background image

 

Czesław Zgorzelski 

 

ROMANTYZM W POLSCE 
Szkic popularno-syntetyczny 

  

Charakterystyka  romantyzmu  jako  kierunku  literackiego  nie  jest  zadaniem  łatwym.  Nie 

tylko dlatego, że jest to zjawisko bogate i złożone, takie przecie bywają zazwyczaj wszystkie siły 
kształtujące  przemiany  w  dziejach  sztuki  literackiej.  Romantyzm  nastręcza  specjalne,  dodatkowe 
trudności. Jest to bowiem zjawisko z założeń swych wielokierunkowe i „rozwichrzone", z zasady 
wyłamujące  się  spod  działania  jakichkolwiek  formułek  i  nakazów  z  góry  narzucanych;  zjawisko 
świadomie  unikające  ujmowania  własnych  tendencji  w  wyraźnie  określane  ramy  szczegółowych 
wskazań nowej, realizowanej dopiero poetyki.  

Sprawa zaś komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli na romantyzm spojrzeć historycznie, jeśli 

spróbować ująć go w całej grze różnorodnych kierunków ówczesnej literatury, w całej dynamice sił 
oddziaływujących  wtedy  na  kształtowanie  się  nowych  dróg  poezji.  Bo  niesłuszne  i  wielce 
upraszczające  jest  mniemanie  o  jednolitości  tendencji  rządzących  rozwojem  literatury. 
Doświadczenie poucza, iż nigdy tak nie bywa. Obok tendencji głównych, przodujących w danym 
okresie, istnieje zawsze wiele innych, bądź to zdetronizowanych już w stosunku do znaczenia, jakie 
odgrywały w poprzednim etapie, bądź też pretendujących dopiero do przewodnictwa w najbliższej, 
nadchodzącej  zmianie  dążeń  literackich.  Zmiany  zresztą  dokonują  się  o  wiele  częściej  i  bardziej 
stopniowo, niż się to powszechnie przypuszcza. 

Na  zarysowanie  wszystkich  przejawów  romantyzmu  i  czynników  kształtujących  główne 

jego  kierunki  trudno  się  kusić  w  szkicu,  który  ma  być  jeno  ogólnym  rzutem  oka  na  całość 
zjawiska. 

Zmierzając  przeto  do  historycznego  ujęcia  romantyzmu  w  Polsce  —  wypadnie  się 

ograniczyć do wskazania tych tylko sił, które w procesie kształtowania się tego kierunku odegrały 
rolę  decydującą,  pomijając  zjawiska  epizodyczne,  peryferyjne,  w  małym  stopniu  jedynie 
oddziałujące  na  główny  nurt  ówczesnych  przemian  w  literaturze.  Ale  jednocześnie  pamiętać 
będziemy,  że  przemiany  te  zachodzą  nie  tylko  u  wstępu  do  okresu,  który  zwiemy  romantyzmem  
i nie tylko w jego końcowym etapie. Zmiany te właściwie nigdy nie wygasają; i romantyzm — jak 
każde  tego  rodzaju  zjawisko  w  literaturze  —  jest  kierunkiem  rozwijającym  się  bez przerwy, stale 
się przekształcającym, nieustannie, choć stopniowo zmieniającym swe poprzednie oblicze. 

I jeśli ktoś chce wytworzyć sobie o nim pojęcie, jako o zjawisku historycznym, winien ująć 

go  w  jego  ówczesnej,  poetycko  aktualnej  sile,  w  dynamice  starć  różnych  tendencji  i  skłonności,  
a  także  w  ewolucji  wewnętrznych  jego  przemian,  zwrotów  i  przekształceń  -  jako  rezultatu  tych 
właśnie różnokierunkowych starć tamtych czasów. 

 

 
Romantyzm w Polsce w pierwszym okresie swego rozwoju kształtuje się — oczywiście — 

w  walce  z  tendencjami  poprzedniego  etapu,  głównie  z  teorią  i  praktyką  poetycką  dwu 
podstawowych kierunków lat poprzedzających: klasycyzmu i sentymentalizmu. Konflikt między 
tymi  dwoma  od  lat  współdziałającymi  ze  sobą  kierunkami  z  jednej  strony  a  romantyzmem  —  
z  drugiej  —  nie  był  tylko  konfliktem,  dwu  odmiennych  tendencji  stylizacyjnych.  Wynikał  
z przyczyn głębszych, sięgających do zasadniczych różnic w pojmowaniu życia i w ocenie jego 
wartości. Romantyzm przynosił odmienną postawę artysty wobec świata i sztuki, przy tym był to 
nie  tylko  odmienny  typ  widzenia  rzeczywistości,  ale  także  inny  sposób  jej  poetyckiego 
interpretowania, odmienny ton odczuwania świata i sensu jego istnienia.  

Klasycyzm  opierał  się  o  racjonalistyczne  próby  ujęcia  wszelkich  zjawisk  życia.  Wierzył  

w  możliwość  rozwiązania  rozumem  wszystkich  jego  zagadek  i  trudności.  Wytworzył  sobie 
pojęcie p świecie jako zamkniętym, harmonijnym, uporządkowanym systemie, który da się ująć 
bez  reszty  rozumem  i  doświadczeniem  człowieka.  Można  by rzec, że do takiego właśnie świata 

background image

 

tęsknił,  że  tworzył  go  w  myśli  jako  organiczną,  zamkniętą  w  sobie,  samowystarczalną  
i uporządkowaną jedność. I stąd też — naczelne dążenie sztuki klasycystycznej, by jak najpełniej 
świat  ten  wyrazić,  ukazać  go  w  całości,  w  zaokrągleniu,  w  przejawach  harmonii  i  porządku 
wewnętrznego, w celowym, przejrzystym układzie. Wyrastał ze stylu życia na wielkich dworach 
— z atmosfery etykiety salonowej i stylem tym oraz etykietą chciał normować również wszystkie 
zjawiska życia literackiego. 

Toteż  estetyka  klasycyzmu  staje  się  estetyką  ładu  i  porządku,  która  nie  lubi  półcieni, 

półtonów,  niejasnego,  mglistego  obrazu  —  estetyką,  która  zmierza  do  klarownego,  jasnego 
ukazywania przedmiotu w całej jego pełni, w skończonych, zamkniętych, kształtach. 

Inaczej — romantyzm. 

 

        

Wypływa  on  z  przeświadczenia,  że  rzeczywistość  oglądana  zmysłami  nie  mieści  w  sobie 

wszystkich  sił  bytu.  Co  więcej:  że  świat  zjawisk  nadprzyrodzonych,  ukrytych  niejako  poza 
powierzchnią tego co możemy doświadczyć zmysłami, wnosi najwyższe, naczelne wartości życia. 
A zatem: świat zjawisk materialnych nie zamyka w sobie sensu istnienia, ale wręcz odwrotnie — 
otwiera dopiero perspektywy ku czemuś, co jest poza nim, prowadzi człowieka ku światom, których 
wymiarem  jest  —  nieskończoność.  I  cała  natura  ludzka  —  w  myśl  założeń  romantyzmu  —  ku 
światom tym się wyrywa, tęskni za nimi, myślą ku nim podąża. Otoczenie, ziemia, świat urządzeń 
doczesnych,  ludzkich,  nie  mogą  człowiekowi  wystarczyć.  Romantyk  buntuje  się  przeciw  nim, 
dostrzega  ich  ograniczenie,  krępują  go  ich  więzy  -  zwraca  się  przeto  swą  istotą  ku  światom 
lepszym. 

Odczucie nieskończoności staje się potrzebą jego duszy. 

 

Autor  podpisany  kryptonem  Kł...  w  artykule  O  idei  i  uczuciu  nieskończoności 

powiada, że: 

 

im więcej człowiek zasługuje na nazwisko człowieka i oddala się od zwierzęcości, tym to uczucie i ta potrzeba 

[tzn.  uczucie  i  potrzeba  nieskończoności]  żywszymi  i  trwalszymi  się  stają;  są  one  jakby  uwieńczeniem 
człowieczeństwa. 

 
A w zakończeniu tegoż artykułu czytamy: 
 

Daj  mi  punkt  stały,  który  by  mi  za  oparcie  służył  —  oto  jest  pierwsza  filozofa  potrzeba;  postaw  mnie  nad 

brzegiem nieskończoności i niech przeczuwam niezmierność — takie być powinno ostatnie jego życzenie.  

 
„Wrodzoną  jest  w  sercu  człowieka  tęsknota  do  świata  nadzmysłowego...”  —  powtarza  za 

teoretykami  romantyzmu  F.  S.  Dmochowski  w  r.  1825  i  próbując  umotywować  w  ten  sposób 
wprowadzenie do poezji zjaw z tego nadzmysłowego świata, dodaje: 

 

Za  życia  jeszcze  pragnie  się  z  nim  połączyć,  porozumiewać;  wyobraźnia  jego  zapala  się,  każde  miejsce 

samotne, spustoszone, ciemne lasy, przepaści gór zaludnia nadzmysłowymi istotami. 

 
Ale najbardziej miarodajny jest tu — oczywiście — głos Mochnackiego: 

 

Chwile  czystego,  niestępionego  wzroku  duszy  i  głębokiej  na  ułomną  połowę  jestestwa  niepamięci  otwierają 

nam  odwieczne  źródła  nieskończoności;  światło  i  noc,  szum  wiatru,  kołyszącego  wierzchołki  starożytnych  gajów; 
wesołość i rozrzewnienie; harmonia chórów i łoskot gromu: wszystko to rozwija w nas religijną tęsknotę. Myśl przenosi 
się  do  źródeł  czasu  i  przestrzeni,  tajemnice  niepojęte  dla  rozumu,  nieokreślone  zwyczajnym  brzmieniem  słów 
rozwiązuje uczucie: i tam dopiero, gdzie nie wystarczają zwyczajne rozumowania, mieszka niewątpliwa pewność; gdzie 
ustają dowody, zaczyna się rzeczywistość w Poezji  [...]. 

 

 

Ze  stanowiska  tego  wypływają  dalsze,  bardziej  szczegółowe  postulaty  poetyki 

romantycznej:  istoty  świata,  całej  prawdy  jego  rzeczywistości  nie  da  się  ująć  w  pełnych, 
zamkniętych,  precyzyjnie  zarysowanych  kształtach.  Mnogość  i  różnorodność  jego  zjawisk, 

background image

 

odczucie  nieskończoności  przenikające  życie  człowieka  —  domagają  się  utworzenia  obrazu  
o kształtach odmiennych od tych, które nadawała mu sztuka klasycystyczna

 
„Płody sztuki szczególnie foremne i poprawne nie zachwycają nigdy widza i nie czynią na 

nim  głębokiego  wrażenia”  —  powiada  autor  cytowanego  już  artykułu  O  idei  i  uczuciu 
nieskończoności. A dalej nieco dodaje: 

 

[...]  piękno  w  poezji,  ukazując  nam  kształty  skończone,  ocucać  w  nas  przecież,  równie  jak  piękno  

w malarstwie i snycerstwie, uczucie nieskończoności powinno. 

 

 

A  więc  nie  pełny,  zaokrąglony,  zamknięty  utwór  —  ale  dzieło  fragmentaryczne,  bez 

początku  niekiedy  i  końca,  literatura  otwartych  konstrukcji  poetyckich,  sugerująca  czytelnikowi 
perspektywy przesuwania jego granic — w nieskończoność. Nie: klarowne, jasne, proporcjonalnie 
rozmierzone  kształty  zamkniętej  całości,  ale  dzieła  rozwijające  swą  wypowiedź  skokami 
nierównych  rozmiarów,  o  kompozycji  zawiłej,  nerwowej,  podkreślające  ostro  autonomiczny 
charakter  poszczególnych  cząstek  konstrukcji.  Nie:  ład,  harmonia  i  podporządkowanie  jednych 
elementów  organizmu  literackiego  innym,  ale  spiętrzenie    narastających  konfliktów,  rozsadzające 
wymiary  dzieła  od  wewnątrz;  niepokój  linii  kompozycyjnych  jako  wyraz  dynamiki  świata, 
dysonans;  zestawienie  obok  siebie  różnych  wartości  estetycznych  -  jako  jeden  ze  środków 
odtwarzających starcie sił, rządzących życiem człowieka. 

Stąd więc — te znamienne objawy, kompozycji, romantycznej: rozpoczynanie opowieści od 

środka fabuły, rozbijanie narracji wstawkami w postaci oddzielnych utworów; pieśni, ballad, gawęd 
- słowem: wplatanie w utwór wyodrębnionych organizmów poetyckich tzw. metodą „szufladkową”. 
Ileż takich szufladek w Konradzie Wallenrodzie: i Hymn do Ducha św., i Pieśń o Wilii, i Pieśń oraz 
Powieść  Wajdeloty  i  ballada  Alpuhara...  Tak  też  bywa  w  innych  utworach  tego  czasu  (por.  np. 
gawędę Kaprala w Dziadach czy Grzegorza w Kordianie, pieśń masek w Marii, Rusałkę w Żmii), 
Stąd  także  —  przetasowywanie  kolejności  chronologicznej  zdarzeń,  ujmowanie  fabuły  
w  wycinkach  jeno,  czasem  nawet  luźno  ze  sobą  powiązanych,  zjawisko,  które  nazywamy 
fragmentarycznością  konstrukcji  romantycznych.  Stąd  wreszcie  —  wprowadzanie  pozornych 
zakończeń,  które  nie  stanowią  jeszcze  definitywnego  zamknięcia  sprawy;  wiązanie  utworów  
w cykle — jakby z sugestią dalekich, nie kończących się perspektyw życia. 
       

Z  tym  pierwszym,  podstawowym  punktem  odmiennego  widzenia  rzeczywistości  przez 

romantyków  wiąże  się  inny  jeszcze,  niemniej  zasadniczy,  spór  ich  z  klasykami.  Można  by  go 
nazwać  sporem  teoriopoznawczym.  Chodzi  o  zakres  i  możliwości  poznania  przez  człowieka  tych 
innych,  nadprzyrodzonych  dziedzin  życia.  Rozum  nie  może  tu  —  oczywiście  —  wystarczyć.  
W  dążeniu  do  poznania  rzeczywistości  wykraczającej  poza  sferę  poddaną  doświadczeniu 
zmysłowemu  jest  raczej  przeszkodą  —  a  nie  pomocą.  Nie  rozum  uczonego,  starca  ze  szkiełkiem  
w oku, ale intuicja, „wiara i czucie" ludzi prostych, gminu prowadzi do zrozumienia prawdy. 

Romantyczność  Mickiewiczowska  służyć  tu  może  jako  najwymowniejszy  przykład  

w  twórczości  literackiej.  Poeta  nie  lekceważy  bynajmniej  rozumu,  nie  odrzuca  jego  pomocy  
w  poznawaniu  rzeczywistości  materialnej.  Odwrotnie  nawet:  wysoko  podnosi  jego  możliwości  
w zakresie zjawisk przyrodzonych, w poznawaniu prawd natury. 

 

...Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, 
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce... 

 

Uczony  poznaje  dziedziny  niedostępne  umysłowi  zwykłego,  prostego  człowieka.  Cały 

świat atomu — w proszku, w drobnym pyłku, w iskierce oddalonego od nas o tysiące lat światła. 
Wielki  to  zakres  wiedzy  i  szerokie  możliwości  poznania  prawd  świata  martwego,  świata 
materialnego! Niemniej przecie — ograniczony to zakres i ograniczone możliwości! 

 

Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu! 

 

background image

 

Bo — by te prawdy żywe świata nadzmysłowego zobaczyć — trzeba mieć serce, które umie 

czuć,  trzeba  mieć  „czucie  i  wiarę”,  i  trzeba  im  tak  ufać,  jak  ufa  „gawiedź”  w  balladzie 
Mickiewicza; trzeba tak czuć i wierzyć, jak czuje i wierzy lud prosty, zwany przez poetę gminem. 

 

 

I  tak  dochodzimy  do  trzeciej  właściwości  romantycznego  widzenia  świata.  Nazywamy  ją 

zazwyczaj ludowością. Bo ludowość romantyczna — to nie tylko entuzjazm dla literatury ludowej, 
naśladowanie piosenek i podań tradycyjnych, to nie tylko dążenie do wzbogacenia środków wyrazu 
o  cały  zasób  ludowych  wątków,  motywów,  gminnej  metody  rozwijania  opowieści,  ludowych 
sposobów  wyrażania  się,  doboru  słów,  porównań  i  metafor,  kształtowania  zdań,  powtórzeń  
i refrenów. Ludowość romantyczna — to także dążenie do ludowego widzenia rzeczywistości, do 
ludowej  oceny,  świata  i  naiwnej  interpretacji  życia.  Ludowość  romantyczna  —  to  także  przyjęcie 
całego systemu wierzeń, obrzędów i zwyczajów ludowych, jako wartości, które mają swe własne, 
głębsze,  uzasadnienie,  najczęściej  etyczne;  —  swe  własne  poetyckie  znaczenie,  nieraz 
metaforyczne  czy  nawet  symboliczne.  Konsekwencją  tej  postawy  jest  zarówno  protest  przeciw 
krzywdzie  społecznej  (czego  przykładem  mogłaby  służyć  choćby  Rybka  Mickiewiczowska  czy 
scena  z  widmem  Pana  w  Dziadów  cz.  II),  jak  i  przyjęcie  wiary  ludu,  jego  przeświadczenia  
o całkowitej realności świata duchów i upiorów. Świteź, Świtezianka, Dziadów cz. II — służyć by tu 
mogły  dostateczną  ilustracją,  jeśliby  już  się  zamknąć  w  kręgu  poezji  Mickiewiczowskiej.  Jakżeż 
daleko  od  tego  stanowiska  pozostawały  pozycje  poezji  sentymentalnej,  chętnie  przecie 
podtrzymującej  efekt  swych  wytworów  dreszczykiem  grozy  upiorowej,  czy  rozrzewnieniem 
spływającym  wraz  z  istotami  zza  grobu,  ukształtowanymi  na  wzór  cieniów  osjanicznych.  Ale  te 
upiory,  i  cienie  sentymentalne  nie  jawią  się  tam  wcale  jako  wyraz  wiary  w  prawdziwy  istnienie, 
zaświatów, w to, że świat nasz zawiera wiele niespodzianek, o jakich ani się śniło filozofom, i nie 
stanowią  bynajmniej  rezultatu  ludowej  koncepcji  rzeczywistości,  nie  są  elementem  związanym 
integralnie z ludową interpretacją sił rządzących w świecie. 
 

 

 

Romantyzm  patrzał  zresztą  inaczej  nie  tylko  na  istoty  reprezentujące  siły  nadprzyrodzone, 

patrzał przecie odmiennie i na człowieka, i na cały świat otaczających go zjawisk natury. 

Klasycystyczna  estetyka  ładu,  dążenie  do  unormowania  świata  i  tu  narzucały  swe 

konsekwencje.  Poezja  tamtych  czasów  unormować  także  pragnie  człowieka  —  i  to  w  dwojakim 
znaczeniu.  Po  pierwsze  —  dzieli  ludzi  na  kategorie  i  w  indywidualnych  jednostkach  dostrzega 
przede  wszystkim  reprezentantów  tych  kategorii.  Nie  chce  widzieć  w  ich  psychice  odrębnych, 
niezależnych  światów  o  rysach  niepowtarzalnych.  Stwarza  ich  typy,  wychwytuje  kilka 
znamiennych cech, by z materiału tego ukształtować makietę, reprezentującą pewien rodzaj ludzi. 
Jest  więc  poezją  typizującą;  poezją,  która  generalizuje,  która  dostrzega  przede  wszystkim 
podobieństwa gatunkowe — a nie różnicę indywidualne. 

 

Po wtóre — klasycystyczna estetyka ładu unormować pragnie człowieka przez narzucenie 

mu  wzoru,  poddanie  idealnego  przykładu,  wskazującego,  jak  postępować  należy.  W  rezultacie 
poezja  stwarza  nie  żywych  ludzi,  lecz  mity  o  nich,  wykuwa  im  posągi  marmurowe,  nieruchome, 
statyczne,  przeznaczone  jak  gdyby  na  piedestał  pomników.  Jest  więc  poezją  idealizującą, 
uwznioślającą  ludzi  i  przedmioty  z  nimi  związane,  potęgującą  świadomie  ich  rysy  —  jest  poezją 
daleką  w  swej  metodzie  twórczej  od  realistycznego  zasugerowania  czytelnikowi  prawdy 
stwarzanego  świata  poetyckiego  za  pomocą  ukształtowania  jego  elementów  na  modłę 
rzeczywistości przeciętnej. 

Taką  idealizującą  metodę  stosuje  klasycyzm  nie  tylko  przy  stwarzaniu  postaci  swych 

bohaterów.  Tą  drogą  idzie  także  przy  kształtowaniu  całego  świata  otaczającej  ich  przyrody. 
Klasycyzm nawiązywał wprawdzie w teorii do Arystotelesowej zasady tzw. „naśladowania natury”, 

background image

 

ale  interpretując  ją  po  swojemu,  przekształcił  tak  radykalnie,  że  sam  Arystoteles  nie  potrafiłby 
rozeznać w niej swych myśli. Mochnacki przemiany te tak oto ujmuje: 

 

Za  pierwszą  zasadę  [...]  położono,  że  celem  sztuki  jest  naśladowanie  natury.  A  że  przyrodzenie  ma  swoje 

piękności i straszydła, swój powab i odrazę, dodano więc, że celem sztuki jest naśladowanie pięknej natury. 

 

Lecz  wkrótce  postrzeżono,  że  sztuka  w  tworach  swoich  znacznie  różniła  się  od  natury. 

Płody  sztuki  miały  ten  sam  kształt  i  te  same,  co  w  naturze,  rozmiary.  Kopia  z  wielu  względów 
podobna  była  do  oryginału.  Małej  tylko  rzeczy  nie  dostawało:  to  jest  niewidomego  ducha, 
rozpostartego  w  naturze,  czyli  życia,  czyli  myśli,  czyli  ruchu.  [...]  Na  to  samo  użalał  się  potem 
malarz  i  poeta.  Wszyscy  przyznawali  jednomyślnie,  że  zła  zasada.  Filozof,  chcąc  pomóc 
współbraciom swoim, tak zaczął rozumować: [...] „Przyznaję więc, że mylna Jest owa zasada. [...] 
A  zatem  porzućcie  drogę  naśladownictwa.  Oddalcie  się  od  natury.  Nie  pokazane,  nie  istniejące  
w  niej  wymyślajcie  wzory.  Twórzcie  sobie  idealne  formy.  Te  idealne  formy  niechaj  będą 
piękniejsze i doskonalsze od form rzeczy w świecie materialnym. Tym sposobem, w mocy waszej 
będzie  przewyższyć  naturę,  której  na  drodze  niewolniczego  naśladownictwa  ani  wyrównać 
mogliście”. 

Zaczęto więc idealizować naturę. [...] 
Zmieniła [...] teoria sztuki główne założenia swoje. Winkelman, którego pamięć Szelling tak 

czcić  i  wielbić  każe,  jak  pamięć  dobroczyńców  ludzkości,  zachwycony  pięknością  form 
starożytnego  kunsztu  powiedział:  że  produkcja  idealnej,  od  rzeczywistej  spanialszej  natury,  a  z 
wyrazem niewidomego ducha ściśle spowinowaconej, jest najwyższym sztuki zamiarem. 

 
Podobne zasady rządziły także praktyką sentymentalizmu. Z tą tylko różnicą, że nie sięgał 

on  tak  wysoko.  Kreował  postaci  nie  na  miarę  tragedii,  ale  według  skromniejszego  wymiaru: 
melodramatu.  Nie  o  posągach  na  pomniki  myślał  —  lecz  o  statuetkach  na  ogrodowym  klombie.  
I nie ideał wielkiego człowieka: wodza, rycerza czy filozofa miał przedstawiać, lecz wzór czułego 
kochanka, zwykłego, przeciętnego człowieka w zwykłych, potocznych warunkach, tym jednak od 
innych  się  wyróżniającego,  że  najczulej,  najwierniej  i  najrzewniej  kochającego.  Sentymentalizm 
wyrastał  w  oparciu  o  mieszczański  styl  życia,  stawał  się  wyrazem  tęsknot  i  pragnień  ówczesnej 
burżuazji. W codziennej szarzyźnie mieszczańskiego żywota powstawało w głębi duszy pragnienie 
choćby niewielkiej dawki czułych wzruszeń. Zaspokajano je namiastką tkliwych uczuć, namiastką 
żalu, który stawał się smuteczkiem, namiastką przyrody, która stawała się płótnem dekoracyjnego 
malowidła.  A  więc  i  tu  —  ta  sama  zasada  typizacji  szablonowych  uczuć,  to  samo  dążenie  do 
wyidealizowania  postaci  i  ta  sama  skłonność  do  zamykania  scen  w  ramach  stereotypowej, 
ogólnikowo zarysowanej, konwencjonalnej scenerii: strumyka, jaworu, księżyca, śpiewu ptasząt... 

Romantyzm  i  w  tej  dziedzinie  zaznaczył  swe  własne  odmienne  rozwiązania  poetyckie. 

Przede wszystkim przeciwstawił się tak swoiście przez klasyków stosowanej zasadzie naśladowania 
natury:  „Początkiem  piękności  [...]  nie  może  być  natura"  —  powiada  J.  B.  Ostrowski,  krytyk 
romantyczny,  w  recenzji  Kursu  poezji  Korzeniowskiego  —  ale  wyłącznie  i  koniecznie  myśl  jako 
zasada  piękności,  jako  źródło  życia  [...]”.  Podobnie  przed  nim  jeszcze  wypowiada  się  Michał 
Grabowski: 

 

Człowiek [,..] czuje nieraz nadmiar życia, [...] dusza jego szuka, co by mogło jej odpowiedzieć i nie znajduje 

nic, co by było tutaj jednej z nią natury. Przedmioty tej sympatii są i w innym świecie, z którego i ona pochodzi; więc 
się  zwraca,  zagłębia  sama  w  sobie,  chce  znaleźć  w  kontemplacji  własnych  wrażeń  ideał,  którego  w  materialnym  nie 
było świecie. 

 
A nieco dalej tamże znów czytamy: 

 

Tak  więc  poeta  nie  naśladuje  materialnej  natury,  on  tylko  przez  jej  zmysłowe  symbola  intelektualne  swoje 

pojęcia wyraża, on jej nie naśladuje, bo wzory jego kreacyj są tylko w jego duszy; lecz przywiązany do ziemi częścią 
fizyczną  swej  istności,  on  musi  na  niej  szukać  znajomych  kształtów,  którymi  by  odziane  jego  myśli  mogły  innym 
komunikować wrażenia według jego intencji. 

background image

 

 

A jeszcze dalej Grabowski powiada krótko: „Poeta nie naśladuje, ale tworzy”. 

 

A  więc  —  myśl,  pojęcie  ukształtowane  w  sposób  poetycki,  na  wzór  rzeczywistości  i  w 

ścisłym  z  nią  związku.  Ten  związek  z  konkretnym  światem  i  konieczność  plastycznego, 
wizualnego  obrazu  jeszcze  wyraźniej  podkreśla  Mochnacki  w  rozprawie  O  duchu  i  źródłach 
poezji w Polszcze z r. 1825: 

 

[...]  prawdziwa  Poezja  to  jest  taka,  która  wypływając  z  uczuć  nieskończoności  nadaje  zmysłową,  dotykalną 

barwę  wewnętrznym  spirytualnym  zjawiskom;  idealny  porządek  przeistacza  na  materialny  i  tłumacząc  bliższe 
powinowactwo  umysłu  z  przyrodzeniem,  jeżeli  nie  rozwiązuje,  to  przynajmniej  czyni  mniej  zawiłą  l  wątpliwą 
najwyższą bytu zagadkę [...]. 

 

 
Tę zagadkę bytu próbuje romantyzm rozwiązać przede wszystkim na przykładzie człowieka. 

Człowiek  staje  w  centrum  poezji  romantycznej,  ale  człowiek-indywiduum  ukonkretnione  
i  wyodrębnione  ze  społeczeństwa  —  a  nie  człowiek  „w  ogóle",  nie:  typ  reprezentujący  pewien 
rodzaj ludzi. Człowiek — przeciwstawiony zbiorowości, przeciwstawiony społeczeństwu i światu, 
czy  też  w  imię  tej  zbiorowości  występujący,  dla  niej  wszystko  poświęcający.  Człowiek  — 
buntujący  się  nieraz  przeciw  wszelkim  więzom  narzucanym  jego  niepodległej  indywidualności 
niezależnie od tego, kto mu te więzy narzuca: społeczeństwo, państwo czy też religia. On nie uznaje 
władzy nad sobą, jego psychika stanowi oddzielny, niezależny świat równoważny wszechświatowi, 
który jest poza nim. Następuje wyniesienie psychiki pojedynczego człowieka i równouprawnienie 
jej świata ze światem, który ją otacza. 

Założenia te — mniejsza: świadomie czy nieświadomie — prowadzą ku wielce znamiennym 

konsekwencjom w zakresie romantycznej sztuki kreowania postaci. Pierwsza z tych konsekwencji 
— to próba dokładnej, drobiazgowej nieraz, a zawsze poetycko konkretnej obserwacji, zmierzającej 
do  ukazania  człowieka  w  całym  bogactwie  i  niepokoju  jego  życia  wewnętrznego,  w  walce 
wewnętrznej  ze  sobą  samym,  z  własnymi  wątpliwościami,  wahaniami  i  wyrzutami  sumienia; 
człowieka łamiącego się ze sobą i błądzącego. Ale dzięki tym zmaganiom i tarciom wewnętrznym, 
dzięki gwałtownym, namiętnym wybuchom wzburzenia człowiek ten żyje w świecie poetyckim — 
własnym,  bogatym,  zindywidualizowanym  i  ukonkretnionym  życiem  psychicznym.  Życiem 
człowieka  zbuntowanego  nieraz  przeciw  światu  i  społeczeństwu;  człowieka,  który  szuka  ratunku  
w ucieczce w odległe czasy lub kraje, w zamierzchłą przeszłość lub w egzotykę ziem nieznanych... 

Z tych to psychologicznych zainteresowań romantyzmu wyrasta Gustaw z Dziadów cz. IV, 

postać  jakże  daleka  zarówno  od  posągowych  ideałów  bohatera  w  poezji  klasycystycznej,  jak  i  od 
szablonowych,  uogólnionych  kochanków  rozrzewniającej  twórczości  sentymentalizmu.  Z  tych  to 
psychologicznych  zainteresowań  wiodą  także  swój  ród  liczne  postaci  powieści  poetyckich 
pierwszego  okresu  romantyzmu,  Marii  Malczewskiego,  poematów  Słowackiego,  jego  utworów 
dramatycznych,  niektórych  powieści  Magnuszewskiego,  Sztyrmera,  Żmichowskiej...  Gdyby  nie 
upodobanie do niezwykłych, nazbyt wybujanych, czasem chorobliwie spaczonych indywidualności 
—  można  by  nawet  mówić  o  realistycznych  skłonnościach  poezji  romantycznej  w  kształtowaniu 
głównych postaci utworu. 

 

 
A te realistyczne tendencje ujawniają się także w usiłowaniu stworzenia pełnej sugestii, iż 

świat,  który  postaci  te  otacza,  jest  światem  prawdziwym;  w  dążeniu  do  wydobycia  na  jaw 
szczegółów  bytu,  obyczajowości  i  sposobu  myślenia  ludzi  tych  czasów  i  tych  krajów,  które 
wprowadza  fabuła  utworu.  Troska  o  właściwe  odtwarzanie  kolorytu  historycznego,  o  pełne 
uwzględnienie  właściwości  danego  regionu,  o  wydobycie  na  jaw  charakterystycznych  znamion 
krajobrazowych  —  stanowi  jedną  z  głównych  nowości  romantyzmu  w  stwarzaniu  świata 
poetyckiego. 

background image

 

Klasycyzm  nie  miał  zrozumienia  dla  spraw  tego  rodzaju.  Me  umiał  myśleć  kategoriami 

historycznymi.  Ludzi  różnych  czasów  i  różnych  krajów  przedstawiał  zazwyczaj  jednakowo.  Byli 
przecie  ludźmi  w  ogóle,  reprezentantami  jakichś  wyodrębnionych  cech  ludzkich.  Tzw.  tło 
historyczne  i  krajobrazowe  montowano  jako  dekoracje,  stojące  sztucznie  poza  nimi.  Te dekoracje 
nie wchodziły w ich rzeczywiste życie poetyckie, pozostawały z dala, i wszystkim wiadomo było, 
że są. to tylko dekoracje, a nie przestrzeń, w którą każda postać może wejść i swobodnie się w niej 
poruszać. 

Romantyzm  poczyna  tu  sobie  zgoła  inaczej.  Nauczony  przykładem  Waltera  Scotta,  umie 

wydobyć  ze  źródeł  historycznych  prawdę  minionych  wieków  i  w  utworach,  swych  nadać  jej  siłę 
przekonującego  obrazu  poetyckiego.  To  zadanie  artystyczne  traktuje  z  całą  powagą  malarza 
rodzajowego,  troszczy  się  o  każdy  szczegół,  o  każde  słowo,  które  by  zilustrować  mogło  koloryt 
historyczny czy regionalny ukazywanych zdarzeń i ludzi. 

Z  tych  właśnie  tendencji  romantyzmu  wypływa  „archeologiczna”  troska  Mickiewicza  

o  świat  pogańskiej  Litwy  w  Grażynie,  te  właśnie  dążenia  stwarzają  wizję  Polski  szlacheckiej  
w  Marii  Malczewskiego,  one  kształtują  również  świat  kozacki  Zamku  Kaniowskiego  i  Żmii,  one 
dają  sugestię  obrazom  przeszłości  w  Janie  Bieleckim.  I  przykładów  takich  cytować  by  można  
o wiele więcej. 

 

 
Ale jest jeszcze i trzecia konsekwencja scharakteryzowanych wyżej tendencji romantyzmu 

w  stwarzaniu  świata  wizji  poetyckiej.  Ten  świat  nie  jest  obojętny  ani  autorowi,  ani  czytelnikowi. 
Nie bynajmniej z dala od nich, obserwowany z dystansu obiektywnego epika. W ten świat i autor,  
i  czytelnicy  wchodzą  od  razu  i  w  nim  przebywają.  On  staje  się  niejako  wyrazem  ich  przeżyć, 
projekcją ich duszy. 

Jest  tak  właśnie  —  jak  mówił  Grabowski:  poeta  „nie  naśladuje  natury,  bo  wzory  jego 

kreacyj są tylko w jego duszy [...]”. On „tworzy". Tworzy cały świat: i ludzi, i ich otoczenie. I w 
ludziach,  i  w  otoczeniu  widzi  siebie,  wkłada  coś  z  tego,  co  sam  przeżywa,  kształtuje  jako  wyraz 
własnych doznań psychicznych. 

I  stąd  —  tak  znamienna  dla  poezji  romantycznej  liryzacja  stwarzanej  wizji  świata  i  ludzi,  

i  otoczenia  ich,  i  zdarzeń  nawet.  Liryzacja  postaci,  która  się  przejawia  w  skłonności  do 
kształtowania  tzw.  sobowtórów  autorskich;  w  nasycaniu  opowiadania  akcentami  ideowej  
i emocjonalnej solidarności z bohaterem; toteż czytelnik ma podstawy podejrzewać, iż autora łączą 
z  postaciami  jakieś  szczególne  więzy  zbliżenia  psychicznego;  jak  gdyby  portretowane  były  
z  własnego  życia  autora;  przejawia  się  to  także  w  obdarzaniu  ich  bogatej  indywidualności  całym 
patosem wewnętrznych kolizji i niepokojów, rozterki, buntu i gorzkich zawodów. 

Przy  tym  owe  niepokoje,  rozterki  i  bunty  wyznawane  są  w  bezpośrednich  wynurzeniach 

postaci,  w  osobistych  „spowiedziach”  z  ich  życia  —  z  taką  siłą  i  z  takim  żarem  wewnętrznym, 
jakby to były autentyczne doświadczenia poety. 

To nie tylko zbliża je do czytelnika, i nie tylko dynamizuje ich życie wewnętrzne w stopniu 

nie  znanym  przedtem  naszej  poezji,  ale  także  wynosi  je  i  uszlachetnia  jakimś  głęboko 
wzruszającym, tragicznym nieraz błyskiem prawdy. I losy ich, i wątpliwości, i wzruszenia stają się 
dziwnie przejmujące. Czytelnik nie zapomni już o nich nigdy. Taki jest przede wszystkim Gustaw  
z  Dziadów  cz.  IV,  ale  taki  też  jest  i  Konrad  z  części  III,  Kordian  Słowackiego  i  Wacław  z  Marii 
Malczewskiego  i  wielu  jeszcze  innych  —  mniej  może  znakomitych,  ale  tą  samą,  typowo 
romantyczną, metodą ukształtowanych bohaterów poezji ówczesnej. 

Tak  też  jest  z  liryzacją  otoczenia  —  a  zwłaszcza:  przyrody,  która  podobnie  jak  i  postaci 

ludzkie występuje zazwyczaj w swych przejawach niezwykłych: groźna, wzburzona, zdumiewająca 
potęgą  rozkołysanych  żywiołów,  spiętrzona  wezbraniem  sił,  które  daremnie  pragnąłby  człowiek 
ujarzmić. 

Ani  klasycyzm,  ani  sentymentalizm  nie  lubiły  wprowadzać  takich  przejawów  przyrody. 

Pierwszy  z  nich  —  w  myśl  swych  arystokratycznych  upodobań  —  uznawał  jedynie  naturę 

background image

 

ucywilizowaną  przez  człowieka:  chętnie  opisywał  ogrody,  parki  i  pola  uprawne.  Przeciw  lasom 
przyzywał  kupieckie  siekiery.  Przepaści  gór,  przestrzenie  wzburzonego  morza  przerażały  go 
brakiem  umiaru  i  ładu.  A  drugi  —  sentymentalizm  —  nie  interesował  się  na  serio  niczym,  co 
wykraczało  poza sferę wzruszeń. Przyrodę dostrzegał jedynie wówczas, gdy zjawiała mu się jako 
współczujący  świadek  żalów  człowieka,  albo  jako  zawsze  ta  sama  szablonowa  dekoracja, 
sygnalizująca czytelnikowi zbliżanie się scen nastrojowych. 

Inaczej  postępuje  poeta  romantyczny.  W  przyrodzie  widzi  refleks  nęcącej  go 

nieskończoności,  dostrzega  odbicie  własnej,  wzburzonej  namiętności  duszy,  echo  wewnętrznych 
sprzeczności,  niepokojów  swego  serca  i  świata  całego.  Przyroda  odkrywa  mu  tajemnice  bytu. 
Poprzez  nią  dostrzega  perspektywy  nieskończoności;  w  niej  odczuwa  oddech  wieczności.  I  ceni  
w niej to właśnie, co wydaje mu się symbolem wiecznej walki i wiecznej tęsknoty. 

 

Wszelka  osobliwość,  nieregularność,  pewne  nawet  rozstrojenie  i  dziwactwo,  podobają  się  

w naturze, podobają się w sztuce, jeśli nie są z odrazą zespolone; choć przyczyny tego upodobania 
nie  pojmujemy.  Roztrzęsione  z  porządku  swego  i  umiarkowania,  przyrodzenie  niemal  piękniejsze 
jest,  jeżeli  nie  większe!  Takim  rozstrojeniem  są,  w  powietrzu  burze,  na  ziemi  miejsca  dzikie, 
zasępione, czyniące tęschność, gdzie oko ludzkie nie postrzega żadnego układu, żadnego stosunku 
części do całości, szczegółów do ogółu. Takim rozstrojeniem w świecie moralnym są namiętności, 
nieukrócone.  [...]  Piękna  jest  twarz  regularna,  na  której  jak  w  zwierciadle  maluje  się.  spokojność  
i  umiarkowanie  wielkiej,  wspaniałej  duszy.  Ale  kiedy  artysta  tej  samej  twarzy  wyraz  namiętnego 
wzruszenia nadaję, bądź gniewu, bądź zemsty, bądź rozpaczy, a przez to piękność w szpetność się 
nie  obraca,  naówczas  dzieło  jego  jeszcze  większe  wzbudza  upodobanie;  bo  milo  jest  patrzyć  na 
piękność  w  uniesieniu  jak  na  cnotę  i  statek  w  nieszczęściu.  W  tym  stanie  piękność  jest  jeszcze 
piękniejsza, jeżeli to rzec można. Fantastyckie miejsce, burza, pożar, wezbranie wód, wszystko to 
tak silnie myśl człowieka zajmuje! 

 
W  pracy  Korzeniewskiego  o  „dramie”  czytamy  trafną  charakterystykę  postawy  klasyków  

i romantyków wobec przyrody: 

 

Właśnie  romantycy,  wtedy  gdy  czarne  niebo  pękało  w  rysy  błyskawic  i  pod  wichurą  uginały  się  drzewa, 

najchętniej  wyruszali  na  poetyckie  spacery.  Przejawiało  się  w  tym  ich  uwielbienie  dla  nie  ujarzmionych  sił,  
w przyrodzie równie jak w człowieku manifestujących się hałaśliwie, marnotrawnie, nadmiernie. Natura klasyków jest 
łagodna, chciałoby się rzec: oswojona. Na tę ogromną i wrogą poza strzyżonym żywopłotem ich parku, która nie dała 
sobie nałożyć kiełzna ludzkiej kultury, ale gradem tratowała zboża i wywracała miasta — przymykają oczy. Zepsułaby 
im koncepcję człowieka-władcy, urobioną w atmosferze pewności i bezpieczeństwa zamożnego domu. Heroizmu walki 
z żywiołem nie dostrzegają zupełnie. 

 

 

Ta liryzacja wizji poetyckiej prowadzi nas ku następnej z kolei tendencji poezji romantycznej, 

ku  właściwości,  która  wypływa  z  przekonania,  iż  poezja  —  jak  żywioł  —  jest  jednolita  
i niepodzielna, działająca całą siłą swego uroku. 

Było  to  sprzeczne  z  teoriami  poetyki  klasycystycznej.  Ustalone  przez  nią  rozróżnienia  

i oszacowania "dzieliły poezję na ostro rozgraniczone, rodzaje i gatunki, na sfery wyższej I niższej 
rangi poetyckiej. Na szczytach twórczości literackiej umieszczano w dramacie — tragedię, w liryce 
—  ody,  a  w  epice  —  wielki  poemat  rycerski  w  stylu  epopei  Homerowej.  Niziny  oddawano  we 
władzę  sentymentalizmowi.  Tu  rozciągały  się  wielkie  królestwa  łzawej  dramy,  konwencjonalnej 
sielanki pasterskiej, dumy tkliwych wzruszeń, rozrzewniającego romansu prozą. I nie tylko między 
liryką, i dramatem, ale także między poszczególnymi gatunkami poezji wzniesiono przegrody, poza 
które — w imię czystości przyjętych zasad danego rodzaju — nie wolno było wykroczyć żadnemu 
z twórców. 

Romantyzm  burzy  wzniesione  w  ten  sposób  przegrody.  Poezji  nie  wolno  —  jego  zdaniem  — 

zamykać w ciasnych klatkach gatunków, sztucznie utworzonych w oparciu o pojęciowe abstrakcje 

background image

 

teoretyków.  Właśnie  mnogość  i  różnorodność  zjawisk  w  życiu,  stała  ich  zmienność  i  żywiołowa 
spontaniczność w rozwoju, nasycenie świata antytezami i konfliktami starć najostrzejszych nieraz 
—  wymagają  odpowiedniego  wyrazu  w  twórczości  poetyckiej.  A  wyrazu  tego  nie  da  poprawnie 
usystematyzowana,  poddana  rygorystycznie  prawom  gatunku,  harmonijnie  rozwijana  wypowiedź. 
Trzeba  —  zdaniem  romantyków  —  by  się  znalazły  w  niej  takie  same  spięcia,  takie  same  ostre 
konflikty, jak te, które się dzieją wokół nas, w życiu. W imię jednolitej, wielkiej, prawdziwej poezji 
trzeba — mówili romantycy — zmieszać ze sobą wszystkie rodzaje i gatunki, śmiało przekraczać 
przegrody, jakie w poprzednim etapie wznieśli wysoko teoretycy klasycyzmu. 

 

Było  to  —  rzec  można  —  najbardziej  rewolucyjne  hasło  nowej  poetyki.  'Prowadziło  

w  praktyce  do  zespolenia  w  ramach  jednolitego  organizmu  literackiego  lirycznej,  dramatycznej  
i  epickiej  metody  kształtowania  wypowiedzi.  Prowadziło  do  świadomego  przekraczania  granic 
gatunku w poszukiwaniu nowych, lepszych, bardziej wymownych środków wyrazu. Prowadziło do 
łączenia ze sobą różnych kategorii estetycznych: tragizmu z komizmem, wzniosłości z płaskością, 
fantastyki  z  elementami  najzwyklejszej,  codziennej  potoczności.  Obok  patosu  Wielkiej 
Improwizacji  stanie  groteskowa  scena  egzorcyzmów,  obok  tragicznych  zbrodni  Balladyny  — 
umieści  Słowacki  komediowe  epizody  Grabca,  a  Beniowsktego  uczyni  wspaniałym  fajerwerkiem 
najróżnorodniejszych, pomieszanych ze sobą blasków poetyckich. 

W  dodatku  —  wszystko  to  prowadziło  w  rezultacie  do  utworzenia  nowych,  nie  znanych 

przedtem  odmian  i  gatunków,  rozszerzało  skalę  możliwości  poetyckich  znacznie  poza  stosowany 
dotychczas  zespół  ukształtowań  literackich.  Rodzi  się  tedy  dramat  romantyczny  o  strukturze  nie 
znanej dotąd, niedramatycznej i dziwacznej z aspektu pojęć klasycystycznych. 

Dramat  —  choćby  taki  jak  Dziady,  sklasyfikowane  nawet  przez  samego  poetę  jako 

„poema”, a więc zjawisko ze sfery, którą klasycy określiliby jako epikę — wielki cykliczny utwór  
o dziejach jednej postaci. Dramat, który dziś dla nas w pewnych swych fragmentach, takich jak cała 
część  IV,  czy  Improwizacja,  stanowi  wypowiedź  wyraźnie  z  zakresu  poezji  lirycznej.  Podobne 
znamiona,  zespolenie  epiki,  liryki  i  dramatu,  znajdziemy  w  Kordianie,  w  Nie-boskiej  komedii,  
w  Wacława  dziejach  Garczyńskiego,  czy  w  Jordanie  Sowy-Źeligowskiego,  w  utworze  ze 
znamiennym  podtytułem  „fantazja  dramatyczna".  Tą  właśnie  drogą  dochodzimy  do  poematów 
ironiczno-romantycznych w stylu Don Juana, do poematów prozą pisanych jak Anhelli czy niektóre 
opowieści  Krasińskiego.  Tą  też  drogą  wchodzą  do  literatury  dwa  najbardziej  znamienne, 
najjaskrawsze programowo gatunki poetyckie romantyzmu: ballada i powieść poetycka. 

Oba  rozbłysły  nagle,  zapłonęły  pełnym  ogniem  właśnie  w  atmosferze  przez  romantyzm 

wytworzonej. Oba stały się w naszej literaturze romantycznej — w pierwszym etapie jej rozwoju — 
najczęstszym,  wyjątkowo  ulubionym  kształtem  wypowiedzi  poetyckiej.  Ballada  —  jako  krótki 
utwór wierszowany, którego najbardziej znamienną cechą, odróżniającą go od innych gatunków — 
jest  jak  najściślejsze,  organiczne  zespolenie  ze  sobą  elementów  epiki,  liryki  i  dramatu.  I  powieść 
poetycka  —  utwór  epiki  większego  formatu,  ale  epiki  typowo  romantycznej,  ukształtowanej  pod 
wpływem  poematów  Waltera  Scotta  i  Byrona,  ulirycznionej  i  nieraz z  dramatyczną  scenicznością 
przedstawiającej wydzielone fragmenty fabuły. 

 

10 

 

Tak  oto  omówiliśmy  dotąd  zmiany,  które  romantyzm  wnosił ze sobą do literatury polskiej  

w  dziedzinie  ogólnej  koncepcji  świata  ukazywanego  w  poezji,  w  zakresie  głównych  zasad 
kompozycji  utworu,  w  stwarzaniu  postaci  i  ich  otoczenia  jako  podstawowych  elementów  wizji 
realizującej rzeczywistość poetycką oraz w kształtowaniu nowych odmian i gatunków wypowiedzi 
literackiej.  Pozostała  jeszcze  jedna  —  już  ostatnia  —  dziedzina  poezji  przeobrażona  radykalnie 
przez  wpływy  romantyzmu.  Jest  to  niezmiernie  rozległa  i  dla  literatury  podstawowa  dziedzina 
zagadnień języka poetyckiego, I tu również nowe tendencje literackie stają w zasadniczej opozycji 
w  stosunku  do  praktyki  poezji  klasycystycznej.  Idą  one  przede  wszystkim  w  dwu  kierunkach  — 
pozornie  nawet  jakby  sprzecznych  ze  Sobą.  Pierwszy  z  nich  —  to  dążenie  do  jak  największej 
prostoty, naturalności, niekiedy nawet naiwności, czy też — jak to wówczas mówiono — gminnego 

background image

 

10 

sposobu  wysłowienia.  Druga  zaś  —  to  staranie,  by  specyficznie  romantyczne,  poetycko 
uniezwyklone widzenie świata utrwalić przy pomocy odpowiednio ukształtowanego, jak najbardziej 
sugestywnego, poetycznego języka. 

A  więc  prostota  i  upoetycznienie  —  oto  sprzeczność,  która  rządzi  rozwojem  wszystkich 

spraw  języka  poezji  romantycznej.  Oto  dwie  podstawowe  siły,  które  w  tym  okresie  decydują  o 
najważniejszych rozstrzygnięciach w zakresie doboru słów, składni, metaforyki, nawet wersyfikacji 
i melodyki wierszy. Sprzeczne — na pozór, w niektórych wypadkach nawet ścierające się ze sobą 
w sposób najzupełniej oczywisty, w wielu jednak sprawach odnajdujące wspólną drogę, nie zawsze 
wyznaczaną metodą kompromisów. 

Najczęściej odbywa się to na zasadzie naturalnego podziału sfery wpływów. W dziedzinie 

słownika  decyduje  zazwyczaj  tendencja  do  prostoty.  Kształtuje  się  tu  ona  w  przeciwstawieniu  do 
peryfrastycznej maniery poprzedniego okresu, wypływającej z przesadnej obawy, by do poezji nie 
wprowadzić — broń Boże! — ani jednego słowa, które by mogło się wydawać zbyt mało wyniosłe 
i tradycją literacką nie dość „uszlachetnione”. Bo teoretycy i poeci klasycystyczni dopuszczali tylko 
niektóre  wyrazy  do  słownika  poważnej,  szanującej  się  poezji.  Wymiatali  bardzo  skwapliwie 
wszystkie słowa, które w ich odczuciu uchodziły za zbyt praskie, codzienne, zbyt silnie związane  
z  trywialną  prozą  potocznego  życia.  Jeden  z  poetów  romantycznych,  Stefan  Witwicki,  tak  oto 
ilustruje tę troskę klasyków o wyeliminowanie z poezji wyrazów — zdaniem ich — zbyt gminnych: 
 

Dostrzeżono np., że „robić” nie jest tak dobrego tonu jak „czynić”, że z tegoż powodu słowo 

„gadać”  wypada  wszędzie  zastąpić  przez  słowo  „mówić”  [...].  W  takowym  zmienianiu  wyrazów 
prostszych  na  delikatniejsze,  jeżeli  komu  trafiło  się  wspomnieć  o  Bogu,  to  [...]  zwał  go  teraz 
Istnością  najwyższą  [...],  kto  bardziej  od  prostoty  i  naturalności  odskoczył  [...]  i  staranniej 
staropolskich sposobów mówienia unikał, ten się przez to wyraźniej pokazywał literatem dobrego 
tonu. 

Wkrótce mnóstwo rzeczy najniewinniejszych nie można już było wymienić po nazwisku 
Jeden  np.  z  ówczesnych  poetów,  opisując  w  sławnym  swym  dziele  kartofle,  całą  biegłość 

autorską  w  to  położył,  iżby  kartofli  nie  nazwać  kartoflami.  Drugi  nie  mniej  doskonały  wyrabiacz 
wierszy,  mając  powiedzieć,  że  Barbarę  otruto,  był  w  wielkim  kłopocie,  bo  przeczuwał,  że  wyraz 
trucizna  nie  jest  wyrazem  dobrego  tonu;  otóż  ledwo  się  z  tego  wykręcił  mówiąc,  że  Monti 
przeniewierczy wlał w Barbarę jad morderczy. Trzeci opisując [...] płacz zamiast po prostu o łzach 
wolał prawić o jakimś ulewie czystości itd. 

Wręcz odwrotnie rozwiązuję tę sprawę romantyzm. Właśnie prostota i naturalność stają się 

wartościami  cenionymi  nade  wszystko  w  zakresie  doboru  słów  poezji  romantycznej.  Aby 
uświadomić  sobie  znaczenie  tej  postawy,  wystarczy  przypomnieć  "gminność  wysłowienia"  ballad 
Mickiewiczowskich  czy  potoczną  zwykłość  słów,  którymi  maluje  poeta  "zamek  na  barkach 
nowogródzkiej góry" - w pierwszych wersetach Grażyny: 

 

Coraz to ciemniej, wiatr północny chłodzi,  
Na dole tuman, a miesiąc wysoko,  
Pośród krążącej czarnych chmur powodzi 
We mgle niecałe pokazował oko... 

 

Albo  takie  oto  opowiadanie  z  Dziadów  cz.  IV  -  jakby  zwykła  relacja  w  potocznej  rozmowie  

w gronie przyjaciół: 

 

Niedawno odwiedzałem dom nieboszczki matki,  
Ledwie go poznać mogłem! już ledwie ostatki! 
Kędy spojrzysz - rudera, pustka i zniszczenie! 
Z płotów koły, z posadzek wyjęto kamienie,  
Dziedziniec mech zarasta, piołun, ostu zioła,  
Jak na smętarzu w północ, milczenie dokoła! 
 

background image

 

11 

Ale romantyzm nie ogranicza się do tego tylko. Gdy trzeba, sięga odważnie po słowa silne, 

ludowe,  prowincjonalne;  po  słowa  obce,  trywialne,  nawet  i  rubaszne:  nie  boi  się  wcale  wpływów 
tego "proletariatu" słownikowego, wygnanego z poezji przez arystokratyzm językowy klasycyzmu. 
Karusia w Romantyczności Mickiewicza według słów samego narratora: "strzela oczyma", a wedle 
określenia  starca:  „duby  smalone  bredzi”.  Pani  z  Lilij  –  „z  krzykiem  do  chatki  leci”,  "oczy 
przewraca  w  słup".  Widmo  "i  dysze,  i  tupa,  i  iskry  z  gęby  sypie".  A  Gustaw  z  Dziadów  cz.  IV  w 
ulirycznionej wzruszeniem scenie nie zawaha się przecie powiedzieć, iż "deszcz lał jak z wiadra".  
A przykładów podobnych mnożyć by tu można - bez końca. I nie tylko z poezji Mickiewicza. 

 

11 

 

Gdzież  tu  -  zapytać  by  należało  -    owa  druga  tendencja  romantyzmu,  zmierzająca  do 

upoetycznienia  języka?  Przecie  ku  temu  właśnie  dążyła  poetyka  klasycystyczna  w  peryfrazach,  
w inwersjach, w doborze słów szlachetnych - zdobywająca sobie ozdobność języka? 
 

Rzecz  w  tym  jednak,  iż  poezji  romantycznej  nie  chodziło  wcale  o  zdobienie  wypowiedzi 

jakimikolwiek  przystrojeniami  stylistyki  czy  retoryki.  Nie  wznosiła  swych  utworów  mocą 
retorycznego patosu, anaforycznych, szeroko rozbudowanych okresów. Jej upoetycznienie stawało 
się  naturalna  konsekwencją  odmiennego,  poetycznego  widzenia  przedmiotu,  widzenia  bardziej 
intensywnego,  głębiej  wnikającego,  odkrywającego  nowe,  nie  dostrzegane  dotąd  perspektywy 
ukrytych znaczeń.  

 

Te  wielostronne  powiązania  znaczeniowe,  tę  odmienność  poetyckiego  spojrzenia 

mogła  oddać  jedynie  nowa,  twórcza,  zdobywcza  literacko  metaforyka.  Taka  właśnie,  która 
Mickiewiczowi  pozwala    mówić  o  "pustyniach  błękitu",  o  burzy  we  łzach  roztopionej  czy  też  o 
drodze  do  Polski  wypalonej  ogniem  gwiazd,  śladami  spojrzeń  Potockiej.  Taka  metaforyka,  która 
umożliwia  Słowackiemu  widzieć,  w  księżycowej  kolumnie  poświaty  na  jeziorze  uosobienie 
wyrzutów  sumienia  -  kobietę,  co  się  do  stóp  uciekającego  przed  nią  człowieka  kładzie  i,  niema 
płacze, wyciąga za nim ręce. I taka metaforyka, która pozwala mu w wierszowanym liście do matki, 
wysłanym przez "białego gołębia smutku”, krajobrazy poetyckie "tworzyć", 

 

Osrebrzać je księżycem i promienić świtem,  
[.........................................................................] 
              [...] niebo zwalić i położyć  
Pod oknami i nazwać jeziora błękitem. 
Potem jezioro z niebem dzielić na połowę, 
W dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem [...] 

 

 

Takich  cudów  klasycyzm  nie  umiał  wyczarowywać  siłą  swej  poezji.  To  była  zdobycz 

kunsztu  poetyckiego  nowych,  romantycznych  czasów,  uzależniona  od  innego,  nowego  widzenia 
ukazywanej rzeczywistości — od widzenia jej w kilku wymiarach znaczeniowych naraz. 

Podobnie  jak  i  pełniejsze  wykorzystanie  wiersza,  jego  akcentowych  i  melodyjnych, 

intonacyjnych  możliwości  —  jako  środka  wyrazu  w  pełni  równouprawnionego  z  innymi 
elementami dzieła poetyckiego. Okres romantyzmu — to przecie etap, w którym się rodzi, a później 
kształtuje  i  rozkwita  nowy,  sylabotoniczny  system  mowy  wierszowanej;  to  czasy,  w  których 
dochodzi do zdumiewającego wzbogacenia muzycznych walorów poezji prozą i wierszem pisanej. 
Jest to jeszcze jeden specyficznie romantyczny sposób upoetycznienia języka literatury. Wystarczy 
przypomnieć  lirykę  Słowackiego,  jego  poematy,  prozę  Anhellego,  czy  prozę  niektórych  utworów 
Krasińskiego,  by  zdać  sobie  w  pełni  sprawę  z  osiągnięć,  jakie  przyniosły  literaturze  polskiej  te 
melodyzacyjne tendencje romantyzmu. 

 

 
 
 

background image

 

12 

12 

 

A  wśród  rozstrzygnięć  tej  nowej  poezji  były  i  takie,  które  obliczone  były  na  rewolucyjną 

zmianę  dotychczasowego  kręgu  odbiorców  do  zmiany  tej  programowo  niejako  dążyły.  Nie 
arystokratyczna  postawa  klasycyzmu  rozgraniczającego  sferę  wyższej  poezji  przeznaczonej  dla 
elity  literackiej  i  sferę  niższej  produkcji  poetyckiej,  oddanej  „w  pacht"  sentymentalizmowi  dla 
zadośćuczynienia  gustom  plebsu  czytelniczego,  ale  świadoma  demokratyzacja  sztuki  poetyckiej, 
która nie widzi potrzeby rozwadniania artyzmu dla jakiejkolwiek grupy swych odbiorców, która tak 
chce  przemawiać,  by  stać  się  chlebem  powszednim  dla  każdego,  kto  by  ze  skarbów  jej  chciał 
korzystać. 

Bo poezja romantyczna — to poezja w pełni narodowa. Nie tylko z ambicji, ale i z istotnego 

znaczenia w dziejach ówczesnej Polski. Umiała uchwycić „rząd dusz" w swoje ręce — i kierować 
nimi w początkowym etapie niepodzielnie. A trzeba przyznać, że wiodła swój naród szczytami, nie 
oglądając się na obliczenia chłodnej rozwagi, nie znając kompromisów z oporami rzeczywistości. 
Wiedziała,  ku  czemu  zmierza:  wiodła  ku  rewolucji  narodowej,  która  miała  przynieść  wolność 
polityczną ojczyźnie, a sprawiedliwość społeczną ludowi. 

I  gdy  się  mówi  o  poezji  romantycznej  pierwszego,  przedlistopadowego  okresu,  nie  wolno 

zapominać  o  tym  patriotycznym  i  społeczno-demokratycznym  aspekcie  jej  dążeń.  Młodzież 
prowadzona przez poezję romantyczną wiedziała, ku czemu zmierza. Ostrowski, krytyk i działacz 
polityczny, wychowany na ideach romantyzmu, wyzna otwarcie w czasie powstania": 

 

My  pod  chorągwią  romantyczności  burzącej  dawne  prawidła  w  sztukach,  filozofii,  wzywaliśmy  politycznej 

rewolucji.  Sporami  o  romantyczność  i  klasyczność  zaślepialiśmy  oczy  naszym  cenzorom,  naszym  ciemięzcom, 
przekonani,  że  jeśli  potrafimy  wywrócić  naukowe  prawidła,  jeśli  zdołamy  umysł  Polaków  przyzwyczaić  do 
swobodnego  widzenia  wszystkich  rzeczy,  łatwo  tym  samym  damy  im  poznać  naszą  polityczną  nicość,  podeptanie 
naszych swobód [...]. Dla tej przyczyny pisarze szkoły romantycznej byli zawsze krytyczni, pragnący wszystko burzyć  
i wywracać, dlatego pisma ich ożywiały zapał uniesienia, a czasem nienawiść. 

 
Mickiewicz,  pisząc  Konrada  Wallenroda,  wiedział,  jakie  perspektywy  uczucia 

patriotycznego  otwiera  przed  własnym  narodem.  Mochnacki,  rozbudowując  filozofię  literatury 
romantycznej,  rozumiał,  dla  jakiej  rzeczywistości  narodowej  i  społecznej  zakładać  pragnie  te 
fundamenty. W odpowiedzi na idylliczne marzenia Brodzińskiego wołał: 

 

Nie  teraz  myśleć  o  łąkach  i  zdrojach,  o  mruczeniu  waszych  strumyków  i  beczeniu  kóz.  Różne  są  gusta: 

przeszedł i ten zniewieściałego sielstwa. 

 

A gdy powstanie stało się faktem, uznał swe zadanie literackie za skończone, gdzie indziej 

dostrzegł potrzebę działania patriotycznego: 

 

[...]  nareszcie  przestać  pisać  o  sztuce  —  wypowie  w  chwili  powstania  narodowego.  —  Co  innego  zapewne 

mamy teraz w głowie i w sercu. Improwizowaliśmy najśliczniejsze poema Narodowego Powstania! Życie nasze już jest 
poezją. Zgiełk oręża i huk dział! Ten odtąd będzie nasz rytm i ta melodia! 

 

13 

 

Powstanie  listopadowe  było  jednak  nie  tylko  dowodem  siły  patriotycznej  haseł,  jakim 

służyła  poezja  romantyzmu  w  Polsce.  Stało  się  także  próbą  życia,  która  wykazała  wszystkie  jej 
słabości.  Przyszły  lata  rozczarowania,  lata  ucisku  narodowego,  więzień  i  emigracji.  Przyszły 
pierwsze próby rewizji dotychczasowego stanowiska i pierwsze słowa krytyki pod adresem zasad, 
które do klęski tej doprowadźmy. 

Powstanie listopadowe stało się progiem, poza który romantyzm nie mógł już przekroczyć 

w  dawnej  swej,  zdobywczej  i  zwycięskiej,  postawie.  Wypadło  spojrzeć  rzeczywistości  w  oczy  
i poszukać dróg nieco odmiennych. 

background image

 

13 

 

Pierwszy etap romantyzmu w Polsce został zamknięty. Był to romantyzm wojujący przede 

wszystkim  z  objawami  panujących  uprzednio  kierunków,  romantyzm  przezwyciężający  opory 
tendencji  klasycystycznych,  dość  łatwo  zresztą  ustępujących  pod  jego  naciskiem.  Romantyzm 
łamiący  się  —  nie  zawsze  zwycięsko  -  z  szeroko  rozgałęzionymi  wpływami  sentymentalizmu. 
Przyszłe  jego  drogi  ukażą,  iż  z  wpływów  tych  nigdy  już  w  pełni  otrząsnąć  się  nie  zdoła  i  że 
dozwoli nawet na wydatne zwiększenie ich siły w drugim, polistopadowym okresie swego rozwoju. 

Literatura  polska  tych  czasów  przestaje  być  jednolita.  Rozwija  się  dwiema  odrębnymi 

drogami. Pierwsza z nich przechodzi przez emigrację, druga — przez kraj. Twórczość emigracyjna 
utrzymuje pozycje wieszczej, uwznioślonej poezji, wypowiedzi wysokiego tonu i metafizycznych 
rozmyślań, poezji programowego mesjanizmu i doznań natury mistycznej. 

Inaczej  dzieje  się  w  kraju.  Tu  poezja,  zwrócona  w  większym  stopniu  ku  rzeczywistości, 

odczuwa  konieczność  ściślejszego  związku  z  konkretami  otaczającego  ją  życia.  Skłania  się 
bardziej  do  sentymentalizmu,  rzewniejszych  tonów  i  węższych  horyzontów  myślowych, 
ograniczonych niekiedy do kultu tradycji narodowej i przeciętnej, domowej poczciwości. Ale nie 
bez wpływu pozostają także dawne przedlistopadowe tendencje romantyzmu. 

Dynamikę  literatury  krajowej  wyznacza  w  tym  czasie  starcie  dwu  głównych  jej  tendencji. 

Pierwsza  z  nich  —  to  konsekwencja  poetyki  romantyzmu  z  pierwszego  dziesięciolecia, 
zachowująca  z  dawnej  poezji  to  wszystko,  co  się  wyrażało  w  romantycznych  wzlotach  ku 
perspektywom  nieskończoności;  to  wszystko,  co  przedmiotom  nadawało  rysy  uniezwyklenia 
poetyckiego,  a  w  sztuce  wyrażało  się  w  poetyzacji  przedstawianego  świata  rzeczywistości 
literackiej. Druga zaś — to wyraz dążeń nowych czasów ku ściślejszemu zespoleniu literatury bądź 
to  z  rzeczywistością  ówczesnego  życia  społeczno-narodowego  w  Polsce,  bądź  też  ze  sferą 
wyobrażeń  o  czasach  niedawnej  przeszłości,  ozłoconych  wspomnieniami  idealizującej,  nieraz 
rozrzewnionej tradycji. 

W  dążeniach  tych  coraz  wyraźniej  przejawia  się  świadomość  wartości  literackich  tych 

elementów  otaczającej  rzeczywistości,  które  dotąd  zwano  prozą  życia;  przeczuwanie,  iż  poza 
powszedniością  zwykłych  codziennych  zjawisk,  poza  rzeczywistością  przeciętnego  człowieka  
i przeciętnych warunków jego życia —- ukrywa się cały nie znany jeszcze świat poezji, który trzeba 
tylko  umieć  ukazać  czytelnikowi  w  sposób  właściwy  -  tzn.  tak,  by  uwierzył  on  w  jego 
prawdziwość,  a  tą  swą  prawdą  literacką  będzie  grał  tym  silniej,  im  bardziej  niedostateczna, 
marzycielska  i  abstrakcyjna  wydawała  się  poezja  entuzjastycznych  wzlotów  romantyzmu 
pierwszego  okresu.  Coraz  wyraźniej  zanikają  dawne  upodobania  do  ballad  i  poematów  epicko-
lirycznych w stylu Byrona, a na zmianę przychodzą im powieści i gawędy prozą i wierszem pisane. 
One  stają  się  teraz  wyrazem  nowych  tendencji  w  literaturze  i  obejmując  zwycięsko  coraz  szersze 
tereny,  zapowiadają  zbliżanie  się  nowego  etapu  w  dziejach  poezji. Ujmowanie tych dążeń wraz z 
tendencjami,  które  znamionowały  okres  poprzedni,  pod  wspólnym  mianem  romantyzmu  —  nie 
wydaje się już słuszne. 

 

14 

 

Ten  pobieżny,  acz  przydługi  może,  przegląd  głównych  tendencji  romantyzmu  w  Polsce 

powoływał  się  raz  po  raz  na  poezję  Mickiewicza,  z  imieniem  jego  wiążą  się  bowiem  niemal 
wszystkie tendencje poezji romantycznej. Jego Ballady i romanse uznano jako oficjalną inauguruję 
literatury  romantycznej  w  Polsce:  datę  1822  r.  wypisujemy  zazwyczaj  jako  umowną  granicę 
oddzielającą  nowy  okres  twórczości  od  dawnego.  Jego  Dziadów  część  drugą  i  czwartą  określić 
wypada  jako  najpełniejszą  i  najświetniejszą  zarazem  —  obok  Marii  Malczewskiego  —  realizację 
dążeń  pierwszego  okresu  romantyzmu.  Jego  Konrad  Wallenrod  wchodzi  integralnie  w  zespół 
zjawisk  romantycznych  związanych  z  kształtowaniem  się  nowego  typu  epiki  ulirycznionej, 
określanej  mianem  powieści  poetyckiej.  Jego  Dziadów  część  trzecią  uznać  musimy  jako 
najwznioślejszy  przykład  dramatu  romantycznego,  podejmującego  najważniejsze  ówczesne 
problemy  —  indywidualne,  narodowe  i  religijne.  I  nawet  wtedy,  gdy  mówimy  o  pojawieniu  się 
nowych,  gawędowo-romansowych  tendencji,  nawet  wtedy,  gdy  prezentujemy  zwrot  twórczości 

background image

 

14 

romantycznej ku poezji konkretów życia potocznego — szarej, codziennej rzeczywistości — nawet 
wtedy mówić wypada o przodującej, naczelnej roli Mickiewicza i jego wielkiej, nowożytnej epopei, 
Pana Tadeusza. Z imieniem Mickiewicza związane są przeto nierozdzielnie dzieje polskiej poezji 
romantycznej. A jednak nie Mickiewicza, lecz Słowackiego wysunąć wypada jako poetę najpełniej 
reprezentującego  wszystkie  tendencje  romantyzmu  w  jego  buntowniczej,  atakującej  zwycięsko 
postaci.  To  on,  a  nie  Mickiewicz,  patrzy  na  świat  włącznie  z  pozycji  romantyka;  Słowacki,  a  nie 
Mickiewicz,  który  stoi  jak  gdyby  ponad  tendencjami  współczesnej  mu  epoki,  realizuje 
najistotniejsze  dążenia  poetyki  romantycznej.  I  jego  też  imię  winno  się  stać  symbolem  polskiego 
romantyzmu. 

 

15 

 

Jakież było znaczenie tego kierunku w literackim i umysłowym życiu Polski? 
Na  pytanie  to  nie  da  się  odpowiedzieć  w  sposób  wyczerpujący  w  syntetycznej  formułce, 

wprowadzonej  na  zakończenie  tego  szkicu.  Powtórzmy  więc  to  przynajmniej,  o  czym  była  już 
mowa  poprzednio.  Romantyzm  w  literaturze  —  to  rewolucja,  która  przyniosła  nam  odnowienie 
słowa  poetyckiego;  to  wyraz  nowego  spojrzenia  na  świat  i  człowieka;  to  prąd,  którego  wartości 
artystyczne starczyły na tyle lat, że niektóre jej osiągnięcia włączamy i dziś także do żywej i wciąż 
nas  jeszcze  przejmującej  twórczości;  to  okres  rozkwitu  naszej  poezji,  który  ze  względu  na  jej 
znaczenie literackie i narodowe przerasta wszystko, cokolwiek napisano u nas wcześniej. 

Nie szliśmy wówczas w ogonku Europy. 

Mickiewicz, Słowacki, Norwid — to nie peryferia ówczesnej literatury, ale jej centrum — 

głos, tak samo ważki i twórcze wartości w literaturze świata reprezentujący, jak i głos ich wielkich 
rówieśników: Schillera; Byrona, Puszkina czy Lermontowa. 

 

1957