background image

 

Uwaga: artykuł jest skanowany (bez przypisów) z czasopisma: Ethos 56(2001), s 15 nn. 

 
 

Giovanni Reale   
 
Mądrość antyczna lekarstwem 

na zło nękające współczesnego człowieka 
 
 
 

I.

 

 Na czym polega wielkie zło nękające współczesnego człowieka? 

 
Mój wykład jest w pewnym sensie syntetycznym ujęciem refleksji, jakie dojrzewały we mnie w 

trakcie badań nad myślą starożytną, wyrażonych zwłaszcza w mojej Historii filozofii starożytnej, a także 
nad  myślą  nowożytną  i  współczesną  w  trakcie  prac  nad  dziełem  Myśl  Zachodu,  które  pisałem  we 
współpracy z Dario Antiseri. Pozwala mi to spojrzeć całościowo na problemy, o których będę mówił.  

Wszelkie  duchowe  bolączki,  które  trapią  świat  współczesny,  mają  jedno  źródło:  jest  nim  to,  co 

pod  koniec  XIX  wieku  Nietzsche  określił  terminem:  „nihilizmu".  Nietzsche  był  przekonany,  że  słowem 
„nihilizm"  opisuje  nie  tyle  przede  wszystkim  klimat  kulturowy  i  stan  doktryny  swego  wieku  (XIX),  ile 
raczej  przewiduje  kształt  dziejów  wieku,  który  nadchodził  (wieku  XX),  czy  nawet  „dwóch  najbliższych 
wieków" (Wyrażenie Nietzschego z 1882, z trzeciej księgi Gaia scienz).  

Gdy  idzie  o  wiek  XX,  to  Nietzsche  okazał  się  prorokiem  złowrogim,  ale  bezwzględnie 

prawdomównym.  Można  mieć  tylko  nadzieję,  że  jego  przewidywania  nie  sprawdzą  się  także  w 
odniesieniu  do  wieku  XXI;  i  wszystko  jednak  wskazuje  na  to,  że  nadzieja  ta  opiera  się  na  wątłych 
fundamentach. 

Istotę nihilizmu Nietzsche streścił w kilku zdaniach. Pierwsze jest bardzo znane i brzmi tak: „Bóg 

umarł, i  to  myśmy go zabili". Należy jednak od razu sprecyzować, że  ogłoszenie „śmierci Boga"  nie jest 
wyrazem  ateizmu  w  zwykłym  rozumieniu  tego  słowa,  ale  -  jak  to  bardzo  dobrze  wyjaśnił  w  jednym  ze 
swych  mistrzowskich  studiów  Heidegger  -oznacza  odrzucenie  wszystkich  wartości,  w  jakie  wierzył 
Zachód.  Staje  się  to  zresztą  oczywiste  od  razu,  gdy  tylko  uświadomimy  sobie  fakt,  że  „wartości"  mają 
strukturę hierarchiczną, co powoduje, że po usunięciu ich strukturalnej podstawy ontologicznej (Boga), 
wali się sama ta hierarchia  i tym samym upadają wszystkie  wartości; dobrze to zrozumiał i  wyjaśnił  w 
Micie Syzyfa Albert Camus. 

Status  „nihilizmu"  jest  określony  jeszcze  wyraźniej  i  lepiej    wyartykułowany  w  innych 

stwierdzeniach  Nietzschego:  „Nihilizm  oznacza:  brakuje  celu;  brakuje  odpowiedzi  na  pytanie  dlaczego". 
„Nihilizm oznacza, że najwyższe wartości tracą swoją wartość. Nihilizm zakłada: „że nie istnieje prawda, 
że  nie  ma  żadnej  absolutnej  struktury  rzeczy,  żadnej  rzeczy  w  sobie”.  „To,  że  rzeczy    maja  swoją 
strukturę... jest hipotezą całkowicie zbędną „Nie istnieje zgoła świat prawdziwy". „Nie ma prawdy". 

Kluczowe punkty nihilizmu są więc następujące: a) śmierć Boga; b) zanegowanie zasady i celu; c) 

zanegowanie  wartości,  a  więc  i  ontologicznej  różnicy  między  dobrem  i  złem;  d)  zanegowanie  różnicy 
między prawdą i fałszem; e) zanegowanie ontologicznego ukonstytuowania i struktury rzeczy. 

Konsekwencją  jest  zanegowanie  godności  człowieka  jako  człowieka  (masy  ludzi  są  tylko 

bezkształtnym stadem), a  następnie sformułowanie  teorii  nadczłowieka i gloryfikowanie nadczłowieka, 
co równa się odmówieniu wszelkiej wartości człowiekowi zwyczajnemu. Dobrze znane jest przekonanie 
Nietzschego, że człowiek jest po prostu „zwierzęciem niedokończonym", czyli „niepełnym". 

A  mimo  to  Nietzsche  stawia  człowieka  na  miejscu  Boga,  który  umarł,  i  pisze:  „Dobro  ogółu 

wymaga  porzucenia  jednostki...  Spójrz  jednak,  ogół  taki  nie  istnieje.  W  gruncie  rzeczy  człowiek  utracił 
wiarę w swoją wartość, gdyż nie działa w nim człowiek, który by taką wartość posiadał". I dalej:  

„Nie mamy już absolutnie żadnego Pana nad sobą; dawny świat wartości jest teologiczny - on się 

zawalił. Krótko mówiąc, nic mamy ponad sobą żadnej wyższej instancji: skoro Bóg nie może istnieć, teraz 
my sami jesteśmy Bogiem... Sobie musimy przyznać atrybuty, które przypisywaliśmy Bogu". 

Naturalnie,  „nihilizm"  w  stanic  czystym,  taki,  jaki  opisaliśmy,  pojawia  się  tylko  w  tekstach 

Nietzschego i  filozofów, którzy snuli  refleksje nad  tym  fenomenem. Konkretnie natomiast kryje się  pod 
kuszącymi maskami, buduje wzniosłe mity i roztacza bardzo atrakcyjne obietnice. Wszystko to jednak jest 
jakby śpiewem Homeryckich Syren, którego celem jest wciągnięcie człowieka w otchłań nicości. 

Schematycznie  możemy  wymienić  dziesięć  głównych  masek,  jakie  przywdziewa  nihilizm.  Są  to 

wielkie błędy, a więc jest to wielkie duchowe zło  epoki współczesnej. Błędy te są ze sobą  wewnętrznie 

background image

 

powiązane  i  korzenie  wszystkich  tkwią  w  tym  błędzie,  który  wymieniamy  na  końcu,  to  znaczy  w 
zanegowaniu istnienia jakiejkolwiek rzeczywistości poza rzeczywistością zmysłową. 

1) Pierwszym błędem jest scjentyzm. Jest to owa szczególna, bardzo szeroko rozpowszechniona 

dziś  mentalność,  która  za  „prawdziwe"  uważa  tylko  to,  co  do  czego  można  się  upewnić  i  co  można 
zweryfikować  metodami  i  zabiegami  stosowanymi  w  naukach  szczegółowych  (doświadczenie, 
eksperyment, obliczenia matematyczne). 

2)  Drugim  błędem  jest  ideologizm.  Polega  on  na  sprowadzeniu  prawdy  do  przekonań  władzy 

politycznej  albo  przynajmniej  na  podporządkowaniu  jej  władzy  politycznej.  Prawdą  jest  to,  co  masy 
ludowe mają uważać za prawdę, aby móc sprawować władzę (by utrzymali się przy władzy ci, którzy już 
ją  posiadają  albo  też  władzę  zdobył  opozycja,  która  jej  jeszcze  nie  posiada).  Dla  ideologii  prawda 
obiektywna  nie  istnieje,  albo  (przyjąwszy  nawet,  że  istnieje)  nie  odgrywa  roli  decydującej,  liczy  się 
bowiem  to,  co  za  prawdę  uchodzi.  Prawda  nie  posiada  własnej  siły;  wręcz  przeciwnie:  to  siła  (a  więc 
przemoc) narzuca swoją prawdę. Wielu nie robi nic innego, jak tylko dąży do władzy w przekonaniu, że 
wszystko inne zależy tylko i wyłącznie od samej władzy. 

3)  Trzecim  błędem  jest  praksizm.  Polega  on  na  jednostronnym  i  przesadnym  podkreślaniu 

wartości ludzkiego „działania" i sprowadzeniu  wszelkiej wartości do  praktyki. Rzeczy i natura nie mają 
własnego  statusu  ontologicznego:  ich  sens  sprowadza  się  całkowicie  do  ich  „użyteczności”.  Wielu 
współczesnych ludzi ocenia wartość każdej niemal rzeczy w świetle pytania: „Do czego to służy?". 

4)  Za  czwarty  błąd  trzeba  uznać  wielki  mit  „materialnego  dobrobytu"  stawiany  w  miejsce 

szczęścia  duchowego,  które  uznaje  się  za  chimeryczne  i  nierealne.  Jeszcze  przed  kilku  laty  ludzie 
(zwłaszcza  w  Europie)  starali  się  wręcz  unikać  słowa  „szczęście",  gdyż  uważali  je  za  wyrażenie 
określające  coś,  co  jest  czystym  mitem.  Szczęście  należy  sprowadzić  do  „dobrobytu"  polegającego  na 
wytwarzaniu  coraz  więcej  rzeczy,  aby  mieć  do  dyspozycji  coraz  większą  ilość  rzeczy  materialnych,  z 
których  można  korzystać.  „Polityczny"  wymiar  dobrobytu  polegać  by  miał  zatem  na  społecznym 
włączeniu  możliwie  największej  liczby  osób  do  korzystania  z  możliwie  największej  ilości  dostępnych 
dóbr materialnych. 

5) Piątym błędem jest systemowe uznanie przemocy za uprzywilejowaną metodę rozwiązywania 

ludzkich  problemów.  Przemoc  ta  do  dawnego  systemu  wojen  dołączyła  i  wysunęła  na  pierwszy  plan 
„walkę  klas",  a  ona  stopniowo  wytworzyła  liczne  formy  walk  i  przeciwieństw:  mężczyzna  -  kobieta, 
rodzice - dzieci, starzy - młodzi, i tak dalej. 

6) Na szóstym miejscu trzeba umieścić zapomnienie o  „pięknie". Nihilizm  bowiem  w radykalny 

sposób odrzucił ontologiczną wartość piękna. Wystarczy wspomnieć o licznych kierunkach w malarstwie, 
rzeźbie, muzyce, architekturze i literaturze XX wieku. Wiadomo, że nowoczesne i współczesne malarstwo 
zdecydowane znaczenie przypisuje formie, a nie treści przedstawień. Nastąpiło więc rozproszenie piękna 
w pozbawionych treści formach abstrakcyjnych, które często same zostają poddane złożonym zabiegom 
„deformacji".  Równie  często  przyjęły  się  postawy  przeciwne,  które  uwypuklają  treści  chaotyczne  i 
bezkształtne,  kreowane  najczęściej  celem  wywołania  prowokacji.  To  samo  miało  miejsce  również  w 
rzeźbie,  w  znacznym  stopniu  także  w  muzyce,  a  nawet  w  literaturze.  Publiczność,  której  bliskie  są  te 
formy  nowoczesnej  sztuki,  tworzy  coraz  to  węższe,  niemal  ezoteryczne  kręgi.  Precyzyjnie  ujął  to 
Frossard:  „Wydaje  się,  że  sztuka  nowoczesna  faktycznie  jest  nie  sztuką  dekadencji,  lecz  wprost 
przeciwnie,  sztuką  pierwotną,  która  rozsadza,  rozkłada  formy  i  rozciera  barwy  jakiejś  przyszłej  wizji 
świata, o którym nie ma jeszcze najmniejszego pojęcia". 

7)  Siódmym  błędem  jest  zapomnienie  o  miłości.  Oto  jak  Nietzsche  próbował  ją  unicestwić: 

„Miłość jest subtelnym pasożytem, jest niebezpiecznym i niegrzecznym zagnieżdżeniem się jednej duszy 
winnej  duszy  -  niekiedy  także  w  ciele...  -  niestety  -  kosztem  gospodarza".  Obecnie  jest  jeszcze  gorzej. 
Media propagowały i wychwalały miłość (eros) jako antidotum na „zło cywilizacji". Uformował się jednak 
niebezpieczny  krąg:  okazało  się,  że  to,  co  było  proponowane  jako  lekarstwo,  zawiera  w  sobie  subtelne 
zagrożenie  ukryte  w  najskrytszych  zakamarkach  samej  miłości  erotycznej.  Edgar  Morin  pisze:  „Dawna 
śmierć, odsunięta dzięki medycynie i higienie, z nieznaną dotąd zjadliwością zaatakowała seks, o którym 
myśleliśmy,  że  uczyniliśmy  go  aseptycznym,  i  jak  miecz  Demoklesa  unosi  się  nad  każdym  stosunkiem 
seksualnym". 

8) Ósmy błąd tkwi w zredukowaniu człowieka do jednego tylko wymiaru: do tego wymiaru, który 

pozostaje,  jeżeli  się  zaneguje  istnienie  innego  wymiaru  niż  wymiar  zmysłowy.  Jest  to  obraz  człowieka 
zamkniętego w tych wymiarach, jakie wyznaczają mu swymi jednostronnymi ujęciami nauki szczegółowe. 
Człowiek, zredukowany do pionka w ideologiczno-politycznej grze, do zwykłego narzędzia produkcji, do 
ogniwa  w  łańcuchu,  który  stwarza  dynamika  wytwarzania  i  konsumowania,  do  podmiotu  i  przedmiotu 
dialektyki  siły  i  przemocy,  staje  się  jakby  elementem  emblematycznej  taśmy  montażowej.  Z  tej 
perspektywy zdanie „człowiek jest celem" traci jakikolwiek sens, jako że sensu nabiera zdanie przeciwne: 
„człowiek jest środkiem". W społeczeństwach przedchrześcijańskich mówiło się tak o niewolnikach, bo - 

background image

 

jak wyjaśnia Arystoteles - uważano ich za „żywe narzędzia produkcji". Obecnie, z opisanego wyżej punktu 
widzenia, wszyscy ludzie automatycznie spadają do takiej kondycji, wszyscy są (lub grozi im, że się staną) 
narzędziami, to znaczy niewolnikami „systemu" (narzędziami produkowania i konsumowania). 

9) Dziewiąty błąd polega na zapomnieniu o „celu". Wspomnieliśmy już, że zaprzeczenie istnienia 

„celu" w sensie ontologicznym jest jednym 

z  głównych  momentów  samego  nihilizmu.  Z  „kosmosu",  czyli.  z  „porządku",  który  wyznaczają 

określone cele, świat staje się „chaosem". Nietzsche pisał: „Świat bezwzględnie nie jest organizmem, jest 
chaosem". I dalej: „Stawanie się nie ma stanu końcowego, nie ma ujścia w bycie. 

(...) Wartość stawania się jest w każdym momencie taka sama: suma wartości jest równa sobie. 

Innymi słowy mówiąc, nie ma żadnej wartości, ponieważ brakuje czegoś, przy pomocy czego można by je 
mierzyć, i w odniesieniu do czego słowo wartość miałoby sens". Nihilizm ten zaraził obecnie także nauki, 
które  w centrum swoich badań stawiają właśnie chaos.  Laureat nagrody Nobla, Steven  Weinberg,  pisze 
wprost:  „Im  bardziej  świat  rozumiemy,  tym  bardziej  jawi  się  on  jako  bezcelowy".  Świat  jest  ujmowany 
jako  coś,  w  czym  działa  chaos,  a  powstanie  naszego  świata  traktuje  się  jako  wydarzenie  czysto 
przypadkowe. 

10) Dziesiątym i największym ze wszystkich złem jest materializm polegający na ontologicznym 

sprowadzeniu wszystkich przejawów bytu do wymiaru rzeczywistości fizycznej: wszystko, co istnieje, jest 
albo rzeczywistością fizyczną, albo jej epifenomenem. Zredukowanie człowieka i rzeczy do rzeczywistości 
ekonomicznej jest tylko wyjątkowo wyrafinowanym przypadkiem ogólnego stanu ontologicznego. 

Te  dziesięć  archetypicznych  błędów  można  by  ilustrować  dowolnie  rozbudowaną  gamą 

przykładów  i  do  nich  dałoby  się  sprowadzić  inne  jako  ich  uszczegółowienia,  Pokazują  one  ad 
abundantiam,  że  uznanie,  iż  Bóg  umarł,  to  znaczy  odrzucenie  wartości  transcendentnych  i  prawdy  oraz 
związana  z  tym  próba  postawienia  w  ich  miejsce  samego  człowieka,  pociąga  za  sobą  nie  wywyższenie 
człowieka  (jak  błędnie  mniemano),  ale  jego  destrukcję.  Dziś  bardzo  wyraźnie  widać  duszność  tego,  co 
twierdził ponad pięćdziesiąt lat temu Henri de Lubac: „Nie jest prawdą - a wydaje się, że tak czasami chce 
się  powiedzieć  -  że  człowiek  nie  może  zorganizować  ziemi  bez  Boga,  ale  ostatecznie  nie  może  on  jej 
zorganizować  inaczej,  jak  tylko  i  wyłącznie  przeciw  człowiekowi.  „Humanizm  ekskluzywny  jest 
humanizmem  nieludzkim".  I  dalej:  „Ziemia  bez  Boga  mogłaby  przestać  być  chaosem  tylko  stając  się 
więzieniem".  

Czy  błędy  te  są  nieuleczalne?  Czy  też  istnieją  może  „lekarstwa",  o  ograniczonym  wprawdzie 

zasięgu, ale mimo to skuteczne? 

Lekarstwa na pewno istnieją i nawet można je dokładnie wskazać; trudno je jednak zastosować. 

Opisane  błędy  ujawniają  w  istocie:  a)  wyjałowienie  i  radykalne  ograniczenie  możliwości  rozumu 
uwięzionego w wymiarze rzeczywistości fizycznej; b) utratę sensu i znaczenia wiary.  

W tym eseju zajmę się tylko pierwszym punktem, to znaczy tym, co może powiedzieć rozum jako 

taki,  bez  odwoływania  się  do  wiary  i  spróbuję  pokazać,  że  sama  mądrość  starożytna  zawiera  w  sobie 
mocne  i  skuteczne  antidotum  na  te  dziesięć  bolączek,  albo  -  mówiąc  inaczej  -  pewne  I  możliwe  punkty 
odniesienia dla próby uzdrowienia samego rozumu. 

 

II.

 

Kilka  kluczowych  elementów  mądrości  antycznej  lekarstwem  na  choroby 
współczesnego człowieka. 

 
1. „Filozoficzny rozum" Greków wyzwaniem dla „scjentyzmu" 
Pierwszy ze współczesnych błędów, o którym mówiliśmy wyżej, to znaczy „scjentyzm", powstał 

jako swego rodzaju bezkrytyczne uwielbienie dla nauki. Zapoczątkowany przede wszystkim przez Bacona 
i  Kartezjusza,  stopniowo  z  coraz  większym  rozmachem  zataczał  coraz  szersze  kręgi  na  różnych 
poziomach, a w najnowszych czasach został uznany za niekwestionowany dogmat. 

Wspomnieliśmy wyżej krótko, że polega on na przekonaniu, że jedynym typem rozumu ludzkiego 

jest  „rozum  naukowy",  czyli  typ  rozumu  rozwijany  w  różnych  naukach  szczegółowych  i  przy  pomocy 
właściwych im metod. 

„A  jakiż  to  inny  typ  rozumu  może  jeszcze  istnieć?"  -  zapytuje  współczesny  człowiek,  gdy 

zdziwiony słyszy takie pytanie. 

Zanim przywołamy lekarstwo oferowane przez mądrość antyczną, przytoczmy opis wyników, do 

jakich dochodzi rozum naukowy, opis, jaki z wykwintną ironią francuską formułuje Edgar Morin: „Rozum 
podzielony na dziatki, osobne przedziały, mechanistyczny, redukcjonistyczny, rozbija kompleks świata na 
oddzielone  od  siebie  fragmenty,  dzieli  problemy,  rozłącza  to,  co  jest  złączone,  reorganizuje  to,  co  jest 
wielowymiarowe:  jest  to  rozum  równocześnie  krótkowzroczny,  starowzroczny,  daltoniczny,  jednooki  i 
najczęściej kończy się ślepotą". 

background image

 

Oto precyzyjna odpowiedź, która może przyjść od strony filozofii starożytnej. 
Rzeczywistość,  czyli  byt,  można  rozpatrywać  z  dwóch  bardzo  od  siebie  różnych  punktów 

widzenia:  a)  można  ją  ujmować  w  jej  powszechności,  czyli  rozpatrywać  jako  „całość";  albo  też  b) 
rozważać  rozmaite  jej  sektory  i  różne  „części".  Nauki  nazywają  się  naukami  „szczegółowymi"  właśnie 
dlatego, że rozważają różne części bytu. Inaczej  mówiąc, z definicji za  właściwy sobie przedmiot  badań 
każda przyjmuje część rzeczywistości i w konsekwencji każda stosuje metodę adekwatną do właściwego 
dla  niej  przedmiotu.  I  jest  to  zupełnie  poprawne.  Zdarza  się  jednak  potem,  że  metody  te,  efektywnie 
zastosowane do badania części, zostają rozciągnięte poza owe części i zastosowane do całości, to znaczy 
do Boga, do duszy i do wartości moralnych. Stąd się bierze nieuchronny błąd, gdyż metody, które są tak 
owocnie stosowane do „części", okazują się strukturalnie nieadekwatne, jeśli zastosuje się je do badania 
całości.  Kant,  chcąc  zaaplikować  metody  stosowane  w  matematyce  i  fizyce  do  metafizyki,  zburzył  tę 
ostatnią (przynajmniej taką, jak ją tradycyjnie rozumiano), uznając ją za czysto transcendentalną iluzję, a 
ocalił jedynie  etykę. Potem  jednak, przy zastosowaniu  podobnej metody, obalono także etykę.  W końcu 
także teologia zapłaciła za tego rodzaju mentalność. 

Zanim  przejdziemy  do  wskazania  kolejnego  lekarstwa,  jakie  oferuje  nam  mądrość  antyczna, 

przytoczmy inną pikantną uwagę Morfina: „Nauka nie tylko wyjaśnia: ona jest także ślepa w odniesieniu 
do  siebie  samej  i  jak  biblijne  drzewo  poznania  pośród  swoich  owoców  ma  zarówno  dobro,  jak  i  zło. 
Razem  z  cywilizacją  technika  niesie  nowe  barbarzyństwo,  tak  anonimowe,  jak  i  manipulujące.  Idea 
rozumu  oznacza  nie  tylko  racjonalność  krytyczną,  ale  i  logiczne  bredzenie  o  racjonalizacji,  ślepe  na 
konkretne byty i złożoność rzeczywistości. To, co uważaliśmy za postęp cywilizacyjny, jest równocześnie 
rozwinięciem barbarzyństwa". 

A  oto  lekarstwo,  które  może  przyjść  ze  strony  filozofii  greckiej:  należy  wyróżnić:  a)  rozum 

naukowy,  który  bierze  pod  uwagę  „części"  i  b)  rozum  filozoficzny,  który  próbuje  zmierzyć  się  z 
problemem „całości". Metody stosowane przez pierwszy różnią się od metod stosowanych przez drugi, i 
to  różnią  się  z  racji  strukturalnych.  Dawniej  filozofia  przekraczała  swoje  granice  i  wkraczała  na  tereny 
nauki, degenerując się w filozofizm; obecnie sytuacja uległa odwróceniu i nauka me tylko wkroczyła na 
teren filozofii, lecz także metodycznie ją dusi (w ostatnich latach mówi się nawet o „śmierci filozofii"). 

Kilka przykładów wziętych z nauki greckiej pomoże sprawę wyjaśnić. Arystoteles, który był nie 

tylko wielkim filozofem, ale i wielkim  naukowcem, wyraził to pojęcie w sposób  paradygmatyczny: „Jest 
taka  wiedza,  która  rozważa  byt  jako  byt  (=  całość)  oraz  to,  co  przysługuje  mu  w  sposób  istotny.  I  nie 
utożsamia  się  ona  z  żadną  z  tak  zwanych  nauk  szczegółowych.  Żadna  inna  bowiem  poza  nią  nie 
rozpatruje  w  ogólności  bytu  jako  bytu,  lecz  wyodrębniając  jakąś  jego  dziedzinę,  rozważa  to,  co 
przysługuje mu w danym aspekcie". 

Właściwie  nie  ma  nawet  potrzeby  przypominać,  że  istnieje  nie  tylko  całość  ontologiczna,  ale  i 

całość  antropologiczna.  Kiedy  Sokrates  mówił,  że  zamierza  sprowadzić  filozofię  z  nieba  na  ziemię, 
bynajmniej nie j zamierzał przesunąć swojej uwagi z „całości" na „część" w sprecyzowanym wyżej sensie, 
lecz  zamierzał  po  prostu  inaczej  postawić  problem  całości.  Filozofowie  przyrody  próbowali  wyjaśnić 
całość  kosmologiczną  poprzez  wskazanie  zasad  kosmo-ontologicznych  wszystkich  rzeczy  (to  znaczy 
zasadę  boską  lub  zasady  boskie,  z  których  biorą  się  wszystkie  rzeczy);  Sokrates  natomiast  zamierzał 
wyjaśnić  całość  antropologiczną,  to  znaczy  wszystkie  sprawy  związane  z  człowiekiem  i  z  jego  życiem, 
wyprowadzając je w sposób systematyczny z jednej zasady (badając je właśnie w aspekcie całości). W ten 
sposób  doszedł  do  stwierdzenia,  że  istotą  człowieka  jest  dusza  (dusza  rozumiana  jako  inteligencja,  to 
znaczy  jako  zdolność  poznawania  chcenia)  i  z  tego  punktu  widzenia  ujmował  prawdziwy  sens  życia. 
Dlatego  dociekania  Sokratesa  nie  mają  nic  wspólnego  z  wszystkimi  innymi  „naukami  szczegółowymi" 
dotyczącymi człowieka (takimi naukami były w starożytności na przykład medycyna i gimnastyka). Nauki 
te  zajmują  się  właśnie  tylko  częściami,  to  znaczy  szczegółowymi  aspektami  człowieka,  a  nie  całością 
człowieka  w  określonym  wyżej  znaczeniu.  A  po  ukonstytuowaniu  się  wielu  nauk  zajmujących  się 
człowiekiem pod koniec XIX, a zwłaszcza w XX wieku (socjologia, psychologia itp.), przykłady można by 
mnożyć.  Wszystkie  te  nauki  strukturalnie  ignorują  właśnie  ową  całość  człowieka,  która  interesowała 
Sokratesa,  a  która  i  dziś  jeszcze  pozostaje  szczególnym  przedmiotem,  specyficznym  dla  filozofii 
człowieka. 

Podsumujmy:  Grecy  wskazują  nam  sposób  ustrzeżenia  się  przed  scjentyzmem  poprzez  ścisłe 

odróżnienie  dwóch  poziomów  badań:  poziomu  „rozumu  naukowego",  który  bada  „części"  (płaszczyzna 
nauk  szczegółowych)  i  poziomu  „rozumu  filozoficzno-metafizycznego",  który  usiłuje  zmierzyć  się  z 
problemem „całości" (płaszczyzna, na której znajduje się filozofia, teologia i etyka), i wyjaśnienie, że jest 
poważnym błędem uznawać, iż to, co jest miarodajne dla części, eo ipso jest takie także w odniesieniu do 
całości. 

2.  Właściwe  dla  mądrości  antycznej  rozumienie  „prawdy"  jako  wyzwanie  dla  współczesnej 

ideologii 

background image

 

Ideologia  w swej specyficznej postaci zrodziła się z  kryzysu heglizmu, przede wszystkim dzięki 

Marksowi, który podał też jej paradygmatyczną definicję. Zwłaszcza nurty myślowe czerpiące inspirację z 
marksizmu są odpowiedzialne za to, że próbowały wszystko przekształcić w ideologię i nawet przeszłość 
człowieka  odczytywać  według  tego  klucza.  Logika  stojąca  u  podstaw  tego  przekształcenia  ideologii  w 
skrajny ideologum, który dziś jeszcze dominuje w myśli europejskiej, jest zupełnie jasna: gdy raz zaneguje 
się obiektywność prawdy i jej absolutny charakter - jak o tym wspomnieliśmy wyżej - wówczas prawda 
staje się czymś, czym można dowolnie manipulować, nie posiada bowiem swej mocy i dlatego można ją 
modyfikować, proponować siłą czy wręcz narzucać przemocą. 

Alei  w  tym  punkcie  Grecy  byli  bardzo  dalekowzroczni.  Prawdę  oznacza  greckie  słowo  aletheia 

(termin złożony z alfa privativum i lanthano), które znaczy: „ta, która nie jest ukryta", a więc oznacza coś, 
co  samo  przez  się  zawsze  można  zobaczyć.  Arystoteles  i  Teofrast,  chcąc  pokazać, że  trudności,  na  jakie 
ludzie  natrafiają  w  związku  z  prawdą,  leżą  nie  w  niej,  ale  w  nas,  odwołują  się  do  bardzo  pięknego 
porównania: nasz umysł podobny jest do oczu nietoperzy, które nie widzą, kiedy jest jasno. Prawda jest 
właśnie  światłem,  którym  jesteśmy  zawsze  otoczeni  i  opasani,  a  nie  widzimy  go,  ponieważ  ono  nas 
oślepia. 

Chciałbym  jednak  zwrócić  uwagę  na  inny  aspekt,  który  stanowi  potężne  wyzwanie  dla 

współczesnego  ideologizmu,  według  którego  prawda  nie  posiada  mocy  (albo,  że  ma  moc,  którą  można 
zneutralizować  i  złamać  przemocą).  Platon  i  Arystoteles  mówią,  że  prawda  posiada  moc  największą, 
ponieważ  utożsamia  się  z  bytem.  Platon  w  konsekwencji  twierdzi,  że  prawda  ze  swej  natury  jest 
niepodważalna („nie można bowiem zaprzeczyć prawdzie"). Arystoteles zaś dodaje, że prawdy najwyższe 
mają tak wielką moc, że  nawet ten, kto  im zaprzecza (lub próbuje  przeczyć), musi  się nimi posługiwać, 
kiedy  próbuje  je  negować.  To  zaś  znaczy,  że  kto  występuje  przeciw  prawdzie,  zawsze  wychodzi  z  tego 
starcia pokonany; i nawet gdy słowami twierdzi, że zwyciężył, to potem sama rzeczywistość to sprostuje - 
właśnie dlatego, że „prawdzie zaprzeczyć nie można".  

 
3. Odzyskanie greckiej „kontemplacji" jako wyzwanie dla współczesnego praksizmu 
 
Być  może  najżywsze  wyobrażenie  o  złym  stanie  współczesnego  człowieka  daje  dzisiejszy 

praksizm, ponieważ osiągnął stan paroksyzmu. 

Działanie  zdegenerowało  się  w  praksizm,  kiedy  współczesny  człowiek  zanegował 

„kontemplację".  Polemiki  dotyczące  wyższości  życia  aktywnego  nad  kontemplacyjnym  zostały 
zapoczątkowane  w  epoce  humanizmu  i  renesansu.  Bacon  przeniósł  je  na  inną  płaszczyznę  i 
przypieczętował definitywne zwycięstwo działania nad kontemplowaniem twierdząc, że „poznać" znaczy 
tyle, co „móc", gdyż poznanie jest fundamentem przekształcającej rzeczywistość techniki. Celem działań 
człowieka jest wprowadzanie zmian w rzeczach, zapanowanie nad nimi i przekształcenie ich dla własnej 
korzyści.  Często  wprowadza  się  zmiany  i  przeprowadza  reformy  nie  wiedząc  dokładnie  (to  znaczy  nie 
uwzględniając  globalnego  punktu  widzenia),  na  czym  polega  „lepsze",  czy  wręcz  twierdząc,  że  lepsze 
polega właśnie na wprowadzaniu zmian. 

O  efektach  tych  zmian,  które  razem  z  cywilizacją  przyniosły  widoczne  „zło  cywilizacji",  Morin 

mówi  tak:  „W  świecie  rozwiniętym  musimy  dostrzec  zaspokojenie,  radości,  przyjemności,  szczęście,  ale 
też  braki  zaspokojenia,  cierpienia,  frustracje,  obawy  i  brak  szczęścia,  które  różnią  się  wprawdzie  od 
występujących w świecie zacofanym, ale są nie mniej od tamtych realne". 

Otóż w tym wszystkim widać całkowite zapomnienie o „kontemplacyjnym" wymiarze człowieka, 

a  temu  właśnie  wymiarowi  filozofowie  starożytni  przyznawali  bezwzględne  pierwszeństwo.  Już 
presokratykom  przypisuje  się  tezę,  według  której  człowiek  został  powołany  przede  wszystkim  do 
„kontemplacji". Platon na różne sposoby potwierdza, że najwyższym ideałem człowieka jest „ustawiczne 
kontemplowanie całego bytu", zaś Arystoteles proponuje taką organizację państwa idealnego, aby jak naj-
więcej osób mogło jak najdłużej kontemplować. 

Pojęcia  te  dla  ucha  współczesnego  człowieka  brzmią  dość  nieprzyjemnie.  Ale  prawdziwy  sens 

greckiego theorein nie zawsze był rozumiany poprawnie także dlatego, że oddanie go łacińskim słowem 
otium  w  pewnym  sensie  wprowadza  w  błąd,  jako  że  termin  otium  pokrywa  tylko  część  pola 
semantycznego greckiego terminu theorein. Grecka „kontemplacja" bowiem, obok działania o charakterze 
intelektualnym,  strukturalnie  zakłada  także  określoną  postawę  moralną  wobec  życia.  Krótko  mówiąc, 
grecka theoria postuluje nie tylko „widzenie" całości, lecz także postawę moralną i egzystencjalną, która z 
tego widzenia koniecznie wynika. Greckie theorein zawiera w sobie dwa ściśle ze sobą zespolone czynniki, 
to znaczy intelektualny i spekulatywny oraz etyczno-moralno-egzystencjalny. 

Stanie  się  to  zresztą  oczywiste,  jeśli  weźmie  się  pod  uwagę  rzecz  następującą.  Konfrontacja 

człowieka z absolutem i całością powoduje u niego zmianę spojrzenia na te rzeczy, które ludzie zwykle 
sobie  cenią  (bogactwo,  władza  itp.).  Gdy  bowiem  człowiek  kontempluje  całość,  z  konieczności  zmianie 

background image

 

ulegają  wszystkie  zwyczajne  ujęcia  i  właśnie  w  świetle  globalnego  spojrzenia  zmienia  się  znaczenie 
ludzkiego życia i narzuca się nowa hierarchia wartości. 

Krótko  mówiąc,  kontemplacja  całości  i  absolutu,  którym  dla  Platona  jest  Dobro  i  to,  co  boskie, 

pociąga za sobą eo ipso dostosowanie się i upodobnienie do Dobra i do tego, co boskie, a następnie także 
obowiązek zachęcenia innych do takiego naśladowania w tym dokładnie wymiarze, który Grecy nazywali 
„polityką". 

Ten  wymiar  po  grecku  rozumianej  „kontemplacji"  bodaj  najlepiej  wyłania  się  z  Platońskiego 

Fajdrosa. W sławnym dialogu jest mowa o tym, jak dusze w zaświatach, w ślad bogów krążąc wokół nieba, 
docierają na „równinę prawdy" i tam kontemplują czysty byt (idee). Im więcej zdołają kontemplować, tym 
będą  bogatsze  w  energie  duchowe  i  moralne,  kiedy  ponownie  wejdą  w  ciała  i  powrócą  na  ziemię. 
Najlepszymi ludźmi są ci, w których przebywają dusze, które więcej „widziały" i bardziej kontemplowały 
Prawdę. 

Ale najbardziej znamiennym przykładem niezwykłej wagi greckiego theorein jest bez wątpienia 

funkcja kontemplacji w systemie Plotym, gdzie theorein urasta wręcz do rangi działania ontogonicznego, 
czyli  stwórczego.  Plotyn  mówi  bowiem,  że  stwarzanie  jest  owocem  kontemplacji,  że  prawdziwe 
tworzenie  zależy  od  kontemplowania.  Według  Plotyna  nawet  praktyka,  działanie  zmierza  do 
kontemplowania, mimo że o tym nie wie. 

Tak więc Grecy uczą nas, że robienie czegoś i wytwarzanie dotyczą tylko tego, co jest zewnętrzne 

względem człowieka, co go nie „wypełnia", ale - można by powiedzieć - „opróżnia". Problemem jest zatem 
nie „co robić", ale „czym być"; problemem nie jest to, żeby pomnażać (dzięki technice) nasze rzeczy, ale 
żeby  powiększyć  (poprzez  kontemplację)  nasz  byt.  Raz  jeszcze  mówi  Plotyn  „Wzmocnij  więc  samego 
siebie odrzuciwszy wszystko inne: po takim wyrzeczeniu ukaże ci się Wszystko" . 

 
4. Grecka eudaimonia jako wyzwanie dla dobrobytu materialnego 
 
Mentalność  technologiczno-praksystyczna  szczęście  utożsamiła  z  dobrobytem  materialnym. 

Ściśle  mówiąc,  utożsamienie  to,  akceptowane  do  niedawna,  obecnie  się  już  starzeje  i  przynajmniej  w 
pewnej mierze przeżywa kryzys. Nie dlatego, żeby chciano zrezygnować z dobrobytu materialnego, ale z 
tego powodu, że człowiek, doświadczywszy go w niemałym stopniu, odkrył, że dobrobyt bynajmniej nie 
dostarcza  „szczęścia",  jakiego  się  po  nim  spodziewał,  a  w  niektórych  wypadkach  przynosi  wręcz 
„nieszczęście". Technika dała nam do dyspozycji taką obfitość „dóbr" materialnych, jakiej w ciągu dziejów 
człowiek nie tylko nigdy nie posiadał, ale nawet nie przypuszczał, że może posiadać. A mimo to obecnie 
człowiek  czuje  się  bardziej  niż  kiedykolwiek  niezaspokojony.  Co  takiego  się  wydarzyło?  Okazało  się,  że 
obfitość  dóbr  materialnych,  zamiast  wypełnić  człowieka,  duchowo  go  wyjałowiła,  gdyż  podkopała 
spoistość i zwartość jako człowieka. 

Zanim  przywołamy  przesłanie  starożytnych  w  tej  materii,  oddajmy  raz  jeszcze  głos  Morfinowi: 

„Rozwój  ma  dwa  aspekty.  Z  jednej  strony  jest  globalnym  mitem,  według  którego  społeczności 
uprzemysłowione  zmniejszają  występujące  w  nich  skrajne  nierówności  i  dostarczają  indywiduom 
maksimum  szczęścia,  jakiego  może  udzielić  społeczność.  Z  drugiej  strony  jest  koncepcją 
redukcjonistyczną,  według  której  wzrost  ekonomiczny  jest  koniecznym  i  wystarczającym  motorem 
wszelkiego  rodzaju  rozwoju  społecznego,  psychicznego  i  moralnego.  Ta  techniczno-ekonomiczna 
koncepcja pomija ludzkie problemy tożsamości, wspólnoty, solidarności, kultury. I w ten sposób pojęcie 
rozwoju  okazuje  się  bardzo  niedorozwinięte.  Pojęcie  niedorozwoju  jest  ubogim  i  abstrakcyjnym 
produktem  ubogiego  i  abstrakcyjnego  pojęcia  rozwoju.  Związana  ze  ślepą  wiarą  w  niepohamowane 
parcie  do  przodu  postępu,  ślepa  wiara  w  rozwój  pozwoliła  z  jednej  strony  na  wyeliminowanie 
wątpliwości,  a  z  drugiej  na  ukrycie  barbarzyństwa  stosowanego  dla  rozwijania  rozwoju.  [...  ] 
Okrucieństwa rewolucji rozwoju powiększyły tragedie niedorozwoju". 

Ale  i  na  ten  temat  Grecy  mieliby  wiele  do  powiedzenia.  Antyczny  termin  eudaimonia,  który  my 

tłumaczymy jako szczęście, pierwotnie znaczył posiadanie „dobrego demona opiekuńczego", od którego 
zależy  pomyślne  życie.  Jednak  już  w  samych  początkach  filozofia  grecka  zinterioryzowała  to  pojęcie 
poprzez ścisłe związanie go z wewnętrzną naturą człowieka, to znaczy z jego psyche. Już Heraklit mówił, 
że  eudaimonia  nie  leży  w  rzeczach  i  w  dobrobycie  materialnym:  „Gdyby  szczęście  polegało  na 
przyjemnościach ciała, szczęśliwymi należałoby nazwać woły przy żłobie". Z całą jasnością uwyraźnia to 
pojęcie Demokryt: „Szczęście nie mieszka ani w trzodach, ani w złocie, ono ma swoją siedzibę w naszej 
duszy". 

I  takie  właśnie  rozumienie  szczęścia  narzuca  się  wraz z  Sokratesem,  którego  przesłanie  można 

streścić w zdaniu: „Jeżeli chcesz być szczęśliwy, dbaj o duszę". Platon zaś spojrzenie Sokratejskie dopełnia 
pitagorejskim  rozumieniem  szczęścia  jako  „harmonii  duszy",  a  więc  jako  duchowego  uformowania, 

background image

 

wewnętrznego  uporządkowania,  dikaiosynes.  Grecka  arete,  czyli  „cnota"  nie  jest  niczym  innym,  jak 
właśnie tym harmonijnym urzeczywistnieniem duchowej natury człowieka. 

Postawienie  znaku  równości  między  cnotą  i  szczęściem  może  wywołać  zdziwienie  u 

współczesnych, ale dla Greków było czymś oczywistym. Szczęście nie polega na posiadaniu, nie zależy od 
posiadania określonych rzeczy, lecz jest sposobem bycia. Nie dzięki temu, co posiadamy, ale w tym, czym 
jesteśmy, urzeczywistnia się ów harmonijny stan ducha, który czyni nas szczęśliwymi. 

Ale  jest  jeszcze  coś  innego,  co  odkryli  Grecy,  a  co  raz  jeszcze  mogłoby  być  pomocne  dla 

współczesnego  człowieka:  pojęcie  „granicy",  peras.  Współczesna  kultura  przyrzeka  zaspokojenie 
wszystkich  potrzeb,  ale  stosowane  techniki  i  mentalność  oraz  stojący  u  podstaw  klimat  kulturowy, 
zamiast  w  sposób  radykalny  zaspakajać  potrzeby,  paradoksalnie  jeszcze  bardziej  je  mnoży.  Krótko 
mówiąc, same techniki, przy pomocy których potrzeby miały zostać zaspokojone, sprawiają, że potrzeby 
się  jeszcze  bardziej  mnożą  i  stają  się  gwałtowniejsze.  Jest  to  krąg  naprawdę  porażający,  nazwany 
skrótowo „konsumizmem", którego implikacje antropologiczne dopiero od niedawna zaczynają wyraźnie 
się  ukazywać.  Zaspokojenie  wszystkich  potrzeb  nie  spełnia,  ale  zubaża  duchowo  człowieka.  Już  stary 
Heraklit  dostrzegł  rację,  dlaczego  tak  się  dzieje,  kiedy  wypowiedział  zdanie:  „Trudna  jest  walka  z 
pożądaniem, gdyż to, czego ono chce, kupuje kosztem duszy". 

Zaspokojenie  potrzeb  materialnych  dokonuje  się  kosztem  wyjałowienia  duchowego.  Sokrates 

potwierdza  w  sposób  sugestywny,  że  tajemnica  szczęścia  polega  na  wyznaczeniu  granicy  potrzebom  i 
uczynieniu duszy panią nad ciałem i jego potrzebami, czyli na panowaniu nad sobą (enkrateia). Tajemnica 
szczęścia leży w tym: „Nie mieć żadnych potrzeb jest właściwością boskiej istoty, mieć ich jak najmniej - 
największym zbliżeniem do boskiej istoty, ponieważ zaś boska istota jest najwyższą doskonałością, stąd 
wniosek, że im ktoś jest bliżej boskiej istoty, tym bardziej jest doskonały". 

Usiłowanie  niepotrzebowania  niczego,  czyli  uniezależnienie  się  od  innych  i  od  rzeczy,  zdolność 

wyznaczenia  granic  wszystkim  potrzebom,  staje  się  tematem  dominującym  mądrości  epoki 
hellenistycznej i epoki Cesarstwa, wyrażanym w bardzo różnorodnych i pięknych formach. 

Przypomnijmy trzy najbardziej wyraziste i plastyczne przykłady. Diogenes Laertios opowiada, że 

kiedy Diogenes Cynik wygrzewał się  na słońcu w  Kraneionie, nadszedł wielki Aleksander, pan  nad całą 
ziemią  i  powiedział:  „Proś  mię,  o  co  chcesz!".  Diogenes  odpowiedział  na  to:  „Nie  zasłaniaj  mi  słońca". 
Filozof  cynicki  nie  wiedział,  co  miałby  zrobić  z  olbrzymią  władzą  Aleksandra.  Żeby  być  zadowolonym, 
wystarczało mu słońce, a w którym się w tym momencie wygrzewał, które jest elementem jak najbardziej 
naturalnym  i  dostępnym  dla  każdego.  Lub  lepiej,  wystarczało  mu  głębokie  przekonanie  o  ontologicznej 
bezużyteczności wszystkiego, co może dać ludzka władza, jako że szczęście bierze się z naszego wnętrza, 
a nie pochodzi z zewnątrz. 

Epikur  wypracował  nawet  teorię  potrzeb  i  przyjemności  i  sformułował  znaną  naukę,  według 

której trzeba zaspakajać jedynie  potrzeby (a więc i  dbać  o przyjemności) naturalne i konieczne, innych 
natomiast zaspakajać nie należy, ponieważ ze swej natury nie znają granicy, są studniami bez dna i jako 
takie strukturalnie nie mogą być zaspokojone, a nawet wzmagają się akurat wtedy, kiedy się je zaspakaja, 
czyniąc człowieka nieszczęśliwym. Następująca lapidarna maksyma mówi  wszystko: „Nic nie  wystarczy 
temu, komu nie dosyć tego, co wystarczające (= co konieczne). 

Mistyk  Plotyn  jako  najważniejsze  przykazanie  umożliwiające  osiągnięcie  szczęścia  wymienia: 

„Odrzuć wszystko! 

Ale  właśnie  tej  tajemnicy  współczesny  człowiek  nie  zna:  droga,  na  którą  wkroczył,  może  go 

doprowadzić  do  czegoś  dokładnie  przeciwnego  temu,  czego  pragnie:  chcąc  posiadać  coraz  więcej 
ryzykuje, że utraci swój byt i więcej go już nie będzie. 

5.  Głoszona  przez  Sokratesa  rewolucja  bez  przemocy  wyzwaniem  przeciwko  współczesnej 

przemocy 

Człowiek nie może żyć bez rewolucji. Jego dzieje są dosłownie usiane datami różnych rewolucji. 

Rewolucje wyznaczają także etapy życia poszczególnych ludzi. 

Są  jednak  dwa  sposoby  przeprowadzenia  rewolucji:  jeden  dokonuje  się  przy  użyciu  przemocy; 

zapoczątkował  go  Kain,  a  ludzkość  dźwigała  go  zawsze  jako  smutny  spadek.  Współczesny  człowiek 
wydaje się ponad wszystko mieć upodobanie w tego rodzaju rewolucji, jak wieczny, ciągle odradzający się 
Kain. 

A  odradza  się  on  w  najróżniejszych  formach:  pomyślmy  o  dzisiejszych  nacjonalizmach, 

etnocentryzmach czy różnego rodzaju fanatyzmach. Do przemocy stosowanych dawniej, dochodzą dzisiaj 
nowe, związane z systemami opartymi na technologii i biurokracji nowoczesnego społeczeństwa. 

Istnieje  jednak  taki  typ  rewolucji,  która  dokonuje  się  bez  stosowania  przemocy.  Pierwszym 

teoretykiem  tego typu rewolucji był Sokrates. Bronią jego rewolucji bez przemocy  było przekonywanie 
oparte na zdrowym ludzkim rozumie. Prawdziwe zwycięstwo (vincere) nad kimś polega na przekonaniu 

background image

 

go  (convincere).  Sokrates  uważał,  że  obowiązek  przekonywania  ma  zastosowanie  nie  tylko  w  relacjach 
między poszczególnymi ludźmi, lecz także w publicznych relacjach do państwa. Wiadomo, że gdy został 
niesprawiedliwie skazany na śmierć, zaproponowano mu ucieczkę; kategorycznie odrzucił tę możliwość, 
ponieważ uważał, że byłoby to pogwałceniem praw ustanowionych przez państwo. Platon wkłada w jego 
usta  słowa:  „...  robić  masz,  co  ci  każe  ojczyzna  i  państwo,  albo  ją  przekonywać,  co  właściwie  jest 
sprawiedliwe:  ale  gwałtu  zadawać  się  nie  godzi...  »  potwierdza  do  Ksenofont:  „wolał  pozostać  wierny 
prawom i zginąć, ale nie przekraczać ich, aby uratować życie". 

Przemoc  nie  rozwiązuje  problemów,  ale  stwarza  nowe,  najczęściej  jeszcze  je  potęgując. 

„Przekonywanie"  natomiast  może  wygasić  przemoc  i  dokonać  rewolucji  przy  pomocy  broni  rozumu. 
Ludzkość  zna  jeszcze  wznioślejszą  postać  rewolucji  bez  przemocy:  jest  nią  rewolucja  chrześcijańskiej 
miłości  (agape). Jest to jednak rewolucja, której człowiek - odwołując się tylko do swojego logosu -  nie 
byłby  w  stanie  przeprowadzić;  wprowadził  ją  w  życie  tylko  dzięki  objawieniu  Boga,  który  stał  się 
człowiekiem. 

6. W sprawie odzyskania idei piękna jako wartości objawiającej Dobro 
Trzeba  od  razu  wyjaśnić  punkt  kluczowy:  u  artysty  bardziej  niż  uczucia  i  idee,  które  chce  on 

wyrazić, liczy się sposób, w jaki nadaje im formę i je przedstawia, to znaczy sposób, w jaki z chaotycznej 
magmy  uczuć  wydobywa  poetycki  „kosmos",  porządek,  a  następnie  komunikuje  harmonijny  przekaz 
właśnie w wymiarze piękna. 

Tymczasem  wielu  nowożytnych  i  współczesnych  artystów  należących  do  tak  zwanej 

„awangardy"  jest  ofiarami  nihilizmu  i  pozbawiło  sztukę  właściwej  jej  „wartości",  to  znaczy  wartości 
piękna,  a  podporządkowało  ją  innym  wartościom  lub  pseudowartościom.  Chcieli  wyrazić  roszczenia 
społeczne i prometejskie bunty indywiduum. Jednak wartości te są wartościami albo uchodzą za wartości 
psychologiczne i socjopolityczne, i jeżeli nie zostaną wyrażone jako przekazy w wymiarze piękna, to - jak 
już podkreśliłem - są wartościami socjopolitycznymi, a nie są sztuką. 

Jest  jasne,  że  we  wszystkich  tych  przypadkach  paradoks  awangardy  polega  zawsze  na 

podporządkowaniu sztuki jakiejś wartości „przewartościowanej" w sensie nietzscheańskim i uczynieniu z 
niej  służki  woli  władzy,  a  więc  odebraniu  jej  wartości,  czyli  pozbawieniu  jej  autentycznego  statusu 
ontologicznego. W ten sposób sztuka przestaje być prawdziwą sztuką. 

Myśl niezwykle ważną wyraził w tym względzie Platon: piękno jest odzwierciedleniem tego, co 

inteligibilne w tym, co zmysłowe, manifestacją porządku ontologicznego, który przezwycięża nieporządek 
i nad nim panuje, manifestacją harmonii i „słusznej miary". W Fajdrosie mówi wręcz, że piękno jest tą ideą 
ponadzmysłową, która miała szczęście, że może  być postrzegana także  w wymiarze tego, co zmysłowe: 
„Tylko pięknu przypadł los, że może być najwyraźniej widziane i najgoręcej kochane". 

Właśnie  pod  wpływem  inspiracji  Platona  Hans-Georg  Gadamer  dobrze  uwypuklił  właściwe 

pięknu znaczenie hermeneutyczne i odsłaniające prawdę: „Cecha piękna, poprzez którą pośrednio zwraca 
ono  ku  sobie  pragnienie  ludzkiej  duszy,  jest  zakorzeniona  w  samym  bycie.  Ponieważ  byt  jest 
ustrukturyzowany według miary, jest nie tylko tym, czym jest, lecz także ujawnia sobą całość wymierzoną 
i  harmonijną.  Jest  to  właśnie  owa  przynależna  istocie  piękna  zdolność  ujawniania  (aletheia),  o  której 
mówi Platon w Filebie. Piękno jest nie tylko symetrią, ono jest opartym na symetrii samym ujawnieniem 
się, ono ma naturę blasku. Ale roztaczać blask oznacza rzucać blask na coś, jak słońce, a więc ukazywać się 
z kolei w tym, na co pada światło. Piękno ma ten sam sposób bytowania co światło". 

Współczesny  człowiek,  który  przesiąknięty  kulturą  scjentystyczno-technologistyczną  jest 

świadkiem desakralizacji piękna na wszystkich poziomach i zapomnienia o nim w sensie nihilistycznym, 
właśnie  u  Platona  mógłby  zaleźć  drogę  powrotu  do  odczuwania  owego  „dreszczu  metafizycznego",  jaki 
wywołuje piękno, jeśli zostaje ujęte w swej autentyczności. 

7. Platońskie przestanie ku odzyskaniu sensu miłości 
Platon jest na pewno tym myślicielem starożytnym, który w Uczcie i w Fajdrosie napisał o miłości 

najbardziej  wzruszające  teksty.  Uczy  on  bowiem,  jak  w  zakamarkach  Erosa  odnaleźć  światło  tego,  co 
inteligibilne.  Eros  jest  owym  napięciem,  które  od  tego,  co  empiryczne  wznosi  ku  temu,  co 
ponadempiryczne,  owym  niepowstrzymanym  pragnieniem  osiągnięcia  czegoś  absolutnego,  mocą,  która 
duszy przyprawia skrzydła, by mogła powrócić do bogów i być pośród bogów. 

Nie  można  nie  uznać  tego  przesłania  za  najwznioślejszą  interpretację  miłości,  do  jakiej  ludzki 

logos doszedł własnymi siłami: Eros jest ową siłą zdobywającą, która wzbogaca człowieka w wymiarze 
ontologicznym  i  każe  mu  wznosić  się  na  coraz  wyższe  poziomy.  Stworzona  przez  Platona  „drabina 
miłości" jest niezwykłą metaforą, która przyjęła się jako emblematyczny symbo1. I nie bez racji Uczta jest 
dziś  najczęściej  czytanym  dialogiem  Platona.  Czytają  go  zarówno  ci,  którzy  widzą  w  nim  pozytywny 
bodziec,  jak  i  ci,  dla  których  jest  on  ekspresją  mityczną  niemożliwą  do  osiągnięcia,  a  przez  to  jeszcze 
bardziej prowokującą w „pejzażu" roztaczanym przez dzisiejszą kulturę nihilistyczną, która Erosa zakuła 
w twarde okowy. 

background image

 

Gerard  Kruger  (który  był  wielkim  przyjacielem  Gadamera)  słusznie  powiedział:  „Skoro  (u 

Platona) nie ma miłości Boga do ludzi, która jest łaską, miłości, która przekracza dzielącą ich otchłań, to 
tylko  moc  samodzielnego  pragnienia,  demoniczna  miłość  człowieka,  która  pcha  go,  niezaspokojonego, 
poza  wszystkie  rzeczy  ziemskie,  może  doprowadzić  do  Boga  albo  przynajmniej  chcieć  doprowadzić.  W 
„misterium" filozofii Platońskiej miejsce Chrystusa zajmuje Eros pośrednik". 

8. Człowiek o dwu wymiarach 
Kolejny błąd myśli współczesnej polega na tym, że zredukowała ona człowieka do jednego tylko 

wymiaru,  czyli  zagubiwszy  dawny  metafizyczny  sens  człowieka  jako  osoby,  sprowadziła  człowieka  do 
budzącego trwogę zatomizowanego indywiduum. 

Właściwie  nie  potrzeba  nawet  podkreślać,  że  jedyne,  niezwykle  uprzywilejowane  miejsce 

człowieka  w  stosunku  do  wszystkich  innych  stworzeń,  pokazuje  się  w  pełni  dopiero  w  kręgu  nauki 
chrześcijańskiej.  Ale  już  u  Greków  można  spotkać  pewne  naprawdę  niezwykle  ważne  intuicje,  które  na 
różne  sposoby  przedstawiają  człowieka  jako  byt  ukonstytuowany  w  dwóch  wymiarach:  w  wymiarze 
właściwym ciału i w wymiarze właściwym dla duszy. Ciało stanowi wymiar zmysłowy, dusza natomiast 
tworzy wymiar inteligibilny. 

Odkrywcą  człowieka  jako  duszy  był  przede  wszystkim  Sokrates,  a  za  nim  poszła  cała  wielka 

tradycja platońska. Przed Sokratesem uważano, że wystarczy rozebrać człowieka, by zobaczyć go całego: 
tak robiono  w gimnazjach. Sokrates  natomiast uczył, że rozdziewając człowieka z jego szaty, faktycznie 
widzimy nie człowieka, a tylko ciało człowieka; żeby zobaczyć i poznać człowieka, trzeba wydobyć jego 
duszę  i  kontemplować  ją  wcześniej  niż  ciało.  Prawdziwym  człowiekiem  jest  dusza,  ciało  jest  tylko  jej 
„narzędziem". 

Wiadomo, że Platon poszedł dalej tą drogą i po raz pierwszy sformułował teorię nieśmiertelności 

duszy  opartą  na  podstawach  racjonalnych.  Platon  poszedł  jednak  jeszcze  dalej  i  odkrył,  że  prawdziwa 
godność  człowieka  opiera  się  i  realizuje  na  relacji  podobieństwa  duszy  do  Boga  i  tego,  co  boskie: 
najwyższa  doskonałość  człowieka  polega  na  „upodobnieniu  się  do  Boga,  na  ile  to  jest  dla  człowieka 
możliwe". Godność człowieka urzeczywistnia się w pełni, gdy usiłujemy żyć nie na miarę człowieka, ale 
według modelu tego, co boskie, to znaczy próbujemy wprowadzać porządek do nieporządku we własnej 
duszy, a potem u innych i w społeczności. 

9. Refleksje na temat „celu" 
Na  temat  zagadnienia  „celu",  który  -  jak  to  już  powiedzieliśmy  wyżej  -  neguje  także  wielu 

uczonych, można by powiedzieć wiele. Ograniczymy się tylko do sformułowania kilku istotnych uwag. 

W  Timajosie  Platon  pisze:  „Znaleźć  Twórcę  i  Ojca  tego  całego  Wszechświata  jest  wielkim 

przedsięwzięciem. Lecz gdy się Go odkryło, jest niemożliwe objawić go wszystkim. Należy zatem zbadać, 
według którego z dwóch modeli budowniczy świata zbudował go: czy według tego, który jest zawsze tym 
samym,  czy  według  tego,  który  jest  zrodzony.  Jeśli  ten  świat  jest  piękny,  a  jego  konstruktor  jest  dobry, 
jasno  stąd  wynika,  że  patrzył  na  model  wieczny.  [...  ]  Świat  bowiem  jest  rzeczą  najpiękniejszą  spośród 
zrodzonych,  a  jego  budowniczy  jest  najdoskonalszą  z  przyczyn".  Arystoteles  zaś,  a  także  jego  uczeń 
Teofrast, twierdzili, że „natura nie czyni niczego na próżno", przy czym przez „naturę" należy tu rozumieć 
całą „rzeczywistość". 

Znajdujemy  się  naprawdę  na  antypodach  tego,  co  twierdzi  dzisiejsza  nauka,  a  mianowicie,  że 

świat jest efektem zdarzenia czysto przypadkowego, akcydentalnego, które pojawiło się w kręgu czystego 
chaosu. 

Arystoteles  używa  następujących  sformułowań:  „Bóg  i  natura  nie  czynią  niczego  na  próżno"; 

„natura nie czyni niczego bez celu i na próżno"; „natura nie czyni niczego na próżno".  

Kończąc  omawianie  tego  punktu,  chciałbym  przypomnieć,  że  sąd  o  wielkości  obserwowanych 

rzeczy zależy nie tyle od statusu samych tych rzeczy, ile raczej od natury ducha, który wydaje sąd. Inaczej 
mówiąc, nicość dostrzegana w rzeczach zależy od nicości, która zagnieździła się w duszach ludzi. Dobrze 
zrozumiał  to  już  Seneka:  „By  wydawać  sądy  o  rzeczach  wielkich,  koniecznie  trzeba  wielkoduszności;  w 
przeciwnym razie będzie się zdawało, że właśnie ich wadą jest to, co stanowi naszą przywarę. [... ) Chodzi 
nie  tylko  o  to,  co  widzisz,  lecz  w  jaki  sposób  je  oglądasz:  umysł  nasz  nie  jest  zdolny  do  wyraźnego 
widzenia prawdy". 

10. Dziesiąte „wyzwanie" przychodzi od Platona 
Powiedzieliśmy,  że  główny  błąd  współczesnego  człowieka  tkwi  w  materializmie.  Materializm 

może  przyjmować  rozmaite  formy  i  być  formułowany  w  sposób  niezwykle  wyrafinowany.  Ale  raz  na 
zawsze odpowiedział nań Platon wielkim wyzwaniem, które nazwał „drugim żeglowaniem" 

 W  dawnym  języku  marynarskim  „pierwszym  żeglowaniem"  nazywano  płynięcie  pod  pełnymi 

żaglami, a więc wykorzystując silę wiatru. Kiedy jednak wiatr ustawał i następowała morska cisza, trzeba 
było  zabrać  się  za  wiosła  i  poruszać  statek  siłą  mięśni.  Żeglowanie  siłą  mięśni,  a  więc  całym  zapasem 

background image

10 

 

własnych  energii,  nazywano  „drugim  żeglowaniem".  Otóż  pierwsze  żeglowanie  Platon  odbyt  czytając 
dzieła  filozofów  przyrody,  a  więc  mocą  wziętą  z  myśli  tych  filozofów.  Potem  jednak  nastąpiła  morska 
cisza i podróż Platona nagle się zatrzymała wraz z odkryciem, że to wszystko, co jest fizyczne, zmysłowe i 
materialne,  nie  jest  w  stanie  wytłumaczyć  siebie  samo.  Potrzebne  było  coś  więcej,  coś,  czego  to,  co 
zmysłowe  było  jak  gdyby  odbiciem.  I  właśnie  tę  podróż,  która  doprowadziła  go  do  odkrycia  istnienia 
czegoś  ponadzmysłowego,  co  jest  konieczne  i  nieodzowne  dla  wyjaśnienia  tego,  co  zmysłowe,  Platon 
przedstawił  we  wspaniałym  obrazie  „drugiego  żeglowania".  W  rzeczy  samej  nie  było  to  tylko  jego 
własnym żeglowaniem, lecz jest także żeglowaniem, które każdy z nas musi  podjąć, aby wydostać się z 
mielizn materializmu i dotrzeć do horyzontów tego, co inteligibilne. 

Wyjaśnijmy  ten  punkt,  który  jest  najważniejszy  nie  tylko  w  filozofii  Platona,  ale  -  pod  pewnym 

względem - także w całej filozofii. Otóż odkrycie Platońskie można krótko ująć tak: te rzeczy, które ludzie 
(i  filozofowie  przed  nim)  uważają  za  „przyczyny  rzeczy"  i  tak  je  nazywają,  a  są  to  zwykle  przyczyny 
mechaniczne,  fizyczne  i  materialne,  nie  są  „prawdziwymi  przyczynami",  a  tylko  zwykłymi  współ-
przyczynami, zaś przyczyny prawdziwe nie posiadają natury zmysłowej, lecz są natury inteligibilnej. 

Dla  wyjaśnienia  tej  koncepcji  odwołajmy  się  do  dwóch  przykładów.  Co  jest  przyczyną  tego,  że 

Sokrates znajduje się w więzieniu? Wyjaśnienia typu fizyczno-materialistycznego nie są w stanie udzielić 
na  to  żadnej  odpowiedzi.  Sokrates  bowiem  poszedł  do  więzienia  w  konsekwencji  realizowania  swego 
posłannictwa,  a  więc  w  konsekwencji  wyboru  moralnego,  to  jest  ponaglany  nie  przez  „przyczyny" 
fizyczne, a metafizyczne, czyli niematerialne. 

Oto  drugi  przykład.  Spróbujmy  wytłumaczyć,  dlaczego  jakaś  rzecz  jest  piękna.  Filozofowie 

przyrody i materialiści odwołują się do elementów czysto fizycznych, takich jak barwa, kształt i inne tego 
rodzaju. Platon mówi na to, że nie są to „prawdziwe przyczyny", a tylko środki czy współ-przyczyny. To 
obecność „idei" piękna niefizycznego sprawia, że części materialne układają się w sposób odpowiedni i tą 
drogą zmysłowo urzeczywistniają niezmysłową ideę. I tak jest zawsze bez wyjątku. 

W  ten  sposób  Platon  uczył  patrzeć  na  rzeczy  według  nowego  wymiaru.  Oczyma  fizycznymi 

oglądamy  rzeczy  fizyczne,  okiem  intelektu  widzimy  rzeczy  inteligibilne.  Spojrzenie  na  rzeczy  tymi 
nowymi  oczyma  ł.  oznacza  patrzenie  na  każdy  przedmiot  jako  na  obraz  czegoś  wyższego,  jako  na 
osłabione odbicie czegoś, co znajduje się nie w tym świecie. v Każda rzecz ma swoje braki. Materializm 
widzi tylko te braki, spirytualizm natomiast w tych brakach widzi potwierdzenie tego, że rzeczy są tylko 
obrazami innej rzeczywistości. Niedoskonałość jest dowodem istnienia wyższej doskonałości. 

Banalność rzeczy i ich pozbawiona znaczenia codzienność zostają radykalnie przezwyciężone w 

tym  momencie,  w  którym  rzeczy  zostają  ujęte  jako  zmienne  obrazy  Niezmiennego,  jako  rozwinięcie  w 
wymiarze czasu formy, która znajduje się w wymiarze tego, co wieczne. 

 
III. Kilka refleksji końcowych 
Przywołaliśmy  na  początku  tekst  H.  de  Lubaca.  Mimo  że  został  on  napisany  przed  ponad  pół 

wiekiem, okazuje się niezwykle aktualny. Z jednaj strony jawi się jako proroctwo, które obecnie okazuje 
się  w  najwyższym  stopniu  prawdziwe:  humanizm  ateistyczny  okazał  się  antyhumanizmem.  Z  drugiej 
strony  minione  półwiecze  pokazało,  że  druga  część  jego  twierdzenia  funkcjonuje  dokładnie  odwrotnie: 
nie tylko nie możemy dziś powiedzieć, że „człowiek nie może zorganizować ziemi bez Boga", lecz musimy 
stwierdzić, że sprawdzać się zaczyna coś przeciwnego, bo organizowanie ziemi bez Boga coraz wyraźniej 
okazuje się jej dezorganizowaniem, rozwalaniem samej ziemi, uruchomieniem procesów konstruowania, 
którym coraz wyraźniej towarzyszą procesy destrukcji, a te mogą się okazać złem większym niż uzyskane 
dobrodziejstwa.  Tak  samo  odwróceniu  ulega  twierdzenie,  że  ziemia  bez  Boga  mogłaby  dzięki  nauce  i 
technice  przestać  być  chaosem,  choć  stałaby  się  więzieniem;  nauka  i  technika  bez  Boga  przemieniają 
ziemię w przerażające więzienie i równocześnie w budzący grozę chaos (do którego współczesna nauka 
dobudowuje nawet systematycznie teorię). 

Morin  stwierdza:  „Historia  wieku  (XX)  pokazała,  że  chęć  zbudowania  zbawienia  na  ziemi 

doprowadziła  do  zainstalowania  na  niej  piekła.  Nie  powinniśmy  wracać  do  snu  o  zbawieniu  na  ziemi. 
Chcieć świata lepszego, co jest naszym głównym celem, nie znaczy chcieć najlepszego ze światów". 

Przytoczę kilka szczególnie wymownych przykładów, które potwierdzają ad abundantiam to, co 

mówię. 

Morin  właśnie  dla  zilustrowania  dylematu,  w  jakim  znajduje  się  człowiek,  gdy  chce  ustalić,  czy 

pewne wytwory technologiczne przyniosą skutki pozytywne, które przeważą uboczne skutki negatywne, 
czy  też  będzie  odwrotnie,  jako  przykład  przywołuje  samochód  i  stwierdza:  „Samochód  jest 
skrzyżowaniem wad i zalet naszej cywilizacji. Typowy produkt przemysłu, techniki, kapitalizmu, oferuje 
każdemu autonomię w przestrzeni, dające pewność pudło kierowane od środka, upojenie ogromną mocą, 
jaką może uwolnić lekki ruch nogi przyciskającej pedał gazu. Jest niezwykle pożyteczny i równocześnie 
nadzwyczaj  zabawowy,  jest  prawdziwą  zabawką,  jaką  nasza  cywilizacja  daje  dorosłym,  a  także  jest 

background image

11 

 

najpiękniejszą zdobyczą techniki indywidualizmu. Jednocześnie, zwłaszcza w miastach, zbyt intensywny 
ruch wywołuje agresję, powoduje coraz to częstsze korki, aż do całkowitego zablokowania, permanentny 
stres  i  zanieczyszczające  spaliny,  które  niszczą  zdrowie  mieszkańców  Wiadomo,  że  w  wielu  miastach 
trzeba  było  wprowadzić  zakaz  używania  samochodów  w  określone  dni,  i  że  liczba  śmiertelnych  ofiar 
wypadków  samochodowych  w  sobotnie  wieczory  i  w  okresach  wyjazdów  na  wakacje  ciągle  wzrasta. 
Negatywne  skutki  wywołane  przez  samochód  w  końcu  przeważą  pozytywy,  jeżeli  człowiek  nie  będzie 
umiał  zastosować  się  do  dawnej  maksymy  mądrości  greckiej,  to  znaczy  do  reguły  „słusznej  miary"  lub 
„niczego za dużo", a więc nie potrafi wyznaczyć sobie granicy (helleńskie peras) jego używania. 

Podobne  uwagi  formułuje  się  w  związku  z  wybuchem  skutków  o  niezwykłym  znaczeniu  w 

wyniku  używania  nowych  instrumentów  komunikacji  informatycznej.  Paul  Virilio  słusznie  mówił  o 
„bombie  informatycznej".  Słusznie  podkreślał,  że  efektem  tej  „bomby  informatycznej"  jest  oferowanie 
coraz  to  większych  korzyści  płynących  z  możliwości  bezpośredniego  komunikowania  się  i  wielkiej 
skuteczności, ale w parze idzie to, że człowiek coraz bardziej oddala się od miłości i wyczucia dla prawdy, 
czy  wręcz  rezygnuje  z  rozumu.  Badacz  ten  pisze:  „Zaledwie  kilka  wieków  po  uznaniu  -  wraz  z 
Kopernikiem i Galileuszem - że nauka objawia prawdę względną, badania techniczno-naukowe prowadzą 
już  do  zakwestionowania  tej  prawdy  dzięki  nadejściu  wiedzy  cybernetycznej  bardziej  niż  ency-
klopedycznej, która neguje wszelką rzeczywistość obiektywną". I dalej: „Każda rewolucja polityczna jest 
dramatem, natomiast nadchodząca rewolucja techniczna jest prawdopodobnie czymś więcej niż dramat, 
jest tragedią poznania, biblijnym pomieszaniem wiadomości indywidualnych i kolektywnych". I na koniec 
- kiedy już zwrócił uwagę na to, że prędkość większa niż trzeba coraz bardziej zubaża znaczenie i wartość 
działania oraz odsuwa naszą moc działania na rzecz reagowania w tak zwanej interakcji - pisze: „Jest to 
jednak  jeszcze  niczym  w  porównaniu  z  zapoczątkowaniem  niedługo  możliwego  do  zautomatyzowania 
traktowania  poznania',  wygenerowania  amnezji,  która  zajmie  miejsce  ostatniej  realizacji  przemysłu 
zapominania,  ponieważ  zbiór  informacji  analogowych  (audiowizualnych  czy  innego  rodzaju)  ma  być 
zastąpiony niedługo przez dygitalne, zakodowane przez komputer, które zastąpi języki słów i rzeczy". 

To  nas  czeka  w  bezpośredniej  przyszłości.  Ale  już  teraz  na  Zachodzie  karłowacieje  tradycyjna 

kultura  oparta  na  piśmie.  Młodzi  czytają  coraz  mniej  i  piszą  coraz  gorzej.  Tradycyjne  przekazy,  które 
poprzez pismo formowały współczesnego człowieka, są coraz słabiej rozumiane, czego konsekwencje są 
trudne do wyobrażenia. 

Dlaczego  doszliśmy  aż  do  tego  punktu?  Odpowiedź  jest  prosta:  człowiek  w  oparciu  o  naukę  i 

technikę,  rozwinięte  do  granic  możliwości,  może  konstruować  rzeczy  i  panować  nad  nimi,  ale 
równocześnie nie tylko nie potrafił proporcjonalnie  wzrosnąć duchowo, lecz zapomniał o sobie samym. 
Nawet  tak  zwane  „nauki  o  człowieku"  traktują  człowieka  jako  „rzecz",  zagubiły  natomiast  wyczucie  dla 
osoby. 

A  oto  jak  wygląda  obraz  człowieka  propagowany  przez  panującą  dziś  kulturę  scjentystyczno-

techniczną,  kiedy  odrze  się  go  z  rozmaitych  przebrań  i  złoconych  masek,  kiedy  się  ukazuje  w  bladej 
postaci syreny wciągającej w otchłań nicości. 

Wiadomo,  że  z  różnych  stron  dochodzą  głosy,  czy  z  racji  funkcjonalnych  i  z  technologicznego 

punktu  widzenia  bardziej  odpowiednich  do  dzisiejszych  potrzeb  nie  należałoby  eliminować  trupa 
człowieka poprzez kremację i usunięcie prochów, zamiast dawnej ceremonii pogrzebu i wszystkiego, co 
się  z  tym  wiąże,  a  co  nie  odpowiada  wymaganiom  i  dynamice  współczesnego  życia.  Organy  zmarłego 
można by ponownie „wykorzystać", natomiast tego, co z trupa pozostanie, można by się „pozbyć" poprzez 
spalenie. 

Ktoś  trafnie  zauważył,  że  gdy  w  miejsce  starych  wysypisk  śmieci  buduje  się  powoli  spalarnie  i 

gromadzi  posortowane  odpady  celem  ich  powtórnego  przetworzenia,  w  tym  samym  czasie  w  miejsce 
dawnych  grobów  na  cmentarzach  proponuje  się  kremację  („pozbycie  się")  trupów  i  ponowne 
wykorzystanie („recycling") organów. 

Umberto  Galimberti,  włoski  filozof-dziennikarz,  słusznie  zauważa,  że  z  chwilą,  gdy  religijne  i 

filozoficzne obrazy człowieka (człowiek jest obrazem Boga; człowiek jest celem, a nie środkiem) zostały 
niemal całkowicie zniszczone, a człowiek został uznany za rzecz i materię, także śmierć została całkowicie 
pozbawiona  sensu,  a  więc  i  odsunięta,  i  pisze:  „Śmierć,  odarta  z  wartości  religijnych,  metafizycznych  i 
symbolicznych  nie  uwzględnianych  w  scenariuszu  technologicznym,  jawi  się  dziś  z  rysami  bardziej 
pozbawionymi  ozdób,  bardziej  naga,  pozbawiona  znaczenia,  jakby  odpad  produkcyjny  życia, 
bezużyteczna  pozostałość,  absolutnie  obca  w  świecie  szalonym  i  zabieganym  nie  w  celu  osiągnięcia 
prawdziwego  czy  domniemanego  celu,  jak  to  było  w  spojrzeniu  religijnym  i  humanistycznym,  ale  dla 
żadnego  innego  celu  jak  tylko  dla  wypędzenia  śmierci  poprzez  jej  odizolowanie,  oddzielenie,  ukrycie  w 
śmietnisku odpadów, w próżni zapomnienia". 

background image

12 

 

Podobnie  twierdzi  Edgar  Morin:  „Współczesna  tragedia  rozgrywa  się  jako  ucieczka  przed 

tragedią.  To  wysiłki  zmierzające  do  zapomnienia  o  śmierci  nakładają  się  na  tragedię  śmierci  i  stają  się 
tragiczne tak samo jak ona". 

Trzeba więc odzyskać metafizyczny sens osoby ludzkiej i jej wartości. Powiedziałem już wyżej, że 

metafizyczna wartość osoby jest przesłaniem ściśle chrześcijańskim. Ale i Grecy wspięli się już na bardzo 
wysoki  poziom.  Arystoteles  pisał  w  Etyce  Nikomachejskiej:  „Nie  trzeba  jednak  dawać  posłuchu  tym,  co 
doradzają,  by  będąc  ludźmi  troszczyć  się  o  sprawy  ludzkie  i  będąc  istotami  śmiertelnymi  -  o  sprawy 
śmiertelników, należy natomiast ile możności dbać o nieśmiertelność i czynić wszystko możliwe, aby żyć 
zgodnie z tym, co w człowieku najlepsze". 

To  właśnie  przesłanie  starożytnej  mądrości  jest  najwyższym  wyzwaniem  wobec  mitów 

człowieka współczesnego. Następująca wypowiedź Platona (zawarte w Prawach, które są ostatnim jego 
dziełem) jest jakby pieczęcią potwierdzającą to wszystko, co powiedzieliśmy dotąd: „Bóg ma być dla nas 
miarą wszystkich rzeczy, o wiele bardziej z pewnością niż, jak mówią, człowiek”. 

Powrót  do  uważania  Boga,  a  nie  samego  człowieka,  za  „miarę  wszystkich  rzeczy",  byłby 

naprawdę  lekarstwem  na  wszelkie  zło  nękające  dzisiejszego  człowieka,  który  postawiwszy  siebie  w 
miejsce Boga jako „najwyższą miarę", zniszczył swoją autentyczną „miarę" i ogłosił swoją własną śmierć. 

Michel  Foucault,  w  książce  Les  mots  et  les  choses,  pisze:  „Ostatni  człowiek  jest  jednocześnie 

starszy  i  młodszy  od  śmierci  Boga.  On  sam  odpowiada  za  swój  własny  koniec.  Jednak  od  chwili,  kiedy 
mówi, myśli i istnieje wewnątrz śmierci Boga, sama jego zbrodnia jest skazana na śmierć. Nowi bogowie, 
tacy sami, już rozdymają przyszły Ocean; człowiek przepadnie. Nietzsche bardziej niż śmierć Boga - lub 
lepiej, w ślad za tą śmiercią i w głębokim z nią powiązaniu - oznajmia śmierć jego zabójcy". 

Mój  wykład  chciałbym  zakończyć  słowami  dwóch  wielkich  poetów,  którzy  lepiej  zrozumieli 

człowieka niż niektórzy filozofowie i naukowcy. Zwłaszcza Eliot doskonale zrozumiał, że nauka zniszczyła 
starożytną mądrość, a informatyka zniszczy naukę.  

Pisze: Bezkresny cykl idei i działania, 
Nieskończony wynalazek i eksperyment nieskończony, Niosą wiedzę o ruchu, a nie o spokoju; 
Poznanie mowy, ale nie milczenia; Poznanie słów, a nieznajomość Słowa; 
Cała nasza wiedza zbliża nas do naszej niewiedzy, Cała nasza niewiedza przybliża nas do śmierci, 

Ale bliskość śmierci nie zbliża do Boga. 

Gdzie jest życie, które żyjąc straciliśmy? 
Gdzie  jest  mądrość,  którą  zagubiliśmy  w  poznaniu?  Gdzie  jest  poznanie,  które  zagubiliśmy  w 

informacji? 

(The endless cycle of idea and action, Endless invention, endless experiment, 
Brings  knowledge  of  motion,  but  not  of  stillness;  Knowledge  of  speech,  but  not  of  silence; 

Knowledge of words, and ignorance of the Word. 

All our knowledge brings us nearer to our ignorance, All our ignorance brings us near to death, 
But nearness to death no nearer to GOD. Where is the Life we have Tost in living? 
Where is the wisdom we have Tost in knowledge? 
Where is the knowledge we have lost in information?)  
 
Ale ten sam Eliot (w Quatbo quartetti) mówi: 
Co nazywamy początkiem, często jest końcem I kończenie jest rozpoczynaniem. 
Koniec jest tam, skąd wyruszamy. 
(What we cali the beginning is often the end And to make an end is to make a beginning. The end 

is where we start from). 

 
Schelling  mawiał,  że  nie  ma  sensu  pytanie  o  to,  jak  człowiek  może  dojść  do  Boga;  prawdziwe 

pytanie  dotyczy  raczej  tego,  dlaczego  i  jak  mógł  się  od  Boga  oddalić.  Odpowiedź  na  to  pytanie  znamy: 
człowiek  odszedł  od  Boga,  ponieważ  sam  siebie  uczynił  „miarą  wszystkich  rzeczy".  Ocalenie  może 
przynieść tylko odzyskanie tej zagubionej mądrości starożytnych, która nie w człowieku jako takim, ale w 
Bogu widziała „najwyższą miarę wszystkich rzeczy 

Być może jednak właśnie sytuacja straszliwego niebezpieczeństwa, w jakim człowiek się znalazł, 

kiedy odszedł od Boga, obudzi w nim siłę, aby się ocalić. Mówił Hólderlin: 

Blisko jest Bóg 
I trudno go uchwycić. 
Gdzie jednak jest niebezpieczeństwo, tam wzrasta też to, co niesie ratunek. 
(Nah ist Und schwer zu fassen der Gott. Wo aber Gefahr ist, wachst Das Rettende auch).