background image

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu    

Wydział Prawa i Administracji

Wydział Prawa i Administracji

Wydział Prawa i Administracji

Wydział Prawa i Administracji    

 

 

 

 

Piotr Byczkowski

Piotr Byczkowski

Piotr Byczkowski

Piotr Byczkowski    

 

 

 

Przestępstwo

Przestępstwo

Przestępstwo

Przestępstwo czarów 

 czarów 

 czarów 

 czarów     

w Polsce przedrozbiorowej

w Polsce przedrozbiorowej

w Polsce przedrozbiorowej

w Polsce przedrozbiorowej    

 

        

    

    

    

    

    

    

    

    

    

    

    

    

    

    

    

  

    

  Praca magisterska 

Praca magisterska 

Praca magisterska 

Praca magisterska     

    

    

    

    

    

    

  

    

  napisana pod kierunkiem

napisana pod kierunkiem

napisana pod kierunkiem

napisana pod kierunkiem    

    

    

    

    

    

    

  

    

  prof. 

prof. 

prof. 

prof. dr

dr

dr

dr hab. Ewy Borkowskiej 

 hab. Ewy Borkowskiej 

 hab. Ewy Borkowskiej 

 hab. Ewy Borkowskiej –

––

–    Bagi

Bagi

Bagi

Bagieeeeńskiej

ńskiej

ńskiej

ńskiej    

    

    

    

Poznań 2006

Poznań 2006

Poznań 2006

Poznań 2006    

background image

 

140

Spis treści 

 

Strona tytułowa………………………………………………………………….................. 1

Oświadczenie……………………………………………………………………………...... 2

Podziękowanie………………………………………………………………………………

3

Wstęp……………………………………………………………………………………….. 4

Rozdział 1. Między Magią a Religią………………………………………………………..

 

11

    1. 1. Geneza magii i religii………………………………………………………………. 

12

    1. 2. Czarownicy a kapłani………………………………………………………………. 

15

    1. 3. Różne koncepcje magii…………………………………………………………….. 

16

    1. 4. Wierzenia na ziemiach polskich przed przyjęciem chrztu………………………. 

18

    1. 5. Magia katolicka……………………………………………………………………. 

20

Rozdział 2. Korzenie procesu inkwizycyjnego…………………………………………… 

27

    2. 1. Stosunek doktryny katolickiej do czarów………………………………………… 

28

    2. 2. Ewolucja podejścia Kościoła do herezji…………………………………………… 

31

    2. 3. Powstanie procedury inkwizycyjnej w starożytnym Rzymie……………………. 

34

    2. 4. Wczesnośredniowieczna doktryna katolicka a heretycy i czary………………….

36

    2. 5. Recepcja procedury rzymskiej przez Kościół …………………………………….. 

38

    2. 6. Narodziny inkwizycji………………………………………………………………. 

44

Rozdział 3. Czary pod jurysdykcją sądów kościelnych w Polsce………………………… 

50

    3. 1. Początki znajomości prawa kanonicznego w Polsce……………………………… 

51

    3. 2. Przestępstwo czarów przed sądami duchownymi………………………………….. 

54

    3. 3. Procedura inkwizycyjna stosowana na ziemiach polskich…………………………. 

58

    3. 4. Wydanie wyroku i rodzaje orzekanych kar………………………………………… 

62

    3. 5. Stosunek władzy świeckiej do przestępstwa herezji i czarów……………………… 

67

Rozdział 4. Nowe oblicze czarów 

71

    4. 1. Związanie doktryny czarów z szatanem………………………………………….. 

73

    4. 2. „Cyrograf na byczej skórze podpisałeś ty i Bisy!”.................................................... 

75

background image

 

141

    4. 3. Sabat…………………………………………………………………………………  76 

    4. 4. Lot…………………………………………………………………………………...  78 

    4.  5.  Pozycja  społeczna kobiety u progu ery nowożytnej i jej rola w procesach 

o czary………………………………………………………………………………………. 

 

80 

Rozdział 5. Czary pod jurysdykcją sądów świeckich w Polsce od XVI do XVIII wieku… 84 

    5. 1. Przejmowanie jurysdykcji przez sądy świeckie…………………………………… 85 

    5. 2. Pojawienie się w Polsce nowych znamion przestępstwa czarów…………………  91 

    5. 3. Polskie „polowanie na czarownice”………………………………………………..  92 

    5. 4. Przestępstwo czarów przed sądami miejskimi i wiejskimi………………………..  96 

Rozdział 6. Procedura postępowania przed sądami świeckimi…………………………… 99 

    6. 1. Wszczęcie procesu – inkwizycja generalna………………………………………..  100 

    6. 2. Inkwizycja specjalna………………………………………………………………..  102

    6. 3. Tortury………………………………………………………………………………  104

    6. 4. Osądzenie - wydanie wyroku………………………………………………………  111

    6. 5. Apelacja……………………………………………………………………………..  114

    6. 6. Liczba ofiar………………………………………………………………………….  115

Rozdział 7. Zanikanie procesów o czary…………………………………………………...  117

    7. 1. Zmniejszanie się liczby oskarżeń o czary………………………………………….  118

    7. 2. Krytyka procesów…………………………………………………………………..  121

    7. 3. Zniesienie tortur w Polsce………………………………………………………….  125

Zakończenie………………………………………………………………………………... 128

Bibliografia………………………………………………………………………………….. 133

Spis treści…………………………………………………………………………………… 140

 

 

 

 

 

background image

 

 

5

agadnienie  ścigania przestępstwa czarów w Polsce doczekało się już wielu 

opracowań. Najczęściej mamy do czynienia z przyczynkami omawiającymi 

interesującą nas kwestię na podstawie jednego tylko procesu, bądź 

przedstawiającymi kilka takich rozpraw, pozbawionych jednak szerszego komentarza. 

Spotykamy także prace o charakterze ogólniejszym, które z kolei napisane są albo z punktu 

widzenia kulturowego albo też czysto historycznego, dotyczącego tylko wybranych okresów. 

Nie było dotychczas w naszym kraju takiego studium, które zawierałoby kompleksowe  

i wieloaspektowe opracowanie problemu przestępstwa czarów w całej jego rozciągłości 

chronologicznej i problematycznej. Mam nadzieję, iż moją pracą choć w niewielkim stopniu 

przyczynię się do wypełnienia tej luki.  

 Jedną z przyczyn zaniedbania tej dziedziny jest brak zainteresowania historyków,  

a także historyków prawa etnografią, a z drugiej strony niedocenianie przez etnografów źródeł 

historycznych, zwłaszcza archiwaliów. Taki stan rzeczy wynika także z nikłej ilości 

materiałów  źródłowych, które pojawiały się tylko na łamach czasopism takich jak „Wisła” 

czy „Lud” i biorąc pod uwagę specyfikę polskiego systemu prawnego nie dają całościowego 

obrazu interesującego nas zjawiska. Kolejnym powodem jest tu fakt, iż tylko część tych 

źródeł jest opatrzona krytycznym komentarzem w zakresie prawa, a większość z nich – jeżeli 

w ogóle jest dostępnych – napisanych jest częściowo po łacinie, a częściowo w języku 

staropolskim – co dodatkowo utrudnia wielu współczesnym badaczom prace nad nimi. 

Pojawiające się dotychczas opracowania historyczno – prawne nie mogą adekwatnie opisać 

prawa materialnego oraz procedur stosowanych przez sądy w Polsce, ponieważ niemalże  

w każdym mieście i każdej dzielnicy różniły się one od siebie w sposób mniej lub bardziej 

istotny.   

 

Zakresem tematycznym moich badań jest zmienny w czasie obszar ziem naszego 

kraju, ograniczający się przede wszystkim do terenów, które podlegały zwierzchności 

władców Polski. Rozpiętość czasowa pracy obejmuje cały okres występowania przed sądami 

zarówno duchowymi, jak i świeckimi przestępstw czarów. Geneza tego zjawiska łączy się  

z powstaniem państwa polskiego, trwa przez cały czas istnienia I Rzeczpospolitej, do 

momentu rozbiorów. Aktem, który zainicjował praktykę zwalczania czarów był Chrzest 

Polski. Mieszko I powodowany czynnikami natury politycznej w 996 roku przyjmuje chrzest, 

po którym następuje szybka, chociaż nie zupełna likwidacja wierzeń pogańskich i obiektów 

ich kultu. Dokonywała się ona często na drodze ferro ignique. Z czasem, wraz ze wzrostem 

znaczenia i rozwoju struktur organizacyjnych Kościoła, akcja chrystianizacyjna prowadzona 

przy pomocy państwa, zamieniła się w zwalczanie czarów na drodze sądowej przed sądami 

Z

background image

 

 

6

duchownymi. Koniec opisywanego zjawiska związany był z włączeniem ziem polskich do 

terytoriów krajów zaborczych, co wiązało się z narzuceniem praw tychże państw, gdzie 

instytucja przestępstwa czarów albo nie była już zwalczana przy użyciu tortur – jak w Austrii 

i w Prusach, albo – tak jak w Rosji miała zupełnie inny charakter, a użycie mąk w postę-

powaniu sądowym było tam oficjalnie zabronione.   

 

Celem moim jest skonstruowanie systematycznej kompilacji, która łączyć  będzie 

zagadnienia związane z socjologicznym podłożem wiary w czary z funkcjonowaniem magii  

w społeczeństwie polskim na tle europejskim, roli Kościoła w kształtowaniu  świadomości 

magicznej oraz walce tej instytucji z zabobonami. Ponadto ukazać chciałem ewolucję i kszta-

łtowanie się nowych znamion prawnych w przestępstwie czarów, jak też przedstawić proces 

formowania się procedur karnych od starożytności do momentu zaniknięcia na ziemiach 

polskich procesów o czary. Praca ta ma też na celu zainicjowanie systematycznego 

wydawnictwa materiałów poświęconej omawianej przeze mnie kwestii.  

 Pierwszą próbą kompleksowego opracowania procesów o czary w naszym kraju był 

artykuł Jana Aleksandra Karłowicza pod tytułem: Czary i czarownice w Polsce, który ukazał 

się w czasopiśmie „Wisła” w 1887 roku. Autor opisał tam akta procesów z różnych okolic 

Polski oraz streścił dotychczasowy, fragmentaryczny stan badań. Opatrzone to wszystko 

zostało spostrzeżeniami odnośnie współczesnych mu wierzeń i przesądów. Praca ta 

pozostawia pod względem merytorycznym wiele do życzenia, ale jest cenna jako pierwsza 

próba syntezy interesującego nas zjawiska.  

 

Kolejne istotne prace dotyczące procesów czarownic powstały w dwudziestoleciu 

międzywojennym, najważniejszymi badaczami byli: historyk Kazimierz Sochaniewicz oraz 

historyk prawa Karol Koranyi. Byli oni pionierami, którzy zapoczątkowali badania nad 

ujęciem zagadnienia czarów od strony sądowej. W 1922 roku, w czasopiśmie „Lud” pierwszy 

z nich opublikował:  Przyczynek do czarów na Żmudzi w XVII wieku. Praca ta, chociaż 

obejmuje tylko jeden proces, może być postawiona jako wzór dla badaczy etnografii 

historycznej, z powodu jej wszechstronności. Składała się ona z: uzasadnienia publikacji, 

opisu zewnętrznego dokumentu, komentarza prawnego do zagadnienia, przedstawienia osób  

i miejsca procesu, opisu folklorystycznego materiału oraz tekstu samego aktu. Karol Koranyi 

zaś zamieszczał niejednokrotnie, na łamach tego samego czasopisma cenne opracowania  

o charakterze prawno – etnologicznym. Między innymi ukazały się tam:  Czary w postępowa-

niu sądowem, Beczka czarownic czy Czary i gusła przed sądami kościelnymi w Polsce w XV i 

w pierwszej połowie XVI w.. Prace tego badacza w znaczny sposób poszerzyły zasób 

background image

 

 

7

wiadomości dotyczący procesów o czary, dowodzą też przydatności dorobku historyczno – 

prawnego w badaniach etnograficznych. 

 Materiały dotyczące interesującej nas tematyki, publikował także Marian 

Wawrzeniecki. Najważniejszym jest: Proces o czary w Nieszawie r. 1721. Cenną pracą jest 

także rozprawa genealogiczno – etnologiczna Zygmunta Lasockiego, który na podstawie 

księgi miejskiej Płońska opisuje procesy o czary. Nosi ona tytuł:  Szlachta płońska w walce  

z czartem. Obie te pozycje istotnie wzbogacają panoramę  źródeł i stanowią obowiązkową 

pozycję dla badaczy dokonujących kompleksowego opracowania tematyki czarów w tych 

regionach. 

 

Na szczególne miejsce wśród pozycji traktujących o przestępstwie czarów i zajmu-

jących się problematyką wierzeń oraz magii w społeczeństwie polskim są  Czary i czarty 

polskie Juliana Tuwima z 1924 roku. Praca ta przez samego autora traktowana jako dzieło nie 

aspirujące do miana naukowego, jest rozległą kompilacją materiałów literackich dotyczących 

diabła oraz magii istotnie poszerzającą horyzonty badawcze mnóstwem interesujących i 

przydatnych wiadomości.  

 Kolejną znaczącą pracą z okresu dwudziestolecia było dzieło Leona 

Przybyszewskiego z 1932 roku pod tytułem  Czary i czarownice. Przedstawia ona ostatni 

proces czarownicy w Gnieźnie, a ponadto autor opisuje tam różnorodność sposobów 

zadawania tortur w postępowaniu sądowym i przedstawia współczesne mu wierzenia, żyjące 

cały czas w polskim społeczeństwie.  

 Spośród prac, które ukazały się po drugiej wojnie światowej wyróżnić należy dzieło 

Mirosławy Dąbrowskiej – Zakrzewskiej, będące publikacją ksiąg sądowych miasta Lublina. 

Poza tym książka ta zawiera kompleksowe omówienie dotychczasowych badań nad 

zajmującą nas tematyką oraz wskazuje bogactwo i znaczenie tych akt dla historyków 

obyczajów, językoznawców i etnografów. Innym, ważnym badaczem XX wieku, który 

poświęcił swoją uwagę problemowi procesów o czary, a także wierzeniom ludowym 

dotyczącym diabła i magii był Bohdan Baranowski. Jednym z jego pierwszych i najważ-

niejszych dla nas opracowań  są  Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku z 1952 

roku. Jest to pierwsza praca ujmująca całościowo interesujące nas zjawisko, jednakże jest to 

dzieło o charakterze ogólnym i niemalże popularnonaukowym. Wypowiedzi autora 

ograniczają się często do autocytatów, a stylistyka wypowiedzi daleka jest od bezstronnego 

tonu badawczego.  Twórca opisuje często różne ciekawostki dotyczące procesów, wysuwając 

na ich podstawie pochopne i często mylne wnioski. Niestety nie uniknął on wpływu 

dominującego w latach komunistycznej Polski dyskursu naukowego, a wysuwane przez niego 

background image

 

 

8

tezy można przyporządkować zalecanym przez ówczesny ustrój tendencjom społeczno – 

politycznym. Podkreśla on wagę walki klasowej toczącej się także na salach sądowych i przez 

jej pryzmat opisuje wiele ówczesnych zjawisk. Ponadto jednocześnie akcentując 

importowanie „ponurego zabobonu” z zachodu Europy, unika obiektywnego przedstawienia 

przyjmowanych idei, nawet jeżeli była to myśl krytyczna wobec tych zjawisk. Szczególny 

nacisk położył na przejaskrawienie roli Kościoła w rozpętaniu polowania na czarownice, co 

czyni za pomocą narzucania własnych interpretacji faktów, bez poparcia ich źródłami. 

Zupełnie marginalizuje on rolę Kościoła w ustaniu procesów o czary na ziemiach polskich. 

Wydaje on także,  że celem rozprawy Baranowskiego jest udowodnienie znaczącej pozycji 

Polski wśród krajów wiodących prym w prześladowaniu czarownic. Istotnym mankamentem 

jest także brak opisu mentalności ówczesnej ludności i szerzących się wtedy idei. Badacz ten 

był także współautorem książki pod tytułem: Nietolerancja i zabobon w Polsce w wieku XVII 

i XVIII, która w zasadzie streszczała omówione wyżej dzieło i utrzymana była w podobnym 

duchu.  

 

W kolejnych latach pojawiają się następne prace, między innymi Janusza Tazbira, 

które rzetelnie, aczkolwiek fragmentarycznie opisują tematykę magii i zabobonów. W roku 

1978 ukazują się  Procesy o czary, które na bazie literatury zachodnioeuropejskiej bliżej 

opisują genezę polskiego polowania na czarownice w aspektach przemian społecznych oraz 

omawiają proces przejmowania kompetencji przez sądy  świeckie w dobie walki Kościoła  

z Reformacją. Istotne aspekty tych zjawisk porusza w książce  Spotkania z historią,  

w którym przedstawia szerszą panoramę interesujących nas zagadnień. 

 Problem 

karalności przestępstwa czarów przedstawił w swoim dziele: Poznańskie 

prawo karne do końca XVI wieku Witold Maisel. Mimo, iż interesująca nas kwestia poruszona 

jest tylko jako jedna z wielu opisywanych przez badacza problemów, przez co pozbawiona 

jest szerszego kontekstu kulturowego oraz intelektualnego towarzyszącego temu zjawisku, to 

jednak dzięki rzetelnemu opracowaniu źródeł przez tego poznańskiego historyka prawa, daje 

ona nam adekwatny obraz przestępstwa czarów, jakie zajmowało ono na tle całościowej 

praktyki postępowania w sprawach karnych.  

 

Osobne miejsce procesom o czary poświęca badacz wiejskiego prawa karnego 

Ryszard Łaszewski, który w swoim Wiejskim prawie karnym w Polsce w XVII i XVIII wieku 

trafnie i naukowo opisuje procedury dotyczące sądzenia czarów na wsi oraz stosowanych  

w tamtejszych procesach kar. Pracą która w sposób kompleksowy w ujęciu socjologicznym 

omawia tematykę procesów o czary są  Staropolskie polowania na czarowniceAlicji 

Zdziechiewicz. Jest to jedna z najnowszych pozycji i chociaż budzi wiele zastrzeżeń od strony 

background image

 

 

9

omówienia zjawiska pod względem stosowanego w tym zakresie prawa, to w sposób 

zadowalający opisuje proces formowania się figury kulturowej czarownicy. 

 Mam 

nadzieję,  że praca ta spełni rolę ogólnego przestawienia wieloaspektowego 

zjawiska procesów o czary. Należy też zwrócić uwagę, iż absolutnie nie wyczerpuje ona 

tematu w zakresie prawa materialnego i procesowego obowiązującego na terenie 

poszczególnych dzielnic a nawet miast. Założone szerokie ramy tego opracowania 

paradoksalnie zawęziły pole badań do omówienia jedynie ogólnych aspektów 

obowiązującego prawa czy występujących ówcześnie i recypowanych z różnym natężeniem 

prądów myślowych dotyczących procesów o czary. Zjawiskiem bowiem typowym dla 

średniowiecznego i nowożytnego państwa polskiego, jest daleko posunięty partykularyzm 

przepisów dla każdego stanu i regionu, a obowiązujące wtedy rozwiązania prawne 

kształtowane były przez organy czy też osoby sprawujące na danym terenie władzę często 

niezależnie, a czasami nawet wbrew ustalonym ówcześnie normom. Zadaniem tego studium 

jest poniekąd zachęcenie badaczy do publikacji nowych źródeł oraz do opracowania pod 

względem lokalnych czynników prawotwórczych, takich jak: rady miejskie bądź właściciele 

dominialni dóbr wiejskich. 

 

Historia procesów o czary w naszym kraju dobrze obrazuje proces przenikania 

kolejnych instytucji i procedur prawnych z obszaru Europy zachodniej. Z jednej strony 

natrafiały one u nas na podatny grunt i zajmowały trwałe miejsce w naszym systemie 

prawnym, a drugiej były czynnikiem inspirującym do tworzenia się nowych, 

charakterystycznych tylko dla Polski rozwiązań jurydycznych. Ukazuje to dobrze tendencję, 

iż każdy region starego kontynentu czerpiąc ze wspólnych źródeł, jak choćby prawo rzymskie 

czy kanoniczne, wytwarzał z czasem własne i oryginalne procedury, dostosowane do 

lokalnych potrzeb społecznych i kulturowych. Podobne zjawisko zaobserwować można na 

płaszczyźnie przenikania figur kulturowych, które niewątpliwie miało miejsce także na 

przełomie XVI i XVII wieku. Badając przebieg takiej twórczej recepcji dostrzec można, iż 

Europa mimo wielu partykularyzmów i całej różnorodności była także pod względem 

prawnym wspólnotą kultury i wielu idei.  

 

 

background image

 

12

ojęcia takie jak czary czy magia oraz takie jak religia odnoszą się do domeny 

wiary. Są to w rzeczywistości kolejne szczeble ewolucji, której podlegają 

wierzenia społeczności. Poświęcając pracę tematowi zwalczania się tych dwóch 

rywalizujących ze sobą sposobów postępowania z mocami nadprzyrodzonymi, nieodzownym 

w mojej ocenie jest nieco dokładniejsze przedstawienie obu interesujących nas zjawisk, niż 

ma to miejsce w większości prac poświęconych czarom. Chodzi tu przede wszystkim  

o socjologiczne ujęcie zarówno istoty czarów, jak i religii. Omijanie tych aspektów  

w pozostałych pracach tyczących zwalczania czarownictwa nie pozwala właściwie ocenić 

zarówno skuteczności, a w zasadzie nieskuteczności procesów o czary, jak i przyczyn ich 

powstania, trwania i wygasania.  

 

1. 1. Geneza magii i religii 

 

W celu omówienia początków magii i religii posłużę się pracą Maxa Webera 

Społeczeństwo i gospodarka, następnie pokrótce zajmę się opisem wierzeń  Słowian sprzed 

momentu przyjęcia chrztu, by zakończyć rozdział omówieniem zagadnienia istnienia magii  

i jej swoistej symbiozy z religią katolicką. 

Religijne lub magiczne działania były w społeczeństwach pierwotnych relatywnie 

racjonalne. Początkowo miały służyć temu, „Abyś długo żył i aby powodziło ci się na ziemi”. 

Pocieranie drewna tak jak zaklinanie deszczu dawało, na podstawie reguł doświadczenia, 

oczekiwane skutki. Świat dzielił się po prostu na zjawiska, które występowały częściej lub 

rzadziej. Do tej drugiej grupy należały właśnie niepowszednie moce, które powodowały 

popadanie ich właścicieli w ekstazę, zdolności wróżbiarskie, terapeutyczne czy lecznicze. 

Wszystkie formy magii i religii zawierały w początkowych fazach ten element – charyzmę. 

Charyzma cechowała ludzi szczególnie kwalifikowanych – czarowników i była podstawą 

najstarszej fazy religijności – magii.  

Czarownicy – w przeciwieństwie do laików – byli dysponentami zarówno swoistych 

umiejętności ekstatyczno – profetycznych, jak i wiedzy o środkach i katalizatorach, takich 

jak: narkotyki, muzyka, pomagających stany nadnaturalne osiągnąć. Z doświadczeń 

ekstatycznych jak i z praktyki zawodowej czarowników zrodziło się pojęcie duszy – ducha, 

mieszkającego tylko w ciele i z nim nie tożsamego. W ten sposób doszło do wytworzenia 

sfery duchów i demonów, które z czasem zmieniły się w bogów.  

Zarówno bogowie jak i demony nie mieli na początku charakteru osobowego ani 

trwałego. To czy koncepcja boskości danego czczonego elementu, (ognia, słońca, rzeki) 

background image

 

13

utrwaliła się, zależało od wielu czynników. Przede wszystkim jednak od tego, czy stała się 

ośrodkiem praktyk czarowników. Fakt zaistnienia niejako nowej klasy bytów: to jest duszy  

i duchów powodował,  że zdarzenia zyskiwały pewne znaczenie symboliczne. Nie mieliśmy 

na przykład do czynienia już ze śmiercią, a z opuszczeniem duszy. Przestrzeń otaczająca 

człowieka pokryta była gęstą siatką symboli, które były oznakami działania dusz i demonów. 

Zrodziła się w tym miejscu potrzeba z jednej strony poznawania, z drugiej strony interpretacji 

tych symboli. Czarownicy dbali o to, by przez odpowiednie czynności – jedyne, które są w 

stanie wpłynąć na dusze i duchy, czyli również działania symboliczne – móc dane poza 

cielesne moce wykorzystać.  

Wszystkie sfery ludzkiej aktywności zostały wciągnięte w ową siatkę symboli. 

Najbardziej wypróbowane środki symboliczne stworzyły pewnego rodzaju procedury. Nawet 

najmniejsze odstąpienie od uznanych wcześniej reguł mogło zaowocować niepowodzeniem 

rytuału lub nawet obrazą duchów i bogów. W ten sposób zrodziły się zaklęcia, czy określone 

gesty rytualne w kulcie. 

Bogowie i demony przybrali z czasem ludzką postać. Stało się to dopiero po 

przezwyciężeniu czysto naturalistycznego przedstawienia (zamiast boskiego ognia – bóg 

ognia). Było to jednak możliwe dopiero dzięki stałym, poświęconym jednemu bogu aktom, 

dzięki jego kultowi i jego powiązaniu ze wspólnotą wyznających go wiernych. Jeśli wiara 

wspólnoty zagwarantowała trwałą postać bogów, to czarownicy mogli zająć się systematy-

zowaniem pojęć domeny danej istoty. 

Systematyzacja ta będąca wynikiem istnienia grupy kapłańskiej, połączona z racjo-

nalizacją  życia w ogóle, przejawiającą się w typowych roszczeniach ludzi świeckich 

skierowanych do określonych bogów, zaowocowała wytworzeniem się panteonu bóstw. 

Każdy bóg miał swoją specjalność. Prowadziło to do coraz większej racjonalizacji panteonu, 

z jednej strony do czczenia boga, a z drugiej do wytworzenia się pojęcia samego boga. 

Czynniki najważniejsze dla danej społeczności decydowały często o tym, które z bóstw 

(elementami tymi się zajmujące) stanęło na czele panteonu.  

Nowym, ważnym elementom życia w organizujących się w stowarzyszenia i związki 

społecznościach, przypisywane były również specjalne bóstwa konfederacyjne (Jahwe, 

Trygław). Szczególne znaczenie przyjmowały wtedy miejsca pochodzenia danych bogów, 

które niejako stawały się stolicami związkowego boga. To, czy dana istota zdobędzie sobie 

miejsce na czele panteonu, a w końcu pozycję „monoteistycznego monopolisty”, zależało  

w dużej mierze od naturalnych i społecznych warunków ewolucji danej grupy. 

background image

 

14

Praktycznymi przeszkodami ewolucji – występującymi niemal powszechnie w róż-

nych formach – prowadzącej do ścisłego monoteizmu, były z jednej strony interesy kapłanów 

zajmujących się innymi kultami i ich miejscami. Z drugiej strony były to postawy ludzi 

świeckich, którzy dążyli do jak najpraktyczniejszego i jak najprostszego wykorzystania 

obiektów uczuć religijnych. Pewność raz wypróbowanej magii była bowiem o wiele 

skuteczniejsza, niż skutki czczenia nie ulegającego magicznym wpływom – bo 

wszechmogącego – boga. 

Postawa wobec tej nadnaturalnej mocy sprowadzała się do dwóch wariantów. Po 

pierwsze, obdarzony siłą ducha człowiek mógł zmusić aktem swej woli istoty owe do 

współpracy. Człowiek taki był silniejszy od owych potęg, a jego wpływ sprowadzał się do 

przymuszania boga. Jego działania były zaklęciami, które związywały moce swymi 

postanowieniami. 

Drugim wariantem była postawa służby bożej, która sprowadzała się do tego, że 

błaganiami modlitw, bądź przekupstwami ofiar próbowano zdobyć  łaski wszechpotężnej 

istoty. Czynnikiem wspierającym proces tej służby było zachowanie zgodne z objawioną 

wolą bóstwa. Postawa służby kształtowała się oczywiście z postawy charyzmatycznej – 

czarowniczej, w której modlitwa była przypomnieniem zobowiązania, a ofiara propozycją 

umowy. 

Wzrastająca rola przedstawień danego boga jako istoty wszechmocnej prowadziła do 

coraz częstszego stosowania środków innych niż magiczne, w celu porozumiewania się z nim. 

Bóg stawał się wielkim panem, którego magicznymi środkami nie można było zmusić do 

posłuszeństwa. 

Aby lepiej zrozumieć pozycje społeczne walczących ze sobą grup i tym samym 

dowieść  słuszności tezy, iż usuwanie czarowników przez Kościół nie było dziełem 

przypadku, a koniecznością wynikającą z konfliktu miedzy tymi dwoma grupami, istotne jest 

przedstawienie opozycji czarownik – kapłan. Te dwa spolaryzowane stanowiska są tylko 

pewną ideą, czystą formą. Celem takiego ujęcia jest wyjaskrawienie cech najwłaściwszych 

dla każdego z nich, by przez to łatwiej zrozumieć ich charakter i rolę spełnianą w społe-

czności. Funkcje te w czystej formie nigdy nie występowały, a między nimi znajdowało się 

całe spektrum zazębiających się stadiów przejściowych. Granicy przebiegającej między 

kapłanem a czarownikiem nie sposób z całą pewnością wytyczyć, a o przynależności do 

jednej z grup decydowało nasilenie czynników kapłańskich lub czarowniczych. Granice 

bowiem tej opozycji były bowiem całkowicie płynne. 

 

background image

 

15

1. 2. Czarownicy a kapłani 

 

 Stosowanie kryterium podziału na kult i czary skutkowałoby wyznaczeniem 

zawodowych urzędników, którzy wpływali na swoich bogów poprzez ich czczenie, 

przeciwstawiając im czarowników, zmuszających do posłuszeństwa demony poprzez 

stosowanie względem nich określonych sztuczek.   

Niestety pojęcie kapłana obejmowało w większości religii także funkcje magiczne. 

Rolę taką spełniał kapłan także w chrześcijaństwie, którego to magiczną stroną zajmę się  

w dalszej części tego rozdziału. Funkcjonariusze służący bogu w świątyni, prowadzili 

szczegółowo uregulowaną i systematyczną działalność, która zakłada współpracę wielu 

innych urzędników  świątynnych, podczas gdy czarownicy indywidualnie i niejako 

spontanicznie – od czasu do czasu – wpływali na swoje bóstwa. Równocześnie mówiąc  

o kapłanach, można wyznaczyć stałe miejsca kultu połączone z rzeczowym aparatem 

kultowym, czego przy omawianiu działalności czarowników zrobić nie można.  

Funkcjonariusze  świątynni służyli najczęściej jakiemuś związkowi społecznemu, 

będąc jego szeroko pojętymi organami lub pracownikami działającymi zawsze na rzecz tego 

związku. Zajmowali się oni rzędem dusz danej grupy. Czarownicy nie byli natomiast 

zrzeszeni i niejako wykonywali „wolny zawód”, działając na indywidualna prośbę do nich 

skierowaną. To rozróżnienie nie jest jednak ostatecznie słuszne, kapłani bowiem nie zawsze 

byli zatrudniani, a znane są też przypadki organizowania się samorządów wśród czaro-

wników. 

Stan kapłański wyróżniał się tym, że funkcjonował na mocy szczególnej wiedzy, 

ściśle ustalonej doktryny i zawodowych kwalifikacji, podczas gdy jego oponent działał 

najczęściej na mocy przyrodzonych mu darów, mocy objawień czy dzięki osobistej 

charyzmie. Czarownik potwierdzał swoje dary dokonując cudów. Atut wykształcenia nie był 

też zupełnie bez znaczenia dla czarowników, którzy mimo iż nie podlegali edukacji stricte 

szkolnej, byli do swoich funkcji przyuczani poprzez charyzmatyczne, irracjonalne środki 

prowadzące do osiągnięcia stanu „ponownych narodzin”. Edukacja kapłanów natomiast 

opierała się na spójnej, w jakiś sposób objawionej doktrynie, na podstawie której tworzono 

racjonalny, religijny system intelektualny oraz swoistą usystematyzowaną etykę religijną. 

Kwestia edukacji nie była jednak uniwersalną cechą rozróżniającą dwa opisywane 

tutaj żywioły. Tylko reasumując i omawiając wszystkie podane powyżej wyróżniające cechy 

można z dużym prawdopodobieństwem określić różnicę miedzy interesującymi nas 

funkcjami. 

background image

 

16

Wyznacznikiem kapłaństwa było więc nastawienie wyróżnionego kręgu osób na 

regularną, powiązaną ze stałymi normami, miejscami i czasem działalność kultową, 

odnoszącą się do określonych związków społecznych. Nie możemy także w przypadku 

czarowników mówić o racjonalizacji przedstawień metafizycznych, ani o swoistej religijnej 

etyce. Do ich wytworzenia dochodziło tylko w przypadku zawodowych kapłanów 

przyuczonych do ciągłego zajmowania się kultem i problemami praktycznego duchowego 

przewodnictwa. 

 

1. 3. Różne koncepcje magii 

 

Max Weber był też twórcą terminu „odczarowanie”, który obrazuje proces rozwoju 

systematycznego poglądu religijnego. Racjonalny system, którym jest religia, da się 

wyinterpretować dedukcyjnie. Dostarcza on, waloryzując działalność praktyczną, ogólnych 

norm postępowania. Pierwsze takie „odczarowanie” miało miejsce wraz z pojawieniem się 

hebrajskich proroków oraz naukowej myśli hellenistycznej. Następnym etapem 

demitologizacji był okres Reformacji. Luter oraz inni reformatorzy dążyli do całkowitego 

odrzucenia symboliki magicznej i wykluczenia czarów jako środka osiągania zbawienia. 

Weber twierdzi, że oddzielenie magii od religii nastąpiło dopiero w czasach Reformacji, 

czynnikiem dynamizującym zmiany magii w religię była postępująca racjonalizacja w sferze 

techniczno – użytkowej.  

Według innego socjologa – Floriana Znanieckiego, źródłem magii były anormalne  

i nieoczekiwane zdarzenia, które kontrastowały z powszechnym porządkiem – ładem. 

Zaburzały one zwyczajny stan rzeczy, a w przypadku niemożliwości ich naocznej 

personalnej, identyfikacji, były interpretowane jako ukryte, mistyczne. Za powstanie magii 

odpowiedzialna była więc ludzka psychika.  

Podstawowym założeniem dla magicznego światopoglądu było przekonanie o natu-

ralnym porządku świata. Czary – jako czynności ludzkie – mogły powodować odchylenie od 

norm, jednak odnosiły się w istocie do wyobrażanych sił konstytuujących ten porządek.  

Z czasem przywilej władania sztuką magiczną przypisany został wyszkolonej grupie 

czarowników, którzy jednocześnie sprawowali funkcje społeczne. Siły tworzące porządek 

świata znajdowały się z biegiem czasu w rękach bogów, a czarownicy poprzez wytworzenie 

służących do wpływania na nich reguł kultu, przekształcili się w grupę kapłanów. 

Współistnienie przyczynowości naturalnej i mistycznej trwało przez całą starożytność 

i średniowiecze, a rozpadło się, gdy odkryto logiczną sprzeczność sądów w obu dziedzinach 

background image

 

17

kultury. Systemy te we wspomnianym okresie wzajemnie się uzupełniały, gdyż zwykły 

porządek wymagał racjonalnych rozstrzygnięć, a nadzwyczajne sytuacje angażowały 

magiczne środki.  

 Rozumowanie magiczne, tak jak i myślenie ludów cywilizowanych (naukowe) było 

przedmiotem sporów wśród badaczy. James G. Fazer twierdził,  że błędem magicznego 

myślenia była fałszywa interpretacja praw rządzących następstwem. Według niego myślenie 

magiczne w sposób niewłaściwy wiązało idee podobne, które prowadziły do powstania 

„magii homeopatycznej” lub „magii naśladowczej”, natomiast błędne powiązanie idei 

występujących obok siebie prowadziło do „magii przenośnej”. Pierwszy rodzaj myślenia 

magicznego oparty był na założeniu, że podobna przyczyna wywołuje podobny skutek, drugi 

natomiast na tym, że rzeczy pozostające ze sobą w styczności działają na siebie. Claude Levi 

– Strauss twierdzi zaś,  że „myślenie magiczne” miało te same cechy podstawowe, co myśl 

cywilizowana.  Świadczy o tym podobieństwo schematów zabiegów intelektualnych i metod 

obserwacji, przedmiot konkretnych dociekań oraz obecność potrzeby porządku, która jest 

charakterystyczna dla każdego myślenia. „Myśl nieoswojona” jest – tak samo jak naukowa – 

atakiem na przyrodę, który opiera się na w pewien sposób usystematyzowanej wiedzy. 

„Myślenie magiczne” cechowało większy udział „intuicji zmysłowej” i oparcie w większym 

stopniu na konkretnej, zastanej rzeczywistości, podczas gdy „myślenie naukowe” opierało się 

w większej mierze na abstrakcji. Myślenie nieoswojone było logiczne w tym samym sensie  

i w ten sam sposób co naukowe, lecz tylko wtedy, gdy „uznawało jednocześnie własności 

fizyczne i własności semantyczne”. 

 Levi – Strauss twierdzi w Antropologii strukturalnej, że warunkiem istnienia systemu 

magicznego była jego zbiorowa akceptacja przez grupę społeczną. W systemie tym jednostki 

odnajdywały punkt odniesienia dla swych działań. Czynności te integrowały jednostkę ze 

społecznością i musiały mieścić się w danym systemie magicznym. Światopogląd magiczny 

zapewniał trwanie społeczeństwa oraz równowagę psychiczną jej jednostek składowych 

poprzez wytworzenie całościowych wizji świata.  

Polska, w momencie przyjęcia chrztu – stosując terminologię Webera – znajdowała się  

na etapie zantropomorfizowanych bóstw, posiadających własny aparat kultowy. Ludy 

słowiańskie czciły najwyższe bóstwo pod rozmaitymi nazwami; znaczenie jednak tych bóstw 

niewiele się od siebie różniło. Stąd też kult bogów był jednym z najsilniejszych węzłów, 

łączących ze sobą rozdzielone ludy słowiańskie. W tym miejscu kilka słów pragnę poświęcić 

rodzimej religii Słowian, roli kapłanów w życiu społecznym, ich ewentualnego wpływu na 

bieg wydarzeń politycznych, wreszcie charakterowi i zakresowi władzy kapłańskiej jako 

background image

 

18

instytucji w łonie organizmów plemiennych Słowian. Należy jednak pamiętać, iż rola 

kapłanów cały czas budzi rozbieżności wśród badaczy. 

 Powodem takiego ujęcia problemu jest fakt, iż zwalczający i mający wkrótce zastąpić 

pogańską wiarę Kościół katolicki będzie musiał zastąpić lukę powstałą po jej wyrugowaniu  

i odpowiedzieć na bieżące, społeczne potrzeby. Wiąże się to bezpośrednio z przejęciem przez 

Kościół pewnych funkcji magicznych, o których mowa będzie w dalszej części tegoż 

rozdziału. 

 

1. 4. Wierzenia na ziemiach polskich przed przyjęciem chrztu 

 

Na temat roli kapłanów i religii panującej na ziemiach polskich przed przyjęciem 

chrztu wiemy bardzo niewiele. Jedynym źródłem, z którego czerpane są wszelkie wiadomości 

na temat kapłaństwa, są skąpe w tym względzie przekazy pisane. Możemy się tutaj oprzeć 

jedynie się na trzech podstawowych w tym zakresie źródłach – kronikach Thietmara, 

Helmolda i Saxo Grammatyka.   

Saxo Grammatyk opisuje nawet wygląd kapłana, który odznaczał się „wbrew 

powszechnemu miejscowemu zwyczajowi długością spadających włosów". Do obowiązków 

kapłanów należała więc w pierwszym rzędzie troska o całość świątyni, a przede wszystkim  

o znajdujący się wewnątrz posąg boga. Poza tym kapłani byli zobowiązani do 

przeprowadzania wróżb. Wróżono na przykład przed podjęciem decyzji wagi 

ogólnoplemiennej, a także dla rozstrzygnięcia, jakie ofiary należało złożyć dla zapewnienia 

sobie przychylności boskiej. Wróżb dokonywano przed podjęciem wyprawy wojennej, jak 

również dla określenia urodzajów w danym roku.  

Do ich kultowych obowiązków należało składanie ofiar ze zwierząt i ludzi 

(przeważnie – a może wyłącznie – chrześcijan), a także z płodów roślinnych i miodu, jak 

również pilnowanie przestrzegania tych obowiązków przez wiernych. Kapłani i tu spełniają 

funkcje wróżbitów. Pod przewodnictwem kapłanów odbywały się uroczystości doroczne, 

takie jak  święto plonów, w czasie których kapłan przeprowadzał cały szereg obrzędów ku 

czci bóstwa. Do obowiązków kapłanów należało wreszcie utrzymywanie w czystości 

świątyni, opieka nad koniem poświęconym bóstwu (którego dosiadać mógł tylko kapłan) oraz 

nadzór nad świątynnym skarbcem, do którego wpływały dary, podatki i daniny z sąsiednich 

ziem. Do świątyni prawo wstępu mieli tylko kapłani. 

W plemionach słowiańskich kapłani spełniali także funkcje pozakultowe. Z przekazu 

Helmolda wiemy, iż kapłan uczestniczył w rozprawach sądowych. Nie jest jasno 

background image

 

19

powiedziane, czy sam pełnił funkcję sędziego. Być może, iż sama tylko jego obecność, jak  

i miejsce sądu – święty gaj, nadawały wyrokowi sądowemu sankcję religijną. Kapłan 

występował też w roli posła.  

Fakt, iż radzono się w sprawach wagi ogólnoplemiennej bogów, którzy mieli 

rozstrzygnąć, jak w danym momencie należy postąpić, nie świadczy o ograniczonej na rzecz 

kapłanów roli wiecu czy starszyzny plemiennej, a jedynie o pewnych ograniczeniach 

wypływających z systemu wierzeń. Kapłani – wróżbici mogli interpretować pewne zjawiska 

dowolnie, problem tylko w tym, czy ich interpretacja podporządkowana była uświęconym 

tradycją sposobom objaśniania, czy też była czysto tendencyjna, zależna od potrzeb chwili  

i woli kapłanów. Faktem jest w każdym razie, iż wyniki wróżb nie zawsze respektowane były 

przez starszyznę plemienną.  

Stosunek kapłana do wiecu ilustrują też słowa Helmolda, iż kapłan "zwoławszy króla  

i naród, objawił im, że Bogi silnie są zagniewane i że gniew ich nie inaczej złagodzonym być 

może, jak krwią kapłana, który śmiał pośród nich obce obrzędy religijne odprawiać". Wydaje 

się, iż przytoczony wyżej przykład  świadczy jedynie o możliwościach i sposobach walki 

kapłanów pogańskich z ekspansją nowej wiary. W szczególnie trudnych dla religii pogańskiej 

czasach, kapłani uciekali się do różnych sposobów, mniej lub bardziej skutecznych, dla 

pognębienia chrześcijan. W specyficznych warunkach kapłani mogli postępować nawet 

niezgodnie z obowiązującymi na ogół regułami. 

W okresie starć pogaństwa z chrześcijaństwem lud chętnie słuchał kapłana i jest to 

chyba sprawą zrozumiałą. Książęta często zawierali przymierza z obcymi i chętnie godzili się 

na przyjęcie nowej wiary, co wprowadzało niepokój wśród ludu. Niewątpliwie kapłani 

oddziaływali na umysłowość członków plemienia, mieli w pewnym sensie nad nimi „władzę 

duchową", w pewnych wypadkach mogli oddziaływać na bieg poszczególnych wydarzeń, 

jednakże nie wydaje się, by to mogło wiązać się rzeczywistą ich przewagą nad księciem  

i wiecem. 

 W  rzeczywistości kapłani byli jedynie sługami bóstwa. Jak dalece – świadczy 

najlepiej opis sprzątania świątyni, kiedy to kapłan nie miał prawa swobodnie oddychać w jej 

wnętrzu i dla nabrania tchu musiał biec do drzwi. Wszystko, co znajdowało się w świątyni – 

koń, skarbiec, załoga – nie stanowiło własności kapłana 

Bogowie Słowian stali już na wysokiej pozycji – władców, których należało 

przebłagiwać darami i modlitwami, by zyskać ich przychylność lub by pozwolili ujrzeć 

śmiertelnikom ich przyszłe wyroki. Można było zatem dzięki pewnym działaniom wpłynąć na 

wolę bogów, bóstw i demonów, a przez to osiągnąć korzyści w życiu doczesnym. 

background image

 

20

 Niemal 

każda religia jest postrzegana przez swych wyznawców jako sposób na 

zdobycie ponadnaturalnych mocy. Nie wyklucza to płynących z niej innych korzyści, takich 

jak: wskazówki moralne, funkcja symbolu porządku społecznego, czy w końcu drogi do 

nieśmiertelności, jakie z owej wiary czerpią wierni. Historia wczesnego chrześcijaństwa, 

które niewątpliwie było udziałem Polski w pierwszych kilku wiekach istnienia państwa, nie 

odbiega od tej zasady. Przejście na nową religię było przez konwertytów nie tylko 

wstąpieniem na nową drogę  życia, kończącą się zbawieniem w innym świecie, ale także 

zdobyciem nowej, bardziej skutecznej magii.  
 Figurę czarownictwa można określić jako układ mityczno – rytualny, w którym 

wyraża się agresywna reakcja grup i marginesów społecznych, z różnych powodów nie 

zintegrowanych, albo zintegrowanych tylko częściowo z typowymi w danym okresie 

modelami kulturowymi. W takich przypadkach społeczności te spychane są na margines  

i uważane są za nosicieli innej spuścizny obrzędowej i mitologicznej, która groźnie 

przeciwstawia się modelom właściwym dla większości. Niekiedy zjawisko to ma miejsce  

w obrębie historii danej kultury, gdy grupa społecznie bagatelizowana lub uciskana odrzuca 

schematy religijne i jednocześnie konstytuuje się przez sprzeciw i odrzucenie ogólno 

przyjętych wartości. Agresywność między tymi grupami jest obustronna.  

 

1. 5. Magia katolicka 

 

Zmiany stricte polityczne często łączyły się z przyjmowaniem nowych bogów danego 

związku politycznego. Przyjmujemy zatem, iż potężniejszy od nas sojusznik ma i potężnie-

jszą magię. Ślady potwierdzające walkę polityczną, a przez to także magiczną, odnajdujemy 

już w Starym Testamencie, gdy kapłani Jahwe wyzwali na publiczny pojedynek kapłanów 

Baala.  

Działania magiczne śledzimy także w poczynaniach apostołów oraz w żywotach 

świętych, w przypadku których do dzisiaj dokonywanie nadnaturalnych aktów – cudów jest 

sprawdzianem ich świętości. Kościół średniowieczny od XII wieku ustalił standardowy wzór 

życia  świętego, któremu  po śmierci przypisywano nadnaturalne osiągnięcia, takie jak: 

przewidywanie przyszłości – czyli profecję, leczenie chorych, ochronę przed wodą i ogniem 

czy w końcu kontrolowanie pogody, do dziś przecież przytaczane w procesach 

beatyfikacyjnych. 

background image

 

21

Kościół jako instytucja w przededniu Reformacji nie uzurpował sobie mocy czynienia 

cudów, jednak skrzętnie korzystał z prestiżu dostarczanego przez tych jego członków, którzy 

otrzymali od Boga moce cudotwórcze. Samo wstawiennictwo świętego uproszonego 

gorliwymi modlitwami lub datkiem na jego sanktuarium, powodowało cudowne 

wyzdrowienia, wskrzeszanie zmarłych czy odwrócenie niebezpieczeństw. 

Podobną moc miały także same tylko obrazy świętych. Rozprzestrzeniał się bowiem 

kult obrazów, jako działających cuda fetyszy, nie tylko chroniących swych wyznawców ale 

także zsyłających zarazę na ich wrogów. Kluczowym dla religijności był i nadal jest kult 

maryjny, którego charakter trafnie przedstawiała sarmacka maksyma: De Maria numquam 

satis. W zasadzie każdy kościół miał swojego świętego patrona, którego lokalny kult można 

było porównać z totemizmem. Również każdy niemal zawód posiadał swojego świętego 

opiekuna, który był korporacyjnie wyznawany i którego dzień święty miał dla danego cechu 

zawodowe skutki. 

Wiara w moc świętych nie opierała się tylko na dokonanych w przeszłości cudach, 

lecz także na założeniu, że swoją mocą mogą jeszcze dziś wpłynąć na losy swoich wiernych 

na ziemi. Każda plaga, zaraza czy niebezpieczeństwo miały swojego wstawiennika i orę-

downika, do którego zwracali się wyznawcy w potrzebie. Każdy  święty miał swoją 

„specjalizację”. Cuda dokonywane przez owych patronów były wykorzystywane nie tylko  

w celu uzdrawiania ludzi, ale także zwierząt. 

Kościół wytwarzał w średniowieczu również wiele magicznych artefaktów. Woda 

święcona stosowana była nie tylko w celu wypędzania z ciała duchów i złych mocy, ale także 

w celu błogosławienia ludzi, zwierząt, domów czy pokarmów lub jako remedium na każdą 

chorobę. Księgi liturgiczne zawierały modlitwy na określone okazje, na przykład przed długą 

podróżą albo przed bitwą. Teologowie twierdzili, że nie ma nic złego w noszeniu na szyi 

zwitka papieru z narysowanym krzyżem lub napisaną na nim modlitwą. W zależności od 

zapisanej modlitwy zmieniały się  właściwości ochronne amuletu. Na przykład mógł on 

chronić od choroby, głodu, ognia lub szatańskich zakusów. Właściwości ochronne miały też 

pobłogosławione w odpowiedniej intencji różańce. W podobny sposób działały relikwie, 

które w zależności od rangi i zasług świętego miały zmienny wachlarz zastosowań i możli-

wości.  

W Polsce od czasów średniowiecznych apotropaionem przeciwko demonom był 

szkaplerz związany z zakonem żebraczym Karmelitów Trzewiczkowych. Posiadacze 

takowych mieli zostać wybawieni z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Podobną moc miał 

także medalik św. Benedykta, który wieszano po domach lub noszono na piersiach. 

background image

 

22

Działaniem odstraszającym demony cieszyły się także plecionki ozdobne w budynkach 

sakralnych oraz ozdobione diabelskimi maskami kamienie, umieszczane na kolumnach lub 

zewnętrznych  ścianach budowli. Zakusy szatańskie odpędzać miały także gromnice, 

niewielkie dzwoneczki loretańskie, przywożone z włoskiej miejscowości kultu maryjnego 

oraz kołatki. Skutecznym artefaktem była też karawaka, czyli krzyż o dwóch ramionach, 

słynącym jako środek zapobiegawczy przed morem i czartem. Przed niepożądaną ingerencją 

diabła chroniły także nakreślone kredą krzyże oraz inicjały imion Trzech Króli, co do dziś jest 

w Kościele Katolickim praktykowanym zwyczajem. W ludowej tradycji obok przedmiotów 

sakralnych istniała cała gama tzw. „diabelskich prezerwatyw”, czyli amuletów o magicznej 

mocy. 

Moc ochrony przed złem zyskały także gesty: na przykład znak krzyża czy 

błogosławieństwa. Jednak dopiero w połączeniu z sakramentami, wiara w nadnaturalne 

zjawiska wzrastała. Chrześcijański sakrament ołtarza przeszedł w historii Kościoła przez 

proces teologicznej reinterpretacji. W średniowieczu nacisk przechodził z komunii wiernych 

na specjalną rolę konsekrującego kapłana. Uwagę  średniowiecznych wiernych przykuwało 

nie uczestnictwo w kongregacji, lecz moc księdza zmieniającego wino w krew i chleb  

w ciało.  

Inną kwestią był fakt, że większość uczestników mszy nie znało zawiłości 

teologicznych doktryny, przez co wierzono, że rytualne słowa o magicznym charakterze, 

mogły zmienić charakter rzeczy materialnej, czyli na przykład wino w krew, co zresztą 

sporadycznie i faktycznie się zdarzało w rozpuszczanych wśród wiernych anegdotach  

i pismach.  

Świadczy to o zaangażowaniu kleru w rozprzestrzenianie tych nadnaturalnych 

praktyk. Kolejnym potwierdzającym to przykładem były polecenia przełożonych kościelnych, 

aby skrzętnie zbierać nawet te odrobiny hostii, które upadły na podłogę, by nie dostały się  

w niepowołane ręce. Należało też tak zabezpieczać wino i chleb używane podczas sakramentu 

aby ich nikt nie wykradł. Hostia cieszyła się nadnaturalnymi właściwościami i mogła być 

użyta w całym spektrum zaklęć: od uzdrawiania, przez ugaszenie ognia i nawożenie pól, aż 

do czarów miłosnych. Mogła być także wykorzystana przez uprawiających czarną, szkodliwą 

magię czarnoksiężników. Dlatego też księża byli zobowiązani wkładać hostię do ust tak, by 

mieć pewność, że nie zostanie wykorzystana magicznie. 

Także sakramenty wytworzyły grupę zabobonnych wierzeń, których Ojcowie Kościoła 

nigdy nie wprowadzili. Wierzono, że chrzest powodował często ozdrowienie chorowitych 

noworodków. Próbowano nawet chrzcić domowy inwentarz, w nadziei na wykorzystanie 

background image

 

23

magicznej mocy tego sakramentu. Podobnie było z komunią świętą, która miała wzmacniać 

dzieci przed atakami Złego oraz przynosić szczęście, jeśli tylko przez odpowiednio długi czas 

nosiło się komunijne szaty.  

Swoiście magiczną otoczkę posiadał sakrament małżeństwa, który nie dochodził do 

skutku przy niezachowaniu pewnych określonych reguł, prawem kanonicznym, ale i zwycza-

jem uświęconych, dotyczących czasu, miejsca, sukni panny młodej, itd. Powszechnie 

wierzono, że noszenie obrączki małżeńskiej, miało moc zażegnywania sporów i kłótni.  

Funkcję magiczną miały także modlitwy, które w wielości swych form zawsze 

odwoływały się do Boga z prośbą o wstawiennictwo zarówno w sprawach zbawienia jak  

i życia wiecznego, a także bardziej przyziemnych kwestiach. W okresach plag, epidemii czy 

słabych zbiorów organizowane były uroczyste procesje, mające zjednać Boga i uprosić go  

o okazanie łaski. Liczne ich opisy są dostępne również w źródłach z czasów nowożytnych. 

Modlitwy kapłanów tym różniły się od zaklęć czarowników, że zaklęcia i uroki miały 

działać automatycznie, podczas gdy modlący się nigdy nie mieli pewności, czy ich prośby 

zostaną wysłuchane. Z drugiej strony czarownik rzucający czar, zawsze narażony był na 

ryzyko niepowodzenia; z tym, że przyczyną klęski mógł być element nie spełniający 

odpowiednich standardów lub kontraczar innego zaklinacza. Modlitwa była rodzajem prośby, 

natomiast czary to „wyuczone narzędzia manipulacji siłami natury”. 

W praktyce jednak granica ta była zamazana w popularnej ocenie. Spowiednicy często 

nakazywał odmawiać po kilkanaście razy Pater Noster,  Ave czy Credo zapewniając o zba-

wiennym wpływie tychże recytacji. Życie wieczne można było osiągnąć przez wielokrotne 

zamawianie mszy św., przy założeniu, że im więcej modlitw, tym większy i pewniejszy jest 

sukces. Zbawienie leżało więc w zasięgu ręki i w granicach możliwości. Towarzyszyło temu 

przekonanie, że ofiarami i modlitwami, a nie realnymi czynami można dokonać zmian w ota-

czającym świecie.  

Religia katolicka poprzez tolerowanie licznych na wpół chrześcijańskich czarów 

dodawanych do oficjalnych sakramentów i modlitw, sama w pewnym sensie utrwalała 

postawę sprzyjającą czarownictwu. Nie czyniąc ostrej dystynkcji, podtrzymywała wiarę  

w zaklęcia i ich moc. Modlitwy chrześcijańskie można było wykorzystać w celach 

czarowniczych mówiąc je – na przykład – wspak.  

Innym sposobem wykorzystywania mocy Boga do celów ziemskich, były uroczyste 

przysięgi, które składał człowiek w ciężkich terminach lub przed sądem. W zamian za 

wyratowanie z tych opresji, stipulator zobowiązywał się dokonać pewnych działań na rzecz 

drugiej strony. Człowiek był związany z Bogiem węzłem wzajemnych, przyszłych korzyści. 

background image

 

24

Dalszym przykładem nadnaturalnych mocy będących do dyspozycji kościoła, były 

sankcje religijne, zapewniane w celu usprawnienia działania wymiaru sprawiedliwości. 

Przysięgi składane przez podsądnych na Biblię, krzyż czy relikwie miały zapewnić wsparcie 

istoty najwyższej, przy wykonywaniu złożonych zobowiązań czy zeznań. W razie 

krzywoprzysięstwa, składający narażony był na natychmiastową zemstę Boga – jak rażenie 

gromem – lub na bardziej w czasie odległą – ogień piekielny. Podobny mechanizm działał  

w przypadku innych ordaliów. Zarówno przy próbach, jak i przy pojedynkach wzywany był 

tam Bóg, by swoją pomocą wspomógł sprawiedliwego w jego działaniach sądowych,  

a pogrążył krzywoprzysięzcę, niegodziwca. Dowody na wiarę w możliwość magicznego 

wpływania na wynik postępowania sądowego, spotykamy w Polsce już w Księdze elbląskiej  

z XIII wieku, która nakazywała pokropienie rozgrzanego metalu, przed dokonaniem „próby 

żelaza”. Romuald Hube opisuje także zwyczaj przechowywania przedmiotów służących do 

przeprowadzania sądów bożych w świątyniach, pod nadzorem duchowieństwa. Roli ordaliów 

w postępowaniu inkwizycyjnym poświęcę więcej miejsca w  następnych rozdziałach. 

 Wszystkie te argumenty nie oznaczają jednak, że Kościół świadomie wprowadzał dla 

wiernych cały system magicznych rozwiązań, dzięki którym można było radzić sobie  

z ziemskimi problemami. Większość z nich dane nam było poznać dzięki usiłowaniom kleru, 

który z mniejszą lub większą gorliwością starał się niektóre z nich obalić. 

Są jednak argumenty przemawiające za tym, że Kościół był instytucją tak magiczną 

jak i religijną. Przede wszystkim chodziło tu o praktykę nawracania, w której misjonarze 

kładli nacisk na wyższą skuteczność mocy Boga chrześcijańskiego nad lokalnymi bóstwami. 

Kolejną kwestią była asymilacja religii tubylczych w jak największym stopniu, by w ten 

sposób możliwie ułatwić i zwiększyć tempo akcji chrystianizacyjnych. Już Grzegorz VII 

nakazywał stawiać kościoły, w miejscach gdzie do niedawna stały świątynie pogańskie lub po 

prostu konsekrować te ostatnie. To samo tyczyło się innych miejsc kultu pogańskiego, takich 

jak:  święte  źródła czy gaje. Nie było też przypadkiem, że terminy większości katolickich 

świąt pokrywają się z datami świąt celebrowanych na tych ziemiach przed przyjęciem 

chrześcijaństwa. 

Ten proces asymilacji nie został osiągnięty bez żadnych kosztów, bowiem Kościół 

wstępując niejako w rolę dawnej religii, obarczony został ciężarem oczekiwań, których 

spełnienia społeczności dotychczas oczekiwały od swych bogów. W ten sposób Kościół 

zaczął leczyć i uzdrawiać chorych, zapewniać dobry urodzaj, chronić przed plagami, ogniami 

czy złymi mocami. Profity wynikające z tych praktyk były zbyt znaczące, by Kościół mógł je 

background image

 

25

zignorować. Społeczności potrzebowały magii, więc i tak doszłoby do jej wytworzenia, lepiej 

więc że stało się to pod bokiem Kościoła, który miał na to jakikolwiek wpływ.   

Innym czynnikiem wpływającym na obecność magii w Kościele było samo 

stanowisko doktryny. Podczas gdy z jednej strony teologowie kreślili zdecydowanie linię 

między religią i magią, to kategoria przesądów i zabobonów zawsze miała w sobie znaczny 

margines elastyczności. Ogólną zasadę można przedstawić w ten sposób, że przesądy 

zyskujące aprobatę  instytucji czy to na szczeblu biskupim czy papieskim, nie były magią. Te  

natomiast, które takiej aprobaty nie uzyskały, były przez Kościół zwalczane. Katoliccy 

teologowie zawsze podkreślali,  że to obecność lub brak aprobaty Kościoła determinuje 

właściwość każdego czynu. 

Dystynkcja miedzy ludźmi obdarzonymi przez Boga, a czarownikami, leżała rzadziej  

w dokonywanych przez nich nadnaturalnych czynach, ale częściej w ich pozycji społecznej  

i władzy, która daną skargę wnosiła. Można tu przytoczyć  słowa Reginalda Scota, który  

o papieżu napisał, iż ten: „Kanonizuje bogatych na świętych, a potępia biednych jako 

czarowników ”. 

Naczelnicy Kościoła wspierali magiczną stronę religii zapewniając o skuteczności 

środków chrześcijańskich, takich jak woda święcona, egzorcyzmy czy znak krzyża  

w zwalczaniu sił szatańskich. Nie tłumili przesądów, gdyż mogło to zapewnić większe 

poparcie ludności dla całej instytucji i wzmocnienie jej wiary. Podkreślano cudowną moc 

hostii, jeśli mogło to zapewnić zwiększenie atencji społeczności.  

Podejście, które reprezentował Kościół uczyniło zeń być może instytucję bardziej 

elastyczną niż ta, jaką miał być w założeniu. Działo się tak mimo faktu, że teologowie, 

historycy i socjologowie twierdzili, że postawa magiczna pasożytowała tylko na organizmie 

Katolicyzmu i mogła – bez naruszania podstaw wiary – być od niego odcięta. Rozdział taki 

możliwy był dla teologów, jednakże nie było to osiągalne dla zwykłych ludzi, dla których 

wiara w magiczną moc Kościoła była podstawą wiary chrześcijańskiej w ogóle.  

Kościół reformowany wyeliminował ze swej doktryny większość magicznych 

rytuałów na kulcie świętych począwszy, przez cudowną moc wody święconej, a na 

egzorcyzmach kończąc. Pozbawiając kler ich szczególnych szat i zwalniając z obowiązku 

celibatu, zmniejszono ich mistyczną rolę. Kościół pozbawiony został tym samym swej broni 

do walki z magią i przesądami. Była to jednak zmiana stopniowa i w społeczeństwach 

średniowiecznych dopiero powoli zaczynała rysować się granica między magią a religią.  

Cały czas jednak w przypadku choroby czy innej straty, ludzie zwracali się do 

czarowników, a nie do kleru. Była to reakcja laikatu na stanowisko Kościoła dotyczące tego, 

background image

 

26

że w kwestii jakiejkolwiek straty (od pieniędzy do zdrowia i życia bliskich) lepiej było 

poświęcić dane dobro, niż odzyskać je za pomocą sztuczek diabelskich. Czarownicy 

ofiarowywali w takich przypadkach pewność (relatywną rzecz jasna) skutecznego działania, 

podczas gdy Kościół pozostawiał wszystko w rękach Boga i nakazywał cierpliwie oczekiwać 

na Jego wyroki. Dlatego magia cieszyła się cały czas niegasnącą popularnością. 

Wysoce wątpliwym jest, czy oficjalna kampania jaką przeciwko magii podjął  

w  średniowieczu Kościół, spowodowała zmniejszenie częstotliwości jej występowania. 

Zarówno przed, jak i po Reformacji  sądy duchowne prześladowały czarownictwo, spychając 

je niejako do podziemia społecznego, co było w dalszych wiekach kontynuowane. 

Niemożliwym jawi się, by wyeliminowały one magię, jeśli popyt na nią cały czas  

w społeczeństwach istniał. Jeśliby więc wrogiem magii były tylko sądy kościelne, jej pozycja 

do dziś byłaby niezachwiana.  

background image

 

28

 

by zrozumieć podstawy obowiązywania, mechanizmy działania i założenia prawne 

średniowiecznych, zachodnioeuropejskich, a przez to również polskich procesów  

o czary, musimy cofnąć się do starożytności. W tym okresie ukute zostały pojęcia, 

które później wykorzystuje się do walki z wszelkimi odstępstwami od religii. Czynnikami 

mającymi największy wpływ na europejskie, a więc także polskie prawa skierowane przeciw 

herezji  

i czarom, były oczywiście sam Kościół katolicki i prawo rzymskie. Niezbędnym zatem jest 

ukazanie postawy Kościoła w stosunku do magii, czarów oraz herezji, która przez cały okres 

starożytności  kształtowała się, krzepnąc dopiero pod koniec tego okresu w pismach świętego 

Augustyna.  

Warunkiem koniecznym jest także chociaż skrótowe opisanie procedur prawnych 

starożytnego Rzymu. Dzięki ich ponownemu odkryciu i recepcji rozpoczynającej się w Europie 

od XII wieku,  model procesu o czary został oparty na wzorcach rzymskich. 

 

2. 1. Stosunek doktryny katolickiej do czarów 

 

 Pierwszym i najważniejszym czynnikiem warunkującym procesy była oczywiście 

postawa samego Kościoła, który był do XVI wieku głównym inspiratorem procesów o czary  

w Europie. Omawiając doktryny koniecznym wydaje się jednak aby opisać ewolucję postaw 

Ojców Kościoła w stosunku do tego, czym była magia i czary i jak postępować w przypadku 

zetknięcia się z nimi. Na kartach Nowego Testamentu pojawiają się różne przedstawienia 

wymienionych wyżej zagadnień i rolą tego rozdziału jest między innymi naświetlenie ścierania 

się różnych doktryn, które poparte autorytetem Ojców Kościoła urosły do rangi prawa. 

  

Nowy  Testament  obrazując różnicę między czarami, a boskimi aktami pod postaciami 

cudów posłużył się przykładem Szymona Maga z Samarii. Czarownik ten przekonany naocznie o 

wyższości magicznych zdolności apostołów chrześcijańskich, zaoferował uczniom pieniądze  

w zamian za możliwość pobierania u nich nauk tajemnych. Spotkał się z odmową apostoła Piotra, 

który stwierdził, że mocy takiej nie można kupić.  

Inny ustęp z Nowego Testamentu przedstawia magów w całkiem odmiennym świetle. Ma 

to miejsce w opowieści o mędrcach (magach) idących złożyć hołd nowonarodzonemu Bogu. 

background image

 

29

Sami chrześcijanie często polemizowali z autorami pogańskimi na temat tego, czy Chrystus 

posługiwał się czarami czy nie. Pisarz pogański Celsus w II wieku twierdził,  że  Jezus sztuk 

magicznych takich jak uzdrawianie, rozmnażanie jedzenia, czy nadawanie pozorów życia 

rzeczom nieożywionym i osobom martwym nauczył się w Egipcie.  

Teza dotycząca boskości wszelkich czynów i znaków nadnaturalnych towarzyszących 

Jezusowi i jego uczniom w przeciwieństwie do magicznych praktyk pogańskich i demonicznych, 

opierała się na założeniu, że Bóg chrześcijan był prawdziwy, a pogan fałszywy. Zasada ta miała 

ważkie społeczne znaczenie. W odróżnieniu od pogan i Żydów, chrześcijanie nie byli grupą 

spójną etnicznie. Zaznaczali więc swoją zbiorową tożsamość nie tylko tajemniczymi obrzędami, 

lecz również akcentując odrębność  własnego boga i jego nauczanie o nim. Dla wyznawców 

Jezusa była to z jednej strony określona prawda, a z drugiej strony condicio sine qua non ich 

grupowej odrębności, a co za tym idzie zbiorowej egzystencji. Autorzy wczesnochrześcijańscy 

czyniąc ostre rozróżnienie między jedyną prawdziwą religią a pogaństwem, którego sednem było 

magiczne poleganie na demonach, dokonywali po raz pierwszy dystynkcji między magią  

a religią. Dystynkcji, która była niełatwo pojmowalna dla stanowiska innego, niż chrześcijańskie. 

Te same argumenty wytaczane wcześniej przeciw Chrystusowi, kierowane były w latach 

następnych przeciwko jego wyznawcom. Zarzut czarownictwa pojawiał się także podczas 

prześladowań chrześcijan. Dla Rzymian pierwszych wieków magia była czymś nagannym  

z powodu swojego tajemniczego i antyspołecznego charakteru, a obrzędy pierwszych gmin 

mogły za takie uchodzić. Poganie nie interesowali się tym, do jakich bogów modlą się 

współobywatele, byleby czynili to otwarcie i nie wykorzystywali ich wstawiennictwa dla 

niecnych celów.  

Pisarze chrześcijańscy pierwszych wieków mieli skłonność do upatrywania  we wszelkich 

formach magii – nawet tych nieszkodliwych, takich jak ziołolecznictwo – złudy roztaczanej przez 

demony. Podobny los spotykał poetów pogańskich w pismach Klemensa z Aleksandrii, który 

zarzucał artystom, że pieśniami swymi zwodzili ludzi w pułapki demonów. Inni autorzy, między 

innymi Tertulian zarzucali demonom posiadanie wiedzy tajemnej drzemiącej w magicznych 

ziołach i przekazywanie ich kobietom, które z natury podatniejsze były na ich wpływy. Niektórzy 

pisarze twierdzili, że same imiona demonów miały magiczną moc. Orygenes utrzymywał, że gdy 

użyje się ich w formie oryginalnej, można przyzwać, kierować czy egzorcyzmować ich 

właścicieli. Część pisarzy wczesnochrześcijańskich prezentowała w stosunku do magii pośrednie 

background image

 

30

stanowisko. Przykładem jest Firmicus Maternus, który w IV wieku wezwał władze rzymskie do 

wyplenienia ze szczętem pogaństwa, magii i wróżbiarstwa związanego ze świątyniami 

pogańskimi. Jednocześnie zapewniał astrologii miejsce wiarygodnej i „prawomocnej” nauki. 

Opozycja wobec magii płynęła częściowo ze świadomości, że oferowała ona alternatywę 

wobec chrześcijańskich modlitw. Był to system konkurujący z chrześcijańską metodą radzenia 

sobie z przeciwnościami. Jan Chryzostom w V wieku wygłaszał kazania przeciwko kobietom, 

które w przypadku choroby dziecka stosowały do zaradzenia jej magię, zamiast lekarstwa 

prawdziwie chrześcijańskiego – znaku krzyża.  

O ile większość spośród tych autorów kojarzyła magię z pogaństwem, o tyle inni widzieli 

w niej kunszt uprawiany przez chrześcijan – heretyków. Pierwszym takim heretykiem miał być 

wzmiankowany wyżej Szymon Mag, który za pomocą trików pragnął przysposobić sobie 

zwolenników. Ireniusz żyjący w II wieku, w swym dziele skierowanym przeciwko 

współczesnym sobie herezjom, ujawniał niektóre sztuczki, którymi posługiwali się heretycy, 

żeby przekonać  tłumy o swojej magicznej mocy. Bywało nawet – pisał – że w magię 

zaangażowane były demony, potrafiące zwodzić zmysły ofiary, ukazując jej biesiadne stoły 

zastawione wykwintnymi potrawami lub nadając bezwładnej materii pozory życia i ruchu. 

Znamiennym wydaje się być,  że blisko trzynaście wieków później, Insitoris i Sprenger  

w napisanym przez nich podręczniku inkwizytorskim Malleus maleficarum również twierdzili, że 

czarownice na miotłach, czyli przedmiotach nieożywionych udają się na biesiady. Uczty owe 

zwane były sabatami, a czarownice bawiły się na nich, świętując przy jak wyżej zastawionych 

stołach. Z tą jednak różnicą, że obaj inkwizytorzy w XV w. przekonani byli o prawdziwości tych 

czynów, a Ireniusz nazywał to oszustwem zmysłów.  

Największym jednak autorytetem wśród autorów starożytności cieszył się w późniejszych 

wiekach św. Augustyn. To jego powaga zaćmiła dokonania innych pisarzy chrześcijańskich na 

długo wyznaczając kierunki doktryn demonologicznych. Wywody świętego były przekazywane 

następnym pokoleniom w postaci zasadniczo nie zmienionej.  

Augustyn sam będąc przez dziewięć czy dziesięć lat manichejczykiem, w swojej 

demonologii nie tylko wyraźnie dystansował się od wątków dualistycznych, lecz także rozwijał 

koncepcję, według której zło definiowane było jako brak dobra. W swym dziele De divinatione 

daemonum z 406 roku i w wydanym kilka lat później De civitate Dei dowodził, że zło tak jak 

dobro jest podległe Bogu ale nie posiada mocy z nim porównywalnej.  

background image

 

31

Ważnym stwierdzeniem u Augustyna była teza o realności samych demonów i ich mocy,  

i zdecydowane odrzucenie teorii, jakoby były one tylko urojeniami pogan. Autor opisywał 

demony jako istoty naturalne, które żyły w powietrzu i miały powietrzne ciała. Posiadanie przez 

demony wiedzy o zdarzeniach bądź to już minionych, bądź to mających dopiero nastąpić, 

tłumaczył pisarz wiekiem i doświadczeniem tych istot. Kreatury te z pychy odmawiały Bogu 

należnej mu czci i same chciały być uważane za bogów. W tym właśnie celu wynajdywały czary, 

magiczną astrologię i wróżbiarstwo. Ten kto pragnął posiąść „sztuczki” demoniczne, musiał 

zawrzeć z ich dysponentami pakt. Dla Augustyna magia stanowiła  łączność woli paktującego 

czarownika z demonami, które pomagały mu w urzeczywistnianiu jego planów. Augustyn 

wysnuł stąd wniosek, że zabobon i magię należy postawić na jednej płaszczyźnie  

z bałwochwalstwem i kultem demonów. Osoby parające się magią, hołdują fałszywej wierze. 

Magów i czarowników należy traktować więc zarówno jako pogan, jak i heretyków. 

 Teologia  średniowieczna oparła się na demonologii świętego Augustyna i dalej ją 

rozwijała. Największy teolog wieków średnich,  św. Tomasz poszerzył teorię paktu według 

własnej koncepcji. Twierdził,  że demony spełniają  życzenia ludzi, jeśli oni sami wybierają ich 

towarzystwo i z własnej woli oddalają się od Boga. Wprowadził przy tym podział na umowy  

z demonami zawarte w sposób wyraźny – jak w przypadku wezwania takiej istoty dla osiągnięcia 

jakiegoś konkretnego celu – oraz na pakty zawarte milcząco, jak w przypadku interpretacji snów 

inspirowanych przez demony. 

Jakkolwiek stanowisko Kościoła w stosunku do tego co należy uważać za magię było  

w zasadzie niezmienne i opierało się na wyżej przytoczonym założeniu jedyności i prawdziwości 

religii chrześcijańskiej – w przeciwieństwie do religii pogańskiej, której sednem było poleganie 

na mocy demonów – to postępowanie wobec czarowników, czyli innowierców i heretyków 

podlegało cały czas ewolucji. Czynnikami wpływającymi na ten proces były czas i łączenie sfery 

religii ze sferą władzy świeckiej. 

 

2. 2. Ewolucja podejścia Kościoła do herezji 

 

Nowy Testament nakazywał w stosunku do innowierców, heretyków czy magów postawę 

dialogu, a w przypadku jej bezskuteczności ostracyzm. Nawet jeśli dochodziło do konfrontacji 

umiejętności magicznych z cudami dokonywanymi przez Chrystusa i jego uczniów, z prób tych 

background image

 

32

wychodzili chrześcijanie obronną  ręką, dzięki manifestacji mocy boskich, których siła 

przekonywała nawet opornych pogan i magów, którzy znosili swoje księgi magiczne i palili je na 

stosach. Było to rozwiązanie diametralnie różne od podejścia starotestamentowego, jakim  

w przypadku pogan było ukamienowanie za bramami miasta, czy śmierć dla osób parających się 

magią. Najwyższy wymiar kary w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stanowiła ekskomunika, 

czyli wyłączenie ze wspólnoty.  

 Przykład postawy, którą realizować przykazuje Chrystus i apostołowie, dał Kościół już  

w II wieku podczas pojawienia się prądów gnostyckich. Chrześcijanie nie szukali pomocy  

z zewnątrz, w organizacji państwowej, lecz zwyciężali schizmatyków poprzez umocnienie 

pozycji biskupów jako nauczających i ulepszeniu wykładni doktrynalnej Pisma Świętego. 

Wewnętrzne zmiany wystarczyły, aby odeprzeć niebezpieczeństwo schizmy. 

 Ważnym też wydaje się fakt, iż w czasach gdy władza cesarska była połączona  

z najwyższą pogańską  władzą kościelną, starożytni teologowie chrześcijańscy walczyli  

o rozdzielenie tego co cesarskie, od tego co boskie. Twórczość autorów takich jak wspomniany 

wyżej Tertulian czy Orygenes, była nieustanną walką o wolność religijną, a przymuszanie 

kogokolwiek do zmiany wiary było chrześcijanom obce. Najdobitniej ujął to Laktancjusz 

mówiąc, że religia jest jedyną sferą na stałe związaną z wolnością. Mówił także, że religii winno 

się bronić nie zabijając, lecz umierając dla niej. Bronić nie okrucieństwem, lecz cierpieniem. Nie 

zbrodnią ale wiarą. 

Czasy zdrowego dystansu wobec narzędzi władzy państwowej skończyły się z dnia na 

dzień, gdy w 313 roku Konstantyn Wielki – pierwszy cesarz chrześcijański – ustanowił wolność 

religijną dla współwyznawców. Prześladowani dotąd chrześcijanie, zostali wezwani do wzięcia 

odpowiedzialności za losy państwa, które nagle przestało być wrogie.  

Rozterki teologów dotyczące tego jak miało wyglądać państwo chrześcijańskie, zostały 

zażegnane na pewien czas przez cesarza. Doszło wtedy do zamienienia religii dotychczas 

panującej na chrześcijaństwo i połączenia jej z władzą świecką. Religia miała być instrumentem 

zachowania pokoju i jedności państwa. Konstantyn stał się wtedy zarówno władcą  świeckim 

(cesarzem), jak i najwyższym zwierzchnikiem duchowym (Pontifex maximus). Koncentracja 

takiej władzy oraz instrumentalna rola religii, spowodowała szybkie odstępowanie od biblijnej 

zasady upominania grzeszników i błądzących na rzecz wygnania ich z państwa. 

background image

 

33

  

Na 

odpowiedź teologów nie należało długo czekać. Do surowego tonu pism Tertuliana  

i Orygenesa, postulujących rozdzielenie władzy  świeckiej od duchownej, powrócili ojcowie 

Kościoła już na synodzie w Sardyce w 343 roku. Z podobnymi apelami zwrócili się  

w następnych latach Honoriusz z Kordoby i Ambroży.  

Następne zmiany przyniósł edykt cesarza Teodozjusza z Thesalonik z 380 roku. Wtedy to 

ortodoksyjna wykładnia Kościoła Katolickiego stała się prawem państwa. Związek władzy 

Kościoła z władzą państwową potwierdziły: edykt z 376 roku zakazujący tajnych zgromadzeń 

heretyków raz edykt konstantynopolitański z 392 roku, sankcjonujący praktykowanie 

jakichkolwiek form kultu pogańskiego, nawet w domach prywatnych. Późniejsze edykty 

cesarskie dotyczące magii i czarów omówione powyżej oraz edykty regulujące sprawy dotyczące 

herezji, uznawały je za zbrodnie i wyznaczały za nie kary jak za najpoważniejsze przestępstwa 

kryminalne czyli: konfiskatę dóbr, pozbawienie prawa dziedziczenia, wygnanie, deportację  

i śmierć. 

 Kościół nie korzystał z początku w pełni z uprawnień do ścigania pogan i heretyków, 

jakie przyznał mu cesarz, jednak w miarę upływu czasu dyscyplina soborowa na tym polu  

zaostrzyła się. Poruszane były na przykład kwestie takie jak ekskomunikowanie osób zmarłych, 

czy posiadających książki heretyckie. Przybywało jednak coraz więcej głosów zachęcających do 

ścigania pogan i heretyków za pomocą ramienia świeckiego. Listę tych działaczy otwiera około 

346 r. wspomniany już wyżej Firmicus Maternus, który w swym dziele o znaczącym tytule  

O niedorzeczności religii pogańskich zachęcał „świątobliwych” cesarzy, do konfiskaty ozdób ze 

świątyń pogańskich. Co do samych świątyń i posągów, zalecał ich burzenie, jako przyczynek do 

wzmożenia chwały prawdziwego Boga. Po budynkach i posągach nadszedł czas na wyznawców. 

Twórca ów stwierdzał obowiązek cesarzy dotyczący  ścigania surowo i wszelkimi sposobami 

zbrodni bałwochwalstwa. Obowiązek ten nadany był  władcom przez samego Boga, a jako 

uprawomocnienie swoich słów autor posłużył się surowym starotestamentowym nakazem 

zawartym w Księdze Powtórzonego Prawa. 

Mniej radykalnym, ale bardziej poważanym kontynuatorem myśli Maternusa był  św. 

Augustyn. Postawa Doktora Kościoła w stosunku do użycia państwa w walce z poganami 

zaostrzyła się wprost proporcjonalnie do eskalacji brutalnych ekscesów związanych ze schizmą 

donatystów w północnej Afryce. Początkowo władze  świeckie miały zapewnić bezpieczeństwo 

ludności katolickiej, później zaś Augustyn stwierdził,  że herezja może być karana tak jak inne 

background image

 

34

przestępstwa, ponieważ rozbija porządek społeczny i można zaliczyć ją do tej samej kategorii co 

trucicielstwo. Chociaż konsekwentnie nadal twierdził,  że nie można pogan nawracać siłą, to 

przymus w stosunku do heretyków był dozwolony. Jako poparcie swojej tezy „zbawiennego 

przymusu” posłużył się Augustyn przypowieścią o zlekceważeniu przez gości zapraszającego na 

ucztę Gospodarza. Reszty argumentów dostarczyły Augustynowi przykłady praw wydawanych 

przez starotestamentowych królów. Przemoc niesprawiedliwą, stosowaną przez heretyków 

odróżnia od przemocy stosowanej przez ortodoksyjny Kościół, który kieruje się miłością i ma na 

celu życie wieczne dotychczasowych przeciwników. 

Podsumowując ewolucję postaw teologów starożytnych należy jednoznacznie stwierdzić, 

że wyważony ton dyscypliny soborowej, który wzywał państwo do tolerancji religijnej, a Kościół 

do zachowania właściwego względem państwa dystansu, nie znalazł szerszego oddźwięku  

w nadchodzących wiekach średnich. Powodem tego były działania władzy  świeckiej, która za 

pośrednictwem prawa rzymskiego traktowała religię jako narzędzie służące utrzymaniu jedności  

i porządku wewnątrzpaństwowego. Innym czynnikiem, jak się okazało po upadku Rzymu 

bardziej nawet trwałym, było znaczenie pism świętego Augustyna, który był dla całego 

średniowiecza największym autorytetem. To spod pióra tego Doktora Kościoła wyszły dzieła, 

które dostarczyły argumentacji kolejnym pokoleniom teologów i na następne wieki ustaliły 

pojęcia i sposoby postępowania względem pogan, heretyków i czarowników. 

 

2. 3. Powstanie procedury inkwizycyjnej w starożytnym Rzymie 

 

Kolejnym warunkiem ważnym dla europejskich, a przez to również dla polskich 

procesów o czary był rozwój ustawodawstwa rzymskiego skierowanego przeciw czarom, 

heretykom i innowiercom oraz jego recepcja w dwunastowiecznej Europie. Rozwój tych 

regulacji, jak i późniejszej recepcji inspirowany był zarówno przez władze świeckie, jak i przez 

władze kościelne. Czynnikiem prawnym, który ukształtował  średniowieczne, a później 

nowożytne procesowe prawo europejskie, były procedury sądownicze, które pod postacią 

cognitio extra ordinem zostały recypowane do systemu prawa Kościelnego w XII wieku. 

 Prawo karne przechodziło w Rzymie przez różne etapy rozwoju. Najstarszą zasadą było 

tak zwane legis actio, które polegało na tym, że jeden obywatel oskarżał drugiego przed 

pretorem. Urzędnik ten z listy sędziów wybierał osobę – był to judex  bądź arbiter – który 

background image

 

35

rozsądzał spór. Dowodów dla sprawy dostarczały obie strony procesowe, które później przez 

oratorów przedstawiały sędziemu sprawę. Proces szukania dowodów określany był terminem 

inquisitio.  Kolejnym stopniem rozwoju była tak zwana formula. Nazwa pochodzi stąd, że pretor 

sam wybierał formułę oskarżenia i przekazywał ją arbitrowi. 

 Kiedy republika zmieniła się w cesarstwo, nastąpiła także rewizja procedur penalnych. 

Ewolucja toczyła się równolegle do procesu centralizacji władzy przez cesarza. Teraz on 

wybierał urzędnika, który podejmował dochodzenie przeciw komuś z własnej inicjatywy. Robił 

to bez oskarżyciela prywatnego, sam zbierał dowody i sam wydawał wyrok. Był to proces 

nadzwyczajny,  cognicio extraordinaria. W przeprowadzaniu inquisitio, czyli poszukiwaniu 

dowodów, można było w pewnych przypadkach stosować tortury. Stosowane były one wobec 

niewolników, dopuszczano jednak uchylenie tej zasady i stosowanie ich na ludziach wolnych, ale 

tylko w przypadku oskarżenia o zdradę. W procesie tym, z którego później czerpało prawo 

kanoniczne, panowała też zasada ustności, w szczególności w postępowaniu dowodowym, 

zwłaszcza przy czynnościach takich jak: przysięga oraz zeznania świadków. W związku z tą 

zasadą, coraz większego znaczenia nabierały protokoły. Początkowo ich przedmiotem były 

wyroki, ale za czasów dominatu obowiązkowe było protokołowanie całych rozpraw. 

Obowiązywała także zasada jawności, chociaż następowało jej wyłączenie w przypadku narady 

sędziów i tortur. We wszystkich wyżej opisanych etapach procesu przestrzegana była także 

zasada bezpośredniości. Taki stan rzeczy utrzymał się do III w. naszej ery. Była to procedura 

obowiązująca cesarstwo do 313 roku, kiedy to Konstantyn Wielki ustanowił religię 

chrześcijańską religią obowiązującą, zmieniając Rzym w państwo chrześcijańskie. 

Historię ustawodawstwa Starożytnego Rzymu regulującego kwestie czarów, możemy 

podzielić na dwa okresy: do IV wieku i po wieku IV, kiedy to chrześcijaństwo zyskało większy 

wpływ na decyzje faktycznego prawodawcy, jakimi byli cesarze. Władcy byli w tym czasie 

zazwyczaj chrześcijanami i przez to podatniejsi stali się na argumenty wysuwane przez kler. We 

wcześniejszych stuleciach prawo rzymskie karało za magię jedynie wówczas, gdy posługiwano 

się nią do wyrządzania krzywdy. Prawo Rzymu republikańskiego groziło surowymi karami, 

włącznie ze śmiercią, ludziom używającym magii do rozpętywania burz, kradzieży plonów czy 

przywoływania umarłych. Cesarz Tyberiusz, panujący w latach 14 – 47 n.e., rozciągnął na 

magów rozporządzenia stosowane wcześniej wobec trucicieli. Każdy kto stosując magię zagrażał  

 

background image

 

36

życiu innych, mógł zostać skazany na śmierć. W latach późniejszych karze tej podlegała również 

magia miłosna. 

Dopiero jednak po nawróceniu się cesarzy na chrystianizm, status przestępstwa zyskało  

w Rzymie paranie się wszelkimi rodzajami magii, w tym czarami wróżebnymi i leczniczymi.  

W roku 375 cesarz Konstantyn zagroził obcięciem głowy wszystkim, którzy zajmowali się 

jakąkolwiek magią czy wróżbiarstwem. Postanowienia te zostały potwierdzone przez następnych 

władców: w roku 438 przez Teodozjusza II oraz przez Justyniana w 529 roku. Kary zagrażały 

również ludziom noszącym amulety, czy radzącym się znachorów lub uzdrowicieli. Zaostrzenie 

polityki cesarskiej w sprawie czarów spowodowało,  że obywatele chcąc uniknąć skandalu czy 

odpowiedzialności, sami pozbywali się magicznych książek, czy dzieł mogących choćby z daleka 

kojarzyć się z zabronionymi praktykami, zasilając nimi płomienie stosów wznoszonych przez 

cenzorów. Dym ten miał oczyścić społeczeństwo z zabobonów. 

Po upadku organizacji państwowej cesarstwa zaprzestano rzecz jasna na jego obszarach 

stosowania prawa rzymskiego. Wyjątkiem na tym polu był Kościół, który kierował się zasadą 

Ecclesia vivit lege romana. Kwestia w jakiej mierze znano to prawo, pozostaje odrębnym 

problemem. Potwierdzonym jednak jest, że  na długo przed XII wiekiem, w którym prawo 

rzymskie stało się podstawową dyscypliną uniwersytecką, odwoływano się do jego autorytetu  

w celu rozstrzygnięcia sporów wewnątrzkościelnych.  

 

2. 4. Wczesnośredniowieczna doktryna katolicka a heretycy i czary 

 

 Na gruzach imperium powstawały państwa plemienne, które dopiero zaczęły ze szcze-

pów przekształcać się w organizmy państwowe.  Ścieżki władzy religijnej i państwowej znowu 

się rozdzieliły. Proces chrystianizacji i budowy państwowości musiał się zacząć od nowa. W tym 

czasie dała się znów zaobserwować tendencja powrotu sankcjonowania przestępstw religijnych 

przez Kościół. Świadczą o tym tzw. księgi pokutne czyli spisy grzechów i pokut, które się za nie 

należały. W jednej z nich: Księdze pokutnej  św. Kolumbana czytamy, że na przykład za 

przestępstwo herezji wierny miał być wykluczony ze wspólnoty przez czterdzieści dni. Przez 

następne dwie „czterdziestnice” miał przebywać w ostatniej grupie chrześcijan czyniących 

pokutę, aby po tym okresie przez nałożenie rąk katolickiego biskupa mógł zostać przywrócony 

wspólnocie. Penitencjały wczesnośredniowieczne obficie dostarczają przykładów 

background image

 

37

sankcjonowania magii przez Kościół. Za magię w tym okresie uważano oddawanie czci 

pogańskim przodkom. Księgi pokutne w sposób szczegółowy katalogowały zastane 

 

w społeczeństwie praktyki magiczne.   

Na tym przykładzie widać znaczne zelżenie sankcji. Niemniej jednak były to grzechy 

ciężkie, a surowość kary potwierdzał fakt, że nie można było jej w żaden sposób skrócić, ani 

zamienić wedle zasad pokuty taryfowej. 

W dobie państw plemiennych jak wspomniano wyżej, rozeszły się  ścieżki władzy 

duchownej i świeckiej, lecz nie była to rozłąka permanentna ani absolutna. Prawa niektórych 

plemion germańskich zawierały w sobie część rozwiązań prawa rzymskiego, również w kwestii 

postępowania w sprawie czarów. Sankcje przeciwko magii zawierał już kodeks wizygocki z VI 

wieku. Piętnował  wędrownych czarowników, opłacanych przez wieśniaków za rzucanie 

przekleństw na zasiewy i bydło ich wrogów. Król ostrogocki Teodoryk groził  śmiercią 

zaklinaczom, gdyż odwoływali się do bogów pogańskich. Również wspomniany kodeks 

wizygocki  łączył czary z potępianymi teraz wierzeniami przodków stwierdzając,  że magia nie 

mogłaby spowodować czyjejś śmierci, gdyby nie opierała się na bałwochwalstwie. 

 Dopiero jednak od czasów dynastii karolińskiej, a zwłaszcza od 800 roku, kiedy papież 

Leon III koronował Karola Wielkiego na cesarza, można było zaobserwować już  ściślejsze 

związki władzy kościelnej z państwową. Cesarz Karol chcąc uzyskać zwierzchność nad innymi 

państwami musiał posłużyć się autorytetem Kościoła, jako spoiwa integrującego zarówno 

rozległe obszary jego domeny, jak i mostu łączącego jego monarchię ze spuścizną antyku. 

Ambicje cesarza zacieśniły wiec więzi obu władz. Nie było to połączenie obu „żywiołów” 

(urzędów) jak za czasów pierwszych chrześcijańskich cesarzy, jednak związki te były bardzo 

bliskie. Kościół ze swej strony uwierzytelniał osobę i władztwo cesarza, gdy poprzez 

namaszczenie dokonywane przez namiestnika kościelnego czynił go pomazańcem bożym. Głowa 

państwa zobowiązywała się wtedy stać na straży religii katolickiej, między innymi poprzez 

wydawanie edyktów w sprawach wiary. Przykładem ich były ustanowione przez cesarza Karola 

konstytucje wprowadzające zakaz oddawania czci diabłu, czyli bogom pogańskim, jak również 

zakaz parania się innymi rodzajami czarów i magii. Rozporządzenia te obowiązywały zarówno 

nowo podbite ziemie saskie, jak i tereny od dawna tworzące domenę  władcy. Z kapitularza 

Karola Łysego, pochodzącego z 873 roku dowiadujemy się, że w Monarchii Frankońskiej wiele 

osób z powodu czarów zachorowało i zmarło, dlatego władca nakazał wszystkim hrabiom, by w 

background image

 

38

swoich hrabstwach dołożyli wszelkich starań, by ludzi parających się magią tropić i więzić. Jeśli 

została dowiedziona im wina, mieli być zabici, jak nakazuje „prawo i sprawiedliwość”.  

Ten stan równowagi między Kościołem i państwem utrzymywał się po wiek X. Z jednej 

strony edykty władców świeckich skierowane przeciwko czarom, jako postaci wiary w pogańskie 

religie przodków, zapewniały skuteczny przebieg akcji chrystianizacyjnej, z drugiej strony 

skutecznie przeprowadzona akcja nawracania pogan rozpowszechniała znajomość doktryny 

chrześcijańskiej, a także powodowała wzrost zainteresowania społeczeństwa  życiem Kościoła. 

Pojawienie się tych czynników warunkowało między innymi powstanie ruchów odnowy 

religijnej i wystąpień antykościelnych. Od X wieku, magia – czyli wiara przodków, nie była już 

największym wrogiem Kościoła i państwa, pojawiło się bowiem zagrażające dotychczasowemu 

porządkowi nowe niebezpieczeństwo. Były nim ruchy heretyckie szerzące się na mapie Europy. 

Równocześnie zmalało zainteresowanie zwalczaniem czarów, a wrosła rola ustawodawstwa 

antyheretyckiego, które stosowane było w następnych wiekach również do zwalczania magii. 

Ruchy odnowy zapoczątkowane zostały przez bogomiłów, którzy od X w. rozprzestrzenili 

się w Bułgarii i Macedonii, a w kolejnych wiekach w Cesarstwie Wschodnim, Dalmacji, Bośni  

i Europie Zachodniej. Oprócz wymienionych już wielkich ruchów heretyckich działalność 

prowadzili także pomniejsi reformatorzy. Faktem jest, że niezagrożona dotąd pozycja Kościoła 

katolickiego, została zachwiana.  

 

Prądy reformatorskie ogarniały kontynent w skali, na jaką Kościół zachodni nie był 

przygotowany. Sekty zdobywały zwolenników najczęściej wśród uboższych warstw 

społeczeństwa, przy zetknięciu się heretyków z władcami, możnymi świeckimi lub duchownymi, 

dochodziło często do linczów i eskalacji przemocy. Innowiercy masowo trafiali wtedy na stosy. 

Były to jednak raczej chaotyczne reakcje tłumu i nieprzemyślane do końca decyzje władców, niż 

stosowanie wyważonych i uznanych procedur. 

 

2. 5. Recepcja procedury rzymskiej przez Kościół  

 

 

Do połowy XII wieku Kościół cały czas nie posiadał jeszcze jednolitej, stosowanej 

powszechnie pragmatyki w odniesieniu do heretyków. Do dyspozycji władz zarówno 

duchownych, jak i świeckich pozostawały rozwiązania mieszczące się w widełkach, których 

ramiona z jednej strony wyznaczały słowa ojców Kościoła, takich jak Wason z Liege czy 

background image

 

39

Bernard z Clairvaux, który głosił, że heretyków należy chwytać przy pomocy argumentów, a nie 

broni. Z drugiej natomiast strony wachlarz środków  contra hereticos zamykała krucjata 

przeciwko albigensom.  

Sytuacja w tej kwestii zmieniła się od połowy XII wieku, kiedy na uniwersytecie  

w Bolonii dokonano odkrycia i rozpoczęto badania nad ustawodawstwem Justyniana. Pierwszym 

znanym mistrzem na polu wyjaśniania trudnych tekstów prawniczych był Irneriusz, 

 

a kontynuatorem niemalże mu współczesnym Gracjan. Był on autorem Concordia discodantium 

canonum znanym później jako kodeks Gracjana, zawierającym komentarze objaśniające 

ustawodawstwo Justyniana, a mianowicie: Kodeks, Instytucje, Digesta i Nowele. Wraz z nimi 

światło dzienne ujrzało ponownie całe wypracowane od IV do VI wieku prawo zwalczające 

heretyków. Zbiór ten nie miał charakteru oficjalnego dokumentu kościelnego, stanowił prywatne 

opracowanie bolońskiego mistrza, niemniej jednak od lat czterdziestych XII wieku był 

fundamentalnym tekstem dla wykładowców prawa w Bolonii i w całej Europie oraz kamieniem 

węgielnym rodzącego się prawa kanonicznego. Kodeks przewidywał za herezję nie tylko 

ekskomunikę, ale też kary kryminalne. Zostało wtedy ponownie odkryte narzędzie, którym 

posłuży się Kościół do zwalczania sekt i czarownictwa.  

Sama instytucja Kościoła nie korzystała jeszcze z rozwiązań proponowanych przez 

bolońskich wykładowców prawa, niemniej jednak polityka soborowa wyraźnie się w tym okresie 

zaostrzyła.  Świadczy o tym Sobór Laterański III w 1179 roku, który oprócz tradycyjnych 

wewnątrzkościelnych  środków służących zwalczaniu heretyków, takich jak ekskomunika, 

nakazał także władcom katolickim konfiskatę majątków i zniewolenie kacerzy. Poddanych 

władców heretyckich, sobór zwolnił z obowiązku posłuszeństwa względem suwerenów. 

Należy zaznaczyć,  że rozwiązania do których wzywa Kościół, przewidywały już 

ingerencję władców świeckich i daleko wykraczały poza wewnątrzkościelną dyscyplinę. W celu  

zapewnienia sankcjonowania nowego prawa konieczna była współpraca obu tych ośrodków, co 

pod koniec XII wieku nie było już jednak oczywistością. Ówczesną Europą wstrząsały konflikty 

między cesarstwem, a papiestwem i dopiero uzyskanie przez Kościół – w osobie Aleksandra III – 

przewagi nad Fryderykiem Barbarossą, dzięki zwycięstwie Ligi Lombardzkiej w bitwie pod 

Legnano w 1176 roku, umożliwiło zaangażowanie ramienia świeckiego w celu obrony wiary.   

Do sformalizowania współpracy doszło w 1184r. w Weronie, kiedy to cesarz i papież 

podpisali dekret Ad abolendam poświęcony walce z herezją. Jest on nazywany przez historyków 

background image

 

40

Kartą Fundacyjną Inkwizycji, ponieważ przekładał na praktyczny język procedur zasady znane  

z kodeksu Gracjana.  

Dokument ten poza tradycyjnymi karami kościelnymi, takimi jak ekskomunika i anatema, 

przewidywał za grzech (przestępstwo herezji) kary świeckie. Do władzy duchownej należało 

zatem tylko ustalenie winy. W tym celu biskupi mieli dwukrotnie w ciągu roku wizytować 

podległe sobie parafie, co do których istniało podejrzenie, że przebywają w nich heretycy. 

Biskupi winni byli przeprowadzić  śledztwo wszczęte na podstawie doniesienia wiarygodnych 

świadków (testes synodales), którzy odpowiadali pod przysięgą na pytania wizytatorów, 

wskazując osoby otoczone w społeczności złą  sławą  (mala fama). W razie potrzeby 

zaprzysiężona miała zostać cała okolica, a osoby uporczywie odmawiające przysięgi miały być 

przez sam ten czyn uznane za heretyków. Po przeprowadzeniu dochodzenia tzw. inkwizycji, 

winni mieli być przekazani w ręce sądów  świeckich, które wyznaczały odpowiednią karę, 

zgodnie z lokalnymi zwyczajami prawnymi.  

Niezwykle szeroko zakreślony został krąg podejrzanych. Poza samymi heretykami 

„mieczem ekskomuniki” mieli być dotknięci także podejrzani o herezję, dopóki w ciągu roku nie 

oczyszczą się z zarzutów. Ponadto ekskomunice podlegali wierzący, przyjmujący, broniący  

i wspierający heretyków. W przypadku gdy wyżej wymienieni w ciągu roku nie oczyścili się  

z zarzutów, zostawali pozbawieni czci, co z kolei łączyło się z niemożliwością obejmowania 

jakichkolwiek urzędów czy zabierania głosów w publicznych zebraniach. Nie mogli oni też 

sporządzać testamentu, ani dziedziczyć. Sankcje zaostrzały się w przypadku gdy podejrzany był 

sędzią, adwokatem, notariuszem czy duchownym. 

 Krąg obłożonych ekskomuniką poszerzył się dalej o osoby, które odmawiały unikania 

heretyków wyraźnie wskazanych przez Kościół. Duchowni nie mogli osobom „zarażonym” 

udzielać sakramentów, a w razie złamania zakazu zostawali pozbawieni urzędu. Na karę 

ekskomuniki zasługiwali kaznodzieje, którzy nauczali bez pozwolenia lokalnego biskupa czy 

stolicy apostolskiej. 

Akt dodatkowo wymagał od każdego wstępującego na stanowisko duchowne bądź też 

świeckie urzędnika, z władcą na czele, publicznej przysięgi obrony wiary. Jeśli przysięgający był 

opieszały i zaniedbywał nałożone na niego obowiązki, a w okresie roku nie wypełnił 

zadośćuczynienia, zostawał obłożony anatemą przez lokalnego metropolitę, dobra jego były 

przyzywane władcom prawowiernym, a podlegli mu wasale zostawali zwolnieni z przysięgi 

background image

 

41

wierności. Podobna sankcja czekała opieszałego w swej roli biskupa z tą różnicą,  że jego 

beneficja były przekazane Kościołowi.  

Kolejnym dokumentem papieskim, który miał znaczenie dla rodzącej się procedury 

inkwizycyjnej był dekretał Innocentego III Vergentis in senium z 1199 roku. Akt ten skierowany 

był wprawdzie do kleru, władz miejskich i ludu Viterbo, ale jego wpływ – dzięki ustawodawstwu 

cesarza Fryderyka II – okazał się o wiele szerszy.  

O znaczeniu dokumentu dla przyszłego rozwoju procedury inkwizycyjnej przesądził fakt, 

iż papież postępując w duchu chrześcijańskiego ustawodawstwa Cesarstwa Zachodnio-

rzymskiego stawiał znak równości między herezją, a zdradą i zbrodnią obrazy majestatu. Nowa 

kwalifikacja pozwalała na zastosowanie najsroższych sankcji, z karą śmierci i konfiskatą mienia 

na czele. Rozszerzono krąg ukaranych na dzieci skazanego, poprzez konfiskatę majątku oraz 

pozbawienie ich czci obywatelskiej. Było to istotnym novum w dotychczasowej praktyce, do tej 

pory bowiem mienie po skazanym przypadało państwu dopiero, gdy zmarły nie miał dzieci  

z prawego łoża, a wobec potomków heretyka nie stosowano zasady zbiorowej odpowie-

dzialności.  

Przemożny wpływ na kształtowanie się procesu inkwizycyjnego, jak i na jego późniejszą 

europejską i polską recepcję miały konstytucje cesarskie Fryderyka II. Waga i rola jaką odegrały 

te akty dla rozwoju europejskiej procedury wymagają poświęcenia im nieco więcej uwagi. 

Pierwszym aktem Fryderyka II zawierającym przepisy dotyczące walki z heretykami była 

konstytucja z roku 1220, wydana z okazji koronacji cesarskiej. Powtarzała  ona prawie dosło-

wnie część postanowień trzeciego kanonu uchwał IV Soboru Laterańskiego z 1215 roku. Tam 

gdzie postanowienia ustawy odbiegały od laterańskiego poprzednika, wydają się być wzorowane 

na liście papieża Innocentego III skierowanego do kleru, rajców i ludu miasta Viterbo.  

Kolejne ustawy cesarskie przeciw heretykom, to konstytucja dla Lombardii z 1224 roku 

oraz rozdział opublikowanych w 1231 roku ustaw dla Sycylii. Konstytucja z 1224 roku to 

pierwszy pomnik prawa cesarskiego ustanawiający dla heretyków karę śmierci przez spalenie na 

stosie. Taką samą karę dla kacerzy przewidywała ustawa sycylijska. 

 Następny akt prawny contra hereticos wydał Fryderyk II w roku 1232. Normował on 

postępowanie przeciwko kacerzom na ziemiach niemieckich i zasługuje na uwagę po pierwsze  

z tego względu, iż sankcjonował karę śmierci dla heretyków, którą to już od dawna zwyczajowo 

stosowano, a po drugie przez wzgląd na fakt, iż ściganie kacerzy oddał prawie całkowicie w ręce 

background image

 

42

inkwizytorów papieskich. Dotąd w konstytucji lombardzkiej do ścigania i sądzenia kacerzy 

powołani byli ordynariusze miejscowi, a według ustawy sycylijskiej ściganiem zajmowali się 

urzędnicy królewscy, podczas gdy władzom duchownym pozostawało orzekanie o winie. 

W latach 1238 i 1239 powtórnie ogłoszono konstytucję „niemiecką” rozciągając jej moc 

obowiązującą na obszar całego cesarstwa oraz uzupełniając ją postanowieniami dotyczącymi 

konfiskaty majątków heretyków, oraz wyłączania ich dzieci od dziedziczenia, zawartymi  

w konstytucji koronacyjnej z 1220 roku. 

Ustawy cesarskie Fryderyka miały przemożny wpływ na ustawodawstwo innych państw, 

a zasięg oddziaływania, jak i jego znaczenie świadczą o wysokim poziomie jurystów niemieckich 

oraz o ogólnoeuropejskiej potrzebie kodyfikacji prawa przeciwko heretykom. 

Już pierwsza z konstytucji cesarskich z 1220 roku została zaaprobowana przez 

Honoriusza III i włączona jako uzupełnienie regulacji przeciwko heretykom do V tytułu 

pierwszej księgi kodeksu Justyniańskiego. O entuzjastycznym przyjęciu jej przez wspomnianego 

wyżej papieża  świadczy dodatkowo fakt, że już w 1220 roku przesłał on ustawę do słynnego 

wówczas uniwersytetu prawniczego w Bolonii, gdzie miała być czytana i komentowana w czasie 

wykładów prawa. Król Ludwik X nadał tej konstytucji moc obowiązującą na terenie całej Francji 

w roku 1315, choć już wcześniej korzystano tam z ustawodawstwa cesarskiego 

zapośredniczonego przez bulle papieskie, które wyraźnie się na nie powoływały. Rozdziały 

konstytucji sycylijskiej zostały umieszczone również w kodyfikacji prawa czeskiego Maiestas 

Carolina Karola IV z 1346 roku, która choć nigdy nie weszła w życie, to jednak zwyczajowo 

była stosowana. 

Znaczenie jakie zdobyły ustawy cesarskie w świecie chrześcijańskim zawdzięczały 

przychylnemu stanowisku Kościoła, który w konstytucjach znajdował oparcie w walce z herezją. 

Oprócz bowiem aprobaty wspomnianego wyżej Honoriusza III, Innocenty IV opublikował  

w bulli Cum adversus haereticam pravitatem z 1252, powtórzonej w 1254 roku tekst ustaw 

cesarskich z 1239 roku i nakazał miastom włoskim włączyć go do statutów miejskich i stosować 

w praktyce. 

Bullę Cum adversus haereticam pravitatem ponawiali także następni papieże,  Aleksander 

IV, Klemens IV i Bonifacy VIII, który w piśmie Ut inquisitionis negotium wyraźnie aprobował 

konstytucje Fryderyka II przeciw heretykom, nadając im moc obowiązującą we wszystkich 

państwach chrześcijańskich. 

background image

 

43

Do recepcji konstytucji cesarskich przyczynili się walnie ci urzędnicy, w rękach których 

spoczywały kompetencje do walki z heretykami; byli to inkwizytorzy papiescy. 

Rozpowszechniali oni konstytucje w krajach nie należących do cesarstwa, poprzez rozciąganie 

mocy obowiązującej bulli papieskich na państwa ościenne. Przykładem takiego inkwizytora był 

Bernard Gui, autor jednego z najbardziej rozpowszechnionych podręczników:  Practica 

inquisitionis haereticae pravitatis. Radził on inkwizytorom, aby zawsze mieli oni przy sobie 

wyżej wspomnianą bullę Cum adversus haereticam pravitatem, a także by w razie wątpliwości 

odwoływali się do ustaw cesarskich. 

Z momentem połączenia herezji z przestępstwem obrazy majestatu stała się ona zbrodnią 

„przeciwko dobru powszechnemu”. Status ten skutkował zmianą polityki karnej idącą w kieru-

nku usprawnienia i skrócenia procedury. Tak zwany proces sumaryczny był w porównaniu z pro-

cedurą tradycyjną postępowaniem przyśpieszonym w tym względzie,  że uproszczone było 

wszczęcie sprawy oraz ograniczone możliwości odwoławcze oskarżonego. Zmiany te motywo-

wane były zapobieganiem praktykom prowadzącym do przewlekania procesu. Proces 

sumaryczny stosowano głównie w postępowaniu dyscyplinarnym prowadzonym przeciwko 

oskarżonym o herezje duchownym.  

Na początku XIV wieku ukazały się dekretały papieskie: Saepe i Dispendiosam. Papież 

Klemens ustalił przebieg takiego procesu odnośnie do heretyków, mimo że już wcześniej był on 

stosowany przez inkwizytorów. Postępowanie można było wszcząć tylko na podstawie samego 

podejrzenia czy denuncjacji, a jako świadek mógł wystąpić każdy, z wyłączeniem śmiertelnych 

wrogów oskarżonego. Wolno było przesłuchiwać w sposób bolesny, to znaczy stosować tortury.  

Instytucja świadków synodalnych (testes synodales) sięga początku XIII wieku. Podczas 

krucjaty przeciwko katarom we Francji polecano biskupom ustanowienie takich właśnie 

świadków, którzy mieli w gminach śledzić spotkania osób podejrzanych o herezję i donosić  

o tym władzom kościelnym.  Świadkami tymi byli prawowierni, powszechnie szanowani 

mężczyźni, którzy przeważnie pełnili funkcje w niższych,  świeckich instancjach sądowniczych  

i cieszyli się na danym terenie autorytetem. Do nich też wpływały skargi na niepożądane 

zjawiska. Zadaniem świadków synodalnych była ocena tego, które z nich należało potraktować 

poważnie, a które uznać za bezpodstawne. Uzasadnione przypadki przedstawiali oni sądom 

synodalnym.  

background image

 

44

W 1227 roku synod w Narbonne potwierdził uchwały awiniońskie i poszerzył je o posta-

nowienie, iż ma być to instytucja stała i podporządkowana miejscowemu proboszczowi. Tak 

więc w każdej gminie istniało gremium złożone z 3 lub 4 mężczyzn, które śledziło tryb życia 

mieszkańców i było zobowiązane przekazywać informacje dotyczące herezji wyższym 

szczeblom sądownictwa kościelnego. W momencie zastąpienia inkwizycji biskupiej – papieską, 

pod jej jurysdykcje przeszli także świadkowie synodalni.   

Postanowienia Soboru Laterańskiego IV przez Innocentego III w 1215 r. składały ciężar 

obrony Kościoła przed nieprawościami na barki biskupów. Należy przy tym pamiętać,  że 

powołania na stolce biskupie w tamtych czasach częściej opierały się na koneksjach rodzinnych, 

czy po prostu wkupywaniu się na stanowiska, niż na kryteriach wykształcenia czy w szcze-

gólności na znajomości zasad wiary i prawa kanonicznego. Nie do rzadkości należały więc 

przypadki dochodzeń inkwizycyjnych rozstrzyganych przez biskupów, czy nawet arcybiskupów, 

które wobec zawiłości niuansów prawniczych i teologicznych odsyłane były na dwór papieski. 

Wobec niewydolności sądów biskupich papiestwo musiało zastosować inne środki. 

Rozwiązanie przyjęte przez papieża Grzegorza IX było znane już z wcześniejszych, bo 

pochodzących z XI wieku kolekcji prawnych Anzelma z Lukki i kardynała Deusdedita. 

Zaproponowanym wyjściem z impasu była instytucja sędziów delegowanych. Byli to urzędnicy, 

którym papież powierzył część swojej władzy sądowej, aby go reprezentowali w przypadku 

rozstrzygania konkretnej sprawy lub przez konkretny okres na danym obszarze. 

 

 

2. 6. Narodziny inkwizycji 

 

Papież postanowił powierzyć sprawy poszukiwania i osądzania heretyków odpowiednio 

przygotowanym do tego ludziom, wyposażonym w pełnomocnictwa papieskich sędziów 

delegowanych. Pierwszym mianowanym w ten sposób sędzią – inkwizytorem był przeor 

klasztoru dominikanów w Ratyzbonie oddelegowany do tego zadania w 1231 roku. Grzegorz IX 

zezwolił przeorowi w razie potrzeby dobrać sobie kilku braci do pomocy. W następnych latach 

mianował papież kolejnych sędziów delegowanych dla ziem Langwedocji. W ten sposób doszło 

do utworzenia najsławniejszej chyba instytucji Kościoła katolickiego – inkwizycji papieskiej. 

background image

 

45

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na dwoistość terminu „inkwizycja”, którym przez 

długi czas nazywano antyheretyckie działania, podejmowane przez inkwizytorów papieskich. Od 

XIII wieku oznaczał on zaś nowy typ postępowania sądowego, stosowany do ścigania z urzędu 

osób podejrzanych o herezje.   

Zakonnicy – w największej mierze dominikanie, lecz później także franciszkanie – byli 

niejako predestynowani do funkcji inkwizytorów. Opinia o dominikanach jako, zgodnie z ich 

nazwą  domini cannes – psach pańskich, zdawała się ustawicznie to potwierdzać. Byli ludźmi 

wykształconymi i absolutnie podporządkowanymi Stolicy Apostolskiej. Ponadto jako zakonnicy, 

nie byli związani z lokalnymi społecznościami, do których ich wysyłano. Na koniec warto dodać, 

że zakonnicy cieszyli się powszechnym autorytetem jako kaznodzieje i spowiednicy, przez co 

darzeni byli szacunkiem oraz poważaniem. Papież mianując inkwizytorów szukał ludzi, którzy 

najlepiej spełnialiby rolę zarówno zawodowych sędziów, jak i opiekunów – pasterzy 

społeczności.  

Niestety, szeroki zakres kompetencji jakim obdarzeni byli inkwizytorzy okazał się zbyt 

wielkim ciężarem, nawet dla specjalnie dobieranych wysłanników papieskich. Tajemnica, którą 

objęte były postępowania, dawała prowadzącym proces szerokie uprawnienia do aresztowania 

czy uwięzienia (dzięki nadaniu mocy dowodowej zwykłej famie – sławie). Nie mieli oni też 

jakiegokolwiek obowiązku poinformowania oskarżonego o postawionych mu zarzutach i mogli 

zatajać przed nim imiona świadków. Oskarżonemu brak było możliwości korzystania  

z obrońców, odwołania się od wyroków, dopuszczalne i powszechne zaś stało się stosowanie 

tortur do wymuszenia spontanicznego przyznania. Wszystkie te czynniki sprawiły,  że 

sprawiedliwy przebieg całego postępowania zależał od uczciwości prowadzącego całą sprawę, co 

stwarzało możliwości do zaspokojenia chciwości, politycznych ambicji, załatwienia sąsiedzkich 

porachunków czy wręcz sadyzmu.  

Już w pierwszych latach działania inkwizytorów dochodziło do licznych nadużyć, 

bowiem od pokus władzy nie byli wolni nawet najroztropniejsi bracia. Przykładem takich 

inkwizytorów byli:  Robert Le Bourge, mianowany w 1233 roku, w następnym roku odwołany,  

a w końcu osądzony i skazany. Działający w tych czasach w dolinie Renu Konrad z Marburga, za 

swoje nadużycia został zamordowany. W następnych latach ofiarą niedoszłych skazanych padł  

w warowni Montsegur Wilhelm Arnaud. W 1252 roku zamordowany został Piotr z Werony - 

późniejszy święty – pełniący obowiązki inkwizytora Lombardii.  

background image

 

46

Nie możemy jednak popadać w przesadę, ku której niewątpliwie kieruje nas literatura 

promująca czarną legendę inkwizycji, ukazująca sędziów inkwizycji jako wyuzdanych sadystów. 

Rozdarcie jakie było niewątpliwym udziałem każdego inkwizytora, wynikało z tego, iż z jednej 

strony musieli oni wykazać zawodową nieufność jako prokuratorzy, a z drugiej strony zawodowe 

zaufanie jako spowiednicy. Wszystko to zaś było dodatkowo obciążone odpowiedzialnością 

przed zwierzchnikami za efekty oraz przed społecznością wiernych, której ochrona była także 

jednym z zadań tych duchownych. 

Schizofreniczne napięcie potęgował także swoisty etos zawodowy urzędników, których 

niejednokrotnie sława kary „biczów” i „młotów” na heretyków musiała być podtrzymywana, by 

działać prewencyjnie na niestałych w wierze oraz skłaniać świadków do zeznań i tym skuteczniej 

prowadzić do wykrywania niewygodnych Kościołowi organizacji i osób. 

Początek walk z nadużyciami przyniósł rok 1242, kiedy to doświadczenia pierwszej 

dekady inkwizycji papieskiej zostały zebrane w postanowieniach synodu w Terragonie. 

Zdefiniowano wtedy pojęcie heretyka, którym od teraz był nie tylko ten, kto trwał uparcie  

w błędzie, ale także ten, kto akceptował poglądy innych heretyków, uczestniczył w ich 

nabożeństwach, nie informował o znanych sobie kacerzach, ukrywał, wspierał ich lub bronił. 

Synod zestawił katalog wszelkich możliwych kar, zarówno o charakterze pokutnym jak i krymi-

nalnym oraz dokonał kompilacji ustawodawstwa Grzegorza IX i ustalił schemat procedury 

inkwizycyjnej. 

Procedurę  tą można odczytać z powstających w tym czasie podręczników 

inkwizytorskich. Zostanie ona przedstawiona w następnym rozdziale, jako procedura służąca 

zwalczaniu herezji i czarownictwa, obowiązująca na ziemiach polskich. 

Następne korekty procedury inkwizycyjnej miały miejsce podczas soboru w Vienne  

w 1312 roku. Stanowisko w sprawie nadużyć inkwizytorów wyraził Kościół w dwóch dekretach, 

co  świadczyło o szerokiej ogólnokościelnej skali tego zjawiska. Sobór zakazywał powierzania 

zakonnikom poniżej 40 roku życia funkcji inkwizytorskich. Ponadto zobowiązywał 

inkwizytorów do ścisłej współpracy z miejscowym biskupem. Poddanie kogoś torturom 

wymagało zgody tegoż biskupa, jeśli prowadził je inkwizytor oraz zgody inkwizytora, jeśli 

prowadził je biskup. Od podobnej zgody obu zależało zamknięcie kogoś w areszcie, przy czym  

w wypadku aresztu ścisłego (murus strictus) aresztowany miał pozostawać pod podwójną strażą, 

background image

 

47

z jednej strony biskupią, a z drugiej inkwizycyjną. Inkwizytorom zakazano noszenia broni czy 

nadmiernego powiększania swojego orszaku ponad grono koniecznych urzędników. 

Sobór w Vienne był ostatnim soborem, na którym znalazły się postanowienia dotyczące 

inkwizycji. Od XIV wieku głównym problemem Kościoła stało się nie zwalczanie kacerzy,  

a walka o jego wewnętrzną reformę. 

To czy te same schematy prawne stosowane wobec heretyków, były również  używane  

w celu zwalczania magii i czarów było w średniowieczu kwestią zmienną, zależną w dużej 

mierze od indywidualnego nastawienia każdego papieża. Tak zwany Canon Episkopi z roku 906 

głosił,  że właśnie wiara w czary jest herezją. Jeszcze papież Grzegorz VII panujący w latach 

1073 – 1085, ostrzegał:  

 

"Raczej uchrońcie się przed zemstą Boga stosowną pokutą, niż byście mieli daremnie, 

niczym drapieżne zwierzęta atakować owe niewiasty bez winy i tym właśnie sprowadzić na siebie 

gniew Boży". 

 

 Na doniesienie wspomnianego wyżej Konrada z Marburga o wielu wykrytych przez 

siebie przypadkach oddawania czci szatanowi, odpowiedział Grzegorz IX ponagleniem, by  

z gorliwością przeciwstawił się szerzeniu zła. Jednak już papież Aleksander IV dwukrotnie, bo w 

latach 1258 i 1260 w odpowiedzi na podobne informacje zabronił inkwizytorom przepro-

wadzania procesów osób podejrzanych o uprawianie czarów, chyba że jednocześnie były 

oskarżane o herezję.  

Kolejne rozporządzenia przeciw czarownictwu wydał Jan XXII panujący w latach 1316-

1334. Dnia 22 sierpnia 1320 roku, w Awinionie nakazał kardynałowi Williamowi Goudinie, by 

polecił trybunałowi inkwizycyjnemu w Carcassonne podjęcie działań przeciwko magom, 

czarownikom oraz tym, którzy zaklinają demony, sporządzają figurki z wosku bądź bezczeszczą 

święte sakramenty, jako heretykom i zarządził konfiskatę ich majątków. 

 Tym samym, chociaż jego poprzednicy również wydawali bulle skierowane przeciwko 

osobom uprawiającym praktyki magiczne, Jan XXII stał się pierwszym papieżem, który 

oficjalnie opowiedział się za koncepcją herezji czarnoksięstwa

.  

 

 

background image

 

48

"[...] pragnąc gorąco, by wszyscy złoczyńcy, którzy szkodzą owczarni Chrystusowej, 

zostali wygnani z domu Bożego,  życzymy sobie, nakazujemy i polecamy ci, na mocy naszej 

władzy, byś wyszukiwał i aresztował, a także na inne sposoby działał przeciwko tym, którzy 

składają ofiary diabłom i oddają im cześć albo oddają się im w poddaństwo wręczając im dokument 

lub coś innego podpisanego ich własnym imieniem; tym, którzy zawierają otwarcie przymierze  

z diabłami, tym, którzy sporządzają lub każą sporządzać innym figurki z wosku lub z czegoś 

innego, aby w ten sposób, a także za pomocą przywoływania diabłów, zmusić  je  do  popełniania 

wszelkiego rodzaju maleficiów, tym, którzy, nadużywając sakramentu chrztu, chrzczą albo 

powodują, by ochrzczone zostały figurki sporządzone z wosku lub z innych substancji, albo 

uciekając się do zaklinania złych duchów czynią lub powodują,  że uczynione zostaje coś 

podobnego [...], a także guślarzom i czarownikom, którzy posługują się sakramentem mszy świętej 

lub hostią, a także innymi sakramentami Kościoła lub jakimkolwiek z nich, czy to w jego formie, 

czy treści, dla praktyk magicznych i czarnoksięskich"

Kilkakrotnie jeszcze w czasie swojego pontyfikatu Jan XXII potwierdził swoją politykę 

wobec czarownictwa. Bulla którą wydał w roku 1318, zezwalała na wytaczanie procesów 

zmarłym heretykom – „należy zatrzeć pamięć nawet o tych, którzy zmarli". W napisanym w roku 

1330 liście do inkwizytorów w Narbonne i Tuluzie traktował on magię i herezję jako 

równorzędne zbrodnie przeciwko Bogu. W bulli z roku 1326 (lub 1327) opisał szczegółowo 

zbrodnie popełniane przez czarownice, zapewniając za świętym Augustynem, że przestępstwa te 

były faktem rzeczywistym.  

 

„Niektórzy ludzie, chrześcijanie z imienia jedynie, porzucili światło pierwszej prawdy na 

rzecz przymierza ze śmiercią i frymarku z piekłem. Składają ofiary diabłom i oddają im cześć; 

sporządzają sobie lub w inny sposób wchodzą w posiadanie figurek, pierścieni, zwierciadeł, flaszek 

i innych przedmiotów poprzez które – dzięki  swej  sztuce  magicznej  –  rozkazują demonom, 

otrzymują  od  nich  odpowiedzi  na  zadane  pytania,  proszą je o pomoc w realizacji swych 

potępieńczych celów, oddając się w jak najhaniebniejsze wobec nich poddaństwo, by cele te 

osiągnąć". 

 

Polityka  łączenia przestępstwa herezji z czarownictwem, a w zasadzie traktowanie 

czarownictwa jako następnej sekty, potwierdzone zostało orzeczeniem Paryskiego Wydziału 

background image

 

49

Teologii z roku 1398. Wyrok ten uznał wszelki rodzaj magii za heretycki, gdyż zakładający pakt 

z diabłem. 

Sykstus IV był kolejnym papieżem, który w swoich trzech bullach, z lat 1473, 1478  

i 1483, postawił wróżbiarstwo i czarną magię na jednej płaszczyźnie z herezją, utrwalając tym 

samym fundamenty pod nowożytne polowanie na czarownice. 

background image

 

51

 

rawo dotyczące zwalczania heretyków, a przez to pośrednio i czarownic na 

zachodzie  Europy, przybrało postać spójnego i zupełnego systemu w pierwszej 

połowie XIII wieku. W tym właśnie rozdziale postaram się odpowiedzieć na 

pytanie kiedy i w jakiej postaci zostało recypowane w Polsce. Zagadnienie bowiem recepcji 

prawa antyheretyckiego na ziemiach polskich, wiąże się nieodzownie z początkami 

stosowania prawa kanonicznego w ogóle. Aby całościowo przestawić zjawisko karalności 

przestępstwa czarów w Polsce niezbędnym jest opisanie obowiązującego u nas na tym polu 

prawa kanonicznego, jak i praktyki jego stosowania, która odbiegała w swojej formie od 

źródeł – wzorów zachodnioeuropejskich. Koniecznym wydaje się być także przedstawienie 

związku Kościoła katolickiego z polskimi władzami  świeckimi, które z jednej strony 

zapewniały sądom duchownym jurysdykcję, a z drugiej wykonywały wyroki forowane przez 

te instytucje.   

 

3. 1. Początki znajomości prawa kanonicznego w Polsce 

 

 

Najdawniejsze zachowane pomniki piśmiennictwa prawnego pochodzą z początku XII 

wieku, jednak pierwsze kontakty z prawem kanonicznym musiały mieć miejsce już w XI 

wieku, a działo się to dzięki działalności legatów papieskich, którzy przywieźli ze sobą zbiory 

prawa kanonicznego oraz instruowali polskich biskupów o obowiązujących ich zasadach. 

Jednak od znajomości prawa, nawet gruntownej – co w pierwszych wiekach 

chrześcijaństwa w Polsce i tak jest sprawą  wątpliwą – do jego stosowania w praktyce było 

jeszcze daleko. W pierwszych stuleciach działalności na ziemiach polskich Kościół borykał 

się ze zgoła innymi problemami. Do XI wieku trwała rozbudowa jego organizacji 

terytorialnej, a następnym problemem było zabezpieczenie integralności biskupstw i instytut-

tów kościelnych. Oparcie polityki ekonomicznej na dobrach ziemskich rodziło dwa dalsze 

postulaty, a mianowicie: uzyskania ze strony władców uznania zasady nietykalności 

uposażenia biskupstw oraz zapewnienia dla swych włości immunitetu sądowo – 

gospodarczego. 

Pierwsze  żądanie zostało spełnione i zatwierdzone w 1180 roku mocą statutu 

łęczyckiego. Ważnym jest, że interesujący nas przepis o nietykalności uposażenia biskupstw 

opiera się na dekrecie Gracjana. Można z tego wysnuć wniosek, że redaktor – 

prawdopodobnie Mistrz Wincenty Kadłubek – znał wyżej wymieniony dokument. Była to 

P

background image

 

52

pierwsza poświadczona data stosowania w Polsce tego podstawowego dla średniowiecznego 

prawa kanonicznego zbioru.  

Mimo, iż na ziemiach polskich powoływano się często na wyżej wymieniony dekret, 

znajomość jego ograniczała się jedynie do wąskiego grona osób wykształconych w szkołach 

zagranicznych. Nie była to jednak znajomość tylko teoretyczna. Kościół odwoływał się do 

zasad prawa kanonicznego, aby osiągnąć wspomniane wyżej  libertas canonica. Pierwszym 

takim zbiorem powołującym się na nie bezpośrednio, były statuty synodalne metropolity 

Henryka Kietlicza wydane w Kamieniu na początku XIII wieku. 

W XIII wieku Kościół podjął dalsze kroki do uniezależnienia się od władzy świeckiej. 

Drogą do tego było przejęcie nominacji biskupich z rąk władcy na rzecz wolnego, 

kanonicznego wyboru biskupa. Równolegle z emancypacją spod wpływów władzy świeckiej 

dokonywało się zacieśnianie więzów współpracy ze Stolicą Apostolską. Zaowocowało to 

pojawieniem się w Polsce licznych zbiorów dekretałów papieskich. Są to zebrane wyroki, 

względnie pouczenia kierowane przez papieża do urzędników duchownych, dotyczące 

rozwiązania konkretnych kwestii. Z interesującego nas okresu zachowały się do dzisiaj 

Compilatio Prima Bernarda z Pawii oraz zbiory dekretałów papieży Aleksandra III, Luciusa 

III i Celestyna III odpowiadających zawartością  Compilatio Secunda. Z całą pewnością 

można przyjąć także,  że biskupi reprezentujący Polskę na Soborze Laterańskim IV w 1215 

roku przywieźli ze sobą, ważki dla prawa „antyheretyckiego” zbiór dekretałów Innocentego 

III

1

 zwany Compilatio Tertio

W następnych latach dotarły do nas, za pośrednictwem duchownych studiujących na 

uczelniach zagranicznych, dekretały Grzegorza IX. Wkrótce po ich ukazaniu się w Polsce – 

bo już w 1238 roku – pojawiła się pierwsza wzmianka o nauce prawa w szkołach 

kolegiackich i katedralnych. Symptomy te świadczą zarówno o potrzebie zaistnienia aparatu 

sądowniczego, jak i o możliwości szybkiej recepcji prawa kanonicznego na gruncie polskim.  

Zanim jednak do tego dojdzie, Kościół musiał wywalczyć sobie immunitet sądowy 

oraz pośrednio z nim związane przywileje gospodarcze. Wspólne całemu duchowieństwu cele 

powodowały w XIII wieku wzrost solidarności episkopatu. Wyrazem tego sojuszu była 

wzrastająca liczba zjazdów biskupich, synodów i uchwał synodalnych. Mimo tej solidarności 

oraz poparcia papiestwa, pomagającemu wyemancypować się polskiemu duchowieństwu 

spod władzy książąt, proces zdobywania przywilejów dla ziem poszczególnych biskupstw, 

trwał w Polsce do końca XIV wieku.  

                                                 

 

background image

 

53

Zacieśnienie więzów ze Stolicą Apostolską skutkowało wzmożoną działalnością 

legatów papieskich. Głównym przedmiotem działalności ustawodawczej legatów były 

zagadnienia związane z wewnętrzną organizacją Kościoła. Wysłannicy ci wprowadzali na 

zwoływanych przez siebie synodach postanowienia i zasady powszechnego prawa 

kanonicznego. W przypadku braku potrzebnej regulacji w dekretałach papieskich, posiłkowali 

się ustawodawstwem państwa swego pochodzenia. W ten sposób wprowadzony został do 

polskiego kanonicznego prawa partykularnego w połowie XIII wieku urząd oficjała. Oficjał 

był to sędzia mianowany przez biskupa, działający w sądzie diecezjalnym.  

Instytucja biskupiego sądu oficjała i jego organizacja została wprowadzona statutami 

legata Stolicy Apostolskiej Jakuba Panteleona w roku 1248. Została ona oparta na wzorcach 

francuskich, gdzie wcześniej kanonikiem był ten wysłannik papieski. 

System sądownictwa biskupiego powstały w tym okresie dzielił się na sąd 

archidiakonalny, który był  właściwy, by rozsądzać sprawy drobne oraz na sąd biskupi, do 

którego można było składać apelację od wyroków archidiakona, a który ponadto był sądem 

pierwszej instancji dla spraw większej wagi. Biskup wyręczał się w tej mierze jednym  

z kanoników swojej kurii, nadając mu urząd oficjała. Kompetencje sądów duchownych w tym 

okresie rozszerzały się  na  sprawy  właściwe dla osób świeckich. Sąd duchowny mógł 

rozpatrzyć każdą sprawę, jeśli zgodziły się na to obie strony, spory małżeńskie oraz kwestie 

sporne między ludźmi  świeckimi a klerem. Rozstrzygnięcia sądów duchownych miały moc 

wyroków państwowych, przez co instytucje te w dużej mierze odciążały i zastępowały 

jurysdykcję państwową.  

Dla rozszerzenia dostępu do zasad prawa powszechnego w Polsce w wieku XIII 

najdonioślejsze znaczenie posiadały statuty innego legata papieskiego – Filipa z Fermo. 

Uchwały zawierały w większości przepisy dotyczące dyscypliny kościelnej i opierały się na 

prawie powszechnym, między innymi na dekretałach Grzegorza IX. Swoją doniosłość statuty 

te zawdzięczały faktowi, iż w odróżnieniu od wielu wcześniejszych uchwał legackich, które 

nie zostały przez episkopat zaakceptowane i recypowane, napisane zostały w formie 

uproszczonej, tak by jednocześnie oddając treść, były zrozumiałe dla osób bez wykształcenia 

prawniczego. 

Statuty Filipa z Fermo zostały w Polsce wprowadzone w roku 1285 w Łęczycy. 

Dopiero od tego momentu możemy mówić o szybszym rozwoju powszechnego prawa 

kanonicznego na ziemiach polskich. Powodem takiego stanu rzeczy był fakt, iż mimo 

posiadania już od XII wieku najważniejszych aktów prawa kanonicznego, dekretały te  

background image

 

54

i kompilacje dzięki swej subtelnej i niejednokrotnie trudnej stylizacji nie były  łatwe do 

zrozumienia, a przez to nie były szerzej stosowane. 

Również działalność legatów papieskich odgrywała niemałą rolę w uzyskaniu przez 

Kościół przywilejów sądowniczych. Na tym polu największe zasługi oddali wspomniany już 

wyżej Jakub Pantaleon oraz kardynał Gwidon. Dzięki ich wstawiennictwu, od połowy XIII 

wieku poszczególni książęta przekazywali sądom kościelnym wyłączne pełnomocnictwo  

w sprawach dotyczących negotia ecclesiastica i personas ecclesiasticas. 

Zrozumiałe prawo, wyszkolona kadra sędziowska, na którą składali się oficjałowie 

przy sądach biskupich oraz zdobycie przez Kościół przywilejów z privilegium fori na czele, 

sprawiły,  że na ziemiach polskich możliwa była recepcja zasad powszechnego prawa 

kanonicznego. Włączenie Polski do najlepszego ówcześnie istniejącego systemu prawa było 

możliwe dzięki wsparciu i inspiracji Stolicy Apostolskiej, a także dzięki współdziałaniu 

episkopatu polskiego oraz osobistego wkładu, jaki wnieśli sami wysłannicy papiescy. 

Recepcja powszechnego prawa kanonicznego uzbroiła duchowieństwo polskie w narzędzia do 

zwalczania herezji, która w połowie XIII wieku już zaczęła znajdować oddźwięk na ziemiach 

polskich oraz przeciwko czarownictwu, które pod postacią wiary w religie przodków oraz 

praktyk magicznych jeszcze tych ziem nie opuściło.  

 

3. 2. Przestępstwo czarów przed sądami duchownymi 

 

W Polsce pierwsze procesy o czary pojawiły się z początkiem wieku XV. Właściwe w 

sprawach magii, na mocy zdobytych immunitetów, były tu sądy biskupie. Nie brak jednak 

śladów,  że i sądy  świeckie, a zwłaszcza miejskie – już w XV wieku – sprawami tymi się 

zajmowały. Były to jednak przypadki sporadyczne. Ilość wzmianek traktujących o czarach 

przed sadami biskupimi jest stosunkowo mała, biorąc pod uwagę ogół zachowanych z tego 

okresu akt. Nie świadczy to bynajmniej o tym, że nie było wcześniej na ziemiach polskich 

ludzi wierzących i praktykujących magię. 

Dowodami na obecność problemu czarownictwa oraz żywotnego nim zainteresowania 

Kościoła były instrukcje wizytatorskie, nakazujące wizytatorom pilnie śledzić po parafiach 

tych, którzy się „czarami bawią” oraz teksty zachowanych przemówień kaznodziejów, którzy 

z ambon ostro krytykowali uciekających się do czarów i guseł. 

Wiara w czary, mimo wysiłków wizytatorów i grzmiących z ambon kaznodziejów,  

była jednak głęboko zakorzeniona i pod jej wpływem pozostawały szerokie kręgi społeczne, 

background image

 

55

od chłopów poczynając, a na szlachcie duchownej i świeckiej kończąc. Wiara w demony była 

utrwalana także przez ówczesnych teologów w traktatach demonologicznych.  

Pierwsze procesy, w których pojawiły się wzmianki o czarach, wcale magii w głównej 

mierze nie dotyczyły. Były to zarzuty procesowe podnoszone przez oskarżonych w celu 

zdyskredytowania poszkodowanych w sprawach karnych, bądź też  są to przesłanki mające 

umożliwić rozwiązanie małżeństwa. Zarzut czarownictwa miał często podważyć zdolność 

procesową strony i tym samym udaremniać jej sądowne dochodzenie sprawiedliwości. 

Jak wyżej wspomniano, obok sporadycznych przypadków procesów toczących się 

przed sądami miejskimi czy wiejskimi, przeważająca ilość procesów o czary toczyła się przed 

sądami duchownymi. Były to sądy biskupie, nigdy natomiast inkwizytorskie. Nie było  

w Polsce także sporów kompetencyjnych na tym polu między wymienionymi sądami, co było 

sytuacją dosyć wyjątkową w Europie. Na zachodzie kontynentu częstotliwość tych sporów 

zmusiła w 1258 roku papieża Aleksandra IV do wydania dekretału, nakazującego 

inkwizytorom zajmowanie się sprawami czarów tylko w przypadku posiadania przez nich 

znamion herezji. Akt ten omawiany był wyżej. Postanowienie to przejął Bonifacy VIII do 

Liber Sykstus, a powtórzyły je podręczniki inkwizytorskie: mianowicie Directorium 

Inquisitorium Emeryka z 1376 roku oraz przeróbka tego dzieła sporządzona przez Piotra – 

inkwizytora krakowskiego. Jak wspomniano wyżej, stosunek papiestwa w tej kwestii był 

dynamiczny i praktycznie rzecz biorąc, ulegał przemianom równocześnie ze zmianami 

personalnymi na Sede Apostolarum

 Samo postanowienie Aleksandra IV powodowało rozbieżności w wykładni, ponieważ 

użyty zwrot “(...) si haeresiam sapiat manifeste (...)” można było w rozmaity sposób 

interpretować. Sami inkwizytorzy stali na stanowisku, że wszelkie praktyki czarodziejskie,  

o ile dokonane są przy pomocy diabła, noszą wyraźnie znamiona herezji. Nie wszyscy 

inkwizytorzy jednak pogląd ten podzielali. Bernard Gui autor słynnego podręcznika Practica 

Inquisitoris haereticae pravitatis przyjął ten pogląd z zastrzeżeniem,  że herezją jest dopiero 

oddawanie czci diabłu, w przeciwieństwie do wzywania go, które przesłanek herezji nie 

spełnia i przez to praktyka ta nie może być osądzana przez inkwizytora. 

Na przeciwnym stanowisku stał wspomniany wyżej Emeryk, którego zdaniem 

wszelkie wzywanie diabła przy praktykach czarodziejskich jest herezją. Zasadę 

wyinterpretowaną przez tegoż inkwizytora potwierdził dokument z połowy XV wieku 

relacjonujący jedyny w Polsce przypadek procesu o czary, toczący się przed trybunałem 

inkwizycyjnym. Urzędnik prowadzący postępowanie, w wyroku wyraźnie zaznacył, iż każde 

wzywanie diabła nosi znamiona herezji. 

background image

 

56

 Mimo 

więc, iż zasada ta była na ziemiach polskich znana i przestrzegana, większość 

procesów o czary toczyło się jednak przed sadami biskupimi. Powodem takiego stanu rzeczy 

był fakt, iż we wszystkich sprawach o magię, poza wspomnianym wyżej jedynym procesem 

przed sadem inkwizytorskim, nie było żadnej wzmianki o diable. Odmiennie ma się rzecz na 

Zachodzie, gdzie akta procesów o czary już wtedy, bardzo często zawierały wzmianki  

o szatanie i podpisywanych z nim paktach. Była to pewnego rodzaju polska specyfika 

procesów o czary.  

Nie brak oczywiście w aktach polskich sądów wzmianek o tym, że nawet zwykłe 

przestępstwo (takie jak kradzież czy zabójstwo) dokonane było z powodu diabelskich 

podszeptów. Wynikało to jednak raczej ze średniowiecznego porządku prawnego, który 

opierał się na założeniach naturalnego prawa boskiego. Naruszenie tego porządku traktowane 

było jako obraza osobistego autorytetu władcy, a przez to gwarantującego jego panowanie 

Boga i często było w ten sposób racjonalizowane. Diabeł pojawiał się wtedy tylko pośrednio, 

jako kuszący do naruszenia wyznaczonego przez Boga ładu, a nie jako mentor i protektor 

czarowników podpisujących cyrograf i z nim paktujących. 

Kościół polski nie znając, bądź znając a nie stosując jeszcze doktryny diabelskiego 

źródła wszelkiej magii, procesy o czary opierał na założeniu,  że jest to przestępstwo 

popełnione przez szkodzenie przy pomocy rozmaitych środków czarodziejskich zdrowiu oraz 

mieniu innych ludzi. W tym przypadku najczęściej pojawiał się zarzut trucicielstwa, „zadania 

choroby” lub spowodowania bezpłodności. 

Jak wspomniano we wcześniejszym rozdziale, prawo rzymskie od czasów panowania 

cesarza Tyberiusza (lata 14 – 47) nakazywało karać czarodziejów tak samo jak trucicieli.  

Później te same zasady zostały przekazywane w barbarzyńskich zbiorach prawa. Również 

prawu polskiemu średniowiecznemu nie była obca ta instytucja. Akta sądów duchownych 

używały słowa veneficium (z łac. trucicielstwo, czarownictwo) na określenie czarów, a słowa 

venefica by wskazać osoby bawiące się czarami. Połączenie tych dwóch zarzutów, 

stosunkowo częste w aktach sadów duchownych, podnoszone było zawsze, gdy chodziło  

o podstawy rozwiązania małżeństwa. 

Innym zarzutem o działalność magiczną spotykanym w źródłach, były zapiski  

o używaniu niedozwolonych, często tajemnych środków, celem udzielenia komuś pomocy lub 

przysporzenia korzyści. W tym przypadku mamy do czynienia z magicznym wzbudzaniem 

miłości poprzez rzucanie na określoną osobę (ofiarę) uroków. Częściej nawet spotykane były 

przypadki magicznego zwalczania chorób lub sporządzania medalionów przed nimi 

chroniących. Najczęstszą formą owych artefaktów były  ligaturae i „nawęzy”. Oskarżeni 

background image

 

57

sporządzali również amulety mające zapewnić lepsze urodzaje, podnieść wydajność wypieku 

chleba, zapewnić pomyślne warzenie piwa, czy wręcz w celach reklamy danego szynku czy 

gospody. Zdarzało się też,  że magia była stosowana do jeszcze bardziej odważnych, 

intratnych przedsięwzięć, takich jak szukanie skarbów. Magię wykorzystywano także  

w celach śledczych, na przykład do pomocy przy wykrywaniu złodziei. Metoda ta miała 

swoich zwolenników zarówno wśród prostego ludu jak i wśród  miejskiego patrycjatu 

urzędniczego. Przykładem takiego śledczego zastosowania czarów był kazus słynnego 

złodzieja kasy miejskiej w Poznaniu przez rajców, którego szukano przy wsparciu czarownika 

Grelicha w 1452 roku.  

Czarowanie takie nieraz działo się przy wykorzystaniu zupełnie neutralnych 

składników, takich jak: pająki, sól czy kamienie. Niekiedy jednak dochodziło do 

wykorzystania magicznych – jak wtedy wierzono – przedmiotów: relikwii, krucyfiksów, 

hostii czy wody święconej. Znamiona czarownictwa polegające na szkodzeniu, bądź też na 

przysparzaniu korzyści w polskich procesach o czary znajdywały zastosowanie także  

w wiekach późniejszych, gdy na ziemiach polskich szerokie uznanie zyskiwała koncepcja 

paktu z szatanem. 

Jak wspomniano wyżej, właściwymi w kwestiach czarów były sądy kościelne,  

a w szczególności sądy biskupie.  Sądy te ścigały paranie się magią jako przestępstwo 

przeciwko religii i czyniły to najczęściej z urzędu. Oprócz tej zasady spotykamy w zapiskach 

sądów biskupich nieliczne przypadki wdrażania postępowania na podstawie skargi prywatnej. 

Mała ilość oskarżeń tego typu była niewątpliwie skutkiem niedogodności jakie przewidywało 

prawo dla oskarżyciela, a jakie są związane z oskarżeniem per accusationem. Według reguł 

tego procesu, ciężar przeprowadzenia dowodu spoczywał na oskarżycielu prywatnym.  

W razie nieprzeprowadzenia skutecznego postępowania dowodowego, sprawa była 

zakańczana. Dodatkowym obciążeniem dla strony skarżącej było wysokie ryzyko, jakie 

ponosili. W razie przegrania procesu podlegali oni często – choć nie była to reguła 

bezwzględnie obowiązująca – karze talionu, czyli karze jaką poniósłby oskarżony, gdyby 

dowód się udał.  

Postępowanie przed sądami biskupimi prowadzone było zatem najczęściej z urzędu,  

w trybie inkwizycyjnym. Opisując zasady tego procesu, posłużę się podręcznikiem 

inkwizytorskim Bernarda Gui. Synod kalisko – wieluński z 1420 roku nakazał by w sprawach 

dotyczących heretyków korzystać z procedur zawartych w Clementines, posiłkując się 

podręcznikami inkwizytorskimi. Było to zresztą najprawdopodobniej tylko oficjalne 

zatwierdzenie reguły, która już od wielu lat była w Polsce stosowana. 

background image

 

58

3. 3. Procedura inkwizycyjna stosowana na ziemiach polskich 

 

Przy przedstawianiu obowiązującej na ziemiach polskich procedury, służącej do walki 

z czarami, nieodzowne jest przedstawienie całego procesu inkwizycyjnego, który został 

stworzony w Kościele z myślą o zwalczaniu heretyków przez inkwizytorów. Następnie 

zostanie dokonywana analiza rozbieżności płynących ze stosowania jej – po pierwsze przez 

sądy biskupie, a po drugie ze stosunku do oskarżonych o czary.  

Procedura inkwizycyjna była tajna. Całe  śledztwo i proces były niejawne i dopiero 

wyrok podawany był do publicznej wiadomości. Zeznania świadków i denuncjatorów były 

tajne. Nie znane były także dane osób przeciwko podsądnemu zeznających. Także urzędnicy 

obecni przy czynnościach procesowych zobowiązani byli do zachowania ścisłej tajemnicy. 

Na wstępie inkwizytor wysyłał swoich współpracowników, którzy objeżdżali 

wyznaczony rejon i badali jak wyglądała sytuacja pod względem prawowierności jego 

mieszkańców. Następnie wyznaczał termin, w którym wierni z okolicy mieli stawić się przed 

trybunałem. Później zalecano miejscowym duchowym, aby poinformowali swoich parafian, 

że w danym terminie powinni stawić się w siedzibie inkwizytora. Obowiązkowi 

stawiennictwa podlegali wszyscy w rozumieniu Kościoła pełnoletni, czyli również starcy, 

chorzy i kobiety w zaawansowanej ciąży. Prawo kanoniczne za pełnoletnich uważało 

chłopców od lat czternastu, natomiast dziewczynki od lat dwunastu. Aby zapobiec 

niestawiennictwu, sporządzane były rejestry imienne. W stosunku do najbardziej 

podejrzanych stosowano wezwania imienne. 

Postępowanie można było wszcząć na podstawie „złej sławy”, to znaczy wstępnego 

podejrzenia, nie opartego na żadnych konkretnych przesłankach. Zła sława była jednak 

wymogiem czysto formalnym i biorąc pod uwagę rolę czarów w życiu ówczesnego 

społeczeństwa oskarżyć można było w zasadzie każdego. W przypadku polskich procesów 

czarownic najbardziej bardziej popularną podstawą wszczęcia oskarżenia była właśnie mala 

fama

Kolejnym krokiem sędziego było wygłoszenie kazania na temat wiary do 

zgromadzonych w danym terminie i miejscu oraz wyznaczenie okresu łaski. Był to okres, 

który trwał zazwyczaj czternaście dni, z zastrzeżeniem, że jest udzielany tylko jeden raz. Ten 

kto w okresie łaski sam złożył na siebie doniesienie i wyrzekł się herezji, mógł ujść 

najcięższym karom, takim jak więzienie i konfiskata majątku. Wszyscy zgromadzeni przed 

trybunałem musieli uroczyście poświadczyć swoją wiarę i przysiąc,  że odżegnują się od 

wszelkiej herezji i nie będą kacerzom pomagać, lecz ich ścigać. 

background image

 

59

Z „czasem łaski” często łączono „czas wiary”. był to okres, w którym każdy wierny 

pod karą ekskomuniki miał obowiązek wyjawić inkwizytorowi nazwiska znanych sobie 

heretyków lub osób o kacerstwo podejrzewanych. Za niespełnienie tego obowiązku „wiary” 

groziła ekskomunika. Po upływie wyznaczonego czasu łaski zbierał się trybunał 

inkwizycyjny. Najczęściej był on złożony z jednego lub dwóch inkwizytorów, notariusza  

i pisarza, który protokołował cały proces. 

Procedura samooskarżenia była tak skonstruowana, że podsądny zobowiązany był pod 

przysięgą zeznać wszystko o sobie samym, nawet jeśli sam siebie obciążał. Musiał także 

wyznać wszystko, co wiedział o innych kacerzach. W ten sposób w przypadku procesów 

heretyków doniesienie na samego siebie zawsze łączyło się z zadenuncjowaniem innych.  

W razie odmowy zeznawania lub zatajania pewnych faktów, oskarżony sam stawał się winny 

przestępstwa sprzyjania heretykom. Instytucja ta jak się wydaje, miała rzadsze zastosowanie 

w procesach o czary, jako że były to najczęściej sprawy osób indywidualnych, a nie tak jak  

w przypadku herezji całych grup czy społeczności. 

Podczas dwutygodniowego „okresu łaski i wiary” inkwizytor gromadził szereg 

zeznań, uzasadniających podejrzenie, z którymi konfrontował całkowicie przeważnie 

zaskoczonego oskarżonego. Właściwe działania zaczynały się od aresztowań heretyków  

i ludzi podejrzanych o herezję. Osadzonych w więzieniu kacerzy poddawano śledztwu. 

Przesłuchanie zazwyczaj rozpoczynało się w sposób dość formalny. Protokołowano dane 

osobowe i zadawano z góry przygotowane, schematyczne pytania. Pytania zadawane przez 

inkwizytora były najpierw ogólne, dotyczące ilości znanych magicznych sztuczek, wróżb, 

zaklęć i osób, które takowych nauczały. 

Kolejne pytania były bardziej szczegółowe i w tym miejscu zalecane było  

inkwizytorom zadawanie kolejnych pytań w zależności od konkretnej osoby, jej pozycji 

społecznej czy płci, a nie trzymanie się sztywno wyznaczonego katalogu (tzw. 

interrogatorium) pytań.  

Czasami skuteczniejsze okazywało się odrzucenie całego katalogu, na rzecz 

pozwolenia delikwentowi na spontaniczne zeznania. Inkwizytor nie był zobowiązany do 

przerwania wywodów przesłuchiwanego, gdy ten zeznawał na swoją niekorzyść. W procesie 

inkwizycyjnym delikwent w ciągu trwania sprawy uznawany był za świadka, nie dotyczyły 

go przepisy ochronne, jakie nawet w średniowiecznym  świeckim prawie karnym 

obowiązywały w stosunku do oskarżonych. Przysięga, która była składana na początku 

procesu, nakazywała podsądnemu mówić prawdę i wyjawić wszystko, co było mu wiadome  

background image

 

60

o herezji. Przysięga ta zobowiązywała go – jako świadka również – do tego by zeznawać 

przeciwko sobie. Było to poważne ograniczenie prawa oskarżonego do obrony. 

Oskarżonym  świadek stawał się dopiero wtedy, gdy jego wina była już oczywista. 

Znajdowało to wyraz w terminologii stosowanej przez inkwizytorów. Sędzia ogłaszając 

wyrok mówił, że ktoś jest oskarżony. Jeśli ktoś z powodu przestępstwa herezji stawał przed 

trybunałem i nie przyznawał się od razu do winy, to wtedy zakładano, że pragnie coś zataić. 

Jako środek zaradczy dopuszczone były pytania sugestywne oraz takie, których sensu osoba 

przesłuchiwana nie miała szansy zrozumieć. Jak radzi autor podręcznika – dobry inkwizytor 

musi mieć doskonale opracowaną technikę pytań, ponieważ nawet „zatwardziałych” 

świadków można za pomocą podchwytliwych pytań doprowadzić do tego, że uwikłają się  

w sprzeczności i w końcu wyznają prawdę. Podchwytliwe pytania były w myśl zasad 

procesowych skutecznym remedium na „wykręty” kacerzy. 

Aby skłonić oskarżonego do złożenia zeznań, sędziowie używali wszelkiego rodzaju 

postępów albo mamili ich różnymi obietnicami. Czasem na przykład wmawiano oskarżonemu 

zeznania, których on nigdy nie składał albo podsuwano fałszywe zeznania świadków. 

Wspomniany wyżej Emeryk w swym podręczniku radził sędziom, by zwodzić oskarżonego 

różnymi obietnicami, takimi jak przyrzeczenie darowania winy lub poprawy warunków 

więziennych. 

Celem procesu inkwizycyjnego było nie tylko przeprowadzenie dowodu winy, lecz  

także zbawienie „duszy błądzącej” poprzez wytłumaczenie jej popełnionych błędów tak, by je 

zrozumiała i żałowała za nie. Przyznanie się delikwenta było zatem nie tylko środkiem 

dowodowym, lecz także swoistym wyznaniem grzechów, a przez to pierwszym krokiem ku 

nawróceniu. Podręcznik zalecał  sędziom dać pewien czas „świadkowi”, by ten zrozumiał 

swoją winę. Jeśli nawet przyznanie było wymuszone podczas toku śledztwa, poprzez 

przebywanie w areszcie śledczym czy tortury, było traktowane jako dobrowolne 

 

i spontaniczne. Stosowanie tortur w interesującym nas okresie jest raczej wyjątkiem niż 

regułą. Z czysto prawno – formalnej strony tortury można było stosować, kiedy istniały tylko 

poszlaki, albo nie było dwóch świadków, których zeznania pokrywały się treściowo. 

Obowiązywała więc legalne teoria dowodów w wersji pozytywnej. Oprócz tego torturować  

w zasadzie można było tylko raz.  

Wydaje się jednak, że przesłuchanie w sposób bolesny – jak nazywane są tortury – nie 

było najczęściej konieczne. Warunki panujące w więzieniach, w których osadzano świadków 

były tak straszliwe, że osoby przebywające tam jakiś czas, same chętnie zeznawały. 

Przebywanie w więzieniach o złagodzonym rygorze: murus largus, miało na celu również co 

background image

 

61

innego. Mianowicie wśród więźniów bywały często osoby, które informowały urzędników 

duchownych o treści rozmów, jakie prowadzili ze sobą więźniowie. 

W przypadku postawienia przed trybunałem inkwizycyjnym, szanse uniknięcia kary 

były bardzo niewielkie. Prawa oskarżonego do obrony zostały bardzo ograniczone. Sędzia nie 

musiał zapoznawać podsądnego ani z treściami zeznań  świadków, ani z ich imionami. 

Instytucja ta weszła w życie po to, by chronić świadków, na których życie organizowane były 

zamachy. W przypadku polskich procesów o czary tożsamość zeznających była znana 

oskarżonemu i obowiązek tajemnicy nie był w tej kwestii stosowany. 

W procesie inkwizycyjnym rozszerzono katalog dopuszczalnych świadków. 

Dopuszczone do zeznań zostały osoby, które w innych typach procesu tej szansy były 

pozbawione. Zasady procesowe w zasadzie znosiły na tym polu wszelkie ograniczenia 

dopuszczając dowody ze świadków będących przestępcami kryminalnymi, krzywo-

przysięzcami, dopuszczone były również kobiety, które w innych typach procesu pozostają 

pod kuratelą swojego męża czy ojca i praktycznie nie mają w postępowaniu sądowym 

samodzielnie przysługujących im praw. Jedynie śmiertelni wrogowie oskarżonego, których 

sam musiał wytypować na początku procesu, byli wyłączeni z kręgu wiarygodnych 

świadków. Ciężar przeprowadzenia dowodu na bycie „śmiertelnym wrogiem” spoczywał na 

ramionach oskarżonego, a biorąc pod uwagę nieznajomość imion zeznających graniczyło to 

z niemożliwością. 

Nie mógł przeprowadzić takiego dowodu również ktoś postronny, np. adwokat, 

ponieważ broniąc kogoś w procesie o herezję, sam ściągał na siebie winę. Gdyby jego obrona 

nie powiodła się, został by on oskarżony o poplecznictwo kacerskie. Niemniej jednak 

adwokat musiał być dopuszczony do udziału w procesie, jeśli oskarżony trzykrotnie 

zaprzeczył, iż popełnił zarzucany mu czyn. Jedyne co w tym przypadku mógł uzyskać dla 

swojego mandanta, jest złagodzenie kary. W procesie inkwizycyjnym, dla tych którzy już 

zostali oskarżeni, nie było możliwości uzyskania wyroku uniewinniającego. W najlepszym 

wypadku można było zabiegać o uznanie okoliczności  łagodzących, takich jak na przykład 

niepoczytalność. W razie nieskuteczności adwokata w przeprowadzeniu dotychczas 

przedstawionych możliwości obrony, istniała teoretyczna możliwość apelacji do papieża. 

Musiała być ona wniesiona jeszcze przed ogłoszeniem wyroku i była związana z wysokimi 

kosztami, co sprawiało, że dla uboższych warstw społeczeństwa była ona nieosiągalna.  

Jeśli ktoś chciał podjąć działania mające na celu dowiedzenie swojej niewinności, aby 

wyjść z aresztu inkwizytorskiego, musiał otrzymać poręczenie swych krewnych. Instytucja  

poręczenia miała na celu zapobieżenie ucieczce podejrzanego. Jeśli mimo to delikwent uciekł, 

background image

 

62

wtedy do aresztu wtrącano jego krewnych i skazywano ich pod zarzutem sprzyjania 

kacerzowi. Sam zbieg automatycznie stawał się heretykiem, któremu dowiedziono winę. 

Podczas składania zeznań, można było uniknąć oskarżania innych osób i przez to im 

szkodzenia, tylko zeznając o osobach już nie żyjących albo już za to przestępstwo skazanych. 

Można było zasłaniać się lukami w pamięci lub konsekwentnie milczeć, co nie było rzeczą 

łatwą, biorąc pod uwagę środki dowodowe i możliwe tortury. Składanie fałszywych zeznań 

nie było skutecznym środkiem obrony, gdyż wszelkie zeznania protokołowano i poprzez 

porównywanie różnych zeznań ujawniano kłamstwo.  

Dokumentacja procesów, ich archiwizacja i przekazywanie przed trybunałami 

funkcjonowały tak dobrze, że możliwym było pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które 

w innej części kraju zeznawały nawet kilkadziesiąt lat wcześniej. Przestępstwo herezji nie 

ulegało przedawnieniu.  

 

3. 4. Wydanie wyroku i rodzaje orzekanych kar 

 

Przesłuchanie kończyło się tym, że podsądny albo się przyznał, albo dowiedziono mu 

winy, albo nadal zaprzeczał jakoby był heretykiem i konsekwentnie tkwił w swoich błędach. 

W każdym razie żądano od oskarżonego, aby publicznie odżegnał się od herezji i przyjął 

pokutę czy karę nałożoną na niego przez sąd. Podsądny do samego ogłoszenia wyroku nie był 

informowany jakiego rodzaju jest to pokuta czy kara. Jeśli nie zachodziło ryzyko ucieczki 

delikwent był do czasu ogłoszenia wyroku zwalniany z aresztu. On sam albo jego krewni byli 

zobowiązani całym swym majątkiem poświadczyć,  że w dniu ogłoszenia wyroku stawi się 

przed trybunałem w określonym miejscu o określonym czasie.  

W celu wydania wyroku inkwizytorzy zobowiązani byli naradzić się z miejscowymi 

biskupami oraz z gremium, w skład którego wchodzili urzędnicy sądowi zarówno duchowni 

jak i świeccy. Przed ostatecznym sformułowaniem wyroku powinni byli uzgodnić go  

z biskupem. Zalecenie to nie było przez inkwizytorów najczęściej stosowane w praktyce. 

Również biskupi czy oficjałowie polscy ferując w tym przypadku wyroki, nie naradzali się 

ani nie uzgadniali treści wyroków z inkwizytorami. Można wiec powiedzieć,  że 

postanowienia synodu w Vienne nakazujące przy wyroku konsultacje biskupa z inkwizytorem 

i odwrotnie, pozostawały martwą literą, co jest dobrym przykładem na modyfikację zasad 

prawa przez jego praktykę.  

Poszczególne ostateczne wyroki nie były oznajmiane oskarżonym indywidualnie, lecz 

ogłaszane publicznie, w formie uroczystej ceremonii i podobnie jak na początku procesu 

background image

 

63

zwoływano w tym celu lud i duchownych. Ceremonię  sermo generalis przygotowywano 

bardzo starannie. Już na kilka dni przedtem księża zachęcali wiernych do wzięcia udziału  

w uroczystości. W zamian za obecność duchowni często obiecywali kilkudziesięciodniowe 

nawet odpusty. Terminem ogłoszenia wyroku była zazwyczaj niedziela. Wezwani winowajcy  

musieli się stawić w jakimś określonym miejscu, najczęściej był to kościół albo rynek. 

Czasem ubierano oskarżonych, zwanych „pokutnikami” w żółtą szatę pokutną  

z wymalowanymi na niej diabłami, scenami mąk piekielnych i płomieni. Niekiedy na ich 

głowy zakładno ośmieszające papierowe korony lub mitry z podobnymi rysunkami. Stali oni 

w jednej grupie, a zbrojny kordon oddzielał ich od reszty społeczeństwa.  

Na początku tej instytucji – ceremonii, sędzia wypowiadał  słowa upomnienia.  

Następnie miało miejsce zaprzysiężenie urzędników komunalnych lub miejscowego władcy. 

Zobowiązywano ich do posłuszeństwa Bogu i Kościołowi oraz do tego, że nie będą oni 

sprzyjać kacerzom, ani tolerować ich we własnej rodzinie. Gorliwość w tropieniu herezji była 

tak wielka, że podstawowe wartości społeczne, takie jak więzi rodzinne ulegały tu 

marginalizacji. Następnie sędzia wymieniał poszczególne przestępstwa i odczytywał je  

w porządku hierarchicznym. 

Na samym początku były ogłaszane ułaskawienia: na przykład zwolnienia lub 

zamiany kary więzienia na lżejsze „pokuty”. Potem następowało uchylenie ekskomuniki  

i ogłoszenie tak zwanych lżejszych pokut. Należały do nich na przykład oznakowanie odzieży 

żółtymi krzyżami. Miały one być zawsze widoczne i można je było zdjąć dopiero po 

upłynięciu czasu pokuty. Wielkość i kształt krzyży były dokładnie określone. Jeden krzyż 

miał być umieszczony z przodu na klatce piersiowej, drugi z tyłu między łopatkami. Ramię 

krzyża miało być szerokie na trzy palce i długie na około dwadzieścia centymetrów. Materiał 

w kolorze żółtym który miał przez odwołanie do zdrady Judasza symbolizować hańbę, był 

dostarczany przez trybunał. Jakkolwiek kara ta zaliczała się do zbioru kar lekkich, to jednak 

miała ogromny wpływ na postrzeganie danej jednostki w społeczeństwie, która od tego 

momentu spotykała się z ostracyzmem, usuwana była na margines społeczności i spotykały ją 

różne sankcje rozsiane. 

Jako dalszą pokutę sędziowie mogli orzec obowiązek pielgrzymki do lokalnych, bądź 

zagranicznych sanktuariów. Często pokuta pątnicza łączona była z innymi praktykami, takimi 

jak samobiczowanie się lub przebycie całej drogi pielgrzymki na boso, ewentualnie na 

kolanach. Ślady tych praktyk są do dziś widoczne w sanktuariach w Hiszpanii czy Portugali. 

Szansę na „pokuty lekkie” miał ten, kto sam się zadenuncjował, albo przesłuchiwany 

natychmiast przyznał się do winy i oddał do dyspozycji Kościołowi i tym samym był gotowy 

background image

 

64

do przyjęcia pokuty. Kara więzienia także mogła być traktowana jako „pokuta lżejsza”, biorąc 

pod uwagę to, że skazany mógł podczas jej odbywania okazać skruchę i przyjąć pokutę.  

Rozróżniano trzy stadia tej kary ze względu na stopień jej długości i dolegliwości. 

Podczas odbywania najlżejszej z nich, tak zwanego więzienia zwykłego:  murus largus

skazańcy przebywali w pomieszczeniach zbiorowych. Cięższa forma więzienia:  murus 

strictus, oznacza zamknięcie w pojedynczej celi, zaś przy najsurowszym typie murus 

strictissimus więźniowie przykuwani byli łańcuchami do podłogi czy ścian. Pobyt 

 

w więzieniu często łączył się z dodatkowymi dolegliwościami, takimi jak zmniejszanie racji 

żywności oraz okresowe posty. Najbardziej zatwardziali grzesznicy skazywani byli na 

dożywotnie więzienie w pojedynczej celi i w okowach. Heretycy, którzy w obliczu płonącego 

stosu okazywali skruchę mogli zostać „ułaskawieni” i mieli szansę zamienić wyrok śmierci na 

dożywocie w murus strictissimus.  

Już papież Grzegorz IX określił w 1231 roku, jak powinny wyglądać więzienia dla 

kacerzy. Pojedyncze cele miały mieć grube mury, a zamiast okna otwór w suficie, przez który 

będzie podawane skazanemu żywność i woda.  

Zatwardziali kacerze oraz recydywiści byli obwoływani „infamisami”, czyli osobami 

pozbawionymi zdolności prawnej i zdolności do czynności prawnych. Do końca  życia nie 

mogli piastować godności publicznych, być spadkodawcami czy spadkobiercami. Majątek 

takich osób podlegał konfiskacie. Kara przechodziła również na dzieci skazanego, co jest 

jednym z niewielu przypadków odpowiedzialności zbiorowej. 

Podczas  sermo  – obrzędu ogłoszenia wyroku, karze poddawano też osoby zmarłe. 

Martwych heretyków tylko ekshumowano, a w przypadku sankcji zaostrzonej ekshumowano  

i palono, aby nie dopuścić do tego, by swoją obecnością kalali oni poświęconą ziemię.  

Najsurowsza kara znajdowała ostatnie miejsce w kolejności ogłaszania. Karę śmierci 

wykonywało się przez spalenie na stosie. Karę odbywała się w trybie kwalifikowanym, jakim 

było spalenie żywcem oraz w trybie łagodniejszym – uduszenia skazanego przed spaleniem. 

Jednym z najbardziej znanych przykładów egzekucji przeprowadzonej w trybie kwali-

fikowanym było stracenie mistrza Templariuszy Jakuba de Molay 18 marca 1314 roku  

w procesie zainicjowanym przez króla francuskiego Filipa Pięknego.  

W celu wykonania najcięższych dolegliwości wyroku, władze kościelne zwracały się  

o pomoc do władz świeckich. Żaden człowiek Kościoła nie mógł nosić broni, kierowano się 

przy tym zasadą,  że Kościół nie plami swych dłoni krwią. Oficjalnie więc nie skazywano 

kacerzy na śmierć, a jedynie orzekano herezję i oddawano ramieniu władzy świeckiej, która 

postępowała z heretykiem według obowiązującego prawa. Praktycznie jednak skazywano 

background image

 

65

delikwenta na śmierć. W dalszej części tego rozdziału zostaną opisane związki Kościoła  

z władzą  świecką. Przedstawiony zostanie także proces ustanawiania właściwego dla 

przestępstwa herezji prawa, jak i procedury łączącej kościół z brachium saeculare.  

W polskich procesach o czary najwyższy wymiar kary był orzekany, ale nie było to 

jednak rozpowszechnione. Nawet gdy wyrok opiewał na karę  śmierci, nie zawsze go 

wykonywano. Stało się tak na przykład w 1430 roku, w procesie Jadwigi Zawarta z Poznania, 

która została skazana na stos, ale dzięki wstawiennictwu „pewnych” osób została 

ułaskawiona. Z pierwszym historycznie potwierdzonym spaleniem czarownicy w Polsce 

mamy do czynienia dopiero w 1511 roku i jak się wydaje wyrok ten został wydany przez sąd 

miejski, a nie sąd kościelny. 

W wyrokach średniowiecznych sądów duchownych znajdujemy tylko dwie wzmianki 

o orzeczeniu kary spalenia na stosie. Po raz pierwszy w wyroku wydanym w roku 1476  

w sprawie Doroty, „wieszczej babiny” z Zakrzewa, która została za poręczeniem Adama – 

kmiecia z Dusznik wypuszczona na wolność. Drugi przypadek miał miejsce kilkadziesiąt lat 

później, bo w roku 1535 w sprawie przeciwko Dorocie Durczynie i Dorocie Skoczowej. 

Podobnie jak w pierwszym przypadku po poręczeniu przez dwóch kmieci, którzy zapewnili 

sąd, że oskarżone już czarami „nie będą się bawić”, zostały one zwolnione. 

Polskie procesy o czary w przypadku przyznania się osoby oskarżonej do winy, 

kończyły się najczęściej wypuszczeniem delikwenta na wolność, po uprzednim nałożeniu na 

niego obowiązku publicznego odwołania swych błędów. Było to uroczyste przyrzeczenie 

skazanego, który zapewniał,  że na przyszłość praktykami magicznymi zajmować się nie 

będzie. Miało to na celu z jednej strony napiętnowanie i naznaczenie społeczne skazanego, 

czyli prewencje indywidualną, a drugiej wzmocnienie autorytetu walczącego z czarami 

Kościoła i przestrogę dla członków społeczeństwa, czyli prewencję ogólną.  

Gdy rozprawa nie dostarczyła dowodu winy, a stwierdzono istnienie malae fame 

strona oskarżona mogła oczyścić się przysięgą od zarzutu. Było to znaczne odejście od reguł 

procesu antyheretyckiego, który takiej instytucji w ogóle nie przewidywał. Dopuszczano 

także możliwość nie wszczynania śledztwa, gdy oskarżony na początku procesu złożył wyżej 

wspomnianą przysięgę. Wtedy dalsze postępowanie zostało wstrzymane, a sąd wyznaczał 

termin w którym oskarżony – wraz z sześcioma współprzysięgającymi miał wykonać 

przysięgę. Rota takiej przysięgi brzmiała następująco:  

 

 

background image

 

66

„Ja N.N. przysięgam i na mą duszę biorę, iż nigdy żadnymi czarami się nie bawiłam  

i nikogo praktyk czarodziejskich nie uczyłam; wyznaję wiarę katolicką taką jaką uczy święty 

Kościół rzymski, przysięgam,  że w przyszłości czarami  zajmować się nie będę, ani nikogo 

takowych uczyć nie będę. Tak mi dopomóż Bóg i obraz Chrystusa ukrzyżowanego”. 

 

Treść współprzysięgających brzmiała następująco:  

 

“Ja N.N. przysięgam i na mą duszę biorę, iż wierzę,  że (imię oskarżonego) nigdy 

czarami się nie bawił i nikogo takowych nie uczył, wierzę również,  że on prawdziwie 

przysięgał. Tak mi dopomóż Bóg i obraz Chrystusa ukrzyżowanego.”  

 

Treść przysięgi zmieniała się w zależności od tego, czy sąd przewidywał nałożenie na 

delikwenta pokuty. Wówczas rotę przysięgi wzbogacano o zobowiązanie wykonania 

nałożonej przez Kościół ekspiacji. 

Pokuty nakładane na czarownice w Polsce, były łagodniejsze, niż te nakazywane przez 

podręczniki inkwizytorskie. Przykładem takiej kary było stanie przed bramami kościoła  

w następną niedzielę po wydaniu wyroku i złożenie uroczystej przysięgi. Skazana czekać 

miała od chwili, kiedy procesja wyjdzie z kościoła, aż do czasu gdy wróci z powrotem. Przez 

ten czas trzymać winna była w ręku wosk o wadze dwóch talentów, który następnie 

zaofiarować miała danej świątyni. Ponadto nakazywane były posty w określone dni w roku. 

Inną wersją zadośćuczynienia było towarzyszenie procesji boso i z obnażoną  głową. Po 

powrocie procesji do kościoła skazani mieli obnażeni do pasa, lec krzyżem na ziemi i głośno 

w obecności tłumu wyznać swoje uczynki. Była to pokuta dla skruszonych czarowników, 

nakazana w formularzu Jakóba z Kurdanowa z pierwszej połowy XV wieku. Katalog pokut 

nie był katalogiem zamkniętym, a rodzaj czy długość zadośćuczynienia zależał od uznania 

sędziego. Nie wiadomo dokładnie jaka była kara dla czarowników – recydywistów. Karol 

Korany sądzi, iż była to także kara arbitralna. Wysokość i rodzaj jej wyznaczał biskup. 

 Zauważyć należy, iż  mężczyźni byli najmniej liczną grupą stającą przed trybunałem  

biskupim. Znacznie częściej oskarżani o czary byli duchowni. Zgadza się to z tezą Richarda 

Kieckhefera twierdzącego,  że część duchowieństwa parała się magią. Główną grupę 

oskarżonych o czarownictwo stanowiły kobiety. Jest to potwierdzenie ogólnoeuropejskich  

w tym zakresie tendencji. 

 

 

background image

 

67

3. 5. Stosunek władzy świeckiej do przestępstwa herezji i czarów 

 

Mimo, iż jurysdykcja w tym okresie bezsprzecznie należała do sądów duchownych, to 

jednak przy niektórych czynnościach procesowych, takich jak aresztowanie, doprowadzenie, 

czy wykonanie kary nieodzowna była pomoc ramienia świeckiego. Stosunek państwa 

polskiego do karania heretyków i czarownic zmieniał się przez okres średniowiecza. Tak jak 

dotąd najwięcej uwagi poświęcał Kościół walce z herezją, więc i w tym przypadku 

rozwiązania stosowane w procesach czarownic były transmitowane z instytucji i aktów 

skierowanych contra hereticos

Władze  świeckie pomocy brachium seculare nigdy nie odmawiały. Pierwszym 

zinstytucjonalizowanym aktem prawnym mającym wspierać

 

Kościół polski w walce  

z kacerzami, był według relacji Długosza zakaz „łączenia się” z sektą, który wydali książęta 

polscy pod groźbą ciężkich kar i utraty majątku

 

w

 

1261 roku. Należy zwrócić uwagę,  że  

w tym samym czasie na zachodzie Europy karano kacerzy stosem. Pierwszą relację  

o zastosowaniu tej kary w Polsce mamy z roku 1315, kiedy spalono znaczna liczbę kacerzy  

w miastach śląskich. Czynnie też akcję Kościoła przeciwko waldensom wspierał  Łokietek  

w latach 1318 - 1327. 

Ustawodawstwo polskie doby średniowiecza, oprócz wspomnianego wyżej aktu, który 

się nie zachował, milczy aż do roku 1427, w którym Władysław Jagiełło wydaje edykt 

wieluński. Akt ten nie był dziełem oryginalnym, lecz korzystał z instytucji i procedur 

powstałych we wcześniejszych wiekach na Zachodzie. Zwłaszcza wyraźny jest tu wpływ 

ustawodawstwa cesarza Fryderyka II, omówionego we wcześniejszym rozdziale. 

Pierwszym dowodem recepcji prawa cesarskiego w Polsce był  Modus inquirendi 

super statu Ecclesie Generalis, formularz pytań dla wizytatorów kościelnych powstały  

w latach dwudziestych XIV wieku. W tekście dokumentu dosłownie cytowane są fragmenty 

konstytucji koronacyjnej Fryderyka II z 1220 roku.  

Ustawy cesarskie posłużyły także do przygotowania tekstu edyktu wieluńskiego, który 

został wydany 9 kwietnia 1424 roku. Znaczna część postanowień aktu wieluńskiego 

dotyczyła kwestii bieżących i była odpowiedzią  Władysława Jagiełły na polityczną akcję 

Zygmunta Luksemburczyka, mającą na celu przedstawienie Polski jako kraju sprzyjającemu 

husytom. Tak więc edykt był zaprzeczeniem insynuacji cesarza Zygmunta i miał stanowić 

oficjalne odcięcie się Polski od wyprawy do Czech Zygmunta Korybuta, bratanka Jagiełły. 

W sprawie herezji husyckiej edykt nakazywał badanie przez inkwizytorów osób 

powracających z Czech. Każdego, kto wróci z tych terenów po 15 sierpnia 1424, należało 

background image

 

68

uważać za heretyka, a powrót miał być mu zabroniony. Stosując konsekwentnie procedury 

cesarskie, edykt nakazywał konfiskować dobra heretyków, a dzieci ich pozbawiać możliwości 

dziedziczenia, prawa piastowania godności i urzędów, obywatelstwa oraz wszelkich 

przywilejów szlacheckich. 

Edykt – oprócz rozwiązań kwestii bieżących – zawierał bardziej nas interesujące 

uregulowania kwestii ogólnych. Nakazywał on władzom  świeckim  ścigać herezje, sądom 

duchownym pozostawiając orzekanie o winie oraz łączył herezję ze zbrodnią obrazy 

majestatu. Zbieg tychże przestępstw narodził się także w ustawodawstwie zachodnim i był 

wynikiem dążenia władzy do zaostrzenia kar: zarówno cielesnych jak i majątkowych 

wymierzanych kacerzom. Było to rozszerzenie uregulowań prawa rzymskiego, które 

stosowane było dotychczas.  W przypadku herezji w Rzymie śmiercią karano tylko sekciarzy 

manichejskich, w stosunku do pozostałych stosowano łagodniejsze kary, przy czym majątek 

kacerzy przekazywany był rodzinie i nie był konfiskowany na rzecz skarbu państwa. O wiele 

cięższa kara groziła za obrazę majestatu, za którą winowajca podlegał karze śmierci, dzieci 

skazanego natomiast wyłączano z dziedziczenia, pozbawiano czci obywatelskiej i przez to 

możliwości piastowania godności i urzędów. Jak wspomniano wyżej pierwszym aktem 

łączącym przestępstwa herezji z karą przewidzianą za obrazę majestatu było pismo 

Innocentego III do kleru, rajców i ludu miasta Viterbo z 1199 roku. Tendencję zaznaczoną 

przez papieża podtrzymał w ustawie cesarskiej z 1220 roku Fryderyk II .  

 Edykt 

wieluński z pewnymi modyfikacjami powtórzył te postanowienia za konstytucją 

z 1220 roku. Rozciągał kary za herezję na dzieci osób, które po określonym terminie nie 

wróciły do kraju z Czech. Istotną sprawą jest fakt, iż edykt nakazywał kacerza ścigać i karać,  

jako winnego zbrodni obrazy majestatu, nie podawał jednak dokładnej sankcji, jaka miała 

spotkać skazanego. Ustawy przewidującej rodzaj kary za tę zbrodnię w Polsce nigdy nie było, 

a późniejsze konstytucje nakazujące karać różne przestępstwa, np. napad na posła,  

w sposób analogiczny także sankcji tej nie konkretyzowały. Sądy orzekały w praktyce przede 

wszystkim karę  śmierci, zarówno w formie podstawowej, jak i kwalifikowanej. Źródła 

dowodzą, że jeśli chodzi o wyżej wymienioną zbrodnię, to już od XIII wieku opierano się na 

prawie rzymskim. Sam jednak edykt nie dawał odpowiedzi  na pytanie, w jaki sposób karać 

heretyków. Późniejsi prawnicy tacy jak: Jakub Przyłuski i Bartłomiej Groicki stali na 

stanowisku,  że edykt stawiając heretyków na równi z tymi, którzy dopuścili się zbrodni 

obrazy majestatu, ustanawiał dla nich karę śmierci:  

 

background image

 

69

 „(...) ale (także) na majętności, któraby po zamordowanym heretyku do skarbu królewskiego 

została przyłączona. Nadto: dzieci onego heretyka wiecznie by były bezecnymi, a ku żadnemu 

dostojeństwu aby nie były nigdy obierane.”

 

 

 

 Należy zatem przypuszczać,  że ówczesna praktyka sądowa szła w tym samym 

kierunku. Dowodem może być list króla Jagiełły do inkwizytora, powstały między 1423  

a 1434 rokiem, w którym władca twierdził, iż gdyby orzecznictwo w sprawach herezji 

należało do jego kompetencji, skazałby schwytanych kacerzy na karę śmierci lub stosu.  

 Kontrowersje 

budzi 

także kwestia właściwości  ścigania i sądzenia kacerzy. W usta-

wodawstwie europejskim, na wzorze którego powstał edykt, zarysowuje się pewna dwoistość. 

Inaczej cesarz Fryderyk II regulował kwestie właściwości dla Lombardii i Sycylii, gdzie 

władza ścigania heretyków pozostawała w rękach świeckich, a inaczej dla ziem niemieckich, 

gdzie kontrolę nad tą kwestią powierzał on inkwizytorom. Władzę w rękach  świeckich 

pozostawiała Maiestas Carolina, a także edykt wieluński. Praktyka w Polsce w tej sprawie nie 

była jednolita, ponieważ z jednej strony król sam ścigał kacerzy, nakazując ich uwięzienie 

przez swych urzędników i oddanie pod sąd duchowny. Z drugiej strony polecał 

inkwizytorom, by zajęli się tropieniem heretyków, ze swej strony ograniczając się do 

przyrzeczenia pomocy brachium saeculare. To ostatnie stanowisko zgodne było z postulatami 

duchowieństwa, które znalazły wyraz w statutach arcybiskupa Mikołaja Trąby z 1420 roku. 

Postanowienia statutów domagały się od władzy świeckiej w zakresie walki z herezją jedynie 

pomocy ramienia świeckiego i udzielanie pomocy inkwizytorom w ich działaniach w walce  

z kacerstwem. Dalszy rozwój ustawodawstwa antyheretyckiego także szedł w tym kierunku. 

Władza świecka ograniczała się tylko do udzielania pomocy władzom duchownym.  

Wsparcie aparatu państwowego ilustruje pismo króla Władysława Warneńczyka z dnia 

7 sierpnia 1436 roku. Skierowane było do władz  świeckich na terytorium diecezji 

gnieźnieńskiej i poznańskiej i wzywało do udzielenia pomocy bratu Mikołajowi z Łęczycy, 

dominikaninowi mianowanemu do zwalczania kacerstwa. Pomoc ta miała obejmować 

zamykanie do więzień tych, których inkwizytor wskazał jako podejrzanych. Widać więc 

wyraźnie,  że  ściganie pozostawione było w rękach inkwizytorów. Ponadto urzędnicy mieli 

dostarczać podejrzanych na wezwanie inkwizytora do sądu duchownego i karać skazanych 

przez tenże sąd. W dalszych postanowieniach nakazywał król wypełniać wszystkie 

powinności wypływające z ustaw Fryderyka II aprobowanych przez Kościół, a także ochronę 

samego inkwizytora, jego towarzyszy i zapewnienie im bezpieczeństwa w podróży. Pismo to, 

z drobnymi zmianami zostało powtórzone 18 lat później przez Kazimierza Jagiellończyka  

background image

 

70

w 1454 roku z okazji ustanowienia inkwizytorem na obszarze diecezji gnieźnieńskiej, 

wrocławskiej,  poznańskiej i płockiej Jakuba z Dzierżoniowa. 

Kwestia tego jak w Polsce kształtował się stosunek władzy duchownej do świeckiej, 

oraz jakie było obowiązujące w kwestii herezji prawo wymagają szerszego omówienia. 

Dokument Władysława Warneńczyka ma dla badań znaczenie doniosłe, ponieważ wyjaśnia 

kwestie, które wątpliwymi pozostawia edykt wieluński. Po pierwsze ustalał on jurysdykcję 

sądów duchownych w kwestii zwalczania herezji. Po drugie nadając formalnie moc 

obowiązującą ustawom cesarskim, rozwiewał wątpliwości dotyczące kwestii, jaką karę miały 

wymierzyć  władze  świeckie osobie uznanej przez sądy kościelne za kacerza, a którą edykt 

ujmował tylko ogólnikowo. Kara tą było spalenie na stosie oraz konfiskata majątku, którą to 

karę rzeczywiście w Polsce stosowano. 

 

background image

 

72

d XV wieku w Europie rozpowszechniła się wiara w moc czarownic, które oprócz 

stosowania niszczycielskiej magii podejmowały działania satanistyczne, a równo-

legle do  ewolucji samej figury czarownicy zmieniały się także znamiona samego 

przestępstwa czarów. Poza dotychczasowymi oznakami, takimi jak: rzucanie zaklęć, 

przygotowywanie magicznych eliksirów, sporządzanie czarodziejskich artefaktów, których 

zastosowanie ograniczone było tylko wyobraźnią czarownicy, pojawiły się też nowe. Od XV 

wieku w procesach o czary zmieniły się treści interrogatoriów. Od  tego okresu sędziowie 

pytali o diabła, utrzymywane z nim stosunki, o zawarte z nim przymierze przez podpisanie 

paktu, czy o nocne loty na zgromadzenia sług szatana, zwane sabatami. Pierwsza wspomniana 

doktryna była pozostałością po magicznej religii przodków, która utrwaliła w społecznościach 

Europy przekonanie, iż na nadprzyrodzone moce można wpływać, jeśli tylko posiada się 

właściwie ku temu środki. Kościół katolicki nie tylko nie zwalczał tego rodzaju mentalności, 

ale przez cały szereg instytucji, obrzędów i  artefaktów wzbogacał ją i tej doktrynie czarów 

zapewniał niesłabnącą pozycję. Od XV wieku teologowie katoliccy dołączali do wspo-

mnianych wyżej znamion sądowych nowe elementy. Pierwszym z nich była ingerencja 

szatana. Od tego czasu każda magia nieodzownie łączyła się z szatanem. Czarownice  

i czarownicy tworzyli zorganizowaną sektę o przynależności do której, świadczył podpisany 

pakt. On był tu elementem najważniejszym i na wykrycie jego zawarcia kładli sędziowie 

podczas  śledztwa największy nacisk. Poza cyrografem, znakiem przynależności do anty-

kościoła szatana było także odbywanie lotów na sabaty, które były zaprzeczeniem katolickiej 

mszy oraz posiadanie czarodziejskiego znamienia. Znamiona te zostaną w tym rozdziale 

omówione szczegółowiej, ponieważ  są charakterystycznym rysem niemalże wszystkich 

nowożytnych procesów o czary, w tym także procesów polskich. 

Pierwszym teologiem, który połączył oficjalnie doktryny czarów z paktem 

zawieranym z diabłem był Nicholas Jacquier. Był on wybitnym inkwizytorem 

dominikańskim, działającym w roku 1465 w Tournai, w 1466 przeciwko husytom  

w Czechach, a następnie w latach 1468-1472 w Lille. W roku 1452, sprawując funkcję 

inkwizytora na obszarze północnej Francji, napisał  Tractatus de Calcatione Demonum 

wymierzony przeciwko licznym sektom heretyckim, które w latach późniejszych stawiał  

w jednym szeregu z waldensami. Jacquier był pierwszym demonologiem, łączącym doktrynę 

paktu z siłami piekielnymi ze starszą nauką Kościoła traktującą o magii. Pakt ten dawał 

czarownicy nie tylko moc pozwalającą posługiwać się magią niszczycielską, ale także 

inicjował zaangażowanie czarowników w służbę Diabłu. Z magią  łączył się nieodzownie 

O

background image

 

73

szatan, z którym zawierany był pakt, co z kolei łączyło się z sabatem, magicznymi lotami  

i z metamorfozą.  

 

4. 1. Związanie doktryny czarów z szatanem 

 

Należy zaznaczyć,  że na początku wszystkie wierzenia dotyczące stosunków 

czarownic z diabłem były rozpowszechnione wśród klas wykształconych i rządzących, nie 

były zaś znane pospolitemu ludowi. Do chłopów docierał jedynie ograniczony zakres 

informacji na temat czynności satanistycznych, podawanych do publicznej wiadomości  

w czasie kazań kościelnych, podczas odczytywania aktów oskarżenia w czasie egzekucji, oraz 

podczas celowo przeprowadzanych przez władze akcji. Mamy tutaj do czynienia z procesem 

akulturacji, mającym na celu określenie pewnej mentalności i sytuującym się na płaszczyźnie 

wierzeń i postaw. Klasy dominujące na scenie religijnej i politycznej narzuciły nową 

koncepcję społeczeństwa i jego hierarchii, poprzez potępianie pewnych aspektów kultury 

ludowej oraz zastępowanie ich nowymi, zaczerpniętymi z doktryny chrześcijańskiej, 

wzorami. 

 

    Omawiając zbiorczą koncepcję czarów, która formowała się w jesieni 

średniowiecza, nieodzownym jest choćby skrótowe omówienie figury diabła, który był dla tej 

doktryny fundamentem. U progu czasów nowożytnych szatan przenikał wszelkie formy życia 

i stosunków międzyludzkich, jednak jego pewna w tym czasie pozycja, była wynikiem 

ewolucji poglądów Doktorów Kościoła, a nie jego biblijnego wizerunku. Na kartach Starego 

Testamentu szatan nie zarysowywał się w sposób wyraźny, jedynie w jednej z dalszych ksiąg 

– w Kronice – diabeł przybrał odrębną osobowość i sam przedstawił się jako wróg Boga  

i ucieleśnienie zła. Z podobnymi oporami rozwijała się figura piekła. W Nowym Testamencie 

szatan jest bardziej wyrazisty, czego dowodzi z jednej strony wystawianie Chrystusa na próbę 

podczas pobytu na pustyni, z drugiej strony staje się on potężnym wrogiem samego 

chrześcijaństwa, potrafi bowiem odsunąć ludzi od Chrystusa i poprzez pokusy zmusza do 

odrzucenia jego nauki.  

Szatan określany był często imieniem Lucyfera, które to imię Ojcowie Kościoła 

przypisywali zbuntowanemu archaniołowi strąconemu przez Boga z niebios do piekła. Imię to 

jest  łacińskim określeniem gwiazdy zarannej. Nie występuje w Biblii, lecz przez teologów 

łączone było z gwiazdą, która pragnąc być podobną do Najwyższego została strącona 

z niebios.  Według chrześcijan  średniowiecznych istniała wielka liczba demonów, które 

asystowały diabłu w dziele zła, pokusy i destrukcji. Nowy Testament wskazuje, że demonów 

background image

 

74

tych był legion, jednak dokładnej liczby nie podaje. W ocenach spierających się w tej kwestii 

teologów liczba ta dochodziła do 26 bilionów.  

Pojawienie się szatana w kulturze narodów nawróconych było  ściśle związane bądź 

z kultem dotychczasowych pogańskich bogów, którzy w oficjalnej nauce Kościoła uzyskiwali 

rangę demonów, bądź samego diabła.  

Kontrowersje doktryny średniowiecznej budził problem jego metafizycznej natury  

i mocy. Od XII w. pojawiła się grupa teologów, która ustaliła wiążący w okresie polowania 

na czarownice pogląd,  że demony, podobnie jak anioły, są istotami czysto duchowymi, nie 

posiadającymi ciała i krwi. Mogą jednak przybierać postać ludzką lub zwierzęcą, poprzez 

mieszanie powietrza z oparami ziemi, aby stworzyć niematerialne, powietrzne ciało. 

Stworzone ciało posiadało realność fizyczną i mogło spełniać funkcje, takie jak taniec czy akt 

seksualny. Według niektórych teoretyków diabeł mógł rozmnażać się dzięki zapożyczonemu 

od mężczyzny nasieniu. Ciało stworzone z mocy diabelskich odznaczało się chłodem podczas 

kontaktów seksualnych. Diabeł lub jego zausznicy mogli również rzeczywiście opętać 

człowieka i zamieszkać w jego ciele. Jednym z najważniejszych przejawów mocy szatana, 

była moc tworzenia złudzeń. Teologowie podkreślali,  że wiele z cudownych wrażeń było 

iluzjami wywołanymi przez diabła. 

Podsumowując, diabeł nie ma nieograniczonej władzy nad światem fizycznym, nie 

potrafi zmieniać istoty rzeczy, ani dokonywać cudów. Nie może również kreować nowego 

życia w żadnej postaci, może jedynie działać w świecie rzeczywistym, który jest stworzony 

przez Boga. Wszystko co czyni diabeł, dzieje się za wyraźnym zezwoleniem Istoty 

Najwyższej. Najważniejszym ograniczeniem mocy diabelskiej jest fakt, iż nie może on 

kontrolować woli. Może zsyłać pokusy, oszukiwać i zwodzić, lecz nie może zmusić nikogo 

do wyrzeczenia się wiary chrześcijańskiej, czy posiąść duszy. Stanowisko teologów było 

zgodne w tej kwestii z kanoniczną doktryną wolnej woli.  

Lucyfer wkroczył na scenę religii i kultury w XI i XII wieku, kiedy to nastąpiła 

„diabelska eksplozja” w sztukach plastycznych, którym Kościół nadawał funkcje 

dydaktyczne. Wtedy to został stworzony do dzisiaj istniejący wizerunek diabła: chuć 

diabelską zaczerpnięto od Priapa i Dionizosa, trójząb Neptuna zamieniono w widły, a koźle 

rogi i kopyta zapożyczono od bożka Pana. Nasilenie się działalności diabelskiej spowodowało 

zajęcie stanowiska przez Kościół podczas IV Soboru Laterańskiego w 1215 roku. Doktryna 

przyjęła, że szatan i inne demony istnieją i choć zostały stworzone jako dobre, złymi stały się 

z własnego wyboru. Kościół nie wypowiadał się w kwestii istoty diabła i jego pomocników. 

Sobór wprowadzał też obowiązek spowiedzi nie tylko z grzechów ciężkich, lecz ze 

background image

 

75

wszystkich i nie jak dotychczas publicznie, ale w zaciszu konfesjonału. Dialog pomiędzy 

kapłanem a penitentem dawał szerokie pole do zdemaskowania pokus i mocy szatańskich 

oraz ich zwalczania.  

Od tego momentu diabeł był wszechobecny w życiu i kulturze chrześcijańskiej. 

Dopatrywano się go we wszystkich niemal schorzeniach i nadchodzących klęskach 

żywiołowych; był kusicielem oraz niszczycielem dzieł ludzkich. Obraz  szatana umacniał się  

i odtąd wiara nabierała mocy dogmatycznej. Od tego czasu nie był już tylko figurą retoryczną, 

lecz bytem realnym i jako taki wchodził do praktyki kaznodziejskiej.  

Figura diabła, która na stałe zagościła w kulturze europejskiej oraz polskiej podlegała 

rzecz jasna dalszej ewolucji. Diabeł wczesnośredniowieczny nie był tak „ruchliwy” i wszech-

obecny. Nie był też  złośliwy i perfidny jak to było w dalszych stuleciach. Stał po stronie 

sprawiedliwości jako ten, który upominał się o grzeszne sumienia i rogate dusze wciągał do 

piekła. Dalsza ewolucje postaci diabelskiej powoduje upowszechnienie się literatury 

popularnej traktującej o szatańskich działaniach na ziemi. W dalszych stuleciach Lucyfer 

wypełnił wyobraźnię wszystkich klas. Był wszechobecny, złośliwy, skory do oszustw, 

kłamstw a jego celem było dobycie jak najszerszego grona wyznawców. Czynił to przez 

opętanie, bądź kusząc niespełnionymi nigdy obietnicami skłaniał do podpisania cyrografu. 

Na ziemiach polskich doszło z czasem do wytworzenia się swoistego społeczeństwa 

diabelskiego, które było odbiciem społeczności  żyjącej na ziemi. Wyróżniano diabły 

szlacheckie, które można było poznać po kontuszach, szabelkach i pasach oraz przede 

wszystkim po wysokim miejscu zajmowanym w hierarchii sabatu. Pojawiały się też diabliki 

pośledniejszego gatunku, które miały za zadanie usługiwać diabłom szlacheckim oraz 

zwodzić na manowce ludzi równych im stanem. Obok diabłów rdzennie polskich wytworzyła 

się także figura diabła jako obcego. Szatan w takich przypadkach jawił się jako Niemiec, bądź 

Francuz. Niemieckiego szatana można było poznać po czerwonym, za krótkim fraku. W takiej 

postaci przeszedł do polskiej klasyki literatury na przykład w Pani Twardowskiej. Było to 

zjawisko ogólnospołeczne. Izolacja i obawa przed obcością nakazywała obcego traktować 

jako złego w przeciwieństwie do „swoich” którzy byli dobrzy. 

 

4. 2. „Cyrograf na byczej skórze podpisałeś ty i Bisy!” 

 

Głównym znamieniem przestępstwa czarów w epoce nowożytnej było przekonanie, że 

czarownice zawierały pakt z diabłem. Cyrograf był głównym łącznikiem między szkodliwymi 

background image

 

76

zabiegami magicznymi, znanymi z wcześniejszych doktryn, a przypuszczalnym kultem 

szatana.  

Idea paktu znajduje się już w pismach św. Augustyna, nie była jednak rozpowszech-

niona w Europie Zachodniej do XI wieku. W tym okresie zostały przetłumaczone na łacinę 

legendy na temat takich paktów. Umowa ta zapewnić miała zamożność lub inną formę 

doczesnej potęgi w zamian za służbę i duszę po śmierci. Związek miedzy magią i pakto-

waniem z demonami stał się ściślejszy w XII i XIII wieku, gdy rozpowszechniły się przekłady 

wielu islamskich i greckich ksiąg magicznych. Magia, którą uprawiano na ich podstawie, 

wiązała się z przywoływaniem i posługiwaniem się demonami, a także z wywoływaniem 

duchów, czyli nekromancją. Ten rodzaj ceremoniału uprawiano głównie na dworach 

monarchów, a nawet na dworze papieskim. Praktyki czarowników sprawiały wrażenie,  że 

zaklinający oddają hołd demonowi lub składają pewnego rodzaju ofiary. Scholastycy 

wyciągnęli stąd wniosek, iż wszyscy magicy rzeczywiście zawierali umowę z szatanem. Za 

św. Tomaszem teolodzy rozróżniali pakt zawarty bezpośrednio i umowę dorozumianą.  

Pakt był istotny, ponieważ rozsądzał sprawę kontaktów czarownika z demonami. 

Odróżniał on osobę zajmującą się czarami od osoby opętanej. Diabeł mógł opętać wbrew 

woli, ale cyrograf zawsze był podpisywany dobrowolnie i czarownicy zawsze służyli mu 

z własnej woli.  

Nowością było położenie przez scholastyków nacisku na zawarcie paktu, jako na 

uprawianie herezji oraz potępienie na tej podstawie magii rytualnej. Znaczenie takiego ujęcia 

prowadziło do dwojakich skutków. Po pierwsze potępiano wszelką magię jako herezję, 

bowiem każde czary były powodowane mocą diabelską. Po drugie zarzucanie magom herezji 

i apostazji pozwalało na oskarżenie ich wszystkimi zarzutami, kierowanymi w stosunku do 

heretyków. Zestawienie to pociągało też za sobą inne znamiona, tradycyjnie przypisywane 

dotychczas kacerzom, takie jak na przykład nocne gromadzenie się.  

Stosowanie doktryny paktu nie było niczym przypadkowym. Cyrograf decydował  

o przemianie czarownika w heretyka. Ojcowie Kościoła uznali, że czciciel diabła musiał 

wierzyć, że jego nowy pan uchroni go przed boską sprawiedliwością, co już było kacerstwem. 

Wyparcie się Chrystusa było najgorszą i najbardziej niebezpieczną z możliwych herezji. 

 

4. 3. Sabat  

 

Połączenie znamion sabatu z przestępstwem czarów nastąpiło dosyć późno, dopiero  

w połowie XV wieku. Jednakże wówczas nie zachodził między nimi związek konieczny, 

background image

 

77

dowodem na to był najsłynniejszy w tym okresie traktat o czarach: Malleus maleficarum

który wspominał o zbiorowym kulcie diabła tylko mimochodem.  

Figura zachodnioeuropejskiego sabatu miała wiele cech wynikających z wpływu 

średniowiecznego chrześcijaństwa. Nacisk na erotyczne aspekty sabatu, takie jak rytualne 

stosunki płciowe z diabłem oraz powszechny promiskuityzm, hetero- i homoseksualny wśród 

czarownic, warunkowany był negatywną postawą Kościoła średniowiecznego i nowożytnego 

wobec seksu. Również msza św. odciskała swoje piętno na doktrynie sabatu, który był jej 

parodią.  

Obraz antyspołeczności sabatu wytworzony przez mnichów w XII i XIII wieku miał 

swoje źródło w pismach, które były skierowane przeciwko heretykom. Scholastycy stworzyli 

wizję nieludzkiej, heretyckiej zbiorowości w celu przeciwstawienia się społecznemu 

rozwojowi takich ruchów i wzmożenia represji. Nie były to obrazy oryginalne, ponieważ 

twórcy czerpali z wcześniejszych wyobrażeń Rzymian o tajnych sektach chrześcijańskich. 

Organizacje te były pomawiane o dzieciobójstwo w celach kanibalistycznych oraz o kazi-

rodztwo. Działo się tak dlatego, że główny obrząd chrześcijaństwa – eucharystię – można 

było mylnie zinterpretować jako kanibalizm. Obraz wytworzony przez mnichów w drugiej 

połowie XII i początku XIII wieku nabrał „odrębnego  życia” i z łatwością można było 

odnieść go do każdego odstępstwa od oficjalnej doktryny Kościoła.  

Stereotyp ten był kojarzony z czarownikami prawdopodobnie od XIV wieku, kiedy to 

katarów oskarżano o praktykowanie czarów. W następnych wiekach na skutek 

 

szczegółowego poznania teologii heretyckich, obraz ten oderwał się od źródła i był coraz 

częściej kojarzony tylko z czarami. W XVI wieku zarzut ten wiązał się już tylko z postacią 

czarownicy.  

Na ziemiach polskich idea sabatu przybrała lokalnego kolorytu, bowiem znakomita 

większość oskarżonych w procesach o czary zeznawała, że zgromadzenia te odbywały się na 

Łysej górze. Opis znacznej liczby wierzeń związanych z miejscem spotkań oraz panującymi 

tam zwyczajami dają Karol Koranyi i Michał Rożek.  

Podczas sabatu centralnym punktem uroczystości był pocałunek składany przez 

szatanowi przez jego wyznawców. Był to niejako lenny rytuał złożenia hołdu, w zamian za co 

czarownice zyskiwały pomoc swojego nowego Pana oraz znamię przynależności do jego 

Kościoła. Instytucja ta wydaje się pochodzić z katarskiego rytuału pocałunku pokoju – 

caretas. W ten sposób Doskonali błogosławili swoich wyznawców.  

 

 

background image

 

78

4. 4. Lot 

 

Ponieważ sabaty odbywały się najczęściej w bardzo odległych miejscach, wiara 

w możliwość lotu była więc koniecznym następstwem przyjęcia „doktryny” zgromadzenia. 

Wierzenia związane z lotem czarownic miały znacznie starsze źródła ludowe, niż wiara  

w moc sprawczą paktu lub sabatów. Istniały początkowo dwa elementy wierzeń ludowych,  

z których wywodziło się to pojęcie. Po pierwsze pochodzące z czasów starożytnych podania, 

iż kobiety mogły zmieniać się w nocy w latające strzygi, które zjadają noworodki. Postać 

czarownicy napotykana była w wielu kulturach prymitywnych, ale znajdowała także oparcie 

w mitologii starożytnych Greków, której pierwowzorem była postać królowej Libii, która 

wysysała krew z niemowląt. Drugim elementem są wierzenia dotyczące kobiet odbywających 

nocne wędrówki, których przykładem są boginie Diana, Hekate czy germańska Holda. 

 Do XIV wieku wykształcone warstwy traktowały takie wierzenia jako złudzenia 

wywołane przez diabła. Zarówno ci, którzy wyobrażali sobie, że latają w nocy, jak i osoby 

uważające się za czarowników, angażowały się w pogańskie przesądy. Stanowisko to 

podtrzymywał Kościół, w Canonie Episcopi. Zbiór ten napisany został w XI wieku przez 

Reginalda z Prum i z jednej strony przedstawiał samą wiarę w czary jako herezję, a z drugiej 

jednocześnie utrwalał wiele praktyk i wierzeń, które później składały się na ogólną koncepcję 

czarów.  Źródeł przemiany w poglądach warstw wykształconych, która nastąpiła w XIV 

wieku, najprawdopodobniej należy szukać w scholastycznej demonologii. Ponieważ diabeł 

posiada nadprzyrodzoną moc naturalną, to jej konsekwencją jest przenoszenie czarownic 

drogą powietrzną, tym bardziej, że żywioł powietrza był jego domeną.  

Od XIV wieku ścierały się dwa poglądy na temat lotów. Teologowie spierali się  

o  źródło tych praktyk, które mogły być powodowane zdolnościami imaginacyjnymi, bądź 

rzeczywistym wynikiem przenoszenia ciał na odległość. Nie należy uważać,  że wiara  

w realność lotów zastąpiła wiarę w to, że czarownice wyobrażały sobie taką podróż. Należy 

uzmysłowić sobie, że od XIV wieku oba te poglądy współistniały. Potwierdzają to autorzy 

Młota na czarownice, którzy twierdzili, że czarownice przenoszą się zarówno fizycznie, jak  

i w wyobraźni.  

Wyżej wymienione znamiona, w XV wieku rozpowszechnione były wśród warstw 

wykształconych. Członkowie klas niższych nie podzielali poglądów uczonych na temat 

czarów, które czyniły to przestępstwo tak odrażającym. Wierzyli oni w magię i uświadamiali 

sobie szkody, jakie może ona wyrządzić, lecz niekoniecznie przypisywali te efekty szatanowi. 

background image

 

79

Wierzyli oni w strzygi, latające czarownice, w metamorfozy, lecz nie łączyli ich ze 

wszystkimi skutkami wypracowanymi przez teologów i inkwizytorów.  

Zarówno rozpowszechnienie pojęć, jak i ich wewnętrzna ewolucja, były wynikiem 

wzajemnego inspirowania i wpływania na siebie prawa procesowego z jednej strony,  

a tradycji literackiej z drugiej. Poglądy teologów na temat czarownic łączyły się z pojęciami 

powstającymi podczas procesów, zarówno magów, jak i czarownic. Sami sędziowie 

inkwizytorowie sporządzając akty oskarżenia,  łączyli swoje fantazje i obsesje karmione 

zarówno teologiczną jak i metodologiczną wiedzą, ze sprawozdaniami z innych rozpraw 

sądowych. Wymuszanie zeznań za pomocą tortur, do którego niejednokrotnie dochodziło, 

potwierdzało podejrzenia sędziego i tym samym ustanawiało ich prawomocność.   

Z wynikami takich procesów zapoznawali się inni sędziowie, najpierw poprzez ustną 

relację, a potem przez pisane podręczniki inkwizytorskie, w których wyżej opisanymi 

zeznaniami potwierdzano i ilustrowano czynności czarownic. Korzystając z takiej bazy 

informacyjnej mogli oni wedle potrzeb usuwać pewne zarzuty, wprowadzając nowe znamiona 

do standartowych oskarżeń.  

Sędziowie w procesach o czary dysponowali z jednej strony wiedzą teoretyczną 

zdobytą przed rozpoczęciem praktyki sądowej, a z drugiej strony wiedzą praktyczną 

zdobywaną podczas prowadzenia czynności  śledczych i lektury podręczników i traktatów 

inkwizytorskich. Wydaje się, że pierwszorzędne znaczenie w rozwijaniu i kumulowaniu pojęć 

składających się na zbiorczą koncepcję czarów miały procesy sądowe. Literatura odgrywała 

natomiast w kształtowaniu tych procesów drugorzędną rolę. Gdy w późniejszych wiekach 

znamiona przestępstwa czarów ustaliły się wyraźnie, to wtedy z kolei literatura stała się 

środkiem transmitowania wiedzy o tym przestępstwie. Znaczenie takiej literatury wzrastało, 

od czasu wprowadzenia druku, w drugiej połowie XV wieku. Rola akt procesowych spadła  

w tym okresie do podrzędnej funkcji uprawomocnienia pojęć zawartych w tej literaturze, 

natomiast same publiczne procesy rozpowszechniały koncepcję czarów wśród społeczności 

niepiśmiennej poprzez odczytywanie wyroków podczas egzekucji.  

Traktatem o czarach, który odegrał główną rolę w udostępnieniu „zbiorczej” koncepcji 

czarów szerokiej publiczności był Malleus Maleficarum, wydany w 1486 roku i w przeciągu 

34 lat wznowiony 14 razy. Był dziełem dwóch dominikanów Heinricha Kramera i Jacoba 

Sprengera. Współpracowali oni na niwie sądownictwa w procesach o czary, a gdy napotkali 

opór ze strony lokalnych władz świeckich i duchowych, udało im się uzyskać w 1484 roku 

bullę Innocentego VIII, zapewniającą im mandat do dalszego działania. Dwa lata później 

powstał Malleus Maleficarum opatrzony bullą papieską Summis desiderantes jako wstępem. 

background image

 

80

Był to podręcznik inkwizytorski, który przybrał formę dysputy scholastycznej. Autorzy 

obierali dowody teologicznie głównie na podstawie myśli filozoficznych Tomasza z Akwinu.  

Świat przedstawiony w Młocie… wydawał się być nieskazitelnie logiczny, natomiast 

sposób jego przedstawiania nasuwał wnioski o wysokiej sprawności intelektualnej autorów. 

Setki przedstawionych tam faktów uzasadniały trafność założeń podstawowych, a one 

dowodziły z kolei słuszności przytoczonych faktów. Dodatkowym argumentem 

potwierdzającym prawdziwość i słuszność traktatu była wspomniana wyżej bulla, która 

autorytetem nieomylności papieskiej niezaprzeczalnie stwierdzała istnienie sekty heretyckiej 

oddającej cześć szatanowi. Herezja działała pod powierzchnią życia codziennego, lecz sięgała 

samych podstaw wiary i bytu. Użycie pojęcia herezji w stosunku do czarownictwa było 

niezbędne dla uzasadnienia represji, gdyż przesłuchaniom, torturom i egzekucjom mogło być 

poddane to, co nazwane i umiejscowione w tradycyjnym, zastanym systemie pojęć.    

Książka nie zawierała wszystkich znamion ukutej już kilkadziesiąt lat wcześniej 

koncepcji czarów. Traktat wykazuje pewne braki, ponieważ pomijał sabaty, obsceniczne 

pocałunki i diabelskie znamiona, wnosił on też niewiele do koncepcji przestępstwa czarów. 

Jedynym novum był tutaj mizoginizm, przejawiający się w nadmiernej podejrzliwości  

w stosunku do kobiet. Kwestia ta zostanie omówiona obszerniej w kolejnych częściach tego 

rozdziału.  

 Młot na czarownice nie inspirował bezpośrednio polowań na czarownice, jednak miał 

poważny na nie wpływ. Traktat był dobrym narzędziem w procesie edukacji nie tylko 

społeczeństwa, wśród którego należało rozpowszechnić uznane przez teologów właściwości 

czarownic, ale także sędziów, którzy korzystali z doświadczenia sądowego obu inkwizytorów. 

Wiele spośród późniejszych podręczników w sposób bardziej kompletny przedstawiało 

zbiorczą koncepcję czarów, a niektóre z nich, jak na przykład wydany w 1524 roku przez 

Paulusa Grillandusa – sędziego papieskiego Tractatus de hereticis et sortilegiis, były nawet 

popularniejsze.  

 

4. 5. Pozycja społeczna kobiety u progu ery nowożytnej i jej rola w procesach o czary 

 

Choć odsetek stających przed sądem mężczyzn wahał się, to w każdym okresie  

i w każdym regionie Europy, dominującą grupą podsądnych były kobiety. W pracy traktującej 

o przestępstwie czarów niezbędnym jest więc poświęcenie nieco większej uwagi tej grupie 

oskarżonych. Nieodzownym do tego środkiem jest prześledzenie pozycji kobiety w społe-

czności średniowiecznej i nowożytnej. 

background image

 

81

Bezpośrednim powodem postrzegania kobiety jako wspólniczki szatana nie tylko 

przez duchownych, ale i w takim samym stopniu przez świeckich, był strach mężczyzn, co jak 

dowodzi J. Delumeacu miało swoją długą historię. Strach przed kobietą nie został stworzony 

przez autorów Młota na czarownice, lecz stanowił podsumowanie wielowiekowych 

wywodów Ojców Kościoła, których ewolucja zostanie tu pokrótce nakreślona. W tekstach 

zapoznających nas z nauką Chrystusa odnajdujemy nakaz miłosierdzia, który ma obejmować 

zarówno kobiety, jak i trędowatych. Chrystus domagał się też fundamentalnej równości 

między mężczyzną a kobietą, które to tezy były radykalne nawet dla jego wyznawców. Jezus 

chętnie otaczał się kobietami, rozmawiał z nimi, uważał je za osoby w pełnym tego słowa 

znaczeniu, zawłaszcza jeżeli były społecznie pogardzane.  

Kościół od samego początku miał problemy z przekładaniem teorii Jezusa na 

praktykę. Już w słowach św. Pawła zaznaczał się dualizm w podejściu do kobiety, bowiem  

z jednej strony głosił on nastanie równości w Chrystusie Panu, a z drugiej narzucał kobietom 

pozycję podporządkowaną we wspólnotach modlitewnych, przypominając słowa Starego 

Testamentu: „Mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny.”  

W Listach Apostolskich zawarł on zaś przypowieść, która będzie fundamentem dogmatu 

przyporządkowania kobiety mężczyźnie: „Żony niechaj będą poddane swym mężom.”  

Niekorzystną pozycję społeczną kobiety, coraz bardziej na margines odsuwanej  

w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, pogłębiało oczekiwanie na wkrótce mający nadejść 

koniec  świata, egzaltacja dziewictwa i cnoty cielesnej oraz maskulinizująca interpretacja 

opowieści o upadku, pochodzącej z Księgi Rodzaju. Owocowało to w mocno akcento-

wanymi antyfeministycznymi wątkami w pismach pierwszych pisarzy chrześcijańskich. 

Przodował  wśród nich Tertulian, który nazywa kobietę „Bramą Diabła” i „Gwałcicielem 

Prawa Boskiego”. Kolejni Ojcowie Kościoła krytykowali instytucję małżeństwa, które 

przynosiło tylko bóle i przykrości, wychwalając dziewictwo jako wzniosły i niemalże boski 

stan. Jako pierwszemu udało się pogodzić antyfeminizm z nauką ewangeliczną o równości 

mężczyzny i kobiety św. Augustynowi, który dokonał zadziwiającego rozróżnienia. Twierdził 

on,  że każda ludzka istota ma duszę aseksualną i ciało seksualne. U osobnika płci męskiej 

ciało jest odbiciem duszy, w przeciwieństwie do kobiet. Mężczyzna jest więc w pełni 

obrazem Boga, który to stan jest niedostępny dla kobiety, której ciało i dusza stanowi 

nieustanną przeszkodę dla nakazów rozumu. Kobieta winna być  mężczyźnie 

podporządkowana. Doktryna ta, pogłębiona w późniejszym okresie, przeniknęła w XII wieku 

do dekretu Gracjana, który był podstawą stosowanego w praktyce prawa kanonicznego. Nauki 

te zostały powtórzone w zasadzie w niezmienionej formie w pismach św. Tomasza  

background image

 

82

z Akwinu, który dodał,  że w rzeczywistości istnieje tylko jedna płeć – męska. Kobieta to 

niepełny mężczyzna. W ten sposób „chrześcijańskie”  średniowiecze dokonało syntezy  

i racjonalizacji mizoginicznych zarzutów.  

Kultura wieków średnich znajdowała się pod przemożnym wpływem duchownych, 

którzy sami dochowując celibatu, wywyższali dziewictwo, piętnując jednocześnie związki 

cielesne. Dokonując oceny ówczesnej pozycji społecznej kobiety, nie możemy pominąć 

kwitnącego w owym czasie kultu maryjnego oraz miłości dworskiej, jednak te figury 

kulturowe były interpretowane w ten sposób, że dochodziło do swoistego odsunięcia ich na 

bok, poza zasięg zwykłych  śmiertelników. Uwielbienie dla matki Chrystusa, czyli 

Najświętszej Marii Panny znajdowało swoją przeciwwagę w dewaluacji zmysłowości. 

Natomiast miłość dworska nie miała większego wpływu na ówczesne struktury społeczne  

i mogła współistnieć z powszechną mizoginią wobec kobiet rzeczywistych.  

Od początków chrześcijaństwa seksualność była istotnym czynnikiem organizującym 

postawy społeczne. Pierwszym takim przypadkiem była  średniowieczna interpretacja 

popełnienia grzechu pierworodnego przez Adama i Ewę w raju. Od tego czasu grzech 

pierworodny był grzechem cielesności i to właśnie ujęcie wyznaczało linię podziału między 

duchownymi i świeckimi. Wyraźnie podkreślała to reforma gregoriańska z XI wieku, która 

żądała od duchownych życia w absolutnej czystości celibatu. 

Od tego momentu Kościół uznał seks za sprawkę diabelską, potrzebną – lecz tylko  

w ramach prokreacji. Miał być przeżywany po bożemu, niekiedy nawet reglamentowany 

przez rygorystyczne przestrzeganie kalendarza stosunków seksualnych.  

Popularyzację wyżej wymienionych idei można przypisać pojawiającym się  

w Europie od XIII wieku zakonom żebraczym, które poprzez swoich wędrownych kaznodziei 

rozpowszechniały poglądy Ojców Kościoła w społeczeństwie. Kobieta była  źródłem wielu 

niebezpieczeństw, na które wystawiany był  mężczyzna. Inspiratorem tych zagrożeń był 

szatan, którego demaskowanie na tym polu było jednym z najpopularniejszych tematów 

kazań. Diabeł posługiwał się kobietą, by wciągnąć  płeć przeciwną do piekła. Postawy te 

utrwalane były w pieśniach religijnych, komponowanych na użytek wiernych. Utwory te 

wyrażały na wiele sposobów obawy, które kobiety swymi wdziękami wzbudzały  

w duchownych, których przeznaczeniem była cnotliwość. Identyfikując pokusy cielesne  

z podszeptami szatana twierdzili oni, że kobiety są zawsze niebezpieczne i diabelskie. W ten 

sposób kazanie, jako skuteczny sposób chrystianizacji, szerzyło i próbowało narzucić 

społecznościom strach przed kobietą.  

background image

 

83

Renesans jako epoka, która na nowo odkryła urodę  młodego, kobiecego ciała, 

piętnowała obraz starości i śmierci. Często stara, brzydka kobieta była przedstawiana  

w literaturze jako wcielenie występku i uprzywilejowanego wspólnika szatana. Tematy 

zarysowane przez twórców takich jak Bocacchio, Ferdynand de Rojas, Ronsard, Agrippa 

D’Aubigne czy Sigogn utrwalały w literaturze ten obraz. 

W  średniowiecznej kulturze polskiej prezentowano podobne poglądy. Kobieta była 

chwiejnym pomostem między człowieczeństwem i zwierzęcością. Przykładem takiej 

literatury był XIII-wieczny podręcznik dla spowiedników, autorstwa mnicha cysterskiego 

Rudolfa z Rud wielkich k. Raciborza. Katalog magii, bo takim tytułem opatrzone było dzieło, 

był podręcznikiem dla mniej doświadczonych kapłanów, pouczającym o tym, co należy robić 

z penitentkami przy konfesjonale. Katalog ujawniał bogactwo ówczesnej magii oraz 

demaskował diabelskie sztuczki stosowane przez miejscową ludność.  Łączył on kobiety z 

czarami, a magię i niewiasty z kolei z szatanem. 

Apogeum strachu i piętnowania kobiety przypadło wśród sędziów i teologów Zachodu 

na początek czasów nowożytnych. Nieprzypadkowo okres ten zbiega się z rozpoczęciem 

masowych polowań na czarownice. Świadectwem narastania nietolerancji wobec kobiet – 

czarownic była wzrastająca liczba pism, traktujących o czarownicach, których między 1220  

a 1420 rokiem doliczono się 13, podczas gdy od lat trzydziestych XV wieku do momentu 

wydania  Malleus Maleficarum (1486) ukazało się ich 28. Autorzy tych pism, podobnie jak 

twórcy  Młota... byli inspirowani przez wyższe duchowieństwo z Papieżem na czele. Po 

wspomnianej już bulli Summis desiderantes z 1484 roku, nazywanej „Pieśnią wzywająca do 

boju z piekłem”, powstało wiele tekstów pontyfikalnych o podobnej wymowie.  

 

Rzeczywista sytuacja społeczna kobiety nie wydawała się odbiegać od tez głoszonych 

przez warstwę intelektualistów, a trafnie przedstawia ją między innymi Le Roy Ladurie  

w dziele: Montaillou, wioska heretyków.  Kobieta w związku małżeńskim nie miała wiele do 

powiedzenia – głową domu był  mąż. Żona padała często ofiarą przemocy zarówno słownej 

jak i fizycznej. Wynikało to niejednokrotnie z faktu, iż niewiasty w bardzo młodym wieku 

wychodziły za mąż – już od 15 roku życia, podczas gdy ich małżonkowie byli o 5 – 10 lat 

starsi. Szacunek mogły one zdobyć wraz z wiekiem, jeżeli po śmierci męża samotnie 

prowadziły gospodarstwo domowe – ostal. Musiały być przy tym „bitne i kłótliwe”. 

Wszystko to świadczyło o trudnym położeniu, w jakim znajdowała się kobieta zamężna, które 

dodatkowo pogarszało się, jeżeli nie posiadała poparcia organizacji rodzinnej.  

background image

 

85

ak opisałem w poprzednich rozdziałach jurysdykcja w sprawach o czary należała do 

sądów biskupich. Przypadki rozstrzygania przez sądy świeckie spraw należących do 

kompetencji sądów duchownych w Polsce opisują nam źródła już z drugiej połowy 

XV wieku. Karol Koranyi twierdzi, że pierwszy proces o czary rozpatrywany we wsi 

Trześniowo, odbył się w roku 1450. Jednocześnie przypuszcza on, że ingerencje te mogły 

zdarzać się wcześniej. W następnych latach zjawisko to rozszerzało się i znajdujemy coraz 

częstsze potwierdzenie tej tendencji do tego stopnia, że od początku XVI wieku mamy do 

czynienia ze swoistym dualizmem jurysdykcyjnym w przypadku procesów o czary. 

Pierwszym aktem inicjującym ten proces jest wspomniany edykt wieluński, który nakazywał 

ścigać przestępstwo herezji sądom miejskim. Sądy miejskie były wtedy uprawnione do 

ścigania we własnym zakresie osób podejrzanych o herezję, natomiast moc wyrokowania 

pozostawała nadal w rękach Kościoła. Inne jednak decyzje władcy wskazują na 

pozostawienie tych kompetencji biskupom i inkwizytorom. Dwoistość rozwiązań 

wprowadzonych przez króla Władysław Jagiełłę w tym zakresie, szybko zostaje zastąpiona 

jednolitym stanowiskiem przekazującym całą  władzę w sprawach negotia ecclesiastica 

Kościołowi. Kolejni królowie polscy kontynuowali tę linię polityczną. W 1543 roku sejm 

polski zatwierdził kompetencje sądów kościelnych w sprawach wiary, herezji, schizmy, 

apostazji, bluźnierstwa,  świętokradztwa i czarów. Jednocześnie konstytucja sejmowa 

zastrzegła, iż po częściowym rozsądzeniu przez sąd duchowny spraw, w których toczył się 

spór o własność, miały one być przekazywane sądom świeckim. 

 

5. 1. Przejmowanie jurysdykcji przez sądy świeckie 

 

 

Mimo tych postanowień coraz częstsze były przypadki samodzielnego rozstrzygania 

spraw o czary przez sądy  świeckie. Przyczyn tego zjawiska upatruje Bohdan Baranowski 

między innymi w toczących się wówczas konfliktach społecznych. Bezpośrednim 

czynnikiem, który według niego spowodował przejęcie jurysdykcji, była obawa stanu 

szlacheckiego i mieszczańskiego przed możliwością  użycia sądów duchownych w celu 

zwalczania zwolenników „nowinek religijnych” oraz wrogów klasowych. Istniała też obawa, 

iż władze kościelne będą chciały „dosięgnąć” osób ze stanu szlacheckiego. Biorąc jednak pod 

uwagę,  że szlachta dominująca w ciele ustawodawczym skutecznie torpedowała wszelkie, 

niezgodne z jej interesami projekty, teoria ta powinna być odrzucona. Należy też wspomnieć, 

iż inkwizycji papieskiej nie udało się wypracować skutecznej metody obrony przed 

szerzącymi się w pierwszej połowie XVI wieku ruchami reformatorskimi. Dowodzą tego 

background image

 

86

synody, które odbyły się w 1527 roku w Łęczycy oraz w 1532 roku w Piotrkowie, podczas 

których inkwizytorzy domagali się od biskupów zastosowania surowszych środków w celu 

zwalczania herezji, na wzór inkwizycji hiszpańskiej. Biskupi polscy widząc w tym uszczu-

plenie swoich kompetencji odrzucili wnioski inkwizytorów.  

 Również próby rodzimych przedstawicieli Kościoła, będących zwolennikami 

zwalczania kacerstwa spełzły na niczym, po tym jak ustanowiony przez Zygmunta Augusta  

w 1550 roku edykt, nakazujący sądom świeckim egzekwowanie wyroków sądów kościelnych, 

został na sejmiku w 1552 roku przez szlachtę odrzucony.  

 Mało trafnym wydaje się również argument, iż szlachta czuła się osobiście zagrożona 

przez trybunały inkwizycyjne – papieskie czy też biskupie, gdyż przypadki skazania na stos 

ludzi wysoko urodzonych praktycznie się nie zdarzały. Szlachetnie urodzonych, w przypadku 

popełnienia zbrodni herezji po wyrzeknięciu się  błędów, wypuszczano wolno. Przykład 

spalonej na stosie za czary szlachcianki – Doroty Łazęckiej, którym posługuje się Bohdan 

Baranowski w celu poparcia wyżej wymienionej tezy, był owocem starań nuncjusza 

papieskiego Lippomano i stanowił niewiele znaczący przyczynek do dziejów Reformacji  

w Polsce i wyjątek od obowiązującej praktyki. Polską specyfiką procesów o czary było 

wyłączenie w tym zakresie całej warstwy szlacheckiej. Zasada neminem captivabimus – 

„źrenica wolności szlacheckiej” zakładała konieczność udowodnienia winy przed 

aresztowaniem. Przeprowadzenie takiego dowodu w przypadku czarów było niemal 

niemożliwe, aby bowiem w postępowaniu o czary zyskać wyrok skazujący, najczęściej 

posługiwano się metodą tortur. Szlachciców jednak nie wolno było aresztować, a przez co 

brać na męki. To w zasadzie wykluczało uzyskanie wyroku skazującego. W Polsce – jak 

twierdzi Janusz Tazbir – poza wspomnianym wyżej wypadkiem, znamy tylko jedną sprawę 

szlachcica spalonego na stosie za spowodowanie czarami zarazy. Padł on jednak ofiarą 

samosądu, inspirowanego przez miejscowych możnych i przedstawiciela kleru, którzy 

poparcie społeczne zyskali przez zapewnienie o wzięciu na siebie całej winy za ten czyn. 

Dlatego procesy o czary w naszym kraju dotyczyły tylko przedstawicieli biedoty miejskiej 

oraz chłopstwa.  

 

Argument obawy stanu szlacheckiego i mieszczańskiego przed represjami ze strony 

Kościoła, spowodowanymi chłonnością „nowinek religijnych”, nie mógł być czynnikiem 

inicjującym przejęcia kompetencyjnego sądów świeckich, jako że – jak zaznaczyłem wyżej – 

proces ten zaczął się niemalże wiek wcześniej. Również w połowie XV wieku, kiedy to 

badacze dopatrują się pierwszych dowodów owego przejmowania, hasła reformy husyckiej 

miały minimalny wpływ na szlachtę, jako grupę społeczną i tym samym nie mogły 

background image

 

87

zainicjować wyżej wspomnianego procesu przejmowania. Poza tym w interesującym nas 

okresie i tak zostały już przez Kościół stłumione. 

  

Reasumując, w momencie nasilenia się procesu przejmowania jurysdykcji 

 

w sprawach czarów przez sądy świeckie, polityczna pozycja Kościoła katolickiego w Polsce 

była zbyt słaba, by zagrozić szlachcie. W tym kontekście nie mogło być więc mowy o realnej 

obawie stanu szlacheckiego przed odwetem środowisk kościelnych, wywołanym 

sympatyzowaniem stanów wyższych ze środowiskami reformacyjnymi. Bardziej prawdo-

podobnym wydaje się, iż rozszerzanie jurysdykcji świeckiej, wywołane było wykorzystaniem 

przez stan szlachecki niekorzystnego położenia Kościoła katolickiego, nie potrafiącego 

skutecznie sobie radzić z święcącą triumfy Reformacją. 

 

 Moim zdaniem przyczyny procesu zeświecczenia jurysdykcji w sprawach wiary 

leżały zgoła gdzie indziej. Należy się bliżej przyjrzeć charakterowi nadań na prawie 

niemieckim, które rozpoczęły się już w wieku XIII. Powołując się na przytoczone przez 

Elżbietę Dybek wywody Bogusława Zientary, w dalszej części pracy zamiennie z terminem 

„prawo niemieckie” posługiwać się będę zwrotem ius teutonicum, jako że bardziej adekwatne 

jest powoływanie się na zwyczaje prawne przeniesione przez osadników, niż na nazwy 

ośrodka, z którego pochodzą. Prawo niemieckie było bowiem ukształtowane przez prawo 

flamandzkie i holenderskie, a następnie przekazane Polsce.  

 

Kwestia charakteru lokacji na prawie niemieckim została przedstawiona przez 

Kazimierza Tymienieckiego. Prawo to traktowało nadania lokacyjne miast i wsi jako rodzaj 

immunitetu ekonomicznego i sądowniczego, nadawanego szlachcie zarówno duchownej jak  

i świeckiej. Ludność tych osiedli miała być sądzona tylko przez swego pana, jego zastępców 

lub wyznaczanych przez niego wójtów i sołtysów. Jedynie najcięższe sprawy, karane 

obcięciem członków lub śmiercią, należały do jurysdykcji władcy, w późniejszym okresie 

również i ta dziedzina przypadła panom dominialnym. W przypadku dóbr nadanych 

Kościołowi kompetencja do rozstrzygania przydzielona była właścicielowi duchownemu. 

Zarówno szlachta świecka jak i duchowna zabiegała o te nadania, gdyż wyłączały one 

zastosowanie prawa ziemskiego, czyli nadzoru sądów państwowych. Ludność wiejska, 

biorąca niekiedy udział w tak zwanej „ławie”, odgrywała w niej tylko rolę pomocniczą; 

inaczej było w miastach, gdzie w średniowieczu wybierani urzędnicy mieli chociaż częściowy 

wpływ na ferowane wyroki. Istniała także trzecia grupa immunitetowa, czyli wsie należące do 

domeny władcy, w których prawo książęce zostało zastąpione prawem ziemskim, a istniejąca 

dotychczas organizacja urzędników królewskich, była zastępowana prawem niemieckim. Ta 

background image

 

88

grupa musiała nadal liczyć się z nadzorem i ewentualnymi ingerencjami władcy, 

występującego w roli właściciela. 

 Od 

początku  XIII wieku, czyli od rozpoczęcia osadnictwa na ius teutonicum, mamy 

na ziemiach polskich do czynienia dualizmem kompetencji sądowniczych. Z jednej strony 

bowiem miejscowości i wsie lokowane na tym prawie, wyłączone były spod wszelkiego 

sądownictwa publicznego – w tym również w zakresie przestępstw na tle religijnym –  

a z drugiej właściwym w zakresie negotia ecclesiastica, od czasów zdobycia dotyczącego tej 

kwestii immunitetu, był Kościół. Źródłem prawa dla terenów objętych wspomnianym wyżej 

osadnictwem było od XIII wieku Zwierciadło saskie, które przewidywało za dopuszczenie się 

przestępstwa czarów karę  śmierci przez spalenie na stosie. Fakt iż dopiero od połowy XV 

wieku napotykamy pojedyncze wzmianki o sądzeniu spraw o czary przez sądy  świeckie, 

świadczyć może o nie egzekwowaniu przez szlachtę swoich immunitetów i tym samym 

respektowaniu kompetencji sądów duchownych. Miało to swoją przyczynę zarówno  

w niepodważalnej w tym okresie pozycji Kościoła, jak i w politycznej i gospodarczej słabości 

tworzącego się dopiero i konstytuującego przywilejami stanu szlacheckiego. Hasła 

reformacyjne nie były więc inicjatorem przejęcia kompetencji, a jedynie czynnikiem który 

przyspieszył i pogłębił wcześniej rozpoczęte procesy.  

 

Ostatnim akcentem porażki Kościoła w walce ze stanem szlacheckim o pozycję 

polityczną były konstytucje z 1563-1565 roku, które pozbawiły jurysdykcję kościelną 

wsparcia  brachium saecularae. Było to niewątpliwe zwycięstwo szlachty, osiągnięte dzięki 

tryumfującym w tym okresie prądom Reformacji. Od tego momentu sądownictwo duchowne 

– mimo iż formalnie nadal właściwe do rozstrzygania spraw o czary – utraciło możność 

orzekania kar wykraczających poza środki typowo kościelne, takie jak: pokuta czy infamia.    

 

Czynnikiem który wpłynął także na stosunkowo późne przejęcie jurysdykcji był fakt, 

iż w tym czasie szlachta polska nie dysponowała sprawnie działającym aparatem 

sądowniczym i policyjnym, umożliwiającym skuteczne ściganie czarownic. Prawo karne, 

które było stosowane przez sądy miejskie (magdeburskie) i wiejskie (patrymonialne), 

rozpatrujące oskarżenia o czary, było w tamtym czasie słabo rozbudowane, a aparat 

urzędniczy je współtworzący był nieliczny i słabo wykształcony. Stan ten zmienił się po 

upowszechnieniu w XVI wieku na Śląsku, w Wielkopolsce czy na Pomorzu prawa, znanego 

przede wszystkim z Constitutio Criminalis Carolina. Wzrósł wtedy poziom wykształcenia 

wśród urzędników sądowych i ogólny poziom kultury prawnej. Mimo to procesy o czary nie 

ogarnęły, tak jak na zachodzie Europy całych prowincji, lecz jedynie pojedyncze miasta lub 

wsie.  

background image

 

89

 Omawiając postawę „mniej godnego” stanu, Bohdan Baranowski twierdzi, iż 

mieszczanie przejęli kompetencje sądownicze w sprawach o czary, ponieważ podzielali 

obawy szlachty, że władze kościelne pod pozorem walki z diabłem będą starały się wpływać 

na religijne przekonania obywateli. Tezę tę ilustruje on działaniami miast Prus Królewskich, 

które stanęły na stanowisku, że sądy miejskie były powołane do wydawania wyroków we 

wszelkich sprawach o czary, a ich przykład znalazł wielu naśladowców. Stanowisko to 

wymaga dodatkowego uściślenia, bowiem faktycznie miasta pruskie w 1557 roku uzyskały od 

króla – w zamian za wpłacenie do skarbu państwa ogromnej sumy stu tysięcy złotych 

polskich – przywileje gwarantujące im wolność religijną. Nie było to więc samowolne 

przejęcie kompetencyjne, a uzyskanie ich odbyło się drogą legalną, poprzez nadanie 

immunitetu. 

 Fakt, 

iż szlachta w sejmie zdobywała kolejne wolności religijne, nie oznaczał wcale 

rozciągania ich na pozostałe stany. Tą tendencję potwierdziły uchwały sejmu Piotrkowskiego 

z 1555 roku, podczas którego Zygmunt August zgodził się zawiesić sądownictwo duchowne,  

szlachta uzyskała prawo do utrzymywania kaznodziejów protestanckich, a postanowienia nie 

zostały rozciągnięte na miasta. Mało tego, równocześnie zintensyfikowano akcję przeciwko 

różnowiercom na ich terenach. Symptomem tej postawy był mandat z 1551 roku, skierowany 

do urzędników państwowych i miejskich diecezji poznańskiej, nakazujący im pomaganie  

w egzekucji wyroków sądów kościelnych i biskupich. Kontynuacją tej linii politycznej był 

mandat wydany przez króla za namową lokalnego biskupa, z 1555, skierowany przeciw 

protestantom w Poznaniu. Akt ten był adresowany do starostów i nakazywał im, by tępili 

wszelkie „nowinki religijne” i nie pozwolili na ich rozprzestrzenianie. Podobne akty 

ustanowił król w 1556 roku, z których dwa odnosiły się do Wielkopolski najbardziej 

zagrożonej postępami Reformacji. Konkludując, wskutek rozprzestrzeniania się wyznań 

reformowanych sądy miejskie zyskały kompetencje w sprawach religijnych, jednak nie 

dlatego,  że – jak twierdzi Bohdan Baranowski przejęły ją, obawiając się represji Kościoła 

katolickiego – ale została im nadana właśnie z powodu współdziałania króla i kurii w celu 

zahamowania ekspansji protestantyzmu.  

 Jeżeli chodzi o pozostałe miasta w Rzeczpospolitej, to dzięki wysiłkom szlachty  

i magnaterii ich pozycja na arenie politycznej była stopniowo ograniczana, zaś sami 

mieszczenie, zwłaszcza ci z miast prywatnych podporządkowywani właścicielom tychże 

miast, nieomalże na wzór chłopów. Omawiając sytuację ówczesnych miast, pamiętać należy, 

że ośrodki te dzieliły się w tym okresie na królewskie, duchowne i świeckie. Miasta prywatne, 

szlacheckie i duchowne stanowiły na początku XVI wieku połowę wszystkich ośrodków 

background image

 

90

miejskich, podczas gdy u schyłku XVIII już 2/3 całej ich liczby. Osady prywatne od połowy 

XVI wieku dzielą los, który – jak twierdzi Kazimierz Tymaniecki – przypadł wsiom już w 

wieku XIII. Od tego okresu pojawiają się konstytucje, przekazujące w ręce prywatnych 

właścicieli uprawnienia, będące dotychczas domeną państwa. Do XVI wieku bowiem 

znajdowały się one pod opieką monarchów i obdarzone były przywilejami na równi  

z miastami królewskimi. Konstytucje z roku 1543, 1588 i 1598 przekazywały uprawnienia 

sądowe właścicielom  świeckim i duchownym. Edykt z 1573 roku zaś poddał mieszkańców 

miast prywatnych wpływom owych właścicieli, w zakresie praw religijnych. Od tego 

momentu dziedzice regulowali życie wewnętrzne, gospodarkę i sądownictwo i to od nich 

zależała polityka sądownicza w sprawach o czary. Oni to także – pośrednio bądź 

bezpośrednio – wpływali na skład rad i ław miejskich, tworzących aparat sądowniczy  

i odpowiedzialnych między innymi za rozstrzyganie w procesach o stosowanie magii.  

 Nie 

wydaje 

się także trafnym argument, że władze duchowne „zupełnie pogodziły się” 

z przejęciem jurysdykcji w sprawach o czary przez sądy  świeckie. Argumentem, który 

wykazuje fałszywość pierwszej z powyższych tez jest fakt, iż Kościół katolicki nie tylko 

walczył o właściwość kompetencyjną w sprawach o herezje i czary, ale także nigdy nie 

zaniechał wysiłków w celu jej odzyskania. Na poparcie tego twierdzenia można przytoczyć 

fakt, iż w 1543 roku sprawy o czary nominalnie przeszły pod jurysdykcję sądów duchownych, 

a w 1550 roku Zygmunt August wydał prymasowi Dzierzgowskiemu dekret, oddający w ręce 

tychże sądów również sprawy o kacerstwo. Kościół przegrywał na arenie politycznej  

i pierwszy z tych aktów nie był przestrzegany, a drugi został odwołany. W momencie 

nasilenia się procesów o czary w XVII wieku zaostrzyło się na tym polu stanowisko kurii. 

Było to ściśle związane z postawą Kościoła, który nie dopuszczał bezkarności tych 

przestępstw i uważał, że tylko teologowie byli w stanie odróżnić czary od guseł i zabobonów, 

czego nie potrafili sędziowie niekościelni, którzy winni byli skupić się na właściwym im 

przestępstwom świeckim. W roku 1672 biskupi wyjednali dekrety królewskie ograniczające 

jurysdykcję  sądów  świeckich, jeżeli chodzi o karanie domniemanych czarownic. Podobnie 

stwierdziły dekrety asesorii koronnej z 1713 roku. August III Mocny w 1745 pod wpływem 

biskupa Szembeka wydał reskrypt, zabraniający sędziom miejskim rozstrzygania spraw  

o czary. Postawę  tą potwierdziło także ustawodawstwo kościelne, albowiem postanowienia 

synodu krakowskiego z 1711 roku jednoznacznie stwierdziły, że rozstrzyganie spraw o czary 

należało do sądów duchownych. Podważyły one zarazem kompetencje burmistrzów i wójtów, 

którzy nie tylko nie posiadali prawniczego wykształcenia, ale często nawet i umiejętności 

pisania czy czytania. W podobnym tonie utrzymane były dekrety synodu lubawskiego z 1745 

background image

 

91

roku. Zarówno więc ustawodawstwo wewnętrzne jak i państwowe – inspirowane przez 

Kościół – potwierdziło aktywne starania kurii o odzyskanie jurysdykcji w procesach o czary.  

 

Władze kościelne z nieukrywana niechęcią patrzyły na rozpatrywanie spraw o czary 

przed sądami  świeckimi. Powodem tego był fakt, iż każdy wyrok w tych sprawach był po 

części decyzją teologiczną do podejmowania której z omówionego wyżej punktu widzenia 

prawnego, jak i doktrynalnego sądy świeckie nie były właściwe. Nie posiadały na tym polu 

odpowiedniej wiedzy. 

 

 

  

5. 2. Pojawienie się w Polsce nowych znamion przestępstwa czarów 

 

 Przez 

cały wiek XVI procesy o czary pojawiały się tylko w sądach miejskich, zdarzało 

się to jednak bardzo rzadko i tylko w większych miastach Wielkopolski i Prus Królewskich. 

Przestępstwa czarów rozpatrywane przez sądy  świeckie w swych znamionach niczym nie 

różniły się od omawianych wcześniej przestępstw rozpatrywanych przez sądy kościelne. 

Środki używane przez czarownice były prymitywne, a ich zabiegi sprowadzały się najczęściej 

do przepowiadania przyszłości z wosku lub ołowiu, zaklęć miłosnych, leczących i szkodzą-

cych innym. Zarzut konszachtów z diabłem był – tak jak we wcześniej omawianym okresie – 

bardzo rzadki, co wynikało ze słabej znajomości demonologii, której źródła dostępne były 

jedynie po łacinie, przez co nie mogły służyć jako instruktarz dla sądów w miastach. 

 

Jednak w ostatnich dekadach szesnastego stulecia satanistyczna doktryna czarów, 

opisana w rozdziale wcześniejszym, zaczęła przenikać do Polski. W 1570 roku został wydany 

przez Cypriana Bazylika w Brześciu Litewskim Postępek prawa czartowskiego przeciwko 

narodowi ludzkiemu. Chociaż autor nie łączył diabła z czarownicami, to rozpowszechniał 

jednak wśród szerokich warstw społecznych idee sił piekielnych czyhających na zgubę 

ludzkości. Dwadzieścia pięć lat później w Krakowie został wydany przez księdza Stanisława 

z Gór Poklateckiego Pogrom czarnoksięskie błędy latawców i alchemickie fałsze. W dziele 

swoim autor wiązał bezpośrednio szatana z czarownikami oraz z alchemikami. Postuluował 

surowe karanie diabelskich wspólników, którzy ze swoimi protektorami dokonywali 

straszliwych zbrodni. W tym okresie pojawiały się liczne książki szerzące tę ideę. 

Niebagatelną role odegrali w szerzeniu haseł kontrreformacyjnych jezuici, rozprzestrzeniający 

podczas swoich kazań wyobrażenie diabła wśród szerokich mas. Książką, która odegrała 

największą rolę w rozpowszechnieniu wizerunku czarownicy jako wspólniczki szatana był 

wspomniany już  Młot na czarownice, którego polskie tłumaczenie ukazało się w Krakowie  

w 1614 roku. Przekładu dokonał Stanisław Ząbkowic, sekretarz jednego z najpotężniejszych 

background image

 

92

magnatów kresowych – księcia Ostrogskiego. Celem tego przekładu – jak twierdzi sam 

tłumacz – było „otwarcie ludziom oczu” na szatańskie zbrodnie i zdynamizowanie działań 

mających na celu ochronę ludzkości. Nie przetłumaczył on jednak całego dzieła niemieckich 

inkwizytorów, opuszczając najistotniejszą część, dotyczącą samej procedury prawnej. 

Popularność tej książki oraz rozpowszechnianie przekazywanych w niej treści przyczyniły się 

do swoistej „integracji” Polski z panującymi w Europie zachodniej ideami, a przez to do 

zwiększenia się, od początków XVII wieku, liczby procesów. 

 

Znamiona pierwszej z przedstawionych koncepcji przestępstwa były tworem całej 

społeczności i powstały z połączenia modelu myślenia magicznego, czyli wiary w możliwość 

wpływania na siły nadprzyrodzone celem osiągnięcia oczekiwanej korzyści oraz magicznych 

elementów zaczerpniętych zarówno ze starej jak i nowej religii. Nowa doktryna przestępstwa 

czarów została całkowicie stworzona przez teologów i narzucona na przełomie XVI i XVII 

wieku za pomocą traktatów teologicznych, które w tkankę społeczną wprowadzały struktury 

sądownicze. Zeznania oskarżonych odbijały przede wszystkim świat istniejący w umysłach 

sędziów. Siła takiego oddziaływania była na tyle znacząca,  że doktryna ta błyskawicznie 

rozpowszechniła się i wchłonięta została przez społeczeństwo. Michał Komar mówi tu  

o zjawisku „teatralizacji rzeczywistości”. Wizja świata opętanego przez zastępy diabelskie 

stanowiące zagrożenie dla mieszkańców ziemi została rozpowszechniana wszelkimi środkami 

przekazu. Doktryna ta poprzez swą konstrukcję odpowiadała na żywotne potrzeby 

społeczeństwa, takie jak potrzeba racjonalizacji klęsk i nieszczęść, która odbywała się przez 

przenoszenie win na spiskującą sektę diabelską. Równocześnie propagowana teoria 

usprawiedliwiała podejmowane już kroki praktyczne, czyli procesy. Idea spopularyzowana  

w szerszych kręgach i godna już wiary, wróciła do teologów i demonologów w „ruchu 

zwrotnym”, jako prawda i była potwierdzeniem słuszności dokonanych już wcześniej działań 

oraz pozwoliła na obranie kierunku dalszego działania. W tej wersji doktryna trafiła jeszcze 

raz do społeczeństwa jako oczywiste i naocznie sprawdzalne objaśnienie rzeczywistości. Idea 

podlegała dalszemu kształtowaniu. W następnym etapie stworzyła rzeczywiście mające 

miejsce sabaty i czarne msze. 

 

5. 3. Polskie „polowanie na czarownice” 

 

 

Polskie polowanie na czarownice zaczęło nabierać dynamiki pod koniec XVII wieku. 

Powodem takiego stanu rzeczy był między innymi zanik tolerancji, jaką cieszyły się inne 

background image

 

93

wyznania w dobie „złotego wieku”. Walki wyznaniowe w Polsce miały niewątpliwy wpływ 

na nasilenie się częstotliwości rozpatrywanych procesów o czary. Zarzuty takie wysuwano 

często pod adresem przeciwników religijnych. Wydaje się,  że była to broń obosieczna  

i zarzuty padały z każdej strony. Janusz Tazbir twierdzi, że oskarżenia takie rzucano na 

katolików, gdy w ofensywie było stronnictwo protestanckie, a odwrotnie działo się, gdy prądy 

kontrreformacyjne rekatolizowały kraj. Najgorliwsi na polu walk religijnych jezuici byli także 

autorami traktatów skierowanym przeciwko czarom. W Polsce na tym polu najbardziej 

cenione były prace Martina Del Rio oraz Wojciecha Tylkowskiego. Traktat tego pierwszego 

był na tyle przekonywujący,  że wykorzystywany był przez samych protestantów, którzy 

chociaż niechętni Katolikom, podzielali ich entuzjazm w  zwalczaniu „sług szatana”. 

 

 

 W pierwszej połowie XVII wieku w Wielkopolsce oraz na Pomorzu coraz częściej 

zdarzały się te procesy, a w Małopolsce odnotowujemy pierwsze takie przypadki. Arenami 

tych spraw były nie tylko większe miasta, lecz teren całej zachodniej Małopolski. W tym 

okresie podczas rozpraw pojawiały się zeznania dotyczące  lotów, sabatów i paktów 

świadczące o rozpowszechnieniu na terenie Polski diabelskiej teorii czarów. Nie oznaczało to 

zupełnego zniknięcia doktryny czarów niszczycielskich i miłosnych, które nadal pojawiały się 

w zeznaniach, lecz powstanie nowego, odrębnego przestępstwa.  

 Najczęściej doktryna zabobonów była włączana i sądzona jak przestępstwo czarów 

satanistycznych, niekiedy jednak gusła traktowane były jako łagodniejsza odmiana czarów, 

które karano rózgami i karami pieniężnymi. Zwłaszcza w prawie wiejskim współistniały oba 

typy przestępstwa. Również osoby krytykujące w latach późniejszych procesy o czary, żądały 

od sędziów rozróżniania „czarownic” od „zabobonnic” i domagały się  łagodniejszego tych 

ostatnich traktowania. 

 Zwiększająca się liczba procesów była związana z rozpowszechnieniem się wyżej 

opisanej doktryny czarów satanistycznych. Znakomity na tym polu wpływ miała prowadzona 

w XVII wieku systematyczna akcja misyjna. W wyniku tego procesu uległy likwidacji 

„żywe” niekiedy ogniska pogańskiej wiary przodków. Akcja rekatolizacji w małym stopniu 

natrafiła na wpływy protestanckie na wsiach polskich i w głównej mierze spełniła zadania 

dechrystianizacji, wyrwania ludu z kręgów na wpół pogańskich wyobrażeń na temat mocy 

nadprzyrodzonych. Dużo miejsca w kazaniach poświęcono roli diabła, który musiał wypełnić 

lukę powstałą po wygnaniu z wyobrażeń ludowych duchów, zjaw i innych elementów 

folkloru słowiańskiego. Postać ta scaliła w sobie te wszystkie siły, które nie były związane  

z Trójcą świętą oraz pozostałymi świętymi.  

background image

 

94

 

Zmagania wyznaniowe miedzy szlachtą a duchowieństwem wpływały na wzrost ilości 

procesów czarownic również w sposób mniej bezpośredni. Pod wpływem takich procesów 

Reformacji jak rekwizycja dóbr kościelnych, zauważalny jest zanik skuteczności działań 

katolickich form opieki społecznej. W oczach Kościoła katolickiego drogą do zbawienia były 

uczynki miłosierne, a wśród nich także jałmużna, które musiały mieć swoich odbiorców – 

czyli ubogich. Protestanci ostro krytykowali średniowieczną doktrynę charytatywną; 

wspieranie biednych jałmużną nie było bowiem w ich mniemaniu otwieraniem sobie wrót 

niebieskich, lecz szkodliwą tolerancją dla społecznego pasożytnictwa. Zarówno Kalwin, jak  

i Luter nie uznawali ubóstwa jako cnoty i niezależnie od tego, kto miał jałmużnę otrzymać, 

potępiali takie postępowanie. Zmniejszenie skuteczności instytucji charytatywnych 

zaowocowało zwiększeniem liczby ubogich, w tym starych kobiet oraz zmianą społecznego 

do nich stosunku. Stara kobieta bez środków do życia, oraz bez oparcia w strukturze 

społecznej budziła niepokój, gdyż nie mając normalnych środków do życia mogła,  

w mniemaniu społecznym, w celu ułatwienia sobie egzystencji posługiwać się nadnatural-

nymi sposobami. Osoba taka, żyjąca poza strukturą rodzinną, pozbawiona instytucjonalnych 

form opieki,  egzystowała w zasadzie poza społecznością. Mogła ona łatwo paść ofiarą 

oskarżenia o czary i spełnić dla społeczności rolę „kozła ofiarnego”, który wziąłby na siebie 

winy za klęski spotykające populację danego ośrodka 

 Historycy 

podnoszą w dotychczasowych badaniach związek procesów o czary  

z walką klasową na wsi polskiej. Oskarżenia na tym tle mogły być rzeczywiście związane  

z konfliktami społecznymi, a procesy czarownic były traktowane jako broń obosieczna.  

Z jednej strony pan usuwał opornych i buntowniczych chłopów, a z drugiej środki magiczne, 

czy oskarżenie rzucone na żonę czy córkę dziedzica, były o wiele skuteczniejszym sposobem 

w walce ze znienawidzonym panem niż dotychczasowe, klasyczne środki. Paolo Lombardi 

twierdzi jednak, że wytworzenie postaci czarownicy nie mogło być konsekwencją napięć 

społeczno – politycznych. Biorąc po uwagę inne płaszczyzny prowadzenia sporów klasowych 

w Polsce, procesy o czary wydają się mieć niewielkie znaczenie. Formy oporu ludności 

wobec ucisku panów ziemskich czy administracji państwowej były zróżnicowane. 

Najbardziej znaczącą z nich było zbiegostwo do innych majątków. Bystroń twierdzi, że gdy 

warunki  życia na wsiach były zbyt ciężkie, następowała tak szeroka fala migracji, że 

przybierała formy klęski gospodarczej. Chłopi najczęściej kryli się po lasach, uprawiali 

rozbójnictwo, bądź też szukali służby w mieście lub uciekali w kierunku Ukrainy, gdzie 

liczne swobody gospodarcze były dla nowych osadników bardzo nęcące. Chłopi mieli do 

dyspozycji także inne formy walki klasowej takie jak zbiorowe, solidarne odmowy pracy, 

background image

 

95

skargi na starostów do sądu referendarskiego, a niekiedy nawet powstawały bunty  

i rozruchy. Szlachta natomiast posiadała szeroki wachlarz praw, które mogła stosować  

w celu przywrócenia zbiegów, bądź przywołania niezadowolonych do porządku. Innym 

sposobem panowania nad masami chłopskimi, była pomoc przy przeprowadzaniu oraz 

doraźne stosowanie jezuickich działań misyjnych. Kaznodzieje w kazaniach niejednokrotnie 

wskazywali na obowiązek posłuszeństwa wobec pana ziemskiego i surowo zakazywały 

przeciw niemu buntów. Mając tak rozległe i skuteczne możliwości wątpliwe wydaje się 

założenie, by do tego celu wykorzystywane były także procesy o czary. Nie można tego 

czynnika zupełnie wykluczyć i prowadząc dalsze, oparte już na materiale źródłowym badania, 

należy zwrócić na tą kwestię baczniejszą uwagę, pamiętając iż w każdej dzielnicy ówczesnej 

Rzeczypospolitej stosunki miedzy stanami układały się nieco inaczej.  

 

Procesy o czary były zawsze wykorzystywane jako narzędzia walki o władzę, zarówno 

w skali makro – jak przy procesie Templariuszy – jak i w skali mikro – przy procesach 

wiejskich. Trafnie pod tym względem analizuje tą kwestię Jules Michelet w swojej pracy 

dotyczącej czarownic. Schemat polowania na czarownice z powodu słabej pozycji władców 

polskich nie był wykorzystywany jako środek w walce o wzmocnienie władzy monarszej. 

Natomiast wachlarz przywilejów, jakimi dysponowała szlachta, był na tyle szeroki, że często 

posługiwano się tym środkiem w walkach o wpływy na dworze.  

 W 

drugiej 

połowie XVII wieku przypadki procesów były powszechne na ziemiach 

całej Korony. Nasilenia się w tym okresie tych przypadków Bohdan Baranowski upatruje  

w zniszczeniach na niwie gospodarczej, jakie powstały po potopie szwedzkim, kryzysie 

gospodarki folwarczno – pańszczyźnianej oraz narastającej nietolerancji ówczesnych wobec 

innowierców, którymi byli także najeźdźcy.  

 Apogeum 

prześladowania czarownic w Polsce przypadło na ostanie ćwierćwiecze 

XVII i pierwsze XVIII wieku. Niemożliwe jest jednak wyznaczenie rejonu Polski, w którym 

były one najczęstsze. Sporadycznie tylko występowały na Lubelszczyźnie. Wszystkie 

pozostałe dzielnice zanotowały w tym okresie wzrost przypadków palenia „służebnic 

szatańskich”. W następnym dwudziestopięcioleciu procesy nadal były na porządku dziennym, 

jednakże na obszarach większych miast zanotowujemy gwałtowny spadek ich liczby. 

Przyczyn zaistniałego stanu rzeczy Bohdan Baranowski doszukuje się w przebudowie 

gospodarczej kraju oraz pierwszych oznakach zbliżającego się do Polski oświecenia.   

 

W kolejnych latach osiemnastego stulecia procesy takie są coraz rzadsze. Jedynie  

w małych miasteczkach urzędnicy wykazują na tym polu aktywność. Na ziemiach Żmudzi 

akty palenia wiedźm zdarzały się od XVI wieku i do XVIII wieku przypadki takie były dość 

background image

 

96

częste. Mimo iż znamiona przestępstwa różniły się tam od tych karanych na ziemiach 

polskich, to jednak przewód sądowy miał taki sam charakter jak w Koronie. Różnice polegały 

na tym, że na ziemiach żmudzkich jeszcze w siedemnastym wieku zachowały się dość silne 

elementy kultu przodków. Znamiona więc były podobne do tych jakie miało przestępstwo 

czarów rozpatrywane przed średniowiecznymi sądami duchownymi. Na terenie Wielkiego 

Księstwa Litewskiego przypadki takich procesów zdarzały się znacznie częściej i tylko  

w okolicach zamieszkałych przez ludność katolicką.   

 

5. 4. Przestępstwo czarów przed sądami miejskimi i wiejskimi 

 

 Opisując procedury prawne stosowane na ziemiach polskich w celu zwalczania 

przestępstwa czarów, nie sposób wyznaczyć – a tym bardziej opisać – jednolitego ich modelu. 

Wynika to z faktu, iż po pierwsze każdy stan rządził się odrębnymi prawami, a po drugie  

z tego, że podziały terytorialne wprowadzały lokalne odmienności. Na rozbieżności 

poszczególnych procedur wpływał fakt, iż przez wilkierze oraz ordynacje władze miejskie lub 

właściciele poszczególnych terenów mogli sami kształtować obowiązujący tam stan prawny. 

Na terenach ziem polskich obowiązywały różne systemy prawa: prawo polskie zwyczajowe 

oraz prawo niemieckie (ius teutonicum) – tworzące od XIII wieku w efekcie kolonizacji 

prawo miejskie i wiejskie. Ekspansja tego ostatniego spowodowała stopniowy zanik 

polskiego prawa zwyczajowego, które obowiązywało tylko stan szlachecki, stając się prawem 

ziemskim.   

 Podstawą obowiązującego w miastach lokowanych na prawie niemieckim, było 

głównie prawo magdeburskie. Niektóre miasta polskie lokowane w ten sposób stworzyły 

pewne odmiany prawa magdeburskiego, takie jak prawo średzkie i chełmińskie. Prawo to 

tworzyły pouczenia prawne udzielane miastom – córkom przez miasta macierzyste, ortyle –

precedensy wydawane przez miasto matkę oraz wilkierze, czyli statuty ustanawiane przez 

radę miejską. Głównym jednak źródłem były niemieckie spisy prawa, takie jak Zwierciadło 

saskie oraz Weichbild saski lub magdeburski. Zbiory te pierwszy raz ukazały się drukiem  

w Polsce w Zbiorze Łaskiego w 1506 roku, później jako samodzielne dzieło wydane zostały 

przez Mikołaja Jaskiera 1535 roku. Tłumaczenie polskie ukazało się 1581 roku 

 

w opracowaniu urzędnika lwowskiego Pawła Szczerbicza. Na miejskie prawo karne od 

schyłku XVI wieku coraz większy wpływ miał niemiecki kodeks karny z 1532 roku 

Constitutio  Criminalis Carolina. Od początku XVI stulecia pojawiały się polskie 

background image

 

97

opracowania tego aktu. Największą jednak rolę odgrywało opracowanie podwójciego 

krakowskiego Bartłomieja Groickiego.  

 

Prawo wiejskie dzieliło się na prawo osadnictwa niemieckiego, dla którego wzorem 

było stosowane w miastach prawo magdeburskie oraz prawo polskie zwyczajowe, na którym 

także lokowane były wsie. W późniejszym okresie, to jest od w wiekach od XVI do XVIII, 

oprócz wspomnianego już prawa zwyczajowego polskiego, Zwierciadła,  Weichbildu  

Caroliny stosowane były także ustawy wiejskie, zwane wilkierzami lub ordynacjami, które 

obowiązywały na terenach posiadanych przez uchwalającego je właściciela.  

Niemieckie prawo zawarte w Carolinie było owocem połączenia zwyczajowego prawa 

niemieckiego oraz nowinek zaczerpniętych z prawa rzymskiego, opracowanego przez szkoły 

glosatorów i komentatorów. Z procedur rzymskich zaczerpnięte zostały zasady procesu 

inkwizycyjnego, który został przeze mnie opisany wyżej. Praktyka stosowania prawa ius 

teutonicum w Polsce w wielu miejscach odbiegała jednak od wzorów niemieckich. 

Niezbędnym dlatego jest opisanie całej procedury stosowanej w naszym kraju, mimo 

znacznych podobieństw do prawa opisanego w rozdziale drugim 

 Stan 

obowiązującego w omawianym okresie prawa, powoduje niemożliwość 

wyznaczenia jednego typu procesów o czary na ziemiach polskich. Możliwe jest jednak 

ogólne jego zarysowanie, obowiązujące wyżej wymienione stany. Stan szlachecki – jak już 

wyżej wspomniano – był w praktyce wyłączony z procesów o czary. Pozostaje więc omówić 

przebieg tych procesów w pozostałych dwóch warstwach społecznych, których prawa były 

pod wpływem ius teutonicum, co z kolei pozwala nam na jednoczesne omówienie obu tych 

zagadnień, wskazując tylko na drobne między nimi różnice. W tym celu posługiwać się będę 

głownie dwoma źródłami:  Porządkiem sądów i spraw miejskich prawa magdeburskiego  

w Koronie Polskiej Bartłomieja Groickiego, która była wzorcem dla sądów od połowy XVI 

wieku oraz Praktyką kryminalną Jakuba Czechowicza w opracowaniu Zbigniewa 

Zdrójkowskiego, powstałą na końcu interesującego nas okresu i będącą kompilacją prawa 

obowiązującego na ziemiach polskich w XVIII wieku. 

 Skład sądu świeckiego nie był precyzyjnie i jednolicie ustalony. Często bywało tak, iż 

w miastach sprawami cywilnymi oraz administracyjnymi zajmowała się rada miejska, a ława 

odpowiedzialna była za sprawy karne, jednak zasada ta nie była bezwzględnie obowiązującą. 

Również liczebność tych organów zależała od wielkości ośrodka i wahała się od kilku do 

kilkudziesięciu osób. Nie każdy sąd miejski czuł się kompetentny do rozpatrywania spraw o 

czary. W takim przypadku sprowadzano „ekspertów” z sąsiedniego, zaprzyjaźnionego miasta, 

którzy posiadali pewne w tej dziedzinie doświadczenie i zasilali miejscowy skład sądu. 

background image

 

98

Zasadą w takich przypadkach było sprawdzenie, czy sprowadzony sędzia był fachowcem w 

swojej dziedzinie.  

 

Praktyka wiejska, jeśli chodzi o czary, nie była zbyt bogata, ani zbyt okrutna. 

Większość takich spraw przypada na wiek XVII, w poprzednich i następnych stuleciach było 

ich niewiele. Przyczyną tego mógł być fakt, że jak twierdzi Baranowski, sądy wiejskie „nie 

miały zasadniczo prawa” rozpatrywać spraw o czary, w których należało przeprowadzać 

tortury i skazywać winowajców na stos. Ponieważ jednak delegowanie sprawy do sądu 

miejskiego było kwestią dosyć kosztowną, to ze względów oszczędnościowych rozpatrywał je 

sąd rugowy. Tymieniecki utrzymuje jednak, że nadanie na prawie niemieckim dawało panu 

wsi możliwość wyrokowania w sprawach najcięższych oraz ferowania wyroków śmierci, 

czynnikiem warunkującym był tu jednak zakres immunitetu sądowego. Dopiero w 1768 roku 

została ustanowiona konstytucja, która nakazywała przekazywać sprawy kryminalne sądom 

miejskim. Przekazywanie to było znane i stosowane, jednak tylko w rzadkich przypadkach, w 

których sądy wiejskie nie chciały brać na swoje barki ciężaru orzekania kary śmierci.  

W przypadku takiego odesłania chłopi sądzeni byli na podstawie prawa właściwego dla 

danego sądu. Podobnie było w przypadku, kiedy sąd miejski przyjeżdżał na wieś, by 

rozpatrywać sprawy o czary. Wyroki w takich procesach musiały zostać zaaprobowane przez 

właścicieli wsi, którzy często korzystając ze swoich praw łagodzili je. Jeżeli sprawy 

przekazywano sądom miejskim to najprawdopodobniej tylko dlatego, że miasta dysponowały 

specjalistami od „przesłuchań bolesnych” – katami oraz bardziej biegłymi w sprawach czarów 

sądami, a nie z powodu braku kompetencji. Jeśli natomiast wsie zatrudniały sądy, odsyłały 

oskarżonych do miasta, to do ich obowiązków należało opłacenie zarówno sądu, jak i tak 

zwanego „mistrza sprawiedliwości” czyli kata. Nie ulega jednak wątpliwości, że zdarzały się 

przypadki orzekania przez wsie w najcięższych sprawach kryminalnych oraz wykonywania 

orzeczonych wyroków gardłowych. 

 Badając procesy o magię przed sądami wiejskimi, należy także omówić rolę, jaką dla 

tegoż  sądownictwa odgrywał  właściciel wsi. Jak to już wyżej zostało opisane, immunitet 

ekonomiczno – sądowy, jakim była lokacja na prawie niemieckim składał na ręce właściciela 

całkowitą władzę jurysdykcyjną. Właściciel ziemski wyznaczał w swoim imieniu zastępcę lub 

sołtysa, który ferował wyroki. Wiejska ława sądownicza odgrywała rolę pomocniczą. Jak 

podaje Bohdan Baranowski, sam dziedzic asystował czasem przy badaniu czarownic, a nawet 

zadawał pytania torturowanej kobiecie. Pisze on także, iż interwencje dziedzica zdarzały się 

względnie rzadko, jednak w rzeczywistości o tym czy na danym obszarze miały miejsce 

procesy o czary oraz o tym jak surowe były wyroki, decydował właśnie właściciel ziemski. 

background image

 

100

roces inkwizycyjny był z zasady tajny. W Polsce jednak nie trzymano się tej 

reguły i zarówno w stosunku do oskarżonego, oskarżającego jak i reszty 

społeczności proces był jawny. Kolejną zasadą była pisemność całego procesu. 

Protokołować należało każde stadium procedury, dlatego powszechna była obecność pisarzy 

przy dokonywaniu wszystkich czynności procesowych i podejmowaniu decyzji sądowych. 

Małgorzata Pilaszek twierdzi, że zasady tej nie trzymano się bezwzględnie. Często było tak, 

że zapisywano tylko zgłoszenie skargi, ponieważ stronie skarżącej zależało, aby wytaczając 

sprawę o czary niejako zniszczyć dobre imię podejrzewanej osoby i w ten sposób 

zrekompensować sobie straty przez nią dokonane. Mniejszą wagę przywiązywano do 

umieszczenia w księgach sądowych treści wyroku. 

 

6. 1. Wszczęcie procesu – inkwizycja generalna 

 

 

Praktyka Jakuba Czechowicza opisuje trzy sposoby wszczęcia postępowania o czary. 

Wniesienie skargi do sędziego i przeprowadzenie procesu skargowego groziło oskarżycielowi 

karą talionu w razie niepowodzenia przy przeprowadzeniu dowodu. Drugim sposobem była 

denuncjacja, bez podejmowania się udowadniania tego zarzutu oraz inkwizycja sędziego  

z urzędu. Mamy tu w zasadzie do czynienia z dwoma trybami rozpatrywania spraw o czary. 

Pierwszy – tradycyjny – proces skargowy z grożącą niefortunnemu oskarżycielowi karą 

talionu, tak zwane per accusationem, oraz drugi – inkwizycyjny – wszczynany na podstawie 

złej sławy – per denuntiationem oraz z urzędu – per inquisitionem. Aby rozpocząć działania 

ex officio musiały zaistnieć poszlaki takie jak: doniesienie, zeznanie innej osoby skazanej za 

czary, uzasadnione podejrzenie, urodzenie się z rodziców czarowników, lęk oskarżonych czy 

zeznania choćby jednego świadka. 

 

Konstytucja z 1543 roku przekazywała kompetencje do rozstrzygania spraw o czary 

sądom duchownym jednak sprawy, w których oskarżona wyrządziła komuś szkodę materialną 

oraz spowodowała chorobę lub śmierć, przekazywano sądom  świeckim. Było to kolejnym 

powodem do przejmowania kompetencji przez sądy miejskie i wiejskie, bowiem czary 

najczęściej  łączyły się z jakimiś stratami materialnymi i wówczas poszkodowany zgłaszał 

skargę do lokalnych, świeckich organów jurysdykcyjnych. Praktyka ta rozpowszechniona 

była w miastach, gdzie poszkodowani wnosząc pozew składali przysięgę oskarżającą. 

Przykłady takowej podaje Alicja Zdziechiewicz oraz Bohdan Baranowski jednak nie było 

jednej, ujednoliconej formy i spotykano różne jej wersje.   

background image

 

101

 Przed 

sądami wiejskimi sprawy o czary ścigane były zazwyczaj z inicjatywy 

zwierzchności dominialnej, jako przestępstwa przeciw religii i jej nakazom, wtedy z oskarże-

niem występował sołtys lub ławnik. Jednak nie była to zasada obowiązująca bezwzględnie. 

Na Mazowszu ze skargą wychodził sam dziedzic, w Wielkopolsce i na Kujawach rolę 

oskarżycieli spełnili zwykle niżsi urzędnicy dworscy albo sami poszkodowani. 

 

Bohdan Baranowski w swojej pracy wymienia dwojakiego rodzaju procesy o czary. 

Pierwszy z nich to proces właściwy, drugi natomiast – o wiele częściej spotykany – to 

„sprawy o niesłuszny zarzut czarostwa”. Jak zauważyła Małgorzata Pilaszek nie były to 

sprawy o zniesławienie – jak pozwala nam myśleć Baranowski, lecz procesy o czary,  

w których nie udało się przeprowadzić dowodu – czyli procesy przegrane przez oskarżycieli. 

Jak dowodzi Ryszard Łaszewski, prawo karne tego okresu znało dwa rodzaje procesów  

o „pomówienie” i „zadanie”. Były to albo odrębne sprawy – o których wspomina Baranowski 

– bądź takie, które, jak twierdzi Małgorzata Pilaszek, powstawały w wyniku nieskutecznego 

przeprowadzenia oskarżenia. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku – gdy 

zniesławiony okazywał się niewinny, a oszczerca nie mógł dowieść prawdziwości zarzutów – 

sąd zobowiązywał pomawiającego do publicznego przeproszenia poszkodowanego i odwoła-

nia zniesławiających go pomówień. Równolegle sąd przywracał dobre imię poszkodowanemu 

oraz wyznaczał karę insynuatorowi.  

 Pisarze 

sądowi spisujący protokoły rozpraw w tamtym okresie, nie znali instytucji 

niesłusznego zarzutu czarów, przynajmniej w znaczeniu używanym przez przytaczanego tu 

autora. Tego rodzaju sprawy nazywano wtedy: „O zadanie słów nieuczciwych”, ewentualnie 

„dyfamacją”, pomówieniem, potwarzą, szkalowaniem, kalumnią, a w aktach przedstawiany 

był opis zarzutu, jaki postawiono oszczercy. Przestępstwem o nieco mniejszym ciężarze 

gatunkowym była zniewaga.   

 

W celu uświadomienia sobie wagi poruszanego tu zagadnienia, należy zaznaczyć 

wartość, jaką miały w tamtym czasie honor i dobra sława. Publiczne znieważenie przynosiło 

ujmę na honorze, a mala fama osoby parającej się magią mogła prowadzić do społecznego 

ostracyzmu, a także mieć konsekwencje prawne. Osoby pozbawione czci nie mogły na 

przykład obejmować urzędów. Aby zabezpieczyć uniewinnionych już raz oskarżonych przed 

dalszymi pomówieniami, dochodziło do tego, że sądy miasta Poznania wystawiały 

„zaświadczenia” głoszące, że posiadacz ich nie był heretykiem.  

 

Sąd przyjmując skargę oskarżyciela, bądź działając z urzędu na podstawie 

pomówienia rozpoczynał pierwszą fazę postępowania – inkwizycję generalną. Miała ona 

charakter postępowania informacyjnego, a jej celem było określenie czynu przestępnego oraz 

background image

 

102

określenie sprawcy. Obejmowała ona wizję lokalną oraz przesłuchiwanie jeszcze nie 

zaprzysiężonych  świadków. Ustaliwszy czyn karalny i osobę sprawcy sąd przechodził do 

następnego etapu procesu. 

 

6. 2. Inkwizycja specjalna 

 

 

Druga faza procesu inkwizycyjnego spełniała zadanie właściwego postępowania 

dowodowego i jej zadaniem było zebranie dowodów obciążających. W powszechnym 

zastosowaniu były – podobnie jak w procesach zachodnioeuropejskich – interrogatoria, czyli 

listy pytań jakie miały być zadawane przesłuchiwanemu w zależności od zarzucanego mu 

czynu. Obowiązywała w tym okresie legalna teoria dowodowa, która uzależniała wydanie 

przez sędziego wyroku skazującego od zebranych podczas śledztwa dowodów.  

 Postępowanie dowodowe było oparte na tzw. legalnej teorii dowodowej. Dzieliła ona 

dowody pod względem ich wartości na różne kategorie: dowody pełne (plenae), półpełne 

(semiplenae), mniej niż półpełne  (minus quam semiplenae).  Zwykle w postępowaniu 

przeceniano rolę przyznania się do winy. Miało ono wartość tylko wówczas, gdy było 

dobrowolne. Przypadki przyznawania się z własnej woli nie były (i nie mogły być) częste,  

a traktowanie ich jako najważniejszego dowodu, taką interpretacje narzucała bezwzględnie 

obowiązująca ówcześnie zasada confessio est regina probationum, popychało do uzyskania 

najważniejszego dowodu, poprzez stosowanie środków przymusu – tortur. 

 

Procedura inkwizycyjna kładła nacisk na racjonalność, która przejawiała się w prze-

słuchaniach oskarżonego i świadków. Utrwalane one były w postaci dokumentów oraz przez 

ocenianie zeznań na podstawie starannie zredagowanych zasad postępowania, by  wydać 

wyrok zgodny z zawartymi w nich kryteriami. Wydanie wyroku leżało w rękach urzędników, 

którzy dokonywali subsumcji stanu faktycznego do stanu prawnego i na tej podstawie 

orzekali o karze.  

 Założenia te były zasadniczo odmienne od wcześniej występującego karnego procesu 

kontradyktoryjnego, w którym to w celu rozstrzygnięcia sporu odwoływano się do boskiej 

interwencji i sąd nie był szczególnie zainteresowany ustaleniem winy. Sprawiedliwość leżała 

w rękach boskich.  

 Kościół zachodniej Europy podczas IV soboru laterańskiego w 1215 roku formalnie 

zakazał duchownym udziału w sądach bożych. Wkrótce inne państwa również wprowadziły 

zakaz ich stosowania. W praktyce sądowej utrzymały się jednak do XIV wieku.  Na ich 

miejsce została wprowadzona nowa procedura. Miała ona być racjonalna i w większym 

background image

 

103

stopniu prowadzić do zwiększenia szans powodzenia dochodzenia. Mentalność ludzi tego 

okresu, której rys nakreślono w rozdziale drugim, nie wypracowała jednak w pełni 

racjonalnego systemu. W kolejnych etapach tej nowej procedury można doszukać się śladów 

prawa wcześniejszego, a zarówno tworzący prawo, jak i je stosujący w swych działaniach nie 

odbiegali daleko od zasad właściwych sądom bożym.    

 

W procedurach stosowanych  doby nowożytnej przed sądami świeckimi powszechnie 

znaną i stosowaną metodą wykrywania czarownic było tzw. „pławienie”. Instytucja ta 

wywodziła się bezpośrednio ze średniowiecznej próby wody i była efektem przemieszania się 

zasad wczesnośredniowiecznego procesu kontradyktoryjnego oraz nowszego procesu 

inkwizycyjnego. Było to najpowszechniejsze z ordaliów wspierających procesy czarownic. 

Obok najczęściej stosowanej próby wody, znajdujemy świadectwa używania próby ognia, łez, 

ważenia i nakłuwania. Jako, że nie były one bardzo rozpowszechnione w Polsce, omówię 

tylko instytucję „pławienia”, jednocześnie odsyłając do książki Bohdana Baranowskiego, 

który poświęca im więcej miejsca.   

 „Pławienie” było pierwszą fazą badania oskarżonej o czary. Baranowski przypisuje 

przeprowadzanie tej próby na mocy prawa zwyczajowego, kompetencji władz lokalnych, nie 

zaś samego sądu. Jednak biorąc pod uwagę fakt, iż często były to pojęcia tożsame, takie 

rozróżnienie wydaje się niesłuszne. 

 

„Próba wody” polegała na tym, że posądzanych o czary związywano w tak zwanego 

„kozła”, czyli lewą rękę z prawą nogą, prawą rękę z lewą nogą i spuszczano na linie do wody. 

Jeśli podsądny utrzymywał się przez jakiś czas na powierzchni oznaczało, że był lżejszy od 

wody, co było oczywistym dowodem na jego współpracę z Szatanem, którego domeną było 

przecież  lżejsze od płynów powietrze. Jeśli natomiast oskarżony zanurzał się pod wodę, 

oznaczało to, iż żywioł czysty przyjmuje do siebie niewinnego i był to jednoznaczny dowód 

uwalniający od zarzutów. Wydawać by się mogło, iż naturalną konsekwencją spuszczenia do 

wody będzie zatonięcie osoby poddawanej próbie, jednak kształt, który przybierało ciało 

związanego oraz zawartość powietrza w płucach powodowały,  że często podsądny nie 

zanurzał się całkowicie w wodzie. W przypadku innego sposobu związania powodem 

pozostania na powierzchni wody był fakt, iż oskarżona ubrana w grube suknie, spódnice, 

fartuchy, zwiększała powierzchnię swojego ciała, a przez to opór wody. Wszystko to 

powodowało, iż przeprowadzana próba wody najczęściej kwalifikowała domniemaną dotąd 

czarownicę do dalszych etapów procesu. „Pławienie” posiadało zatem olbrzymią moc 

dowodową, bowiem gdy oskarżony tonął, uznawano go za niewinnego i zwal-niano z 

background image

 

104

dalszych badań. Mimo krytyki wartości dowodu z przeprowadzania takiej próby, która 

pochodziła z kręgów zarówno duchownych, jak i świeckich, była ona bardzo popularna.    

 Podstawowym 

jednak 

środkiem dowodowym było przesłuchanie oskarżonego. Mogło 

być  złożone pod przysięgą lub bez niej. Powtarzano je kilkakrotnie. Następnie odbierano 

zeznania świadków. Tak jak w procesach przed sądami duchownymi, nie stosowano wobec 

nich ograniczeń dotyczących wiarygodności i czci. Dopuszczano także dowody rzeczowe, 

jednak w większości przypadków nie było  śladów materialnych przestępstwa, jako że 

opierało się ono na zaklęciach i ingerencji sił nadprzyrodzonych. Niekiedy stosowano także 

eksperymenty sądowe, które miały wartość pełnoprawnego dowodu. Dowody tego typu 

pojawiały się rzadziej niż w procesach dotyczących zwykłych przestępstw, co wynikało ze 

specyfiki przestępstwa czarów, a nie z niedbałości lub nadzwyczajnych w tym przypadku 

procedur sądowych. 

 

Sądy stosowały powszechnie także wizje lokalne i kładły duży nacisk na związki 

przyczynowo – skutkowe między działaniem sprawcy, a efektami jego zachowania. Zdarzały 

się jednak poważne odstępstwa od zasady racjonalności jak na przykład sprawa rozpatrywana 

w sądzie wyższym na zamku krakowskim, gdzie podstawą oskarżenia były zeznania samych 

diabłów które opętały oskarżonego. 

 Podsądni w procesach o czary przetrzymywani byli w beczkach i w nich 

transportowani na rozprawy lub do izb tortur. Łączyło się to z wierzeniami, iż czarownica 

nabierała mocy w kontakcie z ziemią. Należało więc izolować  ją od źródła tej mocy, by 

magicznymi sposobami nie uodporniła się na działanie tortur. 

 

 Za dowody wystarczające do orzeczenia winy, według Jakuba Czechowicza, 

uważano: własne, dobrowolne przyznanie się, obciążające zeznania dwóch świadków, 

znalezienie przedmiotów służących do odprawiania czarów, publiczne odgrażanie 

zaczarowania kogoś. Gdy nie było wystarczających dowodów, a znajdowano poszlaki, 

dopuszczano stosowanie tortur. 

 

6. 3. Tortury 

 

 

Tortury w procesie inkwizycyjnym stosowane były zarówno w postępowaniu 

przygotowawczym – inkwizycji specjalnej (tortury sądowe), jak i jako rodzaj kary po 

ogłoszeniu wyroku. Wiązało się to z nieobowiązującą w owym czasie zasadą domniemania 

niewinności. Stosowanie tortur jako kary i środka dowodowego skorelowane było z ówcze-

snymi metodami wypracowywania prawdy w postępowaniu sądowym. Różne części dowodu 

background image

 

105

nie stanowiły zbioru neutralnego, nie „czekały” na moment, w którym zostałyby uznane za 

potwierdzenie winy. Każda poszlaka niosła ze sobą z góry określony element potępienia. W 

postępowaniu nie mogło się być niewinnym, bowiem na przykład  mala fama, która była 

podstawą rozpoczęcia  śledztwa czyniła z podejrzanego „półwinnego”. Postępowanie 

dowodowe w procesie karnym nie podlegało systemowi: prawda – fałsz, lecz zasadzie ciągłej 

gradacji. Uzasadnione podejrzenia świadczyły już o jakimś stopniu winy, 

 

a co szło za tym, o jakimś rodzaju kary, na którą podejrzany zawsze zasługiwał. Postępowanie 

procesowe miało za zadanie jedynie określić ciężar winy oskarżonego. Kiedy pewien stopień 

domniemania winy został ustalony, można było legalnie zastosować sankcję karną. Rola 

represji był podwójna. Po pierwsze miała za zadanie rozpoczęcie karania na podstawie 

zebranych już poszlak, a po drugie tym zaczątkiem kary posługiwano się w celu wydobycia 

brakujących jeszcze elementów prawdy.  

 Pierwszym 

udokumentowanym 

przypadkiem stosowania tortur w średniowieczu był 

kazus pochodzący z miasta Werony z 1228 roku. Kościół za przykładem władców świeckich 

dopuszczał tortury w postępowaniu przeciw heretykom, bullą papieża Innocentego IV Ad 

extirpanda z 1252 roku. Uznano wtedy, że stosowanie tortur wobec kacerzy było szczególnie 

uzasadnione, ponieważ uznawani byli za zdrajców. W momencie zastosowania procedury 

inkwizycyjnej wobec czarownic, zastosowano wobec nich również tortury.  

 

Użyteczność tortur opierano na założeniu, iż osoby poddawane mękom fizycznym 

zdecydują się mówić prawdę. O prawdzie w postępowaniu sądowym decydowało więc ciało 

oskarżonego. Inna była prawda, gdy podsądny był silny i przetrzymywał  męki, a inna gdy 

przesłuchiwanemu brakowało wytrzymałości. W postępowaniu kładziono duży nacisk na 

przyznanie się do winy oskarżonego, a spowodowane było to trudnością w udowodnieniu 

tego przestępstwa w zwyczajnym – nie inkwizycyjnym – trybie postępowania 

 

W tym miejscu tkwi geneza tortur. Śledząc niemal każdy protokół tortur można 

określić miejsce załamania się odporności psychicznej osoby, która od tego momentu 

zeznawała zgodnie z oczekiwaniami przesłuchującego. 

 Obfity 

materiał zebrany w publikowanych źródłach historycznych wskazuje, że jeżeli 

dolegliwość była odpowiednio uciążliwa, to nawet najbardziej małomówni i niewinni ludzie 

byli gotowi wyznać wszystko, co czyniło ich krzywoprzysięzcami. Prawodawcy 

wprowadzając tortury byli świadomi niebezpieczeństw, związanych z nadużyciami opartego 

na takim sposobie przesłuchiwania. Dlatego bardzo szybko ustalają zbiór zasad, jakimi należy 

się kierować przy ich stosowaniu. Reguły te nie miały być usprawiedliwieniem użycia tortur – 

rolę  tę pełniła konieczność wydobycia przyznania się do winy – lecz dostosowywały 

background image

 

106

procedurę śledczą do potrzeb rzeczywistej obrony oskarżonego i miały zapobiec skazywaniu 

niewinnych osób. 

 

Katalog tych zasad był zmienny w czasie i miejscu. Najbardziej rygorystyczne reguły 

wprowadzały zakaz torturowania oskarżonego przed udowodnieniem mu popełnienia 

przestępstwa. Ustalenie winy musiało być poparte dowodem niepełnym lub poszlaką 

(indicia). Musiał być to jednocześnie jedyny sposób ustalenia faktów. 

 Ze 

względów humanitarnych reguły zakazywały stosowania zbyt długich i ciężkich 

tortur. Przede wszystkim stosowano zasadę niedoprowadzania oskarżonych do śmierci.  

W tym celu najczęściej stosowano rozciąganie (strappado) oraz tortury polegające na 

ściskaniu kończyn, palców, głowy. Mechanizmy narzędzi tortur były tak skonstruowane, że 

pozwalały na rozluźnienie uścisku w chwili gdy torturowany zgodził się  złożyć zeznanie. 

Powszechnie znana była zasada stopniowania tortur. Reguły nakazywały rozróżniać 

intensywność dolegliwości, w zależności od wagi przestępstwa, jak i od stopnia pewności co 

do winy oskarżonego. Całe przesłuchiwanie w sposób „bolesny” zalecano wykonywać w tym 

samym dniu, a powtarzanie go było zakazane. Wolne od tortur były, jak podaje Groicki, 

osoby z tytułem doktora, rycerze, dostojnicy i urzędnicy miejscy, dzieci do lat 14, starcy  

i kobiety w ciąży. Mękom poddawani byli najczęściej ludzie pochodzący ze stanu miejskiego 

i chłopi. Nie torturowano szlachty oraz duchowieństwa. Osoby te były zwolnione od tortur 

jeśli przestępstwo, o które były oskarżone nie było występkiem przeciwko królowi, 

Rzeczypospolitej czyli zbrodnią obrazy majestatu. W Polsce przestępstwo herezji, w tym 

także herezji czarownictwa traktowano jako crimen laesae maiestatis od momentu 

uchwalenia edyktu wieluńskiego. Gdyby sądy stosowały się do wyżej wymienionych zasad, 

nie doszłoby do niezliczonych pomyłek sądowych, które w literaturze naukowej określa się 

mianem „polowania na czarownice”. 

 

  Zasady te jednak w praktyce bardzo się rozluźniły i przez to procedura prowadziła do 

licznych nadużyć. Pierwszym wyłomem w opisanym wcześniej systemie reguł było 

potraktowanie dowodów popełnienia przestępstwa czarów jako „znikających w czasie 

popełnienia zbrodni”. Oznaczało to w praktyce, że sędzia mógł zasądzić tortury, nawet gdy 

nie było namacalnych dowodów popełnienia zbrodni. W Polsce, jak podaje Czechowicz, 

poszlaki upoważniające do stosowania torment to: usiłowanie nauczania kogoś sztuki 

„czarowskiej”, przyjaźń z osobami skazanymi za czary, wzywanie diabła, zeznanie jednego 

świadka, zeznanie jednej czarownicy przeciwko drugiej, publiczna zła sława, przywrócenie 

zdrowia choremu, znalezienie na ciele osoby podejrzanej znamienia w kształcie zajęczej 

background image

 

107

stopy. Wyżej wymienione okoliczności musiały być potwierdzone zeznaniami przynajmniej 

dwóch świadków. 

 Kolejne 

złagodzenie wymienionych reguł dotyczyło zasady nie powtarzania tortur. Już 

Mikołaj Emeryk w swoim podręczniku dla inkwizytorów z XVI wieku ominął ten zakaz 

dopuszczając kontynuację tortur w czasie późniejszym. Mechanizm ten pozwolił sędziom na 

wielokrotne wznawianie tortur. Przedłużono również czas trwania kaźni oraz odrzucono 

ograniczenia ich dolegliwości. Tryb „bolesnego przesłuchiwania” stosowane w przypadku 

przestępstwa czarów był najsurowszym ze wszystkich funkcjonujących w ówczesnych 

systemach karnych.  

 W 

przesłuchiwaniu na sposób bolesny udział brali oprócz samego delikwenta: rajca, 

pełniący funkcję sołtysa sadowego, dwóch ławników oraz pisarz sądowy. Skład ten zwany 

był „panami zastolnymi”, gdyż od miejsca kaźni oddzielał ich stół ze znajdującym się na nim 

krzyżem, zbiorem przepisów prawnych, aktami sprawy, materiałami potrzebnymi do 

protokołowania oraz niekiedy alkoholem spożywanym przez sędziów dla kurażu. 

Zamroczony alkoholem aparat sprawiedliwości bardziej skory był do popełniania pomyłek 

sądowych, co z kolei najczęściej doprowadzało podsądnego do kalectwa bądź  śmierci. 

Niekiedy w tormentach brali udział oskarżyciele, przedstawiciele władz państwowych czy 

prywatnych. Osoby te tworzyły grupę panów „przedstolnych”. Tortury przeprowadzał 

oczywiście kat, korzystający z kilku pomocników tak zwanych „hyclów”. Nie była to 

jednocześnie bezwzględnie przestrzegana reguła. Na nieprzestrzeganie tych zasad, zwraca już 

uwagę Groicki twierdząc, że często bywało tak, iż tortury były przeprowadzane tylko przez 

kata i jego pijanych pomocników.  

 „Spytki” 

rozpoczynano od wypytywania podsądnego o personalia, po czym sąd 

indagował go na okoliczność wcześniejszych konfliktów z prawem oraz o środowisko,  

w którym wcześniej się obracał. Powodem tych pytań była chęć dostosowania intensywności 

oraz długości trwania kaźni do każdego przypadku. 

 Podczas 

„przesłuchiwania w sposób bolesny” zadawano oskarżonemu pytania. Były 

one podchwytliwe oraz naprowadzające na pożądaną odpowiedź. Nie poświęcano zbyt wiele 

wysiłku weryfikacji szczegółów zeznań. Gdy oskarżony odwoływał  złożone podczas kaźni 

zeznania, sędziowie zgadzali się na zastosowanie mąk raz jeszcze, aż do osiągnięcia 

pożądanego rezultatu.  

 Na 

początku sędzia przewodniczący składowi łagodnym tonem przemawiał do osoby 

oskarżonej, by przyznała się do winy i tym samym uniknęła „sromotnych tortur”, na jakie 

narażała się swoim uporem. Przed rozpoczęciem torturowania delikwent powinien był przez 

background image

 

108

20 godzin pozostawać na czczo. Jakub Czechowicz dzieli procedurę prowadzenia tortur na 

pięć części: na początku stosowano po prostu groźbę tortur. Następnie więzień powinien być 

przyprowadzony na miejsce męki, a strażnik miał przez ten czas przygotować narzędzia 

kaźni. Kolejnym etapem było obnażenie i skrępowanie delikwenta. Jeżeli oskarżony był 

kobietą, obnażenia powinna dokonać kobieta ciesząca się dobrą opinią. Miało to na celu 

udaremnienie możliwości ukrycia w odzieniu sił diabelskich, które podczas tortur mogłyby 

pomóc oskarżonemu. Oskarżonym golono także owłosienie na całym ciele, aby wykryć  

i zneutralizować magiczne przedmioty.  

 Wiara 

możliwość magicznego wpłynięcia na przebieg postępowania sądowego,  

w tym na tortury była rozpowszechniona w całej Europie, a w Polsce utrzymywała się aż do 

XVIII wieku, a więc do czasu zniesienia tortur, gdyż jeszcze pod koniec osiemnastego 

stulecia przeszukiwano delikwenta pod kątem posiadania magicznych artefaktów. Po 

okazaniu narzędzi, sędzia próbował nakłonić oskarżonego do przyznania się do winy. Jeżeli 

nie przyniosło to skutku, sędzia zarządzał następny etap, czyli posadzenie na ławie, 

ewentualnie przywiązanie więźnia do mechanizmów kaźni. Następnie sędzia ponownie 

namawiał do konfesaty. Bohdan Baranowski twierdzi, że w Polsce nie trzymano się  ściśle 

tego szablonu, bowiem osoba oskarżana, od samego początku siedziała na stole, na którym 

miały odbywać się tortury. Domniemanym „sługom czarta”  zawiązywano oczy  oraz odwra-

cano je tyłem do składu sędziowskiego. Działo się to po to aby przesłuchiwana nie mogła 

rzucić uroku na urzędników. W podobnym celu namaszczano stół olejami oraz bito w twarz 

podsądnych. Jeśli ani groźbą ani obietnicami delkwent nie dał się przekonać do wyjawienia 

prawdy, rozpoczynano męki.  

 

Zasady oraz sposoby przeprowadzania kaźni bywały często beztrosko i bezkrytycznie 

opisywane przez badaczy. Rodzaje tortur takie jak: „czapka pomorska” czy „buty 

hiszpańskie” są  błędnie  – in extenso – przypisywane procedurze śledczej na terenie całej 

Polski. W rzeczywistości większość  sądów kryminalnych podaje, że tortury stosowane na 

ziemiach Korony ograniczały się  do  tzw.  ciągnienia. Delikwent mając ręce związane za 

plecami powrozem, przechodzącym przez hak umieszczony w suficie, cierpiał katusze 

spowodowane wyciąganiem do góry jego kończyn do tego stopnia, że wyłamywały się ze 

stawów barkowych. O wiele rzadziej przypalano boki ogniem, co było zazwyczaj stosowane 

w połączeniu z ciągnieniem.  

 Bartłomiej Groicki w swoim Porządku podaje katalog tortur, które mogły być 

stosowane wobec oskarżonego w celu wydobycia zeznań: lanie wrzącego oleju w gardło, 

smarowanie gorącą smołą, siarką lub słoniną, przypalanie świecami pod pachami, kładzenie 

background image

 

109

na brzuch gryzoni, szerszeni, jadowitych owadów nakrytych bańką, morzenie głodem i prag-

nieniem. Skutecznym środkiem miało być też moczenie stóp w słonej wodzie, lizanych 

następnie prze kozę. Musimy jednak pamiętać, że praca Groickiego jest opracowaniem prawa 

miejskiego, zawartego w Constitutio Criminalis Carolina, które nie było dosłownie 

stosowane na ziemiach polskich, lecz odbiegając od wzorów prawa niemieckiego, pod 

wpływem prawa rzymskiego i kanoniczego, stwarzało swoisty, nowy rodzaj polskiego prawa 

miejskiego.  

 

Mimo tego, iż  głównym sposobem torturowania było rozciąganie, zdarzały się 

oczywiście przypadki stosowania innego rodzaju kaźni. Leon Przybyszewski podaje sposoby 

takie jak: „buty hiszpańskie”, ściskanie czaszki za pomocą zwężającej się obręczy, wlewanie 

wody za pomocą lejka do ust. Możliwe było także obwieszanie czarownicy świętymi 

medalikami, smarowanie woskiem „pomaczanym” w święconej wodzie lub obsypywanie 

święconą solą. Stosowano oczywiście także chłostę. Dokładniejszy opis wszystkich narzędzi 

używanych podczas zadawania tortur przedstawia Witold Majsel. Rodzajem łagodniejszych, 

rozciągniętych w czasie mąk, było przebywanie w więzieniu, zwłaszcza w tak zwanej wieży 

dolnej. 

 

W praktyce często bywało tak, że nawet w przypadku przyznania się na mękach 

oskarżonego, tortury kontynuowano, tłumacząc to niekompletnymi zeznaniami oraz możli-

wością wydobycia na jaw dalszych okoliczności. W ten sposób tortury dzieliły się na wstępne 

i końcowe. Te pierwsze polegały na tym, by zmusić podsądnego do przyznania się do winy, a 

drugie miały na celu wyjawienie wspólników oskarżonego. Osoby torturowane pod wpływem 

bólu czy z chęci zemsty podawały szereg nazwisk. Nie wszystkie jednak osoby powołane 

poddawane były torturom, ponieważ często zdarzało się tak, że gdy oskarżenie zwracało się 

przeciwko osobie skoligaconej z lokalnym patrycjatem, rodzina tej osoby używała swoich 

wpływów by uwolnić  ją od tortur lub skazania. Ofiarami powołania padały najczęściej 

przedstawicielki uboższych warstw społecznych. Stosując mechanizm powołania można było 

przedłużać procesy czarownic praktycznie w nieskończoność i tylko rozsądek sędziów lub 

właścicieli miast czy wsi mógł zapobiec masowym oskarżeniom poprzez przerwanie w 

odpowiednim momencie łańcucha powołań. 

 

Po odbytych torturach podsądny musiał dobrowolnie powtórzyć  złożone dnia 

wcześniejszego zeznanie, gdyż było ono ważne tylko wtedy, kiedy było oświadczeniem 

wydanym z własnej woli. Gdy oskarżony odwoływał swoją konfesatę, to wtedy sam fakt  

wcześniejszego przyznania był dostateczną podstawą do ponownego zastosowania tortur. 

Również uzyskanie przez sędziego w drodze inkwizycji specjalnej nowych poszlak było 

background image

 

110

wystarczającym powodem dla ponownego zastosowania kaźni, nawet jeśli po wcześniejszych 

mękach oskarżony nie przyznał się do zarzucanych czynów.  

 

Na pytanie czy sędziowie nakazujący surowe tortury bez zachowania podstawowych, 

wyżej wymienionych zasad obawiali się, że mogą zmusić do wyznań niewinne osoby, należy 

odpowiedzieć przecząco. Byli oni przekonani, że Bóg ochroni niewinnych, pozwoli znieść 

męki, jak i przeżyć  ordalium – sąd boży, jakim niewątpliwie były tormenta. Męki były 

uregulowaną praktyką, która podlegała  ściśle określonej procedurze: podziałowi na etapy, 

czasowi trwania, używanych narzędzi, długości powrozów, wagi ciężarków oraz pytań 

przesłuchującego urzędnika. Między sędzią a torturowanym oskarżonym rozgrywał się 

pewnego rodzaju „pojedynek sądowy”. Podejrzany poddawany był kolejnym próbom o wzra-

stającej surowości, w których wygrywał wytrzymując, a przegrywał przyznając się do winy. 

Także sędzia w pewien sposób ryzykował, a stawką w „grze” z podsądnym były elementy 

dowodowe, które zostały już zebrane. Reguła bowiem nakazywała,  że jeżeli oskarżony 

wytrzyma, nie przyznając się, sędzia odstąpić musiał od zarzutów. Postępowanie z użyciem 

tortur niosło z sobą ryzyko przegranej „sprawiedliwości”, jeśli tylko udało się oskarżonemu 

przejść próbę pomyślnie.  

 

W instytucji tortur istniał stary mechanizm ordaliów, który opierał się na wyzwaniu 

natury fizycznej i miał zdecydować o prawdzie. Jeżeli oskarżony był winny, cierpienia które 

ponosił nie były niesprawiedliwe, a jeżeli było inaczej, to przechodząc próby pomyślnie, 

dowodził on swojej niewinności. Tak jak podczas klasycznych ordaliów cierpienie, stawianie 

czoła próbom i prawda, są wzajemnie powiązane. Była to „potyczka” i zwycięstwo jednego 

przeciwnika nad drugim, które tak jak w przypadku pojedynku sądowego tworzyły prawdę. 

Tezę  tę potwierdza Karol Koranyi, który przytacza postanowienie z ustawy Kazimierza 

Jagiellończyka z 1468 roku, w której to przewidziano możliwość poddania się oskarżonego 

torturom na własne życzenie, w celu oczyszczenia się z zarzutów.  

 

W praktyce zdarzało się jednak tak, że sędzia mimo „przegranego pojedynku 

sądowego” nie tylko nie zwalniał oskarżonego, lecz skazywał ją na stos, racjonalizując swoją 

decyzję argumentem, iż samo przetrwanie mąk było dowodem na konszachty z diabłem. 

Wierzono bowiem, że nadprzyrodzone siły albo nie pozwalały czarownicom złożyć zeznań, 

albo  łagodziły działanie narzędzi używanych przez kata. Swobodne naginanie wyżej 

wymienionych zasad procesowych dowodzi gorliwości z jaką sędziowie tępili „wspólniczki 

szatana” oraz obawy otoczenia przed „ciemnymi mocami”. 

 

 

background image

 

111

6. 4. Osądzenie - wydanie wyroku 

 

 

W procesie inkwizycyjnym obowiązywała legalna teoria dowodów. Decyzja sędziów 

była związana w tym sensie, że byli oni zobowiązani do wydania wyroku na jaki wskazywał 

materiał dowodowy. Przy podejmowaniu decyzji urzędnicy ci posługiwali się sylogizmem 

prawniczym, dokonując subsumcji stanu faktycznego do stanu prawnego i na tej podstawie 

wydawali wyrok. 

 

  W procesie inkwizycyjnym królową dowodów, wystarczającą do wydania wyroku 

skazującego było przyznanie się samego oskarżonego. Konfesata była oczywistym i bez-

krytycznie przez sędziów przyjmowanym dowodem winy, a przyznanie się na mękach jak 

wyżej wspominaliśmy wymagało ratyfikacji w chwili, gdy ból spowodowany torturami już 

minął. Innym dowodem obciążającym były zeznania dwóch świadków. Wśród prawników 

doby nowożytnej powszechna była opinia, że zeznania świadków są wystarczającym 

dowodem, aby przeprowadzić względem oskarżonego badanie w „sposób bolesny”.  

W przypadku gdy oskarżony nie przyznał się na torturach do popełnionego przestępstwa, 

należało zasadzić mu karę ekstraordynaryjną, czyli łagodniejszą. Na podstawie samych 

zeznań  świadków nie można było skazać obwinionego na stos. Jednak pojawiały się 

odstępstwa od tej reguły. 

 Karą za przestępstwo czarów było spalenie na stosie. Przepisy Zwierciadła saskiego 

nakazywały za dopuszczenie się tej zbrodni wykonanie kary śmierci poprzez spalenie na 

stosie.  Carolina natomiast nakazywała zasądzić karę spalenia tylko w wypadkach 

spowodowania czarami strat. W innych wypadkach, to znaczy gdy czary nikomu nie 

zaszkodziły, należało zastosować odmienne kary, w zależności od okoliczności 

towarzyszących. Bartłomiej Groicki w Porządku sądów i prawa miejskiego magdeburskiego 

w Koronie Polskiej powtarza rozwiązania zastosowane w Zwierciadle, natomiast w przeróbce 

Caroliny z 1559 roku stosuje postępowania procesowe zastosowane w Constitutio Criminalis. 

Dodatkowo zbrodnia ta regulowana była również w prawie chełmińskim, które nakazywało 

ścinać wszystkich, którzy wiedzieli o popełnieniu tego przestępstwa, a zataili to lub – co 

gorsza – udzielali pomocy czarownikowi. 

 

W procesach o czary w Polsce często stosowano jednak okoliczności  łagodzące. 

Działo się tak w przypadku, gdy oskarżona przyznała się do win – grzechów, okazała skruchę 

i poprosiła o pokutę.  Łagodniejszy zaś wymiar kary polegał na zastąpieniu kary hańbiącej 

karą niehańbiącą, czyli na przykład uprzednim ścięciu mieczem, a dopiero późniejszym 

zastosowaniu stosu. Jeżeli natomiast czary zastosowane były przeciwko osobie, z którą 

background image

 

112

sprawca związany był więzami pokrewieństwa, poddaństwa, podległości służbowej, bądź też 

spowodowały znaczne szkody, stosowano kwalifikowaną karę  śmierci. Podobnie 

postępowano w miastach w przypadku czarownic recydywistek.  

 Stosowano 

również instytucję zamiany kary. Gdy nieletnie dziewczęta przyznawały 

się do zarzucanych im czynów, sędzia brał pod uwagę okoliczności łagodzące jakim był wiek 

podsądnych i zamieniał karę stosu na chłostę lub wygnanie z miasta. Czasem taki środek 

karny  łączony był z przysięgą, iż skazana nie będzie parać się więcej czarami ani szukać 

zemsty na swoich sędziach.  

 

Wyrok surowszy wydawany był też gdy w czasie składania zeznań, osoba oskarżona 

przyznawała się do dodatkowych zbrodni, takich jak: świętokradztwo, profanowanie hostii, 

dzieciobójstwo. W przypadku zbiegu przestępstw stosowano kumulację kary. Zaostrzenie 

sankcji przejawiało się na przykład poprzez uprzednie upalenie rąk lub zarządzenie 

powolnego spalania. 

 

Innymi karami stosowanymi na ziemiach polskich wobec „wspólniczek szatana” były 

kary uniwersalne to jest takie, które można było stosować nawet wtedy, gdy przepisy o nich 

nie wspominały. Sankcją za przestępstwo czarów była więc też chłosta pod pręgierzem lub 

wydalenie z miasta. Bohdan Baranowski mówi, że kary te w okresie XVI i początku XVII 

wieku były w miastach dość częste. 

 

W przypadku przestępstwa czarów popełnianego na wsi, sprawę rozstrzygał albo sąd 

miejski albo wiejski. W pierwszym przypadku dostarczano oskarżonego i świadków do 

siedziby sądu lub przyzywano skład sędziowski na prowincję. Wyroki wydane przez sąd 

miejski musiały być zaakceptowane przez właściciela wsi. Nierzadko bywało więc, że nawet 

gdy sąd z miasta wspominał  ,że oskarżony powinien ponieść karę  śmierci to „jeszcze tym 

razem” stosowano sankcję mniej dotkliwą. O łagodnym przebiegu takich procesów świadczy 

fakt, iż instytucję  tę stosowano nawet wobec recydywistów. Jeśli przed sądem wiejskim 

udowodniono osobie oskarżonej winę, najczęstszym werdyktem było wygnanie, większość 

procesów jednak była w rzeczywistości traktowana jako nieudowodnione podejrzenie lub 

jako pomówienie. Wydając wyrok uniewinniający, sąd zawsze przywracał „poczciwość  

i cześć” oskarżonemu. Według Łaszewskiego przyczyną orzekania na wsi kar łagodniejszych, 

niżby orzekły sądy miejskie, nie była – jak twierdzi Baranowski – oszczędność oraz niechęć 

ponoszenia kosztów, a nacisk ze strony rodziny oskarżonego i całej gromady na sąd  

i właściciela wsi. Można tu mówić także o motywach ekonomicznych, którymi kierował się 

pan wsi czyli – braku rąk do pracy, w przypadku surowego stosowania praw miejskich.  

background image

 

113

 Przestępstwem zbliżonym do czarów, lecz przez sąd traktowanym o wiele łagodniej, 

było stosowanie „zażegnań, guseł i zabobonów” lub korzystanie z usług wróżbitów. 

Wykroczenia te ścigane były w Małopolsce i w Prusach Królewskich, a sankcjonowane były 

plagami i karami pieniężnymi. Znamiona tego przestępstwa odpowiadają pierwszej fazie 

zbrodni czarów, opisanego w rozdziale III, czyli przedsatanistycznej doktrynie magii. Fakt, iż 

na terenie wyżej wymienionych dzielnic podlegało ono sądom  świeckim,  świadczy o cało-

ściowym przejęciu przez nie spraw o czary. 

 

Sędzia w procesie mógł wydać wyroki następującego rodzaju: uniewinnienie –  

w przypadku braku dowodów, skazanie – przy uzyskaniu pełnego dowodu, czyli przyznania 

się lub obciążających zeznań dwóch świadków. Inną decyzją było absolutno ab instantia, gdy 

wartość zebranego materiału wynosiła na przykład trzy czwarte pełnego dowodu, wtedy to 

uwalniano oskarżonego, pozostawiając go w podejrzeniu, co dawało podstawę do wznowienia 

procesu w chwili, gdy ujawniały się nowe okoliczności sprawy. Gdy dowodami były tylko 

podejrzenia, a sąd nie posiadał pełnego dowodu, wymierzano wtedy karę odpowiednio niższą.  

 

 Praktyka palenia czarownic wiązała się  ściśle z taką samą karą przewidzianą dla 

heretyków, która z kolei miała uzasadnienie w samej Biblii, w przypowieści o uschniętej 

latorośli, którą dobry ogrodnik „zbierze i wrzuci w ogień i gore”. Brian P. Levack upatruje  

w zwyczaju palenia czarownic związków z mitologicznymi rytuałami oczyszczającymi,  

a także rodzaju zastępczego sądu bożego, zakazanego przez Kościół w okresie rozpoczęcia 

prześladowań heretyków. Śmierć w płomieniach była także gwarancją,  że czarownice nie 

będą mogły wpływać na świat żywych po śmierci ani też samemu do niego powrócić.   

 Palenie 

sług szatana na stosie było też antycypacją potępienia, które miało być ich 

udziałem na tamtym świecie. Płomienie miały być obrazem ogni piekielnych, a krzyki 

skazańca wyciem dusz potępionych w piekle. Cierpienia znoszone przez skazanych na śmierć 

grzeszników były formą pokuty odbywanej na poczet skróconej przez to kary piekielnej. 

Zawierała się w tym „obietnica przebaczenia”.  

 Stosy 

służące paleniu skazanych w miastach powstawały na tradycyjnych miejscach 

kaźni, na wsiach natomiast stawiane były po prostu poza zabudowaniami. Konstrukcję 

takiego stosu opisuje Marian Wawrzeniecki. Twierdzi on, iż najpierw wykopywano dół, 

następnie wbijano większy pień drzewa, wokół niego układano mniejsze kawałki drewna oraz 

chrust. Konstrukcja ta podczas spalania, stopniowo zapadała się w wykopany wcześniej dół, 

co sprawiało wrażenie,  że pożądający ciała poganiana szatan wciąga go do piekła. Inny 

sposób przedstawia Oskar Kolberg. Osobę skazaną przykuwano łańcuchem do wkopanego w 

ziemię słupa, a następnie obkładano wiązkami słomy oraz drzewa.   

background image

 

114

 

W miejscach gdzie procesy czarownic były bardzo częste, mieszkańcy wynajdywali 

środki, aby obniżyć koszty i zmniejszyć nakład pracy przy budowie stosu. Urzędnicy sądowi 

w Nysie na Dolnym Śląsku nakazali wybudować piec krematoryjny, aby w ten tańszy, 

pewniejszy i szybszy sposób uśmiercać czarownice. W samym tylko 1651 spalono tam 42 

kobiety. Nie było więc w Polsce jednej metody wykonywania kary stosu.  

 

 

6. 5. Apelacja 

 

 Możliwości apelacji w procesach o czary zależały od tego, kto był  właścicielem 

ziemskim na terenie gdzie się one toczyły. Istotą sądownictwa w dobrach magnackich było 

zerwanie więzi między chłopem a sądami państwowymi, czego narzędziem było usunięcie 

możliwości sądzenia spraw chłopskich przez sądy grodzkie i królewskie. Przeciwko decyzji 

pana chłop mógł jeszcze teoretycznie wnosić apelację do sądów królewskich, lecz w praktyce 

od początku XVI wieku zaczęły one oddalać sprawy chłopów. W dobrach magnackich  

i duchownych apelację od wyroków sądu  ławy przyjmował  sąd zamkowy. 

 

W królewszczyznach rozpatrywał  ją w praktyce najczęściej mianowany zazwyczaj przez 

starostę urzędnik – podstarości. W miastach sytuacja była nieco bardziej skomplikowana.  

W mniejszych ośrodkach. kiedy ława i rada miejska tworzyły jeden sąd, apelację składano do 

właściciela miasta, a w królewszczyznach do starosty. W większych grodach, które 

uniezależniły się od starosty, odwołania od wyroków rozpatrywane były bezpośrednio przez 

sąd asesorski, co w praktyce oznaczało poddanie sądownictwa miejskiego kontroli 

magnaterii.  

Jak dowodzą tego akta sądu wyższego prawa niemieckiego na zamku krakowskim, 

wyroki w sprawach o czary na szczeblu apelacji  ferowane były przez wysokiej klasy 

specjalistów, do grona którego należały osobistości takie jak Bartłomiej Groicki czy Jan 

Kirstein Cerasinus. Urzędnikom tym nie obca była najwyższa ostrożności w sprawach 

tyczących się ludzkiego życia przez co wyrokowali łagodnie. Decyzjom ich przyświecała 

maksyma iż osoba oskarżona może być posłana na tortury, gdy dowody jej winy są 

„jaśniejsze niż  światło południowe”, co wystawia świadectwo wysokiego poziomu jurysty-

cznego tej instytucji i stanowi jedną z jaśniejszych kart polskiego sądownictwa tego okresu. 

 

 

 

background image

 

115

6. 6. Liczba ofiar 

 

 Materiały  źródłowe którymi dysponujemy, dotyczące liczby ofiar stosów zostały 

zebrane zupełnie przypadkowo i nie pozwalają na skonstruowanie przybliżonego nawet 

zestawienia statystycznego. Mimo tego Bohdan Baranowski stwierdza, że sądy miejskie 

posłały na stos lub „zamordowały” podczas przesłuchiwał bolesnych dziesięć tysięcy osób 

oskarżonych o czary. Ilość ofiar należy według niego zwiększyć o dodatkowe pięć do 

dziesięciu tysięcy czarownic, które padły ofiarą samosądów. Wspomnieć trzeba, że  

w rozrachunku tym autor nie wziął pod uwagę obszarów Litwy i ziem odzyskanych na 

zachodzie – Śląska i Pomorza zachodniego, gdzie liczba skazanych na najwyższy wymiar 

kary wynosić miała od piętnastu do dwudziestu tysięcy ofiar. Tak „ciekawe” statystyki 

otrzymał badacz dzięki „nowatorskiej metodzie” przemnożenia ogólnej liczby miast  

i miasteczek (1250) przez średnią liczbę procesów w każdym z nich, która według niego 

wynosiła cztery! Przypuszczając,  że po każdym procesie spalono co najmniej dwie osoby, 

autor otrzymał liczbę 10.000 ofiar.  

 

Jak wskazuje Małgorzata Pilaszek badania te uwzględniły jedynie oskarżenia  

o  maleficium, czyli czary, które spowodowały szkody, pomijając jednocześnie procesy  

o zniesławienie. Możliwym było zatem, że  średnio w każdym mieście rozpatrywano cztery 

procesy o czary, jednak nie wszystkie one kończyły się wyrokiem śmierci.    

 Przestępstwo czarów jako jedna z najcięższych zbrodni, zanotowywane było w tak 

zwanych „czarnych księgach”. Istotnym utrudnieniem więc określenia dokładnej liczby ofiar 

omawianych przeze mnie procesów jest fakt, iż po zdezaktualizowaniu się tych akt, niszczono 

je lub – ze względu na wciąż jeszcze wysoką cenę papieru – wykorzystywano je do tworzenia 

okładek do nowych ksiąg. 

 Kolejną przeszkodą w ustaleniu wiarygodnej liczby ofiar jest sposób redagowania akt 

procesowych w tamtych czasach. Często w prowadzonych zapisach pomijano wyrok 

zapadający w sprawie, bardziej skupiając się na wnoszonej skardze, która miała zniesławić 

domniemanego przestępcę.  

 

Jedynym wiarygodnym sposobem określenia choćby przybliżonej ilości ofiar 

polowania na czarownice na ziemiach polskich jest czasochłonne przeszukanie zachowanych 

akt i zliczenie wszystkich przypadków oskarżeń o czary. Kwerenda taka powinna być 

przeprowadzona chronologicznie i osobno dla każdego regionu i czeka dopiero na rzetelne 

opracowanie. Dysponując takimi cząstkowymi danymi, które w ten sposób byśmy zdobyli, 

możliwe byłoby ustalenie zarówno częstotliwości oskarżeń w procesach o czary, jak  

background image

 

116

i przybliżonej statystyki ofiar śmiertelnych, które prawdopodobnie znacząco odbiegałyby od 

zestawień Bohdana Baranowskiego.   

 

 

 

background image

 

118

rzyczyną zmniejszania się, a w końcu wygasania procesów o czary był splot trzech 

głównych czynników. Po pierwsze musiały zostać wprowadzone zmiany w inter-

pretacji i treści prawa materialnego i uściślenie reguł proceduralnych. Żeby było to 

możliwe musiały nastąpić zmiany w mentalności ludzi odpowiedzialnych za wprowadzanie 

norm prawnych – czyli prawodawców, jak i wśród osób odpowiedzialnych za stosowanie tych 

norm w praktyce, co jest drugim z wymienionych wyżej podstawowych czynników. Trzecim, 

istotnym wyznacznikiem była zmiana sytuacji społeczno – gospodarczej. 

 

7. 1. Zmniejszanie się liczby oskarżeń o czary 

 

 

Jak twierdzi Bohdan Baranowski symptomy zanikania procesów o czary odnajdujemy 

w drugim ćwierćwieczu XVIII stulecia. W następnych latach zjawisko to stopniowo dogasa. 

Brian P. Levack uważa,  że pierwszym etapem zanikania polowania na czarownice było 

wygasanie „masowych procesów”, które obejmowały całe prowincje i pociągały za sobą setki 

ofiar. Prześladowania czarownic w Polsce nie były prowadzone na taka skalę jak na 

zachodzie. Janusz Tazbir twierdzi, że procesy prowadzone były w pojedynczych miastach  

i wsiach jednak nie obejmowały całych dzielnic, jak miało to miejsce na zachodzie. Pierwszą 

dzielnicą, w której spadła liczba spraw o czary było Mazowsze, a stało się to dzięki wpływom 

licznych, oświeconych sfer Warszawy. Wiązało się to z rozpowszechnieniem świadomości 

dysfunkcji społecznej, wywoływanej przez wybuchy paniki, podczas których cierpieli i ginęli 

niewinni ludzie. Innym czynnikiem było uspokojenie nastrojów społecznych, spowodowane 

poprawą sytuacji ekonomicznej, wpływających na rozpowszechnianie się oskarżeń o czary. 

Koniecznym warunkiem zaniku obu rodzajów procesów czarownic było pojawienie się 

sceptycznego nastawienia, natomiast zupełne zakończenie polowania, związane było  

z o wiele głębszym powątpiewaniem w możliwość uprawiania czarów w ogóle.  

Brian P. Levack utrzymuje, że na zanik polowania na czarownice na niwie prawnej  

wpłynęły trzy główne bodźce: wymaganie rozstrzygającego dowodu na posługiwanie się 

czarami i pakt z diabłem, przyjęcie ściślejszych zasad prawnych dopuszczających stosowania 

tortur oraz ogłaszanie ustaw ograniczających lub zakazujących stosowania kaźni w procesach 

o czary. Realizacja pierwszych dwóch postulatów miała rzeczywiście w Polsce miejsce,  

a stało się to dzięki szerokiej krytyce nadużyć prawnych, która zostanie omówiona poniżej. 

Zniesienie tortur nastąpiło w naszym kraju dosyć późno i miało, jak się zdaje dość marginalny 

wpływ na zanikanie procesów czarownic. 

P

background image

 

119

Drugim podstawowym czynnikiem, mającym pośrednie znaczenie dla zahamowania 

„polowania na czarownice” była zmiana światopoglądowa która dokonała się w mentalności 

warstw wykształconych w XVIII wieku. Ewolucja ta jak zaznaczyłem, miała dla procesów 

charakter wtórny lecz była  condicio sine qua non warunku pierwszego. Według Levacka 

prądy oświeceniowe ogarniające na przełomie XVII i XVIII wieku Europę wytworzyły 

daleko idący sceptycyzm dotyczący skuteczności czarów jak i samej ich istoty. Rozpowszech-

niający się w tym okresie kartezjanizm popularyzował idee kwestionowania wszystkiego, 

nawet podstaw światopoglądowych. Descartes proponował odrzucenie wszystkich autory-

tetów i budowanie systemu światopoglądowego na podstawie jasnych i wyraźnych idei.  

W kręgach wykształconej elity zanikała wiara w skuteczność czarów i zaklęć, przez co 

częstsza była ich krytyka, a zracjonalizowanie procesów w nowym świetle było coraz 

trudniejszą kwestią. 

Do dalszego rozszerzania się myśli sceptycznej i racjonalistycznej przyczyniły się 

prace takich badaczy jak Kopernik, Galileusz, Kepler i Newton, które obaliły 

arystotelesowsko – scholastyczną teorię, która umieszczała ziemie nieruchomo w centrum 

wszechświata. Zastąpiono ja teorią mechanistyczną, według której ziemia poruszała się  

i „działała” jak sprawna maszyna, a procesy te można było  łatwo przedstawić i zracjo-

nalizować. W świecie, w którym każda przyczyna wynikała z poprzedniej, brak było miejsca 

na ingerencje sił nadprzyrodzonych, takich jak duchy czy inne siły okultystyczne. Tym 

samym podważono podwaliny dotyczące skuteczności czarów, jako mechanizmów 

okiełznywania tych mistycznych sił. Twierdzenia te stały w oczywistej sprzeczności do samej 

idei Boga, którą twórcy teorii mechanistycznej, na czele z Descartesem szybko zlikwidowali 

twierdząc,  że Bóg wpływa na losy ziemi poprzez siły natury. Kartezjanizm zaowocował 

jednak postawą, która gotowa była każde nadprzyrodzone zjawisko tłumaczyć w sposób 

naturalny. Pod wpływem nowych prądów myślowych, do lamusa zostało odesłanych wiele 

zjawisk kojarzonych dotychczas z działalnością szatana. Szczególna rola na tym polu 

przypadła lekarzom, opętania diabelskie zostały zdiagnozowane jako choroby takie jak: 

histeria czy epilepsja. Chociaż nadal nie można było ustalić przyczyn niektórych zjawisk, to 

jednak nowa postawa nakazywała szukać ich dalej a nie składać na karb interwencji 

nadprzyrodzonych mocy. 

Czynnikiem kolejnym, mającym najistotniejszy wpływ na złagodzenie, a w końcu 

wygaśnięcie procesów o czary, było nadejście nowego „klimatu” religijnego. Aspekt ten był  

najbardziej widoczny w krajach będących pod przemożnym wpływem katolicyzmu, jakim po 

sukcesach kontrreformacji bez wątpienia była Polska. Jak twierdzi Levack po 1650 roku  

background image

 

120

w zasadzie nie dochodziło już w Europie do wojen na tle religijnym. W tym okresie 

zauważalny był spadek gorliwości i entuzjazmu w sprawach wiary. Tendencje te widoczne 

były w Polsce. Chociaż na porządku dziennym były wciąż  żarliwe akty wiary, takie jak 

wyciąganie przez szlachtę szabel z pochew podczas mszy, mające na celu ukazania gotowości 

do krzewienia wiary, bądź też dokonywanie olbrzymich donacji na instytucje kościelne, to 

jednak gesty te jak twierdzi Janusz Tazbir były wyrazem dewocji, a nie świadectwem 

prawdziwej pobożności. Od drugiej połowy XVII wieku nastąpił znaczny upadek życia 

religijnego. Publikowane w tym czasie rozprawy teologiczne miały charakter czysto 

kompilacyjny. Wydawane były modlitewniki, rozważania moralne, żywoty  świętych, lecz 

była to tylko literatura popularna, w treści której nad istotnymi elementami kontemplacyjnymi 

przeważały barokowe ornamenty stylistyczne. Innym ważnym czynnikiem świadczącym  

o spadku  zainteresowania sprawami religijnymi był niemalże zupełny zanik działalności 

kaznodziejskiej. Społeczeństwo ze sceptycyzmem odnosiło się do osób, które twierdziły, że 

były inspirowane przez samego Boga. Wiara katolicka stawała się dla Polaków bardziej 

czynnikiem cementującym społeczeństwo i stylem życia, niż imperatywem moralnym, od 

którego przestrzegania zależało  życie na ziemi i w niebie. Najważniejszym skutkiem tej 

laicyzacji  życia było zaniechanie idei oczyszczenia świata z innowierców, w tym także 

czarownic. Faktem było, iż nie wszystkie procesy o czary w Polsce inspirowane były przez  

gorliwość religijną, jednak sędziom rozpatrującym tego typu sprawy często przyświecała idea  

gromienia wspólników szatana, która racjonalizowała podejmowane decyzje. 

Niebagatelną rolę przy zanikaniu procesów o czary spełniły czynniki społeczno – 

gospodarcze. Wydaje się,  że nie można z całą pewnością określić, które z tych warunków 

miały największy wpływ na to, iż  sędziowie byli ostrożniejsi w ferowaniu wyroków  

w sprawach o czary, bądź które powodowały, iż mieszkańcy miast i wsi mniej obawiali się 

interwencji magicznej ze strony sąsiadów. Można jednakże na tym polu dokonywać pewnych 

spekulacji. W XVIII powstaje wiele organizacji, które miały na celu zaopiekowanie się 

najuboższymi warstwami, które potrzebne były z uwagi na toczące się w tym czasie liczne 

konflikty zbrojne. Tak jak dotychczas przodowały na tym polu instytucje duchowne. 

Odrodzenie się Kościoła na fali kontrreformacji, spowodowało wyraźny rozkwit form opieki 

społecznej. Było to środkiem na odzyskanie wpływów społecznych, a tym samym dobrym 

narzędziem polityki wyznaniowej. Zaczęły powstawać bractwa miłosierdzia i „banki 

pobożnych”, a Jezuici w swoich kazaniach często wytykali katolickim księżom, iż 

nienależycie opiekowali się ubogimi. Również miasta w tym okresie aktywnie wspierały 

najuboższych i najbardziej potrzebujących. W drugiej połowie XVII wieku powstawały  

background image

 

121

w większych miastach instytucje szpitalne, które tak jak w okresie średniowiecza nie były 

ośrodkami leczniczymi, lecz przytułkami dla miejskiej biedoty. W kolejnych dekadach 

podobne instytucje powstawały w mniejszych miastach. Niemniej jednak w dalszym ciągu 

niestabilna sytuacja polityczna prowokowała napięcia nerwowe powodowane strachem, które 

doprowadzały do oskarżeń o czary. Innym czynnikiem znaczącym dla utrzymywania się 

procesów o czary, była na niskim poziomie utrzymująca się stopa życiowa. 

 Tradycyjną rolę w szerzeniu świadomości na temat nieprawidłowości w procesach  

o czary oraz błędów urzędników sądowych przypisuje się warstwom wykształconym, które  

z kolei niejako promieniowały na pozostałe warstwy ludności. Bezpośrednim  środkiem 

takiego oddziaływania, które niewątpliwe doprowadziło do zmniejszenia liczby procesów 

były ordynacje i instruktarze ekonomiczne, które właściciele ziemscy narzucali swoim 

poddanym. Przykład takowego instruktarza podał Jan Bystroń w Dziejach obyczajów  

w dawnej Polsce: „wróżbictwa, zabobony, gwałcenie dni świątecznych […] gdy od J.M. 

księdza […] dowiedzione będą [...] i zwierzchności dworskiej doniesione, prócz kary 

kościelnej publicznej, za większe ekscesa rózgami, a za mniejsze bizunami mają być karani”. 

Zanim jednak do tego doszło, początkowo nieśmiała myśl krytyczna w Polsce musiała 

zatoczyć szersze kręgi i być poparta odpowiednimi autorytetami.  

 

7. 2. Krytyka procesów 

 

 

 

Jako jeden z pierwszych w Europie krytycznie do skuteczności tortur odniósł się 

Bartłomiej Groicki w 1558 roku. Mówił on, iż gdy przestępcy są „twardego przyrodzenia”, 

tortury będą wobec nich nieskuteczne, a gdy jest odwrotnie wtedy zachodziło 

niebezpieczeństwo krzywoprzysięstwa, bowiem potwierdzą wszystkie stawiane im zarzuty. 

Podwójci krakowski zwrócił też uwagę na fakt, iż tortury należało stosować z litością, 

rozsądkiem i uwagą, aby nie narazić na szwank zdrowia niewinnego człowieka.  

 

Dowody kolejnych głosów krytyki znajdujemy w źródłach z lat siedemdziesiątych 

XVI wieku, kiedy to Jan Kirstein w dziele O prawie i fałdrowaniu podważa wartość badania 

czarownic metodą bolesną. Stanisław Waltoś twierdzi natomiast, że Kirstein piszący pod 

pseudonimem Cerasinus, wydał swoją książkę w 1557 roku i jego jako pierwszego wskazuje 

jako koryfeusza krytyki stosowania oraz skuteczności tortur. Autor piętnował także 

stosowanie mąk przed wydaniem wyroku, których w razie orzeczenia niewinności nikt nie 

jest w stanie naprawić. Argument ten został ponowiony ponad trzysta lat później przez 

Cezarego Beccarię.   

background image

 

122

 Pierwsze 

głosy krytyki przeciwko procesom czarownic pojawiły się na zachodzie 

Europy i tak jak same procesy przeniknęły do nas nieco później. W 1583 roku nadworny 

lekarz księcia Wilhelma z niemieckiego księstwa Kleve – Johannes Wier – opublikował 

książkę pod tytułem:  O mamieniach demonów, jako też o czarach i otruciach. Dzieło to 

skierowane było przeciwko Młotowi na czarownice i rozpowszechnianym przez ten 

podręcznik błędom. Wierus – bo tak brzmiało zlatynizowane nazwisko autora – jako praktyk  

i myśliciel krytykował domniemaną, wszechogarniającą moc szatana, proponując proste 

rozwiązanie w walce z zakusami diabelskimi. Na przykład w przypadku masowych opętań  

w klasztorach żeńskich doradzał raczej izolować siostry, niż je egzorcyzmować, gdyż to tylko 

„zaostrzało” przebieg choroby. Twierdził,  że czarownice były nieświadomymi ofiarami 

podszeptów szatana, w przeciwieństwie do czarnoksiężników, którzy z dobrej woli 

podpisywali cyrograf. Całe polowanie na czarownice nazywał wojną ze starymi, bezbronnymi 

kobietami, samym zaś sędziom zarzucał, iż pozwolili się manipulować diabelskim mocom.   

 Kolejne 

głosy sprzeciwu w tej sprawie pochodzą z lat trzydziestych XVII wieku, kiedy 

to swoje dzieło Cautio criminalis wydał poeta i pisarz jezuicki Fryderyk von Spee. Zakonnik 

ten główną uwagę poświęcił kwestii, jak powinni postępować ludzie, w rękach których leżała 

władza ścigania przestępstwa czarów. Poruszył takie kwestie jak: słuszność stosowania tortur, 

zagadnienie poszlak dowodowych i roli denuncjacji w sprawach o czary. Dzieło skierował do 

świeckich i duchownych książąt Rzeszy, licząc na przeciwdziałania w kwestii okrucieństwa i 

niesprawiedliwości, które w ich imieniu były dokonywane. 

 

W Polsce jedną z ważniejszych dat kojarzonych z krytyką procesów czarownic, był 

rok 1639, w którym to ukazała się w poznańskiej drukarni Wojciech Regulusa niewielka 

książeczka autorstwa Daniela Wisnera pod tytułem:  Tractatus brevis de extramagis, lamiis, 

veneficis, aliisque, malefactoribus, a consociis sius in quaestionibus seu torturis nominatis 

inculpatisque, et urum cognitio horum criminum spectat ad forum spirituale an seculare, an 

mixtum, et quomodo iudex secundum iura prescripta contra eosdem easdemve et non de facto 

procetere debet. Najciekawszym fragmentem ksiązki jest część, w której pisarz głosi swe 

poglądy dotyczące stosowania tortur. Twierdził on, że skierowanie na tortury było 

dopuszczalne, gdy sędzia był pewien, że osoba oskarżona o popełnienie danego przestępstwa 

faktycznie je popełniła. Nie wystarczyło nawet samo przyznanie oskarżonej, musiały istnieć 

jeszcze inne dowody winy. Do stosowania kaźni należało uciekać się tylko in subsidium i nie 

można było zawsze odnosić się do nich z zaufaniem. Autor krytykował pochopność i brak 

doświadczenia sędziów, którzy bez namysłu i należytej oceny doniesienia, bądź powołania 

innej oskarżonej skazywali ludzi na męki. Największy nacisk w swojej pracy kładł on na 

background image

 

123

niemożność wydania wyroku skazującego tylko na podstawie powołania, które nie mogło 

stanowić pełnego dowodu winy, gdyż uzyskane na drodze tortur zeznanie było „jakoby 

pewnego rodzaju wymuszeniem”. Zdaniem autora, osoba powołana powinna była mieć 

możliwość oczyszczenia się z zarzutu, a nie być poddawana mękom. Krytykował także 

autorytet zagraniczny w kwestii skuteczności próby łez, jakim był Jean Bodin, dowodząc że 

osoby poddane presji fizycznej i psychicznej, wstrzymywały płacz i był to objaw normalny. 

Nakazywał też  sędziom  ścisłe trzymanie się przepisów, czym wyprzedzał wprowadzenie 

zasady  nulla poena sine lege. Traktat Wisnera był skierowany do wykształconych kręgów 

prawniczych, na co wskazuje język łaciński oraz specyficzny język prawniczy. Autor w celu 

poparcia swoich tez posługuje się także autorytetami z zakresu prawa. Z tego to powodu 

ksiązka nie mogła spełnić założonych celów dydaktycznych, gdyż krytykowała przede 

wszystkim urzędników w małych miasteczkach i wsiach, gdzie znajomość  łaciny nie była 

taka powszechna.  

 

W tym samym roku wydał Wojciech Regulus anonimowe dzieło pod tytułem 

Czarownica powołana. Karol Koranyi przypuszcza, że autorem tegoż był sam typograf,  

a tezę tę podtrzymuje Bohdan Baranowski. Było to dzieło skierowane do szerszych kręgów 

publiczności, gdyż nie opierało się na materiale prawniczym, a raczej na literaturze ogólnej, 

dotyczącej czarów. W recepcji pomógł także na pewno język polski oraz lekki i przystępny 

styl, przeplatający narrację różnymi przykładami. Między innymi dlatego książka ta cieszyła 

się przez ponad sto lat niesłabnącą poczytnością. Autor nie występował przeciwko samej 

istocie procesów o czary – nie podważał nauki Kościoła katolickiego w tym zakresie – lecz 

piętnował liczne na tym polu nadużycia i bezprawia. W trzynastu rozdziałach wyjaśniał on 

kwestie wątpliwe, związane z procesami o czary. Chociaż dopuszczał istnienie sekty 

czarownic i powtarzał zestaw stereotypów podanych w Młocie na czarownice, to jednak 

odróżniał te ostatnie od „zabobonnic”, których było o wiele więcej. Kobiety stosujące 

magiczne imiona świętych, lanie ołowiu i wosku, noszenie amuletów i cały zestaw innych 

zabobonów, jako nieszkodliwe nie powinny podlegać karze, a raczej pokucie i spowiedzi. 

Postulował on zatem rozdzielenie znamion średniowiecznego i nowożytnego przestępstwa 

czarów i osobne obu przypadków sądzenie. Krytykował polskie sądy, które skazywały za 

czary na pokutę i śmierć. Powoływał się w tym na konstytucję sejmową z 1543 roku, która 

przyznawała sądom kościelnym sprawy o czary. Autor przedstawiał oczywiście kobiety, jako 

słabszą i narażoną na diabelskie podszepty płeć, po części jednak obiegowe opinie na ich 

temat, których źródłem był  Malleus, były przez niego krytykowane. W kwestii procedur 

prawnych przeciwstawiał się  śledzeniu osób podejrzanych o czary, nadużywaniu tortur,  

background image

 

124

a także brakowi wykształcenie, sumienia i rozwagi sędziów, którzy torturami zmuszali 

niewinnych ludzi do złożenia zeznań wbrew prawdzie. Piętnował także zwyczaj pławienia 

czarownic, jako zakazany przez Kościół zabobonny sposób rozpoznawania czarownic. Mówił 

też,  że: „lepiej że wyzwolić sto czarownic chociaż winnych” niż „jednę niewinną potępić”. 

Aby skazać na tortury, muszą być  świadkowie i istnieć dowody zbrodni. Nie wystarczyła 

zwykła plotka. Także powołanie czarownicy nie były wystarczającym powodem do 

zastosowania kaźni i musiało być poparte wyżej wymienionymi środkami dowodowymi. 

Wskazywał też obowiązek posiadania przez oskarżoną w procesie obrońcy. Brak jest 

dowodów, że autor Czarownicy powołanej znał dzieło wspomnianego wyżej Fryderyka von 

Spee, a w żadnym wypadku nie był to ani przekład ani przeróbka tej książki.   

 Również przedstawiciele kurii wypowiadali się krytycznie na temat nadużyć  

w procesach o czary. W takim tonie utrzymana jest tak zwana Instrukcja rzymska abo 

postępek prawny o sądach i procesach, jako mają być formułowane y wydawane przeciw 

czarownicom y rożnemi zabobonami bawiącym się abo podejrzanym, napisana przez Floriana 

Czartoryskiego w 1669 roku. Dziełko to stało na stanowisku, że tylko sądy duchowne były 

właściwe do rozpatrywania spraw o czary. Sądy  świeckie mogły zatem rozstrzygać w tych 

sprawach dopiero po uprzednim orzeczeniu w tej sprawie sądu duchownego. Datę wydania 

tego listu błędnie podaje Bohdan Baranowski na rok 1648, choć w rzeczywistości miało to 

miejsce dwadzieścia jeden lat później.  

 

Innym pisarzem zwalczającym na tym polu nadużycia w pierwszej połowie XVIII 

wieku był bernardyn Serafin Gamalski. Wydał on książkę pod tytułem: Przestrogi duchowne 

sędziom inwestygatorom i instygatorom czarownic. Pracując przez wiele lat jako spowiednik, 

spotkał się z licznymi przypadkami kobiet skazanych na śmierć w procesach 

 

o czary. Spowiadające się przed egzekucją kobiety zapewniały go o swojej niewinności. Tak 

jak poprzednicy nie podważał samej idei polowania na czarownice, lecz piętnował brak 

kwalifikacji często nie umiejących pisać sędziów, którzy sami padali ofiarą diabelskich ułud  

i skazywali na śmierć niewinne osoby. Diabła postrzegał jako inspiratora owych procesów. 

Chociaż praca Gamalskiego była kompilacją Czarownicy powołanej i Instrukcji rzymskiej, to 

jednak gorliwy, kaznodziejski ton autora przyczynił się do zwiększonej recepcji społecznej, 

nawet wśród najbardziej nieoświeconych warstw. Dokonując wykładni prawa kościelnego 

Gamalski dowodził, że nawet inkwizytorom nie wolno używać tortur bez pozwolenia biskupa, 

ani skazywać na nie z powodu błahych podejrzeń. Krytykował sędziów nie dopuszczających 

do przerw w mękach i nie biorących pod uwagę czynników wyłączających spod 

przesłuchiwania bolesnego oraz nie pozwalających na apelację. Bohdan Baranowski twierdzi, 

background image

 

125

że istnieją poszlaki domniemanego autorstwa Gamalskiego dziełka pod tytułem:  Wódkę  

z eliksjerem proprietatis powtórnie na poczesne dana. Pierwszy raz w Bonconsulcie do 

stworzonej Wody 5671. Drugi raz w Bondidulcie do zbawiennej zgody MDCCXXIX.  

Z przydaniem doświadczonego Alchiermesu. W prymitywnym tym utworze, napisanym 

trzynastozgłoskowcem autor wyszydzał gusła nękające wieś polską w owych czasach. Zajął 

się też między innymi piętnowaniem procesów o czary. Stosując prosty, dosadny humor 

wyśmiewał łatwość wszczęcia procesu, próbę pławienia oraz liczne powołania spowodowane 

torturami.  

 

Jednym z najbardziej aktywnych zwolenników powrotu przestępstwa czarów pod 

jurysdykcję  sądów duchownych był biskup chełmiński Andrzej Załuski. Wyjednał on 

wspomniany wyżej reskrypt, przywracający sprawy o czary sądom biskupim od króla 

Augusta III Mocnego w 1745 roku. Jako krytyk niektórych zwyczajów stosowanych w sądach 

świeckich wydał on też w 1766 roku dzieło pod tytułem:  Objaśnienie błędami zabobonu 

zarażonych oraz opisanie niegodziwości, która pochodzi sądzenia przez próbę  pławienia  

w wodzie mniemanych czarownic i jako takowa próba jest omylna różnymi dowodami 

stwierdzone.  Żądał on aby strona skarżąca przedstawiała oczywiste i naturalne dowody, 

odrzucał natomiast wszczęcie procesu na zasadzie pogłoski lub pławienia czy innych 

nienaturalnych sposobów.  

 Przeciwko 

pławieniu czarownic, próbom ognia i żelaza wypowiadał się także 

Franciszek Bohomolec, którego najsłynniejsze dzieło:  Diabeł w swojej postaci z 1772 roku 

miało ogromne znaczenie dla rozpowszechnienia myśli krytycznej dotyczącej procesów  

o czary. W pierwszej części utworu piętnował on rozpowszechnioną w procesach czary 

zbiorczą koncepcję satanistycznej magii, czyli sabaty, loty i stosunki szatana z kobietą. 

Podobną wymowę miały jego utwory dramatyczne, takie jak: Upiry, dramma z przysłowia 

oraz Czary.  

 

7. 3. Zniesienie tortur w Polsce 

 

 

W latach siedemdziesiątych XVIII wieku zgłaszane były projekty zniesienia tortur  

w procesie karnym. Pierwsze takie wystąpienie Bohdan Baranowski przypisuje w 1774 roku 

wojewodzie gnieźnieńskiemu Augustowi Sułkowskiemu. Badacz ten twierdzi, że echa 

wielkich procesów rozgrywających się w tym okresie, na czele z tym, który odbył się  

w Doruchowie i podczas którego spalono czternaście czarownic, miały spowodować 

wprowadzenie takiej ustawy. Stanisław Waltoś w swojej pracy dowodzi, że przyczyny 

background image

 

126

uchwalenia w 1776 roku przez sejm konstytucji o zniesieniu tortur w Polsce były zgoła 

odmienne i przekonywująco podważa autentyczność całego procesu doruchowskiego oraz 

jego wpływ na wyżej wymienioną ustawę.  

 

Opis procesu doruchowskiego znamy z Relacji naocznego świadka o straceniu razem 

14-stu mniemanych czarownic w drugiej połowie XVIII wieku, nieznanego autorstwa. Waltoś 

twierdzi, że Bohdan Baranowski dołączył do grupy badaczy, w której znajdują się takie sławy 

jak: E. Raczyński, J. T. Tripplin, O. Kolberg, J. Rafacz, S. Pszenic, J. Putek i Z. Zdrójkowski, 

która dała wiarę temu, iż wspomniany wyżej proces przyczynił się zniesienia mąk w Polsce. 

Jako pierwszy w 1966 roku podważył autentyczność tej sprawy Janusz Tazbir, przypisując 

autorstwo opisującej ten proces Relacji badaczowi Konstantemu Majeranowskiemu, który był 

sprawcą wielu mistyfikacji historycznych. Jedynym śladem w dokumentach, który potwierdza 

fakt zaistnienia owego procesu jest wzmianka odkryta przez Baranowskiego w aktach 

ostrzeszowskich z dnia 10 lipca 1783 roku, mówiąca o tym, że sędziowie zostali złożeni  

z urzędu za niekompetentne prowadzenie procesu, w efekcie którego sześć kobiet zostało 

spalonych na stosie. Uwagę badacza zwraca też fakt, iż  sędziowie zostali ukarani dopiero  

w siedem lat po procesie i że liczba ofiar nie zgadzała się wersją przedstawioną w Relacji.  

Z ostrzeszowskich akt grodzkich wynika, że w interesującym nas okresie wieś Doruchowo 

podzielona była między Michała Wierzbiętę Doruchowskiego, Mariannę Doruchowską  

i Eustachego Skórzewskiego. Kolejni zajmujący się  tą sprawą badacze ustalili, że zamiast 

wymienionej wyżej dziedziczki, współwłaścicielem był niejaki Wiewiórowski. Dodatkowe 

zamieszanie wprowadza Stanisław Wasylewski, który w swojej pracy Sprawy ponur

przytacza fragment nieznanego pamiętnika z XVIII wieku, twierdząc że żoną dziedzica wsi 

Doruchowo była pani z Rejczyńskich Stokowska, która będąc osobą zabobonną nakazała 

pojmanie i spalenie czternastu wieśniaczek zajmujących się czarami. Za Wasylewskim 

nazwiska dziedziców odpowiedzialnych za tragedię powtarzają kolejni badacze. Waltoś 

odnalazł w aktach nazwisko dziedziców Stokowskich, lecz dopiero piętnaście lat po procesie, 

gdy nazwiska poprzednio ustalonych właścicieli wsi z nich znikają. Najprawdopodobniej 

Relacja powstała na bazie wyżej wymienionego pamiętnika.  

 Wysoce 

wątpliwym jest też argument wpływu sprawy doruchowskiej na wydanie 

ustawy znoszącej tortury. Badając materiały sejmowe z 1776 roku nie znajdujemy żadnych 

dowodów  świadczących,  że wiadomość o procesie nieszczęśliwych kobiet wywołała 

oburzenie w Warszawie „odbiła się od ścian sali sejmowej”. Nie ma też dowodów na to  

w  Diariuszu sejmowym z tego roku czy w pamiętnikach zamieszczanych w prasie. 

background image

 

127

Niemożliwym zatem jest by sprawa, która miała być tak opiniotwórcza nie pozostawiła 

śladów w archiwach warszawskich.  

 

Przyczyny uchwalenia konstytucji znoszącej torturowanie przesłuchiwanych upatruje 

Stanisław Waltoś w sprzyjającej królewskiej inicjatywie atmosferze, która nastąpiła po 

butnym wystąpieniu Seweryna Rzewuskiego, przemawiającego wtedy w obronie swojego 

szwagra księcia Karola Radziwiłła. Obraza majestatu monarchy przez mówcę wywołała 

nastroje solidarności z królem na sali sejmowej. Władca wykorzystując sprzyjające mu 

nastroje w ciele ustawodawczym, postanowił zgłosić projekt wyżej wymienionej ustawy, 

która została przez szlachtę zaakceptowana.  

 

Do respektowania zakazu tortur na terenie państwa polskiego przyczyniła się też Rada 

Nieustająca, która starała się objąć nadzorem wszystkie sądy Rzeczpospolitej i nakazać im 

stosowanie się do praw obowiązujących. Nie bez wpływu pozostało tu też na pewno 

podniesienie poziomu nauczania, opierające się głownie na pijarskiej reformie edukacji. 

 

    Oprócz  działalności intelektualnej mającej na celu rozpowszechnienie krytyki idei 

procesów i błędów sądowych, niebagatelną rolę odegrał Kościół katolicki, który cały czas 

walczył o odzyskanie jurysdykcji. Dzięki energicznym działaniom biskupów kolejne diecezje 

uzyskiwały reskrypty od władców zabraniające rozpoznawania spraw o czary sądom 

miejskim pod karą 1000 dukatów, a sądom wiejskim pod groźbą kary śmierci dla sędziów. 

Dokumenty takie uzyskała diecezja kujawska w 1703 roku, płocka w 1727 i chełmińska  

w 1745 roku.  

 

Powodem tak długiego utrzymywania się procesów o czary i stosunkowo późnego 

zniesienia tortur był fakt, iż warstwa która ustalała prawo w Polsce – to jest szlachta – dzięki 

zdobytym przywilejom stanowym znajdowała się poza zasięgiem tych procedur sądowych. 

Nie była ona w zasadzie osobiście narażona na dolegliwości związane z przesłuchaniami 

bolesnymi, a dzięki stosowaniu prawa ziemskiego, które nie regulowało przestępstwa czarów, 

stała poza oskarżeniami. Innym czynnikiem wpływającym na powolne i późne, w stosunku do 

reszty kontynentu zanikanie spraw o czary był fakt, iż wyniszczana cały czas konfliktami 

zbrojnymi Rzeczypospolita była krajem podupadłym i gospodarczo zacofanym. W takich 

warunkach strach spowodowany niepewnością jutra, potrzeba zrzucenia odpowiedzialności za 

klęski i nieszczęścia co rusz to spadające na społeczeństwo oraz chęć poprawienia swojej 

sytuacji finansowej często popychały ludzi do oskarżeń o czary i powodowały, że Polska była 

cały czas areną takich procesów. 

background image

 

129

 roku 1795 miejsce miał trzeci rozbiór Polski. Od tego momentu kraj nasz 

znajdował się pod okupacją trzech mocarstw: Rosji, Austro – Węgier i Prus. 

W państwach tych nie prowadzono już „polowań na czarownice” i zniesiono 

stosowanie tortur w postępowaniu karnym. W Prusach odbyło się to w 1740 roku, w 

Monarchii Habsburskiej  w 1776, a w Rosji natomiast dopuszczano nadal stosowanie kaźni, 

jednak procesy o czary, które pojawiały się w XVI i XVII wieku, były tam w istocie 

sprawami politycznymi i dotyczyły przestępstw na szkodę państwa. Stąd właśnie wynikała 

specyfika takich rozpraw w tym kraju, gdzie większością oskarżonych byli zajmujący się 

polityką mężczyźni, a karą był stos lub zsyłka na Sybir.  

 

Jednak rozbudzone w polskim społeczeństwie nastroje nie tak szybko uległy 

uspokojeniu. Pod koniec XVIII wieku i przez całe następne stulecie napotykamy wzmianki  

o samosądach dokonywanych przez ludność wsi na domniemanych czarownicach. W 1793 

roku na przykład urzędnicy pruscy odnaleźli niedaleko nadgranicznego miasteczka zwęglone 

pale, a przepytywani na tą okoliczność mieszkańcy twierdzili, iż były to pozostałości stosu 

dwóch czarownic, które rzucały uroki na bydło. Sprawa ta nagłaśniana przez niemieckich 

uczonych była dosyć niejasna, ponieważ nie podali oni źródła, ani nazwy miasteczka,  

w którym samosąd ten się zdarzył. Kolejną  głośną w całej Europie sprawą był samosąd 

dokonany na Krystynie Ceynowej, w nadmorskiej miejscowości Chałupy. Została ona 

oskarżona przez miejscowego znachora i dwukrotnie poddawania próbie pławienia, bita,  

a w końcu utopiona w morzu. Znany jest też przypadek z galicyjskiej wsi Dżurkowo, gdzie 

podczas długotrwałej suszy w 1872 roku zdesperowany zastępca wójta zarządził publiczne 

pławienie wszystkich kobiet, by wykryć domniemaną czarownicę. Podobnych samosądów 

można by w XIX wieku odnaleźć więcej. Mimo iż nie były to przypadki częste, świadczyły  

o głęboko zakorzenionej wierze w moce czarownic, rozpowszechnionej wśród prostego ludu.  

 Zabory 

niewątpliwie wpłynęły na przyśpieszenie wygasania procesów o czary  

w Polsce, ponieważ monarchie absolutne, jakimi były państwa zaborcze skutecznie narzuciły 

okupowanym terenom swoje zasady prawne, a dzięki silnemu aparatowi policyjno – 

sądowniczemu dysponowały odpowiednimi środkami, by ukrócić same procesy oraz karać 

sprawców samosądów. Nie należy jednak przypisywać zaborcom wyłącznej zasługi, jaką 

niewątpliwie było powstrzymanie procesów o czary, gdyż wspomniana już przez nas ustawa  

z 1776 roku, znosząca zakaz stosowania tortur w postępowaniu sądowym jednoznacznie 

określiła stosunek władz polskich do takich środków dowodowych, co zburzyło fundamenty 

instytucji procesu o czary.  

background image

 

130

 Było to potwierdzenie ogólnoeuropejskich tendencji w tym zakresie, gdyż na terenie 

całego starego kontynentu procesy czarownic w tym okresie zanikają. Od końca XVII wieku 

daje się zauważyć  wśród sędziów sceptycyzm, co do skuteczności magii. Z podobnym 

niedowierzaniem zaczęto traktować pakty diabelskie oraz dowody szatańskiego piętna. 

Wszystko to spowodowało wprowadzenie ściślejszych zasad prawnych, określających  

stosowanie tortur oraz ocenie dowodów dzięki nim uzyskanych. Takie rozporządzenia 

wprowadziła między innymi Hiszpania już w 1614 roku, Włochy w sześć lat później,  

a w Szkocji miało to miejsce w 1660 roku. Podobne ograniczenia wprowadziły niektóre 

państwa niemieckie. Powoli zaczęto też wprowadzać całkowite zakazy stosowania kaźni. 

Jako pierwsza zrobiła to Szkocja w 1709, a później Prusy (1740) i Saksonia (1770). 

Dodatkowo obok tych konstytucji wydawano ustawy dążące do zredukowania lub 

wyeliminowania procesów o czary. Akt taki wydał pierwszy Ludwik XIV w 1682 roku, który 

zarządził dla czarowników kary cielesne, a praktyki magiczne zaklasyfikował jako zabobon. 

Podobne postanowienie wprowadzały dekrety pruskie, które miały ogromny wpływ na 

ograniczenie liczby procesów.  

 

Krajami które później niż Polska wprowadziły zakazy stosowania tortur były między 

innymi Belgia, Szwajcaria i Bawaria. Nie jest też prawdą, iż tak jak chcieliby niektórzy 

niemieccy historycy, w naszym kraju odbył się ostatni europejski proces o czary. Podają oni 

na przykład, że ostatni w Europie proces odbył się w 1793 roku w Poznaniu, gdy tymczasem 

– jeżeli nawet przyjmiemy podważaną już przeze mnie wyżej autentyczność procesu  

w Doruchowie – to miało to miejsce w 1776 roku. Niezgodność ta wynikała prawdopodobnie 

z potraktowania wspomnianego już, a niepotwierdzonego źródłami historycznymi samosądu 

przy granicy pruskiej jako działania prawnego, dokonanego przez uprawniony do tego organ. 

Źródła polskie o takim procesie nie wspominają. Rzeczywistym, ostatnim przypadkiem 

procesu o czary w Europie było spalenie na stosie Anny Geldi, skazanej prawomocnym 

wyrokiem sądu w Szwajcarii w 1782 roku.    

 

Jednak nie da się zaprzeczyć, iż Polska jako ostatni kraj w Europie poradziła sobie  

z problemem procesów o czary. Porównując procesy w Polsce z tymi prowadzonymi 

przykładowo w Hiszpanii, dostrzec można w jaki sposób oddziaływał brak skutecznej, 

centralnej kontroli prawnej na charakter i długość tego zjawiska. Mimo, że nasze państwo 

było organizmem dość jednolitym, to jednak partykularyzm prawny, jaki był udziałem 

każdego stanu, przyczynił się do przewlekłości występowania interesujących nas procedur. 

Hiszpania natomiast, choć zdecentralizowana pod względem politycznym, składająca się  

z królestw, jedynie pozornie zjednoczonych pod władzą jednego monarchy, posiadała jednak 

background image

 

131

dobrą organizację sądową, sprawującą kontrolę nad większością procesów o czary. Skutkiem 

tego liczba procesów w tamtym kraju była znacznie niższa. Wpłynął na to także fakt, iż  

w Polsce w zasadzie nie istniała możliwość apelacji do sądów niższego szczebla, jak to miało 

miejsce na przykład we Francji, gdzie tylko 24 procent wszystkich rozpatrywanych przez 

drugą instancję praw zatwierdzono. Przyczyną takiego stanu rzeczy możemy upatrywać  

w wyższym poziomie kultury prawnej wśród sędziów rozpatrujących odwołania, a także  

w prowadzeniu takich spraw przez profesjonalistów. 

 

Słaba władza centralna, której uwaga absorbowana była konfliktami stanowymi, nie 

potrafiła zneutralizować procesu polowania na czarownice oraz skutecznie nałożyć na niego 

ograniczeń. Dopiero działania Rady Nieustającej oraz króla Stanisława Augusta 

Poniatowskiego zmierzały do objęcia nadzorem wszystkich sądów Rzeczypospolitej oraz 

narzucenia im konieczności stosowania się do prawa obowiązującego. W tym też celu zostały 

wydane  Uniwersały królewskie w 1775 i 1776 roku. W tym świetle zjawisko polowania na 

czarownice jawi się jako niepowodzenie unowocześnienia organizmu państwowego. 

Nowożytne mocarstwa, jak choćby państwa zaborcze wcześniej niż nasz kraj rozwiązały 

problem procesów o czary. Były to państwa absolutne, dysponujące aparatem urzędniczym, w 

których centralny rząd sprawował zwierzchnią władzę nad wszystkimi obszarami terytorium. 

Aby zaistniało silne państwo konieczne było narzucenie woli ośrodka centralnego wszystkim 

jego prowincjom i zjawisko wygasania procesów o czary było dobrym wskaźnikiem tej 

ewolucji. 

 Większość jednak państw Europy u progu ery nowożytnej nie osiągnęła jeszcze 

takiego etapu centralizacji, a skutkiem tego było przekazanie pewnego zakresu autonomii 

władzy lokalnej, a dotyczyło to także możliwości rozstrzygania spraw o czary. Było tak 

między innymi i w przypadku Polski. Próby zbudowania monarchii oświeceniowej w naszym 

kraju świadczą o gotowości odzyskania tych kompetencji dla władz centralnych, gwałtowny 

kres naszej autonomii, jaki nastąpił pod koniec XVIII wieku, nie pozwolił jednak na 

ukończenie tego procesu.  

 Chociaż sprawy sądowe o czary w Europie formalnie zakończyły się u progu XIX 

wieku, to jednak niektóre z ich aspektów cyklicznie wracają w historii całego świata. Ilustrują 

to niektóre praktyki polityczne, które co jakiś czas pojawiają się na arenie dziejów. 

Przykładem takiego mechanizmu może być chociażby działanie komisji senackich w latach 

pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, mające na celu wykrycie domniemanych 

szpiegów komunistycznych. Zjawiska takie pokazują, iż często maksyma Historia mater 

studiorum est, pozostaje tylko pustym zwrotem.  

background image

 

132

 

Tematyka polowania na czarownice oraz procesów inkwizycyjnych jest zjawiskiem 

dość obszernym i jak już wspominano nie zawsze dostatecznie opracowanym. Uważam, iż 

luki takie należałoby szybko wypełnić, gdyż badając historię ewolucji tych procedur możemy 

dowiedzieć się wiele na temat ówczesnych zwyczajów prawnych czy też stosowanych 

rozwiązań jurystycznych. Zjawisko to było nie tylko odbiciem panujących w Polsce  

i w Europie prądów prawno – religijnych oraz ówczesnego poziomu edukacji, lecz także 

czynnikiem aktywnie kształtującym instytucje prawno – państwowe w naszym kraju. Mam 

nadzieję,  że praca ta zainicjuje na nowo dyskusję na temat roli procesów o czary w kształ-

towaniu kultury prawnej na całym starym kontynencie, a interdyscyplinarność tego 

zagadnienia, które łączy w sobie wiele dziedzin nauki, jak: teologię, filozofię, prawo, 

politologię czy etnografię pomoże w lepszym zrozumieniu historii ewolucji kultury 

europejskiej.  

 

 

background image

 

133

Bibliografia 

 

 

 

 

Opracowania: 

 

1.  Abraham Władysław, 

Organizacja Kościoła w Polsce do połowy wieku XII

, Poznań 

1962. 

2.  Augustyn św., 

O Państwie Bożym

, Warszawa 1960. 

3.  Baliński Krzysztof, 

O mentalności prostego ludu w epoce średniowiecza

, [online]. 

Dostępny w internecie: <http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3310>, [dostęp 16 

sierpnia 2006]. 

4.  Baranowski Bohdan, 

Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku

,  Łódź 

1952. 

5.  Baranowski Bohdan, 

W kręgu upiorów i wilkołaków, 

Łódź 1981. 

6.  Baschwitz Kurt, 

Czarownice. Dzieje procesów o czary

, Warszawa 1963. 

7.  Bogucka Maria, Samsonowicz Henryk, 

Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce 

przedrozbiorowej

, Wrocław – Łódź 1986. 

8.  Borkowska – Bagieńska Ewa, Lesiński Bogdan, 

Historia prawa sądowego

, Poznań 

1995. 

9.  Borkowska – Bagieńska Ewa, 

O pożytkach badań nad kulturą prawną

, [w:] 

Przez 

tysiąclecia: państwo, prawo, jednostka

, pod red. Adama Lityńskiego i Mariana 

Mikołajczyka, T. III, Katowice 2001. 

10. Bossowski Józef Jan, 

Ewolucja postępowania dowodowego w procesie karnym. Od 

pojedynku sądowego i Sądów Bożych do psychologicznej oceny zeznań dowodów 

rzeczowych

, Poznań 1924. 

11. Buchowski Michał, 

Magia, jej funkcje i struktura

, Poznań 1986. 

background image

 

134

12. Bukowska Krystyna, 

Dawny polski proces miejski od połowy XV do połowy XVIII

Warszawa –Toruń 1966. 

13. Bukowska – Gorgoni Krystyna, 

Procesy o czary i powołania przez czarownice  

w orzecznictwie sądu wyższego prawa niemieckiego na zamku krakowskim

, „Lud”, 

T. 54 (1970), 

14. Bystroń Jan Stanisław, 

Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII

, T. I, 

Warszawa 1960. 

15. Bystroń Jan Stanisław, 

Tematy które mi odradzano,

 Warszawa 1980. 

16. Cieślak Marian, 

Polska procedura karna

, Warszawa 1984. 

17. Dąbrowska – Zakrzewska Mirosława, 

Procesy o czary w Lublinie w XVII i XVIII 

w.

, Lublin 1947. 

18. Delumeau Jean, 

Strach w kulturze zachodu

, Warszawa 1983. 

19. Deschner Karlheinz, 

Krzyż Pański z Kościołem. Seksualizm w historii 

chrześcijaństwa

, Gdynia 1994. 

20. Dębiński Antoni, 

Ecclesia vivit lege Romana. Znaczenie prawa rzymskiego dla 

rozwoju prawa Kościoła Łacińskiego

, [w:] 

Starożytne kodyfikacje prawa

, pod red. 

Antoniego Dębińskiego, Lublin 2000. 

21. Drabina Jan, 

Wierzenia, religie, wspólnoty wyznaniowe w średniowiecznej Polsce  

i na Litwie i ich koegzystencja

, Kraków 1994. 

22. Drabina Jan, 

Współistnienie religii i wyznań w Polsce dawnej i współczesnej

„Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego”, T. MCXXXI, Zeszyt 27 (1994). 

23. Dybek Elżbieta, 

Lokacje na prawie niemieckim w ziemi przemyskiej w latach 

1345-1434

, Lublin 2004. 

24. Foucault Michael, 

Historia seksualności, 

Warszawa 1995. 

25. Foucault Michael, 

Nadzorować i karać

, Warszawa 1998. 

26. Frazer James Geoge, 

Złota gałąź

, Warszawa 1962. 

27. 

Historia państwa i prawa Polski

, pod red. Juliusza Bardacha, T. II, Warszawa 1966. 

28. Hube Romuald, 

Prawo polskie w wieku trzynastym

, Warszawa 1874. 

29. Huizinga Johann 

Jesień średniowiecza

, Warszawa 1974. 

background image

 

135

30. Kaczmarczyk Zdzisław, 

Immunitet sądowy i jurysdykcja poimmunitetowa 

 

w dobrach Kościoła w Polsce do końca XIV wieku

, Poznań 1936. 

31. Kamler Marcin, 

Rola tortur w polskim sądownictwie miejskim drugiej połowy XVI 

wieku i pierwszej połowy XVII wieku

, „Kwartalnik Historyczny”, T. XCV, z. 3 

(1988). 

32. Kieckhefer Richard, 

Magia w średniowieczu

, Kraków 2001. 

33. Kitowicz Jędrzej, 

Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III

, Kraków 

1925. 

34. Kolańczyk Kazimierz, 

Prawo rzymskie

, Warszawa 1976. 

35. Kolberg Oskar, 

Wielkie Księstwo Poznańskie

, T. VI, Poznań 1963. 

36. Komar Michał, 

Czarownice i inni

, Kraków 1980. 

37. Koranyi Karol, 

Beczka czarownic

, „Lud”, T. XXVII (1928). 

38. Koranyi Karol, 

Czary i gusła przed sądami kościelnymi w Polsce w XV i w pierw-

szej połowie XVI w

., „Lud”, T. XXVIII (1932). 

39. Koranyi Karol, 

Czary w postępowaniu sądowem

, „Lud”, T. XXV (1925). 

40. Koranyi Karol, 

Czy tortury są dalszym ciągiem sądów bożych?,

 „Lud”, T. XXV 

(1925). 

41. Koranyi Karol, 

Konstytucje Cesarza Fryderyka II przeciw heretykom i ich recepcja  

w Polsce

, [w:] 

Księga pamiątkowa ku czci Władysława Abrahama

, T. 2, Lwów 

1930. 

42. Koranyi Karol, 

Łysa góra: studium z dziejów wierzeń ludowych w Polsce w XVII  

i XVIII wieku,

 Lwów 1929. 

43. Koranyi Karol, 

O postępowych tradycjach w polskim piśmiennictwie karnym XVI  

i XVII wieku

, [w:] 

Państwo i Prawo

, T. 74 (1952). 

44. Koranyi Karol, 

„Tractatus brevis de extramagiis lamii, veneficiis” a „Czarownica 

powołana”, 

„Kwartalnik historyczny”, Rocznik XCV, z. 4 (1989). 

45. Krass Paweł, 

Inkwizycja w walce z husytyzmem

, [w:] 

Polskie echa husytyzmu

, pod 

red. Stanisława Byliny i Ryszarda Gładkiewicza, Warszawa 1999. 

46. Krawczuk Aleksander, 

Poczet cesarzy rzymskich

, Warszawa 1991. 

background image

 

136

47. Ladurie Le Roy, 

Montaillou, wioska heretyków 1294 - 1324

, Warszawa 1988. 

48. Lambert Malcolm, Medieval Heresy. Popular Movements from the Gregorian 

Reform to the reformation, Oxford 2002. 

49. Lasocki Zygmunt, 

Szlachta płońska w walce z czartem

, „Miesięcznik Heraldyczny”, 

T. XIII (1934). 

50. Le Goff Jacques, 

Kultura średniowiecznej Europy

, Warszawa 1994. 

51. Levack P. Brian, 

Polowanie na czarownice w Europie wczesnonowożytnej

Wrocław 1991. 

52. Litewski Wiesław, 

Rzymski proces karny

, Kraków 2003. 

53. Lityński Adam, 

Przestępstwa polityczne w polskim prawie karnym XVI-XVIII 

wieku

, Katowice 1976. 

54. Lombardi Paolo, 

Filozof i czarowni

ca, Warszawa 2004. 

55. Łaszewski Ryszard, 

Wiejskie prawo karne w Polsce w XVII i XVIII wieku

, Toruń 

1988. 

56. Maciejewski Tadeusz, 

Powszechna historia ustroju i prawa,

 Warszawa  2000. 

57. Majsel Witold, 

Archeologia prawna Polski

, Warszawa – Poznań 1982. 

58. Majsel Witold, 

Dawne narzędzia wykonywania kar

, „Kwartalnik Historii Kultury 

Materialnej”, T. 27, z. 3 (1969). 

59. Majsel Witold, 

Poznańskie prawo karne do końca XVI wieku

, Poznań 1963. 

60. Michelet Jules, 

Czarownica

, Warszawa 1961. 

61. Mikołajczyk Marian, 

Na drodze do powstania procesu mieszanego, 

Katowice 1991. 

62. Mikołajczyk Marian, 

Z dziejów zbrodni i kary w dawnej Polsce

, Katowice 2001. 

63. Minos Georges, 

Historia Piekła

, Warszawa 1998. 

64. Nola di Alfonso M., 

Diabeł

, Kraków 2000. 

65. Pilaszek Małgorzata, 

Procesy czarownic w Polsce w XVI – XVIII w

. [online]. 

Dostępny w internecie: <http://www.historia.icenter.pl/pdf/czary.pdf >, [dostęp 26 

lipca 2006]. 

66. Potkowski Edward, 

Czary i czarownice

, Warszawa 1970. 

67. Potkowski Edward, 

Heretycy i inkwizytorzy

, Warszawa 1971. 

background image

 

137

68. Przybyszewski Leon, 

Czary i czarownice

, Wrocław 1999. 

69. Rożek Michał, 

Diabeł w kulturze Polskiej,

 Warszawa – Kraków 1993. 

70. Russell B. Jeffrey, 

Krótka historia czarownictwa

, Wrocław 2003. 

71. Ryś Grzegorz, 

Inkwizycja

, Kraków 1997. 

72. Salmonowicz Stanisław, 

Z problematyki procesów o czary. Uwagi na marginesie 

najnowszej literatury

, „Czasopismo Prawno – Historyczne”, T. XIII. z. 2 (1961). 

73. Sawicki Witold, 

Studia nad wpływem praw obcych w dawnej Polsce

, Warszawa 

1971. 

74. Siczek Stefan, 

Początki i rozwój kościelnego sądownictwa w Polsce na podstawie 

foralnego oficjałatu w Sandomierzu

, [w:] 

Historia et ius

, pod red. Antoniego 

Dębińskiego i Grzegorza Górskiego, Lublin 1998. 

75. Sochaniewicz Kazimierz, 

O potrzebie systematycznego wydawnictwa materiałów 

do historii procesów o czary w Polsce

, „Lud”, T. XXIV (1924). 

76. Sochaniewicz Kazimierz, 

Przyczynek do czarów na Żmudzi w XVII wieku

, „Lud”,  

T. XXI (1922).  

77. Sójka – Zielińska Katarzyna, 

Drogi i bezdroża prawa

, Wrocław – Kraków 2000. 

78. Sójka – Zielińska Katarzyna, 

Historia prawa

, Warszawa 1997. 

79. Tazbir Janusz, 

Historia Kościoła katolickiego w Polsce (1460-1795)

, Warszawa 

1966. 

80. Tazbir Janusz, 

Okrucieństwo w nowożytnej Europie

, Kraków 2000. 

81. Tazbir Janusz, 

Procesy o czary

, „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, T. XXIII 

(1978). 

82. Tazbir Janusz, 

Spotkania z historią

, Warszawa 1995. 

83. Thomas Keith, 

Religion and the decline of magic. Studies in popular beliefs in 

sixteenth and seventeenth – century England

, Harmondsworth 1971. 

84. Torrey E. Fuller, 

Czarownicy i psychiatrzy

, Warszawa 1981. 

85. Trębaczkiewicz – Oziemska Teresa, 

Rola kapłanów pogańskich w życiu plemion 

Słowian połabskich 

[online]. Dostępny w internecie: <http://www.mikilo.prh.pl/ 

slavinja/php-files/readarticle.php?article_id=29>, [dostęp 17 lipca 2006]. 

background image

 

138

86. Tuwim Julian, 

Czary i czarty polskie

, Warszawa 1960.  

87. Tymieniecki Kazimierz, 

Prawo niemieckie a immunitet sądowy i jurysdykcja 

patrymonjalna w Polsce średniowiecznej

, „Przegląd Prawa i Administracji”, T. 45 

(1920). 

88. Vetulani Adam, 

Początki oficjałatu biskupiego w Polsce

, Kraków 1939. 

89. Vetulani Adam, 

Z badań nad kulturą prawniczą w Polsce Piastowskiej

, Wrocław 

1976. 

90. Waltoś Stanisław, 

Owoce zatrutego drzewa. Procesy i wydarzenia, które 

wstrząsnęły prawem

, Kraków 1978. 

91. Waltoś Stanisław, 

Proces karny: zarys systemu

, Warszawa 2005. 

92. Marian Wawrzeniecki, 

Namaszczenie się czarownic

, „Lud”, T.  XXVI (1927). 

93. Marian Wawrzeniecki, 

Jak konstruowano u nas stos do palenia czarownic?

, „Lud”,  

T.  XXVI (1927). 

94. Wawrzeniecki Marian, 

Proces o czary w Nieszawie r. 1721, 

„Wisła”, T. XIII (1899).

 

 

95. Weber Max, 

Etyka protestancka a duch kapitalizmu

, Lublin 1994. 

96. Weber Max, 

Gospodarka i społeczeństwo

, Warszawa 2002. 

97. Weber Max, 

Racjonalność, władza, odczarowanie

, Poznań 2004. 

98. Wolny Jerzy, 

Exempla z kazań niedzielnych Peregryna z Opola

, [w:] 

Kultura 

elitarna a kultura masowa w Polsce późnego  średniowiecza

, pod red. Bronisława 

Geremka, Wrocław 1978. 

99. Zdrójkowski Zbigniew, 

Praktyka kryminalna Jakuba Czechowicza

, „Roczniki 

Towarzystwa Naukowego w Toruniu”, T. 53, z. 2, Toruń 1949. 

100. Zdziechiewicz Alicja, 

Staropolskie polowania na czarownice

, Katowice 2004. 

101. Znaniecki Florian, 

Nauki o kulturze

, Warszawa 1971, str. 33 i następne. 

     102. Żak – Bucholc Joanna, Mariusz Agnosiewicz, 

Polowanie na czarownice

 [online].      

 Dostępny w internecie: <http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,985>, [dostęp 16 lipca 

2006]. 

 

 

background image

 

139

Źródła: 

 

1. 

Biblia Tysiąclecia

, pod red. Kazimierza Dynarskiego, wyd. IV, Poznań 1991. 

2.  Groicki Bartłomiej, 

Porządek sądów i spraw miejskich prawa magdeburskiego  

w Koronie Polskiej

, Warszawa 1953. 

3. 

Księga Inkwizycji. Podręcznik napisany przez Bernarda Gui

, pod red. Doroty 

Cieślik, Kraków 2002. 

4.  Rudolf z Rud Raciborskich, 

Katalog magii

, Wrocław 1955. 

5.  Sprenger Jacob, Kraemer Henryk, 

Młot na czarownice

, Wrocław 2000. 


Document Outline