background image

BENTE PEDERSEN

WYJĘTY SPOD PRAWA

background image

1

To   był   spokojny   rok,   bez   szczególnych   wydarzeń.   Według   Raiji   -   wspaniale 

pozbawiony wydarzeń.

Dla niej dzień powszedni, który większość ludzi odbierała jako szary, ozłocony był 

poświatą szczęścia.

Miała dwadzieścia dziewięć lat. Pod koniec roku Michaił skończy cztery lata. Był do 

niej podobny, choć z wiekiem rysy ojca stawały się coraz bardziej widoczne w jego twarzy. 

Może  tylko  ona  to  dostrzegała,   gdy   obserwowała  gesty  i   uśmiechy  obu swych   mężczyzn. 

Michaił stanowił niezwykłą mieszankę cech jej i Jewgienija. Nigdy nie mogła napatrzeć się na 

niego do syta, nacieszyć tym, że widzi w nim rysy swoje i męża. Kochała ich obu tak, że aż 

bolało   ją   w   piersiach.   Byli   sensem  jej   życia.   Stanowili   jedyną   przeszłość,   jaką   pamiętała. 

Widziała siebie z nimi w przyszłości. Należeli do siebie. Była szczęśliwa.

Raija nie oczekiwała więcej od życia.

Żadnych dramatów.

Żadnych gwałtownych przeżyć.

Chciała tylko cichych i spokojnych dni.

Dom. Syn. Mąż.

Nie chciała niczego innego. Bała się wszelkiej odmiany.

Jej świat był tu, nad brzegami Dwiny. Żyła teraźniejszością. Chciała być po prostu 

zwyczajna.

Trwało to już trzy lata.

Trzy błogosławione, spokojne lata.

Jewgienij i Oleg dobrze sobie radzili. Po porwaniu statków „Antonia” i „Raija” trzy lata 

temu dotrzymali słowa danego załodze.

Mieli   teraz   cztery   jednostki.   Poza   „Antonią”   i   „Raiją”   -   „Raiję   Antonię”   i   „Sankt 

Nikołaja”.

Pływały z własnymi załogami. Warunki życia były lepsze niż u innych armatorów. 

Lepiej wynagradzani członkowie załogi byli w stanie spłacić swoje długi.

Jewgienija i Olega nazywano mięczakami, gdy się na to zgodzili. Mówiono, że ugięli się 

pod naciskiem przestępców.

Raiję cieszyło, że zarówno Jewgienij, jak i Oleg potrafili zmienić zdanie i dokonać 

czegoś,   na co inni  by  się  nie  odważyli.   Może  dlatego,   że  sami  zaczynali  kiedyś  od zera. 

Pamiętali, jak wyglądały szopy, nadal zwane przez niektórych domami. Pamiętali, że marynarze 

background image

to też ludzie, podczas gdy inni łatwo o tym zapominali.

Wasilij został kapitanem na „Raiji”. Piotr także pływał na „Raiji”. Jedynie jego blizny 

zdradzały, jak bliski był utraty życia, gdy bunt na statku przerodził się w porwanie, a potem w 

nową rebelię.

W porcie nastała pracowita wiosna. Gdy stopniały lody, przygotowania poszły pełną 

parą. Na zachód wysyłano statki załadowane mąką, drewnem oraz drobiazgami, które ludzie 

mieszkający wzdłuż norweskiego wybrzeża rzadko oglądali.

Oleg popłynął na „Sankt Nikołaju”, ich nowym nabytku, któremu użyczył swojego 

imienia patron morskich podróży.

Pozostałe łodzie także ruszyły na zachód. Do Finnmarku.

Oleg z poważną miną zapytał Raiję, czy donikąd nie tęskni i czy nie chciałaby popłynąć 

z nimi.

Byli wtedy sami. Raija czuła, że Oleg nie zadałby tego pytania w obecności Jewgienija.

Uczynił to z taką powagą, że Raija musiała zastanowić się przez chwilę, by z całym 

przekonaniem odpowiedzieć, że nie.

Ale   chciała   wiedzieć,   dlaczego   o   to   spytał.   Rozłożył   tylko   ręce   z   uśmiechem   i 

stwierdził, że chyba nigdy nie przestanie się zastanawiać, co sobie myślą kobiety.

„Raija” także wypłynęła, po raz pierwszy od trzech lat bez Wasilija jako kapitana.

Zachorował jakiś czas przed terminem wypłynięcia. Zaczęło się od żołądka. Nie był w 

stanie   utrzymać   pokarmu   ani   płynów.   Całe   dnie   leżał   z   głową   pochyloną   nad   wiadrem   i 

żartował, że potrzebowałby dodatkowego pod przeciwny koniec... Kaszlał krwią. Gwałtownie 

schudł w ciągu tygodnia. I tak był szczupły, więc nie miał za bardzo z czego.

Jewgienij i Oleg musieli się zdecydować na wysłanie statku z innym kapitanem.

Wasilij ciężko to przeżył.

Raija  unikała  go   od  czasu,   gdy  zeszła  na  ląd   po  rebelii,   choć  czasami  musiała   go 

widywać. Ale nie szukała okazji, gdyż nie chciała mu utrudniać sytuacji. Robiła wszystko, by 

przestać być obiektem tęsknoty Wasilija. Zbyt go lubiła, by mu przysparzać utrapień. Oboje do-

brze wiedzieli, że dla nich nie ma przyszłości.

Wiele mogło ich połączyć - gdyby tego chcieli. Ale Raija wolała, by właśnie to ich 

rozłączyło. Nie umiała odnaleźć się w układzie, w którym jedna ze stron była gotowa dać o 

wiele więcej, niż ta druga mogła przyjąć.

Ale gdy leżał chory, poszła do niego.

Mieszkał skromnie, ale na swoim.

Raija rozpoznała kobietę, która się przy nim krzątała. Widziała ją już w porcie. Była 

background image

wychudzona, jej twarz nosiła ślady życia pełnego trudów. Ale w oczach miała ogień.

Raija wiedziała, że ten ogień płonął dla Wasilija.

Była to Dagnija, wdowa po bracie Wasilija.

Raija starała się pomóc przyjacielowi. Przyłożyła dłonie do jego ciała. Gładziła jego 

zapadnięte policzki, aż oczy rozjaśniły mu się blaskiem. Wywołała słaby uśmiech na jego 

ustach. Ucieszyło ją to. Dobrze, że nadal była w nim chęć życia. Walki. Znak, że się nie poddał.

Ale jej dłonie nie miały w sobie ciepła. Raija nie czuła żadnej różnicy. Wydawało jej 

się,   że   podejmuje   próbę   uzdrowienia   chorego   bardziej   dla   zachowania   pozorów   niż   z 

przekonania. Była to gra, która miała obudzić w Wasiliju chęć walki o życie. On przystał na to. 

Dla niego było najważniejsze, że w ogóle przyszła.

Dagniji to się nie podobało.

Była przecież kobietą. Kochała go - i miała oczy na swoim miejscu. Wiele rozumiała.

Dagnija nigdy nie straciła nadziei, że zdobędzie Wasilija. Może i wspiął się rangą, ale w 

taki   sposób,   że   nigdy   nie   przestał   być   jednym   z   nich.   Dagnija   nigdy   nie   przyjęła   do 

wiadomości, że Wasilij się z nią nie ożeni. Ona zechciałaby go nawet wtedy, gdyby uczynił to z 

litości.

Raija odjechała ze świadomością, że nic nie osiągnęła.

Jednak   Wasilijowi   się   polepszyło.   Cała   zasługa   spłynęła   na   Raiję,   choć   temu 

zaprzeczała. Ludzie odbierali to jako skromność.

To Dagniji  Wasilij  zawdzięczał  poprawę zdrowia.  Pewnie  tylko ona potwierdziłaby 

słowa Raiji, ale przecież nigdy ze sobą nie rozmawiały. Mieszkały w tym samym mieście, ale 

dzieliło je coś więcej niż tylko odległość.

Raija tkała, a myśli jej błądziły. Patrzyła, jak kolory układają się we wzór. Miała to być 

narzuta na łóżko. Misza bawił się na podłodze kłębkami wełny. Raija wiedziała, że synek 

chciałby już wyjść na dwór. Musiała tylko skończyć niebieskie pole. Kolor niebieski miał w 

sobie coś, co ją pociągało. Używała wszystkich jego odcieni, wplatając je jak małe jeziorka w 

obszary brązów, zieleni, szarości, bieli i czerni.

Niebieski niósł ze sobą tęsknotę.

Antonia zabrała Olgę do wozu i popędziła konia wzdłuż Dwiny. Uciekała od ścian 

swojego domu, które wpatrywały się w nią oskarżycielsko. A ona niczego nie żałowała. A jeśli 

nawet, to nie tak bardzo.

Już wcześniej przeżywała takie stany. Udawało jej się je przetrwać dlatego, że nazywała 

je doświadczeniami, i dlatego, że nie pozostawiała miejsca na żal. Tłumaczyła sobie, że to 

właśnie robi z niej człowieka.

background image

Łatwiej było tak mówić, gdy jeszcze nie miała męża i dziecka. Teraz było o wiele 

trudniej.

To dlatego czuła niemy wyrzut ścian.

Raija dostrzegła, że przyjaciółkę coś gnębi. Znała ją przecież tak dobrze.

Kobiety siedziały na schodkach przed domem. Olga i Misza bawili się na podwórzu 

ograniczonym   stajnią   i   szopą.   Bykowowie   mieli   już   niemal   zagrodę   w   miejscu,   gdzie 

dotychczas stał tylko skromny dom nad brzegiem Dwiny.

- Co się stało? - spytała Raija. Tonią rozluźniła tasiemkę, którą przytrzymywała włosy. 

Nigdy nie lubiła związywać swoich loków. Teraz, jako dostojna małżonka, musiała o tym 

pamiętać. Sama się do tego zmuszała jako do rodzaju pokuty.

-   Pewnie   mnie   znienawidzisz   -   rzuciła   cicho.   Potarła   podbródkiem   o   podciągnięte 

kolana i popatrzyła na Raiję. W rzeczywistości nie różniły się aż tak bardzo. Ale nie miała 

żadnego prawa przywoływania przeszłości przyjaciółki tylko dlatego, że jej własne sumienie 

nie było zbyt czyste...

- Od kiedy pomiędzy przyjaciółmi może panować nienawiść? - spytała Raija.

Tonią wzruszyła ramionami.

- Chciałam z tobą porozmawiać - rzuciła - bo trudno jest nosić coś takiego samemu. 

Choć pewnie powinnam.

Skierowała wzrok ku córce bawiącej się z Misza.

- Mam nadzieję, że ona odziedziczy więcej cech po Olegu niż po mnie - westchnęła.

- Chcesz się całkiem pogrążyć? - spytała Raija zrezygnowana. - Bo ja nie będę cię 

pocieszać własnymi niedolami. Łatwo jest powiedzieć komuś, kto odsłania przed tobą swoje 

zmartwienia, że tobie też się nie układa. Ale tak naprawdę to nic nie zmienia. W przyjaźni 

chodzi o coś więcej niż tylko wyznanie, że obu stronom jest źle. Bo mnie nie jest! Ale proszę 

bardzo, ty możesz powiedzieć, jak bardzo cierpisz! Tonią musiała się roześmiać.

- Już jest mi lepiej. Uniosła dumnie podbródek.

- Powtarzam sobie, że ani trochę nie żałuję. Powtarzam to cały czas. Ale cholernie długo 

trwa, zanim udaje mi się w to uwierzyć... - Zerknęła na przyjaciółkę znad kolan okrytych czarną 

spódnicą. - Wtedy opada mnie cała reszta. Ze jestem kobietą pozbawioną poczucia moralności. 

Że nie mam sumienia. Że jestem niedobrą gospodynią, niedobrą żoną, niedobrą matką... Że 

jestem najgorszą kobietą w Archangielsku.

- Mężczyzna - stwierdziła Raija.

Odgadła to w jednej chwili, choć nigdy nie podejrzewała czegoś takiego. Przecież Oleg 

i Tonią byli tak szczęśliwi. Czyżby nie byli? Ale pasowali do siebie, dopełniali się nawzajem...

background image

Mimo to wiedziała, że trafiła.

Ujrzała, jak prawda odbija się na twarzy Toni.

- Zawsze byli jacyś mężczyźni - stwierdziła dziewczyna z nutką goryczy w głosie. - 

Zawsze było ich zbyt wielu. To mój problem. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

* - Oleg - rzuciła Raija. - Olga.

Może była zbyt ostra. Tonią aż skurczyła się pod spojrzeniem Raiji. Przemknęło jej 

przez myśl, że przecież przyjaciółka nie ma prawa nikogo sądzić. Nie ma prawa przemawiać w 

imieniu moralności.

Tonią żyła swoim życiem.

Raija swoim.

Dokonywały własnych wyborów. Czasem wydawało się, że to los za nie decydował. A 

może tak się tylko usprawiedliwiały, gdy w ich życiu zdarzało się coś, do czego nie chciały się 

przyznać.

- No właśnie - rzuciła cicho Tonią. Opuściła nisko kędzierzawą głowę. - Olga i Oleg. 

Nie chodzi tylko o mnie, prawda? Przedtem byłam tylko ja...

- Wybacz mi. - Raija pogłaskała dziewczynę po policzku i objęła ramieniem. - Nie 

wolno mi tak mówić. W żadnym wypadku. Ode mnie powinnaś oczekiwać wsparcia, bo jestem 

twoją przyjaciółką. Bardzo cię lubię, Toniu. Nie osądzam cię. Nie mogę.

- Nie chcesz wiedzieć, kto to jest? Raija wzruszyła ramionami.

- Zastanawiam się - odparła szczerze. Archangielsk był pełen mężczyzn. Oczywiście, że 

się zastanawiała. Przez moment pomyślała o Jewgieniju, ale szybko odrzuciła tę możliwość. On 

by tego nie zrobił. Nie wobec niej. Raija mogła mu ślepo wierzyć.

- Znienawidzisz mnie, gdy powiem ci, kto to jest - upierała się Tonią. Wyprostowała się. 

- Będziesz mną gardzić.

Raija spojrzała na nią wyczekująco.

- To Wasilij - rzuciła Tonią. - Twój Wasilij.

- To nie jest żaden mój Wasilij! Tonią odgarnęła włosy z czoła i palcami ścisnęła 

skronie.

- Może nie chcesz o tym wiedzieć. Ale to prawda! Spaliśmy ze sobą. Miałam jego ciało, 

a on moje. Oboje zabijaliśmy w sobie samotność i tęsknotę. Wasilij jest twój.

Raija wiedziała, że nie ma prawa czuć gniewu i udało jej się uspokoić głos.

- Nie wolno ci tego robić! - powiedziała stanowczo. - Nie możesz obciążać mojego 

sumienia z powodu twojego grzechu! Ja nie spałam z Wasilijem! On nie jest mój! Kocham 

Jewgienija i jest mi z nim nieskończenie dobrze. Nie chcę innego mężczyzny! - Szczęściara z 

background image

ciebie - rzekła Tonią z uśmiechem. - Wiesz o tym, Raijo - Raiso? Czy wiesz, jakie masz szczę-

ście?

- Nie kochasz Olega? Tonią pokiwała głową.

- Oczywiście, że tak - odparła. - Kocham Olega. Dlaczego miałabym nie kochać?

- Cóż - westchnęła Raija. - Właśnie sama podałaś ten powód. Wasilij ma dwie ręce, 

dwie nogi, zniewalający uśmiech, którym umiejętnie się posługuje, i spojrzenie, w którym 

dziewczynie łatwo zatonąć.

- W takiej chwili mógł to być każdy inny - przyznała Tonią. - On był mężczyzną. A ja 

potrzebowałam mężczyzny. Olega nie było pół roku. Pół roku bez męża to nie ta wolność, o 

jaką mi chodzi. Chcę mężczyzny na stałe. Chcę móc poczuć jego ramiona, gdy za nimi tęsknię. 

Wspólnoty. Więcej niż ciała... - Zamilkła. - Nigdy tak się nie stanie, wiesz o tym, Raiju - Raiso. 

Z Wasilijem też nie. Ja myślałam o Olegu. On myślał o...

- Przestań! Tonią usłuchała.

- Nie za takim bezpieczeństwem czy spokojem tęskniłam - mówiła dalej. - Ale czułam 

się taka samotna, że niemal gryzłam sufit. Wtedy przyszedł. Żeby porozmawiać... - Zawahała 

się. - Nie powiem ci, o czym, bo obiecałam mu milczenie. Wierzy mi. Wszystko oparte było na 

zaufaniu... aż nadużyliśmy tego zaufania. Na pewno nie postąpiliśmy słusznie. Ale nasze dłonie 

tego   chciały.   My   też.   Pomagało   zamknięcie   oczu.   Wystarczyła   nam   kuchenna   ława.   Był 

moment, gdy tylko żyłam i czułam, że jest mi wspaniale. Wasilij zasłużył sobie na swoją 

reputację. A ja na moją...

Antonia skrzywiła się. Raija nie chciała tego słuchać, ale musiała.

- To jest jak z tańcem - stwierdziła Tonią ironicznie. - Jeżeli znasz kroki, idzie ci o wiele 

łatwiej... Wasilij zna kroki. A potem była pustka. Widziałam pustkę w jego spojrzeniu. On 

widział ją w moim. Ale nadal jesteśmy przyjaciółmi. Bliższymi niż dawniej.

Raija nie wiedziała, co powiedzieć. Z łatwością mogła sobie ich wyobrazić. Tonią na 

pewno nie przesadzała. Pomyślała o Olegu.

- Sądzisz, że Oleg może mieć kobiety w portach na zachodzie? - spytała nagle Tonią.

Raija nigdy o tym nie myślała.

- Powiedział mi to kiedyś - przyznała Antonia z cieniem urazy w głosie. - Nie mógł 

dłużej ukrywać, więc się przyznał. I nie potrafił obiecać, że to się nie powtórzy...

A więc nadal istniał świat kobiet i świat mężczyzn. Jak zawsze. Jeden zbiór praw dla 

kobiet, a drugi dla mężczyzn. Inna moralność dla kobiet, inna dla mężczyzn...

- Ale to nie dlatego - dodała Antonia. - Nie zrobiłam tego dla odwetu. Nie chciałam się 

zemścić. Ja mu o tym nie powiem. Dlaczego miałabym mówić? On i tak by nie zrozumiał. A ty 

background image

rozumiesz, Raiju - Raiso?

Tonią wpatrzyła się w Raiję natarczywie.

- Rozumiesz, że zrobiłam to tylko z samotności, moja przyjaciółko?

Raija  pokiwała  głową.  Potrafiła  to  zrozumieć.  I  rozumiała,   że  Wasilij   przypadkiem 

został kochankiem Antonii. Równie dobrze mógł to być któryś z jej stajennych.

Może i dobrze, że to Wasilij. On nie będzie oczekiwał czegoś więcej. I będzie milczał. 

On czuje podobnie jak Tonią.

- Zrobisz to jeszcze? Antonia zaśmiała się.

- Niezła jesteś! Ja do niego nie pójdę. Ani do żadnego innego. Ale jeszcze jest wiele 

czasu do powrotu statków. Nie mogę obiecać, że się znów nie poczuję bezdennie samotna. 

Przecież nie mogę tego wiedzieć, prawda?

Raija   czuła   się   rozdarta.   Lubiła   wszystkie   zamieszane   w   to   osoby.   Rozumiała   je 

wszystkie. I żałowała wszystkich.

- Jeżeli będzie musiał być ktoś - stwierdziła w końcu - mam nadzieję, że to będzie 

Wasilij.

- Dlaczego? - zdumiała się Tonią.

- Oboje wiecie, dlaczego to robicie. I nie ranicie nikogo więcej poza wami samymi.

background image

2

- Ty o czymś myślisz - stwierdził Jewgienij. Siedzieli wieczorem razem, już sami.

- Czyżbym nie zawsze myślała? - odpowiedziała pytaniem, które jednak nie zabrzmiało 

tak lekko, jak by chciała.

- Wiesz dobrze, o co mi chodzi, mała - odparł, mierzwiąc jej włosy.

W ciągu dnia jej surowy kok rozluźnił się. Wysuwało się z niego pasmo po paśmie, 

tworząc wokół twarzy delikatne obramowanie. To sprawiało, że wyglądała na co najmniej o 

pięć lat młodszą.

Jewgienij zawsze uważał, że Raija jest piękna. Odnajdywał spokój patrząc na nią. Nadal 

nie mieściło mu się w głowie, że jest jego żoną. Nie pojmował, jak przedziwne koleje losu mu 

to umożliwiły.

Po prostu skorzystał z szansy.

Zawsze tlił się w nim strach, że to nie może długo trwać. Chyba nie wolno być aż tak 

szczęśliwym!

Dlatego za każdym razem ściskało mu się serce, gdy Raija pogrążała się w myślach tak 

jak teraz.

A jeśli...?

- Co robicie tam w portach na zachodzie? W Norwegii? - spytała.

Tym   razem   Jewgienij   naprawdę   się   wystraszył.   Nigdy   wcześniej   nie   pytała   go   o 

Norwegię.

Czyżby wracała jej pamięć?

- Co robimy? - spytał, by zyskać na czasie. Chciał wybadać z jej twarzy, czy zobaczy to, 

czego tak się bał. Ale nic takiego nie ujrzał. Jednak nadal nie rozumiał, dlaczego zadała to 

pytanie.

- Handlujemy - odparł. - A co myślałaś?

-   Tylko   handlujecie?   Raija   najwyraźniej   nie   pytała   ot,   tak   sobie.   Coś   ją   gryzło. 

Jewgieniej pochylił się i zajrzał żonie w oczy.

- Dlaczego pytasz?

- A więc to nie tylko niewinny handel? Za nic nie mógł zrozumieć, jakiej odpowiedzi 

oczekiwała. Jej tok myślenia zawsze go zadziwiał.

- Przecież jest was wielu mężczyzn. Na całe miesiące oderwanych od domu. Przecież w 

tych portach są także kobiety, prawda?

- Matko święta! - odprężył się. - A więc ta cała zgadywanka była po to, by ustalić, czy 

background image

miałem tam kobiety? Nigdy nie mówiłem, że żyłem jak zakonnik! Oczywiście,  że są tam 

kobiety. I wódka. I taniec, śpiew i zawody z Norwegami. A czego oczekiwałaś? Żeglujemy 

całymi   tygodniami!   Ale   przecież   ja   już   całe   lata   nie   pływałem,   kochanie.   Przecież   ci   to 

obiecałem. Dotrzymuję obietnic. A teraz i tak bym tego nie zrobił. Nie mógłbym mieć nikogo 

poza tobą, Raiju, mój aniele. Z taką żoną jak ty nie potrzeba mi nikogo innego. Wystarczasz mi 

aż na zapas. Nie mógłbym obejmować żadnej innej. Nie masz powodu do zazdrości, moja 

kochana. Chyba nie dawałem ci ku temu powodów...

- Nie chodziło mi o mnie - odparła Raija spokojnie. - Ale właściwie odpowiedziałeś mi 

już na moje pytanie.

Długo milczała. Siedziała nieruchomo, nie poruszyła się nawet, gdy robótka wypadła jej 

z rąk.

- W jaki sposób można by zmusić Olega, by został na lądzie?

Jewgienij zaczął się domyślać.

Raija powiedziała mu przecież, że odwiedziła ją Tonią. A więc nie pytała o siebie. 

Chodziło jej o przyjaciółkę.

Co miał odpowiedzieć?

Oleg nie był ani gorszy, ani lepszy od pozostałych. Kochał Tonie. Ubóstwiał ją. Ale był 

mężczyzną. I kapitanem. Miał w sobie dawne nawyki, które trudno było mu zmienić. Kobiety 

tego nie rozumiały.

Nie potrafił wytłumaczyć, jak działały na nich tygodnie spędzone na morzu. Nie potrafił 

opisać samotności i przejmującego zimna, jakie czuli.

Raija i Antonia nie umiałyby pojąć, że po tygodniach żeglugi w sztormowym wietrze 

nawet   szpetna   kobieta   mogła   wydawać   się   ładna.   Nawet   kupione   ciepło   mogło   zapewnić 

mężczyźnie   chwilę   odprężenia.   Nawet   opłacony   uścisk   był   w   stanie   odgrodzić   go   od 

samotności i głosu sumienia.

- Oleg nie jest mną - powiedział Jewgienij w końcu. Nie umiał spojrzeć żonie w oczy. 

W duszy przeklinał Tonie. To do niego powinna z tym przyjść, a nie do Raiji! Czy Tonią nie 

rozumie, że Raija ma swoją własną moralność? Czy Tonią nie rozumie, że Raija poruszy niebo i 

ziemię, by pomóc swej przyjaciółce?

- Oleg nie wyrzeknie się morza - mówił dalej. Trudno mu było tłumaczyć; miał tylko 

jedną rękę na poparcie słów. Do codziennych czynności wystarczała mu w zupełności, jednak 

do gestykulacji nie. - Morze jest częścią duszy Olega. Chyba to rozumiesz, Raiju. W jego 

żyłach płynie słona woda. Możesz się z tego śmiać, ale to w jego wypadku się zgadza. Choro-

wałby, gdyby musiał wyrzec się morza. Byłoby to dla niego gorsze niż dla mnie utrata ręki. 

background image

Możesz to sobie wyobrazić, moja maleńka?

- A Tonią? - spytała. - Olga?

- Co z nimi?

- Czy dla Olega morze jest ważniejsze od nich? Czy on naprawdę wybrałby morze, 

gdyby musiał?

Jewgienij poczuł lęk.

- Tonią nie powinna ci tego mówić - rzucił gwałtownie. - Nie powinna przychodzić do 

ciebie, by narzekać! Nie powinna!

Raija była zdumiona. Aż wstała z krzesła i przemierzyła kilka razy pokój. Nie patrzyła 

w stronę męża. Przeszło jej przez myśl, czy się aby nie pomyliła co do niego. Czy wszyscy 

mężczyźni są tacy sami... Nic się jej nie zgadzało.

- Tonią nie narzekała! Z kim miała porozmawiać, jak nie ze mną? Ze ścianą? Jest moją 

przyjaciółką! To oczywiste, że przyszła z tym do mnie. Gdy nie ma Olega, jestem najbliższą jej 

osobą. Czyżby nie wolno było dzielić z przyjacielem swego bólu?!

- Rozmawiałabyś tak z nią... o mnie?

- Gdybyś by! Olegiem, a ja byłabym równie zrozpaczona jak Tonią, to tak.

Jewgienij   wiedział,   że   kobiety   rozmawiały   o   innych   sprawach   niż   mężczyźni.   Nie 

przyszło mu jednak do głowy, że Raija mogła rozprawiać o nim z Tonią. Że bywał obiektem ich 

kobiecej oceny.

Mężczyźni mówili, oczywiście, o swoich kobietach. Prosto, bez owijania w bawełnę. 

Potrafili opisywać je bardzo dosadnie.

Ale gdy kochali, sytuacja się zmieniała. Taką kobietę chronili jak rzadki kwiat. Wtedy 

skąpili innym opisów, kobieta miała być tylko dla nich...

Nie przyszło mu do głowy, że Raija i Tonią dzielą się swoimi doświadczeniami. Że 

mogło być niebezpiecznie, gdy rozmawiały o uczuciach...

- Tonią nigdy by tego od niego nie zażądała - stwierdził stanowczo. - Przecież sama nie 

była świętą, do diaska! To nic wielkiego nie znaczy, nie zdoła niczego pomiędzy nimi zepsuć! 

Powinna być na tyle dorosła, by to zrozumieć. Sama miała iluś tam mężczyzn, którzy się dla 

niej nie liczyli! Tonią by nigdy nie poprosiła Olega o dokonanie takiego wyboru.

- Może i nie - odparła Raija.  Nie powiedziała na głos tego,  co myślała.  Że  Tonią 

rzeczywiście by nie poprosiła o to męża. Może by sama wybrała i po prostu odeszła. Już taka 

była, że wyrywała chwasty z korzeniami. Nie potrafiła cierpliwie pielić. Usuwała zło aż do 

korzeni.

- Wiesz coś, czego ja nie wiem? - zastanawiał się Jewgienij.

background image

Raija nie odpowiedziała od razu.

- Jest coś, czym się nie mogę z tobą podzielić. To nie należy do mnie. Rozumiesz?

Rozumiał.

Tonią   musiała   powiedzieć   Raiji   coś,   czego   ta   nie   mogła   mu   przekazać.   Musi   sam 

porozmawiać z Tonią. Wytłumaczyć jej, że niczego w jej życiu nie brakuje. Że jej sytuacja 

zmieniła się od tamtego czasu, gdy była najbardziej szaloną dziewczyną w Archangielsku. 

Teraz miała rodzinę. To zobowiązywało.

- W moim biurze czeka ten twój buntownik - rzucił lekko, by zmienić temat.

Raija stała odwrócona do męża plecami i wyglądała przez okno w ciemność nocy. 

Jewgienij nie zauważył, że nagle wyprostowała kark.

- On nie jest żadnym moim buntownikiem! On ma swoje imię.

Jewgienij  westchnął. A więc znów była w złym humorze! Miał wtedy trudności w 

znalezieniu bezpiecznego tematu rozmowy. Nawet wyznanie miłosne potrafiła uznać za atak.

- Wasilij ma głowę na karku - powiedział. Oczywiście, że pamiętał jego imię. Lubił go. 

Był bystry. Umiał znajdować wyjście nawet w sytuacji, w której inni się wycofywali. Nie bał 

się niecodziennych wyborów. Znał wielu ludzi i potrafił nawiązywać kontakty. Dobrze było 

przebywać w jego towarzystwie. - Oleg miał świetny pomysł, by zaproponować mu stanowisko 

kapitana „Raiji”. I to mimo, że Wasilij brał udział w buncie załogi!

- Może chcesz uczynić z niego współwłaściciela? - spytała Raija ostro. Czuła, że ma 

spocone dłonie. Nie chciała wydać się złośliwa. Nawet lubiła Wasilija. Nie chciała tylko, by 

znalazł drogę do jej życia. Dla wszystkich było najlepiej, gdy trzymał się z dala. Może Jewgie-

nij tego nie wiedział, ale to było najlepsze i dla niego.

-   Nie   rozumiem,   co   masz   przeciwko   niemu   —   rzekł   Jewgienij.   Spojrzał   na   żonę 

przenikliwie. Na jej policzkach pojawiły się wypieki, a w oczach płomień.

Przez moment zastanowił się, czy nie zadurzyła się w Wasiliju. Kobiety uważały go za 

przystojniaka. Nie było tajemnicą, że w nich przebierał, mimo że jawnie romansował z żoną 

swego zmarłego brata. Wasilij nie ukrywał niczego. Ludzie musieli przyjmować go takiego, 

jakim był - albo dać sobie spokój. Wszyscy dobrze wiedzieli, że nie przejmował się opinią 

otoczenia.

Jewgienij jednak był pewien, że Raija nie mogła obdarzyć uczuciem kogoś innego. Nie 

ona!

Była jego Raiją.

- Gdyby miał pieniądze, nie wahałbym się ani chwili - stwierdził stanowczo. - Oleg by 

się ze mną zgodził. Potrzebujemy kogoś takiego jak Wasilij.

background image

Raija uśmiechnęła się krzywo. Odbicie w szybie pokazało ten uśmiech Jewgienijowi i 

zaniepokoiło go.

- Może - powiedziała tylko. Oddałby wszystko, by móc zajrzeć w tej chwili do jej myśli. 

Wiedział   bowiem,   że  nie  powinien   jej   więcej   pytać.   Także   nie  Wasilija.   Może  Tonią  coś 

wiedziała...

Zamierzał kochać się z Raiją tej nocy. Chciał poczuć jej miękkie ciało, chciał dać jej 

całe   ciepło   i   czułość,   całą   swoją   miłość   wyrażoną   dotykiem,   pocałunkami   i   gorącymi 

pieszczotami.

Ale teraz nie mógł się na to zdobyć. Zasnął odwrócony do niej plecami, zmęczony 

nawałem myśli, o których nigdy nie sądził, że go najdą.

Trudno   mu   też   było   następnego   dnia   zachowywać   się   swobodnie   wobec   Wasilija. 

Jewgienij złapał się na tym, że obserwował go uważniej niż kiedykolwiek.

Oczy Wasilija przywiodły mu nagle na myśl oczy Rei jo.

Jewgienij aż zadrżał. Było w Wasiliju także coś, co przypominało mu Aleksieja.

Aż go zakłuło w piersi na wspomnienie brata.

Przeraził   go   fakt,   że   odnalazł   cechy   tych   dwóch   mężczyzn   w   twarzy   Wasilija. 

Mężczyzn, którzy wiele znaczyli dla Raiji. Zastanawiał się czasem, czy ona nie kochała ich 

bardziej niż jego. Nie miał wątpliwości co do siły jej uczucia do Mikkala, ale myśl o tych 

dwóch niepokoiła go już wcześniej.

Jeśli ona też zauważyła te cechy w twarzy Wasilija, mogło to przywieść jej myśli ku 

przeszłości.

Jewgienij zaczął przeczuwać, że kapitan „Raiji” mógł stać się niebezpieczny, choć mu 

to było bardzo nie na rękę: Oleg i on naprawdę potrzebowali tego człowieka!

- Może któregoś  wieczoru przyjdziesz  do nas na kolację - zaproponował mimo to. 

Pewnie było to samoudręczenie, ale chciał dowiedzieć się więcej, widząc ich dwoje razem.

Jewgienijowi nie mieściło się w głowie, by Raija umiała go zdradzić, ale lękał się, że 

mogła mieć ku temu okazję.

Chciał ujrzeć ich razem. Zobaczyć, czy pasują do siebie. Sprawdzić, czy posyłają sobie 

znaczące   spojrzenia.   Poczuć,   czy   pomiędzy   jego   żoną   a   tym   mężczyzną,   którego   zdążył 

polubić, istnieje jakieś napięcie.

A może on sam z powodu swego nieczystego sumienia nieświadomie domagał się dla 

siebie kary?

- Twojej żonie nie spodobałoby się, gdybyś wziął mnie ze sobą - stwierdził Wasilij. Jego 

twarz nie zdradzała żadnego uczucia. Mówił o Raiji jak o obcej osobie. Ale przecież, gdy leżał 

background image

chory, ona pojechała do niego! Cały Archangielsk mówił o tym, że go uzdrowiła! - Nigdy nie 

wybaczyła mi buntu.

To było wyjaśnienie.

Ale jednak znaleźli się tacy, którzy byli na pokładzie „Antonii” i widzieli rękę Wasilija 

spoczywającą na ramionach Raiji. I to już po buncie. A więc mu wybaczyła.

Jewgienijowi oczy otworzyły się w ciągu jednego dnia. Poskładał w całość wszystko, co 

obiło mu się. o uszy w ciągu tych trzech lat. Suma wyszła inna, niż się spodziewał. Przeraziła 

go.

- Nie wiem, jak bym się miał zachowywać wobec takiej kobiety jak twoja żona - mówił 

dalej Wasilij. Coś za dużo znajdował powodów, by nie przychodzić do domu Olega. - Najlepiej 

czuję się wśród tych, których widzisz w porcie. To ludzie równi mnie, Byków!

- Ty należysz do nas, Uskow! - Jewgienij użył nazwiska Wasilija, tak jak on jego. To 

zwiększało dystans. - Nie jesteśmy inni.

Wasilij oparł się o półkę. Spojrzał przeciągle na pryncypała zmrużonymi oczami.

Jewgienij mógł stwierdzić na pewno, że były bardziej zielone niż niebieskie. Z całą 

pewnością przypominały oczy Reijo. Już tyle lat nie widział Reijo. Może nie pamiętał go już 

dobrze? Wypchnął go ze swojej pamięci, bo nie chciał myśleć o niczym, co przywodziło na 

myśl przeszłość Raiji. Stale się bał, że żona może obudzić się w nocy i usłyszeć, jak on mówi 

przez sen coś, co może wszystko zdradzić.

Jewgienij walczył z lękami, które trudno było sobie wyobrazić. Ale mało kto opierał 

swój byt na tak kruchych podstawach, jak on.

- Wiesz, jak ją nazywają? - spytał go Wasilij, uśmiechając się nieznacznie.

-  Peleryna?   -  zgadywał   żartobliwie   Jewgienij.   Znał   przydomek,   jakim  ją  obdarzyli. 

Śpiewano pieśni o kobiecie w czarnej pelerynie.

Wasilij potrząsnął głową, nadal się uśmiechając. Jewgienij wiele by oddał, by wiedzieć, 

co się kryje za tym uśmiechem.

-   Ludzie,   których   Walentin   wybrał   na  męczenników  swojej   sprawy,   a  których   ona 

uratowała, mówili, że świetna byłaby z niej caryca. Lepsza niż te z dynastii Romanowów.

Znów ten uśmieszek, który tak zaniepokoił Jewgienija. Który niemal go przekonał, że 

Wasilij znalazł jakąś boczną drogę do serca Raiji.

- Oni, Kazimir i inni, nazwali ją Caryca. Mówili to z oddaniem.

- A ty? - Jewgienij musiał zadać to pytanie.

- Ona także dla mnie jest Carycą.

Jewgienij pokiwał głową. Musiał przecież pamiętać, że to za nią szło. W Norwegii także 

background image

miała więcej niż jednego zakochanego w niej mężczyznę. W miłości okazywała wielkie serce. 

Ona   nie   prosiła,   by   ją   kochano.   Zakochiwali   się   w   niej   wbrew   jej   woli.   Ona   nigdy   nie 

obiecywała więcej, niż mogła dotrzymać. Zawsze była wobec siebie uczciwa.

Gryzło go to.

Rozumiał, że Wasilij mógł darzyć Raiję głębszym uczuciem. To było jasne.

Ale nie mógł pojąć, że Raija byłaby w stanie prowadzić podwójną grę. Nie mieściło mu 

się w głowie, że mogła go zdradzić.

Aż do końca dnia chodził zgnębiony. Wasilij wrócił do domu. Jewgienij zgasił lampę i 

siedział chwilę w ciemności. Myślał.

Zamknął drzwi. Głęboko odetchnął chłodnym, wieczornym powietrzem. Dobiegł  go 

szum morza i odgłosy z portu. Nie chciał jednak tam iść. Widział światło karczmy. Zastanawiał 

się, czy to tam powstawały pieśni o carycy. Przypomniał sobie nagle, że jedną kiedyś usłyszał. 

Nie pamiętał słów, tylko melodię. Próbował ją zanucić, gdy poszedł w kierunku domu Antonii.

- Nie obciążaj swoimi kłopotami Raiji! - rzucił na powitanie. Zobaczył, jak w Toni 

rośnie złość. Nigdy nie bał się jej gniewu. Przeciwnie, uważał nawet, że jest odświeżający. 

Teraz też wolał zmierzyć się z gniewem Antonii niż z bólem rosnącym w jego własnej piersi.

Cały czas urywek melodii nie opuszczał jego głowy.

- Powinnaś była przyjść z tym do mnie - Jewgienij nie dopuszczał zdumionej Toni do 

głosu.   -   Mogę   porozmawiać   z   Olegiem,   sprawić,   by   rozważył   pozostanie   na   lądzie   przez 

większą część roku. Czy to by pomogło?

Tonią   nie   odpowiadała.   Stała   z   ramionami   skrzyżowanymi   na   piersi   i   patrzyła 

wyczekująco na Jewgienija.

- Ale ty przecież, u diabła, nie należysz do kobiet, które bywają zazdrosne!

- A skąd ty wiesz, jaką kobietą teraz jestem? - spytała Tonią cicho. - Nadal mnie widzisz 

jako To nie - Dla - Każdego? Nie uważasz, że ja też mogę się czuć samotna? Nie sądzisz, że 

mam swoją dumę?

- Powinno ci wystarczyć rozumu, żeby wiedzieć, że kobieta, którą kupuje się na jedną 

noc, nic nie znaczy. Następnego dnia nie pamięta się jej twarzy.

-  Z tym mogłabym  się  pogodzić  -  rzuciła  Tonią,  prostując  dumnie  kark.  Spojrzała 

Jewgienijowi w oczy i mówiła dalej pewnym tonem: - Ale jestem sama. Czuję się samotna. A 

nie jestem kobietą stworzoną do życia w samotności. Nie potrafię tak żyć. Chyba nigdy nie 

potrafiłam - dodała w zamyśleniu. - To może dlatego przechodziłam z jednych ramion w 

drugie. Jestem w stanie dużo ofiarować. Ale jestem cholernie wymagająca. Nigdy nie umiałam 

zadowalać się okruchami.

background image

- On nigdy nie byłby całkiem szczęśliwy, gdyby musiał pracować na lądzie, zdmuchując 

kurz z papierów - powiedział cicho Jewgienij.

Oczy Antonii, zwykle pełne radości, były przepełnione bólem.

- Ja też nigdy nie będę całkiem szczęśliwa. Nie powinnam wychodzić za marynarza. 

Powinnam wybrać woźnicę. Mogłam w nich przebierać jak w ulęgałkach. Powinnam wybrać 

sobie drwala. Kogokolwiek, byle nie takiego, który ma morze we krwi.

- Czy wszystkie kobiety myślą tak jak ty? - spytał Jewgienij.

- Raija - Raisa?

-   Tak,   ją   miałem   na  myśli   -   przyznał,   próbując   oderwać   choćby  drzazgę   z  gładko 

wypolerowanego stołu.

- Ona nie tęskni za niczym. Dobrze jej z tym, co ma - odparła Tonią w zadumie. - Jest 

jedną z niewielu osób, które są zadowolone z tego, co osiągnęły. Ja zawsze za czymś tęskniłam. 

Zawsze zaglądam za płoty i myślę, że tam byłoby mi lepiej. Mogłabym tam przejść, ale pewnie 

wtedy chciałabym iść jeszcze dalej. Raija - Raisa rozgląda się na boki i uważa, że gdzie indziej 

jest   ładnie.   Ale  wystarcza  jej   to,   co widzi   blisko.   Uważa,   że   w obrębie   jej   płotu  też  jest 

pięknie...

- A gdybym powiedział ci, że się mylisz?

Antonia ani na chwilę nie spuściła z niego wzroku.

-   Wtedy   bym   odpowiedziała,   że   to   ty   się   mylisz,   Jewgieniju   Dymitrowiczu! 

Oznaczałoby to, że wcale nie znasz własnej żony.

- Może i nie znam... Antonia zaczęła się czegoś domyślać. Coś tu się nie zgadzało. 

Może to Jewgienij najbardziej potrzebował wypłynięcia w morze? Na lądzie zbyt dużo myślał.

- Czyżbyście się pokłócili z Raiją? Ona potrafi mnie zrugać, ale nigdy nie widziałam, 

żebyście wy kiedykolwiek się kłócili!

- Sądzę, że ona kogoś ma.

Antonia aż otworzyła usta ze zdziwienia. Upewniło to Jewgienija, że ona o niczym nie 

wie.   Cokolwiek   to   było,   Raija   nie   podzieliła   się   tą   tajemnicą   z   przyjaciółką.   Właśnie   to 

przekonało   Jewgienija,   że   sytuacja   jest   poważna.   Rzeczy   ukrywane   były   bardziej 

niebezpieczne.

- Chyba nie mówisz serio - rzuciła w końcu Antonia. Jednak blada twarz Jewgienija 

wyrażała pewność.

W jego duszy nie było miejsca na wątpliwości. Pokiwał głową.

- To niemożliwe! - wykrzyknęła Tonią. - Ona by tego nigdy nie zrobiła. Raija uważa, że 

kocha się jednego mężczyznę na raz. Gdyby cię już nie kochała, byłbyś pierwszym, który by się 

background image

o tym dowiedział. Dobrze wiesz, jakie ona ma zasady, czyż nie? - Nabrała oddechu. - A poza 

tym ona cię kocha, ty zakuta męska pało! Że też przyszło ci to do twojego drewnianego łba! 

Jak, u diabła, mogło ci coś podobnego wpaść do głowy? Nikt by tego o niej nawet nie śmiał 

powiedzieć! Skąd ci się to wzięło?

- Jakieś słowa, spojrzenia, wyraz twarzy... No i mężczyzna, który nie zaprzeczał, że ona 

mu  się   podoba  -   wydusił   z  siebie   Jewgienij.  Był   udręczony   swoimi   podejrzeniami.   Coraz 

boleśniej ściskały go za gardło niczym sznurem.

- Czy ten mężczyzna to przypadkiem niejaki Wasilij Uskow? - spytała Tonią, zaciskając 

pod stołem dłonie w pięści.

Jewgienij pokiwał głową.

- Co dokładnie powiedział?

Musiała  się tego  dowiedzieć.  Jeśli  on nie umiał  trzymać języka za zębami,  równie 

dobrze może się stąd wynosić do Kem albo Murmańska!

Jewgienij powtórzył. Ulga spłynęła na Tonie gwałtowną falą.

- Dlaczego sądzisz, że Raija miała z nim cokolwiek do czynienia? - spytała.

Jewgienij powiedział jej i to. Dobrze było z kimś się podzielić tymi myślami, które 

wypełniały go całego. Odczuł dużą ulgę.

- I uważasz, że to ma sens? - spytała Tonią, gdy skończył. - Czy naprawdę sam w to 

wierzysz?

Ale on nie chciał się zastanawiać. Nie chciał podważać słuszności tego, co sobie ułożył. 

Uznał, że się nie myli.

- Nie miałaś trudności z odgadnięciem, kto to jest - przyznał z trudem. Już się dręczył 

myślą, że Raija rozmawiała z Tonią o Wasiliju. Zastanawiał się, jakimi słowami go opisywała, 

co ją w nim urzekło...

- Raija nigdy by ci tego nie zrobiła - stwierdziła Tonią z pewnością w głosie. - Nie z 

Wasilijem. Ani z nikim innym.

- Ale dlaczego wskazałaś właśnie jego? I to bez mrugnięcia okiem!

Antonia uśmiechnęła się słabo.

- Masz rację co do jednego, Jewgienij. Wasilij jest nią zauroczony. Ubóstwia ją. Nawet 

sama Raija nie wie, jak bardzo. Sądzi pewnie, że to ot, takie sobie zakochanie, które pewnie 

wkrótce minie. Kobiety wyczuwają, gdy podobają się jakiemuś mężczyźnie. Ale Raija - Raisa 

zapomina, że Wasilij jest dorosłym mężczyzną. Że dawno już przestał być rumieniącym się 

młodzieńcem,   który   często   się   zakochuje.   Ona   uważa,   że   to   tylko   przelotne   uczucie. 

Rozumiesz?

background image

- Czy cały Archangielsk wie, że ten mężczyzna pożąda mojej żony?

Antonia przechyliła głowę na ramię. Uśmiechnęła się, zmęczona. Nadal nie pojmowała, 

jak Jewgienij mógł wymyślić coś takiego na temat Raiji. Nie rozumiała, że mógł być tak ślepy 

na miłość, którą Raija mu tak szczodrze okazywała. To było niepojęte.

- Nazywał ją Carycą - powiedziała spokojnie. Z łatwością wyobraziła sobie Wasilija, 

gdy to mówił. Jego złagodniałe spojrzenie, leciutki uśmiech błądzący przy jednym kąciku ust. 

Ona to widziała. Słyszała też, jak wymawiał jej imię: najpierw zbierał się w sobie, a potem 

dźwięki jakby same się toczyły. Za każdym razem, gdy je wymawiał, całował je. - Przecież nie 

jesteś głupi, Jewgienij, mój przyjacielu! - westchnęła Antonia, biorąc jego dłoń w swoje ręce. - 

Caryca jest daleka i nieosiągalna. Nie wolno jej dotykać. Stoi wysoko, wysoko ponad tobą, ale 

masz   prawo   ją   podziwiać.   Możesz   nawet   ją   ubóstwiać,   jeśli   chcesz.   Ona   stanowi   sobą 

wszystko, czego nie możesz osiągnąć. Tak właśnie widzi ją Wasilij. Nigdy nie przyszłoby mu 

na myśl, by jej dotknąć. Kocha ją na odległość, z pełnym szacunkiem. Jego uczucia do niej są 

czyste jak uczucia mnicha. To nieodwzajemniona miłość, kochany Jewgieniju. On wie o tym.

- A skąd ty to wiesz? Antonia przełknęła ślinę.

- Bo Wasilij jest moim kochankiem. Powiedziałam to Raiji - Raisie. Rozumiesz teraz jej 

uśmiech?

Jewgienij pochylił kark. Rozumiał.

Z całych sił pragnął, by cofnąć to wszystko, by nadal nic nie wiedzieć. By nie dać się 

zwieść podejrzeniom. Ale nie mógł zamknąć oczu na coś, co już zobaczył.

- Wasilij jest nadal ten sam - mówiła dalej Tonią. - Nie odbieraj mu tego, co zamierzałeś 

mu dać, tylko z tego powodu. Nic nie poradzi, że widzi anioła w Raiji - Raisie. To nie tylko 

jego wina leży w tym, czym się obdarzyliśmy.

- Oleg?

- Gdy Oleg wróci, będzie już po wszystkim. A może i wcześniej - oświadczyła Tonią. - 

To nie ma znaczenia, wiesz, Jewgienij? Ciemność oznacza ciepło. Poczucie, że jest się parą, 

nawet przez krótką chwilę. Rano jestem równie samotna. Może nawet podwójnie samotna. Ale 

te chwile przynoszą też rodzaj szczęścia...

Jewgienij   nie   umiał   znaleźć   słów   oskarżenia.   Zbyt   dobrze   pamiętał   własne   słowa, 

którymi tłumaczył samotność na morzu i usprawiedliwiał to, co robili, by ją ukoić. Tonią użyła 

niemal tych samych słów, jednak w jej ustach brzmiały inaczej.

Była przecież kobietą...

To stanowiło dla niego różnicę. Ale była też jego przyjaciółką. Nie umiał nazwać jej 

tym słowem, które w innym przypadku cisnęłoby mu się na usta.

background image

- Żeby tylko Oleg się o tym nie dowiedział! - poprosił.

Potrząsnęła głową.

- Jestem na tyle silna, by sama ponosić konsekwencje moich błędów - odparła. - Wiem, 

co robię. Uczyniłam to z pełną świadomością, Jewgienij. A ty wracaj do żony. I też sam 

odpokutuj za swoje błędne przypuszczenia. Nie wolno ci wspomnieć jej o tym ani słowem, 

słyszysz? Ja Raiji tego nigdy nie powtórzę, i ty też, u diabła, masz milczeć!

Potaknął.

- Też jestem na tyle silny.

background image

3

Jewgienij rzeczywiście nie wspomniał Raiji o Wasiliju. Nie powiedział  jej, o czym 

rozmawiał z Tonią, wspomniał tylko, że u niej był.

Zwątpienie, z którym się zmagał, należało tylko do niego. Zrosło się z nim tak, jak z 

Raiją jej zaufanie.

Pewne rzeczy należy znosić samemu, by móc być godnym jej mężczyzną.

Nie  udało mu  się  przestać lubić   Wasilija.  Jewgienij   przypuszczał,   że  powinien.  To 

pewnie błąd, że czuł rodzaj wspólnoty, wręcz pokrewieństwa z tym mężczyzną, który żywił tak 

silne uczucie do kobiety, którą on sam miał za żonę.

Jewgienij pamiętał swoje przeżycia. Znajdował się dokładnie na takiej samej pozycji, 

jak teraz Wasilij. Wręcz utożsamiał się z nim, wiedział, co on czuje. Mógł sobie wyobrazić 

marzenia tamtego.

On to przeżył. Sam marzył. Nic, przez co przechodzi Wasilij, nie było mu obce.

Wasilij był z pewnością silniejszym człowiekiem niż on. Musiał nauczyć się żyć z 

marzeniami i tęsknotą, której nawet nie mógł ubrać w słowa.

Do czasu, gdy znalazłby kobietę, która przysłoniłaby mu Raiję. A Jewgienij dobrze 

wiedział, jakie to trudne.

To popołudnie różniło się od innych. Wasilij i Jewgienij pili herbatę. Wokół nich leżały 

rozrzucone papiery. Z niezapowiedzianą wizytą przybyli ludzie gubernatora. Chcieli wiedzieć, 

kogo zamustrowali na statki. Kogo na mniejsze frachtowce. Chcieli wiedzieć, czy mają swoich 

rybaków w Finnmarku. Musieli podać wszystkie nazwiska. Wszelkie informacje, których ci 

ludzie sobie życzyli. Chcieli wiedzieć, kto był winien właścicielom pieniądze, i ile. O ich 

rodzinach. A najbardziej dopytywali się, czy pracuje u nich ktoś z terenu, gdzie spotykają się 

rzeki Dwina i Suchona.

- Mało jest marynarzy z tych okolic - odpowiedział im Jewgienij. Ich załogi pochodziły 

z okolicy, głównie z samego Archangielska.

Odeszli, nawet nie dziękując za pomoc. Ani za przyjęcie. Jewgienij postawił na stół i 

herbatę, i likier, czym się chętnie częstowali.

- Chciałbym wiedzieć, czego szukali - powiedział Jewgienij, w zamyśleniu składając 

papiery. Niektóre były tak zniszczone, że po niedbałym potraktowaniu przez przybyszów nawet 

porozdzierały się na zgięciach.

- Kogo - poprawił Wasilij. Stal przed nim w zarękawkach i kładł na miejsce zebrane 

przez Jewgienija papiery. - Tu nie chodziło o ładunki. Nie podejrzewali nas o przemycanie 

background image

czegokolwiek. Im chodziło o jakiegoś człowieka, Jewgienij. Możesz być pewien. - Zamyślił się 

na chwilę. - Chciałbym wiedzieć, o kogo im chodzi. Dlaczego. Nie słyszałem żadnych po-

głosek. To dziwne. Bo on pochodził z głębi kraju...

- Ludzie gubernatora już wcześniej „widywali zjawy - zauważył Jewgienij. - Oni nie 

pytają, czy to chwast, tylko wyrywają roślinę z korzeniami. To dlatego tu nic nie rośnie. Wasilij 

zaśmiał się.

- A może powinniśmy pomyśleć o łowieniu ryb - zmienił temat bez mrugnięcia okiem. - 

Moglibyśmy na tym zarobić. Nie kosztowałoby to tyle, co kupowanie ryb u Norwegów. I 

mielibyśmy lepszy towar.

Jewgienij zauważył, że Wasilij powiedział „my”. Był kapitanem na „Raiji”, ale należał 

do tego rodzaju ludzi, których nigdy nie zadowala to, co osiągnęli. Miał w sobie ambicję, której 

Jewgienijowi i Olegowi nie wolno było zmarnować.

Wasilij był człowiekiem, którego potrzebowali. Należało mu się prawo do używania 

tego „my”.

- Na pewno musielibyśmy płacić im opłaty, ale nie przekroczyłyby zysków. Załoga z 

czterech osób, może jeszcze chłopak na przyuczenie. Moglibyśmy zawieźć trochę drewna i 

zbudować   w   jakiejś   osadzie   chatę   dla   załogi.   To   nie   byłoby   drogie.   Nadal   moglibyśmy 

przewozić   towary   statkami,   wtedy   zysk   znacznie   by   się   zwiększył.   Ciągle   jest   tu 

zapotrzebowanie na ryby. Zawsze będzie. Wiesz o tym lepiej niż ja...

- Wydaje się, że wiesz całkiem dużo i beze mnie - uśmiechnął się Jewgienij.

Na półkach zapanował jaki taki porządek. Wasilij przysunął swoje krzesło do biurka 

Jewgienija.

- Ludzie znad Onegi łowią ryby na zachodzie - powiedział. - Nie jest ich wielu, ale 

ważne   jest   zacząć   jak   najwcześniej.   Oni   nie   napotykają   wielkiego   sprzeciwu   wśród 

miejscowych. Jakiś  zawsze będzie,  ale  potem idzie  dobrze.  Od stuleci  przybywają tam na 

połowy Finowie. Wracają na zimę do domu, ale zostawiają na wybrzeżu swoje szopy. My też 

byśmy tak mogli. Możemy tam dopłynąć, a Finowie muszą dostawać się lądem...

- Coś w tym jest - przyznał Jewgienij. Kiedyś rozważali z Olegiem, czy nie zająć się 

połowem ryb, ale tylko na Morzu Białym. Wtedy odrzucili ten pomysł. Doszli do wniosku, że 

bardziej się opłaca przewóz towarów na handel. - Podoba mi się ta myśl - dodał. - Ale muszę o 

tym porozmawiać z Olegiem.

Wasilij skinął głową.

Jewgienij  pomyślał, że Wasilij  to twarda sztuka. Nawet nie drgnął, gdy wspomniał 

Olega. Ale cisza zaczęła im ciążyć.

background image

- Nadal odwiedzasz Tonie? - spytał w końcu Jewgienij.

Wasilij tym razem nie zdołał ukryć zdumienia. Wreszcie uśmiechnął się rozbrajająco i 

rozłożył ręce w jakby przepraszającym geście. Jewgienij podejrzewał jednak, że tamten ani 

trochę nie żałuje swego postępowania.

-   A   więc   już   wiesz?   -   westchnął   Wasilij.   -   To   wszystko   miało   być   tajemnicą...   - 

Wzruszył ramionami. - Nie wiem, czy to w ogóle znaczyło dla nas aż tak wiele, by warto było 

ryzykować...

Jewgienijowi przyszło na myśl, że mógłby teraz odegrać rolę rycerza - obrońcy honoru 

Antonii. Wyciągnąć miecz i zażądać okazania należnego jej szacunku. Ale nie zdobył się na to.

Nie poczuwał się do tego, by kogokolwiek nauczać moralności. Oczywiście, było mu 

cholernie żal Olega, ale nie umiał mieć pretensji do Wasilija. Antonia robiła to, co chciała. Jak 

zawsze. I nadal taka będzie, póki starczy jej tchu w piersiach.

- Pewnie teraz każesz mi odejść? - odezwał się Wasilij. - Nie mam innej możliwości 

pracy. Jestem na czarnej liście u wszystkich, którzy mają statki wokół Morza Białego...

Jewgienij potrząsnął głową.

- To twoje życie - powiedział. - Tonią nie jest moją żoną. I Bogu niech będą za to 

dzięki! - dodał z żarliwością. - Nie będę się wtrącał w twoje poczynania.

- Pewnie nadszedł już czas pożegnania z Tonią - stwierdził Wasilij lekkim tonem. - Nie 

jest rozsądne brnąć w to dalej, gdy są oczy, które widzą, i uszy, które słyszą. Ja się tym nie 

przejmuję,   bo   zawsze   o   mnie   szeptano.   To   między   innymi   dzięki   mnie   Archangielsk   ma 

rozrywkę... - dodał z szelmowskim uśmiechem. - Ale Tonią jest zbyt wspaniała, by narażać ją 

na coś takiego. Nie chcę, żeby o niej plotkowano.

Teraz uśmiechnął się Jewgienij.

- To także dzięki Toni Archangielsk ma się czym bawić - rzucił.

- Miał - poprawił go Wasilij z nagłym ogniem w oczach. - Niektórym udaje się od tego 

uwolnić i plotki cichną. Nie chcę, by z mojego powodu znów mogli tak mówić o Toni.

- To nie były plotki - uspokoił go Jewgienij. - Wiesz, jakie są kobiety: zawsze muszą 

wszystko omówić. Tonią powiedziała o tym Raiji.

Wasilij nie pytał o więcej. Ale jego wzrok płonął. Płonął takim ogniem, jaki Jewgienij 

widział u Aleksieja, gdy ten wrócił z Norwegii i powiedział mu, że jeszcze nigdy nie kochał 

równie mocno żadnej kobiety. To było już ponad dziesięć lat temu. Całą wieczność temu.

- Raija i ja nie mamy przed sobą tajemnic - dodał Jewgienij. Wiedział, że wbija teraz 

nóż w serce Wasilija, ale współczucie pojawiło się dopiero wtedy, gdy wypowiedział te słowa.

Była w nim pewna doza goryczy i bólu.

background image

Bo Raija należała do niego.

Tylko on miał prawo coś takiego do niej czuć.

Nie chciał się nią z nikim dzielić.

Była tylko jego.

- Jesteś szczęściarzem - westchnął Wasilij. Okazał się na tyle silny, by patrzeć przy tym 

Jewgienijowi w oczy. Na tyle silny, by przyznać się do tego, co go przepełniało.

Wbrew swojej woli Jewgienij musiał go za to podziwiać.

- Tak, jestem - odparł. - Jestem szczęściarzem.

Olga  rzadko płakała. Była miłym dzieckiem. Patrzyła na Antonię mądrymi oczami. 

Znała wiele słów. Dużo rozmawiały, śpiewały.

Tonią kochała małą. Dobrze jej było z córeczką. Olga nadała jej życiu nowy wymiar. 

Nową treść.

Ale Antonia wiedziała, że dziecko nigdy nie stanie się dla niej jedynym sensem życia.

Gdy   Olga   leżała   już   w   łóżku,   gdy   wysłuchała   już   wszystkich   maminych   bajek   i 

kołysanek i gdy rzęsy rzucały cień na jej krągłe policzki, Tonią wychodziła cicho do kuchni i 

zamykała za sobą drzwi. Wtedy miała czas na swoje własne myśli.

Była złą żoną.

Była okropną matką.

Ale co tam, i tak niezła z niej kobitka!

Antonia nie potrafiła czuć do siebie pogardy. Pewnie, że nad wieloma sprawami nie 

panowała.   Ale   wiedziała,   że   ma   swoją   wartość.   I   uświadamiała   sobie   w   głębi   duszy,   że 

marnowała część tej wartości przez nieustanne czekanie.

To tak, jak ze srebrnymi monetami. Czernieją, gdy nie są używane.

Zawsze była niespokojna.

Może dlatego ona i Wasilij mogli sobie coś ofiarować. Dlatego nie było pomiędzy nimi 

tylko pustki. Dlatego on nadal przychodził, a ona nadal go przyjmowała.

On też miał w sobie coś z poszukiwacza. Niechęć do wiązania się na stałe. Byli do 

siebie podobni. Zbyt podobni, by ich romans mógł trwać.

Antonia wiedziała, że to się musi skończyć. Wiedziała, że nie będą już mieli czym się 

obdarzać. Ze ich przygoda dobiegnie kresu, zanim nastanie lato. Przede wszystkim: zanim Oleg 

wróci z rejsu na „Sankt Nikołaju”.

Wtedy znów będzie żoną.

Teraz jeszcze czekała na Wasilija. Nie zdziwiła się, gdy nadszedł wraz z ciemnością 

nocy. Wśliznął się przez uchylone drzwi. Był ubrany na ciemno, by móc się skryć w cieniu.

background image

W ciemnościach wszystkie koty są szare.

Wasilij podczas odwiedzin zachowywał się ostrożnie. Na pewno nie po raz pierwszy 

wchodził do domu, w którym spało dziecko. Nie po raz pierwszy witały go kobiece ramiona i 

szept, że musi być cicho.

Objął   Antonię   i   pocałował   we   włosy.   Był   to   przyjacielski   uścisk.   Ona   była   jego 

przyjacielem.

Ława pomiędzy ścianą a stołem kuchennym już niejeden raz użyczała im gościny. Tonią 

pociągnęła na nią Wasilija, obejmując go w pasie.

- Byłam taka samotna - wyznała. Wasilij odgarnął loki z jej czoła. Spojrzał na nią z 

melancholią i czułością. Kochał ją. Jak przyjaciela. Nie powinien budzić w sobie drzemiącego 

pożądania. Ona była jego przyjacielem! Nie powinien używać jej ciała, by odegnać swoje 

tęsknoty. To nie w porządku.

Wobec niej.

A także wobec Raiji.

Raija wiedziała o wszystkim.

Nie   spodziewał   się   tego.   Sądził,   że   Antonia   będzie   trzymać   język   za   zębami.   Ale 

najwyraźniej kobiety dzieliły ze sobą więcej tajemnic niż mężczyźni.

Wcześniej by się tym nie przejął. Było mu obojętne, kto ile o nim wie, co kto o nim 

mówi. Zupełnie obojętne.

A teraz obchodziło go, co Raija o nim myśli. Jeżeli w ogóle to robi.

. - Przyszedłem powiedzieć ci, że nie powinniśmy tego więcej  robić - wyszeptał z 

ustami przy skroni dziewczyny. Wyczuwał jej puls wargami. Było to bardzo zmysłowe.

Pokiwała głową.

Oczywiście, że się zgadzała.

- Sama o tym pomyślałam - odparła cicho. Nie był to szept. Umiała tak ściszyć głos, że 

stawał się jakby mroczny i niebezpieczny. Niebezpiecznie kuszący. - To nie ma przyszłości - 

dodała i wtuliła twarz w zagłębienie jego szyi. Jej oddech był jak pieszczota.

Wasilij biegł do niej przez wiele ulic. Było mu aż za ciepło pod zimową kurtką, którą 

musiał założyć ze względu na jej kolor, dzięki któremu mógł stopić się z cieniami rzucanymi 

przez domy.

- To nie ma korzeni - mówiła dalej, rozpinając tę kurtkę. - Żadnych fundamentów, 

Wasilij. Niczego, Waśka, Waśka...

Użyła zdrobniałej formy jego imienia, choć w ten sposób nawet wabiło się zwierzęta. 

Ale w jej ustach brzmiało to pieszczotliwie i ciepło. Był jej bliski. Był kimś, kto będzie dla niej 

background image

coś znaczył bez względu na to, czy przed nimi była przyszłość, czy nie.

- Może zupełnie nie ma niczego - dodała, zrywając z niego okrycie.

Wasilij   dobrze   wiedział,   do   czego   to   prowadzi.   A   przecież   przyszedł,   by   z   tym 

skończyć.

Choć ostatecznie nic się nie stanie, jeśli zrobią to jeszcze ten ostatni raz.

Jeden, ostatni raz...

- To jest przecież sen - wyjaśniła mu. Oczy miała półprzymknięte. Pocałowała go z 

uśmiechem.

Wasilij też zamknął oczy przy pocałunku. W ramionach Antonii potrzebował mroku. 

Nie potrafił kochać się z nią z otwartymi oczami.

Popełniał oszustwo.

Wobec tylu osób.

Także wobec siebie samego.

Puścił Antonię i zgasił lampę. Został tylko ogień na palenisku. Ale było wystarczająco 

ciemno, by mógł zdjąć jej spódnicę, rozpiąć bluzkę i zsunąć ją z jej ramion. Zdążył też sam się 

rozebrać.

Nagi opadł na kochankę na wąskiej ławie. Nie mieli żadnego koca ani pod sobą, ani na 

sobie. Grzali się ciepłem swoich ciał. Żar drugiego ciała zastępował pierzynę.

Dłonie ich  splątały się,  gdy oboje usiłowali  uwolnić Tonie  od bielizny. Śmiali  się, 

walcząc z halką i długimi do kolan majtkami.

- Masz niezłe doświadczenie w rozwiązywaniu damskich wstążek - zachichotała, gdy 

znów przygniótł ją swym ciężarem.

- Wiele prób, ale nie wszystkie zakończone powodzeniem - rzucił. Nie musiał się z 

niczego przed nią tłumaczyć. Ona tego nie potrzebowała. Pod tym względem była do niego 

bliźniaczo podobna.

Nie tracili czasu na rozmowy. Ich żar buchnął jasnym płomieniem.

Tonią w jednym momencie była łagodna i poddająca się. W następnym - dziksza niż 

konie   kupowane   na   południu   kraju.   Wymagająca   i   kierująca.   Intensywna   jak   pożar   lasu. 

Wygłodniała. Nogami oplatała Wasilija, miękkimi udami pieszcząc jego twarde lędźwia i nagle 

zacieśniając uścisk.

Antonia dawała.

I wymagała.

Nie wystarczało jej czyjeś dyszące ciało i mokre pocałunki na szyi. Pragnęła więcej niż 

kogoś, kto jak worek mąki opadał ciężko na nią, zanim ona zdążyła się rozgrzać.

background image

A usta Wasilija umiały ją rozpalić. Umiały lekko muskać brodawki jej piersi. Umiały 

wywołać najbardziej ukryte tęsknoty jej ciała. Jego dłonie były i miękkie, i zarazem twarde. 

Pieściły każdy skrawek jej skóry od stóp do głów. Nie było takiego miejsca na jej ciele, którego 

nie dotknął. Nie było takiego, którego ona nie dotknęła. Stawiali sobie żądania - i spełniali je.

Ich ciała były niczym instrumenty. Oboje mieli ucho do tego typu muzyki. Grali ze 

słuchu.

Bez słów. Bez obietnic.

Umieli doprowadzić siebie nawzajem do pełni zaspokojenia. Byli tego pewni.

Dobrze im było w ciemności.

Dobrze było leżeć razem, dopóki nie wyrównały im się oddechy.

Nadal mogli się obejmować.

Śmiali  się, gdy Tonią przyniosła ręcznik,  by otarli  spotniałe ciała.  Ubierali  się bez 

wstydu.

Ale nie mogli kochać się z otwartymi oczami.

- Już więcej nie przyjdę - odezwał się Wasilij. Nadal czuł ciepło. Wiedział też, że ślady 

po pieszczotach kochanki będą jeszcze długo widoczne na jego ciele.

Antonia pokiwała głową. Przeczesała palcami swe ciemne loki.

-   Wiem   -   odparła.   -   To   pożegnanie.   Też   o   tym   myślałam.   Ale   czasami   odsuwam 

postanowienia.

Uśmiechnął się.

- Też chciałem je odsunąć. Ale Jewgienij zaczął o tym mówić...

Zamilkł ze wzrokiem wbitym w stół. Wreszcie spojrzał na Tonie.

-   Nie   wiedziałem,   że   ona   wie...   Tonią   usiadła   obok   Wasilija.   Już   nic   nie   mogło 

przywrócić pomiędzy nimi ognia.

- My z Raiją - Raisą niewiele przed sobą ukrywamy - powiedziała w końcu. - Nie mamy 

przed sobą tajemnic.

Wasilij zaśmiał się.

- Jewgienij powiedział mi to samo. Że on i Raija nie mają przed sobą tajemnic...

Antonia potargała mu włosy.

-   Biedny   Wasilij!   Jedyna   kobieta,   którą   naprawdę   kochasz,   jest   jedyną,   której   nie 

dostaniesz. Ona nie jest jak Tonią, wiesz przecież!

Pokiwał głową. Wiedział.

- Ale Jewgienij nie mówi całej prawdy - dodała Antonia z nieoczekiwaną goryczą w 

głosie. Wasilij miał ją zrozumieć dopiero po wielu latach. - Pomiędzy nim a Raiją istnieją 

background image

niedopowiedziane kwestie. I nie powinieneś sądzić, że to ona powiedziała mu o nas. Raija nie 

przekazuje dalej tego, co się jej powierza w zaufaniu. Jest osobą o najtwardszych zasadach mo-

ralnych, jaką znam.

Spojrzała na Wasilija.

- To ja powiedziałam o nas Jewgienijowi. On podejrzewał, że jesteś jej kochankiem.

Wasilij zaniemówił na kilka minut. Nie umiał znaleźć słów na nazwanie kłębiących się 

w nim uczuć.

-   To   wszystko   jest   zawikłane,   Wasilij.   Bardzo   zawikłane.   Ale   w   każdym   razie   ty 

znikniesz   z   mojego   życia.   Jeśli   się   spotkamy,   będziemy   się   zachowywać   normalnie,   jak 

znajomi. Nie musimy zdradzać, że razem udawało się nam odgonić wiele godzin samotności...

- Masz rację - powiedział Wasilij, ściskając jej dłonie.

- Ale mroku nie udało się nam odegnać - dodała Antonia ze smutnym uśmiechem.

Wasilij   poczuł   się   niemal   jak   przestępca.   Rozmowa   wkraczała   na   teren,   który 

dotychczas oboje omijali. W sprawy, o których sądził, że pozostaną przemilczane. Tak byłoby 

prościej.

Ale Tonią lubiła jasne sytuacje.

- Ja już też nie umiem się z tym godzić - powiedziała smutnym głosem. - Miałam wielu 

mężczyzn. Każdego z nich lubiłam. Ciebie może lubię nieco bardziej. Ale nadal nie umiem 

spojrzeć temu w oczy.

- A więc  nie jesteś tak całkiem zepsuta - uśmiechnął się  zaczepnie.  Udało mu się 

rozwiać jej powagę. Obojgu to dobrze zrobiło.

- Ty też nie - odpowiedziała.

Nie było im trudno się rozstać. Z uśmiechem uścisnęli się na pożegnanie. Z uśmiechem 

na twarzy Antonia oparła się o drzwi, które za nim zamknęła.

I on z uśmiechem wtopił się w ciemność.

Ukryty w cieniu mężczyzna widział, jak Wasilij odchodzi. Zaczekał, aż ucichną jego 

kroki. Wtedy podszedł cicho do drzwi domu.

background image

4

Był całkiem młody. Miał mniej niż dwadzieścia lat. Ubrany był w szeroką koszulę 

ukrytą   pod   grubszą   bluzą,   ściśniętą   wokół   bioder   plecionym   paskiem.   Skórzane   spodnie 

wpuszczone były w buty do konnej jazdy tak miękkie, że poruszał się bezszelestnie. Ciemnych 

włosów nie przykrywała żadna czapka.

Był przyzwyczajony do poruszania się w mroku, do ukrywania się pod jego osłoną. 

Umiał słyszeć odgłosy, których inni nie zauważali.

Był dzieckiem nocy. Może nie rodzonym, ale przybranym. Połowę swego krótkiego 

życia spędził pod osłoną ciemności.

Trafił we właściwe miejsce. Opisano mu dom. Stajnię. To tam się ukrył. Przyszedł 

niemal równo z Wasilijem. Nie chciał zostać zauważony, więc wśliznął się do stajni.

Konie zaniepokoiły się, ale tylko przez chwilę. Tam, skąd pochodził, dzieci uczyły się 

jeździć   konno,   zanim   zaczynały   chodzić.   Znał   się   na   koniach.   Mógłby   je   wszystkie   stąd 

wyprowadzić w biały dzień i nikt by się nawet nie zorientował.

Spoglądał przez uchylone drzwi. Nie chciał dać się zauważyć, choć nikogo tu nie było. 

Tamten przybysz także sprawiał wrażenie, jakby nie chciał się zdradzić.

Chłopak dobrze wiedział, co się działo za zamkniętymi drzwiami. Uśmiechnął się pod 

nosem, gdy zobaczył, jak gaśnie światło lampy. Przypomniały mu się słowa dowódcy, gdy 

opisywał tę, której miał przekazać wiadomość.

„Ona ma najgorętszą krew nad Dwiną. Można by na niej parzyć herbatę” - powiedział. I 

powiedział to z miłością i podziwem! On, który nigdy nie był szczodry w pochwałach, mówił o 

niej z takim ciepłem, z jakim dotychczas wspominał tylko swego najlepszego konia.

Chłopak nie był pewien, czy ta kobieta była tego warta. Sam zdecyduje. Nie zwykł 

wierzyć wszystkiemu, co mu mówiono. Nawet temu, co mówił - on.

Wolał myśleć samodzielnie. Wydawać własne sądy. Dawało mu to poczucie wolności.

Siedział   w   stajni   na   wpół   drzemiąc,   ale   nadal   zachowywał   czujność.   Miał   w   tym 

doświadczenie. Umiał odpoczywać, niemal spać, a jednocześnie nie przeoczyć niczego, co się 

wokół działo. Odpoczywać, przepuszczając mimo uszu zwykłe dźwięki, ale zrywając się na 

równe nogi na odgłos czegoś niecodziennego.

Był do tego przyzwyczajony.

Nie bez powodu właśnie jego tu przysłano. To było ważne zadanie. Nie dla żółtodzioba.

On był bystry, odważny, szybko podejmował decyzję - a jednocześnie nie rzucał się w 

oczy. Nie miał w sobie nic szczególnego, łatwo zapominało się jego wygląd. Przeklinał to, gdy 

background image

chciał zrobić wrażenie na jakiejś dziewczynie. Z drugiej strony rzadko zatrzymywali się w 

jednym miejscu tak długo, by zdążył złamać czyjeś serce. Kobiety, których usługi kupował, 

zwykle zapominały twarze swoich klientów. Jego może jeszcze łatwiej.

Był dzieckiem nocy. Sądząc z jego obecnego trybu życia, najpewniej i umrze nocą.

Czekał. Cieszyły go odgłosy wydawane przez konie. Czul się jak w domu.

Na tę myśl zgrzytnął zębami. Potem uśmiechnął się do siebie w mroku.

Dom!

Co za słowo! Już dawno o nim nie myślał. I pewnie długo nie pomyśli. Oni mówili „tu”. 

I ich „tu” zmieniało się tak często, że nigdy nie zdążyli wyrobić w sobie przywiązania do 

żadnego konkretnego miejsca.

Widział już niezliczoną ilość tego „tu”.

Modlił się co wieczór. Dziecinną, wieczorną modlitwą, której nauczyła go babcia. Ona 

była jedyną osobą, której twarz chciał zapamiętać. Jedynym łącznikiem z tym, co stanowiło 

jego dom...

I co wieczór, po modlitwie, o której nikt nigdy się nie dowie, uświadamiał sobie, że 

chce przeżyć jeszcze jeden dzień. Ze chce ujrzeć nowe „tu”.

Drzwi   skrzypnęły   leciutko.   Zauważył   to   już   wtedy,   gdy   tamten   wchodził.   Teraz 

wychodził. Zatrzymał się na chwilę na zewnątrz i uniósł głowę ku bezkresnemu niebu. Noc 

była bezgwiezdna.

Chłopak nie zdołał zobaczyć jego twarzy. Zbyt wiele było cienia. Mężczyzna postawił 

kołnierz i zniknął w mrocznych zaułkach. Chłopak zdążył tylko dostrzec, że jego włosy były o 

ton jaśniejsze niż reszta. A więc blondyn. Zwykle zwracał uwagę na drobiazgi, bo nigdy nie 

wiadomo,  kiedy się  mogły przydać. Przeważnie  nigdy,  ale  mimo  to zbierał   je w pamięci. 

Czasem potrafił odtworzyć jakiś szczegół i okazywało się, że ów drobiazg miał dużą wartość.

Dlatego nadal ćwiczył pamięć. A czasem pomiędzy ostami wyrastała róża...

Była to jedna z życiowych zasad, których nauczył go on.

Chłopak   poczekał,   aż   ucichnie   odgłos   kroków   mężczyzny.   Wyśliznął   się   ze   stajni. 

Zamknął za sobą drzwi. Musiał wyrwać zamek; miał tylko nadzieję, że żaden złodziej tego nie 

zauważy.

Nigdy nie chciał przysparzać cierpień zwierzętom. Zwłaszcza koniom.

Ukryty w głębszych cieniach, przekradł się w stronę drzwi. Zapukał.

Jej głos był inny, niż oczekiwał.

- Kto to? Czy to ty, Waśka?

- Mhm - mruknął. Liczył, że to wystarczy, by wzięła go za tego, który właśnie odszedł. 

background image

Zapamiętał od razu, że ów mężczyzna nosił imię Wasilij. Znał imię jej męża i na pewno nie 

miało zdrobnienia Waśka. Dotychczas opis się zgadzał. Najwyraźniej miała najgorętszą krew 

nad Dwiną.

Otworzyła. Od razu spostrzegła, że nie jego się spodziewała. Jej pierwsze słowa:

- Co jeszcze tu...? - szybko zamarły jej na ustach. - Kim jesteś? - spytała, próbując 

zatrzasnąć drzwi. Prawie się jej udało. Chłopak jednak zdołał wsunąć stopę i jedno ramię w 

szparę.

Powtórzyła   swoje   pytanie,   wycofując   się.   Wiedziała,   że   go   nie   powstrzyma.   Ale 

zaświtała jej myśl, że może się obronić. Jednak nie w drzwiach.

- Kim jesteś? Chłopak nie wchodził. Nie sprawiał wrażenia, by chciał się wepchnąć. 

Otworzył tylko szerzej drzwi.

Antonia widziała zarys jego postaci. Był niewysoki, średniej budowy. Ciemnowłosy.

- Ty jesteś Antonia? - spytał. Głos miał łagodny niczym chłopiec z chóru.

Potwierdziła   kiwnięciem   głowy.   Chciała   spytać,   skąd   zna   jej   imię,   ale   nie   zdołała 

wydobyć z siebie słowa. Bała się, choć jednocześnie coś w przybyszu nie budziło lęku.

Pomyślała   o   Oldze.   Nieważne,   co   się   stanie   z   nią   samą,   ale   wiedziała,   że   będzie 

walczyła do ostatniego tchu, by nic złego nie spotkało jej córki.

Pomyślała o Raiji.

Był to krzyk o pomoc.

Prośba, by Raija nadal odczuwała te dziwne więzi łączące ją z osobami, które są dla niej 

ważne. Ona i Raija były ze sobą tak blisko, jak siostry.

Antonia pomyślała o Raiji. Błagała, by móc dotrzeć do niej swą prośbą o pomoc.

- Przysyła mnie ktoś inny - odezwał się przybysz. Nie mógł być całkiem dorosły. Miał 

młody głos.

Antonia oparła się o stół, ściskając jego krawędź. Pamiętała, że gdzieś niedaleko na 

ławie   zostawiła   nóż.   Mogła   dosięgnąć   go   jednym   ruchem.   Miała   tylko   nadzieję,   że   leży 

wystarczająco ukryty w cieniu, by nie zdradził go odblask światła na ostrzu.

-   Przysyła   mnie   ktoś,   kogo   znałaś   dawno   temu.   Ktoś,   kto   teraz   potrzebuje   twojej 

pomocy. Mogę wejść?

- Kto taki? - spytała Tonią. - Kto cię przysyła?

- Nie mogę wymawiać jego imienia - odrzekł chłopak, zamykając za sobą drzwi.

Antonia poczuła, jak jej serce się ściska. Czekała w napięciu. Jeśli on zrobi choć jeden 

krok dalej, ona rzuci się w stronę noża. I użyje go!

Ale chłopak stał w miejscu.

background image

Dostrzegła teraz wyraźnie, że nocny gość jest bardziej młodzieńcem niż mężczyzną. 

Gdzieś na pograniczu dorosłości. Ale wyczuwała, że już od dłuższego czasu prowadził dorosłe 

życia. Zdradzało to jego spojrzenie.

- Czy nazwa Wielikij Ustiug coś ci mówi?

- Drewniane skrzynie - odparła Tonią. - Jarmarki.

- A Kotłas? Antonia drgnęła. Jeszcze mocniej zacisnęła dłonie na krawędzi stołu.

-   Dwina   łączy   się   tam   z   Suchoną   -   odparła,   z   wysiłkiem   opanowawszy   głos.   - 

Kupowałam tam kiedyś konie. I jeszcze dalej na południe. Czy to jakaś zgadywanka?

Chłopak potrząsnął głową.

- Sądzę, że te nazwy znaczą dla ciebie więcej, niż starasz się okazać - odparł spokojnie, 

patrząc na nią. Ważył każde słowo. Obserwował Tonie uważnie. Widział, jak zapędza ją swymi 

pytaniami w ślepy zaułek. Umiał to. To dlatego jego wybrano na tę misję.

On powiedział, że ta kobieta mu pomoże. Chłopak nie rozumiał dokładnie, jak, ale 

rzeczywiście byli w potrzebie. Musieli gdzieś odpocząć.

- Uważam, że robiłaś tam coś jeszcze poza kupowaniem koni. Wiesz więcej o tych 

miejscach, niż okazujesz. One znaczą dla ciebie więcej niż tylko jarmarki i malowane skrzynie, 

prawda?

Antonia nie odpowiedziała. Ale chłopak miał rację.

- On powiedział, że będziesz się wypierać.

- Kto? - ponownie spytała dziewczyna. Chłopak wiedział, że pamiętała. Wiedziała, kto 

go przysłał. On mógł tylko potwierdzić jej przypuszczenia. Widział, że Antonia się boi, ale w 

jej   oczach  było  coś   więcej   poza   strachem.  Umiał   odnajdywać  oznaki   słabości  w  ludzkich 

twarzach. Tego też go nauczono. Jego mistrz kładł nacisk na wszechstronne wykształcenie.

- On nazywał cię Antonettą.

Antonia spuściła głowę. Nie chciała, by ten gołowąs widział jej twarz. Czuła, że mogła 

zdradzić wspomnienia.

Tylko jeden człowiek na całej ziemi nazywał ją Antonettą.

A ona była pewna, że on nie żyje!

- Powiedział, że masz pewien dług do spłacenia - mówił dalej przybysz. - Powiedział, że 

nie odmówisz temu, któremu jesteś winna życie.

Antonia, drżąc, wciągnęła powietrze. Kuchnia nagle wydała jej się za ciasna. Nie miała 

czym oddychać. Pociła się.

Dług...

Tak, miała dług, którego nie spłaciła. Ale nie sądziła, że ktoś się o to upomni. Była 

background image

przekonana, że wierzyciel nie żyje.

- Jak się ma Grigorij ? - spytała, patrząc prosto w oczy chłopaka.

- Jest ranny - odpowiedział. - Potrzebuje odpoczynku. Niewiele jest miejsc, gdzie może 

się ukryć. Jest niebezpiecznie. W Archangielsku nie ma prawie nikogo, na kim mógłby polegać. 

Nikogo, kogo by nie umieli z nim skojarzyć.

Antonia uśmiechnęła się krzywo.

- Chyba jestem jedyna - westchnęła. - On nigdy specjalnie nie trzymał się prawa. Komu 

się teraz naraził?

- Gubernatorowi - odparł chłopak. - Mówi się, że sama caryca chętnie widziałaby jego 

głowę na tacy.

Tonią wstrząsnęła się.

- A on pewnie z tej tacy szczerzyłby się do niej szelmowsko - rzuciła z uśmiechem.

Chłopak odpowiedział na jej uśmiech.

Może   Grigorij   miał   rację.   Może   ona   udzieli   im   pomocy.   Było   w   niej   więcej,   niż 

dostrzegł na pierwszy rzut oka. Była kimś więcej niż lekkomyślną kobietą, za jaką ją uznał.

- Chce się z tobą zobaczyć. Tonią potrząsnęła głową.

-   Ja   mam   córkę.   Nie   mogę   jej   zostawić.   Jeżeli   chce   się   ze   mną  widzieć,   musi   tu 

przyjechać. Zakładam, że musi się ukrywać. Może w stajni?

Chłopak pokiwał głową.

- Macie konie? - spytała.

- Kilka - odparł, nieco mijając się z prawdą. Ale konie łatwiej mogli ukryć. Gorzej z 

nimi samymi.

- Nie chcę wiedzieć, co on zrobił - oświadczyła Tonią. - Nie od ciebie. I tak wiem, że 

nie robił tego sam. Grigorij zawsze działał w grupie. Ilu chce u mnie ukryć?

- Tylko siebie - odparł chłopak. - Może i mnie. Jestem łącznikiem pomiędzy nim a 

resztą grupy.

Antonia uważnie spojrzała na mówiącego. Zrozumiała, co Grigorij mógł w nim widzieć. 

Dlaczego okazywał mu takie zaufanie.

- Może to moja głowa wyląduje na tacy gubernatora - zaśmiała się ponuro Tonią. - On 

wydaje się być takim człowiekiem, który uzna to za zabawne. Może też wyszczerzę wtedy zęby 

w uśmiechu? - Westchnęła. - Grigorij wiedział, do kogo przyjść, prawda? Długo jesteście w tej 

okolicy?

- Tak.

Wiedział, ile może powiedzieć. To Grigorij jej ufał. To Grigorij gotów był złożyć swe 

background image

życie w jej dłonie. On sam wolał zachować dystans. W każdym razie do czasu, gdy nie nabierze 

pewności, że ta kobieta jest godna zaufania.

Sam   chciał   zachować   życie.   Nawet   jeśli   złapią   Grigorija.   Był   mu   oddany,   ale   do 

pewnych granic. Dla siebie najważniejszy był on sam.

- Niech przyjdzie w nocy - powiedziała. - To pewnie nie będzie ta noc. Nie może być aż 

tak blisko.

Trudno odmówić jej bystrości, pomyślał chłopak.

- Następnej nocy - rzucił. - Tuż przed świtem. To najlepsza pora.

Antonia zgodziła się. Ci, którzy kładą się późno, już będą w łóżkach. Ci, którzy wstają 

wcześnie, jeszcze będą spać. Tak, to najlepsza pora.

- Ja nie ukrywałbym go w stajni - powiedział chłopak, trzymając dłoń na klamce. - On 

tak chce. Ale jest słaby.

Antonia   przymknęła   oczy.   Ten   chłopak   z   pewnością   zajdzie   daleko.   Jeżeli   będzie 

dostatecznie   długo   żył.   Zrozumiała,   że   sprzeciwiał   się   rozkazowi   Grigorija.   Prosił,   by 

zjednoczyła z nim siły.

- Przekaż Grigorijowi, że nie mogę go ukrywać w stajni - rzekła spokojnie. - Prowadzę 

tam interesy. Mam pracowników, których nie mogę zmusić do milczenia. I nie chcę. Oni mają 

rodziny. Sprzeciwianie się gubernatorowi kosztuje. Mogę się sama narażać, ale nie innych. 

Ukryję go w domu. Jeśli chce, może skorzystać.

- On nie ma wyboru - odparł chłopak. - A więc jutro w nocy. Nie zamykaj drzwi na 

klucz.   Nie   musisz   na   nas   czekać,   to   może   wzbudzić   podejrzenia.   Chyba   że   masz   to   w 

zwyczaju...

Antonia, wbrew woli, poczerwieniała. Zrozumiała, że młodzieniec widział Wasilija.

Ale nie odczuwała potrzeby tłumaczenia się przed tym gołowąsem.

- Jutro w nocy - rzuciła krótko. Chłopak zniknął. Antonia uświadomiła sobie, że nawet 

nie zapytała go o imię. Ale pewnie i tak nie uzyskałaby odpowiedzi.

Dokładnie zamknęła drzwi. Nawet zasunęła zasuwę. Ale w głębi duszy wiedziała, że to 

niepotrzebne.

Tej nocy już nie pojawi się nikt, kogo miałaby się bać, przed kim powinna się zamykać.

Więcej duchów nie zapuka do jej drzwi.

Zastanawiała się, dlaczego on się ukrywa. Na co naraża się ona.

Może narażała też Olega? Jeśli coś jej się stanie, uderzy to też w niego. A on był 

niewinny. To dotyczyło tylko jej.

Grigorij był jedynym człowiekiem, któremu nie mogła odmówić. Któremu nie wolno jej 

background image

było odmówić.

On o tym wiedział.

A ona pozwoliła sobie zapomnieć o nim na tyle lat. Ale to dlatego, że powiedziano jej, 

że nie żyje. Może rodzina sama w to uwierzyła. Dla najbliższych był martwy. Jeszcze długo 

przed tym, zanim ona się dowiedziała. Nie miała podstaw, by wątpić.

Zresztą nie wiedziała, czy to robiłoby jej jakąś różnicę.

Tyle lat żyła z dala od Grigorija. To wszystko zdarzyło się dawno temu, wydawało się 

tak odległe. Te rzadkie chwile, gdy o tym myślała, miały słodko - gorzki posmak.

Zapędziła wspomnienia o nim w najodleglejszy i najciemniejszy zakątek pamięci.

Grigorij stał w mroku. Tak, jak zawsze. Nie myślała o nim już tyle lat i nawet nie miała 

wyrzutów sumienia z tego powodu.

Ale   zastanawiała   się,   czy   on   myślał   o   niej.   Dlaczego   wcześniej   jej   nie   odwiedził. 

Najwyraźniej znał wiele dotyczących jej faktów.

Ciekawe, czy już się o nią dowiadywał.

Nie lubiła czegoś nie wiedzieć.

Grigorij   należał   do mrocznej   sfery  jej   życia.   Ale  obdarzył  ją  także  najjaśniejszymi 

chwilami, o których zawsze będzie pamiętać, mimo że je dobrze ukryła. Nawet światło mogło 

oślepić, gdy się w nie patrzyło zbyt długo.

A Grigorij dał jej najjaśniejsze światło. I najbardziej czerwone.

Przez   wiele   lat   nie  była  w  stanie  patrzeć  na  zachód słońca,  by nie myśleć  o nim. 

Sprawiało jej to fizyczny ból, który powoli nauczyła się znosić, znieczulać.

Teraz przywoływała ów ból z powrotem.

Chciała znów go poczuć, zanim ujrzy Grigorija. Miała mało czasu.

Potrzebowała co najmniej roku, by się przygotować na to spotkanie. I może nawet rok 

byłby za krótki.

Miała przed sobą resztę tej nocy, dzień i jeszcze pól nocy.

Za mało czasu.

Antonia zastanawiała się, czy by się odezwał, gdyby sytuacja go do tego nie zmusiła.

Chłopak powiedział, że Grigorij jest ranny.

Martwił się o niego. Tak bardzo, że sprzeciwił się jego poleceniom.

Antonia też się martwiła.

Kiedyś też potrafiła sprzeciwić się Grigorijowi. Ale to było dawno. Pewnie przez te lata 

wiele zyskał na powadze.

Antonia drżała. Marzła, mimo że w kuchni było całkiem ciepło. Dygotała tak, że aż 

background image

szczękała zębami.

Zapragnęła przez chwilę żyć zwykłym życiem, bez niespodzianek i emocji. Być tylko 

żoną i matką. Niczym więcej.

A przecież to było dokładnie to, co jeszcze niedawno czyniło ją tak niespokojną, że 

niemal odchodziła od zmysłów. Wtedy chciała marzyć i tęsknić!

Ale nie myślała o czymś takim. Nie zamierzała dać się oplatać siecią wspomnień z 

przeszłości, czymś, co schowała głęboko jak przetarty pled. Czymś, co powinna była zniszczyć, 

a co nagle znów do niej wróciło.

Antonia ukryła twarz w dłoniach. Zacisnęła powieki, ale zaczęła płakać. Cicho, by nie 

zbudzić Olgi.

Małą przestraszyłby widok płaczącej matki. Bałaby się, Że mamę coś boli. Tonią nie 

potrafiłaby wytłumaczyć, że boli ją dusza. Córeczka nie mogłaby z poważną miną podmuchać 

na to miejsce.

Antonia przywołała postać Grigorija. Takiego, jakiego widziała po raz ostatni.

Było to prawie połowę jej życia temu. On był starszy od niej o dziesięć lat.

Pożegnali się wtedy. Nadal widziała jego postać na tle zachodzącego słońca. Na tle 

nieba płonącego gamą kolorów od czerwonego przez żółty do niebieskawego.

Stał na tle nieba.

Wysoki.   Z   szerokimi   ramionami.   Szczupły,   wręcz   chudy.   W   jego   rodzinie   zawsze 

brakowało jedzenia dla całej gromady dzieci.

Włosy   miał   zebrane   na   karku   i   związane   plecionką.   Ona   mu   ją   zrobiła.   Z   dwóch 

brązowych rzemyków i jednego czarnego. Nic specjalnego, bo on nigdy nie przyjąłby czegoś 

drogiego. Przemawiały do niego rzeczy proste. A ona była wtedy właściwie dzieckiem i nic 

lepszego nie mogła mu dać.

Widziała, jak jego długą grzywkę rozwiewa wiatr. Włosy miał jasne, bardziej białe niż 

złote. Nie były zbyt gęste; Tonią wiedziała, że się bał, że za wcześnie mu wypadną. Tym 

bardziej dumny był ze swej falującej czupryny.

Antonii przemknęła przez głowę myśl, że on może stracił włosy... W końcu już tyle lat 

minęło, od kiedy widziała jego postać na tle zachodzącego słońca. Żegnali się wtedy na jakiś 

czas. Nigdy nie przypuszczała, że na tak długo.

Później powiedziano jej, że on nie żyje. Dowiedziała się tego z ust jego rodzonej matki.

Teraz   Antonia   nie   wiedziała,   czy  ta   kobieta   kłamała.  Czy   można  kłamać   na temat 

własnego dziecka? Czy może istnieć taka nienawiść?

A może jej powiedziano, że syn nie żyje?

background image

Grigorij miał niebieskie oczy. Zwykłe, niebieskie oczy.

Zastanawiała się, czy wyblakły przez te lata. Czy będzie w stanie coś z nich wyczytać. 

Kiedyś umiała. Była jedyną osobą, która to umiała.

Zastanawiała się, co będzie do niego czuła. Wtedy tak łatwo było go kochać. Później tak 

samo łatwo nienawidzić.

Ale nigdy nie było łatwo go zapomnieć. Nawet jeśli jej się udało, to nie na długo.

background image

5

Antonia nie umiała przemieszczać się w czasie jak Raija. Umiała tylko wejść w swoją 

przeszłość, opierając się na wspomnieniach spychanych przez całe lata w głąb pamięci.

To było bolesne.

Skończyła wtedy piętnaście lat. Był rok tysiąc siedemset dwudziesty piąty. Rok, w 

którym zmarł car Piotr Wielki. Ten, pod którego wodzą Rosja wyszła zwycięsko z Wielkiej 

Wojny Północnej. Ten, który obiecał, że uczyni Rosję mocarstwem europejskim.

W tym roku do władzy doszła caryca Katarzyna.

Tego   Antonia   nie   wiedziała,   gdy   miała   piętnaście   lat   i   poznała   mężczyznę,   który 

nazywał ją Antonettą.

Ojciec zgodził się, by pojechała z nim razem na jarmark do Wielikiego Ustiuga. Już 

wcześniej zabierał ją na targi koni. Całe tygodnie spędziła w Kotłasie, gdy czekali na dostawę 

zwierząt zza Uralu.

Kraj dawno już ochłonął po euforii zwycięstwa. Teraz Rosjanie uświadamiali sobie, że i 

oni stracili wielu ludzi. Każde zwycięstwo ma swoją cenę. Ta wojna trwała długo i była zacięta. 

Kosztowała wszystkich cięższe podatki.

Ci, którzy je płacili, robili to z goryczą. Nawet Antonią to rozumiała, mimo że była 

wtedy jeszcze dzieckiem. Widziała ból i gniew ludzi. Czuła, że mają rację.

Była drobną dziewczyną. Zawsze z zaciętą twarzą, gdyż często musiała się bronić przed 

uwagami, że konie to nie zajęcie dla młodej dziewczyny. Że powinna siedzieć w domu i uczyć 

się szyć, prowadzić gospodarstwo, bo do tego jest przeznaczona.

Wdrażanie dziewczyny do obchodzenia się z końmi to strata czasu!

- Dlaczego nie wziąłeś ze sobą syna? - pytano jej ojca. Ten wzruszał ramionami i 

odpowiadał, że Piotr jest jeszcze za mały. A Tonią ma rękę do koni. Jeszcze zdąży nauczyć się 

tkać. Teraz ma z niej pożytek, a w dodatku nie musi jej nic płacić.

Ten argument trafiał do ludzi. Każdy z nich kilka razy obracał rubla w garści, zanim go 

wydał. Ojciec Toni nie musiał się obawiać, że wezmą go za słabeusza, który ulegał córce. Sam 

widział, że dziewczyna umie postępować z końmi, ale musiał się bronić przed znajomymi.

Żaden   z   carskich   poddanych   nie   oczekiwał,   że   Katarzyna   będzie   łagodniejsza   dla 

chłopów niż Piotr Wielki. Dobrze wiedzieli, kto naprawdę niesie ten kraj na swoich barkach. 

Na pewno nie możnowładcy ani stara i nowa szlachta.

Piotr   Wielki   obdarzył   wszystkich   wysokich   urzędników   tytułami   szlacheckimi.   I   ta 

nowa szlachta coraz ściślej  wiązana była z administracją państwową. Dostawali nominacje 

background image

także i w armii. Ci, którzy rządzili krajem, stali blisko władzy carskiej. Lojalność kupowana 

była za przywileje.

A chłopi dźwigali ciężary.

Tonią spędziła przełom wiosny i lata w Kotłasie.

Miała piętnaście lat. Do domu wróciła jako dorosła kobieta.

Były   to   dni   wyczekiwania.   Dni,   w   czasie   których   nikogo   nie   obchodziło,   co   robi. 

Dawało jej to poczucie nowej i podniecającej wolności. W domu jej pilnowano, nie pozwalano 

wychodzić samej. Ciągle słyszała, jakie to niebezpieczeństwa czyhają na samotną dziewczynę. 

Trzymano ją tak krótko, że nigdy nie rozmawiała z chłopcami w swoim wieku. I nawet nie 

patrzyła w stronę dorosłych mężczyzn.

Kobiety z jej rodziny zasypywały ją upomnieniami, co przystoi młodej dziewczynie, a 

co nie. Nikogo nie obchodziło, że wszystko w niej się przeciw temu buntowało. Taki przypadł 

jej los.

Nie mówiono jej tylko, że nie było zbyt wielu młodych ludzi z dobrych rodzin do 

wyboru jako kandydatów do małżeństwa. Wojna zebrała swój plon. Należało zadowolić się 

dużo młodszymi lub starszymi.

Tonie mierziła myśl o małżeństwie.

Dlatego z tym większą przyjemnością włóczyła się pomiędzy z rzadka rozrzuconymi 

siołami tej krainy, gdy jej ojciec zajęty był piciem kwasu chlebowego i dyskutowaniem o 

koniach z innymi mężczyznami.

Mogła chodzić przebrana za chłopaka, z włosami wepchniętymi pod czapkę. Może jej 

kształty nie były zbyt chłopięce, lecz szeroka kurtka lub kamizela pomagały w ich ukryciu.

Jeździła   konno   albo   włóczyła   się   na   piechotę   wzdłuż   Dwiny   i   Suchony,   a   także 

Wyczegdy, trzeciej rzeki płynącej w okolicy Kotłasu.

Była młoda i buńczuczna.

Panowała nad wszystkim i niczego się nie bała.

Tego   dnia   przebłyskiwało   słońce.   Chmury   pokrywały   niebo,   ale   miejscami 

prześwitywało niebiesko, jakby patrzyło na nią z góry małymi oczkami.

Nad brzegami Suchony las rósł gęsto. Intensywnie zielone liście miały wielkość monet 

rublowych. Kończy! się już czas wiosennego przyboru, ale rzeka nadal płynęła wartko, jakby 

naprężając muskuły w rozległych wirach.

Tonią mierzyła siły konia z siłami rzeki. Ścigała się ze spienionymi masami wody. 

Pamięta   własny   śmiech.   Pamięta,   jaka   się   czuła   młoda   i   wolna.   Pamięta   ten   moment 

absolutnego szczęścia, gdy pędziła z wiatrem we włosach na koniu, który był jakby prze-

background image

dłużeniem jej samej.

W następnej chwili koń zbliżył się za bardzo do krawędzi brzegu. Tam gdzie masy 

wody podmyły brzeg. Wpadli do rzeki.

Ściskała wodze, dopóki nie wyrwały jej się z ręki. Potem też starała się być blisko 

konia.

Zwierzę było drogie. Ojciec nie mógł go stracić.

Mało pamięta z tego, co się działo później. Obijała się o kamienie, rzucał nią silny prąd. 

To zanurzała się pod powierzchnię wody, to wypływała na wierzch. Widziała umykający brzeg. 

Walczyła z rzeką.

Nagle ktoś znalazł się obok niej w wodzie. Zobaczyła wyciągniętą ku niej dłoń.

Nie słyszała go, widziała tylko jego twarz oblepioną mokrymi włosami i poruszające się 

usta. Złapała jego dłoń. Wczepiła się w nią. Nie rozumiała, jak zwykły człowiek mógł się 

okazać silniejszy od wezbranego nurtu Suchony.

Wszystko się wyjaśniło, gdy wydostali się na brzeg.

Mężczyzna przywiązał jeden koniec liny do drzewa na brzegu, a drugim owiązał siebie 

w pasie.

- Złapałaś się w ostatniej chwili - wydyszał. Tonią ledwo stała na nogach. Musiała 

wesprzeć się o nieznajomego.

- Koń? - wyszeptała z trudem. Jego niebieskie oczy poszukały jej wzroku. Były smutne.

- Mogłem uratować tylko jedno z was - powiedział cicho.

Tonią pochyliła głowę. Łzy jeszcze bardziej zmoczyły jej policzki. Ale on mógł to 

widzieć. Kołysał ją łagodnie w ramionach, aż wypłakała swój pierwszy żal i smutek.

Potem zaczęła marznąć.

Posadził Tonie przed sobą na koniu i okrył swoją kurtką. Wiedziała, że kłamie, gdy 

mówi, że nie jest mu zimno. Był przemoczony tak jak i ona, ale twierdził, że ma cieńsze 

ubranie, które szybciej wyschnie na wietrze.

Powiedział, że nazywa się Grigorij Jakowlewicz. Imię i otczestwo miało jej wystarczyć.

Odprowadził ją do ojca.

- Wyłowiłem waszego dzikiego źrebaka z Suchony - oznajmił.

Twarz ojca wyrażała strach, ale nie o nią.

- Co z koniem? U diabła, dziewczyno, czy straciłaś mojego konia? - krzyknął. - Którego 

wzięłaś?

Krzyczał i wymachiwał pięściami przed twarzą Antonii. Ona stała bez słowa, a łzy 

spływały jej po policzkach. Nadal miała na sobie przemoczone ubranie i marzła tak, że aż 

background image

szczękała zębami. Nie broniła się ani słowem.

Była pewna, że ten koń był więcej wart niż ona. Poczucie winy przygniotło ją niczym 

lawina.

Aż Grigorij cisnął garść monet na stół.

Tonią patrzyła na niego przez zasłonę łez. Ujrzała, jak jego usta zaciskają się w wąską 

kreskę, a oczy mrużą się.

- To wystarczy za konia - rzucił. - Uważałem, że ta dziewczyna ma dla was większą 

wartość. Wybierałem pomiędzy uratowaniem jej a ratowaniem konia. Według was powinienem 

ratować konia. Mimo to uważam, że dokonałem właściwego wyboru.

Tonią nigdy nie wybaczyła ojcu, że przyjął te pieniądze. Może i był w szoku. Ale 

powinien wykazać się szlachetnością.

Ale także rodzice zawodzą.

Później Tonią dowiedziała się, że za te pieniądze Grigorij miał kupić ziarno na siew.

Pogłębiło to jej wyrzuty sumienia.

Ojciec próbował ją potem trzymać w domu. Ale patrzył przez palce, gdy wymykała się 

za jego plecami. Jednak już nie jeździła sama.

Grigorij wrócił, pytając uroczyście ojca, czy może wziąć Tonie na tańce. Obiecał, że 

będzie traktował ją z szacunkiem.

Ojciec pozwolił.

To był początek.

Grigorij był od niej o dziesięć lat starszy.

Był synem poddanego chłopa. Rodzinę miał tak liczną, że Tonią nigdy nie zdołała 

zapamiętać imion jego rodzeństwa. Jak byli w stanie wyżyć ze skrawka ziemi, na zawsze 

pozostało dla niej zagadką.

Grigorij zwierzał się jej, że nie widzi dla siebie tutaj przyszłości. Że nigdy nie zostanie 

chłopem. Że nie będzie pracował aż do pęcherzy na dłoniach, by powiększać majątek już 

zamożnego właściciela.

Tonią może nie rozumiała wszystkiego, ale wyczuwała gorycz. Wściekłość skierowaną 

w stronę panujących. Nie rozumiała jego bólu, nie wiedziała, jak mocno w nim tkwi, lecz w 

głębi serca zgadzała się z Grigorijem.

I tak wspierałaby go wiernie. Gdyby ją o to poprosił.

To   Grigorij   nauczył   ją   tańczyć.   Nauczył   doświadczać   dzikiej   radości,   którą   dawał 

taniec. Nauczył kroków, którymi lekko nadążała za każdą muzyką. To jego dłonie obejmowały 

ją w talii i obracały w zapamiętaniu tańcem i muzyką.

background image

To Grigorij obdarzył ją pierwszym pocałunkiem. Początkowo lekko muskał ustami jej 

usta, aż wreszcie objął ją mocno, całując szaleńczo.

Potem był na siebie zły. Mówił, że nie powinien się z nią widywać. Że złamał daną jej 

ojcu obietnicę. Że powinna o tym zapomnieć.

Tak jakby mogła nie pamiętać!

Obudził w niej kobietę.

Dotarł do drzemiących w niej uczuć, które jeszcze długo pozostałyby uśpione, gdyby 

nie on.

Tonią powiedziała, że nigdy nie zapomni jego pocałunku. Powiedziała, że rzuci się do 

Suchony, jeśli on nie zechce jej widzieć. Że wtedy nikt jej nie uratuje.

Więc nadal ją odwiedzał. Otwarcie. Z przyzwoleniem ojca, który nadal widział w Toni 

dziewczynkę. Nie rozumiał, że dorosły mężczyzna mógł dostrzec kobietę w córce, która dla 

niego była dzieckiem.

Grigorij nazwał ją Antonettą.

Kochał   się   z   nią   nad   brzegiem   Suchony.   Na   miękkim   mchu,   pod   dachem   z   nisko 

zwieszających się gałęzi drzew.

Zrobił to delikatnie. Powściągał się i zdołał uczynić z niej kobietę tak ostrożnie, że 

niemal nie zauważyła bólu. Zresztą chciała tego tak bardzo, że i tak by nie poczuła. Chciała to 

zrobić dla niego, chciała go do siebie przywiązać.

Potem nie żałowała.

On - tak.

W jego oczach zawsze widziała wiele żalu. Grigorij był pierwszym mężczyzną, który 

powiedział, że ją kocha.

Był   może   tym,   który   naprawdę   tak   uważał.   Ona   z   pewnością   piętnastolatki 

odpowiedziała mu, że też go kocha. Że zawsze go będzie kochała. Ze nigdy, przenigdy nie 

pokocha innego. Ze go nie zawiedzie.

Grigorij odgarnął jej włosy z czoła i rzekł, że nie powinna składać obietnic, których nie 

będzie mogła dotrzymać. On nie chce od niej żadnych obietnic. Wystarczało mu to, że go kocha 

właśnie teraz.

On nie obiecał jej wierności na wieczność. Nie mówił, że będzie ją kochał zawsze.

Nie roztaczał przed nią widoków na wspólną przyszłość. Może już wtedy miał swoje 

plany. Może już wtedy czuł, że musi coś zrobić ze swoim życiem.

I nie widział dla niej miejsca u swego boku.

Nucił jej jedną z piosenek o Stieńce Razinie. Wtedy po raz pierwszy usłyszała o tym 

background image

buntowniku. Zdumiało ją później, że ten sam Stieńka Razin był uznawany za bohatera przez 

Olega.

W głębi duszy pragnęła zajść w ciążę, by dziecko związało go z nią na zawsze. Wtedy 

poprosiłby o jej rękę.

Ale to się nie udało.

Jedyną obietnicę złożył w rozmowie z ojcem.

- Jeżeli wrócę tutaj w przyszłym roku - powiedział - i jeżeli twoja córka nadal będzie 

panną, pozwólcie, że będę ją odwiedzać. W poważnych zamiarach.

Był zażenowany i z trudem wydobywał z siebie słowa.

Ojciec kiwnął głową niemal z roztargnieniem.

Nie sądził, że coś z tego będzie. Wielu oglądało się już za Tonią. W przyszłym roku 

zostanie pewnie wydana za mąż. Sam nie wiedział, czy przyjedzie tu po konie za rok. A jeżeli, 

to czy weźmie ją ze sobą. W końcu kiedyś i Piotr musi pojechać. To przecież syn przejmie po 

nim wszystko. Chłopak nie może całe życie uciekać przed swoim przeznaczeniem.

Antonia wymknęła się wieczorem, by po raz ostatni spotkać się z Grigorijem.

Kochali się w mroku. Dała mu pleciony rzemyk do związania włosów. Ten, który miał, 

tkany,   był   już   wyblakły.   Tonią   wzięła   go   sobie   po   kryjomu   na   pamiątkę.   Grigorij   nie 

przywiązywał wagi do rzeczy. Uważał, że cenne wspomnienia przechowuje się w sercu.

- Jesteś taka młoda - powiedział, biorąc ją w ramiona. Nad sobą mieli gwiaździste niebo, 

obok szumiała rzeka. - Jesteś taka młoda, Antonetto.

- Jestem na tyle dorosła, by cię kochać - zapewniła go żarliwie. - Zawsze. Winna ci 

jestem życie. Nie zwróciłam ci tego długu.

Uśmiechnął się z melancholią.

- Jesteś młoda - powtórzył. - Ja mam pewne rzeczy do zrobienia. I nie będę cię prosił, 

byś na mnie czekała. Teraz cię kocham. Może nie powinienem tego mówić, ale tak jest. Jutro 

odjedziesz. Ja sam nie wiem, co się stanie jutro. Nie składam ci obietnic, których nie mogę 

dotrzymać. Ale nigdy cię nie zapomnę. Jeżeli tu wrócisz, przyjdę do ciebie. Będziesz wtedy 

starsza.

- A ty może już się ożenisz! - powiedziała z pretensją w głosie.

Grigorij potrząsnął głową.

- Na pewno nie. Tej  obietnicy dotrzymam. Antonia zapewniła go,  że przyjedzie  w 

przyszłym roku.

- Przyrzeknij mi, że zawsze będziesz o mnie dobrze myśleć! - poprosił nagle.

Była to jedyna prośba, jaką kiedykolwiek do niej miał.

background image

Obiecała mu to.

Rzuciła mu się jeszcze raz w ramiona, wyżebrała nowe pocałunki, gorętsze uściski - aż 

odsunął ją od siebie. Stanął przed nią z bólem w spojrzeniu i powiedział, że musi jechać.

Ich drogi się rozchodziły.

Wyruszyli dopiero nazajutrz wieczorem. Jednak Grigorij już nie przyszedł. Przecież się 

pożegnali.

Ale kiedy odjeżdżali, zobaczyła go stojącego na tle zachodzącego słońca.

Gdy chcieli ją wydać za mąż, stanęła dęba. Odmówiła. Wściekała się i płakała. Poddali 

się, wzdychając, że może jeszcze nie jest dojrzała. Nie wyglądała już na dziecko, lecz nadal 

była dziecinna, mówili.

Płaczem wymogła też pozwolenie na podróż na południe. Zauważyła, że jej łzy potrafią 

skruszyć opór jej ojca.

Piotr, brat Toni, tą samą metodą chciał osiągnąć coś przeciwnego - by nie musiał z nimi 

jechać. Płakał dwa razy głośniej, krzyczał aż do ochrypnięcia. Bez rezultatu. Co gorsza, ojciec 

uznał, że w wychowaniu takiego chłopaka niezbędna jest twarda ręka.

Pojechali razem - Antonia i Piotr.

Nic nie było tak samo. Już nigdy więcej tam nie pojedzie.

Grigorija nie było.

Zabrakło też wielu innych młodych mężczyzn.

Ludzie   odwracali   wzrok,   gdy   pytała   o   Grigorija.   Mówili,   że   o   nim   nie   wolno 

wspominać. Inni twierdzili nawet, że Grigorij Jakowlewicz nigdy nie przebywał w Kotłasie.

Jego   rodzina   nie   mieszkała   tam,   gdzie   dawniej.   Antonia   odnalazła   ich   na 

najnędzniejszym skrawku ziemi na obrzeżach Kotłasu. W domu, który raczej wyglądał na szopę 

dla zwierząt.

Ojciec Grigorija do nikogo już się nie odzywał. Wzrok miał zwrócony w głąb siebie, 

kark pochylony. Wybierał kamienie z pola, jak to robił od zawsze. Istniał. Ale tak naprawdę to 

nie żył.

Matka miała w oczach ból i gniew. Powiedziała, że Grigorij nie żyje.

- Nie ma co go nawet wspominać - rzuciła. - I tak niewiele był wart. To jemu możemy 

za to dziękować. Modliłam się na kolanach do Matki Boskiej. Płakałam, żałując, że go w ogóle 

urodziłam! Jego już nie ma. Nigdy nie było.

Pociągnął za sobą do powstania wielu młodych mężczyzn. Widział siebie jako nowego 

Stieńkę   Razina.  Chciał  zrobić   coś   dla   tych,   którzy  żyli   pod   carskim   uciskiem.  Chciał   ich 

uwolnić,   dać   im   ziemię,   zdjąć   podatek,   który   był   taki   sam   dla   większych   i   mniejszych 

background image

gospodarstw. Chciał dać chłopstwu prawa i przywrócić poczucie wartości.

Uważał, że można to zrobić jedynie z użyciem broni.

Ale nie udało mu się pociągnąć za sobą wystarczająco wielu. Chłopi od dawna byli 

ciemiężeni. Nie byli w stanie ponieść ciężaru walk tak niedługo po wojnie. Wszystkie rodziny 

utraciły jednego lub więcej synów w Wielkiej Wojnie Północnej. Nie mogły poświęcić ko-

lejnych. Nie wierzono, że Grigorijowi się powiedzie.

On zaś sądził, że rozgoryczenie chłopów to wystarczający powód, by chwycili za broń. 

Jednak strach przed utratą tego, co jeszcze mieli, był większy.

Jego grupa zmniejszyła się. Niektórzy sami się poddali. Inni polegli w walce. Jeszcze 

inni zostali ujęci.

Niektórzy po prostu zniknęli.

Rok później nikt już nie pamiętał Grigorija Jakowlewicza. Wszyscy mówili, że nie żyje. 

W każdym razie niektórzy tak sądzili. A reszta miała taką nadzieję.

Przyniósł im tylko nieszczęścia. Zabrał młodych, wabiąc ich na pewną śmierć. Przez 

niego jego rodzicom odebrano to, co mieli.

Właściciel wyrzucił jego rodzinę. Z litości zostawił im ten nędzny kawałeczek ziemi.

Później Tonią dowiedziała się, że litość pana miała swoją cenę: dwie młodsze siostry 

Grigorija.

Wziął je na służbę, ale także jako dziewki do łóżka.

Tonią zrozumiała, dlaczego Grigorij umarł dla Kotłasu.

Widziała go po raz ostatni czternaście lat temu. Trzynaście lat temu przepłakała całą 

drogę powrotną z Kotłasu do Archangielska.

Pogodziła się z jego śmiercią.

Nawet o nim zapomniała.

Umarła jej matka.

Tonią nadal była niespokojna, tęskniła za czymś nieokreślonym.

Nie przejmowała się ludzkimi językami. Ojciec stracił już na nią wpływ. Ona miała 

silniejszą wolę.

Antonia zapomniała, że ktoś kiedyś nazywał ją Antonettą.

Przysięgła sobie, że już nigdy nikomu się nie podporządkuje.

Nie znalazła mężczyzny równego sobie siłą charakteru. Takiego, który umiałby także 

dotrzeć do jej delikatnych cech bez łamania jej ducha.

Dopóki nie spotkała Jewgienija.

Ale ta ścieżka prowadziła donikąd.

background image

To nie jego szukała.

Uważała się za dorosłą. Sądziła, że potrafi się ustatkować.

Oleg   wzmocnił   tę   nadzieję.   Olga   jeszcze   bardziej.   Ale   w   głębi   duszy   nadal   nosiła 

niepokój. Potrzebę wolności.

Wasilij dostrzegał to u niej. Rozpoznał to, bo był do niej podobny.

Ale Grigorij był tylko jeden.

Dzieliła ich połowa życia, Tonią jednak nadal drżała, gdy pomyślała o nim. Drżała jak 

wtedy, gdy wyciągał ją z Suchony.

background image

6

Olga wstała, zanim Tonią zasnęła na dobre. Drzemała wsparta o stół i tylko na chwilę 

odpłynęła w sen pozbawiony marzeń.

Na cóż jej sny?

Antonia wzięła się w garść, dołożyła do paleniska i ugotowała kaszę dla dziecka i siebie. 

Zagadywała Olgę i robiła wszystko to, co zwykle, jakby we śnie. Olga zauważyła, że coś jest 

nie tak.

-   Mamo,   jesteś   zła?   -   spytała,   patrząc   na   nią   uważnie   swymi   wielkimi,   ciemnymi 

oczami. Trzymała w ustach palec, jakby miał jej pomóc w zrozumieniu dorosłych.

Antonia padła przed Olgą na kolana i otworzyła ramiona. Przytuliła mocno córeczkę. 

Poczuła, jak bardzo jest jej, żyjąca, ciepła.

-   Nie   jestem   zła,   malutka   -   powiedziała   i   pocałowała   oba   krągłe   policzki   córki. 

Pocałowała też jej czubek noska i czoło. Potargała ciemną grzywkę. Udało jej się wywołać 

uśmiech na twarz dziecka.

- Mama nie spała zbyt dobrze - wytłumaczyła. - Dlatego jest nie w sosie. Wiesz, że 

mama jest jak zły pies, gdy się nie wyśpi...

Olga pokiwała główką. Przyjęła to wytłumaczenie. Antonia zastanawiała się, jakie myśli 

przechodzą jej przez głowę.

- Miałaś zły sen? - spytała Olga, marszcząc brwi. To rzeczywiście było niczym zły sen, 

koszmar. Ale nie tylko. Niosło też w sobie napięcie.

- Tak, miałam - odpowiedziała.

- To powinnaś przyjść do mnie, mamo! - rzekła córka. - Dobrze być we dwójkę, gdy się 

ma zły sen.

Była taka mała, a taka mądra!

Antonia znów ją uścisnęła. Zapragnęła, by jej życie było tak proste, jak się wydawało jej 

dziecku. Zapragnęła być spokojna i wolna od dziwnych tęsknot.

Życzyła Oldze z całego serca, by tego niepokoju po niej nie odziedziczyła.

Jewgienij przyjechał jeszcze przed woźnicami.

Antonii zbierało się na śmiech. Zastanawiała się, czy to może wywołać plotki. Jej one 

nie przeszkadzały, a i Oleg nie przejąłby się pogłoskami łączącymi imię jej i Jewgienija. To 

innego imienia nie wolno było wymieniać.

- Dobrze się czujesz? - spytał, jeszcze zanim zamknął za sobą drzwi.

- Mama miała zły sen - oświadczyła Olga, podskakując na ławie.

background image

Jewgienij uniósł dziewczynkę aż pod sufit swoją jedną ręką. Wyrobił w niej taką siłę, że 

aż to zadziwiało Tonie. Nie pojmowała, jak to jest możliwe. Może chciał sobie w ten sposób 

coś udowodnić?

- Zły sen? - zdziwił się, stawiając dziecko na ziemię.

Tonią przejechała dłonią włosy. Ostatni raz czesała się poprzedniego wieczoru, jeszcze 

zanim przyszedł Wasilij. Wydawało jej się, że od tamtej pory upłynęła wieczność.

- Wybacz mi szczerość, ale rzeczywiście wyglądasz okropnie, Toniu.

Tonią pokiwała głową. Mogła to sobie wyobrazić. Palce Jewgienija pogładziły skórę 

pod jej oczami, ujęły pod brodę i uniosły twarz. Spojrzał jej głęboko w oczy.

- Raija obudziła mnie w nocy, mówiąc, że coś złego się z tobą dzieje - powiedział cicho 

i z naciskiem. - Już dawno jej takiej nie widziałem - dodał. - Chyba od czasów Jumali. Usiadła 

w łóżku i chciała od razu jechać do ciebie. Chciała, żebym chociaż ja pojechał. Pół nocy ją 

przekonywałem. Musiałem w końcu obiecać, że zjawię się tu z samego rana. Co się stało?

Do domu wpadł jeden ze stajennych Toni, niemal potykając się o próg. Znieruchomiał 

jak słup soli, gdy dostrzegł Jewgienija tak blisko pani.

- Przepraszam... - wykrztusił w końcu. Jewgienij podszedł do okna. Udało mu się skryć 

uśmiech, ale niczego nie tłumaczył. Właśnie to wzbudziłoby podejrzenia. Tylko przyłapani na 

gorącym uczynku czują potrzebę usprawiedliwiania się. Niewinni mogą zachować milczenie.

Antonia też nic nie powiedziała. Policzki miała blade.

- O co chodzi? - spytała tonem ostrym jak kolce róży.

- Stajnia, pani Antonio - zająknął się chłopak, patrząc to na nią, to na Jewgienija. - 

Stajnia była otwarta. Ktoś rozwalił zamek!

Pokiwała głową niemal w roztargnieniu.

Jewgienij odniósł wrażenie, że stajenny powiedział Toni coś, o czym już wiedziała. Na 

jej twarzy nie odmalował się nawet cień zdziwienia.

To nie było do niej podobne.

Konie stanowiły dla niej sens życia.

- Czy coś zginęło? - spytała. - Czy coś się stało któremuś koniowi?

Chłopak potrząsnął głową przecząco. Pocił się ze zdenerwowania.

Antonia wzruszyła ramionami.

- Spraw nowy zamek. To pewnie był ktoś, kto nie miał nic lepszego do roboty. Nie ma o 

co robić szumu, prawda? Jeżeli to jacyś chłopcy, pewnie już mają dosyć wrażeń. Raczej nie 

wrócą. Nowy zamek to nie majątek. Najważniejsze, że konie są całe i zdrowe.

Stajenny pokiwał głową. Wycofał się, mrucząc, że zaraz pójdzie po zamek i że nie, 

background image

koniom nic się nie stało.

- Czy to część twoich złych snów? - zastanawiał się Jewgienij. Patrzył na Tonie równie 

badawczo jak niedawno Olga. Ale rozumiał więcej niż mała. - To cię nie zdziwiło, prawda?

Antonia wzruszyła ramionami.

- Raija coś czuła - drążył Jewgienij. - Powiedziała coś dziwnego. Ze ją wołałaś...

Antonia zamknęła oczy.

A więc mogła dotrzeć w ten sposób do Raiji! Przestraszyło ją to bardziej, niż chciała 

przed sobą przyznać. Ale napełniło też poczuciem bezpieczeństwa. To było wspaniałe.

Nie była całkiem sama. Istniały między nimi dwiema więzi niewidoczne dla oka.

-   Wołałam   ją   -   odparła  spokojnie,   patrząc   Jewgienijowi   prosto  w  oczy.  -   Był   taki 

moment w nocy, gdy się strasznie bałam. Wszystko we mnie krzyczało, by Raija - Raisa mnie 

usłyszała. Ze musi mnie usłyszeć. Bo jeśli coś by się ze mną stało...

Antonia zamilkła.

- To nie Wasilij? Dziewczyna zaprzeczyła z czułym uśmiechem na ustach.

- To już skończone, Jewgienij. Minęło. Nie wrócimy do tego już nigdy.

Mężczyzna odetchnął z ulgą. Nie mógłby spojrzeć Olegowi w oczy, gdyby ów romans 

trwał nadal. Trudno byłoby zachować przyjaźń obu stron.

- Ale nie spałaś w nocy - stwierdził.

- Niewiele - przyznała Tonią. - Nie kładłam się spać. W głowie miałam zbyt dużo myśli. 

Wasilij przyszedł i wyszedł w nocy. Trudno było nam zerwać, mimo że to nie znaczyło zbyt 

dużo.

Jewgienij skinął głową, ale nie uwierzył, że to cała prawda. Antonia nie miała żadnego 

powodu, by się bać Wasilija. A przecież mówiła, że się bała!

- Nic więcej nie powiesz? Powoli pokręciła głową. Jewgienij nie pamiętał, by kiedyś tak 

wyglądała. Jej twarz nosiła ślady nieprzespanej nocy: miała podkrążone oczy, wyraźnie po-

bladła. Włosy, zwykle tańczące swobodnie wokół głowy, były potargane.

Mimo to - promieniała. Wyglądała, jakby zdeptało ją stado dzikich koni, lecz mimo to 

promieniała. Światło pochodziło z jej wnętrza, dodawało jej urody.

Nigdy nie była taka przy nim. Nigdy z takim ogniem nie patrzyła też na Olega. To było 

coś nowego. Jewgienij zaniepokoił się.

- To nic niebezpiecznego - zapewniła go, jakby czytając w jego myślach. - Przez chwilę 

tak   sądziłam,   ale   już   teraz   wiem.   Po   prostu   potrzebuję   kilku   dni   spokoju.   Muszę   coś 

przemyśleć. Pozdrów Raiję - Raisę i przekaż jej to. Powiedz, że cieszę się, że moje wołanie do 

niej dotarło. Ze to dużo dla mnie znaczy. Dowodzi, że jesteśmy sobie bliskie. Nie będę naduży-

background image

wała tej niezwykłej łączności między nami, ale wiem, że mogę się nią posłużyć.

-   Może   jednak   przyjedziesz   do   nas?   -   spróbował   jeszcze   Jewgienij.   -   U   nas   jest 

spokojnie.   Nie   musisz   widywać   tych,   których   nie   chcesz.   Nie   mamy   wielu   gości,   wiesz 

przecież. Głównie ty do nas zaglądasz.

Uśmiechnął się.

Antonia odpowiedziała bladym uśmiechem.

- Tu też jest spokojnie. A ja potrzebuję odgłosów Archangielska. To mam we krwi. 

Lubię stukot końskich kopyt. Moje serce bije w rytm ich kłusa. Potrzebuję tego. Po prostu, 

przez kilka dni was nie odwiedzę...

- ... i nie chcesz, byśmy cię odwiedzali? - dokończył za nią Jewgienij.

Antonia pokiwała głową.

- Nie chciałam tego powiedzieć wprost.

- To nie ma znaczenia. Raija i tak zrozumie - stwierdził Jewgienij. - Raija też ma swoje 

nastroje. Ech, kobiety!

Z rezygnacją potrząsnął głową, ale w jego oczach czaił się niepokój.

- Jesteś pewna, że wszystko jest w porządku? - upewnił się jeszcze.

Antonia zapewniła go, że tak.

Odetchnęła z ulgą, gdy odjechał. Nie było łatwo go oszukać. Czuł, że coś nie do końca 

się zgadza Antonia łudziła się tylko nadzieją, że nie zechce dociekać prawdy.

- Wujek Jewgienij był jakiś dziwny! - stwierdziła Olga. Miała bystre oko do ludzi. - Ty 

też jesteś dziwna, mamo!

- Może - rzuciła Tonią i zaczęła sprzątać ze stołu. Musiała zacząć działać. Pozostał jej 

tylko dzień i pół nocy.

Zastanawiała się, gdzie on teraz jest. O czym myśli. Jakie ma plany.

Nie przeszkadzało jej, że się ukrywa. Nie zważała na to, że mógł mieć ku temu poważne 

powody.

Wszystko jedno, co zrobił. Dla niej nadal był Grigorijem.

Jeżeli cały świat zapomniał, kim był Grigorij Jakowlewicz, to ona pamiętała. Nie zaprze 

się go. Ona jako jedyna nie wydałaby go władzom.

To przerażające, że nadal tak dobrze ją rozumiał. Przecież spędzili ze sobą zaledwie 

kilka tygodni lata tak dawno temu. Antonia nawet nie wiedziała, czy go dobrze pamięta. Nie 

sądziła, że będzie taki sam jak wtedy, gdy kochała go z gwałtownością uczuć piętnastolatki. 

Była wówczas dziewczyną, ale poznał ją na tyle dobrze, że wiedział, jak zareaguje jako dorosła 

kobieta.

background image

Wtedy miał dwadzieścia pięć lat. Teraz - trzydzieści dziewięć.

Antonia nie umiała go sobie wyobrazić.

Przecież w jej przekonaniu od dawna nie żył. Jego obraz nie wyblakł, lecz tak długo 

leżał   ukryty,   że   przysypała   go   gruba   warstwa   kurzu.   Antonii   trudno   było   zdmuchnąć   tę 

warstwę. Trudno wyobrazić sobie twarz starszą o czternaście lat. Starszą o wiele doświadczeń.

Musiał znieść wiele bólu. Zastanawiała się, czy bruzdy wyżłobiły mu policzki. Czy oczy 

nadal miały wewnętrzny żar...

Uciekła od dalszych myśli. Zaczęła sprzątać dom.

Szorowała tak, aż poczerwieniały jej ręce. Nosiła wodę tyle razy, że młody chłopak 

stajenny zaofiarował jej swoją pomoc.

- Damy nie powinny dźwigać takich ciężarów - oświadczył z galanterią.

Po wniesieniu po raz czwarty wiader wydyszał:

- Nie rozumiem, jak dajecie radę. To ciężkie jak diabli!

- Musimy dawać radę - oświadczyła Tonią sucho. - Matki, żony i siostry po prostu 

muszą. Bez wody nie ma domu. Czy kiedyś o tym myślałeś, chłopcze?

Potrząsnął głową.

- A zauważyłeś, ile starych kobiet ma pochylone plecy? - pytała dalej.

Znów zaprzeczył. Czuł, że pani o coś go oskarża. Antonia wzięła głęboki oddech.

-   Bardzo   ci   dziękuję   -   powiedziała   takim   tonem,   że   chłopak   jeszcze   bardziej   się 

zmieszał. Pobiegł do stajni, pogwizdując.

A więc nadal umie zbić mężczyzn z tropu. Nawet takich młodzików jak ten.

Tonią uśmiechnęła się do siebie, zakładając kosmyk włosów za ucho. Każdego innego 

dnia by jej to pochlebiło. Ale nie dziś. Nie po nocy, gdy do drzwi zapukał nieznajomy chłopak.

Nie mógł być dużo starszy od tego tu. Ale jego oczy były o wiele starsze. Widziały o 

wiele więcej rzeczy, o których nawet nie chciała myśleć.

Tonią westchnęła.

Zagrzała wodę. Wyszorowała pokoik leżący w głębi domu. Był tak mały, że miało się w 

nim poczucie strachu przed zamknięciem.

Ale wystarczająco duży, by kogoś w nim ukryć. Uważała, że Grigorij jakoś to zniesie. 

Rozumiała, że przyzwyczajony był do życia innego niż zwykłe.

On nigdy się nie bał. Bez wahania wskoczył w spienioną Suchonę, by ją ratować.

Posłała na podłodze. Będzie mu to musiało wystarczyć. Nie prowadzi przecież gospody, 

on   z   pewnością   to   zrozumie.   I   tak   ściąga   jej   na   głowę   kłopoty.   Na   pewno   nie   oczekuje 

puchowych pierzyn...

background image

Tonią zamknęła za sobą drzwi. Oparła się o nie. Czuła, że niesprawiedliwie go ocenia.

Grigorij spałby tak samo smacznie na podłożu z mchów, jak na puchu.

Ostatnimi latami nie słyszała o żadnych buntach. Pewnie rozstał się z marzeniami... 

Zastanawiała się, czego dokonał. Czy się zmienił. Nie mógł żyć w ukryciu przez czternaście lat. 

Nie mógł też żyć jak inni.

Nie był do tego stworzony.

Jego   żywioł   to   szaleństwo,   podejmowanie   wyzwań,   przed   którymi   inni   się   cofali. 

Urodził się, by skakać w spienioną wodę pełnej wirów rzeki.

Codzienność nie była dla niego.

Antonia   przełknęła   ślinę   i   stwierdziła   sama   przed   sobą,   że   nie   pasuje   już   do   tego 

mężczyzny.

Stała się zwyczajna.

-   Jaka   ona   jest,   Anastas?   -   spytał   Grigorij.   -   Opowiedz,   jak   wygląda!   Opowiedz 

dokładnie, niczego nie pomijaj! Chcę wiedzieć wszystko...

Chłopak   westchnął.   Siedzieli   ramię   przy   ramieniu   w   dziurawej,   pełnej   przeciągów 

szopie na skraju lasu. Było zimno i wilgotno.

Zjawił się jeszcze pod osłoną mroku. Dobrze widział w nocy, lepiej niż pozostali. To 

także dzięki temu zasłużył na zaufanie przywódcy.

Już dwa razy opowiedział o spotkaniu, mimo że wrócił, powłócząc nogami. Grigorij 

odmówił mu spoczynku, zanim wszystkiego nie opowiedział. Wysłaniec przekazał rozmowę z 

Tonią słowo po słowie. Zapamiętał wszystko; to była jeszcze jedna jego pożyteczna cecha.

- Nadal ma takie ciemne loki?

- Tak - odparł Anastas, zmęczony. Niewielu z jego towarzyszy odważyłoby się przyznać 

wobec Grigorija do zmęczenia. Niewielu sprzeciwiłoby się jego sądom. Anastas się nie bał. A 

był   znużony.   Podróż   do   Archangielska   w   nocy   nie   była   łatwa.   Potrzebował   odpoczynku. 

Grigorij wiedział o tym doskonale, lecz mimo to żądał opowiedzenia tego samego kolejny raz.

- Już to mówiłem - stwierdził chłopak. - Pewnie możesz już ją sobie wyobrazić. Możesz 

sam powtórzyć naszą rozmowę. Przekazałem ci ją dwa razy.

- Tak, mówiłeś to samo dwa razy - przyznał Grigorij, wzdychając, z cieniem uśmiechu 

w głosie.

Też czul zmęczenie. Ostatnie tygodnie były ciężkie. Ale to niemal z własnej winy stał 

się celem pościgu. Sam się pogrążył.

Był zmęczony.

Ale nie mógł zasnąć.

background image

Ona była za blisko.

- Dobrze opowiedziałeś - westchnął. - Już dam ci spokój.

Zamilkł. Ale nie na długo.

- Powiedz mi tylko - poprosił - powiedz tylko, ale szczerze: czy jest ładna? Kiedyś była 

najsłodszą dzieweczką. Niczym pączek kwiatu... Tak, śmiej się, śmiej, Anastas! Ja też wtedy 

nie używałem takich słów. Byłem starszy od ciebie, ale jednocześnie jeszcze za młody. Dzisiaj 

już mogę. Myślę, że ona jest teraz dwa razy ładniejsza. Nie mogę sobie wyobrazić, że może być 

inaczej. Taki pączek musiał się rozwinąć w najpiękniejszy kwiat... Anastas przewrócił oczami.

- Ona jest oczywiście dla mnie za stara - rzucił tak, by Grigorij odebrał to jako żart. - 

Jest ładna. Bardzo ładna. Ale zapomina się o tym. W niej jest coś jeszcze, coś pochodzącego z 

wnętrza. Coś, co mało która kobieta ma. Ona może być stara czy brzydka, ale mimo to będzie 

umiała uwieść młokosów. Jeśli tylko będzie chciała...

- A więc nie jesteś tak całkiem odporny, mój drogi Anastasie? - żartował Grigorij. W 

jego głosie słychać było rodzaj dumy, który chłopakowi wydał się niestosowny. - Za stara dla 

ciebie, co? - zaśmiał się, zadowolony. - I miała gościa?

Anastas nic już nie rozumiał. Pytanie dotyczyło przecież kobiety, za którą Grigorij 

tęsknił tak długo. Gdyby on znalazł się w jego sytuacji, na pewno nie śmiałby się na wieść, że 

Antonia ma kochanka.

- Był u niej jakiś mężczyzna - odparł. - Jej mąż wypłynął w rejs. A ten był w środku tak 

długo, że pewnie zdążyli zrobić coś, czego nie wypada mi wspomnieć...

Grigorij zamknął oczy. Na ustach błąkał mu się uśmiech.

- Nadal ma gorącą krew - mruknął bardziej do siebie niż do towarzysza. - J u ż wtedy to 

wiedziałem. Boże, mam tylko nadzieję, że ta gorąca krew nie przysporzyła jej bólu. Ona rzadko 

niesie ze sobą coś dobrego.

Zmienił temat.

- Spij, Anastas. Potrzebujesz snu. Powinieneś być wypoczęty, bo inaczej to gubernator 

mnie przenocuje. A tego raczej nie planowałem...

Anastas już prawie zasypiał, gdy usłyszał udręczony szept Grigorija:

- Moja Antonetto, tak często żałuję, że nie wybrałem ciebie...

Nadal jeszcze mieli dużo czasu do nocy.

background image

7

Dzień jej się dłużył. Wieczór był jeszcze gorszy. Trudno przyszło zagonić Olgę do 

łóżka. Mała pewnie odgadła, że ten dzień jakoś różnił się od innych. I że coś jeszcze ma się 

wydarzyć. Dzieci dobrze wyczuwają zmiany atmosfery, dlatego trudno je okłamywać.

Antonia   wiedziała   o   tym.   Była   cierpliwa.   Pozwoliła   Oldze   na   więcej   niż   zwykle. 

Wytrzymała jej marudzenie. Olga tym bardziej zrozumiała, że to nie jest zwykły dzień. Ale 

wreszcie zasnęła.

Antonia   odetchnęła   z   ulgą.   Dokładnie   otuliła   dziecko,   ucałowała   w   oba   policzki   i 

wyśliznęła się do kuchni.

Poprzysięgła sobie, że nie będzie dziecinna. Ze nie będzie kokieteryjna. Dziewczyna, 

którą dawno temu Grigorij wyciągnął z Suchony, była naturalna, nie zmanierowana, nie umiała 

się stroić. Kiedyś nie musiała. Nawet nie chciała próbować.

On ją kochał taką, jaka była.

No i nie zmieniła się za bardzo. Nadal uważała, że to głupio chodzić w spódnicy, choć 

coraz więcej lat dzieliło ją od czasów, gdy zakładała spodnie. W spodniach czuła się wolna. 

Spódnica zawsze jej zawadzała.

A te sztywne, przyzwoite kołnierzyki sięgające niemal do uszu... Dusiły ją. Używała ich 

tylko, gdy musiała udowodnić Olegowi i światu, że jest poważną małżonką. Dla Olega ubierała 

się w to, co ludzie uważali za przyzwoite.

Ale dziś miała ochotę się wystroić. Ją samą to zadziwiło. To było tak niepodobne do 

Antonetty. I odbiegało od tego, co sama o sobie myślała.

Nie chciała, by patrząc na jej strój, Grigorij wyciągnął fałszywe wnioski. Nie chciała, by 

uznał, że starała się zrobić na nim wrażenie.

Minęło czternaście lat.

Nie było go tam następnego roku.

Musiał już wcześniej wiedzieć, że tak właśnie się stanie.

Wskazywało   na   to   pożegnanie.   Już   wtedy   musiał   mieć   wizję   tego,   co   zamierzał 

zdziałać. Na pewno wierzył, że czyni słusznie, Grigorij już taki był. Antonia wiedziała, że 

musiał w to wierzyć całym sobą. Nie wciągałby innych w coś, o czym by nie był przekonany, 

że się powiedzie. Na pewno chciał zdziałać coś dobrego. I tak bardzo się pomylił...

Oczywiście, nie mogła długo wytrzymać, siedząc. Powiedziała do siebie, że musi coś 

robić, by nie zwariować. Na pewno nie z tego powodu, że ma przyjść Grigorij. Nie dla niego. 

Nie dlatego, że on był jej pierwszą miłością i pierwszym zawodem. To nie miało z tym nic 

background image

wspólnego...

Tak sobie wmawiała.

Sprzątała. Przetarła stół chyba tuzin razy. Zamiotła podłogę tyle samo razy. Umyła 

twarz i dłonie. Zdjęła swoje codzienne ubranie i starannie złożyła. Wzięła do ręki bluzkę, którą 

uszyła sobie Tatiana, ale którą w końcu dała jej. Antonia jeszcze jej nigdy nie miała na sobie, 

bo się nie mogła odważyć. Do cerkwi była zbyt strojna. Miała głęboko wykrojony dekolt, 

falbanki wokół niego i przy mankietach.

Uznała, że dzisiaj ją założy.

Czuła, że to idealna okazja. Nie powtórzy się więcej. Wciągnęła bluzkę przez głowę, bo 

nie chciało jej się rozpinać do końca guzików. Były drobniutkie, błyszczące kolorami tęczy. 

Zastanawiała się, skąd Tatiana je wzięła i w ogóle dlaczego uszyła sobie tę bluzkę.

Odświętna spódnica Toni była czarna, z ciężkiej wełny. Nie nadawała się.

Wybrała inną - w której kiedyś mogłaby przetańczyć całą noc. Także odziedziczona po 

Tatianie. Szeroka, płomiennie czerwona, ze złotymi i niebieskimi haftami biegnącymi wzdłuż 

brzegu.

To bynajmniej nie była spódnica, w której mogłaby pójść do cerkwi. Nawet nie powinna 

mieć jej na sobie jako żona Olega Jurkowa. Założyła ją. Z zadowoleniem zauważyła, że z 

łatwością   zapięła   się   w   pasie.   Gdy   kiedyś,   dawno   temu,   ją   mierzyła,   była   za   ciasna.   Po 

urodzeniu Olgi Tonią szybko straciła obfite kształty, była nawet szczuplejsza niż przedtem.

Zrobiła kilka tanecznych kroków i zaśmiała się do siebie.

Chyba całkiem zwariowała!

Nie miała paska. Mogła owiązać się jakąś chustką albo...

Przełknęła   ślinę.   Po   chwili   wyciągnęła   drewnianą   szkatułkę,   którą   jej   kupił   ojciec 

pierwszego lata w Kotłasie. Szkatułkę z Wielikiego Ustiuga. Nigdy nie dostała skrzyni na 

wiano, tylko tę szkatułkę na kosztowności. Nie miała co prawda zbyt wiele do schowania. Nie 

było jej pisane życie w bogactwie. Zresztą nie zależało jej na biżuterii. Nigdy nie czuła się 

dobrze z ozdobami, przeszkadzały jej.

Ale miała jeden skarb.

Skarb, który ukryła w szkatułce zaraz potem, gdy ją dostała. Przez całe lata jej nie 

otwierała właśnie dlatego, że zawierała jedyną namacalną pamiątkę po tamtym lecie w Kotlasie. 

Pamiątkę po tym, co jeszcze się w niej żarzyło. Co tak bardzo bolało.

Antonia otworzyła szkatułkę. Podeszła do stołu i usiadła na ławie. Nogi odmówiły jej 

posłuszeństwa.

Przesunęła palcami po namalowanych kwiatach. Nie były to kwiaty, które można by 

background image

odnaleźć na letniej łące. Takie kwiaty mogły powstać tylko w wyobraźni artysty. Były zbyt 

równe, o zbyt idealnych kształtach jak na rzeczywiste. Natura nigdy nie stwarza rzeczy bez 

błędu. Czemu? To tajemnica Stwórcy.

Mimo to lubiła te malowidła. Pamięta chwilę, gdy wybrała właśnie tę szkatułkę spośród 

setek innych.

W Wielikim Ustiugu były cztery targowiska. Sprawiały wrażenie, że to jest wielkie 

miasto, prawie jak Archangielsk. Obejrzeli stragany ze skrzyniami na wszystkich targowiskach. 

Dwa razy. Ojciec zaczynał już tracić cierpliwość. Ale ona musiała obejrzeć wszystkie. I to 

dokładnie.

Antonia zdawała sobie sprawę, że ojciec nieczęsto ofiarowywał takie prezenty.

Wybrała   szkatułkę   z   czerwonymi   i   niebieskimi   kwiatami.   Z   odblaskiem   złota   na 

listkach.

Wielikij Ustiug słynął z malowania na drewnie na całą Rosję.

Antonia oderwała wzrok od kwiatów.

W szkatułce ukrywała swój jedyny skarb.

Wypłowiałą,   tkaną   tasiemkę,   którą   Grigorij   wiązał   włosy,   zanim   dała   mu   pleciony 

rzemyk.

Antonia zamrugała, by odgonić łzy.

Dawno nie widziała tej tasiemki. Wyjęła ją ostrożnie i przyłożyła do policzka. Przez 

moment niemal czuła zapach drzew i rzeki.

Suchona. Brzeg Suchony - mech i sięgające ziemi gałęzie. Ich gorące pieszczoty ukryte 

przed niepowołanymi oczami.

Wspomnienie ogarnęło ją tak silnie, że nie mogła powstrzymać łez. Popłynęły strużkami 

po jej policzkach.

Nie ocierała ich.

Przewiązała się tasiemką Grigorija w pasie.

Potem już tylko czekała.

Nadeszli cicho jak podmuch nocnego wiatru.

Antonia usłyszała ich, mimo to zmusiła się do siedzenia.

Lampę miała zgaszoną, płonął jedynie ogień na palenisku. Nikt nie mógł zauważyć, że 

ta noc różni się od innych.

Chłopak wszedł pierwszy. Ubrany był tak samo jak poprzednio. Uśmiechnął się do niej 

blado i wprowadził tego drugiego.

Antonia wstała.

background image

Nie mogła dłużej siedzieć.

On potrzebował pomocy.

Potrzebował jej pomocy.

Jedno udo miał obandażowane. Bandaże przesiąkły krwią. Antonia zdążyła zauważyć, 

że z trudem staje na tej nodze.

Jej spódnica tylko zafurkotała, gdy podbiegła do przybyszów. Już była koło Grigorija. 

Objęła go w pasie i podparła z drugiej strony.

Jego twarz odwróciła się ku niej jakby pytająco, jakby nie był pewien, czy Tonią tu jest.

Szorstka dłoń pogładziła przez moment jej policzek.

Weszli do środka. Chłopak zamknął drzwi.

Podprowadzili go do ławy. Usiadł ciężko.

Antonia musiała go puścić. Zrobiła to z niechęcią. Pozostało jej uczucie pustki.

- To już tyle lat, Antonetto - odezwał się jakże znajomym głosem.

Opadła na kolana obok niego. Przyłożyła policzek do jego zdrowej nogi. Uścisnęła dłoń.

Nawet nie chciała ukrywać, że płacze.

Gładził ją po włosach. Ale nic więcej nie mówił. Tylko gładził ją po włosach.

Ktoś odchrząknął przy drzwiach. Chłopak stał tam nadal, jakby chciał rozpłynąć się w 

mroku.

- Będziesz mogła wytłumaczyć jednego konia więcej w stajni? - spytał. - Nie chcemy, 

byś się niepotrzebnie narażała. Nikt nie powinien zadawać pytań.

Tonią oderwała się od Grigorija.

Z trudem odwróciła się od niego plecami.

Udało jej się nieco uporządkować swoje uczucia, uspokoić się. Stać się ponownie tą 

Antonią, która dawała sobie ze wszystkim radę. Która umiała wszystko usprawiedliwić.

Zdjęła klucz z półki.

Ten sam stajenny, który zameldował o zepsutym zamku, przyniósł jej wczoraj klucz do 

nowego.

Wręczyła go chłopakowi.

- Nie warto, byś znów się włamywał - rzuciła żartobliwie.

Odpowiedział   jej   szybkim,   niepewnym   uśmiechem.   Tonią   nie   przypuszczała,   że   on 

kiedykolwiek   okaże   jakiś   znak   słabości,   delikatności   uczuć.   Mimo   swego   młodego   wieku 

wydawał się pewny siebie i obojętny.

- Mogę przespać się w stajni? Chyba żaden z twoich ludzi tam nie nocuje?

Potrząsnęła głową.

background image

- Może mógłbym uchodzić za nowego woźnicę? Zastanowiła się.

- Nie potrzebujemy nowych - stwierdziła w końcu. Kusiło ją, by się zgodzić, ale to nie 

była zabawa.

Tu chodziło o życie.

Musiała umieć wytłumaczyć zmiany jak najbardziej przekonująco.

- Muszę się przespać - mówił chłopak. - Pojedziemy dalej. Nie zostaniemy długo, tylko 

tyle, ile on potrzebuje na odpoczynek. I ja na sen.

Antonia zastanowiła się. Dobrze się zastanowiła. Nie mogła wciągać w to Raiji. Nie 

mogła narażać Olega i Jewgienija.

Był tylko jeden ktoś, na kim mogła polegać i kto nie bał się niebezpieczeństw.

-   Wprowadź   konia   i   daj   mu   siana   -   powiedziała.   -   Jego   pojawienie   się   potrafię 

wytłumaczyć. Ale ty nie możesz tu zostać. Moi ludzie cię odkryją. Nie chcę ich narażać. To nie 

byłoby uczciwe.

Zamilkła. Popatrzyła chłopakowi w oczy. Starała się nie pamiętać o obecności Grigorija.

-   Mam   przyjaciela,   u   którego   możesz   przenocować.   Zgodzi   się,   gdy   powiesz,   że 

przychodzisz ode mnie. Umie dotrzymywać tajemnicy.

- Czy możesz go w to wciągnąć?

- Potrzebujesz snu, prawda? Musisz się ukryć. A na nim można polegać. On zrozumie, 

nawet nie trzeba mu nic tłumaczyć. To zależy od ciebie. Jeżeli pozdrowisz go ode mnie i 

poprosisz o nocleg, zrobi to i tak.

Chłopak pokiwał głową.

- Powiedz mi, gdzie on mieszka. Antonia opisała mu drogę do domu Wasilija.

- Zatrzymam klucz - rzucił jeszcze chłopak. - Może będę go potrzebował.

Antonia pokiwała głową. Zaschło jej w ustach. Nie odważyła się spojrzeć na Grigorija. 

Bała się pomyśleć, jakie mógł wyciągnąć wnioski o niej. O dorosłej Antonii.

Bała się, że może się na niej zawiódł.

- W razie czego powiem, że go zapodziałam. Zamknęła za chłopakiem drzwi na zasuwę. 

Stanęła oparta plecami o drzwi. Potrzebowała oparcia. Potrzebowała chwili w mroku, żeby on 

nie zauważył, jakie uczucia malują się na jej twarzy. Zawsze wiedziała, że są widoczne. Poza 

tym istnieli tacy, wobec których nie umiała niczego udawać.

Tacy jak Grigiorij.

Przełykała ślinę, lecz nie umiała znaleźć słów, by mu przekazać swoją radość, że go 

widzi. Jakie słowa byłyby zdolne przerzucić most nad tymi czternastoma latami rozłąki?

- Nie stój tam - poprosił. - Nie chowaj się przede mną, Antonio! Usiądź koło mnie! 

background image

Pozwól mi się dotknąć...

Oparła się dłońmi o gładkie drewno drzwi.

Podeszła do niego.

Jego twarz zwrócona była do niej, usta półotwarte. Wydawało się, że chłonął ją całym 

sobą, wszystkimi zmysłami.

Przechodząc koło niego, otarła się o jego kolana. Poczuła mrowienie w ciele.

Czyżby była martwa przez te lata? Czy nic nie czuła, od kiedy skończyła piętnaście lat? 

Czy pożądanie, które ją ogarniało, było fałszywe? Czyżby zapomniała, czym jest prawdziwa 

namiętność?

Usiadła obok niego. Jego dłonie odnalazły jej i uścisnęły.

Zawsze miał dobre dłonie. Silne i dające poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała o tym od 

tamtej chwili, gdy uczepiła się jednej z nich pośród spienionych wód Suchony. Tylko jego dłoń 

dzieliła ją wtedy od śmierci.

- Myślałam, że nie żyjesz - powiedziała, całując jego ręce. Zwróciła ku niemu twarz i 

wpatrzyła się w niego.

Postarzał się. Schudł. Nos, kości policzkowe, czoło wydawały się ostrzejsze, wystające. 

Policzki niemal zapadnięte.

Linia   włosów   podeszła   w   górę,   tak   jak   sądziła.   Widziała   to   u   ojca   Grigorija   i 

przeczuwała, że i on taki się stanie. Ale włosy miał długie i falujące.

Nadal nosił je zebrane na karku.

Nie odważyła się spytać, czy wiąże je jej rzemykiem. Sama zobaczy, gdy się odwróci.

- Myślałam, że nie żyjesz - powtórzyła cicho. Wzmocnił uścisk dłoni.

- Dla  większości  ludzi  byłem  umarły  -  rzucił  przez  zaciśnięte  zęby. Pochylił  kark. 

Unikał jej wzroku.

- Przyjechałam następnego lata - mówiła Antonia.

Myślami przeniosła się do tamtego czasu i nie czuła już bólu, wspominając go.

Nie była wtedy dzieckiem.

Uczucie, które się tamtego lata zrodziło między nimi, było mocne i szczere.

Chciała, żeby to wiedział. Pragnęła, by zrozumiał, że był kimś więcej niż obiektem jej 

szczenięcej miłości. Była wtedy świadoma swoich uczuć, na tyle dorosła, by mocno kochać.

-   Odstraszyłam   wszystkich   zalotników.   Potem   wypłakałam   i   wykrzyczałam   sobie 

pozwolenie na wyjazd do Kotłasu. Wreszcie pozwolono mi. Ale ciebie nie spotkałam. Wszyscy 

mówili, że umarłeś. Znalazłam twoją rodzinę. Twoja matka powiedziała mi, że nie żyjesz. Że 

nie powinnam o tobie nawet myśleć. Ze nie jesteś tego wart... Wszyscy powtarzali mi to samo. 

background image

A ja miałam tylko szesnaście lat...

Pokiwał   głową,   nie   patrząc   na   nią.   Antonia   uznała,   że   jemu   te   wspomnienia   też 

sprawiały ból.

-   Czasami,   Antonio,   gorzko   żałuję   wyboru,   którego   wtedy   dokonałem   -   wyznał   z 

trudem. - Może nie rozumiałem, jaką wartość ma rodzina. Kobieta, którą się kocha. Dziecięcy 

śmiech. Później nie miałem drogi odwrotu. Nie mogłem zawrócić i powiedzieć, że żałuję. Że 

nie wiedziałem, że to tak pójdzie. To było niemożliwe. Nie mogłem też pojechać do Archan-

gielska, zapukać do twoich drzwi i poprosić twojego ojca o twoją rękę. Zerwałem wszystkie 

więzy, gdy dokonałem tamtego wyboru, Antonetto. Oni mieli rację, gdy mówili ci, że ja nie 

żyję...

- Co takiego zrobiłeś? - spytała. - Jak żyłeś przez te wszystkie lata?

- W ciągłej ucieczce - odparł. - Uciekliśmy na południe. Rozproszyliśmy się. Niektórzy 

założyli rodziny, zaczęli nowe życie. Nawet ja przez jakiś czas uprawiałem kawałek ziemi. Ale 

miałem wiatr we krwi. Starałem się być dobrym rolnikiem. Mogłem tam pozostać, ożenić się... 

Ale to nie miało sensu.

Grigorij westchnął. Przez moment odwrócił ku Antonii twarz, ale nie spojrzał jej w 

oczy. Widać nie chciał się odsłonić. Nawet przed nią.

Trochę ją to zabolało, ale nadal trzymała jego dłonie w swoich.

-   Opuściłem   ziemię,   dom.   Nie   pozostawiłem   żadnego   długu.   Nikt   nie   prosił,   bym 

został...

Wzruszył ramionami na swój sposób.

-   Polowałem.   Łowiłem   ryby.   Żyłem   w  lesie,   sprzedawałem   futra   Pracowałem   przy 

wyrębie lasu. Spotkałem inne niespokojne dusze. Razem wędrowaliśmy tu i tam. Ujeżdżałem 

konie, dobrze mi to szło. Wtedy poznałem Anastasa.

Antonia po chwili zrozumiała, że Grigorij mówi o swoim młodym towarzyszu.

- Anastas urodził  się w bogactwie,  w rodzinie hodowcy koni. Niestety, jego ojciec 

zadarł   z   jednym   z   ministrów   cara   Piotra   Wielkiego.   Wyszperano   jakiś   jego   stary   dług   i 

zażądano uregulowania go z dnia na dzień. W pewien sposób to uczynił. Zastrzelił się. Majątek 

przeszedł na spłatę długu. Anastas i ja zabraliśmy najlepsze konie i uciekliśmy. To było pięć lat 

temu. On miał wtedy trzynaście lat. Od tamtego czasu żyjemy nieco na pograniczu prawa - 

stwierdził   Grigorij   z   krzywym   uśmiechem,   który   Antonia   tak   dobrze   pamiętała.   Wyglądał 

zupełnie jak kiedyś...

-   Nie   zrobiliśmy   nic   poważnego   -   tłumaczył   dalej.   -   Żyliśmy   z   dnia   na   dzień. 

Wędrowaliśmy   z   miejsca   na   miejsce.   Pracowaliśmy   przy   koniach,   gdzie   mogliśmy. 

background image

Sprzedawaliśmy futra i rąbaliśmy drzewa. No i zabieraliśmy trochę tym, którzy mieli dużo. 

Dzieliliśmy się z tymi, którzy mieli za mało. Bardzo wielu ludzi straciło wszystko, bo nie mogli 

zapłacić podatków. Ocaliliśmy kilka domów. Ocaliliśmy siebie. - Zamilkł na dłuższą chwilę, po 

czym powiedział: - Najbardziej żałuję, że nie mogłem pomóc tym, którym przede wszystkim 

powinienem. Mojej rodzinie. Trudno mi znieść, że to ja spowodowałem ich nieszczęście.

- Dlaczego was teraz ścigają?

- Starłem się z jednym z moich ludzi - westchnął. - Z moich stron. Był ze mną od 

samego początku... Poszedł do popa i wszystko mu opowiedział. A droga między popem a 

ludźmi gubernatora jest krótka! Od razu dla nich zmartwychwstałem. Oni aż za dobrze pa-

miętają nasz bunt. Od tego czasu było kilka mniejszych. Żaden z nich nie ucieszył cara ani 

carycy...

Zaśmiał się niewesoło.

-   Kilka   tygodni   temu   niemal   nas   dostali.   Podzieliliśmy   się   na   małe   grupki   i 

rozproszyliśmy.   Teraz   ja   opóźniam   wszystkich.   Postrzelono   mnie.   Chyba   wdało   mi   się 

zakażenie. Nie mogę stracić nogi! Kiedyś dostałem w głowę i straciłem już wiele...

- Obejrzę ranę - rzuciła Tonią. - Jeżeli noga naprawdę wygląda źle... znam kogoś, kto 

może będzie mógł ją uratować.

Grigorij oparł się o ścianę, wyraźnie odprężony.

- Jestem tak koszmarnie zmęczony - powiedział. - Jestem wyczerpany, Toniu. Nie mogę 

znieść myśli, że ich opóźniam. Że ja, przywódca, jestem dla nich ciężarem! Póki co nie mogę 

przekazać władzy Anastasowi. Jest jeszcze zbyt młody. To bystry chłopak, ale musi się jeszcze 

sporo nauczyć, zanim wtopi się w las. On też jest wyjęty spod prawa. Nie może wrócić do spo-

łeczeństwa,   nawet   jeśli   udowodni   swoje   prawo   do   tytułu   czy   nazwiska.   To   już   nie   ma 

znaczenia. Jesteśmy zbieraniną umarłych. I nie możemy zaznać spokoju. Zaśmiał się ponuro.

- Nie powinienem cię w to wciągać, Antonetto. Ale na nikim tutaj nie mogłem polegać. 

Nie znałem nikogo, kogo nie dałoby się ze mną powiązać. Dziewczynki, z którą tańczyłem pół 

życia temu, nikt nie pamięta. Nikt nie zna łączących nas więzów, Antonetto.

Milczała. On przywołał przeszłość jeszcze bliżej. Zrozumiała, że tak naprawdę nigdy 

nie była wolna. Zawsze istniały więzi pomiędzy nią a Grigorijem.

- Zostaniesz tu, aż będziesz mógł chodzić, Grigorij - rzekła. - Ukryję cię. Wszystko się 

uda, jeśli się tego chce. Raija wyleczy twoją ranę. Ona wiele umie!

Antonia mówiła coraz szybciej, problemy wydawały się coraz mniejsze. Poprosi Raiję o 

pomoc. Zrobi to dla niego.

- A czy ona umie przywracać wzrok? - spytał Grigorij cicho.

background image

Przez dłuższą chwilę Antonia nie rozumiała jego pytania. Wreszcie spojrzała mu w 

twarz. Odwrócił ją ku niej.

Miał szeroko otwarte oczy.

Jedno było jaśniejsze niż pamiętała, drugie takie samo jak dawniej.

Ale on nie skupiał spojrzenia. Jego wzrok prześlizgiwał się po niej.

Uśmiechnął się smutno. Skrzywił się w grymasie; to miał być znak, że już się pogodził 

ze swym kalectwem.

Umiał z nim żyć.

- W czasie buntu dostałem w głowę i straciłem wzrok w lewym oku - powiedział. - Ale 

dawałem sobie radę. Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Dwa tygodnie temu, gdy nas 

otoczyli,   postrzelili   mnie   w   udo.   Spadając   z   konia,   uderzyłem   o   korzeń   drzewa.   Gdy   się 

ocknąłem, wokół mnie panowała ciemność. Czasem udaje mi się dostrzec słońce, gdy mocno 

świeci. Pochodnię, gdy ją trzymają tuż przed moimi oczami. Ale poza tym ciemność. Nie widzę 

cię, Antonetto. Nie sądziłem, że może być coś gorszego od śmierci, ale teraz wiem. Oddałbym 

życie, by móc cię zobaczyć!

Antonia zarzuciła mu ręce na szyję, a on objął ją mocno.

Nie mogła go puścić.

background image

8

Wasilij sądził, że pukanie jest częścią jego snu. Odwrócił się na drugi bok, zamierzając 

spać nadal. Jednak pukanie nie ustało. Usłyszał, jak ktoś przyzywa go po imieniu.

Zerwał się na nogi. Zaspany, przeklinał tego, kto go budzi o tak nieprzyzwoitej porze. 

Nadal trwała noc, czuł to po sobie. Nigdy nie zasłaniał okien, widział więc, że ciemność jeszcze 

długo miała trwać.

- Kto tam, u diabła? - spytał gniewnie, otwierając drzwi. - Kim żesz ty jesteś? - dodał, 

widząc chłopaka za drzwiami.

- Przysyła mnie Antonia - odparł przybysz. Wasilij  drgnął i wpuścił go do środka. 

Zmierzył młodego spojrzeniem. Nie przypominał sobie, by go wcześniej widział.

Przyszły mu do głowy słowa Jewgienija. Że Antonia wydawała się tak... nieobecna 

duchem. I że ktoś wyłamał zamek do stajni. Pomyśleli z Jewgienijem to samo, ale żaden z nich 

nie zdradził się ze swoimi przypuszczeniami.

- Nie przybywasz przypadkiem z głębi kraju? Z okolic Wielikiego Ustiuga?

Chłopak nawet nie mrugnął okiem.

- Tak, pochodzę z głębi kraju, ale bardziej z południa. Potrzebuję noclegu na jedną noc. 

Może na dwie.

Antonia   nie   mogła.   Ma   dziecko.   Powiedziała,   że   trudno   byłoby   mnie   ukryć. 

Zaproponowała, bym udał się do ciebie, pozdrowił cię od niej i poprosił o nocleg. Wasilij 

obserwował przybysza. Był tylko chłopakiem, ale tak pewnym siebie, że Wasilija aż przeszył 

dreszcz. Wydawało się, że obcy jakby wywodził się z panujących, był kimś, dla kogo nie ma 

rzeczy niemożliwych.

- A więc to nie ciebie szuka gubernator? - spytał Wasilij.

- Mam na imię Anastas - odparł chłopak. Usiadł, zapytawszy uprzednio, czy może.

Żaden ze znajomych Wasilija by tego nie zrobił.

- Nie pochodzę z Wielikiego Ustiuga - dodał - ale sądzę, że ludzie gubernatora ze mną 

też chętnie ucięliby sobie pogawędkę.

- Naprawdę przysyła cię Tonią? Nie zmyślasz? Skąd ją znasz?

- Czy Antonia naprawdę ci wierzy? - spytał chłopak poważnie i czujnie. - Widziałem 

cię, jak od niej wychodziłeś wczoraj w nocy. To niekoniecznie oznacza wiele. Ona ma do ciebie 

zaufanie?

Wasilij zaklął siarczyście. Usiadł ciężko. Poczuł skrępowanie przed tym gołowąsem. W 

dodatku przepytał się i wiedział, kogo szukali ludzie gubernatora. Wiedział, kim jest człowiek z 

background image

Wielikiego Ustiuga.

- Sama cię tu przysłała, prawda? - Wasilij nie znalazł innej odpowiedzi.

Nadal nie rozumiał, dlaczego Tonią sama nie ukryła chłopaka u siebie. Przecież miała 

wolny pokoik za kuchnią. Dziwne, że skierowała go do niego.

- Człowiek z Wielikiego Ustiuga ją znał - rzucił Anastas.

- On u niej jest? - spytał Wasilij czujnie. Chłopak nie odpowiedział.

- Skąd, u diabła, ona go zna? - niemal wykrzyknął Wasilij. - Czy nie rozumie, że to jest 

niebezpieczne?

Anastas nie odpowiedział. Siedział z poważną miną naprzeciwko Wasilija.

- Mogę tu zostać? Będziesz milczał? Gubernator na pewno wyznaczył nagrodę za nasze 

głowy. Mógłbyś zarobić pieniądze...

- I narazić ją?!

Anastas domyślał się, że Wasilij nie zareaguje inaczej. I że Antonia to wiedziała. Nie w 

ciemię bita ta Antonetta Grigorija...

- Możesz tu zostać - oznajmił Wasilij.

Zrozumiał, dlaczego Tonią prosiła Jewgienija o kilka dni samotności. Ale to nie mogło 

być tylko dla przygody. Nawet ona nie mogła tego robić dla przygody.

- Chodzi o chłopski bunt w okolicach Suchony? - spytał jeszcze. - Ciebie pewnie jeszcze 

nie było na świecie...

Anastas zdjął kurtkę. Uśmiechnął się. Jego twarz od razu zyskała na wyrazie. Gdy był 

poważny, była dziwnie nijaka i łatwa do zapomnienia, jakby był niewidzialny. Nie było w niej 

niczego, co można zapamiętać. Był na wskroś przeciętny.

- Tak, to był chłopski bunt - potwierdził. - W duchu Stieńki Razina. Niestety, nikt nie 

układa pieśni - o nim.

Najwyraźniej nie chciał zdradzić imienia przywódcy.

- Nie udało się. Zbyt wielu zginęło. On pewnie też powinien zginąć. Wtedy powstałyby 

o nim pieśni. Też stałby się bohaterem. Ale nie zginął. Dlatego ścigają go. Jest wyjęty spod 

prawa.

- Ty nie brałeś udziału w buncie? Anastas potrząsnął głową.

- Tylko w drobnych kradzieżach. I w uczciwej pracy też. Podciągnął rękawy koszuli. 

Wasilij dostrzegł, że chłopak ma mięśnie na miejscu, a na dłoniach odciski. Najwidoczniej nie 

bał się pracy. Wasilij od razu poczuł się lepiej w jego towarzystwie. Łatwiej było mu go teraz 

zaakceptować.

Wystawił na stół chleb i masło, poszukał dzbanka z kwasem.

background image

- Potem dam ci wódki - uśmiechnął się. Gość zaczął jeść. Pił prosto z dzbanka.

- Dlaczego przystałeś do tego człowieka? - spytał Wasilij. - Nie byłoby prościej żyć 

inaczej?

- Nie miałem dużego wyboru - odparł Anastas wymijająco. Nie lubił mówić o sobie. - 

Przyłączyłem się do niego, gdy miałem trzynaście lat. To było pięć lat temu. Podjąłem decyzję i 

zostałem z nim. Będę tak długo, jak to będzie trwało. Już wcześniej udawało mu się umknąć. 

Tym razem też powinno się udać. Im się znudzi pogoń. Przyczaimy się przez jakiś czas, a 

potem pokażemy się w całkiem innym miejscu.

Chłopak przeżuł i połknął kęs chleba.

- Nie byłoby lepiej, gdybyście ukryli się w lesie, z dala od ludzi?

Anastas pokiwał głową.

- Oczywiście, że tak.

- To dlaczego Archangielsk?

Chłopak przez chwilę jadł. Łamał chleb na kawałki i oszczędnie smarował masłem. 

Najwyraźniej przyzwyczajony był obywać się bez nadmiaru jedzenia. Cenił każdy kęs, długo 

żuł.

- On jest ranny - powiedział w końcu. - Powinien odpocząć, dostać lepszą opiekę, niż ja 

mogę mu dać. Byliśmy zmuszeni iść do ludzi. I jemu przyszła na myśl jedyna osoba, na której 

mógł aż tak polegać.

- Skąd, u diabła, on zna Antonię? Cóż aż tak mocno łączy ją z takim człowiekiem?

- On jest całkiem przeciętnym człowiekiem - tłumaczył Anastas. - Nie różni się zbytnio 

od innych. Ale miał marzenie, które chciał urzeczywistnić. Może niezbyt bezpieczne. Ale nie 

jest potworem. Za nic w świecie nie chce jej skrzywdzić. Nie przyszedłby do niej, gdyby nie 

szło o jego życie. Ktoś inny modliłby się do Boga, inny do Matki Boskiej, a jeszcze inny do 

swojej kobiety... On miał ją.

Wasilij   nadal   nie   bardzo   rozumiał.   Ale   Antonia   nie   była   zwyczajną   kobietą.   Nie 

siedziała całe swoje życie w Archangielsku. Jeździła na południe kupować konie. Spotykała 

wielu ludzi. I wielu mężczyzn.

Może to nie było aż tak dziwne.

Potrząsnął głową.

Buntownik,   którego   poszukuje   gubernator.   Złodziej   koni.   Ktoś,   kto   miał   na   swym 

sumieniu tak wiele przestępstw, kochał Antonię.

Przyszła mu na myśl Raija.

To mogło być możliwe.

background image

Można nauczyć się żyć okruchami. Można żyć marzeniem. Nawet cieniem marzenia.

To nie było niemożliwe.

- Jestem potwornie zmęczony - wyznał Anastas. - Gdzie mogę spać?

- W moim łóżku - wskazał Wasilij. Tylko zasłona oddzielała je od reszty pokoju. Dom 

był mały. Wasilij nie potrzebował większego. Nie miał rodziny.

- Mogę ci wierzyć, że na nas nie doniesiesz? - spytał jeszcze chłopak.

Wasilij pokiwał głową.

- Będę milczał. Też stoję po stronie biednych.

Szok nie trwał długo. Antonia nie pozwoliła na to. Nie miała czasu. Niedługo skończy 

się noc. Musi przenieść Grigorija do pokoiku. Jeszcze powinien coś zjeść. No i trzeba obejrzeć 

jego ranę...

Tak bardzo chciała z nim porozmawiać, tylko siedzieć i rozmawiać. Usłyszeć opowieść 

o tych latach leżących pomiędzy nimi. Opowiedzieć o swoich, jeśli będzie chciał.

- Głodny jesteś? - spytała cicho, gdy już udało jej się utrzymać swoje dłonie z dala od 

niego.

Pokiwał głową. Wystawiła na stół to, co przygotowała wcześniej. Objaśniła mu, co 

gdzie stoi. Pokroiła suszone mięso, soloną rybę, posmarowała mu chleb i położyła przed nim.

Niepewnie, ale znalazł wszystko. Najlepsze jedzenie, jakie miała. Na później szykowała 

kawę.

Uśmiechnął się, gdy poczuł jej aromat.

- Zapach dobrobytu! - westchnął. - Twojemu mężowi chyba dobrze się powodzi.

Antonia drgnęła. Z ulgą uświadomiła sobie, że Grigorij tego nie widzi. Mimo wszystko 

wolała nie wspominać Olega.

- Tak - odparła. - Skąd wiesz?

- Ktoś przepytał się o ciebie. Masz niezłą opinię w okolicach Dwiny, wiesz? - zaśmiał 

się prowokująco.

Tonią nie pojmowała, jak on był w stanie się śmiać. Na jego miejscu chyba by nie 

potrafiła.

- Chcesz powiedzieć, że mam złą opinię - stwierdziła sucho. - Pewnie tak. Za to Oleg 

jest dobrym człowiekiem.

- Nie słyszałem nic innego - odpowiedział. Jego twarz cały czas zwrócona była w stronę 

jej głosu. Jego oczy wyglądały tak zdrowo!

Antonia nie potrafiła uwierzyć, że nie widzą. To było niesprawiedliwe!

- Zawsze wiedziałem,  że masz najgorętszą krew na północnym brzegu Dwiny. Nie 

background image

przypuszczałem, że komuś uda się ciebie okiełznać. Byłaś jedynym źrebakiem, którego nie 

można było ułożyć.

Uśmiechnął   się  swoim  białym  uśmiechem,  który  wymazał   czternaście  lat  rozstania. 

Antonia   wiedziała,   że   zawsze   go   pamiętała.   Kiedyś   Grigorij   może   miał   więcej   nadziei   w 

oczach. Ale zdecydowanie i siła były te same. Teraz potrzebował odpoczynku, ale nie ustawał 

w walce. Wiedziała, że Grigorij nigdy się nie poddaje. Żyje pełnią każdej chwili. Każdy dzień 

przeżywa tak, jakby był jego ostatnim.

Kusiło ją to.

- Masz dzieci? Antonia pokiwała głową.

- Ona ma cztery lata - odpowiedziała ciepłym głosem.

- Słyszę twój uśmiech - rzucił. - Jest równie ładna jak mama?

- Ładniejsza - odparła Antonia bez wahania. - Jest najpiękniejszym źrebaczkiem świata.

Po chwili milczenia spytała:

- A ty masz dzieci?

Pokręcił przecząco głową.

-   Jak   mogłem?   Co   miałem   do   zaofiarowania?   Wyjęty   spod   prawa   nie   może   mieć 

rodziny. Tak zdecydowałem. Wiele o tym myślałem, Antonetto. Wtedy dokonałem wyboru. 

Odrzuciłem ciebie. Żadnej innej nie wyobrażałem sobie jako matki moich dzieci. A do ciebie 

wrócić nie mogłem. Dlatego jestem sam.

Antonia czekała, aż woda się zagotuje. Mimo że stała blisko ognia, drżała. Dołożyła 

polano, choć i tak było gorąco. Przygotowała kawę. Nalała do kubka i postawiła przed nim. 

Nalała i sobie. Oparzyła się, próbując ją od razu pić.

- Nadal nie umiesz czekać, prawda? - stwierdził Grigorij. - Wtedy też nie umiałaś. Dla 

ciebie wszystko musi się dziać od razu.

- Z pewnych rzeczy się nie wyrasta - odpowiedziała. - Dokąd jedziecie potem?

-   Na   wschód.   Już   kiedyś   tam   byliśmy.   Było   wtedy   spokojniej   niż   teraz.   Może 

pojedziemy jeszcze dalej, za Ural. Powiadają, że hodują tam piękne konie.

- Masz więcej ludzi poza Anastasem?

- Coraz mniej - odrzekł i łyknął gorącej kawy. Aż westchnął z zadowolenia. - Jest nas 

około   dwudziestu.   Rok   temu   -   pięćdziesięciu.   Wielu   straciliśmy.   A   jeden   z   naszych   nas 

zdradził. Nadal czuję, że to moja wina. Czasem zdarza się, że chcę po prostu się oddać w ręce 

żołnierzy, aby uwolnić swych towarzyszy. Poradziliby sobie. Teraz jestem dla nich ciężarem. I 

całkowicie zależę od Anastasa. Nigdy nie musiałem tak bardzo na kimś polegać. Chłopak jest 

dla mnie jak syn. Jest tym dzieckiem, którego nigdy nie miałem. Ale istnieją granice. Ile można 

background image

wymagać nawet od syna? W ostateczności on musi wybrać siebie. A ja muszę poradzić sobie 

sam.

-   Powinieneś   był   znaleźć   sobie   kobietę   -   powiedziała   Antonia   z   przekonaniem. 

Wszystko inne byłoby lepsze niż świadomość, że jest tak bezradny. Zawsze taki silny, pełen 

chęci do działania... Grigorij nie wiedział, jak ma żyć jako człowiek zależny od innych. Nie 

będzie to dla niego proste.

Szkoda, że się nie ożenił.

- Były kobiety, oczywiście - rzucił Grigorij z nutą pogardy do siebie. - To oczywiste. 

Nigdy nie było o nie trudno. Nie przechwalam się teraz dlatego, że słyszałem plotki o tobie i że 

nie chcę być gorszy. Było wiele kobiet. Ale żadna z nich nie wytrzymała porównania z tobą. I 

żadnej nie mogłem zaproponować takiego życia. Życia poza prawem. Do tego potrzebne jest 

mocne uczucie, coś więcej niż przelotne zakochanie. A ja nigdy nie miałem czasu na to, by 

kogoś lepiej poznać.

Jego wyznanie poruszyło ją do głębi. Nikt nie umiał mówić o swoich uczuciach jak ten 

mężczyzna. Mało którego - jeżeli w ogóle kogoś - mogła z nim porównać. Przeszłość potrafiła 

być biczem, przekleństwem. Powinno się móc zapomnieć całą przeszłość jak Raija i zacząć na 

nowo bez żadnych wspomnień.

- Jak tam twoja rana? - szybko zmieniła temat. Zerwała się na nogi, zostawiając letnią 

kawę w do połowy opróżnionym kubku. - Powinnam ją umyć, na nowo zawinąć. Nie możesz 

mieć tego starego opatrunku, bo będzie gorzej!

Podniósł się, wspierając na zdrowej nodze. Rozpiął spodnie, uśmiechając się krzywo.

- Widziałaś mnie już wcześniej - powiedział. - To nie czas na wstyd, prawda?

Antonia pokręciła głową.

Zrzucił buty, a Tonią ściągnęła z niego spodnie.

- Ależ cię postrzelono!

Pokiwał głową. Skrzywił się, gdy ucisnęła opuchniętą okolicę rany. Wypłynęła z niej 

gęsta, czerwono - żółta ciecz.

- Chłopaki wycięli kulę - odparł. - Nawet ją zachowałem. Ale powinni pewnie być 

ostrożniejsi, bo potem się pogorszyło. Chyba pożałowali spirytusu i wlali więcej w siebie niż na 

ranę.

Chyba miał rację. Noga wyglądała brzydko. Mało co Tonie brzydziło, ale z trudem 

mogła patrzeć na jego ranę. Może tym bardziej, że chodziło o niego.

Raija   zatrzymała   krwotok   Jewgienija.   Przyłożyła   ręce   w   miejsce   jego   oderwanego 

ramienia.

background image

Ale Antonia nie była Raiją. Nie miała nawet śladu jej niezwykłych mocy.

- Trzeba ją oczyścić - rzuciła. - Mam kilka butelek wódki. Powinieneś pewnie jedną 

wypić, żebyś to zniósł. Kogoś mógłby zdziwić dobiegający stąd krzyk...

- Zniosę wszystko! - zapewnił ją. - Rób to, co uważasz. Wiem przecież, że mnie nie 

uśmiercisz...

Poczekała, aż Grigorij skończy jeść. Pomogła mu przejść do pokoiku w głębi.

- Jeżeli zemdlejesz, nie zawlokę cię tu sama - powiedziała.

Pokiwał głową, dotykając delikatnie dłonią jej loków.

- Zawsze byłaś rozsądna - stwierdził czule. Antonia już przygotowała bandaże. Zrobiła 

je, porwawszy na pasy znoszone koszule Olega. Anastas powiedział przecież, że Grigorij jest 

ranny.

Zagrzała wodę. Umyła mu twarz i dłonie. Potem zaczęła obmywać skórę wokół rany.

Wyraźnie było widać, że sprawia mu to nieznośny ból. Jednak zacisnął zęby i żaden 

dźwięk spomiędzy nich się nie przedostał.

Antonia zastanowiła się w przebłysku myśli, ile bólu on zniósł w życiu, by móc znieść 

ten. Ona pewnie by już dawno zemdlała. Ale nie może porównywać siebie z nim. Ich koleje 

losu rozdzieliły się tam w Kotłasie czternaście lat temu. Drogi poprowadziły ich w różnych 

kierunkach.

Tonią nigdy nie musiała przeżywać takiego bólu.

- Muszę opłukać ranę wódką - powiedziała. Była spocona i miała łzy w oczach. - Będzie 

straszliwie bolało.

- Na szczęście nie ciebie - wyszeptał. Antonia nie odpowiedziała. Chyba wiedział, że nie 

mówi prawdy. Ją też będzie bolało! Powinien to wiedzieć. Na tyle powinien ją rozumieć.

- Może najpierw wypal to solą lub ogniem - wykrztusił.

- Sól na rozjątrzoną ranę! - Antonię przeszył dreszcz na samą myśl. - Nie zrobię ci tego, 

Grigorij!

- To oczyszcza. Z trudem przełknęła ślinę i zacisnęła zęby.

- Nie posypię ci solą rany, Grigorij. Już wolę ją przypiec.

Antonia wiedziała, że na pewno i tego nie woli, ale pomyślała, że ból pewnie potrwa 

krócej.

Myśli  jej  uciekły  do  piętnastoletniej  dziewczyny imieniem  Tonią.  Tamta  za  nic  by 

pewnie wtedy nie uwierzyła, że będzie przypalać skórę mężczyźnie, którego kocha nad życie.

-   Weź   mój   nóż.   Odruchowo   poszukał   ręką   przy   biodrze,   ale   nóż   pozostał   przy 

spodniach, razem z pasem.

background image

Antonia odnalazła go i wyciągnęła z pochwy. Rozgrzała w palenisku i szybko, by nie 

wystygł,   przeniosła   z   powrotem.   Przycisnęła   ostrze   do   rany.   Zasyczało.   Nie   mogła   na   to 

patrzeć, zamknęła oczy i przycisnęła jeszcze mocniej. Starała się nic nie słyszeć, ale i tak doszły 

ją stęknięcia bólu, które wyrywały się Grigorijowi. I czuła ten swąd...

Oderwała nóż i upuściła go na podłogę. Nie była w stanie już go nawet dotknąć.

- Zuch dziewczyna! - wyszeptał Grigorij. Twarz miał ściągniętą bólem. - Pospiesz się z 

wódką, zanim to minie. Gorzej niż teraz nie będzie...

Antonia   umoczyła   w   trunku   kawałek   płótna   i   przycisnęła   do   spalonego   miejsca. 

Moczyła nowe kawałki i przemywała skórę wokół rany.

Wyłączyła się na wszystko poza tą czynnością. Nie patrzyła nawet na twarz Grigorija. 

Nie słyszała jęków, które wydobywały się zza zaciśniętych zębów.

Dopiero gdy na nowo przewiązała ranę, padła obok niego. Drżała na całym ciele.

Gdy jego dłoń odszukała jej rękę, doszła powoli do siebie.

- Byłaś wspaniała - wyszeptał. Jeszcze nie mógł mówić normalnie. - Nikt nie zrobiłby 

tego lepiej. Czy zostało trochę wódki?

Sięgnęła po butelkę. Zanim mu ją podała, sama przełknęła kilka łyków. Czuła, jak 

wódka   pali   ją   w   gardle   i   układa   się   niespokojnie   w   żołądku.   Ale   potrzebowała   jakiegoś 

odurzenia po rym wszystkim.

Grigorij wypił resztę trunku.

Jego twarz skąpana była w pocie. Otarła mu ją dłonią i odgarnęła na bok jego włosy. 

Robiła to z czułością. Nadal ledwo wierzyła, że to naprawdę on.

- Myślałam, że nie żyjesz - powiedziała cicho, z melancholią. - Dobry Boże, Grigorij, ja 

naprawdę myślałam, że nie żyjesz!

- Miałaś tak wierzyć - wyszeptał. - Tak było lepiej, Antonetto. Nic dobrego by ci ze 

mnie nie przyszło.

Odwrócił głowę i ujrzała rzemyk, którym miał związane włosy. Splecione dwa pasemka 

ciemnobrązowe i jedno czarne...

- Nadal nosisz ten rzemyk! - wyrwało się jej.

- Musiałem - odparł.

Te dwa zdania więcej im powiedziały niż cała dotychczasowa rozmowa.

Przeniosła jego dłoń na swoją talię i położyła na tasiemce.

- Jak sądzisz, co to jest? - spytała. - Założyłam ją na dzisiaj. Chciałam się wystroić. 

Ciekawa byłam, czy ją zauważysz. A ty nie widzisz...

-   To   moja   -   uśmiechnął   się.   -   A   więc   zachowałaś   tę   starą   tasiemkę?   -   spytał   z 

background image

niedowierzaniem. - Naprawdę ją zachowałaś?

- Była moim jedynym skarbem - wyznała. - Ale nie oglądałam jej przez wiele lat. Leżała 

schowana w tej szkatułce, którą tamtego lata dał mi ojciec. Nawet jej nie otwierałam. Nie 

miałam siły na wspomnienia.

- Zawsze go nosiłem - wyszeptał. Jego dłoń delikatnie dotknęła jej twarzy, przesuwała 

się ostrożnie, jakby ją oglądając opuszkami palców. Dotykał jej czule jak kochanek, który nigdy 

nie przestał kochać tej, którą stracił.

- Był najważniejszą rzeczą oprócz noża. Jedyną rzeczą, na której mi zależało.

Jego dłoń zatrzymała się na jej szyi.

- Jesteś piękna - wyszeptał, przytłoczony wzruszeniem. - Wiedziałem już wtedy, że 

będziesz piękna...

Antonia przełknęła łzy.

- Zaraz pewnie zasnę - mówił dalej. - Mógłbym cię objąć i tak zasnąć? To nigdy nie 

było nam dane...

Pokiwała głową i przesunęła się w jego stronę. Objęli się ramionami. Antonia leżała z 

szeroko otwartymi oczami, słuchając jego oddechu. Długo trwało, zanim zasnął. Ale nic do niej 

nie mówił. A ona nie umiała znaleźć odpowiednich słów.

Tonią też usnęła. Nigdy wcześniej nie spali obok siebie. Nigdy wcześniej nie budziła się 

w jego ramionach. Nigdy nawet nie przypuszczali, że tak może być.

Olga długo spała tego ranka.

Tak długo, że Antonia obudziła się przed nią. Ostrożnie wysunęła się z objęć Grigorija. 

Zdążyła przygotować mu tacę z jedzeniem i piciem i postawić blisko posłania. Zamknęła drzwi 

pokoiku. Sprzątnęła po nocy i rozpaliła w palenisku. Nadal się żarzyło. Iskra potrafiła długo 

przeżyć, nie potrzebowała wiele.

Antonia   zdążyła   nawet   zdjąć   falbaniastą   bluzkę   i   czerwoną   spódnicę   i   założyć 

codzienną sukienkę. Uczesała się. Włosy związała tkaną tasiemką. Teraz zawsze tak będzie 

robić.

Grigorij spał pod jej dachem. Było jej niewygodnie, ale zasnęła w jego ramionach. 

Napełniało ją to niezwykłym spokojem i siłą, której nie umiała wytłumaczyć. Gdy usłyszała, że 

Olga odzywa się w swoim łóżeczku, podeszła do niej z uśmiechem i otwartymi ramionami. 

Była całkiem inną mamą niż wczorajszego ranka.

Dopiero po chwili Antonia zrozumiała, co się z nią dzieje. Świadomość tego spadla na 

nią jak lawina.

W samym środku szaleństwa była po prostu szczęśliwa.

background image

9

Tego dnia Wasilij był niezwykle cichy. Jewgienij nie mógł nie zwrócić na to uwagi. 

Dzień był tak piękny, że należało się tylko cieszyć. Ale w końcu Wasilij miał prawo do swoich 

trosk.

Jewgienij zajął się sprawami firmy.

Dopiero   później   zrozumiał   dziwne   zachowanie   towarzysza.   Aż   się   wzdrygnął,   gdy 

usłyszał jego pytanie:

- Chcę cię spytać, Jewgienij, czy nie miałbyś nic przeciwko temu, bym porozmawiał z 

twoją żoną.

Jewgienij zauważył, że Wasilij rzadko używa imienia Raiji. Domyślał się powodu, gdyż 

sam kiedyś to czuł. Jej imię było wtedy słowem tabu.

Słońce zajrzało przez nieco zakurzone okna i napełniło pomieszczenie miłym światłem. 

Ujawniło też jednak, że na półkach leży grubsza warstwa kurzu.

-   Dlaczego   miałbym   mieć   coś   przeciwko?   -   spytał   spokojnie.   Nie   mógł   okazywać 

Wasilijowi, że boi się stracić żonę. Nie mógł się zdradzić, że w ogóle brał taką możliwość pod 

uwagę. To powinno wydawać się nierealne.

- Sądziłem, że masz na ten temat wyrobione zdanie - odparł Wasilij. - Ale nie o to mi 

chodzi. Martwię się o Antonię. I mogę podzielić się tymi obawami tylko z twoją żoną.

Najwyraźniej nawet samemu sobie nie chciał pozwolić zapomnieć, że Raija jest żoną 

Jewgienija.

Żaden kochanek nie posłużyłby się takim pretekstem.

- Dobrze - powiedział Jewgienij. - Weź mego konia. Ja pożyczę innego od Antonii, gdy 

będę jechał do domu. Chyba że już do tej pory wrócisz.

- Nie masz nic przeciwko temu? - powtórzył pytanie Wasilij.

Jewgienij potrząsnął głową.

- Wierzę jej. Wierzę tobie. Ktoś o nieprawych zamiarach nie pytałby o pozwolenie. Jako 

kobieciarz z twoją reputacją nie zaszedłbyś w ten sposób daleko.

Wasilij zaśmiał się pod nosem.

- Chciałem tylko się upewnić - stwierdził. - Nie chciałbym, by ladzie mogli coś o niej 

gadać. Tak niewiele trzeba...

Raija siedziała przy krosnach. Była to jej ulubiona pora dnia. Michaił spał. Mogła wtedy 

robić to, na co akurat miała ochotę.

Dziś chciała tkać.

background image

Mogła tkać i myśleć jednocześnie. Umiała tkać swoje myśli, wplatać je w kilimy w 

postaci niespotykanych nigdzie wzorów i kolorów, które tylko ona mogła zestawić razem.

Dziś myślała o Antonii.

I wybierała kolory szare i czerwone.

Czerwień mogła wytłumaczyć. Zawsze przychodziła jej na myśl, gdy myślała o Toni. 

Ale szary do przyjaciółki nie pasował. Nie rozumiała, dlaczego się wkradł w kilim.

Martwiła się o nią.

Słowa Toni, które przekazał jej Jewgienij, wcale jej nie uspokoiły.

Wręcz przeciwnie.

Przybycie Wasilija zaskoczyło ją. Siedziała z szarym kłębkiem wełny w dłoni i patrzyła 

na niespodziewanego gościa.

- Coś się stało Jewgienijowi? Wasilij potrząsnął głową, uśmiechając się krzywo, po 

swojemu. Odrzucił włosy z czoła. Objął ją spojrzeniem. Zmieszało ją to. Już dawno go nie 

widziała. Nie wiedziała, że jego obecność jeszcze na nią działa.

- Mogę usiąść? Skinęła głową. Wasilij przystawił krzesło do krosien. Spojrzał na jej 

pracę.

- To będzie ładne - stwierdził. Przesunął dłonią po niebieskim obszarze i dotarł do 

czerwonych pasm. - Na pewno nie do położenia na podłogę. I nie do przykrycia łóżka. Jest zbyt 

ładne.

Podziękowała mu i dodała:

- Jewgienij wie, że tu jesteś?

- Pożyczył mi swego konia. Nabrał powietrza i pochylił się ku niej.

- Chodzi mi o Antonię. Raija spuściła wzrok. Ściskała kłębek szarej wełny.

Odszukała spojrzeniem czerwone fragmenty kilimu. Dziwne, że Wasilij przyjechał tu, 

by porozmawiać o Antonii właśnie teraz, gdy o niej myślała.

- Wiem, że powiedziała ci o sobie i o mnie... - przyznał zakłopotany.

Raija spojrzała w jego niebieskozielone oczy. W pewnym oświetleniu wydawały się 

całkiem zielone. Teraz były bardziej niebieskie. Jak czerwcowe niebo w pogodny dzień.

- Niczego nie żałuję - dodał. - Zresztą to już skończone. Dla żadnego z nas nie było 

dobre.

Raija potrząsnęła głową.

Lubiła go. Z całego serca chciałaby móc coś dla niego uczynić. Coś, co by sprawiło, by 

był szczęśliwy. Jednak nie mogła nic zrobić bez oszukiwania siebie.

- Czy Antonia kiedykolwiek wspominała ci o mężczyźnie z Wielikiego Ustiuga? - spytał 

background image

Wasilij bez zbędnych wstępów, patrząc na nią uważnie.

-   To   miejsce   kojarzy   mi   się   jedynie   z   moją   skrzynią   -   uśmiechnęła   się   Raija.   - 

Rozmawiałyśmy o niej kiedyś z Tonią. Ale nigdy nie wspominała o kimś stamtąd. Nigdy nie 

mówiła, że tam była. Dlaczego pytasz?

Wasilij   opowiedział.   Także  o  chłopaku,  którego  zostawił  śpiącego  w swoim  domu. 

Wszystko, co wiedział o człowieku z Wielikiego Ustiuga.

- Nikt inny o tym nie wie?

- Chłopak jest u mnie. I na pewno nie pójdzie do gubernatora.

Wzruszył ramionami.

- Nie wiem, dlaczego, ale boję się o nią. Jest taka samotna...

Raija też o tym pomyślała. Wskazała mu na czerwone fragmenty kilimu.

- To jest Tonią - powiedziała. Przesunęła palce na otaczające czerwień szare kolory. - 

Nie wiem, dlaczego tak utkałam, Wasilij, ale nie mogłam inaczej. Samo przyszło, może dlatego, 

że myślałam o niej. Wiem, że coś jest nie tak, ale nie wiem, czy ona pragnie mojej pomocy.

Pokręciła głową.

- Byłabym spokojniejsza, gdyby opowiedziała mi o nim. Opowiadała mi przecież o 

wszystkim innym. Znam jej życie lepiej niż swoje własne... Przynajmniej tak sądziłam.

Zamilkła i spojrzała na Wasilija otwartym spojrzeniem.

- Co chcesz, bym zrobiła? Wzruszył ramionami, jak miał w zwyczaju. Ten gest był tak 

znany Raiji, że aż ją zakłuło w sercu. Tyle było w tym mężczyźnie dobrego! Tyle czegoś, co 

sprawiało, że się uśmiechała, że nachodziły ją pogodne myśli. Ale dzieliło ich coś istotnego: 

ona widziała w nim tylko przyjaciela...

Jemu to nigdy nie wystarczy.

-   Nie   wiem   -   westchnął.   -   Boję   się   o   nią.   Czuję   wobec   niej   coś   w   rodzaju 

odpowiedzialności...

Machnął ręką.

- Zwykle nie zamartwiam się o kobiety, z którymi, no... spałem. I wcale nie jestem 

zakochany w Antonii. Ale lubię ją, u licha! A ona, wydaje mi się, już od jakiegoś czasu traci 

grunt pod nogami. Boję się o nią.

Twarz Raiji przybrała czuły wyraz.

- Uważam, że bardziej przejmujesz się swoimi damami, niż chcesz przyznać, Wasilij. 

Nie żyjesz tak powierzchownie, jak chcesz udawać.

- Może widzisz to, czego nikt inny nie widzi - przyznał. Nie chciał zgłębiać tematu. Nie 

chciał mówić o sobie, a zwłaszcza nie z nią. I nie teraz. Byłoby to nadużyciem zaufania, którym 

background image

obdarzył go Jewgienij.

- Ten chłopak, który u ciebie jest...

- Anastas - rzucił Wasilij.

- Więc on mówi, że jego dowódca jest ranny? Wasilij pokiwał głową. Właśnie o to mu 

chodziło.

Tego oczekiwał po Raiji.

-   Nazywa   się   Grigorij   Jakowlewicz   Antonów   -   powiedział.   -   Urodził   się   w   tysiąc 

siedemset   piętnastym.   Nie   wiem,   kiedy   poznał   Antonię,   ale   z   pewnością   kochał   ją   od 

pierwszego spotkania.

- Można aż tak kochać? - spytała Raija w zadziwieniu. Zajrzała w głąb siebie. Wydało 

się   jej,   że   otwiera   się   w   niej   widok   na   coś   wspaniałego   i   cudownego,   coś   na   wpół 

zapomnianego, delikatnego i zarazem gwałtownego.  Trudno jej  było to opisać,  zresztą nie 

zdążyła. Ten moment minął. Znów widziała przed sobą czarną ścianę. Twardą, nieprzeniknioną, 

czarną ścianę... - Może - zastanawiała się - może takie uczucie naprawdę długo trwa. Może 

chwilami przesłaniają je inne sprawy, ale ono przeżywa. Wychodzi z cienia bez szwanku i 

znów jest piękne, promieniejące...

- A może wtedy jest już za późno - rzucił Wasilij ostro.

Raija   powróciła   do   rzeczywistości.   Wydawało   jej   się,   że   była   blisko   pochwycenia 

czegoś,   czegoś   niejasnego,   co  nosiła  w  sobie.   Czegoś   ważnego.   Ale  ta  chwila   minęła  jak 

spadająca gwiazda.

To było bolesne. Sprawiło, że czuła się pusta. Pocieszała się jedynie, że ta ściana w jej 

duszy nie jest tak całkiem nie do pokonania. Może pewnego dnia uda jej się ją rozbić.

Tego dnia będzie na tyle silna, by stanąć twarzą w twarz z przeszłością.

Raija wiedziała z całą pewnością, że ten nieznany mężczyzna nadal zajmował miejsce w 

sercu Antonii.

Wiedziała, że jest częścią pamięci przyjaciółki. Tonią z pewnością opowiedziałaby jej o 

nim, gdyby nie przywoływał wspomnienia czegoś niezwykle osobistego, o czym trudno mówić.

-  Powinnam już dawno to zauważyć  -  powiedziała  Raija.  Poniewczasie   zawsze  się 

żałuje... - Powinnam była poruszyć niebo i ziemię, by Oleg tym razem pozostał na lądzie.

- To nie chodziło tylko o ten rejs - powiedział Wasilij cicho. - To dotyczyło wszystkich 

rejsów. O tym też wiedziałaś, prawda?

Raija pokiwała głową. Wiedziała.

Tonią nie była stworzona do ciągłego przebywania w czterech ścianach domu.

Ludzie mogli nazywać ją złą gospodynią. Mogli mówić, że Oleg Jurków wybrał sobie 

background image

złą żonę. Że jest złą matką.

Ale jej nie rozumieli.

Ona powinna stać u boku kogoś, kto by był jej równy. Kto znałby jej niepokój i go 

rozumiał. Kto umiałby go respektować i kto trwałby przy niej.

Tonią nie była stworzona do życia w zamknięciu. Powinna móc galopować konno, z 

włosami powiewającymi za nią chmurą, z niebem zamiast dachu nad głową.

I mieć kogoś, kto dzieliłby z nią takie życie.

- Lepiej by było, gdyby popłynęła z Olegiem - zauważył Wasilij. Był zmęczony. Oparł 

łokcie   o   kolana.   Spojrzał   na   swoje   zakurzone   buty.   Zniszczyły   się.   Powinien   szybko 

posmarować je tłuszczem, by znów były błyszczące i ciepłe. Buty, o które się nie dba, stają się 

zimne.

Zupełnie jak ludzie...

- Wielu pryncypałów bierze ze sobą w rejs żony i rodziny...

- Antonia nie chciała narażać Olgi na takie trudy - powiedziała Raija cicho. - Zajrzę do 

niej - zapewniła - jak tylko Jewgienij wróci. Misza za bardzo by się rozochocił tak późną 

wycieczką do miasta. Nie zagnałabym go potem do łóżka. My, kobiety, musimy pamiętać o 

wielu sprawach...

Policzek Wasilija zadrgał nerwowo. Tyle było obszarów jej życia, do których nie miał 

prawa nawet zaglądać. Chyba to i lepiej. Ale świadomość ich istnienia bolała.

- Może poczekam w stajni - rzucił od niechcenia. - Wtedy mi o tym opowiesz. Później.

- Czy to rozsądne? - spytała. Teraz nie mówiła o Antonii. Miała na myśli ich dwoje. Ich 

przyjaźń, która była delikatna i ważna dla niej. Której jednak nie należało narażać. Łatwo 

mogłaby pęknąć. Była jak cienkie szkło - piękne, jeśli jest odpowiednio traktowane. Gdyby je 

upuścić, stałoby się tylko odłamkami bez wartości.

Jej   pytanie   ubodło   Wasilija.   Usta   zacisnął   w   wąską   kreskę,   nozdrza   mu   zadrgały. 

Ściągnął brwi.

- Nie miałem tego na myśli, Raiju.

Wymawiał jej imię inaczej niż Jewgienij. Nawet teraz, gdy go uraziła, wypowiedział je 

miękko, delikatnie, jakby zdmuchiwał puch z dmuchawca.

-   Nie   chciałem   tego   w   ogóle   poruszać.   Nigdy   bym   do   tego   nie   wrócił.   Powinnaś 

wiedzieć.   Jeżeli  nadal  bym sądził,  że  mogę  coś  u ciebie  osiągnąć,  nazwałbym  sam siebie 

głupcem   i   wyniósł   się,   gdzie   oczy   poniosą.   Wolałbym   to,   niż   cię   zranić.   Czyżbyś   nie 

rozumiała? Nie oceniaj mnie tak nisko! Czy uważasz, że nie potrafię zapanować nad własnym 

pożądaniem? Zamilkł, a po dłuższej chwili mruknął:

background image

- Chyba powiedziałem za dużo.

- Wybacz mi - szepnęła Raija. - Czuję się głupio. Jestem bezgranicznie zarozumiała. Ale 

nigdy nie ukrywałeś, że... o mnie myślisz. Tonią też mi to powiedziała.

- Nie miała prawa!

-   Naprawdę   nie   chciałam   cię   urazić   -   zapewniła   Raija,   dotykając   jego   kolana 

przepraszającym gestem. - Naprawdę. Nikt nie byłby bardziej rycerski od ciebie. Ale sądzę, że 

nie   powinniśmy   się   zbyt   często   spotykać.   Zniszczyłoby   to   nas   oboje.   Oboje   mielibyśmy 

poczucie winy. Nawet lepiej o tym nie mówić. Oboje cały czas sobie o tym przypominamy. 

Gdy cię nie widzę, jest łatwiej. Bardzo chciałabym mieć cię za przyjaciela, Wasilij.

- Nie mogę być twoim przyjacielem - rzucił Wasilij stanowczo. - Ale przyjdę do stajni 

dziś wieczorem. Tu nie chodzi o ciebie i o mnie. To nie ma nic wspólnego z nami. Czuję się 

odpowiedzialny za Antonię. Mnie nie otworzy drzwi, zwłaszcza teraz, gdy jest u niej tamten. 

Martwię się o nią, do diaska! Martwię się na tyle, że chcę wiedzieć, co z nią się dzieje. Ale nie 

oznacza to, że cię pociągnę na siano, przewrócę i wezmę siłą! Chyba nie sądziłaś tak o mnie.

Nabrał oddechu.

- I uważam, że nie powinnaś jechać sama do Archangielska. Zostanę tu, aż przyjedzie 

Jewgienij. Sam to zaproponował.

Może nie powiedział tego tak dokładnie, ale przecież mógł.

- Czekam na dworze. Narąbię drew.

Jewgienij nie był zbytnio zdziwiony, gdy ujrzał Wasilija siedzącego na stosie drew na 

podwórzu   w   towarzystwie   Miszy   wpatrzonego   w   niego   szeroko   otwartymi   oczami.   Mały 

siedział na pniu i machał nogami. Najwyraźniej słuchał opowieści tego nowego wujka.

Jewgienij stał długo i patrzył na nich, zanim synek zorientował się, że tata wrócił. 

Wasilij pomógł mu zejść z pnia, by mógł pobiec na powitanie. Podszedł potem do nich z 

uśmiechem.

- Masz świetnego syna! - stwierdził. Twarz miał pogodną, odprężoną. Najwyraźniej 

rozmowa   z   Michaiłem   sprawiła   mu   przyjemność.   -   Pomyślałem,   że   odwiozę   Raiję   do 

Archangielska - dodał.

Na pewno nie był tchórzem.

- Antonia? - spytał Jewgienij. Wasilij pokiwał głową.

- Raija powie ci to, co jej przekazałem - rzucił. - Narąbię więcej drew. Tak dawno tego 

nie robiłem. Pewnych rzeczy się nie zapomina.

- W stajni Antonii stoi obcy koń - powiedział  Jewgienij. - Jej  stajenni byli równie 

zdziwieni jak ja. Powiedziała, że kupiła go od kogoś, kto zajeździł go w drodze. Ten ktoś miał 

background image

jechać dalej, ale nie wziął od niej innego konia. A żaden statek nie odbijał dziś z portu. Wiesz 

coś o tym?

- Raija z pewnością ci odpowie - odparł Wasilij. - Pewnie zdąży, zanim się ściemni.

Jewgienij nie poczuł się wcale spokojniejszy po tym, co usłyszał od Raiji. W tle jej słów 

słyszał uderzenia siekiery. Ściany nie izolowały przed dźwiękami. Misza nie chciał jeść, tylko 

iść do wujka Wasilija, który tak wspaniale opowiada.

Pozwolili mu na to. Uderzenia siekiery ucichły od razu.

- Ma podejście do dzieci - przyznała Raija.

Jewgienij też to dostrzegł.

Objął Raiję, potarł podbródkiem o jej włosy. Wciągnął ich zapach. Żadne perfumy czy 

przyprawy nie były w stanie pachnieć jak ona. Kwiaty też nie.

Potrafił zrozumieć, dlaczego Raija podobała się innym mężczyznom. Ale nie znaczyło 

to, że się z tym łatwo godził. Był zazdrosny.

Ona nie robiła niczego, by przyciągać mężczyzn, to się po prostu działo. W sposób tak 

naturalny, jak światło lampy przyciąga nocne owady.

- Nie chcę, byś tam jechała - wyznał z głębi serca. - Chcę cię tu mieć, mój aniele. I nie 

puszczę cię donikąd.

Westchnął.

- Ale wiem, że powinnaś jechać. Niech Wasilij jedzie na koniu Antonii. On nie jest tak 

łagodny jak nasze.

Wypuścił żonę z objęć i poklepał po pupie.

- I niech on jedzie przed tobą, żeby nie patrzył na te części twojego ciała, których 

widokiem tylko ja mogę się cieszyć!

Raija uśmiechnęła się. Zwinęła swoje gęste włosy w węzeł na karku. Jewgienij patrzył 

na nią z podziwem.

- Inne kobiety w takiej fryzurze wyglądają surowo i odstraszająco. - Pokręcił głową z 

niedowierzaniem. - A ty stajesz się słodka jak cukier. Jak możesz to wytłumaczyć?

- Tylko tak, że mówi to stary, zakochany wariat! - odpowiedziała ze śmiechem.

- Czyżbyś znała kogoś, kto jest zakochany w swojej własnej żonie? - spytał z udawanym 

zdumieniem.

- Mówię tylko, że jesteś starym wariatem - powtórzyła Raija, błyskając śmiejącymi się, 

ciemnymi oczami. Ukłuła go w pierś ostatnią szpilką, zanim wpięła ją w kok. Zupełnie nie 

rozumiał, jak tymi nędznymi szpilkami udawało się jej utrzymać ciężki węzeł włosów. Dopiero 

po dłuższym czasie rozluźniał się i wysuwały się z niego pojedyncze pasma. Raija stawała się 

background image

wtedy jeszcze bardziej pociągająca.

Jewgienij przytulił ją mocno do piersi, gdy już stanęła przed nim gotowa do drogi. 

Popatrzył na nią długo - i pocałował. Najpierw żartobliwie, deszczem krótkich pocałunków, 

niemal suchymi wargami. Potem dłużej, uważniej, namiętniej...

- Chyba nie powinienem uwodzić cię na stole kuchennym - wyszeptał prosto w jej ucho. 

- Wasilij pilnuje małego, ale to może nie wypada...

Zaśmiała się perliście i wysunęła z jego objęć.

-   Na   pewno   nie   wypada,   mój   kochany   -   odparła   z   uśmiechem.   -   Ale   obiecuję   ci 

wspaniałe przeżycia w nocy, jeśli będziesz na tyle cierpliwy, by na mnie czekać. Wspaniałości, 

Jewgienij. Kusząca propozycja?

Posłał jej pocałunek w powietrzu. Popatrzył na nią prowokująco.

- Kusząca? - powiedział cicho. - Oczywiście, że kusząca, aniele. Ale jestem ciężko 

pracującym mężczyzną. Nie będę czekał bezsennie przez pół nocy, jeśli nie będzie warto.

Raija okręciła się na pięcie. Rozpięła płaszcz. Podeszła ku mężowi tanecznym krokiem i 

pozwoliła, by objął ją w talii. Przywarła do niego niby w żartach, lecz z ognikiem czającym się 

w ciemnych oczach. Przeniosła jego dłoń na swoją pierś, a on wsunął ją pod jej głęboko 

wyciętą koszulkę. Objął dłonią bujną pierś Raiji, prężącą się pod jego dotykiem. Poczuł, jak 

twardnieje jej brodawka.

Jej   usta   rozwarły   się   do   pocałunku   i   on   nakrył   je   swoimi.   Pocałował   twardo   i 

wymagająco, aż policzki Raiji się zarumieniły.

Gdyby nie to, że Wasilij był tuż za ścianą domu, podciągnąłby jej spódnicę i kochał się 

z nią. Tu i teraz. Czuł pożądanie i wiedział, że i ją pobudził. Mówił mu o tym rytm jej oddechu, 

płonące policzki, nabrzmiałe usta i pierś, której jego dłoń nie miała dosyć.

Całował szyję Raiji, słyszał jej słabe jęki. Zanim się zorientował, pociągnęła go za sobą 

ku drzwiom wejściowym,  oparła się mocno o nie i zaczęła rozpinać mu spodnie. Uniosła 

spódnicę i wcisnęła ją za pasek. Rozwiązała tasiemki swojej bielizny i wyszła z niej.

Wyczuwał, że czeka na niego.

- Podnieś mnie - rzuciła krótko. Zrobił to. Plecami oparła się o drzwi. Nogami oplotła 

jego biodra. Wszedł prosto w nią.

Byli niczym żywa zapora na drzwiach.

To zakrawało na szaleństwo. W środku dnia, przy niezasłoniętych oknach... Szaleństwo, 

ale wspaniałe.

Osiągnęli szczyt jedno zaraz po drugim. Byli spoceni i nadal podnieceni. Jewgienij 

wytarł skórę Raiji skrajem swojej koszuli i wcisnął ją z powrotem w spodnie.

background image

Śmiała się, porządkując swoje ubranie.

- Myślisz, że Wasilij uzna, że zbyt długo na mnie czeka? - spytała z szelmowskim 

błyskiem w oczach.

- Sądzę, że Wasilij dałby się zabić za taki moment jak ten - odparł, czując suchość w 

gardle. - Czy nadal mogę oczekiwać wspaniałości tej nocy?

Potargała mu włosy w odpowiedzi. Wygładziła spódnicę, zapięła porządnie płaszcz i 

wyszła.

Jewgienij uważał, że w całym pokoju pachnie miłością. Wydawało mu się, że Raija też 

niesie ten zapach na sobie. Wolałby, żeby Wasilij tego nie wyczuł. Nie zrobili przecież tego, 

aby był zazdrosny. Po prostu o nim zapomnieli.

Z trudem przełknął ślinę.

Patrzył, jak Raija wspina się na konia, jak uśmiecha się do Wasilija. Jak ten uśmiecha 

się do niej i klepie Misze po ramieniu, prosząc go, by pobiegł do taty.

Jewgienij patrzył, jak jadą konno obok siebie.

Raija   go   kochała.   Nie   mógł   mieć   co   do   tego   wątpliwości.   Jego   ciało   nadal   było 

rozgrzane ich miłością.

Ale był zazdrosny.

Nigdy nie będzie umiał opanować tego uczucia. Jeżeli ją utraci, straci też grunt pod 

nogami.

- Chodź, synu - zwrócił się do Miszy.

- Powtórzyć ci, co mi powiedział wujek Wasilij? - spytał chłopczyk gorączkowo.

Jewgienij słuchał. Myślał o żonie. I o Wasiliju. O tym, że on sam miał szczęście. Ale 

nadal był zazdrosny.

background image

10

Gdy nadjechali, w stajni Antonii był jeszcze chłopak. Pomógł Wasilijowi wprowadzić 

konie i zdjąć siodła. Resztą Wasilij miał się zająć sam.

Raija zebrała się w sobie, zanim zapukała do drzwi. Uchyliły się po chwili. Twarz 

Antonii, widoczna przez szparę, wyrażała zagubienie. Raija poczuła, jakby wpychała się na siłę.

- Nie wolno ci mnie odtrącać - powiedziała. - Jestem twoją najlepszą przyjaciółką. 

Wiem, że mnie przywoływałaś. Odczułam to. Cały czas niepokoję się o ciebie. Nie możesz 

zaprzeczyć i powiedzieć, że nic się nie stało!

Tonią oparła skroń o framugę.

- Wasilij  przyjechał do mnie dzisiaj - mówiła dalej cicho Raija. Nie dostrzegała w 

kuchni nikogo obcego. Słyszała tylko Olgę. - Powiedział mi wszystko, co wiedział...

Antonia odsunęła się na bok, dając znak, by przyjaciółka weszła. Zamknęła za nią drzwi 

na zasuwę.

- Wasilij czeka w stajni - dodała Raija.

- Co na to Jewgienij? - spytała Tonią, ale zaraz sama sobie odpowiedziała. - Może 

rozumie, że Wasilij jest bezbronny. On potrafi współczuć. Jest o wiele lepszy niż ci, którzy tak 

chętnie chodzą do cerkwi.

- Jak poważnie został ranny? - spytała Raija.

Nigdzie   nie   widziała   nawet   śladu   obcego.   Ale   mogła   się   tego   spodziewać 

Przypuszczała, że Antonia ukryła go w pokoiku za kuchnią.

Antonia opadła na ławę za stołem kuchennym. Ukryła twarz w dłoniach. Olga wdrapała 

się na kolana Raiji. Przynajmniej ciocia zachowywała się tak jak zwykle.

- Dziwi cię, czemu nigdy ci o nim nie mówiłam? - spytała Tonią, unosząc głowę. W 

oczach miała wyraz zagubienia, wręcz zaszczucia, którego Raija nigdy wcześniej u niej nie 

widziała. - Nie mogłam. Nie byłam w stanie. Wspomnienia o nim sprawiały mi ból. Schowałam 

je tylko dla siebie, z nikim nie mogłam się nimi dzielić. Możesz to zrozumieć?

Raija pokiwała głową bez słowa.

Tonią opowiedziała jej historię Antonetty i Grigorija sprzed czternastu lat. O pierwszej 

miłości i pierwszym bólu młodej dziewczyny. O człowieku, który stał się buntownikiem i który 

prowadził swoich ludzi na śmierć.

Dopiero potem wyjaśniła:

- Ma ranę od postrzału na udzie. Stracił dużo krwi. Oni wyjęli mu kulę, czym pewnie 

jeszcze   pogorszyli   sprawę.   -   Przełknęła   ślinę.   -   Oczyściłam   ranę   wódką   i   przypaliłam. 

background image

Przysięgam, to było gorsze dla mnie niż dla niego!

Raija   kołysała   Olgę   siedzącą   na   jej   kolanach.   Coś   w   niej   się   jakby   obudziło.   Coś 

niejasnego, co rozbłysnęło, jakby szczapa drewna zajęła się płomieniem. I tak jak płomień mógł 

zgasnąć, zdmuchnięty trochę mocniejszym powiewem wiat”' tak zgasło to coś w niej. Nie było 

niczym mocniejszym - tylko odblaskiem.

- I jest niewidomy - dodała Antonia.

Raija westchnęła głęboko.

Rana to jedna sprawa. Ślepota to zupełnie coś innego.

- On jest  taki  bezbronny! - westchnęła Antonia. Raija widziała  po przyjaciółce,  że 

płakała. W jej twarzy były ślady po łzach i bezsenności, oczy przesłaniała mgła cierpienia.

Raija potrafiła sobie wyobrazić, że człowiek, który odważył się wzniecić bunt dla dobra 

uciskanych chłopów, nie umie żyć bezbronny i zależny od innych.

- Nie mam zbyt dużo czasu... - Raija wskazała głową w stronę pokoiku. - On jest tam?

Antonia potwierdziła.

Raija zdjęła Olgę z kolan. Spojrzeniem powstrzymała Tonie.

- Muszę iść sama - powiedziała stanowczo. Czuła wewnętrzną siłę.

Mężczyzna drzemał, gdy otworzyła drzwi. Usiadł jednak szybko, czujny. Silna dłoń 

zacisnęła się na rękojeści noża. Odwrócił twarz w jej stronę. Oczy miał szeroko otwarte.

Gdyby Antonia nie powiedziała jej, że on nie widzi, nigdy by się tego nie domyśliła.

Zamknęła drzwi.

-   Kim   jesteś?   -   spytał.   Mówił   trochę   inaczej   niż   ludzie   w   Archangielsku.   Słowa 

wymawiał z inną melodią i rytmem.

- Jestem Raija - odparła. - Raija Bykowa. Przyjaciółka Antonii.

-   Raija?   -   spytał   z   zastanowieniem.   Dłoń   jednak   nadal   trzymał   na   rękojeści   noża. 

Jeszcze jej nie dowierzał. - Nie Raisa?

- Raija - powtórzyła.

- Brzmi obco - stwierdził. - Jak na zachodzie, w stronę Finlandii. Albo na wschód od 

Uralu. Nie jesteś Rosjanką?

- Nie - ucięła. - Mogę zobaczyć ranę?

- A więc to ty umiesz więcej  niż wszyscy? Antonem wspomniała o tobie.  Możesz 

przywrócić mi wzrok?

Puścił nóż na podłogę. Sam nadal siedział.

- Nie wiem - odparła Raija spokojnie. Podeszła blisko i uklękła przed nim. Starała się, 

by wiedział, gdzie ona jest. - To nie zależy ode mnie.

background image

- A od kogo? - spytał ironicznie. - Może od dobrego Boga?

Jego uśmiech stał się szyderczy. Jasne było, że nie miał zbyt wygórowanych oczekiwań 

wobec sił wyższych. Może uznał, że ludzie dostawali mało w zamian za swoją wiarę.

- Sama nie wiem - odparła. - Wiem tylko, że to się dzieje jakby poza mną. Nawet nie 

jestem pewna, czy pomogę przy twojej ranie. Ale mogę spróbować. Tobie na pewno to nie 

zaszkodzi.

Zrozumiał aluzję.

- A co z tobą? Czy to ci zaszkodzi? Raija była spokojna. Oczekiwano po niej pomocy.

Była pewna, że sprosta zadaniu.

- Zdarza się, że tracę siły. Czasami zapadam w głęboki sen. Nie wiem, co się stanie tym 

razem.

- I gotowa jesteś zrobić to dla kogoś obcego? - spytał, nie kryjąc zdumienia. - Dla mnie? 

Przecież wiesz, że mnie poszukują. Że jestem niebezpiecznym przestępcą?

Raija uśmiechnęła się.

- Wiem, kim jesteś dla Toni. A ja jestem jej przyjaciółką. To mi wystarczy.

- Dla kobiet chyba żadna ofiara nie jest zbyt duża - mruknął, wydostając się z trudem ze 

spodni. - Mam nadzieję, że widok półnagiego mężczyzny nie zrani twej duszy.

- Moja dusza nie jest aż tak delikatna - rzuciła Raija sucho, odwijając bandaże.

Nie wyglądało to dobrze. Skóra wokół rany nabrzmiała. Sama rana zajmowała dużą 

powierzchnię. Na szczęście nie miała brzydkiego zapachu, czyli że nie wdało się zakażenie. Ale 

nadal krwawiła. Z wielu miejsc ciekła ropa. Rana była zbyt rozległa, by zacząć się zabliźniać.

Położyła dłonie na udzie Grigorija. Zacisnął zęby.

- Boli? - spytała.

- Wali jak tysiąc małych diabłów - odpowiedział obrazowo. - To chyba kara za moje 

niezliczone grzechy na tej ziemi. Chyba stracę nogę, zanim sam umrę.

- Nie rozumiem, jak udało ci się utrzymać z dala od żołnierzy gubernatora, skoro masz 

tak optymistyczne nastawienie do życia - rzuciła Raija sucho. - To może zaboleć - ostrzegła.

Nie odpowiedział. Raija zauważyła, że zebrał się w sobie w oczekiwaniu na ból.

Dziwne było, że mogła obserwować mężczyznę, ile chciała, bez zakłopotania.

Miał wyrazistą twarz. Może nie piękną; była zbyt zniszczona, by mógł być modelem dla 

ikon świętych i aniołów, ale biła z niej siła.

Wyglądał dokładnie na tyle lat, ile miał. Może nawet na trochę starszego. Najwyraźniej 

fizyczne cierpienie pogłębiło linie idące przez jego twarz, zaznaczyło cienie.

Raiji   wydawało   się,   że   widzi   w   nim   młodszego   mężczyznę:   tego,   który   rozbudził 

background image

namiętność w piętnastolatce jeszcze nie interesującej się chłopcami.

Miał twarz, której się nie zapomina i która nie zmienia się z upływem lat.

Wciągnęła powietrze i utkwiła oczy w ranie. Wyglądała tak źle, że ledwie zmusiła się, 

by nie odwrócić wzroku. Tak źle, że może nie powinna jej dotykać. Może powinna była umyć 

ręce? Ale były czyste, nie zabrudziła ich piaskiem czy czymś, co mogłoby przywrzeć do rany.

- Czy ja muszę w to wierzyć? - spytał jeszcze mężczyzna.

Wiedziała, że wolał wątpić. Wierzyć byłoby wbrew jego naturze.

Nie odpowiedziała.

- Czujesz coś? - spytała tylko. Nie dotykała go. Trzymała dłonie blisko, ale nie dotykała 

skóry. Skierowała w stronę jego uda wnętrza dłoni. Były nieruchome jak skała, nie czuła nie-

pewności   ani   strachu.   Wiedziała,   że   robi   coś   ważnego.   Nawet   nie   potrzebowała   jego 

współpracy.

-   Ciepło?   -   spytał   z  zastanowieniem.   Nadal   wątpił.   Nie   był   pewien,   czy  naprawdę 

odbiera ciepło, czy tylko mu się wydaje.

Raija wyczuwała w mężczyźnie wielką moc, większą niż u przeciętnego człowieka.

Może dlatego wydało jej się tak naturalne, że musi przyjechać i mu pomóc.

Mogła zjednoczyć swoją moc z jego własną. Miała tę pewność. Nie wiedziała, jak to się 

stanie, ale wiedziała, że nastąpi. Jego moc pomoże przegnać ból z nogi.

Zamknęła oczy i przyłożyła dłonie do rany. Poczuła ciepło i wilgoć - i mięśnie drgające 

pod spodem. Nacisnęła. Musiała użyć siły.

Słyszała, jak Grigorij stęka z bólu.

Długo jeszcze słyszała jego głos jak modlitwę, zaklęcie, pieśń...

Potem już nic nie słyszała.

Uszu Antonii dobiegło ciche wołanie Grigorija.

- Kto to jest? - spytała Olga, uczepiona jej spódnicy. - Kuzyn mamusi - wytłumaczyła 

Antonia. Nic to Oldze nie powiedziało, ale gdyby ktoś ją spytał, powtórzyłaby te właśnie słowa. 

Antonię przeszedł  dreszcz na myśl, jak łatwo mogłyby się zdradzić.  Wcześniej  o tym nie 

pomyślała, działała bez zastanowienia.

- Co się dzieje z Raiją? Zemdlała? Raija leżała na Grigoriju. Bez życia, jak szmaciana 

lalka. Grigorij podtrzymywał ją delikatnie, a w jego twarzy był niepokój. Nigdy nie sądziła, że 

on mógłby się bać.

Oczywiście, ukrywał się przed prawem, ale nie bał się jego przedstawicieli.

- Kochanie, wyjdź do kuchni! - poprosiła Tonią córkę. Bez skutku. Mała złapała tylko 

mocniej jej spódnicę.

background image

- Po prostu upadła - mówił Grigorij. - Jak marionetka.

Tonią odciągnęła Raiję i położyła na podłodze. Pogłaskała jej policzki. Znalazła puls na 

nadgarstku.

-   Jej   serce   bije   bardzo   wolno   -   oznajmiła,   czując   suchość   w   gardle.   -   Ale   sama 

widziałam, że mogą się z nią dziać gorsze rzeczy. Może kiedyś ci o tym opowiem. Kiedy będzie 

czas. Wyjdzie z tego. Wcześniej też tak bywało.

Okryła Raiję kocem.

- Szkoda tylko, że to się stało tutaj. Nie może tu zostać. Jewgienija nie ma. Nie mogę 

mieć w domu tyle ludzi...

- Boli mnie bardziej niż dotąd - oznajmił Grigorij. Położył się, ale nie zakrył nogi. Z 

rany  nadal   sączyła   się   ropa.   Nie   chciał   opatrunku.   Niech   to,   co  musi   wyjść   z   jego  ciała, 

spokojnie wychodzi.

-  To  nie  zawsze  działa  -  mruknęła  Tonią.  Ukucnęła naprzeciwko  Olgi   i  z powagą 

spojrzała dziecku w oczy.

- Czy możesz być dzielnym zuchem i zaopiekować się ciocią Raiją?

Olga w skupieniu pokiwała główką. Zerkała na mężczyznę leżącego na podłodze. Był 

trochę dziwny. Nigdy nie widziała, by mężczyzna miał tak długie włosy. Ale nie wyglądał 

groźnie.

- Jak on się nazywa? - spytała.

- Maksim - odparła Tonią, odwracając wzrok. Po raz pierwszy skłamała przed córką. - 

Wujek Maksim. Boli go noga. Ciocia Raija starała się mu pomóc, ale strasznie zachciało jej się 

spać. Możesz usiąść koło niej i gładzić ją po policzku. Dokładnie tak, jak mama cię gładzi, gdy 

masz zasnąć.

Olga pokiwała głową. Z powagą podeszła do Raiji i usiadła koło niej na podłodze. Mała 

łapka zaczęła głaskać Raiję po włosach i policzku.

- Dokąd idziesz, mamo? - spytała.

- Po Wasilija - rzuciła Tonią zdecydowanie. - Musi odwieźć ciocię Raiję. Ona nie może 

tu spać.

Woźnica już poszedł do domu. Na pewno zostawił klucz do stajni Wasilijowi z prośbą, 

by ten włożył go między belki na prawo od drzwi, w małą szczelinę, osłoniętą dachem i 

niewidoczną z dołu. Było to ich umówione miejsce.

Wasilij czekał w małym pomieszczeniu tuż za drzwiami stajni, gdzie woźnice mogli 

schronić się pomiędzy wyjazdami.

Zerwał się na nogi, gdy dostrzegł, że to Tonią biegnie przez podwórko.

background image

- Co z Raiją? - spytał. Oparła się o drzwi, dysząc ciężko. Była bardzo zmęczona. Ona 

nie powinna się w coś takiego angażować, pomyślał.

- Zemdlała. To się zdarzało wcześniej, gdy próbowała uzdrawiać ludzi. Widziałam to 

nie raz. Ale Jewgienij będzie się niepokoił, gdy ona nie wróci. Nie chcę wciągać w to więcej 

ludzi. Tak się boję, Wasilij!

Schwyciła go za ramię, a on objął ją delikatnie. Jak brat.

Antonia drżała.

- Myślałam o tym, że mogą go złapać u mnie... Pokiwał głową. Spojrzał na Tonie. Jakże 

to było dla niej typowe, że wcześniej nie pomyślała o ryzyku. Podjęła je bez zastanowienia. Nie 

dostrzegała, że mogło ją porwać za sobą jak lawina.

- Moi ludzie nie uwierzyli w historyjkę z koniem - wyszeptała. - Myślałam, że uwierzą...

- To zbyt dobry koń - stwierdził Wasilij. Obejrzał go dokładnie. - Tu na północy nie ma 

wielu takich.

To koń pod wierzch, a nie pociągowy. Oni się na tym znają.

Westchnęła.

- Teraz się boję - powtórzyła i uśmiechnęła się jakby na przekór swoim słowom.

Wasilij   nigdy   jeszcze   nie   widział   jej   tak   promieniejącej.   Wcześniej   widywał   ją 

wystrojoną, wypoczętą, wtedy, gdy miała oczy przesłonięte pożądaniem. Widział, jak śmiała się 

z całego serca, tańcząc w zapamiętaniu.

Jednak nigdy jeszcze nie była tak ładna jak teraz.

- Ale jestem też bezgranicznie szczęśliwa. Możesz to zrozumieć?

Nie umiał odpowiedzieć.

- Co się stanie z Olgą, jeśli go u mnie złapią? - spytała w następnej chwili. - Ja pójdę do 

więzienia. A co z nią?

- Dzieci nie wsadzają do więzienia! - zapewnił. Patrzyła na niego długo. W jej oczach 

czaiło się zwątpienie.

-   Mogę   polegać   na   moich   ludziach   -   stwierdziła   nie   do   końca   przekonana.   -   Czy 

ustanowiono nagrodę za jego głowę?

Wasilij potwierdził.

- Weź Olgę do Raiji! Ujął Tonie za ramiona. Nie był pewien, czy ona ustoi na własnych 

nogach.

- Weź ją ze sobą! - powtórzyła. - Wtedy jej się nic nie stanie, jeśli go u mnie złapią. U 

Raiji i Jewgienija będzie bezpieczna. Tu nikt nie jest bezpieczny.

- Nie jest, dopóki on tu przebywa. Powiedz mu, żeby odjechał.

background image

Cofnęła się i odwróciła plecami. Ramiona skrzyżowała na piersiach.

- Nie mogę powiedzieć mu, by odjechał - wyznała z bólem. Nagle odwróciła się do 

Wasilija. Oczy jej płonęły, policzki miała blade, usta drżały. Ale słowa wypowiedziała z siłą i 

dumą. - Kocham go, odkąd przestałam być dzieckiem. I zawsze będę go kochać. Kocham go 

równie mocno, jak ty kochasz ją. Rozumiesz mnie teraz? Nigdy go nie poproszę, by wyjechał...

Wasilij z trudem przełknął ślinę.

- Pójdę po Raiję - rzucił.

- I Olgę? - spytała, biegnąc za nim przez podwórze. Wasilij pokręcił głową.

- Nie mogę.

- Dlaczego nie?

- Nie mogę. Ona jest twoim dzieckiem.

- Tam będzie bezpieczna! Wasilij ciągle kręcił głową.

- Zrozum mnie, Toniu: nie mogę. Wszystko we mnie się temu sprzeciwia. Ona jest 

twoim dzieckiem. Powinna pozostać z tobą.

Antonia westchnęła. Poddała się.

Wasilij podniósł Raiję z twardej i zimnej podłogi. Starał się nie patrzeć na leżącego 

obok mężczyznę. Nawet nie chciał pamiętać rysów jego twarzy.

- Czy Raija - Raisa wyzdrowieje? - spytała Olga głosem dźwięcznym jak dzwonek. - 

Cały   czas   gładziłam   ją   po   twarzy.   Sądzisz,   że   wyzdrowieje,   chociaż   nie   będę   się   nią 

opiekować? Czy Misza będzie umiał się nią opiekować?

- Na pewno - odparł Wasilij z trudem. Popatrzył na dziewczynkę. - Opowiem Miszy, jak 

to robiłaś. Wtedy on się zaopiekuje Raiją. Jest jej synem, a ona jego mamą.

Olga   pokiwała   głową,   idąc   za   Wasilijem.   Była  miłym   dzieckiem.   Jej   małą   główkę 

wypełniało wiele myśli. Łatwo się zapominało, że dzieci też obserwują rozgrywające się wokół 

wydarzenia i rozumieją je na swój sposób. Nie zawsze tak, jak dorośli.

- Ja też ją bardzo kocham! - zapewniła. Wasilij spojrzał na spoczywającą na jego rękach 

kobietę. Jego serce przepełniła czułość.

- Wszyscy kochają Raiję - powiedział głosem zmienionym ze wzruszenia. - Powiem jej, 

że to właśnie ty się nią pierwsza zajęłaś. Na pewno ci pięknie podziękuje!

Olga uśmiechnęła się, zawstydzona, i schowała za spódnicę matki.

Wasilij myślał o tej malej dziewczynce całą drogę do domu Jewgienija.

Zaprzągł konia do najmniejszego wozu. Raija obijała się w nim trochę, ale nie mógł nic 

na to poradzić. Ona musiała wrócić do domu. Do siebie nie mógł jej wziąć.

Jewgienij   czekał.   Zaczął   się   niepokoić.   Jego   obawy  się   powiększyły,   gdy  zobaczył 

background image

nadjeżdżający wóz.

Wypadł z domu i zobaczył, jak Wasilij podnosi Raiję z wozu.

Zrozumiał.

Sam nie mógł jej wnieść. Mógł tylko pokazywać drogę Wasilijowi.

Wasilij położył Raiję na łóżku. Jewgienij okrył ją kołdrą.

- Bardzo marznie, zanim to nie minie - wyjaśnił. Wasilij nie obejrzał się, wychodząc z 

ich sypialni.

A więc już wiedział, jak wygląda to pomieszczenie. Wcale nie było mu przez to lżej.

- Przydałby ci się kieliszek wódki - stwierdził Jewgienij.

Wasilij odmówił.

- Muszę odprowadzić wóz. Już i tak jest zbyt dużo zamieszania wokół stajni Antonii. 

Nie mogę wrócić zbyt późno. Twojego konia wezmę do siebie. Może stać na zewnątrz. Lepsze 

to niż jeszcze jeden koń u Toni. I tak miała trudności z tym pierwszym.

- Jak tam Tonią? Wasilij westchnął.

- Boi się. Ja zresztą też... Zatrzymał się na chwilę w drzwiach.

- Powiedziała, że kocha tego człowieka. A Tonią niczego nie robi połowicznie. Tego się 

boję.

Jewgienij pewnie też by się niepokoił, gdyby nie musiał bać się o Raiję. O Tonie spytał 

z uprzejmości. Z roztargnieniem słuchał słów Wasilija.

Bał się o Raiję.

Noc gęstniała wokół nich.

background image

11

Antonii nie udało się wytłumaczyć wszystkiego Oldze. Nie potrafiła mówić tak prosto, 

by mógł to przyjąć umysł małej. W połowie były to zmyślenia, jak w bajce. Utkała opowieść 

lekką jak pajęczyna z połyskującymi kroplami rosy. Wyglądała pięknie, ale łatwo mogła się 

zerwać.

Olga   zasnęła   z   imieniem   Raiji   na   ustach.   Tonią   pocałowała   dziecko   na   dobranoc, 

żałując, że Wasilij nie ustąpił. Ale był uparty.

Tak wspaniale uparty!

Antonia patrzyła w zapadającą noc. Przysunęła krzesło całkiem blisko paleniska. Jeżeli 

będzie się paliło tak jak teraz, starczy światła, by mogła zrobić to, co zamierzała.

Grigorij spał. Narzekał na ból, ale nie pozwolił Antonii obejrzeć rany ani jej opatrzyć. 

Naciągnął koc aż po podbródek i spytał, czy Raija jest piękniejsza od niej.

- Raija jest piękniejsza od każdej kobiety - odpowiedziała. - Jest taka piękna, że to aż 

niesprawiedliwe. Uderzająco piękna. Ale ma coś jeszcze. Mylą się ci, którzy myślą, że jest 

tylko piękna.

- Takie kobiety rzadko bywają szczęśliwe - rzekł Grigorij. - Czy ona jest szczęśliwa?

Antonia potwierdziła i dodała:

- To też jest niesprawiedliwe.

Grigorij powiedział potem, że chce spać. Nie mówił już nic o bólu. Nic o tym, co się 

działo w pokoju wtedy, gdy przebywała w nim Raija. Antonii i tak wystarczyło to, co zobaczyła 

później.

Papier miała w szufladzie. Umiała pisać i czytać. Ale już dawno nie zanurzała pióra w 

atramencie. Po raz pierwszy zamierzała przelać swoje myśli na papier. Lękała się tego. Myśli 

stawały się tak rzeczywiste, gdy je widziała ubrane w słowa. Zupełnie, jakby zaczynały żyć 

własnym życiem.

Gdy miała je w głowie, wydawały się niewinne.

Teraz musiała się nimi podzielić.

Może nie nadarzy się już inna okazja.

Oczywiście,   że   powinna   pójść   spać.   Była   tak   przemęczona,   że   mogłaby   zasnąć   na 

stojąco. Tylko siłą woli utrzymywała otwarte oczy. Upór pomagał jej formować litery. Słowa 

naszły na nią nieoczekiwanie, po prostu pchały się pod pióro, jasne i klarowne. Zdziwiła się, 

gdy zobaczyła je przed sobą, stojące gęsto jak zastępy żołnierzy.

Były niebezpieczne.

background image

Ale nie mogła ich ukryć w nadziei, że nikt ich nie będzie szukał.

Padną pytania.

I tyle samo odpowiedzi, co ludzi, którzy będą chcieli na nie odpowiedzieć. Ale tylko 

ona znała prawdę. Dlatego ona musiała zadać te możliwe pytania i na nie odpowiedzieć.

Antonia pisała i dokładała do paleniska. Utrzymywała płomień dla światła. Spociła się, 

siedząc tak blisko ognia. Piekły ją oczy. Czuła, jakby pod powiekami miała niezliczone drobiny 

pyłu. Nie widziała wyraźnie, z oczu płynęły jej łzy. Nie świadczyły one jednak o uczuciach 

Toni. Oczy bolały ją od wysiłku. Płakała dlatego, że pisała, a nie z powodu tego, co ubierała w 

słowa.

Wszystkiego nie napisała. Zmęczenie ogarnęło ją z przemożną silą. Antonia wiedziała, 

że nie wytrzyma bez odrobiny snu. Oczywiście, czuła niepokój ostry jak cierń, ale była już tak 

wyczerpana, że mogła zasnąć pomimo niego.

Schowała listy. Odstawiła kałamarz i pióro na półkę.

Kałamarz i pióro należały do Olega...

Nie umiała czuć się winna. Nie na długo. To, co zamierzała uczynić, było czymś o wiele 

ważniejszym. Może w ogóle nie da się wybaczyć jej decyzji, ale ona nie zamierzała czuć się 

winna.

Zajrzała do Grigorija, zanim poszła do łóżka. Spał cicho. Nie widziała go wyraźnie w 

ciemności, ale sama świadomość, że to on tam leży, napełniała ją spokojem.

Teraz był u niej. On: Grigorij Jakowlewicz Antonów.

To brzmiało solidnie. Podobało jej się brzmienie jego imienia i nazwiska.

Nie mogła powiedzieć, że on wrócił do domu. To nie była prawda. Ale miała go u 

siebie.

To, co w jej duszy było niespokojne, poszukujące, odnalazło oparcie i spokój.

- Spóźniasz się - stwierdził Anastas podejrzliwie, gdy Wasilij wrócił. - Ktoś tu był 

wcześniej. Kobieta. Stukała w drzwi i oskarżała cię o uganianie się za żonami innych...

Wasilija od razu ogarnęło zmęczenie.

Dagnija!

Do diabla!

Jeszcze tego mu brakowało! Już i tak miał o czym myśleć.

Ale nie zaglądał do niej od ponad tygodnia i powinna chyba zrozumieć, że nie miał już 

po co. Dbał, by nie brakowało jej pieniędzy na jedzenie dla niej i dla dzieci. Przecież nie mogła 

jeszcze wydać ostatniej sumy...

Ale Dagnija nadal miała nadzieję, że on się wreszcie zdecyduje - na nią.

background image

Nie miał serca powiedzieć bratowej prosto w oczy, że nigdy nie wybierze jej za żonę. 

Odmówił jej przecież nie raz, gdy chciała od niego czegoś więcej niż pieniędzy.

Ale po raz pierwszy oskarżyła go o ganianie za cudzymi żonami. Może to i była prawda, 

ale nie jej sprawa. On nie pytał Dagniji, z kim śpi. Nie chciał wiedzieć, było mu to obojętne.

A ona wcześniej także nie robiła mu tego rodzaju wyrzutów. Może śledziła go aż do 

domu Antonii?

Dagnija nosiła w sercu żądzę zemsty. Jeżeli się czegoś domyśliła, na pewno nie zawaha 

się z obwieszczeniem tego. A za głowę mężczyzny Antonii wyznaczono nagrodę...

No, ale mogła także mieć na myśli Raiję.

Wasilijowi wydawało się, że Dagnija domyśla się jego tajemnicy. Nie był pewien, ale 

przecież mógł się wygadać w chorobie, gdy Dagnija się nim opiekowała.

Był to wspaniały gest z jej strony, ale Wasilij nie musiał być aż tak wdzięczny, by 

marnować sobie życie z tego powodu.

Opowiedział Anastasowi, co się wydarzyło.

- Nie podoba mi się, że ludzie pytają o konia. Anastas zgodził się z nim. To mogło być 

niebezpieczne.

- Przejdę się do stajni - rzekł. - Mam klucz. I zwykle daję sobie radę sam.

Wasilij w to nie wątpił.

- Czy można przenieść Grigorija? - spytał chłopak.

- Nie wiem, co udało się zdziałać Raiji, ale ona nie czyni cudów. Robi to, co jest 

możliwe. A on wyglądał źle.

- Powinieneś od razu tu przyjść i wszystko mi powiedzieć.

Wasilij spojrzał z góry na chłopaka.

- Od nikogo nie przyjmuję rozkazów - zaznaczył z naciskiem. - Dla mnie najważniejsze 

było odwiezienie Raiji do domu. Tego człowieka nie znam. Nic dla mnie nie znaczy!

Chłopak pokiwał głową z uśmiechem. Wyczul, że przeciągnął strunę.

-   Kobiety!   -   westchnął,   udając   zmęczonego   życiem,   jakby   sam   był   wielce 

doświadczony. - Ona znaczy dla ciebie wiele? Tyle samo, co Antonetta dla Grigorija?

Wasilij uznał, że nie musi mu odpowiadać.

Przy   stajni   było   cicho.   Nikogo   w   polu   widzenia.   Anastas   lekko   otworzył   drzwi   i 

wśliznął się do środka. Przywita! się ze swoim koniem. To był jego własny koń. Jeden z tych, 

które wzięli ze sobą, gdy uciekł z domu pięć lat temu. Dostał go nieco wcześniej. Grigorij był 

wtedy u nich stajennym i ujeżdżał go dla niego.

Nie mógł go zostawić. Nie wiedział, jak traktowałby go nowy właściciel. A to był jego 

background image

pierwszy własny koń.

Anastas wyszedł ze stajni, nie mącąc panującej wokół ciszy.

Miasto leżało nieme, niczym las domów.

Dziwnie było wyobrazić sobie ludzi i ich życie ukryte za każdymi drzwiami. Ludzi było 

tak wiele.

On razem z innymi współtowarzyszami Grigorija długo mieszkali w lesie. Jedyni ludzie, 

z którymi się spotykali, wymierzali przeciw nim broń.

Nie   czuł   się   swobodnie  wśród   ludzi.   Nigdy   nie   miał   pewności,   czy  zachowuje   się 

normalnie. Bał się, czy nie przesadza. Nigdzie nie czuł się jak w domu.

Ale   Grigorij   mówił,   że   dobrze   mu   idzie.   Innych   pochwał   nie   należało   się   po   nim 

spodziewać. Nigdy ich nie nadużywał, choć Anastas zdawał sobie sprawę, że Grigorij widzi w 

nim swojego następcę.

Chłopak podkradł  się do domu. Nie musiał  wyłamywać zamka. Otworzenie go nie 

zabrało mu więcej czasu niż normalne otwieranie kluczem. A zasuwę przesunął ostrzem noża.

Wśliznął się do środka. Cicho zamknął za sobą drzwi. Nie robił hałasu.

Dziwnie się czuł wewnątrz domu. Chaty Wasilija nie mógł tak nazwać. Było to miejsce 

do spania i jedzenia. A tutaj był prawdziwy dom.

Wszędzie dostrzegał ślady kobiecej dłoni. Według Anastasa to właśnie tworzyło dom. 

Pod tym względem był tradycyjny.

Wybrał właściwe drzwi. Grigorij spał. Ale nie na tyle mocno, by nie wyczuć czyjejś 

obecności. Anastas dostrzegł, jak dłoń tamtego zaciska się na rękojeści noża.

- Kto to?

- To tylko ja - odparł Anastas. Grigorij rozluźnił się i odłożył nóż.

- Antonia? Anastas zamknął za sobą drzwi.

- Wszedłem bez jej pomocy - odpowiedział. - Jestem w tym dobry.

- Coś nie tak?

- Jeszcze nie. Tylko mój koń za bardzo nie pasuje do całości. Jak się czujesz?

- Pytasz, czy mogę jechać dalej?

- Tak.

- Spotkałeś ją? - spytał Grigorij pozornie bez związku. - Przyjaciółkę Antonii? Tę o 

dziwnym imieniu?

- Nie - odparł chłopak. On pamiętał jej imię.

- Brzmi fińsko, prawda? Anastas potwierdził.

- Przedziwna kobieta - mruknął Grigorij. - Ale czuję się już lepiej. Najpierw było gorzej, 

background image

jakby zapalenie objęło całą nogę. Bolało tak, jakby wszystkie diabły uwzięły się na nią.

- A teraz?

- Lepiej. Po chwili milczenia dodał:

-   Ale   dziś   w   nocy   byłoby   za   wcześnie,   Anastas.   Nie   mogę   stanąć   na   tej   nodze. 

Wykrwawiłbym się.

- Czy nie mówisz tak dlatego, że... nie chcesz stąd odjechać? - musiał spytać Anastas. 

Zdradzał   tym   samym,   że   według   niego   słabość   Grigorija   do   Antonii   mogła   się   okazać 

niebezpieczna, ale czuł, że musieli szczerze porozmawiać. Ta sprawa nie powinna stać się 

zakazanym tematem.

- Jesteś zbyt młody, by tak kochać - westchnął Grigorij. Zebrał się w sobie. - Ja wiem, 

że stąd odjadę. Nie chcę jej narażać. Zabierz konia. Już teraz w nocy, zanim się rozjaśni. 

Odnajdź Klimenta, niech roześle wiadomość. Jutrzejszej nocy będę gotów.

- Już jest zbyt jasno na wyprowadzenie konia - odparł Anastas. - Ale mogę spróbować 

odnaleźć Klimenta.

- Możemy ufać temu, u kogo mieszkasz?

-  To  on  wyniósł  stąd  tę kobietę  - odparł  chłopak  sucho.  -  Sądzę,  że  możemy.  To 

kochanek Antonii. I ubóstwia Raiję. Niektórzy mężczyźni potrafią stracić głowę dla kobiety, 

której nigdy nie dostaną.

- A niektórzy są zbyt młodzi, by to zrozumieć - odpalił Grigorij. - Idź już!

Anastas   wpadł   prosto   na   Antonię.   Obudziły   ją   ciche   głosy   mężczyzn.   Strach 

sparaliżował jej serce.

- Jak, u diabła, się tu dostałeś? - syknęła, gdy go poznała. Musiała zacisnąć pięści, by się 

na niego nie rzucić.

Anastas zachował spokój. Najwyraźniej trudno było go wyprowadzić z równowagi.

- To takie proste - odparł. - Nie bój się, żołnierze waliliby w drzwi. Nie sądzę, żebyście 

byli w niebezpieczeństwie póki co.

Przeszła koło niego. Trudno było jej pogodzić się z tym, że Grigorij był aż tak zależny 

od tego młokosa. Całkiem zależny.

Anastas zachowywał się tak, jakby tylko on miał prawo do podejmowania decyzji. 

Antonia rozumiała, że to wynikało z jego wychowania. W domu z pewnością przysługiwało mu 

wiele przywilejów.

Przypuszczała,  że  on nie był  tego  świadom. W  swoim mniemaniu  zachowywał   się 

normalnie.

Przed pięciu laty Anastas nie mógł podjąć innej decyzji, jak pociągnąć za Grigorijem. 

background image

Ale  teraz  był  niemal   dorosły  i  Antonia wiedziała,   że chłopak miał  przed  sobą  możliwość 

wyboru. Mógł się targować.

Nie sądziła, by to zrobił, ale taka możliwość istniała.

A Grigorij był od niego całkowicie zależny. Chłopak zastępował mu oczy.

- Słyszałaś, o czym rozmawialiśmy? Antonia pokiwała głową. Słyszała i nie miała po-

trzeby zaprzeczać.

- Nie będziesz próbowała go zatrzymać?

- Po co? - spytała ostro. - Sądzisz, że mogłabym? Sądzisz, że by został? Spróbować sił z 

gubernatorem i moim mężem? Myślałam, że go znasz.

- Jesteś jedyną osobą, dla której by został...

To go nawet nie dziwiło. Przecież nawet sam ją polubił. Przerażało go jedynie, że 

kobieta mogła mieć aż taką władzę nad mężczyzną. Władzę, która przetrwała tyle lat. Która 

była równie mocna jak wtedy. Wbrew wszystkiemu.

Tego Anastas nie rozumiał. Ale znał Grigorija na tyle długo, że poznał jego marzenie. 

Dostrzegł tęsknotę w jego spojrzeniu.

A dziś w nocy widział w twarzy dowódcy ból. Może Antonia była kobietą, dla której 

warto umrzeć. W każdym razie na pewno jest ładna.

Chętnie obejrzałby sobie także tę drugą. Ocenił, czy są do siebie podobne, czy równie 

piękne. A może w tamtej jest coś innego? Coś, co potrafi aż tak mocno wiązać mężczyzn. I to 

bez dawania żadnej nadziei.

Mężczyźni nie dręczą się daremnie. Nie Grigorij. Także Wasilija Anastas uważał za 

przywiązanego do wolności.

Jeżeli nie brać pod uwagę tych kobiet...

- Grigorij dokonał wyboru już dawno temu - powiedziała Antonia twardo.

Nie brzmiało to gorzko czy nienawistnie. Anastas wyczuwał, że wybaczyła Grigorijowi. 

Mimo że uważała, iż popełnił błąd.

- Za bardzo go kocham, by go powstrzymywać - dodała. - Nie chcę, by go złapano jak 

przestępcę. Uważam, że powinien dłużej wypocząć, ale nie będę was powstrzymywać.

- Nawet gdy wiesz, jak jest bezbronny? Antonia pokręciła głową.

- Nigdy nie będę próbowała go powstrzymać - powtórzyła z naciskiem.

Uwierzył jej. Niezwykła kobieta!

Byłaby niezłym materiałem na mężczyznę, pomyślał chłopak. Taka stanowcza i pewna 

swego. Ale jednocześnie bardzo, bardzo kobieca.

Może Grigorij miał rację. Może on był zbyt młody, by zrozumieć, czym jest miłość.

background image

Anastas był z tego właściwie zadowolony. Nie chciałby nakładać na siebie podobnych 

więzów.

Antonia wśliznęła się do pokoju Grigorija. Rozpoznał jej kroki i uśmiechnął się.

- Słyszałem cię - rzekł. - Nie musiałaś być taka twarda wobec Anastasa. On nigdy nie 

obcował z żadną dziewczyną na tyle długo, by zdążyć się zakochać. Nawet nie poznał żadnej 

porządnej dziewczyny od czasu, gdy ze mną jest. To nie jego wina...

- Jak rana? - dotknęła koca.

- Może jutro ją zabandażujesz - odpowiedział, cofając się pod ścianę. Okrył się kocem, 

część   pozostawiając   na   podłodze   obok   siebie.   Było   to   miejsce   dla   Toni.   Poklepał   je 

zachęcająco.

- Z pełną czcią i nabożeństwem - zapewnił ją z uśmiechem. Nikt nie umiał się tak 

rozbrajająco uśmiechać jak on. - Chodź do mnie, Antonetto. Zamknij oczy i chodź. Będziemy 

sobie równi...

Wiedziała,  że to jest ryzykowne. Nierozsądne. Ale było kontynuacją tego, co sama 

rozpoczęła.

Usiadła blisko Grigorija, obejmując go ramieniem. Palce wplotła w jego długie włosy.

- Zamknęłaś oczy?

- I tak tego nie sprawdzisz - drażniła się z nim z uśmiechem. Chciała go widzieć, więc 

nie zamknęła oczu.

Poddał się. Objął ją ramionami.

- Mamy tak mało czasu, Antonetto - rzekł z powagą w głosie. - Nie chciałem o tym 

myśleć. Wyobrażałem sobie, że wszystko będzie jak dawniej, że wystarczy tylko u ciebie być. 

Ale ty masz swoje życie. Może to jest nasza ostatnia okazja bycia tak blisko siebie...

Antonia nie mogła odpowiedzieć od razu.

- A czy poza tym było... jak kiedyś? - spytała w końcu.

- A jak sądzisz? Pogłaskał ją po policzkach. Chciał się upewnić, że ją pamięta choćby 

opuszkami palców, ale to mu nie wystarczało. Nie umiał odczuwać tylko za pomocą dotyku. 

Przecież jeszcze niedawno widział! Minęło zbyt mało czasu, by wystarczało mu to, co wyczuje 

dłońmi.

- Tak bym pragnął cię zobaczyć - powiedział z melancholią. - Anastas mi cię opisał, ale 

to nie to samo. Mam swoje wspomnienia, chciałem je porównać. Sądzę, że jesteś teraz o wiele 

piękniejsza. Że jako kobieta prześcignęłaś moje wyobrażenia...

- Jestem ładna - powiedziała Antonia bez fałszywej skromności - ale nie jestem żadną 

pięknością. Nie zmieniłam się bardzo. Mam taką twarz, która się nie zmienia. Może doszło 

background image

kilka   delikatnych   zmarszczek,   jakieś   linie   wzdłuż   ust.   Jestem   pełniejsza   niż   wtedy,   ale 

szczuplejsza niż niedawno. Nie ma we mnie nic specjalnego. Poznałbyś mnie bez trudu.

- A ty rozpoznałabyś mnie? Antonia pokiwała głową. Wyczuł ten ruch.

- Zawiodłaś się? - Zaśmiał się ochryple. - Kiedyś byłem przystojny. Ale to było dawno 

temu. Bynajmniej nie robię się młodszy. A żyłem intensywnie...

-   Nie   zawiodłam   się,   Grigorij.   Jesteś   dokładnie   taki   jak   kiedyś.   Nie   kłamię   i   nie 

pochlebiam ci. Przecież cię widzę...

Jej usta musnęły jego skroń. Skórę miał suchą, smakował solą. Rozpoznała zapach jego 

skóry.   Już   tak   dawno   go   nie   czuła...   Teraz   znów   miała   go   w   nozdrzach.   Nigdy   go   nie 

zapomniała.

Jego ramiona obejmowały ją mocno. Przyciągnął jej głowę do swojej i przycisnął usta 

do jej ust.

Usłyszała, jak Grigorij wzdycha ze szczęścia - a może to wzdychała ona? Objęła dłonią 

jego kark równie mocno jak on trzymał ją. Całowali się tak, aż paliły ich usta. Pocałunek 

ujawniał to, co było ukryte przez lata. To, co było prawdziwym skarbem szkatułki z Wielikiego 

Ustiuga.

- Nadal cię kocham, Grigorij - zapewniła go, gdy rozłączyli usta. - To się nigdy nie 

zmieniło. Ale tak mało nadziei dawało dochowywanie wierności komuś, kto nie żył...

Głaskał ją po włosach, nie mógł jej puścić. Nie był w stanie.

Następnej nocy znów będzie ściganym wyjętym spod prawa.

- Też cię kocham, Antonetto - odparł. - Ale wtedy dokonałem wyboru. Możliwe, że 

złego. Ale nie miałem możliwości wybierać ponownie.

- Dziś wybrałbyś inaczej? - spytała, wstrzymując oddech.

- Może - odpowiedział po dłuższej chwili. - Może, Antonetto. Rozczarowanie ciebie 

było piekłem. Ale uważałem, że równie złe będzie sprawienie zawodu im. I w końcu zawiodłem 

zarówno ciebie, jak i tych wszystkich, za których chciałem walczyć.

Antonia położyła wygodnie głowę na jego ramieniu.

- Jestem teraz szczęśliwa - wyszeptała. - Czuję twoje ramiona. Kochasz mnie. Jesteśmy 

blisko siebie. Czuję dokładnie to samo, co wtedy. Jesteś mężczyzną mojego życia. Jedynym, z 

którym   kiedykolwiek   chciałam   być.   A   tak   łatwo   cię   stracić,   Grigorij...   Ale   dopóki   mnie 

obejmujesz, jestem szczęśliwa.

- Może lepiej byłoby dla ciebie, gdybyś tego nie czuła - powiedział, całując jej czoło. - 

Powinienem być na tyle silny, by się trzymać z dala od ciebie. Nie po raz pierwszy jestem w 

pobliżu Archangielska. Już dawno o tobie wiem. Zawsze szukałem wieści o tobie. Świadomość 

background image

tego, że żyjesz, dawała mi oparcie w życiu. Ale trzymałem się z dala. Aż do teraz. Może 

dlatego, że pozostało mi niewiele czasu...

- Nie możesz dać się schwytać! Potrząsnął głową.

- Nie dam się schwytać, Antonetto. Masz rację, ja też jestem szczęśliwy. Choćby przez 

tę krótką chwilę. To nigdy nie było możliwe z kimś innym poza tobą.

Noc niepostrzeżenie przeszła w poranek.

background image

12

- Jadę z tobą - rzuciła Raija. Wyszła do kuchni na bosaka, mimo że od podłogi ciągnęło 

chłodem.

Jewgienij westchnął.

Leżał,   czuwając   obok   niej,   przez   pół   nocy.   Raija   była   chłodna,   lekko   spocona. 

Oddychała tak powoli, że na pewno by to go wystraszyło, gdyby już wcześniej nie przeżył 

czegoś podobnego. Doszła do siebie dopiero nad ranem. Jej oddech zaczął przypominać oddech 

śpiącego normalnie człowieka.

Gdy   zaczęła   się   pocić,   odważył   się   ściągnąć   z   niej   ubranie.   Zostawił   ją   w   samej 

bieliźnie.

Wcześniej bardzo się bał, by nie zmarzła.

Pierwsze pytanie, które zadała, gdy otworzyła oczy, brzmiało:

- Wyzdrowiał? Jewgienij nie wiedział. Przekazał jej tylko to, co się z nią działo, a czego 

nie mogła pamiętać.

- Bóg świadkiem, że przez ciebie mieliśmy z Wasilijem pełne ręce roboty! - narzekał. - 

Dziś zostajesz w domu!

Wtedy się zaczęło.

- Muszę znów tam pojechać - rzuciła, gdy Jewgienij się ubrał. - Muszę zobaczyć się z 

Antonią. Nadal coś jest nie tak. Coś ważnego.

-   Coś   naprawdę   będzie   nie   tak,   gdy   obie   z   Antonią   wylądujecie   u   gubernatora   za 

ukrywanie ściganego przez prawo!

Jewgienij był rozgniewany. Czym innym było martwienie się o Antonię. Na jej decyzje 

nie miał wpływu. Ale Raija była jego żoną!

-   On   jest   przystojny   -   rzuciła   niespodziewanie   Raija.   -   Może   nie   aż   tak,   jak   ten 

mężczyzna, który właśnie na mnie krzyczy, ale interesujący. Bardzo interesujący. Taki, dla 

którego można było stracić głowę w młodości. Nic dziwnego, że tak się stało z Tonią.

- Może innym razem opowiesz mi historię życia Toni - uciął Jewgienij szorstko. - 

Zostajesz w domu. Nie chcę się o ciebie martwić. Sama prosisz się o kłopoty. Wchodzisz na 

pokład statku, na którym zbuntowała się załoga. Idziesz do domu, gdzie ukrywa się człowiek 

poszukiwany za zdradę stanu!

- Nie używaj tego przeciwko mnie, Jewgienij! - poprosiła.

Wyszedł energicznie do kuchni i zaczął rozpalać w piecu. Usłyszał, jak Raija rozmawia 

z Misza. Zaczęli coś razem śpiewać. Misza klaskał, może nie całkiem do taktu, ale z zapałem. 

background image

Raija zaśmiała się głośno.

Dziwne, że tak szybko doszła do siebie!

Jewgienij czuł się zmęczony po nieprzespanej nocy. Może się nie bał, ale za każdym 

razem, gdy widział Raiję w tym stanie, przepełniał go ból.

Pragnął z całego serca, by to się już nie powtórzyło. Żeby już tego nie robiła. Żeby nie 

używała tego daru. Mimo że pomagała innym, wolał, by przestała. To na pewno nie jest dla niej 

dobre.

Ale tak szybko doszła do siebie, zupełnie jakby się obudziła po zwykłej nocy...

Nic nie rozumiał. Nawet nie chciał zrozumieć. I nie chciał, by pojechała do Antonii.

No i wtedy weszła do kuchni i oświadczyła mu, że jedzie z nim do miasta.

- Wolę, żebyś wiedział - wytłumaczyła. - Nie chcę działać za twoimi plecami. I nie chcę 

zabierać tam Miszy. Mógłby pojechać do portu razem z tobą. Nie będzie ci przeszkadzał. Ja nie 

zostanę tam długo.

Poddał się, lecz dał poznać Raiji, że robi to wbrew sobie. Nie powinna myśleć, że 

pochwala jej postępowanie.

- Zęby tylko nie musieli i dziś wynosić cię stamtąd - rzucił, nie patrząc na nią. Był na 

nią zły. Nie chciał, by szła do rannego, ale jej to najwyraźniej nic nie obchodziło. - Wasilij ma 

co innego do roboty niż taszczenie cię, nieprzytomnej, po mieście.

Raija popatrzyła na Jewgienija, opierając policzek o chłodną framugę.

Miał ciemne sińce pod oczami. Od razu było po nim widać, gdy zbyt mało spał. A 

potrzebował długiego odpoczynku. Nie zawsze mu się to udawało: bark często mu dokuczał. 

Od wiosny miał z nim spokój, gdyż pogoda była sprzyjająca: ciepło i sucho. Ból trzymał się 

wtedy z daleka.

Jewgienij zwykle bywał w dobrym humorze o tej porze roku.

Poczuła ukłucie wyrzutów sumienia, bo to z jej powodu się denerwował. A i tak miał 

swoje powody do zmartwień. Papiery. Spłaty kredytów. Troska o ładunek. Nowe plany krążące 

po głowie.

Potrzebował odpoczynku.

Ale teraz był niesprawiedliwy. Tonią była jej przyjaciółką. Może kimś więcej. Dobrze 

pamiętała, jak ją przyjęła, gdy przybyła do Rosji, całkiem obca.

Tonią   pierwsza   przywitała   ją   z   otwartymi   ramionami.   Obdarzyła   ją   ciepłem   i 

serdecznością, nie mówiąc już o ubraniach.

Tonią stała się dla niej rodziną, której nie miała. Jej powierniczką. Raija potrzebowała 

czegoś więcej niż męża i dziecka. Z Tonią się rozumiały.

background image

Czuła wyraźnie, że przyjaciółka potrzebuje jej pomocy. Ze coś ją gnębi.

Ubrała Misze i dała mu jeść. Sama nie była głodna. Wzięła ze sobą kawałek suchego 

chleba, który pokruszyła i zjadła w drodze do miasta.

Jewgienij nie odezwał się do niej ani słowem.

Dała mu spokój.

Gdy był w takim humorze, lepiej było mu nie przeszkadzać. Niech sobie siedzi i milczy.

Zagadywała   Misze,   dając   myślom   ulecieć   w  przestworza.   Zawsze  lubiła   niebo  nad 

Dwiną.

Dojechali około południa. Zbyt dużo zmarnowali czasu rano, kłócąc się.

Jewgienij nigdy nie przyjeżdżał tak późno.

Wasilij   przerzucał   worki   z   mąką.   Mieli   pewien   zapas,   którego   nie   zdążyli   wysłać 

statkiem. Może uda im się sprzedać go przed zimą na Półwyspie Kolskim. Tam też mieszkali 

ludzie, którzy kupiliby mąkę równie chętnie jak Norwegowie w Finnmarku.

Nie byłaby to długa wyprawa. Można by się wybrać mniejszym frachtowcem. Wasilij z 

ochotą by popłynął, bo zbyt długo przebywając na lądzie, stawał się coraz bardziej niespokojny. 

Za bardzo lubił stać na pokładzie na szeroko rozstawionych nogach, opierając się podmuchom 

wiatru i falom. Na lądzie tylko zdzierał zelówki, mówił.

Wasilij przerwał swoje zajęcie, szybko zapinając koszulę, by godnie przywitać Raiję i 

Jewgienija.

Misza siedział na ramionach ojca, zachwycony, że przewyższa wszystkich dokoła.

- Doszłaś do siebie - powiedział Wasilij z nieśmiałym uśmiechem, patrząc na Raiję.

Podwinął szybko rękawy i wrócił do pracy.

- Tak, doszła do siebie na tyle, że znów chce tam jechać! - rzucił ostro Jewgienij, idąc w 

stronę swego kantorka. - Przemów do niej! Powiedz, w jakim stanie ją znalazłeś!

- Ja muszę - powiedziała Raija cicho i stanowczo. Spojrzenia Raiji i Wasilija spotkały 

się na krótką chwilę. Wasilij zauważył, że jest bardzo blada. I dobrze pamiętał, jak wyglądała, 

gdy ją znalazł. Jak nieżywa.

- To nie chodzi o tego mężczyznę - pospieszyła z wytłumaczeniem. - Nie sądzę, bym 

mogła mu jeszcze pomóc. Wiem to. On jest silny. Gdyby nie to, nic by mu nie pomogło. 

Użyłam  także  jego  mocy.   Dla  przywrócenia  mu  wzroku  to  i   tak za   mało.  Ale   muszę  się 

zobaczyć z Antonią. Czuję, że ona mnie woła.

Spojrzała na Wasilija.

Stał i przyglądał się jej, przekrzywiwszy głowę. Ręce oparł za sobą o stertę worków z 

mąką. Włosy miał potargane. Oczy patrzyły na nią z wielką uwagą.

background image

- Czy to brzmi... dziwacznie? - spytała.

- Może nie - odparł. - Ale nie jestem pewien, czy w to wierzę.

Podciągnął   się   na   stos   worków   i   usiadł   tam,   wysoko   nad   Raiją,   w   bezpiecznej 

odległości.

- Wiem, że potrafisz coś zdziałać, bo sam widziałem. Nie wiem, co to jest, i nie chcę 

wiedzieć. Jest wspaniałe, bo możesz coś dla kogoś zrobić. I godne podziwu, jeśli się wie, ile cię 

może kosztować. Nie wiem, czy ja bym się na to zdobył, nawet gdybym miał takie moce. Może 

za dużo myślałbym o sobie.

- Chyba nikt nie ocenia cię tak nisko jak ty sam, Wasilij - przyznała Raija ze smutkiem.

Odpowiedział wzruszeniem ramion.

Na zewnątrz rozległ się stukot podkutych butów. Drzwi otworzyły się z impetem, aż 

zajęczały zawiasy.

Wasilij nadal siedział.

Jewgienij wyszedł z biura. Usłyszał i rozpoznał ten stukot.

Byli w mundurach. Z wyniosłymi minami podeszli do Jewgienija.

Tym razem zjawili się we trzech.

Raija nadal stała. Gdy tamci wchodzili, szepnął do niej, by zachowywała się normalnie.

- Nic nie mogą nam udowodnić! O niczym nie wiesz! Oni też na pewno nic nie wiedzą!

Byli tak dobrze wychowani, że na widok Raiji unieśli palce do czapek. Najmłodszy z 

nich ukłonił się nawet lekko, obdarzając ją spojrzeniem może nie całkiem dwornym, ale które 

przy odrobinie dobrej woli można było nazwać pochlebnym.

Raija uśmiechnęła się. Uniosła brwi, spoglądając na żołnierzy z lekką kokieterią.

Tym razem powiedzieli, dlaczego przyszli.

-   Gubernator   poszukuje   pewnego   mężczyzny   -   odezwał   się   najstarszy,   patrząc   na 

Jewgienija.   -   Niejakiego   Grigorija   Amonowa.   Za   zdradę   władzy  carskiej.   I  za   niezliczone 

przestępstwa:   włamania,   rabunek,   kradzież   koni...   I   najpoważniejsze:   przywództwo   buntu 

przeciwko   właścicielom   ziemskim,   a   przez   to   państwu.   Zdrada   mateczki   Rosji,   carycy 

Katarzyny.

- To chyba dawna sprawa - odparł Jewgienij. - Teraz mamy Elżbietę. Czy to stary 

człowiek?

Brwi   oficera   uniosły   się   na   znak   zgorszenia   wobec   takiego   braku   respektu   wobec 

carycy,   ale  dał  spokój.  Najmłodszy  nadal  obserwował  Raiję  i  najwyraźniej   flirtował   z nią 

wzrokiem.

- Widzieliście w porcie jakichś obcych? - spytał oficer. Uważał, że odpowiadanie na 

background image

pytania   pospólstwa   nie   należy   do   jego   obowiązków.   Wolał   je   zadawać,   najchętniej 

niespodziewanie, by uzyskać szczerą odpowiedź.

-   Raczej   nie   -   odparł   Jewgienij.   -   Trudno   jest   odpowiedzieć   na   pewno.   Ostatnio 

odbieraliśmy   towary   z   obcego   statku.   Nie   mogę   powiedzieć,   że   znałem   wszystkich   na 

pokładzie. Takiego kłamstwa bym się nigdy nie dopuścił. Człowiek na pana stanowisku na 

pewno   to   rozumie.   Ale   na   naszych   statkach   nie   ma   obcych,   to   mogę   stwierdzić   z   całą 

stanowczością.

-   Sądzimy,   że   jest   z  nim  wielu   ludzi   -  odparł   oficer,   mile   zaskoczony  elokwencją 

Jewgienija. - Mała armia. Nieco dalej na południe niemal ich złapali. Udało im się uciec. Mimo 

to sądzimy, że tym razem ich dopadniemy. Mają ze sobą rannych, nie mogą poruszać się za 

szybko.

Jewgienij zmrużył oczy.

- Nie wydaje się rozsądne, by szukali schronienia tu, jeśli nie chcą mieć do czynienia z 

ludźmi gubernatora i carycą Elżbietą - niech Bóg jej błogosławi.

Oficer zaśmiał się już całkiem przyjacielsko.

- My też tak uważamy. Ale to nasz obowiązek sprawdzić. Istnieje niewielka możliwość, 

i nie możemy jej zlekceważyć. Ale tak między nami mówiąc, nie sądzę, by on tu był. Antonów 

ukrywa   się   już   od   piętnastu   lat.   Jest   szczwanym   lisem.   Wie,   gdzie   może   się   przyczaić. 

Przypuszczalnie na obszarach wzdłuż rzek, gdzieś  koło Karpogory nad Pinegą, Wielikiego 

Ustiuga,   skąd   pochodzi,   Kotłasu,   dalej   na   wschód   wzdłuż   Wyczegdy.   Nad   Wołgą   też   go 

widywano. Pewnie będzie chciał wrócić na znane sobie tereny, wierzcie mi. Znajdziemy go nad 

rzekami, a nie tu w Archangielsku!

Zaśmiał się i zasalutował przed Jewgienijem, i jeszcze raz przed Michaiłem, który też 

wyszedł z kantorka. Chłopczyk aż otworzył usta na widok wspaniale ubranych mężczyzn.

- Niezły chłopak! - pochwalili go. Michaił uśmiechnął się tylko. Lubił być w centrum 

zainteresowania.

- Jak on wygląda? - spytał Jewgienij, odprowadzając ich w stronę wyjścia. Zaśmiał się i 

dodał: - Na wypadek, gdyby jednak wbrew oczekiwaniom się ujawnił?

- Wysoki i szczupły. Blondyn, długie włosy. Ma około czterdziestu lat.

Jewgienij pokiwał głową z powagą.

- Będziemy mieć oczy otwarte - obiecał. Wasilij zachował twarz bez wyrazu. Nie chciał, 

by zwrócili na niego uwagę. I tak wiedzieli, kim jest. Ich zadaniem było wiedzieć o wszystkim.

Zatrzymali się przy Raiji. Najmłodszy z nich najwyraźniej nie miał nic przeciwko temu.

- Nasza pani przybyła do miasta - zagadnął słodkim tonem.

background image

Raija przytaknęła.

- Czasami czuję się taka samotna - przyznała, nie spuszczając z niego wzroku. - Lubię 

niekiedy odwiedzić moją przyjaciółkę, wtedy nasz syn może bawić się z innymi dziećmi. Teraz 

jest   chora,   a   w   domu   jest   zawsze   tyle   do   zrobienia.   Ale   to   nasza,   kobiet,   sprawa.   Wy, 

mężczyźni, nie powinniście się tym kłopotać.

Zaśmiała się kokieteryjnie.

- Dobrze wiedzieć, że poważnie traktujecie swe obowiązki - dodała. - Nawet jeśli ta 

sprawa nie dotyczy Archangielska. My, kobiety i dzieci, możemy się czuć o wiele bezpieczniej. 

Przecież nigdy nie wiadomo...

- Nasza pani nie ma się czego obawiać! - zapewnił dowódca.

Lubił kobiety znające swoje miejsce w życiu. I może nie słyszał wszystkich plotek o 

Raiji albo nie skojarzył ich z nią. Wyszedł zadowolony. Uśmiech żony Jewgienija Bykowa był 

zniewalający. Ona sama też. Był pewien, że jej się spodobał. Umiał to poznać w oczach kobiet.

Właściwie dzień okazał się całkiem udany.

Milczeli, dopóki nie byli pewni, że żołnierze ich już nie usłyszą. Jewgienij spojrzał 

wtedy na Raiję i roześmiał się. Wasilij także się uśmiechnął.

Raija zrobiła kilka tanecznych kroków i wachlując rzęsami, dygnęła przed nimi.

- Mama się wygłupia! - oświadczył Misza.

- Chyba nasza pani nieco przesadziła - stwierdził Jewgienij, obejmując żonę. - Dobry 

Boże, ależ ty potrafisz kłamać, Raiju! Gdzie się tego nauczyłaś? A może pochodzisz z rodziny 

jakichś kuglarzy?

Zaśmiała się perliście.

- Mężczyzn tak łatwo oszukać - droczyła się.

- Ale tym wy, kobiety, nie będziecie kłopotać nas, mężczyzn - odparował Jewgienij 

błyskawicznie. - Co ty na to, Wasilij? Może powinniśmy zaprosić tu samego gubernatora, by ta 

nasza pani oczarowała go tak, by zrezygnował z tych wszystkich podatków i opłat. Dałabyś 

sobie radę, Raiju: wystarczyłby twój uśmiech, pochlebstwa i spojrzenie, które obiecuje więcej, 

niż kiedykolwiek byś dotrzymała.

- Ona jest carycą - stwierdził Wasilij z powagą. Jewgienij przełknął żart, który miał na 

końcu języka, i niemal popchnął Raiję w stronę drzwi.

- Idź już do swej chorej przyjaciółki, zanim znajdą u niej tego zdrajcę. Mogłaś nawet 

poprosić ich o eskortowanie cię do niej, żeby żadni niegrzeczni przestępcy cię po drodze nie 

napastowali...

Raija zrobiła do niego minę, a w następnym momencie wysłała pocałunek. Okręciła się 

background image

na pięcie, aż zafurkotał jej płaszcz.

Gdy zamknęła za sobą drzwi, poczuli pustkę. Wydało im się nawet, że zrobiło się trochę 

chłodniej...

Antonia wpuściła ją bez słowa. Szybko zamknęła drzwi. Raija pogłaskała przyjaciółkę 

po policzku gestem pełnym ciepła, też nic nie mówiąc.

- Bałam się, że się przekręcisz - rzuciła Antonia. Nigdy nie była delikatna w doborze 

słów.

- Jak z nim?

Antonia patrzyła na Raiję przez chwilę, potem rzuciła się jej na szyję, wtulając twarz w 

jej płaszcz, by stłumić szloch.

- Dziękuję! - rzuciła w końcu. Opadła na stojące nieopodal krzesło, jakby opuściły ją 

siły.

Olga siedziała na skrzyni z drewnem. To był statek w drodze do Norwegii, a ona jego 

pryncypałem, jak tata. Popatrzyła na Raiję uważnie. Ciocia wyglądała na zdrową.

- Dzięki ci, że jesteś sobą - dodała Tonią, mrugając oczami i osuszając ostatnie łzy na 

gęstych, ciemnych rzęsach. - Dzięki, że rozumiesz moje wołania o pomoc i że dokonałaś tego 

cudu wczoraj. Nie ma nikogo innego takiego jak ty, Raiju - Raiso! Tak bardzo cię kocham, że 

chyba zacznę płakać...

- A więc doszedł do siebie? Tonią pokiwała głową.

- Jesteś już zdrowa, ciociu? - odezwała się Olga.

- Całkiem zdrowa.

-  A  wiesz,   że   gładziłam  cię   po policzku?   Raija  pokiwała  głową.   Nikt   jej   tego   nie 

powiedział, ale nie zawiodłaby dziecka, zaprzeczając.

- To na pewno pomogło mi najbardziej - uśmiechnęła się.

- Wasilij powiedział, że to pomoże - wytłumaczyła Olga. - Obiecał, że ci o tym powie i 

że poprosi Misze, by też cię głaskał. Zrobił tak?

- Misza wtedy spał - odparła Raija. - A gdy się obudził, ja już byłam zdrowa. Na pewno 

dlatego, że ty byłaś tak dla mnie dobra, Oluniu.

Oldze spodobały się jej słowa. Uśmiechnęła się z oddaniem do cioci Raiji - Raisy i 

znów zmieniła się w pryncypała okrętu, który płynął gdzieś daleko, by kupować ryby. Były tam 

miejscowości o tak dziwnych nazwach, jak Vardo, Malangen czy Lyngen. Tata opowiadał jej o 

nich. Słyszała te nazwy już wiele razy.

- Chcesz go zobaczyć? - spytała Antonia. Raija pokręciła głową.

- Przyjechałam zobaczyć się z tobą. Dobrze się czujesz?

background image

- Chyba na nic się nie zdadzą kłamstwa? - Tonią nawet się nie uśmiechnęła. - Jestem tak 

straszliwie zmęczona! A on tej nocy jedzie dalej...

Raija przypomniała sobie rozmowę z oficerem. Przekazała przyjaciółce, gdzie żołnierze 

będą go szukać.

- Chciałabym zamknąć oczy i znów znaleźć się nad brzegami Suchony - wtrąciła Tonią 

rozmarzonym tonem. - Czekałabym na niego, a on nadjechałby konno. Uwiązałby konia do 

drzewa albo pozwoliłby mu się paść. Liczyłaby się tylko ta chwila. On i ja. Miękka trawa. 

Szum rzeki. I tam, gdzie byłam wtedy nieśmiała, niedojrzała i niegotowa, teraz byłabym śmiała, 

gorąca i wymagająca. Niebo byłoby to samo, miejsce, rzeka i ptaki. On i ja. I nie miałabym 

wyrzutów sumienia. Byłaby to chwila zapomnienia, w której nie krępowałyby mnie żadne 

więzy. Byłabym tylko sobą, choćby na krótko. Razem z nim.

- On tyle dla ciebie znaczy? - spytała Raija. Antonia pokiwała głową z powagą. Raija 

przełknęła ślinę. Nie miała żadnego prawa jej osądzać, wygłaszać swoje opinie. Nie miała 

prawa uznać marzenia Toni za coś brudnego i brzydkiego.

- Kocham go - powiedziała Antonia tak cicho, żeby tylko Raija ją słyszała. - To prawda. 

Można wiele o mnie powiedzieć, ale zawsze byłam wobec siebie uczciwa. Mimo że to bardzo 

boli. Nigdy niczego nie żałuję. Żyję pełnią chwili. Nie umiem inaczej.

Raija pokiwała głową.

Te słowa odbiły się echem w jej duszy. Znów poczuła, że nie są jej nieznane. Może ona 

kiedyś mówiła coś podobnego. Nie umiała sobie przypomnieć. To było bardziej ulotne niż dym 

na wietrze.

Antonia zebrała się na odwagę:

- Mogę cię o coś prosić? O coś, co zrozumiesz jako kobieta?

Raija pokiwała głową.

- Czy możesz wziąć Olgę do siebie na noc? Oczy Toni wyrażały wszystko, czego nie 

mogła powiedzieć.

Raija była kobietą. Zrozumiała.

- On wyjedzie dziś w nocy - powiedziała Antonia cicho, z rozpaczą.

Raija zgodziła się. Jewgienijowi na pewno się to nie spodoba. Powie, że to zdrada 

wobec Olega.

Ale Raija rozumiała Antonię. Gdyby ona aż tak bardzo kochała jakiegoś mężczyznę i 

pozostały jej tylko godziny do rozstania z nim może na zawsze, też zrobiłaby wszystko, by choć 

przez moment mieć go tylko dla siebie.

Krótka chwila  wypełniona prawdziwym uczuciem nie mogła być grzechem. A jeśli 

background image

nawet,   to   Raija   nie   przejęła   się   tym   zbytnio.   Uznała,   że   to   będzie   dla   dobra   Antonii. 

Wytłumaczyła sobie samej, że Tonią żałowałaby przez resztę życia, gdyby nie złapała tej okazji 

oburącz.

Taka   szansa   mogła   się   już   nie   powtórzyć.   Potem   zostałyby   jej   tylko   pustka   i 

rozmyślanie, co mogło było się zdarzyć.

-   Chcesz   pojechać   do   nas,   Oleńko?   -   spytała   Raija,   odwracając   się   w   stronę 

dziewczynki. - Byłaś taka dzielna, że pomogłaś mi wyzdrowieć, więc może pojedziesz teraz ze 

mną do nas? Aż do jutra. Pobawisz się z Misza...

Olgę kusiła ta propozycja. Spojrzała szybko na matkę.

- A co z mamą?

- Mama będzie spała - odrzekła Antonia. - A ty przecież uważasz, że to nudne, gdy 

mama śpi.

Olga pokiwała głową.

- Pojadę - postanowiła. - Już teraz? Zaraz? Raija potwierdziła.

- Pójdę tylko po wóz i Misze i zaraz przyjadę po ciebie. Powinnaś się trochę cieplej 

ubrać, malutka. Mama ci pomoże.

Antonia pokiwała głową. W oczach miała bezbrzeżną wdzięczność.

- Dziękuję - powiedziała.

Przyprowadzenie   wozu   nie   zabrało   Raiji   wiele   czasu.   Machnięciem   ręki   zbyła 

wątpliwości Jewgienija i Wasilija, czy poradzi sobie z jazdą.

- Nasza pani poradzi sobie ze wszystkim - powiedziała.

Olga czekała już przy oknie, gotowa do drogi. Mały nosek rozpłaszczyła na szybie. 

Zerwała się natychmiast, gdy tylko dostrzegła wóz Raiji.

Antonia   podniosła   córeczkę   i   ucałowała   w   oba   policzki.   Ucałowała   jeszcze   czoło, 

powieki i usta małej. Uściskała tak mocno, że Olga zaczęła się wyrywać.

- Mama, puść!

Tonią posłuchała. Przetarła suche oczy, uśmiechnęła się i zaprowadziła córkę do Raiji.

Dziwne było oddawać ją komuś. Ale Olga już cieszyła się tym, co obiecywała jej ciocia.

- Wszystko będzie dobrze - powiedziała Raija. A Olga, która dostrzegła, że mama jest 

trochę smutna, objęła ją i przytuliła.

- Pa, mamo! - rzuciła i ucałowała Tonie w same usta. - Będziesz za mną tęskniła? - 

dodała.

- Będę  za tobą okropnie tęskniła,  kochanie moje - zapewniła  małą. -  Strasznie  cię 

kocham, wiesz?

background image

Machała za nimi, dopóki nie zniknęły jej z oczu. Potem weszła do domu i zamknęła za 

sobą drzwi na klucz.

background image

13

Grigorij słyszał rozmowę Antonii i Raiji. Słyszał, jak Tonią ubiera dziecko. Słyszał 

ciszę, która zapadła po tym, jak Antonia weszła do środka.

Z trudem wstał. Ostrożnie obciążał ranną nogę. Czuł pulsowanie krwi i bólu. Noga była 

sztywna od biodra w dół. Ale nie bolała go już jak wcześniej. Rana chyba zaczynała się goić. 

Wyglądało na to, że wszystko, co złe, już z niej wyciekło.

Nie rozumiał tego, ale przypuszczał, że to ma związek z kobietą o fińsko brzmiącym 

imieniu.

Grigorij wiedział, że powinien dłużej odpocząć, nie tylko dlatego, by spędzić z Tonią 

więcej czasu. Stał zlany potem, łapiąc powietrze. Musiał oprzeć się o ścianę. Powinien jeszcze 

leżeć tydzień, może dwa...

Zamknął oczy i przeniósł się myślami do domu. Bywał już w tylu miejscach, od kiedy 

stamtąd wyjechał, ale nadal nazywał trakty wokół Kotłasu i Wielikiego Ustiuga domem.

Chciałby móc kiedyś ją tam ze sobą zabrać. Poczuć zapach nadchodzącego lata, lasu, 

mchu i rzeki. Koni. Chciał usłyszeć odgłosy życia miejskiego w Wielikim Ustiugu: skrzypienie 

kół wozów, stukot kopyt, szuranie stóp, echo targowania się na rynku, odgłosy ładowania 

towarów na łodzie.

Chciałby siedzieć teraz nad brzegiem Suchony, obejmując Antonię. Chciałby kochać się 

z nią na brzegu rzeki. Jak za pierwszym razem.

Już nigdy tak nie będzie.

Po prostu.

Już nigdy więcej.

Niedługo zapadnie noc i przyjdzie po niego Anastas. Wtedy się z nią pożegna. Pojedzie 

na spotkanie swoich ludzi i ruszą w drogę.

Będzie podwójnie wyjęty spod prawa.

Grigorij  miał pewne pojęcie,  po której stronie pokoju mieściły się drzwi. Nie było 

zresztą wielkiego wyboru. Dotykając opuszkami palców ściany, wyciągnął drugą rękę, jak mógł 

najdalej, i poruszał nią w powietrzu.

Cały ciężar ciała musiał utrzymywać na zdrowej nodze, więc zachwiał się. Czuł zawrót 

głowy. W ciemności, która go otaczała, nie rozróżniał kierunków.

Odważył się w końcu puścić ścianę, która była jego jedynym punktem zaczepienia.

Musiał stanąć na chorej nodze, by pójść do przodu. Nie było to łatwe.

Ale musiał tego dokonać. Najszybciej jak mógł. Dłońmi napotkał framugę drzwi.

background image

Starał się oddychać normalnie.

Łatwo było stracić rozeznanie w ciemności. Ale powinien się do tego przyzwyczajać. 

Nic nie wskazywało na to, że kiedyś z niej wyjdzie.

Pot spływał z niego ciurkiem. Ale odniósł pewne zwycięstwo.

Sam wstał i odnalazł drzwi.

- Grigorij, nie wolno ci stawać! - Antonia ocknęła się ze swoich mrocznych myśli, gdy 

dotarło do niej, że on stoi w drzwiach.

Grigorij ściskał mocno framugi. Rozglądał się jakby, zwracając twarz w jej stronę.

- Dziś w nocy jadę dalej - odparł. - Musiałem wstać.

Antonia pokręciła głową z powątpiewaniem i podbiegła do niego. Objęła go tak, by 

mógł się o nią wesprzeć i przenieść na nią część swego ciężaru.

Niepewnie dotarł do ławy kuchennej.

- Poprosiłam Raiję, by wzięła ze sobą Olgę na noc - powiedziała.

Cały czas musiała go dotykać. Godziny dzielące ich od nocy mijały tak szybko. Były jak 

piasek spłukiwany przez fale do morza.

- Słyszałem - odparł zachrypniętym głosem. Gardło mu się ścisnęło.

Oboje   czuli   wagę   chwili,   lecz   nie  umieli   jeszcze   z   niej   skorzystać.   Przerastała   ich 

oczekiwania.

Nadeszła tak nagle...

A noc była już tak blisko! Jak cień ciążący nad dniem.

Jego dłoń odnalazła jej podbródek. Przemknęła wzdłuż linii szczęki, po policzku, czole i 

wplątała się w jej włosy.

-   Miałaś   włosy   czarne   jak   sadza   -   rzekł   marzycielsko,   oglądając   ją   w   swoich 

wspomnieniach. - Czy nadal są tak ciemne?

- Chyba tak - z trudem wydobyła głos Antonia. - Z tamtych czasów nie pamiętam siebie 

tak dobrze, jak ciebie...

Jego cichy, pogodny śmiech. Miękki tak, jak tylko mógł być mech nad Suchoną.

-   Byłabyś   tam   szczęśliwa?   -   spytał   Grigorij.   Jego   policzek   dotykał   jej   włosów. 

Obejmował ją ramionami. Była tak blisko niego jak wtedy.

A już tej nocy on pojedzie dalej...

- Byłabyś szczęśliwa gdzieś tam, na południe od Kotlasu, na skrawku ziemi, w małej 

chacie, w trudzie i znoju? Z gromadką dzieci, ze mną... Czy by ci to wystarczyło?

- Tego właśnie pragnęłam - odparła Antonia cicho. - Wtedy. Po to wróciłam. Miałam 

tylko szesnaście lat, ale wiedziałam, że więcej nie mogę się spodziewać od życia. Może nawet 

background image

wyobrażałam sobie chatę jeszcze mniejszą, skrawek ziemi jeszcze uboższy. Po to wróciłam. A 

ciebie już nie było, Grigorij. Nie żyłeś.

Pocałował czoło Toni u nasady włosów, zakrywając potem to miejsce jej lokami.

- Pytałem cię, czy byłabyś szczęśliwa, moja Antonetto. Nie odpowiedziałaś mi.

- Przecież nigdy nie będziemy tego wiedzieć. Nigdy nie będzie tak jak wtedy, prawda? 

Może przywykłabym za szybko. Może miałbyś narzekającą żonę, która nie dawałaby sobie rady 

z pracą. Ale może równie dobrze trud życia by nas połączył. Mielibyśmy dzieci. Dzielilibyśmy 

się wszystkim. Nie możemy tego wiedzieć...

- Jakże często żałowałem, że nie wybrałem ciebie... Grigorij uścisnął ją i mówił dalej z 

bólem:

- Jestem teraz tak bardzo ubogi, Antonetto. Wtedy też niewiele miałem, Bóg świadkiem. 

Ale odrzuciłem wszystko: moją rodzinę, dom... Ciebie. Wszystko, co kochałem. A teraz czuję, 

że przybyło mi lat. Nie mam dzieci, które zajęłyby się mną, gdy stanę się całkiem niedołężny. 

Nie   będę   miał   wnuków.   Nigdy   nie   będę   cieszył   się   starością   u   boku   kobiety,   z   którą 

przeszedłem w trudzie całe życie. Straciłem nawet wzrok. Nie mam nic.

- Nie wiedziałeś wtedy tego - szepnęła Antonia. - Nikt nie mógł wiedzieć. Dokonanie 

takiego wyboru wymagało odwagi!

Westchnął. Anastas kilka razy mówił mu to samo. Wtedy, gdy Grigorij czuł potrzebę 

dzielenia się z nim swoimi myślami.

Ale   prawda   nie   powstaje   przez   powtarzanie   tych   samych   słów.   Nie   pomogłoby 

powtórzenie   ich   nawet   nieskończoną   ilość   razy.   Po   jakimś   czasie   zrozumiał,   że   dokonał 

niewłaściwego wyboru. Ze nie myślał. Może więcej zdziałałby dla tych, których zranił, gdyby 

został. Gdyby nadal był ziarnem piasku, które przeszkadza w działaniu mechanizmu, niż kimś, 

kto chciał zmienić świat za jednym razem.

Przemoc tak niewiele ze sobą niosła.

I to myślał on, który żył z nią za pan brat już niemal piętnaście lat!

Tyle czasu zmarnował...

-   Sądzę,   że   wolałbym   mieć   przygięty   kark   i   dzielić   z   tobą   biedę,   Antonetto,   niż 

wszystko inne. Nie mam nic do położenia na drugiej szalce wagi. Wszystko, co mam, jest 

nieważne. Nawet nie zostałem bohaterem...

Zaśmiał się zgrzytliwie.

Tonią potrząsnęła głową. Obróciła się ku niemu, obejmując go za szyję. Miała łzy w 

oczach. Musiała mu o nich powiedzieć, bo nie mógł ich zobaczyć.

Pochyliła się i pocałowała jego suche, spękane wargi. Sprawiła, że znów stały się cieple 

background image

i miękkie. Przywróciła im życie. Całowała go i płakała.

Grigorij otarł jej łzy.

- Nie powinnaś przeze mnie płakać, moja Antonetto! - powiedział ze smutkiem, nieco 

zażenowany.

Nigdy nie umiał zachować się wobec kogoś, kto płakał. Nigdy nie dawał sobie rady z 

delikatnymi uczuciami: współczuciem, troską, czułością...

Tak jak wielu innych mężczyzn umiał tylko się odwrócić.

Oparła czoło o jego czoło. Tworzyła jedną z tych uświęconych chwil, do których będzie 

wracał w samotności. Była jego najsłodszym wspomnieniem, teraz jeszcze bliższym niż tamte z 

młodości.

- Chcę się z tobą kochać, Grigorij - rzekła czule.

Przełknął ślinę. Nadal potrafiła go zaskoczyć. Nadal umiała powiedzieć coś takiego, co 

sprawiało, że ziemia usuwała mu się spod nóg.

- Chcesz? - spytała. Schwycił ją mocno za ręce.

- Nie robię takich rzeczy - wydusił. - Nie chcę niszczyć czegoś, co istnieje. Co ma 

prawo do życia. Nie zadaję się z cudzymi żonami!

- Nie jestem niczyją żoną - wyszeptała z ustami przy jego szyi. Pocałowała go tam, 

gdzie tańczył jego puls tak, jak on kiedyś. Jego stopy migały wtedy tak szybko, aż oczom 

trudno było nadążyć. - Jestem Antonettą, Grigorij. Twoją Antonettą. Kocham cię. Niewiele się 

zmieniło od ostatniego razu...

Grigorij czuł, że Tonią próbuje znaleźć doraźne usprawiedliwienie.

Ale on też tęsknił.

Marzył o tym.

W marzeniach kochał się z nią wiele razy.

W tych krótkich chwilach znów byli razem. Nawet jeśli ból zżerał go potem z podwójną 

siłą, wytrzymywał.

Pragnął tego ze wszystkich sił!

- Nie tutaj! - szepnęła.

Przemknęła koło niego jak wiatr. Jej spódnica otarła się o jego nogi, włosy o jego czoło. 

Ujęła go za dłonie i uniosła z ławy.

Grigorij czuł, jak ogarnia go ta sama gorączka, co kiedyś. Antonia nadal potrafiła go 

zaczarować. Sama mówiła ze śmiechem, że on rzuca na nią czar. On jednak wiedział, że było 

odwrotnie.

Nie miał takiej mocy. To Antonetta umiała go oszołomić, zabrać mu duszę i zrobić z nią 

background image

dokładnie to, co chciała.

Między   nimi   zawsze   było   dużo   śmiechu.   Nawet   gdy   ich   ciała   spotykały   się   w 

pożądaniu, zawsze było pomiędzy nimi miejsce na uśmiech i radość. Wtedy była to pełnia.

- Nie w jego łóżku! - Tym razem on się sprzeciwił. - Lepiej tam, gdzie leżałem. Niech 

zabiorę i stamtąd piękne wspomnienia.

Pokiwała   głową.   Pomogła   mu  przejść  z  powrotem  do   pokoiku.   Oparł   się   o  drzwi, 

podczas gdy Tonią rozpościerała koce na podłodze. Nie potrzebowali żadnego okrycia. Potrafili 

się sami ogrzać.

Pomogła mu dojść na posłanie i położyć się na plecach. Zaczęła rozpinać jego koszulę.

- Jesteś najbardziej szaloną kobietą, jaką znam - uśmiechnął się. - Wcześniej myślałem, 

że zadawałaś się z każdym chłopakiem stajennym, jakiego spotkałaś. Byłem nawet zazdrosny! 

Do chwili, gdy zrozumiałem, że byłem dla ciebie pierwszy...

Antonia ściągnęła mu koszulę. Odsłoniła jego tors. Musiała go dotknąć dłońmi.

Był taki szczupły, zwarty...

I miał blizny, których wtedy nie widziała.

Pocałowała płaski brzuch Grigorija. Poczuła, jak on wstrzymuje oddech. Wędrowała 

ustami w kierunku piersi. Jej włosy łaskotały go jak pióra.

Całowała jego blizny. Były to ślady po ciosach nożem.

- Prowadziłeś chyba bardziej niebezpieczne życie, niż chcesz przyznać - szepnęła. Usta 

miała przy długiej bliźnie idącej od ramienia na ukos przez pierś.

- Odniosłem kilka ran - odrzekł, rozkoszując się jej dotykiem. Powstrzymywał się z 

całej siły, by nie wziąć jej w ramiona. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżywał. Nigdy jako 

strona bierna.

Antonia była jedyną kobietą, którą znał na tyle dobrze, że mógł się przy niej odprężyć i 

poddać pieszczotom. A wtedy nie wyszli jeszcze poza zaspokojenie pierwszego pożądania.

Byli bardzo młodzi...

Leciutko musnęła jego usta i położyła się przy nim. Rozpięła mu pas. Palce miała 

sprawne; domyślał się, że robiła to już wcześniej.

Ale nie czuł zazdrości.

Ta chwila była zbyt droga, by marnować ją na niedobre uczucia.

Rzucił Tonie. Myślała, że umarł . Teraz też nie miał do niej prawa. Nie miał prawa do 

tej przyjemności, którą odczuwał. Do tego bezbrzeżnego szczęścia.

Rozpięła   mu   spodnie   i   pomogła   mu   się   z   nich   wydostać,   starając   się   nie   dotykać 

bandaży.

background image

Były zresztą suche na wierzchu. Nic przez nie nie przemiękało jak wcześniej.

Grigorij nie śmiał uwierzyć, że rana się goi. Ale to działo się naprawdę.

Usłyszał, że Antonia wstaje. Potem szelest ubrań. Rozbierała się szybko, tak jak wtedy 

przed laty. Nie miała w sobie kokieterii, była na to za młoda i zbyt nieśmiała. Potem śmiała się 

z niego, mówiąc, że potrafi go podniecić na inne sposoby niż przez powolne rozbieranie się.

I rzeczywiście potrafiła.

Och, jakże Grigorij pragnął ją teraz ujrzeć!

Po chwili leżała już obok niego, ciasno przytulona. Dokładnie wyczuwał zakamarki jej 

ciała.

Wyczuł, że przez chwilę jakby się zawstydziła.

Grigorij położył się ostrożnie na boku, dotknął jej ramienia, przesunął po nim dłonią aż 

po jej palce. Pozwolił, by poprowadziła jego dłoń do swoich piersi. Były jędrne i zarazem 

miękkie. Potem jego dłoń powędrowała na jej krągłe biodra, pogłaskała brzuch, przeszła wzdłuż 

ud.

Miękkość.

Przeniosła jego dłoń między swoje uda.

On dawał. Ona przyjmowała.

Nagle zatrzymała go.

W igraszkach wsunęła się pomiędzy jego nogi, zginając je tak, by kolana dotykały jej 

bioder. Głaskała go po łydkach, łaskotała stopy. Sprawiła, że się całkiem odprężył.

Grigorij zapomniał o ranie. Ból poszedł w zapomnienie w obliczu rozkoszy.

Rozpalała w nim płomienie.

W ślad dłoni poszły jej usta.

Pozornie nie zwracała uwagi na to, jak bardzo jest podniecony. Usiadła na nim i pieściła 

jego ramiona i pierś. Całowała go. Jej loki łaskotały jego skórę. Grigorij czuł, jakby obsiadło go 

mnóstwo motyli, które to wzbijały się do lotu, to znów powracały.

Pochwycił w końcu Antonię i objął ramionami jej szczupłe plecy. Ustami odnalazł jej 

usta. Nawet jego ciemność nie potrafiła jej przed nim ukryć.

Całowali się, głodni siebie nawzajem.

Nie mogli się sobą nasycić. Czuli słodki smak szaleństwa.

Jego dłonie znów ją pieściły. Odkrywały na nowo. Znał ją wcześniej jako dziewczynę, 

teraz odkrywał kobietę. Pragnął ją zobaczyć na własne oczy, ale musiały mu wystarczyć dłonie.

Zabawa stawała się dziksza, gwałtowniejsza. Tonią zsunęła się niżej i uniosła na tyle, by 

znalazł drogę. Kolana przycisnęła do jego twardych bioder i opadła na jego pierś. Palce wbiła w 

background image

jego barki. On ciasno obejmował ją ramionami, mocnymi niczym korzenie sosny.

Nie musieli ustalać żadnego rytmu. Po prostu byli razem. Falowali niczym łodzie na 

morzu.   Leżeli   potem   spokojnie,   ciesząc   się   swoją   bliskością   i   oddaniem.   Całowali   się. 

Porozumiewali   słówkami,   które   należały   tylko   do   nich.   Słówkami,   które   wymyślali   w   tej 

chwili, tylko dla tej chwili. Dla siebie.

Pomiędzy   nimi   było   nieskończenie   więcej   niż   pożądanie.   Wiele   więcej   niż   tylko 

poszukiwanie krótkich momentów zapomnienia i rozkoszy.

Grigorij i Antonia odnaleźli wspólnotę.

Odnaleźli siebie.

To znaczyło więcej niż rozkosz.

- Kocham cię - powiedział Grigorij. Pocałował ją.

Pocałował wiele razy. Był szczęśliwy. Czuł, jak to wspaniale być we dwoje. A czas 

uciekał.

- Też cię kocham - odpowiedziała. - Pomiędzy nami jest tak wiele. I tylu. Ale nigdy nie 

było tak jak teraz. Wiem, że mnie rozumiesz. Nie powiem, że żałuję tego, co było wcześniej. 

Albo tego, kto był wcześniej. Ale nic nie może się równać z tobą i mną razem. Nie wiem, czy 

umiałabym żyć tak, jak żyłam, gdybym wiedziała, że nie umarłeś. Ze śmiercią nie mogłam 

walczyć. Nawet ja. Więc pogodziłam się z tym. Żyłam chwilą.

- Co będzie teraz? - spytał, dotykając palcami jej twarzy, czując, jak formułuje wyrazy. 

Niemal słyszał je opuszkami palców. - Będziesz żyła i po mnie, Antonio. Nie chcę znów 

zmarnować ci życia. Tego bym nie zniósł. Chcę wiedzieć, że jesteś szczęśliwa.

Pocałowała wilgotną skórę na jego piersi.

- Będę żyła, Grigorij - obiecała. - Będę żyła także i po tym. W jedyny możliwy dla mnie 

sposób. Wtedy nie zmarnowałeś mi życia, ale zmusiłeś, bym szła ścieżkami, których sama bym 

nie wybrała. Więc to nie było zmarnowane.

Uniosła się na dłoniach.

- Nie chcę, żebyś był bardziej chory niż jesteś - oświadczyła. - Nie możesz na dodatek 

się przeziębić. Ubierz się. Zjemy coś i porozmawiamy. Przecież jedziesz dalej dziś w nocy, 

prawda, Grigorij?

Pokiwał głową.

- Jest tyle rzeczy, na które nie starczy nam czasu, Antonio.

Posmutniał.   Nazwał   ją   Antonią.   Antonetta,   dziewczyna   z   marzeń,   zniknęła.   Znów 

znalazła się w przeszłości i tam miała pozostać.

Ten moment też miał należeć do przeszłości. Ale będzie jej: Antonii.

background image

Pomogła mu się ubrać. Grigorij  skrzywił się, gdy uświadomił sobie, że już zawsze 

będzie potrzebował do tego pomocy. Pewnie Anastasa. Było to poniżające. Dotychczas sam 

dawał sobie radę ze wszystkim. O wiele łatwiej było mu dawać niż brać.

Ale teraz nie miał wyboru.

Pomogła mu dojść do stołu. Przyniosła jedzenie i postawiła przed nim. Usiadła obok. 

Jedli. Rozmawiali.

Wydawało się niemal, że są razem od dawna. Że dzielą stół i codzienność już wiele lat.

Antonia opowiedziała mu, czego dowiedziała się od Raiji. Śmiali się, gdy mówiła, jak 

Raija kokietowała dowódcę.

-   Szkoda,   że   jej   naprawdę   nie   poznam   -   rzekł.   -   Rozumiem,   dlaczego   jesteście 

przyjaciółkami. Ja nigdy nie miałem bliskiego przyjaciela poza Anastasem. Nawet nie wiem, 

czy to się liczy. On jest o tyle ode mnie młodszy, jest jak syn. No i byłaś ty, ale ty jesteś kimś 

więcej niż przyjacielem...

- Polubilibyście się z Raiją - stwierdziła Antonia, ale zmieniła temat. - Spakuję teraz 

jedzenie na drogę. Odpocznij. Możesz się tu położyć, jeśli chcesz.

Zrobił   tak.   Leżał   na  ławie   w   kuchni   Toni,   słysząc   jej   kroki   i   odgłosy   pakowania. 

Zapamiętywał tę codzienną krzątaninę i chował jak skarb.

Czas uciekał.

Dziś w nocy miał jechać dalej.

background image

14

Anastas nadszedł o zmroku. Może to było ryzykowne, ale potrzebowali jak najwięcej 

czasu. Zanim się rozjaśni, powinni być już daleko.

-   Czy   będziesz   w   stanie   jechać   konno?   -   spytał.   Wyraźnie   wątpił   w   cudowne 

uzdrowienie Grigorija.

- Dam radę siedzieć na koniu - odparł Grigorij szorstko. - To ty nazywasz to jazdą.

- Nie wiem, czy nie będzie za ciężko dla konia nieść nas dwóch - wytłumaczył Anastas.

- Kiedy dotrzemy do pozostałych, zamienimy go, by go nie zajeździć.

Grigorij pokiwał głową w milczeniu.

Antonia widziała, że nie jest zadowolony. Czuł, że Anastas przejmuje dowodzenie, że 

staje się ważniejszy niż Grigorij.

Wcześniej tak nie było.

Poklepała worek leżący na stole.

- Jedzenie - wyjaśniła. - Chleb, masło, ser, suszone mięso i solona ryba.

Nabrała powietrza w płuca.

- Ciężko będzie Grigorijowi jechać konno. Zwłaszcza przez całą noc.

- Obiecałaś przecież, że nie będziesz go powstrzymywać! - niemal wykrzyknął Anastas. 

Nie umiał ukryć zawodu i złości.

- Nie próbuję was powstrzymać. Nie chcę tego. Mówię, bo tak nakazuje mi rozsądek. 

Jego rana dopiero zaczyna się zabliźniać. On nie powinien jechać konno.

Anastas ze zniecierpliwieniem przewrócił oczami. Cieszył się, że Grigorij nie może tego 

widzieć.

W tym momencie pomiędzy Anastasem a Tonią nie było ani śladu przyjaznych uczuć.

- Coś proponujesz? - spytał drwiąco. - Wóz? Tak, żeby ślady po nas pozostały? To 

nazywasz rozsądkiem?

- Nie wóz - odparła Tonią spokojnie. - Łódź.

- Wtedy będziemy musieli polegać na innych - stwierdził Anastas. Nie był zaskoczony, 

choć może ona na to liczyła. Sam wcześniej rozważał taką możliwość i uznał, że jest zbyt 

niebezpieczna. Musieliby się ujawnić. Potrzebowaliby większej łodzi, przecież muszą zabrać 

konie. No i musieliby zaufać obcym, bo żaden z nich nie umiał żeglować. Wszyscy pochodzili z 

głębi lądu i mimo że umieli pływać po rzekach, na morzu nie czuli się pewnie.

- Nie zostawię mojego konia - rzucił Anastas. Antonia posłała mu słodko - kwaśne 

spojrzenie.

background image

Wydawało się, że walczą między sobą o względy Grigorija. Nie było to może potrzebne, 

ale usadzenie tego młokosa sprawiło jej satysfakcję.

- Ty pojedziesz konno - rzekła. - Bez Grigorija. Ja nie mówię o dużej łodzi, tylko o 

małej   łódce.   I   nie   uważam,   że   Grigorij   ma   płynąć   całą   drogę,   tylko   tyle,   by   ujść   przed 

pościgiem tu w Archangielsku i tam, gdzie mieli go szukać. Tylko tę noc i jutro. Na wschód, do 

ujścia Miezieni.

- Grigorij nie umie żeglować - sprzeciwił się Anastas.

Grigorij   umiał   lepiej   słuchać   niż   on.   Lepiej   znał   sposób   mówienia   Toni,   zmiany 

intonacji jej głosu. Nadążał za jej myślami.

- Nie ma mowy - odezwał się stanowczo. - Nie pozwolę ci na to.

- Wtedy dokonałeś wyboru za nas oboje, Grigorij - odpowiedziała. Głos miała spokojny, 

ale czuł w nim ból, który może nigdy już jej nie opuści. - Teraz wybieram ja. Za mnie. Za nas 

oboje. Nie zdołasz mnie powstrzymać.

- Mogę na ciebie donieść.

- Wcześniej bym cię zabiła - powiedziała z pewnością w głosie.

Anastas zaczął się domyślać jej zamiarów.

Ubrana   była   w   spodnie,   jak   mężczyzna.   Spakowany   plecak   czekał   przy   drzwiach. 

Wcześniej go nie zauważył. Grigorij przecież nie miał nic ze sobą, gdy tu przybył.

- Gdzie dziecko? - spytał, przeczuwając najgorsze.

- Raija się nią zaopiekuje - odparła.

-   Nie   wolno   ci   -   powtórzył   Grigorij,   choć   nie   umiał   tego   powiedzieć   z   całym 

przekonaniem. Coś w nim nie umiało odmówić. Był słaby.

Tyle mu ofiarowywała z tego, o czym zawsze marzył. Tyle tego, o czym nie śmiał 

marzyć.

Zrozumiał też, że dokładnie wszystko zaplanowała, nie zdradzając się przed nim ani 

słowem.

Wolał nie myśleć, ile to ją będzie kosztowało. Bez przekonania poprosił ją, by się 

jeszcze zastanowiła.

W głębi serca jednak czuł, jakby urodził się na nowo.

- Ja umiem żeglować - powiedziała Tonią. - I umiem ukraść łódkę, choć nawet nie 

muszę.

- Umiesz żeglować? - wątpił Anastas. Splótł ręce na piersi i obserwował Antonię. Bóg 

jeden  wie,  co  jeszcze   wymyśli.   Gdy  on  kiedyś   będzie   wybierać  sobie  żonę,   to  na  pewno 

niepodobną do niej.

background image

- Potrzebujecie mnie - stwierdziła Tonią spokojnie. Wzięła głęboki oddech i spojrzała na 

Grigorija. - Grigorij mnie potrzebuje. Jadę z wami.

Anastas skrzywił się lekko, dając do zrozumienia, że się z tym nie zgadza.

-   Możesz   wziąć   jeszcze   jednego   konia   ze   stajni   -   dodała.   -   Tego   czarnego.   Jest 

wystarczająco silny, by unieść dwóch jeźdźców. Weź też siodło.

Chłopak spojrzał na nią, wyraźnie zdezorientowany.

- Antonia jedzie z nami - wytłumaczył Grigorij nie całkiem pewnym głosem. - Przystaje 

do nas, Anastas.

W jednej z szop na skraju przystani Antonia odnalazła sporą łódkę. Stała się zbyt ciężka 

z upływem lat, więc Jewgienij dostawił na niej maszt. Żagiel był może nieco spłowiały, ale 

wisiał na miejscu. Miała też wiosła, na wypadek gdyby zawiódł wiatr.

Z pomocą Anastasa Antonii udało się przeciągnąć łódź na wodę.

- Czy wiesz, co robisz? - spytał chłopak. - Masz przecież rodzinę i to wszystko...

- Wiem, co robię - stwierdziła stanowczo. - Nie proszę, byś mnie polubił, Anastas. Nie 

proszę, byś wyrabiał sobie jakieś zdanie na temat mojego życia. To moja sprawa. Jeszcze nikt 

nigdy mnie tak nie potrzebował, jak teraz Grigorij. Może to jest odpowiedź na twoje pytanie. 

Nie życzę ci, byś kiedykolwiek musiał dokonywać podobnego wyboru.

Załadowali jedzenie i jej plecak. Wrzuciła też kilka kocy i narzędzi z szopy. Nóż miała 

w plecaku.

- Grigorij musi sam przejść na przystań - powiedział Anastas. - Ja nie mogę pomóc. 

Musicie sobie dać radę.

Antonia pokiwała głową.

Czuła się silna.

Grigorij   nie   powinien   być   zależny  od  obcego   człowieka.   Nie   powinien   polegać   na 

dobrej woli czy wyrzutach sumienia tamtego. Nie powinien być dla nikogo ciężarem.

Ona będzie jego oczami i jego podporą.

Nie robi tego ze współczucia czy dawnego podziwu. Robi to z miłości. To nie umniejsza 

Grigorija, bo zawsze coś da jej w zamian.

Wracali do domu ciemnymi zaułkami przystani, tak że nikt ich nie zauważył.

Antonia   była   w   męskim   przebraniu.   Kurtka   Olega   sięgała   jej   poza   biodra.   Czapkę 

dobrze naciągnęła na głowę i ukryła pod nią loki. Czapka rzucała też cień na twarz.

- Jest jeszcze coś, o co chciałabym cię prosić, Anastas - powiedziała, zanim znaleźli się 

w domu. - To nic wielkiego, ale nie mogę zrobić tego sama...

Zamilkła na chwilę.

background image

- Chodzi mi o listy. Nie chcę zostawiać ich w domu, by nie wpadły w niepowołane ręce. 

Są do Raiji i... Olega. I Olgi, gdy już będzie umiała czytać.

- Dokąd mam je zanieść? - spytał. Widać nie był tak całkiem pozbawiony uczuć, na 

jakiego chciał wyglądać. Miał także wiele ciepła, które dobrze ukrywał. Obawiał się go, bo nie 

miał nad nim władzy. Owo wewnętrzne ciepło nie było wystarczająco męskie, by mu dodać 

splendoru.

- Możesz zostawić je u Wasilija? - spytała. - Może i tak zamierzałeś tam iść?

Nie zamierzał. Nie żegnał się z nikim w żadnym miejscu. To była zasada Grigorija, 

dzięki której ukrywali się już tak długo. Anastas uznał ją za swoją, tak jak pozostali.

Antonia musiała się jeszcze wiele nauczyć.

Była kobietą, ale nie miało to znaczenia, o ile miała należeć do ich grupy.

Wzięła ze sobą spory worek z ubraniami. Żaden z nich nie miał więcej rzeczy, niż 

mieści się w worku przytroczonym do siodła. Mieli to, co nosili na sobie i niewiele poza tym. 

Bagaże mogły ich opóźniać.

Ale to Grigorij musiał jej o tym powiedzieć.

- Zaniosę je tam - obiecał. - Mam mu je dać, czy gdzieś schować, by znalazł później?

- Schowaj - odparła. I właśnie w ten sposób by postąpił. Nie chciał, by ktoś postanowił 

jechać za nimi i przekonywać Antonię, by wróciła.

Anastas nadal nie był zadowolony, że ona będzie im towarzyszyć.

Ale dopóki Grigorij się z tym zgadzał, nie mógł nic zrobić. Miał tylko nadzieję, że 

obecność Toni nie doprowadzi do katastrofy.

Do tej pory szczęście im mniej lub bardziej sprzyjało. Wolałby, by się nie odwróciło.

Antonia wcisnęła spódnicę do spodni. Na ramiona narzuciła płaszcz, a na głowę kaptur. 

Nie byłoby łatwo ją rozpoznać. Grigorij dostał płaszcz Olega. Nie chciał go przyjąć, ale Tonią 

była stanowcza.

- On ukryje, że kulejesz - powiedziała ostro. - I grzeje, a na morzu jest zimno. Mam 

nadzieję,   że   będzie   wiatr,   a  wtedy  na  pewno  nie  jest   ciepło,   zwłaszcza   że   będziesz   tylko 

siedział. Nie mamy czasu na takie drobiazgi, Grigorij! To tylko płaszcz!

- Jego płaszcz - mruknął Grigorij, ale posłuchał Antonii.

Odszukał butelkę wódki stojącej na stole.

- W takim razie biorę jego wódkę! Antonia westchnęła.

- Dobrze, ale trzymaj ją w kieszeni płaszcza. On też ukrył włosy pod czapką. Swoją 

własną. Dla pewności Antonia uczerniła mu włosy sadzą. Z daleka nie wyglądał na blondyna.

Dołożyła drew do pieca. W ciągu nocy powinien iść dym z komina. Pokoik, w którym 

background image

leżał   Grigorij,   wyglądał   dokładnie   tak   samo   jak   przedtem.   Spaliła   wszystkie   bandaże. 

Zniszczyła wszystko, co mogło wskazywać na pobyt obcej osoby.

Antonia przeszła po domu. Dotykała ścian, naczyń i sprzętów.

Zatrzymała się przy łóżeczku Olgi.

Długo stała z koszulką córki w dłoniach. Nadal pachniała dzieckiem. Antonia omal nie 

zapakowała jej do worka, ale się powstrzymała.

Miała spalić za sobą wszystkie mosty. Nie powinna oglądać się za siebie. Nie powinna 

mieć  ze sobą niczego,  co  mogłoby kogoś   doprowadzić  tutaj.  Jej  nowe życie  nie powinno 

uderzyć w tych, których pozostawiała.

Ta   Antonia,  która   szła   za   Grigorijem,   nie   powinna  przypominać   Antonii  Jurkowej. 

Będzie inna - będzie Antonettą.

Wspomnienia, które brała ze sobą, miała nieść w pamięci. W sercu. W ten sposób nikt 

ich jej nie odbierze.

Koszulka Olgi została na miejscu.

Gdy wyszli, nie obejrzała się za siebie. Musiała być stanowcza.

Anastas został w domu. Miał zamknąć drzwi i zostawić klucz u Wasilija.

Wyglądali jak para kochanków idących w ciasnym uścisku. Stanowili zwykły widok jak 

na port o tej późnej porze. Wyglądali na tak zajętych sobą, że wydawało się normalne, iż nie 

chcieli zbliżać się do innych. Stanowili jeden wielki cień, gdy tak szli objęci, czasem niepewnie 

i zataczając się lekko, gdyż za bardzo byli zajęci całowaniem się. Przechodnie mogliby też 

pomyśleć, że na pewno nie pogardzili wcześniej tanią wódką...

Nikt   nie   zwrócił   na   nich   szczególnej   uwagi.   Wyglądali   na   zakochanych   albo   na 

marynarza i panienkę lekkich obyczajów.

Nikt ich nie śledził.

Dla Antonii pokonanie odległości do portu wydawało się wiecznością. U wylotu jednej 

z ulic zobaczyła mężczyznę i była pewna, że zwrócił na nich uwagę.

Grigorij opierał się ciężko o jej ramię. Tonią pociła się z wysiłku, zresztą miała na sobie 

za dużo warstw ubrania. Panicznie się bała, że w pewnym momencie Grigorij nie będzie w 

stanie iść dalej.

Posuwali się naprzód w ślimaczym tempie.

Całowali się czasem na pokaz, ale nie dawało im to przyjemności.

Antonia czuła, że wręcz ciągnie Grigorija za sobą. Przy szopach coś się działo. Ktoś do 

nich zawołał. Antonia zesztywniała.

O Boże! pomyślała. Czyżby to byli żołnierze? Odkryli nas? Czy to z mojej winy?

background image

Grigorij zdążył szepnąć do niej gorączkowo:

- Spokojnie! Nie trać głowy!

Sam krzyknął do nich na całe gardło, że ma wódkę i kobietę i że Archangielsk jest rajem 

na ziemi.

Dobiegł   ich   męski   śmiech   pełen   zrozumienia.   Nawet   obdarzono   ich   rubasznymi 

życzeniami powodzenia.

Antonia   zaklęła   przez   zaciśnięte   zęby   i   pociągnęła   Grigorija   dalej.   On   starał   się 

pomagać, jak mógł. Mógł udawać pijanego, lecz nie kulawego pijanego.

Odetchnęła z ulgą, gdy wreszcie dotarli do szopy. Stali dłuższą chwilę w ciemności, by 

się upewnić, że nikt za nimi nie idzie.

Port wydawał się jednak całkiem pusty, jakby wstrzymał oddech.

- Bałaś się - stwierdził, gładząc ją po policzku. - Byłaś dzielna, kochanie.

- Bałam się tak, że myślałam, że zwymiotuję - odparła, mierząc wzrokiem odległość 

dzielącą ich od wody. - Teraz możesz kuleć - dodała, podając mu ramię. - Już nie musisz 

udawać.

Wyszli na zewnątrz i zamknęli za sobą drzwi.

Nad morze prowadziło strome urwisko. Łódka ocierała się dnem o piasek. Musiała 

czekać blisko brzegu ze względu na Grigorija. Nieważne, że Tonią będzie musiała się bardziej 

namęczyć przy odbijaniu, zanim będą mogli wiosłować. Żagiel postawią dopiero przy ujściu 

Dwiny. Bliżej wiatr jest zbyt słaby.

Powiedziała Grigorijowi, by usiadł i zsunął się nad wodę. Zdjęła mu buty, by ich nie 

przemoczył. Swoje musiała mieć na nogach, by łatwiej było jej odpychać łódkę.

Oczywiście, przemoczyła spódnicę i płaszcz. Nie pamiętała, by je zdjąć, zresztą nie 

mieli czasu na takie drobiazgi.

Antonia weszła do wody po uda i dopiero wtedy wskoczyła na łódkę. Zdjęła spódnicę i 

płaszcz i rozłożyła je, by jakoś wyschły.

Schwyciła jedno z wioseł i zaczęła odpychać łódkę od dna. Gdy już było zbyt głęboko, 

usiadła i ujęła w dłonie oba wiosła. Poczuła ich chłodną gładź.

- Żegnaj, Archangielsku - powiedziała cicho. Grigorij odwrócił się, choć nic nie widział. 

Ona dostrzegała zarysy miasta, w którym zawsze mieszkała.

Pierwsze machnięcia wiosłami były niepewne. Antonia starała się zachowywać cicho. 

Pomyślała potem jednak, że morze przynosi tyle dźwięków, że ich wiosłowanie w nich utonie. 

Przyłożyła więcej siły i rozgrzała się.

- No to jesteśmy w drodze - powiedziała do Grigorija. - Nie zatrzymamy się, dopóki nie 

background image

dotrzemy do ujścia Mezeny. Jak myślisz, my będziemy pierwsi czy oni na koniach?

- Możemy się założyć - odparł. - Ja stawiam na nas, Antonio. Jesteś przecież ze mną, a 

wtedy nic innego nie może mnie spotkać niż wygrana, prawda?

Anastas wytężał wzrok, lecz ich nie dostrzegł.

Nie chciał sprawdzać, czy wypłynęli.

Nie   mógł   się   przyzwyczaić   do   myśli,   że   nie   jest   już   odpowiedzialny   za   Grigorija. 

Trwało to tylko ostatnie tygodnie, ale chłopak zdążył się już pogodzić z myślą, że tak będzie, 

dopóki Grigorij będzie żył. Nigdy nie przyznał przed sobą samym, że to mu ciąży. I teraz także 

za nic by nie przyznał, że czuje ulgę, gdy Antonia tę odpowiedzialność z niego zdjęła.

Zrobiła mu przysługę. Ale on w głębi duszy czuł się oszukany.

Nie wiedział, czy powinien wierzyć, że ta kobieta temu podoła. Nie wątpił, że kocha 

Grigorija.   Nie   wątpił   w   jego   uczucia   do   niej.   Ale   Anastas   nie   wierzył,   że   miłość   może 

zwyciężyć wszystko. Według niego były to nędzne fundamenty pod dom.

Miłość to luksus dla tego, kto żył w ciągłej ucieczce. Sam Grigorij mu to mówił.

Ale dawno temu.

Nawet bohaterowie tacy jak Grigorij cierpieli na słabą pamięć.

Anastas wziął do ręki listy, które mu dała. Popatrzył na litery. Były ładnie skreślone. A 

on nie przypuszczał, że Antonia umie pisać!

Westchnął. Oceniał ją widać zbyt nisko, ale przecież niewiele kobiet umiało czytać, a 

jeszcze mniej pisać.

Chętnie by się dowiedział, o czym pisała, choć to go nie dotyczyło.

Zalakowała wszystkie listy. Dotknął sztywnych krążków.

Przypomniał sobie, jak ojciec przyciskał swój pierścień do ciepłego laku. Pamiętał herb 

rodzinny odciśnięty na czerwonobrązowym tle. Bardziej niż ten wiszący nad drzwiami.

W tej pieczęci nie było żadnych wzorów. Jego wspomnienia dotyczyły innych czasów.

Anastas zamknął drzwi na klucz. Przeszedł cichymi ulicami do domu Wasilija. Zapukał. 

Nie oczekiwał zaproszenia.

- Sądziłem, że już się ulotniłeś - stwierdził zdumiony Wasilij. - Nie jest to dobra pora na 

jazdę?

Anastas zgodził się z nim.

- Ale czasem zdarza się, że się żegnamy - uśmiechnął się. Naprawdę polubił Wasilija.

- Potrzebujecie czegoś na drogę?

- Antonia dała to, co trzeba - odparł. Nie chciał o nic prosić.

Wasilij zrozumiał tę dumę. Przypominała mu jego własną.

background image

- Mam trochę wódki i suszonej ryby. Starczy dla wszystkich. - Podniósł się. - Muszę 

zejść do piwnicy. Jest na zewnątrz.

Anastas pokiwał głową. Pasowało to idealnie do jego planów.

Gdy Wasilij wyszedł, chłopak zerwał się na nogi cicho jak kot. Zastanawiał się, gdzie 

ukryć listy. Wasilij musi je znaleźć, lecz nie za prędko, nie tej nocy.

Nie   sądził,   by   się   domyślili,   że   Antonia   uciekła   morzem,   ale   nigdy   nie   wiadomo. 

Powinni zresztą unikać wszelkich pościgów. Teraz wszyscy są ich wrogami.

Anastas zdecydował się na stos płaskich chlebków. Było tak późno, że Wasilij raczej nic 

już nie będzie jadł. Ale rano - tak.

Złożył listy jeszcze raz i włożył pomiędzy chleby, każdy z osobna.

Zdążył usiąść na miejsce, gdy Wasilij  powrócił z piwnicy. Wszystko wyglądało na 

nieruszone.

Uśmiechnął się do Wasilija. Podziękował ciepło za podarunek i pożegnał się.

-   Pewnie   się   już   nie   spotkamy   -   rzekł   chłopak.   -   Ale   naprawdę   cieszę   się,   że   cię 

poznałem.

- Mam nadzieję, że wam się uda - odparł Wasilij.

- Też mamy taką nadzieję - zaśmiał się Anastas. W stajni osiodłał własnego konia i 

karego Antonii.

Przywiązał go do swego siodła.

Gdy wyprowadzał konie, panowała cisza. Zamknął stajnię na klucz i położył go w 

szparę między belkami. Potem wyjechał z miasta.

Na pewno niejeden mieszkaniec Archangielska usłyszał uderzenia końskich kopyt, ale 

nawet nie przypuszczał, że oto opuszcza miasto ktoś wyjęty spod prawa.

Anastas jak zawsze nie miał przed sobą drogi powrotu.

background image

15

Wasilij nigdy nie umiał szybko się budzić rano. Przytomniał dopiero wówczas, gdy 

porządnie przetarł oczy i coś przekąsił. Zawsze tak było, nawet gdy łowił ryby na statkach i 

wstawał na nocną wachtę.

Dla niego poranki oznaczały cierpienie.

Gdy jego palce w poszukiwaniu chleba natrafiły na papier, sądził, że nadal śpi. Jego 

chleb zawsze przykrywała lniana ściereczka. Przecież sam go tak ułożył. A Dagnija, która go 

upiekła, nie miała papieru na zbyciu.

Od razu się przebudził.

Pod chlebem leżał złożony list opatrzony czerwoną pieczęcią.

Podszedł do okna i w świetle poranka przeczytał: „Raija - Raisa”.

Odłożył list na stół. Po grubości zorientował się, że zawiera więcej arkuszy. Wiedział, 

do kogo należy ten papier, widział go wystarczająco często wcześniej.

I tylko jedna osoba nazywała Raiję Raiją - Raisą.

Wasilij doskoczył do chlebów. Coś mu się nie zgadzało. Coś było nie tak...

Znalazł jeszcze jeden list.

I jeszcze jeden...

Oba grube.

Oba z imieniem odbiorcy wypisanym starannym pismem.

Oba zapieczętowane.

Wasilij stał, trzymając je w dłoniach. Zamknął oczy i starał się to zrozumieć.

Przesunął stos chlebów i znalazł to, co leżało za nimi.

Klucz.

Wasilijowi także on był znajomy. Wiedział, do którego zamka pasuje.

Nagle zrozumiał, czemu zawdzięczał wizytę Anastasa. On przyszedł nie tylko po to, by 

się pożegnać. Miał coś zostawić.

Wasilij nie czul już głodu. Ubrał się, włożył listy za pazuchę i złapał klucz. Było tak 

wcześnie, że nie mogło być jeszcze żadnego z chłopaków stajennych Antonii. Na tyle wcześnie, 

że ludzie byli jeszcze zajęci porannymi obowiązkami.

Wasilij właściwie nie przejmował się, co ludzie powiedzą. Po prostu wszedł do domu 

Antonii.

W kuchni było jeszcze ciepło, na palenisku się żarzyło. Skrzynia na drewno była pełna. 

Wasilij odruchowo dołożył do ognia kilka szczap.

background image

Wszędzie było posprzątane. Na oparciu krzesła wisiała kurtka Antonii.

Zajrzał do pokoiku.

Nie znalazł żadnego śladu po pobycie obcego. Pomieszczenie wyglądało jak przedtem, 

pachniało tylko czystością. Widać Antonia wyszorowała podłogę.

Zajrzał do sypialni. Łóżko małżeńskie i łóżeczko Olgi były zasłane tkanymi kapami.

Wasilij   otworzył  skrzynię z ubraniami.  Antonia nie  wzięła wiele   ze sobą.  Bluzki  i 

spódnice nadal leżały, a nawet grzebień.

Także ubranka Olgi leżały porządnie złożone w mniejszej skrzyni. Skrzyni z Wielikiego 

Ustiuga, miasta mistrzów drewna.

Wyglądało tak, jakby gospodyni miała niedługo wrócić.

Wasilij wszedł do kuchni. Jego serce biło gwałtownie.

Olga... Co zrobiła z dzieckiem? Czyżby wzięła małą na tak szaloną wyprawę?

Przypomniał sobie, jak Tonią błagała go, by zabrał Olgę do Raiji.

Wydawało   mu   się,   że   wczoraj   Raija   skręciła   pod   górę,   gdy   wyjeżdżała   od   nich   z 

kantorku. Czyżby kierowała się do domu Olega i Antonii?

Wyciągnął listy. Na jednym z nich widniało imię Olgi.

Wasilij nie chciał dłużej myśleć. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi na klucz. Skierował 

się do stajni, znalazł klucz i otworzył.

Siodłał konia, gdy nadszedł pierwszy z woźniców.

- Pożyczam konia Antonii - powiedział, zanim ten zdążył zapytać. - Ona sama pojechała 

na karym. Dostała wiadomość, że jedna z jej sióstr jest chora. Ta, która mieszka nad Onegą czy 

w Kem, nie pamiętam.

Rzucił woźnicy klucz do stajni.

- Dostałem go od Antonii, weź. Niedługo oddam konia.

- Co z nami? - spytał woźnica. - Długo jej nie będzie? Wasilij wzruszył ramionami.

- Jewgienij postanowi, co trzeba. Woźnicę zadowoliła ta odpowiedź.

Wasilij wskoczył na konia i wyjechał z miasta. Dziękował Stwórcy, że dał mu tak mądrą 

głowę.   I   szybki   język,   który   umiał   łatwo   kłamać,   gdy   była   potrzeba.   Może   i   kierował 

podziękowania pod zły adres, w końcu Bóg nie ponosi odpowiedzialności za kłamstwa. Ale 

Wasilij nie przejmował się szczegółami.

Nadjechał, gdy Raija i Jewgienij jedli śniadanie. Dzieci kłębiły się w dzikiej zabawie na 

podłodze. Gdy wszedł, rzuciły mu się na szyję. To był przecież wujek Wasilij, który zawsze 

miał w zanadrzu ciekawe historyjki i świetne pomysły.

Ale nie tym razem.

background image

Uwolnił się z ich objęć, patrząc prosząco na Raiję.

- Na dworze nie jest zimno - powiedział. - Może ubierzesz te dwa trolle i wyślesz na 

świeże powietrze? Niech sobie pobiegają...

- Chyba nic złego się nie stało? - spytała Raija drżącym głosem.

Zmierzyła Wasilija uważnym spojrzeniem i szybko ubrała Misze w kurtkę i miękkie 

buty. Powtórzyła to samo z Olgą. Wypchnęła dzieci na dwór, pouczając, że mają biegać tylko 

na podwórku. I że nie mogą zaczepiać konia Wasilija.

- To nasz koń! - upierała się Olga, ale Raija nie była w nastroju do dyskusji. Zamknęła 

za dziećmi drzwi i wróciła do kuchni.

Wasilij usiadł ciężko.

- Chodzi o Tonie, prawda? - spytała. Pokiwał głową, wyjął listy i położył dwa z nich na 

stole. Trzeci podał Raiji. Z wahaniem wzięła go do ręki.

- Wyjechali w nocy - rzekł. - Ona z nimi.

Raiji wydało się, że list parzy jej palce. Zdezorientowana wpatrywała się w papier. 

Potem przeniosła wzrok na Wasilija. Nie umiał uniknąć jej oskarżycielskiego spojrzenia.

- Dlaczego jej nie zatrzymałeś? - spytała ostro.

- Nic nie wiedziałem - bronił się.

- A to? - Raija machnęła listem. Wasilij opowiedział, w jaki sposób listy do niego 

dotarły. Powiedział, jak wyglądał dom Toni. Przekazał, co mówił woźnicy.

Jewgienij pociągnął Raiję, by usiadła. Objął ją ramieniem.

Raija w zaciśniętej dłoni nadal trzymała list.

Twarz   miała   nieruchomą.   Kilka   razy   potrząsnęła   głową,   aż   wreszcie   wybuchnęła 

płaczem.

Rzuciła list Antonii na podłogę. Ukryła twarz w dłoniach i głośno płakała. Jej plecy 

trzęsły się pod niebieską bluzką.

Jewgienij niezgrabnie głaskał żonę po włosach. Nie zdążyła jeszcze ich zapleść, więc 

spływały jej z ramion czarną rzeką.

Płacz Raiji wypełnił kuchnię. Ból, który wypłakiwała, był jedynym dźwiękiem.

Poruszył serca obu mężczyzn.

Jewgienij zacisnął szczęki, a Wasilij patrzył w inną stronę.

Ale nie mogli uciec od płaczu Raiji.

Nie umieli płakać razem z nią, ale jej płacz pomógł im pozbyć się części ich bólu.

- Nie powinna poświęcać dziecka! - wyszlochała Raija, zaciskając pięści. Uderzyła nimi 

kilka razy w stół, aż zatańczyły naczynia.

background image

Jewgienij przełknął ślinę. Wasilij dostrzegł jakiś cień przemykający przez jego twarz. 

Jakby strach, który odsłonił się na jedną jedyną chwilę, by znów zniknąć.

„Poświęcać” - mocno powiedziane...

Wasilij zrozumiał, że to słowo miało szczególne znaczenie dla Jewgienija. Że dotyczyło 

czegoś więcej niż Toni.

Płacz   Raiji   trwał   długo.   Gdy   podniosła   głowę,   miała   wypieki   na   twarzy.   Włosy 

przykleiły się do mokrych, spuchniętych policzków. Oczy były zaczerwienione.

- Wiedziała to już wtedy, gdy prosiła mnie, bym zabrała Olgę na noc - powiedziała, 

patrząc przez okno na bawiące się dzieci. - Wiedziała o tym. Już to postanowiła. Tego jej nigdy 

nie wybaczę! To jest jedyna rzecz, której nie mogę wybaczyć! Przecież, u diabła, poświęciła 

własne dziecko! Dla mężczyzny! Nie  ma takiego  mężczyzny,  który by był  tego wart. Jak 

mogła? Jak, do cholery, mogła?

- Może tłumaczy ci to w liście - stwierdził Jewgienij, podnosząc go z podłogi i kładąc 

przed nią na stole.

- Nie chcę tego czytać - rzuciła Raija. Wstała i odwróciła się plecami do obu mężczyzn. 

- Nie mogę. Ona zawiodła moje zaufanie...

Złapała szal i wyszła.

Widzieli przez okno, jak idzie przez podwórko i klęka przy dzieciach. Ujrzeli uśmiech 

na jej zapłakanej twarzy.

- Ja też nie rozumiem Antonii - odezwał się Wasilij. - Ale przypuszczam, że miała swoje 

powody. Może da się kogoś aż tak kochać.

Jewgienij nie odrywał wzroku od Raiji.

- Człowiek jest w stanie zrobić wiele dla tego jedynego - powiedział ciężko. - Antonia 

poniosła ofiarę, ale chodzi nie tylko o dziecko. Chodzi o wszystko, co zbudowała. To teraz 

legnie w gruzach. Nigdy nie będzie mogła tu powrócić z nadzieją, że ktoś z nią porozmawia. 

Może z wyjątkiem nas. Przecież nadal ją lubimy. Raija dojdzie do siebie. Z czasem wybaczy. 

Może nie zrozumie, ale wybaczy. Raija to potrafi. Ma wielkie serce i nie umie długo się 

gniewać.

- Tonią nigdy nie wróci - stwierdził Wasilij z ciężkim sercem.

Jewgienij zgodził się z nim.

- Piekielnie trudno będzie przekazać to Olegowi. On ją uwielbia.

Jewgienij nalał gorącej kawy do kubka i podał Wasilijowi.

- Jedz i pij - zaprosił. - Pewnie nic jeszcze nie jadłeś.

Wasilij posłuchał, choć nie miał szczególnego apetytu. Od czasu do czasu popatrywał na 

background image

Raiję z dziećmi. Budowali zagrodę. Uzbierane szyszki miały być zwierzętami.

Tworzyli wzruszającą grupkę. Raija była uosobieniem ciepła i łagodności. Była matką.

Ale Tonie też taką widywał.

I Tonią wyjechała w nieznane z mężczyzną wyjętym spod prawa. Poszukiwanym przez 

carskie wojska.

Opuściła swoją córkę, uroczą czterolatkę.

Tonią też była matką. Ciepłą, opiekuńczą, miłą...

Nie zgadzało mu się to. I wolał nie kończyć porównania między Raiją a Antonią. Bał 

się.

Pomyślał o ukrywającym się mężczyźnie.

On kochał żonę innego.

Tak, jak on sam.

Czy on, Wasilij, mógłby uciec z Raiją? Czy zaakceptowałby to, że porzuciła wszystkich, 

którzy ją kochają i jej potrzebują? Czy można na takich podstawach zbudować swoje życie, 

nawet z nią?

On nie umiałby tak żyć.

Może nie kochał aż tak bardzo.

- Nieźle wymyśliłeś - stwierdził nagle Jewgienij. - To o chorej siostrze - dodał, gdy 

Wasilij   nie   zrozumiał.   -  Rozpowiemy   tak   ludziom.   To   brzmi   rozsądnie.   W  takiej   sytuacji 

rzeczywiście zostawiłaby Olgę u nas. Będziemy trzymać się tej wersji, dopóki nie wróci Oleg. 

On zdecyduje, co powiedzieć ludziom. To jego życie. I jego żona...

Jewgienij rozkruszał chleb na okruchy, które układał na kupki.

- Przecież nie możemy jej ścigać - powiedział ze smutnym uśmiechem. - Ona dobrze 

wiedziała,   co   robi.   Przecież   żadne   z   nas   nie   doprowadzi   do   tego,   by   znaleziono   ją   w 

towarzystwie   człowieka,   na   którego   głowę   wyznaczono   cenę.   Wiedziała,   że   nie   ruszymy 

palcem. Któż mógł przypuszczać, że jest tak przebiegła?

- Będziesz prowadził stajnię? - spytał Wasilij. - Powiedziałem coś takiego woźnicy. 

Chyba przewozy przy użyciu koni nie różnią się zbytnio od przewozu statkami?

Jewgienij zaśmiał się.

- Nie ma żadnej różnicy - rzekł. - Przyjaźń zniesie wszystko.

Raija przywiozła ubrania Olgi. Wasilij przewiózł łóżeczko małej do domu nad Dwiną.

Olga   stała   pośrodku   całego   zamieszania   i   nie   rozumiała,   dlaczego   mama   musiała 

wyjechać   tak   nagle.   Bez   pożegnania   z   nią.   Chora   ciotka,   której   nigdy   nie   widziała,   nie 

przemawiała do jej wyobraźni. Poza tym dzieci są ważniejsze niż jakieś ciotki!

background image

Raija   tłumaczyła,   nie  oskarżając   Antonii,   ale   i   nie   broniąc.   Opowiadała   bajeczki   o 

księżniczkach, które przeżywały to samo co Olga. Wymyślała szczęśliwe zakończenia pełne 

radosnych powitań i miłości. Opowiadała o miłych, dobrych królach, którzy wracali z dalekich 

krajów, by zająć się swoimi opuszczonymi córkami - księżniczkami. Królowie ci przywozili ze 

sobą najwspanialsze podarunki swoim dziewczynkom.

- A królowe nie miały podarunków? - pytała Olga. - Kiedy wrócą do domu mamy 

księżniczek? Księżniczki bardzo tęsknią za swoimi mamami...

Raija   wymyślała   wtedy   bajki   o   królowych,   które   musiały   opuścić   swoje   dzieci.   O 

królowych, które miały strasznie chore siostry i braci, którymi musiały się zajmować. Królowe 

też   okropnie   tęskniły   za   swoimi   dziećmi,   ale   zawsze   coś   stawało   im   na   przeszkodzie   do 

powrotu.

Zawsze, gdy miały wyjeżdżać, coś się wydarzało. Kochały swoje dzieci, ale między 

nimi otwierały się rozliczne przepaści. I jeszcze przez wiele, wiele bajek będą pokonywać te 

trudności, zanim powrócą.

Raija opowiadała i opowiadała. Wymyślała historie, które mogły ulżyć tęsknocie małej 

Olgi. Ale nie chciała też, by dziecko zapomniało o matce.

To było jak taniec na linie. Niezwykle łatwo stracić równowagę i spaść na jedną albo na 

drugą stronę... Stanowiło to wyzwanie dla jej fantazji.

Nastała jesień. Ludzie zaczynali szeptać o dziwnej chorobie siostry Antonii. Wydawało 

się im, że już za długo trwa.

Raija milczała.

Milczeli wszyscy, którzy coś wiedzieli.

Raija  zachowała  swój  list.   Leżał,   wciąż   zapieczętowany,  na  wierzchu  jej   skrzyni  z 

ubraniem.

Za każdym razem, gdy ją otwierała, jakby robił do niej miny.

Często brała go do ręki. Jej palce przesuwały się po pieczęci. Paznokcie wsuwały się 

pod krawędzie sztywnego laku. Byłoby tak łatwo oderwać pieczęć...

Ale nie robiła tego.

Patrzyła   na   imię,   którym   jej   teraz   nikt   nie   nazywał.   Niektóre   litery   miały   plamy 

jaśniejszego atramentu.

Widać Antonia płakała, gdy je pisała.

Raija także miała ochotę płakać, gdy brała w dłonie ten list. Ale teraz nie mogła. Łzy 

tkwiły pod powiekami. Płacz siedział kulą w gardle, jakby zesztywniał.

Może później będzie w stanie przeczytać ten list, gdy będzie miała na to więcej siły niż 

background image

teraz. Teraz nie mogła.

Zawsze odkładała list na miejsce, wygładzając go. Znów leżał na jej czarnym fartuchu, 

który zakładała do kościoła.

Powróciły statki. „Wśród nich „Sankt Nikołaj”.

Obawiali  się  tej  chwili.  Obiecali  sobie,  że Oleg  nie usłyszy nowiny  w  porcie.   Nie 

powinien usłyszeć jej od kogoś spośród żądnego sensacji tłumu stojącego na kei.

Ludzie w Archangielsku wiedzieli swoje.

Nie zapomnieli, że Antonia nie przebierała w kawalerach do łóżka, że piła na równi z 

mężczyznami i że potrafiła przetańczyć kilka nocy pod rząd.

Mówili, że nie można zmienić takiej krwi. Ze nie przestanie płynąć, mimo że może 

zwolnić. Porównywali Antonię do rzeki, która miała spokojne zatoczki, ale która rwała żwawo 

do przodu w innych miejscach.

Ludzie wiedzieli swoje.

Jewgienij obiecał, że to on przekaże nowinę Olegowi.

Ale gdy „Sankt Nikołaj” przybił do brzegu, akurat nie mógł opuścić biura. Zastąpiła go 

Raija.

To ona miała przekazać list Antonii do męża.

Wasilij podpłynął z nią do statku.

- Co mu powiesz? - zastanawiał się Wasilij.

-   Prawdę   -   odpowiedziała.   Była   blada,   a   na  jej   twarzy   malowała   się   stanowczość. 

Wyglądała pięknie. Nozdrza jej drgały. Poza tym wydawała się nieporuszona.

Przytrzymał drabinkę, którą spuścili z góry. Morze było spokojne jak lustro.

- Przyzwyczaiłaś się do wchodzenia w ten sposób na statki, prawda? - spytał Wasilij, 

chcąc ją rozchmurzyć. - Zaczekam tu na was. Jewgienij pewnie przygotuje już wóz.

Chcieli od razu wywieźć Olega z miasta. Właśnie Oleg powitał ją, gdy gramoliła się 

przez burtę. Strzepnęła spódnicę i uściskała przyjaciela.

- Czy już zawsze będziesz tak wchodzić na pokład? - dziwił się Oleg. - Coś się stało, że 

aż tak ci spieszno?

Raija spojrzała na zgromadzonych wokół marynarzy. Napotkała wzrok Olega i wskazała 

oczami w kierunku jego kajuty.

Oleg zmarszczył czoło, lecz podał jej swoje ramię i zaprowadził ją tam.

Dopiero gdy już znaleźli się w środku, zapytał:

- Co się dzieje, Raiju? Przecież nie przybyłaś tu z uprzejmości. Stało się coś złego?

Pokiwała głową.

background image

Z kieszeni spódnicy wyciągnęła list Antonii i położyła na stole.

Oleg stał jeszcze koło wejścia. Dopiero po chwili zebrał się w sobie i podszedł do stołu.

- Antonia wyjechała - rzekła Raija. Nie było łagodniejszego sposobu na powiedzenie 

prawdy. I tak sam zaraz się jej dowie, gdy złamie pieczęcie i przeczyta słowa Toni.

Oleg wpatrywał się w Raiję. Potem przeniósł spojrzenie na list. Usiadł. Nie pojmował 

tego, co usłyszał.

- Wyjechała? - spytał.

- Wyjechała - powtórzyła Raija.

Położyła dłoń na jego dłoni i uścisnęła. Tak niewiele mogła dla niego zrobić... Oni mieli 

tygodnie na pogodzenie się z szokiem, choć nadal nie mogli w to uwierzyć. Raija budziła się co 

rano z nadzieją, że może dziś wróci Tonią.

I co rano stawało się to coraz bardziej nierealne.

- Już dwa miesiące temu - mówiła dalej. - Zniknęła z mężczyzną poszukiwanym listem 

gończym   za   wzniecanie   buntów,   kradzież,   zdradę   stanu.   Nie   mogliśmy   się   odważyć   na 

zorganizowanie poszukiwania, by nie ściągnąć na nich wojska. Wtedy ona zginęłaby razem z 

nim.

Oleg potrząsnął głową. Słyszał słowa Raiji, lecz one jakby przepływały przez niego. Nie 

były prawdziwe. Raija nie mogła mówić o Antonii. Nie o jego Antonii!

Jego Antonia siedziała pewnie w domu. Zobaczyła nadpływającego „Sankt Nikołaja” i 

zaraz nadbiegnie na keję z Olgą na ramieniu, i będzie do niego machała z brzegu...

Raija   nie   mogła   opowiadać   o   jego   Antonii!   To   musiało   być   jakieś   straszne 

nieporozumienie...

Wstał i wyszedł na pokład. Nie dostrzegł żony na nabrzeżu. Wrócił do kajuty.

Czuł, jakby śnił, gdy złamał pieczęć i zaczął czytać list żony. Miał trzy strony.

Niektóre zdania musiał czytać po kilka razy, by uświadomić sobie, że ona napisała je do 

niego. Jego własna żona...

W trakcie czytania raptem podniósł głowę. Wpatrzył się w Raiję, jakby ją dopiero teraz 

dostrzegł.

- Olga? - spytał. - Gdzie jest Olga? Chyba nie wzięła jej ze sobą?

- Olga jest u nas - uspokoiła go Raija. - Wszystko ci opowiem. Olga czuje się dobrze. 

Bardzo za tobą tęskni, Oleg. Za swoim tatusiem.

- A za Tonią? Raija potwierdziła.

- Za nią też. Ale nie mogłam jej obiecać, że mama wróci.

Pokiwał głową. Wpatrzył się przed siebie niewidzącym wzrokiem. Wrócił do czytania.

background image

Gdy skończył, starannie złożył arkusze. Dokładnie tak, jak ona to zrobiła. Wygładził też 

tak samo, jak Antonia.

- Pisała o liście dla ciebie i do Olgi.

- Dam ci ten do Olgi. Mojego jeszcze nie przeczytałam. Nie byłam w stanie.

Kołysał głową.

- Jaki on był? Ten mężczyzna... Raija nabrała powietrza.

- Widziałam go tylko raz. Nie wiem, czy będę umiała go opisać. Na pewno nie teraz, 

Oleg. Później opowiem ci, co pamiętam. Ale nie zmuszaj mnie, bym zrobiła to teraz. Nie 

powinieneś dowiadywać się wszystkiego na raz. Nie chcę ci zrzucać na raz wszystkich złych 

wieści.

- Czy był mężczyzną, dla którego można poświęcić wszystko?

Raija spojrzała mu w oczy.

- Dla Toni pewnie tak. Po raz pierwszy od zniknięcia przyjaciółki wzięła ją w obronę.

Może nadszedł już czas, by złamała pieczęcie i przeczytała to, co Tonią chciała jej 

powiedzieć? Może ich przyjaźń była mimo wszystko tego warta?

Oleg   przełknął   ślinę.   Zamknął   oczy.   Ostatnie   zdanie   listu   umiał   już   na   pamięć. 

Powiedział je głośno do Raiji:

- „Może kocham cię, Oleg, ale jak długo Grigorij żyje i mnie potrzebuje, nie mogę żyć z 

tobą”.

Przezwyciężył płacz. Na razie.

- Żyłem przed nią - powiedział twardo. - Pewnie dam radę żyć i bez niej. Ale zgotowała 

mi niezłe powitanie...

Raija objęła go i uściskała.

- Możesz już zejść na ląd, Oleg? Pewna mała księżniczka bardzo czeka na swego tatę.

Pokiwał głową, nadal w objęciach Raiji. Poczuł, jak wypełnia go część jej siły.

Dopiero wtedy pryncypał „Sankt Nikołaja” zszedł na ląd.