background image

MICHAŁ KLIMECKl 

GORLICE 1915 

Wydawnictwo 

Bellona 

Warszawa 1991 

background image

ZAMIAST WSTCPU 

O s'wicie 2 maja 1915 r. żołnierze Niemiec i Austro-Węgier rozpo­

częli pod Gorlicami natarcie, które zapoczątkowało nową serię klęsk 

wojsk rosyjskich. Były one jednak bardziej brzemienne w skutki niż te 

z jesieni 1914 r. Odwrót rosyjskiej 3. Armii spod Gorlic i Tarnowa 

wprawił w ruch cały front, od Bałtyku po Karpaty. O ile jeszcze 

wczesną wiosną 1915 r. rosyjskie Naczelne Dowództwo przygotowywa­

ło swoje wojska do wtargnięcia na Nizinę Węgierską i analizowało moż­

liwości przeniesienia działań na tereny Rzeszy, to jesienią z trudem 

utrzymywało spoistość frontu opartego o Dźwinę, przebiegającego 

przez jezioro Narocz, miejscowości: Smorgonie, Baranowicze, Pińsk, 

Dubno, Tarnopol i Zaleszczyki. 

Całość ziem polskich znajdowała się teraz w granicach Niemiec 

i Austro-Węgier oraz pod okupacją ich wojsk. Rosja Romanowów, 

uznawana przez większość Polaków za najbardziej nieprzejednanego 

przeciwnika wskrzeszenia Rzeczypospolitej, zaborca, przeciwko któ­

remu kierowała się większość polskich działań insurekcyjnych, nie mia­

ła już nigdy odzyskać swojej siły i międzynarodowego autorytetu. Co­

raz szybciej też zmierzała ku rewolucji. 

Z czasem okazało się również, że zarówno Niemcy, jak też Austro-

-Węgry nie są w stanie zdławić niepodległościowych dążeń społeczeń­

stwa polskiego. Na okupowanych ziemiach późną jesienią 1916 r. po­

wstały pierwsze zalążki polskiej państwowości. Minęły jeszcze dwa lata 

i sami Polacy rozpoczęli szybką odbudowę własnego państwa usuwając 

okupacyjne garnizony, tworząc aparat administracyjny i wojsko. Jed­

nocześnie rozwijał się proces zbrojnego określania granic Rzeczypospo­

litej i walki młodej dyplomacji o ich uznanie. 

Ze znaczenia bitwy gorlickiej dla przebiegu I wojny światowej oraz 

dla samych Polaków dobrze zdawano sobie sprawę w okresie między-

background image

wojennym. Do napisania obszernej monografii bitwy przygotowywał 

się gen. Juliusz Kleeberg, w latach Wielkiej Wojny oficer austriacki 

i Legionów Polskich. Jego pracę przerwał wybuch II wojny światowej. 

Powstało również kilka nie opublikowanych szkiców, które wyszły 

spod pióra współpracowników Wojskowego Biura Historycznego '. 

Bardzo wiele uwagi poświęcili bitwie jej niemieccy i austro-węgier-

scy uczestnicy. Dla oficerów wojsk państw centralnych była przecież 

jednym z najchwalebniejszych epizodów wojny. Wśród nich znalazł się 

dowódca 100. Cieszyńskiego Pułku Piechoty z 1915 r., później generał 

WP, wybitny uczestnik wojny polsko-radzieckiej w 1920 r., Franciszek 

K. Latinik

 2

Mniej uwagi walkom pod Gorlicami poświęcili Rosjanie. Najob­

szerniejszą pracą, jaką opublikowano w Rosji, było tłumaczenie synte­

tycznej rozprawy oficerów szwedzkiego Sztabu Generalnego

 ł

. Spotka­

ła się ona z krytycznymi uwagami rosyjskiego uczestnika bitwy, z za­

miłowania historyka, który po rewolucji znalazł się na emigracji w Pol­

sce '. Bardziej wartościowe są natomiast szkice innego rosyjskiego 

oficera, odnoszące się do całości działań w Galicji w latach 1914—1915, 

Michaiła Boncz-Brujewicza '. 

Nie mógł natomiast zabrać głosu gen. Radko Dmitriew, dowodzący 

3. Armią pod Gorlicami i Tarnowem. Zginął w czasie rewolucji. 

Po drugiej wojnie światowej wagę zmagań z maja 1915 r. przypom­

niał Marian Zgórniak w obszernym i wnikliwym artykule im poświę­

conym

 6

. Niniejsza książka bardzo wiele zawdzięcza ustaleniom tego 

autora. 

Przygotowana książka jest jedynie szkicem mającym przedstawić 

zmagania na froncie galicyjskim i samą bitwę pod Gorlicami oraz jej 

znaczenie dla przebiegu I wojny na Wschodzie. Bitwa lub, jak chcą 

niektórzy historycy, operacja gorlicka nadal oczekuje na badacza, który 

zechce napisać studium historyczno-wojskowe, między innymi na 

podstawie materiałów archiwalnych strony rosyjskiej. 

1

 Żaden z nich nie zachował się. Jedynym śladem po nich są księgi inwenta­

rzowe zasobów Wojskowego Biura Historycznego. Przechowuje je, razem z in­

nymi materiałami WBH, Centralne Archiwum Wojskowe. 

2

 F. K.  L a t i n i k , Żołnierz polski pod Gorlicami 1915. Działalność 100. Puł­

ku Ziemi Cieszyńskiej,

 Przemyśl 1923. 

1

 Srażenije pri Gorlica

 — Tarnów 26 maja 1915 g. Oczerk o sowmiestnych 

diejstwijach piechoty i artilerijej,

 Moskwa 1929. Rosyjski wydawca zamieścił ob­

szerny komentarz do rozważań szwedzkich autorów. 

• P. S i m a n s k i j, rec. z: Srażenije..., „Bellona" 1929, t. XXXIV. 

' M.  B o n c z - B r u j e w i c z , Potieria nami Galicji w 1915 godu, cz. 1, 

Moskwa 1920; cz. 2, Moskwa 1926. 

* M.  Z g ó r n i a k , Bitwa pod Gorlicami 1915 r. [w:] Nad rzeką Ropą. 

Szkice historyczne,

 Kraków 1968, s. 551—582. 

Książkę kończą dwa fragmenty wspomnień. Pierwszy napisał bur­

mistrz Gorlic ks. Bronisław Swieykowski. Drugi fragment wyszedł 

spod pióra dowódcy 100. pułku piechoty Franciszka K. Latinika. Zna­

lazła się w tym wspomnieniu wojskowa i polityczna ocena bitwy 

z punktu widzenia uczestnika zmagań. Oba pochodzą z niemal za­

pomnianych, znajdujących się w nielicznych bibliotekach książek opu­

blikowanych w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości. 

background image

OSTATNIE MIESIĄCE POKOJU 

„Nigdy nie będę prowadził wojny przeciw Rosji. Uczynię 

wszelkie ofiary, aby do niej nie dopuścić, bo wojna między 

Austrią i Rosją zakończyłaby się obaleniem Romanowych lub 

obaleniem Habsburgów czy nawet obaleniem obu dynastii" '. 

Te słowa wypowiedział arcyksiążę Franciszek Ferdynand i na­

leży sądzić, że choć nie były one wyrazem gotowości do utrzy­

mania pokoju za wszelką cenę, gdyż z możliwością zbrojnego 

starcia z Rosją austro-węgierski Sztab Generalny liczył się, to 

jednak wynikały z głębokiej obawy o losy dynastii i przyszłość 

państwa nurtującej starego cesarza i jego otoczenie. 

Panujący od 1848 r. Franciszek Józef z niepokojem śledził 

rozwój sytuacji wewnętrznej w swojej monarchii. Był świadom 

rosnących aspiracji zamieszkujących ją narodów słowiańskich 

oraz Rumunów, gdy tymczasem politycznie uprzywilejowana 

ludność niemiecka i węgierska nie stanowiła nawet połowy 

mieszkańców kraju. Pogłębiająca się zależność od Niemiec, któ­

re w ciągu ostatnich czterdziestu lat z Prus — „kieszonkowego 

mocarstwa", jak twierdzili kiedyś złośliwcy, wyrosły na jedną 

z czołowych potęg świata, skłaniała część austriackich Niemców 

do forsowania myśli o jeszcze ściślejszym powiązaniu — przy­

najmniej niemieckojęzycznych prowincji monarchii — z pań­

stwem Hohenzollernów. 

'

 V. D c d i j e r, Sarajewo 1914, t. 1, Łódź 1983, s. 235. 

11 

W Budapeszcie natomiast zadawano sobie pytanie, czy to aby 

nie Węgry są najwartościowszą i najsilniejszą częścią państwa 

Habsburgów i czy już nie czas, aby jeszcze bardziej podkreślić 

ich rolę i znaczenie w dualistycznej monarchii. Zagranicznym 

obserwatorom życia politycznego coraz częściej wydawało się, 

że nie Wiedeń Budapesztowi, ale Budapeszt Wiedniowi dyktuje 

warunki i sposoby rozwiązywania problemów. Znękany kłopo­

tami, pesymistycznie patrzący w przyszłość cesarz miał w chwi­

li goryczy stwierdzić, że jeśli już jego dziedzictwo ma upaść, 

niech to przynajmniej uczyni z honorem. 

Międzynarodowe położenie Austro-Węgier mogłq budzić 

obawy. Pasmo klęsk nękających Austrię przez cały XIX wiek 

zachwiało jej pozycją jako jednego z mocarstw. Nie chciała jed­

nak zrezygnować z tradycyjnego, bałkańskiego kierunku eks­

pansji, choć prowadził on do konfliktu nie tylko z narodami 

zamieszkującymi półwysep, ale również z Rosją. Aby sprostać 

potencjalnemu przeciwnikowi, Austro-Węgry szukały poparcia 

Niemiec. Kiedy w 1908 r. Wiedeń ogłosił akt o inkorporacji 

Bośni i Hercegowiny (przekazanych na kongresie berlińskim 

pod administrację austriacką), Rosjanie zaś zareagowali nerwo­

wo grożąc wojną, Berlin dał jasno do zrozumienia, że stanie po 

stronie Austrii. 

W tej sytuacji Rosja nie podjęła ryzyka wojny. Upokorzona, 

nie wyrzekła się jednak dążeń do kontroli nad Bałkanami i opa­

nowania cieśnin czarnomorskich, należących do Turcji, popie­

ranej i jednocześnie penetrowanej przez Niemcy. Ale nie tylko 

Bałkany zaprzątały uwagę rosyjskich polityków. Celem bliż­

szym, choć nie tak istotnym jak cieśniny czarnomorskie, była 

austriacka Galicja Wschodnia. Jej zajęcie miało zakończyć, zda­

niem Petersburga, wielowiekowe jednoczenie ziem ruskich. 

Rywalizacja między Austro-Węgrami a Rosją była tylko jed­

nym z elementów skomplikowanych stosunków międzynarodo­

wych, grożących wybuchem wojny, i to z powodu sojuszy o zasię­

gu dotychczas nie znanym. Zawarcie przymierza między Austro-

- Węgrami a Niemcami nastąpiło już w 1879 r. Trzy lata później 

dzięki polityce Bismarcka do przymierza dołączyły Włochy, mi­

mo że wysuwały roszczenia terytorialne w stosunku do Austrii. 

background image

12 

Natomiast Rosja nawiązała i rozwijała stosunki z pobitą 

i upokorzoną w 1870 r. przez Prusy Francją. Oba państwa za­

warły konwencję wojskową ratyfikowaną na początku 1894 r. 

Później doszło do zbliżenia między Francją a Anglią i Rosją 

a Anglią. Ogłoszenie konwencji angielsko-rosyjskich wywołało 

w 1907 i 1908 r. wielkie oburzenie w Rzeszy. Hałaśliwie zarzu­

cano królowi Edwardowi VII, że prowadzi politykę okrążania 

Niemiec. W Rzeszy zapanowała psychoza twierdzy oblężonej 

przez wrogów, czekających tylko na sposobność pobicia, jeśli 

nie zniszczenia państwa Hohenzollernów. Nie rozumiano jed­

nak, że mimowolnym architektem międzynarodowych poro­

zumień skierowanych przeciwko Niemcom był sam cesarz 

Wilhelm II. 

Wkrótce po wstąpieniu w 1888 r. na tron Wilhelm II odpra­

wił kanclerza Bismarcka, który przez dwadzieścia lat z powo­

dzeniem prowadził politykę izolacji Francji i nie dopuszczał do 

powstania antyniemieckiej koalicji. Teraz cesarz uzyskał domi­

nujący wpływ na kształtowanie polityki zagranicznej. Buńczu­

czny, niepohamowany w szafowaniu pogróżkami, które wywo­

ływały konsternację nawet jego najbliższych współpracowni­

ków, prowadził agresywną politykę, której stałym elementem 

były demonstracje siły i intensywne zbrojenia. O ile wysyłanie 

kanonierek i ekspedycji wojskowych do zapalnych punktów by­

ło przyjętą, choć oficjalnie potępianą metodą działania, to na­

rzucony innym państwom wyścig zbrojeń zagrażał resztkom 

ładu, jakie jeszcze przetrwały od czasu kongresu wiedeńskiego 

z 1815 r. 

W wyniku takiej taktyki cesarza zarówno politycy angielscy 

i francuscy, jak też rosyjscy, rychło doszli do przekonania, że 

Niemcy są nie tylko bardzo groźnym rywalem ekonomicznym 

i politycznym, ale w dodatku konsekwentnie szykują się do 

konfliktu zbrojnego. A żadne z państw nie chciało samotnie 

stanąć z nimi do walki, tak jak Francja w 1870 r. 

O tym, że zwycięska wojna może wzmocnić położenie włas­

ne, myślano także w Paryżu i Londynie. We Francji marzono 

o odzyskaniu Alzacji i Lotaryngii, utraconych w 1870 r. Obie 

stolice były zainteresowane w ograniczeniu niemieckiej ekspan-

13 

sji kolonialnej. Niepokój, graniczący ze strachem, wywoływał 

w Wielkiej Brytanii rozwój niemieckiej floty wojennej. Zasta­

nawiano się, do jak groźnych działań będzie zdolna i czy zdoła 

przerwać połączenia Londynu z jego dalekimi posiadłościami. 

Mimo wszystko jednak angielscy i francuscy politycy nie za­

mierzali narzucać wojny Niemcom i Austro-Węgrom. Francuzi 

i Anglicy więcej nadziei pokładali w sprawnej i stanowczej dy­

plomacji niż w bitności sił zbrojnych. 

W Berlinie narastało jednak przekonanie, że tylko drogą 

konfliktu zbrojnego można wymusić na Francji i Wielkiej Bry­

tanii uznanie niemieckich praw do dalszej rozbudowy posiad­

łości kolonialnych i uzyskania dominującej roli w Europie. Wil­

helmowi II i jego generałom marzyła się kampania równie 

szybka i błyskotliwa, jak ta z 1870 r. Przy tym uważano, że im 

szybciej rozpocznie się działania, tym szanse na zwycięstwo bę­

dą większe. 

Szef niemieckiego Sztabu Generalnego w latach 1892—1905 

Alfred von Schlieffen jeszcze nie przewidywał wojny z Rosją 

i współpracy z wojskami austro-węgierskimi. Nie wymagała 

tego ówczesna sytuacja międzynarodowa. Jego plan sprowadzał 

się do uderzenia na Francję niemal całością sił niemieckich. 

Następca Schlieffena Helmuth von Moltke, bratanek triumfa­

tora z 1870 r., opracował plan, w którym posłużył się koncepcją 

swojego poprzednika. Jednak znacznie ją zmodyfikował. O ile 

Schlieffen zamierzał rozstrzygnąć wojnę potężnym natarciem 

prawego skrzydła przez Belgię i Luksemburg, to Moltke nie za­

rzucając tej koncepcji postanowił wzmocnić także lewe skrzydło 

swoich wojsk. Ostatecznie przewidywał, że 16 korpusów 

(ok. 700 tys. żołnierzy) naruszy granice neutralnej Belgii i od pół­

nocy podąży na Paryż. W centrum miało walczyć 11 korpusów 

(400 tys. żołnierzy) nacierając przez Luksemburg i Ardeny. 

Natomiast lewe skrzydło w sile 8 korpusów (320 tys. żołnierzy) 

miało bronić Alzacji i Lotaryngii

 2

Sztab Generalny ustalił dokładny harmonogram postępów 

swoich wojsk. W wypadku podjęcia walki przez Belgów, ich 

- B. T u c h m a n, Sierpniowe salwy., Warszawa 1989, s. 46. 

background image

14 

15 

stolicę zamierzano zająć dziewiętnastego dnia od chwili mobili­

zacji. Do Paryża, jak przewidywano, wojska niemieckie wkroczą 

w trzydziestym pierwszym dniu, a zakończą wojnę na Zacho­

dzie w trzydziestym dziewiątym dniu od rozpoczęcia mobiliza­

cji. 

Choć Niemcy należały do grona gwarantów neutralności 

Belgii, nie zamierzały jej w krytycznym momencie przestrze­

gać. Sztab Generalny uważał, że jeśli nie Niemcy, to Francuzi 

podepczą tę neutralność. Wiedziano też, jak bardzo z takim wa­

riantem rozwoju wydarzeń liczył się król Belgów Albert, z nie­

mal jednakową obawą patrzący na granicę wschodnią, jak za­

chodnią. Przy tym Niemcy nie wykluczali możliwości załago­

dzenia międzynarodowych reperkusji wtargnięcia w belgijskie 

granice przez wymuszenie na Brukseli zgody na przemarsz 

wojsk. 

Moltke nie mógł już lekceważyć przy formułowaniu planów 

działań zbrojnych wschodniej sojuszniczki Francji — Rosji. So­

jusz francusko-rosyjski z każdym rokiem umacniał się, podob­

nie jak zwiększała się rola francuskiego kapitału w rozbudowie 

i modernizacji rosyjskiej armii i przemysłu. Szybkość kampanii 

na Zachodzie gwarantowałaby jednak, że zanim armia rosyjska 

zdoła się zmobilizować i skoncentrować, stanie osamotniona 

w obliczu zwycięskich wojsk niemieckich wracających z Francji. 

Według Moltkego i jego oficerów wojna miała się rozstrzygnąć 

na Zachodzie, a front wschodni byłby tylko drugorzędnym tea­

trem działań wojennych. 

O ile nikt lub prawie nikt nie wątpił w Berlinie, że Rosja do­

trzyma swoich zobowiązań wobec Francji, to stanowisko Wiel­

kiej Brytanii wobec przyszłego konfliktu pozostawało zagadką. 

Nie łudzono się wprawdzie, że Londyn zaakceptuje bez więk­

szych sprzeciwów szybki marsz niemieckich korpusów w kie­

runku Paryża, ale jednak przypuszczano, iż ograniczy swoją 

aktywność do demonstracyjnych wystąpień dyplomatycznych. 

Wielka Brytania, pozbawiona właściwie armii lądowej gotowej 

do interwencji na kontynencie, powinna zostać tylko widzem 

zmagań, tak jak w 1870 r. Nie zdawano sobie sprawy, jak bar­

dzo w Anglii obawiano się skutków zwycięstw niemieckiego 

oręża i dominacji Rzeszy w Europie. 

Także francuski Sztab Generalny chciał rozstrzygnąć zmaga­

nia poprzez działania ofensywne. Ustalenia przyjętego w maju 

1913 r. planu gen. Ferdinand Foch streścił słowami: „Musimy 

dotrzeć do Berlina idąc przez Moguncję" \ 

Francuzi otrzymali — za znaczną kwotę marek — od nie­

mieckiego oficera jedną z wersji planu Moltkego. Większość 

oficerów Sztabu Generalnego uznawała jednak te materiały za 

falsyfikat. Jako dowód małej wiarygodności otrzymanych do­

kumentów wskazywano ogromne, wręcz niemożliwe do prze­

zwyciężenia przez Niemców trudności z przygotowaniem tak 

potężnego uderzenia od północy. Przy tym zakładano wysokie 

prawdopodobieństwo uszanowania przez przeciwnika neutral­

ności Belgii. Bardzo długo, niemal do ostatnich miesięcy przed 

wybuchem wojny, Francuzi zbyt nisko oceniali możliwości 

mobilizacyjne przeciwnika. Przy takich założeniach mogli 

z optymizmem patrzeć w przyszłość, tym bardziej że liczyli na 

zbrojne wystąpienie Rosjan najpóźniej w piętnastym dniu woj­

ny. Bardzo realnie rysowała się również współpraca wojskowa 

z Brytyjczykami. 

Dla Francji Rosja była odległym, trochę egzotycznym i tajem­

niczym sojusznikiem. Inwestując w niej olbrzymie sumy, 

uznawano to za bardzo dobrą lokatę kapitału. Carat wydawał 

się potęgą zdolną do przetrwania jeszcze stuleci. Reformy 

przeprowadzone w czasie i po rewolucji 1905—1907 r. czyniły 

go bardziej sympatycznym dla francuskiego mieszczucha i inte­

ligenta. Opinia publiczna wolała również patrzeć na Wschód 

przez pryzmat coraz popularniejszej we Francji rosyjskiej mu­

zyki i literatury niż wysłuchiwać informacji o nędzy chłopów 

i robotników, wszechwładzy administracji i policji. Przeciętny 

Francuz nie mógł też zapomnieć, że chwała napoleońskiego orę­

ża przyblakła właśnie między Smoleńskiem a Moskwą. Mit ma­

lowniczych, trochę dzikich Kozaków krzepił francuskie serca. 

Francuski Sztab Generalny nie przeceniał aż tak, jak więk­

szość obywateli, możliwości wojsk rosyjskich. Ale i na wojsko­

wych działała magia wielkiej liczby zmobilizowanych żołnierzy 

' Ibid, s. 61. 

background image

16 

17 

cara. Wiedziano, jak stosunkowo mała odległość dzieliła Berlin 

od granicy imperium Romanowów. Ale wiedziano też, jak długo­

trwała będzie mobilizacja tych mas wojsk i skoncentrowanie 

ich do uderzenia na zachód. Dlatego też w prowadzonych roz­

mowach francuscy wojskowi przekonywali partnerów o konie­

czności rozpoczęcia działań zaczepnych jeszcze przed końcem 

mobilizacji. Nalegając na możliwie szybkie rozpoczęcie wojny 

przez Rosję, chcieli zmusić Niemców do ograniczenia liczby 

korpusów bijących się przeciw Francji. Rozstrzygnięcie losów 

Europy miało nastąpić na Zachodzie. Walczące na froncie 

wschodnim armie rosyjskie, wiążące wojska niemieckie, winny 

jedynie przyczynić się do tego rozstrzygnięcia. 

Dla oficerów pochylających się w Wiedniu i Petersburgu nad 

mapami front wschodnioeuropejski był najważniejszy. Nie 

kwestionowali pierwszorzędnej wagi zmagań francusko-nie-

mieckich, ale o miejscu polityków austro-węgierskich i rosyj­

skich za konferencyjnym stołem, przy którym będzie określany 

powojenny ład, miały zadecydować ich wojska. Im większe bę­

dą zwycięstwa, tym łatwiej dyplomaci uzyskają polityczne cele 

wojny. 

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowy­

wało się do wymuszenia od zachodnich aliantów zgody na trwa­

łe zajęcie cieśnin czarnomorskich, wiedząc, że będzie to trudne. 

Znane były obawy Brytyjczyków, wynikające z możliwości 

ewentualnego uzyskania przez Rosję dominującej pozycji na 

Bałkanach, a więc w pobliżu basenu Morza Śródziemnego. 

Po przegranej wojnie z Japonią i rewolucji 1905—1907 r., 

które obnażyły słabość państwa, Rosja zdobyła się na znaczny 

wysiłek modernizując i reorganizując przemysł, sieć komunika­

cyjną oraz siłę zbrojną. Przyśpieszono jednocześnie rozbudowę 

przemysłu wojennego, zamierzając oprzeć uzbrojenie i wyposa­

żenie armii przede wszystkim na własnej produkcji. Tak zwany 

wielki program wzmocnienia sił zbrojnych miał być ukończony 

w 1917 r. Realizowany w znacznym stopniu za pieniądze poży­

czone od Francji, wywoływał w Berlinie i Wiedniu przeświad­

czenie, iż ich położenie militarne w stosunku do koalicji syste­

matycznie pogarsza się. Ocenie tej nie można odmówić słusz­

ności, jednak mimo intensywności prowadzonych w Rosji prac 

nad powiększeniem potencjału militarnego, jej wojsko przed 

1914 r. dalekie było od tego kształtu, jaki zamierzano mu na­

dać. 

Duże obawy w rosyjskim Sztabie Generalnym budziło spo­

dziewane wolniejsze tempo osiągania przez armię gotowości bo­

jowej w porównaniu z potencjalnymi przeciwnikami. Groźba 

uderzenia gotowych już sił przeciwnika na koncentrujące się 

dopiero armie rosyjskie spowodowała przesunięcie w planie 

z 1910 r. rejonów ich ześrodkowania na wschód i pozostawienie 

nad Wisłą tylko awangardy. Tym samym traciły na znaczeniu 

twierdze i fortyfikacje zbudowane na ziemiach polskich, z wy­

jątkiem Modlina. Wydany przez ministra wojny rozkaz kasaty 

twierdz na terenie Królestwa został w znacznej części wykona­

ny. Oznaczało to, iż gubernie nadwiślańskie w pierwszej fazie 

wojny prawdopodobnie zostałyby oddane nieprzyjacielowi. 

Zasadniczą linię obrony zamierzano oprzeć o twierdze 

w Kownie, Osowcu, Grodnie i Brześciu. Modlin, którego nie 

chciano opuszczać m.in. z powodów politycznych, miał się zna­

leźć w roli Port Artura, choć liczono na szczęśliwszy niż 

w przypadku mandżurskiej twierdzy finał oblężenia. „Gwaran­

tem naszego powrotu do tego rejonu — stwierdzała jedna z dy­

rektyw rosyjskich — jest twierdza Modlin, która winna się 

opierać do ostatniego naboju i suchara."

 4 

Plan z 1910 r. spotkał się z ostrą krytyką zarówno na wyż­

szych szczeblach dowodzenia armii rosyjskiej, jak i we Francji. 

Nowy opracowano kolektywnie przy znacznym udziale szefów 

sztabów okręgów wojskowych, znających szczegóły dotyczące 

rozmieszczenia wojsk, obiektów wojskowych, a także infra­

struktury (m.in. mosty, drogi, sieć kolejowa) po drugiej stronie 

granicy. 

Plan powstały w połowie 1912 r. pod kierunkiem ministra 

wojny, w tym czasie uważanego również za bardzo znaczącego 

kandydata na stanowisko Naczelnego Wodza, gen. Władimira 

4

 Cyt. za: W.  M a j e w s k i , T. R a w s k i, Z badań nad iławsko-warszaw-

skim kierunkiem strategicznym w dziejach wojennych XIX i XX w.

 [w:] / wojna 

światowa na ziemiach polskich. Materiały sympozjum...,

 Warszawa 1986, s. 40. 

2 - Gorlice 1915 

background image

18 

19 

Suchomlinowa, opracowano w dwóch wariantach: „G" (Ger-

manija) i „A" (Awstrija). W obu na ziemiach na zachód od 

Wisły zamierzano pozostawić jedynie silne jednostki rozpoznaw­

cze i osłonowe. Według pierwszego wariantu, aktualnego w wy­

padku ofensywy większości sił niemieckich na Rosję, wojska 

skoncentrowane na linii Kowno — Grodno — Brześć miały 

wycofać się na wschód do czasu nadejścia odwodów z głębi kra­

ju i wyjaśnienia położenia na froncie zachodnim. 

Gdyby jednak Niemcy skierowały większość sił na Francję, 

wówczas, zgodnie z wariantem „A", armie rosyjskie winny ude­

rzyć na Niemcy i Austro-Węgry, przenosząc działania wojenne 

na ich terytorium. W 1913 r. przyjęto, iż główny wysiłek wo­

jenny Niemiec obróci się przeciw Francji. Od tego czasu rozwa­

żania rosyjskiego Sztabu Generalnego skupiły się na doskona­

leniu i uaktualnianiu wariantu „A". 

Sprawdzianem dla wyższych dowódców przed zbliżającym 

się konfliktem była gra wojenna przeprowadzona w kwietniu 

1914 r. w Kijowie. Przyjęto podczas niej, iż uderzenie niemiec­

kie skieruje się przede wszystkim przeciwko Francji, natomiast 

wojska austro-węgierskie ruszą na Rosję. Założono neutralność 

Rumunii. Zgodnie z tymi założeniami prowadzący grę gen. Su-

chomlinow rozwijał wojska na kierunku wschodniopruskim 

i galicyjskim, wydzielając większe siły na ten ostatni. Jedną 

z wad działania kierownictwa gry był brak dostatecznego po­

wiązania między ruchami oddziałów czołowych a gotowością 

i pracą jednostek i instytucji tyłowych. 

Korpusy rosyjskie miały przewagę liczebną nad potencjal­

nymi przeciwnikami, były jednak słabsze pod względem wypo­

sażenia w artylerię i broń strzelecką. Część oddziałów, które 

miały być sformowane w czasie mobilizacji, mogła otrzymać je­

dynie karabiny jednostrzałowe systemu Berdana (tzw. berdan-

ki). Państwowe wytwórnie karabinów: tulska, iżewska, sies-

troriecka, nie były w stanie sprostać wymaganiom. 

Silną stroną rosyjskich korpusów i armii była jazda, mogąca 

przystąpić do działań rozpoznawczych niemal natychmiast po 

wybuchu wojny. Była wielokrotnie liczniejsza od jazdy prze­

ciwnika, znakomicie przygotowana do walki. Bardzo dobrze 

przeszkolona została artyleria, w pełni wykorzystując doświad­

czenia wyniesione z wojny z Japonią. Nie ustępowało w zasa­

dzie przeciwnikom lotnictwo rosyjskie, wyposażone głównie w 

konstrukcje francuskie lub oparte na wzorach francuskich. Na­

tomiast niedostatecznie przedstawiał się stan sieci kolejowej na te­

renie Królestwa i całej Rosji oraz organizacja wojsk kolejowych. 

Siły zbrojne Rosji w ostatnich dniach pokoju miały w swoich 

szeregach ok. 1,5 min żołnierzy. Po zakończeniu mobilizacji 

mogły osiągnąć stan przekraczający 7 min żołnierzy, tj. ponad 

50% sił sojuszniczych

 5

Na Naczelnego Wodza car Mikołaj II ostatecznie przewidział 

wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza. Ten pięćdziesięcio-

ośmioletni generał, wychowanek Akademii Sztabu General­

nego, uczestnik wojny rosyjsko-tureckiej, w której siłami rosyj­

skimi dowodził jego ojciec, cieszył się szacunkiem wojska i spo­

łeczeństwa. Uchodził za surowego przełożonego, ale też 

sprawiedliwego, tępiącego nadużycia gospodarcze i znęcanie się 

nad żołnierzami. Należał do tych członków carskiej rodziny, 

którzy nie żywili sympatii wobec Niemiec. Wielu współpra­

cowników wielkiego księcia uważało, że jego największą wadą 

było poleganie jedynie na własnej wiedzy i doświadczeniu. Za­

rzucano mu później, że będąc „niemałym fantastą" z konse­

kwencją dążył do realizacji swoich koncepcji, a „[...] upór jego 

co do sposobu prowadzenia wojny wyrządził wiele szkody"

 6

Tylko Rosja przed 1914 r., z uwagi na to, że miała walczyć 

przeciwko dwóm państwom, zdecydowała się na połączenie ar­

mii w większe ugrupowania. Wojska Frontu Północno-Zachod-

niego, których trzon stanowiły dwie armie, gen. Aleksandra W. 

Samsonowa oraz gen. Pawła Rennenkampfa, otrzymały zadanie 

opanowania Prus Wschodnich i przekroczenia Wisły w jej gór­

nym biegu. Przewidywano również, że w rejonie Warszawy 

zostanie w późniejszym terminie sformowana armia zdolna do 

uderzenia przez Poznań na Berlin. 

5

 M. W r z o s e k, Działania wojenne na ziemiach polskich w latach 

1914

1915, [w:] / wojna światowa..., s. 59. 

6

 R.  D m o w s k i , Polityka polska i odbudowanie państwa [w:] Pisma, t. V, 

Częstochowa 1937, s. 238. 

background image

20 

Natomiast Front Południowo-Zachodni, przeznaczony do 

walki z siłami Austro-Węgier, miał się składać z czterech armii. 

I on miał w dalszej fazie mobilizacji ulec wzmocnieniu. Wojska 

Frontu Południowo-Zachodniego, po opanowaniu Przemyśla 

i Lwowa, miały wkroczyć na Węgry. Natarcie planowano rozpo­

cząć z ziemi lubelskiej i Wołynia. Oddziałom skoncentrowanym 

na Podolu wyznaczono zadanie wiązania jak największej liczby 

oddziałów wroga. 

Siły, jakie Rosja przeznaczała do walki z wojskami austro-

-węgierskimi, były większe od kierowanych przeciw Niemcom. Nie 

było to zgodne z duchem konwencji francusko-rosyjskiej, kładą­

cej większy nacisk na działania ofensywne przeciwko Rzeszy. 

Austriackie plany wojenne powstawały we współpracy, 

a częściowo także z inspiracji niemieckiego Sztabu Generalnego. 

Zajmujący przed Schlieffenem stanowisko szefa Sztabu Gene­

ralnego Alfred von Waldersee w memoriale z 30 marca 1890 r. 

przewidywał przeprowadzenie zbieżnych uderzeń niemieckich 

i austriackich przez ziemie Królestwa Polskiego. Wojska nie­

mieckie miały wykonać natarcie z Prus Wschodnich na połud­

nie, a austriackie z rejonu Przemyśla i Lwowa na Łuck i Lub­

lin. 

Treść memoriału była zgodna z zapomnianym już wówczas 

pismem ks. Władysława Czartoryskiego i gen. Michała Kruka-

-Heydenreicha (napisanym pod koniec lat pięćdziesiątych XIX 

stulecia) do austriackiego ministra wojny, gen. Franza Kuhna. 

Polacy proponowali w nim m.in. ofensywę oddziałów austro-

-węgierskich w kierunku Lublina

 7

Plany austro-węgierskie, które realizowano po wybuchu świa­

towego konfliktu, powstały w głównym zarysie w 1908 r. Aus-

tro-węgierski Sztab Generalny brał w nich pod uwagę konie­

czność utworzenia, obok rosyjskiego, również innych frontów. 

W Rosji jednak widział głównego przeciwnika i w związku 

z tym zamierzał, wykorzystując zdolność własnych sił do szybszej 

niż w przypadku Rosjan koncentracji, uderzyć między Wisłą 

' M. Z g ó r n i a k, 19141918. Studia i szkice z I wojny światowej, Kra­

ków 1987, s. 78. 

21 

a Bugiem. W ten sposób uprzedzając ofensywę rosyjską miano 

m.in. opanować ziemie Królestwa Polskiego. 

Austro-Węgry, w myśl wcześniejszych porozumień z niemiec­

kim Sztabem Generalnym, wzięły na siebie główny ciężar walki 

z wojskami rosyjskimi w pierwszej fazie wojny. 

Siły zbrojne Austro-Węgier po zakończeniu mobilizacji mog­

ły osiągnąć stan ponad 3,5 min żołnierzy, z czego jednak, zgod­

nie ze strukturą wojsk, do oddziałów frontowych miano skiero­

wać 1,5 min osób

 8

Zasłużenie dobrymi opiniami cieszyły się artyleria i jazda, ta 

ostatnia głównie dzięki Węgrom i Polakom. Bardzo różnie 

przedstawiał się stan dywizji piechoty. Wszystkie były wpraw­

dzie dobrze wyposażone i uzbrojone, ale ich morale i dyscypli­

na nie zawsze odpowiadały stawianym wymogom. 

Słabą stroną wojsk był korpus oficerski. Nie brakowało 

w nim wprawdzie bardzo zdolnych oficerów na wszystkich 

szczeblach dowodzenia, a przygotowanie zawodowe, jakie 

otrzymywali w szkołach wojskowych, było bez zarzutu, jednak 

antagonizmy narodowościowe coraz silniej dawały znać o sobie. 

Oficerowie wychowywani w duchu „fur Kaiser und Vaterland" 

mimo wszystko nie zawsze utożsamiali interes narodowy z aus­

triackim. Do napięć dochodziło także między oficerami a pod­

władnymi innej narodowości. W wielu wypadkach ujawniała się 

rywalizacja między Austriakami a Węgrami, przy czym wśród 

tych ostatnich nie brakowało takich oficerów, którzy uznawali, 

że ich koledzy niemieckiej narodowości mają łatwiejszą drogę 

do kariery. Te sprzeczności oraz konflikty nie były groźne 

w czasie pokoju. Mogły o sobie dać znać w czasie wojny. 

Naczelnym Wodzem wojsk austro-węgierskich w czasie woj­

ny miał być arcyksiążę Fryderyk. Decydującą rolę, zgodnie ze 

strukturą dowodzenia, podobnie jak w wojskach Niemiec, odgry­

wał szef Sztabu Generalnego gen. Franz Conrad von Hótzen-

dorff. Należał do grona najbliższych współpracowników na­

stępcy tronu Franciszka Ferdynanda. Widziano w nim jednego 

z najwybitniejszych strategów tej epoki. Szanowali go nie tylko 

8

 M. W r z o s e k, op. cit., s. 58. 

background image

22 

23 

podwładni, ale i Niemcy. Dobre stosunki łączyły go z von 

Moltkem, który nie wahał się w korespondencji z nim krytyko­

wać prowadzonej przez rząd Rzeszy polityki. 

Gen. Conrad długo, niemal do końca, nie wiedział, jak zna­

czne siły będzie musiał przeznaczyć do wojny przeciw Rosji, ile 

zaś korpusów weźmie udział w walkach na Bałkanach przeciw 

Serbii i, co było więcej niż prawdopodobne, także Czarnogórze. 

Nadzieje na osiągnięcie sukcesu pokładał w szybszym tempie 

mobilizacji własnych wojsk i uderzeniu na koncentrujące się je­

szcze armie rosyjskie oraz wykorzystaniu rozbudowanej sieci 

kolejowej dla przerzucenia oddziałów z jednego na drugi koniec 

monarchii. Nie przewidywał uporczywego oporu armii małej 

Serbii. Wiedział, że losy tego państwa rozstrzygną się w zmaga­

niach z jej potężną sojuszniczką — Rosją. 

Tak Rosja, jak i jej potencjalni przeciwnicy zdawali sobie 

sprawę z tego, że przyjdzie im walczyć na ziemiach polskich. Do­

tychczasowe, zbierane przez cały XIX wiek, doświadczenia 

wskazywały, że Polacy mogą czynnie wziąć udział w wydarze­

niach dążąc do wskrzeszenia swojego państwa. Większość pol­

skich wystąpień dotychczas kierowała się przeciw Rosji. Ją też 

polscy insurgenci uważali za główną przeciwniczkę odbudowy 

Rzeczypospolitej. 

Tylko niewielkim pocieszeniem dla Petersburga była silna 

pozycja polskich narodowych demokratów, uważających po­

wstania za nieszczęścia rujnujące gospodarkę kraju, powodujące 

śmierć najlepszych, najaktywniejszych jego mieszkańców i wy­

wołujące jedynie nasilenie kontroli zaborczego państwa nad 

społeczeństwem. Nie odrzucali oni postulatu odzyskania niepod­

ległości, ale odkładali jego spełnienie na odległą, nie określoną 

przyszłość. Za realne uważali wymuszenie na Rosji autonomii 

ziem polskich. Autonomia miała też być podstawą do dalszych 

działań i prac nad podniesieniem stanu gospodarki i oświaty, a 

w końcowym efekcie winna przynieść Polakom wolność. 

Dążenie do ugody z zaborcami, podejmowane nie tylko przez 

narodowych demokratów i nie tylko w zaborze rosyjskim, su­

rowo oceniali insurgenci. Sybirak, współtwórca Polskiej Partii 

Socjalistycznej, przywódca Organizacji Bojowej PPS i komen­

dant Związków Strzeleckich (Związek Strzelecki i „Strzelec") 

Józef Piłsudski po latach z goryczą pisał, że społeczeństwo „[...] 

szukało zawsze starannie uległości i posłuszeństwa obcym" *. 

Ta bardzo surowa i kontrowersyjna ocena nie mogła się od­

nosić do wszystkich Polaków. Zainicjowane przez Piłsudskiego 

przygotowania do wywołania w Królestwie Polskim powstania 

doprowadziły do wyłonienia się kilku organizacji militarnych. 

Obok utworzonych przez Piłsudskiego Związków Strzeleckich, 

latem 1914 r. gotowe były uznać jego autorytet Polskie Druży­

ny Strzeleckie. Przynależne do obu organizacji oddziały dyspo­

nowały ok. dwunastoma tysiącami przeszkolonych wojskowo 

strzelców

  l 0

Mniej jasne było stanowisko kierownictwa Drużyn Barto­

szowych czy Polowych Drużyn „Sokoła". Znajdowały się one 

w strefie oddziaływania Narodowej Demokracji i pokrewnych jej 

kierunków politycznych. 

Polskie organizacje wojskowe mogły działać jawnie jedynie 

w Austrii, której prawo zezwalało na tworzenie oddziałów mają­

cych charakter sportowo-paramilitarny, przygotowujących oby­

wateli, przede wszystkim młodzież, do służby wojskowej. 

Wiedeń, udzielający rosyjskiemu poddanemu Józefowi Piłsud­

skiemu zgody na prowadzenie prac insurekcyjnych pod pozo­

rem takiej właśnie działalności sportowo-paramilitarnej, liczył 

na jej efekty w czasie wojny z Rosją. Zależało mu zarówno na 

danych wywiadowczych, jak i powstaniu dezorganizującym za­

plecze armii rosyjskich. 

Nie do pogardzenia mogły być również domniemane efekty 

polityczne powstania, pozwalające austriackim politykom na 

snucie nadziei dotyczących przyłączenia do monarchii jeszcze 

jednego kraju. O przekształceniu dualistycznego austro-węgier-

skiego państwa w trialistyczne — austro-węgiersko-polskie, 

w którym znajdą się ziemie pozostające pod zaborem rosyjskim, 

marzyli politycy galicyjscy. 

' J.  P i ł s u d s k i , Moje pierwsze boje, Warszawa 1925, s. 3. 

111

 M. K 1 i m e c k i, Organizacja i działania oddziałów strzeleckich. Li­

piec

sierpień 1914, „Studia i Materiały do Historii Wojskowości" 1988, t. XXX, 

v 248—249. 

background image

24 

Wpływ ewentualnego polskiego powstania na sytuację wo­

jenną rozważali także Niemcy. Jeszcze w latach osiemdziesią­

tych XIX wieku Bismarck przewidywał, iż następstwem wojny 

z Rosją stanie się aktualizacja sprawy polskiej. Zamierzał wów­

czas związać oderwane od Rosji ziemie z Austro-Węgrami. 

W niemieckim Sztabie Generalnym i Ministerstwie Spraw Zagra­

nicznych również później, acz nieśmiało i niekonsekwentnie, 

zastanawiano się nad skierowaniem przeciw imperium Roma­

nowów Polaków, Ukraińców, Finów i innych narodowości. 

W Berlinie obawiano się jednak reakcji tych milionów Pola­

ków, które żyły w zaborze pruskim. Niemcy, pomni siły trady­

cji insurekcyjnej, nie mogli traktować aspiracji Polaków na 

równi z aspiracjami innych narodów (na przykład ukraińskiego), 

żyjących w granicach Rosji ". Ostatecznie aprobowali możliwość 

powstania w Królestwie, doceniając płynące z niego korzyści. 

Zamierzali jednak zneutralizować jego wpływ na swoich pol­

skich współobywateli poprzez obietnice i mało znaczące mani­

festacje dobrej woli. 

Zantagonizowana, podzielona na bloki polityczne i wojskowe 

Europa oczekiwała wybuchu wojny ze strachem, ale i nadzie­

jami. Bano się śmierci i trudów walki, natomiast wierzono w si­

łę własnego i sojuszniczego oręża, argumenty polityczne przy­

taczane przez rządy i w to, że „Bóg jest z nami". Ostre konflik­

ty polityczne o kolonie i na Starym Kontynencie podsycały 

poczucie niepewności i rodziły przekonanie o konieczności upo­

rządkowania stosunków między państwami i narodami drogą 

rozstrzygnięcia na polach bitew. 

Wojna miał przynieść sukcesy i trwały, sprawiedliwy pokój. 

Inaczej ową sprawiedliwość dziejową pojmowano w Paryżu 

i Petersburgu, inaczej w Wiedniu i Berlinie. Fala nacjonalizmu 

ogarnęła nawet socjalistów, przez lata potępiających używanie 

siły i twierdzących, że wojnę zawsze prowadzi się kosztem lu­

dów, dla zysku właścicieli fabryk, kopalń i hut. Narody gotowe 

były przelewać krew. 

" F.  F i s c h e r , Griffnach der Weltmacht. Die Kriegszielpolitik des kaiserli-

chen Deuischland 1914/1918,

 Dusseldorf 1961, s. 121 — 122. 

PIERWSZE DNI WOJNY 

„Kiedy zbliżył się następny samochód, rozpoznałem arcy-

księcia. Ale gdy zobaczyłem, że siedzi koło niego jakaś dama, 

zawahałem się przez chwilę: strzelać czy nie. W tym właśnie 

momencie owładnęło mną jakieś dziwne uczucie i wycelowałem 

z chodnika do następcy tronu. Było to tym łatwiejsze, że samo­

chód zwolnił na zakręcie [...] Wydaje mi się, że strzeliłem dwa 

razy, a może i więcej, bo byłem bardzo podniecony."

Tak zeznawał kilkadziesiąt minut po zamachu serbski patrio­

ta Gavrilo Princip. Od jego strzałów 28 czerwca 1914 r. w Sara­

jewie zginął arcyksiążę Franciszek Ferdynand i jego morgana-

tyczna małżonka Zofia. Jeszcze tego dnia wiadomość o śmierci 

austro-węgierskiego następcy tronu dotarła do wszystkich stolic 

europejskich. Nie było to jednak wydarzenie aż tak niezwykłe, 

jak się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Ostatecznie za­

machy należały do ryzyka monarszego zawodu. Stwierdzenie to, 

przypisywane żonie cesarza Napoleona III Eugenii, zawierało 

wiele prawdy. Z ręki zamachowca zginęła w 1893 r„ pchnięta 

nożyczkami przez anarchistę, cesarzowa Austrii Elżbieta, żona 

Franciszka Józefa. Wiele teraz zależało od reakcji wiedeńskie­

go dworu, od tego, jak potraktuje sarajewskich zamachowców 

i ich ewentualne związki z obcymi państwami. 

1

 V.  D e  d i jer, op. ctt., t. 2, s. 154. 

background image

26 

Tymczasem z naddunajskiej stolicy nie napływały niepokoją­

ce wieści. Stary cesarz i jego ministrowie, jak się wydawało, nie 

zamierzali podsycać napięcia w Europie. Nawet ogłoszone za­

rządzenia żałobne miały ograniczony i — bardziej niż nakazy­

wał przyjęty zwyczaj — formalny charakter. Przyczyniła się do 

tego niepopularność zmarłego następcy tronu i jego najbliższej 

rodziny. Ochmistrz cesarskiego dworu, książę Montenuove 

(syn wdowy po Napoleonie, Marii Ludwiki, i hr. Neipperga) 

spowodował, iż arcyksięcia i jego żonę pochowano bez więk­

szych uroczystości. Stwierdził złośliwie, że Franciszkowi Fer­

dynandowi i Zofii wystarczy pogrzeb trzeciej klasy dla niepalą­

cych. Jeszcze mniej taktownie wyraził się o mordzie i jego 

ofiarach węgierski premier Istvan Tisza. Wiadomość o wyda­

rzeniach z 28 czerwca skomentował: co Pan Bóg zsyła, z tym 

trzeba się pogodzić z wdzięcznością. 

Stopniowo zapominano o zamordowanym w Sarajewie arcy-

księciu. Wprawdzie żywo komentowano w dyplomatycznych 

gabinetach i przy kawiarnianych stolikach wychodzące na jaw 

powiązania zamachowców z serbskim wywiadem, ale nawet ul­

timatum wystosowane 23 lipca przez Wiedeń do Belgradu nie 

zdołało zakłócić spokoju. Wierzono, że Serbia ukorzy się przed 

Austrią, a to załagodzi sytuację. Jeszcze 28 lipca rano Piłsudski, 

zapytany przez jednego ze współpracowników, jak ocenia roz­

wój wypadków, odpowiedział: „35% na wojnę"

 2

Wakacyjna, beztroska atmosfera Wiednia zmyliła wielu 

europejskich polityków. Nie wiedzieli, że austro-węgierski Sztab 

Generalny postanowił zdegradować Serbię do pozycji państwa 

zależnego od monarchii naddunajskiej i pozbawić ją autorytetu 

przywódcy narodów słowiańskich południowej Europy, nawet 

za cenę ryzyka wojny z Rosją. Mimo pojednawczej postawy 

Belgradu jego odpowiedź na ultimatum nie została uznana za 

wystarczającą. To oznaczało już tylko jedno. 28 lipca Austro-

-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii. 

Teraz wypadki potoczyły się szybko. 1 sierpnia Niemcy wy­

dały wojnę sojuszniczce Serbii — Rosji. Ich ambasador Fried-

2

 Cyt. za: W.  J ę d r z e j e  w i c z, Kronika życia Józefa Piłsudskiego 

1867—1935,

 t.l, Londyn 1977, s.272. 

27 

rich von Pourtales usłyszał od rosyjskiego ministra spraw za­

granicznych: „Spadną na was przekleństwa narodów"

 3

. Nie wy­

trzymując napięcia, a może przeczuwając, iż zbliża się koniec 

epoki, w której przeżył swoje życie, ambasador rozpłakał się. 

Przed pożegnaniem obaj panowie uściskali się i ucałowali. Dwa 

dni później Niemcy wypowiedziały wojnę Francji. 4 sierpnia 

w stanie wojny znalazła się Anglia. 6 sierpnia rozpoczęła się wojna 

między Austro-Węgrami a Rosją. 

Przeciwnicy przystępowali do działań z wiarą w szybkie 

osiągnięcie sukcesów. Armie miały powrócić do koszar jeszcze 

przed zimą, zanim spadną liście z drzew, jak obiecał swoim 

żołnierzom cesarz Wilhelm II. Doktryny wojenne wypracowa­

ne przez sztaby w czasach pokojowych przewidywały prowa­

dzenie natarć na skalę dotychczas nie spotykaną, a ich zasadni­

czym celem było obezwładnienie wrogich sił zbrojnych. „Zaję­

cie części kraju lub zdobycie twierdzy nie doprowadzi do 

rozstrzygnięcia — stwierdzał niemiecki regulamin — które mo­

żna osiągnąć tylko przez zniszczenie sił nieprzyjacielskich. Ono 

więc jest najpierwszym celem działań."

 4 

Oddziały niemieckie ruszyły 3 sierpnia. W dniu następnym 

pogwałcenie neutralności Belgii stało się faktem. Trzy armie 

(1. — Alexandra von Klucka, 2. — Karla Biilowa i 3. — Maxa 

K. Hausena) tworzące prawe skrzydło maszerowały po zwy­

cięstwo. Ich pierwszym przeciwnikiem była mała armia bel­

gijska, mająca jednak oparcie w potężnych twierdzach. Jak się 

okazało, nie zamierzała ona stoczyć kilku symbolicznych 

walk, a potem zaprzestać oporu. Jako pierwsi mogli się o tym 

przekonać żołnierze sześciu brygad piechoty wydzielonych 

z 2. Armii, którzy, dowodzeni przez gen. Ottona von Emmicha, 

4 sierpnia podeszli pod Leodium (Liege). Położona nad Mozą 

twierdza nie skapitulowała. W nocy z 5 na 6 sierpnia Belgowie 

odparli szturm wroga. 

Wprawdzie gen. Erichowi Ludendorffowi dowodzącemu 

14. Brygadą udało się zająć 7 sierpnia miasto Liege, ale cytadela 

' B. T u c h m a n, op.cit., s.104. Rozmowa odbyła się w nocy z 31 VII na 

1 VIII. 

Ą

 Cyt. za: P. L u c a s, Rozwój myśli taktycznej we Francji i w Niemczech 

podczas wojny 1914—1918,

 Warszawa 1925, s. 20. 

background image

28 

i forty broniły się nadal. Dopiero sprowadzone dwa potężne 

działa Kruppa (420 mm) oraz austriackie „Skody" (305 mm) 

skruszyły żelazobetonowe schrony obrońców. 16 sierpnia padło 

jedenaście fortów. Ale i wówczas przebywający w ostatnim 

broniącym się jeszcze forcie dowódca Leodium gen. Gerard 

M. Leman odmówił skapitulowania. Dopiero eksplozja pocisku 

w pomieszczeniach fortu umożliwiła niemieckim żołnierzom 

wdarcie się do jego wnętrza. Wśród resztek załogi dostał się do 

niewoli także nieprzytomny, ciężko ranny gen. Leman. 

20 sierpnia gen. Kluck wkroczył do Brukseli. Cztery dni póź­

niej poddała się twierdza Namur. 

Na zajmowanych terenach wojska niemieckie postępowa­

ły brutalnie. Wynikało to nie tylko z obawy przed wolnymi 

strzelcami, choć strach wywołany domniemanymi działania­

mi partyzantów, wypływający między innymi z doświadczeń 

1870 r., zamieniał się w obsesję. Niemcy biorąc zakładników 

i paląc zabudowania realizowali zalecenia Schlieffena, dostrzega­

jącego w surowym i bezwzględnym postępowaniu jeden z czyn­

ników służących zwycięstwu. 

Wszystkie wypadki okrucieństwa wojsk niemieckich szeroko 

i z coraz większą przesadą relacjonowali propagandyści francuscy 

i angielscy. Drukowano nawet ulotki, na których widniały ma­

szerujące szeregi żołnierzy z nabitymi na bagnety niemowlęta­

mi. W podobnych opisach i rysunkach celowała przede wszyst­

kim prasa brytyjska, dążąca do uzyskania możliwie szerokiej 

akceptacji społecznej dla interwencji angielskich oddziałów na 

kontynencie. 

Opór Belgów postawił pod znakiem zapytania niemiecki 

harmonogram marszu na Paryż. Przy tym wytrwałość belgij­

skich oddziałów nie była jedyną przykrą niespodzianką, z jaką 

musiał się pogodzić Moltke. Na początku drugiej dekady sierp­

nia w Rouen, Boulogne i Hawrze wylądowały pierwsze oddzia­

ły angielskiego korpusu ekspedycyjnego dowodzone przez mar­

szałka polnego sir Johna Frencha, bohatera wojny sudańskiej 

z lat 1884—1885 i burskiej 1899—1902. 

Jeszcze większe znaczenie miały niepokojące wieści napływa­

jące z Prus Wschodnich. Rozwój sytuacji, początkowo bardzo 

29 

niekorzystny dla niemieckiego oręża, wywołał wiele wrzawy 

w prasie. Szefowi Sztabu Generalnego, a także Wihelmowi II 

trudno było zlekceważyć oskarżenia o brak zainteresowania 

ludnością Prus Wschodnich, jednej z kolebek pruskiego państwa. 

O ile dziennikarze nie ważyli się na głośną krytykę dworu, pub­

likując jedynie opisy brutalności Rosjan, to junkrzy jasno dawa­

li do zrozumienia, jak trudno im się pogodzić nawet z przejś­

ciowym oddaniem Mazur. Dla Sztabu Generalnego bardzo wa­

żne były także inne czysto wojskowe następstwa klęski w Pru­

sach Wschodnich. Przekroczenie dolnej Wisły przez Rosjan 

mogło zagrozić Berlinowi. 

Dowódca rosyjskiego Frontu Północno-Zachodniego gen. Ja­

ków Żyliński zdecydował, że 1. Armia przekroczy granicę 

17 sierpnia, a 2. Armia dwa dni później. 13 sierpnia gen. Ale­

ksandr Samsonow otrzymał od gen. Żylińskiego dyrektywę 

precyzującą cele działań: „Zamierzam przejść do decydującego 

natarcia celem rozbicia nieprzyjaciela, odcięcia go od Królewca 

i opanowania jego linii odwrotowych ku Wiśle. [...] 2. Armia 

naciera z linii Augustów — Grajewo — Myszyniec — Chorzele 

na front Lótzen [Giżycko] — Arys [Orzysz] — Rudczany [Ru­

ciane] — Ortelsburg [Szczytno], kierując swe główne siły z linii 

Myszyniec — Chorzele na front Rudczany — Passenheim [Pa­

sym] i dalej ku północy na flanki i tył linii jezior." ' 

W dniu rozpoczęcia działań wojennych 1. Armia gen. Pawła 

Rennenkampfa (cztery korpusy, siedem dywizji rezerwowych, 

brygada strzelców, cztery dywizje kawalerii) stoczyła pod Sto-

łupianami walkę, odrzucając jeden z niemieckich korpusów 

w kierunku Gąbina. Dwa dni później w rejonie Gąbin — Goł­

dap rozgorzały zacięte boje między 1. Armią a głównymi siłami 

niemieckiej 8. Armii. W ich trakcie do sztabu gen. Maxa von 

Prittwitza napłynęły pierwsze informacje o przekroczeniu granicy 

Prus Wschodnich także przez rosyjską 2. Armię gen. Aleksand­

ra Samsonowa. Po ich potwierdzeniu dowódca 8. Armii wydał 

rozkaz przerwania bitwy i wycofania się za Wisłę. 

Gen. Rennenkampf nie zorientował się w porę, że podsta-

5

 Cyt. za: B.  Z a w a d z k i , Kampania jesienna w Prusach Wschodnich sier­

pień

wrzesień 1914, Warszawa 1924, s.103. 

background image

JO 

31 

wowe siły niemieckie rozpoczęły odwrót, i nie podjął energi­

cznych działań pościgowych. Niezdecydowanie, nieudolność 

w prowadzeniu rozpoznania, a także, jak się szybko okaże, brak 

współdziałania między dwiema rosyjskimi armiami — 1. i 2. — 

będą miały rozstrzygające znaczenie dla losów rosyjskich sil 

w Prusach Wschodnich. 

Podejmując marsz w głąb terytorium nieprzyjaciela gen. Sam-

sonow poszerzył pas działania w kierunku zachodnim i dążył do 

głębszego okrążenia sił niemieckich. Przyjął ugrupowanie kor­

donowe, kierując wszystkie korpusy do pierwszego rzutu, i tym 

samym pozbawił sam siebie wartościowych odwodów. Przynag­

lany przez dowódcę Frontu do szybkich działań, nakazywał po­

konywać znaczne odległości forsownymi, wyniszczającymi od­

działy marszami (np. VI Korpus w dniach 14—22 sierpnia 

przebył 165 km, XIII Korpus od 13 do 23 sierpnia — 235 km). 

Nie wykorzystano właściwie kawalerii, powierzając jej przede 

wszystkim zadanie ochrony skrzydeł armii. Tym samym rosyj­

ski dowódca świadomie rezygnował z informacji wynikających 

z rozpoznania kawaleryjskiego. 

Groźne było oddalenie się od siebie obu armii rosyjskich. 

Niebezpieczne położenie 2. Armii pogłębiała nieobecność jej 

dowódcy i towarzyszącego mu sztabu na pierwszej linii walk. 

Innym błędem rosyjskiego dowództwa było przekazywanie 

drogą radiową, nie zaszyfrowanym tekstem, części dyrektyw, 

rozkazów i meldunków. 

Wszystkie błędy Rosjan postanowiło wykorzystać nowe do­

wództwo 8. Armii. Gen. Paul Hindenburg von Beneckendorff 

i jego szef sztabu, ściągnięty z Zachodu gen. Ludendorff, nie 

przestraszyli się przewagi liczebnej przeciwnika. Podjęli decyz­

ję pobicia każdej z armii rosyjskich osobno, przed ich połącze­

niem się. Liczyli, że w decydującej chwili ich siły zostaną 

wzmocnione przez wojska dotychczas walczące na froncie za­

chodnim. Moltke sądził, iż osiągnął przewagę nad Francuzami, 

Paryż zaś znajduje się w zasięgu jego wojsk. Uznał więc, iż mo­

że podjąć taką decyzję. 

Wiele wskazywało na to, że niemiecki szef Sztabu General­

nego może z optymizmem patrzeć w przyszłość. 22 sierpnia 

oddziały niemieckie przekroczyły granicę belgijsko-francuską. 

Odniosły sukces w bitwie między Skaldą a Mozą. 5. Armia 

gen. Charlesa Lanrezaca została natomiast pobita pod Charleroi. 

Pokonani zostali także Brytyjczycy, najpierw pod Mons, póź­

niej pod Le Cateau. Do ofensywy przeszło także lewe skrzyd­

ło wojsk niemieckich. Wojenne laury zdobywał bawarski 

kronprinz Rupprecht dowodzący 6. Armią. Rozpoczęcie przez 

6. Armię na dużą skalę działań zaczepnych było jednak sprze­

czne z założeniami planu Schlieffena. 

Na całym, liczącym przeszło 700 km, froncie wojska francu­

skie cofały się pod naporem armii przeciwnika, ale klęski nie 

osłabiły ducha wojska i społeczeństwa Francji. Dowodzący 

francuskimi siłami gen. Joseph Jacąues-Cesaire Joffre stawiał 

przeciwnościom czoło z energią, wyciągając wnioski z przegra­

nych i szukając możliwości powstrzymania wroga. O zawarciu 

upokarzającego pokoju nie myślał również, mimo iż liczył się 

z upadkiem Paryża, prezydent Raymond Poincare. W odezwie 

zawiadamiającej o swym opuszczeniu stolicy zapewniał, że „[...] 

wojna dalej musi być prowadzona". Optymistycznym, jednak 

wówczas już nie całkiem zgodnym z prawdą, stwierdzeniem te­

go dokumentu było: „Rosjanie posuwają się w dalszym ciągu 

naprzód, aby zadać decydujący cios w serce Niemiec [...]"

 6

W Prusach Wschodnich rozpoczynała się tragedia żołnierzy 

dwóch armii rosyjskich. Hindenburg i Ludendorff, z zadowo­

leniem dostrzegając ociężałość ruchów 1. Armii i domyślając 

się, że jej dowódca nie ma większego pojęcia o położeniu oddzia­

łów niemieckich, postanowili rozprawić się najpierw z 2. Ar­

mią. 

W sztabie 2. Armii zbyt długo panował nastrój optymizmu. 

Wydana przez gen. Samsonowa wieczorem 23 sierpnia dyrek­

tywa nr 4 stwierdzała, że 1. Armia ściga rozbitego nieprzyjacie­

la, a 2. Armia będzie dążyć do odcięcia mu dróg odwrotu ku 

Wiśle. Armia Samsonowa szła więc zdaniem jej dowódcy już 

nie do bitwy, ale w celu osaczenia i wzięcia do niewoli niemiec­

kich żołnierzy. 

<•

 Cyt. za: J.  D ą b r o w s k i , Wielka Wojna 1914—1918, Warszawa 1937, 

s. 118. 

background image

32 

23 sierpnia 2. Armia osiągnęła linię Szczytno — Nidzica — 

Działdowo i kierowała się na Tannenberg (Stębark) i Olsztyn. 

Z przebiegu dotychczasowych starć i nadchodzących meldun­

ków gen. Samsonow wreszcie wywnioskował, że przeciwnik 

gromadzi znaczne siły naprzeciw jego lewego skrzydła. Dalszy 

marsz głównymi siłami na północ — nakazany przez gen. Żyliń­

skiego — wydawał się Samsonowowi ryzykowny, ale próby wpły­

nięcia na zmianę decyzji dowódcy Frontu nie przyniosły efek­

tów. Gen. Samsonow zastosował się więc do rozkazów, wiążąc 

centralne korpusy w zaciętych walkach na przedpolach rejonu 

Tannenberg — Olsztyn. W tym czasie skrzydła 2. Armii były 

już spychane do tyłu. 

Prowadzone 26 sierpnia walki na skrzydłach przyniosły Ro­

sjanom ciężkie porażki. Sztab gen. Samsonowa, znacznie odda­

lony od własnych skrzydeł, pozbawiony sprawnie działającej łą­

czności, nie potrafił opanować sytuacji. 28 sierpnia Niemcy po­

jawili się na tyłach 2. Armii. Wydany następnego dnia przez 

gen. Samsonowa rozkaz odwrotu był spóźniony. Walczące 

w centrum rosyjskie korpusy zostały otoczone i po nieudanych 

próbach przebicia dostały się do niewoli. Pozostałe jednostki 

2. Armii wycofały się, ponosząc duże straty, nad Narew, gdzie 

otrzymały uzupełnienia (dwa korpusy). 

W gigantycznym kotle znalazł się także gen. Samsonow. Nie 

potrafiąc pogodzić się z rozmiarami klęski, czując się winnym 

dramatu żołnierzy, popełnił samobójstwo. Po kilku miesiącach 

na prośbę żony generała Niemcy ekshumowali jego ciało. 

Gen. Samsonow został pochowany w Rosji. Nie odnaleziono 

natomiast kasy 2. Armii. 

Po klęsce 2. Armii uderzeniu niemieckiej 8. Armii musiała 

przeciwstawić się armia gen. Rennenkampfa. Jej lewe skrzydło 

zostało zaatakowane przez silne ugrupowanie niemieckie, w 

którego składzie znajdowały się posiłki ściągnięte z frontu za­

chodniego. Uzyskana przez Niemców na tym odcinku przewa­

ga liczebna zadecydowała o porażce rosyjskich dywizji. Armia 

gen. Rennenkampfa, rozciągnięta od Wielkich Jezior Mazur­

skich ku Królewcowi, w obawie przed podzieleniem losu 

2. Armii rozpoczęła w nocy z 9 na 10 września odwrót. Dowódca 

Wilhelm II 

Franciszek Józef I 

background image

Gen. Franz Conrad von 

Hótzendorf 

W. ks. Mikołaj Mikoła-
jewicz 

background image
background image

Niemiecka piechota maszeruje przez płonącą wieś 

Przemarsz oddziału kawalerii niemieckiej na froncie wschodnim zimą 

z 1914 na 1915 r. 

background image

33 

Frontu Północno-Zachodniego liczył się jeszcze z możliwością 

przeprowadzenia silnego kontrataku pośpiesznie formowaną na 

południu (rejon Osowca nad Narwią) 10. Armią. Mogła być 

ona użyta jednak dopiero po 14 września. Po ciężkich walkach, 

toczonych do 15 września, 1. Armia stanęła na linii Wilkowysz-

ki — Szaki — Jurborg. 

W walkach w Prusach Wschodnich Rosjanie stracili około 

140 tys. żołnierzy, w tym 2. Armia około 92 tys. Klęska obu 

armii wywołała w Rosji przygnębiające wrażenie. Nie miała 

jednak znaczenia rozstrzygającego. Morale armii rosyjskich by­

ło nadal bardzo wysokie. 

Podczas gdy 1. i 2. Armie toczyły walki w Prusach Wschod­

nich, w lewobrzeżnej części Królestwa Polskiego znajdowały się 

stosunkowo słabe siły rosyjskie, prowadzące działania rozpo­

znawcze i osłonowe. Natomiast w rejonie Warszawy formowa­

no 9. Armię. W zamyśle Stawki (rosyjska Kwatera Główna) 

armia ta miała chronić stolicę Królestwa i mosty na Wiśle, 

oczyścić z ewentualnych zagonów nieprzyjaciela teren między 

Wisłą a Pilicą aż do linii Piotrków — Łódź — Kutno — Płock 

i przygotować się do natarcia na Berlin. Ostatecznie, wobec nie­

możności przeprowadzenia natarcia w głąb Niemiec, 9. Armia 

w pierwszych dniach września została podporządkowana do­

wódcy Frontu Południowo-Zachodniego. Jej zadania osłonowe 

przejęła nowo sformowana tzw. Grupa Warszawska, podległa 

dowódcy Frontu Północno-Zachodniego. 

Sukcesy niemieckiego oręża na froncie wschodnim niespo­

dziewanie przyćmił wynik walk we Francji. 3 września ku za­

skoczeniu niemieckiej Kwatery Głównej wojska francuskie 

przeszły do natarcia. Bitwę — przeszła do historii pod nazwą 

bitwy nad Marną — rozpoczęła świeżo sformowana fran­

cuska 6. Armia atakiem na korpusy 1. Armii. Stopniowo 

gen. Joffre rzucał do walki wszystkie oddziały, jakimi rozporzą­

dzał. Zacięte walki toczyły się na odcinku 260 km, od Paryża 

do Verdun. 

Początkowo gen. Kluck potrafił utrzymać przewagę i przed 

jego żołnierzami idącymi w czołowych oddziałach zamajaczyły 

kontury wieży Eiffla, ale był to już ostatni sukces. W powstałą 

1 - Gorlice 1915 

background image

J4 

między 1. i 2. Armią lukę (ok. 40 km), osłanianą jedynie przez 

kawalerię, wdarli się żołnierze francuscy i brytyjscy. W opa­

łach znalazła się także niemiecka 3. Armia zaatakowana przez 

nowo sformowaną 9. Armię gen. Ferdinanda Focha i 5. Armię 

gen. Louisa Francheta d' Esperey. 

Niemcom zabrakło tych kilku dywizji, które Moltke odesłał 

do Prus Wschodnich, aby skutecznie przeciwstawić się wojskom 

nieprzyjaciela na Zachodzie. 9 września, w drugim dniu bitwy 

na Jeziorach Mazurskich między niemiecką 8. Armią a rosyjską 

1. Armią, Francuzi i Brytyjczycy sforsowali Marne. Armie 

niemieckie wycofały się na linię rzeki Aisny. 

Pokonanie Francji w jednej, błyskawicznej kampanii okazało 

się nierealne. Gen. von Moltke, przestraszony wynikami bitwy 

nad Marną, całkowitym niepowodzeniem realizacji planu woj­

ny, stracił panowanie nie tylko nad armiami, lecz i nad sobą. 

„Nie zapomnę nigdy tego głębokiego wrażenia — pisał nie­

miecki następca tronu Wilhelm — które wywarł na mnie gene­

rał von Moltke 11 września 1914 r. [...] Był to człowiek zupeł­

nie załamany. Nadludzkim wysiłkiem powstrzymywał łzy, 

wyobrażając sobie, że pobite armie niemieckie uciekają w zu­

pełnym nieładzie. Mówił, że nie wie, w jaki sposób powstrzy­

mać ten odwrót."

 7

 Jednak alianci zachodni byli zbyt słabi, aby 

zniszczyć przeciwnika. 

Zacięte boje toczyły się także na frontach serbsko-austriackim 

i rosyjsko-austriackim. Rozpoczęte 12 sierpnia działania aus­

triackich dywizji przeciwko Serbom i Czarnogórcom szybko 

zamieniły się w serię porażek i klęsk. Niewiele lepiej wiodło się 

armiom austro-węgierskim w Galicji. Rosjanie okazali się twar­

dym i wymagającym przeciwnikiem. 

Front Południowo-Zachodni, przeznaczony do walki z siłami 

Austro-Węgier, rozciągał się od Wisły do granicy rumuńskiej. 

Składał się z czterech armii: 4., 5., 3. i 8., wzmocnionych wkrót­

ce przez dwie następne — 9. i 6. Dowodził nim gen. Nikołaj 

Iwanow, były dowódca Kijowskiego Okręgu Wojskowego. Jego 

7

 Cyt. za: Ilustrowana historia wojny światowej 19141920, pod red. 

R. K o d z i a, Warszawa 1931, s. 185. 

35 

szefem sztabu został szef sztabu tego okręgu gen. Michaił Ale-

ksiejew. Prawe skrzydło Frontu stanowiła 4. Armia gen. von 

Salza, zajmująca stanowiska między Wisłą a Sanem. Składała 

się z trzech korpusów, dwóch dywizji rezerwowych i czterech 

dywizji jazdy. 19 sierpnia wieczorem 4. Armia zajęła pozycje 

wyjściowe do natarcia w rejonach: Wilkołaz — Bychawa, Piotr­

ków — Krzczonów, Dąbie — Gorzków. Takie rozdysponowanie 

sił stworzyło około 30-kilometrową lukę między 4. i 5. Armią. 

Do walki z Rosją Austro-Węgry rzuciły znaczne siły. Między 

Wisłą a Przemyślem stanęła 1. Armia gen. Viktora von Dankla, 

a między Przemyślem i Lwowem 4. Armia gen. Moritza von 

Auffenberga. Zadanie osłaniania tych dwóch armii powierzono 

3. Armii gen. Rudolfa von Brudermanna, skoncentrowanej mię­

dzy Lwowem a linią Bugu. Dalej na wschód, wzdłuż Seretu, zbie­

rała się grupa wojsk gen. Hermanna Kóvessa von K6vesshaza. 

Ponadto w rejonie Krakowa stała grupa gen. Heinricha Kummera 

von Falkenfeld. Austriacki szef Sztabu Generalnego Franz Con­

rad von Hótzendorf zamierzał jak najszybciej, po pobiciu Ser­

bów, przerzucić część wojsk z Bałkanów do Galicji. 

Obaj przeciwnicy dążyli do rozpoczęcia działań jeszcze przed 

zakończeniem koncentracji sił wroga. Rosyjski szef Sztabu Ge­

neralnego gen. Nikołaj Januszkiewicz telegrafował 14 sierpnia 

do dowódcy Frontu Południowo-Zachodniego, przynaglając 

go do pośpiechu. Między innymi przekazał prośbę Francuzów 

o rozpoczęcie natarcia także w Galicji. 

Efektem przynagleń austro-węgierskich i rosyjskich dowód­

ców była wielka bitwa spotkaniowa, stoczona w rejonie Kraśni­

ka 23—25 sierpnia. Pobicie Rosjan pod Kraśnikiem, a na­

stępnie pod Komarowem umożliwiło wojskom austro-węgier­

skim kontynuowanie ofensywy. 31 sierpnia dowódca rosyjskiej 

5. Armii gen. Paweł Plehwe powziął decyzję odejścia na linię 

Chełm — Włodzimierz Wołyński. Tam zamierzał przegrupować 

swoje oddziały i osłaniać drogę do Brześcia nad Bugiem

 8

Pod wpływem porażek dowództwo Frontu Południowo-Za-

8

 I.  R o s t u n o w , Russkij front pierwoj mirowoj wojny, Moskwa 1976, 

s. 129 i n. 

background image

36 

chodniego zwróciło się do Stawki z żądaniem posiłków. Pod 

koniec sierpnia zaczęły one przybywać na miejsce przeznacze­

nia. Nastąpiły też zmiany personalne na wyższych szczeblach 

dowodzenia. 

Pierwsze porażki wojsk rosyjskich, poniesione w sierpniu 

między Wisłą a Bugiem, zachwiały realizacją dalekosiężnych 

planów Stawki. Nie spowodowały jednak załamania na lewym 

skrzydle frontu, gdyż położenie rosyjskiej 4. i 5. Armii poprawi­

ło się dzięki zwycięskiej ofensywie 8. Armii gen. Aleksieja Brusi-

łowa i 3. Armii gen. Nikołaja Ruzskiego (następnie Radko 

Dmitriewa) na południowym wschodzie. Pod ich presją 

3 września Austriacy zostali zmuszeni do ewakuacji stolicy Gali­

cji — Lwowa. W tym jednak dniu wojska austro-węgierskie 

kończyły już przygotowania do wznowienia działań zaczepnych 

w Galicji Wschodniej. 

W planowanej bitwie o Lwów istotną rolę miała odegrać aus­

triacka 4. Armia, zawrócona spod Komarowa i Zamościa. Jej 

dowódca gen. Moritz von Auffenberg pozostawił w rejonie 

Hrubieszowa trzy dywizje piechoty i dywizję jazdy pod do­

wództwem arcyksięcia Józefa Ferdynanda. Reszta dywizji wy­

konała zwrot i 3 września uformowała się w rejonie Tomaszowa 

Lubelskiego. Wyczerpanej ciężkimi walkami na Lubelszczyźnie 

4. Armii gen. Conrad powierzył zadanie uderzenia na skrzydło 

rosyjskiej 3. Armii. 

Położenie wojsk austriackich, rozpoczynających 6 września 

tzw. drugą bitwę o Lwów, komplikowało rozwinięcie na obsza­

rze Warszawa — Lublin nowej 9. Armii gen. Płatona Łęczyc­

kiego. Zajęła ona stanowiska po obu brzegach Wisły na zachód 

od 4. Armii i była gotowa do podjęcia natarcia. 

Początkowo sytuacja rozwijała się zgodnie z przewidywania­

mi austriackiego Sztabu Generalnego. 4. Armia powstrzymała 

pod Magierowem i Rawą Ruską rosyjską 3. Armię. Dwie armie 

austriackie — 2. i 3. — przekroczyły 8 września Wereszczycę. 

Dwa dni później znalazły się pod Lwowem, gdzie jednak zosta­

ły zatrzymane przez 8. Armię. 

Rozstrzygnięcie drugiej bitwy lwowskiej nastąpiło na północy. 

Już od 4 września 9. i 4. Armie wzmogły między rzekami Wisłą 

37 

a Porem nacisk na austriacką 1. Armię, spychając ją na Urzę­

dów, Kraśnik, Frampol. Natomiast rosyjska 5. Armia wstrzyma­

ła odwrót i przeszła do natarcia w kierunku Zamościa. Słaba 

grupa arcyksięcia Józefa Ferdynanda nie była w stanie po­

wstrzymać przeciwnika. Armia gen. Auffenberga, tocząca zacięte 

walki koło Rawy Ruskiej z oddziałami 3. Armii, została zagro­

żona teraz również przez korpusy 5. Armii. W tym czasie między 

1. Armię a 4. Armię zaczęły się wdzierać znaczne siły rosyjskie, 

kierujące się na Cieszanów i Narol. 

Położenie wojsk austro-węgierskich stało się bardzo ciężkie. 

11 września gen. Conrad nakazał odwrót wojsk nad San. 

20 września Rosjanie zajęli Jarosław, w następnym dniu przystą­

pili do oblężenia Przemyśla. Pruski korpus gen. Remusa von 

Woyrscha, przesunięty ze Śląska i oddany do dyspozycji Aus­

triaków, nie mógł zmienić sytuacji. Pobite korpusy cofały się na 

wschód. 1. Armia zajęła stanowiska nad Nidą i Dunajcem, 

4. Armia odcinek od Tarnowa do Gorlic, 3. Armia od Gorlic po 

rejon Koniecznej. Natomiast żołnierze 2. Armii zamknęli prze­

łęcze karpackie. 

Pierwszy miesiąc działań wojennych w Galicji zakończył się 

sukcesem armii rosyjskich, jednak nie takim, na jaki liczono 

przed wojną. Wojska były wyczerpane, a przeciwnik, choć po­

bity, to jednak zdolny do stawiania oporu. Sforsowanie przełę­

czy karpackich wydawało się przedsięwzięciem trudnym, wy­

magającym skierowania do walki nowych sił. Dowódca Frontu 

Południowo-Zachodniego obawiał się również niemieckiej inter­

wencji w rejonie Dęblina, co musiałoby automatycznie wpły­

nąć na sytuację armii stojących w Galicji. Natomiast Stawka, 

choć w zasadzie zgadzała się z gen. Iwanowem, że należy dążyć 

do jak najszybszego wtargnięcia na Węgry, musiała się liczyć 

z natarczywymi prośbami zachodnich aliantów żądających wzno­

wienia wielkich operacji przeciwko Niemcom. To natomiast 

wskazywało na konieczność wzmocnienia Frontu Północno-Za-

chodniego. 

Pod presją dowódców dwu Frontów Naczelny Wódz 

w. ks. Mikołaj Mikołajewicz i szef Sztabu Generalnego starali się 

zaspokoić oczekiwania obu. Brak jednoznacznej decyzji, który 

background image

38 

z kierunków uderzenia, na armie niemieckie czy na austro-wę-

gierskie, jest w tym okresie ważniejszy, miał się okazać jednym 

z większych błędów Stawki. 

Dotychczasowy przebieg walk w Galicji budził obawy nie­

mieckiego Sztabu Generalnego. Narastał wśród sztabowców 

lęk przed skutkami rozbicia sojusznika i wtargnięcia rosyjskich 

korpusów na Śląsk. „Pozbawiłoby to Niemcy — oceniał na­

stępca gen. von Moltkego gen. Erich von Falkenhayn — boga­

tych źródeł gospodarczych i uniemożliwiło w bardzo szybkim 

czasie dalsze prowadzenie wojny."

 9 

Słusznie sądzono również, że dalsze klęski wojsk austro-wę-

gierskich doprowadzą do silnych wewnętrznych napięć w duali­

stycznym państwie, co w efekcie sparaliżuje również jego siłę 

zbrojną. 

Falkenhayn, choć był zaniepokojony wydarzeniami w Galicji, 

uważał, tak jak jego poprzednicy na stanowisku szefa Sztabu 

Generalnego, że zwycięstwa należy szukać na polach bitewnych 

Francji. Powrócił do koncepcji Schlieffena, wzmacniając pra­

we skrzydło swoich wojsk. Ale wielkie bitwy nad Izerą i pod 

Ypres w październiku i listopadzie nie przyniosły spodziewa­

nych wyników. Wyczerpane armie niemieckie nie mogły zdo­

być przewagi. W równie złym stanie znajdowały się armie ich 

przeciwników. I one nie potrafiły kontynuować działań manew­

rowych. 

W połowie listopada liczący około 700 km front zastygł. Obie 

strony, nie wyrzekając się zamysłu podjęcia kolejnej ofensywy, 

przystąpiły do umacniania swoich pozycji. Wyrastały kolejne 

rzędy zasieków z drutów kolczastych, linie okopów, schronów. 

Przybywało dział, karabinów maszynowych, moździerzy i mio­

taczy min. Wojska złapały się wzajemnie w pułapkę wojny pozy­

cyjnej. 

Na zachodzie Europy skończył się okres błyskotliwych ma­

newrów, zaskakujących wroga koncepcji. Nastał czas szturmów 

frontalnych na rozbudowane stanowiska nieprzyjacielskie, pod­

czas których działa i karabiny maszynowe dziesiątkowały ko-

* E.  F a l k e n h a y n , Niemieckie Naczelne Dmcództwo u latach 

1914—1916, Warszawa 1926, s.30. 

lejne bataliony, pułki i dywizje. Po zakończeniu wojny wielu 

teoretyków myśli wojskowej oraz historyków wyraziło pogląd, 

że jeszcze nigdy sztuka wojenna nie osiągnęła tak niskiego po­

ziomu, jak na Zachodzie od listopada 1914 do listopada 1918 r. 

— cztery długie lata. 

Żadne z walczących państw nie było przygotowane do pro­

wadzenia długotrwałej, wyniszczającej wojny. Jesienią 1914 r. 

pojawiły się pierwsze znaczące niedostatki w amunicji artyleryj­

skiej. Kryzys dotknął wszystkie armie, choć w różnym stopniu. 

Z największymi kłopotami borykały się wojska rosyjskie. Już 

we wrześniu dowódcy Frontów alarmowali Stawkę i Minister­

stwo Wojny doniesieniami o katastrofalnym braku amunicji 

i innych rodzajów zaopatrzenia bojowego. 

Wielkim problemem stawał się także brak wyszkolonych ofi­

cerów niższych stopni i podoficerów. Straty, jakie oddziały po­

niosły na froncie, oraz konieczność zwiększenia liczebności wal­

czących wojsk powodowały, że awanse otrzymywali ludzie nie 

mniej odważni i zdeterminowani od swoich rannych i poległych 

kolegów, ale słabiej przygotowani do wykonywania wojennego 

rzemiosła. 

Natomiast ludność cywilna stanęła w obliczu kryzysu spo­

wodowanego drastycznie zmniejszającymi się dostawami żyw­

ności i opału. O ile jeszcze zawsze można było kosztem miesz­

kańców miast i wsi żywić armie, to zaopatrzenie gospodarki 

w niezbędne dla rozwoju przemysłu wojennego surowce nie mog­

ło ulec zahamowaniu, a wiele z nich w okresie pokoju po prostu 

importowano. Teraz należało szukać materiałów zastępczych 

i nowych technologii. 

W trudniejszej sytuacji znalazły się Niemcy, Austro-Węgry 

oraz Turcja, która przystąpiła do zmagań po ich stronie w po­

łowie listopada. Cieniutkie nitki zaopatrzenia wiodące do 

państw centralnych były ciągle przerywane, podczas gdy 

Francja i Anglia mogły korzystać z zasobów swoich kolonii oraz 

intensyfikować import z Ameryki Północnej i Południowej. 

Fatalnym wydarzeniem nazwał Ludendorff porażkę w pier­

wszych tygodniach wojny słabszych liczebnie, ale lepiej wy­

szkolonych wojsk niemieckich i austro-węgierskich, reprezen-

background image

40 

41 

tujących państwa, które były otoczone przez wrogów

  l 0

Wyraźniej niż wielu innych strategów i polityków dostrzegał, 

w jak trudnej, niemal beznadziejnej sytuacji znalazło się jego pań­

stwo po przegraniu wojny manewrowej. 

W nadchodzącym nowym etapie wojny liczył się każdy so­

jusznik, którego można było jeszcze pozyskać. Obiektem zain­

teresowania tak aliantów, jak państw centralnych, były Włochy, 

które kierując się „świętym egoizmem" narodowym, jak to ok­

reślił premier Antonio Salandra, 3 sierpnia ogłosiły neutral­

ność. 

Berlin i Wiedeń nie liczyły już na dotrzymanie zobowiązań 

sojuszniczych przez Rzym. Zbyt silne były konflikty między 

Włochami i Austro-Węgrami. Włochy aspirowały przecież do 

Tyrolu, Trydentu, Istrii i Dalmacji. Zamierzały rozciągnąć pro­

tektorat nad Albanią i uzyskać uznanie praw do Dodekanezu 

i wybrzeży Azji Mniejszej. Spełnienie nawet niektórych z tych 

żądań oznaczało dla Austro-Węgier rezygnację ze znacznej 

części swojego terytorium lub terenów potencjalnych wpływów 

i co gorsze mogło zapoczątkować proces stawiania analogi­

cznych roszczeń przez inne państwa, np. Rumunię. Ale też 

rzucenie około 800 tys. — 1 min żołnierzy włoskich do walki 

przeciw siłom państw centralnych mogło gwałtownie pogorszyć 

ich sytuację i przeważyć szalę zwycięstwa na korzyść aliantów. 

Dlatego Berlin energicznie naciskał na austro-węgierskie Mini­

sterstwo Spraw Zagranicznych, aby przynajmniej pozornie 

zgodziło się na poczynienie korekt przebiegu granicy po zakoń­

czeniu wojny — wszystko w celu utrzymania neutralności 

Włoch. 

Więcej skłonni byli obiecać włoskim politykom alianci, tym 

bardziej że apetyt Rzymu mogli zaspokoić kosztem Austro-

- Węgier i Turcji. Aby skłonić Włochy do wystąpienia przeciw­

ko swoim niedawnym sojusznikom, wykorzystywali powiązania 

masonerii francuskiej oraz włoskiej i opłacali niektórych polity­

ków i dziennikarzy. Wśród tych ostatnich znalazł się Benito 

Mussolini. Alianci zręcznie podsycali nacjonalizm, wskazując, 

"' E.  L u d e n d o r f f , Meine Kriegserinnerungen, Berlin 1919, s.54. 

iż pokonanie Austro-Węgier zakończy proces jednoczenia ziem 

włoskich. I stopniowo zyskiwali coraz większą popularność. 

Z pewnym powodzeniem dyplomaci francuscy, angielscy 

oraz rosyjscy działali w Bukareszcie. Przychodziło im to o tyle 

łatwo, że po śmierci w październiku 1914 r. germanofila Karola I 

tron objął jego bratanek Ferdynand I, pozostający po wpły­

wem żony, królowej Marii, blisko spokrewnionej z angielskim 

domem monarszym, a także rodziną Romanowów. Rumunia, 

do niedawna sojusznik Niemiec i Austro-Węgier, przygoto­

wywała się teraz do zbrojnego wystąpienia przeciw nim, ocze­

kując sprzyjającej chwili i stawiając coraz większe warunki 

aliantom. 

Pozostawała jeszcze neutralna Grecja, w której sympatyzują­

cy z Niemcami dwór Konstantyna musiał się liczyć z pro-

alianckim rządem i opinią społeczną. Dla większości Greków 

Turcja pozostawała odwiecznym wrogiem i trudno byłoby im 

zaakceptować znalezienie się z nią w jednym obozie sojuszni­

czym. W odczuciu społeczeństwa w granicach Turcji nadal 

znajdowały się ziemie greckie, a ich przywrócenie ojczyźnie 

uważane było za obowiązek narodowy. 

Uprzedzenia wobec Turków, przynajmniej częściowo, zdołał 

pokonać dwór i rząd bułgarski. Bułgaria, długo ciesząca się 

opinią Prus Bałkanów, została pokonana w 1913 r. w drugiej 

wojnie bałkańskiej. Utraciła terytoria w Tracji, Macedonii oraz 

południową Dobrudzę. Od tego czasu Rumunia, Grecja, 

a przede wszystkim Serbia zyskały opinię państw zaborczych, 

rozwijających się kosztem pobitej ludności bułgarskiej. 

Odzyskanie Macedonii przy pomocy Austro-Węgier toczą­

cych wojnę z Serbią stało się dla Bułgarów kuszącą propozycją, 

wartą nawet, zdaniem kół rządzących w Sofii, zlekceważenia pro-

rosyjskich sympatii społeczeństwa. Wśród coraz mniej licznego 

grona zwolenników opowiedzenia się po stronie Rosji i jej so­

juszników pozostali dwaj najlepsi generałowie bułgarscy Dmit-

riew i Wazów. Ten pierwszy jako ochotnik walczył już w woj­

sku rosyjskim. 

Zwiększyło się zainteresowanie walczących stron sprawą pol­

ską, jednak jeszcze w minimalnym wymiarze, dalekim od aspi-

background image

42 

racji i nadziei przywódców głównych polskich partii i ugrupo­

wań politycznych. Francja i Anglia stały na stanowisku, iż 

sprawa polska jest wewnętrznym problemem Rosji, a ich stara­

nia o skłonienie Petersburga do ustępstw wobec Polaków miały 

charakter nieoficjalnych, delikatnych rad. Jednak ogłoszona je­

szcze w połowie sierpnia 1914 r. odezwa wielkiego księcia Mi­

kołaja Mikołajewicza, obiecująca połączenie wszystkich ziem 

polskich pod berłem Romanowów i nadanie im autonomii, zo­

stała przyjęta przez społeczeństwo Królestwa z zadowoleniem. 

Konsultował ją między innymi Roman Dmowski. 

Z goryczą natomiast czytano w Galicji odezwę AOK (Ar-

mee Oberkommando — Naczelna Komenda). Ogólniko­

wość („Powitajcie nasze sztandary z ufnością, bo one zapewnia­

ją Wam sprawiedliwość"), brak obietnic w sprawie polskiej 

rozczarowywały nawet największych lojalistów. Niewielu przy 

tym wiedziało, iż manifest cesarza Franciszka Józefa, dający 

pewne nadzieje na przekształcenie naddunajskiej monarchii 

w trialistyczne austro-węgiersko-polskie państwo, został przygo­

towany' ale nie mógł być opublikowany na skutek stanowczego 

sprzeciwu węgierskiego premiera Tiszy. 

Polacy, zwracający się teraz do Ministerstwa Spraw Zagrani­

cznych, AOK czy dworu ze skargą na negatywne następstwa 

braku jasnej deklaracji Austrii wobec sprawy polskiej, mogli 

usłyszeć podobne słowa, jak Rajmund Światopełk-Jaworowski: 

„[...) Cesarz nie może ogłosić czegoś, co by było cofniętem" ". 

Brak deklaracji austro-węgierskiej miał swój wpływ obok ak­

cji endeków na klęskę powstańczych zamierzeń Piłsudskiego. 

Królestwo przyjęło strzelców chłodno. Widziano w nich bar­

dziej niebezpiecznych „radykałów" i socjalistów czy nawet sza­

leńców bijących się za cudze, niemieckie i austriackie interesy, 

niż polskich żołnierzy idących do boju o wolność kraju. Strzel­

cy nie zapomną tego. W 1917 r. powstanie pieśń, w której skwi­

tują postawę społeczeństwa w 1914 r.: 

" List Rajmunda Swiatopełka-Jaworowskiego do J. Piłsudskiego z 11 sty­

cznia 191"5 r., Biblioteka Narodowa, Spuścizna gen. M. Norwida-Neugebauera, 

svf;n.IV. 5207. 

43 

Krzyczeli, żeśmy stumanieli 

Nie wierząc nam, że chcieć — to móc 

Laliśmy krew osamotnieni, 

a z nami był nasz drogi Wódz! 

Piłsudski stanął przed dramatyczną decyzją: zebrać strzelców 

i pójść w lasy, aby tam kontynuować walkę wzorem powstań­

ców styczniowych, czy też wstąpić razem z nimi do tworzonych 

przez Austriaków Legionów Polskich. 20 sierpnia w Tumlinie 

koło Kielc większość zapytanych przez niego oficerów opowie­

działa się za tym pierwszym rozwiązaniem. On jednak, widząc 

jak niewielką stanowią siłę, jak łatwą do zgniecenia przez za­

borców, postanowił inaczej. 22 sierpnia wydał rozkaz o włącze­

niu swoich oddziałów do Legionów Polskich. 

background image

NA WSCHODZIE BEZ ZMIAN 

Walki o Lwów, w wyniku których Rosjanie zawładnęli Gali­

cją Wschodnią, zmniejszyły, choć nie wyczerpały ich możliwoś­

ci podejmowania działań zaczepnych. Sytuację armii rosyjskich, 

bijących się na obu frontach zachodnich (Północno- i Połud­

niowo-Zachodnim), komplikowały coraz wyraźniejsze sygnały 

szykowania się wojsk państw centralnych do ataku w rejonie 

środkowego biegu Wisły. 

Austriackie Naczelne Dowództwo nie zamierzało pogodzić 

się z utratą Galicji Wschodniej. Planowało podjęcie jeszcze jed­

nej ofensywy. Także gen. Hindenburg, który 15 września objął 

dowództwo, obok 8. Armii, również nowo sformowanej 9. Ar­

mii, był zwolennikiem szeroko zakrojonych działań zaczepnych. 

Postanowił, zgodnie z radą swojego szefa sztabu gen. Luden-

dorffa, prowadzić walki defensywne w Prusach Wschodnich, 

natomiast w Królestwie pobić przeciwnika i wyrzucić go za 

Wisłę. 

W projektowanej ofensywie mieli uczestniczyć Austriacy. 

18 września, jeszcze w okresie cofania się armii austro-węgierskiej 

w Galicji, do Głównej Kwatery gen. Conrada w Nowym Sączu 

przybył gen. Ludendorff, aby omówić cele wspólnej akcji 

przeciw Rosji. Ustalono wówczas, że wojska państw central­

nych rozpoczną ofensywę 1 października. Główne zadania 

przypadły austro-węgierskiej 1. Armii i niemieckiej 9. Armii. 

Całość sił niemieckich i austro-węgierskich w Królestwie 

Polskim i Galicji osiągnęła stan 650 tys. żołnierzy i 2400 dział. 

9. Armia zajęła pozycje między Pińczowem a Kielcami. 1. Ar-

45 

mię rozlokowano po obu stronach Wisły, wzdłuż dolnego biegu 

Dunajca i Nidy. Znajdujące się w Galicji Armie 4., 3. i 2. otrzy­

mały rozkazy współdziałania z nacierającymi 1. i 9. Armią, od­

blokowania Przemyśla i wyparcia Rosjan z Galicji Wschodniej. 

Stawka trafnie interpretowała zamiary przeciwnika, dyspo­

nowała bowiem stosunkowo precyzyjnymi informacjami o ru­

chach niemieckich i austro-węgierskich oddziałów. Po pier­

wszych doniesieniach wywiadu, że linią kolejową z Poznania do 

Oświęcimia zmierzają duże wojskowe transporty kolejowe oraz 

po stwierdzeniu w rejonie Kalisza oraz Częstochowy i Będzina 

koncentracji znacznych sił wroga, dokładniejsze rozpoznanie 

przeprowadziła kawaleria gen. Aleksandra Nowikowa i war­

szawskie ugrupowanie gen. P. Olchowskiego. 

25 września szef Sztabu Generalnego Nikołaj Januszkiewicz 

w trakcie wymiany poglądów z dowódcą Frontu Południowo-

-Zachodniego zgodził się z opinią, że natarcie wroga wyjdzie na 

pozycje między Warszawą a Dęblinem lub między Sandomie­

rzem a Dęblinem w kierunku Warszawy. Ta druga możliwość 

wydawała się wówczas bardziej realna. W tej sytuacji w. ks. Mi­

kołaj Mikołajewicz zaaprobował plan intensyfikacji przygoto­

wań wojsk rosyjskich do działań ofensywnych, tak aby uprze­

dzić wystąpienie zaczepne wojsk niemieckich i austro-węgier­

skich. Rozkazał przegrupować armie obu Frontów, w których 

znalazło się około miliona żołnierzy wyposażonych w 5 tys. 

dział. Wzmocniono również siły znajdujące się nad środkową 

Wisłą. Silna 2. Armia gen. Scheidemanna zebrała się w rejonie 

Warszawy. Armie 1. i 10. otrzymały zadanie osłony Królest­

wa i przyległych regionów Rosji od strony Prus Wschodnich. Na­

tomiast 5. Armia (gen. Paweł Plehwe), 4. Armia (gen. Alek-

siej Ewert) i 9. Armia (gen. Platon Łęczycki) zajęły stanowiska 

na południe od 2. Armii, po ujście Sanu do Wisły. 

Stawka nie widziała w siłach austro-węgierskich groźnego 

przeciwnika; sądziła, że został on w sierpniu i wrześniu znacznie 

osłabiony. Więcej obaw wywoływała niemiecka 9. Armia. Ro­

syjskie Naczelne Dowództwo planowało rozbić ją dwoma sil­

nymi uderzeniami: frontalnym z odcinka Dęblin — Sando­

mierz oraz od strony Modlina i Warszawy. To pierwsze zadanie 

background image

4h 

powierzono 2. Armii, drugie zaś 4., 5. i 9. Armii. Za przebieg 

całej operacji odpowiedzialny był gen. Nikołaj Iwanow. 

W ten sposób wzdłuż Wisły, od Modlina po ujście Sanu, 

stanęło rosyjskich 45,5 dywizji piechoty i ponad 13 dywizji jaz­

dy. Po przeciwnej stronie frontu szykowały się do ofensywy siły 

mniej liczne, choć lepiej wyposażone w broń maszynową, amu­

nicję i staranniej przeszkolone. Niemiecka 9. Armia miała 

w swoim składzie 12,5 dywizji piechoty i 3 dywizje kawalerii, aus-

tro-węgierska zaś 1. Armia — 13,5 dywizji piechoty i 3 dywizje 

kawalerii '. 

Rozpoczęte przez Niemców 28 września, a przez Austriaków 

1 października działania zaczepne początkowo rozwijały się bez 

przeszkód. Już 4 października "korpusy 9. Armii dotarły do 

Opatowa, Ostrowca, Iłży, Opoczna i Rawy. Rosjanie próbowali 

się bronić na linii Radom — Opatów. Ich opór został złamany. 

W walkach pod Opatowem rosyjska 9. Armia straciła 79 ofice­

rów, około 7 tys. podoficerów i szeregowców, 13 dział

2

W Radomiu Hindenburg otrzymał przejętą depeszę rosyj­

ską, z której dowiedział się o zamiarze skoncentrowania zna­

cznych sił wroga nad środkową Wisłą w celu natarcia na lewe 

skrzydło wojsk sprzymierzonych. Rosyjskie Naczelne Do­

wództwo nadal systematycznie powiększało swoje siły w rejonie 

Warszawy, z zamiarem natarcia na południowy zachód i osacze­

nia niemieckiej 9. Armii nad Pilicą. 

Do starcia rosyjskiej 2. Armii z wydzieloną z 9. Armii grupą 

gen. Augusta von Mackensena doszło 11 października. 5 Dy­

wizja Syberyjska, tracąc około 5 tys. żołnierzy i 20 dział, odstą­

piła w lasy w rejonie Brwinowa. Wycofywały się również w kie­

runku Warszawy inne dywizje 2. Armii (m. in. 24. Dywizja Pie­

choty, 4. Dywizja Syberyjska, Kaukaska Dywizja Kawalerii 

gen. Charpentiera). Odwrót centrum, dezorganizacja prawego 

skrzydła, rwąca się łączność z walczącymi oddziałami wywołały 

kryzys w dowództwie 2. Armii. Został on opanowany po otrzy­

maniu obietnicy szybkiego wsparcia posiłkami (dwa korpusy). 

1

 J.  D ą b r o w s k i , op.cii., s.237 i n.; W. B o r t n o w s k i, Ziemia Łódz­

ka ze ogniu. 1 VIII — 6 XII 1914 r.,

 Łódź 1968, s.105. 

2

  C . K o r o l ko w, W' arszawsko-iwanogorodskaja opieracja, Moskwa 1923, 

s.63 i n. 

47 

Widoczne wyczerpanie armii niemieckiej i austro-węgier-

skiej, krzepnięcie własnej obrony, skupienie znacznych sił w re­

jonie Warszawy pozwoliły Stawce na powzięcie 13 październi­

ka decyzji rozpoczęcia ofensywy. Główny ciężar walk spadł na 

2. i 5. Armie, dysponujące razem dziesięcioma korpusami pie­

choty, dwoma korpusami jazdy i dywizjami rezerwowymi. Do­

wództwo nad tą Grupą Armii objął gen. Nikołaj Ruzski. Ude­

rzenie jego wojsk na prawe skrzydło nieprzyjaciela miało się 

rozpocząć w nocy z 13 na 14 października. 

Z tą Grupą Armii miały współdziałać, posuwając się na za­

chód, Armie 4. i 9., dowodzone przez gen. Nikołaja Iwanowa. Li­

nię graniczną działań obu Grup Armii stanowiła Pilica. Wojska 

rosyjskie miały wypierać przeciwnika na południe i południowy 

zachód w kierunku górnego biegu Wisły, odpychając go coraz 

dalej od Prus Wschodnich i Torunia. 

W czasie pierwszych czterech dni walk ofensywnych pod War­

szawą dowódca rosyjskiej 2. Armii gen. Scheidemann prowa­

dził działania ostrożnie. Obawiał się m.in. niemieckiego ude­

rzenia z rejonu Torunia. Niewiele naprzód posunęła się rów­

nież 5. Armia. Podobnie ostrożnie prowadziła ofensywę Grupa 

Armii gen. Iwanowa. Ale mimo wszystko 18 października ro­

syjskie armie wzmogły nacisk w rejonie Warszawy. Natomiast 

oddziały 4. Armii zwycięsko zakończyły 19 października bitwę 

pod Kozienicami, toczoną w trudnym, lesistym terenie. 

Wczesnym rankiem 20 października żołnierze 2. Armii 

stwierdzili, że grupa gen. Mackensena opuściła swoje stanowi­

ska. Rosjanie ścigając nieprzyjaciela nie pozwolili mu na 

utrzymanie pozycji pod Mszczonowem i Grójcem. W toku ener­

gicznych natarć przełamano także linię Skierniewice — Rawa 

— Nowe Miasto — Białobrzegi. Do końca października armie 

rosyjskie podeszły pod Sandomierz, Kielce, Radomsko i Sie­

radz. Pościg opóźniały zniszczenia dokonywane przez oddziały 

niemieckie na drogach, torach i stacjach kolejowych. 

Porażki 9. Armii Hindenburga zbiegły się z klęskami austro-

-węgierskiej 1. Armii, która walczyła, po przesunięciu oddziałów 

niemieckich na północ, samodzielnie. Rosyjskie korpusy 9. Ar­

mii i 4. Armii powstrzymały natarcie przeciwnika i same prze-

background image

48 

49 

szły do ofensywy. 27 października armia gen. Dankla rozpoczę­

ła odwrót w kierunku na Radom i Kraków. 

Ciężką sytuację państw centralnych na froncie wschodnim 

jeszcze pogorszyły klęski poniesione w Galicji. Mimo przerzu­

cenia przez Stawkę znacznych sił z tego obszaru do Królestwa 

armiom austro-węgierskim — 4., 3. i 2. nie udało się pobić ro­

syjskich 3., 11. i 8. Armii. Rosjanie także i tu sami przeszli do 

natarcia zmuszając 4. Armię do wycofania się nad Dunajec, 

a 3. i 2. w Karpaty. Ponownie został zagrożony Kraków i górny 

bieg Wisły. 

Zniszczenia linii komunikacyjnych spowodowały osłabnięcie 

tempa natarcia rosyjskich 2. i 5. armii. Dużą ruchliwość wyka­

zywały jedynie jednostki kawalerii, które dotarły do Często­

chowy, Wielunia i Koła. Zebrane przez nie oraz słabo teraz 

pracujący wywiad rosyjski dane nie pozwoliły jednak na wykry­

cie zmian w położeniu wielkich jednostek niemieckich. Tym­

czasem mianowany 2 listopada Naczelnym Wodzem wojsk nie­

mieckich na Wschodzie marsz. Hindenburg skoncentrował 

9. Armię w rejonie Torunia oraz pod Włocławkiem i powierzył ją 

gen. Augustowi von Mackensenowi. 

Rosjanie nadal mieli przewagę liczebną. Dysponowali 10 li­

stopada na froncie wschodnim 36 korpusami, w tym 3 oblega­

jącymi Przemyśl. Siłom tym państwa centralne mogły prze­

ciwstawić w tym czasie około 27 korpusów

 3

9 listopada 1. Armia gen. Pawła Rennenkampfa, wykorzystu­

jąc dotychczasowe powodzenie 2. Armii, podeszła pod Dział­

dowo i Mławę (I Korpus Turkiestański i 4. Dywizja Kozaków 

Dońskich), Sierpc (VI Korpus), Lipno (6. Dywizja Kawalerii) 

i Włocławek (V Korpus Syberyjski). Ale lewe skrzydło armii, 

znajdujące się na lewym brzegu Wisły, nie utrzymywało dosta­

tecznej łączności z pozostałymi korpusami. 

Gen. Rennenkampf wielokrotnie od 26 października domagał 

się postawienia w Płocku mostu, który by ułatwił dowodzenie 

rozrzuconymi po obu stronach rzeki korpusami. Przy tym izo­

lowany na lewym brzegu Wisły V Korpus Syberyjski, zmierza­

jący w kierunku Włocławka, nie prowadził należytego rozpo-

3

  T . R ó ż y c k i , Bitwa pod Włocławkiem (10—13 XI 1914), Warszawa 

1934, s.9—10; W.  B o r t n o w s k i , op.cit., s.124. 

znania, toteż jego dowódca, a także dowódca 1. Armii nie wie­

dzieli o koncentracji niemieckiej w tym rejonie. 

Na południe od 1. Armii, między Kutnem a Wieluniem, dzia­

łała 2. Armia (korpusy I, II, IV, XXIII, II Syberyjski, grupy 

kawalerii gen. Nowikowa i gen. Charpentiera). Dalej w kierun­

ku Radomska znajdowały się pozycje 5. Armii (korpusy V, 

XIX, I Syberyjski). Między Radomskiem a Miechowem stała 

4. Armia (korpusy: XVI, XVII, III Kaukaski, grenadierów). 

Natomiast front 9. Armii (korpusy: gwardii, XIV, XVIII, 

XXV) ciągnął się po Tarnów. 

Stawka planowała wzmóc działania zaczepne 14 listopada 

mimo złego zaopatrzenia wojsk walczących w Królestwie. Żoł­

nierze nie otrzymali jeszcze umundurowania zimowego. Brako­

wało ładunków do dział, co spowodowało konieczność zmniej­

szenia stanu artylerii w dywizjach. Stosunek liczby dział nie­

mieckiej dywizji piechoty do liczby dział rosyjskiej dywizji 

przedstawiał się teraz jak 2:1

 4

. Źle funkcjonowało zaopatrzenie 

1. i 2. Armii w żywność i furaż. Większe ilości tych produktów 

miały być dostarczone do jednostek dopiero po 14 listopada. 

11 listopada rozciągnięty mniej więcej na 40 km V Korpus 

Syberyjski gen. Sidorina został zaskoczony natarciem niemiec­

kiego I Korpusu. Rosjanie z determinacją bronili swych pozy­

cji, wolno cofając się; 12 i 13 listopada podejmowali kontrataki, 

m.in. koło miejscowości Kowal i Lubień. W kierunku rejonu 

walk, na Izbicę, podążał z Płocka VI Korpus Syberyjski, mają­

cy wesprzeć planowane działania 2. Armii. Pod Gostyninem po­

łączył się z II Korpusem ściągniętym z prawego skrzydła armii 

gen. Scheidemanna. 

Cofający się V Korpus odchodził w rejon na wschód od Go­

stynina. Sprzyjał mu lesisty, choć silnie zurbanizowany teren. 

Gen. Sidorin umiejętnie wykorzystywał dywizję kawalerii, 

chroniąc swoje skrzydło oraz tyły. Prowadzone przez niego boje 

stawiały pod znakiem zapytania powodzenie niemieckiej 9. Ar­

mii, zależne od wykorzystania momentu zaskoczenia. Mimo to 

gen. Ruzski surowo ocenił walki V Korpusu Syberyjskiego. Był 

4

 W.  B o r t n o w s k i , op.cit., s.128. 

4 - Corlice 1915 

background image

50 

przekonany, że znalazł się on w obliczu słabych sił nieprzyjacie­

la. Zlekceważył też alarmujące doniesienia generałów Schei-

demanna i Rennenkampfa, którzy wskazywali na pojawienie się 

przed ich stanowiskami znacznych sił wroga. Pozostawił w mo­

cy dyrektywę, nakazującą podjęcie silnego natarcia na zachód. 

W tej sytuacji dowódca 2. Armii powziął decyzję sprzeczną 

z rozkazami Stawki i gen. Ruzskiego: przesunął część oddziałów 

na północne skrzydło, osłabiając jednocześnie swoje lewe 

skrzydło, współdziałające z 5. Armią. 

14 listopada znajdujący się w marszu XXIII Korpus został w 

rejonie Chełmna nad Nerem i Uniejowa zaatakowany przez 

niemiecki XI Korpus. Rozpoczęła się trzydniowa bitwa pod 

Kutnem, w której 9,5 niemieckich dywizji piechoty i 2 dywizje 

kawalerii pobiły 6 rosyjskich dywizji piechoty i jedną dywizję 

kawalerii. Rosjanie stracili około 20 tys. żołnierzy, 20 dział i 70 

karabinów maszynowych

 5

W wyniku tych walk luka między 1. i 2. Armią powiększyła 

się. Zaczęły ją wypełniać oddziały nieprzyjaciela. Niemcy zna­

leźli się około 25 km od Łodzi. 

18 listopada na całym froncie trwały zacięte walki. Rosjanie 

zostali zmuszeni do odwrotu. 21 listopada 6 korpusów (I, IV, 

XIX, XXIII, I Syberyjski, II Syberyjski) znalazło się niemal 

w okrążeniu w rejonie Łodzi. Na ich tyły, pod Julianów, wchodzi­

ła silna grupa gen. Reinharda Scheffera-Boyadela. 

Odciążające uderzenie rosyjskie od strony Strykowa zmieniło 

położenie prawie otoczonej 2. Armii. Wchodząca do bitwy pod 

Łodzią 1. Armia przyczyniła się do rosyjskiego sukcesu. Wojska 

gen. Scheffera zostały otoczone. Tylko dzięki brawurze dowód­

cy 3. Dywizji gen. Karla Litzmanna grupie Scheffera udało 

się wyjść z pułapki. Poniosła ona znaczne straty, ale uprowadzi­

ła jeńców rosyjskich (10—16 tys. żołnierzy). 

Prowadzone przez niemiecką 9. Armię działania nie przynio­

sły oczekiwanych wyników. Armie rosyjskie nie zostały odrzu­

cone za Wisłę. Nie poprawiło się też ciężkie położenie armii 

5

 Ibid.,

 s. 132 i n.; Sirategiczeskij oczerk wojny 19141918 g.g., cz.2, 

Moskwa 1923, s.129 i n. 

51 

austro-węgierskich w Galicji. Efektem listopadowych walk były 

przesunięcia frontu o znaczeniu lokalnym. 

30 listopada Stawka wydała dyrektywę, precyzującą m. in. 

dyslokację własnych sił na obszarze Królestwa Polskiego: „[...] 

wykonać wszystkie niezbędne przegrupowania dla rozpoczęcia 

w nocy z 30 na 31 listopada odstąpienia armii znajdujących się 

na lewym brzegu Wisły na linię Iłów — Tomaszów, rzeka Nida 

i dalej do rzeki Wisły w celu zajęcia na lewym brzegu wcześniej 

przygotowanych pozycji na podejściach do Warszawy i Dęblina 

W pierwszych dniach grudnia Rosjanie stoczyli jeszcze bitwę 

w rejonie Łodzi. Ich przeciwnik, ściągając z frontu zachodniego 

i Prus Wschodnich znaczne posiłki i dysponując w pierwszych 

dniach grudnia wojskami znacznie liczniejszymi niż w listopa­

dzie

 7

, nie odniósł większych zwycięstw. Zajęcie przez Niemców 

Łodzi (6 listopada) uznano za sukces nieprzyjaciela o ograni­

czonym znaczeniu. Podobnie oceniono w rosyjskim Naczelnym 

Dowództwie odepchnięcie, po pięciotygodniowych walkach trwa­

jących do 17 grudnia, własnych wojsk spod Torunia w kie­

runku Modlina. Pod koniec 1914 r. natężenie walk osłabło. 

Ostatnie tygodnie 1914 r. ostatecznie uświadomiły Sztabom 

Generalnym walczących stron, że wypracowana przed rozpo­

częciem wojny strategia nie przynosi oczekiwanych wyników, 

a wojna jest zjawiskiem o wiele bardziej długotrwałym i kosztow­

nym niż sądzono. Armie poniosły ogromne straty. Poległo wie­

lu zawodowych podoficerów i młodszych oficerów, trudnych 

do zastąpienia przez powołanych do wojska rezerwistów. 

Brak amunicji, zwłaszcza artyleryjskiej, ograniczał możliwoś­

ci podejmowania operacji. Organizmy gospodarcze państw 

z trudem i nie zawsze konsekwentnie dostosowywały się do warun­

ków wojennych. Wrogie przymierza poszukiwały nowych roz­

wiązań strategicznych, nowych źródeł zaopatrzenia i nowych 

sojuszników. 

Obawy państw centralnych co do postawy Włoch i Rumunii 

pogłębiły się. 5 stycznia gen. Conrad telegrafował do marsz. Hin-

6

 Cyt. za: M.  B o n c z - B r u j e w i c z , op.cii., cz.l, Moskwa 1920, s.9. 

7

  D ą b r o w s k i , op.cii., s.258. 

background image

52 

denburga i szefa Sztabu Generalnego Ericha von Falken-

hayna: „Fakt, że z zakończeniem roku nie zapadło całkowite 

rozstrzygnięcie, ani na zachodzie, ani na wschodnim teatrze 

operacyjnym, na południu nawet miało miejsce niepowodzenie — 

oraz fakt, że z wiosną należy się liczyć z wystąpieniem »neu-

tralnych«, przede wszystkim Włoch i Rumunii, doprowadził 

do dążenia spowodowania na jednym z obu teatrów operacyj­

nych decyzji, która rozstrzygnęłaby wojnę na naszą korzyść, a 

co najmniej osiągnięto by to, że »neutralni" nie wystąpią przeciw 

państwom centralnym"

 8

W Berlinie coraz poważniej rozważano także możliwość zmu­

szenia Rosji do wycofania się z wojny. Rozbicie wojsk rosyj­

skich i podyktowanie pokonanemu wrogowi warunków pokoju 

miało umożliwić skupienie wszystkich sił do walki z Francją, 

Anglią i Belgią. Przeciwko poszukiwaniu rozstrzygnięcia na 

Wschodzie występował gen. Falkenhayn. Nie bardzo wierzył 

w możliwość pokonania wojsk rosyjskich jedną, nawet najstaran­

niej przygotowaną ofensywą. Obawiał się też „uwięzienia" 

korpusów niemieckich na olbrzymich przestrzeniach. Wątpił 

przy tym, czy nawet zmuszenie Rosji do zawarcia pokoju osłabi 

wolę walki zachodnich przeciwników Niemiec. 

Falkenhayn nie mógł jednak odrzucić sugestii i nacisków 

niektórych generałów oraz austro-węgierskiego Naczelnego 

Dowództwa, występujących pod hasłem: „Wojna musi być wy­

grana na Wschodzie" '. 

Gen. Conrad, popierany przez marsz. Hindenburga, propo­

nował wykonanie silnego uderzenia na południowe skrzydło 

wojsk rosyjskich. Zamierzał odblokować Przemyśl, odzyskać 

Lwów i zmusić przeciwnika do wycofania się na prawy brzeg 

Wisły w jej środkowym biegu. Jednocześnie z ofensywą austro-

-węgierską natarcie miały podjąć z Prus Wschodnich wojska 

niemieckie. 

8

 Cyt. za:  J . K l e e b e r g , Geneza bitwy pod Gorlicami, „Bellona" 1930, 

t. XXXV, s.444. 

' N.P.  J e w d o k i n a , Mieżdu Woswkom i Zapadom: problema sieparatnogo 

mira i maniewry dipłomalii awstro-giermanskogo błoka w 1914

1917 gg., Lenin­

grad 1985, s.48 i n.; E. F a 1 k e n h a y n, op.cit., s.60—61. 

53 

Cztery nowo sformowane korpusy niemieckie (XXXVIII — 

XLI) zostały skierowane do Prus Wschodnich. W ostatnim 
momencie jeden z nowych korpusów wysłano do Francji, z któ­
rej ściągnięto Korpus XXI — Alzacko-Lotaryński. Sztab Ge­
neralny miał zastrzeżenia co do lojalności żołnierzy pochodzą­

cych w znacznej części z zajętych w 1870 r. prowincji Francji. 

Cztery korpusy utworzyły 10. Armię, przekazaną pod do­

wództwo gen. Hermanna von Eichhorna. W Karpaty wysłano 
natomiast przekazane przez marsz. Hindenburga trzy dywizje 
piechoty i dywizję jazdy. Razem z austro-węgierskimi dwiema 
i pół dywizjami piechoty i dywizją jazdy weszły one w skład ce-

sarsko-niemieckiej Armii Południowej (Sudarmee), na której 
czele stanął gen. Alexander von Linsingen. 

Działania armii państw centralnych przeciw północnemu 

i południowemu skrzydłu wojsk rosyjskich, prowadzone siłami 
wzmocnionymi jedynie przez cztery korpusy, mogły przynieść 
tylko lokalne sukcesy terytorialne i pogłębić stan wyczerpania 
wojsk rosyjskich. Były wypaczeniem idei austro-węgierskiego 
szefa Sztabu Generalnego, chcącego bardzo silnymi natarciami 

przełamać pozycje nieprzyjaciela i zamknąć go na ziemiach 
Królestwa w gigantycznym kotle. 

Do działań ofensywnych na wielką skalę kolejny raz przygo­

towywały się także wojska rosyjskie. Generał-kwatermistrz 

Stawki, gen. Jurij Daniłow, raz jeszcze stanął przed wyborem 

przeciwnika. Armie austro-węgierskie — według jego oceny — 
nie były zdolne w najbliższym czasie zagrozić pozycjom rosyj­
skim. Większą niewiadomą stanowiły siły niemieckie. Ich li­
czebność zależała od działań na froncie zachodnim, alianci zaś 

zapewniali Stawkę, że będą prowadzić walki z nasiloną ener­
gią

  l 0

Skłaniając się do wystąpienia przeciw siłom niemieckim, 

w kierunku Berlina, Daniłow musiał rozwiązać problem Prus 
Wschodnich. Ta prowincja, z dobrze rozwiniętą siecią kolejową, 

mogła stać się obszarem, z którego armie niemieckie, nacierając 

111

 I. R o s t u n o w, op. cii., s. 198. 

background image

54 

55 

na skrzydło Frontu Północno-Zachodniego i wychodząc na jego 
tyły, mogły zmusić Rosjan do wycofania się z Królestwa Pol­

skiego. Dlatego też Daniłow uznał, że, podobnie jak w 1914 r., 
należy uderzyć na stolicę Rzeszy po zajęciu Prus Wschodnich. 
Plan Daniłowa był zgodny z oceną sytuacji oraz zamierzeniami 
dowódcy i szefa sztabu Frontu Północno-Zachodniego. 

Natomiast gen. Nikołaj Iwanow, dowodzący Frontem Połud­

niowo-Zachodnim, i jego szef sztabu Michaił Aleksiejew byli 

przekonani, że „droga do Berlina biegnie przez Wiedeń i Bu­
dapeszt" ". Obaj rosyjscy generałowie, a zbieżne opinie wyraża­
li też sztabowcy niemieccy, uznawali Węgry za bardzo istotny, 

jeśli nie ważniejszy od Austrii w warunkach wojny, składnik 
dualistycznego państwa. 

Rosyjskie Naczelne Dowództwo, próbując pogodzić rozbie­

żne dążenia dowódców Frontów, powzięło decyzję przeprowa­
dzenia dwóch operacji: w Prusach Wschodnich i w Karpatach. 

W drugiej połowie stycznia 1915 r. naprzeciw rosyjskich 99 

dywizji (52,5 dywizji Frontu Północno-Zachodniego i 46,5 dy­

wizji Frontu Południowo-Zachodniego) stały nieprzyjacielskie 83 
dywizje (42 austro-węgierskie i 41 niemieckich). Stawka dyspo­
nowała również znajdującymi się w odwodzie korpusami — 
gwardyjskim i IV Syberyjskim (razem 4,5 dywizji). 

Na północ od Pilicy znajdowały się rosyjskie armie Frontu 

Północno-Zachodniego: 5., 2., 1., 10. i 12. Ich przeciwnikiem 
były trzy armie niemieckie: 9., 10. i 8. oraz dwie grupy opera­

cyjne. Front Południowo-Zachodni tworzyły: 4., 3., 8., 11. i 9. 
armie. Ich przeciwnikiem była reorganizowna 2. oraz 1., 4. i 3. 
armie austro-węgierskie, grupa operacyjna gen. Remusa 

Woyrscha, Armia Południowa i w Karpatach Wschodnich gru­
pa gen. Pflanzera-Baltina. 

Na froncie wschodnioeuropejskim znajdowało się teraz 1 117 

tys. żołnierzy (bez załóg Przemyśla i Krakowa) państw central­
nych oraz 1 843 tys. żołnierzy rosyjskich. Na froncie galicyjskim 

" Cyt. za: Strategiczeskij oczerk..., cz.3, Moskwa 1922, s. 41; patrz też: 

M. B o n c z-B r u j e w i c z, op.cit., s.14—15. 

573 tys. poddanych niemieckich i austro-węgierskich miało 

walczyć z 610 tys. poddanych rosyjskich

 12

W połowie stycznia linia frontu pozycyjnego w Galicji prze­

biegała (stanowiska wojsk państw centralnych) wzdłuż Dunaj­

ca od jego ujścia do Wisły po Wojnicz, Białą do Gromnika, 

przez Ciężkowice, Magurę Małastowską do Przełęczy Mała-

stowskiej. Dalej biegła przez Kamienny Wierch, Długie, Grab, 

Ożenną, Filipowski Wierch, Niżny Komarnik, Pstrzyńską, 

Czeremchę, grzbietem Beskidu Niskiego od Kamienia do Ka-

nasiówki, przez Komańczę, Chryszczatą, Wołosań, Łopiennik, 

Falową do Połoniny Wetlińskiej. 

Za Dwernikiem ciągła linia frontu przechodziła w pozycje, 

między którymi łączność utrzymywały przede wszystkim patrole. 

Pozycje te znajdowały się w rejonie Ustrzyk Dolnych, wiodły 

od Wielkiego Bereznego przez Polany, Wereczek do Wołowej. 

Znajdowały się także, w wyniku wcześniejszych walk, pod Zie­

loną (północna strona Karpat), na południe od Jasiny (połud­

niowa strona Karpat), pod Żabiem (północna strona Karpat). 

Na Bukowinie wojska austro-węgierskie utrzymywały przełęcze 

Przysłop (Prislop) i Rotunda oraz góry Suchard po Dornę Wa­

trę (Vatra-Dornei). 

Pierwsi zakończyli przygotowania do ofensywy żołnierze 

państw centralnych. Główne zadania powierzono austro-wę-

gierskiej 3. Armii, mającej nacierać przez przełęcze Dukielską 

i Użocką w kierunku na Przemyśl i Stryj, oraz armii gen. Linsin-

gena, uderzającej z rejonu Munkacza (Mukaczewo) w kierunku 

na Sambor. VII Korpus arcyksięcia Józefa, wspomagany przez 

dwie dywizje kawalerii, nacierał na Barwinek, Tylawę i Duklę, 

III Korpus na Żmigród, a X na Sanok. Korpusy XVIII i V 

usiłowały zejść w dolinę górnego Sanu. Natomiast armia Lin-

singena próbowała zepchnąć Rosjan z południowych stoków 

Karpat. 

Trzy dni po rozpoczęciu ofensywy przez wojska państw cen­

tralnych do natarcia ruszyły armie rosyjskie. Ich cele określiła 

12

  M . Z g ó r n i a k , 1914—1918, s.148—149;  I . R o s t u n o w , op.cu., 

s. 197—198, 204; M. B o n c z-B r u j e w i c z, op.cit., s.21—22, 25—26; 

J. D a b r o w s k i, op.cit., s.304. 

background image

56 

dyrektywa przekazana 20 stycznia oddziałom Frontu Połud­

niowo-Zachodniego przez gen. Iwanowa. Stwierdzał w niej, że 

w następstwie różnorodnych przyczyn przejście w najbliższym 

czasie do ofensywy na lewym brzegu Wisły jest niemożliwe. 

Wskazywał na konieczność większego wykorzystania sił znajdu­

jących się na prawym brzegu Wisły (w Galicji). Zadaniem 3., 8. 

i części 11.Armii miało być osiągnięcie linii biegnącej wzdłuż 

Dunajca do Nowego Sącza, następnie do miejscowości Pre-

szów, Koszyce, Słowackie Nowe Miasto (Slovenske Nove Me-

sto), Czop i Marmarossziget (Sighet, Syhot, Sigiety-Marmacej) 

i dalej do granicy rumuńskiej. 

Ciężkie walki toczyły się na odcinku dukielskim. Dowódca 

austro-węgierskiej 3. Armii gen. Svetozar Boroević musiał stop­

niowo wycofywać swoje oddziały. Po dwóch tygodniach zaciętych 

bojów 3. Armia straciła prawie połowę swoich sił i była bliska 

wyczerpania. Ostatecznie przerzucenie na najbardziej zagro­

żony odcinek XVII. Korpusu z 4. Armii umożliwiło gen. Bo-

roeviciowi powstrzymanie natarcia przeciwnika. Także Ro­

sjanie ponieśli znaczne straty i nie byli w stanie przekro­

czyć linii Ondava — Stropkov — Medzilaborce. 

Porażką zakończyły się działania Armii Południowej. Jej od­

działom nie udało się zejść z Przełęczy Wyszkowskiej w dół 

Świcy w kierunku Doliny. Lokalne sukcesy terytorialne wywal­

czono jedynie w rejonie Tuchołki i Smorza. 

Na wschód od Armii Południowej bili się żołnierze gen. Kar­

la von Pflanzera-Baltina. Po zaciętych walkach zmusili przeciw­

nika do wycofania się za Seret, następnie za Prut. 16 lutego 

opanowali Kołomyję, 17 lutego Czerniowce, a 20 lutego Stanis­

ławów. Rosjanie odchodzili na linię Dniestru. 

Austro-węgierski Sztab Generalny, obawiając się o losy oble­

ganego Przemyśla, żądał kontynuowania ofensywy. Dwie ar­

mie, 2. i 3., dysponujące przewagą liczebną (21 dywizji przeciw 

12 rosyjskim), ponawiały próby zmuszenia przeciwnika do 

odwrotu. Do zaciętych bojów, często na bagnety, doszło m.in. 

pod Smolnikiem i Łupkowem. Największy sukces odnieśli wę­

gierscy honwedzi, zmuszając rosyjski VIII Korpus do odwrotu 

w kierunku Sanoka. Sytuację uratowała interwencja gen. Ale-

57 

ksieja Brusiłowa, który powstrzymał korpus. 10 marca śnieżyca 

przerwała działania bojowe. Wznowili je Rosjanie. Po krwa­

wych walkach odbili Smolnik, Łupków i doszli do Przełęczy 

Łupkowskiej. 18 marca ostatecznie załamało się austro-węgier-

skie natarcie. 

Walki w rejonie Smolnika i Przełęczy Łupkowskiej oznaczały 

początek nowej ofensywy Frontu Południowo-Zachodniego. 

Został on wzmocniony przez zreorganizowaną 9. Armię, dowo­

dzoną przez gen. Platona Łęczyckiego (osiem i pół dywizji pie­

choty i pięć dywizji jazdy). Armia ta zajęła odcinek między 

granicą rumuńską a Bolechowem. Dobrze przygotowane do 

walki, wypoczęte korpusy gen. Łęczyckiego zepchnęły armię 

gen. Pflanzera-Baltina w kierunku południowym. Nie udało się 

im jednak odciąć jej od Armii Południowej oraz od łączącej ją 

z Węgrami linii kolejowej Delatyn — Jasina. 

W końcu marca wojska austro-węgierskie powstrzymały ro­

syjskie natarcie na linii: Bystrzyca Nadwórniańska — Ottynia — 

Niezwiska — linia Dniestru. Porażka Pflanzera-Baltina po­

grzebała nadzieje na poprawienie położenia wojsk austro-wę-

gierskich w Karpatach oraz Przemyślu przez oskrzydlenie nie­

przyjaciela od wschodu. 

Pozbawiony pomocy z zewnątrz i nadziei na nią, wygłodzony 

Przemyśl nie był w stanie dłużej bronić się. Wojskowe racje 

żywnościowe zmniejszono do minimum. Od początku marca 

przestano wydawać żywność ludności cywilnej. Komendant 

twierdzy gen. Hermann Kusmanek zdecydował się przebić 

z załogą przez pozycje oblegającej twierdzę 11. Armii, aby, jak 

zawiadomił depeszą cesarza Franciszka Józefa, „oddać jeszcze 

jedną przysługę armiom walczącym w polu"

  l 3

Po przeanalizowaniu możliwych kierunków wypadu posta­

nowiono uderzyć na rosyjskie stanowiska między Medyką 

a Pleszowicami w kierunku na Mościska, Gródek Jagielloński 

w celu połączenia się z korpusami gen. Pflanzera-Baltina. 

Gen. Kusmanek liczył, że uda mu się zaskoczyć przeciwnika 

oraz opanować składy żywności w Mościskach i Sądowej Wiszni. 

'

!

 Cyt. za: J. D ą b r o w s k i, op.cii., s. 320. 

background image

5S 

Atak rozpoczął się nad ranem 19 marca. Między Pleszowi-

cami a Popowicami nacierała 23. Dywizja Honwedów, na Medykę 

zaś oddziały obrony krajowej i pospolitego ruszenia. Natarcie 

załamało się na pierwszej linii pozycji rosyjskich. Oddziały 

uczestniczące w próbie przebicia się poniosły wielkie straty. 

Z około 8500 żołnierzy 23. Dywizji powróciło tylko 2662, w tym 

wielu rannych. Po zniszczeniu wyposażenia twierdzy i wysa­

dzeniu umocnień załoga poddała się. Do niewoli rosyjskiej po­

szło 9 generałów, 93 oficerów sztabowych, 2500 oficerów i oko­

ło 117 tys. podoficerów i szeregowców

 14

19 marca rosyjskie armie 3. i 8. ponownie przeszły do ofen­

sywy. Energicznie prowadzone działania zmusiły austro-węgier-

ską 3. Armię do cofnięcia się 5—8 km na południe, a 2. Armię 

około 20 km. Wojska rosyjskie poniosły jednak klęskę w tzw. bit­

wie wielkanocnej, stoczonej 1—5 kwietnia między Łupko-

wem a Konieczną. Austriacka 2. Dywizja Piechoty, współdzia­

łająca z niemieckim Korpusem Beskidzkim, kosztem wielkich 

strat zdobyła panujące nad Laborcem wzgórza i zamknęła 

przeciwnikowi drogę na południe. Porażką dla Rosjan zakończy­

ła się także bitwa pod Kozłową. Dalsze prowadzenie ofensywy 

wobec wyczerpania żołnierzy i braku amunicji nie rokowało 

nadziei na przerwanie pozycji austro-węgierskich. Gen. Iwa­

now rozkazał armiom Frontu Południowo-Zachodniego przejść 

do walk pozycyjnych. 

Uporczywe walki w górzystym terenie, w trudnych zimo­

wych warunkach, wyczerpały obu przeciwników. U kresu wy­

trzymałości znajdowały się siły austro-węgierskie. Od po­

czątku wojny straciły one (nie licząc chorych) 221 300 zabi­

tych, 61 159 rannych i 588 517 jeńców

  l 5

Niemal jednocześnie z rozpoczęciem styczniowej ofensywy 

w Karpatach — najpierw armii państw centralnych, a wkrótce też 

rosyjskich — rozgorzały zacięte walki w Prusach Wschodnich. 

Podobnie jak w bitwie pod Tannenbergiem (Stębark) w sierp­

niu 1914 r., natarcie niemieckie zostało skierowane na skrzydła 

11

  S t e g e m a n u s , Geschichie des Kriegs, t.3, Stuttgart — Berlin 1919, 

s. 149—152. 

4

 M.  Z g ó r n i a k , 1914—1918, s. 154. 

59 

rosyjskiej 10. Armii, podczas gdy przeciw jej centrum działały 

stosunkowo słabe siły. Od całkowitej klęski uratowały 10. Ar­

mię posiłki sprowadzone m.in. z Grodna. Rosjanie stracili oko­

ło 100 tys. żołnierzy, 225 dział i 200 karabinów maszynowych. 

Feldmarsz. Hindenburg zamierzał wykorzystać ten sukces i po 

ściągnięciu na front wschodni dalszych korpusów natrzeć na 

Warszawę oraz sforsować Narew. Stanowczo sprzeciwił się rea­

lizacji tych planów szef Sztabu Generalnego. Prowadzone dzię­

ki uporowi Hindenburga natarcie na stanowiska rosyjskie mię­

dzy Osowcem a Grodnem zakończyło się porażką. Dzięki temu 

2 marca trzy rosyjskie armie — 1., 12. i 10. — przeszły do dzia­

łań zaczepnych. Po zaciętych i wyczerpujących walkach pod 

Przasnyszem Niemcy rozpoczęli odwrót w kierunku granicy 

Prus Wschodnich. W połowie marca gen. Nikołaj Ruzski, na 

polecenie Stawki, wstrzymał armie Frontu Północno-Zachod-

niego. Wkrótce potem, 30 marca, zastąpił go na stanowisku do­

wódcy Frontu gen. Michaił Aleksiejew. 

Losy wojsk austro-węgierskich dzieliły Legiony Polskie. 

1. pułk piechoty uczestniczył w ofensywie październikowej na 

Dęblin. W jej trakcie bił się pod Anielinem i Laskami. Został 

wówczas (25 X) kontuzjowany Józef Piłsudski. Następnie wal­

czył pod Krzywopłatami, spod których Komendant wyprowa­

dził część sił pułku przez Ulinę Małą do Krakowa. Rozwinięty 

w brygadę, przejściowo dowodzony przez Kazimierza Sosn-

kowskiego, w święta Bożego Narodzenia bił się pod Łowczów-

kiem utrzymując zagrożony odcinek austro-węgierskiego fron­

tu. Po odpoczynku w Kętach pod Krakowem I Brygada po­

nownie znalazła się na froncie. Zajęła pozycje nad Nidą koło 

Pińczowa. 

Stosunek społeczeństwa Królestwa do oddziałów strzeleckich 

zmieniał się bardzo powoli. Nadal dostrzegano w strzelcach 

niebezpiecznych radykałów i socjalistów lub jedynie część 

wojsk państw centralnych. Często na wiadomość o ich nadcią­

ganiu wsie pustoszały, a nawet zdarzały się wypadki organizo­

wania przed żołnierzami I Brygady chłopskiej samoobrony. 

Tragiczną wymowę ma list Zygmunta Klemensiewicza do Józe­

fa Piłsudskiego: 

background image

60 

„Lud najmocniej przekonany, iż Moskal wróci, całkiem po 

prostu wieje do lasu z naszym zbliżaniem się, że człek często ża­

łować musi, że się wiewiórką nie urodził, bo może by prędzej 

rodaków dogonił"

 16

Jednak zmiany zachodziły, głównie w środowisku młodzieży 

inteligenckiej i robotniczej. Coraz więcej młodych ludzi stawia­
ło sobie pytanie, czy przyszłość nie przyniesie Polsce niepodleg­
łości i czy jednak ich rówieśnicy w siwych strzeleckich mundu­

rach nie są jej awangardą. 

Podporządkowując się komendzie austriackiej Piłsudski nie 

zaniechał działania na szerszą skalę, zmierzając do rozszerzenia 
płaszczyzn ewentualnej realizacji swoich koncepcji niepodleg­
łościowych. Wielkie znaczenie miało powołanie tajnej organiza­
cji militarnej o nazwie Polska Organizacja Wojskowa. Prowa­
dziła ona między innymi akcje przeciw administracji rosyjskiej, 

przede wszystkim zaś przygotowywała się do roli gospodarza 
Warszawy po opuszczeniu jej przez wojska rosyjskie. 

Natomiast 2. i 3. pułki piechoty Legionów, połączone wkrót­

ce w II Brygadę, dowództwo austro-węgierskie skierowało 

w Karpaty. Ich żołnierze początkowo bili się w komitacie Mar-

marossziget. Następnie „Drogą Legionów" (siedmiokilometro-

wy odcinek drogi zbudowany na Przełęczy Pantyrskiej w ciągu 

pięciu dni) wkroczyli do Nadwornej wyrzucając z niej oddziały 

rosyjskie. 29 października stoczyli zaciętą bitwę pod Mołotko-

wem. Przez prawie miesiąc bili się w rejonie Zielona — Rafaj-

łowa. Pod koniec listopada zostali podzieleni na dwa ugrupo­

wania: ppłk. Józefa Hallera i komendanta Legionów gen. Ka­

rola Trzaski-Durskiego. Tym drugim w praktyce dowodził 

płk Zygmunt Zieliński. 

Ugrupowanie Hallera nadal toczyło walki pod Rafajłową 

i Zieloną. Pod koniec stycznia 1915 r. wzięło udział w ofensywie 

na Stanisławów. Biło się w dolinie Bystrzycy Nadwórniańskiej. 

Uczestniczyło w zaciętej, sześciodniowej bitwie pod Maksym-

cem, prowadzonej przy 25-stopniowym mrozie. Następnie wal­

czyło w dolinie Bystrzycy Sołotwińskiej, w tym w bitwie pod 

Sołotwiną 16 lutego. 

'* Biblioteka Narodowa, Spuścizna gen. M. Norwida-Neugebauera, IV, 

5207, t. 22. 

61 

Natomiast oddziały gen. Trzaski-Durskiego przeszły forsow­

nym marszem (ok. 70 km) w rejon Żabiego i wzięły udział 

w kampanii na Huculszczyźnie. Później, w styczniu, w pięcio­

dniowych walkach pod Kirlibabą, legioniści otworzyli wojskom 

austro-węgierskim drogę na Bukowinę i do Galicji Wschodniej. 

Dalej ich szlak bojowy wiódł przez Jezupol, Niżniów i Tłu­

macz. W dniach 23 stycznia — 29 lutego przebyli około 480 km. 

Około 11 marca ugrupowania Hallera i Trzaski-Durskiego 

połączyły się w Kołomyi. Wkrótce też nastąpił tak upragniony 

odpoczynek. 

background image

WIELKIE PRZYGOTOWANIA 

Po zimowych zmaganiach w Karpatach położenie wojsk nad-

dunajskiej monarchii było nadal bardzo ciężkie. Wykrwawione 

i wyczerpane oddziały biły się bez woli zwycięstwa. Na wielu 

odcinkach załamywała się dyscyplina, oficerowie zaś z trudem 

panowali nad sytuacją, nierzadko uciekając się do terroryzowa­

nia podwładnych biciem lub groźbami oddania pod sąd polowy. 

Nasilały się wypadki odmowy wykonania rozkazów, oddalenia 

się z pozycji bojowych i miejsc zakwaterowania. Rozwydrzone 

bandy żołnierzy pod byle pretekstem łupiły wsie. Front chwiał 

się. Każda zakrojona na większą skalę ofensywa rosyjska mogła 

doprowadzić do odwrotu, przeradzającego się w bezładną 

ucieczkę. Niejednokrotnie wystarczyły tylko pogłoski o natarciu 

wroga lub starcia patroli, aby wywołać panikę. 

„Często lokalne tylko wdarcie się nieprzyjaciela stawało się 

przyczyną wycofywania szerokich frontów — stwierdza gen. Con­

rad w rozkazie z 9 kwietnia 1915 r. — zamiast spowodować 

przeciwnatarcie dla odrzucenia lub wzięcia do niewoli wroga, 

którego powodzenie było tylko miejscowe. Ten duch ustępo­

wania wyraża się często już w zarządzeniach, wyszczególniają­

cych linie położone na tyłach, na które w danym czasie należy 

się wycofać". W rozkazie znalazło się też dramatyczne wezwa­

nie do generałów, „którzy nie czują się na siłach sprawowania 

63 

dowództwa energicznego, natchnionego silną wolą", aby 

„wnieśli prośbę o swoje zwolnienie" '. 

Oczywiście nie wszędzie było tak źle i nie wszystkie też pułki 

i bataliony straciły wartość bojową. Jednak ocena stanu armii 

Austro-Węgier u progu wiosny 1915 r. wypadała zdecydowanie 

negatywnie. 

Austriacy nieustannie nerwowo informowali sojusznika 

o klęskach i porażkach, domagając się pomocy. Szef niemieckiego 

Sztabu Generalnego gen. Falkenhayn i bez ich wezwań spoglą­

dał z rosnącym niepokojem na mapy z sytuacją na froncie gali­

cyjskim. Ewentualne sforsowanie przez Rosjan przełęczy 

w Karpatach i ich wkroczenie na Węgry miałoby oczywiste re­

perkusje polityczne i militarne. 

Także marszałek Hindenburg, zasypywany złymi wieściami 

z Galicji przez rtm. Fleischmanna, oficera austriackiego w Na­

czelnym Dowództwie na Wschodzie, z obawą myślał o następ­

stwach dalszych klęsk austriackich. 

Wczesną wiosną 1915 r. Niemcy doszli do przekonania, że 

nie można dłużej odwlekać decyzji o zaangażowaniu znacznych 

sił do akcji ofensywnej przeciw wojskom rosyjskim na froncie 

galicyjskim. Podjęcie takiej decyzji oznaczało fundamentalną 

zmianę w poglądach niemieckiego Sztabu Generalnego. Front 

rosyjski, traktowany dotąd jako drugorzędny w porównaniu 

z zachodnim, zyskiwał na znaczeniu. Niejako automatycznie 

zwiększało się także zainteresowanie możliwościami polity­

cznej i ekonomicznej ekspansji na Wschód. Jednocześnie 

z uzależnieniem Austro-Węgier od pomocy niemieckiej, w Berli­

nie coraz częściej myślano o podporządkowaniu Rzeszy państw 

i narodów Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Rolę 

osłabionych Austro-Węgier i pobitej Rosji miały zająć Niemcy. 

W niemieckiej ocenie armie rosyjskie, mimo wyraźnej, zdecy­

dowanej przewagi nad austro-węgierskimi, były po walkach zi­

mą z 1914 na 1915 r. wyczerpane i wymagały uzupełnień. Pro­

wadzona w Sztabie Generalnym analiza wskazywała, że prze­

ciwnik wciela do szeregów żołnierzy niedostatecznie przeszko-

!

 Cyt. za: J .  K l e e b e r g , op.cii., s. 447. 

background image

64 

lonych i słabo wyposażonych. Należało więc atakować jak naj­

szybciej, zanim Stawka zdoła przezwyciężyć kryzys, wzmocnić 

armie i podjąć ofensywę przez przełęcze karpackie na Nizinę 

Węgierską. 

Gen. Falkenhayn doskonale wiedząc, jak wielką wartość dla 

sojusznika mają niemieckie dywizje, dostrzegał też, że dotych­

czas ich rola polegała jedynie na niedopuszczaniu do rozpadu 

frontu austro-węgierskiego. Korpus „Beskid" gen. Georga 

Marwitza, przekazany gen. Conradowi, nie był w stanie ożywić 

ducha bojowego armii austro-węgierskich. Jego interwencja je­

dynie powstrzymała rosyjskie natarcie w dolinie Laborca i na­

stępnie pozwoliła uzyskać ograniczone sukcesy terenowe. 

Niemiecki Sztab Generalny uznał, że dalsze łatanie pozycji 

sojusznika własnymi oddziałami jest bezcelowe. Należało raczej 

zaryzykować wzięcie na siebie ciężaru ofensywy, nawet za cenę 

ogołocenia innych obszarów walk i ośrodków szkoleniowych w 

kraju ze wszystkich sił, jakie tylko będzie można wysłać na 

Wschód. Bowiem tylko zdecydowane, potężne natarcie niemieckie 

mogłoby pociągnąć za sobą armie austro-węgierskie. 

Uderzając na froncie wschodnim państwa centralne mogły 

wykorzystać niemieckie doświadczenia z walk we Francji. 

Przerwanie pozycji rosyjskich wydawało się łatwiejsze, ponie­

waż nie były tak rozbudowane, zwłaszcza w głąb, jak francuskie, 

angielskie czy belgijskie. Można było także liczyć na skutki, za­

równo w materialnym, jak psychologicznym wymiarze, zmaso­

wanego, huraganowego ognia artyleryjskiego, nie znanego je­

szcze rosyjskim żołnierzom. 

Zmasowany ogień artyleryjski, skierowany na stosunkowo 

krótki odcinek frontu i stopniowo przenoszony wzdłuż i w głąb 

pozycji, był odpowiedzią na powstanie rozbudowanych linii 

obronnych i jednocześnie próbą powrotu do działań manewro­

wych. Instrukcja opracowana przez niemiecki Sztab Generalny 

i wydana 2 stycznia 1915 r. stwierdzała, iż powodzenie natarcia 

zależy od „potężnego przygotowania artyleryjskiego", którego 

niszczące skutki otwierają drogę piechurom. Podkreślała konie­

czność współdziałania piechoty i artylerii podczas przygotowa­

nia i w trakcie ataku. Szturmujący mieli iść tuż za własnym og­

niem artyleryjskim. 

background image

Marsz oddziału austriackiego na pozycje bojowe w Karpatach zimą 

z 1914 na 1915 r. 

Stanowiska austro-węgierskich strzelców

 w Karpatach zimą z 1914 na 

1915 r. 

Niemieckie okopy na ziemiach polskich wiosną 1915 r. 

background image

Niemieckie stanowiska bojowe w Galicji wiosną 1915 r. 

background image

Austriackie działo 305 mm na froncie w Galicji wiosną 1915 r. 

Rosyjskie pozycje w rejonie Gorlic w maju 1915 r. 

Pobojowisko wiosną — latem 1915 r. 

background image

65 

W praktyce jednak koncentracja zbyt małej mimo wszystko 

liczby dział, zwłaszcza ciężkich, ich niedostateczna szybko-

strzelność, a także brak precyzyjnego harmonogramu działań 

artyleryjskich, powodowały rozpadanie się natarcia na szereg 

izolowanych szturmów kolejnych pozycji wroga. Przerwy mię­

dzy atakami eliminowały czynnik zaskoczenia. Dlatego też in­

strukcja z 16 kwietnia analizowała możliwość przerwania frontu 

jednym uderzeniem. 

Celem ofensywy miało być „wypędzenie nieprzyjaciela z ca­

łokształtu jego pozycji i bicie go nie zostawiając mu czasu na 

przyjście do siebie". Artyleria torowała drogę piechocie towa­

rzysząc jej przez cały czas walk. Wykorzystanie samolotów i ba­

lonów dla wyznaczania działom celów i kontroli ich ognia bar­

dzo zwiększało skuteczność ostrzału. Natomiast dywizje piecho­

ty, ugrupowane w głąb, miały nacierać na odcinku 1000—1200 m. 

Pierwsza fala tyraliery „będzie miała — stwierdzała instrukcja 

z 16 kwietnia 1915 r. — maksymalną gęstość, dając się pogodzić 

z najlepszym wykorzystaniem broni, tj. jeden człowiek na metr 

linii". Współdziałanie wielkiej liczby dział z masami piechoty 

nacierającej na wąskie odcinki nieprzyjacielskich pozycji two­

rzyło potężną siłę uderzeniową. Krytycy uważali jednak, iż 

utrzymanie zasady „jeden człowiek na metr linii", sformu­

łowanej jeszcze w regulaminie piechoty z 20 kwietnia 1914 r., 

było błędem przynoszącym olbrzymie i niepotrzebne straty

 2

Plany nowej, wielkiej ofensywy przeciw Rosji powstawały 

niezależnie od siebie, zarówno w niemieckich, jak i austro-wę-

gierskich naczelnych organach dowodzenia. Partnerzy kierowali 

się podobnymi założeniami i celami, z tym że zamierzenia 

gen. Falkenhayna były bardziej ograniczone, o mniej daleko­

siężnych skutkach niż te, które chciał zrealizować gen. Conrad. 

Przy wyborze miejsca i kierunku głównego uderzenia 

gen. Falkenhayn brał pod uwagę kilka możliwości. Natarcie z Prus 

Wschodnich na północne skrzydło rosyjskie mogło zmienić po­

łożenie wojsk państw centralnych w Królestwie Polskim, ale 

2

 Omówienie instrukcji i cytaty za: P. L u c a s, Rozwój myśli taktycznej we Fran­

cji i to Niemczech podczas wojny 1914

1918, Warszawa 1925, s.46—56; patrz też 

W. B 1 a c k, Rozwój taktyki w ciągu Wielkiej Wojny, Warszawa 1921, s.219 i n. 

background image

66 

tylko nieznacznie wpłynąć na sytuację armii austro-węgierskich 

w Galicji. Rosjanie nadal byli w stanie przebić się przez Karpa­

ty na Węgry. Natomiast ofensywa niemiecko-austriacka 

w Karpatach wymagała pokonania wielu problemów organizacyj­

nych, w tym związanych ze słabo rozwiniętą siecią dróg. Skon­

centrowanie mas żołnierzy w górzystym terenie było trudne 

i z uwagi na czas trwania przygotowań do natarcia nie uszłoby 

uwagi przeciwnika. 

Pozostawały tylko dwa warianty: przeprowadzenie uderzenia 

między Wisłą a Beskidami lub między Pilicą a Wisłą. Gen. Fal-

kenhayn wybrał wariant pierwszy. Skrzydłom nacierających 

wojsk, chronionym przez Wisłę i pasma Beskidów, w zasadzie 

nie groziło okrążenie. Według oceny wywiadu odcinek frontu 

rosyjskiego u podnóża gór był słabiej obsadzony niż pozycje 

w Karpatach. 

Nie bez znaczenia był fakt, że w przypadku przełamania po­

zycji nieprzyjaciela na południu nacierający mieliby do sforso­

wania Wisłokę i San, a nie, jak w przypadku uderzenia z cen­

trum, szeroką Wisłę z twierdzą Dęblin. 

W niemieckim Sztabie Generalnym problematyką przełama­

nia frontu rosyjskiego u podnóża Karpat, w rejonie Gorlic, za­

jęto się w drugiej połowie marca. Polecenie szczegółowego 

przeanalizowania takiej możliwości otrzymał płk von Losse-

berg. Natomiast szef wojskowych transportów kolejowych 

płk Groener przystąpił do opracowywania planu przewiezienia 

kilku dywizji na linię Nowy Sącz — Tarnów (Bochnia). Na 

polecenie gen. Falkenhayna niemiecki łącznik przy austro-wę-

gierskim Naczelnym Dowództwie gen. August Cramon popro­

sił o rozmowę szefa austro-węgierskiego kolejnictwa polowego 

gen. Johanna Strauba. 

Do spotkania doszło 5 kwietnia. Gen. Cramon dowiedział się, 

iż sieć kolejowa, dochodząca niemal do pozycji frontowych, po­

zwala na szybką i sprawną koncentrację oddziałów mających u-

derzyć w kierunku Stanisławowa i Lwowa. Gen. Straub zapewnił, 

że podległy mu transport kolejowy jest w stanie utrzymać poziom 

dotychczasowego zaopatrzenia armii austro-węgierskich oraz 

dodatkowo przewieźć dziennie jedną dywizję piechoty. 

67 

Na zakończenie spotkania gen. Cramon poprosił swojego 

rozmówcę o zachowanie w tajemnicy jej tematu, „ażeby, zanim 

rzecz nie będzie zdecydowana w niemieckim Naczelnym Do­

wództwie, nie budzić u ekscelencji Conrada nadziei"

 5

Gen. Cramon wykonał jeszcze jedno polecenie gen. Falken­

hayna. Przygotował i wysłał 6 kwietnia do Wielkiej Kwatery 

Głównej w Mezieres opracowanie dotyczące organizacji grupy 

uderzeniowej i celów terytorialnych, jakie ma ona osiągnąć. 

Uznał, iż do przełamania pozycji nieprzyjacielskich w rejonie 

Gorlic należy użyć, obok wojsk austro-węgierskich, czterech 

niemieckich korpusów. Sugerował wyposażenie ich w możliwie 

największą liczbę haubic. Po przejściu Wisłoki prawe skrzydło 

grupy uderzeniowej powinno nacierać — zdaniem Cramona — 

w kierunku Dukli, centrum na Krosno, zaś lewe skrzydło na 

Przemyśl. Sugestie te zostały przez Falkenhayna zaaprobowa­

ne. 

Niemcy, pewni aprobaty swoich decyzji przez AOK, pier­

wsze oddziały przesunęli bez informowania o tym sojusznika. 

Jednostki przeznaczone do akcji przeciw Rosjanom zostały sta­

rannie wybrane. Zadbano o ich wyposażenie „w artylerię, rów­

nież i najcięższą, jaka dotychczas w polu niemal nie była uży­

wana, w amunicję i miotacze bomb". Służyli w nich „oficero­

wie, znający z zachodniego teatru wojennego nowoczesne 

sposoby prowadzenia walki"

 4

Dopiero gdy oddziały zaczęły się przygotowywać do zała­

dunku, a transporty z amunicją już zmierzały w kierunku Gor­

lic, gen. Falkenhayn wysłał 13 kwietnia do gen. Conrada depe­

szę, w której poinformował o swoich zamierzeniach: 

„Wasza ekscelencja wie, że nie uważam za wskazane powtó­

rzenie próby obejścia zewnętrznego (prawego) skrzydła rosyj­

skiego. Równie mało korzystne wydaje mi się dalsze przydzie­

lanie niemieckich oddziałów do frontu karpackiego jedynie 

w tym celu, by go wesprzeć [...] Natomiast chciałbym poddać pod 

Pańską rozwagę następującą myśl strategiczną [...] Armia, o co 

' Cyt za:  E . R a t z c n h o f e r, Koncentracja kolejowa do bitwy pod Gorlicami, 

„Bellona" 1931, t.XXXVH, s.72. 

1

 li. 1' a I k c n h a y a, op.cil., s.80. 

background image

68 

69 

najmniej ośmiu niemieckich dywizjach, zostanie tu na zacho­

dzie oddana do użycia i przewieziona w okolice Mączyn «•* 

Gdybów — Bochnia, by z linii mniej więcej Gorlice — Gro­

mnik natrzeć w ogólnym kierunku na Sanok [...] Również trze­

ba by tę armię wraz z c. i k. 4. Armią złączyć pod jednym do­

wództwem, oczywiście w tym wypadku niemieckim. Gdyby 

podczas koncentracji grupy wypadowej c. i k. 2. i 3. Armie krok 

w krok, ciągnąc za sobą wroga, mogły wycofać się na linię Użok — 

Pereczeny — Homonna — Varanno — Zborów, wówczas 

taki ruch ulżyłby i wzmógł skuteczność działań" '. 

Cofnięcie się 2. i 3. Armii i wciągnięcie sił nieprzyjaciela 

w głąb własnego terytorium, po przełamaniu pozycji rosyjskich 

u podnóża Karpat, mogło pogłębić skutki klęski wroga. Zachodzi­

ła jednak obawa, że odwrót wojsk austro-węgierskich nie zosta­

nie w odpowiednim czasie powstrzymany i Rosjanie głęboko 

wejdą na Nizinę Węgierską. Dlatego też gen. Falkenhayn nie 

upierał się przy realizacji tego pomysłu. Wystarczyło mu, że 

obie armie zwiążą oddziały nieprzyjaciela. 

Wschodnie plany niemieckiego Sztabu Generalnego w pier­

wszej połowie 1915 r. kształtowały się zapewne pod wpływem 

sugestii płynących z Cieszyna. Gen. Conrad cieszył się szacun­

kiem niemieckich generałów i wyższych oficerów. Nie brakowa­

ło wśród nich takich, którzy uznawali go za największą indywi­

dualność wśród dowódców państw centralnych, przewyższającą 

trafnością wydawanych sądów, oryginalnością koncepcji i od­

wagą w podejmowaniu decyzji kolejnych szefów niemieckiego 

Sztabu Generalnego. Po wojnie w niemieckiej literaturze for­

mułowano opinie, że zwycięstwo mógł wywalczyć wódz o takiej 

osobowości jak gen. Conrad i wojska o takich walorach jak 

niemieckie. 

„Wszystkie pomysły austriackiego szefa Sztabu Generalne­

go, przynajmniej o ile je poznałem — wspominał niemiecki 

gen. Max Hoffmann — były dobre, czego nie można powiedzieć 

o wszystkich pomysłach naszego Naczelnego Dowództwa. Nie­

szczęściem tego genialnego człowieka było to, że nie miał na-

' Ibid., s. 81—82. 

rzędzia odpowiedniego do wprowadzenia w czyn swych pomy­

słów. Wojsko zawiodło go, podczas gdy nasze wojsko, dobrze 

czy źle prowadzone, do lata 1918 r. nigdy nie zawiodło"

 6

Gen. Conrad zainteresował się rejonem Gorlic jako obsza­

rem, z którego mogła wyjść ofensywa austro-węgierska, jeszcze 

w pierwszych dniach 1915 r. Samo miasto rosyjskie oddziały 

z 3. Armii zajęły w grudniu 1914 r. VI Korpus gen. Artura Arza 

von Straussenburg wchodzący w skład 4. Armii zatrzymał 

przeciwnika na zachodnich przedmieściach Gorlic. Działania 

austriackiej artylerii, podobnie jak postępowanie okupantów, 

stały się bardzo dokuczliwe dla miasta. Ostrzał dział austria­

ckich niszczył zabudowania. Spłonęły przedmieścia Magdelana 

i Pocieszka. 

Pierwszy raz pomysł natarcia z rejonu Gorlic gen. Conrad — 

jak zapewniał — podsunął gen. Falkenhaynowi w styczniu 1915 

roku we Wrocławiu

 7

. Z tego też między innymi rejonu nacierali 

w marcu żołnierze austro-węgierskiej 4. Armii usiłujący przyjść 

z pomocą oblężonemu Przemyślowi. Ich atak załamał się 18 mar­

ca. Straty poniosła wówczas także 12. Krakowska Dywizja Pie­

choty, w której przeważali — zgodnie z austriackim systemem 

poboru — Polacy. 

Mimo wszystkich niepowodzeń, pogarszającej się sytuacji mi­

litarnej, gen. Conrad powracał do idei przeprowadzenia natar­

cia w rejonie Gorlic. Siły, jakimi dysponował, były jednak tak 

słabe, że po klęskach poniesionych w marcu nie mógł już myś­

leć nie tylko o akcji zaczepnej podjętej bez niemieckiej pomocy, 

ale i o utrzymaniu trwałej linii frontu. Wielkość nieodzownej 

pomocy określał na przynajmniej jedną do czterech niemieckich 

dywizji, w zależności od uzgodnionych z Niemcami celów dzia­

łań. Dobrze zorientowany w położeniu wojsk austro-węgier­

skich i planach AOK gen. Cramon depeszował 1 kwietnia do 

Mezieres: „Eks. Conradowi jest dalsze wsparcie więcej niż kie­

dykolwiek potrzebne, bądź to przez jedną niemiecką dywizję do 

jego rozporządzenia dla poparcia 2-ej Armii, bądź to przez 

"  M . H o f f m a n n , Wspomnienia, Warszawa 1925, s.83. 

J. K 1 c e b e r g, op.cii., s.473. 

background image

70 

71 

ofensywę większych sil w kierunku Gorlic, przeciwko flance 

i połączeniom natarcia rosyjskiego"

 8

Ofensywa w rejonie Gorlic była tylko jednym z zamysłów 

gen. Conrada. Inny, bardziej śmiały, znalazł odzwierciedlenie 

w jego depeszy z 7 kwietnia do gen. Falkenhayna. Zapropono­

wał w niej przygotowanie gigantycznej ofensywy. W wyniku 

uderzenia armii niemieckich na północy i austriackich na po­

łudniu Rosjanie mieli odejść przynajmniej za Wisłę, San 

i Dniestr. „Wówczas mielibyśmy obaj wolną rękę — tłumaczył 

gen. Conrad — dla innych celów, a może również i możliwość 

dojścia z Rosją do pewnego porozumienia"

 9

Ten ambitny pomysł został uznany w niemieckim Sztabie 

Generalnym za mało realny. Przeważyła opinia, że oba państwa 

nie są w stanie skoncentrować tak znacznych sił, jakie by musia­

ły być użyte do jego realizacji. 

Conrad szukał pomocy nie tylko w niemieckiej Wielkiej Kwa­

terze Głównej. Swoimi planami próbował zainteresować także 

feldmarszałka Hindenburga i gen. Ludendorffa. Głównodowo­

dzący na Wschodzie skłonny był przekazać Austriakom jeden 

ze swoich korpusów. Warunki, jakie przy tym stawiał, były dla 

Conrada trudne do przyjęcia. W Cieszynie oceniono, że godzą 

one w prestiż i honor wojsk austro-węgierskich. Hindenburg 

domagał się bowiem, aby AOK oficjalnie oświadczyło, iż nie 

jest w stanie bez pomocy sojusznika opanować sytuacji w Kar­

patach, i przekazało pod komendę niemieckiego generała jeden 

z armijnych odcinków frontu. 

Duże nadzieje wiązał Hindenburg z gen. Marwitzem, do­

wódcą Korpusu „Beskid". Zgodnie z jego postulatem niemiecki 

generał miał stanąć na czele niemiecko-austriackiej Grupy 

Armijnej podporządkowanej bezpośrednio AOK. Zmuszony 

okolicznościami gen. Conrad gotów był wyrazić zgodę. O roz­

miarach i warunkach wspólnego niemiecko-austriackiego natar­

cia ostatecznie zadecydowały rozmowy z Falkenhaynem. 

Wspomniana depesza gen. Falkenhayna z 13 kwietnia wywołała 

- Ibid., s.453. 

1

 Ibid,

 s.4S8. 

w Cieszynie poruszenie. Jeszcze tego samego dnia gen. Conrad 

odpowiedział, iż proponowane przez Niemców działania w peł­

ni odpowiadają dowódcom austro-węgierskim. Zapowiedział 

też przyjazd następnego dnia pod wieczór do Berlina w celu 

dokonania ustaleń potrzebnych dla wspólnej akcji. 

Po wojnie rozgorzała dyskusja o autorstwo planów natarcia 

z rejonu Gorlic. Większość z piszących ojcem ofensywy gorlickiej 

uznała gen. Conrada. Jednak nie bez racji zauważył gen. Cra-

mon w liście do gen. Conrada z 3 kwietnia 1925 r.: „Że dziecko 

to tak zdecydowanie i krzepko się rozrosło (mowa o ofensywie — 

przyp. M.K.),

 że mogło zachwiać całym frontem rosyjskim, 

jest bezsprzeczną zasługą Falkenhayna, bowiem przesłał on 

zamiast czterech dywizji — cztery korpusy. Jest to bez wątpie­

nia decyzja, którą również tylko on mógł powziąć i za nią po­

nosić odpowiedzialność [...]" "'. 

Wieczorem 14 kwietnia w Berlinie spotkali się Conrad i Fal-

kenhayn. Ustalono wówczas, że zasadnicze uderzenie wykona 

świeżo sformowana niemiecka 11. Armia gen. Augusta von 

Mackcnsena oraz podporządkowana mu austro-węgierska 

4. Armia arcyksięcia Józefa Ferdynanda. Gen. Conrad zobowią­

zał się wzmocnić każdą z armii dwoma „bitnymi dywizjami 

piechoty", a 11. Armię także dywizją jazdy oraz „udzielić 

11. Armii wydatnej pomocy w formie przydziału lekkich kolumn 

taborowych" ". 

Przerzucenie armii gen. Mackensena do Galicji miało rozpo­

cząć się 17 kwietnia, ale sztab 11.Armii winien jak najszybciej 

zameldować się w Cieszynie, w którym znajdował się gen. Con­

rad. Ustalenia te zatwierdził, po wyrażeniu zgody przez cesarza 

Wilhelma II, gen. Falkenhayn wysyłając 16 kwietnia odpo­

wiednią depeszę. 

Podporządkowanie dowódcy 4. Armii niemieckiemu generało­

wi było w odczuciu AOK dużym ustępstwem ze strony austro-
-węgierskiej i nastąpiło na kategoryczne żądanie niemieckiego 
cesarza. Po wahaniach poparł je także gen. Conrad, wdzięczny 
niemieckiemu szefowi Sztabu Generalnego za przekazanie oś-

Ibid.,

 s.471 

Ibid.,

 s.474. 

background image

72 

miu dywizji (czterech korpusów) na front galicyjski. Wy­

stąpił nawet o odznaczenie gen. Falkenhayna przez cesarza 

Franciszka Józefa. Ostatecznie przecież gen. Mackensen miał 

wykonywać rozkazy płynące z Cieszyna. 

Gen. Conrad patrzył dalej niż wymagały tego ustalenia pod­

jęte w Berlinie. Będąc przekonanym o sukcesie przyszłej ofen­

sywy, dążył do nadania jej możliwie największego rozmachu. 

Dlatego też naciskał na niemieckiego partnera, aby ten przezna­

czył do walki w Galicji następne dywizje piechoty. Falkenhayn 

uznawał racje AOK, jednak obawiał się dalszego wzmacniania 

sił już znajdujących się na froncie wschodnim lub przenoszo­

nych tam kosztem frontu zachodniego. Proponował gen. Conra­

dowi ściągnięcie z walczącej na Bałkanach 5. Armii jednego 

korpusu i skierowanie go do Galicji. Argumentował, że Ententa 

w celu wsparcia ewentualnego wystąpienia Włoch może podjąć 

ofensywę na Zachodzie, którą armie niemieckie muszą bez­

względnie powstrzymać. 

W ujęciu niemieckim wojska nacierające z rejonu Gorlic 

spełnią swoje zadanie, jeżeli zmuszą nieprzyjacielską 3. Armię 

do cofnięcia się tak, „by [...] uczynić nie do utrzymania front 

rosyjski na wschód od Przełęczy Łupkowskiej"

 u

Falkenhaynowi wystarczało odsunięcie od Węgier groźby 

inwazji rosyjskiej. Natomiast gen. Conrad myślał ponadto 

o odzyskaniu Galicji Wschodniej, łącznie ze Lwowem. Tak głę­

boki odwrót Rosjan na południu mógł przy tym wpłynąć na ich 

sytuację również w Królestwie. Planowana akcja powinna — 

zdaniem austro-węgierskiego szefa Sztabu Generalnego — 

doprowadzić do radykalnych zmian w przebiegu frontu wschod­

niego, a tym samym powstrzymać Rzym i Bukareszt od 

decyzji przystąpienia do wojny po stronie Enteny i wzmocnić 

stanowisko rosyjskich polityków opowiadających się za wstrzy­

maniem wojny przeciw państwom centralnym. 

Gen. Falkenhayn sceptycznie odnosił się do dalekosiężnych 

planów gen. Conrada. Obaj zgodzili się, że rozmiary sukcesu 

będą zależne od stopnia związania oddziałów rosyjskich walczą-

'- Ibid., s.475. 

73 

cych w Karpatach i na Bukowinie. Jednym z warunków powo­

dzenia było uniemożliwienie nieprzyjacielowi przesuwania 

wojsk w celu przeciwstawienia się ofensywie 11. i 4. Armii. Na­

tomiast już w trakcie natarcia obu armii te oddziały rosyjskie 

w Karpatach, które nie będą mogły lub potrafiły dostatecznie 

szybko wycofać się, muszą stosunkowo łatwo ulec wojskom 

państw centralnych. 

Powierzenie gen. Mackensenowi 11. Armii i podporządko­

wanie mu dowódcy austro-węgierskiej 4. Armii było decyzją 

uzasadnioną i przemyślaną. Ten sześćdziesięcioletni generał 

o szczupłej sylwetce swój chrzest bojowy przeszedł podczas woj­

ny z Francją w 1870 r. Zakończył ją jako rotmistrz z opinią jed­

nego ze zdolniejszych i odważniejszych oficerów kawalerii. 

W 1908 r. objął dowództwo nad XVII Korpusem. Na jego czele 

wyruszył na wojnę. Odegrał znaczną rolę w walkach na Mazu­

rach, zwracając uwagę Hindenburga. Przekazaną mu przez 

głównodowodzącego na Wschodzie 9. Armię poprowadził do 

zwycięstwa m.in. pod Łodzią i Łowiczem. Nie udało mu się 

jednak zająć jesienią 1914 r. stolicy Królestwa Polskiego. 

Szefem sztabu 11. Armii został młodszy o siedemnaście lat 

od swojego przełożonego płk Hans von Seeckt. Wybuch wojny 

zastał go na stanowisku szefa sztabu III Korpusu. Razem ze 

swoim korpusem znalazł się na froncie francuskim. 

16 kwietnia 1915 r. płk Seeckt zameldował się w Wielkiej 

Kwaterze Głównej. Gen. Falkenhayn ustnie poinformował go 

o zamiarach, celach i przewidywanym przebiegu ofensywy oraz 

przekazał pisemne wyszczególnienie składu 11. Armii. Trzy 

dni później Seeckt stawił się w Cieszynie i odbył pierwszą roz­

mowę z gen. Conradem. Ofensywa miała się rozpocząć za dwa 

tygodnie. Ustalono harmonogram wyładunków i marszów. Do 

24 kwietnia miały przybyć dowództwa korpusów i dywizji, do 

27 kwietnia oddziały piechoty i większość służb, do 30 kwietnia 

pozostałe służby. Artyleria powinna przybyć do stacji rozładow­

czych razem z piechotą lub bezpośrednio po niej. 

W tym samym mniej więcej czasie ppłk Olderhansen z Ber­

lińskiego Biura Kolejowego oraz szef kolejnictwa austro-wę­

gierskiego uzgodnili szczegóły tras niemieckich transportów kole-

background image

74 

jowych. 19 kwietnia ppłk Olderhansen wręczył w Cieszynie 

plany transportu. Pierwsze oddziały przybyły do austriackich 

stacji granicznych już 20 kwietnia. Rozładunek rozpoczął się 

w następnym dniu. 

Z frontu zachodniego transporty podążały na wschód drogą 

okrężną, aby uniemożliwić nieprzyjacielowi szybkie zoriento­

wanie się w zamiarach sprzymierzonych. XLI Korpus Rezer­

wowy gen. Hermanna Francoisa wyruszył z rejonu Busigny 

przez Namur i Szczecin, Korpus Gwardii gen. von Plettenber-

ga ze Strasburga przez Frankfurt nad Menem, Lipsk i Po­

znań. Natomiast wchodząca w skład Korpusu Kombinowanego 

gen. von Kneussela 119. Dywizja Piechoty załadowywała się 

w Morgingen, a bawarska 11. Dywizja w Lille. Podążały one na 

froiit wschodni przez Kolonię i Berlin. X Korpus gen. Ottona 

von Emmicha, przewidziany jako ostatni do przerzucenia na 

front wschodni, znajdował się jeszcze w miejscowościach Laon 

i Rethel. 

Większość transportów podążała liniami kolejowymi podleg­

łymi Kierownictwu Transportów Polowych nr 1 w Krakowie. 

Jego szefem był kpt. Peyrek. Współpracował z nim miejscowy 

personel cywilny podporządkowany W. Zborowskiemu-Ko-

starkiewiczowi. Do 28 kwietnia wyładowywanie trzech korpu­

sów niemieckich było zakończone. Do ich przewiezienia koleje 

austro-węgierskie użyły 485 pociągów, tj. po 60 (stuosiowych) 

pociągów dziennie. W tym samym czasie 61 pociągów przewio­

zło oddziały austro-węgierskie. 

28 kwietnia do stacji wyładunkowych zaczęły przybywać 

transporty z żołnierzami 19. i 20. Dywizji Piechoty X Korpusu. 

Ostatni żołnierze tego korpusu znaleźli się w Galicji już w cza­

sie natarcia. Ogółem do rozpoczęcia ofensywy, tj. przed 2 maja, 

do stacji przyfrontowych zostało doprowadzonych 640 pocią­

gów, natomiast przed 5 maja — 780 pociągów '

!

Korpus Kombinowany wyładowywał się na stacjach Stróże, 

Ptaszkowa, Kamionka oraz w Nowym Sączu i Marcinkowicach. 

Jego żołnierze zluzowali oddziały austro-węgierskie na odcinku 

E.  R a t z e n h o f e r , op.cit., s.72. 

75 

Zawodzie (dzielnica Gorlic) — Ropica Ruska (dziś Ropica 

Górna), biegnącym wzdłuż Sękówki do jej ujścia do Ropy. 

Między Ropica Ruską a południową częścią wsi Sękowa znala­

zła się bawarska 11. Dywizja Piechoty. Dalej w kierunku Gorlic 

zajęli stanowiska żołnierze niemieckiej 119. Dywizji Piechoty. 

XLI Korpus wyładowano na stacjach Kłaj, Podłęże. Zajął on 

pozycje naprzeciw Gorlic. Na przedmieściu Magdalena i w 

Stróżówce znalazła się 82. Rezerwowa Dywizja Piechoty. Na­

tomiast na odcinku Mszanka — Wola Łużańska stanęła 81. Re­

zerwowa Dywizja Piechoty. 

Dalej w kierunku Staszkówki biegły pozycje austro-węgier-

skiego VI Korpusu. Przed Łużna znajdowała się 12 Krakowska 

Dywizja Piechoty gen. Paula Kestranka. Stanowiska 39. Dy­

wizji Piechoty ciągnęły się od przedpola Luźny w kierunku 

Staszkówki, jednak nie dochodziły do tej miejscowości. Była to 

część pozycji VI Korpusu, zajmowanych od zimy 1915 r. Lewe 

skrzydło 11. Armii stanowił Korpus Gwardii, obejmujący odci­

nek od przedpola Staszkówki ku wschodniemu brzegowi Białej, 

nie dochodząc do niego ". 

Trzy niemieckie korpusy zajęły wyznaczone im pozycje 

w nocy z 27 na 28 kwietnia. 

X Korpus razem z węgierską 11. Dywizją Kawalerii stanowił 

odwód dowódcy 11. Armii. 19. Dywizji wyznaczono miejsce 

w tyle za Korpusem Gwardii, a 20. Dywizji wzdłuż drogi Gry­

bów — Szymbark — Ropica Polska. Natomiast 11. Dywizja 

Kawalerii stanęła w rejonie Zakliczyna. 

W składzie 11. Armii znalazło się 128 979 żołnierzy, 606 

dział, w tym 158 ciężkich, 260 karabinów maszynowych i 70 

moździerzy. Na stanowiskach ogniowych przygotowano odpo­

wiedni, w zależności od kalibru dział, zapas amunicji

  l 5

Na południe od 11. Armii leżały stanowiska austro-węgier-

skiej 3. Armii gen. Boroevicia. W natarciu miał uczestniczyć 

1

' Dyslokacja oddziałów niemieckich i austro-węgicrskich za: M. Z g ó r n i a k, 

Bitwa pod Gorlicami,

 s.563 i n.; O. T i 1 e v. K a 1 m, Gorlice, Oldenburg — 

Berlin, 1930, szkice. 

IS

  M . Z g ó r n i a k , Bitwa pod Gorlicami, s. 562. 

background image

76 

77 

jedynie jej X Korpus, obsadzający Magurę Małastowską. 
W składzie tego korpusu znajdowały się cztery słabe dywizje pie­
choty, mające razem 28 801 żołnierzy wyposażonych w 144 

działa (w tym 32 ciężkie) i 63 karabiny maszynowe. Pozostałe 
siły 3. Armii otrzymały zadanie wiązania oddziałów rosyjskich 

w górach

 l6

Na północ od 11. Armii znajdowała się dowodzona przez arcy-

księcia Józefa Ferdynanda 4. Armia. Jej pozycje sięgały do 

Wisły i nawet przekraczały ją, gdyż na północ od tej rzeki ope­

rowała kombinowana grupa gen. Stóger-Steinera. Do przeła­

mania frontu rosyjskiego przeznaczono prawe skrzydło 4. Ar­

mii, skoncentrowane w rejonie Gromnika i Zakliczyna '

7

. IX 

i XIV Korpusy, wzmocniona brygada piechoty oraz dywizja pie­

choty miały ok. 60 tys. żołnierzy i 295 dział, w tym 57 cięż­

kich '». 

Łącznie do uderzenia na rosyjskie pozycje szykowało się 

217 tys. żołnierzy dysponujących 1045 działami oraz 70 moź­

dzierzami. Grupę uderzeniową tworzyło 18,5 dywizji piechoty 

i dywizja kawalerii. Wszystkie jednostki otrzymały uzupełnienia 

i osiągnęły stany przewidziane etatem. Większość żołnierzy nie­

mieckich miała duże doświadczenie bojowe wyniesione m.in. 

z walk na froncie zachodnim. Przeniesienie na Wschód przyjęli 

z zadowoleniem sądząc, iż Rosjanie będą przeciwnikiem mniej 

groźnym niż Francuzi czy Anglicy. Przed dotarciem na miejsce 

przeznaczenia odbyli kilkudniowe ćwiczenia, pozorujące natar­

cia na silnie ufortyfikowane pozycje oraz powtarzające niektóre 

elementy działań zaczepnych. 

Zajmowanie stanowisk przez tak wielką masę żołnierzy odby­

ło się bez konfliktów. Niemcy i ich sojusznicy dbali o utrzyma­

nie między sobą jak najlepszych stosunków. Przykład płynął 

z góry zacierając pretensje i nieufności narastające między 

sprzymierzonymi od wybuchu wojny. 

"• Ibid., s.562. 

17

 Ibid.,

 s.563. 

'* Ibid, s.563; patrz też O. T i 1 e v.  K a i m , op.cit., aneks 2;  H . O t t o , 

K.  S c h m i e d e l , Der crste Wellkrieg, Militarhistorischer Abriss, Berlin 1977, 

s. 136—138. 

Gen. Mackensen, który przybył do Kwatery Głównej 

11. Armii w Nowym Sączu, odnosił się do swoich niemieckich 

i austro-węgierskich podwładnych z szacunkiem, zachowując 
wszystkie zwyczajowe i regulaminowe formy. Nie miał też po­
wodów do narzekania. Jego sztab pracował wydajnie i szybko, 
pokonując wszystkie przewidziane i nie przewidziane trudności. 
Poprawnie układały się stosunki między Mackensenem a sze­
fem sztabu armii. Płk Seeckt w liście do żony z 28 kwietnia 
zwierzał się, iż jego przełożony sprawia wrażenie, że będzie 
można z nim żyć w zgodzie, o ile jednak „będzie się uwzględ­
niać jego liczne drobne objawy próżności i przywiązanie do ze­
wnętrznych pozorów"

 ]

". 

Istotnym elementem przygotowań do natarcia była odpo­

wiednia organizacja artylerii. Generałowie Falkenhayn, Conrad 
i Mackensen byli przekonani, że wielka koncentracja dział na 
stosunkowo krótkim odcinku frontu umożliwi zniszczenie 
umocnień rosyjskich i utoruje drogę piechocie. Działa skupiono 
w jednostkach mających dokonać przełamania frontu. Rozka­
zem z 26 kwietnia polecono w poszczególnych korpusach wy­
znaczyć „dowódcę artylerii, który zarządzi [...] rozpoznanie, za­
jęcie stanowisk i podział zadań ogniowych"

 20

Nie tylko zaskoczenie i poprowadzenie do walki licznych 

i bardzo dobrze wyposażonych dywizji gwarantowało, w odczu­
ciu dowódcy 11. Armii, odniesienie zwycięstwa. Miało ono być 
także osiągnięte dzięki energicznemu i prowadzonemu na całej 
długości frontu natarciu. W pierwszych zdaniach „Głównych 
wytycznych do natarcia", przekazanych oddziałom przez sztab 

gen. Mackensena 27 kwietnia, znajdowało się stwierdzenie, iż 
natarcie „musi być prowadzone w szybkim tempie", aby 
„uniemożliwić nieprzyjacielowi stawianie skutecznego oporu 
na tyłowych pozycjach obronnych i planowane użycie odwo­
dów". Piechota miała otrzymać „szybkie i ciągłe wsparcie arty-

" Cyt. za: H. M e i e r-W e 1 c k e r, Seeckt, Frankfurt a. M., s.52. 

20

 Cyt za:J.  K i r c h m a y e r, Artyleria w bitwie pod Gorlicami (25 V 1915). 

Studium artylerii armii,

 „Przegląd Artyleryjski" 1938, R.XVI, z.3, s.244. 

background image

78 

ferii" przez cały czas ataku. Przy tym gen. Mackensen podkreś­

lał konieczność takiego działania, „by jednolitość i ciągłość na­

tarcia armii była stale przestrzegana"

21

Na wypadek powstrzymania ataku któregoś z oddziałów, jego 

sąsiedzi zostali zobowiązani do udzielenia mu pomocy. Utrzy­

manie łączności między szturmującymi jednostkami powierzo­

no pododdziałom łączności oraz oficerom łącznikowym. Ostat­

nie zdanie „Głównych wytycznych" zobowiązywało dowódców 

korpusów i dywizji do meldowania dowódcy armii o każdej 

niekorzystnej zmianie sytuacji, aby mógł, o ile zajdzie potrzeba, 

wprowadzać do boju odwody. 

Przerwanie frontu na kilkudziesięciokilometrowym odcinku, 

szybkie działania pościgowe w kierunku Żmigrodu, Dukli i Sa­

noka musiały postawić rosyjskie wojska Frontu Południowo-

-Zachodniego w bardzo trudnym położeniu. 

Początkowo gen. Mackensen zamierzał uderzyć 5 maja. 

Właściwy przebieg koncentracji, a przede wszystkim obawa, że 

Rosjanie po zorientowaniu się w miejscu i celach koncentracji 

wojsk państw centralnych przygotowują się do odparcia ude­

rzenia, spowodowały przyśpieszenie terminu o trzy dni. Ale by­

ła to data i tak późniejsza od oczekiwanej przez gen. Falken-

hayna. 

W ponad dziewięciokilometrowym pasie działań Korpusu 

Kombinowanego znalazło się wzgórze Zamczysko i wieś Sokół. 

Zadanie opanowania Zamczyska otrzymała bawarska 11. Dy­

wizja Piechoty. Natomiast 119. Dywizja, osłaniając Bawarów 

od północy, miała zdobyć wieś i wzgórze Sokół. Korpus Kom­

binowany, dysponujący większą niż inne korpusy siłą ognia ar­

tyleryjskiego, nie mógł w pełni wykorzystać tego atutu z uwagi 

na odległość swoich dział od rosyjskich stanowisk na Zamczy­

sku. 

XLI Korpus Rezerwowy, zajmujący odcinek liczący ponad 

osiem kilometrów, miał natrzeć na Gorlice i wzgórze 357 na 

północ od miasta. 

11

 Cyt za: Cz.  O d r o w ą ż-P i c n i ą z c k, Działania artylerii VI Korpusu aus­

triackiego a bincic pod Gorlicami dnia 2 maja 191

5 r., „Przegląd Artyleryjski" 

1918, R. XVI, z.10, s.l 112. 

79 

Natomiast w siedmiokilometrowym pasie działania austro-

-węgierskiego VI Korpusu znajdowały się dwa wzgórza odgry­

wające ważną rolę w rosyjskim systemie obrony. Rozkaz zdoby­

cia Pustek został wydany 12. Krakowskiej Dywizji Piechoty, 

a leżących dalej na północ Wiatrówek — węgierskiej 39. Dywizji 

Piechoty. 

Siedmiokilometrowy pas działania otrzymał także Korpus 

Gwardii. 1. Dywizja Gwardii miała zająć wzgórze 358 i miej­

scowość Rzepiennik Biskupi, a 2. Dywizja Gwardii wzgórza 382 

i 405. 

Trudności, jakie musiały pokonać poszczególne korpusy 

i dywizje, różniły się w zależności między innymi od ukształto­

wania terenu. Najłatwiejsze zadanie, jak można było sądzić, 

otrzymał XLI Korpus Rezerwowy. Wzniesienia, jakie miał 

przebyć w walce, były stosunkowo łagodne i pozwalały artylerii 

podążać za piechotą. Więcej trudności rysowało się przed dy­

wizjami Korpusu Kombinowanego i austro-węgierskiego 

X Korpusu. Na ich drodze znajdowały się wysokie (w tym ponad 

650 m n.p.m.) wzgórza. Sieć dróg była tu słabo rozwinięta. 

Większość gościńców biegła z południa na północ, a więc nie 

można było z nich korzystać podczas walki. Jedyną stwarzającą 

takie możliwości była droga znajdująca się u podnóża Beski­

dów, z Gorlic przez Pielgrzymkę w kierunku na Żmigród i Du­

klę. 

Kiedy w sztabach armii i korpusów podpisywano ostatnie 

przed bitwą rozkazy, żołnierze kończyli przygotowania do wal­

ki. Pośpiesznie budowali ostatnie pozycje artyleryjskie, zakłada­

li placówki sanitarne, punkty obserwacyjne i magazyny. Część 

tych prac wykonywali w nocy, aby ich zakres pozostał nie zna­

ny dla wroga. 

Do utrzymania tajemnicy gen. Mackensen przywiązywał wielką 

wagę. Ograniczył nawet możliwości palenia w piecach i poru­

szania się w dzień po drogach. Łącznicy mogli korzystać jedy­

nie ze ściśle wytyczonych szlaków. W nocy surowo egzekwo­

wano rozkaz nakazujący zaciemnienie okien. 

Wzmógł pracę wywiad i oddziały rozpoznawcze. Niemieccy 

i austriaccy żołnierze, przebrani w cywilne ubrania, najczęściej 

background image

81) 

chłopskie, starali się penetrować przyszłe pole walki. Od rana 

28 kwietnia lotnictwo rozpoczęło działania zwiadowcze nad ro­

syjskimi stanowiskami i ich zapleczem. Wszystkie napływające 

dane skrzętnie analizowano i weryfikowano. Nic jednak nie 

wskazywało na to, aby Rosjanie zorientowali się w zamiarach 

wojsk państw centralnych. 

Wreszcie wszystko zakończono. Ostatnie rozkazy znalazły się 

w pułkach i batalionach. Artyleria miała rozpocząć wstrzeliwa­

nie się w pozycje wroga 1 maja o godzinie 15.00 i stopniowo 

wzmagać ogień. W nocy, pomiędzy godziną 1. a 3., piechota 

winna przeprowadzić rozpoznanie, a saperzy usunąć przeszko­

dy znajdujące się* na przedpolu rosyjskich stanowisk. 

Wszędzie, gdzie to było możliwe, oddziały piechoty otrzyma­

ły zadanie wyjścia z okopów i podejścia przed stanowiska wro­

ga. Rano, między godziną 6. a 10., huraganowy ogień dział 

niemieckich i austro-węgierskich miał zburzyć zasieki, schrony, 

gniazda karabinów maszynowych, rozbić baterie. W ostatnich 

kilkudziesięciu minutach na pozycje wroga miały skierować 

swój ogień miotacze min. 

Wśród mających iść do ataku byli także polscy poddani 

Niemiec i Austro-Węgier. Wielu Polaków i żołnierzy polskiego 

pochodzenia znajdowało się w szeregach 2. Pruskiej Dywizji 

Gwardii

  2 2

. Niemal całkowicie polski skład miały cztery pułki 

Krakowskiej 12. Dywizji Piechoty: 56. Wadowicki, 100. Cieszyński, 

20. Nowosądecki i 57. Tarnowski. Dowódcą brygady artylerii tej 

dywizji był gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski. Przedstawiciele 

innych narodowości służyli przeważnie w korpusie oficerskim 

tych pułków. Dywizją dowodził Austriak gen. Paul Kestranek. Tej 

samej narodowości byli także dowódcy 56., 20. i 27. pułków pie­

choty. Tylko 100. pułk objął Polak płk Franciszek K. Latinik. 

Natomiast 3. pułk piechoty, jako jedyny w 12. Dywizji, rekru­

towany był poza ziemiami polskimi, w Czechach i na Mora­

wach. 

Dowództwo rosyjskiego Frontu Południowo-Zachodniego 

długo ignorowało sygnały o nadciągającej ofensywie wroga. 

2

- M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 567. 

background image
background image
background image

81 

Zlekceważyło też memorandum generalnego kwatermistrza 

gen. Jurija Daniłowa, w którym została poruszona możliwość zaata­

kowania przez nieprzyjaciela centrum 3. Armii. Nie dawało 

wiary także gen. Radko Dmitriewowi, komenderującemu 

3. Armią. Alarmował on przełożonych, że naprzeciw jego X Kor­

pusu do natarcia szykują się bardzo znaczne siły. 

Uwagę dowódcy Frontu gen. Nikołaja Iwanowa niemal cał­

kowicie pochłaniały jednak możliwości wznowienia prób 

przejścia przez Karpaty na Nizinę Węgierską. Pomocą służył 

mu nowy szef sztabu gen. Władimir Dragomirow, który zastąpił 

gen. Michaiła Aleksiejewa. Według oceny wielu oficerów ustę­

pował on pod względem umiejętności, doświadczenia, a także 

konsekwencji prowadzenia działań Aleksiejewowi, dotychczaso­

wemu „kierownikowi i duszy operacji karpackiej"

 2

Po porażkach z wiosny 1915 r. wiara dowódców armii i kor­

pusów w szybkie pobicie Austro-Węgier zmalała. Wątpliwości, 

mimo kontynuowania w atmosferze optymizmu prac nad pla­

nami nowej ofensywy karpackiej, silnie nurtowały nawet 

gen. Iwanowa. Dostrzegał on, że kordonowe ugrupowanie armii 

Frontu Południowo-Zachodniego (4., 3., 8., 11. i 9. armie) nie 

sprzyjało też prowadzeniu na większą skalę działań ofensyw­

nych w Karpatach. Aby zwiększyć szansę natarcia przez przełę­

cze na Węgry, w połowie kwietnia przesunął znajdujący się do­

tychczas w centrum pozycji 3. Armii XXI Korpus w Karpaty. 

Ta decyzja, podobnie jak inne wzmacniające siły przeznaczo­

ne do natarcia, była dalece niewystarczająca. Dowództwo Fron­

tu, podobnie jak Stawka, nie dysponowało wystarczającą ilością 

odwodów, aby móc w miarę bezpiecznie planować zakrojone na 

większą skalę działania zaczepne, nie zwiększając przy tym ry­

zyka klęski na innych odcinkach. Dramatycznie brakowało 

amunicji, zwłaszcza artyleryjskiej. Bateriom określono górne 

limity zużycia pocisków i każdy wypadek ich przekroczenia 

wywoływał ostre interwencje generałów. 

Wyższych dowódców niepokoił także spadek autorytetu mo­

narchy w szeregach armii. Obserwatorzy towarzyszący Mikoła-

21

 P. S i m a n s k i j, Jeszcze o genezie Gorlic, „Bellona" 1934, t. XLIV, s. 41; 

patrz też: A. B r u s i ł o w, Moi wospominanija, Moskwa 1983, s. 65—66. 

* - Gorlice I9IS 

background image

82 

jowi II w jego kwietniowej podróży do Lwowa i Przemyśla za­

uważyli obojętne, w wielu wypadkach wręcz chłodne, przyjęcie 

cara w oddziałach mimo starannie przygotowanego programu 

tych wizyt. Niektórych generałów i wyższych oficerów irytowa­

ły również pewne aspekty polityki Rosji na okupowanych zie­

miach, firmowanej przez dwór. Zdziwienie wywoływało kiero­

wanie do Galicji mas urzędników i duchownych oraz ich ener­

gia wkładana w rusyfikowanie ludności polskiej i Ukraińców, 

podczas gdy walczące na froncie wojska zaopatrywane były 

niedostatecznie. „Oczekuję pociągów z amunicją — skarżył się 

w. ks. Mikołaj Mikołajewicz — tymczasem przysyłają mi po­

ciągi popów"

 24

Podstawowym i w zasadzie jedynym atutem, jakim dyspo­

nowała zagrożona 3. Armia, były rozbudowane pozycje obron­

ne, przede wszystkim pierwszej linii. Tworzyły ją linie rowów 

strzeleckich (w odstępach ok. 100—200 m), schronów, rowów 

łącznikowych oraz stanowisk zapasowych. Transzeje wykopano 

na wysokość stojącego piechura. Jednak na wielu odcinkach 

wody gruntowe zalewały stanowiska. Pozycje wzmocniono 

workami z ziemią, kamieniami, a także drewnem. Na przedpolu 

postawiono zasieki z drutu kolczastego, a na północ od Stasz-

kówki założono pola minowe. 

Tak przygotowane do obrony pozycje 3. Armii biegły od rze­

ki Białej przez wzgórze 357, Las Kazimierzowski, wieś Stasz-

kówka, wzgórza Staszkówka (437), Wiatrówki (434) i Pustki 

(446), wieś Mszankę, przedmieścia Gorlic, Siary Din., wzgórza 

i góry: Zagórze (507), Zamczysko (554), 469, 587, Wierszek 

(501), 532, Kornuta (678), Zawiersza (675), Dziamera (756), 

a następnie przez wieś Zdynia, górę Rotunda (776), wieś Dzielec 

i przełęcz Beskidek (556)

 25

21

 Cyt za: D ą b r o w s k i, op. cii., s. 332. 

2

' Przebieg pozycji rosyjskich za: T. A. O 1 s z a ń s k i, Przełamanie gorlickie 

[w:] Pierwsza wojna światowa w Karpatach, pr. zbiór, pod red. T. A. O 1-

s z a ń s k i e g o , Warszawa 1985 (wydawnictwo Studenckiego Kola Przewodni­

ków Beskidzkich przy Oddziale Międzyuczelnianym PTTK Warszawa), s. 95; 

M.  K o t a r s k i , Pierwsza wojna światowa w rejonie jasielskim [w:] Studia z 

dziejów Jasia i powiatu jasielskiego,

 pr. zbiór, pod red. J.  G a r b a c i k a , Kraków 

1964, s. 381 i n. Liczby podane w nawiasach lub poza nimi oznaczają wysokość 

wzgórz i gór w celu ich identyfikacji na mapach (m.in. turystycznych). 

83 

Drugą linię obrony zbudowano w odległości około 5—10 km 

od pierwszej. Nie była już osłonięta zasiekami z drutu kolcza­

stego ani polami minowymi. Jej zachodni skraj biegł od góry 

Brzanka (534) przez wzgórza Lipie i Wilczak, wzgórze 307 i ko­

ło wsi Lipinki, Rozdzielę, dalej przez górę Ferdel (649) i skały 

Kornuty (846). Pozycje rezerwowe znajdowały się natomiast na 

górze Obszar, wzgórzach 337 i 363 koło wsi Ołpiny, na zachód 

od Biecza oraz na wzgórzach 307 i 332 na północ od tego miasta. 

Natomiast trzecia linia była w stanie budowy i na wielu od­

cinkach nie przedstawiała większej wartości. Rozpoczynała się 

koło wsi Jodłowa. Rowy strzeleckie lub inne pozycje obronne 

istniały także na Rysowanym Kamieniu (427), Małym Liwoczu 

(463), Liwoczu (562), w okolicach wsi lub w samych wsiach 

Skołoszyn, Harklowa, Cieklin, Folusz i na górze Wątkowa 

(846). 

Rosjanie obsadzili pierwszą linię dywizjami z IX, X i XXIV 

korpusów. W pasie działań ofensywnych południowego skrzy­

dła austro-węgierskiej 4. Armii znajdowała się część 42. Dywizji 

i 70. Dywizji Piechoty z IX Korpusu. Zadanie zmierzenia się 

z całością sił niemieckiej 11. Armii przypadło 31., 61. i 9. dywiz­

jom piechoty tworzącym X Korpus gen. Sieversa. 

Dalej na południe, naprzeciw austro-węgierskiego X Korpu­

su z 3. Armii, znajdowały się stanowiska rosyjskich 49. i 48. 

Dywizji Piechoty z XXIV Korpusu. 

Szczupłe rezerwy rosyjskiej 3. Armii rozmieszczono na dru­

giej i trzeciej linii obrony: między Bieczem a Jasłem (63. Dywiz­

ja Piechoty), w Żmigrodzie (brygada z 81. Dywizji Piechoty), 

Krośnie (dwie dywizje jazdy), Dębowcu (3. Dywizja Kozaków 

Dońskich) i Rzeszowie (3. Dywizja Kozaków Kaukaskich). 

W kierunku pozycji 3. Armii maszerował III Korpus Kaukaski 

(52. i 21. Dywizje Piechoty). 

Pod rozkazami gen. Radko Dmitriewa znajdowało się od 70 

do 80 tys. żołnierzy, wyposażonych w 150—200 dział, w tym tyl­

ko kilka ciężkich. 

Sztab 3. Armii rozlokował się w Jaśle. Jej dowódcą był pięć-

dziesięciosześcioletni Bułgar, który wykształcenie wojskowe 

uzyskał w Rosji i uznał ten kraj za drugą ojczyznę. Wziął udział 

background image

84 

w buncie części oddziałów wojskowych przeciwko księciu Buł­

garii Aleksandrowi I Battenbergowi. W armii bułgarskiej Dmi-

triew zajmował najwyższe stanowiska. Rozsławił swoje nazwi­

sko zwycięstwami odniesionymi w 1912 r. w wojnie z Turcją. 

W sierpniu 1913 r. został posłem Bułgarii w Petersburgu. Na­

leżał do konsekwentnych przeciwników wiązania się Bułgarii 

z państwami centralnymi. Ochotniczo wstąpił do wojsk rosyj­

skich i objął dowództwo jednego z korpusów w armii gen. Ale-

ksieja Brusiłowa. „Wyrobiłem sobie o nim zdanie jako o czło­

wieku zdecydowanym — wspomina Brusiłow — bystrym i bar­

dzo utalentowanym"

 26

. Zaskoczyły go jednak zbyt ostrożne 

działania Dmitriewa jesienią 1914 r. pod Przemyślem. 

Natomiast raczej negatywny sąd o Dmitriewie wyrobił sobie 

oficer 3. Armii Michaił Boncz-Brujewicz. „Nowy dowódca — 

wspominał Boncz-Brujewicz pierwsze tygodnie pobytu Dmi­

triewa w 3. Armii — ciągle jeszcze miał w głowie doświadcze­

nia minionej niedawno wojny bułgarsko-tureckiej. Wywarło to 

na nas nader przykre wrażenie. Ostatecznie 3. Armia miała 

własne doświadczenia działań wojennych i niejakie w tej dzie­

dzinie zasługi"

 27

Nie lubiono uwag, jakie robił dowódca 3. Armii w trakcie 

pracy jej sztabu „u nas w Bułgarii" lub „my w Bułgarii postę­

powaliśmy inaczej". Ale przed połową 1915 r. nie kwestiono­

wano doświadczenia i wiedzy wojskowej gen. Dmitriewa, 

a i później miał oddanych i ufających mu przyjaciół oraz współ­

pracowników. Dmitriew, zdaniem Boncz-Brujewicza, był czło­

wiekiem gwałtownym i szorstkim, starającym się jednak zacho­

wać jak najlepsze kontakty z ustosunkowanymi podwładnymi. 

Gen. Dmitriew w ostatnich dniach kwietnia był już przeko­

nany, że w najbliższym czasie wojska państw centralnych ude­

rzą na pozycje jego żołnierzy. Nasilił prośby kierowane do 

Stawki i przede wszystkim dowództwa Frontu o utworzenie 

silnego odwodu. Sam jednak nie podjął dostatecznie konsek-

-" A.  B r u s i ł o w , op. cii., s. 99. 

27

 M.  B o n c z - B r u j e w i c z , Wspomnienia 19141919, Warszawa 1959, 

85 

wentnych decyzji. Oddziały rezerwowe rozproszył na zbyt du­

żym terenie, a część z nich także zbyt daleko od stanowisk fron­

towych. Dużym błędem było wyrażenie zgody na przesunięcie 

XXI Korpusu w Karpaty. Nie nakazał opracowania planów 

określających kierunek i porządek odstępowania armii na 

wschód w wypadku porażki. 

background image

SZTURM 

Wieczorem 1 maja, około godziny 6., gen. Mackensen wydał 

rozkaz: „Natarcie rozpocząć rano 2 maja o godzinie 10.00" '. 

W myśl wcześniej podjętych decyzji po zapadnięciu zmroku część 

oddziałów saperów i piechoty wyszła na przedpole, aby skrócić 

sobie drogę do pozycji wroga. Tam, gdzie to było możliwe, sa­

perzy usuwali rosyjskie zasieki. Patrole ostrożnie penetrowały 

teren przed okopami przeciwnika. 

Noc z 1 na 2 maja była ciepła. O świcie niżej położone sta­

nowiska wrogich armii spowijała mgła. Rozproszyły ją promie­

nie słońca wschodzącego około godziny 4.30. Niedziela miała 

być ciepłym, słonecznym dniem. 

Niewielu żołnierzy niemieckich i austro-węgierskich spało. 

Przeszkadzał ogień dział, wstrzeliwujących się w pozycje wroga. 

Oficerowie znajdowali się przy swoich plutonach i kompaniach. 

W sztabie 11. Armii gen. Mackensen i płk Seeckt spokojnie 

czekali na rozwój wydarzeń, przekonani, iż zrobiono wszystko, 

aby armia mogła odnieść sukces. Teraz, kiedy wydano ostatnie 

polecenia, Seeckt skracał oczekiwanie kreśląc list do żony. 

„Z ufnością patrzę na rezultat. Najpierw wszystko przygotować 

— pisał — potem dać swobodę działania tym na przedzie, na­

stępnie wyciągnąć wnioski z ich czynów i rozpocząć nowe przy­

gotowania. Takie jest moje zadanie w kilku słowach"

 2

1

 Sirażcnije pri Gorhca

 — Tarnów..., s.93. 

H.  M e i e r - W e l c k e r, op. cii., s. 52. 

87 

O godzinie 6 rano odezwały się niemieckie i austriackie bate­

rie. Po pierwszych próbnych salwach ponad tysiąc dział otwo­

rzyło ogień. Strzelały armaty polowe (kaliber 75—90 mm), 

działa średniego kalibru (100—136 mm) oraz ciężkie moździe­

rze (niemieckie 210 i austro-węgierskie 305 mm). Pociski dosię­

gały okopów, rowów łącznikowych, schronów, gniazd karabi­

nów maszynowych, rozrywały zasieki z drutu kolczastego. Ob­

serwatorzy śledzili wyniki ostrzału i korygowali pracę artylerzy-

stów. Meldowali również, iż Rosjanie wykorzystują przerwy 

w kanonadzie, aby wycofać się na dalsze pozycje. Stopniowo linia 

rosyjskich okopów i umocnień utonęła w ciemnej zawiesinie 

dymu i pyłu, przez którą gdzieniegdzie przebijały się płomie­

nie, trawiące drewniane konstrukcje. 

Obserwując efekty ostrzału wzgórza Pustki gen. Artur Arz 

von Straussenburg zauważył: „Zjawisko to robi wrażenie czyn­

nego wulkanu"

 5

. Potężna nawałnica ognia artyleryjskiego czyni­

ła wrażenie także na innych świadkach. Pociski „przerzynają po­

wietrze z sykiem i szumem, skowytem i gwizdem — zapamiętał 

dowódca 100. pułku Franciszek K. Latinik — a wbiwszy się 

w pozycje przeciwnika, z piekielnym hukiem cisną w górę na kilka 

metrów ziemię, kamienie, belki, deski, karabiny i ciała ludzkie. 

Chmury duszącego dymu zalegają coraz to większą prze­

strzeń." ' 

0 godzinie 9. do walki z głośnym hukiem włączyły się miota­

cze min. Od wybuchów ich pocisków drżała ziemia. Na niektó­

rych stanowiskach żołnierzom wydawało się, że słyszą przera­

żone okrzyki rannych i zabijanych Rosjan. W tym też czasie 

eskadra płatowców bombardowała cele za pierwszą linią rosyj­

skich pozycji. Bomby ekrazytowe niszczyły mosty, węzły ko­

munikacyjne, tory kolejowe. Spadały na maszerujące kolumny i 

biwakujące oddziały. 

Rosyjskie działa milczały. Tylko nieliczne próbowały odpo­

wiadać ogniem. Rosyjscy dowódcy baterii nie chcieli przed­

wcześnie zdradzić lokalizacji swoich dział. Przewidywali, iż bę­

dą potrzebne, gdy wróg ruszy do szturmu. Na podjęcie poje-

1

 Cyt. za: Cz. O d r o w ą ż - P i e n i ą ż e k, op. cii., s. 1130. 

;

 F.K.  L a t i n i k , Żołnierz polski pod Gorlicami 1915, Przemyśl 1923, s. 30. 

background image

89 

dynku artyleryjskiego nie pozwalała im także zbyt mała ilość 

pocisków. Przy tym ich przełożeni zawsze gotowi byli robić 

awantury o każdy ich zdaniem niewłaściwie wykorzystany po­

cisk. Jeszcze w styczniu dowódcy korpusów wydali rozkazy ze­

zwalające artylerzystom otwierać ogień tylko podczas szturmu 

wroga. Tym, którzy nie zastosują się do rozkazów, grożono od­

daniem pod sąd. Dowódca X Korpusu, trzymającego kluczowe 

dla armii Dmitriewa pozycje, miał każdego dnia rozliczać swoją 

artylerię z ilości zużytej amunicji. Sposób jej wykorzystania 

wydawał mu się zawsze „nieodpowiedni i niewspółmierny do 

położenia linii bojowej'"'. 

Skutki huraganowego ognia mogły się wydawać straszne pie­

churom armii niemieckiej i austro-węgierskiej. Na długości 

wielu kilometrów widać było poprzez dym strzaskane i, jak są­

dzono, martwe pozycje rosyjskie. Jednak przed godziną 10. za­

częły napływać niepokojące meldunki, iż nie wszędzie ogień był 

tak skuteczny, jak to zakładano przed bitwą. Donoszono nawet 

o nie tkniętych jeszcze stanowiskach rosyjskich. Nikt też nie 

wiedział, ilu jeszcze żołnierzy rosyjskich znajdowało się w zruj­

nowanych okopach i ile stanowisk ukrytych za wzniesieniem 

i w lasach nie zostało porażonych ogniem dział. 

O godzinie 10. umilkły miotacze min, a ciężkie działa prze­

niosły ogień w głąb terytorium wroga. Odezwały się gwizdki 

oficerów podrywających kompanie do ataku. Żołnierze ruszyli 

na okopy z głośnymi okrzykami „hurra"

 6

. Przy nich znajdowali 

się obserwatorzy artyleryjscy, gotowi wszędzie, gdzie to będzie 

konieczne i możliwe, zapewnić interwencję swoich baterii. 

O tym, że ogień artylerii

 7

 nie wystarczył, aby zgnieść przeciw­

nika, przekonali się żołnierze niemieckiego Korpusu Kombi­

nowanego. Bawarska 11. Dywizja Piechoty dostała się pod 

ogień rosyjskiej piechoty i poniosła znaczne straty. Rosyjskie 

s

 P. S i m a n s k i j, rec. z Srażenije pri Gorlica — Tarnów..., s. 551. 

Gen. P.Simanskij byt oficerem 61 DP, walczącej pod Gorlicami w maju 1915 r. 

* E.  B e r g h a n s , Vier Monale mil Mackensen. Von Tarnów — Gorlice bis 

Bresi Litowsk,

 Stuttgart 1916, s. 11. 

7

 O przebiegu i skutkach niemieckiego i austriackiego ognia artyleryjskiego 

m.in.: O. T i 1 e V.  K a i m , op. cii., s. 44—45; M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod 

Gorlicami,

 s. 570—571; J. K i r c h m a y e r, op. cii., s. 345—346. 

ckm-y zdziesiątkowały II. batalion 3. pułku i II. batalion 22. 

pułku. Wprawdzie niemieccy żołnierze zdołali przed godziną 

11. opanować czołowe okopy, ale dalszy ich szturm został za­

trzymany. 

Rosyjska 9. Dywizja Piechoty okazała się twardym, zdecy­

dowanym przeciwnikiem. Dopiero dzięki dalszemu wsparciu 

artylerii 3. pułk piechoty, a następnie 22. pułk zdołały ruszyć 

naprzód. O ile teraz 3. pułk posuwał się bez większych przesz­

kód i dotarł około godziny 11.45 na skraj lasu porastającego 

Zagórze (507), to 22. pułk został zatrzymany ogniem ckm-ów, 

jednej baterii i kontratakiem rosyjskim, gdy próbował wedrzeć 

się na wzgórze 469. 

Raz jeszcze niemiecka artyleria utorowała drogę piechurom. 

Wzgórze zostało opanowane przez Bawarów po ciężkich walkach. 

Szczególnie uporczywie Rosjanie bronili zabudowań nadleśnict­

wa na południowo-wschodnim stoku. Powiodło się także 13. re­

zerwowemu pułkowi piechoty z 11. Dywizji, który wykorzystał 

sukces austro-węgierskiego X Korpusu i zajął wzgórze 501

 8

W ciężkich walkach zdobywała teren także 119. Dywizja Pie­

choty. Jej 46. pułk atakował doliną wzdłuż drogi z Sękowej do 

Dominikowie, aby potem skierować się bardziej na lewo, na po­

łudnie od Sękowej'*. Około godziny 12. opanował wzgórze 349. 

Natomiast 58. pułk zajął około godziny II. przedmieście Gorlic 

— Zawodzie i po przegrupowaniu rozpoczął natarcie na wzgó­

rza leżące wzdłuż Sękówki. Pułkowi nie mogła pomóc artyleria, 

zajęta ostrzeliwaniem Zagórza i wzgórza 469, wykrwawił się 

więc próbując zdobyć wzgórze Sokół (346). Stracił 15 oficerów, 

400 podoficerów i szeregowców. Mimo iż później dwukrotnie 

siedem niemieckich baterii (4 baterie haubic 210 mm i 3 baterie 

150 mm) ostrzeliwało pozycje rosyjskie na wzgórzach nad Sę-

kówką, niemieccy piechurzy nie byli w stanie osiągnąć sukcesu. 

Dopiero około godziny 15., po opanowaniu Magurki i wsi So­

kół, a tym samym oskrzydleniu pozycji rosyjskich, wzgórze 346 

dostało się w ręce niemieckie

 10

s

 O. T i 1 e v.  K a i m , op. cii., s. 49 i n.; M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gor­

licami,

 s. 96 i n. 

" M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s.572. 

:

" O. T i 1 e v.  K a i m , op. cii., s. 64. 

background image

90 

W tym też czasie wyjaśniło się, iż rosyjska brygada maszeru­

jąca razem z artylerią z Biecza ku Gorlicom skierowała się na 

Zagórzany i nie stanowi zagrożenia dla korpusu. 

Gen. von Kneussel postanowił kontynuować natarcie. 

11. Dywizja miała teraz zdobyć silnie umocnione, o stromych zbo­

czach Zamczysko i wzgórze 461, a 119. Dywizja kierować się na 

wieś Kobylanka i wzgórze Urwisko (325). Obu dywizjom 

obiecano wsparcie artylerii. Jednak przygotowania wykrwawio­

nych, częściowo przemieszanych oddziałów przeciągały się 

i von Kneussel gotów był przełożyć atak na dzień następny. Na­

tomiast dowódca 3. pułku, obawiając się, iż Rosjanie w nocy 

zdołają wzmocnić obronę, postanowił mimo wszystko uderzyć. 

Po godzinnym przygotowaniu artyleryjskim około godziny 

7.15 Bawarzy rozpoczęli natarcie. Wspomagała ich austriacka 

bateria górska. Ostatni obrońcy opuścili swoje stanowiska o go­

dzinie 8. wieczorem. Swoje sukcesy Bawarzy okupili wielkimi 

stratami. 3. pułk utracił 2 maja 14 oficerów i 586 żołnierzy. 

119. Dywizja w ogóle nie podjęła próby zdobycia Urwiska 

i Kobylanki ". 

Rosyjska 61. Dywizja Piechoty broniła odcinka Mszanka — 

Gorlice — Sokół. Jej dowódca wiedział, że będzie walczył 

z XLI Korpusem Rezerwowym, ściągniętym z frontu zachod­

niego. Informacje te miał uzyskać od jeńców — szeregowców 

oraz młodego oficera, który zabłądził do rosyjskich okopów. 

Uznał jednak, iż jest w stanie przyjąć frontalne uderzenie 

przeciwnika. Podobnie jak dowódca 3. Armii i inni dowódcy 

dywizji, nie brał pod uwagę konieczności wycofania się z zaj­

mowanych stanowisk. 

Załogę Gorlic stanowiły oddziały 243. Chełmskiego i 244. 

Krasnostawskiego (rezerwowych) pułków piechoty. Zniszczone 

w czasie wielomiesięcznych zmagań zabudowania nie mogły 

zapewnić bezpieczeństwa mimo poczynionych prac fortyfikacyj­

nych

 l2

1

' Ibid., s. 64—65; M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 572; J. K i r c h-

• l y e r, op. dl., s. 348 i n. 

P.  S i m a n s k i j , rec. z Sraienije pri Gorlica — Tarnów, s. 254—255. 

91 

Jednym z nielicznych gmachów zachowanych w stosunkowo 

dobrym stanie było gimnazjum miejskie. Dawało ono schronie­

nie żołnierzom odwodów pierwszej linii. Ludność cywilna, po­

została jeszcze w mieście (ok. 1300 osób), ukrywała się w piw­

nicach i solidnym budynku magistratu ". Kluczowe dla załogi 

miasta pozycje, decydujące o jego utrzymaniu, znajdowały się 

na wzgórzu 357 (dziś nazywane Cmentarnym), z leżącym u jego 

podnórza cmentarzem żydowskim, oraz na cmentarzu katoli­

ckim w Magdalenie. 

Dowódca XLI Korpusu gen. Hermann von Francois zamierzał 

zmusić miasto do kapitulacji okrążając je od północy. W czasie 

przygotowania artyleryjskiego przesunął swoje oddziały możli­

wie blisko stanowisk wroga. Dzięki temu gwałtowne uderzenie 

niemieckiej piechoty przyniosło pierwsze sukcesy. Około 

godziny 10.30 w rękach żołnierzy z 272. pułku 82. Dywizji Re-

zerowej znalazł się cmentarz katolicki oraz zachodni skraj mia­

sta. Swoje zadanie wykonał także 271. pułk tejże dywizji. Po 

krótkiej i zaciętej walce opanował przed godziną 11. wzgórze 

357. Rosjanie próbowali bronić się jeszcze na cmentarzu żydow­

skim. Jednak także jego obsada po ponownym ostrzelaniu 

przez artylerię nie zdołała odeprzeć ataku. 

Bardziej skutecznie bili się Rosjanie w samym mieście. 

Ogień ckm-ów i karabinów niemal doszczętnie zniszczył 

jedną z niemieckich kompanii. Straciła ona 3 oficerów oraz 

95 podoficerów i szeregowców. Ta porażka oraz wiadomość 

o marszu rosyjskiej kolumny z Biecza na Gorlice przyczy­

niły się do wstrzymania natarcia 82. Dywizji. Jej pułki otrzy­

mały rozkaz przejścia do obrony. Została nawiązana łącz­

ność z artylerzystami 119. Dywizji, którzy obiecali we­

sprzeć sąsiadów. 

Przygotowania do odparcia ewentualnego uderzenia rosyj­

skiej piechoty nadciągającej z Biecza tylko osłabiły natężenie 

walki w Gorlicach. Niemcy nie kontynuowali wprawdzie 

11

 M.  K o t a r s k i , Pierwsza wojna światowa w rejonie jasielskim [w:] Studia 

s dziejów'Jasia i powiatu jasielskiego,

 pr. zbiór, pod red. J.  G a r b a c i k a , Kra­

ków 1964, s. 384. 

background image

92 

szturmu, ale systematycznie ostrzeliwali miasto. Położenie 
obrońców pogarszało się z każdą salwą dział niszczących istnie­
jące jeszcze budynki i mury. Rosjanie poddali się około godzi­
ny 15. Miasto leżało w gruzach

 H

Niemal jednocześnie z zajęciem miasta Niemcy przekonali 

się, iż rosyjska kolumna maszerująca z Biecza skręciła na Zagó­
rzany, a następnie na Kwiatonowice. Pozwoliło to 82. Dywizji 
wznowić działania zaczepne. Nie napotykając już bardziej zde­

cydowanego oporu, jej żołnierze późnym wieczorem opanowali 
płonący Glinik Mariampolski oraz okoliczne wzgórza, m.in. 
wzgórze 323. Dywizja straciła 2 maja 6 oficerów, w tym 5 po­
ległych, oraz 501 podoficerów i szeregowców, w tym 137 zabi­

tych. Wzięła do niewoli generała, 17 oficerów oraz 3593 podofi­
cerów i szeregowców ", 

Na lewo od 82. Dywizji bili się żołnierze 267., 268. i 269. 

pułków rezerwowych 81. Dywizji. Rano spodziewali się — ob­
serwując skutki przygotowania artyleryjskiego — iż przeciwnik 
został zmiażdżony, im zaś przypadnie łatwe zadanie wzięcia do 

niewoli tych, którzy zdołali przeżyć. Szybko przekonali się, jak 
bardzo zawiódł oczekiwania czterogodzinny ostrzał artyleryjski 

stanowisk wroga. Nacierające bataliony dostały się pod ogień ro­
syjskiej piechoty. Szczególnie wielkie spustoszenie czyniły ckm-y. 

Do południa ponosząc krwawe straty Niemcy zajęli mniej 
ważne dla obrońców stanowiska. Co gorsze, atakujące oddziały 
stopniowo ulegały dezorganizacji, a łączność między nimi rwała 
się. 

W tej sytuacji gen. von Stocken dowodzący 81. Dywizją zwró­

cił się do gen. Franpoisa z prośbą o pomoc. W odpowiedzi 
dowódca XLI Korpusu przesunął odwody na lewe skrzydło 

11

 M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 573—574; O.  T i l c 

v.  K a i m , op. cii., s. 7 i n.; Srażenije pri Gorlica — Tarnów, s. 100—102; 
J.  K i r c h m a y e r , op. cii., s. 351—352; T.A. O 1 s z a ń s k i, op. cii., 

s. 99; B. Ś w i e y k o w s k i, Z dni grozy w Gorlicach. Od 25 IX 1914 do 2 V 
1915,

 Kraków 1919, s. 121 i 146. 

" Srażenije pri Gorlica — Tarnów, s. 102. 

93 

dywizji. Zapewnił również pomoc artylerii i piechoty austro-
-węgierskiego VI Korpusu. Około godziny 13.30 niemieccy pie­
churzy ponownie poderwali się do szturmu

 l

*. 

Na lewym skrzydle 81. Dywizji pięć batalionów tkwiących do­

tychczas za nasypem kolejowym (linia Stróże — Biecz — Jasło) 
wyparło Rosjan z Lasu Kamienieckiego. Do sukcesu przyczy­
niła się bateria artylerii lekkiej — konie ciągnące działa galopem 

wpadły między linie atakującej piechoty niemieckiej; stąd arty-
lerzyści ogniem na wprost niszczyli rosyjskie stanowiska. Walczą­
cy o Las Kamieniecki 269. pułk został jednak niemal zdzie­
siątkowany. Poległo 5 oficerów i 155 podoficerów oraz szere­
gowców, a 21 oficerów i 733 podoficerów oraz szeregowców 

zostało rannych. Pułk miał wziąć do niewoli około 4 tys. Ro­
sjan ". 

Wkrótce po zajęciu lasu żołnierze z 268. pułku opanowali 

Mszankę, natomiast z 267. pułku — wzgórze 335. Nie byli na­
tomiast w stanie jeszcze tego samego dnia wkroczyć do Zagó­
rzan. Walki w dniu 2 maja kosztowały 81. Dywizję utratę 57 
oficerów i 2007 podoficerów oraz szeregowców, w tym poleg­
łych 442

 18

Istotną rolę w realizacji zamierzeń gen. Mackensena miały 

odegrać 2 maja 1915 r. pułki austro-węgierskie. „IV Korpuso­
wi przypadło w udziale ciężkie zadanie — wspominał jego do­
wódca gen. Arz von Straussenburg — zdobycia silnie umoc­
nionego wzgórza Pustki, które było uważane za klucz pozycji 
obronnej nieprzyjaciela. Od kilku miesięcy obserwowaliśmy, 

jak nieprzyjaciel rozbudowuje i wzmacnia pozycję obronną. 

Silne zasieki z drutu kolczastego i potężne przeszkody wybu­

dował nieprzyjaciel na wzgórzu Pustki"

  l 9

"• J. K i r c h m a y e r, op. cii., s. 352 i n.; O. T i 1 e v. K a 1 m, op. cit., 

s. 76 i n. 

17

 Srażenije pri Gorlica

 — Tarnów, s. 104; J. K i r c h m a y e r, op. cit., 

s. 354. 

'* M.  Z g ó r n i a k , Bitwa pod Gorlicami, s. 674 i n.; O.  T i l e 

v. K a 1 m, op. cii., s. 83—84; J .  K i r c h m a y e r , op. cit., s. 353—354; Srażeni­

je pri Gorlica

 — Tarnów, s. 104 i n. 

10

 Cr O d r o wąż-P ie n  i ą ż e k, op. cii., s. 130—131. 

background image

94 

Rozkaz opanowania Pustek otrzymał Wadowicki 56. Pułk 

Piechoty płk. Mollinary'ego i oddział wydzielony Cieszyńskiego 

100. Pułku Piechoty (I batalion i połowa IV batalionu) ppłk. 

Pittla. Na prawo od grupy Pittla szykował się do ataku III ba­

talion 100. pułku pod dowództwem mjr. Walthera oraz batalion 

z Nowosądeckiego 20. Pułku Piechoty. 

Działa i miotacze min zniszczyły przedni skraj obrony rosyj­

skiej. Żołnierzom IV Korpusu momentami wydawało się, iż 

słyszą krzyki zabijanych i rannych nieprzyjaciół. „Ogień artyle­

ryjski to potęguje się, to słabnie — zapamiętał płk Franciszek 

Latinik — stosownie do wskazówek dowódców. Ci, śledząc 

działalność i skutek ognia, żądają telefonicznie skupienia go na 

pojedynczych gniazdach oporu, zasypujących ołowiem okopy, 

w których ugrupowane do ataku oddziały wyczekują niecierp­

liwie godziny 10-tej z zegarkiem w ręku. Wreszcie nadeszła upra­

gniona chwila! Artyleria przeniosła ogień na pozycje tylne 

nieprzyjaciela, miotacze min zamilkły [...]"

 20

Celny ogień artyleryjski ułatwił zadanie 12. Dywizji. Nie­

mal bez strat jej żołnierze opanowali dwa pierwsze okopy. Ro­

sjanie wyszli z nich z podniesionymi rękami. Do zaciętych walk 

doszło natomiast w zalesionej części wzgórza. Tutaj polscy żoł­

nierze w austriackich mundurach, walcząc bez wsparcia dział, 

na bagnety i kolby, z trudem zdobywali teren. Rosyjscy piechu­

rzy często też kontratakowali, a nie tknięte przez austriacką arty­

lerię gniazda karabinów maszynowych czyniły spustoszenie. 

Ogromne straty poniosły kompanie z 100. pułku. Aby przywró­

cić pierwotny stan i siłę oddziałów, zostały wprowadzone 

do boju odwody. 

Około godziny 12. do sztabu IV Korpusu napłynął meldunek 

informujący o zdobyciu wzgórza Pustki. Teraz dowódca 12. Dy­

wizji gen. Kestranek skierował pięć batalionów na Moszcze­

nicę oraz, w celu udzielenia pomocy sąsiadom, cztery bataliony 

na wzgórze Wiatrówki, a trzy bataliony na Łużna i Kamieniec. 

Tak prowadzone natarcie ułatwiło wykonanie zadania sąsiadom, 

ale też pozbawiło siły uderzenie na zasadniczym kierunku dzia-

:

 F.K. L a t i n i k, op. cii,, s. 32. 

95 

łań 12. Dywizji. Bataliony posuwały się powoli. Dopiero wie­

czorem dotarły do opuszczonej przez Rosjan Moszczenicy

 21

Oddział wywiadowczy do działań w nocy stwierdził, że również 

w jej najbliższej okolicy nie ma wojsk nieprzyjacielskich

 22

W nocy ze sztabu 12. Dywizji wysłano do dowódcy VI. Kor­

pusu meldunek relacjonujący najważniejsze wydarzenia dnia. 

W jego ostatniej części gen. Kestranek z pewną przesadą 

stwierdził: 

„Jeńców wzięto zaledwie 1700 oraz 4 karabiny maszynowe, 

gdyż wszystko prawie legło w okopach zabite. Nieprzyjaciel, sto­

jący przed dywizją 12-tą, całkiem zniszczony. Okopy to kupa 

gruzów, kryjących tysiące trupów"

 23

Na północ od 12. Dywizji bili się Węgrzy. 39. Dywizja zosta­

ła przywitana gęstym ogniem karabinów. Niektóre kompanie 

honwedów wróciły na pozycje wyjściowe. Przed godziną 11. ar­

tyleria wznowiła ostrzał rosyjskich stanowisk. Jednak i następne 

szturmy, mimo iż sprawdzono posiłki, załamały się. Szczególnie 

wielkie straty poniósł 16. pułk piechoty. O ostatecznym powo­

dzeniu 39. Dywizji i wykonaniu przez nią zadania zadecydowa­

ła pomoc sąsiadów, 12. Dywizji Piechoty oraz niemieckiej 

gwardii. Węgrzy zajęli współdziałając z 12. Dywizją wzgórze 

Wiatrówki oraz przy pomocy 2. Dywizji Gwardii wzgórze 

Staszkówka

 24

. Wieczorem obsadzili północną część Moszcze­

nicy i pobliskie wzgórza (w kierunku Sitnicy). 

Kosztem olbrzymich strat zdobywał rosyjskie stanowiska 

pierwszej linii Pruski Korpus Gwardii. Artyleria wskutek 

błędnie podjętych decyzji skupiła ogień przede wszystkim na 

wzgórzach nad doliną rzeczki Ostruszy (405 i 382) oraz na wzgó­

rzu 358

  2 5

. Pozostałe odcinki rosyjskich pozycji niemal nie 

21

 Ibid.,

 s. 32 i n.; M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 575 i n.; 

O. T i 1 e v. K a 1 m, op. cit., s. 87 i n.; }. K i r c h m a y e r, op. cii., s. 354 i n.; 

Cz.  O d r o  w ą ż -  P i e ń  i ą ż e k , op. cii., s. 1131 i 1144—1148. 

22

 Austriackie pułki piechoty często wydzielały oddziały (po ok. 80—200 

żołnierzy) mające walczyć w nocy. Żołnierzami byli ludzie sprawnie władający 

nie tylko bagnetem, ale też nożem oraz granatem. 

21

 F. K.  L a t i n i k , op. cii., s. 36. 

24

 M.  Z g ó r n i a k , Bitwa pod Gorlicami, s. 575;  C z .  O d r o w ą ż-

P i e n i ą ż e k , o p . cit., s. 132 i n.; O. T i 1 e v.  K a i m , op. cit., s. 92 i n. 

•^ ].

 K i r c h m a y e r, op. cit., s. 357. 

background image

96 

zostały tknięte artyleryjskim ogniem. Prawoskrzydłowa 3. Bry­

gada (dwa pułki) zdobyła wprawdzie Mętlówkę (wzg. 437) 

krótko po godzinie 10., lecz dalej nie była w stanie kontynuo­

wać szturmu, bowiem pruscy grenadierzy zostali przygnieceni 

do ziemi ogniem dział i ckm-ów. Dobrze widziani przez strzel­

ców, ginęli i odnosili rany. Sytuacji nie zmieniło wprowadzenie 

do walki odwodów. Około godziny 11. dowódca 3. Brygady za­

alarmował dowództwo 2. Dywizji doniesieniem o położeniu 

swoich pułków i niemal kompletnym wyczerpaniu rezerw. Do 

boju mógł wysłać jeszcze tylko dwie kompanie. 

Natomiast 4. Brygada tej samej dywizji opanowała wzgórza 

382 i 405; to ostatnie około godziny 11.30. Jej oddziały prze­

mieszały się i na razie nie mogły kontynuować natarcia

  2 6

Łatwiej poszło jedynie żołnierzom 1. Dywizji Gwardii. W jej 

wąskim pasie działania znajdowało się wzgórze 358, intensywnie 

i skutecznie ostrzelane w czasie przygotowania artyleryjskiego. 

Po jego zdobyciu gwardziści doszli do potoku Rzepiennik

27

3. Brygada otrzymała pomoc około godziny 12. Niemieckie 

i austriackie działa raz jeszcze otworzyły ogień. Piechurzy po­

nownie ruszyli do szturmu. Rosjanie bronili się z wielkim po­

święceniem i determinacją. Dopiero kiedy działa, wprowadzone 

około godziny 15. na Mętlówkę, zaczęły celnym ogniem ni­

szczyć zasieki i okopy, opuścili stanowiska. 

Przed wieczorem Korpus Gwardii opanował wsie: Turza, 

Rzepiennik Strzyżewski, Rzepiennik Biskupi, oraz wzgórza leżą­

ce na wschód od nich. Jego 2. Dywizja poniosła największe tego 

dnia w całej 11. Armii straty, sięgające 20 procent stanu oso­

bowego. 

Sukcesy odnieśli także sąsiedzi 11. Armii, walczący na północ 

i na południe od niej. Austro-węgierski X Korpus przeszedł 

rzeczkę Małastówkę i opanował wzgórze Pstrążne (532), Draga-

szów, wzgórze Zawiersza (671). Na wzgórzu 532 jego 

żołnierze nawiązali styczność z bawarską 11. Dywizją Pie-

2t

 O walkach pruskiego korpusu gwardii: M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod 

Gorlicami,

 s. 576 i n.; O.  T i l e v.  K a i m , op. cii., s. 101 i n.; 

J. K. i r c h m a y e r, op. cii., s. 357 i n. 

27

 M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 577. 

background image

Płonąca wieś galicyjska latem 1915 r. 

Gen. August von Mackensen (drugi z prawej) w Galicji latem 

1915 r. 

background image

Przemarsz niemieckiego oddziału przez galicyjskie miasteczko latem 

1915 r. 

Przemarsz oddziału austro-węgierskiego przez Lublin latem 1915 r. 

Żołnierze pruskiej gwardii w Galicji latem 1915 r. 

Przemarsz oddziału austro-węgierskiego przez galicyjską wieś latem 

1915 r. 

background image

Austriacki zwiadowca 

Austriacka kawaleria latem 1915 r. 

Jeńcy rosyjscy w Przemyślu w 1915 r. 

Sztab niemiecki pod Złoczowem 

background image

97 

choty. Natomiast IX Korpus austriacki zajął grzbiet Rzepien­

nik Marciszewski i wzgórze Jodłówka Tuchowska, gdzie nawią­

zał łączność z gwardią. Bijące się między Białą i Dunajcem puł­

ki 4. Armii arcyksięcia Józefa Ferdynanda zdobyły silnie 

umocnioną Luboczę (419), Lichwin, Chojnik oraz przekroczyły 

Dunajec w jego dolnym biegu

28

Wynik zmagań pierwszego dnia ofensywy był korzystny dla 

państw centralnych. 11. Armia na długości całego swego fron­

tu przesunęła się na głębokość 6—10 km w głąb terytorium 

nieprzyjaciela, zajmując pierwszą linię jego pozycji. Do niewoli 

dostało się około 17 tys. rosyjskich żołnierzy, prawdopodobnie 

co najmniej tyle samo odniosło rany lub poległo. Rosjanie wy­

cofali się w kierunku drugiej linii obrony, zabierając niemal 

wszystkie działa i karabiny maszynowe. Przebieg działań pier­

wszego dnia, podczas którego rosyjskie dywizje biły się mimo 

przewagi wroga dzielnie, nie ustępując prawie nigdzie bez za­

ciętej walki, wskazywał jednak, iż losy zmagań nie zostały je­

szcze rozstrzygnięte

29

W kwaterze dowódcy rosyjskiej 3. Armii w Jaśle rozważano 

teraz, gdzie skieruje się główne uderzenie niemieckie i austro-

-węgierskie. Gen. Dmitriew zastanawiał się także nad możliwym 

rozmachem działań armii państw centralnych. Położenie wojsk 

Dmitriewa było tym trudniejsze, iż nie dysponował on silnym 

odwodem, mogącym interweniować na najbardziej zagrożonych 

liniach obrony. Wprawdzie dowódca Frontu Południowo-Za­

chodniego gen. Iwanow przesunął 2 maja do Krosna III Kor­

pus Kaukaski, ale mógł on wejść do akcji najwcześniej w trzecim 

lub czwartym dniu walki. 

Wieczorem 2 maja gen. Mackensen wydał rozkazy na dzień 

następny. Postanowił wzmocnić prawe skrzydło i energicznym, 

szybkim natarciem posuwać się na wschód w kierunku Dukli, 

aby odciąć oddziały rosyjskie stojące na przełęczach karpackich. 

Korpus gen. Kneussela otrzymał do dyspozycji znajdującą się 

dotąd w rezerwie 20. Dywizję Piechoty (niem. X Korpus), 

28

 Ibid.,

 s. 580; J. K i r c h m a y e r, op. cii., s. 360; F. L a t i n i k, op. 

cii.,

 s. 36. 

29

 J. D ą b r o ws k i, op. cii., s. 336—337; Srażenije pri Gorlica — Tar­

nów,

 s. 146. 

7 — Gorlice 1915 

background image

98 

a dowództwo nad całością objął gen. Emmich. Natomiast 

19. Dywizja Piechoty została skierowana w rejon Ciężkowic, by 

wesprzeć gwardię pruską. Natarcie miało być kontynuowane na 

całym froncie niemieckiej 11. Armii i nie dopuścić do zorgani­

zowania przez Rosjan oporu na dalszych liniach obronnych

30

Noc upływała niemal spokojnie. Większość żołnierzy po obu 

stronach frontu starała się przespać przynajmniej kilka godzin. 

Dowódcy skończyli podliczanie strat i studiowali mapy przy­

szłych terenów walk oraz dane dostarczone przez wywiad. 

W sztabach przesłuchiwano jeszcze jeńców starając się ustalić, 

z kim przyjdzie walczyć następnego dnia. Najbardziej zajęci byli 

lekarze i sanitariusze. Nie tylko operowano i opatrywano ran­

nych, ale też gorączkowo przygotowywano się na przyjęcie na­

stępnych. 

Zmieniła się pogoda. Po ciepłej, słonecznej niedzieli tempera­

tura obniżyła się. Rano 3 maja mżył deszcz, przechodzący 

w ulewę. Wiele dróg, zwłaszcza polnych, było nieprzejezdnych. 

Dopiero po południu przejaśniło się, ale w dalszym ciągu było 

chłodno

31

Rano 3 maja, jeszcze przed godziną 7.00 gen. Emmich wydał 

rozkaz do natarcia. Deszcz i nisko ciągnące się nad ziemią dy­

my z płonących rafinerii ograniczały widoczność i utrudniały 

dowodzenie. W tych warunkach przygotowania do ataku 11. 

Dywizji przeciągały się. Ostatecznie dopiero około godziny 13. 

ruszyła do przodu. Natomiast 119. Dywizja podjęła działania 

już o godzinie 9.00. Obie dywizje zdobywały teren nie ponosząc 

większych strat. Wieczorem zajmowały stanowiska w rejonie 

miejscowości Libusza i Lipinki. Dopiero na wzgórzach na 

wschód od Lipinek rosyjska piechota stawiła zacięty opór.

32 

Trudniejsze zadanie — jak się okazało — otrzymały dywizje 

gen. Francoisa. XLI Korpus Rezerwy miał zdobyć tego dnia 

wzgórze Wilczak, będące kluczem do drugiej linii rosyjskiej 

50

 M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 580; W. H u p e r t, Opera­

cje wojny światowej,

 Lwów — Warszawa 1925, s. 51; O.  T i l e v.  K a i m , 

op. cii.,

 s. 134. 

11

 F. K. L a t i n i k, op. cit., s. 38; J. K i r c h m a y e r, op. cit., s. 366. 

'

2

 J. K i r c h m a y e r, op. cit., s. 367—368, 371 i n. 

99 

obrony. O godzinie 6. rano uderzyła 81. Dywizja, godzinę póź­

niej 82. Dywizja. Natarcie utrudniały rozmokłe drogi, opóźnia­

jące ruch artylerii. Dopiero po godzinie 13. Niemcy zajęli po 

przygotowaniu artyleryjskim i zaciętej walce wzgórze Klęczany, 

na którym znajdowały się pozycje nieprzyjaciela broniące dostę­

pu do Wilczaka. Pod wieczór niemal cała artyleria korpusu 

skoncentrowała ogień na Wilczaku. Godzinę później do sztur­

mu poderwała się niemiecka piechota. I tutaj Rosjanie z deter­

minacją bronili swoich stanowisk. Z pomocą obrońcom pośpie­

szyły inne oddziały, kontratakując około godziny 19. doliną 

Ropy. Atak ten powstrzymywała artyleria 82. Dywizji. Boje 

przeciągały się. Artyleria wielokrotnie interweniowała otwiera­

jąc drogę niemieckiej piechocie. Dopiero w nocy Rosjanie wy­

cofali się w kierunku Biecza

33

Około godziny 6. rano natarcie rozpoczął także VI Korpus. 

Jego żołnierze ostrożnie maszerując i tylko gdzieniegdzie sta­

czając potyczki z patrolami nieprzyjaciela we wczesnych godzi­

nach popołudniowych znaleźli się na przedpolu rosyjskiej dru­

giej linii obrony. Jednak jej zajęcie kosztowało VI Korpus utra­

tę wielu żołnierzy. Rosjanie mężnie bili się, próbując 

zatrzymać nieprzyjacielską ofensywę. Około godziny 19. dowód­

ca korpusu gen. Arz doszedł do przekonania, iż nie zdoła prze­

łamać rosyjskiej obrony i zameldował o tym gen. Mackense-

nowi. Jednak nieomal ostatnim wysiłkiem 39. Dywizja Honwe-

dów wtargnęła na pozycję rosyjską na wschód od Rozembarku. 

Przy wsparciu artylerii zaczęła teraz spychać znajdujące się 

przed nią oddziały wroga. Między godziną 21 a 22 honwedzi 

wkroczyli do wsi Racławice. Natomiast dywizja krakowska 

(12.) zajęła wzgórze Dział Krzemienny i odrzuciła oddziały ro­

syjskie, próbujące kontratakami je odzyskać

34

. Noc ograniczy­

ła aktywność VI Korpusu. 

Korpus Gwardii Pruskiej rozpoczął działania około godziny 

6. rano, początkowo nie napotykając nieprzyjaciela. Dopiero we 

" Ibid., s. 368—369, 374 i n.; O.  T i l e v.  K a i m, op. cit., s. 140 i n.; 

H. v. F r a n p o i s, Der Karpatendurchbruch und die Befreiung von Galizien, 

Leipzig 1933, s. 70 i n. 

M

 J. K i r c h m a y e r, op. cii., s. 376; F. L a t i n i k, op. cit., s. 38—39. 

background image

100 

wczesnych godzinach popołudniowych rosyjska piechota zaata­

kowała jednostki korpusu, nie chcąc pozwolić 1. i 2. Dywizji 

Gwardii na przygotowanie natarcia. Rosyjskie przeciwdziałania 

opóźniły szturm gwardii. Przed wieczorem pruskie dywizje ru­

szyły jednak zdobyć Lipie oraz wieś Olszyny.

35 

Natomiast dywizje 4. Armii po uciążliwych przemarszach 

i bojach znalazły się na przedpolu Tuchowa. Odrzuciły Rosjan 

w kierunku brzegu Białej. Sztab rosyjskiego IX Korpusu opuścił 

Tuchów

 36

Walki w dniu 3 maja zakończyły się sukcesem 11. Armii. 

Druga linia obrony armii Radko Dmitriewa została przełama­

na na wielu odcinkach. Odwrót Rosjan nie zmienił się jednak 

nigdzie w paniczną ucieczkę. Przytłoczeni liczebną przewagą, 

dysponując mniejszą liczbą dział i katastrofalnie małą ilością 

amunicji, Rosjanie zadali Niemcom i korpusom austro-węgier-

skim ciężkie straty. Wiele atakujących oddziałów uległo dezor­

ganizacji, a ich dowódcy musieli poświęcić sporo czasu na 

przywrócenie ładu w jednostkach. Tempo zajmowania wyzna­

czonych celów było też na niektórych odcinkach mniejsze niż to 

wcześniej zakładano. Sprawny odwrót rosyjskiej piechoty 2 ma­

ja i w nocy z 2 na 3 maja spowodował, iż piechota niemiecka 

i austro-węgierska dążąc do jak najszybszego nawiązania kontaktu 

z wrogiem niemal wszędzie dotarła na przedpole rosyjskiej dru­

giej linii obronnej wcześniej niż artyleria. Czekanie na działa 

przeciągało się często do późnych godzin południowych. 

Na tempo zajmowania terenu wpływała także tendencja do 

wyrównywania czołowej linii natarcia 11. Armii, co nadmiernie 

uzależniało szybciej posuwające się pułki i dywizje od tych, któ­

re z trudem przełamywały obronę nieprzyjaciela. 

Niemniej jednak w sztabie 11. Armii panował nastrój za­

dowolenia i wielkiego optymizmu. Jeszcze o godzinie 12.30 

gen. von Mackensen wyznaczył cele, jakie mają osiągnąć jego żoł­

nierze 4 maja. W rozkazie przekazanym dowódcom korpusów pi­

sał: „Na jutro zamierzone jest przekroczenie Wisłoki w obszarze 

35

 J.  K i r c h m a y e r , op. cit., s. 377—378; O. T i 1 e v. K a 1 m, op. 

cii.,

 s. 162 i n. 

36

 M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 580. 

101 

Żmigród — Kołaczyce, do czego należy poczynić wszystkie 

przygotowania. Przewidywane rejony przeprawy: korpus Em-

micha pod Żmigrodem i na południe, XLI K. Rez. w rejonie 

Osiek — Dębowiec, VI K. pod Jasłem, gwardie między Jas­

łem a Kołaczycami."

 37 

Stawka nadal nie orientowała się w rozmiarach ofensywy 

nieprzyjaciela. Kiedy gen. Dmitriew zwrócił się do dowódcy 

Frontu Południowo-Zachodniego o zgodę na odejście jego 

wojsk na linię Wisłoki i przekazanie mu dwóch nowych korpu­

sów, spotkał się z odmową i posądzeniem, iż stracił opanowanie 

i zdolność spokojnego rozważania sytuacji. Gen. Iwanow uwa­

żał bowiem, że do zatrzymania niemiecko-austriackiej ofensywy 

wystarczy interwencja III Korpusu Kaukaskiego i skąpe odwody 

3. Armii

 38

. Ponadto wycofanie się za Wisłokę — w jego ocenie — 

stawiało pod znakiem zapytania możliwość wkroczenia na 

Węgry. A do tego od wielu miesięcy dowódca Frontu Połud­

niowo-Zachodniego dążył. Wprawdzie dalsze sukcesy wojsk 

państw centralnych mogły postawić dywizje z XXIV i XII 

korpusów, znajdujące się w zachodnich Karpatach, w tragi­

cznej sytuacji, jednak gen. Iwanow gotów był ryzykować. Wye­

liminowanie z wojny Węgier i zmuszenie przez to Wiednia do 

kapitulacji wydawało się warte największego wysiłku i ryzyka. 

Uspokajająco na sztab rosyjskiej 3. Armii podziałała świa­

domość, że 4 maja będzie można wprowadzić do boju oddziały 

z III Korpusu Kaukaskiego i częściowo II Korpusu Syberyj­

skiego. Pewne nadzieje łączono także z rozpoczętym odwrotem 

wschodniego skrzydła 8. Armii gen. Brusiłowa znad węgierskiej 

granicy, gdyż przy sprzyjających okolicznościach mogło ono za­

grozić korpusowi gen. Emmicha

 39

Dlatego też Dmitriew rozkazał utrzymać za wszelką cenę 

drugą linię obrony, a jej elementy utracone 3 maja odbić. Miała 

się ona stać podstawą wyjściową dla przeciwnatarcia wykona­

nego siłami armii i III Korpusu Kaukaskiego. Dowódcy dywizji, 

na które kierowało się główne uderzenie wojsk gen. Mac-

3 7

 Cyt. za: J. K i r c h m a y e r, op. cit., s. 371. 

3 8

 J. D ą b r o w s k i, op. cit., s. 371. 

" W. H u p e r t, op. cit., s. 52. 

background image

102 

kensena, otrzymali rozkaz wytrwania do czasu przybycia III 

Korpusu. Niepokój Dmitriewa wywoływało natomiast zbyt 

luźne powiązanie sąsiadujących ze sobą skrzydeł IX i X korpu­

sów. Łączność między nimi zapewniała grupa (kilka batalio­

nów) gen. Wołodczenki. W każdej chwili, przy silniejszym na­

cisku, mogła tam powstać luka, której wypełnienie przez od­

działy niemieckie spowodowałoby klęskę X Korpusu. Dlatego 

też gen. Dmitriew przydzielił Wołodczence 3. Dońską Dywizję 

Kawalerii

40

Wtorek 4 maja był pogodny i słoneczny. Ciepło ubranym 

żołnierzom dokuczał upał. Nie wszędzie kuchnie polowe nadą­

żały za swoimi batalionami. Wielu walczących skazanych było 

na czerpanie wody z przydrożnych studzien i na suchy pro­

wiant. 

Na dzień 4 maja dywizje gen. Emmicha otrzymały zadanie 

dojścia do Wisłoki, zanim zbliżą się ku niej posiłki śpieszące na 

pomoc rosyjskiej 3. Armii. Oznaczało to, że Niemcy muszą 

najpierw zająć Ostrą Górę (365), wieś Folusz i przełamać rosyj­

ską trzecią linię obrony

 41

Istotnych danych o położeniu wojsk rosyjskich dostarczyło 

rozpoznanie lotnicze. Piloci i obserwatorzy meldowali, iż za­

uważyli wyraźne oznaki odchodzenia rosyjskiej piechoty ze sta­

nowisk w Karpatach szosą przez Kąty na Żmigród. Wyjaśniło 

się również, że przeciwnik będzie bronił podejścia do Wisłoki. 

11. Dywizja po zgnieceniu słabego oporu opanowała Folusz. 

Dalsze natarcie wspierane ogniem dział spowodowało odwrót 

rosyjskiej piechoty z rejonu Woli Cieklińskiej. Ale dowódca 11. 

Dywizji gen. von Kneussel nie zdecydował się na kontynuowa­

nie ataku. Niepokoiły go wiadomości napływające z sąsiedniej 

119. Dywizji. Posuwała się ona wolniej, gdyż napotkała silniej­

szy opór przeciwnika. Przy tym jej front natarcia był nadmier­

nie rozciągnięty. 

Przed godziną 17. dywizja zajęła Cieklin. W tym samym 

czasie rosyjskie oddziały X Korpusu, wspomagane przez 21. 

40

 J. K i r c h m a y e r, op. cit., s. 380. 

41

 Srażenije pri Gorlica

 — Tarnów, s. 134. 

103 

Dywizję z III Korpusu, przeszły do kontrataku i uderzyły na 

lewe skrzydło 119. Dywizji. Rosyjska piechota pobiła kilka 

niemieckich batalionów i wdarła się na stanowiska baterii lek­

kich oraz ciężkich dział. Tylko szybkie rzucenie posiłków do 

boju na najbardziej zagrożone punkty pozwoliło zażegnać nie­

bezpieczeństwo. Mimo to walka przeciągała się. Obie strony 

ponosiły ciężkie straty. Ostatecznie dopiero późnym popołud­

niem 119. Dywizja mogła wznowić natarcie. Przed zapadnię­

ciem zmroku jej żołnierze opanowali Ostrą Górę. Natomiast wal­

ka o las ciekliński trwała jeszcze w nocy

  4 2

XLI Korpus Rezerwowy nacierał powoli, likwidując mniejsze 

oddziały nieprzyjaciela i utrzymując łączność z sąsiadami. Oko­

ło godziny 15. osiągnął Wójtową. Dalsze natarcie spotkało się 

z silnym przeciwdziałaniem Rosjan. W efekcie niemieccy żołnie­

rze nie mogli tutaj 4 maja sforsować trzeciej linii obrony wro­

ga «. 

Późnym wieczorem 3 maja na odprawach w VI Korpusie na­

kazano oficerom rozpoczęcie działań jeszcze o świcie następne­

go dnia. Patrole, które wyruszyły w nocy, powróciły z informa­

cjami o uchodzeniu Rosjan na dalsze stanowiska. 4 maja Kra­

kowska 12. Dywizja wyruszyła do walki o godzinie 5.30 rano. 

Ścierając się z rosyjskimi oddziałami doszła do Biecza. Zdoby­

cie miasta okazało się bardzo trudne. 

„O godzinie 9. rano — wspomina dowódca Cieszyńskiego 

100. Pułku Piechoty Franciszek K. Latinik — objąłem kierow­

nictwo walki 100. pp pod Bieczem. Zdobycie wzgórz, na północ 

od Przedmieścia, było nader ciężkie i zmian pełne, gdyż nie­

przyjaciel bronił się heroicznie i częstymi kontratakami odbierał 

nam zdobyte już pozycje, które też kilkakrotnie przechodziły 

z rąk do rąk"

  4 4

Zacięte walki przeciągały się i pochłonęły wiele istnień ludz­

kich, zanim wyparto Rosjan z Biecza, wzgórz nad miastem oraz 

42

 J. K i r c h m a y e r, op. cit., s. 381 i n.; Srażenije pri Gorlica — Tarnów..., 

s. 132 i n.; O. T i 1 e v.  K a i m, op. cit., s. 180—181. 

4 3

 J. K i r c h m a y e r, op. cit., s. 383; O. T i 1 e v. K a 1 m, op. cit., s. 

181. 

14

 F. L a t i n i k, op. cit., s. 42. 

background image

104 

105 

Przedmieścia. 4 maja tylko 100. pułk stracił 18 poległych i 126 

rannych

 45

Także 39 Dywizja Honwedów z wysiłkiem, ponosząc straty, 

spychała nieprzyjaciela w kierunku potoku Olszynka. Nie star­

czyło jej już jednak sił na sforsowanie potoku. Podobnie wyglą­

dała sytuacja na innych odcinkach VI Korpusu. Jego oddziały 

wszędzie odniosły sukcesy, ale nie tak znaczne, jak tego oczeki­

wano w sztabie 11. Armii. Tempo natarcia korpusu zostało za­

hamowane wskutek wejścia do walki nowych, silnych oddzia­

łów rosyjskich, przede wszystkim 52 Dywizji Piechoty. 

Najłatwiej tego dnia przebiegało natarcie Korpusu Gwardii. 

Obie jego dywizje szybko parły do przodu i, nie ponosząc tak 

znacznych strat jak inne jednostki 11. Armii, wieczorem 4 maja 

dotarły nad Olszynkę, przekraczając ją w niektórych punk­

tach

 46

Austriacka 4. Armia zdobyła po zaciętej i prowadzonej po­

czątkowo ze zmiennym szczęściem walce górę Obszar. Zmusiła 

przeciwnika do wycofania się z Tuchowa i sforsowała Białą. 

Rosyjskie dywizje IX Korpusu szybko odchodziły na północny 

wschód. 

Przed 11. Armią i jej sąsiadami: IX Korpusem z 4. Armii oraz 

X Korpusem z 3. Armii rozciągała się ostatnia, najsłabsza linia 

obrony rosyjskiej. W rejonie wsi Osobnica niemiecki XLI Kor­

pus Rezerwowy nawet ją już przekroczył. Gen. Mackensen 

mógł być zadowolony ze swoich żołnierzy. 

Natomiast w sztabie rosyjskiej 3. Armii panowało przygnę­

bienie. Posiłki rzucone do walki 4 maja, użyte na kilku odcin­

kach, nie odmieniły pogarszającej się sytuacji 3. Armii. Nie 

myślano już o działaniach zaczepnych i odrzuceniu wojsk nie­

mieckich oraz austro-węgierskich na pozycje z 2 maja, a jedynie 

o zatrzymaniu natarcia wroga. Radko Dmitriew zamierzał teraz 

utrzymać trzecią linię obrony, a korpusy XXIV i XII wycofać 

z Karpat za górną Wisłokę

  4 7

45

 Ibid., s. 44. 

46

 J. K i r c h m a y e r, op. cit., s. 383—384; O . T i 1 e v . K a 1 m, op. 

cii.,

 s. 182. 

47

 J . K i r c h m a y e r, op. cit., s. 384—385. 

Noc z 4 na 5 była bardzo chłodna. Żołnierze marzli; wielu nie 

mogło zasnąć. Jasny ranek zapowiadał jednak, że dzień będzie 

słoneczny. Tak też się stało, ale po południu powiał zimny 

wiatr, pod wieczór temperatura szybko opadła, zapowiadając 

kolejną chłodną noc. 

Jeśli jeszcze 4 maja gen. Radko Dmitriew miał jakieś nadzie­

je, iż zdoła utrzymać trzecią linię obrony, to pierwsze meldun­
ki, jakie otrzymał następnego dnia, przekonały go, iż jest to nie­
realne. Jego wojska były krańcowo wyczerpane i wszędzie ule­
gały nieprzyjacielowi. Z goryczą zapewne myślał o niefra­
sobliwości i nadmiernej pewności siebie dowództwa Frontu 
i Stawki. Poprzedniego wieczora, kiedy przesłał szczegółowy 
meldunek o stratach w boju i masowym poddawaniu się żołnie­
rzy niektórych jednostek, otrzymał od gen. Iwanowa zapewnie­
nie nadejścia pomocy i kolejny kategoryczny rozkaz obrony 
każdej pozycji. Rozkaz ten znalazł potwierdzenie w dyspozy­
cjach wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza. A przecież, 
gdyby pozwolono mu jeszcze kilkanaście godzin wcześniej cof­
nąć armię, miał szansę ją uratować. Teraz było to już niemożli­
we. Walczący żołnierze rosyjscy nie potrafili oderwać się od 
nieprzyjaciela i przejść na wschodni brzeg Wisłoki. Co gorsze, 
można się było spodziewać, iż Niemcy lub żołnierze austro-wę-
gierscy zrobią to pierwsi, przekraczając przy tym rzekę na kil­

ku odcinkach. 

Najgorsze obawy gen. Dmitriewa potwierdziły się stosunko­

wo szybko. Niemiecka 119. Dywizja jeszcze rano sforsowała 

Wisłokę i zajęła Żmigród. Żołnierze gen. Emmicha skierowali 

się teraz na Wietrzno, Równe oraz Duklę i wieczorem osiągnęli 

tę ostatnią miejscowość. Tym samym rosyjskie dywizje opu­

szczające lub jeszcze stojące na przełęczach karpackich znalazły 

się w groźnym położeniu. W tej sytuacji Dmitriew wydał rozkazy 

wycofujące całe lewe skrzydło 3. Armii z Karpat i zwracające je 

na zachód. 

Niewiele lepiej wyglądało położenie na innych odcinkach 

frontu armii. Zacięty opór, jaki próbowała stawiać część żołnie­

rzy rosyjskich, nie mógł powstrzymać nieprzyjaciela. Pod wie-

background image

106 

czór pozostałe oddziały czołowe i patrole 11. Armii podeszły nad 

Wisłokę, a na niektórych odcinkach nawet ją przekroczyły

  4 8

Kolejne sukcesy na swoim koncie zapisało lewe skrzydło aus-

tro-węgierskiej 3. Armii oraz prawe skrzydło austro-węgierskiej 

4. Armii. Żołnierze tej ostatniej podchodzili pod Tarnów, 

Zwiernik i nad Wisłokę. Straty, jakie przy tym ponieśli, były 

znacznie mniejsze niż w poprzednich dniach. 

Zanim zapadł zmrok, gen. Dmitriew mógł już mieć pewność, 

że został całkowicie pokonany, a jego wojskom grozi zagłada. 

Utrzymanie linii rzeki Wisłoki — czego domagała się teraz 

Stawka — wydawało mu się nierealne. Aby zrealizować zada­

nie, należało przede wszystkim kontratakować i odrzucić te od­

działy wroga, które już sforsowały rzekę. Zmęczone ustawi­

cznymi bojami i nocnymi odwrotami oddziały nie były w stanie 

wykonać takiego zadania. Posiłki, które nadchodziły, tylko 

w małym stopniu rekompensowały poniesione straty, tym bar­

dziej że nieprzyjaciel również wprowadził do boju nowe bata­

liony. Raz jeszcze odczytując rozkazy Stawki i dowództwa Fron­

tu zakazujące dalszego odwrotu gen. Dmitriew miał wrażenie, 

iż znajduje w nich wyrok śmierci dla swojej armii. 

6 maja katastrofa 3. Armii pogłębiła się. Wisłoka została sfor­

sowana przez wroga na całej niemal długości. Prące do przodu 

dywizje niemieckiej 11. Armii i austro-węgierskiej 4. Armii już 

bez wysiłku rozbijały rosyjskie pułki. Do ofensywy przeszły 

także armie austro-węgierskie znajdujące się w Karpatach. 

Gen. von Mackensen nie tylko nie zamierzał zwalniać tempa 

natarcia, ale dążył teraz do maksymalnego wykorzystania suk­

cesu. 

Dramatyczne oświadczenie gen. Dragomirowa z 6 maja — 

„istnieje tylko jedna właściwa decyzja, wycofanie naszych armii 

za San"

 49

 — było jedynie stwierdzeniem bezsilności. Sztab ro­

syjskiej 3. Armii nie miał bowiem już wpływu na rozwój sytua­

cji. Rozkazy nie docierały do jednostek; ich dowódcy sami mu­

sieli podejmować decyzje. Wiele oddziałów ulegało rozkładowi. 

Inne, oblężone, walczyły bez nadziei na zwycięstwo. Natomiast 

49

 Ibid.,

 s. 385; J. D ą b r o w s k i, op. cii., s. 338. 

" Cyt. za: M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 581. 

107 

te, które zdołały oderwać się od nieprzyjaciela, z trudem 

utrzymywały spoistość i dyscyplinę uchodząc na wschód. Ich 

oficerowie, tak jak żołnierze, byli u kresu wytrzymałości. 

Po południu 6 maja obaj przeciwnicy wiedzieli, iż front zos­

tał przerwany. 

Bitwa kończyła się wielkim sukcesem armii państw central­

nych. Ich korpusy wtargnęły w poszerzającą się z każdą godzi­

ną lukę frontu rosyjskiego. Kiedy wreszcie wielki książę Miko­

łaj Mikołajewicz wydał rozkaz wycofania się na linię Sanu 

i Dniestru, okazało się, że nie ma czym zatrzymać nacierających. 

W dziesięć dni po rozpoczęciu szturmu na pierwszą linię obro­

ny 3. Armii chwiał się cały front galicyjski. 

12 maja von Seeckt mógł napisać do żony: „[...] znów zdoby­

liśmy Zachodnią Galicję i zmusiliśmy Rosjanina, aby opuścił 

dużą i najlepszą część Polski, przepędziliśmy go daleko od gra­

nicy Górnego Śląska, zabezpieczyliśmy Kraków i Węgry, rozbi­

liśmy mu całkowicie jedną armię, a dwie inne zmusiliśmy do 

odwrotu. To już jest piękny rezultat, a przecież armia przy tym 

jeszcze w pełni zdolna do działania, jeszcze trzy zupełnie nie 

użyte dywizje w rezerwie"

 50

Do 12 maja wojska Niemiec i Austro-Węgier wzięły do niewo­

li 140 tys. żołnierzy, zdobyły 100 dział i 300 karabinów maszy­

nowych

 51

50

 H. M e i e r - W e 1 c k e r, op. cit., s. 53. 

51

 M. Z g ó r n i a k, Bitwa pod Gorlicami, s. 582. 

background image

NA WSCHÓD 

Pod koniec pierwszego tygodnia natarcia wojska niemieckie 

i austro-węgierskie posuwały się do przodu już na szerokości 

około 160 km, między grzbietami Beskidów a Wisłą. 7 maja 

oddziały niemieckie wkroczyły do Krosna, Iwonicza i Ryma­

nowa, a austro-węgierskie zajęły przełęcz Beskid Radoszycki. 

Rozkazy, jakie realizowały nacierające dywizje, nakazywały im 

dotrzeć możliwie najszybciej do linii Sanu, Wiszni i Dniestru. 

Tam dopiero miano określić dalsze cele działań, w zależności 

od kondycji armii państw centralnych na innych frontach. 

Raz jeszcze Rosjanie podjęli próbę powstrzymania natarcia 

wroga. Bitwa stoczona pod Rzeszowem i Sanokiem 9 oraz 10 

maja zakończyła się ich ciężką porażką. 11 maja padł Rzeszów, 

a 15 maja Jarosław. W dniu następnym Austriacy rozpoczęli 

walki o twierdzę Przemyśl, bronioną teraz przez oddziały z 

8. Armii gen. Aleksieja Brusiłowa. 

Dla Frontu Południowo-Zachodniego Przemyśl był ważnym 

punktem strategicznym. Jego dowództwo zamierzało zatrzymać 

wroga na linii rzek San i Dniestr. Przemyska twierdza, mimo 

zniszczeń spowodowanych w czasie dwóch poprzednich oblę­

żeń oraz w marcu 1915 r. przez kapitulującą załogę gen. Her­

manna Kusmanka, nadal stanowiła kluczowy punkt obrony linii 

Sanu. 

Rosjanom zależało na utrzymaniu Galicji Wschodniej 

109 

w związku z oczekiwanym przystąpieniem Włoch do wojny. 

16 maja w Baranowiczach przedstawiciel Włoch zapowiedział, że 

wojska jego państwa po wydaniu wojny Austro-Węgrom uderzą 

przez Lubljanę w kierunku Niziny Węgierskiej, aby wesprzeć 

armie rosyjskie zamierzające przedostać się przez Karpaty na 

Węgry. Utrata linii Sanu właściwie uniemożliwiała rozpoczęcie 

rosyjskiego natarcia na południe. 

Pod koniec maja zmagania o Przemyśl zostały zintensyfiko­

wane. Ataki na umocnienia prowadził X Korpus wchodzący 

w skład austro-węgierskiej 3. Armii oraz oddziały wydzielone 

z niemieckiej 11. Armii, m.in. pułki bawarskiej dywizji von 

Kneussela i gwardii pruskiej. Twierdza była bombardowana 

z powietrza oraz ostrzeliwana przez artylerię, w tym przez ciężkie 

moździerze 420 mm. Generalny szturm wyznaczono na 31 ma­

ja. 

Niespodziewanie dla Austriaków i Niemców tego dnia o świ­

cie na niektórych odcinkach uderzyli Rosjanie. Wspierani og­

niem dział rosyjscy piechurzy gwałtownym atakiem odbili fort 

VI. Do niewoli dostało się ok. 500 żołnierzy austro-węgier-

skich. Ten sukces, choć wprowadził wiele zamieszania w szta­

bach sił oblegających, nie mógł wpłynąć w znaczący sposób na 

sytuację Przemyśla. Przewaga wojsk państw centralnych była 

wręcz miażdżąca. Mogli oni także wprowadzić do walki dalsze 

pułki, właśnie ściągnięte z frontu zachodniego. 

Szturm rozpoczął się od ostrzału. Pociski niemieckich moź­

dzierzy 420 mm rozbijały ściany fortów i bunkrów, także tych 

betonowych, o grubości 2,5 m. Samoloty kontynuowały loty 

bojowe. Najintensywniej ostrzeliwano forty północno-zachod­

niego odcinka twierdzy. Tam też niemiecka piechota odniosła 

swój pierwszy znaczący sukces. Pułki bawarskie zajęły zrujno­

wane forty i odparły kontrataki Rosjan. 

Z każdą godziną atakujący wdzierali się głębiej w pozycje 

wroga. Jednak desperackie wysiłki wyrzucenia ich z twierdzy, 

podejmowane przez ^rosyjskich piechurów, opóźniały postępy 

Niemców oraz oddziałów austro-węgierskich. Do wieczora 

2 czerwca w rękach żołnierzy państw centralnych znalazły się 

wszystkie wielkie forty na północno-zachodnim odcinku 

background image

110 

twierdzy. Droga w głąb twierdzy i do miasta została otwarta. 
W tej sytuacji gen. Brusiłow rozkazał obrońcom wycofać się na 
wschód. 

3 czerwca na Zasanie wkroczył jako pierwszy batalion pru­

skiej gwardii. Trzy dni później Austriacy z pompą obchodzili 
odzyskanie Przemyśla. Do miasta przybył następca tronu arcy-
książę Karol. Towarzyszyli mu głównodowodzący wojskami 

austro-węgierskimi arcyfcsiąźę Fryderyk i SZćf Szt&bu Geaecal-
nego gen. Conrad '. 

Postępowanie Austriaków i Niemców stanowiło wstrząs dla 

ludności miejscowej. Obok szumnych, graniczących z patosem 

zapewnień o zwycięstwie i męstwie wojsk austro-węgierskich, 
Polacy, a w jeszcze większym stopniu Ukraińcy, musieli wysłu­

chiwać oskarżeń o kolaborację z Rosjanami. Wkrótce też zwy­
cięzcy przystąpili do masowych aresztowań. Objęły one 
w mieście ponad trzysta osób, przeważnie młodych mężczyzn. 

Dziesięciu spośród nich skazano na karę śmierci i mimo zabie­
gów władz miejskich powieszono. Jednocześnie nasiliły się rek­

wizycje. Konfiskowano żywność, chłopom rabowano bydło, za­
bierano przedmioty wykonane z metali nierdzewnych. Wsie, 
które próbowały przeciwstawić się tym rabunkom, żołnierze 

okrutnie pacyfikowali, często paląc domostwa, gwałcąc kobiety, 
a nawet zabijając. W samym mieście pod pretekstem rewizji ra­

bowano prywatne domy. 

Wyzwolenie okazało się równie tragiczne jak okupacja. Pa­

miętano jednak, iż rosyjscy oficerowie surowo karali podwład­

nych samowolnie łupiących ludność cywilną. Wspominano tak­

że, że prowadzone przez nich rekwizycje rzadko kończyły się 

obdarciem ludności cywilnej z całego majątku. 

W mieście krążyły pogłoski o żołnierzach zasypanych w roz­

bitych fortach. O jękach wydobywających się z ruin, a nawet 

o pojawiających się duchach, szeptali demontujący wyposażenie 

twierdzy robotnicy i żołnierze. Już po zakończeniu wojny w ka­

zamatach fortu XIII „San Rideau" miano znaleźć oszalałego 

i dogorywającego oficera rosyjskiego. Przebywał on tam uwię-

1

 J.  R ó ż a ń s k i , Twierdza Przemyśl, Rzeszów 1983, s. 94 i n. 

111 

ziony i zapomniany osiem długich lat. Przez pierwsze lata pro­

wadził dziennik: „[...] błogosławię mury mego grobowca, 

bo w nim zaznaję najwięcej wolności i życia. Radość rozsadza mi 

piersi, próżno silę się ująć uczucie w słowa, które są dalekim 

echem [...] Ale już gaśnie moja ostatnia świeca."

 2 

Podobne opowieści łączono również z innymi fortami twier­

dzy. 

Zdobycie Przemyśla oraz inne

 zwycięstwa pozwoliły nie­

mieckiej i austro-węgierskiej propagandzie bagatelizować fakt 

przystąpienia Włoch do Ententy. Do pojawienia się nowego 

przeciwnika prasa przygotowywała społeczeństwo od kilku mie­

sięcy, wmawiając, iż nie jest on groźny dla triumfujących armii. 

Natomiast w sztabach generalnych Niemiec i Austro-Węgier 

zdecydowano, że w najbliższym czasie wojska państw central­

nych nie podejmą ofensywy przeciwko Włochom. Zadaniem 

żołnierzy austro-węgierskich oraz posiłkujących ich Niemców 

miało być jedynie powstrzymanie ofensywy włoskiej. Aby jed­

nak wykonać to zadanie, zarówno Falkenhayn, jak Conrad, li­

czyli się z koniecznością ściągnięcia z Galicji na nowy front kil­

ku dywizji. Na razie dążyli do osiągnięcia maksymalnie wiel­

kich sukcesów na Wschodzie. 

Gen. Iwanow mimo usunięcia gen. Dmitriewa i innych do­

wódców rzekomo skompromitowanych lub po prostu opowia­

dających się za głębokim odwrotem na wschód, nie potrafił za­

trzymać ofensywy wroga, choć otrzymał nowe dywizje, w tym 

ściągnięte z innych odcinków frontu. 14 czerwca po ciężkich 

walkach Rosjanie wycofali się z Mościsk, a 22 tego miesiąca ze 

Lwowa. Gen. Mackensen triumfował. W Rosji natomiast, mi­

mo pokrętnych komunikatów z terenów walk, panował nastrój 

przygnębienia, przeradzający się w głębokie poczucie niewiary 

w monarchię i instytucje państwowe. Autorytet caratu, zna­

cznie nadszarpnięty w ostatnich latach, teraz gwałtownie zała­

mywał się zarówno w wojsku, jak też wśród ludności wielkich 

miast. 

Po zajęciu Lwowa mianowany feldmarszałkiem Mackensen 

2

 Cyt., za: J.  R ó ż a ń s k i , op. cii., s. 108. 

background image

112 

zaproponował uderzenie z Galicji w kierunku północnym — na 

ziemię lubelską. Powodzenie tego zamierzenia zmusiłoby Ros­
jan do odstąpienia na wschód od Wisły. Powierzona Mackense-
nowi Grupa Armii składała się z austro-węgierskiej 4. Armii 

(pięć korpusów), z jego 11. Armii (cztery korpusy niemieckie 
i jeden austriacki) oraz z nowej Armii „Bug" (trzy korpusy nie­

mieckie). 

W połowie czerwca Front Północno-Zachodni, dowodzony 

przez gen. Michaiła Aleksiejewa, składał się z ośmiu armii: 

5., 10., 12., 1., 2., 4., 3. i 13., a w składzie Frontu Południowo-
-Zachodniego gen. Nikołaja Iwanowa znajdowały się tylko trzy 

armie: 8., 11., 9? 

Odcinek powierzony gen. Aieksiejewowi przebiegał od Kur­

landii po rejon Lwowa. Na lewym brzegu Wisły pozostawały 
już tylko dwie armie: 4. Armia stała na pozycjach od Sando­

mierza po Nowe Miasto nad Pilicą, a 2. Armia nad Rawką 
i Bzurą. Walcząca na tym obszarze 5. Armia została przeniesiona 
na Żmudź. 

Gen. Aleksiejew wykształceniem, a przede wszystkim do­

świadczeniem wyniesionym m.in. z wojny z Japonią i z pracy 

na stanowisku oberkwatermistrza Sztabu Generalnego, prze­

wyższał gen. Iwanowa. Będąc długo oficerem sztabowym 

(w pierwszym okresie wojny pełnił funkcję szefa sztabu Frontu 

Południowo-Zachodniego), umiejętnie wykorzystywał pracę 

podległego sobie aparatu dowodzenia. Po objęciu dowództwa 

Frontu Północno-Zachodniego dążył do stworzenia znacznych 

odwodów, mogących interweniować w okresie ofensywy nie­

przyjaciela. Był zwolennikiem prowadzenia działań defensyw­

nych, doskonale rozumiejąc skomplikowane położenie własnych 

wojsk oraz nękające je braki w wyposażeniu i zaopatrzeniu. 

Pod koniec czerwca grupa Mackensena uderzyła na rosyjskie 

pozycje na odcinku 140 km między Wisłą a Bugiem. W bitwie 

pod Tomaszowem Lubelskim 25—27 czerwca została pokonana 

grupa gen. Władimira Ołochowa. Zmusiło to rosyjską 3. Armię stojącą 

nad Tanwią do wycofania się na linię Swięciechów — Goraj — 

3

 I. R o s t u n o w, op. cit., s. 247; J. D ą b r o w s k i, op. cit., s. 362—363. 

113 

Szczebrzeszyn — Zamość. Została tutaj wzmocniona posiłkami 

przybyłymi znad Wisły. Razem z 13. Armią (powstałą z grupy 

gen. Ołochowa) otrzymała rozkaz stawienia przez najbliższe dni 

„najzaciętniejszego oporu"

 4

. Wypełniając ten rozkaz 1—10 lip­

ca w bitwie pod Kraśnikiem 3. Armia nie dopuściła do przer­

wania frontu. Kontratak rosyjskich korpusów XXV i VI Sy­

beryjskiego odrzucił oddziały austriackie. 

Pod koniec pierwszej dekady lipca gen. Aleksiejew przesunął 

2. Armię na linię Błonie — Grójec, a 4. Armię na prawy brzeg 

Wisły. Wzmacnianie sił stojących na zachód od Wisły, podob­

nie jak silny opór atakowanych przez nieprzyjaciela 13. i 4. 

Armii, miało umożliwić ewakuację z ziem Królestwa Polskiego. 

Do zaciętych walk obronnych Rosjanie zostali zmuszeni 

również na północy, atakowani na odcinku 1. Armii i lewego 

skrzydła 12. Armii (IV Korpus Syberyjski) przez niemiecką 12. 

Armię. Na dwóch liniach obronnych pod Przasnyszem, usy­

tuowanych w odległości około 6 km od siebie, rozmieszczono 

107 tys. żołnierzy. Artyleria miała 377 dział

5

Nad ranem 13 lipca pozycje rosyjskie zajmowane przez 11. 

i 2. dywizje syberyjskie, na długości 35—40 km znalazły się pod 

ostrzałem 860 dział. W wyniku trwającego kilka godzin ognia 

artyleryjskiego straciły około 30% stanów

 6

. Po kilkunastogo­

dzinnych walkach 1. Armia rozpoczęła odwrót na linię Szczu­

czyn — Ostrołęka — Pułtusk. 

Gen. Aleksiejew zamierzał bronić pozycji nad Narwią. Od 

ich utrzymania zależał los Warszawy, Królestwa i armii nad 

środkową Wisłą. Słabsze, nadal bardzo źle wyposażone w amu­

nicję oddziały rosyjskie nie potrafiły sprostać zadaniu. Wpraw­

dzie dywizje syberyjskie kontratakując powstrzymywały na nie­

których odcinkach przeciwnika, nie mogły jednak zmienić wy­

niku walk na całym północnym odcinku frontu. 24 lipca padły 

fortyfikacje w Pułtusku i Różanie. Front ustalił się między 

Łomżą a Modlinem. Artyleria ostrzeliwała przeprawy niemiec-

4

 Cyt. za: J. D ą b r o w s k i, op. cit., s. 370. 

5

 I.  R o s t u n o w (op. cit., s. 258) siły niemieckie ocenia na 177 tys. żołnie­

rzy i 1255 dział. 

6

 Ibid.,

 s. 258—259. 

8 — Gorlice 1915 

background image

114 

kie na Narwi między Pułtuskiem i Różanem. Obydwie stro­
ny nie podejmowały większych działań zaczepnych. Rosjanie 
spiesznie umacniali swoje pozycje. 

Porażki poniesione na północy zbiegły się z niepowodzeniami 

na południu. 3. Armia utraciła Krasnystaw i rozpoczęła odwrót. 
20 i 21 lipca broniła się na umocnionych pozycjach, biegnących 
od Opola Lubelskiego przez Niedźwiedzicę Małą, Osmolice, 

Fajsławice do Wojsławic i Hrubieszowa. 29 lipca została pobita 
na południe od Lublina. Tego samego dnia armia gen. Woyr-
scha zdołała się przeprawić pod Ryczywołem na prawy brzeg 

Wisły. Mimo przeciwdziałania rosyjskiego XVI Korpusu Nie­
mcy rozszerzyli przyczółek pod Maciejowicami. 

Powodzenie osiągnięte przez wojska państw centralnych nad 

Narwią oraz na Lubelszczyźnie groziło okrążeniem armiom ro­

syjskim walczącym nad środkową Wisłą. Gen. Aleksiejew, 

zgodnie z ustaleniami przyjętymi 19 lipca na naradzie w Siedl­

cach z udziałem w. ks. Mikołaja Mikołajewicza, wydał armiom 

walczącym nad Wisłą rozkaz wycofania się na wschód. Wcześ­

niej już ewakuowano wszystkie oddziały pozostające na lewym 

brzegu. 5 sierpnia Rosjanie opuścili Warszawę. 

W walkach na Lubelszczyźnie uczestniczyła I Brygada Le­

gionów Józefa Piłsudskiego i świeżo sformowany 4. pułk pie­

choty

 7

. Po przejściu 4 lipca przez Wisłę pod Józefowem bryga­

da została wysłana w kierunku Urzędowa. Składała się wów­

czas z trzech pułków piechoty (1. — Edwarda Rydza-Śmigłego, 

5. — Leona Berbeckiego, 7. — Mieczysława Trojanowskiego), 

dywizjonu ułanów Władysława Beliny-Prażmowskiego, dywiz­

jonu artylerii Ottokara Brzozy-Brzeziny, kompanii saperów, ko­

lumny taborów i oddziałów sanitarnego oraz gospodarczego. 

Legioniści uzbrojeni byli w karabiny powtarzalne typu 

„Mannlicher" wz. 90 i 95. Pułki miały oddziały karabinów ma­

szynowych, wyposażone w ckm-y systemu „Schwarzloose" 

7

 W tym czasie II Brygada (2. i 3. pułki piechoty, dywizjon kawalerii i dy­

wizjon artylerii) znajdowała się na froncie besarabsko-bukowińskim. Trwało 

formowanie III Brygady, której 4. pułk już walczył, a 6. pułk jeszcze szkolono 

na tyłach. 

115 

0 teoretycznej szybkostrzelności 500 strz./min. W każdej kompa­

nii piechoty funkcjonowały patrole telefoniczne, dysponujące 

dobrym sprzętem. Dwubateryjny dywizjon artylerii został wy­

posażony w szybkostrzelne austriackie działa polowe 80 mm. 

Ułani Beliny uzbrojeni byli w szable i kawaleryjskie krótkie ka­

rabinki typu „Mannlicher". Dobrze przedstawiał się stan umun­

durowania. 

Brygadę czasowo podporządkowano 37. Dywizji Honwedów 

VIII Korpusu. 8 lipca osiągnęła ona rejon wsi Dzierzkowice, 

Wyżnica. Na tych pozycjach brygada pozostawała do 11 lipca, 

nie prowadząc walk z nieprzyjacielem. Piłsudski ograniczał 

działania patroli, gdyż często pomyłkowo ostrzeliwała je artyle­

ria austriackiej 24. Dywizji Piechoty. 

Po wycofaniu się oddziałów rosyjskich pod naciskiem pru­

skiej 47. Dywizji Rezerwowej z rejonu Urzędowa pułki Legionów 

otrzymały rozkaz zajęcia tej miejscowości. Idący w straży 

przedniej 2. szwadron ułanów został ostrzelany przez artylerię 

rosyjską, rozmieszczoną na wzgórzach na północ od Urzędowa. 

Ogień prowadzony z dużej odległości nie spowodował strat. 

Ułani zajęli Urzędów, który wkrótce obsadził 7. pułk piechoty. 

Pozostałe dwa pułki piechoty I Brygady Legionów stały na 

pozycji rezerwowej we wsi Wyżnianka nad Wyżnią, a ułani we 

wsi Wyżnica. 

16 lipca pruska 47. Dywizja Rezerwowa, 37. Dywizja Hon­

wedów i austriacka 24. Dywizja Piechoty podjęły próbę natar­

cia. W pierwszym rzucie uderzały również 5. i 7. pułki piecho­

ty. Natomiast 1. pułk pozostał w odwodzie z wyjątkiem jego 

oddziałów karabinów maszynowych wspierających 24. Dywizję. 

Atakujący znaleźli się pod silnym ogniem artylerii i karabinów 

maszynowych. Patrole legionowe, wysyłane w celu przecinania 

nieprzyjacielskich zasieków z drutu kolczastego, poniosły zna­

czne straty i nie wypełniły zadania

 8

Natarcie zakończyło się porażką. W następnych dniach na 

odcinku zajmowanym przez I Brygadę toczyły się walki pozy-

8

  J . S m o l e ń s k i - K o l e c , Historia 1. pułku ułanów Legionów Polskich, 

cz. II, Londyn 1960, s. 33; T.  K a s p r z y c k i , Kartki z dziennika oficera 

1 Brygady,

 Warszawa 1934, s. 368—372. 

background image

116 

cyjne. Baterie Brzeziny 18 lipca przez kilkanaście godzin ostrze­

liwały okopy rosyjskie. 

Z pozycji pod Urzędowem Rosjanie wycofali się w nocy z 18 

na 19 lipca pod wpływem klęsk poniesionych na innych odcin­

kach frontu. Wysłane około godziny 5. rano patrole 5. pułku 

stwierdziły, iż okopy rosyjskie są puste. W pościg za nieprzyja­

cielem ruszył oddział ułanów i 1. pułk piechoty. Podjazd uła­

nów starł się w Ratoszynie z oddziałem 11. pułku grenadierów 

i wziął 11 jeńców. 

Do większych walk doszło o Chodel. Uczestniczył w nich, 

obok polskiego oddziału ułanów, austriacki 4. pułk ułanów. 

Noc oddziały I Brygady spędziły w rejonie wsi Majdan Radliń­

ski i Leszczyna, dowództwo zaś w Ratoszynie. Brygada została 

podporządkowana austriackiej 106. Dywizji piechoty IX Kor­

pusu. 

Do 24 lipca I Brygada osiągnęła rejon Babina, około 30 km 

na południowy zachód od Lublina, luzując austriacką 110. Bry­

gadę. Współdziałał z nią nowo sformowany 4. pułk piechoty 

mjr. Bolesława Roi. 

29 lipca I Brygada razem z IX Korpusem wspomagała dzia­

łaniami demonstracyjnymi natarcie X Korpusu, prowadzone na 

zachód od polskich pozycji. Podeszła na 400—800 kroków 

przed rosyjskie okopy. Następnego dnia legioniści zajęli opu­

szczone nad ranem przez Rosjan pozycje i wkrótce otrzymali 

rozkaz posuwania się za nieprzyjacielem omijając Lublin od 

zachodu. Miasto miała zająć 41. Dywizja Honwedów z X Kor­

pusu. 

Biorąc pod uwagę znaczenie Lublina jako ośrodka gospodar­

czego i kulturalnego, Piłsudski postanowił uprzedzić Austria­

ków. Wykorzystywał fakt, że 41. Dywizja pozostawała w tyle za 

I Brygadą i pod pretekstem zabezpieczenia swojego prawego 

skrzydła rozkazał ułanom wkroczyć do miasta. 30 lipca 1. szwa­

dron pod dowództwem Gustawa Orlicza-Dreszera wjechał do 

Lublina, entuzjastycznie witany przez ludność. Tego samego 

dnia dwa następne szwadrony Beliny, obok wojsk austro-wę-

gierskich, znalazły się w mieście. Przybył tam również Raj­

mund Swiatopełk-Jaworowski z zadaniem utworzenia biura 

117 

werbunkowego. W pierwszej połowie sierpnia ochotników 

z ziemi lubelskiej wcielono do batalionu rekruckiego pod do­

wództwem kpt. Stanisława Zosika-Tessaro

 9

Pułki piechoty I Brygady i 4. pułk piechoty, wyminąwszy 

Lublin, zajęły stanowiska pod Jastkowem. Wieczorem 31 

sierpnia 4. pułk zaatakował silnie umocnione pozycje oddziałów 

rosyjskich z 1. Dywizji Strzelców. Ponawiane przez całą noc 

i następny dzień natarcia na folwark Józefów zakończyły się po­

rażką. Czwartacy stracili około 200 żołnierzy (zabici i ranni). 

Nie powiodło się również 1. pułkowi piechoty, szturmujące­

mu rosyjskie umocnienie przed Jastkowem, i 3. pułkowi, ataku­

jącemu na zachód od Józefowa

 10

. W trakcie bitwy grupka żoł­

nierzy z 4. pułku przeszła do szeregów I Brygady. Pozycje ro­

syjskie zostały zajęte 3 sierpnia bez walki. Rosjanie w nocy 

wycofali się na Krasienin. 

Tuż za odstępującymi oddziałami Rosjan szły dywizjon uła­

nów i 5. pułk piechoty. 4—7 sierpnia brygada i 4. pułk stoczyły 

bitwę pod Kamionką — Samoklęskami, ponosząc znaczne straty. 

Poległ wówczas m.in. ppor. Stanisław Długosz, przed 1914 r. 

członek „Zarzewia" i Polskich Drużyn Strzeleckich, student 

Uniwersytetu Jagiellońskiego, obdarzony znacznym talentem 

literackim; pozostawił po sobie m.in. zbiór wierszy. 

5 sierpnia, w przeddzień pierwszej rocznicy wkroczenia 

kompanii kadrowej do Królestwa, Józef Piłsudski wydał rozkaz 

okolicznościowy. Zwracał się w nim do żołnierzy: „Chłopcy! 

Naprzód! Na śmierć czy na życie, na zwycięstwo czy na klęski — 

idźcie czynem wojennym budzić Polskę do zmartwychwsta­

nia ". 

W sierpniu Rosjanie znajdowali się w odwrocie na całej linii 

frontu przebiegającego przez ziemie polskie. Pośpiesznie ewa­

kuowali ostatnie działające jeszcze urzędy. Pociągi wywoziły na 

wschód wyposażenie niektórych fabryk i zawartość magazynów 

wojskowych. Jednocześnie w wielu regionach oddziały niszczy­

ły dobytek wsi, paląc plony, zabierając chłopom bydło. 

9

 Księga chwały piechoty,

 Warszawa 1937—1939, s. 113. 

i0

 T.  K a s p r z y c k i , op. cit., s. 397—398. 

11

 J.  P i ł s u d s k i , Pisma zbiorowe, t. IV, Warszawa 1937, s: 39—40. 

background image

118 

W Stawce przeważył pogląd, że powrót do Królestwa w naj­

bliższym czasie będzie niemożliwy. Armie były zbyt wyczerpa­

ne. Brakowało uzbrojenia, wyposażenia i dobrze przygotowa­

nych do walki żołnierzy. Formowane bataliony szkolono teraz 

pośpiesznie. Bardzo wielu młodych oficerów rekrutowało się z 

gimnazjalistów i studentów, nie przygotowanych ani fachowo, 

ani psychicznie do dowodzenia na froncie plutonami i kompa­

niami. Oddziały wyposażono w stare karabiny lub zdobyczne 

— austriackie i niemieckie. 

Obiecywane Rosji przez państwa zachodnie transporty z wy­

posażeniem wojskowym nie nadchodziły. Rosja, oddzielona od 

swoich zachodnich sojuszników przez Niemcy, Austro-Węgry i 

Turcję, zdana była niemal wyłącznie na własny przemysł. To, 

co jej dostarczano przez Murmańsk oraz z Japonii, miało w za­

sadzie znaczenie symboliczne. 

Walki na froncie zachodnim nie przyniosły znaczących rezul­

tatów dla Rosji. Działania zaczepne, podejmowane tam na usil­

ne prośby Stawki i wpływowego, cieszącego się wielkim sza­

cunkiem Francuzów dyplomaty rosyjskiego Aleksandra Izwol-

skiego, nie miały wpływu na sytuację wojsk sojusznika. 

Broniący się w rozbudowanych umocnieniach Niemcy dziesiąt­

kowali nacierających Francuzów i Brytyjczyków. Nadal prze­

rzucali z frontu zachodniego niektóre oddziały na inne obszary 

walk. 

Nie przynosiły aliantom pozytywnych efektów zmagania o 

półwysep Gallipoli (na Bałkanach, nad cieśniną Dardanele), 

których celem było między innymi otworzenie drogi do Rosji 

przez Morze Czarne i zmuszenie Turcji do kapitulacji. 

W Królestwie miał się bronić jedynie Modlin. Decyzję taką 

powzięto jeszcze na kilka lat przed wybuchem wojny, a wynika­

ła ona z przesłanek politycznych. Wprawdzie w połowie lipca 

w. ks. Mikołaj Mikołajewicz i gen. Michaił Aleksiejew rozważali 

możliwość rezygnacji z obrony Modlina, jednak ekspertyza wy­

kazała, że do jego ewakuacji będzie porzebnych nie mniej niż 

200 pociągów. Brak transportu kolejowego ostatecznie spowo­

dował, iż pozostano przy pierwotnych decyzjach. Twierdza 

otrzymała rozkazy nakazujące jej załodze osłonę odwrotu 1. i 2. 

119 

armii. Zamknęło się w niej około 100 tys. żołnierzy. Modlin 

miał 250 dział ciężkich i 100 dział artylerii polowej kalibru 

120—210 mm. 

Twierdza nie spełniła wyznaczonego jej zadania. Broniła się 

niespełna dwa tygodnie. 19 sierpnia padła cytadela. Następnego 

dnia poddały się załogi ostatnich fortów

 12

Pod koniec sierpnia ziemie Królestwa Polskiego znalazły się 

w całości pod okupacją wojsk państw centralnych. Zdaniem 

członków Naczelnego Komitetu Narodowego, jak i Józefa Pił­

sudskiego, nadszedł czas, aby wzmóc naciski na Wiedeń w celu 

określenia przyszłości sprawy polskiej. Piłsudski szedł w swoich 

zamierzeniach dalej niż galicyjscy politycy. Większość z nich 

uważała bowiem, iż uzyskanie prawa do rozszerzenia swojej 

działalności na Królestwo będzie wystarczającą zapowiedzią 

włączenia go do Austro-Węgier i w perspektywie stworzy moż­

liwość przekształcenia monarchii Habsburgów w trialistyczne 

austro-węgiersko-polskie państwo. 

Natomiast Komendant dążył do utworzenia politycznej rep­

rezentacji ziem zaboru rosyjskiego, zdolnej do stawiania warun­

ków państwom centralnym. W liście do NKN pisał: „[...] 

obowiązani jesteśmy podtrzymać NKN z tem co mamy, to zna­

czy ja z podkomendnymi i Wy jako część NKN, ale nie ma 

sensu politycznego wciągać do tego Królestwa i jego sił wew­

nętrznych, jego sił moralnych, gdyż one jedynie mogą stanowić 

podstawę do nowych kombinacji, gdy stara podstawa runie"

 13

Wokół Piłsudskiego i jego najbliższych powoli zaczął się 

kształtować nowy ośrodek polityczny. Jednak wobec biernej, 

wyczekującej postawy społeczeństwa Królestwa jego znaczenie 

w drugiej połowie 1915 r. było jeszcze małe. Rozwojowi piłsud­

czykowskiego, powstałego pod koniec 1915 r., Centralnego Ko­

mitetu Narodowego nie sprzyjało też brutalne postępowanie 

administracji i wojsk okupacyjnych. 

12

 J.  J a s t r z ę b s k i , Obrona Modlina w r. 1915, Warszawa 1926, passim; 

J. C i a ł o w i c z, Fortyfikacje na ziemiach polskich w 1 wojnie światowej, „Stu­

dia i Materiały do Historii Wojskowości" 1966, t. XII, cz. 1, s. 277. 

13

 Cyt. za: K.  S r o k o w s k i , NKN. Zarys historii Naczelnego Komitetu 

Narodowego,

 Kraków 1923, s. 341—342; patrz też A.  G a r l i c k i , U źródeł 

obozu belwederskiego,

 Warszawa 1983, s. 275. 

background image

120 

Niemcy nie zamierzali podejmować żadnych kroków mogą­

cych świadczyć o ewentualnych możliwościach przywrócenia 

niepodległości Polski. Nawet nie wyrazili zgody na utworzenie 

w swojej strefie okupacyjnej legionowych punktów werbunko­

wych. Pozwolili jedynie na prowadzenie naboru do Legionów 

w Warszawie i tylko do 11 września. 

Przybyły do Warszawy radca regencyjny Georg Cleinow na 

spotkaniu z polskimi dziennikarzami i pisarzami powiedział 

wprost: „Niech się panowie nie łudzą, abyśmy dopuścili do 

powstania niepodległego Królestwa Polskiego, jak to chcą le­

gioniści Piłsudskiego [...] gdyby ci młodzieńcy chcieli upierać 

się przy przeprowadzeniu swego ideału niepodległego państwa 

polskiego, zgnieciemy ich jak piankę [...] Polska zapewne uzy­

ska niezależny byt polityczny, ale to jeszcze sprawa dalekiej 

przyszłości, może lat sto [...]"

 H 

Nie minęło półtora roku, a słowa niemieckiego polityka stały 

się nieaktualne. Znękane przeciągającą się wojną państwa cen­
tralne zmuszone były ugiąć się przed żądaniami społeczeństwa 

polskiego. Dążąc do stworzenia polskiej siły zbrojnej zdolnej do 
częściowego zdjęcia z nich ciężaru walk z Rosją, wyraziły zgodę 

na utworzenie państwa polskiego. Aktem cesarzy z 5 listopada 

1916 r. proklamowały niepodległość Królestwa Polskiego, zaję­

tego w wyniku ofensywy zapoczątkowanej 2 maja 1915 r. w re­

jonie Gorlic i Tarnowa. 

I choć Królestwo, okupowane nadal przez wojska niemieckie 

i austro-węgierskie, wykorzystywane ekonomicznie i rabowane, 

było jedynie namiastką suwerennego państwa, to sam fakt pro­

klamacji jego niepodległości miał wielkie znaczenie. Oto bo­

wiem dwaj zaborcy oficjalnie uznali prawo Polaków do własne­

go państwa. Teraz i Rosja musiała się zdobyć na jakąś deklara­

cję w sprawie przyszłości ziem polskich, a za nią jej sojusznicy. 

I tak zagadnienie polskie, traktowane dotychczas jako wewnę­

trzny problem Niemiec, Austro-Węgier i Rosji, stało się elemen­

tem polityki międzynarodowej. 

Bitwa pod Gorlicami okazała się najważniejszym, zakrojo-

14

 Centralne Archiwum Wojskowe, I, 150. 1. 238, nlb. Relacja Wacława 

Potwińskiego ze spotkania z Cleinowem. 

121 

nym na wielką skalę działaniem zbrojnym na ziemiach polskich 

w I wojnie światowej. Rozpoczęła ofensywę wojsk państw cen­

tralnych, która doprowadziła do wycofania się armii rosyjskich 

z Galicji Wschodniej, Królestwa Polskiego, wkrótce potem rów­

nież z Litwy, Kurlandii, Polesia, Podola oraz Wołynia. Stwo­

rzyła jedną z przesłanek umiędzynarodowienia sprawy polskiej. 

Wreszcie przyśpieszyła upadek carskiej Rosji. Jej wojska nigdy 

już, nawet podczas letniej ofensywy z 1916 r., nie otrząsnęły się 

z klęsk, jakie poniosły wiosną — latem 1915 r. Nigdy nie odzy­

skały już wiary w siebie, Stawkę i monarchię. Imperium Ro­

manowów staczało się ku rewolucji i wojnie domowej. 

background image

POZOSTAŁY CMENTARZE 

„Walczyliśmy pierś w pierś 

Zmartwychwstaniemy ramię w ramię" 

Taki napis znajduje się na cmentarzu w Krempnej w rejonie 

Żmigrodu. Na innym, w Siepietnicy, uwieczniono słowa: 

„Zatrzymajcie się tu na chwilę 

Może wśród nas jest ten — którego kochaliście" 

Natomiast w pobliskich Szerzynach polegli spoczywają pod 

tablicą z następującym epitafium: 

„Ofiarujcie nam minutę modlitwy 

Dla was oddaliśmy lata życia" ' 

Jeszcze trwała walka, gdy poległych żołnierzy chowano 

w prowizorycznych, przeważnie płytkich grobach. Na prostych, 
często — zwłaszcza w wypadku Rosjan — zbiorowych mogi­

łach ustawiano drewniane krzyże. Na tych, które legioniści pol­
scy ofiarowywali poległym towarzyszom broni, umieszczano 

napis: „Dla Ciebie Polsko", wieszano czapkę ze strzeleckim or­
łem. 

1

 O.  D u d a , Cmentarze wojenne z lat 19141918 w Beskidach, „Wierchy" 

1988, t. 53, s. 184—185. 

123 

(...) Wykopali mu grób w złotym piasku, 
grób zieloną darniną okryli 
i pod krzyżem przy świętym obrazku 
maciejówkę z orłem położyli 

Lecą liście z drzewa, lecą liście, 
płacze szary dzień, jak chłopska dola, 
„Reąuiescat" śpiewa legioniście 
wiatr wiejący z niezżętego pola (...) 

Złoty piasek na oczach twych leży, 
Złoty piasek na serca się sączy, 
Złotym piaskiem tym polskich żołnierzy 
śmierć na zawsze dziś z Polską połączy (...)

 2 

Tylko nielicznych chowano w kwaterach wydzielonych na 

istniejących cmentarzach. Setki tysięcy spoczęły natomiast na 

polach bitewnych i cmentarzach polowych przy szpitalach woj­

skowych. W wyjątkowych wypadkach rodzinom udawało się 

sprowadzić zwłoki do miejscowości, z których wyruszali ich 

bliscy na wojnę. 

Powstałe w latach 1914—1915 pierwsze cmentarze wojskowe 

traktowano jako prowizoryczne i tymczasowe. Powszechnie 

jednak uznawano, że poległym żołnierzom ze wszystkich, 

w tym i wrogich, armii należy się godniejsze miejsce wieczystego 

spoczynku. Obawiano się również, że rozsiane, przypadkowo 

założone cmentarze staną się ogniskami epidemii. Bardzo wielu 

żołnierzy przecież pogrzebano w płytkich dołach, przy ujęciach 

wody, zabudowaniach. Były też takie cmentarze, a nawet poje­

dyncze groby, które uniemożliwiały prowadzenie działalności 

gospodarczej, np. uprawę pól

 3

Najwcześniej prace nad porządkowaniem miejsc pochówku 

żołnierzy i prowadzeniem ewidencji poległych podjęli Niemcy, 

organizując specjalny aparat podporządkowany odpowiedniej 

2

 Wiersz E.  S ł o ń s k i e g o Grób strzelca napisany 13 października 1915 r. 

3

 U.  O e t t i n g e n , Cmentarze 1 wojny światowej w województwie kieleckim, 

Warszawa — Kraków 1988, s. 26. 

background image

124 

komórce Ministerstwa Wojny. Natomiast Austriacy utworzyli 

dopiero pod koniec 1915 r. IX Wydział Grobów Wojennych 

(k. u. k. Kriegsgraberabteilung) Ministerstwa Wojny. Działał 

on na ziemiach Cesarstwa oraz w krajach okupowanych. W te­

renie pomagały mu Wojskowe Komendy Rejonowe. 

W wyniku prac kierowanych lub nadzorowanych przez Wy­

dział na terenie Galicji Zachodniej (mniej więcej obszar dzisiej­

szej Małopolski) założono około 400 cmentarzy, ekshumowano 

zwłoki prawie 43 tys. poległych

 4

Jednocześnie zarówno w Niemczech, jak i w Austro-Węg-

rzech prowadzono zakrojoną na szeroką skalę akcję zmierzającą 

do zainteresowania społeczeństw budową cmentarzy i uzyska­

nia dodatkowych funduszy. Wziął w niej udział między innymi 

wybitny polski malarz, rtm. Wojciech Kossak

 5

Szef Kriegsgraberabteilung Krakau mjr Rudolf Broch pozy­

skał do pracy nad zakładaniem i urządzaniem cmentarzy wy­

bitnych artystów — Henryka Uziembłę, Alfonsa Karpińskiego, 

Jana Szczepkowskiego (Polacy), Adolfa Kaspara (Czech), Du-

śana Jurkovića (Słowak), Hansa Mayera i Johanna Jagera 

(Austriacy)

6

. Twórcy ci z dużym zaangażowaniem podeszli do 

czekającej ich pracy, wykorzystując ukształtowanie terenu, do­

bierając materiał, odwołując się do symboliki religijnej, mito­

logicznej, patriotycznej. W ten sposób powstały dzieła będące 

wyrazem hołdu dla poległych wszystkich narodowości, zawiera­

jące refleksje nad sensem żołnierskiej ofiary, wspólnotą świata 

tych, którzy odeszli („Jedna ojczyzna wzywa wszystkich umar­

łych"). Każdy z cmentarzy jest inny, niepowtarzalny. 

Najwięcej cmentarzy założono w okręgu tarnowskim (62) 

i gorlickim (54), gdzie toczyły się najbardziej zacięte i krwawe 

walki. W samych Gorlicach było kilka miejsc pochówku. Wielki 

cmentarz (130 x 75 m) usytuowano natomiast na wzgórzu do­

minującym nad miastem, nazwanym dziś Cmentarnym. Zapro-

4

 R. F r o d y m a, Cmentarze wojskowe z okresu I wojny światowej w rejonie 

Beskidu Niskiego i Pogórza,

 Warszawa 1985, s. 8 i n; U. O e 11 i n g e n, op. cit., 

s. 26 i n; O.  D u d a, op. cit., s. 177. 

5

 R. F r o d y m a, op. cit., s. 13—14. 

6

 K.  L i p i ń s k i , Zapomniana śmierć, „Pismo Literacko-Artystyczne" 

1989, nr 4, s. 5. 

125 

jektował go Emil Ladewig. Natomiast kamienny krzyż umie­

szczony w środkowej części cmentarza jest autorstwa Gustawa 

Ludwiga. 

Spoczywają na tym cmentarzu także żołnierze polskiej na­

rodowości. Im poświęcono tablicę umieszczoną w 1928 r. 
w dolnej części krzyża: „Braciom Polakom, żołnierzom w armiach 
trzech państw zaborczych, walczącym w obcych mundurach, 
lecz za polską sprawę, poległym na pobojowiskach gorlickich 

w 1. 1914—15, napis ten kładą wdzięczni rodacy". 

Największy cmentarz wojskowy byłej Galicji Zachodniej 

znajduje się na górze Pustki. Zajmuje znaczną część góry, 
w tym teren, na którym toczyły się najzacieklejsze boje. Mogiły 
rozmieszczono w miejscach potyczek i pojedynków. Łączą je 
dróżki, dziś w większości zarośnięte. W centralnym punkcie 

stanęła piękna 25-metrowa kaplica. Autorami koncepcji archi­
tektonicznej cmentarza byli Jan Szczepkowski oraz DuSan Jur-
ković. 

Jurković zaprojektował również jeden z najpiękniejszych 

cmentarzy wojskowych w Małopolsce — Rotundę. Założył go 
na planie koła, na szczycie góry nad Regetowem Wyżnym. 
W środku cmentarza postawił pięć wysokich drewnianych wież-
-kaplic, zwieńczonych krzyżami. 

Inny charakter ma cmentarz w Sękowej, oceniany jako naj­

bardziej charakterystyczny dla monumentalnego stylu Hansa 
Mayera. Otacza go masywny mur z kamienia, ozdobiony od 
frontu czterema potężnymi kamiennymi pylonami. W środku 
cmentarza został ustawiony betonowy krzyż, a za nim, na wyż­

szym tarasie, zbudowano pergolę. Nie zdołano jednak postawić 
projektowanej kaplicy

7

Rozrzucone po całej Galicji cmentarze wojenne już w latach 

trzydziestych zaczęły popadać w zapomnienie, zwłaszcza te po­
łożone na szczytach i zboczach gór, w pewnym oddaleniu od 
miasteczek i wsi. Nadal jednak Ministerstwo Spraw Wewnętrz­
nych, Ministerstwo Spraw Wojskowych i Ministerstwo Opieki 

7

 Opis cmentarzy za R. F r o d y m ą, op. cit., s. 13—14. 

background image

126 

Społecznej razem z polskimi oraz zagranicznymi organizacjami 

społecznymi chroniły cmentarze przed zniszczeniem. 

W czasie II wojny światowej pewne prace konserwacyjne na 

terenie cmentarzy prowadzili Niemcy. Prawdopodobnie zanie­

chali ich w 1942 r.

 8 

Czas zagłady miejsc pochówku żołnierzy Wielkiej Wojny 

rozpoczął się po 1945 r. Rozmiary wysiłku zbrojnego z lat 

1939—1945, a przede wszystkim tragedii narodowej, przesłoni­

ły pamięć o wcześniejszych zmaganiach. Tym, którzy wynieśli 

życie z okrutnej pożogi, trudno było opiekować się grobami 

austriackich, niemieckich i rosyjskich żołnierzy poległych w la­

tach 1914—1915. Widziano w nich ojców tych, którzy najechali 

na Polskę 1 i 17 września 1939 r. 

Z biegiem lat cmentarze zarosły krzewami i chwastami, nie­

które wchłonął las. Rozpadały się drewniane wieże, bramy 

i krzyże. Co gorsza, zaczęto rozbierać kamienne mury i cmentar­

ne kaplice dla uzyskania materiału do budowy obiektów gos­

podarczych. Cmentarze położone na peryferiach miast likwi­

dowano. Dzieło dewastacji pogłębiali poszukiwacze pamiątek, 

wyłamując drobne detale architektoniczne, oraz wandale ni­

szczący dla samej przyjemności niszczenia. Latem 1985 r. ktoś 

nieznany spalił kaplicę na górze Pustki. 

Ci, którzy obejrzeli piękny film dokumentalny Wincentego 

Ronisza „Wymarsz", poświęcony polskim żołnierzom I wojny 

światowej, mogli porównać zadbane kwatery wojskowe na za­

chodzie Europy z tymi, które znajdują się w Polsce i w jej daw­

nych województwach wschodnich, dziś w ZSRR. Autor filmu 

uwiecznił jedne i drugie. Zdjęcia cmentarzy znajdujących się na 

naszych ziemiach są być może jednym z ostatnich świadectw 

o tych, którzy ginęli i zostali pochowani w Galicji. 

W ostatnich kilkunastu latach podjęto nieśmiałe i niewy­

starczające próby uchronienia galicyjskich cmentarzy od zagła­

dy. Akcję wpieraną przez specjalistów skupionych przy piśmie 

„Spotkania z Zabytkami" prowadzą przedstawiciele lokalnych 

8

 K. G a r d u l a, L. Ogórek, Cmentarze Wielkiej Wojny, „Pismo Lite-

racko-Artystyczne" 1989, nr 4, s. 32. 

127 

społeczności. Udało im się odrestaurować niektóre nagrobki, 

a nawet mniejsze cmentarze, na innych powstrzymać proces de­

wastacji. Zwiększyło się również zainteresowanie organizacji 

kombatanckich z Austrii i Niemiec kwaterami niemieckich 

i austro-węgierskich żołnierzy. Austriacki Czarny Krzyż (Oster-

reichisches Schwarzes Kreuz) sfinansował gruntowną renowa­

cję cmentarza wojennego w Przemyślu. 

Oddzielne słowa szacunku należą się środowiskom akademic­

kim. Wstępna inwentaryzacja cmentarzy gorlickich, prowadzo­

na w latach 1976—1978 przez studentów, przyniosła unikalny 

materiał, pozwalający na prowadzenie dalszych prac konserwa­

torskich. Studenckie Koło Przewodników Beskidzkich przy 

Oddziale Międzyuczelnianym PTTK zrobiło bardzo wiele, aby 

utrwalić w świadomości lokalnych władz, a również społecznoś­

ci, przekonanie, iż cmentarze położone w Beskidach i na Pogó­

rzu mają unikalny charakter, będąc świadectwem kultury mate­

rialnej okresu Wielkiej Wojny. 

Wszystkie te działania nie mogą jednak w znaczący sposób 

odwrócić procesu zanikania mogił. Będąc latem w Karpatach, 

przemierzając turystyczne szlaki, pamiętajmy, że być może 

idziemy po ziemi, w którą wsiąkła krew żołnierzy, a mały, nie­

mal niewidoczny pagórek jest miejscem wiecznego spoczynku. 

Uszanujmy te ostatnie świadectwa po ludziach, których życie 

przerwał armatni pocisk, kula karabinowa lub bagnet. Gdyż, 

jak wyryto na jednym z cmentarzy: 

Śmierć żołnierza 
jest święta, łamie bowiem nakaz nienawiści 
Przyjaciel i wróg, już wolni od ran 

Są warci tej samej miłości i chwały

 9

9

 K.

 L i p i ń s k i, op. cis., s. 15. 

background image

ANEKSY 

Aneks 1 

FRAGMENT WSPOMNIEŃ BURMISTRZA GORLIC 

KS. KAN. BRONISŁAWA ŚWIEYKOWSKIEGO 

26.IV. Od 8. godz. z rana przez cały dzień szturm armat na rafinery-

ję w Glinniku Maryampolskim, granaty wpadając w palące się rezer-

woary jeszcze bardziej płomienie podsycają. Wieczorem do rozdaw­

nictwa porcyj obiadowych przyjeżdża zastępca ks. Dołgorukowa — ja­

kiś pan Ogrimow, o którym opowiada mi Dr Wołyński), że to 

multimilioner mający kolosalne fabryki, cukrownie w Moskwie, kopal­

nie na Kaukazie i nie wiem, gdzie jeszcze. Czy to humbug rosyjsko-ame­

rykański? któż zgadnąć może?... A niech tam ma dobra nawet na Sa­

turnie, myślę sobie, cóż mię to obchodzić może, byleby tylko porcye 

dalej dawał, gdyż inaczej mi Gorliczanie po wyczerpaniu się fundu­

szów z głodu mrzeć zaczną. Dotychczas nikt z głodu nie zmarł, bo też 

jeszcze każdy choć coć niecoć grosza przed Mochami za telefonem 

szukających ukryć potrafił, a więc i kupował sobie w Magistracie wik­

tuały z Jasła przywożone i było za co znowu fury posłać do Jasła 

i przywozić, co potrzeba. Ale też w tym czasie ani rzemieślnik, ani 

przemysłowiec, ani kupiec, ani robotnik zarobić w Gorlicach nie mógł 

wcale, więc cóż będzie, gdy Gorlice twierdzą pozostaną jeszcze z parę 

miesięcy — i gdy wyczerpią się zapasy pieniędzy — i Magistrat wyda 

swe zasoby co do centa?... Nieraz z mymi poczciwymi współtowarzy­

szami w Magistracie łamałem sobie głowę nad rozwiązaniem tego węz­

ła — i truchleliśmy o przyszłość nas wszystkich w mieście pozostałych. 

„Fiat voluntas Tua" wołałem wówczas i zamykałem dyskusyę na ten 

temat... Na razie mamy porcye; p. Ogrimow przyrzekł, że po porozu-

129 

mieniu się z Dyrekcyą Czerwonego Krzyża liczbę porcyi powiększy, 

więc o co się mamy troszczyć? w czasie wojny myśleć należy tylko 

„o dziś" — a któżby w Gorlicach niepewny życia każdej chwili — bo albo 

„osa" ukłuje, albo „bąk" (szerszeń) utnie, albo „wilk" ukąsi — był tak 

naiwny jeszcze, żeby myślał „o jutrze"? W ciągu nocy z 26. na 27 

kwietnia zaaranżowano aż 3 ataki, granaty i szrapnele wyły i gwizdały, 

reflektory co kilka minut oświecały to tę, to ową część miasta, około 

godz. 1. wpadał granat w ulicę tuż niedaleko mego domu, tak że wy­

skoczyłem z łóżka na równe nogi, i z sufitu od wstrząśnienia tego po­

sypały się kawałki po całej mej sypialni. Spostrzegłszy jednakowoż, że 

kierunek pocisków zmieniać się zaczyna i że za cel obrano sobie park 

miejski, gminę Sokół i Kobylankę, rzuciłem się znowu w objęcia Mor-

feusza, dopóki.o wpół do 4. z rana zbudził mię świeży granat rzucony 

w ogród dworski naprzeciw Starostwa. Cały dzień 27. kwietnia nie 

umilkły prawie armaty — jedynie tylko od wpół do 12. do 2. mieliśmy 

spokój, gdyż artylerya widocznie nabijała wówczas nie armaty, ale żo­

łądki... 

28. IV. Kto się nie wyspał — budzony po trzykroć poprzedniej nocy, 

ten mógł użyć sobie owej przyjemności, o ile to przyjemnem nazwać 

można (są bowiem tacy, dla których najprzyjemniejszą jest chwila je­

dzenia, a śpiąc jeść nie mogą, więc i przyjemnym dla nich sen być nie 

może), tej nocy, gdyż pewno i na szczycie Giewontu głębsza nigdy ci­

sza nie panowała, jak właśnie dzisiaj w Gorlicach. Nawet „osy" poszły 

spać... Ciszy takiej zawsze bardzo się bałem; więc i dziś trwoży mię 

ona... Miałem racyę!... O 9. z rana rozpoczęła się burza... nie ta, którą 

nieboszczyk Ajolos (Eol) tak przerażał nieszczęsnego tułacza Odyseu-

sza... ale burza świszcząca, wyjąca, a przytem rozbijająca i potężne cio­

sy (jak w kościele gorlickim) i żelazno-betonowe konstrukcye (jak w ra-

fineryi maryampolskiej) i ścinająca ludziom głowy jak makówki... sło­

wem burza najprawdziwsza z grzmotami, z piorunami — burza 

niosąca śmierć w sobie... i gmachowi magistrackiemu dostało się w tym 

dniu całkiem porządnie, drugie piętro szkoły wydziałowej żeńskiej zu­

pełnie zrujnowane, plebania, szczątki murów kościelnych, stajnie 

dworskie, oficyny i tak w prostej linii aż poza rafineryę w Glinniku 

prawie każda piędź ziemi była ostrzeliwaną. Sześć trupów i 5 rannych 

oto dzieło dokonane przez ową wprost nie dającą się opisać burzę, 

która w tym dniu przeszła przez Gorlice. 

Dwa natomiast dni następne ostawiono nas w spokoju, dano nam 

odsapnąć... Słyszeliśmy wprawdzie strzałów pod dostatkiem, widzie­

liśmy czerwonych i błękitnych i białych obłoczków powstających przy 

pękaniu szrapneli i granatów, co nie miara, ale wszystko to widać było 

w przyzwoitym oddaleniu od miasta, czyli raczej od ruin byłego miasta, 

które od 500 lat zwało się Gorlicami. 

Tak w spokoju skończyliśmy kwiecień! 

9 — Gorlice 1915 

background image

130 

Co przyniesie nam maj?... Może i radosną majówkę? 

LV. Przypomniały mi się szkolne czasy! „Heute ist der erste Mai, 

und die Schuler bitten frei"; u nas w szkołach gorlickich już od 15 

września 1914 było „frei", ale nie owo dawne, wesołe... Nam Gorli-

czanom należałoby się zupełnie zasłużenie inne „frei"... Już 124. dzień 

odbywamy z wszelką gorliwością, niebywałą wytrwałością kurs artyle­

ryjski — więc chcielibyśmy mieć nie tylko dzisiejszy dzień „frei", ale 

mielibyśmy ochotę wielką „wyzwolić się"; a gdyby te „wyzwoliny" 

faktem się stały, nie zaniedbalibyśmy na pewno postąpić według od­

wiecznych zwyczajów cechu szewskiego i urządzilibyśmy sobie in 

gremio wszyscy sprawiedliwy „Blaumontag"... A może doprawdy bli­

sko jesteśmy tych wyzwolin?... Z naszego obserwatoryum zauważyć 

mogliśmy już wczoraj przed wieczorem jakieś gorączkowe ruchy 

w okopach na Pocieszce i w Nowodwórzu... Głuche — nie wiadomo, 

z jakiego pochodzące źródła — wieści krążą pomiędzy Mochami, że 

„Germańcy idut", „Awstryjcy to dobryj ludę — ale te Germańcy — 

sukinsyny"... „Wasz stareńki imperator ne chocze boju — ino Germa-

nec"... Co chwila można było słyszeć takie rozmowy. Już i noc z 30. 

kwietnia na 1. maja była przerywaną to karabinowymi, to armatnimi 

strzałami raz dalej, drugi raz bliżej miasta, nie można się było nawet 

dobrze zoryentować skąd i dokąd te pociski lecą; to samo zauważyliś­

my aż do samego południa; po południu bardzo silna strzelanina, szrap-

nele, granaty padają na Maryampol, a następnie dobierają się znów do 

miasta, rozbijają pozostałe mury w części magistratu, kościoła, domów 

na Zawodziu; dopiero zmrok zapadłszy przerywa ową serenadę, o 8. 

idę z trzema urzędnikami Magistratu p. Przybylskim Tadeuszem, Ma-

ryanem Kosibą i Józefem Moskalem do fabryki kwasu siarczanego, 

gdzie miały być, jak codziennie, rozdawane porcye obiadowe. Dom, 

w którym się odbywało zwyczajnie, był już formalnie oblężony przez wy­

znaczonych na dziś 500 osób — uporządkowaliśmy tę rzeszę i czekamy 

na przyjazd kuchni z Klęczan. Około wpół do 9. rozpoczyna się silna 

kanonada w okolicy Bystry, Łużny, Staszkówki, a później za kilkanaś­

cie minut już słychać grzmiące armaty od Dominikowie, Kobylanki, 

a zatem atak ogólny!... Ludzie zebrani zwolna się rozchodzą do domów, 

każdy choć hukiem coraz bardziej ku miastu się zbliżającym przerażony, 

ale w oczekiwaniu jakiegoś przecie rozstrzygnięcia ostatecznego — daj 

Boże! dla nas pomyślnego... Około wpół do 10., gdy o kuchniach 

Czerwonego Krzyża ani słychu, powracam i ja z mymi towarzyszami 

do miasta, a po drodze wstępuję do szpitala cywilnego w kamienicy 

Korna, vis-a-vis Rady powiatowej, i spotkawszy tam dra Wołyńskiego 

oznajmiam mu, żeśmy dotychczas czekali na przyjazd kuchni — ale 

nie przyjechały, więc i pewno już nie przybędą. Wymiarkowałem po 

zachowaniu się i trwodze tego lekarza, że coś nie bardzo musi mieć 

131 

dobre wiadomości, i z minami o wiele weselszymi odeszliśmy do mia­

sta; bo w przewidywaniu „naszej wygranej"... 

2.V. Tej nocy nie wiem, czy był choć jeden człowiek w mieście, któ­

ryby oko zmrużył... Już samo oczekiwanie tego, co nazajutrz nastąpi, 

sen z oczu spędzało, a cóż dopiero powiedzieć o tych co kwadrans, co 

pół godziny padających na różne części miasta ciężkich granatach, od 

których lotu ściany się trzęsły, a od huku drżała ziemia. Karabiny ma­

szynowe ani na chwilę nie ustawały, zdawało się, że coraz bliżej, że już 

tuż w ulicy się odzywają, niepokój — co będzie — rósł z każdą chwi­

lą... Nad ranem około 4-tej ustało wszystko — wyjrzałem oknem, od­

sunąwszy nieco materac, na ulicy pełno Mochów — załamałem ręce: 

„więc znowu szturm ten zakończył się jak poprzednie". O godz. wpół 

do 6. poszedłem ze Mszą Św. Już przy końcu tejże przeleciało ponad 

miastem kilka szrapneli; a że strzały zaczęły być coraz częstsze, więc 

skróciwszy „gratiarum actionem" poszedłem wraz z organistą przez 

„moje" schody do domu. Wobec wzmagania się kanonady organista 

bał się iść do swego mieszkania w Rynku i zatrzymał się u rodziny me­

go służącego, a ja wypiwszy śniadanie i słysząc ową strzelaninę usiad­

łem, by zmówić brewiarz. Wtem granat uderzył tuż obok bramy dwor­

skiej; materace, którymi były zasłonięte okna w mym domu, wyleciały 

na ulicę, resztki szyb rozsypały się po pokoju, więc nie czekając zabra­

łem płaszcz na siebie i wyszedłem do drugiego pokoju... Jeszcze nie 

zamknąłem drzwi za sobą, i właśnie Koka przerażonego chciałem napę­

dzić do klatki, gdy cztery pociski (między tymi jeden 28 cm) wpadły 

w pokój, w którym byłem przed chwilą. Z całego tego pokoju utrzymało 

się tylko półtora ściany, część podłogi, na której dziwnym trafem osta­

ła się szafa biblioteczna, a ja oszołomiony hukiem i wydobywającymi 

się gazami z pękniętych granatów upadłem na podłogę przywalony 

wyrwanemi drzwiami i opadłym sufitem... Jak długo trwało to odu­

rzenie, zdać sobie nie mogłem sprawy, w każdym razie sądzę według 

czasu, w którym z pokoju bibliotecznego do sypialni wszedłem, mogło 

upłynąć z 10 minut, gdy usłyszałem najpierw przeraźliwy wrzask Koka 

w korytarzu i krzyk mego służącego przy schodach. Ujrzawszy bo­

wiem — po wyjściu z piwnicy — rozrzucone w części schody, powy-

walane wszędzie drzwi byli pewni, że ja już należę do tych, którzy 

wieczność osiągnęli... Słysząc te krzyki zesunąłem drzwi za siebie, 

a przetarłszy oczy podniosłem się czując lekkie tylko potłuczenie i obie­

lony kurzem, wapnem ze sufitów — jak gdyby majster murarski wy­

szedłem z pokoju, wywołując tern niesłychaną radość wśród lamentu­

jących i bojących się wejść na schody moich domowników... Teraz już 

naprawdę nie miałem kompletnie gdzie skłonić głowę, gdyż i druga po­

łowa domu przytrzymywana tylko gdzieniegdzie odwiecznymi ankrami 

dębowymi stanęła w ruinie... Wśród gradu kul — o których masie rzu­

conej w owym dniu na Gorlice najmniejszego nawet w przybliżeniu 

background image

132 

pojęcia nie może mieć nikt, kto nie przeżył dnia tego w mieście, wyru­

szyłem na wyprawę z mego mieszkania do Magistratu. Odległość wy­

nosi najwyżej 100 kroków, a na przebycie tej drogi zużyłem przeszło 

15 minut; tak żółwim sposobem byłem zmuszony przesuwać się popod 

mury i wstrzymywać się co chwila, gdy pocisk armatni gdzieś pękał 

w pobliżu. Dotarłszy wreszcie do Magistratu spostrzegłem kłęby dymu 

wydobywające się z ulicy, przy której leży synagoga żydowska, i do­

wiaduję się od policyantów, że przed chwilą wpadł tam granat i wznie­

cił pożar. Ledwo wszedłem do biura, ujrzałem po przeciwległej stronie 

Rynku padający granat i zapalający kamienicę dawniej dworską, obec­

nie będącą własnością Schwimmera, a następnie domy sąsiednie jeden 

po drugim aż po aptekę. Prawie równocześnie zaczęto uderzać grana­

tami we wszystkie części Rynku, tak że oprócz dwóch kamienic i gma­

chu Magistratu wszystkie domy stanęły w płomieniach. Mieszkańcy 

piwnic w tych palących się domach pozbierawszy ostatki mienia swego 

w najwyższym przerażeniu dusząc się w dymie przepełniającym cały 

Rynek wbiegli do Magistratu. Piwnice, sale, kurytarze były tak ludźmi 

przepełnione, że literalnie ruszyć się nie można było; krzyk dzieci, jęki 

tych, co wszystko utracili, nawet rozpaczą spowodowane tu i ówdzie 

dające się słyszeć bluźnierstwa i szemrania przeciw Opatrzności 

a w dodatku ciągła obawa przed granatami, które uderzając co chwila 

w Rynek mogły trafić i w budynek Magistratu, a wtedy katastrofa straszna 

(nie przesadzę bowiem, gdy powiem, że około godz. 9-tej przed połud­

niem było już na pewno z 800 osób zgromadzonych pod dachem ma­

gistrackim), tak wiernie to wszystko razem przedstawiało piekło dan­

tejskie, że chyba nigdy w życiu mem lepszego obrazu tegoż widzieć nie 

będę... I nie życzę go sobie nawet więcej!... 

Morze ognia przybierało coraz bardziej w rozmiarach; uciekinierów 

liczba w Magistracie się pomnaża co chwila; panika okropna... zwła­

szcza w chwili, gdy iskry uniesione wiatrem poczynają padać na budy­

nek magistracki, a wreszcie powstaje ogień na drugim piętrze tuż obok 

kuchni w mieszkaniu dyrektora szkoły... Tylko nadzwyczajnej przyto­

mności umysłu kaprala policyi Syngarskiego zawdzięczać należy, że 

pożar ten nie rozszerzył się dalej. Ten dzielny, w pełnieniu swych 

obowiązków wprost niezrównany człowiek nie bacząc na latające kule 

i pociski wybiegł z konewkami wody na miejsce wszczętego ognia 

i przytłumił pożar w zarodzie; podobnież jego zasługą było i ugaszenie 

ognia powstałego na schodach wiodących do piwnic magistrackich, 

po brzegi przepełnionych ludźmi. — Wprost oddychać było trudno, 

dym dusił, gryzł w oczy — w Rynku formalnie trudno było co ujrzeć 

na parę kroków od Magistratu; nie wiedziałem w ogólności nic a nic, 

co się w mieście dzieje — gdyż wobec pożaru nikt nie mógł wyjść 

z domu i dowiedzieć się o sytuacyi — w największej niepewności prze­

pędziłem wraz z moimi „lokatorami" najcięższe chwile, jakie mi 

133 

Opatrzność w życiu mem przeznaczyć raczyła... Poznawaliśmy tylko 

z zachowania się sołdatów karaulnych, że coś niedobrze z ich wciąż ogła-

szanem zwycięstwem... Niektórzy nawet z nich zaczęli się przygoto­

wywać „do plenu" poskładawszy broń w karaulnej sali... Jakaś dziwnie 

pokrzepiająca nas w tak okropnych chwilach otucha poczęła przejmo­

wać nasze dusze i serca... 

No! przecie będzie koniec naszej niedoli i niewoli 126-ciodniowej! 

Oby tylko raz na zawsze był koniec!... Około za kwadrans 1. ucichła 

nieco kanonada, pożar miasta trwał jeszcze w pełni — ktoś krzyknął 

(ujrzawszy to z podwórza magistrackiego): „nasi już koło szpitala!"... 

Przy cmentarzu słychać tylko strzały karabinowe i raz po raz rozlega­

jące się: „hura" — tam widocznie toczy się najzaciętszy bój... Mochy 

bronią ostatnich swych okopów — ale nadarmo!... Sztab pułku załogu­

jącego w mieście już czmychnął — ale czy w drodze nie wpadł w ręce 

zwycięskiej armii — nie wiadomo... Oficerowie pozostawszy jeszcze na 

swych posterunkach nawet i nahajkami dodają odwagi sołdatom pę­

dząc ich ulicami do okopów — lecz i to bez skutku!... O godz. wpół do 

4. wjeżdża pierwsza patrol Bawarczyków w Rynek... Chlebem i solą 

tych trzech witając bohaterów składam im w najserdeczniejszych sło­

wach podziękowanie za ocalenie nas z niewoli i niedoli i życzę im, aby 

to samo szczęście, jakie im służyło w dniu dzisiejszym, towarzyszyło 

i dalej w pędzeniu wroga aż tam, skąd przyszedł, by nas tyle dni i tak 

ciężko gnębić!... Okrzyki „es lebe hoch!" i „hura" zabrzmiały w całym 

Rynku, który zalegli prawie w komplecie wszyscy ówcześni mieszkań­

cy Gorlic — a te okrzyki z głębi pochodzące i całą piersią podnoszone 

świadczyły, jaka szczera — mimo biedy w mieście — opanowała ra­

dość wszystkich na myśl, że już i druga inwazya skończona! Oby tylko 

raz na zawsze!!.. 

B.  S w i e y k o w s k i , Z dni grozy w Gorlicach, Kraków 1919, s. 116—126. 

background image

Aneks 2 

Uwagi dowódcy 100. Cieszyńskiego Pułku Piechoty 

płk. Franciszka K. Latinika o znaczeniu bitwy pod Gorlicami. 

Ocena zwycięstwa pod względem wojskowym 

(strategicznym, taktycznym) i politycznym. 

W wojnach ubiegłych stuleci mało jest wypadków pomyślnego prze­

łamania frontu. 

W ogóle bowiem unikano natarcia czołowego, szukając natomiast 

rozstrzygnięcia w obejściu skrzydeł i działaniu na tyły nieprzyjaciela, 

iżby go osaczyć, odciąć od posiłków i połączenia z krajem własnym, a 

przez to zawiesić czasowo dalsze prowadzenie kampanii lub nawet 

uniemożliwić je w zupełności. 

Jak długo wojnę wiodły ze sobą tylko państwa pojedyncze, a ościen­

ne odgrywały rolę widzów neutralnych lub też materialnie wspomaga­

jących sojuszników, siła zaś zbrojna państw ograniczoną była do pew­

nego minimum, tak długo rozstrzygnięcie wojny ruchowej zależało od 

manewru skierowanego ku oskrzydleniu. 

Lecz w ostatniej wszechświatowej widzimy obraz zgoła inny. Oto 

cały kontynent europejski zamienił się w teren walki ciągłej od morza 

do morza, o zwartych frontach, które wykluczały oskrzydlenie, zatem 

uderzenie czołowe i przełamanie frontu nabrało znaczenia. 

Mamy tego kilkakrotne próby. Mianowicie: Armii 6-tej i 7-ej nie­

mieckiej w sierpniu r. 1914 nad Trouee de Charmes; korpusów nie­

mieckich pod Ypern w listopadzie r. 1914; połączonych sił francu­

skich, belgijskich i angielskich pod Nieuport; dalej francuskich pod La 

Bassee, Perthes, Tahure, w Argonach i Wogezach w grudniu r. 1914; 

armij austriackich nad Dunajcem w styczniu r. 1915 celem oswobo­

dzenia Przemyśla; Francuzów w Champagne w lutym r. 1915; wresz-

135 

cie Rosjan na froncie karpackim w marcu i kwietniu r. 1915 dla zaję­

cia Węgier. 

Wszystkie próby powyższe zawiodły — przełamanie więc frontu 

gorlickiego będzie miało w historii wojen znaczenie pierwszorzędne 

nie tylko jako przykład godny studium strategii i ówczesnej taktyki, 

lecz także jako czynnik polityczny. 

Nie wchodzę w szczegóły, przekraczałoby to granicę niniejszej roz­

prawki i okaże się zresztą możliwem dopiero gdy odnośne sztaby gene­

ralne zestawią dzieła, zawierające memorjały dokładne co do nakreśle­

nia planu, prac przedwstępnych, rozkazy, opisy przebiegu bitew 

szczególnych i dat statystycznych. Ale już teraz da się streścić ocenę 

wyniku jak następuje: 

a) Założenia operatywne, przygotowania, ilość sił i wybór terenu 

odpowiadały całkowicie zamierzonemu celowi. 

b) Przełamanie frontu powiodło się zupełnie, gdyż na froncie 30 kim. 

szerokości wtargnięto przeszło 50 kim. w głąb nieprzyjacielskiego tery­

torium po zdobyciu 3 systemów obronnych (każdy składający się z kil­

ku technicznie umocnionych linij). 

c) Wszelako cel dalszy przełamania frontu — to jest przejścia do 

wojny ruchowej, iżby Rosjan rozbić, częściowo nawet oskrzydlić lub 

okolić — cel ten nie został osiągnięty! 

Rosjanom udało się zawsze z podziwu godną zręcznością i szybkoś­

cią przeciwstawić linije nowe oporu, które znów trzeba było przebi­

jać. Nie zabrakło im ani żołnierza, robotnika, środków technicznych, 

ani nawet drutu kolczastego. Jedynie tylko nie dostawało im (znane 

powiedzenie Radka Dimitrjewa) amunicji artyleryjskiej i gdyby nie ten 

szkopuł — natarcie Armii 1 I-tej nie mogłoby być tak szybkiem, co 

w skutkach swoich dla dalszych działań stworzyłoby mnóstwo komplika-

cyj. 

Przełamywanie czołowe umocnionych technicznie linij, z których 

machiny zniszczenia siały śmierć i rany, było dla żołnierza miernikiem 

wartości jego morale, wyższej aniżeli u przeciwnika. 

Wojna ruchowa z możliwością oskrzydlenia i akcji na tyły jest łat­

wiejszą, albowiem w pochodzie naprzód omija się ufortyfikowane sil­

nie odcinki, atakując nieprzyjaciela w najsłabszych punktach z boku; 

kosztuje to wprawdzie więcej potu, ale mniej krwi ludzkiej. 

a) Wynik strategiczny byłby zapewne większy, gdyby Armija 4-ta 

austriacka mogła wcześniej sforsować Dunajec i posuwać się prędzej 

niż Armija 3-ia Boroevica. Stało się odwrotnie i dlatego X Korpus 

niemiecki gen. Emmicha ofensywą swoją na Duklę nie zdołał zagrozić 

tyłom rosyjskiego frontu karpackiego, gdyż gen. Boroevic za wcześnie 

rozpoczął pędzić przed sobą Moskali, skutkiem czego główna ich masa 

uciekła. Należy przecie wziąć pod uwagę, że Armija 4-ta miała trudne 

warunki sforsowania Dunajca i Białki i jeszcze dalszą drogę niż Kor-

background image

136 

pus Gwardyjski i VI Austriacki, które nie były w stanie nadążyć Kor­

pusowi X. Nadto rosyjski front karpacki, flankowany przez Korpus X 

Emmicha, zagrożony odcięciem, zwijał się szybko, armija zaś Boroevi-

ca, nie chcąc stracić kontaktu z nieprzyjacielem, musiała mu siedzieć 

wciąż na karku. Dlatego też wszelkie rozumowania i poglądy na temat, 

co byłoby lepiej i co zrobić wypadało? mają tylko wartość gimnastyki 

mózgowej w kombinacjach i rozwiązaniu tak trudnych problemów, ja­

kich dostarczać zwykła wojna. Strategia i taktyka muszą uzupełniać się 

wzajemnie. Często przecież jest to niepodobne, gdyż strategik nie mo­

że przewidzieć zawsze wszystkich nieprzyjacielskich ruchów i zarzą­

dzeń, a taktyk znów powinien wykorzystać wszelką sposobność do 

pobicia przeciwnika. 

W ofensywie z pod Gorlic każdy spełnił swój obowiązek, począwszy 

od głównego dowódcy aż po piechura — nagrodą ich trudu i bohater­

stwa było zwycięstwo. 

Akt pierwszy ofensywy Mackensena nie miał jeszcze donioślejszego 

znaczenia politycznego. W każdym razie usunięto zagrożenie Węgier; 

Turcja uszła niebezpieczeństwa ekspedycji armii rosyjskiej z Odessy 

na Bosfor, przeznaczone bowiem na ten cel siły musiano odesłać do 

Galicji; stanowisko nieprzyjazne Rumunji doznało zmniejszenia. 

O Polsce wówczas w wielkim świecie politycznym nikt zapewne je­

szcze nie myślał... Jednak w duszach żołnierzy naszych, którzy, bijąc 

się pod dowództwem austriackim, oczyszczali ziemię swoją z najeźdź­

cy, budziły się wzniosłe uczucia nadziej i, że ich krwawy znój przyczyni 

się do odzyskania wolności Ojczyzny. Tak myślał zawsze i wszędzie 

i dlatego szedł tak ofiarnie żołnierz polski! 

F.K.  L a t i n i k , Żołnierz polski pod Gorlicami 1915, Przemyśl 1923, 

s. 60—62. 

background image

SPIS TREŚCI 

Zamiast wstępu ., 7 
Ostatnie miesiące pokoju 10 
Pierwsze dni wojny . 25 

Na Wschodzie bez zmian 44 
Wielkie przygotowania 62 

Szturm 86 
Na wschód 108 
Pozostały cmentarze 122 
Aneksy 128 

Indeks osób 137 
Indeks nazw geograficznych 142