background image

Umberto Eco 
 
 

Innowacja i powtórzenie: pomiędzy modernistyczną i postmodernistyczną 

estetyką 

 

 

Nie jest przypadkiem, e modernistyczna estetyka i modernistyczne teorie sztuki często 

identyfikowały przekaz artystyczny z metaforą (mówiąc „modernistyczna” mam na myśli te, 
które  narodziły  się  wraz  z  manieryzmem,  rozwijały  się  w  okresie  romantyzmu  i  w  sposób 
prowokacyjny  zostały  przeformułowane  przez  wczesnodwudziestowieczne  kierunki 
awangardowe.  Metafora  (ta  nowa  i  twórcza,  a  nie  zużyta  catachresis)  polega  na  określeniu 
jakiejś rzeczy nazwą czegoś innego, tak aby owa rzecz objawiła się w sposób nieoczekiwany. 
Modernistycznym kryterium rozpoznawania wartości artystycznej było   n o w a t o r s t w o,  
wysoki  poziom  informacji.  Kojąca  powtarzalność  znanych  wzorów  uważana  była  przez 
modernistyczną  teorię  sztuki  za  charakterystyczną  właściwość  rzemiosła  i  przemysłu,  nie  – 
sztuki. 
 

Dobry  rzemieślnik, podobnie jak zakład przemysłowy, produkuje wiele identycznych 

egzemplarzy według tego samego wzoru lub modelu. Uznaje się wartość tego wzoru i docenia 
się  fakt,  że  kolejne  egzemplarze  mają  jego  walory,  ale  modernistyczna  estetyka  nie  traktuje 
takiej  procedury  jako  procedury  artystycznej.  Dlatego  też  estetyka  romantyczna 
przywiązywała  taką  wagę  do  ścisłego  rozróżnienia  pomiędzy  „wysoką”  i  „niską”  sztuką, 
pomiędzy  sztuka  a  rzemiosłem.  Można  to  zilustrować  przykładem  zaczerpniętym  z  nauki. 
Rzemiosło i przemysł działają przez właściwe stosowanie znanych praw do nowych zjawisk, 
natomiast  sztuka  (przez  co  rozumiemy  także  literaturę,  poezję,  film  itd.)  przypomina  raczej 
„rewolucje  naukową”:  każde  dzieło  sztuki  nowoczesnej  tworzy  nowe  reguły,  narzuca  nowy 
paradygmat, nowy sposób widzenia świata. 
 

Modernistyczna  estetyka  niejednokrotnie  zapomina,  iż  klasyczna  teoria  sztuki  od 

Grecji  starożytnej  po  wieki  średnie  nie  wyodrębniała  tak  skwapliwie  sztuki  i  rzemiosła.  ten 
sam  termin  (techne,  ars)  stosowany  był  tyleż  na  określenie  czynności  golibrody  i 
budowniczego  statków,  co  na  określenie  pracy  malarza  czy  poety.  Klasyczna  estetyka  nie 
wymagała  innowacji  za  wszelką  cenę,  przeciwnie,  częstokroć  uznawała  za  „piękne”  dobre 
odbitki  odwiecznych  wzorów.  Nawet  w  tych  przypadkach,  gdy  modernistyczna  wrażliwość 
postrzega  „rewolucję”  dokonywaną  przez  artystę  klasycznego,  współczesny  mu  odbiorca 
cenił krańcowo odmienny aspekt jego dzieła, a mianowicie szacunek dla zastanych modeli. 
 

Oto  powód,  dla  którego  współczesna  estetyka  była  tak  bezwzględna  dla 

paraprzemysłowych  produktów  kultury  masowej.  Popularna  piosenka,  reklama  telewizyjna, 
komiks,  powieść  kryminalna,  traktowane  były  jako  mniej  lub  bardziej  udane  odbitki  danego 
modelu  lub  wzoru.  Tak  więc  oceniano  je  jako  źródło  przyjemności  nie  mające  charakteru 
sztuki.  Co  więcej,  ów  nadmiar  walorów  rozrywkowych,  powtórzenia,  niedostatek  innowacji 
postrzegane  były  jako  trick  handlowy  (produkt  musi  spełniać  oczekiwania  swoich 
odbiorców),  a  nie  jako  prowokująca  propozycja  nowej  (i  trudnej  do  zaakceptowania)  wizji 
ś

wiata.  Produkty  kultury  masowej  utożsamiano z  produktami  przemysłowymi  w  tym  sensie, 

ż

e  wytwarzano  je  w  seriach,  sądzono  Aś,  że  „seryjna”  produkcja  nie  daje  się  pogodzić  z 

inwencją artystyczną. 
 
Redundancja i powtarzalność w środkach komunikowania masowego 
 

background image

 

Zgodnie  z  założeniami  estetyki  modernistycznej  podstawowe  cechy  produktów 

kultury masowej to powtórzenie, iteracja

1

, uleganie ustalonym schematom i redundancja

2

 (w 

przeciwieństwie do informacji). 
 

Zasada iteracji typowa jest na przykład dla reklam telewizyjnych: przebieg samej akcji 

rozgrywającej  się  w  reklamie  ogląda  się  nieuważnie,  kieruje  się  uwagę  dopiero  na  pointę 
pojawiającą  się  zawsze  na  samym  końcu.  Dokładnie  na  takim  przewidywanym  i 
oczekiwanym  powtarzaniu  (znanej  już)  pointy  opiera  się  nasza  drobna,  ale  niewątpliwa 
przyjemność.  
 

Również  lektura  tradycyjnej  powieści  kryminalnej  zakłada  upodobanie  czytelnika  do 

obcowania ze schematem. Schemat w tego typu powieściach jest tak ważny, że najsławniejsi 
autorzy zrobili fortunę na jego niezachwianej niezmienności. 
 

Co  więcej,  pisarz  wykorzystuje  ciągłą  serię  konotacji  (na  przykład  cech  detektywa  i 

jego  bezpośredniego  otoczenia)  do  tego  stopnia,  że  ich  pojawienie  się  w  każdej  kolejnej 
powieści  stanowi  istotny  warunek  zadowolenia  z  lektury.  I  tak  mamy  historyczne  już 
manieryzmy  Sherlocka  Holmesa,  pedanterię  i  próżność  Herkulesa  Poirot,  fajkę  i  znane 
dziwactwa  Maigreta,  aż  po  sławne  idiosynkrazje

3

  agresywnych  bohaterów  czarnego 

kryminału.  Słabość,  gesty,  przyzwyczajenia  portretowanego  bohatera  pozwalają  nam 
rozpoznać  w  nim  naszego  starego  przyjaciela.  Te  znajome  cechy  umożliwiają  nam  „wejście 
do  środka”  wydarzenia.  Gdy  nasz  ulubiony  autor  pisze  historię,  w  której nie  występują  jego 
stali  bohaterowie,  umyka  wręcz  naszej  świadomości  fakt,  iż  podstawowy  schemat 
opowiadania  pozostaje  ten  sam:  czytamy  książkę  z  pewnym  niedosytem  i  od  razu  skłonni 
jesteśmy ocenić ją jako „słabszą”.  
 

Wszystko  to  staje  się  oczywiste,  gdy  posłużymy  się  przykładem  postaci  tak  sławnej 

jak  Nero  Wolfe,  unieśmiertelniony  przez  Rexa  Stouta.  Prfzypomne  tu  główne  cechy  Nero 
Wolfe’a  i  jego  towarzyszy,  ponieważ  jest  to  istotne  dla  ustalenia,  do  jakiego  stopnia  są  one 
ważne  dla  czytelnika  książek  Stouta.  Nero  Wolfe,  który  pochodzi  z  Czarnogóry,  ale  od 
niepamiętnych czasów jest naturalizowanym Amerykaninem, jest tak niezwykle otyły, że jego 
skórzany  fotel  musiał  być  robiony  na  zamówienie.  Jest  strasznie  leniwy.  W  rzeczywistości 
nigdy  nie  opuszcza  domu  i  prowadząc  śledztwo  polega  na  bystrym  i  błyskotliwym  Archie 
Goodwinie,  z  którym  toczy  nieustannie  ostre  i  emocjonujące  spory,  tonowane  nieco  dzięki 
temu,  że  obaj mają  poczucie  humoru.  Nero  Wolfe  jest  nieprawdopodobnym  żarłokiem; jego 
kucharz  Fritz  poświęca  się,  jak  dziewicza  westalka  w  spiżarni,  ciągłej  trosce  o  jego  wysoce 
wymagające  podniebienie  i  równie  zachłanny  żołądek.  Ale  prócz  upodobań  kulinarnych 
Wolfe  oddaje  się  nader  absorbującej  i  ekskluzywnej  pasji  do  orchidei,  których  bezcenna 
kolekcję  ma  w  cieplarni  na  najwyższym  piętrze  zajmowanej  przez  siebie  willi.  Całkowicie 
zabsorbowany  obżarstwem  i  kwiatami,  obdarzony  szeregiem  dodatkowych  cech 
charakterystycznych  (miłość  do  literatury  naukowej,  programowy  mizoginizm,  nienasycona 
żą

dza  pieniądza),  Nero  Wolfe  prowadzi  swoje  śledztwa  –  arcydzieła  psychologicznej 

penetracji  –  siedząc  w  biurze,  starannie  analizując  informacje  dostarczane  ustnie  przez 
Archiego,  poddając  badaniu  uczestników  każdego  wydarzenia,  którzy  muszą  w  tym  celu 
odwiedzać  go  w  jego  biurze,  wreszcie  tocząc  sprzeczki  z  inspektorem  Cramerem  (uwaga: 
zawsze trzyma w ustach dokładnie zgaszone cygaro) i kłócąc się z nieprzyjemnym sierżantem 
Purleyem  Stebbinsem:  a  w  końcu,  zawsze  dokładnie  w  tych  samych  okolicznościach, 
wyznacza  delikwentowi  spotkanie  w  swoim  studio,  zazwyczaj  wieczorem.  Tam,  za  pomocą 

                                                 

1

 iteracja (łac. iteratio – powtarzać) – wielokrotne powtarzanie, zwłaszcza z każdorazowym przekształceniem w 

analogiczny sposób 

2

 redundancja (łac. redundantia – powódź, nadmiar, zbytek) – nadmiar; w teorii informacji pojęcie określające, o 

ile  można  skrócić  zakodowana  wiadomość  (np.  w  postaci  słów  z  liter  alfabetu  polskiego)  przy  przejściu  do 
najekonomiczniejszego sposobu zapisu. 

3

 idiosynkrazja – uczulenie wrodzone; popularnie: wstręt, antypatia 

background image

zręcznej, podstępnej dialektyki, z reguły zanim sam pozna prawdę, doprowadza podejrzanego 
do publicznego ataku histerii, przez co ten sam się zdradza. 
 

(...)  Aby  historia  ta  została  dobrze  przyjęta,  autor  musi  za  każdym  razem  wymyślić 

„nową”  zbrodnię  i  „nowe”  postaci  drugoplanowe,  ale  szczegóły  te  służą  jedynie 
potwierdzeniu niezmienności stałego repertuaru toposów. 
 

Niewiedza  o  tym,  kto  jest  winny,  staje  się  elementem  drugorzędnym,  niemal 

pretekstem. Ważne jest nie tyle wykrycie sprawcy zbrodni, ale raczej poszukiwanie pewnych 
„topicznych”  gestów,  „topicznych”  postaci,  których  zespół  zachowań  już  polubiliśmy. 
Czytelnik,  niezbyt  zainteresowany  „nowymi”  postaciami  lub  „nowymi”  psychologicznymi 
czy  materialnymi  motywami  „nowego”  morderstwa,  w  rzeczywistości  doznaje  satysfakcji  w 
tych  momentach,  w  których  Wolfe  powtarza  charakterystyczne  dla  siebie  gesty:  gdy  wspina 
się któryś tam z kolei raz na górę, aby zatroszczyć się o swoje orchidee, podczas gdy sprawa 
osiąga dramatyczne apogeum, czy też kiedy rozjuszony inspektor Cramer wdziera się do biura 
i  wsuwając  stopę  między  drzwi  a  framugę  odpycha  Goodwina  i  grożąc  Wolfe’owi  palcem, 
ostrzega  go, że tym razem nie pójdzie mu tak gładko. Powab tej książki, poczucie ukojenia, 
odprężenia psychicznego, jakie się jej zawdzięcza, wypływa z faktu, że czytelnicy, zagłębieni 
w wygodnym fotelu lub siedząc na ławce w przedziale kolejowym, stopniowo odkrywają to, 
co  jest  im  już  wiadome  i  to,  co  chcieli  poznać  ponownie:  dlatego  właśnie  kupili  tę  książkę. 
Czerpią  przyjemność  z  nie-opowiadania  (jeśli  w  istocie  opowiadanie  to  rozwój  wydarzeń 
wiodący  nas  od  punktu  wyjścia  do  celu,  do  którego  dojść  nigdy  się  nie  spodziewaliśmy). 
Zabawa  polega  na  rozbiciu  ciągu  wydarzeń,  na  uwolnieniu  się  od  naporu  przeszłości-
teraźniejszości-przyszłości na korzyść chwili – ulubionej waśnie dlatego, że powtarzalnej. 
 

Wydaje  się,  że  mechanizmy  tego  rodzaju  występują  obficiej  w  opowiadaniu 

współczesnym  niż  w  osiemnastowiecznej  powieści  odcinkowej,  gdzie  wydarzenie  bazowało 
na  rozwoju  sytuacji  i  gdzie  postaci  były  zmuszone  do  marszu  ku  śmierci  pośród 
zaskakujących i „niewiarygodnych” przygód. 
 

Jeśli tak jest rzeczywiście, to dlatego, że powieść w odcinkach, mająca swe podstawy 

w  triumfie  informacji,  stanowiła  ulubiona  strawę  społeczeństwa  przytłoczonego  brzmieniem 
redundancji  będących  w  obiegu  społecznych  przekazów.  Poczucie  tradycji  normy  życia 
społecznego, zasady moralne, reguły właściwego zachowania w obrębie klasy burżuazyjnej – 
wszystko  to  składało  się  na  system  możliwych  do  przewidzenia  przekazów  ustanowiony 
przez  społeczeństwo  dla  swoich  członków  i  pozwalający  żyć  bezpiecznie  bez 
nieoczekiwanych  wstrząsów.  W  tej  sferze  „informacyjny”:  szok  Poe’go  lub  coup  de  théâtre 
Ponsona  du  Terrail  dostarczał  przyjemności  wynikającej  z  zakłócenia  znajomej 
rzeczywistości.  Inaczej  ma  się  rzecz  we  współczesnym  społeczeństwie  przemysłowym: 
zmiana  społeczna,  nieustanne  powoływanie  do  życia  nowych  norm  zachowań  i  wreszcie 
upadek  tradycji,  stwarzają  potrzebę  powstania  sztuki  narracyjnej  opartej  na  redundancji. 
Redundantne  struktury  narracyjne  jawią  się  w  tym  ujęciu  jako  wyrozumiałe  zaproszenie  do 
odpoczynku, jako szansa na relaks. 
 

W  rzeczywistości  nawet  powieść  XIX-wieczna  miała  charakter  powtarzalny.  jej 

podstawowe  wzorce  były  zawsze  takie  same  i  rozgarnięty  czytelnik  mógł  bez  trudu 
przewidzieć  przed  zakończeniem  lektury,  czy  panna  X  jest,  czy  nie  jest  zaginiona  córką 
księcia  Y.  Można  jedynie  powiedzieć,  że  dziewiętnastowieczna  powieść  odcinkowa  i 
współczesne wytwory kultury masowej posługują się odmiennymi środkami, aby oczekiwany 
efekt pojawił się jako nieoczekiwany. Archie Goodwin wyraźnie spodziewa się, tak samo jak 
czytelnicy,  że  Nero  Wolfe  będzie  postępował  w  pewien  określony  sposób,  podczas  gdy 
Eugene  Sue  stwarza  pozory,  iż  nie  wie  jeszcze  tego,  co  podejrzewają  czytelnicy  –  a 
mianowicie, że Fleur-de-Marie jest córką Rudolfa de Gerolstein. Zasada formalna pozostaje ta 
sama. 

background image

 

Prawdopodobnie  jedną  z  pierwszych  postaci  obdarzonych  taką  żywotnością,  która 

przetrwała zmierzch powieści odcinkowej i pod koniec belle epoque przerzuciła pomost nad 
dwoma wiekami – jest Fantomas. Każdy odcinek Fantomasa kończy się rodzajem „nieudanej 
katharsis”.  Juve  i  Fandor  bliscy  są  ostatecznie  ujęcia  nieuchwytnego  bohatera,  ale  ten, 
stosując  niespodziewany  unik,  udaremnia  swoje  aresztowanie.  Inny  znamienny  szczegół: 
Fantomas,  szantażysta  i  sprawca  sensacyjnych  porwań,  nie  wiadomo  dlaczego  na  początku 
każdego odcinka znajduje się w stanie ubóstwa i potrzebuje pieniędzy. Stąd decyzja o nowym 
„skoku”. W ten sposób cykl trwa dalej. 
 
Epoka powtórzeń 
 
 

(...)  Seryjność  i  powtórzenie  to  pojęcia  nader  wieloznaczne.  Filozofia  historii  sztuki 

Przyzwyczaiła nas do pewnych technicznych znaczeń tych terminów, które dobrze byłoby tu 
wyeliminować.  Nie  będę  mówił  o  powtórzeniu  w  rozumieniu  Kirkegarda  ani  o  répétition 
différente  
w  pojęciu  Deleuze’a.  W  historii  muzyki  współczesnej  serie  i  serialność  były 
pojmowane  raczej  w  znaczeniu  przeciwstawnym  temu,  które  tu  proponujemy.  „Seria” 
dodekafoniczna  to  opozycja  seryjności  powtarzalnej,  typowej  dla  wszystkich  środków 
przekazu, ponieważ owo następstwo dwunastu dźwięków stosowane jest tylko i wyłącznie w 
obrębie pojedynczej kompozycji. 
 

Jeśli  otworzycie  słownik  języka  potocznego  zobaczycie,  że  repeat  (odtwarzać, 

powtarzać) znaczy tyle, co „mówić coś lub robić coś ponownie lub wielokrotnie; intencja tego 
samego  słowa,  działania,  idei”.  „Seria”  oznacza  „ciągłe  następstwo  podobnych  rzeczy”. 
Pozostaje  kwestia  ustalenia,  co  rozumiemy  przez  „ponowne”  lub  przez  „taką  samą  lub 
podobna rzecz”. 
 

Wydawać  seryjnie  (to  serializm),  to  w  pewien  sposób  odtwarzać  (to  repeat).  Zatem 

będziemy  musieli  zdefiniować  podstawowe  znaczenie  słowa  to  repeat,  który  to  termin 
oznacza  tutaj  –  wytwarzać  repliki  według  tego  samego  abstrakcyjnego  wzoru.  Dwie  kartki 
papieru  maszynowego  to  dwie  repliki  tego  samego  handlowego  wzoru.  W  tym  sensie  obie 
rzeczy są takie same, jeśli pierwsza wykazuje, przynajmniej pod pewnym względem, te same 
cechy  co druga: dwie kartki papieru maszynowego są takie same z punktu widzenia potrzeb 
funkcjonalnych,  nawet  jeśli  nie  są  takie  same  dla  fizyka  czy  chemika.  Z  punktu  widzenia 
masowej  produkcji  przemysłowej  dwie  „odbitki”  mogą  być  traktowane  jako  dwie  „repliki” 
tego  samego  „wzoru”  wtedy,  gdy  zwykłemu  człowiekowi  o  zwyczajnych  potrzebach  jest 
wszystko  jedno,  czy  ma  do  czynienia  z  tym,  czy  z  innym  egzemplarzem,  jeśli  nie  ma  on 
widocznych  usterek.  Dwie  kopie  filmu  czy  dwa  egzemplarze  książki  to  repliki  tego  samego 
wzoru. 
 

Natomiast powtarzalność i seryjność, które są przedmiotem naszego zainteresowania, 

dotyczą  sytuacji,  gdy  na  pierwszy  rzut  oka  obie  rzeczy  nie  wydają  się  takie  same 
(jednakowe). 
 

Rozpatrzmy  przypadek,  w  którym  (1)  coś  jest  proponowane  jako  rzecz  oryginalna  i 

odmienna  (zgodnie  z  wymogami  modernistycznej  estetyki),  (2)  jesteśmy  świadomi  faktu,  że 
rzecz ta jest powtórzeniem czegoś, co już znamy; (3) nie ma to znaczenia, co więcej – właśnie 
dlatego nam się to podoba (i kupujemy to). 
 
„Retake” 
 
 

Pierwszy  rodzaj  powtórzenia  to  „retake”.  W  tym  przypadku  przejmuje  się  postaci  z 

wcześniejszego  opowiadania  (które  cieszyły  się  powodzeniem),  aby  wykorzystać  je  w 
opowieści  o  ich  dalszych  losach,  po  zakończeniu  pierwszej  przygody.  Najsławniejszym 
przykładem  zastosowania  „retake”  jest  Dwadzieścia  lat  później  Dumasa;  najnowsze 

background image

przykłady  z  „dalszym  ciągiem”  to  Gwiezdne  wojny  i  Superman.  O  kształcie  „retake’u” 
decydują  względy  komercyjne.  Nie  ma  reguł,  które  ustalałyby,  czy  drugi  odcinek  powieści 
musi odtwarzać, z niewielkimi zmianami, część pierwszą, czy też ma stanowić zupełnie nową 
historię  dotyczącą  tych  samych  postaci.  Retake  niekoniecznie  skazany  jest  na  powtarzanie. 
Obrazowym  przykładem  sposoby  retake  są  liczne,  różniące  się  między  sobą,  opowiadania  z 
cyklu o królu Arturze, ewokujące ciągle od nowa dzieje Lancelota lub Percevala.  
 
„Remake” 
 
 

„Remake”  polega  na  ponownym  opowiedzeniu  historii,  która  cieszyła  się  już  kiedyś 

powodzeniem,  czego  przykładem  mogą  być  niezliczone  edycje  Dr  Jekylla  lub  Buntu  na 
Bounty.  
Historia  sztuki  i  literatury  pełna  jest  pseudo-„remake’ów”,  które  za  każdym  razem 
opowiadały  nieco  Inn  ą  historię.  Cała  twórczość  Szekspira  to  remake  wcześniejszych  fabuł. 
jak stąd wynika, interesujący remake może wykroczyć poza zwykłe powtórzenie. 
 
 
 
„Seria” 
 
 

Seria  oparta  jest  na  niezmiennej  sytuacji  i  ściśle  ograniczonej  liczbie  stałych 

kluczowych postaci, wokół których obracają się postaci drugoplanowej i epizodyczne. Postaci 
drugoplanowe musza stwarzać wrażenie, że nowa powieść różni się od poprzednich, podczas 
gdy  w  rzeczywistości  schemat  narracyjny  nie  ulega  zmianom.  Była  już  o  tym  mowa  przy 
omówieniu powieści Rexa Stouta. 
 

Do tego samego typu należą seriale telewizyjne, takie jak All in The Family, Starsky i 

Hutach,  Columbo  itd.  (wymieniam  razem  różne  gatunki  telewizyjne,  od  opery  mydlanej  po 
komedię sytuacyjną i serial kryminalny). 
 

W  przypadku  serii  jesteśmy  przekonani,  iż  zadowolenie  czerpiemy  z  oryginalności 

fabuły (która przecież zawsze przebiega tak samo), podczas gdy w istocie satysfakcję sprawia 
nam  powtarzalność  stałego  schematu  narracyjnego.  W  tym  sensie,  seria  zaspokaja  dziecięcą 
potrzebę wielokrotnego wysłuchiwania zawsze tej samej fabuły. Powrót stale do tych samych 
wątków, choćby powierzchownie odmiennych, daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. 
 

Serie  przynoszą  nam  (odbiorcom)  ukojenie,  ponieważ  nagradzają  nas  za  naszą 

zdolność  przewidywania.  Jesteśmy  szczęśliwi,  bo  odkrywamy  naszą  własną  zdolność 
odgadywania  tego,  co  nastąpi.  Jesteśmy  usatysfakcjonowani,  ponieważ  odnajdujemy  to, 
czegośmy  się  spodziewali,  ale  przypisujemy  to  nie  wyrazistości  struktury  narracyjnej,  ale 
naszej  własnej,  domniemanej  umiejętności  przewidywania.  Nie  myślimy:  „Autor 
skonstruował historię w taki sposób, że mogę odgadnąć jej zakończenie”, ale raczej: „Byłem 
na tyle bystry, że odgadłem, jak to się skończy, mimo wysiłków autora, żeby mnie wywieść w 
pole”. 
 

Swoistym  wariantem serii jest struktura scen retrospektywnych (flashback), na której 

opierają  się  komiksy  w  rodzaju  Supermana.  Nie  śledzimy  tu  losów  bohatera  w  linearnym 
ciągu,  lecz  oglądamy  migawki  z  różnych  okresów  jego  życia,  obsesyjnie  poszukując  w  nich 
punktów wyjścia do nowych opowieści. Wydaje się, jakby te momenty życia postaci umknęły 
przedtem  narratorowi  przez  roztargnienie,  ale  ich  przypomnienie  nie  zmienia  jego  profilu 
psychologicznego,  raz  na  zawsze  już  ustalonego.  W  terminologii  typologicznej  ten  podtyp 
serii może być zdefiniowany jako „pętla”. 
 

Zazwyczaj „serie-pętle” tworzy się ze względów komercyjnych. Chodzi o to, jak taką 

serię kontynuować i ominąć tak naturalną przeszkodę, jaką jest starzenie się postaci. Zamiast 
więc  wikłać  je  w  coraz  to  nowe  przygody  (z  czym  wiązałaby  się  nieubłagana  wędrówka  do 

background image

ś

mierci),  każe  się  jej  stale  wracać  do  przeszłości.  Metoda  pętli  stwarza  paradoksy,  które 

bywały  obiektem  niezliczonych  parodii.  Postaci  mają  niewielka  przyszłość  i  ogromna 
przeszłość,  a  żaden  element  z  ich  przeszłości  nie  może  wprowadzić  najmniejszych  zmian  w 
tej  mitologicznej  teraźniejszości,  w  jakiej  ukazane  zostały  odbiorcom  na  początku.  Wielu 
ż

yciorysów byłoby trzeba do przeżycia tego, co Little Orphan Anne (bohaterka komiksu pod 

tym  samym  tytułem)  przeżyła  przez  swoje  krótkie  życie  (zawsze  miała  w  komiksie  tylko 
dziesięć lat). 
 

Innym wariantem serii jest spirala. W komiksie Fistaszki (Peanuts), ukazującym losy 

Charcie  Browna,  pozornie  nic  się  nie  dzieje.  Wszystkie  postacie  obsesyjnie  działają  zawsze 
tak  samo.  A  jednak  z  odcinka  na  odcinek  postacie  Charciego  Browna  i  Snoopy’ego  zostają 
wzbogacone i pogłębione. Inaczej miała się rzecz w przypadku Nero Wolfe’a i Starsky’ego i 
Hutach.  Z  zaciekawieniem  zapoznajemy  się  z  ich  nowymi  przygodami,  ale  o  ich  psychice, 
obyczajach, możliwościach, postawach etycznych wiemy już wszystko. 
 

Chciałbym jeszcze dodać, że forma seryjności w kinie i w telewizji jest motywowana 

nie  tyle  przez  strukturę  narracyjna,  ile  raczej  przez  osobowość  aktora;  obecność  Johna 
Wayne’a lub Jarry Lewisa (wówczas gdy nie są oni prowadzeni przez wybitnego reżysera, a 
nawet i w takich wypadkach) sprawia, że w rezultacie powstaje zawsze taki sam film. Autor 
usiłuje  wymyślać  rozmaite  historie,  ale  publiczność  z  satysfakcją  rozpoznaje  pod 
zewnętrznymi pozorami dokładnie tę samą opowieść. 
 
Saga 
 
 

Saga  różni  się  od  serii  tym,  że  dotyczy  historii  jednej  rodziny  i  uwzględnia 

„historyczny” upływ  czasu. Ma charakter  genealogiczny. W sadze  aktorzy  starzeją się. Saga 
jest historią starzenia się jednostek, rodzin, grup i ludów. 
 

Saga  może  przebiegać  w  sposób  ciągły  (postać  jest  prowadzona  od  narodzin  do 

ś

mierci,  podobnie  jak  potem  jej  syn,  wnuk  itd.,  potencjalnie  w  nieskończoność)  lub  może 

mieć  strukturę  drzewa  (na  początku  jest  patriarcha,  następnie  rozmaite  rozgałęzienia 
narracyjne,  dotyczące  nie  tylko  bezpośrednich  potomków,  ale  także  linii  pobocznych  oraz 
powinowatych  rodziny,  przy  czym  każda  gałąź  rozgałęzia  się  niepomiernie.  Najbardziej 
znanym (i aktualnym) przykładem sagi jest z pewnością Dallas.  
 

Saga  to  zamaskowana  seria.  Różni  się  od  serii  tym,  że  postaci  podlegają  zmianom 

(zmieniają  się  także  i  dlatego,  że  starzeją  się  aktorzy).  W  rzeczywistości  jednak,  mimo 
pozornie  celebrującej  upływ  czasu  formy,  saga  powtarza  tę  samą  historię.  Podobnie  jest  w 
starych  sagach,  gdzie  czyny  potomków  są  takie  same,  jak  czyny  ich  wspaniałych 
protoplastów. W Dallas i dziadkowe, i wnuki zostają poddawani podobnym doświadczeniom, 
takim  jak  walka  o  bogactwo  i  władzę,  życie,  śmierć,  porażka,  zwycięstwo,  zdrada,  miłość, 
nienawiść, zazdrość, złudzenie, oszustwo. 
 
Dialog intertekstualny 
 
 

Przez dialog intertekstualny rozumiem zjawisko powtarzania przez dany tekst tekstów 

wcześniejszych. Wieloma formami intertekstualności nie będę się tutaj zajmował. Dotyczy to 
np.  cytatów  stylistycznych  występujących  wtedy,  gdy  w  sposób  mniej  lub  bardziej 
bezpośredni  tekst  przywołuje  właściwości  stylistyczne,  czy  sposób  opowiadania 
charakterystyczny  dla  innego  autora  –  bądź  to  jako  rodzaj  parodii,  bądź  to  jako  uczczenie 
wielkiego  i  uznanego  mistrza.  Pomijam  też  cytaty  niezauważalne,  których  nawet  autor  jest 
nieświadomy,  będące  zwykłym  skutkiem  wpływów  artystycznych,  jak  również  cytaty,  z 
których  autor nie zdaje sobie sprawy, ale które zostają wychwycone przez odbiorcę. W tych 
ostatnich przypadkach zazwyczaj chodzi o utwór banalny i o plagiat. 

background image

 

Znacznie  bardziej  interesujące  są  cytaty  bezpośrednie  i  rozpoznawalne,  co  zdarza  się 

w  literaturze  lub  sztuce  postmodernistycznej  –  takie,  które  jawnie  i  ironicznie  wykorzystują 
intertekstualność(powieść  na  temat  technik  narracyjnych,  poezja  o  poezji  sztuka  o  sztuce). 
Owa  charakterystyczna  dla  postmodernistycznego  sposobu  opowiadania  procedura  jest 
obecnie często wykorzystywana sferze komunikowania masowego. Polega ona na ironicznym 
cytowaniu znanych motywów i obrazów (toposów). 
 

Pozwolę sobie przypomnieć zabójstwo Araba-olbrzyma w Poszukiwaczach zaginionej 

arki i schody odeskie w Bananas (w Polsce pt. Bananowy czubek Woody Allena). Co łączy te 
dwa cytaty? W obu przypadkach widz, aby rozpoznać aluzję, musi znać oryginalne toposy. W 
przypadku  olbrzyma  chodzi  o  sytuacje  typową  dla  gatunku;  w  Bananas  przeciwnie  –  topos 
pojawia się jeden jedyny raz w jednym dziele, a więc tylko poprzez ten cytat topos staje się 
sprawdzianem dla krytyków filmowych i kinomanów. 
 

W  obu  przypadkach  topoi  zostały  zarejestrowane  w  „encyklopedii”  widza;  stanowią 

część  dziedzictwa  wyobraźni  zbiorowej  i  jako  takie  zostały  przywołane.  Różni  oba  cytaty 
fakt,  że  topos  w  Poszukiwaczach  zaginionej  arki  został  przytoczony  po  to,  żeby  mu 
zaprzeczyć  (to,  czego  się  spodziewamy,  opierając  się  na  naszym  doświadczeniu,  nie 
następuje),  podczas  gdy  w  Bananas  topos  jest  wprowadzony  tylko  dlatego,  że  jest 
bezsensowny (schody nie maja związku z resztą opowiadania). 
 

Przykład pierwszy odwołuje się do cyklu (obrazkowego serialu) publikowanego przed 

laty przez pismo „Mad” pod nagłówkiem „film, który chcielibyśmy zobaczyć”. Na przykład: 
bohaterka  na  Dzikim  Zachodzi,  przywiązana  przez  bandytów  do  szyn  kolejowych:  kolejne 
ujęcia  pokazują  z  jednej  strony  nadjeżdżający  pociąg,  z  drugiej  –  szaleńczą  kawalkadę 
wybawicieli, która usiłuje wyprzedzić lokomotywę; na końcu dziewczyna (wbrew wszelkim, 
sugerowanym  przez  dany  topos  oczekiwaniom),  zostaje  przez  pociąg  rozjechana.  Jesteśmy 
ś

wiadkami  komicznego  uniku,  który  opiera  się  na  założeniu  (prawidłowym),  że  publiczność 

rozpozna  topos  oryginalny  i  nałoży  na  cytat  „normalne”  oczekiwania  (tj.  te  oczekiwania, 
które  wynikają  z  danego  fragmentu  „encyklopedii”  wyobraźni  zbiorowej)  i  doceni  wybieg, 
który  oczekiwania  te  zniweczył.  W  tym  momencie  widz  naiwny,  zawiedziony  w  pierwszej 
chwili, przezwycięży zawód i przeobrazi się w widza krytycznego, który zaaprobuje sposób, 
w jaki został wywiedziony w pole. 
 

Natomiast w przypadku Bananas znajdujemy się na innym poziomie. Widz, z którym 

tekst nawiązuje ukryte porozumienie (z przymrużeniem oka), nie jest widzem naiwnym (który 
może  najwyżej  być  zaskoczony  bezsensem  danego  obrazu),  ale  widzem  krytycznym,  który 
aprobuje  ironiczna  grę  cytatów  i  czerpie  przyjemność  z  ich  zamierzonej  bezsensowności. 
Niemniej w obu przypadkach mamy do czynienia ze skutkiem ubocznym w postaci postawy 
krytycznej.  Zorientowawszy się, że ma do czynienia z cytatem, widz zostaje sprowokowany 
do  ironicznego  potraktowania  sposobu  wypowiedzi  i  do  uznania  faktu,  że  został  zaproszony 
do gry opartej na jego encyklopedycznej kompetencji. 
 

Gra  staje  się  jeszcze  bardziej  skomplikowana  w  „retake’u”  Poszukiwaczy  zaginionej 

arki,  tzn.  w  Indiana  Jones.  Tu  widz  spotyka  nie  jednego,  ale  dwóch  wrogo  nastawionych 
olbrzymów. W pierwszym przypadku oczekiwaliśmy, że – zgodnie z klasycznym schematem 
filmów przygodowych – bohater będzie bezbronny i wybuchnęliśmy śmiechem, gdy okazało 
się jednak, że ma pistolet i bez trudu zabił przeciwnika. W drugim przypadku reżyser wie, że 
widzowie,  (którzy  widzieli  poprzedni  film)  spodziewają  się,  że  bohater  będzie  uzbrojony  i 
rzeczywiście: Indiana Jones szybko sięga po pistolet. Nie znajduje go i widzowie śmieją się, 
ponieważ  tym  razem  zawiodło,  nie  udało  się,  czego  oczekiwali  widzowie  znający  pierwszy 
film. Przytoczone przykłady posługują się encyklopedią intertekstualną. Mamy do czynienia z 
tekstami  stanowiącym  cytaty  innych  tekstów;  bez  znajomości  tekstów  pierwotnych  (a  taką 
reżyser zakłada) trudno zasmakować w tych nowych. 

background image

 

Bardziej  interesujący  od  analizy  nowej  intertekstualności  w  środkach  przekazu  jest 

przykład E.T., w scenie, w której istota z innej przestrzeni (pomysł Spielberga) oprowadzana 
po  mieście  w  wigilię  Wszystkich  Świętych  spotyka  inna  postać  przebraną  a  gnoma  z 
Imperium  kontratakuje  (pomysł  Lucasa).  E.T.  jest  poruszony  i  rzuca  się  w  kierunku  gnoma, 
ż

eby  go  uściskać,  jak  gdyby  spotkał  starego  przyjaciela.  Tym  razem  widzowie  muszą 

orientować  się  w  wielu    sprawach.  Muszą  z  pewnością  wiedzieć  o  istnieniu  drugiego  filmu 
(wiedza  intertekstualna),  ale  muszą  też  wiedzieć,  że  obydwa  dziwolągi  zostały  stworzone 
przez  Rambaldiego,  jak  również,  że  reżyserzy  obydwu  filmów  z  różnych  powodów  mają  ze 
sobą  wiele  wspólnego  (choćby  dlatego,  że  obaj  są  najbardziej  kasowymi  reżyserami 
ostatniego  dziesięciolecia).  Krótko  mówiąc,  widzowie  muszą  dysponować  wiedzą  na  temat 
tekstów, ale także wiedzą o świecie, o sytuacji pozatekstowej. Wiedza o tekstach i o świcie to 
oczywiście  tylko  dwa  spośród  wielu  rozdziałów  wiedzy  encyklopedycznej,  a  zatem  tekst 
zawsze zawiera odniesienie do określonego dziedzictwa kulturowego. 
 

Owo  zjawisko  „dialogu  intertekstualnego”  było  kiedyś  charakterystyczne  dla  sztuki 

eksperymentalnej  i  zakładało  istnienie  Modelowego  (nader    wyrafinowanego  kulturalnie) 
Odbiorcy.  Fakt,  iż  podobne  sposoby  wypowiedzi  stosowane  są  obecnie  częściej  w  kulturze 
masowej,  pozwala  nam  dostrzec,  że  środki  przekazu  nieprzerwanie  przyswajają  sobie 
fragmenty  informacji  już  wykorzystanych  w  innych  środkach  wypowiedzi  i  zakładają,  że  są 
one znane także odbiorcom. 
 

Tekst  E.T.  „wie”,  że  odbiorcy  dowiedzieli  się  z  gazet  lub  z  telewizji  wszystkiego  o 

Rambaldim, Spielbergu i Lucasie. Wydaje się, że w tej grze cytatów intertekstualnych środki 
przekazu  dokonują  odniesień  do  świata  realnego,  ale  w  rzeczywistości  odnoszą  się  one  do 
treści  innych  przekazów,  wysyłanych  przez  inne  przekaźniki.  Gra  toczy  się,  by  tak  rzec,  w 
obrębie  „poszerzonej”  intertekstualności.  Praktycznie  zanikła  jakakolwiek  różnica  pomiędzy 
wiedzą  o  świecie  (rozumianą  naiwnie  jako  wiedza  wypływająca  spoza  tekstowego 
doświadczenia),  a  wiedzą  intertekstualną.  W  tej  sytuacji  należałoby  więc  zastanowić  się  nie 
tylko  nad  zjawiskiem  powtarzania  w  obrębie  jednego  dzieła  lub  serii  dzieł,  ale  nad  całością 
zjawisk, które sprawiają, że różne strategie powtarzania są możliwe do realizacji w praktyce, 
zrozumiałe  dla  odbiorcy  i  atrakcyjne  z  komercjalnego  punktu  widzenia.  Innymi  słowy  – 
powtórzenie i seryjność w środkach komunikowania stawiają przed socjologiem kultury nowe 
problemy. 
 

Inna  formą  intertekstualności  jest  tak  dzisiaj  typowa  dla  mediów  masowych 

„autotematyczność  gatunkowa”.  Na  przykład,  każdy  musical  broadwayowski  (czy  to  w 
teatrze  czy  w  filmie)  jest  z  reguły  niczym  innym,  jak  tylko  opowieścią  o  tym,  jak  powstaje 
musical  na  Broadwayu.  Wydaje  się,  że  gatunek  broadwayowski  wymaga  szerokiej  wiedzy 
intertekstualnej:  w  istocie  tworzy  i  ustanawia  kompetencje  i  wymogi  niezbędne  do  jego 
zrozumienia.  Owe  filmy  i  sztuki  opowiadają  o  tym,  jak  robi  się  musical  na  Broadwayu  i  w 
rezultacie  dostarczają  nam  wszystkich  informacji  na  temat  tego  gatunku.  Widowisko  daje 
odbiorcom poczucie znajomości tego, czego jeszcze nie znają i o czym dopiero dowiedzą się 
za  chwilę.  Stykamy  się  z  przypadkiem  znamiennego  wyprzedzenia  (czy  poślizgu).  W  tym 
sensie musical jest dziełem dydaktycznym, które wyjaśnia (wyidealizowane) reguły własnego 
powstawania. 
 

Ostatecznie mamy dzieło, które opowiada o sobie, a nie dzieło mówiące o gatunku, do 

którego  przynależy:  dzieło,  które  mówi  o  swojej  własnej  strukturze  i  o  sposobie  jej 
powstawania. Krytycy i  estetycy skłonni byli sądzić, że zasada ta była wyłączną cechą dzieł 
awangardowych,  obcą  komunikowaniu  masowemu.  Estetycy  znają  ten  problem  i  w 
rzeczywistości  nadali  mu  już  nazwę  dawno  temu.  Jest  to  Heglowski  problem  „Śmierci 
Sztuki”. Później okazało się jednak, że także niektóre wytwory kultury masowej posługują się 
autoironią,  a  niektóre  z  nich  uważam  za  wielce  interesujące.  Nawet  tutaj  granice  między 
sztuka wysoką i niską stają się bardzo cienkie. 

background image

 
Umiarkowane lub „modernistyczne” rozwiązanie estetyczne 
 
 

Spróbujmy  teraz  dokonać  przeglądu  powyższych  zjawisk  z  punktu  widzenia 

„modernistycznej”  koncepcji  wartości  artystycznej,  zgodnie  z  którą  każde  dzieło  z 
estetycznego punktu widzenia „dobrze zrobione” jest obdarzone dwiema cechami: 

1)

 

musi osiągnąć dialektykę pomiędzy ładem a oryginalnością, czyli inaczej mówiąc, 
między schematem a innowacją, 

2)

 

dialektyka  ta  musi  być  postrzegana  przez  odbiorcę,  który  winien  uchwycić  nie 
tylko treść przekazu, ale też sposób, w jaki przekaz przenosi te treści.  

 

Jeżeli  wymienione  wcześniej  rodzaje  powtórzeń  spełniają  oba  warunki,  mają  one 

pewien  walor  estetyczny.  Historia  sztuki  jest  w  stanie  dostarczyć  nam  zadowalających 
przykładów każdego z członków naszej klasyfikacji. 
 

R e t a k e.   Orland szalony Ariosta nie jest niczym innym, jak kontynuacją Orlando 

Innamorato  Boiarda,  zainspirowaną  sukcesem  pierwowzoru,  opartego  z  kolei  na  wątkach  z 
cyklu bretońskiego. Boiardo i Ariosto ujęli w ironiczny dystans materiał, który był niezwykle 
„poważny”  i  „poważnie  odbierany”  przez  wcześniejszych  czytelników.  Ale  nawet  trzeci 
Superman jest ironiczny w porównaniu z pierwszym (mistycznym i bardzo poważnym). Jawi 
się  jako  kontynuacja  archetypu  zainspirowanego  przez  Ewangelię,  który  był  realizowany  z 
przymrużeniem oka w filmach Franka Tashlina.  
 

R  e  m  a  k  e.      Jak  już  wspomniałem.  Szekspir  przerobił  bardzo  wiele  znanych  fabuł 

pochodzących z wieków minionych. 
 

S  e  r  i  e.      Każdy  tekst  zawsze  implikuje  i  konstruuje  dwojakiego  Modelowego 

Czytelnika  (powiedzmy:  naiwnego  i  wyrobionego).  Pierwszy  wykorzystuje  dzieło  jako 
semantyczną  maszynerię  i  podporządkowuje  się  zamysłowi  autora,  który  krok  po  kroku 
prowadzi  go  prze  cykl  przewidywań  i  oczekiwań  co  do  dalszego  rozwoju  akcji.  Drugi  – 
ocenia  dzieło – jako twór estetyczny i czerpie przyjemność z obserwowania działań autora na 
użytek  modelowego  czytelnika  poziomu  pierwszego.  To  ów  czytelnik  poziomu  drugiego 
docenia  seryjność  serii,  nie  tyle  z  uwagi  na  powrót  do  tego  samego  (co  czytelnik  naiwny 
odbiera  jako  coś  innego),  ile  z  uwagi  na  strategię  zmienności  (varistion).  Innymi  słowy  – 
interesuje go sposób opracowania tej samej historii tak, aby wydawała się ona zupełnie czymś 
odmiennym. 
 

Więcej  przyjemności  z  obcowania  ze  strategią  zmienności  dają  oczywiście  serie 

bardziej  skomplikowane.  W  istocie  możemy  ułożyć  opowieści  seryjne  w  kontinuum  według 
kryterium  stopnia  porozumienia  się  pomiędzy  tekstem  a  odbiorcą  „wyrobionym” 
(stanowiącym  przeciwieństwo  odbiorcy  naiwnego).  Jest  oczywiste,  że  nawet  najbardziej 
banalny utwór narracyjny pozwala zwykłemu czytelnikowi, dzięki samodzielnej decyzji, stać 
się  czytelnikiem  krytycznym,  który  jest  w  stanie  rozpoznać  strategie  innowacyjne  (jeśli 
takowe  są).  Istnieją  też  jednak  utwory  seryjne,  które  wyraźnie  nawiązują  porozumienie  z 
odbiorcą  krytycznym  i,  by  rzec,  prowokują  go  do  rozpoznania  innowacyjnych  aspektów 
tekstu. 
 

Do kategorii tej należy telewizyjny serial o poruczniku Columbo. Warto zaznaczyć, że 

w  serialu  tym  autorzy  już  na  początku  ujawniają,  kto  jest  mordercą.  Proponuje  się  więc 
widzowi  nie  tyle  naiwną  zabawę  w  zgadywankę  )kto  zabił?),  co:  (1)  odnajdywanie 
przyjemności  w  obserwacji  brawurowej  techniki  śledczej  Columbo  (w  tym  sensie  Columbo 
zapewnia taką samą przyjemność, co Nero Wolfe) i (2) odkrywanie sposobu, w jaki udaje się 
osiągnąć  (zamierzony)  cel,  co  polega  na  tym,  że  każe  robić  porucznikowi  to  co  zawsze,  ale 
nigdy  w  sposób  banalnie  odtwórczy.  Wszystkie  powieści  z  Nero  Wolfem  w  roli  głównej 
zostały  napisane  przez  Rexa  Stouta;  odcinki  Columbo  reżyserował  za  każdym  razem  ktoś 
inny.  W  ten  sposób  daje  się  krytycznemu  widzowi  możliwość  oceny  i  wyboru  najlepszej 

background image

„wariacji”.  Stosuję  termin  „wariacja”  mając  na  myśli  klasyczne  wariacje  muzyczne.  One 
także  były  produktami  „seryjnymi”,  które  mają  mało  do  zaoferowania  odbiorcom  naiwnym, 
wszystkie  zaś  zakładały  porozumienie  z  odbiorcą  krytycznym.  Kompozytorowi  z  zasady 
zależało  jedynie  na  uznaniu  słuchacza  krytycznego,  zdolnego  docenić  fantazję,  ujawniającą 
się w oryginalnym potraktowaniu dawnego tematu. 
 

W tym znaczeniu seryjność i powtórzenie nie stoją w opozycji do innowacji. Nie ma 

nic bardziej „seryjnego” niż wzór krawata, a jednak dobór krawata może być sprawą bardzo 
indywidualnego  gustu.  Jest  to  być  może  przykład  prosty,  co  nie  znaczy,  że  banalny.  Przeto 
estetyka krawata i uznana „wysoka” wartość artystyczna Wariacji Goldbergowskich to jakby 
bieguny kontinuum strategii, powtórzeń, adresowanych do „wyrobionego” odbiorcy. 
 

Rzecz w tym, że nie jest to ani estetyka sztuki „wysokiej” (oryginalnej i nie-seryjnej), 

ani czysta socjologia seryjności. jest to raczej wspólna estetyka form seryjnych, wymagająca 
historycznych  i  antropologicznych  badań  nad  zasadami  ujawniania  się  w  różnych  czasach  i 
miejscach  dialektyki  pomiędzy  powtórzeniem  a  innowacją.  Jeżeli  w  tym,  co  seryjne,  nie 
potrafimy  doszukać  się  innowacji,  to  należy  to  być  może  przypisać  nie  strukturze  samego 
tekstu,  ale  naszemu  „horyzontowi  oczekiwań”  i  przyzwyczajeniom  kulturowym.  Wiadomo, 
ż

e  w  pewnych  wytworach  sztuki  nie  Zachodniej,  tam  gdzie  my  zawsze  widzimy  to  samo, 

tubylcy rozpoznają najdrobniejsze różnice, odczuwając przyjemność obcowania z innowacją. 
Gdy  w  seryjnych  formach  dawnej  sztuki  Zachodu  my  dostrzegamy  innowację,  pierwotni 
odbiorcy nie interesowali się zupełnie tym aspektem, a przeciwnie, cenili sobie odwołania do 
schematu. 
 

S  a  g  a.      Cała  Komedia  ludzka  Balzaka  –  podobnie  zresztą  jak  Dallas  –  stanowi 

doskonały  przykład  sagi  o  strukturze  drzewa.  Balzak  jest  bardziej  interesujący  niż  Dallas, 
ponieważ  każda  z  jego  powieści  wzbogaca  naszą  wiedzę  o  społeczeństwie  jego  epoki, 
podczas  gdy  wszystkie  odcinki  Dallas  powtarzają  nam  o  amerykańskim  społeczeństwie  w 
kółko to samo. Oba dzieła wykorzystują jednak ten sam schemat narracyjny. 
 

I  n  t  e  r  t  e  k  s  t  u  a  l  n  o  ś  ć.    Pojęcie  intertekstualności  jako  takie  zostało 

wypracowane  w  ramach  refleksji  nad  sztuką  „wysoką”.  Mimo  to  powyższe  przykłady 
wybrane zostały prowokacyjnie ze strefy komunikowania masowego, aby pokazać, że nawet 
te  formy  dialogu  intertekstualnego  zostały  przeniesione  na  obszar  twórczości  popularnej.  W 
tzw. postmodernistycznej literaturze i sztuce ( ale czy nie dokonało się to już aby w muzyce 
Strawińskiego?)  typowe  stało  się  cytowanie  (niekiedy  pod  różnego  rodzaju  maskami 
stylistycznymi) przy użyciu cudzysłowu, tak by czytelnik zwracał uwagę nie na treść cytatu, 
ale  na  sposób,  w  jaki  wyjątek  z  tekstu  pierwszego  został  wprowadzony  do  faktury  tekstu 
drugiego.  Renato  Barilli  (1984)  zauważył,    że  jedną  z  niedogodności  takiej  procedury  jest 
niemożność  wprowadzenia  cudzysłowów  jawnych,  przez  co  czytelnik  naiwny  traktuje  cytat 
częściej jako innowację niż jako ironiczne odniesienie. 
 

Podaliśmy  dotychczas  trzy  przykłady  cytowania  wcześniejszych  toposów: 

Poszukiwacze  zaginionej  arki,  Bananas  i  E.T.  Zatrzymajmy  się  przy  trzecim  przykładzie: 
widz, który nic nie wie o produkcji dwóch filmów (jeden z nich cytuje z drugiego) nie zdoła 
pojąć, dlaczego stało się to, co się stało. Za pomocą tego gagu kino kieruje uwagę zarówno na 
kino  jako  takie,  jak  i  na  całą  dziedzinę  środków  przekazu.  Zrozumienie  tej  zasady  jest 
warunkiem  odbioru  estetycznego.  Tak  więc  epizod  ten  spełnia  swoją  rolę  tylko  wtedy,  jeśli 
dostrzeżemy  towarzyszące  nu  cudzysłowy.  Można  powiedzieć,  że  cudzysłowy  te  mogą  być 
postrzegane  tylko  w  oparciu  o  wiedzę  pozatekstową.  Nic  w  samym  filmie  nie  pomaga 
widzowi  pojąć,  w  którym  miejscu  powinny  one  się  znaleźć.  Film  zakłada  ze  strony  widza 
pierwotną  wiedzę  o  świecie.  A  jeśli  widz  wiedzy  takiej  nie  posiada?  Tym  gorzej  dla  niego. 
Efekt  został  zaprzepaszczony,  ale  film  dysponuje  także  innymi  środkami,  które  zyskują  mu 
akceptację. 

background image

 

Te  niedostrzegalne  cudzysłowy  są  nie  tyle  środkiem  estetycznym,  ile  kryterium 

selekcji  społecznej  odbiorców,  spośród  których  wyodrębniają  garstkę  szczęśliwców  (tyle  że 
ś

rodki  masowego  komunikowania  zakładają,  że  garstka  obejmie  miliony).  Naiwnemu 

widzowi  pierwszego  poziomu  film  i  tak  dostarcza  nazbyt  aż  wiele  atrakcji.  Tajemna 
przyjemność zastrzeżona jest tym razem dla krytycznego widza poziomu drugiego. 
 

Inaczej  rzecz  ma  się  z  poszukiwaczami  zaginionej  arki.  Tu,  jeśli  widz  krytyczny 

zawiedzie  –  nie  rozpozna  cytatu  –  otwierają  się  liczne  możliwości  przed  widzem  naiwnym, 
który ostatecznie zawsze może cieszyć się z tego, że bohater pokonał przeciwnika. Mamy tu 
do  czynienia  z  mniej  subtelną  strategią  niż  w  przykładzie  poprzednim  –  jest  to  forma 
spełnienia  pilnej  potrzeby  producenta,  który  za  wszelką  cenę  musi  sprzedać  swój  produkt. 
Jakkolwiek  trudno  wyobrazić  sobie,  aby  Poszukiwacze  zaginionej  arki  byli  oglądani  i 
aprobowani  przez  tych  widzów,  którzy  nie  pojmują  gry  cytatów,  nie  można  wykluczyć,  że 
możliwość taka istnieje, a więc dzieło jest otwarte i na taką ewentualność. 
 

Nie podejmuję się powiedzieć, który z dwóch przytoczonych tekstów doprowadza do 

„szlachetniejszego  estetycznie”  celu.  Na  razie  wystarczy,  że  zwrócę  uwagę  na  podstawową 
różnicę między nimi w funkcjonowaniu i zastosowaniu strategii tekstualnej. 
 

Przechodzimy teraz do przypadku Bananas. Po schodach stacza się  w tym filmie nie 

tylko wózek dziecięcy, ale także pluton rabinów i nie pamiętam co jeszcze... Co dzieje się z 
widzem,  który  nie  wychwytuje  cytatu  z  Pancernika  Potiomkina  połączonego  z 
nieokreślonymi  reminiscencjami  ze  Skrzypka  na  dachu?  Przypuszczam,  że  dzięki 
orgiastycznej energii, z jaką scena ta jest przedstawiona – schody wraz z ich bezsensownym 
zatłoczeniem  –  nawet  najbardziej  naiwny  widz  może  postrzec  symfoniczny  niepokój  owego 
Brueghelowskiego  jarmarku.  Nawet  najbardziej  prostolinijny  widz  „wyczuwa”  rytm, 
inwencję i niejako mimo woli kieruje uwagę na sposób, w jaki zostały one połączone. 
 

Na  końcowym  biegunie  zainteresowań  estetycznych  chciałbym  umieścić  dzieło, 

którego  odpowiednika  we  współczesnych  środkach  komunikowania  masowego  nie  udało  mi 
się  znaleźć.  Jest  to  nie  tylko  majstersztyk  intertekstualności,  ale  także  kapitalny  przykład 
narracyjnego  metajęzyka,  który  opowiada  o  swoim  własnym  formowaniu  i  o  regułach 
gatunku narracyjnego: mam na myśli Tristama Shandy. 
 

Nie sposób cieszyć się lekturą anty-powieści Sterne’a nie zdając sobie sprawy, że jest 

to  ironiczne  potraktowanie  formy  powieściowej.  Zamysł  ten  przeprowadzony  został  tak 
konsekwentnie,  iż  nie  można  w  powieści  odnaleźć  choćby  jednego  przykładu  ironicznej 
konstatacji, która nie uwidoczniałaby swojego własnego cudzysłowu. Prowadzi to do wysoce 
artystycznego  rozwiązania  –  figury  retorycznej  zwanej  pronuntiatio  (polegającej  na 
nieuchwytnym podkreślaniu ironii). 
 

Sądzę, że stworzyłem typologię „brania w cudzysłów”, która w jakiś sposób wiąże się 

z  fenomenologią  wartości  estetycznej  oraz  wypływającej  z  tejże  przyjemności.  Mniemam 
również,  że  strategie  zmierzające  do  łączenia  niespodzianki  i  nowatorstwa  z  powtarzaniem, 
nawet  jeśli  same  w  sobie  są  działaniami  semiotycznymi  neutralnymi  estetycznie,  mogą 
prowadzić  do  rozmaitych  rezultatów  na  płaszczyźnie  estetycznej.  Płyną  stąd  następujące 
konkluzje: 
 

Ż

aden  z  badanych  przez  nas  typów  powtórzeń  nie  ogranicza  się  do  środków 

masowego  komunikowania,  lecz  występuje  w  zasadzie  w  całej  historii  twórczości 
artystycznej.  Plagiat,  cytat,  parodia,  ironiczny  „retake”,  żart  intertekstualny  –  są 
charakterystyczne dla całej tradycji artystyczno-literackiej. 
 

Wiele  rodzajów  sztuk  opierało  się  i  opiera  na  powtórzeniach.  Koncepcja  absolutnej 

oryginalności ma rodowód współczesny, narodziła się w romantyzmie. Sztuka klasyczna była 
w  znacznej  mierze  seryjna,  a  „modernistyczna”  awangarda  z  początków  XX  stulecia  rzuciła 
wyzwanie romantycznej idei „tworzenia z niczego”, stosując techniki collage’u, domalowując 
Monie Lisie wąsy, uprawiając sztukę autotematyczną itd. 

background image

 

Ten sam typ procedury powtarzania może dawać w efekcie zarówno doskonałość, jak 

i banał: może stawiać odbiorców w konflikcie z nimi samymi i z całą tradycja intertekstualną; 
tak  więc  dostarczać  im  może  łatwego  ukojenia,  projekcji,  identyfikacji,  może  nawiązywać 
porozumienie  wyłącznie  z  odbiorcą  naiwnym  lub  wyłącznie  wyrafinowanym,  albo  z 
obydwoma naraz i na różnych poziomach układających się w kontinuum sytuacji trudnych do 
ujęcia w prostej typologii. 
 

Niemniej typologia powtórzeń nie dostarcza kryteriów pozwalających na rozróżnienie 

wartości  estetycznych.  Skoro  jednak  w  całej  historii  sztuki  i  literatury  obecne  są  różne  typy 
powtórzeń, można je uwzględniać w celu ustalenia kryterium wartości artystycznej. Estetyka 
powtórzeń wymaga jako przesłanki semiotyki tekstualnych procedur powtórzeń. 
 
Radykalne lub „postmodernistyczne” rozwiązanie estetyczne 
 
 

Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko, co dotychczas powiedziałem, sprowadzało się 

do  analizy  w  kategoriach  „modernistycznej”  dialektyki  ładu  i  innowacji  różnych  form 
powtarzania  występujących  w  środkach  komunikowania  masowego.  Gdy  mówi  się  dziś  o 
estetyce  seryjności,  oznacza  to  coś  bardziej  radykalnego,  a  mianowicie  pojęcie  wartości 
estetycznej, które zupełnie umyka „modernistycznej” teorii sztuki i literatury. 
 

W  zjawisku  seriali  telewizyjnych  stwierdzono  występowanie  nowej  koncepcji 

„nieskończoności”  tekstu.  Teksty  przejmują  rytmy  z  tej  samej  codzienności,  w  której 
powstają  i  której  są  odzwierciedleniem.  Problem  nie  polega  na  tym,  aby  uznać,  że  tekst 
serialu stanowi nieokreśloną wariację na temat schematu podstawowego i w tym sensie może 
on być oceniany z punktu widzenia „modernistycznej” estetyki. Prawdziwy problem wynika z 
faktu,  że  interesujące  są  nie  tyle  pojedyncze  warianty,  ale  „zmienność”  (variability)  jako 
zasada  formalna,  i  to,  że  można  dokonywać  „wariacji  w  nieskończoność”.  Nieskończona 
zmienność ma zawsze cechy powtórzenia i bardzo mało z innowacji. Ale to „nieskończoność” 
procesu nadaje nowe znaczenie zasadzie zmienności. Postmodernistyczna estetyka każe nam 
czerpać  przyjemność  z  faktu,  że  seria  możliwych  wariantów  jest  potencjalnie  nieskończona. 
Jest to więc forma świętowania swojego rodzaju zwycięstwa życia nad sztuką. Rezultat tego 
jest paradoksalny: era elektroniki, zamiast entuzjazmu dla zjawisk szoku, zerwania ciągłości, 
nowatorstwa  i  nie  sprawdzających  się  oczekiwań  odbiorcy  –  niesie  ze  sobą  powrót  do 
Kontinuum, Cykliczności, Okresowości i Regularności. 
 

Dokładnej  analizie  poddał  to  Omar  Calabrese  (1983).  Z  punktu  widzenia 

„modernistycznej”  dialektyki  powtórzeń  i  innowacji  można  łatwo  rozpoznać  na  takiej 
zasadzie,  na  przykład  w  serialu  o  poruczniku  Columbo,  niektórzy  z  najwybitniejszych 
scenarzystów  kina  amerykańskiego  opracowali  warianty  tematu  podstawowego.  Trudno 
mówić  w  rym  wypadku  o  czystym  powtórzeniu.  O  ile  schemat  śledztwa  i  psychologia 
głównej postaci pozostają niezmienne – to styl narracji zmienia się za każdym razem. To już 
niemało,  zwłaszcza  z  punktu  widzenia  estetyki  „modernistycznej”.  Ale  rozprawa  Calabrese 
odwołuje  się  do  zupełnie  innego  pojęcia  stylu.  W  tych  formach  powtórzeń,  pisze  on: 
„przedmiotem naszego zainteresowania nie jest to, co jest powtarzane, ale to, jak dokonuje się 
podział  komponentów  tekstu  na  odcinki  (segmenty),  a  więc  i  to,  jak  odcinki  te  zostają 
skodyfikowane  w  celu  ustalenia  systemu  inwariantów.  Każdy  składnik,  który  nie  należy  do 
systemu,  może  być  zdefiniowany  jako  zmienna  niezależna”.  W  najbardziej  typowych  i 
pozornie  „degenerowanych”  przypadkach  seryjności  zmienne  niezależne  nie  są  w  sumie 
bardziej  widoczne,  ale  bardziej  mikroskopijne  –  tak  jak  w  roztworze  homeopatycznym,  gdy 
lek  działa  skuteczniej,  ponieważ  dzięki  wzmożonemu  „wstrząsaniu”  pierwotne  drobiny 
substancji  leczniczej  niemal  nikną.  To  właśnie  uprawnia  Calabrese  do  traktowania  serialu 
Columbo  jako  „ćwiczenia  stylistycznego”  á  la  Queneau.  Mamy  do  czynienia,  mówi 
Calabrese,  z  estetyką  „neobarokową”,  która  przejawia  się  nie  tylko  w  dziełach  

background image

„wyrafinowanych”,  ale  także,  a  nawet  przede  wszystkim  w  tych  najbardziej  wulgarnych.  W 
odniesieniu  do  Dallas  twierdzi  on,  że  „semantyczna  opozycja  i  artykulacja  elementarnych 
struktur  narracyjnych  może  krążyć  w  najbardziej  nieprawdopodobnych  kombinacjach  wokół 
różnych postaci”. 
 

Zorganizowana  dyferencjacja,  policentryzm,  uregulowana  nieregularność  –  to 

podstawowe  składniki  owej  neobarokowej  estetyki,  której  głównym  przykładem  są  wariacje 
muzyczne á la Bach. Skoro w epoce komunikowania masowego „warunkiem słuchania ... jest 
to,  że  wszystko  już  powiedziano  i  napisano  ...  to  podobnie  jak  w  teatrze  kabuki,  źródłem 
satysfakcji  z  odbioru  tekstu  może  być  nawet  najmniejsza  modyfikacja,  albo  też  dobre  już 
znana forma jawnego powtórzenia”. 
 

Wnioski  z  takiego  sposobu  myślenia  nasuwają  się  same.  Punkt  zainteresowania 

teoretyków uległ przesunięciu. Badacze kultury masowej usiłowali dotychczas bronić zasady 
powtórzeń  ze  względu  na  to,  że  dawała  ona  asumpt  do  tradycyjnej  dialektyki  schematu  i 
innowacji (ale innowacji pojmowanej jeszcze jako źródło wartości dzieła, chroniące je przed 
degradacją).  Obecnie  należy  kłaść  nacisk  na  nierozerwalność  schematu  i  jego  modyfikacji, 
przy czym modyfikacji nie przyznaje się już wartości wyższej niż samemu schematowi. Nie 
dajmy  się  zwieść  określeniu  „estetyka  neobarokowa”:  jesteśmy  świadkami  narodzin  nowej 
wrażliwości estetycznej, znacznie bardziej archaicznej niż dotychczasowa, a więc prawdziwie 
post-post-modernistycznej. 
 

Jak  zauważa  Giovanna  Grignaffinii  (1983):  „estetyka  neobarokowa    przeobraziła 

przymus komercyjny w ‘zasadę formalną’. W rezultacie wszystkie idee wyjątkowości zostały 
zniszczone  do  szczętu”.  Podobnie  jak  muzyka  barokowa  oraz  twory  epoki,  którą  Walter 
Benjamin  nazwał  epoką  „reprodukcji  technicznej”,  przekazy  komunikowania  masowego 
mogą i muszą być odbierane i rozumiane w „warunkach nieuwagi”. 
 

Rozumie  się  samo  przez  się,  że  cytowani  tu  autorzy  jasno  widzą,  że  fabuły,  które 

zawsze powtarzają to samo i ruchem okrężnym zamykają się w sobie, mają charakter czysto 
komercyjny i dostarczają odbiorcy tylko takiej satysfakcji, jaka jest w stanie dać „konfekcja” 
literacka.  Stosują  oni  jednak  wobec  tych  utworów  skrajnie  formalistyczne  kryterium:  mało 
tego,  sugerują  też,  że  powinniśmy  dopuścić  istnienie  nowej  publiczności,  która  kryterium 
takie przyjmuje bez zastrzeżeń. Tylko wtedy, gdy się na to zgodzimy, będziemy mogli mówić 
o nowej estetyce seryjności. I jedynie wtedy seryjność przestanie być  ubogą krewną sztuki, a 
stanie  się  taką  jej  formą,  która  może  zaspokoić  nową  wrażliwość  estetyczną  –  prawdziwą 
post-post-modernistyczną tragedię grecką. 
 

Nie  poczulibyśmy  się  zgorszeni,  gdyby  kryteria  takie  zostały  odniesione  do  sztuki 

abstrakcyjnej.  Tak  się  już  zresztą  stało.  W  gruncie  rzeczy  więc  jest  to  nowa  estetyka 
„abstrakcji” odniesiona do tworów komunikowania masowego. 
 

W  takim  jednak  razie  musi  zniknąć  naiwny  odbiorca  poziomu  pierwszego, 

pozostawiając  miejsce  krytycznemu  czytelnikowi  drugiego  poziomu.  Istotnie,  trudno 
wyobrazić  sobie  naiwnego  odbiorcę  abstrakcyjnego  malarstwa  czy  rzeźby.  Załóżmy  jednak, 
ż

e  znajdzie  się  ktoś,  kto  na  ich  widok  zapyta:  „ale  co  to  znaczy?”.  Nie  jest  to  odbiorca  ani 

pierwszego,  ani  drugiego  poziomu,  tylko  ktoś,  kto  pozostaje  poza  obrębem  jakiegokolwiek 
doświadczenia artystycznego. W przypadku dzieła abstrakcyjnego możliwe jest tylko czytanie 
krytyczne:  ważne  jest  nie  to,  co  zostało  przedstawione,  lecz  to,  w  jaki  sposób  zostało  to 
przedstawione.  
 

Czy  możemy  oczekiwać,  że  tak  samo  odczytywane  będą  twory  telewizyjne?  Czy 

powstanie nowa publiczność, obojętna na treść opowiadanych historii (już przecież znanych), 
która rozsmakuje się jedynie w powtórzeniach i ich mikroskopijnych modyfikacjach. Dzisiaj 
widz płacze jeszcze, przeżywając cierpienia teksańskiej rodziny. Czy mamy oczekiwać, że w 
najbliższej przyszłości przejdzie prawdziwą i realną mutację genetyczną? 

background image

 

Gdyby  do  tego  nie  doszło,  radykalna  propozycja  estetyki  post-modernistycznej 

okazałaby  się  szczególnie  snobistyczna.  Jak  w  swojego  rodzaju  neo-Orwellowskiej 
rzeczywistości,  przyjemność  wyrafinowanej  lektury  byłaby  zarezerwowana  dla  „członków 
Partii”, a rozkosze czytania naiwnego – dla „proletariuszy”. Tak jak w świecie Mallarmego, 
cały  przemysł  twórczości  seryjnej  istniałby  po  to  jedynie,  aby  dostarczać  neo-barokowej 
rozrywki  szczęśliwym  wybrańcom,  rezerwując  troskę  i  strach  dla  pozostałej  nieszczęśliwej 
większości. 
 
Kilka pytań zamiast konkluzji 
 
 

Zgodnie  z  tą  hipotezą  powinniśmy  zacząć  myśleć  o  uniwersum  nowych  odbiorców 

obojętnych na przygody bohaterów Dallas i żądnych neo-barokowej przyjemności płynącej z 
obcowania  z  formą,  w  jakiej  zostały  przedstawione.  Niemniej  można  zapytać,  czy  na  takie 
podejście (nawet gdy uzasadnia stworzenie   n o w e j   estetyki) może zgodzić się     s t a r a   
semiotyka. 
 

Muzyka  barokowa,  podobnie  jak  sztuka  abstrakcyjna,  jest  „asemantyczna”.  Można 

dyskutować  i  będę  pierwszy,  który  się  tego  podejmie,  czy  można  przeprowadzić  tak 
jednoznaczne  rozróżnienie  pomiędzy  sztuką  czysto  „syntaktyczną”  a  „semantyczną”. 
Możemy  chyba  jednak  zgodzić  się,  że  istnieje  sztuka  figuratywna  i  abstrakcyjna.  Muzyka 
barokowa i malarstwo abstrakcyjne należą do sztuk niefiguratywnych, seriale telewizyjne do 
figuratywnych. 
 

Do jakiego momentu będziemy w stanie zachwycać się jedynie muzycznym aspektem 

tych wariacji, które opierają się na „podobieństwach”. Czyż można ustrzec się fascynacji tymi 
ogromnymi możliwościami, jakich „podobieństwa” owe dostarczają? 
 

A może powinniśmy postawić inna hipotezę. 

 

Otóż  można  uznać,  że  na  pierwszym  (nie  dającym  się  pominąć)  poziomie  realizacji 

serie neo-barokowe niosą po prostu i zwyczajnie mit. Nie ma nic wspólnego ze sztuką. Jest to 
zawsze ta sama opowieść. Nie musi być opowieścią o Atreuszu, może być opowieścią o J.R. 
Dlaczegż by nie? Każda epoka ma swoich mitotwórców, swoje szczeglne poczucie świętości. 
Załóżmy,  że  ma  miejsce  takie  „figuratywne”  przedstawienie  i  takie  „orgiastyczne” 
rozkoszowanie  się  mitem.  Załóżmy,  że  dokonuje  się  intensywne  uczestnictwo  emocjonalne, 
ż

e źródłem przyjemności jest ciągłe powtarzanie jednej i niezmiennej prawdy, łzy i śmiech – i 

ż

e  ostatecznie  pojawia  się  katharsis.  Można  tedy  wyobrazić  sobie  publiczność  zdolna  do 

odbioru estetycznego, która sztukę wariacji na tematy mityczne potrafi oceniać tak samo, jak 
komuś udaje się wykrzesać podziw dla „pięknego pogrzebu”, nawet gdy zmarłym jest droga 
mu osoba. 
 

Czyż można być pewnym, że to samo nie stało się z tragedią klasyczną? 

 

Jeśli sięgniemy ponownie do Poetyki Arystotelesa, okaże się, że można opisać model 

tragedii  greckiej,  jako  opartej  na  zasadzie  seryjności.  Z  fragmentów  Stagiryty  wnioskujemy, 
ż

e  znał  on  o  wiele  więcej  tragedii  niż  te,  które  dotarły  do  naszych  czasów,  a  wszystkie  one 

wykorzystywały  (w  różny  sposób)  jeden  niezmienny  schemat.  Możemy  przypuszczać,  że 
zachowały się te, które lepiej odpowiadały kanonom starożytnej wrażliwości estetycznej – ale 
również,  że  pozostałe  zostały  odsiane  na  podstawie  kryteriów  polityczno-kulturalnych.  Nikt 
nie może nam zabronić, byśmy wyobrazili sobie, że Sofokles przetrwał dzięki politycznemu 
manewrowi, kosztem innych, lepszych autorów (ale „lepszych” według jakich „kryteriów”?) 
 

Gdyby istniało znacznie więcej tragedii od tych, które znamy gdyby wykorzystywały 

one  (z  modyfikacjami)  stały  schemat,  co  by  się  stało,  gdybyśmy  mogli  zobaczyć  je  i 
przeczytać wszystkie naraz? Czy nasze oceny oryginalności Sofoklesa lub Ajschylosa byłyby 
różne  od  tych  obecnych?  Czy  odnaleźlibyśmy  w  dziełach  tych  autorów  warianty  tematów 
topicznych  tam,  gdzie  dziś  widzimy  niejasno  jedyny  w  swoim  rodzaju  (i  wspaniały)  sposób 

background image

potraktowania  ludzkiej  kondycji?  Być  może,  w  miejscu,  gdzie  dostrzegamy  najwyższy 
stopień  nowatorstwa,  Grecy  widzieliby  jedynie  „poprawny”  wariant  jakiegoś  schematu,  a 
doskonałość objawiłaby się im nie w poszczególnym dziele, ale właśnie w samym schemacie. 
Nie  jest  przypadkiem,  że  mówiąc  o  sztuce  poetyckiej  Arystoteles  zajmuje  się  przede 
wszystkim schematami, a poszczególne dzieła przywołuje jedynie jako przykłady. 
 

Prowadzę  teraz  grę,  która  Peirce  nazwał  „grą  w  rozważania”  i  mnożę  hipotezy  w 

nadziei,  że  odnajdę  wśród  nich  jedna  płodną  ideę.  Odwróćmy  teraz  nasz  eksperyment  i 
popatrzmy  na  współczesny  serial  telewizyjny  z  punktu  widzenia  hipotetycznej  przyszłej 
estetyki neoromantycznej, która prawdopodobnie przyjmie znowu zasadę, że „piękne jest to, 
co oryginalne”. Wyobraźmy sobie społeczeństwo z roku 3000, do kiedy to uległo zniszczeniu 
90  %  naszej  obecnej  produkcji  kulturalnej  i  spośród  wszystkich  seriali  telewizyjnych  ocalał 
wyłącznie jeden odcinek filmu o poruczniku Columbo.  
 

Jak byśmy „odczytali” ten utwór? Czy poruszyłby nas ten oryginalny film o człowieku 

borykającym  się  ze  złymi  mocami,  z  potęgą  kapitału,  z  bogatym  i  rasistowskim 
społeczeństwem  zdominowanym  przez  Anglosasów?  Czy  podobałby  się  nam  ów  sprawny, 
zwięzły i mocny obraz miejskiego krajobrazu przemysłowej Ameryki? 
 

Pojedynczy  odcinek  serialu  zakłada,  ze  publiczność  –  która  zna  całość  dzieła  – 

orientuje się w wielu realiach. Czy oglądając jeden „fragment” serii zachwycałaby się zawartą 
w nim sztuką dokonywania syntezy i prowadzenia akcji za pomocą aluzji? 

 

 

Takie pytania można by  ciągnąć w nieskończoność. zacząłem formułować niektóre z 

nich, ponieważ sądzę, że ciągle jeszcze zbyt mało wiemy o roli powtórzenia w świecie sztuki 
i w świecie środków komunikowania masowego. 
 

 

Tekst  pochodzi  z  czasopisma  „Daedalus”,  Journal  of  American  Academy  of  Arts  and  Sciences. 

Cambridge, Massachusetts, t. 114, nr 4 (The Moving Image), jesień 1985. 
 

Przytaczamy według wydania polskiego: U. Eco, Innowacja i powtórzenie: pomiędzy modernistyczną i 

postmodernistyczną  estetyką.  Przeł.  Teresa  Rutkowska.  (W:)  „Przekazy  i  Opinie”  1990,  nr  1-2,  s.  12-36  (w 
tekście pominięto przypisy i bibliografię).