background image

Co jedzą psy?

Co jedzą psy?

Pytanie pozornie  banalne. Na 100 zapytanych osób, 95 odpowie bez namysłu, że mięso, bo wiadomo, 

drapieżnik – wilk – polowania, itd. Pozostałe 5 skomentuje zgryźliwie, że  głównym

pożywieniem psa są meble, buty bądź nogawki od spodni – zależnie od  tego, co właśnie

,,rozpracował” ich pupilek. Wydawałoby się więc, że  problematyka żywienia psów nie powinna

nastręczać większych kłopotów, zwłaszcza  wśród znawców przedmiotu.

Nic bardziej mylnego, o czym przekonał się  każdy, kto ,,dorobił się” własnego psa.

Nawet dla urodzonych psiarzy,  którzy wychowywali się w domach pełnych zwierząt, sprawy żywieniowe

to temat  trochę mglisty, bo z reguły ,,było ugotowane’’ i wystarczyło przełożyć z garnka 

do miski. Pies jadł, co mu dano, w międzyczasie coś tam podkradał, coś tam  użebrał u domowników i

zakończył życie w wieku lat 18-tu, do ostatnich dni  ciesząc się doskonałym apetytem i cokolwiek

zaokrągloną figurą.

No, ale  teraz mamy własny dom i własnego czworonoga, dla którego chcemy jak najlepiej i  naukowo.

Zwłaszcza, że to pies rasowy, a wiadomo – zwłaszcza przy dużych  ,,mięśniakach” –

żywienie to podstawa prawidłowego rozwoju. No to ,,zasięgamy  języka’’ i zaczyna się...

- Na czym gotować? No, kasza manna,  jęczmienna...

- Co, jęczmienna? W życiu! Tylko gryczana albo  ryż!

- Jaka kasza? Odbiło ci? Pies tego nie trawi! Tylko  makaron!

- Tylko pamiętaj, żadnych kasz ani makaronów! Jedynie płatki  owsiane!

- A nie próbuj czasem dawać płatków owsianych, tylko kasza  jęczmienna!

Po ustaleniu ( J ) bazy podstawowej, przychodzi kolej na  resztę. Dowiadujemy się, że najlepsza jest:

wołowina / cielęcina / konina /  baranina / mięso z nutrii lub królika / drób (niepotrzebne skreślić), przy

czym  mięso ma być: surowe / obgotowane / gotowane i podawane: w dużych kawałkach /  siekane /

mielone. Podroby – tak, kości – nie. Podroby – nie, kości – tak.  Kości:

młodemu – tak, staremu – nie. Kości: młodemu – nie, staremu – tak. Jajka: 

ile się chce, najwyżej jedno na tydzień; tylko surowe, tylko gotowane – na  twardo / miękko, tylko

żółtko! I koniecznie podawaj..., bo... . I pamiętaj,  nigdy nie dawaj psu...., bo...

 

 Listy ciągną się długo; zalecenia,  dlaczego należy/nie należy podawać tej czy innej karmy stają się

coraz bardziej  fantazyjne i powoli dochodzimy do wniosku, że każdy z doradców mówi o innym  gatunku

zwierząt, w dodatku z dość kontrowersyjną fizjologią i przemianą  materii. I każdy powołuje się na

autorytety hodowlane i weterynaryjne, przytacza  książki, z których wyczytał owe mądrości i zaklina się,

że on zawsze tak żywił,  i proszę – demonstruje dorodny psi okaz.

 

 Lekko oszołomieni tym natłokiem  mniej lub bardziej sprzecznych rad, zaczynamy rozważać, że może

jednak sucha  karma, przynajmniej na początek...

 

 W hipermarkecie kolejny zawrót głowy.  Kolorowe torby z roześmianymi psimi pyskami i oczywiście: ,,nr

1 w Europie’’,  ,,pokarm championów” itd... Każda z najlepszych składników,

polecana przez  najlepszych hodowców, w pełni pokrywa zapotrzebowanie twojego psa. Czytamy  ulotkę,

może skład nam coś powie: z tasiemcowej listy substancji, o połowie  nawet nie słyszeliśmy; część

znamy, ale nie sądziliśmy, że nadają się do  jedzenia. I to wszystko okraszone suto naukowym

żargonem: aglutynowane,  chelatowane, postać skoagulowana, identyczne z naturalnym, liofilizowane, 

naturalnie stabilizowane, z dodatkiem substancji poprawiających właściwości  takie i siakie...

 

 Poddajemy się i kupujemy tą z najładniejszym obrazkiem.  W drodze do domu zaglądamy do

specjalistycznego sklepu. Rzeczywiście, sprzedawca  zna towar i potrafi doradzić, chociaż ceny pasz są tu

zdecydowanie wyższe.  Dowiadujemy się, że karma z marketu ,,to nie to’’ a poza tym i tak

musimy  dokupić odżywki, bo to ,,sama karma nie wystarcza, a błędy żywieniowe z  młodości...” 

 

 Te słowa znamy na pamięć, więc cierpliwie obserwujemy jak  na ladzie pojawiają się słoiki i pudełeczka z

Pies

http://pies.org.pl

Kreator PDF

Utworzono 4 January, 2009, 17:25

background image

kolejnymi specyfikami: ten na  sierść, ten na mineralizację kości, ten na stawy, jeszcze coś przeciw

krzywicy i  mieszanka mikroelementowa, i kolejna – witaminy. Stos rośnie, suma na kasie 

również. Chcemy zaprotestować, że to chyba przesada, ale oczami wyobraźni  widzimy wielki billboard ze

zdjęciem naszego pupila: rachitycznego,  pokrzywionego, bez sierści i zębów oraz podpisem ,,bo moi

właściciele  oszczędzali na jedzeniu”. Płacimy.

 

 Jeszcze tylko apteka i środki, które  ,,koniecznie’’ zalecił weterynarz i nareszcie do domu.

I tu przekonujemy się, że  nasz pies kompletnie lekceważy zasady prawidłowego odżywiania; jakimś

cudem  udało mu się upolować gołębia, którego pożarł z apetytem i większością piór,  mając w głębokiej

pogardzie kwestie siekania, mielenia i  gotowania.

 

 Oczywiście, powyższy scenariusz został trochę przerysowany,  ale tylko trochę!. Każdy

,,psiarz’’ pamięta nieskończone dyskusje nad wartością  takiej a nie innej karmy, gdy

dochodziło niemal do śmiertelnej obrazy ,,bo ja  czytałam, że...”. Mnożą się racje i argumenty,

przytaczane są wyniki badań  naukowych. Padają mrożące krew w żyłach przykłady jak ten i ów podawał

psu (bądź  nie podawał) to czy tamto i w efekcie.... Zwolennicy ,,suchego’’ gotowi są 

niemal przysięgać, że psy wynaleziono razem z granulowaniem pasz, zwolennicy 

,,mokrego’’ – że ich system żywienia jest bardziej naturalny. I każdy jest  święcie

przekonany o swojej słuszności.

 

 Po czyjej stronie jest więc  racja? I co ma zrobić biedny właściciel psa, który chce jak najlepiej dla 

swojego czworonoga?

 

 Prawda jest taka, że nie ma ,,jedynej słusznej’’  diety, o czym możemy przekonać się

choćby na przykładzie ludzi. Obok  ,,mięsożerców” żyją jarosze, wegetarianie, makrobiotycy,

weganie, zwolennicy  diety Diamondów i wielu innych systemów odżywiania, a nawet parę osób, które

–  jak twierdzą – żywią się wyłącznie energią kosmiczną. I każdy twierdzi, że to  właśnie on

żywi się najbardziej prawidłowo, zgodnie z prawami natury /  fizjologii itp. I tylko nie potrafi

wytłumaczyć, jak to jest, że ,,ci inni’’ też  żyją zdrowo i mają się dobrze. Czyżby mieli inną

fizjologię? Jak to więc jest z  tymi zasadami żywienia?

 

 Podstawowa reguła  prawidłowego żywienia brzmi – żadnych reguł!

 

 Ogólne wytyczne  organizmu (te same dla ludzi i dla zwierząt), mówią: daj mi to, co potrzebne i  tyle, ile

potrzebne; w sprawach szczegółów jakoś się dogadamy.

 

 Głównymi  składnikami odżywczymi są białka, węglowodany, tłuszcze i minerały (mikro-, 

makroelementy i witaminy) i organizm musi je otrzymać. A czy węglowodany będą  pochodziły z ryżu,

pszenicy, kukurydzy czy jęczmienia – to już są ,,szczegóły do  dogadania’’.

 

 Jeżeli naszemu psu najbardziej smakuje makaron – niech je  makaron, jeśli woli kaszę –

dajmy mu kaszę. Możemy mu dietę urozmaicać, podając  przemiennie różne gatunki kasz, płatki owsiane

i ryż. Nie zawadzi wypróbować  inne pasze, nawet jeśli nie są wymieniane w podręcznikach. Jeśli ktoś ma

rodzinę  lub znajomych na wsi – godna polecenia jest śruta zbożowa (grubo zmielone ziarno 

pszenicy lub pszenżyta). Od kaszy odróżnia ją wyższa zawartość składników  odżywczych (przede

wszystkim cennego białka z zarodka nasiennego) i włókna –  wskazanego zwłaszcza dla osobników

dorosłych. Wiele psów chętnie je grysik  kukurydziany, chociaż nie jest on zalecany, ze względu na słabej

jakości białko  i wysoką kaloryczność. Jeśli jednak będziemy podawać go wymiennie z innymi  kaszami

(zwłaszcza z dodatkiem 1 – 2 łyżek siemienia lnianego), z pewnością nie  przyniesie szkody a w

korzystny sposób wzbogaci dietę naszego  czworonoga.

 

 Podobna zasada rządzi mięsem: może być każde, jeśli będą i  inne. Pies to nie miś panda, że bambus

albo nic. Zje zarówno koninę jak i  baraninę, nie pogardzi wołowiną, a jak mu się raz na jakiś czas trafi 

wieprzowina – to też nie będzie dramatu i pożre ją z całym cholesterolem. Mięso  podajemy w

różnej postaci: oprócz gotowanego w kaszy, nasz pupil chętnie zje  surowy korpus z kury czy dobrze

obrośniętą mięsną kość. Jeżeli trafi się nutria,  to dużemu psu można podać ją w całości, nie patroszoną a

kurę nawet z piórami  (ale poza domem i raczej w bezwietrzną pogodę).

 

 Generalnie, im więcej  namieszamy – tym mniej zaszkodzimy. To z pewnością brzmi jak herezja

w stosunku  do wszystkich podręcznikowych zaleceń, ale taka jest właśnie praktyka.  (Większość

poradników pisana jest chyba dla chowu przemysłowego; jak gdyby  właściciel miał kenel na 140 psów a

nie jednego pieszczocha, któremu osobiście  przeżuwałby co twardsze kawałki, gdyby była taka potrzeba).

Pies

http://pies.org.pl

Kreator PDF

Utworzono 4 January, 2009, 17:25

background image

 

 Nie znaczy  to, że możemy ,,odpuścić” sobie literaturę jako nieprzydatną. Wystrzegajmy się 

jedynie autorów, występujących z poziomu ,,jajakoznawca’’, operujących nakazami  i

zakazami, ubranymi w pseudonaukową otoczkę typu: ,,badania naukowe wykazały’’  czy

,,amerykańscy naukowcy stwierdzili, że...”. Wybierajmy te pozycje, gdzie  autorzy w sposób

przystępny i rzeczowy wyjaśniają powody takiego a nie innego  postępowania i czytajmy je ze

zrozumieniem – przecież nie będziemy karmić  wszystkich czworonogów, tylko jednego,

konkretnego i unikatowego. Jeśli  większość psów ma kłopoty trawienne po mleku, nie znaczy to, że

mamy odmówić  naszemu miski mleka, o ile do tej pory mu służyło.

 

 Jeżeli ktoś pisze:  ,,nie wolno podawać psu wątroby” – to jest to kompletna bzdura i

wysyłamy  podręcznik wraz z autorem w Pireneje. Gdy zaś czytamy, że wątroba jest bogata w  wit. A i

podawanie jej w dużych ilościach, zwłaszcza surowej, może doprowadzić  do przedawkowania, ponadto

–jako śmietnik organizmu – zawiera wiele substancji  szkodliwych i dlatego nie jest

zalecana dla psów, wiemy przynajmniej, o co  chodzi. Nie powinniśmy raczyć naszego pupila kilogramem

wątroby wołowej 7 dni w  tygodniu, ale nie zaszkodzi, jeśli co jakiś czas ugotujemy kawałek w  kaszy.

 

 Podobnie ma się sprawa czekolady: wielu autorów krzyczy gromkim  głosem, że ,,czekolada dla psa to

śmierć, żadnej czekolady”, podczas gdy wiemy z  praktyki, że gdyby tak było, to połowa znanych

nam psów dawno powinna wędrować  po lepszym świecie. Jak to więc jest w rzeczywistości? Substancją

niebezpieczną  dla psa jest zawarta w ziarnie kakaowym teobromina (związek podobny do kofeiny i  o

podobnie pobudzającym działaniu), która w organizmie psa bardzo wolno się  rozkłada (ponad dobę;

kofeina – około 3 godz). Przeciętna dawka śmiertelna dla  psa waha się od 200 mg do 400 mg/kg

masy ciała, ale już przy 100 mg mogą  wystąpić bardzo poważne zaburzenia, z konwulsjami włącznie. W

100 g czekolady  mlecznej zawartość teobrominy wynosi około 150 mg. 

 

 Tak więc byłoby to  dużo dla ratlerka (chociaż raczej też jeszcze nie śmiertelne) ale z całą  pewnością nie

zaszkodziłoby 40 – kg rottweilerowi. Tak więc poczęstowanie  naszego łasucha kawałkiem

batonika czy herbatnikiem w polewie nie otruje go –  problem tkwi w tym, żeby się sam przez

przypadek nie poczęstował. Jeśli  pozostawiony w domu zwierzak dobierze się do naszej zakamuflowanej

urodzinowej  bombonierki – oszczędzi nam jedynie paru centymetrów w biodrach, ale jeżeli 

natrafi na odłożone do wypieków 2 – 3 tabliczki gorzkiej czekolady (zawartość  teobrominy 10 x

wyższa niż w mlecznej) – może być z nim bardzo źle. Z tego też  powodu powszechnie zaleca się

unikania czekolady w menu psa – a od właściciela  zależy, czy podejmie ryzyko zapoznania go z

jej smakiem. Pit na wybiegu ma  relatywnie mniejszą szansę na zdobycie śmiertelnej dawki tego

smakołyku niż  łakomy jamniczek u rodziny z dziećmi.

 

 W podobny sposób analizujemy  wszystkie uwagi i wskazówki; patrzymy przede wszystkim pod kątem

naszego psa;  jego wielkości, rasy, płci a przede wszystkim właściwości osobniczych, upodobań  i

przyzwyczajeń. Tak więc literaturę i dobre rady traktujmy z rozsądną  rezerwą.

 

 Wskazana ona jest zwłaszcza gdy dochodzi do delikatnej kwestii  witamin i preparatów mineralnych.

Chcemy jak najlepiej dla naszego psa ale  pamiętajmy, że nadmiar szkodzi równie mocno jak niedobór.

Jeżeli ma urozmaiconą  dietę, bogatą w różne gatunki mięsa i warzyw, z reguły nie potrzebuje żadnych 

dodatków mineralnych, za wyjątkiem okresów szczególnie intensywnego wzrostu.  Podawanie w

nadmiarze różnorakich suplementów ,,na wszelki wypadek’’ nie jest  obojętne dla zdrowia

psa – dotyczy to zwłaszcza tak hojnie szafowanych  preparatów wapniowych (może dojść do

zaburzeń gospodarki fosforanowo –  wapniowej). 

 

 Suplementacja składników mineralnych powinna odbywać się  wyłącznie na zalecenie lekarza weterynarii

i pod jego kontrolą, a nie dlatego,  że ,,kolega to dawał i psu służyło’’. Jeżeli zwierzęciu

brakuje jakichś  składników – zwykle sygnalizuje to poprzez nienormalny apetyt: liże ziemię, 

kamienie czy zardzewiałe rury. To sygnał, że pora przeanalizować jego dietę, a  jeśli to nie pomoże -

złożyć wizytę weterynarzowi.

 

 Jeśli nasz pies jest  przyzwyczajony (a trzeba to robić od szczeniaka) do urozmaiconego żywienia, 

łatwiej jest nam zbilansować prawidłowo jego dawkę pokarmową. Dorosłe zwierzę  znacznie gorzej znosi

zmiany i może dojść do zaburzeń przewodu pokarmowego, gdy  wprowadzimy nową paszę, np. na

wniosek weterynarza.

 

 Z tego też powodu,  wcześniej czy później każdy właściciel staje przed pokusą: a może by tak sucha 

karma? W końcu po to została wymyślona, żeby ułatwić życie osobom, które nie  znają się na żywieniu

Pies

http://pies.org.pl

Kreator PDF

Utworzono 4 January, 2009, 17:25

background image

psów bądź nie mają na to czasu. Nie trzeba się martwić o  składniki i ich bilansowanie, czego za dużo,

czego za mało – od tego są  fachowcy. Wszystko przygotowane, sprasowane w poręczny granulat,

dawkowanie  wypisane – sypiemy z worka do miski i gotowe. No, po prostu wash and go! 

Wystarczy wybrać najlepszą karmę i mamy raz na zawsze kłopot z  głowy.

 

 Przepis na znalezienie ,,tej najlepszej’’ nie jest skomplikowany.  Odszukujemy psy

pokrewnej lub tej samej rasy, żywione wyłącznie suchą karmą  jednego producenta; jeżeli będą w wieku

15 –18 lat, zdrowe i w dobrej kondycji a  rachunek od weterynarza będzie się składał głównie z

opłat za szczepienia –  karma nie jest zła. Proste, nieprawdaż?

 

 Jest tylko jeden, mały problem –  chyba nikt nie widział 18-letniego psa, karmionego wyłącznie

suchą karmą. Przy  tym ,,nowoczesnym’’ żywieniu jakoś trudno im dojść do wieku, który

osiągają  czworonogi na naturalnej bądź kombinowanej diecie. (W USA, kolebce pasz suchych,  pies 7-

letni uważany jest za starego!). W Polsce też coraz bardziej  rozpowszechnia się pogląd, że ,,duże psy nie

żyją długo” i jakoś nie widać, żeby  robiło to wrażenie na hodowcach. Rzecz jasna, w kwestii

długości życia punkty  widzenia hodowców i właścicieli będą rozbieżne: hodowca chce mieć zbyt na 

szczenięta, właściciel chce mieć swojego psa jak najdłużej.

 

 Czy więc  zrezygnować z granulatów? Oczywiście, nie! Mają przecież wiele zalet. Przede  wszystkim

wspomniana wygoda, istotna zwłaszcza w lecie, gdy nie musimy się  obawiać, że zepsuje się w wysokiej

temperaturze. Stały i stabilny skład – cecha  ważna szczególnie w podróży lub gdy zostawiamy

naszego pupila pod czyjąś opieką  – unikamy stresu żywieniowego. I z całą pewnością lepiej

zbilansowany skład, niż  zapewnili by niektórzy właściciele. Tak więc, choć nie jest to rozwiązanie 

optymalne, nie jest też takie złe.

 

 Jednym z ważniejszych problemów,  związanych z granulatami jest słabsza przyswajalność tłuszczów, co

wynika  głównie ze sposobu ich konserwacji i przechowywania. Ze względów ekonomicznych  kupujemy

większe worki paszy, która stoi otwarta przez 2-3 tygodnie. W tym  czasie dochodzi do utlenienia

znacznych ilości kwasów tłuszczowych (wystarczy  powąchać karmę ze świeżo otworzonego worka i z

jego końcówki – można wyczuć  wyraźną różnicę), zmienia się przyswajalność składników i

misternie zbilansowana  karma pozostaje wspomnieniem. Co ciekawe, większość producentów nie

fatyguje się  zamieścić na opakowaniu wskazówki o sposobie przechowywania i terminie  zachowania

składu paszy po otwarciu worka.

 

 Kolejnym problemem jest  wielkość dawki suchej karmy – wynosi ona wagowo około 25 - 30 %

,,mokrej”, mała  jest też jej objętość. Istnieje ryzyko, że pies zje jej za dużo, a jeśli  ograniczymy

mu porcje – będzie ciągle głodny i podkradał co się da. Szczególnie  niebezpieczne są karmy,

które producent zachwala jako ,,wysoko przyswajalne, ze  znikomą ilością resztek”, czyli, że pies

będzie pozostawiał mało odchodów.  Zestawianie dawki pokarmowej pod kątem wielkości (a raczej

małości) kupek,  przeczy fizjologii i zdrowemu rozsądkowi; pomijając już drobiazg, że jest to  prosta

droga do schorzeń jelitowych. Albo więc potencjalny właściciel wcześniej  przemyśli kwestię

satysfakcjonującej go wielkości psich odchodów i stosownie do  niej wybierze sobie odpowiednie zwierzę

albo zdecyduje się na psa ,,z  przyległościami". (A swoją drogą, byłby to niezmiernie ciekawy element 

charakterystyki ras, nie wspominając o pięknych zdjęciach w katalogach  J

 

 Brak jest danych o doświadczeniach na temat wpływu długotrwałego  żywienia psów wyłącznie suchą

karmą na ich zdrowie, natomiast wyniki  10-miesięcznych badań, przeprowadzonych w Instytucie

Weterynarii AR we Wrocławiu  przez Nicponia i wsp. wykazały gorszą przyswajalność pasz suchych (przy

tym  samym składzie co kontrolna ,,mokra’’) oraz zmiany mikroskopowe w śluzówce 

żołądka młodych (od 2 do 12 mies.) psów.

 

 To może rzeczywiście odrzucić  granulaty w obawie przed wizją owrzodzonego, zrakowaciałego żołądka

naszego  pupila? Chyba nie ma takiej potrzeby. Sucha karma to nie trucizna, a racjonalnie 

wykorzystywana może być dla nas prawdziwym wybawieniem. Możemy zastosować tzw.  żywienie

kombinowane, czyli kompromis między naturą a wygodą. Gdy mamy czas –  gotujemy, w dni

,,pracowite” – granulat (plus ewentualnie nasze resztki – może  być praktycznie

wszystko, byle bez przypraw). Nie będzie też kłopotu, gdy  będziemy musieli zostawić psa lub zabrać go

na urlop. Nawet jak przez kilka  tygodni będzie jadł ,,na sucho’’ – nic mu się nie

stanie, nadrobi ewentualne  niedobory po powrocie do normalnego żywienia. Jeśli natomiast pies zaczyna

mieć  problemy typu alergicznego – lepiej zapomnieć o granulatach.

 

 Przy tym  trybie żywienia możemy z powodzeniem wykorzystać tańszą, zwykle nieco gorszej  jakości

Pies

http://pies.org.pl

Kreator PDF

Utworzono 4 January, 2009, 17:25

background image

karmę. Odpowiednią ilość składników pokarmowych i tak dostarczymy w  gotowanym jedzeniu, więc

sprawdźmy jedynie, która będzie psu odpowiadać; mniej  ważne są rewelacje na etykiecie. Pamiętajmy,

że zwierzę to nie fabryka i nie  wszystkie składniki musi dostać na raz a nawet jest to niewskazane; np.

niektóre  witaminy i minerały mogą hamować lub blokować przyswajanie innych. Dlatego  skuteczność

preparatów wieloskładnikowych typu ,,all in one’’ jest dużo niższa,  niżby to wynikało z ich

składu (o czym zapewne przekonał sie każdy, kto stosował  dostępne w aptekach ,,kompleksy

witaminowo – mineralno – enzymatyczno – Bóg wie  jakie”, po których

– teoretycznie - powinien przypominać skrzyżowanie Pameli  Anderson i Rambo).

 

 O prawidłowości stosowanego menu najlepiej świadczy  wygląd i samopoczucie naszego pupila. Jeżeli

jest żywy i energiczny, wygląda  zdrowo i dobrze się czuje – to znak, że wszystko jest w porządku.

Warto przy tym  zaznaczyć, że łatwiej jest popełnić istotne błędy w żywieniu małych psów niż 

przedstawicieli większych, cięższych ras. Dotyczy to zwłaszcza ,,grzechów  dietetycznych’’,

czyli podawania niewskazanych przysmaków. Jak wspomniano  wcześniej, w zasadzie mało jest takich

pokarmów, których nie wolno jeść psom,  ale – podobnie jak ludzi – obowiązuje je zasada:

,,co za dużo to niezdrowo”.  

 

 Problem w tym, że częstując naszego ukochanego czworonoga, zwykle  stosujemy ,,ludzkie”

kryteria wielkości porcji. Jeśli nasz piesek jest dorodnym,  50-kilogramowym nowofunlandem – nie

ma większego problemu; kromka chleba z  masłem i miodem (bo on tak bardzo lubi) zniknie bez śladu w

przepastnym żołądku.  Ale ta sama kromka w żołądku pekińczyka to zupełnie inna historia. Lepiej więc 

uważać i nie przesadzać ze szczodrością. Jeśli ktoś koniecznie musi wyładowywać  nadmiar uczuć przez

karmienie – doskonale do tego celu nadają się  przedstawiciele płci męskiej ludzkiego gatunku.

 

 Jeżeli więc chcemy, żeby  nasz czworonożny towarzysz dożył w zdrowiu późnego wieku, pamiętajmy, że

,,szczypta rozsądku i garść umiaru to podstawa każdej  zdrowej diety”. 

 

 

 Autor  artykułu:

dr Ewa Walkowicz 

Pies

http://pies.org.pl

Kreator PDF

Utworzono 4 January, 2009, 17:25