background image

Astronomiczna wiedza Dogonów i

ruiny Zimbabwe

Ruiny   Zimbabwe   –   Podstawowe   informacje   o   plemieniu   Dogonów   –   Pradawna 
wiedza   kontra   nowoczesna   technologia   –   Współczesne   hipotezy   –   Powstanie 
wszechświata według mitu Dogonów – Wiedza astronomiczna – Syriusz – centralny 
element mitu dogońskiego – Powstanie materii – Początki cywilizacji – Bliźniak 
Nommo – Czerwona gwiazda – Podsumowanie – Zbieżności 

 

Ruiny Zimbabwe

– 1 –

background image

W roku 1868 niemiecki  awanturnik i handlarz kości słoniowej, Adam Renders, zabłądził  w 

gęstym buszu w południowej Afryce. Przedzierał się przez gęstą, tropikalną roślinność, aby znaleźć 
drogę powrotu w bardziej cywilizowane strony. I nagle stanął przed zagadkowym murem.

Renders  ruszył więc wzdłuż muru w poszukiwaniu  jakichś  ludzi, ale wkrótce  spostrzegł, że 

powraca w to samo miejsce.

– 2 –

background image

Trzy   lata   później   Adam   Renders   sprowadził   do   ruin   w   afrykańskiej   puszczy   niemieckiego 

geologa Karla Maucha. Ten sporządził plan budowli i po powrocie do Niemiec ogłosił się odkrywcą 
Zimbabwe.   Mauch   uważał,   że   Zimbabwe   leżało   niegdyś   pośrodku   legendarnego   kraju   Ofir,   z 
którego król Salomon kazał  sprowadzać  złoto i drogie kamienie.  Była to jednak  tylko jedna z 
niezliczonych prób rozwiązania zagadki Zimbabwe.

Ruiny Zimbabwe po dziś dzień okrywa gęsta mgła tajemnicy. Wszystkie publikacje na ten temat 

zawierają jedyni przypuszczenia.

Od ruin wzięło nazwę państwo, dawna Rodezja nazywa się teraz Zimbabwe. Busz wokół ruin 

wycięto,  z  oddali  widać   nagie   skały,   a  nieco   niżej  w   dolinie  mur  o  jajowatym   zarysie.   Gdzie 
niegdzie, wśród kęp roślinności i młodych palm, można napotkać resztki ruin.

Mur, zbudowany na planie elipsy ma długość 100 metrów. Ogranicza teren o powierzchni 20.000 

m

2

. Elipsa ta dzisiaj nazywa się „Rezydencją Królewską”, choć wewnątrz obiektu nie znaleziono 

niczego, co mogłoby usprawiedliwiać tę nazwę. Nic nie wskazuje na pobyt żadnego króla. Brak tu 
jakichkolwiek   napisów,   posągów,   popiersi.   Nie   znaleziono   też   pozostałości   narzędzi,   nie 
wspominając już o sarkofagach czy grobowcach.

Mur okalający „Królewską Rezydencję” ma 10 m wysokości i przeciętnie 4,5 m grubości u 

podstawy. Przy budowie nie stosowano zaprawy. Ciężar tego dość masywnego muru ocenia się na 
100 tysięcy ton. Portugalski dziejopis z szesnastego wieku, Joao de Barros napisał o tej zagadkowej 
budowli:

„Tubylcy nazywają tę budowlę Zimbabwe... Nikt nie wie, kto i kiedy ją zbudował, gdyż 

mieszkańcy   kraju   nie   znają   pisma   i   brak   im   przekazów   historycznych.   Twierdzą   jednak,   że 
budowle   te   są   dziełem   diabła,   ponieważ   według   miary   ich   własnych   zdolności   uważają   za 
niemożliwe, aby pochodziły spod ręki człowieka”.

Niemniej jest pewne, że obiekt ten zbudowała czarna ludność. Nie ma na to dowodów na piśmie, 

są jednak ślady językowe. „Zimbabwe” oznacza bowiem w języku Szona tyle, co „czcigodny dom”. 
Forma ruin Zimbabwe nie jest wyjątkowa. Między Zimbabwe a portem Nova Sofala w Mozambiku 
jest prawie sto ruin, dużo skromniejszych rozmiarów, niemniej jednak tej samej struktury. Dawniej 
państwo Zimbabwe rozciągało się aż do Oceanu Indyjskiego. Prawdopodobnie nieznani królowie 
wywozili złoto, aby za nie kupować inne dobra, na przykład od Arabów. Znaleziono w Zimbabwe 
nawet chińskie jedwabie i wyroby garncarskie, jak również arabskie chusty, bransolety i pojedyncze 
ozdoby z Indii. Wszystko to pozwala przypuszczać, że niegdyś przebiegał tędy szlak handlowy.

W   obrębie   wielkiej   elipsy   znajdują   się   mniejsze   elipsy,   murowane   okręgi   i   wreszcie   mur 

biegnący równolegle do wielkiego muru. W ten sposób między dwoma murami powstaje wąskie 
przejście, rodzaj korytarza, który prowadzi donikąd. Celowość tego korytarza wydaje się wątpliwa, 
gdyż   mur   wewnętrzny,   zakreśliwszy   pół   okręgu,   oddala   się   od   głównego   muru   i   kończy   za 
niewielkim załomem. Nigdzie nie widać wejścia ani schodów wiodących na górę.

– 3 –

background image

W   dolnej   części   elipsy   stoi   masywna   wieża,   zwężająca   się   ku   górze,   o   szerokości   6   m   i 

całkowitej wysokości 10 m. Z początku sądzono, że była to wieża strażnicza. Jednak ten pogląd 
okazał się niesłuszny. Równie dobrze można by obserwować teren ze szczytu eliptycznego muru 
albo   jeszcze   lepiej   z   pobliskich   skał,   nazywanych   dziś   „Akropolem”.   Także   i   ta   budowla   jest 
pozbawiona wejścia, na górę nie wiodą żadne schody. Brak tu jakichkolwiek okienek, ani żadnych 
innych atrybutów wieży strażniczej. Do tego znajduje się wewnątrz muru.

– 4 –

background image

Brytyjska   archeolog   Gertruda   Caton-Thompson,   która   w   1929   roku   kierowała   tam 

wykopaliskami,   przypuszczając,   że   pod   wieżą   znajduje   się   grób,   kazała   tam   prowadzić   prace, 
jednak niczego nie znaleziono. Brak jest jakiegokolwiek logicznego wytłumaczenia funkcji, jaką 
spełniała wieża wobec całej budowli.

Poza obrębem głównej elipsy rozciąga się teren pokryty mniejszymi ruinami. Nosi on nazwę 

„Doliny Ruin”. Stosy otoczaków i niskie murki są porozrzucane na tej samej równinie, na której stoi 
także wielka elipsa. Nad tym wszystkim góruje trzeci kompleks, tak zwany „Akropol”. Tu na górze 
w wyrafinowany sposób wykorzystano naturalne warunki, wypełniając luki między skałami murami 
tworzącymi zewnętrzne obwałowanie. Najgrubszy z nich ma wysokość 7,5 m i grubość u podstawy 
6,7 m.

Na górze archeologowie znaleźli niewielkie złote bransolety, szklane paciorki i osiem ptaków 

wykonanych z saponitu. Wysokość tych ptaków nie przekracza 30 cm i mogły kiedyś spoglądać ze 
szczytu kolumn. Niektóre ze skalnych bloków „Akropolu” zostały obrobione ludzką ręką.

– 5 –

background image

Wiadomo, że w kopalniach i sztolniach rytych wokół Zimbabwe poszukiwano złota. Według 

dzisiejszych  ocen w okresie rozkwitu królestwa roczne wydobycie złota sięgało sześćdziesięciu 
tysięcy ton. Być może umocnienia wśród naturalnych skał na wzniesieniu miały na celu ochronę 
kopalń złota. Przypuszczalnie to, co dziś nosi nazwę „Akropolu”, było czymś w rodzaju garnizonu, 
obsadzonego przez żołnierzy. Z góry dobrze było widać całą równinę, a karawany ze złotem były 
bezpieczne. Nie wiadomo jednak jakim celom miał służyć eliptyczny mur.

Z jego szczytu nie roztacza się rozległy widok, nie ma tam też niczego takiego, co jest potrzebne 

obrońcom: blanków ani strzelnic, choćby tylko służących do strzelania z łuku. Do tego nie było 
możliwości   wdrapania   się   na   mury   tworzące   elipsę   z   braku   stopni   i   występów   w   murze 
prowadzących na górę. Wielka elipsa nie mogła zatem służyć jako obiekt obronny. Jedyne wejście, 
które prowadzi do środka, nie było niczym zabezpieczone. Zbędność elipsy jako placówki obronnej 
wynikała   już   z   tego,   że   powyżej,   na   wierzchołku   skalnego   wzniesienia,   znajdował   się   gród 
naprawdę nie do zdobycia. W jakim celu więc afrykańskie plemiona przywlokły tu setki tysięcy ton 
kamienia, żeby z niego, po rozdrobnieniu na małe kawałki, wznosić niepojęte budowle?

– 6 –

background image

– 7 –

background image

Erich   von   Däniken,   zajmujący   się   teoriami   paleoastronautycznymi,   zastanawiając   się   nad   tą 

bezsensownością wieży razem z jej murem wpadł na zaskakujący pomysł. Naszkicował plan ruin 
Zimbabwe i porównał go z astronomicznym modelem Dogonów. Oba rysunki wykazują dziwną 
zbieżność.

Podstawowe informacje o plemieniu Dogonów

W   kierunku   północno-zachodnim   od   Zimbabwe   leży   republika   Mali,   gdzie   w   górzystych 

okolicach Bandiagara, w łuku rzeki Niger mieszkają Murzyni sudańscy – Dogoni.

W 1931 roku natknął się na nich francuski etnolog profesor Marcel Griaule. Spędził  u nich 

pewien czas i zafascynowała go głównie treść ich mitów. Od tego czasu Griaule wspólnie z profesor 
Germaine   Dieterlen   organizował   liczne   wyprawy   naukowe,   z   których   każda   pozostawała   z 
Dogonami  przez  szereg miesięcy.  W  skład  tych  misji  wchodzili  liczni  i  wykształceni  badacze. 
Dogoni są analfabetami. Ich bogata tradycja ustna, podparta całym arsenałem znaków graficznych, 

– 8 –

background image

przekazywana jest z pokolenia na pokolenie obrazami, metaforami,  synonimami,  porównaniami 
właściwymi ich kulturze i ich mentalności. Słowo ma tam nie tylko swoje potoczne znaczenie, lecz 
również zasięg znacznie szerszy.

Typowa wioska Dogonów.

– 9 –

background image

Etnologowie   francuscy   notują   w   pierwszym   rzędzie   te   słowa,   w   których   zawarta   jest   treść 

opowieści. Następnie zaś notują komentarz samych Dogonów do tego, co zostało opowiedziane. 
Jest to najbliższe duchowi przekazanego mitu.

Mity   dogońskie,   jak   wszelkie   mity,   stanowią   w   przeciwieństwie   do   przekazu   naukowego   – 

gnozę. Gnoza to zestaw wierzeń czy elementów wiedzy, które przekazuje się ustnie i to tylko drogą 
wtajemniczenia. Naukę wystarczy zrozumieć. W gnozie natomiast nie wolno zmieniać ani słowa, 
ani litery, bo to może wypaczyć całość, której się nie rozumie.

Pradawna wiedza kontra nowoczesna technologia

Profesor architektury w Marsylii, Eryk Guerrier jest autorem książki „Esej na temat kosmologii 

Dogonów – Arka Nommo”. Książka stanowi komentarz do relacji francuskich etnologów, Marcel'a 
Griaule'a i Germaine Dieterlen, zawierających obiektywny i niczym nie ubarwiony mit dogoński. 
Uczeni   francuscy   starali   się   przekazać   w   swojej   pierwotnej   formie   całą   wiedzę   astronomiczną 
Dogonów, nie stawiają sobie pytań typu: skąd u Dogonów tego rodzaju wiedza? Gdzie, w jakim 
okresie swoich dziejów mogli ją zdobyć?

Eryk Guerrier pisze we wstępie do swej książki, że inspiracją do podjęcia tej pracy stała się dla 

niego   telewizja,   a   konkretnie   transmisja   z   lądowania   pierwszego   człowieka   na   Księżycu. 
Przypomniał sobie wówczas, że scena, którą obserwuje, została już gdzieś dokładnie opisana.

Sięgnął po publikację etnologów francuskich z 1965 roku. Jest tam mowa o archaniele noszącym 

imię Nommo, który przybył „arką” na Ziemię i na niej po raz pierwszy postawił nogę. Opis jest 
identyczny,   nawet   jeśli   idzie   o   ów   ślad   pozostawiony   w   obydwu   wypadkach   przez   stopę 
kosmonauty.   Guerrier   raz   jeszcze   przeczytał   obydwie   publikacje   i   uderzyło   go   coś,   na   co 
etnologowie nie zwrócili początkowo wcale uwagi. Otóż relacjonując wiedzę Dogonów o Syriuszu, 
badacze francuscy nawet nie zorientowali się, że zawiera ona elementy dopiero od niedawna znane 
współczesnym   astronomom.   Guerrier,   mający   jakie   takie   pojęcie   o   tej   nauce,   zrozumiał,   że 
kosmogoniczny   system   Dogonów   zawiera   frapujące   wręcz   zbieżności   z   najnowszymi   teoriami 
kosmogonicznymi i hipotezami o budowie Wszechświata. Guerrier pisze:

„W przeciwieństwie do wszelkich teorii będących rezultatem objawienia religijnego, których 

teksty posiadają zawiłą i niejasną poetykę, tutaj mamy do czynienia z opowiadaniami o jasności 
zdumiewającej, zaopatrzonymi w podwójny komentarz: wtajemniczonych i etnologów”.

Współczesne hipotezy

Od   pierwszych   przejawów   swego   intelektualnego   rozwoju,   ludzkość   zawsze   zadawała   sobie 

pytanie dotyczące początków Wszechświata, jego budowy, powstania Ziemi i Układu Słonecznego. 
Przez ostatnie tysiąclecia za odpowiedź wystarczały jej te odpowiedzi, których udzielały mity bądź 
różne systemy religijne. Wraz ze wzrostem postępu technologicznego, nie każdego już odpowiedzi 
te zadowalały, a pewne konkretne potrzeby zmuszały do sięgnięcia po wiedzę bardziej autentyczną 
od tej przekazywanej w formie mitów religijnych.

Poznanie   prawdy   naukowej   wymagało   coraz   bardziej   skomplikowanych   instrumentów 

pomiarowych. Dzięki nim poznaliśmy wiele prawd niepodważalnych, jak na przykład obrót Ziemi 
wokół Słońca, istnienie miliardów systemów planetarnych czy miliardów uciekających od siebie 
galaktyk. Dzięki nim nauka mogła przyjąć mniej lub bardziej prawdopodobne teorie i hipotezy 
dotyczące ewolucji Wszechświata. Każda próba stworzenia teorii ewolucji Wszechświata prowadzi 
do   najbardziej   prawdopodobnego   założenia,   że   nasz   świat   był   kiedyś   w   stanie   nadzwyczaj 
zagęszczonym i zajmował znikomą objętość. Pierwsze hipotezy, co do składu wyjściowego materii 
przedgwiezdnej wyrażały przypuszczenie, że składała się ona wyłącznie z neutronów. W pewnej 
chwili,   którą   można   przyjąć   za   początek   ewolucji   Wszechświata,   wszystkie   odległości   były 
nieskończenie małe, gęstość zaś nieskończenie wielka. Tak wyglądał świat przed „wybuchem”.

Skoro przyjmujemy ten wybuch – „Big Bang” za początek ewolucji Wszechświata, to musimy 

– 10 –

background image

pogodzić się z tym, że dopiero od tej pory zaczyna się liczyć czas. Po prostu przed tym nie było ani 
czasu   ani   przestrzeni.   Od  momentu   więc   „Big   Bangu”,   który   oznacza   początek   Wszechświata, 
zaczął się on rozszerzać i rozszerza się nadal, co można stwierdzić, obliczając szybkość uciekania 
galaktyk.

A co na ten temat mają do powiedzenia Dogonowie?

Powstanie wszechświata według mitu Dogonów

„Na początku wszystkich rzeczy był Amma-Bóg, który na niczym nie spoczywał. Jajo-kula 

Amma było zamknięte... Oprócz tego nic nie istniało”.

Amma w języku Dogonów znaczy trzymać coś bardzo ściśniętego i gęstego. Ścisnąć coś silnie i 

trzymać na tym samym miejscu. Z dalszych tekstów i z dogońskiego komentarza niezbicie wynika, 
że Amma-Bóg i Jajo-kula to właśnie jedno i to samo, i że Amma to właściwie siła materialna albo 
ruch   czy   energia.   Jest   to   w   każdym   razie   postać   boga   nigdzie   nie   spotykana.   We   wszystkich 
religiach Bóg jest istotą ponadmaterialną. Tu jest on ściśniętą kulą, poza którą niczego nie ma.

Według mitologii dogońskiej  Amma  skreślił w  Jaju  raz na zawsze wszystkie prawa rządzące 

Wszechświatem. Amma wewnątrz Jaja był sobą samym, jak ruch spiralny nazwany przyspieszoną 
kulą
, i to wówczas właśnie stworzone zostało ziarno  po, które znajduje się w środku.  Po  jest to 
ziarno prosa albo sorga, najmniejsze z ziaren, które Dogoni spożywają. W ich interpretacji po jest 
najmniejszą cząsteczką, cząsteczką niezwykle małą. Po powstało więc, jak to wynika z cytowanego 
zdania, z ruchu spiralnego, z wirującej kuli. Byłoby to więc coś w rodzaju ziarna energii, co jest jak 
najbardziej zgodne ze współczesną nauką.

„Owa cząstka, jak umieszczona  w środku bańka powietrzna  wirowała i wypromieniowała 

cząstki materii przy pomocy światła i głosu, co było jednak niewidzialne i niesłyszalne. Była to 
raczej myśl, niż słowa”.

Jest więc energia zwinięta w formie ziarna przypominającego bańkę powietrzną. Porównanie to 

w jakimś sensie obrazujące ideę cząstki elementarnej zawierającej pewne kwanty energii. Wszystko 
to jest wirem, który wypromieniowuje cząstki materii.

„Ziarno „po” jest obrazem Ammy... który początkowo podobny był do wirów... Kiedy Amma 

rozbił Jajo świata i z niego wyszedł, powstał wirujący wicher; tym wirującym wichrem jest 
Amma”.

Wirujący   Wicher  jest   dogońskim   odpowiednikiem   naszego   terminu   „Big   Bang”.   Wyraźnie 

wynika z tego tekstu, że chodzi o energię.  Bóg-Amma było to bardzo ściśnięte  Jajo-kula. Dogoni 
mówią jeszcze o owej kuli:

„Świat w łonie Ammy był jeszcze bez czasu i bez przestrzeni. Czas i przestrzeń zlewały się w 

jedno”.

Jest to  określenie  Dogonów. Inaczej  nie  sformułowałby tego  żaden  współczesny  uczony. W 

stosunku do Amma, podobnie jak do ściśniętego w niewielkiej przestrzeni Wszechświata, również 
nie ma sensu pytanie, co było przed tym. Od momentu pierwotnej eksplozji następuje rozszerzanie 
się Wszechświata. tak mówią współcześnie uczeni. A Dogonowie?

„(...) Amma otworzył oczy. Ten akt spowodował wyjście yala ze spirali, która wirując w łonie 

Jaja zarysowała przyszłe rozszerzenie się Wszechświata”.

– 11 –

background image

Termin yala jest jednym z czterech słów, których Dogonowie używają na określenie różnych faz 

przejścia  Ammy  od abstrakcyjnej myśli i abstrakcyjnego znaku do planu figuratywnego. Pierwszą 
fazą jest bummo, drugą yala, które jest odbiciem znaku abstrakcyjnego przestrzeni, trzecią tonu, a 
czwartą toymu.

Całość tego obrazu nie wymaga żadnej zawiłej czy naciągniętej interpretacji. Zarówno wizje 

współczesnej nauki, jak i mit dogoński odwołują się do wyobraźni. Tylko jeśli w naszym przypadku 
opiera   się   ona   na   fundamencie   nauki,   to   u   Dogonów   mamy   do   czynienia   z   wtajemniczeniem, 
którego zupełnie nie rozumieją, ale w którym ani słowa zmienić nie można.

Ruch wirowy i ruch spiralny są według mitu dogońskiego właściwe zarówno najdrobniejszym 

cząstkom, jak i całemu światu. Jest nawet w micie mowa o zamkniętej krzywiźnie Wszechświata, w 
którym panuje ruch obrotowy i ruch w kształcie spirali!

Wiedza astronomiczna

Drogę Mleczną, czyli naszą galaktykę, Dogoni określają jako granice miejsc. Mówią oni o wielu 

takich światach, które zapełniają Wszechświat, które stworzył Amma-Bóg czyli energia.

Amma stworzył 7x2, to jest nieskończoną ilość światów. 7 wyraża tu mnożenie się i rozwój 

prawie nieograniczony światów gwiezdnych o formie spirali. Większość znanych nam galaktyk ma 
kształt właśnie spirali.

W przeciwieństwie do większości mitów czy legend religijnych, Dogonowie nie tworzą z Ziemi 

ośrodka świata.

„Światy gwiazd o kształcie spirali są światami zaludnionymi. Gdyż jednocześnie z rzeczami 

Amma, który dał światu ruch i formę, stworzył wszystkie istoty żyjące...  Tak jak na naszej 
planecie, są istoty żyjące i na innych Ziemiach...”

Dogonowie   doskonale   odróżniają   gwiazdy,   planety   i   satelity   planet,   co   już   samo   przez   się 

stanowi fakt niebywały. Gwiazdy stałe są to gwiazdy, które nie obracają się wokół innych gwiazd; 
planety zaś i satelity planet są to ciała niebieskie, które obracają się i tworzą koła, względnie elipsy.

Dziś nie mamy żadnej wątpliwości, że Słońce obraca się wokół własnej osi. Ale przecież i o tym 

fakcie wiemy stosunkowo od niedawna, czyli od XVII czy XVIII wieku.

„Ziemia obraca się wokół siebie i przebiega ponadto wielkie koło, „koło świata”, jak bąk, 

który wirując tworzy koło”.

Dogonowie opisując Księżyc powiadają, że jest suchy i martwy, jak wysuszona krew. O tym 

mogliśmy się przekonać, również naocznie, stosunkowo niedawno. Ale Dogonowie twierdzą także, 
że   Księżyc   jest   wyrwaną   cząstką   łożyska...   Wiąże   się   ta   przenośnia   z   całością   ich   teorii   o 
pochodzeniu naszego systemu planetarnego. Przenośnia ta zresztą łatwo da się wytłumaczyć. Mówi 
ich mit:

„Ziemia   jest   częścią   łożyska...   Słońce   resztą   łożyska,   a   Księżyc   uzupełnieniem   otworu 

utworzonego przez wyrwanie części łożyska...”

Według niektórych hipotez materia wyjściowa, z której później powstały planety, została  w y r 

w a n a  ze Słońca przez jakąś przechodzącą w pobliżu gwiazdę. Przy tak bliskim przejściu wskutek 
sił pływowych, pochodzących od gwiazdy przebiegającej tuż przed Słońcem, z powierzchownych 
jego warstw wyrzucona została pewna masa gazu. Po odejściu gwiazdy, gaz ten pozostał w sferze 
przyciągania Słońca, później zaś skondensował się i dał początek planetom Układu Słonecznego.

Bardzo prawdopodobna jest hipoteza zakładająca, iż Księżyc powstał na skutek wyrwania części 

– 12 –

background image

kuli ziemskiej we wczesnym okresie jej rozwoju.

Jeśli chodzi o planety systemu słonecznego, Dogonowie wspominają w zasadzie tylko o tych, 

które widoczne są gołym okiem – o Marsie, Wenus, Saturnie i Jowiszu. Przy czym są to czasami 
wiadomości   niezrozumiałe.   Mówią   na   przykład   Dogoni,   że   planeta   Wenus   posiada   własnego 
satelitę, a przecież nauka takiego faktu nie stwierdziła. Chyba, że Dogonowie wiedzą lepiej.

Dogonowie przedstawiają Jowisza za pomocą symbolu rysunkowego, który składa się z koła i 

czterech małych kółek na zewnątrz.

Owe cztery małe kółka określane są jako księżyce tej planety, które Dogonowie określają jako 

przymocowanezaklinowane do Jowisza. Te cztery księżyce obracają się wokół własnej osi w tym 
czasie, co wokół Jowisza. A więc tak jak nasz Księżyc – zawsze tą samą stroną w kierunku planety. 
Oznacza to, że posiadają one „obrót przymusowy”. Jeśli Dogonowie określają to jako zaklinowanie 
czy przymocowanie do planety, to używają w tym wypadku jedynie odmiennej metafory, ale sens 
pozostaje   ten   sam.   Ale   by   o   tym   wiedzieć,   trzeba   rozporządzać   odpowiednimi   urządzeniami 
astronomicznymi.   O   tym,   że   księżyce   te   (Io,   Europa,   Ganimedes   i   Kalisto)   poruszają   się   w 
rezonansie  1:1  z Jowiszem  mogliśmy  przekonać  się dopiero  po wysłaniu  w  ich kierunku  sond 
kosmicznych.

Jowisz posiada nie cztery księżyce, tylko, jak dotychczas stwierdzono, dwanaście. Lecz cztery 

spośród nich wyróżniają się swoim blaskiem. Są mniej więcej wielkości naszego księżyca i byłyby 
może widoczne gołym okiem, gdyby nie fakt, że znajdują się blisko planety. Pozostałych osiem to 
księżyce niewielkie, których średnica nie przekracza kilkudziesięciu kilometrów. Cztery pierwsze 
księżyce odkryte zostały przez Galileusza – pozostałe pod koniec XIX i z początkiem XX wieku. 
Spośród   kilkunastu   znanych   księżyców   Jowisza   tylko   te   cztery   znajdują   się   na   tej   samej 
płaszczyźnie – dokładnie tak, jak to jest przedstawione na rysunku.

Już sam fakt, że Dogonowie wiedzą o istnieniu tych czterech księżyców, jest zastanawiający. 

Planetę Saturn także przedstawiają Dogoni za pomocą rysunku – symbolu, który świadczy o tym, że 
wiedzą o otaczającym ją pierścieniu.

Syriusz – centralny element mitu dogońskiego

Główne miejsce w mitologii dogońskiej zajmuje Syriusz. Jeśli chodzi o tę gwiazdę, Dogonowie 

rozporządzają  zasobem   wiedzy  wręcz   niesłychanym.  Gwiazdę   tą  uważają  za   centralny  element 
swego mitu.

Syriusz jest gwiazdą, która świeci największym blaskiem. Przywiązywali do tej gwiazdy duże 

– 13 –

background image

znaczenie Egipcjanie, dla których jej wschód oznaczał czas wylewu Nilu. W dawnej Grecji „małe 
misteria” eleuzyjskie również wyznaczano według położenia tej gwiazdy. Ale dla Dogonów ma ona 
zupełnie inne znaczenie. Jest punktem, wokół którego skupia się ich gnoza, zamykająca cały ten 
olbrzymi zasób wiedzy – w najbardziej naukowym rozumieniu tego słowa.

Uważają oni, że Syriusz jest fragmentem systemu gwiazd, które wywarły determinujący wpływ 

na życie Ziemi, które są  fundamentem podstawy świata. Ten system gwiazd obejmuje Syriusza, 
towarzyszącą mu gwiazdę, gołym okiem niewidoczną, którą Dogonowie nazywają po-tolo (tolo – 
znaczy gwiazda, a  po oznacza najmniejszą cząstkę, ziarno energii), następnie drugą towarzyszącą 
Syriuszowi gwiazdę o nazwie emme-ya-tolo i wreszcie satelitę tej ostatniej gwiazdy – nyan-tolo.

O trzech tych dodatkowych obiektach mówią Dogoni, że znajdują się tak blisko Syriusza, iż je 

nie zawsze widać... Ale przecież tych trzech obiektów  w o g ó l e  nie widać gołym okiem.

A co na to współczesna astronomia?

W 1834 roku astronom Bessel zwrócił uwagę na nierównomierność ruchu własnego Syriusza, 

którego tor nie był prostoliniowy, ale w pewien sposób falisty. Bessel wysunął przypuszczenie, że 
jakiś   obiekt   wywiera   wpływ   na   Syriusza.   Astronomowie   nazwali   ten   niewidzialny   obiekt 
„Syriuszem   B”.   Odkrył   go   amerykański   astronom   Clarke   dopiero   w   roku   1862.   Syriusz   B   to 
maleństwo o średnicy 41.000 km, ale zarazem niesłychanej gęstości; jest on Białym Karłem. Mimo 
maleńkich rozmiarów jego masa dorównuje masie naszego Słońca. Z racji ogromnej masy Syriusz 
B   oddziałuje   na   tor   ruchu   o   wiele   jaśniejszego   Syriusza   A,   co   właśnie   powoduje   wahania 
parametrów   toru   tego   ruchu,   które   zaobserwował   astronom   Bessel.   Główna   gwiazda   układu 
podwójnego, Syriusz A, jest gwiazdą pierwszej wielkości, należącą do gwiazdozbioru Wielkiego 
Psa, oddaloną od naszego Układu Słonecznego o 8,5 roku świetlnego; jest on najjaśniejszą gwiazdą 
południowego nieba. Syriusz B natomiast nie daje się zaobserwować gołym okiem, a tylko przez 
silny teleskop. W jaki sposób plemię Dogonów uzyskało wiedzę o niewidzialnej gwieździe, skoro 
jej przecież nie było w stanie zaobserwować?

A co mówi o Syriuszu B (po-tolo) mit dogoński?

„Gwiazda po-tolo obraca się wokół Syriusza. Czas trwania obrotu – pięćdziesiąt lat... Reguluje 

ona obroty Syriusza, które są jedynym nie przebiegającymi regularną krzywą”.

I rzeczywiście. Uczeni obliczyli, że obrót Syriusza B wokół Syriusza A wynosi pięćdziesiąt lat. 

Rzeczywiście wpływa on w sposób decydujący na położenie Syriusza A. Zresztą właśnie dlatego, 
że jego położenie ulegało cyklicznym zmianom, uczeni domyślili się istnienia Syriusza B. Uczeni 
francuscy stwierdzili, że o Syriuszu B wiedzą nie tylko Dogoni, ale także Murzyni Bambara i Boro, 
którzy   sąsiadują   z   Dogonami.   Nawet   w   drugim   końcu   Afryki   Hotentoci   nazywają   Syriusza 
„gwiazdą   obok”,   co   pozwala   przypuszczać,   że   wiedzą   o   istnieniu   jej   towarzysza.   Powiadają 
Dogonowie w swoim micie: 

– 14 –

background image

„Gdy tylko Syriusz pojawił się, po-tolo zaczął się wokół niego obracać”.

Niezależnie od tego, co to zdanie oznacza, ta podwójna (dla naszych astronomów) gwiazda jest 

zagadką astronomiczną. Syriusz jest gwiazdą stosunkowo młodą, a Syriusz B jest białym karłem, a 
więc stosunkowo starą, zbliżającą się do końca swego kosmicznego żywota.

Powiadają Dogonowie:

„Kiedy po-tolo znajduje się bliżej Syriusza – ten zaczyna bardziej błyszczeć, kiedy po-tolo się 

oddala, zaczyna migotać, tak że obserwatorowi wydaje się, jak gdyby widział wiele gwiazd”.

O jakiego obserwatora tu chodzi, skoro nikt jeszcze gołym okiem Syriusza B nie widział, a do 

połowy   XIX   wieku   nikt   o   nim,   poza   Murzynami   ze   Środkowej   Afryki,   nie   wiedział?   Kiedy 
Dogonowie mają przedstawić ruch Syriuszy w rysunku symbolicznym zawsze robią to przy pomocy 
elipsy. Ale trzeba było dopiero Keplera, aby odkryć eliptyczną formę orbit planetarnych.

Białe karły dojrzewają jakby  w e w n ą t r z  czerwonych olbrzymów i przychodzą na świat po 

oddzieleniu się od olbrzymów ich warstw zewnętrznych. Ciekawe, że na rysunku  po-tolo, czyli 
Syriusz B przedstawiony jest jako kółko z punktem w środku.

Dogonowie:

„...Po-tolo jest najcięższym z obiektów niebieskich... posiada taką gęstość, że wszyscy ludzie 

razem zebrani nie potrafiliby unieść jej cząstki...”

Żmudne obliczenia astronomów pozwoliły obliczyć, że Syriusz B jest białym karłem, którego 

promień wynosi 2,1% promieni Słońca, a średnica około trzydziestu tysięcy kilometrów. Czyli dwa 
i pół raza więcej niż średnica Ziemi. Natomiast masa tego karła wynosi 98% masy Słońca, co daje 
gęstość równającą się około 150 kg/cm

3

.

Według Dogonów tak ciężką substancją jest sagala:

„Gwiazda (po-tolo) składa się z trzech elementów podstawowych: powietrza, wody i ognia... 

Element, jakim jest „ziemia”, zastąpiony został przez inny – „sagala”, który bardziej błyszczy niż 
żelazo”.

Syriusz   B   mógł   przechodzić   przez   stadium   gwiazdy   nowej   (być   może   nawet   wielokrotnie). 

Gwiazda nowa to biały karzeł (taki jak Syriusz B), w którym dochodzi do destabilizacji procesów 
jądrowych, czego przejawem jest eksplozja i nagły rozbłysk całej gwiazdy.

I oto okazuje się, że mit dogoński kilkakrotnie  wspomina o momencie,  kiedy  po-tolo  nagle 

zaczęła   gwałtownie   błyszczeć.   Jest   to   nie   tylko   wspomniane   w   micie,   ale   przedstawione 
odpowiednim symbolem – rysunkiem. Kiedy ludzie – jak twierdzi mit – byli dopiero rok na Ziemi, 
gwiazda   nagle   zabłysła,   a   jej   blask   zmniejszał   się   stopniowo   w   ciągu   następnych   dwustu 
czterdziestu lat. Kiedy to miało miejsce, nie wiadomo. Niemniej jest to jak najbardziej zbieżne ze 
współczesnym stanem naszej wiedzy o kosmosie. Dogonowie dodają:

„Jej (po-tolo) zawartość wyrzucona była w przestrzeń pod postacią  nieskończenie małych 

(elementów) przypominających ziarna po”.

W  następnym  etapie  nastąpiło  skurczenie  się, zmniejszenie  objętości  po-tolo, co  Dogonowie 

również   przedstawiają   specjalnym   rysunkiem-symbolem,   dodając   w   komentarzu,   że   chodzi   o 
gwiazdę białą.

– 15 –

background image

To, że nie mamy tu do czynienia z gwiazdą czerwoną tylko z białym karłem, wiadomo dopiero 

od 1914 roku, kiedy ustalił to uczony Adams, korzystając z urządzeń obserwatorium w Mount 
Wilson. Na rysunku dogońskim (tonu) kreski skierowane do wewnątrz koła wskazują, że gwiazda 
się zmniejsza.

Kiedy uczeni francuscy pytali Dogonów, kiedy i w jakich warunkach mogli oni obserwować 

Syriusza B i tyle się o nim dowiedzieć, skoro nie jest widoczny bez teleskopu, ci odpowiadali, że 
wszystkie   obiekty   kosmiczne,   należące   do   grupy   Syriusza,   obserwować   mogą   z   jaskini,   której 
miejsce   zachowane   jest   w   ścisłej   tajemnicy.   I   mimo   więzów   przyjaźni   łączących   Dogonów   z 
etnologami francuskimi, uczonym nie udało się dotrzeć do owej jaskini, gdzie ponoć znajdują się 
także dowody podstawowe w dużej ilości. Tego terminu przedstawiciele plemienia też nie wyjaśnili.

Mitologia dogońska nie ogranicza się tylko do opisu własności astrofizycznych Syriusza, ale 

wiąże  ona wyraźnie  te  gwiazdy  z przybyciem  na Ziemię  pierwszego człowieka  i z pierwszym 
okresem jego historii. Jest w micie dogońskim takie oto dziwne twierdzenie:

„Początkowe   miejsce   tej   gwiazdy   (po-tolo)   było   tam,   gdzie   znajduje   się   obecnie   Słońce. 

Oddaliła się ona od Ziemi, przy której blisko pozostało jedynie Słońce”.

Mit dogoński zawiera szereg fragmentów mówiących o lądowaniu na Ziemi statków kosmicz-

nych, które noszą nazwę arki. Jedna z tych opowieści relacjonuje, jak to ludzie przeniesieni zostali 
na Ziemię z planety, której Słońcem była gwiazda po-tolo przed wybuchem. Przy czym jest przekaz 
dosłowny.

Ta podróż na Ziemię miała niesłychaną wagę i jest również tematem odpowiedniego rysunku – 

symbolu. W metaforyce dogońskiej podróż ta określona jest jako małżeństwo udane. Na rysunku 
widać przede wszystkim duży owal wyobrażający Ammę. Z lewej strony, wewnątrz owalu znajduje 
się większe kółko. Z prawej – kółko mniejsze. To większe kółko przedstawia Syriusza, a mniejsze – 
Słońce.   Inaczej  mówiąc,  na  rysunku  tym   stosunek   wielkości  Syriusza   i  Słońca   jest  taki  jak   w 
rzeczywistości, to znaczy taki, jaki został stwierdzony przez naukę, a nie jaki mógłby powstać w 
wyobraźni   człowieka,   który   widzi   na   niebie   błyszczący,   ale   przecież   mały   punkt   Syriusza   i 
olbrzymią kulę Słońca.

Wszystko to łączy się dla Dogonów z istnieniem  emme-ya, czyli Syriusza C i jego satelity. 

Dogonowie co pięćdziesiąt lat obchodzą szczególnie uroczyste święto, zwane przez nich Sigui. Ale 
dlaczego tylko raz na pół stulecia? Przecież nie wszystkim członkom plemienia było dane dożyć 
takiego wieku, a zatem byli tacy, którzy nigdy w życiu nie uczestniczyli w święcie Sigui. Tubylcy 
objaśnili etnologom przyczynę tego osobliwego rytmu. Co pięćdziesiąt lat niewidzialna gwiazda 
przechodzi przez Syriusza. Jeśli święto Dogonów ma związek z orbitą   n i e w i d z i a l n e j 
gwiazdy, to skąd oni mogą wiedzieć, że ta gwiazda w ogóle istnieje? Sami przecież powiedzieli, że 
jest niewidzialna.

– 16 –

background image

Jedna z wielu masek Dogonów.

Dogonowie bardzo dokładnie opisują tego trzeciego Syriusza:

„Gwiazda emme-ya jest większa od po-tolo i cztery razy lżejsza. Orbita jej wokół Syriusza jest 

nieco większa, ale również trwa pięćdziesiąt lat. Stosunek obu tych gwiazd (po-tolo i emme-ya
jest taki, że kąt, jaki tworzą ich promienie, jest kątem prostym”.

Jest to sytuacja w astronomii doskonale znana. Współczesny naukowiec powiedziałby, że satelita 

znajduje się w punkcie Lagrange'a względem Syriusza C. Oba ciała tworzą wprawdzie względem 
gwiazdy macierzystej kąt 60°, a nie 90°, najważniejsze jednak, że tworzą stały kąt.

Na odpowiednim symbolu gwiazda ta, w przeciwieństwie do  po-tolo, przedstawiona jest jako 

gwiazda młoda w okresie wzrostu.

A co na temat Syriusza C mówi oficjalna nauka?

Od 1920 roku wielu astronomów sygnalizowało obecność trzeciej gwiazdy w grupie Syriusza. 

Finsen w 1928 roku widział ją w obserwatorium w Johannesburgu. W ciągu dwóch następnych lat 
widział ją jeszcze kilkakrotnie. Tak jak Holender van den Boss, również w Johannesburgu. Od 1930 
roku nikt jej więcej nie widział.

W roku 1970 pani Chevalier przygotowując pracę doktorską wysunęła tezę, że pewne anomalie 

w widmie spektralnym Syriusza B dadzą się wytłumaczyć obecnością elementu w postaci Syriusza 

– 17 –

background image

C. W 1969 roku astronom francuski Couteau spytał Finsena, co należy sądzić o jego obserwacjach z 
roku 1928, kiedy  to widział  Syriusza  C z całą  pewnością. Odpowiedział,  że  ta  jego ówczesna 
obserwacja jest bardzo wątpliwa. Należałoby więc sądzić, że obserwacje Syriusza dokonywane były 
w Johannesburgu na instrumencie posiadającym jakąś wadę, która objawiała się tylko wtedy, kiedy 
obserwowano  tę,   a   nie   inną   gwiazdę.   Praca   pani   Chevalier   wraca   więc   do   tego   problemu,   ale 
dotychczas niczego nowego tu nie zaobserwowano.

Wyobraźnia   przodków,   na   których   powołują   się   Dogonowie,   ma   widać   te   same   błędy 

konstrukcyjne, które charakteryzują lunetę w Johannesburgu. Tylko, że do wiedzy Dogonów należy 
mieć   chyba   zaufanie,   skoro   tyle   informacji   mają   o   Syriuszu   i   swoją   wiedzę   posiedli   znacznie 
wcześniej niż nasza astronomia, mająca do swojej dyspozycji nie byle jaką aparaturę.

Dogonowie wreszcie dodają, że gwiazda  emme-ya  jest gwiazdą dającą promienie (słoneczne), 

gdyż jest małym słońcem. Wspominają jeszcze, że posiada planety: „planetę Szewc” i „planetę 
kobiet”.

Jest  to  mniej  więcej   treść  mitu  dogońskiego  dotyczącego  Syriusza.  Ponadto  na  mitologię   tę 

składają się rysunki – symbole dotyczące dwustu sześćdziesięciu sześciu konstelacji gwiezdnych. 
Symbole,   które   profesor   Dieterlen   ma   nadzieję   rozszyfrować,   co   być   może   z   kolei   pozwoli 
przynajmniej częściowo rozszyfrować źródło tej wiedzy.

Powstanie materii

Niezwykła   wiedza   analfabetów   dogońskich   ujawniła   się   nie   tylko   w   ich   koncepcjach 

kosmogonicznych. Poglądy na budowę Wszechświata i na jego rozwój łączą się niepodzielnie z 
poglądami na budowę materii w ogóle, a na powstanie materii żywej w szczególności. Wszystko 
właściwie sprowadza się do owego ziarna po, będącego najmniejszą cząstką materii.

„(...)   po   jest   obrazem   początków   materii   (...).   Wola   twórcza   Ammy   zawarta   była   w  po

najmniejszej z rzeczy (...) Mówi się o niej „po”, ale posiada ona ten sam korzeń (słowny), co 
„polo” – początek... Ze względu na swoją wielkość jest ono (po) początkiem wszechrzeczy”.

Od wieków wiedza ta przekazywana jest wybranym, nie starającym się zrozumieć jej istoty. 

Wszystko   stanowi   tu   mnemotechniczny   sposób   mający   służyć   zapamiętaniu   tekstu   –   nic   więc 
dziwnego, że te same prawdy często się powtarzają.

„Wszystkie rzeczy, które stworzył Amma, mają swój początek w najmniejszym ziarnie „po”. 

Począwszy od tej najmniejszej, wszystkie rzeczy stworzone przez Amma będą powstawały przez 
kolejne dodawanie elementów identycznych ... Amma rozpoczyna wszystkie rzeczy tworząc je 
tak małymi, jak „po”, następnie (najmniejsze z rzeczy – „po”) w miarę, jak  Amma  łączy je 
(ziarna „po”) rzecz staje się większa”.

Gdybyśmy   mieli   wyjaśnić   analfabetom,   jak   z   najmniejszych   cząstek   materii   powstają   całe 

budowle   atomowe,   jak   tworzy   się   potężna   struktura   architektoniczna   drobin   –   na   pewno   nie 
uczynilibyśmy tego w sposób bardziej jasny i przejrzysty.

W mitologii dogońskiej dużo miejsca zajmuje informacja o tym, iż Amma dwukrotnie stworzył 

świat.   Z   pierwszego   był   niezadowolony   i   zniszczył   go.   Jest   to   wątek,   który   powtarza   się   w 
większości religii i mitologii świata. Musiało mieć miejsce jakieś wydarzenie, które ten motyw 
zniszczenia świata przez boga niezadowolonego ze swego dzieła pozwoliłoby wyjaśnić.

Oprócz materii nieożywionej istnieje jeszcze materia żywa, czyli życie. Oto, co na ten temat ma 

do powiedzenia wiedza dogońska:

„Kiedy życie rozwija się, rozwija się w wirze, co jest powtórzeniem pierwszego aktu Ammy 

– 18 –

background image

(...) Życie rozwinęło się w tym samym czasie, co jego podpora, utworzona z elementów (cząstek) 
połączonych (nałożonych na siebie)”.

Inaczej  mówiąc życie  jest formą energii, skoro powtarza pierwszy akt  Ammy. Materia żywa 

utworzona jest z takich samych cząsteczek, co każda forma materii i nie stanowi wyjątku, jeśli idzie 
o prawa rządzące materią w ogóle. A więc prawda, którą nasza wiedza posiadła od niedawna, znana 
jest Dogonom od pokoleń.

„Słowo „po” pochodzi z tego samego korzenia, co słowo „zawijać” (w spiralę). W ten sposób 

stworzenie  „po”  jest świadectwem  ruchu, który  jest ruchem  świata  (to znaczy  wirowanie w 
spirali) (...) Nie wystarczyło Ammie-twórcy, że sam jest wirującym oddechem, że jego „słowo” 
przekształciło się w różnego rodzaju drgania (...) ani też, że ich (chodzi o drgania) charakter 
spiralny mógł wypełnić ruchem wewnętrznym wszystkie rzeczy tego świata (!)... Trzeba było 
także, aby ten ruch był (w jakiś sposób) tak zmieszany, aby w następstwie mógł okazać się 
płodny (...) „Po”, zwinięte wokół siebie, zachowa „słowo” aż do chwili, kiedy Amma obdarzy go 
zadaniem uwolnienia (tego słowa), aby je przekazać wszystkim stworzeniom. Będzie świadkiem 
„życiodajnego aspektu” słowa Amma”.

Chodzi tu wyraźnie o to, by ta forma energii, która jest właściwa istotom żywym, przekazywała 

te swoje właściwości dalej: aby życie rodziło życie. Być może chodzi także i o to, by każda istota 
żywa przekazywała następnym istotom żywym pewne określone właściwości i formy.

W opisie zejścia na Ziemię statku kosmicznego z pierwszymi ludźmi, znajduje się takie oto 

porównanie:

„Statek (kosmiczny) schodząc tworzył podwójną spiralę odtwarzając sam ruch życia w wirze, 

który ożywia pierwsze ziarno”.

Kształt podwójnej spirali  ma molekuła  kwasu dezoksyrybonukleinowego, czyli DNA, nośnik 

kodu   genetycznego.   Odkrycie   kształtu   tej   molekuły   przyniosło   Crickowi,   Watsonowi   i 
Wilkinsonowi Nagrodę Nobla. Owa spirala składa się z sekwencji nukleotydów, które porównać 
można bez trudu do „słów” kodu genetycznego.

Początki cywilizacji

W kraju zamieszkanym przez plemię Dogonów znajduje się jezioro o nazwie Debo (albo Debb). 

Obok niego wznosi się wzgórze noszące nazwę Gurao, a na tym wzgórzu znajduje się dolmen 
wyobrażający   „arkę   Nommo”,   gdy   schodziła   na   Ziemię.   Trochę   dalej   między   menhirami 
wyobrażającymi   Syriusza   i   Słońce   uzupełnia   obraz   samo   jezioro.   Tu   nastąpić   miał   desant 
pierwszych ludzi.

W micie dogońskim opisane są dwie epopeje podróży kosmicznych. Pierwsza związana jest z 

podróżą na Ziemię istoty noszącej imię Ogo. Druga zaś z desantem na Ziemi „arki”, na pokładzie 
której znajdował się Nommo i pierwsi ludzie.

Ogo jest to istota przypominająca postać szatana. To archanioł, który zbuntował się i częściowo 

opanował   tajniki   wiedzy  Amma.   Według   mitu   dogońskiego   trzykrotnie   Ogo   podróżował   przez 
kosmos. Ta część mitu dogońskiego jest bardzo niejasna. Nie ulega wątpliwości, że nałożyły się tu 
na siebie różne wydarzenia, które być może rzeczywiście miały miejsce, oraz ich alegoryczne ujęcie 
przez dogońskie legendy.

Druga   podróż   Ogo,   jak   wynika   z   opowieści,   wymagała   daleko   idącej   organizacji   i 

zapobiegliwości. Statek był tym razem znacznie mniejszy, a jako paliwa używał Ogo ziarna  po – 
podstawowego źródła energii całej budowli kosmicznej. Właśnie w związku z drugą wyprawą Ogo 
mowa   jest   o   „małżeństwie   udanym”   i   „małżeństwie   nieudanym”   –   obydwa   te   „małżeństwa” 

– 19 –

background image

przedstawione są na rysunku symbolicznym.

”Małżeństwo udane” ma miejsce wtedy, kiedy kierunek lotu statku jest taki sam, jak kierunek 

obrotu ciał niebieskich, do których statek zdąża (i które opuszcza). Małżeństwo będzie nieudane, 
jeśli kierunek lotu będzie przeciwny kierunkowi obrotu tych ciał. Zasadami „małżeństwa udanego” 
kierują się wszyscy specjaliści od lotów w kosmos i jest ona zgodna z założeniami balistyki. Mit 
dogoński wskazuje więc na znajomość praktyki i na znajomość teorii.

Trzecia podróż Ogo, podobnie jak i pierwsza, wskazuje, że stał się on czymś w rodzaju rozbitka 

na Ziemi. Zakończenie tych podróży łączy się w micie z zakończeniem budowy przez  Amma  – 
kosmosu, systemu słonecznego i Ziemi. Mit dogoński tę hierarchię zachowuje w całej pełni.

Drugą postacią, której perypetie związane są z podróżą kosmiczną jest Nommo. Nommo to dla 

odmiany ktoś w rodzaju archanioła wypełniającego rozkazy Ammy. Jego zadaniem jest zaludnianie 
Ziemi stworzonej przez  Ammę. Mit dokładnie opisuje przygotowania do tej podróży. Jeśli usunąć 
metafory   i   symbolikę,   to   przygotowania   te   przypominają   zupełnie   przygotowania   naszych 
kosmonautów.

Mowa jest o tym, że statek przed lotem zaopatrzył się w źródło energii, którym i w tym wypadku 

jest ziarno po. Nommo zaopatrzył się w tę energię na po-tolo, czyli na bliźniaku Syriusza. Ponadto 
w arce znalazło się wszystko, co było niezbędne do zaludnienia Ziemi. Z ludźmi włącznie. Arka 
Nommo   wyrażała   rolę,   jaką  Amma  powierzył   Nommo:   organizować,   kierować   i   kontrolować 
całością świata, czyli Ziemi.

Na statku znajdował się Nommo i cztery pary bliźniaków czyli ośmiu przodków. Arka Nommo 

opuściła otwór w niebie, który Amma przygotował dla jej startu. Zawieszona była, jak głosi mit, na 
miedzianym  łańcuchu, zaś  opis  tego łańcucha  nasuwa myśl o falach  elektromagnetycznych  i o 
kierowaniu arką-statkiem za pomocą fal radiowych.

Z dalszej  relacji  wynika, że „arka” Nommo sprowadziła  ludzi  na Ziemię  z tej samej części 

kosmosu, gdzie po-tolo najpierw zrodziła życie, aby przekazać je następnie na Ziemię, a potem stała 
się bliźniakiem Syriusza, by tam zakończyć swój żywot jako biały karzeł.

Zbliżając się do Ziemi „arka” huśtała się na niebie przez osiem „periodów” (lat), od jednego 

horyzontu po drugi, jak wielka tęcza. Od wschodu do zachodu huśtała się przechylając się to w 
kierunku północnym, to południowym. Wynika z tego wyraźnie, że „arka” była przez pewien czas 
satelitą Ziemi, na co wskazuje owo „huśtanie się” przez osiem lat, będące oczywiście sinusoidalnym 
obiegiem satelity wokół kuli ziemskiej. Z dalszego opisu wynika, że arka przypominała bardziej to, 
co nazywamy latającym talerzem, niż nasze statki kosmiczne. Huśtająca się arka wirowała bowiem 
wokół swej osi. W tym właśnie miejscu mit powiada, że schodząc na Ziemię arka zakreślała ową 
podwójną spiralę.

Ruch   wirowy   arki   wspomagany   był   kręcącym   się   wichrem,   który   przechodził   przez   dyszę, 

mającą formę owego wiatru. Ten barwny opis podparty jest rysunkiem (tonu) noszącym nazwę 
obrotu   arki   podczas   schodzenia.   Kiedy   arka   schodziła,   przestrzeń   to   były   cztery   kąty.   Kiedy 
znalazła  się  na   Ziemi,  przestrzeń  zamieniła   się  w   cztery   boki.  Nie  można  krócej   sformułować 
zmiany geometrii kątowej, niezbędnej podczas podróży kosmicznej, na geometrię linearną – po 
lądowaniu na Ziemi.

Wychodząc z arki, Nommo postawił najpierw lewą nogę na Ziemi, co oznaczało, że bierze ją w 

posiadanie. Ślad pozostawiony przez stopę Nommo przypomina ślad sandała. Po Nommo wszystkie 

– 20 –

background image

istoty, które znajdowały się w arce kolejno ją opuszczały. Kiedy zaś statek (kosmiczny) był już 
pusty, Amma wyciągnął do nieba łańcuch, który arkę podtrzymywał i niebo się zamknęło. Może to 
oznaczać,   że   wszelkie   połączenia   radiowe   czy   inne,   między   arką   a   cywilizacją,   skąd   Nommo 
wyruszył w podróż, pozostały przerwane. Dowiadujemy się jeszcze z opisu lądowania, że arka 
pośliznęła się na błocie i że dół, który powstał w miejscu zderzenia arki z ziemią, zapełnił się wodą, 
w wyniku czego powstało jezioro Debb.

I wreszcie jeszcze jedna informacja: po dokonaniu tych wszystkich czynów Nommo p o w r ó c i 

ł do wody, skąd będzie sprawował opiekę nad ludźmi do chwili, kiedy znowu się ukaże w dniu 
słowa (jak Oanes z mitu sumeryjskiego).

Jest to w dużym skrócie streszczenie tej części mitu, która poświęcona jest przybyciu na Ziemię 

istot z innej planety. Gdyby ten fragment mitu był relacją z jakiegoś wydarzenia autentycznego, 
wyjaśniłby źródło wiedzy, jaką z pokolenia na pokolenie przekazują sobie wtajemniczone plemiona.

To, co już dotychczas wiemy o dogońskim micie, stawia pod znakiem zapytania niemałą część 

wiedzy o zamierzchłych dziejach naszego gatunku na planecie zwanej Ziemia.

Bliźniak Nommo

Pod   koniec   opowieści   o   dziejach   Nommo,   który,   zgodnie   z   treścią   mitu,   po   podróży   przez 

kosmos miał  lądować na ziemi,  niedaleko  jeziora  Debb, jest  mowa o bliźniaku  Nommo,  który 
zejdzie później, wraz z  k o w a l e m.

Profesor Dieterlen w ostatnim swoim sprawozdaniu zebrała dodatkowe informacje, które mają 

wyjaśnić to „zejście kowala”.

Mit dogoński zawiera szczegóły upadku w okolicach innego z tamtejszych jezior – Bosumtwu – 

albo olbrzymiego meteorytu, albo olbrzymiego statku kosmicznego. Ów kowal, o jakim mówi mit, 
wiąże się z historią żelaza. Pierwsze żelazo, po jakie sięgnęli Dogoni (zresztą nie tylko Dogoni), 
pochodziło   z   meteorytów.   (Sześć   procent   wszystkich   meteorytów   spadających   na   Ziemię   to 
meteoryty zawierające żelazo).

Dogonowie bardzo szczegółowo opisują, jak olbrzymi meteoryt wpadł do jeziora Bosumtwu. 

Wielkie meteoryty spadają na Ziemię dość rzadko. Ten zaś z jeziora Bosumtwu (jeżeli istotnie był 
to   meteoryt)   mógł   spaść   nie   później,   niż   półtora   miliona   lat   temu.   Tylko   w   takim   razie   kto 
opowiedział o tym Dogonom, którzy na tereny obecnie przez siebie zamieszkiwane przybyli około 
czterech tysięcy lat temu?

Gdyby   był   to   statek   kosmiczny   z   przedstawicielami   jakiejś   cywilizacji   pozaziemskiej,   który 

wylądował   na   naszym   globie   znacznie   później,   wszystko   byłoby   łatwiejsze   do   wytłumaczenia. 
Trzeba jednak powiedzieć, że jest to jedyna hipoteza, która, zawierając najmniej luk ze wszystkich, 
tłumaczy wiele z wiedzy dogońskiej. Bo jedno jest pewne: nie jest możliwe, by w przeszłości 
jakakolwiek  cywilizacja  mogła samodzielnie  skonstruować cały ten system wiedzy, stanowiącej 
treść gnozy dogońskiej. Co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości.

Czerwona gwiazda

Syriusz błyszczy na niebie światłem bladoniebieskim. Ale okazuje się, że starożytni nazywali 

Syriusza (Syriusza A) gwiazdą czerwoną!

Jak wytłumaczyć podobną niezgodność ze stanem faktycznym? Można ją wyjaśnić w jeden tylko 

sposób. Otóż Syriusz B, który był niegdyś „czerwonym olbrzymem”, swoim blaskiem przyćmiewał 
blask Syriusza A. Tylko, że według większości uczonych. Syriusz B był „czerwonym olbrzymem” 
jakieś sto tysięcy, albo i milion lat temu. Nie jest więc rzeczą możliwą, by za czasów rzymskich, 
greckich   czy   nawet   egipskich   mógł   przyćmiewać   czerwonym   blaskiem   bladoniebieskie   światło 
Syriusza A. Czy jest więc możliwe, by zjawisko widziane okiem pitekantropa czy neandertalczyka 
przetrwało w pamięci setek, a nawet tysięcy pokoleń istot ludzkich na najniższym szczeblu rozwoju 
i stało się elementem wiedzy egipskich kapłanów czy mędrców greckich, którzy ani tego zjawiska 

– 21 –

background image

sami nie widzieli, ani też nie otrzymali o nim żadnego pisemnego przekazu? Nie wydaje się to 
możliwe   ani   prawdopodobne.   A   więc   dlaczego   Grecy   i   Rzymianie   określali   niebieskobiałego 
Syriusza nazwą wynikającą z obserwacji sprzed, powiedzmy, kilkuset tysięcy lat, które były dawno 
nieaktualne? Skąd, od kogo, o zjawisku tym mieli jakiekolwiek wiadomości?

Podsumowanie

Nie tylko wiedza o Syriuszu zadziwia w micie dogońskim, ale i olbrzymia wiedza astronomiczna 

tego ludu afrykańskiego, a także wiedza dotycząca podstawowych zasad podróży kosmicznych.

Mit kosmiczny Dogonów obejmuje ponadto wiedzę o planetach, o ich obrotach wokół Słońca, o 

gwiazdach,   o   galaktykach.   Można   nawet   doszukać   się   w   ich   gnozie   wiedzy   o   dziejach 
Wszechświata, o Big Bangu, a nawet o teorii budowy materii.

Etnografowie francuscy swoimi obserwacjami i badaniami przeprowadzanymi wśród Dogonów 

zapoczątkowali nowy kierunek prac nad poznaniem innych afrykańskich kultur i cywilizacji, a w 
szczególności nad znaczeniem i wagą mitów kosmicznych, które traktowali nader poważnie i które 
śledzili   nie   tylko   u   Dogonów.   Badacze   francuscy   podkreślają,   że   obserwacje   dokonane   wśród 
Dogonów można uogólnić i na pozostałą  część ludów Sudanu, Murzynów Bambara, Boso, jak 
również   Murzynów   Kurunda,   którzy   żyją   w   centrum   pętli   rzeki   Nigru.   Jest   to   więc   nie   jakiś 
odizolowany system myślenia, ale cały łańcuch, który w przyszłości będzie coraz dłuższy. Poza tym 
prace wśród Murzynów Bambara pozwoliły odkryć nowe mity kosmiczne i metafizyczne. Można 
więc   stąd   wywnioskować,   że   obyczaje   i   zachowania   czarnych   ludów   tego   rejonu   podlegają   w 
ogólnych zarysach tej samej religii i tej samej myśli dotyczącej porządku świata i ludzkości.

Zbieżności

Do dzisiaj nie wiadomo, kiedy wzniesiono Zimbabwe. Te ruiny wydają się nie mieć historii. Nie 

wiadomo   jednak   również,   kiedy   i   skąd   plemię   Dogonów   przybyło   do   Mali.   Jest   pewne,   że 
eliptyczny mur Zimbabwe nie służył do obrony. Również potężna stożkowa wieża bez wejścia i 
stopni nie znalazła rozsądnego wytłumaczenia.  To samo odnosi się do równoległego muru, jak 
również innych, mniejszych murków znajdujących się w obrębie wielkiej elipsy.

Czy   zatem   elipsa   z   Zimbabwe   była   kamiennym   modelem   układu   gwiezdnego   Syriusza, 

zbudowanego przez przodków Dogonów i innych afrykańskich plemion na pamiątkę gwiezdnej 
ojczyzny ich boga? Być może masywna wieża wewnątrz eliptycznego muru miała symbolizować 
ciężką gwiazdę Syriusza B, a resztki murów niewiadomego przeznaczenia na terenie ograniczonym 
wielką elipsą wskazują pozycje „planety Szewc” i „planety kobiet”. Równoległy mur, biegnący 
wzdłuż   jednej   trzeciej   eliptycznego   muru   od   wewnętrznej   strony,   mógłby   być   obrazem   orbity 
jakiejś innej planety w układzie Syriusza.

Osiem figurek ptaków znalezionych na „Akropolu” Zimbabwe wykazuje wielkie podobieństwo 

do   świętego   sokoła   egipskiego   króla   Horusa,   który   początkowo   był   bogiem   z   nieba.   Z   kolei 
najstarszy kalendarz egipski był kalendarzem Syriusza. Również Izyda, matka Horusa, była czczona 
jako bogini Syriusza.

Oprócz   zaskakującej   zgodności   między   modelem   układu   Syriusza   przechowywanym   przez 

Dogonów   a   jego   kamiennym   odpowiednikiem   w   Zimbabwe   nie   ma   niczego   na   poparcie   tych 
skojarzeń. Dopóki jednak nie znamy przekonującego wyjaśnienia powstania budowli Zimbabwe i 
nie wiemy, dlaczego jakiś lud wzniósł z kamieni bezsensowną elipsę, a w jej kręgu całkowicie 
bezużyteczną i niedostępną wieżę oraz nie znamy przeznaczenia równoległego muru wewnątrz i 
pozostałych niskich murków o eliptycznym zarysie, dopóty nie wolno blokować nowych myśli.

„To   z   fantazji   właśnie   rodzą   się   nowe   pomysły   i   to   ona   pozwala   znajdować   nowe 

rozwiązania”.

 

– 22 –

background image

Na podstawie:

Arnold Mostowicz: „Spór o synów nieba”
Erich von Däniken: „Antyczni kosmonauci”

– 23 –