background image

PRL i Polacy wobec Praskiej Wiosny

Inwazja na Czechosłowację

Dla większości polskiego społeczeństwa inwazja wojsk Układu Warszawskiego na 
Czechosłowację była szokiem. Był on tym większy, że tym razem Sowieci do 
zdławienia wolnościowych aspiracji użyli także Wojska Polskiego.
Przemiany zachodzące w Czechosłowacji bardzo szybko zaniepokoiły władze PRL. Już 
7 lutego 1968 roku, podczas obrosłego legendą spotkania w Ostrawie, Gomułka 
ostrzegał przywódcę Komunistycznej Partii Czechosłowacji Aleksandra Dubcˇeka przed 
konsekwencjami zbyt daleko idących reform. Powołując się na własne doświadczenia z 
okresu po 1956 roku, towarzysz Wiesław zwracał uwagę na niebezpieczeństwo 
pojawienia się rewizjonizmu w łonie partii oraz żądania „drugiego etapu” zmian.

Podczas spotkań „warszawskiej piątki” Władysław Gomułka od początku opowiadał się 
za tezą, że wydarzenia w Czechosłowacji mają charakter „kontrrewolucyjny”. Był 
jednym z najzagorzalszych zwolenników militarnego rozstrzygnięcia kryzysu. To on na 
naradzie w Dreźnie (23 marca 1968) sformułował słynną zasadę ograniczonej 
suwerenności krajów bloku sowieckiego, która przeszła do historii pod nazwą doktryny 
Breżniewa. Ta postawa Gomułki wynikała zapewne z kilku przyczyn. Przede wszystkim 
był on twardogłowym komunistą i obawiał się, że Praska Wiosna grozi rozpadem bloku 
sowieckiego. Mógł się też spodziewać, że wolnościowe idee zostaną podchwycone w 
PRL – wszak jedno z popularniejszych haseł Marca ’68 brzmiało: Cała Polska czeka na 
swego Dubcˇeka.

Gorliwość Gomułki wynikała też najprawdopodobniej z chęci przypodobania się 
Moskwie, co miało służyć wzmocnieniu pozycji pierwszego sekretarza KC PZPR w 
kraju. Duże znaczenie przypisać należy również antyniemieckiej fobii Wiesława, który 
obawiał się, że Czechosłowacja może dostać się pod wpływy Republiki Federalnej 
Niemiec. Być może Dubcˇek przypominał także Gomułce o niespełnionych nadziejach, 

1

background image

jakie żywiło polskie społeczeństwo jesienią 1956 roku.

REWANŻ ZA KRYTYKĘ MARCA ’68

Wydarzenia Marca ’68 spotkały się z dużym zainteresowaniem w Czechosłowacji. 
Szybko wyzwalająca się spod pęt cenzury prasa otwarcie pisała o wydarzeniach w 
Polsce. Szczególną rolę odegrały reportaże Jirˇíego Lederera, publikowane w 
„Literarnich Listach” i „Reporterze”. Ich autor po zdławieniu Praskiej Wiosny został 
skazany na dwa lata więzienia za „szkalowanie PRL”.

Przez czeskie i słowackie uczelnie przetoczyła się fala wieców, na których 
podejmowano rezolucje protestujące przeciw represjom i solidaryzujące się z 
uczestnikami wydarzeń w Polsce. Kierowano je do Ambasady PRL lub wysyłano 
bezpośrednio do Polski. Zorganizowano także kilka demonstracji. 28 marca przed 
Konsulatem Generalnym PRL demonstrowało kilkaset osób wyrażających solidarność z 
polskimi studentami i profesorami.

1 maja 1968 roku przed ambasadą w Pradze demonstrowali studenci, zaś 3 maja wiec 
na Rynku Starego Miasta zorganizował Klub Zaangażowanych Bezpartyjnych.

Wydarzenia te spowodowały ostrą reakcję władz Polski Ludowej. 6 maja 1968 roku rząd 
PRL i KC PZPR wystosowały bezprecedensową notę do władz Czechosłowacji, 
domagając się położenia kresu antypolskim demonstracjom, nagonce w prasie, radio i 
telewizji godzącej rzekomo w dobre imię PRL. W ślad za tą notą zorganizowano 
zebrania podstawowych organizacji partyjnych, na których informowano członków 
PZPR, że grupa rewizjonistyczna w KPCz prowadzi kraj w kierunku likwidacji władzy 
ludowej oraz związania go z Zachodem, a zwłaszcza RFN. Złowróżbnie brzmiały słowa: 
Nie możemy  w żadnym razie zgodzić się na to, by w Czechosłowacji wzięła górę 
kontrrewolucja. Nie może się też zgodzić na to Związek Radziecki i inne państwa 
Układu Warszawskiego. Kolejny cykl zebrań partyjnych zorganizowano pod koniec 
lipca. Tym razem już bez ogródek pisano w liście do POP, że zdławienie reakcji w 
Czechosłowacji jest naszym internacjonalistycznym obowiązkiem. Zebrania te miały 
przygotować członków PZPR na spodziewaną interwencję.

Ograniczoną kampanię skierowaną przeciwko przemianom w CˇSRS prowadziła prasa i 
radio. Główną rolę przypisano jednak nieoficjalnym kanałom propagandowym. Na 
szkoleniach i zebraniach starano się utwierdzać przekonanie, że Czechosłowacji 
zagraża popadnięcie w zależność od „rewizjonistów zachodnioniemieckich”, a za 
reformami stoją „syjoniści”. Próbowano także budować niechęć do Czechów, lansując 
hasło, że „za mało wycierpieli” w czasie drugiej wojny światowej. Cechować ich też 
miała skłonność do „kumania się z Niemcami”. Jak się wydaje, przed 21 sierpnia 
kampania ta odnosiła całkiem spore sukcesy.

2

background image

Od maja 1968 roku intensywny monitoring sytuacji u południowego sąsiada prowadziło 
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Zbierano i tłumaczono czechosłowackie dokumenty 
partyjne i państwowe, sporządzano listy osób „pozytywnych” i „negatywnych” z punktu 
widzenia władz PRL. Równocześnie wojskowi przygotowywali plany udziału WP w 
zbliżającej się nieuchronnie interwencji.

INWAZJA Z „BRATNIĄ POMOCĄ”

W brutalnym zdławieniu Praskiej Wiosny wzięła udział 2 Armia Wojska Polskiego. 
Łącznie użyto blisko 25 tys. żołnierzy, 647 czołgów i 566 transporterów opancerzonych. 
Polskie oddziały okupowały obszar o powierzchni ok. 20 tys. km kw. w północnych 
Czechach. Żołnierzy rozlokowano głównie poza większymi miejscowościami. Ich 
zadania polegały przede wszystkim na blokowaniu oddziałów Czechosłowackiej Armii 
Ludowej, likwidowaniu „wrogiej propagandy” (m.in. komandosi opanowywali nielegalne 
rozgłośnie radiowe) i prowadzeniu własnej, służbie patrolowej itp. Oficerowie wywierali 
naciski na przedstawicieli lokalnych władz, by skłonić ich do współpracy z interwentami.

Od pierwszych chwil interwencji towarzyszyła ogromna kampania propagandowa. 
Okupanci emitowali audycje radiowe (rozgłośnia Wełtawa nadająca z terenu NRD) oraz 
wydawali dziennik „Zprávy” („Informacje”). Działania propagandowe podejmowała także 
PRL. Zarówno Główny Zarząd Polityczny WP, jak i struktury partyjne wydały wiele 
ulotek, plakatów i broszur w języku czeskim. Tylko żołnierze 2 Armii WP rozkolportowali 
5 mln różnego rodzaju materiałów propagandowych. Wojsko nadawało także własne 
audycje propagandowe (drogą radiową oraz za pomocą megafonów). Telewizja 
katowicka przez kilka tygodni emitowała specjalny program „Do przyjaciół z Ostrawy”. 
Żołnierze WP aktywnie uczestniczyli w likwidowaniu antyinterwencyjnej propagandy 
(zamalowywanie napisów, wykrywanie radiostacji, uniemożliwianie druku plakatów i 
ulotek).

Do największej tragedii związanej z udziałem WP w okupacji Czechosłowacji doszło 7 
września 1968 roku w Jiczinie. Pijany żołnierz 11 Dywizji Pancernej otworzył ogień do 
grupy cywili i przejeżdżających samochodów. Zabił Jaroslava Veseliego oraz Zdenkę 
Klimesˇovą i ranił pięć innych osób. Ranni zostali także dwaj żołnierze WP usiłujący 
rozbroić kolegę.

Tragedia w Jiczinie odbiła się głośnym echem w całej Czechosłowacji. Veselyd i 
Klimesˇová byli jedynymi ofiarami interwencji, które nie zginęły z rąk żołnierzy 
sowieckich. Uroczystości pogrzebowe miały manifestacyjny charakter, uczestniczyły w 
nich tysiące osób. Kondolencje napływały z całego kraju. Dziś na miejscu tragedii stoi 
pomnik upamiętniający tamte wydarzenia. Sprawca zbrodni został w trybie doraźnym 
skazany na karę śmierci. Została ona następnie zamieniona na dożywocie. Po 15 latach 
żołnierz został zwolniony z więzienia.

3

background image

„GÓRAL” Z  „PODHALA”

Od wczesnych godzin rannych 21 sierpnia organizowano zebrania partyjne, na których 
członkom PZPR tłumaczono zasadność interwencji. Po raz pierwszy od długiego czasu 
partyjni prelegenci spotkali się ze sprzeciwem wobec działań władz PRL. Padały 
pytania: Czy nie należałoby w Czechosłowacji przeprowadzić plebiscytu na temat 
wyboru nowego rządu, takiego, jaki chciałby mieć naród czechosłowacki? W związku z 
podpisaniem porozumienia o nieingerencji w wewnętrzne sprawy Czechosłowacji – 
dlaczego i jak należy rozumieć wkroczenie wojsk do Czechosłowacji? Zabraliśmy przed 
wojną Czechosłowacji pewne tereny i po co dzisiaj znowu wchodzą do Czechosłowacji? 
Jeżeli Czechosłowacja ma swoją armię, to po co pomoc z zewnątrz? Dlaczego nam się 
nie mówi prawdy? Proszono także o wytłumaczenie, jaka jest różnica między 
interwencją ZSRR w Czechosłowacji a zaangażowaniem USA w Wietnamie, 
zastanawiano się, dlaczego „zdrowa część” KPCz, której działacze prosili kraje 
socjalistyczne o „pomoc”, nie mogła sama poradzić sobie z rozwiązaniem problemów w 
kraju, skoro – jak przekonywano – reprezentuje większość narodu. Pytano także, czy 
wkroczenie wojsk jest zgodne ze statutem Układu Warszawskiego, żądano lepszej 
informacji o wydarzeniach, a także podania nazwisk osób, które miały prosić o „bratnią 
pomoc”.

W chwili wkroczenia wojsk interwencyjnych do Czechosłowacji MSW rozpoczęło 
realizację akcji o kryptonimie „Podhale”. Objęła ona wszystkie struktury resortu, od 
milicji po wywiad. Nasilono inwigilację poszczególnych środowisk, wzmożono kontrolę 
korespondencji. Do Czechosłowacji wysłano grupę operacyjną o kryptonimie „Góral”. 
Radiokontrwywiad prowadził nasłuch niezależnych rozgłośni radiowych na terenie 
CˇSRS. Z Ostrawy swoje meldunki wysyłał rezydent wywiadu „Alexander”.

Większość działań MSW skierowana była jednak przeciwko obywatelom PRL. Tropiono 
osoby sporządzające i kolportujące ulotki, piszące hasła na murach, „wrogo” 
komentujące przebieg wydarzeń. W większości województw akcję „Podhale” 
zakończono już 16 września 1968 roku. Na terenach przygranicznych kontynuowano ją 
jednak aż do początków 1972 roku, kiedy uznano, że sytuacja w Czechosłowacji uległa 
ostatecznej „normalizacji”.

CZUJĘ SIĘ JAK ŚWINIA...

W 1968 roku nie prowadzono badań opinii społecznej w sprawie interwencji w 
Czechosłowacji. Służba Bezpieczeństwa i jej agenci drobiazgowo zbierali za to 
wypowiedzi przedstawicieli różnych środowisk. W zachowanym materiale archiwalnym 
znajdują się tysiące opinii Polaków: robotników, studentów, inżynierów, rolników, 
duchownych, członków partii i bezpartyjnych. Zdecydowanie więcej jest wypowiedzi 
sprzeciwiających się interwencji (bo takie też bardziej SB interesowały).

4

background image

Powszechne było uczucie wstydu: Jest hańbą dla Polaków, iż nasze wojska biorą udział 
w okupacji CSRS, i osobiście wstydzę się za Polskę, że nasze wojsko wkroczyło 
bezprawnie i dokonało agresji. Czuję się jak świnia, mam moralnego kaca, to jest 
zwykła brutalna napaść, pogwałcenie wszelkich zasad i umów. Uznawano, że jest to 
pogwałcenie tradycji narodu polskiego walki „o waszą i naszą wolność”, spodziewano 
się pogorszenia stosunków z Czechami i Słowakami.

Odrzucano też propagandę o rzekomej „bratniej pomocy”: Wkroczenie wojsk ZSRR do 
Czechosłowacji jest agresją i okupacją. Przykre, że biorą w tym udział nasze wojska. 
Głoszone przez ZSRR hasła o wolności, nieagresji i samostanowieniu są tylko 
frazesami, a jest to zwykły rosyjski imperializm, chcący podporządkować sobie całą 
Europę.

Niektóre wypowiedzi odwoływały się do historii i położenia Polski: Mało im ofiar Katynia, 
chcą jeszcze mordować w Czechosłowacji. Rosja okupuje Czechosłowację tak samo 
jak Polskę. Nawiązywano też do zajęcia części terytorium Czechosłowacji przez Polskę 
w 1938 roku: Dajemy się wykorzystać – w 1938 roku wykorzystał nas Hitler, obecnie 
zrobił to Związek Radziecki.

Jak się wydaje, w pierwszych dniach po 21 sierpnia przeważały głosy oburzenia, ale z 
czasem antyczechosłowacka propaganda zaczęła odnosić sukcesy. W głosach 
popierających interwencję można wskazać dwie główne przyczyny takiej postawy, 
nierzadkiej nawet u osób o poglądach antykomunistycznych: obawa przed zagrożeniem 
niemieckim i powtórzeniem się sytuacji z września 1939 roku, gdy Polska została 
zaatakowana także z południa. Przytoczmy wypowiedź jednego ze szczecińskich 
adwokatów: Oczywiście, można zarzucić Sowietom, iż naruszyły suwerenność 
Czechosłowacji, gdyż interwencja łączy się z wewnętrznymi sprawami CSRS i nie udało 
się wykazać, by nastąpiła na prośbę władz czechosłowackich. Niemniej jednak jako 
Polak i mieszkaniec polskich Ziem Zachodnich uważam, że interwencja była konieczna, 
bo w przeciwnym razie nastąpiłaby nieskrępowana penetracja terenu CSRS przez NRF, 
a to zagrażałoby naszemu stanowi posiadania. Można nawet być wrogiem komunizmu i 
metod sowieckich, ale należy się z tymi krokami pogodzić z punktu widzenia polskiej 
racji stanu.

W związku z wkroczeniem wojsk „warszawskiej piątki” do Czechosłowacji w Polsce 
odnotowano co najmniej 143 przypadki kolportażu ulotek. Pojawiły się one w 64 
miejscowościach, zarówno dużych miastach, jak i na wsi. Znaczna część ulotek ukazała 
się w zaledwie jednym egzemplarzu, ale były i takie, których nakład sięgał kilkuset 
egzemplarzy. Wykonywano je rozmaitymi sposobami: odręcznie, na maszynie, przy 
użyciu pieczątki lub dziecinnej drukarenki, wreszcie na powielaczu. W większości 
zawierały jedynie krótkie hasła, np. Precz z agresją na Czechy, Gomułka precz ręce od 
Czechosłowacji czy Za naszą i waszą wolność. Niektóre przybierały formę listów 
otwartych lub manifestów politycznych.

5

background image

Po rozpoczęciu interwencji w Czechosłowacji w co najmniej 49 miejscowościach Polski 
pojawiły się napisy na murach. SB odnotowała treść ponad dwustu z nich: Precz z 
agresją sowiecką w Czechosłowacji. Rosjanie do domu, Breżniew – zbrodniarz i 
agresor, żądamy wycofania wojsk z Czechosłowacji, Komunistyczni faszyści ręce precz 
od Czech, wracajcie do domu, Napaść na CSRS hańbą Polski, Hańba, anszluss nie 
przejdzie, Niech żyje wolna Czechosłowacja, precz z komunistami i hańbicielami narodu 
polskiego, Hitler 1938 – Gomułka 1968.

SB przechwytywała także setki anonimów kierowanych do władz, protestujących 
przeciwko interwencji. Przed ambasadą i Ośrodkiem Kultury Czechosłowackiej 
składano kwiaty. Łącznie za różne formy protestów zatrzymano ponad 100 osób, z 
których kilkanaście stanęło przed sądem. Wyroki sięgały 2–3 lat więzienia.

PROTESTOWAĆ CZY NIE 

Kościół polski nie zajął oficjalnego stanowiska wobec interwencji. Choć wśród biskupów 
przeważało oburzenie i sympatia dla Czechów i Słowaków, nie zdecydowano się na 
żadną formę protestu, przeciwnie – nawoływano wiernych do spokoju. Postawa taka 
wynikała przede wszystkim z obawy przez dalszą eskalacją napięcia w stosunkach z 
władzami państwowymi. Wszak nie przebrzmiały jeszcze echa dwóch wielkich kampanii 
antykościelnych – wokół orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich (1965) i 
uroczystości milenijnych (1966). Istotną rolę odegrało także przekonanie prymasa 
Wyszyńskiego, iż Gomułka jest w ciężkiej sytuacji, ma trudności i byłoby nieszlachetnie 
występować w tej chwili z atakami przeciwko władzom polskim.

Pomysł otwartego protestu narodził się za to wśród posłów katolickiego Koła Znak. 
Rozważano trzy możliwości: wydanie oświadczenia protestacyjnego, zabranie głosu w 
czasie debaty sejmowej i wreszcie demonstracyjne złożenie mandatów poselskich. 
Skłaniano się ku trzeciemu rozwiązaniu, czekano jednak na stanowisko prymasa. 
Kardynał Wyszyński przyjął posłów dopiero 10 października. Uznając racje moralne 
przedstawicieli Znaku, zdołał ich jednak namówić do powstrzymania się od protestu. 
Prymas wychodził z błędnego założenia (być może podsuniętego przez władze), że 
Gomułka działał w stanie „wyższej konieczności” i został de facto zmuszony do udziału 
w inwazji. Wyszyński był przekonany, że gdyby władze PRL nie zgodziły się na 
interwencję, jej ofiarą mogłaby paść także Polska: Nie można w Polsce dopuścić do 
spotkania społeczeństwa zbuntowanego z uzbrojoną nowocześnie armią. Byłaby to 
masakra. Wszystko możliwe trzeba uczynić, by do tego nie doszło.

Protesty przeciwko interwencji objęły także wszystkie środowiska emigracyjne. Polacy 
uczestniczyli w wielu manifestacjach odbywających się na całym świecie. 24 sierpnia 
zorganizowano w Londynie wiec protestacyjny, którego uczestnicy (ok. 5 tys.) udali się 
pod Ambasadę PRL. Była to największa manifestacja emigracji od 1956 roku. Na 

6

background image

łamach czasopism protestowali politycy i ludzie kultury. Na wieść o samospaleniu Jana 
Palacha wybitny poeta

Kazimierz Wierzyński napisał wstrząsający wiersz, jeden z ostatnich w życiu. Wkrótce 
po 21 sierpnia 1968 roku w środowiskach intelektualnych rozważano możliwość 
zaprotestowania przeciwko interwencji w Czechosłowacji. Ze względu na świeżą 
pamięć o marcowych represjach oraz rozbicie środowiska po niedawnej pacyfikacji 
pomysłów tych nie zrealizowano. Co odważniejsi ludzie kultury zdobyli się jednak na 
indywidualne protesty.

Najgłośniejszy był list otwarty Jerzego Andrzejewskiego do prezesa Związku Literatów 
Czechosłowacji Eduarda Goldstückera. Znany polski pisarz, przesyłając wyrazy 
solidarności z Czechami i Słowakami, zaznaczał, że wierzy, co więcej, wie, że ma 
poparcie ogromnej większości pisarzy polskich, dla których słowa: prawda, miłość, 
lojalność, nadzieja, patriotyzm i postęp, jeszcze nie umarły ani nie stały się ciężkim 
brzemieniem.

Andrzejewski doskonale opisał stan ducha polskich intelektualistów: uczucie bezsilności 
w obliczu przemocy i gwałtu jest najboleśniejszym z wszystkich ludzkich upokorzeń [...] 
klęska staje się szczególnie twardym ciężarem, kiedy najlepsze tradycje własnego kraju 
są bezczeszczone, wolność słowa unicestwiana, a prawda podeptana.

Powstało kilka utworów poetyckich i satyrycznych inspirowanych wydarzeniami Praskiej 
Wiosny i interwencją wojsk Układu Warszawskiego. Piosenka Jacka Tarkowskiego 
Hradec Králové przez lata była dla wielu polskich inteligentów symbolem sierpniowej 
niemocy.

Na znak protestu przeciwko interwencji wystąpiło z PZPR kilkudziesięciu pracowników 
naukowych wyższych uczelni i PAN. Najgłośniejszym echem odbiło się złożenie 
legitymacji partyjnych przez grupę pracowników Instytutu Historii PAN: Bronisława 
Geremka, Tadeusza Łepkowskiego i Krystynę Kersten.

USŁYSZCIE MÓJ KRZYK 

Najbardziej wstrząsającą formę protestu przeciwko interwencji wojsk Układu 
Warszawskiego wybrał Ryszard Siwiec. Był on z wykształcenia filozofem, przez wiele lat 
na własnej maszynie pisał, a następnie kolportował ulotki sygnowane „Jan Polak”. 
Wydarzenia Marca ’68, a następnie inwazja na Czechosłowację skłoniły go do podjęcia 
bardziej zdecydowanych działań. Chcąc wstrząsnąć sumieniami rodaków, postanowił 
dokonać manifestacyjnego samospalenia. Na miejsce swego czynu wybrał centralne 
dożynki organizowane 8 września 1968 roku na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. 
Przed wyjazdem do Warszawy sporządził testament oraz nagrał na taśmę 
magnetofonową przesłanie. Manifest ten, w którym Siwiec poddawał krytyce system 

7

background image

sowiecki, kończył dramatyczny apel: Ludzie, w których może jeszcze tkwi iskierka 
ludzkości, uczuć ludzkich, opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk, krzyk szarego, 
zwyczajnego człowieka, syna narodu, który własną i cudzą wolność ukochał ponad 
wszystko, ponad własne życie, opamiętajcie się! Jeszcze nie jest za późno!

W pociągu napisał pożegnalny list do żony, w którym wyjaśniał motywy swojego czynu: 
Kochana Marysiu, nie płacz. Szkoda sił, a będą ci potrzebne. Jestem pewny, że to dla 
tej chwili żyłem 60 lat. Wybacz, nie można było inaczej. Po to, żeby nie zginęła prawda, 
człowieczeństwo, wolność – ginę, a to mniejsze zło niż śmierć milionów. Nie przyjeżdżaj 
do Warszawy. Mnie już nikt nic nie pomoże. Dojeżdżamy do Warszawy, piszę w 
pociągu, dlatego krzywo. Jest mi tak dobrze, czuję taki spokój wewnętrzny jak nigdy w 
życiu. Ten wstrząsajacy zapis dotarł do adresatki dopiero po ponad 20 latach, ponieważ 
przejęła go SB. Podczas uroczystości na Stadionie Dziesięciolecia, w obecności 100 
tys. ludzi, Siwiec rozrzucił ulotki z protestem przeciw interwencji, oblał się 
rozpuszczalnikiem i podpalił. Krzyczał Protestuję, nie pozwalał ugasić ognia. Z ciężkimi 
poparzeniami został odwieziony do szpitala, gdzie po czterech dniach zmarł.

Niestety, czyn Siwca pozostał niezauważony. Przytłumiły go tańce i śpiewy na płycie 
stadionu. Bezpośrednim świadkom wydarzenia i sąsiadom SB wmawiała, że Siwiec był 
niezrównoważony psychicznie. Dopiero wiosną 1969 roku informację o tym wydarzeniu 
podało Radio Wolna Europa, pozostała ona jednak bez echa. Oczywiście, skala 
poparcia, jakiej Polacy udzielili Czechom i Słowakom w sierpniu 1968 roku, była 
nieporównywalnie mniejsza od solidarności, jaką okazano Węgrom w 1956 roku. Ale 
trzeba pamiętać, że do interwencji „warszawskiej piątki” doszło zaledwie kilka miesięcy 
po spacyfikowaniu polskiego Marca ’68. Setki osób znajdowały się w więzieniach, w tym 
prawie wszyscy aktywni opozycjoniści. Ponadto Polacy musieli przezwyciężyć swoje 
uprzedzenia w stosunku do południowych sąsiadów, narosłe w wyniku trudnego 
sąsiedztwa w ciągu poprzednich pięćdziesięciu lat.

Łukasz Kamiński

8