background image

Donatien Alphonse Francois de Sade - NIEDOLE CNOTY I ZBRODNIE MIŁOŚCI.

przełożyli Jacek Trznadel i Jerzy Łojek.

WYDAWNICTWO ŁÓDZKIE .

Skanował, opracował i błędy poprawił Roman Walisiak.

background image

Spis treści

Sade...spóźniony przybysz do Polski...5

NIEDOLE CNOTY ...21

ZBRODNIE MIŁOŚCI

Florville i Courval czyli fatalizm ...132

Eugenia de Franval ...173

Posłowie ...232 .

Niedole cnoty .

Cóż to byłby za triumf dla filozofii rozjaśnić ciemne drogi opatrzności, zobaczyć, jak przeprowadza 

ona swe zamiary względem człowieka, następnie nakreślić podług tego jakiś plan postępowania, 

aby ten biedny dwunożny osobnik, będący wieczną igraszką tej istoty, która, jak powiadają, rządzi 

nim tak despotycznie, mógł znaleźć jakiś sposób rozumienia dotyczących go zrządzeń opatrzności, 

drogę,   której   powinien   się   trzymać,   aby   uprzedzić   dziwaczne   kaprysy   fatum,   przybierającego 

dwadzieścia różnych nazw, a przecież dotąd jeszcze dokładniej nie określonego.

Wychodząc   bowiem   od   naszych   społecznych   konwenansów   i   nie   tracąc   dla   nich   nigdy 

poszanowania,   w   jakie   wdrożono   nas   przez   wychowanie,   zobaczymy   niestety,   że   z   powodu 

przewrotności innych natrafialiśmy jedynie na kolce, podczas gdy niegodziwcy zbierali tylko róże;

i czy wtedy ludzie nie posiadający dostatecznie wytrwałej cnoty, pozwalającej przejść ponad 

wnioskami płynącymi z tych smutnych okoliczności, nie wymyślą sobie, że lepiej dać się ponieść 

prądowi,  niż  mu  się  opierać,  czyż  nie  powiedzą,  że  choć  piękną  jest  cnota,  to  jednak gdy  na 

nieszczęście zbyt słabą się staje, by móc walczyć przeciw występkowi, wybór jej jest najgorszą 

rzeczą, a w wieku całkowicie znieprawionym najsłuszniej postępować tak jak wszyscy.

Nieco   bardziej   uczeni,   nazwijmy  to   tak,   nadużywając   nauk,   jakie   zdobyli,   czyż   nie   rzekną   za 

aniołem Jesradem z Zadiga, że nie ma takiego zła, z którego nie rodzi się dobro, i czyż sami od  

siebie nie dorzucą tutaj, że skoro w niedoskonałym urządzeniu świata suma zła równa jest sumie 

background image

dobra, to dla utrzymania równowagi konieczne jest, aby tyluż było ludzi dobrych, co złych, i że 

wobec   tego   dla   całości   jest   zgoła   obojętne,   że   ten   lub   ów   jest   raczej   dobry  niż   zły:   że   jeśli 

nieszczęście prześladuje cnotę, a pomyślność prawie zawsze towarzyszy występkowi, i jest to zgoła 

obojętne dla natury, to nieskończenie lepiej znaleźć się pomiędzy złymi, którym dobrze się dzieje, 

niż wśród cnotliwych, których czeka zagłada.

23 .

background image

Nie   można   więc   dopuścić   do  tych   niebezpiecznych   filozoficznych   sofizmatów  i   trzeba   ukazać 

koniecznie, że przykłady nieszczęśliwej cnoty przedstawione duszy znieprawionej, w której jednak 

pozostało jeszcze kilka słusznych zasad, mogą sprowadzić tę duszę na dobrą drogę i to równie 

niezawodnie,   co   w   wypadku   ofiarowania   jej   na   drodze   cnoty   najjaśniejszych   zaszczytów   i 

najbardziej kuszącego wynagrodzenia.

To   niewątpliwie   konieczność   okrutna:   odmalować   tyle   nieszczęść,   przygniatających   słodką   i 

wrażliwą   kobietę,   szanującą   cnotę,   zaś   z   drugiej   strony   najwspanialszą   fortunę   drugiej,   która 

pogardza cnotą przez całe życie; jeśli jednak może się zrodzić jakieś dobro z naszkicowania tych 

dwu obrazków, czyż można sobie wyrzucać, że ukaże się je publiczności?

Czyż   można   mieć   jakiekolwiek   wyrzuty   sumienia   dlatego,   że   stwierdziło   się   fakt,   który 

człowiekowi   mądremu,   czytającemu   z   pożytkiem   tak   owocną   naukę   o   poddaniu   się   rozkazom 

opatrzności,   przyniesie   częściowo   rozwiązanie   najtajniejszych   tej   opatrzności   zagadek   oraz 

ostrzeżenie fatalne, że niebo często Uderza obok nas w osoby, które wypełniły nawet jak najlepiej 

swoje obowiązki, uderza często po to właśnie, aby przypomnieć nam o naszych obowiązkach?

Z takimi właśnie uczuciami bierzemy pióro do ręki i zakładając dobrą wiarę czytelników 

prosimy ich o trochę uwagi i zastanowienia nad niedolą smutnej i nieszczęsnej Justyny.

Pani hrabina de Lorsańge była "jedną z tych kapłanek Wenery, których fortuna jest dziełem 

czarownych   kształtów,   wielce   złego   prowadzenia   się   i   szelmostwa,   a   których   najbardziej 

majestatyczne tytuły można odnaleźć jedynie w archiwach Cytery, wymyślone bezczelnie przez 

tego, który je przyjmuje, a podtrzymane przez głupią łatwowierność nadającego.

Bardzo   żywa,   brunetka   o  pięknej   kibici,   o  cudownym   wyrazie   czarnych   oczu,   pełna   sprytu,   a 

zwłaszcza zgodnie z modą pozbawiona wiary, co dorzuca tylko soli namiętnościom i każe jeszcze 

żywiej ubiegać się o kobietę, którą o brak ten podejrzewamy;

otrzymała przecież najświetniejsze możliwe wykształcenie; córka wielkiego hurtownika z 

ulicy Saint-Honore, była wychowana, z siostrą młodszą od niej o trzy lata, w jednym z najlepszych 

paryskich   klasztorów,   gdzie   do   piętnastego   roku   życia   nie   zabrakło   jej   żadnej   rady,   żadnego 

nauczyciela, żadnej dobrej książki i talentu.

W tym okresie, tak zgubnym dla cnoty młodej dziewczyny, wszystko to przepadło w jednym dniu.

background image

Straszliwe bankructwo zepchnęło jej ojca w tak okrutną sytuację, że aby uniknąć najgorszego, 

musiał jak najszybciej wyjechać do Anglii;

córki pozostawił przy matce, ta zaś umarła ze zmartwienia w tydzień po wyjeździe męża.

Dziewczynki miały jeszcze jakichś krewnych, którzy zaczęli się zastanawiać, co z nimi zrobić, i 

gdy każdej przypadło w udziale około stu talarów, postanowili zostawić im wolną drogę, dać to, co 

się należy, i pozwolić decydować o sobie.

Pani de Lorsańge, która wtedy nazywała się Julietta, a której charakter i umysł były prawie tak 

ukształtowane, jak w wieku lat trzydziestu, to znaczy, w jakim była, gdy dzieje się nasza opowieść, 

doznała tylko przyjemności swobody i nie zastanawiała się nawet przez chwilę, jakie to okrutne 

przeciwności losu kruszą jej kajdany.

Odczuła   za   to   całą   okropność   swojej   sytuacji   Justyna,   jej   siostra,   która   właśnie   doszła   do 

dwunastego   roku   życia,   obdarzona   charakterem   ponurym   i   melancholijnym,   czułością   i 

zadziwiającą wrażliwością; w porównaniu jednak z przebiegłością i zręcznością swojej siostry była 

tylko naiwną, niewinną i uczciwą, co miało jej zgotować tyle zasadzek.

Ta młoda dziewczyna wyglądała zupełnie inaczej niż Julietta; o ile w rysach tej ostatniej widać było 

grę, opanowanie, kokieterię, o tyle u drugiej podziwiało się wstydliwość, delikatność i nieśmiałość.

Wygląd   dziewicy,   wielkie   niebieskie   oczy   pełne   wyrazu,   olśniewająca   cera,   delikatna   i   lekka 

sylwetka, przejmujący ton głosu, zęby jak z kości słoniowej i piękne jasne włosy oto jak rysuje się 

obraz   uroczej   młodszej   siostry,   której   naiwne   wdzięki   i   rozkoszne   rysy   wymagały   bardzo 

delikatnych dotknięć pędzla, aby zostać odmalowane.

Jednej i drugiej pozostawiono dwadzieścia cztery godziny na opuszczenie klasztoru, zdając 

je na własne staranie o siebie, by się gdzieś umieścić ze swoimi stu talarami.

Julietta, uradowana, że sama sobie jest panią, przez chwilę chciała uśmierzyć płacz Justyny, ale 

widząc, że nie da rady, zaczęła ją łajać zamiast pocieszać, powiedziała więc siostrze, że jest głupia, 

że nie zdarzyło się jeszcze, aby dziewczyny w ich wieku i o ich wyglądzie umarły z głodu; dała jej 

przykład   córki   sąsiadów,   która   uciekłszy   od   rodziców   była   teraz   bogatą   utrzymanką   poborcy 

generalnego i jeździła karetą po Paryżu.

Justyna   przeraziła   się   tak   zgubnego   przykładu,   powiedziała   więc,   że   wolałaby   umrzeć   niż   ją 

naśladować,   i   odmówiła   stanowczo   zamieszkania   z   siostrą,   ujrzawszy,   że   chce   ona   prowadzić 

background image

wychwalane przez siebie niegodne życie.

Siostry rozstały się więc, nie obiecując sobie żadnego spotkania, jak tylko okazało się, że 

mają tak różne zamiary.

Czy Julietta mająca zostać wielką damą, jak postanowiła, zgodziłaby się ujrzeć dziewczynę, której 

cnotliwe i niskie skłonności, musiałyby ją hańbić, a z drugiej strony, czyż Justyna zechciałaby 

narazić   swe   obyczaje   w   towarzystwie   istoty   zepsutej,   która   miała   stać   się   ofiarą   rozpusty   i 

znieprawienia publicznego?

25 .

background image

Każda poczyniła starania na własną rękę i nazajutrz opuściły klasztor, tak jak to było przewidziane.

Justyna,   pieszczona   dzieckiem   przez   krawcową   swojej   matki,   wyobraziła   sobie,   że   ta 

kobieta   rozczuli   się   nad   jej   losem,   odnalazła   ją   więc,   opowiedziała   o   swoim   nieszczęśliwym 

położeniu i prosiła o pracę, została jednak bezwzględnie odepchnięta.

O Boże powiada  to nieszczęsne stworzenie czy już pierwszy samodzielny krok na tym 

świecie zrobiony musi być powodem zmartwień...

ta kobieta kochała mnie niegdyś, dlaczegóż więc mnie dzisiaj odpycha?

... Niestety, jedyny powód, to że jestem sierotą i biedną...

że nie mam już oparcia na świecie, a ludzi ceni się tylko według pomocy lub korzyści, jakich po 

nich można się spodziewać.

Co   widząc,   Justyna   odnajduje   proboszcza   ze   swojej   parafii,   prosi   go   o   kilka   rad,   ale 

czcigodny duchowny odpowiada jej dwuznacznie, że parafia jest przeciążona, że nie ma mowy, aby 

mogła uzyskać coś z jałmużn, że gdyby jednak chciała mu służyć, umieści ją chętnie u siebie; 

ponieważ jednak mówiąc to świętobliwy mąż ujął ją za podbródek, wyciskając pocałunek zbyt 

światowy jak na sługę kościoła, Justyna, dobrze pojmując, o co chodzi, szybko się wycofuje i 

powiada:

Proszę księdza, nie chcę ani jałmużny, ani miejsca jako służąca, zbyt niedawno opuściłam, 

stan   wyższy   od   tego,   w   którym   trzeba   dopraszać   się   o   te   dwie   łaski,   bym   już   była   do   tego 

zmuszona;

proszę o rady, których potrzebuje moja młodość i moje nieszczęście, ksiądz zaś każe mi je 

kupić za cenę zbrodni...

Proboszcz, wzburzony takim słowem, otwiera drzwi, wypędza ją brutalnie, Justyna  zaś, 

dwukrotnie odepchnięta pierwszego dnia, w którym została skazana na osamotnienie, wchodzi do 

domu,   gdzie   ujrzała   ogłoszenie,   wynajmuje   mały   umeblowany   pokoik,   płaci   z   góry   i 

nieskrępowanie   oddaje   się  żałości   nad   swoim  położeniem  i   okrucieństwem   tej   garstki   ludzi,   z 

którymi miała do czynienia za zrządzeniem swej nieszczęsnej gwiazdy.

background image

Niech wybaczy nam czytelnik, że pozostawimy ją przez jakiś czas w tej nędznej dziurze i 

powrócimy do Julietty, aby opowiedzieć jak najkrócej, w jaki sposób, wyszedłszy z prostego stanu, 

stała się w ciągu piętnastu lat kobietą utytułowaną, posiadającą z górą trzydzieści tysięcy liwrów 

renty, przepiękne klejnoty, dwa lub trzy domy na wsi i w Paryżu, w tej chwili zaś serce, bogactwo i 

zaufanie pana de Corville, radcy stanu, człowieka cieszącego się wielkim poważaniem i mającego 

wkrótce objąć urząd ministerialny...

Droga była ciernista...

trudno o tym wątpić, przecież przez najtwardsze i bezwstydne terminowanie torują sobie 

drogę te panienki, a ta, która dzisiaj jest w łóżku księcia, nosi jeszcze być może na sobie poniżające 

piętno brutalności zdeprawowanych libertynów, w których ręce oddały ją trudne początki, młodość 

i brak doświadczenia.

Wyszedłszy   z   klasztoru   Julietta   odnalazła   po   prostu   kobietę,   o   której   wspominała   jej 

niegdysiejsza   przyjaciółka   z   sąsiedztwa,   ta,   która   zeszła   na  złą   drogę;   zapamiętała   adres   i   oto 

przychodzi bezwstydnie, z zawiniątkiem pod pachą, sukienką w nieładzie, z najśliczniejszą buzią na 

świecie i z minką uczennicy; opowiada tej kobiecie o sobie i błaga ją o podobną opiekę, jakiej 

udzieliła kilka lat temu dawnej przyjaciółce.

Ile masz lat, dziecko?

pyta ją pani Du Buison.

Za kilka dni skończę piętnaście, proszę pani.

I nikt nigdy...

Nie, proszę pani, przysięgam.

Bo czasem w klasztorach, a to ojciec jałmużnik, zakonnica, przyjaciółka...

muszę mieć niezbite dowody.

Tylko od pani zależy, żeby je uzyskać...

I pani Du Buisson, wsadziwszy na nos okulary i zbadawszy sama dokładnie stan rzeczy, mówi do 

Julietty:

background image

Moje dziecko, możesz tutaj zostać, trzeba słuchać moich rad, mieć wielkie zrozumienie dla 

tego, co robię, być czystą i oszczędną, szczerą wobec mnie, z przyjaciółkami ton światowy, a 

szelmostwo z mężczyznami, a za kilka lat od tej chwili doprowadzę cię do tego, że zamieszkasz w 

pokoju z komodą, lustrem, służącą, zaś sztuka, którą nabędziesz u mnie, pozwoli ci zapewnić sobie 

resztę.

Du Buisson chwyciła zawiniątko Julietty, pyta ją o posiadane pieniądze, gdy zaś Julietta w 

zbytniej szczerości wyznała, że ma sto talarów, droga mamusia porywa je, zapewniając młodą 

uczennicę, że umieści tę sumę na korzystnym procencie, nie trzeba bowiem, aby tak młoda osoba 

miała pieniądze...

jest to przecież sposób czynienia zła, a w czasach takiego zepsucia uczciwa i dobrze urodzona 

dziewczyna powinna troskliwie unikać wszystkiego, co mogłoby się dla niej źle skończyć.

Po tym kazaniu Du Buisson przedstawiła nowo przybyłą towarzyszkom, wskazano jej pokój i już 

nazajutrz  nowalijki  dziewczyny wystawiono  na sprzedaż;  przez  cztery  miesiące  ten  sam  towar 

został sprzedany kolejno osiemdziesięciu osobom, z których każda płaciła jako pierwszy nabywca, i 

dopiero pod koniec tego ciernistego nowicjatu Julietta zdobyła prawa siostry zakonnej.

27 .

background image

Od tej chwili została uznana za dziewczynę należącą rzeczywiście do domu i podzieliła lubieżne 

trudy...

znów nowicjat!

Jeśli   w   jednym   Julietta   służyła   mniej   więcej   naturze,   zapomniała   o   jej   prawach   w   drugim: 

zbrodnicze   ciekawości,   bezwstydne   przyjemności,   nieczuła   i   łajdacka   rozpusta,   skandaliczne   i 

dziwaczne gusty, poniżające fantazje, a wszystko to było z jednej strony owocem pragnienia, aby 

doznawać   rozkoszy   nie   narażając   zdrowia,   z   drugiej   zaś   zgubnego   przesytu,   co   deprawując 

wyobraźnię pozwala się jej rozwijać jedynie w stronę wybryków i nasycać się nie inaczej niż przez 

rozwiązłość...

Julietta zupełnie zepsuła swe obyczaje w tej drugiej szkole, a triumfy osiągnięte przez występek 

poniżyły całkowicie jej duszę, czuła, że będąc zrodzona do zbrodni, nie powinna zadowolić się 

zbrodnią małą i że należy się wyrzec próżnego wyczekiwania w niższym służebnym stanie, który 

każąc jej popełniać te same błędy i podobnie ją poniżając, nie przynosi jej jednak równie wielkiej 

korzyści.

Spodobała się pewnemu staremu, bardzo rozpustnemu magnatowi, który sprowadził ją tylko na 

kwadrans   przygody,   umiała   jednak   stać   się   kosztowną   utrzymanką   i   pojawiła   się   na 

przedstawieniach, na przechadzkach obok znakomitości orderu Cytery; patrzono na nią, mówiono o 

niej,   zazdroszczono   jej,   a   łajdaczka   umiała   się   do   tego   tak   dobrze   zabrać,   że   w   cztery   lata 

zrujnowała trzech mężczyzn, z których najbiedniejszy miał sto tysięcy talarów renty.

To  wystarczyło,  by zapewnić  jej  rozgłos,   takie   jest  już  zaślepienie   ludzi   w tym  wieku,  że   im 

większej   nieuczciwości   dowiedzie   jedna   z   tych   ladacznic,   tym   bardziej   rośnie   pożądanie,   aby 

znaleźć się na jej liście, tak że sądzić można, iż stopień jej upodlenia i zepsucia staje się miarą 

uczuć, bezwstydnie jej okazywanych.

Julietta doszła właśnie do lat dwudziestu, gdy hrabia Lorsange, szlachcic z Angvin, mający 

około   czterdziestki,   tak   się   w   niej   zadurzył,   że   postanowił   dać   jej   nazwisko,   gdyż   nie   był 

dostatecznie bogaty, żeby ją utrzymywać: przyznał jej dwanaście tysięcy liwrów renty, zapewnił jej 

resztę swej fortuny, która dochodziła do ośmiu tysięcy, na wypadek gdyby umarł przed nią, dał jej 

dom, ludzi, lokajów i pewien rodzaj poważania w świecie, które pozwoliło w dwa lub trzy lata 

zapomnieć, od czego zaczęła.

background image

I   wtedy   właśnie   ta   łajdaczka   Julietta,   niepomna   na   jakiekolwiek   za   sady   poczciwego 

pochodzenia   i   dobrego   wychowania,   zepsuta   przez   złe   książki   i   złe   rady,   spiesząc   się   do 

samodzielnych   uciech,   chcąc   mieć   nazwisko,   ale   bez   żadnych   więzów,   ośmieliła   się   dopuścić 

niecną myśl o skróceniu życia swojego męża...

Powzięła   ten  zamiar   i  wykonała  go,  na   nieszczęście  dostatecznie  skrycie,   by  znaleźć  się   poza 

zasięgiem dochodzeń, grzebiąc zaś małżonka, który jej przeszkadzał, zatarła wszelkie ślady swego 

haniebnego występku.

Stawszy   się   osobą   wolną   i   hrabiną,   pani   de   Lorsange   wróciła   do   dawnych   swoich 

zwyczajów, ale uważając się już za kogoś w świecie, robiła to z większą przyzwoitością: nie była 

już utrzymywaną dziewczyną, była bogatą wdową, wydającą piękne kolacje, a zaproszenie przez 

nią stanowiło zbytek szczęścia dla miasta i dworu; sypiała jednak za dwieście ludwików i oddawała 

się za pięćset miesięcznie.

Do dwudziestego szóstego roku życia dokonała jeszcze świetnych podbojów, zrujnowała -trzech 

ambasadorów,   czterech   poborców   generalnych,   dwu   biskupów   i   trzech   kawalerów   orderów,   a 

ponieważ zdarza się rzadko, aby ktoś poprzestał na pierwszej zbrodni, zwłaszcza jeśli się udała, 

Julietta,   łajdaczka   i   winowajczyni   Julietta,   zmazała   swą   duszę   dwiema   nowymi   zbrodniami 

podobnymi   do   pierwszej;   najpierw   więc,   aby   okraść   jednego   ze   swych   kochanków,   który  bez 

wiedzy swojej rodziny powierzył jej znaczną sumę;

pieniądze   te   przypadły   pani   de   Lorsange   skutkiem   tej   haniebnej   zbrodni;   drugą   zaś 

popełniła, aby wcześniej otrzymać w spadku sto tysięcy franków, które jeden z jej wielbicieli wpisał 

do   swego   testamentu,   dla   niej,   lecz   na   nazwisko   osoby   trzeciej,   mającej   zwrócić   tę   sumę   za 

niewielkim wynagrodzeniem.

Do   tych   okropności   pani   de   Larsange   dołączyła   dwa   lub   trzy   dzieciobójstwa;   obawa   przed 

zepsuciem pięknej kibici, chęć ukrycia podwójnej intrygi, wszystko to skłoniło ją do wielokrotnego 

tracenia dziecka, i zbrodnie te, ukryte jak i inne, nie przeszkodziły tej zręcznej i ambitnej istocie w 

znajdowaniu   co   dzień   nowych   głupców   i   powiększania   w   każdej   chwili   swego   majątku   przez 

dorzucanie wciąż nowych zbrodni.

Jest więc niestety aż nazbyt prawdziwe, że powodzenie może towarzyszyć zbrodni i że nawet wśród 

rozpusty i najbardziej przemyślanego zepsucia wszystko, co ludzie nazywają szczęściem, może 

ozłocić nić życia; niech jednak nie przeraża ta okrutna i fatalna prawda, niech przykład odwrotny, 

który niebawem ukażemy, przykład nieszczęścia, które wszędzie towarzyszy cnocie, nie dręczy tym 

background image

bardziej duszy uczciwych ludzi.

Ta korzyść ze zbrodni jest tylko pozorna; nie mówiąc już, że opatrzność musi na pewno ukarać 

takie powodzenie, winowajca żywi w głębi duszy robaka, co gryząc go bez przerwy, zabrania mu 

cieszyć się blaskiem otaczającej go szczęśliwości i zamiast niej pozostawia mu tylko rozdzierające 

wspomnienie zbrodni, za pomocą których ją zdobył.

Wobec nieszczęścia dręczącego cnotę, nieszczęśnik, którego prześladuje los, może pocieszać się 

swoim   sumieniem,   a   tajemna   radość   czerpana   z   niewinności   wynagrodzi   mu   wkrótce 

niesprawiedliwość ludzką.

29 .

background image

Taki więc był stan interesów pani de Lorsange, gdy pan de Corville, mężczyzna pięćdziesięcioletni i 

cieszący się poważaniem, o którym wspominaliśmy wyżej, postanowił poświęcić się całkowicie tej 

kobiecie i przywiązać ją ostatecznie do siebie.

Bądź sprawiła to jego troskliwość, bądź sposób poczynania, a może mądrość pani de Lorsange dość 

że dopiął swego do tego i już od czterech lat żył z nią całkowicie jak z legalną małżonką, gdy 

nabycie dla niej wspaniałej posiadłości koło Montargis skłoniło ich oboje do spędzenia tam kilku 

letnich miesięcy.

Pewnego czerwcowego wieczoru piękna pogoda zachęciła ich do przechadzki aż do miasta, byli 

jednak zbyt zmęczeni, aby powrócić w ten sam sposób, weszli do oberży, w której zatrzymuje się 

poczta lyońska, z zamiarem pchnięcia stamtąd człowieka konno, aby sprowadził dla nich powóz z 

pałacu;  wypoczywali  w niskiej   i chłodnej  sali  wychodzącej   na  podwórze,  gdy  poczta  o  której 

mówiliśmy, zajechała do gospody.

Któż nie lubi oglądać podróżnych, czy znajdzie się taki, kto w momencie bezczynności nie zapełni 

jej tą rozrywką, skoro się nadarza?

Pani   de   Lorsange   wstała,   jej   kochanek   udał   się   za   nią   i   ujrzeli   w   oberży   całe   podróżujące 

towarzystwo.

Zdawało się, że w pojeździe nie ma już nikogo, gdy gwardzista straży, zsiadający z kosza, wziął na 

ręce   od   jednego   ze   swych   towarzyszy,   również   siedzącego   na   tym   samym   miejscu,   młodą 

dziewczynę,   w   wieku   około   dwudziestu   sześciu   do   dwudziestu   siedmiu   lat,   otuloną   w   lichy, 

perkalowy płaszcz i związaną jak zbrodniarka.

Gdy pani de Lorsange wydała okrzyk zdumienia i przerażenia, młoda dziewczyna odwróciła się, 

pozwalając ujrzeć rysy tak słodkie i delikatne, figurę tak cienką i smukłą, że pan de Corville i jego 

kochanka nie mogli sobie odmówić zajęcia się tą nieszczęsną istotą.

Pan de Corville przybliża się i pyta jednego ze strażników, co uczyniła owa nieboraczka.

Doprawdy, panie ; odpowiada strażnik jest oskarżona o trzy lub cztery wielkie zbrodnie, 

chodzi o kradzież, zabójstwo i podpalenie, wyznam jednak, że ja i mój towarzysz nigdy równie 

niechętnie nie prowadziliśmy zbrodniarza; jest to istota najłagodniejsza i zdaje się najuczciwszą...

background image

Ach, ach mówi pan de Corville czy nie chodzi tutaj o jedną z tych zwykłych pomyłek 

niższego trybunału?

A gdzie miało miejsce wykroczenie?

W pewnej oberży o trzy mile od Lyonu, to Lyon ją właśnie osądził, jedzie do Paryża dla 

potwierdzenia wyroku i powróci na egzekucję do Lyonu.

Pani   de   Lorsange,   która   przybliżyła   się   i   słyszała   rozmowę,   zwierzyła   cicho   panu   de 

Corville chęć usłyszenia z ust samej dziewczyny historię jej nieszczęść, a pan de Corville, który 

miał podobne życzenie, oznajmił o tym ludziom prowadzącym dziewczynę, mówiąc im, kim jest;

nie mieli nic przeciwko temu, zdecydowano spędzić noc w Montargis, zażądano wygodnego 

pomieszczenia,   przy   którym   znalazłaby   się   izba   dla   strażników,   pan   de   Corville   zaręczył   za 

uwięzioną, rozwiązano ją i przeszła do mieszkania pana de Corville i pani de Lorsange, strażnicy 

zjedli kolację i poszli spać obok, gdy zaś dano trochę jeść nieszczęśliwej, pani de Lorsange, nie 

mogąc się powstrzymać od najwyższego dla niej zainteresowania i bez wątpienia mówiąc sobie po 

cichu:

Ta nieszczęśliwa istota i może niewinna traktowana jest jak zbrodniarka, podczas gdy mnie 

otacza powodzenie mnie, która na pewno jestem bardziej winna niż ona pani de Lorsange, mówię 

więc, zobaczywszy, że młoda dziewczyna trochę przyszła do siebie, nieco pocieszona pieszczotami 

i zainteresowaniem, jakie zdawano się jej okazywać, nakłoniła ją, by opowiedziała, jak to być 

może, że mając tak uczciwy i tak skromny wyraz twarzy, znajduje się w okropnej sytuacji.

Opowiedzieć pani historię mego życia mówi piękna nieszczęśliwa, zwracając się do hrabiny 

to dać uderzający przykład uciśnionej niewinności.

Byłoby to oskarżenie opatrzności, żaleniem się, to właściwie przestępstwo i nie śmiem doprawdy...

Z oczu tej biednej dziewczyny popłynęły obficie łzy, a gdy wypłakała się trochę, rozpoczęła 

swoją opowieść w tych słowach.

Pozwoli mi pani zataić moje nazwisko i pochodzenie, nie będąc sławne, jest jednak uczciwe 

i nie byłam przeznaczona dla poniżenia, które jest powodem prawie wszystkich moich nieszczęść.

Straciłam   rodziców   będąc   bardzo   młodą,   wierzyłam,   że   z   małym   zabezpieczeniem,   które   mi 

pozostawili, doczekam się uczciwego miejsca pracy, i nie przyjmując wciąż tych zajęć, które do 

background image

uczciwych nie należały, nie spostrzegłam się nawet, kiedy zjadłam tę odrobinę, która mi przypadła.

Im bardziej stawałam się biedna, tym bardziej mnie nie znoszono; im bardziej potrzebowałam 

pomocy,   tym   mniej   spodziewałam   się   ją   otrzymać   lub   tym   bardziej   ofiarowywano   mi   pomoc 

niegodną i nieprawą.

Z  wszystkich  nieprzyjemności,  których  doznawałam  w  tej  nieszczęsnej  sytuacji,  ze  wszystkich 

okropnych słów, które usłyszałam, przypomnę tylko to, co zdarzyło się u pana Dubourg, jednego z 

najbogatszych lekarzy stolicy.

Posłano mnie do niego jako człowieka, którego wpływy i bogactwo mogły z pewnością złagodzić 

mój los, ale ci, co dali mi podobną radę, albo chcieli mnie oszukać, albo też nie znali nieczułości 

jego duszy i zepsucia obyczajów.

31 .

background image

Wyczekałam się dwie godziny w przedpokoju, nim mnie na koniec wprowadzono; pan Dubourg, 

mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat, dopiero wstał, owinięty w rozwiewający się 

szlafrok, który ledwie go zakrywał, czesano go właśnie, kazał wyjść swemu pokojowemu i zapytał 

mnie, z czym przychodzę.

Niestety,   proszę   pana   odpowiedziałam   mu   jestem   biedną   sierotą,   która   nie   ma   jeszcze 

czternastu lat, a jednak poznała wszelkie rodzaje niedoli.

Wyliczyłam   swoje   niepowodzenia,   trudności   znalezienia   miejsca,   to,   że   szukając   go, 

wydałam już na nieszczęście tę niewielką sumę, którą posiadałam, powiedziałam o doznanych 

odmowach, o trudności znalezienia pracy nawet w sklepie lub jako pokojówka, a także wyraziłam 

nadzieję, że ułatwi mi zdobycie środków do życia.

Wysłuchawszy mnie dosyć uważnie, pan Dubourg zapytał, czy zawsze byłam cnotliwa.

Nie   byłabym   ani   taka   biedna,   ani   w   takich   kłopotach,   proszę   pana   powiedziałam   mu 

gdybym nie chciała pozostać cnotliwa.

Moje dziecko powiedział mi na to i dlaczegóż chcesz, aby bogactwo przyszło ci z pomocą, 

jeśli mu do niczego nie służysz?

Chcę służyć, proszę pana, nie chodzi mi o nic innego.

Posługi dziecka, którym jesteś, niewiele przydadzą się w domu, nie o tym myślę, nie masz 

ani odpowiedniego wieku, ani zręczności, żeby cię zatrudnić, jak o to prosisz, mogłabyś jednak, 

rezygnując   częściowo   z   śmiesznej   surowości,   zapewnić   sobie   przyzwoite   życie   u   wszystkich 

libertynów.

I tylko do tego powinnaś dążyć, ta cnota, którą tak obnosisz, nie przydaje się na nic w świecie, 

możesz się nią popisywać, ale nie przyniesie ci to nawet szklanki wody.

Ludzie tacy jak my, udający dawanie jałmużny, to znaczy dający jak najmniej, bo to ich najbardziej 

odstręcza   chcą   mieć   korzyść   z   pieniędzy,   które   opuszczają   ich   kieszeń,   a   cóż   może   dać   taka 

dziewczynka, jak ty w zamian za pomoc, jeśli nie zupełną zgodę na to, czego zechce się od niej 

wymagać?

background image

Och, proszę pana, nie ma więc już dobroczynności ani uczciwych uczuć w sercu ludzi?

Bardzo   mało,   moje   dziecko,   bardzo   mało,   i   wyrzekliśmy   się   już   tej   materii,   aby 

przysługiwać się za darmo drugim; duma była tym może na chwilę połechtana, ale ponieważ nie ma 

nic bardziej chimerycznego i znikającego tak szybko, jak jej uciechy, zapragnęliśmy uciech bardziej 

realnych, i wiadomo, że z taką dziewczynką, jak ty na przykład, byłoby o wiele lepiej jako owoc 

tych zaliczek zerwać wszystkie przyjemności, których może użyczyć rozpusta, niż wbijać się w 

dumę z powodu ofiarowanej jałmużny.

Opinia   człowieka   szczodrego,   jałmużnika,   dobroczyńcy   niewarta   jest   dla   mnie   najmniejszego 

odczucia tych rozkoszy, których możesz użyczyć, a podobnie jest z wszystkimi prawie ludźmi 

moich upodobań i wieku, pogódź się więc z tym, moje dziecko, że pomogę ci tylko w zamian za 

uległość w tym wszystkim, czego będzie mi się podobało od ciebie zażądać.

Jakaż nieczułość, panie, cóż za nieczułość!

I sądzisz pan, że niebo nie ześle na cię żadnej kary?

Dowiedz się, małe niewiniątko, że niebo jest tym, co nas najmniej interesuje na świecie; czy 

to, co czynimy na ziemi, podoba mu się, czy nie, to nas najmniej niepokoi; upewnieni w tym, że 

niewiele   ma   ono   władzy   nad   ludźmi,   mierzymy   się   z   nim   codziennie   bez   drżenia,   a   nasze 

namiętności tylko wtedy mają urok, jeśli w najlepsze przekraczają jego zamiary lub co najmniej to, 

co głupcy za nie podają, ale co w istocie jest tylko pozornym łańcuchem, którym oszustwo chciało 

najsilniej zniewolić.

Panie, przy takich zasadach nieszczęśliwiec musi zginąć.

Cóż z tego?

We Francji jest więcej poddanych niż potrzeba;

rząd, który widzi wszystko w wielkiej  skali, mało się kłopocze jednostkami, jeśli tylko 

całość się zachowuje.

Czy wierzy pan jednak, że dzieci uszanują ojca, jeśli są przez niego prześladowane?

Co znaczy dla ojca, posiadającego za dużo dzieci, miłość tych, które mu nic nie przynoszą?

To już lepiej było udusić nas przy narodzeniu.

background image

Może i tak, ale zostawmy politykę, z której nie możesz nic rozumieć.

Dlaczegóż skarżyć się na los, jeśli ujarzmienie go zależy tylko od nas?

Za jaką cenę, wielkie nieba!

Za cenę chimery, której wartość, polega tylko na wkładanej w nią dumie...

zostawmy jednak to twierdzenie i zajmijmy się tylko tym, co nas obojga dotyczy.

Tobie zależy bardzo na tej chimerze, a mnie niewiele, i dlatego zostawiam ci ją; obowiązki, które ci 

nałożę i za które otrzymasz porządne, choć nie przesadne wynagrodzenie, będą zupełnie inne.

Umieszczę cię przy mojej gospodyni, będziesz jej służyć i co ranka w mojej obecności bądź ta 

kobieta, bądź mój pokojowiec podda cię...

O pani, jakże opowiedzieć o tej wstrętnej propozycji?

Zbyt upokorzona, że każe mi się to czynić, jakby zagłuszając w sobie te słowa w chwili, gdy je  

wypowiadano...

33 .

background image

zbyt zawstydzona, żeby je powtórzyć, zechce pani łaskawie sama je uzupełnić...

Okrutnik, naznaczył mi arcykapłanów, a ja miałam służyć za ofiarę...

Oto   wszystko,   co   mogę   dla   ciebie   zrobić,   moje   dziecko   mówił   dalej   ten   niegodziwy 

człowiek,   wstając   w  nieprzyzwoity  sposób   a  na   dodatek   nie   obiecuje  ci   za   tę   długą   zawsze   i 

ciernistą ceremonię dłuższego utrzymania niż przez dwa lata.

Masz teraz czternaście lat, mając szesnaście będziesz mogła swobodnie szukać szczęścia gdzie 

indziej, a do tego czasu będziesz ubierana, karmiona i dostaniesz miesięcznie jednego ludwika.

To zupełnie przyzwoicie, nie dawałem tyle dziewczynie, którą zastąpisz; to prawda, że nie miała, 

jak ty, zachowanej  cnoty, o którą tak ci chodzi, a którą szacuję, jak widzisz, mniej więcej na 

pięćdziesiąt   talarów   rocznie,   jest   to   więc   suma   wyższa   od   tej,   jaką   otrzymywała   twoja 

poprzedniczka.

Zastanów   się   więc   dobrze,   pomyśl   zwłaszcza   o   nędznym   stanie,   w   jakim   cię   przyjmuję, 

uprzytomnij sobie, że w tym nieszczęsnym kraju, gdzie jesteś, ci, którzy nie mają z czego żyć, 

muszą cierpieć, żeby zarobić, że podobnie jak oni będziesz cierpieć, to prawda, ale zarobisz za to o 

wiele więcej niż większość z nich.

Niecne   słowa   tego   potwora   rozpłomieniły   jego   namiętność,   chwycił   mnie   brutalnie   za 

kołnierzyk od sukienki i powiedział, że za pierwszym razem sam pokaże mi, o co chodzi...

Ale   moje   nieszczęście   użyczyło   mi   sił   odwagi,   zdołałam   się   uwolnić   i   rzucając   się   do   drzwi 

powiadam mu, uciekając:

Wstrętny człowieku, niechże niebo, które tak okrutnie obrażasz, ukarze cię pewnego dnia, 

jak na to zasługujesz za swoje wstrętne barbarzyństwo; nie jesteś godny ani tych bogactw, których 

używasz tak niecnie, ani nawet powietrza, którym oddychasz w świecie zbrukanym przez twoje 

okrucieństwa.

Powróciłam ze smutkiem do domu, pochłonięta tymi smutnymi i ponurymi rozmyślaniami, 

które rodzą się niechybnie w zetknięciu, z okrucieństwem i zepsuciem ludzkim, gdy nagle wydało 

się, że zabłysnął przede mną promień pomyślności.

background image

Kobieta, u której mieszkałam, znająca moje nieszczęścia, przyszła mi powiedzieć, że znalazła w 

końcu dom, gdzie przyjmą mnie z przyjemnością, jeśli tylko będę się dobrze zachowywać.

O nieba, proszę pani powiedziałam, całując ją w uniesieniu sama postawiłabym też taki 

warunek, niech pani sama zobaczy, czy nie przyjmuję tego z rozkoszą.

Człowiek, któremu miałam służyć, był starym lichwiarzem, który, jak powiadano, wzbogacił 

się nie tylko pożyczając na procent, lecz także okradając bezkarnie wszystkich, gdy tylko uważał, 

że może to bezpiecznie zrobić.

Zamieszkiwał na ulicy Quincampoix, na pierwszym piętrze, ze starą kochanką, którą nazywał żoną 

i która była co najmniej równie niegodziwa, jak on sam.

Zofio powiada do mnie ten skąpiec Zofio takie bowiem było moje imię, jakie przybrałam, 

by ukryć własne pierwsza cnota, jaka potrzebna jest w moim domu, to uczciwość...

jeślibyś kiedykolwiek sprzeniewierzyła dziesiątą część dolara, każę cię powiesić, zobaczysz, Zofio, 

ale powiesić tak, żebyś już nie mogła przyjść do siebie.

Jeśli moja żona i ja doznajemy jakichś słodkości na starość, to jest to owocem naszej ogromnej 

pracy i naszej głębokiej trzeźwości...

Czy dużo jesz, moje dziecko?

Kilkanaście uncji chleba dziennie, proszę pana odpowiedziałam mu wodę i trochę zupy, gdy 

jestem na tyle szczęśliwa, że mogę ją mieć.

Zupa, do licha, zupa...

widziałaś, moja droga powiedział stary skąpiec do żony oto godny ubolewania postęp zbytku.

Od roku szuka posady, umiera z głodu od roku i chciałaby zajadać zupę.

My ledwo możemy sobie na to pozwolić i to tylko w niedzielę, my, którzy pracujemy jak galernicy 

od czterdziestu lat.

Będziesz dostawać trzy uncje chleba dziennie, córko, pół butelki wody z rzeki, starą suknię mojej 

żony co osiemnaście miesięcy, aby zrobić sobie spódniczki, i trzy talary pensji na końcu roku, jeśli 

będziemy   zadowoleni   z   twoich   usług,   jeśli   jesteś   równie   oszczędna   jak   my   i   jeśli   w   końcu 

background image

porządkiem i staraniem przyczynisz korzyści dla domu.

Służenie nam nie wymaga prawie niczego, jesteś sama, trzeba sprzątnąć i glansować trzy razy 

tygodniowo sześciopokojowe mieszkanie, słać moje łóżko i mojej żony, otwierać drzwi wejściowe, 

pudrować   moją   perukę,   czesać   moją   żonę,   zająć   się   psem,   kotem   i   papugą,   pilnować   kuchni, 

czyścić naczynia, czy były używane czy nie, pomagać mojej żonie, gdy przyrządza nam coś do 

zjedzenia, i poświęcać resztę dnia na zajmowanie się bielizną, pończochami, czepkami i innymi 

drobnymi rzeczami.

Jak widzisz, Zofio, to nic wielkiego, zostanie ci dużo czasu dla siebie, pozwolimy ci używać go dla 

własnej potrzeby i zająć się na własny użytek bielizną i ubraniem, którego będziesz potrzebować.

Rozumie pani dobrze, że trzeba było nędzy, w jakiej byłam, aby przyjąć podobne miejsce; 

było o wiele więcej pracy, niż na to pozwalał mój wiek i moje siły, i czyż mogłam wyżyć z tego, co  

mi dawano?

Nie chciałam jednak sprawiać wrażenia trudnej i przyjęłam miejsce tego samego wieczoru.

35 .

background image

Gdyby okrutna moja sytuacja, pozwoliła mi pamiętać o zabawieniu pani, a nie o tym, że 

poruszyć jej duszę na moją korzyść, to sądzę, że ubawiłabym panią, opowiadając o wszystkich 

objawach skąpstwa, którego byłam świadkiem w tym domu.

Ale już na początku drugiego roku oczekiwało mnie tam tak straszne nieszczęście, że trudno mi 

jest, gdy nad tym rozmyślam, użyczyć pani kilku przyjemnych szczegółów, nie opowiedziawszy 

najpierw o tej klęsce.

Trzeba pani wiedzieć, że w tym domu nigdy nie zapalano światła; pokój pana i pani znajdował się 

szczęśliwie przy latarni ulicznej, co wystarczało im w zupełności, nigdy nie korzystali z innego 

światła, gdy kładli się do łóżka.

Jeśli chodzi o bieliznę, nie używali jej wcale, przy rękawie marynarki pana, podobnie jak przy sukni 

pani, znajdowało się po parze starych mankietów, przyszytych do materiału, i prałam je w każdą 

sobotę wieczór, żeby nadawały się do włożenia w niedzielę; nie było prześcieradeł ani ręczników, 

aby uniknąć prania, rzeczy dla domu kosztownej, jak utrzymywał mój czcigodny pan Du Harpin.

Nigdy nie piło się u niego wina, czysta woda, jak powiadała pani Du Harpin, jest naturalnym 

napojem,   którego   używali   pierwsi   ludzie,   i   jedynym   zalecanym   nam   przez   naturę;   za   każdym 

razem, gdy krajano chleb, umieszczano pod spodem koszyk, aby zebrać okruchy, dołączano do nich 

pilnie resztki pozostałe po jedzeniu i wszystko to, usmażone w niedzielę z odrobiną zjełczałego 

masła, stanowiło uroczyste danie w ten dzień odpoczynku.

Nigdy nie wolno było trzepać ubrań ani mebli, z obawy, że się zniszczą, tylko omiatać delikatnie 

piórkiem;

buty pana i pani były podbite żelazem, a oboje przechowywali jeszcze z czcią te, które 

służyły im  w  dniu  wesela;   jednak   bardziej  dziwaczna  była   czynność,  którą   musiałam  spełniać 

regularnie raz na tydzień.

Było w mieszkaniu dość duże pomieszczenie, którego ściany nie były niczym obite; musiałam iść z 

nożem, zeskrobać trochę gipsu ze ściany, przesiewałam go następnie przez gęste sitko, a to, co 

zostawało po tej czynności, stawało się pudrem do toalety, którym ozdabiałam co ranka i pańską 

perukę, i kok pani.

background image

Dałby Bóg, żeby te obrzydliwości były jedynymi, które wyczyniali ci wstrętni ludzie; nic bardziej 

naturalnego, jak chęć zachowania swojego dobra, ale chęć jego podwojenia czyjąś własnością to nie 

to samo, a wystarczyło niewiele czasu, żeby zrozumieć, że tylko w ten sposób pan Du Harpin 

dochodził do takiego bogactwa.

Nad nami mieszkał jegomość żyjący w dostatku, posiadający dość ładne klejnoty, a jego rzeczy 

były znane mojemu panu bądź to z powodu sąsiedztwa, bądź że przeszły mu przez ręce.

Słyszałam często, jak ze swoją żoną wyrażał żal z powodu losu pewnej złotej szkatułki, wartości 

trzydziestu do czterdziestu ludwików, która na pewno zostałaby przy nim, gdyby, jak powiadał, 

jego pomocnik miał trochę więcej inteligencji; żeby sobie w końcu wynagrodzić brak szkatułki, 

czcigodny pan Du Harpin zamyślał ją ukraść i na mnie właśnie spadło wykonanie tego zamiaru.

Po wygłoszeniu wielkiej mowy o nieszkodliwości kradzieży, a nawet użyteczności jej w 

społeczeństwie, ponieważ przywraca pewną równowagę, zdecydowanie naruszoną przez nierówne 

rozłożenie bogactw, pan Du Har pin dał mi podrobiony klucz, zapewnił, że otworzę nim mieszkanie 

sąsiada,   znajdę   szkatułkę   w   sekreterze,   nigdy   nie   zamykanej,   przyniosę   ją   bez   żadnego 

niebezpieczeństwa, a za tę tak istotną przysługę otrzymam przez dwa lata pensję podwyższoną o 

jednego talara.

Och, proszę pana wykrzyknęłam czyż to możliwe, aby pan ośmielał się tak psuć swoją 

sługę?

Co zabroni mi zwrócić przeciwko wam broń, którą wkładacie mi do ręki, i jakie racje możecie mi 

przeciw stawić, jeśli okradną was podług waszych zasad?

Pan Du Harpin, bardzo zdziwiony moją odpowiedzią, nie ośmielając się więcej nalegać, ale 

kryjąc urazę, powiedział, że wszystko to miało mnie wypróbować, szczęśliwie się więc stało, że 

oparłam się tej niegodziwej propozycji z jego strony i że zostałabym powieszona, gdybym uległa.

Zadowoliłam   się   taką   odpowiedzią,   ale   czułam   od   tego   czasu,   że   cała   ta   sprawa   grozi   mi 

nieszczęściem, i zrozumiałam, jaką sobie wyrządziłam szkodę odmawiając tak stanowczo.

Nie było jednak innej rady: albo trzeba było popełnić zbrodnię, o której mi mówiono, lub też 

jedynym wyjściem było ostre odrzucenie tej propozycji; mając większe doświadczenie odeszłabym 

natychmiast   z   tego   domu,   ale   było   już   zapisane   w   księdze   mego   przeznaczenia,   że   każdy   z 

uczciwych odruchów, do których skłaniał mnie mój charakter, musiał być opłacony nieszczęściem, 

trzeba więc było przyjąć swój los, skoro nie było innych możliwości.

background image

Pan Du Harpin przeczekał miesiąc, to znaczy prawie do chwili, gdy rozpoczął się drugi rok 

mojego pobytu u niego, bez słowa i nie okazując najmniejszej urazy z powodu odmowy, z którą się 

spotkał z mojej strony.

Aż tu nagle pewnego wieczoru, gdy po skończeniu pracy zamknęłam się w swoim pokoju, aby 

zażyć kilku godzin wypoczynku, słyszę nagle, że drzwi otwierają się gwałtownie, i ze strachem 

ujrzałam pana Du Harpin prowadzącego w stronę mego łóżka komisarza i czterech strażników.

Niech   pan   czyni   swoją   powinność   powiedział   do   przedstawiciela   sprawiedliwości   ta 

łajdaczka ukradła mi diament wart tysiąc talarów, znajdziecie go w jej pokoju lub przy niej, nie 

może być inaczej.

37 .

background image

Ja pana okradłam?

mówię, wyskakując z łóżka cała wzburzona ja, panie, któż wie lepiej niż pan, jaką odrazą przejmuje 

mnie podobny czyn i jakim niepodobieństwem jest, abym go mogła popełnić!

Ale pan Du Harpin kazał szukać dalej czyniąc wiele hałasu, aby nie usłyszano moich słów, i 

nieszczęsny pierścień został znaleziony w jednym z materaców.

Wobec tak przekonywających dowodów nie można się było sprzeciwiać, w jednej chwili zostałam 

pochwycona,  skrępowana  i   haniebnie  poprowadzona  do  więzienia  śledczego,  nie   udzielono   mi 

nawet możliwości, aby zostało wysłuchane choćby jedno słówko, które mogłabym powiedzieć na 

swoje usprawiedliwienie.

Proces biednej dziewczyny, która nie ma ani nazwiska, ani oparcia, odbywa się we Francji 

bardzo szybko.

Uważa   się,  że   cnota  nie  idzie  w  parze   z  nędzą,   i  niedola  jest   w naszych   trybunałach  pełnym 

dowodem przeciw oskarżonemu; niesłuszne uprzedzenie każe wierzyć, że popełnia zbrodnię ten, 

kto powinien ją popełnić, uczucia ocenia się według stanu, do jakiego człowiek należy, i jeśli tytuły 

i  fortuna  nie  udowodnią  zaraz,  że  musisz  być   uczciwym  człowiekiem,  stanowi to  natychmiast 

dowód, że nie możesz nim być.

Cóż  z  tego,  że  się  broniłam,  cóż  z  tego,  że  podsunęłam  urzędowemu  obrońcy,   którego 

przyznano mi na chwilę, najlepsze argumenty, mój pan oskarżył mnie, diament znalazł się w moim 

pokoju, było więc jasne, że go ukradłam.

Gdy napomknęłam o okropnym postępku pana Du Harpin, by wykazać, że nieszczęście, które mi 

się wydarzyło, wynika tylko z jego zemsty i chęci usunięcia osoby, która będąc w posiadaniu 

tajemnicy,   miała   w   ręku   jego   reputację,   potraktowano   te   oskarżenia   jako   zniesławienie, 

powiedziano, że pan Du Harpin jest znany od czterdziestu lat jako człowiek prawy i niezdolny do 

takiej  okropności,  i już widziałam, jak płacę  życiem za  odmowę uczestnictwa  w zbrodni,  gdy 

zdarzył się nieoczekiwany wypadek, który zwrócił mi wolność, jednocześnie jednak miał mnie 

pogrążyć w nowych klęskach, czekających mnie jeszcze na świecie.

Kobieta lat czterdziestu, którą nazywano Dubois, słynna z okropności wszelkiego rodzaju, 

background image

była również w przededniu zasądzenia kary śmierci, przynajmniej bardziej zasłużonej niż moja, 

ponieważ jej zbrodnie zostały stwierdzone, a przeciw mnie nic nie dało się znaleźć.

Wzbudziłam   w   tej   kobiecie   pewne   zainteresowanie;   któregoś   wieczoru,   niewiele   dni   przed 

terminem, w którym i ja, i ona miałyśmy utracić życie, kazała mi nie kłaść się spać, ale wraz z nią, 

niczego po sobie nie okazując, trzymać się jak najbliżej bramy więziennej.

Między   północą   a   godziną   pierwszą   mówiła   dalej   ta   szczęśliwa   łotrzyca   w   budynku 

wybuchnie pożar...

to dzieło moich zabiegów, być może ktoś się spali, to nie ma znaczenia, pewne jest natomiast, że 

my uciekniemy; trzech mężczyzn, moich wspólników i przyjaciół, przyłączy się do nas i gwarantuję 

ci wolność.

Ręka nieba, karząc niewinność w mojej osobie, przysłużyła się zbrodni w osobie mojej 

protektorki, wybuchł pożar, ogień był okropny, dziesięć osób spaliło się, ale my uciekliśmy; tego 

samego dnia dotarliśmy do chaty kłusownika w lesie Bondy, łotrzyka innego rodzaju, ale bliskiego 

przyjaciela naszej bandy.

Jesteś więc wolna, droga Zofio mówi mi Dubois możesz teraz wybrać taki rodzaj życia, jaki 

ci się spodoba, chciałabym jednak dać ci jedną radę, mianowicie, żebyś się wyrzekła cnotliwych 

praktyk, które, jak widzisz, nigdy nie przynoszą powodzenia; niestosowne skrupuły zaprowadziły 

cię do stóp szafotu, wstrętna zbrodnia ocala mnie od niego; spójrz, do czego przydaje się dobro na 

świecie i czy warto mu się poświęcać.

Jesteś młoda i ładna, jeśli zechcesz, zapewnię ci dostatek w Brukseli; jadę tam, to moja ojczyzna;

w dwa lata będziesz wysoko, ostrzegam cię jednak, że nie poprzez wąskie ścieżki cnoty 

poprowadziłabym cię do fortuny; w twoim wieku trzeba jąć się niejednego zawodu, posłużyć do 

niejednej intrygi, gdy chce się szybko dojść do czegoś...

Rozumiesz mnie, Zofio...

rozumiesz, zdecyduj się więc szybko, gdyż musimy się oddalić, tutaj jesteśmy bezpieczni tylko 

przez kilka godzin.

Och, pani powiedziałam mojej dobrodziejce winnam pani wiele, uratowała mi pani życie, 

jestem zrozpaczona tym, że bez wątpienia zawdzięczam je zbrodni, i może być pani pewna, że 

background image

gdybym miała do niej przyłożyć rękę, wolałabym zginąć raczej, niż to uczynić.

Zbyt   dobrze   wiem,   na   jakie   niebezpieczeństwa   się   naraziłam,   powodując   się   pragnieniem 

uczciwości,   które   zawsze   istnieć   będzie   w   moim   sercu,   ale   gdyby   nawet   droga   cnoty   była 

najbardziej ciernista, będę ją zawszę przedkładać nad fałszywe blaski powodzenia, niebezpieczne 

łaski, które przez chwilę towarzyszą zbrodni.

Są we mnie przekonania religijne, które dzięki niebiosom nie opuszczą mnie nigdy.

Jeśli opatrzność sprawi, że droga mojego życia będzie ciężka, będę za to wynagrodzona w lepszym 

świecie; ta nadzieja pociesza mnie, łagodzi wszystkie moje zmartwienia, ucisza żale, umacnia w 

przeciwnościach i każe mi  zmierzyć  się z całym złem, które opatrzności spodoba się na mnie 

zesłać.

Ta radość zagasłaby rychło w moim sercu, gdybym je zmazała zbrodniami, bałabym się klęsk 

jeszcze większych na tym świecie,

39 .

background image

a   na   tamtym   przypadłyby   mi   w   udziale   tylko   okropne   kary,   które   sprawiedliwość   niebieska 

przygotowuje dla tych, co ją znieważają.

Oto absurdalne przekonania, które wkrótce zaprowadzą cię do szpitala, moja córko mówi 

Dubois marszcząc brwi wierz mi, nie zajmuj się sprawiedliwością niebieską, karami czy przyszłymi 

nagrodami, trzeba zapomnieć o tym wszystkim wychodząc ze szkoły albo umrzeć z głodu, jeśli 

popełnia się to głupstwo, że wierzy się dalej.

Nieczułość bogaczy usprawiedliwia szelmostwo ubogich, moje dziecko; niech ich trzos otworzy się 

dla naszych potrzeb, niech w sercach ich zapanują ludzkie uczucia, a wtedy i w naszych sercach 

mogłyby osiedlić się cnoty, ale dopokąd nasza niedola, nasza cierpliwość w znoszeniu jej, nasza 

dobra wiara, nasze zniewolenie będą służyć tylko podwojeniu naszych kajdan, nasze zbrodnie będą 

ich dziełem i bylibyśmy głupi, wyrzekając się tych zbrodni, skoro mogą choćby trochę zmniejszyć 

jarzmo, którym bogaci się obciążają.

Natura zrodziła nas wszystkich równymi, Zofio; jeśli losowi podoba się burzyć tę najpierwszą 

zasadę ogólnych praw, to my musimy naprawić jego kaprysy i naszą zręcznością odzyskać to, co 

biorą silniejsi...

Lubię ich słuchać, tych bogaczy, sędziów, urzędników, lubię, jak prawią nam kazania o cnocie; 

trudno jest im powstrzymać się od kradzieży, chociaż mają trzy razy tyle, ile potrzeba do życia, 

trudno   im   zgoła   nie   myśleć   o   zabójstwie,   choć   otoczeni   są   pochlebcami   tylko   i   usłużnymi 

niewolnikami, jakże ciężko zdobyć się na umiarkowanie i trzeźwość, skoro upaja ich żądza, a 

otaczają najbardziej soczyste kąski, jak trudno im o prawdomówność, choć nigdy nie mają żadnej 

korzyści z kłamstwa.

Ale my, Zofio, my przez tę barbarzyńską opatrzność, z której uczyniłaś sobie bożka w swoim 

szaleństwie, skazani na pełzanie po ziemi jak wąż w trawie, my, na których patrzy się tylko ze 

wstrętem, gdyż jesteśmy biedni, których się poniża, gdyż jesteśmy słabi, my, którzy ostatecznie 

znajdujemy na powierzchni globu tylko żółć i ciernie, chcesz, żebyśmy się bronili przed zbrodnią, 

skoro tylko jej dłoń otwiera drzwi życia, podtrzymuje nas w nim, zachowuje lub broni nas przed 

jego utratą;

chcesz,   żeby   nam,   zawsze   poddanym   i   poniżonym,   przypadł   w   udziale   tylko   trud, 

przygnębienie i boleść, tylko niedostatek i łzy, tylko piętno i szafot, podczas gdy na klasę, która nas 

background image

ujarzmia, spływają wszelkie łaski fortuny!

Nie, nie, Zofio, nie, albo ta opatrzność, którą czcisz, jest godna tylko naszej wzgardy albo inne są 

jej zamiary...

Poznaj ją lepiej, Zofio, poznaj ją lepiej i przekonaj się o tym, że kiedy stawia nas ona w pewnej 

sytuacji, w której zło staje się konieczne, a jednocześnie daje nam możliwość dokonania go, to 

znaczy, że to zło służy jej zasadom podobnie jak dobro i że zyskuje tyleż na jednym, co na drugim.

Stan, w którym stwarza nas ona, jest równością, człowiek, który go zakłóca, nie jest bardziej winien 

niż ten, kto dąży do przywrócenia go, obaj działają zgodnie z otrzymanymi podnietami, obaj muszą 

ich słuchać, zawiązać sobie na oczach opaskę i korzystać z życia.

Wyznam, że jeśli kiedykolwiek coś mnie zachwiało, to właśnie uwodzicielstwo tej sprytnej 

kobiety, ale jeszcze silniejszy był głos, który zwalczał jej sofizmaty w moim sercu, posłuchałam go 

i oświadczyłam po raz ostatni, że jestem zdecydowana nigdy nie ulec zepsuciu.

Dobrze mówi do mnie Dubois rób, co chcesz, zostawiam cię na łaskę złego losu, jeśli jednak 

kiedyś zostaniesz uwięziona, czego nie unikniesz, gdyż fatalność, ocalając zbrodnię, niszczy w 

sposób nieunikniony cnotę, dobrze pamiętaj, aby przynajmniej nic o nas nie mówić.

Podczas gdy tak rozprawialiśmy, trzej towarzysze Dubois pili z kłusownikiem, a ponieważ 

wino na ogół pozwala złoczyńcy zapomnieć o popełnionych zbrodniach i zachęca go często do ich 

powtórzenia, nawet nad brzegiem przepaści, z której ocalił się przed chwilą łotrzykowie patrzyli 

więc na moje postanowienie ujścia z ich rąk nie bez chęci zabawienia się moim kosztem.

Ich  zasady,   obyczaje,  ponure  miejsce,   w którym   się  znajdowaliśmy,   podchmielenie,  mój   wiek, 

niewinność i figura, wszystko to zachęcało ich.

Wstali od stołu, naradzili Się między sobą, poradzili się Dubois; wszystkie te tajemnicze czynności 

sprawiły,   że   drżałam   z   trwogi,   wynik   zaś   był   taki,   że   miałam   przejść   przez   ręce   wszystkich 

czterech, zanim odejdę, albo decydując się na to dobrowolnie, albo ulegając sile; jeślibym to zrobiła 

dobrowolnie, każdy z nich da mi talara, abym mogła pójść, gdzie zechcę, skoro nie pragnę im 

towarzyszyć; jeśliby jednak trzeba było użyć siły, aby mnie zmusić, rzecz i tak by się dokonała, ale 

dla zachowania tajemnicy ostatni z czterech, zabawiający się ze mną, miał mi zatopić nóż w łonie, a 

potem miano mnie zakopać pod drzewem.

Niech pani pomyśli, jakie wrażenie wywarła na mnie ta odrażająca propozycja;

background image

rzuciłam się do stóp Dubois, zaklinałam ją, aby stała się po raz drugi moją protektorką, ale 

zbrodniarka śmiała się tylko z tej tak strasznej dla mnie sytuacji, która zresztą wydawała się jej 

bagatelką.

Do licha mówi mi ona czujesz się nieszczęśliwa, że posłużysz czterem tak zbudowanym 

chłopcom!

Paryżu jest dziesięć tysięcy kobiet, moja córko, które dałyby dosyć krągłych talarów, żeby być teraz 

na twoim miejscu...

Słuchaj dorzuciła jednak, zastanowiwszy się chwilę mam dosyć władzy nad tymi cudakami, aby 

puścili cię wolno, jeśli chcesz okazać się tego godna.

41 .

background image

Biada, o pani, co trzeba zrobić?

wykrzyknęłam zalewając się łzami rozkazuj, jestem gotowa.

Pójść z nami, przystać do nas i popełniać to, co my, bez najmniejszej odrazy, za tę cenę 

przyrzekam ci resztę.

Nie   można   się   było   wahać;   przyjmując   propozycję   narażałam   się   na   nowe 

niebezpieczeństwa, to prawda, były one jednak jeszcze daleko, mogłam ich umknąć, podczas gdy 

to, co groziło mi w tej chwili, było nie do uniknięcia.

Pójdę wszędzie, pani mówię do Dubois pójdę wszędzie, przyrzekam to, proszę mnie ocalić 

od wściekłości tych ludzi, a nie opuszczę pani nigdy.

Chłopcy   mówi   Dubois   do   czterech   rzezimieszków   ta   dziewczyna   należy   do   bandy; 

przyjmuję ją i biorę do nas, zabraniam ją gwałcić, nie obrzydzajmy jej zawodu od pierwszego dnia; 

widzicie, jak mogą się nam przydać jej wiek i wygląd, posłużymy się tym dla naszych korzyści i nie 

poświęcajmy jej naszym przyjemnościom...

Ale namiętności osiągają pewien stopień w mężczyźnie, gdy już żaden głos nie może ich 

opanować; ludzie, z którymi miałam do czynienia, byli w takim stanie, że nic do nich nie docierało, 

podeszli   do   mnie   wszyscy   czterej   jednocześnie,   w   stanie   niedającym   zgoła   nadziei   na   moje 

ocalenie, i oświadczyli zgodnie Dubois, że nawet gdyby szafot miał tu stanąć, muszę stać się ich 

ofiarą.

Najpierw moja mówi pierwszy, chwytając mnie w ramiona.

Jakim prawem ty masz rozpocząć?

mówi drugi, odpychając towarzysza i wyrywając mnie brutalnie z jego rąk.

Do diabła, wy dopiero po mnie powiada trzeci.

Kłótnia robi się coraz większa, czterej współzawodnicy biorą się za łby, przewracając na ziemię, 

okładając  razami,  tarzają  się,  ja  zaś,  nie  wierzę  szczęściu,  że  te  okoliczności  dają  mi   czas  do 

ucieczki, podczas gdy Dubois usiłuje ich rozdzielić, rzucam się, wpadam do lasu i w jednej chwili 

background image

tracę z oczu chatę.

Istoto najwyższa powiadam, rzucając się na kolana, gdy tylko poczułam się bezpieczna 

najwyższa istoto, prawdziwy obrońco mój i przewodniku, zechciej zlitować się nad moją nędzą; 

widzisz   moją   słabość   i   niewinność,   widzisz,   z   jakim   zaufaniem   pokładam   w   tobie   całą   moją 

nadzieję; zechciej wyrwać mnie z niebezpieczeństw, które mnie ścigają, lub też poprzez śmierć 

mniej niesławną niż ta, której się wyrwałam, zechciej przywołać mnie rychło do siebie.

Modlitwa jest najsłodszą pociechą nieszczęśliwego, pomodliwszy się, zostaje umocniony; 

wstałam pełna odwagi, a ponieważ zaczynało się ściemniać, zanurzyłam się w zarośla, aby spędzić 

bezpieczniej noc;

bezpieczeństwo,   jakie   czułam,   znużenie,   jakie   mnie   ogarnęło,   odrobina   radości,   jakiej 

zakosztowałam, wszystko to sprawiło, że spędziłam dobrą noc i słońce było już bardzo wysoko, 

gdy moje oczy otwarły się na światło.

Chwila przebudzenia się jest dla ludzi nieszczęśliwych najbardziej nieznośna; odpoczynek ciała, 

spokój myśli, chwilowe zapomnienie przeciwności, wszystko to jeszcze z większą siłą przypomina 

im nieszczęście i bardziej uciążliwym czyni jego ciężar.

Jest więc prawda, mówię sobie, że są ludzkie istoty, którym natura przeznacza ten sam los, 

co dzikim zwierzętom!

Skryta w ich ostępie, uciekając przed ludźmi, jak one, jakąż widzę różnicę między nimi a sobą?

Czyż warto było urodzić się dla tak żałosnego losu?

I łzy płynęły obficie z moich oczu podczas tych smutnych rozmyślań.

Ledwo się uspokoiłam, gdy usłyszałam koło siebie hałas; przez chwilę myślałam, że to jakieś 

zwierzę, ale powoli rozpoznałam głosy dwu mężczyzn.

Chodź, drogi, chodź mówił jeden z nich tu będzie wspaniale;

okrutna   i   nieznośna   obecność   mojej   matki   przynajmniej   nie   przeszkodzi,   abym   mógł 

zakosztować z tobą przez chwilę tak drogich mi rozkoszy...

Przybliżają się, umieszczają się tak blisko mnie, że żadne z ich słów...

background image

żaden z ich ruchów nie może mi umknąć, i widzę...

O nieba, pani powiada Zofia przerywając jak to możliwe, by los stawiał mnie zawsze w tak 

okropnych sytuacjach, że równie trudną rzeczą jest dla cnoty słuchanie o nich, jak i ich opisywanie?

... Ta okropna zbrodnia, która znieważa na równi i naturę, i prawa, to przerażające przestępstwo, na 

które ręka boska opuściła się już tyle razy, ta hańba, jednym słowem, tak nowa dla mnie, że ledwo 

ją zrozumiałam, dokonała się na moich oczach, z wszystkimi odrażającymi szczegółami, do jakich 

jest zdolne najbardziej przemyślne zepsucie.

Jeden z tych ludzi, ten, który rozkazywał drugiemu, miał około dwudziestu czterech lat, 

nosił zielony surdut i był na tyle porządnie ubrany, że wydawał się kimś, kto musi pochodzić ze 

szlachetnego stanu;

drugi wyglądał na młodszego sługę z jego domu, miał około siedemnastu do osiemnastu lat i 

piękną twarz.

Scena była tyleż długa, co skandaliczna, a dłużyło mi się tym okrutniej, że nie ośmielałam się 

ruszyć, żeby nie zostać zauważona.

Występni   aktorzy   tej   sceny,   nasyceni   zapewne,   wstali   w   końcu,   aby   dojść   do   drogi 

prowadzącej do domu, gdy pan przybliżył się do ukrywających mnie zarośli dla załatwienia małej 

potrzeby.

Mój wysoki czepek zdradza mnie, zostaję zauważona.

43 .

background image

Jaśminie mówi do młodszego Adonisa jesteśmy odkryci, mój drogi...

dziewczyna, obca, widziała nasze tajemnice, chodź, wyciągnijmy stamtąd tę szelmę i dowiemy się, 

co tam porabia.

Nie czekałam na ich pomoc, aby wyjść z mego schronienia; przecisnęłam się sama i padłam 

im do nóg.

O,   panowie   wykrzyknęłam   wyciągając   do   nich   ramiona   zechciejcie   mieć   litość   nad 

nieszczęśliwą, której los jest bardziej żałosny, niż myślicie; mało jest przeciwności, które mogą 

wyrównać moim;

okoliczności, w jakich mnie znaleźliście, nie mają w sobie nic podejrzanego, to raczej wynik 

mojej nędzy niż błędów; nie powiększajcie liczby moich klęsk, zmniejszcie je raczej, pomóżcie mi 

uniknąć prześladowania, które mi grozi.

Pan de Bressac, tak bowiem nazywał się młody człowiek, w którego ręce wpadłam, wielce 

rozwiązły w duchu, nie miał zbyt wiele współczucia w swym sercu.

Zbyt   niestety  powszechny  to   widok,   że   zboczenie   zmysłów   gasi   zupełnie   w   człowieku   litość; 

zwykłym wynikiem rozpusty jest nieczułość, bądź dlatego, że większość jej wykroczeń wymaga 

pewnego   zobojętnienia   duszy,   bądź   dlatego,   że   gwałtowny   wstrząs,   który   wywiera   na   całość 

nerwów, zmniejsza wrażliwość ich działania; w każdym razie prawdziwy zboczeniec rzadko jest 

człowiekiem litościwym.

Do   tego   naturalnego   okrucieństwa   duchowego   ludzi,   których   charakter   staram   się   nakreślić, 

dołączała się jeszcze w osobie pana de Bressac, niechęć tak wyraźna do mojej płci, nienawiść tak 

zakorzeniona do tego wszystkiego, co ją określa, że trudno było przypuścić, aby udało mi się 

wzbudzić w jego duszy te uczucia, którymi chciałam go poruszyć.

Cóż to więc w końcu porabiasz, turkaweczko leśna?

oto była cała odpowiedź człowieka, którego chciałam zmiękczyć.

Mów   prawdę,   widziałaś   wszystko,   co   zdarzyło   się   między   tym   młodym   człowiekiem   i   mną, 

nieprawdaż?

background image

Skądże, panie wykrzyknęłam co rychlej nie sądząc, że jest coś złego w zatajeniu tej prawdy 

niech pan będzie pewny, że widziałam tylko zwykłe rzeczy; widziałam jednego pana i drugiego, jak 

siedzieliście obaj w trawie, zdawało mi się, że rozmawialiście przez chwilę, wierzcie, możecie być 

pewni, że to wszystko.

Chciałbym   w   to   uwierzyć   odpowiedział   pan   de   Bressac   i   to   dla   twego   spokoju,   gdyż 

jeślibym podejrzewał, że mogłaś widzieć coś innego, nigdy nie wyszłabyś z tych zarośli...

No cóż, Jaśminie, jest wcześnie, mamy czas, możemy wysłuchać przygód tej dziewki;

niech nam je zaraz opowie, potem przywiążemy do tego grubego dębu i wypróbujemy na jej 

ciele nasze myśliwskie noże.

Młodzi ludzie, usiedli, rozkazali mi zająć miejsce obok i tam opowiedziałam im szczerze o 

tym wszystkim, co działo się ze mną, odkąd jestem na świecie.

Do dzieła Jaśminie powiedział pan de Bressac wstając, jak tylko skończyłam postąpmy, jak 

należy, choćby raz w życiu, mój drogi; sprawiedliwa Temida skazała tę szelmutkę, nie pozwólmy, 

by zamiary bogini zostały tak okrutnie pogwałcone, i spełnijmy na zbrodniarce wyrok, który miał 

być   wykonany;   nie   popełnimy  zbrodni,   mój   przyjacielu,   będzie   to   postępek   cnotliwy,   jako   że 

przywrócimy   moralny   porządek   rzeczy,   a   ponieważ   na   szczęście   czasem   go   naruszamy, 

przywróćmy go dzielnie przynajmniej wtedy, gdy nadarza się okazja.

I   porwawszy   mnie   z   miejsca,   okrutni,   ciągnęli   mnie   już   do   wskazanego   drzewa,   nie 

przejmując się ani moimi jękami, ani łzami.

Przywiążmy ją w ten sposób powiedział Bressac do swego sługi, obracając mnie brzuchem 

do drzewa.

Za pomocą swoich podwiązek, chustek i czego się dało po minucie skrępowali mnie tak 

okrutnie, że nie mogłam ruszyć ręką ani nogą;

po skończeniu tej operacji zbrodniarze zerwali ze mnie spódniczkę, zarzucili mi koszulę na 

ramiona, a gdy wzięli do ręki noże myśliwskie, byłam przekonana, że obetną wszystkie tylne części 

mego ciała, które tak brutalnie odsłonili.

Dosyć powiedział Bressac, nim jeszcze zadano mi jakikolwiek cios to wystarczy, aby nas 

poznała i zobaczyła, do czego jesteśmy zdolni, wystarczy także, aby była od nas zależna.

background image

Zofio ciągnął dalej, rozwiązując moje więzy ubierz się, nic nie mów i idź za nami;

jeśli przystaniesz do mnie nie będziesz tego żałować, moje dziecko, pokażę cię mojej matce, 

która potrzebuje drugiej pokojówki...

wierząc   twoim   opowieściom,   wezmę   odpowiedzialność   za   twoje   postępowanie,   jeśli   jednak 

nadużyjesz mojej dobroci lub jeśli zdradzisz moje zaufanie, przyjrzyj się dobrze temu drzewu, które 

miało   ci   służyć   za   śmiertelne   łoże,   pamiętaj,   że   stoi   o   jedną   tylko   milę   od   zamku,   gdzie   cię 

zaprowadzę, i że za najlżejsze przewinienie będziesz tu natychmiast przyprowadzona...

Już ubrana, ledwo mogłam znaleźć wyrazy, by podziękować mojemu dobroczyńcy, rzuciłam 

się do jego stóp...

całowałam jego kolana, przysięgałam na wszystko, że będę się dobrze sprawować, ale pan de 

Bressac, równie nieczuły na moją radość, jak i boleść, powiedział tylko:

Chodźmy, twoje zachowanie będzie mówić za ciebie i tylko ono zadecyduje o twoim losie.

Szliśmy więc.

Jaśmin i jego pan rozmawiali ze sobą, a ja postępowałam za nimi pokornie, nie mówiąc ani słowa;

45 .

background image

za   małą   godzinkę   znaleźliśmy   się   w   zamku   pani   hrabiny   de   Bressac   i   wspaniałość   otoczenia 

przekonała mnie, że jakiekolwiek stanowisko zajmę w tym domu, będzie ono dla mnie na pewno 

korzystniejsze niż zajęcie pierwszej służącej u pana i pani Du Harpin.

Kazano mi zaczekać w kredensie, gdzie Jaśmin dał mi uczciwe śniadanie; w tym samym czasie pan 

de Bressac poszedł do swojej matki, uprzedził ją i w pół godziny później przyszedł sam po mnie, 

aby mnie do niej zaprowadzić.

Pani de Bressac była kobietą czterdziestopięcioletnią, bardzo jeszcze piękną i wydała mi się 

bardzo uczciwą, a przede wszystkim bardzo ludzką, chociaż w zasadach jej było trochę surowości, 

tak jak i w jej słowach; od dwu lat była wdową po człowieku z wielkiego domu, który ożenił się z 

nią nie przynosząc jej nic poza świetnym nazwiskiem, tak więc cały majątek, którego mógł się 

spodziewać młody markiz de Bressac, zależał od matki, a to, co miał po ojcu, ledwo wystarczało 

mu na utrzymanie.

Pani de Bressac dołączyła do tego znaczną pensję, dużo jednak brakowało do tego, aby 

wystarczyła na tak znaczne i tak niezrównoważone wydatki jej syna; majątek przynosił co najmniej 

sześćdziesiąt tysięcy liwrów renty, a pan de Bressac nie miał ani brata, ani siostry;

nigdy też nie udało się go namówić, aby oddał się jakiejś stałej pracy;

wszystko, co oddalało go od wyszukanych przyjemności, było dla niego tak nieznośne, że 

nie potrafił nałożyć sobie żadnych więzów.

Pani hrabina i jej syn spędzali trzy miesiące w roku w wiejskiej posiadłości, a resztę czasu w 

Paryżu, i te trzy miesiące, kiedy wymagała, aby syn jej towarzyszył, były już wielkim ciężarem dla 

człowieka, który nie opuszczał nigdy miejsca swoich przyjemności nie wpadając w rozpacz.

Markiz de Bressac kazał mi opowiedzieć matce to samo, co opowiedziałam jemu, i gdy 

skończyłam moją opowieść, pani de Bressac powiedziała:

Twoja czystość i naiwność nie pozwalają wątpić o twojej niewinności.

Nie zasięgnę o tobie żadnych informacji prócz tych, które potwierdzą, czy rzeczywiście jesteś, jak 

to mówisz, córką człowieka, którego wymieniłaś, jeśli tak jest naprawdę, to znałam twojego ojca, i 

jeszcze jeden to powód, żeby się tobą zająć.

background image

Jeśli chodzi o twoją sprawę u tych Du Harpin, to ja już to załatwię, wystarczy mi odwiedzić dwa 

razy kanclerza, mojego starego przyjaciela; w całej Francji nie ma tak prawego człowieka jak on; 

trzeba mu tylko udowodnić, że jesteś niewinna, żeby obalić to wszystko, co ci zarzucano, i będziesz 

mogła bez obawy pokazać się w Paryżu...

Zrozum  jednak   dobrze,   Zofio,   że   obiecuję   ci   to   wszystko   tylko   pod  warunkiem   nienagannego 

zachowania;   jak   widzisz,   wdzięczność,   jakiej   będę   od   ciebie   wymagać,   przyniesie   ci   zawsze 

korzyść.

Rzuciłam   się   do   stóp   pani   de   Bressac,   zapewniłam   ją,   że   będzie   ze   mnie   zawsze 

zadowolona, i natychmiast zostałam przyjęta jako druga pokojówka.

Okazało się po trzech dniach, że informacje, których zasięgnęła pani de Bressac w Paryżu, są dla 

mnie jak najbardziej korzystne, i wszystkie myśli o nieszczęściu opuściły mnie w końcu, a zastąpiła 

je nadzieja słodkich pociech, których mogłam oczekiwać;

nie było jednak zapisane w niebie, że biedna Zofia może być kiedykolwiek szczęśliwa, i 

jeśli przypadkiem miała kilka chwil spokojnych, to aby uczynić jeszcze bardziej gorzkimi te chwile 

okropne, które miały nastąpić.

Ledwo znaleźliśmy się w Paryżu, pani de Bressac zaczęła za łatwiać moje sprawy.

Pierwszy przewodniczący zapragnął mnie zobaczyć, wysłuchał z zainteresowaniem opowieści o 

moich nieszczęściach, szelmostwo pana Du Harpin po bliższym zbadaniu zostało udowodnione, 

przekonano się także, że jeśli skorzystałam z pożaru więzienia, to wszakże nie spowodowałam go w 

najmniejszej mierze, i cała procedura upadła, jak mnie zapewniono, a zajmujący się tym urzędnicy 

nie uważali nawet za potrzebne dopełniać innych formalności.

Łatwo sobie wyobrazić, jak bardzo podobne czyny przywiązywały mnie do pani de Bressac, 

czyż zresztą nie okazywała mi wszelkiej dobroci, i jakżeż podobne postępowanie nie przywiązałoby 

mnie na zawsze do tak nieocenionej protektorki?

Jednak zamiarem młodego markiza de Bressac nie było wcale tak bliskie przywiązanie mnie do 

jego matki;

nie tylko popełniał tak okropne występki, jak wyżej opisany, a młody ten człowiek pogrążał 

się w nich na ślepo daleko bardziej w Paryżu niż na prowincji, ale, jak to szybko zauważyłam, w 

największym stopniu nienawidził hrabiny.

background image

To prawda, że robiła ona wszystko, co tylko można, aby powstrzymać jego rozpustę, albo jej się 

przeciwstawiać, była jednak może trochę za surowa, więc markiz, jeszcze bardziej rozpalony z 

powodu tej  surowości, oddawał się rozpuście tym  goręcej, a biedna hrabina zyskiwała swoimi 

prześladowaniami tylko najwyższą nienawiść.

Nie sądź jednak mówił mi często markiz że moja matka sama przez się działa w twoich 

sprawach; wierz mi Zofio, że gdybym jej ciągle nie nagabywał, przypomniałaby sobie z trudem, że 

obiecała ci pomoc.

Każe ci doceniać wszystkie swoje poczynania, podczas gdy naprawdę zostały one dokonane przeze 

mnie.

Mogę powiedzieć, że winna jesteś wdzięczność jedynie mnie, a to, czego od ciebie wymagam, 

powinno ci się wydać tym bardziej bezinteresowne, że choć jesteś ładna, nie chodzi mi o twoje 

względy...

47 .

background image

wiesz przecież dosyć, aby być tego pewną.

Nie, Zofio, nie, przysługi, których oczekuję od ciebie, są innego rodzaju, i gdy dobrze zrozumiesz, 

co dla ciebie zrobiłem, spodziewam się, że znajdę w twojej duszy wszystko, czego mam prawo 

oczekiwać...

Te słowa wydały mi się tak niejasne, że nie wiedziałam, co odpowiedzieć, odpowiedziałam 

więc, co popadło, i być może zbyt łatwo.

Tutaj   muszę   pani   wyznać   jedyny   prawdziwy   błąd,   który   mam   sobie   do   wyrzucenia   w 

życiu...

co ja mówię, nie błąd, lecz wybryk, nie mający sobie równych...

nie jest to jednak zbrodnia, to zwykła pomyłka, za którą ja tylko zostałam pokarana, i zdaje mi się, 

że   nie   musiała   się   nią   posłużyć   sprawiedliwa   ręka   niebios,   aby   pociągnąć   mnie   w   otchłań 

otwierającą się niepostrzeżenie pod moimi nogami.

Jak tylko widziałam markiza de Bressac, przyciągał mnie do niego nieprzeparty odruch czułości.

Cóż z tego, że rozmyślałam o jego oddaleniu od kobiet, o deprawacji jego uczuć, o odległości 

dzielącej   nas   pod   względem   moralnym,   nic,   nic   na   świecie   nie   mogło   ugasić   tej   rodzącej   się 

namiętności,   i   gdyby  markiz   zażądał   ode   mnie   życia,   poświęciłabym   je   dla   niego   tysiąc   razy, 

uważając zarazem, że nic jeszcze dla niego nie robię.

Nie podejrzewał jednak wcale moich uczuć, gdyż kryłam je starannie zamknięte w moim sercu...

niewdzięcznik, daleki był od odkrycia przyczyny łez, przelewanych co dzień przez nieszczęśliwą 

Zofię nad haniebnymi występkami, które go gubiły, było jednak niemożliwe, aby nie domyślał się, 

że   pragnęłam   wciąż   uprzedzać   wszystkie   jego   zachcianki,   i   nie   mógł   nie   dostrzec   moich 

uprzejmości.

W zbytnim zaślepieniu dochodziłam nawet do tego, że służyłam jego błędom, przynajmniej o tyle, 

o ile mogła mi na to pozwolić przyzwoitość, i przyczyniłam się do ciągłego ukrywania ich przed 

jego matką.

background image

Podobne postępowanie zaskarbiło mi w pewnej mierze zaufanie markiza, a wszystko, co od niego 

pochodziło, było mi tak drogie, zaślepiałam się tak bardzo z powodu tej odrobiny, którą dawało mi 

jego serce, że czasem zdejmowała mnie pycha i wierzyłam, że nie jestem mu obojętna, ale jakże 

szybko rozczarował mnie nadmiar jego wybryków!

Było tak, że nie tylko dom wokół mnie roił się od służby o tym wstrętnym zachowaniu, ale markiz 

utrzymywał jeszcze tłum łajdaków poza domem i albo on chodził do nich, albo oni codziennie 

przychodzili  do niego, a ponieważ ten  pociąg  nie tylko  jest odrażający,  lecz także kosztowny, 

markiz niezwykle się rujnował.

Niekiedy pozwalałam sobie przedstawić mu wszystkie niedogodności jego prowadzenia się;

słuchał mnie bez sprzeciwu, ale na zakończenie zawsze mówił, że z tego rodzaju występku, 

w którego jest władzy, nigdy nie można się wyzwolić; że istniejąc w tysiącu różnych form, ma on 

odrębne odmiany dla każdego wieku, które przynoszą co dziesięć lat nowe doznania i aż do grobu 

trzymają się uwięzi tych, co mają nieszczęście im schlebiać...

Jednak gdy próbowałam mu mówić o jego matce i zmartwieniach, jakich jej przysparza, widziałam 

tylko złość, niechęć, gniew i niecierpliwość, że majątek, który powinien już należeć do niego, 

pozostaje tak długo w jej rękach, zaciekłą nienawiść do tej tak czcigodnej matki i najoczywistszy 

bunt przeciwko naturalnym uczuciom.

Czyżby   więc   było   prawdą,   że   kiedy   dojdzie   się   do   tak   zasadniczej   zmiany   upodobań   w 

skłonnościach tego świętego organu, koniecznym następstwem tej pierwszej zbrodni jest okropna 

łatwość popełniania bezkarnie innych?

Niekiedy posługiwałam się sposobami religii; prawie zawsze udzielała mi ona pociechy, 

usiłowałam więc przelać jej słodycz w duszę tego zboczeńca, prawie pewna, że ujarzmię go tymi 

więzami, jeśli uda mi się, aby podzielił ich uroki.

Ale   markiz   niedługo   pozwalał   mi   na   takie   postępowanie;   zdecydowany   przeciwnik   naszych 

świętych tajemnic, zawzięcie występujący przeciw czystości dogmatów, zajadle negujący istnienie 

najwyższego bytu, pan de Bressac, zamiast pozwolić się przeze mnie nawrócić, usiłował raczej 

doprowadzić mnie do zepsucia.

Wszystkie religie wychodzą od fałszywej zasady, Zofio mówił mi wszystkie zakładają kult 

istoty stwórcy; jeśli jednak ten wieczny świat, jak wszystkie, wpośród których unosi się on w 

nieskończonych   przestrzeniach,   nie   miał   nigdy   początku   i   nigdy   nie   może   się   skończyć,   jeśli 

background image

wszystko to, co stwarza natura, jest wynikiem praw, które rządzą nią samą, jeśli jego wieczne 

dzianie się i działanie każą przypuszczać istnienie ruchu nieodłącznego od jego istoty, na cóż zdaje 

się motor, którego użyczasz mu tak łatwo?

Zechciej uwierzyć, Zofio, ten bóg, którego zakładasz, jest tylko z jednej strony owocem ignorancji, 

a tyranii z drugiej; gdy silniejszy zapragnął ujarzmić słabszego, wmówił mu, że jakiś bóg uświęcił 

kajdany, w które go właśnie zakuwa, zaś słabszy, ogłupiały w swej nędzy, uwierzył we wszystko, 

czego pragnął silny.

Wszystkie religie, fatalne następstwo tej pierwszej bajki, zasługują jedynie na pogardę, tak jak i 

ona;

nie ma ani jednej, która by nie miała w herbie szalbierstwa i głupoty;

we wszystkich tajemnicach, które każą drżeć rozsądkowi, widzę zasady znieważające naturę 

i groteskowe ceremonie, które budzą tylko śmiech.

Ledwo   otarłem   oczy,   Zofio,   a   już   nienawidziłem   tych   okropieństw,   prawem   moim   stało   się 

podeptanie ich i przysięgłem sobie, że póki życia mego nie zmienię tego nigdy; bierz ze mnie 

przykład, jeśli chcesz być rozsądna.

49 .

background image

O, proszę pana odpowiedziałam markizowi pozbawiłby pan nieszczęśliwą jej najsłodszej nadziei, 

gdyby   odebrał   jej   pan   pociechę   religii;   niezłomnie   przywiązana   do   tego,   czego   ona   naucza, 

całkowicie   przekonana,   że   wszystkie   ciosy   jej   zadawane   są   tylko   wynikiem   wyuzdania   i 

namiętności,   czyżbym   miała-   poświęcić   najsłodsze   przekonania   mego   życia   dla   sofizmów 

przyprawiających mnie o drżenie?

Tutaj dorzucałam tysiąc innych argumentów, dyktowanych mi przez rozum, idących z głębi 

serca,   ale   markiz   śmiał   się   tylko   z   tego   i   jego   podstępne   zasady,   wsparte   na   dodatek   męską 

wymową, podtrzymywane książkami, których na szczęście nigdy nie czytałam, obalały zawsze 

moje.

Nie było to tajemnicą dla pani de Bressac, pełnej cnoty i pobożności, że syn jej podtrzymuje swoje 

zdrożności wszystkimi paradoksami niewiary; ubolewała nad tym nieraz wraz ze mną, a ponieważ 

znajdowała we mnie nieco więcej rozsądku niż u innych otaczających ją kobiet, lubiła zwierzać mi 

swoje troski.

Tymczasem widziała złe postępki swego syna pomnożone w dwójnasób;

doszedł   już   do   tego,   że   nie   krył   się   przed   nią   i   nie   tylko   otoczył   swoją   matkę 

niebezpiecznymi   kanaliami,   służącymi   jego   rozkoszy,   ale   bezczelność   swoją   posunął   do   tego 

stopnia, że oświadczył jej, nie krępując się moją obecnością, że jeśli ośmieli się jeszcze sprzeciwiać 

jego skłonnościom, przekona ją o ich uroku, oddając się im w jej oczach.

Ubolewałam nad tymi słowami i jego postępowaniem, i chciałam, w ten sposób ugasić w mojej 

duszy nieszczęsną namiętność, która ją po żerała...

ale czy miłość jest złem, z którego można się wyleczyć?

Cokolwiek usiłowałam jej przeciwstawić,  podsycało jeszcze bardziej  jej  płomień i perfidny de 

Bressac nie wydawał mi się nigdy bardziej miły, jak w owej chwili, gdy ujrzałam dokładnie to 

wszystko, co powinno mnie skłonić do nienawiści.

Byłam   już   cztery   lata   w   tym   domu,   wciąż   gnębiona   przez   te   same   cierpienia,   wciąż 

pocieszana przez te same słodycze, gdy nagle został mi objawiony w całej swej grozie okropny 

powód uprzejmości markiza.

background image

Przebywaliśmy   wtedy   na   wsi,   byłam   sama   przy   hrabinie,   jej   pierwsza   pokojowa   uzyskała 

pozwolenie na pozostanie w Paryżu przez lato, w związku z jakimiś sprawami swojego męża.

Pewnego wieczoru, ledwo opuściłam swoją panią i wyszłam na balkon, by zaczerpnąć powietrza, 

gdyż nie mogłam się jeszcze położyć z po wodu niemożliwego upału, oto nagle markiz puka do 

moich drzwi i prosi, abym pozwoliła mu porozmawiać ze mną tejże nocy...

Nie stety, każda chwila, którą ofiarowywał mi ten okrutny sprawca niesz część, wydawała mi się 

zbyt cenna, żebym mogła ją odrzucić; wchodzi więc, starannie zamyka drzwi i rzuca się na fotel 

obok mnie.

Posłuchaj,   Zofio   mówi   do   mnie   z   pewnym   zakłopotaniem   muszę   ci   wyznać   coś,   co 

pociągnie   za   sobą   najpoważniejsze   skutki,   zacznijmy   od   tego,   że   przysięgniesz   mi   nigdy   nie 

zdradzić ani jednego słowa z tego, co ci powiem.

O, proszę pana, myśli pan, że mogłabym nadużyć jego zaufania?

Nie zdajesz sobie sprawy, co by ci groziło, gdyby się okazało, że niesłusznie ci zaufałem.

Największą moją troską byłaby utrata tego zaufania, nie potrzeba mi większej groźby.

A więc, Zofio, postanawiam targnąć się na życie mojej matki i chcę to spełnić właśnie twoją 

ręką.

Ja?

Panie!

wykrzyknęłam, cofając się ze zgrozy o nieba, jak to możliwe, że dwa podobne zamiary przyszły 

panu do głowy?

Oddaję ci swoje życie, panie, należy do ciebie, rozporządzaj nim, tobie je zawdzięczam, ale nie 

wyobrażaj sobie, że kiedykolwiek zgodzę się, aby przyczynić się do zbrodni, sama myśl o tym jest 

nie do zniesienia dla mego serca.

Posłuchaj, Zofio mówi mi pan de Bressac, powstrzymując mnie spokojnie nie wątpiłem o 

twojej odrazie, ale ponieważ jesteś roztropna, powiedziałem sobie, że ją przezwyciężę, ukazując ci, 

że ta zbrodnia, którą uważasz za tak ogromną, jest w gruncie rzeczy bardzo zwykłą rzeczą.

background image

Dwa przestępstwa ukazują się tutaj twoim mało filozoficznym oczom:

zgładzenie bliźniego i zło, które powiększa ten czyn, gdy bliźni ten jest naszą matką.

Jeśli chodzi o zgładzenie bliźniego, to bądź tego pewna, Zofio, jest to czysta chimera, władza 

niszczenia nie jest dana człowiekowi, co najwyżej może on odmienić formy, ale nie może ich 

unicestwić;   tymczasem   w   oczach   natury   każda   forma   jest   równie   dobra,   nic   nie   ginie   w   tym 

ogromnym tyglu, w którym dokonują się wszystkie jej zmiany, wszystkie części materii, które tam 

wpadają, odnawiają się bez przerwy pod innymi postaciami i jakikolwiek byłby nasz wpływ na to 

wszystko,   żaden   z   naszych   czynów   nie   obraża   bezpośrednio   natury,   żaden   nie   mógłby   jej 

pogwałcić, dokonane przez nas zniszczenia ożywiają jej władzę, utrzymują jej energię i żadne jej 

nie zmniejsza.

I cóż to szkodzi zawsze twórczej naturze, że to skupienie ciała, dziś podobne do kobiety, odrodzi się 

jutro w kształcie tysiąca różnych owadów?

Czyż ośmieliłabyś się powiedzieć, że stworzenie takiej jak my osoby kosztuje naturę więcej niż 

stworzenie robaczka i że zatem przykłada do tego większe znaczenie?

51 .

background image

Jeśli więc stopień znaczenia, lub raczej obojętności, jest taki sam, cóż to może dla niej znaczyć, że 

przez to, co nazywa się zbrodnią jednego człowieka, ktoś drugi zostaje zmieniony w muchę lub w 

sałatę?

Gdy udowodni mi się wyższość naszego gatunku, gdy wykaże mi się, że jest on tak ważny dla 

natury, że jej prawa zostają naruszone z powodu jego zagłady, wtedy będę mógł uwierzyć, że ta 

zagłada jest zbrodnią; gdy jednak najbardziej głębokie badanie natury udowodni mi, że wszystko, 

co żyje na tym globie, nawet najmniej doskonałe z jej dzieł, ma w jej oczach taką samą wartość, nie 

przypuszczę nigdy, by przemiana tych bytów na tysiąc innych mogła kiedykolwiek naruszyć prawa 

natury; powiem sobie: wszyscy ludzie, wszystkie rośliny, wszystkie zwierzęta, wzrastając, żyjąc, 

niszcząc   się   podobnym   sposobem,   nie   ulegając   nigdy   prawdziwej   śmierci,   ale   jedynie   prostej 

zmianie w tym właśnie co ich różni, wszystko, mówię, popychając się, niszcząc, odradzając się 

obojętnie, ukazuje się przez chwilę w jednej formie, a chwilę potem w innej, i wszystko to może, 

według zachcianki istoty pragnącej lub mogącej je wprawić w ruch, odmienić się tysiące i tysiące 

razy w ciągu jednego dnia, nie naruszając ani na chwilę jednego nawet prawa natury.

Ten byt jednak, któremu się przeciwstawiam, jest moją matką, to istota, która nosiła mnie w swoim 

łonie.

I cóż, to próżne stwierdzenie ma mnie zatrzymać?

I z jakiejże to przyczyny miałoby tego dokonać?

Czyż moja matka myślała o mnie, gdy jej lubieżność poczęła płód, z którego powstałem?

Czyż winien jej jestem wdzięczność, że zajmowałem się swoją rozkoszą?

Skądinąd to nie krew matki kształtuje dziecko, ale jedynie ojca; łono samicy owocuje, utrzymuje, 

przekształca, ale nie dostarcza niczego, oto przekonanie, które nigdy by mi nie pozwoliło nastawać 

na dni mego ojca, podczas gdy uważam za zwykłą rzecz przecięcia nici żywota mojej matki.

Jeśli   jest   więc   możliwe,   aby  serce   dziecka   mogło   wzruszyć   się  w  sposób  uzasadniony  jakimś 

uczuciem wdzięczności wobec matki, to jedynie z powodu tego, co dla nas zrobiła, gdy byliśmy już 

w wieku, który pozwalał tym się cieszyć.

Jeśli czyniła dobrze, możemy ją kochać, może nawet powinniśmy; jeśli wyrządzała nam tylko zło, 

background image

to, nie związani żadnym prawem natury, nie tylko nie winniśmy jej nic, ale wszystko każe nam się 

jej pozbyć, przez potężną siłę egoizmu, która człowieka skłania naturalnie i nieprzezwyciężenie do 

uwolnienia się od wszystkiego, co mu szkodzi.

Och,  panie  odpowiedziałam  markizowi,  przejęta  grozą  ta  obojętność,  którą  przypisujesz 

naturze, jest przecież tylko dziełem twoich namiętności; zechciej przez chwilę posłuchać swego 

serca,   a   nie   namiętności;   zobaczysz   wtedy,   jak   potępi   to   bezwzględne   rozumowanie   twego 

wyuzdania.

To serce, przed którego trybunał cię odsyłam, nie jest świątynią, w której znieważana przez ciebie 

natura pragnie być słuchana i respektowana?

Jeśli wyryła w nim największą grozę wobec tej zbrodni, którą zamyślasz, nie przyznasz mi, że jest 

ona godna potępienia?

Powiesz może, że płomień twoich namiętności w jednej chwili niszczy tę grozę, ale nim jeszcze 

uzyskasz zadowolenie, już ona się odradza, już daje się słyszeć przez bezwzględny głos wyrzutów 

sumienia.

Im większa jest twoja wrażliwość, tym bardziej będziesz w ich nieszczęsnej mocy...

każdego dnia, każdej minuty będziesz widział przed oczyma tę czułą matkę, zepchniętą do grobu 

twoją barbarzyńską ręką, będziesz słyszał jej żałosny głos, wymawiający znów słodkie imię, które 

nadawało urok twemu dzieciństwu...

będzie ci się ukazywać na jawie, będzie cię prześladować w snach, otworzy zakrwawionymi dłońmi 

rany, które jej zadasz; od tej chwili nie zabłyśnie dla ciebie na tej ziemi ani jedna szczęśliwa chwila, 

zatrute będą wszystkie twoje rozkosze, zmącą się wszystkie myśli, a ręka boża, której władzy nie 

doceniasz,   pomści   zniszczone   życie,   zatruwając   dni   twoje,   i   nie   nacieszywszy   się   swym 

przestępstwem, zginiesz od śmiertelnej zgryzoty, że ośmieliłeś się tego dokonać.

Wymawiając ostatnie słowa, uderzyłam w płacz, rzuciłam się do kolan markiza, zaklinałam 

go na to, co ma najdroższego, aby zapomniał o tym niegodnym zbłąkaniu, przysięgłam ukryć je, 

póki żyję, nie znałam jednak serca, które chciałam zmiękczyć.

Jeśli   jeszcze   była   w   nim   jakaś   siła,   zbrodnia   połamała   powodujące   nią   sprężyny   i   porywcze 

namiętności pozwalały w nim rządzić tylko zbrodni.

background image

Markiz wstał chłodno.

Widzę już, że pomyliłem się, Zofio powiada jestem z tego powodu równie może zły na 

siebie, jak na ciebie; nie szkodzi, znajdę inne sposoby, ty stracisz u mnie wiele, a twoja pani nic na 

tym nie zyska.

Ta groźba odmieniła zupełnie moje myśli; nie zgadzając się na zbrodnię, której dokonanie 

mi proponowano, ryzykowałam wiele, jeśli chodzi o mnie samą, a moja pani zginęłaby niechybnie; 

zgadzając się na wspólnictwo, chroniłam się od gniewu mego młodego pana i na pewno ocalałam 

jego matkę.

Ta myśl, która powstała we mnie w jednej chwili, kazała mi natychmiast zmienić rolę, ponieważ 

jednak zmiana tak szybka mogła się wydać podejrzana, zwlekałam długo z poddaniem się, kazałam 

markizowi powtarzać wiele razy jego sofizmaty, powoli zaczęłam udawać, że nie wiem, co na nie 

odpowiedzieć, markiz uwierzył, że uległam, uzasadniłam swoją słabość potęgą jego wymowy, na 

koniec udałam, że na wszystko przystaję, i markiz rzucił mi się na szyję...

53 .

background image

Jakąż radością napełniłby mnie ten gest, gdybym mogła go jeszcze kochać, gdyby nie to, że te 

barbarzyńskie zamiary zniszczyły wszystkie uczucia, które śmiały powstać w moim słabym sercu...

Jesteś pierwszą kobietą, którą całuję powiedział mi markiz i naprawdę z całego serca...

Jesteś rozkoszna, moje dziecko, promień filozofii przeniknął więc twoje myśli; bo czy to możliwe, 

aby ta urocza główka tonęła tak długo w ciemnościach?

I   zaraz   uzgodniliśmy   postępowanie;   aby   niechybnie   wyprowadzić   markiza   w   pole, 

zachowywałam   nadal   trochę   niechętny   wyraz   twarzy,   za   każdym   razem,   gdy   rozwijał   jeszcze 

bardziej swój zamiar i wyjaśniał mi sposoby po temu, i właśnie to udanie, całkowicie uprawnione w 

moim nieszczęsnym położeniu, pozwoliło oszukać go bardziej niż wszystkie inne.

Ustaliliśmy, że za dwa lub trzy dni mniej więcej, zależnie od moich możliwości, wrzucę zręcznie 

szczyptę   trucizny,   dostarczonej   mi   przez   markiza,   do   filiżanki   czekolady,   którą   hrabina   miała 

zwyczaj   pić   co   ranka;   markiz   ręczył   za   rezultat   i   przyrzekł   mi   dwa   tysiące   talarów   renty   na 

utrzymanie, albo przy nim, albo gdziekolwiek chciałabym się umieścić na przyszłość; poręczył mi 

to na piśmie, bez wyszczególnienia, za co doznaję tej łaski, i rozstaliśmy się.

Tymczasem wydarzyła się rzecz zbyt szczególna, aż nazbyt dozwalająca ujrzeć charakter 

tego okrutnika, z którym miałam do czynienia.

Przerwę więc na chwilę opowiadanie, mimo że czeka pani na pewno końca tej okrutnej sprawy, w 

którą zostałam uwikłana.

Oto nazajutrz po naszym spotkaniu markiz otrzymał nowinę, że wuj, na spadek po którym wcale 

nie liczył, umierając, pozostawił mu osiemdziesiąt tysięcy liwrów renty.

O nieba, mówię sobie, dowiadując się o tym, czyż to tak sprawiedliwość niebieska karze uknucie 

przestępstwa?

Ja miałam stracić życie odmówiwszy popełnienia o wiele mniejszego, a ten oto człowiek zostaje 

wyniesiony do szczytu powodzenia, mimo że zamierzył rzecz przerażającą.

Ale wkrótce pożałowałam tego bluźnierstwa przeciw opatrzności,- rzuciłam się na kolana, prosiłam 

Boga, żeby mi wybaczył, i łudziłam się, że ten nieoczekiwany spadek zmieni chociaż zamiary 

background image

markiza...

Jakże się myliłam, mój Boże!

O, moja droga Zofio mówi mi pan de Bressac, przybiegłszy tego samego wieczora do mego 

pokoju spływa na mnie dreszcz obfitości!

Mówiłem ci to dwadzieścia razy, zamysł zbrodni sprzyja najbardziej nadejściu szczęścia, wydaje 

się, jakby tylko dla złoczyńców otwierała się łatwo jego droga.

Osiemdziesiąt i sześćdziesiąt, moje dziecko, oto sto czterdzieści tysięcy liwrów renty, które będą 

służyć mym przyjemnościom.

Jak to, panie odpowiedziałam ze zdziwieniem, nieco powstrzymywanym przez okoliczności, 

które mnie wiązały czyż ta niespodziewana fortuna nie skłania pana do cierpliwego oczekiwania na 

tę śmierć, którą chciałbyś przyspieszyć?

Czekać?

Nie będę czekał nawet dwu minut, moje dziecko;

czy pomyślałaś o tym, że mam dwadzieścia osiem lat i że nie tak łatwo jest czekać w moim 

wieku?

Błagam cię, niechaj to w niczym nie zmienia naszych planów i niech nam to spadnie z głowy przed  

powrotem do Paryża...

Staraj się to zrobić jutro lub najpóźniej pojutrze, pilno mi już do wyliczenia ci twojej pensji za 

kwartał i przekazania ci całości.

Starałam się jak najpilniej ukryć przerażenie, które odczuwałam wobec tej zaciekłości w 

zbrodni, odegrałam tę samą rolę, co poprzedniego dnia, lecz wszystkie moje uczucia wygasły już 

ostatecznie,   zrozumiałam,   że   powinnam   odczuwać   tylko   zgrozę   wobec   tak   zatwardziałego 

zbrodniarza.

Moja   sytuacja   należała   do   najtrudniejszych;   jeśli   nie   wykonam   wszystkiego,   markiz 

spostrzeże wkrótce, że go oszukuję, jeśli ostrzegłabym panią de Bressac, to niezależnie od tego, 

jaką   decyzję   powzięłaby   ona   po   wyjawieniu   zbrodni,   młody   człowiek   zrozumiałby,   że   został 

zdradzony,   i   być   może   wkrótce   zdecydowałby   się   na   bardziej   pewne   środki,   które   również 

background image

zgładziłyby matkę i wystawiły mnie na wszelką zemstę syna.

Pozostawała   mi  droga  odwołania  się   do  sprawiedliwości  publicznej,  ale   za  nic   na  świecie   nie 

zgodziłabym się jej wybrać;

zdecydowałam się więc, cokolwiek miałoby się wydarzyć, ostrzec hrabinę;

ze wszystkich możliwych decyzji ta wydała mi się najlepsza i tak właśnie postąpiłam.

O, pani mówię jej na drugi dzień po moim ostatnim widzeniu się z markizem mam jej do 

wyjawienia rzecz największej wagi, ale niezależnie od tego, że tak bardzo to pani dotyczy, jestem 

zdecydowana wszystko zamilczeć, jeżeli nie da mi pani wpierw słowa honoru, że nie okaże pani 

swojemu synowi żadnej urazy w związku z tym, co zuchwale przedsięwziął, będzie pani działać, 

postąpi pani jak najstosowniej, ale nie rzeknie mu pani ani słowa, proszę mi to przyrzec lub nie 

powiem nic.

Pani   de   Bressac,   sądząc,   że   chodzi   tylko   o   jakieś   zwykłe   zdrożności   jej   syna,   złożyła 

przysięgę, której żądałam, a wtedy wyjawiłam jej wszystko.

Nieszczęśliwa matka zalała się łzami, dowiadując się o tej hańbie.

Zbrodniarz wykrzyknęła zawsze starałam się tylko o jego dobro!

Jeśli   chciałam   przeciwdziałać   jego   występkom   lub   chciałam,   aby   się   poprawił,   jakież   inne 

powodowały tą surowością motywy, jeśli nie jego szczęście i spokój?

55 .

background image

Komuż zawdzięcza ten spadek, który mu przypadł, jeśli nie moim staraniom?

Jeśli to przed nim ukryłam, to tylko przez delikatność.

Potwór!

O, Zofio, udowodnij mi okropność jego zamiaru, ukaż mi tak sytuację, abym o niej już nie wątpiła, 

potrzebuję wszystkiego, co zgładzi w moim sercu naturalne uczucia...

Wtedy pokazałam hrabinie paczkę z trucizną, którą miałam przy sobie;

dałyśmy małą jej dawkę psu, którego zamknęłyśmy starannie, i po dwu godzinach zdechł on 

w potwornych konwulsjach.

Hrabina,  nie   wątpiąc   już   więcej,  postanowiła  natychmiast,  co  zrobi,  kazała  sobie   oddać  resztę 

trucizny i zaraz wysłała list przez umyślnego do księcia de Sonzeval, swego krewnego, prosząc, aby 

udał się potajemnie do ministra, powiadomił go o występku, którego ofiarą miała paść nazajutrz, 

zaopatrzył   się   w   list   z   nakazem   aresztowania   jej   syna,   przybył   co   prędzej   z   tym   listem   do 

posiadłości, wraz z urzędnikiem policji, i wyzwolił ją, jak tylko można najszybciej, od potwora 

spiskującego przeciw jej życiu...

Było jednak zapisane w niebie, że ta potworna zbrodnia dopełni się i że znieważona cnota ulegnie 

sile występku.

Nieszczęsny pies, na którym dokonałyśmy próby odkrył wszystko markizowi.

Usłyszał jego wycie; wiedząc, że pies jest ulubieńcem matki, pospieszył z zapytaniem, co jest psu i 

gdzie się znajduje.

Ci, do których się zwrócił, nic nie wiedząc, nie odpowiedzieli mu.

Od tej chwili na pewno zaczął coś podejrzewać; nie mówił nic, ale ujrzałam, że jest niespokojny, 

podniecony i że ma się na baczności przez cały dzień.

Doniosłam o tym hrabinie, ale nie pora już była, aby zmieniać decyzje, wszystko, co można było 

uczynić, to przyspieszyć kuriera i ukryć przedmiot jego misji.

background image

Hrabina oznajmiła synowi, że wysyła pospiesznie list do Paryża prosić księcia de Senozeval, aby 

zechciał natychmiast zająć się sprawą spadku po wuju, który właśnie odziedziczono, gdyż jeśli ktoś 

nie pojawi się natychmiast, można się obawiać procesów; dorzuciła jeszcze, że prosi księcia o 

przybycie i zdanie sprawy ze wszystkiego, by mogła sama zdecydować się na wyjazd z synem, jeśli 

sprawa będzie tego wymagać.

Dla markiza, który był za dobrym fizjonomistą, by nie zauważyć zakłopotania na twarzy swojej 

matki, by nie dostrzec i pewnego pomieszania na mojej, wystarczyło to zupełnie i miał się jeszcze 

bardziej na baczności.

Pod   pretekstem   przechadzki   ze   swymi   ulubieńcami   oddala   się   od   pałacu,   czeka   na   kuriera   w 

miejscu, którędy musiał przejeżdżać.

Człowiek   ów,   oddany   bardziej   markizowi   niż   jego   matce,   nie   czyni   żadnych   trudności   z 

przekazaniem mu listów;

markiz,   upewniony   o   tym,   co   niewątpliwie   nazywał   moją   zdradą,   daje   gońcowi   sto 

ludwików z rozkazem, aby nigdy już nie pokazywał się w domu, i powraca rozjuszony.

Opanowuje się  jednak,  jak  tylko  może,  spotyka  mnie,  pochlebia  mi  jak zwykle,  zapytuje,  czy 

wszystko odbędzie się nazajutrz, czyni uwagę, że najważniejsze, aby się to stało, nim przybędzie 

książę, i kładzie się spokojnie spać, nie dając nic poznać po sobie.

Jeśli ta fatalna zbrodnia została popełniona, jak doniósł mi o tym wkrótce markiz, mogło się to stać 

tylko w następujący sposób...

Pani wypiła nazajutrz swoją czekoladę, jak to miała w zwyczaju, a ponieważ filiżanka przeszła 

tylko przez moje ręce, jestem pewna, że niczego tam nie domieszano; ale koło dziesiątej rano 

markiz  wszedł do kuchni  i zastawszy tam tylko  kucharza,  kazał mu iść  natychmiast poszukać 

brzoskwiń w ogrodzie.

Kucharz wymawiał się, iż nie może pozostawić przygotowanych potraw, markiz nalegał jednak, 

mówiąc o wielkiej oskomie na brzoskwinie, i obiecał przypilnować kuchni.

Kucharz   wychodzi,   markiz   bada   wszystkie   dania   na   obiad   i   wrzuca,   prawdopodobnie   do 

karczochów, które pani tak lubiła, fatalną truciznę, mającą przeciąć nić jej żywota.

Nadchodzi obiad, hrabina zjada oczywiście zgubne danie i zbrodnia się dokonuje.

background image

Wszystko to są tylko moje przypuszczenia; pan de Bressac zapewnił mnie w dalszym ciągu tej 

nieszczęsnej sprawy, że jego plan został wykonany i że to, co zrobiłam, przyniosło mi tylko tyle, że 

mógł tak właśnie spełnić swój zamiar.

Pozostawmy jednak na boku te okropne domysły i przejdźmy do opisania okrutnego sposobu, w 

jaki zostałam ukarana za to, że nie chciałam uczestniczyć w tej potworności i że ją wyjawiłam...

Gdy wstano od stołu, markiz zbliżył się do mnie.

Posłuchaj,   Zofio   mówi,   pozornie   bardzo   spokojny   znalazłem   pewniejszy   środek,   żeby 

dopełnić   moich   zamiarów,   niż   ten,   który  ci   zaproponowałem,   chodzi   jednak   jeszcze   o   pewien 

drobiazg; nie śmiem tak często chodzić do twego pokoju, boję się, że wszyscy zobaczą;

spotkajmy się dokładnie o piątej na końcu parku, przyjdę po ciebie i wybierzemy się na 

dalszy spacer, podczas którego wytłumaczę ci wszystko.

Muszę wyznać, że bądź z powodu przyzwolenia opatrzności, bądź nadmiaru naiwności, 

bądź zaślepienia, nic nie zapowiadało mi ohydnego nieszczęścia, które mnie oczekiwało; czułam się 

tak pewna tajemnicy i działań hrabiny, że nie przyszłoby mi nigdy do głowy, aby markiz mógł je 

odkryć.

Byłam jednak bardzo zaniepokojona.

57 .

background image

"Cnotą   krzywoprzysięstwo,   kiedy   zbrodnię   karze"   powiedział   jeden   z   naszych   poetów 

tragicznych, ale krzywoprzysięstwo jest zawsze ohydne dla wrażliwej i delikatnej duszy, która musi 

się do niego uciec;

moja rola niepokoiła mnie, nie trwało to jednak długo.

Ohydne postępki markiza dostarczyły mi innych powodów do boleści i uspokoiły mnie co do tej 

sprawy.

Markiz podszedł do mnie z najweselszą i najszczerszą miną i zagłębiliśmy się w las, a on nie 

przestał śmiać się i żartować, jak to miał w zwyczaju w mojej obecności.

Gdy chciałam skierować rozmowę na sprawę, będącą powodem jego prośby o spotkanie, mówił mi 

wciąż, że jeszcze nie czas, że boi się, że nas obserwują, i że jeszcze nie jesteśmy bezpieczni.

Niepostrzeżenie doszliśmy do tych zarośli i do tego wielkiego dębu, gdzie spotkał mnie po raz 

pierwszy;

nie mogłam powstrzymać się od drżenia widząc znów to miejsce, moja nieostrożność i cała 

groza mojego położenia stanęły mi wtedy przed oczyma w całej rozciągłości, i proszę pomyśleć, jak 

wzmogło   się   moje   przerażenie,   gdy   u   stóp   tego   nieszczęsnego   dębu,   gdzie   już   doznałam   tak 

okropnego   losu,   zobaczyłam   dwu   młodych   faworytów   markiza,   którzy   uchodzili   za   jego 

najulubieńszych.

Gdy zbliżyliśmy się, wstali i rzucili na trawę sznury, bykowce i inne przyrządy, które przejęły mnie 

dreszczem.

Wtedy markiz zaczął używać już tylko najbardziej ordynarnych i najokropniejszych epitetów:

K...

mówi   do   mnie,   nim   młodzi   ludzie   mogli   go   jeszcze   usłyszeć   poznajesz   te   krzaki,   z   których 

wyciągnąłem cię jak dzikie zwierzę, żeby wrócić ci życie, choć- zasłużyłaś, by je utracić?

Poznajesz   to   drzewo,   pod   którym   przyrzekłem   cię   postawić,   jeśli   każesz   mi   pożałować   mojej 

dobroci?

background image

Dlaczego podejmowałaś się działać przeciw mojej matce, gdy cię o to prosiłem, jeśli miałaś zamiar 

mnie zdradzić, i jakże to chciałaś służyć cnocie, zagrażając wolności tego, któremu zawdzięczasz 

życie?

Postawiona niechybnie pomiędzy dwiema zbrodniami, dlaczegóż wybrałaś najbardziej niegodną?

Mogłaś przecież odmówić tego, czego od ciebie żądałem, a nie godzić się po to tylko, żeby mnie 

zdradzić.

I markiz opowiedział mi wszystko, co przedsięwziął, aby przechwycić listy kuriera, i jakie 

podejrzenia go do tego skłoniły.

Cóż osiągnęłaś przez swój fałsz, niegodna istoto?

ciągnął dalej naraziłaś swoje życie, nie chroniąc życia mojej matki, zamiar został spełniony i mam 

nadzieję ujrzeć po powrocie, że udało mi się całkowicie.

Muszę jednak cię ukarać, musisz się dowiedzieć, że ścieżka cnoty nie zawsze jest najlepsza i że są 

sytuacje w świecie, gdy wspólnictwo w zbrodni jest lepsze od donosicielstwa.

Znając mnie dostatecznie dobrze, jak mogłaś się ośmielić mnie oszukać?

Czyżbyś sobie wyobraziła, że uczucie litości, nawiedzające moje serce tylko w celu zaspokojenia 

własnych przyjemności, lub może kilka zasad religijnych, które bez przerwy deptałem nogami, 

będą zdolne mnie powstrzymać?

... lub może liczyłaś na swoje wdzięki?

dorzucił tonem najokrutniejszego szyderstwa...

Dobrze więc, dowiodę ci, że te wdzięki, odsłonięte jak tylko można, posłużą jedynie dla lepszego 

rozpłomienienia mojej zemsty.

I nie dając mi czasu na odpowiedź, nie przejmując się zgoła strumieniem łez, którymi się 

zalałam, chwycił mnie silnie za ramiona i pociągnął do swoich przybocznych.

Oto ona mówił im ta, która chciała otruć moją matkę i być może spełniła już tę ohydną 

zbrodnię, mimo moich wysiłków, aby temu zapobiec; być może zrobiłbym lepiej oddając ją w ręce 

sprawiedliwości, ale wtedy musiałaby stracić życie; chcę, żeby jej pozostało, będzie cierpieć dłużej; 

background image

zedrzyjcie   z   niej   wszystko   i   przywiążcie   ją   brzuchem   do   drzewa,   niech   ją   ukarzę,   jak   na   to 

zasługuje.

Rozkaz został wykonany prawie tak szybko, jak został wydany, zawiązano mi usta chustką, 

musiałam przycisnąć się do drzewa, przywiązano mnie za ramiona i nogi, pozostawiając wolną 

resztę ciała, aby nic nie mogło go ochronić od razów, które miały spaść.

Markiz,  niezwykle  podniecony,   pochwycił  bykowiec;  nim  zaczął  bić,  okrutnik  chciał  zobaczyć 

moje zachowanie; można by powiedzieć, że pasł oczy zarówno moimi łzami, jak i oznakami bólu i 

przerażenia, które rysowały się na mojej twarzy...

Wtedy stanął poza mną w odległości około trzech stóp i w tej chwili poczułam uderzenia z całych 

sił, jak tylko to możliwe, od połowy pleców aż po łydki.

Mój kat zatrzymał się na chwilę i dotknął brutalnie rękami wszystkich miejsc, które okaleczył...

nie wiem, co powiedział po cichu do jednego ze swoich towarzyszy, ale zaraz zakryto mi głowę 

chustką, która nie pozwoliła mi już widzieć żadnego z ich ruchów; działo się jednak dużo rzeczy 

poza mną, zanim przystąpiono do nowych krwawych scen, dla jakich jeszcze mnie przeznaczono...

Tak, dobrze, tak, właśnie, powiedział markiz przed następnym ciosem i ledwo to słowo, z którego 

nic   nie   pojęłam,   zostało   wypowiedziane,   gdy   uderzenia   rozpoczęły   się   z   jeszcze   większą 

gwałtownością;   znów   przerwa,   ręce   dotknęły   raz   jeszcze   poprzecinanych   miejsc   ciała,   znów 

mówiono do siebie po cichu...

Jeden z młodych ludzi powiedział głośno: Czy nie lepiej, jak jestem w ten sposób?

59 .

background image

i   po   tych   nowych   słowach,   równie   dla   mnie   niezrozumiałych,   na   które   markiz   odpowiedział 

jedynie: Bliżej, bliżej, nastąpiła trzecia chłosta, jeszcze silniejsza niż poprzednie, podczas której 

Bressac powiedział dwa lub trzy razy kolejno te słowa, którym towarzyszyły okropne przekleństwa: 

Idźcie już, idźcie już obaj, czyż nie widzicie, że chcę, aby tu padła na miejscu z mojej ręki?

Te słowa, wypowiadane coraz silniejszym głosem, zakończyły owe wielkie jatki, jeszcze kilka 

minut trwała cicha rozmowa, usłyszałam nowe poruszenia i poczułam, że moje więzy rozluźniają 

się.

Trawa zalana była moją krwią, zobaczyłam, w jakim jestem stanie; markiz był sam, jego pomocnicy 

zniknęli...

No, łajdaczko powiedział, patrząc na mnie z tym rodzajem niesmaku, jaki następuje po 

szaleństwie namiętności czy nie uważasz, że cnota kosztuje cię trochę za dużo i że dwa tysiące 

talarów pensji były więcej warte niż sto uderzeń bykowcem?

...Upadłam u stóp drzewa i byłam bliska zemdlenia...

łotr, niezaspokojony jeszcze okropnościami, których się na mnie dopuścił, okrutnie podniecony 

widokiem moich cierpień, tratował mnie nogami, tak że zaczęłam się dusić.

Jestem   naprawdę   dobry,   darowując   ci   życie   powtórzył   dwa   lub   trzy   razy   uważaj 

przynajmniej na to, jak użyjesz tej mojej nowej łaski...

Potem kazał mi wstać i ubrać się, a ponieważ krew ciekła zewsząd, więc aby nie poplamić 

sobie ubrania, jedynego, jakie mi pozostało, zrywałam machinalnie trawę, aby się wytrzeć.

Tymczasem   markiz   przechadzał   się   tam   i   z   powrotem,   pozostawiając   mnie   w   spokoju,   zajęty 

bardziej swoimi myślami niźli mną.

Opuchnięcie ciała, krew ciągle płynąca, okropne bóle, które odczuwałam, wszystko to sprawiło, iż 

nie mogłam się ubrać, i ani przez chwilę ten okrutny człowiek, z jakim miałam do czynienia, ani 

przez chwilę ten potwór, który doprowadził mnie do takiego strasznego stanu, ten, za którego 

dałabym   swoje   życie   przed   kilku   dniami,   ani   przez   chwilę,   powiadam,   nie   uległ   najlżejszemu 

uczuciu litości, aby chociaż udzielić mi pomocy; gdy byłam już gotowa, zbliżył się do mnie.

background image

Idź, gdzie chcesz powiedział do mnie musiało ci zostać trochę pieniędzy w kieszeni, nie 

odbieram ci ich, ale strzeż się pokazać u mnie, czy to w Paryżu, czy na wsi.

Ostrzegam cię, że przed całym światem stajesz się morderczynią mojej matki, jeśli ona jeszcze 

oddycha, sprawię, żeby poszła do grobu z tą myślą; cały dom dowie się o tym; oskarżę cię przed 

prawem.

Nie   możesz   więc   mieszkać   w   Paryżu,   tym   bardziej,   że   pierwsza   sprawa,   którą   uważałaś   za 

zakończoną, została tylko chwilowo zawieszona, uprzedzam cię o tym.

Powiedziano ci, że sprawa już nie istnieje, ale cię oszukano; wyrok nie został wcale obalony; 

pozostawiono cię w tej sytuacji, żeby zobaczyć, jak się będziesz prowadzić.

Masz więc w tej chwili dwa procesy zamiast jednego i na miejscu nędznego lichwiarza masz jako 

przeciwnika człowieka bogatego i potężnego, zdecydowanego ścigać cię aż do piekieł, jeślibyś 

przez oszczercze skargi nadużyła tego życia, które jestem skłonny ci pozostawić.

Och, panie odpowiedziałam mimo surowości, jaką mi okazałeś, nie obawiaj się niczego z 

mojej strony; uważam za swój obowiązek wystąpić przeciwko tobie, gdy chodziło o życie pańskiej 

matki, nie będę przedsiębrać nic, jeśli chodzi tylko o nieszczęśliwą Zofię.

Żegnaj,  panie,   i  oby twoje  zbrodnie   uczyniły  cię   równie   szczęśliwym,   jak  twoje  okrucieństwa 

przyczyniają mi boleści, i jakikolwiek będzie los, który ześle ci niebo, jak tylko długo zachowa 

mnie przy nędznym życiu, użyję tego życia po to tylko, by się modlić za ciebie.

Na te słowa markiz uniósł głowę, nie mógł się powstrzymać, żeby nie przyjrzeć mi się 

uważnie, i ponieważ zobaczył mnie zalaną łzami, z trudem trzymającą się na nogach, w obawie 

zapewne, aby się nie wzruszyć, okrutnik oddalił się i nie spojrzał już więcej w moją stronę.

Jak tylko zniknął, osunęłam się na ziemię i oddając się całkowicie boleści, napełniłam powietrze 

jękami i polałam trawę łzami.

O, mój Boże wykrzyknęłam chciałeś tego, było twoją wolą, aby niewinny stał się znów 

ofiarą   winnego;   rozporządzaj   mną,   o   panie   mój,   jeszcze   mi   daleko   do   tych   mąk,   które   ty 

wycierpiałeś dla nas;

oby te, które ja znoszę, czcząc ciebie, mogły pewnego dnia uczynić mnie godną nagrody, 

którą obiecujesz słabszemu, gdy ciebie ma za cel swój w troskach i skoro wychwala cię w swych 

background image

cierpieniach!

Noc   nadchodziła,   nie   byłam   w   stanie   iść   dalej,   ledwo   trzymałam   się   na   nogach; 

przypomniałam sobie krzaki, gdzie spałam cztery lata temu w sytuacji na pewno o wiele mniej 

nieszczęsnej, zawlokłam się tam jakoś i umieściwszy się na tym samym miejscu, cierpiąc od ran 

jeszcze krwawiących, przygnieciona cierpieniami ducha i troskami serca, spędziłam najokrutniejszą 

z nocy, jaką można sobie wyobrazić.

Wytrzymałość   mojego   wieku   i   mojego   ciała   udzieliły  mi   nieco   siły   o   brzasku,   a   wtedy,   zbyt 

przerażona   sąsiedztwem   okrutnego   pałacu,   oddaliłam   się   od   niego   szybko,   opuściłam   las, 

postanawiając   udać   się,   na   los   przypadku,   do   pierwszych   ludzkich   siedzib,   jakie   napotkam,   i 

przybyłam do miasteczka Claye, oddalonego od Paryża około sześciu mil.

61 .

background image

Ludzie,   zapytywani   przeze   mnie,   wskazali   mi   dom   chirurga;   poprosiłam   go   o   opatrzenie   ran, 

powiedziałam,   że   uciekłszy   z   powodu   sprawy   sercowej   z   domu   matki   w   Paryżu,   trafiłam 

nieszczęśliwie do tego właśnie lasu Bondy, gdzie łotrzykowie potraktowali mnie tak, jak to można 

zauważyć;

opatrzył mnie, pod warunkiem, że złożę oświadczenie przed pisarzem gminnym; przystałam 

na to; prawdopodobnie poczyniono poszukiwania, o których nie dowiedziałam się nigdy, a chirurg, 

zgodziwszy się, abym pozostała u niego aż do wyzdrowienia, zajął się leczeniem tak sprawnie, że 

przed upływem miesiąca zupełnie przyszłam do siebie.

Jak   tylko   stan   mego   zdrowia   pozwolił   mi   wyjść   na   dwór,   moją   pierwszą   troską   było 

znalezienie w wiosce jakiejś młodej dziewczyny, dosyć zręcznej i dosyć inteligentnej, aby mogła 

się udać do pałacu pana de Bressac i dowiedzieć się, co zaszło tam od mojego odejścia.

Ciekawość nie była jedynym motywem, który skłonił mnie do tego przedsięwzięcia; ciekawość 

taka, być może niebezpieczna, byłaby z pewnością nie na miejscu, ale w moim pokoju pozostała 

niewielka suma pieniędzy zarobionych u hrabiny, przy sobie miałam ledwo sześć ludwików, a w 

zamku pozostało ich prawie trzydzieści.

Nie wyobrażałam sobie, że markiz będzie na tyle okrutny, by mi odmówić tego, co należało mi się 

także z prawa, i byłam przekonana, że gdy jego pierwsza wściekłość minęła, nie wyrządzi mi już 

nowej krzywdy;

napisałam list tak przejmujący, jak tylko mogłam...

Niestety, był może zbyt przejmujący, moje smutne serce przemówiło w nim może, wbrew mnie, na 

korzyść tego obłudnika; ukryłam przed nim całkowicie miejsce mojego pobytu i błagałam go o 

odesłanie mi rzeczy i nie wielkiej sumy pieniędzy, które znajdowały się w moim pokoju.

pewna wieśniaczka, mająca około dwudziestu, a najwyżej dwudziestu pięciu lat, żywa i 

bardzo sprytna, obiecała zanieść list i zasięgnąć ukradkiem wiadomości, by móc udzielić mi po 

powrocie wyjaśnień dotyczących różnych spraw, powiedziałam jej, czego chcę się dowiedzieć; 

poleciłam wyraźnie, aby zataiła, skąd przychodzi, i nie wspominała o mnie, o liście zaś miała 

powiedzieć, że otrzymała go od mężczyzny, który przyniósł go z odległości co najmniej piętnastu 

mil.

background image

Żaneta, bo takie imię miała moja posłanka, wyruszyła w drogę i w dwadzieścia cztery godziny 

przyniosła odpowiedź.

Musi się pani dowiedzieć, co zaszło u markiza de Bressac, zanim pokażę list, który od niego 

otrzymałam.

Hrabina de Bressac, zachorowawszy ciężko w dzień mojego odejścia, umarła nagle tej samej 

nocy.

Nikt z Paryża nie przybył do zamku, a markiz w największym zmartwieniu (szelma) utrzymywał, 

że matka jego została otruta przez pokojową imieniem Zofia, która uciekła tego samego dnia; 

poszukiwano tej pokojowej z zamiarem stracenia jej na szafocie, gdyby udało się ją odnaleźć.

Markiz   stał   się   przez   ten   spadek   o   wiele   bogatszy,   niż   przewidywał,   a   opancerzone   skrzynie, 

klejnoty pani de Bressac, wszystkie te przedmioty, o których niewiele wiedziano, czyniły markiza, 

niezależnie od dochodów, posiadaczem z górą sześciuset tysięcy franków w kosztownościach lub w 

gotówce.

Poprzez jego afektowaną boleść przebijała, jak powiadano, z trudem ukrywana radość, a krewni, 

zawezwani na sekcję zwłok, której markiz zażądał, użaliwszy się losowi nieszczęsnej hrabiny i 

przysięgłszy   ją   pomścić,   jeśli   ta,   która   popełniła   taką   zbrodnię,   wpadnie   im   kiedy   w   ręce, 

pozostawili młodego człowieka w spokoju wraz ze wszystkimi owocami jego łotrostwa.

Pan de Bressac sam rozmawiał z Żanetą, postawił jej kilka pytań, na które młoda dziewczyna 

odpowiedziała   z   takim   zdecydowaniem   i   szczerością,   że   postanowił   dać   jej   odpowiedź,   nie 

nalegając już więcej.

Oto on, oto fatalny list powiedziała Zofia, wyjmując go z kieszeni oto on, proszę pani, 

czasem potrzebny  jest  memu  sercu,  i  zachowam go  aż  do ostatniego  tchnienia;  niech  go pani 

przeczyta, jeśli może to pani zrobić i nie zadrżeć.

Pani   de   Lorsange,   wziąwszy   list   z   rąk   naszej   pięknej   awanturnicy   odczytała   z   niego 

następujące słowa:

"Zbrodniarka, która była zdolna otruć moją matkę, bardzo jest zuchwała, ośmielając się do 

mnie pisać po tym ohydnym przestępstwie.

Umie za to dobrze zataić, gdzie się ukrywa; może być pewna, że nie przeszłoby jej gładko, gdyby 

background image

została tam odkryta.

Czegóż jeszcze ośmiela się żądać...

co powiada o pieniądzach i rzeczach?

To,   co   może   pozostawiła,   czyż   równoważy   kradzieże,   których   dokonała,   bądź   podczas   swego 

pobytu w domu, bądź dokonując swojej ostatniej zbrodni?

Niech   unika   drugiej   podobnej   przesyłki,   gdyż   oświadcza   się   jej,   że   wysłanniczka   zostanie 

zatrzymana do chwili, póki sprawiedliwość nie odnajdzie miejsca, gdzie ukrywa się winna."

Mów dalej, moje drogie dziecko powiedziała pani de Lorsange, zwracając Zofii list oto 

postępowanie, które budzi grozę...

Nurzać   się   w   złocie,   a   nieszczęśliwej,   która   nie   chciała   popełnić   zbrodni,   odmówić   tego,   co 

sprawiedliwie zarobiła, to zupełnie bezprzykładna nikczemność.

Niestety,   proszę   pani   mówiła   Zofia,   podjąwszy   dalszy   ciąg   swojej   historii   dwa   dni 

przepłakałam nad tym nieszczęsnym listem i ubolewałam bardziej nad okropnością postępowania, 

które się w nim malowało, niż z powodu odmowy, którą zawierał.

63 .

background image

A  więc   to   ja   jestem   winna,   wykrzyknęłam,   po   raz   drugi   oddana   pod   sąd,   dlatego   że   zbyt 

szanowałam sprawiedliwość...

Niech już tak będzie, nie żałuję tego; cokolwiek mogłoby mi się przydarzyć, nie zaznam ani boleści 

duchowej,   ani   wyrzutów   sumienia,   dopokąd   tylko   dusza   moja   będzie   czysta,   i   niech   to   tylko 

pozostanie   moim   błędem,   że   zbyt   skłoniłam   się   do   uczuć   sprawiedliwości   i   cnoty,   które   nie 

opuszczają mnie nigdy.

W żaden sposób nie mogłam jednak uwierzyć w realność poszukiwań, o których mówił mi 

markiz; wydawały się one tak mało prawdopodobne, postawienie mnie przed sądem było dla niego 

tak  niebezpieczne,  że,  jak  sądziłam,  musiał  w skrytości  ducha  czuć  się  nieskończenie  bardziej 

przerażony moją obecnością blisko niego, gdyby ją zdołał odkryć, niż ja miałam powody drżeć 

wobec jego pogróżek.

Te rozmyślania skłoniły mnie do pozostania w tym samym miejscu, gdzie się znajdowałam, i jeśli 

to możliwe, znalezienie pracy, aż do chwili, gdy będę miała więcej gotówki, co pozwoli mi się 

oddalić.

Pan Rodin, bo tak nazywał się chirurg, u którego byłam, sam zaproponował mi służbę u siebie.

Był to mężczyzna trzydziestopięcioletni, twardego charakteru, gwałtowny, brutalny, ale skądinąd 

cieszący się świetną opinią w całej okolicy;

oddany swojemu zajęciu, nie mając u siebie żadnej kobiety, był zadowolony, wracając do 

domu, że jest tam ktoś, kto dba o jego osobę i gospodarstwo; zaofiarował mi dwieście franków 

rocznie i pewne dochody z jego praktyki, ja zaś zgodziłam się na wszystko.

Pan Rodin znał aż nazbyt dokładnie moje ciało, wiedział więc, że nigdy nie poznałam mężczyzny, 

był także powiadomiony o moim ostatecznym pragnieniu, aby zawsze pozostać czystą, i przyrzekł 

mi, że nigdy nie sprawi mi kłopotu pod tym względem; wobec tego uzgodniliśmy wszystko dość 

szybko...

nie zwierzyłam się jednak wcale mojemu nowemu panu i nigdy nie dowiedział się, kim jestem.

Byłam w tym domu już od dwu lat i choć nie będę kryła, że praca była tu bardzo ciężka, 

pewien rodzaj spokoju ducha, którym tam się cieszyłam, pozwolił mi prawie zapomnieć o moich 

background image

zmartwieniach, gdy niebo, które jeśli zezwalało memu sercu na jakiś cnotliwy czyn, to natychmiast 

potem zsyłało na mnie niedolę, pospieszyło raz jeszcze wyrwać mnie ze smutnej szczęśliwości, 

jakiej chwilowo zażywałam, i pogrążyć w nowych nieszczęściach.

Pewnego   dnia,   gdy  byłam   sama   w  domu   i   chodziłam   kolejno   w   różne   miejsca,   dokąd 

wzywała   mnie   praca,   wydało   mi   się   nagle,   że   słyszę   jęki   wydobywające   się   z   głębi   piwnicy; 

zbliżam się...

słyszę wyraźnie, to krzyki młodej dziewczyny; oddzielają mnie jednak od niej szczelnie zamknięte 

drzwi; żadnej możliwości otwarcia kryjówki, w której była uwięziona.

Tysiączne myśli przeleciały mi przez głowę...

co mogła tam czynić ta istota?

Pan Rodin nie miał przecież dzieci, nie było mi także nic wiadomo o siostrach czy bratanicach, 

którymi by się zajmował;

jego tryb życia, w najwyższym stopniu umiarkowany, nie pozwalał sądzić, że ta młoda 

dziewczyna miała służyć jego rozwiązłości.

Z jakiego więc powodu ją zamykał?

Płonąc  ciekawością   i  aby rozwiązać  te  wątpliwości,   ośmieliłam  się  skierować   pytanie   do  tego 

dziecka, co tam czyni i kim jest.

O   ja   biedna   odpowiada   płacząc   nieboga   jestem   córką   drwala   z   lasu   i   mam   dopiero 

dwanaście lat; wczoraj, w chwili, gdy mój ojciec oddalił się, pan,który tutaj mieszka, porwał mnie, 

ze swoim przyjacielem; wspólnie związali mnie, włożyli do worka z otrębami, abym nie mogła 

krzyczeć, wrzucili z tyłu na konia i wieczorem przy wieźli mnie po ciemku do tego domu; od razu  

umieścili mnie w tej piwnicy; nie wiem, co chcą ze mną uczynić, po przybyciu rozebrali mnie 

jednak do naga, dokładnie zbadali moje ciało, pytali się, ile mam lat, a w końcu ten, który wyglądał  

na pana domu, powiedział drugiemu, że należy odłożyć operację na pojutrze wieczór z powodu 

mojego przerażenia i że jeśli się trochę uspokoję, ich doświadczenie będzie lepsze, a zresztą, że 

spełniam dobrze warunki, jakich można wymagać od obiektu.

Po tych słowach dziewczynka zamilkła i zaczęła jeszcze bardziej gorzko płakać; uspokoiłam 

ją, jak mogłam, i obiecałam coś zrobić.

background image

Nie było, mi łatwo zgadnąć, co pan Rodin i jego przyjaciel, chirurg jak i on, zamierzali uczynić z tą 

nieszczęśliwą; jednakowoż słowo obiekt, które słyszałam od nich często przy innych okazjach, 

zrodziło we mnie zaraz uzasadnione podejrzenie, iż mieli przerażający projekt zrobienia jakiejś 

sekcji   anatomicznej   na   tym   nieszczęśliwym   dziecku;-   nie   mogąc   jeszcze   uwierzyć   w   takie 

okrucieństwo, postanowiłam jednak dowiedzieć się czegoś pewniejszego.

Rodin wraca ze swoim przyjacielem, spożywają kolację, każą mi się oddalić, ja udaję, że jestem im 

posłuszna, chowam się, a ich rozmowa utwierdza mnie tym bardziej w przekonaniu o okropnym 

zamiarze, nad którym się naradzają.

Nigdy rzecze jeden z nich nie poznamy dokładnie tej części anatomii, jeśli nie zostanie 

zbadana   z   największą   uwagą   na   dwunasto-   lub   trzynastoletnim   obiekcie,   operowanym   i 

jednocześnie doznającym bólu swoich nerwów, to okropne, że takie błahe względy zatrzymują 

postęp nauki...

65 .

background image

No cóż, poświęca się jednostkę, aby ocalić miliony;

czy można się wahać stojąc wobec takiego rachunku?

Zbrodnia   dokonywana   przez   prawo   czyż   innego   jest   rodzaju   niż   ta,   którą   popełniamy 

przeprowadzając naszą operację, a celem tych tak mądrych praw nie jestże poświęcenie jednostki, 

aby ocalić tysiące?

Niech więc nic nas nie powstrzymuje.

Och, jeśli chodzi o mnie, jestem zdecydowany podjął drugi i już dawno bym to zrobił, 

gdybym się na to sam ośmielił.

Nie zdołam pani powtórzyć reszty rozmowy; ponieważ dotyczyła tylko spraw zawodowych, 

mało  do  mnie  dotarło,  od tej  chwili  myślałam  tylko  o  tym,   aby za  wszelką  cenę  uratować  tę 

nieszczęśliwą   ofiarę   umiejętności   cennej   bez   wątpienia   pod   każdym   względem,   ale   jej   postęp 

wydawał mi się jednak zbyt drogo opłacony ofiarą niewinnej istoty.

Obaj przyjaciele rozstali się, a Rodin położył się spać nic mi o niczym nie mówiąc.

Nazajutrz, w dniu przeznaczonym na tę okrutną ofiarę, wyszedł jak zwykle, mówiąc mi, że jak 

poprzedniego dnia wróci dopiero na kolację ze swym przyjacielem; ledwo znalazł się na dworze, 

zabrałam się do urzeczywistnienia mojego planu...

Niebo   przyszło   mi   z   pomocą,   nie   ośmielę   się   jednak   powiedzieć,   czy   dopomogło   zagrożonej 

niewinności czy tylko odruchowi litości nieszczęsnej Zofii, którą chciało później ukarać...

Powiem, jak było, a pani zadecyduje o rzeczy samej, ja jestem tak przygnieciona zrządzeniami 

niewytłumaczalnej   opatrzności,   że   zbadanie   jej   celów   jest   dla   mnie   niemożliwe;   usiłowałam 

wspomagać jej zamiary, zostałam za to okrutnie ukarana, tyle tylko mogę powiedzieć.

Schodząc do piwnicy, na nowo dopytując się małej...

wciąż te same słowa, wciąż te same obawy; pytam, czy nie wie, gdzie położyli klucz, odchodzący z 

jej komórki...

background image

Nic o tym nie wiem, odpowiada mi, myślę, że zabierają go ze sobą...

Szukam na wszelki wypadek, aż nagle czuję coś w piasku pod stopami, schylam się...

to klucz, otwieram drzwi...

Nieszczęśliwe biedactwo rzuca mi się do kolan, zlewa moje ręce łzami wdzięczności, ja zaś, nie 

podejrzewając,  na co się narażam,  nie myśląc o losie,  który mnie  oczekuje, zajmuję się tylko 

ucieczką dziecka, szczęśliwie udaje się nam wyjść z wioski nie napotkawszy nikogo, wyprowadzam 

ją na leśną drogę, całuję, ciesząc się wraz z nią jej szczęściem, a także szczęściem, które przyniesie 

ojcu, gdy pojawi się przed nim, a potem podążam szybko do domu.

O oznaczonej godzinie wracają nasi dwaj chirurdzy, pełni nadziei na wykonanie swoich niegodnych 

zamiarów; jedzą kolację równie radośnie, co szybko, i skończywszy schodzą zaraz do piwnicy.

Wszystko, co mogłam zrobić, aby ukryć swój postępek, to wyłamać zamek i schować klucz w tym 

samym miejscu, gdzie go znalazłam, aby stworzyć pozory, że mała uciekła sama, ale ci, których 

chciałam oszukać, nie należeli do gatunku ludzi, którym łatwo zamydlić oczy...

Rodin wściekły wraca na górę, rzuca się na mnie pokrywając mnie razami, pyta, co uczyniłam z 

zamkniętym przez niego dzieckiem; najpierw zaprzeczam...

ale moja nieszczęsna szczerość sprawia w końcu, że wyznaję wszystko.

Nic równie popędliwego i brutalnego jak wymyślania tych dwu łotrów, jeden chciał posłużyć się 

mną zamiast dzieckiem, które ocaliłam, drugi poddać mnie gorszym jeszcze torturom, zaś zdaniom 

tym   i   projektom   towarzyszyły   ciosy,   które   rzucały   mnie   od   jednego   do   drugiego   i   wkrótce 

ogłuszyły do tego stopnia, że upadłam bez czucia na ziemię.

To uśmierzyło trochę ich wściekłość.

Rodin przywołał mnie do przytomności, a jak tylko przyszłam do siebie, rozkazali mi rozebrać się 

do naga.

Co czynię, cała drżąca; jak tylko znalazłam się w tym stanie, o który im chodziło, jeden z nich 

trzyma mnie, a drugi operuje; ucinają mi po jednym palcu u każdej nogi, sadzają mnie i każdy 

wyrywa mi jeden ząb trzonowy.

To nie wszystko mówi Rodin, wkładając do ognia żelazo wziąłem ją wychłostaną, chcę ją 

background image

odesłać napiętnowaną.

I   podczas   gdy   jego   przyjaciel   mnie   trzyma,   nikczemnik,   mówiąc   to,   przykłada   mi   do 

ramienia rozpalone żelazo, którym piętnuje się złodziei...

Niechże teraz ośmieli się pokazać gdziekolwiek, łajdaczka, niech tylko się ośmieli powiada 

rozwścieczony Rodin a wskazując tę hańbiącą literę dość będę miał racji przemawiających za tak 

nagłym i tak potajemnym wydaleniem.

Ledwo to powiedział, biorą mnie obaj; była już noc; prowadzą na skraj lasu i bezlitośnie tam 

pozostawiają, przedstawiając całe niebezpieczeństwo, gdybym chciała ich skarżyć w tym stanie 

poniżenia, w jakim jestem.

Jakakolwiek inna dziewczyna niewiele by sobie robiła z tej groźby;

jeśli tylko można było udowodnić, że to, co ze mną uczyniono, nie było dziełem żadnego 

trybunału to i czegóż się obawiać?

Ale moja słabość, moja zwykła naiwność, przerażenie moimi nieszczęściami paryskimi i w zamku 

de Bressac, wszystko to ogłuszyło mnie, przeraziło i myślałam jedynie o tym, aby oddalić się z tego 

nieszczęsnego miejsca, jak tylko uspokoją się nieco bóle, których doznałam; ponieważ starannie 

zabandażowali mi rany, już następnego ranka bolały mnie mniej, spędziwszy przeto pod drzewem 

jedną z najokropniejszych nocy w moim życiu, wyruszyłam, jak tylko się rozwidniło.

67 .

background image

Rany na moich nogach nie pozwalały mi posuwać się szybko, przynaglona jednak chęcią oddalenia 

się z okolicy tak złowrogiego dla mnie lasu, zdołałam przejść w tym pierwszym dniu cztery mile, 

tyleż nazajutrz i dnia następnego, ale nie zwracając należytej uwagi na kierunek i nie pytając o 

drogę, krążyłam tylko naokoło Paryża i czwartego dnia mojego marszu, wieczorem znalazłam się w 

Liersaint; wiedząc, że ta droga może mnie wyprowadzić ku południowym prowincjom Francji, 

postanowiłam kroczyć nią dalej i tak czy inaczej dotrzeć do tych oddalonych okolic, spodziewając 

się, że spokój i odpoczynek, których tak okrutnie odmówiono mi w moich stronach, czekają może 

mnie na końcu świata.

Fatalna pomyłka!

Iluż niepowodzeń miałam jeszcze doznać!

Moje zarobki były o wiele bardziej liche u Rodina niż u markiza de Bressac, nie chowałam więc 

pieniędzy; na szczęście miałam wszystkie przy sobie, to znaczy około dziesięciu ludwików, suma, 

na którą składało się i to, co ocaliłam u markiza, i to, co zarobiłam u chirurga.

Wobec nadmiaru moich nieszczęść, byłam jeszcze uradowana, że nie zabrano mi tego oparcia, i 

łudziłam się myślą, że wystarczy mi to co najmniej do chwili, gdy będę mogła znaleźć dla siebie 

jakieś miejsce.

Hańbiące znaki, które mi poczyniono, nie były widoczne, miałam nadzieję, że uda mi się je zawsze 

ukryć i że to napiętnowanie nie przeszkodzi mi zarabiać na życie; miałam dwadzieścia dwa lata, 

mocne zdrowie, choć byłam delikatna i szczupła, twarz, którą na moje nieszczęście zbyt chwalono, 

kilka cnót, które chociaż na ogół mi szkodziły, pocieszały mnie jednak wewnętrznie i kazały mi się 

spodziewać, że jeśli nawet opatrzność nie przyzna mi wreszcie wynagrodzenia, to przynajmniej 

przestanie zsyłać nieszczęścia, będące skutkiem tych cnót.

Pełna nadziei i odwagi szłam tak aż do Sens; tutaj jednak źle wyleczone nogi zaczęły mnie strasznie 

boleć i postanowiłam odpocząć kilka dni, ale nie ośmielając zwierzyć się nikomu, z jakiego powodu 

tak   cierpię   i   przypomniawszy  sobie   lekarstwa,   którymi   posługiwał   się   Rodin   przy  podobnych 

ranach, zakupiłam je i leczyłam się sama.

Tydzień odpoczynku sprawił, że wróciłam całkowicie do zdrowia; być może udałoby mi się znaleźć 

jakieś miejsce w Sens, przeświadczona jednak o konieczności oddalenia się, nie chciałam nawet o 

background image

to pytać, poszłam więc dalej, mając zamiar szukać szczęścia w Dauphine; w dzieciństwie słyszałam 

wiele o tych okolicach, wyobrażałam sobie, że tam właśnie znajdę szczęście; zobaczymy jeszcze, 

jak mi się tam powiodło.

W żadnych okolicznościach mojego życia nie opuszczały mnie uczucia religijne; czując 

niechęć do próżnych sofizmów biegłych umysłów, uważając, że wszystkie one wywodzą się raczej 

z wyuzdania niż z pewności przekonań, przeciwstawiłam im swoje sumienie i serce;

to one dostarczały mi wszystkiego, czego tylko trzeba, by się przeciwstawić sofizmatom.

Jeśli nawet czasem nieszczęścia zmuszały mnie do zaniedbania pobożnych praktyk, naprawiałam te 

błędy, jak tylko nadarzała się okazja.

Wyruszyłam właśnie z Auxerre siódmego czerwca, nigdy nie zapomnę tej pory, zrobiłam około dwu 

mil i upał zaczynał mi już dokuczać, postanowiłam więc wejść na mały wzgórek pokryty drzewami, 

wznoszący się niedaleko po lewej stronie drogi, gdyż chciałam się ochłodzić i zdrzemnąć na parę 

godzin mniejszym kosztem niż w jakiejś oberży i bezpieczniej niż przy głównej drodze.

Wspinam się więc i zasiadam u stóp dębu, a po bardzo skromnym śniadaniu, złożonym z odrobiny 

chleba i wody, zapadam w słodki sen; zażywam go przeszło dwie godziny w całkowitym spokoju.

Po obudzeniu spoglądałam z przyjemnością na rozległy widok roztaczający się przede mną, na lewo 

od drogi; zdawało mi się, że pośrodku lasu, rozciągającego się jak okiem sięgnąć, o trzy mile ode 

mnie, widać wieżyczkę kościoła wznoszącą się skromnie na tle nieba.

O rozkoszna samotności, powiadam, jakimż pożądaniem napełnia mnie twoja siedziba!

Musiały   się   tam   schronić   zakonnice   lub   jakieś   samotne   świątobliwe   osoby,   zajęte   jedynie 

pełnieniem   swych   obowiązków,   całkowicie   poświęcone   rzeczom   nabożnym,   oddalone   od   tego 

zgubnego społeczeństwa, gdzie zbrodnia walcząca bez przerwy z niewinnością zawsze zdoła nad 

nią zatriumfować; jestem pewna, że zamieszkują tam wszystkie cnoty.

Byłam zajęta tymi rozmyślaniami, gdy nagle ukazała się moim oczom młoda dziewczyna, w 

moim wieku, pasąca na wzgórku kilka owiec;

zapytałam   ją   o   budowlę,   ona   zaś   odpowiedziała,   iż   jest   to   klasztor   franciszkanów, 

zajmowany   przez   czterech   samotnych   mnichów,   których   religijności,   wstrzemięźliwości   i 

skromności nie da się z niczym porównać.

background image

Chodzimy tam powiedziała mi dziewczyna raz do roku, z pielgrzymką do obrazu Matki 

Boskiej Cudownej, od której ludzie pobożni uzyskują wszystko, o co proszą.

Poruszona chęcią, aby udać się tam także i uzyskać jakąś pomoc u stóp Świętej Bożej Matki, 

zapytałam dziewczynę, czy nie poszłaby tam ze mną; odpowiedziała jednak, że nie może, gdyż 

właśnie oczekuje jej matka, ale że droga jest nietrudna; wskazała mi ją i rzekła, że ojciec gwardian, 

najczcigodniejszy i najświętszy z ludzi, nie tylko przyjmie mnie najlepiej, ale nawet ofiaruje mi 

pomoc, jeśli właśnie jej potrzebuję.

69 .

background image

Nazywają go czcigodnym ojcem Rafaelem mówiła dalej dziewczyna jest Włochem, spędził 

jednak życie we Francji, umiłował sobie tę samotnię i nie przyjął od papieża, którego był krewnym, 

wielu świetnych beneficjów; jest to człowiek pochodzący ze znakomitej rodziny, łagodny, uczynny, 

pełen gorliwości i nabożności, ma około pięćdziesięciu lat i wszyscy w okolicy uważają go za 

świętego.

Opowiadanie pasterki rozpaliło mnie jeszcze bardziej i nie mogłam się już oprzeć udania się 

z pielgrzymką do klasztoru, aby tam odkupić wszystkie zaniedbania, których byłam winna, jak 

największą ilością nabożnych aktów.

Odczuwając sama potrzebę dobroczynności, ofiarowuję coś dziewczynie i oto już jestem na drodze 

do Matki Boskiej Leśnej, bo tak nazywał się klasztor, do którego się udawałam.

Gdy znalazłam się znów na równinie, nie było już widać wieżyczki i tylko las kierował moimi 

krokami,   nie   przyszło   mi   do   głowy,   by   zapytać   dziewczyny,   ile   jest   mil   od   miejsca   gdzie   ją 

spotkałam, do klasztoru, i wkrótce zauważyłam, że jest znacznie dalej, niż to początkowo sądziłam.

Nic jednak nie jest mnie w stanie zatrzymać, dochodzę do brzegu lasu i widząc, że jest jeszcze 

dosyć jasno, postanawiam zapuścić się w głąb, będąc prawie pewna, że przybędę do klasztoru przed 

nocą...

Tymczasem nie dostrzegam żadnych śladów obecności człowieka, żadnego domu, a cała droga to 

niezbyt wydeptana ścieżka, którą posuwam się na los szczęścia; począwszy od wzgórza zrobiłam 

już co najmniej pięć mil, a zdawało mi się wówczas, że tylko trzy mile dzielą mnie od miejsca 

przeznaczenia,   i   nic   jeszcze   nie   było   widać   przede   mną,   gdy   tuż   przed   zniknięciem   słońca 

usłyszałam w końcu dźwięk dzwonu, z odległości niecałej mili.

Kieruję się w stronę dźwięku, pospieszam, ścieżka się rozszerza...

i   po   upływie   godziny   od   chwili,   gdy   usłyszałam   głos   dzwonu,   spostrzegłam   wreszcie   jakiś 

żywopłot, a zaraz potem klasztor.

Nic bardziej dzikiego od tej pustelni, w pobliżu żadnej ludzkiej siedziby, najbliższa znajdowała się 

o sześć mil z okładem, a w tym co najmniej trzy mile lasu; pustelnia była położona w zagłębieniu i 

musiałam   długo   schodzić,   by   do   niej   dojść,   to   właśnie   było   przyczyną,   że   utraciłam   z   oczu 

background image

wieżyczkę, jak tylko znalazłam się na równinie.

Domek brata ogrodnika przylegał do ścian wewnętrznego budynku i tu właśnie trzeba się było 

zgłosić wchodząc.

Pytam tego świętego pustelnika, czy można mówić z ojcem gwardiuszem...

zapytuje, o co chodzi...

daję mu do zrozumienia, że potrzeby religijne...

że   właśnie   ślub   uczyniony  sprowadza   mnie   do   tego   świętego   miejsca   odosobnienia   i   że   będę 

wynagrodzona za wszystkie trudy, które poniosłam, aby tu przybyć, jeśli będę mogła rzucić się na 

chwilę do stóp Najświętszej Panny i świętego przełożonego, w świątyni, gdzie znalazł schronienie 

ten cudowny obraz.

Brat, poprosiwszy mnie, abym usiadła, wchodzi zaraz do klasztoru, a ponieważ zapadła już noc, a 

ojcowie byli, jak powiedział, na kolacji, zeszło trochę czasu, nim powrócił.

Ukazując się wreszcie wraz z zakonnikiem.

Oto i ojciec Clement mówi mi braciszek to szafarz klasztorny, przychodzi zobaczyć, o co ci 

chodzi i czy warto trudzić ojca gwardiana.

Ojciec Clement był mężczyzną czterdziestopięcioletnim, niebywałej tuszy, gigantycznego 

wzrostu,   ze   spojrzeniem   złowrogim   i   posępnym,   dźwięk   głosu   chrapliwy   i   twardy   a   jego 

zachowanie raczej przy prawiło mnie o drżenie, niż uspokoiło...

Zaczęłam mimowolnie dygotać, nie mogąc się od tego powstrzymać, a jednocześnie przebiegło mi 

przez myśl wspomnienie wszystkich moich nieszczęść.

Czego   chcesz   powiedział   do   mnie   ten   mnich   dosyć   twardym   głosem   czy   to   jest   pora 

przychodzenia do kościoła?

Widać, że masz minę awanturnicy.

Świątobliwy ojcze powiadam, skłaniając się wydawało mi się, że zawsze jest czas sposobny, 

by   ukazać   się   w   domu   bożym;   przychodzę   z   daleka,   aby   go   nawiedzić,   pełna   gorliwości   i 

pobożności,   chciałabym   się   wyspowiadać,   jeśli   to   możliwe,   a   kiedy   poznacie   moje   sumienie, 

background image

zobaczycie,   czy   nie   zasługuję   na   to,   aby   pokłonić   się   nisko   u   stóp   cudownego   obrazu,   który 

przechowujecie w waszym świętym przybytku.

Godzina nie jest jednak zbyt odpowiednia do spowiedzi mówi mnich, łagodniejąc nieco 

gdzie spędzisz noc?

Nie mamy stosownego miejsca, by cię umieścić; lepiej było przyjść rankiem.

Wykładam mu więc wszystkie powody, które mi na to nie pozwoliły, a wtedy, nic już nie 

mówiąc, poszedł zdać sprawę gwardianowi.

Kilka minut później usłyszałam, że otwierają kościół, ojciec gwardian wyszedł sam naprzeciw mnie 

do domku ogrodnika, prosząc, abym udała się z nim do świątyni.

Warto od razu opisać pierwsze wrażenie, jakie zrobił na mnie ojciec Rafael, mężczyzna w wieku, 

jak   mi   podano,   ale   któremu   nie   dałoby   się   czterdziestki;   szczupły,   dość   wysoki,   o   obliczu 

uduchowionym i słodkim, mówiący bardzo dobrze po francusku, jakkolwiek z lekkim akcentem 

włoskim, ugrzeczniony i ujmujący z pozoru, a naprawdę ponury i złowrogi, jak się o tym pani aż 

zbyt dobrze przekona po tym wszystkim, co powiem.

Moje dziecko mówi łaskawie zakonnik chociaż godzina jest zupełnie nieodpowiednia i nie 

mamy zwyczaju, aby przyjmować tak późno,

71 .

background image

wysłucham jednakowoż twojej spowiedzi, a potem postaramy się, abyś mogła przyzwoicie spędzić 

noc,   aż   do   godziny,   gdy   będziesz   mogła   jutro   uczcić   święty   obraz   znajdujący   się   w   naszym 

posiadaniu.

Powiedziawszy  to,   mnich   zapala   kilka   lamp   wokół   konfesjonału,   powiada,   abym   zajęła 

miejsce, i nakazawszy wyjść braciszkowi i zamknąwszy wszystkie drzwi, skłania mnie, abym mu 

się zwierzyła z całym zaufaniem; otrząsnąwszy się całkowicie z lęku, jaki wzbudził we mnie ojciec 

Clement, wobec tak łagodnego pozornie człowieka, po akcie pokory u stóp mego spowiednika 

otworzyłam   przed   nim   całkowicie   swe   serce   i   z   naiwnością   i   zwykłym   moim   zaufaniem   nie 

pominęłam niczego, co mnie dotyczyło.

Wyznałam mu wszystkie swoje winy i zwierzyłam wszystkie moje nieszczęścia niczego nie tając, 

nawet haniebnego znaku, którym napiętnował mnie ohydny Rodin.

Ojciec Rafael wysłuchał mnie z największą uwagą, z miną pełną litości i zainteresowania 

kazał mi nawet powtarzać liczne szczegóły...

a jego najważniejsze i wielokrotnie ponawiane pytania dotyczyły następujących spraw:

1 Czy jest prawdą, że jestem sierotą i że pochodzę z Paryża.

2 Czy to prawda, że nie mam tuż krewnych ani przyjaciół, ani opieki, ani nikogo, gdzie 

mogłabym napisać.

3   Czy   tylko   pasterce   zwierzyłam   się,   że   zamierzam   udać   się   do   klasztoru,   i   czy   nie 

umówiłam się z nią na spotkanie po powrocie.

4 Czy rzeczywiście jestem dziewicą i mam tylko dwadzieścia dwa lata.

5   Czy   na   pewno   nikt   za   mną   nie   szedł   i   nikt   zgoła   nie   widział   mnie   wchodzącej   do 

klasztoru.

Gdy   zupełnie   go   zadowoliłam   odpowiedziami   z   najnaiwniejszym   wyrazem   twarzy   na 

wszystkie te pytania, mnich podniósł się i powiedział biorąc mnie za rękę:

Dobrze więc, chodź moje dziecko, jest już zbyt późno, abyś mogła złożyć pokłon Matce 

background image

Boskiej   dziś   wieczór,   postaram   się,   abyś   z   błogością   przyjęła   jutro   komunię   u   stóp   obrazu, 

pomyślmy jednak najpierw o twoim posiłku wieczornym i noclegu.

Mówiąc to poprowadził mnie w stronę zakrystii.

Jak to mówię do niego z pewnym niepokojem, nad którym nie mogłam zapanować jak to, 

mój ojcze, wewnątrz waszego klasztoru?

A gdzież by, czarująca pątniczko odpowiedział mnich otwierając jedne z drzwi klauzury, 

wychodzące na zakrystię, a prowadzące do samego wnętrza...

Co, boisz się spędzić noc z czterema zakonnikami?

Och, zobaczysz, mój aniele, że my nie jesteśmy takimi bigotami, na jakich wyglądamy, i że umiemy 

się zabawić z ładną dziewczyną.

Te słowa sprawiły, że cała zadrżałam.

O sprawiedliwe nieba, mówię sama do siebie, byłażbym więc znów ofiarą moich dobrych uczuć, 

zaś pragnienie zbliżenia się do tego, co religia ma najczcigodniejszego, zostanie znów ukarane jak 

zbrodnia?

Tymczasem posuwaliśmy się wciąż w ciemności; na końcu jednej ze stron dziedzińca ukazały się 

wreszcie schody, mnich kazał mi iść przed sobą, widząc zaś, że nieco się opieram, powiedział ze 

złością, zmieniając swój obłudny ton na jak najbardziej bezczelny:

Dziwko podwójna, chyba nie myślisz, że pora się teraz cofnąć?

Ach, do diabła, zobaczysz wkrótce, czy nie lepiej było ci wpaść do kryjówki złodziei niż pomiędzy 

czterech franciszkanów.

Znajduję się wobec tylu przerażających spraw, że nawet nie mam czasu wpaść w popłoch, 

słysząc te słowa; ledwo mnie one uderzyły, gdy już nowe zatrważające rzeczy dają się zauważyć; 

drzwi otwierają się i widzę przy jednym stole trzech mnichów i trzy młode dziewczyny, wszyscy 

sześcioro w najbardziej nieprzyzwoitym stanie; dwie z tych dziewczyn były już zupełnie nagie, 

trzecią właśnie rozbierano, zaś mnisi byli prawie w tym samym stanie...

Moi   przyjaciele   powiedział   wchodząc   Rafael   brakowało   nam   jeszcze   jednej,   oto   i   ona; 

pozwólcie, że przedstawię wam prawdziwe zjawisko: oto Lukrecja, która ma na ramieniu piętno 

background image

dziewcząt złego prowadzenia się, zaś tutaj ciągnął czyniąc gest tyleż znaczący, co nieprzyzwoity...

tutaj, moi przyjaciele, niezbity dowód niewątpliwego dziewictwa.

Ze wszystkich stron sali odezwały się wybuchy śmiechu w związku z tym szczególnym 

przyjęciem, a ojciec Clement, ten, którego zobaczyłam najpierw, wykrzyknął zaraz, już w połowie 

pijany, że należałoby natychmiast sprawdzić, jak rzeczy wyglądają.

Konieczność odmalowania ludzi, wśród których się znalazłam, zmusza mnie tutaj do przerwania 

opowieści; postaram się jednak, aby nie czekała pani długo na dalszy ciąg mojej historii:

Zna pani już dostatecznie Rafaela i Clementa, tak że mogę teraz zająć się resztą.

Antonin, trzeci z ojców tego klasztoru, był to mężczyzna czterdziestoletni, mały, suchy, szczupły, o 

ognistym temperamencie, twarzy satyra, owłosiony jak niedźwiedź, o nieokiełznanej rozwiązłości, 

gotów zawsze droczyć się i niezwykle złośliwy.

Ojciec   Hieronim,   najstarszy   wiekiem   w   klasztorze,   był   starym   rozpustnikiem,   w   wieku 

sześćdziesięciu   lat,   mężczyzną   równie   twardym   i   równie   brutalnym,   co   Clement,   ale   jeszcze 

większym pijanicą,

73 .

background image

będąc   zaś   znudzony   normalnymi   rozkoszami,   zmuszony   był,   aby   odnaleźć   jakieś   przebłyski 

pożądania, uciekać się do pomysłów równie zdeprawowanych, co niesmacznych.

Florena, najmłodsza z kobiet, pochodziła z Dijon, miała około czternastu lat, była córką 

bogatego mieszczanina z tego miasta i została porwana przez ludzi Rafaela, który będąc bogaty i 

mając   wielkie   zaufanie   w   swoim   zakonie,   nie   zaniedbywał   niczego,   co   mogło   służyć   jego 

namiętnościom; była brunetką o pięknych oczach i zmysłowych rysach.

Kornelia miała około lat szesnastu, była blondynką o bardzo interesującym wyglądzie, pięknych 

włosach,   olśniewającej   skórze   i   kształtach   tak   pięknych,   jak   tylko   można   sobie   wyobrazić; 

pochodziła z Auxerre, była córką handlarza win i została uwiedziona przez samego Rafaela, który 

potajemnie zwabił ją w zastawioną pułapkę.

Omfala  była  kobietą  trzydziestoletnią,  dużego  wzrostu,  o bardzo  łagodnej   i  bardzo  przyjemnej 

twarzy, wydatnie rozwiniętych kształtach, wspaniałych włosach, piersiach niezrównanej piękności i 

najczulszych   oczach,   jakie   można   ujrzeć;   była   córką   właściciela   winnicy   z   Joigny,   wszystko 

układało się jej doskonale, miała właśnie poślubić człowieka, który przyniósłby jej majątek, gdy 

Hieronim porwał ją od rodziny, uwiódłszy niezwykłymi sposobami, gdy miała lat szesnaście.

Takie właśnie było towarzystwo, w którym miałam żyć, tak wyglądała ta kloaka nieczystości i 

brudu, a łudziłam się, że znajdę tam wszystkie cnoty, jak w należnym im i godnym poszanowania 

miejscu.

Dano mi więc rychło do zrozumienia, że znalazłam się w tak przerażającym gronie i że 

najlepsze, "co mogłam zrobić, to naśladować uległość moich towarzyszek.

Chyba dobrze rozumiesz powiedział mi Rafael że nie przyda ci się na nic stawianie oporu w 

tym niedostępnym miejscu, gdzie zawiodła cię twoja zła gwiazda.

Doznałaś, jak powiadasz, dosyć nieszczęść, i jak wynika z twoich opowiadań, wszystko to prawda, 

zauważ jednak, że największego ze wszystkich dla cnotliwej dziewczyny brakowało jeszcze na 

liście twoich niepowodzeń.

Czy to naturalne, aby być jeszcze dziewicą w twoim wieku, i czy nie należy w tym widzieć raczej  

szczególnego cudu, który nie mógł trwać dłużej?

background image

... Oto twoje towarzyszki, które, tak jak ty, opierały się widząc, do czego ich potrzebujemy, i które, 

tak jak i ty to grzecznie uczynisz, podporządkowały się w końcu, gdy zobaczyły, że opór może 

tylko prowadzić do kar i złego traktowania.

W sytuacji, w jakiej jesteś, Zofio, jakąż masz nadzieję, że potrafisz się obronić?

Zwróć uwagę, w jakim opuszczeniu znajdujesz się na świecie; jak sama wyznałaś, nie masz ani 

krewnych, ani przyjaciół; czy widzisz swoją sytuację na bezludziu, pozbawiona wszelkiej pomocy, 

gdy nikt na świecie o tobie nie wie, w rękach czterech libertynów, którzy oczywiście wcale nie mają 

chęci cię oszczędzić...

do kogóż więc się zwrócisz, czy do tego boga, którego wzywasz z takim nabożeństwem, a który 

korzysta z twojego zapału, aby jeszcze pewniej popchnąć cię w zasadzkę?

Widzisz więc, że nie ma takiej potęgi, ani ludzkiej, ani boskiej, której udałoby się wyswobodzić cię 

z naszych rąk, nie ma także sposobu ani wśród rzeczy możliwych, ani cudownych, który mógłby 

pozwolić ci zachować dłużej tę cnotę, z której jesteś tak dumna, i który ochroniłby cię, abyś się nie 

stała, pod każdym względem i na wszelki wyobrażalny sposób, łupem nieczystych wykroczeń, 

którym wszyscy czterej z tobą się oddamy.

Rozbieraj   się   więc,   Zofio,   i   jak   największą   uległością   zjednaj   sobie   nasze   łaski,   jeśli   zaś   nie 

będziesz uległa, zasłużysz natychmiast na traktowanie jak najbardziej surowe i sromotne, które 

narazi cię na jeszcze większe nasze rozdrażnienie, a nie uchroni przed naszym nieopanowaniem i 

brutalnością.

Czułam   aż   nadto,   że   to   okropne   przemówienie   nie   pozostawiało   mi   żadnej   możliwości 

obrony, czyż jednak nie byłabym winna nie broniąc się tak, jak dyktowało mi serce i jak natura 

pozwalała mi jeszcze to uczynić?

Rzucam się więc do stóp Rafaela i z całej duszy błagam go, aby nie nadużywał mojego położenia, 

najbardziej gorzkie łzy oblewają jego kolana, płacząc próbuję wszystkiego, co dusza może mi 

poddać najbardziej patetycznego, nie wiedziałam jednak, że w oczach zbrodni i zboczenia łzy są 

jeszcze jednym urokiem więcej, nie wiedziałam, że wszystko, czego próbowałam, aby poruszyć 

tych potworów, miało ich jeszcze bardziej rozpalić...

Rafael wstaje rozwścieczony:

Bierz tę łajdaczkę, Antonin powiada marszcząc brwi rozbierz ją co żywo do naga przed 

background image

nami i naucz, że do takich jak my współczucie nie ma przystępu.

Antonin   pochwycił   mnie   swoją   suchą   i   nerwową   ręką   i   przeplatając   słowa   i   gesty 

niewiarygodnymi przekleństwami, w ciągu dwu minut zrzuca ze mnie ubranie i ukazuje mnie nagą 

oczom zebranych.

Oto piękna istota mówi Hieronim niech mnie klasztor przy wali, jeśli w ciągu trzydziestu lat 

widziałem piękniejszą.

Chwileczkę powiada gwardian wprowadźmy nieco porządku w nasze poczynania; znacie, 

moi przyjaciele, nasze przepisy powitalne;

niech się podda im wszystkim, bez pomijania żadnego, i niech w tym czasie trzy pozostałe 

kobiety stoją wokół nas, aby uprzedzać nasze potrzeby lub je podsycać.

Rychło tworzy się koło, umieszczają mnie pośrodku i tam przeszło przez dwie godziny 

jestem   badana,   oglądana,   macana   przez   czterech   libertynów,   zbierając   kolejno   od   każdego 

pochwały lub zarzuty.

75 .

background image

Pozwoli mi pani, powiedziała nasza piękna więźniarka, rumieniąc się cudownie, że ukryję przed nią 

część nieskromnych szczegółów, które miały miejsce podczas tej pierwszej ceremonii, niech pani 

wyobraźnia   przywoła   wszystko,   co   rozwiązłość   może   w   takich   okolicznościach   dyktować 

rozpustnikom,   niech   zobaczy   ich,   jak   przechodzą   kolejno   od   moich   towarzyszek   do   mnie, 

porównują,   przymierzają,   zestawiają,   omawiają,   a   będzie   to   jeszcze   prawdopodobnie   tylko 

przybliżony   obraz   tego,   co   działo   się   podczas   tych   pierwszych   orgii,   zgoła   niewinnych   w 

porównaniu z wszystkimi okropieństwami, których miałam się wkrótce stać ofiarą.

Do   dzieła   powiedział   Rafael,   który,   jak   się   zdaje,   nie   mógł   już   powstrzymać   swych 

niezwykle   pobudzonych   żądz   czas   już   złożyć   ofiarę;   niech   każdy   z   nas   przygotuje   się,   by 

doświadczyć swoich ulubionych rozkoszy.

I  niegodziwiec,  położywszy  mnie  na  sofie  w  postawie  dogodnej   dla  jego  obrzydliwych 

rozkoszy, każe mnie przytrzymywać Antoninowi i Clementowi...

Rafael, Włoch, występny mnich, zaspokaja się obelżywie, nie pozbawiając mnie dziewictwa.

O szczycie zboczenia!

Można by powiedzieć, że każdy z tych świntuchów za powód do chwały poczytywał sobie, aby 

zapomnieć o naturze, wybierając swe niegodne rozkosze.

Wysuwa   się   Clement,   podrażniony   widokiem   niegodnych   postępków   swego   przełożonego,   a 

jeszcze bardziej tym, czemu się oddawał im się przyglądając.

Oświadcza mi, że nie będzie dla mnie bardziej niebezpieczny niż gwardian i że miejsce, gdzie się 

odbędzie jego hołd, nie narazi mej cnoty na niebezpieczeństwo.

Każe mi uklęknąć, przyciskając się do mnie w tej postawie, i wybiera takie miejsce dla swoich 

perfidnych namiętności, że nie pozwala mi to podczas ofiary uskarżać się na jej nienormalność.

Następuje   po   nim   Hieronim,   jego   świątynia   była   ta   sama,   co   Rafaela,   lecz   nie   wchodził   do 

sanktuarium;   zadowalając   się   przedsionkiem,   poruszony   prymitywnymi   epizodami,   których 

nieprzystojności wcale nie da się odmalować, dochodził w końcu do zaspokojenia swoich pragnień 

tylko poprzez barbarzyńskie sposoby, których o mało nie stałam się ofiarą u Dubourga, a byłam nią 

w rękach pana de Bressac.

background image

Oto szczęsne przygotowania powiedział Antonin, chwytając mnie chodź, cipuniu, niech cię 

pomszczę za nienormalność moich braci zakonnych i niech w końcu zbiorę ponętne nowalijki, które 

pozostawiło mi ich nieokiełznanie...

Jakież jednak szczegóły...

wielki Boże...

nie mogę ich opisać;

można   by  powiedzieć,   że   ten   łotr,   największy   rozpustnik   ze   wszystkich   czterech,   choć 

najmniej, zdawałoby się, oddalony od natury, zgodził się na przybliżenie do niej i uczczenie jej 

bardziej prawidłowo, tylko wetując sobie ten pozór mniejszej deprawacji przez to wszystko, co tym 

bardziej jeszcze mogło mnie znieważyć...

Niestety, jeśli kiedykolwiek moja wyobraźnia zboczyła na te przyjemności, sądziłam, że są tak 

czyste, jak bóg, który je stworzył, dane przez naturę, aby służyły na pociechę ludziom, zrodzone z 

miłości na wzór dzikich zwierząt, może odczuwać rozkosz jedynie przyprawiając o drżenie swoje 

towarzyszki; doświadczyłam tego, i to w takim nasileniu gwałtu, że ból naturalnego rozdarcia mego 

dziewictwa był najmniejszym, jaki mi przypadł w tym groźnym napadzie, ale dopiero w chwili 

ostatecznej,   gdy   Antonin   kończył   tak   wściekłymi   okrzykami,   tak   zabójczym   chwytaniem 

wszystkich   części   mego   ciała,   kąsaniem   tak   podobnym   krwawym   pieszczotom   tygrysa,   przez 

chwilę uwierzyłam, że jestem łupem jakiegoś dzikiego zwierzęcia, które zaspokoi się wtedy tylko, 

gdy mnie pożre.

Po zakończeniu tych okropności padłam na ołtarz, na którym zostałam poświęcona, prawie bez 

czucia i ruchu.

Rafael rozkazał kobietom, aby się mną zajęły i dały mi jeść, ale napad szalonej żałości 

zawładnął moją duszą w tym okrutnym momencie; nie mogłam się pogodzić z okropną myślą, że w 

końcu   straciłam   skarb   dziewictwa,   za   który   tysiąc   razy   wolałabym   oddać   życie,   widząc   się 

pohańbioną   przez   tych,   od   których,   wprost   przeciwnie,   oczekiwałam   największej   pomocy   i 

pociechy moralnej.

Zalewałam się łzami, moje krzyki rozbrzmiewały w sali, tarzałam się po ziemi, wyrywałam sobie 

włosy, błagałam moich katów, aby zadali mi śmierć, i chociaż ci zbrodniarze, zupełnie nieczuli na 

taki   widok,   zajęli   się   raczej   smakowaniem   nowych   przyjemności   z   moimi   towarzyszkami   niż 

niesieniem ulgi mojemu bólowi, niepokojeni jednak krzykami zdecydowali się w końcu odesłać 

background image

mnie na odpoczynek w miejsce, skąd już nie mogli ich słyszeć...

Omfala miała mnie tam właśnie zaprowadzić, gdy przewrotny Rafael, patrząc na mnie jeszcze z 

lubieżnością, pomimo mojego okrutnego stanu, oświadczył, że nie pozwala na moje odejście, nim 

nie stanę się raz jeszcze jego ofiarą...

Ledwo powziął ten plan, a już go dopełnia...

lecz   żądze   jego   potrzebowały   dużo   większego   podniecenia,   dopiero   więc   używszy   okrutnych 

środków Hieronima, zdołał znaleźć siły niezbędne do dopełnienia swojej nowej zbrodni...

Cóż za wybuch zboczenia, wielki Boże!

Czy to możliwe, aby ci zboczeńcy byli aż tak okrutni, że wybrali właśnie tę chwilę, gdy czułam tak 

niebywały ból moralny, by zadać mi tak barbarzyński ból fizyczny?

77 .

background image

O, do diabła mówi Antonin także biorąc się za mnie cóż można zrobić lepszego, niż pójść za 

przykładem swego superiora?

Nic nie jest równie pieprzne, jak powtórzenie: boleść, jak powiadają, skłania do rozkoszy, jestem 

pewien, że to śliczne dziecko uczyni mnie najszczęśliwszym z ludzi.

I pomimo moich wstrętów, pomimo okrzyków i błagań, staję się znów, po raz drugi, celem 

bezczelnych żądz tego nędznika...

Wreszcie pozwalają mi wyjść.

Gdyby nie to, że wziąłem już zaliczkę, gdy ta piękna księżniczka przybyła mówi Clement 

do diabła, nie wyszłaby nie służąc po raz drugi moim namiętnościom, ale i tak to jej nie ominie.

Przyrzekam jej to samo mówi Hieronim i daje mi odczuć siłę swego ramienia w chwili, gdy 

przechodzę koło niego ale dziś chodźmy już spać.

Ponieważ Rafael był tego samego zdania, przerwano orgie; zatrzymał przy sobie Florettę, 

która bez wątpienia spędziła z nim noc i wszyscy się rozeszli.

Mną zajęła się Omfala; ta najstarsza ze wszystkich nałożnica miała, jak mi się zdawało, opiekować 

się siostrami; zaprowadziła mnie do naszego wspólnego pomieszkania, rodzaju kwadratowej wieży, 

gdzie w każdym rogu było łóżko dla każdej z nas.

Jeden z mnichów szedł zwykle za dziewczętami, gdy wracały do siebie, i zamykał drzwi na dwie 

lub trzy zasuwy; tym razem Clement zajął się tą czynnością;

nie   było   sposobu,   aby   się   stamtąd   wydostać,   jedyne   drzwi   z   pokoju   prowadziły   do 

przylegającego ustępu, gdzie można było załatwić swoje potrzeby i umyć się, jego okno zaś było 

równie zakratowane, jak i tam, gdzie sypiałyśmy.

Nie było zresztą żadnych mebli, krzesło i stolik obok łóżka, osłoniętego lichą perkalową kotarą, 

kilka drewnianych skrzynek w toalecie, dziurawe krzesła, bidety i wspólny stół jako gotowalnia; 

zauważyłam to wszystko dopiero nazajutrz; zbyt przybita, by cokolwiek zobaczyć  w pierwszej 

chwili, zajmowałam się tylko swoim bólem.

background image

O sprawiedliwe nieba, mówiłam sobie, jest więc zapisane, że żaden cnotliwy uczynek mojego serca 

nie może się obyć bez rychłej kary?

Wielki Boże, i cóż złego uczyniłam, chcąc przybyć tutaj, aby w domu bożym spełnić pobożne 

praktyki, czy naprawdę obrażałam niebo, chcąc im się oddać, czy była to nagroda, jakiej mogłam 

się za to spodziewać?

O niezrozumiałe wyroki opatrzności, stańcie się na chwilę zrozumiałe dla mnie, jeśli nie mam się 

zbuntować przeciw waszym prawom!

Gorzkie łzy były następstwem tych rozmyślań i byłam jeszcze nimi zalana, gdy o świcie Omfala 

przybliżyła się do mego łóżka.

Droga towarzyszko powiedziała mi chcę ci dodać odwagi;

w pierwszych dniach płakałam jak i ty, a teraz przyzwyczaiłam się, z tobą będzie podobnie; 

pierwsze chwile są okropne, męka naszego życia nie polega tylko na obowiązku nieustannego 

zaspokajania   rozpasanych   żądz   tych   zboczeńców,   stanowi   ją   utrata   naszej   wolności,   brutalny 

sposób, w jaki jesteśmy traktowane w tym haniebnym domu...

Nieszczęśni pocieszają się, widząc, że inni także cierpią wokół nich;

i   jakkolwiek   piekące   były   moje   boleści,   przytłumiłam   je   na   chwilę   i   poprosiłam   moją 

towarzyszkę, aby zechciała mi powiedzieć, jakich klęsk mogę jeszcze oczekiwać.

Słuchaj mówi mi Omfala, siadając przy moim łóżku chcę ci coś powiedzieć w zaufaniu, 

pamiętaj jednak nie zawieść go nigdy...

Najgorszym naszym złem, droga przyjaciółko, jest niepewność naszego losu; nie wiadomo wcale, 

co się dzieje z tymi, co opuszczają to miejsce.

O ile nasze odosobnienie pozwala mieć na to dowody, dziewczyny zwolnione przez mnichów nigdy 

już nie wracają do świata; oni sami uprzedzają nas o tym, nie kryjąc, że to ustronie jest naszym 

grobem;

a jednak każdego roku opuszcza je dwoje lub troje dziewcząt.

Cóż więc dzieje się z nimi?

background image

Pozbywają się ich?

Czasem mówią nam, że tak, innym razem zapewniają, że nie, ale żadna z tych, które wyszły, 

niezależnie od poczynionych nam obietnic, że wniosą skargę przeciw klasztorowi i postarają się o 

nasze wyswobodzenie, żadna, powtarzam, nigdy nie dotrzymała słowa.

Czy mnichom udaje się oddalać te skargi, czy też pozbawiają dziewczyny możności ich wnoszenia?

Gdy domagamy się od świeżo przybyłych  wieści o tych, co wyszły,  nie mogą nam nigdy nic 

powiedzieć.

Cóż się więc dzieje z tymi nieszczęśnicami?

Oto,   co   nas   dręczy,   Zofio,   oto   fatalna   niepewność,   która   zmienia   nasze   nieszczęsne   dni   w 

prawdziwą udrękę; jestem już w tym miejscu czternaście lat i widziałam, jak opuściło je z górą 

pięćdziesiąt dziewcząt...

gdzie one są?

Dlaczegóż, mimo przysięgi, że coś dla nas zrobią, żadna z nich nigdy nie dotrzymała słowa?

Jest nas tutaj cztery...

a w każdym razie w tym pokoju, gdyż wszystkie jesteśmy bardziej niż pewne, że jest inna wieża, 

podobna do tej, gdzie trzymają tyle samo dziewcząt;

wiele cech ich zachowania, a także wiele ich powiedzeń przekonało nas o tym, jeśli jednak 

nawet te nasze towarzyszki istnieją, to przecież nigdy ich nie widziałyśmy.

To, że nigdy nie posługują się nami przez dwa dni z rzędu, jest najbardziej przekonywującym 

dowodem ich istnienia; zostałyśmy użyte wczoraj, dziś będziemy odpoczywać; a ci rozpustnicy na 

pewno nie powstrzymują się ani na jeden dzień.

79 .

background image

Na   dodatek   nic   nie   uzasadnia   naszego   odesłania,   ani   wiek,   ani   zmiana   wyglądu,   znudzenie, 

niesmak, nic innego prócz kaprysu nie skłania ich do udzielenia nam tego fatalnego zwolnienia, o 

którym nie możemy nawet wiedzieć, co nam przyniesie.

Widziałam tutaj kobietę siedemdziesięcioletnią, wyszła zaledwie zeszłego lata; przebywała tutaj 

przez   sześćdziesiąt   lat   i   podczas   gdy   ją   zatrzymano,   widziałam,   jak   zwolniono   przeszło   tuzin 

dziewcząt nie mających jeszcze lat szesnastu.

Widziałam takie, które wychodziły w trzy dni po przybyciu, inne po upływie miesiąca, inne po 

wielu latach; nie ma na to żadnego prawa prócz ich chęci, a raczej ich kaprysu.

Sposób zachowywania się także nie ma na to wpływu:

widziałam  takie,  które   prześcigały się  w  spełnianiu  kaprysów  i  wychodziły  po  upływie 

sześciu tygodni; inne, które były ponure i kapryśne, pozostawiali przez długie lata.

Na nic się więc niezda, aby dać jakiś przepis postępowania nowo przybywającej; ich widzimisię 

obala wszystkie prawa i nie pozostawia nic pewnego.

Co do samych mnichów, zmian jest mało; Rafael jest tutaj od lat piętnastu, Clement przebywa tu od 

szesnastu lat, Hieronim od trzydziestu, a Antonin od dziesięciu;

to jedyny, którego przybycie widziałam, zastąpił mnicha lat sześćdziesięciu;

który umarł w przystępie rozwiązłości...

Rafael,   Florentyńczyk   z   pochodzenia,   jest   bliskim   krewnym   papieża,   z   którym   jest   w   bardzo 

dobrych stosunkach; to dopiero od jego czasów Panna Cudowna zapewnia klasztorowi poważanie i 

powstrzymuje niechętnych od zbyt bliskiego przyglądania się temu, co się tutaj dzieje, ale miejsce 

to było już takie, jak to widzisz, w chwili, gdy on tu nastał.

Podobno klasztor utrzymuje się w tym stanie już prawie osiemdziesiąt lat i wszyscy gwardiani, 

którzy tutaj przybyli, zachowywali ten porządek, tak korzystny dla ich rozkoszy; Rafael, jeden z 

najbardziej   rozwiązłych   mnichów   obecnego   wieku,   postarał   się   o   skierowanie   tutaj,   ponieważ 

wiedział o tym miejscu, i jego zamiarem jest utrzymanie tajemnych przywilejów tak długo, jak 

tylko można.

background image

Należymy do diecezji Auxerre, biskup wie o wszystkim lub nie wie, niemniej jednak nigdy nie 

widziałyśmy, aby przybył w to miejsce; na ogół jest ono mało uczęszczane; z wyjątkiem czasu 

święta, który przypada pod koniec sierpnia, nie przychodzi tutaj w ciągu roku nawet dziesięć osób.

Gdy jednak pojawią się jacyś obcy, gwardian stara się dobrze ich przyjąć i wykazać im poprzez 

niezliczone pozory surowości i religijności; powracają zadowoleni, wychwalają klasztor i w ten 

sposób bezkarność tych zbrodniarzy wspiera się na dobrej wierze ludu i łatwowierności dewotów.

Nic tu nie ma zresztą surowego, prócz przepisów określających nasze zachowanie, i nie ma 

dla nas nic niebezpieczniejszego niż jakiekolwiek im uchybienie.

Jest   rzeczą   pierwszej   wagi,   abym   pomówiła   z   tobą   o   szczegółach   tej   zasady,   ciągnęła   moja 

nauczycielka, gdyż nie ma tutaj wymówki w rodzaju: Proszę mnie nie karać za złamanie tego 

prawa, gdyż o nim nie wiedziałam; albo trzeba się wszystkiego nauczyć od towarzyszek, albo samej 

wszystko zgadnąć;

nie uprzedzają cię o niczym, ale karzą za wszystko.

Jedyna istniejąca kara to bat; było jasne, że któraś z rozkoszy tych łotrów stanie się ich ulubioną 

karą; doświadczyłaś jej wczoraj, nie będąc winną, doznasz wkrótce za popełnione wykroczenie, 

wszyscy czterej oddają się tej barbarzyńskiej manii i każdy po kolei jest wykonawcą kary.

Co dzień inny z nich jest, jak go nazywają, regentem, to on właśnie odbiera raporty od starszej 

pokoju, on zajmuje się wewnętrznym porządkiem seraju, wszystkim, co dzieje się podczas kolacji, 

do których jesteśmy dopuszczone, on ocenia błędy i sam je karze; rozpatrzmy każdą z tych zasad.

Jesteśmy obowiązane wstawać i ubierać się o godzinie dziewiątej rano; o dziesiątej przynoszą nam 

chleba i wody na śniadanie; o drugiej podają nam obiad, na który składa się dosyć dobra zupa, 

kawałek mięsa z rosołu, danie z jarzyn, czasem trochę owoców i butelka wina na nas cztery.

Każdego dnia, bez wyjątku w lecie czy zimie, o piątej po południu regent zjawia się u nas; wtedy 

właśnie wysłuchuje doniesień  starszej;  skargi,  które ona  może wnieść,  dotyczą  zachowania  się 

dziewcząt z pokoju: czy nie było żadnych nieprzyjemnych lub buntowniczych zdań, czy wszystkie 

wstały o przepisanej  godzinie, czy umyły się i uczesały dokładnie, czy jedzenie odbyło się w 

porządku i czy nie zamyślano żadnej "ucieczki.

Trzeba zdać dokładnie sprawę z tego wszystkiego i my same narażamy się na ukaranie, jeśli tego 

nie uczynimy.

background image

Potem   regent   wchodzi   do   naszej   gotowalni   i   ogląda   tam   różne   rzeczy;   po   odbyciu   swojej 

powinności wychodzi, ale rzadko się zdarza, by nie zabawił się przedtem z jedną z nas, a często z  

wszystkimi czterema.

Jak tylko wyjdzie, jeśli nie jest to dzień naszej kolacji, możemy swobodnie czytać lub rozmawiać, 

oddawać się wspólnym rozrywkom i położyć Się, kiedy mamy ochotę; jeśli zaś tego dnia mamy 

zjeść   kolację  z  mnichami,  dzwoni  dzwonek  i   uprzedza   nas,  że  trzeba  się   przygotować;   regent 

przychodzi po nas osobiście, schodzimy do tej sali, gdzie nas widziałaś, i pierwsza rzecz, którą się 

robi, to czytanie z zeszytu win popełnionych od ostatniego przyjścia; najpierw winy popełnione 

podczas ostatniej kolacji, polegające na zaniedbaniach, zbytnim chłodzie wobec mnichów, w chwili 

gdy im służymy, braku uprzedzających gestów, uległości lub czystości; do tego dołącza się lista win 

popełnionych w pokoju podczas dwu dni według doniesień starszej.

81 .

background image

Winowajczynie stają po kolei na środku sali; regent określa ich winę i ocenia ją; potem zostają

obnażone przez starszą lub jej zastępczynię, jeśli to tamta właśnie coś zaniedbała, i regent wymierza 

karę w tak energiczny sposób, że trudno jej nie zapamiętać.

Te   łotry   celują   w   tym,   że   jest   prawie   niemożliwością,   aby   upłynął   choćby   jeden   dzień   bez 

wymierzenia kilku kar.

Po dopełnieniu tej czynności rozpoczynają się orgie, nie da się zgoła ich szczegółowo opisać; czy 

można w ogóle uporządkować tak dziwaczne kaprysy?

Najważniejsze, to aby nigdy niczego nie odmawiać...

wszystko uprzedzać, i nawet ten sposób, dobry na pewno, nie zawsze zapewnia bezpieczeństwo.

Wpośród   orgii   je   się   kolację;   uczestniczymy   w   tym   posiłku,   zawsze   bardziej   delikatnym   i 

wykwintnym niż nasze;

bachanalia ponawiają się, gdy mnisi są już na wpół pijani; o północy wszystko się kończy i 

każdy z nich może zatrzymać jedną z nas na noc, faworyta spędza noc w celi mnicha, który ją 

wybrał, i wraca do nas nazajutrz; inne idą do siebie, znajdują posprzątany pokój, uporządkowane 

łóżka i garderobę.

Czasem rankiem, gdy wstaniemy, zdarza się przed śniadaniem, że któryś z mnichów zażąda jednej z 

nas do swojej celi; wtedy przychodzi po nią zajmujący się nami braciszek, prowadzi ją do mnicha, 

który sobie jej życzy, ten zaś sam ją odprowadza lub każe odprowadzić temu samemu bratu, jeśli 

już jej nie potrzebuje.

Cerber,   który   porządkuje   nasze   pokoje   i   czasem   nas   odprowadza,   to   starszy   brat   wkrótce   go 

zobaczysz w wieku siedemdziesięciu lat, ślepy na jedno oko, kulawy i niemy; w służbie klasztornej 

pomaga mu trzech innych, jeden przygotowuje jedzenie, drugi sprząta w celach ojców, wszędzie 

zamiata i trochę pomaga w kuchni, trzeci zaś to odźwierny, którego widziałaś przy wejściu.

Z owych braci widujemy tylko tego, który nam służy, i najmniejsze nawet wypowiedziane do niego 

słowo byłoby największym przestępstwem.

background image

Czasem przychodzi do nas gwardian, następuje wtedy kilka ustalonych ceremonii, które zobaczysz 

w praktyce, a niespełnienie ich staje się zbrodnią, gdyż rozkosz, jaką znajdują w wynajdywaniu 

przestępstw i ich karaniu, każe im codziennie mnożyć je bez końca.

Rafael przychodzi do nas bardzo rzadko bez określonych zamiarów, a zamiary te albo są okrutne, 

albo zboczone, jak miałaś okazję o tym się przekonać.

Zresztą jesteśmy dokładnie zamknięte i nie ma żadnej okazji w ciągu roku, aby wyjść na powietrze, 

chociaż   jest   spory   ogród,   jednak   nie   ogrodzony   kratą   i   obawiają   się   ucieczki,   tym   bardziej 

niebezpiecznej, iż donosząc do sądu świeckiego czy duchownego o wszystkich tutaj popełnionych 

zbrodniach, doprowadziłoby się wkrótce do zaprowadzenia tu porządku.

Nigdy nie spełniamy żadnych praktyk religijnych; zarówno jest nam zabronione myśleć o tym, jak i 

mówić; podobne słowa są jednym z występków, które najpewniej doczekają się kary.

Oto wszystko, co mogę ci powiedzieć, droga towarzyszko, dorzuciła mi starsza, doświadczenie 

nauczy cię reszty; jeśli potrafisz, zdobądź się na odwagę, ale na zawsze wyrzeknij się świata, nie 

ma żadnego dowodu, że którakolwiek z dziewczyn, co opuściły ten dom, powróciła między ludzi.

Strasznie zaniepokojona tym ostatnim stwierdzeniem, zapytałam Omfali, co sądzi naprawdę 

o losie zwolnionych dziewcząt.

Cóż mam ci na to odpowiedzieć powiada mi ona i tak co chwila nadzieja przeciwstawia się 

temu nieszczęsnemu sądowi; wszystko dowodzi mi, że miejscem ich zwolnienia jest grób, ale co 

chwila tysiące myśli, będących tylko dziećmi nadziei, przeciwstawia się tej zbyt fatalnej pewności.

O zamierzonym zwolnieniu którejś z nas ciągnęła dalej Omfala uprzedzają nas dopiero rano; regent 

przychodzi przed obiadem i mówi na przykład tak: Omfalo, zapakuj swoje rzeczy, klasztor cię 

zwalnia, przyjdą po ciebie z zapadnięciem zmroku i wychodzi.

Zwolniona   całuje   towarzyszki,   przyrzeka   im   tysiąc   razy   pomoc,   obiecuje,   iż   wniesie   skargę, 

rozgłosi, co się tu dzieje; wybija godzina, zjawia się mnich, dziewczyna odchodzi i wszelki ślad po 

niej ginie na zawsze.

Jeśli jest to akurat dzień kolacji, odbywa się ona normalnie; jedynie, jak to zauważyłyśmy; w te dni 

mnisi o wiele mniej sobie używają, piją dużo więcej i odsyłają nas wcześniej, a żadna nie zostaje 

nigdy na noc z nimi.

background image

Droga przyjaciółko powiedziałam do starszej, dziękując jej za pouczenia miałaś być może 

do czynienia tylko z dziećmi, które nie miały dosyć siły, aby dotrzymać przyrzeczeń...

Czy chcesz, abyśmy sobie nawzajem złożyły taką obietnicę?

Przysięgam ci z góry, od razu, na wszystko, co mam najświętszego na świecie, że albo umrę, albo 

zniszczę tę hańbę.

Czy przyrzekasz mi to samo?

Z   pewnością   mówi   mi   Omfala   bądź   jednak   przekonana   o   daremności   tych   obietnic; 

dziewczyny dużo od ciebie starsze i może jeszcze bardziej poruszone tym wszystkim, jeśli to w 

ogóle możliwe, należące do najlepszych sfer w tym kraju, a przez to już lepiej uzbrojone niż ty, 

jednym słowem, takie dziewczyny, które by przelały dla mnie swoją krew, nie spełniły podobnych 

przysiąg; pozwól więc memu okrutnemu doświadczeniu uważać naszą przysięgę za daremną i zgoła 

już na nią nie liczyć.

Oddałyśmy się następnie omawianiu charakteru mnichów i naszych towarzyszek.

Nie   ma   nikogo   w   Europie   mówiła   Omfala   kto   byłby   niebezpieczniejszy   od   Rafaela   i 

Antonina;

83 .

background image

fałsz,   niegodziwość,   złośliwość,   podła   przekora,   okrucieństwo   i   brak   uczuć   religijnych   to   ich 

naturalne przymioty i nigdy nie można zobaczyć radości w ich oczach, jeśli nie oddają się w 

najlepsze tym występkom.

Clement, który wydaje się najgwałtowniejszy, jest jednak najlepszy z nich wszystkich i należy się 

go obawiać tylko wtedy, gdy jest pijany; trzeba bardzo uważać, żeby mu wtenczas w "czym nie 

uchybić, naraziłabyś się na największe ryzyko.

Jeśli chodzi o Hieronima, jest z natury brutalny, policzki, kopniaki i ciosy pięścią są absolutnie 

pewne w jego towarzystwie, gdy jednak ugasi swoje żądze, staje się słodki jak baranek, zasadnicza 

różnica pomiędzy nim i dwoma pierwszymi, którzy ożywiają swoje pasje tylko poprzez zdrady i 

okropności.

Jeśli chodzi o dziewczęta, kontynuowała starsza, niewiele można na ten temat powiedzieć; Florena 

to dziecko bez większej inteligencji i można z nią zrobić, co się zechce.

Kornelia ma dużo uczucia i wrażliwości, i nic nie może jej pocieszyć w tej sytuacji.

Otrzymawszy te wszystkie pouczenia, zapytałam moją towarzyszkę, czy nie można w żaden 

sposób dowiedzieć się, czy istnieje druga wieża, mieszcząca inne, podobne nam nieszczęśnice.

Jeśli one są tutaj, jak tego jestem prawie pewna powiedziała Omfala można by się o tym 

dowiedzieć tylko z jakiejś niedyskrecji popełnionej przez mnichów lub od niemego brata, który nas 

obsługuje, a niewątpliwie i tamte; ale podobne wyjaśnienia mogłyby się stać bardzo niebezpieczne.

Do czegóż zresztą przydałoby się to, że wiemy, czy jesteśmy tu same czy nie, gdy nie możemy się 

wzajemnie wspomagać?

Jeśli pytasz mnie teraz, jaki mam dowód, że ten fakt jest więcej niż prawdopodobny, powiem ci, że 

wiele wypowiedzianych przez nich zdań, nad którymi się nie zastanawiają, wystarcza w zupełności, 

żeby nas o tym przekonać; zresztą wychodziłam raz rano od Rafaela, z którym spałam, i byłam 

właśnie na progu, on zaś miał wyjść, by mnie sam odprowadzić, gdy zauważyłam, czego on nie 

dostrzegł, niemego brata wchodzącego do Antonina z piękną siedemnasto- lub osiemnastoletnią 

dziewczyną, i nie była to żadna z naszego pokoju.

Brat, widząc, że patrzę, popchnął ją szybko do celi Antonina, jednak dostrzegłam ją; nie wniósł 

background image

żadnej skargi i na tym się skończyło; groziłoby mi może wiele, gdyby się o tym dowiedziano.

To pewne więc, że oprócz nas są tutaj także inne kobiety, a ponieważ tylko co drugi dzień jemy 

kolację z mnichami, one jedzą ją w pozostałe dni, i prawdopodobnie liczba ich odpowiada naszej.

Ledwo Omfala skończyła mówić, gdy Florena wróciła od Rafaela, z którym spędziła noc, a 

ponieważ było surowo zabronione dziewczynom opowiadać sobie wzajemnie, co się z nimi wtedy 

działo, widząc, że nie śpimy, powiedziała nam tylko "dzień dobry" i rzuciła się wyczerpana na 

swoje łóżko, gdzie pozostała aż do godziny dziewiątej, pory, o której wszystkie wstajemy.

Przybliżyła się do mnie czuła Kornelia, zapłakała patrząc na mnie...

i powiedziała:

Moja droga, jakież z nas nieszczęśliwe istoty!

Przyniesiono śniadanie, towarzyszki zmusiły mnie, abym trochę zjadła, zrobiłam to dla nich, 

dzień przeszedł dosyć spokojnie.

O piątej, jak to zapowiedziała Omfala, przyszedł regent: był to Antonin, śmiejąc się zapytał mnie, 

jak znajduję swoją przygodę, a ponieważ nie odpowiadałam mu, tylko spuściłam oczy zalane łzami, 

powiedział drwiąco:

Włoży się, włoży, w żadnym domu we Francji nie kształci się dziewcząt lepiej jak tutaj.

Zrobił przegląd, wziął listę uchybień z rąk starszej, ta zaś, zbyt dobra, by tę listę czynić 

długą, mówiła często, że nie ma nic do oznajmienia;

przed wyjściem Antonin przybliżył się do mnie...

Zadrżałam, czując, że raz jeszcze stanę się ofiarą tego potwora, ale jeśli to mogło się przydarzyć w 

każdej chwili, cóż za różnica, czy zdarzy się teraz czy nazajutrz?

Tymczasem skończyło się na kilku brutalnych pieszczotach, po czym rzucił się na Kornelię, każąc 

nam wszystkim, abyśmy jednocześnie służyły jego rozkoszy.

Przepełniony żądzami łotr, nie odmawiając sobie zaspokojenia żadnej z nich, swoje poczynania z tą 

nieszczęśliwą kończy podobnie jak ze mną poprzedniego wieczoru, to znaczy wśród najbardziej 

wymyślnych epizodów brutalności i zboczenia.

background image

Takie" wyczyny grupowe odbywały się bardzo często; było to prawie zawsze zwyczajem, że gdy 

któryś z mnichów zabawiał się z jedną z naszych sióstr, trzy inne otaczały go, aby podniecić jego 

zmysły, tak aby żądza mogła przeniknąć w niego poprzez wszystkie organy.

Podaję tutaj umyślnie te nieczyste szczegóły, aby już nigdy do nich nie powracać, gdyż nie chcę się 

rozwodzić więcej nad tymi niegodnymi scenami.

Nakreślenie jednej starcza na odmalowanie wszystkich i z mojego długiego pobytu w klasztorze 

chcę   opowiedzieć   pani   tylko   o   zasadniczych   wydarzeniach,   nie   przerażając   jej   już   więcej 

szczegółami.

Ponieważ nie był to dzień naszej kolacji, byłyśmy dosyć spokojne, moje towarzyszki pocieszały 

mnie, jak mogły, ale nic nie może złagodzić takich jak moje zmartwień; na próżno się o to starały, 

im więcej mówiły o moich bólach, tym bardziej wydawały mi się nieznośne.

Następnego dnia o dziewiątej gwardian przyszedł mnie zobaczyć, chociaż nie był to jego 

dzień, zapytał Omfali, czy zaczęłam godzić się ze swoim losem, i nie zwróciwszy zbytniej uwagi na 

odpowiedź, otworzył jeden z kufrów w naszej gotowalni, skąd wyjął wiele ubrań kobiecych.

85 .

background image

Ponieważ   nie   posiadasz   niczego   powiada   musimy   pomyśleć   o   ubraniu   cię,   być   może 

bardziej ze względu na nas niż na ciebie;

tak   więc   obejdzie   się   bez   wdzięczności;   ja   sam   uważam   te   wszystkie   ubrania   za 

niepotrzebne   i   gdybyśmy   pozwolili   dziewczynom;   co   nam   służą,   chodzić   nago   jak   zwierzęta, 

niewiele by to zaszkodziło, ale nasi ojcowie są ludźmi światowymi, pożądającymi zbytku i strojów, 

trzeba więc ich zadowolić.

To   mówiąc   rzucił   na   łóżko   wiele   sztuk   bielizny,   z   pół   tuzina   koszul,   kilka   czepków, 

pończochy i trzewiki i kazał mi to wszystko przymierzyć;

uczestniczył przy ubieraniu i obmacywał mnie nieprzyzwoicie, jak tylko mu na to sytuacja 

pozwalała.

Znalazły się trzy komplety z tafty i jeden z perkalu, które były na mnie dobre; pozwolił mi je 

zatrzymać   i   przysposobić   sobie   także   resztę   rzeczy,   przypominając   mi   tylko,   że   wszystko   jest 

własnością   klasztoru   i   muszę   oddać   te   ubrania,   jeśli   nie   zużyję   ich,   nim   wyjdę;   te   rozmaite 

szczegóły wzbudziły w nim pewne wyobrażenia, które go podnieciły, kazał mi, abym własnowolnie 

zajęła pozycję, o której wiedziałam, że mu odpowiada...

chciałam prosić o zmiłowanie, ale widząc gniew i wściekłość ukazujące się już w jego oczach, 

zrozumiałam, że najprościej jest być mu posłuszną, umieściłam się...

rozpustnik,   otoczony   trzema   dziewczętami,   zaspokoił   się,   jak   to   miał   w   zwyczaju,   wbrew 

przystojności, religii i naturze.

Rozpłomieniłam   go,   zajmował   się   mną   dużo   przy  kolacji   i   miałam   z   nim   spędzić   noc;   moje 

towarzyszki wyszły i zostałam w jego pokoju.

Nie powiem już pani nic więcej o moich wstrętach i mojej boleści, nie wątpię, że odmaluje je sobie 

pani w najczarniejszych barwach, a monotonne ich przedstawienie szkodziłoby być może temu, co 

muszę jeszcze ukazać.

Rafael  miał uroczą  celę,  umeblowaną przez  pożądanie i dobry gust;  nie brakło  nic  z tego, co 

mogłoby uczynić tę samotnię tyleż przyjemną, co służącą rozkoszy.

background image

Skoro znaleźliśmy się tam zamknięci, Rafael rozebrawszy się do naga i każąc mi iść za swoim 

przykładem, długo kazał się podniecać do rozkoszy tymi samymi środkami, jakimi rozpalał się 

potem sam.

Mogę   powiedzieć,   że   podczas   tego   wieczoru   przeszłam   lekcję   rozpusty   równie   pełną,   jak   u 

ladacznicy najlepiej wykształconej w tych nieczystych praktykach.

Najpierw   stałam   się   nauczycielką,   a   potem   zaraz   uczennicą,   dużo   jednak   brakowało,   abym   ja 

czyniła to, co czyniono ze mną, a chociaż wcale nie proszono mnie o wyrozumiałość, to ja już 

wkrótce  prosiłam o  nią,  zalewając  się  gorącymi   łzami;  wydrwiono  jednak moje  prośby,  moim 

gestom zostały przeciwstawione najbardziej barbarzyńskie zabiegi, a gdy ujrzał,

że panuje nade mną, przez dwie godziny byłam traktowana z bezprzykładną surowością.

Nie   ograniczał   się   do   części   ciała   do   tego   przeznaczonych,   przebiegał   wszędzie,   bez   różnicy, 

miejsca   najbardziej   temu   przeciwne,   najdelikatniejsze   zaokrąglenia,   nic   nie   uszło   wściekłości 

mojego kata, którego pożądliwe dotknięcia stosowały się do bolesnych oznak, skrzętnie łowionych 

przez jego spojrzenia.

Połóżmy się powiedział do mnie w końcu być może to trochę za wiele dla ciebie, a na 

pewno za mało dla mnie; nie sposób się znużyć tymi świętymi praktykami, a wszystko jest tylko 

przybliżeniem tego, co chciałoby się robić naprawdę.

Położyliśmy się do łóżka; Rafael był równie wyuzdany, co zboczony jak zawsze, i na całą 

noc uczynił mnie niewolnicą swych zbrodniczych rozkoszy.

Skorzystałam z chwili, w której wydał mi się spokojniejszy wśród tej rozpusty, i zaczęłam go 

błagać, aby mi powiedział, czy mogę mieć nadzieję, że kiedyś opuszczę to miejsce.

Na pewno odpowiedział Rafael wyjdziesz, jak weszłaś; gdy wszyscy czterej zdecydujemy 

się na twoje zwolnienie, na pewno je otrzymasz.

Czy   nie   obawiacie   się   jednak   powiedziałam,   aby   z   niego   coś   wydobyć,   że   młodsze 

dziewczyny i niezdolne do zachowania do końca życia takiej dyskrecji, jak ja, zdradzą, co się u was 

dzieje?

To jest niemożliwe odpowiedział gwardian.

Niemożliwe?

background image

Z pewnością...

Czy mogę wiedzieć, dlaczego?

...

Nie, to nasza tajemnica.

Mogę   ci   jednak   rzec,   że   czy   będziesz   dyskretna,   czy   nie,   nie   będziesz   absolutnie   mogła   nic 

powiedzieć, gdy znajdziesz się poza murami klasztoru, o tym, co tutaj się działo.

Powiedziawszy to, brutalnie rozkazał mi zmienić temat, a ja nie śmiałam się już odezwać.

O   siódmej   rano   kazał   bratu   odprowadzić   mnie   do   mojego   pokoju,   ja   zaś,   łącząc   to,   co   mi 

powiedział, z tym, co usłyszałam od Omfali, mogłam na nieszczęście dojść tylko do przekonania, 

że   było   więcej   niż   pewne,   że   przedsiębrano   najbardziej   gwałtowne   środki   wobec   dziewczyn 

opuszczających ten dom i że jeśli nigdy nie powiedziały słowa, to dlatego że zamknięte w trumnie, 

zostały pozbawione wszelkich po temu możliwości.

Drżałam długo na tę potworną myśl i przezwyciężywszy ją w końcu siłą nadziei, durzyłam się nią 

jak moje towarzyszki.

W  ciągu   jednego   tygodnia   obeszłam   wszystkich   po   kolei   i   w   tym   okresie   mogłam   się 

przekonać   z   obrzydliwą   łatwością   o   rozmaitych   zboczeniach   i   różnorodnych   nieprawościach 

dokonywanych kolejno przez każdego z mnichów,

87 .

background image

ale u wszystkich, jak u Rafaela, pochodnia rozpusty zapalała się dopiero przy przebraniu miary w 

okrucieństwie, i tak jakby ten właśnie występek znieprawionych serc musiał być dla nich powodem 

i przyczyną innych, dopiero jemu się oddając dochodzili szczytu rozkoszy.

Najwięcej cierpiałam z powodu Antonina; nie sposób sobie wprost wyobrazić, do jakiego 

stopnia posuwał swoje okrucieństwo w szale swych zboczeń.

Kierował się zawsze tylko tymi ciemnymi występkami, bo tylko one umożliwiały mu rozkosz i 

podtrzymywały jej płomienie, gdy ją odczuwał, i one doprowadzały ją do szczytu, gdy dochodziła 

już swego kresu.

Zdziwiona bądź co bądź, że sposób, którego używał, pomimo ścisłego dopełniania, nie uczyniły 

ciężarną którejś z jego ofiar, zapytałam naszej starszej, w jaki sposób się przed tym zabezpieczał.

Niszcząc   natychmiast   powiedziała   mi   Omfala   owoc   utworzony  jego   zapałem;   jak   tylko 

spostrzeże   jakiekolwiek   objawy,   każe   nam   pić   przez   trzy   dni   z   rzędu   sześć   wielkich   kubków 

pewnych ziół, które już czwartego dnia usuwają wszelkie ślady jego niepohamowania;niedawno 

przytrafiło się to Kornelii, a mnie przydarzyło się, to trzy razy, nie pociąga to za sobą żadnych 

ujemnych skutków dla naszego zdrowia, przeciwnie, czujemy się chyba lepiej potem.

Zresztą tylko on jeden, jak wiesz kontynuowała moja towarzyszka może powodować obawę przed 

tym niebezpieczeństwem; zboczone pożądanie pozostałych sprawia, że nie boimy się niczego.

Wtedy Omfala zapytała mnie, czy nie jest prawdą, iż spośród nich wszystkich Clement 

najmniej daje powodów, by się na niego uskarżać.

Niestety odpowiedziałam wpośród masy okropieństw i nie czystości, które już to przejmują 

niesmakiem, już to buntem, trudno mi odpowiedzieć, który z nich męczy mnie najmniej; mam już 

dosyć ich wszystkich i chciałabym znaleźć się poza klasztorem, niezależnie od losu, jaki mnie tam 

oczekuje.

Możliwe, że już niedługo twoje pragnienie ziści się ciągnęła Omfala przyszłaś tutaj tylko 

przypadkowo, nie liczono wcale na ciebie;

tydzień przed twoim przybyciem dokonano zwolnienia, a nigdy tego nie robią, jeśli nie są 

pewni zastępstwa.

background image

Nie   zawsze   oni   sami   zajmują   się   rekrutacją;   mają   dobrze   płatnych   agentów,   służących   im   z 

oddaniem,   jestem   prawie   pewna,   że   wkrótce   przybędzie   nowa,   w   ten   sposób   twoje   życzenia 

mogłyby się spełnić.

A zresztą znajdujemy się w przeddzień święta.

Rzadko zdarza się, aby ten okres czegoś im nie przyniósł:

albo uwodzą młode dziewczęta za pomocą spowiedzi, albo zamykają którąś z nich, rzadko 

jednak bywa, aby to wydarzenie nie przyniosło gąski do schrupania.

Nadeszło   i   ono,   to   sławetne   święto;   czy   uwierzyłabyś,   o   pani,   do   jakiej   potwornej 

bezbożności posunęli się mnisi w tym wypadku?

Wymyślili, że widoczny cud pomnożyłby rozgłos ich reputacji, ubrali więc Florettę, najmłodszą i 

najmniejszą z nas, we wszystkie przybrania Najświętszej Panny, przywiązali ją w pasie za pomocą 

niewidocznych sznurów i rozkazali jej wznieść z namaszczeniem ramiona do nieba, gdy zostanie 

uniesiona hostia.

Ponieważ tej małej, nieszczęsnej istotce groziło najokrutniejsze traktowanie, jeśliby odważyła się 

wyrzec choć jedno słowo lub nie wykonać swojej roli, wywiązała się z niej jak najlepiej i odniosła 

sukces, jakiego oczekiwano; lud okrzyknął cud, zostawił liczne dary Najświętszej Pannie i odszedł 

bardziej niż dotąd przekonany o skuteczności łask niebieskiej matki.

Chcąc   osiągnąć   jeszcze   większą   bezbożność,   nasi   rozpustnicy   postanowili,   aby  Floretta 

ukazała się przy kolacji w tych samych szatach, które przyniosły jej tyle hołdów, i każdy z nich 

wzniecił swoje wstrętne żądze, poddając ją w tym stroju zboczeniom swoich kaprysów.

Podnieceni tą pierwszą zbrodnią, potwory, nie ograniczyli się do niej;

rozciągnęli ją nagą na brzuchu na ogromnym stole, zapalili gromnice, umieścili nad jej 

głową naszego Zbawiciela i ośmielili się spełnić na lędźwiach tej nieszczęśliwej najstraszliwszą z 

naszych tajemnic.

Na ten okropny widok straciłam przytomność, nie mogłam go wytrzymać.

Widząc to Rafael powiedział, że aby mnie przyzwyczaić, trzeba, abym to ja posłużyła z kolei za 

ołtarz.

background image

Pochwycono mnie, umieszczono na tym samym miejscu, co Florettę, i nikczemny Włoch, czyniąc 

szczegóły jeszcze okrutniejszymi i odmieniając świętokradztwa, spełnił na mnie tę samą okropność, 

której dopuścił się właśnie na mojej towarzyszce.

Zdjęto mnie stamtąd bez czucia, musiano mnie zanieść do mego pokoju, gdzie przez trzy dni z 

rzędu opłakiwałam gorzkimi łzami okropną zbrodnię, której posłużyłam wbrew sobie...

To wspomnienie rozdziera jeszcze moje serce, proszę pani, nie mogę o nim myśleć, nie przelewając 

łez;

religia jest we mnie wyrazem uczuć, wszystko, co ją krzywdzi lub obraża, wytacza krew z 

mego serca.

Tymczasem  nie   wydawało   się,   aby  spośród  ludu,   który  zgromadził   się   z   okazji   święta, 

porwano nową towarzyszkę, jak tego oczekiwałyśmy; być może przyjęcie miało miejsce w drugim 

seraju, ale do nas nic nie dotarło.

W ten sposób upłynęło kilka tygodni; przeszło ich już sześć od czasu, gdy byłam w tym wstrętnym 

domu, gdy około godziny dziewiątej rano Rafael wkroczył do naszej wieży.

Wydawał   się   bardzo   podniecony,   pewien   rodzaj   roztargnienia   rysował   się   w   jego   spojrzeniu; 

obejrzał nas wszystkie, umieścił jedną po drugiej w ulubionej przez siebie postawie, a zwłaszcza 

zatrzymał się przy Omfali.

85 .

background image

Przez długie minuty przygląda się jej w tej pozie, podnieca się skrycie, oddaje się jednej ze swych 

ulubionych fantazji, ale nie dopełnia niczego...

W końcu każe jej wstać i patrzy na nią przez pewien czas surowym wzrokiem, a okrucieństwo 

maluje się w jego rysach.

Dosyć nam już służyłaś powiedział jej w końcu zakon zwalnia cię, przynoszę ci uwolnienie; 

przygotuj się, ja sam przyjdę po ciebie, gdy zapadnie noc.

Powiedziawszy to, przygląda się jej z tym samym wyrazem twarzy i wychodzi gwałtownie z 

pokoju.

Jak tylko znalazł się za drzwiami, Omfala rzuciła się w moje objęcia.

Ach mówi do mnie, płacząc oto chwila, której zarówno się lękam, jak pragnę...

cóż się ze mną stanie, wielki Boże!

Robiłam wszystko, co mogłam, by ją uspokoić, ale na próżno;

przysięgła mi, zaklinając się na wszystkie świętości, że uczyni wszystko, aby nas uwolnić i 

wnieść skargę na tych zdrajców, jeśli tylko będzie to w jej mocy, a sposób, w jaki to przyrzekła, nie 

pozostawiał wątpliwości, że albo tego dopełni, albo rzecz jest niemożliwa do wykonania.

Dzień upłynął jak zwykle, a około szóstej przyszedł ponownie Rafael we własnej osobie.

Chodźmy powiedział gwałtownie do Omfali jesteś gotowa?

Tak, mój ojcze.

Chodźmy, chodźmy szybko.

Pozwólcie mi ucałować moje towarzyszki.

Dobrze, dobrze, na cóż to wszystko powiedział mnich, pociągając ją za ramię czekają na 

ciebie, chodź za mną.

background image

Wtedy zapytała, czy nie powinna zabrać ze sobą ubrania.

Nie, nic mówi Rafael przecież wszystko należy do nas, nie będziesz już tego potrzebować.

Potem poprawiając się jak ktoś, kto za dużo powiedział:

Wszystkie te rzeczy będą ci niepotrzebne, zrobisz sobie na swoją miarę, będzie ci w nich o 

wiele lepiej.

Zapytałam   mnicha,   czy   mi   pozwoli   odprowadzić   Omfalę   jedynie   do   drzwi   domu, 

odpowiedział   mi   jednak   spojrzeniem   tak   dzikim   i   twardym,   że   cofnęłam   się   przerażona,   nie 

ponawiając prośby.

Nasza nieszczęśliwa towarzyszka wyszła, rzucając na mnie spojrzenie pełne niepokoju i łez, a gdy 

znalazła się za drzwiami, wszystkie trzy oddałyśmy się cierpieniu, spowodowanemu tą rozłąką.

Pół godziny później przyszedł po nas Antonin, by zabrać nas na kolację; Rafael ukazał się dopiero 

w jakąś godzinę po naszym zejściu, miał bardzo podniecony wyraz twarzy, wiele razy mówił coś po 

cichu do innych, a jednak wszystko odbyło się jak zwykle.

Niemniej   jednak   zauważyłam,   jak   uprzedziła   mnie   o   tym   Omfala,   że   odprawiono   nas   dużo 

wcześniej do naszego pokoju i że mnisi, którzy pili o wiele więcej, niż to mieli we zwyczaju, 

ograniczyli się do podniecania swoich żądz, nie pozwalając sobie ani razu na ich spełnienie.

Jakie wnioski wyciągnąć z tych spostrzeżeń?

Poczyniłam je, ponieważ w podobnych okazjach zwraca się uwagę na wszystko, jeśli zaś chodzi o 

wnioski nie miałam jednak do tego głowy i być może nie odmalowałabym pani tych szczegółów, 

gdyby nie zadziwiające wrażenie, jakie na mnie zrobiły.

Przez   cztery  dni   oczekiwałyśmy   wiadomości   od   Omfali,   bądź   to   przekonane,   że   spełni 

przysięgi,   które   złożyła,   bądź   w   chwilę   później   pewne,   że   okrutne   środki   przeciw   niej 

przedsięwzięte uniemożliwiły jej oddanie nam tej przysługi; na koniec zwątpiłyśmy o wszystkim i 

nasz niepokój stał się jeszcze większy.

Czwartego dnia po odejściu Omfali kazano nam, jak zwykle, zejść na kolację, jakież jednak było 

nasze zdziwienie, gdy zobaczyłyśmy nową towarzyszkę, wchodzącą przez drzwi zewnętrzne w tej 

samej chwili, gdy my ukazałyśmy się w naszych.

background image

Oto ta, którą zakon przeznacza, by zastąpiła ostatnio zwolnioną powiedział Rafael żyjcie z 

nią jak z siostrą i łagodźcie jej los w tym wszystkim, co od was zależy.

Zofio powiedział mi następnie superior wiek twój tego wymaga, mianuję cię starszą; znasz swe 

obowiązki, wypełniaj je dokładnie.

Oczywiście,   że   wolałabym   odmówić,   ale   nie   mogąc   tego   uczynić,   zmuszona   wciąż   do 

poświęcania swoich pragnień i chęci dla tych nie godziwych ludzi, skłoniłam się i przyrzekłam 

robić wszystko tak, żeby był zadowolony.

Zdjęto więc z naszej towarzyszki wierzchnie okrycie i zasłony z gazy zakrywające jej postać 

i   głowę,   i   zobaczyłyśmy   młodą   dziewczynę   w   wieku   lat   piętnastu,   o   najpiękniejszej   i 

najdelikatniejszej buzi; jej oczy, chociaż wilgotne od łez, wydały się nam wspaniałe; podniosła je z 

wdziękiem na każdą z nas i mogę powiedzieć, że w życiu nie widziałam bardziej rozczulających 

spojrzeń;   miała   długie   jasnopopielate   włosy,   spływające   na   ramiona   w   naturalnych   splotach, 

rumiane,   świeże   usta,   szlachetnie   osadzoną   głowę   i   coś   tak   uwodzącego   w  całej   postawie,   że 

patrząc na nią, czuło się bezwiedny pociąg.

Od niej samej dowiedziałyśmy się wkrótce (zaznaczam to, aby powiedzieć od razu wszystko, co jej 

dotyczy), że ma na imię Oktawia, jest córką wielkiego kupca z Lyonu, otrzymała wykształcenie w 

Paryżu   i   właśnie   wracała   z   guwernantką   do   rodziców,   gdy   pomiędzy   Auxerre   i   Vermenton 

napadnięto ją nocą i porwano, aby przywieżć tutaj,

91 .

background image

nigdy też nie dowiedziała się, co się stało z pojazdem, którym jechała, i z towarzyszącą jej kobietą; 

od godziny była zamknięta w położonym niżej pokoju i oddawała się rozpaczy, gdy przyszli po nią, 

by ją tu przyprowadzić, ale żaden z mnichów nie odezwał się do niej jeszcze ani jednym słowem.

Nasi czterej rozpustnicy, wpadłszy w ekstazę wobec tylu wdzięków, przez chwilę byli zdolni 

tylko do podziwu; potęga piękna zmusza do poszanowania, nawet najbardziej zepsuty łotr otacza je 

mimo wszystko pewną czcią, której nie narusza się bez wyrzutów sumienia.

Ale takie potwory, z jakimi miałyśmy do czynienia, nie mają zbyt silnych hamulców.

A więc, panienko powiedział gwardian pokaż nam, proszę, czy reszta twoich wdzięków 

odpowiada tym, które natura umieściła tak rozrzutnie na twojej twarzy.

Ale ponieważ piękna dziewczyna zmieszała się, zaczerwieniła, nie rozumiejąc, co to znaczy, 

brutalny   Antonin   chwycił   ją   za   ramię   i   powiedział,   dorzucając   przekleństwa   i   okrzyki   zbyt 

nieprzyzwoite, aby można je było powtarzać:

Nie rozumiesz więc, laleczko, iż powiedziano ci, że masz zaraz rozebrać się do naga?

Znów płacz...

znów wzbranianie się, ale Clement pochwyciwszy ją, natychmiast, w ciągu jednej minuty, zdejmuje 

wszystko, co osłania wstyd tej pięknej istoty.

Wdzięki ukryte przez wzgląd na przystojność nie mogły lepiej harmonizować z tymi, które obyczaj 

pozwalał jej ukazywać.

Nie   widziano   z   pewnością   bielszej   skóry,   szczęśliwszych   kształtów,   a   jednak   tyle   świeżości, 

niewinności i delikatności miało się stać łupem tych barbarzyńców.

Natura zdawała się być tak rozrzutna w udzielaniu jej tylu zalet jakby po to właśnie, by zostały 

pohańbione;

koło zamknęło się wokół niej i, podobnie jak to było ze mną, obiegła je we wszystkich 

kierunkach.

background image

Rozpłomieniony Antonin nie ma już siły, by się powstrzymać, okrutny zamach na te rodzące się 

wdzięki rozpoczyna ofiarę, a kadzidło spala się u stóp ołtarza...

Rafael widzi, że czas już po myśleć o rzeczach bardziej istotnych; sam nie może już zwlekać, 

chwyta ofiarę, umieszcza ją zgodnie ze swymi żądzami; nie zdaje się tylko na własne wysiłki, prosi 

Clementa, aby ją przytrzymał.

Oktawia płacze, ale nikt jej nie słucha; w oczach wstrętnego Włocha błyszczą płomienie, jako pan 

obszan, który weźmie szturmem, wydaje się obserwować wszystkie drogi, aby lepiej uprzedzić 

wszelki opór;

nie używa żadnych podstępów, nie czyni przygotowań.

Pomimo wielkiej dysproporcji pomiędzy atakującym i buntownicą rozpoczyna podbój;

przeszywający krzyk ofiary obwieszcza nam w końcu jej klęskę.

Nic jednak nie łagodzi postępowania dumnego zwycięzcy; im bardziej ona zdaje się błagać o łaskę, 

tym   okrutniej   naciska,   i   nieszczęsna   za   moim   przykładem   zostaje   niegodnie   pohańbiona,   nie 

przestając być dziewicą.

Nigdy laury nie przyszły trudniej powiada Rafael, przychodząc do siebie zdawało mi się po 

raz pierwszy w życiu...

nie uda mi się ich zdobyć.

Niech ja ją tu pochwycę powiedział Antonin, nie pozwalając jej wstać jest więcej szczelin w 

szańcu, a ty zawładnąłeś tylko jedną.

Mówi to, dumnie rusza do boju i już po minucie jest panem położenia;

słychać nowe jęki...

Bogu   chwała   mówi   ten   okropny   potwór   gdyby   nie   żale   zwyciężonej,   wątpiłbym   o 

zwycięstwie, a triumf swój wtedy tylko doceniamy gdy zapłacono zań płaczem.

Doprawdy powiada Hieronim, wysuwając się z rózgą w ręce ja też nie zepsuję tej słodkiej 

postawy, sprzyja ona jak najbardziej moim zamiarom.

background image

Przygląda się, dotyka, maca, a powietrze rozbrzmiewa zaraz okropnym świstem.

Piękne ciało zmienia kolor, najżywsza różowość miesza się z kolorem liliowym, ale to, co być 

może przyczyniłoby się na chwilę do urozmaicenia miłości, gdyby umiarkowanie kierowały tą 

manią, staje się niezwłocznie zbrodnią przeciw jej prawom.

Nic nie zatrzymuje perfidnego mnicha, im bardziej uczennica lamentuje, tym bardziej sroży się 

regent...

wszystko jest traktowane w podobny sposób, nic nie zyskuje prawa do litości w jego oczach; 

wkrótce nie ma już ani kawałka tego pięknego ciała, który by nie nosił śladów barbarzyństwa, i 

dopiero na końcu, na krwawych śladach swych wstrętnych rozkoszy, perfidny mnich gasi swoje 

ognie.

Ja będę słodszy od tego wszystkiego mówi Clement, chwytając ślicznotkę w ramiona i 

wyciskając na jej koralowych ustach nieczysty pocałunek oto świątynia, gdzie złożę ofiarę...

Kilka   nowych   pocałunków   złożonych   na   tej   rozkosznej   buzi,   uformowanej   przez   samą 

Wenus, rozpłomienia go jeszcze bardziej.

Zmusza   nieszczęsną   dziewczynę   do   niecności,   którymi   się   rozkoszuje,   i   błogosławiony   organ 

rozkoszy, najsłodsze schronienie miłości, zostaje w końcu splamiony okropieństwem.

Reszta   wieczoru   miała   podobny  przebieg   jak   wszystko,   co   już   pani   zna,   ale   piękność, 

ujmujący   wiek   tej   młodej   dziewczyny   podniecają   jeszcze   bardziej   łotrów,   wszystkie   ich 

okrucieństwa powtórzyły się i raczej nasycenie niż litość odesłało nieszczęsną do jej pokoju, gdzie 

chociaż na kilka godzin oczekiwał ją tak potrzebny odpoczynek.

93 .

background image

Chcia   łam   ją   pocieszyć   choćby   podczas   tej   pierwszej   nocy,   ale   zmuszona   do   spędzenia   jej   z 

Antoninem,   sama   znalazłam   się   w   sytuacji   wymagającej   opieki;   miałam   nieszczęście   nie   tyle 

podobać   się,   słowo   to   nie   byłoby   odpowiednie,   ale   bardziej   płomiennie   niż   inne   dziewczyny 

podniecać przeklęte żądze tego zboczeńca, i już od dawna mało było takich tygodni, abym nie 

spędzała czterech czy pięciu nocy w jego pokoju.

Powróciwszy nazajutrz, znalazłam moją towarzyszkę we łzach, powiedziałam jej to wszystko, co 

mnie powiedziano, aby mnie uspokoić, nie osiągając z nią więcej, niż osiągnięto ze mną.

Nie jest łatwo pocieszyć się po tak nagłej zmianie losu; na dodatek ta młoda dziewczyna obdarzona 

była przymiotami nabożności, cnoty, honoru i uczuć, wobec czego uważała swoje położenie za 

jeszcze bardziej okrutne.

Rafael, który bardzo sobie w niej upodobał, spędził z nią wiele kolejnych nocy, i powoli, tak jak 

wszystkie, uspokoiła się, w nadziei, że jej nieszczęścia skończą się któregoś dnia.

Omfala miała rację mówiąc mi, że czas pobytu nie ma nic wspólnego ze zwolnieniami, że są one 

dyktowane   jedynie   kaprysami   mnichów   lub   jakimiś   uprzednimi   poszukiwaniami   i   że   można 

otrzymać zwolnienie po tygodniu, jak i po dwudziestu latach; nie upłynęło jeszcze sześć tygodni, 

jak Oktawia była z nami, gdy Rafael przybył zapowiedzieć jej zwolnienie...

poczyniła nam takie same przyrzeczenia jak Omfala i jak ona zniknęła, a my nie dowiedziałyśmy 

się nigdy, co się z nią stało.

Przeszedł prawie cały miesiąc i nie ujrzałyśmy, by przybyła jakaś nowa.

W   tym   właśnie   okresie   miałam   okazję   przekonać   się,   jak   Omfala,   że   nie   byłyśmy   jedynymi 

dziewczętami zamieszkującymi ten dom i że drugi budynek bez wątpienia ukrywał podobną ich 

liczbę, ale Omfala mogła to tylko podejrzewać, moja zaś przygoda, zgoła inaczej, potwierdziła 

moje podejrzenia; oto jak się to zdarzyło.

Spędziłam noc u Rafaela i wychodziłam stamtąd jak zwykle o siódmej rano, gdy brat, równie stary i 

równie   nieprzyjemny   jak   nasz,   a   którego   jeszcze   nigdy   nie   widziałam,   pojawił   się   nagle   na 

korytarzu z wysoką osiemnasto-lub dwudziestoletnią dziewczyną; wydała mi się bardzo ładna, jak z 

Obrazu.

background image

Rafael, który miał mnie odprowadzić, dawał na siebie czekać; doszło więc do tego, że znalazłam się 

na wprost tej dziewczyny, brat zaś nie wiedział, gdzie ją wepchnąć, aby usunąć ją sprzed moich 

oczu.

Gdzie prowadzisz tę dziewczynę?

zapytał gwardian z wściekłością.

Do wielebnego ojca powiada odrażający przewodnik.

Wasza wysokość zapomina, że wczoraj wieczorem mi to rozkazał.

Powiedziałem ci: o dziewiątej godzinie.

O siódmej; Wasza wielebność powiedział, że chce ją widzieć przed mszą.

Przez cały ten czas spoglądałam na jego towarzyszkę, która patrzyła na mnie z podobnym 

zdziwieniem.

No cóż, niech będzie powiedział Rafael, wprowadzając mnie z powrotem do pokoju i każąc 

tam wejść dziewczynie.

Słuchaj, Zofio rzekł do mnie, zamknąwszy drzwi i każąc zaczekać bratu ta dziewczyna zajmuje w 

drugiej   wieży   takie   samo   stanowisko,   jakie   ty   zajmujesz   w   waszej,   jest   starszą;   nie   widzę 

przeszkód, żeby nasze dwie starsze nie miały się poznać, i aby znajomość była bardziej zażyła, 

Zofio, pokażę ci naszą Mariannę zupełnie nagą.

Marianna, która wydała mi się dziewczyną bardzo wyuzdaną, rozebrała się w jednej chwili, 

a Rafael, każąc mi podniecać swoje żądze, poddał ją w moich oczach swoim ulubionym rozkoszom.

Oto czego z nią chciałem powiedział nikczemnik, jak tylko się zaspokoił wystarczy, że 

spędzę noc z jedną dziewczyną, aby rano pożądać nowej; nic nie jest równie niezaspokojone, jak 

nasze zachcianki, im więcej im się oddajemy, tym bardziej nas rozgrzewają; i chociaż jest to zawsze 

prawie to samo, oczekuje się ciągle nowej ponęty, a moment nasycenia, gaszący nasze pragnienia z 

jedną, jest zarazem rozpalaniem ich tą samą rozpustą z drugą.

Jesteście   dwiema   zaufanymi   dziewczynami,   zachowajcie   więc   obie   milczenie;   odejdź,   Zofio, 

odejdź, brat cię odprowadzi; muszę uczcić z twoją towarzyszką jeszcze jedną nową tajemnicę.

background image

Przyrzekłam dotrzymać sekretu, jak tego ode mnie żądano, i odeszłam, upewniona, że nie 

byłyśmy jedynymi, które służyły potwornym rozkoszom tych nieokiełznanych rozpustników.

Tymczasem Oktawie zastąpiła wkrótce nowa: mała dwunastoletnia wieśniaczka, świeża i 

śliczna, choć nie tak jak tamta, zajęła jej miejsce;

nim upłynęły dwa lata, byłam już najstarsza.

Floretta i Kornelia odeszły po kolei, przysięgając mi jak Omfala, że nadeślą o sobie wiadomości, i 

nie udało im się to, podobnie jak tamtej nieszczęsnej; jedna i druga zostały zastąpione.

Florena przez piętnastoletnią dziewczynę z Dijon, grubą i pucułowatą, której jedyną zaletą była 

świeżość i wiek, Kornelia przez dziewczynę z Autun szczególnej piękności i należącą do bardzo 

czcigodnej rodziny.

Ta ostatnia, szesnastolatka, odebrała mi szczęśliwie serce Antonina, ale spostrzegłam się, że jeśli 

straciłam łaski tego rozpustnika, stanę zaraz wobec utraty mych łask u innych.

Wobec niestałości tych nieszczęśników zadrżałam z trwogi o własny los, wiedziałam dobrze, że 

zapowiada   to   moje   zwolnienie,   a   zbyt   byłam   pewna,   że   to   okrutne   zwolnienie   jest   wyrokiem 

śmierci, by nie zdjęła mnie przez chwilę trwoga.

background image

Powiadam: przez chwilę!

Czyż mogło mi zależeć na życiu, skoro byłam tak nieszczęśliwa, i czyż największym dobrem, jakie 

mogło mnie spotkać, nie było pożegnać się z życiem?

Te rozmyślania pocieszyły mnie i kazały mi oczekiwać mojego losu z taką rezygnacją, że nie 

używałam żadnych środków, by powrócić do łask.

Przygniatało mnie złe obchodzenie się i nie było chwili, by nie skarżono się na mnie, ani jednego 

dnia, żebym nie została ukarana; błagałam niebo i oczekiwałam na swój wyrok; byłam może w 

przeddzień   otrzymania   go,   gdy   opatrzność,   znużona   już   dręczeniem   mnie   w   ten   sam   sposób, 

wyciągnęła mnie z tej nowej przepaści, by wkrótce pogrążyć w innej.

Nie uprzedzajmy wypadków i opowiedzmy najpierw o tym, który wyzwolił nas w końcu wszystkie 

z rąk tych osławionych zboczeńców.

Trzeba było, abym i w tym wypadku ujrzała okropne przykłady występku, który zostaje 

nagrodzony,   jak   to   zawsze   było   dla   mnie   widoczne,   w   każdym   zdarzeniu   mego   życia;   było 

zapisane, że ci, którzy mnie męczyli, upokarzali, trzymali w kajdankach, bez przerwy otrzymywali 

w moich oczach nagrodę za swoje występki, tak jakby opatrzność powzięła sobie za cel, aby ukazać 

mi   bezowocność   cnoty;   zgubna   lekcja,   która   nie   poprawiła   mnie   wcale,   i   jeśli   uniknę   jeszcze 

miecza, wiszącego nad moją głową, nie powstrzyma mnie zgoła przed pozostaniem na zawsze 

niewolnicą tego, co boskie w moim sercu.

Pewnego ranka, zupełnie nieoczekiwanie, ukazał się w naszym pokoju Antonin i doniósł 

nam, że wielebny ojciec Rafael, krewny i protegowany Ojca Świętego, został mianowany przez 

Jego Świątobliwość generałem zakonu Świętego Franciszka.

A ja, moje dzieci, zostaję gwardianem w Lyonie; dwu nowych ojców zastąpi nas wkrótce w 

tym klasztorze, być może przybędą jeszcze dzisiaj;

nie   znamy   ich,   jest   równie   możliwe,   że   odeślą   was   wszystkie   do   domu,   jak   i   że   was 

zatrzymają, ale niezależnie od tego, co się stanie, doradzam wam ze względu na was same, abyście 

zataiły szczegóły naszego postępowania, a wyznały to tylko, czego zupełnie ukryć nie można.

Wiadomość ta niezwykła nie pozwoliła nam odmówić mnichowi tego, czego zdawał się 

background image

pragnąć; obiecałyśmy spełnić jego pragnienia, a rozpustnik chciał jeszcze pożegnać nas wszystkie.

Spodziewany koniec pozwolił nam znieść ostatnie ciosy bez narzekania; nie odmówiłyśmy mu 

niczego i wyszedł, aby opuścić nas na zawsze.

Podano   obiad   jak   zwykle;   mniej   więcej   w   dwie   godziny  później   ojciec   Clement   wkroczył   do 

naszego pokoju z dwoma duchownymi, czcigodnymi wiekiem i wyglądem.

Niech  ojciec  przyzna  powiedział  jeden  z nich  do Clementa  niech  ojciec  przyzna,  że  ta 

rozwiązłość jest ohydna, i dosyć to szczególne, że niebo znosiło ją tak długo.

Clementpewna, że to okrutne zwolnienie jest wyrokiem śmierci, by nie zdjęła mnie przez 

chwilę trwoga.

pokornie zgodził się ze wszystkim, wytłumaczył, że ani on, ani jego współtowarzysze niczego tu 

nowego   nie   wprowadzili   i   że   przekazują   taki   właśnie   stan   rzeczy,   jaki   zastali;   oczywiście 

dziewczyny zmieniały się, ale nawet ta różnorodność była już wcześniej ustalona, we wszystkim 

więc kontynuowali jedynie zwyczaj wprowadzony przez poprzedników.

Być może podjął ten sam ojciec, który wydawał się nowym gwardianem i który był nim w 

istocie   być   może,   ale   zniszczymy   szybko   tę   wstrętną   rozpustę,   mój   ojcze,   oburzałaby   ludzi 

światowych, a możesz się domyślić, czym jest dla duchownych.

Po czym zakonnik zapytał nas, co chciałybyśmy ze sobą począć.

Każda odpowiedziała, że pragnie wrócić do swoich stron rodzinnych albo do domu.

Tak będzie, moje dzieci powiedział mnich a nawet każda dostanie sumę niezbędną, by móc 

się tam udać, trzeba jednak, abyście wyruszyły jedna po drugiej, z dwudniową przerwą, żebyście 

odeszły same, piechotą i nigdy nie zdradziły, co tutaj się działo.

Przysięgłyśmy...

ale przełożony nie zadowolił się tą przysięgą, zachęcił nas do przyjęcia świętych sakramentów; 

żadna z nas nie odmówiła i tam, u stóp ołtarza, kazał nam przysiąc, że na zawsze zataimy, co się 

działo w klasztorze.

Uczyniłam tak, podobnie jak wszystkie, i jeśli wobec ciebie, pani, naruszam to przyrzeczenie, to 

dlatego, iż trzymam się raczej ducha niż litery przysięgi wymaganej przez tego zacnego księdza;

background image

zasadą było, aby nigdy nie wnieść żadnej skargi, a jestem przekonana, opowiadając pani tę 

przygodę, że nie wyniknie z tego nigdy nic złego dla zakonu tych ojców.

Moje  towarzyszki   wyruszyły  pierwsze,  a  ponieważ  zabroniono   nam  umawiać   się  i  zostałyśmy 

rozdzielone od chwili przybycia nowego gwardiana, nie spotkałyśmy się już więcej.

Oświadczyłam,   że   pójdę   do   Grenoble,   dano   mi   więc   dwa   ludwiki,   bym   mogła   się   tam   udać; 

odebrałam   ubranie,   które   miałam   na   sobie,   przybywając   do   klasztoru,   odnalazłam   tam   osiem 

ludwików, które jeszcze pozostały, i pełna zadowolenia, że wreszcie uciekam na zawsze z tego 

przerażającego przybytku grzechu, że opuszczam go w sposób tak zwykły i tak nieoczekiwany, 

zagłębiłam się w las i znalazłam się na drodze do Auxerre w tym samym miejscu, które opuściłam, 

aby sama rzucić się w topiel, dokładnie w trzy lata po popełnieniu tego głupstwa, to znaczy mając 

wówczas dwadzieścia pięć lat bez kilku tygodni.

97 .

background image

Moją pierwszą troską było paść na kolana, by na nowo błagać Boga o przebaczenie popełnionych 

mimo woli win; zrobiłam to z jeszcze większą skruchą niż wobec zbrukanych ołtarzy przeklętego 

klasztoru, który opuściłam z taką radością.

Łzy żalu popłynęły wreszcie z moich oczu.

Niestety, powiedziałam sobie, gdy opuszczałam niegdyś tę drogę, byłam czysta, wiedziona przez 

pobożność, którą tak haniebnie wykorzystano...

a w jakim smutnym stanie widzę siebie teraz!

Gdy radość, że wreszcie jestem wolna, złagodziła nieco te nieszczęsne rozmyślania, puściłam się w 

dal szą drogę.

Aby nie zanudzić pani szczegółami, które mogłyby nadużyć jej cierpliwość, zatrzymam się tylko, 

jeśli pani zezwoli, na wypadkach, które pouczyły mnie o sprawach zasadniczych lub które zmieniły 

znów bieg mego życia.

Odpoczywając kilka dni w Lyonie, rzuciłam przypadkowo okiem na zagraniczną gazetę, należącą 

do kobiety, u której mieszkałam i jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam znów, że zbrodnia 

została   nagrodzona;   przeczytałam   bowiem,   iż   jeden   z   głównych   sprawców   moich   nieszczęść 

dostąpił wysokich zaszczytów.

Przeklęty Rodin, który tak okrutnie mnie ukarał, gdyż uniemożliwiłam mu zbrodnię, zmuszony do 

opuszczenia Francji, dopuściwszy się bez wątpienia innych występków, został, jak donosiła gazeta, 

mianowany ze znaczną pensją pierwszym chirurgiem króla szwedzkiego.

Niech   zdobędzie   fortunę   ten   łotr,   powiedziałam   sobie,   nieCh   tak   będzie,   skoro   chce   tego 

opatrzność, a ty, nieszczęsna istoto, cierp w samotności, cierp bez skargi, ponieważ jest zapisane, że 

zmartwienia i kary muszą być okropnym udziałem cnoty!

Wyruszyłam   z   Lyonu   po   upływie   trzech   dni   kierując   się   na   drogę   do   Dauphine,   pełna 

szalonej nadziei, że w tej prowincji oczekuje mnie trochę powodzenia.

Ledwo znalazłam się o dwie mile od Lyonu, idąc jak zwykle piechotą, z dwiema koszulami i 

chustkami w zawiniątku, gdy spotkałam starą kobietę, która podeszła do mnie z boleściwą twarzą i 

background image

zaklinała, abym dała jej jakąś jałmużnę.

Pełna współczucia z natury, pewna, że nic na świecie nie da się porównać z rozkoszą oddanej 

przysługi,   wyciągam   natychmiast   portmonetkę,   chcąc   wyjąć   kilka   sztuk   monet,   by   dać   je   tej 

kobiecie, ale niegodna istota, o wiele zręczniejsza ode mnie, choć uznałam ją zrazu za starą i 

steraną, chwyciła zręcznie moją sakiewkę, przewraca mnie mocnym ciosem pięści w żołądek i gdy 

się już podniosłam, ukazuje się moim oczom w odległości stu kroków w towarzystwie czterech 

nicponiów, wygrażających mi, gdy tylko chciałam się zbliżyć.

O sprawiedliwe nieba, wykrzyknęłam gorzko, nie może więc powstać we mnie żaden cnotliwy 

zamiar, żeby nie został natychmiast ukarany przez najokrutniejsze nieszczęścia, jakie grożą na tym 

świecie!

W tej okropnej chwili o mało nie straciłam całej swojej odwagi.

Dzisiaj proszę niebo o przebaczenie, lecz serce moje było bliskie buntu.

Znalazłam się w obliczu dwóch okropnych decyzji:

chciałam albo przyłączyć się do oszustów, którzy właśnie skrzywdzili mnie tak okrutnie, 

albo też powrócić do Lyonu i oddać się nierządowi...

Bóg był tak łaskaw, że nie upadłam i chociaż nadzieja, którą zapalił na nowo w mojej duszy, była  

tylko   jutrzenką   jeszcze   okropniejszych   przeciwności,   dziękuję   mu   jednak   za   to,   że   mnie 

podtrzymał.

Łańcuch nieszczęść, prowadzący mnie dzisiaj, chociaż niewinną, na szafot, nie przyniesie mi nigdy 

nic oprócz śmierci; postępując inaczej zyskałabym wstyd, wyrzuty sumienia, hańbę, a śmierć jest 

przecież dla mnie o wiele mniej okrutna niż wszystko inne.

Szłam dalej, postanawiając sprzedać w Vienne trochę rzeczy, które miałam przy sobie, by 

móc dostać się do Grenoble.

Wlokłam się w smutku, gdy o czwartą część mili przed miastem zobaczyłam na prawo od drogi, na 

równinie, dwu jeźdźców, którzy tratowali końskimi kopytami jakiegoś mężczyznę i zostawiwszy go 

bez czucia, uciekli pędząc, co koń wyskoczy.

Ten okrutny widok wycisnął mi z oczu łzy...

background image

Biada, powiedziałam sobie, oto nieszczęśnik bardziej jeszcze godny litości ode mnie, nie brak mi 

przynajmniej zdrowia i sił, mogę zarobić na życie, a on, być może niebogaty, podobnie jak ja, 

zostanie jeszcze kaleką do końca swoich dni.

Cóż się z nim stanie?

I choć powinnam była bronić się przed uczuciem litości, choć miałam być za nie tak okrutnie 

ukarana, nie mogłam się powstrzymać przed wcieleniem go w życie.

Zbliżam się do tego umarlaka;

miałam   przy   sobie   trochę   alkoholu,   daję   mu   do   powąchania;   otwiera   oczy   na   światło, 

pierwszy odruch wdzięczności, jaki mi okazuje, sprawia, że pomagam mu dalej; drę jedną z moich 

koszul na bandaże, jedną z tych nielicznych rzeczy, które miały mi zapewnić utrzymanie, drę ją na 

kawałki dla tego człowieka, tamuję krew płynącą z licznych jego ran, daję mu się napić trochę 

wina,   które   miałam   ze   sobą   w   butelce,   by   pokrzepić   się   w   marszu   w   przystępie   zmęczenia, 

zużywam resztę do przemycia jego ran.

W końcu nieszczęsny odzyskuje siły i zapał; chociaż był pieszo i licho ubrany, nie wydawał się 

miernego stanu, miał na sobie kilka drogich rzeczy, pierścienie, zegarek i inne klejnoty, ale mocno 

naruszone w wypadku.

Gdy mógł już mówić, pyta mnie, cóż to za anioł-dobroczyńca przynosi mu pomoc-i co może zrobić, 

aby okazać swoją wdzięczność.

Nie straciłam jeszcze naiwnej wiary, że dusza zdjęta wdzięcznością powinna mi się oddać bez 

reszty, wydaje mi się więc, że bezpiecznie cieszę się słodką przyjemnością podzielenia się łzami, z 

tym, który przelał swoje łzy w moich ramionach, opowiadam mu wszystkie moje przygody, słucha 

ich z uwagą i gdy kończę mówiąc o ostatniej katastrofie,

99 .

background image

która mi się przydarzyła, a opowieść moja ukazuje mu okrutny stan nędzy, w jakim się znajduję, 

wykrzykuje:

Jakże jestem szczęśliwy, że mogę się chociaż odwdzięczyć za to wszystko, co dla mnie 

uczyniłaś!

Nazywam się Dalville -!

- ciągnie ten awanturnik w górach o piętnaście mil stąd posiadam piękny zamek;

możesz   tam   zamieszkać,   jeśli   zechcesz   się   tam   ze   mną   udać,   i  żeby  ta   propozycja   nie 

obraziła twojej delikatności, wytłumaczę zaraz, do czego posłużysz.

Jestem   żonaty,   moja   żona   potrzebuje   zaufanej   kobiety;   odesłaliśmy   właśnie   niedobrą   sługę, 

ofiarowuję ci jej miejsce.

Podziękowałam pokornie mojemu protektorowi i zapytałam, jak to być może, że człowiek 

jego stanu naraża się na podróżowanie bez służby i wystawia się na niebezpieczeństwo, że będzie 

poturbowany przez rzezimieszków, jak właśnie się to przydarzyło.

Będąc nieco otyły, ale młody i mocny powiedział Dalville od dawna mam zwyczaj udawać 

się z domu do Vienne w ten sposób;

zyskuje na tym moje zdrowie i sakiewka.

Nie znaczy to, że muszę zwracać uwagę na wydatki, gdyż Bogu dzięki jestem bogaty i zaraz się o 

tym przekonasz, jeśli zrobisz mi tę przyjemność i zgodzisz się do mnie.

Ci dwaj ludzie, z którymi miałem sprawę, to mizerna szlachta z kantonu, nie posiadająca nic poza 

opończą i mieczem, jeden jest strażnikiem a drugi żandarmem, to znaczy obaj są oszustami; tydzień 

temu wygrałem od nich sto ludwików w pewnym domu w Vienne; ponieważ obaj razem nie mieli 

nawet trzydziestej części tej sumy, zadowoliłem się ich słowem, spotkałem ich dzisiaj, żądam tego, 

co mi są winni...

i widzisz, jak mi zapłacili.

background image

Użaliłam się nad tym uczciwym szlachcicem i z powodu podwójnego nieszczęścia, którego 

stał się ofiarą, on zaś zaproponował, abyśmy udali się w drogę.

Dzięki twoim staraniom czuję się nieco lepiej powiedział Dalville zbliża się noc, dojdźmy 

do gospody, która znajduje się około dwóch mil stąd, a stamtąd na koniach, które weźmiemy rano, 

będziemy mogli przybyć do mnie jeszcze tego samego dnia wieczorem.

Całkowicie zdecydowana, żeby skorzystać z pomocy, którą niebo zdawało mi się zsyłać, 

pomagam   Dalvilleowi   ruszyć   w   drogę,   podtrzymuję   go   w   czasie   marszu,   schodzimy   z 

uczęszczanych dróg i posuwamy się polnymi ścieżkami w kierunku Alp.

Rzeczywiście po przejściu około dwu mil znajdujemy oberżę, o której mówił Dalville, wesoło i z 

zachowaniem   wszelkiej   przyzwoitości   jemy   razem   kolację;   po   posiłku   Dalville   poleca   mnie 

gospodyni domu, która układa mnie do snu obok siebie, a nazajutrz na dwu wynajętych mułach, 

eskortowanych przez pieszego parobka z oberży, dochodzimy do granic Dauphine, kierując się 

wciąż w stronę gór.

Mocno pokiereszowany Dalville nie mógł jednak dłużej już jechać, a ja też nie miałam nic przeciw 

temu, żeby się zatrzymać, niezbyt przyzwyczajona do takich podróży i również bardzo zmęczona.

Zatrzymaliśmy   się   w   Virieu,   gdzie   byłam   otoczona   taką   samą   troską   i   doznałam   podobnych 

grzeczności ze strony mego przewodnika, a nazajutrz doszliśmy do podnóża gór; ponieważ droga 

była teraz prawie nie do przejścia, Dalville z obawy wypadku nakazał mulnikowi, aby mnie nie 

odstępował,   i   zagłębiliśmy   się   w   górskie   wąwozy;   prawie   przez   cztery   mile   same   zakręty   i 

podejścia, a oddaliliśmy się tak bardzo od wszelkiej ludzkiej osady i uczęszczanej drogi, iż zdawało 

mi się, że jestem na końcu świata.

Mimowolnie poczułam się nieswojo.

Błądząc tutaj pomiędzy niedostępnymi skałami, przypomniałam sobie zakręty drogi w borze, gdzie 

znajdował   się   klasztor   Matki   Boskiej   Leśnej,   a   niechęć,   jaką   miałam   do   tych   wszystkich 

osamotnionych miejsc, przyprawiła mnie o drżenie.

Zobaczyliśmy w końcu jakiś zamek, uczepiony nad brzegiem okropnej przepaści, który, zdając się 

zawieszony   na   czubku   stromej   skały,   sprawiał   raczej   wrażenie   mieszkania   duchów   niż   ludzi 

związanych ze społeczeństwem.

Widzieliśmy ten zamek, ale ani śladu prowadzącej do niego drogi; ta, którą szliśmy, uczęszczana 

background image

tylko   przez   kozice,   pełna   wszędzie   kamieni,   prowadziła   tam   jednak,   lecz   nieskończonymi 

ślimakami.

Oto   mój   dom,   powiedział   Dalville,   gdy   zobaczył,   że   zamek   przyciągnął   mój   wzrok,   a   kiedy 

wyraziłam   zdziwienie,   że   zamieszkuje   miejsce   tak   samotne,   odpowiedział   mi   dosyć   ostro,   że 

mieszka się tam, gdzie się może.

Byłam równie wstrząśnięta, co przerażona jego tonem;

w   nieszczęściu   zauważamy   wszystko,   najlżejsza   zmiana   intonacji   u   ludzi,   od   których 

zależymy, gasi lub ożywia nadzieję; ponieważ nie czas jednak było się cofać, udałam, że nic nie 

zauważyłam.

Gdy okrążyliśmy raz jeszcze tę starożytną ruderę, nagle znalazła się naprzeciw nas; tutaj Dalville 

zsiadł z muła i każąc mi zrobić podobnie, oddał cugle zwierząt parobkowi, zapłacił mu i kazał 

zawrócić, kolejna czynność niemiła w najwyższym stopniu.

Dalville zauważył mój niepokój.

Nie przejmuj się, Zofio powiedział kierując naszymi krokami do swej siedziby nie jesteś 

poza Francją, ten zamek znajduje się na granicy Dauphine, ale jeszcze do niego należy.

Być może odpowiedziałam jak jednak mogło panu przyjść do głowy, aby zamieszkać w 

takiej zbójeckiej jaskini?

Jaskinia zbójecka?

101 .

background image

Nie, powiada Dalville, patrząc na mnie z ukrytą myślą, w miarę jak posuwaliśmy się naprzód nie 

można   powiedzieć,   żeby  to   była   jaskinia   zbójecka,   ale   nie   jest   to   także   miejsce   zamieszkania 

naprawdę uczciwych ludzi.

Ach, panie odpowiedziałam przyprawiasz mnie o drżenie, gdzie mnie więc prowadzisz?

Będziesz służyć fałszerzom pieniędzy, dziwko powiedział Dalville, chwytając mnie za ramię 

i przeprowadzając siłą przez most zwodzony, który opuścił się przed nami i podniósł natychmiast.

Jesteś na miejscu dorzucił, gdy znaleźliśmy się na dziedzińcu czy widzisz tę studnię?

ciągnął dalej, pokazując mi wielki i głęboki zbiornik koło bramy; koło napełniające zbiornik wodą 

poruszane było przez dwie nagie i przywiązane łańcuchami kobiety.

Oto twoje towarzyszki i twoja praca; to właśnie będziesz robić dwadzieścia godzin dziennie, kręcąc 

koło, będziesz jak twoje towarzyszki bita za każdym razem, gdy zaprzestaniesz pracy, i dostaniesz 

sześć uncji czarnego chleba i jedną porcję bobu dziennie.

Wyrzeknij   się   wolności,   nigdy   już   nie   będziesz   na   swobodzie;   gdy   umrzesz   ze   zmęczenia, 

zostaniesz wrzucona do tej szczeliny, którą widzisz koło studni, do tych trzydziestu czy czterdziestu 

kobiet, które tam się znajdują, i inna cię zastąpi.

Wielkie   nieba,   panie   wykrzyknęłam,   rzucając   się   do   stóp   Dalvillea   zechciej   sobie 

przypomnieć, że uratowałam ci życie i że wzruszony uczuciem wdzięczności przez chwilę zdawałeś 

się ofiarować mi szczęście, nie, tego więc nie mogłam się spodziewać.

Co   rozumiesz,   proszę   ja   ciebie,   przez   uczucie   wdzięczności,   jakim,   jak   ci   się   zdaje, 

zjednałaś mnie sobie powiedział Dalville.

Pomyśl lepiej kreaturo, co czyniłaś, przynosząc mi pomoc?

Mogłaś pójść swoją drogą lub podejść do mnie, wybrałaś to drugie, jako odruch dyktowany ci 

sercem...

Oddałaś się więc przyjemności?

background image

I, do diabła, uważasz jeszcze, że jestem zobowiązany wynagrodzić cię za przyjemność, którą sobie 

sprawiłaś?

Jak w ogóle mogło ci przyjść na myśl, że człowiek taki jak ja, nurzający się w złocie i bogactwie, 

człowiek mający z górą milion dochodu i gotów wyruszyć do Wenecji, by używać fortuny, miałby 

upaść tak nisko, żeby mieć jakiekolwiek zobowiązania wobec nieszczęsnej istoty twojego rodzaju?

Nawet gdybyś przywróciła mi życie, nie winienem ci nic, skoro trudziłaś się tylko dla siebie.

Do pracy, niewolnico, do pracy!

Dowiesz się, że cywilizacja, obalając urządzenia natury, nie zniosła wcale jej praw; od zarania już 

stworzyła istoty silne i słabe, i zamiarem jej było, aby jedne były podporządkowane drugim, jak 

baranek   w   stosunku   do   lwa,   jak   owad   wobec   słonia;   zręczność   i   inteligencja   człowieka 

zróżnicowały   sytuację   jednostek;   już   nie   siła   fizyczna   określa   pozycję,   lecz   siła   posiadanych 

bogactw.

Człowiek najbogatszy stał się człowiekiem najsilniejszym, najbiedniejszy najsłabszym;  lecz nie 

zmieniło to zasad rządzących potęgą; wyższość silnego nad słabym stanowiła zawsze prawo natury, 

której było wszystko jedno, czy łańcuch wiążący słabego będzie trzymany przez bogacza czy przez 

najsilniejszego i czy miażdży najsłabszego czy najbiedniejszego.

Natura nie zna uczuć wdzięczności, których pragniesz, Zofio, nigdy nie znała takiego prawa, aby 

przyjemność,   której   ktoś   się   oddaje,   wyświadczając   przysługę,   mogła   się   stać   powodem   dla 

otrzymującego, by zrzekł się swoich praw nad tamtym.

Czy u zwierząt, które bierzemy za przykład, spostrzegasz uczucia, którymi się chełpisz?

Panując   nad   tobą   bogactwem   albo   siłą,   czy   postąpiłbym   naturalnie,   wyrzekając   się   dla   ciebie 

swoich praw, bądź dlatego że oddałaś sobie samej przysługę, bądź że twoja przebiegłość kazała ci 

się wkupić, służąc mi?

Lecz choćby nawet przysługa została oddana równemu przez równego, przenigdy duma wzniosłej 

duszy nie pozwoliłaby się poniżyć przez wdzięczność.

Czyż ten, który otrzymuje od drugiego, nie jest zawsze poniżany, a to poniżenie, które odczuwa, nie 

jest dla drugiego wystarczającą zapłatą za oddaną przysługę?

Czyż nie jest radością dla dumy wznieść się ponad swego bliźniego i czyż ten, co przysługę oddaje, 

background image

potrzebuje jeszcze czegoś innego, i jeśli wdzięczność, poniżając dumę tego, co otrzymuje, staje się 

dla niego ciężarem, jakim prawem można go zmuszać, aby jej dochował?

Dlaczegóż mam się zgodzić na poniżenie za każdym razem, gdy pada na mnie wzrok tego, który mi 

się przysłużył?

Tak   więc   niewdzięczność   miast   być   wadą   jest   cnotą   dumnych   dusz,   tak   jak   na   pewno 

dobroczynność zaletą dusz słabych; niewolnik prosi o nią pana, ponieważ jej potrzebuje, ale ów, 

jako że namiętność i natura są mu lepszym przewodnikiem, powinien kierować się tylko tym, co 

mu służy lub co go pociąga.

Niechże   dobrze   czyni,   kto   tego   pragnie,   jeśli   znajduje   w   tym   przyjemność,   niech   jednak   nie 

wymaga niczego za to, że było mu przyjemnie.

I gdy to Dalville wypowiedział, nie dając mi nawet czasu na odpowiedź, dwu parobków 

pochwyciło mnie na jego rozkaz, zdarli ze mnie ubranie i przywiązali mnie obok dwu towarzyszek, 

i   już   tego   samego   wieczoru   musiałam   im   pomagać,   nie   mogąc   nawet   odpocząć   po   przebytej 

męczącej drodze.

Nie minął kwadrans, jak się znajdowałam przy tym fatalnym kole, gdy cała banda fałszerzy, którzy 

skończyli swój dzień pracy, przyszła do mnie ze swym naczelnikiem, żeby mi się przyjrzeć.

Wszyscy obrzucali mnie szyderstwami i zniewagami w związku z hańbiącym mnie znamieniem, 

które   niewinnie   nosiłam   na   swym   nieszczęsnym   ciele;   podeszli   do   mnie,   obmacywali   mnie 

brutalnie,   gdzie   się   tylko   dało,   krytykując   kąśliwymi   żartami   wszystko,   co   wbrew   sobie 

wystawiałam na pokaz.

103 .

background image

Po zakończeniu tej bolesnej sceny oddalili się trochę; Dalville pochwycił wtedy bat, zawsze przy 

nas leżący, i wymierzył mi pięć czy sześć uderzeń, całym rozmachem ręki bijąc po całym ciele.

Oto jak będziesz traktowana, szelmo powiedział do mnie, zadając mi ciosy gdy na swoje 

nieszczęście nie dopełnisz swoich obowiązków; nie dlatego to robię, że czegoś zaniedbałaś, ale 

żeby ci pokazać, jak traktuję te, które coś zaniedbają.

Każde uderzenie przecinało mi skórę, nigdy nie odczuwałam tak silnego bólu, ani w rękach 

de   Bressaca,   ani   barbarzyńskich   mnichów,   wydawałam   więc   głośne   okrzyki,   szamocząc   się   w 

kajdanach;   moje   skręcanie   się   i   wycie   posłużyły   za   pośmiewisko   dla   obserwujących   mnie 

potworów   i   dana   mi   została   okrutna   wiedza,   że   jeśli   są   ludzie,   którzy  przez   chęć   zemsty  lub 

niegodne   żądze   mogą   zabawiać   się   bólem   drugich,   istnieją   także   inni,   tak   barbarzyńsko 

ukształtowani,   że   doznaję   tych   samych   przyjemności   tylko   przez   wzgląd   na   pychę   czy 

najokropniejszą ciekawość.

Człowiek   jest   więc   zły   z   natury   i   jest   taki   prawie   w   tej   samej   mierze   w   szaleństwie   swych 

namiętności, jak i wtedy, gdy jest spokojny, a w każdym wypadku nieszczęścia bliźniego mogą się 

stać dla niego wstrętnymi przyjemnościami.

Trzy ciemne nory, oddzielone jedna od drugiej, zamknięte jak więzienne cele, znajdowały 

się wokół studni; jeden z parobków, który mnie przywiązał, wskazał mi moją i schroniłam się w 

niej, otrzymawszy od niego przeznaczoną dla mnie porcję wody, bobu i chleba.

Dopiero tam mogłam w pełni przeżyć całą grozę mojej sytuacji.

Czyż to możliwe, mówiłam sobie, że istnieją ludzie tak barbarzyńscy, że tłumią w sobie uczucie 

wdzięczności, tę cnotę, której oddałabym się z taką przyjemnością, gdyby kiedykolwiek jakaś dobra 

dusza pozwoliła mi ją odczuć; czyż więc może być ona ludziom nie znana, a ten, który tłumi ją w 

tak nieludzki sposób, czyż nie jest tylko potworem?

Byłam pogrążona w tych rozmyślaniach, przeplatając je łzami, gdy nagle drzwi mej celi otworzyły 

się:

był to Dalville.

Nie mówiąc ani słowa stawia na ziemi świeczkę, którą sobie świecił, rzuca się na mnie jak dzikie 

background image

zwierzę, zniewala według swych chęci, na próbę obrony odpowiada biciem, nie zwraca uwagi na 

moje wybiegi, zaspokaja się brutalnie, podejmuje swoją świeczkę, znika i zamyka drzwi.

No cóż, mówię sobie, czy są możliwe większe zniewagi i jaka jest różnica między człowiekiem a 

najdzikszym zwierzęciem z boru?

Ale oto wschodzi słońce, zanim mogłam choć przez chwilkę odpocząć, otwierają się nasze 

nory, znów nas przywiązują i podejmujemy nasz smutny wysiłek.

Moimi towarzyszkami były dwie dziewczyny w wieku dwudziestu pięciu do trzydziestu lat, które 

choć przygniecione nędzą i zniekształcone przez nadmiar wysiłku fizycznego, zachowały jeszcze 

resztki   swojej   urody;   były   piękne   i   równomiernie   zbudowane,   a   jedna   z   nich   miała   jeszcze 

wspaniałe włosy.

Ze smutnej rozmowy dowiedziałam się, że obie były w swoim czasie kochankami Dalvillea, jedna 

w Lyonie, druga w Grenoble; że sprowadził je do tego strasznego ustronia, gdzie jeszcze przez kilka 

lat żyły z nim jak równe, a w nagrodę za rozkosze,których użyczyły, skazał je natę poniżającą 

pracę.

Dowiedziałam się od nich, że w tej chwili ma jeszcze uroczą kochankę, której poszczęściło się 

jednak lepiej, bo zapewne podąży za nim do Wenecji, gdzie właśnie zamierza się on udać, jeśli 

tylko znaczne sumy, które ostatnio przekazał do Hiszpanii, przyniosą mu oczekiwane weksle na 

Włochy, gdyż swoich pieniędzy nie chciał zabierać do Wenecji;

nie wysyłał ich tam nigdy, fałszywe pieniądze przekazywał pośrednikom zawsze do innego 

kraju niż ten, w którym chciał zamieszkać; w ten sposób w miejscu, gdzie zamierzał się osiedlić, 

jego   machinacje   nie   mogły   więc   zostać   nigdy   wykryte,   a   fortuna   wspierała   się   na   trwałych 

podstawach.

W każdej chwili wszystko jednak mogło się skończyć niepowodzeniem, a wyjazd, który zamyślił, 

zależał jedynie od tej ostatniej sprawy, dotyczącej przeważającej części jego majątku; jeśli Kadyks 

przyjmie   jego   fałszywe   plastry  i   ludwiki   i   pośle   mu   za   to   doskonałe   papiery  wartościowe   do 

Wenecji, będzie mógł uważać się za szczęśliwego do końca swoich dni; jeśli zaś oszustwo by się 

wykryło, groziło mu oskarżenie i powieszenie, jak na to zasługiwał.

O   nie,   powiedziałam   sobie   wtedy,   dowiadując   się   o   tych   wszystkich   szczegółach,   raz   jeden 

opatrzność będzie sprawiedliwa i nie zezwoli, aby mogło się powieść takiemu potworowi jak on, a 

my trzy będziemy pomszczone.

background image

W południe dawano nam zawsze dwie godziny odpoczynku, z których korzystałyśmy, by móc 

odetchnąć oddzielnie i zjeść w naszych komórkach, o drugiej przykuwano nas znowu i kazano nam 

obracać koło aż do nocy, nie zezwalając nam nigdy na wejście do zamku.

Powodem, dla którego trzymano nas nagie przez pięć miesięcy w roku, były niemożliwe upały, jeśli 

zważyć nadmierną pracę, której się oddawałyśmy, chodziło także o to, abyśmy, jak twierdziły moje 

towarzyszki, bardziej były wystawione na ciosy, zadawane od czasu do czasu przez dzikiego pana.

W   zimie   dawano   nam   spodnie   i   obcisłą   kamizelkę,   rodzaj   ubrania,   które   przylegając   ściśle, 

wystawiało równie łatwo nasze nieszczęsne ciała na ciosy naszego kata.

Dalville nie ukazał się wcale pierwszego dnia, ale około północy dokonał tej samej rzeczy, co dnia 

poprzedniego.

Chciałam skorzystać z okazji, aby błagać go o ulżenie mojemu losowi.

105 .

background image

A to jakim prawem powiedział do mnie ten barbarzyńca czy dlatego, że mam ochotę i fantazję 

spędzić chwilę z tobą?

Czyż  jednak  przychodzę  prosić  u  twoich   stóp  o  łaskę  przyzwolenia,   za  którą   mogłabyś  żądać 

jakiegoś wynagrodzenia?

Nie proszę cię o nic...

biorę tylko, i nie rozumiem, dlaczego to, iż korzystam z jednego prawa wobec ciebie, mia łoby 

stanowić o wyrzeczeniu się drugiego prawa.

W moim czynie nie ma zgoła miłości, jest to uczucie, którego nigdy nie zaznało moje serce.

Posługuję się kobietą z konieczności, jak posługujemy się naczyniem w innej potrzebie, nie żywię 

jednak   nigdy   do   tej   istoty,   którą   moje   pieniądze   i   moja   pozycja   oddają   moim   chęciom,   ani 

poważania, ani czułości;

to, co biorę, zawdzięczam tylko sobie samemu, a wymagając od kobiety jedynie poddania 

się, nie widzę powodu, dla którego miałbym jej wyświadczać kiedykolwiek łaski.

Równałoby się to przyznaniu, że złodziej porywający człowiekowi w lesie sakiewkę, gdyż jest 

silniejszy od niego, winien mu jest jakąś wdzięczność za krzywdę, którą mu wyrządził, tak samo 

jest ze znieważeniem kobiety, może nas to nakłonić do dokonania tego raz jeszcze, ale nigdy do 

przyznania jej jakiejś ulgi.

Dalville, który już się zaspokoił, powiedziawszy te słowa wyszedł szybko i pogrążył mnie w 

nowych rozmyślaniach, które, jak można łatwo zgadnąć, nie przynosiły mu chwały.

Wieczorem przyszedł zobaczyć, jak pracujemy, i znajdując, że nie wyciągnęłyśmy normalnej ilości 

wody, pochwycił swój okrutny bicz i wychłostał nas do krwi wszystkie trzy, a był dla mnie równie 

bezlitosny, jak dla innych, co mu nie przeszkodziło przyjść tej samej nocy i postąpić ze mną jak 

poprzednio.

Ukazałam mu rany, którymi mnie okrył, ośmieliłam się przypomnieć tę chwilę, gdy podarłam swoją 

bieliznę, aby zabandażować jego rany, ale Dalville, rozpłomieniony, odpowiedział na moje skargi 

tylko tuzinem policzków przeplatanych różnymi wymyślaniami i opuścił mnie, jak zwykle, gdy 

background image

tylko się zaspokoił.

Ten obrót rzeczy trwał prawie miesiąc, po czym otrzymałam od swego kata przynajmniej tę łaskę, 

że nie byłam już wystawiona na obrzydliwą męczarnię, aby brał to, czego zgoła nie powinien 

otrzymywać.

Moje życie nie zmieniło się jednak, tyleż było dobrego traktowania, tyleż złego.

W tej okrutnej sytuacji upłynął rok, gdy rozeszła się wśród domowników wiadomość, że 

Dalville   nie   tylko   zrobił   fortunę,   nie   tylko   otrzymał   na   Wenecję   ogromną   ilość   papierów 

wartościowych, jak sobie życzył, ale że zażądano od niego jeszcze kilku milionów fałszywych 

pieniędzy, za które, według jego woli, przekażą mu należność w papierach do Wenecji.

Ten zbrodniarz nie mógł zrobić większej i bardziej nieoczekiwanej fortuny: wyjeżdżał mając ponad 

milion majątku, i nadzieję na inne dochody; taki był nowy przykład dany mi przez opatrzność, taki 

był nowy sposób, za pomocą którego chciała mnie ona raz jeszcze przekonać, że powodzenie mogło 

towarzyszyć tylko zbrodni, a cnocie klęski.

Dalville, gotów do drogi, przyszedł mnie zobaczyć w przeddzień wyjazdu o północy, co nie 

zdarzało mu się już od dawna; to on sam powiedział mi i o swojej fortunie i o swoim wyjeździe.

Rzuciłam mu  się  do nóg,  zaklinałam go  i  błagałam,  aby  zwrócił  mi  wolność  i  choćby  trochę 

pieniędzy, abym mogła udać się do Grenoble.

W Grenoble mnie zaskarżysz.

Panie powiedziałam do niego, skrapiając łzami jego kolana przysięgam ci więc, że moja 

stopa   tam   nie   postanie;   zrób   zatem   tak,   aby  mieć   pewność,   zechciej   mnie   zabrać   ze   sobą   do 

Wenecji; być może znajdę tam mniej zatwardziałe serca niż w mojej ojczyźnie, i jeśli tylko mnie 

tam zabierzesz, przysięgam na wszystko, co mam najświętszego, że nigdy tam panu nie wejdę w 

drogę.

Nie udzielę ci żadnej pomocy, ani szeląga odpowiedział mi twardo ten wielki łotr wszystko, 

co nazywa się jałmużną czy dobroczynnością, jest mi tak wstrętne, że choćbym miał trzykrotnie 

tyle złota co teraz, nie zgodziłbym się dać nawet pół denara biedakowi;

pod tym względem mam stałe zasady, od których nie odstąpię nigdy.

Biedny mieści się w porządku natury; tworząc ludzi o nierównej sile, przekonała nas ona o swojej 

background image

chęci zachowania pewnej nierówności, nawet w zmienionym porządku jej praw, który przyniosła 

nasza cywilizacja.

Biedny   zastępuje   słabego,   już   ci   to   powiedziałem,   ulżyć   mu,   to   zniszczyć   ustalony   porządek, 

sprzeciwić się porządkowi natury, obalić równowagę, która stanowi podstawę jej najsubtelniejszych 

poczynań.

Znaczyłoby   to   przyczyniać   się   do   niebezpiecznej   równości   w   społeczeństwie,   zachęcać   do 

gnuśności i próżniactwa, nauczyć biednego, by okradał bogatego, gdy ten odmówi pomocy, gdyż w 

ten sposób biedny przyzwyczaiłby się do otrzymywania wszystkiego bez pracy.

Och, panie, jakże nieczułe są twoje zasady!

Czy mówiłbyś tak, gdybyś nie był zawsze bogaty?

Daleki byłem kiedyś od tego, ale potrafiłem zapanować nad losem, potrafiłem podeptać tę 

marę  cnoty,  która  prowadzi  tylko  na stryczek  lub do  szpitala,  spostrzegłem dość  wcześnie,  że 

religia, dobroczynność i ludzkość stają się niewątpliwie kłodami pod nogi dla każdego, kto chce 

zdobyć fortunę, i umocniłem swoją na szczątkach ludzkich przesądów.

Drwiąc sobie z praw boskich i ludzkich, poświęcając zawsze słabego, gdy stawał mi na drodze, 

rujnując   biednego   i   okradając   bogatego,   wdarłem   się   do   położonej   wysoko   świątyni   bóstwa, 

któremu kadziłem.

107 .

background image

Dlaczegóż nie robiłaś podobnie?

Twoje   powodzenie   znajdowało   się   w   twoich   rękach;   czy  w   twojej   chimerycznej   cnocie,   którą 

przeniosłaś nad powodzenie, znalazłaś pocieszenie po ofiarach dla niej poczynionych?

Za  późno,   nieszczęsna,   za  późno;   płacz   nad  swoimi   błędami,  cierp   i  staraj  się,  jeśli  potrafisz, 

odnaleźć wpośród widziadeł, które czcisz, to, co utraciłaś przez swoją łatwowierność.

Po tych okrutnych słowach Dalville rzucił się na mnie...

ogarnęło mnie jednak takie przerażenie, jego obrzydliwe zasady obudziły we mnie taką nienawiść, 

że brutalnie go odepchnęłam; chciał użyć siły, nie udało mu się, zadowolił się okrucieństwami, 

zostałam zasypana ciosami, ale nie odniósł zwycięstwa; ogień zgasł bez powodzenia, a łzy daremne 

szaleńca pomściły wreszcie zniewagi.

Nazajutrz, przed samym wyjazdem, ten nędznik dał nam zobaczyć nowe okrutne widowisko 

barbarzyństwa, o których milczą kroniki Androników, Nerona, Wacławów i Tyberiuszów.

Wszyscy sądzili, że jego kochanka odjeżdża razem z nim, kazał się więc jej wystroić; w chwili 

wsiadania na koń prowadzi ją ku nam.

Oto twoje miejsce, nikczemna istoto powiedział każąc się jej rozebrać.

Chciałbym, by moi towarzysze pamiętali o mnie, zostawiam im więc w zakład kobietę, na 

której, jak sądzili, tak bardzo mi zależy; ale ponieważ tutaj potrzebne są tylko trzy...

a ja udaję się w niebezpieczną drogę, gdzie przyda mi się broń, wypróbuję na jednej z was moje 

pistolety.

I to mówiąc ładuje jeden z nich, przykłada go do piersi każdej z trzech kobiet obracających 

koło i zwraca się w końcu do jednej ze swych dawnych kochanek:

Idź, powiada wypaliwszy jej w głowę idź na tamten świat i donieś co u mnie słychać, idź 

powiedzieć diabłu, że Dalville, najbogatszy z łotrów na ziemi, to ten, który najbezczelniej wyzywa 

niebiosa i diabła samego.

background image

Nieszczęsna, która nie wyzionęła ducha natychmiast, szamocąc się długo w swoich więzach 

potworny widok, którym nikczemnik rozkoszuje się; każe ją w końcu zabrać, by umieścić tam 

swoją kochankę, chce ją zobaczyć, jak trzy lub cztery razy obraca koło, wymierza własnoręcznie 

tuzin uderzeń biczem i dokonawszy tych okropności, ohydny ten człowiek wsiada na koń i wraz ze 

swoimi dwoma pachołkami znika na zawsze z naszych oczu.

Nazajutrz po odjeździe Dalvillea wszystko się zmieniło; jego następca, człowiek łagodny i 

pełen wyrozumiałości, kazał nas natychmiast uwolnić.

To nie jest zajęcie dla łagodnej i słabej płci powiedział nam z dobrocią tę machinę będą 

poruszać   zwierzęta;   nasz   zawód   jest   dostatecznie   zbrodniczy,   po   cóż   więc   jeszcze   dodatkowo 

obrażać najwyższą istotę niepotrzebnymi okrucieństwami.

Sprowadził nas do zamku, kochance Dalvillea bezinteresownie pozwolił zajmować się tym, 

czym dotychczas zajmowała się w domu, nas zaś, moją towarzyszkę i mnie, zatrudnił w warsztacie 

przy   rytowaniu   monet,   zajęciu   z   pewnością   mniej   wyczerpującym,   a   przecież   byłyśmy 

wynagradzane bardzo dobrymi pokojami i wyśmienitym pożywieniem.

Po upływie dwu miesięcy następca Dalvillea, który nazywał się Roland, doniósł nam o szczęśliwym 

przybyciu swego towarzysza do Wenecji;

osiedlił się tam, stał się bogaty i cieszył się wszelkim powodzeniem, jakiego mógł sobie 

życzyć.

Następcy jego przypadł jednak zgoła inny los w udziale; nieszczęsny Roland był uczciwy, a 

to wystarczyło, aby szybko spotkała go zguba.

Pewnego dnia, gdy w zamku panował spokój, a praca według praw nowego pana, choć nieuczciwa, 

szła łatwo i przyjemnie, nagle mury zostały otoczone; w braku mostu przebyto fosy i nim nasi 

ludzie mieli nawet czas pomyśleć o obronie, w domu było już ponad stu gwardzistów straży.

Trzeba było się poddać, spętano nas jak zwierzęta, przywiązano do koni i przyprowadzono do 

Grenoble.

O nieba, powiedziałam przy wejściu do miasta, otóż i to miasto, w którym, jak w to wierzyłam, 

szalona, miało się dla mnie zacząć szczęście!

Proces fałszerzy pieniędzy odbył się wkrótce i wszyscy zostali skazani na powieszenie.

background image

Gdy   zobaczono   piętno,   jakie   nosiłam,   nie   zadawano   sobie   prawie   trudu   przesłuchania   mnie   i 

miałam być skazana jak wszyscy, aż wreszcie spróbowałam wzbudzić litość w sercu sławnego 

urzędnika,   zaszczycającego   ten   trybunał,   nieskazitelnego   sędziego,   czcigodnego   obywatela, 

oświeconego filozofa;

jego dobroczynność i ludzkość wyryją w świątyni Pamięci imię sławne i godne poważania; 

wysłuchał mnie...

uczynił więcej, przekonany, że mówię wszystko w dobrej wierze i że moje nieszczęścia nie są 

kłamane, raczył mnie pocieszyć, sam przelewając łzy.

Wielki człowieku, winnam ci cześć, pozwól mojemu sercu oddać ci ją, wdzięczność pokrzywdzonej 

przez los nie będzie dla ciebie ciężarem, a danina, jaką ona ci ofiarowuje, czcząc twoje serce, 

będzie na zawsze najsłodszą radością jej serca.

Pan S. sam służył mi za obrońcę, moje skargi zostały wysłuchane, moje jęki znalazły czułe dusze, a 

łzy moje spłynęły na serca, które nie okazały się z kamienia, lecz otwarły się dla mnie dzięki jego 

szlachetności.

109 .

background image

Wszystkie zeznania zbrodniarzy, na których miano wykonać wyrok, wsparły gorliwość tego, który 

zechciał mną się zająć.

Oświadczono   więc,   że   zostałam   uwiedziona   i   że   jestem   niewinna,   całkowicie   oczyszczona   i 

uwolniona z oskarżeń, że mam całkowitą i zupełną swobodę czynienia tego, co zechcę.

Mój opiekun dołączył jeszcze do tej przysługi wyniki kwesty, co przyniosło mi prawie pięćset 

pistolów;   w   końcu   ujrzałam   się   szczęśliwą,   moje   przeczucia   wydawały   się   bliskie   spełnienia, 

wierzyłam, że nadchodzi koniec moich klęsk, gdy spodobało się opatrzności, aby mi ukazać, że 

daleko jeszcze do tego.

Po  wyjściu  z  więzienia  zatrzymałam się  w oberży naprzeciwko  mostu  na Izerze,  gdzie 

zapewniono mnie, że jest to porządne miejsce; miałam zamiar, według rad pana S., pozostać tam 

przez pewien czas próbując znaleźć jakąś pracę w mieście, a w razie niepowodzeń wrócić do 

Lyonu, z listami polecającymi, które był tak dobry mi dać.

Jadłam właśnie w oberży przy tak zwanym stole gości, gdy już drugiego dnia spostrzegłam, że 

jestem bacznie obserwowana przez grubą, okazałą damę, którą tytułowano baronową; gdy ja z kolei 

jej się przyjrzałam, zdawało mi się, że ją rozpoznaję, podeszłyśmy jedna do drugiej, ucałowałyśmy 

się jak dwie osoby, które się znają, nie mogę sobie jednak przypomnieć, skąd.

Wreszcie gruba baronowa, zaciągając mnie na bok, mówi:

Zofio, chyba się nie mylę, czyż to nie ciebie uratowałam dziesięć lat temu z więzienia, nie 

poznajesz mnie, to ja, Dubois!

Niezbyt zachwycona tym odkryciem, odpowiedziałam przecież grzecz nie; miałam jednak 

do czynienia z najsprytniejszą i najzręczniejszą kobietą we Francji i nie było ucieczki.

Zasypała mnie grzecznościami, powiedziała mi, że interesowała się, jak i całe miasto, moją sprawą, 

nie wiedziała jednak, że to o mnie chodzi.

Ulegając   mojej   zwykłej   słabości,   pozwoliłam   się   zaprowadzić   do   pokoju   tej   kobiety   i 

opowiedziałam jej swoje nieszczęścia.

Droga   przyjaciółko   mówi   do   mnie,   całując   mnie   raz   jeszcze   chciałam   cię   zobaczyć   na 

background image

osobności tylko po to, aby ci powiedzieć, że doszłam do fortuny i wszystko, co posiadam, jest do 

twojej dyspozycji.

Spójrz   powiedziała,   otwierając   przede   mną   szkatułki   pełne   złota   i   diamentów  oto   owoc   mojej 

przedsiębiorczości; gdybym kadziła cnocie, tak jak ty, byłabym dzisiaj powieszona lub w więzieniu.

O pani mówię do niej  jeśli to wszystko zawdzięczasz przestępstwom, opatrzność, która 

zawsze wymierza w końcu sprawiedliwość, nie pozwoli ci długo się tym cieszyć.

Mylisz   się   powiada   do   mnie   Dubois   nie   wyobrażaj   sobie   tylko,   że   opatrzność   sprzyja 

zawsze cnocie; niechże krucha chwila powodzenia nie pogrąży cię w takim błędnym mniemaniu.

Dla podtrzymania praw opatrzności nie ma żadnego znaczenia, że ten jest występny, podczas gdy 

tamten   służy  cnocie;   potrzebuje   ona   tylko   równej   sumy  występku   i   cnoty,   kto   zaś   oddaje   się 

jednemu lub drugiemu, jest jej całkowicie obojętne.

Słuchaj mnie, Zofio, słuchaj mnie z odrobiną choćby uwagi, jesteś inteligentna i chciałabym cię 

wreszcie przekonać.

To nie wybór między cnotą a występkiem, moja droga, pozwala człowiekowi znaleźć szczęście, 

gdyż cnota, podobnie jak występek, jest tylko sposobem postępowania w świecie: nie chodzi więc o 

to, aby kierować się raczej pierwszą niż drugim, trzeba obrać drogę, którą idą wszyscy; ten, kto 

zbacza, zawsze się myli.

W świecie całkowicie cnotliwym poleciłabym ci cnotę, gdyż łączyłaby się z nagrodą, a szczęście 

towarzyszyłoby jej niezawodnie; w świecie całkowicie zepsutym będę ci doradzać tylko występek.

Ten, kto nie idzie drogą wszystkich, ginie bez ratunku, wszystko, co napotyka, obraca się przeciwko 

niemu, a ponieważ jest słabszy, musi ponieść klęskę.

Na próżno prawa chcą przywrócić porządek i skłonić ludzi do cnoty; są zbyt występne, aby to 

przedsięwziąć, i zbyt słabe, aby mogło im się to udać, mogą sprawić, że zejdzie się na chwilę z tego 

bitego gościńca, ale nigdy nie doprowadzą do opuszczenia go.

Gdy pożytek ogółu skłoni ludzi do zepsucia, ten, kto nie zechce być zepsuty jak oni, będzie walczył 

przeciw   pożytkowi   ogółu,   a   jakiegoż   dobra   może   oczekiwać   ten,   kto   przeszkadza   wiecznie 

pożytkowi innych?

Powiesz może, że to właśnie występek sprzeciwia się pożytkowi ludzi, i przyznałabym ci rację w 

background image

świecie złożonym po równi z występnych i cnotliwych, ponieważ korzyść jednych sprzeczna jest 

wtedy wyraźnie z korzyścią drugich, ale nie jest już tak w społeczeństwie całkowicie zepsutym," 

moje   występki   godząc   tylko   w   człowieka   występnego   powodują   w   nim   inne   występki,   które 

wyrównują szkody, i oto oboje jesteśmy szczęśliwi.

Następuje powszechność drgania, wielość zderzeń i wzajemnych obrażeń, gdzie każdy odzyskując 

natychmiast to, co właśnie stracił, znajduje się bez przerwy w szczęśliwej sytuacji.

Występek jest niebezpieczny tylko dla cnoty, gdyż ta, będąc słaba i nieśmiała, nie odważa się nigdy 

na nic, lecz jeśli zniknie z powierzchni ziemi, występek, dotykając tylko występnych, nie przyniesie 

już szkody, spowoduje rozwinięcie się innych występków, ale nie zaszkodzi wcale cnotom.

Powiesz mi na to, że cnota daje dobre wyniki?

Inny sofizmat służą one zawsze tylko słabemu, ale nie przynoszą nic temu, który dzięki swojej 

dzielności wystarcza sam sobie i potrzebuje tylko zręczności, aby odwrócić przeciwności losu.

Jak możesz chcieć, żeby całe życie nie spotykały się klęski, córko moja, jeśli zawsze obierałaś 

odwrotny kierunek drogi niż wszyscy?

111 .

background image

Gdybyś dała się nieść nurtowi, znalazłabyś przystań, tak jak ja.

Czy ten, kto chce płynąć w górę rzeki, może przybyć równie szybko, jak ten, który posuwa się z 

prądem?

Pierwszy mu przeszkadza, drugi mu się oddaje.

Mówisz mi zawsze o opatrzności, ale jaki masz dowód, że kocha ona porządek, a więc i cnotę?

Czyż nie daje bez przerwy przykładów swoich niesprawiedliwości i nieprawidłowości?

Czy to, że zsyła ludziom wojnę, zarazę i głód, że stworzyła wszechświat występny gdziekolwiek 

spojrzeć, oznacza dla ciebie, że nieskończenie kocha ona cnotę?

I dlaczegóż jednostki występne nie miałyby się  jej podobać,  jeśli  ona sama  działa za  pomocą 

występków, a w jej roli i dziełach wszystko jest występkiem i zepsuciem, wszystko jest zbrodnią i  

rozprzężeniem?

A zresztą od kogo pochodzą te odruchy, które pociągają nas do złego?

Czyż nie otrzymujemy ich z ręki opatrzności, czy jest w nas choć jedna lub jedno uczucie, które nie 

pochodziłoby od niej?

Czyż jest więc rozsądne twierdzić, że zezwoliła lub wyposażyła nas w skłonności do czegoś, co jest 

dla niej bezużyteczne?

Jeśli   więc   występki   jej   służą,   dlaczegóż   mielibyśmy   się   im   sprzeciwiać,   jakim   prawem 

pracowalibyśmy nad ich zniszczeniem i z jakiego powodu mielibyśmy się opierać ich wezwaniu?

Nieco   więcej   filozofii   na   świecie,   a   niedługo   wszystko   znajdzie   się   na   właściwym   miejscu   i 

udowodni prawodawcom, urzędnikom, że występki, które piętnują i karzą z taką surowością, są 

czasem w wyższym stopniu użyteczne niż owe cnoty, które zalecają, nigdy ich nie nagradzając.

Gdy jednak okażę się dostatecznie słaba, proszę pani odpowiedziałam tej gorszycielce aby 

podzielić wasze okropne poglądy, jak uda wam się stłumić wyrzuty sumienia, które w każdej chwili 

będą się rodzić w moim sercu?

background image

Wyrzuty sumienia to chimera, Zofio podjęła znów Dubois jest to tylko głupi podszept duszy, 

na tyle słabej, że nie ośmieliła się ich unicestwić.

Czy można je unicestwić?

Nic łatwiejszego, żałuje się tylko tego, czego nie ma się zwyczaju robić.

Ponawiaj często to, co powoduje twoje wyrzuty sumienia, a dojdziesz do ich całkowitego usunięcia; 

przeciwstaw im płomień namiętności, potężne prawa korzyści, a rychło je rozproszysz.

Wyrzut sumienia nie dowodzi, że istnieje zbrodnia, wskazuje tylko na duszę, którą łatwo ujarzmić.

Niech przyjdzie bezsensowny rozkaz, abyś nie wychodziła teraz z tego pokoju, a nie wyjdziesz bez 

wyrzutów sumienia, chociaż jest pewne, że nie ma w tym nic złego, żeby stąd wyjść.

To nieprawda więc, że tylko występek powoduje wyrzuty sumienia; przekonując się, że zbrodnia 

nie istnieje lub że stanowi konieczność w ogólnym planie natury, I można równie łatwo popełnić 

zbrodnię, jak przezwyciężyć wyrzuty sumienia, podobnie jak udałoby ci się stłumić ten, który 

zrodziłby się, gdybyś wyszła z tego pokoju po otrzymaniu bezprawnego rozkazu, abyś tu pozostała.

Należy  wyjść  od  dokładnej   analizy tego   wszystkiego,   co  ludzie  nazywają  zbrodnią,  stwierdzić 

przede wszystkim, że ludzie określają tak jedynie naruszenie swych praw i obyczajów narodowych 

i że to, co nazywa się zbrodnią we Francji, nie jest nią już o kilkaset mil dalej, że nie ma takiego  

czynu, który rzeczywiście byłby uważany za zbrodnię na całej kuli ziemskiej, wobec czego nic w 

istocie   nie   może   być   słusznie   uznane   za   zbrodnię,   wszystko   jest   sprawą   poglądu   i   położenia 

geograficznego.

Jeśli to przyjąć, cóż za absurd oddać się uprawianiu cnót, które gdzie indziej są występkami, i 

stronić od zbrodni," które w innym kraju są dobrymi uczynkami.

A  teraz   zapytuję   czy   ten   kto   dobrze   zastanowi   się   nad   tym   wszystkim,   może   mieć   wyrzuty 

sumienia, jeśli dla swej przyjemności lub korzyści spełni we Francji czyn, który, uchodząc za cnotę 

w Chinach czy Japonii, napiętnuje go jednak we własnej ojczyźnie?

Czy może go powstrzymać to ohydne wyróżnienie, a jeśli ma choć krzynę filozofii w głowie, czy 

może ono spowodować w nim wyrzuty sumienia?

Jeśli wyrzut sumienia wynika tylko z nakazu, rodzi się tylko z powodu zerwania więzów, a nie 

pochodzi z samego czynu, czy mądrze to pozwoli mu, trwać, czy to nie absurd nie unicestwić go 

background image

natychmiast?

Należy przywyknąć do traktowania czynu przynoszącego wyrzuty sumienia jako czynu obojętnego, 

należy go tak osądzać poprzez rozważne studiowanie moralności i zwyczajów wszystkich narodów 

na świecie; w wyniku tego rozumowania należy powtarzać ten czyn, jakikolwiek by on był, tak 

często, jak to jest tylko możliwe, a płomień rozumu zniszczy wkrótce wyrzuty sumienia, unicestwi 

to ciemne dążenie, będące jedynie owocem niewiedzy, małoduszności i wychowania.

Od   trzydziestu   lat,   Zofio,   nieprzerwany  ciąg   występków   i   zbrodni   prowadził   mnie   powoli   do 

fortuny;   już   ją   zdobyłam;   jeszcze   dwa   lub   trzy   szczęśliwe   wypady   i   wyjdę   ze   stanu   nędzy   i 

żebractwa, w jakim się urodziłam, stając się panią ponad pięćdziesięciu tysięcy liwrów renty.

Jak   sądzisz,   czy   robiąc   tę   olśniewającą   karierę   odczułam   choć   przez   chwilę   kolce   wyrzutów 

sumienia?

Nie wierz w to, nigdy ich nie zaznałam.

Gdyby   nawet   ohydne   niepowodzenie   w   jednej   chwili   strąciło   mnie   ze   szczytu   i   pogrążyło   w 

przepaści, tym bardziej nie poddałabym się wyrzutom sumienia; miałabym żal do ludzi lub do 

swojej niezręczności, ale zawsze byłabym w zgodzie z własnym sumieniem.

Być może, rozumujmy jednak przez chwilę wychodząc od podobnych zasad filozofii, co 

pani zasady.

113 .

background image

Jakim   prawem   żąda   pani,   aby   moje   sumienie   było   podobnie   nieugięte   jak   pani,   jeśli   nie 

przyzwyczajono go już od dzieciństwa do przezwyciężania tych przesądów; w imię czego żąda 

pani, aby mój umysł, który inaczej został ukształtowany, miał przyjąć podobne systemata?

Przyjmuje pani, że istnieje suma zła i dobra w naturze, i że wobec tego potrzeba, aby była pewna 

liczba jednostek uprawiających dobro i inna ich kategoria, oddająca się złu.

Wybór, jakiego dokonuję, nawet według pani zasad, mieści się przeto w naturze;

niech więc pani nie żąda, abym oddalała się od zasad, które ten wybór mi dyktuje, a jeśli, 

jak słyszę, znajduje pani szczęście, idąc swoją drogą, podobnie dla mnie byłoby niemożliwością 

znaleźć je poza tą, którą ja podążam.

Niech pani sobie zresztą nie wyobraża, że czujność praw pozostawia długo w pokoju tego, który je 

przekracza; czyż właśnie nie ujrzała pani przykładu tuż przed swoimi oczami?

Z piętnastu łotrów, wśród których miałam nieszczęście przebywać, ratuje się jeden, a czternastu 

haniebnie ginie.

Ty to nazywasz nieszczęściem?

Cóż znaczy zresztą hańba dla tego, kto nie ma już zasad?

Kiedy przekroczyło się już wszystko, gdy honor stał się tylko przesądem, dobre imię chimerą, 

przyszłość iluzją, czyż nie jest wszystko jedno, czy zginie się w ten sposób, czy w swoim łóżku?

Istnieją na świecie dwa rodzaje przestępców: ci, których wielka fortuna i cudowna pozycja chronią 

od tego tragicznego końca, i ci, którzy go nie unikną, jeśli zostaną przyłapani; ci ostatni, zrodzeni 

bez majątku, jeśli są bystrzy, powinni mieć na uwadze tylko dwie rzeczy: fortunę albo koło tortur.

Jeśli uda im się pierwsze, to mają, czego sobie życzyli, jeśli nie mieli nic do stracenia?

Prawa   nie   znaczą   więc   nic   wobec   przestępców,   gdyż   nie   dosięgają   tego,   który   jest   potężny, 

szczęśliwy im  nie   podlega,   a  nieszczęśnik  ma   przed  sobą  tylko   ich  miecz,   nie  mogą   go  więc 

przerazić.

background image

A nie sądzi pani, że tego, który nie uląkł się zbrodni, oczekuje w lepszym świecie boski sąd?

Sądzę, że gdyby istniał bóg, byłoby mniej zła na świecie; sądzę, że jeśli istnieje zło na 

ziemi, to albo cały ten nieporządek pochodzi z woli boga, albo zapobieżenie mu przechodzi jego 

siły, a ja nie obawiam się boga, który jest albo słaby, albo zły, stawiam mu czoło bez lęku i śmieję 

się z jego gromów.

Pani, przyprawiasz mnie o drżenie powiedziałam wstając wybacz mi, że nie mogę dłużej 

słuchać tych szkaradnych sofizmów i wstrętnych bluźnierstw.

Zatrzymaj   się,   Zofio,   .jeśli   nie   mogę   przemówić   do   twego   rozumu,   niechajże   podbiję 

chociaż twoje serce.

Potrzebuję ciebie, nie odmawiaj mi swojej pomocy; oto sto ludwików, w twoich oczach odkładam 

je na bok, będą twoje, jak tylko uda mi się machinacja.

Ulegając   tylko   mojej   naturalnej   skłonności   do   czynienia   dobra,   zapytałam   natychmiast 

Dubois, o co chodzi, aby zapobiec, o ile w mojej mocy, zbrodni, którą przygotowywała.

Otóż to powiedziała do mnie czy zauważyłaś tego młodego kupca z Lyonu, który jada z 

nami od trzech dni?

Czy Dubreuila?

Właśnie.

I cóż z tego?

Jest w tobie zakochany, zwierzył mi to.

Ma sześćset tysięcy franków bądź to w złocie, bądź to w papierach, w małej kasetce przy swoim 

łóżku.

Pozwól, a przekonam go, że zgadzasz się go wysłuchać, czy tak jest, czy nie, to nie ma znaczenia.

Ja go namówię, aby ci zaproponował przejażdżkę poza miasto, przekonam go, że posunie naprzód 

swoje sprawy z tobą podczas tej przejażdżki; będziesz go bawić, zatrzymasz go poza domem, jak 

długo będziesz mogła; przez ten czas okradnę go, ale nie ucieknę, jego rzeczy będą już w Turynie, a 

ja jeszcze w Grenoble.

background image

Użyjemy   wszelkiej   możliwej   sztuki,   aby   odwrócić   od   nas   podejrzenie,   będziemy   udawać,   że 

pomagamy mu w poszukiwaniach; tymczasem oznajmię o swoim wyjeździe, nikogo to nie zdziwi, 

ty   podążysz   za   mną   i   sto   ludwików   zostanie   ci   wyliczone,   gdy   tylko   obie   znajdziemy   się   w 

Piemoncie.

Zgadzam się powiedziałam do Dubois, zdecydowana uprzedzić nieszczęsnego Dubreuila o 

niecnych wobec niego zamiarach; i aby jeszcze lepiej oszukać łotrzycę, dorzuciłam: Zastanów się 

jednak pani, że jeśli Dubreuil jest we mnie zakochany, to albo go uprzedzając, albo sprzedając się 

mu, mogę z niego wyciągnąć o wiele więcej niż ta niewielka suma, którą ofiaruje mi pani za zdradę.

To   prawda   mówi   do   mnie   Dubois   zaczynam   ci   zgoła   wierzyć,   że   niebo   obdarzyło   cię 

większą zręcznością w zbrodni niż mnie.

Dobrze powiada dalej, pisząc oto weksel na tysiąc ludwików, ośmiel mi się teraz odmówić.

Nigdy tego nie zrobię, pani mówię biorąc bilet wiedz jednak, że tylko stan mój nieszczęsny 

tłumaczy moją słabość i ten błąd, że pani ulegam.

Ja   chciałam   to   przypisać   zasłudze   twego   rozumu   powiedziała   Dubois   ty   wolisz,   aby 

powodem było twoje nieszczęście, będzie, jak zechcesz, służ mi zawsze, a będziesz zadowolona.

115 .

background image

Wszystko zostało załatwione; tego samego wieczora zaczęłam być trochę łaskawsza dla 

Dubreuila i zauważyłam, że rzeczywiście coś mu się we mnie podoba.

Nic bardziej kłopotliwego niż moja sytuacja; oczywiście byłam jak najdalsza od myśli, aby 

przysłużyć się zamierzonej zbrodni, choćbym miała nawet zarobić trzy razy więcej pieniędzy, ale 

czułam   niesłychaną   odrazę   do   zaprowadzenia   na   stryczek   kobiety,   której   przed   dziesięciu   laty 

zawdzięczałam wolność; chciałam przeszkodzić zbrodni nie wnosząc skargi i z każdym innym, 

prócz takiej szczwanej łotrzycy jak Dubois, na pewno by mi się powiodło.

A oto co postanowiłam, nie wiedząc, że ukryty manewr tej odrażającej istoty nie tylko zburzy 

gmach moich cnotliwych zamiarów, ale ukarze mnie nawet za ich powzięcie.

Tego dnia, kiedy miała się odbyć zamierzona przejażdżka, Dubois zaprosiła nas oboje na 

obiad do swojego pokoju; przyjęliśmy zaproszenie, a po posiłku Dubreuil i ja zeszliśmy na dół, aby 

przyśpieszyć przygotowanie powozu.

Dubois nie odprowadziła nas, byłam więc przez chwilę zupełnie sam na sam z Dubreuilem, nim 

wsiedliśmy do powozu.

Panie mówię mu pospiesznie proszę mnie słuchać najuważniej, zachowywać się jakby nigdy 

nic i zastosować się ściśle do tego, co mu powiem.

Ma pan jakiegoś pewnego przyjaciela w gospodzie?

Tak, mam młodego wspólnika, na którego mogę liczyć jak na samego siebie.

Niechże więc pan szybko mu rozkaże, aby ani na chwilę nawet nie opuszczał pańskiego 

pokoju przez cały czas, gdy będziemy na przejażdżce.

Mam przecież klucz od pokoju w kieszeni; cóż oznacza ten zbytek ostrożności?

Jest istotniejszy, niż się panu wydaje, błagam, niech pan to zrobi, albo nie pojadę z panem.

Kobieta, od której wyszliśmy to zbrodniarka, urządziła naszą przejażdżkę tylko po to, aby móc pana 

bez trudu w tym czasie okraść.

background image

Proszę się pospieszyć, ma nas na oku, to osoba bardzo niebezpieczna; niech się wydaje, że nie 

uprzedziłam pana o niczym;

proszę szybko oddać klucz swojemu przyjacielowi, niech pójdzie do pańskiego pokoju z 

kilku innymi osobami, jeśli to możliwe, i niech nie ruszają się stamtąd do naszego powrotu.

Wytłumaczę panu resztę, jak tylko znajdziemy się w powozie.

Dubreuil   usłuchał   mnie,   ściska   mi   rękę   na   znak   podziękowania   i  pędzi   wydać   rozkazy 

stosownie do moich poleceń; powraca, odjeżdżamy i w czasie drogi odsłaniam, mu całą historię.

Młody człowiek mówi mi o całej swojej wdzięczności za oddaną mu przysługę, zaklina mnie, abym 

mu powiedziała prawdę o moim położeniu, i oświadcza, że nic z tego, co odsłoniłam mu ze swoich 

przejść nie odstręczyło go na tyle, by nie chciał mi zaofiarować swej ręki i fortuny.

Nasza kondycja jest podobna powiedział mi Dubreuil jestem synem kupca, podobnie jak 

pani, moje sprawy wzięły dobry obrót, pani doznałaś nieszczęścia; jestem aż nadto szczęśliwy 

mogąc naprawić krzywdy, jakie pani wyrządził los.

Zastanów się, Zofio, jestem sam sobie panem, nie zależę od nikogo, jadę do Genewy, żeby dobrze 

umieścić pieniądze, ocalone twoim fortunnym ostrzeżeniem, pojedziesz tam ze mną, po przybyciu 

na miejsce zostanę twoim mężem i ukażesz się w Lyonie już jako moja żona.

Taki obrót losu obiecywał mi zbyt wiele, bym ośmieliła się odmówić, nie należało jednak 

godzić się, nie dawszy poznać panu Dubreuil wszystkiego, co mogło go od tego odstręczyć.

Był mi wdzięczny za moją delikatność i bardziej jeszcze na mnie nalegał...

Nieszczęsna ze mnie istota!

Czyż musiało tak być, że szczęście przychodziło do mnie zawsze po to tylko, aby tym żywiej dać 

mi odczuć zgryzotę, że nigdy nie mogę go pochwycić, czyż nieodwołalnie zapisano w wyrokach 

opatrzności, że nie może rozwinąć się w mojej duszy żadna cnota, która by nie wtrąciła mnie w 

nieszczęście?

Podczas naszej rozmowy oddaliliśmy się już o dwie mile od miasta i właśnie mieliśmy wysiąść, aby 

zaczerpnąć świeżego powietrza w alejach nad brzegiem Izery, gdzie zamierzaliśmy się przechadzać, 

gdy nagle Dubreuil powiedział, że bardzo źle się czuje...

background image

Wysiada, chwytają go okropne wymioty, wprowadzam go zaraz do powozu i pędzimy pospiesznie z 

powrotem do Grenoble; Dubreuil czuje się tak źle, że trzeba go zanieść do pokoju.

Jego stan zaskakuje przyjaciół, którzy według otrzymanych rozkazów nie wychodzili z mieszkania.

Nie odstępuję go ani na chwilę...

przybywa lekarz; o wielkie nieba, stan młodego człowieka nie budzi wątpliwości, jest otruty...

Ledwo dowiedziałam się tej okropnej prawdy, pędzę do pokoju Dubois...

zbrodniarka...

odjechała...

biegnę   do   siebie,   włamano   się   do   mojej   szafy,   trochę   pieniędzy  i   moich   rzeczy  zniknęło,   zaś 

Dubois, jak mi mówią, już od trzech godzin pędzi pocztą w stronę Turynu...

Nie było żadnej wątpliwości, że jest sprawczynią tych wszystkich zbrodni; przybyła do pokoju pana 

Dubreuil i zastawszy tam ludzi, dotknięta do żywego, zemściła się na mnie, a pana Dubreuil otruła 

w czasie obiadu, aby w wypadku udanej kradzieży ten nieszczęsny młody człowiek bardziej myślał 

po powrocie o swoim życiu niż o pościgu, co pozwoliłoby jej uciec bezpiecznie; że zaś śmiertelny 

wypadek   nastąpić  miał,  że   tak  powiem,   prawie  w  moich  ramionach,  musiał  ściągnąć  na   mnie 

bardziej prawdopodobne podejrzenia niż na nią.

117 .

background image

Pędzę znów do Dubreuila, lecz nie pozwalają mi się wcale przybliżyć, konał otoczony przyjaciółmi, 

ale oczyszczając mnie z podejrzeń, zapewniając ich, że jestem niewinna, i zabraniając im oskarżać 

mnie.

Ledwo zamknął oczy, gdy jego wspólnik pospieszył do mnie z tą wiadomością, zapewniając mnie, 

że mogę pozostać spokojna...

Niestety, jak mogłam być spokojna, czyż mogłam nie opłakiwać gorzko utraty jedynego człowieka, 

który, od czasu jak byłam w nieszczęściu, ofiarował się tak szczodrobliwie, aby mnie z niego 

wyciągnąć...

czyż mogłam nie ubolewać nad kradzieżą, która wtrącała mnie znów do fatalnej przepaści nędzy, z 

której wcale nie mogłam się wydostać?

Wszystko   to   zwierzyłam   wspólnikowi   Dubreuila:   i   to,   co   było   machinacją   przeciw   jego 

przyjacielowi, i to, co mnie samej się przydarzyło;

użalił   się   nade   mną,   gorzko   ubolewając   nad   stratą   wspólnika,   i   zarzucił   mi   nadmiar 

skrupułów,   które   nie   zezwoliły   mi   wnieść   skargi   natychmiast,   jak   tylko   dowiedziałam   się   o 

projektach Dubois.

Obliczywszy, że ta okropna kobieta, która nie potrzebowała więcej niż czterech godzin, aby dotrzeć 

do   bezpiecznego   kraju,   przybędzie   tam   wcześniej,   niż   mogli   byśmy   myśleć   o   pościgu,   że 

kosztowałoby nas to bardzo dużo, że wreszcie właściciel oberży, której dobre imię straciłoby wiele 

po wniesieniu moich oskarżeń, broniłby się mocno i być może udałoby mu się w końcu zniszczyć 

kogoś, kto ledwo oddychał w Grenoble, ocalony z procesu łotrzyków i utrzymując się jedynie z 

dobroczynności publicznej...

Te  argumenty  przekonały mnie,   a  nawet   przeraziły tak   bardzo,  że   postanowiłam  wyjechać  nie 

uprzedzając pana S., mojego protektora.

Przyjaciel Dubreuila uważał to za słuszne i nie ukrywał zgoła, że gdyby sprawa nabrała rozgłosu, 

zeznania, które musiałby złożyć, obciążyłyby mnie, choćby był najbardziej nawet ostrożny, a to 

zarówno z powodu moich związków z Dubois, jak i mojej ostatniej przejażdżki z jego przyjacielem, 

ze   względu   więc   na   to  wszystko   ponawiał   jak   najżywiej   radę,   abym   natychmiast   wyjechała   z 

background image

Grenoble,   nie   spotykając   się   z   nikim,   chociaż   on   sam   nigdy   by   nie   wystąpił   z   czymkolwiek 

przeciwko mnie.

Zastanawiając się sama nad całą tą sprawą doszłam do wniosku, że rada młodego człowieka była 

słuszna,   gdyż   jakkolwiek   zgoła   nie   byłam   winna,   wszystko   przemawiało   przeciwko   mnie;   zaś 

jedyne,   co   mogło   żywo   świadczyć   na   moją   korzyść   ostrzeżenie   dane   Dubreuilowi,   być   może 

niejasno wyłożone przez niego wobec zbliżającej się śmierci nie stałoby się tak przygniatającym 

dowodem, jak na to liczyłam, wobec czego powzięłam natychmiast decyzję.

Powiedziałam o tym wspólnikowi Dubreuila.

Wolałbym powiedział żeby mój przyjaciel wydał mi był jakieś dyspozycje korzystne dla 

ciebie, pani, wypełniłbym je z największą rozkoszą; chciałbym nawet rzekł aby był powiedział mi, 

że to pani właśnie zawdzięczał radę, aby pilnować jego pokoju, w czasie gdy udał się z panią na 

przejażdżkę; nic jednak podobnego nie uczynił, powiedział tylko kilkakrotnie, że zgoła nie jesteś 

pani winna i że nie należy cię o nic oskarżać.

Muszę się więc ograniczyć jedynie do wykonania jego rozkazów.

Nieszczęście, które, jak powiadasz, dotknęło cię z jego powodu, skłoniłoby mnie, bym sam uczynił 

coś   więcej,   gdybym   tylko   mógł,   pani,   ale   rozpoczynam   zaledwie   interes,   jestem   młody  i   mój 

majątek jest bardzo ograniczony; ani jeden obol majątku Dubreuila nie należy do mnie i muszę 

natychmiast zwrócić wszystko jego rodzinie.

Pozwól więc, Zofio, że ograniczę się jedynie do niewielkiej przysługi, którą ci oddam;

oto pięć ludwików, a to powiedział, wprowadzając do pokoju kobietę, którą widziałam już w 

gospodzie uczciwa handlarka z Chalon-sur-Saone, z moich stron rodzinnych, wraca tam właśnie, 

zatrzymała się tylko na dobę w Lyonie, gdzie ma interesy.

Pani   Bertrand   powiedział   młody   człowiek,   przedstawiając   mnie   tej   kobiecie   oto   młoda 

osoba, którą pani polecam; rada by znaleźć miejsce na prowincji; -przykazuję pani, tak jakby pani 

pracowała   dla   mnie   samego,   poczynić   wszelkie   starania,   by  umieścić   ją   w  naszym   mieście   w 

sposób odpowiedni do jej urodzenia i wykształcenia.

Niechaj nie ponosi kosztów do tego czasu, ureguluję rachunki przy naszym pierwszym widzeniu...

Żegnaj, Zofio...

background image

Pani Bertrand wyrusza tej nocy, jedź z nią, oby trochę więcej szczęścia sprzyjało ci w mieście, w 

którym   będę   miał   może   przyjemność   znów   cię   wkrótce   zobaczyć,   aby   okazać   dozgonną 

wdzięczność za wszystko dobre, co uczyniłaś dla pana Dubreuil.

Szlachetność tego młodego człowieka, który w istocie nic mi nie zawdzięczał, mimowolnie 

pobudziła mnie do łez; przyjęłam jego dary, przysięgając mu, że będę pracować tylko po to, aby 

móc mu je któregoś dnia zwrócić.

Niestety, powiedziałam sobie, odchodząc, nowy cnotliwy postępek pogrążył mnie w niedoli, ale 

przynajmniej po raz pierwszy w życiu pozór pociechy jest mi dany w tej przerażającej otchłani 

klęsk, w którą znów spycha mnie cnota.

Nie ujrzałam już więcej mego młodego dobroczyńcy; tak jak to było zdecydowane, wyjechałam z 

panią Bertrand tej samej nocy, która nastąpiła po nieszczęściu z Dubreuilem.

Pani Bertrand miała małą krytą bryczkę, zaprzężoną w jednego konia;

powoziłyśmy kolejno, siedząc w środku; znajdowały się tam liczne jej rzeczy i pewna ilość 

gotówki oraz mała dziewczynka licząca osiemnaście miesięcy, którą jeszcze karmiła; zapałałam do 

niej wkrótce równie wielkim uczuciem, jak ta, co wydała ją na świat.

119 .

background image

Pani   Bertrand   była   po   prostu   przekupką   bez   wykształcenia   i   bez   polotu,   podejrzliwą, 

gadatliwą, plotkarską, nudną i ograniczoną, jak prawie wszystkie kobiety pochodzące z ludu.

Każdego  wieczoru  bez  wyjątku  zanosiłyśmy jej   rzeczy do  gospody  i  spałyśmy  w  tym  samym 

pokoju.

Przybyłyśmy do Lyonu bez przygód, jednak podczas dwu dni, których ta kobieta potrzebowała dla 

swoich   spraw,   przydarzyło   mi   się   w   tym   mieście   szczególne   spotkanie;   przechadzałam   się   na 

nadbrzeżu   Rodanu   w   towarzystwie   dziewczyny   z   gospody,   którą   zaprosiłam,   gdy   nagle 

zauważyłam   podchodzącego   do   mnie   czcigodnego   ojca   Antonina,   obecnie   gwardiana 

franciszkanów   w   tym   mieście,   kata   mojego   dziewictwa,   którego   poznałam,   jak   pani   sobie 

przypomina, w małym klasztorze Matki Boskiej Leśnej, dokąd zawiodła mnie moja nieszczęsna 

gwiazda.

Antonin przystąpił zuchwale i nie zważając na służącą zapytał, czy zechciałabym odwiedzić go w 

nowym mieszkaniu i ponowić tam nasze dawne rozkosze.

Ta oto poczciwa gruba mama powiedział mając na myśli moją towarzyszkę będzie także 

dobrze   przyjęta,   w   naszym   domu   jest   dobra   kompania,   która   potrafi   sprostać   dwu   młodym 

dziewczętom.

Zapłoniłam   się   niezwykle   na   podobną   mowę,   przez   chwilę   chciałam   wmówić   temu 

człowiekowi, że się myli; skoro mi się to nie udało, próbowałam dać mu znak, aby powstrzymał się 

przynajmniej przed moją przewodniczką, nic jednak nie mogło uspokoić tego zuchwalca i jego 

namowy stały się jeszcze bardziej naglące.

Ponieważ odmawiałyśmy wciąż pójścia z nim, poprzestał więc na tym, że zażądał natychmiast 

naszego adresu; przyszła mi do głowy myśl, aby go się pozbyć, podając mu adres fałszywy; zapisał 

go i umieścił w portfelu, następnie odszedł, zapewniając, że wkrótce nas odwiedzi.

Wróciłyśmy.

Po   drodze   wytłumaczyłam,   jak   mogłam,   służącej,   która   była   ze   mną,   historię   tej   nieszczęsnej 

znajomości, lecz bądź to, co mówiłam, nie przekonało jej, bądź była gadatliwa, jak zwykle tego 

rodzaju   dziewczyny,   dość   że   zrozumiałam   ze   słów   pani   Bertrand,   po   nieszczęsnym   z   nią 

background image

wydarzeniu, że powiedziano jej o mojej znajomości z tym niegodziwym mnichem; tymczasem nie 

pokazał się więcej i odjechałyśmy.

Wyjechawszy późno z Lyonu, dotarłyśmy pierwszego dnia tylko do Villefranche i tam właśnie, 

proszę pani, spotkała mnie straszliwa katastrofa, będąca powodem, że dziś ukazuję się jej oczom 

jako zbrodniarka, mimo iż nie byłam nią bardziej w tej nieszczęsnej sytuacji mego życia niż w 

innych, w których widziała mnie pani tak niesprawiedliwie przygniecioną ciosami losu, a nie co 

innego   zaprowadziło   mnie   do   przepaści   nieszczęścia,   jak   uczucie   dobroczynności,   którego   nie 

mogłam nigdy zatłumić w moim sercu.

Przybywszy w lutym o godzinie szóstej wieczorem do Villefranche ja i moja towarzyszka 

chciałyśmy szybko zjeść kolację i wcześnie się położyć, aby nazajutrz bardziej wykorzystać dzień.

Po dwu zaledwie godzinach odpoczynku okropny dym wciskający się do naszego pokoju poderwał 

nas ze snu na równe nogi.

Nie było wątpliwości, że tuż obok pali się...

o nieba, ogień przybrał już zgoła przerażające rozmiary;

otwieramy drzwi, na wpół ubrane, i słyszymy wokół nas tylko łoskot walących się ścian, 

okropny trzask pękających belek i przerażające wycie nieszczęśników wpadających w ogień.

Morze pożerających wszystko płomieni zaczęło zbliżać się do nas i zaledwie starcza nam czasu, by 

uciec na dwór, rzucamy się tam i stoimy, zmieszane z tłumem nieszczęśliwych, którzy nadzy jak i 

my, a niektórzy na wpół spaleni, szukają pomocy w ucieczce...

W tej samej chwili przypominam sobie, że pani Bertrand, bardziej zajęta sobą niż swoją córką, nie 

pomyślała, aby ocalić ją od śmierci; nie uprzedzając jej, lecę do naszego pokoju poprzez płomienie, 

które mnie oślepiają i parzą w wielu miejscach moje ciało, chwytam biedną małą istotkę, rzucam 

się, aby zanieść ją matce; opieram się o na wpół spaloną belkę, potykam się, a pierwszy odruchkaże 

mi wyciągnąć rękę przed siebie; ten naturalny gest zmusza mnie do upuszczenia cennego ciężaru, 

który trzymam, i nieszczęśliwa dziewczynka wpada w płomienie na oczach swojej matki.

Ta okropna kobieta, nie zastanawiając się ani nad celem moich poczynań, które podjęłam, aby 

ratować   jej   dziecko,   ani   nad   stanem   do   jakiego   doprowadził   mię   mój   upadek   na   jej   oczach, 

poniesiona   obłędnie   swoją   boleścią,   oskarża   mnie   o   śmierć   swojej   córki,   rzuca   się   na   mnie 

porywczo, i okrywa mnie ciosami.

background image

Tym czasem pożar przygasa, wielki wysiłek ratowników ocala jeszcze prawie po łowę budynku.

Pierwszą   troską   Bertrand   jest   powrót   do   pokoju,   jednego   z   najmniej   uszkodzonych   w   całej 

gospodzie; ponawia swoje oskarżenie, mówiąc mi, że trzeba było pozostawić jej córkę, gdyż nie 

groziło jej żadne niebezpieczeństwo.

Co dzieje się z nią jednak, gdy szukając swoich rzeczy spostrzega, że wszystko jej ukradziono!

Słuchając wtedy tylko swojej rozpaczy i wściekłości, oskarża mnie głośno, że spowodowałam pożar 

i to tylko po to, aby łatwiej ją okraść, powiada, że mnie zaskarży, i przechodząc wkrótce od groźby 

do czynu, domaga się rozmowy z miejscowym sędzią.

Cokolwiek mówię na swoją obronę, nie słucha;

urzędnik, którego się domagała, był w pobliżu, on to zarządził akcję ratowniczą, ukazuje się 

więc na wezwanie tej złej kobiety...

Ona   zaś  wypowiada  oskarżenie  przeciwko  mnie,   wspiera   je  wszystkim,   co  przy chodzi  jej   do 

głowy, by nadać mu siły i prawomocności, określa mnie jako dziewczynę złych obyczajów, która 

uciekła spod stryczka w Grenoble, jako istotę, którą kazał się jej zająć, mimo jej sprzeciwu, pewien 

młody człowiek, na pewno mój kochanek, mówi o franciszkaninie z Lyonu;

121 .

background image

jednym   słowem,   nic   z   tego,   co   potwarz   podjudzona   rozpaczą   i   mściwością   może   podsunąć 

najbardziej mocnego nie zostaje pominięte.

Sędzia przyjmuje skargę, dokonują oględzin domu; okazuje się, że ogień zajął się w szopie pełnej 

siana, gdzie, jak zeznaje wiele osób, wchodziłam tego wieczoru, i tak było rzeczywiście; szukając 

wygódki, źle objaśniona przez służące, do których się zwróciłam, weszłam do szopy i pozostałam 

tam dostatecznie długo, by wzbudzić podejrzenia co do czynu, o który mnie oskarżono.

Rozpoczyna się więc procedura sądowa i postępuje według wszelkich zasad, zeznają świadkowie, 

tego, co mogłabym powiedzieć na swoją obronę, nikt nawet nie słucha, zostaje wykazane, że jestem 

podpalaczką,   zostaje   dowiedzione,   że   miałam   wspólników,   którzy   w   tym   właśnie   czasie,   gdy 

działałam w jednym miejscu, dokonali kradzieży w drugim, i bez dalszych wyjaśnień, następnego 

dnia   o   świcie,   zostaję   doprowadzona   do   więzienia   w   Lyonie,   uwięziona   jako   podpalaczka, 

morderczyni dziecka i złodziejka.

Przyzwyczajona byłam od tak dawna do potwarzy, niesprawiedliwości i nieszczęścia, tak 

upewniona od dzieciństwa, że nie mogę się oddać jakiemukolwiek cnotliwemu uczuciu, by nie 

spotkały mnie przykrości, że boleść moja była bardziej ogłupieniem niż rozdarciem i płakałam 

raczej, niż się skarżyłam.

Tymczasem jednak, ponieważ naturalne jest dla istoty cierpiącej, iż szuka wszelkich możliwych 

środków, by się podźwignąć z otchłani, w której pogrążył ją zły los, przyszedł mi na myśl ojciec 

Antonin; chociaż spodziewałam się stąd mizernej tylko pomocy, nie powstrzymałam się od chęci 

widzenia go i poprosiłam o to.

Ponieważ nie wiedział, kto go potrzebuje, pojawił się i udał, że mnie nie poznaje, powiedziałam 

więc dozorcy, że prawdopodobnie mnie nie poznaje, byłam bowiem bardzo młoda, gdy kierował 

sprawami mego sumienia, że jednak w tym właśnie celu chciałam porozmawiać z nim sam na sam;

obie strony zgodziły się na to.

Gdy tylko znalazłam się sama z mnichem, rzuciłam się do jego stóp i zaklinałam go, aby wyratował 

mnie z okropnego położenia, w jakim się znalazłam; udowadniałam mu swoją niewinność i nie 

ukrywałam, że rozwiązłe propozycje, które mi czynił dwa dni temu, źle usposobiły przeciwko mnie 

osobę, której zostałam polecona i która obecnie była moją przeciwniczką.

background image

Mnich wysłuchał mnie z wielką uwagą i ledwo skończyłam, powiedział:

Posłuchaj, Zofio, i nie unoś się po swojemu, jak tylko na rusza się twoje przeklęte przesądy; 

widzisz, dokąd zaprowadziły cię twoje zasady, możesz teraz przekonać się do woli, że rzucały cię 

zawsze z otchłani  w otchłań,  przestań więc  kierować  się nimi  przynajmniej  raz  w życiu, jeśli 

chcesz, aby cię ocalić.

Według mnie jest tylko taki sposób: jeden z naszych ojców jest bliskim krewnym gubernatora i 

intendenta, dam mu znać; powiedz, że jesteś jego siostrzenicą, wstawi się za tobą z tego tytułu i gdy 

przyrzekniesz, że wstąpisz na zawsze do klasztoru, jestem pewny, że powstrzyma dalsze kroki 

sądowe.

Faktycznie   znikniesz,   on   odda   cię   w   moje   ręce,   ja   zaś   zajmę   się   ukryciem   ciebie,   aż   nowe 

okoliczności   pozwolą   mi   zwrócić   ci   wolność,   do   tego   czasu   jednak   będziesz   do   mojego 

rozporządzenia; nie taję tego przed tobą, jako niewolnica posłuszna moim kaprysom zaspokoisz je 

wszystkie bez zastanowienia, słyszysz mnie, Zofio?

Znasz mnie, wybieraj więc pomiędzy tą decyzją a straceniem i nie każ czekać na swoją odpowiedź.

Więc tak, mój ojcze odpowiedziałam ze zgrozą więc tak, jesteś potworem, skoro ośmielasz 

się nadużywać tak okrutnie mojego położenia, stawiając mnie pomiędzy śmiercią a hańbą; wyjdź, 

potrafię umrzeć niewinna, a przynajmniej umrę bez wyrzutów sumienia.

Mój upór rozpala tego łotra, ośmiela się pokazać mi, do jakiego stopnia wzbudzone są jego 

namiętności;   nikczemnik,   ośmiela   się   myśleć   o   miłosnych   pieszczotach   wpośród   zgryzoty   i 

kajdanów, pod mieczem samym, czekającym, aby się na mnie opuścić.

Chcę uciec, goni mnie, przewraca na nieszczęsną słomę, służącą mi za posłanie, i jeśli nie dopełnia 

tam całkowicie swojej zbrodni, pokrywa mnie jednak tak fatalnymi śladami, że trudno mi uwierzyć, 

by jego zamiary zawierały coś prócz występku.

Posłuchaj   powiada   ogarniając   się   nie   chcesz,   abym   był   ci   użyteczny;   żegnaj   więc, 

opuszczam cię, nie posłużę ci ani nie zaszkodzę, jeśli jednak wypowiesz jedno słówko przeciwko 

mnie, obciążę cię największymi zbrodniami i pozbawię natychmiast możliwości obrony na zawsze; 

zastanów się dobrze, "nim cokolwiek powiesz, i pochwyć dobrze sens tego, co za chwilę powiem 

dozorcy, lub zniszczę cię natychmiast.

Puka, wchodzi dozorca.

background image

Panie mówi do niego ten łotr ta poczciwa dziewczyna pomyliła się, chodziło jej o niejakiego 

ojca  Antonina,  który jest  w Bordeaux,  ja nie  znam jej  i nigdy jej  nie  znałem;  prosiła mnie o 

wysłuchanie spowiedzi, co uczyniłem, znacie nasze prawa, nie mam więc nic do powiedzenia, 

żegnam was oboje i zawsze będę gotów przyjść, gdy będzie potrzebna moja służba duchowna.

Po tych słowach Antonin wychodzi i pozostawia mnie równie osłupiałą jego łotrostwem, jak 

zmieszaną jego bezczelnością i rozwiązłością.

Nic nie idzie tak szybko, jak praca trybunału pierwszej instancji;

123 .

background image

złożony   jest   prawie   zawsze   z   głupców,   z   rygorystycznych   matołków   lub   fanatycznych 

brutali, niemal pewnych, że lepsze oczy naprawią ich głupotę, i nic ich nie zatrzymuje przed jej 

popełnieniem.

Zostałam więc skazana jednogłośnie na śmierć przez ośmiu czy dziesięciu krępych sklepikarzy, 

tworzących czcigodny trybunał tego miasta bankrutów, i poprowadzona natychmiast do Paryża dla 

zatwierdzenia wyroku.

Trudno o bardziej  gorzkie i boleśniejsze rozmyślania niż te, które dokończyły wówczas dzieła 

rozdarcia mojego serca.

Pod jakąż fatalną gwiazdą musiałam się urodzić, mówiłam sobie, jeśli nie mogę powziąć 

jakiegokolwiek cnotliwego uczucia, które nie pociągnęłoby za sobą natychmiast potopu klęski, i jak 

to być może, że ta światła opatrzność, której sprawiedliwość tak lubię podziwiać, karząc mnie za 

moje   cnoty,   ukazała   mi   jednocześnie   wywyższenie   tych,   którzy   przy   gniatali   mnie   swoimi 

występkami?

Lichwiarz, gdy jeszcze dzieckiem byłam, chciał mnie skłonić do popełnienia kradzieży, odmawiam, 

on do chodzi do bogactw, mnie zaś grozi stryczek.

Szelmy chcą mnie zgwałcić w lasku, gdyż nie chcę przystać do nich, opływają we wszystko, ja zaś  

wpadam w ręce występnego markiza, który wymierza mi sto razów by kowcem, ponieważ nie chcę 

otruć jego matki.

Od niego idę do chirurga, któremu oszczędzam obrzydliwej zbrodni, w nagrodę ten kat rani mnie, 

piętnuje i wypędza, jego zbrodnie zapewne trwają nadal, robi majątek, ja zaś muszę żebrać o chleb.

Chcę  przystąpić  do  sakramentów,  chcę  błagać  gorąco   najwyższą  istotę,  od  której  doznaję  tylu 

nieszczęść, ale do stojny sąd, przed którym chcę się oczyścić, biorąc udział w jednej z naszych 

najświętszych tajemnic, staje się ohydnym teatrem mojego zniesławienia i pohańbienia; potwór, 

który mnie wykorzystał i napiętnował, w jednej chwili: dostąpił najwyższych zaszczytów, podczas 

gdy ja wpadam w ohydną otchłań nędzy.

Chcę ulżyć biednemu, okrada mnie.

Wspomagam zemdlonego, łotr każe mi obracać koło jak pociągowemu zwierzęciu, zasypuje mnie 

background image

razami, gdy opuszczają mnie siły, na niego spływają wszystkie łaski losu, a ja oczekuję końca, bo 

zniewolona pracowałam u niego.

Niegodna kobieta chce mnie przywieść do nowej zbrodni, tracę po raz drugi niewielkie mienie, 

które posiadam, aby ocalić majątek ofiary i aby uchronić ją od nieszczęścia, nieszczęsny chce mnie 

za to obdarzyć swoją ręką, ale wyzionie ducha w moich ramionach, nim zdoła tego dokonać.

Narażam się podczas pożaru, aby ocalić dziecko, które nie jest moje, i oto po raz trzeci wisi nade 

mną miecz Temidy.

Błagam o opiekę nikczemnika, który mnie pohańbił, ośmielam się mieć nadzieję, że poruszy go 

nadmiar moich klęsk, ale barbarzyńca ofiarowuje mi pomoc za cenę nowego zniesławienia...

O opatrzności, czyż w końcu nie wolno mi zwątpić w twoją sprawiedliwość?

Jakimiż   jeszcze   większymi   plagami   zostałabym   przygnieciona,   gdybym   za   przykładem   moich 

prześladowców kadziła zawsze występkowi?

Takie były, proszę pani, przekleństwa, na które ośmieliłam się sobie pozwolić, wbrew sobie samej...

które wydobyła ze mnie zgroza mojego losu, gdy oto raczyłaś, pani, rzucić na mnie spojrzenie pełne 

litości i współczucia...

Przepraszam   stokrotnie,   że   tak   długo   nadużywałam   pani   cierpliwości,   rozjątrzyłam   moje   rany, 

zakłóciłam jej odpoczynek, tylko to zyskałyśmy obie z tej opowieści o okrutnych przejściach.

Słońce wschodzi, strażnicy wezmą mnie zaraz, pozwól mi podążyć ku śmierci; nie jest mi już ona 

straszna, skróci moje katusze, zakończy je; może się jej obawiać tylko istota szczęśliwa, której dni 

są czyste i pogodne, ale nieszczęsna, która miała w uścisku tylko żmije, której zakrwawione nogi 

stąpały tylko po kolcach, która poznała mężczyzn, aby ich nienawidzieć, widziała pochodnię dnia, 

by  jej   nie  cierpieć,   ta,   której  okrutne  przeciwności  zabrały rodziców,   majątek,   pomoc,  opiekę, 

przyjaciół, ta, która ma na świecie już tylko płacz, by się napoić, i zmartwienia, by się nakarmić...

ta właśnie, powiadam, bez drżenia patrzy na zbliżającą się śmierć, życzy jej sobie jak bezpiecznej 

przystani, gdzie spokojność narodzi się dla niej znów na łonie Boga zbyt sprawiedliwego, aby mógł 

zezwolić, by niewinność poniżona i prześladowana na ziemi nie znalazła kiedyś wynagrodzenia za 

swoje łzy w niebiesiech.

Czcigodny pan de Corville nie mógł słuchać tego opowiadania bez niezwykłego wzruszenia; 

background image

zaś co do pani de Lorsange, w której  (jak to powiedzieliśmy) potworne grzechy młodości nie 

zatłumiły zgoła uczuć, była ona bliska omdlenia.

Pani powiada do Zofii nie można cię słuchać bez najbaczniejszej uwagi...

trzeba   jednak,   abym   to   wyznała,   niewytłumaczone   uczucie,   jeszcze   żywsze   niż   to,   które   ci 

okazałam, pociąga mnie nie przeparcie do ciebie i czyni z twoich nieszczęść moje własne.

Ukryłaś mi swoje nazwisko, Zofio, i swoje urodzenie, zaklinam, wyznaj mi, pani, swoją tajemnicę; 

nie sądź, że mówię tak, powodowana jedynie prostą ciekawością; gdyby to, co przypuszczam, było 

prawdą...

o Justyno, gdy byś była moją siostrą!

Justyno...

o pani, skąd to imię!

Byłaby właśnie w twoim wieku.

O, Julietto, czy to ciebie słyszę mówi nieszczęsna więźniarka, biegnąc w ramiona pani de 

Lorsange...

ty moją siostrą, wielki Boże...

jakiegoż "blużnierstwa się dopuściłam, wątpiłam w opatrzność...

ach, umrę o wiele mniej nieszczęśliwa, skoro mogłam jeszcze raz cię ucałować.

I obie siostry, obejmując się mocno, mówiły już tylko szlochem, porozumiewały się tylko 

łzami...

125 .

background image

Pan de Corville także nie mógł po wstrzymać łez i widząc jasno, że sprawa ta obchodzi go jak 

najżywiej, wyszedł natychmiast, znalazł izbę na boku, napisał list do ministra sprawiedliwości, 

odmalował krwawymi zgłoskami okropność losu nie szczęsnej Justyny, zaręczył o jej niewinności, 

prosił, aby aż do wyjaśnienia sprawy w toku procesu domniemania winna miała za więzienie tylko 

jego zamek, i zobowiązał się, że dostarczy ją na pierwsze wezwanie najwyższego przedstawiciela 

sprawiedliwości.

Napisawszy  list,   oddaje   go   dwom   kawalerzystom,   wyjawia   swoje   nazwisko,   rozkazuje   im   list 

natychmiast doręczyć i powrócić po uwięzioną, gdyby taki był rozkaz kierownika urzędu; dwaj ci 

ludzie, widząc, z kim mają do czynienia, bez obawy słuchają jego poleceń, a tymczasem zajeżdża 

powóz...

Chodź, piękna nieszczęśnico powiada wtedy pan de Corville do Justyny, którą znajduje 

jeszcze w objęciach siostry chodź, w czasie kwadransa wszystko się dla ciebie odmieniło; nie 

można   już   powiedzieć,   że   twoje   cnoty  nie   znajdą   wynagrodzenia   na   tym   padole   i   że   zawsze 

spotykałaś tylko zatwardziałe dusze...

proszę za mną, jesteś moim więźniem i tylko ja odpowiadam za ciebie.

Pan de Corville wyjaśnia w kilku słowach, jakie poczynił kroki...

Równie   czcigodny,   co   drogi   powiada   pani   de   Lorsange,   rzucając   się   do   kolan   swego 

kochanka oto najpiękniejszy uczynek, jaki spełniłeś w swoim życiu.

Ten, który zna naprawdę serce ludzkie i ducha praw, pomści uciśnioną niewinność i wspomoże 

nieszczęsną, przy gniecioną przez los...

Tak, oto ona...

oto ona, twój więzień...

chodź, Justyno, chodź...

biegnij natychmiast ucałować ślady kroków sprawiedliwego opiekuna, który nie opuści cię jak 

inni...

background image

O, panie, jeśli związki miłosne z tobą były mi drogie, o ileż cenniejsze staną się teraz, ozdobione 

naturalnymi więzami, wzmocnione przez najczulsze poważanie!

I obie kobiety obejmowały jedna przez drugą kolana tak łaskawego przyjaciela i skrapiały je 

swymi łzami.

Wyruszono w drogę.

Pan de Corville i pani de Lorsange rozkoszowali się niebywale przeniesieniem Justyny z nadmiaru 

nieszczęścia w nadmiar dostatku i powodzenia; odżywiali ją przysmakami najpożywniejszych dań, 

kładli ją na spoczynek w najlepsze łoża, chcieli, żeby im rozkazywała, wkładali wreszcie w to 

wszystko wszelką delikatność, jakiej można było oczekiwać od dwu wrażliwych dusz...

Przez kilka dni dawano jej lekarstwa, wykąpano ją, wystrojono, upiększano; była bóstwem dla 

dwojga kochanków, prześcigali się w staraniach, by zapomniała o swoich nieszczęściach.

Wybitny mistrz podjął się usunąć haniebne znamię, okrutny wynik łotrostwa Rodina.

Wszystko spełniło się według życzeń pani de Lorsange i jej czułego kochanka; i już ślady niedoli 

znikały z oblicza miłej Justyny...

i   już   wdzięki   odzyskiwały   na   nim   swoje   władanie;   sine   kolory   jej   alabastrowych   policzków 

ustępowały miejsca wiośnianym różom; śmiech, który zgasł tak dawno na tych wargach, pojawiał 

się znów na skrzydłach przyjemności.

Z Paryża dochodziły najlepsze wiadomości, pan de Corville poruszył całą Francję, obudził znów 

gorliwość pana S, który dołączył się do niego, aby odmalować nieszczęścia Justyny i przywrócić jej 

spokój, na który tak bardzo za służyła...

Przyszły   w   końcu   listy   od   króla,   które   oczyszczając   Justynę   z   zarzutów   wytoczonych   jej   od 

dzieciństwa   przez   wszystkie   procesy   przywracały   jej   tytuł   nieposzlakowanej   obywatelki, 

nakazywały   na   zawsze   milczenie   wszystkim   trybunałom   królestwa,   spiskującym   przeciw   tej 

nieszczęśliwej, i przyznawały jej tysiąc dwieście liwrów pensji ze skarbów zabranych w wytwórni 

fałszerzy pieniędzy w Dauphine.

Justyna mało nie umarła z radości, dowiadując się tak pomyślnych nowin; przez wiele dni z rzędu 

przelewała słodkie łzy na łonie swoich opiekunów, gdy nagle nastrój jej zmienił się, choć nie można 

było znaleźć żadnego powodu.

background image

Stała się ponura, niespokojna, zamyślona, czasem wybuchała płaczem w obecności przyjaciół, sama 

nie umiejąc wyjaśnić dlaczego.

Nie jestem stworzona do tak wielkiego szczęścia powiadała czasem do pani de Lorsange...

och, moja droga siostro, to nie może długo potrwać.

Na próżno ją przekonywano, że wszystkie jej sprawy są pomyślnie zakończone i że nie 

powinna odczuwać już żadnego niepokoju;

staranie,   żeby   w   memoriałach   dla   niej   sporządzonych   nie   było   mowy   o   tych,   którzy 

przyczynili  się  do jej   zniesławienia  i  których  wpływu  można  się było  obawiać,  powinno  było 

dodatkowo   ją   uspokoić;   nic   jednak   nie   osiągało   skutku,   można   by   powiedzieć,   że   ta   biedna 

dziewczyna, przeznaczona jedynie dla nieszczęścia i czująca groźbę nie doli wiszącej wciąż nad jej 

głową, przewidziała już ostatni cios, który miał ją zmiażdżyć.

Pani de Lorsange przebywała jeszcze na wsi; było to pod koniec lata, wybierano się właśnie 

na   przechadzkę,   wydawało   się   jednak,   że   przeszkodzi   jej   nadciągająca   burza;   z   powodu 

niemożliwego upału pozostawiono wszystko otworem w salonie.

Błyska się, zaczyna padać grad, świst potężnego wiatru, słychać okropne grzmoty.

Przerażenie pani de Lorsange...

Pani de Lorsange, która strasznie obawia się pioruna, błaga siostrę, aby pozamykała wszystko, jak 

tylko można najszybciej;

127 .

background image

w tej chwili właśnie wraca pan de Corville; Justyna, śpiesząc uspokoić siostrę, pędzi do okna, przez 

chwilę walczy z wiatrem, który ją odpycha, i nagle uderzenie pioruna przewraca ją pośrodku salonu 

i pozostawia bez czucia na podłodze.

Pani de Lorsange wydaje żałosny okrzyk...mdleje; pan de Corville wzywa na pomoc, każdy 

dokłada starań, przywołują panią de Lorsange do przytomności, ale nieszczęsna Justyna została tak 

porażona, że nie było już dla niej nawet nadziei.

Piorun wpadł przez prawą pierś, spalił klatkę piersiową i wypadł ustami, zniekształcając tak bardzo 

jej twarz, że zgroza zdejmowała patrzących.

Pan de Corville chciał, żeby ją natychmiast zabrano.

Ale pani de Lorsange wstaje i sprzeciwia się temu z wielkim spokojem na twarzy.

Nie, powiada do swego kochanka nie, pozwól mi ją widzieć przez chwilę, muszę się jej 

przypatrzeć, aby umocnić się w dopiero co powziętym postanowieniu; słuchaj mnie, panie, i nie 

sprzeciwiaj się mojemu wyborowi, od którego nic już na świecie nie zdoła mnie obecnie odwieść.

Niesłychane nieszczęścia, których doznała ta nie szczęśliwa, chociaż zawsze była posłuszną cnocie, 

mają w sobie coś zbyt niezwykłego, panie mój, by nie otworzyć mi oczu na siebie samą; nie sądź, 

że   zaślepiam   się   fałszywymi   blaskami   szczęśliwości,   którymi,   jak   widzieliśmy   to   w   tych 

zdarzeniach, cieszyli się ci, którzy ją prześladowali.

Te kaprysy losu są zagadkami opatrzności, których odsłonięcie nie do nas należy, ale które nigdy 

nie powinny nas pociągać; powodzenia złego człowieka to tylko próba, której uwodzące blaski 

upiększają na chwilę powietrze po to tylko, aby rzucić w otchłań nieszczęsnego, którego oślepia...

Oto przykład przed naszymi oczami; nieustanne klęski, przerażające i ustawiczne nieszczęścia tej 

biednej dziewczyny są ostrzeżeniem, które daje mi Wiekuisty, abym pożałowała swoich błędów, 

posłuchała głosu wyrzutów sumienia i rzuciła się wreszcie w jego ramiona.

Jakiegoż potraktowania mogę się spodziewać z jego strony ja...

której zbrodnie, gdybyś je znał, przyprawiłyby cię o drżenie...

background image

ja, której rozwiązłość, bezbożność...

wyrzeczenie się wszelkich zasad znaczyły każdą chwilę życia...

czego mam się spodziewać, jeśli w taki sposób potraktowana jest ta, która nie miała sobie za życia 

do wyrzucenia ani jednego dobrowolnego błędu...

Rozstańmy się, panie, czas po temu...

nie jesteśmy związani żadnym węzłem, zapomnij o mnie i uznaj za słuszne, że pójdę, aby wieczną 

skruchą u stóp najwyższej istoty odpokutować nikczemności, którymi się splamiłam.

Ten cios tak dla mnie straszny był jednak konieczny dla mego nawrócenia się w tym życiu, dla 

szczęścia, które spodziewam się znaleźć w przyszłym; do widzenia, mój panie, nie ujrzysz mnie już 

nigdy.

Ostatnia rzecz, jakiej oczekuję od twojej przyjaźni, to byś nie starał się w żadnej mierze dowiedzieć 

się, co się ze mną stało; oczekuję na ciebie w lepszym świecie, twoje cnoty powinny cię tam 

przywieść;   oby   umartwienia,   którym   się   poddam   w   miejscu,   gdzie   idę   odpokutować   za   moje 

zbrodnie i spędzić nieszczęsne lata, które mi pozostały, pozwoliły mi ujrzeć cię tam pewnego dnia.

Pani de Lorsange opuszcza natychmiast dom, każe zaprząc konie, bierze ze sobą trochę 

pieniędzy, całą resztę pozostawia panu de Corville, nakazując mu pobożne legaty, i pędzi do Paryża, 

gdzie wstępuje do karmelitanek, a tam po upływie niewielu lat staje się przykładem i wzorem, tak 

przez   swoją   wielką   nabożność,   jak   przez   mądrość   swego   umysłu   i   niebywałą   poprawność 

obyczajów.

Pan de Corville, godny pierwszych urzędów w swojej ojczyźnie, zostaje nimi zaszczycony, 

aby   przysporzyć   jednocześnie   szczęścia   ludowi,   chwały   swemu   władcy   i   majątku   swoim 

przyjaciołom.

Wy zaś, którzy czytać będziecie tę historię, obyście wyciągnęli z niej taką korzyść, jak ta 

światowa nawrócona dama, obyście przekonali się razem z nią, że prawdziwe szczęście jest tylko 

na łonie cnoty, a jeśli Bóg zezwala, że spotyka ją prześladowanie na ziemi, to aby przygotować dla 

niej w niebie bardziej obiecującą nagrodę.

Ukończyłem po dwu tygodniach, 8 lipca 1787 roku.

przełożył Jacek Trznadel .

background image