background image

artykuł nie opublikowany 

Andrzej Jędraszko 

Andreas Billert 

 

POLSKA PRZESTRZEŃ – POLSKIE MIASTA 

SODOMA I GOMORA W SERCU EUROPY 

 

Przestrzeń osiedli ludzkich jest obszarem realizacji ludzkiej godności. Niezależnie 

jednak od tej jej funkcji, istota planowania przestrzennego wynika z faktu, że jego cele, 

charakter i rola, zakres i instytucje, instrumenty działania , a także metody i techniki 

ukazują generalne cechy ustrojowe państwa, jak i z tego, że widoczny wynik planowania 

przestrzennego, pozwala określać potencjalnym inwestorom szanse i stopień 

bezpieczeństwa dla ich inwestycji. 

Polska okresu transformacji stała się „unikalnym” obszarem Unii Europejskiej, na którym 

króluje chaos przestrzenny. Samo pojęcie takiego chaosu jest np. u zachodnich 

sąsiadów Polski pojęciem nieznanym i wewnętrznie sprzecznym. Wprowadzając do 

internetowej wyszukiwarki polskie pojęcie „chaos przestrzenny”, otrzymujemy 

natychmiast 14 bitych stron z najróżniejszymi polskimi artykułami biadającymi nad 

chaosem przestrzennym miast. Podjęcie tej samej próby z niemieckim tłumaczeniem  

tego terminu, daje wynik zerowy. 

Ow chaos przestrzenny charakteryzujący przestrzeń państwa polskiego, nie jest przy 

tym równoznaczny z zaniedbaniem, dekapitalizacją przestrzeni i zasobów, bowiem takie 

przykłady znaleźć można w wielu krajach europejskich. W Polsce występują oba 

zjawiska jednocześnie, co jest przede wszystkim charakterystyczne dla 

pozaeuropejskich krajów „trzeciego świata”. 

Chaos urbanistyczny miast „trzeciego świata”, połączony z zaniedbaniem i destrukcją 

przestrzeni i zasobów, to wynik połączeniu złej sytuacji i kontrastów społeczno – 

ekonomicznych, ze słabością prawa i z korupcją. Zagraniczni znajomi i przyjaciele z 

branży urbanistycznej, z którymi niejednokrotnie przemierzaliśmy polskie miasta, z 

reguły odczytywali polską przestrzeń w takich kategoriach. 

 

1

background image

Zdaniem socjologa miasta - prof. Jałowieckiego - do stolic najbiedniejszych państw 

afrykańskich upodabniają miasta polskie nie tylko błoto i brud, czy charakterystyczne dla 

miast „trzeciego świata” chaotyczne zawłaszczanie przestrzeni publicznej, ale przede 

wszystkim chaos i nieład przestrzenny – funkcjonalny i architektoniczny. Zakład 

wulkanizacyjny przy ul. Wołoskiej przypomina prof. Jałowieckiemu podobny, spotkany w 

kenijskim mieście Mombasa. (Życie Warszawy – 31.05.06). Pilny czytelnik polskiego 

hasła internetowego „chaos przestrzenny”, znajdzie jego opisy dla wielu polskich miast, 

a krytyka zasad kształtowania przestrzeni obejmuje długie listy polskich artykułów takich 

wybitnych polskich fachowców jak m.in.: Piotr Lorens, Tadeusz Markowski, Jerzy 

Parysek, Hanka Zaniewska, Zygmunt Ziobrowski, Janusz Korzeń, Sławomira Gzella i 

wielu, wielu innych. Również i autorzy niniejszego artykułu zajmowali się tym problemem 

w polskich i zagranicznych publikacjach fachowych.  

Opublikowany w 2003 roku Raport Krajowego Sekretariatu „HABITAT” : „Bariery i 

problemy gospodarki przestrzennej w Polsce (sfera planowania i zagospodarowania 

przestrzennego) (http://www.mtib.gov.pl/prezentacje/169.html) nie pozostawia również 

suchej nitki na polskim prawie planistycznym a stan polskiej przestrzeni zurbanizowanej 

określa jako w najwyższym stopniu kryzysowy. Przyczyny tego stanu rzeczy upatruje w 

polskim systemie prawnym, pełnym luk, sprzeczności, błędów i nierealnych regulacji. 

Według Raportu, nawet dobre inicjatywy legislacyjne nie przynoszą poprawy, gdyż cały 

system prawny, kształtujący reguły gospodarki przestrzennej jest niespójny i nie 

skoordynowany. Również wdrażanie prawa jest złe, gdyż instytucje sektora publicznego 

są za słabe a instrumenty prawne nieadekwatne do potrzeb. Administracja 

urbanistyczna jest nieliczna, publiczne instytucje planowania przestrzennego zostały w 

latach dziewięćdziesiątych zdziesiątkowane, w  wyniku politycznych kampanii 

prowadzonych  w teorii pod hasłem „zmniejszenia biurokracji”. Praktycznie kształt 

polskiej przestrzeni miast i wsi zdominowały dewastujące je gry rynkowe, realizujące 

wyłącznie egoistyczne cele i interesy indywidualnych i grupowych podmiotów. 

Olbrzymi front krytyki tej sytuacji ze strony fachowców, spływa jednak po polityce jak 

woda po kaczce. 

 

2

background image

Nie jest bowiem dla nikogo tajemnicą,  że problemy ładu przestrzennego i 

ekonomicznego nie są w Polsce priorytetem politycznym, a większość społeczeństwa, 

odnosi się do jakości przestrzeni w której żyje z obojętnością ludzi znużonych 

trudnościami  życia codziennego. Nie bez znaczenia jest też fakt, że wiele pokoleń 

Polaków zna tylko „złą przestrzeń”, czy to tę zniszczoną przez wojnę, przez zaniedbania 

okresu komunistycznego, czy też  - jak obecnie – chaotyzowaną radosną twórczością 

przaśnego wydania polskiego neoliberalizmu. Politycy nie rozumieją tych problemów 

albo ich nie doceniają i nie są  świadomi faktu, że wadliwe zagospodarowanie 

przestrzeni ma niekorzystny wpływ na nasze codzienne życie, a co gorsza, ma fatalny 

wpływ na rozwój gospodarczy. W konkurencji z innymi obszarami europejskimi – 

powiadają autorzy wspomnianego Raportu - Polska systematycznie przegrywa w 

konkurencji o wysokiej jakości inwestycje. Inni oferują atrakcyjniejsze miasta, co dziś 

oznacza zarówno wysoką jakość przestrzenno – funkcjonalną, jak i lepsze szkoły, czy 

czyste środowisko. Czynniki lokalizacyjne wypływające z walorów ładu przestrzennego, 

stanowią dziś niezmiernie istotne, jeżeli nie podstawowe warunki dla pozyskiwania 

nowoczesnych inwestycji i sprzyjania rozwojowi ekonomicznemu, czego nie rozumie 

jeszcze polska klasa polityczna. Z tej też racji Polska staje się w coraz większym stopniu 

obszarem penetracji tanich inwestycji, wykorzystujących wyłącznie walor niskiej ceny 

pracy, niezintegrowanych z potencjałami lokalnymi, nie inicjujących tych potencjałów, 

nie tworzących stabilnych sieci produkcyjno – usługowo – naukowych. Tam bowiem, 

gdzie nie ma inteligentnego planowania i zarządzania przestrzenią, tam pojawia się 

inwestycyjny „szrot” - niestabilne i niezintegrowane potencjały gospodarcze, obliczone 

wyłącznie na szybki zysk i transfer kapitałów, a nie na tworzenie zintegrowanych i 

trwałych struktur gospodarczych, czy też wysokiej jakości mieszkalnictwa, pracy i usług. 

Termin „inwestor”, a szczególnie „inwestor zagraniczny”, nabrał w Polsce jakości 

magicznej, opartej o archaiczne „neoindustrialno – fordystyczne” przekonanie, że 

gospodarka to masa dymiących kominów, to branie wszystkiego – jak leci - a rozwój 

miasta, to proces pożerania przestrzeni przez masę zabudowy mieszkalnej i 

wymuszanie lokalizacji dla centrów handlowych. Dlatego też na zżeraną korupcyjnymi 

machinacjami gospodarkę przestrzenną, nie mających nowoczesnych planów 

przestrzennych ani skutecznej kontroli budowlanej i urbanistycznej, łakomym okiem 

 

3

background image

spoglądają przede wszystkim zagraniczni inwestorzy stacji benzynowych, centrów 

handlowych i biurowych oraz lokalne „lwy budowlane”, dokonujące permanentnej 

suburbanizacji i dezorganizacji przestrzennej miast za pomocą swych niewysokiej 

jakości, szybko zwracających kapitały produktów własnościowego budownictwa 

mieszkaniowego. Towarzyszą im, zaśmiecający krajobraz, pojedynczy inwestorzy 

jednorodzinnych „volksdworków”. 

Ta przaśna, neoliberalno - ludowa i neoindustrialna metalność polityczna zagraża nie 

tylko  ładowi przestrzennemu polskich miast, ale blokuje całkowicie i dramatycznie 

potrzebną rewitalizację ich zdegradowanych obszarów – szczególnie centrów miejskich. 

Tak więc, obok chaosu przestrzennego, w miastach polskich ma obecnie miejsce 

proces postępującej zapaści śródmieść. Wbrew powszechnym w Polsce przekonaniom, 

rewitalizacja miasta w sensie europejskim, nie jest ani wysublimowaną działalnością 

skierowaną na gentryfikację niewielkich obszarów starej zabudowy, ani ochroną i 

odbudową zabytków. Jest ona dziś w Europie bodajże najważniejszym zadaniem 

planowania przestrzennego, określanym jako „jakościowy i zintegrowany rozwój miast” i 

wymaga nowych, szczególnych instrumentów prawnych i planistycznych – często 

bardzo restrykcyjnych - jak i bardzo inteligentnego i skomplikowanego systemu 

zarządzania przestrzenią przez sektor publiczny. Brak procesów odnowy miast, jest 

kolejnym tematem nieustannych skarg i krytyki polskich specjalistów. Pomimo istnienia 

jasnych zasad, mówiących na czym procesy te winny polegać, a których dostarczył w 

polskiej literaturze fachowej wybitny ekonomista miasta - Tadeusz Markowski – jak i 

dramatycznych wysiłków w kierunku uruchomienia procesów rewitalizacji takich 

wybitnych polskich specjalistów jak Krzysztof Skalski z Krakowa czy Ewa Kipta z 

Lublina, nie tylko, brak jest dotąd prawnych regulacji dla odnowy miast, ale 

równocześnie polityka państwa zablokowała możliwość sensownej reformy polskiego 

prawa i praktyki planistycznej w tej dziedzinie, którą Unia Europejska zainicjowała swym 

programem znanym pod nazwą Lokalnego Programu Rewitalizacji. Unia Europejska 

oddziałuje bowiem na rozwój zagospodarowania przestrzennego i rewitalizacji polityką, 

przyznającą państwom członkowskim wspierające  środki finansowe. Takim funduszem 

jest  w szczególności Europejski Funduszu Rozwoju Regionalnego. Wymaga on jednak 

zgodności planowanych zamierzeń (projektów) z europejskimi zasadami 

 

4

background image

zagospodarowania przestrzennego i zasadami ochrony środowiska i dóbr kultury; brak 

takiej zgodności może prowadzić do nie przyznania tych środków. Fundusz ten 

obejmuje również środki na rozwój i rewitalizację miast. Lokalny Program Rewitalizacji, 

oparty jest o doświadczenia europejskie programów URBAN. Przy udziale francuskich i 

niemieckich specjalistów, opracowano nawet dla jego przygotowania specjalny 

podręcznik (Carl A. Heller Rewitalizacja obszarów miejskich. Praktyczny przewodnik: 

Jak opracować plan rozwoju? – Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego w Polsce. 

Projekt Bliźniaczy – Przygotowanie do wdrażania ERDF w Polsce, www.erdf.edu.pl). 

Wbrew potocznym opiniom i wyobrażeniom, jest to program, który nie tylko otwiera 

polskim gminom drogę do uzyskania środków finansowych dla uruchomienia 

jakościowej odnowy i rozwoju miast, ale w zamyśle Unii ma wywołać strukturalne 

zmiany w zakresie polskiego prawa planistycznego, w sposobach działania 

administracji, rozwijać szeroką partycypację społeczną i pomóc tworzyć nowoczesne 

formy współpracy publiczno – prywatnej. W praktyce oznacza to m.in. konieczność 

wprowadzenia nowych instrumentów planistycznych – tzw. zintegrowanego planowania 

rozwoju na poziomie ogólnomiejskim i dzielnicowym. Mają one integrować planowanie 

społeczno – gospodarcze i przestrzenne, uzyskując równocześnie od strony 

merytorycznej, charakter wiodącego planowania gmin, któremu merytorycznie 

podporządkowane winny zostać postanowienia planowania ustawowego. Unia 

Europejska zakłada,  że w ramach tego planowania, wiodącą rolę odzyskać ma 

klasyczny „plan ogólny zagospodarowania przestrzennego gminy”, wyznaczający ścisłe 

ramy dla sposobu użytkowania gruntów opartego na zasadach zrównoważonego 

rozwoju i oszczędnego gospodarowania zasobami przestrzennymi, tak, jak to ma 

powszechnie miejsce w krajach unijnych. Jak wiadomo, ten rodzaj planu Polska 

zlikwidowała w ramach odeuropeizowania swojego systemu prawno – planistycznego, 

zastępując go wątpliwej przydatności instrumentem „Studium uwarunkowań i kierunków 

zagospodarowania”. Z instrukcji skierowanych przez polskie Ministerstwo Gospodarki do 

gmin wynika, że albo zasady przygotowywania i realizowania Lokalnych Programów 

Rewitalizacji nie zostały tam zrozumiane, albo zamierza się uzyskać fundusze unijne 

bez reformowania prawa i praktyki planistycznej. Lokalne Programy Rewitalizacji zostały 

zredukowane w tych instrukcjach do roli formalnych „załączników” do wniosków o 

 

5

background image

pieniądze unijne. Nie było tam mowy ani o integracji planowania, ani o konieczności 

realizowania nowej, europejskiej kultury planistycznej. Stało się już regułą,  że impulsy 

europejskie w zakresie zintegrowanego planowania rozwoju przestrzennego i społeczno 

– gospodarczego, nabierają w Polsce formy dokumentów – alibi, nie mających ani 

związku, ani wpływu na realne planowanie i zagospodarowywanie przestrzeni, 

realizowane wg wadliwej polskiej ustawy o planowaniu przestrzennym.  

W ten sposób, odrodził się w neoliberalnej wersji, komunistyczny dualizm między 

deklaratorskimi zasadami a praktyką działania w planowaniu przestrzennym. 

Deklarowany w polskiej ustawie „ład przestrzenny” i „zrównoważony rozwój” nijak się ma 

do realiów przestrzennych ani do postanowień dokumentów i strategii 

przygotowywanych zgodnie z życzeniami unijnymi. W Poznaniu, gdzie brak co prawda 

jeszcze dostatecznej integracji między planowaniem rozwoju i procedurami prawno – 

planistycznymi udało się miastu wyjść poza zdawkowość większości takich dokumentów 

produkowanych masowo przez gminy.  Traktując Program jako dokument kroczący, 

udało się zbliżyć do europejskich zasad jego budowania i podjąć zintegrowane 

planowanie a w pierwszym rzędzie wywołać udział społeczeństwa obywatelskiego w 

planowaniu. Kolejnym krokiem będzie podjęcie próby integracji prywatnych i publicznych 

potencjałów inwestycyjnych dla realizacji zadań rewitalizacyjnych na wybranym w 

sensowny sposób obszarze śródmieścia. Analityczna sumienność autorów 

poznańskiego Programu, przyniosło również istotne wnioski dotyczące krytycznej – jak 

się okazało - sytuacji rozwojowej miasta. Śródmieście Poznania utraciło w ciągu 

ostatnich 7 lat z górą 20.000 mieszkańców. Pustostany rzucają się tam w oczy, a cały 

obszar podlega dramatycznemu procesowi dekapitalizacji powierzchni mieszkaniowej i 

segregacji społecznej. Stanowi on obecnie teren miasta o najwyższych wskaźnikach 

bezrobocia, problemów socjalnych, przestępczości i poziomu przedsiębiorczości 

mieszkańców. Należący do tego obszaru Ostrów Tumski – miejsce narodzin polskiego 

chrześcijaństwa i polskiej państwowości, jest dziś przykładem obszaru zdegradowanego 

i jednym z poważniejszych problemów rozwojowych miasta. Z danych statystycznych 

wynika również, że – podobnie, jak było to w krajach zachodnich w latach 50-tych i 60-

tych – proces zapaści  śródmieścia Poznania jest zjawiskiem równoległym z 

dynamicznym rozwojem budownictwa deweloperskiego na peryferiach, ściągającego 

 

6

background image

większość potencjałów finansowych, kierowanych na budownictwo, z katastrofalnym 

skutkiem dla zdekapitalizowanych zasobów śródmieścia. W ten sposób ujawniły się w 

widoczny sposób skutki polityki przestrzennej opartej o prymitywne prawo planistyczne, 

skierowane wyłącznie na wspieranie nowej zabudowy ekscesywnie wywoływanej 

planami miejscowymi. 

Nie sposób zrozumieć,  że dramatyczna sytuacja przestrzenna miast polskich nie 

zmobilizowała -  jak dotąd - kolejnych ekip rządzących do podjęcia przeciwdziałania 

istniejącemu kryzysowi polskiej przestrzeni. 

Antyeuropejskość polskiego prawa planistycznego i polskiej polityki przestrzennej 

powoduje równocześnie brak jakiegokolwiek dialogu polskich urbanistów z ich 

europejskimi kolegami. Powoli jednak europejscy fachowcy orientują się,  że Polska 

zlikwidowała praktycznie planowanie przestrzenne, zastępując je wydawaniem 

pojedynczych aktów prawno – planistycznych, zwanych „planami miejscowymi” i 

wydawanymi ad hoc decyzjami o zabudowie, z których niektóre obejmują jeden domek 

jednorodzinny, wzgl. stację benzynową, inne  kompleksy nowych mieszkań 

własnościowych, zagarniających coraz żarłoczniej dotąd naturalne, peryferyjne obszary 

miast.  

Polska, ignorując standardy Unii Europejskiej w zakresie planowania przestrzennego, 

zignorowała fakt podpisania przez siebie wielu umów międzynarodowych i europejskich 

uchwalanych na szeregu konferencjach międzynarodowych, którym przewodniczyła 

ONZ, wzgl. Unia Europejska. Polska, ze swą Ustawą o planowaniu i zagospodarowaniu 

przestrzennym z 2003 roku, jest przy tym jedynym krajem Unii, który gra w poprzek 

europejskiego i światowego boiska polityki przestrzennej. Wszyscy grają tam w oparciu 

o system zmierzający do wbicia bramki uporządkowanego rozwoju przestrzennego, 

polscy gracze grają w celu chaotyzacji boiska, czy też wycięcia jego fragmentu dla 

własnych celów.  

Socjolog - prof. Staniszkis - uważa,  że próby przechytrzenia standardów europejskich, 

polegające na starannym omijaniu filarów reguł gry polityki europejskiej, to element 

polskiego systemu  politycznego, pragnącego za wszelką cenę zapobiec zmianom  

strukturalnym prawa, mogącym zaszkodzić skomplikowanej grze politycznych i 

 

7

background image

ekonomicznych interesów grupowych. Nic więc dziwnego, że Javier Solana stwierdził 

swego czasu, że w Europie środkowo – wschodniej nie ma prawdziwych partii 

politycznych, a jedynie mafijnie zorganizowane grupy interesów. Diagnozy te nadają się 

dla wyjaśnienia przyczyn zaistnienia w Polsce katastrofy przestrzennej miast i 

stworzenia w 2003 roku najgorszego prawa planistycznego Europy a może i świata, 

choć nie jest pewne, jak się w tym zakresie sprawy mają w górach Nowej Gwinei.  

Deklaratywną racją dla istniejącego prawa planistycznego i realizacji chaotyzacji 

przestrzeni, jest „inwestor”, którego nieokiełzaną brawurę inwestycyjną ukazują polscy 

politycy i media jako wyraz dynamicznego rozwoju miast. Temu właśnie „inwestorowi” 

należy ułatwiać za wszelką cenę budowanie – tam gdzie on chce, co chce i jak chce. 

Fakt,  że postawa taka doprowadza do opisanych już destrukcyjnych skutków 

przestrzennych i społeczno – gospodarczych i szkodzi, a nie sprzyja rozwojowi polskich 

miast, uchodzi uwadze polityków. Z całą pewnością przede wszystkim dlatego, że w ten 

sposób – pomijając już wskazania autorów omawianego wyżej Raportu o korupcyjnych 

aspektach tego stanu rzeczy - mogą oni łatwo wykazać swe sukcesy. Drugą grupą 

korzystającą na tej sytuacji są oczywiście pracujący dla tych inwestorów architekci, 

trzecią gminy, sprzedające grunty i zapychające uzyskanymi środkami swe dziury 

budżetowe. 

Sądzić wolno, że szczególnie dwie pierwsze grupy interesów stanowią faktycznych 

autorów wzgl. lobbystów antyeuropejskiej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu 

przestrzennym. Nie jest bowiem tajemnicą, że to przede wszystkim urbaniści stanowią 

głównych krytyków ustawy. Dla zapewnienia możliwości „kąsania przestrzeni” 

inwestycyjnymi planami miejscowymi osłabieniu uległo przecież planowanie ogólne, a 

wprowadzone na jego miejsc „Studium”, nie stanowi ani twardych ram dla realizacji ładu 

przestrzennego, ani też nie przeszkadza w istotny sposób polskiej „kąsawicy 

przestrzennej”. W polskim prawie planistycznym brak dlatego m.in. europejskiej formuły 

celu planowania przestrzennego, jakim jest uporządkowany rozwój przestrzenny 

(rozumiany dziś przede wszystkim jakościowo) oraz społecznie sprawiedliwe 

użytkowanie gruntów, oba cele oparte o paradygmat zrównoważonego i trwałego 

rozwoju. Mętne i dwuznaczne określenie relacji między interesem publicznym i 

prywatnym na obszarze realizacji zagospodarowania przestrzeni i brak jednoznacznego 

 

8

background image

nakazu jego społecznie sprawiedliwego rozważenia, jak i dwuznaczne określenie w 

polskim prawodawstwie praw wynikających z własności gruntu, doprowadziło m.in. do 

niesłychanego i nieznanego w Europie przekonania, że z rzeczowej własności gruntu, 

można wyprowadzić prawo do jego dowolnego zagospodarowania. Taki prymitywny 

neoliberalizm gwarantuje szybkie i łatwe zabudowywanie przez właścicieli ich gruntów, 

jak i przekonuje o nadrzędności interesu własności prywatnej nad interesem 

publicznym. 

Ta niespotykana chyba nawet w Texasie zasada, przeciwstawiona została zasadzie 

„komunistycznej”, oznaczającej wszelkie ograniczenie w zakresie swobody 

zagospodarowywania gruntów przez ich właścicieli. Z takiego punktu widzenia 

praktycznie wszystkie kraje europejskie popadły w ustrój komunistyczny, a Polska stała 

się jedynym krajem demokratycznym w Unii. Bardziej wnikliwi analitycy, dyskutujący 

swego czasu powyższy problem na łamach czasopisma „Urbanista”, zwrócili uwagę na 

fakt, że tak niesłychane „przegięcie” wspomnianej wyżej ustawy, wynika – być może – z 

samego porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej Polskiej, w której relacje między 

interesem prywatnym a publicznym zostały niezbyt jasno sformułowane, a problemy 

znaczenia planowania przestrzennego dla rozwoju  społecznego praktycznie zupełnie 

pominięte. 

Tymczasem, po II wojnie światowej ukształtowały się we wszystkich państwach Europy 

Zachodniej systemy planowania zagospodarowania przestrzennego obejmujące 

działalność władz publicznych wszystkich szczebli zarządzania i sterowania przez rządy. 

Powołano do życia odpowiednie ministerstwa i agencje oraz instytucje zarządzania na 

szczeblu regionalnym i lokalnym. Systemy te nawiązywały do tradycji europejskiej 

uporządkowanego rozwoju zagospodarowania wykorzystując istniejące i rozwijając dalej 

tradycje prawne. W ramach tych działań stworzono obszerne regulacje prawne 

dotyczące zagospodarowania przestrzennego, struktury organizacyjne na różnych 

szczeblach zarządzania państwem i instytucje wspierające je od strony fachowej, 

powstały ośrodki naukowe, „szkoły” i koncepcje teoretyczne oraz wydziały 

uniwersyteckie kształcące kadry (o różnym profilu), rozwinęła się potężna i stale rosnąca 

literatura przedmiotu, utworzono stowarzyszenia zawodowe o charakterze krajowym i 

międzynarodowym, rozwinęła się wymiana wiedzy i doświadczeń w formie seminariów, 

 

9

background image

konferencji itp. krajowych i ogólnoeuropejskich. Zwłaszcza od lat 70-tych, tematyka ta 

stała się przedmiotem zainteresowań wielkich organizacji międzynarodowych. W 

ramach prac ONZ głównym impulsem stała się Konferencja na temat środowiska w 

Sztokholmie w 1972 roku, skierowana na poprawę stanu i wpływanie na prawidłowy 

rozwój „osiedli ludzkich”. W konsekwencji powstała agenda ONZ nosząca nazwę United 

Nations Centre for Human Settlemments – w skrócie HABITAT. Pod jej auspicjami 

sformułowano wiele koncepcji i zasad dotyczących rozwoju osadnictwa, a także 

zorganizowano dwie wielkie Konferencje ONZ na ten temat: w Vancouver (1976) oraz 

Stambule (1996). Rozwijano je w oparciu o założenia koncepcji zrównoważonego 

(trwałego) rozwoju, która stała się elementem konstytucji wszystkich państw 

europejskich oraz podstawą (celem) ustaw dotyczących zagospodarowania 

przestrzennego. Działania w tej dziedzinie (zwłaszcza w odniesieniu do państw tzw. 

Trzeciego  Świata) ONZ skoncentrowała w osobnej agencji UN Envinromental 

Programme. Istotną rolę w rozwoju polityki w tej dziedzinie odegrała Komisja Brundtland 

(ona właśnie sformułowała koncepcję trwałego rozwoju) oraz dwie konferencje ONZ: 

tzw. Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro (1992) i Konferencja w sprawie środowiska i rozwoju 

w Johanesburgu (2002). Polska jest sygnatariuszem zaleceń tych Konferencji. 

Organizacje europejskie podjęły również działania dotyczące zagospodarowania 

przestrzennego. Rada Europy sformułowała wiele zaleceń i konwencji (Polska jest ich 

sygnatariuszem) odnoszących się pośrednio lub bezpośrednio do problematyki 

zagospodarowania przestrzennego. Należy do nich przykładowo dokument „Europejska 

koncepcja rozwoju przestrzennego” przyjęty przez ministrów odpowiedzialnych za tę 

dziedzinę działalności w rządach poszczególnych państwach w Poczdamie (1999). 

Mimo że Unia nie ma bezpośrednich kompetencji w tej dziedzinie, podjęła liczne prace 

studialne i kompetencyjne dotyczące zagospodarowania przestrzennego, kształtując 

współczesne, europejskie rozumienie pojęcia planowania przestrzennego jako 

działalności kompleksowej, interdyscyplinarnej, wielowymiarowej i zintegrowanej. 

Polskie planowanie ustawowe i polska kultura planistyczna wygląda na tle 

współczesnych działań planistycznych krajów unijnych, jak piaskowa klepsydra przy  

elektronicznym zegarku. Prymitywne wydanie polskiego neoliberalizmu i prymitywna 

oraz aspołeczna bo preferująca realizowanie indywidualnych i grupowych interesów 

 

10

background image

inwestorskich polityka rozwoju przestrzennego, połączone z ignorancją i 

korupcjogennymi tendencjami polityki, zaowocowały w Polsce prymitywnym prawem i 

brutalną przaśnością polityki przestrzennej, niszczącymi europejską tradycję polskich 

miast. To one właśnie pozwalają obecnie mówić o rozwoju polskich miast w kategoriach 

„trzeciego świata”. 

A przecież w sytuacji przystąpienia do Unii Europejskiej i integracji z wyznawanymi 

przez nią wartościami, wydawać by się mogło,  że istnieją nadające się do przyjęcia, 

sprawdzone wzorce merytoryczne i instytucjonalne dotyczące kształtowania rozwoju 

zagospodarowania przestrzennego w nawiązaniu do tradycji europejskiej w tej 

dziedzinie. Wzorce te należało jedynie przystosować do obecnego etapu urbanizacji 

Polski, niskiego poziomu zagospodarowania i słabej gospodarki oraz związanych z tym 

specyficznych problemów. Tak się jednak nie stało. Rozpoczęto próby poszukiwania 

„własnej drogi”, czego faktem stała się postępująca likwidacja planowania 

przestrzennego we współczesnym znaczeniu tego pojęcia. Proces ten zaczął się od 

likwidacji istniejącego wcześniej aparatu planowania zagospodarowania przez nowo 

powstałe samorządy gminne, które uznały – całkowicie błędnie – że nowy ustrój 

oznacza brak wszelkiego planowania. Towarzyszyły temu neoliberalne poglądy 

„ustrojowe”, absolutyzujące prawo własności nieruchomości. Ich wykładnia wskazuje, że 

każdy właściciel/użytkownik/inwestor ma prawo w każdym miejscu, formie i czasie 

podejmować budowę tego, co chce, a rola gminy ogranicza się do szybkiego załatwienia 

niezbędnych formalności (możliwie nielicznych w imię hasła „likwidacji barier” 

inwestycyjnych). 

Ustawa 1994 likwidowała ważność wszystkich planów zagospodarowania 

sporządzonych przed 1995 rokiem, co nastąpiło wbrew oporom samorządów 

terytorialnych i argumentów środowiska fachowego. Ta „abolicja” jest trudno zrozumiała 

z perspektywy państw Europy Zachodniej, gdzie plany zagospodarowania 

przestrzennego (zwłaszcza miejscowe) są – obok ksiąg wieczystych – najbardziej 

trwałymi i bezczasowymi dokumentami dotyczącymi własności i wartości nieruchomości. 

Zamiast skierować działania gmin na aktualizację planów – co było możliwe do 

wykonania  łatwiej, szybciej i taniej – wymuszono abolicję planów i zaczynanie 

wszystkiego od początku. W konsekwencji, przygotowanie nowych dokumentów 

 

11

background image

planistycznych (zwanych nie planem, lecz „studium”) dotyczących całych obszarów gmin 

trwa do dzisiaj, a gminy zostały zmuszone do działania na niejasnych podstawach, co 

nie przyczyniło się do uporządkowanego rozwoju ich zagospodarowania 

przestrzennego. Oczekiwać jednak należy,  że Unia Europejska w ramach otwierania 

Polsce możliwości wspierania rozwoju i odnowy miast, wkrótce przyjrzy się dokładniej 

polskim systemom planowania. Trudno przypuszczać, aby rozwój polskich miast oparty 

o kuriozalne i szkodliwe „Studium”, brak planów ogólnych regulujących racjonalny 

system funkcji przestrzennych, brak zintegrowanego planowania,  ekscesywne 

wywoływanie planów miejscowych i aspołeczną politykę przestrzenną mógł stać się 

przedmiotem wspierania z funduszy ZPORR. To bowiem, co jest obecnie „osiągnięciem” 

polskiej gospodarki przestrzennej po 1989 roku, to zaniechania planowania przez 

samorządy gminne, gwałtownie rosnąca anarchia przestrzenna, tj. rozpraszanie 

zabudowy, obudowa dróg, zawłaszczanie terenów publicznych, nieposzanowanie zasad 

dobrego sąsiedztwa, zohydzanie krajobrazu, realizowane złym prawem w połączeniu z 

demontażem instytucji zajmujących się zagospodarowaniem przestrzennym na szczeblu 

rządowym, prowadzącym ostatecznie do likwidacji planowania przestrzennego w Polsce 

we współczesnym, europejskim znaczeniu tego pojęcia jako uporządkowanej, 

skoordynowanej, interdyscyplinarnej i zintegrowanej działalności władz publicznych, 

mającej na celu zachowanie dobra wspólnego. 

Unia zauważy z pewnością,  że polityka zagospodarowania przestrzennego jako 

dziedziny działań publicznych, pominięta została w Konstytucji RP i jest sukcesywnie 

marginalizowana w pracach kolejnych rządów a istotne dla niej instytucje rozproszone 

zostały w trzech różnych organach rządowych, a sam rząd wycofał się z prowadzenia 

polityki w tej dziedzinie, przerzucając całą sprawę na samorządy terytorialne, nie dając 

im  żadnych instrumentów dla realizowania skutecznej polityki przestrzennej, opartej o 

ogólnie uznane standardy europejskie. Te niedostatki gmin wywołują swoiste patologie, 

jak np. w postaci „współfinansowania” – sprzecznego z przepisami Ustaw 1994 i 2003 – 

przez inwestorów i właścicieli nieruchomości sporządzania planów miejscowych oraz 

decyzji o zabudowie i zagospodarowaniu. Efektem tego zjawiska nie było oczywiście 

przestrzeganie dobra wspólnego, co jest w ogóle legitymacją powołania i działania 

samorządów – lecz realizacja interesów „współfinansujących”. W tej sytuacji władczość 

 

12

background image

planowania gmin ma tendencję do stawania się pojęciem pustym a kształt polskich 

miast z jego postępującą dezintegracją przestrzenną i społeczną, zapaścią, a w 

najlepszym wypadku chaotyzacją  śródmieści i masową suburbanizacją, stał się 

wyłącznym nieomal polem działania „urbanistyki prywatnego zysku”. 

Wszystko to dzieje się akurat w okresie, gdy Polska stoi przez procesami 

urbanizacyjnymi w wielkiej skali, a jednocześnie ma unikatową szansę – dzięki 

finansowemu wsparciu Unii Europejskiej – rozpocząć działania unowocześniające 

struktury osadnictwa, krajową infrastrukturę techniczną oraz wspierające ochronę 

środowiska. Bez istnienia sprawnej, współczesnej struktury instytucjonalnej planowania i 

zagospodarowania przestrzennego sens i sukces tych działań jest wątpliwy. Zresztą od 

przeszło dziesięciu lat Komisja Europejska zwraca w Polsce uwagę na braki i 

niesprawność struktury instytucjonalnej w ogóle. Jak dotychczas – z niewielkim 

skutkiem. 

W Polsce występuje powszechnie rozumienie, także wśród architektów i urbanistów 

młodszego pokolenia, a również i legislatorów, planu zagospodarowania przestrzennego 

jako planu realizacji inwestycji. Z tej perspektywy wyciąga się różne błędne wnioski o 

rzekomej nieprzydatności planów obejmujących całą gminę i dotyczących dłuższego 

okresu czasu. Jest to całkowicie fałszywe pojmowanie istoty i roli planów 

zagospodarowania przestrzennego. Plany tego typu, stosowane powszechnie we 

wszystkich państwach „starej” Unii Europejskiej, nie są bowiem żadnymi planami 

inwestycji, tj. wykonania konkretnego zamierzenia danego inwestora w określony 

sposób, w zadanym terminie, przy określonych kosztach i żądanych efektach. Plany 

zagospodarowania przestrzennego mają – od początku ich powstania – charakter 

instrumentów zapewniających kompatybilne użytkowanie terenu i nadających 

inwestycjom pożądany kształt i wygląd. Realizowane jako plany zintegrowane, 

zabezpieczają integrację rozwoju przestrzennego i społeczno – ekonomicznego. 

W państwach Unii istnieją również plany zagospodarowania będące elementem dużych 

inwestycji – są one przedmiotem odrębnych regulacji prawnych. Dotyczą tych 

konkretnych zamierzeń, które są sterowane i współfinansowane przez konkretną 

instytucję sektora publicznego jako asumpt do wywołania równoległych inwestycji 

 

13

background image

prywatnych. Tego typu plany dotyczą np. w Niemczech rewitalizacji zaniedbanych 

fragmentów miast, w którym to procesie uczestniczą sterująco i aktywnie (także 

finansowo) władze publiczne. W żadnym państwie prócz Polski, nie rozumie się też 

rewitalizacji jako wyłącznego pola działania inwestycyjnego prywatnych podmiotów, nie 

poddanych koordynacyjnej i restryktywnej funkcji sektora publicznego. Prawo 

planowania przestrzennego krajów europejskich nie jest też skierowane w swej istocie 

na ułatwienia budowania, ale prezentuje z reguły szeroki zakres instrumentów prawno – 

planistycznych, pozwalających gminom zarządzać przestrzenią, zgodnie ze 

zróżnicowanymi potrzebami dobra publicznego. Polska ustawa o planowaniu i 

zagospodarowaniu przestrzennym z 2003 roku nie ma nie tylko nic wspólnego z takimi 

zasadami europejskiego prawa planistycznego, ale również sama jej nazwa ma niewiele 

wspólnego z jej rzeczywistą treścią. Winna raczej nosić tytuł „ustawy o procedurach 

wydawania decyzji dotyczących zagospodarowania”, te bowiem sprawy obejmują około 

2/3 jej objętości i one właśnie stanowią jej główne postanowienia o charakterze 

prawnym. Zawarty w Ustawie 2003 architektoniczno-budowlany sposób pojmowania 

procesów zagospodarowania przestrzennego rozmija się całkowicie ze współczesnym 

rozumieniem planowania i zagospodarowania przestrzennego w „starych” państwach 

Unii Europejskiej, politykami agend i funduszy Unii oraz poglądami i działaniami Rady 

Europy. Procesy zagospodarowania przestrzennego są tam pojmowane jako wynik 

kompleksu oddziaływań wielu czynników pozatechnicznych o różnym charakterze: 

fizycznym, gospodarczym, ekonomicznym, społecznym, przyrodniczym, środowiskowym 

sensu largo. Kulturowym, infrastrukturalnym, instytucjonalnym, prawnym, finansowym, 

politycznym itp., a planowanie przestrzenne jest rozumiane jako działalność 

„przekrojowa” dotycząca bezpośrednio wielu sektorów gospodarki. W konsekwencji 

sterowanie rozwojem zagospodarowania przez władze publiczne wymaga znajomości 

działania wszystkich tych czynników (wiedzy interdyscyplinarnej) i monitorowania ich 

zmian oraz odpowiedniego formułowania programów działania i ustaleń normatywnych. 

Tak też szeroko jest tam pojmowane planowanie przestrzenne, zasadniczo różne od 

polskiej „urbanistyki”. 

W kraju nie pojęto w okresie ubiegłych 15 lat ani rzeczowej dyskusji politycznej, ani 

uporządkowanej debaty fachowej na temat polityki zagospodarowania przestrzennego w 

 

14

background image

Polsce jako państwie członkowskim Unii Europejskiej. Ma to miejsce mimo faktu, że od 

momentu podpisania Traktatu Stowarzyszeniowego z Unią (1992) minęło przeszło 10 

lat, a Polska stała się pełnoprawnym członkiem od 1.05.2004 roku. Dyskusja taka 

powinna przede wszystkim wyjaśnić, czy polski suweren i jego elita polityczna chce być 

pod tym względem częścią Europy, w której uporządkowany rozwój zagospodarowania i 

lokalny  ład przestrzenny są uznanymi i stosowanymi w praktyce wartościami, 

wspieranymi odpowiednimi regulacjami prawnymi, pojmowaniem prawa własności i 

instrumentami ekonomicznymi, czy też Polska ma stać się sui generis dzikimi polami na 

peryferiach Europy, państwem chaosu, bezładu przestrzennego, zniszczonego 

krajobrazu, cech charakterystycznych dla państw tzw. Trzeciego Świata. Efektem tych, 

zarysowanych, powyżej tylko ogólnie zjawisk jest niespotykany w państwach „starej” 

Unii Europejskiej chaos zagospodarowania, mający postać rosnącego rozpraszania 

zabudowy, odbudowy dróg, zacierania granic miedzy terenami zabudowanymi a 

otwartymi, zaśmiecania krajobrazu niszczącego walory turystyczne, dowolności 

rodzajów, miejsc i form zabudowy wywołującej kakofonię architektoniczną itp. Zjawiska 

te powodują „nieprzewidywalność” przestrzeni i brak jej atrakcyjności, odstraszające 

poważnych inwestorów. W sumie, mamy zatem do czynienia z groźną peryferyzacją 

polskiej przestrzeni w ramach Unii Europejskiej. 

Warto jednocześnie na zakończenie i w aspekcie ostatnich irytacji, związanych z 

zarzutami antypolskich wypowiedzi ze strony prasy europejskiej, wskazać na fakt, że 

istnieje związek między stosunkiem Polski do wartości uznanych za wspólne oraz 

szacunkiem dla europejskich reguł gry a pozycją i poważaniem dla Polski ze strony 

innych krajów Unii Europejskiej. Brutalne odrzucenie europejskich reguł gry w zakresie 

planowania przestrzennego i uporczywe szukanie „trzeciej drogi” tam, gdzie oznacza 

ona odwrót od podstawowych tradycji i wartości europejskiego miasta, na pewno nie 

sprzyja prestiżowi Polski w unijnej rodzinie narodów, jak i nie będzie sprzyjać ani 

rozwojowi społeczno – gospodarczemu narodu polskiego, ani promocji jego kraju w 

konkurencyjnej walce o pozyskanie wysokiej jakości potencjałów inwestycyjnych. 

Kto w swym domu śmieci, ten nie może oczekiwać godnych gości a dom jego 

prowokować  będzie innych do śmiecenia. Najwyższy czas, aby Polska powróciła do 

europejskiej kultury przestrzennej, do której w przeszłości zawsze należała. 

 

15