background image

JAK NAPĘDZAĆ SAMOCHÓD ENERGIĄ "PUNKTU ZEROWEGO

1

"? 

Barry Hilton 

W roku 1996 otrzymałem taśmę magnetowidową z nagraniem przedstawiającym 
australijskiego badacza, który twierdził, że jeździł samochodem bez benzyny, wykorzystując 
urządzenie, które wytwarzało z wody wodór lub gaz Browna. Interesując się najnowszymi 
amerykańskimi osiągnięciami w dziedzinie praktycznego wykorzystania gazu jako paliwa 
(ogniwa energetyczne) poszedłem tropem tego interesującego zjawiska i poniżej 
przedstawiam to, co zobaczyłem na taśmie. 

Kopia mojego opracowania trafiła po pewnym czasie w ręce owego wynalazcy, który 
zadzwonił wkrótce do mnie, oznajmiając mi, że niektóre z moich założeń są błędne. Obiecał 
odwiedzić mnie w Melbourne i wyjaśnić wszystko osobiście. Byłem szczęśliwy z możliwości 
uzyskania informacji z pierwszej ręki i wypełnienia luk w mojej wiedzy. Wbrew obawom nie 
doznałem rozczarowania. 

OGNIWO ENERGETYCZNE MARK-I  

Sprawą alternatywnego paliwa Joe “X" zainteresował się po raz pierwszy w roku 1991. 
Wpadł na pomysł napędzania swojego samochodu parą wytwarzaną w zamkniętym, 
nierdzewnym cylindrze, w którym znajdował się perforowany element cylindryczny. Sądził, 
że jeśli do obudowy przyłączy biegun dodatni (+) dwunastowoltowej baterii (akumulatora), a 
do wewnętrznej tuby biegun ujemny (- ), to woda zagotuje się i będzie mógł ją skierować na 
wyjście ogniwa, a następnie wprowadzać do rury dolotowej układu napędowego samochodu. 

Ogniwo paliwowe miało średnicę 4 cali (100 mm) i długość 3 stóp (870 mm). Było wykonane 
z rury z nierdzewnej stali pochodzącej ze starej dojarki. Końce rury były zamknięte 
nakrętkami, z których jedna była wykonana z przezroczystego szkła (do obserwowania 
przepływu mleka w rurze), a druga z przezroczystego perspeksu (pleksiglasu), przez który 
wprowadzono ujemny biegun baterii połączony z wewnętrznym elementem z perforowanej 
stali nierdzewnej. Element ten miał średnicę około 3,5 cala (89 mm) i długość 2 stóp (600 
mm). Element miał perforację w postaci sześciokątnych otworów o przekątnej wynoszącej 8 
mm rozmieszczonych co 12 mm. Rura odprowadzająca była umieszczona w odległości około 
dwóch trzecich długości zewnętrznego cylindra. Miała służyć jako wylot pary. 

 

9 października 1991 roku Joe ustawił całą aparaturę obok samochodu na trawniku przed 
swoim domem na parze drewnianych koziołków (stojaki używane do piłowania drewna). 
Połączył półcalowym, przezroczystym plastikowym wężem ogrodowym otwór wyjściowy 
ogniwa z układem podgrzewania gaźnika samochodu, sądząc, że dostarczy ono gazu 

background image

(mieszanki paliwowo-powietrznej) do układu zasilania. Samochodem, którego użył, był 
Rover V8 3500 SDI z całkowicie hermetycznym, aluminiowym silnikiem wyposażonym w 
bliźniaczy, jednoprzelotowy gaźnik typu Zenith. 

Po przyłączeniu dwunastowoltowej baterii do ogniwa zaobserwował, poprzez wziernik, że 
ogniwo wypełniło się białymi banieczkami, a nad powierzchnię wody wydobywała się biała 
para, która, jak sądził, była parą wodną. Następnie uruchomił silnik (w tym momencie był on 
napędzany benzyną). Silnik przez krótki czas pracował na wolnych obrotach, po czym 
eksperymentator odciął dopływ benzyny, lecz silnik nadal pracował, nawet po opróżnieniu 
komory pływakowej. Ponieważ silnik nie pracował płynnie, Joe przyśpieszył zapłon o około 
80 procent, aby doprowadzić go do płynnej pracy na wolnych obrotach. Następnie pozwolił 
silnikowi pracować przez pewien czas, sądząc, że jest on napędzany parą. Potem, aby 
zatrzymać silnik, odłączył baterię od ogniwa. Ku jego zdziwieniu silnik pracował dalej mimo 
odłączenia go od źródła zasilania! Dopiero po wyłączeniu kluczyka zapłonu udało mu się 
zatrzymać silnik. Odkrył również, że może uruchomić silnik przy pomocy rozrusznika bez 
zasilania benzyną i bez przyłączania baterii do ogniwa! 

Niektórzy czytelnicy z pewnością zorientowali się już, że układ podgrzewania gaźnika nie ma 
żadnego połączenia z układem zasilania w paliwo. W rzeczywistości nie łączy się on z 
jakimkolwiek urządzeniem z wyjątkiem zewnętrznej obudowy gaźnika. 

To odkrycie całkowicie mąci nam w głowach, bowiem żaden gaz o wybuchowych 
właściwościach nie jest dostarczany przez ogniwo paliwowe do układu zasilania. Jedyny gaz, 
jaki dostaje się do silnika, to powietrze. Ponieważ silnik pracuje bez wytwarzanej przez 
gaźnik mieszanki konwencjonalnego paliwa z powietrzem wlatującym do gaźnika, paliwo 
musi pochodzić z innego źródła. Albo Joe'emu udało się sterować silnikiem przy pomocy siły 
woli, albo nieświadomie stworzył sposób na ukierunkowanie “surowej" energii do wykonania 
konkretnej pracy. Joe nigdy nie twierdził, że posiada jakiekolwiek moce nadprzyrodzone, i 
jest równie skonsternowany tym zjawiskiem, jak pozostali, którzy byli świadkami jego 
eksperymentu. Nie ma pojęcia, jakim cudem to działa – wie tylko, że działa. 

Do dzisiaj udało mu się przestroić co najmniej 14 samochodów (jeden z nich bije nawet 
rekordy w zawodach samochodów ciągnikowych). Żaden z przestrojonych przez niego 
samochodów nie posiadał bezpośredniego połączenia między ogniwem i gaźnikiem, z 
wyjątkiem Leylanda (marka samochodu), który został wyposażony w ogniwo o nazwie Mark-
II. 

Wygląda na to, że Joe dobrał się do jakiejś formy energii punktu zerowego (energia ta 
generowana jest przez różnice w “fluoroplazmowej gęstości" kontinuum energetycznego lub 
eteru

2

). Nie wiadomo, w jaki sposób energia gazu przekazywanego do bloku silnika przez 

plastykowy wąż zmieniała chemiczne własności powietrza wchodzącego do gaźnika, tak że 
stawało się ono mieszanką wybuchową. Jeśli tak rzeczywiście było, oznaczałoby to, że to 
najprawdopodobniej azot ulegał jakimś przemianom, w wyniku czego w połączeniu z tlenem i 
resztkami węgla tworzył implozyjną/eksplozyjną mieszankę podobną do nitrogliceryny. Jak 
się wydaje, owe procesy zachodzące w cylindrach to albo implozje, albo eksplozje, albo jedno 
i drugie. Jak na razie to tylko domysły. 

Niedługo potem Joe zmodyfikował swoje ogniwo Mark-I. Zauważył, że mniejsze urządzenie 
jest równie wydajne jak tamto długie, ponadto miało ono tą zaletę, że łatwiej je było 

background image

zamontować w samochodzie. Zredukował jego długość do około 18 cali (457 mm) i 
umieszczał w swoim Roverze w bagażniku lub na podłodze obok kierowcy. 

Następnie pojechał nim ze swojego domu w północnej części Nowej Południowej Walii do 
Melbourne w stanie Wiktoria i z powrotem. Osiągnięcie to jest tak niesamowite, że niemal 
niewiarygodne. Udał się również na pięciodniową wyprawę do Toowoomba w stanie 
Oueensland i z powrotem do domu w Nowej Południowej Walii. W czasie drogi nie miał 
żadnych kłopotów z silnikiem zasilanym wodnym ogniwem swojego pomysłu. 

– Jedyny drobny problem, jaki wystąpił – powiedział Joe – polegał na tym, że zostawiana na 
noc bateria rozładowywała się i trzeba było ją potem ładować, przyłączając do niej 
dwunastowoltową baterię na około trzy minuty. Po takim załadowaniu jest już zdolna do 
napędzania samochodu. 

Joe zauważył również, że zwykły plastykowy wąż łączący baterię z gaźnikiem nie zdaje 
egzaminu – to zagadnienie zostanie omówione w dalszej części artykułu. 

Wyposażony w aluminiowy silnik Rover ma w normalnych warunkach zapłon ustawiony na 
O stopni w zwrotnym położeniu odkorbowym

3

, ale kiedy napędzany jest wyłącznie “Baterią 

Joe'ego" wyprzedzenie musi wynosić 80 stopni. Joe podkreśla, że każdy typ silnika wymaga 
innego ustawienia wyprzedzenia. Może również zaistnieć konieczność regulacji wolnych 
obrotów. Napędzany w ten sposób silnik nie wydziela, jak twierdzi Joe, żadnych szkodliwych 
związków. W czasie całej jazdy wskaźnik temperatury ani razu nie wychylił się poza 
położenie zerowe – silnik, rura wydechowa i chłodnica były zimne. 

Za zgodą Joe'ego nieżyjący już profesor Roń Davis z Uniwersytetu w Newcastle zbadał 
Rovera i ogniwa konstrukcji Joe'ego. Rozwiązał przy okazji problem rozładowywania ogniwa 
przez przyłączenie do niego (kiedy nie jest używane) półtorawoltowej baterii (biegun ujemny 
uziemiony a dodani połączony z obudową ogniwa). Joe zauważył, że w wyniku tego 
połączenia z baterii w ogóle nie jest czerpana energia. Podkreślił ponadto, że pojazd znacznie 
zyskał na mocy, kiedy w czasie prób drogowych do ogniwa przyłączana była na kilka sekund 
owa półtorawoltowa bateria. Jego najnowszej konstrukcji ogniwo nie ulega rozładowaniu w 
czasie postoju w nocy, w związku z czym nie jest już mu potrzebna mała bateria prądu 
stałego. 

OGNIWO ENERGETYCZNE MARK-II  

Kolejne ogniwo Joe'ego różniło się radykalnie od wersji Mark-I. W ogniwie Mark-II 
zastosował on siedem płaskich, okrągłych płytek ustawionych w szeregu. Te wykonane z 
nierdzewnej stali płytki o grubości około 2 mm i średnicy 100 mm zostały umieszczone w 
mającej niewielką długość czarnej, pomarszczonej w harmonijkę rurze (miechu) z polichlorku 
winylu. Aby umożliwić ulatnianie się gazu znad płytek, usunięto około jednej trzeciej 
obwodu tej rury. Następnie całe urządzenie umieszczono wewnątrz złączki w kształcie litery 
“T" (trójniku) o średnicy 120 mm wykonanej z polichlorku winylu. Pojedyncze płytki 
umieszczono w oddzielnych karbach miecha, w wyniku czego zostały one oddzielone od 
siebie przestrzenią rzędu 8 mm. Oba przelotowe końce trójnika zostały zamknięte nakrętkami. 
Stalowe płytki znajdujące się po obu końcach miecha zostały naładowane dodatnio, zaś 
środkowa – ujemnie. Znajdujące między dodatnio i ujemnie naładowanymi płytkami – po 
dwie z każdej strony – dodatkowe płytki nie miały żadnego połączenia ze źródłem 
elektryczności. Joe nazywa te płytki “neutralnymi". 

background image

 

W trakcie eksperymentów Joe wykazał, że do naładowania ogniwa wyposażonego w 
neutralne płytki potrzeba mniejszego natężenia prądu niż w przypadku ogniwa posiadającego 
jedynie katodę i anodę. Mimo zmniejszenia natężenia prądu wyglądało na to, że wytwarzanie 
gazu w ogniwie z neutralnymi płytkami znacznie się poprawiło. Joe odkrył, że najlepsze 
wyniki uzyskuje się przy zastosowaniu ogniwa z dwiema neutralnych płytkami po obu 
stronach katody i dwiema anodami na skraju urządzenia. Joe przetestował to ogniwo w 
samochodzie Leyland P76 V8, który posiada w pełni aluminiowy silnik. W przeciwieństwie 
do Rovera silnik tego samochodu nie jest hemisferycznie zamknięty. W tym przypadku Joe 
połączył wylot ogniwa bezpośrednio z gaźnikiem poprzez hermetycznie dopasowaną 
przykrywkę. 

Ogniwo Mark-II sprawowało się w tym silniku bardzo źle. W czasie testowej jazdy do 
Lismore w roku 1992 Joe zauważył, że przy przyśpieszaniu nakrętka z polichlorku winylu, 
przez którą przechodził gaz/energia, wybrzuszała się na zewnątrz o jeden cal (2,54 cm), a w 
czasie hamowania wracała do normalnego rozmiaru, lecz w związku z nadmiarem 
gazu/energii zawartej w ogniwie pod ciśnieniem, nie można było płynnie regulować 
przyśpieszeń silnika. 

Joe sądzi, że kiedy przyśpieszamy i pobieramy z ogniwa więcej gazu/energii, dochodzi w nim 
do reakcji łańcuchowej, w wyniku której następuje wytworzenie większej ilości gazu/energii, 
co objawia się wzrostem ciśnienia w ogniwie. W trakcie hamowania w ogniwie powstaje 
elektrostatyczne napięcie powierzchniowe. Nadmiar gazu/energii zmagazynowany w ogniwie 
zostaje w wyniku wzrostu ciśnienia przekazany do układu zasilania silnika, przez co nie 
można płynnie regulować prędkości samochodu. 

Joe powiedział, że profesor Davis skonstruował próbne ogniwo w kształcie przypominającym 
samochodowy filtr powietrza umieszczone w cienkiej obudowie z nierdzewnej stali. Kiedy 
poddano je próbom w samochodzie, okazało się, że występują w nim te same problemy co w 
plastykowym ogniwie Joe'ego. Ciśnienie gazu/energii znajdujących się w ogniwie zmieniło 
jego kształt z płaskiego dysku w niemal pełną kulę. To cud, że te ogniwa nie wybuchły! 

Joe uważa, że jeśli chcemy, aby ogniwo pracowało właściwie i nie rozszerzało się, a następnie 
kurczyło, zarówno obudowa ogniwa, jak i przewód łączący je z silnikiem muszą być 

background image

wykonane ze sztywnego, mocnego materiału. Chociaż ogniwo to dostarczyło energii 
potrzebnej do napędu silnika V8, okazało się jednak, że jego eksploatacja może być 
niebezpieczna. 

OGNIWO ENERGETYCZNE MARK-III  

Następnie Joe postanowił użyć koncentrycznych cylindrów wewnątrz pojemnika z grubej 
nierdzewnej stali. Podstawą nowej konstrukcji było ogniwo Mark-II. Ta nowa konstrukcja 
miała łączyć w sobie zalety oryginalnego ogniwa Mark-I oraz korzyści wynikające z 
zastosowania płytek neutralnych. 

Joe zauważył również, że ogniwo ma większą moc, kiedy elektryczne połączenie z katodą 
przechodzi przez dno ogniwa. W tym przypadku pole energetyczne jest generowane wokół 
całej powierzchni cylindrów. Kiedy katoda połączona jest od góry, jedynie górna część 
ogniwa zdaje się być aktywna. 

Ogniwo Mark-III składa się z pięciu koncentrycznych cylindrów. Cylinder środkowy o 
średnicy około l cala (25,4 mm) został podłączony przez dno ogniwa do katody, przy czym 
pręt łączący został odizolowany od zewnętrznej obudowy. Wokół niego umieszczone są 
współśrodkowo trzy neutralne cylindry o średnicach wynoszących odpowiednio 2 (50,8 mm), 
3 (76,2 mm) i 4 cale (101,6 mm) i takiej samej jak on długości. Ścianki cylindrów znajdują 
się w odległości około 0,5 cala (12,7 mm) od siebie. Piąty cylinder to obudowa ogniwa 
wykonana z blachy z nierdzewnej stali o minimalnej grubości 3 mm. Wewnętrzne płytki 
(cylindry) muszą być wykonane tak, aby były dokładnie tej samej długości. Należy zwrócić 
baczną uwagę, aby górne krawędzie wszystkich cylindrów znajdowały się na jednakowym 
poziomie. Górna krawędź anody (zewnętrznej obudowy) musi być stożkowata bądź półkolista 
tak, aby kierować energię do ujścia w jej górnej części. Górne i dolne krawędzie 
wewnętrznych cylindrów nie powinny być umieszczone w odległości mniejszej niż l cal (25,4 
mm) od obudowy stanowiącej anodę, natomiast odległość między nią i najbardziej 
zewnętrznym cylindrem neutralnym może być mniejsza, jednak nie mniejsza niż 0,5 cala 
(12,7 mm) i nie większa niż 2 cale (50,8 mm). Joe twierdzi, że szerokość tej zewnętrznej 
wolnej przestrzeni nie jest istotna, pod warunkiem że nie jest ona zbyt mała. 

Wszystkie cylindry muszą być izolowane przy pomocy najlepszych dostępnych izolatorów, 
tak aby nie wchodziły w reakcję z polami energetycznymi wewnątrz ogniwa. Izolatory 
syntetyczne, wykonane z plastyku, nylonu, teflonu i temu podobnych substancji okazały się 
nieprzydatne, ponieważ po krótkim czasie tworzą się w nich ścieżki przewodzące, co 
prowadzi do krótkiego zwarcia między cylindrami i destrukcji pól energetycznych 
wzbudzonych w wodzie między płytkami. 

background image

 

Sprawdziłem osobiście cały szereg ogniw użytych przez eksperymentatorów, którzy starali się 
powtórzyć doświadczenie Joe'ego. Ogniwa te były używane przez pewien czas i po 
rozmontowaniu okazywało się, że mają głębokie wżery wokół miejsc, w których znajdowały 
się izolatory. 

Joe stosował w swoich ogniwach czarną gumę, jakiej używa się na drogach do zliczania ilości 
samochodów i określania natężenia ruchu. Niestety większość zarządów dróg przeszła już na 
materiały syntetyczne, które nie nadają się do tych ogniw. W zastępstwie wykorzystywał 
korki z czystej gumy używane w laboratoriach oraz korki do naczyń przeznaczonych na 
kwasy. Korki te są wykonane z mocnej gumy (bez dziury w środku służącej do wsuwania 
przez nią do wnętrza naczynia rurek). Izolatory z tego materiału wytrzymywały w czasie 
testów nieprzerwane ładowanie prądem stałym o napięciu 60 wolt przez pięć dób. Nie 
zauważono żadnych wżerów, a sąsiadujące ze sobą płytki nie wykazywały przebicia 
elektrycznego. 

W czasie ładowania wody przeznaczonej do zastosowania w ogniwie samochodowym należy 
zwrócić uwagę, aby osad powstający na powierzchni wody nie osiadał na izolatorach, 
ponieważ po pewnym czasie wytwarza on na ich powierzchni warstwę przewodzącą. Jest to 
jeden z powodów, dla których Joe zdecydował się na zastosowanie osobnego pojemnika do 
ładowania wody. 

W czasie montażu gumowych korków między cylindrami należy umieścić je tak, aby 
powierzchnie zaokrąglone były położone poziomo, zaś powierzchnie płaskie opierały się o 
cylindry. Tego rodzaju rozmieszczenie zapobiega gromadzeniu się osadów między 
zakrzywioną powierzchnią gumy a powierzchnią płytki. 

Joe stosuje minimalną ilość separatorów (izolatorów) koniecznych do utrzymania właściwej 
odległości między płytkami – po trzy izolatory przy górnej krawędzi cylindrów oraz po trzy 

background image

przy dolnej. Każdy z tych gumowych izolatorów powinien być umieszczony w odległości 
około 5 mm od krawędzi cylindra w miejscu oddalonym od następnego o 120 stopni. Większe 
gumowe izolatory utrzymają wszystkie elementy konstrukcji na właściwym miejscu i 
wytrzymają wibracje samochodu. 

Cała sztuka polega na tym, aby jedną gumę (izolator) umieścić najpierw na pierwszym 
cylindrze, a następnie ścisnąć w tym miejscu dwa pierwsze cylindry przy pomocy szczypiec o 
zaokrąglonych końcach, po czym włożyć kolejne gumy. Wstępne zakładanie nie musi być 
szczególnie dokładne, jako że położenie wszystkich trzech gum można skorygować po ich 
włożeniu. Należy jednak koniecznie skorygować ich położenie przed włożeniem kolejnych 
gum między kolejne cylindry. Jeśli tego nie zrobimy, może okazać się, że będziemy musieli 
zacząć całą tę pracę od początku. Po zakończeniu montażu cylindrów i oddzielających je gum 
należy sprawdzić, czy górne krawędzie wszystkich cylindrów znajdują się na tym samym 
poziomie (czy żaden z cylindrów nie wystaje ponad pozostałe). Jeśli ten warunek nie będzie 
spełniony, może okazać się, że czynnik powielający energię może wcale nie docierać do 
niższych płytek (cylindrów) i tym samym obniżyć wydajność ogniwa. 

Właściwe usytuowanie pręta katody umożliwia umieszczenie na nim całego zestawu 
cylindrów za pomocą nakrętki. Jeśli jednak ktoś uważa, że zestaw płytek (cylindrów) wymaga 
dodatkowego zamocowania, może umieścić na dolnej krawędzi zewnętrznego neutralnego 
cylindra trzy dodatkowe gumowe blokady, aby lepiej usztywniały cały ten układ wewnątrz 
obudowy. W otwór wywiercony w dnie obudowy (anody), przez który przechodzi pręt, należy 
wstawić dodatkową warstwę izolacyjną, po czym na oba jego wyloty założyć uszczelki 
izolujące i całość uszczelnić białym marynarskim kitem (Sikaflex). 

Wszystkie metalowe części, z wyjątkiem przewodu przesyłającego energię z ogniwa, 
powinny być wykonane z diamagnetycznej, nierdzewnej stali, jakiej używa się do produkcji 
garnków i naczyń. Najbardziej nadaje się do tego stal o symbolu 316. Przed kupnem trzeba 
sprawdzić, czy stal ma własności paramagnetyczne. Nie może ona przyciągać ferrytowego 
magnesu ani odchylać, nawet odrobinę, igły kompasu. W przeciwnym razie kupując ją 
zmarnujemy czas i pieniądze. Wszystkie stale nierdzewne wykazują pewne własności 
magnetyczne w obecności neodymowych magnesów. 

Nie mam pewności, do jakich samochodów były montowane ogniwa z trzema obojętnymi 
elektrycznie płytkami (cylindrami) ani jak się sprawowały. Od Joe'ego wiem, że w ciągu 
ostatnich kilku lat dokonał on udanych przeróbek wielu popularnych samochodów, w tym 
Fordów i Holdenów. Po próbach z Leylandem eksperymentował ze sztywnymi przewodami 
przesyłającymi energię z ogniwa do gaźnika wykonanymi z materiałów o dużej 
wytrzymałości. Zrezygnował również z prób przyłączania ogniwa do rury dolotowej silnika 
na rzecz łączenia go z hermetyczną obudową gaźnika. Ponieważ nadal istnieje 
niebezpieczeństwo nadmiernego wzrostu ciśnienia w ogniwie, Joe twierdzi, że najlepiej jest 
wsunąć przewód w otwór w obudowie gaźnika bez uszczelnienia go. 

We wczesnej fazie doświadczeń Joe zamienił przezroczysty plastykowy przewód łączący 
ogniwo z gaźnikiem na przewód miedziany, lecz jak się okazało, miedź w pobliżu ogniwa 
ulegała korozji. Ostatecznie zdecydował się na przewód aluminiowy o średnicy trzech 
czwartych cala (19,04 mm). Przewód jest wkręcany do wylotu w górnej części ogniwa (złącze 
gwintowane metal-metal). Na drugi koniec przewodu zakładana jest rurka z dobrej 
jakościowo gumy o długości około 4 cali (100 mm), która łączy się bezpośrednio z obudową 
gaźnika. 

background image

Według Joe'ego najlepszym materiałem na przewód przesyłający energię z ogniwa jest 
aluminium, ponieważ wykonany z tego materiału przewód nie koroduje w wyniku 
oddziaływania ogniwa. Gumowa rurka znajdująca się na końcu przewodu izoluje ogniwo od 
masy samochodu. 

Joe twierdzi, że mimo iż ogniwo nie posiada elektrycznego połączenia z baterią (nie 
zamknięty obwód), jego obudowa ma ładunek dodatni i połączenie jej bezpośrednim 
metalowym łączem z masą samochodu powoduje jego rozładowanie. Po takim rozładowaniu 
musi być ono oczyszczone, napełnione nową, naładowaną wodą lub naładowane przez 
baterię, chociaż samo doładowanie może nie wystarczyć. Joe nie zaleca obecnie 
doładowywania ogniwa z baterii, ponieważ ogniwo może ulec zanieczyszczeniu i przestać 
działać, dopóki się go nie oczyści i nie naładuje ponownie. Ogniwo Mark-I, które było 
ładowane przez baterię/akumulator samochodowy, składało się tylko z jednej anody i jednej 
katody. Nie było w nim płytek neutralnych ani separatorów (izolatorów), które mogłyby być 
przyczyną problemów wywoływanych przez zanieczyszczenia lub krótkie zwarcia. 

Z uwagi na to, że przewód, którym płynie energia, ma ładunek dodatni należy zwrócić baczną 
uwagę, aby nie przebiegał on w pobliżu innych generatorów pola, takich jak cewka, styki, 
alternator czy przewody wysokiego napięcia. Przewód ten musi być również dobrze 
odizolowany od masy samochodu. 

Joe zaleca, aby ogniwo umieszczać na podłodze obok kierowcy (w tym przypadku pręt 
katody powinien być połączony z masą samochodu) albo w bagażniku z dala o wszelkich 
elektrycznych przewodów. Jeśli ogniwo umieścimy w bagażniku, wówczas przewód 
przesyłający energię należy zaizolować na całej jego długości przy pomocy plastykowej 
koszulki, aby uniemożliwić mu kontakt z ujemnie naładowaną masą. Jeśli ogniwo umieścimy 
obok kierowcy, wówczas przewód ten należy przeprowadzić przez otwór w ognioodpornej 
ściance zabezpieczając go odpowiednim, gumowym pierścieniem izolacyjnym. 

W wyniku eksperymentów Joe odkrył, że ogniwo z dwiema płytkami neutralnymi działa 
równie wydajnie jak ogniwo z trzema, a być może nawet lepiej. Jednak ogniwo z dwiema 
płytkami neutralnymi wymaga wstępnego ładowania wody w innym ogniwie, które służy 
tylko do tego celu. Joe stwierdził, że jeśli woda jest poddawana wstępnemu ładowaniu w 
oddzielnych pojemnikach, wówczas cały proces przebiega znacznie sprawniej niż podczas 
ładowania ogniwa z baterii/akumulatora samochodowego i właśnie z tego powodu ostatnio 
stosuje wyłącznie ogniwa z dwiema płytkami neutralnymi. 

Od wydawcy:  

Dodatkowe szczegóły na ten temat znaleźć można w czterdziestostronicowej broszurze 
Barry'ego Hiltona The Joe Phenomenon: How to Run Your Car on Zero Point Energy 
(Zjawisko Joe'ego, czyli jak jeździć samochodem napędzanym energią punktu zerowego}. 
Książkę można zmówić pod adresem: NuTech 2000, P.O. Box 255, lvanhoe, Vic. 3079, 
Australia; tel./fax +61 (0)3 94572814; e-mail: nutech@arc.net.au; cena 41 dolarów 
amerykańskich w przypadku zamówień spoza Australii (płatne przekazem pocztowym lub 
przy pomocy karty kredytowej). 

Przypisy:  

background image

1. Chodzi tu o niezbywalną energię, którą posiada każde ciało w temperaturze zera 
absolutnego. – Przyp. tłum. 

2. Chodzi tu o hipotetyczną substancję/energię wypełniającą próżnię będącą nośnikiem fal 
elektromagnetycznych. – Przyp. Red. 

3. Top dead centre; w skrócie TDC.