  a  jedwabista  skóra  Lindy  rozpalała  go. 

Chwycił  ją  w  pasie  i  chciał  zdjąć  z  kolan,  ale  rozchyliła  wargi  i  zanim  się 

zorientował, ich usta spotkały się w namiętnym pocałunku. 

Teraz zupełnie stracił samokontrolę. 

On też nie chciał dłużej czekać. 

Uświadomił sobie jednak, że nie może się posunąć dalej. Ujął ją za ręce i 

odsunął od siebie. 

– Nie, nie możemy. 

– Dlaczego? 

– Nie, kochanie, nie mam prezerwatywy. 

–  Prezerwatywy?  –  Otworzyła  szeroko  oczy.  –  Na  rehabilitacji  dawali 

nam pigułki. Uważali, że to najlepszy sposób na wypadek... takiej impulsywnej 

decyzji jak... 

– Jak teraz? – zaśmiał się Emmett. – Ale tu nie chodzi tylko o ciążę. 

– Przebadano mnie pod kątem wszelkich możliwych chorób – zapewniła 

go. 

– Mnie też, zgodnie z przepisami FBI. Jestem zdrowy, ale... 

– Ale co? 

– Ale wciąż mam kłopoty ze znalezieniem właściwego słowa, gdy jestem 

z tobą. 

RS

background image

 

142 

– Przykro mi – westchnęła Linda. 

– Nie powinnaś wierzyć mężczyźnie w takiej sytuacji. Może kłamać, nie 

dbając o to, czy cię zrani czy nie. 

– A ty kłamiesz, Emmett? Zamierzasz mnie zranić? 

– Nie. 

– A więc kochaj mnie, po prostu mnie kochaj. 

Westchnął  i  pozwolił,  żeby  pozostała  na  jego  kolanach.  Po  prostu  mnie 

kochaj. Będzie się tym martwił później. 

Nie była to chwila na czekanie ani na samokontrolę. To była chwila dla 

nich,  dla  Emmetta  i  Lindy.  Zobaczył  uniesienie  w  jej  oczach  i  usłyszał 

stłumiony okrzyk, gdy sięgnęła szczytu rozkoszy. 

Podążył na ten szczyt w ślad za nią. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

143 

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Linda roześmiała się, patrząc na Emmetta. Świtało. Leżeli  w  łóżku i jak 

każdego ranka – i każdej nocy od tamtego wieczoru na parkingu – kochali się. 

Minęły trzy dni i Linda rozkoszowała się każdą chwilą z Emmettem. 

–  Chyba  odkryłam  w  sobie  nowy  talent  – powiedziała,  zamykając  oczy, 

gdy Emmett otarł się piersią o jej sutki. – Myślę, że potrafię się z tobą kochać. 

– Potrafisz, kochanie – przyznał. 

Przesunął  usta  wzdłuż  jej  szyi,  odchyliła  do  tyłu  głowę,  żeby  mu  to 

ułatwić. Czy jakakolwiek kobieta mogłaby być aż tak szczęśliwa? 

Rozkoszowała  się  swoim  szczęściem,  nie  dopuszczając  ponurej  myśli, 

która  mogłaby  położyć  się  cieniem  na  tych  cudownych  momentach.  Nie 

myślała o tym, co przyniesie przyszłość. 

– Co robisz? – Uniosła się na łokciach, gdy Emmett powędrował ustami 

ku jej piersi i niżej, w stronę talii. 

– Chcę poczuć twój smak, twoją słodycz – powiedział. 

Czuła  rozkosz,  która  rozpalała  jej  skórę  i  burzyła  krew,  gdy  język 

Emmetta dotykał wrażliwych miejsc na jej ciele. 

– Emmett... – zaprotestowała słabo. 

Chwycił jej biodra, starając się dostosować do reakcji jej ciała. Objęła go, 

trzymając  dłonie  na  jego  plecach.  Rozchylił  jej  kolana  i  przywarła  do  niego 

całą  sobą.  Minęła  dłuższa  chwila  i  znów  spowodował,  że  osiągnęła  pełnię 

zaspokojenia. Wtedy zsunął się z niej i oparł policzek na jej piersi. 

– Nie pozwól, żebym został zbyt długo – wymamrotał, zapadając w sen. 

– O dziewiątej mam spotkanie. 

Dziś jest wtorek. 

Emmett okazuje mi wiele czułości. Spędził następną noc w moim łóżku. 

RS

background image

 

144 

Zakochałam się w nim. 

Nie  zamierzała  się  tym  przejmować  ani  tym  bardziej  martwić. 

Zachowywała  się  zgodnie  z  codzienną  rutyną  –  prysznic,  kawa,  przeglądanie 

gazety  –  do  czasu  gdy  zapukał  Ricky  przed  wyjściem  do  szkoły.  Nie  potrze-

bował już pretekstu, żeby przyjść. Wciąż podkradał ciasteczka, a ona udawała, 

że tego nie widzi. 

Jak  zwykle  pomachała  do  niego,  stojąc  na  progu,  aż  zniknął  jej  z  oczu. 

Bardzo  lubiła  mały  ganek  tego  domku  dla  gości.  Okalała  go  pomalowana  na 

biało  balustrada.  W  rogu  stał  koń  od  starej  karuzeli.  Promienie  słońca  padały 

jej na twarz. Zamknęła oczy, ciesząc się ciepłem i piękną pogodą. 

– Dzień dobry! – Usłyszała nagle obcy męski głos.  

Otworzyła oczy i odwróciła się. Twarz mężczyzny też była obca. Miał na 

sobie  spodnie  khaki  i  sportową  koszulę.  Przez  ramię  przerzucił  marynarski 

worek. 

– Szukam Emmetta Jamisona – powiedział. 

Linda cofnęła się i uderzyła plecami w pierś Emmetta. Położył jej rękę na 

ramieniu uspokajającym gestem. 

– Nolan Green? – zwrócił się do przybysza. 

– Tak. – Mężczyzna skinął głową. – Fotoreporter  „San Antonio Express 

News" – przedstawił się. 

Emmett podszedł do niego i uścisnął mu dłoń. 

– To Linda Faraday – przedstawił Lindę. – Kochanie, pan Green zrobi mi 

parę zdjęć, dobrze? – zwrócił się do niej. – Nie miałem okazji powiedzieć ci o 

tym wcześniej. 

– W porządku. 

– Zrobisz mi kawy? – spytał jeszcze Emmett. 

RS

background image

 

145 

– Oczywiście. – Miała ochotę zapytać, w jakim celu robią te zdjęcia, ale 

nie chciała być wścibska. – Może i pan ma ochotę na kawę – zwróciła się do 

fotoreportera. 

Green  potrząsnął  głową  i  zaczął  wyjmować  aparaty.  Z  kuchni  słyszała 

rozmowę obu mężczyzn. Fotograf chciał robić zdjęcia na dworze. 

– Tutaj, na ganku, byłoby super – powiedział. – W takiej scenerii sprawi 

pan wrażenie bardziej przystępnego. 

–  Prawnicy  na  ogół  nie  sprawiają  przyjaznego  wrażenia  –  zauważył 

Emmett. 

–  Ani  agenci  FBI  –  dodał  Green.  –  Czytałem  artykuł,  do  którego  mają 

być  te  zdjęcia,  o  panu  i  o  fundacji,  którą  pan  zakłada  w  imieniu  Ryana 

Fortune'a. Mamy w archiwum trochę jego zdjęć. Zamieścimy je również. 

Linda  wracała  na  ganek  z  kawą, ale  zatrzymała  się  na  moment.  Emmett 

zabiega o reklamę, zdziwiła się. To do niego niepodobne. 

Szybko podeszła do obu mężczyzn i podała Emmettowi kubek. 

– Dziękuję. Teraz wiem, że przeżyję, by zobaczyć następny dzień – rzucił 

niefrasobliwie. 

Lindę coś w tych słowach przestraszyło. 

– Czy... czy powiedziałeś Lily o moim pomyśle fundacji? – spytała. 

Po twarzy Emmetta przemknął cień... poczucia winy? 

–  Tamtego  dnia,  kiedy  byłem  w  firmie  Fortune'ów  –  odrzekł.  – 

Rozmawialiśmy o terminach, nadaliśmy bieg sprawie, nawet sformułowaliśmy 

komunikat dla prasy. Udzieliliśmy też z Lily wywiadu dla „Express News". 

Fotograf robił zdjęcia, więc Linda cofnęła się. 

– Nie wspomniałeś o tym – zauważyła. 

– Kiedy jestem z tobą, myślę o innych rzeczach – odparł. 

RS

background image

 

146 

I  robi  plany,  o  których  nie  chce,  żeby  je  znała.  Potwierdziły  to  jego 

następne słowa skierowane do fotoreportera. 

– Na pewno Lindy nie ma na zdjęciach? Przed czym ją chroni? 

–  Będę  też  na  pana  konferencji  prasowej  –  poinformował  Green.  –  W 

piątek w południe, czy tak? 

–  Zgadza  się  –  przytaknął  Emmett.  –  Odbędzie  się  poza  siedzibą  firmy. 

Powinna być też telewizja. 

–  O  Fortune'ach  zawsze  jest  głośno  w  tym  mieście –  zauważył  fotograf, 

po czym zastanowił się chwilę. 

–  Niewykluczone,  że  obok  artykułu  znajdzie  się  wzmianka  o  pańskim 

bracie, Jasonie. Nie ma pan nic przeciwko temu? 

– Nie mogę kontrolować prasy. – Emmett wzruszył ramionami, rzucając 

szybkie spojrzenie w stronę Lindy. 

Uświadomiła  sobie  w  tym  momencie  jego  intencje.  Te  zdjęcia, 

informacja  o  fundacji,  konferencja  prasowa  w  piątek.  On  chciał  rozgłosu  w 

prasie, chciał przyciągnąć uwagę ludzi. 

Zwłaszcza jednej osoby. 

Niewykluczone,  że  obok  naszego  artykułu...  Nie  ma  pan  nic  przeciwko 

temu? 

Chodziło o Jasona Jamisona! 

–  Czy  twój  brat  nie  przebywa  w  Ameryce  Południowej?  –  spytała 

nienaturalnie wysokim głosem. – Uciekł z okupem, prawda? 

– Gdzieś tam jest – mruknął Emmett, nie patrząc na nią. 

–  Słyszałem,  że  FBI  uważa,  że  wciąż  jest  w  tej  okolicy  –  włączył  się 

Nolan.  –  W  naszym  dziale  informacyjnym  mówi  się,  że  miał  pan  od  niego 

telefony z pogróżkami. 

Emmett zesztywniał. 

RS

background image

 

147 

– Ktoś wie więcej niż powinien – mruknął. 

Linda zamarła z przerażenia. Wyglądało na to, że fotograf mówi prawdę. 

– Nie, Emmett, nie – zawołała. 

–  Nie  martw  się,  Lindo. –  Popatrzył  na nią,  po czym  odwrócił  wzrok.  – 

Nic się nie stanie. Ani tobie, ani Rickiemu. 

Ponieważ Emmett Jamison, agent FBI, wciąż wykonuje swoje obowiązki. 

Wywiad,  zdjęcia  nie  miały  służyć  fundacji,  ale  jego  pracy  jako  agenta 

federalnego, człowieka zdecydowanego powstrzymać swego brata. 

Mężczyzna, w którym się zakochała, zamierzał wystąpić w roli przynęty. 

Linda  nie  wiedziała,  co  robić.  W  głowie  miała  chaos.  Nie  ważyła  się 

wyrazić  głośno  swoich  obaw  i  zastrzeżeń  co  do  postępowania  Emmetta. 

Zostawiła go z fotoreporterem i skierowała się do domu Armstrongów. 

W  salonie  już  czekała  na  nią  herbata.  Linda  usiadła  przy  długim  stole  i 

zerknęła na mały telewizor w rogu. Akurat nadawano jakiś lokalny program na 

dzień dobry. 

Była  zakochana  w  mężczyźnie,  który  jest  gotów  na  wszystko,  żeby 

dorwać swego brata. 

Jak mogłaby go powstrzymać? 

Rozmyślanie przerwało jej wejście Nancy. Uśmiechnęła się na jej widok. 

–  Dzień  dobry!  Cieszę  się,  że  cię  widzę  –  rozpromieniła  się.  –  Co  cię 

sprowadza w ten piękny letni dzień? 

Piękny dzień? Linda wyjrzała przez okno. Była roztrzęsiona, rozchwiana 

psychicznie i... bała się. 

–  Do  Emmetta  przyszedł  fotograf  zrobić  zdjęcia  do  artykułu,  więc  nie 

chciałam im przeszkadzać. 

–  Cóż,  to  dobrze.  –  Nancy  nalała  sobie  herbaty  i  przysunęła  krzesło  do 

stołu. – Nie mamy wielu okazji do pogaduszek, sama wiesz. 

RS

background image

 

148 

– Pogaduszek? – Linda nie bardzo rozumiała. 

–  Tak,  jak  to  między  nami  dziewczynami.  O  modzie.  O  sławnych 

ludziach.  Moje  spotkanie  brydżowe  w  tym  tygodniu  zostało  odwołane  i 

rozpaczliwie pragnę babskiej rozmowy. Teraz, kiedy Dean jest na emeryturze i 

przesiaduje  całymi  dniami  w  domu, za  dużo  czasu  spędzam  na  odpowiadaniu 

na  pytania,  gdzie  trzymam  jego  skarpetki,  gdzie  schowałam  dżem 

truskawkowy albo czy nie widziałam przypadkiem zszywacza do papieru. Nie-

ważne, że te wszystkie rzeczy są w tym samym miejscu od czterdziestu lat. On 

nawet nie próbuje ich szukać, tylko pyta mnie, gdzie je schowałam. 

Mimo ponurego nastroju Linda się roześmiała. Wiedziała, że zanim Dean 

Armstrong przeszedł na emeryturę, był dyrektorem generalnym w dużej firmie. 

I pomyśleć, że nie radził sobie z tak zwykłymi sprawami. 

Nancy upiła łyk herbaty. 

– Widać po tobie, że czynisz niewiarygodne postępy – stwierdziła. 

–  Chyba  tak  –  przyznała  Linda.  Od  pewnego  czasu  notatnik  służył  jej 

bardziej  jako  dziennik  niż  zeszyt  do  zapisywania  codziennych  rutynowych 

czynności. –I rzadziej napadają mnie bóle głowy – dodała. – Nie potrzebuję też 

tyle  snu  co  kiedyś.  Jeszcze  parę  lekcji  za  kierownicą  i  będę  mogła  zdawać 

egzamin na prawo jazdy. 

– Coraz lepiej radzisz sobie z Rickim – zauważyła Nancy. 

–  W  tym  tygodniu  dał  mi  do  podpisania  swój  dzienniczek  –  nadmieniła 

Linda. – Emmett uważa, że to bardzo dobry znak. 

–  Zaczyna  cię  uważać  za  swoją  matkę.  –  Nancy  z  uśmiechem  pokiwała 

głową. 

Było w tonie starszej pani coś, co kazało Lindzie odstawić filiżankę i ująć 

Nancy za rękę. 

RS

background image

 

149 

– Och, Nan – powiedziała. – Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, ile dla 

nas  zrobiliście.  Ty  i  Dean  byliście  dla  Rickiego  rodzicami  przez  te  wszystkie 

lata. A teraz... 

–  Dziadkami,  nie  rodzicami  –  skorygowała  pani  Armstrong.  –  Zawsze 

czyniliśmy to rozróżnienie w naszych umysłach i staraliśmy się, żeby i Ricky 

zdawał sobie z tego sprawę. 

Linda ścisnęła dłoń Nancy. 

–  Nigdy  w  życiu  nie  spotkałam  tak  nadzwyczajnych  ludzi  jak 

wypowiedziała. –Nie wiem, jak mam wyrazić swoją wdzięczność. Wziąć obce 

dziecko i... 

–  Och,  daj  spokój.  –  Nancy  zaczerwieniła  się  z  zakłopotania  i 

zadowolenia.  –  Z  chwilą,  gdy  wzięłam  to  dziecko  na  ręce,  przestało  być  dla 

mnie obce. Nietrudno kochać taką słodką niewinną istotkę. 

– Ale nie łączyły  was  więzy krwi. – Linda nie powiedziała tego głośno, 

bo  wciąż  nie  była  pewna,  na  ile  silne  stosunki  będą  ją  łączyć  z  jej  synem. 

Dręczyły ją wątpliwości, czy osoba dorosła i już dość duże dziecko potrafią się 

wzajemnie pokochać. 

Czy obdarzy Rickiego macierzyńską miłością i będzie dobrą matką? 

– Dlaczego nagle posmutniałaś? – spytała Nan. 

– Nie, nie – zaprzeczyła Linda. – Tylko że czasami... 

Jak  ma  wyjaśnić  swoje  wątpliwości  tej  starszej  kobiecie?  Może  sobie 

pomyśleć,  że  Linda  nie  zasłużyła  na  Rickiego  albo  próbuje  się  uwolnić  od 

odpowiedzialności. 

–  Jak  układają  się  stosunki  Rickiego  z  Emmettem?  –  zainteresowała  się 

Nancy. 

Na to pytanie twarz Lindy się rozjaśniła. Nachyliła się ku Nancy. 

RS

background image

 

150 

–  Dobrali  się  jak  w  korcu  maku.  Lubią  taką  samą  pizzę,  takie  samo 

ciasto,  takie  same  kreskówki.  Ricky  jest  chyba  lepszy  z  ortografii,  ale  woli, 

żeby  w  matematyce  pomagał  mu  Emmett,  nie  ja.  Oczywiście,  że  moje 

przykłady  nie  dorównują  tym,  które  daje  Emmett.  On  robi  jakieś  odniesienia 

do gier komputerowych i Bóg wie czego jeszcze, o czym ja nie mam pojęcia. 

–  Będzie  wspaniałym  ojcem  –  zaśmiała  się  Nancy.  Linda  cofnęła  się. 

Ojcem? Emmett ojcem? 

Ojcem Rickiego? Jej mężem? Czy w tym kierunku zdążają jej uczucia do 

niego? 

– Nigdy przedtem nie myślałam o nim w ten sposób – wymamrotała. 

– Może powinnaś, Lindo. – Nancy uniosła brwi.  

Linda dostrzegła szczególny błysk w oczach starszej pani. 

–  Ja  nie...  ja  nie  miałam...  my...  –  jąkała  się,  nie  bardzo  wiedząc,  co 

powiedzieć w tej sytuacji. 

– Nie każ mi rozmawiać o robótkach ręcznych i o tym, gdzie schowałam 

skrzynkę z narzędziami Deana. Są przecież ciekawsze tematy. 

– Emmett tylko mi pomaga, bo przyrzekł to Ryanowi broniła się Linda. 

W każdym razie od tego się  zaczęło. Nie mogła  wiedzieć, czy poza tym 

żywi  do  niej  jakieś  głębsze  uczucia,  pomijając  fakt,  że  byli  razem  w  łóżku. 

Uspokoił też jej skołatany umysł i otworzył serce. Przypomniał jej, jak to jest 

być kobietą. 

– Widziałam jak na ciebie patrzy, Lindo – ciągnęła Nancy. – Jakbyś była 

słońcem, a on grzał się w twoim blasku. 

Och,  gdyby  to  była  prawda.  Lecz  widziała  to  w  jego  oczach,  kiedy  się 

kochali. Nigdy ich nie zamykał. Lubił obserwować jej reakcje, odpowiadać na 

nie, tak by jeszcze bardziej ją rozpalić. Dawał jej tak dużo. 

RS

background image

 

151 

–  Jest  ponurym  człowiekiem  –  powiedziała  jakby  do  siebie.  –  Widział 

rzeczy, które kazały mu się wycofać na ciemną stronę życia. 

–  Masz  rację  –  zgodziła  się  Nancy.  –  Ale  możesz  wziąć  go  za  rękę  i 

wyciągnąć z mroku. Właśnie to robią ludzie, którzy się troszczą o siebie. Tak 

się zachowują kochankowie. Wspierają się wzajemnie. 

Czy ona rzeczywiście może to uczynić dla Emmetta? Czy potrafi? 

Twoja  dzielność,  twój  hart  ducha  sprawiły,  że  znowu  uwierzyłem  w 

dobro.  Tak  powiedział  do  niej  niedawno  Emmett.  I  o  tym  właśnie  mówiła 

Nancy. 

Przerażała  ją  jednak  świadomość,  że  miałby  to  być  jej  obowiązek  do 

końca  życia.  Podobnie  jak  lękiem  napawała  ją  perspektywa  opiekowania  się 

Rickim. 

– Boję się kogokolwiek kochać – wyznała drżącym głosem. – Co będzie, 

jeśli... wszystko popsuję? 

– Zła wiadomość jest taka, że to napawa lękiem. 

–  Nancy  uśmiechnęła  się  łagodnie.  –  Dobra  zaś to  ta,  że  kobieta nie  ma 

wyboru. 

– To ma być dobra wiadomość? – zdziwiła się Linda. 

–  No  tak,  bo  wtedy  nie  ma  się  czego  bać,  nie  sądzisz?  Jeśli  twoim 

przeznaczeniem jest miłość, zaakceptuj to. 

Co to ma wspólnego ze sobą? 

Coś ma, pomyślała Linda. Została cudem obudzona 

–  wszyscy  bowiem  twierdzili,  że  to  był  cud  –  więc  musiała  wierzyć  w 

jakąś siłę, która ma większe działanie niż ona sama, czyż nie? 

Rozmowę z Lindą przerwał dzwonek telefonu. 

– Odbiorę. – Nancy sięgnęła po telefon. 

RS

background image

 

152 

Jeśli  jest  mi  przeznaczone  kochać  Emmetta,  pomyślała  Linda,  nie  ma 

sensu  się  zamartwiać  ani  denerwować.  Niepokoi  mnie  tylko,  że  zastawił 

pułapkę  na  brata.  Muszę  z  nim  porozmawiać.  Niech  pozna  moje  obawy,  a 

może nawet moją miłość? 

Tego  wieczoru,  w  intymnej  atmosferze  domu,  wyzna  mu  swoje 

prawdziwe uczucia. 

– O, nie! – usłyszała okrzyk Nancy. 

Zwróciła się w jej stronę, usiłując wyczytać coś z jej twarzy 

– W którym szpitalu? – spytała Nan, zbladłszy jak chusta. 

Szpital? Lindzie zabiło mocniej serce. 

– Jest przytomny? – pytała dalej Nancy. 

Kto?  Serce  podeszło  jej  do  gardła.  Ricky?  Usiłowała  wymówić  głośno 

jego  imię,  ale  z  jej  ust  nie  wydobył  się  żaden  dźwięk.  Czyżby  coś  się  stało 

Rickiemu? 

Nie,  to  niemożliwe.  Sparaliżowana  nieznanym  sobie  dotychczas 

uczuciem, wpatrywała się w twarz Nancy. Czyżby odezwał się w niej instynkt 

macierzyński?  Zaschło  jej  w  gardle,  serce  jej  łomotało,  z  całej  duszy  za-

pragnęła zawołać: proszę, jeśli coś mu się stało, weźcie mnie zamiast niego! 

Nancy  odłożyła  telefon.  Linda  nie  spuszczała  z  niej  oczu,  rozpaczliwie 

łaknąc wiadomości. 

– Chodziło o brata Deana – wyjaśniła. – Miał wypadek. 

–  Tak  mi  przykro.  –  Linda  położyła  dłoń  na  piersi,  usiłując  uspokoić 

rozszalałe serce. – Co się stało? 

–  Ma  złamaną  nogę  i  prawdopodobnie  uszkodzoną  śledzionę,  ale 

przeprowadzają  jeszcze  dodatkowe  badania.  Jego  żona  prosi,  żebyśmy 

przyjechali z Deanem do szpitala. 

RS

background image

 

153 

–  Oczywiście.  –  Linda  podniosła  się  z  krzesła.  –  Czy  mogę  wam  jakoś 

pomóc? 

– Mieszkają w Utah – powiedziała Nancy. – Nie będzie nas co najmniej 

kilka dni. 

– Ach tak. 

– Czy Ricky może mieszkać z tobą przez ten czas? – spytała. 

– Oczywiście. – Odrzekła spontanicznie Linda. 

Przecież powinna była tak odpowiedzieć, prawda? Serce jednak znów jej 

zakołatało.  Jeśli  Ricky  będzie  mieszkał  z  nią  przez  kilka  dni,  z  nią  i 

Emmettem... 

Przekona się, na ile potrafi być matką. 

Zobaczy, czy ona, Emmett i Ricky mogą się zachowywać jak rodzina. 

Nie  będzie  sama  z  Emmettem.  To  lepiej,  dzięki  temu  jeszcze  raz  się 

zastanowi, czy może mu powiedzieć o swoich obawach wobec jego brata... i o 

swoich uczuciach do niego. 

Była  nadal  zdenerwowana,  a  równocześnie  odetchnęła  z  ulgą,  bo  chyba 

tego oczekiwała. 

W  małej  kafejce  Jason  zamówił  dwie  kawy  i  zaniósł  je  do  stolika  na 

zewnątrz. Chciał jeszcze odetchnąć świeżym powietrzem, wiedząc, że czekają 

go długie godziny w samochodzie pod siedzibą Fortune TX, Ltd. 

Obok  jakiś  mężczyzna  czytał  akurat  lokalne  wydanie  „San  Antonio 

Express News". Jason zerknął na gazetę. 

Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Emmetta i Ryana Fortune'a. 

Dwóch ludzi, których nienawidził najbardziej ze wszystkich na świecie. 

Spojrzał  w  stronę  stojaka  z  gazetami,  ale  był  tylko  ten  pieprzony  „New 

York Times". Kogo tutaj obchodzi ten cholerny Nowy Jork? 

RS

background image

 

154 

Jason  przesunął  się  na  krześle,  usiłując  przeczytać  tekst  pod  zdjęciem. 

Zdołał jednak wychwycić tylko niektóre wyrazy. Lily Fortune, fundacja, agent 

federalny. 

Jason  był  zdziwiony,  że  w  jednym  artykule  pisano  o  Emmetcie  i  o 

agencie federalnym. Jakim to agentem federalnym mógł być Emmett? Pewnie 

się  dręczył  całymi  nocami,  zastanawiając  się,  gdzie  może  przebywać  jego 

starszy, inteligentniejszy i sprytniejszy brat. Emmett nigdy go nie znajdzie. 

Odchylił  się  w  krześle  i  dalej  pił kawę.  Niezależnie  od  tego,  co  piszą  w 

artykule,  nic  się  nie  zmieni.  To  on  znajdzie  Emmetta,  a  potem...  zostanie  z 

niego tylko mokra plama. 

Ciekawość nie dawała mu spokoju. Znowu zerknął kątem oka na gazetę, 

po  czym  uniósł  głowę,  gdy  gazeta  zaszeleściła.  Mężczyzna  trzymający  ją 

spojrzał na niego. 

Jason, bynajmniej nie zbity z tropu, wskazał gazetę gestem ręki. 

– Przepraszam, że tak zaglądam, ale zaciekawił mnie artykuł na pierwszej 

stronie – powiedział. – To o Fortune'ach? Nie mylę się? 

Mężczyzna złożył gazetę, żeby popatrzeć na wzmiankowany artykuł. 

– A tak – odparł. – Wdowa po Ryanie Fortunie i kilkoro jego krewnych 

zakładają fundację charytatywną w jego imieniu. 

– Fundację charytatywną? – powtórzył spokojnie Jason, choć w środku aż 

się  w  nim  gotowało.  Zamierzają  dawać  pieniądze  głupkom  i  nieudacznikom, 

gdy  tymczasem  ten  stary  sukinsyn  Kingston  nie  dał  ani centa  jego  dziadkowi 

Farleyowi! – Musi być przyjemnie mieć tyle wolnej gotówki – skwitował. 

Jego  dwa  miliony  wydały  mu  się  w  tej  sytuacji  bardzo  mizerne.  Oni 

prawdopodobnie  przeznaczają  dwa  razy  tyle  na  jakąś  bandę  skautów  czy 

stukniętych obrońców żab. 

RS

background image

 

155 

–  To  porządni  ludzie  –  stwierdził  mężczyzna.  –  Kupili  nowe  stroje  i 

instrumenty dla mojego zespołu szkolnego. 

Widzisz?  Ci  bogacze  odgrywają  rolę  dobrego  wujka  dla  bandy 

gówniarzy, zamiast założyć dynastię polityków, wspierając przed laty Farleya. 

Ile to ukradziono jego dziadkowi? A jemu samemu ile ukradziono? 

– A kto stoi na czele fundacji? – spytał Jason, choć odpowiedź już znał. 

Mężczyzna wskazał zdjęcie na pierwszej stronie gazety. 

– Emmett Jamison. Ma jakieś powiązania z rodziną Fortune'ów. 

–  Ach  tak  –  skinął  głową  Jason.  –  Piszą  może,  gdzie  ten  Jamison 

mieszka? – spytał jakby mimochodem. 

Mężczyzna wzruszył ramionami. 

– Nic na ten temat nie wiem – odrzekł, wstając od stolika. – Chce pan? – 

Podał gazetę Jasonowi. – Ja już wszystko przeczytałem. 

–  Dzięki.  –  Jason  wziął  gazetę,  po  czym  skoncentrował  się  na  artykule. 

Rzeczywiście, Emmett zakładał fundację charytatywną, ale w artykule nie było 

żadnej wzmianki na temat jego aktualnego miejsca zamieszkania. 

Zatrzymał wzrok na fotografii młodszego brata. 

– Do diabła – mruknął pod nosem. 

Ze  zdjęcia  nie  wywnioskował,  gdzie  przebywa  Emmett.  Stał,  opierając 

się  o  drewnianą  balustradę.  Jedyną  charakterystyczną  rzeczą  był  –  Jason 

pochylił  się  niżej  nad  gazetą  –  widoczny  na  zdjęciu  kawałek  starego 

drewnianego konia z karuzeli dla dzieci. To wszystko. 

Postukał palcem w zdjęcie. Niewykluczone, że prywatny detektyw Jason 

Jamison przeprowadzi teraz małe śledztwo. 

W  dziale  ogłoszeń  redakcji  „San  Antonio  Espress  News"  zastał  kobietę. 

Spodziewał się tego. Uśmiechnął się do siebie, gdy wkładał do kieszeni koszuli 

garść różowych papierosów z gumy do żucia, żeby trochę wystawały. 

RS

background image

 

156 

Poprawił  włosy,  wyciągnął  poły  koszuli  i  zbliżył  się  do  dziewczyny  za 

biurkiem. 

– Czy mogę w czymś pomóc? – spytała uprzejmie.  

Przed  nią  piętrzył  się  stos  formularzy  i  stał  pojemnik  z  zaostrzonymi 

ołówkami. 

– Na to liczę – odrzekł Jason, posyłając kobiecie szeroki, choć zmęczony 

uśmiech.  –  Proszę  mi  pogratulować.  Tej  nocy  urodziło  mi  się  dziecko.  To 

znaczy, urodziła je moja cudowna żona. 

Dobry jestem, pomyślał. Dziewczę aż się rozpływa z zachwytu. 

– To wspaniale. Gratuluję. 

Jason  prześliznął  się  spojrzeniem  po  biurku  i  zauważył  drewnianą 

plakietkę ze złotymi literami. 

–  To  dziewczynka  –  dodał.  –  Dziesięć  paluszków  u  rączek,  dziesięć  u 

nóżek, puszyste włoski. Damy jej na imię Katherine. 

– To moje imię! – wykrzyknęła kobieta. 

Jason szeroko otworzył oczy, jakby nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. 

– Żartuje pani! Myśleliśmy, że zdrobniale mogłoby brzmieć... 

–  Katie –  wpadła  mu  w  słowo  kobieta. –  Tak  mnie  nazywano,  od  kiedy 

przyniesiono mnie do domu ze szpitala. 

– Katie – powtórzył Jason. – Podoba mi się. Katie. – Sięgnął do kieszeni 

po cygaro do żucia. – Dla pani od mojej Katie – podał je kobiecie. 

– Dziękuję. Ale co mogę dla pana zrobić? 

– Czy ma pani dziecko, Katie? – Dziewczyna nie miała obrączki. 

– Nie. – Wzruszyła ramionami i lekko się zaczerwieniła. – Jeszcze nie. 

– Cóż, uświadomiłem sobie, że urodzenie dziecka to wspaniała rzecz. No 

i taka, której nigdy nie będę mógł zrobić. Podziwiam was, kobiety. 

Pulchna Katie znów obdarowała go serdecznym uśmiechem. 

RS

background image

 

157 

– Chcę podarować mojej żonie szczególny prezent z tej okazji – rzekł. – 

Podziękować jej i okazać wdzięczność za moją śliczną Katie. 

– Czy to coś, co widział pan w ogłoszeniach? – spytała kobieta. 

– Och, ogłoszenia? – Rozejrzał się dokoła, jakby nie uświadamiał sobie, 

do jakiego działu przyszedł. Odgrywanie głupiego nie przychodziło mu łatwo, 

ale musiał to robić teraz. – Nie zdawałem sobie sprawy... 

– Cóż, może mimo wszystko będę mogła panu pomóc – zaoferowała się 

kobieta. – Czy widział pan coś w jednej z naszych reklam? 

– Nie, na jednym ze zdjęć przy artykule. – Jason wyjął z kieszeni kartkę z 

gazety i rozłożył ją na biurku. 

– Moja żona zobaczyła tego konia z karuzeli i stwierdziła, że chce kupić 

takiego  samego  dla  naszej  Katie.  Miałem  nadzieję,  że  mogłaby  mi  pani 

powiedzieć,  gdzie  to  zdjęcie  zostało  zrobione,  żebym  mógł  porozmawiać  z 

właścicielami domu. Jeśli nie zechcą sprzedać tego konika, to może powiedzą 

mi, gdzie mógłbym dostać takiego samego. 

Kobieta popatrzyła na niewyraźny zarys połowy konia. 

– Niewiele tu widać – stwierdziła. 

– Wystarczy adres – zapewnił ją Jason. 

– Nie podajemy takich informacji – powiedziała. – Nie mówiąc o tym, że 

w naszym dziale nikt nie znałby adresu, którego pan szuka. 

– Och – zasmucił się Jason. – A tak się cieszyłem, że znalazłem sposób, 

by załatwić prezent dla naszej córeczki. Naszej malutkiej Katie. 

Redakcyjna Katie znów zagryzła wargę. 

– Hm, zadzwonię do przyjaciółki z działu informacyjnego – powiedziała, 

zniżając głos. – Rzuciła wzrokiem w lewo i w prawo. – Ale niech pan nikomu 

o tym nie mówi. 

Jason przyłożył rękę do serca. 

RS

background image

 

158 

–  Może  być  pani  spokojna.  Przyrzekam,  że  nie  pisnę  słowa.  Wymyślę 

jakąś wiarygodną historyjkę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

159 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

Dziś jest czwartek. 

Emmett śpi w swoim pokoju, bo jest u nas Ricky. Ricky śpi u Emmetta. 

Wstań,  zrób  śniadanie  i  wypraw  Rickiego  do  szkoły.  Porozmawiaj  z 

Emmettem na temat jego planów co do Jasona. 

Spiesząc do kuchni, Linda zapukała lekko do drzwi pokoju Emmetta. 

–  Ricky,  wstawaj  i  ubieraj  się.  Czas  do  szkoły.  Za  chwilę  będzie 

śniadanie – zawołała. 

Odpowiedziało  jej  jakieś  niezrozumiałe  mamrotanie.  Poprzedniego 

wieczoru  Ricky  za  późno  się  położył.  Poznała  to  po  jego  zaspanym  głosie. 

Wiedziała o tym, ale nie chciała prowokować żadnych tarć ani niesnasek. Od-

powiedzialność  związana  z  opieką  nad  Rickim  przez  najbliższe  dni, 

przytłaczała  ją,  do  tego  cały  czas  była  podminowana  z  powodu  bliskości 

Emmetta. 

Uległa prośbom chłopca i Ricky w końcu usnął w fotelu. Emmett zaniósł 

go  na  materac  ułożony  obok  swego  łóżka  i  wsunął  do  śpiwora.  Linda  w  tym 

czasie  zaszyła  się  w  swoim  pokoju.  Po  poprzednich  nocach  w  namiętnych 

ramionach Emmetta potrzebowała snu. Obudziła się więc później niż zwykle. 

Nastawiła kawę i wyjęła gazetę, którą roznosiciel zostawił rano na ganku. 

Zawahawszy  się  chwilę,  oparła  rękę  na  podniszczonym  koniu  od  karuzeli  i 

głęboko  odetchnęła  ciepłym  porannym  powietrzem,  żeby  się  uspokoić.  Sok  i 

płatki.  Duży  brązowy  pojemnik  z  masłem  orzechowym,  kanapka  z  dżemem, 

banan, chipsy, ciasteczka i karton soku. Zapamiętała. 

Prasowanie!  O  tym  byłaby  zapomniała.  Obiecała  Rickiemu,  że  rano 

wyprasuje  mu  koszulę.  Nagłe  poczuła  znajomy  ból  głowy.  Zignorowała  go, 

rzuciła gazetę na stół w kuchni i znowu zapukała do pokoju Emmetta. 

RS

background image

 

160 

– Ricky? Wstałeś? – spytała. – Zaraz ci wyprasuję koszulę. – Pobiegła do 

kuchni,  rozłożyła  deskę  do  prasowania  i nastawiła  żelazko.  Koszula  Rickiego 

wisiała na oparciu krzesła. 

Czekając,  aż  żelazko  się  rozgrzeje,  zalała  mlekiem  płatki,  po  czym 

szybko przygotowała Rickiemu drugie śniadanie do szkoły. Teraz zaatakowała 

koszulę. Właśnie zaatakowała, to było właściwe słowo. Koszula była nieduża, 

z  małym  kołnierzykiem  i  listwą  z  guzikami  od  szyi  do  polowy  klatki 

piersiowej.  Wydawało  jej  się,  że  nie  upora  się  z  tym  zadaniem.  Prasowała  z 

jednej  strony,  a  z  drugiej  tworzyły  się  załamania.  Spociła  się  ze 

zdenerwowania.  W  końcu  uznała,  że  wystarczy.  Ricky  wszedł  do  kuchni  w 

długich szortach khaki, skarpetkach i tenisówkach. 

–  Twoja  koszula  –  powiedziała,  podając  mu  ją.  Popatrzył  na  nią  spod 

długich jasnych rzęs. 

– Nienawidzę tej koszuli – skrzywił się. – Jest obciachowa. 

–  Przecież  wczoraj  sam  ją  przygotowałeś  –  zdziwiła  się  Linda.  – 

Chciałeś,  żebym  ci  ją  uprasowała.  Nan  spakowała  tę  koszulę  razem  z  innymi 

twoimi rzeczami. 

–  Tak,  ale  jej  nienawidzę.  Wyglądam  w  niej  jak  głupek.  Wszyscy 

powiedzą, że to obciach – skrzywił się. 

Ból głowy Lindy nasilił się. 

– Masz tu jakąś inną? – spytała. – Może pójdź do domu... 

–  Nie  ma  czasu!  –  przerwał  jej  Ricky.  –  Za  późno  mnie  zbudziłaś.  – 

Chwycił koszulę i zaczął ją pospiesznie wkładać. 

Linda podała mu sok. 

– Proszę – powiedziała. 

Może witamina C sprawi, że poprawi mu się humor. 

RS

background image

 

161 

–  Nie  piję  soku.  –  Kopnięciem  odsunął  krzesło  i  usiadł  nad  miseczką  z 

płatkami. – Zjem tylko to – oświadczył. 

Linda sama wypiła trochę soku. Wiedziała, że Ricky zachowuje się w ten 

sposób  z  powodu  zmęczenia.  Czuła  się  winna.  Należało  wcześniej  wysłać  go 

do łóżka. Czy kiedykolwiek nauczy się być dobrą matką? 

Zostało  zaledwie  parę  minut,  żeby  zdążyć  na  szkolny  autobus.  Szybko 

umył zęby i sięgnął energicznie po torebkę z drugim śniadaniem. Wypadła mu 

z rąk. Wszystko się rozsypało, a karton z sokiem rozerwał się z hukiem. Kana-

pka wylądowała w soku i natychmiast nasiąkła nim jak gąbka. 

Linda uklękła, żeby posprzątać. 

– To potrwa sekundę, zaraz ci przygotuję nowe drugie śniadanie – rzuciła 

w stronę syna. 

– Nie mam czasu. Przywieź mi je później do szkoły. Możesz? 

–  Zobaczę.  Nie  umiem  jeszcze  prowadzić  samochodu,  a  nie  jestem 

pewna, czy Emmett będzie mógł. 

–  Co  z  ciebie  za  matka?  –  W  oczach  Rickiego  pojawiły  się  łzy.  –  Nie 

możesz mnie nawet obudzić na czas. Nie umiesz zrobić dobrego śniadania. Nie 

możesz przynieść do szkoły drugiego śniadania. Wiesz co? Jako mama jesteś... 

jesteś... do niczego. 

Wybiegł z domu, trzasnąwszy drzwiami. 

Linda popatrzyła za nim, po czym utkwiła wzrok w podłodze. W głowie 

jej dudniło. Bam, bam, bam. 

Usłyszała  odgłos  prysznica.  A  więc  Emmett  jest  w  łazience.  To  dobrze. 

Nie  chciała,  żeby  był  świadkiem  sceny  między  nią  a  Rickim.  Bóg  jeden  wie, 

jak bardzo pragnęła, żeby tej sceny w ogóle nie było. 

Jako mama jesteś... jesteś... do niczego! 

RS

background image

 

162 

–  Chciałabym  nie  być  matką  Rickiego.  –  Usłyszała,  jak  wypowiada 

głośno  te  słowa.  Wstrzymała  oddech,  czekając,  czy  nie  zostanie  rażona 

piorunem. 

Żadna kobieta nie powinna mieć takich myśli. 

Wciąż  czekając  na  jakiś  karzący  kataklizm,  zaczęła  sprzątać  resztki  ze 

stołu,  przygotowała  drugie  śniadanie  dla  Rickiego,  po  czym  nalała  sobie 

filiżankę  kawy.  Nie  wiedząc,  co  jeszcze  mogłaby  zrobić,  usiadła  i  otworzyła 

gazetę.  Na  pierwszej  stronie  zobaczyła  Emmetta.  Nie  wyglądał  na  prezesa 

fundacji, bardziej na złowrogiego agenta federalnego, którym był. Przeczytała 

artykuł i zorientowała się dlaczego Emmett zastawił pułapkę i sam przyjął rolę 

przynęty  w  stosunku  do  swego  brata  Jasona.  Na  dodatek  próbował  z  niego 

szydzić i prowokował go. 

Ramka  obok  artykułu  z  notatką  na  temat  Jasona  była  kompilacją 

wypowiedzi Emmetta, które można by ująć w słowach: chodź i dorwij mnie. 

Wpatrując się w gazetę nie usłyszała zbliżających się kroków. W głowie 

wciąż jej huczało. Dopiero gdy poczuła czyjąś rękę na ramieniu, odwróciła się 

gwałtownie i zerwała z krzesła. Aż się zatoczyła i oparła o ścianę. 

Żołądek podszedł jej do gardła, a w głowie dudniło. Mężczyzna stojący 

naprzeciw niej stanowił niewątpliwe zagrożenie. 

– Nie – powiedziała. – Nie. 

Emmett przygładził wilgotne włosy. 

– Co nie? – spytał. – Wybacz, że cię przestraszyłem. 

– Nie. – Linda potrząsnęła głową. Była blada jak ściana. 

–  O  co  chodzi,  kochanie?  –  Emmett  zbliżył  się,  chcąc  wziąć  ją  w 

ramiona. 

Znowu potrząsnęła głową i cofnęła się o krok. 

– Nie zbliżaj się do mnie – powiedziała. 

RS

background image

 

163 

– Co ci się stało? O co chodzi? – Emmett nic z tego nie rozumiał. 

–  O  ciebie  –  odpowiedziała.  –  Nie  chcę  cię.  Już  nie.  Nie  zniosę  tego 

wszystkiego, co się ma wydarzyć. 

Emmett, zbity z tropu, odstąpił od niej. 

– O czym ty u diabła mówisz? 

– Chcę żebyś się wyprowadził z tego domu. I to dzisiaj. Teraz. 

Emmett nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. To nie była ta sama kobieta, 

która ostatnio każdą noc spędzała w jego ramionach. Kobieta, dzięki której w 

ciemnych zakamarkach jego duszy znów pojawił się promyk słońca. 

– Powiedz mi, o co chodzi – nalegał. – Dlaczego wszystko się zmieniło? 

Linda gestem dłoni wskazała leżącą na stole gazetę. 

– Zamierzasz sprawić mi ból. 

Emmett  przebiegł  wzrokiem  artykuł,  po  czym  przeniósł  spojrzenie  na 

Lindę. 

–  Lindo,  kochanie,  tobie nic  się  nie  stanie – uspokoił  ją.  –  Jason  cię  nie 

skrzywdzi.  Nawet  nie  wie  o  twoim  istnieniu.  Nie  ma  pojęcia,  gdzie 

mieszkamy. 

–  Ja  się  boję  o  ciebie  –  wyjaśniła  Linda.  –  Czas,  żebym  wreszcie 

pomyślała o sobie. Mam za sobą jeden fatalny związek. Straciłam dziesięć lat 

życia,  bo  zakochałam  się  w  niewłaściwym  mężczyźnie.  Nie  mam  zamiaru 

zrobić tego po raz drugi. 

Emmett z trudem się opanował. 

– Nie porównuj mnie z Cameronem. To był  egoista. Facet, który myślał 

tylko o sobie i dla własnej korzyści zrobiłby wszystko – oburzył się Emmett. – 

Do diabła! Nie myślę wykorzystywać twojej niewinności i zaufania. Myślę, że 

mógłbym ko... 

– Nie mów tego – przerwała mu Linda. – Nie wypowiadaj tego słowa. 

RS

background image

 

164 

– Co cię przestraszyło? – Emmett nie wiedział, co się stało. – Było nam 

ze sobą tak dobrze. Dlaczego nagłe odwracasz się od tego, co mogliśmy razem 

stworzyć? 

–  Kim  ja  jestem?  Wiem  na  pewno,  że  nie  jestem  dobrą  matką  – 

wzburzyła  się  Linda.  –  Wiem,  kim  byłam.  Złą  tajną  agentką,  mylącą  się 

fatalnie w ocenie mężczyzn. 

–  Byłaś  samotnym  dzieckiem,  które  popełniło  błąd!  –  Gdyby  żył 

Cameron, Emmett zmusiłby go do wyznania win przed tą piękną kobietą, która 

wciąż  jeszcze  nie  pozbierała  się  po  tym,  co  ją  spotkało.  –  To  nie  ma  nic 

wspólnego z nami. 

–  Słyszałeś,  co  powiedziałam?  Nie  możesz  wiedzieć,  że  nie  schrzanię  i 

tego,  tak  jak  schrzaniłam  wszystko  inne.  Nie  może  być  żadnego  „my",  bo  ja 

nie znam siebie. 

O  Boże!  Emmett  zmartwiał,  jego  gniew  ustąpił.  To  o  to  chodzi,  o  jej 

tożsamość. 

Nagle  poczuł,  jak  ból  spowodowany  stratą,  wypełnia  mu  serce.  Jeszcze 

przed chwilą miał nadzieję, że nie zazna powtórnie tego uczucia pustki, które 

dobrze znał. Nadaremnie. 

Kiedy  zbliżyli  się  do  siebie,  chwilami  martwił  się,  że  to,  co  Linda  do 

niego  czuje,  okaże  się  czymś  nierealnym,  jedynie  objawem  jej  zdrowienia. 

Teraz ta prawda znowu zabolała. 

Linda naprawdę się przebudziła i uznała, że nie spędzi reszty życia w tym 

ponurym krajobrazie, jaki wypełniał jego wnętrze. 

Kto mógłby ją za to winić? 

On na pewno nie, choć zabrzmiało to dla niego jak wyrok. 

Linda nie pamiętała, żeby kiedykolwiek lubiła prace domowe, ale dzięki 

nim  miała  zajęcie  przez  całe  przedpołudnie  i  ciągnące  się  w  nieskończoność 

RS

background image

 

165 

popołudnie.  Pracowała  z  prawdziwym  zapamiętaniem.  Wysprzątała  cały 

domek  dla  gości,  włącznie  z  pokojem  Emmetta.  Z  szafy  znikły  już  wszystkie 

jego rzeczy. Zmieniła pościel, starając się nie myśleć o jego kształtnej sylwetce 

i opalonym ciele. 

W  łazience  zauważyła  otwartą  buteleczkę  szamponu,  którą  zostawił  na 

oknie  obok kabiny  prysznicowej.  Zbliżyła  go  do  twarzy,  wdychając unoszący 

się zapach. 

Zamknęła oczy i oddała się wspomnieniom. Przypomniała sobie, jaki był 

miły  i  uprzejmy  w  sklepie  spożywczym  pierwszego  dnia,  ile  cierpliwości 

wykazał,  ucząc  ją  samoobrony,  jak  doskonale  porozumiewał  się  z  Rickim. 

Będzie cudownym ojcem. Nan tak powiedziała. Linda miała nadzieję, że los da 

mu taką szansę. 

Pewnego  dnia  Emmett  pozna  inną  kobietę,  dobrą  matkę,  przyjaciółkę, 

żonę,  a  nie  taką  zbieraninę  puzzli  jak  ona.  Nie  może  zaryzykować  miłości, 

żeby jej serce zostało złamane, gdyby go utraciła. 

Tylko  o  tym  myślała,  czytając  artykuł  w  gazecie.  Jej  lęk  o  niego 

świadczył,  że  go  kochała.  Emmett  mógłby  się  zmęczyć  jej  słabością  i 

chwiejnością.  Lepiej  zakończyć  tę  sprawę  szybko,  jednym  cięciem,  by  nie 

pogłębiać bólu. 

Nie wiedziała jednak, że ból mimo to może być większy. Opadła na sofę 

w pokoju i ukryła twarz w dłoniach. 

Po  chwili  drgnęła  przestraszona,  gdy  rozległo  się  pukanie  do  drzwi. 

Wstała, żeby otworzyć, ale się zawahała. Czyżby Emmett wrócił? 

Gdy  otworzyła,  nie  zauważyła  nikogo.  Po  chwili,  spuściwszy  wzrok, 

zobaczyła jasną czuprynę. 

– Już po lekcjach? – spytała Rickiego. 

RS

background image

 

166 

–  Jest  po  trzeciej.  –  Chłopiec  przeszedł  obok  niej.  Zerknęła  na  zegarek. 

Ależ ten czas pędzi, pomyślała. 

– Dostałeś drugie śniadanie? – spytała, idąc za nim do kuchni. 

–  Tak,  nauczycielka  powiedziała,  że  dzwoniłaś  do  sekretariatu  i 

upewniłaś  się,  że  mogę  sobie  coś  kupić,  chociaż  nie  miałem  przy  sobie 

pieniędzy. – Rzucił na stół plecak. 

–  Jutro  wyślę  czek  –  powiedziała  Linda.  Wzięła  z  blatu  kuchennego 

papierową  torbę  i  wyciągnęła  w  stronę  chłopca. –  Chcesz  coś  z  tego  zjeść?  – 

spytała. 

– Co to jest? – Zmarszczył brwi i popatrzył na nią nieufnie. 

– Drugie śniadanie, które ci przygotowałam, kiedy wybiegłeś z domu. 

–  Ach  tak.  –  Wziął  torbę.  –  Dzięki.  Dlaczego  nie  przyniosłaś  go  do 

szkoły? 

Dobra matka by to zrobiła, pomyślała za niego. 

– Wiesz, że jeszcze nie prowadzę samochodu. 

Ricky  od  razu  wyjął  z  torby  ciasteczka.  Zagryzła  wargi.  Lunch  szkolny 

prawdopodobnie  nie był  pożywny.  To  z  powodu  epidemii  otyłości  dziecięcej. 

Słyszała o tym w programie telewizyjnym któregoś dnia. Tłuste i przesłodzone 

jedzenie  przyczyniło  się  do  nadwagi  Amerykanów.  Nic  o  tym  nie  mogła 

wiedzieć, skoro przez całe dziesięć lat była pogrążona w śpiączce. 

Lecz  Ricky  był  chudy.  Spędzał  dużo  czasu  na  grze  w  piłkę,  dlatego 

nadmiar kalorii mu nie groził. 

Uznała więc, że ciasteczka mu nie zaszkodzą i pozwoliła mu je zjeść. 

– Gdzie Emmett? – spytał Ricky z ustami pełnymi herbatników. – Mam 

zadanie z matmy. 

– Nie ma go, ja ci pomogę – zaproponowała. Ricky potrząsnął głową. 

– Zaczekam, aż wróci – powiedział. Najwyraźniej nie chciał jej pomocy. 

RS

background image

 

167 

–  On...  –  zająknęła  się.  –  On  nie  wróci.  Ricky  znieruchomiał  z  ręką 

uniesioną do ust. 

– Jak to, nie wróci. – Spojrzał na Lindę spode łba. Wzruszyła ramionami. 

– Od teraz będzie mieszkał gdzie indziej – oznajmiła. 

– To znaczy gdzie? 

– Nie wiem – mruknęła. 

Ricky  przestał  jeść  i  odwrócił  się  od  Lindy.  Wsunął  ręce  w  kieszenie, 

skulił ramiona. 

– Chciałem go na coś zaprosić – rzucił. 

–  Ach  tak  –  westchnęła  Linda.  –  Może  kiedy  za  parę  dni  wrócą  Nan  i 

Dean dowiemy się... 

– To jest jutro wieczorem – zezłościł się Ricky 

– Co jest jutro wieczorem? 

– Szkolny grill dla ojców z synami. 

– No cóż, jestem pewna, że nie musisz iść z ojcem 

– zaczęła Linda. 

– Oczywiście, że muszę. – Ricky spojrzał na nią. 

– Miałem zaprosić Emmetta wczoraj wieczór, ale potem... 

No  tak,  może  dlatego  prosił  ją  wczoraj,  żeby  mu  pozwoliła  później  iść 

spać?  Chciał  przyprowadzić  do  szkoły  Emmetta  jako  swego  –  o  Boże  –  ojca, 

ale zabrakło mu odwagi, żeby mu o tym powiedzieć. Dlatego rano był w takim 

złym humorze. 

– Może pójdziesz z Deanem – zasugerowała ostrożnie. 

– On nie wróci na czas. A ciebie nie zamierzam zabrać – dodał, patrząc 

jej w oczy. 

–  Pewnie,  że  nie.  –  Słowa  Rickiego  nie  sprawiły  jej  przykrości.  –  W 

końcu to ma być grill z ojcami. 

RS

background image

 

168 

– Dlaczego Emmett się wyprowadził? – Chłopiec wrócił do tematu. 

–  Cóż,  ja...  –  Ile  mu  może  powiedzieć?  –  Emmett  wyświadczał 

uprzejmość mnie i Ryanowi. Czasami dorośli... 

–  To  też  popsułaś,  tak?  –  Popatrzył  na  nią  nie  tyle  ze  złością,  co  z 

goryczą. – Zawsze mi wszystko psujesz. 

– Nie jest to moim zamiarem, Ricky – powiedziała spokojnie Linda. – To 

nie był mój wybór. Nigdy nie chciałam... 

– Co? Nigdy mnie nie chciałaś? 

Te  zimne  słowa  ugodziły  ją  prosto  w  serce.  Wydała  stłumiony  okrzyk. 

Nie,  nie.  Sama  taka  myśl  była  dostatecznie  zła,  ale  usłyszeć  te  słowa 

wypowiedziane głośno przez jej syna... 

– To nieprawda – zaprzeczyła ostro. 

Nie  było  prawdą,  że  go  nie  chciała.  Prawdą  było  to,  że  nie  chciała  go 

zawieść. 

A właśnie to robiła. Gorączkowo szukała wyjaśnienia. 

–  No  tak,  ja  też  nigdy  ciebie  nie  chciałem  –  oświadczył  Ricky, 

odgarniając z czoła grzywkę. – Wolałbym, żebyś się w ogóle nie obudziła. 

Te  słowa  nie  dotknęły  jej  tak  bardzo  jak  poprzednie.  Nigdy  mnie  nie 

chciałaś. Przycisnęła dłoń do serca, chcąc je uspokoić. Ricky wypadł z kuchni, 

po chwili usłyszała trzask frontowych drzwi. 

Linda  oparła  się  o  blat  i  zamknęła  oczy.  Nie  udało  się,  była  kompletną 

niezdarą. Jak zdołam to naprawić? Jak naprawić to, co dziś popsułam? 

Znowu  usłyszała  trzask  frontowych  drzwi.  Bała  się  mieć  nadzieję,  że 

wrócił Ricky. Nie wiedziała, co mu powiedzieć. Jak się wytłumaczyć? Jak się 

zachować? 

– Mamo? – Usłyszała cienki głosik. 

RS

background image

 

169 

Otworzyła  oczy.  Ricky  wrócił.  Jakiś  obcy  mężczyzna  trzymał  go  za 

ramię w żelaznym uścisku. 

– Kim pan jest? – spytała. – Co pan robi z moim synem? 

W odpowiedzi mężczyzna uniósł pistolet, który trzymał w drugiej ręce i 

przyłożył go do skroni chłopca. 

– Jestem tu, żeby zobaczyć się z pewnym mężczyzną w sprawie konia. 

– Co? 

– Przepraszam. – Mężczyzna uśmiechał się. – To taki żart. 

– Czego pan chce? – krzyknęła Linda. 

– Jachtu, domu na Tahiti, telewizji satelitarnej i radia. Ale skłonny jestem 

na to poczekać. – Mrugnął do niej. – A poważnie, to chcę Emmetta. 

– Nie ma go tutaj – odrzekła. 

–  Niewątpliwie,  kochanie.  Zauważyłem,  że  nie  ma  jego  samochodu.  – 

Kopnął krzesło i pchnął na nie Rickiego. – Wróci. 

Jason!  Ten  obcy  mężczyzna  to  Jason  Jamison.  To  musi  być  on.  Linda 

oddychała ciężko. 

–  On  nie  wróci  –  powiedziała.  –  Rano  wyprowadził  się  na  dobre.  Nie 

wiem, dokąd pojechał. 

Jason zmarszczył brwi. 

– Nie wciskaj mi kitu, mała. Nie lubię kłamców, zwłaszcza takich blond 

dzidzi.  –  Gestem  ręki  wskazał  krzesło.  –  Ty  też  siadaj.  Gdy  Emmett  wróci, 

będziemy wszyscy razem. 

Emmett  rozważał,  czy  nie  pojechać  do  najbliższej  granicy  z  Teksasem, 

przekroczyć  ją  i  nigdy  nie  wrócić.  W  końcu  może  trafić  do  jakiejś  dziury  i 

zakopać się w niej na zawsze. 

Najlepsze miejsce to chata w Sandia Mountains. Tam pojechał po śmierci 

Christophera  i  po  tragicznym  finale  sprawy  Jessiki  Chandler.  Nie  znalazł 

RS

background image

 

170 

pociechy,  ale  zapas  tequili  jeszcze  na  niego  czeka.  Picie  nie  jest  złym 

sposobem spędzania czasu. 

Pamiętał, iż obiecał ojcu, że już tam nie wróci, ale to było, zanim stracił 

Lindę. Zanim opuściło go światło. Teraz wszystko stało się nieaktualne. 

Zauważył,  że  wskaźnik  paliwa  zbliża  się  do  poziomu  minimum,  więc 

skręcił  na  najbliższą  stację  benzynową.  I  nagle  stwierdził,  że  znajduje  się  w 

Red Rock. Z jakichś powodów pojechał na autopilocie do ulubionego miejsca 

Ryana Fortune'a, do Red Rock w Teksasie. 

Z kantorka wyszedł jasnowłosy nastolatek. 

– Czym mogę służyć? – spytał. 

Chłopiec przypominał Emmettowi Rickiego. Przeszył go ból dokładnie w 

tym miejscu, gdzie miał nadzieję, że nie ma serca. Nie tylko stracił kobietę, ale 

również świetnego gracza w piłkę i znawcę ortografii, jej syna. 

– Nalej do pełna, proszę – powiedział do nastolatka. Wysiadł z auta, żeby 

rozprostować nogi. 

– Jest pan z tej okolicy? – spytał Emmetta chłopiec. 

–  Niezupełnie.  Poznałem  to  miejsce  przez  Ryana  Fortune'a.  –  Znów 

poczuł ukłucie bólu. 

– Pan Fortune! – Chłopiec się uśmiechnął. – Znałem go. Tankował u nas 

swoje furgonetki i drogie samochody. 

Kiedy  dowiedział  się,  że  jestem  dobry  z  matmy,  ale  muszę  przerwać 

naukę w szkole średniej, przekonał mnie, żebym tego nie robił. – Opowiadał. 

– On taki był – potwierdził Emmett. 

– Nie skończyło się na rozmowie. – Kontynuował chłopiec. – Mój tata się 

zabrał, a mama straciła pracę w bibliotece, zmuszonej do cięć budżetowych. To 

dlatego chciałem rzucić szkołę. Mógłbym wtedy pracować na stacji na pełnym 

RS

background image

 

171 

etacie i pomagać matce w utrzymaniu domu. Ale pan Fortune znalazł pracę dla 

mamy w biurze na ekologicznej farmie kurzej, tam, w dole drogi. 

– A ty zostałeś w szkole. 

–  Tak.  W  przyszłym  tygodniu  kończę  i  jesienią  rozpoczynam  naukę  w 

college'u stanowym. Pan Fortune opłacił mi czesne za cztery lata z góry. 

Taki był Ryan. I właśnie tego typu działalność miała prowadzić fundacja, 

o której Emmett rozmawiał z  Lily.  Miał nadzieję, że jego  wyjazd niczego nie 

zmieni. Nie można zaprzepaścić tak szczytnego celu. 

– Wie pan, co w zamian kazał mi obiecać? – spytał chłopiec. 

– Nic? 

– Nie, chciał, żebym mu coś przyrzekł. 

Ryan  przykładał  dużą  wagę  do  obietnic.  Opiekuj  się  Lindą  w  moim 

imieniu, Emmett. Rób, co będziesz mógł dla niej i jej syna. Przez krótką chwilę 

Emmett poczuł, że coś ściska go za gardło, ale się opanował. 

–  Poprosił,  żebym  kontynuował  jego  dzieło.  Prosił,  żebym  pomagał 

innym ludziom, gdy tylko będę mógł, przez resztę swego życia. 

–  Jak  bym  słyszał  Ryana  –  powiedział  Emmett.  Chłopiec  oparł  się  o 

zderzak i wpatrywał w dal. 

– Nie wiem, co mam robić, jeszcze nie wiem. Ale przez całe życie będę 

pamiętał  pana  Fortune'a.  On  będzie  wiedział  o  moim  pierwszym  dobrym 

uczynku. Jestem pewien. 

Emmett  znów  poczuł  ucisk  w  gardle  i  przypomniał  sobie  słowa  Lily. 

Chcemy – ja i Ryan – żebyś był szczęśliwy. Żebyś żył prawdziwym życiem, a 

nie pogrążał się w tych wszystkich obrzydliwościach. 

A właśnie to zamierzał zrobić. Zaszyć się w górach i poddać się depresji 

niszczącej jego duszę. 

RS

background image

 

172 

Zostawiając Lindę i Rickiego bez opieki, zrobił dokładnie odwrotnie, niż 

go prosił Ryan. To błąd! Powinien dotrzymać obietnicy, czyż nie? Jeśli ona go 

nie chce, może przynajmniej zapewnić jej ochronę, nawet trzymając się od niej 

na dystans. 

–  To  będzie  czterdzieści  dolarów  i  siedemdziesiąt  jeden  centów,  proszę 

pana – usłyszał. 

Otworzył oczy i wyjął portfel. 

– A teraz u twojej mamy wszystko w porządku? – spytał chłopca. 

–  O  tak,  dziękuję.  Kiedy  tata  odszedł,  a  ona  straciła  pracę,  poczuła  się 

przytłoczona  sytuacją,  tak  myślę.  Mówiła,  że  zawiodła  jako  matka  i  jako 

kobieta.  Moje  siostry  i  ja  nie  wierzyliśmy  w  to,  ale  ona  tak  się  czuła.  Chyba 

była przerażona. 

Emmett  sięgnął  do  portfela  i  wyjął  trzy  banknoty  dwudziestodolarowe. 

Słowa  chłopca  pobrzmiewały  echem  w  jego  głowie.  Czuła  się  przytłoczona. 

Uważała, że zawiodła. Była przerażona. 

Czy to właśnie przytrafiło się dzisiaj Lindzie? Przeraziła się? 

–  Ale  nowa  praca  pomogła  twojej  mamie  dojść  do  siebie,  prawda?  – 

zwrócił się Emmett do chłopca, wręczając mu pieniądze. 

–  Myślę,  że  bardziej  przyczynił  się  do  tego  pan  Fortune  –  odparł 

chłopiec.  –  Dał  jej  nadzieję.  Pokazał,  że  w  nią  wierzy.  –  Chłopiec  z 

zakłopotaniem potarł czoło. – W każdym razie tak mi powiedziała. 

Czy  Emmett  zawiódł  Lindę?  W  chwili  gdy  potrzebowała  wsparcia, 

uciekł, zamiast zostać i dodawać jej otuchy. 

Uciekł,  bo  tak było  łatwiej  niż  wierzyć,  że  mógłby  się  dla  niej  zmienić. 

Dała mu tyle nadziei, i to od pierwszej chwili, gdy ją zobaczył, a on ją opuścił. 

Do diabła. 

RS

background image

 

173 

Kiedy ona zwątpiła w siebie, on nie pomyślał, żeby okazać jej, że w nią 

wierzy. 

– Pańska reszta – powiedział chłopiec. 

Emmett  odwrócił  się.  Słońce  było  nisko,  świeciło  prosto  w  oczy 

Emmetta. Chłopiec stał przed nim i bardzo przypominał Rickiego. 

– Nie martw się – mruknął Emmett. – Już wiem, co mam zrobić. Wracam 

do niej. 

– Słucham, proszę pana? – Chłopiec nie zrozumiał. 

– Mówiłeś o obietnicy złożonej panu Fortune'owi, prawda? – zwrócił się 

do chłopca. 

– Tak, ale... – Nastolatek wyglądał, jakby żałował swej opowieści. 

– Właśnie zrobiłeś swój pierwszy dobry uczynek – powiedział Emmett. –

I jestem pewien, że Ryan o tym wie. 

Kiedy odjeżdżał, chłopiec odprowadzał go wzrokiem. Emmett pomachał 

do niego. O tak. Powziął właściwą decyzję. 

Zaczął pogwizdywać pod nosem. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

174 

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 

Lindę  ogarnął  strach.  Nie  potrafiła  zebrać  myśli  i  ogarnąć  tej  sytuacji. 

Mogła tylko wpatrywać się w ciemnowłosego, przystojnego mężczyznę, który 

przez  cały  czas  trzymał  pistolet  przy  skroni  Rickiego.  W  końcu  usiadła  na 

krześle przy kuchennym stole. 

–  Wszystko  będzie  dobrze,  Ricky,  uspokajała chłopca,  choć język  miała 

suchy jak wiór i słowa z trudem wydobywały się jej z gardła. 

Chłopiec miał oczy szeroko otwarte i utkwione w jej twarzy, jakby była 

to jedyna rzecz, którą chciał widzieć. 

– Emmett zaraz tu będzie – wymamrotał. Jason Jamison uśmiechnął się. 

– No właśnie, wiedziałem. Twoja mama to podła kłamczucha, dzieciaku. 

Wiedziałem, że tym razem Emmett mi nie ujdzie. Ja zawsze wygrywam. 

–  Powiedziałam  prawdę  –  zaprotestowała  Linda.  –  Opuścił  ten  dom  na 

dobre.  Może  pan  pójść  do  jego  pokoju  i  się  przekonać.  Nie  ma  tam  żadnych 

jego rzeczy. 

– Nic z tego, mała. – Jason potrząsnął głową. – Kiedy już znalazłem ten 

adres, zajrzałem do książki telefonicznej i zadzwoniłem pod numer widniejący 

przy tym adresie. Ktoś z głównego domu potwierdził, że Emmett mieszka tu z 

tobą. 

– Nikt nie powiedziałby... – zaczęła Linda. 

– Och, nie obwiniaj gospodyni, czy ktokolwiek to był. Powiedziałem, że 

jestem  szefem  mego  braciszka  z  FBI  i  muszę  zweryfikować  jego  adres,  żeby 

mu  przekazać  pewne  ważne  dowody,  –  Znowu  się  uśmiechnął.  –  Poczciwa 

gosposia  chętnie  poinformowała  mnie,  że  mieszka  on  w  domku  gościnnym  i 

osobiście  gwarantuje,  że  każda  przesyłka  do  Emmetta,  zostanie  mu 

dostarczona. 

RS

background image

 

175 

Tymczasem zamiast przesyłki zjawił się jego brat, Jason. 

Myśl,  Lindo,  myśl.  Emmett  poświęcił  dużo  czasu,  żeby  ją  nauczyć 

samoobrony,  ale  teraz  zapomniała  wszystkiego.  Nawet  pod  tym  względem 

zawiodła. 

– Emmett da ci popalić. – Ricky rzucił na Jasona wściekłe spojrzenie. 

–  Mylisz  się,  młody  człowieku.  –  Oczy  Jasona  były  lodowate  i  puste.  – 

To ja dam mu popalić. 

– Co on ci zrobił? – spytał Ricky, ignorując wymowne spojrzenia Lindy. 

Nie drażnij go! Siedź cicho i pozwól, żebym się  zastanowiła nad jakimś 

wyjściem z tej sytuacji. 

Mimo  to  Linda  w  ogóle  nie  była  zdolna  do  myślenia.  Miała  tylko 

nadzieję,  że  Jason  znuży  się  czekaniem  w  nieskończoność  na  Emmetta  i 

odjedzie, zostawiając ich w spokoju. 

– Przez całe życie obaj moi bracia byli mi solą w oku odpowiedział Jason 

na  pytanie  zadane  przez  Rickiego.  Największym  moim  błędem  było,  że  nie 

rozprawiłem  się  z  nimi  wcześniej.  Posłuchaj,  dzieciaku,  bierz  z  życia  to,  co 

chcesz, a każdego, kto ci stanie na drodze, zastrzel. 

–  Chcesz  zastrzelić  Emmetta?  –  Oczy  chłopca  zrobiły  się  okrągłe  jak 

talerzyki. 

Lindzie  ścisnęło  się  serce  na  widok  zmienionej  twarzy  syna.  To  nie  był 

film  w  telewizji  ani  gra  komputerowa.  To  działo  się  naprawdę.  Pistolet  był 

realny, zamiary Jasona były realne, niebezpieczeństwo było realne. 

– Właściwie kim wy jesteście, wy dwoje? – Jason popatrzył na Lindę, po 

czym przeniósł wzrok na Rickiego. – Dlaczego mój brat tu mieszka z kobietą z 

dzieciakiem? 

Ricky skrzyżował ramiona na szczupłej piersi. 

RS

background image

 

176 

– On ma pilnować, żebyśmy trzymali się z daleka od innych ludzi, a inni 

ludzie z daleka od nas – wyjaśnił. 

– Jesteśmy śmiertelnie chorzy. Jeśli się bardziej zbliżysz... zarazimy cię. 

Jason aż gwizdnął. 

– A więc teraz możesz mnie zarazić dzieciaku? Dobre sobie – zaśmiał się 

szyderczo. 

– Jeśli stąd pójdziesz, natychmiast, to może się nie zarazisz. 

–  Brawo.  –  Jason  przeniósł  spojrzenie  na  Lindę.  –  Ten  dzieciak  jest 

bystry i ma refleks, muszę to przyznać. A teraz ty mi powiedz, po co Emmett 

tu się znalazł? 

Co  odpowiedzieć,  żeby  dać im  szansę?  Czym  mogłaby  zyskać  sympatię 

Jasona i  skłonić  go  do  opuszczenia  domu?  Jej  głupi  umysł  stać  było  tylko  na 

zadawanie pytań, ale nie na znalezienie odpowiedzi. Po raz kolejny nie stanęła 

na wysokości zadania. 

–  Miałam  uraz  mózgu  –  powiedziała,  bo  prawda  wydała  jej  się  w  tej 

chwili najlepszym rozwiązaniem. 

– A Emmett pomaga mi w zorganizowaniu sobie życia. 

Jason uniósł brwi. 

– Tak? To podobne do mego świętoszkowatego brata. Ale nie wyglądasz 

na upośledzoną. 

–  Moja  mama nie  jest upośledzona!  –  Ricky  zerwał  się  z  krzesła,  Linda 

również. 

Okrążyła stół i chwyciła chłopca w ramiona. 

– Już dobrze, Ricky, już dobrze – uspokoiła go. 

– Nie jest dobrze. – Chłopiec rzucił Jasonowi wściekłe spojrzenie. 

Jason cofnął się o parę kroków i patrzył na nich z rozbawieniem. 

RS

background image

 

177 

–  Nie  próbuj  tłumić  jego  ikry,  blondyneczko.  Dzieciak  właśnie  tego 

potrzebuje, żeby iść do przodu. Trochę ognia. 

– To jest to, co ty masz? – spytała Linda. – Ogień? – Wzrokiem nakazała 

Rickiemu, żeby usiadł i odetchnęła z ulgą, gdy jej posłuchał. 

–  Tak,  mam  ogień  –  przyznał  Jason.  –  Jako  jedyny  z  mego  pokolenia, 

któremu przekazano to w genach. Prosto od mego dziadka Farleya, który miał 

ambicje  polityczne,  talent  do  polityki,  dzięki  któremu  zrobiłby  karierę  w 

rządzie stanowym, a nawet dalej, gdyby ten stary kutwa Kingston Fortune nie 

dusił wszystkich swoich pieniędzy dla siebie. 

Linda oparła się o ścianę i zerknęła na blat kuchenny. Czy było tam coś, 

czego  mogła  użyć  do  obrony?  Nie  miałaby  czasu,  żeby  dojść  do  suszarki  i 

wyjąć nóż. Czego jeszcze mogłaby użyć? 

Notes  i  ołówek  nadają  się  do  sporządzenia  listy  zakupów,  ale  nie  do 

powstrzymania napastnika. Uchwyt na serwetki też nie na wiele by się przydał. 

Staroświecka żeliwna patelnia – oto czego potrzebowałaby. 

Przypomniało jej się coś, co kiedyś powiedział Emmett. 

Jeśli ktoś wtargnie do twego domu, pamiętaj, że każda broń, jaka się tam 

znajduje, może być użyta przeciwko tobie. 

Zwiesiła bezradnie ramiona. Niezależnie od tego, czym by się posłużyła, 

musi  postępować  ostrożnie.  Jason  jest  wyższy  od  niej  i  prawdopodobnie 

znacznie szybszy. 

Jason  mówił  i  mówił  o  swoim  dziadku  i  własnych  udaremnionych 

ambicjach jak o klęsce i nagle Linda poczuła się zupełnie bezbronna. Ktoś inny 

musi ich  wybawić  z  opresji,  tyle  że  nikogo  innego  nie  było.  W  każdym  razie 

nie tu i nie teraz. 

RS

background image

 

178 

– Emmett nie wróci – powiedziała głośno, przerywając monolog Jasona. 

Było jej niedobrze na myśl o własnej słabości. Nic nie może zrobić. Nie jest w 

stanie obronić ani Rickiego, ani siebie. 

Nie była prawdziwą kobietą. Jason nie spuszczał z niej oczu. 

– Nie wiem, dlaczego się przy tym upierasz – powiedział. 

– Bo to prawda – stwierdziła lodowatym głosem. 

– Ale ja zostanę tu z tobą jak długo zechcesz i będę czekać. Pozwól tylko 

odejść Rickiemu. Nie potrzebujesz go. 

Ricky wyprostował się na krześle. 

– Ja... 

– Cicho! Uspokój się! – napomniała syna. 

– O, mamusia z charakterem – zaśmiał się szyderczo Jason. 

– Proszę – powtórzyła Linda, ignorując zaczepkę. 

– Puść go, poczekamy oboje na Emmetta. 

–  Blondyneczko,  blondyneczko.  –  Jason  był  wyraźnie  rozbawiony.  – 

Zdecyduj się wreszcie, czy Emmett wróci czy nie. 

Linda potarła czoło, sfrustrowana i zrozpaczona zarazem. 

– No dobrze. Wróci. Ale Ricky nie jest ci potrzebny – powiedziała. 

–  Hm.  –  Jason  stukał  palcami  w  udo.  –  Wspomniałaś  przedtem,  że 

mógłbym  sprawdzić  pokój  Emmetta.  Może  warto  to  zrobić.  W  każdym  razie 

niegłupio będzie rozejrzeć się tu trochę. 

Skierował pistolet w stronę Rickiego. 

–  Wstawaj,  dzieciaku.  Czeka  nas  mały  rekonesans.  –  Odwrócił  się  do 

Lindy. – Ty też, blondyneczko. – Podniósł się. – Idziemy we troje. 

Przynajmniej ruszymy się stąd, pomyślała Linda. W kuchni czuła się jak 

w  potrzasku.  Może  w  innym  miejscu  domu  uda  się  jej  zebrać  myśli  i  znaleźć 

jakieś wyjście z sytuacji. 

RS

background image

 

179 

–  Idźcie  przodem,  do  sypialni  –  rozkazał,  gdy  Linda  stanęła  obok 

Rickiego. 

Zrobili  zaledwie  jeden  krok,  gdy  to  usłyszeli.  Odgłos  hamowania  na 

podjeździe przed domkiem dla gości. Znieruchomieli. 

–  Coś  takiego?  –  W  głosie  Jasona  słychać  było  autentyczną  radość.  – 

Założę się, że to mój braciszek Emmett. 

Linda  też  tak  pomyślała.  Poznała  silnik  jego  SUV–a,  ale  nie  wiedziała, 

czy bardziej się cieszyć, czy bać. Znowu ogarnął ją niepokój. 

– Pozwól Rickiemu odejść – błagała Jasona. Tylko tę jedną myśl miała w 

głowie. – Puść go. 

– Chyba nie mogę. – Jason posłał jej kolejny krzywy uśmiech. – Bo twój 

syn będzie doskonałą żywą tarczą. 

Co?  Powietrze  wokół  niej  zgęstniało.  Miała  wrażenie,  że  się  dusi. 

Potrząsnęła głową. 

– Nie! Proszę, nie! 

Jason nie przejmował się jej błaganiem. Kiwnął na chłopca. 

– Chodź tutaj, dzieciaku. 

Ricky  zawahał  się.  Jason  szybko  pochylił  się  do  przodu,  żeby  go 

chwycić. 

Czas stanął w miejscu. Powietrze stało się gęste jak syrop. Linda patrzyła 

na  rękę  mężczyzny,  pokrytą  czarnymi  włosami,  na  jego  pałce,  sięgające  po 

dziecko. 

Jej dziecko. 

Jej pociechę. 

Jej chłopca. 

RS

background image

 

180 

Chciałbym  widzieć  ciebie,  chciałbym  widzieć  każdego  na  kursie 

samoobrony,  który  uczy  wyostrzać  świadomość,  uciekać  i  –  najważniejsze  i 

ostatnie – uczy walczyć. 

To jej powiedział Emmett. 

Na kurs samoobrony było za późno, ucieczka w tej sytuacji nie wchodziła 

w grę. 

Pozostawała  jej  walka,  zanim  dopuści  do  tego,  żeby  ten  pozbawiony 

sumienia potwór znowu dotknął jej syna. 

Wydała  z  siebie  okrzyk  wściekłości.  Powodowana  odwiecznym 

instynktem  macierzyńskim,  z  siłą  właściwą  tylko  matkom  w  sytuacjach,  gdy 

zagrożone  było  ich  dziecko,  rzuciła  się  naprzód.  Jason,  zdumiony  jej 

okrzykiem  i  niespodziewanym  ruchem,  cofnął  się.  Wtargnęła  między  niego  a 

Rickiego,  odpychając  chłopca  silnym  ruchem  ręki.  Drugą  ręką,  zaciśniętą  w 

pięść, uderzyła w nadgarstek Jasona, wytrącając mu pistolet z ręki. 

– Uciekaj! – zawołała do syna. – Uciekaj! – Natarła na Jasona. 

A  wtedy,  jak  przekonały  się  wszystkie  kobiety  przed  nią  w  podobnych 

sytuacjach,  okazało  się,  że  siła  mężczyzny  ma  przewagę  nad  siłą  kobiety, 

nawet nad siłą zdeterminowanej matki. Otoczył ramieniem jej szyję chwytem, 

który Emmett demonstrował jej na macie. 

Przycisnął ją do siebie i zacieśnił chwyt. 

W rzeczywistej sytuacji prawdopodobnie staniesz twarzą w twarz z kimś 

wyższym i bardziej agresywnym od ciebie, mówił jej Emmett. 

Pamiętała  te  słowa,  gdy  próbowała  wcisnąć  palce  między  swoją  szyję  a 

przedramię  Jasona.  Większy  ode  mnie,  zgoda,  ale  nie  bardziej  agresywny, 

uznała. Nie w sytuacji, gdy moje dziecko jest w niebezpieczeństwie. 

RS

background image

 

181 

Tracąc świadomość, uniosła jedną rękę, usiłując znaleźć odsłoniętą pachę 

Jasona.  I  jak  uczył  ją  Emmett  uszczypnęła  go  z  całej  swej  słabnącej  siły  i 

matczynej zaciekłości. 

Kiedy Emmett podjechał i zaparkował przed domkiem dla gości, z drzwi 

frontowych wypadł Ricky. 

Na moment zatrzymał się, po czym wskazał na dom. 

– Powstrzymaj go! – Krzyknął. – Powstrzymaj!  

Emmett przeczuł najgorsze. 

–  Co?  Kogo?  –  Wyskoczył  z  auta  i  chwycił  chłopca  za  ramię.  –  Co  się 

dzieje? 

–  Tam,  w  środku.  –  Ricky  był  blady  jak  ściana,  cały  się  trząsł.  –  W 

środku. Twój brat... moja mama. 

Emmett,  wściekły,  rzucił  się  w  stronę  drzwi,  ale  raptem  odwrócił  się  do 

Rickiego. Jeśli tam wpadnie, może jeszcze pogorszyć sprawę. 

– Czy on ma... ? 

Chłopiec w lot pojął, o co pyta. 

– Wytrąciła mu z ręki pistolet, ale on ściska ją za szyję. 

– Biegnij do głównego domu i wezwij policję – polecił. 

Sam cicho ruszył korytarzem, żałując, że zamknął swoją broń w szafie na 

ranczu Ryana. Usłyszał głos Jasona, zanim go zobaczył. 

–  Aleś  ty  głupia,  laluniu.  Wszystkie  jesteście  takie  same,  małe  oszustki. 

Nie  wiecie,  gdzie  wasze  miejsce,  nie  wiecie,  że  trzeba  się  słuchać.  Ja  ci  to 

mówię. 

Emmett doszedł do kuchni. Brat stał tyłem do niego i krzyczał na Lindę. 

Siedziała  na  podłodze,  oparta  o  lodówkę.  Na  szyi  miała  czerwone  plamy, 

spojrzenie zamglone. 

Najważniejsze, że żyje. Bogu dzięki, żyje. 

RS

background image

 

182 

– Ja wygram, rozumiesz? – Głos Jasona brzmiał histerycznie. – Zajmę się 

Emmettem, a potem nie będę się już musiał zatrzymywać  w tanich hotelach i 

jeździć zardzewiałym gratem. 

Emmett  zacisnął  zęby.  Przycisnął  się  jak  mógł  najbardziej  do  ściany  i 

rozejrzał po podłodze w kuchni. Gdzie jest pistolet? 

– Nigdy nie dostaniesz Emmetta – wycedziła przez zęby Linda. – Dobro 

zwycięży, a nie ty. 

Pistolet leżał na podłodze obok zmywarki, niemal całkiem wciśnięty pod 

szafkę. Na drodze Emmetta stał jednak jego brat, Jason. 

W porządku, Jamison, spokojnie, pomyślał. Skoro Jason wpadł w trans i 

nie  przestawał  mówić,  najlepsze  co  mógł  zrobić,  to  zaczekać  na  przyjazd 

policji. 

– Co powiedziałaś? – mruknął Jason. 

– Powiedziałam, że nie dostaniesz Emmetta.  

Dlaczego,  u  diabła,  ona  się  z  nim  drażni,  pomyślał  Emmett.  No  tak, 

odpowiedź nasuwała się sama. Żeby dać Rickiemu czas na ucieczkę. 

–  Zrozumiałam,  że  lubisz  swego  dziadka  Farleya  –mówiła  Linda  –bo 

jesteś  taki  sam  jak  on.  Obaj  jesteście  nieudacznikami,  żałosnymi 

nieudacznikami. 

O Boże, Lindo. Nie prowokuj go. Emmett spiął się, gotów na wszystko. 

Jason zastygł w bezruchu. 

–  Zamknij  się,  laluniu.  Zamknij  się  –  zaczął  histerycznie  wrzeszczeć  po 

chwili. 

Skoczył do Lindy, chwycił ją za bluzkę i podniósł do góry. 

–  I  nie  próbuj  znów  mnie  uszczypnąć,  ty  głupia  suko.  –  Zamachnął  się 

ręką, jakby chciał ją uderzyć. 

RS

background image

 

183 

Emmett  nie  wytrzymał.  Wpadł  do  kuchni  i  chwycił  Jasona  za  rękę. 

Obrócił go do siebie gwałtownym ruchem i wymierzył mu potężny cios pięścią 

w szczękę. 

Taki  cios  powinien  powalić  rozjuszonego  nosorożca,  ale  nie  jego  brata. 

Wpadł  w  furię,  tak  wykręcał  ciało,  aż  udało  mu  się  uwolnić  z  uchwytu 

Emmetta. Lecz zamiast go zaatakować, zwrócił się ponownie ku Lindzie. 

Niedoczekanie,  pomyślał  Emmett  i  jeszcze  raz  rzucił  się  na  Jasona.  Ten 

chwycił go obiema rękami za ramiona i silnie odepchnął. Emmett potknął się i 

uderzył  plecami  w  lodówkę,  gdy  Jason  wymierzył  mu  cios  w  sam  splot 

słoneczny. 

Emmettowi  zaparło  dech  w  piersiach,  ale  zdołał  jeszcze  chwycić  Jasona 

za  gardło.  Teraz  Jason  uderzył  plecami  w  ścianę.  Walczyli  zaciekle,  każdy 

próbował wydusić życie z przeciwnika. 

Emmett  nie  czuł  palców  brata  wpijających  mu  się  w  kark.  Nie  czuł 

niczego  poza  determinacją.  Muszę  go  powstrzymać.  Wróciły  wspomnienia. 

Trzej chłopcy we flanelowych piżamach i szlafrokach, zbiegający ze schodów, 

żeby zobaczyć, co święty Mikołaj zostawił pod choinką. Ujrzał w zbliżeniu ich 

twarze. Podnieconą Christophera, chciwą Jasona i nieufną własną. Już w wieku 

pięciu lat cechowała go rezerwa i ostrożność. 

Nie bez powodu. 

Rakieta  do  tenisa,  którą  dostał  od  świętego  Mikołaja  była  złamana. 

Abonament  na  mecze  baseballowe  dla  jego  starszego  brata,  Christophera, 

podarty na strzępy. 

Tylko rękawica i czapeczka Jasona były nienaruszone. 

Emmett  pamiętał  do  dziś  wyraz  twarzy  swego  starszego  brata.  Widział, 

jak bardzo jest zdumiony i zraniony. Zacisnął palce. 

Załatwię go dla ciebie, Christopher. 

RS

background image

 

184 

Załatwię  go  dla  was,  Lily,  Lindo  i  Ricky.  Dla  ciebie,  Ryan,  i  dla 

wszystkich tych, których skrzywdził. 

Załatwię go dla ciebie, Jessico Chandler. Położę kres złu. 

Nagle usłyszał szloch i poczuł, że ktoś go szarpie za łokieć. 

Obejrzał się. Linda. 

–  Nie  zabijaj  go.  –  Płakała,  łzy  płynęły  jej  po  twarzy.  –  On  jest 

nieprzytomny, Emmett. Nie musisz go zabijać. 

Emmett  otrzeźwiał,  spojrzał  na  brata.  Jason  miał  zamknięte  oczy.  Ręce 

leżały wzdłuż ciała tak samo bezwładne jak całe ciało. 

– Nigdy sobie nie wybaczysz, jeśli go zabijesz – powiedziała Linda. 

Emmett ponownie popatrzył na jej zalaną łzami twarz. Widział ślady na 

jedwabistej skórze jej szyi i zmierzwione włosy. Jason zniszczył jego osobisty 

promyczek słońca. 

–  Nigdy  sobie  nie  wybaczysz,  jeśli  go  zabijesz  –  powtórzyła.  –  Proszę, 

nie rób tego. Proszę. 

Emmett  rozluźnił  palce.  Obserwował  leżącego  bezwładnie  na  podłodze 

mordercę. Swego brata. Jasona Jamisona. 

Nigdy sobie nie wybaczysz, jeśli go zabijesz. 

Słowa  Lindy  brzmiały  echem  w  jego  głowie.  Dziwne.  Bo  on  się 

zastanawiał, czy kiedykolwiek sobie wybaczy, jeśli nie zabije Jasona. 

Parę godzin później Emmett wystukał znajomy numer. Nie wiedział, czy 

woli, żeby telefon odebrał ojciec czy matka. Usłyszawszy głos ojca, wciąż tego 

nie wiedział. Czy łatwiej byłoby mu powiedzieć to matce? 

– Mam dobrą wiadomość – zaczął – Jason jest znowu za kratami. 

Długie  milczenie,  które  nastąpiło  po  tych  słowach  uświadomiło  mu,  że 

Blake Jamison nie bardzo wiedział, jak potraktować tę informację. 

– Żyje? – wykrztusił wreszcie. 

RS

background image

 

185 

–  Tak,  tato,  żyje.  –  Nie  dzięki  Emmettowi.  Poczucie  winy  jeszcze 

spotęgowało  jego  ponury  nastrój.  –  Jest  w  areszcie  w  San  Antonio.  Podobno 

opowiada dokładnie o wszystkich swoich zbrodniach, licząc na ugodę i łagod-

niejszy wyrok. 

– Jakiego typu ugodę? Emmett zawahał się. 

–  Może  mieć  nadzieję  jedynie  na  to,  że  zlikwidują  karę  śmierci,  tato. 

Przykro mi. 

– Mnie też. – Blake miał tak zmęczony głos, jakby liczył już sto lat. – O 

Boże. Jak to możliwe, że jest mi przykro, a równocześnie czuję ulgę, a zarazem 

mam już dość tego wszystkiego? 

–  Nie  wiem,  tato. –  Emmett  nie  wiedział  więcej,  niż  w  dniu,  gdy  ojciec 

odnalazł  go  w  chacie  w  Sandia  Mountains.  Miał  wrażenie,  jakby  duchem 

znalazł się tam ponownie, choć ciałem był tutaj, w San Antonio. 

–  Czy...  czy  ktoś  jeszcze  został  zraniony,  zanim  go  zaaresztowano?  – 

spytał ostrożnie ojciec. 

Linda. Ricky. Ja. 

– Nikt nie zginął – odrzekł. – Śmiertelnie przestraszył dziesięcioletniego 

chłopca, a jego matkę zabrali do szpitala. – Zawahał się, ale uznał, że nie ma 

sensu owijać niczego w bawełnę. Zatajanie faktów nie pomoże jego rodzicom. 

–  Jason  przyjechał  po  mnie  i  zaatakował  kobietę,  z  którą  mieszkałem,  Lindę. 

Dusił ją i uderzył jej głową o ścianę, zanim zdołała się wyrwać. – Uszczypnęła 

go, pomyślał z przygnębieniem. 

Słyszał,  jak  Linda  opowiadała  policjantom,  że  to  on  pokazał  jej  ten 

chwyt.  Przynajmniej  coś  dla  niej  zrobił,  a  nie  tylko  sprowadził  jej  na  kark 

swego szalonego brata. 

– Zabrali ją do szpitala na opatrunek – dodał. 

RS

background image

 

186 

– To się nigdy nie skończy – szepnął ojciec i Emmettowi wydało się, że 

słyszy w jego głosie szloch. 

–  Nie,  tato  –  powiedział  łagodnie.  –  To  się  skończyło.  Naprawdę  się 

skończyło. 

– Przekażę to twojej matce – powiedział Blake. – A ta kobieta, czy to jest 

ta  Linda,  dla  której  syna  twoja  matka  przygotowuje  najlepszy  przepis  na 

ciasto? – spytał po chwili. 

–  Tak.  –  Lecz  ta  myśl  nie  poprawiła  nastroju  Emmetta.  Podejrzewał,  że 

już nigdy na jego twarzy nie zagości uśmiech. – Linda jest matką Rickiego. 

–  Cóż,  powiedz  jej...  powiedz  jej  w  naszym  imieniu,  że  bardzo  nam 

przykro. Powiedz, że będziemy się modlić w intencji jej szybkiego powrotu do 

zdrowia. 

– Dobrze tato, zrobię to. 

Skłamał.  Nie  zobaczy  już  Lindy  i  nie  będzie  z  nią  rozmawiał.  Jego 

związek z nią się zakończył. Chyba na zawsze. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

187 

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 

 

Wkrótce  jednak  Emmett  stwierdził,  że  nie  mógłby  sam  wyjechać. 

Postanowił, że nie zobaczy się z Lindą, mimo to poszedł do szpitala, bo chciał 

się  upewnić,  czy  czuje  się  lepiej.  Zadzwonił  do  Collina,  żeby  tam  na  niego 

czekał. 

Pierwszą osobą, którą ujrzał w szpitalnym holu, był jego kuzyn. Byli do 

siebie podobni, tyle że Collin nie był tak ponury i przygnębiony jak on. 

Uścisnął mu dłoń, gratulując zakończenia sprawy Jasona. 

–  To  dobrze  –  powiedział.  –  Dobrze,  że  Jason  znalazł  się  z  powrotem 

tam, gdzie jego miejsce. 

– Tak. – Zgodził się Emmett, cokolwiek to miało znaczyć. 

– Już dzwoniłem do Lucy – poinformował go Collin. Twoja Linda jest na 

trzecim piętrze. 

–  Ona  nie  jest  moją  Lindą  –  obruszył  się  Emmett.  Collin  spojrzał  na 

niego spod oka. 

– Jak chcesz... 

– Czy Lucy nie mówiła, jak się czuje? – spytał Emmett. – Gdybym znał 

rokowania, nie musiałbym iść na górę. 

Collin zmierzał w stronę windy. 

– Lucy nic mi nie mówiła – odparł. – Powiedziała trzecie piętro i właśnie 

tam się udajemy, chłopie. 

Chcąc  nie  chcąc  Emmett  podążył  za  kuzynem.  Może  i  przyjazd  do 

szpitala nie był konieczny, ale nie zawrócił. 

Szybko znaleźli się na trzecim piętrze. Weszli do jasnożółtego pokoju. 

–  Emmett!  –  Usłyszał  radosny  okrzyk  i  nagle  w  jego  ramiona  rzucił  się 

Ricky.  Ledwo  zdążył  go  złapać.  Chłopiec  objął  go  mocno,  jakby  chciał  go 

RS

background image

 

188 

zatrzymać  na  zawsze.  –  Wiedziałem,  że  przyjdziesz.  Wiedziałem.  –  Nie 

posiadał się z radości. 

Spojrzawszy  ponad  głową  chłopca,  Emmett  napotkał  wzrok  policjantki 

siedzącej na krześle. 

– Chłopiec został przebadany – powiedziała, uprzedzając jego pytanie. – 

Nic mu nie jest. Teraz czekamy na informację o jego matce. 

–  Jej  też  nic  nie  będzie  –  mruknął  Emmett,  przytulając  Rickiego.  – 

Obiecuję ci, że wszystko będzie dobrze. 

Chłopiec wtulił głowę w szyję Emmetta. 

– Nan i Dean też to mówią. 

–  Są  tutaj?  –  Emmett  rozejrzał  się  dokoła.  Byłoby  naturalne,  że  starsi 

państwo zaopiekują się chłopcem. 

– Próbują dostać się na samolot. – Ricky potrząsnął głową. – Powiedzieli, 

że wrócą jutro rano. 

Emmett spojrzał w stronę okna. Zapadła noc. 

–  Usiądźmy,  kolego  –  powiedział  i  nie  wypuszczając  chłopca  z  ramion, 

przysunął sobie krzesło. – Przedstawię cię teraz memu kuzynowi, Collinowi – 

powiedział. – Pracuje w CIA. 

Chłopiec wyraźnie się ożywił, podniósł wzrok na drugiego mężczyznę. 

–  Nie  żartujesz?  –  spytał,  po  czym,  przypomniawszy  sobie  o  dobrych 

manierach, wyciągnął rękę do Collina. – Miło mi pana poznać, sir. 

– Słyszałem, przez co dzisiaj przeszedłeś, Ricky. Uścisnął dłoń chłopca i 

usiadł  na  sąsiednim  krześle.  –  Niewykluczone,  że  kiedy  dorośniesz, 

przyjmiemy cię do nas. Zawsze potrzebujemy ludzi, którzy potrafią dzielnie się 

zachować w niebezpiecznych sytuacjach. 

–  Tak?  –  Ricky  przeniósł  wzrok  z  Collina  na  Emmetta.  –  Co  o  tym 

myślisz? 

RS

background image

 

189 

Emmett  pomyślał,  że  jeszcze  nigdy  nie  zaznał  takiego  uczucia  słodyczy 

połączonej z goryczą pod wpływem spojrzenia dziecka, patrzącego na niego z 

takim  uwielbieniem  jak  na  bohatera.  Słodyczy,  ponieważ  to  była  zapowiedź 

miłości. Goryczy, bo na nią nie zasługiwał. 

–  Myślę,  że  w  odpowiednim  momencie  sam  podejmiesz  właściwą 

decyzję – powiedział. 

–  Jesteś  może  głodny,  Ricky?  –  zwrócił  się  do  chłopca  Collin.  –  Moja 

narzeczona  tutaj  pracuje  i  powiedziała  mi,  jakie  pyszności  są  w  bufecie  na 

dole. Mógłbym cię tam zabrać. 

Ricky potrząsnął głową. 

– Dziękuję, ale nie. Muszę tu czekać z Emmettem na lekarzy. Powiedzą, 

jak się czuje mama. 

Collin się uśmiechnął. 

– Cóż, rozumiem, że musicie tu obaj czekać. 

–  Może  byś  poszedł  poszukać  Lucy  i  spróbował  zasięgnąć  jakichś 

informacji. –  Emmett popatrzył  na  kuzyna. – Chciałbym  stąd  wyjść  możliwie 

jak najprędzej. 

–  Chcesz  wyjść?  –  Ricky  ścisnął  go  za  ramię.  –  Nie  możemy  się  stąd 

ruszyć, dopóki nie zobaczymy mamy i nie będziemy wiedzieli, jak się czuje. 

–  Jestem  tu,  kolego.  –  Emmett  nie  bardzo  wiedział,  co  odpowiedzieć 

chłopcu. Poklepał go po ramieniu. – Teraz tu jestem. 

– No tak – mruknął Ricky, opierając się o jego ramię. 

Collin  wstał  i  pokręcił  tylko  głową,  widząc  jak  dziecko  tuli  się  do 

Emmetta. 

–  Twoja  mama  miałaby  frajdę,  gdyby  zobaczyła  was  razem,  kuzynie  – 

powiedział. – Ja mam frajdę. 

Ricky wtulił się jeszcze bardziej w pierś Emmetta. 

RS

background image

 

190 

–  Ona  mi  zrobi  ciasto  –  powiedział.  –  Ja  i  Emmett  lubimy  takie  samo 

ciasto. 

– Ja i Emmett – powtórzył Collin. 

Emmett skrzywił się, słysząc to „ja i Emmett". 

– Nie idź do żadnego bufetu – powiedział. – Znajdź Lucy, proszę. 

Collin udał, że salutuje i oddalił się. Emmett odprowadził go  wzrokiem. 

Collin  szedł  długim,  raźnym  krokiem.  Zawsze  stawiał  długie  kroki,  ale  nikt 

nigdy nie użyłby określenia „raźny" na opisanie twardziela, Collina Jamisona. 

A teraz takie właśnie sprawiał wrażenie – raźnego i radosnego. 

Boże, jak to się stało, że jego twardy i zasadniczy kuzyn stał się radosny i 

rozluźniony? 

Odpowiedź już znał. Kochał i był kochany. 

Wcześniej  tego  dnia  –  czy  to  właśnie  dziś  był  na  stacji  benzynowej  w 

Red  Rock?  –  Emmett  postanowił  znaleźć  trochę  radości  dla  siebie.  Był 

zdecydowany wrócić do domku dla gości i dowieść Lindzie, że w nią wierzy i 

pragnie,  żeby  byli  razem.  Mógłby  na  to  czekać  nawet  w  nieskończoność. 

Byleby tylko mu uwierzyła. 

Przestał jednak wierzyć, że na nią zasługuje. 

Wrócił mrok – w nim i wokół niego. 

Był zakochany w Lindzie – pod tym względem nic się nie zmieniło i się 

nie  zmieni.  Lecz  pozwolił,  aby  i  ona  zobaczyła  tę  całą  szpetotę,  całe  zło 

uosobione  przez  Jasona,  które  tkwiło  także  i  w  nim  samym.  Nigdy  sobie  nie 

wybaczysz,  jeśli  zabijesz  swego  brata  –  po  tych  słowach  wiedział,  że  Linda 

wolałaby trzymać się od niego na dystans. 

W  porządku,  rozumiał  to.  I  wobec  innych  on  też  chciał  zachować 

dystans. 

RS

background image

 

191 

Przesunął  chłopca,  który  siedział  na  jego  kolanach.  Równy  oddech 

powiedział  mu,  że  Ricky  zasnął.  Był  wyczerpany  po  przeżyciach  tego  dnia. 

Emmett oparł brodę o jego głowę i też zamknął oczy. Tylko chwilę się zdrze-

mnie... 

Miał  straszną  wizję.  Nigdy  w  życiu  nie  nosił  okularów,  ale  teraz  ich 

używał.  Przyćmione  światło  niewiele  pomagało,  więc  pomagał  sobie  rękami, 

szukając drogi w labiryncie korytarzy. Serce mu waliło, w ustach zaschło. 

Bał się jak diabli. 

Nie  o  siebie,  o  kogoś  innego.  Zacisnął  dłoń  na  broni,  ale  poczuł  tylko 

własne ciało. Zdziwiony spojrzał w dół. Gdzie jego pistolet? Dlaczego nie ma 

broni? 

Niepokój narastał. Oddychał głośno i nierówno. 

Z  jakiegoś  powodu  zaczął  biec,  obijając  się  w  ciemności  o  ściany. 

Zwykle  czuć  ta  było  mdłe,  obrzydliwe  zapachy,  jak  pamiętał.  Woń  krwi  i 

śmierci. Tym razem jednak poczuł świeże powietrze. Tak, właśnie w tę stronę 

biegł. Ku wyjściu z tego grobu za życia. 

Za  następnym  zakrętem  znalazł  się  w  pustym  pokoju.  Z  cienia  wyłoniła 

się jakaś postać. Emmett chciał w nią wymierzyć z pistoletu, ale jego ręka była 

pusta. 

To  był  Christopher,  jego  starszy  brat,  ale  tym  razem  towarzyszył  mu 

zapach świeżego, czystego powietrza. Za nim widać było światło. 

Christopher wyciągnął do niego obie ręce. 

Co  w  nich  było?  Taśma?  Zawsze  to  była  taśma.  Emmett  spróbował 

cofnąć  się,  ale  światło  za  bratem  powiększało  się  i  promieniujące  od  niego 

ciepło przyciągało go jak magnes. 

– Christopher, co się dzieje? – spytał.  

RS

background image

 

192 

Christopher  milczał,  uśmiechał  się.  To  był  szeroki,  szczęśliwy  uśmiech. 

Radosny i dobry. 

Wyciągając  ręce  do  Emmetta,  zbliżył  się  do  niego.  A  kiedy  Emmett 

popatrzył,  co  w  nich  trzyma,  aż  zamrugał  oczami,  żeby  się  upewnić,  czy  nie 

śni. Oczywiście, że śnił. Tak, to był sen. 

W  jednej  ręce  jego  brat  trzymał  nieuszkodzoną  rakietę  tenisową,  a  w 

drugiej miał abonament na mecze bejsbolowe. 

Emmett podniósł wzrok i spojrzał w twarz bratu. Wciąż się uśmiechając, 

Christopher skinął głową, po czym odwrócił się, żeby odejść w stronę światła. 

– Christopher! 

 Nie zatrzymał się. 

– Christopher! – zawołał po raz drugi.  

Szedł nadal. 

– Tęsknię za tobą, Christopher. Kocham... kocham cię.  

Chris  wchodził  już  w  strefę  światła.  Lecz  odwrócił  się  jeszcze,  skinął 

ręką, po czym poszedł swoją drogą. Drogą ku światłu. 

Emmett  mógłby  przysiąc,  że  obok  niego  szła  młoda  kobieta,  Jessica 

Chandler. 

– Emmett. – Poczuł czyjąś rękę na ramieniu. 

To następny sen, pomyślał, próbując się obudzić. Pewnie Linda go budzi. 

Powie  jej,  że  to  nie  był  kolejny  koszmar  senny.  Po  prostu  jest  w  niej 

zakochany. 

– Emmett. 

– Linda? – wymamrotał, otwierając oczy. 

To  był  Collin.  Znajdowali  się  w  szpitalu.  Jedna  noga  mu  ścierpła  pod 

ciężarem Rickiego. 

Collin pochylił się, żeby mu spojrzeć w oczy. 

RS

background image

 

193 

– Linda jest gotowa zobaczyć się z tobą i Rickim – powiedział. 

Drzwi  do  pokoju  otworzyły  się  i  w  progu  stanął  jasnowłosy  chłopiec  i 

ciemnowłosy mężczyzna. Dłoń w dłoń. 

Może niezupełnie dłoń w dłoń, pomyślała Linda. To raczej Ricky ściskał 

kurczowo rękę Emmetta, a ten nie miał serca wyzwolić się z uścisku. 

Z wyrazu jego twarzy poznała, że nie miał ochoty się tu znaleźć. 

Ogarnął  ją  niepokój,  obawiała  się,  że  straci  jasność  myślenia,  ale  się 

opanowała. 

Podobnie jak jej syn, trzymający rękę Emmetta, ona też nie pozwoli mu 

odejść. 

Przesunęła wzrok na twarz chłopca i uśmiechnęła się. 

–  Czy  najlepsze  dziecko  na  świecie  może  uściskać  swoją  mamę?  – 

spytała. 

Ricky błyskawicznie znalazł się przy jej łóżku. 

– Dzięki Bogu, że barierki są spuszczone – powiedziała, śmiejąc się, gdy 

mocno  ją  objął.  Uścisk  był  krótki,  ale  serdeczny  i  szczery.  Poczuła,  że  łzy 

napływają jej do oczu, gdy Ricky cofnął się, by spojrzeć jej w twarz. 

Zmarszczył brwi na widok śladów na szyi. 

– Ojej, mamo. Okropne siniaki – przeraził się.  

Mamo. Dziękuję ci, Boże, że jestem mamą tego chłopca. 

–  Tak,  no  cóż.  Będę  musiała  wybrać  się  do  sklepu  z  apaszkami  – 

zażartowała. 

Ricky uniósł rękę w stronę jej twarzy, ale zawahał się. 

– Umyłem je – zaznaczył. – Są czyste. 

– Nieważne, czy są czyste, czy nie. Najważniejsze, że jesteś tu ze mną. – 

Linda nie ukrywała wzruszenia. 

Ricky dotknął delikatnie śladu otarcia na jej policzku. 

RS

background image

 

194 

– Mówili, że masz guza jak jajo z tyłu głowy. – Posmutniał nagle. – Ty... 

ty nie zaśniesz znowu, prawda?  

Patrzył na nią z niepokojem. 

Wzięła go za rękę i mocno przytrzymała. 

– Dali mi już coś na sen, ale to nie będzie tak jak przedtem. Obiecuję. – 

Ricky  nie  wyglądał  na  przekonanego,  więc  zwróciła  się  do  Emmetta.  – 

Możemy  zorganizować  spotkanie  z  lekarzem?  –  poprosiła.  –  Mój  chłopiec 

chciałby usłyszeć od niego diagnozę. 

– Ależ tak. – Emmett natychmiast się odwrócił. – Już... 

– To nie musi być w tej chwili – zatrzymała go.  

Bała  się  pozwolić  mu  odejść.  W  jego  oczach  wciąż  był  ten 

charakterystyczny dystans. 

Emmett  oparł  się  ramieniem  o  drzwi.  Waha  się,  czy  iść  czy  zostać, 

pomyślała. 

–  On  już  jest  w  więzieniu,  mamo  –  powiedział  Ricky.  –  Już  nigdy  nie 

zrobi ci nic złego. 

– I tobie też nic złego nie zrobi – rzekła Linda. 

– On mi nie zrobił krzywdy – zaprotestował chłopiec. 

–  Fizycznej  może  nie,  ale  cię  przeraził,  a  to  też  krzywda.  Prawda 

Emmett? – zwróciła się do niego. 

Patrzył  na  nią  i  na  Rickiego,  jakby  byli  marzeniem,  którego  nigdy  nie 

otrzyma. Wyraz jego oczu dał jej nadzieję. Musiała mieć nadzieję. 

– Ja... Co mówiłaś? 

–  Powiedziałam  Rickiemu,  że  jeśli  się  kogoś  śmiertelnie  przerazi,  to  też 

jest  dla  niego  krzywda.  Taka  sama  rana  jak  siniak,  otarcie  czy  guz  z  tyłu 

głowy. 

– Pewno. – Emmett wyglądał na zakłopotanego. 

RS

background image

 

195 

–  Emmett  się  nie  bał.  –  Ricky  zmarszczył  czoło.  –  Pobiegł  od  razu  do 

domku,  jak  mu  powiedziałem  o  Jasonie.  Nie  miał  pistoletu  ani  nic.  Emmett 

nigdy się nie boi. 

Linda  podniosła  wzrok  na  mężczyznę  wciąż  stojącego  w  progu. 

Wyglądał ponuro i nieprzystępnie, ale przecież wrócił do niej. Pamiętała wyraz 

jego oczu, kiedy odciągał od niej Jasona. Poznała jego determinację, żeby nie 

utracić ukochanej osoby. 

Była pewna, że miała taki sam wyraz oczu, gdy zobaczyła jak Jason sięga 

po Rickiego. 

Teraz trzymała swego syna w ramionach. 

– Powiedz mi – zwróciła się do Emmetta. – Czy ty się nigdy nie boisz? 

Ani przez chwilę się nie bałeś? 

–  Nie  o  siebie.  –  Wydawał  się  zdziwiony,  że  wypowiedział  te  słowa. 

Przeniósł wzrok z jej twarzy na okno i wpatrywał się w ciemność. – Choć przy 

innych zadaniach bałem się, że coś mi się stanie: będę ranny albo coś gorszego. 

Rozumiem  to  tak.  Człowiek  jest  wtedy  odważny,  kiedy  jest  świadom 

otaczającego go niebezpieczeństwa. – Zwrócił się do Rickiego. 

Och, on byłby wspaniałym ojcem, pomyślała Linda. Silnym i uczciwym. 

–  Ale  dziś  nie  bałeś  się  o  siebie  –  stwierdził  Ricky.  –  Właśnie  to 

powiedziałeś. 

Emmett  przelotnie  spojrzał  na  Lindę,  po  czym  znów  wpatrzył  się  w 

ciemność za oknem. 

– Dziś byłem przerażony, że coś może się stać twojej mamie – wyznał. – 

Wyobrażam  sobie,  co  czuła,  gdy  weszła  za  Jasonem  do  kuchni.  Nie  martwiła 

się wtedy o siebie. Zrobiła to, bo cię kocha. 

Lindzie  serce  mocniej  zabiło.  A  potem  zabiło  mocno  po  raz  drugi,  gdy 

Ricky odwrócił do niej głowę. Przełknęła z trudem ślinę. 

RS

background image

 

196 

– Skąd o tym wiesz, Emmett? – spytała. 

–  Ja  mu  powiedziałem  –  oświadczył  Ricky.  –  Opowiedziałem  mu 

wszystko,  co  się  wydarzyło,  jak  zabierali  Jasona  i  czekaliśmy  na  karetkę  dla 

ciebie. – Odetchnął głęboko. – To dlatego to zrobiłaś, tak mamo? Rzuciłaś się 

na Jasona, walczyłaś z nim, żeby mnie bronić, prawda? 

– Tak. 

I ta siła, jaką w sobie znalazła, była dla niej świadectwem, że przez cały 

czas była matką Rickiego. Prawdziwą matką, aż do głębi swego serca. 

– Ty... ty mnie kochasz? – Ricky patrzył na nią nieśmiało. 

– Ależ tak. – Przytuliła chłopca do piersi. – Teraz cię kocham. I zawsze 

będę cię kochać. 

Łzy napłynęły jej do oczu, gdy sobie uprzytomniła, że jeszcze nigdy nie 

powiedziała  do  niego  tych  słów.  Jeszcze  nigdy,  aż  do  dziś,  nie  czuła 

prawdziwego  sensu  tych  słów.  Lecz  miłość,  jaką  czuje  do  Rickiego  nie  była 

przez to wcale słabsza. 

– Ja też cię kocham, mamusiu – wyszeptał chłopiec. 

Po  raz  pierwszy  usłyszała  z  jego  ust  te  słowa  i  rozpłakała  się  z  radości. 

Popatrzyła  w  oczy  synkowi.  To  jej  rodzina.  On  jest  jej  rodziną.  Uśmiechnęła 

się przez łzy. 

– Śmiesznie wyglądasz jak płaczesz – powiedział Ricky. 

– Zapewne – roześmiała się. – Przepraszam. 

– To nie szkodzi. Mnie się podobasz – zapewnił ją. 

–  No  proszę  –  rozległ  się  od  drzwi  męski  głos.  Obok  Emmetta  stanął 

mężczyzna, bardzo do niego podobny. – On ma więcej wrodzonego uroku niż 

ty, kuzynie. – Mężczyzna trącił Emmetta łokciem. 

Emmett zachował ponury wyraz twarzy. 

RS

background image

 

197 

–  Lindo  Faraday,  przedstawiam  ci  mego  okropnego  kuzyna,  Collina 

Jamisona. 

– Cieszę się, że lepiej się czujesz – uśmiechnął się do niej Collin. – Twój 

syn nie chciał się ruszyć z poczekalni, dopóki cię nie zobaczy, ale ja myślę, że 

byłby  zainteresowany  hamburgerem  z  frytkami  i  sokiem.  Wiem  z  dobrego 

źródła, że to najlepsze, co mają w tutejszym bufecie. 

– Co o tym myślisz? – zwróciła się Linda do Rickiego. 

– Jestem głodny, ale... – zawahał się chłopiec. 

– Moja Lucy załatwiła, że będziesz mógł zostać tu z mamą na noc, Ricky 

–  powiedział  Collin.  –  A  więc  chodźmy  coś  szybko  przekąsić  i  wracamy. 

Twoja  mama  potrzebuje  kogoś,  kto  wie,  jak  się  posługiwać  tym  pilotem  od 

telewizora. 

–  A  więc  dobrze  –  zdecydował  Ricky.  Zeskoczył  z  łóżka  i  podszedł  do 

Collina. 

Linda  uśmiechnęła  się  do  siebie.  Następny  mężczyzna,  który  zostanie 

pewnego dnia przykładnym ojcem. 

Collin z Rickim wyszli z pokoju, zostawiając ją sam na sam z Emmettem. 

– Mógłbyś zamknąć drzwi? – poprosiła, bo wciąż stał w progu. 

– Oczywiście. – Położył rękę na klamce. – A więc do widzenia. 

–  Nie!  –  zawołała  w  panice.  –  To  znaczy,  nie,  bo  mam  ci  coś  do 

powiedzenia – dodała już spokojniej. – Chcę cię o coś zapytać, porozmawiać z 

tobą. 

Emmett zatrzasnął drzwi i zbliżył się do łóżka. 

– O co chodzi? 

O co chodzi? Co mogłaby powiedzieć, żeby zasypać tę przepaść między 

nimi? 

RS

background image

 

198 

– Chcę cię przeprosić, że krzyczałam na ciebie dziś rano. A właściwie, że 

wyrzuciłam cię z domu. 

Emmett wzruszył ramionami. 

– To już prehistoria. 

– A jednak przepraszam. 

– W porządku – mruknął. 

Wspaniale. Znowu zaległa między nimi ta krępująca cisza. 

– Dlaczego wróciłeś po południu do domku dla gości? – Linda przerwała 

milczenie. 

– Słucham? – Emmett błądził myślami daleko stąd. 

–  Dlaczego  wróciłeś?  Miałeś  mi  coś  do  powiedzenia  czy  może...  ?  – 

Patrzyła  na  niego  w  oczekiwaniu,  że  dokończy  to,  co  zaczęła  mówić.  Przez 

cały czas w szpitalu zachodziła w głowę, dlaczego Emmett wrócił. 

Wnosząc  ze  spojrzenia,  z  jakim  rzucił  się  na  Jasona,  miała  nadzieję,  że 

wie. 

Emmett nie spuszczał z niej wzroku. 

Zamknęła oczy. Mocno zacisnęła powieki. Co teraz? 

–  Kochanie?  Skarbie?  –  Materac  gwałtownie  ugiął  się  pod  ciężarem 

Emmetta, gdy usiadł na łóżku. – Rozbolała cię głowa? Mam wezwać lekarza? 

Otworzyła oczy. Emmett patrzył na nią z troską. Dziesięć lat spędzonych 

w  śpiączce  nie  poprawiło  jej  wiedzy  o  sprawach  damsko–męskich,  ale 

wiedziała, że nie powinna tracić czasu, liczy się każda minuta. 

–  Nie  sądzę,  by  lekarz  mógł  mnie  wyleczyć  z  problemu,  który  mnie 

gnębi. Zresztą nawet tego nie chcę. Kocham cię, Emmetcie Jamisonie. Jestem 

w tobie zakochana. 

Zmartwiał. 

RS

background image

 

199 

– Ty... – Potrząsnął głową, jakby chciał pozbyć się natrętnej myśli. – Nie 

powinnaś. Nie możesz. 

– Owszem, mogę. 

– Nie. – Między ciemnymi brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka. – 

Widziałaś,  w  jakim  żyję  świecie.  Widziałaś  całe  zło,  uosobione  przez  mego 

brata. To nie może ciebie dotyczyć. 

– Ależ nic mi nie będzie. Jason już mi nie zagraża. 

– Lecz widziałaś, do czego ja jestem zdolny. Jaka ciemność jest we mnie. 

Linda potrząsnęła głową. 

– Emmett, w tobie jest smutek i gorycz spowodowana okrucieństwem, z 

którym się zetknąłeś, i tym czego doświadczyłeś w życiu. Pomogę ci się z tym 

uporać. Ricky też ci pomoże. Nasza miłość, rodzina, którą stworzymy, będzie 

dla ciebie wsparciem. Twoja dusza nie jest mroczna. 

– Nie wiesz... czy ja też cię kocham. – Odwrócił wzrok. 

–  Wiem.  Widziałam  to  w  twojej  twarzy,  gdy  broniłeś  mnie  przed 

Jasonem. Byłeś rozjuszony, bo mnie kochasz, a nie dlatego, że jesteś zły. 

Emmett mruknął coś pod nosem, 

–  Nie  próbuj  zaprzeczać.  –  Linda  nie  pozwoliła  mu  dojść  do  słowa.  – 

Sam to powiedziałeś. Powiedziałeś Rickiemu, że byłeś przerażony, bo może mi 

się  coś  stać.  Powodowało  tobą  to  samo  uczucie  co  mną,  gdy  starałam  się 

chronić Rickiego. Miłość. 

Emmett znowu coś mruknął. 

– Ta moja niewyparzona gęba! 

– Dlaczego nie chcesz ofiarować mi tej miłości? – spytała. 

– Bo nie chcę być cieniem na twoim słońcu. 

– Potrzebuję twojej miłości, Emmett. Myślałam, że na nią nie zasługuję. 

Myślałam, że nie jestem dostatecznie silna, że nie jestem kobietą odpowiednią 

RS

background image

 

200 

dla  ciebie.  Myliłam  się  jednak.  I  ty  też  się  mylisz.  Miłość  nigdy  nie  jest 

cieniem.  –  Położyła  mu  rękę  na  ramieniu.  –  Powiedziałeś,  że  jesteś  moim 

pierwszym dziennym mężczyzną. I chcę, żebyś był ostatnim. 

Emmett nie bronił się dłużej, wziął ją w ramiona. 

– Lindo, Lindo – powtarzał, szukając jej ust. Pocałunek był mokry od łez 

ich  obojga.  –  Kiedy  się  do  ciebie  wprowadziłem,  myślałem,  że  mnie 

potrzebujesz. Naprawdę to ja potrzebuję ciebie – wyznał. 

Linda uśmiechnęła się i ujęła w dłonie jego twarz. 

–  Będziemy  dla  siebie  światłem  –  powiedział.  –  Przez  resztę  naszego 

życia. 

Dziś jest niedziela, spotkanie rodzinne Fortune'ów. Wstań, weź prysznic, 

włóż  nową  letnią  sukienkę.  Przypilnuj,  żeby  Ricky  i  Emmett  ubrali  się 

odświętnie. Pamiętaj, żeby podziękować Bogu za miłość, rodzinę i za to, że się 

obudziłaś i znalazłaś jedno i drugie. 

Ricky  zerknął  na  otwarty  notatnik  Lindy.  Nie  zamierzał  nic  czytać,  ale 

Linda  poprosiła  go,  żeby  przyniósł  jej  zegarek  ze  stolika  przy  łóżku  i  przez 

przypadek zauważył swoje imię. 

Na pewno nie będzie miała mu za złe, że rzucił okiem na to, co napisała. 

Kochała  go  i  powtarzała  mu  to  setki  razy  w  ciągu  dnia.  Nagle  potrafiła 

przerwać to, co robiła, podnieść na niego wzrok i powiedzieć. 

– Wiesz co, Ricky? 

I choć dokładnie wiedział, co powie, cierpliwie czekał. 

– Kocham cię, dziecinko. 

Powinna już była przestać tak się do niego zwracać, ale Ricky postanowił 

być  wspaniałomyślny  i  nie  wspominać  na  ten  temat  przed  ukończeniem 

jedenastu  lat.  Emmett  mu  to  wyjaśnił.  Mama  musi  teraz  nadrobić  przespany 

RS

background image

 

201 

czas,  kiedy  takie  słowa  jak  dziecinko,  maleńki,  kocham  cię,  były  jak 

najbardziej właściwe. 

Dopóki nie mówi tak przy jego kolegach, może to tolerować. Obawiał się 

jednak, czy Linda zdoła się opanować na spotkaniu z Fortune'ami. Westchnął. 

Co wtedy zrobisz? 

Kiedy znaleźli się na ranczu – które bardzo się podobało Rickiemu, pełne 

kwiatów  i  zieleni,  z  białymi  namiotami  rozstawionymi  na  całym  terenie  – 

stwierdził,  że  słowa  „kocham  cię"  padają  tu  niezwykle  często.  Rzucano  nimi 

dokoła jak ryżem na uroczystości ślubnej. W ciągu ostatnich paru miesięcy  w 

rodzinie  Fortune'ów  odbyło  się  kilka  wesel,  teraz  wszyscy  oczekiwali  z 

niecierpliwością  na  kolejny  –  ślub  matki  i  Emmetta.  Powiedział  im,  że  nie 

włoży garnituru, ale mama pociągnęła nosem i w końcu uległ. 

Emmettowi też nie podobał się smoking, w który miał się ubrać, ale obaj 

chcieli zrobić przyjemność Lindzie. 

– Ricky, podejdź do nas. – Chcę, żebyś poznał parę osób – zwróciła się 

do niego Lily. 

Podszedł do niej, zbliżyli się również Emmett i Linda. Ricky wiedział, o 

co  chodzi.  Był  już  na  to  przygotowany,  ale  mimo  wszystko  czuł  się  jak 

pierwszego dnia w szkole. Zaschło mu w gardle z emocji. 

Lily  przedstawiła  go  swemu  synowi,  Cole'owi  oraz  Holdenowi  i 

Loganowi  Fortune'om.  Wszyscy  byli  przyrodnimi  braćmi  Rickiego.  Miał  też 

przyrodnią  siostrę,  Eden.  Była  miła  i  wyglądała  normalnie  jak  na  kogoś,  kto 

ma  za  męża  prawdziwego  szejka.  Wszyscy  się  uśmiechali  i  powiedzieli,  że 

cieszą  się  ze  spotkania  z  nim  i  mają  nadzieję,  że  poznają  swego  małego 

braciszka lepiej, a on odpowiedział, że bardzo się będzie z tego cieszył. 

Co za niespodzianka, pomyślał. 

RS

background image

 

202 

Wreszcie  dowiedział  się  wszystkiego  o  swojej  przeszłości.  Jego 

biologicznym  ojcem  –  mama  mu  powiedziała,  że  tak  ma  o  nim  mówić  –  był 

Cameron  Fortune,  który  był  również  ojcem  Cole'a,  Holdena  i  Eden.  Mama 

mówiła,  że myślała,  że go kocha, ale pamiętała to jak przez mgłę ze  względu 

na  obrażenia  głowy.  Tak  więc  postanowili  skupić  się  na  teraźniejszości  i 

przyszłości. 

Poinformowali  go  tylko,  że  należy  do  rodziny  Fortune'ów.  Lily 

powiedziała, że może dzięki temu poczuje się bardziej... bezpiecznie. Pojechał 

nawet  odwiedzić  jeszcze  jedną  kuzynkę,  Susan  Fortune,  która  pomagała 

dzieciom z trudnych środowisk znaleźć swoje miejsce w życiu. 

Kiedyś mieszkała w Kalifornii, ale po wyjściu za mąż za Ethana, farmera, 

mieszkającego na ranczu nieopodal Ryana, przeniosła się do Teksasu i stamtąd 

prowadziła gorącą linię dla dzieci. Miał więc Ricky wokół siebie ludzi, którzy 

go  kochali  i  chcieli  mieć  swoje  miejsce  w  jego  życiu.  Nan  i  Dean,  Lily, 

przyrodnie  rodzeństwo.  Oczywiście  mama.  A  także  rodzice  Emmetta,  którzy 

też przybyli na zjazd rodzinny. Pani Jamison przywiozła mu obiecany placek z 

brzoskwiniami. 

I wreszcie miał Emmetta. 

Oprócz Lindy to Emmett był dla niego największym autorytetem. 

– Jeśli coś będzie nie tak, coś ci nie będzie odpowiadać, przyjdź do mnie 

pogadać. Zastanowimy się nad tym wspólnie – zaproponował. 

Ricky  mógł  oczywiście  rozmawiać  z  matką,  ale  fajnie  było  mieć  obok 

kogoś  w  rodzaju  ojca.  Emmett  powiedział  mu,  że  może  do  niego  dzwonić, 

kiedy tylko zechce i Ricky ułożył sobie własny plan dotyczący Emmetta. Gdy 

tylko  Linda  i  Emmett  złożą  przysięgę  małżeńską,  zacznie  mówić  do  niego 

„tato". 

– Ricky! – Usłyszał głos matki. – Chodź! Poznasz kogoś. 

RS

background image

 

203 

Zobaczył  małą  dziewczynkę  z  czarnymi  włosami  i  dużymi  brązowymi 

oczami.  Była  młodsza  od  niego  ze  trzy,  może  cztery  lata.  Sposób,  w  jaki 

siedziała  sztywno  na  krześle,  wskazywał,  że  nie  jest  to  jej  naturalna  pozycja, 

właściwa ruchliwym dzieciom w jej wieku. Ricky wiedział coś na ten temat, bo 

dyżurując  w  patrolu  ulicznym  musiał  pilnować,  żeby  żwawe  pierwszaki  nie 

wpadły z impetem na jezdnię. 

–  To  Celeste  –  powiedziała  Linda.  –  Córeczka  doktor  Violet  i  doktora 

Petera. 

Dziewczynka uśmiechnęła się nieśmiało. 

– Cześć – pisnęła. 

– Cześć. 

Mama  zasygnalizowała  mu  coś  spojrzeniem.  Ricky  zrozumiał.  Emmett 

też na niego patrzył, więc chłopiec ukłonił się i usiadł obok dziewczynki. 

– Jak leci? – spytał. 

–  Dobrze.  –  Zerknęła  na  niego  spod  gęstych  ciemnych  rzęs.  –  Uczę  się 

znowu  chodzić.  Idzie  mi  coraz  lepiej,  ale  jeszcze  nie  nadaję  się  do  udziału  w 

olimpiadzie.  –  Zwróciła  oczy  na  ojca,  doktora  Petera.  –  Tatuś  mówi,  że  na 

pewno zacznę biegać. Teraz pływam. A ty pływasz? 

– Tak. 

Nie  mieli  sobie  więcej  do  powiedzenia,  lecz  Ricky  nadal  siedział  obok 

niej. Słońce go trochę rozleniwiło. Dokoła były inne dzieci, krzyczały i śmiały 

się, bawiąc w chowanego. Może później się do nich przyłączy. Na razie bardzo 

dobrze  się  czuł,  siedząc  obok  tej  spokojnej  dziewczynki.  Zanim  jego  mama 

obudziła się ze śpiączki, czasami też siedział cicho obok jej łóżka w szpitalu. 

Teraz jego mama była pełna życia. Rozmawiała właśnie z mamą Celeste, 

Violet.  Mama  miała  zamiar  pracować  w  fundacji,  którą  zakładał  Emmett. 

Podeszła do nich inna para i wszyscy rozmawiali. Może o pracy? 

RS

background image

 

204 

Były  następne  uściski  i  pocałunki,  gdy  do  grupki,  w  której  była  jego 

mama  i  Emmett,  zaczęli  dołączać  kolejni  goście.  Ricky  przestał  się  już 

zastanawiać, jakie pokrewieństwo go z nim łączyło. Na końcu podeszli Vincent 

i  Natalie.  Wszyscy  podnieśli  krzyk,  usłyszawszy,  że  Natalie  otrzymała  awans 

w  gazecie,  w  której  pracowała.  Koniec  z  pisaniem  głupot,  oświadczyła, 

czymkolwiek one były. 

Jeszcze większą wrzawą zareagowano na wyznanie Natalie, że spodziewa 

się  dziecka.  Najgłośniej  wyraziła  swój  aplauz  Amy  Fortune,  która  oznajmiła, 

że  sama  zostanie  mamą  we  wrześniu.  Mąż  Natalie,  Vincent,  dodał,  że  to 

pierwsze  z  kilkunastu  dzieci,  które  jej  obiecał.  Ricky  rzucił  Emmettowi 

przerażone spojrzenie. 

– Kilkanaście? – szepnął.  

Emmett potrząsnął głową. 

–  Przesadza  –  mruknął,  pochylając  się  ku  chłopcu.  Położył  mu  rękę  na 

ramieniu. 

Ricky lubił czuć jej dotyk. Drugą ręką Emmett obejmował jego matkę, o 

której mawiał, że jest promykiem słońca. 

Ricky musiał przyznać, że jest piękna. Był zadowolony, że i Emmett tak 

uważa.  Niekiedy  widział  smutek  na  twarzy  Emmetta  i  domyślał  się,  że  myśli 

on o swoim bracie, Jasonie. Wtedy oboje z mamą starali się go pocieszyć. Ona 

go  całowała,  Ricky  wyciągał  do  gry  w  piłkę.  Wkrótce  Emmett  znów  się 

uśmiechał. Oboje wiedzieli, jak go uszczęśliwić. 

Pod koniec przyjęcia Ricky zabrał się do jedzenia. Grill, kukurydza, góra 

surówki  z  białej  kapusty.  Pomyślał  sobie,  że  jest  jedynym  dzieckiem  na 

świecie, które lubi takie rzeczy, ale to właśnie czyniło go kimś szczególnym. 

Jego trener mówił chłopcom z drużyny, że powinni jeść jak najwięcej warzyw. 

RS

background image

 

205 

Dobrą stroną takiego odżywiania było to, że pozwalano mu na podwójny 

deser. Wziął drugi kawałek placka i oddalił się od gości. Usiadł na balustradzie 

ogrodzenia i zaczął jeść. Nagle zobaczył starszego mężczyznę siedzącego obok 

niego.  Był  podobny  do  Ryana  Fortune'a,  naprawdę  był  do  niego  bardzo 

podobny, ale to nic dziwnego, skoro większość zaproszonych gości należała do 

tej rodziny. Może to jakiś daleki kuzyn? 

Ricky  popatrzył  na  niego.  Mężczyzna  uśmiechnął  się,  więc  on  też 

odpowiedział mu uśmiechem. 

– Cześć. 

Mężczyzna  rozpromienił  się.  Była  wokół  niego  jakaś  dziwna  poświata, 

która nawet podobała się Rickiemu. 

– Część, Ricky. Dobrze się bawisz? 

– Tak. 

– Cieszę się. – Mężczyzna skinął głową. – Dobry dzień na zabawę. 

Ricky  popatrzył  ponad  tłumem  gości.  Widział  łzy  w  oczach  jednej  czy 

drugiej osoby, gdy wymieniano imię Ryana, żałując, że go tu nie ma, ale Lily 

nalegała, żeby wszyscy byli uśmiechnięci. 

–  To  silna  rodzina,  Ricky  –  kontynuował  mężczyzna.  –  Rodzina,  która 

trzyma  się  razem  w  trudnych  chwilach  i  może  na  siebie  liczyć.  Należy  to 

docenić. 

– Tak, proszę pana. 

–  I  ważne  jest,  żeby  ich  cenić.  Tę  miłość,  jaką  do  siebie  czują  i  jaką 

żywią  do  ciebie.  Trzeba  się  cieszyć  każdą  sekundą  życia.  Będziesz  o  tym 

pamiętał, prawda? 

– Będę, proszę pana. – Ricky znów zwrócił wzrok ku gościom i zobaczył 

jasne  włosy  mamy  i  Emmetta  obok  niej.  Odwrócili  się  i  pomachali  do  niego. 

On też do nich pomachał. 

RS

background image

 

206 

Potem  zobaczył  obok  Lily.  Patrzyła  na  niego  smutno  uśmiechnięta.  A 

może patrzyła na tego starego mężczyznę? Ricky się odwrócił, ale mężczyzny 

już nie było. 

Hm.  Rozejrzał  się  dokoła,  starając  się  go  dostrzec.  Lecz  nie  było  go 

nigdzie w zasięgu wzroku. 

Mama  i  Emmett  znów  do  niego  pomachali,  chcieli,  żeby  do  nich 

podszedł. 

Zeskoczył z balustrady i pobiegł ku nim. On też chciał być z nimi. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

207 

Biografia autorki  

Christie Ridgway 

Od  dziecka  uwielbiała  czytać,  a  pisać  zaczęła  już  w  szkole 

podstawowej.  Były  to  romanse,  w  których  opisywała  własne  problemy 

sercowe.  Dzisiaj  te  debiutanckie  opowiadania  są  ukryte  głęboko  na  dnie 

szuflady,  do  której  podobno  zgubiła  klucz.  Po  college'u  pracowała  przez 

kilka  lat  jako  programistka  komputerowa,  jednak  to  zajęcie  nie  dawało 

jej  zbyt  wiele  satysfakcji.  Wyszła  za  mąż  za  sympatię  z  liceum,  niedługo 

potem  na  świecie  pojawił  się  pierwszy  syn.  Właśnie  wtedy  długoletnia 

przyjaciółka  namówiła  ją  do  powrotu  do  pisania.  Dwa  tygodnie  później 

Christie  zapisała  się  do  miejscowego  oddziału  Romance  Writers  of 

America.  Kiedy  urodziła  drugiego  syna,  wydawcy  zainteresowali  się  jej 

twórczością.  Od  tej  chwili  Christie  dzieli  czas  między  karierę  literacką  i 

życie  rodzinne.  Twierdzi,  że  kiedy  nie  piszę,  to  robi  pranie,  pomaga 

chłopcom  odrabiać  lekcje  i  ogląda  mecze  koszykówki...  Mieszka  w 

południowej Kalifornii, ma psa, ptaki i rybki. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

RS

background image

 

208 

WYWIAD Z CHRISTIE RIDGWAY 

Opowiedz coś o początkach twojej kariery literackiej. 

Zaczęłam pisać romanse w szóstej klasie. Dorabiałam jako opiekunka do 

dzieci  i  wszystkie  zarobione  pieniądze  wydawałam  na  kolejne  romanse 

Harlequina. Już wtedy wszyscy w rodzinie uważali, że na pewno zostanę pisar-

ką.  Wiele  lat  później,  kiedy  już  zostałam  mamą  –  mój  starszy  syn  właśnie 

zaczął raczkować – odwiedziła mnie stara przyjaciółka. Zapytała, dlaczego nic 

nie  piszę,  skoro  zawsze  o  tym  marzyłam.  Nie  potrzebowałam  większej 

zachęty!  Wróciłam  do  czytania  romansów,  no  i  zaczęłam  wymyślać  własne 

historyjki. 

Co cię zainspirowało do napisania „Przebudzenia"? 

Żadne  konkretne  wydarzenie,  chociaż  słyszałam  kilka  opowieści  o 

podobnych  wypadkach,  jakiemu  uległa  moja  bohaterka.  Wiem,  że  po 

przebudzeniu ze śpiączki ludzie muszą się nauczyć żyć od nowa. 

Jak wygląda twój dzień pracy? 

Nie  trzymam  się  żadnych  ułożonych  wcześniej  harmonogramów.  To 

raczej niemożliwe, bo prowadzę dom i mam dwóch synów w wieku szkolnym. 

Piszę,  kiedy  dzieci  nie  ma  w  domu,  no  i  kiedy  znajdę  chwilę  czasu.  To 

wspaniałe, że sama ustalam sobie godziny pracy. Jeżeli mam ochotę przerwać 

pisanie i pójść na spacer, po prostu to robię. 

Jak szukasz materiałów do książek? 

Najpierw  w  Internecie,  a  potem  w  książkowych  opracowaniach  na  dany 

temat.  Przed  napisaniem  „Przebudzenia"  przeczytałam  książkę  o  FBI  i  dwie 

książki napisane przez kobiety, które przez jakiś czas były w śpiączce. 

W  jaki  sposób  pracujesz  nad  charakterami  bohaterów  twoich 

książek? 

RS

background image

 

209 

Charakter  postaci  wynika  w  pewnym  stopniu  ze  wstępnych  ustaleń. 

Przecież  wtedy  już  muszę  wiedzieć,  czym  zajmuje  się  dana postać  i jakie  ma 

cechy charakteru. Często też zadaję sobie pytanie, co ja zrobiłabym w sytuacji, 

w  jakiej  postawiłam  moich  bohaterów.  Przede  wszystkim  muszę  zawsze 

pamiętać, o kim piszę. 

Jak lubisz spędzać wolny czas? 

Jestem  namiętną  czytelniczką.  Czytam  nawet  podczas  ćwiczeń,  które 

staram się wykonywać kilka razy w tygodniu. Lubię też gotować i piec ciasta. 

Cóż, to właśnie dlatego katuję się ćwiczeniami... 

Opowiedz coś o twojej rodzinie. 

Mam  wspaniałego  męża.  Jesteśmy  parą  od  czasów  studenckich. 

Poznaliśmy  się  podczas  obchodów  Halloween,  i  teraz  co  roku  w  tym  okresie 

urządzamy huczne przyjęcie rocznicowe. Mój mąż uczy matematyki w szkole 

średniej,  ale  z  zamiłowania  jest  muzykiem.  Przez  nasz  dom  przewija  się 

mnóstwo kolegów moich synów – grają w gry wideo albo bawią się klockami 

Lego.  Kiedy  jest  ładnie,  grają  na  podwórku  w  siatkówkę  albo  koszykówkę. 

Mamy  labradora,  który  według  nas  jest  najwspanialszym  psem  na  świecie. 

Mamy również żółwie, kilka papug, przepiórkę i rybki. 

Jak lubisz spędzać wakacje? 

Uwielbiam  plażę,  mimo  że  mieszkam  w  słonecznej  południowej 

Kalifornii,  zaledwie  kilkaset  metrów  od  oceanu.  Kilka  razy  spędzaliśmy 

wakacje  w  meksykańskich  kurortach.  Mąż  i  synowie  spędzają  czas  bardzo 

aktywnie, ja wyleguję się na leżaku. W zeszłym roku objechaliśmy północno–

zachodnie  stany,  to  była  fantastyczna  wycieczka.  W  tym  roku  wybieramy  się 

na Hawaje, na wyspę Kauai. Pojechaliśmy tam w naszą podróż poślubną. 

Twój ulubiony film, ulubiona książka? 

RS

background image

 

210 

Trudno  wybrać  jeden  tytuł.  Chyba  książki  Georgette  Heyer.  A  co  do 

filmu, to „Kiedy Harry poznał Sally". Jak widać, uwielbiam romanse. 

Co chciałabyś powiedzieć twoim czytelnikom? 

Cieszę  się,  że  tak  wiele  osób  lubi  czytać  moje  książki  i  pasjonuje  się 

losami  moich  bohaterów.  Zawsze  marzyłam  o  tym,  by  utrzymywać  się  z 

pisania romansów. Dzięki moim czytelnikom te marzenia się urzeczywistniły. 

RS


Document Outline