background image

Moda

 

atramentki  -   bardzo   eleganckie   krótkie   spodenki   gimnastyczne.   Obowiązkowe   na 
lekcjach WF popularnie nazywanej "gimną". Spodenki wykonane były z lichego materiału 
w   kolorze   granatowym   od   którego   wzięły   obiegową   nazwę.   W   wersji   dziewczęcej, 
nogawki   zwieńczone   były   "gumą   gaciową"   która   nadawała   im   ciekawy   kształt 
średniowiecznych pantalonów.  W wersji ekskluzywnej materiał był połyskliwy, podobny 
do tego jaki używano do wykonywania fartuchów sklepowych. Całość uzupełniały białe 
podkolanówki   i   (w   zależności   od   okresu)   pionierki,   juniorki   lub   pepegi.   Obserwując 
powracające trendy w modzie, można przypuszczać, że w nie długim czasie tak właśnie 
będzie ubierał się dzisiejszy "dresiarz". 

ażurowa   podkoszulka  -   noszona   w   upalne   dni   jako   element   ozdobny   garderoby. 
Najczęściej   na   ramiączka,   z   wielkimi   dziurami,   jakby   zrobiona   z   siatki   na   ryby.   Na 
plażach często spotykało się osobników z wypalonym przez słońce,  charakterystycznym 
wzorem szachownicy na torsie. Koszulka szczególnie lubiana przez wszelkiego rodzaju 
robotników, stosowana jako strój roboczy.  

bananówa  - bardzo charakterystyczna dla lat 70-tych sukienka do ziemi. Wykonana z 
podłużnych   kawałków   materiału,   wykończona   na   dole   falbaną.   Najczęściej   bardzo 
kolorowa, czasami z janes-u. Klasyczny wzór przewidywał łączenie dwu kolorów. Do 
"bananówy" bardzo pasował kapelusz z olbrzymim rondem, najlepiej wykonany z tego 
samego   materiału   co   sukienka.   "Bananówę"   najczęściej   wykonywało   się   domowym 
sposobem, z resztek zdobycznego materiału, w oparciu o szablony wycinane z "Burdy" . 

beret - podstawowe nakrycie głowy stosowane przez klasę robotniczą. Występował tylko 
w jednym,  czarnym kolorze. Spod beretu wystawały dwie tasiemki, których rola nie jest 
do   końca   jasna.   Dla   jednych   był   to   element   ozdobny,   innym   służył   wyłącznie   do 
pozycjonowania beretu na głowie. Beret zwieńczony był antenką, która zawsze budziła 
największe kontrowersje i stała się ostatecznie przyczyną zniknięcia beretu z krajobrazu 
naszych ulic i budów. Wraz z zamianą beretu na kask, runął w gruzach cały autorytet  
robotnika- fachowca. Robotnik pozbawiony bereta, ażurowej podkoszulki na ramiączka i 
drelichowych spodni ściągniętych sznurkiem, nie budził już zaufania. 

buty z NRD  - krajowy przemysł nie zapewniał odpowiedniej ilości butów dla swoich 
obywateli,   a   importerzy   nie   troszczyli   się   o   słabiej   uposażonych   konsumentów.   Jak 
wiadomo wprowadzenie kartek na buty nie rozwiązało nabrzmiałego problemu. Jeśli ktoś 
odczuwał silną  potrzebę posiadania nowych butów, wybierał się na wycieczkę do NRD. 
Pantofle   przywiezione   z   takiej   wycieczki   co   prawda   nie   spełniały   podstawowych 
wymogów   obowiązującej   mody,   ale   zaspokajały   najbardziej   podstawowe   potrzeby. 
Jedynie skajowe kozaki dawały poczucie szyku i elegancji.  

1

background image

ciuchy - w Rembertowie pod Warszawą rozpoczęła się wielka kariera handlu używaną 
odzieżą. Na słynne "ciuchy" przyjeżdżała cała Warszawa i nie tylko. Było tam wszystko, 
od skarpetek i krawatów, aż po amerykańskie suknie balowe. Asortyment pochodził z tak 
zwanych "paczek" , czyli darów charytatywnych lub prywatnego importu organizowanego 
przez   przedsiębiorcze   rodziny   zamieszkałe   za   granicą.   Ubieranie   się   na   "ciuchach" 
należało do szczytu elegancji i świadczyło o zamożności. Ceny używanej odzieży często 
były   znacznie wyższe od cen nowych ubrań oferowanych przez państwowy przemysł 
lekki. Niestety w PDT nie było mowy o swetrze z moheru czy sztybletach. Na "ciuchy" 
należało wybrać się jak na polowanie, czyli skoro świt. Często przychodziło stoczyć 
heroiczną walkę z konkurentem do upatrzonego ciucha.

ćwieki, agrafki, inne żelastwo - przedziwna moda na wbijanie we wszystkie elementy 
odzieży metalowych ozdóbek. Najczęściej były to agrafki łatwe do nabycia w każdej 
pasmanterii. Bardziej wymagający musieli starać się o ćwieki, czyli metalowe "guzki". Im 
więcej   się   ich   nabiło   tym   lepiej.   Ideałem   było   by   całkowite   zasłonięcie   ćwiekami 
materiału. Najczęściej ofiara ćwiekowania padały kurtki "moro" i inne jeanso-podobne. 
Następnie w szale twórczym zaczęto przybijać do odzieży łańcuchy, blachy, sprzączki od 
pasków a nawet kłódki. Aż żal było patrzeć jak ten i ów musiał na wątłych nóżkach, 
odzianych   w   naćwiekowane   "rurki"   dźwigać   ten   cały   majdan.   W   okresie   stanu 
wojennego, nosiło się wpięte w klapę oporniki. To jednak było coś więcej niż zwykła 
ozdoba.

czeszki - Białe buty z Czechosłowacji z płótna, podeszwa gumowa, boki łączone grubą 
białą gumką a z boczku mały kolorowy kawałek materiału - biało-czerwono-niebieski. 
Moje odwieczne marzenie, niestety, nie do zdobycia . /defric/

dzwony - to powracający dziś symbol mody lat 70-tych. Były to obcisłe do bólu spodnie 
(kupowało   się   specjalnie   za   małe,   następnie   wciskało   się   je   na   mokro   w   wannie   i 
pozostawiało   do   wyschnięcia   na   ciele),   z   bardzo   mocno   rozszerzanymi   od   kolan 
nogawkami   w   kształcie   dzwonu.   Spod   nogawki   pod   żadnym   pozorem   nie   mogły 
wystawać buty (najczęściej "koturny"). Dopuszczalne było wszywanie w dolną część 
nogawki, szerokich klinów. Dla podniesienia efektu, w tylniej kieszeni spodni można było 
umieścić  grzebień, im   większy tym lepiej. "Dzwony"  były  obowiązkowym  elementem 
ubioru, całej naszej czołówki estradowej. Jednak największy wkład w lansowanie tej 
mody miał Jerzy Połomski (wierny jej do dziś) .

ekspedientka sklepowa  - ta funkcja podlegała specjalnym rygorom mody branżowej. 
Rozróżniamy   kilka   kanonów   ubioru   dla   tej   grupy   pracowniczej.   Ekspedientka  
mięsnego i garmażerni
 - biały fartuch z nieregularnie rozłożonymi wzorami z krwawej 
posoki, przeplatanymi plamami tłuszczu wykonanymi za pomocą smalcu ciętego z bloku. 
Gdzie   niegdzie   resztki   salcesonu   brunszwickiego,   ewentualnie   kaszanki.   Na   głowie 
"tapir" wysokości 25 -70 cm uwieńczony schludnym diademem z krochmalonej koronki. 
Wspomniana   ozdoba   do   "tapira"   obowiązywała   w   całym   segmencie   spożywczym   i 
przybierała różne formy. Masarz sklepowy - człowiek z gigantycznym toporem, odziany 

2

background image

w fartuch pokryty grubą warstwą krwawej posoki, z licznymi prześwitującymi białymi 
miejscami, zdradzającymi oryginalny kolor fartucha. Spodnie w podobnym odcieniu. Na 
głowie   biała   furażerka.   Na   nogach   chodaki   lub   czarne   pantofle.   Ekspedientka  
warzywniaka
 - szary fartuch zakładany na sweter, latem na gołe ciało. Zimą dodatkowo  
granatowy   bezrękawnik   (kufajka)   pikowany   na   watolinie.   Na   prawej   dłoni   wełniana 
rękawiczka bez palców. Na nogach podkolanówki na żylaki i sznurowane tekstylne buty 
ortopedyczne typu sandały. Włosy swobodnie rozrzucone, spocone. Ekspedientka  ze 
sklepu   przemysłowego
  -   błyszczący   granatowy   lub   czarny   fartuch   z   białym 
kołnierzykiem,   przepasany   paskiem.   Na   głowie   tapir   lub   treska   spięta   w   kok.   Biała 
ozdoba typu "diadem" na głowie nie była obowiązkowa, choć chętnie używana. Makijaż 
wyzywający, z dużą ilością tuszu do oczu.

farbowane podkoszulki w koła  - to odpowiedź na monotonię i szarzyznę oferowaną 
przez handel . Ten efektowny ubiór wykonywało się samemu w domu. Należało za 
pomocą kilku gumek recepturek pozaciskać zwykłą białą podkoszulkę. Następnie całość 
wkładało się do gara z farbką. Potem już tylko płukanie w occie dla utrwalenia koloru i 
gotowe. Miejsca  zaciśnięte  gumkami  nie przyjmowały farby,  tworząc jaśniejsze koła. 
Najlepszy efekt uzyskiwało się przez zaciśnięcie kilku gumek, na zebranym w "ogon" 
froncie koszulki. W ten sposób uzyskiwaliśmy kilka kół, jedno w drugim.    

fartuszki szkolne (mundurki) - w czasach kiedy nauczyciele w szkołach mieli władzę 
absolutną, a uczniowie odpowiadając na ich pytania przyjmowali pozycje "baczność", 
istniał powszechny obowiązek noszenia fartuszków szkolnych. Pojawienie się w szkole w 
ubraniu cywilnym, było równoznaczne z odesłaniem ucznia do domu ze stosowną uwagą 
w dzienniczku. Początkowo fartuszki szyte były z czarnego materiału typu "podszewka". 
W późniejszym okresie, wraz z upowszechnieniem materiałów z włókien syntetycznych, 
pojawiły   się   mundurki   "nonajron"   w   kolorach   granatowych,   czasami   bordowych   lub 
ciemno zielonych. Mundurek chłopięcy miał krój podobny do kurtki "pilotki" z dwoma 
kieszonkami   na   piersi.   Dziewczęcy   był   dłuższy,   ściągnięty   w   pasie   paskiem   z   tego 
samego   materiału.   Istniały   jeszcze   tzw.   "krzyżaczki"   czyli   fartuszki   na   ramiączka 
krzyżowane   na   plecach.   Wszystkie   miały   jeden   wspólny   element:   biały   kołnierzyk 
przypinany na guziczki. No i oczywiście tarcza szkolna na rękawie. Noszenie fartuszków 
było upokarzające i "obciachowe". Po wyjściu ze szkoły fartuszek natychmiast wędrował 
do tornistra. Pojawienie się w mundurku szkolnym na podwórku było dalece niestosowne 
i wywoływało uzasadnione drwiny kolegów.

Folklory - były to strasznie obciachowe spodnie w pionowe pasy w brudnych odcieniach 
takich kolorów jak fiolet, czerwień, brąz, szary. Folklory były niezwykle modne w drugiej 
połowie lat 80-tych wśród młodzieży o mniej wyrafinowanym guście. Występowały w 
różnych wersjach materiałowych od grubych zimowych do cienkich letnich.

fryzury - "tapir" to element sztuki fryzjerskiej, który najbardziej kojarzy mi się z PRL-em. 
Tapir wykonywało się przez elektryzowanie włosów grzebieniem, przez co uzyskiwało się 
efekt   typu   "narzeczona   Frankensteina"   lub   "wodogłowie"   .   Po   osiągnięciu 

3

background image

zadowalającego   nastroszenia   włosów,   fryzurę   utrwalało   się   lakierem   rozpylanym   za 
pomocą   specjalnego   szklanego   rozpylacza   z   gumową   gruszką.   Fryzura   szczególnie 
cenione przez ekspedientki sklepowe. Tapira wspomagano stosując "trwałą ondulację". 
Podstawowym specyfikiem do rozjaśniania włosów , była woda utleniona. Do pielęgnacji 
włosów używano również piwa, które zawsze stało w salonach fryzjerskich. Popularne 
były też wszelkie przypinane treski, koczki i peruki. Zawsze chodziło o uzyskanie jak 
największej objętości (wysokości) głowy. Fryzury lekko podniszczone ukrywało się pod 
wysokimi   czapkami   z   misia   lub   filcu   (z   daszkiem),   których   nie   zdejmowało   się  pod 
żadnym pozorem. Czapkę dobrze było wypchać gazetami by nadać jej odpowiednią 
wypukłość. Panowie mieli zdecydowanie mniej problemów. Wystarczyło przez dłuższy 
czas nie chodzić do fryzjera, nie myć zbyt często głowy i zapuścić bokobrody (pekaesy), 
by spełniać standardy obowiązującej mody (patrz reprezentacja Górskiego).

getry  -  w  okresie  fascynacji  aerobikiem,  zakładane   masowo   przez  wszelkie  artystki 
estradowe, noszone również chętnie na ulicy przez bardziej odważne dziewczyny czyli 
tzw. "nowoczesną młodzież". Getry wykonywało się z rękawów obciętych ze swetra. Z 
pozostałości można było wykonać tzw. "komin" czyli bardzo modne nakrycie głowy.

gumo filce - strategiczne obuwie zaprojektowane dla polskiego rolnika.  Filcowy kapeć 
do kolan, zalany w 3/4 gumą. Wykazywał doskonałe parametry termiczne. Noszony 
chętnie przez cały rok, nawet w największe lipcowe upały, w komplecie z podkoszulką na 
ramiączka .

japonki  - bardzo modne i popularne klapki plażowe. Wykonane   z gumy. Na nodze 
utrzymywały się do momentu wyrwania z podeszwy gumowego paska, który na ogół nie 
wytrzymywał dłużej niż  miesiąc.  Chodzenie w  japonkach wymagało pewnej  wprawy. 
Rany   na   stopach   spowodowane   noszeniem   japonek   goiły   się   źle,   co   zmuszało   do 
okresowej zmiany obuwia. Pierwszy pęcherz pojawiał się zawsze u nasady wielkiego 
palca, dalsze obtarcia powstawały na podbiciu, wzdłuż gumowych pasków.

juniorki - zalecane przez Ministerstwo Edukacji ortopedyczne obuwie szkolne. Noszone 
głównie przez kujonów i ofermy klasowe. Wyglądało się w nich jak po ciężkiej chorobie 
stawów skokowych z powikłaniami. Charakteryzowały się grubą płaską  i bardzo sztywną 
podeszwą. Kompletnie nie nadawały się do biegania, a tym bardziej do gry w piłkę. 

kangurki - kurtki z brezentu, sprzedawane w Składnicach Harcerskich. Wkładane przez 
głowę, sznurowane pod szyją. Nazwę wzięły od wielkiej kieszeni naszytej centralnie na 
brzuchu.

kapcie szkolne  - zwane często "wywrotkami", to wykonane z materiału obowiązkowe 
obuwie   szkolne.   Handlowa   nazwa   to   "ćwiczki   dziecięce   z   obcinków".   Kapcie 
przypominały   nieco   baletki,   wykończone   bardzo   śliską,   ceratową   podeszwą.   Dzięki 
poślizgowym walorom podeszwy, zyskały sobie miano "wywrotek". Materiał wierzchni to 
bardzo   kolorowe   płótno,   najczęściej   w   kwiatuszki.   Po   kilku   długich   przerwach 

4

background image

spędzonych w kapciach na boisku szkolnym, w ceracie przecierały się dziury i dalej 
chodziło się już tak jak na bosaka. Bez względu na stan techniczny kapci, trzeba je było 
obowiązkowo   zabierać   ze   sobą   do   szkoły.   Była   to   przepustka   pozwalająca   na 
opuszczenie szatni i udanie się na lekcje. Wejście na wypolerowane PCV w czymś innym 
niż   kapcie   czy   Juniorki,   wydawała   się   czymś   niewiarygodnym,   zasługującym   na 
najsurowszą karę. 

kapturek foliowy przeciwdeszczowy - bardzo estetyczny kawałek przeźroczystej folii, 
który przywiązywało się do głowy za pomocą dospawanych foliowych troczków. Był to 
podręczny   ochraniacz   przeciwdeszczowy   na   wymyślne   tapiry   i   inne   mozolnie 
wykonywane fryzury. Do kupienia w kioskach "Ruch-u" obok foliowych płaszczy. Pomimo 
symbolicznej ceny, nie był to wyrób jednorazowy. Przy odpowiedniej eksploatacji mógł 
służyć wiele sezonów.

komin  -   awangardowe   nakrycie   głowy   wykonane   najczęściej   ze   starego   swetra,   z 
którego wcześniej odcięło się rękawy na getry. /AniaBM/

koturny  - buty charakteryzujące się bardzo wysoką podeszwą. Obowiązkowy dodatek 
do "dzwonów" czy "bananówek".

kozaki   do   kolan  -   w   szczytowym   okresie   popularności   spódniczek   mini,   zaczęły 
pojawiać   się   na   naszych   ulicach,   bardzo   wysokie  kozaki.   Wykonane   ze   sztucznych 
tworzyw nie były zbyt komfortowe na letnie upały, jednak wymogi ówczesnej mody były 
bezwzględne i nie czułe na cierpienia tysięcy kobiet. 

mapnik i torba po masce p/gaz - jak tylko uczniowi podstawówki udało się przekonać 
rodziców, że chodzenie do szkoły z tornistrem jest upokarzające, szargające godność, ze 
wszech   miar   obciachowe,   ogólnie   nie   estetyczne   a   przede   wszystkim   nie   zdrowe, 
należało natychmiast zakrzątnąć się za jakąś alternatywną formą tornistra. Powinien on 
spełniać kilka warunków. Po pierwsze powinien być jak najmniejszy. Dojrzeliśmy już do 
tego by nie nosić ze sobą do szkoły całej zbędnej biblioteki i ton przyborów szkolno-
kreślarskich. W zupełności wystarczy nam jeden zeszyt do gry w statki, i miejsce na 
drugie śniadanie. Po drugie powinien być unikalny, nie sprzedawany powszechnie w 
sklepach, najlepiej o innym przeznaczeniu. Po trzecie nie powinien w niczym kojarzyć się 
ze szkołą,   a w szczególności z tornistrem. Wszelkie te warunki spełniały wojskowe 
mapniki i torby po maskach p/gaz. Były tak powszechnie używane, że musiało mieć to 
pośredni   wpływ   na   gotowość   obronną   naszego   kraju,   zwłaszcza   przy   ataku 
chemicznym.  Tym bardziej, że w owym czasie wędkarze masowo używali do brodzenia 
po wodzie elementów   wojskowego zestawu OP-1. Gdyby moda posunęła się dalej , 
mogło by to spowodować całkowite rozbrojenie naszej armii. 

marmurki  -(spodnie)   to   określenie   dla   wyrobów   dżinsowych   spreparowanych   w 
charakterystyczny sposób, nadający materiałowi marmurowy wzorek. 

5

background image

mawin -  kupowanych na bazarze Różyckiego dżinsy z wyhaftowanym na tylnej kieszeni 
napisem \"Mawin\" -nadesłał /Maronn/

miś - sztuczne futerko z którego wykonywano paltociki dla dzieci i dziwaczne czapki. Na 
dziecku ubranym w "misia" często zaciskano skórzany pas dla lepszego przylegania 
garderoby.

moro  - polowe kurtki wojskowe, które w niewiadomy sposób trafiały na ulicę z pilnie 
strzeżonych   wojskowych   magazynów.   Dla   uniknięcia   kłopotów   z   WSW,   należało 
wymienić oryginalne guziki z orzełkiem na jakieś inne. Moro było doskonałym podłożem 
dla wszelkiej twórczości plastycznej. 

motylki - tak nazywano kiedyś klapki plażowe. Prawdziwe motylki to jednak wyłącznie te 
z gumowym krzyżakiem trzymającym stopę, na którym wytłoczony był wizerunek motyla.

nonajron - materiał z którego szyto męskie koszule. Koszule z nonajronu nie gniotły się 
co było przyczyną ich wielkiej popularności. Noszenie koszuli nonajron świadczyło o 
dobrym smaku i było eleganckie. Damskim odpowiednikiem tej popularnej tkaniny była 
kremplina z której wykonywano nie gniotliwe sukienki.

odry  - popularna nazwa polskich dżinsów produkowanych przez szczecińskie zakłady 
"Odra". Podróba nie wyszła jednak zbyt udanie. Chodzenie w Odrach było obciachem. 
Nie chciały się wycierać (nawet pod pumeksem) i miały jakiś taki blady kolor. Na dżinsy 
mówiono też czasami "teksasy".

onuce  - substytut skarpetek w Wojsku Polskim. Tradycja sięgająca czasów II Wojny 
Światowej. Poborowy pierwsze tygodnie służby poświęcał na naukę regulaminowego 
wiązania   onuc.   Flanela,   z   której   wykonane   były   onuce,   przybierała   z   czasem 
regulaminowy szary odcień, służący za wzorzec dla kucharzy przy sporządzaniu sojowej 
zupy zwanej "onucówką".

opalanie  - szaleństwo które opętało cały naród. Opalano się masowo we wszystkich 
możliwych   dostępnych   miejscach.   Na   dachach   bloków,   boiskach   szkolnych, 
podwórkowych skwerach, balkonach itp. Wyjazd na urlop udany był tylko wtedy,   gdy 
przynajmniej raz zeszła nam skóra. Wiszące na plecach frędzle schodzącej skóry, były 
powodem do dumy. " - Szkoda że nie widziałeś mnie zanim trzeci raz  zeszła mi skóra" 
chwalono   się   po   udanym   urlopie.   Nagminnie   porównywano   między   sobą   natężenie 
opalenizny,  rozróżniając  przy okazji ich odcienie. Wprawne oko  fachowca bez  trudu 
odgadywało   czy   opalenizna   pochodzi   z   nad   morza,   z   gór,   czy   też   może   z   dachu 
miejskiego   wieżowca   (resztki   smoły   na   łopatkach).   W   ostateczności   pozostawała 
"kwarcówka". Ta ostatnia była łatwa do zdemaskowania, gdyż pozostawiała ślady po 
ciemnych okularkach. Wszelkimi sposobami należało dążyć do ideału jakim był ciemny 
heban.   Uciekano   się   czasem   do   niezbyt   czystych   chwytów   jakimi   były   kąpiele   w 
roztworze brązowej gencjany (czy jodyny), lub wywarze z łupin orzechów włoskich.

6

background image

parmalatka - (szwedka) krótka kurtka do pasa, ze ściągaczami, wykonana z czegoś co 
przypominało foliowany papier. Na plecach nadruk. Do kupienia na bazarach i ciuchach.

parmelaty-  określenie grupy ubranej po zachodniemu

pepegi i trampki  - obuwie sportowe rodzimej produkcji. Produkowane przez zakłady 
"Stomil" specjalizujące się w produkcji opon samochodowych. Najłatwiej można je było 
nabyć  w  firmowym  sklepie  "Tramp"   zlokalizowanym  w  wieżowcu,  w  okolicach  placu 
Grzybowskiego.   Trampki   występowały   w   dwóch   odmianach:   półtrampki-   z   cholewką 
poniżej kostek i pełne trampki - z wysoką cholewką i charakterystycznym okrągłym, 
gumowym   ochraniaczem   na   kostkę.   Produkowane   w   trzech   kolorach:   czarnym, 
granatowym i białym. Białe były najbardziej poszukiwane. Były jeszcze trampkokorki, 
zawsze w czarnym kolorze. Wielu chodziło w trampkokorkach na co dzień, uzyskując po 
pewnym   czasie   całkowicie   gładką   podeszwę.   Przed   otwarciem   "Trampa"   zawsze 
ustawiała się długa kolejka amatorów trampek i kaloszy. Jeśli dopisało nam szczęście, 
mogliśmy trafić na dostawę chińskich trampek, które były prawdziwym rarytasem. Dużo 
mniejszą   popularnością  cieszyły   się  pepegi,  noszone   głównie  przez   dziewczyny.  Do 
trampa   nie   należało   zabierać   rodziców   gdyż   zamiast   w   wymarzonych   chińskich 
trampkach,   mogliśmy   do   domu   wrócić   w   Juniorkach.   I   jak   wtedy   pokazać   się   na 
podwórku?

pionierki  - czasem zwane traktorami były wykorzystywane głównie w szeregach ZHP. 
Nazwę wzięły od bratniej ,radzieckiej organizacji harcerskiej - "Pionierów". Buty do kostki, 
skórzane, na podeszwie  wyciętej z opony Kamaza lub przynajmniej na niej wzorowanej. 
Wyjątkowo sztywne, w razie skręcenia nogi mogły z powodzeniem zastępować łupki. 

płaszcz ortalionowy - noszony masowo głównie przez eleganckich panów w latach 60-
70. Płaszcz noszono niezależnie od pogody, z wielkim szykiem i gracją. Chcąc być w 
zgodzie   z   kanonami   noszenia   ortalionu,   należało   zapinać   go   pod   szyję,   związywać 
mocno w pasie ortalionowym paskiem, a na głowie nosić beret lub gustowny kapelusik. 
Dla pełnej elegancji należało się wyzbyć nawyku noszenia teczki pod pachą i zakupić 
parasol, który w razie deszczu chronił by cenny ortalion. W dni słoneczne dopuszczalne 
było rozpięcie płaszcza, pasek swobodnie mógł powiewać na wietrze. W ekstremalnych 
warunkach płaszcz można było złożyć w kostką i schować do specjalnie w tym celu 
noszonej teczki. 

popersi - wybryk miejskiej subkultury, zrzeszający posiadaczy długich grzywek. Był to 
jedyny cel statutowy tej grupy młodzieży. Popers ubierał się schludnie i obowiązkowo 
nosił pumpy. Zbyt wąskie spodnie groziły przeszeregowaniem do panków lub hipów.

pumpy  -   tradycyjne   umundurowanie   "popersów".   Szerokie   spodnie,   zwężające   się 
dopiero przy kostce, wykonane najczęściej z jasnego dżinsu. 

7

background image

rajtuzki dziecięce  - wyrafinowana metoda torturowania dzieci. Rajtuzki należało nosić 
do wszystkiego i w każdych okolicznościach, aż do uzyskania odpowiedniego wzrostu, 
dla którego przemysł nie produkował już  rajtuzek. Był to dzień prawdziwego wyzwolenia. 
Odzież wysoce niewygodna i okrutnie gryząca, mimo to chyba najbardziej poszukiwana 
przez wszystkie mamy. 

relax  (kozaki) -   zimowe buty, w kolorze srebrnym, robiły wrażenie nadmuchiwanych. 
Podobne do tych noszonych na "Seksmisji". W czasie większych mrozów pękały w nich 
podeszwy.

Rumuny  -   /   nadesłał   Ravik/   lata   80-te.   Długie   czarne,   skórzane,   sznurowane   buty 
przedmiot   pożądania   subkulturowej   młodzieży:   punków,   nowofalowców   no   a   później 
skinów. Znacznie bardziej szpanerskie od glanów (traperek) dostępnych w sklepach a 
nawet od butów wojskowych (sznurowane i zapinane z boku na dwa paseczki). Nie 
można   ich   było   kupić   w   sklepie.   Były   elementem   garderoby   robotników   z   dużych 
zakładów pracy (w Warszawie np w FSO), który otrzymywali jako odzież roboczą. Trzeba 
było   jej   jakoś   załatwić.   Swoje   pierwsze   rumuny   kupiłem   na   bazarze   Różyckiego   w 
Warszawie a towarzyszyła temu taka atmosfera i procedura, która sugerowałaby raczej 
zakup kilograma haszyszu lub marihuany. Straciłem je na warszawskiej Starówce na 
rzecz bandy skinhedów pałających pożądaniem do mojego obuwia. Drugie załatwił mi 
kolega właśnie z FSO. 

rurki - tak nazywano obcisłe spodnie. Nawet najbardziej wąskie rurki dawało się jeszcze 
zwęzić. Zakładanie rurek wymagało sporej gibkości ciała i ostrożności. Decydującym 
momentem było przeciśnięcie stóp przez koniec nogawek. 

rzemyki  -   bardzo   modny   materiał   do   wykonywania   wszelkich   ozdób,   wisiorków   i 
bransoletek. 

saszki  - krótkie kozaczki z płótna lub zamszu, luźne w łydce i pomarszczone. Szał w 
połowie lat 80-tych

szariki  -   krajowe   dżinsy,   krajowej   jakości.   Jeśli   ktoś   już   musiał   je   nosić,   odrywał 
natychmiast tylnią naszywkę z wizerunkiem Szarika, by uniknąć totalnego upokorzenia. 

sofiksy - bardzo popularne buty sportowe, chyba pierwsze na rzepy. Przy juniorkach to 
prawie kosmos.

spodnie z pewexu - 

śledzik - wazki krawat, często ze skóry. 

tarcza   szkolna  -   metoda   znakowania   uczniów   szkolnych.   Tarcza   wykonana   była   z 
czegoś co przypominało filc, z napisami z białej gumy. Szkoły podstawowe nosiły tarcze 

8

background image

koloru granatowego, a średnie koloru czerwonego. Na tarczy widniał numer szkoły, pod 
którym był napis mówiący czyjego imienia jest szkoła. Tarcze należało naszywać na lewy 
rękaw   mundurka   szkolnego,   lub   na   lewej   piersi.   Był   to   podstawowy  i   bezwzględnie 
egzekwowany obowiązek każdego ucznia. Czasami odnosiło się wrażenie, że właśnie 
wymuszanie na uczniach obowiązku noszenia tarcz , jest głównym celem statutowym 
szkoły. Ta determinacja pedagogów wywoływała u uczniów naturalny bunt .Na terenie 
szkół   toczyła   się   bezwzględna,   nieustająca   wojna   o   tarcze.   Powstawały   przeróżne 
techniki mocowania tarcz, które pozwalały na błyskawiczne usuwanie i przytwierdzanie 
tarczy do mundurka. 

tornister - pudło z brązowej tektury przywieszane do ucznia za pomocą dwóch  pasków. 
Pomimo ewolucji tornistra do wersji skajowej z walizkowym zapięciem, nigdy nie zyskał 
on aprobaty uczniów. 

tureckie kurtki - dżinsowe kurtki na białym "misiu" przywożone z tureckich wyjazdów 
handlowych. Bardzo ładne i ciepłe. 

waciak  -   kufajka   robocza   wykonana   z   granatowego   drelichu   wypchanego   watoliną. 
Pikowana w pionowe prążki. Ratunek dla robotników w okresach zimowej bezczynności. 
Często używana przez panie z warzywniaka. Fason przypominający umundurowanie 
zimowe Armii Radzieckiej z II Wojny Światowej.

watolina - jakiś rodzaj ociepliny do ubrań. W każdym razie jak się słyszało "- widziałam 
fajną kurteczkę - na watolinie" to miało znaczyć, że wyrób jest wyjątkowo porządny i 
bardzo ciepły.

worek   na   kapcie  -   można   było   do   szkoły   przyjść   bez   książek,   ale   worek   był 
bezwzględnie   obowiązkowy.   Worki   były   najczęściej   szyte   przez   mamy.   Czasami 
obowiązywały hafty z danymi ucznia. Dobrze sprawdzał się jako broń zamachowa w 
czasie polekcyjnych bójek.

wzorowy uczeń - odznaka przyszywana do mundurka za karę za kujoństwo.  Miała na 
celu ostrzegać społeczność szkolną przed niepewnymi jednostkami.

9