background image

I s. okładki 

„Na Początku...” Rok 9, maj-czerwiec 2001, nr 5-6 (142-143)  

W numerze m.in.:  

Omówienie artykułu Jamesa Glanza z The New York Times, który świadczy,  że 

ewolucjoniści zmuszeni są do coraz poważniejszego traktowania kreacjonistycznej opozycji.  

 

II s. okładki 

Mieczysław Pajewski 

DLACZEGO POTRZEBNE JEST POLSKIE 

TOWARZYSTWO KREACJONISTYCZNE? 

Powody, dla których winniśmy wspierać Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne, są 

dwojakie: naukowe i pozanaukowe. Po pierwsze, nie uważamy, aby posiadane fakty były tak 
miażdżące,  żeby kreacjonizm nie zasługiwał na rozważanie go jako alternatywna dla 
ewolucjonizmu teoria. Więcej – uważamy,  że zdobyte dotąd fakty lepiej pasują do 
kreacjonistycznej wizji życia,  że przewidywania ewolucjonistów zakończyły się w dużej 
mierze fiaskiem. Innymi słowy: przemilczanie kreacjonistycznej alternatywy, co robią od 
dziesiątków lat ewolucjoniści, wydaje się być krzywdzące i dla kreacjonizmu, i dla nauki. 
Monopol, jaki zapewniają sobie ewolucjoniści, jest jak każdy monopol niebezpieczny – w 
tym wypadku dla prawdy naukowej. Nawet jeśli ewolucjonizm jest słuszny, to istnienie 
mocnych alternatyw poznawczych sprzyja rozwojowi nauki, także rozwojowi teorii ewolucji, 
gdyż pozwala wytknąć słabe punkty i zmusza do wysiłku.  

Istnieją też, po drugie, powody pozanaukowe. Społeczeństwa końca XX wieku 

przeżywają kryzys widoczny gołym okiem: rosnąca przestępczość, narkomania, zanik więzi 
rodzinnych, upadek autorytetów (kościoła, państwa, rodziny) i rosnąca anarchizacja życia 
społecznego, wzrost relatywizmu moralnego połączony z postawą konsumpcyjną, czego 
skutkiem są na przykład liczby dokonywanych aborcji itd. itd. Uważamy, że w istocie jest to 
kryzys moralny, a przyczyną tego kryzysu jest stopniowa utrata wiary w Boga-Stworzyciela, 
który nie tylko stworzył  świat i człowieka, ale który także zostawił mu zasady właściwego 
życia: stosunku do Boga, do innych ludzi i do świata. Propagowanie kreacjonistycznej wizji 
świata może ten niebezpieczny trend zahamować i odwrócić, a jeśli nawet jest to niemożliwe, 
to przynajmniej niektórym może ono pomóc odzyskać utracone poczucie ładu moralnego.  

Oto dlaczego winniśmy wspierać Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne.  

 

Przedruk z Na Początku... 1993, nr 1.  

(fragment)  

background image

s. 131 

NA POCZĄTKU...  

ROK 9 

Nr 5-6 (142-143)  

maj-czerwiec 2001  

MIESIĘCZNIK POLSKIEGO TOWARZYSTWA KREACJONISTYCZNEGO 

 

SPIS TREŚCI 

● Stworzenie czy ewolucja? 
s. 132 – Walt Brown, Teorii ewolucji organicznej nigdy nie obserwowano (z jęz. ang. tłum. 
Maria Jurecka)  
s. 161 – John Ankerberg i John Weldon, Fakty w sprawie „stworzenie czy ewolucja?” 
(część 11) (z jęz. ang. tłum. Mieczysław Pajewski)  
 
● Antropologia 
s. 164 – John D. Morris, Czy „Lucy” była małpoludem? (z jęz. ang. tłum. Katarzyna 
Gieremek)  
s. 167 – John D. Morris, Czy mamy teraz jakąś nową małpę jako kandydatkę na ciocię? 
(z jęz. ang. tłum. Mieczysław Pajewski)  
 
● Z archiwum polskiego kreacjonizmu 
s. 170 – Karol Sabath, List do redakcji „Ducha Czasów” (30.08.1990)  
s. 172 – Mieczysław Pajewski, Odpowiedź (styczeń-marzec 1992)  
 
● Kreacjonistyczny Przegląd Prasy 
s. 188 – Mieczysław Pajewski (Marcin Rotkiewicz, Pajęcza stal. Biologiczna stal zrewolu-
cjonizuje przemysł i medycynę
Wprost 20 maja 2001, nr 20, s. 79) 
s. 189 – Mieczysław Pajewski (James Glanz, Evolutionists Battle New Theory on Creation
The New York Times April 8, 2001)  
 
 

background image

s. 132 

Walt Brown 

Teorii ewolucji organicznej 

nigdy nie obserwowano 

Zanim rozpoczniemy rozważania dotyczące powstania życia na Ziemi, musimy 

zrozumieć termin „ewolucja organiczna”. Ewolucja organiczna, zgodnie z teorią, jest 
naturalnie występującą dziedziczną, korzystną zmianą, która doprowadza do stopniowego 
zwiększania się stopnia złożoności organizmu. Powiększona w ten sposób złożoność 
ujawniałaby się w kolejnym pokoleniu, które charakteryzowałoby się odmienną, ulepszoną 
budową organizmu. Taki zakładany przebieg zdarzeń nazywany jest czasami teorią „od 
cząsteczek do człowieka” lub makroewolucjąMikroewolucja z kolei, nie obejmuje rosnącej 
złożoności, a jedynie zmiany rozmiaru, kształtu, koloru lub drobniejsze zmiany w przebiegu 
procesów biochemicznych, czy składu chemicznego na skutek paru mutacji. Mikroewolucja 
może być uważana za zmianę „poziomą”, podczas gdy makroewolucja (gdyby była 
kiedykolwiek obserwowana) objęłaby korzystną zmianę  złożoności „ku górze”. Zauważmy, 
że mikroewolucja plus czas nie prowadzi do makroewolucji. [mikro + czas ≠ makro]  

Zarówno kreacjoniści, jak i ewolucjoniści zgadzają się co do tego, że mikroewolucja 

istnieje. Drobne zmiany obserwowano od dawna. Ewolucjoniści często dostarczają dowodów 
na mikroewolucję, by poprzeć istnienie makroewolucji. To właśnie makroewolucja, w wyniku 
której powinny pojawić się nowe cechy, umiejętności oraz zwiększyć się  złożoność 
organizmu, jest obiektem kontrowersji pomiędzy kreacjonistami i ewolucjonistami. Dlatego w 
niniejszej książce termin „ewolucja organiczna” będzie oznaczał makroewolucję.  

1. Prawo biogenezy  

 

background image

s. 133 

Samorzutnej biogenezy (pojawienia się  życia z materii nieożywionej) nigdy nie 

stwierdzono. Wszystkie obserwacje wykazują, że życie pochodzi tylko od życia. Obserwacje 
są powtarzalne do tego stopnia, że prawidłowość  tę określono prawem biogenezy. Teoria 
ewolucji stoi w sprzeczności z tym prawem, gdyż zgodnie z nią  życie powstało z materii 
nieożywionej w wyniku procesów występujących w naturze. [1] 

__________  

[1] Ale czołowi ewolucjoniści zostali zmuszeni do zaakceptowania pewnych form 

samorzutnego powstania życia. George Wald, absolwent Uniwersytetu w Harvardzie i laureat 
Nagrody Nobla w fizjologii i medycynie, uznaje powstały dylemat.  

Racjonalnym poglądem była wiara w naturalne (samorzutne) powstanie życia; jedyna 
alternatywa to wiara w pojedynczy, początkowy akt nadprzyrodzonego stworzenia. 
Nie ma innej możliwości.  

Bez podania racjonalnych powodów Wald akceptuje samorzutne, statystycznie 
nieprawdopodobne powstanie życia, a nie stworzenie.  

Można jedynie rozważyć rozmiar tego zadania, aby przyznać,  że samorzutne 
powstanie życia jest niemożliwe. [...] A tymczasem znajdujemy się tu, na Ziemi – jako 
wynik, według mnie, samorzutnego powstania.  

(George Wald, The Origin of Life, Scientific American, Vol. 190, August 1954, s. 46.) 

Rozpoczęcie się procesów ewolucyjnych rodzi pytanie, na które jak do tej pory nie ma 
odpowiedzi. Skąd pochodzi życie istniejące na tej planecie? Aż do niedawna 
dominowało powszechne przekonanie o „samorzutnym powstaniu” życia na Ziemi. 
Zakładano, że niższe formy życia rozwinęły się samorzutnie, na przykład z gnijącego 
mięsa. Jednak starannie przeprowadzone przez Pasteura doświadczenia wykazały,  że 
wnioski te zostały wyciągnięte w oparciu o mało dokładne obserwacje. W rezultacie 
została zaakceptowana doktryna, według której życie powstaje tylko z życia [prawo 
biogenezy]. Na podstawie istniejącego  świadectwa empirycznego jest to jedyny 
możliwy wniosek. Ponieważ jednak prowadzi on do uznania  

 

background image

s. 134 

2. Cechy nabyte  

Cechy nabyte w rozwoju osobniczym nie mogą być dziedziczone. [2] Na przykład 

długa szyja żyrafy nie powstała w wyniku wyciągania szyi przez jej przodków, którzy 
próbowali dosięgnąć liści wysoko na drzewie. Podobnie mocno rozwinięte muskuły 
człowieka, ćwiczącego podnoszenie ciężarów, nie zostaną odziedziczone przez jego dziecko. 

3. Prawa Mendla  

Genetyczne prawa Mendla i ich współczesne uściślenia wyjaśniają prawie całą 

obserwowaną zmienność organizmów. Mendel odkrył, że geny  

__________ 

nadprzyrodzonego aktu stworzenia, jest trudny do zaakceptowania przez wielu 
naukowców. Przy obecnym sposobie myślenia prowadzi do nieakceptowanych, 
filozoficznych wniosków i jest sprzeczny z naukowym oczekiwaniem ciągłości w 
otaczającym nas świecie. Wprowadza nie braną pod uwagę przerwę w łańcuchu 
zdarzeń i dlatego nie może być uznany za część nauki, chyba że odrzucenie go jest 
zupełnie niemożliwe. Z tego powodu większość naukowców preferuje przekonanie, że 
życie powstało w sposób jeszcze niepoznany, z materii nieorganicznej zgodnie z 
prawami fizyki i chemii.  

(J.W.N. Sullivan, The Limitations of Science,  The Viking Press, Inc., New York 1933, s. 
94.)  

[2] Podczas gdy prawie wszyscy biologowie zgadzają się z tym stwierdzeniem, część 

nieświadomie staje się zwolennikami poglądu, zwanego lamarkizmem, według którego 
środowisko może w sposób ukierunkowany i korzystny zmieniać komórki jajowe i plemniki. 
Czasami Darwin również popierał ten pogląd. Zapotrzebowanie na mechanizmy 
przekształceń makroewolucyjnych wynika z nieadekwatności tych obecnie proponowanych. 
Niektórzy biologowie intensywnie poszukują dowodów na poparcie lamarkizmu. Drobne 
cechy nabyte, o których mówią, nie mają  żadnego znaczenia dla którejkolwiek z obecnie 
panujących teorii ewolucji organicznej (dla przykładu patrz: Lamarck, Dr. Steel and 
Plagiarism, Nature, 12 January 1989, vol. 337, s. 101-102).  

 

background image

s. 135 

(jednostki dziedziczności) ulegają wymieszaniu podczas przekazywania ich z jednego 
pokolenia do drugiego. Powstają różne  kombinacje genów, ale nie różne geny. Różne 
kombinacje genów prowadzą do zmienności w obrębie każdej formy życia, jak jest np. w 
obrębie rodziny psów. Logiczną konsekwencją praw Mendla jest istnienie granic takiej 
zmienności. [3] Również eksperymenty hodowlane [4]  oraz zwykłe obserwacje [5] 
potwierdzają 

__________ 

[3] Por. Monroe W. Strickberger, Genetics, drugie wydanie, Macmillan Publishing 

Co., New York 1976, s. 812.  

Alfred Russel Wallace, który na krótko przed Karolem Darwinem i niezależnie od 

niego zaproponował teorię ewolucji organicznej, nie akceptował genetycznych praw Mendla. 
Według niego doświadczenia Mendla wykazywały, iż ogólne cechy charakterystyczne 
organizmu pozostają w obrębie wyznaczonych granic. W liście do dra Archdalla Reida z dnia 
28 grudnia 1909 roku Wallace pisał:  

Co do ogólnych zależności pomiędzy mendelizmem a ewolucją, doszedłem do bardzo 
wyraźnych wniosków. Nie ma on żadnego związku z ewolucją gatunków lub 
wyższych form organizacji życia, lecz sprzeciwia się ewolucji! Główną podstawą 
ewolucji, obejmującą najdrobniejszą i wszystko ogarniającą adaptację do środowiska, 
jest skrajna i zawsze obecna plastyczność jako warunek przeżycia i adaptacji. 
Natomiast istotą cech organizmu opisywanych przez Mendla jest ich niezmienność. Są 
one przekazywane bez zmian i dlatego, za wyjątkiem najrzadszych przypadków, cechy 
te nigdy nie będą się dostosowywały do nieustannie zmieniających się warunków 
otoczenia.  

(James Marchant, Letters and Reminiscences, Harper & Brothers, New York 1916, s. 340.)  

[4] Por. Francis Hitching, The Neck of the Giraffe: Where Darwin Went Wrong

Ticknor and Fields, New Haven, Connecticut 1982, s. 55. Por. też: „Wszyscy kompetentni 
biologowie, chociaż nie lubią dyskutować tego problemu w kontekście ewolucji, uznają, że w 
wyniku hodowli można uzyskać zmienność organizmów tylko w pewnych, określonych 
granicach”  

 

background image

s. 136 

istnienie takich granic.  

4. Ograniczona zmienność  

Prawa Mendla dały teoretyczne wytłumaczenie istnienia ograniczonej zmienności, ale 

istnieje także możliwość doświadczalnej weryfikacji tego zjawiska. Na przykład zakładając, 
że ewolucja zachodzi, organizmy (takie jak bakterie), które szybko wydają potomstwo, 
powinny wykazywać najwięcej zmienności i mutacji. Wtedy na skutek naturalnej selekcji 
następowałoby wyłonienie najbardziej korzystnej zmiany, pozwalającej organizmom ją 
posiadającym przeżyć, rozmnażać się i przekazać następnej generacji korzystne geny. Zatem 
ich potomstwo powinno mieć ogólną tendencję do dziedziczenia krótkich cyklów 
reprodukcyjnych i posiadania licznych „dzieci”. Jednak obserwujemy tendencję odwrotną. 
Mówiąc ogólnie, bardziej złożone organizmy takie jak np. ludzie mają mniej liczne 
potomstwo i dłuższe cykle reprodukcyjne. [6] Widzimy więc,  że zmienność w obrębie 
istniejących 

__________ 

(William R. Fix, The Bone Peddlers: Selling Evolution, Macmillan Publishing Co., New 
York 1984, s. 184-185); „Zasadą, którą uznają wszyscy zajmujący się hodowlą, jest 
ograniczoność zmienności, jaką można uzyskać” (Lane P. Lester and Raymond G.Bohlin, 
The Natural Limits to Biological Change, Zondervan Publishing House, Grand Rapids 
1984, s. 96); Norman Macbeth, Darwin Retried: An Appeal to Reason, Gambit, Ipswich, 
Massachusetts 1971, s. 36; William J. Tinkle, Heredity, St. Thomas Press, Houston 1967, s. 
55-56.  

[5] „[...] oczywistą trudnością jest odrębność specyficznych form organizmów, 

pomiędzy którymi brak sekwencji form pośrednich” (Charles Darwin, The Origin of Species
szóste wydanie, Macmillan Publishing Co., New York 1927, s. 322); „Rzeczywiście, izolacja 
i odrębność poszczególnych typów organizmów oraz istnienie wyraźnego braku ciągłości w 
naturze było oczywiste przez wieki, nie tylko dla biologów” (Michael Denton, Evolution: A 
Theory in Crisis
, Barnett Books, London 1985, s. 105).  

[6] „Wśród kręgowców występuje znacznie mniej osobników, na które  

 

background image

s. 137 

rodzajów organizmów jest ograniczona.  

5. Dobór naturalny  

Dobór naturalny nie może tworzyć  nowych genów; on jedynie selekcjonuje już 

istniejące cechy. [7] Na przykład powstało błędne przekonanie, że odporność 
„wyewoluowała” w odpowiedzi na obecność pestycydów i antybiotyków. Czasami utracona 
zdolność została przywrócona, co wygląda jak ewolucja. [8] W innych przypadkach, gdy 
zaczęto stosować pestycydy i antybiotyki, już istniały nieliczne odporne owady i bakterie. 
Wrażliwe osobniki zostały zabite, zaś odporne dodatkowo pozbawione konkurencji zaczęły 
się intensywnie rozmnażać. [9] Zatem podczas gdy dobór naturalny 

__________ 

mógłby oddziaływać dobór naturalny. Dlatego pozostaje zagadką niezwykła złożoność 
budowy ich przedstawicieli (przynajmniej dla mnie), pomimo geologicznej skali czasu, w 
której procesy te odbywają się i to niezależnie od argumentacji w książce Johna Bannera The 
Evolution of Complexity 
oraz Richarda Dawkinsa w The Blind Watchmaker odnośnie siły 
doboru naturalnego” (Peter R. Sheldon, Complexity Still Running, Nature 14 March 1991, 
vol. 350, s. 104).  

[7]  „[Dobór naturalny] może oddziaływać stabilizująco, lecz nie prowadzi do 

powstawania nowych gatunków (specjacji). Wbrew temu, co sugerowało wielu ludzi, nie jest 
on siłą tworzącą, kreatywną” (Daniel Brooks, cyt. za: Roger Lewin, A Downward Slope to 
Greater Diversity, Science 24 September 1982, vol. 217, s. 1240).  

[8] Por. G.Z. Opadia-Kadima, How the Slot Machine Led Biologists Astray, Journal 

of Theoretical Biology 1987, vol. 124, s. 127-135.  

[9] „Zmienność genetyczna potrzebna dla rozwoju odporności na najprzeróżniejszego 

rodzaju pestycydy istniała z pewnością w każdej populacji poddanej działaniu tych 
wyprodukowanych przez człowieka związków chemicznych” (Francisco J. Ayala, The 
Mechanisms of Evolution, Scientific American September 1978, vol. 239, s. 65).  

Znalezione w arktycznych rejonach Kanady dobrze zachowane,  

 

background image

s. 138 

odgrywał swoją rolę, nic nowego nie „wyewoluowało”. Przeciwnie, zanikła część 
organizmów stanowiących o różnorodności świata żywego.  

Zmienność, którą Darwin obserwował pomiędzy łuszczakami (ziębami) na Wyspach 

Galapagos, to jeszcze jeden przykład doboru naturalnego, leżącego u podstaw mikro- (a nie 
makro-) ewolucji. Mówiąc inaczej, chociaż dobór naturalny czasami wyjaśnia mechanizm 
przeżywania osobników najbardziej dostosowanych, to nie może on wyjaśnić ich 
pochodzenia. [10] W rzeczywistości dobór naturalny uniemożliwia większe zmiany 
ewolucyjne. [11] 

__________ 

zamarznięte w 1845 roku ciało ludzkie zawierało bakterie odporne na antybiotyki. Odporność 
ta nie mogła rozwinąć się jako reakcja na nie, ponieważ produkcja antybiotyków rozpoczęła 
się we wczesnych latach 1940tych. Zanieczyszczenie próbki, jako ewentualna możliwość, 
zostało wykluczone (patrz Rick McGuire, Eerie: Human Arctic Fossils Yield Resistant 
Bacteria, Medical Tribune 29 December 1988, s. 1).  

[10] „Darwin ubolewał, że krytycy go nie rozumieli. Wydaje się jednak, że on sam nie 

zdawał sobie sprawy z tego, że prawie każdy, przyjaciele, zwolennicy i krytycy, zgadzali się 
co do jednego: jego dobór naturalny nie może być przyczyną powstania zróżnicowania 
organizmów, a jedynie mechanizmem ich przeżycia. Były liczne przyczyny, dla których 
odrzucono zaproponowaną przez Darwina teorię. Najważniejsza z nich to ta, że wiele nowych 
cech w żaden sposób nie pojawi się w wyniku akumulacji małych, stopniowych zmian. 
Gdyby to nawet było możliwe, to nie nastąpiłoby jako rezultat działania doboru naturalnego, 
ponieważ początkowe i pośrednie stadia nie są cechami korzystnymi” (Sören Lövtrup, 
Darwinism: The Refutation of a Myth, Croom Helm, New York 1987, s. 274-275).  

[11] W 1980 roku w Chicago odbyła się konferencja na temat makroewolucji. Roger 

Lewin, pisząc do Science,  opisał  ją jako „punkt zwrotny w historii teorii ewolucji”. 
Powiedział on:  

Głównym pytaniem, jakie postawiono na konferencji w Chicago, było, czy mechanizm 
mikroewolucji może służyć wyjaśnieniu zjawisk makroewolucji. Ryzykując 
konfrontację ze stanowiskiem niektórych osób obecnych na tym zjeździe, odpowiedź 
brzmi – Nie.  

 

background image

s. 139 

6. Mutacje  

Mutacje są jedynym znanym sposobem, dzięki któremu nowy materiał genetyczny 

staje się dostępny dla ewolucji. [12] Rzadko kiedy, jeżeli 

__________ 

(Roger Lewin, Evolution Theory under Fire, Science 21 November 1980, vol. 210, s. 883.)  

Francisco Ayala, jeden z głównych propagatorów w Stanach Zjednoczonych kierunku 
zwanego Współczesną Syntezą [neodarwinizmem], przyznał wielkodusznie: 
„Genetyka populacji nie pozwala przewidywać stazy [stabilności gatunków w miarę 
upływu czasu], lecz po zapoznaniu się z tym, co mówią paleontologowie, jestem 
przekonany, że małe zmiany się nie akumulują.  

(Tamże, s. 884.)  

Jak stwierdziliśmy już wcześniej, mikro + czas ≠ makro. 

Można by postulować, iż takie «drobne» zmiany [mikroewolucja], zachodzące przez 
miliony lat, mogły doprowadzić do zmian makroewolucyjnych. Lecz dane 
obserwacyjne nie popierają tego poglądu [...] [tu przykłady] [...] Tak więc zmiany 
obserwowane w laboratorium nie są analogiczne do rodzaju zmian, które są potrzebne 
do makroewolucji. Ci, którzy przeskakują w rozumowaniu od mikroewolucji do 
makroewolucji, mogą być oskarżeni o zastosowanie nieprawdziwej analogii – 
szczególnie kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że mikroewolucja jest siłą 
odpowiedzialną za stabilność [stazę], a nie za transformację [...] Dla tych, którzy 
muszą opisywać historię  życia jako czysto naturalne zjawisko, czyszczące działanie 
doboru naturalnego jest trudnym problemem do pokonania. Dla naukowców, którzy 
ograniczają się do opisywania szczegółowo procesów i zjawisk, zachodzących w 
przyrodzie (szczególnie stazy), naturalna selekcja prowadzi w kierunku zapobiegania 
zmianom ewolucyjnym.  

(Michael Thomas, Stasis Considered, Origins Research Fall/Winter 1989, vol. 12, s. 11.)  

 

[12] „Ostatecznie, przyczyną wszelkiej zmienności są mutacje” (Ernst  

 

background image

s. 140 

w ogóle kiedykolwiek, mutacja jest korzystna dla organizmu w jego naturalnym środowisku. 
Prawie wszystkie obserwowane mutacje są niekorzystne; niektóre są bez znaczenia; wiele jest 
letalnych. [13] Jednak 

__________ 

Mayr, Evolutionary Challenges to the Mathematical Interpretation of Evolution, w: Paul S. 
Moorhead and Martin M. Kaplan (eds.), Mathematical Challenges to the Neo-Darwinian 
Interpretation of Evolution. Proceedings of a symposium held at the Wistar Institute of 
Anatomy and Biology, 25 i 26 April, 1966
, The Wistar Institute Press, Philadelphia 1967), s. 
50); „Chociaż mutacja jest pierwotnym źródłem wszelkiej zmienności genetycznej, jest to 
stosunkowo rzadkie zjawisko, [...]” (Ayala, The Mechanisms of Evolutions..., s. 63).  

[13] „Proces mutacji jest jedynym znanym źródłem genetycznej zmienności i zarazem 

ewolucji. [...] mutanty, które powstają, z małymi wyjątkami są  śmiertelne dla ich nosicieli, 
przynajmniej w warunkach, w których dany gatunek normalnie żyje” (Theodosius 
Dobzhansky, On Methods of Evolutionary Biology and Anthropology, American Scientist
December 1957, s. 385);  

„Tak więc mutacje są czymś więcej niż nagłymi, dziedzicznymi zmianami; wpływają 

one też na żywotność, a zgodnie z naszą wiedzą zawsze niekorzystnie na nią oddziałują” (C.P. 
Martin, A Non-Geneticist Looks at Evolution, American Scientist, January 1953, s. 102);  

„Mutacje prowadzą do zmian dziedzicznych, lecz istnieje wiele dowodów na to, że 

wszystkie lub prawie wszystkie znane mutacje są niewątpliwie patologiczne, a nieliczne 
pozostałe są wysoce podejrzane” (tamże, s. 103);  

[Chociaż mutacje doprowadziły do wyhodowania pewnych pożądanych odmian 

zwierząt i roślin] „wszystkie wydają się mieć charakter uszkodzeń, które do pewnego stopnia, 
ograniczają  płodność i żywotność dotkniętego nimi organizmu. Wątpię, czy spośród wielu 
tysięcy znanych mutantów, chociaż jeden okazałby się organizmem lepiej przystosowanym 
do  środowiska, w którym normalnie żyje, niż tzw. typ dziki – czyli wyjściowy, 
niezmutowany. Zaś w warunkach zmienionego środowiska zaledwie kilka mutacji można 
ocenić jako nadające cechy korzystniejsze od tych, które posiadał typ dziki” (tamże, s. 100);  

 

background image

s. 141 

__________ 

„Jeżeli powiemy, że mogą być one [mutacje] korzystne tylko przez przypadek, 

wyrażamy się ciągle zbyt łagodnie. Generalnie, są one bezużyteczne, szkodliwe lub letalne” 
(W.R. Thompson, Introduction to The Origin of Species, Everyman Library No. 811, E.P. 
Dutton & Sons, New York 1956; reprint edition, J.M.Dent and Sons, Ltd., Sussex, England 
1967, s. 10).  

Widoczne mutacje to takie zmiany genetyczne, które łatwo zaobserwować, jak na 

przykład bielactwo, karłowatość i hemofilia. Winchester ocenia ilościowo względną częstość 
kilku typów mutacji. „Letalne mutacje przewyższają te, które się ujawniają, w stosunku 20:1. 
Mutacje, które powodują niewielkie niekorzystne zmiany czyli mutacje szkodliwe, zdarzają 
się nawet częściej niż letalne” (A.M. Winchester, Genetics, 5th edition, Houghton Mifflin 
Co., Boston 1977, s. 356). Por. też John W. Klotz, Genes, Genesis, and Evolution, 2nd 
edition, revised, Concordia Publishing House, St. Louis 1972, s. 262-265).  

„Zadałem sobie trud, aby stwierdzić, czy jest znana taka zmiana pojedynczego 

aminokwasu w cząsteczce hemoglobiny, która nie spowodowałaby poważnego uszkodzenia 
jej funkcji. Okazuje się,  że trudno znaleźć choć jeden taki przypadek” (George Wald, w: 
Moorhead and Kaplan (eds.), Mathematical Challenges..., s. 18-19). Ale ewolucjoniści uczą 
od lat, że alfa-hemoglobina A przekształciła się na skutek mutacji w beta-hemoglobinę A. 
Taka zmiana wymagałaby minimum 120 mutacji punktowych. Innymi słowy, trudność, o 
której pisze Wald powyżej, musi być podniesiona do 120-tej potęgi, aby utworzyć tylko to 
jedno białko!  

„Nawet gdybyśmy nie posiadali dużej ilości danych na ten temat, opierając się 

wyłącznie na teorii możemy być pewni, że powstające mutacje zazwyczaj są szkodliwe. 
Mutacja jest bowiem przypadkową zmianą, która zaszła w wysoko uorganizowanym, dobrze 
funkcjonującym organiźmie. Przypadkowa zmiana w systemie dobrze zintegrowanych 
procesów chemicznych, które stanowią o życiu, prawie na pewno utrudni je – podobnie jak 
jest mało prawdopodobne, by przypadkowa zamiana połączeń kabli w telewizorze poprawiła 
obraz” (James F. Crow [profesor genetyki, University of Wisconsin], Genetic Effects of 
Radiation, Bulletin of the Atomic Scientists, January 1958, vol. 14, s. 19-20);  

 

background image

s. 142 

żadna znana mutacja nie doprowadziła do powstania formy życia o większej złożoności i 
żywotności w porównaniu z formą wyjściową. [14] 

__________ 

„Jedynym stałym efektem mutacji wydaje się być tendencja w kierunku degeneracji 

(Sewall Wright, The Statistical Consequences of Mendelian Heredity in Relation to 
Speciation, w: Julian Huxley (ed.), The New Systematics, Oxford University Press, London 
1949, s. 174; podkr. w oryginale).  

Dyskutując na temat liczebności mutacji potrzebnych do powstania nowych organów, 

Koestler powiedział:  

Każda pojedyncza mutacja byłaby usunięta, zanim zdążyłaby zintegrować się z 
innymi. Wszystkie one są niezależne. Doktryna mówiąca,  że wiele mutacji powstaje 
jednocześnie w wyniku ślepego zbiegu okoliczności, obraża zdrowy rozsądek i 
przeciwstawia się podstawowym zasadom przeprowadzania naukowych wyjaśnień.  

(Arthur Koestler, The Ghost in the Machine, Macmillan Publishing Co., New York 1968, s. 
129).  

[14] „Nie znamy ani jednego mutanta, który posiadałby większą witalność, niż 

organizm macierzysty” (N. Heribet Nilsson, Synthetische Artbildung, Verlag CWK 
Gleerup, Lund, Sweden 1953, s. 1157); „Dlatego jest absolutnie niemożliwe, by ewolucja, 
która zachodzi obecnie, opierała się na mutacjach lub na rekombinacjach” (tamże, s. 1186; 
całe zdanie w oryginale podkreślone);  

„Bez względu na częstość zachodzenia mutacji, nie powodują one jakiejkolwiek 

ewolucji” (Pierre-Paul Grassé, Evolution of Living Organisms Academic Press, New York 
1977, s. 88);  

„Nie znam żadnego dowodu na to, że te [ewolucyjne] zmiany mogą zachodzić poprzez 

stopniową akumulację mutacji” (Lynn Margulis, cyt. za: Charles Mann, Lynn Margulis: 
Science's Unruly Earth Mother, Science 19 April 1991, vol. 252, s. 379);  

„Prawdą jest, że do tej pory nikt nie doprowadził do powstania nowego gatunku, 

rodzaju itp. poprzez makromutację. Jest również prawdą,  że nikt nie otrzymał nowego 
gatunku poprzez selekcję mikromutacji” (Richard B. Goldschmidt, Evolution, As Viewed by 
One Geneticist,  

 

background image

s. 143 

7. Muszka owocowa  

Prowadzone już ponad 90 lat [15] doświadczenia z muszką owocową, obejmujące 3 

000 kolejnych generacji, nie dają  żadnych podstaw by sądzić,  że jakikolwiek naturalny czy 
testowany doświadczalnie proces może spowodować zwiększenie złożoności i żywotności 
organizmu. Nie obserwowano nigdy jednoznacznego ulepszenia genetycznego 
jakiegokolwiek organizmu pomimo licznych nienaturalnych prób zwiększenia częstości 
mutacji. [16] 

__________ 

American Scientist January 1952, vol. 40, s. 94);  

„Jeżeli życie rzeczywiście zależy od wyjątkowości poszczególnych genów, to samo w 

sobie jest zjawiskiem zbyt wyjątkowym, aby zaistnieć w wyniku przypadkowych mutacji” 
(Frank B. Salisbury [Plant Science Department, Utah State University], Natural Selection and 
the Complexity of the Gene, Nature 25 October 1969, vol. 224, s. 342);  

„Dlatego należy zapytać, czy kiedykolwiek stwierdzono mutację prowadzącą do 

powstania nowych struktur, które następnie podlegałyby selekcji, by stać się użytecznymi? Na 
niekorzyść teorii ewolucji przemawia fakt, że nie obserwowano nigdy, jakże dla niej 
koniecznej, początkowej, nie funkcjonującej jeszcze formy powstającego organu. 
Powinniśmy obserwować rozwinięte w różnym stopniu organy, aż do ich integracji z 
funkcjonującym nowym systemem organizmu macierzystego – tak jednak nie jest. Nie ma 
śladu radykalnych nowości. Ani obserwacje, ani doświadczenia nie wykazały, by dobór 
naturalny manipulował istniejącymi mutacjami doprowadzając do powstania nowych genów, 
hormonów, enzymów czy organów” (Michael Pitman, Adam and Evolution, Rider, London 
1984, s. 67-68).  

[15] Por. Strickberger, Genetics..., s. 44.  

[16] „Większość mutacji, które ujawniły się powodując zmianę struktury organizmu, 

jest bardziej lub mniej niekorzystnych dla ich nosiciela. Klasyczne mutacje, otrzymane u 
Drosophila [muszki owocowej], zwykle prowadziły do pogorszenia lub zahamowania 
funkcjonowania organów lub do ich zaniku. Znane są mutacje powodujące zmniejszenie 
ilości lub zanik pigmentu oczu, a także redukujące wielkość skrzydeł, oczu, szczeciny  

 

background image

s. 144 

8. Cząsteczki i organy o złożonej budowie  

__________ 

grzbietowej, odnóży. Wiele mutacji jest letalnych. Mutanty posiadające taką samą żywotność, 
co niezmutowane osobniki, należą do mniejszości, a mutacje, które doprowadziłyby do 
ulepszenia normalnej organizacji ciała i jego funkcjonowania, nie są znane” (Theodosius 
Dobzhansky, Evolution, Genetics, and Man, John Wiley & Sons, New York 1955, s. 105);  

„Przegląd znanych faktów, dotyczących ich [zmutowanych muszek owocowych] 

zdolności do przeżycia, doprowadził do wniosku, że mutanty są zawsze słabsze niż ich 
rodzice, a w populacji, gdzie istnieje wolna konkurencja, są eliminowane. Dlatego nigdy nie 
znaleziono takich mutantów w naturze (nawet jednej spośród kilkuset znanych mutantów 
Drosophila), a można je wyhodować tylko w korzystnych warunkach laboratoryjnych lub na 
polach doświadczalnych [...]” (Nilsson, Synthetische Artbildung..., s. 1186);  

„U Drosophila, jednego z najlepiej poznanych organizmów, znane są bardzo liczne 

mutacje. Gdybyśmy jednak mogli wprowadzić tysiąc lub więcej takich mutacji do 
pojedynczego osobnika, ciągle byłaby to muszka owocowa, a nie osobnik przypominający 
przedstawiciela innego gatunku” (Goldschmidt, Evolution..., s. 94);  

„Uderzające, choć rzadko podawane do wiadomości jest to, że chociaż w laboratoriach 

całego  świata genetycy przez ponad 60 lat zajmowali się hodowlą muszki owocowej – 
muszki, która wydaje nowe pokolenie co 11 dni – nigdy nie stwierdzono pojawienia się 
nowego gatunku czy nawet nowego enzymu” (Gordon Rattray Taylor [były główny doradca 
naukowy BBC], The Great Evolution Mystery, Harper & Row, New York 1983, s. 48);  

„Muszka owocowa, bez względu na to, jak wymyślne warunki jej hodowli stosowano 

w laboratorium, nie przekształciła się w inny organizm” (Hitching, The Neck of the 
Giraffe...
, s. 61);  

„Muszka owocowa (Drosophila melanogaster), ulubiony owad genetyków, której 

odmienne genotypy geograficzne, biotopowe, miejskie i wiejskie są doskonale poznane, nie 
zmieniły się – jak się wydaje – od najodleglejszych czasów” (Grassé, Evolution of Living 
Organisms...
, s. 130).  

 

background image

s. 145 

Wiele koniecznych dla życia cząsteczek, takich jak DNA, RNA i białka charakteryzuje 

się niezwykle złożoną budową. Twierdzenie, iż powstały one na drodze ewolucji, nie jest 
oparte na żadnych danych doświadczalnych. [17]  

Nie ma żadnych podstaw, by twierdzić,  że mutacje lub jakikolwiek inny naturalny 

proces mógł doprowadzić do wytworzenia nowych organów – szczególnie tak złożonych jak 
oko, [18] ucho czy mózg. [19] Na przykład 

__________ 

[17] „Jak do tej pory nigdy nie zorganizowano sympozjum, nie wydano książki, ani 

nie napisano publikacji, dotyczącej szczegółów ewolucji złożonych systemów 
biochemicznych” (Michael J. Behe, Darwin's Black Box, The Free Press, New York 1996, s. 
179);  

„Ewolucja molekularna nie jest oparta na autorytecie naukowym. W literaturze 

naukowej nie istnieje żadna publikacja – w prestiżowych czasopismach, w specjalistycznych 
czasopismach czy w książce – w której opisano by drogę, na której jakikolwiek konkretny, 
złożony system biochemiczny podlegałby ewolucji molekularnej lub mógłby jej podlegać. 
Spotykamy się z zapewnieniami, że taka właśnie ewolucja zachodziła, nie są one jednak 
poparte żadnymi precyzyjnymi doświadczeniami lub obliczeniami. Ponieważ nikt nie zetknął 
się z ewolucją molekularną na drodze bezpośredniego doświadczenia i ponieważ nie ma ona 
naukowej podstawy, na której by oparto taką wiedzę, można uczciwie powiedzieć,  że – 
podobnie jak przekonanie, iż Eagles wygrają w tym roku Super Puchar – przyjmowanie 
darwinowskiej ewolucji molekularnej jest tylko propagandowym hałasem” (Behe, Darwin's 
Black Box...
, s. 186).  

[18] „Chociaż współczesny sprzęt komputerowy robi ogromne wrażenie swoją 

nowoczesnością i możliwościami, jednak nie może równać się w szybkości przetwarzania 
danych z siatkówką ludzkiego oka. Aby wykonać symulację wszystkich procesów 
odbywających się w ciągu 10 milisekund z udziałem tylko pojedynczej komórki nerwowej 
pochodzącej z siatkówki, należy rozwiązać około 500 jednoczesnych nieliniowych równań 
różniczkowych 100 razy, co zajęłoby przynajmniej kilka minut czasu komputerowego na 
superkomputerze Cray. Pamiętając, że na terenie siatkówki znajduje się  

 

background image

s. 146 

__________ 

ponad 10 milionów takich komórek nerwowych, które dodatkowo oddziałują wzajemnie ze 
sobą w skomplikowany sposób, symulacja procesów, odbywających się w ludzkim oku 
wielokrotnie w ciągu jednej sekundy, zajęłaby na komputerze Cray minimum 100 lat” (John 
K. Stevens, Reverse Engineering the Brain, Byte, April 1985, s. 287);  

„Czy oko powstało bez oparcia o wiedzę z dziedziny optyki, a ucho bez oparcia o 

wiedzę dotyczącą  dźwięków?” (Isaac Newton, Opticks, McGraw-Hill, New York 1931, s. 
369-370);  

„Oczywiście są tacy, którzy uważają,  że u podstawy ewolucji wszechświata leżą 

procesy przypadkowe. Jakiego jednak typu przypadkowe procesy mogły doprowadzić do 
powstania ludzkiego mózgu lub ludzkiego oka?” (z listu napisanego przez dra Wernhera von 
Brauna, odczytanego wobec California State Board of Education przez dra Johna Forda 14 
września 1972 roku. Wernher von Braun był naukowcem, który prawdopodobnie miał 
największy udział w sukcesie Ameryki, polegającym na umieszczeniu człowieka na 
Księżycu);  

„Wydaje się mniej nieprawdopodobne, że kurz unoszony przez wiatr ułoży się w obraz 

Dürera «Melancholia» niż to, że błędy powstałe podczas kopiowania DNA doprowadzą do 
powstania oka. Błędy te nie są powiązane z funkcjonowaniem oka lub z rozpoczęciem jego 
funkcjonowania jako organu. Nie istnieje prawo, które zabraniałoby oddawania się 
mrzonkom, lecz nauka nie powinna im się poddawać” (Grassé, Evolution of Living 
Organisms...
, s. 104; podkr. w oryginale);  

„Założenie,  że tak idealnie zrównoważone systemy, jak organy zmysłowe (np. oko 

kręgowców) czy pióra ptaków, mogłyby zostać ulepszone w wyniku przypadkowych mutacji, 
trzeba uznać za łatwowierność. Podobnie nieprawdopodobny wydaje się udział 
przypadkowych mutacji w wykształceniu niektórych łańcuchów zależności ekologicznych (na 
przykład znanej zależności pomiędzy jukką i ćmą itd.). Jednak przeciwnicy udziału 
przypadkowych mutacji w powstawaniu wymienionych wyżej form oraz im podobnych, do 
tej pory nie zaproponowali żadnego alternatywnego wyjaśnienia, które byłoby poparte 
empirycznie” (Ernst Mayr, Systematics and the Origin of Species, Dover Publications, New 
York 1942, s. 296).  

Chociaż Robert Jastrow zasadniczo akceptował koncepcję ewolucji  

 

background image

s. 147 

__________ 

Darwina, pisał jednocześnie, że: 

Trudno jest zaakceptować powstanie oka ludzkiego w wyniku przypadkowych 
procesów; jeszcze trudniej ewolucję ludzkiej inteligencji jako produktu 
przypadkowych zmian w mózgu naszych przodków.  

(Robert Jastrow, Evolution: Selection for Perfection, Science Digest December 1981, s. 87).  

Wielu czołowych naukowców wypowiadało się na temat niezwykłej złożoności 

ludzkiego oka. Nie wszyscy wiedzą, że istnieje bardzo wiele rodzajów oczu – i każde z nich 
stanowi swoisty problem do rozwiązania dla ewolucjonistów.  

Jeden z najdziwniejszych przykładów to wielosoczewkowe złożone oko znalezione u 

skamieniałych robaków (patrz Donald G. Mikulic et al., A Silurian Soft-Bodied Biota, 
Science 10 May 1985, vol. 228, s. 715-717).  

Inny rodzaj oka należy do trylobitów uważanych przez ewolucjonistów za bardzo 

pierwotne formy życia. Oczy trylobitów mają złożone soczewki, skomplikowany mechanizm 
eliminujący zaburzenia obrazu (aberracje sferyczne). Tylko najlepsze kamery i teleskopy 
posiadają złożone soczewki. Oczy trylobitów „reprezentują organ o całkowicie optymalnym 
funkcjonowaniu” (Riccardo Levi-Setti, Trilobites, 2nd edition, The University of Chicago 
Press, Chicago 1993, s. 29-74). Shawver opisała oczy trylobitów jako „posiadające 
najwymyślniejsze soczewki kiedykolwiek stworzone przez naturę” (Lisa J. Shawver, Trilobite 
Eyes: An Impressive Feat of Early Evolution, Science News 2 February 1974, vol. 105, s. 72). 
Gould przyznaje, że „Pod względem złożoności i ostrości widzenia oczy pierwotnych 
trylobitów nigdy u powstałych później stawonogów nie zostały zastąpione organem 
przewyższającym je doskonałością [...]. Uważam, iż niemożność znalezienia wyraźnego 
'wektora postępu' w historii życia jest najbardziej zastanawiającym faktem zapisu kopalnego” 
(Stephen Jay Gould, The Ediacaran Experiment, Natural History, February 1984, s. 22-23).  

[19] „Moim zdaniem mózg ludzki jest najwspanialszym i najbardziej zagadkowym 

obiektem w całym Wszechświecie i żadna epoka geologiczna nie jest wystarczająco długa 
aby umożliwić jego powstanie na drodze ewolucji”  

 

background image

s. 148 

__________ 

(z przemówienia Henry'ego Fairfielda Osborna, wpływowego ewolucjonisty, do American 
Association for the Advancement of Science, grudzień 1929; cyt. za: Roger Lewin, Bones of 
Contention
, Simon and Schuster Inc., New York 1987, s. 57);  

„Człowiek posiada mózg, który waży półtora kilograma i który, o ile wiemy, należy 

do najbardziej złożonej i uporządkowanej materii we Wszechświecie” (Isaac Asimov, In the 
Game of Energy and Thermodynamics You Can't Even Break Even, Smithsonian August 
1970, s. 10).  

Asimov zapomniał, że mózg oraz przypuszczalnie większość szczegółów jego budowy 

jest kodowana przez zaledwie część DNA danego organizmu. Dlatego, mówiąc dokładniej, to 
DNA jest materią o najbardziej skomplikowanym układzie znanym we Wszechświecie.  

Ludzki mózg jest często porównywany do superkomputera. Pod wieloma względami 

znacznie przewyższa on możliwości komputera. W pewnych operacjach komputer jest 
szybszy od mózgu – przynajmniej w pewnym zakresie. Na przykład, niewielu z nas potrafi 
szybko pomnożyć przez siebie takie cyfry jak 0.0239 i 854.95. Nazywamy to operacjami 
zmiennoprzecinkowymi (floating point operation), ponieważ przecinek dziesiętny „pływa”, 
dopóki nie zdecydujemy (lub zrobi to komputer), gdzie go umieścić. Liczba takich operacji na 
sekundę (floating point operations – FLOPS) jest miarą szybkości komputera. Superkomputer 
Cray T90 może wykonać 60 miliardów FLOPS (60 gigaFLOPS). Gdy piszę te słowa, 
eksperymentalny komputer zbudowany przez Intel Corporation może osiągać bilion FLOPS – 
jeden petaFLOPS. Za kilka lat komputery typu petaFLOPS będą przypuszczalnie 
powszechnie dostępne. Trzeba będzie jednak zabezpieczyć te superszybkie komputery przed 
stopieniem ich instalacji wewnętrznych. Produkcja ciepła podczas wykonywania takich 
operacji może być zbyt duża.  

Podsumowując, można powiedzieć,  że mózg wydaje się funkcjonować jak 

superszybki komputer, na poziomie szybkości petaFLOPS – bez przegrzewania się. Jeden z 
fachowców branży komputerowej tak to skomentował:  

„Mózg ludzki jest sam dowodem na możliwość zrealizowania tej koncepcji [tzn. że 
chłodne maszyny petaFLOPS mogą zostać  

 

background image

s. 149 

mózg dorosłego człowieka zawiera ponad 10

14

 (sto tysięcy miliardów) połączeń 

elektrycznych, [20] co stanowi więcej niż suma wszystkich połączeń elektrycznych na 
świecie. Weźmy też na przykład ludzkie serce – pompę ważącą 10 uncji, która działa bez 
konserwacji i oliwienia przez około 75 lat i która jest konstrukcyjnym cudem. [21]  

9. Organy całkowicie wykształcone  

Wszystkie gatunki to organizmy w pełni rozwinięte, a nie tylko częściowo. Mają 

określony schemat budowy. [22] Nie istnieją przykłady na 

__________ 

skonstruowane]. Gęsta sieć neuronów operuje na poziomie szybkości petaFLOPS lub 
nawet wyższym. Poza tym cały system mieści się na przestrzeni o pojemności około 
jednego litra i zużywa tylko około 10 watów mocy. Jest to niezwykle trudne do 
odtworzenia.  

(Ivars Peterson, PetaCrunchers: Setting a Course toward Ultrafast Supercomputing, Science 
News,
 15 April 1995, vol. 147, s. 235).  

Jak zatem mózg ludzki mógł powstać na drodze ewolucji?  

[20] „Mózg ludzki zbudowany jest z około dziesięciu milionów komórek nerwowych. 

Są one wzajemnie ze sobą połączone za pomocą  włókien nerwowych. Liczba ich jest 
olbrzymia. Na przykład u pojedynczej komórki nerwowej znajduje się około dziesięciu do stu 
tysięcy włókien nerwowych tworzących sieć połączeń. W sumie całkowita liczba połączeń w 
mózgu ludzkim w przybliżeniu wynosi 10

15

 czyli tysiąc milionów milionów [...], co jest 

liczbą znacznie większą, niż ilość połączeń w całej sieci łączności różnego rodzaju na całej 
Ziemi” (Denton, Evolution: A Theory in Crisis..., s. 330-331);  

„Ludzki mózg prawdopodobnie zawiera ponad 10

14

 synaps [połączeń komórek 

nerwowych – przyp. tłum.]” (Deborah M. Barnes, Brain Architecture: Beyond Genes, 
Science, July 1986, vol. 233, s. 155).  

[21] Por. Marlyn E. Clark, Our Amazing Circulatory System, Technical Monograph 

No. 5, Creation-Life Publishers, San Diego 1976.  

[22] Por. William Paley, Natural Theology, England 1802 (reprint  

 

background image

s. 150 

wpół rozwiniętego piór, oka, [23] skóry, przewodu takiego jak np. tętnica, 

__________ 

edition: St. Thomas Press, Houston, Texas 1972). Praca napisana przez Paleya, zawierająca 
wiele istotnych argumentów na rzecz Stworzenia, należy do klasyki literatury naukowej. 
Niektórzy mogą myśleć, że fakt opublikowania tego dzieła w roku 1802 czyni go całkowicie 
nieaktualnym. Tak jednak nie jest. Hoyle i Wickramasinghe porównywał idee Darwina z 
ideami Paleya w następujący sposób:  

Jak widzimy w tym rozdziale, spekulacje zawarte w dziele O pochodzeniu gatunków 
okazały się błędne. I – o ironio – fakty naukowe odrzucają Darwina, a pozostawiają 
Williama Paleya, osobę przez ponad sto lat często wyśmiewaną w środowisku 
naukowym – osobę, która ciągle uczestniczy w grze i ma szansę na to, że ostatecznie 
zostanie zwycięzcą.  

(Fred Hoyle and N.Chandra Wickramasinghe, Evolution from Space: A Theory of Cosmic 
Creationism
, Simon and Schuster, New York 1981, s. 96-97.)  

[23] „Przypuszczenie, że oko ze wszystkimi niezrównanymi jjego urządzeniami dla 

nastawiania ogniskowej na rozmaite odległości, dla dopuszczenia rozmaitych ilości  światła 
oraz dla poprawiania sferycznej i chromatycznej aberacji mogło zostać utworzone drogą 
naturalnego doboru, wydaje się – zgadzam się na to otwarcie – w najwyższym stopniu 
niedorzeczne” (Karol Darwin, Dzieła wybrane, tom II: O powstawaniu gatunków drogą 
doboru naturalnego
, PWRiL, Warszawa 1959, s. 179). I wówczas Darwin rozpoczął 
spekulacje na temat możliwości powstania oka na drodze ewolucji. Jednak nie ma żadnych 
danych na poparcie takiej możliwości.  

Karol Darwin w swym liście do Asy Graya w lutym 1860 roku wyrażał swoje obawy 

na temat powstania oka w wyniku ewolucji. Gray, znany profesor botaniki z Harvardu i 
zwolennik teistycznego ewolucjonizmu, opisał Darwinowi swoje wątpliwości co do 
możliwości udziału naturalnych procesów w tworzeniu takiego organu jak oko. [Patrz Francis 
Darwin, The Life and Letters of Charles Darwin, Vol. 2, D. Appleton and Co., New York 
1899, s. 66-67.] A tymczasem Darwin przyznał: „Gdyby można było  

 

background image

s. 151 

żyła, jelita lub jakiegokolwiek z tysięcy innych organów. Te, które nie są w 100% 
wykształcone, stanowią zagrożenie dla życia organizmu; są one organami częściowo 
rozwiniętymi. Na przykład, gdyby noga płaza zaczęła się przekształcać w skrzydło ptaka 
(czyli gdyby rozpoczęła ewolucję w tym kierunku), byłaby bardzo niefunkcjonalną nogą 
podczas trwania procesu jej ewolucji do skrzydła, na długo zanim stałaby się w pełni 
użytecznym skrzydłem. [24] 

__________ 

dowieść, że jakikolwiek szczegół organizacji jednego gatunku został wytworzony wyłącznie 
na korzyść drugiego gatunku, obaliłoby to moją teorię, ponieważ szczegół taki nie mógłby 
powstać drogą naturalnego doboru” (Darwin, O powstawaniu gatunków..., s. 201.)  

„Oko, jako jeden z najbardziej złożonych organów, było symbolem i źródłem jego 

[Darwina] dylematu. Jest to organ, który nie może funkcjonować w stanie połowicznym – a 
tylko jedynie jako produkt końcowy. Jak zatem działał proces doboru naturalnego na 
początkowych etapach jego ewolucji, kiedy pojawiająca się zmienność nie mogła mieć 
wartości przystosowawczej? Żadna pojedyncza zmiana, żadna pojedyncza część organu bez 
pozostałych składowych nie może funkcjonować, a działanie doboru naturalnego wydaje się 
być bez znaczenia w sytuacji, kiedy 'nie wiadomo', do czego zmiany ostatecznie prowadzą, 
jaka ma być funkcja przyszłego organu, jakie jest kryterium jego użyteczności czy 
przeżywalności. Są również inne, podobnie prowokujące przykłady organów i procesów, 
które wydają się przeciwstawiać roli przypisywanej doborowi naturalnemu. W dziedzinie 
biochemii liczne są przykłady syntezy chemicznej, w której produkty pośrednie powstające na 
każdym kolejnym etapie nie mają żadnej wartości – jedynie produkt końcowy tej delikatnej i 
skomplikowanej maszynerii jest użyteczny – i niezbędny – dla życia. Jak zatem może działać 
dobór 'nie wiedząc', jaki będzie produkt końcowy i cel odbywających się procesów, w 
sytuacji kiedy kryterium doboru jest ta właśnie końcowa użyteczność dla organizmu” 
(Gertrude Himmelfarb, Darwin and the Darwinian Revolution, Doubleday, Garden City, 
New York 1959, s. 320-321).  

[24] „Jaki mógłby być pożytek z kiepskich jeszcze form wyjściowych do  

 

background image

s. 152 

10. Odrębne typy  

Gdyby ewolucja była siłą sprawczą prowadzącą do rozwoju życia na Ziemi, 

oczekiwalibyśmy istnienia organizmów wykazujących cechy stopniowych przemian 
pomiędzy gatunkami. Na przykład odmiany psów mogłyby się zlewać z odmianami kotów. W 
rzeczywistości pewne zwierzęta, takie jak dziobak, posiadają organy całkowicie odmienne od 
ich rzekomych ewolucyjnych przodków. Dziobak okryty futrem, jest ciepłokrwisty oraz 
karmi młode mlekiem jak ssaki. Składa skórzaste jaja, posiada pojedynczy otwór brzuszny 
(wspólne ujście dla przewodu wydalniczego, moczowego i płciowego), ma również pazury i 
kość kruczą podobnie jak większość gadów. Dziobak potrafi wykrywać prąd elektryczny 
(stały i zmienny) podobnie jak niektóre ryby, zaś dziób ma jak kaczka (która jest ptakiem). 
Ma z przodu płetwonogi jak wydra, płaski ogon jak bóbr, a samiec może wstrzyknąć truciznę 
podobnie jak żmija. Takie „łatane” zwierzęta i rośliny, nazywane mozaikowymi, nie mają 
logicznego miejsca w ewolucji.  

Nie ma żadnego bezpośredniego dowodu na to, że jakakolwiek z głównych grup 

zwierząt lub roślin powstała z innej głównej grupy. [25] 

__________ 

struktur użytecznych? Co daje półszczęka czy też półskrzydło?” (Stephen Jay Gould, Powrót 
obiecujących potworów, w: tenże, Niewczesny pogrzeb Darwina, PIW, Warszawa 1991, s. 
194).  

[25] „Odrzućmy powszechnie panującą błędną koncepcję. Nigdy nie obserwowano ani 

w laboratorium, ani w naturze przemiany jednego gatunku zwierzęcia w inny” (Dean Kenyon, 
profesor biologii, San Francisco State University, oświadczenie pod przysięgą przed Sądem 
Najwyższym USA, No. 85-1513, Brief of Appellants, przygotowany pod kierunkiem 
Williama J. Guste'a, Jr., Prokuratora Generalnego Stanu Luizjana, October 1985, s. A16).  

„Jak do tej pory, jeżeli chodzi o główne grupy zwierząt, kreacjoniści biorą górę w tym 

sporze. Nie ma nawet cienia dowodu na to, że którakolwiek z większych grup powstała z 
innej. Każda składa się z określonego zbioru zwierząt, które są ze sobą mniej lub bardziej 
spokrewnione – dlatego każda z nich wygląda na osobno stworzoną” (Austin H. Clark, 
Animal  

 

background image

s. 153 

Obserwuje się tylko zanikanie gatunków (wymieranie), nigdy zaś powstawanie. [26]  

11. Altruizm  

Wiele zwierząt, w tym i człowiek, potrafi narazić swoje życie lub nawet je poświęcić, 

by uratować inne – czasem życie osobnika należącego do całkowicie innego gatunku. [27] 
Zgodnie z teorią ewolucji dobór naturalny, który rzekomo wyjaśnia wszystkie indywidualne 
cechy charakteru, powinien wyeliminować altruistyczne zachowania zagrażające  życiu. Jak 
mogłoby być dziedziczone ryzykowne zachowanie, które jest korzystne dla innego 

__________ 

Evolution, Quarterly Review of Biology, December 1928, vol. 3, No. 4, s. 539).  

„Kiedy zaczynamy rozważać szczegóły, możemy udowodnić, że żaden gatunek się nie 

zmienił; nie możemy natomiast udowodnić, że ewentualne zmiany w obrębie gatunku byłyby 
dla niego korzystne – zaś takie założenie leży u podstaw teorii [ewolucji]” (Charles Darwin, 
The Life and Letters of Charles Darwin, vol. 2, editor Francis Darwin, D. Appleton and 
Co., New York 1898, s. 210.  

„Z faktu, że wszystkie pojedyncze gatunki muszą być umieszczane na samym końcu 

takiego logicznego [ewolucyjnego] drzewa, wynika, iż sposób uporządkowania natury nie 
wskazuje nam na istnienie naturalnego ewolucyjnego ich ułożenia, według określonej 
kolejności. Prowadzi to do wniosku, że gatunki mają się do siebie jak rodzeństwo lub kuzyni, 
lecz nigdy jako przodkowie lub potomkowie – a na takim właśnie założeniu oparta jest teoria 
ewolucji” (Denton, Evolution: A Theory in Crisis..., s. 132; podkr. w oryginale).  

[26] „[...] nikt do tej pory nie zaobserwował powstania nowego gatunku w naturze” 

(Steven M. Stanley, The New Evolutionary Timetable, Basic Books, Inc., New York 1981, 
s. 73).  

[27] „[...] istnienie altruizmu pomiędzy gatunkami – co nie jest wcale rzadkością – 

pozostaje nieustanną zagadką” (Taylor, The Great Evolution Mystery..., s. 225).  

 

background image

s. 154 

osobnika, skoro utrudniałoby ono właśnie tym altruistycznym osobnikom przekazanie genów 
altruizmu potomstwu? [28] W wyniku ewolucji zachowania samolubne powinny całkowicie 
wyeliminować altruistyczne. A co więcej, oszustwa i agresywność powinny zagłuszyć pomoc 
i kooperację. Altruizm przeczy ewolucji. [29] 

__________ 

[28] Z ewolucjonistycznego punktu widzenia z bardzo kosztowną formą altruizmu 

mamy do czynienia wówczas, kiedy zwierzę powstrzymuje się od reprodukcji (rozmnażania), 
a opiekuje nie swoimi młodymi. Podobne przykłady można spotkać w niektórych 
społecznościach ludzkich, gdzie mężczyzna posiada wiele żon, które pełnią obowiązki 
związane z wychowywaniem dzieci, nawet w sytuacji, kiedy tylko jedna z nich je rodzi. Inne 
dobrze znane przykłady obejmują celibat (np. u zakonnic i wielu misjonarzy), którzy 
poświęcają siebie, by pomagać innym. Takie zachowania nigdy nie powinny się rozwinąć, a 
gdyby przypadkowo powstały, powinny szybko „wymrzeć”.  

Niektóre z dziedziczonych zachowań  są letalne dla pojedynczych organizmów, lecz 

korzystne dla innych gatunków. Na przykład wiele zwierząt takich jak kozy, barany, króliki, 
konie,  żaby i ropuchy krzyczą przestraszone. W takiej sytuacji łatwiej mogą zostać 
zauważone przez drapieżniki, ale jednocześnie ostrzegają inne gatunki. Ponieważ  żaby i 
ropuchy rosną bez kontaktu z rodzicami nie można takiego zachowania tłumaczyć jako próby 
wzywania ich pomocy.  

[29] Niektórzy ewolucjoniści próbują wyjaśnić ten od dawna istniejący i szeroko 

dyskutowany problem w następujący sposób: „Zachowanie altruistyczne może uniemożliwić 
danemu osobnikowi przekazanie swoich genów potomstwu, lecz w sumie jest korzystne dla 
rodu, posiadającego niektóre z tych genów.” Ta hipoteza stwarza trzy problemy – dwa z nich 
prowadzą do śmierci:  

● Jeżeli cecha altruizmu osobnika X została odziedziczona, powinna istnieć jako 

cecha recesywna tylko u połowy braci i sióstr, w następnym pokoleniu u jednej czwartej 
kuzynów itd. Pytanie kluczowe brzmi: Czy przekazywany w ten sposób „cząstkowy altruizm” 
umożliwi krewniakom posiadanie dzieci, których bez tego by nie mieli oraz  czy 
wystarczająca  

 

background image

s. 155 

12. Życie pozaziemskie?  

Nie obserwowano do tej pory żadnej formy życia pozaziemskiego. Jeżeli procesy 

ewolucyjne pojawiły się  na  Ziemi,  można oczekiwać,  że przynajmniej proste formy życia 
takie jak mikroby, powinny zostać znalezione podczas intensywnych badań prowadzonych na 
Księżycu i Marsie.  

13. Języki  

Wszystkie organizmy porozumiewają się – lecz tylko ludzie za pomocą  języka. 

Prawdziwy język wymaga zarówno słownictwa, jak i gramatyki. Dużym nakładem pracy 
ludzie nauczyli kilka szympansów rozpoznawania kilkuset słów, wskazywania do 200 
symboli oraz w bardzo ograniczonym zakresie znaków migowych. Te robiące wrażenie 
osiągnięcia są czasami w przesadnie wyreżyserowany sposób prezentowane w filmach. 
(Niektóre demonstracje były przeprowadzone przy ukrytej pomocy trenerów.) [30] 

__________ 

będzie liczba tych dzieci, aby jedno lub więcej w następnej generacji miało tę cechę? Jeżeli 
nie, cecha ta zniknie, ponieważ altruistyczny X z definicji nie przekaże potomstwu cechy 
altruizmu.  

● Jeżeli osobnik X nie odziedziczył cechy altruizmu, lecz nabył ją na drodze mutacji, 

wtedy jego bracia, siostry i kuzyni nie będą mieli tej cechy. W takiej sytuacji bez względu na 
to, jak wielka jest korzyść z posiadania cechy altruizmu dla innych osobników 
towarzyszących, wygaśnie ona wraz ze śmiercią altruistycznego osobnika. Z punktu widzenia 
ewolucjonistów wszystkie cechy altruistyczne musiałyby powstać w ten sposób. Dlatego 
altruizm nie ma szans na przetrwanie dłużej niż jedną generację.  

● Hipoteza ta nie może więc wyjaśnić istnienia altruizmu w zachowaniu się zwierząt 

w stosunku do przedstawicieli innych gatunków. Bez omawiania przykładów wymagających 
wiedzy na temat życia takich gatunków rozważmy prosty, dobrze znany przykład: ludzie 
którzy odmawiają sobie posiadania dzieci, aby opiekować się zwierzętami.  

[30] „Badania poświęcone nauce języka przez szympansy i goryle wykazały, że mogą 

one nauczyć się używania znaków migowych. Nie ma  

 

background image

s. 156 

Szympansy nie przejawiały takich umiejętności  żyjąc dziko i nie przekazały ich 

potomstwu. Kiedy wytrenowany szympans umiera, ginie też jego nabyta umiejętność. Poza 
tym szympansy nie posiadają umiejętności opanowania gramatyki. Tylko przy jej 
zastosowaniu za pomocą kilku słów można wyrazić wiele idei. Nie ma dowodów na to, że 
język ewoluuje u innych przedstawicieli świata żywego poza ludźmi.  

A czy język ewoluował u ludzi? Karol Darwin twierdził, że tak. Jeżeli to prawda, to 

najwcześniejsze języki powinny być najprostsze. Jednak badania lingwistyczne ujawniły, że 
im bardziej pierwotny język (na przykład  łacina – 200 p.n.e.; greka – 800 p.n.e.; oraz 
wedyjski sanskryt – 1500 p.n.e.), tym bardziej jest on złożony pod względem składni, 
przypadków, rodzajów, trybów, stron, czasów i form czasownika. Istnieją dowody na to, że 
język „dewoluował”; tzn. upraszczał się, zamiast stawać się bardziej złożonym. [31] 
Większość lingwistów odrzuca pogląd o ewolucji prostych 

__________ 

jednak dowodu na to, że małpy mogą połączyć znane im znaki w celu utworzenia nowych 
znaczeń. Funkcja symboliczna słownika małp nie służy do identyfikowania rzeczy lub do 
przekazania informacji, a jedynie do zaspokajaniu oczekiwań trenera w celu uzyskania 
nagrody” (H.S. Terrance et al., Can an Ape Create a Sentence?, Science 23 November 1979, 
vol. 206, s. 900).  

[31] Por. David C.C. Watson, The Great Brain Robbery, Moody Press, Chicago 

1976, s. 83-89.  

„Podejmowano wiele innych prób w celu określenia ewolucyjnego pochodzenia 

języka – wszystkie one zawiodły [...] Nawet ludzie o najmniej złożonej kulturze posługują się 
wysublimowanymi językami o skomplikowanej gramatyce i obszernym słownictwie, i są w 
stanie nazwać oraz podejmować dyskusje dotyczące wszystkiego, co zachodzi w otoczeniu 
osób mówiących tymi językami [...] Najstarszy język, który można odtworzyć, jest 
nowocześnie złożony, rozbudowany i kompletny z ewolucyjnego punktu widzenia” (George 
Gaylord Simpson [były profesor paleontologii kręgowców na Uniwersytecie Harvarda], The 
Biological Nature of Man, Science 22 April 1966, vol. 152, s. 477).  

 

background image

s. 157 

języków do bardziej złożonych. [32]  

14. Mowa  

__________ 

George Gaylord Simpson uważa,  że istnieje ogromna przepaść, dzieląca sposób 

porozumiewania się ludzi i zwierząt. Chociaż uznaje on pewien schemat rozwoju języka od 
złożonego do prostego, nie może go wyjaśnić. Pisze tak: „To niesamowite, żeby pierwszy 
język miał być najbardziej skomplikowany.” Następnie przechodzi do zupełnie innego 
zagadnienia (por. George Gaylord Simpson, Biology and Man, Harcourt, Brace & World, 
Inc., New York 1969, s. 116).  

„[...] ludzki język jest czymś unikalnym, bez żadnych analogii w świecie zwierząt” 

(Noam Chomsky, Language and Mind, Harcourt, Brace & World, Inc., Chicago 1968, s. 
59).  

„Teoria ewolucji języka, przynajmniej w obrębie badanego przez historyków okresu, 

jest procesem upraszczania (Albert C. Baugh, A History of the English Language, 2nd 
edition, Appleton-Century-Crofts, Inc., New York 1957, s. 10).  

„Tak zwane prymitywne języki nie rzucają  żadnego  światła na pochodzenie języka, 

ponieważ większość z nich jest bardziej skomplikowana pod względem gramatycznym niż 
języki, którymi posługują się współcześni ludzie” (Ralph Linton, The Tree of Culture
Alfred A. Knopf, New York 1957, s. 9).  

[32] „To Karol Darwin pierwszy połączył ewolucję  języków z biologią. W książce 

The Descent of Man (1871) napisał: 'powstawanie różnych języków oraz różnych gatunków, 
a także dowody na to, że oba rozwinęły się na skutek stopniowo zachodzących procesów, są 
zadziwiająco równoległe.' Lecz lingwiści wzdragają się przed myślą,  że ewolucja mogła 
spowodować przejście prostych języków w bardziej złożone. Obecnie uważa się,  że nie 
istnieje język, który byłby uznany w jakikolwiek sposób za 'pierwotny' w stosunku do innego, 
istniejącego współcześnie lub już nie używanego. Język zmienia się z biegiem czasu, lecz nie 
ulega on ani ulepszeniu, ani degeneracji” (Philip E. Ross, Hard Words, Scientific American 
April 1991, vol. 264, s. 144).  

 

background image

s. 158 

Mowa jest unikalną cechą ludzką. Aby mówić, w mózgu zdolnym do zrozumienia i 
przyswojenia abstrakcyjnych pojęć musi istnieć wiele wcześniej istniejących połączeń 
pomiędzy komórkami nerwowymi. [33] Konieczne są też pewne wykształcone struktury 
budowy anatomicznej (określona budowa ust, gardła, języka, krtani itp) . Tylko kilka zwierząt 
jest w stanie w przybliżeniu naśladować ludzkie dźwięki. 

Ponieważ krtań człowieka znajduje się  głęboko w szyi, ponad strunami głosowymi 

znajduje się  długa rurka wypełniona powietrzem. Taka budowa warunkuje wymawianie 
samogłosek. Małpy, nie posiadające tak zbudowanej krtani, nie są w stanie wymawiać ich 
wyraźnie. Z kolei dzięki usytuowaniu głęboko w szyi nasadowej części języka, która 
moduluje poprzez swoje zmienne ułożenie przepływ powietrza, możemy wymawiać 
spółgłoski. U małp jest to bardzo utrudnione gdyż ich język jest płaski i położony poziomo. 
[34] 

Co więcej, w wyniku badań przeprowadzonych na 36 udokumentowanych 

przypadkach dzieci wychowywanych bez kontaktu z człowiekiem (dzikie dzieci) okazało się, 
że mowy można nauczyć się tylko od ludzi. Najwyraźniej ludzie nie mówią automatycznie. 
Wynika z tego, że pierwsi ludzie musieli być wyposażeni w umiejętność mówienia. Nie ma 
dowodu na to, że którykolwiek z opisanych powyżej warunków wstępnych rozwoju mowy 
powstał na drodze ewolucji. [35] 

__________ 

[33] Por. Mark P. Cosgrove, The Amazing Body Human, Baker Book House, Grand 

Rapids 1987, s. 106-109. Por. też: „Jeżeli jesteśmy uczciwi wobec faktów, przyznamy, że nie 
znajdujemy rozwoju ewolucyjnego wyjaśniającego funkcjonowanie naszego unikalnego 
ośrodka mowy [w ludzkim mózgu]” (tamże, s. 164).  

[34] Por. Jeffrey T. Laitman, The Anatomy of Human Speech, Natural History August 

1984, s. 20-26.  

[35] Por. Arthur Custance, Genesis and Early Man, Zondervan Publishing House, 

Grand Rapids 1975, s. 250-271.  

 

background image

s. 159 

15. Kody i programy.  

Z tego, co wiemy, kody nie są dziełem przypadku czy rezultatem naturalnych 

procesów, mogła je utworzyć jedynie inteligencja. Kod jest zestawem zasad, zgodnie z 
którymi następuje przekształcenie informacji z jednej użytecznej formy do innej. Przykłady to 
alfabet Morse'a czy Braille'a. Materiał genetyczny, który kontroluje procesy życiowe 
organizmów, jest zakodowaną informacją. Układowi temu towarzyszą rozbudowane systemy 
przekazywania, tłumaczenia i powielania informacji, bez których materiał genetyczny byłby 
bezużyteczny, a życie przestałoby istnieć. Można by zatem wyciągnąć wniosek, że kod 
genetyczny, któremu towarzyszą systemy transkrypcji, translacji i replikacji oraz wszystkie 
żywe organizmy, zostały stworzone przez wyjątkowo wysoką inteligencję w wyniku działania 
nienaturalnych (lub nadprzyrodzonych) procesów.  

Nigdy dotąd nie obserwowano, by jakikolwiek naturalny proces doprowadził do 

powstania programu. Program jest zaplanowaną sekwencją kroków w celu osiągnięcia 
wyznaczonego celu. Powszechnymi przykładami są programy komputerowe. Podobnie 
informacja przechowywana w materiale genetycznym wszystkich istot żywych jest złożonym 
programem. Ponieważ programy nie powstają przez przypadek lub w wyniku naturalnych 
procesów, najbardziej prawdopodobnym wnioskiem jest, że mają jakieś inteligentne, 
nadprzyrodzone pochodzenie.  

16. Informacja  

Każdy zamknięty system posiada specyficzną, lecz podlegającą zniszczeniu ilość 

informacji. [36] Nigdy nie obserwowano, by jakikolwiek 

__________ 

[36] Każdy  żywy system można opisać w sposób określający jego odrębność, na 

podstawie wieku oraz informacji przechowywanej w jego DNA. Każda podstawowa 
jednostka DNA, nazywana nukleotydem, należy do jednego z czterech istniejących typów. 
Dlatego każdy nukleotyd reprezentuje dwa (2

2

=4) bity informacji. Podobnie system 

mechaniczny może zostać opisany za pomocą zestawu rysunków-projektów, które z kolei 
mogą być  

 

background image

s. 160 

pojedynczy system informacyjny spontanicznie zwiększył swoją zawartość informatyczną. 
Procesy naturalne bez wyjątku niszczą informację. Tylko zewnętrzna inteligencja może 
zwiększyć zawartość informacji systemu izolowanego. Wszystkie naukowe obserwacje są 
zgodne z tym uogólnieniem. Wypływają z niego następujące wnioski: makroewolucja nie 
istnieje; [37] inteligencja zewnętrzna była zaangażowana w stworzenie wszechświata i 
wszystkich form życia. [38] 

Walt Brown  

(Walt Brown, In the Beginning. Compelling Evidence for Creation and the Flood, Center 
for Scientific Creation, Phoenix, AZ 1980 (Sixth Edition 1995), s. 7-11, 44-51. Fragment 
przygotowywanego do druku polskiego wydania książki: Walt Brown, Na początku
Wydawnictwo MEGAS. Druk za zgodą polskiego wydawcy. Z jęz. ang. tłumaczyła Maria 
Jurecka.)  

__________ 

przekształcone w informację cyfrową, tak jak to robi fax. Systemy koncepcyjne takie jak 
kartoteki lub system typowania zwycięzców w wyścigach konnych, mogą zostać wyjaśnione 
w książkach. Kilka bitów informacji może zdefiniować każdy symbol w tych książkach. 
Najmniejsza liczba bitów informacji potrzebna do całkowitego opisania systemu zostanie 
zdefiniowana jako jego pojemność informacyjna.  

[37] Ponieważ makroewolucja zakłada zwiększanie złożoności na drodze naturalnych 

procesów, pojemność informacyjna organizmu musi spontanicznie rosnąć na każdym etapie 
zmian. Skoro jednak naturalne procesy nie mogą doprowadzić do zwiększenia pojemności 
informacyjnej systemu takiego jak komórka rozrodcza, makroewolucja nie może mieć 
miejsca.  

[38] Na podstawie współczesnych osiągnięć w dziedzinie teorii informacji można 

stwierdzić, że jedyna znana droga prowadząca do zmniejszenia entropii izolowanego systemu 
polega na istnieniu w nim inteligencji. [Patrz na przykład Charles H. Bennett, Engines and the 
Second Law, Scientific American, vol. 257, November 1987, s. 108-116.] Ponieważ 
Wszechświat jest daleki od maksymalnego poziomu entropii, tylko olbrzymia inteligencja 
mogłaby spowodować jego zaistnienie. 

 

background image

s. 161 

John Ankerberg 

i John Weldon 

 

Fakty w sprawie „stworzenie czy ewolucja?” 

(część 11) 

16. Jakie są osobiste filozoficzne implikacje wypływające z materialistycznego 
ewolucjonizmu?
  

W ewolucjonistycznym czyli materialistycznym światopoglądzie człowiek nie ma 

wyjątkowego statusu, a tylko taki, jaki sam sobie nada. Zauważył to czołowy ewolucjonista, 
George Gaylord Simpson:  

W świecie Darwina człowiek [...] jest w najpełniejszym sensie częścią przyrody, a nie 
kimś oddzielonym od niej. Jest on krewnym nie przenośnie, ale dosłownie każdego 
żywego organizmu, czy to będzie ameba, tasiemiec, wodorost, dąb czy małpa – nawet 
chociaż stopień pokrewieństwa jest różny i możemy odczuwać mniejszą sympatię dla 
czterdziestu dwóch kuzynów w rodzaju tasiemca niż dla, porównawczo mówiąc, braci 
w rodzaju małp [...]. [128] 

Według naturalistycznego ewolucjonizmu trójca podstawowych czynników stworzyła 

cały wszechświat i wszystko, co w nim żyje – materia, czas i przypadek. Laureat nagrody 
Nobla, Jacques Monod, ujawnia sentymenty wielu, gdy komentuje: (człowiek) „jest samotny 
w nieczułym ogromie Wszechświata, z którego się przypadkowo wyłonił [...].” [129] 

__________ 

[128] George Gaylord Simpson, The World into Which Darwin Led Us, Science 1960, 

vol. 131, s. 970 (cyt. za: Bird, The Origin of Species Revisited..., vol. 1, s. 139).  

[129] W: Theodore Roszak, Where the Wasteland Ends: politics and  

 

background image

s. 162 

Uczony z Cambridge, J.W. Burrow, pisze tak we wprowadzeniu do Origin of Species:  

Przyroda według Darwina była wytworem ślepego przypadku i ślepej walki, a 
człowiek samotnym, inteligentnym mutantem walczącym ze zwierzętami o utrzymanie 
się przy życiu. Dla niektórych poczucie straty było nieodwołalne; jak gdyby przecięta 
została pępowina, a człowiek stał się częścią „zimnego bezdusznego Wszechświata”. 
Inaczej niż przyroda w rozumieniu Greków, Oświecenia i racjonalistycznej tradycji 
chrześcijańskiej, przyroda Darwinowska nie daje żadnych wskazówek, jak człowiek 
ma postępować, ani żadnych odpowiedzi na moralne dylematy człowieka. [130] 

Dlatego, jak wnioskuje Monod, dobrze czy źle, ale „jesteśmy wolni w tym, jaki 

wybrać system wartości”. [131] 

Nie jest niespodzianką, że w tak wielkim i niepewnym Wszechświecie miliony ludzi 

zastanawia się na sensem swego istnienia. Kiedy wszystko powiedziano i zrobiono, to czy 
istnieje jakikolwiek realny cel życia? Leslie Paul zauważył kiedyś: „Nikt nie wie, kiedy – 
chociaż w skali astronomicznej będzie to wkrótce – ta samotna planeta ochłodzi się, całe 
życie umrze, wszelki umysł przestanie funkcjonować i będzie wyglądało, jak gdyby nigdy to 
się nie zdarzyło. Uczciwie mówiąc jest to cel, do którego zmierza  

__________ 

transcendence in postindustrial society, Doubleday, Garden City, N.Y. 1972, s. 249, który 
cytuje książkę Jacquesa Monoda pt. Chance and Necessity, A.A. Knopf, New York 1971, s. 
112.  

[130] J.W. Burrow, wprowadzenie do: Charles Darwin, The Origin of Species

Penguin, Baltimore 1974, s. 43.  

[131] Wywiad Johna C. Hessa z Jacques'iem Monodem, New York Times 1971, Mar. 

15, s. 6 (za: Francis Schaeffer, Back to Freedom and Dignity, Hodder & Stoughton, London 
1973, s. 13).  

 

background image

s. 163 

ewolucja, jest to łaskawy koniec gwałtownego życia i gwałtownego umierania. [...] Całe życie 
jest tylko zapałką zapaloną w ciemnościach, która ponownie zgaśnie. Ostatecznie [...] nie ma 
ono żadnego sensu”. [132] 

Bez względu na to, które stanowisko przyjmiemy, tylko niewielu będzie uważać,  że 

jego konsekwencje są nieistotne. Faktycznie odpowiedź na pytanie o pochodzenie ma 
olbrzymie znaczenie. Rozważmy na przykład kilka przeciwnych tez światopoglądu 
materialistycznego i judeo-chrześcijańskiego:  

Ostateczna rzeczywistość  

•  Ujęcie materialistyczne: Ostateczną rzeczywistością jest nieosobowa materia. Bóg nie 
istnieje.  

• Ujęcie chrześcijańskie: Ostateczną rzeczywistością jest nieskończony, osobowy i kochający 
Bóg.  

Wszechświat  

•  Ujęcie materialistyczne: Wszechświat powstał wskutek przypadkowych zdarzeń 
pozbawionych ostatecznego celu.  

• Ujęcie chrześcijańskie: Wszechświat został z miłością stworzony przez Boga do pewnego 
konkretnego celu.  

Człowiek  

• Ujęcie materialistyczne: Człowiek jest wytworem nieosobowego czasu, przypadku i materii. 
W rezultacie żaden człowiek nie ma wiecznej wartości czy godności, ani jakiegokolwiek 
innego znaczenia niż to, które wyprowadzamy subiektywnie.  

•  Ujęcie chrześcijańskie: Człowiek został stworzony przez Boga na Jego obraz i jest przez 
Niego kochany. Z tego powodu wszyscy ludzie są wyposażeni w wieczną wartość i godność. 
Ich wartość nie pochodzi ostatecznie od nich samych, ale ze źródła transcendentnego wobec 
nich, od samego Boga.  

__________ 

 [132] Leslie Paul, The Annihilation of Man, Harcourt Brace, New York 1945, s. 154 

(za: Arthur Custance, A Framework of History, Doorway Paper, No. 29, vol III, Ottawa, 
Canada 1968).  

 

background image

s. 164 

Moralność 

•  Ujęcie materialistyczne: Moralność jest określana przez jednostkę wedle jego własnych 
poglądów i interesów. Moralność ostatecznie ma względny charakter, ponieważ każda osoba 
jest ostatecznym autorytetem dla swoich własnych poglądów.  

• Ujęcie chrześcijańskie: Moralność jest określana przez Boga i jest niezmienna, gdyż oparta 
jest na Bożym niezmiennym charakterze.  

Po śmierci  

•  Ujęcie materialistyczne: Okres po śmierci przynosi wieczne unicestwienie (osobistą 
zagładę) dla każdego.  

• Ujęcie chrześcijańskie: Okres po śmierci obejmuje albo wieczne życie z Bogiem (osobistą 
nieśmiertelność), albo wieczne oddzielenie od Niego (osobiste potępienie).  

Kto mógłby twierdzić,  że takie różnice nie mają znaczenia? Aby wykazać,  że mają, 

przedstawimy następny przykład.  

c.d.n.  

(Taken from: The Facts on Creation vs. Evolution by John Ankerberg and John Weldon. 
Copyright © 1993 by The John Ankerberg Show. Published by Harvest House Publishers, 
Eugene, Oregon 97402. Used by Permission. Z języka angielskiego tłumaczył Mieczysław 
Pajewski)  

 

John D. Morris 

Czy „Lucy” była małpoludem? 

„Lucy”, składająca się ze szkieletu kompletnego w czterdziestu procentach, została 

odnaleziona w 1974 roku w Etiopii poprzez Donalda Johansona. Wiek jej określono na 3,2 
mln lat. Johanson obliczył,  że miała około 3 stopy i sześć cali wysokości (ok. 105 cm) i 
ważyła w przybliżeniu  

 

background image

s. 165 

50 funtów (ok. 25 kg). Pewne jej cechy zasugerowały Johansonowi, że mogła ona chodzić w 
pozycji pionowej, a więc ewoluowała w kierunku istoty ludzkiej. W przeprowadzonym 
niedawno wywiadzie Johanson wspomina: „Zerknąłem przez prawe ramię ... i oto na 
powierzchni ziemi leżał fragment łokcia. Natychmiast rozpoznałem, że należał do ludzkiego 
przodka.”  

Abyśmy nie ulegli wrażeniu, iż Johanson jest obdarzony niezwykłym darem 

rozpoznawania, pozwolę sobie zaznaczyć,  że z opinią Johansona musi się jeszcze zgodzić 
wiele osób z kręgów antropologicznych. Tym bardziej jest rzeczą niemożliwą dojście do tak 
nagłego wniosku, bo wiele szczegółowych badań wykazało, iż ogólnie australopiteki, a więc i 
„Lucy”, nie były formami przejściowymi między małpami i człowiekiem. Były raczej 
wymarłym gatunkiem małpy, która prawdopodobnie spędzała większość czasu na drzewach.  

Spójrzmy na parę z tych specyficznych cech „Lucy”, które ważne są w tych 

badaniach. Każdy zgodzi się,  że od szyi w górę „Lucy” była podobna do goryla. Mózg jej 
miał 1/4 wielkości ludzkiego mózgu. Szczęka miała kształt litery „U”, co jest typowe dla 
goryli. Zęby były duże, o wiele większe niż ludzkie.  

Podobnie i od szyi w dół, prawie każda cecha nie była ludzka. Skamieniałości 

australopiteków, łącznie z tymi, które uważa się za nowsze, a więc które powinny wykazywać 
cechy bardziej ludzkie, mają  długie, zakrzywione palce u rąk i długie zakrzywione palce u 
nóg – dobrze przystosowane do poruszania się po drzewach.  

Postawę pionową sugerowały Johansonowi głównie biodro oraz staw kolanowy, ale 

liczne badania tego biodra wskazują na coś innego. Oxnard w wydanej w 1987 roku książce 
Fossils, Teeth and Sex (zawierającej doskonałe streszczenie tych różnych badań) twierdzi, że 
„Skamieniałości te wyraźnie różnią się zarówno od ludzi, jak i od małp afrykańskich bardziej, 
aniżeli obydwie te żyjące grupy różnią się od siebie. Australopiteki stanowią niepowtarzalną 
jednostkę taksonomiczną” (s. 227). Mogły one chodzić w postawie na wpół wyprostowanej, 
jak dzisiejsze szympansy karłowate, ale wcale nie na ludzki sposób. Co więcej, Johanson 
rzadko przypomina nam, że znalazł staw kolanowy – najmocniejszy dowód na wyprostowaną 
pozycję  

 

background image

s. 166 

– w przybliżeniu dwa-trzy kilometry dalej, w warstwie skalnej położonej około 200 stóp (60-
70 metrów) niżej. Kolano to najwyraźniej nie należy do reszty, ale gdyby nawet i należało, to 
wg Oxnarda i innych autorytetów nie wskazuje ono na postawę pionową, lecz bardziej na 
umiejętności wspinania się po drzewach.  

Liczni badacze, w tym Richard Leakey, doszło do wniosku, że być może „Lucy” jest 

utworzona z fragmentów dwóch lub może trzech gatunków. Nie była ona przodkiem 
człowieka. W najlepszym przypadku była ona pewną formą wymarłej małpy, a w najgorszym 
– składanką. Ciągle jednak uważa się ją za najlepszy „dowód” na rzecz ewolucji człowieka. 
David Pilbeam, znakomity antropolog ewolucyjny, oświadczył: „Paleoantropologia mówi 
więcej o sposobie, w jaki ludzie widzą sami siebie, niż o tym, jak powstali”. Niestety, wiele 
podręczników, jak i wiele wystaw muzealnych wciąż przedstawia ewolucjonistyczny obraz 
pochodzenia ludzkości, jak gdyby obraz taki był wsparty przez dane empiryczne. 

John D. Morris  

Przyp. redakcji:  

Dr John D. Morris wycofał się później pod wpływem krytyki ewolucjonistów ze 

swojego twierdzenia „Co więcej, Johanson rzadko przypomina nam, że znalazł staw 
kolanowy – najmocniejszy dowód na wyprostowaną pozycję – w przybliżeniu dwa-trzy 
kilometry dalej, w warstwie skalnej położonej około 200 stóp (60-70 metrów) niżej”. 
Usprawiedliwia się, że zmyliły go inne publikacje na ten temat. Johanson nie ukrywa tego, że 
staw kolanowy znalazł dalej i nigdy nie twierdził, że należał on do tego samego egzemplarza 
australopiteka. Ale John D. Morris uważa,  że ta nieścisłość nie podważa ogólnej linii jego 
rozumowania – że mianowicie „Lucy” i inne australopiteki były małpami, które nie miały nic 
wspólnego z ludźmi. Prezentowany wyżej artykuł powstał 12 lat temu. Jego autor długo 
musiał czekać na potwierdzenie swojego przekonania, że Lucy nie należy do drzewa 
rodowego człowieka. Ale doczekał się. Mówi o tym następny artykuł.  

(John D. Morris, Ph.D., Was „Lucy” An Ape-man?, Acts & Facts, November 1989, vol. 18, 
No. 11, Back to Genesis. Z jęz. ang. za zgodą Autora tłumaczyła Katarzyna Gieremek)  

 

background image

s. 167 

John D. Morris 

Czy mamy teraz jakąś nową małpę 

jako kandydatkę na ciocię? 

Ewolucjoniści od dawna uważają, że człowiek wywodzi się z jakiegoś podobnego do 

małpy przodka. To hipotetyczne „brakujące ogniwo” nie było małpą we współczesnym 
sensie, ale gdybyście zobaczyli to wyimaginowane stworzenie zbliżające się do was w 
dżungli, nazwalibyście je małpą.  

Jest to pomysł,  że współczesne małpy człekokształtne i ludzie są krewnymi, po 

rozłączeniu się na oddzielne kategorie jakieś 7-10 milionów lat temu. Niestety, nie odkryto 
żadnych  śladów kopalnych po tym przodku. Najlepszy okaz po naszej stronie rozłączenia, 
datowany na 3,2 miliona lat, a przez to najbliższy hipotetycznemu brakującemu ogniwu, to 
dobrze znana „Lucy”. Oficjalnie nazwana Australopithecus afarensis, ta wysoka na 3 stopy i 
6 cali [105 cm] „małpoludka” była bardzo podobna do szympansa bonobo, mając mózg 
wielkości tego u szympansa, długie zakrzywione palce u rąk oraz takież palce u nóg zdolne 
do wspinania się po drzewach, wystającą twarz i duże trzonowe zęby. Ale obrońcy jej 
twierdzą,  że mogła chodzić nieco bardziej wyprostowana niż inne szympansy, była więc 
przodkiem człowieka.  

Numer  Nature z 22 marca 2001 roku doniósł o odkryciu starszego okazu, który 

nazwano Kenyanthropus platyops. Jego wiek oceniono na 3,5 miliona lat. Składa się z kilku 
kości i zębów, ale uwagę zwraca prawie kompletna, chociaż „zniekształcona” czaszka. 
Właśnie ona różni go od Lucy, gdyż twarz wydaje się bardziej płaska, szczęka nieco mniej 
wystaje niż u innych szympansów, a zęby trzonowe są trochę mniejsze. Ponieważ ludzie mają 
względnie płaskie twarze i niewielkie zęby trzonowe, platyops jako starszy i bardziej „ludzki” 
usuwa Lucy z naszego drzewa rodowego.  

Jest to niemałe wydarzenie, gdyż Lucy była ulubieńcem ewolucjonistów od lat 1970-

tych. Twierdzili oni, że jest dowodem, iż człowiek pochodzi od podobnego do małpy przodka. 
Lucy dotarła do muzeów, podręczników,  

 

background image

s. 168 

programów telewizyjnych i książek dla dzieci. Polemiki wymierzone w kreacjonistów, 
krytykujących Lucy, były aroganckie i pełne gniewu. Utrata jej musi mocno boleć!  

Oczywiście, kreacjoniści od dawna wskazywali, że w najlepszym wypadku była ona 

niezwykłym organizmem podobnym do szympansa, chodzącym być może w nieco bardziej 
wyprostowanej postawie niż inne szympansy. Dlatego przyznanie wydrukowane w USA 
Today
 z 21 marca, iż „Lucy utraciła pierwszeństwo, jakim się cieszyła w ciągu ubiegłych 10 
lat”, było zdumiewające, podobnie jak wypowiedź Ricka Pottsa ze Smithsonian Institute, że 
„ja i wielu innych wierzymy, iż Lucy należy zastąpić”. Dlaczego upubliczniono ten 
sceptycyzm wobec Lucy? Dlaczego eksperci zezwolili na kontrowersyjne twierdzenie i pranie 
mózgu u milionów ludzi? Wydaje się, że ponieważ mają oni lepszego kandydata, to chcą się 
pozbyć gorszego.  

Ale czy Platyops jest naprawdę lepszy? Według tekstu Meave Leakey et al. 

opublikowanego w Nature „zniekształcona” czaszka ujawnia cechy „rozszerzania” i 
„ściskania”, jakie miały miejsce po jej pogrzebaniu. Poza tym płaskość twarzy nie jest 
widoczna na opublikowanych fotografiach. Szczęka wystaje w stopniu widocznym i jedynie 
niewiele mniej jest zaakcentowana. Zęby były niewielkie jak na australopiteka, ale gdy mamy 
do czynienia z niewielką liczbą okazów, należy się spodziewać dużego zróżnicowania.  

Niezwykle ważny jest brak zgody co do interpretacji jakiejkolwiek konkretnej kości 

czy ogólnej teorii. Wyrzekanie się ulubionej historii na rzecz takiej, którą popierają wątpliwej 
jakości dane, powinno stanowić pociechę dla tych, którzy utrzymują, iż człowiek, stworzony 
na obraz Boga, całkowicie różni się od zwierząt. 

John D. Morris, Ph.D.  

(John D. Morris, Ph.D., Do We Now Have a New Monkey for an Uncle?, Acts & Facts May 
2001, vol. 30, No. 5, Back to Genesis No. 149. Z jęz. ang. za zgodą Autora tłum. Mieczysław 
Pajewski)  

 

background image

s. 169 

Z archiwum polskiego kreacjonizmu 

W latach 1980-tych współpracowałem z redakcją  Ducha Czasów, miesięcznika 

wydawanego przez niewielką wspólnotę protestancką, Kościół Chrześcijan Dnia Sobotniego. 
Jego przewodniczący, Bronisław K. Ciesielski, zaproponował mi tłumaczenie na język polski 
lub streszczanie amerykańskich tekstów kreacjonistycznych. Nie byłem wówczas 
kreacjonistą, ale zgodziłem się przygotowywać teksty niezgodne z moimi przekonaniami, bo 
po prostu chciałem poznać argumenty strony przeciwnej. Opublikowałem tam kilkadziesiąt 
tekstów, głównie tłumaczeń i streszczeń. Stały się one później materiałem do książki 
Stworzenie czy ewolucja? (Wydawnictwo „Duch Czasów”, Bielsko-Biała 1992). Właśnie 
podczas współpracy z „Duchem Czasów” stopniowo zacząłem przekonywać się do 
argumentów kreacjonistycznych (choć do niektórych nie przekonałem się do dzisiaj) i to do 
tego stopnia, że dzisiaj uważam się za kreacjonistę.  

Teksty w „Duchu Czasów” zwróciły uwagę najbardziej zawziętego polskiego krytyka 

kreacjonizmu, mgra Karola Sabatha, który przysłał do redakcji miesięcznika list. Redakcja z 
kolei przesłała ten list do mnie z propozycją odpowiedzi. Rezultat mogą Państwo przeczytać 
poniżej. Pan Karol Sabath należy do najbardziej zawziętych, jak napisałem, ale niezbyt 
utalentowanych krytyków kreacjonizmu. Jego argumenty często oparte są na nieznajomości 
rzeczywiście głoszonych twierdzeń kreacjonistycznych i stosują błędną logikę. Nie ulega on 
też „przesądowi”, by zawsze wypowiadać twierdzenia prawdziwe. Poniżej przedrukowana 
polemika może być ważna także i z tego powodu, że Sabath rozgłasza wszem i wobec, że 
kreacjoniści zamykają przed nim łamy swoich czasopism: „ja także daremnie zabiegałem o 
sprostowanie co bardziej bałamutnych twierdzeń kreacjonistów w pismach je 
zamieszczających” (Karol Sabath, Jak zostałem fundamentalistą antyreligijnym, Kosmos 
1993, vol. 42, z. 3-4, s. 688 [687-713]). Redakcja Ducha Czasów wydrukowała cały jego list, 
a jednak Sabath tego „nie pamięta”.  

Chcę jeszcze wyjaśnić jedną wypowiedź, która może zdziwić wiernych Czytelników 

Na Początku... Wypowiedź ta brzmi tak: „Kreacjo- 

 

background image

s. 170 

nizm nie jest przedmiotem moich szczegółowych zainteresowań. Dostałem jednorazowo 
sporo literatury i na tym koniec.” Pod tymi zdaniami widnieje mój podpis, co może zdziwić 
każdego, kto wie, że od 8 lat redaguję miesięcznik, jaki Państwo trzymają w ręku. Ale 
wyjaśnienie jest proste. Tak było w 1991 roku, gdy pisałem odpowiedź Sabathowi. Rok 
później, po zdaniu kolokwium habilitacyjnego, zdecydowałem się swoje główne 
zainteresowania skierować na problematykę ewolucjonizm-kreacjonizm.  

Mieczysław Pajewski  

 

Karol Sabath 

List do redakcji „Ducha Czasów” 

 

Warszawa, 30 sierpnia 1990 r.  

Szanowna Redakcjo!  

Jestem paleontologiem – pracuję w Zakładzie Paleobiologii PAN i Muzeum Ewolucji 

PAN (zapraszam: Pałac Kultury i Nauki, wejście od Pałacu Młodzieży, z wyjątkiem 
poniedziałków; pełnię dyżury we wtorki). Kupuję Wasze pismo ze względu na dział 
„Stworzenie czy ewolucja?” Zbieram także inne publikacje kreacjonistyczne (np. „Znaki 
Czasu” i inne wydawnictwa Adwentystów Dnia Siódmego, Świadków Jehowy czy też 
książkę W. Johnsona ze wstępem M. Giertycha „Na bezdrożach teorii ewolucji”). Otrzymuję 
też wydawnictwa Institute for Creation Research z El Cajon, California. Mimo zapoznania się 
z rozległą literaturą – zawierającą chyba prawie wszystkie argumenty kreacjonistów – nie 
zostałem przez nie przekonany. Nadal uważam „kreacjonizm naukowy” za demagogiczną 
pseudonaukę mającą się do nauk przyrodniczych tak jak parapsychologia do fizyki i 
neurofizjologii czy paleoastronautyka Dänikena do archeologii. Kreacjoniści, jak wszyscy 
pseudonaukowcy, posługują się naukowym sztafażem (poczynając od nazw instytucji, a 
kończąc na cytatach bibliograficznych), w rzeczywistości jednak ich teksty są w najlepszym 
razie  

 

background image

s. 171 

dyletanckie, jeśli nie celowo zafałszowane. Nie prowadzą  właściwie samodzielnych badań 
naukowych (nie licząc bezskutecznych poszukiwań Arki Noego), twierdząc jednocześnie 
jakoby ewolucjoniści stanowili margines we współczesnych naukach przyrodniczych. 
Żonglują cytatami z gazet i czasopism w najlepszym razie popularno-naukowych, nie 
odsyłając nigdy do oryginalnych prac naukowych. Czerpiąc swoje wyobrażenia z trzeciej ręki 
od dziennikarzy prasy i TV polemizują z nimi a nie z faktami naukowymi i poważnymi 
hipotezami. Nie przyznają się do własnych błędów i nie liczą się z ważnymi 
kontrargumentami. Merytoryczna polemika z kreacjonizmem to jednak temat na znacznie 
obszerniejszy tekst, który zapewne powstanie wkrótce wobec zalewu naszego rynku 
publikacjami antyewolucjonistycznymi. Ponieważ w Waszym miesięczniku publikujecie 
tylko przekłady i opracowania tekstów H. Morrisa i jego kolegów z ICR, a więc 
odpowiadacie przede wszystkim za jakość przekładu, pozwalam sobie zwrócić Wam uwagę 
na rażące uchybienia formalne na przykładzie nru 6-7/1990. Jeśli już musicie powielać 
pomówienia i roszczenia kreacjonistów (chociaż uważam to za szkodliwą działalność), to 
chociaż róbcie to porządnie!  

s. 7. po polsku nie odmienia się nazw łacińskich typu „Australopithecus”. Zamiast 
„Australopithecusami” powinno być „australopitekami”. Podpisy do ilustracji powinny zostać 
przetłumaczone z angielskiego. W języku polskim nie funkcjonuje nazwa „małpy 
bezogonowe”. Mówimy o „małpach człekokształtnych”, które zresztą nie są w żadnym 
wypadku „prymitywnymi” organizmami, a wręcz przeciwnie. Pan paniscus to po polsku 
„szympans karłowaty” a nie „pigmej”. „Lasy, w których rzadko pada deszcz” to „suche lasy 
podzwrotnikowe”. Australopiteki o smukłej budowie ciała nazywają się nie „grycjalne” (?) 
lecz „gracylne” (ang. „gracile”, łac. „gracilis”). „Analiza wielowariacyjne” to po polsku 
„analiza wieloczynnikowa”. Dwa modele to „kreacja-ewolucja”, nie „kreacja-rewolucja”. 
„Małpi człowiek” to „małpolud”, „Fałszywy błąd” (o ramapiteku) to pleonazm. Nawiasem 
mówiąc twierdzenie, że „wszyscy kandydaci proponowani jako nasi ewolucyjni przodkowie 
zostali z tej listy usunięci” jest pobożnym  życzeniem pp. Parkera i Morrisa, dalekim od 
prawdy (A. boisei [nie „bosei”] nie był uważany za  

 

background image

s. 172 

przodka człowieka, ramapiteki bywają nadal uznawane za pra-hominidy, H. erectus znany jest 
z wielu znalezisk nie tylko z Jawy i uważany jest za formę praludzką. Nadal w naszej 
genealogii uwzględnia się A. afarensis, A. africanus, H. habilis, H. erectus). „Śladów” się nie 
„dokonuje”.  

s.8. „Pył wulkaniczny” to po polsku „popiół wulkaniczny”. „Rozkrok” oznacza tu „długość 
kroku”. „Złoża wapnia” to „pokłady wapienia” (warstwy skały a nie czystego Ca). Długie na 
65 cm „ślady z Glen Rose” nie zostały odciśnięte przez „poduszki palców” dinozaurów lecz 
przez ich skok („piętę”). Ilustracje przedstawiają „retuszowane” ślady (zresztą z 4 palcami!). 
Na prawdziwych śladach nie widać ludzkich palców, a jedynie słabo zarysowane kontury 3 
palców dinozaura. Po konfrontacji w terenie z paleontologami sam J.D. Morris musiał 
wycofać się ze swoich wcześniejszych stanowczych twierdzeń (Por. John D. Morris „The 
Paluxy River Mystery” ICR Impact 151 (1986), Paul S. Taylor, „Footprints in Stone: Current 
Situation” – Origins Research 9 (1): 15. (1986), Glen J. Kuban, „Color distinctions and other 
curious features of dinosaur tracks near Glen Rose, Texas”, w: D.D. Gilette i H.G. Lockley 
(red.), „Dinosaur Tracks and Traces”. Cambridge University Press 1989, 427-440). 
Przekonanie o współwystępowaniu ludzi i dinozaurów straciło więc wsparcie jakichkolwiek 
faktów. Skoro zarówno Morris z ICR, jak i Taylor (współautor kreacjonistycznego filmu o 
tropach z Glen Rose) wycofali się z tego, to „Duch Czasów” nie powinien być „bardziej 
papieski od papieża” i sprostować przynajmniej tę dezinformację.  

Z poważaniem  

Karol Sabath  

 

Mieczysław Pajewski 

Odpowiedź 

Przede wszystkim muszę usprawiedliwić się za zwłokę w odpowiedzi na powyższy 

list. Został on napisany w sierpniu 1990, ale redakcja Ducha  

 

background image

s. 173 

Czasów przesłała mi go dopiero w końcu listopada 1991 roku, a więc z ponad rocznym 
opóźnieniem. Za zwłokę nie chcę zresztą obwiniać redakcji – nie było mnie w kraju, gdy list 
nadszedł, potem zaś Duch Czasów przechodził okres istotnych zmian. W natłoku wydarzeń, 
jak sobie wyobrażam, nie było miejsca dla spraw drugorzędnych.  

W końcu jednak list trafił do mnie i mam obowiązek odpowiedzieć na jego treść. List 

jest ważny, gdyż jego Autor przedstawia się jako fachowiec (paleontolog), który poznał 
prawie wszystkie argumenty kreacjonistów. Zarzuty, jakie stawia, są najrozmaitszego rodzaju 
– dotyczą metodologii, rozmaitych działów biologii, a nawet języka polskiego. Być może 
powinienem odpowiadać na nie najpierw je grupując tematycznie. Postanowiłem jednak 
odpowiadać na nie po kolei, bo obawiam się,  że moja klasyfikacja zarzutów mogłaby nie 
odpowiadać intencjom Autora listu. Odpowiadając „jak leci” mam przy tym pewność,  że 
żadnego zarzutu nie opuszczę.  

* * * 

1. Autor listu uważa kreacjonizm naukowy za demagogiczną pseudonaukę. Słowa 

„kreacjonizm naukowy” umieszcza w cudzysłowach, by wyrazić swój dystans do tej 
dyscypliny (domyślam się, że w tym zwrocie żywi niechęć chyba tylko do używania słowa 
„naukowy”, a nie do używania słowa „kreacjonizm”). Trudno mi się szczegółowo 
ustosunkować do tego zarzutu, bo nie jest on uzasadniony (chyba, że w zamyśle p. Sabatha 
tym uzasadnieniem są dalsze zdania listu, które traktuję jako kolejne zarzuty – jeśli tak, to 
proszę czytać moje odpowiedzi na te zarzuty). By zarzut pseudonaukowości kreacjonizmu 
naukowego uzasadnić, Autor listu musiałby podać kryterium demarkacji nauki od 
pseudonauki oraz pokazać,  że kreacjonizm naukowy kryterium tego nie spełnia, a tego 
niestety p. Sabath nie zrobił. O ile mi wiadomo, sprawa kryterium demarkacji nie jest 
rozstrzygnięta w metodologii nauk przyrodniczych. Podawano różne kryteria demarkacji i 
żadnego z nich powszechnie nie zaakceptowano. Stawianie kategorycznego zarzutu 
pseudonaukowości jest więc nieco ryzykowne.  

Nie zamierzam bronić parapsychologii czy paleoastronautyki  

 

background image

s. 174 

Dänikena. Podejrzewam, że wobec tych „dyscyplin” mam podobną postawę jak p. Sabath.  

2. Zdaniem Autora listu kreacjoniści, jak wszyscy pseudonaukowcy, starają się 

używać naukowej terminologii i opatrywać etykietką „naukowy” wszystko, co można. Teksty 
ich mają jednak być dyletanckie, a może nawet celowo zafałszowane.  

Ten zarzut jest podobny do poprzedniego, bo żeby ocenić, czy jakieś teksty są 

dyletanckie, trzeba dysponować kryterium pozwalającym odróżnić teksty naukowe od tych, 
które wychodzą spod pióra ludzi niedouczonych, ludzi usiłujących uchodzić za uczonych, a 
nimi nie będących. Kto jest, a kto nie jest uczonym? Jeśli ktoś ma wykształcenie podstawowe, 
to uczonym nie jest. Jak jednak rozstrzygnąć, kto jest uczonym spośród tych, którzy uzyskali 
formalne wykształcenie uniwersyteckie, mają doktoraty i są profesorami wyższych uczelni? 
Jestem skłonny przyznać rację p. Sabathowi, jeśliby twierdził, że nie wszyscy profesorowie 
wyższych uczelni są uczonymi (choć myślę, że jego zarzuty aż tak daleko nie idą). Ale jak 
odróżnić uczonych z prawdziwego zdarzenia od dyletantów, jeśli i jedni, i drudzy są ludźmi 
wykształconymi? Problem polega na tym, że o ile kreacjonistą może być każdy, nawet 
analfabeta, byleby wierzył, że Pan Bóg stworzył świat, to kreacjonistami naukowymi są tylko 
ludzie posiadający odpowiednie wykształcenie.  

Oczywiście, nie znaczy to, że o kreacjonizmie naukowym nie mogą pisać inne osoby. 

Mogą one popularyzować go, tłumaczyć teksty czy je streszczać, nie są oni jednak 
naukowymi kreacjonistami. P. Sabath krytykował tekst z 6-7 nru „Ducha Czasów” z 1990 
roku, w którym streszczałem fragment książki napisany przez Gary'ego E. Parkera. Gary E. 
Parker uzyskał doktorat z biologii ze specjalnością w geologii (paleontologii). Jest autorem 
kilku artykułów naukowych i czterech podręczników do biologii. Otrzymywał cenione w 
świecie akademickim USA nagrody i wyróżnienia jak wybór do towarzystwa Phi Beta Kappa. 
Na podstawie swoich badań nad endokrynologią płazów został przyjęty do Amerykańskiego 
Towarzystwa Zoologów. Przez dziesięć lat wykładał  

 

background image

s. 175 

biologię w amerykańskich college'ach jako ewolucjonista. Kiedy zmienił poglądy i został 
kreacjonistą, przeszedł do pracy w Institute for Creation Research w El Cajon, w 
amerykańskim stanie Kalifornia.  

Czy dr Parker jest uczonym, czy dyletantem? Wygląda na to, że spełnia kryteria, jakie 

stawia się przed uczonymi – skończył odpowiednie studia, uzyskał tytuł doktora, prowadził 
badania w swojej dziedzinie, pisał prace naukowe. Ale być może według kryteriów p. Sabatha 
Gary  E.  Parker  był i jest dyletantem. A może będąc ewolucjonistą był uczonym, a przestał 
nim być, kiedy został kreacjonistą? Nie wiadomo. Problem w tym, że kryteriów, co to znaczy 
być uczonym, p. Sabath nie sformułował, co uniemożliwia sensowną dyskusję na ten temat.  

P. Sabath pisze, że teksty naukowych kreacjonistów są być może celowo 

zafałszowane. Naturalnie, mogło być tak, że ten i ów kreacjonista nie przedstawiał uczciwie 
problematyki, o której pisał. Takie wypadki mogą się zdarzyć w każdej dyscyplinie naukowej, 
nawet w fizyce, która uchodzi za wzór naukowości. [1] Na pewno oszustwa się zdarzały w 
biologii, na pewno popełniali je ewolucjoniści. [2] Czy na tej podstawie można 
dyskredytować wszystkich przedstawicieli danej dyscypliny? I czy na tej podstawie można 
dyskredytować samą dyscyplinę? Chociaż ja bym się nie upierał przy tezie, że wszyscy 
kreacjoniści naukowi zawsze byli, są i będą uczciwi, to zwróćmy jednak uwagę, że p. Sabath 
nie przytoczył faktów popierających jego mocny zarzut, iż fałszują oni wyniki badań. Ten 
zarzut, jak i poprzedni, także nie został uzasadniony.  

3. Kreacjoniści naukowi, zdaniem p. Sabatha, nie prowadzą samodzielnych badań 

naukowych nie licząc bezskutecznych poszukiwań Arki Nowego.  

__________ 

[1] Por. np. książkę Andrzeja K. Wróblewskiego, Prawda i mity w fizyce, „Iskry”, 

Warszawa 1987.  

[2] O niektórych z tych oszustw pisał Dr D. James Kennedy (Pomyłki ewolucjonizmu, 

Duch Czasów 1987 nr 11, s. 10-15 i nr 12, s. 14-20).  

 

background image

s. 176 

P. Sabbath twierdzi, że poznał prawie wszystkie argumenty kreacjonistów. Na pewno 

jednak nie poznał (jak to możliwe, jeśli tyle czytał?) istotnej różnicy między kreacjonizmem 
naukowym i kreacjonizmem biblijnym. A z metodologicznego punktu widzenia różnica 
między tymi dwiema odmianami kreacjonizmu jest fundamentalna. Pierwszy z nich jest 
częścią nauk przyrodniczych, drugi zaś jest częścią teologii. W pierwszym istotnym źródłem 
wiedzy jest empiria, w drugim – Objawienie.  

Pojęcie stworzenia mocno związane jest z ujęciem biblijnym, z opisem zawartym w 

Księdze Genesis. Jednak kreacjoniści rozróżniają dwa całkowicie różne rodzaje kreacjonizmu 
– biblijny i naukowy. [3] Naukowy kreacjonizm nie opiera się ani na Księdze Genesis, ani na 
jakimkolwiek nauczaniu religijnym. Żadne rozumowanie nie korzysta tu z autorytetu Biblii. 
Naukowi kreacjoniści mówią o genetyce, paleontologii, termodynamice, geologii itd., a nie o 
teologii czy religii. Ich argumenty na rzecz stworzenia opierają się na wiedzy o DNA, 
mutacjach, skamieniałościach, termodynamice itp. Pojęcia te w ogóle nie występują w Biblii. 
Kreacjonizm biblijny natomiast opiera się wyłącznie na Biblii. Księga Rodzaju wspomina na 
przykład o sześciu dniach stworzenia, podaje imiona pierwszego mężczyzny i pierwszej 
kobiety, opowiada o przekleństwie, jakie Bóg rzucił na ziemię na skutek ludzkiego grzechu, 
zawiera historię Arki Noego i mówi o wielu innych podobnych wydarzeniach, których – co 
kreacjoniści przyznają – nigdy nie można by stwierdzić naukowo. Z drugiej strony naukowy 
kreacjonizm traktuje o takich fizycznych przedmiotach jak skamieniałości, podczas gdy 
Biblia niczego o nich nie mówi.  

Nie jest więc prawdą,  że jedyne badania, jakie naukowi kreacjoniści prowadzą, to 

poszukiwania Arki Noego. Poszukiwania te prowadzą akurat nie kreacjoniści naukowi lecz 
biblijni, ponieważ informacja o Arce Noego pochodzi z Biblii. Oczywiście, bywa tak, że ten 
sam człowiek jest jednocześnie kreacjonistą naukowym i biblijnym, a nawet że pisze teksty, 
w których 

__________ 

[3] Por. H.M. Morris, Creation and Its Critics, Creation-Life Publishers, San Diego 

1982.  

 

background image

s. 177 

łączy argumenty pochodzące z obu rodzajów kreacjonizmu (sytuacja taka występuje głównie 
w publikacjach o religijnym charakterze). Nie jest to jednak powód, by mylić oba te pojęcia. 
Einstein grał na skrzypcach, ale nikt nie powinien utożsamiać gry na skrzypcach z fizyką 
relatywistyczną. Kreacjoniści naukowi opatrują swoją dyscyplinę przymiotnikiem „naukowy” 
nie dlatego, jak sądzi p. Sabath, że wmawiają ludziom, iż są prawdziwymi naukowcami, ale 
właśnie po to, by odróżnić się od kreacjonistów biblijnych.  

Jakie więc badania, jeśli w ogóle jakieś, prowadzą naukowi kreacjoniści? Wydaje się, 

że p. Sabath zakłada, iż takie badania muszą się czymś istotnym różnić od badań, jakie 
prowadzą ewolucjoniści. Ale różnica między ewolucjonizmem i naukowym kreacjonizmem 
nie leży na poziomie badań empirycznych, na poziomie faktów, lecz na poziomie interpretacji 
tych faktów. Ewolucjoniści są przekonani, że zebrane fakty popierają taką czy inną odmianę 
teorii ewolucji, kreacjoniści naukowi natomiast uważają,  że  te same fakty lepiej pasują do 
doktryny kreacjonistycznej. Autor listu do Ducha Czasów może wątpić w prowadzenie 
jakichkolwiek badań przez Instytut Badań nad Kreacją (ICR), bo jest to instytucja 
kreacjonistyczna, a kreacjoniści to jego zdaniem pseudouczeni i oszuści. Kreacjoniści 
naukowi jednak pracują także na „normalnych” uczelniach. Przykładem jest chociażby Dean 
V. Kenyon, profesor biologii na Stanowym Uniwersytecie San Francisco, współautor książki 
Biochemical Predestination (McGraw-Hill, New York 1969, pisząc tę książkę był jednak 
jeszcze ewolucjonistą). Uniwersytet, na którym pracuje, nie jest instytucją charytatywną i z 
całą pewnością nie zatrudniałby profesora Kenyona, gdyby ten nie prowadził żadnych badań. 
W każdym razie zachęcam p. Sabatha, by sam zapytał profesora Kenyona, czy i jakie badania 
prowadzi, pisząc na adres: Prof. Dean V. Kenyon, San Francisco State University, Biology 
Department, 1600 Holloway Avenue, San Francisco, CA 94132, USA.  

4. Kreacjoniści naukowi twierdzą – zdaniem p. Sabatha – jakoby ewolucjoniści 

stanowili margines we współczesnych naukach przyrodniczych.  

P. Sabath uważa,  że poznał chyba prawie wszystkie argumenty kreacjonistów. Ja na 

pewno prawie wszystkich nie poznałem, ale czytałem  

 

background image

s. 178 

sporo i takiego twierdzenia w publikacjach kreacjonistów nigdy nie spotkałem. Spotkałem 
natomiast całkowicie przeciwne – że ewolucjoniści posiadają przygniatającą przewagę nad 
kreacjonistami w naukach przyrodniczych, chociaż przewaga ta stale się zmniejsza. Nadal 
jednak kreacjoniści stanowią drobny ułamek wśród uczonych. [4] Natomiast kreacjoniści być 
może nie są mniejszością w społeczeństwie amerykańskim. Przeprowadzone przez Associated 
Press oraz NBC News w 1981 roku badania społeczeństwa amerykańskiego wykazały,  że 
86% ankietowanych popiera nauczanie kreacjonizmu w szkołach. Oczywiście, nie wszyscy 
oni muszą być kreacjonistami, bo mogą popierać nauczanie kreacjonizmu obok 
ewolucjonizmu, by dać uczniom i studentom możliwość swobodnego wyboru. Kiedy 
kreacjoniści walczą o prawo nauczania kreacjonizmu w szkołach, to właśnie obok 
ewolucjonizmu, a nie zamiast, i w takim właśnie celu.  

5. Autor listu twierdzi, że kreacjoniści naukowi żonglują cytatami z gazet i czasopism 

nienaukowych (co najwyżej popularnonaukowych), nie odsyłając nigdy do oryginalnych prac 
naukowych. Mają oni czerpać swoje wyobrażenia z trzeciej ręki od dziennikarzy prasy i TV i 
w rezultacie polemizować z nimi, a nie z faktami naukowymi i poważnymi hipotezami.  

Jest to bardzo mocny zarzut. Proszę Czytelników, by zwrócili uwagę,  że p. Sabath 

głosi, iż  żaden kreacjonista nigdy nie zacytował  żadnej pracy naukowej. Aby tak mocne 
(dodam: nierozsądnie mocne) twierdzenie obalić, wystarczy przytoczyć jednego kreacjonistę, 
który zacytował  jeden raz jeden artykuł naukowy. Szukając adresu prof. Kenyona 
wyciągnąłem jego artykuł „The Creationist View of Biologic Origins”. Sprawdzę teraz, czy 
autor tego artykułu wymienił chociaż raz porządną pracę naukową (zakładam dla dobra 
dyskusji, że prace kreacjonistyczne porządne nie są). Okazuje się, że prof. Kenyon cytuje 55 
różnych publikacji, wśród nich napisane przez Francisco J. Ayalę, T. Dobzhansky'ego, N. 
Eldredge'a, S.J. Goulda, R.C. Lewontina, a także K. Darwina. Nie są to dziennikarze prasy i 
TV. Nie są 

__________ 

[4] Por. Morris, Creation..., s. 14.  

 

background image

s. 179 

to nawet zwykli ewolucjoniści, to są (czy niektórzy byli, bo już zmarli) czołowi 
ewolucjoniści.  

Naturalnie, jeśli p. Sabath złagodzi swój zarzut i powie, że  czasami niektórzy 

kreacjoniści cytowali dziennikarzy i polemizowali z ich opiniami, to jest to prawda, ale 
jednocześnie nie ma chyba w tym nic złego. Trzeba pamiętać,  że kreacjoniści obok prac 
naukowych piszą także popularnonaukowe, a w takich polemika z dziennikarzami jest jak 
najbardziej na miejscu.  

Duch Czasów nie jest czasopismem naukowym, jest czasopismem religijnym. Kiedy 

redaktor  Ducha Czasów zwrócił się do mnie o redagowanie działu „Stworzenie czy 
ewolucja?”, to wyraźnie zaznaczył, że chodzi o popularyzację kreacjonizmu (tak naukowego, 
jak i biblijnego), że chodzi o teksty zrozumiałe dla przeciętnie wykształconego czytelnika, a 
więc pisane językiem możliwie nietechnicznym i unikające trudniejszych rozważań. Właśnie 
dlatego wybrałem książkę Morrisa i Parkera oraz kilka innych artykułów do przetłumaczenia 
lub streszczenia, a odrzuciłem na przykład wspomniany wyżej artykuł Kenyona lub książkę 
Ch.B. Thaxtona, W.L. Bradleya i R.L. Olsena The Mystery of Life's Origin: Reassessing 
Current Theories
 (Philosophical Library, New York 1984) i inne artykuły i książki, jakie 
otrzymałem od środowisk kreacjonistycznych w USA, gdyż uznałem je za zbyt trudne 
zarówno dla mnie jako tłumacza i „streszczacza”, jak i dla czytelników Ducha Czasów. Nigdy 
Duchu Czasów nie ukrywaliśmy, że nie prowadzimy badań kreacjonistycznych i że dział 
„Stworzenie czy ewolucja?” nie jest niczym więcej jak tylko popularyzowaniem obu odmian 
kreacjonizmu. Książka Morrisa i Parkera, na podstawie której powstało najwięcej tekstów 
kreacjonistycznych w Duchu Czasów, „nie jest napisana na poziomie czy w stylu formalnego 
traktatu naukowego skierowanego tylko do zawodowego uczonego”, o czym czytelnik tej 
książki dowiaduje się już na drugiej stronie Wstępu. Ta właśnie wzmianka zadecydowała o 
moim wyborze. Jeśli w książce tej autorzy polemizują także (bo wcale nie wyłącznie!) z 
dziennikarzami, to dlatego, że ma ona charakter popularnonaukowy.  

6. Zdaniem p. Sabatha kreacjoniści naukowi „nie przyznają się do własnych błędów i 

nie liczą się z ważnymi kontrargumentami”.  

 

background image

s. 180 

Jest to dziwna opinia, bo pod koniec listu p. Sabath pisze sporo o tym, że kreacjoniści 

„po konfrontacji w terenie z paleontologami” wycofali się ze swoich wcześniejszych 
twierdzeń, iż  ślady z Glen Rose dowodzą współwystępowania ludzi i dinozaurów 
(Czytelników proszę o sprawdzenie tego w liście p. Sabatha). Najwyraźniej Autor listu nie 
potrafi zauważyć niczego pozytywnego u kreacjonistów. Jego niechęć do kreacjonizmu jest 
tak duża, że formułując zarzuty nie zauważa nawet, że wpada w sprzeczność.  

P. Sabath napisał,  że przestudiował prawie wszystkie argumenty kreacjonistów i nie 

przekonały go one. Jednak takie pojęcia jak „argumenty” i „przekonanie” pochodzą z teorii 
racjonalnej dyskusji. Minimalnym warunkiem racjonalności dyskusji jest niesprzeczność. 
Jeśli ktoś jednym tchem wypowiada wzajemnie sprzeczne twierdzenia, to nie ma mowy, by 
jakiekolwiek racjonalne argumenty mogły go przekonać.  

* * * 

Dotychczas przeanalizowane zarzuty Autora listu miały charakter metodologiczny. 

Ogólnie można je ocenić jako nieuzasadnione, gołosłowne. P. Sabath jedynie ograniczył się 
do ich sformułowania, a argumenty odłożył do jakiegoś przyszłego tekstu. Dalsze zarzuty 
wymienione w liście dotyczą jakości przekładu (i dodam już od siebie: streszczeń i 
opracowań, bo tekst z 6-7 nru Ducha Czasów z 1990 roku nie jest dosłownym tłumaczeniem). 
Autor listu „pozwala sobie” zwrócić uwagę na – jak je nazywa – „rażące uchybienia 
formalne” tłumaczenia. No cóż, zbadajmy po kolei i te zarzuty.  

7. „Jeśli już musicie powielać pomówienia i roszczenia kreacjonistów (chociaż 

uważam to za szkodliwą działalność), to chociaż róbcie to porządnie!”  

Oczywiście,  Duch Czasów nie musi publikować artykułów o kreacjonizmie, my je 

publikujemy dobrowolnie. To, czy powielamy pomówienia i roszczenia, jest sprawą 
wyważonej i troskliwej oceny naszych tekstów. Rzeczywiście, większość świata naukowego 
uważa kreacjonizm za doktrynę nie do przyjęcia, ale jest dyskusyjne, czy jest ona szkodliwa, 
nawet jeśli rzeczywiście jest nie do przyjęcia. W filozofii nauki zwraca się uwagę, że nawet 
nietrafne teorie czy hipotezy mogą pełnić pozytywną rolę przez to,  

 

background image

s. 181 

że mobilizują przeciwników do lepszej artykulacji własnych poglądów,  że ułatwiają 
dostrzeżenie wad i błędów w słusznych teoriach, a przez to ich korygowanie i ulepszanie. W 
każdym razie, my w Duchu Czasów nie zgadzamy się z opinią,  że propagowanie 
kreacjonizmu jest działalnością szkodliwą. Wręcz przeciwnie, uważamy za szkodliwe 
aprioryczne odrzucanie kreacjonizmu, swoistą cenzurę i szykanowanie uczonych czy 
studentów o poglądach kreacjonistycznych (są to wcale nierzadkie przypadki w takim 
bastionie wolności jak USA), popieramy spokojną dyskusję bez emocji i zacietrzewienia.  

8. „Po polsku nie odmienia się nazw łacińskich typu 'Australopithecus'. Zamiast 

'Australopithecusami' powinno być 'australopitekami'„.  

Po polsku na pewno odmienia się  słowo „homunculus”, a więc ogólne twierdzenie 

Autora listu nie jest słuszne. Rzeczywiście, odmienianie łacińskich nazw wedle zasad języka 
polskiego dobrze nie brzmi, ale wolałbym poznać uzasadnienie tak kategorycznej opinii, jak 
ta zamieszczona w liście. P. Sabath proponuje, by zamiast „Australopithecusami” pisać 
„australopitekami”. Jednak nie jest to to samo, gdyż „australopitek” jest spolszczoną wersją 
nazwy „Australopithecus”. Czytelnik mojego tekstu może  łatwo zauważyć,  że spolszczonej 
wersji także używam (np. w podpisie do rysunku na s. 7). Jeżeli na początku artykułu użyłem 
raz nazwy łacińskiej, to tylko w celach informacyjnych.  

9. „Podpisy do ilustracji powinny zostać przetłumaczone z angielskiego.”  

Redakcja  Ducha Czasów wie, że przesyłałem maszynopisy z przetłumaczonymi 

określeniami angielskimi przy ilustracjach. Nie wiem, dlaczego określenia angielskie zawarte 
wewnątrz ilustracji nie zostały zastąpione polskimi – zdaje się, że ze względów technicznych. 
Określenia pod ilustracjami lub z boku ilustracji można było zastąpić polskimi i – co łatwo 
sprawdzić – zostały one zastąpione.  

10. „W języku polskim nie funkcjonuje nazwa 'małpy bezogonowe'. Mówimy o 

'małpach człekokształtnych' (...)”.  

 

background image

s. 182 

Chciałbym zwrócić uwagę Czytelników, że tutaj p. Sabath przedstawia się już jako 

językoznawca ogólny, nie mówi tylko o języku biologii, ale w ogóle o języku polskim. Ja za 
znawcę  języka polskiego się nie uważam i pisząc teksty korzystam ze słowników.  Wielki 
słownik angielsko-polski z supplementem
 Jana Stanisławskiego (Warszawa 1989) podaje 
jednak na s. 28 tomu 1 „ape (...) małpa (bezogonowa)”. Oczywiście redaktorzy słownika 
Stanisławskiego nie są specjalistami w biologii (choć  słownik ten uchodzi za najlepszy z 
istniejących ogólnych słowników angielsko-polskich) i wierzę p. Sabathowi, że lepszym 
określeniem jest „małpa człekokształtna” (obiecuję to poprawić w przygotowywanym 
wydaniu książkowym). Jednak nie zgadzam się, że popełniłem „rażące uchybienie formalne”. 
Oparłem się na dobrym słowniku, laikom nazwa „małpa bezogonowa” mówi wiele (wiem coś 
o tym, bo sam jestem laikiem), no i ostatecznie przecież fachowiec (p. Sabath) nie miał cienia 
wątpliwości, o czym pisałem.  

11. Małpy człekokształtne „nie są w żadnym wypadku 'prymitywnymi organizmami', 

a wręcz przeciwnie”.  

Określenie „prymitywny organizm” ma charakter relacyjny, porównawczy. Ten sam 

organizm może być prymitywny względem jednego i skomplikowany względem drugiego. W 
tekście, którego dotyczy ta polemika, mowa była o tym, że małpy człekokształtne są 
prymitywne w porównaniu z ludźmi. P. Sabath uważa jednak, że jest „wręcz przeciwnie”. 
Czy to znaczy, że uważa, iż ludzie są prymitywni w porównaniu z małpami?  

12. „Pan paniscus to po polsku 'szympans karłowaty' a nie 'pigmej'„. Czytelnik 

sięgając do nru 6-7/1990 łatwo może zauważyć, iż nie pisałem tam, że  Pan paniscus to 
pigmej. Choć słowo „pigmej” jest tu napisane z małej litery, to ktoś niezorientowany czytając 
list p. Sabatha mógłby odnieść wrażenie,  że wypowiadam jakieś rasistowskie tezy. W 
omawianym tekście użyłem, za Parkerem zresztą, określenia „szympans-pigmej”, które nie 
jest określeniem technicznym, lecz obrazowym i wskazuje na niewielkie rozmiary tych 
szympansów. Używanie określeń obrazowych nie jest błędem w tekstach 
popularnonaukowych, a ich umiarkowane używanie  

 

background image

s. 183 

nie jest błędem nawet w tekstach stricte naukowych.  

13. „Australopiteki o smukłej budowie ciała nazywają się nie 'grycjalne' (?) lecz 

'gracylne'„.  

Terminologii tej sam nie wymyśliłem. Pożyczyłem ją ze zdania: „Jest prawdopodobne, 

że grycjalny (smukły) australopitek afrykański był właśnie formą neoteniczną australopiteka o 
typie robustus” (Problemy 1987, nr 12, s. 17). Problemy są pismem popularnonaukowym, ale 
o ustalonej renomie. Sądziłem, że mogę temu czasopismu zaufać. Prawdopodobnie p. Sabath 
ma rację i forma „grycjalny” jest błędna, należy używać określenia „gracylny”. Jeśli nawet 
tak jest, to skoro profesjonalne czasopismo popularnonaukowe błąd taki przepuściło, nie 
można Ducha Czasów obwiniać, że popłniliśmy tu „rażące uchybienie formalne”.  

14. „'Analiza wielowariacyjna' to po polsku 'analiza wieloczynnikowa'„.  

Wspomniana nazwa dotyczy pewnej techniki komputerowej (multivariate analysis). 

W słownikach komputerowych określenia tego jeszcze nie ma. Najprawdopodobniej nie 
został jeszcze utworzony jego polski odpowiednik. Ponieważ w terminologii komputerowej 
często jedynie spalszcza się wyrazy obce (np. interfejs, dżojstik), ja zrobiłem podobnie 
przypuszczając,  że tłumaczę to określenie jako jeden z pierwszych. Słownik naukowo-
techniczny angielsko-polski
 Sergiusza Czerniego i Marii Skrzyńskiej (Warszawa 1986, s. 
507) podaje inne tłumaczenie zwrotu multivariate analysis (bez myślnika w słowie 
multivariate) – analiza wielowymiarowa, ale jest to określenie dotyczące statystyki, a nie 
techniki komputerowej.  

15. „Dwa modele to 'kreacja-ewolucja', nie 'kreacja-rewolucja'„.  

Oczywiście. Jest to błąd powstały podczas składania tekstu w drukarni. Niestety, 

redakcja  Ducha Czasów sama nie przeprowadzała korekty, ani nie przesyłała mi szczotek 
artykułów do korekty, wskutek czego w druku pojawiały się czasami koszmarne błędy, 
głównie w wyrazach obcych lub obcego pochodzenia (patrz także niżej moją odpowiedź na 
zarzut nr 17). Właśnie ze względu na liczne błędy drukarskie, w umowie o wydaniu książki 

 

background image

s. 184 

Stworzenie czy ewolucja? zawarłem punkt zobowiązujący Wydawnictwo „Duch Czasów” 
do przesłania mi szczotki książki do korekty, zanim książka zostanie wydrukowana. Uznałem, 
że o ile można lekceważyć istniejące błędy w miesięczniku, którego „żywot” jest 
krótkotrwały, o tyle błędy takie w książce są już niedopuszczalne.  

16. „'Małpi człowiek' to 'małpolud'„.  

Ten zarzut jest niesłuszny, choć rzeczywiście poprawnym terminem jest „małpolud”. 

Jednak proponowana zamiana pozbawiłaby odpowiedni fragment rozważanego tekstu 
wydźwięku ironicznego. Określenia „małpi człowiek” użyłem tam w cudzysłowie, wiedząc że 
jest niepoprawne, ale zastosowałem je ze względu na jego charakter ironiczny. Autor listu 
najwyraźniej nie zauważył tej intencji.  

17. „'Fałszywy błąd' (o ramapiteku) to pleonazm”. Rzeczywiście, ale to znowu błąd 

składu drukarskiego, tym razem zupełnie bezsensowny. W moim maszynopisie był nie 
„fałszywy błąd”, lecz „fałszywy początek” (teraz myślę,  że lepiej będzie „fałszywy punkt 
wyjścia”). Zresztą w liście kandydatów na przodka człowieka, w której pojawił się 
wspomniany przez Autora listu błąd, jest jeszcze drugi, na który p. Sabath nie zwrócił uwagi: 
słowa „tylko ludzie” w pierwszej linijce winny być przesunięte do prawego marginesu.  

18. „Twierdzenie, że 'wszyscy kandydaci proponowani jako nasi ewolucyjni 

przodkowie zostali z tej listy usunięci' jest pobożnym  życzeniem pp. Parkera i Morrisa, 
dalekim od prawdy”.  

Tym razem p. Sabath polemizuje nie ze mną, lecz z autorem tekstu, który 

tłumaczyłem. Rozumiem, że dr Parker chciał powiedzieć, iż dla każdej propozycji 
wymienionej na liście hipotetycznych przodków człowieka istnieją ewolucjoniści, którzy ją 
porzucili, natomiast p. Sabath mówi, że istnieją ewolucjoniści, którzy niektóre z tych 
propozycji nadal utrzymują. Elementarna logika mówi, że między poglądami dra Parkera i p. 
Sabatha (o ile dobrze je tu odtworzyłem) nie istnieje sprzeczność. Nie podejmuję się jednak 
prowadzić merytorycznej dyskusji na temat przodków człowieka.  

 

background image

s. 185 

19. To że  A. boisei [nie A. bosei] nie był uważany za przodka człowieka oraz kilka 

dalszych zarzutów p. Sabatha ma charakter specjalistyczny i także nie czuję się kompetentny, 
by im zaprzeczać lub je potwierdzać. Potwierdzić mogę jedynie, że rysunek z błędnym 
określeniem A. bosei przedrukowano z książki What is Creation Science?.  

20. „'Śladów' się nie 'dokonuje'„.  

Słuszna uwaga, poprawię.  

21. „'Pył wulkaniczny' to po polsku 'popiół wulkaniczny'„.  

Jednak Słownik naukowo-techniczny polsko-angielski pod redakcją S. Czerniego i 

M. Skrzyńskiej (Warszawa 1986, s. 535) podaje, że „pył wulkaniczny” też jest po polsku. 
Czytelnik może sprawdzić, że używałem w tekście obu tych wyrażeń.  

22. „'Rozkrok' oznacza tu 'długość kroku'„.  

W  Wielkim Słowniku... Stanisławskiego słowo „stride” jest tłumaczone jako „1. 

krok”, „2. rozstawienie nóg, rozkrok”. Używałem w tekście „rozstaw nóg” i „rozkrok”. 
Zgadzam się z p. Sabathem, że „długość kroku” brzmi lepiej niż „rozkrok”.  

23. „Złoża wapnia” to kolejny błąd drukarski. W maszynopisie mam „wapienia”, 

dokładnie tak jak chce Autor listu.  

24. „Długie na 65 cm 'ślady z Glen Rose' nie zostały odciśnięte przez 'poduszki 

palców' dinozaurów lecz przez ich skok ('piętę')”.  

Jeżeli zarzut ten ma charakter merytoryczny i dotyczy tego, jaka część nogi dinozaura 

pozostawiła wspomniane człowiekopodobne  ślady, to nie będę z nim polemizował, bo 
ponownie przekracza to kompetencje tłumacza i autora opracowań. Ja tylko tłumaczyłem 
tekst dra Parkera, w którym ten przytaczał opinię pewnego ewolucjonisty. Jeśli natomiast p. 
Sabath chce powiedzieć,  że  źle przetłumaczyłem odpowiedni fragment książki, to po 
ponownym przejrzeniu tekstu nie mogę się z tym zgodzić. W oryginale jest mowa o „toe 
pads”. Pad to miękka część stopy niektórych zwierząt, np. psów czy lisów, a toe to palec (u 
nogi). W kontekście jest też mowa o chodzeniu na paluszkach (on tiptoes). Wszystko to 
uniemożliwia przyjęcie  

 

background image

s. 186 

opinii, że drowi Parkerowi chodziło o „piętę”. Ponadto nie wszystkie ślady z Glen Rose mają 
rozmiary podane przez p. Sabatha, są też takie, które odpowiadają rozmiarom nóg 
współczesnych ludzi, i są też takie, gdzie wyraźnie widać pięć palców.  

25. Ostatni zarzut Autora listu dotyczy tego, że drukujemy nieaktualne teksty, bo sami 

kreacjoniści wycofali się z utrzymywania poglądów, iż  ślady z Glen Rose dowodzą 
współwystępowania ludzi i dinozaurów. P. Sabath żąda też, byśmy sprostowali 
dezinformację.  

Sprawa interpretacji śladów z Glen Rose była zawsze kontrowersyjna. Nie tylko 

ewolucjoniści nie przyjmowali takiej interpretacji, za jaką opowiadał się w książce dr Parker, 
ale także niektórzy kreacjoniści. [5] Oczywiście, interpretacji tej nie przyjmuje także cały 
odłam tzw. kreacjonistów starej Ziemi odrzucających pogląd, iż Ziemia istnieje tylko 6-10 
tys. lat i przyjmujących wielomiliardowy wiek Ziemi (np. A. Hayward, Creation and 
Evolution. The Facts and the Fallacies
, Triangle, London 1985, s. 149-151). Czytelnicy 
Ducha Czasów wiedzą z lektury krytykowanego przez p. Sabatha tekstu, że także i dr Parker 
nie wypowiadał się w tej sprawie ze stuprocentową pewnością. Ze względu na to, że wiele 
tematów poruszanych w dziale „Stworzenie czy ewolucja?” ma kontrowersyjny charakter, 
zawsze podawałem dokładne dane bibliograficzne źródła, na którym się opierałem – autorów, 
tytuł książki, wydawnictwo, miejsce i rok wydania oraz strony – aby wiadomo było, kto 
ewentualnie ponosi odpowiedzialność za opublikowane tezy. W tym wypadku źródłem jest 
książka wydana w 1982 roku, a ja dysponowałem egzemplarzem pochodzącym z drugiego 
dodruku (third printing) z 1984 roku. Kreacjoniści zdaniem p. Sabatha mieli się wycofać ze 
wspomnianej interpretacji w 1986 roku. Gdy otrzymałem od redakcji Ducha Czasów list p. 
Sabatha, nie potrafiłem ani potwierdzić, ani zaprzeczyć temu poglądowi. Kreacjonizm nie jest 
przedmiotem moich szczegółowych zainteresowań. Dostałem jednorazowo sporo literatury i 
na tym koniec. Ze 

__________ 

[5] Np. B. Neufeld, Dinosaur Tracks and Giant Men, Origins 1975, vol. 2, s. 64-76.  

 

background image

s. 187 

wspomnianych przez p. Sabatha pozycji, w których mowa jest o wycofaniu się Johna D. 
Morrisa jak i Paula S. Taylora z omawianej interpretacji śladów w Glen Rose, otrzymuję 
jedynie  Impact Series, ale dopiero od sierpnia 1986 roku, czyli od nru 158. P. Sabath 
odwołuje się natomiast do nru 151 (a więc pewnie pochodzącego ze stycznia 1986 roku). 
Jedyna możliwość, jaka mi pozostała, to napisanie listu do prezydenta ICR, dra Henry'ego M. 
Morrisa, z pytaniem, czy rzeczywiście wycofali się oni już z tego, o czym pisali w książce. Dr 
Morris poinformował mnie listownie, że ICR nadal podtrzymuje pogląd, iż ludzie i dinozaury 
występowały w tym samym czasie na Ziemi, ale po przeanalizowaniu wszystkich 
argumentów za i przeciw na temat śladów z Glen Rose uznano, iż na danym etapie badań 
ślady te nie stanowią wystarczającego świadectwa. Dr Morris dodał, iż ma nadzieję, że dalsze 
badania terenowe dostarczą mocniejszych argumentów na rzecz hipotezy o 
współwystępowaniu ludzi i dinozaurów. Okazało się też, że drugie wydanie książki, z której 
pierwszego wydania korzystałem, zostało odpowiednio zmienione.  

* * * 

Jak Czytelnicy mogli zauważyć, p. Karol Sabath postawił działowi „Stworzenie czy 

ewolucja?” wiele zarzutów, ale tylko niewiele z nich jest trafnych. Większość to zarzuty 
gołosłowne (zwłaszcza te, które dotyczą rzekomego braku naukowości naukowego 
kreacjonizmu); z tych, które są uzasadnione, większość jest źle uzasadniona; a te które są 
dobrze uzasadnione, dotyczą drugo- i trzeciorzędnych spraw, głównie szlifu językowego. Parę 
zarzutów dotyczy już nie działu „Stworzenie czy ewolucja?”, lecz poglądów autorów, których 
w dziale tym drukowaliśmy. Ze zrozumiałych względów w polemice tej nie byłem w stanie 
autorów tych zastąpić.  

Mieczysław Pajewski  

(Powyższa polemika ukazała się w Duchu Czasów 1992, t. 26, nr 1-3, s. 5-7, 10-11.)  

 

background image

s. 188 

Kreacjonistyczny Przegląd Prasy 

Marcin Rotkiewicz, Pajęcza stal. Biologiczna stal zrewolucjonizuje przemysł i 
medycynę, Wprost
 20 maja 2001, nr 20, s. 79.  

Nici pajęcze charakteryzują się cechami, jakich nie posiadają  żadne materiały 

wytwarzane przez człowieka, nawet przez wyrafinowane laboratoria techniczne. Wytrzymują 
nacisk niemal taki sam jak najlepsza stal, lecz mają kilkakrotnie mniejszą  gęstość, a więc i 
wagę. Gdyby się udało wyprodukować tę biologiczną „stal”, można by jej użyć do budowy 
samolotów, samochodów czy produkcji kamizelek kuloodpornych. Przydatna też byłaby w 
medycynie, gdzie wykorzystywano by ją do produkcji sztucznych wiązadeł i ścięgien oraz 
bardzo cienkich nici chirurgicznych.  

Pająk przędzie nici przy pomocy gruczołów produkujących białka o różnych składzie 

chemicznym. Nić powstaje z ich połączenia i w zależności od ich proporcji ma różne 
właściwości, może być np. lepka (by unieruchomić ofiarę) lub gładka (by pająk bezpiecznie 
mógł się po niej poruszać). Uczeni od dawna próbowali odtworzyć sposób produkcji nici 
pajęczych, ale bez rezultatu; nie udawała się synteza tak długich łańcuchów białkowych, jakie 
występują w naturalnych niciach pająka. Są jednak pewni, że wkrótce za sprawą 
biotechnologii uporają się z trudnościami. Białka pajęcze mają być produkowane przez 
zmodyfikowane genetycznie kozy, do DNA których wstawiono pajęcze geny kodujące 
budowę białek, jakich pająki używają do produkcji nici.  

Nici pająka powstają w temperaturze otoczenia pod ciśnieniem zbliżonym do 

atmosferycznego. Zwierzęta te używają do ich wytwarzania prostego rozpuszczalnika – 
wody. Jak to się stało,  że coś, czego dotąd nie może powtórzyć zaawansowana technika, z 
taką  łatwością produkują niewielkie zwierzątka? Odpowiedź jest prosta: „Wypracowanie 
niezwykle oszczędnej techniki produkcji umożliwiła pająkom długotrwała ewolucja”, pisze 
autor. No, jasne. Skoro ewolucja i do tego długotrwała, to już nic więcej wyjaśniać nie trzeba.  

Ewolucja. Niewinne słowo, a ile rzeczy potrafi wyjaśnić...  

Mieczysław Pajewski  

 

background image

s. 189 

James Glanz, Evolutionists Battle New Theory on Creation, The New York 
Times
 April 8, 2001.  

Omawiany artykuł jest ewenementem, gdyż omawia kreacjonizm (dokładniej: jego 

pewną postać – teorię inteligentnego projektu) jako stanowisko godne uwagi, godne polemiki 
i rzeczywiste zagrożenie dla dotąd wszechwładnie panującego ewolucjonizmu. Artykuł 
ukazał się w najbardziej popularnej gazecie Stanów Zjednoczonych i został następnie 
przedrukowany w wielu lokalnych gazetach w niemal wszystkich stanach USA. Dzięki 
uprzejmości dra Adama Drozdka (Dept. of Math. and Computer Science, Duquesne 
University, Pittsburgh, PA), zagranicznego członka PTKr, dysponuję takim przedrukiem z 
Pittsburgh Post-Gazette (Sunday, April 8, 2001, s. A-4).  

James Glanz, autor wielu artykułów popularyzujących naukę w The New York Times 

omawia tym razem główne postacie i tezy ruchu inteligentnego projektu. Wspomina, że 
ojcem ruchu jest profesor prawa, Phillip E. Johnson, którego książka Darwin on Trial (wyd. 
polskie:  Sąd nad Darwinem, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 1997) jest 
manifestem ruchu. Wśród zwolenników teorii inteligentnego projektu, inaczej niż  to  jest  z 
biblijnymi kreacjonistami, znaleźć można osoby o niekwestionowanym autorytecie 
naukowym. Należą do nich na przykład Michael J. Behe, profesor biochemii na Lehigh 
University w Pennsylvanii, Guillermo Gonzalez, astronom na Uniwersytecie stanu 
Washington w Seattle i William Dembski, posiadający doktorat z matematyki na 
Uniwersytecie w Chicago.  

Behe, którego najbardziej znaną publikacją jest książka Darwin's Black Box, rozwija 

ideę nieredukowalnej złożoności wielu struktur i procesów wewnątrzkomórkowych. W 
komórce współdziała ze sobą wiele cząsteczek białka. Odrzucenie tylko jednej z tych 
cząsteczek powoduje, że cała struktura przestaje funkcjonować. Jeśli jakaś struktura nie pełni 
swej funkcji bez jakiejś ze swych części, to jak mogła być zbudowana krok po kroku w 
procesie ewolucyjnym? – zapytuje Behe. Oczywiście, ewolucjoniści z takim wywodem się 
nie zgadzają i proponują wyimaginowane drogi ewolucyjne dla niektórych struktur, o jakich 
mówi Behe. Ale sam fakt, że poważnie traktują wyzwanie Behego, stanowi o nowej jakości w 
polemice ewolucjonizmu z kreacjonizmem.  

 

background image

s. 190 

Zwolennicy teorii inteligentnego projektu polemizują z poglądem, że dobór naturalny 

wystarcza do wyjaśnienia złożoności roślin i zwierząt. Złożoność ta ich zdaniem musi być 
rezultatem aktywności inteligentnego projektanta.  

Glanz zwraca uwagę,  że na czele zwolenników teorii inteligentnego projektu stoi 

grupa akademickich pracowników naukowych i intelektualistów, choć  są też i biblijni 
kreacjoniści. Twierdzi – niesłusznie – że wszyscy oni akceptują jednak wielomiliardowy wiek 
Ziemi, inaczej niż to robią tradycyjni kreacjoniści, którzy dosłownie odczytując tekst Biblii 
mówią o tysiącach lat. Twierdzenie jest niesłuszne, gdyż zwolennicy teorii inteligentnego 
projektu nie zajmują stanowiska w sprawie wieku Ziemi. Ważne dla nich jest nie to kiedy 
następowały interwencje inteligentnego projektanta, ale to, czy miały one miejsce i jak można 
się o tym przekonać. Oczywiście, każdy z nich może prywatnie żywić takie czy inne poglądy 
w sprawie wieku Ziemi, ale nie jest to zagadnienie należące do problematyki teorii 
inteligentnego projektu.  

Zwolennicy teorii inteligentnego projektu rozwijają swoją aktywność w różnych 

rejonach Stanów Zjednoczonych. Glanz wymienia w tym kontekście Kansas (gdzie jednak nie 
udało im się wprowadzić teorię inteligentnego projektu do programu państwowych szkół 
średnich), Pennsylvanię (gdzie Kongres stanowy jest bliski udzielenia zezwolenia na 
nauczanie innych teorii niż teoria ewolucji), Michigan (podobny wniosek jak w Pennsylvanii). 
Wspomina też konferencje naukowe organizowane z poparciem uniwersytetów Yale i Baylor, 
studencką organizację IDEA (Intelligent Design and Evolution Awareness) i instytut 
badawczy w Seattle (Discovery Institute), w którym pracuje szereg czołowych propagatorów 
teorii inteligentnego projektu. Discovery Institute zorganizował na przykład konferencję na 
waszygntońskim Kapitolu dla czołowych członków Kongresu USA.  

Ankiety ujawniają,  że 45 procent Amerykanów wierzy w kreacjonizm. W swojej 

kampanii prezydenckiej George W. Bush, obecny prezydent, przyjął stanowisko, że dzieciom 
w szkołach publicznych powinno się przedstawiać teorie zarówno ewolucjonizmu, jak i 
kreacjonizmu. Antykreacjoniści, zgrupowani głównie w National Center for Science 
Education (oraz – dodajmy – w American Civil Liberties Union), doceniają zagrożenie ze 
strony teorii inteligentnego projektu i rozpoczynają kontrofensywę.  

Mieczysław Pajewski  

Patrz: http://www.nytimes.com/2001/04/08/science/08DESI.html  

 

background image

III s. okładki 

Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne 

Adres: PTK, skr. poczt. nr 88, 00-981 Warszawa 91 

e-mail: poczta@creationism.org.pl                                 http://www.creationism.org.pl 

Przewodniczący: dr Eugeniusz Moczydłowski 

Adres: ul. Nagodziców 8/11, 03-188 Warszawa; tel. (0-603)75-11-55; 

fax: (0-22)670-37-52; e-mail: megas@box43.gnet.pl 

Zarząd Główny: wiceprzewodniczący – Jarosław Zabiełło, 

skarbnik – Wioleta Popiołek, sekretarz – Ewa Moczydłowska. 

Naczelna Rada Naukowa: Przewodniczący dr Eugeniusz Moczydłowski, ks. prof. dr hab. 
Piotr Lenartowicz SJ, ks. prof. dr hab. Zachariasz Łyko, prof. dr hab. Mieczysław Pajewski.  

Naczelna Komisja Rewizyjna: dr Zdzisław Ples, Ryszard Wikira i Andrzej Fijałkowski.  

Naczelny Sąd Koleżeński: dr Zofia Aksamitowicz, Marek Nowak i Joanna Kaliszczyk.  

Składki w 2001 roku: zwykła 48 zł, ulgowa 36 zł (półrocznie: 24 i 18 zł)  

Konto Towarzystwa: Wydawnictwo Megas, ul. Nagodziców 8/11, 03-188 Warszawa, BIG 
Bank Gdański S.A. I O/Warszawa, nr 11601029-16390001 (prosimy podawać cel wpłaty, np. 
składka członkowska, prenumerata, dar na PTK itp.).  

 

Na Początku... ISSN 1506-5731 
Wydawca: Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne 
Redaktor: prof. dr hab. Mieczysław Pajewski 
Członek redakcji: Rafał Wiemann 
Stali współpracownicy: Katarzyna Gieremek (Adelaide, Australia), Paweł Jurewicz (Lublin) 
Adres redakcji: skr. pocztowa 88, 00-981 Warszawa 
Copyright © 2001 by Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne 
All rights reserved. 
Przedruk w całości lub w części dozwolony wyłącznie po otrzymaniu pisemnej zgody 
Wydawcy. 

Teksty podpisane wyrażają opinie autora i niekoniecznie muszą odzwierciedlać opinie 

Towarzystwa jako całości. Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne nie utrzymuje oficjalnego 
stanowiska na temat niektórych kontrowersji, występujących wśród kreacjonistów. 
Numer zamknięto: 14.06.2001. 
Druk: Wydawnictwo „Duch Czasów”, 43-300 Bielsko-Biała, ul. Cieszyńska 96