background image

Młody 
Technik
 

Impuls 

elektromagnetyczny

Grudzień 

2000   

Już podczas wybuchu pierwszej bomby atomowej stwierdzono - zgodnie z 
przewidywaniami fizyków - towarzyszący mu niezwykle oślepiający błysk światła, 
obecność masy neutronów oraz niezwykle intensywnych strumieni promieni gamma i 
promieniowania rentgenowskiego. 

Podobne zjawiska, oczywiście jeszcze intensywniejsze, zarejestrowano znacznie później 
podczas wybuchów bomb termojądrowych. 

Już jednak w czasie przeprowadzanych w początku lat 50-tych próbnych wybuchów 
jądrowych naukowcy amerykańscy odkryli obecność towarzyszących im niezwykle 
silnych impulsów elektromagnetycznych, pokrywających praktycznie całe pasmo 
częstotliwości radiowych. Impulsy te były w stanie indukować w obwodach elektrycznych 
i systemach elektronicznych wartości napięć i natężenia prądu powodujące katastrofalne 
uszkodzenia urządzeń elektrycznych, a zwłaszcza systemów łączności - z zasady 
bardzo wrażliwych na zewnętrzne zakłócenia. Zjawisku temu nadano nazwę "Jądrowego 
Impulsu Elektro-Magnetycznego" - NEMP (Nuclear Electro-Magnetic Pulse). 

Mechanizm powstawania NEMP związany jest z elementarnymi procesami 
zachodzącymi z udziałem promieniowania jądrowego i cząstek elementarnych, a w 
szczególności z "rozproszeniem Comptonowskim". Mówiąc w ogromnym uproszczeniu - 
tory elektronów "comptonowskich", powstających pod wpływem promieni gamma, 
ulegają zakrzywieniu w magnetycznym polu ziemskim, wypromieniowując przy tym 
energię w postaci pola elektromagnetycznego. 

Specjaliści od strategii prowadzenia wojny szybko dostrzegli w tym zjawisku możliwość 
stworzenia broni będącej w stanie uszkodzić infrastrukturę telekomunikacyjną i 

1

background image

energetyczną przeciwnika - bez stwarzania bezpośredniego zagrożenia dla ludzi. Ot, 
taka "humanitarna" broń - E-bomba - zmuszająca wroga do kapitulacji. Wystarczy tylko 
na wysokości 40 - 100 kilometrów nad terytorium wroga dokonać wybuchu jądrowego, 
aby towarzyszący mu NEMP w promieniu ponad 1000 km mógł spowodować 
nieodwracalne uszkodzenia urządzeń elektrycznych i systemów elektronicznych, 
zwłaszcza komputerowych. Sam wybuch jądrowy - poza silnym błyskiem światła - nie 
wywołałby istotnych zniszczeń materialnych, nie byłoby fali uderzeniowej burzącej 
budynki, a ilość radiacji docierającej do powierzchni ziemi i skażenia promieniotwórcze 
byłyby mniejsze aniżeli przy wybuchu na małej wysokości. 

Ale generować impulsy elektromagnetyczne o ogromnym natężeniu można znacznie 
prościej za pomocą E-bomb, które podobno wchodzą już do arsenałów wojennych potęg 
świata. Niektóre źródła mówią nawet, że tego rodzaju bronią posługiwały się wojska 
NATO podczas niedawnej kampanii przeciwko Serbii, aby unieszkodliwić jej systemy 
radarowe. 

Uczeni wiedzą, że kluczem do takiej broni jest generowanie krótkotrwałych impulsów 
prądu elektrycznego o dużym natężeniu. Skierowanie takich impulsów do anteny 
spowoduje wypromieniowanie potężnej fali elektromagnetycznej o szerokim paśmie 
częstotliwości. Obwody elektryczne znajdujące się w określonym "polu rażenia" 
zaabsorbują energię, którą ta fala przenosi - mogą się po prostu "spalić". 

Najbardziej niszczące są impulsy mikrofal z zakresu częstotliwości gigahercowych, które 
mogą z łatwością przeniknąć do wnętrza aparatury elektronicznej przez otwory 
wentylacyjne, lub szpary w obudowie, indukując groźne prądy w różnych obwodach 
elektrycznych. Fale megahercowe poprzez złącza i przewody zasilające, działające 
podobnie do anten, przedostają się do podłączonej elektroniki i mogą tam spowodować 
nieodwracalne zniszczenia. 

Do wytworzenia mikrofal potrzebny jest niezwykle krótki impuls elektryczny, trwający 
około 100 pikosekund, czyli jedną dziesięciomiliardową sekundy. (Warto sobie 
uświadomić, że w takim czasie światło przebywa odległość wynoszącą 3 centymetry.) 
Takie impulsy można wytwarzać za pomocą urządzenia zwanego generatorem Marxa. W 
zasadzie jest to drabina kondensatorów ładowanych równolegle, a następnie - 
wykorzystując super-szybkie przełączniki - rozładowywanych przy połączeniu 
szeregowym. Powstające podczas rozładowania impulsy trwające setki pikosekund 
wystarczy skierować do anteny, która wypromieniuje błysk elektromagnetycznej energii. 
Lotnictwo Armii Stanów Zjednoczonych w swoich laboratoriach na takiej zasadzie 
zamierza stworzyć broń niszczącą elektronikę nadlatującego samolotu wroga, lub rakiety. 

Ale potężne impulsy, choć jednorazowe, można wytwarzać również używając zwykłego 
materiału wybuchowego. Energię zgromadzoną w kilogramie trotylu (TNT) można 
przekształcić w potężny impuls mikrofalowy za pomocą urządzenia zwanego 
kompresorem strumienia. Urządzenie to wykorzystuje energię eksplozji aby skupić pole 

2

background image

magnetyczne, towarzyszące impulsowi prądu, w co raz mniejszej objętości. Na końcu 
taki impuls trafiając do anteny wytwarza potężny impuls fal radiowych i mikrofal. 

Prostota zasady działania i konstrukcji koncentratora strumienia jest wręcz szokująca. 
Wystarczy wziąć rurkę metalową, wypełnić ją materiałem wybuchowym i w jednym jej 
końcu umieścić detonator. Następnie rurkę umieszcza się wewnątrz cylindrycznej cewki 
indukcyjnej, do której - na przeciwległym końcu względem detonatora - podłączona jest 
antena. Na początku przez cewkę trzeba przepuścić prąd elektryczny, co powoduje 
powstanie wewnątrz niej pola magnetycznego. Potem zapłon detonatora pobudza 
materiał wybuchowy, którego eksplozja rozchodzi się wzdłuż rurki z prędkością około 
6000 metrów na sekundę. Gdybyśmy mogli przyjrzeć się temu procesowi w zwolnionym 
tempie, to zobaczylibyśmy, że w momencie zapłonu inicjującego eksplozję fala 
uderzeniowa zaczyna niszczyć całe urządzenie, rozrywając stopniowo wewnętrzną 
metalową rurkę. Odkształcony metal rurki zwiera kolejne zwoje cewki powodując 
koncentrację pola magnetycznego, wytwarzanego przez płynący w niej prąd. W miarę 
przesuwania się czoła fali uderzeniowej do przodu zachodzi kompresja pola 
magnetycznego w co raz to mniejszej objętości obszaru jeszcze nieuszkodzonego. 
Towarzyszy temu ogromny wzrost natężenia prądu elektrycznego w cewce znajdującej 
się przed falą wybuchu. Natężenie impulsu prądowego, trwającego setki pikosekund, 
narasta do milionów amperów. Wreszcie - tuż przed całkowitym zniszczeniem urządzenia 
siłą eksplozji - impuls prądowy pobudza antenę, która zgromadzoną energię rzędu 
terawatów wypromieniowuje na zewnątrz. 

3

background image

Nic dziwnego, że koncentrator strumienia interesuje wojskowych, dążących do 
stworzenia broni mogącej skutecznie unieszkodliwić elektronikę wrogich rakiet i 
samolotów przy niemal całkowitym braku ubocznych zniszczeń. Taka broń nie 
wymagałaby bezpośredniego trafienia w cel, co często bywa trudne. 

Zapewne największą zaletą tej broni jest to, że nosi ona etykietkę "nie zabójczej". Nie 
trzeba niszczyć wszystkiego. Wystarczy spowodować "padnięcie elektroniki", a potem 
zrobić to co się chce tak, aby przeciwnik o tym się nie dowiedział. To cenne 
zastosowanie militarne, kiedy można spowodować, aby przeciwnik stracił "pamięć" na 
dostatecznie długi okres, potem można zresztą zdementować wszelkie zarzuty o 
cokolwiek. Można w ten sposób unieruchomić system łączności całego miasta bez 
zabijania kogokolwiek, czy niszczenia budynków. Stosownie do ocen niektórych 
specjalistów koncentrator strumienia zdetonowany na wysokości kilkuset metrów nad 
ziemią jest w stanie unieszkodliwić elektronikę w promieniu 500 metrów. A specjaliści 
twierdzą, że można zbudować kompresor strumienia, który zmieści się w zwykłej teczce. 

Niedostatkiem jest to, że trudno mieć gwarancję, że elektromagnetyczna broń spełniła 
swoje zadanie. Nie można przewidzieć jakie zniszczenia taka broń spowoduje. 

Idea zastosowania podobnej broni podczas wojny jest wystarczająco niepokojąca, ale co 
będzie jeśli wpadnie ona w ręce terrorystów? Przecież broń mikrofalową można sklecić 
kupując w sklepie elektronicznym detale za kilkaset dolarów. (Można też skorzystać ze 
sprzedaży wysyłkowej). Potem skonstruowana prymitywna "broń" będzie w stanie 
zniszczyć czyjś komputer, znajdujący się o 100 metrów od niej. 

Bob Gardner, który przewodniczy Komisji Szumu Elektromagnetycznego i Zakłóceń w 
Międzynarodowej Unii Radiotechniki w Gent w Belgii twierdzi, że przestępcy już 
korzystali z broni mikrofalowej. Doniesienia z Rosji sugerują, że tego rodzaju urządzenia 
były używane do unieszkodliwiania systemów zabezpieczających w bankach oraz do 
przerywania łączności policyjnej. Inny raport podaje, że celem takiego ataku był również 
pewien londyński bank. 

Specjaliści ze zdziwieniem stwierdzili, że współczesne maszyny znacznie łatwiej 
uszkodzić, aniżeli starsze modele. Nowoczesne komputery są delikatniejsze aniżeli stare 
"szafy". Sprzyja temu choćby np. obniżanie roboczych napięć mikroprocesorów i 
zwiększanie ich szybkości oraz plastikowe obudowy, zamiast szczelnych blaszanych 
pudeł. 

Niezależnie od tego czy tego rodzaju broń została już użyta, czy też nie widzimy jak 
bardzo nasze uzależnienie od elektroniki staje się jednocześnie naszą piętą Achillesową. 
Następnym razem kiedy wasz komputer padnie nie rzucajcie automatycznie gromów na 
Billa Gatesa. Raczej podejdźcie do okna i zobaczcie, czy nie ma w pobliżu tajemniczego 
furgonu, parkującego po drugiej stronie ulicy. A nuż jest w nim ktoś, kto bombarduje 
waszą elektronikę mikrofalowymi pociskami? 

4

background image

Jerzy Chmielewski
Na podstawie artykułu "Just a normal town" w czasopiśmie New Scientist 1 July 2000 

5