background image

JÓZEF  M.  BOCHEŃSKI

WSPÓŁCZESNE 

METODY 

MYŚLENIA

background image

Tytuł oryginału

Die zeitgenössischen Denkmenthoden

© A. Francke AG Verlag Bern 1954

© Copyright for the Polish edition

by Wydawnictwo “W drodze” 1988

Przełożył i opracował

Stanisław Judycki

ISBN  83-7033-121-1

background image

Spis treści

Uwaga tłumacza..................................................................................................................
Przedmowa..........................................................................................................................

I. WPROWADZENIE

1. Terminologia...................................................................................................................
Terminologia ontologiczna - Terminologia psychologiczna – Terminologia semiotyczna 
- Terminologia teoriopoznawcza

2. Logika, metodologia i nauka...........................................................................................
Logika - Metodologia - Nauka - Nauka i logika - Plan książki

II. METODA FENOMENOLOGICZNA

3. Uwagi ogólne..................................................................................................................
Historyczne   uwagi   wstępne   -   Metodologiczne   uwagi   wstępne   –   Istotne   rysy 
fenomenologii - Uprawomocnienie metody fenomenologicznej

4. Z powrotem do rzeczy samych!......................................................................................
Ogląd istoty - Obiektywizm - Subiektywne myślenie Kierkegaarda – Wyłączenie teorii i 
tradycji - Pozytywne reguły oglądu istoty

5. Przedmiot badań fenomenologicznych...........................................................................
Fenomen - Wyłączenie istnienia - Istota - Istota a znaczenie słowa – Fenomenologia 
egzystencji - O nowszej i “głębszej” fenomenologii

III. METODY SEMIOTYCZNE

6. Uwagi ogólne..................................................................................................................
Metodologiczne   uwagi   wstępne   -   Historyczne   uwagi   wstępne   –   Ogólne 
uprawomocnienie analizy języka - Trzy wymiary znaku – Semiotyczne pojęcie słowa

7. Formalizm.......................................................................................................................
Orientacja   wstępna   –   Liczenie   -   Zastosowanie   liczenia   do   przedmiotów   nie-
matematycznych   -   Sens   ejdetyczny   i   operacyjny   –   Model   -   Istota   formalizmu   - 
Uprawomocnienie formalizmu – Sztuczny język

8. Syntaktyczne reguły sensu..............................................................................................
Budowa języka - Pojęcie kategorii syntaktycznej - Funktory i argumenty – Przykłady 
syntaktycznego nonsensu

background image

9. Funkcje i stopnie semantyczne........................................................................................
Dwie   semantyczne   funkcje   znaku   -   Mówienie   o   tym,   co   nie   wypowiedzialne   – 
Oznaczanie i znaczenie - Stopnie semantyczne - O użyciu cudzysłowu

10. Sens semantyczny i weryfikowalność...........................................................................
Metodologiczne   znaczenie   problemu   -   Zasada   weryfikowalności   –   Co   to   znaczy 
“weryfikowalny?” - Zasada intersubiektywności – Weryfikowalność zdań ogólnych

11. Przykład zastosowania metod semantycznych..............................................................
A. Tarski: Pojęcie zdania prawdziwego w języku potocznym

IV. METODA AKSJOMATYCZNA

12. Uwagi ogólne................................................................................................................
Struktura   poznawania   pośredniego   -   Prawo   i   reguła   -   Dwie   podstawowe   formy 
wnioskowania   -   Niezawodne   i   zawodne   reguły   wnioskowania   –   Historyczne   uwagi 
wstępne - Plan prezentacji

13. System aksjomatyczny..................................................................................................
Wstępne pojęcie systemu aksjomatycznego - Budowa aksjomatycznego systemu zdań – 
Wymagania dotyczące systemu aksjomatycznego - System konstytucyjny – Dedukcja 
progresywna i regresywna

14. Logika matematyczna....................................................................................................
Znaczenie   metodologiczne   -   Historia   logiki   matematycznej   -   Istotne   rysy   logiki 
matematycznej   -   Udział   logiki   matematycznej   w   pozalogicznych   systemach 
aksjomatycznych - Względność systemów logicznych - Implikacja i wyprowadzalność

15. Definicja i tworzenie pojęć............................................................................................
Podstawowe   typy   definicji   -   Typy   definicji   syntaktycznych   -   Definicja   za   pomocą 
systemu aksjomatycznego - Definicje semantyczne - Definicje realne

16. Przykład zastosowania metody aksjomatycznej............................................................
Aksjomatyzacja logiki zdań Hilberta-Ackermanna

V. METODY REDUKCYJNE

17. Uwagi ogólne................................................................................................................
Historyczne uwagi wstępne - Pojęcie i podział redukcji - Redukcja regresywna i pojęcie 
wyjaśniania - Weryfikacja - Nauki redukcyjne

18. Struktura nauk przyrodniczych.....................................................................................
Zdania   obserwacyjne   -   Postęp   w   naukach   przyrodniczych   -   Weryfikacja   – 

background image

Doświadczenie i myślenie - Schematyczna ilustracja - Teoria Kopernika – Przykłady 
weryfikacji

19. Typy zdań wyjaśniających............................................................................................
Wprowadzenie   -   Typy   warunków   -   Wyjaśnianie   kauzalne   i   teleologiczne   –   Prawa 
funkcjonalne - Prawa statystyczne

20. Indukcja.........................................................................................................................
Indukcja autentyczna i nieautentyczna - Podział indukcji - Metody Milla – Założenia 
metod   Milla   -   Indukcja   i   system   -   Reguła   prostoty   -   Streszczenie.   Interpretacje 
filozoficzne

21. Prawdopodobieństwo i statystyka.................................................................................
Dwa   znaczenia   słowa   “prawdopodobieństwo”   -   Statystyka   -   Wzajemna   zależność 
fenomenów - Tablice korelacyjne - Korelacja i prawdopodobieństwo

22. Metoda historyczna.......................................................................................................
Nauki   przyrodnicze   i   historia   -   Punkt   wyjścia   -   Wybór   -   Interpretacja   -   Krytyka 
historyczna - Wyjaśnianie historyczne - Uwagi końcowe

Posłowie..............................................................................................................................
Współczesna filozofia nauk przyrodniczych (Uzupełnienie 1986) ....................................
Wskazówki dotyczące literatury.........................................................................................
Posłowie do przekładu polskiego........................................................................................
Bibliografia..........................................................................................................................

background image

Uwaga tłumacza

Książka I. M. Bocheńskiego Współczesne metody myślenia miała 1 wydanie w 1954 roku 

(Die zeitgenössischen Denkmethoden, Dalp TB, Bd. 304, Bern, Francke, 1954). Dotychczas 
wznowiono   ją   9   razy   (ostatnie   wyd.   z   1986   r.).   Polskie   tłumaczenie   jest   4   z   kolei   po 
hiszpańskim   (Los   metodos   actueles   del   pensamiento,   tłum.  R.   Drudis   Baldrich,   Madrid, 
Ediciones Rialp, 1957), angielskim (The Methods of Contemporary Thought, tłum. P. Caws, 
Harper Torchbooks, New York, 1968) i chińskim (Szanghaj 1987). Planowana jest też wersja 
francuska.

Polskie tłumaczenie zawiera również uzupełnienie pochodzące z 1986 roku, przewidziane 

do wydania francuskiego, pt. Współczesna filozofia nauk przyrodniczych. Autor zezwolił na 
dołączenie tego tekstu do wydania polskiego.

Należy zauważyć, że  Współczesne metody myślenia  oprócz zalet zwięzłości, precyzji i 

jasności,   z   jakimi   prezentują   najważniejsze   elementy   współczesnej   metodologii   nauk   i 
filozofii   poznania   naukowego,   wniosły   również   oryginalny   wkład   do   filozofii. 
Najogólniejszy   podział   nauk   przedstawiony   tutaj   przez   Bocheńskiego,   tzn.   na   nauki 
dedukcyjne i redukcyjne, nie zaś jak to było tradycyjnie na dedukcyjne i indukcyjne, został 
odnotowany w wielkim słowniku historii filozofii J. Rittera (Historisches Wörterbuch der 
Philosophie
, Bd. 2, 622, hasło “Erfahrungswissenschaft”).

background image

Przedmowa

Książeczka ta jest próbą przedstawienia w bardzo  elementarny  sposób najważniejszych 

ogólnych - tzn. używanych  w wielu dziedzinach - metod  myślenia, zgodnie z poglądami 
dzisiejszych metodologów.

Aby   uniknąć   nieporozumień,   korzystne   będzie   nieco   bliższe   wyjaśnienie   wszystkich 

wymienionych wyżej ograniczeń.

1. Chodzi tu o  metody  myślenia; książka ta należy do dziedziny ogólnej metodologii, a 

więc tej części logiki, która dotyczy zastosowania praw logicznych do praktyki myślenia. 
Należy zauważyć, że została ona napisana przez logika, stąd też prawdopodobnie bierze się 
pewna   jej   jednostronność:   szczególne   podkreślenie   tego,   co   logiczne   w   omawianych 
metodach. Co prawda, wydaje się, że akurat to, co logiczne jest decydujące w metodologii.

2. Książka ta zawiera tylko rzeczy bardzo elementarne. Tak ważne teorie, jak np. teoria 

prawdopodobieństwa   lub   szczegóły   metody   historycznej   zostały   albo   zupełnie   nie 
uwzględnione,   albo   tylko   zarysowane.   Było   to   jednak   konieczne,   aby   na   tych   niewielu 
stronach   móc   powiedzieć   to,   co   istotne.   Wyłączone   zostało   szczególnie   wszystko,   co 
zakładałoby jakąkolwiek znajomość matematyki - z wyjątkiem zupełnie prostych operacji 
rachunkowych - i logiki matematycznej. Tak samo, aby tekst uczynić lepiej zrozumiałym dla 
laika, zrezygnowano częściowo z fachowej terminologii.

3.   Pomimo   dogmatycznej   formy  książka   ta   jest  referatem.   Autor   nie   bierze   osobiście 

żadnej odpowiedzialności za reguły i uzasadnienia, które opisuje. Gdyby pisał metodologię 
systematycznie, wypadłaby ona być może całkowicie inaczej niż treść tej książki.

4. Poglądy tutaj referowane są poglądami metodologów, nie zaś samych naukowców. W 

tej mierze jest to zatem książka o współczesnej filozofii. Jednakże słowo “filozofia” musi być 
tutaj rozumiane w bardzo wąskim i niepotocznym sensie, ponieważ prawdziwie filozoficzne 
pytania, np. te, które dotyczą natury logiki lub podstaw indukcji zostały prawie całkowicie 
pominięte.   Książka   omawia   wyłącznie   metody,   nie   zaś   ich   interpretacje   i   ostateczne 
uzasadnienia.

background image

I. WPROWADZENIE

1. Terminologia

Aby   jednoznacznie   zreferować   treść   współczesnych   teorii   metodologicznych,   musimy 

posłużyć   się   dokładnie   w   nich   ustaloną   terminologią.   Z   tego   powodu   właściwy   wykład 
należy   poprzedzić   kilkoma   ustaleniami   terminologicznymi.   Nie   zamierzamy   przy   tym 
podawać żadnych twierdzeń, lecz reguły używania pewnych słów i zwrotów. Reguły te będą 
nieraz przybierały formę zdań, które mogłyby być rozumiane jako twierdzenia o rzeczach; 
chodzi tutaj jednak tylko o wyjaśnienia, jak w tej książce rozumiemy odpowiednie słowa.

Ogólnie rzecz biorąc, nasza terminologia należy do wspólnego dobra filozofów, jednak 

pewne   wyrażenia   używane   są   przez   różnych   myślicieli   w   różnym   sensie.   W   takich 
wypadkach trzeba było wybrać jedno znaczenie i w tym sensie to, co tu przedstawiamy, jest 
konwencjonalne: mówimy, że to a to wyrażenie rozumiemy w ten a ten sposób.

Terminologia ontologiczna.  Świat składa się z  rzeczy  (substancji), np. gór, roślin, ludzi 

itd., które określone są przez różne cechy - np. barwy, kształty, dyspozycje - i wzajemnie 
połączone różnorakimi relacjami. Ogólną nazwą filozoficzną dla wszystkiego, co jest i co 
może   być,   jest  “byt”:   zgodnie   z   tym   tak   samo  rzeczy,   jak  cechy   i  relacje   nazywane   są 
“bytami”. W każdym bycie można odróżnić dwa aspekty lub momenty: to, czym  [was] on 
jest - a więc jego istotę, jego “co” [Washeit], uposażenie treściowe [Sosein], jego esencję - 
oraz moment, który polega na tym, że byt jest - jego istnienie, egzystencję.

Gdy   pewien   byt   jest   taki   a   taki   -   np.   jeśli   pewna   rzecz   jest   czerwona   albo   pewna 

geometryczna figura posiada dwa razy większą powierzchnię niż inna - mamy do czynienia z 
pewnym stanem rzeczy  [Sachverchalt]:  przedmiot (tutaj w najogólniejszym sensie, a więc 
jako byt) ma się tak a tak, tzn. jest taki a taki.

Stany rzeczy nie są od siebie niezależne. Przeciwnie, często jest tak, że jeśli pewien stan 

rzeczy istnieje, wtedy istnieje także inny. Świat może być  pomyślany jako układ stanów 
rzeczy.   Rzeczywiście,   sam   w   sobie   jest   on   kolosalnym,   w   najwyższym   stopniu 
skomplikowanym stanem rzeczy, w którym wszystko, co jest i co może być, połączone jest 
nieskończoną siecią stosunków ze wszystkim innym.

Oczywiście,   nie   twierdzi   się,   że   nie   byłoby   możliwe   pomnożenie   lub   redukcja 

wymienionych kategorii. Faktycznie w dziejach filozofii twierdzono czasem np., że nie ma 
żadnych rzeczy, lecz tylko cechy lub relacje; inni myśliciele nauczali, iż istnieje tylko jedna 
jedyna  rzecz. Nie brakuje także takich, którzy sprowadzają wszystko do wielości rzeczy. 
Listę   tego   typu   doktryn   można   byłoby   dowolnie   dalej   prowadzić,   jednakże   z 
metodologicznego   punktu   widzenia   spory  te   są  prawie   bez   znaczenia.   “Głębsza”   analiza 
dozwala być może na jedną z wymienionych redukcji, lecz w praktyce naukowej stale używa 
się wszystkich tych kategorii. Uderzające jest też, iż w odniesieniu do tych kategorii wśród 
czołowych   myślicieli   naszego   kręgu   kulturowego   odnajdujemy   daleko   idącą   zgodność: 
Platon,   Arystoteles,   Plotyn,   Augustyn,   Tomasz,   Spinoza,   Leibniz,   Kant,   Hegel,   Hussler, 
Whitehead,   używają   wszyscy   języka,   w   którym   występują   nazwy   dla   naszych   kategorii, 
niezależnie od tego, jak rozumieją świat “sam w sobie”.

Terminologia psychologiczna.  Metodologia ma do  czynienia z wiedzą. Czym ta wiedza 

jest, to trudne i wielce sporne pytanie. Tutaj chcemy tylko opisać sens, który temu słowu 

background image

nadajemy.

(1) Traktujemy wiedzę jako coś  psychicznego, a więc jako coś, co można odnaleźć w 

duszy i tylko w niej; chcemy także ograniczyć wiedzę do wiedzy ludzkiej. Nie ujmujemy jej 
w sensie aktu, a więc pewnego procesu, lecz w sensie cechy. Dokładniej powiedziawszy, jest 
ona  dla nas  pewnym  stanem. Wiedza  jest  mianowicie  tym,  dzięki  czemu  jakiś  człowiek 
zostaje nazwany “wiedzącym” - dokładnie tak, jak dzielność jest tym, dzięki czemu zostaje 
on nazwany “dzielnym”, a siła tym, z powodu czego mówi się o pewnym wole lub motorze, 
że jest silny. Wynika stąd, że w tym sensie nie ma żadnej wiedzy <w sobie> - a więc wiedzy 
poza   psychiką   konkretnego   pojedynczego   człowieka.   Każda   wiedza   jest   wiedzą 
indywidualnego człowieka.

We   współczesnej   filozofii   dosyć   dużo   mówi   się   o   ponadindywidualnej   wiedzy.   Ten 

zwyczaj mówienia jest jednakże uwarunkowany albo tym, że myśli się o przedmiocie wiedzy 
(w   naszym   sensie),   albo   tym,   że   wprowadza   się   metafizyczne   założenie   zbiorowego 
podmiotu, mniej więcej w sensie heglowskiego ducha obiektywnego. W metodologii celowe 
jest jednak terminologiczne odróżnienie wiedzy jako zjawiska psychicznego od jej treści, a 
wymieniona teza metafizyczna (skądinąd wielce problematyczna) jest dla niej bez znaczenia, 
ponieważ ostatecznie metoda może być zastosowana zawsze i tylko przez indywidualnego 
człowieka, nie zaś przez rzekomego ducha obiektywnego.

(2) Wiedza ma zawsze pewien przedmiot: to, co się wie. Przedmiot ten jest zawsze jakimś 

stanem rzeczy. Ściśle biorąc rzeczy ani cechy, ani relacji nie można wiedzieć: jeśli wie się 
coś, to wie się zawsze, że dana rzecz albo wchodząca w grę cecha, lub relacja jest tak a tak 
uposażona lub że po prostu istnieje, a więc wie się pewien stan rzeczy.

(3) Przedmiot zostaje w wiedzy do pewnego stopnia  odbity. Rzeczy, cechy i relacje są 

odbite w  pojęciach, stany rzeczy w  zdaniach. Zgodnie z tym, co właśnie powiedzieliśmy, 
pojęcie nie wystarcza dla wiedzy: wiedza odnosi się do stanów rzeczy, te zaś zostają odbite 
dopiero w zdaniach. Dopiero zdania wystarczają dla wiedzy.

(4)   Wymienione   wyżej   odbicia   mogą   być   traktowane   albo   subiektywnie,   albo 

obiektywnie. Jeśli traktuje się je subiektywnie, wtedy chodzi o pewnego rodzaju  struktury 
psychiczne
, które stanowią jedną część ludzkiej  psychiki;  obiektywnie  patrząc,  mamy  do 
czynienia z ich treścią, z tym, co odpowiednie struktury psychiczne odbijają. Można byłoby 
wprawdzie mniemać, że owa treść jest czymś  rzeczywistym, pewnym bytem, mianowicie 
bytem, którego dotyczy wiedza. Ale tak nie jest. Aby to zrozumieć, wystarczy zauważyć, że 
istnieją również tzw. zdania fałszywe - tego rodzaju zdania mają oczywiście pewną treść, nie 
są tylko czystymi tworami psychicznymi, a mimo to nie są odbiciami realnego świata.

Z tego powodu wyrażenia “pojęcie” i “zdanie” są dwuznaczne: należy odróżnić  pojęcie 

subiektywne i zdanie subiektywne - a więc struktury psychiczne - od pojęcia obiektywnego i 
zdania   obiektywnego,   które   nie   są   wcale   strukturami   psychicznymi,   lecz   treściami 
odpowiednich subiektywnych pojęć czy też zdań.

(5)   Każde   poznanie   dochodzi   do   skutku   dzięki   pewnemu   procesowi   psychicznemu. 

Wiedza jest dopiero rezultatem tego procesu. Proces ten nie jest stanem, lecz  czynnością 
podmiotu.   Chcemy   go   nazwać  “poznawaniem”  [Erkennen].   Poznawanie   jest   zatem, 
dokładnie tak jak wiedza, czymś psychicznym, występującym w indywidualnym człowieku. 
W   przeciwieństwie   jednak   do   pojęć   i   zdań   obiektywnych   nie   istnieje   “obiektywne 
poznawanie”; coś takiego jest absurdem.

Momentem   szczytowym   poznawania   w   pełnym   sensie   jest  sąd,   poprzez   który   zdanie 

obiektywne   zostaje   stwierdzone   (albo   zaprzeczone).   Odpowiedni   “niższy”   proces 
poznawania,   który   prowadzi   do   utworzenia   pojęcia   subiektywnego   i   do   pojmowania 
obiektywnego pojęcia, chcemy nazwać “pojmowaniem” [Begreifen].

background image

Faktycznie w procesie poznawania oba te akty są ze sobą ściśle złączone; dodatkowo 

posiadają one bardzo skomplikowaną strukturę. Struktura ta nie będzie jednak przedmiotem 
naszego zainteresowania. Należy jeszcze zauważyć, że niektórzy myśliciele (np. scholastycy 
i Kant) używają słowa “sąd” w tym sensie, który my nadajemy słowu “zdanie”. W naszej 
terminologii  sąd jest jednak zawsze pewnym  procesem,  podczas  gdy zdanie  jest tworem 
obiektywnym, treściowym.

(6) Od poznawania trzeba odróżnić myślenie. Chcemy mianowicie wyrażeniu “myślenie” 

dać pewien szerszy zakres: rozumiemy przez nie pewien ruch duchowy [geistige Bewegung] 
od   jednego   przedmiotu   do   drugiego.   Tego   rodzaju   ruch   nie   potrzebuje   być   koniecznie 
poznawaniem. Możemy także myśleć w ten sposób, że w wolnej chwili przypominamy sobie 
po kolei różne rzeczy. Zgodnie z tym poznawanie należałoby ująć jako  poważne myślenie
którego celem jest wiedza.

Terminologia semiotyczna.  Aby nasze pojęcia i zdania przekazywać innym i aby sobie 

samym ułatwić myślenie, używamy znaków [Zeichen], szczególnie znaków języka [Sprache] 
pisanego i mówionego, który składa się ze słów lub podobnych symboli. Ważne są przy tym 
dwa następujące fakty:

(1) Język nie odbija bezpośrednio bytu, lecz obiektywne pojęcia i obiektywne zdania. Nie 

wypowiadamy   bytu   tak,   jak   on   istnieje,   ale   tak,   jak   go   myślimy.   Jest   to   bardzo   ważne 
stwierdzenie, którego zlekceważenie może prowadzić do poważnych błędów.

(2) Język nie zawsze adekwatnie odbija obiektywne pojęcia i zdania. Często dzieje się tak, 

że   pewien   znak   języka   reprezentuje   różne   tego   rodzaju   struktury   obiektywne 
(wieloznaczność)   lub   odwrotnie:   wiele   znaków   odwzorowuje   tę   samą   strukturę 
(synonimiczność).

Istnieje naturalna i całkiem uprawniona tendencja do kształtowania języka w ten sposób, 

aby reprezentował pojęcia obiektywne i zdania obiektywne tak adekwatnie, jak to tylko jest 
możliwe. Taka sytuacja jest jednak rzadko urzeczywistniającym się ideałem. Ponieważ język 
odgrywa dominującą rolę w ludzkim poznawaniu (już z tego powodu, że poznawanie to jest 
uwarunkowane społecznie, tj. przez to, co inni ludzie poznali i za pośrednictwem języka 
udostępnili), analiza języka, jego interpretacja należy do najważniejszych składników metody 
poznania.

Znak   dla   pojęcia   obiektywnego   chcemy   określić   jako  “nazwę”   [Namen],   a   znak   dla 

obiektywnego zdania jako “wypowiedź” [Aussage]

1

. W ten sposób otrzymujemy następującą 

tabelę, która streszcza naszą terminologię:

dziedzina tego, co realne:

byt

stan rzeczy

dziedzina procesów 
poznawania:

pojmowanie

sądzenie

1  W zwiazku z tym, ze Autor uzywa slowa “Satz” (zdanie) w kontekscie przeciwstawienia pojecie - zdanie 
(pojecie subiektywne - zdanie subiektywne, pojecie obiektywne - zdanie obiektywne) i jednoczesnie rezerwuje 
slowo “Urteil” (sad) dla procesu stwierdzania lub zaprzeczania zdania obiektywnego, to w tym fragmencie 
ksiazki pozostaje tylko jedna mozliwosc oddania niemieckiego slowa “Aussage” - wlasnie jako “wypowiedz”. 
Dalej   jednak   nalezy   tlumaczyc   “Aussage”   jako   “zdanie”,   gdyz   przy   tlumaczeniu   go   jako   “wypowiedz” 
powstalyby   wyrazenia   klócace   sie   z   polskimi   zwyczajami   terminologicznymi,   np.   “logika   wypowiedzi” 
(Aussagenlogik) zamiast wlasciwego “logika zdan”. W miejscach, gdzie moglyby powstac nieporozumienia, 
podaje w nawiasach terminy niemieckie. Zasadniczo wiec w dalszych partiach tekstu wszedzie, gdzie wystepuje 
slowo  “zdanie”,  jest  ono  tlumaczeniem  niemieckiego  “Aussage”   i  nalezy je  rozumiec   w sensie  okreslenia 
podanego wyzej przez Autora. tzn. jako znak dla zdania obiektywnego (przypis tlumacza).

0

background image

dziedzina struktur 
obiektywnych:

pojęcie obiektywne

zdanie obiektywne

dziedzina struktur 
subiektywnych:

pojęcie subiektywne

zdanie subiektywne

dziedzina języka:

nazwa

wypowiedź

Jest to oczywiście tylko tymczasowa orientacja, która dalej zostanie wielorako pogłębiona.

Terminologia   teoriopoznawcza.  Zdanie   obiektywne   -   a   stąd   też   zdanie   subiektywne   i 

sensowna wypowiedź - jest albo prawdziwe, albo fałszywe. Znaczenie tych wyrażeń chcemy 
tutaj określić w sposób następujący: jakieś zdanie jest prawdziwe ściśle wtedy, gdy jest ono 
trafne, tzn. jeśli odpowiadający mu stan rzeczy istnieje. Jest ono ściśle fałszywe wtedy, gdy 
nie jest ono trafne, tzn. jeśli odpowiadający mu stan rzeczy nie istnieje. Słowo “prawda” ma 
znaczyć tu tyle, co “własność pewnego zdania (czy też wypowiedzi) polegająca na tym, że 
odpowiadający jemu (jej) stan rzeczy istnieje”. Analogicznie można zdefiniować sens słowa 
“fałsz”.

Jest to oczywiście tylko jedno z bardzo licznych znaczeń słowa “prawda”, gdyż nie tylko 

np. w języku teorii sztuki ma ono przynajmniej tuzin różnych znaczeń, lecz także w obrębie 
samej logiki istnieje zwyczaj używania go w wielorakim sensie. Ponadto wielu filozofów 
nadaje temu słowu inne, mniej lub więcej uprawnione (tzn. odpowiednie) znaczenia.

Wybieramy wszelako wyżej wymienione znaczenie, gdyż, po pierwsze, występuje ono w 

każdej nauce (przynajmniej jako jedno obok innych) i, po drugie, dlatego że, jak się wydaje, 
wszystkie inne definicje w jakiś sposób je zakładają. Jeżeli ktoś mówi np., że zdanie jest 
prawdziwe,   gdy   odpowiada   autentycznej   egzystencji   człowieka   je   akceptującego,   to 
natychmiast   na   wyższym   poziomie   powstaje   pytanie:   czy   jest  prawdą,   że   zdanie   to 
odpowiada autentycznej egzystencji? itd. I tu oczywiście “prawda” może mieć tylko wyżej 
wymieniony sens. Gdyby ktoś twierdził, że każda prawda jest względna (a więc przypisywał 
temu słowu całkowicie inny sens, niż my to czynimy), to musiałby jednak w naszym sensie 
zapytać: czy jest to prawda?

Jakkolwiek  by   było,   tyle   wydaje   się   pewne,   że   każda   nauka   dąży   do   ustanowienia 

prawdziwych   wypowiedzi  (w   powyższym  sensie):   jest  to  ostatecznym  celem   naukowego 
poznawania. Oczywiście nie mówi się tym samym, że cel ten jest zawsze osiągany lub że jest 
osiągalny we wszystkich dziedzinach, jednak tendencja kierująca się do niego jednoznacznie 
determinuje   każde   poznawanie.   Dlatego   przyjęty   przez   nas   tutaj   sens   “prawdy”   jest 
podstawowy dla metodologii.

Cel   ten   można   oczywiście   osiągnąć   w   dwojaki   sposób:   (1)   tak,   że   (zmysłowo   albo 

duchowo) oglądamy odpowiedni stan rzeczy; jeżeli ktoś chce wiedzieć np., czy zdanie “Ten 
stół tutaj jest brązowy” jest prawdziwe, wtedy wystarczy się przyjrzeć temu stołowi; tego 
rodzaju   poznawanie   chcemy   nazwać  poznawaniem   bezpośrednim;  (2)   oraz  tak,   że 
przyglądamy się nie samemu odpowiedniemu stanowi rzeczy, lecz patrzymy na inne stany 
rzeczy   i  wnioskujemy  z   nich   o   tym   pierwszym.   Ten   typ   poznawania   chcemy   nazwać 
poznawaniem pośrednim. Należy zauważyć, że każda interpretacja znaku jest poznawaniem 
pośrednim: tym, co widzimy, są tu, z jednej strony, materialne znaki (takie jak małe plamy 
suchego atramentu), a z drugiej strony (duchowo) widzimy pewne ogólne związki między 
tego typu znakami a stanami rzeczy. Stąd w konkretnym wypadku wnioskujemy o znaczeniu 
znaków.

Oczywiście,   sam   fenomen   poznawania   pośredniego   przedstawia   się   jako   szczególnie 

1

background image

zagadkowy. Trudno jest początkowo dobrze zrozumieć, jak tego rodzaju poznawanie ma być 
możliwe, natomiast to, że wiele rzeczy poznajemy pośrednio - że, jak się wydaje, do każdego 
poznawania przynajmniej domieszane jest poznawanie pośrednie - pozostaje poza dyskusją. 
Bardzo trudne problemy teoriopoznawcze przedstawia także istota poznawania pośredniego, 
ponieważ   jednak   jesteśmy   nastawieni   wyłącznie   na   metodologię,  chcemy   to   zagadnienie 
opuścić i założyć sam fakt, że tego rodzaju poznawanie istnieje.

2. Logika, metodologia i nauka

Dla rozumienia teorii metodologicznych  konieczne jest także zwięzłe opisanie miejsca 

metodologii w systemie nauk. Z tego powodu musimy zająć się krótko pojęciem logiki - 
której częścią jest metodologia - i pojęciem nauki.

Logika. Mało istnieje słów - również wśród fachowych wyrażeń filozoficznych - które są 

tak   wieloznaczne   jak   słowo   “logika”.   Jeśli   pozostawimy   poza   rozważaniami   wszystkie 
interpretacje logiki, które nie mają nic wspólnego z wnioskowaniem, to mimo to mamy do 
czynienia z wieloznacznością albo, lepiej powiedziawszy, z trójpodziałem dziedziny, która 
jest określana przez to słowo.  Logika pojęta jako nauka odnosząca się do wnioskowania 
obejmuje mianowicie trzy dyscypliny, które powinny być ściśle oddzielane.

(1) Logika formalna. Logika formalna rozważa tzw. prawa logiczne, tzn. zdania, “według 

których” musi się wnioskować, jeśli chce się od jednych zdań prawdziwych dojść do innych 
zdań prawdziwych. Istota logiki formalnej przedstawia znowu trudne problemy, jednakże na 
kilku przykładach łatwo jest pokazać, o czym ona traktuje. Tego typu przykładem jest znany 
modus ponendo ponens: “Jeżeli: ma miejsce A, wtedy także B; i ma miejsce A, wtedy B”. Jest 
to prawo logiczne, gdyż jeśli podstawimy jakiekolwiek zdania za nasze litery “A” i “B”, 
otrzymamy zdanie prawdziwe. Inaczej powiedziawszy:  możemy za pomocą tego prawa z 
jednych  prawdziwych  zdań wyprowadzić  inne prawdziwe zdania.  Innym  przykładem jest 
sylogizm Barbara: “Jeżeli wszystkie M są P i wszystkie S są M, wtedy także wszystkie S są 
P”.   Logika   formalna   zajmuje   się   tego   rodzaju   prawami,   ich   formułowaniem, 
porządkowaniem, metodami ich weryfikacji itd.

(2)  Metodologia.  Można byłoby mniemać,  że sama  logika formalna  wystarczyłaby  do 

analizy   pośredniego  poznawania.  A   jednak   tak  nie   jest.  W   praktyce   badania   naukowego 
okazuje; się bowiem, że te same prawa logiczne mogą być zastosowane w różny sposób. Inną 
rzeczą jest samo prawo logiczne, inną zaś wnioskowanie, które przeprowadza się według 
tego prawa. Tak np. istota znanego podziału myślenia na dedukcyjne i indukcyjne polega nie 
na użyciu różnych praw logiki, lecz na różnym użyciu tych samych praw. Metodologia jest 
właśnie teorią zastosowania praw logiki do różnych dziedzin.

(3) Filozofia logiki. W końcu można też postawić różne pytania dotyczące samej logiki i 

natury   jej   praw.   O   co   tutaj   chodzi?   O   twory   językowe,   procesy   psychiczne,   struktury 
obiektywne czy też nawet o stany rzeczy? Czym jest właściwie prawo logiczne? Skąd wiemy, 
że jest ono prawdziwe? I czy w tym kontekście można w ogóle mówić o prawdzie? Czy 
prawa logiczne obowiązują “w sobie”, czy też są tylko supozycjami  [Annahmen]? Dalej, 
prawa  logiczne zawierają często wyrażenie “dla wszystkich”. Co to wyrażenie właściwie 
znaczy? Czy w ogóle istnieje to, co ogólne? Jeżeli coś takiego istnieje, to gdzie to można 
znaleźć? W psychicznym, w obiektywnym czy te w realnym obszarze - albo być może tylko 
w językowym? Te i podobne pytania nie należą oczywiście ani do logiki formalnej, ani do 
metodologii: tworzą one przedmiot filozofii logiki.

2

background image

Najważniejsze jest przy tym ścisłe oddzielanie tych trzech dziedzin. Wiele zła wyrządzono 

dostatecznie ich nie odróżniając.

Metodologia. Drugą część logiki nazwaliśmy metodologią Słowo to pochodzi z greckich 

słów “μετα” - “wzdłuż” i “οδός” - “droga”. Znaczy więc ono dosłownie tyle, co “λόγος”, a 
więc “mówienie  o (poprawnym)-chodzeniu-wzdłuż-drogi”. Metoda jest sposobem,  w jaki 
musimy postępować w pewnej dziedzinie, tzn. sposobem, w jaki musimy porządkować nasze 
działanie, a mianowicie przyporządkowywać je pewnemu celowi. Metodologia jest teorią 
metody.

Metodologię   można   sformułować   dla   każdej   dziedziny:   tak   np.   istnieją   metodologie 

chemii, dydaktyki, ascetyki i jeszcze wiele innych. Można je podzielić na dwie klasy: te, 
które   omawiają   techniki   działania  fizycznego,   i   te,   które   omawiają   techniki   działania 
duchowego. Tutaj interesują nas tylko te drugie, przy czym należałoby zauważyć, że w wielu 
dziedzinach, np. w archeologii, chemii, anatomii itd., badanie naukowe potrzebuje instrukcji 
także dla czynności fizycznych.

W dziedzinie działań duchowych można znowu odróżnić różne klasy metod. Zajmiemy 

się   tutaj   wyłącznie  metodami   myślenia,   a   więc   wskazaniami   dla   myślenia   poprawnego. 
Odpowiednia  metodologia,  tzn. nauka  o poprawnym  myśleniu,  odnosi się oczywiście  do 
myślenia   poważnego,   a   więc   do  poznawania.   Nie   wszystkie   jednak   metody   myślenia 
poważnego   będą   nas   tutaj   interesować.   Pozostawimy   poza   rozważaniami   metody   tzw. 
myślenia praktycznego, np. teorii organizacji albo strategii, i ograniczymy się do myślenia 
teoretycznego. Różnica między nimi polega na tym, że myślenie praktyczne zawsze odnosi 
się bezpośrednio do czegoś, co myślący może  wykonać:  chce się oczywiście w ten sposób 
osiągnąć   pewną   wiedzę,   ale   tylko   taką,  jak  to   lub   tamto   można   byłoby   zrobić.   W 
przeciwieństwie do tego myślenie teoretyczne nie posiada żadnych takich zamiarów: odnosi 
się ono wyłącznie do stanów rzeczy, które chciałoby uchwycić, pomijając zupełnie, czy te 
stany rzeczy dałoby się w jakiś sposób wykorzystać, czy nie.

Dla każdego obszaru myślenia teoretycznego istnieją specjalne metody i stąd też specjalne 

metodologie. Omawiane są one w ramach poszczególnych nauk. Ale istnieje także  ogólna 
metodologia
  myślenia teoretycznego; omawia ona metody, które znajdują zastosowanie w 
każdym  myśleniu teoretycznym  albo przynajmniej w znacznej części nauk. Ta i tylko ta 
metodologia   jest   częścią   logiki   -   i   tylko   ona   będzie   tutaj   omawiana.   Jest   to   ogólna 
metodologia myślenia naukowego.

Nauka.  Słowo, “nauka” posiada, między innymi, dwa ściśle skoordynowane, lecz różne 

znaczenia.   Można   mianowicie   słowo   to   rozumieć   albo   w   subiektywnym,   albo   w 
obiektywnym sensie.

(1) Nauka rozumiana subiektywnie nie jest niczym innym niż wiedzą systematyczną. Jest 

ona (a) wiedzą, a więc pewną własnością ludzkiego - indywidualnego - podmiotu. Kto, ja się 
mówi,   posiadł  naukę,   ten  ma  zdolność  do  rozumienia   wielu  rzeczy  z  jej  dziedziny  i  do 
poprawnego przeprowadzania (duchowych) działań w tej dziedzinie. Tak np. człowiek, który 
zna   arytmetykę,   ma   zdolność   rozumienia   praw   arytmetycznych   i   poprawnego 
arytmetycznego   liczenia.   Nauka   w   tym   sensie   nie   jest   niczym   innym   niż   taką   właśnie 
zdolnością, która naturalnie połączona jest z wiedzą we właściwym sensie, tzn. w naszym 
przykładzie ze znajomością wielu praw. Ponadto wiedza rozumiana subiektywnie jest (b) 
wiedzą systematyczną. Nie każdy, kto wie coś o pewnej dziedzinie posiada odpowiadającą jej 
naukę, lecz tylko ten, kto systematycznie przebadał tę dziedzinę i kto poza pojedynczymi 
stanami rzeczy zna związki zachodzące między nimi.

3

background image

Mówi się niekiedy o czynnościach naukowych, a więc o badaniu. Czynności te nazwane 

są dlatego  naukowymi,  gdyż  cel  ich  polega na  wytworzeniu  lub  udoskonaleniu  nauki  w 
sensie subiektywnym.  Ten bowiem,  kto bada, uczy się itd., stara się o zdobycie  wiedzy 
systematycznej.

(2) Nauka rozumiana obiektywnie nie jest wiedzą lecz układem zdań obiektywnych. W 

tym sensie mówi się np. “Matematyka uczy, że...” albo “Bierzemy z astronomii następując 
twierdzenie...” itd. Tak rozumiana nauka nie istnieje oczywiście “w sobie”, ale nie jest ona 
także związana z pojedynczy człowiekiem. Przy takim rozumieniu chodzi w niej raczej o 
pewien twór społeczny, istniejący w myśleniu wielu ludzi, a mianowicie istniejący często w 
ten   sposób,   że   żaden   z   tych   ludzi   nie   zna   wszystkich   należących   do   niej   zdań.   Nauka 
rozumiana obiektywnie posiada następujące cechy:

(a) Jest ona systematycznie uporządkowanym układem zdań obiektywnych - odpowiednio 

do systematycznego charakteru nauki w subiektywnym sensie tego słowa.

(b) Do nauki zaliczają się nie wszystkie należące do jej dziedziny zdania, lecz tylko takie, 

które  znane  są   przynajmniej   jednemu   człowiekowi.   Dokładniej   powiedziawszy:   poza 
zdaniami komuś znanymi nie ma żadnych zdań faktycznych, lecz tylko możliwe. Nauka nie 
składa   się   z   możliwych,   lecz   z   faktycznie   utworzonych   zdań.   Dlatego   można   mówić   o 
rozwoju, postępie nauki. Dochodzi on do skutku w ten sposób, że ludzie poznają nowe stany 
rzeczy i odpowiednio do nich tworzą nowe zdania.

(c) Nauka jest, jak powiedzieliśmy, tworem  społecznym. Z tego powodu należą do niej 

tylko takie zdania, które w jakiś sposób zostały zobiektywizowane, tzn. przedstawione za 
pomocą znaków, przedstawione tak, że przynajmniej zasadniczo dostępne są innym ludziom. 
Można byłoby sobie być może pomyśleć także jakąś indywidualną naukę, zbudowaną przez 
pojedynczego   człowieka   i   tylko   jemu   znaną;   ktoś   taki   nie   potrzebowałby   jej   w   ogóle 
przedstawiać za pomocą znaków. Faktycznie jednak taka nauka nie istnieje.

Nauka i logika.  Z naszego opisu nauki wynika, że jest ona istotnie zależna od logiki. 

Zależność ta ma różnoraki sens.

Jeśli chodzi najpierw o naukę w rozumieniu obiektywnym, to jest jasne, że musi być ona 

zbudowana logicznie. Nauka jest bowiem zbudowana systematycznie, tzn. jej zdania znajdują 
się we wzajemnych stosunkach logicznych. We wczesnych fazach swojego rozwoju nauka 
zawiera często oczywiście tylko pewną mnogość nie połączonych wzajemnie zdań. Jest to 
jednak   przez   wszystkich   naukowców   traktowane   jako   coś   niezadowalającego   i   głównym 
dążeniem każdego badania naukowego jest nie tylko odkrywanie nowych stanów rzeczy, lecz 
także (a być może przede wszystkim) logiczny porządek  już ustalonych zdań. Logika - a 
mianowicie tutaj logika formalna - tworzy więc niezbędne ramy dla tak rozumianej nauki, 
która zawsze musi zakładać logikę.

Również dla nauki w sensie subiektywnym logika stanowi założenie, gdyż nauka ta (jako 

stan)   jest   pewną   wiedzą   systematyczną,   polegającą   na   pojmowaniu   nauki   w   sensie 
obiektywnym. Tworzące tę wiedzę sądy muszą być więc między sobą tak samo połączone jak 
zdania nauki obiektywnej.

Jeśli tak jest, to także badanie naukowe musi być prowadzone przez logikę i to nawet w 

podwójny sposób: (1) Przede wszystkim oczywiście badaczowi nie tylko nie wolno gwałcić 
praw logicznych, lecz musi on postępować zgodnie z tymi prawami. W większości bowiem 
wypadków poznawanie naukowe jest poznawaniem pośrednim, a więc wnioskowaniem. Stąd 
logika formalna jest niezbędnym założeniem badania naukowego. (2) Ponadto w każdym 
takim badaniu musi  się, jak się mówi,  postępować  “metodycznie”.  Znaczy to, że należy 
zastosować   pewne   poprawne   metody.   Metody   takie   są   opracowywane   w   każdej   nauce 

4

background image

zgodnie z rodzajem przedmiotów, którymi się ona zajmuje. Jednak każde badanie naukowe 
potrzebuje także pewnych ogólnych zasad metodycznych obowiązujących dla wszystkich - 
lub przynajmniej dla wielu różnych - nauk. Zasady te rozważane są w metodologii, która, jak 
powiedzieliśmy, tworzy jedną z części logiki. Tym samym badanie naukowe zakłada także 
logikę w szerszym sensie tego słowa.

Nie należy jednak tego tak rozumieć, jakby naukowiec musiał nauczyć się logiki czy też 

metodologii zanim przystąpi do badania. Przeciwnie, wiadomo, że znajomość żadnej z nich 
nie jest niezbędna w fazach początkowych jakiejś nauki - wystarczają naturalne zdolności. 
Jest   także   faktem,   że   zasady   logiki   dopiero   wtedy   zostają   wyabstrahowane   z   nauk   i 
sformułowane,   gdy   te   dość   daleko   postąpią   w   swoim   rozwoju.   Jednakże   dwie   rzeczy 
pozostają   niewątpliwe:   (1)  każda  nauka   budowana   jest   według   zasad   logicznych   i 
metodologicznych, nawet wtedy kiedy naukowiec czyni to nieświadomie; (2) zreflektowane 
sformułowanie tych zasad jest zwykle konieczne w dalszych fazach rozwoju danej nauki. 
<Logika   naturalna>   wystarcza   w   prostszych   zagadnieniach;   jeśli   jednak   dojdzie   się   do 
bardziej skomplikowanych, to w większości wypadków zawodzi. Regularnie i całkowicie 
zawodzi ona wtedy, gdy chcemy zdać sobie sprawę z sensu tego, co dokonało się w nauce: w 
tym wypadku niezbędna jest dokładna znajomość logiki formalnej i metodologii.

Plan książki.  Po tym, co powiedzieliśmy, można byłoby sądzić, że ogólna metodologia 

nauk   odnosi   się   wyłącznie   do   poznawania   pośredniego.   Tak   jednak   nie   jest.   Także   w 
dziedzinie poznawania bezpośredniego istnieją pewne metody,  które zostały współcześnie 
technicznie  rozwinięte  i stały się przedmiotem  metodologii  ogólnej. Wyróżnione  miejsce 
zajmuje   wśród   nich   metoda  fenomenologiczna.   Jest   ona   metodą   duchowego   patrzenia   i 
opisywania tego, co zobaczone. Zawiera przy tym wiele reguł, które obowiązują całkowicie 
ogólnie, tzn. dla każdego myślenia. Chodzi w niej o jedną z nowszych zasad, która nie tylko 
używana jest przez mniej więcej połowę ogółu filozofów, lecz także stosowana poza filozofią 
w różnych naukach humanistycznych i która, jak się wydaje, znajduje coraz większe uznanie. 
Logika stoi z nią w ścisłym związku, mianowicie jeśli chodzi o trzecią część logiki, tzn. 
filozofię logiki. Metodę fenomenologiczną będziemy rozważać najpierw.

Z metod pośrednich opracowano w ostatnich czasach trzy grupy. W pierwszej chodzi o ten 

typ   poznania   pośredniego,   który   polega   na   interpretacji   jakiegoś   języka.   Ze   względu   na 
szczególną   wagę   języka   w   wielu   naukach   (przede   wszystkim   historycznych,   lecz   także 
matematycznych),  analiza   języka  należy   do   ogólnej   teorii   metod.   Do   pewnego   stopnia 
stanowi   ona   człon   przeciwny   dla   metody   fenomenologicznej:   także   w   niej   analizuje   się 
rzeczy, tylko że w całkiem inny, pośredni sposób, tzn. poprzez układ znaków.

W dalszym ciągu będziemy mieli do czynienia z samym wnioskowaniem. Spotkamy się 

przy   tym   z   dwoma   rodzajami   wniosków:  dedukcyjnymi  i  redukcyjnymi.   (Znaczenie   tych 
wyrażeń zostanie podane później).

Otrzymujemy zatem następujący podział: 
1. metoda fenomenologiczna,
2. analiza języka,
3. metoda dedukcyjna, 
4. metoda redukcyjna.

5

background image

II. METODA FENOMENOLOGICZNA

3. Uwagi ogólne

H

   istoryczne   uwagi   wstępne.

 

   Nazwy   “fenomenologia”   użył   po   raz   pierwszy,   jak   się 

wydaje, J. H. Lambert w swoim Neues Organon (1764). Następnie słowo to występuje także 
u   Kanta   (Metaphysische   Anfangsgründe   der   Naturwissenschaft,   1786),   Hegla 
(Phänomenologie des Geistes1807)

2

, Renouviera (Fragments de la philosophie de Sir W.  

Hamilton, 1840), W. Hamiltona (Lectures on Logic, 1860), Amiela (Journal intime, 1869), E. 
von Hartmanna (Phänomenologie des sittlichen Bewusstseins, 1879) i innych. Jego znaczenie 
u każdego z tych autorów jest bardzo różne, żaden z nich jednak nie używał go dla określenia 
pewnej szczególnej, dokładnie zdeterminowanej metody myślenia.

Dopiero Edmund Husserl (1859-1938) wprowadził słowo “fenomenologia” w tym sensie. 

Jego metodologiczne idee wywarły decydujący wpływ na europejską i częściowo również 
amerykańską filozofię. Pomiędzy dwiema wojnami światowymi utworzyła się wokół niego 
znacząca szkoła filozoficzna (M. Scheler, R. Ingarden, M. Farber, E. Stein, O. Becker, E. 
Fink, A. Pfänder, A. Koyré  i inni). Później, z pewnymi  zmianami,  jego metodę  przejęli 
egzystencjaliści. Jest ona dzisiaj najważniejszym sposobem postępowania w tej szkole (G. 
Marcel, M. Heidegger, J.-P. Sartre, M. Merleau-Ponty) i ponieważ w różnych krajach, przede 
wszystkim w Niemczech, we Francji i we Włoszech, egzystencjalizm wywarł silny wpływ na 
całość nauk humanistycznych, to przez to także metoda fenomenologiczna stała się ważna dla 
tych dyscyplin. Również kilku niezależnych myślicieli - jak N. Hartmann - używa pewnej 
odmiany metody fenomenologicznej. Można więc bez przesady twierdzić, że przynajmniej na 
kontynencie   europejskim   metoda   ta   ma   decydujące   znaczenie   dla   filozofii.   W 
przeciwieństwie   do   tego   w   północnoamerykańskiej   i   angielskiej   filozofii   jest   ona   mało 
używana.

Metodologiczne uwagi wstępne.  Nie jest łatwo dokładnie określić, jakie reguły metody 

fenomenologicznej były uważane przez Husserla za podstawowe. Rozwijał on bowiem tę 
metodę w trakcie swoich badań filozoficznych stopniowo i nigdy jasno jej nie streścił. Tylko 
przygodnie pojawiają się w jego pismach uwagi metodologiczne i ponadto nie są one zawsze 
łatwo zrozumiałe. Dodatkowo dochodzi do tego fakt, że słowo “fenomenologia” oznacza u 
Husserla zarówno metodę jak też pewną doktrynę. Żadnej metody nie można wprawdzie 
całkowicie oddzielić od pewnych treściowych założeń, ale w tym wypadku splecenie metody 
i treści jest tak ścisłe, że często wydaje się wątpliwe, czy czysto metodologiczne idee dadzą 
się w ogóle całkiem jasno przedstawić.

  Następujące rozróżnienie posiada jednak znaczenie decydujące. Istotnym rysem metody 

fenomenologicznej jest tzw. redukcja. U Husserla mamy do czynienia z dwiema redukcjami 
“ejdetyczną”  i  “fenomenologiczną”  w   węższym   sensie.   Redukcję   ejdetyczną   Husserl 
opracował   głównie   w   swoich  Logische   Untersuchungen  (1901),   fenomenologiczną   w 
węższym   sensie   stosował   coraz   częściej   od  Ideen   zu   einer   reinen   Phänomenologie   und 
phänomenologischen   Philosophie
  (1913)

3

  Tutaj   chcemy   zająć   się   bliżej   tylko   pierwszą, 

ejdetyczną   odmianą   redukcji,   a   redukcję   fenomenologiczną   pozostawić   całkowicie   poza 
rozważaniem,   gdyż   jest   ona   tak   ściśle   złączona   ze   specyficzną   doktryną   Husserla,   że   z 

2 Fenomenologia ducha, tlum. A. Landman, 2 tomy, Warszawa 1963, 1965 (przypis tlumacza).
Idee czystej fenomenologii i fenomenologicznej filozofii. Ksiega pierwsza, tlum. D. Gierulanka. Warszawa 
1975 (przypis tlumacza).

6

background image

trudem da się ją traktować jako metodę o znaczeniu ogólnym.

Istotne   rysy   fenomenologii.  Metoda   fenomenologiczna   jest   szczególnym   rodzajem 

postępowania poznawczego. Jej istotnym składnikiem jest pewien typ duchowego oglądania 
przedmiotów, tzn. opiera się ona na intuicji. Intuicja ta odnosi się do tego, co dane. Główna 
zasada fenomenologii brzmi: “z powrotem do rzeczy samych”, przy czym przez “rzeczy” 
należy   rozumieć   właśnie   to,   co  dane.   Wymaga   to   jednak   trojakiego   wyłączenia   bądź 
“redukcji”, zwanej także “epoché”: po pierwsze, wyłączenia wszystkiego, co subiektywne: 
należy zająć czysto obiektywną, zwróconą ku przedmiotowi postawę; po drugie, wyłączenia 
wszystkiego,   co   płynie   z   różnego   typu   teorii,   jak   hipotezy,   dowody,   wyłączenia   w   inny 
sposób zdobytej wiedzy - tak że tylko to, co dane dochodzi do głosu: po trzecie, wyłączenia 
wszelkiej  tradycji,   tzn.   wszystkiego,   co   inni   twierdzili   na   temat   wchodzącego   w   grę 
przedmiotu.

Dany   przedmiot   (“fenomen”)   podlega   znowu   dwojakiego   typu   redukcji:   po   pierwsze, 

pozostawia   się   poza   rozważaniem   istnienie   przedmiotu,   a   uwaga   zostaje   skierowana 
wyłącznie na jego uposażenie treściowe [Washeit], na to, czym  [was] dany przedmiot jest; 
po drugie, z tego uposażenia treściowego zostaje wyłączone wszystko, co nieistotne i tylko 
istota przedmiotu jest poddana analizie.

W związku z powyższym należy zauważyć, że “fenomenologiczne” wyłączenie nie jest 

równoznaczne z zaprzeczeniem. Wyłączone elementy pomija się tylko, abstrahuje się od nich 
i rozważa wyłącznie to, co pozostaje. Redukcja ejdetyczna nie zawiera także żadnego sądu 
dotyczącego   wartości   innych   procedur   i   innych   aspektów.   Ten,   kto   postępuje 
fenomenologicznie,   nie   rezygnuje   z   późniejszego   zastosowania   innych   procedur   i   z 
ponownego rozważenia pominiętych aspektów. Zasada redukcji obowiązuje tylko w trakcie 
trwania fenomenologicznych rozważań.

Uprawomocnienie   metody   fenomenologicznej.  Na   pierwszy   rzut   oka   ogląd 

fenomenologiczny wydaje się czymś całkiem prostym, polegającym tylko na uruchomieniu 
duchowej władzy widzenia, w danym wypadku może to być także zewnętrzne poruszanie się, 
np.   podróż,   zajęcie   dogodnej   pozycji   itd.,   które   czynią   przedmiot   dobrze   widocznym. 
Specjalna metoda, która regulowałaby ruch myśli, wydaje się na pierwszy rzut oka zupełnie 
niekonieczna.

Jest ona jednak konieczna i to z dwóch względów. (1) Człowiek jest tak ukształtowany, że 

posiada   prawie  nieprzezwyciężalną  skłonność  do  wkładania  w   to,  co  widzi,  obcych   -  w 
przedmiocie wcale nie danych - elementów. Elementy te wkładane są albo z powodu naszych 
subiektywnych   emocjonalnych   nastawień   (człowiek   tchórzliwy   widzi   siłę   wroga   jako 
podwójną),   albo   z   powodu   w   inny   sposób   zdobytej   wiedzy.   Wprojektowujemy   w   dany 
przedmiot nasze hipotezy, teorie, wyobrażenia itd. W redukcji ejdetycznej chodzi zaś o to, 
aby   widzieć   sam   dany   przedmiot   i   poza   tym   nic   innego.   Aby   to   osiągnąć   musi   być 
zastosowana   starannie   opracowana   i   wyćwiczona   metoda.   (2)   Żaden   przedmiot   nie   jest 
prosty, każdy jest nieskończenie złożony, składa się z różnych komponentów i aspektów, 
które   nie   są   jednakowo   ważne.   Człowiek   nie   może   jednak   wszystkich   tych   elementów 
uchwycić jednocześnie, musi je obserwować jeden po drugim. Także to wymaga mądrze 
przemyślanej i wyćwiczonej metody.

Z tych powodów nie tylko istnieje metoda fenomenologiczna, lecz także  konieczne  jest 

dobre jej opanowanie w celu poprawnego widzenia.

Tyle   twierdzą   sami   fenomenologowie.   Ich   punkt   widzenia   krytykowany   jest   przez 

empirystów i kantowskich krytycystów. Abstrahując jednak od znaczenia tego sporu, nawet 

7

background image

w krótkim przedstawieniu współczesnych metod myślenia nie może zabraknąć rozdziału o 
metodzie fenomenologicznej, ponieważ jest ona stosowana przez dużą część (być może przez 
większość)   dzisiejszych   filozofów   i   zawiera   wiele   reguł   obowiązujących   niezależnie   od 
stanowiska   filozoficznego.   Prawie   wszystkie   reguły   metody   fenomenologicznej   można 
byłoby nawet uznać za ogólne reguły naukowe. To jednak nie odpowiadałoby intencjom 
samych  fenomenologów. Mimo to jest obiektywnym  faktem, że sformułowali oni ważne, 
ogólnie obowiązujące reguły myślenia teoretycznego.

4. Z powrotem do rzeczy samych!

Ogląd istoty. Wymieniona wyżej główna reguła metody fenomenologicznej “z powrotem 

do rzeczy samych” oznacza przede wszystkim, iż rzeczy te powinno się  widzieć  duchowo. 
Metoda   fenomenologiczna   jest   metodą   intuicji,   duchowego   patrzenia.   Według 
fenomenologów tego rodzaju ogląd jest konieczną podstawą każdego prawdziwego poznania. 
W   terminologii   Husserla:  źródłowo   prezentująca   świadomość   jest   jedynym   źródłem 
prawomocności poznania
. Każde bowiem poznawanie pośrednie, a więc wnioskowanie, jest 
wnioskowaniem na podstawie czegoś i ostatecznie owo coś musi być dane w jakimś typie 
oglądu.  Widzieć  można  jednakże  tylko  to,  co dane. To,  co dane,  “rzecz”,  nazywa  się  u 
Husserla “fenomenem”, od greckiego φαινόμενον, to co się  przejawia, co w sposób jasny 
znajduje się przed nami (φώς = światło). Sam ogląd jest (wewnętrzną, duchową) artykulacją 
fenomenu,  po grecku  λέγειν.  Stąd nazwa  “fenomenologia”.  Jest ona artykulacją  tego,  co 
dane, dane bezpośrednio w duchowym patrzeniu.

W   tym   kontekście   należy   zauważyć:   (1)   intuicja   jest   tu   przeciwstawiona   zarówno 

poznawaniu dyskursywnemu, jak też abstrakcji. Używamy tego słowa tylko w pierwszym 
sensie, tzn.  rozumiemy  przez “intuicję”  bezpośrednie,  lecz  nie  wyczerpujące  uchwycenie 
przedmiotu. Poznanie ludzkie jest istotnie abstrakcyjne, ujmuje tylko aspekty tego, co dane i 
nie jest w stanie wyczerpać wszystkiego, co jest obecne w tym, co dane. Intuicja w sensie 
poznania   wyczerpującego   nie   istnieje,   w   każdym   razie   nie   u   nas   ludzi.   (2)   Zarzuca   się 
niekiedy fenomenologom - i być może nie całkiem bez powodu - że chcieliby oni pominąć 
każdą inną formę wiedzy, np. wiedzę o tym, co prawdopodobne. Jednakże ich zasady nie 
głoszą nic takiego. Wiedza, że coś jest prawdopodobne, ma oczywiście miejsce aż nazbyt 
często; ale niemniej jednak jest ona  wiedzą. Jeżeli więc pewne zdanie zostaje stwierdzone 
tylko z prawdopodobieństwem, to i tak ten, kto je stwierdza, musi wiedzieć, że zdanie to jest 
prawdopodobne. Jednak prawdopodobieństwo jakiegoś zdania może zostać poznane tylko 
dzięki wnioskowaniu, takie wnioskowanie zakłada zawsze pewność dotyczącą czegoś, a więc 
uchwycenie   jakichś   przedmiotów.   W   tym   i   tylko   w   tym   sensie   obowiązuje   podstawowa 
zasada fenomenologiczna. Gdyby ją rozumieć w ten sposób, że wiedzieć coś możemy tylko 
w sposób pewny, to byłaby ona oczywiście fałszywa.

Obiektywizm.  Druga   podstawowa   reguła   metody   fenomenologicznej,   tak   jak   ją 

reprezentował Husserl, mogłaby być sformułowana następująco: w każdym badaniu myślenie 
powinno być skierowane wyłącznie na przedmiot z całkowitym wyłączeniem wszystkiego, co 
subiektywne
. Tak ujęta, reguła ta należy do wspólnego dobra zachodniej metody naukowej. 
Zawiera ona dwie różne, lecz ściśle ze sobą złączone zasady praktyczne.

Przede wszystkim wymaga ona, aby naukowiec, żeby tak powiedzieć, oddał się w pełni 

badanemu przedmiotowi widząc tylko to, co obiektywne. Musi on zatem wyłączyć wszystko, 
co pochodzi od niego samego,  od podmiotu,  przede  wszystkim  swoje uczucia,  życzenia, 

8

background image

osobiste   nastawienia   itd.   Wymagany   jest   bowiem   czysty   ogląd,   czysto   teoretyczne 
nastawienie   w   pierwotnym   greckim   sensie   słowa   “teoria”   (=   oglądanie).   Naukowiec 
wypełniający tę regułę jest czysto poznającą istotą, która w pełni zapomina o sobie samej.

Po   drugie,   reguła   ta   wymaga   postawy   kontemplacyjnej,   tzn.   wyłączenia   tego   co 

praktyczne. Badaczowi nie wolno się pytać, jakiemu celowi to czy tamto mogłoby służyć, 
lecz tylko i wyłącznie, jakie to coś jest. Dziedzina tego, co praktyczne np. moralność, religia, 
może być jednakże badana fenomen logicznie, tak jak to się dzieje w pracach Schelera i Otto, 
lecz   wtedy   przedmioty   praktyczne,   jak   cele,   wartości   itd.   są   traktowane   czysto 
kontemplacyjnie. Fenomenologia jest więc na wskroś teoretyczna także i w tym sensie, że 
jest apraktyczna.

Obiektywizm, do którego dążą fenomenologowie jest oczywiście tylko ideałem. Człowiek 

nie jest tylko intelektem, także w badaniu naukowym w mniejszym lub większym stopniu 
współobecne są motywy emocjonalne. Niektóre z nich wydają się nawet wspierać badanie 
naukowe,   tak   np.   wola,   namiętne   pragnienie   wiedzy.   W   pozostałych   jednak   wypadkach 
uczucia i akty woli aż nazbyt często zaciemniają czystość naukowego patrzenia. Mimo to 
wydaje   się   praktycznie   niemożliwe   całkowite   ich   wyłączenie   i   w   tej   sytuacji 
fenomenologiczna reguła jest tym bardziej ważna. Ten bowiem, kto ciągle i świadomie nie 
stara się jej dotrzymać, tym łatwiej popadnie w subiektywizm. Wielkie zdobycze naszego 
kręgu   kulturowego   zawdzięczamy,   jak   słusznie   podkreślają   fenomenologowie,   właśnie 
obiektywizmowi.

Subiektywne   myślenie   Kierkegaarda.  Przeciwko   tej   dawno   potwierdzonej,   a   ostatnio 

szczególnie przez Husserla wyostrzonej, regule obiektywizmu broni  si  uczniowie Sørena Kierkegaarda,

ą ę

 

egzystencjali ci.   Twierdz   oni,   e   dla   docieka   filozoficznych   obiektywizm   jest   niewystarczaj cy,   przeciwnie,

ś

ą

ż

ń

ą

 

badacz, <subiektywny my liciel> musi “si  trwo y ”. 

ś

ę

ż ć “Je ne suis pas au spectacle” chce powtarzać 

sobie codziennie G. Marcel. Także myślenie czysto teoretyczne egzystencjaliści uważają za 
bezwartościowe. Idą często nawet aż tak daleko, aby twierdzić, że prawdziwie filozoficzne 
myślenie   jest   bezprzedmiotowe,   gdyż   odnosi   się   ono   do   tzw.   egzystencji   (do   ludzkiego 
Dasein), która nie jest żadnym przedmiotem, żadnym obiektem, lecz podmiotem.

Te dzisiaj bardzo popularne poglądy kontynentalnych filozofów przy bliższym przyjrzeniu 

okazują się mniej rewolucyjne, niż się to początkowo wydaje.

(1) Przede wszystkim należy zauważyć, że słowo “obiekt” (względnie “przedmiot”) jest 

wieloznaczne. W terminologii Husserla “przedmiotem” jest wszystko, co dane, wszystko, co 
w   jakiś   sposób   może   być   rozważane.   Jednakże   egzystencjaliści   biorą   ten   termin   w 
dosłownym sensie: przedmiotem jest wszystko, co stoi na przeciw ja [Gegenstand ist, was 
dem   Ich   gegen   übersteht]
.   Przy   takim   rozumieniu   ja   (tzw.   egzystencja)   nie   może   być 
oczywiście   żadnym   obiektem.   Jeżeli   jednak   rozważamy   egzystencję,   to   jest   ona   jednak 
pewnego typu obiektem w pierwotnie fenomenologicznym sensie, gdyż obiektem jest to, o 
czym mówimy. Gdy mówimy zatem o egzystencji, wtedy staje się ona dla nas przedmiotem. 
Dodatkowo egzystencjaliści interpretują egzystencję jako coś, co nigdy nie jest gotowe coś, 
co   nie   ma   żadnego   trwałego   kształtu,   jednocześnie   mówią,   że   obiekt   jest   czymś 
uformowanym  i dającym  się ująć. Również z tego powodu egzystencja nie jest dla nich 
żadnym “przedmiotem”. Jednakże pierwotna terminologia fenomenologiczna nie determinuje 
przedmiotu   w   żaden   określony   sposób   a   stąd   także   egzystencja   może   być   nazwana 
“przedmiotem”. Jest to zatem właściwie spór o słowa.

(2) Jeżeli egzystencjaliści w trwodze widzą konieczny stan umożliwiający uchwycenie 

egzystencji, to myślą oczywiście, że ten szczególny przedmiot, którym jestem ja sam (moja 
egzystencja) odsłania się najlepiej w tego rodzaju sytuacji emocjonalnej. Być może jest to 
trafne, lecz tym samym nie jest powiedziane, że również właściwa analiza byłaby możliwa w 

9

background image

stanie   trwogi.   Tak  na   przykład   dzieło   Sartre'a  L’Être   et   le   néant  nie   zostawia   żadnych 
wątpliwości,   że   jego   autor   dokonał   tej   gigantycznej   pracy   myślowej   w   całkowicie 
kontemplatywnym   nastawieniu,   zimno   i   naukowo.   Być   może   trwoga   była   warunkiem 
wstępnym tej analizy, z pewnością nie była jednak stanem który podczas pracy badawczej 
mógł ją wspomagać, raczej odwrotnie, stan trwogi uniemożliwiłby spokojną analizę.

(3) Przedmiotem zalecanej przez egzystencjalistów metody jest ludzka egzystencja, a więc 

coś całkowicie szczególnego. Sądzą oni, że każdy przedmiot z konieczności znajduje się w 
relacji   do   egzystencji   i   dopiero   na   bazie   jej   rozjaśnienia  [Erhellung]  może   zostać 
filozoficznie pojęty. Jest to jednak teza, która nie jest ogólnie uznana, a w każdym razie nie 
jest trafna w wypadku nauk przyrodniczych. Nauki te przeprowadziły do dzisiaj skuteczną 
interpretację   przedmiotów   bez   odnoszenia   się   do   egzystencji,   postępując   całkowicie 
obiektywistycznie.  Zresztą w  dziełach  Heideggera i Sartre'a, a więc u dwóch wiodących 
egzystencjalistów, metoda obiektywistyczna jest wręcz wzorcowo stosowana.

Wyłączenie teorii i tradycji.  Reguła “z powrotem do rzeczy samych” wymaga nie tylko 

wyłączenia   subiektywnych   postaw   lecz   również   tych   wszystkich   obiektywności,   które   w 
przedmiocie badanym nie są bezpośrednio dane. Do tego należy jednak wszystko, co wiemy 
dzięki innym źródłom lub też przez wnioskowanie. Powinno się widzieć tylko to, co jest 
dane, fenomen, i nic poza tym.

(1) Po pierwsze, reguła ta wymaga,  aby wyłączone  zostały wszystkie  teorie, wnioski, 

hipotezy itd. W ten sposób fenomenologowie nie chcą jednak wyłączyć każdego poznawania 
pośredniego, dopuszczają je całkowicie, ale dopiero po fenomenologicznym ugruntowaniu. 
Ugruntowanie   to   jest   absolutnym   początkiem;   uzasadnia   ono   m.in.   także   prawomocność 
reguł wnioskowania i dlatego w toku badania fenomenologicznego nie można robić żadnego 
użytku z pośrednich metod poznawania.

(2) Z tym łączy się ściśle wyłączenie tradycji. Nie chodzi przy tym tylko o już przez . 

Tomasza z Akwinu wyraźnie sformułowaną zasadę, według której powołanie się na ludzki 
autorytet stanowi najsłabszy argument w ten sposób, że tego, co twierdzą inni, nigdy nie 
wolno   traktować   jako   pewnej   podstawy.   Metoda   fenomenologiczna   wymaga   nie   tylko 
ścisłego zastosowania tej tomistycznej zasady, lecz ponadto, aby cały <stan wiedzy> został 
wyłączony niezależnie, czy był on przez fenomenologa sprawdzony czy nie. Rzeczy same, 
fenomeny, tak jak się pojawiają przed duchowym okiem badacza, powinny dojść do głosu i 
nic poza tym.

Praktycznie postulaty te, podobnie jak ścisły obiektywizm, są niezwykle trudne i w całej 

ich czystości niemożliwe do spełnienia. Oglądanie i wnioskowanie są tak ściśle złączone w 
ludzkim   duchu,   że   tylko   z   największym   trudem   możemy   je   rozdzielić.   Automatycznie 
wprojektowujemy  naszą   wcześniej   zdobytą   wiedzę   w   przedmiot.   Długi   i   rygorystyczny 
trening jest konieczny, aby nauczyć się czystego oglądania.

Ilustracją tych reguł niech będą dwa przykłady z praktyki seminaryjnej. Student, który ma 

fenomenologicznie opisać czerwoną plamę, zaczyna tak: “Widzę czerwoną plamę na tablicy. 
Plama   ta   składa   się   z   małych   kawałków   czerwonej   kredy”...   To   nie   jest   już   jednak 
fenomenologiczne: o tym, że plama ta składa się z kawałków kredy, student wie, ponieważ 
przedtem widział, jak profesor namalował ją za pomocą kredy; w samym przedmiocie kreda 
nie   jest   w   ogóle   dana.   Inny   przykład:   student   podejmuje   następującą   analizę   poczucia 
obowiązku “Poczucie obowiązku powstaje w naszej świadomości, leżeli w mózgu dochodzą 
do   skutku   pewne   skomplikowane   procesy  fizjologiczne”.   Jest   to   oczywiście 
fenomenologicznie całkowicie fałszywe: swojego własnego mózgu człowiek ten nigdy nie 
widział,   a   tym   bardziej   fizjologicznych   procesów   które   w   nim   miałyby   mieć   miejsce. 
Fenomen   poczucia   obowiązku,   jako   fenomen,   nie   ma   w  ogóle   nic   wspólnego   z 

0

background image

fizjologicznymi procesami.

Pozytywne reguły oglądu istoty.  Można byłoby mniemać, że patrzenie jest tak prostym 

procesem, iż nie są do niego konieczne żadne szczególne reguły i wystarczy mieć szeroko 
otwarte oczy ducha, aby poprawnie widzieć przedmiot. Tak jednak nie jest. Wskazaliśmy już 
na   kilka   negatywnych   reguł   postępowania   fenomenologicznego:   jeżeli   badacz   nie   ma 
wystarczającego   treningu   w   patrzeniu,   a   nawet   jeżeli   tylko   dostatecznie   nie   uważa,   aby 
widzieć tylko to, co się przed nim znajduje, będzie wprojektowywał w przedmiot elementy 
subiektywne, teorie, tradycyjne poglądy itp. Istnieją jednak również pozytywne reguły tego 
postępowania. Można je sformułować w następujący sposób.

(1) Wszystko, co jest dane powinno się widzieć tak dalece, jak to jest tylko możliwe. Ta w 

sobie jasna i prosta reguła musi być dlatego wyraźnie formułowana i świadomie stosowana, 
ponieważ człowiek jest tak ukształtowany,  że posiada silną skłonność, aby widzieć tylko 
niektóre aspekty z tego, co dane. Uexküll pokazał, że zwierzęta uchwytują tylko to, co jest 
dla nich witalnie ważne; człowiek ma jednak wiele wspólnego ze zwierzęciem. Tym,  co 
posiada   ponad   tę   wspólnotę,   je   m.in.   zdolność   do   teoretycznego,   nie-praktycznego 
poznawania. Mimo to jesteśmy zbyt skłonni do pozostawania ślepymi na pewne elementy 
tego   co   dane.   Pierwszym   więc   zadaniem   badania   fenomenologicznego   jest   odsłonięcie 
przeoczonych fenomenów.

(2) Dalej, ogląd fenomenologiczny powinien być  deskryptywny, opisowy. Znaczy to, że 

przedmiot powinien zostać rozłożony, a następnie jego części opisane, zanalizowane, gdyż 
każdy przedmiot jest nieskończenie złożony. Im bardziej jasny jest więc ogląd, tym lepiej 
elementy   przedmiotu   dają   się   odróżnić   i   zrozumieć   w   ich   wzajemnych   relacjach.   Taką 
analizę   Heidegger   nazywa   “interpretacją”  [Auslegung]  albo   “hermeneutyką”.   Wyraźnie 
należy jednak podkreślić, że tego rodzaju fenomenologiczna hermeneutyka albo interpretacja 
nie może  być  mieszana z redukcją (którą omówimy dalej w rozdziale 5); tutaj chodzi o 
poznawanie bezpośrednie tam o pośrednie.

5. Przedmiot badań fenomenologicznych

Fenomen.  Przedmiot fenomenologicznego oglądu i interpretacji został przez Husserla i 

jego uczniów nazwany “fenomenem”. Słowo to posiada poza fenomenologicznym także inne, 
różne znaczenia. Aby uniknąć nieporozumień krótko je teraz omówimy.

(1) “Fenomen” przeciwstawia się “rzeczywistości”: w ten sposób wskazuje się na pewien 

pozór.   Nie   ma   to   jednak   nic   wspólnego   z   fenomenologicznym   sensem   tego   słowa.   Dla 
fenomenologów nie ma żadnego znaczenia, czy to, co dane, jest “rzeczywiste” czy też jest 
“tylko pozorem”. Ważne jest jedynie, że ma to być po prostu dane.

(2) Dalej, fenomen jako zjawisko przeciwstawia się często “rzeczy samej”. W tym sensie 

rzecz ukazuje się poprzez fenomen, mniej więcej tak jak choroba poprzez gorączkę. Także i o 
to nie chodzi fenomenologom. “Rzecz sama”, znajdująca się ewentualnie poza fenomenem, 
wcale ich nie interesuje, chcą oni oglądać tylko fenomen, to co dane.

(3) W naukach przyrodniczych używa się wyrazu “fenomen” dla określenia zmysłowo 

dających się obserwować procesów. Znaczenie to jest o wiele bardziej wąskie niż te, które 
fenomenologowie łączą z tym wyrazem, gdyż, po pierwsze, nie jest według nich konieczne, 
aby fenomen można było zmysłowo obserwować (jak zobaczymy wystarczy, jeżeli fenomen 
zostanie wyobrażony) i, po drugie, fenomen nie potrzebuje być żadnym procesem; chociaż 

1

background image

fenomenolog   może   również   badać   procesy,   to   przede   wszystkim   bierze   on   pod   uwagę 
struktury.

Sens słowa fenomen, o który tutaj chodzi, mówiąc słowami Heideggera, jest następujący: 

to, co ukazuje-się-w-sobie-samym [das Sich-an-sich-selbst-zeigende], to, co się ukazuje, tak 
się ukazuje, jakie samo jest; to, co jasno się przed nami znajduje.

Wyłączenie   istnienia.  Wymienione   dotychczas   wyłączenia   (tego,   co   subiektywne, 

teoretyczne   i   tradycji)   jeszcze   nie   wystarczają.   Autentyczna   metoda   fenomenologiczna 
wymaga również, żeby także istnienie przedmiotu zostało wyłączone. Jest więc obojętne, czy 
przedmiot   istnieje   czy   nie,   jego   istnienie   w   ogóle   nie   wchodzi   w   rachubę.   Jeżeli   np. 
przeprowadza się analizę fenomenologiczną pewnej czerwonej plamy,  to nie ma żadnego 
znaczenia, czy w świecie w ogóle istnieje czerwona plama czy nie.

W   tym   leży   jedna   z   podstawowych   różnic   między   metodą   fenomenologiczną   a 

empiryczną. W tej ostatniej wychodzi się od stwierdzenia faktów, tzn. stwierdza się najpierw, 
że  faktycznie  jest   tak   a   tak.   Ustala   się   np.,   że   ta   czy   inna   ilość   wody   znajdowała   się 
rzeczywiście   w   określonym   czasie,   w   określonym   miejscu.   W   przypadku   postępowania 
fenomenologicznego nie mają miejsca żadne tego rodzaju stwierdzenia. Fakty nie mają tu 
żadnego znaczenia.

Może   powstać   w   tym   miejscu   wątpliwość:   jak   wobec   tego   można   jeszcze   w 

fenomenologii   mówić   o   tym,   co  dane?   To,   co   dane,   wydaje   się   przecież   być   czymś 
rzeczywiście istniejącym Należy stwierdzić, że wprawdzie każdy przedmiot musi ostatecznie 
jakoś istnieć lub przynajmniej być ugruntowany w czymś istniejącym, aby mógł być dany, z 
tego   jednak   w   żaden   sposób   nie   wynika,   że   fenomenologia   musi   się   zajmować   jego 
istnieniem. Gdyż nawet wtedy, gdy przedmiot istnieje można abstrahować od jego istnienia i 
brać   pod   uwagę   tylko   jego   uposażenie   treściowe  [Washeit]  -   tak   jak   to   robią 
fenomenologowie. Można także rozważać czysto wyobrażone przedmioty

Istota. Właściwym przedmiotem badania fenomenologicznego ma być istota, είδος. Także 

to słowo posiada wiele znaczeń, które należy teraz krótko przedstawić, aby uchwycić ten 
szczególny sens, który nadają mu fenomenologowie.

(1)   Słowa   “istota”   używa   się   zwykle   w   takich   zwrotach   jak   “człowiek   jest   istotą 

śmiertelną”. “Istota” znaczy tu mniej więcej tyle co “rzecz”; oczywiście w tym wypadku 
raczej   “żywa   rzecz”.   W   języku   fenomenologów   żadna   tego   rodzaju   rzecz.   np.   żaden 
człowiek, nie jest określana jako “istota”. “Istotą” nazywa się tutaj tylko aspekty,  pewne 
elementy tego typu rzeczy.

(2) Mówi się także o “istocie pewnej rzeczy”,  np. o istocie życia. Także i to nie jest 

znaczeniem, które temu słowu nadają fenomenologowie. Podczas gdy istota życia jest bardzo 
trudno dostępna, fenomenologiczna istota pojawia się jasno przed obserwatorem,  nie jest 
żadną “ukrytą istotą”, przeciwnie, jej fenomenem, czymś, co samo się ukazuje.

(3)   W   końcu   należy   też   odróżnić   istotę   w   sensie   fenomenologicznym   od 

arystotelesowskiego   είδος.   Fenomenologiczne   pojęcie   istoty   jest   bardziej   obszerne 
zakresowo. Oprócz είδος w swoim sensie Arystoteles odróżnia także inne, koniecznie z nim 
współwystępujące  określenia.  własności (ϊδια). W przeciwieństwie  do tego, wszystko,  co 
koniecznie współwystępuje w fenomenie, a więc także arystotelesowskie własności, ujmuje 
się w fenomenologii terminologicznie jako “istotę”.

Fenomenologiczna istota wyklucza więc dwa rodzaje czynników: istnienie i wszystko to, 

co przypadkowe. Istotę tę można byłoby określić jako fundamentalną strukturę przedmiotu. 
Przez “strukturę” nie wolno tutaj jednak rozumieć np. tylko pewnej sieci stosunków, lecz 

2

background image

należy tego słowa używać dla określenia całej podstawowej treści przedmiotu, wraz z jego 
jakościami itd.

Istota   a   znaczenie   słowa.  Aby   dalej   wyjaśnić   pojęcie   istoty,   chcemy   teraz   krótko 

przedstawić   punkt   widzenia   empirystów,   którzy   zaprzeczają   istnieniu   istoty   i   pogląd 
fenomenologów na ten temat.

Według empirystów istota jest względna. To, co z jednego punktu widzenia jest istotne dla 

pewnej rzeczy, z innego może okazać się nieistotne. Np. w trójkącie wykonanym z drewna 
ktoś,   kto   jest   zainteresowany   jego   geometrycznym   uposażeniem,   uzna   tylko   własności 
geometryczne za istotne, powie więc, że dla tego przedmiotu istotne są tylko trzy boki, trzy 
kąty itd., natomiast fakt, że jest on zrobiony z drewna lub też że jest tyle a tyle centymetrów 
długi,   jest   nieistotny,   bez   znaczenia.   Dla   innego   obserwatora,   który   interesuje   się   nie 
geometrycznymi własnościami, lecz właśnie materiałem, z którego zrobiony jest ten trójkąt, 
bycie z drewna będzie istotne, a geometryczna forma, trzy boki i trzy kąty, będzie nieistotna. 
Można   byłoby   w   tym   momencie   oczywiście   zauważyć,   że   używając   słowa   “trójkąt” 
domniemujemy  właśnie trójboczną i trójkątną figurę. Zarzut ten nie zbiłby jednak z tropu 
empirystów, gdyż oni właśnie podkreślają słowo “domniemywać”: jak widać z powyższego 
przykładu istotą jest dla nich to i tylko to, co domniemujemy używając pewnego słowa; istota 
nie   jest   niczym   innym   niż   znaczeniem   słowa  [Wortbedeutung].   Ponieważ   wszystkie 
znaczenia słów są względne - za pomocą tego samego słowa można oznaczyć bardzo wiele 
dowolnych przedmiotów - to istota przedmiotu jest pojęciem względnym: to, co jest istotne 
dla   jednego   obserwatora   może   być   całkowicie   nieistotne   dla   innego.   Wszystko   zależy 
wyłącznie od znaczenia. które dowolnie nadajemy słowom. W samych rzeczach nie istnieje 
żadna   istota,   wszystkie   aspekty   rzeczy   są   w   sobie   równowartościowe.   Dopiero   człowiek 
przez swoje konwencje wprowadza różnice między tym, co istotne, a tym, co nieistotne, a to 
w ten sposób, że przypisuje słowom znaczenia.

Ta droga myślowa jest jednak przez fenomenologów  odrzucana jako niezadowalająca. 

Należy wprawdzie przyznać, że znaczenie słowa jest względne i prawdą jest również, że w 
tej samej rzeczy możemy ująć i analizować raz jeden aspekt np. geometryczną formę - a 
innym   razem   inny   -   np.   materiał,   ale   właśnie   te   aspekty   są   według   fenomenologów 
“przedmiotami”,   np.   bycie   z   drewna   jest   tego  rodzaju   przedmiotem.   Przedmiot   ten, 
całkowicie niezależnie od nazwy, którą mu nadajemy, posiada pewne konieczne własności. 
Tak np. każda rzecz, która jest wykonana z drewna, jest także przestrzenna i rozciągła. Jest 
tak   nie   dlatego,   że   nazywamy   ją   “drewnianą”   lecz   dlatego   że   sama   w   sobie   jest   tak 
ukonstytuowana.   Gdybyśmy   zamiast   “drewno”   powiedzieli   “duch”,   to   ta   nowa   nazwa 
przedmiotu nie zmieniłaby absolutnie nic w jego strukturze: pozostałby on nadal materialny i 
rozciągły.   W   wypadku   drewna   przeciwnie,  geometryczna   forma   jest   nieistotna   i   to 
niezależnie od tego, jak je nazywamy, podczas gdy w trójkącie (tzn. w tym, co normalnie 
nazywamy “trójkątem”) forma ta jest istotna. Względność możliwych punktów widzenia nie 
polega zatem na niczym innym niż na możliwości wzięcia pod uwagę różnych przedmiotów i 
nie ma nic wspólnego z naszym problemem. Tak samo bez znaczenia jest w tym kontekście 
relatywność znaczeń słów.

Fenomenologia   egzystencji.  Po   tym,   co   dotychczas   powiedzieliśmy,   może   wydać   się 

dziwne, że większość nam współczesnych uczniów Husserla zajmuje się właśnie problemem 
egzystencji. W każdym razie słowo “egzystencja” ma u egzystencjalistów, do których należą 
ci uczniowie Husserla, węższe znaczenie niż u innych filozofów, znaczy ono tylko  ludzką 
egzystencję. Ale egzystencja ta jest całkowicie wyraźnie ujęta jako Dasein, a więc, pozornie 
przy odwróceniu postępowania Husserla, jej uposażenie treściowe [Sosein], jej istota zostają 

3

background image

wyłączone   z   analiz.   Tak   przynajmniej   twierdzą   ci   filozofowie.   Jeżeli   się   jednak   bliżej 
przyjrzymy ich faktycznemu postępowaniu, wtedy okazuje się, że w zasadzie nie porzucili 
oni prawie stanowiska Husserla. Stwierdzamy mianowicie, co następuje:

(1) Egzystencjaliści analizują to, co dane, fenomen, i z zasady chcą wyłączyć ze swoich 

badań poznawanie pośrednie. Nie mówią wprawdzie, że ich metoda polega na oglądzie, ale 
ponieważ   dzięki   postawie   emocjonalnej   poznanie   może   być   co   najwyżej   przygotowane, 
natomiast nie może dojść do skutku, to duchowy akt, który ostatecznie ma miejsce, musi być 
pewnym rodzajem oglądu, jakkolwiek by się go nazwało.

(2)   Przedmiot   ich   badań,   a   więc   wymieniona   wyżej   egzystencja,   został  opisany  i,   w 

rzetelnie   fenomenologicznym   sensie,   zinterpretowany.   Heidegger,   jak   to   zostało 
powiedziane, dał najlepszą teoretyczną ilustrację tego rodzaju interpretacji, główne dzieło 
Sartre’a nosi podtytuł Próba ontologii fenomenologicznej

4

, a Marcel napisał Fenomenologię 

posiadania

5

. Faktycznie więc filozofowie ci stosują metodę fenomenologicznej analizy do 

przedmiotów swoich badań.

(3)   Analiza   ta   zawsze   pokazuje,   że   egzystencja   posiada,   jak   mówią   ci   filozofowie, 

“strukturę”.   Heidegger   wprowadził   nawet   osobną   nazwę   dla   elementów   tej   struktury, 
nazywa   je   elementami   egzystencjalnymi   -  “Existentiale”.   W   ogóle   rozważania   nad 
egzystencją zajmują u egzystencjalistów dużo miejsca.

(4) Chociaż twierdzą oni zawsze, że analizują, aby użyć sformułowania Heideggera, tylko 

to, co każdorazowo moje [je-meinige], to, co ma miejsce tylko raz, to jednak jest oczywiste, 
że to, co sądzą, że odkryli, przysługuje każdej ludzkiej egzystencji. Nie jest to po prostu 
struktura, lecz konieczna struktura tej egzystencji.

Osiągnięcie egzystencjalistów polega więc na wykazaniu, że w samej egzystencji można 

odnaleźć pewną istotę. Znaczący współczesny filozof sformułował to pewnego razu w ten 
sposób, że egzystencjaliści są ekstremalnym przykładem filozofów esencjalnych. W każdym 
bądź   razie   ich   sposób   traktowania   ludzkiej   egzystencji   pozostaje   całkowicie   w   ramach 
metody fenomenologicznej .

O nowszej i “głębszej” fenomenologii. Już sam Husserl, a tym bardziej wielu spośród jego 

następców   interesowało   się   tzw..   “konstytucją”   przedmiotu.   Próbowali   oni   badać,   jeżeli 
wolno się tak wyrazić, przed-przedmiotowe przedmioty.  W większości wypadków  chodzi 
tutaj   o   wykazanie,   że   człowiek   w   ten  lub   inny   sposób  wytwarza   swoje   przedmioty,   i   o 
wyjaśnienie, jak on to czyni. Jednocześnie dość znaczna część tych myślicieli zaczęła używać 
metod, które nie miały nic wspólnego z wczesnohusserlowskim prostym oglądem. Z tego 
punktu widzenia wszystko, co tutaj zostało powiedziane, uznane byłoby za elementarne, a 
być może nawet za przedfilozoficzne, przedfenomenologiczne.

Jest   to   jednak   całkiem   szczególnego   rodzaju   postawa,   chociaż   wśród   filozofów   w 

kontynentalnej   Europie   szeroko   rozpowszechniona.   Żadna   rzetelna   nauka   szczegółowa,   a 
także żaden filozof, który nie należy do tej szkoły, nie będzie w stanie zaakceptować tej 
metody albo też nie będzie mógł jej używać. Tutaj chodzi nam o ogólne metody myślenia i 
tym   samym   nie   potrzebujemy   dalej   rozważać   problemów   postawionych   przez   nową 
fenomenologię.

4 J. P. Sartre, L'Être et le néant. Essai d'ontologie phénoménologique, Paris 1943 (przypis tlumacza).
5 G. Marcel, Zarys fenomenologii posiadania, w: Byc i miec, tlum. P. Lubicz, Warszawa 1986 (przypis 
tlumacza).

4

background image

III. METODY SEMIOTYCZNE

6. Uwagi ogólne

Metodologiczne   uwagi   wstępne.  W   dalszym   ciągu   rozważań   usprawiedliwimy   jeszcze 

włączenie tego rozdziału o języku w przedstawienie dzisiejszych metod myślenia. Najpierw 
jednak krótko dwie uwagi metodologiczne.

Można byłoby zapytać, dlaczego rozważenie problemów językowych następuje zaraz po 

przedstawieniu metody fenomenologicznej. Powód leży w tym, że chociaż analiza języka nie 
jest   bez   znaczenia   dla   bezpośredniego   poznawania,   to   jest   ona   o   wiele   ważniejsza   dla 
poznawania pośredniego, gdyż tutaj przedmiot nie jest dany, a ruch myślenia jest o wiele 
bardziej  skomplikowany i posłużenie się symbolami  jest o wiele bardziej  konieczne. Jak 
jeszcze   zobaczymy,   dochodzi   się   przy   tym   do   procedur,   w   których   użycie   języka   jest 
absolutnie   konieczne.   Dlatego   metody   semiotyczne   mogą   być   omawiane   dopiero   po 
fenomenologicznych, natomiast muszą być omówione przed innymi metodami.

Innym,   o   wiele   bardziej   trudnym   pytaniem   jest,   jak   powinno   się   oddzielić   dziedzinę 

semiotyczną   od   dedukcyjnej.   Według   pewnych   szkół   filozoficznych,   przede   wszystkim 
logiczno-empirystycznej, logika i analiza języka są tym samym. Jeżeli się nawet nie podziela 
tego krańcowego punktu widzenia, to i tak często nie jest łatwo odróżnić obie te dziedziny. 
Już Arystoteles włączył semiotykę (pierwsze pięć rozdziałów rozprawy O zdaniu) do swojej 
logiki.   W   każdym   razie   z   metodologicznego   punktu   widzenia,   pomijając   całkowicie 
każdorazowe   zasadnicze   stanowisko   filozoficzne,   odróżnienie   obu   tych   dziedzin   będzie 
zawsze dość dowolne i do pewnego stopnia względne. Tutaj odróżnienie to ustanowimy w 
następujący sposób: wszystko, co dotyczy poprawności zdań [Aussage], będzie omawiane w 
rozdziale o dedukcji, wszystko zaś, co dotyczy sensu wyrażeń, w rozdziale semiotycznym.

Historyczne   uwagi   wstępne.  Już   sofiści   (Kratylos   i   inni),   a   także   Platon,   poruszali 

okolicznościowo problemy semiotyczne. Jako pierwszy w systematyczny sposób rozważał je 
Arystoteles.   Jego   dzieło  O   zdaniu  zawiera   m.in.   pierwszy   znany   system   kategorii 
syntaktycznych. Znaczący postęp dokonał się w semiotyce dzięki stoikom i scholastykom, u 
tych ostatnich przede wszystkim w ich “Grammaticae speculativae”. Z wyjątkiem niewielu 
fragmentów dzieła stoików niestety zaginęły, a semiotyka scholastyczna pozostała do dzisiaj 
prawie nie zbadana. Tzw. czasy “nowożytne” zapisały się tylko niewielkim postępem w tej 
dziedzinie i dopiero rozwój logiki  matematycznej spowodował nowe tego rodzaju badania. 
Husserl   (który   wprawdzie   nie   był   logikiem   matematycznym)   przeprowadził  w   Logische 
Untersuchungen  
doniosłe   analizy   semiotyczne,   podczas   gdy   G.   Frege   zrekonstruował   i 
częściowo rozszerzył dorobek myślowy starej szkoły stoickiej. Nowsze badania nawiązują 
przede wszystkim do metamatematyki D. Hilberta. Najbardziej znaczącymi badaczami w tej 
dziedzinie są dzisiaj A. Tarski (1935) i R. Carnap (1937). Nazwa “semiotyka”, jak również 
ogólny podział tej nauki pochodzi od Ch. Morrisa (1938). Dzisiaj semiotyka jest aktywnie 
uprawiana i dalej rozwijana, częściowo dzięki bodźcom płynącym z innych nauk - przede 
wszystkim   z   fizyki   -   które   domagają   się   o   wiele   bardziej   dokładnej   analizy   języka   niż 
dotychczas. Także ogólne nastawienie szkoły logiczno-empirystycznej, która analizę języka 
traktuje jako jedyny przedmiot filozofii, istotnie przyczyniło się do rozwoju semiotyki.

5

background image

Ogólne uprawomocnienie analizy języka. Znaki, a więc przedmiot semiotyki, stały się z 

wielu powodów ważne, a nawet konieczne dla metody naukowej.

(1) Nauka jest dziełem pewnej wspólnoty, może dojść do skutku tylko dzięki trwającej w 

czasie współpracy wielu ludzi. Współpraca ta wymaga jednak dzielenia się wiedzą, które 
realizuje się poprzez znaki, szczególnie przez mówione i pisane słowa. Słowa nie są więc 
tylko czymś ubocznym, lecz są istotnym narzędziem nauki.

(2)   Słowa   są   materialnymi,   materiałowymi   rzeczami   lub   zdarzeniami.   Jeżeli   za   ich 

pomocą uda się jasno przedstawić pojęcia, to - abstrahując nawet od czynnika społecznego - 
praca naukowca zostaje znacznie ułatwiona. Ludzki duch jest bowiem tak ukształtowany, że 
najłatwiej pracuje mu się za pomocą rzeczy materialnych, ujmuje je najlepiej. Pomyślmy 
tylko o liczeniu: może być ono całkiem dobrze przeprowadzone jako “liczenie w pamięci”, 
ale o ile prostsze i pewniejsze będzie przy użyciu znaków pisanych.

(3) Jest także w końcu trzeci powód, dlaczego słowa są tak ważne dla wiedzy. Wyrażanie 

myśli za pomocą słów jest pewnego rodzaju dziełem sztuki. Ogólnie znaną rzeczą jest, że 
wprawdzie   normalnie  artysta  w   trakcie  tworzenia  prowadzony  jest  przez   ideę,   to  jednak 
zwykle idea ta nie jest adekwatna do gotowego dzieła. W czasie materialnego tworzenia 
zostaje ona rozbudowana i sprecyzowana. Tak też dzieje się często w wypadku słownego 
wyrazu: pojęcie, które ma być zakomunikowane za pomocą słów, uzyskuje kompletność i 
precyzję dopiero w procesie wyrażania go. Pomijamy w tej chwili, że słowa są nie tylko 
wehikułem dla pojęć, lecz również mogą mieć samodzielną funkcję. Już jednak jako sam 
środek wyrazu posiadają oczywiście najwyższą doniosłość.

Jeżeli słowa są niezbędne dla wiedzy, to z drugiej strony mogą być dla niej niebezpieczne; 

prowadzą łatwo do nieporozumień nie tylko między ludźmi, lecz także w wypadku samotnej 
pracy: bierze się słowo za adekwatny wyraz pojęcia, a tak często nie jest, lub też kryje ono w 
swoim znaczeniu coś, co sprowadza badanie na fałszywe drogi.

Trzy wymiary znaku.  Główną myśl semiotyki, która jednocześnie stanowi podstawę dla 

jej podziału, można przedstawić następująco. Jeżeli ktoś mówi coś komuś innemu, wtedy 
każde użyte przez niego słowo odnosi się do trzech różnych przedmiotów:

(a) Przede wszystkim słowo to należy do pewnego języka, a to oznacza, że znajduje się 

ono w pewnych stosunkach z innymi słowami tego języka, np. w zdaniu znajduje się między 
dwoma innymi słowami (tak jak w wypadku słowa “i”), albo na początku zdania itd. Stosunki 
te określa się jako syntaktyczne, są to wzajemne stosunki między słowami.

(b) Po drugie to, co ktoś mówi, posiada pewne znaczenie: jego słowa znaczą coś, chcą one 

zakomunikować komuś drugiemu coś określonego. Poza syntaktycznym stosunkiem mamy 
więc jeszcze do czynienia z innym, mianowicie ze stosunkiem słowa do tego, do czego ono 
odnosi. Ten stosunek nazywa się semantycznym.

(c) W końcu słowo jest wypowiedziane przez kogoś i do kogoś skierowane. Istnieje zatem 

trzeci rodzaj stosunków, mianowicie między słowem a ludźmi, którzy go używają. Stosunki 
te nazywają się pragmatycznymi.

Te   różne   stosunki   słów   wchodzą   jeszcze   we   wzajemne,   określone   relacje.   Stosunek 

pragmatyczny zakłada semantyczny  i syntaktyczny,  a semantyczny  zakłada syntaktyczny. 
Bezsensowne słowo nie może służyć porozumiewaniu się ludzi, a aby mieć sens musi się ono 
znajdować w pewnych określonych stosunkach do innych słów. W przeciwieństwie do tego 
relacja syntaktyczna nie zakłada semantycznej i pragmatycznej, a relacja semantyczna daje 
się badać bez brania pod uwagę pragmatycznej. Także dla zupełnie bezsensownego języka 
można   zbudować   zupełną   syntaksę.   Moglibyśmy   np.   utworzyć   pewien   prosty   język,   w 
którym   istniałyby   tylko   znaki  P  i  x,   i   jako   syntaktyczna   reguła   obowiązywałoby,   że  

6

background image

znajduje się zawsze przed x; nie byłoby przy tym żadnej 
potrzeby wiedzieć, co znaczy P albo x.

Relacje   między   trzema   rodzajami   stosunków 

semiotycznych   podobne   są   do   tych   między   trzema 
wymiarami   bryły   geometrycznej.   Cały   fenomen   słowa 
jest   jak   trójwymiarowa   bryła,   tylko   przez   abstrakcję 
możemy   z   niego   oddzielić   albo   dwa   pierwsze   rodzaje 
stosunków   (syntaktyczne   i   semantyczne),   albo   tylko 
jeden rodzaj (syntaktyczne), dokładnie tak samo jak w 
geometrii   możemy   wyabstrahować   z   bryły   bądź 

płaszczyznę,   bądź   linię   prostą.   Porównanie   to   najlepiej   wyjaśnia   wyżej   zamieszczony 
rysunek.

Semiotyczne pojęcie słowa. Na początku tych uwag trzeba specjalnie zwrócić uwagę, że 

słowo, o którym  mówi się w semiotyce,  jest słowem materialnym,  tzn. w wypadku  gdy 
chodzi o słowa mówione, jest to grupa fal dźwiękowych, w wypadku zaś słów pisanych rząd 
małych plamek suchego atramentu na papierze. Fakt, że słowo należy wziąć właśnie w takim 
sensie, wynika już jasno z tego, że jest ono przeciwstawione swojemu znaczeniu. Uwaga ta 
jest dlatego ważna, że w języku potocznym używa się wyrażenia “słowo” w pewnym innym 
sensie.

Ważną konsekwencją takiego ujęcia jest to, że nigdy nie możemy użyć tego samego słowa 

w jednej  wypowiedzi,  a cóż dopiero w wielu wypowiedziach.  Weźmy np. proste zdanie 
identycznościowe “a jest a”. Zgodnie z semiotycznym ujęciem mamy tu pewien rząd plamek 
suchego atramentu. Plamki atramentu, które na początku zdania czytamy jako “a”, nie są w 
żadnym wypadku identyczne z tymi, które stoją na końcu tego zdania, ponieważ za każdym 
razem chodzi o dwie różne plamki, które są umieszczone w różnych miejscach na papierze, 
co przy jednej i tej samej rzeczy nigdy nie jest możliwe. Jeżeli w języku potocznym mówi się 
“to samo słowo”, to ma się na myśli “dwa słowa, które mają mniej więcej tę samą formę i to 
samo znaczenie”. W semiotyce natomiast mówi się w tym wypadku o dwóch słowach o tej 
samej formie. Nie znaczy to, że forma obu słów jest identyczna, wystarczy wziąć je pod silne 
szkło   powiększające,   aby   stwierdzić,   że   identyczność   formy   nie   ma   miejsca.   Chodzi 
mianowicie o to, że ich ogólna struktura graficzna jest taka sama.

Niektórzy   fenomenologowie   (Ingarden)   przeciwstawiają   semiotycznie   rozumianemu 

słowu “brzmienie słowa” [Wortlaut], a więc dokładnie tę wspólną strukturę, którą posiadają 
słowa o takiej samej formie w sensie semiotycznym. Techniczny rozwój semiotyki wymaga 
rzeczywiście, aby mówić o tego rodzaju “brzmieniach słów”, ułatwia to bowiem badania. 
Należy być jednak świadomym, że brzmienie słowa jest czymś  ogólnym, a więc czymś, co 
istnieje tylko w indywiduach, tzn. w słowach w sensie semiotycznym.  Nie jest ono jakąś 
rzeczą, lecz własnością rzeczy, a mianowicie materialnie (semiotycznie) rozumianego znaku.

7. Formalizm

Orientacja   wstępna.  Jedną   z   najważniejszych   zdobyczy   nowożytnej   metodologii   jest 

zrozumienie, że operowanie językiem na poziomie syntaktycznym  może znacznie ułatwić 

7

background image

pracę myślową. Tego rodzaju operowanie nazywa się “formalizmem”. Polega on na tym, że 
pomija się jakiekolwiek znaczenie używanych znaków i bierze się pod uwagę wyłącznie ich 
formę   graficzną.  Jeżeli   w   tym   sensie   pewien   język   zostanie   formalistycznie   zbudowany, 
wtedy   nazywa   się   go   “językiem   sformalizowanym”,   niekiedy   mówi   się   krótko   o 
“formalizmie”,   lecz   to   sformułowanie   prowadzi   do   błędów,   bardziej   odpowiednie   jest 
używanie słowa “formalizm” tylko dla określenia metody.

Stosując formalizm jasno odróżnia się dwie rzeczy. Z jednej strony mamy sam język z jego 

czysto syntaktycznymi regułami, tzn. z regułami, które odnoszą się wyłącznie do materialnej 
formy znaków, ale nigdy do ich znaczenia; z drugiej strony - przynajmniej w większości 
wypadków   -   treściową  interpretację  tego   języka,   tzn.   jakieś   przyporządkowanie   znaczeń 
znakom. Sam język i jego interpretacja są w pewnej mierze niezależne od siebie. Wprawdzie 
jakaś syntaksa musi już istnieć, zanim przystąpi się do interpretacji, lecz nie odwrotnie, gdyż 
łatwo można skonstruować język nie interpretując go w żaden sposób. Taki język nazywa się 
“formalistycznym”   albo   “abstrakcyjnym”.   Temu   samemu   językowi   sformalizowanemu 
można zwykle dać różne interpretacje.

Interpretacja   języka   jest   sprawą   semantyki,   a   nie   syntaksy.   Zagadnienie   to   omówimy 

później. Jeśli chodzi o syntaksę, a więc o język sformalizowany, to aby go skonstruować 
musimy rozwiązać najpierw dwa problemy: (a) po pierwsze, musimy przyjąć reguły, które w 
każdym   wypadku   pozwolą   jednoznacznie   stwierdzić,   które   znaki   tego   języka   są 
dopuszczalne,  tzn.   “sensowne”;   (b)   po   drugie,   muszą   także   zostać   ustanowione   reguły 
określające, które zdania - jeżeli w ogóle język ten zawiera zdania - są poprawne. To drugie 
zadanie tradycyjnie przypisuje się logice formalnej; także w tym wypadku związane z nim 
problemy   omówimy   dopiero   w   czwartym   rozdziale.   W   pierwszym   zadaniu   dadzą   się 
odróżnić trzy grupy problemów: ta, która dotyczy formalizmu w ogóle, ta, która odnosi się do 
syntaktycznego sensu prostego wyrażenia, i ta, która odnosi się do syntaktycznego sensu 
wyrażeń złożonych. Pierwszą grupę problemów omówimy krótko zaraz, dwie pozostałe w 
dwóch następnych paragrafach.

Liczenie. Istotą formalizmu jest rozszerzenie zastosowania metody znanej już od stuleci, a 

mianowicie metody liczenia. Dlatego celowe będzie najpierw krótkie rozważenie struktury 
zwykłego, tzn. arytmetycznego i algebraicznego liczenia, tak jak się go uczy w szkołach.

(1) Prosta operacja arytmetyczna np. mnożenie, wydaje się z istoty polegać na tym, że 

rozkładamy problem na poszczególne części i rozwiązujemy każdą część osobno. Aby np. w 
“pamięci” pomnożyć 27x35 postępujemy w następujący sposób: najpierw mnożymy 20x30, 
potem  7x5  itd.   O   żadnym   formalizmie   wydaje   się   tutaj   nie   być   mowy.   Jeżeli   jednak 
zaczniemy mnożyć pisemnie, to zwykle zapisujemy poszczególne rezultaty w określonym 
porządku, np.:

27 x 35
     135
    81__
    
945

Gdyby .nas zapytano, dlaczego w drugim wierszu zapisaliśmy 1 o jedno miejsce dalej na 

lewo, a nie pod  5  pierwszego wiersza, to po pewnym zastanowieniu odpowiedzielibyśmy: 
ponieważ  1  należy do kolumny dziesiątek i jej miejsce jest pod kolumną dziesiątek cyfry 
znajdującej się wyżej. W samym akcie liczenia nie przeprowadzamy jednak tego rozważania, 
lecz po prostu stosujemy regułę syntaktyczną, zgodnie z którą każde poszczególne mnożenie 
(a  więc  każdy nowy wiersz  cyfr)   należy przesunąć  o  jedno  miejsce   dalej   na  lewo. Aby 

8

background image

poprawnie liczyć, nie potrzebujemy wiedzieć, dlaczego tak właśnie powinniśmy postępować, 
wystarczy   całkowicie,   gdy   znamy   odpowiednią   regułę   syntaktyczną   (oczywiście   także 
jeszcze kilka innych).

(2) Rozważmy teraz inny przykład, tym razem z algebry. Niech to będzie równanie:

ax

2

+bx+c=0

Aby   znaleźć   formułę   potrzebną   do   rozwiązania   tego   równania,   zaczynamy   od 

“przeniesienia” c na prawą stronę, opatrując je przeciwnym znakiem:

ax

2

+bx= -c 

Także   tutaj   łatwo   moglibyśmy   podać   treściowe   uzasadnienie   tego   “przeniesienia”, 

faktycznie jednak wcale się o to nie troszczymy, lecz postępujemy po prostu według reguły 
syntaktycznej: “każdy człon jednej strony równania wolno przenieść na drugą stronę, ale w 
takim wypadku musi on otrzymać przeciwny znak, a więc «-» zamiast «+» albo odwrotnie”. 
Jeżeli mamy do czynienia z nieco bardziej skomplikowanymi obliczeniami, wtedy  musimy 
się ograniczyć do samych reguł syntaktycznych, gdyż nasza pojemność myślowa po prostu 
nie wystarcza, aby w tym samym czasie myśleć jeszcze o treściowym uzasadnieniu reguł.

Swojej relatywnej pewności liczenie nie zawdzięcza faktowi, iż dokonuje się za pomocą 

liczb, lecz formalizmowi. Jest ono zastosowaniem formalizmu do języka liczb.

Zastosowanie   liczenia   do   przedmiotów   nie-matematycznych.  Tę   samą   metodę   można 

także   łatwo   zastosować   w   innych   dziedzinach,   które   w   ogóle   z   liczbami   nie   mają   nic 
wspólnego.   Wybieramy   przykład   z   arystotelesowskiej   sylogistyki.   W   sylogistyce   tej,   jak 
wiadomo,   można   dokonać   <konwersji>   na   negatywnym   zdaniu   ogólnym,   np.  zdanie 
negatywne   “Żaden   człowiek   nie   jest   kamieniem”   wolno   przekształcić   w   zdanie   “Żaden 
kamień   nie   jest   człowiekiem”.   W   logice   klasycznej   tego   rodzaju   zdanie   zwykło   się 
przedstawiać za pomocą układu znaków  SeP,  gdzie  S  reprezentuje podmiot,  P  predykat, a 
litera  e  (z łacińskiego  nEgo)  wskazuje, że chodzi o ogólne zdanie negatywne. Jeżeli nasze 
zdanie zapiszemy w tej formie, to łatwo jest skonstruować czysto syntaktyczną regułę, która 
dokładnie odpowiada zasadzie konwersji dla tego typu zdań. Mówimy zatem: “W każdej 
formule typu  XeY litery znajdujące się obok mogą być zamienione miejscami”. Jeżeli raz 
ustanowimy taką regułę, wtedy okazuje się, że np. tzw. redukcja  Cesare  do  Celarent  jest 
przeprowadzalna czysto rachunkowo. Celarent ma mianowicie następującą formę

MeP (przesłanka większa) 
SaM (przesłanka mniejsza) 
SeP (wniosek)

Możemy bez trudu zastosować naszą regułę do (1) i wtedy otrzymujemy
PeM
SaM 
SeP
a więc właśnie Cesare.

9

background image

Można oczywiście wątpić, czy celowe jest zastosowanie tej metody do tak prostych pytań. 

Nasz przykład pokazuje jednak, że liczenie - w formalistycznym sensie - jest stosowalne poza 
matematyką, że może być używane w dziedzinach pozamatematycznych.

Sens ejdetyczny i operacyjny. Z naszych rozważań wynika, że znak może mieć dwojaki 

sens, tzw. ejdetyczny i tzw. operacyjny. Znak posiada sens ejdetyczny wtedy, gdy znamy 
jego semantyczny odpowiednik [Gegenstuck], tzn. jeżeli wiemy, co on oznacza czy też co on 
znaczy. Czysto operacyjny sens znak posiada wtedy, gdy wiemy tylko, jak można go używać, 
tzn.   jeżeli   znamy   obowiązujące   go   reguły   syntaktyczne.   Nie   wiemy   wtedy,   co   znak   ten 
znaczy, natomiast wiemy, jak możemy nim operować. Stosunek między tymi sensami znaku 
jest prosty: jeżeli dany jest sens ejdetyczny, wtedy zawsze obecny jest sens operacyjny, ale 
nie odwrotnie. Jak widzieliśmy, można do znaku dołączyć sens operacyjny, nie dając mu 
przy tym żadnego sensu ejdetycznego.

Aby zapobiec nieporozumieniom, trzeba podkreślić, że operacja, o której tutaj mówimy, 

jest   operacją   na  znakach,  a   więc   liczeniem,   nie   jest   to   operacja   na   rzeczach.   Znając 
operacyjny sens znaku, nie wiemy jeszcze zupełnie, jak należy traktować odpowiadające mu 
rzeczy,   gdyż   do   tego   musielibyśmy   znać   sens   ejdetyczny.   Nie   byłoby   np.   poprawne 
powiedzenie, że formuły współczesnej teorii dotyczącej struktury materii mają tylko sens 
operacyjny, gdyż dzięki nim wiemy jedynie, jak wytwarzać bomby atomowe itd. Jest raczej 
tak,   że   aby   wyprodukować   bombę   atomową,   musimy   ejdetycznie   rozumieć   znaki 
występujące w tych formułach, rozumieć ich znaczenie. Gdyby miały one tylko operacyjny 
sens, nie bylibyśmy w stanie z nimi zrobić nic innego, jak tylko rachować.

W dzisiejszej filozofii istnieją dwa skrajne stanowiska: z jednej strony chce się ograniczyć 

wiedzę ludzką do sensu ejdetycznego z drugiej wyłącznie do operacyjnego. W pierwszym 
wypadku dąży się do wykluczenia jakiegokolwiek formalizmu, albo w każdym razie odrzuca 
się systemy, które nie mogą być w pełni zinterpretowane. W drugim, twierdzi się, że w ogóle 
nie istnieje żaden sens ejdetyczny, mamy tylko do dyspozycji sens operacyjny. Oba poglądy 
są jednak błędne. Jest oczywiste, że w pewnych wypadkach istnieje ejdetyczny sens znaków. 
Z  drugiej   strony wydaje  się,  że  w  matematyce,  fizyce.   astronomii  itd.   istnieją  elementy, 
którym   nie   jesteśmy   w   stanie   przypisać   sensu   ejdetycznego,   chociaż   wzięte   w   całości 
prowadzą one znowu do ejdetycznie dających się zinterpretować rezultatów.

Model.  Z   powyższym   łączy   się   kwestia   wielokrotnie   rozważana   w   ostatnich 

dziesięcioleciach, a mianowicie problem modelu. Zwykło się mówić, że gdy starsze teorie 
fizykalne miały model, to model taki nie istnieje już dla wielu nowszych teorii. Przy tym 
przez   “model”   rozumie   się   fizyczną,   zasadniczo  obserwowalną   przez   nieuzbrojone   oko 
strukturę, mającą tę samą formę, co stan rzeczy reprezentowany w zdaniu naukowym (teorii 
itd.). Tak np. istnieje model dla teorii atomu Bohra: składa się on z kuli, wokół której w 
określonych odstępach krążą mniejsze kule. Oczywiście tego rodzaju model nie zawsze może 
być zbudowany, może on jednak być przynajmniej “pomyślany”, tzn. wyobrażony. Jeżeli 
zatem mówi się, że dla współczesnych teorii fizykalnych nie istnieje żaden model, to znaczy 
to, że żadnej tego typu struktury nie można sobie wyobrazić.

To jednak prowadzi - przynajmniej w większości wypadków - do twierdzenia, że zdanie 

naukowe (teoria itd.) nie posiada żadnego sensu ejdetycznego, a tylko operacyjny. Mówimy 
“w  większości   wypadków”,  gdyż   zasadniczo   możliwa  jest   trzecia,  pośrednia   sytuacja,   w 
której dane zdanie ma sens ejdetyczny, przy czym jednak odpowiada mu struktura dająca 
zobaczyć  się tylko intelektualnie, a nie zmysłowo (obrazowo). I tak np. nie ma żadnych 
wątpliwości, że pewne zdania fenomenologii i wszystkie zdania ontologii są właśnie tego 
rodzaju: mają nie tylko operacyjny, lecz również ejdetyczny sens, chociaż tego, do czego 

0

background image

odnoszą,   nie   da   się   obrazowo   przedstawić.   Jeżeli   jednak   chodzi   o   teorie   z   nauk 
przyrodniczych nie posiadające modelu, to w większości wypadków nie mają one żadnego 
sensu ejdetycznego.

Stąd przejście w pewnej nauce od teorii z modelami do teorii bez modelu oznacza, w 

większości   wypadków,   rozszerzone   zastosowanie   formalizmu.   Jak   wiadomo,   dotyczy   to 
wielu dziedzin współczesnej nauki.

Istota  formalizmu.  Formalizm   jest  więc  metodą   polegającą  na  całkowitym   pominięciu 

ejdetycznego sensu znaków i operowaniu nimi w oparciu o określone reguły transformacji, 
biorące pod uwagę tylko graficzny kształt znaków. Traktuje się je, jakby nie były żadnymi 
znakami,   lecz   np.  figurami  w   jakiejś   grze,  elementami,  które   na  różne  sposoby  dają   się 
kombinować i przestawiać. Dlatego ktoś kiedyś dowcipnie powiedział, że ten, kto posługuje 
się formalizmem, nie wie, co mówi i czy to, co mówi, jest prawdą. W tym miejscu należy 
jednak zrobić następujące uwagi.

(1)   Celem   liczenia,   a   więc   celem   formalizmu,   jest   zawsze   jakaś   wiedza.   System 

formalistyczny   wypełnia   tylko   wtedy   swoje   zadanie,   jeżeli   jego   rezultaty   dadzą   się 
ostatecznie  zinterpretować  ejdetycznie.  Nauka   nie  jest   grą.  W  naszej   wiedzy  nie  zawsze 
jednak osiągamy co, niekiedy musimy się ograniczyć do jak.

(2) Reguły operacji formalistycznych muszą być ejdetycznie sensowne, reguły te mówią 

bowiem, co powinniśmy robić, musimy zatem być w stanie je rozumieć. Z tego wynika, że 
żaden system  nie da się w pełni sformalizować,  przynajmniej jego reguły nie mogą  być 
ostatecznie   sformalizowane.   Można   wprawdzie   reguły   pewnego   systemu,   powiedzmy 
systemu  A,  sformalizować   w   innym   systemie,   nazwijmy  go   systemem  B,  lecz   system  
domaga   się   znowu   sensownych   reguł.   Można   je   wprawdzie   ponownie   sformalizować   w 
jakimś   innym   systemie  C,   ale   w   końcu   musimy   się   gdzieś   zatrzymać   i   posłużyć   nie 
sformalizowanymi regułami. Ponadto już same reguły dotyczące A, w wypadku gdy chcemy 
rozbudować A, muszą mieć dla nas sens ejdetyczny, gdyż inaczej nie posunęlibyśmy się dalej 
w naszym liczeniu.

(3) W praktyce przy budowie systemów sformalizowanych prawie zawsze postępuje się w 

ten sposób, że najpierw ustanawia się sensowne znaki, potem dopiero abstrahuje się od ich 
sensu i konstruuje się system formalistycznie, aby w końcu gotowemu systemowi ponownie 
dać jakąś interpretację.

(4)   To,   co   powiedzieliśmy,   obowiązuje   szczególnie   w   logice.   Chociaż   nauka   mająca 

wyłącznie sens syntaktyczny nie byłaby niemożliwa, to jednak w wypadku logiki nie jest to 
możliwe.   Logika   ma   bowiem   dostarczyć  reguł   wnioskowania  dla   każdego   pośredniego 
myślenia i gdyby jej reguły nie były ejdetycznie sensowne, wtedy żadne wnioskowanie nie 
mogłoby dojść do skutku. Z tego powodu systemów, które nie dopuszczają żadnej znanej 
interpretacji ejdetycznej, większość współczesnych logików nie uważa za logikę.

Uprawomocnienie   formalizmu.  Następujące   racje   uzasadniają   zastosowanie   metody 

formalistycznej:

(1) W skomplikowanych sytuacjach nasz wgląd ejdetyczny w przedmiot bardzo szybko się 

załamuje. Możemy bezpośrednio i bez trudu dojrzeć, że 2 x 3 = 6, lecz tylko niewielu ludzi 
potrafi tak samo łatwo i szybko zobaczyć, że 1952 x 78,788 = 153 794,176. Możemy również 
bezpośrednio dojrzeć, że negacją zdania “pada” jest zdanie “nie pada”, ale nie jest tak samo 
łatwo   zrozumieć   negację   znanego   twierdzenia   Euklidesa,   zgodnie   z   którym   przez   punkt 
leżący poza linią prostą można poprowadzić jedną i tylko jedną prostą do niej równoległą. To 
samo   dotyczy   wszystkich   bardziej   skomplikowanych   dróg   myślowych,   także   tych,   które 

1

background image

znajdują się u filozofów. Geniusz wielkich filozofów uchronił ich, bez używania formalizmu, 
od popełnienia błędów, lecz, patrząc całościowo, mętność zbyt często występująca w filozofii 
jest do pewnego stopnia wynikiem braku adekwatnych metod formalistycznych.

(2) Ponieważ w systemie  formalistycznym  wszystkie reguły odnoszą się wyłącznie do 

graficznego kształtu znaków, stąd niemożliwe jest tutaj konstruowanie dowodu za pomocą 
nie   sformułowanych   reguł   i   aksjomatów.   Jak   wiadomo,   nie   sformułowane   założenia   są 
bardzo   niebezpieczne,   mogą   łatwo   okazać   się   fałszywe,   i   ponieważ   nie   są   wyraźnie 
sformułowane, nie dają się racjonalnie przebadać. Formalizm przyczynia się więc istotnie do 
wyeliminowania tego typu milczących założeń.

(3)   W   ten   sposób   osiąga   się   jeszcze   coś.   W   systemie   aksjomatycznym   zbudowanym 

formalistycznie   wszystkie   konsekwencje   dają   się   stosunkowo   łatwo   wyprowadzić   z 
wybranych   aksjomatów   i   wyraźnie   od   siebie   oddzielić.   Przy   tym   często   okazuje   się,   że 
zastosowane pojęcia zostają dokładniej zdeterminowane w porównaniu z początkiem tego 
postępowania. Formalizm jest zatem powołany do oddzielania i wyjaśniania pojęć.

(4) Zastosowanie formalizmu prowadzi jeszcze do następującej możliwości. Jeżeli pewien 

system zostanie czysto formalistycznie zbudowany, wtedy często na końcu okazuje się, że 
dopuszcza on wiele interpretacji i w ten sposób za jednym zamachem rozwiązuje się wiele 
problemów.   Przykładu   dostarcza   znana   zasada   dualności   geometrii   euklidesowej.   Z 
obowiązującego   tu   zdania:   “Dwa   dowolne   punkty   wyznaczają   pewną   prostą”   da   się 
(dołączywszy   dalsze   aksjomaty   i   odpowiednio   dopasowane   reguły)   wyprowadzić   wiele 
dalszych   zdań   geometrycznych.   Zdanie   to   możemy   teraz   sformalizować   w   następujący 
sposób: “Dwa dowolne wyznaczają pewne B”, przy czym znaczenie “A” i “B” powinno 
pozostać   nieokreślone   (wszystkie   inne   wyrazy   występujące   w   tym   zdaniu   mogą   być 
zinterpretowane tylko jako stałe logiczne). Teraz okazuje się jednak, że są tu możliwe dwie 
interpretacje: (1) można  “A”  przypisać znaczenie “punkt”, a “B” znaczenie “prosta” i (2) 
odwrotnie, “A” znaczenie “prosta”, a “B” znaczenie “punkt”. Widać mianowicie, że także 
zdanie powstałe w wyniku interpretacji (2) jest prawdziwe: również dwie proste równoległe 
wyznaczają pewien punkt w nieskończonej odległości. W ten sposób powstaje cały system 
zdań   wyprowadzalnych   z   tego   (sformalizowanego)   zdania,   a   my   otrzymaliśmy   z   jednej 
formuły  dwie  zasady   geometrii.   Podobne   wypadki   mają   miejsce   również   w   innych 
dziedzinach nauki.

W ten sposób przedstawiliśmy zasadnicze racje dla stosowania formalizmu. Nie można 

jednak  przeoczyć  pewnych  łączących  się  z  nim  niebezpieczeństw.   Przede   wszystkim  nie 
można   dążyć   do   formalizacji   przedwcześnie,   najpierw   musi   być   całkowicie   wyjaśniony 
wchodzący w rachubę stan rzeczy. Dalej, trzeba być świadomym, że system formalistyczny 
jest zawsze bardzo abstrakcyjny i nie wolno go stawiać na równi z rzeczywistością. Stąd 
nigdy właściwie nie powinno się używać formalizmu jako jedynej metody, lecz łączyć go z 
innymi metodami.

Sztuczny   język.  Użycie   sztucznego   języka   należy   ostro   oddzielić   od   formalizmu. 

Zasadniczo   również   <naturalny>   (codzienny)   język   mógłby   zostać   sformalizowany,   a   z 
drugiej strony jakiś sztuczny język może być traktowany nieformalistycznie, np. elementarne 
części języka logiki matematycznej są tak właśnie traktowane.

Jednakże użycie sztucznych symboli wystąpiło jednocześnie z formalizmem. Użycie to 

Whitehead i Russel uprawomocniają w następujący sposób.

(1) W nauce w ogóle, szczególnie jednak w logice potrzebne są tak abstrakcyjne pojęcia, 

iż   w   języku   potocznym   nie   można   znaleźć   dla   nich   odpowiednich   słów.   Jest   się   więc 
zmuszonym do tworzenia symboli.

2

background image

(2) Syntaksa języka potocznego jest zbyt mało ścisła, jej reguły dopuszczają zbyt wiele 

wyjątków,   aby   mogła   być   dobrym   instrumentem   w   dziedzinie   nauk   ścisłych.   Byłoby 
wprawdzie możliwe zatrzymanie  słów języka potocznego i zmiana tylko jego reguł, lecz 
wtedy   przez   kojarzenie   słowa   te   sugerowałyby   luźne   reguły   języka   codziennego   i 
powstawałoby pomieszanie. Z tego powodu lepiej jest budować sztuczny język z własnymi, 
ściśle syntaktycznymi regułami.

(3)   Jeżeli   zdecydujemy   się   na   zastosowanie   sztucznego   języka,   wtedy   można   wybrać 

całkiem krótkie symbole, np. pojedyncze litery zamiast całych słów. W ten sposób zdania 
staną się znacznie krótsze niż w języku potocznym i istotnie łatwiej zrozumiałe.

(4) Większość słów języka potocznego jest bardzo wieloznaczna; tak np. słowo “jest” ma 

przynajmniej  tuzin  różnych   znaczeń,  które   w  trakcie   analizy  muszą   być   ściśle  od  siebie 
oddzielane.   Celowe   jest   więc,   aby   zamiast   tego   typu   słów   używać   sztucznych,   ale 
jednoznacznych symboli.

Trzeba jeszcze zauważyć, że wyrażenie “język symboliczny” prowadzi do błędów: każdy 

język składa się z symboli i mógłby dlatego być nazwany “symbolicznym”. Tutaj jednak 
mamy   na   myśli   język,   który,   w   przeciwieństwie   do   języka   potocznego,   składa   się   ze 
sztucznych symboli.

8. Syntaktyczne reguły sensu

Budowa języka. Z syntaktycznego punktu widzenia język składa się z pewnej mnogości 

wyrażeń, dla których obowiązują określone reguły. Dla uproszczenia przez język będziemy 
rozumieli   język   pisany,   chociaż,   z   pewnymi   ograniczeniami,   rozważania   poniższe 
obowiązywałyby  również  w dziedzinie  języka  mówionego.  Reguły pewnego określonego 
języka,   powiedzmy   języka   S,   determinują,   które   wyrażenia   należą   do   S,   tzn.   które   są 
sensowne w S; wszystkie inne wyrażenia są w tym języku syntaktycznie bezsensowne. Tak 
np. słowo “homme” jest wprawdzie wyrażeniem, ale jest bezsensowne w języku polskim.

Sensowne wyrażenia języka S mogą być podzielone na dwie klasy:  (1)  atomowe  albo 

proste wyrażenia. Wyrażenia te są tak utworzone, że żadna ich indywidualna część nie może 
być   właściwym   (sensownym)   wyrażeniem   w   S.   Tak   np.   wyrażenie   “człowiek”   jest 
wyrażeniem atomowym języka polskiego. (2) Molekularne albo złożone wyrażenia. Tutaj już 
indywidualne części są pewnym sensownym wyrażeniem w S. Przykład z języka polskiego: 
“człowiek jest organizmem”. W tym wypadku “człowiek”, “organizm”, “jest”, wzięte same 
dla siebie, są sensownymi (atomowymi) wyrażeniami języka polskiego.

Jeśli uwzględni się języki naturalne podział na wyrażenia atomowe i molekularne nie jest 

jednak   zupełnie   bez   zarzutu.   Na   przykład   słowo   “imię”   jest   oczywiście   atomowym 
wyrażeniem języka polskiego, a jednak część słowa “imię”, a mianowicie “i”, jest również 
wyrażeniem atomowym.  Niezgodności tego typu dadzą się wprawdzie usunąć za pomocą 
środków semantycznych, ale bardziej praktyczne i bardziej łatwe jest zbudowanie takiego 
sztucznego języka, w którym one w ogóle nie występują.

W paragrafie tym  zajmujemy się tylko syntaktycznymi  regułami sensowności wyrażeń 

molekularnych,  gdyż wyłącznie one dadzą się rozważyć bez uwzględniania teorii systemu 
aksjomatycznego. W paragrafie dotyczącym aksjomatyki omówimy odpowiednie reguły dla 
wyrażeń atomowych.

Pojęcie kategorii syntaktycznej.  Dla syntaktycznej sensowności wyrażeń molekularnych 

3

background image

pewnego języka obowiązują dwie fundamentalne reguły: (1) wyrażenia molekularne powinny 
być  złożone wyłącznie z sensownych wyrażeń danego języka, a więc ostatecznie tylko z 
sensownych   wyrażeń   atomowych   tego   języka;   (2)   Samo   składanie   powinno   przebiegać 
według określonych dla danego języka  reguł formowania.  Reguły te mają we wszystkich 
językach   wspólny   rdzeń,   który   może   być   streszczony   w   prawach   tzw.   kategorii 
syntaktycznych. Najpierw więc rozważymy te ważne prawa syntaktyczne.

Mianem “kategorii syntaktycznej” określa się tę klasę wyrażeń jakiegoś języka, z której 

każde wyrażenie może być zamienione z dowolnym innym wyrażeniem tej klasy w ramach 
sensownej wypowiedzi, a wypowiedź ta nie straci przy tym swojego sensu. Tak np. imiona 
własne   tworzą   kategorię   syntaktyczną   języka   polskiego.   W   każdym   sensownym   polskim 
zdaniu - np. “Fryderyk pije” - można zastąpić imię własne przez inne, a zdanie to nie straci 
swojego sensu. W powyższym  przykładzie “Fryderyk” może być zastąpiony przez “Jan”, 
“Ewa”, “Napoleon”, a nawet przez “Gaurisankar”, zdanie nadal jednak pozostanie sensowne 
(prawdziwe   albo   fałszywe,   ale  jednak   sensowne).   W   przeciwieństwie   do   tego   pewien 
czasownik, np. “śpi”, należy do innej kategorii syntaktycznej. Jeżeli w naszym zdaniu za 
“Fryderyk” podstawimy “śpi”, to powstanie wyrażenie bezsensowne: “śpi pije”.

Jak   widać,   pojęcie   kategorii   syntaktycznej   odpowiada   dość   dokładnie   pojęciu   części 

zdania ze zwykłej gramatyki. Różnica polega na tym, że w gramatyce rozważa się żywy, 
więc bardzo niedokładnie skonstruowany język i dlatego jej prawa są luźne i nieprecyzyjne. 
Dla celów naukowych powinno się jednak dążyć do perfekcyjnego języka, dla którego można 
i trzeba ustalić ścisłe prawa. Syntaksa logiczna znajduje się w takim samym stosunku do 
gramatycznej, jak np. geometria do mierzenia konkretnych pni drzew: jedna dostarcza drugiej 
idealnej teoretycznej podstawy.

W tym kontekście warto zauważyć, że kategorie syntaktyczne - zgodnie z ogólną funkcją 

języka dążącego do odwzorowania bytu realnego - odwzorowują tzw. kategorie ontologiczne. 
Tak   np.   syntaktyczna   kategoria   imion   własnych   odpowiada   ontologicznej   kategorii 
substancji, kategoria tzw. funktorów jednoargumentowych jakości itd. Odpowiedniość ta nie 
jest jednak całkiem dokładna, gdyż między realnością a językiem znajduje się myśl, która 
tworzy nowe kategorie (bytów idealnych).

Funktory i argumenty. Chcemy teraz naszkicować prosty system kategorii syntaktycznych 

wychodząc   od   pojęcia   funktora   i   argumentu.   Wyrażenie,   które   określa   inne   wyrażenie 
nazywa się jego “funktorem”, wyrażenie określane jest “argumentem”. “Określanie” należy 
tu rozumieć w możliwie najszerszym sensie. Mówi się np., że w zdaniu “pada deszcz i pada 
śnieg” “i” określa oba zdania częściowe (“pada deszcz” i “pada śnieg”), a więc jest ich 
funktorem, podczas gdy one są argumentami “i”. W każdym  rozwiniętym języku istnieją 
dwojakiego rodzaju wyrażenia: jedne mogą być tylko argumentami, np. nazwy indywiduowe 
i   zdania,   natomiast   inne   tylko   funktorami,   jak   np.   czasowniki.   Kategorie   syntaktyczne 
wyrażeń   pierwszego   rodzaju   chcemy   nazwać   “kategoriami   podstawowymi”,   drugiego 
rodzaju “kategoriami funktorowymi”.

Ilość   kategorii   podstawowych   jest   dość   dowolna;   dla   uproszczenia   przyjmujemy   tutaj 

tylko dwie: wspomniane wyżej kategorie nazw i zdań. W związku z tym wszystkie funktory 
możemy podzielić w następujący sposób:

(1)   Według   kategorii   syntaktycznej   ich   argumentów.   Odróżniamy   więc:   (a)   funktory 

określające   nazwy  (np.   “śpi”,   “kocha”,   “jest  większy  niż”   itd.);   (b)  funktory  określające 
zdania (np. i” “nie jest tak, że”, “albo” itd.); (c) funktory określające funktory (np. “bardzo” 
w “dziecko jest bardzo ładne”, argumentem jest tutaj “ładne”).

(2) Według kategorii syntaktycznej wyrażenia molekularnego składającego się z funktora i 

4

background image

jego argumentów odróżniamy: (a) funktory nazwotwórcze (np. “dobry” w “dobre dziecko”, 
ponieważ   tutaj   całe   wyrażenie   jest   nazwą);   (b)   funktory   zdaniotwórcze   (np.   wyżej 
wymienione   funktory   określające   zdania,   np.   “pada   deszcz   i   pada   śnieg”   jest   ponownie 
zdaniem);   (c)   funktory   funktorotwórcze   (np.   “głośno”   w   “pies   głośno   szczeka”,   tutaj 
“głośno” wraz ze swoim argumentem “szczeka” jest znowu funktorem).

(3) Według ilości argumentów odróżniamy funktory jednoargumentowe albo monadyczne 

(np. “śpi”, “biegnie”), dwuargumentowe albo diadyczne (np. “kocha”, “jest większy niż”), 
trzyargumentowe (np. “daje”: daje B C; tutaj A, B i C należy rozumieć jako argumenty od 
“daje”), i dalej, n-argumentowe funktory.

Widać natychmiast że wyrażenia języków naturalnych nie stosują się do tego schematu, 

gdyż bardzo często są syntaktycznie wieloznaczne. Tak np. polskie słowo “je” raz okazuje się 
jednoargumentowym   funktorem   (“Co   robi   Fryderyk?   On   je”),   innym   razem   funktorem 
dwuargumentowym (“Fryderyk je kiełbasę”). Ta wieloznaczność przyczynia się wprawdzie 
do piękna języka i jest poetycko wartościowa, lecz bardzo osłabia jego ścisłość i jasność, i w 
ten sposób stanowi jeszcze jeden powód dla używania języków sztucznych.

Przykłady syntaktycznego nonsensu. Na podstawie powyższych zasad możemy ustanowić 

następującą ogólną regułę formowania: wyrażenie molekularne jest tylko wtedy sensowne, 
gdy   każdemu   w   nim   występującemu   funktorowi   przyporządkowane   są   argumenty,   które 
dokładnie odpowiadają jego syntaktycznej  kategorii co do ilości i rodzaju. Wszystko,  co 
sprzeciwia się tej regule jest syntaktycznie nonsensowne.

Podamy kilka przykładów z dziedziny filozofii. Weźmy na początek takie zdanie pozorne: 

“Byt  jest identyczny”.   Nazywamy   je  zdaniem   pozornym,   ponieważ  nie  ma  ono  żadnego 
sensu   syntaktycznego,   a   więc   w   ogóle   nie   może   być   zdaniem;   “jest   identyczny”   jest 
funktorem  dwuargumentowym,  a   zatem   używa   się   go   sensownie   tylko   wtedy,   gdy 
przyporządkowuje się mu dokładnie dwa argumenty, jak np. w zdaniu “Autor  Fausta  jest 
identyczny z Goethem”. W naszym zdaniu pozornym mieliśmy jednak tylko jeden argument, 
mianowicie .,byt”. Jest ono więc syntaktycznym nonsensem.

Inny przykład: pewien filozof mówi: “Nicość nicuje” [das Nichts nichtet]. Tutaj “nicość” 

jest argumentem od “nicować”. To ostatnie wyrażenie jest oczywiście jednoargumentowym 
funktorem   zdaniotwórczym   określającym   nazwy.   Jak   jednak   w   zadaniu   tym   może   on 
określać  nazwy?  Czym  bowiem,  patrząc od strony syntaktycznej,  jest “nicość”`' Chociaż 
czymś takim wydaje się być, nie jest to oczywiście żadną nazwą. Gdy mówimy “nie ma nic” 
[es gibt nichts], wtedy właściwie chcemy powiedzieć “dla każdego x nie zachodzi wypadek, 
że tu i teraz to x jest”. “Nicość” jest więc tylko skrótem dla negacji. Negacja nie jest jednak 
żadną nazwą, lecz funktorem. To, co w tym wypadku filozof myśli, może być trafne, ale to, 
co mówi, musi być traktowane jako nonsens syntaktyczny. Nie jest to żadne zdanie i nic ono 
nie znaczy.

Powołując się na tego typu  przykłady,  zwolennicy szkoły neopozytywistycznej  chcieli 

pokazać, że cała filozofia jest nonsensowna. Pomieszali przy tym nonsens syntaktyczny z 
czymś całkiem innym, mianowicie z nonsensem semantycznym. Z czasem okazało się, że 
poszli   oni   zbyt   daleko.   W   każdym   razie   ich   ataki   przyczyniły   się   do   wzrostu   ogólnej 
świadomości, że język poetycki tylko z wielką ostrożnością może być używany jako środek 
komunikacji   idei   naukowych,   gdyż   łatwo   ukrywa   w   sobie   nonsens   syntaktyczny.   Stąd 
syntaktyczna   analiza   sensu   posiada   dzisiaj   w   filozofii   o   wiele   większe   znaczenie   niż   w 
poprzednich stuleciach.

5

background image

9. Funkcje i stopnie semantyczne

Dwie   semantyczne   funkcje   znaku.  Zwrócimy   się   teraz   w   kierunku   problemów 

semantycznych, tzn. problemów dotyczących związków między znakiem a tym, czego ten 
znak jest znakiem. Przede wszystkim trzeba tutaj dokonać odróżnienia - dobrze już znanego 
scholastykom  - między dwiema  funkcjami  znaku. Z jednej  strony znak może  do czegoś 
odnosić  [meinen],  coś  intendować,  a  więc być  nośnikiem  pewnej  obiektywnej  treści.  Tę 
funkcję chcemy nazwać “obiektywną”. Z drugiej strony znak może  wyrażać [ausdriicken] 
coś subiektywnego, mianowicie osobisty stan człowieka lub zwierzęcia dającego ten znak. Tę 
drugą funkcję nazywamy “subiektywną”.

Zwykle znak używany w ramach normalnego ludzkiego języka posiada  obie  te funkcje. 

Jeżeli np. pewien obserwator mówi: “Tutaj jest ołów”, to przede wszstkim odnosi się on do 
czegoś obiektywnego; a mianowicie. że w określonych współrzędnych czasoprzestrzennych 
znajduje   się   pewna   substancja   zwana   .,ołowiem”.   Jednocześnie   jednak  myśli   on  tę 
obiektywną treść. Fakt, że formułuje zdanie, wskazuje, iż tę myśl posiada. Wraz ze zdaniem 
wyraża więc także pewien stan subiektywny. Czynniki subiektywne, które są wyrażane przez 
znak, nie są jednak tylko myślami, lecz zwykle również uczuciami, tendencjami woli itd. Te 
ostatnie odgrywają często tak wielką rolę, że niektórzy metodologowie wszystkie czynniki 
subiektywne   określają   po   prostu   jako   “treść   emocjonalną”,   w   przeciwieństwie   do   treści 
“obiektywnej” albo “naukowej”.

Jeżeli w trakcie normalnego używania znaków obie te funkcje semantyczne przeważnie 

się łączą, to mimo to dadzą się teoretycznie pomyśleć wypadki graniczne, w których znak 
albo nie wyraża nic subiektywnego, albo, przeciwnie, nie odnosi do niczego obiektywnego. 
Przynajmniej   w   niektórych   formach   muzyki   ten   ostatni   wypadek   mógłby   mieć   miejsce. 
Znaki, z których składa się język takiej muzyki, miałyby tylko subiektywną, a nawet tylko 
czysto   emocjonalną   treść.   Nie   jest   łatwo   stwierdzić,   czy   w   odniesieniu   do   zdań   języka 
potocznego  przeciwny wypadek  jest możliwy.  Jednak w dziełach  naukowych  dość łatwo 
dadzą się pokazać znaki i zdania, które w ogóle nic nie wyrażają, lecz wyłącznie odnoszą do 
czegoś.

Z   metodologicznego   punktu   widzenia   jedno   jest   jasne:   w   nauce,   jeśli   chodzi   o 

poznawalne, a stąd dające się wypowiedzieć przedmioty, ważne jest tylko odniesienie do 
[Meinung],  a więc pierwsza funkcja semantyczna. To, co sam naukowiec przeżywa, jest 
zupełnie   bez   znaczenia.   Wypowiedzenie   jego   osobistych   stanów   może   w   pewnych 
okolicznościach dostarczyć materiału dla badania psychologicznego, ale nie “dowodzi” ono 
niczego, ponieważ do niczego nie odnosi, nie kieruje się obiektywnie do niczego.

Mówienie o tym,  co niewypowiedzialne.  Jak jednak przedstawia się ten problem, gdy 

chodzi   o   coś   niepoznawalnego   (niepoznawalnego   zasadniczo   albo   niepoznawalnego   dla 
ludzi), a stąd także o coś niewypowiedzialnego? Wśród współczesnych metodologów istnieją 
w tym względzie różne opinie. Można wyróżnić trzy grupy stanowisk.

(1) Rzecznikami pierwszej są przede wszystkim H. Bergson i K. Jaspers. Sądzą oni - a 

także   wielu   innych   filozofów,   których   większość   należy   do   tradycji   neoplatońskiej   -   że 
wprawdzie   tego,   co   niewypowiedzialne,   nie   można   powiedzieć,   tzn.   przedstawić   i 
zakomunikować   za   pomocą   znaków   mających   odniesienie   obiektywne,   ale   można   to   w 
pewnej   mierze   udostępnić,   używając   języka   pozbawionego   treści   obiektywnej.   Tak   np. 
Bergson   twierdzi,   że   prawdziwa   wiedza   filozoficzna   o   najważniejszych   elementach 
rzeczywistości (np. o stawaniu się) może dojść do skutku tylko dzięki <intuicji>. Komuś 
drugiemu   treści   tej   intuicji   nie   można   zakomunikować,   ale   używając   pewnych   obrazów 

6

background image

można ją tak ująć, że ów drugi będzie mógł ją przeżyć. Dlatego w dziełach Bergsona nie 
znajdujemy żadnych opisów fenomenologicznych, żadnych dowodów, lecz przede wszystkim 
obrazy,   które   mają   pobudzać   intuicję.   Podobnie   Jaspers   mówi,   że  jego   słowa   “nic   nie 
znaczą”. Są one tylko wskazówkami pokazującymi drogę temu, kto w nie dającym się ująć w 
słowa   <egzystencjalnym>

 [existentiell]

 doświadczeniu   chce   spotkać   to,   co 

niewypowiedzialne.   Dla   Boga,   a   więc   czegoś,   co   jest   w   najwyższym   stopniu 
niewypowiedzialne,   nie   ma   już   znaków,   lecz   tylko   <szyfry>,   które   właśnie   tym   się 
charakteryzują, że nie przysługuje im żadna obiektywna funkcja semantyczna.

(2) Inna grupa myślicieli reprezentuje dokładnie przeciwne stanowisko. Najostrzej zostało 

ono   sformułowane   w   tezie   L.   Wittgensteina:   “O   czym   nie   można   mówić,   o   tym   należy 
milczeć”. Przy czym dla Wittgensteina i jego zwolenników “mówić” znaczy tyle, co “używać 
znaków posiadających obiektywną treść”. Według tych filozofów jest to jednak niemożliwe 
w   wypadku  tego,   co   niewypowiedzialne,   ponieważ   zgodnie   ze   swoją   definicją   to,   co 
niewypowiedzialne, nie może zostać powiedziane. Mówienie o tym w sposób <muzyczny> 
może być wprawdzie przyjemne, ale nie mówi nic. Jedno z największych niebezpieczeństw 
używania języka  polega właśnie na tym, że słowa, które rzekomo miałyby coś mówić, w 
rzeczywistości posiadają tylko zawartość emocjonalną, a więc nic nie mówią.

(3)   W   końcu   istnieje   również   grupa   myślicieli,   którzy   uznając   zasadniczo   tezę 

Wittgensteina   nie   wyciągają   jednak  wniosku,   że   filozof   musi   się   ograniczyć   do   w   pełni 
poznawalnych przedmiotów. Do tej grupy należą przede wszystkim N. Hartmann ze swoją 
teorią o tym, co irracjonalne, i tomiści z teorią o analogicznym poznaniu Boga. Hartmann 
sądzi, że wprawdzie istnieje to, co irracjonalne, jako to, co dla nas niepoznawalne, a więc 
także niewypowiedzialne, jednak posiada ono zawsze stronę poznawalną (to, co irracjonalne 
nazywa Hartmann “metafizycznym”). W związku z tym nie tylko dadzą się określić granice 
tego, co irracjonalne, lecz również sformułować antynomie, które zawsze tutaj powstają i w 
ten sposób tym, co irracjonalne można się zajmować. Według tomistycznej teorii analogii, 
chociaż   Bóg   w   swojej   istocie   jest   dla   nas   niepoznawalny,   to   jednak   jesteśmy   w   stanie 
<analogicznie> przenosić na niego pewne predykaty. Nie wiemy wprawdzie i nie możemy 
wiedzieć, czym np. jest myślenie Boga, ale możemy powiedzieć, że znajduje się ono w takich 
relacjach do swojego przedmiotu, które są proporcjonalnie podobne do tych, jakie zachodzą 
między ludzkim myśleniem a jego przedmiotem. Zinterpretowano tę teorię w taki sposób, że 
relacje pomyślane w Bogu są izomorficzne z tymi, które znamy empirycznie. Jak widać ani u 
Hartmanna, ani u tomistów nie chodzi o mówienie o tym, co niewypowiedzialne,  ale o tej 
jego części, która da się wypowiedzieć.

7

background image

Oznaczanie   i   znaczenie.  W   obiektywnej   funkcji   znaku   znowu   trzeba   zrobić   dwa 

odróżnienia,   co   wymaga   kilku   terminologicznych   uwag.   Od   czasów   stoików   zwykło   się 
odróżniać oznaczanie od znaczenia. Jeszcze dzisiaj odpowiednia terminologia jest chwiejna 
(tak   np.   G.   Frege   używał   terminu   “znaczenie”  [Bedeutung]  dokładnie   w   sensie   naszego 
“oznaczania” [Bezeichnung])ale podstawowa zasada tego odróżnienia jest ogólnie uznana i 
doprowadziła do sformułowania ważnych reguł metodologicznych. Mówimy np. że nazwa 
“koń” oznacza wszystkie indywidualne konie, ale jednocześnie znaczy “koniowatość”, a więc 
to, czym [was]  każdy koń jest. Okazuje się, że oznaczanie odpowiada zakresowi (extensio) 
obiektywnego  pojęcia,  znaczenie  zaś  jego treści  (intensio).  W odniesieniu  do oznaczania 
mówi się więc o <ekstensjonalności>, a w odniesieniu do znaczenia o <intensjonalności>. 
Należy dodać, że przedmioty oznaczane przez jakąś nazwę nazywają się jej “desygnatami”. 
Jest kwestią sporną, czy także zdania i funktory posiadają desygnaty. U Fregego desygnatem 
zdania jest jego wartość logiczna, a więc jego prawda lub fałsz.

Oznaczanie jest istotnie słabszą funkcją niż znaczenie, o tyle, że wraz ze znaczeniem dane 

jest zawsze oznaczanie, lecz nie odwrotnie. Wynika to z faktu, że ta sama klasa desygnatów 
może mieć różne treści, a więc jednej i tej samej klasie desygnatów mogą odpowiadać różne 
znaczenia. Weźmy np. słowo “trójkąt”. Przez wyliczenie wszystkich trójkątów mamy dane 
oznaczanie tego słowa, ale temu oznaczaniu mogą odpowiadać całkowicie różne znaczenia, 
np.   znaczenia   utworzone   z   następujących   treści:   płaska   trójkątna   figura,   płaska   figura   z 
trzema  bokami,  figura o wewnętrznej sumie  kątów równej 180” itd. Każda z tych  treści 
jednoznacznie determinuje klasę desygnatów słowa “trójkąt”.

Mimo   to   logika   współczesna   i   przyrodoznawstwo   wykazują   uderzającą   tendencję   do 

ekstensjonalnego   myślenia,   tzn.   do   używania   nazw   z   uwzględnieniem   wyłącznie   ich 
oznaczania. Ta w sobie osobliwa i ponadto przez wielu filozofów i humanistów zwalczana 
tendencja staje się zrozumiała, gdy uwzględnimy, że oznaczaniem jest o wiele łatwiej się 
posługiwać niż znaczeniem. Wprawdzie całkowite wyłączenie znaczenia wydaje się raczej 
niemożliwe, gdyż ostatecznie oznaczanie może być zdeterminowane tylko przez znaczenie, 
to jednak zalety postępowania ekstensjonalnego są w wymienionych wyżej dziedzinach tak 
wielkie,   że   właśnie   ogólną   regułą   metodologiczną   uczyniono,   aby   postępować 
ekstensjonalnie, o ile jest to tylko możliwe.

Stopnie semantyczne.  W świetle powyższych rozważań staje się także zrozumiała inna 

ważna   teoria   semantyki   współczesnej,   teoria   tzw.   stopni   semantycznych.   Zasadniczą   jej 
myślą jest, że należy odróżnić język dotyczący rzeczy od języka dotyczącego samego języka; 
w stosunku do tego pierwszego drugi nazywa się jego “meta-językiem”. Nieco dokładniej 
teoria ta da się przedstawić w następujący sposób. Wszystkie byty, które (z naszego punktu 
widzenia) nie są znakami, traktujemy jako stopień zerowy. Dalej następuje klasa znaków, 
które oznaczają rzeczy, a więc elementy stopnia zerowego. Klasę tych znaków nazywamy 
“pierwszym stopniem” albo “językiem przedmiotowym”. Do niej dołącza się trzecia klasa: 
składa się ona ze znaków, które oznaczają znaki języka przedmiotowego. Tworzy ona “drugi 
stopień”   i   jest   metajęzykiem   w   stosunku   do   pierwszego   języka.   W   ten   sposób   można 
postępować w nieskończoność. Ogólnie językiem “n-tego stopnia” nazywa się taki język, w 
którym przynajmniej jeden z jego znaków oznacza pewien element stopnia n-1, żaden zaś nie 
oznacza elementu n-tego lub wyższego stopnia.

Teoria   ta   prowadzi   do   ustanowienia   nowej   ważnej   reguły   sensowności,   a   mianowicie 

następującej reguły semantycznej: każde wyrażenie, w którym mowa jest o nim samym, jest 
bezsensowne. Poprawność tej reguły jest łatwo zrozumiała na podstawie tego, co zostało 
powiedziane   wyżej:   wyrażenie   tego   rodzaju   należałoby   jednocześnie   do   dwóch   stopni 
semantycznych,   do   języka   przedmiotowego   i   do   metajęzyka,   a   to   z   kolei   jest   nie   do 

8

background image

pogodzenia z teorią stopni semantycznych.

Przykładem   zastosowania   tej   reguły   jest   sławny   <kłamca>,   nad   którym   trudzili   się 

wszyscy   logicy   od   czasów   Platona   aż   do   początków   tego   stulecia.   Zdanie   to   brzmi 
następująco: “To, co teraz mówię, jest fałszywe”. Stąd natychmiast powstaje sprzeczność, 
gdyż   jeżeli   wypowiadający   to   zdanie   mówi   prawdę,   wtedy   to,   co   mówi,   jest   fałszem, 
natomiast gdy nie mówi prawdy, wtedy to, co właśnie powiedział, jest prawdą. W oparciu o 
naszą regułę trudność ta da się jednak łatwo rozwiązać. Pokazuje ona bowiem, że <kłamca> 
nie jest w ogóle żadnym  zdaniem, lecz nonsensem semantycznym:  w tym  pseudo-zdaniu 
mówi się mianowicie coś o nim samym.

<Kłamca> jest tylko jednym przykładem spośród wielu innych antynomii semantycznych. 

Za pomocą samej syntaksy antynomie te nie mogą być rozwiązane. Okazało się także, że 
wiele   ważnych   pojęć,   jak   np.  pojęcie   prawdy,   pojęcie   desygnatu   itd,   da   się  bez   zarzutu 
analizować tylko na poziomie metajęzyka.

Z powyższego wynika, że wszystko, co należy powiedzieć o pewnej nauce, nie może być 

rozważane w języku tej nauki, lecz w jej meta-języku, zwanym także “meta-nauką”, tak np. 
analiza   symboliki   występującej   w   danej   nauce,   metodologia   i   wiele   innych.   Wiele   nauk 
posiada dzisiaj swoje metanauki, m.in. istnieje rozbudowana meta-logika i meta-matematyka.

O użyciu cudzysłowu.  W trakcie stosowania teorii stopni semantycznych sformułowano 

określone reguły techniczne dla używania cudzysłowu. Są one dzisiaj ściśle przestrzegane 
przez większość logików i metodologów nauki.

Jakieś wyrażenie stawia się w cudzysłowie, jeżeli oznacza ono samo siebie lub wyrażenie 

równokształtne  z nim,  bez cudzysłowu nie  oznacza ono samego  siebie, lecz  coś innego. 
Innymi   słowy:   wyrażenie   w   cudzysłowie   jest   znakiem   samego   tego   wyrażenia,   a   więc 
metajęzykowym wyrażeniem w odniesieniu do podobnego wyrażenia bez cudzysłowu.

Kilka przykładów rozjaśni sens tej reguły. Jeżeli napiszemy zdanie
kot jest zwierzęciem
bez umieszczania pierwszego słowa w cudzysłowie, wtedy zdanie to jest prawdziwe, gdyż 

pierwsze słowo oznacza znane zwierzę domowe. Jeżeli jednak napiszemy

“kot” jest zwierzęciem
wtedy   sformułujemy   zdanie   fałszywe,   gdyż   słowo   znajdujące   się   w   cudzysłowie   nie 

oznacza żadnego kota, lecz słowo “kot”. a żadne słowo nie jest zwierzęciem.

W przeciwieństwie do tego zdanie
“kot” składa się z trzech liter
jest oczywiście prawdziwe, ale zdanie
kot składa się z trzech liter
jest równie oczywiście fałszywe, gdyż znane wszystkim drapiące zwierzątko nie składa się 

przecież z liter.

Wyrażenie   znajdujące   się   w   cudzysłowie   jest   zawsze   nazwą,   nawet   wtedy,   gdy   bez 

cudzysłowu byłoby zdaniem lub funktorem; w cudzysłowie jest ono nazwą tego zdania albo 
tego funktora.

W języku potocznym cudzysłowy są oczywiście używane także w inny sposób, stawia się 

je np., gdy jakieś wyrażenie występuje w innym niż jego zwykły sens. W takich sytuacjach 
warte byłoby jednak polecenia  zastosowanie innych  znaków (innego graficznego kształtu 
cudzysłowu) niż te, których techniczne użycie zostało tutaj opisane.

9

background image

10. Sens semantyczny i weryfikowalność

Metodologiczne   znaczenie   problemu.  Jak   to   już   zostało   powiedziane,   należy  odróżnić 

syntaktyczny   i   semantyczny   sens   pewnego   wyrażenia.   Może   się   bowiem   bardzo   łatwo 
zdarzyć, że wyrażenie jest poprawnie utworzone według reguł danego języka, a więc jest 
syntaktycznie  sensowne, a mimo  to nie posiada sensu semantycznego. Aby pewien znak 
mógł   mieć   sens   semantyczny,   muszą   zostać   spełnione   określone   warunki  pozajęzykowe. 
Warunki te łączą się z weryfikowalnością zdań, tzn. z metodą, która pozwala nam stwierdzić, 
czy pewne zdanie jest prawdziwe czy fałszywe.

W   wyniku   najnowszego   rozwoju   nauk   przyrodniczych   weryfikowalność   stała   się 

niezwykle ważna dla metodologii. Pokazują to dwa następujące fakty.

(1)   Rozwój   nowożytnego   przyrodoznawstwa   stał   się   możliwy   dopiero   dzięki 

wyeliminowaniu pewnych wyrażeń filozoficznych, mianowicie takich, których obecność w 
zdaniach uniemożliwiała zweryfikowanie tych zdań za pomocą środków empirycznych.

(2) W trakcie rozwoju do samej dziedziny nauk przyrodniczych  zostały wprowadzone 

pewne wyrażenia (np. “eter”). które w ten sam sposób jak wspomniane wyżej wyrażenia 
filozoficzne okazały się nieużyteczne.

Okoliczności te doprowadziły do żądania, aby wszystkie tego rodzaju wyrażenia wyłączyć 

z   języka   naukowego.   Opierający   się   na   pozytywistycznej   filozofii   metodologowie   Koła 
Wiedeńskiego, jak również zwolennicy szkoły empiryczno-logicznej rozciągnęli ten postulat 
na całość poznania i to początkowo w bardzo wąskich, dogmatycznych sformułowaniach. 
Stopniowo jednak doszła do głosu postawa bardziej tolerancyjna. Dla współczesnych badań 
cały   ten   spór   zaowocował   sformułowaniem   kilku   ważnych   i   ogólnie   obowiązujących 
wglądów   oraz   pewnych   reguł   dotyczących   metody   nauk   przyrodniczych,   ale   również 
doprowadził do ujawnienia się wielu trudnych problemów.

Zasada   weryfikowalności.  Istnieją   dwie   fundamentalne   reguły,   które   nazwane   zostały 

“zasadą weryfikowalności”. Brzmią one:

(1) Zdanie jest wtedy sensowne semantycznie, gdy można pokazać metodę, dzięki której 

jest ono weryfikowalne.

(2) Wyrażenie nie będące zdaniem jest wtedy sensowne semantycznie, gdy można  go 

używać jako części semantycznie sensownego, a więc weryfikowalnego zdania.

Oba powyższe zdania zawierają wiele słów, które muszą być dokładnie rozumiane, jeżeli 

chce się poprawnie uchwycić sens tej reguły.

Przede   wszystkim   należy   zauważyć,   że   nie   identyfikuje   się   w   nich   sensu   i 

weryfikowalności. Jest prawdą, że pewni filozofowie robili to, lecz ich stanowisko okazało 
się nie do utrzymania: sens  nie  jest tym samym co weryfikowalność. Chociaż zdanie,  aby 
mieć sens, musi być weryfikowalne, to z tego nie wynika, że sens i weryfikowalność są tym 
samym.

Dalej należy zauważyć, że w podanych wyżej zasadach weryfikowalność nie jest bliżej 

określona.   Także   i   w   tym   względzie   zajęto   początkowo   ekstremalne   stanowisko   chcące 
dopuścić tylko  jeden rodzaj  weryfikowalności,  a mianowicie  zmysłową  obserwację stanu 
rzeczy  domniemanego  w  jakimś   zdaniu.  Dzisiaj  przeważa   bardziej   tolerancyjna  postawa, 
dopuszcza   się   mianowicie   różne   sposoby   obserwacji.   Zgodnie   z  obowiązującym   dzisiaj 
ujęciem przedstawione wyżej reguły domagają się tylko  jakiejś  metody, za pomocą której 
moglibyśmy stwierdzić, czy zdanie jest (w pewnym stopniu) poprawne czy nie.

Aby   to   zrozumieć,   pomyślmy   np.   następujące   zdanie;   “Okno   w   moim   pokoju   jest 

0

background image

zamknięte”. W jaki sposób zdanie to mogłoby mieć sens, jeżeli nie byłoby wiadomo, jak 
można   ustalić   to,   co   zdanie   to   stwierdza?   Faktycznie   jednak   metoda   taka   istnieje,   gdyż 
wypowiadający   to   zdanie   wie,   że,   jeżeli   np.   chciałby   wyciągnąć   rękę   przez   okno,   to 
napotkałby opór itd.

Warto również zauważyć, że pierwsza z wymienionych wyżej zasad zawiera w pewnej 

mierze wszystkie inne warunki sensowności. Aby pewne zdanie było weryfikowalne, musi 
np. być sensowne syntaktycznie. Syntaktyczny nonsens jest niemożliwy do zweryfikowania.

Co   to   znaczy   “weryfikowalny”?  Wielką   jednak   trudność   sprawia   znaczenie   słowa 

“weryfikowalny” i “weryfikowalność”. Jakieś zdanie wtedy jest weryfikowalne, gdy można 
je albo zweryfikować, albo sfalsyfikować, tzn. jeżeli  możliwe jest  pokazanie, że jest ono 
prawdziwe   lub   fałszywe.   Co   to   jednak   znaczy   “możliwe”?   H.   Reichenbach   odróżnia 
następujące znaczenia tego słowa:

(1)   Techniczna   możliwość,  Zachodzi   ona   wtedy,   gdy   posiadamy   środki   pozwalające 

zweryfikować dane zdanie. W tym sensie np. zdanie “Temperatura jądra słonecznego wynosi 
20   000   000°   C”   nie   jest   bezpośrednio   weryfikowalne.   Nie   istnieje,   jakbyśmy   więc 
powiedzieli, żadna możliwość techniczna jego weryfikacji.

(2) Fizyczna możliwość.  Ma ona miejsce wtedy, gdy weryfikowanie zdania  nie stoi w 

sprzeczności z prawami natury. Wymienione wyżej zdanie o temperaturze jądra słonecznego 
jest fizycznie weryfikowalne, chociaż dla jego zweryfikowania nie posiadamy technicznej 
możliwości. W przeciwieństwie do tego zdanie “Jeżeli pewne ciało porusza się z prędkością 
350   000   km/s,   wtedy   jego   masa   staje   się   znikomo   mała”   nie   może   być   fizycznie 
zweryfikowane, gdyż zgodnie z prawami fizyki żadne ciało nie może poruszać się z taką 
prędkością.

(3) Logiczna możliwość. Zachodzi ona wtedy, gdy weryfikacja nie zawiera sprzeczności. 

Zdanie   wprowadzone   w   punkcie   (2),   chociaż   nie   jest   fizycznie   weryfikowalne,   to   jest 
weryfikowalne logicznie, ponieważ nie zawiera żadnej sprzeczności.

(4)   Transempiryczna   możliwość.  Jako   przykład   Reichenbach   wybiera   wypowiedź 

zwolenniczki jakiejś sekty religijnej: “Kot jest istotą boską”.

Podział tych możliwości jest przeprowadzony z pozytywistycznego punktu widzenia, a 

czwarty jego człon wydaje się alogiczną koncesją. Można byłoby sformułować inny podział, 
a mianowicie według rodzajów doświadczenia, za pomocą których pewne zdanie miałoby 
być weryfikowalne. Dałoby to w rezultacie zmysłową, introspekcyjną, fenomenologiczną i 
transnaturalną   weryfikowalność.   Wydaje   się   np.   niewątpliwe,   że   fenomenologowie 
weryfikują   swoje   zdania   przez  doświadczenie   swoistego   rodzaju,   przez   ogląd   istoty. 
Podobnie zdania należące do wiary nie są wprawdzie zweryfikowane, ale są weryfikowalne, 
z pewnością jednak nie za pomocą środków naturalnych.

Ze swojej strony R. Carnap sformułował zasadę tolerancji: każdy jest wolny w określeniu, 

jaki   rodzaj   weryfikacji   chce   dopuścić.   Dzisiaj   jednak   ogólnie   obowiązuje   reguła,   że   w 
naukach przyrodniczych tylko te zdania wolno traktować jako sensowne, które ostatecznie są 
weryfikowalne przez doświadczenie zmysłowe. Przez weryfikowalność rozumie się jednak 
zwykle   coś   szerszego   niż   weryfikowalność   techniczną   i   coś   węższego   niż   czystą 
weryfikowalność fizyczną.

Zasada  intersubiektywności.  Zasada  weryfikowalności  została  jeszcze  o wiele  mocniej 

dookreślona   przez   tzw.   zasadę   intersubiektywności.   Zgodnie   z   tą   zasadą   weryfikowanie 
niezbędne dla sensowności jakiegoś zdania, musi być intersubiektywne, tzn. dostępne wielu 
badaczom.   Nie   wystarcza,   aby   w   ogóle   istniała   jakaś   metoda   weryfikacji,   przynajmniej 

1

background image

zasadniczo   użycie   tej   metody   musi   być   intersubiektywnie   możliwe.   Metodologowie 
neopozytywistyczni,   którzy   sformułowali   tę   zasadę,   odrzucili   na   jej   podstawie   każdego 
rodzaju   psychologię   introspekcyjną   jako   bezsensowną.   Sądzili   mianowicie,   że   zdania   o 
własnych   stanach   psychicznych   nie   mogą   być   nigdy  zweryfikowane   przez   innych   i  stąd 
muszą być pozbawione jakiegokolwiek sensu. Rzeczywiście, wydaje się, że w tym wypadku 
weryfikacja   intersubiektywna   jest   logicznie   niemożliwa.   Z   tego   powodu   zasada 
intersubiektywności   doprowadziła   najpierw   do  całkowitego  fizykalizmu,  tzn.   do   zakazu 
używania wyrażeń, które nie oznaczają procesów lub rzeczy fizycznych.

Jest jednak oczywiste, że, ściśle wzięta, zasada intersubiektywności zabraniałaby każdego 

zdania w ogóle. Także bowiem w dziedzinie tego, co fizyczne, obserwacja  tego samego 
fenomenu przez dwóch badaczy nie jest możliwa: albo obserwują go po kolei, a w tym czasie 
zachodzi zmiana w fenomenie, staje się on inny, albo widzą go z dwóch różnych punktów 
obserwacyjnych,   wtedy   zaś   spostrzegają   różne   aspekty   fenomenu,   każdy   inny.  Żadna 
weryfikacja nie może być ściśle intersubiektywna.

Dlatego zasada ta nie jest dzisiaj wprost odrzucana, a jest traktowana raczej jako tylko 

zasada regulatywna. Zgodnie z dzisiejszym poglądem, powinno się, tak dalece jak to jest 
możliwe, używać tylko takich wyrażeń i tworzyć tylko takie zdania, które mogą być przez 
innych względnie łatwo zweryfikowane. Tak sformułowana, reguła ta obowiązuje ogólnie dla 
wszystkich dziedzin wiedzy i powinna być w nich ściśle stosowana. Niestety zbyt wielu ludzi 
jeszcze nie zrozumiało, jak to jest ważne. Dla wszystkich nauk empirycznych - z wyjątkiem 
psychologii, chyba, że należałoby ją uznać za naukę przyrodniczą - zasada ta obowiązuje w 
tym sensie, że wszystkie zdania indywidualne powinny być weryfikowalne przez obserwację 
zmysłową.

Weryfikowalność   zdań   ogólnych.  Można   byłoby   teraz   słusznie   zapytać,   jak   mają   się 

rzeczy w wypadku zdań ogólnych?  Tego rodzaju zdanie nie może być  oczywiście nigdy 
zweryfikowane przez obserwację zmysłową. Dałoby się jeszcze np. zweryfikować, że pewien 
fenomen wystąpił w 100, 100 000, 100 000 000 wypadków, ale logicznie niemożliwe jest 
zweryfikowanie, że doszedł on do skutku we wszystkich możliwych wypadkach. O ile więc 
ktoś nalega wyłącznie na weryfikowalność zmysłową, to wszystkie zdania ogólne wydają się 
bezsensowne. Jednak z drugiej strony, nauki przyrodnicze bez zdań ogólnych są niemożliwe, 
składają się one przecież głównie właśnie z takich zdań i bez nich nie mogłyby być naukami 
przyrodniczymi.

Metodologowie odróżniają dwie klasy zdań ogólnych: tzw. logiczne i tzw. empiryczne 

zdania   ogólne.   Według   powszechnie   panującego   poglądu   pierwsze   z   nich   nie   mogą   być 
zweryfikowane przez obserwację, nie jest to również konieczne dla ich sensowności. W jaki 
jednak sposób takie zdanie mogłoby być mimo to sensowne, jest to pytanie, które wywołało 
różne,   zależne   od   stanowiska   filozoficznego,   poglądy.   Badacze   nastawieni 
fenomenologicznie   przyjmują,  że   aksjomaty   logiki  są   weryfikowalne   dzięki   duchowemu 
wglądowi, np. dzięki widzeniu istoty; przeciwnie empiryści, uważają oni tego rodzaju zdania 
za   <puste>,   tzn.   wprawdzie   nie   za   całkiem   bezsensowne,   ale   jednak   za   niezależne   od 
ogólnych   reguł   sensowności   semantycznej.   Jakkolwiek   można   byłoby   to   teoretycznie 
uzasadniać, faktem jednakże pozostaje, że logicznych zdań ogólnych nie da się zmysłowo 
(empirycznie)   zweryfikować.   W   tym   leży   fundamentalna   różnica   między   dzisiejszą 
metodologią a dawniejszymi poglądami Comte'a i Milla.

W   przeciwieństwie   do   tego   tzw.   empiryczne   zdania   ogólne,   zgodnie   z   przeważającą 

opinią, są wtedy sensowne semantycznie, jeżeli można z nich wyprowadzić przynajmniej 
jedno zdanie weryfikowalne przez obserwację zmysłową. I tak np. zdanie “Każdy kawałek 
siarki spala się niebieskim płomieniem” jest sensowne, gdyż można z niego wyprowadzić 

2

background image

zmysłowo   weryfikowalne   zdanie   “Ten   kawałek   siarki   spala   się  niebieskim   płomieniem”. 
Natomiast   zdanie   filozoficzne   “Każdy   kawałek   siarki   składa   się   z   materii   i   formy”   jest 
bezsensowne,   ponieważ   nie   można   z   niego   wyprowadzić   żadnego   zmysłowo 
obserwowalnego zdania.

W   ostatnich   czasach   okazało   się   jednak,   że   precyzyjne   sformułowanie   tego   postulatu 

napotyka na duże trudności. Główną trudność można przedstawić w następujący sposób: z 
pojedynczego zdania nie da się zwykle nic wyprowadzić, tylko z wielu zdań, a więc np. z 
uprzednio   skonstruowanej   teorii   itd.   Należy   więc   wspomnianą   zasadę   rozszerzyć   w   tym 
właśnie sensie. Wtedy jednak okazuje się, że praktycznie ze wszystkich zdań wyprowadzalne 
jest   jakieś   zdanie   zmysłowo   weryfikowalne.   Jako   przykład   może   posłużyć   zdanie 
metafizyczne “Absolut jest doskonały”. Jeżeli połączymy je ze zdaniem “To drzewo tutaj 
kwitnie”, wtedy z tego połączenia można wyprowadzić np. zdanie “Na tym drzewie tutaj są 
kwiaty” i w ten sposób nasze z pewnością nieprzyrodnicze zdanie o bycie absolutnym stanie 
się w sensie nauk przyrodniczych weryfikowalne i sensowne.

Jedyne, jak się wydaje, możliwe dzisiaj rozwiązanie tej trudności polegałoby na zrobieniu 

inwentarza   wyrażeń,   które   miałyby   obowiązywać   jako   dopuszczalne   w   naukach 
przyrodniczych. Jak widać, chodzi tu ostatecznie nie o prawdę, której w jakikolwiek sposób 
można byłoby dowieść, lecz wyłącznie o regułę czysto praktyczną. Jej uprawomocnienie leży 
w jej pożyteczności dla rozwoju nauk przyrodniczych. W innych dziedzinach nie wchodzi 
ona oczywiście w rachubę i tylko w oparciu o wątpliwe dogmaty filozoficzne można byłoby 
w nich bronić jej pożyteczności lub konieczności.

Inną trudność stwarzają słowa oznaczające stany, np. “rozpuszczalny”. Chociaż zmysłowo 

można  zweryfikować,  że pewna substancja faktycznie  się (np. w wodzie) rozpuszcza,  to 
jednak jeżeli z tego chce się wyprowadzić definicję rozpuszczalności w wodzie, dochodzi do 
niezgodności.   Na   podstawie   takiej   definicji   łatwo   byłoby   bowiem   pokazać,   że   każdy 
przedmiot,   np.   kawałek   żelaza,  którego   nigdy   nie   włożono   do   wody,   musi   uchodzić   za 
rozpuszczalny w wodzie. A jednak nauki przyrodnicze nie mogą się obyć bez tego rodzaju 
słów. R. Carnap częściowo rozwiązał tę trudność za pomocą wprowadzonych przez siebie 
<definicji redukcyjnych>. Nie możemy się dalej zajmować tymi pytaniami, wspomnieliśmy o 
nich  jednak,  aby wskazać  na  te ważne  problemy,  które  wynikają  ze ściśle  ujętej  zasady 
weryfikowalności.

3

background image

11. Przykład zastosowania metod semantycznych

A. TARSKI: POJĘCIE ZDANIA PRAWDZIWEGO W JĘZYKU POTOCZNYM

6

Aby wprowadzić czytelnika w krąg rozważań, wydaje mi się wskazane pobieżnie choćby 

omówić   problemat   definicji   prawdy   w   zastosowaniu   do  języka   potocznego;  pragnę   tu 
zwłaszcza   uwypuklić   te   różnorodne   trudności,   na   które   napotykają   próby   rozwiązania 
wspomnianego zagadnienia.

Spośród różnych usiłowań, mających na celu zbudowanie poprawnej definicji prawdy dla 

zdań   języka   potocznego,   najnaturalniejszą   wydaje   się   próba   skonstruowania  definicji 
semantycznej. 
Mam tu na myśli tego rodzaju definicję, która w pierwszym rzucie dałaby się 
ująć w następujących słowach:

(1) zdanie prawdziwe jest to zdanie, które wyraża, że tak a tak rzeczy się maja, i rzeczy  

mają się tak właśnie. 

Wysłowienie powyższe jest jeszcze, rzecz oczywista, nader niedoskonałe pod względem 

poprawności formalnej oraz jasności i jednoznaczności występujących w nim wyrażeń. Tym 
niemniej sens intuicyjny i ogólna intencja tego wysłowienia wydają się dość przejrzyste i 
zrozumiałe;  zadaniem  definicji  semantycznej  byłoby  właśnie  sprecyzowanie  tej  intencji  i 
ujęcie jej w poprawną formę.

Jako punkt wyjścia narzucają się tu pewne zdania o bardziej specjalnym charakterze, które 

mogą być uważane za cząstkowe definicje prawdziwości zdania lub raczej za wyjaśnienia 
różnych konkretnych zwrotów typu “x jest zdaniem prawdziwym”. Oto ogólny schemat tego 
rodzaju zdań:

(2)  x jest zdaniem prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy p;  aby przejść do konkretnych 

wyjaśnień, zastępujemy w tym schemacie symbol  “p” przez jakiekolwiek zdanie, zaś “x” - 
przez dowolną nazwę jednostkową tego zdania.

Mając daną nazwę jednostkową zdania, możemy dla niej skonstruować wyjaśnienie typu 

(2)   w   każdym   przypadku,   w   którym   potrafimy   wymienić   zdanie,   oznaczane   przez   daną 
nazwę. Najważniejszą i najczęściej  spotykaną  kategorię  nazw, dla których  spełniony jest 
powyższy warunek, stanowią tzw. nazwy cudzysłowowe; jak łatwo się domyśleć, terminem 
tym oznaczamy każdą tego rodzaju nazwę zdania lub dowolnego innego wyrażenia (nawet 
bezsensownego), która składa się z cudzysłowów, lewostronnego i prawostronnego, oraz z 
wyrażenia, zawartego między cudzysłowami, a będącego właśnie desygnatem nazwy. Jako 
przykład   cudzysłowowej   nazwy   zdania   służyć   może   choćby   “śnieg   pada”;   odpowiednie 
wyjaśnienie typu (2) brzmi wówczas:

(3) “śnieg pada” jest zdaniem prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy śnieg pada.
Inną kategorię nazw jednostkowych zdań, dla których potrafimy konstruować analogiczne 

wyjaśnienia,   stanowią   tzw.  nazwy   strukturalnoopisowe,   tj.   nazwy   opisujące,   z   jakich 
wyrazów składa się wyrażenie, będące desygnatem nazwy, z jakich znaków składa się każdy 
poszczególny wyraz i w jakim porządku te znaki i wyrazy po sobie następują. Nazwy takie 
dają   się   formułować   bez   pomocy   cudzysłowów.   W   tym   celu   należy  włączyć   do   języka 
rozważań, a więc - w danym wypadku - do języka potocznego, jakiekolwiek jednostkowe, ale 
nie cudzysłowowe nazwy wszystkich liter i innych znaków, z których składają się wyrazy i 
wyrażenia języka: tak np. jako nazwy spółgłosek “f”, “j”, “p”, “x”... narzucają się wyrazy 

A. Tarski,  Pojecie prawdy w jezykach nauk dedukcyjnych,  Warszawa 1933, s. 4-15 (z opuszczeniami). 

Jestem wielce zobowiazany Panu Profesorowi Tarskiemu za uprzejme pozwolenie przedrukowania tego tekstu.

4

background image

“ef”, “jot”, “pe”, “iks”... zaś jako nazwy samogłosek “a”, “e”, “i”... można by np. obrać 
“aj”, “ej”, “ij”...  (nie zaś  “a”, “e”, “i”...  - dla uniknięcia wieloznaczności). Łatwo zdać 
sobie sprawę, że każdej nazwie cudzysłowowej daje się obecnie przyporządkować wyrażona 
bez pomocy cudzysłowów nazwa strukturalnoopisowa o tym samym zakresie (tj. oznaczająca 
to samo wyrażenie) i vice versa; tak np. nazwie “śnieg” odpowiada nazwa “wyraz, składający 
się   z   pięciu   kolejnych   liter:  eś,  en,   ij,   ej  i  ge”.  Jest   więc   oczywiste,   że   dla   nazw 
strukturalnoopisowych zdań możemy również konstruować cząstkowe definicje typu (2), jak 
to widać z następującego choćby przykładu:

(4)  wyrażenie, które składa się z dwu wyrazów, z których pierwszy składa się z pięciu 

kolejnych liter: eś, en, ij, ej i ge, zaś drugi - z czterech kolejnych liter: pe, aj, de i aj, jest  
zdaniem prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy śnieg pada.

Twierdzenia   analogiczne   do   (3)   i   (4)   wydają   się   intuicyjnie   oczywiste   i   najzupełniej 

zgodne z tą intuicją prawdziwości, która tkwi w wysłowieniu (1); nie budzą one na ogół 
wątpliwości pod względem jasności treści i poprawności formy (oczywiście przy założeniu, 
że   zdania,   które   podstawiamy   w   (2)   zamiast   symbolu  p,   nie   nasuwają   podobnych 
wątpliwości).

Niezbędne tu jest jednak pewne zastrzeżenie. Znane są sytuacje, w których twierdzenia 

tego   właśnie   typu   w   zestawieniu   z   pewnymi   innymi,   intuicyjnie   nie   mniej   oczywistymi 
przesłankami prowadzą do jawnej sprzeczności, mianowicie do tzw. antynomii kłamcy. Oto 
możliwie proste ujęcie tej antynomii pochodzące od J. Łukasiewicza.

Umówmy   się   dla   większej   przejrzystości   używać   symbolu  “c”  jako   skrótu 

typograficznego wyrażenia  “zdanie, wydrukowane na tej stronicy w wierszu 25 od góry”. 
Zwróćmy uwagę na następujące zdanie:

c nie jest zdaniem prawdziwym.
Pamiętając o znaczeniu symbolu “c”, stwierdzamy nadto na drodze empirycznej, iż:
(α) “c nie jest zdaniem prawdziwym” jest identyczne z c. Dla nazwy cudzysłowowej (lub 

jakiejkolwiek innej nazwy jednostkowej) powyższego zdania budujemy wyjaśnienie typu (2):

(β) “c nie jest zdaniem prawdziwym” jest zdaniem prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy c 

nie jest zdaniem prawdziwym. 

Zestawiając przesłanki (α) i (β), uzyskujemy natychmiast sprzeczność:
c jest zdaniem prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy c nie jest zdaniem prawdziwym.
Łatwo   się   zorientować,   gdzie   tkwi   źródło   tej   sprzeczności:   w   celu   skonstruowania 

twierdzenia (α) podstawiliśmy zamiast symbolu  “p”  w schemacie (2) tego rodzaju zwrot, 
który sam zawiera w sobie termin “zdanie prawdziwe” (wobec czego uzyskane twierdzenie - 
w przeciwstawieniu np. do (3) i (4) - nie może już być  uważane za cząstkową definicję 
prawdy). Nie widać jednak rozsądnego powodu, dla którego podobne podstawienia miałyby 
być zasadniczo wzbronione.

Poprzestaję   tu   na   sformułowaniu   powyższej   antynomii,   rezerwując   sobie   na   później 

wyciągnięcie z tego faktu należytych konsekwencji. Na razie abstrahując od tej trudności, 
podejmę myśl zbudowania definicji zdania prawdziwego na drodze uogólnienia wyjaśnień 
tego typu co (3). Na pozór zadanie to może wydać się zupełnie łatwe - dla tych zwłaszcza, 
którzy władają nieco aparatem współczesnej logiki matematycznej. Mogłoby się zdawać, że 
podstawiając w (3) zamiast dwukrotnie występującego tam wyrażenia “śnieg pada” dowolną 
zmienną zdaniową (tj. symbol, za który wolno podstawiać dowolne zdania) i stwierdzając 
następnie,  że  uzyskany zwrot ma  walor dla  wszelkiej  wartości zmiennej,  dochodzi  się z 
miejsca do zdania, obejmującego wszystkie twierdzenia typu (3) jako szczególne przypadki:

(5) dla dowolnego p - “p” jest zdaniem prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy p.

5

background image

Zdanie powyższe nie mogłoby być jeszcze uważane za ogólną definicję zwrotu “x  jest 

zdaniem prawdziwym” z tego choćby względu, że zakres możliwych podstawień symbolu 
x” uległ tu zwężeniu do nazw cudzysłowowych. Aby usunąć to ograniczenie, należałoby się 
odwołać   do  znanego   intuicyjnie   faktu,  że   każdemu   zdaniu   prawdziwemu  (i   w  ogólności 
każdemu zdaniu) odpowiada nazwa cudzysłowowa, oznaczająca to właśnie zdanie. Opierając 
się   na   tej   intuicji,   można   by  się   pokusić   o  uogólnienie   wysłowienia   (5)   na   następującej 
choćby drodze:

(6) dla dowolnego x - x jest zdaniem prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy - dla pewnego p 

- x jest identyczne z “p” i przy tym p.

Na pierwszy rzut  oka gotowi bylibyśmy może przyjąć zdanie (6) za poprawną definicję 

semantyczną   wyrażenia   “zdanie   prawdziwe”,   realizującą   w   precyzyjny   sposób   intencję 
wysłowienia   (1)   i   uznać   wobec   tego,   że   stanowi   ono   zadowalające   rozstrzygnięcie 
interesującego   tu   nas   zagadnienia.   W   gruncie   jednak   rzeczy   sprawa   nie   przedstawia   się 
bynajmniej   tak   prosto:   z   tą   chwilą,   gdy   zaczynamy   bliżej   analizować   znaczenie 
występujących   w   (5)   i   (6)   wyrażeń   cudzysłowowych,   dostrzegamy   szereg   trudności   i 
niebezpieczeństw.

Nazwy cudzysłowowe można traktować tak jak pojedyncze wyrazy języka, a zatem jak 

wyrażenia syntaktycznie niezłożone; poszczególne części składowe tych nazw - cudzysłowy i 
wyrażenia, zawarte między cudzysłowami, - pełnią tę samą funkcję, co litery lub zespoły 
kolejnych liter  w pojedynczych wyrazach, nie posiadają zatem w tym kontekście żadnego 
samodzielnego   znaczenia.   Każde   wyrażenie   cudzysłowowe   jest   wówczas   stałą   nazwą 
jednostkową   pewnego   określonego   wyrażenia   (tego   mianowicie,   które   jest   ujęte   w 
cudzysłowy) i to nazwą o tym samym charakterze co imiona własne ludzi; w szczególności 
np. nazwa “p” oznacza jedną z liter alfabetu. Przy tej interpretacji - która nb. wydaje się 
najbardziej naturalna i najzupełniej zgodna z intuicją potoczną - cząstkowe definicje tego 
typu co (3) nie są podatne dla jakichkolwiek rozsądnych uogólnień. W każdym zaś razie za 
uogólnienie   takie   niepodobna   uważać   zdania   (5)   czy   też   (6):   wyprowadzając   bowiem 
konsekwencje z (5) za pomocą tzw. reguły podstawiania, nie mamy prawa czegokolwiek 
podstawiać zamiast litery “p”, wchodzącej w skład wyrażenia cudzysłowowego (podobnie 
jak nie wolno nic podstawiać zamiast litery “p”, występującej w wyrazie “prawdziwym”), w 
ten   sposób   jako   wniosek   uzyskujemy   nie   (3),   a   następujące   zdanie:  “p”   jest   zdaniem 
prawdziwym wtedy i tylko wtedy, gdy śnieg pada. 
Widać już stąd, że zdania (5) i (6) nie są 
wypowiedziami   myśli,   które   pragnęlibyśmy   wyrazić,   że   są   to,   co   więcej,   jawne 
niedorzeczności z intuicyjnego punktu widzenia. Zdanie (5) prowadzi nawet z miejsca do 
sprzeczności:   można   bowiem   z   niego,   obok   konsekwencji   przytoczonej   powyżej, 
wyprowadzić  z równą łatwością konsekwencję sprzeczną:  “p” jest zdaniem  prawdziwym 
wtedy i tylko wtedy, gdy śnieg nie pada.  
(6) nie prowadzi co prawda samo przez się do 
sprzeczności,   pociąga   za   sobą   natomiast   jawnie   niedorzeczny   wniosek,   w   myśl   którego 
jedynym zdaniem prawdziwym jest litera “p”.

Wobec niepowodzenia dotychczasowych prób nasuwa się mimo woli przypuszczenie, że 

rozważane tu zagadnienie nie daje się w ogóle w sposób zadowalający rozwiązać. Można 
istotnie   przytoczyć   ważkie   argumenty   natury   ogólnej,   które   przemawiają   za   tym 
przypuszczeniem, a które tu pobieżnie tylko omówię.

Charakterystyczną  cechą  języka  potocznego  (w   przeciwstawieniu   do  różnych  języków 

naukowych)   jest   jego   uniwersalizm:   byłoby   niezgodne   z   duchem   tego   języka,   gdyby   w 
jakimkolwiek innym języku występowały wyrazy lub zwroty, nie dające się przetłumaczyć 
na język potoczny; “jeśli o czymkolwiek można w ogóle z sensem mówić, to można o tym 
mówić   i   w   języku   potocznym”.   Kultywując  tę   uniwersalistyczną   tendencję   języka 
potocznego w odniesieniu do rozważań semantycznych, musimy konsekwentnie włączać do 

6

background image

języka obok dowolnych jego zdań lub innych wyrażeń również nazwy tych zdań i wyrażeń, 
zdania, zawierające te nazwy, a dalej takie wyrażenia semantyczne jak “zdanie prawdziwe”, 
“nazwa”, “oznacza” itd. Z drugiej strony ten właśnie uniwersalizm języka  potocznego  w 
zakresie   semantyki   jest   przypuszczalnie   istotnym   źródłem   wszelkich   tzw.   antynomii 
semantycznych   takich   jak   antynomia   kłamcy   lub  antynomia   wyrazów   heterologicznych; 
antynomie te zdają się po prostu wykazywać, że na gruncie każdego języka, który byłby w 
powyższym  sensie uniwersalny i który by podlegał przy tym normalnym  prawom logiki, 
musi wyłonić się sprzeczność. Dotyczy to tego zwłaszcza sformułowania antynomii kłamcy, 
które   podałem   na   str.   46,   a   które   nie   zawiera   funkcji   cudzysłowowej   o   argumencie 
zmiennym. Analizując antynomię w powyższym sformułowaniu, dochodzimy mianowicie do 
przeświadczenia, że nie może istnieć język niesprzeczny, zachowujący zwykłe prawa logiki a 
przy   tym   czyniący   zadość   następującym   warunkom:   (I)   obok   dowolnego   zdania, 
występującego w języku, pewna nazwa jednostkowa tego zdania należy do języka; (II) każde 
wyrażenie, uzyskane z (2) przez zastąpienie symbolu  “p” dowolnym zdaniem języka, zaś 
symbolu “x” - nazwą jednostkową tego zdania, ma być uznane za zdanie prawdziwe danego 
języka; (III) w języku tym można sformułować i uznać za zdanie prawdziwe uzasadnioną 
empirycznie przesłankę równoznaczną z (β).

Jeśli uwagi powyższe są słuszne, to sama możność konsekwentnego i przy tym zgodnego z 

zasadami logiki i z duchem języka potocznego operowania wyrażeniem “zdanie prawdziwe”  
i, co za tym idzie, możność zbudowania jakiejkolwiek poprawnej definicji tego wyrażenia 
wydaje się mocno zakwestionowana.

7

background image

IV. METODA AKSJOMATYCZNA

12. Uwagi ogólne

Struktura   poznawania   pośredniego.  Jeżeli   przedmiot   poznawania   nie   jest   dany 

bezpośrednio, wtedy musi zostać poznany przez inny przedmiot, a więc pośrednio. Ponieważ 
przedmiot jest pewnym stanem rzeczy, ten zaś uchwytywany jest w zdaniu  [Satz], stąd w 
wypadku każdego poznawania pośredniego chodzi o  wnioskowanie  na podstawie jednego 
zdania   o   drugim   albo   o  wyprowadzenie  drugiego   zdania   z   pierwszego.   Jednym   z 
najważniejszych osiągnięć ścisłej metodologii jest dojrzenie, że prawdziwość jakiegoś zdania 
musi albo być bezpośrednio zrozumiana, albo pośrednio wywnioskowana; inne postępowanie 
nie istnieje i nie może istnieć. W dalszym ciągu będziemy jednak mówić, jak to jest dzisiaj 
we zwyczaju, nie o zdaniach [Satz], lecz o (sensownych) wypowiedziach [Aussage].

Jak dochodzi do skutku wnioskowanie? Są tutaj dwa założenia:  po pierwsze, potrzebne 

jest   zdanie  [Aussage]  uznane   za   prawdziwe,  po   drugie,   reguła,   która   pozwala   nam   “na 
podstawie” tego zdania uznać za prawdziwe inne zdanie. Przy bliższym przyjrzeniu okazuje 
się mianowicie, że zdanie będące założeniem musi być zawsze złożone; chodzi przy tym o 
koniunkcję (logiczny produkt) przynajmniej dwóch zdań. Prosty przykład jest następujący: 
mamy zdanie warunkowe o formie “Jeżeli A, to B” i do tego zdanie o formie “A”; posiadamy 
również regułę wnioskowania, która może być sformułowana następująco: “Jeżeli w systemie 
występuje   zdanie   warunkowe   (“Jeżeli  A,   to  B”),   a   także   zdanie   równokształtne   z   jego 
poprzednikiem   (“A”),   wtedy   do   systemu   wolno   wprowadzić   zdanie   równokształtne   z 
następnikiem zdania warunkowego (“B”). Na podstawie tych zdań i za pomocą wymienionej 
reguły wnioskujemy o “B”.

Przykład ten można uogólnić i powiedzieć, że przesłanki mają formę F(p

1

, p

2

, p

3

, ..., p

n

) i 

p

j

 (przy czym 1 

 j 

 n), zaś reguła wnioskowania pozwala na podstawie tego wnioskować o 

p

k

 (1 

 k 

 n). Zdarza się również, że zamiast p

j

 lub p

k

 mamy do czynienia z ich negacjami - 

jednak   podstawowa   struktura   pozostaje   zawsze   ta   sama.   Każde   poznawanie   pośrednie 
posiada tę a nie inną formę. 

Jeszcze   kilka   uwag   terminologicznych.   Zdania   będące   założeniami   nazywa   się 

“przesłankami”,   zdanie   z   nich   wyprowadzone   “wnioskiem”,   operację,   w   której,   aby 
uzasadnić wniosek, wyraźnie formułuje się przesłanki i regułę, “dowodem”. Wprowadzona 
wyżej,   często   używana,   reguła   wnioskowania   jest   to  modus   ponendo   ponens  lub   krócej 
modus ponens.

Prawo i reguła. Uwagi powyższe nie dla każdego będą natychmiast jasne. Po co, można 

zapytać, jeszcze reguły? Weźmy np. sylogizm kategoryczny Barbara:

Wszyscy logicy palą fajki,
Wszyscy metodologowie są logikami,
Więc wszyscy metodologowie palą fajki.
Wniosek, może ktoś powiedzieć, wynika tutaj bezpośrednio z przesłanek i co więcej nie 

zakłada   on   żadnego   zdania   warunkowego;   mamy   tu   do   czynienia   z   sylogizmem 
kategorycznym.

Jednakże   tak   nie   jest.   Warto   zwrócić   uwagę,   że   Arystoteles,   twórca   sylogistyki 

kategorycznej, nigdy nie konstruował swoich sylogizmów w wyżej podanej formie. Nasz 

8

background image

przykład sformułowałby następująco:

Jeżeli wszyscy logicy palą fajki
i wszyscy metodologowie są logikami,
wtedy wszyscy metodologowie palą fajki.
Aby w tym  wypadku dojść do wniosku (“wszyscy metodologowie palą fajki”), trzeba 

mieć   jeszcze   inną   przesłankę,   mianowicie   (złożone)   zdanie:  Wszyscy   logicy   palą   fajki   i 
wszyscy   metodologowie   są   logikami.
  Chociaż   więc   sam   sylogizm   jest   kategoryczny,   to 
dowód otrzymuje się tylko w ten sposób, że dodatkowo zakłada się modus ponendo ponens
Modus ten nie musi być pomyślany jako prawo, lecz jako reguła. Prawo mówi, co jest - w 
naszym wypadku: jeżeli to, wtedy to; my musimy jednak wiedzieć,  co możemy robić, a to 
może być dane tylko na podstawie reguły.

Nie   potrzeba   oczywiście   przy   każdym   wnioskowaniu   myśleć   o   tej   regule,   proces 

wnioskowania jest często tak prosty i naturalny, że stosujemy go bez żadnych trudności. Ale, 
po pierwsze,  sytuacja  nie jest zawsze tak  prosta jak w naszym  sylogizmie,  w  wyższych 
regionach   myślenia   prawie   nigdy  nie   jest   ona   prosta,   przeciwnie,   zwykle   jest   aż   nazbyt 
skomplikowana. Po drugie, z powodów przedstawionych w rozdziale o formalizmie, w tego 
rodzaju   skomplikowanych   procesach   dowodzenia   musimy   często   posługiwać   się 
formalizmem. Jeżeli to jednak robimy, to abstrahujemy od sensu używanych zdań i w ogóle 
nie jesteśmy w stanie postępować bez wyraźnie sformułowanej reguły.

Są  to   powody,  za   pomocą   których  teoretycy   metody   aksjomatycznej   usprawiedliwiają 

odróżnienie między prawem a regułą.

Dwie podstawowe formy wnioskowania.  Odróżnienie praw od reguł posiada nie tylko 

duże znaczenie teoretyczne,  pozwala ono także, jak to pokazał J. Łukasiewicz, podzielić 
wszystkie procesy dowodzenia na dwie wielkie klasy, mianowicie na dedukcję i redukcję. 
Podział ten będzie tworzył ogólne ramy dla dalszego przedstawienia współczesnych metod 
myślenia.

Zakłada  się, że we wszystkich  dowodach  przesłanki  mogą  być  tak przekształcone,  że 

jedna jest zdaniem warunkowym (“Jeżeli  A, to  B”), druga zaś jest równokształtna bądź z 
poprzednikiem,   bądź   z   następnikiem   tego   zdania.   Tak   jest   również   faktycznie:   logika 
matematyczna   zawsze   dopuszcza   tego   rodzaju   transformację.   Oba   wypadki   można 
przedstawić następująco:

(1) jeżeli A, to B 

(2)

jeżeli A, to B 

A

B 

więc B 

więc A

Wnioskowanie według pierwszego schematu nazywa się u Łukasiewicza “dedukcją”, według 
drugiego  “redukcją”. Regułą wnioskowania używaną w dedukcji jest wspomniany wyżej 
modus   ponens.   Nie   nastręcza   on   żadnych   trudności.   W   przeciwieństwie   do   tego   reguła 
wnioskowania   stosowana   w   redukcji   może   wydawać   się   podejrzana,   gdyż   jak   wiadomo, 
wnioskowanie z następnika o poprzedniku jakiegoś zdania warunkowego nie jest w logice 
niezawodne. A jednak odpowiadająca mu reguła jest bardzo często stosowana zarówno w 
życiu codziennym, jak też szczególnie w naukach.

Łukasiewicz   pokazuje,   że   tak   zwana   indukcja   jest   specjalnym   przypadkiem   redukcji. 

Weźmy prosty przykład:  mamy  trzy kawałki  fosforu,  a,  b,  c, o których  stwierdzono, że 
zapalają się w temperaturze poniżej 60° C; wnioskujemy stąd, że wszystkie kawałki fosforu 
tak się zachowują. Jak wygląda schemat tego wnioskowania? Oczywiście jest on następujący:

9

background image

Jeżeli wszystkie kawałki białego fosforu zapalają się poniżej 60° C, to także a, b i c,
a, b i c zapalają się poniżej 60 ° C,
więc wszystkie kawałki białego fosforu zapalają się poniżej 60° C.

Jest   to   jednak   całkowicie   oczywiście   redukcja,   gdyż   ze   zdania   warunkowego   i   jego 
następnika  wywnioskowaliśmy  jego poprzednik. Tego rodzaju indukcje stosowane są we 
wszystkich naukach przyrodniczych i humanistycznych, są one nawet częstsze niż inne typy 
wnioskowania (chociaż nie mają tak prostej formy jak w powyższym przykładzie).

Redukcja   nastręcza   bardzo   trudnych,   do   dzisiaj   jeszcze   ostatecznie   nie   rozwiązanych 

problemów. Omówimy je trochę dokładniej w następnym rozdziale. Teraz jednak powiemy 
jeszcze nieco więcej o rodzajach reguł wnioskowania.

Niezawodne   i   zawodne   reguły   wnioskowania.  Jeżeli   bliżej   rozważymy   obie   formy 

wnioskowania,   to   widzimy,   że   różnią   się   one   zasadniczo:  modus   ponens,   jako   reguła 
dedukcji,   jest   absolutnie   niezawodną   regułą   wnioskowania,   odpowiadająca   mu   natomiast 
reguła redukcji nie jest niezawodna.

Kiedy reguła wnioskowania jest niezawodna? Odpowiedź brzmi: wtedy i tylko wtedy gdy, 

jeżeli, przesłanki są prawdziwe, to także prawdziwy jest wniosek wyprowadzony w oparciu o 
tę regułę. Obowiązuje to dla wszystkich możliwych przesłanek, o ile tylko posiadają wyżej 
opisaną formę. Chodzi, tutaj o absolutnie ogólną obowiązywalność, która niekiedy nazywana 
jest “a priori” i która oczywiście należy do specjalnej dziedziny. Jest to tak zwana logiczna, 
w ścisłym sensie, formalno-logiczna dziedzina. Reguła wnioskowania nie należy wprawdzie 
bezpośrednio   do   dziedziny   logiki   -   przynajmniej   w   potocznym   sensie   -   ale   pewnej 
niezawodnej regule wnioskowania odpowiada zawsze jakieś prawo, które na mocy  zasad 
logicznych absolutnie obowiązuje w obrębie logiki.

Na temat relacji pomiędzy logiką formalną a metodologią poznawania pośredniego należy 

zauważyć, co następuje.

1.   Logikę   należy   ostro   odróżnić   od   metodologii,   bada   ona   tylko   zdania   ogólnie 

obowiązujące, metodologia natomiast nie tylko takie.

2. Logika tworzy bezpośrednią bazę dla metodologii dedukcyjnej, o ile jej prawa dadzą się 

bezpośrednio przetransformować w dedukcyjne, niezawodne reguły wnioskowania.

3. Poza tym w każdym procesie wnioskowania logika odgrywa jeszcze dodatkową rolę 

przez to, że bardzo często pierwsza przesłanka powstaje przez podstawienie za jakieś prawo 
logiczne. Tak też w powyżej  wprowadzonym  przykładzie o fosforze przesłanka powstała 
oczywiście przez podstawienie za następujące prawo logiczne:

W wypadku gdy dla wszystkich x, jeżeli x jest A,
to także x jest B - wtedy:
jeżeli ab i c są A, to są one również B.

Z   tego   wynika,   że   nie   istnieją   dwie   logiki,   ale   istnieją   dwie   metodologie:   dedukcyjna   i 
redukcyjna.   Stosunek   logiki   formalnej   do   nich   jest   asymetryczny:   dla   dedukcji   logika 
formalna   dostarcza   nie   tylko   pierwszej   przesłanki,   lecz   także   tworzy   bazę   dla   reguł 
wnioskowania,   natomiast   redukcja   potrzebuje   logiki   tylko   do   skonstruowania   pierwszej 
przesłanki, nie zaś reguł wnioskowania. W obu wypadkach chodzi jednak o tę samą logikę
chociaż  raz zostaję uwzględniona  w jednej, drugi raz w innej części. Nie istnieje logika 
<indukcyjna> albo <redukcyjna>, a tym bardziej nie istnieje, <logika badania> i <odkrycia>.

0

background image

Historyczne uwagi wstęp

 

 ne.

    Metodologia poznawania pośredniego jest o wiele starsza niż 

metodologia   poznawania   bezpośredniego.   Wydaje   się   ona   być   nawet   starsza   niż   logika 
formalna, ponieważ u przedsokratyków, Platona i młodego Arystotelesa, występują już jej 
początki, nie ma natomiast żadnej logiki we właściwym sensie. W dojrzałym okresie swojej 
twórczości Arystoteles rozwinął systematycznie nie tylko pierwszą logikę, lecz także niektóre 
podstawowe   idee   metodologii   wnioskowania,   w   tym   między   innymi   ideę   systemu 
aksjomatycznego.   Wydaje   się,   że   w   starożytności   tego   rodzaju   systemy   były   budowane 
głównie   w   matematyce,   wiemy   jednak,   że   u   stoików   również   reguły   logiczne   były 
aksjomatyzowane.   Przez   długi   czas   nie   było   w   tym   względzie   żadnego   rozwoju. 
Aksjomatyka  ustanowiona  przez Arystotelesa jako postulat  dla każdej  nauki  dedukcyjnej 
pozostała   praktycznie   przywilejem   matematyki.   Pierwowzór   w   tej   dziedzinie   stworzył 
Euklides. Jest także prawdą, że scholastycy, a potem szczególnie racjonalistyczni filozofowie 
XVII wieku, twierdzili, iż metoda ta obowiązuje również w filozofii. Jak wiadomo, Spinoza 
chciał zbudować swoją etykę <more geometrico>, tzn. aksjomatycznie, jednak próba ta była 
żałośnie nieudana.

W   ostatnich   czasach   zastosowanie  tej  metody  zostało   znacznie   rozszerzone.  Teorie   w 

fizyce są dzisiaj aksjomatyzowane. Od czasu jej zmatematyzowania sama logika jest zwykle 
przedstawiana w zaksjomatyzowanej formie. Po raz pierwszy od czasów Arystotelesa, w XX 
wieku podjęto ponownie poważne studia nad samym systemem aksjomatycznym.  Husserl 
znowu  wprowadził   (znane   już   stoikom)   rozróżnienie   między   prawem   a   regułą.   Ścisłe 
współczesne pojęcie konsekwencji zostało po raz pierwszy sformułowane przez B. Bolzano, 
potem,   niezależnie   od   niego,   przez   A.   Tarskiego.   Temu   logikowi   i   R.   Carnapowi 
zawdzięczamy najważniejsze wglądy w istotne własności systemu aksjomatycznego.

Plan prezentacji. Musimy się tutaj ograniczyć do tego, co najistotniejsze i najprostsze w 

wielorako rozbudowanej dziedzinie teorii aksjomatyki. Najpierw podamy kilka informacji o 
dzisiejszym   stanie   logiki   matematycznej,   następnie   omówimy   podstawowe   rysy   samego 
systemu   aksjomatycznego.   Ponieważ   determinacja   pojęć   jest   jedną   z   najważniejszych 
konsekwencji aksjomatyzacji, w dalszym ciągu nastąpi paragraf o naukowym formowaniu 
pojęć i definicji. W końcu rozważymy także kilka szczegółów systemu aksjomatycznego.

13. System aksjomatyczny

Wstępne   pojęcie   systemu   aksjomatycznego.  Słowo   “aksjomat”   pochodzi   z   greckiego 

άξιός, które znaczy pozytywną ocenę, a w szczególności uznanie obowiązywalności czegoś. 
U Arystotelesa  (ale nie u stoików) “aksjomat”  oznacza  zdanie  będące  zasadą (αρχή) dla 
innych zdań, które z tej zasady zostają wyprowadzone. Zgodnie z tym system aksjomatyczny 
przedstawia się mniej więcej następująco: dzielimy wszystkie zdania należące do pewnej 
dziedziny na dwie klasy: (1) na klasę aksjomatów i (2) na klasę zdań wyprowadzonych. Te 
ostatnie zostają wydedukowane  z aksjomatów, wynikają z nich. Klasycznym  przykładem 
tego rodzaju systemu aksjomatycznego jest system geometrii Euklidesa.

Nowożytna metodologia dedukcji modyfikuje dawny system w następujący sposób:
1.   System   aksjomatyczny   jest   zbudowany   całkowicie   formalistycznie.   Jest   to   system 

znaków. Interpretacja tych znaków nie należy już do tego systemu.

2. Wraz z formalizacją wszystkie warunki, które dawna aksjomatyka stawiała aksjomatom 

- a więc oczywistość, pewność, ontologiczne pierwszeństwo - stały się nie do utrzymania. 

1

background image

Aksjomat  tylko  tym   odróżnia   się   od   innych   zdań   systemu,   że   nie  jest   w   tym   systemie 
wyprowadzony.

3. Aksjomaty są ostro odróżnione od  reguł. Nowożytny system aksjomatyczny ma więc 

dwa   rodzaje   zasad:   aksjomaty   (które   są   prawami)   i   reguły   (które   nie   są   prawami,   lecz 
instrukcjami).

4. W wyniku zastosowania formalizmu i wprowadzenia odróżnienia między aksjomatami 

a   regułami,   zrelatywizowane   zostało   pojęcie   wyprowadzania:   nie   mówi   się   więcej   o 
wyprowadzaniu   albo   o   dowodzeniu  [Beweisbarkeit]  w   ogóle,   lecz   zawsze   tylko   w 
odniesieniu do danego systemu.

5. Obok aksjomatycznego systemu zdań znamy dzisiaj podobny i ściśle z nim złączony 

aksjomatyczny system wyrażeń.

Budowa aksjomatycznego systemu zdań. Budując jakiś system aksjomatyczny postępuje 

się dzisiaj w następujący sposób: Najpierw wybiera się klasę zdań, które mają funkcjonować 
jako aksjomaty.  Zostają one przyjęte bez dowodu. Wraz z aksjomatami  ustala się reguły 
wnioskowania, według których powinno się postępować w systemie. Za pomocą tych reguł z 
aksjomatów będą potem wydedukowane nowe (wyprowadzone) zdania. Przy każdym kroku 
zostaje dokładnie podane, z których aksjomatów się wychodzi i jakich reguł się używa. W 
dalszym  ciągu   z  już  wyprowadzonych   zdań  (z   użyciem  lub  bez   użycia   aksjomatów),   za 
pomocą tych samych reguł i w ten sam sposób, wyprowadza się nowe zdania. Postępuje się w 
ten sposób dalej tak długo, jak to jest konieczne.

Widać więc, że system aksjomatyczny jest całkowicie określony wyłącznie przez swoje 

aksjomaty i reguły. Wszystko inne jest tylko rozwinięciem tego, co w nich już jest dane.

Widać także, że z semantycznego punktu widzenia, system aksjomatyczny zawiera zawsze 

dwa   rodzaje   elementów:   aksjomaty   i   zdania   wyprowadzone   należą   do   języka 
przedmiotowego,   reguły   do   metajęzyka.   Tylko   pierwsze   mogą   (i   powinny)   być 
sformalizowane,   gdyż   gdyby   reguły   zostały   również  sformalizowane,   tzn.   gdyby 
abstrahowało się od ich sensu, wtedy nie wiadomo byłoby, co one oznaczają i z tego powodu 
nie można byłoby ich używać. Znaczy to jednak, że nie istnieje całkowicie sformalizowany 
system   aksjomatyczny.   Nazywa   się   go   mimo   to   “całkowicie   sformalizowanym”,   jeżeli 
wszystko oprócz reguł traktuje się w nim formalistycznie.

Należy jeszcze zauważyć, że w ostatnim czasie zostały skonstruowane także nieco inaczej 

ukształtowane systemy aksjomatyczne, mianowicie takie, w których nie ma aksjomatów, a 
tylko reguły, i takie, w których z reguł podstawowych dedukuje się inne, wyprowadzone 
reguły. Systemy te jednak mają znaczenie tylko dla metodologii logiki i dla żadnej dziedziny 
poza tym.

Wymagania   dotyczące   systemu   aksjomatycznego.  Nie   każdy   system   aksjomatyczny 

uchodzi   dzisiaj   za   poprawny,   nawet   wtedy,   gdy   jest   dokładnie   sformalizowany   i   ściśle 
wyprowadzony. Formułuje się wobec niego zawsze dalsze postulaty, które można podzielić 
na   dwie   klasy.   Postulaty   należące   do   klasy   pierwszej   są   uważane   za  obowiązujące 
bezwarunkowo, natomiast te, które należą do klasy drugiej, obowiązują mniej ściśle.

(1) Wymaga się, aby system aksjomatyczny był  niesprzeczny. Postulat ten postawił już 

Arystoteles, dzisiaj jednak formułuje się go jeszcze o wiele ostrzej i obowiązuje on jeszcze 
bardziej bezwarunkowo. Wymaga się nie tylko, aby faktycznie nie dała się wykazać żadna 
sprzeczność, lecz także wymaga się dowodu, że żadna sprzeczność w systemie nie może w 
ogóle wystąpić. Wymaga  się takiego dowodu (który może  być  przeprowadzony wieloma 
metodami),   ponieważ   logika   matematyczna   pokazuje,   że   z   każdej   sprzeczności 

2

background image

wyprowadzalne   jest  każde  zdanie   danej   dziedziny;   w   takim   wypadku   nie   byłoby   żadnej 
różnicy   między   uznanymi   (prawdziwymi)   a   nieuznanymi   (fałszywymi)   zdaniami,   a   to 
zniszczyłoby każdą naukę.

(2) Do drugiej grupy należą wymagania zupełności [Vollständigkeit] systemu i wzajemnej 

niezależności aksjomatów. System nazywa się “zupełnym”, gdy z jego aksjomatów dadzą się 
wyprowadzić   wszystkie   zdania   prawdziwe   do   niego   należące.   Aksjomaty   są   niezależne 
wtedy,  gdy z żadnego  z nich nie  da się wyprowadzić  inny.  Postulat  ten ma  pewien  rys 
estetyczny. Faktycznie też w dzisiejszej aksjomatyce racje estetyczne wydają się odgrywać 
większą rolę niż dawniej. Próbuje się np. znaleźć możliwie najmniejszą liczbę aksjomatów, a 
nawet tylko jeden, z którego dałyby się wyprowadzić wszystkie odpowiadające mu zdania, 
przy czym chce się go ukształtować możliwie najprościej. Ta estetyzująca tendencja idzie 
dzisiaj aż tak daleko, że ze względu na prostotę preferuje się mniej oczywisty aksjomat przed 
wieloma oczywistymi.

Nie   wymieniliśmy   tutaj   jeszcze   jednego   wymagania,   o   którym   wspomnieliśmy   już 

poprzednio,   a   mianowicie   ścisłej   formalizacji.   Jednakże   wymaganie   to   jest   ściśle 
przestrzegane tylko przez logików matematycznych, matematycy postępują zwykle o wiele 
swobodniej i często posługują się intuicją.

System konstytucyjny. Współczesny system aksjomatyczny zawiera nie tylko aksjomaty, 

reguły wnioskowania i zdania wyprowadzone, lecz także - i przede wszystkim - tak zwany 
system   konstytucyjny  [Konstitutionssystem],   który   może   być   uznany   za   aksjomatyczny 
system wyrażeń. Jest on zbudowany całkowicie analogicznie do aksjomatycznego systemu 
zdań, tak jak ten ostatni zawiera również trzy rodzaje elementów  i jest konstruowany w 
następujący sposób.

Najpierw   określona   zostaje   klasa   wyrażeń,   które   mają   funkcjonować   jako   wyrażenia 

pierwotne. Przyjmuje się je do systemu bez definicji. Do tego dołącza się reguły, według 
których do systemu można wprowadzić nowe wyrażenia atomowe (reguły definiowania) i 
tworzyć wyrażenia złożone (reguły formowania). Wykorzystując te reguły definiuje się nowe 
wyrażenia za pomocą wyrażeń pierwotnych albo tworzy się nowe wyrażenia z pierwotnych. 
W trakcie każdego kroku zostaje dokładnie podane, które wyrażenia pierwotne i reguły były 
użyte. Na podstawie tak zdefiniowanych wyrażeń (względnie utworzonych przez złożenie) 
wprowadza się znowu (przy użyciu albo bez użycia wyrażeń pierwotnych) nowe wyrażenia. 
Postępuje   się   w   ten   sposób   tak   długo,  jak   to   jest   konieczne.   Cały   ten   proces   przebiega 
dokładnie równolegle do procesu, w którym tworzy się system zdań. Jest jednak jasne, że 
system konstytucyjny leży u podstaw systemu zdań, gdyż zanim można określić, które zdania 
mają obowiązywać, trzeba już wiedzieć, które wyrażenia są obowiązujące. Ale to właśnie jest 
zdeterminowane przez reguły systemu konstytucyjnego.

Dokładnie biorąc, reguły te są trojakiego rodzaju:
1. Reguła, która określa, jakie wyrażenia przyjmowane są jako pierwotne.
2.   Reguły   definiowania,   które   określają,   w   jaki   sposób   można   wprowadzić   nowe 

wyrażenia atomowe.

3.   Reguły   formowania,   według   których   z   już   zawartych   w   systemie   wyrażeń   wolno 

tworzyć dalsze (molekularne) wyrażenia. 

Ostatnie   z   wymienionych   reguł   zostały   już   omówione   w   paragrafie   poświęconym 

syntaksie.   Reguła   pierwszego   rodzaju   nie   potrzebuje   specjalnych   rozważań,   natomiast 
stosowne byłoby teraz omówienie różnych rodzajów definicji. Ponieważ łączą się one ściśle z 
metodologicznie   ważnymi   problemami   naukowego   tworzenia   pojęć,  omówimy   je   w 
specjalnym paragrafie.

3

background image

Dedukcja progresywna i regresywna.  Patrząc z zewnątrz, konstrukcja sformalizowanego 

systemu aksjomatycznego wydaje się zawsze progresywna, tzn. że najpierw ustanawia się 
zasady .(aksjomaty i reguły), potem zaś, w oparciu o nie, dokonuje się wnioskowania. Jednak 
w rzeczywistości nie każda dedukcja jest progresywna, lecz należy odróżnić dwa rodzaje 
wnioskowania   dedukcyjnego:   dedukcję   progresywną   i   regresywną.   Obie   są   rzetelnymi 
dedukcjami,   tzn.   że   prawdziwość   przesłanek   jest   już   znana,   natomiast   dopiero   szuka   się 
prawdziwości wniosków. Można jednak, niezależnie od tego, wyjść albo od już ustalonych 
przesłanek,  albo   od  wniosku,  który  ma  być   właśnie  dowiedziony.  Dowody Euklidesa   są 
przykładem dedukcji regresywnej: najpierw formułuje się zdanie, które ma być dowiedzione, 
potem   wprowadza   się   konieczne   dla   dowodu,   wcześniej   już   uznane,   prawa.   W 
przeciwieństwie do tego zwykłe liczenie jest w większości wypadków przeprowadzane w 
formie progresywnej: ostateczny wniosek formułuje się dopiero na końcu.

Jeżeli się zapytamy, która z tych dwóch rodzajów dedukcji występuje częściej w praktyce 

naukowej,   to   okaże   się,   że   w   większości   wypadków   najpierw   formułuje   się   wnioski,   a 
dopiero potem szuka się dla nich uzasadnienia, tzn. że postępuje się regresywnie. Dobrze 
znany jest np. fakt, że wielkie odkrycia matematyczne dochodziły do skutku właśnie w ten 
sposób: odkrywca najpierw formułował twierdzenie, którego dowód przeprowadzał dopiero o 
wiele później, chociaż na podstawie dawno już znanych przesłanek.

Z   tego   jednak   nie   wynika,   że   we   współczesnych   naukach   dedukcyjnych   dedukcja 

progresywna nie odgrywa żadnej roli. Przeciwnie, każde obliczanie jest oczywiście, jak to 
zostało zaznaczone wyżej, dedukcją progresywną.

Należy dodać jeszcze jedną uwagę. Sama aksjomatyzacja jest całkowicie neutralna nie 

tylko w odniesieniu do tych dwóch rodzajów dedukcji, lecz także w odniesieniu do dedukcji i 
redukcji.   Można   równie   dobrze   aksjomatyzować   zarówno   na   bazie   wcześniej   uznanych 
aksjomatów, jak też wcześniej uznanych wniosków. Tylko dlatego omawiamy tę metodę w 
paragrafie dotyczącym dedukcji, ponieważ aksjomatyzacja jest abstrakcją z żywego procesu 
dedukcji progresywnej i odzwierciedla jego strukturę.

14. Logika matematyczna

Znaczenie   metodologiczne.  Nie   może   być   zadaniem   tej   książki   danie   zarysu   logiki 

matematycznej, gdyż logika ta jest logiką formalną, tutaj natomiast chodzi o metodologię, 
którą, jak to już wielokrotnie podkreślaliśmy, należy odróżnić od logiki. Jednakże krótkie 
omówienie,  jeżeli  nie   systemu  logiki  matematycznej,  to   przynajmniej   kilku  jej  ogólnych 
własności, mogłoby być tutaj na miejscu. Logika matematyczna (jak zresztą każda logika 
formalna) może być rozważana z dwojakiego punktu widzenia. Z jednej strony, można ją 
traktować jako pewną naukę teoretyczną, która bada własne, czysto teoretyczne problemy. 
Jako   taka   logika   zawiera   między   innymi   badania   dotyczące   najkrótszego   i   jedynego 
aksjomatu,   z   którego   dałyby   się   wyprowadzić   wszystkie   prawa   logiczne,   albo   badania 
dotyczące jedynego funktora, za pomocą którego dałyby się zdefiniować wszystkie funktory 
jakiejś dziedziny logiki. Tak widziana, logika matematyczna  jest pewną nauką specjalną, 
która tutaj nas nie interesuje.

Z drugiej strony, logika formalna, jak to już zauważyliśmy, tworzy bazę dla dedukcyjnych 

reguł   wnioskowania,   a   poza   tym   także   odgrywa   pewną   rolę   w   procesach   naukowego 
myślenia. Zwolennicy logiki matematycznej twierdzą, że jest ona logiką formalną, jedyną 
dzisiaj naukową logiką formalną. Z tego punktu widzenia nie powinno zabraknąć omówienia 
tej nauki w ramach metodologii dedukcyjnej. Logika matematyczna posiada nie tylko czysto 

4

background image

teoretyczne, spekulatywne znaczenie, lecz także metodologiczne.

Faktycznie w ostatnim czasie logika matematyczna wywarła szczególnie duży wpływ na 

metodologię,  a to z dwóch powodów. Po pierwsze, była  ona pierwszą nauką, dla której 
została   rozwinięta   ścisła   metoda   aksjomatyczna   i   podczas   gdy  metoda   ta   stosowana   jest 
dzisiaj w wielu innych dziedzinach, to jednak ciągle jeszcze najważniejszą rolę odgrywa w 
logice matematycznej. Dodatkowo struktura dzisiejszej logiki matematycznej (w odróżnieniu 
od wcześniejszych form logiki) jest tego rodzaju, że bezpośrednio ukazuje ciekawe, a nawet 
palące problemy metodologiczne.

Stąd też dzisiaj tylko niewielu metodologów dedukcji nie jest matematycznymi logikami i 

to także jest powód, dla którego w tym krótkim omówieniu należy powiedzieć coś o logice 
matematycznej .

Historia   logiki   matematycznej.  Dla   zrozumienia   dzisiejszej   sytuacji   w   tej   dziedzinie 

użyteczne będzie podanie kilku informacji o rozwoju logiki matematycznej. Jej historia da się 
podzielić   na   określone   etapy.   G.   W.   Leibniz   (1646-1716)   jest   zwykle   traktowany   jako 
pierwszy logik matematyczny albo w każdym razie jako logik, który pierwszy rozwijał idee 
matematyczno-logiczne. Nie wpłynęły one jednak ani na współczesnych mu myślicieli, ani 
na bezpośrednich następców. Dopiero około 1900 roku odkryto je ponownie. Historia tej 
nauki zaczyna się właściwie wraz z G. Boolem (1815-1864) i A. de Morganem (1806-1878), 
którzy w roku 1847 opublikowali pierwsze prace na ten temat. Do tego pierwszego okresu 
należą także dzieła L. Couturata (1868-1914) i innych. Okres ten można uważać dzisiaj za 
całkowicie przekroczony. W końcu XIX wieku wielu znaczących logików, przede wszystkim 
G. Frege (1848-1925) i obok niego G. Peano (1858-1932) oraz E. Schröder (1841-1902), 
zaczęło rozwijać nową formę logiki matematycznej. Te początki znalazły swoją kontynuację 
i   rozszerzenie   w   gigantycznym   dziele   A.  N.   Whiteheada   (1861-1947)   i   B.   Russela 
(1872-1970)  Principia Mathematica  (1910-1913). Wraz z tym dziełem rozpoczął się nowy 
okres badań.

Principia Mathematica w tym, co w nich istotne, są tylko formalistycznym opracowaniem 

i   rozszerzeniem   arystotelesowsko-stoickiej   logiki   formalnej.   Charakterystyczne   dla 
najnowszego,   trzeciego   okresu,   zaczynającego   się   około   1920   roku,   jest   pojawienie   się 
“heterodoksalnych”  systemów, które zbudowane są na innej, nie-arystotelesowskiej i nie-
stoickiej   podstawie.   Jako   najważniejsze   wśród   nich   należy   wymienić   wielowartościową 
logikę J. Łukasiewicza (1921) i intuicjonistyczną logikę A. Heytinga (1930). Równocześnie 
pojawiają się różne systemy arystotelesowskie, ale odbiegające od systemu  Principiów, jak 
np. system S. Leśniewskiego (między 1920-1930). Najnowszy rozwój przyniósł bardzo dużo 
oryginalnych   systemów,   m.in.   tak   zwane   logiki   naturalne   (logiki   konsekwencji,   które 
składają   się   z   samych   reguł)   G.   Gentzena   i   S.   Jaśkowskiego,   jak   również   logikę 
kombinatoryczną H. Curry'ego (1930).

Istotne rysy logiki matematycznej. Liczne nieporozumienia na temat logiki matematycznej 

były szerzone przez wielu filozofów różnych kierunków. Identyfikowano tę naukę z całą 
logiką (włącznie z metodologią i filozofią logiki). Identyfikowano ją z pewnym kierunkiem 
filozoficznym, mianowicie z neopozytywizmem (chociaż ani logika matematyczna, ani jej 
najbardziej znaczący twórcy nie mieli nic do czynienia z neopozytywizmem). Mówiono, że 
jest ona próbą sprowadzenia wszystkiego do ilości. Podczas gdy faktycznie miało miejsce coś 
niemalże   przeciwnego   (przynajmniej   Whitehead   i   Russell   próbowali   pozbyć   się 
[wegerklären] ilości). Dzisiaj jeszcze miesza się ją często z jednym z wielu matematyczno-
logicznych   systemów,   a   nawet   z   filozoficznymi   poglądami   pewnych   logików 
matematycznych.   Wszystkie   te   nieporozumienia   wynikają   z   powierzchownej   znajomości 

5

background image

faktów lub z całkowitej ich nieznajomości.

Logika matematyczna w jej dzisiejszej formie jest czymś zupełnie innym. Najlepiej można 

ją scharakteryzować przez odgraniczenie od innych typów logiki formalnej - gdyż jest ona 
pewnym   rodzajem   tej   logiki.   Różni   się   ona   od   nich   tym,   że,  po   pierwsze,   jest 
zaksjomatyzowana,  po drugie, sformalizowana i po trzecie, zrelatywizowana w tym sensie, 
że zawiera wiele bardzo różnych systemów. Drugorzędną jej własnością (którą często błędnie 
uważa   się   za   podstawową)   jest   to,   że   w   większości   wypadków   przedstawiana   jest   w 
sztucznym języku symbolicznym. Inną, także akcydentalną, ale ważną własnością jest to, że 
jej   treść   jest   nieporównywalnie   bogatsza   niż   wszystkich   innych   form   logiki   formalnej. 
Zawiera ona m.in. całą sylogistykę arystotelesowską - i to w bardzo precyzyjnej formie - całą 
logikę modalną, całą stoicką teorię konsekwencji i ponadto tysiące innych praw.

Ponieważ zajmowaliśmy się już formalizmem i metodą aksjomatyczną, nie potrzebujemy 

teraz   mówić   na   ich   temat.   Zauważmy   tylko,   że   aksjomatyzacja   i   formalizacja   logiki 
matematycznej uchodzą dzisiaj za paradygmatyczne i z tego powodu logika ta posiada duże 
znaczenie metodologiczne. Kto chce nauczyć się metody aksjomatycznej, ten musi studiować 
rozprawy z zakresu logiki matematycznej.

Należy jednak jeszcze coś powiedzieć na temat względności systemów matematyczno-

logicznych   i   krótko   rozważyć   kilka   metod   rozwiniętych   w   tej   nauce,   które   mają   pewne 
znaczenie dla każdego myślenia dedukcyjnego.

Udział   logiki   matematycznej   w   pozalogicznych   systemach   aksjomatycznych.  Jeżeli   w 

jakiejkolwiek dziedzinie, np. w fizyce, astronomii, biologii czy teologii, chce się zbudować 
sformalizowany   system   aksjomatyczny,   wtedy   nieuniknione   jest   zastosowanie   logiki 
matematycznej. Można tego dokonać w dwojaki sposób. (1) Można tak konstruować system, 
że wszystkie aksjomaty należą do dziedziny będącej przedmiotem rozważania, tzn. że nie 
przejmuje   się żadnych   praw   z  logiki.  Aby  jednak  móc  wnioskować,  trzeba  posłużyć  się 
jakimiś  regułami  wnioskowania  i,  jak pokazuje praktyka,  stosunkowo wieloma  regułami. 
Skąd naukowiec weźmie te reguły wnioskowania? Oczywiście z logiki. Rzeczywiście też 
dostarcza   ona   albo   gotowych   reguł   wnioskowania   (z   tak   zwanych   logicznych   systemów 
konsekwencji), albo  przynajmniej  praw, które bezpośrednio  dadzą  się przełożyć  na  takie 
reguły.   (2)   Można   jednak   również   i   tak   dzieje   się   zazwyczaj   -   oprócz   specjalnych 
aksjomatów  dla danej dziedziny,  założyć  pewną liczbę  praw  zapożyczonych  z logiki. W 
takim   wypadku   potrzeba   tylko   niewielu   reguł   wnioskowania   (często   wystarczą   dwie   lub 
trzy), ale tym bardziej liczne będą aksjomaty logiczne.

W   tej   sytuacji,   w   obliczu   dzisiejszego   stanu   logiki   matematycznej,   powstaje   ważny 

problem:  który  spośród   licznych   systemów   tej   logiki   powinien   służyć   jako   podstawa 
aksjomatyzacji   w   pierwszym   lub   drugim   sensie?   Jest   to   całkiem   nowy   problem.   Dawna 
metodologia nie znała go i nie mogła go znać, ponieważ wcześniejsza logika - przed 1921 
rokiem - nie oferowała wielu różnych systemów. Jednak w 1921 roku J. Łukasiewicz i E. 
Post   (jednocześnie   i   niezależnie   od   siebie)   sformułowali   tak   zwane   wielowartościowe 
systemy  logiki,   które  znacznie   różnią  się  od logiki   <klasycznej>.  Systemy   Łukasiewicza 
zostały   następnie   ściśle   zaksjomatyzowane,   ich   niesprzeczność   i   zupełność   została 
dowiedziona itd. Potem pojawiła się tak zwana logika intuicjonistyczna  L. Brouwera. W 
1930 roku ściśle zaksjomatyzował ją A. Heyting. Dzisiaj mamy do dyspozycji wiele różnych 
systemów,   a   różnice   pomiędzy   nimi   są   znaczne.   Tak   np.  tertium   non   datur  (prawo 
wylączonego  środka) nie  obowiązuje  ani w  trójwartościowej  logice  Łukasiewicza,  ani  w 
intuicjonistycznej   logice   Heytinga,   podczas   gdy   jest   ono   prawem   <klasycznej>   logiki 
matematycznej (takiej np. jak w Principia Mathematica).

Względność   systemów   logicznych.  Można   byłoby   mniemać,   że   chodzi   tu   o   czystą 

6

background image

spekulację logików, która nie posiada żadnego znaczenia dla żywej nauki. Tak jednak nie 
jest.   W   1944   roku   H.   Reichenbach   pokazał,   że   mechanika   kwantowa   nie   da   się   bez 
sprzeczności   zaksjomatyzować   na   gruncie   <klasycznej>   logiki   (takiej   jak   w  Principia 
Mathematica
),   ale   że   jest   łatwo   i   niesprzecznie   aksjomatyzowalna   w   ramach   logiki 
trójwartościowej Łukasiewicza. Relatywizacja systemów matematyczno-logicznych stała się 
problemem dla metodologii. Aby czegoś dowodzić, trzeba założyć jakiś system logiczny, 
istnieje jednak wiele tego rodzaju systemów. Który z nich powinien być wybrany?

Odpowiedź   brzmi:   ten,   który   w   najłatwiejszy   sposób,   bez   sprzeczności,   pozwoli 

zaksjomatyzować daną dziedzinę. Wiodącą zasadą jest tutaj, z jednej strony, zupełność, z 
drugiej, niesprzeczność. Dodatkowo grają także pewną rolę motywy estetyczne: im prościej i 
bardziej elegancko dadzą się w ramach systemu przeprowadzić dowody i im mniej potrzeba 
aksjomatów,   tym   lepiej.   To   jest   dzisiejsza   sytuacja,   tak   ją   widzą   wszyscy   poważni 
metodologowie nauk dedukcyjnych.

Tyle   o   metodologicznej   zawartości   nowych   odkryć.   Do   tego   jeszcze   jedna   uwaga 

filozoficzna.   Zbyt   wielu   myślicieli   wyciągnęło   z   tej   sytuacji   przedwczesne   wnioski 
filozoficzne w sensie całkowitego relatywizmu, a nawet sceptycyzmu. Faktycznie jednak nie 
wydaje  się istnieć  żaden  powód dla tego  rodzaju pesymistycznych  konkluzji. Gdy bliżej 
przyjrzymy się sytuacji, wtedy można stwierdzić, co następuje.

(1) Tak zwane “heterodoksalne” systemy logiczne stosowane są tylko w tych dziedzinach, 

w których prawdopodobnie znakom nie przysługuje żaden sens ejdetyczny. We wszystkich 
tych wypadkach, w których nauka operuje ejdetycznie sensownymi znakami używa się logiki 
klasycznej.

(2) Reguły metajęzykowe używane do formalizacji odpowiednich systemów są na wskroś 

<klasyczne>. Tak np. trójwartościowa logika Łukasiewicza nie uznaje  tertium non datur
jednak   metajęzykowo   zawsze   zakłada   się,   że   każdemu   zdaniu   przysługuje   albo   nie 
przysługuje pewna wartość i że trzecia możliwość nie zachodzi. Istnieją systemy, w których 
zasada   niesprzeczności   nie   obowiązuje,   ale   same   te   systemy   muszą   być   skonstruowane 
niesprzecznie i każdy logik stara się o dowód tej niesprzeczności.

(3) W większości wypadków, w których pozornie mamy do czynienia ze sprzecznymi ze 

sobą systemami  logicznymi  albo nie istnieje żadna interpretacja dla jednego z nich, albo 
użyte znaki nie mają tego samego sensu w jednym i w drugim. Tak np. znak negacji w logice 
intuicjonistycznej posiada całkowicie inny sens niż w systemie z Principia Mathematica.

(4) Z drugiej strony, przy tego rodzaju systemach chodzi często o wycinki z całego pola 

praw logicznych. Może się zdarzyć, że taki wycinek wystarcza i dlatego tego typu logika 
częściowa jest używana.

W   ten   właśnie   sposób   filozof,   który   nie   jest   nastawiony   sceptycznie,   może   osądzić 

sytuację   metodologiczną   w   tej   dziedzinie.   I   my   dołączamy   tutaj   ten   osąd,   ponieważ 
większość naukowców nie jest sceptykami. Ich intuicyjna wiara w absolutną ważność praw 
logicznych  nie jest w  żaden sposób zagrożona  przez ostatni  rozwój  logiki.  To nie sama 
logika, lecz filozofujący metodologowie głoszą sceptycyzm.

Implikacja i wyprowadzalność. Pomiędzy wieloma pojęciami, którymi zajmuje się logika 

matematyczna, pojęcie konsekwencji odgrywa szczególnie ważną rolę. Jest ono podstawowe 
dla metodologii poznawania pośredniego, ponieważ ona zawsze je zakłada. W dzisiejszej 
klasycznej   logice   matematycznej   odróżnia   się   przynajmniej  dwa  pojęcia   konsekwencji: 
implikację i wyprowadzalność. Implikacja jest o tyle pojęciem absolutnym, o ile może ona 
istnieć   między   dwoma   zdaniami   bez   żadnego   odniesienia   do   systemu   aksjomatycznego; 
przeciwnie wyprowadzalność, musi ona zawsze być rozważana w relacji do jakiegoś systemu 

7

background image

aksjomatycznego.

Implikacja   zachodzi   między   dwoma   zdaniami   -   poprzednikiem  A  i   następnikiem  B  - 

dokładnie wtedy, gdy  A  jest fałszywe i  B  jest prawdziwe, albo gdy  A  i  B  są jednocześnie 
fałszywe, bądź prawdziwe. Z definicji tej wynika, że implikacja nie zachodzi tylko w jednym 
wypadku, mianowicie wtedy, gdy poprzednik (A) jest prawdziwy, a następnik (B) fałszywy; 
we wszystkich innych wypadkach, czymkolwiek mogłyby być A i B, implikacja ma miejsce. 
W   szczególności   zdanie   fałszywe   implikuje   każde   zdanie,   a   zdanie   prawdziwe   jest 
implikowane przez każde zdanie. Przykładami (gdy zechcemy “jeżeli - to” nadać taki właśnie 
sens) mogą być:  “Jeżeli 2 + 2 = 5, to każdy pies jest rybą”;  “Jeżeli 2 + 2 = 5, to każdy  
zdrowy pies ma 4 łapy”
“Jeżeli 2 + 2 = 4, to 1 = 1”.

Jest to, jak łatwo można zauważyć, bardzo dziwna interpretacja zwykle używanego “jeżeli 

- to” i, co gorsza, prowadzi ona do trudności metodologicznych. Już megarejczycy (Diodor 
Kronos), i potem scholastycy próbowali uniknąć tych trudności w ten sposób, że implikację 
definiowali za pomocą (modalnego) funktora możliwości: “Jeżeli  A, to B” miało zgodnie z 
tym znaczyć tyle co “Nie jest możliwe, że A i nie B”. Taką samą definicję sformułował 
ponownie   w   1918   roku   C.   I.   Lewis.   Definicja   ta   nie   usunęła   jednak   trudności;   gdyż   w 
wypadku   zastosowania   tej   (nazwanej   “ścisłą”)   definicji   Diodora   względnie   Lewisa,   nie 
powstaje   wprawdzie   twierdzenie,   że   implikacja   zachodzi   między   każdym   fałszywym   i 
dowolnym prawdziwym zdaniem,  ale za to powstaje analogiczne twierdzenie, że zachodzi 
ona między każdym niemożliwym a każdym dowolnym innym zdaniem.

Logika   matematyczna   oferuje   jeszcze   inne,   podobne   pojęcie,   mianowicie   pojęcie 

wyprowadzalności.  Mówi się że,  B  jest wyprowadzalne z  A  w systemie  S  wtedy i tylko 
wtedy, gdy S zawiera aksjomaty i reguły, które pozwalają pokazać, że gdy A należy do S, to 
także B należy do S. Następujący prosty przykład może unaocznić różnicę między implikacją 
a wyprowadzalnością. Niech to będzie klasyczny sylogizm:

(1) Wszyscy ludzie są śmiertelni.
(2) George Boole był człowiekiem.
(3) George Boole był śmiertelny.
Ponieważ tutaj (2) i (3) są prawdziwe, to przesłanka mniejsza (2) implikuje wniosek (3). 

Jednak wyłącznie z (2) w ramach zwykłej logiki nie da się wyprowadzić (3). (3) da się 
wyprowadzić tylko z obu wcześniejszych zdań, tzn. z (1) i (2). (3) jest zatem implikowane 
przez (2), ale nie jest wyprowadzalne wyłącznie z (2).

Oczywiście ze zdania fałszywego, wyłącznie na podstawie jego fałszywości, nie można 

nic wyprowadzić; z drugiej strony, zdanie prawdziwe tylko przez to, że jest prawdziwe, nie 
jest   wyprowadzalne   z   każdego   innego   zdania.   Pod   pewnym   względem   więc   pojęcie 
wyprowadzalności   znajduje   się   bliżej   naturalnego   pojęcia   konsekwencji   niż   pojęcie 
implikacji. Jednakże naturalne  pojęcie konsekwencji posiada pewne własności  wspólne z 
implikacją   i,   dodatkowo,   wydaje   się   ono   obejmować   przyczynowość   w   sensie 
ontologicznym.   Dlatego   ścisłe   postępowanie   wymaga   dokładnego   i   konsekwentnego 
oddzielenia implikacji i wyprowadzalności.

15. Definicja i tworzenie pojęć

Podstawowe typy definicji. Słowo “definicja” określa prawie każdą odpowiedź na pytanie 

“Co to jest x?”, przy czym za “x” może być podstawione jakiekolwiek stałe wyrażenie. Jest 
oczywiste, że odpowiedzi mogą być tak różne, iż słowo “definicja” jest samo wieloznaczne. 

8

background image

Pierwszym   odróżnieniem   typów 
definicji,   sformułowanym   już   przez 
Arystotelesa   i   do   dzisiaj   jeszcze 

używanym, jest odróżnienie definicji realnych od nominalnych. Definicja realna mówi, czym 
jakaś rzecz jest, nominalna odnosi się nie do rzeczy, lecz do  znaku. W XIX wieku różni 
filozofowie (m.in. W. Wundt) próbowali sprowadzić wszystkie definicje do nominalnych. 
Współczesna metodologia odróżnia jednak oba te gatunki.

Dodatkowo przeprowadza ona jeszcze  pewne rozróżnienia  w  ramach  samych  definicji 

nominalnych. Mogą one być albo  syntaktyczne, albo  semantyczne. W pierwszym wypadku 
chodzi   tylko   o   regułę   pozwalającą   zastąpić   jeden   znak   przez   inny   (zwykle   krótszy).   W 
przeciwieństwie do tego definicja semantyczna determinuje znaczenie znaku. Dzieli się ona 
jeszcze na dwa gatunki, a mianowicie mówi się o definicji analitycznej albo leksykalnej i o 
definicji  syntetycznej albo tak zwanej twórczej. W definicji analitycznej pewnemu znakowi 
zostaje   wyraźnie   przypisane   znaczenie,   które   już   mu   dotychczas   gdzieś   przysługiwało. 
Chodzi więc tutaj o pojęcie pragmatyczne, które zakłada znaczenie znaku już istniejące w 
jakiejś grupie ludzi. Przeciwnie definicja syntetyczna, nadaje  ona znakowi nowe, dowolnie 
wybrane znaczenie. Według R. Robinsona cały ten podział można przedstawić za pomocą 
następującego schematu:

Trzeba przy tym pamiętać, że wszystko, co jest ważne dla definicji syntaktycznej, ważne 

jest  a fortiori  także  dla wszystkich  innych  rodzajów  definicji,  ale nie odwrotnie.  Należy 
również zauważyć, że definicja syntaktyczna staje się semantyczną, jeżeli system, do którego 
należy,   otrzymuje   interpretację.   Dlatego   najpierw   dokładniej   omówimy   definicję 
syntaktyczną.

Typy definicji syntaktycznych. Można odróżnić przynajmniej cztery różne typy definicji 

syntaktycznych   -   a   więc  a   fortiori  także   i   innych:   definicje   wyraźne,   kontekstowe, 
rekurencyjne i aksjomatyczne.

(1)  Definicje wyraźne.  Są one regułami, według których pewne wyrażenie może zostać 

bezpośrednio   zastąpione   przez   inne   i   w   większości   wypadków   chodzi   tu   o   zastąpienie 
dłuższego   (molekularnego)   wyrażenia   przez   krótsze   (często   atomowe).   Za   pomocą   tego 
rodzaju definicji wprowadza się do systemu  nowe wyrażenie.  W takiej  sytuacji fachowo 
zapisuje się oba wyrażenia - nowe (definiendum) i stare (definiens) - połączone znakiem 
równości, ze znakiem “df” na końcu całego wyrażenia albo pod znakiem równości. Tak np. 
w   logice   zdań   Łukasiewicza   znak   implikacji   “C”   mógłby   być   wprowadzony   za   pomocą 
następującej definicji:

C = AN

df.

(2)  Definicje   kontekstowe.  Nie   są   one   regułami,   lecz   prawami,   tzn.   zdaniami 

formułowanymi w języku przedmiotowym, które konstruuje się w następujący sposób: po 
lewej  stronie  umieszcza  się  zdanie,  które zawiera  pewną liczbę  wyrażeń  już w systemie 
występujących i dodatkowo także definiendum; potem następują słowa “wtedy i tylko wtedy, 
gdy” i inne zdanie, składające się wyłącznie z wyrażeń już w systemie obecnych. Przykładem 
takiej definicji byłoby następujące zdanie: “Człowiek jest heroiczny wtedy i tylko wtedy, gdy 
dokonuje czynów, które są 1. moralnie dobre, 2. bardzo trudne, 3. połączone z największym 
niebezpieczeństwem” - przy czym wszystkie części tego zdania, poza słowem “heroiczny”, 

9

background image

powinny być uważane za znane.

(3)  Definicje   rekurencyjne.  Tego   rodzaju   definicje   składają   się   z   sekwencji   zdań 

zbudowanych w ten sposób, że każde następne wskazuje na wszystkie je poprzedzające, a 
definicja dopiero wtedy dochodzi do skutku, gdy dane są wszystkie zdania. Najlepiej będzie 
to   zrozumiałe   na   podstawie   przykładu.   Wybieramy   definicję   wyrażenia   “zdanie”   we 
wspomnianej już logice zdań Łukasiewicza:

1. Każda litera o formie “p”“q” albo “r” jest zdaniem; 2. wyrażenie, które składa się z 

litery o formie “N” i ze zdania, jest zdaniem; 3. wyrażenie, które składa się z liter o formie 
“C”, “D”, “E” albo “K” i z dwóch zdań, jest zdaniem.

Widać z tego, że w systemie Łukasiewicza np. wyrażenie 
CCpqCNqNp

jest zdaniem, gdyż  “p”  i  “q”  są zdaniami zgodnie z 1.; dlatego zdaniami są także  “Nq”  i 
“Np”  zgodnie z 2.; z tego wynika, że  “CNqNp”  jest zdaniem zgodnie z 3. (wyrażenie to 
składa się z “C” i z dwóch zdań, “Nq” i “Np”); całość więc składa się z “C” (pierwszego) i 
z dwóch zdań (mianowicie “Cpq” i “CNqNp”), jest zatem zdaniem zgodnie z 3.

(4) Definicje za pomocą systemu aksjomatycznego. Mówi się dzisiaj o definicji także i w 

tych   wypadkach,   w   których   (syntaktyczny)   sens   pewnego   wyrażenia   zostaje   częściowo 
zdeterminowany przez serię zdań. Dzieje się to wtedy, gdy formułuje się pewną liczbę zdań, 
w   których   wyrażenie   mające   być   zdefiniowane   występuje   razem   z   innymi   wyrażeniami. 
Zdania   te   w   przeciwieństwie   do   definicji   kontekstowych   -   nie   potrzebują   być 
równoważnościami; mogą one być np. zdaniami warunkowymi albo dysjunkcjami itd.

Definicja za pomocą systemu aksjomatycznego.  Ostatni z czterech omówionych  wyżej 

typów   definicji   syntaktycznych   posiada   duże   znaczenie   i   zasługuje   na   nieco   bliższe 
omówienie. Chodzi tutaj o determinację (syntaktycznego) sensu jakiegoś znaku wyłącznie 
przez fakt, że znak ten pojawia się w aksjomatach systemu. Metoda ta (po raz pierwszy 
omówiona  przez   C. Burali-Fortiego)  jest  do  pewnego stopnia   podobna do  metody  nauki 
języków  Berlitza. Weźmy jakieś nieznane słowo, niech to będzie “TAR”. To, co ono ma 
znaczyć,   stanie   się   stopniowo   zrozumiałe,   jeżeli   weźmie   się   pod   uwagę   następujące 
aksjomaty: 1. TAR ma dwie nogi, 2. TAR mówi po angielsku, 3. TAR pali fajkę. Gdyby dane 
było tylko 1, TAR mogłoby oznaczać także jakiś mebel. Wraz z 1 i 2 oznacza ono na pewno 
istotę   żyjącą,   ale   mogłoby   być   również   papugą.   Jeżeli   jednak   mamy   wszystkie   trzy 
aksjomaty, wtedy wiemy, że “TAR” może oznaczać tylko człowieka. Przykład ten odnosi się 
do   sensu  semantycznego,   ale   powinno   być   jasne,   że   także   sens   syntaktyczny   jest 
zdeterminowany przez system aksjomatów.

Fakt,   że   przez   system   aksjomatów   może   być   zdefiniowany   jakiś   znak,   posiada,   po 

przeciwnej  stronie, swój odpowiednik w następującej, bardzo ważnej  regule:  sens znaku, 
który   został   włączony   do   pewnego   systemu   aksjomatycznego,   nie   może   być   dowolnie  
zmieniany
. I odwrotnie: jeżeli zmieni się system aksjomatyczny, zmianie ulegnie także sens 
wszystkich   znaków,   które   w   nim   występują.   Można   pójść   jeszcze   dalej   i   twierdzić,   że 
większość  znaków, które  nie  zostały  włączone  do  jakiegoś   systemu aksjomatycznego,  nie  
posiada w ogóle żadnego sensu
.

Reguły te, szczególnie w tak zwanych naukach formalnych - w matematyce i logice - mają 

znaczenie   rozstrzygające.   Okazało   się   np.,   że   prosty   znak   negacji   (“nie”)   może   przyjąć 
całkowicie różne znaczenia zależnie od systemu, w którym jest używany. Także jednak w 
innych naukach reguły te odgrywają rolę, gdyż nie istnieje nauka bez języka, a każdy język 
jest pewnym (chociaż nie zawsze precyzyjnie zbudowanym) systemem aksjomatycznym.

0

background image

Definicje   semantyczne.  Czymś   zupełnie   innym   niż   definicja   syntaktyczna,   tzn.   czymś 

innym   niż   reguła   skracania,   jest   definicja   semantyczna.   Dzięki   niej   znakowi   zostaje 
przypisany pewien sens. Zasadniczo można tego dokonać w dwojaki sposób. (1) To, co znak 
znaczy, można komuś drugiemu po prostu pokazać palcem. Jeżeli np. chcę komuś wyjaśnić 
sens   polskiego   słowa   “krowa”,   mogę   mu   wskazać   palcem   na   krowę   i   jednocześnie 
wypowiedzieć to słowo. Tego typu działanie określa się niekiedy jako definicję, mówi się 
wtedy o  “definicji dejktycznej”  (z greckiego άποδείχνυι = pokazywać). (2) Łatwo jednak 
zobaczyć,   że   metoda   ta   rzadko   tylko   da   się   zastosować.   Już   dejktyczna   definicja 
przymiotników i czasowników nastręcza trudności, a cóż dopiero pojęć abstrakcyjnych, np. 
stałych logicznych  “i”,  “jeżeli, to”  itd. W większości wypadków trzeba się więc posłużyć 
innymi   znakami,   których   sens   jest   już   znany.   Tego   rodzaju   definicja,   którą   będziemy 
nazywać  “semantyczną”  w   wąskim   sensie,   polega   na   ustanowieniu   reguły 
przyporządkowującej   między   dwoma   znakami,   przy   czym   sens   pierwszego   z   nich 
(definiendum) jest nieznany, natomiast drugi traktowany jest jako zrozumiały (definiens).

Jak tego typu definicja semantyczna może być zbudowana? Łatwo dostrzec, że musi być 

dokładnie   tak   utworzona   jak   definicja   syntaktyczna.   Tu   i   tam   należy   odróżnić   definicje 
wyraźne,   kontekstowe,   rekurencyjne   i   aksjomatyczne.   Z   punktu   widzenia   techniki 
definiowania nie istnieje żadna różnica między tymi dwoma  rodzajami definicji. Tylko w 
odniesieniu do definicji semantycznej może powstać sytuacja bardziej skomplikowana, wtedy 
mianowicie, gdy formułuje się reguły przekładania z jednego (nieznanego) na inny (znany) 
język. W tym bowiem wypadku trzeba się posłużyć  trzecim językiem, tzn. metajęzykiem. 
Dodatkowo, w przeciwieństwie do definicji czysto syntaktycznych, założona jest tu także 
interpretacja systemu.

Definicje   semantyczne   dzielą   się   na   analityczne   i   syntetyczne.   Jeżeli   chce   się 

zdeterminować   już   istniejący   sens   znaku,   wtedy   stosuje   się   definicję   analityczną;   gdy 
przeciwnie, pewnemu znakowi nadaje się nowy sens, wtedy powstaje definicja syntetyczna.

Obie   odmiany   mogą   przyjąć   wszystkie   cztery   wyżej   opisane   formy.   Wprawdzie   na 

pierwszy rzut oka wydaje się, że aksjomatyczna forma nie pasuje do definicji analitycznej, 
gdyż przez system aksjomatów znakowi zostaje nadany nowy sens, to jednak faktycznie nic 
się tu nie zmienia, gdyż odpowiedni sens może być sensem już istniejącym.

Współczesne nauki używają bardzo często definicji syntetycznych nie tylko dlatego, że 

muszą tworzyć nowe pojęcia, lecz również dlatego, że potoczny sens słów jest w większości 
wypadków   niedostatecznie   ostry,   aby   mógł   być   dokładnie   zdefiniowany.   Proszę   np. 
spróbować   zdefiniować   tak   zdawałoby   się   łatwo   zrozumiałe   słowo   jak   “jarzyna”! 
Klasycznym przykładem tego rodzaju trudności jest pojęcie wynikania logicznego, tzn. sens 
“jeżeli - to”. Nikomu jeszcze nie udało się zdefiniować go analitycznie i już starożytni stoicy, 
aby osiągnąć dającą się  stosować definicję, musieli uciec się do nadania temu wyrażeniu 
pewnego nowego sensu. Tego typu postępowanie jest jednak niebezpieczne, gdyż zwykły, 
nieostry sens będzie i tak aż nazbyt często pojawiał się w trakcie używania danego słowa i 
prowadził do nieporozumień i błędów. Lepsze efekty osiąga się przy tworzeniu sztucznych 
znaków (takich jak np. terminy techniczne w chemii czy anatomii) albo krótszych symboli 
jak w matematyce.

Definicje realne. Podczas gdy definicje nominalne - syntaktyczne albo semantyczne - są 

szczególnie ważne dla matematyków i logików, to przyrodnicy i humaniści zajmują się nimi 
tylko ubocznie, w tej mierze, w jakiej także i oni muszą posługiwać się jakimś językiem. Ich 
właściwe zainteresowanie  skierowane jest jednak nie na wyjaśnianie sensu słów, lecz na 
zrozumienie rzeczy. Zrozumienie to dochodzi do skutku przede wszystkim w ten sposób, że 
formułuje się zdania na temat tych rzeczy. Nie wszystkie jednak zdania prawdziwe mają w 

1

background image

nauce   taką   samą   doniosłość,   istnieje   raczej   powszechne   dążenie,   aby   od   zdań 
“powierzchownych” przechodzić do zdań “podstawowych”, <fundamentalnych>. Te jednak 
są właśnie, jak to się dzisiaj mówi, “definicjami realnymi”.

Różnią się one między sobą w wielu aspektach. R. Robinson chciał wykazać, że istnieje 

12 różnych znaczeń wyrażenia “definicja realna”, jednak liczne spośród nich odnoszą się w 
oczywisty sposób do definicji syntaktycznej i semantycznej. W każdym razie następujące 
pojęcia dadzą się oddzielić od siebie:

1. Określenie istoty. Do tego typu definicji dążą filozofowie nastawieni metafizycznie i 

fenomenologicznie.

2. Określenie przyczyny. Tutaj m.in. należą tak zwane definicje genetyczne, za pomocą 

których opisuje się powstawanie jakiegoś przedmiotu.

3. Analiza stanu rzeczy ze względu na jego różne aspekty i części.
4. Określenie praw obowiązujących w danej dziedzinie. Ten typ definicji jest równoważny 

produktowi logicznemu praw naukowych dla danej dziedziny.

Trzy ostatnie typy definicji realnej znajdują się w większości nauk realnych, pierwszy 

natomiast   jest   wyraźnie   używany   tylko   przez   filozofów   o   orientacji   metafizycznej   i 
fenomenologicznej. O istocie w naukach przyrodniczych zwykło się nie mówić. Gdy jednak 
bliżej   przyjrzymy   się   przyrodoznawczemu   sposobowi   badania,   wtedy   widać   dążenie   do, 
oczywiście nieosiągalnej, definicji istotowej. Badania wnikają coraz “głębiej” w strukturę 
przedmiotu. Tak np. odpowiedź na pytanie “Co to jest światło?” brzmi dzisiaj inaczej niż za 
czasów Newtona, a wtedy brzmiała inaczej niż za czasów Galileusza. Jak nauki przyrodnicze 
metodycznie   realizują   tę   beznadziejną   <pogoń>   za   definicją   istotową,   przedstawimy   w 
rozdziale o metodach redukcyjnych, gdyż tego rodzaju definicje są zdaniami, które mogą być 
sformułowane tylko na drodze redukcji.

16. Przykład zastosowania metody aksjomatycznej

Na przykładzie rachunku zdań przedstawimy teraz system aksjomatyczny. Zastosowana tu 

metoda jest najbardziej ścisła spośród znanych. Zaprezentujemy tylko podstawy (definicje, 
aksjomaty, reguły itd.) i kilka początkowych dowodów.

2

background image

AKSJOMATYZACJA LOGIKI ZDAŃ HILBERTA-ACKERMANNA

7

8.1. Terminy pierwotne, reguły definiowania i formowania
8.11. Terminy pierwotne:
 D - funktor diadyczny; p, q, r, s, - zmienne zdaniowe

8

.

8.12. Reguła definiowania:  Do systemu można wprowadzić nowy termin, gdy utworzy się 
grupę terminów nazwanych “definicją”, która kolejno składa się z następujących części: (1) z 
wyrażenia,   które   zawiera   nowy   termin,   podczas   gdy   wszystkie   inne   są   już   terminami 
należącymi do systemu; (2) z “=“, (3) z wyrażenia, które składa się wyłącznie z terminów 
pierwotnych albo z terminów już zdefiniowanych.
8.13. Reguły formowania: (1) zmienna jest zdaniem, (2) grupa terminów, która składa się z 
i następującego po nim zdania jest zdaniem, (3) grupa terminów, która składa się z A, B, C, 
D, E, J,
 albo K i z dwóch następujących po nich zdań jest zdaniem.

8.2. Definicje 

8.21. Np = Dpp 
8.22. Apq = DNpNq
8.23. Cpq = ANpq 
8.24. Kpq = NANpNq 
8.25. Epq = KCpqCqp 
8.26. Bpq = CNpq
8.27. Jpq = NEpg

8.3. Reguły dedukcji

8.31.   Reguła   podstawiania:  Za   zmienną   może   być   podstawione   zdanie,   przy   czym   za 
wszystkie zmienne izomorficzne danego wyrażenia trzeba podstawić to samo zdanie.
8.32. Reguła zastępowania definicyjnego:  Wyrażenie w zdaniu może być zastąpione przez 
inne wyrażenie definicyjnie z nim równoważne, przy czym inne wyrażenia izomorficzne w 
tym samym zdaniu nie mogą być zastąpione.
8.33. Reguła odrywania:  Jeżeli zdanie, które składa się z  C  i z dwóch zdań, jest prawem 
systemu i jeżeli zdanie, które jest izomorficzne z pierwszym z tych dwóch zdań, jest prawem 
systemu,   wtedy   także   każde   zdanie,   które   jest   izomorficzne   z   drugim   z   tych   zdań,   jest 
prawem systemu.

8.4. Aksjomaty

8.41. CAppp 
8.42. CpApq 
8.43. CApqAqp 

7 I. Bochenski, A. Menne, Abriss der mathematischen Logik. Jestem bardzo wdzieczny Panu Doktorowi 
Albertowi Mennemu za pozwolenie na przedrukowanie tego tekstu.
8 Tutaj, a takze w 8.13, 8.33 oraz w wyjasnieniach do 8.51 i 8.52 litery wydrukowane kursywa powinny byc 
umieszczone w cudzyslowach; poniewaz jednak nieporozumienie nie jest mozliwe, zostaly one opuszczone. 
(Dodane przez Autora).

3

background image

8.44. CCpqCArpArq

8.5. Dedukcja

8.44 / Nr x 8.23 p/r, q/p x 8.23p/r = 8.51 

8.51. CCpqCCrpCrq

Wyjaśnienie: Schemat drogi dowodzenia teorematu  8.51  należy czytać następująco: “Weź 
aksjomat  8.44;   zastąp   w   nim  r  przez  Nr;   następnie   do   otrzymanego   rezultatu   zastosuj 
definicję 8.23, w której uprzednio należy podstawić r za p i p za q; do tego, co w ten sposób 
otrzymasz  zastosuj   ponownie  definicję  8.23,  podstawiwszy  w  niej  r  za  p;   w  ten   sposób 
otrzymuje się teoremat 8.51, który miał być dowiedziony”.

8.51 p/App, g/p, r/p = C8. 41 - C8.42 q/p - 8.52 

8.52. Cpp

Wyjaśnienie: Dokonawszy w 8.51 trzech na początku wskazanych substytucji, otrzymujemy 
następujące wyrażenie: 
CCApppCCpAppCpp;
jest ono złożone z: (1) C, (2) z CAppp, tzn. wyrażenia, które jest izomorficzne z 8.41, (3) z C
(4) z  CpApp, które jest izomorficzne z  8.42  po uprzednim podstawieniu w tym ostatnim 
wyrażeniu p za q, (5) z teorematu  Cpp, który nazywamy 8.52; da się on otrzymać z całej 
reszty wyrażenia w wyniku dwukrotnego zastosowania reguły odrywania (8.33).

8.52 x 8.23q/p = 8.53 

8.53. ANpp

8.43 p/Np, q/p = C8.53 - 8.54 

8.54. ApNp

8.54 p/Np x 8.23 q/NNp = 8.55 

8.55. CpNNp

8.44 p/Np, g/NNNp, r/p = C8.55 p/Np - C8.54 - 8.56 

8.56. ApNNNp

8.43 q/NNNp x 8.23 p/NNp, q/p = C8.56 - 8.57 

8.57. CNNpp

8.44 q/NNp, r/Nq = C8.55 - 8.58

8.58. CANqpANqNNp 

8.51 p/ANqNNp, q/ANNpNq, r/ANqp = C8.43 p/Nq, q/NNp - C8.58 - 8.59

8.59. CANqpANNpNq

8.59 p/q, q/p x 8.23 x 8.23 p/Nq, q/Np = 8.60 

8.60. CCpqCNqNp

8.41 p/Np x 8.23 q/Np = 8.61 

8.61. CCpNpNp

8.51 p/Apq, g/Aqp, r/p = C8. 43 - C8. 42 - 8.62 

4

background image

8.62. CpAqp 

8.62 q/Nq x 8.23 p/q, q/p = 8.63

8.63. CpCqp 

8.63 q/Np = 8.64 

8.64. CpCNpp

8.44 p/r, g/Apr, r/g = C8.62 p/r,q/p - 8.65 

8.65. CAqrAqApr

8.44 p/Aqr, q/AqApr, r/p = C8.65 - 8.66 

8.66. CApAqrApAqApr

8.51 p/ApAqApr, q/AAqAprp, r/ApAqr = C8.43 q/AqApr - C8.66 - 8.67

8.67. CApAqrAAqAprp

8.51 p/Apr, q/AqApr, r/p = C8.62 p/Apr - C8.42 q/r - 8.68 

8.68. CpAqApr

8.44 q/AqApr, r/AqApr = C8.68 - 8.69 

8.69. CAAqAprpAAqAprAqApr

8.51 p/AAqAprAqApr, q/AqApr, r/AAqAprp = C8.41 p/AqApr - C8.69 - 8.70

8.70. CAAqAprpAqApr

8.51 p/AAqAprp, q/AqApr, r/ApAqr = C8.70 - C8.67 - 8.71 

8.71. CApAqrAqApr

8.44 p/Aqr, q/Arq, r/p = C8. 43 p/q, q/r - 8. 72 

8.72. CApAqrApArq

8.51 p/ApArq, q/ArApq, r/ApAqr = C8. 71 q/r, r/q - C8. 72 - 8.73

8.73. CApAqrArApq

8.51 p/ArApq, q/AApqr, r/ApAqr = C8.43 p/r,q/Apq - C8.73 - 8. 74

8.74. CApAqrAApqr

8.51 p/AqApr, q/AqArp, r/ApAqr = C8. 72 p/q, q/p - C8. 71 - 8.75

8.75. CApAqrAqArp

8.51 p/ArApq, q/ArAqp, r/ApAqr = C8. 72 p/r, q/p, r/q - C8. 73 - 8.76

8.76. CApAqrArAqp.

5

background image

V. METODY REDUKCYJNE

17. Uwagi ogólne

Historyczne uwagi wstępne. Podobnie jak to miało miejsce w wypadku większości innych 

działów   logiki,   także   dla   teorii   redukcyjnych   metod   myślenia   podstawy   dał   Arystoteles. 
Wprawdzie interesował się o wiele bardziej dedukcją niż redukcją, przynajmniej w swojej 
logice; ale w praktyce naukowej stosował powszechnie indukcję, a także w godny uwagi 
sposób rozważał ją teoretycznie. Nowoczesną formę metodom redukcyjnym nadał F. Bacon, 
którego  “tabulae”  są pierwszymi  próbami sformułowania odpowiednich dla tej dziedziny 
reguł. Za czasów  Bacona i jeszcze aż do połowy XIX wieku mieszano  ciągle w fatalny 
sposób logikę z metodologią, tak że w końcu prawie wszyscy metodologowie sądzili, że 
należy   znaleźć   “inną”   i  “lepszą”   logikę   niż   dedukcyjna,   a   mianowicie   tak   zwaną   logikę 
“indukcyjną”.

W XIX wieku, szczególnie w Anglii, zostały przeprowadzone znaczące badania w tej 

dziedzinie, m.in. przez J. Herschela i J. St. Milla. Podstawowe idee Herschela mają do dzisiaj 
znaczenie.   Pojawienie   się   logiki   matematycznej   ukazało   nowe   punkty   widzenia   i 
doprowadziło do rozległych badań na tym polu. Z ostatnich publikacji należy wymienić prace 
W. Kneale'a, R. G. Braithwaitha i G. von Wrighta.

Szczególnie trudnym i żywo dzisiaj badanym działem metodologii redukcyjnej jest teoria 

prawdopodobieństwa   i   jej   zastosowania.   Rozstrzygające   znaczenie   dla   tych   badań   miała 
publikacja   dzieła   lorda   M.   Keynesa   w   1927   roku.   Innym   ważnym   dziełem   na   temat 
zastosowania teorii prawdopodobieństwa i redukcji jest praca R. Carnapa (1951). Jednakże 
cała ta dziedzina badań jest do dzisiaj o wiele mniej rozświetlona niż dziedzina metodologii 
dedukcyjnej.

Pojęcie   i   podział   redukcji.  Na   podstawową   różnicę   między   dedukcją   a   redukcją 

wskazaliśmy   już   odwołując   się   do   J.   Łukasiewicza.   W   wypadku   dedukcji   na   podstawie 
zdania warunkowego i jego poprzednika wnioskuje się o jego następniku:

Jeżeli A, to B 
A
a więc B
W wypadku redukcji wnioskuje się odwrotnie, ze zdania warunkowego i jego następnika o 

jego poprzedniku:

Jeżeli A, to B 
B
a więc A
Chwilowo   pomijamy   trudny   problem   uprawomocnienia   takiego   postępowania   (które 

oczywiście   nie   jest   niezawodne)   i   zajmiemy   się   tylko   podziałem   redukcji.   Istnieją   dwie 
możliwości takiego podziału.

(a) Dokładnie tak jak dedukcję, redukcję można podzielić na progresywną i regresywną. 

W obu wypadkach następnik jest znany jako prawdziwy, poprzednik zaś nie. Jeżeli jednak 
przeprowadza   się   redukcję   progresywnie,   wtedy   zaczyna   się   od,   co   do   swojej   wartości 
prawdziwościowej jeszcze nieznanego, poprzednika i postępuje się do znanego i dającego się 
stwierdzić następnika. Ta progresywna redukcja nazywa się “weryfikacją”. Przeciwnie jest w 

6

background image

wypadku   redukcji   regresywnej,   tu   zaczyna   się   od   znanego   następnika   i   idzie   się   do 
nieznanego   poprzednika.   Redukcja   regresywna   nazywa   się  “wyjaśnianiem”.  Widać,   że 
często używane wyrażenie “hipotetyczno-dedukcyjny” wskazuje właśnie na te dwa kierunki 
postępowania   redukcyjnego:   jest   ono   hipotetyczne,   tzn.   formułuje   się   w   nim   hipotezy 
wyjaśniające   (dzięki   redukcji   regresywnej)   i   dedukcyjne,   gdyż   następnie   z   tych   hipotez 
wyprowadza   się   następniki,   które   są   weryfikowalne   (redukcja   progresywna).   Oczywiście 
wyrażenie “dedukcyjny” jest tutaj użyte w innym znaczeniu, niż my to czynimy.

(b)   Inny   podział   powstaje   przy   uwzględnieniu   rodzaju   poprzednika:   jeżeli   jest   on 

uogólnieniem następnika, wtedy tego typu redukcję nazywa się “indukcją”; jeżeli natomiast 
to nie ma miejsca, wtedy mówimy o redukcji nie-indukcyjnej.

Redukcja   regresywna   i   poj

 

 ęcie   wyjaśniania.

 

   Najpierw   chcemy   się   zająć   redukcją 

regresywną,   ponieważ   stanowi   ona   pierwszy   krok   w   postępowaniu   redukcyjnym.   Jak 
powiedzieliśmy nazywa się ona “wyjaśnianiem”. Słowo to jest jednak wieloznaczne, dlatego 
najpierw należy ustalić różne jego znaczenia.

Może   niekiedy   chodzić   o   wyjaśnienie   sensu   jakiegoś   znaku.   Dzieje   się   to   za 

pośrednictwem definicji. O jej metodach mówiliśmy już w poprzednim rozdziale na temat 
metody aksjomatycznej. Nie ma tu miejsca żadna redukcja w naszym sensie.

Wyjaśnianie może się jednak odnosić do wypowiedzi [Aussage] - a więc do obiektywnego 

zdania [Satz] - którego sens jest już znany. Polega ono wtedy na wyprowadzeniu tego zdania 
z innego zdania. Ogólnie można powiedzieć, że “wyjaśniać” w tym sensie nie znaczy nic 
innego niż tworzyć pewien a system aksjomatyczny, w którym zdanie mające być wyjaśnione 
zostaje   wyprowadzone.   Jednakże   możliwe   są   tutaj   znowu   dwa   wypadki:   (a)   zdanie(a), 
wyjaśniające, znane jest (są) już jako prawdziwe, (b) jest (są) ono (one) co do swojej wartości 
prawdziwościowej jeszcze nieznane.

W   pierwszym   wypadku   praca   myślowa   polega   tylko   na   samym   znalezieniu   zdań 

potrzebnych do wyjaśniania; w drugim zdania te powstają dopiero w wyniku wyjaśniania. 
Pierwszy typ wyjaśniania wydaje się często mieć miejsce m.in. w historiografii. Mamy np. 
jakieś zdanie stwierdzające podróż pewnej osoby i chcielibyśmy wiedzieć, dlaczego podjęła 
ona tę podróż. W tym celu bierzemy inne, znane już historykom jako prawdziwe, zdanie i 
pokazujemy,  że zdanie  dotyczące  podróży da się wyprowadzić  z tego zdania. Chodzi  tu 
jednak raczej o regresywną dedukcję niż o redukcję. Natomiast drugi typ wyjaśniania jest 
rzetelnie redukcyjny.

Dotychczas   mówiliśmy   tylko   o   wyprowadzalności,   która   jest   minimalnym   warunkiem 

każdej   redukcji   wyjaśniającej.   Nie   każda   jednak   redukcja   polega   na   czysto   logicznym 
stosunku   między   wyjaśnianym   i   wyjaśniającym   zdaniem.   Wtedy,   gdy   między   oboma 
zdaniami   zachodzą   jeszcze   inne   stosunki,   mówi   się   o   “kauzalnym”   i   “teleologicznym” 
wyjaśnianiu. Tymi pojęciami zajmiemy się później.

Weryfikacja.  Jeżeli   zdanie   wyjaśniające   zostało   już   redukcyjnie   sformułowane,   wtedy 

następnym etapem jest zwykle tzw. weryfikacja, tzn. zdanie to próbuje się potwierdzić albo 
odrzucić za pomocą redukcji progresywnej. Dzieje się to w następujący sposób: ze zdania 
sformułowanego na drodze redukcji wyprowadza się, w oparciu o system aksjomatyczny 
(który zwykle nie jest czysto logiczny, lecz zawiera także wiele redukcyjnie utworzonych 
zdań), nowe zdania, które w odpowiedniej dziedzinie są bezpośrednio weryfikowalne, tzn. 
których wartość prawdziwościowa da się stwierdzić. Następnie przeprowadza się operacje 
(eksperymenty itd.) wymagane, aby móc ustalić wartość prawdziwościową wyprowadzonych 
zdań.   Jeżeli   okaże   się,   że   są   one   prawdziwe,   wtedy   uzyskuje   się   konfirmację   zdania,   z 

7

background image

którego zostały one wyprowadzone. Jeżeli okazuje się jednak że są one fałszywe, wtedy 
mówi   się   o   falsyfikacji:   w   tym   wypadku   zdanie,   z   którego   zostały   one   wyprowadzone 
odrzuca się jako fałszywe.

Ma tu miejsce uderzająca asymetria. Falsyfikacja jest logicznie konkluzywna, natomiast 

konfirmacja   nigdy   nie   jest   ostateczna,   gdyż   jak   już   powiedzieliśmy,   wnioskowanie   z 
następnika   o   poprzedniku   nie   jest   niezawodne,   podczas   gdy   wnioskowanie   z   negacji 
następnika   o   negacji   poprzednika   jest   uzasadnione   przez   prawo   logiczne   i   obowiązuje 
ogólnie. W związku z tą sytuacją twierdzono, że nauki redukcyjne rozwijają się właściwie nie 
przez   pozytywne,   lecz   przez   negatywne   kroki,   wykluczając   jedno   po   drugim   fałszywe 
wyjaśnienia za pomocą falsyfikacji.

Asymetria ta nie jest jednak aż tak ostra, jak to się na początku wydaje. W żadnej bowiem 

redukcji nie wyprowadza się czegoś z pojedynczego zdania, powiedzmy “A”, które ma być 
zweryfikowane, lecz  z koniunkcji  tego zdania z innymi zdaniami (mogą to być teorie itd.), 
powiedzmy “T”. Schemat zatem wygląda nie tak:

Jeżeli A, to B 
nie B
a więc nie A 
lecz tak:
Jeżeli A i T, to B 
nie B

z czego można jednak tylko wnioskować:

więc albo nie A, albo nie T.
Teoretycznie mamy więc zawsze wybór między odrzuceniem “A” albo odrzuceniem “T”. 

Praktycznie jednak  “T”  jest zdaniem o takiej doniosłości, że raczej dochodzi do decyzji o 
odrzuceniu “A”, i o tyle ma miejsce wymieniona wyżej asymetria.

Nauki redukcyjne. Pojęcie redukcji pozwala połączyć wiele nauk, z punktu widzenia ich 

metody,   w   jedną   klasę.   Przede   wszystkim   należą   tutaj   nauki   indukcyjne.   Tak   zwane 
empiryczne   nauki   przyrodnicze   stanowią   ważną,   chociaż   nie   jedyną,   klasę   nauk 
indukcyjnych.   Wiadomo   bowiem,   że   indukcja   (i   to   indukcja   w   autentycznym   sensie) 
stosowana jest także w pewnych gałęziach matematyki, np. w teorii liczb pierwszych.

Inną klasę tworzą tzw. nauki historyczne.  Bez pojęcia redukcji nie można  byłoby ich 

właściwie nigdzie zaklasyfikować: nie są one na pewno dedukcyjne, indukcyjne również nie, 
gdyż   nie   formułuje   się   w   nich   ogólnych   hipotez   i   teorii.   Zagadka   rozwiąże   się,   jeżeli 
zwrócimy uwagę, że używają one redukcji nie-indukcyjnego typu. Ten sam wypadek wydaje 
się   zachodzić   w   niektórych   innych   naukach,   tak   np.   w   pewnych   dziedzinach   geologii, 
astronomii (np. w selenologii), geografii itd.

Ponieważ   wśród   wszystkich   tych   klas   nauk   klasa   nauk   przyrodniczych   jest 

najobszerniejsza i należące do niej dyscypliny mają o wiele lepiej wykształconą metodologię 
niż   wszystkie   inne,   zajmiemy   się   teraz   prawie   wyłącznie   metodami,   które   są   w   nich 
stosowane. Są one aktualnie najlepszym przykładem redukcyjnego sposobu myślenia.

8

background image

18. Struktura nauk przyrodniczych

Zdania obserwacyjne.  Nauki przyrodnicze, jak powiedzieliśmy, stanowią podklasę tzw. 

nauk   empirycznych,   do   których   poza   tym   należą   jeszcze   tzw.   nauki   historyczne.   Nauki 
empiryczne charakteryzują się tym, że w nich wszystkich występują zdania o fenomenach, 
tzn. zdania  obserwacyjne  i że  w pewnym  sensie zdania  te tworzą właściwą bazę całego 
systemu.   Zbadajmy   najpierw,   jakie   znaczenie   przypisuje   się   wyrażeniom   “fenomen”   i 
“zdanie obserwacyjne”.

Mianem fenomenu określa się tutaj - w przeciwieństwie do fenomenologów - po prostu 

pewne zmysłowo  dające  się zaobserwować zdarzenie.  Przedmiotem sporu jest tylko,  czy 
odpowiednia   obserwacja   może   być   przeprowadzona   wyłącznie   za   pomocą   zmysłowego 
spostrzeżenia   zewnętrznego   (wzrok,   słuch,   dotyk   itd.).   W   jednej   z   nauk   empirycznych, 
mianowicie   w  psychologii,  niektórzy badacze  dopuszczają  także  inne  metody  obserwacji 
(introspekcja).   Jest   to   jednak   wyjątek.   W   większości   nauk   przyrodniczych   obserwacji 
dokonuje się wyłącznie za pomocą zmysłów zewnętrznych. W ten sposób za fenomen uznaje 
się np. spadanie jakiegoś ciała, zapalenie się lampy, podniesienie się temperatury, nie zaś 
takie   zdarzenia   jak:   przepływ   prądu   elektrycznego   przez   drut   (w   odróżnieniu   od   jego. 
dających   się   zaobserwować,   następstw)   albo   choroba   jako   taka   (w   odróżnieniu   od   jej 
symptomów).

Zdania,  które   stwierdzają   zachodzenie   fenomenów,   nazywają   się   zdaniami 

obserwacyjnymi  [Protokollaussagen]  dlatego,   że   zostają   zapisane   w   protokole   z 
laboratorium,   obserwatorium,   z   wykopalisk   archeologicznych   czy   w   innych   podobnych 
raportach   obserwacyjnych.   Zdanie   obserwacyjne   zawiera   zwykle   następujące   dane: 
współrzędne czasowe, współrzędne przestrzenne, okoliczności, opis fenomenu. W praktyce 
zawiera   ono   dodatkowo   jeszcze   nazwisko   obserwatora.   Prostym   przykładem   zdania 
obserwacyjnego   jest   notatka   robiona   przez   pielęgniarkę   na   temat   temperatury   pacjenta. 
Notatka taka może  mieć np. następującą formę: łóżko nr 47 (współrzędna przestrzenna), 
3.5.1953,   godz.   17.15   (współrzędna   czasowa),   J.   Kowalski   (przedmiot),   w   ustach 
(okoliczności), temperatura 38,7° C (zdarzenie).

Zdania   obserwacyjne   występują   także   w   nieempirycznych   naukach,   np.   kosmologii 

filozoficznej,   jednak   w   naukach   przyrodniczych   są   używane   w   specjalny   sposób. 
Przedyskutujemy to teraz krótko.

Postęp w naukach przyrodniczych. Schematycznie i upraszczająco patrząc, pewna nauka 

przyrodnicza   rozwija   się   mniej   więcej   następująco:   punktem   wyjścia   są  zdania 
obserwacyjne. 
(Jest to uproszczenie, faktycznie bowiem do zdań obserwacyjnych prowadzą 
często   zdania   otrzymane   na   drodze   redukcji).   Zdania   obserwacyjne   są   początkowo 
nieuporządkowaną   klasą,   która   ponadto   ma   tendencję   do   ciągłego   narastania,   ponieważ 
badania stale postępują i wciąż robi się nowe obserwacje. Ta klasa zdań obserwacyjnych jest 
pierwszym stopniem w strukturze nauki przyrodniczej.

Zdania obserwacyjne zostają następnie wyjaśnione w ten sposób, że formułuje się inne 

(zazwyczaj ogólne) zdania, z których, przy uwzględnieniu istniejących teorii i na podstawie 
jakiegoś   prawa   logicznego,   są   one   wyprowadzane.   Dopóki   nie   zostaną   zweryfikowane 
nazywają się  “hipotezami”.  Po weryfikacji stają się  prawami  nauk przyrodniczych. W ten 
sposób powstaje drugi stopień zdań należących do nauk przyrodniczych, mianowicie klasa 
hipotez lub praw, które bezpośrednio i redukcyjnie zostały ustanowione na podstawie zdań 
obserwacyjnych.

Następnie przechodzi się do wyjaśniania samych praw. Dzieje się to przez utworzenie 

9

background image

trzeciego stopnia zdań, z których prawa te dadzą się wyprowadzić. Jeżeli zdania trzeciego 
stopnia   są   wystarczająco   ogólne   i   wyjaśniają   wiele   praw,   zostają   nazwane   ogólnie 
“teoriami”  (odpowiednia terminologia metodologiczna jest ciągle jeszcze nieco chwiejna). 
Proces prowadzący do utworzenia teorii jest, z logicznego punktu widzenia, zasadniczo taki 
sam jak ten, który prowadził do sformułowania praw. Istnieją jednak dwie różnice.

(1) Prawa formułuje się (redukcyjnie) bezpośrednio na podstawie zdań obserwacyjnych - 

teorie natomiast pośrednio; bazują one (redukcyjnie) bezpośrednio na prawach.

(2)   Prawa   są  uogólnieniami  zdań   obserwacyjnych,   tzn.   nie   zawierają   one   żadnych 

pozalogicznych   wyrażeń,   które   nie   byłyby   już   obecne   w   zdaniach   obserwacyjnych.   W 
przeciwieństwie do tego teorie z reguły zawierają nowe, w prawach, na których się opierają, 
nieobecne wyrażenia <teoretyczne>  (jak “neutron”, “inflacja”, “nieświadomy” itd.).  Nie  są 
więc one tylko czystymi uogólnieniami praw.

Teorie mogą być znowu wyjaśniane, tak że logiczny gmach nauk przyrodniczych staje się 

wielostopniowy.   Dla   uproszczenia   bierzemy   tu   pod   uwagę   tylko   trzy   stopnie:   zdania 
obserwacyjne, prawa i teorie.

W toku rozwoju nauk przyrodniczych normalnie dzieje się tak, że obserwacja dostarcza 

coraz  to nowych  zdań  obserwacyjnych  i  odpowiednio  do tego  wyjaśnienie  tworzy nowe 
prawa. Zazwyczaj dawniej sformułowana teoria <pokrywa> początkowo te nowe prawa, tzn. 
pozwala je wyprowadzić. Po pewnym jednak czasie nie jest ona już wystarczająca. Wtedy 
zwykle   nieco   się   ją   ulepsza   i   zmienia,   tak   aby   znowu   mogła   pokrywać   nowe   prawa. 
Wcześniej lub później przychodzi jednak moment, w którym nie nadaje się ona w ogóle do 
wyjaśnienia wszystkich nowych praw. Mimo to toleruje się ją, w każdym razie tak długo, jak 
może ona wyjaśniać wiele praw. W końcu staje się tak skomplikowana i niewystarczająca, że 
się   ją   porzuca,   traktując   jako   obowiązującą   co   najwyżej   dla   przypadku   granicznego,   ale 
zasadniczo szuka się nowej teorii. W ten sposób cały proces zaczyna się od nowa. Ani w 
dotychczasowej   historii   nauk   przyrodniczych,   ani   w   logicznej   analizie   ich   struktury   nie 
można znaleźć jakiejkolwiek racji dla przyjęcia, że proces ten będzie kiedykolwiek miał swój 
koniec.

Weryfikacja. W szkicu tym jeden ważny czynnik został wprawdzie już wymieniony, ale 

nie   był   jeszcze   bliżej   rozważany,   mianowicie   weryfikacja   hipotez.   W   naukach 
przyrodniczych wyjaśnianie i weryfikacja są stosowane na przemian. Po utworzeniu hipotezy 
mającej wyjaśniać zdania obserwacyjne, wyprowadza się z niej jeszcze nie istniejące zdania 
obserwacyjne,   tzn.   zdania.   które   mają   formę   zdań   obserwacyjnych   i   których   wartość 
prawdziwościowa   da   się   technicznie  ustalić,   ale   jeszcze   nie   została   ustalona.   Teraz 
przeprowadza   się   operacje   konieczne   dla   stwierdzenia   tej   wartości,   tzn.   podejmuje   się 
odpowiednie eksperymenty albo inne obserwacje, aby otrzymać konfirmację lub falsyfikację. 
Jeżeli zdania wyprowadzone z hipotezy okażą się prawdziwe, wtedy hipoteza uchodzi za 
potwierdzoną i w pewnych okolicznościach staje się prawem. Jeżeli jednak zdania z niej 
wyprowadzone   okażą   się   fałszywe,   wtedy   hipoteza   jest   sfalsyfikowana   i   powinna   -   w 
związku   z   wyżej   wymienionym   zastrzeżeniem   -   być   odrzucona.   Ogólną   regułą   jest,   że 
hipoteza dopiero wtedy staje się prawem, gdy (1) została potwierdzona przez weryfikację w 
wielu wypadkach i (2) w żadnym wypadku nie została sfalsyfikowana.

Z tego, co wyżej powiedzieliśmy, widać, że hipotezy mają bardzo wielkie znaczenie dla 

kierowania obserwacją, a stąd dla tworzenia zdań obserwacyjnych. Bez nich w większości 
wypadków   nie   byłoby   wiadomo,   czego   właściwie   się   szuka.   Nadają   one   obserwacji 
określony   kierunek.   Są   więc   podstawą   dla   każdego   rodzaju  eksperymentów. 
Eksperymentowanie bez prowadzącej go hipotezy jest nie do pomyślenia.

0

background image

Doświadczenie   i   myślenie.  Kilka 
dalszych   uwag   na   temat   struktury 
nauk empirycznych, tak jak ją tutaj 

zarysowaliśmy,   może   przyczynić   się   do   wyjaśnienia   metodologicznej   sytuacji   w   tej 
dziedzinie.

(1) Całkiem poprawnie zwykło się mówić, że doświadczenie stanowi podstawę dla całego 

systemu   tych   nauk.   Dokładniej   powiedziawszy:   zdania   obserwacyjne   rozstrzygają   o 
dopuszczalności innych elementów systemu w tych dyscyplinach. To, co stoi w sprzeczności 
ze zdaniami obserwacyjnymi, musi zostać odrzucone, to, co służy wyjaśnieniu tych zdań, 
musi być przyjęte. Reguła ta wyznacza empiryczny charakter tych nauk.

(2) Z tego jednak w żaden sposób nie wynika, że możliwa byłaby <czysto empiryczna> 

nauka w tym sensie, że składałaby się wyłącznie ze zdań obserwacyjnych. Nie byłaby to 
nauka, lecz nie uporządkowana klasa zdań. Nie jest też nawet prawdą, że w jakiejś nauce 
empirycznej  poza  zdaniami  obserwacyjnymi  mogłyby  występować  tylko  ich  uogólnienia. 
Normalnie teorie zawierają bowiem, jak to już zaznaczyliśmy, wyrażenia, które w zdaniach 
obserwacyjnych zupełnie nie występują i stąd nie mogą być uogólnieniami tych zdań. Każda 
nauka   składa   się   z   dwóch   rodzajów   zdań:   ze   zdań   obserwacyjnych,   które  bezpośrednio 
opierają się na doświadczeniu, i z hipotez, praw, teorii itd., a więc ze zdań, które powstają 
dzięki   myśleniu,   za   pomocą   redukcji.   Te   ostatnie   chcemy   nazwać   “teoretycznymi 
elementami” w nauce.

(3)   W   odniesieniu   do   wszystkich   nauk   redukcyjnych   wyrażenie   “podstawa”   jest 

dwuznaczne. Z logicznego punktu widzenia nauka jest systemem aksjomatycznym, w którym 
właśnie   najbardziej   abstrakcyjne,   najbardziej   oddalone   od   doświadczenia   teorie   tworzą 
“podstawę”, tzn. aksjomaty, natomiast zdania obserwacyjne są ostatecznymi konsekwencjami 
tych teorii. Jednak z epistemologicznego punktu widzenia zdania obserwacyjne znajdują się 
na początku i w oparciu o nie tworzy się (redukcyjnie) elementy teoretyczne i ostatecznie 
najbardziej abstrakcyjne teorie. Obrazowo można byłoby powiedzieć, że nauka redukcyjna 
jest stojącym <na głowie> systemem aksjomatycznym.

(4)   Również   jednak   patrząc   epistemologicznie,   prawa   i   teorie   nie   są   bez   znaczenia. 

Naiwnością   byłoby   sądzić,   że   przyrodnik   porzuca   dobrze   zweryfikowane   prawo,   jeżeli 
znajdzie   jedno   lub   dwa   sprzeczne   z   nim   zdania   obserwacyjne,   albo   że   porzuca   wielką, 
pokrywającą wiele dziedzin teorię, gdy stwierdzi, że nie pokrywa ona kilku nowych praw. 
Okazuje   się   zatem,   że,   z   epistemologicznego   punktu   widzenia,   zdania   obserwacyjne  są 
wprawdzie   najważniejszą,   ale  nie   jedyną   podstawą   systemu.  Także  elementy  teoretyczne 
odgrywają ważną, chociaż drugorzędną rolę.

Schematyczna ilustracja. Dwa schematy i jeden całkiem prosty przykład powinny jeszcze 

lepiej wyjaśnić poprzedni opis struktury nauk empirycznych. Pierwszy schemat przedstawia 
proces psychologiczny, przy czym strzałki wskazują kierunek, w którym przebiega myślenie, 
nie zaś porządek wyprowadzania logicznego. Ruch myśli idzie od P

1

1

 i P

1

2

 do H

1

 (redukcja 

regresywna, tworzenie hipotez), następnie od H

1

 do P

1

3

 (weryfikacja). To samo ma miejsce 

dla  P

2

1

,   P

2

2

  i  P

2

3

.   Teorię  T

1

  osiąga   się   regresywnie   z  H

1

  i  H

2

;   następnie   z  T

1

  (wraz   z 

odpowiednimi   teoriami   pomocniczymi   itd.)   wyprowadza   się  H

3

  i   stąd  P

3

1

,   które   jest 

weryfikującym zdaniem obserwacyjnym.

Drugi schemat ma przedstawiać strukturę logiczną gotowej teorii. Tutaj wszystkie strzałki 

skierowane są w dół, gdyż wskazują na relacje wyprowadzalności logicznej. Tak więc z teorii 
T

1

 zostają wyprowadzone H

1

 H

2

 i H

3

potem z H

1

 H

2

 i H

3

 odpowiednie zdania obserwacyjne.

1

background image

Porównanie   obydwu   rysunków 

pokazuje,   dlaczego   naukę   przyrodniczą   nazwaliśmy   stojącym   “na   głowie”   systemem 
aksjomatycznym.

Teoria Kopernika.  Poprzednie opisy i schematy unaocznimy przez stary, lecz dopiero w 

świetle   dzisiejszej   metodologii   całkowicie   zrozumiały   przykład,   mianowicie   przez 
schematyczne   przedstawienie   teorii   systemu   słonecznego   Kopernika.   Jeżeli   najpierw 
zapytamy, co jest dane jako podstawa epistemologiczna tej teorii, to odpowiedź brzmi: zdania 
obserwacyjne, które mówią, że w określonych miejscach, w pewnych czasach, na sklepieniu 
niebieskim można znaleźć świecące punkty. To jest wszystko. Rzeczywistego ruchu Ziemi, a 
także pozornego ruchu gwiazd nie możemy obserwować. Widzieć możemy tylko świecące 
punkty w tym lub innym miejscu na niebie.

Najpierw formułuje się hipotezę wyjaśniającą, że świecące punkty poruszają się wzdłuż 

określonej   krzywej   na   sklepieniu   niebieskim.   Tę   krzywą   można   przedstawić   za   pomocą 
funkcji matematycznej: Jeżeli przyjmie się taką funkcję, wtedy dadzą się z niej wyprowadzić 
nie tylko zdania już zaakceptowane na temat położenia określonego punktu świecącego, lecz 
także   przewidywania   o   położeniu   tego   samego   punktu   w   innym   czasie.   Obserwujemy 
odpowiedni   sektor   nieba   o   czasie   znalezionym   dzięki   wyprowadzeniu   (liczeniu)   i 
stwierdzamy,   że   punkt,   o   który   chodzi,   faktycznie   się   tam   znajduje,   gdzie   się   powinien 
znajdować. W ten sposób hipoteza jest zweryfikowana i staje się prawem.

Tak stopniowo powstaje klasa - i to całkiem obszerna - tego rodzaju praw. W odniesieniu 

do nich podejmuje się ponownie wyjaśnianie redukcyjne, w wyniku którego otrzymujemy 
właśnie teorię Kopernika: zakładamy,  że świecące punkty są gwiazdami i planetami i że 
planety   obracają   się   wokół   Słońca   wzdłuż   pewnych   krzywych.   Ten   opis   upraszcza 
oczywiście w najwyższym stopniu faktyczne postępowanie; w rzeczywistości mamy tu do 
czynienia z najbardziej skomplikowaną strukturą, złożoną ze zdań matematycznych, które 
częściowo pochodzą z geometrii i fizyki, częściowo jednak są składnikami samej tej teorii. Z 
tego kompleksu wyprowadza się teraz rachunkowo wszystkie dotychczas ustalone prawa, ale 
też prawa, które nie zostały jeszcze sformułowane, i ze wszystkich tych praw dające się 
stestować   zdania   obserwacyjne   o   procesach   na   niebie.   Jeżeli   zdania   te   zgadzają   się   z 
obserwacją, teoria jest zweryfikowana. Następnie zostaje ona sformalizowana i uwidacznia 
się jako potężny system aksjomatyczny, w którym teoria Kopernika wraz z matematycznymi 
i fizycznymi teoriami tworzy zespół aksjomatów, natomiast zdania obserwacyjne są z nich 
wyprowadzone.

Przykłady weryfikacji. W oparciu o nowszy rozwój nauki przedstawiony wyżej przykład 

można jeszcze bardziej rozszerzyć w następujący sposób.

Wśród   teorii   matematyczno-fizycznych,   które   służyły   do   wyprowadzenia   praw 

astronomicznych w systemie Kopernika, znajdowała się także teoria grawitacji Newtona. Jak 
wiadomo, w 1919 roku Einstein przeciwstawił jej inną teorię, która miała tę wielką zaletę, że 
była o wiele prostsza (sprowadza ona grawitację do czysto geometrycznych własności); dalej 
zobaczymy  jeszcze, jak ważna jest ta  zaleta  większej  prostoty.  Dodatkowo jednak - i to 
interesuje nas tutaj przede wszystkim - teoria Einsteina mogła być zweryfikowana za pomocą 
zdań   obserwacyjnych.   Z   teorii   tej   wynikała   mniej   więcej   dwukrotnie   wyższa   wartość 
odchylenia promieni świetlnych przez masę Słońca niż z teorii starszych. 29 maja 1919 roku 
miało miejsce zaćmienie Słońca, podczas którego dwie ekspedycje (jedna na Wyspę Książęcą 

2

background image

w Zatoce Gwinejskiej, pod kierownictwem Eddingtona i Cottinghama) mogły obserwować 
ten fenomen w szczególnie korzystnych okolicznościach. Rezultaty odpowiadały całkowicie 
przewidywaniom wyprowadzonym z teorii Einsteina.

Innym   klasycznym   przykładem   jest   sławny   eksperyment   Michelsona-Morley'a   (1887). 

Chodziło w tym  wypadku o weryfikację obowiązującej wówczas teorii Stoksa i Kelvina, 
według której miało istnieć coś takiego jak eter służący jako medium dla rozprzestrzeniania 
się promieni świetlnych. W oparciu o tę teorię Michelson i Morley wnioskowali, że ponieważ 
Ziemia   znajduje   się   w   ruchu,   powinien   istnieć   <wiatr   eteru>,   a   stąd   wynikało   dalej,   że 
prędkość   światła   musiałaby   być   różna,   zależnie   od   jego   kierunku   w   stosunku   do   tego 
<wiatru>.  W  Cleveland   (Ohio),  za  pomocą  skomplikowanych  aparatów,   przeprowadzono 
eksperyment, który wykazał ostatecznie, że nie da się stwierdzić żadna różnica w prędkości 
światła. W ten sposób teoria została sfalsyfikowana.

Najbardziej   interesujące   jest   jednak,   że   teorii   tej   natychmiast   nie   odrzucono,   lecz 

próbowano ją ratować przez różne teorie pomocnicze. Sami Michelson i Morley sądzili, że 
eter porusza się wraz z Ziemią. W 1895 Fitzgerald sformułował teorię pomocniczą, która 
głosiła, że rozmiary aparatów zmieniają się wraz ze zmianą kierunku i dlatego nie można 
zaobserwować żadnych różnic w prędkości. Dopiero teoria Einsteina umożliwiła całkowite 
wyjaśnienie tego nowego zdania obserwacyjnego.

19. Typy zdań wyjaśniających

Wprowadzenie. Ogólna struktura nauk redukcyjnych jest o wiele bardziej skomplikowana 

niż  struktura nauk  dedukcyjnych.  Widzieliśmy  już, że  w  naukach przyrodniczych  należy 
odróżnić przynajmniej trzy rodzaje zdań: zdania obserwacyjne, hipotezy (lub prawa) i teorie. 
Do   tego   dochodzi   jeszcze   fakt,   że,   z   wyjątkiem   zdań   obserwacyjnych,   wszystkie   zdania 
systemu redukcyjnego mogą być podzielone na różne klasy. W tym względzie dawniejsza 
metodologia   okazuje   się   dzisiaj   bardzo   nieadekwatna.   Wykazuje   ona   szeroko 
rozpowszechnioną tendencję do sprowadzania wszystkich tych zdań do jednego typu. Tak też 
np. często sądzono, że każde wyjaśnianie redukcyjne albo indukcyjne dochodzi  zawsze do 
skutku w wyniku  sformułowania  tzw. praw przyczynowych;  inni natomiast twierdzili,  że 
każde wyjaśnianie polega na znajdowaniu warunków. Także i dzisiaj jeszcze pokazują się 
nierzadko tego typu tendencje monistyczne, chociaż najczęściej uznaje się, że w naukach 
redukcyjnych (a także w węższej klasie nauk przyrodniczych) istnieją różne rodzaje praw i 
teorii i stąd również różne rodzaje wyjaśniania.

Ponieważ   odróżnienie   różnych   rodzajów   zdań   wyjaśniających   ma   znaczenie   dla 

zrozumienia   samej   metody   redukcyjnej   lub   indukcyjnej,   chcemy   teraz   krótko   opisać 
najważniejsze z tych zdań, tak jak one są dzisiaj rozumiane.

Dzisiaj odróżnia się:
(a) wyjaśnianie kauzalne i wyjaśnianie teleologiczne, 
(b) prawa współwystępownia i prawa funkcjonalne, 
(c) prawa deterministyczne i prawa statystyczne.

Typy warunków. Całkiem ogólnie można powiedzieć, że zdania redukcyjno-wyjaśniające 

ustalają   zawsze  przynajmniej  jeden   warunek   wyjaśnianego   fenomenu.   W   ten   sposób   nie 
twierdzi   się,   że   wystarcza   to   we   wszystkich   naukach,   lecz   tylko,   że   obojętnie   jaki   typ 
wyjaśniania   wybierze   się,   zawsze  również  będzie   on   zawierał   wyjaśnianie   za   pomocą 

3

background image

warunków.  Jeżeli   np.  sformułuje   się   wyjaśnienie   teleologiczne   i   powie   się,   że  A  jest  B
ponieważ prowadzi to do tego, że A jest także C, wtedy podaje się nie tylko cel bycia A-B, 
lecz również warunek tego faktu.

Warunki dzieli się na wystarczające, konieczne oraz wystarczające i konieczne.
(1) Warunki wystarczające.  Mówimy, że  A  jest wystarczającym warunkiem  B, wtedy i 

tylko wtedy, gdy obowiązuje zdanie “Jeżeli  A,  to  B”.  W tym wypadku wystarcza bowiem, 
żeby było dane A, wtedy także dane jest B.

(2)   Warunki   konieczne.  Mówimy,   że  A  jest  koniecznym   warunkiem  B,  wtedy  i   tylko 

wtedy, gdy obowiązuje (odwrotne) zdanie: “Jeżeli B, to A”. Gdyby A nie było dane, wtedy 
także nie mogłoby się pojawić B; A jest więc tutaj koniecznym warunkiem B.

(3) Warunki wystarczające i konieczne. Mówimy, że A jest warunkiem wystarczającym i 

koniecznym B, wtedy i tylko wtedy, gdy oba wyżej wymienione zdania obowiązują, tzn. “A 
wtedy i tylko wtedy, gdy B”.

Wydaje   się,   że   ostatecznie   wszystkie   nauki   dążą   do   formułowania   warunków 

wystarczających i koniecznych. Jest to np. prawdą w odniesieniu do fizyki klasycznej. W 
wielu jednak wypadkach trzeba się zadowolić innym typem warunków.

Każda   klasyfikacja   naukowa   dostarcza   naocznych   przykładów   dla   dwóch   pierwszych 

typów warunków. Bazuje ona, jak łatwo można dojrzeć, na tzw. prawach współwystępownia. 
Jeżeli np. mówimy, że wszystkie ssaki są kręgowcami, to w zdaniu tym zawarte jest prawo 
współwystępowania, które stwierdza konieczny warunek bycia ssakiem, a mianowicie bycie 
kręgowcem.   Jednocześnie   zostaje   stwierdzony   także   warunek   wystarczający   bycia 
kręgowcem, mianowicie bycie ssakiem, gdyż dla istoty żywej wystarcza, aby była ssakiem, 
żeby tym samym była kręgowcem.

Przykładu dla trzeciego rodzaju warunków dostarcza wiele praw chemicznych, zgodnie z 

którymi pewna substancja posiada tę lub inną cechę, np. specyficzny ciężar.

Dla dzisiejszej metodologii nie ulega wątpliwości, że wiele wyjaśnień przyjmuje formę 

tego typu  zdań. Nie są one oczywiście  prawami  przyczynowymi,  gdyż  fenomen  nie jest 
wyjaśniany   za   pomocą   jakiejś   przyczyny,   lecz   za   pomocą   czegoś   z   dziedziny   formy   (w 
arystotelesowskim sensie tego słowa).

Wyjaśnianie kauzalne i teleolo

 

 giczne.

 

  Zauważyliśmy już, że w wielu naukach wyjaśnianie 

przez same warunki nie wystarcza. Przeważa raczej wyjaśnianie kauzalne, które polega na 
podaniu przyczyny fenomenu. Należy jednak oddzielić dwa różne pojęcia przyczyny.

(1)  Pojęcie   ontologiczne.  Pojęcie   to   można   z   grubsza   opisać   w   następujący   sposób. 

Pojawienie się  A  jest przyczyną pojawienia się  B  wtedy, gdy w danych okolicznościach  
wywołuje urzeczywistnienie się  B. A  pojawia się tutaj jako pewien  agens,  który wywiera 
wpływ na B, udzielając bytu.

Pod wpływem Hume'a i jego następców wielu metodologów twierdziło kategorycznie, że 

to pojęcie przyczyny nigdy nie występuje w naukach przyrodniczych. Trudno jest jednak 
zaprzeczyć,  że  bardzo wielu  przyrodników  (nie tylko  psychologów  i historyków)  bardzo 
często   w   swoich   wyjaśnieniach   myśli   o   przyczynie   właśnie   w   ten   sposób.   Tak   np. 
geologowie   powstawanie   gór   interpretują   całkiem   jednoznacznie   jako   wywołane 
przyczynowo   przez   czynniki   geotektoniczne   -   a   zatem   wywołane   przyczynowo   w 
ontologicznym sensie tego wyrażenia.

(2)  Pojęcie   fenomenalistyczne.  W   fizyce,   a   także   jeszcze   w   wielu   innych   wysoko 

rozwiniętych   naukach,   ontologiczne   pojęcie   przyczyny   wydaje   się   być,   i   to   z   dobrze 
umotywowanych racji, wyeliminowane. Jeżeli się mianowicie założy, że dana nauka ma do 

4

background image

czynienia tylko ze zdaniami obserwacyjnymi, które opisują zmysłowo dające się obserwować 
fenomeny, wtedy jest jasne, że nie może tu być mowy o żadnym wpływie, ponieważ nie da 
się on zmysłowo zaobserwować. Wydaje się więc, że nauki te ograniczają się do wyjaśniania 
przez warunki. A jednak tak nie jest. Wprawdzie, jak powiedzieliśmy, występują tu często 
zdania   stwierdzające   wyłącznie   tylko   warunki,   ale   mówi   się   jednak   zawsze   również   o 
przyczynach i o wyjaśnianiu przyczynowym.

Co tutaj mogą znaczyć te wyrażenia? Wydaje się, że przez przyczynę rozumie się: (1) 

warunek wystarczający, który (2) czasowo poprzedza to, co jest wywołane przyczynowo, 
albo przynajmniej jest z nim równoczesny i, dodatkowo, (3) znajduje się z nim w pewnych 
stosunkach przestrzennych. Nie jest to jednak ani jasne, ani wyraźne i stąd jest zrozumiałe, 
dlaczego   wielu   metodologów   współczesnych   woli   w   ogóle   wyeliminować   ten   rodzaj 
przyczynowości i mówić tylko o warunkach.

Jeszcze  bardziej  kontrowersyjne  są,  ciągle   na nowo  pojawiające  się,  tzw. wyjaśnienia 

teleologiczne.   Ich   istota   polega   na   tym,   że   podaje   się   cel   wyjaśnianego   fenomenu.   Na 
przykład   wspaniałą   strukturę   pewnych   kwiatów   wyjaśnia   się   przez   to,   że   zapewnia   ona 
zapłodnienie.   Z   logicznego   punktu   widzenia   ten   typ   wyjaśniania   jest   częściowo 
przeciwstawny przyczynowemu, gdyż podaje się w nim wprawdzie warunek fenomenalny, 
ale warunek ten znajduje się w jeszcze nie istniejącym fenomenie, który czasowo pojawia się 
dopiero po fenomenie wyjaśnianym.

W   fizyce   i   w   innych   naukach  zajmujących   się   naturą   nieożywioną   do   wyjaśnień 

teleologicznych  nikt się już obecnie nie odwołuje. W naukach biologicznych  wyjaśnianie 
przyczynowe wydaje się wprawdzie dominować, ale od czasu do czasu pojawia się także 
wyjaśnianie   teleologiczne,   np.   w   wypadku   problemu   celowości   organów.   Tak   samo   w 
socjologii   pojawiają   się   tendencje   teleologiczne,   chociaż   jako   całość   zbudowana   jest 
kauzalnie.

Wyjaśnianie teleologiczne kryje trudne problemy filozoficzne. Przede wszystkim powstaje 

pytanie,   jak   coś,   co   jeszcze   się   nie   pojawiło,   co   jeszcze   nie   istnieje,   może   wyjaśnić 
(istniejący)   fenomen.   Pomijamy   tutaj   ten   i   inne   ważne   problemy   filozoficzne,   które 
przekraczają granice czystej metodologii.

Prawa funkcjonalne. W wysoko rozwiniętych naukach - nie tylko w fizyce, lecz także w 

psychologii - formułuje się tzw. prawa funkcjonalne. Mają one zawsze następującą formę: dla 
każdego AF i G - przy czym F i G są cechami A - wielkość F jest (matematyczną) funkcją 
wielkości  G.   Prostym   i   klasycznym   przykładem   jest   tu   fizyczne   prawo   spadania   ciał: 
prędkość jakiegoś ciała jest funkcją jego czasu spadania.

Jak można logicznie zinterpretować tego rodzaju prawa? Są one zdaniami zawierającymi 

podwójne uogólnienie:  najpierw mówi się o wszystkich  A, np. o wszystkich spadających 
ciałach, dokładnie tak jak w prawach nie-funkcjonalnych. Do tego dochodzi jednak drugie 
uogólnienie:  funkcja matematyczna  pokrywa  się ze zdaniem  uniwersalnym,  że wszystkie 
wielkości jednego rodzaju przyporządkowane są w pewien sposób wielkościom drugiego 
rodzaju.

Fundamentalnie rzecz biorąc, prawa funkcjonalne są więc tylko pewną skomplikowaną 

formą praw warunkowych. Trzeba przy tym zauważyć, że odpowiednie warunki mogą mieć 
wymieniony wyżej, trojaki charakter. Praktycznie jednak każda nauka dąży do formułowania 
praw funkcjonalnych, które są wystarczającymi i koniecznymi warunkami danego fenomenu.

Ustanawianie praw funkcjonalnych jest głównym zadaniem indukcji ilościowej. Niestety, 

ta część ogólnej metodologii nie jest jeszcze opracowana teoretycznie, chociaż każda nauka 
przyrodnicza,   która   formułuje   tego   rodzaju   prawa,   posiada   do   tego   celu   swoje   własne 

5

background image

metody.

Prawa statystyczne. Jeszcze przed kilkoma dziesiątkami lat prawa statystyczne stosowane 

były prawie wyłącznie w naukach społecznych, dzisiaj używa się ich także w wielu innych 
dziedzinach.   Chodzi   tutaj   nie   o   zdania   o   indywiduach,   lecz   o   klasach   indywiduów.   W 
prawach   statystycznych   mówi   się,   że   pewna   cecha   B   przysługuje   określonej   części 
elementów klasy A, np. 60% tych elementów. Prostym przykładem jest statystyczne prawo 
śmiertelności, które głosi, że z 1000 żywo urodzonych ludzi n umrze w k-tym roku życia.

Takie prawa nazywane są także “indeterministycznymi”, ponieważ nie mówi się w nich 

nic określonego (zdeterminowanego) o poszczególnych indywiduach; z tego np. że z 1000 
żywo urodzonych Francuzów dokładnie 138 umiera w 47 roku życia, nie wynika absolutnie 
nic na temat  śmierci  mojego przyjaciela  Jean-Paula, który aktualnie  ma 47 lat:  może on 
umrzeć, ale może także żyć. W takich wypadkach  mówi się więc o prawdopodobieństwie, 
które matematycznie da się dokładnie obliczyć. Ale ścisłość tego obliczenia nie może nas 
mylić co do jego rezultatów, nie może nic zmienić w tym, że nie jesteśmy w stanie wiedzieć, 
co będzie się działo z jakimś indywiduum.

Jasne   jest   zatem,   że   prawa   statystyczne   nie   tworzą   osobnego   rodzaju   obok   innych 

rodzajów praw; to, co posiada formę statystyczną może być równie dobrze wyjaśnieniem 
przez   warunki   jak  też   wyjaśnieniem   przyczynowym,   znane   są   także   prawa   statystyczno-
funkcjonalne.

Należy jeszcze zauważyć, że prawa nie-statystyczne można ująć jako wypadek graniczny 

praw statystycznych; według tych praw dany fenomen występuje w 100% wypadków.

20. Indukcja

Indukcja autentyczna i nieautentyczna. Ważną i stosowaną przede wszystkim w naukach 

przyrodniczych   formą   redukcji   jest   indukcja.   Od   indukcji   autentycznej   należy   najpierw 
odróżnić   różne   metody   myślenia   nazywane   wprawdzie   “indukcją”,   lecz   nie   będące 
redukcjami.

(1) Indukcją nieautentyczną jest tzw. indukcja matematyczna. Polega ona na zastosowaniu 

następującej reguły. Jeżeli F przysługuje liczbie 1, i jeżeli przysługuje ono liczbie n, wtedy 
także liczbie n + 1, to F przysługuje każdej liczbie. Tego typu <indukcje> są bardzo częste w 
matematyce,   powinno   być   jednak   jasne,   że   chodzi   tutaj   raczej   o   autentyczną   dedukcję. 
Nazwa “indukcja” jest w tym wypadku zwodnicza.

(2)   Poza   tym   mówi   się   niekiedy   o   tzw.   <zupełnej>   czy   też   <sumatywnej>   indukcji. 

Stosuje się przy tym następującą regułę: jeżeli  x

1

,  x

2

, x

3

  ...  x

n

  są elementami klasy  a  i są 

wszystkimi jej elementami (tzn., że poza nimi nie istnieje żaden element tej klasy) i jeżeli 
przysługuje x

1

x

2

, x

3

 ... x

n

, wtedy F przysługuje wszystkim elementom a. Także i to nie jest 

żadną indukcją w autentycznym sensie, lecz pewnym rodzajem dedukcji; istnieje bowiem w 
logice matematycznej prawo, na którym można niezawodnie oprzeć tę regułę. Chociaż jej 
zastosowanie   jest   niekiedy   pożyteczne,   to   w   naukach   przyrodniczych   nie   da   się   ona 
praktykować,   gdyż   zwykle   mamy   w   nich   do   czynienia   z   nieskończonymi   klasami,   a 
nieskończona liczba rzeczy nigdy nie może być obserwowana.

(3) Należy jeszcze zauważyć, że Arystoteles używał tego słowa nie tylko dla określenia 

pewnego rodzaju wnioskowania, lecz także w wypadku abstrakcji, a więc metody tworzenia 
pojęć. Także i dzisiaj jest to zwyczajem niektórych filozofów, ale chodzi wtedy o metodę, 

6

background image

która mało ma wspólnego z indukcją w naukach przyrodniczych.

“Autentyczną   indukcją”   nazywamy   tutaj,   po   pierwsze,   proces   wnioskowania,   a   więc 

metodę   myślenia,   za   pomocą   której   formułuje   się  zdania;  po   drugie   metodę,   która   jest 
istotnie  rozszerzająca,  tzn. przechodzi się w niej nie tylko od sumy indywiduów do ogółu 
(jak w indukcji zupełnej), lecz od  kilku  indywiduów, które nie są wszystkimi elementami 
wchodzącej   w   grę   klasy,   do   ogółu.   Tego   rodzaju   postępowanie   przedstawia   oczywiście 
szczególnie trudny problem metodologiczny: co nas uprawnia do takiego przejścia? Jest to 
tzw. problem indukcji. Już Arystoteles, z godną podziwu wnikliwością, pokazał, że indukcja 
nie jest konkluzywna i jego dowód na to do dzisiaj nie został obalony. A jednak indukcja 
stosowana jest ciągle nie tylko w życiu codziennym,  lecz  także stanowi jedną z głównych 
metod w naukach przyrodniczych. Na jakiej podstawie?

Nie   możemy   tutaj   dyskutować   różnych   prób   rozwiązania   tych   trudnych   problemów 

filozoficznych i musimy się ograniczyć do wskazania, że pewne pytania metodologiczne są 
przez   nie   uwarunkowane.   W   ramach   naszego   przedstawienia   nie   chodzi   o   to,   aby 
poszczególne metody filozoficznie uprawomocniać, lecz tylko o to, aby opisać metody, które 
są dzisiaj stosowane w praktyce naukowej i rozważane w metodologii.

Podział   indukcji.  Indukcje,   które   określiliśmy   jako   “autentyczne”,   można   podzielić   w 

następujący sposób.

(1) Ze względu na przedmiot na  pierwszorzędne i drugorzędne.  Pierwsze prowadzą do 

hipotez lub praw, drugie do teorii (zob. wyżej, s. 68).

(2)   Ze   względu   na   rodzaj   zdań   wyjaśniających   na   indukcje  jakościowe  i  ilościowe, 

deterministyczne  i  statystyczne,  zależnie   od   tego,   czy   powstające   zdanie   dotyczy   tylko 
współwystępowania fenomenów czy też ich wzajemnej funkcjonalnej zależności, a to albo w 
sensie niezmiennym, albo w sensie statystycznym. Jak już zauważyliśmy, metody indukcji 
ilościowej są jeszcze mało teoretycznie opracowane.

(3)  Ze  względu  na  samą   metodę  indukcje  dzielą   się  na  enumeracyjne   i  eliminacyjne. 

Indukcja enumeracyjna akumuluje tylko zdania, które mogą być wyprowadzone ze zdania 
wyjaśniającego.   Rozstrzygająca   jest   tu   ilość   zebranych   zdań.   W   wypadku   indukcji 
eliminacyjnej   nie   potrzeba   mnożyć   zdań   na   temat   wypadków   indywidualnych   (np.   zdań 
obserwacyjnych),   lecz   eliminuje   się   możliwe   hipotezy,   które   w   danej   sytuacji   mogłyby 
wchodzić w grę. Przy tej drugiej metodzie ilość wziętych pod uwagę  zdań jest nieistotna, 
istotny jest natomiast ich rodzaj, tzn. różnorodność uwzględnianych fenomenów.  Tabulae 
Francisa   Bacona   i   metody   Milla   są   specjalnymi   sposobami   stosowania   indukcji 
eliminacyjnej.

Przyjmuje   się   dzisiaj   powszechnie,   że   czysto   enumeracyjna   indukcja   stosowana   jest 

bardzo rzadko - zwykło się ją nawet niekiedy określać jako “nienaukową”. Z drugiej strony, 
metodologowie nie są zgodni, jak należy rozumieć drugi rodzaj indukcji. Podczas gdy G. von 
Wright jest zdania, że jest ona wyłącznie eliminacyjna, to R. N. Braithwaite utrzymuje, że 
eliminacja   odgrywa   dziś   znikomą   rolę   w   praktyce   nauk   przyrodniczych,   których   postęp 
wynika raczej z konfirmacji niż z falsyfikacji (tzn. eliminacji).

Metody Milla. Chociaż są one przestarzałe, a nawet w tej formie, w jakiej ujmował je John 

Stuart Mill, nigdy nie były w nauce stosowane; to jednak omówimy je teraz krótko, ponieważ 
ułatwiają wgląd w to, co rzeczywiście dzieje się podczas wnioskowania indukcyjnego.

Mill przedstawia pięć takich metod. Streszczamy jego opis, przy czym to, co on nazywa 

“przyczyną”, tłumaczymy jako “warunek” i dla prostoty zakładamy, że istnieją tylko dwie 
klasy fenomenów, a każda z nich posiada tylko trzy elementy: a, b, c i A, B, C.

7

background image

(1)  Metoda zgodności: a  pojawia się zarówno z  AB  jak i z  AC.  Założywszy, że (1) a w 

ogóle posiada jakiś warunek i że (2) tylko  ABC  wchodzą w grę jako możliwe  warunki, 
wynika z tego, że A jest warunkiem wystarczającym dla a.

(2)  Metoda różnicy: a  pojawia się wraz z  ABC,  natomiast nie pojawia się z  BC  (gdzie 

brakuje tylko A)Przy takich samych założeniach wynika, że A jest koniecznym warunkiem 
a.

(3)  Połączone metody zgodności i różnicy: a  pojawia się wraz  AB  i  AC,  natomiast nie 

pojawia się z  BC.  Przyjmując ciągle te same założenia, można stąd wnioskować, że  A  jest 
wystarczającym i koniecznym warunkiem dla a.

(4) Metoda reszt: w wyniku innych indukcji zostało stwierdzone, że B jest warunkiem 

C jest warunkiem cabc pojawiają się wraz z ABC. Pod wyżej wymienionymi warunkami i 
dodatkowym,   że   każdy   fenomen   może   być   warunkiem   tylko   jednego   typu   fenomenów, 
wynika, że A jest wystarczającym i koniecznym warunkiem a.

(5) Metoda zmian towarzyszących: A zmienia się w taki sam sposób jak a, B i C zmieniają 

się jednak w inny sposób. Jest to metoda indukcji ilościowej, o której jeszcze będziemy 
mówili; tymczasowo możemy ją pominąć.

W   wypadku   czterech   pierwszych   metod   dało   się   zauważyć,   że   wymagają   one 

przynajmniej dwóch założeń, mianowicie, że w ogóle istnieje warunek odpowiedniego typu i 
- dalej - że tylko jeden z wyliczonych fenomenów (w naszym przykładzie  ABC) może być 
tym  warunkiem.  Pierwsze  z tych  założeń  nazywa  się “postulatem  determinizmu”,  drugie 
nazywane   jest   niekiedy   “postulatem   zamkniętego   systemu”.   Jeżeli   je   założymy,   wtedy 
wnioski wynikają  dedukcyjnie.  Można jednak zaraz zapytać, jak takie założenia mogą być 
usprawiedliwione.   Faktycznie   nie   tylko   nie   mają   one   żadnego   uzasadnienia,   lecz   często 
muszą być po prostu uznane za fałszywe.

Założenia metod Milla. Zauważmy najpierw, że determinizm, o którym tutaj jest mowa, 

nie   jest   determinizmem  ontologicznym.  Nauki   przyrodnicze   nie   znają   przyczynowości 
ontologicznej i stąd też nie posługują się determinizmem w tym sensie (z czego poza tym 
wynika,   że   bezsensowne   jest   dedukowanie   wolności   woli   z   odrzucenia   determinizmu 
metodologicznego). Ale jeżeli nawet mówi się tylko o determinizmie fenomenalnym (a więc 
nie   o   przyczynach   ontologicznych,   lecz   o   warunkach),   wyrażenie   to   jest   jeszcze 
wieloznaczne. O  ścisłym determinizmie  da się mówić tylko w wypadku połączonej metody 
zgodności   i   różnicy,   gdyż   tylko   tutaj   przyjmuje   się,   że   dla   każdego   fenomenu   istnieje 
warunek wystarczający i konieczny. W metodzie różnicy zakłada się tylko, że dla każdego 
fenomenu istnieje warunek konieczny, tzn. że zawsze konieczny jest pewien inny fenomen, 
nie zaś, że wystąpienie pierwszego fenomenu wystarczałoby, żeby również obecny był drugi. 
W tym wypadku mówi się o  częściowym determinizmie.  Jest to założenie akceptowane w 
dzisiejszej   mikrofizyce:   żeby   jakąś   cząstkę,   np.   elektron,   wprawić   w   ruch   muszą   być 
spełnione   pewne   warunki,   jednak   one   same   nie   wystarczają,   gdyż   nawet   wtedy,   gdy   są 
spełnione, oczekiwany fenomen może nie wystąpić.

Jak można usprawiedliwić przyjęcie jednego bądź drugiego rodzaju determinizmu? Na 

pewno  nie   przez   odwołanie  się   do  ontologii.   Może  ona  pokazać,  że   każdy  fenomen  ma 
przyczynę,   ale   nie   że   przyczyna   ta   jest  fenomenem.  Także   logika   nie   może   dostarczyć 
usprawiedliwienia dla zasady determinizmu. Wreszcie nie może ona być również ustalona 
indukcyjnie, ponieważ jest założona w każdej indukcji. W tych oto prostych uwagach leży 
punkt  ciężkości   tzw.  problemu  indukcji  i  wystarczają  one,  aby  pokazać,  że  każda   próba 
transformacji   indukcji   w   dedukcję   przez   przyjęcie   nowych   przesłanek   jest   skazana   na 
niepowodzenie.

8

background image

To   samo   dotyczy   drugiego   rodzaju   determinizmu.   Nie   mamy   ani   ontologicznej,   ani 

logicznej, ani indukcyjnej podstawy dla założenia, że możliwe są tylko hipotezy wzięte przez 
nas  pod  uwagę.  Przeciwnie,  wiemy  z  doświadczenia,   że  wiele   innych  hipotez   jest  także 
możliwych.

Uwagi   te   potwierdzają   to,   co   już   powiedzieliśmy   o   determinizmie:   nie   istnieje   most 

między indukcją a dedukcją, w każdym razie nie w formie dodatkowych przesłanek.

Niektórzy  metodologowie,   aby jeszcze  o  tym   krótko  wspomnieć,   próbowali   ustalić  to 

połączenie w inny sposób. Twierdzili mianowicie, że indukcja wtedy zmienia się w dedukcję, 
gdy odpowiedni fenomen po prostu inaczej się zdefiniuje. Jako przykład weźmy diament i 
załóżmy, że dotąd był on zdefiniowany przez trzy własności: A, B i C. Załóżmy także, że ktoś 
spalił jeden lub dwa diamenty, tak jak to uczynił Lavoisier, i widzi, że ze spalenia powstał 
tlenek węgla (CO), stąd też twierdzi, że każdy diament składa się z węgla. Jak twierdzenie to 
da się usprawiedliwić? Po prostu tak, że nowo znalezioną własność, bycie z węgla, doda się 
do już znanych  własności  ABC:  “diamentem”  ma się od teraz nazywać, zgodnie z nową 
definicją, każde ciało, które posiada własności  ABC i  dodatkowo nowo odkrytą własność 
bycia  z  węgla.   Jeżeli   to  założymy,   wtedy  dedukcyjnie  wynika,   że  diament   musi   zawsze 
składać się z węgla.

Od   razu   jednak   widać,   że   tego   rodzaju   czysto   konwencjonalna   metoda   nie   wchodzi 

poważnie   w   rachubę   w   naukach   przyrodniczych.   Wprawdzie   da   się   ona   konsekwentnie 
przeprowadzić,   ale   pozostawia   bez   odpowiedzi   pytanie,   dlaczego  ABC  ma   zawsze 
występować  z   nowo  odkrytą   własnością.  Konwencja   nie  jest  prawem  przyrody,   a  nauka 
wymaga poważniejszych uzasadnień.

Indukcja   i   system.  Gdy   przyjrzymy   się   bliżej,   jak   rzeczywiście   wygląda   praktyka   w 

naukach przyrodniczych, wtedy dostrzeżemy, że decydującym czynnikiem w formułowaniu 
praw jest zupełnie coś innego niż założenia Milla, mianowicie prostota praw i ich wzajemne 
związki w systemie aksjomatycznym. Na czym związki te polegają, pokażemy na prostym 
przykładzie. Jeżeli wie się, że wszyscy ludzie urodzeni przed określonym rokiem już umarli, 
wtedy wystarcza to do sformułowania hipotezy, że wszyscy ludzie w ogóle są śmiertelni. 
Hipoteza ta stanie się jednak jeszcze o wiele bardziej przekonywająca, jeżeli dodatkowo wie 
się  -  z innych  indukcji  -  że  wszyscy  ludzie  są  kręgowcami  i  że  wszystkie   kręgowce  są 
śmiertelne. W ten sposób hipoteza ta nie jest tylko indukcyjnie osiągnięta w oparciu o zdania 
obserwacyjne,   lecz   także   wyprowadzona   z   ogólnego   prawa,   a   to   znacznie   ją   wzmacnia. 
Aksjomatyczny związek z innymi prawami i z całością określonego systemu naukowego jest 
w każdym wypadku czynnikiem, który istotnie powiększa wiarygodność hipotezy. Według 
niektórych  metodologów  jest on nawet koniecznym  warunkiem transformacji hipotezy w 
prawo,   według   innych   jedyną   racją   dla   przyjęcia   hipotezy   w   naukach   przyrodniczych. 
Wprawdzie to ostatnie stanowisko jest z pewnością przesadne, lecz nie da się zaprzeczyć, że 
aksjomatyczny związek między prawami odgrywa ważną rolę w akceptacji hipotez.

Niekiedy jednak używa się także hipotez, które nie znajdują się w takich relacjach; są to 

tzw. hipotezy robocze, których w związku z tym nie nazywa się “prawami”. Posługuje się 
nimi, o ile jest to celowe dla zbadania określonej, ograniczonej dziedziny. Tak np. znany 
etnolog   P.  W.   Schmidt   skutecznie   posługiwał   się   w   swoich   badaniach   materializmem 
historycznym jako hipotezą roboczą, chociaż sam stwierdził, że nie istnieje żaden szerszy 
system, w związku z którym mogłaby ona być używana.

Reguła   prostoty.  Drugie   zwyczajowe   założenie   funkcjonujące   w   trakcie   formułowania 

praw   można   przedstawić   następująco:   jeżeli   wiele   hipotez   wyjaśnia   dane   zdanie,   należy 

9

background image

wybrać  najprostszą  z  nich.  Reguła   ta  jest  konieczna,  aby  w  sytuacji,  w  której  dana   jest 
nieskończona klasa możliwych hipotez, móc je zredukować do jednej. To, że nieskończona 
klasa   hipotez   często   może   być   obecna,   da   się   pokazać   na   następującym   przykładzie. 
Rozważamy trzy punkty na płaszczyźnie, które mają reprezentować trzy zdania obserwacyjne 
(np.  dotyczące   ciśnienia   jakiegoś  gazu  w  zamkniętej  przestrzeni)   i  szukamy  krzywej,   na 
której   mogą   leżeć.   Funkcja   matematyczna   odpowiadająca   tej   krzywej   będzie   hipotezą 
wyjaśniającą.   Widać   od   razu,   że   istnieje   nieskończona   klasa   takich   krzywych.   Rysunek 
pokazuje tylko kilka przykładów.

W tym wypadku wybierzemy na pewno ostatnią krzywą, mianowicie prostą, ponieważ jest 

najprostsza.

Streszczenie.   Interpretacje   filozoficzne.  Streszczając   możemy   powiedzieć,   że   do 

stosowania   indukcji   jakościowej   konieczne   są   przynajmniej   cztery   postulaty:   postulat 
determinizmu, postulat zamkniętego systemu, postulat związku między prawami i postulat 
prostoty.   Odpowiednio   do  tego  dadzą  się  sformułować   cztery  następujące   reguły:   szukaj 
warunków; zakładaj, że te warunki muszą należeć do istniejącego już systemu; wybieraj te 
hipotezy, które najlepiej są związane z całością systemu; wybieraj hipotezę najprostszą.

Jak   teraz   wszystkie   te   reguły   dadzą   się   uzasadnić?   Filozofowie   spierają   się   o   to   od 

wieków.  Jednym  z  uzasadnień   jest  uzasadnienie   intuicyjne:   zgodnie  z  nim  prawa natury 
można uchwycić nie tylko w racjonalnym wnioskowaniu, ale też w pewnym rodzaju intuicji. 
Według  drugiego  wyjaśnienia,  kantowskiego, prawa są formami  naszego myślenia,  które 
wprojektowujemy w przyrodę w ten sposób, że faktycznie pojawia się nam ona jako przez 
nie uformowana. Pragmatyści natomiast twierdzą, że indukcja jest w istocie sprawą czysto 
praktyczną,  chce się przez nią tylko  osiągnąć możliwie  najkorzystniejsze przewidywania. 
Wreszcie według sceptyków, których także nie brakuje, zdania sformułowane indukcyjnie nie 
posiadają w ogóle żadnej wartości prawdziwościowej.

Po tym,  co dotychczas  powiedzieliśmy,  powinno być  jasne, że wszystkie  te ujęcia są 

błędne. Ani nie istnieje intuicja praw przyrody, ani nie są one dane a priori, przeciwnie, jest 
oczywiste, że tylko przez trudną pracę racjonalną dochodzimy do naszych wniosków i nie 
zawsze noszą one charakter pewności. Opinię, że w naukach przyrodniczych chodzi tylko o 
sprawy   praktyczne,   można   odrzucić   chociażby   przez   wskazanie,   że   aby   jakieś   zdanie 
sformułowane indukcyjnie mogło być praktyczne, musi uprzednio być prawdziwe, tzn. musi 
być   zgodne   z   rzeczywistością.   Sceptycyzm   natomiast   jest   osłabiany   przez   praktyczne 
osiągnięcia   techniki:   jak   nasze   prawa   mogłyby   się   ciągle   potwierdzać,   gdyby   nie   miały 
żadnej pozytywnej wartości prawdziwościowej? Godne uwagi jest także, że przy wszystkich 
zmianach   teorii   oraz   mimo   postępu   w   naukach   i   wynikających   stąd   podwyższonych 
wymaganiach, wiele praw, w tym, co istotne, pozostaje nadal nie zmienionych.

Krótko mówiąc: dzięki metodzie indukcyjnej udało się dotąd uchwycić kilka aspektów 

przyrody,   jak   to   jest   jednak   możliwe,   nie   udało   się   do   dzisiaj   nikomu   powiedzieć. 
Gigantyczna,   dokonana   dzięki   indukcji   praca,   logikowi   jawi   się   jako   pełne   sukcesów 
odszyfrowywanie zakodowanego tekstu, do którego brakuje nam klucza. Wydaje się pewne, 
że kilka rzeczy odszyfrowaliśmy, nie wiemy natomiast, jak to się dzieje.

0

background image

21. Prawdopodobieństwo i statystyka

Dwa   znaczenia   słowa   “prawdopodobieństwo”.  Większość   dzisiejszych   metodologów 

akceptuje pogląd, że słowo “prawdopodobieństwo” i podobne wyrażenia posiadają bardzo 
różne znaczenia nie tylko w codziennym użyciu, ale też, że w językach technicznych oznacza 
się przez nie często dwie lub więcej całkowicie różnych rzeczy. Może to wyjaśni następujące 
rozważanie.   Liczne   prawa   przyrodoznawstwa   są   prawami   probabilistycznymi,   tzn. 
stwierdzają   one   prawdopodobieństwo   zdarzeń.   Same   te   prawa   są   jednak   tylko 
prawdopodobne, ponieważ opierają się na indukcji. Słowo “prawdopodobieństwo” ma więc 
dwa   różne   znaczenia:   prawdopodobieństwo   zdarzenia   i   prawdopodobieństwo   hipotezy 
(względnie prawa lub teorii).

Istotna różnica pomiędzy tymi pojęciami polega przede wszystkim na tym, że pierwsze 

prawdopodobieństwo,   przynajmniej   zasadniczo,   da   się   ująć   liczbowo:   można   sensownie 
powiedzieć,   że   prawdopodobieństwo   jakiegoś   zdarzenia   wynosi   tyle   a   tyle. 
Prawdopodobieństwo   hipotezy   nie   da   się   natomiast   określić   liczbowo.   Wydaje   się 
nonsensowne powiedzenie, że teoria Einsteina czy prawo Boyle'a mają prawdopodobieństwo 
wynoszące   3/4   itd.   Pierwszy   rodzaj   prawdopodobieństwa   jest   dlatego   zwykle   nazywany 
“numerycznym”,   “matematycznym”   albo   “statystycznym”,   drugi   określa   się   mianem 
“akceptowalności” (acceptability) albo “wiarygodności” (credibility).

Statystyka.  Każda  hipoteza   probabilistyczna,  tak  jak inne  zdania   osiągnięte   na  drodze 

redukcji, opiera się na zdaniach obserwacyjnych. Nie opiera się ona jednak wprost na tego 
rodzaju pojedynczych zdaniach, lecz za pośrednictwem statystyki. Rozumie się przez to po 
prostu liczbowe uchwycenie poszczególnych wypadków, w których razem występują dwa 
rodzaje   fenomenów   (jednocześnie   albo   w   określonym   następstwie   czasowym).   Zdanie 
statystyczne   ma   więc   zawsze   następującą   formę:   z  m  wypadków   fenomenu   klasy  A,   n 
wypadków należy też jednocześnie do klasy B. Konkretnym przykładem może być: na 3567 
mieszkańców miasta  X  przypada 78 obcokrajowców: Powinno być jasne, że każdy prosty 
rezultat   statystyczny   zakłada   dwie   kolejno   przeprowadzone   operacje:   (1)   ustalenie   zdań 
obserwacyjnych, (2) policzenie ich. Praca statystyka nie ogranicza się jednak tylko do tego. 
Zebrane dane muszą uzyskać formę umożliwiającą pewne i wygodne  zastosowanie metod 
redukcyjnych: np. przedstawia się je w ujęciu procentowym, na podstawie którego dadzą się 
znaleźć wartości średnie. To jednak często zakłada skomplikowany proces matematyczny 
(istnieją różne pojęcia wartości średniej i bardzo wyrafinowane metody znajdowania jej). W 
końcu   statystyk   musi   też   poświęcić   uwagę,   stosując   dalsze   metody   matematyczne, 
wyeliminowaniu błędów powstałych w trakcie ustalania początkowych rezultatów.

Przy   zbieraniu   danych   dla   celów   statystycznych   duże   znaczenie   posiada   następująca 

reguła. Często nie można uchwycić całego obszaru (całej populacji), lecz tylko pewną jej 
próbkę.   W   takim   wypadku   ważne   jest,   aby   klasa   wybranych   fenomenów   była   możliwie 
<reprezentatywna> dla całości, mianowicie w tym sensie, aby posiadała tę samą kompozycję 
co cały obszar. Może to być jednak osiągnięte - zgodnie z fundamentalnymi prawami teorii 
prawdopodobieństwa   -   tylko   pod   warunkiem,   że   dystrybucja   wybranych   wypadków   jest 
przypadkowa   i   neutralna.   Wszystko   powinno   być   zrobione,   żeby   wybór   odbył   się   bez 
jakiejkolwiek <stronniczości>. Przykład: jeżeli na podstawie książki telefonicznej chce się 
zbadać, ilu londyńczyków jest obcokrajowcami, to nie można tylko szukać w nazwiskach, 
które   zaczynają   się   na   “Z”,   gdyż   jak   wiadomo,   znajduje   się   tu   stosunkowo   więcej 
obcokrajowców   niż   gdzie   indziej.   Przeciwnie,   wybierane   nazwiska   powinny   być 
równomiernie rozrzucone po całej książce.

1

background image

Wzajemna zależność fenomenów.  Ogólnie rzecz biorąc, badacz posługujący się metodą 

statystyczno-indukcyjną ma do czynienia nie z dwiema, lecz przynajmniej z trzema klasami. 
Przede wszystkim jest to obszerna klasa A fenomenów (klasa nadrzędna), np. klasa dzieci w 
Zurychu.  Zawiera ona dwie podklasy,  np. klasę dzieci zaszczepionych  (B) i klasę dzieci 
cierpiących na daną chorobę (C). Pytaniem jest teraz, czy i w jakim stosunku procentowym 
obydwie podklasy B i C zależne są od siebie. Liczby dostarczane przez statystykę dadzą się 
w tym najprostszym przypadku przedstawić w następującej tabeli:

C

nie C

B

x

y

nie B

z

t

Zmienne “x”, “y”, “z” i “t” mogą być zastąpione przez liczby.
Pierwszym pytaniem jest: w jakich stosunkach znajdowałyby się xyz i t, gdyby między 

B i C nie zachodziły żadne relacje, tzn. gdyby B nie było w żadnym sensie warunkiem C i 
odwrotnie. Proste rozważanie pokazuje, że stosunek między dziećmi chorymi, które zostały 
zaszczepione  (x),   a   wszystkimi   zaszczepionymi  (x   +   y),  musi   być   taki   sam   jak   między 
chorymi w ogóle (x + z), a wszystkimi wziętymi pod uwagę dziećmi (x+y+z+t), tzn.

x : (x+y) = (x+z) : (x+y+z+t).
Za pomocą prostych operacji formuła ta da się zredukować do:
xt = yz
Co   się   jednak   dzieje,   gdy   szczepienie   wywarło   pozytywny   wpływ   na   zachorowania? 

Wtedy   stosunek   między   dziećmi   chorymi,   które   zostały   zaszczepione  (x),   a   wszystkimi 
zaszczepionymi (x + y), będzie większy niż między wszystkimi chorymi w ogóle (x + z), a 
wszystkimi   dziećmi   branej   pod   uwagę   klasy  (x   +   y   +   z   +   t).  Operacja   matematyczna 
analogiczna do poprzedniej prowadzi do formuły:

xt > yz
W   odwrotnym   wypadku,   jeżeli   szczepienie   wpływa   negatywnie   na   zachorowania   (co 

powinno być sytuacją normalną), rezultat będzie następujący:

xt <yz
Obie ostatnie formuły są przykładami praw statystycznych prostego typu.

Tablice   korelacyjne.  Przedstawimy   teraz   krótko   nieco   bardziej   skomplikowaną   formę 

statystycznego traktowania fenomenów, tzw. tablice korelacyjne. Za ich pomocą formułuje 
się   prawa   funkcjonalne.   W   tym   przykładzie   także   będzie   jedna   klasa   nadrzędna   i   dwie 
podklasy:  A  klasa   nadrzędna   roślin,  B  podklasa   roślin   nawożonych   i  C  podklasa   roślin 
nawożonych, które urosły. W przeciwieństwie do poprzedniego przykładu zarówno B jak i 
będą podzielone na pięć dalszych podklas, a mianowicie według ilości otrzymanego nawozu 
albo stopnia wzrostu. Na podstawie obserwacji powstaje np. następująca tablica:

C

0

C

10

C

20

C

30

C

40

B

0

x

00

x

01

x

02

x

03

x

04

B

10

x

10

x

11

x

12

x

13

x

14

B

20

x

20

x

21

x

22

x

23

x

24

2

background image

B

30

x

30

x

31

x

32

x

33

x

34

B

40

x

40

x

41

x

42

x

43

x

44

  “B

n

” (“B

0

”, “B

10

”  itd.) oznacza tutaj, że rośliny odpowiedniej podklasy otrzymały  

jednostek   (gramów)   nawozu,  “C

n

”   (“C

0

”,   “C

10

”  itd.),   że   urosły   one   o  n  jednostek 

(milimetrów).   Litery   “x”   z   podwójnym   indeksem   są   zmiennymi,   za   które   powinny   być 
podstawione wartości uzyskane dzięki liczeniu. Dwie liczby indeksu wskazują po prostu na 
wiersz lub kolumnę.

Jeżeli nawóz oddziaływuje pozytywnie na wzrost roślin, wtedy obowiązuje prawidłowość: 

im więcej nawozu, tym większy wzrost. Weźmy najprostszy wypadek: wzrost powiększa się 
jednostajnie   wraz   z   ilością   nawozu.   Wtedy   oczywiście   w   pierwszym   wierszu  x

00

  będzie 

większe niż w x

01

 to ostatnie większe niż w x

02

 itd. W drugim wierszu x

11

 będzie większe niż 

x

10

 i x

12

, ta ostatnia wartość będzie większa niż x

13

, a ta niż x

14

. W trzecim wierszu x

22

 musi 

być większe niż x

20

 czy x

24

. Ogólnie otrzymujemy następujący obraz: na przekątnej tablicy - 

tzn. na miejscach, gdzie w naszym przykładzie znajdują się x

00

x

11

, x

22

, x

33

, x

44

 - będą stały 

większe liczby, obie proste leżące obok przekątnej  (x

10

, x

21

, x

32

, x

43

  i  x

01

, x

12

, x

23

, x

34

)  będą 

pokazywały mniejsze liczby i im bliżej będziemy szli do rogów (x

40

 i x

04

), tym liczby będą 

mniejsze.   Krótko:   będziemy   mieli   koncentrację   w   pobliżu   przekątnej  x

00

  –   x

44

  i 

dekoncentrację w kierunkach do x

40

 i x

04

.

Wszystko   to   można   potraktować   matematycznie.   Istnieją   (dające   się   przedstawić   za 

pomocą krzywych) formuły, ukazujące <normalną> dystrybucję indywiduów w tego rodzaju 
tabeli korelacji.

Nie   jest   naszym   zadaniem   opisywanie   odpowiednich   dla   tego   metod   i   formuł 

matematycznych.   Chodziło   tutaj   tylko   o   uczynienie   zrozumiałymi,   o   ile   to   możliwe   bez 
zastosowania matematyki, najbardziej elementarnych zasad metody statystycznej.

Korelacja i prawdopodobieństwo.  Co daje nam omówiona metoda? W zasadzie jest ona 

tylko zebraniem zdań obserwacyjnych: tyle a tyle wypadków współwystępowania, takich a 
takich   wielkości   dwóch   fenomenów,   w   pewnej  nieskończonej  klasie.   Jak   od   tej   czysto 
faktycznej konstatacji, można dojść do ogólnie obowiązującego prawa, które odnosi się do 
nieskończonej ilości wypadków - właśnie do wszystkich wypadków jakiegoś fenomenu?

Należy tu przede wszystkim oddzielić dwa różne problemy. 
(1) Czy na podstawie tablicy korelacji można cokolwiek wywnioskować na temat, czy i 

jak pewien indywidualny fenomen będzie się zmieniać - np. o ile milimetrów urośnie roślina, 
jeżeli otrzyma określoną ilość nawozu? Także wtedy, gdy chodzi o fenomeny, które już były 
obserwowane,   tzn.   te,   które   są   uwzględnione   w   tablicy   korelacji;   odpowiedź   brzmi: 
wyjąwszy   wypadki,   w   których   możliwa   jest   bezpośrednia   obserwacja,   albo   odpowiednie 
zdanie   obserwacyjne   da   się   odczytać,   z   tablicy   korelacji   można   wnioskować   tylko  
prawdopodobieństwie.  
W naszym przykładzie jest ono po prostu równoważne tak zwanej 
częstości względnej: jeżeli wśród m roślin, które otrzymały gramów nawozu, urosło o 
milimetrów, wtedy prawdopodobieństwo, że inna roślina (która także otrzymała dokładnie 
gramów nawozu) urosła o p milimetrów, wynosi n/m. Znaczy to jednak, że nic nie wiemy na 
temat określonego indywiduum, natomiast wiemy coś tylko w odniesieniu do całej ich klasy. 
Wystarcza   to   oczywiście,   aby   obliczyć   pewne   dane   dla   polityki   ubezpieczeniowej,   nie 
uwzględniając przy tym indywidualnych wypadków.

3

background image

(2)   Czy   na   podstawie   tablic   korelacji   można   coś   orzekać   o   wszystkich,   także   i   tych 

nieobserwowanych (m.in. przyszłych), fenomenach jakiejś klasy? Ten drugi problem nie ma 
już nic wspólnego z prawdopodobieństwem w wyżej opisanym sensie. Logiczna struktura 
postępowania   indukcyjnego   jest   tutaj   dokładnie   taka   sama   jak   ta,   którą   rozważaliśmy   w 
związku z metodami Milla. To, czego tu potrzebujemy to: determinizm, postulat zamkniętego 
systemu, postulat związku między prawami i postulat prostoty - tego ostatniego oczywiście 
dopiero wtedy, gdy ma być skonstruowane prawo funkcjonalne.

22. Metoda historyczna

Nauki przyrodnicze i historia. Zwykło się mówić, że między naukami przyrodniczymi a 

historią   istnieją   dwie   fundamentalne   różnice.   (1)   Przedmiotem   pierwszych   są   rzeczy   i 
zdarzenia nie-duchowe (materialne), tematem historii są natomiast przedmioty duchowe. (2) 
Podczas  gdy nauki  przyrodnicze  formułują ponadczasowe prawa, a więc pomijają to, co 
historyczne,   to   dla   historii   charakterystyczne   jest,   że   zajmuje   się   tym,   co   przeszłe, 
przeszłością jako taką.

Oba te kryteria nie są jednak bardzo pożyteczne, gdy chce się jasno oddzielić wymienione 

właśnie dziedziny, ponieważ (1) człowiek, którego działalność rozważają nauki historyczne, 
nie składa się oczywiście tylko z ducha, lecz także z materii i nie zawsze łatwo jest określić, 
jak   dalece   w   konkretnym   wypadku   działa   on   właśnie   jako   duch.   Czy   np.   sprawy 
ekonomiczne,   które   w   pewnym   sensie   są   wspólne   ludziom   i   zwierzętom,   należą   do 
duchowego czy materialnego obszaru? A historia przecież zajmuje się także fenomenami 
ekonomicznymi. Z drugiej strony, nie można z pewnością zaliczyć psychologii do historii, 
chociaż nie ulega wątpliwości, że częściowo jej przedmiotem jest także to, co duchowe. (2) 
Również drugie kryterium nie jest wystarczające: znamy bowiem różne nauki przyrodnicze, 
w których omawia się przeszłość, przeszłość jako taką. B. Russell zauważył, że fenomeny, o 
których  mówi  się w  fizyce,  są zawsze przeszłymi  fenomenami,  tylko  że przeminęły one 
niedawno,   podczas   gdy   historia   zajmuje   się   dawno   minioną   przeszłością.   W   ten   sposób 
różnica byłaby tylko różnicą stopnia.

Wyraźniejsza jest natomiast różnica w metodzie. Uderza fakt, że żadna nauka historyczna 

nie formułuje zdań ogólnych. Wprawdzie wykorzystuje je w trakcie swojej pracy myślowej, 
ale   sformułowane   za   ich   pomocą   hipotezy   i   prawa   są   zawsze   indywidualne.   Dlaczego 
Napoleon zaczął tak późno kampanię przeciwko Rosji? Ponieważ nie mógł wystarczająco 
szybko   zgromadzić   koniecznej   ilości   zapasów.   Dlaczego   Aleksander   zaatakował   właśnie 
Indie?   Wyjaśnienie   można   znaleźć   w   jego   wykształceniu   itd.   Chodzi   tutaj   zawsze   o 
wyjaśnianie, tzn. o postępowanie redukcyjne. Nie jest to w żadnym wypadku indukcja.

Wielu metodologów tak zwanych nauk humanistycznych  [Geisteswissenschaften]  (które 

wszystkie w pewnym sensie są naukami historycznymi) twierdzi również, że nauki te nie są 
w  ogóle   wyjaśniające,   lecz  tylko  opisujące,  a  więc  quasi-fenomenologiczne,   chociaż   bez 
wyłączania   istnienia.   Jest   to   oczywiście   fałszywe.   Dzisiejsze   nauki   historyczne   i 
humanistyczne   nie   tylko   opisują,   lecz   także   wyjaśniają.   Wygląda   na   to   jakby   ci 
metodologowie   zmuszeni   do   wyboru   między   dedukcją   a   indukcją,   nie   widzieli   żadnego 
innego wyjścia niż cytowane wyżej twierdzenie. Z metodologicznego punktu widzenia, nauki 
historyczne   dadzą   się   najprecyzyjniej   scharakteryzować   jako   nie-indukcyjne   nauki 
redukcyjne.

Punkt wyjścia. Nauki historyczne są naukami empirycznymi. Także i ich podstawę tworzą 

4

background image

zdania   o   fenomenach   w   “przyrodniczym”   sensie   tego   słowa,   mianowicie   dające   się 
obserwować procesy. Fakt, że są to fenomeny należące do przeszłości nic tu nie zmienia. Już 
w samych naukach przyrodniczych fakt ten jest nie tylko do pomyślenia, lecz także zachodzi 
rzeczywiście.   A   jednak   ta   okoliczność   wprowadza   istotną   komplikację   do   metody 
redukcyjnej.   Tam   bowiem,   gdzie   przyrodnik   ma   zwykle   do   czynienia   ze   zdaniami 
obserwacyjnymi,   które   w   precyzyjnym   języku   zostały   sformułowane   przez   badaczy 
należących do tego samego kręgu kulturowego co on, których więc interpretacja nie sprawia 
zasadniczo   żadnych   trudności,   to   historyk   zmuszony   jest   zaczynać   od   tak   zwanych 
dokumentów,   które   w   tym   względzie   nie   są   w   najmniejszym   stopniu   podobne   do   zdań 
obserwacyjnych przyrodnika. Źródła historyczne, nierzadko napisane w mało znanym języku, 
aż nazbyt często pochodzą z obszaru kultury obcego dla historyka. Poza słowami znajduje się 
najczęściej  nieznany związek  aksjomatyczny.  Dodatkowo wiarygodność  dokumentów  jest 
zawsze wątpliwa. Nie chodzi w nich o trzeźwe raporty z laboratorium, sporządzone przez 
fachowców, których ethos naukowy (a także zaangażowanie w karierę naukową) stanowiłyby 
wystarczającą gwarancję rzetelności.

Jasne jest więc, że to, co w naukach historycznych odpowiada zdaniom obserwacyjnym, 

nie   leży   na   początku,   lecz   musi   być   osiągnięte   przez   długą   i   często   trudną   pracę 
interpretacyjną. Dopiero dzięki niej można otrzymać - redukcyjnie albo dedukcyjnie - zdania 
o faktach. W tym leży dalsza fundamentalna różnica między dyscyplinami historycznymi a 
przyrodniczymi.

Opisaną sytuację można wyrazić również następująco: nauki historyczne, dokładnie tak 

samo   jak   przyrodnicze,   zawierają   dwa   stopnie   logiczne   zdań:   zdania   o   fenomenach 
indywidualnych i zdania wyjaśniające. Ponadto znajdujemy w nich jeszcze jeden stopień, 
który leży przed stopniem tworzonym w naukach przyrodniczych przez zdania obserwacyjne: 
są to zdania bezpośrednio czerpane z dokumentów. Schemat nauk historycznych wygląda 
więc następująco: dokumenty - zdania o faktach - zdania wyjaśniające.

Wybór. Istnieją jeszcze inne różnice między rozważanymi naukami. Masa dokumentów i 

zawartych w nich faktów jest tak olbrzymia, że jednym z pierwszych zadań historyka jest 
mądry wybór pomiędzy nimi. Oczywiście także i przyrodnik jest postawiony przed wielką 
liczbą   zdań   obserwacyjnych   i   być   może   jeszcze   większą   fenomenów,   ale   dzięki   swojej 
indukcyjnej metodzie (tzn. dzięki tendencji do formułowania zdań ogólnych) ma on o wiele 
łatwiejszy wybór, gdyż interesuje go tylko to, co może być uogólnione. Przeciwnie historyk, 
stoi on przed nie dającą się opanować ilością dokumentów, bez żadnej mogącej go prowadzić 
zasady. Kto np. pomyśli o historii pierwszej wojny światowej, łatwo dojrzy, że praktycznie 
niemożliwe   jest   jednoczesne   uwzględnienie   tysięcy,   dziesiątków   tysięcy   raportów,   aktów 
dyplomatycznych, aktów sztabów generalnych, wspomnień, książek i artykułów itd. Historyk 
musi pomiędzy nimi wybierać.

Ujawniają się tu dwa specyficzne dla nauk historycznych problemy. Pierwszy jest natury 

filozoficznej:   dlaczego   historyk   nie   chce   stosować   indukcji?   Na   to   pytanie   dano   dwie 
odpowiedzi. Pierwsza, która w swoich istotnych rysach pochodzi od Wilhelma Windelbanda, 
brzmi:   przedmiot   nauk   historycznych,   a   mianowicie   duch,   jest   tak   ukonstytuowany,   że 
interesujące jest w nim to, co indywidualne, a nie to, co ogólne. Np. to, co Napoleon czy św. 
Franciszek   mieli   wspólnego   z   innymi   ludźmi   jest   nieistotne,   rozstrzygająca   jest   ich 
niepowtarzalna   osobowa   charakterystyka.   Z   tego   powodu   nauki   historyczne   nie   są 
dyscyplinami  nomotetycznymi  (formułującymi   prawa),   lecz  idiograficznymi  (opisującymi 
własności) i stąd nie mogą stosować indukcji. Druga odpowiedź polega na wskazaniu na 
wielką   złożoność   fenomenów   historycznych,   która   uniemożliwia   formułowanie   praw 
ogólnych.   Z   tego   względu   historia   pozostaje   na   niskim   stopniu,   stopniu   zbierania   zdań 

5

background image

obserwacyjnych i indywidualnego wyjaśniania. Mogłaby się ona rozwinąć do postaci nauki 
indukcyjnej   -   istniejąca   już   socjologia   jest   przykładem   takiego   rozwoju   -   a   samą 
historiografię   należałoby   wtedy   uznać   za   stopień   wstępny.   Jednak   większość   historyków 
ostro krytykuje i odrzuca dzisiaj pogląd reprezentowany w tej drugiej odpowiedzi.

Drugi   problem   jest   problemem   natury   metodologicznej   i   brzmi:   według   jakiej   reguły 

powinno   się   dokonywać   wyboru   między   dokumentami?   O   ile   wiadomo,   na   to   czysto 
metodologiczne pytanie nie istnieje do dzisiaj żadna jasna odpowiedź i być może w ogóle nie 
może   istnieć,   gdyż   jak   powiedzieliśmy,   dokumenty   tworzą   początek   każdego   badania 
historycznego. Oczywiście ten, kto formułuje hipotezę i chce ją zweryfikować ma w niej w 
pewnym   sensie   zasadę   prowadzącą,   ale   w   odniesieniu   do   samej   hipotezy   znowu   można 
postawić pytanie o zasadę, na podstawie której została wybrana. Wydaje się więc, że przy 
wyborze   decyduje   ostatecznie   subiektywne   wartościowanie.   Z   tego   powodu   mówi   się   o 
naukach historycznych, w przeciwieństwie do nauk przyrodniczych, że są <uwarunkowane 
wartościami>.   Nie   oznacza   to   jednak,   że   historia,   jeśli   chodzi   o   prawdę   jej   rezultatów 
badawczych,   jest   nauką   subiektywnie   uwarunkowaną.   Wolność   dotyczy   tylko   wyboru 
fenomenów.   Jeżeli   to   zostało   zrobione,   wtedy   dalsze   opracowanie   przebiega   nie   mniej 
obiektywnie niż w naukach przyrodniczych.

Interpretacja. <Styl> dzisiejszej pracy historycznej jest luźny, przywiązuje się dużą wagę 

do językowej elegancji prezentacji. Jeżeli jednak uwzględnimy nie formę, lecz kryjące się za 
nią   metody   myślenia,   to   okaże   się,  że   przy  badaniu   dokumentów   stosowana   jest   przede 
wszystkim metoda semiotyczna wspomagana aksjomatyką (aksjomatyzacją), chociaż nie w 
takiej  samej   ścisłości  jak  w  logice   czy  matematyce.   Na pierwszym  miejscu   znajduje  się 
krytyczne badanie tekstów - często przeinaczonych w wyniku błędów transkrypcji - w celu 
odtworzenia tekstu oryginalnego. W odniesieniu do pewnych fragmentów stosuje się bardzo 
skomplikowane,   częściowo   redukcyjne,   częściowo   nawet   dedukcyjne   metody.   Także 
statystyka może tutaj odgrywać dużą rolę.

Dopiero po tym  ma miejsce właściwa interpretacja, a mianowicie zawsze w wyniku - 

oczywiście   luźnego   -   zastosowania   reguł   definicji   za   pomocą   systemu   aksjomatycznego. 
Dane są słowa. Znaczenie słowa w zdaniu określa się w ten sposób, że zdania zawierające 
słowa równokształtne ze słowem badanym zestawia się najpierw w tym samym dokumencie, 
potem   w   innych   pismach   tego   samego   autora,   w   końcu   w   pismach   innych   autorów 
należących do tego samego okresu. W ten sposób - jak to przedstawiliśmy przy omawianiu 
definicji - da  się coraz lepiej określać znaczenie jakiegoś słowa i dedukcyjnie eliminować 
różne hipotezy na temat jego znaczenia. W praktyce tę czysto semiotyczną metodę łączy się 
jeszcze z redukcją, uwzględniając opracowanie wielkiej ilości zdań historycznych, hipotez, 
teorii itd.: wszystko to w celu uchwycenia znaczenia znaku.

W   ten   sposób   jednak   nie   osiąga   się   jeszcze   faktów   historycznych.   Zdania   mogą   być 

dopiero wtedy rozważane jako wyrażające fakty, gdy, w ten lub inny sposób, otrzymały jedno 
z   możliwych   znaczeń.   Dopiero   wtedy,   gdy   zamierzony   przez   autora   sens   słów   został 
jednoznacznie ustalony, może zacząć się badanie dotyczące prawdy tych zdań.

Krytyka  historyczna.  Po interpretacji dokumentu, tzn. po ustaleniu przez historyka, co 

autor chciał powiedzieć, następnym zadaniem jest tak zwana krytyka historyczna. Jej istotą 
jest   próba   stwierdzenia,   czy   dane   zdanie   jest   prawdziwe.   Używane   w   tym   wypadku 
postępowanie   badawcze   jest   całkiem   jednoznacznie   wyjaśnianiem   i   z   logicznego   punktu 
widzenia   dokładnie   takim   samym   jak  w  naukach   przyrodniczych:   problem   zostaje 
rozwiązany przez wcielenie badanego zdania w pewien system aksjomatyczny. Oczywiście 
systemy aksjomatyczne budowane w tym i innych wypadkach przez historyków są zwykle co 

6

background image

do swej formy bardzo luźne, ale droga myślowa nie jest inna niż w systemach ścisłych.

Wchodzący tutaj w grę system zawiera zwykle dwie klasy zdań. (1) Najpierw potrzebne są 

pewne metajęzykowe, dokładniej, pragmatyczne zdania na temat autora: stwierdzają one, czy 
mógł on znać prawdziwy stan rzeczy, czy chciał i był w stanie go opisać itd. Używa się przy 
tym różnego rodzaju specjalnych postulatów: np. zazwyczaj zakłada się, że człowiek mówi 
to, co myśli, jeżeli nie ma żadnego specjalnego powodu, aby kłamać. (2) Po drugie, w trakcie 
budowania systemu używa się zdań należących do języka przedmiotowego, zarówno takich, 
które   otrzymuje   się   bezpośrednio   z   interpretacji   dokumentów   jak   też   takich,   które   już 
wcześniej zostały sformułowane w naukach historycznych w wyniku zastosowania metody 
redukcyjnej.   Jeżeli  wszystkie   te   zdania   dadzą   się   niesprzecznie   uzgodnić   ze   zdaniem 
badanym, wtedy jest to argument na rzecz jego prawdziwości. Postępuje się przy tym także 
weryfikująco, wyprowadzając z niego w ramach systemu nowe zdania.

Wyjaśnianie   historyczne.  Dopiero   teraz   historyk   może   przystąpić   do   właściwego 

wyjaśniania:   cała   dotychczas   opisana   praca   służyła   tylko   do   tego,   aby   otrzymać   zdania 
odpowiadające zdaniom obserwacyjnym w naukach przyrodniczych. To, co teraz pozostaje 
do   zrobienia,   nie   zawiera   nic   szczególnie  osobliwego:   dokładnie   tak,   jak   w   naukach 
przyrodniczych próbuje się redakcyjnie wyjaśniać zdania o faktach przez inne zdania, przy 
czym   stosuje  się   zarówno   regresywną   redukcję   jak  i   weryfikację.   Najważniejsze   różnice 
między   zastosowaniem   tych   metod   a   tym,  co   się   robi   w   naukach   przyrodniczych   są 
następujące.

(1) Jak już powiedzieliśmy, w historii nie używa się indukcji, tzn. nie wyjaśnia się przez 

zdania   ogólne.   Z   tego   oczywiście   nie   wynika,   że   żadne   zdania   ogólne   nie   występują   w 
wyjaśnianiu, faktycznie jest tak, że zdania tego rodzaju, czerpane z różnych nauk, ciągle są 
stosowane, ale to, co w oparciu o redukcję formułuje się w tym wypadku - a więc to, co 
odpowiada prawom i teoriom przyrodniczym - są to zdania o indywiduach.

(2) Eksperymentować tutaj nie można, gdyż chodzi o minione indywidualne fenomeny. Z 

tego powodu wykluczone jest zastosowanie metod Milla czy innych im podobnych. Jest to 
prawdopodobnie   jeden   z   najważniejszych   powodów   względnej   niedoskonałości   nauk 
historycznych.

(3)   Wyjaśnianie   historyczne   jest   prawie   zawsze   genetyczne.   Użycie   tej   metody   nie 

ogranicza   się   do   nauk   historycznych,   jednak   w   nich   odgrywa   ważniejszą   rolę   niż 
gdziekolwiek indziej. Chodzi tutaj o wyjaśnienie, jak doszło do jakiegoś wydarzenia w ten 
sposób, że zdanie stwierdzające  to wydarzenie,  powiedzmy zdanie  A, wyjaśnia się przez 
zdanie   odnoszące   się   do   bezpośredniej   przeszłości,   np.  B.  Następnie   zdanie  B  zostaje 
wyjaśnione przez trzecie zdanie C, które odnosi się do bezpośredniej przeszłości, ze względu 
na   to,   co   było   domniemane  w  B,   itd.   Jeżeli   chce   się   np.   genetycznie   wyjaśnić   wybuch 
rewolucji   francuskiej,   to   nie   można   się   tylko   tym   zadowolić,   że   odpowiednie   zdanie 
wyprowadza   się   ze   zdania   na   temat   bezpośrednio   ją   poprzedzających   warunków 
ekonomicznych, społecznych i religijnych, lecz to ostatnie także będzie się wyjaśniać przez 
np. zdanie stwierdzające wpływ encyklopedystów itd.

Również historiografia konstruuje systemy, a więc ma swoje teorie, ale teorie te nigdy nie 

są zdaniami ogólnymi. Pamiętając o tym ograniczeniu, można powiedzieć, że rezultat pracy 
myślowej historyka wygląda dokładnie tak samo jak przyrodnika: masa zdań historycznych 
jest uporządkowana i logicznie  połączona w system.  Powinno być  jasne, że chodzi tu o 
metodę typowo redukcyjną.

Uwagi   końcowe.  Z   naszych   szkicowych   rozważań   wynika,   że   na   pewno   istnieje   coś 

7

background image

takiego, jak metoda historyczna, ale tylko w takim sensie, w jakim można mówić o metodzie 
psychologicznej, astronomicznej czy demograficznej; jest ona więc pewną specjalną metodą 
tego typu, który każda nauka musi sobie zbudować. Tym samym metoda historyczna nie 
może   uchodzić   za   jedną   z   najogólniejszych   metod   myślenia.   Polega   ona   na   specjalnym 
zastosowaniu ważnych metod ogólnych, głównie metody redukcyjnej. Decydująca różnica 
między tym, co znajdujemy w historii i w naukach przyrodniczych nie leży tak bardzo w 
obszarze   metody,   ale   w   dziedzinie   materiału:   w   historii   jest   on   nieporównanie   bardziej 
skomplikowany i wymaga zastosowania bardzo skomplikowanych dróg myślowych.

Jaka   w   szczegółach   jest   logiczna   struktura   metody   historycznej,   tego   właściwie   nie 

wiemy.   Wydaje   się,   że   niemożliwość   zaliczenia   metody   historycznej   do  niegdyś   jedynie 
znanych metod indukcji i dedukcji była powodem, dla którego większość metodologów nauk 
historycznych ograniczała się albo tylko do opisu techniki badawczej, albo próbowała szukać 
irracjonalnych   dróg   rozwiązywania   teoretycznych   problemów   w   tej   dziedzinie.   Chociaż 
domieszka tego, co subiektywne jest tutaj oczywiście duża, nie potrzeba jednak sięgać do 
tego   rodzaju   heroicznych   środków.  Współczesna   ogólna   metodologia   myślenia   oferuje 
bowiem pojęcia, za pomocą których można badać metodę historyczną.

Badanie to, jeśli chodzi o szczegóły, jest zadaniem odpowiedniej specjalnej metodologii. 

Tutaj dotknęliśmy tylko kilku podstawowych elementów metody historycznej. Wybraliśmy 
je, ponieważ dostarczają doskonałej ilustracji płodności nowych pojęć, a także dlatego, że 
metoda   historyczna   -   chociaż   jest   metodą   szczegółową   -   dotyczy   bardzo   dużej   klasy 
dyscyplin i tym samym może być przedmiotem większego zainteresowania niż przeważająca 
ilość innych metodologii szczegółowych.

8

background image

Posłowie

Nowsze   poglądy   i   próby   rozwiązań   różnych   problemów   szkicowo   zreferowane   w   tej 

książce pozwalają na kilka uwag ogólniejszej natury. Chcemy je podzielić na dwie klasy. 
Pierwsze   odnoszą   się   do   samej   metodologii,   drugie   wyrażają   myśli   na   temat   filozofii 
ludzkiego myślenia.

W odniesieniu do metodologii należy powiedzieć trzy rzeczy: 
- że rozwija się ona dzisiaj szybko i daje wiele pozytywnych rezultatów. Być może nie 

byłoby żadną przesadą  stwierdzenie,  że rzadko była  uprawiana tak pilnie  jak w naszych 
czasach.

-  że   postęp  ten   przyniósł  pewną  ilość   nowych   wglądów   i  rozwój  dawniejszych.  Jako 

dowód   wystarczy   podać:   wypracowanie   metody   fenomenologicznej,   wgląd   w   doniosłość 
analizy   językowej,   nowy   podział   metod   myślenia   i   rozbudowę   teorii   systemów 
aksjomatycznych.

- że mimo tego - albo właśnie z tego powodu - dzisiejsza metodologia walczy z wieloma 

nie rozwiązanymi problemami. Wśród nich wymieńmy stary problem indukcji, całkiem nowe 
pytanie   o   sens   i   możliwość   ustalenia   prawdopodobieństwa   hipotez,   niezupełnie   jeszcze 
wyjaśnioną   względność   systemów   logicznych.   Wydaje   się,   że   w   odniesieniu   do   pytań 
filozoficznych, w oparciu o nowsze poglądy, można ważyć się na następujące twierdzenia:

- że wyrażenia “poznawanie”, “myślenie”, “wiedza” i stąd też “nauka”, a także “prawda” i 

inne podobne nie są jednoznaczne, lecz przeciwnie wieloznaczne (w scholastycznym sensie 
tego słowa analogiczne). Współczesna metodologia pokazuje bowiem, jak różne są metody i 
wartość uzyskiwanych w oparciu o nie rezultatów w różnych dziedzinach.

- że w obliczu tej sytuacji każde proste rozwiązanie problemu poznania należy odrzucić 

jako   niewystarczające.   Rzeczywistość,   a   stąd   i   praca   myślowa   chcąca   ją   uchwycić   jest 
oczywiście gigantycznie skomplikowana. Wszystkie próby, które chcą uprościć tę pracę - 
wąski   dogmatyzm,   nie   mniej   niż   leniwy   relatywizm   i   sceptycyzm   -   są   całkowitym 
nieporozumieniem.

- że wszyscy naukowcy i filozofowie - pomimo tego, co często sami na ten temat mówią - 

wyznają w zasadzie wiarę w wartość racjonalnego myślenia: ponieważ metodologia nie jest 
niczym innym niż obrazem wielości metod rozwiniętych - szczególnie w ostatnich czasach - 
po to, aby móc racjonalnie myśleć.

Niech mi teraz będzie wolno na podstawie tego wszystkiego wyciągnąć kilka wniosków 

na temat dzisiejszej sytuacji w filozofii. Charakteryzuje się ona, niestety, istnieniem ostrych 
podziałów.   W   trakcie   międzynarodowych   kongresów   -   tak   np.   ostatnio   na   kongresie 
filozoficznym   w   Brukseli   w   1953   roku   często   nie   słyszy   się   już   żadnego   dialogu,   lecz 
wymianę monologów: zwolennicy fenomenologii i zwolennicy analizy językowej stoją na 
przeciw siebie bez żadnego wzajemnego zrozumienia. Jednak w świetle tego, co metodologia 
współczesna ma do powiedzenia, różne metody nie są wyłączającymi się alternatywami, lecz 
komplementarnymi   aspektami   myślenia.   W   pełni   rozwinięta   filozofia   współczesna   nie 
powinna   rezygnować   z   żadnych   środków,   tym   bardziej,   że   jak   to   widać   na   przykładzie 
metodologii, trudno jest osiągnąć ważne rezultaty w trakcie pracy myślowej.

Dalej wynika z tego, że prawdopodobnie można byłoby dzisiaj  mówić o autentycznej 

metodzie   filozoficznej,  gdyby   tylko  filozofowie   nie  wiązali   się  a  priori  z  jedną  z  wielu 
metod, lecz, włączając się w tradycję wielkich myślicieli, chcieli rozważyć nihil humani a se 
alienum.  
Taka   metoda   filozoficzna   opierałaby   się   na   metodzie   fenomenologicznej.   Nie 

9

background image

poprzestawałaby jednak na tym, lecz, z jednej strony, stosowałaby analizę do tego, co istnieje 
i   istnienia   samego,   z   drugiej,   świadoma   ludzkiej   słabości,   używałaby   szeroko   analizy 
językowej, w końcu także nie rezygnowałaby z żadnego rezultatu nauk redukcyjnych.

Tego   typu   filozofia   jest   nam   dzisiaj,   w   czasie  gdy   wiedza   jest   tak   dalece 

wyspecjalizowana, pilnie potrzebna. Jest ona tym bardziej konieczna, gdy ludzkość - dzisiaj 
być  może więcej niż w innych epokach - poddaje się ślepo dzikim instynktom. Wiedza, 
rozum są dzisiaj tak zagrożone, jak to się niegdyś rzadko zdarzało, a wraz z nimi zagrożone 
jest   także   to,   co   ludzkie   po   prostu;   być   może   nawet   samo   istnienie   człowieka.   Tylko 
autentyczna filozofia, która do poznawania używa  wszystkich  środków, mogłaby przyjść z 
pomocą w tej sytuacji. Nie zaś nauki szczegółowe i podobne im upraszczające systemy, które 
jako związane z jedną metodą, nie są w stanie ogarnąć całości.

0

background image

Współczesna filozofia nauk przyrodniczych (Uzupełnienie 1986) 

9

Badając rozwój metodologii od czasu pierwszego ukazania się mojej książki Współczesne 

metody myślenia (1954) stwierdziłem, że chociaż w okresie tej jednej trzeciej wieku nastąpił 
pewien postęp w metodologii nauk humanistycznych - szczególnie w polskiej szkole J. Kmity 
-   to   jednak   większość   nowych   poglądów   dotyczy   filozofii   nauk  przyrodniczych  (co   jest 
normalne, jeśli chodzi o metodologię w ogóle).

W świetle ostatniej literatury dotyczącej tego tematu można powiedzieć, że w XX wieku 

mieliśmy nie mniej niż pięć następujących po sobie okresów.

1.   Okres  dogmatyczny:  indukcja   naukowa,   główne   narzędzie   logiczne   nauk 

przyrodniczych, daje im pewność absolutną. 

2.   Okres  indukcjonistyczny   (R.  Carnap):   indukcja   pozostaje   naczelnym   instrumentem 

nauki,   lecz   nie   mogąc   dać   pewności,   może   przynajmniej   zagwarantować   pewien   stopień 
prawdopodobieństwa.

3. Okres falsyfikacjonistyczny (główny myśliciel K. Popper): indukcja nie może nawet dać 

prawdopodobieństwa. Nauka rozwija się przez falsyfikację hipotez - to, co pozostaje jest 
rezultatem pozytywnym.

4.   Okres  relatywistyczny,  nazywany   okresem   “czterech”   lub   nawet   okresem   “bandy 

czworga” - T. S. Kuhn, P. K. Feyerabend, S. Toulmin i N. R. Hanson: jedynym powodem 
akceptacji   teorii   jest   “smak”  [taste]  (Feyerabend)   lub   “zgoda   wspólnoty   naukowców” 
(Kuhn).

5. Okres programów (główny myśliciel I. Lakatos): istnieją obiektywne kryteria wartości 

programu naukowego, tzn. wielkiej teorii: spójność logiczna i zdolność wspierania postępu w 
nauce.

Trzy pierwsze okresy omówiłem w mojej książce. Mają one wiele rysów wspólnych. Bada 

się tu (1) wartość konkluzji, a szczególnie (2) wartość pojedynczych zdań, nie zaś struktur; 
(3)   odróżnia   się   wprawdzie   prawa   od   teorii   naukowych,   lecz   wyłącznie   w   oparciu   o 
przekonanie, że teorie zawierają terminy teoretyczne, natomiast prawa ich nie zawierają.

Wszystko to zmieni się wraz z dwoma nowymi okresami.
Zaczynając od relatywizmu, podam najpierw kilka znaczących dzieł jego protagonistów. 

S. Toulmin, The Philosophy of Science, 1953. 
N. R. Hanson, Patterns of Discovery, 1958.
T. S. Kuhn, The Copernican Revolution, 1957 (Przewrót Kopernikański, Warszawa 1966).
The Structure of Scientific Revolutions, 1962 
(Struktura rewolucji naukowych, Warszawa 1968).
P. K. Feyerabend, artykuły począwszy od 1962 r.

EWOLUCJA FILOZOFII NAUK PRZYRODNICZYCH (SCHEMAT)

9 Tekst ten zostal napisany w 1986 roku jako dodatek do przekladu francuskiego Wspótczesnych metod 
myslenia. 
Autor zezwolil na dolaczenie go do wydania polskiego (przypis tlumacza).

1

background image

Okres Główni 

myśliciele

Przedmiot badań Aspekt badany

Metoda i 
kryteria

Wartość 
logiczna

1.

scjentyści

pojedyncze 
zdania

wartość logiczna indukcja

pewność

2.

R. Carnap

pojedyncze 
zdania

wartość logiczna indukcja

prawdopodo-
bieństwo

3.

K. Popper

pojedyncze 
zdania i struktury

wartość logiczna falsyfikacja

prawdopodo-
bieństwo

4.

T. S. Khun
 (“czterech”)

struktury

rozwój 
historyczny

“zgoda 
wspólnoty 
naukowców” 
“smak”

żadna

5.

I. Lakatos

struktury
(programy)

rozwój 
historyczny i 
wartość logiczna

1) spójność
2) zdolność do 
wspierania 
postępu

prawdopodo-
bieństwo

Uwaga:   przedstawiony   porządek   dotyczy   rzeczywistego   wpływu;   nie   zawsze   zgadza   się   z   porządkiem 
chronologicznym zasadniczych publikacji, tak np. główne dzieło Poppera ukazało się w 1935 r., dziesięć lat 
przed pierwszą ważną pracą Carnapa (1945).

Spośród tych autorów Kuhn przyczynił się z pewnością najbardziej do rozwoju filozofii 

nauki,   zarówno   przez   swoje   studia   historyczne,   jak   i   nowatorstwo   poglądów.   W 
przeciwieństwie  do filozofów okresów poprzednich Kuhn kładzie nacisk na rozwój  faktu 
nauki. Nie zajmuje się pojedynczymi  zdaniami, lecz  systemami  w ich całości i - co jest 
najbardziej znaczące twierdzi, że istnieje ważna różnica między prawami szczegółowymi i 
wielkimi teoriami, które nazywa “paradygmatami”.  Podczas gdy pierwsze ustanawiane są 
wewnątrz systemu i za pomocą tradycyjnych procedur, to paradygmaty odrzucane są tylko w 
wyniku prawdziwych rewolucji naukowych.

Jeśli  zaś  chodzi  o kryterium,  w oparciu  o które  paradygmat  jest akceptowany,  to nie 

istnieje inne niż “smak” [taste] (Feyerabend) lub “zgoda wspólnoty naukowców” (Kuhn).

Główny powód nieuznania wartości kryterium tradycyjnego, szczególnie doświadczenia, 

jest logiczny: zdania empiryczne, z punktu widzenia logiki, są tezami wyprowadzonymi w 
systemie, w którym  wielkie teorie grają rolę aksjomatów. Logika formalna sformułowała 
metatezę,   według   której   zmiana   aksjomatów   pociąga   zmianę   sensu   terminów   danego 
systemu. Stąd jeżeli jedna teoria zastępuje inną, to sens terminów w zdaniach empirycznych 
zmienia się radykalnie. Znaczy to, że dwa paradygmaty - np. Ptolemeusza i Kopernika - nie 
mają żadnych wspólnych zdań empirycznych. Feyerabend twierdzi np., że jeśli Tycho Brahe 
(zwolennik Ptolemeusza) i Kepler (zwolennik Kopernika) patrzą na zachód Słońca, nie widzą 
tego samego. Nie można więc w oparciu o doświadczenie rozstrzygnąć na korzyść któregoś z 
dwóch paradygmatów - ponieważ wspólne doświadczenie nie istnieje.

Mamy więc pełny relatywizm.
Jednakże na reakcję wobec takiego poglądu nie trzeba było długo czekać. Reprezentowana 

jest   ona   przede   wszystkim   przez   Imre   Lakatosa,   filozofa   amerykańskiego   węgierskiego 
pochodzenia, który zdominował ostatnie 10 lat rozwoju naszej dyscypliny. Jego pierwszy 
artykuł, który się cytuje, pochodzi z 1965 r. - P. Weingartner, filozof dobrze zaznajomiony z 
literaturą   naukową,   wymienia   Lakatosa   w   swojej   książce   z   1971   r.   tylko   marginesowo. 
Jednak obecnie jest on niezaprzeczalnym  mistrzem filozofii nauki. Wraz ze swoją szkołą 

2

background image

wyróżnia się przede wszystkim tak wielką ilością szczegółowych studiów historycznych, że 
przynajmniej jego doktryna dotycząca faktów historycznych stała się ogólnie obowiązująca.

Badania Lakatosa, podobnie jak jego poprzedników, odnoszą się przede wszystkim do 

historycznego   rozwoju   nauki   i   w   tej   właśnie   dziedzinie   odniósł   on   największe   sukcesy. 
Przedmiotem zainteresowania Lakatosa nie są pojedyncze zdania, lecz struktury. Pojmuje on 
je jednak inaczej niż Popper czy Kuhn: nie chodzi mu w tej mierze o tezy, co o programy 
badawcze
.   Jest   przekonany,   że   dla   tych   programów   znalazł   dwa   absolutne   kryteria 
heurystyczne: spójność logiczną i zdolność do wspierania przyszłych badań.

W tym ostatnim okresie mamy także do czynienia z odrzuceniem jedynego poważnego 

argumentu   relatywistów   przeciwko   obiektywności   nauk   przyrodniczych,   tzn.   przeciwko 
możliwości  rozstrzygnięcia  między   dwiema  teoriami  w   oparciu   o  zdania   empiryczne.  W 
szczególności zostało wykazane, że jeżeli zmiana aksjomatyki pociąga pewną zmianę sensu 
pewnych terminów w systemie, to nie wynika stąd, że wszystkie terminy zmieniają całość 
swojego znaczenia.

Rezultaty tej ewolucji można streścić następująco:
1.   Przede   wszystkim   radykalnie   odrzucono   -   i   to   jest   trwały   rezultat   badań   Kuhna   - 

scjentyzm, który wierzył w prawdę absolutną w naukach przyrodniczych i tylko w nich. Jest 
to pogląd, którego dzisiaj nikt nie reprezentuje, oprócz oczywiście marksistów.

2.   Mamy   także   do   dyspozycji   wielką   ilość   informacji   o   istocie   rozwoju   nauk 

przyrodniczych, których jeszcze pół wieku temu w ogóle nie znano. Tak np. dzisiaj wiemy, 
że w XVI wieku teoria Kopernika była z punktu widzenia logicznego o wiele słabsza niż 
teoria Ptolemeusza.

3.   Ale   jeśli   chodzi   o   kwestię,   jak   uczony   może   dojść   do   pewności   lub   nawet   tylko 

prawdopodobieństwa, pozostajemy w takiej samej niewiedzy, jak w roku 1954. Jest pewne, 
że   wszystkie   nauki   przyrodnicze   stosują   indukcję.   Jest   również   pewne   -   zostało   to 
dowiedzione   przez   Arystotelesa   i   ponownie   przez   Poppera   -   że   żadna   konfirmacja   nie 
powiększy prawdopodobieństwa wniosku indukcyjnego. Pewne jest w końcu, że coś wiemy - 
ale jak, tego logicy nie wiedzą.

Jeden  z największych logików naszego wieku J. Łukasiewicz miał być może rację, gdy 

mówił: “badanie przyrody przypomina lekturę zaszyfrowanego pisma, do którego zgubiliśmy 
klucz. Najbardziej zadziwiającą rzeczą jest jednak, że w tych warunkach udaje się mimo 
wszystko zrozumieć kilka fragmentów.”

3

background image

Wskazówki dotyczące literatury

I. WPROWADZENIE. Pfänder, Maritain, Carnap (6).

II.   METODA   FENOMENOLOGICZNA.  Podstawowe   dzieło:   Husserl   (1);   najlepsze 

przedstawienie: Heidegger s. 27n; zob. także Farber; przykłady zastosowania: Husserl (1) (2), 
Scheler (1) (2), Ingarden (1) (2). Natomiast większość rozpraw pt. “Fenomenologia” itd. nie 
zawiera żadnej metodologii w sensie tej książki; mogą one być pożyteczne dla zrozumienia 
innych (filozoficznych) aspektów fenomenologii: Van Breda, Merleau-Ponty, Reinach.

III. METODY SEMIOTYCZNE.  Bibliografia: Church, Beth (1), bieżąca bibliografia w: 

“Journal of Symbolic Logic” 1936 nn. Podstawowe dzieła: Carnap (1), Tarski (1), Morris (1) 
(2). Rozbudowany system: Carnap (3) (4). Problem weryfikacji: Carnap (2), Reichenbach (1). 
Hempel (bibliografia!). Czasopisma: “Journal of Symbolic Logic”, “Journal of Philosophy of 
Science”, “British Journal of Philosophy of Science”, “Mind”.

IV.   METODA   AKSJOMATYCZNA.  Bibliografia   i   czasopisma:   jak   w   III.  Logika 

matematyczna,  podstawowe   dzieła:   Whitehead-Russell,   Hilbert   (2).   Większe  podręczniki
Beth (2), Dopp, Quine. Zarysy (niemieckie): Bocheński-Menne, Becker, Carnap (6), Hilbert 
(1), Tarski (3). Technika systemu aksjomatycznego: Weyl, Woodger (tam Tarski). O definicji
Dubislav, Robinson.

V. METODY REDUKCYJNE.  Nowsze prace syntetyczne: Braithwaith, Kneale, Popper, 

Reichenbach (1), Weyl, von Wright; pośród starszych: Broad, Nicod.  Zbiory ważniejszych 
artykułów
:   Feigl-Brodbeck,   Wiener.   Znaczenie   mają   także  historyczne   prace  Duhema 
(starsze) i Thorndika (podstawowe).  Tworzenie pojęć: Hempel  (2).  Prawdopodobieństwo
Carnap (5), Keynes, Mises, Nagel (przegląd problematyki).  Nauki historyczne: Wagner (z 
dużą bibliografią; przedstawia m.in. irracjonalistyczne interpretacje metody, które zasadniczo 
nawiązują   do   Diltheya   i   może   być   pożyteczny   dla   zrozumienia   filozoficznych   i 
szczegółowych   problemów   tej   dziedziny).   -   Obszerna   bibliografia   i   przedstawienie 
metodologicznych poglądów przyrodników znajduje się u Bavinka.

4

background image

Posłowie do przekładu polskiego

Współczesne metody myślenia  zostały napisane przed 36 latami. Choć więc zasadnicze 

informacje   zawarte   w   tej   książce   są   nadal   aktualne,   powstały   w   międzyczasie   i 
rozpowszechniły   się   nowe   poglądy,   przede   wszystkim   w   dziedzinie   metodologii   nauk 
doświadczalnych. Do najważniejszych należą następujące:

1.   Indukcjonizm,   reprezentowany   przez   R.   Carnapa,   stracił   na   znaczeniu   -   większość 

metodologów   nauki   poszła   z   biegiem   czasu   za   K.   Popperem,   przejmując   jego 
falsyfikacjonizm.

2. Grupa badaczy historii nauk (zwana niekiedy “grupą czterech”: K. Feyerabend, N. R. 

Hansom T. S. Kuhn i S. Toulmin) wystąpiła z twierdzeniem, że najogólniejsze teorie w 
rodzaju   Kopernikowej,   które   Kuhn   nazwał   “paradygmatami”,   nie   mogą   być   uzasadnione 
przez   powołanie   się   na   zdania   doświadczalne   -   tak   dalece,   że   wybór   między   nimi   jest 
“sprawą smaku” (Feyerabend).

3. Imre  Lakatos  wystąpił  z tezą,  że paradygmaty  należy uważać nie za teorie,  ale za 

programy badań.

Aczkolwiek  każdy z tych  poglądów  zawiera  interesujące  myśli,  żaden  z nich  nie jest 

ogólnie przyjęty, jako że praca badawcza toczy się w naukach doświadczalnych, inaczej niż 
one przewidują. Bo używa się w niej indukcji, rozstrzyga między teoriami za pomocą zdań 
doświadczalnych,  a  same   teorie  są  zapewne  nieraz   programami   badań,  ale  równocześnie 
także i przede wszystkim zdaniami opisującymi rzeczywistość.

W   ostatnich   latach   mówi   się   wiele   o   tzw.   modelach   matematycznych   rzeczywistości. 

Chodzi jednak przy tym nie o nowy pogląd, ale o nowe słowo - bo owe modele to po prostu 
zdania   wyjaśniające,   napisane   w   języku   matematycznym.   Warto   przy   tym   zauważyć,   że 
słowa “model” używa się w logice matematycznej we  wręcz odwrotnym znaczeniu. Tam 
rzeczywistość   (reprezentowana   przez   klasę   stałych)   jest   modelem   teorii   matematyczno-
logicznej, a nie odwrotnie.

J. M. B.

Fryburg 20 IX 1989

5

background image

Bibliografia

*

BAVIK B., Ergebnisse und Probleme d. Naturwissenschaften, 1914. 
BECKER O., Einführung in die Logistik, 1950.
BERGSON H., (1) Essai sur les données immédiates de la conscience, 1889 

(O bezpośrednich danych świadomości, Warszawa 1913).
(2) L'Evolution créatrice, 1907 (Ewolucja twórcza, Warszawa 1957).

BETH E. W., (1) Symbolische Logik und Grundlegung der exakten Wissenschaften, 1948.

(2) Les fondements logiques des mathématiques, 1950.

BOCHEŃSKI I., MENNE A., Abriß der mathematischen Logik, 1954. 
BOLZANO B., Wissenschaftslehre, 4 tomy, 1837.
BRAITHWAITH R. B., Scientific Explanation, 1953. 
BROAD C. D., Scientific Thought, 1923.

CARNAP R., (1) Logische Syntax der Sprache, 1934.

(2) Testability and Meaning, Philos. of Science 2, 1936 - 4, 1937. 
(3) Introduction to Semantics, 1942.
(4) Formalization of Logic, 1943.
(5) Logical Foundations of Probability, 1950. 
(6) Einführung in die symbolische Logik, 1954.

CHURCH A., A Bibliography of Symbolic Logic, “Journal of Symbolic Logic” 1, 1936 (dalej 
prowadzona w tym samym czasopiśmie).

DOPP J., Leçons de logique formelle, 3 tomy, 1949-50. 
DUBISLAV V. W., Die Definition, 1931.
DuUHEM P., Le systeme du monde, 5 tomów, 1913 nn.

FARBEK M., Foundations of Phenomenology, 1943.
FEIGL H., Brodbeck M., Readings in the Philosophy of Science, 1953. 
FREGE G., Über Sinn und Bedeutung, Ztschr. f. Philos. u. philos. Kritik 100, 1892 (Sens i 
nominat
, w: J. Pelc (red.), Logika i język: studia z semiotyki logicznej, Warszawa 1967).

HARTMANN N., Zur Grundlegung der Ontologie, 1935. 
HEIDEGGER M., Sein und Zeit, 1927.
HEMPEL C. G., (1)  Problems and Changes in the Empiricist Criterion of Meaning, Rev. 
Intern. de Philos. 2, 1950 (nr 11)

(2) Fundamentals of Concept Formation in Empirical Science (Int. Enc. of Un. Science, 
II, 7) 1952.

HEYTING A., (1)  Die formalen Regeln der intuitionistisehen Logik, Sitzungsb. d. Preuß. 
Akad. d. Wiss., Phys.-math. Kl., 1930.

(2) Mathematische Grundlagenforschung. Intuitionismus. Beweistheorie, 1934.

* Podane sa tu tylko tytuly dziel wymienionych w tekscie i we wskazówkach dotyczacych literatury.

6

background image

HILBERT D., (1) ACKERMANN W., Grundzüge der theoretischen Logik, 1928.

(2) BERNAYS P., Grundlagen der Mathematik, 2 tomy, 1934-39. 

HUSSERL E., (1) Logische Untersuchungen, 2 tomy, 1901 n.

(2)  Ideen zu einer reinen Phänomenologie und phänomenologischen Philosophie, 1913 
(Idee   czystej   fenomenologii   i   fenomenologicznej   filozofii.  Księga   pierwsza,   Warszawa 
1975).

INGARDEN R., (1) Essentiale Fragen, 1924 (O pytaniach esencjalnych, w: Z teorii języka i 
filozoficznych podstaw logiki
, Warszawa 1972). 

(2) Das literarische Kunstwerk, 1931 (O dziele literackim, Warszawa 1988).

JASPERS K., (1) Philosophie, 3 tomy, 1932. 

(2) Von der Wahrheit, 1947.

KEYNES J. M., Treatise on Probability, 1921. 
KNEALE W., Probability and Induction, 1949.

ŁUKASIEWICZ J., (1) O logice trójwartościowej, Ruch Filozoficzny 5. 1920.

(2)  Philosophische   Bemerkungen   zu   mehrwertigen   Systemen   des   Aussagenkalküls
Comptes rend. d. séances d. l. Soc. d. Sciences et d. Lettres d. Vars. Cl. III, 1930.
(3) W sprawie odwracalności stosunku racji i następstwa, Przegl. Fil. 16, 1913.

MARCEL G., Positions et approches concretès du mystère ontologique, w: Le monde cassé, 
1933.
MARITAIN J., Petite Logique, 1946 (15 wyd.). 
MERLEAU-PONTY M., Phénoménologie de la perception, 1945.
MILL J. St., A System of Logic, 2 tomy, 1843 (System logiki, Warszawa 1962).
MISES R., Wahrscheinlichkeit, Statistik und Wahrheit. 1928.
MORRIS Ch., (1) Foundations of the Theory of Signs, Intern. Encycl. of Unified Science, II, 
2, 1938.

(2) Signs, Language and Behavior, 1946.

NAGEL E., Principles of the Theory of Probability, Intern. Encycl. of Unified Science. I, 6, 
1939.
NICOD J. , Le problème logique de l’induction, 1923.

OGDEN C. K., RICHARDS I. A., The Meaning of Meaning, 1949.

PFÄNDER A., Logik, 1929.
POPPER K., Die Logik der Forschung, 1935 (Logika odkrycia naukowego, Warszawa 1977).
POST E., Introduction to a General Theory of Elementary Propositions, American Journal of 
Mathematics 43, 1921.

7

background image

QUINE V. W., Mathematical Logic, 1940.

REICHENBACH H., (1) Experience and Prediction, 1938.

(2) Philosophic Foundations of Quantum Mechanics, 1944. 

REWACH A., Was ist Phänomenologie?, 1951.
ROBINSON R., Definition, 1950.

SCHELER M., Der Formalismus in der Ethik und die materiale Wertethik, 1913-16.

(2) Wesen und Formen der Sympathie, 1913 (Istota i formy sympatii, Warszawa 1980).

TARSKI A., (1) Der Wahrheitsbegriff in den formalisierten Sprachen, Studia Philosophica I, 
1936 (Pojęcie prawdy w językach nauk dedukcyjnych, Warszawa 1933).

(2) Grundzüge des Systemenkalküls, Erster Teil. Fundamenta Mathematicae 25, 1935.
(3) Einführung in die mathematische Logik und die Methodologie der Mathematik, 1937.

THORNDIKE L., A history of Magic and Experimental Science, 6 tomów, 1923 nn.

VAN BREDA H. L. (wyd.), Problèmes actuels de la phénoménologie, 1952.
VON WRIGHT G. H., A Treatise on Induction and Probability, 1951.

WAGNER Fr., Geschichtswissenschaft, 1951.
WIENER Ph., Readings in Philosophy of Science, 1953.
WEYL H., Philosophie der Mathematik und Naturwissenschaft, 1928. 
WHITEHEAD A. N., RUSSEL B., Principia Mathematica, 3 tomy, 1910-1913.
WITTGENSTEIN L.,  Tractatus Logico-Philosophicus, Annalen der Naturphilosophie 1921 
(tłum. pol., Warszawa 1970).
WOODGER J., (1) The Axiomatic Method in Biology, 1937.

(2) The Technique of Theory Construction, Encycl. of Unified Science II, 5, 1939.

skan&OCR&Pdf – Peart – 2002

8