background image

LUDZIE

l

MIEJSCA

l

WYDARZENIA

20

W y c h o w a n i e   w   P r z e d s z k o l u

Na le ży Pan do pi sa rzy mło de go po ko -

le nia, któ rzy ma ją sta ły kon takt z czy tel -
ni ka mi. Lu bi Pan spo tka nia au tor skie? 

Na wet bar dzo. Wza jem nie się po zna je my

i to jest cen ne.

Spo ty ka się Pan z przed szko la ka mi?
Tak, ale po wiem szcze rze, że są to naj trud -

niej sze spo 

tka nia. Dzie 

ciom z przed 

szko la

trze ba opo wia dać, a z dzieć mi szkol ny mi już
się roz ma wia.

Czy za 

sko czy ły Pa 

na ja 

kieś py 

ta nia

dzie ci?

Dzie ci na szczę ście nie wi dzą w pi sa rzu au -

to ra, któ ry chce im coś prze ka zać, in te re su je
je au tor ja ko czło wiek. Nie daw no ob cho dzi -
łem trzy dzie ste czwar te uro dzi ny i dzie ci bar -
dzo się prze ję ły, że je stem ta ki sta ry. Py ta ją
mnie na przy kład, czy mam dzie ci, co lu bię
jeść naj bar dziej, jak dłu go pi sze się książ kę?
To są au ten tycz ne py ta nia dzie ci.

A ta kie, któ re Pa na zdu mia ły?
Zdu mie wa mnie i to dość czę sto, że dzie -

ci sze ścio -, ośmio let nie ze szcze rym za in te -
re so wa niem py ta ją o spra wy fi nan so we. Wi -
dać wy raź nie, że te mat pie nię dzy jest waż ny
w do mu. Spo ty kam się z dzieć mi z róż nych
śro do wisk i nie za leż nie, czy są to śro do wi ska
bo gat sze, czy bied niej sze, te mat pie nię dzy
cią gle się po ja wia.

Znak cza su.
Tak. To jest zdu mie wa ją ce. Pa mię tam sie -

bie w tym wie 

ku. Ani ja, ani moi ko 

le dzy

– nikt z nas nie my ślał o pie nią dzach. Wpraw -
dzie w PRL 

-u nie mia 

ły one re 

al nej si 

ły 

na byw czej, więc nie by ło ty lu po kus. My śmy
mie li kom 

plet nie in 

ne za 

in te re so wa nia. 

Nie daw no na jed 

nym z mo 

ich spo 

tkań 

w oko li cach Płoc ka na py ta nie: „Kim chciał -
byś zo stać?” usły sza łem: fry zjer ką, hy drau li -
kiem, skle pi ka rzem. Kie dyś na sze ma rze nia
by ły mak 

sy mal ne, na przy 

kład: być ko 

smo -

nau tą, naj sław niej szym pi sa rzem świa ta, od -
kryw cą, po dróż ni kiem. Te raz ma rze nia dzie ci
skar la ły i to my do ro śli je ste śmy te mu win ni.

Pa na dzie ciń stwo?
To mi łe dzie ciń stwo spę dzo ne w Bia łym -

sto ku. Je stem je dy na kiem i, co cie ka we, ni -
gdy nie pra gną łem mieć ro dzeń stwa. Mia -
łem ko 

le gów, bie 

ga łem z chło 

pa ka mi

po po dwór ku. To by ły cza sy, kie dy nie my -
śla ło się, że na po dwór ku mo że cza ić się nie -
bez pie czeń stwo. By 

li śmy zgra 

ną pacz 

ką,

nie mal jak bra cia, no i pew nie dla te go nie
my śla łem o ro dzeń stwie. Ro słem w ro dzi nie
wie lo po ko le nio wej, co jest bar 

dzo waż 

ne

dla dziec 

ka. Czę 

sto by 

łem pod opie 

dziad ków, pod okiem bab ci, z któ rą mia łem
świet ny kon takt. To po wo do wa ło, ze ro dzi -
ce mo gli ode mnie ode tchnąć i gdy już by li -
śmy dla sie bie, to spę dza li śmy ten czas cie -
ka wiej, nie tak zwy 

czaj nie. Po pro 

stu

szczę śli we dzie ciń stwo.

Chciałbym uzależnić 
dzieci 

od czytania

Z Grzegorzem  Kasdepke  roz ma wia  Wir gi nia  Bo ro dzicz 

background image

21

8 / 2 0 0 6

Co naj cen niej sze go wy niósł Pan z do -

mu w do ro słe ży cie?

Czu łem się dziec 

kiem ko 

cha nym praw 

-

dzi wie i to jest naj 

waż niej sza rzecz. Wie 

-

dzia łem, że co kol wiek zro bię – to jest ma -
ma, któ 

ra, ow 

szem, mo 

że być na mnie

cza sa mi zła, ale ona mnie ko cha i za wsze
mo gę na nią li czyć. Chciał bym ta kie dzie ciń -
stwo dać me mu sy no wi. Nie wiem, czy to mi
się uda je, gdyż re la cje syn – mat ka są in ne
niż re la cje oj ciec – syn. Mój syn ra dzi się
mnie w róż 

nych spra 

wach, ja się ma 

mie

za bar dzo nie zwie rza łem. Już ja ko sied mio -
la tek mia łem swo je spra wy, ale wy star cza ło
mi to jej wspar cie ser ca. Mia łem po czu cie
bez pie czeń stwa.

Nie na le żał Pan do dzie ci czy ta ją cych

książ ki?

Do pew ne go mo men tu. Z wła snej wo li

rze czy wi ście ksią żek czy tać nie lu bi łem, ale
mu sia łem czy tać lek tu ry. Jed ną z ksią żek,
któ rą ka za no mi prze czy tać by ła Na sza szka -
pa 
Ko nop nic kiej, ko lej ną  An tek Bo le sła wa
Pru sa, o dziew czyn ce spa lo nej w pie cu. Ten
ob ra zek wbił się w mo ją pa mięć. Znie chę ci -
łem się sku tecz nie i na dłu go za pa mię ta łem,
że czy ta nie ksią żek to jest nie mi łe za ję cie.
By ło ono krań co wo od le głe od me go atrak -
cyj ne go świa ta, te go, któ ry krę cił się wo kół
po dwór ka.

Od kąd sie 

bie pa 

mię tam, bu 

zo wa ła we

mnie wy obraź nia. Two rzy łem róż ne hi sto rie
w gło wie, wy 

my śla łem na przy 

kład fil 

my,

któ re z chło pa ka mi od gry wa li śmy. My śmy
ni gdy nie ga nia li po po dwór ku tyl ko dla ga -
nia nia. Gra li śmy róż ne ro le, wcie la li śmy się
w bo ha te rów te 

le wi zyj no -książ ko wych, od

In dian po czy na jąc. 

Je stem pe łen po dzi wu dla mo jej ma my,

któ ra z ko lei ja ko roz mi ło wa na czy tel nicz ka
ja koś spo koj nie znio sła ten mój okres ży cia
z książ ką na ba kier.

Za to po tem, ma jąc już dzie sięć lat, prze -

czy ta łem książ kę Fi nek Ja na Gra bow skie go,
z ilu stra cja mi Je rze go Fli sa ka, któ re go wie -
le lat póź niej mia łem przy jem ność po znać
pra cu jąc w „Świersz 

czy ku”. Fi 

nek to by 

ła

pierw sza książ ka, któ rą prze czy ta łem sa mo -

dziel nie, z wła snej wo li i ku mo je mu zdu -
mie niu z przy jem no ścią. Prze czy ta łem ją raz
i jesz cze raz i na gle sta łem się po ły ka czem
ksią żek. Wie le ksią żek dla dzie ci prze czy ta -
łem już ja ko czło wiek do ro sły, po ma tu rze,
na stu diach. Urze kło mnie, że moż na tak
wie le wy ra zić pi sząc dla dzie ci.

Ukoń czył Pan stu 

dia na Wy 

dzia le

Dzien ni kar stwa i Na 

uk Po 

li tycz nych

Uni wer sy te tu War szaw skie go.

My śla łem, że bę dę dzien ni ka rzem. Tym -

cza sem na dru gim ro ku stu diów przy pad kiem
tra fi łem do „Świersz 

czy ka”,  ja ko re 

dak tor -

-prak ty kant... od wszyst 

kie go. Za 

czą łem

od roz ci na nia li stów. Do sta wa li śmy ich bar -
dzo du 

żo, „Świersz 

czyk” ogła 

szał mnó 

stwo

kon kur sów, a że by li śmy po rząd ną re dak cją,
więc uczci wie czy ta li śmy wszyst kie li sty i pra -
ce kon kur so we dzie ci. Ta ki był po czą tek.

To szyb ko się zmie ni ło.
Po ro ku zo sta łem re dak to rem na czel nym

„Świersz czy ka”, chy ba w uzna niu te go, że...
do brze roz ci na łem li sty. Pa mię tam, że je den
z na szych au to rów kie dyś szpet nie za wiódł,

background image

22

W y c h o w a n i e   w   P r z e d s z k o l u

nie od dał tek stu na czas. I wte dy, że by za -
peł nić dziu rę, na pi sa łem swój pierw szy w ży -
ciu tekst dla dzie ci. To by ła baj ka. I na gle
po czu łem, od kry łem w so bie po trze bę pi sa -
nia dla dzie ci.

Na ro dził się pi sarz.
Kie dy na pi sa łem tę pierw szą baj kę, to za -

czę ły na pły wać do mo jej gło wy po my sły i one
pły ną i pły ną nie prze rwa nie do dziś. Gło wa
au to ra jest jak siat 

ka ła 

pią ca po 

my sły.

A skąd one się bio rą – to ja nie mam po ję cia.
Mam kło pot, gdy dzie ci py ta ją mnie o nie.

Jak Pan lu bi spę dzać wol ny czas?
Od pa ru lat nie je stem zwią za ny z żad ną

re dak cją, tak że sam dys po nu ję swo im cza -
sem, co nie zna czy, że mam go wię cej. Ale
gdy mam czas, to du żo czy tam. Je stem mi ło -
śni kiem li te ra tu ry ibe ro -ame ry kań skiej. Po -
do ba mi się, że w tej po waż nej li te ra tu rze
opi su ją cej re alia po ja wia się na gle coś, co
w nor mal nym ży ciu na praw dę nie ma pra wa
funk cjo no wać. Wo lę czy tać książ ki, niż je pi -
sać. I bar dzo lu 

bię sport. Lu 

bię jeź 

dzić

na ro we rze po La sku Bie lań skim w War sza -
wie, lu bię bie gać, w zi mie na nar tach. I lu bię
le niu cho wać, nie ukry wam.

Wy róż nio na w kon kur sie na dzie cię cy

be st sel ler ro 

ku 2001, uho 

no ro wa na

w 2002 ro 

ku pre 

sti żo wą na 

gro dą im.

Kor ne la Ma 

ku szyń skie go de 

biu tanc ka

Kac pe ria da no si pod 

ty tuł  Opo wia da nia

dla ło bu zów i nie tyl ko. Pod ty tuł su ge ru je,
że są to opo wia da nia nie grzecz ne, a tym -
cza sem są naj zu peł niej grzecz ne, z ży cia
sym pa tycz nej ro dzi ny.

Uzna ję  Kac pe ria dę  za mój wła ści wy de -

biut książ ko wy, choć gwo li ści sło ści – wcze -
śniej w wy daw nic twie „Wil ga” uka za ło się
Mia stecz ko mi siów dla bar dzo ma łych dzie ci.
Trzy róż ne hi sto ryj ki „scho wa ne” w baj ko -
wym dom ku z za baw ka mi cie szy ły się po wo -
dze niem ma lu chów.

Ma Pa ni ra cję, że Kac pe ria da opa trzo na

jest trosz kę my lą cym pod ty tu łem. Nie wąt pli -
wie chcia 

łem za 

in try go wać czy 

tel ni ka, 

a przy tym ocie plić to twar de sło wo bę dą ce ty -

tu łem książ ki. Są to opo wia da nia o chłop cu,
któ ry koń 

czy przed 

szko le, je 

go nie 

zbyt do 

-

świad czo nym oj cu (sam wy stą pi łem w tej ro li)
i wy ni ka ją cych stąd ro dzin nych pe ry pe tiach. 

[...] Był ta ki okres w ży ciu na szej ro dzi ny,

kie dy to wy da wa ło nam się – mnie i mo jej żo -
nie, Mag dzie – że uszy są Kac pro wi cał ko wi -
cie nie po trzeb ne; wręcz mu prze szka dza ją...

Mó wi li śmy: „Kac per, chodź na obiad!”
Kac per nic.
Mó wi li śmy: „Kac per, idzie my już do do -

mu!”

Kac per nic.
Mó wi li śmy: „Kac per, wy chodź z wan ny!”
Kac per nic. Ba wił się da lej, jak gdy by nie

do cie ra ły do nie go na sze sło wa.[...]
– Mo że on ogłuchł? – prze stra szy ła się kie dyś

Mag da, ale za raz ją uspo ko iłem. [...] Za -
wo ła łem w stro nę pia skow ni cy [...] – Sy nu,
chodź na lo dy!...

– Kac per w jed nej chwi li ze rwał się na no -

gi,[...] i już był przy nas.

– Na pa ty ku? – za py tał ob li zu jąc się ła ko -

mie. – Czy w ku becz ku?...
A więc nie ogłuchł. Ale do ga dać się z nim

z ty go dnia na ty dzień by ło co raz trud niej.

Aż pew ne go ra zu [...] wpadł mi do gło wy

po mysł – sko ro uszy są Kac pro wi nie po trzeb -
ne, to mo że sprze da my  je,  a za za ro bio ne pie -
nią dze po 

je dzie my na wa 

ka cje, nad mo 

rze

lub w gó ry?...
– Co ty na to? – zwró ci łem się w stro nę Kac -

pra, bez wia 

ry jed 

nak, że mnie usły 

szy.

– Ta kie mło de uszy, pra wie nie uży wa ne, to
pew nie są te raz w ce nie... Na pew no się ko -
muś przy da dzą.
Kac per za strzygł usza mi, jak koń od ga nia -

ją cy na tręt ną mu chę, ale nie ode zwał się ani
sło wem. [...] Da li śmy więc ogło sze nie do ga -
ze ty: „Sprze 

dam uszy, pra 

wie nie 

uży wa ne,

war to!” I nu mer te le fo nu [...]

1

.

W Pa na książ ki wpi sa ne są wy raź ne

in ten cje wy 

cho waw cze, po 

znaw cze. Tak

jest w Kac pe ria dzie, Naj po pu lar niej szych

1

G. Kasdepke, Kacperiada. Opowiadania dla łobuzów i nie tylko, Łódź 2001,Wydawnictwo „Literatura”.

background image

23

8 / 2 0 0 6

mi tach świa ta, Ku bie i Bu bie,  Co to
zna czy... 
i w De tek ty wie Po zy tyw ce. Za le ży
Pa nu, że 

by ob 

ja śniać dzie 

ciom świat

i da wać im ra dość.

Sam je stem czło wie kiem po god nym i tak

też sta ram się pi sać. Po czu cie hu mo ru jest
dla mnie bar 

dzo waż 

ną ce 

chą czło 

wie ka.

Rze czy wi ście, w pew nym mo men cie od kry -
łem po trze bę dy dak ty zmu, ale sta ram się go
ukryć pod war stwą hu mo ru. Bo je że li czu je
się ten dy dak tyzm, to zna czy, że książ ka jest
źle na pi sa na.

Czy dzie ci roz ma wia ją z Pa nem na te -

mat po sta ci, bo ha te rów ksią żek?

Tak. Py ta ją na przy kład, czy znam Ku bę

i Bu bę, czy ich wy my śli łem, czy du żo zmy -
ślam w książ 

kach? Du 

że wra 

że nie ro 

bi

na dzie ciach fakt, że bo ha te rem Kac pe ria dy
jest chło piec, któ ry ist nie je na praw dę i tak
jak one cho dził do przed szko la, a te raz do
szko ły. Ta świa do mość dzia ła sil nie na czy -
tel ni ków.

Ten chło 

piec to Pa 

na syn, Kac 

per.

Zda je się, że moc 

no zmie 

nił on Pa 

na

spoj rze nie na świat?

Syn po ja wił się dość wcze śnie w mo im ży -

ciu. Oj co stwo dla mnie by ło i jest do zna niem
zu peł nie nie 

zwy kłym. Mia 

łem dwa 

dzie ścia

trzy la ta, kie dy uro dził się Kac per. Do chwi -
li je go uro dzin pi sa łem abs trak cyj ne baj ki,
two rzy łem świa 

ty wy 

my ślo ne prze 

ze mnie

od po cząt ku do koń 

ca. Dru 

ko wa łem opo 

-

wia da nia w pi śmie „Fan ta sty ka”A gdy syn
się uro dził, to oka za ło się, że „baj ka” jest
w dru gim po ko ju i krzy czy. Zmie nił się świat
mo jej wy obraź ni w świat rze czy wi sty. Bar dzo
du żo na uczy łem się od mo je go sy na i ca ły
czas uczy my się od sie bie wza jem nie. Ni gdy
nie uda 

ję, że je 

stem oj 

cem wszech 

wie dzą -

cym, ale ta kim, któ ry sta ra się wie dzieć. Czę -
sto ra zem szu ka my źró deł in for ma cji.

Czy kom pu ter jest dla dziec ka dro gą

do książ ki?

Mo im zda niem jest przy jaź niej szy książ ce

niż te le wi zja, któ ra wy ma ga mi ni mal nej ak -
tyw no ści. A kom pu ter, je śli nie trak tu je się
go li tyl ko ja ko po la gier, da je moż li wość po -
zna wa nia świa ta przez In ter net.

Czy ta nie bez sze le stu kar tek...
Nie, nie, na pew 

no nie. Wi 

dać już

na świe cie, że książ ka pięk nie się obro ni ła.
Kom pu ter wca le tak bar dzo nie prze sła nia
ży cia dziec ka, je śli za pro po nu je się mu coś
in ne go. To na sza ro la, do ro słych.

Pi sze Pan książ 

ki rów 

nież z my 

ślą

o do ro słych. Skąd ten za mysł?

Cie szę się, że zwró ci ła Pa ni na to uwa gę,

bo jest to dla mnie nie zwy kle waż ne. Ja ko
oj ciec czy ta ją cy dziec ku od ko leb ki tra fia -
łem na róż 

ne, tak 

że nie 

do bre, in 

fan tyl ne

tek sty. I obie ca łem so 

bie, że bę 

dę pi 

sał

książ ki dla dzie 

ci „wie 

lo war stwo wo”. Po 

-

dob nie jak w fil 

mie, co in 

ne go od 

bie ra ją

dzie ci, co in ne go śmie szy do ro słych. Są dzę,
że ta kie książ ki mo gą za in te re so wać w obec -
nym świe cie zmę czo nych ro dzi ców i za chę -
cić ich, że by czy ta li swo je mu dziec ku. 

Przy zna je Pan, że do ro śli nie za wsze

ma ją ra cję, ale nie przed sta wia ich Pan
w złym świe 

tle. Dziec 

ku po 

trzeb ne są

wzo ry.

Ależ oczy 

wi ście. Te 

raz jest mo 

da, że 

by

być kum plem dziec ka. Mo da mó wie nia ro -
dzi com po imie niu, mo da na ta kie „lu zac -
kie” wy cho wa nie. A dziec ko chce mieć au to -
ry te ty. Pa 

mię tam sie 

bie z okre 

su chło 

pię-

ce go i wiem, że dzie ci czu ją się bez piecz nie
wów czas, gdy ma ją du że po le swo bo dy, ale
są za zna czo ne gra ni ce. Pew niej czu je my się
w je zio rze gdy wi dzi my przed so bą cho rą -
giew ki ozna 

cza ją ce: „da 

lej już nie płyń”.

Brak ba rier po wo du je, że ta ki ma ły czło wiek
nie ma się cze go chwy cić i o co oprzeć. Po -
czu cie bez 

pie czeń stwa po 

wi nien dać dom.

My du żo roz ma wia my z sy nem i z tych roz -
mów wy cią gam wnio ski, tak że do swej pra cy.

Czy książ ki bę dą ro sły wraz z sy nem?
Tak. Te 

raz pi 

szę wła 

śnie ro 

mans dla

dzie ci.

Brzmi to tro chę pro wo ka cyj nie, ale to bę -

dzie rze 

czy wi ście praw 

dzi wy ro 

mans, ta 

ki

z po ca łun kiem. Sta ram się go pi sać w spo sób
jak naj bar dziej tak tow ny, a za ra zem za baw ny.
Jest to hi sto ria chłop ca, któ ry pró bu je oże nić
swe go sa mot ne go ta tę z ma mą dziew czyn ki,
któ ra się te mu chłop cu bar dzo po do ba. 

background image

24

W y c h o w a n i e   w   P r z e d s z k o l u

To nie był mój po mysł, pod su nął mi go

ośmio let ni chło piec na spo tka niu au tor skim
w Opo lu. Po mysł uzna łem za świet ny, uczu -
cia są waż ne w każ dym wie ku, no i pi szę
książ kę, chy ba bar dziej z my ślą o chło pa -
kach. Wciąż za ma ło jest li te ra tu ry kie ro wa -
nej wła śnie do chłop ców.

Czy lu bi Pan pi sać?
Hm... mo im czy tel ni kom od po wia dam, że

z pi sa niem to jest tak jak z od ra bia niem lek -
cji. Naj trud niej jest za brać się do pi sa nia. Wy -
naj du ję naj 

roz ma it sze za 

ję cia, by 

le jesz 

cze

od da lić ten mo ment. Ale kie dy na pi szę pierw -
sze zda nie, to po tem już jest ła two.

Z my ślą o przed szko la kach po zna ją -

cych li te ry uka zał się nie daw no na kła -
dem Wy daw nic twa „Li te ra tu ra” Nie sfor -
ny al fa bet, 
z ilu stra cja mi Iwo ny Ca łej.

Są to kró ciut kie opo wia da nia o każ dej li -

te rze al fa be tu. Część słów zo sta ła za stą pio -
na ry sun ka mi. 

Ko lej na książ 

ka dla pię 

cio -, sze 

ścio lat -

ków no si ty tuł Z pia skow ni cy w świat. W za -
ba wie dzie ci po zna ją cha rak te ry stycz ne ce -
chy róż nych kra jów. Star sze przed szko la ki
lu bią De tek ty wa Po zy tyw kę. De tek tyw śle dzi
i roz wią zu je róż 

ne za 

gad ko we spra 

wy,

w czym po ma ga mu je go sze ro ka wie dza.
Po nie waż książ ka spo tka ła się z du żą przy -
chyl no ścią czy tel ni ków, już na pi sa łem część
dru gą – No we kło po ty de tek ty wa Po zy tyw ki
i mam  po mysł na część trze cią.

Sze ścio lat ki mo 

gą tak 

że ko 

rzy stać

z ksią żek dla star szych dzie ci Co to zna -
czy...,  
któ re w spo 

sób przy 

stęp ny i za 

-

baw ny wy ja śnia ją zna cze nie fra ze olo gi -
zmów.

Ze zdu mie niem stwier dzi łem, że Kac per,

któ ry jest chłop cem oczy ta nym, nie zna sen -
su zna nych po wie dzeń, na przy kład: „cho -
dzić spać z ku ra mi”, „uda wać Gre ka”, „mieć
kieł bie we łbie” i wie lu in nych. Szyb ko się
prze ko na łem, że in ne dzie ci też ich nie ro zu -
mie ją, więc po 

sta ra łem się wy 

tłu ma czyć

część z nich.

Bar tuś po sta no wił wziąć udział w wy sta wie

ry bek akwa rio wych.
– Prze cież ty nie masz ry bek! – zdzi wił się ta -

ta.

– Jak to?! – Bar tuś był wy raź nie za sko czo ny.

– Prze cież kieł bie to ryb ki, tak?... 

– Cóż, trud no te mu za prze czyć...
– A ty mi cią gle po wta rzasz... – kon ty nu ował

Bar tuś – że mam kieł bie we łbie, tak?...
Ta ta wy buch nął śmie chem. – To zna czy,

że masz cią gle ja kieś głu pie po my sły – wy ja -
śnił. – I zda je się, że jest to praw da!...

2

.

Na pi sa łem już dru 

gą część tej książ 

ki,

zresz tą na proś bę na uczy cie li. Uka za ła się
ko lej na książ ka o nie zno śnych bliź nia kach
pod ty tu łem Słod ki rok Ku by i Bu by. Jest to
książ ka ku char ska dla dzie ci. Nie są to mo -
je prze pi sy, bo ja tak do brze nie go tu ję, je -
stem ja ro szem, ale lu bię sło dy cze i dla te go
prze pi sy są słod kie. Ich au tor ką jest Ga brie -

2

G. Kasdepke, Co to znaczy... czyli 101 zabawnych historyjek, które pozwolą zrozumieć znaczenie niektórych

powiedzeń, Łódź 2002, Wydawnictwo „Literatura”.

background image

25

8 / 2 0 0 6

la Nie 

dziel ska. My 

śli my już o na 

stęp nej

książ ce ku char skiej dla dzie ci, w któ rej za -
pre zen tu je my po 

tra wy z ca 

łe go świa 

ta.

Książ ka bę dzie za ra zem hoł dem dla Ju liu -
sza Ver ne’a, a jej ty tuł to W 80 dań do oko -
ła świa ta.

Są dzę, że po pu lar ność pierw szej książ -

ki, Ku ba i Bu ba czy li awan tu ra do kwa dra tu,
na su nę ła Pa nu myśl, że by wy ko rzy stać tę
pa rę bo ha te rów w książ ce Bon czy ton
Sa -
vo ir -vi vre dla dzie ci. 
Cią gle jest jak że po -
trzeb na „pra ca u pod staw”.

Książ ki o do brym wy cho wa niu dla dzie ci

by ły pi sa ne w for mie po rad ni ków, więc nie
naj chęt niej czy ta ne. A tu ro dzeń stwo, w któ -
rym Bu ba jest „z pie kła ro dem” da wa ło na -
tu ral ne moż 

li wo ści wpa 

ja nia za 

sad. Czy

dzie ci bę dą je sto so wa ły, to już in na spra wa,
ale za wsze po wta rzam, że lu dzie, któ rzy zna -
ją za sa dy sa vo ir -vi vre’u ład niej je ła mią, niż
ci, któ rzy ich nie zna ją.

Du żo po my słów...
Tak, tak. I cią gle pły ną no we do mo jej

gło wy.

Jest Pan rów 

nież jed 

nym z au 

to rów

krót kich, no wych tek stów ba jek na pod -
sta wie ba śni Han sa Chri stia na An der se -
na. Te no we opra co wa nia tek stu za cho -
wu ją wier 

ność fa 

bu le ory 

gi na łu, ale

po nie waż opo wie dzia ne są w tem pie eks -
pre so wym, nie ma już miej sca na po ezję
i czar ba śni. Po zba wia my dziec ko po ety -
ki An der se na, któ ra dzia ła na wy obraź -
nię, kształ tu je wraż li wość czy tel ni ka. Co
Pan o tym są dzi?

W du żej mie 

rze zga 

dzam się z Pa 

nią,

więc nie bę dę się moc no bro nił. Ja ko je den
z dwóch  au to rów otrzy 

ma łem pro 

po zy cję 

z re dak cji mie sięcz ni ka „Dziec ko” opo wie -
dze nia na no wo naj po pu lar niej szych ba śni
świa ta. Nie chcia łem przy jąć te go za mó wie -
nia do 

pó ty, do 

pó ki nie prze 

ko na łem sam

sie bie, że je że li kom po zy to rzy ma ją pra wo
two rzyć wa 

ria cje na te 

ma ty ist 

nie ją cych

wiel kich dzieł, to i my, au to rzy, ma my do te -
go pra wo. Je stem za tem jed nym z in ter pre -
ta to rów te ma tu wiel kie go kom po zy to ra sło -
wa H. Ch. An 

der se na. Wy 

bra łem dwie

ba śnie, Ca li necz kę Sło wi ka, i na pi sa łem je
po swo je mu.

Któ rą wer sję ba śni wy brał by Pan dla

swe go sy na?

Dla dzie się cio lat ka zde cy do wa nie ory gi -

nał An 

der se na, ale dla pię 

cio lat ka swo 

ją.

Chcia łem, że by na okład ce książ ki po ja wi ła
się in for ma cja, że są to wła śnie „wa ria cje
na te mat”. Szko da, że tak się nie sta ło. Nie
mu siał bym się wów czas tłu ma czyć co ja kiś
czas. Li czę jed nak, że dzie ci, któ rym ro dzi ce
prze czy ta ją mój tekst, za pa mię ta ją, że jest to
atrak cyj ne  i z cza sem już sa 

me się 

gną

do ory gi na łu An der se na. 

Wy ma rzo ny czy tel nik?
Am bi cją au to ra jest, aby dziec ko, któ re

prze czy ta jed 

ną je 

go książ 

kę, chcia 

ło się 

-

gnąć po na stęp ną i że by się roz czy ta ło, tak
jak ja po prze czy ta niu Fin ka pa na Gra bow -
skie go. Wiem od pań bi blio te ka rek, że mam
ta kich czy tel ni ków. Bar dzo chciał bym uza -
leż nić dzie ci od czy ta nia. Bo czy ta nie ksią -
żek to jest ta 

ki przy 

sta nek nor 

mal no ści 

w sza lo nym tem pie ży cia.

A za tem... spo tkań „na przy stan ku”!

Dzię ku ję Pa nu za roz mo wę.

Rozmawiała Wirginia Borodzicz