background image

 

Edmund Husserl 

 

Kryzys Europejskiego Człowieczeństwa 

a Filozofia 

 

Chcę podjąć w tym wykładzie próbę obudzenia nowego 

zainteresowania  tak  szeroko  dziś  dyskutowanym  tematem 

kryzysu  europejskiego  przez  filozoficzne  rozwinięcie  histo-
rycznej  idei  (albo  teleologicznego  sensu)  europejskiego 

człowieczeństwa. Jeżeli uda mi się przy tym wykazać istotne 

funkcje, jakie w ramach tego sensu winny pełnić filozofia i 

wyrosłe z filozofii nauki, kryzys Europy ukaże się nam w 

nowym świetle.

 

Zacznijmy  od  nawiązania  do  tego,  co  wszyscy  dobrze 

znamy, do różnicy między naukową medycyną przyrodniczą 

a tak zwaną „ludową medycyną naturalną". Podczas gdy ta 
ostatnia  czerpie  swe  soki  z  naiwnej  empirii  i  tradycji,  to 

źródłem  medycyny  naukowej  jest  spożykowanie  wyników 
nauk  czysto  teoretycznych,  nauk  o  ludzkiej  cielesności,  a 

więc  przede  wszystkim  anatomii  i  fizjologii.  Te  z  kolei 

opierają  się  na  naukach  podstawowych  wyjaśniających 

przyrodę najogólniej, tj. na fizyce i chemii.

 

Przejdźmy  teraz  od  ludzkiej  cielesności  do  ludzkiej  du-

chowości,  do  tematu  tak  zwanych  nauk  humanistycznych. 

Interesują  się  one  w  sposób  teoretyczny  wyłącznie  człowie-

kiem jako osobą, jego osobowym życiem i działalnością, a 
korelatywnie  -  wytworami  tej  działalności.  O  życiu  oso-

bowym mówimy wtedy, gdy Ja i My  wspólnie żyj ą ^hory-

zoncie  wspólnoty.  Są  to  wspólnoty  o  rozmaitych,  prostych 

lub  bardziej  złożonych  postaciach,  jak  rodzina,  naród, 

wspólnota  ponadnarodowa.  Słowo  „życie"  nie  ma  tu  zna-

czenia  fizjologicznego,  lecz  oznacza  życie  kierujące  się  ku 
celom, dokonujące pracy w sferze ducha; jest to życie w

 

background image

 

 

 

  

najszerszym  sensie  kulturotwórcze  w  jedności  danej  dzie-

jowości.  Wszystko  to  jest  tematem  różnorodnych  nauk 

humanistycznych.  Rzecz  jasna,  różnica  między  prężnym 

rozwojem  a  uwiądem  albo  -  można  i  tak  powiedzieć  -

między zdrowiem a chorobą, zachodzi również w odniesieniu 

do  wspólnot,  ludów,  państw.  Nie  powinno  zatem  dziwić 

pytanie: dlaczego tutaj nigdy nie wykształciła się odpowiednia 
medycyna  naukowa,  medycyna  narodów  i  wspólnot 

ponadnarodowych?  Narody  europejskie  są  chore,  sama 

Europa,  powiada  się,  przeżywa  kryzys.  Bynajmniej  nie 

brak  tu  znachorów.  Wręcz  zalewają  nas  strumieniem  na-

iwnych i nłedowarzonych propozycji reform. Ale dlaczego te 
tak  wspaniale  rozwinięte  nauki  humanistyczne  odmawiają 

tu tej służby, którą nauki przyrodnicze w swej sferze pełnią 

w sposób wzorowy?

 

Kto  zna  ducha  nowoczesnych  nauk,  nie  będzie  miał 

kłopotu z odpowiedzią. Wielkość nauk przyrodniczych polega 

na  tym,  że  nie  poprzestają  na  naocznej  empirii,  wszelki 

bowiem opis przyrody ma być dla nich jedynie wstępnym 

krokiem  do  ścisłego,  a  ostatecznie  fizykalno-chemicznego 

wyjaśnienia. Powiada się: nauki „tylko opisujące" wiążą nas ze 

skończonością otaczającego nas świata. Ścisłe matematyczne 

przyrodoznawstwo  natomiast,  dzięki  swej  metodzie, 

obejmuje  nieskończoności  -  wraz  z  tym,  co  w  nich  jest 

rzeczywiste  i  realnie  możliwe.  To,  co  dane  naocznie,  jest 

dlań jedynie subiektywnie zrelatywizowa-nym zjawiskiem i 
chce 

ono 

systematycznej 

aproksymacji 

badać 

bezwarunkowo  ogólne  prawa  i  elementy  ponadsu-

biektywnej  („obiektywnej")  przyrody.  Wszelkie  wstępnie 
dane  naocznie  konkrety  -  obojętne,  czy  są  to  ludzie,  czy 

zwierzęta,  czy  też  ciała  niebieskie  -  chce  wyjaśniać  na 
podstawie  tego,  co  istnieje  ostatecznie,  a  mianowicie  indu-

kując  z  wszystkich  faktycznie  danych  zjawisk  przyszłe  mo-

żliwości  i  prawdopodobieństwa  w  takim  zakresie  i  z  taką 

dokładnością, jakie przekraczają wszelką związaną z nao-

 

cznością  empirię.  Następstwem  konsekwentnego  wy-

kształcenia  nauk  ścisłych  w  czasach  nowożytnych  była  pra-
wdziwa  rewolucja  w  technicznym  opanowaniu  przyrody. 

Całkiem inna, niestety, (w myśl tego zrozumiałego już  dla 

nas  ujęcia)  jest  sytuacja  metodyczna  w  naukach  huma-
nistycznych  -  i  to  z  powodów  należących  do  istoty  rzeczy. 

Ludzka  duchowość  ma  przecież  swą  podstawę  w  ludzkiej 
physis,  wszelkie  jednostkowe  życie  psychiczne  ufundo-

wane  jest  na  fizycznej  cielesności  -  a  zatem  także  każda 

wspólnota  ufundowana  jest  na  fizycznych  ciałach  ludzi  bę-

dących  jej  członkami.  Gdyby  więc  w  odniesieniu  do  feno-

menów  humanistyki  miało  być  możliwe  rzeczywiście  ścisłe 

wyjaśnianie,  a  co  za  tym  idzie,  podobnie  dalekosiężna 

praktyka  naukowa  jak  w  sferze  przyrody,  to  humaniści 

musieliby  zajmować  się  nie  tylko  duchem  jako  takim,  ale 

również cofać się do jego fizycznych podstaw i korzystać w 

swych  wyjaśnieniach  z  pośrednictwa  ścisłej  fizyki  i  chemii. 

To jednak już w odniesieniu do pojedynczego człowieka, nie 

mówiąc o wielkich wspólnotach historycznych, rozbija się (i 
nie  widać  tu  nadziei  na  żadną  zmianę)  o  skomplikowany 

charakter  niezbędnych  ścisłych  badań  psychofizycznych. 

Gdyby  świat  był  budowlą  o  dwóch,  by  tak  rzec, 

równouprawnionych  sferach realności, przyrody i ducha,  i 

żadna  z  nich  nie  byłaby  ani  metodycznie,  ani  rzeczowo 

uprzywilejowana,  wówczas  sytuacja  byłaby  zupełnie  inna. 

Ale  jedynie  przyrodę  można  traktować  jako  zamknięty 

świat  dla  siebie,  jedynie  przyrodoznawstwo  może  z  niezło-

mną  konsekwencją  abstrahować  od  wszystkiego,  co  du-

chowe  i  badać  przyrodę  tylko  jako  przyrodę.  Taka  konse-
kwentna  abstrakcja,  przeprowadzona  vice  versa  po  drugiej 
stronie,  nie  prowadzi  wcale  humanisty,  zainteresowanego 

wyłącznie  sprawami  ducha,  do  zamkniętego  w  sobie,  okre-

ślonego  jedynie  przez  związki  czysto  duchowe  „świata", 

który  mógłby  być  tematem  czystej  i  uniwersalnej  humani-
styki jako paraleli czystego przyrodoznawstwa. Ducho-

 

Edmund Husserl 

12 

Kryzys europejskiego czlowieczeństwa... 

13

 

background image

 

 

 

  

wość  animalna,  duchowość  ludzkich  i  zwierzęcych  „dusz", 

do której odsyła wszelka inna duchowość, ufundowana jest 

w  każdym  przypadku  przyczynowo  w  ciałach  fizycznych. 

Dlatego  też  jest  zrozumiałe,  że  humanista,  zainteresowany 

wyłącznie  sprawami  ducha  jako  takimi,  nie  wychodzi  poza 

opisy, poza historię ducha, i pozostaje całkowicie związany z 
naocznymi  skończonościami.  Widać  to  na  każdym 

przykładzie. Historyk np. nie może zajmować się antyczną 

Grecją,  nie  uwzględniając  jej  geografii  fizycznej,  nie  może 

badać starogreckiej architektury, pomijając stronę fizyczną 

budowli itd. Wydaje się to zupełnie jasne.

 

Ale  czy  cały  manifestujący  się  w  tym  wywodzie  sposób 

myślenia nie opiera się  na  fatalnych przesądach i czy  sam 

przez swe oddziaływanie nie ponosi współodpowiedzialności 

za  chorobę  Europy?  Rzeczywiście,  jestem  o  tym  prze-
konany,  a  zarazem  mam  nadzieję  wykazać,  że  tu  również 

leży  istotne  źródło  owej  pozornej  oczywistości,  z  jaką 

współczesny  naukowiec  przeczy  możliwości  zbudowania 

podstaw  ogólnej,  samodzielnej  i  nie  odwołującej  się  do 

innych dziedzin nauki o duchu, i nawet nie próbuje wdawać 

się na ten temat w dyskusję.

 

Ze  względu  na  nasz  problem  Europy  musimy  zająć  się 

tymi sprawami nieco bliżej i obnażyć korzenie powyższej, na 

pierwszy  rzut  oka  tak  jasnej  argumentacji.  Z  pewnością 

historyk,  badacz  kultury,  badacz  każdej  sfery  ducha,  wśród 
swych  fenomenów  znajduje  również  fizyczną  przyrodę,  w 

naszym  przykładzie  przyrodę  antycznej  Grecji.  Ale  ta 

przyroda  nie  jest  przyrodą  w  sensie  nauk  przyrodniczych, 

lecz tym, co starożytni Grecy uważali za przyrodę, tym, co 

jako  otaczający  ich  świat  stanowiło  ich  naturalną  rzeczy-

wistość.  Mówiąc  pełniej:  historyczny  świat  otaczający  Gre-

ków  nie  jest  światem  obiektywnym  w  naszym  sensie,  lecz 

ich  „przedstawieniem  świata",  tj.  ogółem  tego,  co  subiek-

tywnie dla nich istniało, wraz ze wszystkim, co uznawali za 

rzeczywiste, łącznie z bogami, demonami itp.

 

„Świat  otaczający"  jest  pojęciem  należącym  wyłącznie 

do  sfery  duchowej.  Fakt,  że  zawsze  żyjemy  w  jakimś  ota-

czającym  nas  świecie,  do  którego  odnoszą  się  wszelkie 
nasze  troski  i  poczynania,  jest  faktem  czysto  duchowym. 
Ten  otaczający  nas  świat  jest  naszym  tworem  duchowym, 

powstałym  w  naszym  historycznym  życiu.  Jeżeli  ktoś 

przeto za temat swych badań bierze ducha jako takiego, to 

nie  ma  tu  żadnych  powodów,  które  nakazywałyby  mu 

odwoływać się do wyjaśnień innych niż czysto duchowe. I 

tak  jest  wszędzie,  albowiem:  niedorzecznością  jest  upa-

trywanie w przyrodzie czegoś z istoty swej obcego duchowi, 

podobnie  jak  niedorzeczna  jest  wynikająca  z  tego  chęć 
podbudowania  humanistyki  przyrodoznawstwem  w  celu 

jej rzekomego uściślenia.

 

Całkiem  zapomina  się  również,  że  przyrodoznawstwo 

(jak  wszelka nauka  w  ogóle) jest nazwą pewnych  osiągnięć 

duchowych,  mianowicie  osiągnięć  współpracujących  ze 

sobą  przyrodników;  jako  takie  należą  one,  na  równi  z 

innymi wydarzemiami duchowymi, do kręgu tego, co należy 

wyjaśnić  humanistycznie.  Czyż  nie  byłoby  znów  nie-

dorzecznością  i  błędnym  kołem,  gdyby  ktoś  chciał  wyjaś-

niać  przyrodniczo  to  historyczne  wydarzenie  noszące  na-

zwę  „przyrodoznawstwo",  wyjaśniać  odwołując  się  do 
przyrodoznawstwa  i  jego  praw  przyrody,  które  same,  jako 

osiągnięcie duchowe, stanowią tu przecież problem?

 

Humaniści  zaślepieni  naturalizmem  (zwalczanym 

wprawdzie,  ale  tylko  werbalnie)  w  ogóle  zrezygnowali  z 
samego  postawienia  problemu  czystej  i  uniwersalnej  hu-
manistyki,  nauki  o  istocie  ducha  jako  takiego,  nauki,  która 

śledziłaby  bezwarunkowo  ogólne  prawa  i  elementy  ducho-

wości,  w  celu  uzyskania  wyjaśnień  naukowych  w  sensie 
absolutnie definitywnym.

 

Dotychczasowe  filozoficzne  rozważania  dotyczące  du-

cha  prowadzą  nas  do  nastawienia,  które  pozwala  prawi-

dłowo uchwycić nasz temat duchowej Europy jako pro-

 

Edmund Husserl 

14 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

15 

background image

 

 

 

  

blem  czysto  humanistyczny  i  tak  też  go  potraktować,  a 

więc  przede  wszystkim  jako  problem  historii  ducha.  Jak 

już  powiedzieliśmy  na  wstępie,  na  tej  drodze  powinniśmy 

dostrzec  osobliwą,  tylko  naszej  Europie  jakby  wrodzoną 

teleologię,  najściślej  przy  tym  powiązaną  z  owym  przeło-

mem czy też wtargnięciem filozofii i jej rozgałęzień - nauk - 

w antycznej Grecji. Przeczuwamy już, że będzie tu szło o 

rozjaśnienie  najgłębszych  źródeł  fatalnego  naturalizmu 

albo  też  -  co  okaże  się  równoznaczne  -  nowożytnego  du-

alizmu  w  interpretacji  świata.  Ostatecznie  na  tej  właśnie 

drodze  powinien  odsłonić  się  właściwy  sens  kryzysu  euro-

pejskiego człowieczeństwa.

 

Nasze  pytanie  brzmi:  jak  można  scharakteryzować  du-

chową  postać  Europy?  Nie  idzie  nam  więc  o  Europę  w 

rozumieniu  geograficznym,  Europę  na  mapie  -  tak,  jakby 

terytorialny  zakres  mieszkających  tu  razem  ludzi  zakreślał 

granice  europejskiego  człowieczeństwa.  W  sensie  ducho-

wym  do  Europy  należą  oczywiście  dominia  angielskie, 
Stany  Zjednoczone  itd.,  ale  nie  Eskimosi,  Indianie  z  jar-

marcznych  bud  czy  też  Cyganie  od  wieków  włóczący  się 

po  całej  Europie.  Termin  „Europa"  obejmuje  tutaj,  rzecz 

jasna,  jedność  duchowego  życia,  działania,  tworzenia, 

wraz  ze  wszystkimi  celami,  interesami,  zabiegami  i  wysił-
kami  oraz  stworzonymi  dla  nich  instytucjami  i  organizac-

jami.  W  tym  wszystkim  działają  poszczególni  ludzie  stowa-

rzyszeni  w  różnoraki  sposób  i  na  różnych  szczeblach  w 

rodzinach,  plemionach,  narodach,  wszyscy  wewnętrznie 

powiązani  duchowo  i  -  jak  powiedziałem  -  w  jedności 

jednej  postaci  duchowej.  Osobom,  związkom  osób  i  wszy-

stkim  ich  dziełom  kultury  należy  zatem  przyznać  wspólny, 

łączący je wszystkie charakter.

 

„Duchowa postać Europy" - co to jest? [Należy] wykazać 

filozoficzną  ideę  immanentnie  zawartą  w  historii  Europy 
(duchowej  Europy)  albo  -  co  jest  tym  samym  -  jej 
immanentną teleologię, która z punktu widzenia całej lu-

 

dzkości  uwidacznia  się  jako  wyłonienie  się  i  początek  ro-

zwoju  nowej  epoki  ludzkości,  epoki  takiej  ludzkości,  która 

chce  i  potrafi  żyć  jedynie  w  swobodnym  kształtowaniu 
swego bytu (Daseins), swego historycznego życia w oparciu o 

idee rozumu, o nieskończone zadania.

 

Każda  postać  duchowa  z  istoty  swej  osadzona  jest  w 

uniwersalnej  przestrzeni  historycznej  albo  też  w  szczególnej 

jedności  czasu  historycznego  [określających  ją]  co  do 

następstwa  i  współistnienia;  każda  postać  ma  swe  dzieje. 

Jeżeli  zatem  podążymy  za  związkami  historycznymi  i  wyj-
dziemy,  co  jest  konieczne,  od  nas  i  od  naszego  narodu,  to 

historyczna  ciągłość  poprowadzi  nas  coraz  dalej  od  naszego 

narodu do sąsiednich, i tak od narodu do narodu, od epoki do 

epoki. W starożytności wreszcie od Rzymian do Greków, do 

Egipcjan,  Persów  itd.,  ale  to  oczywiście  nie  koniec. 

Zagłębiamy się w prehistorię i musimy sięgnąć do ważnego 

i  obfitującego  w  cenne  uwagi  dzieła  Menghina 
Weltgeschichte  der  Steinzeit.  Przy  takim  postępowaniu  lud-

zkość  jawi  nam  się  jako  jedno  jedyne,  duchowo  tylko  po-

wiązane życie ludzi i ludów. Pełno tu typów kulturowych i 

antropologicznych, ale nie ma między nimi ostrych granic. Jest 

jak morze, w którym ludzie i ludy tworzą przelotne i znów 

znikające  fale,  raz  bogatsze  i  bardziej  skomplikowane,  raz 

znów bardziej prymitywne.

 

A  przecież  gdy  rozważymy  sprawę  konsekwentnie  i  nie 

będziemy  ograniczać  się  do  czysto  zewnętrznych  przeja-

wów,  dostrzeżemy  nowe,  swoiste  powiązania  i  różnice. 

Narody europejskie, choć tak skłócone, łączy przecież pewne 

szczególne  pokrewieństwo  wewnętrzne,  które  przenika  je 

wszystkie i wykracza poza różnice narodowe. Jest to jakby 

braterstwo,  które  w  tym  kręgu  daje  nam  świadomość 
wspólnej  ojczyzny.  Wychodzi  to  natychmiast  na  jaw,  gdy 

wczuwamy się np. w dzieje Indii z ich wieloma narodami i 
tworami kulturowymi. W tym kręgu znów zachodzi jedność 

jakby rodzinnego pokrewieństwa, ale obcego nam.

 

 

 

Edmund Husserl 

16 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

n

 

T".

 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

Z  drugiej  strony  ludzie  indyjskiego  obszaru  kulturowego 

doświadczają nas jako obcych, a tylko siebie nawzajem jako 

wspótplemieńców.  Lecz  ta  zrelatywizowana  na  wielu 

poziomach  istotowa  różnica  między  swojskością  a  obcością, 

podstawowa  kategoria  wszelkiej  dziejowości,  nie  może 

wystarczyć.  Historyczna  ludzkość  nie  zawsze  da  się  jednolicie 

usystematyzować  wedle  tej  kategorii.  Czujemy  to  właśnie,  gdy 

idzie o naszą Europę. Jest w niej coś wyjątkowego, co również 

inne grupy ludzkości w nas wyczuwają, a  co, niezależnie od 

wszelkich względów utylitarnych,  skłania je,  przy niezłomnej 
woli  duchowego  samozachowania,  do  ciągłej  przecież 
europeizacji, podczas gdy my, o ile dobrze siebie rozumiemy, 

nigdy nie będziemy się np. india-nizować. Jak sądzę, czujemy (i 

przy  całej  swej  niejasności  poczucie to  jest prawomocne),  że 
naszemu  europejskiemu  człowieczeństwu  wrodzona  jest 
pewna entelechia, która przenika wszelkie przemiany postaci 
Europy  i  nadaje  im  sens  rozwoju  zmierzającego  ku  idealnej 

postaci życia i bytu - jako wiecznemu biegunowi. Nie idzie tu o 

którąś  z  owych  znanych  celowości,  które  nadają  specyficzny 
charakter fizycznemu królestwu istot organicznych, a więc o 

coś  w  rodzaju  biologicznego  rozwoju  od  postaci  zarodkowej, 
poprzez  liczne  stadia,  do  dojrzałości,  a  następnie  starości  i 

obumierania. Z istoty nie istnieje zoologia narodów. Narody 

są  jednościami  duchowymi,  brak  im,  a  w  szczególności  brak 

ponadnarodowej  Europie,  jakiejkolwiek  już  osiągniętej  albo 

osiągalnej  postaci  dojrzałej,  jako  postaci  regularnie 

powtarzalnej.  Człowieczeństwo dusz nigdy nie było  ani nigdy 

nie  będzie  gotowe  i  nigdy  nie  może  się  powtórzyć.  Duchowy 
telos  europejskiego  człowieczeństwa,  w  którym  zawarty  jest 
telos  poszczególnych  narodów  i  pojedynczych  ludzi,  leży  w 

nieskończoności,  jest  nieskończoną  ideą,  ku  której,  by  tak 
rzec,  skrycie  zmierza  wszelkie  duchowe  stawanie  się.  Skoro 

uświadomiony  został  w  rozwoju  jako  telos,  z  konieczności 

stał się też praktycznym celem woli,

 

i  tak  oto  zapoczątkowane  zostało  nowe  stadium  rozwoju, 
kierowane przez normy i idee normatywne.

 

To  wszystko  jednakże  ma  być  nie  spekulatywną  inter-

pretacją  naszych  dziejów,  lecz  wyrazem  żywego  przeczucia 

narastającego  w  wyzbytym  wszelkich  przesądów  namyśle. 

Przeczucie  to  daje  nam  do  ręki  intencjonalną  nić  przewo-

dnią,  która  pozwala  dostrzec  w  dziejach  europejskich 

szczególnie  ważne  związki;  prześledzenie  tych  związków 

zmieni  nasze  przeczucie  w  pewność.  Przeczucie  jest  emoc-

jonalnym drogowskazem wszelkich odkryć.

 

Przejdźmy  do  rzeczy.  Duchowa  Europa  ma  swe  miejsce 

urodzenia.  Nie  mam  tu  na  myśli  miejsca  w  sensie  geogra-

ficznym,  jako  określonego  kraju  -  jakkolwiek  i  to  jest 
faktem - lecz duchowe miejsce urodzenia w pewnym narodzie 
lub  w  pojedynczych  ludziach  i  grupach  ludzi  tego  narodu. 

Jest to oczywiście naród grecki w VII i VI wieku przed Chr. 

narodzie 

tym 

powstało 

n o w e g o  

r o d z a j u  

n a s t a w i e n i e   jednostek  do  otaczającego  świata.  A  w 

konsekwencji  wyłonił  się  również  nowy  rodzaj  tworów 

duchowych,  szybko  rozrastający  się  w  zamkniętą  postać 

kulturową;  Grecy  nazwali  ją  f i l o z o f i ą .   W  poprawnym 

przekładzie, zgodnym ze źródłowym sensem, nie znaczyło to 
nic innego,  jak  uniwersalna nauka,  nauka o  wszechświecie,  o 

wszech  jedności  wszelkiego  bytu.  Wkrótce  zainteresowanie 
wszechbytem,  a  tym  samym  pytanie  o  wszechogarniające 

stawanie się i o byt w stawaniu zaczęło różnicować się co do 

ogólnych  form  i  dziedzin  bytu,  i  tak  oto  filozofia,  nauka 

jedyna, rozgałęziła się w liczne nauki szczegółowe.

 

W wyłonieniu się filozofii mającej taki właśnie sens, a więc 

sens, w którym współzawarte są wszystkie nauki, widzę - 

jakkolwiek  może  to  brzmieć  paradoksalnie  -  pra-fenomen 

duchowej  Europy.  Bliższe  wyjaśnienia,  choć  z 

konieczności  zwięzłe,  usuną  niebawem  pozór  paradoksu. 
Filozofia,  nauka,  to  nazwa  pewnej  specjalnej  klasy  tworów 

kultury. Historyczny ruch, którego formą stał się styl

 

Edmund Husserl 

19 

18 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

europejskiej  wspólnoty  ponadnarodowej,  zmierza  ku  pewnej 

leżącej <v nieskończoności postaci normatywnej, ale nie jest 

to  taka  postać,  którą  można  by  wyczytać  z  czysto 

morfologiczcnej obserwacji zmian postaci tej wspólnoty. Stale 

skierowanie  na  normę  charakteryzuje  wewnętrznie  życie 

intencjonalne  poszczególnych  osób,  a  stąd  również  narody 

wraz  z  ich  poszczególnymi  społecznościami  i  w  końcu 

organizm  narodów  powiązanych  swą  europejskością; 

oczywiście,  nie  charakteryzuje  ono  życia  wszystkich  osób,  a 
zatem nie jest w pełni rozwinięte w osobach wyższego rzędu, 
ukonstytuowanych  przez  akty  intersubiektywne,  ale  mimo  to 

przynależy  do  nich  w  formie  koniecznego  toku  rozwoju  i 

rozprzestrzeniania 

się 

ducha 

powszechnie 

obowiązujących.norm. To zaś oznacza postępującą przemianę 

całej  ludzkiej  wspólnoty,  powodowaną  przez  idee 

kształtowane  i  oddziałujące  pierwotnie  tylko  w  małych,  a 

nawet  najmniejszych  kręgach.  Idee,  wytworzone  w  posz-

czególnych  osobach  twory  sensowe  nowego,  cudownego 

rodzaju,  kryjące  w  sobie  intencjonalne  nieskończoności,  nie 

są  jak  realne  rzeczy  w  przestrzeni,  które  przez  sam  fakt 

pojawienia się w obszarze ludzkiego doświadczenia wcale nie 

muszą jeszcze mieć znaczenia dla człowieka jako osoby. Wraz z 

pierwszą koncepcją idei człowiek stopniowo zaczyna stawać się 

nowym człowiekiem. Jego duchowy byt wkracza w rozwijający 

się  ruch  kształtowania  od  nowa.  Ruch  ten  od  samego 

początku  ma  charakter  komunikatywny,  budzi  nowy  styl  w 

sposobie  życia  osób  pozostających  w  kręgu  jego 

oddziaływania,  a  ci,  którzy  tylko  rozumieją  idee  zrodzone  w 

innych osobach, pobudzani są do stawania się nowymi ludźmi. 

W jego ramach (a następnie również poza nimi) upowszechnia 

się  szczególny  sposób  bycia  człowiekiem,  taki  mianowicie,  że 

żyjąc w skończoności, człowiek kieruje się całym swym życiem 

ku  biegunom  nieskończoności.  Wraz  z  tym  powstaje  również 
nowa  zasada  jednoczenia  osób  we  wspólnotę  i  nowa  postać 

trwałej wspól-

 

noty,  której  życie  duchowe,  zjednoczone  miłością  idei, 

wytwarzaniem  idei  i  idealnym  normowaniem  życia,  za-
wiera  w  sobie  otwarty  ku  przyszłości  horyzont  nieskończo-

ności:  horyzont  nieskończoności  pokoleń  odnawiających 

się  z  ducha  idei. To  wszystko  dokonuje  się  początkowo  w 
przestrzeni  duchowej  jednego  jedynego  narodu,  narodu 

greckiego,  jako  rozwój  filozofii  i  wspólnot  filozoficznych. 

Wraz  z  tym  rodzi  się,  najpierw  tylko  w  tym  narodzie, 

powszechny duch kultury, który później wciąga w swą orbitę 

całą  ludzkość  -  i  tak  oto  dokonuje  się  postępująca  wciąż 

przemiana w formie nowej historyczności.

 

Ten szkicowy zarys nabierze pełni i stanie się bardziej 

zrozumiały,  gdy  dotrzemy  do  historycznego  źródła  czło-

wieka  uprawiającego  filozofię  oraz  naukę,  i  z  tej  perspek-

tywy  wyjaśnimy  naocznie  sens  Europy  oraz  związany  z 

nim  nowy  rodzaj  dziejowości,  wyróżniający  się  swym  cha-
rakterem rozwoju z tła historii powszechnej.

 

Rzućmy  najpierw  nieco  światła  na  ową  osobliwą  odrę-

bność  filozofii,  rozwiniętą  w  coraz  to  nowych  naukach 

szczegółowych.  Skontrastujmy  ją  z  pozostałymi  formami 

kultury  obecnymi  już  przed  pojawieniem  się  nauki:  z  rze-

miosłem, uprawą roli, budownictwem itd. Formy te określają 

klasy  wytworów  kultury  wraz  z  przynależnymi  do  nich 

metodami  efektywnego  wytwarzania.  Ponadto  mają  one 

przemijający byt w otaczającym świecie. Z drugiej strony, 

zdobycze  naukowe,  gdy  uzyskana  jest  już  metoda 
efektywnego  wytwarzania,  mają  zupełnie  inny  sposób  ist-

nienia,  zupełnie  inną  czasowość.  Nie  zużywają  się,  są  nie-

przemijające,  a  ponowne  wytworzenie  nie  tworzy  czegoś 

jednakowego,  co  można  najwyżej  w  ten  sam  sposób  użyć, 
lecz w dowolnie wielu aktach wytwarzania - dokonywanych 

przez  tę  samą  osobę  lub  dowolnie  wiele  osób  -  wytwarza 

identycznie  to  samo,  identyczne  co  do  sensu  i  ważności. 

Osoby  związane  ze  sobą  aktualnym  wzajemnym  porozu-

mieniem nie mogą tego, co zostało wytworzone przez każ-

 

21

 

Edmund Husserl 

20 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

dorazowego  partnera  w  jego  akcie  wytwarzania,  doświad-

czać inaczej niż jako identyczne z tym, co same wytwarzają w 

takich  samych  własnych  aktach.  Innymi  słowy:  wytwory 

działalności naukowej nie mają charakteru realnego, lecz

 

idealny.

 

Ale  jeszcze  więcej.  To,  co  zostało  w  ten  sposób  zdobyte  i 

obowiązuje  jako  prawda,  służy  za  materiał  możliwego 
wytwarzania [przedmiotów] idealnych wyższego rzędu, i tak 
wciąż od nowa. Tam, gdzie zainteresowania naukowe  są już 
rozwinięte, każdy z nich od razu ma sens celu tylko relatywnie 

ostatecznego, staje się szczeblem pośrednim na drodze do coraz 
to  nowych  celów,  coraz  to  wyższego  rzędu,  w  ramach  tej 
nieskończoności,  która  dla  każdej  nauki  jest  wstępnie 
zakreślona  jako  jej  uniwersalne  pole  pracy,  jako  jej 
„dziedzina"  (Gebiet).  Nauka  oznacza  zatem  ideę  nies-
kończoności zadań, z których zawsze pewna skończona ilość 

jest  już  rozwiązana  i  przechowywana  jako  mająca  trwałą 
ważność.  Tworzą  one  zarazem  zasób  przesłanek  dla 
nieskończonego  horyzontu  zadań  jako  jedności  zadania 
wszechogarniaj ącego.

 

Należy  tu  jednak  dodać  jeszcze  jedną  ważną  uwagę.  W 

nauce idealność poszczególnych wytworów pracy -prawd - 

nie  oznacza  tylko  powtarzalności  pod  warunkiem 
identyfikacji  sensu  i  potwierdzenia.  Idea  prawdy  w  tym 

znaczeniu,  o  które  idzie  w  nauce,  różni  się  (i  o  tym  bę-

dziemy  jeszcze  mówić)  od  prawdy  życia  przednaukowego. 

Chce  ona  być  prawdą  bezwarunkową.  Zawarta  w  tym  jest 

pewna  nieskończoność,  która  każdemu  faktycznemu  po-

twierdzeniu  i  każdej  faktycznej  prawdzie  nadaje  charakter 

czegoś tylko relatywnego, przybliżenia jedynie, odniesionego 

właśnie  do  owego  nieskończonego  horyzontu,  w  którym 

prawda  sama  w  sobie  jest,  by  tak  rzec,  nieskończenie 

odległym  punktem.  Korelatywnie  nieskończoność  ta  za-
warta jest także w tym, co w sensie naukowym „rzeczywiście 
istnieje" -w tej mierze, w jakiej posiada ono „powsze-

 

chną"  ważność  dla  „każdego",  jako  dla  podmiotu  zawsze 

możliwych uzasadnień; nie jest to już więc „każdy" w  skoń-

czonym sensie życia przednaukowego.

 

Po  przeprowadzeniu  charakterystyki  tej  swoistej  ideal-

ności naukowej, wraz z wielorako implikowanymi przez jej 

sens idealnymi nieskończonościami, wyraźnie uwydatnia się 

w perspektywie historycznej kontrast, któremu możemy dać 

wyraz  w  twierdzeniu:  żadna  inna  postać  kultury  obecna  w 

horyzoncie  historycznym  przed  filozofią  nie  jest  w  takim 

sensie [jak ona] kulturą idei i wszystkim im obce są zadania 

nieskończone, obce są takie uniwersa przedmiotów idealnych, 

które tak w całości, jak i w każdym szczególe oraz zgodnie z 
sensem  metod  ich  wytwarzania  zawierają  w  sobie 

nieskończoność.

 

Przednaukowa,  nie  tknięta  jeszcze  przez  naukę  kultura 

jest  zadaniem  i  osiągnięciem  człowieka  żyjącego  w  skoń-

czoności.  Otwarty,  nie  mający  końca  horyzont,  w  którym 

żyje,  nie  jest  mu  jeszcze  dostępny;  jego  cele,  działania, 
interesy,  jego  motywacja  osobista,  grupowa,  narodowa  -

wszystko to mieści się w ramach takiego świata otaczającego, 

który  można  przemierzyć  skończoną  ilością  kroków.  Nie 

ma  tu  żadnych  nieskończonych  zadań,  żadnych  zdobyczy, 

których nieskończoność sama byłaby polem pracy  -i to w 

taki  sposób,  że  pracujący  na  tym  polu  sami  uświadamialiby 

sobie  jego  nieskończoność  jako  właściwy  mu  sposób 
istnienia.

 

Ale  wraz  z  pojawieniem  się  filozofii  greckiej  i  jej  pierw-

szym  przeformowaniem  drogą  konsekwentnej  idealizacji 

nowego  sensu  nieskończoności  dokonuje  się  pod  tym 

względem  dalsza  przemiana,  wciągająca  ostatecznie  w  swą 

orbitę  wszelkie  idee  należące  do  sfery  skończoności,  a  tym 

samym  całą  kulturę  duchową  i  skorelowane  z  nią  człowie-

czeństwo.  Dlatego  też  dla  nas  Europejczyków  poza  sferą 
filozoficzno-naukową  istnieje  jeszcze  wiele  różnych  nies-

kończonych idei (jeżeli wolno posłużyć się tym wyrażę-

 

23 

Edmund Husserl 

22 

background image

 

Kryzys europejskiego czlowieczeństwa... 

 

 

niem),  ale  swój  analogiczny  charakter  nieskończoności 

(nieskończonych  zadań,  celów,  potwierdzeń,  prawd,  „pra-

wdziwych  wartości",  „rzetelnych  dóbr",  „absolutnie"  obo-

wiązujących  norm)  zawdzięczają  one  dopiero  przekształ-

ceniu  człowieczeństwa  przez  filozofię  i  jej  przedmioty  ide-

alne.  Kultura  naukowa  wyznaczona  przez  ideę  nieskończo-

ności  oznacza  zatem  zrewolucjonizowanie  całej  kultury, 

zrewolucjonizowanie  całego  sposobu  bycia  człowiekiem 

jako  twórcy  kultury.  Oznacza  także  zrewolucjonizowanie 

dziejowości,  która  teraz  jest  dziejami  stawania  się  człowie-

czeństwa skończonego człowieczeństwem nieskończonych

 

zadań.

 

Możemy  spotkać  się  tu  z  zarzutem,  że  filozofia,  nauka, 

wcale nie jest czymś,  co by  szczególnie  wyróżniało Greków  i 
dopiero  wraz  z  nimi  przyszło  na  świat.  Przecież  oni  sami 
przekazali  nam  informacje  o  uczonych  Egipcjanach,  Babi-
lończykach  itd.  i  rzeczywiście  wiele  się  od  nich  nauczyli. 
Dysponujemy dzisiaj wieloma pracami o filozofiach indyjskich, 
chińskich itd., przy czym filozofie te stawia się na tej samej 
płaszczyźnie, co grecką i tylko ujmuje jako różne historyczne 
postacie w obrębie jednej i tej samej idei kultury. Oczywiście, 
nie  brak  tu  wspólnych  rysów.  Ale  przecież  to,  co 
morfologicznie  powszechne,  nie  powinno  przesłonić  nam 

intencjonalnych  głębi  i  uczynić  nas  ślepymi  na  najbardziej 
istotne różnice co do zasad.

 

Przede  wszystkim  zasadniczo  odmienne  jest  podstawowe 

nastawienie  tych  „filozofii",  uniwersalny  kierunek  ich 

zainteresowań.  Naturalnie  i  tu,  i  tam  można  skonstatować 

zainteresowanie  ogarniające  cały  świat,  które  wszędzie,  a 

więc  również  w  „filozofiach"  indyjskiej,  chińskiej  i 

podobnych,  prowadzi  do  uniwersalnego  poznania  świata, 

wszędzie  rozwija  się  ono  w  traktowane  jako  rodzaj  zawodu 

podstawowe  zainteresowanie  życiowe  i  w  zrozumiałej  mo-
tywacji prowadzi do wykształcenia się wspólnot zawodowych, 

w których z pokolenia na pokolenie przekazuje się

 

albo  rozwija  wspólne  osiągnięcia.  Ale  tylko  u  Greków 

pojawia  się  to  uniwersalne  („kosmologiczne")  zaintereso-

wanie  w  istotnie  nowej  postaci  nastawienia  czysto  „teore-

tycznego"  i  tylko  tutaj,  odpowiednio,  mamy  istotnie  nową 

formę  wspólnoty,  w  której  realizuje  się  ono  z  powodów 

wewnętrznych  -  formę  wspólnoty  filozofów,  naukowców 

(matematyków,  astronomów  itd.).  Są  to  ludzie,  którzy  już 

nie  pojedynczo,  lecz  wspólnie  i  dla  siebie  nawzajem,  a 

więc w powiązanej interpersonalnie pracy wspólnoty, szukają 

i zdobywają teorię i tylko teorię, a wraz z rozszerzaniem się 

kręgu  współpracowników  i  następowaniem  po  sobie 

pokoleń  badaczy  wzbogacanie  i  stałe  doskonalenie  owej 
teorii  przybiera  w  ich  woli  sens  zadania  nieskończonego  i 
najbardziej  powszechnego.  Nastawienie  teoretyczne  ma  swe 

historyczne źródło u Greków.

 

Nastawienie,  mówiąc  ogólnie,  jest  habitualnie  ustalo-

nym  stylem  życia  wolitywnego  wstępnie  wyznaczającym 

dostępne  temu  życiu  kierunki  chcenia  albo  interesy,  osta-

teczne  cele,  osiągnięcia  kultury,  których  całościowy  styl 

jest zatem przez nie określony. W tym trwałym stylu, jako w 

swej formie normalnej, przebiega każdorazowo określone 

życie.  Zmienia  ono  konkretne  treści  kultury  w  ramach 

względnie  zamkniętej  dziejowości.  Ludzkość  w  swej 

historycznej  sytuacji  (względnie  zamknięta  wspólnota,  jak 

naród,  plemię  itd.)  zawsze  żyje  w  jakimś  nastawieniu.  Jej 

życie zawsze ma swój normalny styl, a w nim ciągłą histo-

ryczność lub rozwój.

 

Jeśli  więc  odniesiemy  nastawienie  teoretyczne  do  nasta-

wienia  poprzedzającego  je,  przedtem  normalnego,  to 

trzeba  je  scharakteryzować  jako  przestawienie.  W  uniwer-

salnych  rozważaniach  nad  dziejowością  istnienia  ludzkiego 

we  wspólnotach  w  każdej  formie  i  na  każdym  szczeblu 

historycznym  okazuje  się  teraz,  że  z  istoty  swej  pewne 

nastawienie jest samo w sobie pierwsze, albo też, że pewien 

normalny styl istnienia człowieka (ujmując rzecz w forma-

 

Edmund Husserl 

25 

24 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

\ 

Inej  ogólności)  zakreśla  pierwszą  historyczność,  w  obrębie 
której  każdorazowy  normalny  styl  faktyczny  istnienia  kul-
turotwórczego pozostaje formalnie ten sam, przy wszystkich 
swych  wzlotach,  upadkach  bądź  stagnacji.  Mówimy  tutaj  o 
nastawieniu 

pierwotnym, 

naturalnym, 

nastawieniu 

pierwotnie  naturalnego  życia,  o  pierwszej,  pierwotnie 
naturalnej formie kultur - wyższych i niższych, rozwijających 
się  bez  ograniczeń  albo  popadających  w  stagnację. 
Wszystkie inne nastawienia są więc - w odniesieniu do tego 
naturalnego  -  przestawieniami.  Mówiąc  w  sposób  bardziej 
konkretny:  w  jednej  z  faktycznie  istniejących  [postaci] 
ludzkości  o  nastawieniu  naturalnym  w  pewnym  momencie 
musiały  z  konkretnej,  wewnętrznej  i  zewnętrznej  sytuacji 
wyniknąć  motywy,  które  skłoniły  najpierw  poszczególnych 
ludzi i grupy ludzi w jej obrębie do dokonania takiego

 

przestawienia.

 

Jak  można  scharakteryzować  owo  nastawienie  z  istoty 

pierwotne,  ów  historycznie  podstawowy  sposób  istnienia 
człowieka?  Odpowiadamy:  jest  rzeczą  jasną,  że  ludzie  ze 

względu na konieczność odnawiania pokoleń zawsze żyją we 
wspólnotach,  w  rodzinie,  plemieniu,  narodzie,  które  ze 
swej  strony  dzielą  się  -  w  sposób  mniej  lub  bardziej 
rozwinięty  -  na  poszczególne  społeczności  różnych  typów. 
Życie  naturalne  możemy  scharakteryzować  jako  naiwne 
otwarcie  się  na  świat,  który  jako  uniwersalny  horyzont 

zawsze  jest  w  pewien  sposób  obecny  dla  świadomości,  ale 
nietematycznie.  Tematycznie  [obecne]  jest  to,  na  co  [świa-
domość]  się  kieruje.  Życie  przytomne  zawsze  jest  kierowa-
niem się na to lub owo, jest skierowane na coś jako na  cel 
lub  środek,  jako  na  coś  ważnego  lub  nieważnego,  inte-
resującego lub obojętnego, prywatnego lub publicznego, na 

potrzebę  codzienną  lub  nowo  powstającą.  Wszystko  to 
zawiera się w horyzoncie świata, trzeba jednak szczególnych 
motywów, by ten, kto żyje w takim świecie, dokonał

 

przestawienia i doszedł do tego, aby tematem uczynić jakoś 

sam świat, aby zainteresować się nim na stałe.

 

Niezbędne  są  tu  dokładniejsze  wywody.  Poszczególni 

ludzie, którzy dokonują przestawienia, jako ludzie należący 

do  uniwersalnej  wspólnowy  życiowej  (do  swego  narodu), 

nadal  mają  naturalne  interesy,  każdy  swoje  indywidualne,  i 

na  mocy  żadnego  przestawienia  nie  mogą  ich  po  prostu 

utracić,  gdyż  dla  każdego  z  nich  znaczyłoby  to  po  prostu 

zaprzestać  być  tym,  kim  jest,  kim  się  stał  w  ciągu  całego 

swego życia. Tak więc przestawienie może się dokonać tylko 

na  pewien  czas;  trwanie  habitualne,  obowiązujące  w  całym 

dalszym  życiu  może  przysługiwać  mu  tylko  w  formie 
bezwarunkowej  decyzji  woli,  by  w  periodycznych,  ale 

wewnętrznie  jednolitych  okresach  podejmować  wciąż  na 
nowo  to  samo  nastawienie,  by  przerzucając  intencjonalnie 

most  ciągłości  nad  nieciągłością  utrzymywać  w  mocy 

interesy  nowego  rodzaju,  jako  stale  wymagające 
urzeczywistnienia, oraz realizować je w odpowiednich tworach 
kultury.

 

Coś  podobnego  znamy  z  pojawiających  się  już  w  natu-

ralnym  pierwotnym  życiu  kulturalnym  zawodów,  wraz  z 

ich  periodycznym  czasem  pracy  zawodowej  (godziny  urzę-

dowania urzędników itd.) przeplatającym się z resztą życia i 

jego konkretną czasowością.

 

Możliwe  są  teraz  dwa  przypadki.  Albo  interesy  nowego 

nastawienia  mają  służyć  naturalnym  interesom  życiowym 
lub - w istocie jest to to samo - naturalnej praktyce; wtedy 
nowe  nastawienie  samo  przybiera  charakter  praktyczny. 

Może  ono  mieć  sens  podobny  do  praktycznego  nastawienia 

polityka,  który,  jako  rzecznik  narodu,  zmierza  ku  powsze-

chnemu  dobru, a zatem  chce swą praktyką  służyć praktyce 

wszystkich  (a  pośrednio  również  swojej  własnej).  Takie 

nastawienie  z  pewnością  należy  jeszcze  do  obszaru  nasta-

wienia  naturalnego,  które  przecież  w  zależności  od  rodzaju 

członków wspólnoty różnicuje się istotowo i de facto inne

 

Edmund Husserl 

26 

27

 

background image

 

Kryzys europejskiego czlowieczeństwa... 

 

 

jest dla tych, którzy rządzą wspólnotą, a inne dla „obywateli" 
-  biorąc  oczywiście  oba  te  określenia  w  najszerszym 

sensie. Analogia ta w każdym razie pozwala zrozumieć, że 
uniwersalność nastawienia praktycznego, skierowanego teraz 
ku całemu światu, wcale nie musi oznaczać zainteresowania i 
zajmowania  się  wszystkimi  szczegółami  i  poszczególnymi 
całościami  na  świecie,  co  byłoby  przecież  nie  do 
pomyślenia.

 

Ale  oprócz  praktycznego  nastawienia  wyższego  stopnia 

zachodzi jeszcze inna istotowa możliwość zmiany powszechnego 
nastawienia  naturalnego  (które  wkrótce  poznamy  na 
przykładzie  nastawienia  religijno-mitycznego),  mianowicie 
n a s t a w i e n i e   t e o r e t y c z n e -   nazwane  tak  już  z  góry, 
gdyż  właśnie  w  nim  w  toku  koniecznego  rozwoju  powstaje 

filozoficzna  teoria  i  staje  się  celem  dla  siebie  bądź  też  polem 
interesów.  Nastawienie  teoretyczne,  choć  znów            i  jest 
pewnym  nastawieniem  zawodowym,  jest  całkowicie 
niepraktyczne.  Opiera  się  przeto  na  będącej  wyrazem  woli 
epoche  od  wszelkiej  naturalnej  praktyki,  a  więc  również 
praktyki  wyższego  rzędu,  służącej  w  ramach  swego  życia 

zawodowego naturalności.

 

Zarazem  jednak  trzeba  powiedzieć,  że  nie  może  tu  być 

mowy  o  całkowitym  „odcięciu"  życia  teoretycznego  od 
praktycznego,  bądź  o  rozpadnięciu  się  konkretnego  życia 

teoretyka  na  dwa,  nie  mające  ze  sobą  żadnego  związku, 
przeplatające  się  ciągi  życiowe,  co  -  mówiąc  językiem  spo-

łecznym - byłoby równoznaczne z powstaniem dwóch duchowo 

nie  powiązanych  ze  sobą  sfer  kultury.  Możliwa  bowiem  jest 
jeszcze 

trzecia 

forma 

nastawienia 

uniwersalnego 

(w 

przeciwieństwie  do  ufundowanego  w  naturalnym  nastawienia 
religijno-mitycznego,  a  z  drugiej  strony  -  do  nastawienia 

teoretycznego).  Jest  to  mianowicie  dokonująca  się  w 
przechodzeniu  od  nastawienia  teoretycznego  do  praktycznego 

synteza  obustronnych  interesów,  synteza  tego  rodzaju,  że 
wykształcona w zamkniętej jednolitości i pod

 

epoche  od  wszelkiej  praktyki  teoria  (uniwersalna  nauka) 

powołana zostaje (i w teoretycznym wglądzie sama okazuje 

swe  powołanie)  do  tego,  by  w  nowy  sposób  służyć 

ludzkości,  która  w  swej  konkretnej  egzystencji  zawsze 

przede wszystkim żyje w sposób naturalny. Dzieje się to w 
formie  praktyki  nowego  rodzaju,  praktyki  uniwersalnej 

krytyki  wszelkiego  życia  i  wszelkich  celów  życiowych, 

wszelkich  wyrosłych  już  z  życia  ludzkości  dzieł  kultury  i 

systemów  kultury,  a  co  za  tym  idzie  -  również  krytyki 

samej  ludzkości  i  wartości,  którymi  się  ona  świadomie  i 

nieświadomie  kieruje.  W  dalszych  następstwach  przybiera 

ona  formę  praktyki  zmierzającej  do  tego,  by  przez  uniwer-

salny  naukowy  rozum  podnieść  ludzkość  ku  wszelkim  for-
mom  norm  prawdy,  by  przekształcić  ją  w  całkowicie  nową 

ludzkość,  zdolną  do  absolutnej  samoodpowiedzialności  na 

podstawie  absolutnych  wglądów  teoretycznych.  Ale,  rzecz 

jasna,  tę  syntezę  teoretycznej  uniwersalności  i  uniwersalnie 
zainteresowanej  praktyki  poprzedza  inna  synteza  teorii  i 
praktyki  -  mianowicie  synteza  zastosowania  do  praktyki 

życia  naturalnego  ograniczonych  wyników  teorii,  ograni-

czonych  nauk  szczegółowych,  pomijających  w  swej  specja-

lizacji  uniwersalność  zainteresowania  teoretycznego.  Mo-

mentem  wiążącym  nastawienie  pierwotnie-naturalne  z  te-

oretycznym  jest  więc  tutaj  skierowanie  ku  skończoności. 

Aby głębiej  zrozumieć zasadniczą różnicę dzielącą naukę 
grecko-europejską  (mówiąc  uniwersalnie:  filozofię)  od 

stawianych  na  równi  z  nią  „filozofii"  orientalnych,  trzeba 

rozważyć  bliżej  owo  praktycznie-uniwersalne  nastawienie, 

jakie wytworzyły sobie te filozofie przed nauką europejską 

i objaśnić je jako religijno-mityczne. Nie tylko jest znanym 

faktem,  ale  również  z  istoty  swej  dającą  się  zrozumieć 

koniecznością,  że  praktyka  i  motywy  religijno-mityczne 

współprzynależą  do  każdej  kultury  naturalnej  -zanim 

wyłoniła  się  i  oddziałała  filozofia  grecka  i  związany  z  nią 

sposób traktowania świata. Nastawienie religijno-mi-

 

Edmund Husserl 

29 

28 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

tyczne  polega  na  tym,  że  tematem,  i  to  tematem  praktycz-

nym,  staje  się  świat  jako  całość;  jest  to  oczywiście  świat 

uznawany  mocą  konkretnej  tradycji  danej  społeczności 

ludzkiej  (np.  narodu),  a  zatem  świat  apercepowany  mity-

cznie.  Do  świata  nastawienia  mitycznego  należą  nie  tylko 

istoty  ludzkie,  zwierzęce  i  stojące  jeszcze  niżej,  lecz  także 
istoty  ponadludzkie.  Spojrzenie  obejmujące  je  wszystkie 

jako  całość  ma  charakter  praktyczny,  ale  nie  ma  mowy  o 

tym,  by  człowiek,  który  w  naturalnym  życiu  interesuje  się 

aktualnie  tylko  poszczególnymi  rzeczami  realnymi,  mógł 

kiedyś  dojść  do  tego,  że  nagle  wszystko  stałoby  się  dlań 

jednakowo  i  jednocześnie  ważne  praktycznie.  Ponieważ 

jednak  cały  świat  uchodzi  tutaj  za  świat  opanowany  przez 

siły  mityczne,  a  od  sposobu,  w  jaki  siły  te  nim  rządzą, 

zależy  pośrednio  lub  bezpośrednio  ludzki  los,  zatem  uni-
wersalno-mityczny sposób traktowania świata jest, na ile to 

możliwe,  inicjowany  przez  praktykę  i  wtedy  sam  nabiera 
charakteru  praktycznego.  Motywy  do  przybierania  takiego 
religijno-mitycznego  nastawienia  maj  ą,  rzecz  jasna,  kapłani, 

którzy  jako  kler  razem  zarządzają  interesami  mityczno-

religijnymi i związaną z nimi tradycją. Wśród nich powstaje  i 

rozpowszechnia  się  skanonizowana  językowo  „wiedza"  o 

potęgach  mitycznych  (pomyślanych  w  najszerszym  sensie 

osobowo). Przyjmuje ona jakby sama z siebie formę mitycznej 

spekulacji,  która,  występując  jako  naiwnie  przekonująca 

interpretacja, przekształca sam mit. Spojrzenie, rzecz jasna, 

jest  przy  tym  cały  czas  skierowane  również  na  pozostały 

świat opanowany przez potęgi mityczne i przynależne doń 

ludzkie  i  niższe  od  ludzi  istoty  (które,  skądinąd,  nie 

utwierdzone przez własną istotę w swym bycie, podatne są 

na  napływ  momentów  mitycznych),  na  sposoby,  w  jakie 

owe potęgi rządzą losami tego świata, w jakich same muszą 

uczestniczyć w hierarchii tworzącej ład najwyższej władzy, w 

jakie,  tworząc  poszczególne  funkcje  i  ich  podmioty, 

działając, kierując losem, wkraczają [w

 

bieg  tego  świata].  Celem  całej  tej  spekulatywnej  wiedzy 
jest jednak służba człowiekowi, tak, by mógł on kształtować 

swe  życie  w  miarę  możliwości  szczęśliwie,  by  mógł 

chronić  je  przed  chorobą,  przeciwnościami  losu,  nędzą  i 

śmiercią.  Zrozumiałe  jest,  że  w  mityczno-praktycznym 

sposobie  rozważania  i  poznawania  świata  częstokroć  mogą 

pojawić się treści, które z późniejszej perspektywy zasługują 

na  miano  naukowego  poznania  świata  faktycznego, 

poznania świata doświadczenia naukowego. Ale w kontekście 

ich własnego sensu są one i pozostają mityczno-prak-tyczne i 

jest  czymś  opacznym,  jest  zafałszowaniem  sensu,  gdy  ktoś 

wychowany  w  naukowym  sposobie  myślenia  stworzonym  w 

Grecji,  a  rozwiniętym  w  czasach  nowożytnych,  mówi  o 

chińskiej  i  indyjskiej  filozofii  i  nauce  (astronomii  i 
matematyce),  gdy  zatem  interpretuje  Indie,  Babilonię, 

Chiny na sposób europejski.

 

Od  nastawienia  uniwersalnego,  ale  mityczno-praktycz-

nego  ostro  odcina  się  niepraktyczne  w  każdym  dotychcza-

sowym  sensie  nastawienie  „teoretyczne",  nastawienie  fra-
v\ió,t

>

eiv  -  w  którym  tytani  pierwszego  okresu  kulminacji 

filozofii  greckiej,  Arystoteles  i  Platon,  upatrywali  źródło 

filozofii.  Człowieka  ogarnia  teraz  pasja  poznawania  i  roz-

ważania  świata,  która  odwraca  go  od  wszelkich  interesów 

praktycznych.  W  zamkniętym  kręgu  swych  czynności  poz-

nawczych  oraz  w  ramach  poświęconego  im  czasu  stara  się 

osiągnąć  i  osiąga  tylko  i  wyłącznie  czystą  teorię.  Innymi 

słowy: człowiek staje się tu niezaangażowanym obserwatorem, 

przygląda się światu, staje się filozofem; albo też raczej jego 

życie  zyskuje  odtąd  wrażliwość  na  możliwą  tylko  w  tym 

nastawieniu  motywację  do  nowego  typu  celów  myślowych  i 

metod,  dzięki  którym  powstaje  w  końcu  filozofia,  a  on  sam 

staje się filozofem.

 

Pojawienie się nastawienia teoretycznego ma naturalnie, 

jak  wszystko,  co  wydarzyło  się  w  historii,  swą  faktyczną 
motywację w konkretnych powiązaniach procesu

 

Edmund Husserl 

30

 

31 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

dziejowego.  Należałoby  zatem  wyjaśnić,  w  jaki  sposób 

możliwe  było  pojawienie  się  w  horyzoncie  życia  greckiej 

wspólnoty kulturowej  (Menschentums) VII stulecia, wspólnoty 

kontaktującej  się  z  wielkimi  i  reprezentującymi  już  wysoką 

kulturę narodami otaczającego ją świata, owego §ax)(j,dt,Eiv, 

i w jaki sposób mogło ono przybrać - najpierw u poszczególnych 
jednostek  -  postać  nastawienia  habitua-Inego.  Nie  będziemy 

zagłębiać  się  w  tę  problematykę,  ważniejsze  dla  nas  jest 

zrozumienie  ciągu  nadających  i  tworzących  sens  motywacji, 

prowadzących  od  samego  przestawienia,  bądź  od  samego 
fta\)ua^£iv  do  teorii  -  fakt  historyczny,  który  przecież  musi 

posiadać  swój  istotowy  [sens].  Należy  teraz  wytłumaczyć 

przemianę  pierwotnej  teorii,  całkowicie  „niezaangażowanego" 

(dokonującego  się  w  epoche  od  wszelkich  interesów 

praktycznych)  oglądu  świata  (poznanie  świata  na  podstawie 

uniwersalnego  oglądu)  w  teorię  właściwej  nauki,  przy  czym 

obie  zapośredniczone  są  przez  przeciwstawienie  óó^a  i 
|

TCIOTT

|

U

.

TI

.

 

Budzące  się  zainteresowania  teoretyczne,  jako  owe 

frouual;eiv  jest  oczywiście  odmianą  ciekawości,  która  w 

naturalnym  życiu  występuje  jako  wyłom  w  toku  „życia 

poważnego",  jako  refleks  ukształtowanych  pierwotnie 

zainteresowań  życiowych  albo  też  jako  rozglądanie  się  wokół 
siebie  dla  zabawy,  gdy  zaspokojone  są  już  aktualne  potrzeby 
życiowe  bądź  też  minęły  godziny  pracy.  Ciekawość  (nie 

będąca  tutaj  habitua-Iną  „przywarą")  sama  jest  pewną 

odmianą,  zainteresowaniem,  które  uwolniło  się  od  interesów 

życiowych, zerwało

 

z nimi.

 

Człowiek  tak  nastawiony  dostrzega  przede  wszystkim 

rozmaitość  narodów,  swojego  i  obcych,  z  których  każdy 

ma  swój  własny  otaczający  go  świat,  będący  dlań  oczywi-

ście, wraz z należącymi doń tradycjami, bogami, demonami, 

mocami  mitycznymi,  po  prostu  światem  rzeczywistym.  W 

tym  zdumiewającym  kontraście  wychodzi  na  jaw  różnica 

między przedstawieniem świata a światem rzeczywistym i

 

pojawia się nowe pytanie o prawdę; już nie o związaną z 

tradycją  prawdę  potoczną,  lecz  o  identyczną  prawdę  po-

wszechnie  obowiązującą  wszystkich  nie  zaślepionych  tra-

dycją, o prawdę samą w sobie. Do teoretycznego nastawienia 

filozofa  należy  więc  i  to,  że  jest  on  stale  i  już  z  góry 
zdecydowany poświęcać zawsze swe przyszłe życie, w sensie 

życia  uniwersalnego,  zadaniom  teorii,  piętrzyć  poznania 
teoretyczne na poznaniach teoretycznych in infinitum.

 

Tak oto w poszczególnych osobach, jak  Tales itd., rodzi 

się  nowy  sposób  bycia  człowiekiem,  człowiekiem,  który 

zawodowo  tworzy  życie  filozoficzne,  filozofię  jako  nowego 

rodzaju postać kultury. Zrozumiałe jest, że niebawem rodzi 

się odpowiednio nowy typ wspólnoty. Idealne twory teorii 

od  razu  wspólnie  przejmuje  się  i  wspólnie  je  ożywia  we 

wtórnym  rozumieniu  i  wtórnym  wytwarzaniu.  Od  razu 

prowadzą  one  do  wspólnej  pracy,  do  wzajemnego  poma-

gania  sobie  przez  krytykę.  Również  ci,  którzy  pozostają 

poza  tym  kręgiem,  nie-filozofowie,  zaczynają  baczyć  na  tę 

osobliwą  działalność.  Wtórnie  rozumiejąc,  albo  sami  stają 

się filozofami, albo też, gdy zbyt silnie związani są ze swym 
zawodem  -  słuchaczami.  Tak  oto  filozofia  rozprzestrzenia 

się  w  dwojaki  sposób,  jako  rozszerzająca  się  zawodowa 

wspólnota  filozofów  i  jako  rozszerzający  się  wraz  z  nią 

wspólnotowy  ruch  oświatowy.  Tutaj  jednak  również  leży 

źródło  tak  fatalnego  później  wewnętrznego  pęknięcia  pier-

wotnej  jedności  ludzi  i  podziału  na  wykształconych  i  nie-

wykształconych.  Rzecz  jasna,  ta  tendencja  filozofii  do 

rozprzestrzeniania  się  nie  jest  ograniczona  do  narodu  oj-

czystego.  W  przeciwieństwie  do  innych  tworów  kultury  nie 

jest  ona  ruchem  interesów  związanym  z  podłożem  tradycji 

narodowych.  Także  członkowie  innych  narodów  uczą  się 

wtórnie  rozumieć  i  w  ogóle  biorą  udział  w  potężnej  prze-
mianie  kultury,  jaka  promieniuje  z  filozofii.  Ale  to  właśnie 

wymaga bliższej charakterystyki.

 

Filozofia rozprzestrzeniająca się w formach odkryw-

 

Edmund Husserl 

33

 

32 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

czego  badania  i  kształcenia  oddziałuje  w  dwojaki  sposób.  Z 
jednej  strony  najbardziej  istotna  dla  teoretycznego  na-
stawienia  człowieka  filozofującego  jest  szczególna  uniwer-
salność  postawy  krytycznej,  związana  z  decyzją,  by  nie 
przyjmować z góry żadnej tradycji, nie pytając zarazem o to, 

co  w  całym  danym  już  mocą  tradycji  uniwersum  jest 
prawdziwe  samo  w  sobie,  co  jest  idealne.  Nie  jest  to  jednak 
tylko    nowa    postawa    poznawcza.      Wobec    żądania,    by 
wszelką  empirię  poddać  normom  idealnym,  mianowicie 
normom  bezwarunkowej  prawdy,  wkrótce  dokonuje  się 
dalekosiężna  przemiana  wszelkiej  ludzkiej  praktyki,  a  więc 

całego  życia  kulturowego;  jej  normą  winna  być  teraz  nie 
naiwna potoczna empiria i tradycja, lecz obiektywna prawda. 
W  ten  sposób  prawda  idealna  staje  się  wartością  absolutną, 
która  poprzez  ruch  oświatowy  i  stałe  oddziaływanie  na 
wychowywanie  dzieci  wprowadza  ze  sobą  uniwersalnie 
przekształconą  praktykę.  Gdy  rozważymy  bliżej  rodzaj  tego 

przekształcenia, 

natychmiast 

zrozumiemy 

następującą 

konieczność:  jeżeli  powszechna  idea  prawdy  samej  w  sobie 
staje  się  uniwersalną  normą  wszystkich  pojawiających  się  w 
życiu  ludzkim  prawd  relatywnych,  rzeczywistych  i  rzekomych 
prawd sytuacyjnych, to dotyczy to również  wszelkich norm 
tradycyjnych, norm  prawa, piękna, celowości,  dominujących 

wartości osobowych, wartości charakterów osobowych itd.

 

Tak oto korelatywnie z tworzeniem nowej kultury rodzi się 

szczególne  człowieczeństwo  i  szczególny  zawód  -  powołanie 

życiowe. Filozoficzne poznanie świata tworzy nie  tylko te 

[nowe]  wyniki  szczególnego  rodzaju,  lecz  również  postawę 

ludzką,  która  wkrótce  ingeruje  w  całą  resztę  życia 
praktycznego,  ze  wszystkimi  jego  wymogami  i  celami,  wy-

znaczonymi  przez  tradycję  historyczną,  która  stanowiła 

podstawę  wychowania  i  z  której  czerpią  one  swą  moc  obo-

wiązującą.  Wśród  ludzi  tworzy  się  nowa  i  wewnętrzna 

wspólnota, moglibyśmy powiedzieć, wspólnota interesów

 

czysto  idealnych  -  wśród  ludzi  żyjących  filozofią,  związa-

nych  poświęceniem  się  ideom,  które  nie  tylko  wszystkim 

przynoszą  korzyść,  lecz  także  jako  identycznie  te  same 

należą  do  wszystkich.  Z  konieczności  tworzy  się  wspólne 

działanie  szczególnego  rodzaju,  współpraca  i  praca  dla 

siebie  nawzajem,  wzajemna  pomoc  przez  krytykę,  z  czego 

wyrasta  czyste  i  bezwarunkowe  obowiązywanie  prawdy 

jako  dobro  wspólne.  Do  tego  dochodzi  jeszcze  konieczna 
tendencja  do  upowszechniania  zainteresowań  poprzez 

wtórne rozumienie tego, do czego się tu zmierza i co osią-

gnięto;  zatem  tendencja  do  wciągania  coraz  to  nowych 

osób  jeszcze  nie  związanych  z  filozofią  do  wspólnoty  filo-

zofujących.  Dzieje  się  tak  najpierw  w  obrębie  narodu  oj-
czystego.  Upowszechnienie  nowej  postawy  nie  może  się 

dokonać wyłącznie jako upowszechnienie zawodowych badań 

naukowych, raczej odbywa się to wykraczając daleko poza 

krąg zawodowy, jako ruch oświatowy.

 

Jakie  skutki  pociąga  za  sobą  fakt,  że  ruch  oświatowy 

obejmuje  coraz  szersze  kręgi  ludzi  -  przede  wszystkim 

kręgi  wyższe,  mniej  zajęte  zaspokajaniem  podstawowych 

potrzeb  życiowych?  Rzecz  jasna,  nie  prowadziło  po  prostu 
do  homogenicznej  przemiany  normalnego,  w  sumie  zado-

walającego  życia  państwowo-narodowego,  lecz  -  z  dużą 
dozą  prawdopodobieństwa  -  do  głębokich  pęknięć  wew-

nętrznych,  w  których  dochodzi  do  przełomu  nie  tylko  w 

tym  życiu,  lecz  również  w  całej  kulturze  narodowej.  Kon-

serwatyści  zadowalający  się  tradycją  i  kręgi  filozoficzne 

będą  się  wzajemnie  zwalczać  i  walka  z  pewnością  rozegra 

się  w  sferze  władzy  politycznej.  Już  w  początkach  filozofii 

rozpoczyna się prześladowanie. A przecież idee są silniejsze 

niż wszelka empiryczna władza.

 

Należy  tu  również  zauważyć,  że  rozprzestrzeniania  się 

filozofii,  wyrosłej  z  nastawienia  krytycznego  wobec  wszel-

kich przesłanek tradycyjnych, nie mogą powstrzymać żadne 

bariery narodowe. Wystarczy tylko zdolność do uni-

 

35 

Edmund Husserl 

34

 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

wersalnego nastawienia krytycznego, skądinąd zakładająca 
już  określony  poziom  kultury  przednaukowej.  Przełom  w 
kulturze  narodowej  może  rozprzestrzeniać  się  coraz  dalej 
dzięki  temu,  że  uniwersalna  nauka  staje  się  wspólnym 
dobrem  obcych  sobie  pierwotnie  narodów  i  jedność  wspó-
lnoty  naukowej  i  wspólnoty  ludzi  wykształconych  przenika 
wielość narodów.

 

Ale  jeszcze  coś  ważnego  trzeba  powiedzieć  o  stosunku 

filozofii  do  tradycji.  Trzeba  wziąć  pod  uwagę  dwie  możli-
wości.  Albo  to,  co  obowiązywało  na  mocy  tradycji,  zostaje 
całkowicie  zarzucone,  albo  też  jego  treść  zostaje  przejęta 
przez  filozofię  i  tym  samym  uformowana  na  nowo  w  duchu 

filozoficznej  idealności.  Znakomitym  przykładem  jest  tutaj 
religia.  Nie  wliczam  tu  „religii  politeistycznych".  Bogowie  w 
liczbie  mnogiej,  potęgi  mityczne  wszelkiego  rodzaju  są 
obiektami otaczającego świata i mają tę samą rzeczywistość, co 
zwierzę  albo  człowiek.  W  pojęciu  Boga  istotna  jest  liczba 
pojedyncza.  Natomiast  z  punktu  widzenia  człowieka  do 

[istoty] Boga należy to, że moc obowiązująca jego istnienia i 
wartości  doświadczane  są  jako  absolutnie  wewnętrznie 
wiążące. Następstwem jest narzucające się teraz stopienie się 
tej  absolutności  z  absolutnością  idealności  filozoficznej.  W 
zapoczątkowanym  przez  filozofię  powszechnym  procesie 
idealizacji Bóg zostaje, by tak rzec, złogicyzowany, ba, staje 

się nosicielem absolutnego Logosu. Element logiczny ponadto 
widzę  już  w  tym,  że  religia  za  pośrednictwem  teologii 
powołuje  się  na  oczywistość  wiary  jako  na  swój  własny  i 
najgłębszy sposób uzasadniania prawdziwego bytu. Bogowie 
narodowi  natomiast  po  prostu  są  obecni  jako  realne  fakty 
otaczającego  świata. Przed filozofią nie  staje  żadne pytanie 
dotyczące krytyki poznania, żadne pytanie o oczywistość.

 

Tak  oto  naszkicowaliśmy  w  najbardziej  istotnych  ry-

sach,  aczkolwiek  nieco  schematycznie,  historyczną  moty-
wację, która pozwala teraz zrozumieć, jak kilku greckich

 

dziwaków  mogło  zapoczątkować  proces  przemiany  bytu 
ludzkiego  i  całego  życia  kulturalnego,  najpierw  w  swym 
własnym  narodzie,  a  później  w  sąsiednich.  Ale  widać  teraz 
również  wyraźnie,  że  stąd  mogła  wyrosnąć  wspólnota  po-
nadnarodowa  zupełnie  nowego  rodzaju.  Oczywiście,  mam 
na myśli duchową postać Europy. Nie jest to już istnienie 
obok  siebie  różnych  narodów,  których  wzajemny  wpływ 
dokonuje się tylko w walkach o rynki i władzę - wspólnotę 
ludzi  opanował  nowy,  pochodzący  z  filozofii  i  jej  nauk 
szczegółowych  duch  swobodnej  krytyki  i  norm  zwróconych 
ku  nieskończonym  zadaniom  i  tworzy  teraz  nowe,  nieskoń-
czone ideały! Są to ideały dla jednostek w narodach i dla 
narodów  samych.  Ale  są  również  nieskończone  ideały  dla 
rozszerzającej  się  syntezy  narodów,  w  której  każdy  naród, 
właśnie  dzięki  temu,  że  zmierza  ku  swym  własnym  ideal-
nym  zadaniom,  w  duchu  nieskończoności,  daje  narodom 
zjednoczonym z nim to, co ma najlepszego. W tym dawaniu 
i  przyjmowaniu  powstaje  ponadnarodowa  całość  z  jej 
społecznościami  różnych  stopni,  którą  wypełnia  duch  nie-
wyczerpalnego,  nieskończenie  różnorodnego,  a  przecież 
jedynego  nieskończonego  zadania.  W  tej  idealnie  ukieru-
nkowanej  wszechspołeczności  filozofia  sama  zachowuje 
funkcję kierowniczą i swe szczególne nieskończone zadanie: 
funkcję  swobodnego  i  uniwersalnego  namysłu  teore-
tycznego,  która  zawiera  również  wszelkie  ideały  i  wszech-
ideał,  a  zatem  uniwersum  wszelkich  norm.  W  ludzkości 
Europy filozofia winna stale pełnić swą funkcję jako funkcję 
archontyczną całej ludzkości.

 

II

 

Teraz jednak muszą dojść do głosu cisnące się natarczy-

/wie zarzuty i nieporozumienia, które, jak mi się wydaje,

 

37

 

Edmund Husserl 

36 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

całą swą sugestywną siłę czerpią z modnych przesądów i 
związanej z nimi frazeologii.

 

Czy  wykład  ten  nie  jest  zupełnie  niestosowną  w  naszych 

czasach  próbą  rehabilitacji  racjonalizmu,  tendencji  do  wy-
jaśniania za wszelką cenę, intelektualizmu gubiącego się w 
obcych  światu  teoriach  -  ze  wszystkimi  płynącymi  stąd 
złymi  skutkami,  z  pustym  kultem  wykształcenia,  ze  snobiz-
mem  intelektualnym?  Czyż  nie  oznacza  to  chęci  powrotu 
do  owej  fatalnej  pomyłki,  jakoby  nauka  czyniła  człowieka 

mądrym,  jakoby  była  ona  powołana  do  stworzenia  auten-
tycznego  sposobu  bycia  człowiekiem  -  człowiekiem  panu-
jącym  nad  swym  losem  i  czyniącym  zadość  swemu  człowie-
czeństwu?  Któż  dziś  jeszcze  będzie  brał  takie  myśli  powa-
żnie?

 

Zarzut  ten  na  pewno  jest  względnie  prawomocny  w 

odniesieniu  do  fazy  rozwoju  Europy  od  XVII  do  końca 
XIX  wieku.  Ale  właściwego  sensu  moich  wywodów  on  nie 
dotyczy.  Wydaje  mi  się,  że  ja,  rzekomy  reakcjonista,  je-
stem  dużo  bardziej  radykalny  i  dużo  bardziej  rewolucyjny 
niż ci, którzy dziś pozują na radykałów.

 

I ja jestem pewien, że kryzys europejski ma swe korzenie w 

zbłąkanym  racjonalizmie.  Ale  nie  wolno  sądzić,  że 

racjonalność  jako  taka  jest  zła  albo  też,  że  w  całości  egzy-

stencji  ludzkiej  ma  ona  znaczenie  jedynie  podrzędne.  Rac-

jonalność w owym szczytnym i rzetelnym sensie, o jakim tu 

wyłącznie  mówimy,  w  sensie  pierwotnie  greckim,  który  w 

klasycznym  okresie  greckiej  filozofii  stał  się  ideałem  -z 

pewnością  wymagałaby  jeszcze  wielu  wyjaśnień  autoref-

leksyjnych, jest jednak powołana do przewodzenia rozwojowi 

w  sposób  dojrzały.  Z  drugiej  strony  chętnie  przyznajemy  (i 

idealizm niemiecki dawno nas już tu wyprzedził), że postać 

racjonalizmu  oświeceniowego,  którą  ratio  przybrała  w  toku 

swego rozwoju, była zbłąkaniem, choć zbłąkaniem dającym 

się przecież zrozumieć.

 

Rozum jest obszernym terminem. Zgodnie z dobrą

 

starą  definicją  człowiek  jest  rozumną  istotą  żywą  i  w  tym 

szerokim  sensie  również  Papuas  jest  człowiekiem,  a  nie 

zwierzęciem.  Ma  on  swoje  cele  i  działa  z  namysłem,  roz-

ważając różne praktyczne możliwości. Wyrosłe stąd dzieła i 
metody przechodzą do tradycji i zawsze dadzą się zrozumieć 

w  swej  racjonalności.  Ale  tak  jak  człowiek,  a  nawet  i 

Papuas,  reprezentuje  nowy  szczebel  w  rozwoju  istot  ży-

wych,  mianowicie  w  odniesieniu  do  zwierzęcia,  tak  też  w 

rozwoju  człowieka  i  jego  rozumu  nowym  szczeblem  jest 
rozum  filozoficzny.  Ten  szczebel  ludzkiej  egzystencji, 
szczebel  idealnych  norm  obliczonych  na  idealne  zadania, 
szczebel  egzystencji  sub  specie  aeterni,  możliwy  jest  jednak 

tylko  w  absolutnej  uniwersalności,  właśnie  tej,  która  z 

góry  zawarta  jest  w  idei  filozofii.  Wprawdzie  uniwersalna 

filozofia  wraz  ze  wszystkimi  naukami  stanowi  tylko  cząst-
kowy  przejaw  kultury  europejskiej,  ale  sensem  wszystkich 

moich  wywodów  jest  to,  że  część  ta  jest,  by  tak  rzec, 

funkcjonującym  mózgiem,  od  którego  normalnego  funk-
cjonowania  zależna  jest  rzetelna,  zdrowa  duchowość  euro-

pejska.  Bycie  człowiekiem  na  wyższym  szczeblu  człowie-

czeństwa albo rozumu wymaga zatem autentycznej filozofii.

 

Ale  tu  właśnie  tkwi  niebezpieczeństwo!  „Filozofia"  -

musimy  tu  przecież  odróżnić  filozofię  jako  historyczny  fakt 

związany  z  pewną  epoką  oraz  filozofię  jako  ideę,  ideę 
nieskończonego  zadania.  Wszelka  historycznie  rzeczywista 

filozofia  jest  mniej  lub  bardziej  pomyślną  próbą  urzeczy-

wistnienia  przewodniej  idei  nieskończoności,  a  nawet 

ogółu  prawd.  Ideały  praktyczne,  wypatrzone  jako  wieczne 

bieguny,  od  których  w  ciągu  całego  życia  nie  można  zbo-

czyć,  by  tego  nie  pożałować,  by  nie  sprzeniewierzyć  się 

sobie  i  tym  samym  siebie  nie  unieszczęśliwić,  żadną  miarą 

nie są  w tym  widzeniu jasne i  określone; raczej  są antycy-

powane  w  wieloznacznej  ogólności.  Określenie  dokonuje 

się dopiero w konkretnym zastosowaniu i co najmniej

 

39 

Edmund Husserl 

38 

background image

 

Edmund Husserl 

względnie pomyślnym działaniu. Grozi tu stale popadanie w 

jednostronność i przedwczesne zadowolenie, które mszczą 
się  w  pojawiających  się  potem  sprzecznościach.  Stąd  też 
kontrast  między  wielkimi  roszczeniami  systemów 
filozoficznych,  które  nie  dają  się  przecież  ze  sobą  pogodzić. 
Do  tego  dochodzi  konieczność  specjalizacji,  będąca  no-
wym niebezpieczeństwem.

 

Tak  więc  jednostronna  racjonalność  zawsze  może  stać  się 

ziem.  Można  również  powiedzieć:  do  istoty  rozumu  należy 
to,  że  filozofowie  początkowo  mogą  rozumieć  i 
opracowywać  swe  nieskończone  zadanie  tylko  w  absolutnie 
koniecznej  jednostronności.  Samo  w  sobie  nie  jest  to  by-
najmniej  opaczne,  nie  ma  w  tym  żadnego  błędu,  lecz,  j ak 
powiedziałem,  prosta  i  konieczna  droga  filozofii  najpierw 
pozwala  jej  ogarnąć  tylko  jedną  stronę  zadania  i  zrazu  nie 
dostrzega  ona,  że  całe  nieskończone  zadanie  teoretycznego 
poznania ogółu bytu  ma inne jeszcze  strony. Dopiero  gdy  w 
niejasnościach i sprzecznościach ujawniają się niedostatki, stają 

się one motywem do przeprowadzenia uniwersalnego namysłu. 
Filozof zatem zawsze musi dążyć do opanowania prawdziwego 
i  pełnego  sensu  filozofii,  jej  wszystkich  horyzontów 
nieskończoności.  Żadna  linia  poznania,  żadna  pojedyncza 
prawda  nie  może  zostać  wyizolowana  i  zabsolutyzowana. 
Tylko w tej najwyższej samoświadomości, która sama staje się 

jedną  z  gałęzi  nieskończonego  zadania,  filozofia  może 
spełnić  swą  funkcję  teleologiczną  w  odniesieniu  do  siebie 
samej,  a  przez  to  i  w  odniesieniu  do  autentycznego 
człowieczeństwa. A to, że tak jest, także i to przynależy znów 
do  dziedziny  poznawczej  filozofii  na  szczeblu  najwyższego 
samopoznania.  Tylko  dzięki  tej  stałej  refleksyjności  filozofia 
może być poznaniem uniwersalnym.

 

Powiedziałem:  droga  filozofii  wiedzie  przez  naiwność. 

Oto  właśnie  miejsce  krytyki  tak  wysoko  cenionego  dziś 
irracjonalizmu, czyli miejsce, gdzie można obnażyć całą

 

 

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

naiwność tego racjonalizmu, który uchodzi za filozoficzną 

racjonalność  po  prostu,  a  z  pewnością  charakteryzuje  filo-

zofię  epoki  nowożytnej  od  czasów  Renesansu  i  sam  siebie 

uważa  za  racjonalizm  rzeczywisty,  a  więc  uniwersalny.  W 
tej  nieuniknionej  jako  początek  naiwności  tkwią  więc 

wszystkie  nauki,  także  i  te,  których  rozwój  zapoczątko-

wany  został  w  starożytności.  Mówiąc  dokładniej:  najbar-

dziej  ogólną  nazwą  tej  naiwności  jest  o b i e k t y w i z m ,  

przybierający  postać  różnych  typów  naturalizmu,  naturali-
zacji  ducha.  Stare  i  nowe  filozofie  były  i  nadal  są  naiwnie 

obiektywistyczne.  Tutaj  jednak  należy  oddać  sprawiedli-

wość  zapoczątkowanemu  przez  Kanta  idealizmowi  niemie-

ckiemu i dodać, że starał się on żarliwie przezwyciężyć tę 

dotkliwie  już  wtedy  odczuwaną  naiwność,  choć  przecież 

nie  był  w  stanie  osiągnąć  poziomu  wyższej  refleksyjności, 
decydującego o nowej postaci filozofii i o europejskim czł 

o wieczeństwie.

 

Tylko  ogólnikowo  mogę  przybliżyć  zrozumienie  po-

wyższych  słów.  Człowiek  naturalny  (przyjmijmy,  człowiek 

okresu  przedfilozoficznego)  kieruje  się  we  wszystkich 

swych  troskach  i  czynach  ku  światu.  Polem  jego  życia  i 

działania jest rozpościerający się wokół niego w czasie i w 

przestrzeni  świat  otaczający,  do  którego  zalicza  on  również 
siebie  samego.  To  wszystko  zostaje  zachowane  w  na-

stawieniu  teoretycznym,  które  pierwotnie  musi  być  nasta-

wieniem  niezaangażowanego  obserwatora  świata  -  świata 

ulegającego  przy  tym  demitologizacji.  Filozofia  widzi  w 

świecie  uniwersum  bytów,  a  świat  sam  staje  się  światem 
obiektywnym,  w  przeciwieństwie  do  przedstawień  świata, 

różnych  dla  różnych  narodów  i  pojedynczych  podmiotów, 

prawda  staje  się  więc  prawdą  obiektywną.  Tak  oto  filozofia 
zaczyna  jako  kosmologia,  pierwotnie  kieruje  swe  teorety-
czne  zainteresowanie  ku  materialnej  przyrodzie  -  co  zdaje 

się  oczywiste,  gdyż  wszystko,  co  dane  jest  w  czasoprze-
strzeni, zawsze ma, przynajmniej w swej podbudowie, ma-

 

41

 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

terialną  formę  istnienia.  Ludzie,  zwierzęta  nie  są  tylko 
bryłami materialnymi, lecz oglądane jako elementy otaczającego 
świata przejawiają się jako coś istniejącego materialnie, a więc 

jako 

[rzeczy] 

realne 

włączone 

do 

uniwersalnej 

czasoprzestrzeni.  Tak  też  wszystkim  procesom  psychicznym 
zawsze  związanym  z  jakimś  Ja  -  doświadczaniu,  myśleniu, 
chceniu - przysługuje pewna obiektywność. Życie wspólnot - 
rodzin,  narodów  itp.  -  zdaje  się  zatem  sprowadzać  tutaj  do 
życia poszczególnych jednostek [rozumianych] jako obiekty 

psychofizyczne; 

duchowe 

powiązanie 

na 

mocy 

przyczynowości  psychofizycznej  nie  wymaga  ciągłości  czysto 
duchowej, wszędzie wkracza fizyczna przyroda.

 

Na  pewno  tok  rozwoju  historycznego  jest  wstępnie  wy-

znaczony  przez  to  nastawienie  na  otaczający  świat.  Już 

pobieżne  spojrzenie  na  materialne  ciała  zastawane  w  ota-

czającym  świecie  pokazuje,  że  przyroda  jest  homogeniczną, 

wszechpowiązaną  całością,  że  jest,  by  tak  rzec,  światem  dla 

siebie,  otoczonym  homogeniczną  przestrzenią,  podzielonym 

na  poszczególne  rzeczy,  równe  sobie  jako  res  exten-sac  
wzajemnie  określające  się    przyczynowo.    Bardzo  szybko 

następuje  pierwszy  i  największy  krok  na  drodze  odkryć: 

przezwyciężenie  skończoności  przyrody  pomyślanej  jako 

obiektywnie  istniejąca  w  sobie,  skończoności  mimo 

otwartej niezakończoności. Zostaje odkryta nieskończoność, 

najpierw  w  formie  idealizacji  wielkości,  miar,  liczb,  figur, 

prostych,  biegunów,  powierzchni  itd.  Przyroda,  przestrzeń, 

czas  stają  się  w  nieskończoność  idealiter  rozciągłe  i  w 

nieskończoność  idealiter  podzielne.  Ze  sztuki  mierzenia 
powstaje  geometria,  ze  sztuki  liczenia  arytmetyka,  z 
codziennej 

mechaniki  mechanika 

matematyczna  itd. 

Naoczna  przyroda  i  świat  przekształcają  się,  choć  nikt  nie 

wyraża tego explitice w hipotezach, w świat matematyczny, w 

świat  matematycznego  przyrodoznawstwa.  Starożytność  była 

tu pierwsza i wraz z jej matematyką po raz pierwszy

 

dokonało  się  odkrycie  nieskończonych  ideałów  i  nieskoń-

czonych  zadań.  Dla  nauki  we  wszystkich  późniejszych  epo-

kach stało się to gwiazdą przewodnią.

 

Jak  ten  oszałamiający  sukces  odkrycia  fizycznej  nies-

kończoności  oddziałał  na  naukowe  opanowanie  sfery  du-

chowej? W nastawieniu na otaczający świat, ciągle mającym 
charakter  obiekty  wisty  czny,  wszystko,  co  duchowe, 

przejawiało  się  tak,  jakby  było  nałożone  na  fizyczną  ciele-

sność.  Tak  więc  przeniesienie  przyrodniczego  sposobu  my-

ślenia narzucało się samo. Dlatego już w początkach filozofii 
odnajdujemy  demokrytejski  materializm  i  determi-nizm. 

Ale przecież największe umysły wzdragały się przed tym. Od 

Sokratesa  człowiek  w  swym  specyficznym  czło-

wieczeństwie,  jako  osoba,  staje  się  tematem  -  człowiek  w 

duchowym  życiu  wspólnotowym.  Nadal  pozostaje  włą-

czony  do  obiektywnego  świata,.ale  już  dla  Platona  i  Ary-

stotelesa  staje  się  on  wielkim  tematem.  Daje  się  tu  wyczuć 

osobliwe  pęknięcie:  człowiek  należy  do  uniwersum  obiek-

tywnych  faktów,  ale  jako  osoby,  jako  Ja  ludzie  mają  cele, 

dążenia,  mają  normy  tradycji,  normy  prawdy  -  wieczne 

normy. I jeśli w starożytności rozwój ten w końcu osłabł, to 

przecież się nie zakończył. Dokonajmy przeskoku do tzw. 

czasów nowożytnych. Z płomiennym zapałem zostaje podjęte 

na  nowo  nieskończone  zadanie  matematycznego  poznania 

przyrody  i  w  ogóle  poznania  świata.  Olbrzymie  sukcesy 

poznania  przyrody  winny  teraz  przypaść  w  udziale  także 

poznaniu  ducha.  Rozum  dowiódł  swej  siły  w  przyrodzie. 

„Tak jak istnieje tylko jedno słońce, które zarazem oświetla 

i  ogrzewa,  tak  też  rozum  jest  jeden"  (Kartezjusz).  Metoda 

nauk  przyrodniczych  musi  dać  również  klucz  do  tajemnic 

ducha.  Duch  istnieje  realnie,  obiektywnie  w  świecie,  i  jako 
taki  ufundowany  jest  w  cielesności.  Dlatego  też  od  razu 
zaczyna  dominować  dualistyczne  ujęcie  świata,  w  postaci 

ujęcia  psychofizycznego.  Ta  sama  przyczynowość,  tylko 

rozszczepiona na dwoje, ogarnia jeden świat, sens

 

Edmund Husserl

 

43

 

42 

background image

 

Edmund Husserl 

racjonalnego  wyjaśniania  jest  wszędzie  ten  sam,  ale  przecież 
tak,  że  wszelkie  wyjaśnianie  ze  sfery  ducha,  jeśli  ma  być 
jedyne,  a  tym  samym  uniwersalnie  filozoficzne,  prowadzi  do 

sfery fizycznej. Niemożliwe jest czyste i zupełne wyjaśniające 

badanie  ducha,  niemożliwa  jest  czysto  imma-nentystyczna 
psychologia,  która  wychodząc  od  Ja,  od  przeżywanych  przez 

siebie  samego  treści  psychicznych,  docierałaby  do  psychiki 

obcej. Trzeba pójść drogą zewnętrzną,  drogą  fizyki i chemii. 

Wszystkie tak chętnie używane zwroty o duchu wspólnoty, o 
woli narodu, o idealnych, politycznych celach narodów itp. są 

romantyką,  mitologią  wyrosłą  z  analogicznego  przeniesienia 

pojęć,  które  swój  właściwy  sens  mają  tylko  w  sferze 

pojedynczych osób. Na pytanie o źródło wszystkich trudności 
trzeba  teraz  odpowiedzieć:  cały  ten  obiektywizm  albo 

psychofizyczne  ujęcie  świata,  choć  pozornie  oczywiste,  są 
naiwnie  jednostronne,  a  same  nie  potrafią  tego  zrozumieć. 

Realność  ducha  jako  rzekomego  realnego  dodatku  do  ciał 

materialnych, jego rzekomo czasoprzestrzenny byt w obrębie 
przyrody, jest

 

niedorzecznością.

 

Ale  teraz,  ze  względu  na  nasz  problem  kryzysu,  trzeba 

pokazać, jak to się  stało, że dumna przez  stulecia ze  swych 
praktycznych  i  teoretycznych  sukcesów  „nowożytność"  w 
końcu  popada  w  rosnące  niezadowolenie  z  siebie,  a  swe 
położenie  musi  odczuwać  jako  wręcz  nad  wyraz  trudne. 
Trudności  nawiedzają  wszystkie  nauki  ostatecznie  jako 
trudności  metody.  Ale  nasza  europejska  trudność,  nawet 
jeśli  nie  jest  powszechnie  rozumiana,  jest  trudnością  po-
wszechną.

 

Jedynym  źródłem  tych  problemów  jest  naiwność  nauki 

obiekty  wistyczne  j,  która  to,  co  nazywa  obiektywnym  świa-

tem,  uważa  za  uniwersum  wszystkich  bytów,  nie  bacząc 

na  to,  że  sama  tworząca  naukę  subiektywność  nie  może 

dojść  swych  praw  w  żadnej  nauce  obiektywnej.  Dla  kogoś 
wychowanego w duchu nauk przyrodniczych jest oczywi-

 

 

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

ste, że trzeba wykluczyć wszystko, co ma charakter tylko 

subiektywny i że metoda nauk przyrodniczych, występując w 

subiektywnych  sposobach  przedstawiania,  sama  określa 
obiektywnie.  Dlatego  również  w  sferze  psychicznej  szuka 

on  prawdy  obiektywnej.  Przyjmuje  przy  tym,  że  to,  co 
fizyk  wyklucza  jako  subiektywne,  w  psychologii  trzeba 

właśnie  przebadać  jako  psychiczne,  oczywiście  w  psycho-

logii psychofizycznej. Lecz badacz przyrody nie uświadamia 

sobie,  że  stałym  fundamentem  jego  subiektywnej  przecież 

pracy  myślowej  jest  otaczający  go  świat,  w  którym  żyje, 

że  stale jest on założony jako życiodajna  gleba, jako  pole 
pracy - jedyne pole, na którym jego pytania, jego metody 

myślenia  mają  sens.  I  gdzie  teraz  jest  krytyka  i 

wyjaśnienie  tej  olbrzymiej  części  metody,  która  od  naocz-

nego  świata  otaczającego  prowadzi  do  idealizacji  matema-

tycznych  i  do  interpretacji  tego  świata  jako  bytu  obiekty-

wnego?  Przewroty  Einsteina  dotyczą  wzorów,  w  które  uj-
muje  się  zidealizowaną  i  naiwnie  zobiektywizowanąp/iys/.?. 
Ale  o  tym,  jak  wzory  w  ogóle,  jak  matematyczna  obiekty-

wizacja w ogóle nabiera sensu na podłożu życia i naocznego 

świata  otaczającego,  o  tym  nie  dowiadujemy  się  nic  -  dla-

tego właśnie Einstein wcale nie reformuje tego czasu i tej 

przestrzeni, w których rozgrywa się nasze żywe życie.

 

Matematyczne  przyrodoznawstwo  jest  cudowną  tech-

niką dokonywania indukcji  o takiej  efektywności i o takim 

prawdopodobieństwie,  dokładności  i  wyliczalności,  o  ja-
kich  przedtem  nikt  nawet  nie  miał  pojęcia.  Co  się  jednak 

tyczy  racjonalności  jego  metod  i  teorii,  to  jest  ona  całko-

wicie  relatywna.  Zakłada  taki  zespół  fundamentalnych 

przesłanek, który sam zupełnie pozbawiony jest rzeczywistej 

racjonalności.  Ponieważ  zaś  nauka  w  swej  tematyce 

zapomina  o  naocznym  świecie  otaczającym,  o  tym  świecie 

subiektywnym  jedynie,  zapomina  również  o  pracującym 

nad nią podmiocie i naukowiec sam nigdy nie staje się dla 

niej tematem. (Z tego więc punktu widzenia racjonalność

 

45

 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa...

 

nauk  ścisłych  stoi  na  równi  z  racjonalnością  egipskich  pi-
ramid.)

 

Faktem jest, że już od Kanta dysponujemy niezależną teorią 

poznania, która ze swymi roszczeniami do właściwej  naukom 

przyrodniczym  ścisłości  chce  być  podstawową  ogólną 

nauką  o  duchu.  Ale  nasza  nadzieja  na  rzeczywistą 
racjonalność,  tj.  na  rzeczywistą  naoczną  zrozumiałość,  jak 

zwykle  zawodzi.  Psychologowie  wcale  nie  zauważają,  że  w 

tematyce  swej  nie  docierają  ani  do  siebie  samych  jako 

twórców  tej  nauki,  ani  też  do  otaczającego  ich  świata,  w 

którym żyją. Nie zauważają, że z konieczności zakładają już z 

góry  siebie  samych  jako  ludzi  żyjących  we  wspólnocie  w 

otaczającym  ich  świecie  i  w  czasie  historycznym;  [czynią  to 

założenie]  już  przez  to,  że  zmierzają  do  prawdy  samej  w 

sobie  jako  do  prawdy  ważnej  dla  każdego  w  ogóle.  Z 

powodu tego obiektywizmu dusza, która przecież zawsze jest 

jakimś działającym i doznającym Ja, nie może wcale stać się 

tematem  psychologii  w  przysługującym  jej  z  istoty  sensie. 
Psychologia  może  obiektywizować  przeżycia  wartościujące  i 

przeżycia  wolitywne,  wiążąc  je  z  fizykalnie  pojmowanymi 

żywymi  ciałami,  może  badać  je  indukcyjnie,  ale  czy  można 

robić  to  także  z  celami,  wartościami,  normami,  czy  może 

uczynić tematem rozum, choćby jako „dyspozycję"? Całkiem 

przeoczono,  że  obiektywizm  jako  rzetelne  osiągnięcie 

badacza  kierującego  się  prawdziwymi  normami  zakłada 

właśnie te normy, że nie może on przeto być wywiedziony z 

faktów, gdyż fakty te są tu już pomyślane jako prawdy, a nie 
jako urojenia. Oczywiście, te wszystkie trudności dały się już 

odczuć,  dlatego  też  rozgorzał  spór  o  psychologizm.  Ale 

odrzucając  psychologiczne  uzasadnienie  norm,  przede 
wszystkim norm prawdy samej w sobie, nie osiąga się jeszcze 
niczego.  Poczucie  konieczności  reformy  całej  nowożytnej 

psychologii staje się coraz bardziej powszechne, ale jeszcze nie 

rozumie  się,  że  zawiodła  ona  właśnie  przez  swój 

obiektywizm, że w ogóle nie

 

dociera  ona  do  własnej  istoty  ducha,  że  dokonywana  przez 

nią  izolacja  obiektywnie  pomyślanej  duszy  i  psychofizy-
czna  dezinterpretacja  bycia-we-wspólnocie  są  czymś  zgoła 

opacznym.  Z  pewnością  jej  praca  nie  była  daremna,  psy-

chologia  odkryła  wiele  również  praktycznie  wartościo-

wych,  empirycznych  reguł.  Ale  jest  ona  rzeczywistą  psy-

chologią w równie małym stopniu, jak statystyka przekonań 

moralnych  z  jej  nie  mniej  wartościowymi  poznaniami  jest 

rzeczywistą nauką o moralności.

 

W  naszych  czasach  wszędzie  ujawnia  się  paląca  po-

trzeba  zrozumienia  ducha  i  już  prawie  nie  do  zniesienia 

stała  się  niejasność  metodycznego  i  rzeczowego  stosunku 

między  naukami  przyrodniczymi  a  humanistycznymi.  Dil-

they,  jeden  z  największych  uczonych  w  naukach  humani-

stycznych,  poświęcił  całą  energię  swego  życia  wyjaśnieniu 

stosunku  przyrody  i  ducha,  wyjaśnieniu  dzieła  (Leistung) 
psychologii  psychofizycznej,  którą,  jak  sądził,  należałoby 

uzupełnić nową psychologią, opisową i analityczną. Wysiłki 

Windelbanda  i  Rickerta  nie  przyniosły,  niestety,  upra-

gnionego  wglądu.  Również  oni  pozostają,  jak  wszyscy,  w 

okowach  obiektywizmu,  a  cóż  tu  mówić  o  nowych  reforma-

torach  psychologii,  wierzących,  że  wszystkiemu  winien  jest 

panujący  od  dawna  przesąd  atomizmu  i  że  wraz  z  psycho-

logią  holistyczną  nadejdą  nowe  czasy.  Żadna  poprawa  nie 

będzie  tu  jednak  możliwa,  dopóki  nie  przejrzy  się  całej 
naiwności  obiektywizmu,  który  wyrósł  z  naturalnego  na-

stawienia  na  otaczający  świat,  i  dopóki  nie  utoruje  sobie 

drogi poznanie, że opaczne jest dualistyczne ujęcie świata, w 

którym przyroda i duch uchodzą za realności  mające  taki 

sam sens, choć przyczynowo nadbudowane jedna nad drugą. 

Z  całą  powagą  twierdzę:  nigdy  nie  istniała  i  nigdy  nie 

będzie istniała obiektywna nauka o duchu, obiektywna teoria 
psychiki  -  obiektywna  w  tym  sensie,  że  przyznawałaby 

duszom  i  wspólnotom  osobowym  istnienie  w  formach 
czasoprzestrzeni.

 

47

 

Edmund Husserl

 

46 

background image

 

Kryzys europejskiego człowieczeństwa... 

 

 

D u c h ,   a  n a w e t   t y l k o   d u c h ,   i s t n i e j e   w  s o b i e  

s a m y m   i  d l a   s i e b i e   s a m e g o ,   j e s t   s a m o d z i e l n y   i 
w t e j   s a m o d z i e l n o ś c i  i t y l k o  w n i e j   m o ż e   b y ć  
p o t r a k t o w a n y  n a p r a w d ę  r a c j o n a l n i e ,  nap r a w d ę  
i  od  p o d s t a w   n a u k o w o .   Co  się  natomiast  tyczy 
przyrody  w  jej  przyrodoznawczej  prawdzie,  jest  ona  tylko 
pozornie  samodzielna  i  tylko  pozornie  poznawana  jest 
racjonalnie  i  dla  siebie  w  naukach  przyrodniczych. 

Albowiem  prawdziwa  przyroda  we  właściwym  jej  sensie,  w 

sensie  nauk  przyrodniczych,  jest  wytworem  badającego 

przyrodę  ducha,  zakłada  zatem  już  naukę  o  duchu.  Duch  z 

istoty  swej  zdolny  jest  do  tego,  by  dokonywać  samopo-
znania, a jako duch naukowy - samopoznania naukowego, i to 

w  sposób  powtarzalny.  Tylko  w  czystym  poznaniu 
humanistycznym  naukowiec  wolny  jest  od  zarzutu  skrywania 

przed sobą swej własnej działalności. Dlatego też opaczna jest 

walka  humanistyki  o  równouprawnienie  z  przyro-

doznawstwem.  O  ile  uznaje  ona  obiektywność  przyrodoz-

nawstwa za samodzielność, sama popada w obiektywizm, ale 

tej  humanistyce,  która  faktycznie  istnieje,  podzielonej  na 

różnorakie  dyscypliny,  brak  jest  racjonalności  ostatecznej, 

rzeczywistej,  takiej,  która  możliwa  jest  tylko  dzięki 

światopoglądowi  duchowemu.  Ten  występujący  po  obu 
stronach  brak  rzetelnej  racjonalności  jest  źródłem  dziś  już 

nieznośnego  dla  człowieka  braku  jasności  co  do  własnej 

egzystencji  i  własnych  nieskończonych  zadań.  Wszystkie  te 

zadania  są  nierozerwalnie  zjednoczone  w  jednym:  D u c h  

b ę d z i e   m ó g ł   u c z y n i ć   s o b i e   z a d o ś ć   dop i e r o  
w t e d y ,   g d y   p r z e s t a n i e   n a i w n i e   z w r a c a ć   s i ę   na 

z e w n ą t r z ,   p o w r ó c i   do  s i e b i e   s a m e g o   i  t y l k o  
p r z y  s o b i e  s a m y m  p o z o s t a n i e .

 

Jak  jednak  doszło  do  początku  takiej  autorefleksji? 

Początek  dopóty  nie  był  możliwy,  dopóki  teren opanowany 

był  przez  sensualizm,  albo  lepiej,  przez  psychologizm  da-

nych, przez psychologię tabula rasa. Dopiero gdy Brentano

 

zaczai  domagać  się  psychologii  jako  nauki  o  przeżyciach 

intencjonalnych, pojawił się impuls, który mógł poprowadzić 
dalej, jakkolwiek sam  Brentano nie przezwyciężył jeszcze 
obiektywizmu 

psychologicznego 

naturalizmu. 

Wypracowanie  rzeczywistej  metody  uchwytywania  podsta-

wowej  istoty  ducha  w  jego  intencjonalnościach  i  konsek-

wentnego rozbudowywania w nieskończoność analizy ducha 

doprowadziło 

do 

transcendentalnej 

fenomenologii. 

Przezwycięża  ona  obiektywizm  naturalistyczny  i  w  ogóle 

każdy obiektywizm w jedyny możliwy sposób, a mianowicie 

przez  to,  że  filozofujący  punktem  wyjścia  czyni  swe  Ja, 

rozpatrywane  wyłącznie  w  jego  funkcji  uznawania  tego 
wszystkiego,  co  ma  dlań  moc  obowiązującą,  i  poddaje  to 

czysto  teoretycznej  obserwacji.  W  tym  nastawieniu  udało 

się  zbudować  absolutnie  samodzielną  naukę  o  duchu  w 
formie  konsekwentnego  samozrozumienia  i  zrozumienia 

świata  jako  dokonania  duchowego.  Duch  nie  jest  tutaj 
duchem  w  przyrodzie  albo  obok  niej,  lecz  to  przyroda 

sama przeniesiona zostaje do sfery ducha. Także Ja nie jest 

już teraz izolowaną rzeczą obok innych podobnych rzeczy 

w  danym  z  góry  świecie;  w  ogóle  traktowane  poważnie 

zewnętrzne  istnienie  obok  siebie  podmiotowych  osób 

ustępuje  na  rzecz  wewnętrznego  splecenia  i  wzajemnego 
bycia dla siebie.

 

O tym wszystkim nie  sposób tu  mówić, żaden  wykład 

tego  nie  wyczerpie.  Mam  nadzieję,  że  pokazałem,  iż  nie 

odnawiam  tu  starego  racjonalizmu,  będącego  niedorzecz-
nym  naturalizmem,  w  ogóle  niezdolnym  do  uchwycenia 

najżywiej  nas  obchodzących  problemów  ducha.  Ratio,  

której  teraz  jest  mowa,  nie  jest  niczym  innym  jak  rzeczy-

wiście  uniwersalnym  i  rzeczywiście  radykalnym  samozro-
zumieniem  ducha  w  formie  uniwersalnej,  odpowiedzialnej 

nauki, uprawianej w zupełnie nowym modus naukowości, w 

którym  jest  miejsce  dla  wszelkich  dających  się  pomyśleć 

pytań, pytań o byt i pytań o normę, pytań o tak zwaną

 

Edmund Husserl 

49 

48 

background image

 

Edmund Husserl 

egzystencję. Jestem przekonany, że intencjonalna fenomenologia 
po  raz  pierwszy  uczyniła  ducha  jako  takiego  polem 

systematycznego doświadczenia i nauki, a przez to spowodowała 

całkowite  przestawienie  zadania  poznania.  Uniwersalność 
ducha  absolutnego  obejmuje  wszelki  byt  w  absolutnej 

historyczności, do której przyroda włącza się jako dzieło ducha. 
Dopiero  intencjonalna,  i  to  transcendentalna  fenomenologia 

przyniosła  światło  -  dzięki  swemu  punktowi  wyjścia  i  dzięki 

swym  metodom.  Dopiero  dzięki  niej  można  zrozumieć,  i  to  w 

najgłębszych 

podstawach, 

czym 

jest 

naturalistyczny 

obiektywizm,  a  w  szczególności  to,  że  psychologia,  właśnie  z 

powodu  swego  naturalizmu,  w  ogóle  nie  mogła  napotkać 

problemu  sprawczości  -  radykalnego  i  właściwego  problemu 

życia duchowego.

 

III

 

Podsumujmy  teraz  nasze  wywody:  dokumentujący  się  w 

niezliczonych  symptomach  rozkładu  życia  „kryzys  euro-

pejskiego sposobu istnienia", o którym tak powszechnie się 

dziś  rozprawia,  nie  jest  wcale  ciemnym  zrządzeniem  losu, 

nie  jest  nieprzeniknionym  fatum,  lecz  staje  się  zrozumiały  i 

przejrzysty  na  tle  dającej  się  filozoficznie  odsłonić 
t e l e o l o g i i   d z i e j ó w   E u r o p y .   Założeniem  tego  zro-

zumienia  jest  jednak  to,  że  najpierw  uchwycony  zostanie 

fenomen  „Europa"  w  swym  centralnym  rdzeniu  istotnoś-

ciowym.  By  pojąć  całe  zwyrodnienie  obecnego  „kryzysu", 

trzeba  było  wypracować  p o j ę c i e   „E uro p a"  jako  hi-

s t o r y c z n ą   t el e o l o gi ę   n i e s k o ń c z o n y c h   cel ó w  
r o z u m u ,   trzeba  było  pokazać,  jak  europejski  „świat" 

narodził  się  z  idei  rozumu,  tzn.  z  ducha  filozofii.  Można 

było  wtedy  wyraźnie  zobaczyć  „kryzys"  jako  p o z o r n e  
f i a s k o   r a c j o n a l i z m u .   Podstawy  tego  niepowodzenia 

racjonalnej kultury nie leżą jednak - jak powiedziano -

 

 

 

Kryzys europejskiego czlowieczeństwa... 

w  istocie  samego  racjonalizmu,  lecz  tylko  w  jego  uze-

wnętrznieniu,  w  uwikłaniu  się  w  „naturalizm"  i  „obiekty-
wizm".

 

Istnieją  tylko  dwa  wyjścia  z  kryzysu  europejskiego  spo-

sobu  istnienia:  upadek  Europy  przez  wyobcowanie  ze 

swego własnego racjonalnego sensu życiowego, popadniecie 

we  wrogość  wobec  ducha  i  barbarzyństwo,  albo  też 
odrodzenie  Europy  z  ducha  filozofii  przez  heroizm  rozumu 

przezwyciężającego  ostatecznie  naturalizm.  Największym 

niebezpieczeństwem  dla  Europy  jest  zmęczenie.  Jeżeli 

jako  „dobrzy  Europejczycy"  będziemy  walczyć  z  tym  nie-

bezpieczeństwem  nad  niebezpieczeństwami  z  takim  mę-

stwem,  które  nie  lęka  się  również  walki  nieskończonej,  to 

wtedy  z  niszczącego  pożaru  niewiary,  z  wezbranego  ognia 

zwątpienia  w  ogólnoludzkie  posłannictwo  Zachodu,  z  po-

piołów  wielkiego  zmęczenia  powstanie  Feniks  nowego 

uduchowienia i skierowania życia ku wnętrzu, jako rękojmia 

wielkiej i odległej przyszłości człowieka, gdyż tylko duch 

jest nieśmiertelny.

 

51 

background image

 

DODATKI

 

background image

 

NAUKA 

RZECZACH 

REALNYCH 

IDEALIZACJA

.

 

MATEMATYZACJA PRZYRODY

 

Nauka  powstała  z  filozofii  greckiej  wraz  z  odkryciem 

idei  oraz  poprzez  idee  określającej  ścisłej  nauki.  Doprowa-

dziła  do  wykształcenia  się  czystej  matematyki  jako  czystej 

nauki  o  ideach,  nauki  o  możliwych  przedmiotach  w  ogóle 

jako  określonych  przez  idee.  Stanął  przed  nią  problem 

tego,  co  istnieje,  jako  istniejącego  w  sobie  samym  czegoś 

realnego, istniejącego w sobie samym wobec różnorodności 

subiektywnych  sposobów  dania  każdorazowego  podmiotu 

poznającego; pytanie o przepływ stającego się bytu  oraz o 

warunki  możliwości  identyczności  bytu  w  jego  stawaniu 

się,  określalności  czegoś  istniejącego  realnie  jako 

określalności  ciągłego  szeregu  naocznego  poprzez  mate-

matyzację  kontinuów.  Wszystko  to  zaś  niezależnie  od  przy-

padkowej  subiektywności,  co  zrazu  znaczyło  niezależnie 

od przypadkowości aktualnej zmysłowości.

 

Konieczność  rozwiązania  tych  problemów  w  toku  roz-

woju  doprowadziła  do  w y k s z t a ł c e n i a   się  l o g i k i  
b y t u   j a k o   l o g i k i   r e a l n o ś c i ,   zrazu  mianowicie  real-

ności przyrodniczej, oraz logiki apof antyczne j jako formalnej 

logiki określania predykatywnego.

 

Co się tyczy tej ostatniej, to ma ona do czynienia z tym, 

co  w  ogóle  istnieje,  jako  z  identycznymi  substratamjL 

identycznych  określeń;  następnie  ma  ona  do  czynienia  z 

różnorodnością form sądzenia i form substratów jako okre-

 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja

 

 

 

sianych  oraz  z  formami  predykatów  w  określaniu  i  z  nale-
żącymi  do  określania  możliwościami  określania  hipotetycz-
nego,  dysjunktywnego,  z  odmianami  modalnymi  itd.  Coś 
identycznego  jest  korelatem  identyfikowania,  określanie 
jest sądzeniem, coś określonego jako takie jest korelatem

 

sądzenia.

 

Tutaj należą także normy możliwych sądów, które mają móc 

być prawdami, jako normy możliwych dróg wywodzenia przez 
wnioskowanie,  wynikania  prawd  z  prawd  (pośredniego 
wytwarzania  prawd)  względnie  osiągania  prawd  hi-
potetycznych  z  hipotetycznie  przyjmowanych  przesłanek 
(prawd  przyjmowanych  na  próbę,  hipotez);  następnie  ro-
zważanie form myśli, form możliwych wytworów myślowych, 
możliwych  form  sposobów  wytwarzania  lub  myśli  o 
wytwarzaniu w drodze wynikania oraz krytyka myśli stosownie 
do  możliwych  form  myśli  prawdziwych;  również  problem 
identyczności  .„przedmiotu",  tego,  co  „domniemane",  w 
przechodzeniu  do  oczywistości.  W  oczywistości  zaś  ogólnie 
poznawane są konieczności należące do możliwego utrzymania 
identyczności,  podczas  gdy  to,  co  identyczne,  podlega  tylko 
tym  zmianom,  które  utrzymują  jego  identyczność. 
Dochodzimy  tu  do  identyczności  form  myśli  przenikających 
wszystkie  określenia,  które  nie  zrywają  jeszcze  identyczności 
określanych przedmiotów.

 

Przeciw  pierwszym  zalążkom  rozwoju  nauki  występuje 

sceptyczna  krytyka  nauki  i  wszelkich  praktycznych  norm 
pretendujących  do  obiektywnej  ważności.  Reakcją  jest  so-
kratejskie  odwołanie  się  do  oczywistości,  mianowicie  uja-
śnianie  sobie  na  przykładach  pól  czystych  możliwości,  swo-
bodne  przebieganie  odmian  zachowujące  identyczność 
sensu,  identyczność  przedmiotu  jako  substratu  określania, 
oraz  pozwalające  dostrzec  tę  identyczność.  Temu  przebie-
ganiu  odmian  przeciwstawia  się  inne,  zrywające  identycz-
ność.  Przebieganie  odmian  dokonuje  się  w  przejściu  do 
dziedziny czystego „w ogóle", do ogólnych form możliwo-

 

ści  oraz  do  przynależnych  tu  istotowych  możliwości  i  isto-
towych  niemożliwości.  Stąd  wyrastają  normatywne  pojęcia 
dobra,  piękna,  prawdziwie  dobrego  polityka,  rzetelnego 
sędziego,  prawdziwego  honoru,  prawdziwej  dzielności  i 
sprawiedliwości, a także podstawowe pojęcia samej krytyki: 
prawo, bezprawie, prawdziwy, fałszywy itp.

 

Tak  oto  sceptycyzm  zmusza  nas  do  krytyki  krytyki  scep-

tycznej  ,  ponieważ  zaś  krytyka  ta  w  ogólności  dotyczy  mo-
żliwości  prawdy  i  poznawalnego  bytu,  przymusza  ona  do 
radykalnego  rozważenia  warunków  możliwej  prawdy  i  mo-
żliwego  bytu  oraz  do  uznania,  że  prawdę  i  byt  zapewnić 
sobie  możemy  nie  przy  pomocy  niejasnego  myślenia  i  mó-
wienia,  lecz  tylko  przy  pomocy  oczywistości,  myślenia 
ukierunkowanego na dokonujące się w oczywistości wykazanie 
możliwego  bytu.  Nie  wolno  mi  pozwalać  sobie  na  pustą 
gadaninę, nie wolno mi zdawać się na nieostre pojęcia tradycji 
i  osady  pasywnie  tworzących  się  residuów  doświadczeń, 
analogii itd., lecz w samodzielnym myśleniu muszę czerpać 
me  pojęcia  z  czystej  intuicji,  wtedy  zaś  zyskuję  czyste 
prawdy,  powołane  do  tego,  by  stanowić  normę.  Każda 
prawda  zaczerpnięta  z  czystej  oczywistości  jest  rzetelną 
prawdą  i  jest  normą.  Z  drugiej  strony  nie  musi  ona 
bynajmniej  sama  zawierać  w  sobie  pojęcia  normy,  tzn. 
żadnej  z  wielorakich  postaci  „rzetelnie",  „słusznie",  które 
same,  ujęte  myślowo,  prowadzą  do  pojęć  i  predykatywnych 
wypowiedzi  o  rzetelności  i  o  prawdziwości;  wypowiedzi  te 
same muszą być zaczerpnięte z oczywistości, same muszą być 
prawdziwe, a mogą być fałszywe.

 

Nauka  nie  jest  naiwnym  poznaniem  wiedzionym  zain-

teresowaniem  teoretycznym,  lecz  odtąd  do  jej  istoty  należy 
pewna  krytyka  -  krytyka  zasadnicza,  krytyka  uprawoma-
cniająca  na  podstawie  „zasad"  każdy  krok  poznawczego 
działania, na każdym kroku wprowadzająca świadomość, że 
w  ogóle  krok  o  takiej  formie  jest z  konieczności  słuszny,  że 
tak oto droga poznawczego uzasadniania, przechodzę-

 

Edmund Husserl 

57 

56 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja

 

 

 

nią  od  tego,  co  uzasadnia  do  tego,  co  przezeń  uzasadniane, 
jest  drogą  słuszną  i  zmierzającą  do  celu,  a  tym  samym,  że 
poznanie jest poznaniem rzetelnym, że poznany byt nie jest 
tylko bytem domniemanym, lecz w ścisłym sensie poznanym, 

prawdziwym  bytem  samym,  wykazującym  w  poznaniu  swe 
uprawnienie. Najpierw dotyczy to tylko poznania aktualnego, 
którego  postęp  przeniknięty  jest  przez  oczywistość.  Nauka 
jednakże posługuje się wynikami poznawczymi osiągniętymi 
we  wcześniejszych  poznaniach.  Wprowadzana  przez  nią 
świadomość  normy  oznacza  wtedy  odsyłającą  do 
wcześniejszego  uzasadnienia  świadomość  realnej  zdolności 
powtórzenia uzasadnienia, sprowadzenia przeświadczenia o 
prawomocności 

do 

jego 

źródła 

ponownego 

uprawomocnienia go.

 

Co  dala  tu  epoka  starożytna  i  ku  czemu  utorowała  w 

ten sposób drogę? Po części zalążkowe rudymenty i impulsy, 
po części fragmenty rzeczywiście zapoczątkowanej nauki.

 

Droga,  którą  wskazała,  jest  drogą  wykształcenia  takiej 

oto naczelnej zasady oczywistości ogólnej i zasadniczej:

 

W  wyniku  doświadczenia  jednostkowego,  doświadczenia 

indywidualnego konkretnego bytu (Daseins) nie otrzymujemy 
wypowiedzi,  którą  można  by  obiektywnie  uprawomocnić. 
Jak  jednakże  mogą  wtedy  w  ogóle  obowiązywać 
jednostkowe sądy o faktach? Jak w ogóle d o ś w i a d c z a n y  
świat  może  naprawdę  być?  Byt  okazuje  się  idealnym 
biegunem  wobec  „nieskończoności"  oczywistości  pre-
sumptywnych,  związanych  z  danymi  w  sposób  oczywisty 
odcieniami  sensu  („stronami",  przejawami),  w  których 

przybiera różne odcienie oczywiście to samo, lecz w każdym 
skończonym odcinku jest tylko presumptywnie, choć jest to 
presumpcja uprawniona

1

. Realna prawda jest kore-

 

1

  Lecz  tutaj  wciąż  ma  się  na  uwadze  tylko  przyrodę,  a  przy  tym  w 

odniesieniu do świata jako fundamentalną zakłada się taką ideę realności, 

latem  realnego  bytu,  i  tak  jak  realny  byt  jest  nieskończenie 

odległą ideą, ideą bieguna systematycznych nieskończoności 

przejawów,  „doświadczeń"  w  stale  prawomocnej  pre-

sumpcji,  tak  też  i  realna  prawda  jest  nieskończenie  odległą 

ideą,  tym,  co  identyczne  w  zgodności  sądów  doświadcze-

niowych;  w  każdym  z  nich  prawda  „przejawia  się",  jest 

prawomocnie  subiektywnie  dana.  Nieskończenie  odległą 

ideę  można  a  priori  określić  zgodnie  z  czystą  formą  ogól-

ności zawierającą w sobie wszystkie możliwości, i stosownie 

do  niej  na  podstawie  skończonego,  zamkniętego  cało-

ściowego  doświadczenia  (tzn.  na  podstawie  jego  względnie 

„zamkniętego  przejawu",  na  podstawie  tego,  co  w  sensie 

zmysłowych  rzeczy  określone,  na  podstawie  zmysłowych 

predykatów  doświadczeniowych)  można  skonstruować  an-

tycypację  odpowiedniej  tkwiącej  w  niej  idei  postulowanej 

przez to doświadczenie.

 

W  formie idei  czegoś realnego  zawarte są j ednostronne, 

cząstkowe idee, tak jak w pełnej prawdzie określającej to, 
co istnieje (ogół przysługujących mu, określających je jako 

ono  samo  orzeczników),  zawarta  jest  różnorodność 
poszczególnych  predykatywnych  określeń,  które  w  innych 
kierunkach  pozostawiają  to,  co  istnieje,  nieokreślonym. 
Ponieważ  każde  doświadczenie  a  priori  może  zawierać  ele-
menty niezgodności, usuwane w toku dalszego doświadczenia 
i  w  ich  syntezie,  to  określenie  uzyskiwanej  na  jego 

podstawie  idei  może  być  nie  tylko  jednostronne,  lecz  także 
częściowo  fałszywe,  jakkolwiek  naprawdę  postulowane 
przez  owo  dotychczasowe  doświadczenie.  Do  samej  idei 
tego,  co  realne  oraz  do  jej  czystej  formy  korelatywnie 
przynależy  nieskończony  system  doświadczeń  tworzących 
system czystej zgodności (w drodze ciągłego usuwania

 

której korelatem jest idea prawdy samej w sobie, idea prawdy dającej się 

empirycznie  skonstruować,  choćby  nawet  miała  to  być  prawda  w 

dowolnym przybliżeniu. 

Edmund Husserl 

59 

58 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja

 

 

 

nią od tego, co uzasadnia do tego, co przezeń uzasadniane, jest 
drogą  słuszną  i  zmierzającą  do  celu,  a  tym  samym,  że 
poznanie  jest  poznaniem  rzetelnym,  że  poznany  byt  nie  jest 
tylko  bytem  domniemanym,  lecz  w  ścisłym  sensie  poznanym, 

prawdziwym  bytem  samym,  wykazującym  w  poznaniu  swe 
uprawnienie.  Najpierw  dotyczy  to  tylko  poznania  aktualnego, 
którego  postęp  przeniknięty  jest  przez  oczywistość.  Nauka 
jednakże  posługuje  się  wynikami  poznawczymi  osiągniętymi 
we  wcześniejszych  poznaniach.  Wprowadzana  przez  nią 
świadomość  normy  oznacza  wtedy  odsyłaj  ącą  do 

wcześniejszego  uzasadnienia  świadomość  realnej  zdolności 
powtórzenia  uzasadnienia,  sprowadzenia  przeświadczenia  o 
prawomocności do jego źródła i ponownego uprawomocnienia 
go.

 

Co  dała  tu  epoka  starożytna  i  ku  czemu  utorowała  w 

ten sposób drogę? Po części zalążkowe rudymenty i impulsy, 
po części fragmenty rzeczywiście zapoczątkowanej nauki.

 

Droga,  którą  wskazała,  jest  drogą  wykształcenia  takiej 

oto naczelnej zasady oczywistości ogólnej i zasadniczej:

 

W  wyniku  doświadczenia  jednostkowego,  doświadczenia 

indywidualnego konkretnego bytu (Daseins) nie otrzymujemy 
wypowiedzi,  którą  można  by  obiektywnie  uprawomocnić. 
Jak  jednakże  mogą  wtedy  w  ogóle  obowiązywać 
jednostkowe sądy o faktach? Jak w ogóle d o św i a d c z a n y  
świat  może  naprawdę  być?  Byt  okazuje  się  idealnym 
biegunem  wobec  „nieskończoności"  oczywistości  pre-
sumptywnych,  związanych  z  danymi  w  sposób  oczywisty 
odcieniami  sensu  („stronami",  przejawami),  w  których 

przybiera różne odcienie oczywiście to samo, lecz w każdym 
skończonym odcinku jest tylko presumptywnie, choć jest to 
presumpcja uprawniona

1

. Realna prawda jest kore-

 

1

  Lecz  tutaj  wciąż  ma  się  na  uwadze  tylko  przyrodę,  a  przy  tym  w 

odniesieniu do świata jako fundamentalną zakłada się taką ideę realności, 

latem realnego bytu, i tak jak realny  byt jest nieskończenie 

odległą ideą, ideą bieguna systematycznych nieskończoności 

przejawów,  „doświadczeń"  w  stale  prawomocnej  pre-
sumpcji,  tak  też  i  realna  prawda  jest  nieskończenie  odległą 

ideą,  tym,  co  identyczne  w  zgodności  sądów  doświadcze-

niowych;  w  każdym  z  nich  prawda  „przejawia  się",  jest 

prawomocnie  subiektywnie  dana.  Nieskończenie  odległą 

ideę  można  a  priori  określić  zgodnie  z  czystą  formą  ogól-

ności zawierającą w sobie wszystkie możliwości, i stosownie 

do  niej  na  podstawie  skończonego,  zamkniętego  cało-

ściowego  doświadczenia  (tzn.  na  podstawie  jego  względnie 

„zamkniętego  przejawu",  na  podstawie  tego,  co  w  sensie 

zmysłowych  rzeczy  określone,  na  podstawie  zmysłowych 

predykatów  doświadczeniowych)  można  skonstruować  an-

tycypację  odpowiedniej  tkwiącej  w  niej  idei  postulowanej 

przez to doświadczenie.

 

W formie idei czegoś realnego  zawarte  są j ednostronne, 

cząstkowe idee, tak jak w pełnej prawdzie określającej to, 
co istnieje (ogół przysługujących mu, określających je jako 
ono  samo  orzeczników),  zawarta  jest  różnorodność 
poszczególnych  predykatywnych  określeń,  które  w  innych 
kierunkach  pozostawiają  to,  co  istnieje,  nieokreślonym. 

Ponieważ  każde  doświadczenie  a  priori  może  zawierać  ele-
menty niezgodności, usuwane w toku dalszego doświadczenia 
i  w  ich  syntezie,  to  określenie  uzyskiwanej  na  jego 
podstawie  idei  może  być  nie  tylko  jednostronne,  lecz  także 
częściowo  fałszywe,  jakkolwiek  naprawdę  postulowane 
przez  owo  dotychczasowe  doświadczenie.  Do  samej  idei 
tego,  co  realne  oraz  do  jej  czystej  formy  korelatywnie 
przynależy  nieskończony  system  doświadczeń  tworzących 
system czystej zgodności (w drodze ciągłego usuwania

 

której korelatem jest idea prawdy samej w sobie, idea prawdy dającej się 

empirycznie  skonstruować,  choćby  nawet  miała  to  być  prawda  w 

dowolnym przybliżeniu. 

Edmund Husseii 

59 

58 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja 

 

 

wszystkiego,  co  doświadczone  w  sposób  niezgodny,  przy 
dopasowaniu  do  tego,  co  się  zgadza)  i  mających  charakter 
czegoś  doświadczonego.  Wtedy  zaś  do  każdego  doświad-
czenia  lub  do  stosownie  ograniczonego  doświadczenia  
priori  
należy  właściwa  mu  (als  zugehorige)  idea,  która 
wszakże  nigdy  nie  jest  ideą  ostateczną,  lecz  tylko  jej  zaczą-
tkiem  (Anhieb),  w  pewnym  sensie  przedstawieniem  idei 
nieskończenie  odległej  i  nieosiągalnej  -  z  tej  ostatniej  dana 
jest  tylko  forma,  będąca  absolutną  normą  wszelkiego  kon-
struowania takich zaczątków.

 

Jasne  pokazanie  tego  wszystkiego  oraz  apioryczne  na-

szkicowanie  formy  możliwego  względnie  prawdziwego,  a 
dla  każdego  stanu  doświadczenia  względnie  koniecznego 
określenia tego, co samo w sobie prawdziwe w przyrodzie - 
oto  teoria  nauk  przyrodniczych;  jako  metoda  -  teoria 
metody nauk przyrodniczych. Należy tu wszakże rozróżnić

 

dwie sprawy:

 

1.  Ontologia  przyrody  „samej  w  sobie":  element  konie-

czności  w  przyrodzie  w  ogóle,  konieczna  forma,  idealna 
istota  przyrody  oraz  konieczne  formy  określeń  wszelkiego 
przedmiotu  jednostkowego,  który  idealiter  i  „sam  w  sobie" 
może  należeć  do  przyrody.  Takie  rozważanie  c z y s t e j  
i d e i   dokonywane  jest  w  naukach  o  czystej  matematyce 
przyrody.

 

2.  Aprioryczna  metodologia  możliwego  poznania  przy-

rody  samej  w  sobie  w  prawdach  samych  w  sobie:  Jeśli 
zamiast czystej przyrody jako idei (jako idei matematycznej, 

nadzmysłowej)  pomyślimy  sobie  p r z y r o d ę   j a k o  

d o ś w i a d c z a n ą   przez  doświadczające  istoty  albo  jeśli 

przyrodę  matematyczną  potraktujemy  jako  idealny  „byt 

sam  w  sobie"  [w  stosunku  do]  doświadczeń  przyrody  (on-

tycznie:  zmysłowo  naocznych  przyród),  wówczas  będziemy 
mieli  i n n ą   c z y s t ą   i d e ę .   Uzyskujemy  wtedy  naukę  o 

możliwości  poznania  przyrody  samej  w  sobie  na  podstawie 

doświadczenia przyrody, a to jest aprioryczna nauka o

 

możliwości  matematycznej  nauki  przyrodniczej  lub  też 

nauka  o  właściwej  naukom  przyrodniczym  metodzie  okre-

ślania przyrody na podstawie danych doświadczenia.

 

Wprowadźmy  tu  ograniczenie:  za  doświadczenie  uzna-

jemy  tylko  „doświadczenie  normalne",  normalną  zmysło-

wość  i  odniesienie  do  normalnego  „rozumu".  Jak  na  pod-
stawie  normalnych  przejawów  można  określić  matematy-

czną prawdziwą przyrodę? Dokonuje się to dzięki metodzie 

uściślania  kontinuów,  przekształcania  przyczynowości 

zmysłowych  w  przyczynowości  matematyczne  itd.  Dopiero 

wtedy  można  uwzględnić  to,  co  odbiega  od  psychofizycznej 
normy.

 

Lecz  czy  w  ten  sposób  rzeczywiście  można  odróżnić 

a p r i o r y c z n ą   o n t o l o g i ę   p r z y r o d y   od  apriorycznej 
m e t o d o l o g i i   możliwego  określania  przyrody  samej  w 

sobie  na  podstawie  jej  doświadczeń?  Jak  ja,  poznający, 

uzyskuję  apriorycznie  ontologiczne  poznanie  przyrody? 

Żyję  wtedy  w  możliwych  doświadczeniach,  w  możliwych 

spostrzeżeniach  i  w  możliwych  sądach  spostrzeżeniowych. 

Co  należy  do  owego  czegoś  identycznego,  przy  wszystkich 

zmianach zmysłowych sposobów przejawiania się, jeśli one to 

właśnie,  niezależnie  od  tego,  jakie  poza  tym  są,  mają 

zbiegać się ze sobą w zgodności stanowiącej identyczność i 

mają móc umożliwiać identyczne określenia?

 

Nie  każda  z m i a n a   zasobu  zmysłowych  cech  burzy 

identyczność  i  nie  każda  utrzymuje  ją  pod  nazwą  „prze-
m i a n a   p r z e d m i o t   u".  Anormalne  zmiany  przejawów 

nie  są  apercepowane  lub  nie  trzeba  ich  apercepować,  jako 

„przemiany".  Jeśli  zaś  są  tak  apercepowane,  to  następnie 

zostają unieważnione, otrzymując miano „iluzji". Gdy żyję w 

doświadczeniu  (w  jego  apercepcjach,  dzięki  którym  mam 

doświadczenie  jako  zmysłowo  naoczną  realność)  i 

trzymam  się  linii  zgodności,  to  wszelkie  anomalie  zostają 

wykluczone  i  każda  dana  naocznie  przemiana  jest  realną 

przemianą d l a  m n i e  w ramach syntezy moich własnych

 

Edmund Husserl 

60 

61 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja 

 

 

doświadczeń.  Gdy  teraz  nawiązuję  kontakt  z  k i m ś   in-
n y m ,   to  może  się  okazać,  że  odbiega  on  (w  swej  norma-
lności, ale załóżmy że jest on daltonistą) w swych sądach o 
tym,  co  jednakie,  o  różnicach  itd.  ode  mnie,  podczas  gdy 
doświadczamy  tego  samego.  (Może  on  także  mieć  bardziej 
wyostrzone  zmysły  niż  ja,  może  mieć  dobre  oczy,  gdy ja 
mam  gorsze  -  w  przypadku  każdego  człowieka  ulega  to 
zmianom.)  Istnieje  tu  możliwość  nader  różnorodnych,  a 
idealnie  nieskończenie  wielu  różnic,  lecz  także  sprzecz-
ności. Cóż może tu pomóc?

 

Jeśli  spojrzymy  na  rozwiniętą  naukę  przyrodniczą,  to 

odpowiedź  będzie  brzmiała:  Każda  doświadczana  przez 
jednostkowy  podmiot  różnica  zmysłowa  wskazuje  na  pe-
wną  prawdziwą  różnicę,  to,  co  prawdziwe  zaś  określone 
zostaje  przez  pomiar  w  sferze  xoiva.  Różnicom  jakościo-
wym w pewien sposób  krok w  krok towarzyszą z grubsza 
różnice  ilościowe.  W  sferze  ilościowej,  w  dziedzinie  exten-
sio 
znajduje swój wyraz wszystko, co prawdziwe.

 

Z  drugiej  strony  nie  wszystkie  wielkości  i  zależności 

między wielkościami, które dadzą się ilościowo wykazać, są 
dla  mnie  i  dla  każdego  w  taki  sam  sposób  „zauważalne". 
Dzięki  metodom  pomiarowym  mogę  się  przekonać,  że 
obowiązują  pewne  ilościowe  stosunki  i  prawa,  o  których 
wiem  właśnie  tylko  dzięki  metodzie,  że  trwale  zachodzą  i 
obowiązują,  podczas  gdy  przedtem  jestem  zdany  tylko  na 
zmysłowość i „sądy spostrzeżeniowe".

 

Czy nauka przyrodnicza mogłaby dojść do takiego ujęcia 

inaczej  niż  przez  ogólny  namysł  nad  metodą,  jak  wobec 
względności  przejawów  można  określić  owo  coś  prawdzi-
wego,  co  się  w  przejawach  tych  przejawia,  zwłaszcza  zaś 
przez  ogólny  namysł  nad  tym,  jak  w  zmianie  przejawów 
może  ujawniać  się  i  dokumentować  prawdziwy  byt?  Taki 
namysł  jednakże,  przeprowadzony  w  eidetycznej  czystości, 
prowadzi w oczywisty sposób do ontologii przyrody.

 

Możemy  więc  także  powiedzieć:  c z y   m ó g ł b y m  

d o j ś ć   do a p r i o r y c z n e j   o n t o l o g i i   na drodze innej 

niż ta, że uzyskam tę oczywistość:

 

1.    Jeśli  mam  zgodnie  doświadczoną  przyrodę,  jeśli 

utrzymuję  się  w  obrębie  zgodności,  a  zwłaszcza  jakichś 

zgodnie doświadczonych rzeczy lub procesów, i jeśli ja albo 

ktoś inny (o czym przekonuję się porozumiewając się z nim) 

w  dowolnym  innym  przypadku  doświadczyliśmy  tych 
samych rzeczy itd., to możliwość poznania tego, co jest tym 

samym  w  obu  doświadczeniach  z  konieczności  zakłada   

„res    exten sa" ,   czasoprzestrzenny  s z k i e l e t   obu  

kwalifikacji,    identyczność  rozłożenia  kształtu    we 

wspólnym  czasie,  identyczność  następstwa  czasu,  a  tym 

samym      także      przyczynowej      zależności      odpowiednich 

ukształtowań.  Natomiast  zmiana  kwalifikacji  oraz  sądów  o 

kwalifikacjach jest „przypadkowa". W tym sensie, tzn. także 

i  wtedy,  gdy  wynikają  stąd  sprzeczności,  nie  szkodzą  one 

identyczności.  (Również  w  doświadczeniu  samotnym 

identyczność  tego,  co  doświadczone  w  różnych  modisensu,  z 

konieczności  jest  identycznością  „czasoprzestrzennego" 
szkieletu.  Jest  on  tym,  co  koniecznie  identyczne,  koniecznie 

identycznym  zespołem  określeń  we  wszelkich  różnicach 

zmysłowych  „sposobów  przejawiania  się".)  Pierwsze 
uwydatnienie  tego,  co  istotowo,  tzn.  z  konieczności,  przy-

należy  do  owego  identycznego  szkieletu,  doprowadziło  do 

geometrii,    foronomii,    a  mogło  także  doprowadzić  do 

apriorycznej mechaniki, do dyscyplin o możliwych formach 

funkcjonalnych  zależności  przemian,  lub  do  dyscypliny  o 

formach możliwej przyczynowości ilościowej i jej możliwych 
przyczynowych prawach. To, co realne, określone jest samo w 
sobie,  gdy  stale  podlega  nie  tylko  prawom  (a  więc  prawom 

przyczynowym) odnośnie do swej geometrycznej formy, lecz 

także  odnośnie  do  możliwych  przemian  tej  formy.  Coś 

realnego ma realne własności, ma swe empiryczne własności 

przyczynowe.  Ażeby  mogło  istnieć  samo  w  sobie  jako  coś 

identycznego, musi ono mieć

 

Edmund Husserl 

62

 

63

 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja 

 

 

dające  się  empirycznie  poznać  własności  podlegające  iloś-
ciowej przy czy nowości.

 

A zatem: nowa nauka o przyrodzie wyróżnia się tym, że 

wobec zmienności (prawomocnego) zjawiska zmysłowego 

zogniskowała rozważania na tym, co w określonym sensie 

konieczne,  i  poznała,  że  do  tego,  co  konieczne,  należą 

prawa ilościowej przyczynowości.

 

2.  Czymś  dalszym  były  obserwacje  takie  jak  ta:  Słyszę 

pewien dźwięk i widzę wibrujący ruch, dźwięk jest jakościowo 

ten  sam,  niezależnie  od  barwy,  od  zmysłowych  jakości,  ale 

zależnie od siły napięcia, grubości [struny] itd., a więc tylko 

od czynników mierzalnych. To, co ilościowe, nie tylko jest w 

przejawiających się ekstencjonalnych procesach, lecz także jest 

czymś wskazywanym w nich poprzez to, co tylko jakościowe. 

Potem zaś ewentualnie można, j e także wykazać zmysłowo w 

zmysłowych  sposobach  przejawiania  się  (jakoś  „odzianych" 

jakościowo).

 

Odwrotnie: każda jakościowa przemiana, każda jakościowa 

charakterystyka  (Soseiri)  -  jeżeli  jest  to  jakość  należąca  do 
normalnego  przejawu  -  powinna  być  własnością  czegoś 

realnego.  Lecz  „jakość"  (jakość  wtórna)  nie  może 

przysługiwać przedmiotowi samemu w sobie, jest czymś, co 

się może subiektywnie zmieniać, mianowicie dla podmiotów, 

z  których  każdy  doświadcza  odnośną  realność,  każdy  dla 

siebie  w  sposób  zgodny.  Jeżeli  każda  doświadczona  jakość 

ma  zachować  swe  uprawnienie  do  obiektywności,  to  jest  to 

możliwe  jedynie  wtedy,  gdy  wskazuje  ona  coś 
matematycznego,  a  tylko  w  tym  i  w  tamtym  przypadku 

wskazuje  z  różną  doskonałością;  to,  co  ilościowe,  każdy 
musi  móc  metodycznie  osiągnąć  na  podstawie  wskazówek, 
ewentualnie  przy  pomocy  innych  [ludzi],  lecz  to,  co  jako-

ściowe, może określać sam. Wszelki „byt sam w sobie" jest 

zatem  „sam  w  sobie"  matematyczny,  a  wszelkie  prawa 

przyczynowe muszą być prawami matematycznymi. Własności 

realne  są  własnościami  przyczynowymi,  określanymi  na 
gruncie praw przyczynowych.

 

Należałoby tu wszakże rozróżnić dwie rzeczy:

 

1.  Omówione  wyżej  szczegółowo  poznanie,  że  w  zgo-

dnym  doświadczeniu  (jako  zmysłowym  sposobie  przeja-

wiania  się)  trzeba  odróżnić  to,  co  przypadkowe,  i  to,  co 
konieczne, tj. cechy pierwotne, z konieczności przenikające 

wszelkie  doświadczenie  zmysłowe,  i  cechy  specyficzne 

poszczególnym  zmysłom,  wtórne,  a  więc  poznanie,  że 

„wspólne"  cechy  zmysłowe  nie  przypadkowo  są  wspólne, 

lecz z konieczności.

 

2.  To,  co  spostrzeżone,  doświadczone,  jako  takie  jest 

całkowicie  „niejasne",  zawsze  podlega  -  w  zgodnym  do-

świadczeniu  -  istotowemu  prawu  pewnego  wzrostu  dosko-

nałości, który zawsze stanowi idealną możliwość. Zgodnie z 

tym  tę  samą  cechę  mogę  mieć  daną  mniej  albo  bardziej 

„jasno" i jakkolwiek jasno miałbym ją daną, zawsze jeszcze 

możliwy  jest  dalszy  wzrost  tej  jasności.  Zawsze  da  się 

pomyśleć, że to, co jasno uznaję za niezróżnicowane, wraz ze 

wzrostem jasności wykaże różnice, i to zarówno dla mnie, 
jak i intersubiektywnie. Z różnicami jasności kore-latywnie 

związane  są  możliwości  [otwierane  przez]  możność 

przybliżania  się  do  zawsze  zapewne  odsuwającej  się 

doskonałości  absolutnej,  do  prawdziwego  bytu  samego. 

Tak  więc  i  w  odniesieniu  do  stopniowalności  jasności  za-
chowuje  ważność  przyjęty  sposób  mówienia  o  różnych 

„sposobach  przejawiania  się"  tego  samego.  Lecz  za  tym 

kryje  się  idea  identycznego  Samego,  Samego  w  sobie.  Pra-

wdziwe cechy są granicznymi punktami możliwego wzrostu. 
Ponieważ  zaś  tylko  cechy  matematyczne  są  „prawdziwe", 

prawdziwe  matematyczne  cechy  są  matematycznymi 
granicami.

 

Mówiąc  wyraźniej:  w  postępującej  syntezie  doświad-

czenia  cechy  pierwotne,  tak  samo  jak  i  wtórne,  wykazują 

różnice  doskonałości.  Odpowiada  temu  dla  cech  pierwot-

nych  stopniowalność  doskonałości  pomiaru,  przybliżania 

się przez pomiar, oraz dokonującej się na tej podstawie,

 

65 

Edmund Husserl 

64 

background image

 

Nauka 

rzeczach 

realnych 

idealizacja

 

6

 

 

resp.  w  związku  z  tym,  kwantyfikacji  poprzez  pojęcia  ge-
ometryczne i podobne. To prowadzi do granicznej ideali-zacji 

ścisłej  matematyki  przyrody  wraz  z  jej  myślowymi 

określeniami.  Podczas  gdy  cechy  pierwotne  są  intersubiek-' 

tywne, póki w ogóle może dokonywać się zgodna identyfikacja, 

i wykazują tylko tę względność doskonałości i przybliżenia (oraz 

względność  przyczynowości  interrealnej),  cechy  wtórne  są 

względne  w  inny  jeszcze  sposób,  mianowicie  „przypadkowo" 

odniesione są do normalności lub anor-malności doświadczenia, 

a przez to do podmiotów, i zmieniają się wraz z nimi

2

. Granica 

doskonałości  cech  wtórnych  nie  jest  przy  tym  mierzalna,  w 

ogóle  da  się  ją  tylko  „obejrzeć".  Ale  jest  określona 

intersubiektywnie  i  da  się  określić  poprzez  odniesienie  do 
matematycznych granic cech pierwotnych.

 

3.  Określanie  jest  predykatywnym  orzekaniem,  a  pier-

wotnie  oczywiste  określanie  jest  tworzeniem  sądów  spo-

strzeżeniowych,  pośrednie  określanie  jest  tworzeniem  em-

pirycznych  sądów  ogólnych  (indukcyjnych  sądów  doświad-

czeniowych),  empirycznych  sądów  przyczynowych  Ud. 

Określające myślenie, sądzenie i wnioskowanie, uogólnianie 

i  uszczegółowianie,  dokonujące  się  w  sferze  właściwego 

doświadczenia,  traktuje  przejawiające  się  rzeczy,  cechy  i 

prawidłowości  jako  prawdziwe,  lecz  prawdziwość  ta  jest 

względna  i  „uwarunkowana  subiektywnie".  Potrzeba  do-
piero  n o w e g o   t y p u   m y ś l e n i a   lub  swoistej  m e t o d y ,  

ażeby to, co tu zostało uzyskane (i co wystarcza dla celów 

praktycznych  niższego  szczebla),  odnieść  do  jego  obiekty-

wności

3

, ażeby kunsztownie wypracować na tej podstawie

 

2

 Mamy tu dwojaką normalność: 1) założenie komunikacji jako wspólna 

przyroda: tym, co konieczne jest tu to, co ilościowe; 2) to, co wobec tego 

przypadkowe, mianowicie zgodność jakości wtórnych jest „przypadkowa". 

3

 Ta obiektywność jest ideą „bezwzględnej" prawdy samej w sobie. 

prawdę  samą  w  sobie  i  prawdziwą  realność.  Rozważenie 

zasadniczych warunków możliwości czegoś identycznego, co 

prezentuje  się  w  przepływających  i  subiektywnie  zmie-

niających  się  sposobach  przejawiania

4

  (i  prezentuje  się  w 

sposób  zgodny),  prowadzi  do  matematyzacji  przejawów 

jako immanentiiej im konieczności, albo też do konieczności 

konstrukcyjnej  metody,  pozwalającej  z  przejawów 

skonstruować to, co identyczne, i jego identyczne określenia

5

.

 

Lecz  czy  przejawy  różnych  zmysłów  mogą  zawierać  coś 

identycznego  -  i  w  jakim  sensie  mogą  je  zawierać?  Różno-

rodności  przejawów,  które  zgodnie  przynależą  do  siebie  i 

konstytuują coś identycznego, muszą odpowiadać warunkom 

możliwości  identycznej  (prawdziwej)  przedmiotowo-ści, 

wszystkie  zaś  prawa  realnej  matematyki  muszą  być 
uszczegółowieniami  praw  formalnej  ontologii,  formalnej 

matematyki  (teorii  mnogości).  Uszczegółowieniami,  gdyż 
formalna  matematyka  uczy,  jak  konstruować  i  konstruk-

cyjnie  określać  nieskończenie  wiele  w  ogóle  możliwych 

form  przedmiotów  i  nieskończoności  przedmiotów,  każdy 

zaś  dany  system  przejawów,  każda  jedność  doświadczenia 

wyznacza  pewną  przedmiotową  wszystkość  (Allheit),  pe-

wną przyrodę, mianowicie co do jej formy.

 

W  filozofii  starożytnej  zainteresowanie  początkowo  og-

niskuje  się  na  zniewalającej  konieczności  rozumu,  której 

zaprzeczenie  prowadzi  do  niedorzeczności,  absurdu.  Po 

raz  pierwszy  w  sposób  czysty  ujawniła  się  ona  w  sferze 

matematycznej  jako  konieczność  geometryczna  i  arytme-

tyczna.  W  tej  sferze  wielkości,  początkowo  wielkości  prze-
strzennych  -  zrazu  w  klasach  uprzywilejowanych  przypad-

ków  (linii  prostych,  ograniczonych  figur  płaskich  i  odpo-

wiednich przypadków wielkości przestrzennych), zrazu w

 

4

 Lecz także z zasady prezentuje się tylko w ten sposób. 

5

 Owo coś identycznego z konieczności jest substrukcją. 

Edmund Husserl 

66 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja 

 

 

empirycznej    naoczności  ukazującej    mnogości  jednako-

wych  elementów,  które  można  rozłożyć  na  mnogości  czą-

stkowe,  a  przez  dołączenie  nowych elementów  lub  mnogości 

elementów  przekształcić  w  nowe  mnogości,  powstało 

„ścisłe" porównywanie wielkości, które sprowadzało się do 

porównywania  liczb.  Nieokreślonym  [terminom]  „większy", 

„mniejszy",  „więcej",  „mniej",  nieokreślonemu  „równo" 

można było w procedurze określania przyporządkować ścisłe 

„o tyle większy", „tyle razy większy" albo  „mniejszy" oraz 

ścisłe  „równy".  Każde  takie  ścisłe  rozważanie  zakłada 

możliwość  przyjęcia  pewnego  „równo",  wykluczającego 

„większy"  i  „mniejszy",  i  przyjęcia  takich  jednostek 

wielkości, które byłyby po prostu wzajemnie zastępowalne, 

jako  wielkości  byłyby  identyczne,  tzn.  objęte  byłyby  tym 

samym identycznym pojęciem wielkości, istotą wielkości. Do 

wielkości  przestrzennych,  jako  przedmiotów  empirycznej 

naoczności,  należy,  że  można  się  do  nich  bardziej 

przybliżyć,  „dokładniej"  je  sobie  obejrzeć.  Owo 

„dokładnie",  „ściśle"  w  życiu  praktycznym  określone  jest 

przez cel, „równo" (das Gleich) jest dla tego celu obojętne 
(gleich-gtiltig),  gdyż  mogą  tu  zachodzić  nieistotne  różnice, 

które  się  nie  liczą.  Tutaj  przez  wykluczenie  wszelkich 

ograniczeń  praktycznych  mogła  zostać  utworzona  idea 

absolutnego „równo", matematycznie ścisłego.

 

Tutaj  więc  dopiero  zaczyna  się  myślowy  proces  ideali-

zacyjnego  tworzenia  pojęć,  owa  logicyzacja  umożliwiająca 

„ścisłe"  prawdy,  prawdy  logiczne,  zaś  dla  owej  sfery  logi-

cznej  myślenie  w  ścisłej  konieczności  i  powszechnej  waż-

ności, których negacja nosi znamię niedorzeczności i znamię 

to  da  się  dostrzec  we  wglądzie.  Powstałe  w  sposób 

naturalny  znaczenia  słów  są  ostre,  płynne,  tak,  że  nie  jest 
określone  na  stałe,  co  podpada  pod  „pojęcie",  pod  ogólny 

sens. Znaczenie logiczne jest ścisłe. To, co logicznie ogólne, 

pojęcie,  jest  absolutnie  identyczne  z  sobą  samym,  sub-

sumpcja jest absolutnie jednoznaczna. Pojęcia logiczne

 

jednakże właśnie nie są pojęciami zaczerpniętymi po prostu 

z  naoczności,  powstają  one  dzięki  własnej  aktywności 

rozumu, dzięki tworzeniu idei, ś c i s ł e m u  tworzeniu pojęć, 

np.  dzięki  tej  idealizacji,  która  wytwarza  geometryczne 

proste,  geometryczne  okręgi,  przeciwstawione  nieo-

kreślonym empirycznym prostym i krzywym.

 

Praktyczna potrzeba pomiaru pól skłania zrazu tylko do 

tego,  ażeby  w  sposób  nieostry,  pośród  tego,  co  zmysłowo 
typowe,  odróżniać  to,  co  typowo  równie  ważne  (gle-ich 
Geltende} 
(dla aktualnej praktycznej potrzeby) od tego, co nie 
było  typowo  równie  ważne.  To,  co  dla  pewnego  rodzaju 
praktycznych  celów  było  równie  ważne,  zostało  uznane  za 
równe sobie, natomiast różnice cech w obrębie  tej równości 
były  różnicami  „obojętnymi"  (gleichgultige),  tzn.  uchodziły 
one  za  różnice  nie  przeszkadzające  równej  ważności 
(Gleichgultigkeit),  dające  się  zignorować.  W  ten  sposób 
można  już  było  zapoczątkować  mierzenie  i  rachowanie, 
można  było  głosić  twierdzenia  „geometryczne",  a  także 
dowodzić  ich,  choć  przy  pewnych  zastrzeżeniach.  Gdy 
bowiem  dodano  do  siebie  tysiąc  „równych"  długości,  z 
których każda różniła się od poprzedniej tylko o grubość palca 
(różnica  zupełnie  obojętna),  to  pomiar  mógł  wykazać,  że 
10()0  łokci  równa  się  1001.  To  znaczy,  że  różne  pomiary 
przy  użyciu  tej  samej  miary  mogły  dawać  różne  wyniki  - 
różne, czyli nie obojętnie różne. Dopiero koncepcja czystych 
matematycznych  „idei"  jako  idealnych  norm  oraz 
wykształcenie  metod  stosowania  aproksymacji  doprowadziły 
do czystej rzeczowo określonej matematyki i matematycznej  
techniki.   W naturze  doświadczenia przestrzennego leżało, 
że jeśli ktoś przeprowadzał w doświadczeniu porównania, to 
musiał rozpoznać możliwe różnice doskonałości równości; to 
mianowicie,  co  z  pewnej  odległości  postrzegane  było  jako 
zupełnie  „równe",  przy  podejściu  bliżej  mogło  okazać  się 
różne, to, co w dalszym

 

Edmund Husserl 

68

 

69 

background image

 

Nauka o rzeczach realnych a idealizacja

 

ciągu  wydawało  się  równe,  można  było  rozpatrywać  jeszcze 
bliżej itd.

 

Tak  oto  można  było  sobie  pomyśleć  procesy  idealnego 

przybliżania, w których dawało się skonstruować coś absolutnie 
równego  jako  granicę  ciągłego  przyrównywania,  przy 
założeniu,  że  jeden  z  członów  sam  pomyślany  był  jako 
absolutnie stały,  absolutnie  identyczny  co  do  wielkości  z  sobą 
samym.  W  ścisłym  myśleniu  o  ideach  posługiwano  się 
idealnymi 

pojęciami 

niezmienności, 

spoczynku 

niezmienności  jakościowej,  idealnymi  pojęciami  równości  i 
tego,  co  powszechne  (co  do  wielkości,  kształtu),  co  w 
dowolnie  wielu  idealnie  nie  zmienionych,  a  przez  to  jako-
ściowo  identycznych  egzemplarzach  daje  absolutne  równości; 
każdą  zmianę  budowano  z  faz,  które  tak  samo  jak 
momentalna ścisła niezmienność rozpatrywane były w swych 
ścisłych wielkościach itd.

 

Platoński  idealizm  dzięki  w  pełni  świadomemu  odkryciu 

„idei"  i  aproksymacji  utorował  drogę  myśleniu  logicznemu, 
„logicznej" nauce, nauce racjonalnej. Idee ujęte zostały jako 
„wzorce",  w  których  wszystko,  co  jednostkowe,  mniej  albo 
bardziej „idealnie" uczestniczy, do których się zbliża, które w 
mniejszym  lub  większym  stopniu  realizuje;  związane  z 
ideami czyste prawdy o ideach ujęte  zostały jako  absolutne 
normy  wszelkich  prawd  empirycznych.  Jeśli  racjonalizmem 
nazywa się przeświadczenie, że wszelkie rozumne poznanie 
musi  być  racjonalne,  już  to  czysto  racjonalne  w  myśleniu 
badającym istotowe stosunki czysto racjonalnych pojęć (albo 
raczej  badające  prawa  tego,  co  możliwe,  o  ile  podpada  ono 
pod  czysto  racjonalne  idee,  o  ile  pomyślane  jest  jako  ściśle 
określone),  już  to  [w  tym  sensie],  że  to,  co  empiryczne 
przymierza  ono  do  teg»,  co  czysto  idealne,  posługując  się 
przy  tym  metodami  aproksymacji  i  pozostałymi  normami 
osądzania  tego,  co  empiryczne,  podług  odpowiednich 
czystych  idei,  to  przeświadczenie  całej  epoki  nowożytnej 
jestracjonalistyczne.

 

Prawdziwym  przedmiotem  w  sensie  logiki  jest  przed-

miot, który jest absolutnie identyczny „z samym sobą", tzn. 
jest absolutnie identycznie tym, czym jest, lub, wyrażając to 
inaczej:  przedmiot  jest  w  swych  określeniach,  w  swych 
ąuidditatis  (Washeiten),  w  swych  predykatach,  i  jest  on 
identyczny,  gdy  owe  ąuidditatis  są  identyczne  jako  mu 
przysługujące  albo  też  gdy  ich  przysługiwanie  absolutnie 
wyklucza ich nieprzysługiwanie. Jednakże tylko przedmiotom 
idealnym  przysługuje  ścisła  identyczność;  w  konsekwencji 
coś  jednostkowego  byłoby  naprawdę  identyczne,  a  więc 
istniejące,  tylko  wtedy,  gdyby  było  idealnie  identycznym 
substratem  ogólnych  absolutnych  idei.  Ale  jak  coś 
jednostkowego  może  uczestniczyć  w  tym,  co  ogólne,  nie 
tylko  „jakoś  tam",  ale  uczestniczyć  w  sposób  ścisły,  jak 
stosunek subsumpcji może tu być ścisły?

 

Myślenie  czysto  matematyczne  odnosi  się  do  możliwych 

przedmiotów,  pomyślanych  jako  określone  przez  idealnie 
„ścisłe"  (graniczne)  pojęcia  matematyczne,  np.  do  prze-
strzennych  kształtów  przedmiotów  przyrody,  które  jako 
doświadczone  w  nieostry  sposób  podpadają  pod  pojęcie 
kształtu,  są  co  do  kształtu  określone;  jednakże  w  naturze 
tych  danych  doświadczenia  leży,  że  pod  identyczny  przed-
miot,  który  w  zgodnym  doświadczeniu  wykazuje  się  jako 
istniejący,  może  i  prawomocnie  musi  zostać  podłożone  coś 
idealnie  identycznego,  idealnego  we  wszystkich  swych 
określeniach;  wszystkie  te  określenia  są  ścisłe,  tzn.  to,  co 
podpada pod ich ogólność, jest równe i równość ta wyklucza 
nierówność  albo,  co  jest  tym  samym,  ścisłe  określenie 
przysługujące  przedmiotowi  wyklucza,  że  określenie  to 
temu  samemu  przedmiotowi  nie  przysługuje.  Spośród 
wszystkich  zaś  szczegółowych  określeń,  których  zakres  wy-
znaczony  jest  przez  „ogólną  naturę"  przedmiotu  -  dla 
przedmiotów  przyrody  może  to  być  np.  przestrzenny 
kształt  -  jedno  mu  przysługuje,  a  każde  inne  nie  przysłu-
g u j e .  (Zasada wyłączonego środka.)

 

71

 

Edmund Husserl 

70

 

background image

 

 

 

  

Przedmiot  ma  w  ogóle  kształt  przestrzenny.  Empirycznie 

doświadczone  przestrzenne  kształty  mają  różne  empiryczne 
typy. Może się jednak zdarzyć, że jakiś przedmiot ma pewien 
(najniższy) typ - mianowicie doświadczam, że ma on ten oto 
szczególny  kształt  -  i  że  go  nie  ma  -  mianowicie  w  toku 
dalszego  doświadczenia  widzę,  że  (choć  się  nie zmienił) nie 
ma go. (W sferze empirycznej zasada wyłączonego środka nie 
obowiązuje.)  Żadnego  empirycznego  określenia  nie  mogę 
traktować  jako  rzeczywiście  przysługującego  przedmiotowi, 
lecz  mogę  tylko  powiedzieć,  że  w  tym  określeniu  został  on 
doświadczony.  Także  w  myśleniu  nie  mogę  utrzymać 
absolutnej  identyczności  określenia,  nigdy  nie  mogę 
powiedzieć,  podchodząc  do  doświadczanego  przedmiotu,  że 

określenie,  którego  teraz  doświadczam,  jest  absolutnie  to 
samo co to, którego doświadczałem [przedtem].

 

Pod  każdy  doświadczany  przeze  mnie  kształt  prze-

strzenny  jednakże  mogę  podłożyć  ideę  czystego  kształtu 
przestrzennego,  w  której  kształt  widziany  „uczestniczy", 
zaś  kształt  przestrzenny  w  ogóle  staje  się  [tu]  empirycznym 

rodzajem,  za  którym  kryje  się  czysty  rodzaj  czystych  ści-
słych kształtów przestrzennych. Każdy przedmiot empiryczny 
jest  empirycznie  ukształtowany  (z  konieczności  da  się 
doświadczać  i  w  doświadczeniu  wyposażony  jest  w  jakiś 
empiryczny  kształt),  lecz  ma  on  także  kształt  prawdziwy, 
ścisły.  Ścisłe  idee  kształtów  różnią  się  od  siebie  w  sposób 

absolutny:  jeśli  przedmiot  ma  [kształt  będący]  ujednostko-
wieniem  jednej  z  nich,  to  tym  samym  wszystkie  różne  od 
niej  są  wykluczone.  Z  dwóch  ścisłych  kształtów  (najniż-
szych  odmian  kształtów  przestrzennych)  każdemu  przed-
miotowi jeden przysługuje, drugi zaś nie przysługuje. (Zasada 
wyłączonego środka.)

 

II

 

NASTAWIENIE NAUKI PRZYRODNICZEJ 

NASTAWIENIE

 

NAUKI HUMANISTYCZNEJ. 

NATURALIZM

,

 DUALIZM 

PSYCHOFIZYCZNA PSYCHOLOGIA

 

Nastawienie  naturalistyczne

1

.  Świat  jako  ogół  rzeczy 

realnych  w  formie  zewnętrzności.  Przyroda  jako  królestwo 
czystych  res  extensae.  Wszystko,  co  realne,  jest  [fizycznym] 
ciałem lub ma takie ciało, lecz tylko ciało ma rzeczywistą i 
właściwą  co-extensio,  rozumianą  zarazem  czasowo  i  prze-
strzennie.  Jedność  nie  zmienionego  (choć  zmiennego)  albo 
zmieniającego  się  kształtu  w  jedności  trwania,  forma  ekste-

ncjonalnego  kształtu,  wypełniona  określeniami  jakościo-
wymi.  Każde  ciało  [podlega]  regułom  powszechnej  przy-
czynowości,  uniwersalna  przyroda  [podlega]  a  priori  przy-
czynowości  -  da  się  określić,  da  się  skonstruować  w  praw-
dach  samych  w  sobie,  zgodnie  z  określonymi  przyczyno-
wymi prawami, które można wyszukać w drodze indukcji.

 

Byt  cielesny  jest  więc  bytem  ekstensjonalnie  koegzystu-

jącym,  zaś  w  danych  okolicznościach  -  współistniejących, 
koegzystujących  ze  sobą  w  jedności  przyrody  ciał  -  jest 
bytem j  ednoznacznie określonym - j eśli przyroda j est przy-
rodą  pozostawioną  samej  sobie.  Naturalizm  rozpatruje 
człowieka jako wypełnioną rozciągłość, zaś świat w ogóle

 

1

  „Nastawienie  naturalistyczne"  to  nie  związane  z  naturalnym  ujęciem 

świata, konstytutywnie wytyczone uniwersalne ukierunkowanie spojrzenia, 

lecz naturalistyczny przesąd. 

Edmund Husserl 

72 

background image

 

 

 

  

tylko  jako  rozszerzoną  przyrodę.  Trwanie  ludzkiego  ducha 
traktowane jest jako trwanie obiektywne, dusza zaś w każdej 
fazie  swego  trwania  -  choć  nie  przypisuje  się  jej  rzeczy-

wistego przestrzennego kształtu w paraleli do kształtu ciała - 

jako  koegzystencja  danych  psychicznych,  jako  ich  rów-

noczesność,  która  przecież  jakoś  musi  dać  się  przyporząd-

kować  równoczesności  w  formie  tego,  co  współistnieje  w 
przestrzennej extensio i w ogóle współistnieje przestrzennie.

 

Naturalnie  jest  rzeczą  słuszną,  że  ludzkie  życie  psychi-

czne  przebiega  w  formie  immanentnego  czasu  i  że  każda 

momentalna  teraźniejszość  jest  dla  nas  jednością  współist-

nienia  różnorodnych  „danych".  Lecz  tutaj  trzeba  dopiero 

u/yskać  podstawowe  istotowe  wglądy  dotyczące  struktury 
tego  immanentnego

<

  czasu,  a  z  drugiej  strony  dotyczące 

tego,  jak  „czas  obiektywny"  otrzymuje  konstytutywny  sens 
jako  forma  transcendentnego  bytu  naturalnego,  w  którym 

obiektywnie  „uczasowione"  są  immanentne  czasy  dusz,  a 
przez to i same dusze.

 

Naturalizm przyjmuje bez zastrzeżeń, że w gruncie rzeczy 

cały  świat  da  się  pomyśleć  analogicznie  do  tak  pojętej 

przyrody, a co za tym idzie, że  i byt sam w sobie świata 

także  da  się  pomyśleć  jako  korelat  prawd  samych  w  sobie, 
mianowicie  prawd  konstruowalnych  -  tak  samo  jak  (pozo-
stawiona sobie samej) przyroda

2

. Świat tematem uniwersalnej 

indukcyjnej  nauki  o  świecie,  empiryczna  indukcja  jako 

podłoże  idealizującej  Tnetody  matematycznej  służącej 

znajdowaniu ścisłych praw świata (w tym i praw przyrody),

 

2

 Przyroda jest konstruowalna jako poddana idealizacji; w ten sposób jest 

ona  faktyczną  rzeczywistością  ontologicznej,  mianowicie  matematycznej 
bezwarunkowej  ogólności,  a  przy  tym  także  idealizacją  empirycznego 

przyporządkowania  empirycznych  jakości  empirycznym  jakościom.  Jeśli 

jednak  konkretny  faktyczny  świat,  świat  doświadczenia,  ma  być 
idealizowalny i  konstruowalny, to  w  konsekwencji  wymaga to ogarniającej 

świat matematyki. 

znajdowaniu  praw  odnoszących  się  do  ludzi  i  zwierząt  jako 
istot psychofizycznych, do ich dusz, do ich osobowego bytu i 

czynów - tak samo, jak do ich ciał. A zatem, wyrażając się 

w  sposób  skrajny,  Bóg  dysponuje  uniwersalną  matematyką 

świata, Bóg zna prawa świata odnoszące się do wszystkiego, 

co  istnieje  w  świecie  i  do  wszystkich  jego  określeń,  a  więc 

ścisłe  prawa  współistnienia  tego,  co  w  ogóle  istnieje  w 

czasoprzestrzeni  i  istniejąc  jest  jakoś  określone;  są  to 
prawa  przyczynowe,  tylko  bardziej  skomplikowane,  bar-

dziej różnorodne, właśnie także rozpostarte na sferę ducha.

 

Problemem  psychofizyki,  wraz  jej  niepowątpiewalnymi 

ustaleniami  empirycznymi,  jest:  co  można  włączyć  do  przy-

porządkowania psychofizycznego?

 

Naukowym  nastawieniem  na  poznanie  obiektywne  (tak 

jak  praktykuje  je  nauka  przyrodnicza),  i  to  uniwersalnie 

jako  obiektywne  poznanie  świata,  ogółu  istniejących  w 

sobie  samych rzeczy  realnych,  byłoby  to,  które kieruje  się 
zamiarem  poznania  bytu  samego  w  sobie  w  prawdach  sa-
mych  w  sobie.  Lecz  czyż  nie  jest  to  zadaniem  nauki  w 

ogóle?  Cóż  oznacza  to  „samo  w  sobie"  w  odniesieniu  do 

przyrody,  do  zwierzęcia,  do  człowieka,  do  wspólnoty  ludzi, 

do  przedmiotów  kultury  i  do  uniwersalnej  kultury  jakiejś 

ludzkości?

 

I  czy  możliwe  byłoby  odróżnienie  tematycznego  nasta-

wienia  na  „obiektywny"  świat  (jako  temat  nauki)  od  tema-

tycznego  nastawienia  na  uniwersalną  subiektywność,  w 

którym  świat  byłby  światem  doświadczanym,  przejawiają-

cym  się,  osądzanym,  wartościowanym  itd.?  Czy  nie  jest 
to jednak nastawienie osobowe?

 

Cóż  to  takiego  jest  nastawienie  osobowe?  Ludzie,  tak 

samo jak zwierzęta, są w przestrzeni, świat rzeczy realnych 
zawsze  już  jest  wstępnie dany  wraz  z  ludźmi  w  nim. Zain-

teresowanie  kieruje  się  ku  ludziom  jako  osobom,  które  w 
osobowym działaniu i doznawaniu odnoszą się do „świata"

 

Edmund Husserl 

74

 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

75

 

background image

 

 

 

  

(auf  „die"  Welt),  i  we  wzajemnym  współżyciu,  w  osobo-
wym  obcowaniu  ze  sobą,  we  wspólnym  działaniu  i  w  pozo-
stałych  formach,  w  których  określani  są  przez  to,  co  świa-
towe,  i  do  tego,  co  światowe,  się  ustosunkowują,  mają 
jeden  i  ten  sam  świat  otaczający,  mianowicie  ten,  który 
sobie  uświadamiają  i  który  uświadamiają  sobie  jako  ten 
sam.

 

Świat, do którego się ustosunkowują, który dostarcza im 

motywacji, z którym stale mają do czynienia, jest wprawdzie 

właśnie  jedynym  światem  ( d i e   Welt),  jedynym  światem 

istniejącym,  lecz  w  nastwieniu  osobowym  zainteresowanie 

kieruje się ku osobom i ich stosunkowi do świata, oraz ku 

sposobom, w jakie tematyzowane osoby uświadamiają sobie 

to,  co  sobie  uświadamiają  jako  dla  nich  istniejące,  a 

zwłaszcza  jaki  szczególny  przedmiotowy  sens  towarzyszy 

temu  uświadamianiu.  Z  tego  punktu  widzenia  problemem 

staje się nie świat taki, jakim rzeczywiście jest, lecz świat 

aktualnie  ważny  dla  osób,  pojawiający  się  im  i  tak 

uposażony,  jak  im  się  pojawia;  pytaniem  jest,  jak  za-

chowują  się  one  jako  osoby  działające  i  doznające,  w  jaki 

sposób  są  motywowane  do  swych  specyficznie  osobowych 

aktów  spostrzegania,  przypominania  sobie,  myślenia,  war-

tościowania,  robienia  planów,  lękania  się  i  bezwzględnego 

wycofywania,  bronienia  się,  atakowania  itd.  Motywacji 

dostarcza osobom tylko to, co one sobie uświadamiają, i to 

na mocy sposobu, w jaki to czynią, sensu, który ma dla nich 

to, co sobie uświadamiają, tego, jak jest to dla nich ważne 

lub nieważne itd.

 

Zainteresowanie  osobami  naturalnie  nie  jest  tylko  za-

interesowaniem  ich  sposobami  zachowania  się  i  motywami 

tychże,  lecz  tym,  co  czyni  je  osobami  identycznymi.  Można 

powiedzieć:  osobowymi  własnościami  habitualnymi  i  cha-

rakterami. Lecz te od razu odsyłają do sposobów zachowania 

się,  w  których  się  ujawniają  (najpierw  w  aktach  jako  ich 
Ja-podmioty), a z których te wypływają

3

.

 

Jak  ma  się  tematyka  nauk  humanistycznych  i  -  wyma-

gającej  jeszcze  ugruntowania  -  ogólnej  nauki  humanisty-
cznej do antropologii, zoologii (w sensie nauki o ludziach i 

zwierzętach  jako  „obiektywnych"  realnościach,  jako 

przyrodzie),  oraz  do  psychologii,  będącej  nauką  o  obiek-
tywnie-realnych  składnikach  realnych  ludzi  i  zwierząt, 
zwanych  duszą,  życiem  psychicznym,  psychiczną  swoisto-

ścią?

 

Nauka  humanistyczna  jest  nauką  o  lud^kiej  subiektyw-

ności  w  jej  świadomościowym  odniesieniu  do  świata  jako 

pojawiającego się jej i dostarczającego jej motywacji w jej 

działaniu  i  doznawaniu  -  i  odwrotnie:  o  świecie  jako 

otaczającym  świecie  osób,  czyli  jako  pojawiającym  się  im, 

dla nich ważnym. W zmianach sposobów pojawiania się, w 
zmianach  apercepcji  dokonywanych  przez  ludzi  w  ich 

„życiu wewnętrznym", pojedynczo i wspólnie we wzajemnym 

porozumieniu,  „rzeczy"  („die"  Dinge)  i  stosunki,  podobnie 

jak dostarczające im motywacji i będące dla nich tematem 

w  otaczającym  świecie  osoby  i  związki  osób, 

uświadamiane  są  jako  te  same,  tylko  pojawiające  się  im  i 
innym  osobom  raz  tak,  a  raz  inaczej,  raz  tak,  a  raz  inaczej 

obowiązujące, na pewno istniejące itd.

 

Na ogół jednakże w życiu osobowym owe tożsame rzeczy 

nie  są  [obiektami]  tematycznego  zainteresowania  nau-

kowego,  życie  osobowe  na  ogół  nie  jest  życiem  teoretycz-

nym,  na  ogół  więc  rzeczy  nie  są  tematyzowane  naukowo, 

jako  takie,  jakimi  są  „zgodnie  z  prawdą  obiektywną", 

„same  w  sobie",  lecz  jako  mające  taką  właśnie  ważność 

dla osób, a więc jako rzeczy  dostarczające im takiej właśnie 

motywacji, określające je w ich pozateoretycznym działa-

 

Lecz  właśnie  korelatywnie  naukowy  charakter  nauk  osobowych  do-

tyczy  dostarczającego  osobom  motywacji,  a  więc  przez  nie  uświadamia-

nego świata otaczającego, tego, który w swym stylu przejawiania się jest 

im rzeczywiście obecny, jest przez  nie  rzeczywiście doświadczany i da się 

doświadczać. 

Edmund Husserl 

76 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

77

 

background image

 

 

 

  

niu  i  doznawaniu.  Jeśli  czynimy  rzeczy,  przyrodę,  świat 

zwierząt  i  ludzi,  żywe  ciała  i  dusze,  takie,  jakie  są  one 

same  w  sobie  i dla  „siebie" (obiektywnie) tematem  nauki, 

to  wówczas  jesteśmy  przyrodnikami,  zoologami,  antropo-

logami,  a  zwłaszcza  (teraz  w  sensie  będącym  paralelą  do 
przyrodniczej zoologii) psychologami.

 

Odnośne  realności  są  wprawdzie  dla  nas  nadal  realno-

ściami  pojawiającymi  się,  lecz  nasze  obiektywne  zaintere-
sowanie  nimi,  ostatecznie  rozumiane  w  pełnej  uniwersal-

ności, jako teoretyczne zainteresowanie realnością, kieruje 

się  ku  nim  jako  pojawiającym  się  w  przejawach,  w 

subiektywnych  sposobach  dania,  dającym  się  określić  w 

uniwersalnie  ważnych  naukowych  sądach  w  swym  ścisłym, 
obiektywnie  prawdziwym  bycie,  w  prawdziwym  bycie  bę-

dącym ich własnym bytem, nie zaś bytem dla nas czy dla 

takiej  lub  innej  grupy  osób,  bytem  dostarczającym  różno-
rodnej motywacji

4

.

 

Uprzywilejowany  jest  tu  pewien  szczególny  sposób  mo-

tywowania,  oznaczony  wyrażeniem  „teoretyczne  zaintere-
sowanie  obiektywnie  realnym  bytem".  Wprawdzie  obiek-
tywna przyroda jako temat, jej obiektywnie prawdziwy byt 

sam  w  sobie  także  jest  osiągnięciem  osobowym,  albo 

raczej  ideą  takiego  osiągnięcia,  osiągnięciem  metody  za-

wierającej w sobie nieskończoną ideę, ideę nieskończonego 
udoskonalania,  mianowicie  jako  idealiterw  metodzie  nauk 

przyrodniczych  stale określający  się i określający się  coraz 
to doskonalej realny byt sam w sobie przyrody. Ale jest to 

korelat  osiągnięcia  nieskończonego,  szczególny  ko-relat 

osiągnięć  tej  osobowej  wspólnoty,  która  tu  nazywana  jest 

wspólnotą przyrodników. O ile nauka  humanistyczna  jako 

wszechogarniająca nauka o świecie duchowym ma za temat 

wszystkie osoby, rodzaje osób i osobowych osiąg-

 

4

 Taki jest ogólny  sens  nauki  -  choć ta  w  swych  naiwnych  początkach 

nie osiąga pełnego świata, lecz zrazu pozostaje, niepostrzeżenie dla siebie, w 

wiązach tradycji. 

nieć, osobowych dzieł, które tu noszą miano dzieł kultury, to 

obejmuje  ona  także  naukę  przyrodniczą  wraz  z  jej  przyrodą 

samą  w  sobie,  przyrodą  jako  realnością.  Każde  życie 

osobowe  wszakże  jest  przeniknięte  na  wskroś  przez  stałe 

doświadczenie  przyrody  wraz  z  ustawicznie  powstającą  w 

świadomości  identycznością  tego,  co  doświadczone.  Jed-

nakże  zainteresowanie  określające  życie  osobowe  (które 

tylko  wyjątkowo  jest  życiem  przyrodnika)  nie  jest  zainte-

resowaniem  przyrodą  „istniejącą  w  sobie  samej"  i  wypra-

cowaną  (mającą  być  wypracowaną)  w  naukach  przyrodni-

czych,  lecz  właśnie  przyrodą  wolną  od  wszelkiej  teorii,  '; 
przejawiającą  się,  za  każdym  razem  tak  a  tak  domniemaną,  'i 

taką  właśnie,  jaka  występuje  w  osobowym  życiu  ludzkości  i 

określa wszelką jego praktykę. Dla wszystkich ludzi przyroda, 

o której mówią, i świat, w którym żyją i w którym ze sobą 

współżyją: przyroda i świat określające ich, we wzajemnym 

obcowaniu identyfikowane i korygowane, są jedną przyrodą 

i jednym światem, a także są identyfikowane jako te same, 

które  obiektywny  naukowiec  ma  za  temat  w  swym 

szczególnym  stylu  osobowej  działalności.  O  tyle  też  świat 

osobowy  nie  jest  innym  światem  niż  „obiektywny".  Jednakże 

świat  wstępnie  dany  każdej  osobie,  ważny  dla  wszystkich 
kultur  we  wszystkich  epokach  i  dla  każdej  jednostki 

ludzkiej,  świat  uznawany  za  rzeczywisty  jest  właśnie 

światem  w  jego  każdorazowym  „sposobie  przejawiania 

się",  w  każdorazowej  apercepcji,  światem  otwartym  na 

dalsze  przemiany  przekształcające  go,  przemieniające byt w 

niebyt  (pozór);  w  przemianach  tych,  choć  nie  bez  korekt, 

tworzy  się  właśnie  jedność  świata  trwale  obowiązującego 
jako  istniejący,  zawsze  otwartego  na  dalsze  określenia  - 

ewentualnie także na teorie naukowe  [określające go] jako 

realność.  Otwartość  ta  jest  czymś  trwałym.  Nauka 

humanistyczna zaś, której tematem są faktyczne osoby, ludy 
epoki  oraz  domniemane  w  nich  rzeczy  jako  w  nich 
domniemane, konkretnie tak oto przeja-

 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

79 

Edmund Husserl 

78 

background image

 

 

 

  

wiające  się,  tak  oto  mitologicznie  czy  jakoś  inaczej  aperce-

powane światy, doświadczane przez nie przyrody, istniejące 

dla nich i dostarczające im motywacji kultury, z konieczności 

i  wyłącznie  w  tematyce  swej  trzyma  się  świata  w 

„subiektywnym"  Jak  tematyzowanych  przez  siebie  osobo-

wości.  Ten  świat  nie  rozpada  się  na  związane  tylko  z  posz-

czególnymi  podmiotami  i  ustawicznie  zmieniaj  aące  się  w 
czasie  aspekty.  W  takich  aspektach  konstytuuje  się  wspó-

lnotowy  świat  otaczający  historycznej  wspólnoty.  We 

wspólnocie swego życia odnosi się ona - albo też odnosi się 

życie uczestniczących w niej osób - do wspólnego dla niej 

świata otaczającego („świata" osobowego) i ten otaczający 

świat ma dla niej pewną względną rzeczywistość -różną dla 

różnych  osobowych  wspólnot  i  ich  osobowych  epok,  co 

jednak  nie  wyklucza,  że  gdy  wspólnoty  osobowe,  z których 

każda  ma  swój  osobowy  świat  otaczający  nawiązują 
wzajemne  kontakty  albo  pozostają  w  takich  kontaktach, 

mogą  mieć  albo  uzyskać  wspólny  rozszerzony  świat 

otaczający, bądź też, że obcując ze sobą uważają, iż odnoszą 

się do tego samego „realnego" świata, i tylko odkrywają, że 

każda z nich zupełnie inaczej ujmuje ten świat, nadaje mu 

zupełnie inną rzeczywistość. Lecz ta wspólna „realność", z 

konieczności  sięgająca  tak  daleko,  jak  tylko  sięgnąć  może 

jakieś  uwspólnocenie,  wprawdzie  jest  uświadamiana  w  swej 

identyczności, lecz bynajmniej nie inaczej niż jako tworząca 

się  między  osobami  jedność  identyfikacji,  jedność  dającego 

się  we  wspólnotowym  życiu  skonsta-.tować  potwierdzenia. 

Dopiero  nauka  mianuje  ją  realnością  „obiektywnej",  tzn. 

naukowej  prawdy,  taką,  jaką  jest  sama  w  sobie,  skoro  to 

nauka  o  tym,  co  realne,  określa  ją  właśnie  w  swych 

szczególnych 

osobowych 

działaniach 

trwałych 

dokonaniach

5

.

 

5

  Celem  „obiektywności",  tzn.  nauki,  nie  jest  to,  co  istnieje,  jako 

doświadczane i potwierdzane przez określone osoby i ludzkości, tak jak

 

Dla  nastawienia  nauki  humanistycznej  punktem  wyjścia 

jest „nastawienie naturalne", w którym znajduje się i może 

się  odnaleźć  w  przytomnym  życiu  każdy,  a  więc  i 

początkujący  naukowiec-humanista,  zanim  jeszcze  rozpo-

cznie swe naukowe czynności i zamierzenia. Znajduje się w 

świecie, który go otacza, który przejawia mu się raz tak, raz 
inaczej,  dostarcza  mu  raz  takich,  raz  innych  motywacji,  w 
świecie,  któremu  się  przygląda,  któremu  się  przysłuchuje, 
itd.,  który  w  ogóle  na  różne  sposoby  praktycznie  go 

określa i któremu  w tej praktyce nadaje on coraz to nowe 

oblicza.  Do  tego  świata  należy  także  on  sam  i  ludzie,  z 

którymi się kontaktuje; czy to jako z obiektami tej praktyki, 

czy też podobnymi doń jej podmiotami; współdziała wtedy 

z  nimi,  ale  także  współ-widzi,  współ-słyszy  -  naturalnie  te 

same  należące  do  otaczającego  świata  rzeczy,  zwłaszcza 

te,  które  w  praktyce  „wchodzą  w  grę"  ze  względu  na  jej 

uwspólnocony  praktyczny  kierunek.  W  nastawieniu 

naturalnym  świat  jako  to,  co  stale  tożsame  w  zmianach 

rzeczywistych  i  możliwych,  subiektywnych  i  intersubiekty-

wnie wiążących przejawów, mniemań, interesów, na ogół nie 
jest tematem naukowym, lecz w szerszym sensie tematem dla 

człowieka jest to wszystko, co go w danym momencie dotyczy 

lub  co  go  na  dłużej  i  ewentualnie  trwale  (np.  zawodowo) 

zajmuje: „poważnie" lub w zabawie, gdy dokonuje, sprawia 

albo  tworzy  on  coś  bezwartościowego  lub  wartościowego,  

przelotnego    lub    nieprzemijającego,      w  swym  własnym 
egoistycznym  interesie  lub  w  interesie  wspólnoty,  jako 
pojedynczy podmiot lub jako funkcjonariusz wspólnoty i we 

wspólnotowej  pracy;  pamięć  własna  i  pamięć  pokoleń 

prowadzi go do minionego życia wspólnoty.

 

jest ono doświadczane i da się w doświadczeniu wykazać, lecz to, co 

istnieje  dla  wszystkich  dających  się  pomyśleć  ludzkości  (także  Papuasów), 

doświadczeń,  światów  otaczających,  co  do  których  przyjmuje  się,  że  do-

świadczają tego samego.

 

Edmund Husserl 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

81

 

80

 

background image

 

 

 

  

To,  co  zostało  tu  powiedziane,  samo  stanowi  przykład 

uniwersalnego  namysłu,  od  którego  może  i  musi  zacząć 
naukowiec-humanista:  może,  ponieważ  jako  Europejczyk 

zna  on  już  naukę  i  uniwersalne  nastawienie  teoretyczne, 
wychowany jest do niego, a teraz w tym przeglądzie może 
uzyskać swój temat. A więc człowiek, ludzie we wspólnocie i 
same  wspólnoty  w  swym  życiu  i  w  swych  zabiegach  są 
naukowym  tematem  nauki  humanistycznej,  w  korelacji  z 
uzyskanymi  w  działaniu  osiągnięciami  i  z  dokonanymi  dzie-

łami;  również  jednak  jest  nim  człowiek  pasywny  w  okre-
sach  swego  bezwładu,  śpiący  przez  pewien  czas  i  znów 
budzący  się,  cały  człowiek  w  jedności  swego  życia  jako 
życia osobowego, jako Ja, jako My w działaniu i doznawaniu.

 

Co  czyni  i  czego  doznaje  osoba,  co  się  w  niej  dzieje, 

jak odnosi się ona do swego otaczającego świata, co złości 

ją, a co smuci, co wprawia ją w dobry humor, a co w zły 
nastrój?  -  to  są  pytania  osobiste;  podobnie  wszystkie  py-
tania  tego  rodzaju  w  odniesieniu  do  wspólnot  każdego 
szczebla  -  do  małżeństw,  kręgów  przyjaciół,  stowarzyszeń, 
wspólnot  miejskich,  wspólnot  ludowych  itd.;  najpierw  po-
stawione  w  historycznej  rzeczowości,  a  potem  w  sposób 

ogólny

6

.  Czy  wtedy  ogólna  nauka,  która  musi  tu  powstać, 

nie  jest  psychofizyczną  psychologią,  „psychologią  indywi-
dualną" i psychologią społeczną?

 

6

  Powstaje  pytanie,  w  jaki  sposób  rozumiana  jest  tu  ogólność  -  „na-

turalno-historycznie", morfologicznie czy też jako ogólność bezwarunkowa, 

analogiczna  do  ogólności  ścisłej  nauki  przyrodniczej.  Obiektywność 

przysługująca tylko nauce przyrodniczej polega na „geometryzacji", takiej 

idealizacji,  która  jest  w  stanie  objąć  teoretycznie  wszystkie  możliwości 

doświadczenia  jako  doświadczenia  czegoś  in  infinitum  identycznego 

poprzez ich idealizację: poprzez idealne pojęcia, pojęcia tego, co istnieje w 
sobie  samym,  i  poprzez  idealne  prawdy  jako  prawdy  same  w  sobie.  Czy 

istnieje metoda pozwalająca objąć dziedzinę „ducha", dziedzinę dziejów we 

wszystkich  istotowych  możliwościach,  a  przez  to  pozwalająca  stworzyć 

odnoszące się do tej dziedziny „ścisłe" prawdy w ścisłych pojęciach? 

Człowiek  jako  osoba  -  czy  nie  jest  on  człowiekiem 

psychofizycznym?  W  rzeczy  samej,  jest  on  przecież  czło-
wiekiem,  który  ciałem  i  duszą  należy  do  świata,  jako  rze-
mieślnik  operuje  w  przestrzeni  swymi  rękami  albo  i  całym 
ciałem, walcząc w bitwie walczy także cieleśnie, i naturalnie 
stale świadom jest swego ciała, oddziałując poprzez nie na 
świat zewnętrzny lub na nim doświadczając czegoś takiego 
jak dotyk, pchnięcie, zranienie. Człowiek w nauce osobowej 
naturalnie  jest  tym  samym  człowiekiem,  co  w 
przyrodniczo-biologicznej  antropologii.  Gdy  przechodzimy 
od  jednej  nauki  do  drugiej,  dokonujemy  identyfikacji  bez 
zastanowienia.  A  przecież  tematyczne  ukierunkowanie jest 
istotnie  różne.  Człowiek  w  nauce  humanistycznej  nie  jest 
tematem jako identyczna realność, której byt  sam w sobie 
należy obiektywnie określić, lecz jest to człowiek historyczny, 
subiektywnie gospodarzący się w otaczającym go świecie.

 

Przeciwieństwo  badań  „przyrodniczo"-psychologicz-

nych  i  humanistycznych  polega  na  tym,  jak  wcześniej  po-
wiedziałem,  że  dla  nauki  przyrodniczej  i  dla  nauki  huma-
nistycznej  pierwiastek  duchowy  jako  dusza  tematyzowany 
jest  w  różnych  nastawieniach:  mianowicie  dla  nauki  przy-
rodniczej  jako  zlokalizowany  podmiot,  jako  dodatek

7

  do 

istniejącego fizycznego ciała, współistniejący z nim i induk-

 

7

  O  „dodatku"  mówić  tu  nie  wolno.  Ujęcie  j ako   dodatek  jest  j uż 

pewnym  zafałszowaniem.  Subiektywnie,  w  doświadczeniu,  doświadczane 

obce  ciało  poprzez  doświadczane  kompleksy  cielesnych  dat  (a  więc  to, 

co doświadczane, jako takie) wskazuje już na psychikę i Ja; występuje tu 

więc „kojarzenie", ale takie jak w przypadku każdej apercepcji. 

W danym wstępnie świecie przyroda konstytutywnie jest „przyczynową" 

jednością  w  [formie]  ze  wnętrzności.  „Duch  w  przyrodzie"  -  tutaj  pod 

„lokalizację" nietrudno podłożyć przestrzenne współistnienie i rzeczywistą 

koegzystencję  w  czasoprzestrzeni,  w  tym  samym  więc  sensie,  jak 

koegzystują rzeczy i realne momenty rzeczy. Lecz jak duch jest u ciała? 

Musimy  postawić  to  pytanie.  Jako  władający,  i  to  dopiero  wchodzi  do 
apercepcji. 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

83 

Edmund Husserl 

82 

background image

 

 

 

  

cyjnie  z  nim  zjednoczony  -  psychofizycznie  (w  sensie  kar-
tezjańskiego  dualizmu),  podczas  gdy  nastawienie  humani-
styczne,  nastawienie  osobowe  ukierunkowane  jest  właśnie 
czysto  na  osobę;  w  podobnym  sensie  „czysto",  jak  czysta 
jest  nauka  przyrodnicza  -  jak  się  wydaje,  dzięki  „abstrak-
cji".  Dla  osoby  jej  ciało  jest  wyróżnionym  obiektem  w 
otaczającym  świecie,  obiektem,  którym  może  ona  bezpoś-
rednio  władać,  dysponować.  To  jednakże  jest  apercepo-
wane indukcyjnie i apercepcja ta ma charakter obiektywny.

 

Naturalnie  osoba  jest  zlokalizowana,  mianowicie  po-

przez  swe  fizyczne  żywe  ciało  (korperlichen  Leib)  -  w  na-

turalnej  przestrzeni  i  w  naturalnej  czasowości.  Jeśli  pozo-
staje  się  w  przestrzenności  ścisłej,  to  jest  to  lokalizacja 
konkretna.  Oczywiście, tematyczne  zainteresowania  można 
w  sposób  czysty  ukierunkować  na  przyrodę,  a  w  niej  na 
fizyczne  żywe  ciała,  i  wtedy  jako  współ  występujące  w 
przyrodzie,  empirycznej  lub  ścisłej  resp.  w  odnośnych 

miejscach  czasowych  i  przestrzennych,  będzie  można  od-
naleźć podmioty, dusze. Powstaje jednak wówczas pytanie, 
co  można  przypisywać  temu  współ-istnieniu,  co  stanowi 
jednolity sens tej realnej jedności człowieka lub zwierzęcia, na 
ile  można  i  wolno  mówić  tu  o  „związku"  ciała  i  duszy  i 
związek ten wręcz traktować jako przyczynowy, podobnego 

rodzaju  jak  te  związki  przyczynowe,  które  występują  w 
przyrodzie.  Do  konstytucji  świata,  [traktowanego]  jako 
czysty  świat  doświadczenia,  a  więc  jako  mój  i  nasz  świat 
otaczający,  z  góry  należy  to,  że  w  nim  doświadczane  są  tu 
same  tylko  rzeczy,  tam  ludzie,  tam  zwierzęta,  tu  dzieła 
sztuki, tam narzędzia, tu rzemieślnicy, tam żołnierze itd., że to 

wszystko  tak  jest  wstępnie  dane  i  tak  aper-cepowane,  w 
sposób dopuszczający zmiany, ale jednak w ramach pewnej 
najogólniejszej  strukturalnej  typiki,  do  której  w  sposób 
konieczny należy właśnie występowanie

 

ludzi  (i  ja  sam  jako  człowiek).  Wobec  tego  świata  wszędzie 

można stawiać pytania indukcyjne: gdziekolwiek występuje 

regularne  współistnienie,  tam  pojawia  się  także  pro-

blematyka  indukcyjna.  W  każdej  prostej  apercepcji  ukryte 

jest  i  da  się  odsłonić  regularne  współistnienie,  należy  więc 

ono  do  każdego  typu  apercepcji,  a  także  do  apercepcji 

uniwersalnej, apercepcji świata; równie dobrze do apercepcji 

świata  pobliskiego  lub  świata  ojczystego  oraz  świata 

odległego,  jak  do  apercepcji  poszczególnych  bliskich  lub 

odległych rzeczy. Można więc i będzie się znajdować wskazane 
implicite  regularności,  odnoszące  do  siebie  fizyczno-

cielesne  i  psychiczne  „dane",  co  jednakże  zgoła  nic  nie 

mówi  jeszcze  o  przyrodniczej  przyczynowości  i  o  analogi-

cznym  do  przyrodniczego  powiązaniu  w  jedną  całość.  Za-

pewne,  rozróżnienie  to  znamionuje  pewien  rodzaj  psycho-

fizyki,  w  tradycji  uchodzący  za  antropologię,  a  ugrunto-
wany w tradycyjnym sensualizmie.

 

,Duch  (dusza,  konkretny  byt  osobowy)  jest  w  czasoprze-

strzeni tam, gdzie jest jego ciało, i skąd żyje on i oddziałuje na 

Świat, na uniwersum tego, co czasoprzestrzennie istnieje. Jest 

on  duchem,  osobą,  Ja  swego  otaczającego  świata  (a  tym 

samym  i  pewnego  świata),  gdy  go  sobie  uświadamia; 

możliwość  jego  oddziaływania  polega  na  tym,  że  w  okre-

ślony  uporządkowany  sposób  ma  on  doświadczenie  tego 

otaczającego  świata,  resp.  doświadczając  go,  może  być 

przy nim, bliżej lub dalej od niego itd. Z tym zaś wiąże się, 

że  stale  ma  on  wyróżnioną  doświadczeniową  świadomość 

„swego"  ciała,  a  więc  ma  świadomość  bycia  zupełnie 

bezpośrednio  przy  tym  obiekcie  oraz  tego,  że  jako  pobu-

dzane  i  władające  Ja  stale  w  nim  „żyje"  i  „może".  Owo 

odniesienie,  wszelki  sposób,  w  jaki  dokonuje  się  osobowe 
doświadczanie,  dzięki  któremu  świat  otaczający  jest  oto 

naocznie obecny, właśnie jako osobowe jest pewnym faktem 

należącym do nauki humanistycznej.

 

Nauka humanistyczna ma do czynienia z duchem, i tu

 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

Edmund Husserl 

85 

84

 

background image

 

 

 

  

nauka przyrodnicza, najpierw w wąskim sensie, rozstaje się 

z nauką humanistyczną: z jednej strony nauka o fizycznych 
rzeczach,  a  z  drugiej  nauka  o  ludziach  jako  osobach, 

władających  swym  ciałem  i  poprzez  nie  (jako  ciało  spo-

strzegające)  odnoszących  się  do  wszystkich  innych  rzeczy 
realnych

8

.

 

Należy  tu  jednak  zwrócić  uwagę,  że  przyroda  także 

istnieje w świecie otaczającym, w naszym dzisiejszym świecie 

otaczającym,  w  hipotetycznym  świecie  otaczającym  in-
dyjskim,  neolitycznym  itd.;  dopóki  tematem  jest  nauka 
humanistyczna,  nie  zaś  „obiektywna"  nauka  przyrodnicza, 

dopóty mamy do czynienia nie z obiektywną przyrodą, lecz 

ze  związkami  świata  otaczającego,  stanowiącymi  historię 

naturalną  w  dawnym  sensie  (nawet  jeśli  to  odniesienie  do 

podmiotu  nie  zostanie  wyraźnie  wyrażone,  czy  wręcz 
pozostanie  nie  zauważone  przez  samego  badacza,  nie  bę-

dzie  przezeń  tematyzowane).  Dopiero  gdy  celem  staje  się 

obiektywność, jej byt sam w sobie w sensie ontologicznym, a 

potem matematycznym, nie zaś jej byt taki, jakim nam się 
empirycznie przedstawia, zamiast  historii naturalnej  (która 

należy  do  powszechnej  historii  ludzkości  jako  historyczny 

świat otaczający) mamy przyrodniczą biologię

9

.

 

Jeśli  jednak  tak  jest,  to  powstaje  pytanie,  czy  tego 

samego rozróżnienia nie należałoby przeprowadzić także w 
odniesieniu  do  duszy,  ducha,  osoby,  resp.  czy  nie  należy 

także  odróżnić  obiektywną  naukę  humanistyczną  od  nauki 

historycznej.  Dokładniej,  w  nastawieniu  na  świat  jako  em-

piryczne uniwersum realności: 1) ścisłą przyrodę w kon-

 

8

  Następnie  można  naukę  humanistyczną  rozumieć  dwojako:  Duch 

jako istniejący czasoprzestrzennie wraz z cielesnością, wraz  z nią w prze-
strzeni, wraz 

T

,

 

nią w czasoprzestrzeni, jako temat uniwersalnej indukcyjnej 

nauki  o  świecie  -  towarzyszy  temu  wielkie  pytanie,  czy  tym  samym 
wytyczony  został  jako sensowny,  jako  możliwy,  naukowy  cel  ścisłej nauki 

przyrodniczej w rozszerzonym sensie, dualistycznej ścisłej psychofizyki. Z 
drugiej strony nauka humanistyczna jako nauka czysto osobowa.

 

9

 Za tym kryje się hipoteza idealizacji.

 

strukcji  ontologiczno-matematycznej,  a  następnie  ścisłą 

psychofizykę  przeciwstawioną  empirycznemu  współwystę-

powaniu  fizycznego  żywego  ciała  i  duszy  (sfera  osobowa); 

2)  nastawienie  od  początku  humanistyczne  -  nastawienie 
historyczne.

 

Wszystko  stanie  się  doskonale  wyraźne,  gdy  powiemy 

sobie  to,  co  ja  zwykle  sobie  powtarzam:  świat,  o  którym 

mówię,  świat,  o  którym  mówi  Chińczyk,  Grek  z  epoki 
Solona,  Papuas  -  zawsze  jest  to  świat  obowiązujący  subiek-

tywnie,  także  świat  naukowca,  będącego  człowiekiem  z 

kręgu grecko-europejskiego.

 

xW  życiu  praktycznym  mam  świat  tradycyjny,  skądkol-

wiek  by  ta  tradycja  pochodziła,  może  także  z  dostępnych 

mi,  jakkolwiek  zafałszowanych  nabytków  naukowych, 

które  znam  z  czasopism  i  ze  szkoły  i  które  jakoś  dałej 

przekształcam  pod  wpływem  różnych  motywów  -  moich 

własnych  i  moich  współczesnych,  którzy  przypadkowo  na 

mnie  oddziałują.  Mogę  się  teraz  rozejrzeć  i  teoretycznie 

zainteresować  się  światem,  obowiązującym  właśnie  na 

mocy  tradycji,  lub  też  postawić  się  na  miejscu  starożytnego 
Greka,  zanim  jeszcze  zaistniała  nauka  itd.  Pierwsze  uni-

wersalne  zainteresowanie  teoretyczne,  to,  które  stanowiło 

początek,  było  tego  rodzaju  -  chcieć  poznać  świat  obiek-

tywny  to  tyle,  co  chcieć  poznać  świat  po  prostu.  Jest  to 

świat  na  mocy  tradycji,  ale  to,  że  jest  on  taki,  pozostaje 

ukryte,  a  w  każdym  razie  może  zupełnie  nie  wchodzić  w 

grę.  Nauka  obiektywna  nie  jest  teraz  traktowana  w  sensie 

naturalistycznych sposobów myślenia itd. Nauka obiektywna 

to  czynienie  świata  wprost  tematem,  nauka  humanistyczna 
to  czynienie  tematem  świata,  jako  świata  pełniącej  wobec 

niego  swe  funkcje  subiektywności,  świata,  o  ile  jest  on 

odniesiony do podmiotu (tematyzowane są tylko podmioty i 

w  nich  „przedstawiony"  świat  wraz  z  jego  czaso-

przestrzennością).  Możliwe  jest,  że  przyrodę,  ale  także 

ludzi,  kręgi  kulturowe,  ludy  itd.  „po  prostu"  obiektywnie 

czyni się tematem, a z drugiej strony, że tematem czyni

 

Edmund Husserl 

86

 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

87

 

background image

 

 

 

  

się  ludzi,  kręgi  kulturowe,  przyrodę  w  ich  zrelatywizowa-

niu  do  subiektywności.  Korelacja  zwielokrotnia  się.  Wszy-

stko,  co  istnieje,  jest  czymś  istniejącym  w  subiektywnych 

sposobach dania, wszystko może być tematem wprost albo w 

relatywizacji  do  subiektywności.  „Relatywizacja  do  su-

biektywności" znaczy przy tym: tematyzacja podmiotów po 

prostu,  bez  pytania  o  obiektywną  przyrodę;  można  po-

wiedzieć, tematyzacja abstrakcyjna. Od samego początku w 

nastawieniu  teoretycznym  świat  stanowi  uniwersum  tego, 

co istnieje, wszystko zaś, co istnieje, także to, czego dotyczy 
nauka  humanistyczna  na  pewnym  szczeblu  refleksji,  znów 

jest  włączane  do  świata,  i  tak  in  infinitum.  Teraz  jednak 

dokonuję zwrotu poprzez transcendentalną redukcję: mamy 

oto  naukę  humanistyczną,  która  nie  jest  poprzedzana  przez 

świat, a która świat na zawsze zachowuje.

 

Gdy  uprawiając  historię  naturalną  szukamy  prawdy  o 

istotach  żywych,  to  z  góry  zakładamy,  że  te  rozpatrywane 

będą w zgodnym doświadczeniu (co do swego bytu fizycznego 

i  psychicznego,  oba  dane  są  w  jednolitym  doświadczeniu), 

następnie  zaś  opisywane  w  wiernie  dostosowanych 

pojęciach  doświadczeniowych  (deskrypcyjnych).  Tak  oto 

mogę  mylić  się  co  do  innych,  ewentualnie  także  co  do 

siebie  samego,  ale  dopóki  doświadczenie  się  potwierdza, 
dopóki  mam  zgodność,  uzyskuję  empiryczną  prawdę,  po-

znaję  osoby.  Z  duszami  jest  tak,  jak  z  fizycznymi  żywymi 

ciałami jako obiektami przyrodniczymi (o tyle też mamy tu 

analogię),  mianowicie,  że  doświadczenie  w  odniesieniu  do 

nich  nie  ma  końca;  lecz  czy  dusze  mają  taką  istotową 

strukturę  (dającą  się  pokazać  w  sposób  czysty),  która  przy-
pisywałaby im obiektywny (ściśle ontologiczny) byt sam w 

sobie, w podobnym sensie, jak rzeczom przyrody? Otóż jest 

rzeczą  od  początku  jasną,  że  da  się  rozpoznać  pewna 

istotową  forma  ducha,  jakkolwiek  równie  jasne  jest,  że 

istota  subiektywności  duszy  i  istota  rzeczy  różnią  się  o  całe 

niebo. Od razu trzeba trzymać się z dala od wszelkich

 

fałszywych analogii i wprowadzanych przez nie zniekształceń. 

Z  drugiej  wszakże  strony,  czyż  nie  jest  to  oczywiście 

słuszna  i  konieczna  myśl  przewodnia,  że  przebadanie  fak-
tycznych duchów w ich historyczności próbuje się ugruntować 

na  istotowym  poznaniu  ducha  (i  wspólnoty,  w  której  żyją 

duchy)  a  stąd  czerpie  się  „ścisłe  pojęcia"  i  ścisłe, 

bezwarunkowo  obowiązujące  prawdy,  jako  idealne  bie-

guny duchowej faktyczności?

10

 

Nastawienie  naturalne,  nie  będące  nastawieniem  natu-

ralistycznym:  Gdy  mówimy  teraz  o  różnych  doświadcze-

niowych  nastawieniach  na  gruncie  świata  naturalnego,  to 

musimy  rozróżnić:  1)  nastawienie  na  przyrodę,  mianowicie 

na  przyrodę  doświadczoną,  na  same  tylko  rzeczy  albo  -
abstrakcyjnie  -  na  materialne  ciała  zwierząt  lub  na  obiekty 
kultury  jako  same  tylko  rzeczy;  2)  nastawienie  personali-
styczne: nastawienia na osoby albo na ludzi jako osoby.

 

Co do tego należy? Czym są osoby jako trwałe jedności, 

jakie  mają  charaktery  -  co  składa  się  na  ich  „życie",  co 

jako  osoby  czynią  i  czego  doznają,  jak  w  różnych  sytuac-

jach  życiowych  „ustosunkowują  się"  do  swego  otaczają-

cego świata, jak ten je osobiście dotyka i jak na to osobiście 

reagują;  w  końcu  sam  ich  „świat  otaczający",  dla  nich 

istniejący,  dla  nich  ważny  i  określający  je.  Tutaj  należy 
także  wymienić  pytanie,  jak  ich  świat  otaczający  się  prze-

kształca,  jakie  typy  obiektów  należą  do  tego  otaczającego 

świata;  a  więc  ogólnie:  jaką  istotową  strukturę  ma  osobowy 

świat  otaczający,  w  szczególności  zaś,  jaką  ma  on  ogólną 

strukturę  jako  taki  świat  otaczający,  który  swój  kształt 

zawdzięcza  i  coraz  to  na  nowo  przybiera  dzięki  samemu 

osobowemu  życiu  w  świecie  (Weltleben),  jakie  [mamy  tu] 

typy obiektów kulturowych?

 

Struktura  osobowego  świata  otaczającego  z  istoty  od-

nosi się do struktury osobowego życia (wraz z habitualnymi

 

Lecz jak tu wygląda poznanie istotowe w wied/y historycznej? 

89 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

Edmund Husserl 

88

 

10

 

background image

 

 

 

  

własnościami),  które  jako  życie  światowe  (Weltleben)  jest 
ustosunkowywaniem  się  do  pojawiających  się  w  otaczają-
cym  świecie  przedmiotów  i  ich  należących  do  tego  świata 
właściwości.

 

Szczególnie wyróżnione w świecie otaczającym są należące 

do  tego  świata  osoby.  Ważną  rolę  odgrywa  przy  tym 

różnica,  sama  będąca  tematem,  mianowicie  czy  osoby 

(inne  osoby,  ale  ewentualnie  także  ja  sam)  jako  obiekty, 

jako  przedmioty  świata  otaczającego,  z  góry  już  danego 
praktycznemu Ja, praktycznemu w najszerszym sensie, tzn. 

Ja  konkretnemu,  przytomnie  wiodącemu  swe  życie  w 

świecie,  tematyzowane  są  przez  nie  jako  przedmioty,  z 

którymi  coś  się  dzieje,  które  zastawane  są  w  otaczającym 

świecie  jako  istniejące,  które  się  widzi,  ale  z  którymi  nie 

ma się do czynienia, z którymi nie ma się nic wspólnego: są 
oto tu i tam tak jak same tylko rzeczy; szczególną chyba rolę 

odgrywa  tu  zewnętrzne  widzenie  i  rozumienie  kogoś 

innego,  ale  bez  wzywania  się  w  niego,  bez  wspólnego  z 

nim  życia.  Z  drugiej  strony  inne  podmioty  jako  współpod-

mioty, z którymi pozostaje się we wspólnocie doświadczania, 
myślenia, działania, z którymi dzieli się wspólną praktykę w 

otaczającym  świecie,  jakkolwiek  każdy  z  nich  ma  także 

praktykę  własną. Pewną  „wspólnotę"  mamy  już wtedy,  gdy 

nawzajem  jesteśmy  sobie  obecni  w  otaczającym  świecie 

(ktoś inny w moim), w tym zaś już zawiera się, że jesteśmy 

sobie  obecni  jako  fizyczne  żywe  ciała.  Wzajemnie 

doświadczamy  się,  gdy  widzimy  te  same  przedmioty,  a 

przynajmniej  częściowo  te  same,  z  tego  samego  świata, 

będącego  światem  dla  nas.  To  doświadczanie  we  wspólnym 
widzeniu  zwykle  jest  doświadczaniem  niewłaściwym,  w  pu-

stym  rozumieniu  kogoś  innego  i  jego  sytuacji  doświadcze-

niowej.  Lecz  czymś  szczególnym  jest  wspólnota  osób  jako 

wspólnota  osobowego  życia  i  ewentualnie  jako  trwały 

związek  osób.  Pierwszym  krokiem  jest  wyeksplikowane 

żywe zjednoczenie z innym w intuicyjnym rozumieniu jego

 

doświadczania,  jego  sytuacji  życiowej,  jego  uczynków  etc. 

Dalej  porozumienie  poprzez  wyraz  i  język,  co  jest  już 

związkiem  podmiotów.  Wszelka  komunikacja  naturalnie 

z góry zakłada wspólny świat  otaczający,  który  tworzy  się, 

o  ile  w  ogóle  jesteśmy  dla  siebie  osobami,  ale  może  być 

całkowicie  pusty,  nieaktowy.  Czymś  innym  jednakże  jest 

stowarzyszenie  się  z  osobami  we  wspólnym  życiu,  rozma 

wianie z nimi, troskanie się, staranie się o nie, związanie 

przyjaźnią  i  wrogością,  miłością  i  nienawiścią.  Dopiero 

wtedy  wkraczamy  w  obszar  świata  „społeczno-historyczne- 
go". 

_ \

 

Gdy  żyjemy  w  nastawieniu  naturalnym  -  nie  transcen-

dentalnym - otwierają się przed nami różne ukierunkowania 

tematyczne,  także  ukierunkowania  zainteresowania  te-

oretycznego,  stosownie  do  struktury  z  góry  nam  danego 

świata, danego nam jako nasz wspólny świat otaczający, a 

poprzez  niego  jako  świat  obiektywny.  „Poprzez  niego" 

znaczy,  że  świat  otaczający  ulega  zmianom,  że  w  życiu 
przechodzimy od jednego świata otaczającego do drugiego, 

przy czym w  zmianach  tych ciągle przecież doświadczany 

jest  ten  sam  świat,  podczas  gdy  świat  otaczający  staje  się 

sposobem  przejawiania  się  świata.  W  nastawieniu 

istotnościowym  możemy,  wychodząc  od  faktycznego  wspó-
lnego  świata,  przebadać  istotową  formę  ludzkiego  świata 

otaczającego,  wnikając  zaś  w  ludzi  obcych  nam  kultur  -

formę  konstytuującego  się  w  tej  przemianie  nowego  świata 

otaczającego  oraz  -  uznając  za  możliwą  kontynuację  tego 

procesu w nieskończoność - możemy zaprojektować strukturę 

istniejącego  świata  jako  świata  możliwego  doświadczenia, 

tzn.  świata  ujawniającego  się  w  postępujących  coraz  dalej 

korektach 

możliwych 

przejściowych 

światach 

otaczających. Byłaby to idea ontologii świata doświadczenia 

właśnie  jako  takiego.  Nastawienie  teoretyczne  może 

kierować  się  ku  samej  tylko  przyrodzie,  wówczas  mamy 
nastawienie przyrodnicze (naturale), które wszakże nie jest

 

Edmund Husserl

 

90

 

Nastawienie nauki przyrodniczej

 

91

 

background image

 

 

 

  

„naturalistyczne".  Z  drugiej  strony  możemy  nastawić  się 
na  osoby  i  osobowe  wspólnoty,  możemy  nastawić  się  na 
możliwe  konkretne  światy  otaczające  i  rysujący  się  w  nich 
świat „prawdziwy".

 

Nastawienie  na  przyrodę  może  mieć  rozmaity  sens.  W 

ogóle:  w  nastawieniu  naturalnym  jesteśmy  jako  osoby  zaj-

mujące się badaniami, a i już przedtem, jako ci, którzy żyją 

ze  sobą  i  obok  siebie.  Ale  jako  podmioty  wobec  świata 

jesteśmy  przy  tym  wraz  z  naszym  życiem  anonimowi  -

dopóki  samych  siebie  nie  uczynimy  sobie  tematem.  Takie 

właśnie  jest  nastawienie  na  przyrodę:  uczynić  tematem 

przyrodę  i  nic  innego;  tematyzowanie  jest  więc  w  pewnym 

sensie  zarazem  „abstrahowaniem",  co  zrazu  nie  musi  być 

rozumiane,  a  więc  nie  musi  być  rozumiane  w  sposób  konie-

czny,  jako  czynne  pomijanie  czegoś,  lecz,  jak  to  się  zwykle 
dzieje,  tylko  jako  wyłączne  skupianie  się  na  czymś,  a  w 

następstwie  tego  niebranie  niczego  innego  pod  uwagę.  U 

podstaw  naukowego  nastawienia  na  przyrodę  ostatecznie 

leży  zapewne  umyślne  uczynienie  tematem  przyrody,  i  to 

czystej przyrody przy świadomym wykluczeniu, przy dążeniu 
do wykluczenia wszystkiego, co tylko subiektywne.

 

Przyrodą, która jest tu tematyzowana, może być przyroda 

świata otaczającego, i to taka, jaką jest ona z góry dana, jak 

prezentuje  się  ona  w  rzeczywistym  i  możliwym 

doświadczeniowym  spostrzeżeniu  i  jak  wykazuje  się  jako 

rzeczywiście  istniejąca  w  toku  naszego  doświadczeniowego 

życia  dzięki  zgodności  doświadczeń  (choć  nie  bez  okazjo-

nalnych  korekt).  Tematyzacja  ta  ma  oznaczać,  że  znajo-

mość  na  podstawie  doświadczenia,  konsekwentnego  do-

świadczenia,  własnego  i  obcego,  uzupełnionego  przez  do-

świadczeniowe antycypacje w pośredniej indukcji, ustalona 

zostaje  w  opisie;  zmierza  się  tu  do  nauki  opisowej, 

uniwersalnej  opisowej  nauki  przyrodniczej,  obejmującej 

uniwersum  możliwego  doświadczenia  przyrody,  zmysło-
wego spostrzeżenia, przypomnienia, dającej się przez nie

 

rzeczywiście  potwierdzić  indukcji  -  po  wszystkie  czasy.  U 

podstaw  leży  -  jakkolwiek  w  rzeczywistości  jeszcze  nie 

wykształcona  -  ontologia  „świata  możliwego  doświadcze-

nia".  Tutaj  można  już  wyróżnić  rozszerzenie  indukcji  po-

przez  homogenizację  tego,  co  niedoświadczalnie  odległe  i 

tego,  co  bliskie,  a  poczynając  stąd  w  ogóle  idealizację 

nieskończoności.

 

Czymś  innym  jest  cel  „ścisłej"  nauki  przyrodniczej,  by 

ponad  względnością  naocznej  przyrody,  względnej  w  ota-

czającym  świecie,  w  „prawdach  samych  w  sobie"  określić 

przyrodę  „samą  w  sobie",  jako  identyczny  we  wszelkich 

względnościach  byt  sam  w  sobie.  Przyroda  opisowa  jest 

czymś  względnym  wobec  ludzi-osób,  mianowicie  wobec 
nas,  naszego  narodu,  naszej  europejskiej  ludzkości,  nas-

ludzi  żyjących  na  Ziemi  w  naszej  epoce  historycznej;  my 
sami wszakże nie stanowimy tu tematu ani nie stanowi go ta 

relacja,  która  o  tyle  też  nie  wymaga  tematyzacji,  o  ile  z 

pokolenia  na  pokolenie  jesteśmy  przecież  tą  samą  ziemską 
ludzkością  w  tej  jednolitej  epoce  historycznej,  sferze 
czasowej,  i  ustalenia  nauki  z  pokolenia  na  pokolenie  w 

sposób zrozumiały uznajemy za ciągle obowiązujące

11

.

 

Wystarczy,  byśmy  tylko  tematycznie  ukierunkowali 

spojrzenie  na  tę  względność,  a  widzimy,  że  owa  nauka 

.przyrodnicza należy do szerszego zakresu osobowej nauki o 

ziemskim  człowieczeństwie  w  ogóle,  przy  czym  to  trak-

towane jest jako „My-ludzie", jako takie, które od nas,

 

11

 Uniwersalna nauka opisowa jako nauka o wstępnie danym świecie w 

swej uniwersalności pozostaje w dziedzinie rzeczywistego i umożliwionego, 

bezpośredniego  i pośredniego  doświadczenia,  postępuje  zatem  w  sposób 

konieczny  od  wstępnie  danego  jako  horyzont  obecnego  świata  poprzez 

ujawnianie wspólobecności, kształtuje się jako opisowa nauka o otwartej 

obecności,  następnie  jednak  także  jako  nauka  o  przeszłości 

(paleontologicznie),  czemu  towarzyszy  coraz  dalej  idące  ujawnianie  prze-

szłości,  a  potem  przyszłości.  Naturalnie  ukierunkowana  jest  ona  na  ty-

powe  ogólności,  typowe  sposoby  zmieniania  się  typów,  a  dalej  na  wyja-

śnianie poszczególnych faktów według takich reguł. 

Edmund Husserl 

Nastawienie nauki przyrodniczej

 

93 

92 

background image

 

 

 

każdorazowych  badaczy,  uzyskuje  swój  horyzont  czasowy  i 
swą  względną,  w  szerokim  sensie  historyczną  czasowość. 
Wnikając  w  to  widzimy,  że  dopiero  człowiek  europejski, 
którego  źródłem  był  filozofujący  Grek,  powziął  i  mógł 
uzyskać  teoretyczne  nastawienie  na  najbardziej  zewnętrzny 
osiągalny  świat  otaczający.  Świat  otaczający  jest  czymś 
względnym  wobec  pełniącej  swe  funkcje  subiektywności  - 
typika  funkcjonujących  subiektywności  sama  jest  czymś 
historycznym:  ludzie  z  konieczności  są  członkami  wspólnot 
pokoleń  i  z  konieczności  żyją  w  jakimś  wspólnotowo  uzna-
wanym  za  własny  świecie  otaczającym,  w  którym  pod  tym 
względem  panuje  uniwersalna  historyczność.  Bynajmniej 
jednak nie jest jeszcze  przez to powiedziane, że  do każdego  z 
tych światów należy możliwe nastawienie teoretyczne; także 
ono,  zrazu  w  postaci  „opisowego"  nastawienia  naukowego, 
jest czymś z istoty historycznym. Jeśli jednak  nastawienie to 
już  zaistniało,  to  w  toku  historii  wyznaczony  jest  rozwój  od 
opisu czysto naturalnego do psychofizycznego.

 

Nowym nastawieniem jest następnie to, które kieruje

 

się  ku  ludziom  i  zwierzętom,  traktując  ich  nie  jako  fizyczne 

ciała,  które  należy  przebadać  konsekwentnie  opisowo  w 

czysto przyrodniczym nastawieniu, lecz jako ludzi (względnie 

zwierzęta), którzy swe fizyczne ciała mają jako ciała  żywe, 

każdy z nich ma swój osobisty świat otaczający jako cieleśnie 

zorientowany świat tego, co bliskie i tego, co odległe, który 

występuje w sposobach przejawiania się „prawo-lewo", „na 

górze-na  dole"  i  wszystkie  te  sposoby  przej  awiania  się 

pozostają 

we 

współbieżnej 

relacji 

zależności 

do 

subiektywnych sposobów mego „poruszam mym ciałem" w 

systemie dających się także dowolnie realizować kinestez. Do 

tematyki  człowieka  należy  wszystko  to,  co  uznaje  on  za 

obowiązujące jako  świat  otaczający  i  co  odnosi się do tego 

świata,  jego  indywidualnego  i  wspólnotowego  świata 

otaczającego, nadto należy tu dające się

 

uchwycić  w  refleksji  zjawiskowe  „jak"  tego  otaczającego 

świata, dla każdego z osobna, ale także dla wspólnoty -jak 

odpowiadają  sobie  sposoby  przejawiania  się  komuni-

kujących  się  ze  sobą  jednostek,  jak  każdy  swemu  byciu 

człowiekiem,   rozumianemu  jako   obiekt   wyznaczający 

punkt zerowy zorientowania świata otaczającego, nadaje w 

doświadczeniowej  apercepcji  miejsce  w  przestrzeni  ota-

czającego  świata,  jak  w  zmianie  miejsc  zajmowanych  przez 

osoby, np. gdy zamieniają się one miejscami, dla każdej z 

nich muszą zmienić się zorientowania tych samych obiektów, 
resp. muszą one zamienić się sposobami przejawiania się.

 

Podczas  gdy  opisowa  przyroda  należy  do  osobowego 

świata  otaczającego  wszystkich  ludzi,  względnie  do  świata 

otaczającego wszystkich ludzi „europejskich", a więc także do 

antropologii, przyroda ściśle naukowa oczywiście nie należy 

do  niego,  lecz  tylko  do  świata  otaczającego  ludzi 

uprawiających  ścisłą  naukę  przyrodniczą  (lub  ją  rozumie-

jących).  Zapewne,  naukowa  historia  naturalna  także  nie 

należy  do  świata  otaczającego  każdego  człowieka,  o  ile 

1

 

swój  powszechny  świat  otaczający  uzyskała  i  wydobyła  na 

światło  dzienne  w  badaniach,  co  mogłoby  być  światem 

otaczającym,  ale  nie  było  i  nie  jest,  chyba  że  znów  dla 

naukowca.  Nauka  przyrodnicza  jest  pewną  kulturą,  ale 
należy  tylko  do  świata  kultury  takiej  ludzkości,  która  tę 

kulturę ukształtowała i w obrębie której istnieją dostępne dla 
jednostki drogi jej zrozumienia.

 

Dalszym  tematem  może  się  stać  uniwersalna  jedność 

jakiejś  „ludzkości",  sięgająca  tak  daleko,  jak  daleko  sięga 

wspólnotowe  życie,  bezpośrednie  i  pośrednie,  a  korelaty-

wnie  wspólnota  świata  otaczającego  (w  „jak"  sposobów 

przejawiania się ujmowania), zwłaszcza wspólnota kultury. 

Tematem  może  się  ona  stać  w  jedności  swego  czasowego 

życia, w jedności tej czasowości, która sama stanowi formę 
tego życia, nie zaś np. jest czasowością przyrody

 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

95 

Edmund Husserl 

94 

background image

 

 

 

  

ścisłej nauki przyrodniczej, która zgodnie ze swym sensem  jest 

zawsze  identycznym  czasem  ponad  przyrodami  światów 

otaczających  poszczególnych  ludzkości,  identycznym  czasem 
absolutnie  identycznej  przyrody,  a  nie  czasem  relatywnym, 

istotowo  powiązanym  z  każdorazową  szczególną  ludzkością 

istniejącą  w  życiu  wspólnotowym  we  wszystkich  swych 

przesz!ościach i w otwartej przyszłości, która przecież z punktu 

widzenia  współczesnych  ludzi  ma  sens  ich  przyszłości, 

przyszłości ich ludzkości.

 

Następnie  tematem  mogą  stać  się  także  ludzkości  tylko 

luźno kontaktujące się ze sobą, sposoby, w jakie tworzą one 

wspólnotę  i  w  historii  stają  się,  resp.  stały  się  jedną 

ludzkością, przy czym zasadniczym elementem jest tu historia 

własnej ludzkości, jej historyczne powstawanie z ludzkości 

i  kultur  wcześniejszych  itd.  Tutaj  opuszczamy  już  opisowe 

badania  nauk  przyrodniczych  i  zagłębiamy  się  w  problemy 
humanistyki,  względnie  opisową  przyrodę  włączamy  do 
historycznej nauki humanistycznej.

 

Wszystko  to  jest  jeszcze  powierzchowne,  nie  zostały 

jeszcze uwzględnione normatywne idee owych ludzkości i ich 
kultur,  resp.  te  idee,  które  określają  życie  człowieka, 
jednostki  ludzkiej  i  człowieka  uczestniczącego  na  różne 

sposoby  we  wspólnocie,  wyznaczające  to,  co  powinien  on 

czynić  i  rozstrzygające  o  jego  życiowych  wyborach  (nie-

kiedy  jednak  także  w  decyzjach  i  rozstrzygnięciach  woli, 

stanowiących uniwersalne i ważne na zawsze prawidła własnego 

życia  i  życia  wspólnotowego)  . P r o w a d z i t o w i ę c   do 
i m m a n e n t n e g o   d z i e j o m   „sensu",  do  problemów 

teleologii  rozwoju,  do  problemów  rozwoju  uniwersalnych 

idei  wyznaczających  ukierunkowanie  nowego  typu  ludzkości; 

należą  tu  idee  nieskończonego  i  prawdziwego  świata  jako 

korelatu  idei  nauki  o  świecie,  idee  prawdziwego  i 

rzetelnego osobowego życia jednostki i rzetelnej wspólnoty, w 

końcu  idee  rzetelnej  ludzkości  i  związanych  z  nią  idei 

„etycznych", idei uniwersalnej nauki nie o samym

 

tylko świecie, lecz o wszystkim, co w ogóle jest, także jako 
idea, jako idealna norma itd.

12

 

W końcu sama uniwersalna nauka osobowa zdaje się 

przekształcać  we  wszechnaukę,  zdaje  się  rozpływać  w  uni-
wersalnej  filozofii,  a  eidetycznie  w  uniwersalnej  ontologii. 
Wszystko  bowiem  ma  początek  w  nas,  żywych  lud/iach 

zadających teoretyczne pytania, my sami jesteśmy osobami i 

w  naszym  wspólnym  świecie  mamy  temat  wszystkich  mo-

żliwych  tematów,  wszystkich  możliwych  do  postawienia 

pytań,  a  więc  również najwyższych  i  ostatecznych  pytań 

człowieka.

 

Cofnięcie  się  od tego uniwersalnego,  na  swój  sposób 

historycznego, zorientowanego na osoby sposobu rozważania 

świata,  poruszającego  się  na  gruncie  świata  wstępnie 
danego,  do  absolutnego  gruntu,  gruntu  transcendentalnej 

subiektywności.

 

Przy  tym  punkt  wyjścia:  My,  którzy  przeprowadzamy 

uniwersalne  rozważanie  osobowe,  włączając  w  nie  uniwer-

salne  rozważanie  świata  otaczającego  itd.,  sami  jesteśmy 

ludźmi,  ludźmi  europejskimi,  staliśmy  się  nimi  w  toku  hi-
storii,  sami  tworzymy,  jako  historycy,  historię  świata  i 

naukę  o  świecie  we  wszelkim  sensie,  ów  historyczny  twór 

kulturowy w motywacji dziejów Europy, w których tkwimy. 

Świat, który dla nas istnieje, sam jest naszym historycznym 

tworem, nas, którzy w swym bycie także jesteśmy tworem 
historycznym. Czym jest zakładane przez tę względność to, co 

bezwzględne?  Subiektywność  jako  transcendentalna.  Inny 

punkt  wyjścia:  eidetycznie  ogólna  nauka  osobowa  - 
psychologia.  Psychologia  uniwersalna.  Przeskok  do 
transcendentalnej filozofii.

 

12

  To  jednakże  w  konsekwentnej  realizacji  nauki  humanistycznej  -

nastawieniu naturalnym. 

Nastawienie nauki przyrodniczej 

97 

background image

 

III

 

ZAPRZECZENIE MOŻLIWOŚCI FILOZOFII NAUKOWEJ 

-

 

KONIECZNOŚĆ NAMYSŁU 

-

 NAMYSŁ HISTORYCZNY 

-

 

JAK POTRZEBA HISTORII

?

 

F i l o z o f i a   j a k o   n a u k a ,   jako  poważna,  ścisła,  a 

nawet  apodyktycznie  ścisła  nauka  - t e n   s e n   j u ż   s i ę  

s k o ń c z ył .   Zapewne,  człowiek,  który  raz  zasmakował 

owoców filozofii, poznał jej systemy, następnie podziwiał je 

nieodparcie  jako  najwyższe  dobra  kultury,  nie  może  już 

porzucić  filozofii  i  filozofowania.  Jedni  patrzą  na  filozofie 
iak na dzieła sztuki największych artystów i jedność filozofii 

upatrują  w  jedności  sztuki.  Inni  znów  przeciwstawiają 

filozofię naukom w odmienny sposób, stawiając ją na równi 

z  religią,  w  którą  wrośliśmy  w  toku  dziejów.  Wiara 

religijna, póki jeszcze jest wiarą żywą, mówiąc o Bogu i 

objawionej  przezeń  prawdzie,  upewnia  człowieka  co  do 
tego,  co  jest  metafizycznie  transcendentne,  co  przekracza 

świat  będący  tematem  poznania  naukowego,  jako  jego 
ostateczna  podstawa  bytowa  -  i  tam  odnajduje  ostateczną 

podstawę  absolutnych  norm,  którym  podporządkowujemy 

nasz ludzki byt w świecie. Filozofia sądziła niegdyś, że jest 

nauką  o  całości  bytu.  A  zatem  nawet  wtedy,  gdy  sama 

dokonywała  rozdziału  między  światem  jako  całością  bytu 

skończonego  a  Bogiem  jako  zasadą  jednoczącą  nieskoń-

czoność  skończoności  (a  potem  jako  nieskończoną  nadoso-

bą),  sądziła,  że  potrafi  poznać  naukowo  zasadę  metafizy-

czną  i  świat  na  podstawie  tej  zasady.  Podstawiając  dalej 

pod  świat  coś  transcendentnego,  metafizycznego  i  myśląc 

zasadę absolutu, sądziła wciąż, że można dojść do sfery

 

background image

 

Zaprzeczenie możliwości filozofii naukowej 

 

 

tego,  co  transcendentne,  absolutne  i  metafizyczne,  dro-

gami  naukowymi.  Dlatego  też  możliwe  było  powiązanie 
nauki  i  religii  -  tak  jak  czyniła  to  filozofia  średniowieczna, 

pretendująca  do  zaprowadzenia  pełnej  harmonii  między 

wiarą religijną i rozumem naukowym. Ale teraz powszechnie 

panuje  przekonanie,  że  te  czasy  już  minęły.  Przez  Europę 

przepływa potężny i wciąż przybierający na sile strumień tak 
niewiary  religijnej,  jak  i  filozofii  wyrzekającej  się  swej 

naukowości.

 

Powszechnie zapanowało też przekonanie, że filozofia jest 

zadaniem  walczącego  o  swą  egzystencję  człowieka,  i  to 

takiego  człowieka,  który  w  toku  europejskiego  rozwoju 

kultury  wzniósł  się  do  autonomii,  a  dzięki  nauce  odnajduje 

siebie  w  horyzoncie  nieskończoności  -  i  zawartego  w  nich 

losu.  Namysł  nad  światem  przeprowadzony  przez  czło-

wieka  autonomicznego  z  konieczności  prowadzi  go  do 

tego,  co  transcendentne,  jako  czegoś  niepoznawalnego  i 

niemożliwego  do  opanowania.  Człowiek  może  tylko  ze  . 

swego  miejsca,  ze  swych  horyzontów  poznawczych  i  uczu-

ciowych  uzyskiwać  przeczucie  i  kształtować  przy  tym  drogi 

wiary,  które  jako  światopogląd  nadają  temu  przeczuciu  i 

normom  działania  osobistą  oczywistość  -  pod  wodzą  prze-

czuwanego wiarą Absolutu. Taka postawa daje także grupom 

ludzi o zbliżonym pierwotnym ukierunkowaniu coś takiego 
jak wspólne rozumienie i wzajemne poparcie.

 

Światopogląd  zatem  jest  osiągnięciem  z  istoty  swej  in-

dywidualnym,  jest  rodzajem  osobistej  wiary  religijnej,  ale 

od  wiary  tradycyjnej,  objawionej,  różni  się  tym,  że  nie 

rości  sobie  pretensji  do  prawdy  bezwarunkowej,  ważnej 

dla  wszystkich  ludzi  i  dającej  się  wszystkim  przekazać  -

tak  samo  jak  niemożliwa  jest  naukowa  prawda  o  tym,  co 
absolutne,  tak  też  nie  można  wykazać  w  sposób  ważny 

powszechnie  i  obowiązujący  każdego  prawdy  światopoglą-

dowej.  Każde  takie  roszczenie  byłoby  równoznaczne  z 

przeświadczeniem, że na podstawie racji rozumowych, a

 

więc naukowych, możliwe jest poznanie tego, co absolutne, 

i jego stosunku do człowieka.

 

Filozofia  znalazła  się  w  niebezpieczeństwie,  zagrożona 

jest jej przyszłość - czy nie powinno to pytaniu o obecne 

zadania filozofii, jako pytaniu postawionemu właśnie teraz, 

nadawać sensu wyróżnionego?

 

Przez  tysiąclecia,  a  raczej  w  powtarzających  się  epo-

kach  filozofii  żywej,  wciąż  odżywającej,  utrzymywała  się 

wiara  (i  na  tym  właśnie  polegała  egzystencja  filozofii)  w 

możliwość  urzeczywistnienia,  a  niekiedy  w  udaną  już  rea-

lizację filozofii - w formie systemów i związanych z nimi 

„szkół".  Cóż  jednak  mogło  podtrzymać  tę  wiarę,  gdy  sy-

stemy zmieniały się, a szkoły nie mogły się pogodzić drogą 

ujednolicenia  swych  przekonań?  Tkwiło  w  tym  przecież 

pewne niepowodzenie, które nie mogło pozostać w ukryciu. 

Cóż  podtrzymywało  świadomość  koniecznego  zadania, 

które  było  podejmowane  w  osobistej  egzystencji,  gdyż 

musiało być podejmowane, i to właśnie jako świadomość, że 

podejmując  urzeczywistnienie  zadania  jako  osobistą  ko-

nieczność, wypełnia się konieczność ponadosobistą, że jest to 
zadanie  ludzkości  implikowane  we  własnym  zadaniu 

życiowym?

 

Cóż może wiązać nas z tym celem? Czy tylko odwaga 

porwania się na cel piękny wprawdzie, ale możliwy tylko w 

pustym sensie, cel na pewno nie niemożliwy, ale przecież w 

końcu tylko wyimaginowany, któremu po doświadczeniach 

tysiącleci  towarzyszy  coraz  większe  prawdopodobieństwo 

nieosiągalności?  Czy  też  mamy  tu  do  czynienia  z 

oczywistością  praktycznej  możliwości  i  konieczności,  która 

temu,  co  zewnętrznie  wydaje  się  niepowodzeniem  i,  koniec 

końców,  rzeczywiście  jest  niepowodzeniem,  nadaje  cha-

rakter  wprawdzie  niedoskonałego,  jednostronnego,  częś-

ciowego, ale przecież sukcesu w tym niepowodzeniu?

 

Lecz nawet jeśli oczywistość ta kiedykolwiek była żywa, 

to w naszych czasach osłabła, utraciła swą żywot-

 

101

 

Edmund Husserl 

100

 

background image

 

Zaprzeczenie możliwości filozofii naukowej

 

 

 

ność.  Jest  rzeczą  jasną,  że  jeżeli  filozofia  ma  jeszcze  jed-

noczący ją sens, a w nim prawomocne, konieczne zadanie, to 

musi  utrzymywać  się  taka  oczywistość,  choćby  jako  nie-

doskonała  oczywista  świadomość  jasnego  zamierzenia, 

które  realizowane  jest  we  wszystkich  próbach  wielkich  sy-

stemów,  przynajmniej  od  niektórych  stron,  podczas  gdy 

inne  podlegają  krytyce.  Oczywistość  tę  możemy  wyczuć 

tylko przez zagłębienie się w ożywioną na nowo zawartość 
tradycyjnych  systemów,  a  wnikając  w  nie,  stawiając  wobec 

nich  pytania,  możemy  doprowadzić  do  jasności  sens  zadań 
filozofii.

 

Co  do  tego  nie  ma  wątpliwości-jeżeli  mamy  zrozumieć 

nas samych jako filozofów i to, co jako filozofia ma w nas 

powstać,  musimy  zagłębić  się  w  rozważania  historyczne. 

Nie  wystarcza  już  atakowanie  roboczych  problemów,  by 

tak  rzec,  w  naiwnym  strumieniu  życia  i  działania,  choć 

przecież  z  egzstencjalnych  głębi  osobowości,  problemów 
napotykanych  w  naszej  naiwnej  egzystencji  (Werden)  i  ro-

zważanie  ich  wspólnie  z  naszymi  towarzyszami  pracy,  z 

tymi, którzy  natrafili na nie  dzięki wspólnej, żywej dla  nas 

wszystkich tradycji. Nie wystarcza to już przecież w sytuacji 

zagrożenia,  z  której  współczesna  filozofia  zdaje  sobie 

sprawę  -  musi  zdawać  sobie  sprawę,  musi  przyjąć  ją  do 

wiadomości,  jeśli  chce  zapewnić  sobie  przyszłość,  zagro-

żoną przez przemożne podszepty „ducha czasów".

 

Filozof  i  pokolenie  filozofów,  jako  że  pracują  odpowie-

dzialnie  w  pewnej  przestrzeni  ludzkości  i  kultury,  stają 
przed  koniecznością  podjęcia  wynikającej  również  i  stąd 

odpowiedzialności  i  stosownych  do  niej  działań.  W  ogóle 

jest  to  tak,  jak  z  ludźmi  w  czasach  zagrożenia.  W  imię 

możliwości  wypełnienia  przyjętego  zadania  życiowego  w 

czasach  zagrożenia  trzeba  najpierw  właśnie  to  zadanie 

odłożyć i czynić to, co w przyszłości może znów umożliwić 

normalne  życie.  W  konsekwencji  dochodzi  na  ogół  do 

tego, że zmienia się cała sytuacja życiowa, a wraz z nią

 

pierwotne  zadania  -  jeśli  nie  stają  się  w  końcu  zupełnie 
bezprzedmiotowe.  Pod  k a ż d y m   w z g l ę d e m   niezbę -
d n y   j e s t   w i ę c   n a m y s ł ,   byśmy mogli odnaleźć się w 
tym wszystkim.

 

Namysł historyczny, który musimy teraz podjąć, dotyczy 

naszej własnej egzystencji jako filozofów, a korelaty-wnie 

egzystencji filozofii, która ze swej strony wypływa z naszej 
egzystencji filozoficznej

1

.

 

Sprawa  jest  dość  skomplikowana.  K a ż d y   f i l o z o f  

„czerpie  z  h i s t o r i i "   minionych  filozofów,  z  minionej 
literatury  filozoficznej  -  tak  samo,  jak  dysponuje  dziełami 

będącymi  dopiero  od  niedawna  w  obiegu  w  otaczającym 

go współczesnym świecie filozoficznym, jak  dodaje do nich 
najnowsze pozycje i jak  w mniejszym lub większym stopniu 

wykorzystuje  możliwość  (która  w  stosunku  do  przeszłości 

już nie zachodzi) osobistej wymiany myśli z żyjącymi jeszcze 

współ-filozofami.

 

„Filozof  czerpie  z  historii"  -  ale  ta  nie  jest  przecież 

obecna  tak  samo,  jak  obecny  jest  magazyn  z  nagromadzo-

nymi w nim zapasami, co do których każdy może się prze-

konać,  że  nie  są  majakiem  sennym,  nie  są  złudzeniem, 

lecz że rzeczywiście są oto w zasięgu ręki, a to, że są i 
jakie są, jest pewne. Już nawet dokumenty, dzieła filozofów 

i  informacje  o  nich,  jako  fakty  literackie,  same  nie  są  po 

prostu  obecne  tak  jak  teraźniejsze  i  zawsze  dające  się 

spostrzec  rzeczy.  Albo  też  inaczej:  to,  co  z  nich  obecne 
jako  rzecz,  nie  jest  jeszcze  samym  dokumentem,  który 

każdorazowy czytelnik rozumie jako dzieło filozoficzne

 

1

  Moglibyśmy  powiedzieć  to  również  prościej,  a  zarazem  z  góry  uogó-

lniając:  namysł,  o  który  tutaj  idzie,  jest  przypadkiem  szczególnym  tego 

namysłu  nad  sobą  samym,  w  którym  człowiek  jako  osoba  próbuje  zasta-

nowić  się  nad  ostatecznym  sensem  swego  istnienia.  Należy  rozróżnić 

szersze i węższe pojęcie namysłu nad sobą samym: czysta refleksja nad Ja 

i  refleksja  nad  całościowym  życiem  Ja  jako  Ja,  oraz  namysł  w  ścisłym 
sensie jako skierowane wstecz pytanie o sens, o Ideologiczną istotę Ja. 

Edmund Husserl

 

102 

103 

background image

 

Zaprzeczenie możliwości filozofii naukowej

 

 

 

albo informację, gdy to, co tak jak rzecz ma przed sobą, jest 

dlań  nośnikiem  znaczeń.  Ale  tak  jest  tylko  dla  niego,  i 
natychmiast można postawić pytanie, czy rzeczywiście idzie 

tu  o  przekaz  literacki,  a  nie  o  fałszywe,  zmyślone 

przekształcenie,  zawierające  jedynie  jądro  historycznej 

rzeczywistości itd. Czytelnik, filozof myślący samodzielnie, nie 

troszczy się (i dla całych epok było to w ogóle wykluczone) o 

naukową  historyczność;  to,  co  przedstawia  mu  się  jako 
fakt.przekazu, przyjmuje bezkrytycznie jako takie i motywem 

jego  działań  staje  się  to,  co  sam  uważa  za  filozofię 

platońską, arystotelesowską itd. Jeden sięga do tych, inny do 

innych  dostępnych  mu  (albo  w  ogóle  dostępnych  w  jego 

czasach)  dokumentów  literackich,  i  jeżeli  nawet  ktoś 

decydujący impuls otrzymał właśnie od Platona, tak że potem 

zalicza  się  go  do  platoników,  to  jest  przecież  zupełnie 

możliwe,  że  w  ciągu  całego  swego  filozoficznego  życia  nie 

miał  on  czasu,  możliwości,  ochoty  na  studiowanie 

wszystkich platońskich albo uchodzących za platońskie pism, 

nie mówiąc już o całej literaturze pomocniczej , komentującej 

albo krytykującej filozofię Platona.

 

Czytelnik  taki,  który  już  otrzymał  wychowanie  filozo-

ficzne w swoich czasach, sam stał się filozofem i, być może, 

występował już jako autor, naturalnie czyta i rozumie to, co 

przeczytał, na podłożu swoich własnych myśli, aperce-puje 

Platona  na  swój  własny  sposób,  na  podstawie  „percepcji" 

swoich,  ukształtowanych  już  pojęć,  metod,  przekonań. 

Dzięki  tej  apercepcji  uzyskuje  on  coś  nowego,  rozwija  się 

jako filozof, a ogarniając i interpretując analogicznie także 

inne pisma filozoficzne, sam się zmienia. Gdy po pewnym 

czasie  znów  czyta  Platona,  ten  ukazuje  mu  nowe  oblicze, 
tak samo jak i inni autorzy, których rozumie na nowo, co z 
kolei stanowi nowy motyw itd.

 

W  naszej  epoce  właściwie  każdy  ma  swój  świat  otacza-

jący,  w  praktycznym  zakresie  powszechnej  dostępności  ma 

już naukową historię, a w szczególności naukową historię

 

filozofii. Albo też raczej zrębem historii powszechnej, jak  i 

każdej  historii  specjalistycznej,  jest  naukowa  wstępna 
interpretacja  i  krytyka  literackich  i  nieliterackich  doku-

mentów przeszłości historycznej - będąca naszą własnością i 

własnością  historyka  współprzynależącego  do  naszego 

„My".  Ale  przecież:  j a k i e   to  ma  z n a c z e n i e ,   jakie 

znaczenie  mieć  musi  d l a   f i l o z o f a   m yś l ą c e g o s a m o -
d z i e l n i e ?   Czy  praca,  której  dokonał  nie  bacząc  na  naukę 

historyczną,  a  kierując  się  swoim  własnym  „niehistorycz-
nym",  nieprawdziwym  obrazem  Platona,  jest  pracą  dare-

mną?

 

O jakie „zmyślenie", o jaką interpretację historyczną tu 

idzie,  jaka  może  nam  pomóc  i  w  jakiej  mierze;  jak 

daleko mamy ją kontynuować i wykraczać poza nasze życie 
filozoficzne,  by  doprowadzić  do  jasności  niejasną  świado-

mość naszego telosl

 

Nigdy  wyjaśnienie  to  nie  było  sprawą  większej  wagi 

niż  w  naszych  czasach;  filozofia  przez  tysiąclecia  mogła 

rozwijać  się  teoretyzując  naiwnie,  naiwnie  stawiając  pro-
blemy  w  naiwnie  ukształtowanych  pojęciach,  mogła  w  na-

iwnej  metodyce  kształtować  je,  opisywać  i  śledzić.  Ta  na-

iwna,  ale  w  sobie  niejasna  pewność  celu  była  wprawdzie 

od  samego  początku  negowana  przez  sceptyków,  ale  nie-

zależnie od tego, jak dalece sięgnęła  skepsis  i płynące  z 

niej  motywacje  w  tok  samej  filozofii,  ważność  teleologicz-

nego  sensu  filozofii  w  sposób  ciągły  pozostawała  nienaru-

szona,  uzyskane  już  zdobycze  teoretyczne  zawsze  miały 

rangę  poważnego  i  potwierdzonego  osiągnięcia  -  choć  pó-

źniej mogły przecież ulec krytyce następców.

 

Powiedzmy  wyraźniej.  Oczywiście  wiem,  do  czego 

zmierzam, gdy  mówię o filozofii, wiem, co  jest celem i 

polem mojej pracy. A przecież nie wiem. Czy komuś, kto 

myśli  samodzielnie,  wystarczyła  kiedykolwiek  ta  jego 

„wiedza", czy dla kogoś takiego „filozofia" przestała być w 

jego życiu filozoficznym zagadką? Zapewne, każdy filo-

 

105 

Edmund Husserl

 

104 

background image

 

zof  posiada  tełeologiczny  sens  filozofii,  który  stara  się  urze-

czywistnić  w  swym  życiu  filozoficznym,  ma  pewne  formuły 
wypowiadane  w  definicjach,  ale  tylko  myśliciele  wtórni, 

których nie można wcale nazwać filozofami, poprzestają na 

swoich  definicjach,  uśmiercając  za  pomocą  słów  proble-
matyczny  telos  filozofowania.  W  owej  ciemnej  „wiedzy", 
jak i w słowach formuł tkwi przekaz historyczny, zgodnie ze 

swym  własnym  sensem  jest  on  duchowym  dziedzictwem 

filozofującego,  który  oczywiście  tak  samo  rozumie  innych, 

tych,  z  którymi  razem  filozofuje,  pozostając  przez  to  w 

pewnym  związku  z  nimi,  związku  krytycznej  przyjaźni  lub 

wrogości.  Filozofując,  jest  on  również  w  takim  związku  z 

sobą samym, jako z kimś, kto przedtem inaczej rozumiał i 

uprawiał filozofię, i wie, że tradycja historyczna, tak jak on 

ją  rozumie  i  wykorzystuje,  motywuje  go  i  przenika  jako 

duchowy  osad.  Jego  obraz  historii,  częściowo  ukształto-
wany  samodzielnie,  częściowo  przejęty,  jego  „zmyślenie 

historii filozofii" nie było i nie jest czymś stałym, o tym on 

wie; a przecież każde „zmyślenie" służy mu i może służyć 

do  zrozumienia  siebie  samego  i  swoich  zamierzeń,  do 

zrozumienia  innych,  ich  „zmyśleń"  i  ich  zamierzeń,  i  w 

końcu  do  zrozumienia  tego,  co  jest  najbardziej  wspólne,  co 

stanowi  filozofię  samą  jako  jednolity  telos,  wraz  ze 

wszystkimi  próbami  jego  wypełnienia  podejmowanymi 

przez systemy, filozofię dla nas wszystkich, dla nas związanych 
z  filozofami  przeszłości  -  takimi,  jakich  możemy  sobie 

wieloznacznie zmyślać.

 

 

 

 

Edmund Husserl

 

106

 

U. M. K.

 

•w Toruelu