background image

Dlaczego Amerykanie strzelali do satelity? - Wydarzenia dnia - Newswe...

http://www.newsweek.pl/wydruk/artykul-wydruk-online.asp?Artykul=22741

1 z 2

2008-02-24 15:08

W czwartek nad ranem rakieta wystrzelona
z pokładu amerykańskiego krążownika
trafiła w "zbuntowanego" satelitę
szpiegowskiego. Ameryka była
zdeterminowana, by rozbić US 193 na
kawałki, nawet kosztem 74 milionów
dolarów.

SPONSOR WYDRUKU

ARTYKUŁ - 

Wydarzenia dnia

Dlaczego Amerykanie strzelali do satelity?

Pocisk antybalistyczny typu SM-3 wystrzelono w czwartek o godz. 4.26
czasu polskiego z krążownika rakietowego  USS Lake  Erie,  pływającego
po  wodach północnego  Pacyfiku.  Antyrakieta  uderzyła  w  niesprawnego
wojskowego  satelitę  szpiegowskiego  US193  na  wysokości  247  km  nad
poziomem  morza.  Pentagon  potwierdził,  że  pocisk  trafił  w  cel  i
zapewniał  po  operacji,  że  niemal  wszystkie  szczątki  spalą  się  w  czasie
wejścia w atmosferę w ciągu 24-48 godzin, a pozostałe odłamki spadną
w  ciągu  40.  Nie  podano  oficjalnie,  czy  został  osiągnięty  główny  cel
misji,  czyli  zniszczenie  zbiornika  z  paliwem  satelity  -  toksyczną

hydrazyną  -  i  zminimalizowanie  związanego  z  tą  substancją  zagrożenia  dla  ludzi.  Jedynie  nieoficjalne
informacje z kręgów wojskowych potwierdzały, że był wybuch, to i musiało być trafienie. 

Według  dokonanych  obliczeń,  w  przypadku  rezygnacji  z  zestrzelenia  satelity,  wszedłby  on  w  gęste
warstwy  atmosfery  6  marca.  Dlaczego  Stany  Zjednoczone  zdecydowały  się  kosztem  74  milionów
dolarów rozbić go na kawałki, zanim uderzy w naszą planetę? Zwolennicy teorii spiskowych przeżywają
swoje  wielkie  dni. Spekulują, jakie  to  sekretne powody  mogły  stać  za  decyzją  administracji  Busha,  by
wystrzelić  nawet  trzy  pociski  SM-3  (okazało  się,  że  wystarczył  jeden)  z  amerykańskich  okrętów
wojennych stacjonujących gdzieś na zachód od Hawajów. 

Te  podejrzenia  są  zrozumiałe.  US  193  ważył  około  dwóch  ton  i  miał  gabaryty  szkolnego  autobusu.
Prawdopodobieństwo, że satelita  uderzy  w człowieka było  jak jeden  do  wielu  milionów.  Przecież  ludzie
mieszkają  tylko na  kilku procentach  powierzchni Ziemi, reszta to głównie oceany.  Rzecznik  Narodowej
Rady Bezpieczeństwa, Gordon Johndroe, ogłaszając decyzję USA uspokajał: - Prawdopodobieństwo, że
ten  satelita,  lub  jego  szczątki,  spadną  na  teren  zamieszkały,  jest  bardzo  niewielkie.  To  samo  mówił
"Newsweekowi"  szef  MON,  gdy  dowiedzieliśmy  się,  że  obszar,  na  który  może  spaść  "zbuntowany"
sputnik obejmuje również Polskę. 

Historia  potwierdza  to  przekonanie. Satelity latają  w  kosmos  od  50  lat  i  według  danych  Pentagonu  na
Ziemię  spadło  w  tym  czasie  17  tys.  obiektów.  Największe  to  78-tonowy  amerykański  Skylab,  który
spadł  w  1979  roku  i  stutonowa  radziecka  stacja  orbitalna  Mir  w  2001.  Według  jednego  z  niezależnych
źródeł w samym tylko zeszłym roku na Ziemię spadły 42 duże obiekty: dziewięć z nich było satelitami, a
około  tuzina  to  górne  fragmenty  rakiet  wynoszących  satelity  na  orbitę.  Nie  ma  doniesień  o  tym,  by
jakiekolwiek kosmiczne szczątki uderzyły w człowieka. 

Szczegółowe  wytłumaczenie  podane  przez  przedstawicieli  Białego  Domu  trudno  uznać  za  wiarygodne.
US193  miał  na  pokładzie  hydrazynę,  paliwo  kosmiczne  umieszczone  w  kulistym  pojemniku  o  średnicy
trzech  stóp.  Hydrazyna  -  gdyby  przedostała  się  do  atmosfery  -  rozprzestrzeniłaby  się  na  obszarze
równym  mniej  więcej  dwóm  boiskom  futbolowym  i  rozwiała  w  ciągu  kilku  minut.  Wmawia  się  nam
jednak,  że  właśnie  to  ryzyko  skłoniło  prezydenta  Busha  do  wydania  rozkazu  zniszczenia  satelity.
Przeczą  jednak  temu  prawa  fizyki.  Około  pół  tony  hydrazyny  znajdowało  się  w  zbiorniku  w  formie
zamrożonej.  Po  podgrzaniu  substancja  zamienia  się  w  gaz.  Gdyby  US  193  wszedł  w  atmosferę,  tarcie
podgrzałoby satelitę do 7.500 stopni, czyli temperatury wyższej, niż panuje na powierzchni słońca. Ci,
którzy pamiętają co nieco ze szkolnych lekcji fizyki przypomną sobie, że gaz pod wpływem temperatury
ulega  rozszerzeniu.  Istnieje  ogromne  prawdopodobieństwo,  że  zbiornik  z  hydrazyną  -  zaprojektowany
tak, by wytrzymywać niskie temperatury w kosmosie, a nie ogromny żar przy kontakcie z atmosferą -
po prostu by eksplodował. 

background image

Dlaczego Amerykanie strzelali do satelity? - Wydarzenia dnia - Newswe...

http://www.newsweek.pl/wydruk/artykul-wydruk-online.asp?Artykul=22741

2 z 2

2008-02-24 15:08

Czy  mogą  być  inne  wytłumaczenia  obaw  administracji?  Technologie  związane  z  satelitami
szpiegowskimi  to  perła  w  koronie  amerykańskich  sił  wywiadowczych.  Wiadomo,  że  USA  od  lat  ciężko
pracują,  by  uczynić  te  satelity  "niewidzialnymi"  dla  radarów  z  Ziemi,  tak,  by  okrążając  ziemię
kilkanaście  razy  dziennie,  mogły  osiągnąć  efekt  zaskoczenia.  Przewidywalność  trajektorii  orbitalnej
satelity  stanowi  piętę  achillesową  kosmicznego  wywiadu.  Znając  ją,  źli  chłopcy  mają  dość  czasu,  by
poukrywać  swoje  zabawki.  Niewidzialny  satelita,  który  zmieniałby  orbity  napędzany  paliwem
hydrazynowym mógłby ich zaskoczyć. Technologie, dzięki którym US193 miał być niewidzialny - kształt
mający oszukać  radary,  pokrycie  kadłuba,  dzięki  którym  unika  innych  ziemskich  czujników  -  wszystko
to są tajemnice, które USA gotowe są chronić, nawet kosztem 74 milionów dolarów. 

Tu  pojawia  się  intrygujące  pytanie  o  źródło  zasilania  US193.  Większość  satelitów  na  orbicie
okołoziemskiej  posiada  gigantyczne  panele  solarne  -  wielkości  boiska  piłkarskiego  -  które  zamieniają
promienie  słoneczne  w  energię  elektryczną.  Panele  te  powodują  jednak,  że  satelita  jest  widoczny  dla
każdego radaru. US 193 zabrakło kilku sekund, by wejść na orbitę po wystrzeleniu z Bazy Powietrznej
Vanderberg w Kalifornii, 14 grudnia 2006. Czy gdyby przetrwał, rozłożyłby panele słoneczne? Nie jest to
jasne,  ale  wydaje  się  mało  prawdopodobne.  Jakie  zatem  było  jego  źródło  zasilania?  Satelity  sowieckie
zazwyczaj  zasilano  miniaturowymi  reaktorami  nuklearnymi.  Kiedy  radziecki  Kosmos  954  rozbił  się  w
1978  roku  w  pobliżu  Great  Slave  Lake  w  Kanadzie,  radioaktywne  szczątki  rozsypały  się  na  obszarze
kilku  mil.  Według  niektórych  wyliczeń  na  orbicie  wciąż  znajduje  się  ponad  50  reaktorów  lub  rdzeni
reaktorów  pochodzących  z  uszkodzonych  satelitów.  USA  wykorzystywały  reaktory  nuklearne  przy
dalekich misjach kosmicznych, ale nie chwaliły się, by zasilały w ten sposób satelity szpiegowskie. 

Podczas  briefingu  w  Pentagonie  ze  wszystkimi  pytaniami  na  temat  technologii  zastosowanych  w  USA
193  odsyłano  do  National  Reconnaissance  Office  (Narodowe  Biuro  Rozpoznania),  agencji,  która
zawiaduje  amerykańskim  programem  satelitów  szpiegowskich.  NRO  nie  mówi  nic.  Pozostaje  więc
pytanie:  czy  US  193  jest  pierwszym  satelitą  szpiegowskim  nowej  generacji  zasilanym  przez  reaktor
nuklearny?  I  czy  to,  oprócz  ryzyka  związanego  z  hydrazyną,  tłumaczy  determinację  rządu  USA,  by  go
zniszczyć? 

John Barry, Paweł Kubisiak

drukuj 

|

 zamknij