background image

fotografia cyfrowa

2

lampa błyskowa

przekleństwo czy błogosławieństwo fotografa?

3

fotografia cyfrowa

lampa błyskowa

przekleństwo czy błogosławieństwo fotografa?

Pamiętacie sytuację, gdy po powrocie ze zdjęć, na których uwiecznialiście np. ślub i wesele, i po wyświetleniu 
efektów Waszej pracy na monitorze macie ochotę wyć i walić łbem w ścianę? Jak kusi Was, aby chwycić lampę 
błyskową i machnąć ją przez okno? Jak przewalacie domową apteczkę w poszukiwaniu butelki „Nervosolu”? Spo-
kojnie. Weźcie kilka głębszych oddechów i zastanówcie się, co zrobiliście źle. Dlaczego pomimo użycia na ciemnej 
sali lampy błyskowej efekty pracy są tragiczne. Czy zawiniła lampa, czy też znać dały o sobie Wasze „umiejętno-
ści”? Przyznam ze skruchą, że sam przeżywałem takie momenty, a słowo „flesz” przez bardzo długo wzbudzało 
we mnie uczucie odrazy i panicznego lęku. Ale wierzcie mi – nie musi tak być. Proponuję, abyśmy w tym artykule 
wspólnie zmierzyli się z problemem stosowania lamp błyskowych. A nuż z tego coś fajnego wyjdzie... 

background image

fotografia cyfrowa

2

lampa błyskowa

przekleństwo czy błogosławieństwo fotografa?

3

Każdy, niezależnie od tego, czy fotografuje amatorsko, czy zawo-

dowo – w niektórych sytuacjach zmuszony jest do używania lam-

py błyskowej, popularnie zwanej fleszem. Flesz wśród fotografów 

ma  tylu  samo  zwolenników,  co  i  przeciwników.  Zwolennicy  twier-

dzą,  że  użycie  lampy  pozwala  na  wykonanie  zdjęcia  praktycznie 

w każdych warunkach i będzie to zdjęcie jak najbardziej poprawne, 

o ile oczywiście potrafi się korzystać z dobrodziejstw dodatkowego 

błysku. Przeciwnicy zaś uważają, że flesz „spłaszcza” i w większo-

ści przypadków „przepala” fotografię, co w efekcie prowadzi do ma-

ło ciekawych efektów. Dla nich światło zastane jest jedynym akcep-

towalnym warunkiem ekspozycji. Osobiście szanuje obydwa punk-

ty widzenia, ale w praktyce usiłuję je godzić.

Co to w ogóle jest flesz? Jest to urządzenie, które w synchro-

nizacji z aparatem emituje błysk doświetlający fotografowaną sce-

nę. Siła tego błysku wynika bądź z automatyki lampy, bądź same-

go aparatu. Zadaniem lampy jest błyśnięcie z taką siłą, aby na zdję-

ciu została zachowana poprawna ekspozycja. W niektórych przy-

padkach lampa wspomaga również działanie autofokusa – najczę-

ściej,  gdy  fotografujemy  w  bardzo  skąpym  oświetleniu  i  autofo-

kus nie potrafi ustawić ostrości. Wówczas flesz wykonuje serie bły-

sków umożliwiając tym samym uchwycenie punktu ostrości. Lam-

py  z  grubsza  możemy  podzielić  na  wbudowane  w  body  aparatu 

oraz dołączane – zewnętrzne. Te drugie stoją na wyższym pozio-

mie technologicznym i zazwyczaj korzystając z własnego zasila-

nia oferują znacznie mocniejszą siłę błysku. Siła błysku określana 

jest przez tzw. liczbę przewodnią lampy. Im wyższa, tym silniejszy 

błysk można wyzwolić. Ja osobiście przy swoich Canonach pracuję 

na dwóch dwupalnikowych lampach 

Metza – 58 AF-1 digital Canon 

(liczba przewodnia 58) oraz kultowej lampie 

Metz 76 MZ-5 z liczbą 

przewodnią 76. Jeśli chodzi o możliwości siły błysku, to wierzcie 

mi, jest to lampa morderca. 

Jak ktoś dopiero zamierza zakupić lampę zewnętrzną zmuszo-

ny będzie do korzystania z lampy wbudowanej, tzw. kukułki. Pomi-

mo słabej siły błysku (liczba przewodnia oscyluje w granicy 13), to 

nie  należy  przekreślać  przydatności  tego  flesza.  Niejednokrotnie 

całkowicie  wystarcza  –  najczęściej  jako  błysk  doświetlający  daną 

scenę. Sam korzystam – to wiem.

Kiedy stosujemy lampę błyskową?

Można  zawsze,  tylko  po  co?  Niemniej  nie  wybuchajmy  śmie-

chem,  gdy  na  niedzielnym  spacerze  przy  pięknej,  słonecznej 

pogodzie  widzimy    fotografa,  który  robiąc  zdjęcia  używa  fle-

sza. Wierzcie mi, że z głową tego pana jest wszystko w najlep-

szym porządku, a jego działania świadczą o tym, że gość zna się 

na  rzeczy.  Po  co  używać  lampy  w  słoneczny  dzień?  Otóż  wła-

śnie.  Słońce,  nasza  wspaniała  naturalna  żarówa,  niejednokrot-

nie świeci tak niefortunnie, że tworzy bardzo duże kontrasty w 

fotografowanej scenie. Wyobraźmy sobie, że chcemy sfotografo-

wać narzeczoną w pięknym ukwieconym miejscu jako tle foto-

grafii. Niestety słońce akurat świeci z tyłu naszej sympatii. Ma to 

dobre i złe strony. Dobre to te, że automatycznie mamy piękną 

kontrę tylną z piękną poświatą na włosach. Miodzio. Złe jest to, 

że twarz w takich warunkach pozostaje w głębokim cieniu. Jest 

ciemna,  nieczytelna  w  szczegółach.  Szczególnie  oczy  wyglą-

dają jak dwie czarne dziury. I właśnie w takim przypadku ratuje 

nas flesz, który przy odpowiednich ustawieniach znakomicie de-

likatnie doświetla lico ukochanej powodując, że zarówno twarz, 

jak  i  reszta  fotografii  jest  poprawnie  naświetlona.  W  tym  miej-

scu, chcąc być uczciwym do końca, muszę powiedzieć, że rów-

nie dobry, o ile nie lepszy efekt osiągniemy stosując blendy od-

bijające światło. Ta metoda ma jednak jeden mankament – ktoś 

musi  nam  tę  blendę  potrzymać.  Byle  „gość  z  łapanki”  nieko-

niecznie musi wiedzieć, jak to zrobić w sposób optymalny, a jak 

go zaczniemy uczyć to narzeczona może się z lekka zirytować. 

Więc, jak nie mamy kumatego asystenta – wygodniej i szybciej 

jest błysnąć fleszem. Jeszcze trzy drobne rady:

•   jak korzystamy z lampy wbudowanej warto jest podnieść w 

aparacie czułość ISO. Zwiększymy tym samym zasięg dzia-

łania lampy, będziemy mogli robić pstryknąć fotkę z więk-

szej odległości – podniesienie o 100 ISO daje nam ok. 1 me-

tra odległości od fotografowanego obiektu in plus);

•   korzystając z lampy zewnętrznej możemy precyzyjnie ste-

rować  siłą  błysku  (jedna  z  funkcji  lampy).  Proponuję  ją 

zmniejszyć do -1 EV. Flesz zadziała równie dobrze, ale łagod-

Rysunek 1. 

Kościół w Bargłowie sfotografowany przy użyciu 

flesza

Rysunek 2. 

Prześwietlona twarz Młodej dyskwalifikuje jako-

ściowo to zdjęcie

Rysunek 3. 

Rozjaśniliśmy zdjęcie

Rysunek 4. 

Tym miejscom musimy nadać kolor skóry

background image

fotografia cyfrowa

4

niej  (w  większości  kompaktów  też  możemy  sterować  siłą 

błysku z pozycji aparatu!);

•   pamiętajcie o zapasowych akumulatorach – lampy mają nie-

zwykły apetyt na energię. Mniejszy problem jest przy lam-

pach zewnętrznych, które nie wykorzystują akumulatorów 

aparatu lecz własne zasilanie. W przypadku wbudowanych 

lamp możemy się zdziwić, jak drastycznie spada ilość zdjęć 

robionych z fleszem od tych bez.

Fotografując  śluby,  czy  studniówki  nie  wyobrażam  sobie  pra-

cy  bez  lampy  błyskowej.  Nawet  mając  bardzo  jasne  obiektywy 

o stałym świetle stykam się z sytuacjami, gdzie użycie flesza w 

moim mniemaniu jest niezbędne, a co najważniejsze nie wpły-

wa  na  jakość  zdjęcia.  Poniżej  prezentuję  fotografię  wykonaną 

przy użyciu lampy (Grafika 1.). 

Zgodzicie się chyba ze mną, że klimat i ekspozycja zdjęcia 

za bardzo nie ucierpiała. Oczywiście wszystko jest kwestią bar-

dzo  indywidualną  i  to  Wy  sami  powinniście  ocenić,  czy  w  da-

nym  momencie  użyć  flesza,  czy  nie.  Moim  zdaniem  fotografu-

jąc reportersko nie powinniśmy wyłączać lampy. Co innego, gdy 

mamy czas na kombinowanie z ustawami, użycie statywu bądź 

monopoda, wreszcie, gdy chcemy skupić się na jednym ujęciu w 

różnych wariantach ekspozycyjnych.

W jakich trybach fotografować z lampą i jakie 

ustawienia stosować?

Pozwólcie,  że  jako  zatwardziały  „canonier”  tę  część  artykułu 

oprę o sprzęt na jakim sam pracuję, czyli np. na aparacie Canon 

30D  i  na  lampie 

Metz  58  AF-1  digital.  Podejrzewam  jednak,  że 

większość podanych tu wskazówek sprawdzi się równie dobrze 

na sprzęcie innych producentów.

Najważniejszy  jest  cel.  Naszym  celem  jest  uzyskanie  po-

prawnie  naświetlonej  fotografii  z  nie  przepalonym  pierwszym 

planem  i  w  miarę  czytelnym  tłem.  Różne  tryby  fotografowania 

oferowane przez aparat mogą zaskoczyć nas różnymi efektami 

końcowymi. Pozwólcie, że skupię się na następujących trybach: 

automatyczny,  półautomatyczny,  preselekcja  czasu,  preselek-

cja przysłony i manualny. 

•  

Tryb automatyczny – tutaj zdajemy się całkowicie na możliwo-

ści  aparatu.  Praktycznie  nie  możemy  nic  poza  kompensacją 

(zmniejszeniem lub zwiększeniem) siły błysku z pozycji lam-

py. Osobiście nie polecam tego trybu. Denerwuje mnie nie tyle 

efekt końcowy, co fakt, że w tym trybie nie mogę zapisać fotek 

jako RAW-ów, a jak już wielokrotnie pisałem - nie uznaję robienia 

zdjęć tylko w JPEG-ach. Ot, takie lekkie skrzywienie.

•  

Tryb półautomatyczny (P) – w tym przypadku lampę „interesu-

je” przede wszystkim obiekt na pierwszym planie. Siła błysku 

jest dość duża. Jeżeli w tym trybie aparat wybierze sobie „ma-

łą dziurę” przysłony to otrzymamy zdjęcie praktycznie bez tła. 

Główny motyw będzie naświetlony poprawnie, ale światło za-

stane  może  zostać  niejako  zlekceważone  przez  aparat.  Efek-

tem  tego  może  być  fotografia  wspomnianej  wcześniej  narze-

czonej, na której postać będzie ok. zaś wokół niej ciemność. Po-

za tym zdjęcie robione lustrzanką w tym trybie wygląda trosz-

kę jak z aparatu kompaktowego – płaskie i plastikowe.

•  

Tryb  preselekcji  przysłony  (Av)  –  jeden  z  dwóch  (według 

mnie)  akceptowalnych  trybów.  Ostatnio  testowałem  ten 

sposób w swoim Canonie i co się okazało? Przy fabrycznych 

ustawieniach aparatu jest tak, że gdy np. wybieram przysło-

nę 4.0, ISO 400, a warunki oświetleniowe są dość kiepskie 

(czytaj:  słabe  światło  zastane),  to  aparat  ustawia  czas  na-

świetlania biorąc pod uwagę właśnie światło zastane i oferu-

je np. czas naświetlenia 1/6 sekundy. I po naciśnięciu spu-

stu  rzeczywiście  tak  robi,  ale  błyska  jednocześnie  lampą. 

Zdaje się być zasadnym pytanie: po co? Ano po to, aby do-

świetlić  pierwszy  plan.  Z  tym,  że  dobrze  naświetlone  zdję-

cie,  jak  nic  będzie  poruszone,  jeżeli  robimy  „z  łapki”.  Czy 

jest szansa, by to zmienić, czyli zadać inny czas (krótszy) 

naświetlania? Jest. Taką możliwość oferuje ustawa jednej z 

Custom  Function  (Funkcji  Użytkownika).  Szkoda  tylko,  że 

Rysunek 5. 

Zaznaczyliśmy miejsce do „przeszczepu”

Rysunek 6. 

Czoło po retuszu

Rysunek 7. 

Twarz bez rozbłysków

Rysunek 8. 

Zdublowana „pomnożona 50-cio procentowo” war-

stwa przyciemniła twarz Młodej

background image

lampa błyskowa

przekleństwo czy błogosławieństwo fotografa?

5

nie możemy sobie ustawić dowolnego czasu, a jedynie ofe-

rowany przez aparat, czyli 1/250 sek. Przy tak krótkim cza-

sie  lampa  błyśnie  dość  mocno,  czego  efektem  może  być 

przy poprawnej ekspozycji dość silnie „wyjadany” pierwszy 

plan kosztem tła. Po cóż więc stosować ten tryb. Otóż uży-

wa się go w momencie słabych warunków oświetleniowych, 

gdzie mniej nas obchodzi tło, a bardziej głębia ostrości foto-

grafowanej sceny (jak Wam wiadomo, zależy ona od stopnia 

otwarcia przysłony – im mocniej otwarta tym głębia mniej-

sza. Zdaję się, że nic nie pokręciłem…).

•  

Tryb preselekcji czasu (TV) – w tym trybie ustawiamy sobie 

czas (1/60 sek. To standard zdjęcia nieporuszonego z lampa 

przy  standardowym  obiektywie),  zaś  aparat  dobiera  przy-

słonę. Lampa pełni rolę dopalacza przedniego planu. W za-

leżności od ilości światła zastanego możemy się z lekka zi-

rytować,  gdy  po  nastawieniu  umyślonego  przez  nas  czasu 

aparat się zbuntuje i zasygnalizuje mrugając cyferką okre-

ślającą  przysłonę,  że  przy  takim  czasie  i  parametrze  ISO 

zdjęcie jest niemożliwe do wykonania. Nie polecam trybu Tv, 

chyba, że ktoś lubi bawić się pokrętłami nastaw. Poza tym 

efekt fotki zbliżony jest do trybu P.

•  

Tryb  manualny  (M)  –  najbliższy  ideałowi.  Sami  określamy 

trzy  najważniejsze  parametry  ekspozycji:  przysłonę,  czas 

oraz  ISO.  Drabinka  nastaw  w  wizjerze  informuje  nas  o  po-

prawności lub nie wybranych ustawień. Aparat w tym przy-

padku  mierzy  światło  zastane  i  dopala  potrzebną  ilością 

światła  z  lampy  przedni  plan.  Obserwując  efekty  na  wy-

świetlaczu możemy korygując jeden z trzech (lub ich kom-

binację) wymienionych czynników ekspozycji doprowadzić 

do  tego,  że  przy  określonych  warunkach  oświetleniowych 

otrzymamy zdjęcie najbardziej nas satysfakcjonujące.

Jak więc zrobić naprawdę dobre zdjęcie w 

kościele?

Pozwólcie,  że  zaproponuję  Wam  następujący  sposób:  załóż-

my, że znajdujemy się w średnio-jasnym, wysokim i dużym ko-

ściele, gdzie mamy światło żarowe (żyrandole i kinkiety), świa-

tło  dzienne  wpadające  przez  okna  (ewentualnie  przez  witraże, 

co jest dużo gorsze, bo temperatura barwowa wariuje jak ama-

tor  grzybków  halucynogennych  po  ich  spożyciu)  oraz  światło 

naszego  flesza.  Nie  ma  siły,  aby  nam  się  udało  przeprowadzić 

poprawny  balans  bieli.  Decydujemy  się  więc  na  automatyczny 

(AWB). Na szczęście ta funkcja w Canonach została dobrze wy-

myślona i dopracowana, zaś ci, którzy robią w RAW-ach zawsze 

potem mogą wprowadzić korektę WB np. w Lightroomie.

Ustawiam  aparat  na  manual  (M),  a  pomiar  światła  na  ma-

trycowy (ta nastawa jest wynikiem moich prób i błędów). Usta-

wiam czułość. Najczęściej używam 500 lub 800, a w ciemnych 

kościołach 1600 ISO. Przysłonę przy stało-świetlnym obiektywie 

(2.8) ustawiam na 3.2. Teraz podnoszę aparat, „lukam” w wizjer 

i kręcąc kółkiem nastaw czasu powoduję, że drabinka ekspozy-

cji widoczna w wizjerze schodzi się w punkcie zero. Czasem jest 

tak, że do poprawnej ekspozycji aparat wymaga ode mnie cza-

su równego np. 1/6 sekundy. Jak mam możliwość użycia staty-

wu lub monopodu nie waham się ani chwili, gdyż wiem, że z ty-

mi  nastawami  przy  dodatkowym  delikatnym  doświetleniu  fle-

szem  planu  pierwszego  otrzymam  ekstra  fotkę.  Flesz  oczywi-

ście błyśnie automatycznie z taką siłą, jaką mu podyktuje apa-

rat. Cóż jednak robić, gdy jedyną możliwością jest „strzał z łap-

ki”. No cóż – coś za coś. Muszę skrócić czas naświetlania kosz-

tem utraty szczegółów drugiego planu. Wtedy zazwyczaj strze-

lam trzy foty: przy 1/60, 1/50 i 1/30. Potem w komputerze oglą-

dam  i  wybieram,  która  jest  optymalna.  Czas  1/30  to  według 

mnie już sport ekstremalny - przynajmniej dla moich starczych 

dłoni - niemniej widziałem zdjęcia mojego przyjaciela Bogusia M. 

robione właśnie przy takiej migawce i otworzyłem dziób ze zdzi-

wienia. Ten facet zamiast rąk ma chyba imadło. 

Możecie  również  regulować  ekspozycje  przez  zwiększe-

nie  ISO  lub  zmniejszenie  przysłony.  Pierwsze  spowoduje  więk-

szą ziarnistość (szczególnie w cieniach) zaś drugie zmniejsze-

nie głębi ostrości.

Niemniej namawiam Was do eksperymentowania w trybie M 

. Jest to optymalny tryb przy fotografowaniu z fleszem scen, w 

których zależy nam zarówno na tle, jak i na pierwszym planie. 

Pamiętajcie: praktyka czyni mistrza, więc nie zniechęcajcie się 

pierwszymi niepowodzeniami, jeśli takowe nastąpią.

A może kilka słów o E-TTL-u II?

Wokół tego pomiaru narosło tyle legend i mitów, że warto przy-

najmniej niektóre z nich wyprostować. Pierwsza bzdura powta-

rzana przez wielu to to, że E-TTL II to funkcja lampy. Nic podob-

nego. E-TTL II to funkcja body aparatu! Koniec, kropka.

Rysunek 9. 

Wyrównanie jasności zdjęcia

Rysunek 10. 

Korekcja za pomocą krzywych

Rysunek 11. 

Oszukaliśmy głębię ostrości

background image

fotografia cyfrowa

6

Co  to  jest  ten  E-TTL  II?  Zaczęło  się  od  systemu  TTL  czy-

li  „through  the  lens”  (w  dosłownym  tłumaczeniu:  „przez  obiek-

tyw”) – chodzi o pomiar światła potrzebnego do poprawnego na-

świetlenia fotografowanej sceny. TTL został bardzo szybko udo-

skonalony  do  E-TTL,  czyli  „evaluative  through  the  lens”  (czy-

li: „ewaluacyjnie przez obiektyw”). Tuż przed otwarciem migaw-

ki w aparacie i podniesieniu lustra E-TTL powoduje wystąpienie 

kilku przebłysków (tak szybkich, że oko ludzkie tego nie widzi), 

które po odbiciu od fotografowanej sceny „przynoszą” informa-

cje z jaką siłą ma błysnąć lampa, aby zdjęcie zostało naświetlo-

ne poprawnie. To dzięki temu siła błysku flesza jest „w sam raz” 

– ani za duża (przepalenie), ani za mała (niedoświetlenie zdję-

cia).  E-TTL  korzysta  przy  pomiarze  światła  z  czujnika  służące-

go  w  aparacie  do  pomiaru  światła  zastanego  i  jest  silnie  zwią-

zany  z  punktem  ustawienia  ostrości  AF.  Całkiem  to  rozsądne, 

ale niedoskonałe, gdyż bardzo często ostrość ustawiamy w zu-

pełnie  innym  punkcie,  a  następnie  przekadrowujemy  scenę, 

gdzie warunki oświetleniowo mogą być zgoła inne niż w mierzo-

nym punkcie AF. I tu właśnie na scenę wchodzi E-TTL II! Dokonuje 

on podwójnego pomiaru. Mierzy zarówno światło w punkcie po-

miaru ostrości, jak również bierze pod uwagę pozostałe punkty 

pomiaru. Niejako „wie” gdzie jest główny, interesujący nas mo-

tyw zdjęcia, a jednocześnie „pilnuje”, aby całość sceny była do-

brze naświetlona przez naszą lampę błyskową. E-TTL II to świet-

ny wynalazek. Sam go dopiero poznaję, więc pozwólcie, że na ra-

zie  zakończę  na  tej  garstce  informacji.  Nie  problem  walnąć  ja-

kąś gafę, a potem nie móc Wam spojrzeć w oczy ze wstydu. Mo-

że kiedyś pokuszę się o szerszy artykuł na temat sposobów po-

miaru światła.

No dobra, a jak lampa prześwietli zdjęcie?

Załóżmy,  że  zrobiliśmy  zdjęcie,  które  w  naszej  ocenie  zostało 

zdyskwalifikowane i odrzucone, ale Młoda upiera się, aby jednak 

je dostać, bo silnie emocjonalnie jest związana z osoba widocz-

ną  obok  niej  na  zdjęciu.  (Rysunek  2.)  Jako,  że  nas  interesuje 

przede wszystkim osoba Panny Młodej i praca nad prześwietle-

niami na jej twarzy, pozwoliłem sobie  zamaskować twarz dru-

giej  osoby  –  raz,  jako  nieistotnej  dla  naszych  rozważań  i  dwa, 

aby być w zgodzie z ochroną praw osób trzecich do publicznej 

publikacji ich wizerunku.

Przystępujemy  do  oceny:  zdjęcie  jest  „za  szare”  a  na  po-

liczkach  i  na  czole  Młodej  widoczne  są  wypalone  „placki”.  To 

tak  z  grubsza.  To  do  roboty.  Wczytujemy  zdjęcie  do  Jej  Wyso-

kości  Photoshopa  i  wywołujemy  na  początek  polecenie:  Menu/

Obrazek/Dopasuj/Poziomy.  Poziom  półcieni  ustawiamy  na  ok. 

1,30 aby rozjaśnić nieco zdjęcie (Grafika 3.)

Teraz zwróćcie uwagę na Rysunku 4. Zaznaczone fragmenty 

musimy przyciemnić i upodobnić do reszty skóry twarzy. Poka-

żę wam jak to zrobić na przykładzie obszaru nr 1. Na początku 

za pomocą Lassa zaznaczamy mniej więcej tej samej wielkości 

obszar w pobliżu miejsca prześwietlonego, obszar, który nie jest 

przepalony. Wtapianie ustawiamy na ok. 20 pikseli. (Rysunek 5.)

Teraz  kopiujemy  zaznaczone  miejsce  wciskając  kombinację 

klawiszy 

Carl+J. Utworzy nam się nowa warstwa zawierająca za-

znaczony fragment. Następnie za pomocą narzędzia Przesunięcie 

(klawisz 

V)  przesuwamy  zdublowany  fragment  zakrywając  prze-

świetlone miejsce. Zmniejszamy krycie warstwy do 75%. Operacja 

plastyczna zakończona. Wyszło całkiem nieźle (Rysunek 6.). 

Teraz  jeszcze  dwukrotnie  powielamy  warstwę  z  łatką  i 

umiejscawiamy  je  na  policzkach  nadmiar  wycierając  gumką  o 

bardzo miękkiej końcówce. Otrzymujemy twarz bez odblasków 

(Rysunek 7.).

Jeśli chodzi o liczko młodej sprawę załatwiliśmy. Teraz do-

brze byłoby poprawić całość fotki. Spłaszczamy więc nasze do-

tychczasowe  dzieło  i  ponownie  korzystając  z  kombinacji  kla-

wiszy 

Carl+J  kopiujemy  warstwę.  Zmieniamy  Styl  warstwy    na 

Mnożenie i schodzimy z jej kryciem do ok. 50%. Otrzymujemy ta-

ki obrazek (Rysunek 8.). 

Następnie dodajemy maskę warstwy i zmieniamy kolor na-

rzędzia na czarny. Za pomocą pędzla z miękką końcówką zama-

lowujemy wszystko oprócz twarzy Panny Młodej. Otrzymujemy 

taki obrazek (Rysunek 9.).

Teraz  czas  na  ostatnie  posunięcia.  Spłaszczamy  obrazek  i 

wywołujemy  Krzywe  przez  skrót 

Carl+M.  Dokonujemy  korekty 

jak na Rysunku 10.

Teraz  musimy  całość  zmiękczyć,  gdyż  głębia  ostrości  na 

tym  zdjęciu  jest  mała  przez  co  Młoda  w  stosunku  do  drugiej 

postaci  jest  zbyt  „rozmyta”.  Spłaszczamy  obrazek.  Powielamy 

warstwę  i  wywołujemy  filtr 

Rozmycie  gaussowskie  z  Menu/

Filtr/Rozmycie/Rozmycie gaussowskie. Ustawiamy rozmycie na 

ok.2,5  promienia.  Klikamy 

Ok.  Następnie  mając  aktywną  war-

stwę rozmytą dodajemy maskę warstwy i za pomocą miękkie-

go  pędzla  (kolor  narzędzia  czarny)  zamalowujemy  wszystko 

oprócz  postaci  Młodej.  Otrzymujemy  co  następuje.  (Rysunek 

11.). Nieprawdaż, że lepiej?

Teraz dobrze byłoby dodać troszkę barw do naszej fotogra-

fii.  Spłaszczamy  fotkę.  Wciskamy 

Carl+B  i  ustawiamy  np.  takie 

wartości (Rysunek 12.): Zatwierdzamy 

Ok. Pozostała nam ostat-

nia rzecz do zrobienia – wyostrzenie. Tu już przy użyciu Maski 

wyostrzającej  (

Menu/Filter/Wyostrzanie/Maska  wyostrzająca) 

kombinujemy suwakami, ale tak żeby nie przedobrzyć. Ja uży-

łem  wartości:  Wartość:100,  Promień:  1,4,  Próg:  4  Suma  suma-

rum otrzymałem ostatecznie takie zdjęcie (Rysunek 13.):

Czy efekt końcowy jest lepszy od pierwowzoru? Myślę, że 

tak. Ale oczywiście to Wy jesteście sędziami. Tradycyjnie w razie 

pytań piszcie śmiało na 

photographus@photographus.pl . Acha! 

Dzięki  za  te  wszystkie  mile  maile.  Pomagają  i  inspirują  do  dal-

szej pracy.  

Rysunek 13. 

Zdjęcie po retuszu

Rysunek 12. 

Balans kolorów pozwala nam zmienić kolorysty-

kę zdjęcia według uznania

o autorze

Andrzej Petelski (Petel)
pokolenie  ’65,  aktor,  dziennikarz  telewizyjny,  ale 
przede  wszystkim  wyznawca  i  czciciel  Photosopa. 
Zafascynowany fotografią cyfrową i możliwościami 
jakie ze sobą niesie. Obecnie kieruje Sekcją Mediów 
Elektronicznych białostockiego Oddziału TVP.