background image

Rok LXXVIII 2010 nr 10 

3

  ANALIZY – BADANIA – PRZEGLĄDY

Dr inż. Mirosław Gajer – Katedra Automatyki Akademii Górniczo-Hutni-

czej, Kraków

Energooszczędne żarówki jako sposób na „ratowanie klimatu”?

Mirosław Gajer

W ostatnich miesiącach pożegnaliśmy się – prawdopodobnie 

na zawsze – z tradycyjnymi żarówkami o mocy 75 W, które 

podzieliły nieuchronnie los, jaki spotkał w ubiegłym roku 

żarówki o mocy 100 W. Niecały rok w handlu dostępne będą 

jeszcze żarówki o mocy 60 W, jednak za kilka lat tradycyjne 

żarówki przejdą już na dobre do historii techniki. 

Niewątpliwie  korzystną  cechą  nowych  żarówek  energooszczęd-

nych jest zdecydowanie mniejszy pobór mocy elektrycznej, zapew-

niający istotnie mniejsze zużycie energii, sięgające nawet do 80%. 

Z  faktem  tym  trudno  jest  dyskutować  i  stanowi  on  niewątpliwie 

bardzo poważny argument, przemawiający za całkowitym zastąpie-

niem żarówek tradycyjnych żarówkami energo- oszczędnymi.

Niestety, istotną wadą żarówek energooszczędnych jest wciąż ich 

relatywnie wysoka cena, przekraczająca w wielu wypadkach 20 zł 

za sztukę, czyli co najmniej kilkanaście razy więcej niż w przypadku 

żarówek  tradycyjnych.  Gdyby  ceny  żarówek  energooszczędnych 

uległy w najbliższym czasie radykalnej redukcji i spadły przyna-

jmniej kilkakrotnie, wówczas podane poniżej argumenty przeciwko 

ich  stosowaniu  straciłyby  w  większości  wszelkie  znaczenie.  Jed-

nak  obecnie  nic  nie  wskazuje  na  to,  aby  taki  scenariusz  miał  się 

zrealizować i to nawet w dość odległej  przyszłości.

Stosowanie energooszczędnych żarówek

nie zawsze jest uzasadnione ekonomicznie

Wciąż wysokie ceny energooszczędnych żarówek powodują, że 

ich stosowanie nie jest uzasadnione ekonomicznie w pomieszczeni-

ach, w których światło jest włączane sporadycznie bądź w krótkich 

okresach  czasu.  Wśród  tego  typu  pomieszczeń  wymienić  można 

piwnice,  strychy,  komórki,  drewutnie,  budynki  gospodarcze, 

pomieszczenia magazynowe, garaże itp.

Dla przykładu rozważmy sposób oświetlenia garażu. Zakładając 

nawet, że ktoś korzysta codziennie z samochodu, można przyjąć, że 

światło w garażu jest zapalane dwa razy na dobę, odpowiednio pod-

czas wyjazdu z garażu i wjazdu do niego. Załóżmy, że daje to około 

10 minut świecenia żarówki na dobę, czyli około jednej godziny 

w każdym tygodniu i około 50 godzin w roku.

W zależności od mocy zastosowanej żarówki tradycyjnej (od 60 

do 100 W), w przypadku jej zastąpienia żarówką energooszczędną, 

jej koszt zakupu zwraca się po upływie mniej więcej od 500 do 1000 

godzin świecenia [1]. Widać zatem, że w przypadku rozważanego 

garażu  koszt  zakupu  żarówki  energooszczędnej  zwróciłby  się 

– licząc średnio – być może po około 15 latach (oczywiście pod 

warunkiem, że wcześniej rozważana żarówka nie uległaby awarii, 

co na przestrzeni tak długiego czasu wydaje się wysoce prawdopo-

dobne). Trudno jest w takim wypadku uznać, aby zastąpienie ża-

rówki tradycyjnej o wiele droższą żarówką energooszczędną było 

uzasadnione ekonomicznie. 

Podobnie sprawy mają się w przypadku oświetlenia piwnicy, do 

której ktoś może schodzić średnio dwa razy w tygodniu, zapewne po 

jakieś produkty spożywcze, i każdorazowo włączać żarówkę średnio 

na okres pięciu minut. Jak można policzyć, w tym wypadku koszt 

zakupu żarówki energooszczędnej do piwnicy zwróci się dopiero 

po ponad stu latach. Zatem profity z zakupionej przez nas żarówki 

energooszczędnej czerpać będą, być może, dopiero nasze prawnu-

ki, oczywiście, jeśli tego typu żarówki będą jeszcze w tym czasie 

w  użyciu  i  wcześniej  na  przykład  ich  użytkowanie  nie  zostanie, 

z jakichś trudnych obecnie do przewidzenia powodów, zabronione.

Innym  przykładem  zastosowań,  w  przypadku  którego  żarówki 

tradycyjne wydają się być niezastąpione, jest oświetlanie wszelkiego 

rodzaju remontowanych czy też malowanych pomieszczeń. W takim 

wypadku najczęściej żarówka – pozbawiona jakiegokolwiek klosza 

– jest zawieszona po prostu na drucie pod sufitem i w związku z tym 

jest  całkowicie  zakurzona  oraz  zachlapana  farbą,  szpachlą  bądź 

tynkiem. Po zakończeniu remontu żarówkę taką (wartą około jed-

nej złotówki) bez żalu wyrzuca się po prostu na śmietnik. Niestety, 

uczynienie tego samego z żarówką energooszczędną jest już całkiem 

sporym wydatkiem.

Ponadto  kwestią  wysoce  problematyczną  jest  instalowanie 

żarówek  energooszczędnych  w  miejscach,  do  których  mają  nie-

ograniczony dostęp różne osoby postronne. W polskich warunkach 

dla nader licznych drobnych złodziejaszków i kloszardów, starają-

cych się codziennie pozyskać parę złotych na zakup alkoholu, za-

montowana na przykład na zewnątrz budynku lub na klatce scho-

dowej  i  kosztująca  około  20  złotych,  żarówka  energooszczędna 

stanowi  już  bardzo  atrakcyjny  łup,  który  po  sprzedaży  nawet  za 

jedną trzecią ceny może zostać wymieniony na przykład na dwie 

puszki piwa lub butelkę taniego wina. Zdaniem autora za kilka lat, 

gdy  z  użytku  wyjdą  już  na  dobre  żarówki  tradycyjne,  kradzieże 

żarówek  energooszczędnych  staną  się  prawdziwą  plagą.  Niestety, 

obecnie problem ten jest całkowicie bagatelizowany i wręcz zdaje 

się nie być w ogóle dostrzegany.

W świetle powyższych rozważań decyzja o całkowitym wycofa-

niu z handlu tradycyjnych żarówek wydaje się, mimo wszystko, nie 

do końca przemyślana i zdecydowanie zbyt pochopna.

Żarówki energooszczędne nie są w pełni ekologiczne

Wartym  zwrócenia  bliższej  uwagi  jest  fakt,  że  zakup  i  użytko-

wanie żarówek energooszczędnych są propagowane jako działania 

proekologiczne.  Zapewne  jest  w  tym  sporo  racji  i  z  korzyściami 

wynikającymi  ze  zmniejszonego  zużycia  energii  trudno  jest  po-

lemizować, ale istnieją także i inne aspekty związane z wpływem 

żarówek  energooszczędnych  na  środowisko.  Mianowicie,  każda 

nowo zakupiona żarówka energooszczędna jest obowiązkowo wy-

background image

4  

Rok LXXVIII 2010 nr 10

  ANALIZY – BADANIA – PRZEGLĄDY

posażona w ulotkę, z której można się dowiedzieć, że zawiera nie-

bezpieczne związki, między innymi rtęć, które stanowić mogą po-

tencjalne  zagrożenie  dla  zdrowia  ludzi  i  środowiska  naturalnego. 

W związku z powyższym przepalonej żarówki energooszczędnej nie 

można ot tak po prostu wyrzucić do śmieci wraz z innymi odpadka-

mi, tylko należy ją oddać do punktu jej zakupu, który ma ustawowy 

obowiązek  ją  bezpłatnie  przyjąć,  w  celu  przeprowadzenia  dalszej 

utylizacji. Jednak jest to tylko teoria, natomiast z pewnością więk-

szość przepalonych energooszczędnych żarówek w naszych realiach 

trafi po prostu wraz z innymi odpadkami na wysypiska śmieci.

Dodatkowo, można tylko próbować zgadywać, jaki procent zuży-

tych energooszczędnych żarówek wyląduje w przydrożnym rowie, 

w zaroślach, na brzegu jeziora lub w potoku. Na polskiej wsi wy-

rzucanie śmieci do lasu lub pozostawianie ich w krzakach nad brze-

giem rzeki jest wciąż intensywnie uprawianym procederem, którego 

z pewnością w najbliższych latach nie da się całkowicie wykorzenić. 

Zresztą w miastach jest pod tym względem niewiele lepiej, skoro 

niejednokrotnie  spółdzielnie  mieszkaniowe  muszą  apelować  do 

mieszkańców bloków o niewyrzucanie śmieci przez okno. W tym 

kontekście jest rzeczą interesującą, czy jakiś krajowy ośrodek ba-

dawczy próbował przeprowadzić analizy, w jakim stopniu wzrośnie 

skażenie środowiska metalami ciężkimi, wskutek bezmyślnego wy-

rzucania gdzie popadnie przepalonych energooszczędnych żarówek.

Co się stało z naszą wolnością?

Wydaje  się,  że  obecnie  –  w  dobie  gospodarki  rynkowej,  tak 

w  ostatnich  latach  intensywnie  lansowanej  przez  wszelkiego  ro-

dzaju autorytety w dziedzinie ekonomii, wybór produktu powinien 

należeć przede wszystkim do konsumenta, który – przeprowadzając 

rachunek  ekonomiczny  –  powinien  dokonywać  racjonalnych  za-

kupów określonych produktów. Tak też powinno być w przypadku 

żarówek. Ktoś powinien usiąść z ołówkiem w ręku, policzyć wydatki 

i ewentualne zyski, aby dojść do słusznego wniosku, że korzystnie 

jest na przykład zainstalować żarówki energooszczędne w salonie 

i w sypialni, ale w łazience i ubikacji należy pozostawić raczej te 

tradycyjne, a o piwnicy i garażu już nawet nie wspominając, gdyż 

w ich przypadku zużycie energii jest znikome.

Stało się jednak inaczej, ponieważ od ponad roku systematycznie 

wprowadzany jest zakaz sprzedaży tradycyjnych żarówek o coraz 

to mniejszej mocy, aż niedługo znikną one zupełnie z półek skle-

powych. Zdaniem autora sprawa jest wręcz skandaliczna. Czy taki 

zakaz sprzedaży całkowicie bezpiecznego i legalnego produktu jest 

w ogóle zgodny z naszą konstytucją? Czy sprawa ta była analizowa-

na przez prawników lub nawet Rzecznika Praw Obywatelskich bądź 

Trybunał Konstytucyjny? Przecież postępując w ten sposób można 

zakazać sprzedaży czegokolwiek, na przykład rowerów, budzików, 

elektrycznych  maszynek  do  golenia,  papieru  toaletowego,  skar-

petek, mleka w proszku, konserw rybnych czy jeszcze tam czegoś 

innego, co tylko ktoś sobie z jakiś bliżej nie określonych powodów 

wymyśli (jakieś mniej lub bardziej pokrętne uzasadnienie podjętej 

decyzji zawsze można przecież znaleźć). Wprowadzony zakaz nosi 

wręcz  znamiona  zwykłego  biurokratycznego  absurdu,  który  jest 

raczej charakterystyczny dla państw o ustroju totalitarnym. W tym 

kontekście  warto  przypomnieć,  że  podobne  ograniczenia  były 

swego  czasu  wprowadzane  w  imię  oszczędności  w  hitlerowskich 

Niemczech,  czego  słynnym  przykładem  był  Eintopf,  czyli  nakaz 

spożywania tylko jednego posiłku w ciągu dnia.

Zakaz  sprzedaży  tradycyjnych  żarówek  stanowi  niewątpliwie 

poważne  ograniczenie  naszej  wolności.  Proszę  zauważyć,  że 

wszystko to dzieje się w warunkach, gdy o wolności mówi się obec-

nie bardzo wiele i jest wręcz ona pojmowana jako jedna z podsta-

wowych wartości i praw przynależnych każdej jednostce ludzkiej. 

Co więcej – obecnie różnego rodzaju mniejszości i grupy roszcze-

niowe  w  imię  fałszywie  pojmowanej  wolności  wysuwają  coraz 

śmielsze  żądania,  domagając  się  wręcz  niczym  nie  skrępowanej 

swobody działania oraz przyznania im szczególnych praw, godzą-

cych nawet w istniejący ład etyczny i porządek społeczny. Pod ich 

naciskiem parlamenty wielu krajów skłonne są pójść na daleko idące 

ustępstwa. Wszystko to ma miejsce w sytuacji, gdy równocześnie 

zabrania  się  sprzedaży  zwykłych  żarówek.  Jednak  wprowadzony 

zakaz sprzedaży jest motywowany wyższą koniecznością, jaką jest 

walka z tzw. globalnym ociepleniem.

Globalne ocieplenie klimatu na Ziemi

W myśl teorii dotyczącej globalnego ocieplenia klimatu na Zie-

mi, od kilkudziesięciu lat średnia temperatura na naszym globie nie-

ustannie  wzrasta,  wskutek  przemysłowej  emisji  dwutlenku  węgla. 

W związku z tym faktem społeczeństwa wzywane są do podjęcia 

radykalnych działań, mających na celu „ratowanie klimatu” na Ziemi, 

bowiem zwiększenie się temperatury na Ziemi ma w konsekwencji 

doprowadzić do stopienia się lodowców, co spowoduje podniesienie 

się poziomu światowego oceanu nawet o kilka metrów, w związku 

z czym liczne gęsto zaludnione obszary znajdą się pod wodą. Aby 

temu zapobiec, proponuje się podjęcie różnorodnych działań, przy 

czym  do  ciekawszych  można  zaliczyć  wezwanie  do  ograniczenia 

spożycia  wyrobów  mięsnych,  albo  jeszcze  lepiej  –  całkowitego 

przejścia na wegetarianizm, bowiem zwierzęta gospodarskie, takie 

jak krowy i świnie, wypuszczają do atmosfery ogromne ilości gazów 

cieplarnianych, co wszystkim nam grozi globalną katastrofą.

Co ciekawe, ponad pół wieku temu Stanisław Lem w swojej po-

wieści  pod  tytułem  „Astronauci”  przedstawił  wizję  przyszłości, 

w  której  uczeni  postanowili  umieścić  nad  ziemskimi  biegunami 

północnym  i  południowym  potężne  reaktory  termojądrowe  właś-

nie w celu roztopienia pokrywy lodowcowej, aby stało się możliwe 

zasiedlenie i wykorzystanie przez ludzkość tych dotąd bezludnych 

i nieużytecznych terenów [2]. W owym czasie taki pomysł wydawał 

się bardzo postępowy i był wyrazem możności pełnego zapanowania 

człowieka nad siłami natury i wręcz jej całkowitego ujarzmienia.

Co najważniejsze, w całej tej medialnej wrzawie dotyczącej glo-

balnego ocieplenia klimat na Ziemi przedstawiany jest jako coś, co 

było od niepamiętnych czasów stałe i nie podlegało jakimkolwiek 

zmianom. Dopiero mniej więcej od połowy ubiegłego wieku, gdy 

ludzkość zaczęła na dużą skalę „bawić się” w cywilizację techniczną, 

klimat zaczął się nagle – o zgrozo – zmieniać. Ponieważ skutki tych 

zmian mogą być katastrofalne, trzeba zrobić wszystko, aby im za-

pobiec – trzeba zatem przystąpić bezzwłocznie do „ratowania kli-

matu”  na  Ziemi,  między  innymi  przez  rezygnację  z  użytkowania 

tradycyjnych  żarówek  na  rzecz  tych  energooszczędnych.  Można 

także usłyszeć wezwania do ograniczenia emisji „trującego” dwut-

lenku węgla, co jest wręcz śmieszne, ponieważ już w szkole podsta-

wowej każde dziecko powinno nabyć wiedzę, że dwutlenek węgla 

żadnym „trującym” gazem bynajmniej nie jest i w sposób naturalny 

występuje w atmosferze w stężeniu około 300 ppm, a ponadto każdy 

z nas go nieustannie w procesie oddychania wydziela.

background image

Rok LXXVIII 2010 nr 10 

5

  ANALIZY – BADANIA – PRZEGLĄDY

Także  twierdzenie,  że  klimat  na  Ziemi  został  nam  dany  raz  na 

zawsze  i  nie  podlegał  w  historii  poważniejszym  zmianom,  jest 

oczywistym fałszem. Na przykład wiek XVII był określany mianem 

małej epoki lodowcowej, ponieważ średnie roczne temperatury obni-

żyły się do tego stopnia, że Bałtyk zamarzał w zimie tak, iż do Szwe-

cji można było przez niego dotrzeć saniami [7]. Z kolei wiek X bywa 

nazywany małym optimum klimatycznym, podczas którego Grenlan-

dia została określona przez docierających do jej brzegów Wikingów 

mianem zielonej wyspy, co zresztą sama jej nazwa w języku dawnych 

Skandynawów  oznacza  [3].  Ponadto  historykom  doskonale  znane 

są fakty występowania na przestrzeni dziejów długich serii chłodnych 

i wilgotnych lat, które powodowały dotkliwe nieurodzaje i wręcz klę-

ski głodowe. Zmiany klimatyczne były też główną przyczyną wystę-

powania w starożytności wielkich wędrówek ludów.

Także oczywistą nieprawdą jest twierdzenie, że poziom świato-

wego oceanu utrzymywał się od zarania dziejów na nie zmienionej 

wartości i w związku z tym kształt linii brzegowej kontynentów był 

zawsze stały [4]. Okazuje się, że nic bardziej błędnego.

Gigantyczne wahania poziomu światowego oceanu

Około 120 tysięcy lat temu poziom światowego oceanu był mniej 

więcej taki, jak jest obserwowany obecnie. Później, w wyniku kolej-

nych zlodowaceń, zaczął się gwałtownie obniżać, przy czym bynaj-

mniej nie była to zmiana o charakterze monotonicznym [6]. Wręcz 

przeciwnie, głównej tendencji spadkowej towarzyszyły liczne oscy-

lacje poziomu światowego oceanu, o amplitudzie sięgającej nawet 

kilkudziesięciu metrów. 

Minimum poziomu światowego oceanu zostało osiągnięte niecałe 

20 tysięcy lat temu. W tym czasie poziom światowego oceanu był 

około 120 metrów niższy niż obecnie. Wskutek tego obecne konty-

nenty Azji i Australii były ze sobą połączone dość szerokim pasmem 

lądu, co umożliwiło przedostanie się suchą stopą z Azji do Australii 

przodkom dzisiejszych Aborygenów. Również Ameryka Północna 

i Azja były w tym czasie połączone lądem, co umożliwiło system-

atyczne napływanie z Azji kolejnych fal emigracji przodków dzisie-

jszych Indian. Później podniesienie się poziomu światowego oceanu 

sprawiło, że wymienione grupy ludności zostały trwale odcięte od 

dopływu świeżej krwi, co spowodowało wykształcenie się charak-

terystycznych dla nich ras.

Podczas  ustępowania  ostatniego  zlodowacenia,  czyli  około 

kilkanaście  tysięcy  lat  temu,  poziom  światowego  oceanu  zaczął 

się  bardzo  szybko  podnosić,  przy  czym  maksimum  tego  procesu 

osiągnięte zostało około 5000 lat temu, czyli już w czasach histo-

rycznych,  gdy  kształtowały  się  początki  cywilizacji  starożytnych 

Sumerów i Egipcjan. W tym czasie poziom światowego oceanu był 

około dziesięciu metrów wyższy niż obecnie. Jak widać, w ciągu 

kilkunastu tysięcy lat amplituda wahań poziomu światowego oceanu 

wyniosła około 130 metrów. 

Łatwo jest wyliczyć, że średnie tempo podnoszenia się poziomu 

światowego oceanu wyniosło około jednego metra na stulecie. Jest 

to dokładnie taka sama wartość, jaką straszą nas propagatorzy teorii 

globalnego ocieplenia. Tymczasem na podstawie przedstawionych 

danych  widać,  że  proces  ten  jest  całkowicie  naturalny,  ponieważ 

w przeszłości zachodził całkowicie samoistnie i bez jakiejkolwiek 

ingerencji  człowieka.  Jak  można  się  domyślić,  w  tym  wypadku 

działać muszą jakieś potężne siły natury, na które nie mamy, bo po 

prostu nie możemy mieć, najmniejszego wpływu.

Twierdzenie, że w wyniku podjęcia jakiś działań można proces 

zmian poziomu światowego oceanu powstrzymać jest albo wyrazem 

bezgranicznej  pychy  człowieka,  albo  wręcz  jego  przerażającej 

głupoty.  Zatem  w  przyszłości  poziom  światowego  oceanu  będzie 

się zmieniał i to niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy 

nie.  Zresztą  nie  pozostaje  nam  nic  innego,  jak  te  zmiany  tylko 

i wyłącznie biernie obserwować. Co więcej, historyczne wykresy 

zmian  poziomu  światowego  oceanu  do  złudzenia  przypominają 

wykresy instrumentów finansowych, gdyż również w ich przypadku 

można zauważyć charakterystyczne trendy z licznymi ich korekta-

mi, jednak prawdopodobnie nie sposób jest skutecznie przewidzieć 

momentu gwałtownego odwrócenia się trendu.

Dlatego w myśl hipotezy o efektywności rynku, nie istnieje sku-

teczny  sposób  na  systematyczne  wygrywanie  z  rynkiem  poprzez 

trafne przewidywanie kierunku przyszłych zmian notowań instru-

mentów finansowych (dla przykładu, na rysunku zamieszczono wy-

kres notowań baryłki ropy naftowej z kilku ostatnich lat [9]).

Do  lipca  2008  roku  cena  baryłki  ropy  naftowej  wzrastała 

w szybkim tempie, osiągając poziom 148 dolarów. Później nastąpił 

gwałtowny zwrot i cena w jeszcze w szybszym tempie spadła do 

poziomu  37  dolarów  za  baryłkę.  Czy  był  ktoś  w  stanie  taki  sce-

nariusz przewidzieć w sytuacji, gdy jeszcze niedawno dzień po dniu 

ceny ropy naftowej biły kolejne rekordy?

Jak widać, i tym razem potwierdziła się stara maksyma, mówią-

ca że „rynek ma zawsze rację” i wielu inwestorów poniosło gigan-

tyczne straty. Jednak od początku 2009 roku można zaobserwować 

ponowny wzrost cen ropy naftowej, które w chwili pisania ninie-

jszego artykułu osiągnęły już poziom 85 dolarów za baryłkę. Któż 

jednak z całą pewnością potrafi przewidzieć, co będzie dalej? Jest 

rzeczą wysoce prawdopodobną, że rynek znów nas w jakiś sposób 

zaskoczy.

Nie  inaczej  jest  w  przypadku  przewidywania  zmian  klimaty- 

cznych oraz kierunku zmian poziomu światowego oceanu. Czy za 

tysiąc  lat  poziom  wody  w  morzach  się  podniesie,  czy  też  opad-

nie? Czy w związku z tym powierzchnia naszego kraju się nieco 

powiększy, czy też skurczy? Jak będzie wówczas wyglądała linia 

brzegowa Bałtyku. Któż może to wiedzieć? Parafrazując cytowaną 

przed chwilą maksymę dotyczącą rynków finansowych, można po-

wiedzieć, że to właśnie „natura ma zawsze rację” i – podobnie jak 

rynki finansowe – jeszcze niejednym nas zaskoczy. W takiej sytuacji 

wszelkie prognozy i próby przewidywania przyszłości mogą okazać 

się niewiele warte.

Wykres notowań ceny baryłki ropy naftowej na przestrzeni kilku ostatnich lat [9]

background image

6  

Rok LXXVIII 2010 nr 10

  ANALIZY – BADANIA – PRZEGLĄDY

Wracając  do  zagadnienia  kształtu  linii  brzegowej  Morza 

Bałtyckiego,  warto  jest  wspomnieć,  że  morze  to  powstało  już 

właściwie  w  czasach  historycznych,  gdyż  jeszcze  około  7000  lat 

temu  było  ono  jedynie  słodkowodnym  jeziorem,  bez  połączenia 

z  innymi  akwenami  morskimi  [8].  Również  jego  powierzchnia 

była znacznie mniejsza niż obecnie i dopiero całkowite stopienie 

lodowca  pokrywającego  Półwysep  Skandynawski  spowodowało 

podniesienie poziomu jego lustra wody, dzięki czemu zyskało ono 

trwałe połączenie z wodami światowego oceanu poprzez Cieśniny 

Duńskie.

Obecnie  klimat  na  Ziemi  zdaje  się  ocieplać,  choć  po  wykryciu 

ostatnich fałszerstw związanych z fabrykowaniem przez nieuczci-

wych naukowców danych pomiarowych można odnośnie skali tego 

zjawiska nieco powątpiewać. Czy jednak jest to trwała tendencja? 

A  może  z  jakiś  bliżej  nieznanych  nam  powodów  nagle  się  ona 

odwróci i za jakieś trzydzieści lat będziemy nawoływani do „walki” 

już  tym  razem  z  globalnym  oziębieniem.  Czy  w  takiej  sytuacji 

obowiązkowo wrócą do łask tradycyjne żarówki?

Zakończenie

Zasoby kopalnych surowców energetycznych, takich jak węgiel 

kamienny i brunatny, ropa naftowa oraz gaz ziemny, występujące 

na Ziemi są z całą pewnością ograniczone i kiedyś w przyszłości 

nieuchronnie  się  wyczerpią.  Fakt  ten  powinien  stanowić 

niepodważalny  argument  przemawiający  za  ich  racjonalnym 

i  oszczędnym  wykorzystywaniem,  poprzez  niedopuszczanie  do 

marnotrawstwa energii, co niestety wciąż w wielu krajach ma mie-

jsce na dość dużą skalę. 

Ponadto spalanie w wielkich ilościach paliw kopalnych powoduje 

emisję do atmosfery wielu szkodliwych substancji, takich jak tlenki 

siarki, tlenki azotu, tlenek węgla oraz różnego rodzaju pyły. Jest 

to  kolejny  poważny  argument  przemawiający  za  podjęciem  ko-

niecznych działań, w celu ograniczenia ilości zużywanych paliw 

kopalnych.

Przytoczone w artykule argumenty powinny być całkowicie wy-

starczające, aby przekonać społeczeństwa co do konieczności po-

szukiwania nowych i ekologicznie bezpiecznych źródeł energii oraz 

zdecydowanej redukcji poziomu jej konsumpcji. W tym kontekście 

można zadać pytanie, dlaczego w sytuacji, gdy walczy się tradycyj-

nymi żarówkami, prawie nigdzie nie można napotkać wypowiedzi 

piętnujących przybierającą bardzo na sile w ostatnich latach modę 

jeżdżenia, zwłaszcza w dużych polskich miastach, wielkimi samo-

chodami terenowymi, które zużywają co najmniej dwukrotnie wię-

cej paliwa niż zwykłe samochody osobowe i zajmują o wiele więcej 

miejsca na ciasnych miejskich parkingach. Jakoś dziwnym trafem 

prasa i media zdają się nie dostrzegać tego problemu [5].

Skoro do konieczności oszczędzania energii i redukcji ilości spal-

anych paliw kopalnych można przekonać społeczeństwa, stosując 

w tym celu proste i zdroworozsądkowe argumenty, to po co tworzyć 

mity o globalnym ociepleniu i o konieczności „ratowania klimatu” na 

Ziemi. Można zadać pytanie, w jakim celu kreowana jest związana 

z tym swoista ideologia, przyjmująca wręcz znamiona świeckiej re-

ligii. Niestety, wszystko wskazuje na to, że cała ta propagandowa 

wrzawa  związana  z  globalnym  ociepleniem  ma  służyć  realizacji 

jakiś innych, ukrytych i całkowicie odmiennych celów.

LITERATURA

[1]  Gajer  M.:  O  historii  i  niezbyt  świetlanej  przyszłości  tradycyjnych  żarówek. 

Wiadomości Elektrotechniczne 2010 nr 1

[2]  Lem S.: Astronauci. Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 1955

[3]  Mowat F.: Wyprawy Wikingów. Wydawnictwo KSIĄŻNICA, Katowice 1995

[4]  Stodółkiewicz J.S.: Astrofizyka ogólna z elementami geofizyki. PWN, Warszawa 

1977

[5]  Swolkień O.: Polityka transportowa. Instytut Spraw Obywatelskich, Łódź 2009

[6]  Walanus A.,  Goslar  T.:  Datowanie  radiowęglowe.  Wydawnictwa AGH,  Kraków 

2009

[7]  Wójcik Z.: Historia Powszechna – wiek XVI–XVII. Wydawnictwo Naukowe PWN, 

Warszawa 1996

[8]  Atlas Geograficzny. Państwowe Przedsiębiorstwo Wydawnictw Kartograficznych, 

Warszawa – Wrocław 1986

[9]  Stona internetowa X-Trade Brokers (http://www.xtb.pl)

PROBLEMY  BUDOWY 

ELEKTROWNI  WODNEJ  W  BRAZYLII

Projekt  budowy  elektrowni  wodnej  na  rzece  Xingu,  dopływie Ama-

zonki, spotkał się z gwałtownymi protestami miejscowej ludności in-

diańskiej. Miała to być trzecia co do wielkości elektrownia wodna na 

świecie, po chińskiej elektrowni Trzech Przełomów (Three Gorge) oraz 

brazylijskiej elektrowni wodnej Itaipu. Protesty zostały poparte przez 

światową opinię publiczną, chroniącą przed zalaniem lasy tropikalne. 

W rezultacie powstał ograniczony projekt elektrowni rzecznej (run-of-

river dam) nazwany Belo Monte. W sezonie deszczowym elektrownia 

będzie miała moc 11 200 MW, w okresie letnim – 3500–4500 MW. 

(wb-103)

The Economist 2010 April