background image

/11.07.2006 14:08

W czółenkach po poligonie

Problemy, z jakimi zmagają się kobiety w polskiej armii. Czy faktycznie tak mało istotne?

Męska bielizna i maszynka do golenia – to część zestawu, który dostają, 
wyjeżdżając na misję do Iraku... polskie kobiety - żołnierze. Na szczęście, 
mężczyźni nie są wyposażani w zamian w typowo damskie akcesoria do higieny 
osobistej.
W armii powinno się myśleć o strategii, uzbrojeniu i szkoleniu, a nie rozważać krój 
pantofelka – takie głosy pojawiły się siedem lat temu po jednym z pierwszych spotkań 
Rady ds. Kobiet w Siłach Zbrojnych, na której poruszono kwestię niewygodnych butów i 
za małych mundurów dla pań w wojsku. Wielu osobom, nie tylko w armii, problem wydał 
się błahy i niewart zainteresowania. Posypały się docinki, że dopuszczenie pań do służby 
skutkuje dyskusjami o tym, co jest dla nich najważniejsze, czyli o strojach. I rozmowy na 
ten temat ucichły.

Od lekarza do dowódcy

Nie znaczy to, że problem rozwiązano – po prostu przestano o nim mówić. Same kobiety 
uznały, że interesowanie się mundurami i innymi „drobiazgami” jest powierzchownym 
postrzeganiem ich spraw w armii. – Też tak myślałam – przyznaje płk Beata Laszczak, 
pełnomocnik ministra obrony ds. wojskowej służby kobiet – teraz jednak zmieniłam 
zdanie. Realia wojskowe kształtowali przez dziesięciolecia mężczyźni – to dla nich szyto 
mundury, żywiono ich i kwaterowano. Kiedy w tym hermetycznym środowisku pojawiły 
się kobiety, zaczęły mówić o swoich, czasami innych niż mężczyzn, potrzebach. Zdarzało 
się, że słyszały: „chciałyście przyjść do wojska, to się dostosujcie, mamy przecież 
równouprawnienie”. – Jednak idea równouprawnienia nie polega na zasadzie „wszystkim 
po równo” i zgodnie z nią kobieta nie musi nosić za dużych męskich ubrań – dodaje pani 
pełnomocnik.

15 lat obecności pań w powojennej armii i siedem w szkołach wojskowych wydaje się 
wystarczającym okresem, aby specyficzne ze względu na płeć potrzeby kobiet były 
dostrzegane i zaspokajane. Mimo to problem nie znika, a nawet się rozszerza. Nie tylko 
z powodu wzrostu liczby kobiet – kiedy powstała Rada było ich 270, teraz prawie 800. – 
Dawniej panie służyły przede wszystkim w korpusie medycznym i przez większość czasu 
chodziły w fartuchach, wkładając czasem mundury wyjściowe – wyjaśnia kmdr por. 
Bożena Szubińska, przewodnicząca Rady ds. Kobiet. Teraz dziewczyny trafiły „do linii” i 

1

background image

muszą być zaopatrywane jak żołnierze.

Ciężka stopa służbowa

Mówi się: „za mundurem panny sznurem” – tylko ten mundur musi się dać nosić. 
Niestety, właśnie on jest najczęstszym powodem narzekań pań. Z wyjściowym nie ma 
kłopotu, ponieważ jest specjalnie dla kobiet szyty, na co każda z nich, rozpoczynając 
służbę, dostaje ryczałt. Dużo gorzej jest z mundurami polowymi. Nie dość, że w męskim 
kroju, to jeszcze wydawane są skompletowane, i albo góra, albo dół nie pasuje. Poza 
tym, brakuje niewielkich rozmiarów. Nie jest to zresztą tylko bolączka pań, ale także ich 
koledzy o nietypowej sylwetce napotykają takie kłopoty. Co prawda w przypadku 
niemożności dopasowania munduru istnieje możliwość zwrotu kosztów poprawek 
krawieckich, jednak czasem nawet one nie pomagają.

Drugim bolesnym problemem, i to całkiem dosłownie, są buty. – Czółenka, które 
dostajemy, to zupełne nieporozumienie. Są brzydkie i toporne, a co bardziej istotne 
uciskają i nie sposób wytrzymać w nich kilka godzin – skarżą się dziewczyny na 
wojskowych uczelniach. Byłoby lepiej, gdyby wszystkie panie dostawały pieniądze i 
kupowały sobie buty same, według wyznaczonych kryteriów. Za to wśród obuwia do 
munduru polowego brakuje małych rozmiarów. „Do tego są za ciężkie i powodują żylaki” 
– czytamy w odpowiedzi na jedną z ankiet rozesłanych przez płk Laszczak do kobiet. W 
tych ankietach panie narzekały też na niedostosowanie do nich warunków sanitarnych w 
jednostkach, m.in. brak zamykanych natrysków i toalet. Najbardziej kuriozalna sytuacja 
dotyczy misji. Z relacji uczestniczek poprzednich zmian w Iraku wynika, że otrzymują 
identyczne wyposażenie jak mężczyźni, m.in. krem i maszynkę do golenia oraz męską 
bieliznę.

Stanik moro

– Wyobraźcie sobie, że przychodzicie do pracy w sfeminizowanym szpitalu i dostajecie 
damski fartuch i buty, a na wasze protesty odpowiadają, że liczy się wydana sztuka. Na 
pewno stwierdzilibyście, że instytucja nie jest przygotowana na przyjęcie mężczyzn. 
Właśnie tak czują się w armii panie – tłumaczyła płk Laszczak panom zebranym na 
spotkaniu służb mundurowych i logistycznych poświęconym m.in. zaopatrzeniu kobiet.

Rozwiązaniem części kłopotów wydaje się zastąpienie wydawanych przedmiotów 
równoważnikiem – tak jak teraz w przypadku bielizny dla kandydatek na żołnierzy 
zawodowych. Można by też pozostawić decyzji samych zainteresowanych, także panom, 
czy wolą zestaw środków higieny, czy pieniądze. Jednak ustalenie ekwiwalentu 
wszystkiego nie rozwiąże, na co wskazują obecnie przepisy. Zgodnie z rozporządzeniem 
MON w sprawie równoważników pieniężnych przysługujących w zamian za 
umundurowanie i wyekwipowanie, wysokość równoważnika oblicza się na podstawie 
norm przedmiotów umundurowania określonych w przepisach o warunkach i normach 

2

background image

umundurowania oraz wyekwipowania żołnierzy zawodowych i kandydatów na nich. Jak 
sama nazwa wskazuje, równoważnik powinien choć w znacznej części rekompensować 
koszty zakupu danego przedmiotu. Zdaniem pań tak nie jest.
Przykładem może być np. równoważnik na rajstopy, przyznawany słuchaczce szkoły 
wojskowej – ma on wystarczyć na 12 sztuk na dwa lata, czyli jedna para na dwa 
miesiące. Każda pani wie, że taka „żywotność” rajstop jest trudno osiągalna. Podobnie 
jak kupno stanika za niepełne 34 zł, chyba że na ulicznym straganie lub w przecenie w 
supermarkecie. Podobnie jest ze środkami higieny. Słuchaczkom szkół wojskowych 
wypłaca się co miesiąc równoważnik niewiele przekraczający 28 zł. Zresztą ceny są za 
niskie nie tylko przy kobiecych akcesoriach – miesięcznie na szczoteczkę do zębów 
wypada 0,45 zł. Ponieważ dentyści zalecają jej zmianę co trzy miesiące, szczoteczka 
musi kosztować mniej niż 1,50 zł. – Taki komplet toaletowy powinny opracować same 
panie lub choć określić jego wartość. Można też szukać porady w innych służbach 
mundurowych – uważa kmdr Szubińska. Wystarczy zresztą spojrzeć na przykładowy 
zestaw ankietowy, aby zobaczyć rozbieżności. Przy naliczaniu równoważnika pomyślano 
np. o podpaskach, ale już nikt nie wpadł na mokre chusteczki czy wkładki higieniczne.

Nadzieje na jesień

– Moim zdaniem te wszystkie problemy można rozwiązać i liczę, że uda się zmienić 
niesatysfakcjonujące nas przepisy – mówi pani pełnomocnik. Tak samo wydają się 
myśleć służby mundurowe. W Sztabie Generalnym WP usłyszeliśmy, że będą się 
zastanawiać, co zrobić, aby ułatwić paniom służbę. Zaproponowano, żeby 
rozporządzania i inne przepisy dotyczące zaopatrzenia kobiet były konsultowane z 
pełnomocnikiem. Dobrze by też było, gdyby kobiety mogły testować nowe wzory 
umundurowania. Postanowiono również uczulić służby logistyczne na problem braku 
małych rozmiarów. Specjaliści z logistyki przypominali jednak, że ewentualne 
wprowadzanie nowych wzorów butów czy mundurów trwa długo – wiele czasu 
pochłaniają procedury przetargowe i badania, a ponadto na każdą zmianę podrażającą 
koszty trzeba znaleźć źródła finansowania.

Mimo to kmdr Szubińska liczy na przełom i rozpoczęcie po wakacjach intensywnych prac 
nad umundurowaniem i pozostałymi nieuregulowanymi sprawami. Miejmy nadzieję, że 
faktycznie ta, zdawałoby się niewielka, ale tak naprawdę istotna kwestia, zostanie 
wreszcie załatwiona. Pozostaje jednak pytanie – dlaczego nie pomyślano o tym 
wcześniej?

3