background image

  

   

SENS ŻYCIA

 

 

I INNE ESEJE

 

Profesor Jozef Maria BocheÅ„ski, O.P., czolowy polski filozof, 

logik, wielki Polak

  

  

 

PHILED 

 

SkÅ‚ad i korekta: Ewa Rosicka 

Redaktor tomu: WacÅ‚aw Rosicki 

© Copyright: PHILED sp. z o.o. 1993

  

ISBN 83-86238-05-4 

PRINTED IN POLANO 

Wydawnictwo Philed sp. z o.o. 

druk: Oficyna Wydawnicza â€œDajwór" Kraków 1993

  

   

SPIS RZECZY

  

I. O sensie Å¼ycia 
............................... 7 
II. Przeciw humanizmowi 
................... 23 
III. Duchowa sytuacja czasu 
.............. 40 
IV. Pięć myÅ›li 
.................................. 51 
V. Autonomia uniwersytetu 
................ 60 
VI. Filozofia przedsiÄ™biorstwa 
............. 72 
VII. Co to znaczy być 
Polakiem? ......... 93 
VIII. Problem katolicyzmu w 
Polsce .... 110 
IX. O dialogu filozoficznym 
............... 125 
X. Filozofia analityczna 
.................... 136 
XI. O nawrocie w filozofii 
................. 148 
XII. W sprawie bożycy 
.................... 153 
XIII. O Å›wiatopoglÄ…dzie 
................... 163 
XIV. ÅšwiatopoglÄ…d a filozofia 

background image

............ 172

 

   

   

   

I. O SENSIE Å»YCIA 

 

 Co to jest sens Å¼ycia? 

  

 Można by odpowiedzieć na to pytanie zestawiajÄ…c zwroty, w 
których wyrażenie â€œsens Å¼ycia" wystÄ™puje, czyli stosujÄ…c 
dobrÄ… analitycznÄ… metodÄ™. ChcÄ™ jednak tutaj użyć innego 
sposobu a mianowicie podejść do sprawy od konkretnego 
przykÅ‚adu utraty tego sensu, bo z nim jest podobnie jak ze 
zdrowiem: czym jest i jak jest ważne odkrywamy dopiero, 
gdyÅ›my je stracili.

  

 Oto wiÄ™c mój przykÅ‚ad, nie wymyÅ›lony, ale rzeczywiÅ›cie 
przeżyty. Mój dawny student i przyjaciel, nazwijmy go 
Andrzejem, ma lat dwadzieÅ›cia pięć, jest zdrowy, 
przystojny, bardzo inteligentny - czytaÅ‚em jego rozprawÄ™ 
doktorskÄ…, jest pierwszej klasy. Jest sportowcem - uważam 
go za doskonaÅ‚ego pilota i spadochroniarza. W dodatku jest 
bardzo bogaty. JeÅ›li mnie intuicja nie myli, gdziekolwiek on 
siÄ™ pojawi, serduszka panienek zaczynajÄ… bić szybciej. I nic 
dziwnego: jeÅ›li o kim, to o nim można powiedzieć, Å¼e siÄ™ w 
czepku urodziÅ‚. Otóż parÄ™ miesiÄ™cy temu spotkaÅ‚em go w 
barze, w opÅ‚akanym stanie. SiedziaÅ‚ sam, skurczony, oczy 
podbite, obraz fizycznej ruiny. WyglÄ…daÅ‚ tak, jakby sobie 
jakieÅ› trutki wstrzykiwaÅ‚. Pytam siÄ™ go co siÄ™ dzieje. â€œMoje 
życie sensu nie ma
". A dlaczego? Zawód miÅ‚osny? â€œNawet 

nie. Po prostu to wszystko sensu nie ma."

  

 OczywiÅ›cie zaczÄ…Å‚em siÄ™ zastanawiać, jakby mu pomóc w 
odnalezieniu tego sensu. A że siÄ™ niemaÅ‚o logikÄ… paraÅ‚em, 
pokusa byÅ‚a znaczna, aby mu przedÅ‚ożyć taki oto sylogizm: 
“Życie czÅ‚owieka mÅ‚odego, zdrowego itd. ma sens; otóż ty 
jesteÅ› czÅ‚owiekiem mÅ‚odym, zdrowym itd.; a wiÄ™c twoje 
życie ma sens". Tylko, Å¼e to by siÄ™ na nic nie zdaÅ‚o. 
Stosowanie takiego rozumowania do jego poÅ‚ożenia, do 

sprawy sensu jego Å¼ycia, sensu nie ma - jest bezcelowe.

  

 Dlaczego? Dlatego Å¼e mamy tu do czynienia z czymÅ›, co z 
ogólnikami (w rodzaju mojego â€œkażdy czÅ‚owiek") nie ma nic 
wspólnego. Dlatego, Å¼e sprawa sensu życia jest sprawÄ… w 
najwyższym stopniu indywidualnÄ…, osobistÄ…, prywatnÄ…. Jest 
nawet, jeÅ›li siÄ™ nie mylÄ™, podwójnie prywatnÄ…. W wypadku 
Andrzeja chodzi o sens jego Å¼ycia i o sens tego Å¼ycia dla 
niego. Andrzejowi jest najzupeÅ‚niej obojÄ™tne czy i o ile jego 
życie ma sens dla mnie czy dla ciebie, dla SpoÅ‚eczeÅ„stwa, 
Proletariatu, Sprawy i tym podobnych. Rzecz w tym, że ono 
dla niego sensu nie ma. Mówienie o sensie Å¼ycia “w ogóle" i 
wszelka próba przekonywania takiego Andrzeja z ogólnego 

background image

stanowiska sÄ… skazane na niepowodzenie.

  

 

PiszÄ™ wiÄ™c moje pierwsze twierdzenie:

  

1.1. Sprawa sensu Å¼ycia jest sprawÄ… 
prywatnÄ…
.  

 WyjaÅ›niam. Chodzi najpierw o to, Å¼e nie ma sensu mówić o 
sensie Å¼ycia zbiorowoÅ›ci, na przykÅ‚ad narodu. Chodzi zawsze 
o Å¼ycie jednostki. NastÄ™pnie mamy do czynienia ze sprawÄ… o 
tyle prywatnÄ…, Å¼e zbiorowość (to jest inni ludzie) sÄ… wobec 
niej bezsilni. Naturalnie, Å¼e utrata sensu życia może być w 
pewnych warunkach skutkiem pewnych ukÅ‚adów 
spoÅ‚ecznych, ale bezpoÅ›redniego wpÅ‚ywu na ten sens inni 
ludzie, a wiÄ™c i zbiorowość, nie majÄ…. Mamy do czynienia ze 

sprawÄ… prywatnÄ….

  

 Wydaje mi siÄ™, Å¼e należy na to poÅ‚ożyć nacisk, bo Å¼yjemy w 
okresie rozpasanej propagandy â€œspoÅ‚ecznej". JesteÅ›my 
wszyscy tak strasznie uspoÅ‚ecznieni, Å¼e nawet istnienia 
spraw prywatnych nie dostrzegamy. A tymczasem wÅ‚aÅ›nie 
najważniejsze sprawy czÅ‚owieka sÄ… czysto prywatne; tak, 
obok sensu życia, cierpienie, miÅ‚ość, Å›mierć i tym podobne. 
O tym jednak jeszcze później.

  

 Moje twierdzenie daje, przy caÅ‚ej swojej banalnoÅ›ci, pewien 
- jak mówiÄ… Francuzi - bouquet spirituel - obrok duchowy, a 
mianowicie regułę postÄ™powania. SformuÅ‚owaÅ‚ jÄ…, znacznie 
lepiej niżbym ja potrafiÅ‚, poeta (poeci sÄ… moim zdaniem 
mistrzami w takich sprawach), a mianowicie Kipling, w 
pierwszych wierszach “Do mojego syna": 
 
If you can keep your head when all around you 
Are losing theirs and blaming it on you 

If you can trust yourself, when all men doubt you...

  

 Ja to rozumiem tak: sensu życia nikt mi nie da. MuszÄ™ go 
znaleźć i zachować sam.

 

Bo keep my head znaczy miÄ™dzy 

innymi to wÅ‚aÅ›nie. Nikt mi tu nie pomoże.

  

 Stwierdzenie prywatnoÅ›ci sensu życia jest pierwszym 
krokiem w jego analizie. Posiada on wprawdzie pewne 
znaczenie, ale jest maÅ‚ym, powiedziaÅ‚bym formalnym, 
krokiem. Trzeba nam dalej pytać: “Co to jest sens Å¼ycia? Co 
znaczy tutaj sens
"?

  

 Mówimy o sensie i bezsensie przede wszystkim gdy chodzi 
o sÅ‚owa, znaki, mowÄ™. Dane wyrażenie ma sens dla mnie, 
jeÅ›li ja jego znaczenie rozumiem, a jest bezsensowne, gdy 
tak nie jest. Na przykÅ‚ad wyrażenie â€œkrowa" ma sens dla 
mnie, natomiast “wokra" go nie ma (dla ChiÅ„czyka zapewne 
i â€œkrowa" i â€œwokra" sÄ… równie bezsensowne). Takie jest 
pierwsze, najpospolitsze znaczenie sÅ‚owa â€œsens". Jednak w 
tym znaczeniu na pewno go nie używamy, gdy mówimy o 
sensie Å¼ycia. Å»ycie nie może przecież mieć znaczenia, 
przynajmniej w tym sÅ‚owa znaczeniu, w którym wyrażenie je 
posiada. Ma natomiast, albo przynajmniej może mieć, 

background image

wartość. (Nawiasem mówiÄ…c wartość ma coÅ›, co jest dla 
mnie znaczne, z czego wynika, Å¼e jakieÅ› pokrewieÅ„stwo 
miÄ™dzy sensem życia a sensem wyrażenia przecież istnieje - 

choć go wytÅ‚umaczyć nie potrafiÄ™).

  

 Powiedzmy wiÄ™c, Å¼e moje Å¼ycie ma sens kiedy ja uważam, 
sÄ…dzÄ™, czujÄ™ itd., Å¼e ono ma wartość dla mnie, czyli 
prostszymi sÅ‚owami, kiedy uważam, czujÄ™ itd., Å¼e warto Å¼yć. 
To jest, zdaje mi siÄ™, jasne.

  

 

Nieco Å›ciÅ›lej:

  

 
 

1.2. Å»ycie danego czÅ‚owieka ma dla niego w 
danej chwili sens, kiedy on w tej chwili sÄ…dzi, 

czuje itd., Å¼e warto mu Å¼yć

.

  

 
 Ale kiedy tak jest? W jakich okolicznoÅ›ciach i pod jakimi 
warunkami? Istnieje jeden wypadek, w którym o sensie 
życia nie można wÄ…tpić, a mianowicie wtedy, kiedy istnieje 
jakiÅ› cel do którego siÄ™ dąży, który chciaÅ‚oby siÄ™ osiÄ…gnąć.

  

 Oto ilustracja na tym samym naszym Andrzeju. OdbyÅ‚em 
kiedyÅ› z nim lot wysokogórski w zÅ‚ej pogodzie. Andrzej byÅ‚ 
kopilotem, z obowiÄ…zkiem, jak zwykle w lotach na 
widoczność, dbania o mechanikÄ™. NawaliÅ‚ nam silnik, 
oblodzenie gaźnika. Trzeba byÅ‚o widzieć mojego Andrzeja w 
tym impasie. Przez dobrych dziesięć minut byÅ‚ caÅ‚kowicie 
pochÅ‚oniÄ™ty przez swoje zadanie, skoncentrowany, z wolÄ… 
napiÄ™tÄ… w jednym kierunku tylko, aby doprowadzić maszynÄ™ 
do porzÄ…dku. Ja pilotowaÅ‚em, wiÄ™c to do mnie nie należaÅ‚o, 
ale mogÅ‚em go z ukosa obserwować. ByÅ‚ wspaniaÅ‚y i udaÅ‚o 
mu siÄ™ dokonać tego, czego chciaÅ‚, a mianowicie przywrócić 
normalne obroty silnika.

  

 O sensie Å¼ycia Andrzeja w czasie tych minut nie można byÅ‚o 
rozsÄ…dnie wÄ…tpić, bo on miaÅ‚ cel - uruchomienie maszyny, to 
jest uratowanie samolotu i naszej skóry. Kiedy taki cel 
komuÅ› jasno przyÅ›wieca, sens Å¼ycia, Å¼e tak powiem, pojawia 
siÄ™.

  

 

1.3. JeÅ›li w danej chwili istnieje cel do 
którego dany czÅ‚owiek dąży, jego Å¼ycie ma w 

tej chwili sens.  

 I znowu obrok duchowy czyli reguÅ‚ka moralna. Kiedy twój 
sens Å¼ycia jest zagrożony, staraj sobie znaleźć cel, do 
którego mógÅ‚byÅ› intensywnie dążyć. To jest rada, którÄ… 
daÅ‚em niedawno na pół sparaliżowanemu przyjacielowi, 
zagrożonemu próżniÄ…, jakÄ… za sobÄ… pociÄ…ga utrata sensu 
życia. PowiedziaÅ‚em mu: dyktuj twoje pamiÄ™tniki. A kiedy mi 
jego Å¼ona powiedziaÅ‚a, Å¼e to bÄ™dzie dla niego miłą rozrywkÄ…, 
zaprzeczyÅ‚em gwaÅ‚townie, on potrzebuje nie rozrywki, ale 

background image

poważnego celu. Niech wiÄ™c myÅ›li o tych pamiÄ™tnikach jako 
o ważnej rzeczy, która ma siÄ™ ukazać drukiem. Sens Å¼ycia 
zaraz siÄ™ znajdzie.

  

 Jak dotÄ…d rozważania moje poruszaÅ‚y siÄ™ na pÅ‚aszczyźnie 
spraw prostych, żeby nie powiedzieć banalnych. Może 
niejeden czytelnik oburzy siÄ™ nawet, Å¼e cenny papier na 
takie banaÅ‚y marnujÄ™. OdpowiedziaÅ‚bym mu, Å¼e mam do 
banałów, jako logik, bardzo wielki szacunek, bo ostatecznie 
caÅ‚a logika jest zbiorem banalnoÅ›ci. Można siÄ™ z niej np. 
dowiedzieć, Å¼e deszcz pada albo nie pada i Å¼e jeÅ›li krowa 
ryczy, to krowa ryczy. Na to, powie mi ktoÅ›, wielkiej 
mÄ…droÅ›ci nie potrzeba. Tylko, Å¼e w logice z tych banałów 
wyszÅ‚o coÅ›, co znowu tak bez znaczenia nie jest: 
cybernetyka, a wiÄ™c ta ogromna rzecz, która w tej chwili 
nasz sposób Å¼ycia gruntownie przemienia, a w której nikt 
poza logikami niczego nie rozumie. No ale o tym później. Na 
razie chciaÅ‚bym tylko powiedzieć, Å¼e wypada nam teraz 
wyjść z banalnoÅ›ci, Å¼e tak powiem Å‚atwych, do nieco 
trudniejszych. Tak to zawsze w logice siÄ™ dzieje. Trzeba wiÄ™c 

bÄ™dzie trochÄ™ wysiÅ‚ku.

  

 Idzie o takie oto zagadnienie: czy nasze twierdzenie l .3 da 
siÄ™ odwrócić? Czy skoro ono jest prawdziwe, prawdziwe jest 

także twierdzenie odwrotne:

  

 

(F 1.1) JeÅ›li Å¼ycie danego czÅ‚owieka ma sens w 

danej chwili, to on dąży w tej chwili do jakiegoÅ› 
celu

.

  

 
 Możemy sobie w stosunku do tego zdania postawić dwa 
pytania. Po pierwsze, czy ono z poprzedniego twierdzenia 
(1.3) wynika?, Po drugie, czy niezależnie od tego jest 
prawdziwe? Odpowiedź na pierwsze pytanie jest Å‚atwa, 
przynajmniej dla logika. F 1.1 z 1.3 nie wynika. To dlatego, 
że caÅ‚kiem ogólnie z â€œjeÅ›li A to B" nie wynika “jeÅ›li B to A". 
Na przykÅ‚ad, z tego Å¼e, jeÅ›li jestem sÅ‚oniem, to jestem 
zwierzÄ™ciem, wcale nie wynika, Å¼e jeÅ›li jestem zwierzÄ™ciem, 
to jestem sÅ‚oniem. Bo ja wprawdzie jestem na pewno 
zwierzÄ™ciem, ale jako Å¼ywo nie sÅ‚oniem, przynajmniej w 
dosÅ‚ownym “sÅ‚onia" znaczeniu. A wiÄ™c, kto przyjmuje 
pierwsze nasze twierdzenie (1.3) nie musi, logicznie, przyjąć 
także jego odwrócenia (F 1.1).

  

 
 Teraz uwaga. Z tego, Å¼e tak jest, wcale jeszcze nie wynika, 
aby drugie twierdzenie musiaÅ‚o być faÅ‚szywe. Bo nieraz coÅ› z 
jakichÅ› prawdziwych przesÅ‚anek nie wynika, a przecież jest 
prawdziwe. Na przykÅ‚ad, to Å¼e dziÅ› deszcz pada, nie wynika 
z tego, Å¼e istnieje księżyc, ale to nie przeszkadza, Å¼e dziÅ› 
rzeczywiÅ›cie deszcz pada. Nasze twierdzenie (F 1.1) 

mogÅ‚oby wiÄ™c być mimo wszystko prawdziwe.

  

 W rzeczy samej widzÄ™, Å¼e wielu znacznych myÅ›licieli 
uważaÅ‚o je za takie, to jest sÄ…dziÅ‚o, Å¼e istnienie celu jest co 
najmniej koniecznym warunkiem istnienia sensu Å¼ycia. Tak, 

background image

jeÅ›li siÄ™ nie mylÄ™ (choć nie caÅ‚kiem wyraźnie) sÄ…dziÅ‚ 
Arystoteles. Tak samo bodaj wiÄ™kszość myÅ›licieli 
chrzeÅ›cijaÅ„skich. Tak wreszcie egzystencjaliÅ›ci pierwszej 
poÅ‚owy naszego wieku. JeÅ›li wiÄ™c autorytet ma jakakolwiek 
wartość w takich sprawach, to trzeba powiedzieć, Å¼e mamy 

tu dość ważki argument za przyjÄ™ciem owej tezy (F 1.1).

  

 Mimo to po dÅ‚ugim namyÅ›le przyszedÅ‚em do przekonania, 
że ona jest faÅ‚szywa. ChcÄ™ jej zadać kÅ‚am i bÄ™dÄ™ siÄ™ staraÅ‚ 
wykazać prawdziwość twierdzenia przeciwnego, a 
mianowicie, Å¼e istnienie celu, do którego siÄ™ dąży, nie jest 

koniecznym warunkiem istnienia sensu życia.

  

 

1.4. IstniejÄ… chwile, w których dany czÅ‚owiek 

do Å¼adnego celu nie dąży, a w których jego 
życie ma przecież sens
.  

 ZdajÄ™ sobie sprawÄ™, Å¼e wygÅ‚aszam tu coÅ› nie tylko bardzo 
niepopularnego, ale nawet pozornie sprzecznego ze 
zdrowym rozsÄ…dkiem. Bo na pierwszy rzut oka sens Å¼ycia 
zdaje siÄ™ być tak bardzo z owym dążeniem zwiÄ…zany, Å¼e bez 
dążenia zdaje siÄ™ nie być możliwego sensu. J.P. Sartre 
ogÅ‚osiÅ‚ kiedyÅ› Å›wietnÄ… sztukÄ™ teatralnÄ… pt. â€œLe Mur" (Mur), w 
której opisuje poÅ‚ożenie czÅ‚owieka skazanego na Å›mierć. Ten 
czÅ‚owiek nie może już do niczego dążyć, bo nie ma Å¼adnej 
przyszÅ‚oÅ›ci. Za parÄ™ godzin bÄ™dzie rozstrzelany. Jego Å¼ycie 
jest najzupeÅ‚niej pozbawione sensu. ZdawaÅ‚oby siÄ™ wiÄ™c, Å¼e 
życie nie da siÄ™ pomyÅ›leć bez dążenia.

  

 Nawiasem mówiÄ…c egzystencjaliÅ›ci, a wiÄ™c Sartre i przede 
wszystkim Heidegger, podbudowujÄ… ten poglÄ…d swoistÄ… 
teoriÄ… istnienia ("egzystencji") ludzkiej. SÄ…dzÄ… bowiem, że to 
co jest w czÅ‚owieku istotnie czÅ‚owieczego, a wiÄ™c owa 
“egzystencja" (Dasein u Heideggera) jest jakimÅ› rzucaniem 
siÄ™ wprzód, projektem (po niemiecku Ent-wurf). Być dla 
czÅ‚owieka to to samo co być wypiÄ™tym ku czemuÅ›, ku 
przyszÅ‚ej swojej egzystencji. Naturalnie, jeÅ›li tak jest, to bez 
dążenia nie może być sensu życia, bo czÅ‚owiek bez owego 
rzucania siÄ™ wprzód w ogóle nie istnieje. Jego istnienie jest 
rzucaniem siÄ™, dążeniem. I ten poglÄ…d wydaje mi siÄ™ z 
gruntu faÅ‚szywy. Co prawda nasze istnienie bardzo czÄ™sto, 
zapewne w znacznej wiÄ™kszoÅ›ci chwil, Å‚Ä…czy siÄ™ z dążeniem. 
Ale wydaje mi siÄ™, Å¼e dążeniem nie jest. A jeÅ›li tak, to może 
być sens Å¼ycia bez dążenia.

  

 
 Aby uzasadnić to mniemanie, wystarczy przytoczyć parÄ™ 
przykÅ‚adów chwil, w których czÅ‚owiek do niczego nie dąży, 
ale jego Å¼ycie ma przecież sens i, co wiÄ™cej, istnieje on 
bardzo intensywnie. PrzytoczÄ™ dwa takie przykÅ‚ady.

  

 Najpierw przeżycie z wakacji. Po kÄ…pieli morskiej leżę na 
piasku, zażywam wiatru i sÅ‚oÅ„ca. Å»adne czarne myÅ›li o 
bezsensie Å¼ycia mi do gÅ‚owy nie przychodzÄ…, Å¼yjÄ™ oczywiÅ›cie 
caÅ‚kiem dobrze, sensownie, intensywnie, a przecież do 
niczego nie dążę. Mamy tutaj wypadek, w którym sens Å¼ycia 
jest, ale Å¼adnego dążenia nie ma. Co prawda, kiedy ten 

background image

przykÅ‚ad moim egzystencjalistycznym przyjacioÅ‚om 
przytoczyÅ‚em, krzyknÄ™li chórem i z oburzeniem, Å¼e takie 
życie jest Å¼yciem zwierzÄ™cym, Å¼e i pies sÅ‚oÅ„ca i wiatru 
używa. Na co powiedziaÅ‚em im, że ja tak ogromnej różnicy 
miÄ™dzy czÅ‚owiekiem a zwierzÄ™ciem nie widzÄ™ (o tym bÄ™dzie 
mowa, gdy przyjdziemy do humanizmu) i Å¼e nie sÄ…dzÄ™ 
byÅ›my mieli prawo naszej miÅ‚ej sobace owej egzystencji 

odmawiać. Ale mniejsza z tym. Mam lepszy przykÅ‚ad.

  

 OpowiadajÄ… o Riemannie, Å¼e kiedy wykoÅ„czyÅ‚ swój genialny 
system nieeuklidesowej geometrii, zwierzyÅ‚ siÄ™ przyjacielowi 
z wielkiego przeżycia. MiaÅ‚, mówiÅ‚, jakby intuicjÄ™ caÅ‚oÅ›ci 
systemu w jego piÄ™knie, i chwilÄ™ takiej radoÅ›ci, Å¼e niewielu 
ludziom, jak sÄ…dziÅ‚, danym byÅ‚o przeżyć coÅ› równie 
wielkiego. Ja siÄ™ teraz pytam: gdzie byÅ‚o, w chwili tego 
estetycznego uniesienia, dążenie? Jaki cel chciaÅ‚ wtedy 
Riemann osiÄ…gnąć? OczywiÅ›cie Å¼adnego. ByÅ‚ po prostu w 
chwili obecnej, używaÅ‚ duchowego widoku systemu. A kto 
odważy siÄ™ powiedzieć, Å¼e on w tej chwili nie istniaÅ‚, albo Å¼e 
nie istniaÅ‚ w sposób ludzki? Psy przecież nieeuklidesowych 
geometrii nie tworzÄ…! I kto oÅ›mieli siÄ™ twierdzić, Å¼e jego 
życie nie miaÅ‚o sensu w tej chwili? Powiem wiÄ™cej: jeÅ›li Å¼ycie 
ludzkie ma w ogóle sens, to przede wszystkim w chwilach 
takiego kontemplacyjnego używania.

  

 Tak wiÄ™c pozostajÄ™ przy moim twierdzeniu 1.4: SÄ… chwile, 
w których dążenia nie ma, a sens Å¼ycia przecież jest. 
Widzimy teraz, Å¼e ten sens istnieje w dwóch wypadkach: 
kiedy czÅ‚owiek do czegoÅ› dąży i kiedy oddaje siÄ™ używaniu 

chwili obecnej. Stawiam wiÄ™c nastÄ™pne twierdzenie:

  

 

1.5. Å»ycie danego czÅ‚owieka ma sens wtedy i 
tylko wtedy kiedy albo istnieje cel, do 

którego on w tej chwili dąży, albo on tej 
chwili używa
.

 

 
 
 Skoro używanie chwili jest jednym z dwóch sposobów 
nadania życiu sensu, wolno na marginesie naszego zdania 
sformuÅ‚ować jeszcze innÄ… regułę moralnÄ…: Umiej Å¼yć w 
chwili obecnej i używać jej!

  

 To przykazanie Å‚atwiej napisać niż wprowadzić w życie. 
Å»yjemy w okresie aktywizmu, pod obstrzaÅ‚em propagandy, 
która stara siÄ™ w nas wmówić, Å¼e dobre, wielkie, piÄ™kne jest 
tylko dziaÅ‚anie, Å¼e czÅ‚owiek powinien bez przestanku ku 
czemuÅ› dążyć, pÄ™dzić naprzód bez chwili odpoczynku, Å¼yć w 
ruchu i dążeniu, Å¼e nie-dziaÅ‚anie jest czymÅ› zÅ‚ym, marnym, 
“antyspoÅ‚ecznym", pogardy godnym. W takim poÅ‚ożeniu nie 
Å‚atwo jest zrozumieć wartość, znaczenie używania chwili, 
życia w teraźniejszoÅ›ci a tym bardziej nauczyć siÄ™ z tej 
chwili korzystać. Inaczej mówiÄ…c, czÅ‚owiek dzisiejszy musi 
siÄ™ wychować przez Å›wiadomy wysiÅ‚ek do postawy 
kontemplacyjnej. Ona sama nie przyjdzie. JeÅ›li siÄ™ dam 
ponosić fali publicznej opinii, zostanÄ™ do Å›mierci 
niewolnikiem aktywizmu, pÄ™dzonym od jednego celu do 

innego, bez przerwy, bez wytchnienia.

  

background image

 SkÄ…d siÄ™ ten aktywizm bierze? Ma zapewniÄ™ wiele korzeni. 
Jednym z nich jest niewÄ…tpliwie kolektywizm, mniemanie, 
zgodnie z którym mamy Å¼yć tylko i wyłącznie dla 
SpoÅ‚eczeÅ„stwa (przez bardzo wielkie â€œS"), tego baÅ‚wana 
współczesnego. Mamy wiÄ™c pracować, dziaÅ‚ać, rzucać siÄ™ 
aby osiÄ…gnąć dla tegoż SpoÅ‚eczeÅ„stwa jak najwiÄ™ksze 
wyniki. Tym kolektywistycznym zabobonem zajmÄ™ siÄ™ 
jeszcze w jednym z nastÄ™pnych rozważaÅ„ na razie wystarczy 
powiedzieć, Å¼e moim skromnym zdaniem sprawa sensu 
mojego Å¼ycia jest mojÄ… osobistÄ… sprawÄ… i wydaje mi siÄ™ 
moralnie w porzÄ…dku gdy staram siÄ™ ten sens na mój sposób 

zapewnić, czy to siÄ™ SpoÅ‚eczeÅ„stwu podoba, czy nie.

  

 Wypada jednak podkreÅ›lić, Å¼e powyższa polemika dotyczy 
dążenia ku jakiemuÅ› celowi, a nie samego dziaÅ‚ania. Bo 
dziaÅ‚anie może być używaniem. Co wiÄ™cej, każde używanie 
chwili jak np. owo Riemanowskie, jest pewnego rodzaju 
dziaÅ‚aniem, tylko nie jest dziaÅ‚aniem celowym. JeÅ›li o mnie 
chodzi, zaliczam do najprzyjemniejszych przeżyć moje 
samotne loty wieczorne na niskiej wysokoÅ›ci. BiorÄ™ maÅ‚y 
samolot i lecÄ™ na jakichÅ› 500 do 700 stóp nad ziemiÄ…, bez 
celu, po prostu aby lecieć i rozkoszować siÄ™ krajobrazem, 
który w promieniach zachodzÄ…cego sÅ‚oÅ„ca jest zawsze 
wyjÄ…tkowo piÄ™kny. PilotujÄ™, wiÄ™c dziaÅ‚am, ale nie dążę do 
żadnego celu. Otóż moje Å¼ycie ma rzadko tyle sensu co w 
czasie takich lotów. Kto nie ma niesamowitego przywileju 
jakim jest prawo lotu, może zażyć czegoÅ› podobnego po 
prostu podczas wieczornej przechadzki. DziaÅ‚anie nie jest 
wiÄ™c koniecznie dążeniem ku jakiemuÅ› celowi, może być 

używaniem.

  

 Ale mówiÄ…c, Å¼e takie używanie daje Å¼yciu sens, nie twierdzÄ™ 
bynajmniej, Å¼e tylko ono je daje. W rzeczy samej, nasze 
życie i jego sens sÄ… w wiÄ™kszoÅ›ci chwil zwiÄ…zane z jakimÅ› 
dążeniem, z jakimÅ› celem. Jedyny poglÄ…d, z którym siÄ™ 
pogodzić nie umiem to ten, który zacieÅ›nia sens Å¼ycia do 
dążenia ku jakiemuÅ› celowi. Ten poglÄ…d jest moim zdaniem 
nie tylko sprzeczny z doÅ›wiadczeniem, ale prowadzi poza 

tym do katastrofalnych konsekwencji.

  

 W zwiÄ…zku z dążeniem do celów nasuwa siÄ™ mianowicie 
pytanie dotyczÄ…ce szeregu dążeÅ„. Ma ono kapitalne 
znaczenie dla spraw sensu życia i tak wÅ‚aÅ›nie bywaÅ‚o 
pojmowane w dziejach filozofii, zwÅ‚aszcza ostatnio. Jak 
wiadomo, cele do których dążymy sÄ… czÄ™sto wzajemnie 
podporzÄ…dkowane: dążę do pierwszego celu A, aby 
nastÄ™pnie dążyć do drugiego B i tak dalej. Na przykÅ‚ad chcÄ™ 
pójść na dworzec (A) po to, aby tam kupić bilet kolejowy 
(B), to znowu aby pojechać do Genewy (C) i tak dalej. 
Pytanie brzmi: czy Å¼ycie ludzkie należy sobie wyobrażać jako 
jeden jedyny szereg celów, wzajemnie sobie 
podporzÄ…dkowanych, czy przeciwnie wypada przyjąć, Å¼e 
skÅ‚ada siÄ™ ono z wielu maÅ‚ych, wzajemnie niezależnych 
szeregów dążeÅ„ do celów? Pierwsze stanowisko byÅ‚o 
tradycyjnie zajmowane przez myÅ›licieli chrzeÅ›cijaÅ„skich i 
przez egzystencjalistów. W obu wypadkach zakÅ‚adano także, 
że sensu życia należy szukać wÅ‚aÅ›nie w owym jednym 

wielkim szeregu dążeÅ„.

  

background image

 Jestem zdania, Å¼e ten poglÄ…d jest podwójnie faÅ‚szywy i chcÄ™ 

mu przeciwstawić parÄ™ nastÄ™pnych twierdzeÅ„.

  

 

1.6. Å»ycie ludzkie nie jest normalnie jednym 
jedynym szeregiem wzajemnie sobie 
podporzÄ…dkowanych dążeÅ„, ale skÅ‚ada siÄ™ z 

wielu takich niezależnych szeregów.

 

 
 

Chodzi tutaj po prostu o stwierdzenie pewnego faktu.

  

 Mój znajomy, niejaki Benedykt, gospodarz z okolicy 
naszego miasta, jest dobrym przykÅ‚adem owej wieloÅ›ci 
życiowych szeregów. JeÅ›li siÄ™ nie mylÄ™, jego głównym celem 
w życiu jest skrzyżować z powodzeniem żubry z krowami i 
temu zadaniu poÅ›wiÄ™ca siÄ™ z zapaÅ‚em. Podejrzewam nawet, 
że owe Å¼ubro-krowy stanowiÄ… główny sens jego Å¼ycia. Ale 
nie jedyny. Benedykt jest także dobrym ojcem rodziny i jego 
dzieci odgrywajÄ… niewÄ…tpliwie wielkÄ… rolÄ™ w nadaniu temu 
życiu bogatego sensu. Jest poza tym czÅ‚onkiem Partii 
PostÄ™powo-Konserwatywnej, zasiada z jej ramienia w radzie 
gminnej i nie kryje, Å¼e jego ambicjÄ…, a wiÄ™c celem, jest 
zostać czÅ‚onkiem parlamentu kantonalnego. No i spotykam 
go na zebraniach filatelistów, gdzie przyznaÅ‚ mi siÄ™ Å¼e marzy 
o skompletowaniu swojej serii Pro Juventute.

  

 MyÅ›lÄ™, Å¼e to jest bogate i sensowne Å¼ycie. Co wiÄ™cej, sÄ…dzÄ™, 
że to jest wypadek normalny. Co prawda nie każdy czÅ‚owiek 
może mieć aż tyle celów, jak mój przyjaciel, nie każdy ma 
np. Å¼ubry w swojej oborze, ale choć ma mniej celów, ma ich 
mimo wszystko kilka. Nie chcÄ™ przy tym przeczyć, Å¼e 
możliwy jest też wypadek, w którym czÅ‚owiek ma tylko 
jeden cel w Å¼yciu. Tylko, Å¼e taki wypadek skÅ‚onny jestem 
uważać za nienormalny.

  

 Powyższe twierdzenie (1.6) jest tak oczywiste, Å¼e 
przeciwnicy a mianowicie ci, co broniÄ… teorii monistycznej, 
jedynego szeregu, nie Å›miÄ… mu wprost przeczyć. UciekajÄ… 
siÄ™ za to do różnych, jak mówiÄ… “metafizycznych" albo 
“egzystencjalnych" rozważaÅ„. PowiadajÄ… na przykÅ‚ad, Å¼e 
czÅ‚owiek â€œwirtualnie" zawsze dąży do jednego tylko celu. 
Albo, Å¼e jego â€œautentyczna" egzystencja ku niemu siÄ™ 
“rzuca", jak mówiÄ…. Mówi siÄ™ też czasem, że czÅ‚owiek 
zawsze dąży do szczęścia, Å¼e wiÄ™c cel jest jeden. Ale te 
wywody, albo sÄ… najzupeÅ‚niej niezrozumiaÅ‚e (przynajmniej 
dla mnie), albo oczywiÅ›cie błędne, jak w ostatnim wypadku, 
bo szczęście w tym kontekÅ›cie jest pojÄ™ciem oderwanym, 
może być urzeczywistnione tylko, w jakimÅ› konkretnym celu 
- a takich nie tylko może być, ale i jest zwykle wiele i 

różnych.

  

 To jest pierwsze twierdzenie. W drugim chodzi o 
rozprawienie siÄ™ z poglÄ…dem, zgodnie z którym sens Å¼ycia 
byÅ‚by identyczny z sensem owego jedynego szeregu dążeÅ„. 
Tak myÅ›li jeÅ›li go dobrze rozumiem - Heidegger, a za nim 
Sartre. Obaj dochodzÄ… przy tym do różnych, ale równie 
makabrycznych wniosków. Wspólne jest im stwierdzenie, Å¼e 

background image

ów jedyny szereg dążeÅ„ jest przerwany przez Å›mierć. Ona 
jest, zdaniem Heideggera, ostatnim “projektem" (Ent-wurf) 
czÅ‚owieka, a wiÄ™c zamyka caÅ‚y szereg projektów, tj. dążeÅ„, 
tak jak ostatni akord zamyka melodiÄ™. Podobnie wiÄ™c jak ten 
akord, Å›mierć nadaje sens caÅ‚oÅ›ci. Åšmierć byÅ‚aby wiÄ™c 
sensem życia. U Sartre'a przeciwnie, ona nie tylko nie jest 
sensem życia, ale, przerywajÄ…c szereg dążeÅ„, pozbawia 
ostatnie z nich sensu, a wiÄ™c i przedostatnie i przed-
przedostatnie, tak że caÅ‚ość zapada siÄ™ w próżniÄ™ bezsensu. 
Å»ycie ludzkie jest - jak powiada Sartre w innym kontekÅ›cie - 
une passion inutile.

  

 Te rozumowania zakÅ‚adajÄ… dwie przesÅ‚anki: Å¼e Å¼ycie 
czÅ‚owieka ma tylko wtedy sens, gdy on do czegoÅ› dąży i Å¼e 
to Å¼ycie jest jednym jedynym szeregiem wzajemnie 
podporzÄ…dkowanych celów. PowiedziaÅ‚em już, Å¼e uważam 
obie za faÅ‚szywe. PierwszÄ…, bo Å¼ycie ma sens niekiedy także 
gdy do niczego nie dążymy, ale po prostu używamy chwili 
(1.4). DrugÄ…, bo w Å¼yciu mamy wiele niezależnych szeregów 
dążeÅ„ (1.6). Ale jeÅ›li siÄ™ te przesÅ‚anki przyjmie, trzeba też 
przyjąć wniosek, jaki Sartre z nich wyciÄ…ga (jego krytyka 
Heideggera jest przekonywujÄ…ca). Możemy wiÄ™c twierdzić 

że:

  

 

1.7. JeÅ›li Å¼ycie czÅ‚owieka ma sens tylko wtedy, 

gdy on do czegoÅ› dąży i jeÅ›li to Å¼ycie jest jednym 
szeregiem wzajemnie sobie podporzÄ…dkowanych 

dążeÅ„ - to Å¼ycie tego czÅ‚owieka w ogóle sensu nie 
ma
.  

 Nasuwa siÄ™ tu naturalnie pytanie, czy nastÄ™pnik tego 
twierdzenia jest prawdziwy. Czy prawdÄ… jest że Å¼ycie ludzkie 
sensu nie ma? JeÅ›li jest faÅ‚szywy, to jest jeÅ›li Å¼ycie ludzkie 
ma faktycznie sens, to przynajmniej jedna z obu przesÅ‚anek 
naszych egzystencja-listów byÅ‚aby też faÅ‚szywa, a to 
niezależnie od naszych powyższych rozważaÅ„. Ale z tym 
przechodzimy do innej dziedziny. DotÄ…d mowa byÅ‚a o istocie 
życia, o tym czym ono jest. Trzeba teraz powiedzieć sÅ‚owo o 
jego istnieniu, starać siÄ™ odpowiedzieć na pytanie, czy życie 
ludzkie rzeczywiÅ›cie ma sens. 
 
 

 

Jest w Starym Testamencie sÅ‚ynne zdanie: hawel hawelim 

hakol hawel - w polskim (co prawda nie caÅ‚kiem Å›cisÅ‚ym) 
przekÅ‚adzie: â€œmarność nad marnoÅ›ciami i wszystko 
marność
". Wszystko, co czÅ‚owiek może spotkać w życiu, do 
czego może dążyć i czego może używać jest marne, nie 
warte zachodu, nie ma wiÄ™c sensu. A wiÄ™c i samo nasze 
życie nie ma sensu. Autor biblijny uzasadnia swoje 
twierdzenie powoÅ‚ujÄ…c siÄ™ na doÅ›wiadczenie swojego 
bogatego Å¼ycia. Nie znalazÅ‚, powiada, niczego co by byÅ‚o 
warte zachodu, ani w bogactwie, ani we wÅ‚adzy, ani w 

rozkoszach. Wszystko wydaÅ‚o mu siÄ™ marne, bez wartoÅ›ci.

  

 Ten poglÄ…d, albo, powiedzmy ostrożniej, tÄ™ interpretacjÄ™ 
biblijnego zdania, chcÄ™ nazwać tutaj â€œhawelizmem". Jest on 

background image

w najróżniejszych krÄ™gach kulturalnych bardzo 
rozpowszechniony. Tak np. buddyzm, (przynajmniej, w 
postaci uchodzÄ…cej za pierwotnÄ…) jest skrajnie 
hawelistyczny. Ale i u nas nie brak zwolenników tego 
rodzaju pesymizmu. Na przykÅ‚ad, znajdujemy go u pisarzy 
chrzeÅ›cijaÅ„skich, a także i u wielu niechrzeÅ›cijaÅ„skich 
nowoczesnych myślicieli.

  

 Toteż hawelizm wywieraÅ‚ w dziejach i wywiera ciÄ…gle 
jeszcze ogromny wpÅ‚yw na ludzi. Ja sam byÅ‚em w ciÄ…gu 
dÅ‚ugich lat jego zwolennikiem (i ofiarÄ…), tak dalece, Å¼e bÄ™dÄ…c 
kiedyÅ› w Izraelu kazaÅ‚em sobie wyryć owe hebrajskie zdanie 
na pÅ‚ycie, która do dziÅ› dnia wisi na Å›cianie mojej pracowni. 
Ale powoli przyszedÅ‚em do przekonania, Å¼e hawelizm jest 
zÅ‚owrogim gÅ‚upstwem. Aby siÄ™ o jego faÅ‚szywoÅ›ci przekonać, 
wystarczy je zanalizować.

  

Ta analiza przybiera takÄ… mniej wiÄ™cej postać:

  

Nie można wÄ…tpić, Å¼e niektórzy ludzie przeżywajÄ… niekiedy 
chwile, w których ich życie sensu nie ma - jak na przykÅ‚ad 
mój Andrzej. Tylko, Å¼e hawelizm twierdzi znacznie wiÄ™cej, a 
mianowicie, mówi to samo o wszystkich ludziach i 
wszystkich chwilach ich życia. Można to sformuÅ‚ować tak:

  

 

(F 1.2) Å»ycie Å¼adnego czÅ‚owieka nie ma w żadnej 

chwili sensu.  

 
A że Å¼ycie czÅ‚owieka ma dokÅ‚adnie wtedy sens, kiedy albo 
istnieje cel, do którego on w tej chwili dąży, albo on tej 
chwili używa (1.5), wynika z powyższego twierdzenia także 
że:

  

 

(F 1.3) Å»aden czÅ‚owiek w Å¼adnej chwili ani nie 
dąży do jakiegoÅ› celu, ani nie używa tej chwili.
  

 
To ostatnie zdanie jest oczywiÅ›cie faÅ‚szywe. Aby tego 
dowieść wystarczyÅ‚oby wykazać, Å¼e istnieje choćby jeden 
czÅ‚owiek i jedna chwila, w której ten czÅ‚owiek do czegoÅ› 
dąży. W rzeczywistoÅ›ci pewne jest znacznie mocniejsze 
twierdzenie, a mianowicie, Å¼e znakomita wiÄ™kszość ludzi 
dąży do czegoÅ› w znakomitej wiÄ™kszoÅ›ci chwil. Przeczyć 
temu może tylko ten, kto np. nigdy nie cierpiaÅ‚ na ból 
zÄ™bów, nie byÅ‚ gÅ‚odny, nie pragnÄ…Å‚ na serio kobiety, ani nie 
wziÄ…Å‚ udziaÅ‚u w zawodach sportowych. Otóż Å¼ycie 
normalnych ludzi jest peÅ‚ne takich sytuacji. A skoro Å¼ycie ma 
sens, gdy czÅ‚owiek do czegoÅ› dąży, wolno postawić 

twierdzenie, Å¼e:

  

 

1.8. Å»ycie wiÄ™kszoÅ›ci ludzi ma sens w 
większości chwil
.  

background image

To znaczy, Å¼e hawelizm jest faÅ‚szem.

  

 Ale jeÅ›li tak jest, jak to siÄ™ dzieje, Å¼e tylu ludzi i to czÄ™sto 
bardzo inteligentnych, a nawet genialnych, mogÅ‚o mu 
hoÅ‚dować? Moim zdaniem byÅ‚o to możliwe tylko dziÄ™ki 
pomieszaniu dwóch pojęć: sensu życia i szczęścia, przy tym 
to ostatnie byÅ‚o rozumiane w pewien swoisty sposób. 
Pierwsza rzecz, którÄ… wypada tutaj podkreÅ›lić, to wiÄ™c 
nietożsamość obu. Innymi sÅ‚owami, można doskonale nie 
być szczęśliwym w pewnej chwili, a mimo to mieć, w tej 

samej chwili, sens Å¼ycia. 

  

Oto przykÅ‚ad.

  

 Wczoraj wÅ‚aÅ›nie sÅ‚uchaÅ‚em w telewizji wspomnieÅ„ 
Szwajcara, byÅ‚ego więźnia niemieckich obozów 
koncentracyjnych -byÅ‚o w nich okoÅ‚o 50 Szwajcarów. 
PrzedstawiaÅ‚ w sposób prosty i bez nienawiÅ›ci, ale 
wstrzÄ…sajÄ…co, okrucieÅ„stwo Å¼ycia w kacecie. Nie ulega 
wÄ…tpliwoÅ›ci, Å¼e szczęśliwy tam nie byÅ‚, tym bardziej, Å¼e jego 
wÅ‚asna ojczyzna zabroniÅ‚a przysÅ‚ania mu swetra (zakaz 
wywozu weÅ‚ny!), który byÅ‚ mu tak bardzo potrzebny. Ale ten 
czÅ‚owiek miaÅ‚ przecież sens w Å¼yciu: chciaÅ‚ przeżyć i w 
rzeczy samej przeżyÅ‚ te okropne czasy. Sens Å¼ycia i 

szczęście to wiec nie to samo.

  

 W dodatku sÅ‚owo â€œszczęście" ma dwa różne znaczenia. W 
jednym oznacza stan zupeÅ‚nego, jeÅ›li wolno siÄ™ tak wyrazić 
stuprocentowego zadowolenia, zaspokojenia wszystkich 
potrzeb bez reszty, i to z gwarancjÄ… wiecznego trwania. 
Nietrudno pojąć, Å¼e tak rozumiane szczęście jest pojÄ™ciem 
granicznym, ideaÅ‚em którego nikt w życiu nigdy osiÄ…gnąć nie 
może. W drugim znaczeniu używamy sÅ‚owa â€œszczęście" i 
pokrewnych gdy mówimy np. o szczęśliwym małżeÅ„stwie. 
Takie szczęście nie musi być caÅ‚kowite, szczęśliwi 
małżonkowie mogÄ… na przykÅ‚ad cierpieć na ból zÄ™bów, a 
przede wszystkim nie Å‚Ä…czy siÄ™ bynajmniej z gwarancjÄ…, Å¼e 
istnieć bÄ™dzie bez koÅ„ca. Ten drugi rodzaj szczęścia może 
być, w przeciwieÅ„stwie do pierwszego, urzeczywistniony i, 
jeÅ›li siÄ™ nie mylÄ™, niejeden znalazÅ‚ je w swoim życiu. 
Pierwszy rodzaj szczęścia nazwÄ™ tutaj â€œbezwzglÄ™dnym", a 

drugi â€œwzglÄ™dnym".

  

 Mamy wiÄ™c do czynienia nie z jednym, ale z aż trzema 
różnymi pojÄ™ciami: (1) sens Å¼ycia, (2) szczęście wzglÄ™dne, 

(3) szczęście bezwzglÄ™dne.

  

 ZastanawiajÄ…c siÄ™ nad hawelizmem i jego ogromnym 
powodzeniem, nie mogÄ™ siÄ™ oprzeć wrażeniu, Å¼e w jego 
kontekÅ›cie nazywa siÄ™ â€œmarnoÅ›ciÄ…" brak szczęścia 
bezwzglÄ™dnego. To znaczy, Å¼e wszystko co nie przynosi 
owego stuprocentowego zadowolenia, jest marne. Å»e nawet 
w chwilach najwiÄ™kszego szczęścia wzglÄ™dnego, w objÄ™ciach 
kochanej kobiety, w chwili sportowego tryumfu i tym 
podobnych, czegoÅ› czÅ‚owiekowi brak. Å»e, jak to piÄ™knie 
powiedziaÅ‚ jeden z najwiÄ™kszych myÅ›licieli naszego krÄ™gu, 
Augustyn z Hippony: “niespokojne jest serce nasze aż 
spocznie w Tobie, Panie", to jest aż posiÄ…dzie Absolut, 

background image

którego posiadanie samo jedno może dać szczęście 

bezwzględne.

  

 Tylko, Å¼e to samo słówko â€œmarność" sugeruje coÅ› innego 
jeszcze: Å¼e o rzeczy, które nie sÄ… Absolutem nie należy siÄ™ 
troszczyć, Å¼e nie trzeba zabiegać o ich uzyskanie ani ich 
używać. Å»e nie ma sensu rozkoszować siÄ™ przemijajÄ…cÄ… 
chwilÄ…. Ale to jest wÅ‚aÅ›nie, tak mi siÄ™ przynajmniej wydaje, 
wierutne i zÅ‚owrogie gÅ‚upstwo. GÅ‚upstwo, bo nikt nie może 
żyć wedÅ‚ug tej recepty. ZÅ‚owrogie, bo kto by mimo wszystko 
urzeczywistniÅ‚ ten ideaÅ‚, pozbawimy siÄ™ praktycznie 
wszystkiego, co normalnie nadaje Å¼yciu piÄ™kno i wartość. 
 
 MuszÄ™ jednak przyznać, Å¼e wielu zwolenników hawelizmu 
potrafiÅ‚o w jakiÅ› dziwny sposób połączyć swoje 
hawelistyczne wierzenie z wielkim dynamizmem życiowym, 
a wiÄ™c z dążeniem do ziemskich celów i z umiejÄ™tnoÅ›ciÄ… 
rozkoszowania siÄ™ wieloma spoÅ›ród owych “marnoÅ›ci". 
Bergson wykazaÅ‚ nawet w swoich “Dwóch źródÅ‚ach", Å¼e maÅ‚o 
znamy w dziejach postaci tak dynamicznych, jak mistycy. W 
rzeczy samej trudno sobie wyobrazić ludzi bardziej 
czynnych, niż np. uczniowie Buddy czy Ä†iankary, albo 
mistycy chrzeÅ›cijaÅ„scy, ze Å›w. TeresÄ… z Awila na czele. 
Najbardziej uderzajÄ…cym przykÅ‚adem tej dziwnej syntezy 
jest powiedzenie przypisywane Å›w. Karolowi Boromeuszowi 
(który, nawiasem mówiÄ…c, byÅ‚ tytanem czynu). Zapytany 
podczas gry w szachy (bo on grywaÅ‚ w szachy!), co by zrobiÅ‚ 
gdyby siÄ™ dowiedziaÅ‚, Å¼e za chwilÄ™ umrze, oÅ›wiadczyÅ‚, Å¼e 
pociÄ…gnÄ…Å‚by jeszcze wieżą. Tak wiÄ™c owe â€œmarnoÅ›ci" nie byÅ‚y 

dla niego aż tak marne.

  

 Å»e ta synteza hawelizmu z sensem i zdrowym rozsÄ…dkiem w 
życiu jest możliwa, to jest fakt, któremu przeczyć nie 
podobna. A na pytanie jak ona jest możliwa, trzeba szukać 
odpowiedzi u mistyków. Dla mnie istotne jest tylko, Å¼e 
hawelizm rozumiany jako potÄ™pienie wzglÄ™dnego szczęścia i, 
co za tym idzie sprowadzenie Å¼ycia do jednego Å‚aÅ„cucha 
dążeÅ„, majÄ…cych tylko jeden cel - pozagrobowy, jest 
faÅ‚szem. Główny wniosek, jaki z tych rozważaÅ„ wyciÄ…gam 
brzmi: Nie trzeba pogardzać maÅ‚ymi celami i przemijajÄ…cymi 

chwilami użycia.

  

 

***

 

 
 Takie sÄ… wiÄ™c wyniki moich rozmyÅ›laÅ„ o sensie Å¼ycia. On 
jest mojÄ… sprawÄ… prywatnÄ…, w której mogÄ™ polegać tylko na 
sobie. Dążenie do jakiegoÅ› celu nadaje najczęściej ten sens 
mojemu Å¼yciu, muszÄ™ wiÄ™c dbać, aby mi nie brakÅ‚o celów. 
Ale sens znaleźć można nie tylko w dążeniu, bo daje je 
także, i w wysokiej mierze, używanie chwili. Umieć jej 
używać, potrafić cieszyć siÄ™ tym, co mi jest dane teraz, 
obecnie, jest bardzo wielkÄ… rzeczÄ…: wypada mi Å›wiadomie 
siÄ™ jej uczyć. Å»ycie ludzkie nie jest jednym jedynym 
szeregiem dążeÅ„, ale skÅ‚ada siÄ™ na nie caÅ‚y pÄ™k maÅ‚ych 
szeregów. Nie trzeba siÄ™ dać uwieść przez Jedno Jedyne, 

background image

przez WielkÄ… SprawÄ™, ale umieć zadowalać siÄ™ wieloÅ›ciÄ… 

maÅ‚ych i przelotnych zadowoleÅ„.

  

 Ubocznie wynikÅ‚o z tych rozważaÅ„ odrzucenie trzech dla 
sensu życia szkodliwych mitologii: spoÅ‚ecznictwa, aktywizmu 
i hawelizmu. NieprawdÄ… jest że sprawa sensu życia jest 
sprawÄ… spoÅ‚ecznÄ…; ona jest, jak wiÄ™kszość naprawdÄ™ 
ważnych dla mnie rzeczy, mojÄ… sprawÄ… osobistÄ…. NieprawdÄ… 
jest, Å¼e tylko dążenie do celu może dać sens Å¼yciu, Å¼e trzeba 
tylko i wyłącznie dążyć do celów. NieprawdÄ… jest także, Å¼e 
tylko bezwzglÄ™dne szczęście ma wartość, Å¼e maÅ‚e i 

przemijajÄ…ce chwile zadowolenia sÄ… “marnoÅ›ciami".

  

 PÅ‚ytka i maÅ‚a filozofia, powie mi ktoÅ›. Zapewne. Tylko Å¼e, 
ona mi siÄ™ wydaje prawdziwa, podczas gdy â€œgłębokie" i 
“wielkie" filozofie sÄ… faÅ‚szywe. Co gorzej, sÄ…dzÄ™, Å¼e byÅ‚y 
powodem wielu nieszczęść wielu ludzi. Podczas gdy ta maÅ‚a 
filozofia, która jest bodaj mÄ…droÅ›ciÄ… zwykÅ‚ych ludzi, może 
dać czÅ‚owiekowi to trochÄ™ szczęścia, jakie jest w ogóle na 

tym Å›wiecie możliwe.

  

 
 
 

II. PRZECIW HUMANIZMOWI  

 
 PrzystÄ™pujÄ™ do skreÅ›lenia moich poglÄ…dów na tak zwanÄ… 
naturÄ™ czÅ‚owieka, to jest do próby odpowiedzi na pytanie, 
czym ludzie sÄ…. CzyniÄ™ to niechÄ™tnie z dwóch wzglÄ™dów. Po 
pierwsze dlatego, Å¼e muszÄ™ tu użyć wielu danych 
dostarczonych przez innych, w szczególnoÅ›ci przez 
przyrodników, czego bardzo nie lubiÄ™. Po drugie dlatego, Å¼e 
moje poglÄ…dy mogÄ… wywoÅ‚ać niemaÅ‚e oburzenie i to u osób 
zazwyczaj bliskich mi poglÄ…dami; stÄ…d muszÄ™ siÄ™ liczyć z 
polemikami, napaÅ›ciami itp., czego chciaÅ‚bym uniknąć. 
Niestety, skoro raz postanowiÅ‚em ogÅ‚osić rozważania o 
sprawach mojego Å¼ycia, nie da siÄ™ uniknąć tego rodzaju 
uwag. Jest mianowicie tak, Å¼e inne moje myÅ›li zakÅ‚adajÄ… 
pewnÄ…, jak mówiÄ… poetycko, wizjÄ™ czÅ‚owieka, czyli, proÅ›ciej, 
pewne poglÄ…dy na to, czym ludzie sÄ…, a wiÄ™c i czym ja 
jestem. SkÄ…dinÄ…d wydaje mi siÄ™, Å¼e istnieje pewien 
obowiÄ…zek ogÅ‚oszenia tych rzeczy: jestem stary, nie mam 
już Å¼adnej przyszÅ‚oÅ›ci i nic mi nie grozi od ludzi, zwÅ‚aszcza w 
kraju, gdzie uznaje siÄ™ pewnÄ… wolność przekonaÅ„ i gdzie w 
dodatku istnieje ubezpieczenie na starość. Staremu Å‚atwiej 
jest takie rzeczy pisać niż mÅ‚odemu, który musi siÄ™ liczyć ze 

Å›rodowiskiem. PostanowiÅ‚em wiÄ™c te rozważania ogÅ‚osić.

  

 ZacznÄ™ od takiej oto uwagi. Natrafiamy w życiu na dwa 
rodzaje przedmiotów. Z jednej strony na pewne byty 
rzeczywiÅ›cie istniejÄ…ce w przyrodzie - np. na wulkany, 
pluskwy i urzÄ™dników skarbowych; nastÄ™pnie spotykamy 
poglÄ…dy, mniemania, wierzenia i tym podobne przedmioty 
nierzeczywiste, które bytujÄ… tylko w gÅ‚owach ludzkich, a nie 
w Å›wiecie poza nimi. Do tego należą miÄ™dzy innymi teorie 
naukowe, systemy filozoficzne, programy polityczne, 
ideologie, wierzenia religijne. Moja reakcja na te dwa 

background image

rodzaje przedmiotów jest różna. Kiedy natykam siÄ™ na jakÄ…Å› 
rzecz niezwykłą - np. na bardzo wielkÄ… pluskwÄ™ albo bardzo 
uprzejmego poborcÄ™ podatkowego - dziwiÄ™ siÄ™. Natomiast 
kiedy dowiadujÄ™ siÄ™ o mniemaniach, wierzeniach itp., mojÄ… 
zasadniczÄ… reakcjÄ… jest nieufność, krytycyzm. Tak na 
przykÅ‚ad kiedy czytam komentarz pana redaktora 
naczelnego mojej gazety do wypadków w Iranie i o 
spÄ™dzaniu pÅ‚odu. Te dwie postawy znajdujemy także u 
filozofów: pierwszÄ…, powiedzmy, u Arystotelesa, drugÄ… u 

Kanta.

  

 
 Otóż tej drugiej, kaniowskiej postawy bÄ™dzie mi potrzeba w 
rozmyÅ›laniach o czÅ‚owieku. Co prawda czÅ‚owiek jest 
zwierzÄ™ciem zadziwiajÄ…cym, jak to piÄ™knie powiedziaÅ‚ 
Sofokles:

  

Wiele jest dziwów na Å›wiecie 
Lecz czÅ‚owiek najwiÄ™kszy dziw przecie. 
On to w sine tonie mórz oÅ›lep siÄ™ rzuca, nie zważa 

że go pÄ™d ryczÄ…cych burz po drżących toniach wytarza...

  

 
 Ale o tym czÅ‚owieku naopowiadano tyle historyjek, Å¼e w 
rozmyÅ›laniach o nim trzeba nam bÄ™dzie zacząć od usuniÄ™cia 
faÅ‚szywych poglÄ…dów, ideologii, wierzeÅ„ i, aby to od razu 

jasno powiedzieć: zabobonów.

  

 Najważniejszy z nich, to humanizm, czyli po polsku 
czÅ‚owiekochwalstwo. JeÅ›li mamy wierzyć naszym - dziwnie 
pod tym wzglÄ™dem zgodnym - pisarzom, filozofom, 
politykom, duchownym, to humanizm jest dzisiaj najbardziej 
rozpowszechnionym wierzeniem. To jest główny, 
nienaruszalny dogmat niemal wszystkich systemów 
filozoficznych, wszystkich zgoÅ‚a programów politycznych i 
bodaj przytÅ‚aczajÄ…cej wiÄ™kszoÅ›ci kazaÅ„ wygÅ‚aszanych w 
naszych Å›wiÄ…tyniach. O wszystkim innym wolno, a nawet 
wypada wÄ…tpić, tylko nie o nim. Kto oÅ›miela siÄ™ nie być 
humanistÄ…, jest wyrzutkiem spoÅ‚eczeÅ„stwa, podÅ‚ym 

barbarzyńcą.

  

 ProszÄ™ zauważyć, Å¼e nie chodzi tu jeszcze o osÄ…dzenie 
humanizmu. Stwierdzam po prostu fakt, Å¼e on jest 
podstawowym wierzeniem ludzi piszÄ…cych i mówiÄ…cych 
publicznie, przynajmniej w naszej Europie. Co prawda samo 
stwierdzenie powszechnoÅ›ci tego 
wierzenia zawiera już jakby zaczÄ…tek ujemnego o nim sÄ…du. 
Bo kiedy wszyscy, albo prawie wszyscy zgodnie coÅ› twierdzÄ… 
owo coÅ› jest z góry podejrzane. W każdym razie nieufność 
wobec takich rozpowszechnionych wierzeÅ„ jest jednÄ… z 
kardynalnych zasad metody filozoficznej. Ale oczywiÅ›cie jest 
to tylko podejrzenie. Aby wiedzieć, co nasz humanizm jest 

naprawdÄ™ wart, trzeba go bÄ™dzie zanalizować.

  

I

 

 A wiec pierwsze pytanie: co to jest humanizm? SÅ‚owo ma 
kilka znaczeÅ„, nazywa siÄ™ np. â€œhumanizmem" wyksztaÅ‚cenie 

background image

w kulturze greko-Å‚aciÅ„skiej i jej rozumienie; mówi siÄ™ też o 
“humanitarnym postÄ™powaniu" - wtedy â€œhumanizm" oznacza 
pewien typ moralnoÅ›ci. Ale najważniejsze znaczenie tego 
wyrażenia, w jakim ja tutaj wyłącznie go używam, jest 
takie: humanizm to poglÄ…d, zgodnie z którym czÅ‚owiek (po 
Å‚acinie: homo) jest czymÅ› bardzo wartoÅ›ciowym, wzniosÅ‚ym: 
“CzÅ‚owiek to jest wielka rzecz". Tak rozumiany humanizm 
jest po prostu wyrazem gorÄ…cej sympatii do czÅ‚owieka. Co w 
tym kontekÅ›cie znaczy â€œczÅ‚owiek", to inna sprawa, którÄ… 
zajmÄ™ siÄ™ za chwilÄ™. Na razie wystarczy stwierdzić, Å¼e 
humanizm w szerokim tego sÅ‚owa znaczeniu jest niczym 

innym, jak nazwÄ… tego rodzaju uczuć.

  

 Tylko, Å¼e humanizm gÅ‚oszony dzisiaj nie ogranicza siÄ™ do 
tych ogólników, lecz zawiera obok sympatii także swoisty 
poglÄ…d na czÅ‚owieka, czyli, wyrażajÄ…c siÄ™ uczenie, 
antropologiÄ™ filozoficzna, stanowiÄ…cÄ… podbudowÄ™ 
wspomnianej sympatii. JeÅ›li dobrze rozumiem, na ten 

poglÄ…d skÅ‚adajÄ… siÄ™ przede wszystkim trzy twierdzenia. 

  

Po pierwsze, Å¼e czÅ‚owiek jest istotÄ… wyższÄ…, to jest 
bogatszÄ…, lepszÄ…, godniejszÄ… od innych istot w Å›wiecie. 

  

Po drugie, Å¼e owa wyższość jest nie tylko stosunkowa, 
iloÅ›ciowa, ale także zasadnicza, jakoÅ›ciowa: czÅ‚owiek ma nie 
tylko wiÄ™cej inteligencji niż maÅ‚pa, ale caÅ‚kiem inny, wyższy 

rodzaj inteligencji. 

  

Po trzecie (tak przynajmniej u wielu humanistów), Å¼e 
czÅ‚owiek jest czymÅ› jedynym w swoim rodzaju, Å¼e jest 
wyniesiony ponad przyrodÄ™, Å¼e Å¼yje wprawdzie w Å›wiecie, 
ale do Å›wiata wÅ‚aÅ›ciwie nie należy, nie jest częściÄ… przyrody. 
StÄ…d czÅ‚owiek jest czÄ™sto uważany przez humanistów za 
Å›wiÄ™tość, za wcielenie jakiejÅ› wartoÅ›ci sakralnej.

  

 Dla Å›cisÅ‚oÅ›ci wypada zauważyć, Å¼e obok powyżej opisanego, 
że tak powiem wulgarnego, humanizmu, istnieje jeszcze 
humanizm niektórych nowoczesnych filozofów, który można 
by nazwać pesymistycznym. Ten ostatni uważa wprawdzie 
czÅ‚owieka za istotÄ™ zasadniczo różnÄ… od innych bytów, ale 
bynajmniej nie lepszÄ…, ani wyższÄ…, przeciwnie, twierdzi siÄ™ w 
tych koÅ‚ach, Å¼e czÅ‚owiek jest czymÅ› niezmiernie biednym i 
nieszczęśliwym. Co nie przeszkadza, Å¼e i ci filozoficzni 
humaniÅ›ci uważajÄ… to za byt caÅ‚kowicie różny od reszty 
stworzeÅ„. Wobec tego jednak, Å¼e ta odmiana humanizmu 
jest maÅ‚o rozpowszechniona, zajmÄ™ siÄ™ tylko humanizmem 
wulgarnym. 
PrzystÄ™pujÄ…c do jego analizy, wypada zacząć od znaczenia 
sÅ‚owa “czÅ‚owiek", bo maÅ‚o jest w gwarze humanistów słów 
równie mÄ™tnych, jak ten wÅ‚aÅ›nie rzeczownik. 

  

ProszÄ™ wziąć na przykÅ‚ad pod uwagÄ™ nastÄ™pujÄ…ce trzy 
twierdzenia:

  

(1) czÅ‚owiek tworzy sputniki, 
(2) czÅ‚owiek pochodzi od maÅ‚py, 

(3) czÅ‚owiek to wielka i Å›wiÄ™tÄ… rzecz.

  

background image

 Kto tworzy sputniki (1)? Przecież nie CzesÅ‚aw, który nie 
tylko Å¼adnego sputnika, ale jako Å¼ywo nawet taczek nie 
potrafi zmajstrować. SkÄ…dinÄ…d to chyba nie gatunek ludzki, 
bo ja przynajmniej nigdy nie widziaÅ‚em, by jakikolwiek 
gatunek cokolwiek zrobiÅ‚. Owe sputniki zrobili pewni, 
niektórzy ludzie, ale ci, co siÄ™ nad CzÅ‚owiekiem unoszÄ… 
zachwytem, zdajÄ… siÄ™ przy tym myÅ›leć o ludzkoÅ›ci jako 
caÅ‚oÅ›ci. Ale w (2) to nie tylko niektórzy ludzie majÄ… od 
maÅ‚py pochodzić, i zapewne mowa jest nie o ludzkoÅ›ci, ale o 
wszystkich ludziach jednostkowych. Za to w (3) niepodobna 
o nich wszystkich myÅ›leć, bo wtedy trzeba by powiedzieć, Å¼e 
Sinobrody, Stalin i Ã³w brodaty ideolog, który morduje 
dziecko, aby zamanifestować swoje â€œrewindykacje", sÄ… 
czymÅ› wielkim i Å›wiÄ™tym. Chodzi wiÄ™c zapewne raczej o 
czÅ‚owieczeÅ„stwo, o coÅ›, co mimo wszystko w każdym 
czÅ‚owieku tkwi i co ma być wÅ‚aÅ›nie godne i wielkie. Mamy, 
krótko mówiÄ…c, do czynienia ze straszliwym myÅ›lowym 
bałaganem.

  

 Co gorsze, ten baÅ‚agan jest nie tylko sprawÄ… teoretycznÄ…. 
Wielu rewolucjonistów powiada, Å¼e wszystko czyni dla dobra 
czÅ‚owieka i wÅ‚aÅ›nie dla tego dobra morduje, zabija pracÄ… i 
niewoli miliony ludzi. Jakie takie uporzÄ…dkowanie tego 
Å›mietniska pojÄ™ciowego, jakie za sobÄ… zwykle wlecze 

humanizm, jest wiÄ™c sprawÄ… arcypraktycznÄ… i nawet palÄ…cÄ….

  

 Mnie siÄ™ wydaje, Å¼e mamy do czynienia z pomieszaniem aż 
trzech różnych pojęć, a mianowicie pojÄ™cia czÅ‚owieka (przez 
maÅ‚e â€œc") to jest pojedynczego, jednostkowego czÅ‚owieka; 
pojÄ™cia czÅ‚owieczeÅ„stwa - a wiec jakiegoÅ› zbioru cech 
każdemu czÅ‚owiekowi wÅ‚aÅ›ciwych; i wreszcie pojÄ™cia 
gatunku ludzkiego pojÄ™tego jako zbiorowisko, stado czy 
nawet rodzaj organizmu. Podobnie mielibyÅ›my pomieszanie 
pojęć mrówki-jednostki, mrówkowatoÅ›ci i mrowiska, albo 

krowy, krowowatoÅ›ci i stada obejmujÄ…cego wszystkie krowy.

  

 Pomieszanie tych pojęć, a w każdym razie, dwóch ostatnich 
zawdziÄ™czamy, jeÅ›li wolno siÄ™ tak wyrazić, w znacznej 
mierze Heglowi. Hegel byÅ‚ zupeÅ‚nym ignorantem w logice jak 
zresztÄ… znakomita wiÄ™kszość filozofów nowożytnych, do XIX 
wieku włącznie. Temu trzeba m.in. przypisać, Å¼e pomieszaÅ‚ 
oderwane pojÄ™cie czÅ‚owieczeÅ„stwa z pojÄ™ciem ludzkoÅ›ci jako 
stada. Na próżno mÅ‚ody Marks buntowaÅ‚ siÄ™ przeciw temu 
niechlujstwu myÅ›lowemu, proszÄ™ np. przeczytać jego 
Å›wietnÄ… krytykÄ™ heglowskiej filozofii prawa, i on ulegÅ‚ 
później czarowi Hegla. Za nim poszli jego uczniowie i wielu 

innych.

  

 Ale jeÅ›li mamy mieć jakiekolwiek szansÄ™ zrozumienia czym 
jest czÅ‚owiek, a wiÄ™c czym jesteÅ›my my sami, trzeba 
stanowczo zerwać z tym kompromitujÄ…cym prostactwem i 
myÅ›leć tak, jak myÅ›lÄ… zwykli ludzie, niezarażeni heglowskÄ… 
filozofiÄ…. Kto tak myÅ›li, stara siÄ™ widzieć to i tylko to, co stoi 

przed nim, po prostu. 

  

Otóż w Å›wiecie sÄ… tylko pojedynczy ludzie. To jest jedyna 

peÅ‚na ludzka rzeczywistość. 

  

background image

 Ci pojedynczy ludzie majÄ… co prawda pewne cechy wspólne 
(np. każdy czÅ‚owiek może kÅ‚amać) i istniejÄ… miÄ™dzy nimi 
różne powiÄ…zania, stosunki, relacje, wskutek czego 
pojedynczy ludzie tworzÄ… grupy, zespoÅ‚y, narody i tym 
podobne. Ale nie wolno zapominać, Å¼e gdy mowa o 
czÅ‚owieku chodzi w ostatecznej analizie zawsze i wyłącznie o 
jednostkÄ™ ludzkÄ…. JeÅ›li coÅ› jest prawdÄ… o wszystkich 
jednostkach, to tym lepiej. Å»e jednostka ludzka ma, Å¼e tak 
powiem, także wymiar spoÅ‚eczny, to rzecz pewna, ale to sÄ… 

wszystko sprawy wtórne.

  

 Drugim wyrażeniem, które wymaga rozbioru, jest “wyższy". 
Ogólnie mówiÄ…c, nazywamy jednÄ… rzecz “wyższÄ…" od innej, 
kiedy jest lepsza, zdatniejsza do czegoÅ›, sprawniejsza. Na 
przykÅ‚ad mówiÄ™, Å¼e moja nowa elektryczna maszyna do 
pisania jest wyższa od starej, mechanicznej (dokÅ‚adniej: 
mówiÄ™, Å¼e należy do wyższej klasy, albo wyższego typu), 
dlatego, Å¼e mogÄ™ na niej lepiej, Å‚atwiej i szybciej pisać. W 
rzeczy samej umiem na niej napisać stronÄ™ w 12 minut, 
podczas gdy na dawnej potrzebowaÅ‚em ich aż 15 (zechcÄ… 
panny sekretarki nie uÅ›miechać siÄ™ pogardliwie na moje 
Å›limacze tempo). Takie jest moim zdaniem najogólniejsze 

znaczenie sÅ‚owa “wyższy".

  

 Ale sÄ… przynajmniej dwa rodzaje wyższoÅ›ci, które chcÄ™ 
nazwać “stosunkowÄ…" i â€œzasadniczÄ…". Wyższość stosunkowa 
zachodzi, gdy niższa istota może wprawdzie danÄ… rzecz 
zrobić, ale nie tak dobrze, nie tak Å‚atwo i szybko jak wyższa, 
albo jeÅ›li może w danej dziedzinie robić tylko prostsze, 
Å‚atwiejsze rzeczy, a nie bardziej zÅ‚ożone. Tak na przykÅ‚ad 
możemy mówić o stosunkowej wyższoÅ›ci CzesÅ‚awa nad 
Danielem w stolarce, gdy obaj umiejÄ… wprawdzie zrobić 
taczki, ale CzesÅ‚aw potrzebuje na to tylko trzech godzin, 
podczas gdy Daniel musi pracować godzin sześć no i taczki 
CzesÅ‚awa bÄ™dÄ… lepsze, doskonalsze od Danielowych. 
BÄ™dziemy także mówili o stosunkowej wyższoÅ›ci w wypadku, 
gdy Daniel umie zrobić tylko Å‚awkÄ™, ale w przeciwieÅ„stwie do 

CzesÅ‚awa nie potrafi zrobić taczek.

  

 Nasuwa siÄ™ tu nastÄ™pujÄ…ce pytanie. Załóżmy, Å¼e Daniel jest 
tak niedołężny, Å¼e niczego zgoÅ‚a z drzewa zmajstrować nie 
potrafi. Czy wypada nam powiedzieć, Å¼e CzesÅ‚aw jest od 
niego zasadniczo wyższy w stolarce, tak jak jest wyższy od, 
powiedzmy Å›limaka? Wydaje siÄ™, Å¼e nie, Å¼e i tu wyższość 
jest tylko stosunkowa. Bo choć Daniel obecnie niczego z 
drzewa nie umie zrobić, to jednak mógÅ‚by siÄ™ zasadniczo tej 
sztuki nauczyć. Za to nie widzÄ™, jak mógÅ‚bym nauczyć 

stolarki Å›limaka.

  

 Aby zachodziÅ‚a wyższość zasadnicza, potrzebne sÄ… dwa 
warunki. Musi najpierw być tak, Å¼e istota wyższa może coÅ› 
w jakiejÅ› dziedzinie zrobić (albo nauczyć siÄ™ robić), a niższa 
nie może. Tak jest na przykÅ‚ad, kiedy chodzi o naszego 
Daniela i Å›limaka w stolarce. Po drugie musi istnieć 
przynajmniej jedna dziedzina w której pierwszy warunek 
jest speÅ‚niony, aktora sama jest wyższa od dziedzin, w 
których niższa istota może coÅ› zrobić. Nie wystarczy, Å¼e 
istnieje byle jaka dziedzina wyższoÅ›ci. PowiadajÄ… na 
przykÅ‚ad, Å¼e nietoperz umie siÄ™ kierować falami 

background image

dźwiÄ™kowymi dla czÅ‚owieka niedostÄ™pnymi, a przecież 

trudno go nazwać istotÄ… zasadniczo wyższÄ… od czÅ‚owieka.

  

 Co to znaczy, Å¼e jedna dziedzina jest wyższa od innej, 
nieÅ‚atwo powiedzieć. Można najwyżej przytoczyć parÄ™ 
przykÅ‚adów. Tak np. nazwiemy matematykÄ™ dziedzinÄ… 
wyższÄ… od sztuki pÅ‚ywania w wodzie; podobnie uważa siÄ™, Å¼e 
tworzenie symfonii muzycznych jest czymÅ› wyższym od 
rÄ…bania drzewa. Przyjmuje siÄ™ zwykle, Å¼e dziedziny 
stanowiÄ…ce razem tzw. kulturÄ™, a wiÄ™c nauka, sztuka, 

religia, sÄ… wyższe od wszystkich innych.

  

 Można by co prawda sÄ…dzić, Å¼e ta definicja jest koÅ‚owata, 
bo sprowadza wyższość istoty do wyższoÅ›ci dziedziny. 
Wydaje siÄ™ jednak, Å¼e jest to, mimo wszystko, pewien 
postÄ™p, bo dość samÄ… w sobie mÄ™tnÄ… wyższość czÅ‚owieka 
sprowadza do dużo jaÅ›niejszej wyższoÅ›ci dziedziny, nad 
którÄ… dyskusja jest możliwa. Warto wiÄ™c tej ostatniej 
używać jako pojÄ™cia pierwotnego, bez definicji. Bo 
wszystkiego nie można przecież definiować, gdzieÅ› trzeba 

siÄ™ zatrzymać.

  

 Możemy teraz sformuÅ‚ować sens naszego humanizmu. Jego 
treÅ›ciÄ… jest bodaj nastÄ™pujÄ…ce twierdzenie: Każdy czÅ‚owiek 
jest istotÄ… zasadniczo wyższÄ… od wszystkich innych istot w 

świecie.

  

II

 

 
 Dlaczego ludzie przyjmujÄ… to twierdzenie i uważajÄ… je za 
prawdziwe? PrzeglÄ…dajÄ…c humanistyczne piÅ›miennictwo 
widzÄ™, Å¼e gÅ‚osi siÄ™ je dzisiaj w wiÄ™kszoÅ›ci wypadków bez 
żadnego zgoÅ‚a uzasadnienia. Tak czyniÄ… nieraz przede 
wszystkim nowoczeÅ›ni politycy i ideologowie. UżywajÄ…, 
mniej lub bardziej Å›wiadomie wypróbowanego sposobu 
przekonywania: powtarzać twierdzenie z wielkÄ… 
stanowczoÅ›ciÄ…, a bez Å¼adnego uzasadnienia. Bodaj 
wiÄ™kszość współczesnych, przynajmniej w Europie, daje siÄ™ 
w ten sposób przekonać i humanizm przyjmuje. 
 
 
 Natrafiamy tu na zagadnienie, które mam nadziejÄ™ omówić, 
gdy bÄ™dzie mowa o wierzeniach religijnych. Powiem na razie 
tylko tyle, Å¼e przyjmowanie bez Å¼adnego uzasadnienia 
twierdzeÅ„, które siÄ™ uważa za ważne jest nierozumne, jeÅ›li 
wolno użyć humanistycznego zwrotu, niegodne czÅ‚owieka. 
Trzeba wiÄ™c spytać, jakie to wzglÄ™dy przemawiajÄ… za 

humanizmem.

  

 MyÅ›liciele różnych czasów przytoczyli wiele takich 
wzglÄ™dów. Za wiele nawet, powiedziaÅ‚bym. WyglÄ…da tak, jak 
gdyby rozpaczliwie szukano uzasadnienia czegoÅ›, w co siÄ™ 
wierzyÅ‚o, zanim te dowody wynaleziono. ByÅ‚y one różne, 
zależnie od okresu i szkoÅ‚y, l tak w starożytnoÅ›ci i 
Å›redniowieczu powoÅ‚ywano siÄ™ w tym wzglÄ™dzie przede 
wszystkim na ludzki rozum i mowÄ™. Od czasu Odrodzenia 
mówi siÄ™ zwÅ‚aszcza o tzw. kulturze, a wiec nauce, sztuce i 

background image

religii. Od XVII wieku mniej wiÄ™cej kÅ‚adzie siÄ™ nacisk na 
ludzkÄ… samoÅ›wiadomość. EgzystencjaliÅ›ci widzÄ… istotnÄ… 
różnicÄ™ miÄ™dzy nami a innymi zwierzÄ™tami w tym, Å¼e tylko 
my umiemy siÄ™ trwożyć, a one nie. Wreszcie już w 
Åšredniowieczu, a nastÄ™pnie u fenomenologów XX wieku 
uzasadniano nieraz naszÄ… zasadniczÄ… wyższość nad innymi 
stworzeniami powoÅ‚ujÄ…c siÄ™ na ludzkÄ… zdolność do tzw. 

idealizacji, to jest poznawania bytów idealnych.

  

Rozpatrzmy pokrótce te uzasadnienia!

  

 ZagÅ‚oba zgadza siÄ™ z Arystotelesem o tyle, Å¼e wedÅ‚ug niego 
czÅ‚owiek różni siÄ™ od zwierzÄ™cia “rozumem i mowÄ…" - a 
wedÅ‚ug greckiego filozofa ten sam czÅ‚owiek jest zoon logon 
echon -żyjÄ…tkiem (taki przekÅ‚ad wymyÅ›liÅ‚ WÄ…sik) 
posiadajÄ…cym logos, a logos znaczy tutaj zarówno rozum jak 
i mowÄ™. I w rzeczy samej, rozpatrujÄ…c subtelność naszego 
rozumu (przynajmniej w najlepszych egzemplarzach 
ludzkiego gatunku) i zÅ‚ożoność ludzkiej mowy, trudno nie 
dojrzeć ogromnej różnicy miÄ™dzy nami a naszymi mÅ‚odszymi 
braćmi i, co za tym idzie, ogromnej nad nimi wyższoÅ›ci. 
Temu nikt przytomny nie zaprzeczy. SÄ™k tylko w tym, czy 
owa wyższość jest naprawdÄ™ zasadnicza, istotna? Czy one 

sÄ… caÅ‚kiem “bezrozumne i nieme"?

  

 Otóż twierdzÄ™ stanowczo, Å¼e to jest nieprawda, Å¼e takie 
rzeczy może opowiadać tylko osobnik, który nigdy nie miaÅ‚ 
psa i nic o psach nie wie. Ja miaÅ‚em wiele z nimi do 
czynienia i wiem, że nie sÄ… one ani bezrozumne, ani nieme. 
Zacznijmy od rozumu. W domu moich rodziców byÅ‚ jamnik 
imieniem Piwko. Otóż moja Å›p. matka miaÅ‚a zwyczaj 
przygotowywać w niedzielÄ™ zimnÄ… wieczerzÄ™, którÄ… stawiano 
zawczasu na stole. Ponieważ piwkowa wszeteczność i 
przemyÅ›lność byÅ‚y w domu dobrze znane, odsuwano krzesÅ‚a 
od stoÅ‚u, aby nie mógÅ‚ siÄ™ do jadÅ‚a dostać. Ale to nie 
pomagaÅ‚o. Bestia ciÄ…gnÄ…Å‚ zÄ™bami krzesÅ‚o do stoÅ‚u, wskakiwaÅ‚ 
na nie i z niego na stół, po czym wieczerza przygotowana na 
kilka osób znikaÅ‚a w jego dziwnie pojemnym brzuchu. Piwko 
miaÅ‚ też zwyczaj wkradać siÄ™ do szafki z żywnoÅ›ciÄ…, siedzieć 
w niej cicho, aż jÄ… zamkniÄ™to, po czym wyjadaÅ‚ całą 
zawartość. Moja matka mawiaÅ‚a, Å¼e gdyby jamniki miaÅ‚y 
skrzydÅ‚a, ród ludzki nie mógÅ‚by wytrzymać z nimi 
konkurencji. Rzecz pewna w każdym razie, Å¼e Piwko 
rozumowaÅ‚ i to nie gorzej od niejednego ludzkiego zÅ‚odzieja. 
A jeÅ›li o mowÄ™ chodzi, to czyż pp., humaniÅ›ci nie zauważyli 
jak piesek ogonem macha aby powiedzieć, Å¼e jest 
zadowolony, Å¼e warknie na pobratymca gdy zajÄ™ty jest 
koÅ›ciÄ…, aby powiedzieć â€œwara", Å¼e skamle, kiedy coÅ› znalazÅ‚ 
ciekawego? Nie potrzebujÄ™ siÄ™ nawet powoÅ‚ywać w tym 
wzglÄ™dzie na wyniki naukowców, którzy zgodnie twierdzÄ…, Å¼e 
znaleziono u wielu zwierzÄ…t dość zÅ‚ożonÄ… mowÄ™ i 

rozumowanie.

  

 Rzecz jasna, Å¼e ta mowa i ten rozum sÄ… w porównaniu z 
ludzkimi biedne, proste, ograniczone. JesteÅ›my niewÄ…tpliwie 
o tyle wyżsi od innych zwierzÄ…t, Å¼e posiadamy i rozum i 
mowÄ™ znacznie lepiej rozwiniÄ™te, potężniejsze, sprawniejsze. 
Ale mówić o istotnej, zasadniczej różnicy - wolne Å¼arty! 
Chodzi wyłącznie o stopieÅ„. Rozumowanie i mowa nie sÄ… 

background image

wyłączną właściwością ludzi.

  

Bardziej przekonywujÄ…ce jest na pierwszy rzut oka 

oÅ›wieceniowe powoÅ‚ywanie siÄ™ na kulturÄ™.

  

 Istotnie, kulturotwórczość jest zapewne cechÄ… najjaÅ›niej 
odróżniajÄ…cÄ… ludzi od innych zwierzÄ…t. Nawet mój Piwko nie 
napisaÅ‚ nigdy rozprawy z dziedziny topologii, niczego w 
rodzaju PiÄ…tej Symfonii, ani Bhagawatgity. Nie potrafiÅ‚ też 

jako Å¼ywo zrobić ckm-u, a tym mniej pocisku nuklearnego.

  

 Ale czy można powiedzieć, Å¼e nie ma u zwierzÄ…t niczego, co 
by odpowiadaÅ‚o naszej kulturotwórczoÅ›ci, albo Å¼e to coÅ› jest 
caÅ‚kowicie, zasadniczo różne i niższe od niej? Wydaje mi siÄ™, 
że nie. Zacznijmy od techniki, bo ona, wbrew twierdzeniom 
nowoczesnych snobów, oczywiÅ›cie należy do kultury. 
WidziaÅ‚em sam w filmie zwierzÄ™, które wyszukiwaÅ‚o sobie 
kamyk, aby nim muszlÄ™ rozbijać; wiadomo też, Å¼e maÅ‚pa 
nieraz gałąź wyÅ‚amie i strÄ…ca niÄ… banany. Wspomniany już 
Piwko używaÅ‚ krzesÅ‚a jako narzÄ™dzia. Bobry budujÄ… zapory, 
aby wodÄ™ zatrzymać. JakÄ…Å› technikÄ™ wiec niektóre zwierzÄ™ta 
majÄ…. Także sztuka nie jest im caÅ‚kiem obca. Pies wyje sobie 
do księżyca, a skowronki umiejÄ… wcale Å‚adnie Å›piewać. 
Nawet jeÅ›li o religiÄ™ chodzi, znaleziono podobno coÅ› w tym 
rodzaju u mrówek -jakieÅ› zebrania bardzo podobne do 

naszych nabożeÅ„stw.

  

 Wydaje siÄ™ wiÄ™c, Å¼e możemy przyjąć istnienie u innych 
zwierzÄ…t jakichÅ› zaczÄ…tków każdej z naszych czynnoÅ›ci 
kulturalnych. I nie bardzo widać, dlaczego miaÅ‚yby być one 
czymÅ› zasadniczo różnym od naszych. Nie ma dowodu, by 
kulturotwórczość byÅ‚a wyłącznÄ… wÅ‚asnoÅ›ciÄ… ludzi i wiele 

zjawisk zdaje siÄ™ Å›wiadczyć, Å¼e tak nie jest.

  

 PoÅ‚ożenie jest podobne, jeÅ›li chodzi o samoÅ›wiadomość. 
HumaniÅ›ci twierdzÄ… nieraz, Å¼e tylko ludzie sÄ… Å›wiadomi sami 
siebie a inne zwierzÄ™ta nie. MuszÄ™ siÄ™ przyznać, Å¼e to jest 
jeden z najdziwniejszych poglÄ…dów, jakie kiedykolwiek 
spotykaÅ‚em. Moim zdaniem zwierzÄ™ta, przynajmniej wyższe, 
posiadajÄ… samoÅ›wiadomość, i to nieraz w wysokim stopniu. 
Posiada jÄ… na przykÅ‚ad niewÄ…tpliwie krowa, która zdaje sobie 
doskonale sprawÄ™ ze swojego stanowiska w stadzie, o czym 
Å›wiadczy jej zachowanie. Nie jest to możliwe bez jakiegoÅ› 
zrozumienia tego, czym ona sama jest. Jeden z moich 
znajomych, chÅ‚op z Gruyéres (kraj, gdzie wyrabiajÄ… sÅ‚awne 
sery), opowiadaÅ‚ mi, Å¼e jego ulubiona krowa (nazywaÅ‚ jÄ… 
“Ljoba", jak w Rand des vaches) zdechÅ‚a ze zmartwienia, 
kiedy zastÄ…piono jej rozbity wielki dzwon mniejszym. Ta 
krowa miaÅ‚a wysokie mniemanie o sobie, a wiÄ™c i 
samoÅ›wiadomość. Pewnie, Å¼e nasza ludzka jest bogatsza, 
jaÅ›niejsza, lepsza. Ale moim zdaniem nie można rozsÄ…dnie 
twierdzić byÅ›my tylko my jÄ… posiadali. Nie ma dowodu, by 
samoÅ›wiadomość byÅ‚a wyłącznÄ… cechÄ… ludzi i wiele zjawisk 
zdaje siÄ™ przemawiać przeciw temu.

  

 WedÅ‚ug Kierkegaarda i jego uczniów wyłącznÄ… cechÄ… 
czÅ‚owieka ma być trwoga. Owa trwoga to nie strach. Bo 
strach, powiadajÄ…, jest zawsze obawÄ… przed czymÅ› - bojÄ™ siÄ™ 

background image

na przykÅ‚ad zÅ‚ego psa - natomiast trwogÄ™ czuje siÄ™ przed 
nicoÅ›ciÄ…, czyli przed Å›mierciÄ…. PowiadajÄ… tedy, Å¼e inne 
zwierzÄ™ta znajÄ… wprawdzie strach, ale nie trwogÄ™. Tylko my 
ludzie umiemy siÄ™ trwożyć. â€œCzÅ‚owiek jest tym bardziej 
czÅ‚owiekiem, napisaÅ‚ Kierkegaard, im bardziej siÄ™ trwoży". 
Otóż, pomijajÄ…c oczywiste pomieszanie pojęć w sprawie 
owej nicoÅ›ci (studentów pierwszego semestru paliÅ‚em bez 
litoÅ›ci za mniejsze gÅ‚upstwa), nie bardzo wiem, co z tym 
rozumowaniem począć, bo nigdy Å¼adnej trwogi w ich sÅ‚owa 
znaczeniu nie zaznaÅ‚em (z czego wynika, Å¼e dla nich w ogóle 
nie jestem czÅ‚owiekiem), choć Å›mierci nieraz patrzyÅ‚em w 
oczy i wiele potężnego strachu przeżyÅ‚em. Wiem także z 
doÅ›wiadczeÅ„ pierwszej mojej wojny (1920, w konnicy), Å¼e 
koÅ„ potrafi bać siÄ™ Å›mierci bardziej niż czÅ‚owiek. Mój 
przynajmniej, który byÅ‚ poprzednio ranny, aż siÄ™ kurczyÅ‚ ze 
strachu na bliskie szczekanie ckm-u. MyÅ›lÄ™ też, Å¼e owa 
trwoga Kierkegaarda i jemu podobnych to wynik jakiegoÅ› 
chorobliwego stanu autorów. Powiem wiÄ™c Å¼e nieprawdÄ… 
jest, by istniaÅ‚a zasadnicza różnica miÄ™dzy ludźmi a 

zwierzÄ™tami, polegajÄ…ca na tym, Å¼e tylko ludzie siÄ™ trwożą.

  

 Natomiast ostatnia myÅ›l humanistyczna, ta, która powoÅ‚uje 
siÄ™ na idealizacjÄ™, wyglÄ…da znacznie poważniej. Stwierdza 
siÄ™, Å¼e ludzie sÄ… zdolni do poznawania przedmiotów zwanych 
“idealnymi", na przykÅ‚ad matematycznych i wartoÅ›ci. Czy 
takie przedmioty istniejÄ…, o to spierajÄ… siÄ™ myÅ›liciele od 
czasów Platona. JeÅ›li o mnie chodzi, myÅ›lÄ™, Å¼e istniejÄ… i Å¼e 
ludzie umiejÄ… nieraz je poznać. O tyle wiÄ™c majÄ… humaniÅ›ci 
racjÄ™. Chodzi jednak o to, czy tylko ludzie tÄ™ zdolność 
posiadajÄ…, czy przypadkiem nie znajdujemy czegoÅ› 
podobnego także u innych zwierzÄ…t. Otóż nie jestem tego 
pewny, choć nie znam zjawisk, które caÅ‚kiem jasno 
Å›wiadczyÅ‚yby o takiej zdolnoÅ›ci u maÅ‚p czy psów. 
Podejrzewam tylko, Å¼e i one nie sÄ… jej caÅ‚kiem pozbawione. 
Podejrzewam tak głównie dlatego, Å¼e pewien rodzaj myÅ›li 
oderwanej znajdujemy u innych zwierzÄ…t. Tak np. majÄ… one 
nieraz pewne zrozumienie liczb i stosunków. Chryzyp, sÅ‚ynny 
logik grecki, miaÅ‚ sprzÄ™g logiczny, który nazywaÅ‚ â€œpsim 
sylogizmem": “pierwsze, albo drugie, albo trzecie; otóż ani 
pierwsze, ani drugie, a wiÄ™c trzecie". StwierdzaÅ‚ bowiem, że 
pies goniÄ…cy za zajÄ…cem używa tego sylogizmu na rozdrożu: 
obwÄ…chuje pierwszÄ… drogÄ™, potem drugÄ…, i skoro nie znalazÅ‚ 
na nich zajÄ™czego zapachu, już bez wÄ…chania biegnie po 
trzeciej - wyciÄ…gnÄ…Å‚ logiczny wniosek. To dowodzi 
bezpoÅ›rednio tylko zdolnoÅ›ci do rozumowania, nie 
idealizacji, ale u istot obdarzonych Å›wiadomoÅ›ciÄ… obie sÄ… 
jakoÅ› zwiÄ…zane, wiÄ™c nie dziwiÅ‚bym siÄ™, gdyby wyższe 
zwierzÄ™ta i te ostatniÄ… posiadaÅ‚y. Trzeba też powiedzieć, Å¼e 
o tej dziedzinie niemal nic nie wiemy. Można wiec chyba 
powiedzieć, Å¼e nie ma dowodu, te zdolność do poznawania 

bytów idealnych jest wyłącznÄ… cechÄ… ludzi.

  

A wiec Å¼adne ze znanych mi uzasadnieÅ„ humanizmu nie jest 

przekonywujÄ…ce.

  

III

 

 
Co wiÄ™cej, istnieje kilka wzglÄ™dów, które dość wyraźnie 

background image

przemawiajÄ… przeciw humanizmowi.

  

 Jest najpierw rzeczÄ… jasnÄ…, Å¼e każdy czÅ‚owiek ma gÅ‚owÄ™, 
koÅ„czyny, wÄ…trobÄ™, nerki, serce i tak dalej, jak maÅ‚py i 
owce. Różnice zachodzÄ…ce miÄ™dzy ciaÅ‚em czÅ‚owieka a 
ciaÅ‚em, powiedzmy, szympansa, sÄ… nie wiÄ™ksze, a 
przeciwnie, znacznie mniejsze niż te, które istniejÄ… miÄ™dzy 
szympansem a dżdżownicÄ…. Temu chyba nawet najbardziej 
zajadÅ‚y humanista nie zaprzeczy. Za to nie dostrzega siÄ™ 
niekiedy, iż także w zachowaniu czÅ‚owieczym znajdujemy 
wszystkie główne cechy zachowania maÅ‚p i innych wyższych 
zwierzÄ…t. Weźmy na przykÅ‚ad Edwarda, urzÄ™dnika 
bankowego, i zacznijmy mu siÄ™ przypatrywać o pół do 
siódmej rano. Znajdujemy go na legowisku, wprawdzie 
misternie skleconym i zwanym “łóżkiem", ale przecież 
legowisku, Å›piÄ…cego jak wróbel w gnieździe. Budzi siÄ™, ziewa 
jak pies. Myje siÄ™, to jest idzie do wody, jak sÅ‚oÅ„. Potem je, 
a zjadÅ‚szy idzie do swojego banku. Å»adne inne zwierzÄ™ co 
prawda do banku nie chodzi (chyba na smyczy z 
czÅ‚owiekiem), ale jeÅ›li siÄ™ zastanowić nad sensem pracy 
Edwarda w banku, Å‚atwo dojrzeć, Å¼e jest to zespół, bardzo 
trzeba przyznać zÅ‚ożony, czynnoÅ›ci, majÄ…cych na celu jedno 
tylko - zarobek, to jest, w gruncie rzeczy, jadÅ‚o. Marsz 
Edwarda do banku to w gruncie rzeczy to samo co 
wychodzenie szakala na polowanie. Nasz Edward Å›piewa w 
chórze parafialnym, ale psy także wyjÄ… do księżyca, choć nie 
tak piÄ™knie. Edward potrafi też pięściÄ… zdzielić znajomego, 
który zanadto siÄ™ do jego narzeczonej zaleca -dokÅ‚adnie jak 
każdy samiec w podobnej sytuacji. No, i czasem idzie kupÄ… 
na “wroga", tak samo jak wilcy stadem ruszajÄ… na zdobycz. 
 
CzÅ‚owiek jest zwierzÄ™ciem. Wniosek: Każdy czÅ‚owiek posiada 

wszystkie główne cechy innych ssaków.

  

 Zarazem ludzie dzisiejsi pochodzÄ… od zwierzÄ…t, które ludźmi 
nie byÅ‚y. Rozwój do obecnego, czÅ‚owieczego stanu trwaÅ‚ 
wiele tysiÄ…cleci i byÅ‚o wiele postaci poÅ›rednich. MówiÅ‚o siÄ™ 
dawniej, Å¼e czÅ‚owiek pochodzi od maÅ‚py. StÄ…d zÅ‚oÅ›liwe 
pytanie zadane przez anglikaÅ„skiego arcybiskupa Tomaszowi 
Huxleyowi. â€œCzy pan szanowny od maÅ‚py przez SwojÄ… 
prababkÄ™ czy Swojego pradziadka pochodzi?". DziÅ› nikt tego 
nie mówi. Ale niech siÄ™ nasi humaniÅ›ci nie cieszÄ… pochopnie, 
bo choć zgodnie ze współczesnym stanem zoologii czÅ‚owiek 
nie pochodzi od maÅ‚py, to jednak pochodzi od jakiegoÅ› 
zwierzaka jeszcze pierwotniejszego, który jest także 

przodkiem maÅ‚p dzisiejszych.

  

 Powie mi ktoÅ›, Å¼e to tylko teoria. NiewÄ…tpliwie, jest to teoria 
naukowa i jako taka nie jest bezwzglÄ™dnie pewna. W 
zasadzie mogÅ‚oby być także caÅ‚kiem inaczej. Tylko Å¼e w 
obecnym stanie naszej wiedzy niepodobna rozsÄ…dnie w jej 
prawdziwość wÄ…tpić, tak mniej wiÄ™cej, jak nie można wÄ…tpić, 
że Ziemia obraca siÄ™ wokoÅ‚o SÅ‚oÅ„ca, choć teoria Å›p. ks. 
kanonika Kopernika jest, także tylko teoriÄ…. PowiedziaÅ‚bym, 
że maÅ‚o jest w zoologii poglÄ…dów równie dobrze 
uzasadnionych jak ten. Jestem, jeÅ›li o mnie chodzi, w tym 
szczęśliwym poÅ‚ożeniu, Å¼e znaÅ‚em dobrze dwóch wybitnych 
zoologów, bardzo owej teorii niechÄ™tnych (byli tak zwanymi 
“spirytualistami", tj. zakÅ‚adali, Å¼e w czÅ‚owieku jest “duch" 

background image

istotnie wyższy od zwierzÄ™cej Å›wiadomoÅ›ci). Otóż obaj 
powiedzieli mi, Å¼e dziÅ› o teorii pochodzenia ludzi od nie-
czÅ‚owieczych zwierzÄ…t poważnie wÄ…tpić nie można. CzÅ‚owiek 
nie tylko posiada wszystkie główne cechy innych zwierzÄ…t, 
ale ma także wspólne z nimi pochodzenie. Ergo każdy 
czÅ‚owiek dzisiejszy jest potomkiem jakiegoÅ› nie-
czÅ‚owieczego zwierzÄ™cia
.

  

DochodzÄ… do tego jeszcze dwie myÅ›li uboczne, których 
uzasadnienie wydaje mi siÄ™ mniej pewne, ale które 

zasÅ‚ugujÄ… przecież na wymienienie.

  

 Chodzi najpierw o ogrom wszechÅ›wiata. HumaniÅ›ci mówiÄ… 
nieraz tak, jak gdyby czÅ‚owiek byÅ‚ nie tylko na ziemi, ale i w 
Å›wiecie istotÄ… jedynÄ…, wyniesionÄ… ponad całą przyrodÄ™. Otóż 
ten poglÄ…d nie jest na niczym oparty. Bo Å›wiat, jakim go 
obecnie znamy, jest naprawdÄ™ ogromny. Eddington pisaÅ‚ 
ongiÅ›, Å¼e nasza mgÅ‚awica skÅ‚ada siÄ™ z okoÅ‚o stu milionów 
gwiazd i Å¼e istnieje prawdopodobnie równie wiele innych 
mgÅ‚awic. DziÅ› o ile wiem, mowa jest już nie o milionach ale 
o miliardach. O niektórych gwiazdach wiemy, Å¼e posiadajÄ… 
planety. W tych warunkach prawdopodobieÅ„stwo, Å¼e istniejÄ… 
we wszechÅ›wiecie inne cywilizacje, inne istoty rozumne, 
podobne do nas, wydaje siÄ™ być a priori znaczne. W rzeczy 
samej, astrofizycy (Sagan i SzkÅ‚owski) wysunÄ™li w latach 
sześćdziesiÄ…tych hipotezÄ™, zgodnie z którÄ… byÅ‚oby ich okoÅ‚o 
10.000. Jakkolwiek by z tym byÅ‚o, twierdzenie, Å¼e Å¼ycie 
inteligentne istnieje tylko na ziemi, jest najzupeÅ‚niej 
bezpodstawne. JeÅ›li wolno coÅ› zaÅ‚ożyć w tej sprawie, to 
raczej, Å¼e nie jesteÅ›my bynajmniej wyjÄ…tkiem. We 
wszechÅ›wiecie istniejÄ… prawdopodobnie stworzenia równe 

ludziom, albo od nich wyższe.

  

 Wreszcie, uwaga o rzekomej wyższoÅ›ci moralnej ludzi. 
Mówi siÄ™, Å¼e czÅ‚owiek (zawsze przez wielkie â€œC") jest nie 
tylko pod wzglÄ™dem umysÅ‚owym, ale także jeÅ›li chodzi o 
uczucia i moralność istota, wyższÄ… od innych zwierzÄ…t. Otóż i 
to twierdzenie jest chyba bezpodstawne. Jestem wprawdzie 
przekonany, Å¼e uczucia, jakie przeżywa na przykÅ‚ad 
kochajÄ…ca kobieta, sÄ… głębokie i mocne, ale, bÅ‚agam piÄ™kne 
panie, by mi nie miaÅ‚y za zÅ‚e moich poglÄ…dów, wydaje mi 
siÄ™, Å¼e wierny pies przeżywa niemniej Å¼ywe i niemniej 
mocne uczucia, gdy cieszy siÄ™ z powrotu swego pana. A gdy 
o moralnoÅ›ci mowa, to znamy, rzecz pewna, bohaterów i 
Å›wiÄ™tych, ale znamy także zbrodniarzy. Co gorzej, ludzie i 
tylko ludzie popeÅ‚niajÄ… chronicznie czyny, które nasza 
moralność potÄ™pia, a które sÄ… w Å›wiecie innych zwierzÄ…t 
caÅ‚kiem, albo prawie caÅ‚kiem nieznane. Tylko ludzie zabijajÄ… 
stale innych ludzi, a wiÄ™c osobników należących do tego 
samego co oni gatunku - wojna jest przecież zjawiskiem 
towarzyszÄ…cym caÅ‚ym naszym dziejom. Ludzie i tylko ludzie 
mÄ™czÄ… umyÅ›lnie i okrutnie innych przedstawicieli swego 
gatunku. Przypisywanie ludziom moralnej wyższoÅ›ci nad 
innymi zwierzÄ™tami jest bodaj jeszcze bardziej 
bezpodstawne niż zakÅ‚adanie ich rzekomej zasadniczej 
wyższoÅ›ci w innych dziedzinach. Ze stanowiska zwykÅ‚ej 
ludzkiej etyki przeciÄ™tny czÅ‚owiek nie jest moralnie lepszy, 
jest raczej gorszy od innych zwierzÄ…t. 
 

background image

 Niezależnie od tego wszystkiego humanizm jest a priori 
podejrzany. Rzecz w tym, że każdy z nas jest skÅ‚onny do 
pochopnego uznawania za prawdziwe tego, co mu miÅ‚e. A 
miÅ‚o jest myÅ›leć, Å¼e siÄ™ jest czymÅ› bardzo wielkim i 
wzniosÅ‚ym, czyli Å¼e humanizm jest prawdÄ…. Nie tylko moja 
przyjaciółka Fanny (szpetna jak noc) wierzy, Å¼e jest Å‚adna, a 
mój dobry kolega GaweÅ‚, Å¼e jest najlepszym pilotem na 
lotnisku (choć lata jak niedorozwiniÄ™ty nosorożec), każdy z 
nas jest taki. A wiÄ™c tworzymy humanizm. MyÅ›lÄ™, Å¼e gdyby 
krokodyle mogÅ‚y wyrazić swoje uczucia, utworzyÅ‚yby na 
pewno krokodylizm. Jest to jeszcze jeden powód, by takim 

historyjkom nie wierzyć.

  

ZbierajÄ…c razem osiÄ…gniÄ™te wyniki, mogÄ™ wiÄ™c, opierajÄ…c siÄ™ 
na doÅ›wiadczeniu i rozumowaniu, to jest w ramach wiedzy, 
powiedzieć, Å¼e:

  

po pierwsze - jestem na pewno i w peÅ‚ni zwierzÄ™ciem; 
po drugie - jestem bardzo prawdopodobnie tylko 
zwierzÄ™ciem; 
po trzecie - nie widzÄ™ Å¼adnego powodu, by uważać siebie 
samego, innych ludzi, czÅ‚owieczeÅ„stwo czy gatunek ludzki za 

coÅ› ponadprzyrodzonego, a tym bardziej Å›wiÄ™tego.

  

 Tak wiÄ™c humanizm naukowy jest faÅ‚szem, a nawet 
sprzecznoÅ›ciÄ…, czymÅ› w rodzaju drewnianego Å¼elaza albo 
kwadratowego koÅ‚a. Bo nauki zdajÄ… siÄ™ być zgodne w 
przeczeniu, by ludzie byli czymÅ› zasadniczo różnym od 
innych zwierzÄ…t, a to wÅ‚aÅ›nie twierdzi â€œnaukowy" humanizm. 
Taki humanizm jest wiÄ™c, jak powiedziaÅ‚em we wstÄ™pie, 

zabobonem.

  

 
 Uwaga marginesowa: poglÄ…d tutaj przedstawiony nie jest 
materializmem, ale raczej jego odwrotnoÅ›ciÄ…. Materializm 
sprowadza mianowicie czÅ‚owieka do zwierzÄ™cia, usiÅ‚ujÄ…c 
dowieść, Å¼e czynnik specyficznie ludzki, duch, nie istnieje. 
Natomiast tutaj usiÅ‚owano sprowadzić zwierzÄ™ do czÅ‚owieka, 
bynajmniej nie przeczÄ…c istnieniu ducha, ale starajÄ…c siÄ™ 
wykazać, Å¼e trochÄ™ tego ducha jest i w piesku, i w delfinie.

 

IV

 

 
 Z tego, Å¼e humanizm zwany â€œnaukowym" jest zabobonem i 
nie wytrzymuje krytyki nie wynika jeszcze, by każdy 
humanizm byÅ‚ taki. Bo poza naukowym istniejÄ… przynajmniej 
dwa inne rodzaje humanizmu, a mianowicie humanizm 

oparty na intuicji i humanizm religijny.

  

 
 W pierwszym przypadku humanista twierdzi, Å¼e ma jakiÅ› 
bezpoÅ›redni wglÄ…d w swojÄ… wÅ‚asnÄ…, a tym samym i innych 
ludzi, wyższość i godność.

  

 Niestety, ja sam tak przyjemnego wglÄ…du nie mam, im 
bardziej siÄ™ sobie przypatrujÄ™, tym bardziej widzÄ™, Å¼e jestem 
po prostu bardziej rozwiniÄ™tym zwierzÄ™ciem. Mocno 

background image

podejrzewam, Å¼e poÅ‚ożenie innych ludzi, choć lepszych ode 
mnie, jest podobne. Nie wiem wiÄ™c, co z takim “intuicyjnym" 
humanizmem począć.

  

 Drugi rodzaj humanizmu nienaukowego oparty jest na 
wierze. JeÅ›li ktoÅ› wierzy np., Å¼e w czÅ‚owieku jest â€œobraz 
boży", jak uczy KsiÄ™ga Rodzaju, to jest to jego dobre prawo 
i nie można tej wiary nazywać zabobonem, ale pod dwoma 
warunkami. Po pierwsze, Å¼e nie bÄ™dzie siÄ™ staraÅ‚ swoich 
wierzeÅ„ podpierać naukÄ…, bo takiej podpórki (której 
poważna wiara zresztÄ… nie potrzebuje) w nauce nie znajdzie. 
Po drugie, Å¼e nie bÄ™dzie szukaÅ‚ wyższoÅ›ci czÅ‚owieka w jego 
rzekomym rozumie, mowie, samoÅ›wiadomoÅ›ci, kulturze i 
tym podobnych, bo zdaje siÄ™ być rzeczÄ… jasnÄ…, Å¼e czÅ‚owiek 

nie jest pod tymi wzglÄ™dami czymÅ› wyjÄ…tkowym.

  

 W każdym razie nawet jeÅ›li siÄ™ przyjmie humanizm typu 
religijnego, wnioski naturalistyczne pozostajÄ… w mocy: Å¼e 
czÅ‚owiek jest w peÅ‚ni zwierzÄ™ciem, że nie różni siÄ™ 
zasadniczo od reszty zwierzÄ…t pod Å¼adnym wzglÄ™dem, 
jakÄ…kolwiek byÅ‚aby jego godność oparta na wierzeniach 
religijnych. A jeÅ›li tak, wolno wyciÄ…gnąć z tych rozważaÅ„ 

szereg dość ważnych wniosków.

  

 Niektóre spoÅ›ród nich należą do filozofii, na przykÅ‚ad, Å¼e nie 
ma zasadniczej różnicy miÄ™dzy naukami przyrodniczymi a 
humanistycznymi; Å¼e każda filozofia, która zaczyna od 
czÅ‚owieka i jest na ludziach zeÅ›rodkowana - tzw. filozofia 
antropocentryczna -jest kiepskÄ… filozofiÄ…; Å¼e etyka powinna 
być oparta na prawach biologicznych i tym podobnych. 
 
 Ważniejsze sÄ… wnioski praktyczne, jakie wyciÄ…gam dla 
mojego wÅ‚asnego Å¼ycia. Aby zacząć od sprawy 
podstawowej: skoro ani ludzie, ani ludzkość nie sÄ… jako 
żywo niczym Å›wiÄ™tym, ale po prostu częściami przyrody, 
trudno zrozumieć, dlaczego miaÅ‚bym siebie, moje Å¼ycie itp. 
poÅ›wiÄ™cać sÅ‚użbie tym tworom. SkÄ…dinÄ…d naturalistyczny 
poglÄ…d uniemożliwia także przesadne o mnie samym 
mniemanie, czyli pychÄ™, a wiemy z doÅ›wiadczenia, Å¼e pycha 
jest jednÄ… z najszkodliwszych rzeczy dla szczęścia. Ten sam 
poglÄ…d chroni też od grozy, w której zdaje siÄ™ Å¼yć tylu 
współczesnych, bo wydaje im siÄ™, iż ich życie zależy od 
widzimisiÄ™ wiÄ™c w gruncie rzeczy nie ma żadnego sensu, 
podczas gdy mój poglÄ…d temu zaprzecza. Wreszcie ten sam 
poglÄ…d daje mi klucz do zrozumienia mojego miejsca w 
Å›wiecie, i zarazem klucz do zachowania siÄ™, tj. etykÄ™.

  

 Chodzi nie tylko o poglÄ…d praktycznie wartoÅ›ciowy, bo 
pozwalajÄ…cy na wyciÄ…gniÄ™cie dobrych wniosków. Jest on 
poza tym i przede wszystkim prawdziwy. Ja przynajmniej 
nie widzÄ™, jak w obecnym stanie ludzkiej wiedzy można by 
byÅ‚o uznać sprzeczne z nim humanistyczne poglÄ…dy.

  

 
 
 
 
 

background image

III. DUCHOWA SYTUACJA CZASU  

I

 

 
 Karl Jaspers, jeden z najwybitniejszych myÅ›licieli XX wieku, 
wydaÅ‚ ongiÅ› książkÄ™ pod tytuÅ‚em Die geistige Situation der 
Zeit - â€œDuchowa sytuacja czasu". Książka ukazaÅ‚a siÄ™ w 
okresie peÅ‚nym politycznych zamieszek, nic wiÄ™c dziwnego, 
że filozof niemiecki zajÄ…Å‚ siÄ™ w niej przede wszystkim 
sprawami spoÅ‚ecznymi i politycznymi. Ale jego tytuÅ‚owi 
można również nadać głębsze znaczenie: może odnosić siÄ™ 
do podstaw naszej myÅ›li i czynu, to jest naszego 
Å›wiatopoglÄ…du. W tym znaczeniu jest on użyty tutaj.

  

 Wrażenie, Å¼e znajdujemy siÄ™ pod tym wzglÄ™dem na 
przeÅ‚omie, jest dziÅ› szeroko rozpowszechnione. W Stanach 
Zjednoczonych szerzy siÄ™ na przykÅ‚ad ruch zwany New Age - 
“Nowa epoka". Niniejsze uwagi nie majÄ… nic wspólnego z 
poglÄ…dami przedstawicieli tego ruchu (którzy nieraz hoÅ‚dujÄ… 
irracjonalizmowi i pseudomistycznemu pomieszaniu pojęć), 
wyjÄ…wszy jedno proste stwierdzenie1, że Å¼yjemy na 
wspomnianym przeÅ‚omie. Także cel jest tu inny niż w New 
Age. Nie chodzi o to, jakÄ… ludzkość ma być i jakÄ… bÄ™dzie, ale 
tylko o propozycjÄ™ negatywnego okreÅ›lenia, w jakiej mierze 

zrywa z przeszÅ‚oÅ›ciÄ….

  

 Zrywa z czym w tej przeszÅ‚oÅ›ci? Można by sÄ…dzić, Å¼e chodzi 
o Å›wiatopoglÄ…dy. Otóż, Å›wiatopoglÄ…dy sÄ… wprawdzie 
dotkniÄ™te przez kryzys, ale nie w tym sensie, by chodziÅ‚o 
tylko o jeden Å›wiatopoglÄ…d. Zerwanie z przeszÅ‚oÅ›ciÄ… siÄ™ga 
głębiej, dotyczy zaÅ‚ożeÅ„ wszystkich Å›wiatopoglÄ…dów, ram w 
których one powstajÄ…. Bo, aczkolwiek przyjÄ™cie 
Å›wiatopoglÄ…du jest w zasadzie dowolne, w tym znaczeniu, Å¼e 
nikt nie może być zmuszony do przyjÄ™cia go, to jednak nie 
jest tak wolne, by w każdej epoce wolno nam byÅ‚o przyjąć 
każdy możliwy Å›wiatopoglÄ…d. Nasza wolność ma pod tym 

względem granice.

  

 Te granice wyznacza najpierw stan wiedzy naukowej danej 
epoki. Aby tylko jeden przykÅ‚ad przytoczyć, nie można by w 
XX wieku przyjąć poglÄ…du, zgodnie z którym SÅ‚oÅ„ce obraca 
siÄ™ wokoÅ‚o Ziemi. Po drugie, nasza wolność w przyjmowaniu 
Å›wiatopoglÄ…dów jest ograniczona przez zbiorowe 
doÅ›wiadczenia ludzkoÅ›ci. Takim doÅ›wiadczeniem, o którym 
bÄ™dzie jeszcze mowa, jest przeżycie ludzkiego okrucieÅ„stwa 
w ciÄ…gu mojego pokolenia. Å»aden Å›wiatopoglÄ…d stojÄ…cy w 
sprzecznoÅ›ci z tym doÅ›wiadczeniem nie może obecnie być 
przyjęty.

  

 Nie posiadamy dostatecznie ustalonej terminologii, gdy 
chodzi o takie zaÅ‚ożenia. Nie sÄ… one na pewno 
Å›wiatopoglÄ…dami, a wiÄ™c ani religiÄ…, ani ideologiÄ…, ani 
filozofiÄ…. W braku lepszych wyrażeÅ„ nazwiemy owe ramy 
stworzone przez naukÄ™ i doÅ›wiadczenia “sytuacjÄ… duchowÄ…", 
a elementy wspólne Å›wiatopoglÄ…dom “wizjÄ… podstawowÄ…" 
danej epoki. 
Powyższe uwagi można streÅ›cić w nastÄ™pujÄ…cym zdaniu: 

background image

Przeżywamy współczeÅ›nie kryzys spowodowany przez 
zmianÄ™ sytuacji duchowej i zwiÄ…zane z niÄ… zerwanie z 
podstawowymi wizjami przyjÄ™tymi w przeszÅ‚oÅ›ci.

  

 Chodzi przy tym wyłącznie o sytuacjÄ™ duchowÄ… elity 
intelektualnej naszego krÄ™gu kulturowego. Elity, bo masy, 
nawet masy ludzi wyksztaÅ‚conych, przeżywajÄ… zmiany 
duchowe z wielkim opóźnieniem, nieraz dopiero po paru 
pokoleniach; naszego krÄ™gu, bo wbrew propagandzie wielu 
ideologów, wszystkie inne cywilizacje sÄ… w trakcie 

zamierania.

 

______________________________

  

1 Korzystam ze sposobnoÅ›ci, aby przypomnieć, że twierdzenie nie jest tym 

samym co stwierdzenie. Pomieszanie tych dwóch pojęć wystÄ™puje, niestety, 

nagminnie w zbarbaryzowanym jÄ™zyku krajowym.

 

II

 

  

 Nawet powierzchowna analiza wykazuje, Å¼e w naszym 
krÄ™gu kulturowym mamy do czynienia z dwoma wzajemnie 
niezależnymi zespoÅ‚ami wydarzeÅ„: jeden, to wspomniany 
przeÅ‚om, drugi to rozkÅ‚ad. Nasi socjologowie zauważyli już 
dawno przejawy tego rozkÅ‚adu, pisali o â€œupadku" i â€œciężkiej 
chorobie" Zachodu. W rzeczy samej obserwujemy w 
wiÄ™kszoÅ›ci spoÅ‚eczeÅ„stw, należących do naszego krÄ™gu, 
wszystkie symptomy rozkÅ‚adu: osÅ‚abienie wiÄ™zi spoÅ‚ecznych, 
zanik woli obrony zbrojnej, niechęć do rodzenia dzieci, 

sceptycyzm i tym podobne

2

.

  

 Można wiÄ™c stwierdzić wystÄ™powanie równoczeÅ›nie z 
przeÅ‚omem (w sytuacji duchowej i wizji podstawowej) 
niezależnych od niego przejawów rozkÅ‚adu spoÅ‚ecznego.

  

 Ten fakt nie interesuje nas tutaj bezpoÅ›rednio. Wspominam 
o nim tylko dlatego, Å¼e jego istnienie utrudnia analizÄ™ 
przeÅ‚omu. Połączenie dwóch w zasadzie wzajemnie 
niezależnych procesów sprawia, Å¼e jest nieraz bardzo trudno 
zdać sobie sprawÄ™, co jest skutkiem rozkÅ‚adu, a co należy do 

naszego przeÅ‚omu.

  

 Co jest istotne w wizji podstawowej i na czym polega 

przeÅ‚om o którym mowa?

  

 Wizja podstawowa to zespół odpowiedzi, pewne stanowisko 
wobec pytaÅ„ uważanych w danym okresie za podstawowe. 
Takich pytaÅ„ jest wiele i trudno by byÅ‚o omówić wszystkie. 
Ograniczymy siÄ™ do nastÄ™pujÄ…cych czterech, które zdajÄ… siÄ™ 

obecnie najważniejsze:

  

— jakie miejsce czÅ‚owiek zajmuje we wszechÅ›wiecie? 
— czy istnieje postÄ™p? 
— co może nam dać nauka? 

— jak wielka jest moc czy niemoc ludzka?

  

background image

 
 Zanim przystÄ…pimy do omówienia dzisiejszych odpowiedzi 
na te pytania, wypada jeszcze przypomnieć ważny fakt: do 
chwili obecnej masy, także masy inteligencji, stojÄ… pod 
wpÅ‚ywem dwóch dawnych wizji podstawowych: 
Å›redniowiecznej i oÅ›wieceniowej. 
 
Åšredniowiecze jest ciÄ…gle jeszcze Å¼ywe w krajach katolickich. 
Nie chodzi tylko o chrzeÅ›cijaÅ„stwo, ale także o inne 
Å›wiatopoglÄ…dy biblijne. Jego wpÅ‚yw na inteligencjÄ™ jest na 
pewno sÅ‚abszy niż wpÅ‚yw OÅ›wiecenia, ale nie mniej istotny.

  

 Przez â€œOÅ›wiecenie" rozumiemy tutaj poglÄ…dy i postawy 
wspólne takim Å›wiatopoglÄ…dom, jak liberalno-agnostyczny i 
mark-sistowsko-leninowski, majÄ…ce swoje ÅºródÅ‚o w â€œfilozofii" 
XVIII wieku. Ta sytuacja wywiera dziÅ› decydujÄ…cy wpÅ‚yw na 
wiÄ™kszość inteligentów w naszym krÄ™gu kulturowym. Tak 
wiÄ™c, istotÄ™ współczesnego kryzysu stanowi zerwanie z wizjÄ… 
podstawowÄ… OÅ›wiecenia i, w mniejszym stopniu, z wizjÄ… 
Å›redniowiecznÄ…, które ciÄ…gle jeszcze wywierajÄ… wpÅ‚yw na 

masy.

  

_______________________________________

  

2 Posiadamy w polskiej literaturze doskonaÅ‚e - moim zdaniem -opracowanie tego 

zagadnienia w książce prof. Henryka Skolimowskiego â€œZmierzch Å›wiatopoglÄ…du 

naukowego" â€œOdnowa", Londyn 1974.

  

   

III

 

Jakie odpowiedzi daje wizja Å›redniowieczna na nasze cztery 
pytania?

  

 JeÅ›li chodzi o miejsce czÅ‚owieka we wszechÅ›wiecie, jej 
odpowiedź jest zdecydowanie antropocentryczna. Z punktu 
widzenia ówczesnej nauki poÅ‚ożenie przedstawia siÄ™ 
nastÄ™pujÄ…co: czÅ‚owiek jest panem Ziemi; Ziemia jest 
Å›rodkiem Å›wiata; SÅ‚once i planety krążą wokoÅ‚o niej; 
gwiazdy sÄ… niczym innym niż ramÄ… tego ziemskiego, a wiÄ™c 
czÅ‚owieczego systemu. Biologia uczy, Å¼e czÅ‚owiek jest istotÄ… 
jedynÄ… w swoim rodzaju, wyniesionÄ… ponad wszystko inne w 
Å›wiecie. CzÅ‚owiek jest wiÄ™c oÅ›rodkiem wszechÅ›wiata. A ta 
antropocentryczna wizja jest jeszcze wzmocniona przez 
wiarÄ™ biblijnÄ…: Å›wiat zostaÅ‚ wedÅ‚ug niej stworzony dla 
czÅ‚owieka który jest nie tylko jego oÅ›rodkiem, ale i jedynym 
celem.

  

 Åšredniowieczna odpowiedź na pytanie o postÄ™p jest również 
stanowczo negatywna. Mimo ogromnego autorytetu Å›w. 
Augustyna, odkrywcy i radykalnego zwolennika ewolucji, 
czÅ‚owiek Å›redniowieczny nie wierzy w postÄ™p kosmiczny, a 
tym mniej spoÅ‚eczny. Jego wizja Å›wiata i spoÅ‚eczeÅ„stwa jest 

najzupeÅ‚niej statyczna.

  

 OdnoÅ›nie do problemu nauki Åšredniowiecze zajmuje 
stanowisko umiarkowane. Wierzy w możliwość poznania, 

background image

uznaje wartość nauki, ale odróżnia (jasno i ostro poczÄ…wszy 
od Å›w. Tomasza z Akwinu) wiedzÄ™ od wiary. Wiara, 
Å›wiatopoglÄ…d nie mogÄ… być udowodnione. 
Wreszcie, jeÅ›li chodzi o możliwoÅ›ci stojÄ…ce otworem przed 
czÅ‚owiekiem, w Åšredniowieczu przeważa stanowczo poczucie 

niemocy.

  

StreszczajÄ…c: Wizja podstawowa Åšredniowiecza obejmuje 
postawÄ™ antropocentrycznÄ…, statyczne pojmowanie Å›wiata, 
umiarkowany racjonalizm i przekonanie, Å¼e możliwoÅ›ci 

czÅ‚owieka sÄ… ograniczone.

  

IV

 

 

Te wizjÄ™ zastÄ™puje stopniowo, poczÄ…wszy od XVII wieku, 

nowa wizja, którÄ… nazywamy â€œoÅ›wieceniowÄ…". Jeden 
skÅ‚adnik wizji Å›redniowiecznej zostaje przyjÄ™ty i nawet 
zaostrzony, ale czÅ‚owiek nowożytny odrzuca, wzglÄ™dnie 

głęboko przetwarza inne.

  

 Przejmuje antropocentryzm i nadaje mu radykalnÄ… postać. 
Jest to tym dziwniejsze, Å¼e w tym okresie wÅ‚aÅ›nie nauka 
daje coraz wiÄ™cej przekonywujÄ…cych argumentów przeciw 
mniemaniu, Å¼e czÅ‚owiek zajmuje szczególne miejsce w 
Å›wiecie. Jak gdyby astronomia i biologia nie istniaÅ‚y, 
antropocentryzm Å›wiÄ™ci teraz wÅ‚aÅ›nie najwiÄ™ksze triumfy, 

zarówno w myÅ›li filozofów jak i w wierzeniach mas.

  

 Natomiast jeÅ›li chodzi o trzy inne pytania, OÅ›wiecenie 
zrywa stanowczo ze Åšredniowieczem.

  

 GÅ‚osi wiÄ™c najpierw wiarÄ™ w nieograniczony postÄ™p - co jest 
jeszcze innym dziwem historycznym, jako Å¼e najważniejsze 
argumenty przemawiajÄ…ce za nim pojawiÅ‚y siÄ™ dopiero w 
drugiej poÅ‚owie XIX stulecia. Wyznaje, w przeciwieÅ„stwie do 
Åšredniowiecza, równie nieograniczony racjonalizm. CzÅ‚owiek 
może wszystko zbadać i wszystko zrozumieć. Nauka nie zna 

granic. Co leży poza jej dziedzinÄ…, jest prostym zabobonem.

  

 Wreszcie, pod wrażeniem wyników nauki i techniki, 
czÅ‚owiek wierzy w swojÄ… nieograniczonÄ… moc. Marks daÅ‚ tej 
wierze doskonaÅ‚y wyraz, gdy pisaÅ‚, Å¼e Prometeusz, który 
wykradÅ‚ bogom ogieÅ„, jest najgodniejszym Å›wiÄ™tym w 
filozoficznym kalendarzu. OÅ›wieceniowa wizja podstawowa 
obejmuje wiÄ™c skrajny antropocentryzm, wiarÄ™ w postÄ™p, 
skrajny racjonalizm i wiarÄ™ w nieograniczone możliwoÅ›ci 

człowieka.

  

V

 

 Tak przedstawiajÄ… siÄ™ w zarysie owe dwie wizje powstaÅ‚e w 
przeszÅ‚oÅ›ci, ale wywierajÄ…ce ciÄ…gle jeszcze wielki wpÅ‚yw na 
masy. Niemniej, i to jest najważniejsze twierdzenie 
niniejszych rozważaÅ„, chodzi o wierzenia należące do 
umarÅ‚ej przeszÅ‚oÅ›ci: zarówno Å›redniowieczna jak i 
oÅ›wieceniowa wizja podstawowa sÄ… sprzeczne ze 
współczesnÄ… sytuacjÄ… duchowÄ… i jako takie muszÄ… być 

uważane za przeżyte.

  

background image

 Zacznijmy od miejsca czÅ‚owieka we wszechÅ›wiecie. Jak 
przedstawia siÄ™ współczesna sytuacja duchowa pod tym 
wzglÄ™dem? Katastrofalnie dla antropocentryzmu wspólnego 
obu dawniejszym wizjom podstawowym. Astronomia 
wykazaÅ‚a kolejno, Å¼e Ziemia nie jest oÅ›rodkiem ukÅ‚adu 
sÅ‚onecznego, Å¼e ten ukÅ‚ad nie jest całą rzeczywistoÅ›ciÄ…, ale 
nieznacznym jej fragmentem, że nie znajduje siÄ™ nawet w 
oÅ›rodku drogi mlecznej, Å¼e poza tÄ… drogÄ… mlecznÄ… istniejÄ… 
liczne (prawdopodobnie miliardy) innych podobnych 
mgÅ‚awic, Å¼e odlegÅ‚oÅ›ci we wszechÅ›wiecie mierzy siÄ™ 
milionami parseków (parsek to ponad 30.800 miliardów 
kilometrów), a czas miliardami lat. MyÅ›l, Å¼e istota żyjÄ…ca w 
ciÄ…gu uÅ‚amka kosmicznej sekundy na powierzchni Ziemi, 
tego nieprawdopodobnie maÅ‚ego fragmentu Å›wiata, Å¼e jest 
jego oÅ›rodkiem, ta myÅ›l wydaje siÄ™ nam dzisiaj caÅ‚kowicie 

bezpodstawna.

  

 Zarazem biologia i psychologia nowoczesna zadaÅ‚y 
Å›miertelny cios mitowi o rzekomo jedynych wÅ‚aÅ›ciwoÅ›ciach 
czÅ‚owieka, o jego wyniesieniu ponad przyrodÄ™. WykazaÅ‚y, Å¼e 
jest, jak inne zwierzÄ™ta, po prostu ogniwem rozwoju Å¼ycia 

na Ziemi.

  

 Mowa jest co prawda ostatnio o tzw. â€œzasadzie 
antropicznej
", zgodnie z którÄ… czÅ‚owiek byÅ‚by celem caÅ‚ego 
kosmicznego procesu. Za tÄ… zasadÄ… opowiedzieli siÄ™ m.in. 
niektórzy znani astronomowie. Ale, o ile można siÄ™ 
zorientować, nie ma powodu by uważać tÄ™ â€œzasadÄ™" za 
wynik nauk Å›cisÅ‚ych. 

  

Przeciw temu przemawiajÄ… cztery wzglÄ™dy: 

  

1. zasada antropiczna należy do kosmologii, która operuje 
na pograniczu nauki ze spekulacjÄ… metafizycznÄ…; 

  

2. nie ma odnoÅ›nie do niej zgody miedzy specjalistami; 

  

3. istnieje podejrzenie, Å¼e mamy tu do czynienia z jeszcze 
jednÄ… nieszczęśliwÄ… wycieczkÄ… specjalistów w obcÄ… im 
dziedzinÄ™. Historia nauk peÅ‚na jest tego rodzaju wycieczek, 
nieraz kompromitujÄ…cych, choć dokonanych przez czoÅ‚owych 
naukowców - wystarczy przypomnieć filozofowanie Jeansa, 

Eddingtona, Plancka i Heisenberga; 

  

4. WpÅ‚yw motywów Å›wiatopoglÄ…dowych zdaje siÄ™ być 
oczywisty. Wspomniana â€œzasada" nie jest wiec poważnym 
argumentem przeciw tak dobrze uzasadnionemu 
twierdzeniu, Å¼e czÅ‚owiek jest w Å›wiecie fragmentem bez 
znaczenia. A że obroÅ„cy przeżytych Å›wiatopoglÄ…dów bÄ™dÄ… 
siÄ™ chwytali tej â€œzasady", jak tonÄ…cy brzytwy, można byÅ‚o 
przewidzieć. Wbrew ich propagandzie wypada stwierdzić, Å¼e 
zgodne i znakomicie uzasadnione wyniki nauk 
przyrodniczych tworzÄ… duchowÄ… sytuacjÄ™ wykluczajÄ…cÄ… 
wszelki antropocentryzm. CzÅ‚owiek nie może być uważany 
za oÅ›rodek wszechÅ›wiata

3

.

  

 Mamy wiÄ™c pod tym wzglÄ™dem do czynienia z radykalnym 
zaprzeczeniem podstawowego skÅ‚adnika zarówno 

background image

Å›redniowiecznej jak i oÅ›wieceniowej wizji. Nowa sytuacja 

duchowa nie pozwala nam myÅ›leć antropocentrycznie.

  

 

VI

 

 
 PrzeÅ‚om stwierdzamy także, gdy chodzi o inne pytania, ale 

poÅ‚ożenie jest odmienne odnoÅ›nie każdego z nich.

  

 Zarówno wyniki nauk, jak i doÅ›wiadczenie historyczne 
narzucajÄ… z mocÄ… zerwanie z wiarÄ… w postÄ™p. W każdym 
razie nie znajdujemy w tym co dziÅ› wiemy, Å¼adnych 
argumentów przemawiajÄ…cych za postÄ™pem kosmicznym. 
JeÅ›li siÄ™ przyjmuje teoriÄ™ wielkiego wybuchu (big bang), jak 
to czyni wiÄ™kszość astronomów, wypada pojmować dzieje 
wszechÅ›wiata jako historiÄ™ ciÄ…gÅ‚ej degradacji, co można by 
byÅ‚o zresztÄ… wnioskować z drugiego prawa termodynamiki. 
Ale nawet zgodnie z teoriÄ… ciÄ…gÅ‚ego tworzenia (continuous 
creation) nie ma postÄ™pu we wszechÅ›wiecie. Współczesna 
nauka nie daje Å¼adnej podstawy dla wiary w postÄ™p 

kosmiczny.

  

 Z zupeÅ‚nie innego powodu jest czÅ‚owiekowi współczesnemu 
bodaj jeszcze trudniej wierzyć w postÄ™p historyczny 
ludzkoÅ›ci. Istnieje co prawda dziedzina, w której taki postÄ™p 
jest od paru wieków oczywisty - a mianowicie dziedzina 
życia oraz nauk przyrodniczych i opartej na nich techniki. 
Temu postÄ™powi, którego Åšredniowiecze nie znaÅ‚o, 

niepodobna dzisiaj przeczyć.

  

______________________________________

  

3 JeÅ›li chodzi o Å›ciÅ›le z tym zwiÄ…zane zagadnienie istnienia inteligencji poza 

naszÄ… ziemiÄ…, można polecić wszechstronne omówienie w rzeczy wydanej przez 

E. Regis Jr: Extraterrestrians. Cambridge 1985.

  

 
 
 
 Ale nowa sytuacja duchowa obejmuje nie tylko Å›wiadomość 
tego faktu. Istotnym jej skÅ‚adnikiem jest także 
doÅ›wiadczenie okrucieÅ„stwa ludzkiego, przeżytego w takiej 
skali przez poprzednie pokolenie, Å¼e niepodobna dziÅ› mówić 
na serio o moralnym postÄ™pie ludzkoÅ›ci. Zarazem trwoga 
przed skutkami wojny nuklearnej i zanieczyszczenie 
przyrody sprawiÅ‚y, Å¼e postÄ™p nauki i techniki nie tylko nie 
jest utożsamiany z postÄ™pem ludzkoÅ›ci, ale zdaje siÄ™ 
zagrażać jej Å¼yciu. DoÅ›wiadczenie okrucieÅ„stwa ludzkiego i 
obawa przed skutkami techniki uniemożliwiajÄ… 
współczesnym wiarÄ™ w postÄ™p historyczny w jakiejkolwiek 

istotnie ważnej dziedzinie.

  

 W wyniku tej nowej sytuacji jesteÅ›my Å›wiadkami 
radykalnego zerwania pod tym wzglÄ™dem z wizjÄ… 
OÅ›wiecenia, ale równoczeÅ›nie (w przeciwieÅ„stwie do 
poÅ‚ożenia w sprawie antropocentryzmu) zbliżenia do wizji 

background image

średniowiecznej.

  

 PrzechodzÄ…c do sprawy wartoÅ›ci nauki, stwierdzamy 
podobne odejÅ›cie od stanowiska OÅ›wiecenia, i to pod 
dwojakim wzglÄ™dem. Z jednej strony, jak już wspomniano, 
jej wartość praktyczna stoi od czasów Hiroszimy coraz 
bardziej pod znakiem zapytania. Z drugiej strony 
nowoczesna krytyka nauk i badania nad teoriÄ… 
Å›wiatopoglÄ…du obaliÅ‚y optymistycznÄ… wizjÄ™ nauki. Nie tylko 
jej znaczenie praktyczne, ale i wartość teoretyczna sÄ… coraz 

bardziej kwestionowane.

  

 W wielu wypadkach chodzi nawet o bardziej sceptyczne 
podejÅ›cie do nauki, niż to, jakie istniaÅ‚o w Åšredniowieczu - 
tak np. w grupie Kuhn-Feyerabenda, gdzie mówi siÄ™ teraz, 
że nie ma różnicy miÄ™dzy naukÄ… a czarnoksiÄ™stwem. Jest to 
oczywiÅ›cie przesada, ale do istoty nowej sytuacji duchowej 
należy zrozumienie, Å¼e nauka nie może nam dać odpowiedzi 
na najważniejsze pytania, a tam gdzie takie odpowiedzi 

daje, jej wyniki sÄ… nieraz dalekie od pewnoÅ›ci.

  

 Niech mi wolno bÄ™dzie opowiedzieć w zwiÄ…zku z tym o 
wstrzÄ…sajÄ…cym przeżyciu. PiszÄ…cy te sÅ‚owa wziÄ…Å‚ przed 
kilkoma laty udziaÅ‚ w kongresie w Ann Arbor (koÅ‚o Detroit) 
razem z okoÅ‚o 500 naukowcami i tyluż filozofami. Ku jego 
zdumieniu zwÄ…tpienie naukowców w wartość ich nauki byÅ‚o 
tak wielkie, Å¼e obecni filozofowie musieli starać siÄ™ ich 
przekonywać, Å¼e ona przecież nie jest bez pewnego pożytku 
i teoretycznej wartoÅ›ci. Nowoczesna sytuacja duchowa 
odmawia nauce prawa do odpowiadania na wszystkie 
pytania, bezwzglÄ™dnej pewnoÅ›ci i roli czynnika prawdziwego 
postÄ™pu. Zagraża nawet zupeÅ‚nym sceptycyzmem pod tym 

względem.

  

 Mamy wiÄ™c tutaj zerwanie nie tylko z OÅ›wieceniem, ale 
także w dość znacznej mierze ze Åšredniowieczem, które 
wartoÅ›ci nauki w jej wÅ‚asnej dziedzinie nie kwestionowaÅ‚o. A 
jeÅ›li tak, to trudno siÄ™ dziwić, Å¼e współczesna sytuacja 
duchowa nie daje Å¼adnej podstawy dla wizji prometejskiej, 
dla wiary we wszechmoc czÅ‚owieka. Nowoczesna technika 
otwiera co prawda przed ludźmi możliwoÅ›ci, o jakich nasi 
poprzednicy nie mogli nawet marzyć, ale wiemy także Å¼e siÅ‚y 
rzÄ…dzÄ…ce Å›wiatem sÄ… bez porównania potężniejsze niż sobie 
wyobrażano nie tylko w Åšredniowieczu, ale nawet w XIX 
wieku. JednÄ… z najważniejszych reakcji na nowoczesnÄ… 

sytuacjÄ™ duchowÄ… jest poczucie niemocy czÅ‚owieka.

  

 I pod tym wzglÄ™dem jesteÅ›my dalecy od OÅ›wiecenia. Ale i w 
porównaniu do Åšredniowiecza sytuacja duchowa jest dziÅ› 
odmienna, przynajmniej u tych, którzy stracili wiarÄ™ w 
Opatrzność. Dla nich zerwanie z podstawowÄ… wizjÄ… 
OÅ›wiecenia niesie ze sobÄ… poczucie tragicznego bezsensu i 
niemocy. Bezsensu, bo sytuacja współczesna nie pozwala 
szukać sensu życia w postÄ™pie ludzkoÅ›ci, skoro tego postÄ™pu 
nie ma. Tragicznej niemocy wobec odrzucenia mitu 

prometejskiego.

  

VI

 

background image

 Tyle o sytuacji. Ale jedna z najważniejszych zasad 
moralnych uczy, Å¼e jakimkolwiek by byÅ‚o poÅ‚ożenie, czÅ‚owiek 
przytomny, jak dÅ‚ugo jest przytomny i wolny, ma pewne 
zadania, obowiÄ…zki, coÅ› do zrobienia. JeÅ›li siÄ™ nie mylÄ™, 
najważniejsze spoÅ›ród nich, dotyczÄ…ce naszej dziedziny, 
dadzÄ… siÄ™ streÅ›cić w nastÄ™pujÄ…cej regule: W obliczu 
przeÅ‚omu w sytuacji duchowej istnieje oczywisty obowiÄ…zek 
zdania sobie z niego sprawy i przemyÅ›lenia w jego Å›wietle 

wszystkich dziedzin naszego Å¼ycia.

  

 W jakiej mierze speÅ‚niamy obecnie ten obowiÄ…zek? Wypada 
stwierdzić, Å¼e w bardzo niewielkiej. Masy ludowe, a z nimi 
nawet wiÄ™kszość ludzi wyksztaÅ‚conych w Europie Å¼yjÄ… ciÄ…gle 
jeszcze umarÅ‚ymi Å›wiatopoglÄ…dami. UrÄ…gajÄ…c nowoczesnej 
nauce, broniÄ… ze szczególnym uporem wiary w centralne 
stanowisko czÅ‚owieka i innych skÅ‚adników dawnych wizji 

podstawowych.

  

 Tam, gdzie siÄ™ dyskutuje, spory toczÄ… siÄ™ najczęściej 
miÄ™dzy zwolennikami Åšredniowiecza a przedstawicielami 
OÅ›wiecenia, przy czym jesteÅ›my najczęściej Å›wiadkami 
myÅ›li typowo XIX-wiecznych. Popularność, jakÄ… cieszÄ… siÄ™ 
idealiÅ›ci niemieccy w rodzaju Schellinga i Hegla, fantazje 
Teilharda de Chardin i współczesne polemiki w teologii 

Å›wiadczÄ… o tym aż nadto wyraźnie.

  

 Zjawisko jest nawet tak dalece nagminne, zwÅ‚aszcza na 
kontynencie europejskim, że nasuwa siÄ™ pytanie, skÄ…d siÄ™ 
bierze to zacofanie, ta niezdolność do zrozumienia sytuacji? 
Ale Å‚atwo znaleźć na nie odpowiedź. Przyczyny sÄ… zapewne 
dwie. Z jednej strony zwyczajny w masach bezwÅ‚ad, opór 
przeciw nowemu, zasadniczy konserwatyzm myÅ›li; z drugiej 
tragiczne perspektywy niemocy i bezsensu, jakie wielu 

ludziom zdaje siÄ™ nieść ze sobÄ… nowa sytuacja duchowa.

  

 Ale jeÅ›li Å¼ycie nie ma stracić sensu, musimy przemyÅ›leć 
nasz Å›wiatopoglÄ…d na nowo. Oto urywki katalogu zadaÅ„ do 
wypeÅ‚nienia: 
- Religia powinna być przemyÅ›lana na nowo - podstawowe 
pojÄ™cia nie mogÄ… pozostać takimi, jakimi byÅ‚y w ciÄ…gu 
ostatnich stuleci. 
 
 
O ile piszÄ…cemu wiadomo, niczego pod tym wzglÄ™dem 

jeszcze nie dokonano.

  

- Potrzebujemy nowej filozofii, która wzięłaby wreszcie na 
serio rozróżnienie miÄ™dzy Å›wiatopoglÄ…dem a naukÄ…. PoczÄ…tki 
sÄ… obecne w postaci filozofii analitycznej, ale daleko jeszcze 
do powszechnego odrzucenia najróżniejszych filozofii 
przeszÅ‚oÅ›ci które, jeÅ›li nie sÄ… prostym beÅ‚kotem, stojÄ… w 
sprzecznoÅ›ci z nowoczesnÄ… sytuacjÄ… duchowÄ…;

  

- Nasze poglÄ…dy na naukÄ™ muszÄ… być przemyÅ›lane na nowo. 
Wiele dokonano pod tym wzglÄ™dem, ale raz jeszcze daleko 
jest do zrozumienia przez masy nawet najprostszych 
konsekwencji wyników nowoczesnych badaÅ„. Przy czym 

background image

wiele pozostaje do zrobienia nawet na poziomie filozoficznej 

analizy nauki;

  

- JeÅ›li siÄ™ nie mylÄ™, to samo da siÄ™ powiedzieć także o 
naukach spoÅ‚ecznych, gdzie np. bieżące przeciwstawienie 
socjalizmu kapitalizmowi wydaje siÄ™ caÅ‚kowicie przestarzaÅ‚e i 

nieoperatywne.

  

 
Ten wykaz najważniejszych zadaÅ„ można by oczywiÅ›cie 
jeszcze znacznie przedÅ‚użyć.

  

 

IV. PIĘĆ MYÅšLI  

 
 To w imiÄ™ czego wolne narody broniÄ… siÄ™ przeciw 
komunizmowi nie może być podobnÄ… do niego ideologiÄ…, ale 
nie może też być sceptycyzmem. Musi być kapitaÅ‚em 

duchowym posiadajÄ…cym nastÄ™pujÄ…ce cechy formalne:

  

— skÅ‚adać siÄ™ z niewielu podstawowych myÅ›li (dokÅ‚adniej 
zdaÅ„ opisowych i wartoÅ›ciujÄ…cych), które nie tworzÄ… 
systemu, i tym mniej ideologii, 
— mieć charakter bezwzglÄ™dny, być wyniesione ponad 
wszelkie wÄ…tpienie 
— być wspólne wolnym ludziom niezależnie od 
wyznawanego Å›wiatopoglÄ…du i wiary.

  

 Stawiamy sobie tutaj za zadanie znalezienie takich myÅ›li. 
Zadanie ważne, ale też nieÅ‚atwe. To też poniższe uwagi 

powinny być uważane tylko za propozycje do dyskusji.

  

 SformuÅ‚ujemy pięć takich myÅ›li. Te myÅ›li rozpadajÄ… siÄ™ na 
dwie grupy nierównego znaczenia. Dwie pierwsze - naukowa 
i humanistyczna - zdajÄ… siÄ™ obowiÄ…zywać aksjomatycznie; 
nie majÄ… i nie potrzebujÄ… uzasadnienia, bo sÄ… oczywiste. 
Natomiast pozostaÅ‚e trzy sÄ… wywiedzione. Uzasadnienie 
nastÄ™puje a priori jeÅ›li chodzi o trzeciÄ…, z użyciem wyników 
doÅ›wiadczenia odnoÅ›nie czwartej i piÄ…tej. 
 
 
 Przed sformuÅ‚owaniem tych piÄ™ciu myÅ›li jeszcze 
nastÄ™pujÄ…ca uwaga: Tak jak przedstawiajÄ… siÄ™ one tutaj, 
muszÄ… wydawać siÄ™ mocno abstrakcyjne, by tak rzec: 
bezkrwiste. Takimi też sÄ…, jeżeli rozpatruje siÄ™ je w 
oderwaniu od wszelkiego Å›wiatopoglÄ…dowego kontekstu; nie 
jest jednak ich przeznaczeniem trwać w owej abstrakcji. 
Przeciwnie, każdy powinien w nich widzieć element swego 
Å›wiatopoglÄ…du. Wtedy od razu nabierajÄ… życia i ogromnej 
siÅ‚y przyciÄ…gajÄ…cej. Dodajmy jednak na marginesie, Å¼e i bez 
zwiÄ…zania z przyjÄ™tym Å›wiatopoglÄ…dem myÅ›li te mogÄ… 
okazać siÄ™ niekiedy niezmiernie Å¼ywotne - mianowicie 
wtedy, kiedy zadaje im siÄ™ gwaÅ‚t.

  

 Ja sam wyznajÄ™ chrzeÅ›cijaÅ„stwo i dlatego spróbujÄ™ ukazać 
tu przynajmniej w zarysie, jak zdania, o których tu mowa, 
znajdujÄ… swe miejsce w Å›wiatopoglÄ…dzie chrzeÅ›cijaÅ„skim. 

background image

CzyniÄ™ to jednak tylko na sposób przykÅ‚adu; każdy musi 
uczynić to samo w odniesieniu do swojej wÅ‚asnej wizji 
świata.

  

I

 

 MyÅ›l naukowa. W zakresie stwierdzenia i wyjaÅ›niania 
faktów immanentnych Å›wiatu uprawniony jest wyłącznie 

jeden autorytet ludzki: autorytet autentycznej wiedzy.

  

 PodkreÅ›lam: faktów, a wiÄ™c nie wartoÅ›ci; immanentnych 
Å›wiatu, a wiÄ™c nie transcendentnych; autorytet ludzki - 
autorytet Boski byÅ‚by tu oczywiÅ›cie również autorytetem 
uprawnionym; uprawniony to znaczy autorytet prawdziwy; 
wszystko inne, jak np. jakaÅ› ideologia, może sobie autorytet 
uzurpować, ale nim nie jest; autentyczna wiedza - ukÅ‚ad 
zdaÅ„, które wykazujÄ… m.in. trzy nastÄ™pujÄ…ce wÅ‚aÅ›ciwoÅ›ci: 
wysuniÄ™te zostaÅ‚y ostatecznie na podstawie doÅ›wiadczenia; 
sformuÅ‚owane zostaÅ‚y (w wypadku zdaÅ„ wyjaÅ›niajÄ…cych) 
przy zastosowaniu metody, która obowiÄ…zuje w danej 
dziedzinie nauki (tak np. gdy chodzi o wypowiedzi na tematy 
spoÅ‚eczne - przy zastosowaniu metod socjologii), a wreszcie: 

sÄ… zawsze otwarte na dyskusjÄ™.

  

 W tym sensie myÅ›l naukowa jest, jak siÄ™ wydaje, 
fundamentalnym, pozytywnym twierdzeniem, które 
podzielajÄ… wspólnie ludzie wolni, i to bez skÅ‚onnoÅ›ci 
zakwestionowania go. 
 
 Ze swej istoty myÅ›l naukowa stanowi odrzucenie ideologii, 
uzurpowania sobie prawa rozstrzygania o faktach 
wewnÄ™trznych Å›wiata metodami nienaukowymi. MyÅ›l 
naukowa nie potrzebuje dalszych uzasadnieÅ„. Ze stanowiska 
chrzeÅ›cijaÅ„skiego jest ona wiążąca również dlatego, Å¼e 

każda ideologia jest bluźnierstwem: przypisuje autorytetowi 

ludzkiemu te wÅ‚aÅ›ciwoÅ›ci, które posiada jedynie Bóg

.

  

 MyÅ›l ta brzmi może mocno racjonalistycznie - i jest też 
taka. FormuÅ‚uje postulat peÅ‚nego racjonalizmu w 
wyznaczonych granicach. Trzeba przyznać, Å¼e jest to 
postulat trudny do zrealizowania. Nauka dostarcza nam 
tylko fragmentów, a nie jednolitego obrazu rzeczywistoÅ›ci. 
Potrzeba jednolitego obrazu Å›wiata jest jednak tak wielkÄ…, 
że każdy doÅ›wiadcza pokusy wypeÅ‚nienia luk rzeczywistej 
wiedzy myÅ›lÄ… odpowiadajÄ…cÄ… jego pragnieniom, to znaczy 
przyjÄ™cia jakiejÅ› ideologii. Wydaje siÄ™, Å¼e w tym wzglÄ™dzie 
sytuacja czÅ‚owieka niewierzÄ…cego jest trudniejsza niż 
wierzÄ…cego. Bowiem wierzÄ…cy zapewniÅ‚ sens swemu Å¼yciu 
przez swÄ… transcendentnÄ… wiarÄ™. Jest mu Å‚atwiej trwać 
poÅ›ród â€œrozdarcia nauki" - by posÅ‚użyć siÄ™ sÅ‚owami Karla 
Jaspersa. WÅ‚aÅ›nie dlatego, Å¼e jest czÅ‚owiekiem wierzÄ…cym, 
może sobie Å‚atwiej pozwolić na to, Å¼e bÄ™dzie bezwzglÄ™dnym 
racjonalistÄ… w zakresie spraw tego Å›wiata. Niemniej 
wezwanie wynikajÄ…ce z tej myÅ›li kieruje siÄ™ do wszystkich 

ludzi.

  

 

background image

II

 

 
 MyÅ›l humanistyczna. PeÅ‚ny, wolny rozwój dzisiejszego, 
rzeczywistego czÅ‚owieka jako jednostki jest najwyższÄ… 
wartoÅ›ciÄ… ziemskÄ… i dlatego celem najwyższym wszelkiej 

polityki.

  

 PeÅ‚ny rozwój, tak dalece jak to możliwe w danych 
warunkach; wolny rozwój - w tym szczególnym sensie, Å¼e 
nie chodzi tu o jakiÅ› ogólny, abstrakcyjny rozwój, lecz o 
dobro jedynej, indywidualnej osobowoÅ›ci czÅ‚owieka, aby - 
jak mówi Goethe - czÅ‚owiek â€œstaÅ‚ siÄ™ tym, czym jest"; 
dzisiejszego czÅ‚owieka - nie jakiegoÅ› przyszÅ‚ego; 
rzeczywistego - a nie mitycznego czÅ‚owieka. CzÅ‚owieka - 
jednostki, a nie spoÅ‚ecznoÅ›ci. Wartość najwyższa - to 
znaczy, Å¼e rozwój, o którym tu mówimy, i to, co potrzebne 
do niego, nie może być nigdy podporzÄ…dkowane 
czemukolwiek innemu; najwyższa wartość ziemska, a nie 
transcendentna; najwyższy cel polityki, którÄ… ostatecznie 

prowadzi siÄ™ po to by stworzyć warunki dla tego rozwoju.

  

MyÅ›l ta zawiera stwierdzenie pierwszeÅ„stwa jednostki. Nie 
ignoruje przez to spoÅ‚ecznoÅ›ci. CzÅ‚owiek potrzebuje dla 

swego rozwoju spoÅ‚eczeÅ„stwa, w dwojaki sposób:

  

po pierwsze - ponieważ konieczny jest ustalony Å‚ad, 

  

po drugie - ponieważ to, co jednostkowe i osobiste może 

wzrastać tylko w ramach i na gruncie duchowej wspólnoty.

  

 Tworzenie uwarunkowaÅ„ po temu stanowi bezpoÅ›redni cel 
polityki. Ale wszelkie dziaÅ‚anie polityczne ma tylko jeden 
sens: ma sÅ‚użyć rozwojowi czÅ‚owieka, rzeczywistego 
czÅ‚owieka. SpoÅ‚eczeÅ„stwo jest dla jednostki, a nie na 
odwrót. A jeÅ›li w imiÄ™ spoÅ‚eczeÅ„stwa Å¼Ä…da siÄ™ od jednostki 
ofiar, to dzieje siÄ™ w imiÄ™ innych jednostek, a nie w imiÄ™ 
kolektywu czy mitycznego czÅ‚owieka przyszÅ‚oÅ›ci.

  

 Także i ta myÅ›l jest oczywista i nie potrzebuje dalszych 
uzasadnieÅ„. Zakorzeniona jest w myÅ›li europejskiej. Od 
Platona czÅ‚owiek, czÅ‚owiek w swej indywidualnoÅ›ci, uważany 
jest za istotÄ™ stojÄ…cÄ… ponad całą naturÄ™. Nosi w sobie 
godność tak wielkÄ…, Å¼e nigdy nie może być użyty jedynie 
jako narzÄ™dzie, tylko jako Å›rodek do osiÄ…gniÄ™cia 
czegokolwiek. Należy tu podkreÅ›lić, Å¼e nie chodzi tu o jakieÅ› 
jego abstrakcyjne â€œczÅ‚owieczeÅ„stwo", ale o jego 
indywidualnÄ…, konkretnÄ… osobÄ™. Szczególnej mocy nabiera 
ta myÅ›l w strukturze wiary chrzeÅ›cijaÅ„skiej: bo czÅ‚owiek 
jako jednostka, dzisiejszy, rzeczywisty czÅ‚owiek - i on sam 
tylko a nie ludzkość, jest dzieckiem Bożym, odkupionym 
jedynie przez Chrystusa i mogÄ…cym i majÄ…cym być 

przyjacielem Tego, który jest NieskoÅ„czony.

  

 Zwróćmy uwagÄ™, Å¼e wciąż jeszcze pozostajemy pod 
wpÅ‚ywem doktryn stojÄ…cych w ostrym przeciwieÅ„stwie do 
myÅ›li humanistycznej. â€œLudzkie" w swej abstrakcyjnoÅ›ci, 
“ludzkość" jako kolektyw, â€œduch obiektywny" - istność 

background image

półabstrakcyjna, półkolektywna - uważane sÄ… jeszcze czÄ™sto 
za “świÄ™te" i stojÄ…ce ponad czÅ‚owiekiem. Ze stanowiska 
myÅ›li humanistycznej, tak jak jÄ… sformuÅ‚owaliÅ›my wyżej, 

chodzi tu o zasadnicze i zgubne nieporozumienie.

  

 

III

 

 
 MyÅ›l spoÅ‚eczno-demokratyczna. Każdemu czÅ‚owiekowi 
przysÅ‚ugujÄ… pewne niezbywalne, fundamentalne prawa i w 

aspekcie tych praw wszyscy ludzie sÄ… równi.

  

 Każdemu czÅ‚owiekowi: czÅ‚owiek może je wprawdzie utrÄ…cić, 
mianowicie popeÅ‚niajÄ…c przestÄ™pstwo, poza tym jednak nie 
ma tu Å¼adnych wyjÄ…tków. Prawa fundamentalne: te, które 
sÄ… mu niezbÄ™dnie konieczne do osiÄ…gniÄ™cia celu 
sformuÅ‚owanego w myÅ›li drugiej. A wiec: prawo do Å¼ycia, 
prawo do takich warunków życia, które pozwalajÄ… na 
egzystencjÄ™ godnÄ… czÅ‚owieka, prawo do rozwoju osobowoÅ›ci 
i inne podobne prawa. Niezbywalne: ponieważ cel na mocy 
myÅ›li drugiej obowiÄ…zuje absolutnie. ObowiÄ…zujÄ…ce 
bezwarunkowo sÄ… także Å›rodki prowadzÄ…ce do jego 
realizacji; nikt zatem nie może odmówić czÅ‚owiekowi tych 
praw; tak wiÄ™c np. nie wolno nigdy pozbawić Å¼ycia czÅ‚owieka 
niewinnego, także i wtedy, gdy chodzi o dobro spoÅ‚ecznoÅ›ci. 
W aspekcie tych fundamentalnych praw znaczy to, Å¼e Å¼adna 
nierówność istniejÄ…ca w innym aspekcie nie może 
uzasadniać nierównoÅ›ci tutaj. A to oznacza, Å¼e w aspekcie 
fundamentalnych praw czÅ‚owieka nie ma lepszych ludzi, 

rodzin, narodów, klas.

  

 Ta myÅ›l rozpatrywana w oderwaniu nie jest oczywista. 
DoÅ›wiadczenie wykazuje nam stale, Å¼e w każdym 
empirycznie stwierdzalnym wzglÄ™dzie ludzie nie sÄ… równi. 
Ale myÅ›l ta staje siÄ™ jasna kiedy rozpatrujemy jÄ… w Å›wietle 
myÅ›li humanistycznej. Bowiem to, w czym czÅ‚owiek jest 
wyższy od caÅ‚ej natury, jest czynnikiem transempirycznym, 
nie dajÄ…cym siÄ™ uchwycić poprzez samÄ… obserwacjÄ™ i 
refleksjÄ™ wynikajÄ…cÄ… z tej obserwacji. CzÅ‚owiek nosi w sobie 
godność transcendentnÄ…. W odniesieniu do tego czynnika nie 
posiadamy jednak żadnych mierników i kryteriów. Musimy 
ludzi uważać za równych sobie.

  

 I znowu myÅ›l ta staje siÄ™ szczególnie jasna ze stanowiska 
chrzeÅ›cijaÅ„skiego: bowiem każdy czÅ‚owiek jest powoÅ‚any do 
osobistej przyjaźni z Bogiem. Kto jest tym przyjacielem 
Boga, a kto nie - nie wiemy. Wiemy tylko tyle, Å¼e jakiÅ› 
czÅ‚owiek stojÄ…cy nisko pod każdym wzglÄ™dem naturalnym 
może posiadać wÅ‚aÅ›nie tÄ™ godność, podczas gdy inny, np. o 
wysokim poziomie kulturalnym i intelektualnym, tej 
godnoÅ›ci mieć nie musi. Wiemy też jako chrzeÅ›cijanie, Å¼e 
wszyscy jesteÅ›my braćmi. W porównaniu z tym wszystkie, 
nawet najwiÄ™ksze różnice sÄ… bez znaczenia. ChrzeÅ›cijanin 
nie stojÄ…cy w obronie tej myÅ›li jest zaiste zjawiskiem 
osobliwym.

 

background image

IV.

 

 
 MyÅ›l polityczno-demokratyczna. SpoÅ›ród 
wypróbowanych ustrojów politycznych 

ustrój 

demokratyczno-pluralistyczny jest najmniej zÅ‚y, ponieważ 

wzglÄ™dnie najlepiej chroni od niesprawiedliwoÅ›ci

.

  

 SpoÅ›ród wypróbowanych: chodzi tu o myÅ›l uzasadnionÄ… 
empirycznie, wynikajÄ…cÄ… z doÅ›wiadczenia; ustrojów 
politycznych: w odróżnieniu od myÅ›li spoÅ‚eczno-
demokratycznej nie chodzi wiec tu o prawa osobiste, lecz o 
organizacjÄ™ spoÅ‚eczeÅ„stwa; demokratyczny ustrój 
zapewniajÄ…cy wszystkim obywatelom wpÅ‚yw na wybór 
rzÄ…dzÄ…cych; pluralistyczny: ustrój, który dopuszcza wielość 
poglÄ…dów w zakresie polityki; zauważmy, Å¼e nie chodzi o 
jakÄ…Å› okreÅ›lonÄ… formÄ™ demokracji politycznej, np. w sensie 
angielskim, ale tylko o zupeÅ‚nie ogólnÄ… zasadÄ™ wpÅ‚ywu 
obywateli na rzÄ…dy oraz pluralizmu; najmniej zÅ‚y: nie 
przedstawia siÄ™ tu demokracji jako ustroju doskonaÅ‚ego; 
mówi siÄ™ tylko, Å¼e w zestawieniu z innymi ustrojami jest ona 
najmniej zÅ‚a; chroni od niesprawiedliwoÅ›ci: mianowicie 

przed pogwaÅ‚ceniem praw, które wymienia myÅ›l trzecia.

  

 MyÅ›l polityczno-demokratyczna jest - jak powiedzieliÅ›my - 
uzasadniona empirycznie: jest wynikiem dÅ‚ugiego i 
krwawego doÅ›wiadczenia ludzkoÅ›ci. Jest ono wystarczajÄ…co 
dÅ‚ugie, by stanowić mocne oparcie tej myÅ›li, która w 
dzisiejszym stanie rzeczy może uchodzić za nie podlegajÄ…cÄ… 

wątpliwości.

  

 Nie tu miejsce na uzasadnianie tej myÅ›li w szczegółach. 
Powiedzmy tylko, Å¼e to, co siÄ™ jej dziÅ› przeciwstawia, jest 
czÄ™sto ustrojem, w którym jakaÅ› grupa intelektualistów 
mianuje sama siebie rzÄ…dem i uprawia politykÄ™ w sposób 
tyraÅ„ski, zakazujÄ…c wszelkiej krytyki. Praktyka wykazaÅ‚a, Å¼e 
prowadzi to do niesÅ‚ychanych niesprawiedliwoÅ›ci. MyÅ›l 
polityczno-demokratyczna nie utrzymuje, Å¼e demokracja 
wyklucza takie niesprawiedliwoÅ›ci, stwierdza tylko, Å¼e 
czÅ‚owiek, któremu wÅ‚adza odmawia jego praw, ma w 
demokracji wiÄ™ksze szansÄ™ bronienia siebie.

  

 
 
 MyÅ›l ekonomiczno-pluralistyczna. SpoÅ›ród 
wypróbowanych ustrojów ekonomicznych trzeba przeÅ‚ożyć 
ustrój pluralistyczny nad powszechny monopol Å›rodków 
produkcji, przede wszystkim ponad monopol paÅ„stwowy, 

ponieważ prowadzi on do zniewolenia czÅ‚owieka.

  

 Wypróbowany: ustrój, w którym istnieje wielość, możliwie 
wiele oÅ›rodków dyspozycyjnych gospodarki; monopol: 
istnienie tylko jednego oÅ›rodka dyspozycyjnego; 
zniewolenie: wÅ‚adza monopolu jako caÅ‚oÅ›ci staje siÄ™ tak 
wielkÄ… ze poszczególny czÅ‚owiek staje wobec niego 
bezbronny i zostaje zniewolony.

  

 Należy tu zauważyć, Å¼e tej myÅ›li nie należy utożsamiać z 

background image

teoriÄ… liberalnÄ…. Mianowicie myÅ›l ta nie utrzymuje, Å¼e 
dysponowanie gospodarkÄ… ma leżeć w rÄ™kach prywatnych 
przedsiÄ™biorców, chociaż nie wyklucza tego. Można sobie 
niewÄ…tpliwie wyobrazić gospodarkÄ™ socjalistycznÄ…, a przy 
tym jednak pluralistycznÄ…, w której warsztaty należaÅ‚yby np. 
do zwiÄ…zków zawodowych, spółdzielni, gmin itd. i 
pozostaÅ‚yby pod ich kierownictwem. Nie istnieje w ogóle 
logiczne uzasadnienie identyfikowania socjalizmu z 
monopolem paÅ„stwa. MyÅ›l ekonomiczno-pluralistyczna nie 
wyklucza jednak upaÅ„stwowienia pewnych dziedzin 
gospodarki. Odrzuca tylko monopol obejmujÄ…cy jej caÅ‚ość, a 
wiÄ™c ustrój, w którym praktycznie całą gospodarkÄ… kieruje 

tylko jedno centrum dyspozycyjne.

  

 
 Tyle naszych pięć myÅ›li. StanowiÄ… one, podkreÅ›lamy to raz 
jeszcze, próbÄ™ sformuÅ‚owania idei wspólnych wolnym 

ludziom.

  

 Nie sÄ… one, co Å‚atwo spostrzec, ideologiÄ…, nie tworzÄ… 
bowiem systemu i nie pretendujÄ… do wyjaÅ›niania faktów; 
jeżeli zawierajÄ… zasady metodologiczne, jak dwie myÅ›li 
ostatnie, to sÄ… one ujÄ™te zupeÅ‚nie ogólnie i oparte na 

doświadczeniu.

  

 Ważne jest w odniesieniu do tych myÅ›li stwierdzenie, Å¼e nie 
chodzi tu o sprawy zrealizowane już w peÅ‚ni gdziekolwiek w 
wolnym Å›wiecie. Nie chodzi także o twierdzenie, jakoby stan 
w tej mierze przedstawiaÅ‚ siÄ™ np. w Republice Federalnej 
Niemiec czy Szwajcarii gorzej niż na WÄ™grzech lub w 
Chinach. Tak twierdzić może tylko ktoÅ› kompletnie nie 
znajÄ…cy sytuacji albo rozmyÅ›lnie faÅ‚szujÄ…cy jej obraz. Istotne 
jest, ze sÄ… to nie osiÄ…gniÄ™cia, ale ideaÅ‚y, mianowicie chodzi 
tu, jak siÄ™ wydaje, o ideaÅ‚y transcendentalne, do których 
możemy siÄ™ tylko zbliżyć, ale nie w peÅ‚ni je urzeczywistnić.

  

 Stwierdzenie dlatego ważne, Å¼e wolny Å›wiat wyobrażamy 
sobie czÄ™sto tak, jak gdyby zrealizowaÅ‚ on już swoje ideaÅ‚y, 
jak gdyby wystarczyÅ‚o osiÄ…gniÄ™tego bronić. Wtedy jednak 
nasza postawa staje siÄ™ bierna i defensywna; bierna, bo 
sÄ…dzi siÄ™, Å¼e nie potrzeba już dalszych wysiÅ‚ków, by osiÄ…gnąć 
coÅ› wiÄ™cej, niż to, co zrealizowane; defensywna, bowiem 
myÅ›li siÄ™ tylko o obronie domniemanie już istniejÄ…cych 
zdobyczy. To, Å¼e wolny Å›wiat ma wiele do obronienia, jest 
rzeczÄ… jasnÄ… także pod wzglÄ™dem czysto materialnym. 
Niemniej wspomniana postawa jest oparta na faÅ‚szywym 

ujmowaniu sprawy i jest zgubna w konsekwencjach.

  

 Opiera siÄ™ na faÅ‚szywych zaÅ‚ożeniach, ponieważ tym piÄ™ciu 
myÅ›lom nadaje charakter statyczny, podczas gdy z samej 
ich istoty należy je pojmować jako dynamiczne - jako ideaÅ‚y, 
o których szerzenie i urzeczywistnienie powinno siÄ™ walczyć. 
Jest zgubna w konsekwencjach, ponieważ paraliżuje w nas 
zarówno wolÄ™ postÄ™pu, jak i duchowej ofensywy.

  

 Kiedy te lub podobne myÅ›li wypowiada siÄ™ w dyskusji z 
komunistami, sÅ‚yszy siÄ™ z reguÅ‚y w odpowiedzi dwie rzeczy: 
że to sÄ… wÅ‚aÅ›nie ich ideaÅ‚y i Å¼e urzeczywistnić je można 

background image

jedynie ich metodami. I jedno, i drugie jest faÅ‚szem. IdeaÅ‚y 
obu stron nie sÄ… te same. MyÅ›li naukowej komuniÅ›ci nie 
biorÄ… poważnie, wyznajÄ…c otwarcie swojÄ… ideologiÄ™ i uznajÄ…c 
swoich “klasyków", przede wszystkim Engelsa i Lenina, za 
nieomylne autorytety. Również myÅ›li humanistycznej nie 
traktujÄ… poważnie, bowiem współczesny rzeczywisty 
czÅ‚owiek jest w ich oczach jedynie narzÄ™dziem 
urzeczywistnienia mitu o spoÅ‚eczeÅ„stwie przyszÅ‚oÅ›ci i jest 

też traktowany jako takie narzÄ™dzie.

  

 MyÅ›li spoÅ‚eczno-demokratycznej przeczÄ… komuniÅ›ci 
różnicujÄ…c wartość klas, a w obrÄ™bie klasy proletariatu - 
wartość czÅ‚onków partii i pozostaÅ‚ej masy. Ostatnie obie 
myÅ›li odrzucajÄ… na dziÅ› otwarcie - bÄ™dÄ… one miaÅ‚y znaczenie 
w jakiejÅ› mitycznej przyszÅ‚oÅ›ci, przy czym nie jest nawet 
jasne, czy partia komunistyczna uzurpujÄ…ca sobie prawo 
rzÄ…dzenia bez pytania o zgodÄ™ ludu, ma kiedyÅ› ostatecznie 

zniknąć.

  

 Jest też faÅ‚szem, Å¼e tylko metody komunistyczne mogÄ… 
doprowadzić do realizacji tych ideałów. Bowiem po pierwsze: 
przynajmniej trzy pierwsze myÅ›li obowiÄ…zujÄ… absolutnie i z 
zajmowanego przez nas stanowiska nie wolno ich naruszać 
w żadnym wypadku, a tego wÅ‚aÅ›nie wymagajÄ… metody 
komunistyczne. Po drugie: można wykazać, Å¼e wiele 
narodów (np. Japonia, Kanada, USA) osiÄ…gnęło w 
porównywalnym czasie dokÅ‚adnie to samo (także w 
rozbudowie tzw. ciężkiego przemysÅ‚u, a wiÄ™c na odcinku 
uprzywilejowanym przez komunistów kosztem wszystkich 
innych), co ZwiÄ…zek Sowiecki, bez stosowania przy tym 

metod komunistycznych.

  

 Jest to tak wielka prawda, Å¼e wobec wszystkiego, co wiemy, 
przynajmniej dwie pierwsze z naszych piÄ™ciu myÅ›li staÅ‚y siÄ™ 
już dzisiaj wielkim niebezpieczeÅ„stwem dla komunizmu. 
Istnieje dziÅ› niemal wszÄ™dzie, przede wszystkim w 
ujarzmionych paÅ„stwach Europy, ale też w ZwiÄ…zku 
Sowieckim, wielkie napiÄ™cie pomiÄ™dzy myÅ›lÄ… naukowÄ… a 
“partyjnoÅ›ciÄ…", miÄ™dzy myÅ›lÄ… humanistycznÄ… a tyraniÄ… partii. 
Nie brak znawców sytuacji, którzy twierdzÄ…, Å¼e jesteÅ›my 
Å›wiadkami gigantycznego procesu rozkÅ‚adu. Podczas gdy 
komunizm wydaje siÄ™ mieć szansÄ™ fizycznego podboju 
Å›wiata, wyglÄ…da na to, Å¼e jest w trakcie przegrywania walki 

na pÅ‚aszczyźnie ducha.

  

 

59

 

 
 

V. AUTONOMIA UNIWERSYTETU

 

 
 
 
 
 Mowa jest tu o autonomii uniwersytetu. Nie zamierzamy 
przy tym prowadzić badaÅ„ empirycznych, a w szczególnoÅ›ci 
statystycznych, ani historycznych; bÄ™dziemy natomiast 

background image

starali siÄ™ wyjaÅ›nić analitycznie kilka podstawowych pojęć z 
tej dziedziny. Nasze wywody skÅ‚adajÄ… siÄ™ z trzech części. W 
pierwszej postawimy pytanie, czy autonomia istnieje, czy 
przysÅ‚uguje uniwersytetowi. W drugiej omówimy 
zagadnienie, jakÄ… ona powinna być; w tej części omówimy 
najważniejsze postulaty, na speÅ‚nieniu których autonomia w 
zasadzie polega. Wreszcie trzecia część bÄ™dzie poÅ›wiÄ™cona 
sposobowi, w jaki zadanie autonomii powinno być 
urzeczywistnione w praktyce. Pierwsza część, o prawie 
uniwersytetu do autonomii, zajmie najwiÄ™kszÄ… część 
niniejszych wywodów. 

 

 Autonomia staÅ‚a siÄ™ od kilku lat przedmiotem wielkich 
dyskusji miÄ™dzy profesorami uniwersyteckimi i politykami 
kultury. Åšwiatowy ZwiÄ…zek Wyższych Uczelni poÅ›wieciÅ‚ mu 
tom zbiorowy, a ostatnio ukazaÅ‚o siÄ™ wiele innych prac 
dotyczÄ…cych tego tematu. Nawet szeroka publiczność 

wykazaÅ‚a żywe zainteresowanie przedmiotem.

  

 

I

 

 
 Zaczynamy od pytania, czy autonomia uniwersytetu 
istnieje, to jest, czy ona uniwersytetowi przysÅ‚uguje. 
Zagadnienie może być postawione w nastÄ™pujÄ…cy sposób. 
 
Najpierw, z historycznego punktu widzenia, stwierdzamy, Å¼e 
mamy za sobÄ… dwie różne tradycje. Z jednej strony 
Å›redniowieczna, przyjÄ™ta w nieco odmiennej postaci przez 
Uniwersytet Humboldta. Ta tradycja wypowiada siÄ™ za 
autonomiÄ…. Z drugiej strony istnieje tradycja przeciwna, 
wywodzÄ…ca siÄ™ z reformacji i kontrreformacji, a która doszÅ‚a 
do prawdziwego paroksyzmu z Józefem II i Napoleonem. 
Zgodnie z tÄ… drugÄ… tradycjÄ… należy odmówić uniwersytetowi 
wszelkiej autonomii. Obie tradycje sÄ… jeszcze Å¼ywe, zarówno 
w Europie Zachodniej jak i poza niÄ….

  

 Z punktu widzenia systematycznego problem powstaje 
dlatego, Å¼e przeciw autonomii, która jest ciÄ…gle jeszcze 
uznana, przynajmniej symbolicznie, mogÄ… być wysuniÄ™te 

ważkie argumenty.

  

 A mianowicie wydaje siÄ™, po pierwsze, Å¼e każda instytucja 
posiadajÄ…ca wielkie znaczenie dla caÅ‚oÅ›ci narodu powinna 
być zarzÄ…dzana przez instancjÄ™, której zadaniem jest 
wÅ‚aÅ›nie dbać o interesy caÅ‚oÅ›ci. Otóż uniwersytet jest 
oczywiÅ›cie takÄ… instytucjÄ… -a paÅ„stwo jest wÅ‚aÅ›nie instancjÄ… 
odpowiedzialnÄ… za dobro caÅ‚oÅ›ci narodu. Wynika stÄ…d, Å¼e 
uniwersytet powinien być caÅ‚kowicie podporzÄ…dkowany 
paÅ„stwu, które powinno nim zarzÄ…dzać. Gdy chodzi o 
instytucjÄ™ tak doniosÅ‚ego znaczenia dla caÅ‚oÅ›ci 
spoÅ‚eczeÅ„stwa, o autonomii nie może być nawet mowy.

  

 Po drugie, czasy siÄ™ zmieniÅ‚y. Podczas gdy uniwersytet 
posiadaÅ‚ w wiekach Å›rednich wÅ‚asne dochody, dziÅ› Å¼yje 
niemal wyłącznie, albo przynajmniej głównie z dotacji 

background image

paÅ„stwowych. A chodzi o nie byle jakie, ale znaczne Å›rodki. 
PaÅ„stwo daje uniwersytetowi niemałą część dochodu 
spoÅ‚ecznego. Otóż obowiÄ…zuje w tych sprawach zasada, Å¼e 
instancja, która ponosi ciężary w okreÅ›lonej dziedzinie, 
powinna także tÄ… dziedzinÄ… zarzÄ…dzać. Wynika stÄ…d, Å¼e 
paÅ„stwo powinno rzÄ…dzić uniwersytetem, bo go utrzymuje. 
Przypisywać uniwersytetowi autonomiÄ™ jest równie wielkim 
nieporozumieniem, jak gdyby żądano autonomii np. dla 

zarzÄ…du dróg paÅ„stwowych.

  

 Stwierdzamy wreszcie po trzecie, Å¼e nowoczesny 
uniwersytet jest wielkim i zÅ‚ożonym przedsiÄ™biorstwem. 
Otóż zarzÄ…dzać takÄ… instytucjÄ… może tylko instancja, która 
posiada dostateczne doÅ›wiadczenie w administracji i 
dostateczne Å›rodki by jÄ… należycie wykonywać. Otóż 
uniwersytet nie jest takÄ… instancjÄ…. Bo uniwersytet to 
profesorowie, a ci sÄ… z zawodu teoretykami, a wiadomo, Å¼e 
teoretycy zawodzÄ… Å‚atwo w praktyce. SÄ… zÅ‚ymi 
organizatorami i administratorami. Ale autonomia 
uniwersytetu, to powierzenie im wÅ‚aÅ›nie zarzÄ…du tego 
kosztownego i zÅ‚ożonego przedsiÄ™biorstwa. Jest wiec 

niecelowa i należy jÄ… odrzucić.

  

 StreszczajÄ…c; instytucja, która jest ważna dla caÅ‚oÅ›ci 
spoÅ‚eczeÅ„stwa, która otrzymuje głównÄ… cześć swoich 
Å›rodków od paÅ„stwa i wymaga fachowego kierownictwa, nie 
może mieć autonomii. PaÅ„stwo powinno zarzÄ…dzać niÄ… 
caÅ‚kowicie, do najmniejszych szczegółów włącznie. Tak 
przedstawiajÄ… siÄ™ racje, które siÄ™ ciÄ…gle wysuwa przeciw 
autonomii uniwersytetu. Trzeba przyznać, Å¼e wywierajÄ… one 
wrażenie, tak dalece nawet, Å¼e trzeba sobie postawić 
pytanie, jak jest możliwe, by myÅ›lÄ…cy ludzie wypowiadali siÄ™ 
w naszych czasach za autonomiÄ….

  

 A jednak stwierdzamy, Å¼e myÅ›l o niej nie zamarÅ‚a, 
przeciwnie, jest coraz bardziej Å¼ywa. Wiadomo np. Å¼e 
europejscy rektorowie przyznajÄ… siÄ™ do autonomii w sposób 
bardzo kategoryczny. Wiadomo także, Å¼e w Stanach 
Zjednoczonych Ameryki Pomocnej, gdzie stopieÅ„ wolnoÅ›ci 
wyższych uczelni byÅ‚ raczej nikÅ‚y, istnieje tendencja do 
zwiÄ™kszenia wolnoÅ›ci i autonomii. W każdym razie wypada 
powiedzieć, Å¼e uniwersytety wypowiadajÄ… siÄ™ dzisiaj za tÄ… 

autonomiÄ… z wiÄ™kszÄ… energiÄ… niż parÄ™ dziesiÄ…tków lat temu.

  

 

II

 

 
 PrzechodzÄ…c do samego zagadnienia, nasuwa siÄ™ najpierw 
ważne rozróżnienie. Wypada mianowicie odróżnić dwa 
pokrewne, ale przecież różne pojÄ™cia: pojÄ™cie niezależnoÅ›ci 
nauczania i samo pojÄ™cie autonomii. Pierwsze nie interesuje 
nas tutaj bezpoÅ›rednio, toteż wspomnimy o nim tylko 
mimochodem. Niezależność nauczania polega w swojej 
istocie na tym, że wykÅ‚adowca jest wolny, w granicach etyki 
i obowiÄ…zujÄ…cego prawa, uczyć tego, co uważa za prawdziwe 
i sÅ‚uszne. Ma być, zgodnie ze starym ideaÅ‚em nauki wolny w 

background image

swoich badaniach i w swoim nauczaniu, wolny tj. niezależny 
od potÄ™g politycznych. Ten postulat zawiera wiÄ™c 
praktycznie Å¼Ä…danie, aby profesorowie uniwersyteccy cieszyli 
siÄ™ niezależnoÅ›ciÄ… podobnÄ… do niezawisÅ‚oÅ›ci sÄ™dziów. Raz 
mianowani, powinni być inamovibiles, nieusuwalni. 
ObowiÄ…zujÄ…ce prawo nie zawsze uwzglÄ™dnia ten elementarny 
postulat. Tak np. w naszym uniwersytecie4 profesorowie sÄ… 
mianowani tylko na pięć lat. Z tego wynika, Å¼e profesor 
mógÅ‚by być poddany naciskowi. RzÄ…d mógÅ‚by mu np. 
powiedzieć, Å¼e jego umowa bÄ™dzie przedÅ‚użona tylko pod 
warunkiem, że siÄ™ zastosuje do takich, czy innych Å¼yczeÅ„. A 

to jest pogwaÅ‚cenie zasady niezależnoÅ›ci nauczania.

  

 Ale ta niezależność nie jest tym samym co autonomia. 
Jedna nie jest nawet koniecznie zwiÄ…zana z drugÄ…. Można 
sobie np. wyobrazić uniwersytet, który Å¼adnej autonomii nie 
posiada, jest zarzÄ…dzany pod każdym wzglÄ™dem przez obcÄ… 
potÄ™gÄ™, ale w którym profesorowie cieszÄ… siÄ™ peÅ‚nÄ… 
wolnoÅ›ciÄ… nauczania. I na odwrót, można sobie wyobrazić 
uniwersytet w peÅ‚ni autonomiczny, ale w którym 
poszczególni profesorowie muszÄ… siÄ™ stosować w nauczaniu 
do wymogów wiÄ™kszoÅ›ci, gdzie wiÄ™c nie ma niezależnoÅ›ci 
badaÅ„ i nauczania. Mamy wiÄ™c do czynienia z dwoma 
caÅ‚kiem różnymi pojÄ™ciami.

  

 Możemy teraz przejść do opisania tego, co rozumiemy 
przez autonomiÄ™. Nazywamy autonomiÄ… przysÅ‚ugujÄ…ce danej 
instytucji prawo, na mocy którego może siÄ™ ona sama 
administrować. Autonomia to wiÄ™c dokÅ‚adnie to samo, co 
samorzÄ…d i nic innego. Z tego wynika od razu, czym 
autonomia nie jest i w jakim sensie nikt jej nie broni. Po 
pierwsze, autonomia nie polega na tym, Å¼e uniwersytet 
stanowi paÅ„stwo w paÅ„stwie, Å¼e np. ma prawo drukować i 
rozpowszechniać propagandÄ™ politycznÄ… i to bez Å¼adnej 
kontroli ze strony paÅ„stwa. Tego siÄ™ przez autonomiÄ™ nie 
rozumie. Å»Ä…danie takiego statusu w paÅ„stwie jest błędem. 
JedynÄ… suwerennÄ… instytucjÄ… politycznÄ… jest paÅ„stwo i 
uniwersytet nie ma prawa z nim pod tym wzglÄ™dem 

konkurować.

  

 Autonomia uniwersytetu nie polega na tym, by byÅ‚ wyjÄ™ty 
spod wszelkiej kontroli spoÅ‚ecznej. I tego nie domaga siÄ™ na 
serio Å¼aden przedstawiciel uniwersytetu. Przeciwnie; 
uniwersytet jest zainteresowany w tym, aby jego rachunki i 
czynnoÅ›ci byÅ‚y znane publicznoÅ›ci, aby byÅ‚y kontrolowane i 
dyskutowane. Autonomia to wiÄ™c nie to samo, co wyjÄ™cie 

spod wszelkiej kontroli.

  

_____________________________________ 

4 Uniwersytet we Fryburgu (Szwajcaria)

 

 

63

 

 
 
 Nie należy wreszcie pojmować autonomii jako rodzaju 
profesorskiego przywileju, jak gdyby profesorowie mieli 
prawo sami zarzÄ…dzać uniwersytetem ze wzglÄ™du na ich 
wiedzÄ™, czy inne zalety. Tak nie jest, Å¼Ä…danie autonomii 

background image

przez uniwersytet oparte jest wyłącznie na jego roli 
spoÅ‚ecznej. Uniwersytet stoi caÅ‚kowicie w sÅ‚użbie narodu, w 
sÅ‚użbie spoÅ‚eczeÅ„stwa i jeÅ›li Å¼Ä…da czegoÅ› dla siebie, to nie ze 
wzglÄ™du na jakÄ…Å› swojÄ… domniemanÄ… godność, ale wyłącznie 
dlatego, Å¼e potrzebuje go dla lepszego speÅ‚nienia swojej 
sÅ‚użby. PodstawÄ… autonomii jest wiÄ™c, innymi sÅ‚owy, nie 
domniemany przywilej intelektualistów, ale celowość.

  

 

III

 

 
 Ale ze wzglÄ™du na tÄ™ sÅ‚użbÄ™ i na tÄ™ celowość trzeba 
powiedzieć, Å¼e uniwersytet nie może siÄ™ obejść bez 
autonomii, jeÅ›li ma najlepiej i najpeÅ‚niej wykonać swoje 
zadanie. Można to wykazać w nastÄ™pujÄ…cy sposób: 
Uniwersytet jest zinstytucjonalizowanÄ… naukÄ…, 
zinstytucjonalizowanÄ… teoriÄ…. SÅ‚uży w pierwszym rzÄ™dzie 
czystemu badaniu, wiedzy teoretycznej. Jest nawet jedynÄ… 
instytucjÄ… czystej teorii w spoÅ‚eczeÅ„stwie, bo zarówno 
paÅ„stwo jak i KoÅ›ciół sÄ… instytucjami praktycznymi. Istnieje 
co prawda jeszcze inna dziedzina niepraktyczna, a 
mianowicie sztuki piÄ™kne, ale te nie zostaÅ‚y 
zinstytucjonalizowane. Uniwersytet jest wiÄ™c w 
spoÅ‚eczeÅ„stwie jedynÄ… instytucjÄ… poÅ›wiÄ™conÄ… teorii. To jest 
powód, dlaczego powinien być autonomiczny. Uniwersytet 
nie jest ani departamentem paÅ„stwowym ani sÅ‚użbÄ… 
koÅ›cielnÄ…, ale zgodnie ze Å›redniowiecznym powiedzeniem, 
trzeciÄ… potÄ™gÄ… obok tych dwóch. Nie powinien być 
podporzÄ…dkowany Å¼adnej z nich, ani w ogóle Å¼adnej obcej 
instytucji. Powinien posiadać autonomiÄ™ - być nawet w 
pewnym sensie suwerenny.

  

 SÄ… dwie racje po temu: bo 

wiedza jest wartoÅ›ciÄ… 

bezwzglÄ™dnÄ… i zarazem najbardziej praktycznÄ… ze wszystkich 

wartoÅ›ci praktycznych

.

  

 Wiedza jest, po pierwsze, wartoÅ›ciÄ… bezwzglÄ™dnÄ…. Jest nie 
tylko Å›rodkiem do osiÄ…gniÄ™cia czegoÅ› innego, ale czÅ‚owiek 
chce jej ze wzglÄ™du na niÄ… samÄ…. Protestowano nieraz 
przeciw temu twierdzeniu i utrzymywano, Å¼e sprawy 
praktyczne, zaspokojenie potrzeb Å¼yciowych, sÄ… bez 
porównania ważniejsze, od â€œzabawy w czystÄ… wiedzÄ™", jak 
np. Oswald nazywaÅ‚ teoriÄ™. Otóż tak jest istotnie, jak dÅ‚ugo 
ludzie cierpiÄ… na brak dóbr podstawowych, jak dÅ‚ugo nie 
mogÄ… np. odżywiać siÄ™ dostatecznie. Jest wiÄ™c rzeczÄ… 
zrozumiałą że kiedy panuje nÄ™dza, albo kiedy samo Å¼ycie 
jest w niebezpieczeÅ„stwie, jak w czasie wojen, czysta 
wiedza teoretyczna powinna ustÄ…pić celom praktycznym. Ale 
w naszym kraju i w wielu innych doszliÅ›my, Bogu dziÄ™ki, do 
stanu, w którym ludzie majÄ… dość dóbr potrzebnych do 
życia. A wtedy nasuwa siÄ™ pytanie: Jakiego Å¼ycia? Jak 
chcemy Å¼yć i w jakim celu? Odpowiedź na to pytanie brzmi: 
żyjemy, aby móc dziaÅ‚ać jako ludzie, po ludzku, a to znaczy, 
aby mieć udziaÅ‚ w wartoÅ›ciach duchowych, np. w sztuce i w 
nauce. Kto twierdzi, Å¼e nauka powinna zawsze i wyłącznie 
sÅ‚użyć praktyce, ten gÅ‚osi w gruncie rzeczy zwierzÄ™cy ideaÅ‚. 

background image

Zapomina, Å¼e czÅ‚owiek pożąda nie tylko dóbr materialnych. 
A jednym z tych innych dóbr jest wiedza, jest nauka. StÄ…d 
nie powinno siÄ™ podporzÄ…dkowywać nauki praktyce, ani 
uniwersytetu instytucjom praktycznym, bo takie 
podporzÄ…dkowanie grozi sfaÅ‚szowaniem samego sensu 
wiedzy. To jest jednak tylko jedna z racji na rzecz 
autonomii.

  

 Druga oparta jest na fakcie, Å¼e wiedza i to w szczególnoÅ›ci 
czysta, w pierwszej chwili bardzo niepraktyczna teoria, 
okazuje siÄ™ paradoksalnie tym, co najbardziej praktyczne. 
To ona, czysta teoria, czyste naukowe dociekanie, głębiej i 
radykalniej niż wszystko inne zmieniÅ‚a oblicze Å›wiata i 
przeobraża je dalej. Nie jest przesadÄ… twierdzić, Å¼e 
przyszÅ‚ość spoÅ‚eczeÅ„stwa zależy od tego, czy uniwersytet 
otrzyma wolność w swoim dążeniu do wiedzy, wolność 
tworzenia czystej teorii. Każda próba zahamowania postÄ™pu 
nauki teoretycznej kryje w sobie wielkie niebezpieczeÅ„stwo 

dla praktyki.

  

 Oto parÄ™ przykÅ‚adów. OpowiadajÄ…, Å¼e August Comte, filozof 
praktyki par excellence, sporzÄ…dziÅ‚ kiedyÅ› spis badaÅ„ 
naukowych, które powinny być jego zdaniem zabronione, 
jako niepraktyczne. Otóż w tym spisie figurowaÅ‚o, 
powiadajÄ…, badanie budowy materii. Można sobie wyobrazić, 
co by siÄ™ byÅ‚o staÅ‚o, gdyby Comte znalazÅ‚ posÅ‚uch w tej 

sprawie.

  

 Inny przykÅ‚ad: logika formalna. W ciÄ…gu stuleci byÅ‚a tylko 
“zabawÄ… intelektualistów", a wiÄ™c powinno by siÄ™ byÅ‚o jej 
zabronić w imiÄ™ praktyki. Ale po stuleciach ta sama logika 
staÅ‚a siÄ™ podstawÄ… cybernetyki, a wiÄ™c technologii, która 
przeobraża obecnie nasze Å¼ycie. Albo, aby jeszcze jeden 
przykÅ‚ad przytoczyć, pomyÅ›lmy o postÄ™pie nauk 
przyrodniczych. Ich podstawÄ… sÄ… oderwane spekulacje 
matematyczne, które w ciÄ…gu dÅ‚ugich stuleci nie miaÅ‚y 

żadnego zastosowania praktycznego.

  

 Tak wiÄ™c historia uczy, Å¼e powinniÅ›my dać wolność czystej 
nauce, â€œspekulatywnym", teoretycznym badaniom. Bo 
wÅ‚aÅ›nie najczystsza, pozornie caÅ‚kiem niepraktyczna teoria 
ma czÄ™sto rozstrzygajÄ…ce znaczenie dla praktyki. A skoro tak 
jest, leży w interesie postÄ™pu spoÅ‚ecznego, aby dociekania 
naukowe nie byÅ‚y kontrolowane przez Å¼adnÄ… instancjÄ™ 
praktycznÄ…, aby zarzÄ…d i organizacja tych dociekaÅ„ leżaÅ‚y w 
rÄ™kach samych badaczy. Co jest równoznaczne z 

postulatem, że uniwersytet powinien posiadać autonomiÄ™.

  

 

IV

 

 
 W odpowiedzi na wymienione powyżej trzy argumenty 

przeciw tej autonomii wypada powiedzieć co nastÄ™puje:

  

 Pierwszy argument twierdzi, Å¼e wszystko co posiada wielkie 
znaczenie dla spoÅ‚eczeÅ„stwa, powinno być zarzÄ…dzane przez 

background image

paÅ„stwo. Tak jest istotnie, jak dÅ‚ugo zarzÄ…dzanie przez 
paÅ„stwo jest najlepszÄ… metodÄ…. Ale uniwersytet speÅ‚nia 
najlepiej swoje niezmiernie ważne zadanie, gdy posiada 
samorzÄ…d, autonomiÄ™. PodporzÄ…dkowanie go, zgodnie z 
józefiÅ„skimi zasadami, paÅ„stwu, jest ze stanowiska 

interesów spoÅ‚eczeÅ„stwa niecelowe, a wiÄ™c faÅ‚szywe.

  

 Drugi argument zakÅ‚ada przesÅ‚ankÄ™, Å¼e kto pÅ‚aci rozkazuje. 
I ta przesÅ‚anka jest w zasadzie prawdziwa, ale z jednym 
ważkim wyjÄ…tkiem: nie ma mianowicie zastosowania do 
dziedzin duchowych. Tak na przykÅ‚ad, prawdziwy mecenas 
sztuki to nie ten, który rozkazuje artyÅ›cie, ale ten, który go 
wspomaga finansowo i pozostawia wolność jego geniuszowi. 
Podobnie wierni utrzymywali i utrzymujÄ… wielkie instytucje 
monastyczne, katolickie i buddyjskie, a przecież nie 
domagajÄ… siÄ™ nigdy rzÄ…dzenia nimi. TrzeciÄ… podobnÄ… 

dziedzinÄ… duchowÄ… jest nauka, a wiÄ™c i uniwersytet.

  

 Co prawda mamy tu do czynienia z paradoksem, z 
prawdziwym wyjÄ…tkiem w naszym Å›wiecie. Ale ten paradoks 
ma podstawÄ™ w istocie ducha, w istocie cywilizacji. Tylko 
barbarzyÅ„ca, który ducha nie rozumie, tylko ten kto 
wszystko sprowadza do sfery zmysÅ‚owej, to jest zwierzÄ™cej, 
może uważać wspomnianÄ… przesÅ‚ankÄ™ za obowiÄ…zujÄ…cÄ… bez 
wyjÄ…tku. 

CzÅ‚owiek cywilizowany podporzÄ…dkowuje siÅ‚y 

fizyczne duchowi

. Po tym siÄ™ go poznaje, nie tylko gdy 

chodzi o sztukÄ™ i religiÄ™, ale także odnoÅ›nie do nauki.

  

 Trzeci argument twierdzi wreszcie, Å¼e profesorowie sÄ… 
niezdolni do sprawnego zarzÄ…dzania uniwersytetem. Otóż 
nikt nie przeczyÅ‚, co prawda, Å¼e wielu profesorów nie byÅ‚o 
dobrymi administratorami i organizatorami. Ale rozciÄ…gać tÄ™ 
ocenÄ™ na wszystkich uczonych jest grubym 
nieporozumieniem. Każdy uniwersytet może przecież 
wymienić dÅ‚ugi szereg swoich profesorów zwyczajnych, 
którzy nie tylko dobrze zarzÄ…dzali, ale byli nawet 
organizatorami wysokiej klasy, na przykÅ‚ad uczonych, którzy 
z niczego stworzyli i prowadzÄ… wielkie instytuty. Jak mogÅ‚o 
dojść do tego, Å¼e pewni politycy, których osiÄ…gniÄ™cia nie 
wychodzÄ… poza ramy rutyny, majÄ… odwagÄ™ zarzucać tym 
ludziom nieudolność i przywÅ‚aszczyć sobie wyłączny dar 
dobrej administracji - jest dla każdego znawcy poÅ‚ożenia 

istnÄ… tajemnicÄ….

  

 

V

 

 
 Mowa byÅ‚a dotÄ…d tylko o sprawie istnienia, o pytanie czy 
autonomia uniwersytetowi przysÅ‚uguje. Spróbujmy teraz dać 
odpowiedź na pytanie jakÄ… ona ma być. Opiszemy tutaj 
krótko istotÄ™ autonomii, to jest wy mieni my podstawowe 
uprawnienia przysÅ‚ugujÄ…ce autonomicznemu uniwersytetowi.

  

 Można je przedstawić w postaci nastÄ™pujÄ…cych szeÅ›ciu 

postulatów:

  

background image

 Pierwszy postulat: Uniwersytet powinien być osobÄ… prawnÄ…, 
samodzielnym podmiotem prawa. Chodzi o Å¼Ä…danie 
elementarne, które nie jest jednak zawsze uwzglÄ™dnione, 
tak na przykÅ‚ad u nas. A przecież chodzi o podstawÄ™ prawnÄ… 

caÅ‚ej reszty.

  

 Drugi postulat: Organizacja badaÅ„ i nauczania jest 
wewnÄ™trznÄ… sprawÄ… uniwersytetu. To znaczy, Å¼e uniwersytet 
powinien sam o tym rozstrzygać, jakie instytuty, katedry itp. 
powinny istnieć, być rozbudowane. Ten postulat wynika z 
samej natury uniwersytetu, jako siedziby nauki. Jakie 
badania powinny być prowadzone, o tym majÄ… rozstrzygać 
sami badacze.

  

 Trzeci postulat: Uniwersytet powinien sam dokonywać 
wyboru swojego personelu. Powinien sam rozstrzygać, kto 
może być jego wykÅ‚adowcÄ… czy studentem. Ten postulat 
wynika z jego natury, badacze powinni sami decydować, kto 
najlepiej nadaje siÄ™ na badacza, wzglÄ™dnie na terminarza w 

nauce.

  

 Czwarty postulat: Uniwersytet powinien być wolny w 
wyborze swoich przedstawicieli i swoich wÅ‚adz. Sam sens 
autonomii polega w znacznej mierze na tym postulacie: 
kierownik autonomicznej instytucji nie powinien być jej 

narzucany z zewnÄ…trz.

  

 PiÄ…ty postulat: Uniwersytet powinien sam dysponować 
przyznawanymi mu Å›rodkami. To znaczy, Å¼e ani paÅ„stwo, 
ani inne potÄ™gi nie powinny przepisywać uniwersytetowi, w 

jaki sposób i na co ma używać swojego budżetu.

  

 Szósty postulat: Dyscyplina badaÅ„ i nauczania jest 

wewnÄ™trznÄ… sprawÄ… uniwersytetu.

  

 Nie ma wiÄ™c autonomii uniwersyteckiej, kiedy paÅ„stwo albo 

inna instytucja przywÅ‚aszcza sobie prawa uniwersytetu:

  

— rozstrzyga o organizacji badaÅ„, o przepisach 
egzaminacyjnych i tym podobnych, 
— mianuje profesorów i ustanawia reguÅ‚y dotyczÄ…ce 
immatrykulacji, 
— mianuje rektora, dziekanów i innych kierowników 
uniwersytetu, albo choćby zastrzega sobie prawo 
potwierdzenia ich wyboru, 
— przepisuje uniwersytetowi, w jaki sposób majÄ… być użyte 
przyznane mu Å›rodki, 
— miesza siÄ™ do spraw dotyczÄ…cych dyscypliny studiów.

  

 Nie jestem ani jedynym, ani pierwszym, który formuÅ‚uje te 
postulaty. ZgadzajÄ… siÄ™ one np. z tezami Sir Hector 
Hetheringtona, prezesa Å›wiatowego ZwiÄ…zku Uniwersytetów. 
Trzeba raz jeszcze jasno powiedzieć, Å¼e jak dÅ‚ugo te Å¼Ä…dania 
nie sÄ… speÅ‚nione, dzieje siÄ™ krzywda. Nie sÅ‚ugom 
uniwersytetu, profesorom i studentom, ale krzywda nauce, a 
przez to ludzkoÅ›ci. Åšwiat akademicki domaga siÄ™, aby ta 
niesprawiedliwość ustaÅ‚a - nie w imiÄ™ wÅ‚asnych interesów, 

ale ze wzglÄ™du na wyższy interes spoÅ‚eczny.

  

background image

68

  

 

VI

 

 
 Te postulaty, przedstawione w sposób tak oderwany 
wydadzÄ… siÄ™ być może skrajnie paradoksalne. UderzajÄ… 
przecież w stare dobre obyczaje paÅ„stwowego paternalizmu. 
Gdy jednak przejdziemy do naszej trzeciej sprawy, do 
pytania w jaki sposób autonomia powinna być wprowadzana 
w życie, wykonywana, wówczas okaże siÄ™, ze tracÄ… w 
praktyce swojÄ… skrajność w wyniku koniecznych w praktyce 
kompromisów. Å»ycie jest dziedzinÄ… kompromisu. Znakomity 
przykÅ‚ad kompromisu daje nam inna potÄ™ga duchowa, 
KoÅ›ciół, zwÅ‚aszcza KoÅ›ciół katolicki. Nie ma na przykÅ‚ad 
niczego, co by byÅ‚o w nim bardziej wewnÄ™trzne, niż wybór 
biskupów, który powinien być wskutek tego wolny od 
wszelkiej ingerencji z zewnÄ…trz. A jednak KoÅ›ciół pozwala w 
wielu krajach, aby PaÅ„stwo dawaÅ‚o swój placet dla takich 
wyborów, bo dobrze rozumie, Å¼e stanowisko biskupa jest 
wprawdzie w zasadzie czysto duchowne, ale przecież nie bez 

znaczenia dla życia Å›wieckiego, politycznego.

  

 Uniwersytet powinien naÅ›ladować ten przykÅ‚ad, a to 
dlatego, Å¼e dziaÅ‚alność uniwersytetu jest ważna nie tylko dla 
przyszÅ‚oÅ›ci, ale także dla teraźniejszoÅ›ci. Uniwersytet 
ksztaÅ‚ci przecież kierujÄ…ce warstwy spoÅ‚eczne: duchownych, 
urzÄ™dników, dyrektorów przedsiÄ™biorstw, inżynierów, jego 
dziaÅ‚alność przenika na tysiÄ…c sposobów caÅ‚ość Å¼ycia 
spoÅ‚eczeÅ„stwa. I na odwrót; spoÅ‚eczeÅ„stwo wpÅ‚ywa na życie 
uniwersytetu. Toteż wypada, aby nie byÅ‚o caÅ‚kowitego 
oddzielenia uniwersytetu od PaÅ„stwa i KoÅ›cioÅ‚a. MiÄ™dzy nimi 
powinna istnieć daleko idÄ…ca współpraca. Ale ta współpraca 
zakÅ‚ada zrzeczenie siÄ™ ze strony uniwersytetu szeregu 
uprawnieÅ„, które mu w zasadzie przysÅ‚ugujÄ…. Tak np. nie 
jest absurdem, ze paÅ„stwo zatwierdza wybór rektora 
wybranego przez uniwersytet. Rozumie siÄ™ też samo przez 
siÄ™, Å¼e uniwersytet uzgadnia warunki immatrykulacji np. z 
PaÅ„stwem, KoÅ›cioÅ‚em, izbÄ… lekarskÄ… i tym podobnymi 
instytucjami. Autonomia uniwersytetu nie powinna być 
rozumiana jako odciÄ™cie siÄ™ i izolacja uniwersytetu od 
spoÅ‚eczeÅ„stwa. Przeciwnie winna uniwersytetowi sÅ‚użyć do 
lepszej współpracy z innymi siÅ‚ami spoÅ‚ecznymi. 
 

69

 

 
 
 Ale istniejÄ… granice dla takich kompromisów. Wymienimy 

tutaj kilka takich granic:

  

 Po pierwsze: nie wolno pod Å¼adnym pozorem odmawiać 
uniwersytetowi charakteru samodzielnej, jednolitej osoby 

prawnej.

  

 Po drugie: w Å¼adnym wypadku nie wolno pozbawiać 

background image

uniwersytetu prawa do wybierania wÅ‚asnych wÅ‚adz. To co siÄ™ 
dzieje np. dziÅ› w Hiszpanii, gdzie paÅ„stwo narzuca 
studentom wybór ich przedstawicieli, jest grubym 

pogwaÅ‚ceniem podstawowych praw uniwersytetu.

  

 Po trzecie: podmiotem wszelkich decyzji dotyczÄ…cych 
stosunków zewnÄ™trznych i kompromisów ma być 
uniwersytet jako caÅ‚ość. Nie uchodzi, aby paÅ„stwo 
pertraktowaÅ‚o wprost z poszczególnymi czÅ‚onami 

uniwersytetu ponad jego gÅ‚owÄ….

  

 Po czwarte: wszystkie kompromisy powinny być rozumiane 
jako takie, to jest jako kompromisy. PaÅ„stwo nie ma 
moralnego prawa do nich, w każdym wypadku chodzi o 
ustÄ™pstwo ze strony uniwersytetu na rzecz innej instytucji. 
 
 
 

 

***

 

 
 To jest wszystko, co miaÅ‚em do powiedzenia. Można by siÄ™ 
pytać i sam zadajÄ™ sobie pytanie, czy dobrze uczyniÅ‚em 
mówiÄ…c o tych sprawach i to w obecnoÅ›ci wysokich 
dygnitarzy koÅ›cielnych i paÅ„stwowych. Uniwersytet jest 
instytucjÄ… paradoksalnÄ…. Jest wielkÄ… ale czysto duchowÄ… 
potÄ™gÄ…. Pod pewnym wzglÄ™dem jest nawet bardziej duchowÄ… 
potÄ™gÄ… niż KoÅ›ciół, bo ten rozporzÄ…dza przynajmniej mocÄ… 
sÅ‚owa, umie ludźmi powodować przez sÅ‚owa. Uniwersytet 
umie tylko jedno: prowadzić badania naukowe i podawać do 
wiadomoÅ›ci wyniki tych badaÅ„. Kiedy przedstawiciel 
Uniwersytetu przemawia publicznie, używa Å›rodków nie 
należących do jego wÅ‚asnej dziedziny i może robić biedne 
albo nawet Å›mieszne wrażenie. Ci, którzy go takim widzÄ…, 
majÄ… prawdopodobnie racjÄ™, bo jednÄ… z cech tego 
niesÅ‚ychanego paradoksu, jakim jest uniwersytet, stanowi 

fakt, Å¼e jest ubogi.

  

 Jego ubóstwo jest tak wielkie, Å¼e nie tylko nie posiada 
żadnych wÅ‚asnych Å›rodków finansowych, ale nawet nie ma 
możnoÅ›ci bronić wÅ‚asnej sprawy publicznie. Może, 
powtarzam, tylko jedno: prowadzić badania naukowe i 
podawać wyniki tych badaÅ„. Ludzie praktyczni pytajÄ… 
naturalnie, jakże można brać takÄ… instytucjÄ™ na serio. Jej 
filozofowie mogÄ… być pożyteczni dla podbudowywania 
ideologii paÅ„stwowej, jego fizycy do fabrykowania bomb 
atomowych. Ale kiedy uniwersytet zaczyna rozprawiać o 
swoich prawach, a nawet o tym, czego potrzebuje, aby 
sÅ‚użyć ludzkoÅ›ci, sÅ‚yszy siÄ™ nieraz pytanie podobne do 
pytania postawionego przez Stalina odnoÅ›nie do papieża: Ile 
on ma dywizji? Na myÅ›l przychodzi też owa straszna scena u 
Dostojewskiego, w której Chrystusa przesÅ‚uchuje inkwizytor 

- potÄ™ga polityczna ma wÅ‚adzÄ™ nad duchem.

  

 Ani Stalin, ani inkwizytor nie pojÄ™li, czym jest potÄ™ga 
duchowa. JedynÄ… szansÄ… uniwersytetu i jedynÄ… legitymacjÄ… 

background image

jego rektora do mówienia o tych sprawach jest nadzieja, Å¼e 
nasz lud i jego przedstawiciele to nie Stalinowie i nie 
inkwizytorzy Dostojewskiego, Å¼e pojmujÄ… czym jest duch i 

szanujÄ… jego prawa.

  

 

 
 

VI. FILOZOFIA PRZEDSIĘBIORSTWA  

 
 Współczesne dyskusje na temat kapitalizmu i socjalizmu 
zakÅ‚adajÄ… najczęściej analizÄ™ przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego, liczÄ…cÄ… sobie już prawie dwa wieki. Ta 
analiza nie tylko nie odpowiada dzisiejszej sytuacji ale jest 
także bardzo jednostronna. Wskutek tego dyskusje toczÄ… siÄ™ 

okoÅ‚o Åºle sformuÅ‚owanej problematyki.

  

 Niniejsza praca ma na celu sformuÅ‚owanie nowej analizy 
przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego, peÅ‚niejszej i lepiej 
odpowiadajÄ…cej obecnym warunkom. Chodzi o analizÄ™ 
filozoficznÄ…, a wiÄ™c przede wszystkim logicznÄ…. Otóż logika 
jest jak wiadomo naukÄ…, z której można siÄ™ dowiedzieć, Å¼e 
pada albo nie pada i ze jeÅ›li pada, to pada Nasza analiza 
może wiÄ™c na czytelniku wywrzeć wrażenie czegoÅ› wysoce 
banalnego. Zanim jÄ… jednak jako takÄ… odrzuci, powinien 
zrozumieć, Å¼e te banalnoÅ›ci sÄ… propozycjÄ… zupeÅ‚nego 

przemyÅ›lenia na nowo caÅ‚ej problematyki.

  

 SformuÅ‚owane tutaj poglÄ…dy powstaÅ‚y przed dziesiÄ™ciu laty 
w czasie współpracy autora z jednym z wielkich 
szwajcarskich przedsiÄ™biorstw przemysÅ‚owych. W 
miÄ™dzyczasie wiele spoÅ›ród nich zostaÅ‚o podjÄ™tych przez 
innych, ale Å¼adne syntetyczne opracowanie tej dziedziny z 
filozoficznego punktu widzenia nie jest autorowi znane. 
Filozoficzne badania tej problematyki sÄ… dopiero w 
zaczÄ…tkach. Toteż sformuÅ‚owane tutaj twierdzenia powinny 
być uważane za propozycje do dyskusji raczej niż za 
definitywne wyniki.

  

72

  

 

1. Wstęp

 

 
 
 
  Ten wstÄ™p zawiera parÄ™ uwag o zadaniach filozofii (1.1.), o 
pojÄ™ciu przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego (l.2) oraz plan 
pracy (1.3).

  

   

 1.1. Filozofia. Wobec tego, Å¼e poniższe rozważania majÄ… 
charakter filozoficzny narzuca siÄ™ na wstÄ™pie pytanie, czy 

background image

takie dociekania sÄ… dopuszczalne. PrzedsiÄ™biorstwo 
przemysÅ‚owe jest bowiem przedmiotem innej nauki, a 
mianowicie ekonomii i zrazu nie jest jasnym, coby filozof 
miaÅ‚ tu do powiedzenia. Można by sadzić, Å¼e jest w tej 
dziedzinie równie maÅ‚o kompetentny, jak gdy chodzi na 
przykÅ‚ad o datÄ™ urodzenia jakiegoÅ› staroegipskiego króla, 
albo o paralaksÄ™ jakiejÅ› planety.

  

 Odpowiedź na to pytanie zależy od tego co siÄ™ przez 
“filozofiÄ™" rozumie, bo sÄ… rozmaite filozofie. WiÄ™kszość 
filozofii powstaÅ‚ych przed naszym stuleciem miaÅ‚a charakter 
syntetyczny: zawieraÅ‚y wszechogarniajÄ…ce syntezy, majÄ…ce 
być w wiÄ™kszoÅ›ci wypadków namiastkÄ… albo apologiÄ… 
Å›wiatopoglÄ…dów. Natomiast filozofia współczesna, albo 
przynajmniej to, co w niej Å¼ywe, jest analityczna. Nie tworzy 
wszechogarniajÄ…cych systemów i nie pretenduje do roli 
namiastki czy apologii Å›wiatopoglÄ…du. Pojmuje siÄ™ jako 

prostÄ… analizÄ™.

  

 Ale wÅ‚aÅ›nie ta analityczna filozofia może przyczynić siÄ™ do 
zrozumienia przedmiotów, którymi zajmujÄ… siÄ™ także inne 
dyscypliny. Bada mianowicie najbardziej oderwane strony 
rzeczy i procesów, a może to z powodzeniem uczynić, bo 
rozporzÄ…dza wÅ‚asnymi narzÄ™dziami pojÄ™ciowymi, przede 
wszystkim logicznymi i ontologicznymi, których inne nauki 
nie znajÄ…. Ten fakt legitymuje zajmowanie siÄ™ przez filozofa 

wspomnianymi przedmiotami.

  

 Nawiasem mówiÄ…c miÄ™dzy tak pojÄ™tÄ… filozofiÄ… a wieloma 
naukami doÅ›wiadczalnymi nie ma ostrej granicy, jako Å¼e i w 
nich prowadzi siÄ™ z reguÅ‚y obok dociekaÅ„ empirycznych 
także analizy pojÄ™ciowe.

  

 
 1.2. PrzedsiÄ™biorstwo. Wydaje siÄ™, Å¼e poprawna definicja 
przedsiÄ™biorstwa w ogóle, to jest jednoznaczne okreÅ›lenie 
znaczenia odnoÅ›nego wyrażenia nie jest możliwe. Logikom 
sÄ… takie wyrażenia dobrze znane. Klasycznym przykÅ‚adem 
jest “jarzyna" (Petrażyckiego): każda gospodyni wie czym 
ono jest, ale nie tylko Å¼adna gospodyni, ale i Å¼aden logik nie 
potrafiÅ‚ nigdy â€œjarzyny" poprawnie zdefiniować. 
“PrzedsiÄ™biorstwo w ogóle" zdaje siÄ™ należeć do tej samej 

klasy wyrażeÅ„.

  

 Można natomiast podać, jeÅ›li nie definicjÄ™, to przynajmniej 
prowizoryczne okreÅ›lenie pojÄ™cia przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego. Rozumiemy przez â€œprzedsiÄ™biorstwo 
przemysÅ‚owe" przedmiot w rodzaju fabryki obuwia, a wiÄ™c 
przedsiÄ™biorstwo majÄ…ce na celu wytwarzanie pewnych, i to 
caÅ‚kiem okreÅ›lonych, dóbr. Różnica miÄ™dzy 
przedsiÄ™biorstwem przemysÅ‚owym a rolniczym jest w 

wysokim stopniu umowna i nie bÄ™dzie tutaj uwzglÄ™dniona.

  

 
 1.3. Plan pracy. Główne pytanie, które ma być tutaj 
omówione brzmi: Co to jest przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe? 
Odpowiedź na to pytanie przybierze postać tak zwanej 
definicji klasycznej. Otóż taka definicja skÅ‚ada siÄ™, jak 

background image

wiadomo, z rodzaju i różnicy gatunkowej (dokÅ‚adniej mówiÄ…c 
z ich nazw) z tego wzglÄ™du niniejsza praca dzieli siÄ™ na dwie 
części. W pierwszej bÄ™dzie okreÅ›lony rodzaj do którego 
przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe należy. Jest nim, zgodnie z 
wysuniÄ™tÄ… poniżej propozycjÄ…, system. Pierwsza część 
rozprawy bÄ™dzie wiÄ™c poÅ›wiÄ™cona pojÄ™ciu systemu i 
przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego jako systemu. 
Przedmiotem drugiej części bÄ™dzie statyczna i dynamiczna 
analiza specyficznych cech przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego. 
Analiza statyczna bÄ™dzie badaniem tego przedsiÄ™biorstwa w 
danej chwili, bez uwzglÄ™dnienia jego dynamiki; dynamiczna 
zajmie siÄ™ nim z punktu widzenia jego funkcjonowania i 

celów.

  

 
BÄ™dziemy zatem mieli trzy części

  

1 O systemie 
2 O statycznej budowie przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego 

3 O jego budowie dynamicznej.

  

   

 

2. System

 

 
 
 Omówimy tutaj najpierw trudnoÅ›ci jakie nastrÄ™cza definicja 
przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego (2.1) i sformuÅ‚ujemy 
propozycjÄ™ by je uważać za system (2.2.). NastÄ™pne 
rozdziaÅ‚y bÄ™dÄ… poÅ›wiÄ™cone ogólnej teorii systemu (2.3) i 
jego podziaÅ‚owi (2.4).

  

 
 2.1 TrudnoÅ›ci. Aby zdefiniować przedsiÄ™biorstwo 
przemysÅ‚owe trzeba najpierw znaleźć rodzaj do którego 
należy. Otóż â€œrodzajem" danego przedmiotu nazywa siÄ™ 
klasÄ™, do której ten przedmiot (razem z innymi) należy. 
Znalezienie rodzaju nie jest zazwyczaj trudne. Na przykÅ‚ad 
na pytanie, do jakiego rodzaju należy krowa, odpowiemy 
Å‚atwo ze tym rodzajem jest klasa ssaków. Ale kiedy 
próbujemy okreÅ›lić rodzaj przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego 

natrafiamy na znaczne trudnoÅ›ci.

  

 Możnaby zrazu sÄ…dzić, Å¼e tym rodzajem jest organizacja, 
dynamicznie zorganizowana grupa ludzi. Na to wypada 
jednak powiedzieć, (1) Å¼e istniejÄ… także przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owe, które nie sÄ… organizacjami, jako Å¼e czynny 
jest w nich tylko jeden czÅ‚owiek, (2) Å¼e także tam gdzie 
współpracuje w nim wiÄ™cej ludzi, przedsiÄ™biorstwo skÅ‚ada siÄ™ 
nie tylko z nich, ale także z innych przedmiotów, częściowo 
realnych (maszyny, budynki), częściowo idealnych (patenty, 
know-how). PrzedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owe zawierajÄ… 

wprawdzie zwykle organizacjÄ™, ale nie sÄ… organizacjami.

  

 Gdy w poszukiwaniu rodzaju natrafiamy na takie trudnoÅ›ci, 
należy zgodnie ze starÄ… zasadÄ… metodologicznÄ… “wspinać siÄ™ 

background image

w górÄ™ po drabinie abstrakcji", tj. wznosić siÄ™ do pojęć coraz 
bardziej oderwanych, aż do najbardziej abstrakcyjnych, do 
kategorii. Ale nawet wzniesienie siÄ™ na poziom kategorii 
zdaje siÄ™ niewiele tutaj pomaga. Kategorie sÄ… mianowicie 
zasadniczo trzy: rzecz, cecha i stosunek. Otóż 
przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe na pewno nie jest rzeczÄ…, 
aczkolwiek zawiera różne rzeczy, nie jest także cechÄ… i jeÅ›li 

zawiera wiele stosunków, samo Å¼adnym stosunkiem nie jest.

  

 
 2.2. PrzedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe jest systemem. W 
tej sytuacji proponujemy ujÄ™cie przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego jako systemu. Twierdzimy, Å¼e należy do 
rodzaju â€œsystem". Wszystko co tu nastÄ™puje wychodzi z tego 

założenia.

  

 Wyrażenie â€œsystem" jest tu rozumiane caÅ‚kiem ogólnie, a 
wiÄ™c nie tak, jak w informatyce, gdzie oznacza tylko pewien 
okreÅ›lony rodzaj systemów. Tak pojÄ™ty system jest 
pojÄ™ciem bardzo ogólnym: system geometryczny, dom, 
rodzina, maszyna sÄ… nie mniej systemami niż na przykÅ‚ad 
klub hokejowy. Jest nawet pojÄ™ciem tak ogólnym, Å¼e wolno 
sobie zadać pytanie czy nie jest zaniedbanÄ… przez filozofów 

kategoriÄ….

  

 Nasze zaÅ‚ożenie ma też ujemne strony. Mimo, Å¼e pojÄ™cie 
systemu jest tak oczywiÅ›cie ważne, nie zostaÅ‚o dotÄ…d 
dostatecznie opracowane. IstniejÄ… wprawdzie, przyczynki do 
jego wyjaÅ›nienia, ale nie mamy teorii, która dawaÅ‚aby siÄ™ 
porównać z tym, co na temat innych kategorii stworzyli 
Arystoteles i jego nastÄ™pcy. Dochodzi jeszcze fakt, ze 
normalna (matematyczna) logika zdaje siÄ™ być maÅ‚o 
przydatna do analizy systemu. Do tej analizy byÅ‚aby 
potrzebna, tak siÄ™ przynajmniej wydaje, caÅ‚kiem inna logika. 
Mimo wszystko posiadamy pewne zaczÄ…tki takiej logiki; one 

znajdÄ…, tu, faute de mieux, zastosowanie.

  

 
 2.3. SkÅ‚adniki systemu. Każdemu systemowi odpowiada 
uporzÄ…dkowana klasa elementów. Mówimy “odpowiada", bo 
system nie jest identyczny z tÄ… klasÄ…, jako Å¼e klasa nie jest 
nigdy realna, podczas gdy system może być przedmiotem 
realnym. Mimo to wglÄ…d w istnienie takiej klasy jest 
pomocny w rozumieniu jednej podstawowej wÅ‚aÅ›ciwoÅ›ci 
systemu. A mianowicie, Å¼e (1) system skÅ‚ada siÄ™ z pewnych 
elementów, zarazem jednak (2) zawiera zasadÄ™ 
porzÄ…dkujÄ…cÄ…, czynnik syntetyczny, który z tych elementów 
tworzy system.

  

 I tak, w systemie Euklidesa definicje i twierdzenia sÄ… 
elementami, podczas gdy dyrektywy definiowania i 
wnioskowania stanowiÄ… czynnik syntetyczny. Elementami 
domu sÄ… cegÅ‚y, betonowe belki, a czynnikiem syntetycznym 
jest plan architekta. W brygadzie pancernej Å¼oÅ‚nierze, czoÅ‚gi 
itd, sÄ… elementami, a czynnikiem syntetycznym jest 
dowództwo, bo elementy stajÄ… siÄ™ tu dynamicznÄ… jednoÅ›ciÄ… 

przez dowództwo.

  

background image

 
 
 Ważne, ale czÄ™sto zapoznawane twierdzenie teorii systemu 
gÅ‚osi, Å¼e czynnik syntetyczny różni siÄ™ w systemie istotnie 
od elementów. Jednakże funkcja tego czynnika może być 
peÅ‚niona (w systemach dynamicznych) przez przedstawicieli 
jednego lub kilku elementów.

  

 O elementach można powiedzieć co nastÄ™puje:

  

1 Każdy system skÅ‚ada siÄ™ z kilku elementów. Jeden 
przedmiot nie tworzy sam systemu. 
2 Elementy mogÄ… być realne (jak cegÅ‚y, ludzie ) albo idealne 
(jak liczby, informacje). 
3 Elementy systemu mogÄ… znowu być systemami - system 
może być elementem innego systemu. 
4 Wobec tego, Å¼e elementy systemu sÄ… uporzÄ…dkowane, 
istniejÄ… miÄ™dzy nimi porzÄ…dkujÄ…ce stosunki. Te stosunki sÄ… w 
tym sensie â€œwewnÄ™trzne" wzglÄ™dnie konieczne, Å¼e zmiana 
jednego elementu pociÄ…ga za sobÄ… zwykle zmianÄ™ innych. 
Jest to najbardziej widoczne w organizmach, ale wystÄ™puje 
także w innych odmianach systemu. 
5 Gdy system jest elementem wiÄ™kszego systemu, zachodzÄ… 
miÄ™dzy nim a pewnymi skÅ‚adnikami tego ostatniego 
konieczne stosunki. Przedmioty zwiÄ…zane w ten sposób z 
systemem nazwiemy jego â€œzewnÄ™trznymi elementami". 
Publiczność jest np. zewnÄ™trznym elementem teatru, a grunt 

domu, na którym stoi.

  

 
 2.4. PodziaÅ‚ systemów. WedÅ‚ug sposobu istnienia 
elementów można podzielić systemy na homogeniczne i 
heterogeniczne. System jest homogeniczny gdy wszystkie 
jego elementy sÄ… ontologicznie jednorodne, tj. wszystkie 
realne, albo wszystkie idealne; elementy systemów 
heterogenicznych sÄ… częściowo realne, częściowo idealne. 
Systemy homogeniczne rozpadajÄ… siÄ™ dalej na realne i 
idealne. System realny skÅ‚ada siÄ™ wyłącznie z elementów 
realnych, to jest z przedmiotów indywidualnych, czasowo-
przestrzennych, niekoniecznych i zmiennych. Elementy 
systemu idealnego sÄ… wyłącznie idealne, to jest nie 
posiadajÄ… żadnej z cech przedmiotów realnych. 
 
 
 Wypada zwrócić uwagÄ™, Å¼e system realny nie tylko zawiera 
elementy realne, ale i sam, jako system jest przedmiotem 
realnym. Bo miedzy jego elementami zachodzÄ… stosunki 
realne, wskutek czego system posiada wiÄ™cej realnoÅ›ci niż 
suma jego elementów. Å»e tak jest można sobie najlepiej 
uzmysÅ‚owić myÅ›lÄ…c o wÅ‚adzy sprawowanej przez 
spoÅ‚eczeÅ„stwo nad jego czÅ‚onkami. Nie ma wÄ…tpliwoÅ›ci, Å¼e 
ta wÅ‚adza jest czymÅ› realnym, a wiÄ™c i jej podmiot, 
spoÅ‚eczeÅ„stwo, to jest system.

  

 WedÅ‚ug zachowania siÄ™ systemy dzielÄ… siÄ™ na statyczne i 
dynamiczne. System statyczny, np. system matematyczny, 
albo dom, nie wykonuje sam Å¼adnej czynnoÅ›ci. Natomiast 
system dynamiczny takie czynnoÅ›ci wykonuje. PrzykÅ‚adem 
sÄ… istoty Å¼yjÄ…ce i maszyny. Systemy dynamiczne rozpadajÄ… 

background image

siÄ™ dalej na mechaniczne i organiczne. Pierwsze sÄ… 
caÅ‚kowicie nastawione na zewnÄ…trz - ich dziaÅ‚alność 
powoduje zmiany w innych rzeczach, nie w nich samych. 
Tak np. wiertarka jest systemem mechanicznym, bo wierci 
przecież dziury nie w samej sobie, ale w innych 
przedmiotach; przykÅ‚adami systemów organicznych sÄ…, jak 
sama nazwa wskazuje, Å¼ywe organizmy, które same siebie, 

acz w pewnych granicach, zmieniajÄ….

  

 

Poniższa tabelka przedstawia te różne rodzaje systemów:

  

 

 

   

 

3. Analiza statyczna

 

 

 
 Niniejszy rozdziaÅ‚ skÅ‚ada siÄ™ z dwóch części. Pierwsza 
poÅ›wiÄ™cona jest klasycznej analizie przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego (3.1) i jej krytyce (3.2). Druga zawiera 
propozycjÄ™ nowej analizy statycznej, w szczególnoÅ›ci 
omawia elementy wewnÄ™trzne (3,3), zewnÄ™trzne (3,4) i 
czynnik syntetyczny (3,5), z czego wynika podziaÅ‚ a priori 
wszystkich możliwych ustrojów przedsiÄ™biorstwa (3.6).

  

 
 3.1. Analiza klasyczna. Ta jeszcze dzisiaj najczęściej 
przyjmowana analiza pochodzi od Dawida Ricardo (1772-
1823) i zostaÅ‚a głównie spopularyzowana przez Karola 
Marksa, ale zdaje siÄ™ być także podstawowym zaÅ‚ożeniem u 
wielu niemarksistow. Stanowi najczęściej tÅ‚o dyskusji nad 
tak zwanym kapitalistycznym i socjalistycznym ustrojem 

państwowym.

  

 Otóż ta analiza opiera siÄ™ na obserwacji Ã³wczesnych 
przedsiÄ™biorstw przemysÅ‚owych w Anglii. Stwierdzano, Å¼e 
przedsiÄ™biorstwo powstaje przez to, Å¼e kapitalista, czÅ‚owiek 
rozporzÄ…dzajÄ…cy znacznym kapitaÅ‚em, kupuje wszystko co 
potrzebne do wytwarzania towarów, wiec budynki, maszyny 
surowce itd. NastÄ™pnie ten sam kapitalista najmuje 
robotników, którym pÅ‚aci za pracÄ™. WyciÄ…gniÄ™to z tego 
wniosek, Å¼e przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe ma tylko dwa 
skÅ‚adniki: kapitaÅ‚ reprezentowany przez kapitalistÄ™ i siłę 

roboczÄ… reprezentowanÄ… przez robotników.

  

background image

 W Å›wietle naszej analizy wychodzi to na nastÄ™pujÄ…ce dwa 
twierdzenia: (1) w przedsiÄ™biorstwie przemysÅ‚owym sÄ… dwa i 
tylko dwa elementy, kapitaÅ‚ i siÅ‚a robocza, (2) funkcje 
czynnika syntetycznego wykonuje nosiciel pierwszego, to 
jest kapitalista. SocjaliÅ›ci dostrzegli później, Å¼e możliwy jest 
także inny ustrój przedsiÄ™biorstwa, w którym funkcje 
czynnika syntetycznego peÅ‚niÄ… przedstawiciele nosicieli siÅ‚y 

roboczej tj. robotników.

  

 WyglÄ…da na to, Å¼e caÅ‚ość myÅ›li ekonomicznej i politycznej 
rozwijaÅ‚a siÄ™ w ramach tej teorii. ZakÅ‚adano stale, Å¼e w 
przedsiÄ™biorstwie przemysÅ‚owym sÄ… tylko dwa rodzaje 
elementów i Å¼e możliwe sÄ… tylko dwa jego ustroje, 

kapitalistyczny i socjalistyczny.

  

 
 3.2. Krytyka. Wykażemy poniżej, Å¼e ta analiza jest 
teoretycznie błędna. W obecnych warunkach jest ona poza 
tym caÅ‚kowicie bezużyteczna. Odpowiada bowiem wprawdzie 
sytuacji jaka istniaÅ‚a w okresie rewolucji przemysÅ‚owej, ale 
od tego czasu warunki ulegÅ‚y radykalnej zmianie, głównie na 
skutek powstania szeregu przedsiÄ™biorstw przemysÅ‚owych o 
innych ustrojach niż te które dopuszczaÅ‚a dawna analiza. 
 
 

79

  

 
 
 
 Pierwszym przykÅ‚adem sÄ… przedsiÄ™biorstwa prowadzone 
przez miasta. Nie sÄ… one kapitalistyczne, bo nie sÄ… 
kierowane przez kapitalistÄ™, a ich celem nie jest wyłącznie, 
jak u kapitalisty, wypracowanie zysku. ZarzÄ…d miejski peÅ‚ni 
w nich zarówno funkcjÄ™ kapitalisty, jak i czynnika 
syntetycznego. Ale te przedsiÄ™biorstwa nie mogÄ… też być 
nazwane â€œsocjalistycznymi", gdyż nie zarzÄ…dzajÄ… nimi 

przedstawiciele pracowników.

  

 Dalszym przykÅ‚adem sÄ… szeroko dziÅ› rozpowszechnione 
spółdzielnie spożywców, które nieraz prowadzÄ… 
przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owe. I one nie dadzÄ… siÄ™ zaliczyć 
ani do kapitalistycznych, ani do socjalistycznych. A cóż 
powiedzieć o przedsiÄ™biorstwach, w których, jak np. w 
należących do Unii Montana, kierownictwo spoczywa w 
rÄ™kach rady nadzorczej, skÅ‚adajÄ…cej siÄ™ po poÅ‚owie z 
przedstawicieli kapitalistów i pracowników? Do nich także 
nie da siÄ™ zastosować schemat ricardowski. Wreszcie, aby 
jeszcze jeden przykÅ‚ad przytoczyć, w tak zwanych krajach 
socjalistycznych wiÄ™kszoÅ›ciÄ… przedsiÄ™biorstw przemysÅ‚owych 
nie zarzÄ…dzajÄ… pracownicy, ale urzÄ™dnicy paÅ„stwowi. Nie sÄ… 
to wiÄ™c przedsiÄ™biorstwa socjalistyczne, ale z tego nie 
wynika bynajmniej by byÅ‚y przedsiÄ™biorstwami 

kapitalistycznymi.

  

 ObroÅ„cy analizy tradycyjnej (przede wszystkim marksiÅ›ci-
leniniÅ›ci) podejmujÄ…, oczywiÅ›cie próby ratowania jej. 
TwierdzÄ… na przykÅ‚ad, Å¼e przedsiÄ™biorstwa miejskie itp. sÄ… 

background image

socjalistyczne, jako Å¼e (1) nie należą do jednostki, ale do 
spoÅ‚ecznoÅ›ci, do grupy ludzi, i (2) ich celem nie jest zysk, 
ale coÅ› innego. SkÄ…dinÄ…d przeciwnicy marksizmu usiÅ‚ujÄ…, 
nieraz dowieść, Å¼e ustrój tych przedsiÄ™biorstw jest w gruncie 
rzeczy kapitalistyczny; mówiÄ… o kapitalizmie paÅ„stwowym 

itp.

  

 Ale to nie sÄ… argumenty przekonywujÄ…ce. (1) Także spółka 
akcyjna nie należy do pojedynczego czÅ‚owieka, ale do grupy 
akcjonariuszy, a przecież nikt zarzÄ…dzanego przez niÄ… 
przedsiÄ™biorstwa nie nazwie â€œsocjalistycznym". (2) Co zaÅ› 
dotyczy zysku, jak zobaczymy poniżej, każde 
przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe musi starać siÄ™ wypracować 
zysk. A próba sprowadzenia wspomnianych przedsiÄ™biorstw 
do kapitalistycznych zawodzi np. w wypadku Unii Montana, 
gdzie zaÅ‚oga nie dlatego posiada pewne prawa, Å¼e jest 

wÅ‚aÅ›cicielkÄ… części kapitaÅ‚u, ale wÅ‚aÅ›nie jako zaÅ‚oga.

  

 
 
 Tradycyjna analiza zawodzi wiÄ™c dzisiaj, jest nieoperatywna 
i powinna być zastÄ…piona przez innÄ….

  

 
 3.3. Elementy wewnÄ™trzne. OdróżniliÅ›my powyżej (2.3) 
elementy w Å›cisÅ‚ym tego sÅ‚owa znaczeniu, które znajdujÄ… siÄ™ 
wewnÄ…trz systemu, od â€œelementów zewnÄ™trznych", tj. od 
przedmiotów zewnÄ™trznych w stosunku, do niego, ale 

zwiÄ…zanych z nim przez konieczne stosunki.

  

 Zaczynamy od pierwszych i stawiamy sobie pytanie: Jakie 
sÄ… główne rodzaje elementów wchodzÄ…cych w skÅ‚ad 
przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego? Zgodnie z klasycznÄ… 
analizÄ… sÄ… nimi kapitaÅ‚ i siÅ‚a robocza. Nie jest wÄ…tpliwym że 

one sÄ… w rzeczy samej, jego elementami.

  

 Wolno jednak pytać, czy poza tymi dwoma elementami 
znanymi analizie tradycyjnej nie ma jeszcze innych. Otóż 
obok kapitaÅ‚u i siÅ‚y roboczej znajdujemy w niemal 
wszystkich przedsiÄ™biorstwach przemysÅ‚owych jeszcze trzeci 

element, a mianowicie wynalazczość technicznÄ….

  

 Zdaje siÄ™, Å¼e Proudhon zwróciÅ‚ pierwszy uwagÄ™ na ten 
czynnik, który nazwaÅ‚ â€œgeniuszem" (“génie"); natomiast 
Marks i wielu innych potraktowaÅ‚o ten czynnik jako rodzaj 
siÅ‚y roboczej. Powinno być jednak jasnym, Å¼e taka redukcja 
nie jest dopuszczalna. Bo (1) wynalazczość techniczna 
odgrywa tak wielkÄ… rolÄ™ w przedsiÄ™biorstwie, Å¼e nie można z 
niÄ… porównać nawet pracy wysoko kwalifikowanego, ale 
rutynicznie pracujÄ…cego inżyniera, nie mówiÄ…c już o pracy 
niewykwalifikowanego pracownika fizycznego. Przede 
wszystkim jednak (2) wynalazczość techniczna różni siÄ™ od 
siÅ‚y roboczej tym, Å¼e jej nosiciel, wynalazca, może oddać 
swój wynalazek przedsiÄ™biorstwu, ale sam pozostać poza 
nim, inaczej niż nosiciel siÅ‚y roboczej, robotnik, który musi 
być osobiÅ›cie w nim obecny.

  

 Ta uwaga prowadzi do stwierdzenia, które nie jest 

background image

pozbawione znaczenia: wszystkie trzy rodzaje elementów - 
kapitaÅ‚, siÅ‚a robocza i wynalazczość sÄ… reprezentowane przez 
ludzi, a wiÄ™c przeciwstawianie osoby robotnika rzekomo 
nieosobowemu kapitaÅ‚owi jest błędem. Osoby ludzkie sÄ… 
dokÅ‚adnie tak samo nosicielami kapitaÅ‚u jak i siÅ‚y roboczej. 
 
 

80

 

 
 
 
 Niemniej rola tych osób w przedsiÄ™biorstwie nie jest 
jednakowa, i pod tym wzglÄ™dem miejsce robotnika jest 
szczególne. Bo podczas gdy zarówno kapitalista jak i 
wynalazca mogÄ… dąć swój wkÅ‚ad i sami odejść, robotnik 
musi być osobiÅ›cie obecny w przedsiÄ™biorstwie. Jest z nim, 
jeÅ›li wolno siÄ™ tak wyrazić, egzystencjalnie zwiÄ…zany. 
Nie wynika z tego co prawda, Å¼e tylko robotnik jest 
prawdziwym producentem, podczas gdy inne elementy 
odgrywajÄ…, rolÄ™ biernÄ…, jeÅ›li nie wprost pasożytniczÄ…. JeÅ›li 
chcemy sÅ‚owu â€œproducent" wzglÄ™dnie â€œprodukuje" nadać 
jakiekolwiek jasne znaczenie, musimy powiedzieć, Å¼e każdy, 
czyj udziaÅ‚ jest w jakikolwiek sposób konieczny do produkcji, 
produkuje w tym czy innym sensie sÅ‚owa. Otóż nie tylko siÅ‚a 
robocza, ale także kapitaÅ‚ i, w wiÄ™kszoÅ›ci wypadków, 
wynalazczość techniczna sÄ… dla niej niezbÄ™dne. Å»aden 
element sam, bez innych, nie jest produktywny. WÅ‚aÅ›ciwym 
producentem nie jest żaden z elementów oddzielnie, ale 

przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe jako caÅ‚ość.

  

 
 3.4. PowiÄ…zania zewnÄ™trzne. Jak powiedziano powyżej, 
istniejÄ… w pewnych realnych systemach poza elementami 
wewnÄ™trznymi, także konieczne powiÄ…zania z przedmiotami 
znajdujÄ…cymi siÄ™ poza nimi (sÄ… nimi zwykle inne systemy), 
bez których dany system nie może istnieć wzglÄ™dnie dziaÅ‚ać. 

NazwaliÅ›my je â€œelementami zewnÄ™trznymi".

  

 JeÅ›li chodzi o przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe, pierwszÄ… klasÄ™ 
takich elementów stanowiÄ… odbiorcy, klientela. Bo, jak to 
uzasadnimy jeszcze dokÅ‚adniej poniżej, caÅ‚y sens 
przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego polega na wytwarzaniu 
pewnych dóbr dla kogoÅ›, a mianowicie dla odbiorców. Toteż 
przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe jest z koniecznoÅ›ci zwiÄ…zane 
ze swojÄ… klientelÄ…, która stanowi pierwszy rodzaj jego 

elementów zewnÄ™trznych.

  

 PrzedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe jest dalej Å›ciÅ›le zwiÄ…zane z 
regionem. Istnieje i dziaÅ‚a w okreÅ›lonym miejscu, w pewnej 
gminie i okolicy. Daje im miejsca pracy i podatki, ale używa 
także lokalnej wody, prÄ…du itp. Jego odpadki 
zanieczyszczajÄ… powietrze i wodÄ™ w tej okolicy. Gdy jest 
wielkie, nawet los regionu, w którym pracuje może od niego 
zależeć. 
 
 
 Można wreszcie wymienić paÅ„stwo jako trzeci rodzaj 
zewnÄ™trznego elementu. PaÅ„stwo jest zawsze w wiÄ™kszej 

background image

albo mniejszej mierze zainteresowane każdym 
przedsiÄ™biorstwem przemysÅ‚owym dziaÅ‚ajÄ…cym na jego 
obszarze. NastÄ™pujÄ…cy eksperyment myÅ›my dostarcza 
skrajnego przykÅ‚adu tego zainteresowania. Wyobraźmy 
sobie, Å¼e koleje Å¼elazne jakiegoÅ› kraju oddano zwiÄ…zkowi 
zawodowemu kolejarzy, którzy zawiadujÄ… nim samodzielnie. 
Wyobraźmy sobie dalej, ze ten zwiÄ…zek postanowiÅ‚ dać urlop 
wszystkim swoim czÅ‚onkom na Zielone ÅšwiÄ™ta, Å¼e wiÄ™c 
żaden pociÄ…g nie bÄ™dzie w te Å›wiÄ™ta kursowaÅ‚. To byÅ‚aby 
oczywiÅ›cie prawdziwa katastrofa dla tego kraju, na którÄ… 
żadne paÅ„stwo sobie pozwolić nie może. PaÅ„stwo jest wiÄ™c 
w wysokim stopniu zainteresowane w zarzÄ…dzie kolei 
żelaznych. Ale to samo odnosi siÄ™ także, w mniejszym lub 
wiÄ™kszym stopniu, do każdego przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego, nawet najskromniejszego. Możemy wiÄ™c 
stwierdzić, Å¼e paÅ„stwo stanowi trzeci rodzaj elementu 

zewnętrznego.

  

 Powyższe wyliczenie nie jest, oczywiÅ›cie, zupeÅ‚ne. Dalszym 
rodzajem elementu zewnÄ™trznego, który tu wystÄ™puje sÄ… np. 
dostawcy surowców, półfabrykatów itp. używanych w 
produkcji. Pomijamy jednak te dalsze elementy zewnÄ™trzne, 
bo nie chodzi tutaj o zupeÅ‚ność, ale o zbudowanie 
zasadniczo poprawnego modelu przedsiÄ™biorstwa 

przemysłowego.

  

 Należy zatem przyjąć przynajmniej sześć rodzajów 
elementów tego przedsiÄ™biorstwa, trzy wewnÄ™trzne i trzy 
zewnętrzne:

  

 

 

 

 
 3.5. Czynnik syntetyczny. Ograniczenie liczby elementów 
do dwóch, kapitaÅ‚u i siÅ‚y roboczej, nie jest jedynym błędem 
klasycznej analizy przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego. Dalszy i 
bodaj ważniejszy błąd, polega na tym, Å¼e utożsamia siÄ™ w 
niej nosiciela kapitaÅ‚u, a wiÄ™c jeden z elementów 
przedsiÄ™biorstwa, z jego czynnikiem syntetycznym. Otóż 
przedstawiciel jednego lub kilku elementów może co prawda 
wykonywać funkcje tego czynnika, ale sama funkcja jako 
taka różni siÄ™ od funkcji wszystkich elementów. 
JeÅ›li teraz pytamy, co jest tym czynnikiem syntetycznym, 
odpowiedź brzmi: jest nim przedsiÄ™biorca. To on znajduje 
kapitaÅ‚, odkupuje wynalazki od wynalazców, najmuje 
robotników, wyszukuje odbiorców, umawia siÄ™ z gminÄ… i 
paÅ„stwem, innymi sÅ‚owami, to on stwarza przedsiÄ™biorstwo 

background image

przemysÅ‚owe z rozproszonych i w tym rozproszeniu 

nieproduktywnych elementów. 

 

 Jest to tak oczywiste, Å¼e narzuca siÄ™ pytanie, jak 
przedsiÄ™biorca mógÅ‚ być w ciÄ…gu dwóch wieków utożsamiany 
z kapitalistÄ…. Można to zrozumieć jeÅ›li siÄ™ weźmie pod 
uwagÄ™ poÅ‚ożenie istniejÄ…ce w okresie rewolucji 
przemysÅ‚owej. Kapitalista byÅ‚ wtedy z reguÅ‚y także 
przedsiÄ™biorcÄ… i różnicy miÄ™dzy obu funkcjami nie 
zauważono. Fakt, Å¼e istniejÄ… także przedsiÄ™biorstwa, w 
których funkcje przedsiÄ™biorcy nie peÅ‚ni kapitalista, powinien 
byÅ‚ przynieść jasność w tej sprawie. Å»e mimo to wiÄ™kszość 
ludzi nie potrafiÅ‚a nadal odróżnić obu funkcji, Å›wiadczy o 

niewiarygodnej doprawdy bezwÅ‚adnoÅ›ci ludzkiego myÅ›lenia.

  

 
 3.6. Ustroje. W wyniku tych rozważaÅ„ otrzymujemy 
schemat wszystkich ustrojów przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego możliwych a priori przy uwzglÄ™dnieniu 
przyjÄ™tych tutaj rodzajach elementów. PrzedsiÄ™biorca może 
być niezależny od wszystkich elementów, albo jego funkcjÄ™ 
mogÄ… peÅ‚nić przedstawiciele jednego lub paru elementów. 
BiorÄ…c pod uwagÄ™ nasz (Å›wiadomie niepeÅ‚ny) model z 6 

elementami otrzymujemy:

  

 

możliwych ustrojów. Niektóre spoÅ›ród nich zostaÅ‚y 
urzeczywistnione. I tak spoÅ›ród 6 możliwych ustrojów z 
jednym elementem peÅ‚niÄ…cym funkcje przedsiÄ™biorcy znamy 
co najmniej 5:

  

 kapitalistyczny (zarzÄ…dzany przez wÅ‚aÅ›cicieli kapitaÅ‚u), kibuc 
(przez pracowników), przedsiÄ™biorstwo należące do 
spółdzielni spożywców (przez odbiorców), miejskie (przez 
gminÄ™), paÅ„stwowe (przez paÅ„stwo, sowiecki typ 
“socjalizmu").

  

 SpoÅ›ród przedsiÄ™biorstw, w których dwa elementy 
wyznaczajÄ… wspólnie przedsiÄ™biorcÄ™ znamy przynajmniej 
jeden typ, a mianowicie stworzony przez ustawodawstwo 
Unii Montana: przedsiÄ™biorstwo którym kierujÄ… wspólnie 
kapitaliÅ›ci i pracownicy. Możliwe sÄ… jednak także inne 
ustroje w których tÄ™ funkcjÄ™ wykonujÄ… inne dwa, albo trzy 
itd. elementy, jak również typ skrajny, gdzie 
przedsiÄ™biorstwem zawiadujÄ… razem przedstawiciele 

wszystkich elementów.

  

 
Z naszej analizy wynikajÄ… ważne wnioski ekonomiczne i 

politologiczne.

  

 1. Każda klasyfikacja przedsiÄ™biorstwa zakÅ‚adajÄ…ca 
tradycyjnÄ… analizÄ™ z dwoma tylko rodzajami elementów jest 
błędna i logicznie chybiona. Przyjmować tylko dwa możliwe 
ustroje tam, gdzie ich jest co najmniej sześćdziesiÄ…t cztery 
jest zdumiewajÄ…cÄ… zaiste jednostronnoÅ›ciÄ…, uniemożliwiajÄ…cÄ… 

background image

np. zrozumienie strajków w przedsiÄ™biorstwach 

paÅ„stwowych, polskiej â€œSolidarnoÅ›ci" itp.

  

 2. To samo dotyczy także klasyfikacji ustrojów politycznych, 
która opiera siÄ™ w znacznej mierze (idÄ…c za Marksem) na 
klasyfikacji przedsiÄ™biorstw przemysÅ‚owych. Wszystkie 
ustroje polityczne, a wiec i paÅ„stwa i dalej ruchy polityczne 
itp. dzieli siÄ™ na kapitalistyczne i socjalistyczne. To jest 
jednak, jeÅ›li możliwe, jeszcze gorszy błąd. Powinno być 
jasnym, Å¼e np. nazywanie ustroju współczesnej Francji 
“kapitalistycznym" czy â€œsocjalistycznym" może tylko 

stwarzać zamieszanie i powinno być unikane.

  

 Krótko mówiÄ…c współczesne dyskusje w tej dziedzinie zdajÄ… 
siÄ™ najczęściej zakÅ‚adać błędnie sformuÅ‚owanÄ… 
problematykÄ™. Powyższa analiza pokazuje jak można by jÄ… 

poprawniej sformuÅ‚ować.

  

   

 
 

 

4. Analiza dynamiczna

 

 

 W tym rozdziale przedstawimy najpierw tradycyjne poglÄ…dy 
na cel przedsiÄ™biorstwa (4.1) i podamy niektóre szczegóły 
ogólnej teorii celu (4.2). StosujÄ…c je do naszego przedmiotu 
omówimy kolejno problematykÄ™ celu przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego (4.3), jego cel główny (4.4), inne cele (4.5) 
oraz stosunek celów poszczególnych elementów do ogólnego 

celu przedsiÄ™biorstwa (4.6). 

 

 
 4.1. PoglÄ…dy tradycyjne. PrzedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe 
jest systemem dynamicznym pod tym wzglÄ™dem jest 
bardziej podobne do organizmu niż do domu. A ponieważ 
jest dzieÅ‚em ludzkim, posiada cel. Zrozumienie jego 
struktury dynamicznej zależy wiÄ™c od zrozumienia tego celu. 
Analiza dynamiczna przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego jest 

zatem w swojej istocie analizÄ… jego celu. 

 

 Toteż nie brak prób okreÅ›lenia tego celu. Dyrektor 
szwajcarskiego albo niemieckiego przedsiÄ™biorstwa, 
zapytany co jego zdaniem stanowi cel przedsiÄ™biorstwa, 
odpowie w wiÄ™kszoÅ›ci wypadków równie jasno jak 
kategorycznie, Å¼e tym celem jest możliwie jak najwiÄ™ksza 
dywidenda dla akcjonariuszy. SkÄ…dinÄ…d istnieje jednak 
obszerna literatura, w której twierdzi siÄ™ przeciwnie, ale 
równie jasno i kategorycznie, Å¼e wÅ‚aÅ›ciwym celem 

przedsiÄ™biorstwa jest szczęście robotników.

  

 Przy tych i tym podobnych próbach okreÅ›lenia tego celu 
uderza najpierw fakt, Å¼e chodzi w nich z reguÅ‚y o cele 
nosicieli jednego z elementów, bo możliwie wysoka 
dywidenda jest przecież prawowitym celem akcjonariuszy, a 

background image

wiÄ™c kapitalistów, podczas gdy szczęście robotników jest 
niemniej prawowitym celem zaÅ‚ogi, to jest nosicieli siÅ‚y 
roboczej.

  

 Zarazem trudno nie zauważyć, Å¼e operuje siÄ™ w tych 
próbach pojÄ™ciem celu, które nie zostaÅ‚o zanalizowane, ale 
po prostu przejÄ™te z mowy potocznej. A wiadomo, Å¼e takie 
niezanalizowane pojÄ™cia sÄ… niebezpieczne gdy chodzi o 
trudne, teoretyczne zagadnienia.

  

 Dlatego potrzebna jest nowa analiza, prowadzona z 

użyciem podstawowych danych teorii celu.

  

 
 
 4.2. Ogólna teoria celu. Cele dziaÅ‚ania zatem także 
dynamicznego (to jest dziaÅ‚ajÄ…cego) systemu dzielÄ… siÄ™ 
najpierw na immanentne (finis operis) i transcendentne 
(finis operantis). Gdy na przykÅ‚ad myjÄ™ mój wóz, 
immanentnym celem mojej czynnoÅ›ci jest zawsze i 
wyłącznie czystość wozu. Ten cel jest dany przez samÄ… 
strukturÄ™ dziaÅ‚ania i zupeÅ‚nie niezależny od woli 
dziaÅ‚ajÄ…cego. JeÅ›li chcÄ™ tÄ™ czynność wykonać, muszÄ™ do 
niego dążyć. Ale czÅ‚owiek myjÄ…cy samochód może mieć poza 
tym celem jeszcze inne cele, może na przykÅ‚ad myć wóz po 
to, aby go lepiej sprzedać, aby zaimponować jakiejÅ› pani, 
albo po prostu dlatego, Å¼e jazda brudnym wozem nie 
sprawia mu przyjemnoÅ›ci. Cel immanentny pojawia siÄ™ tu 
jasno jako Å›rodek w stosunku do tych dalszych, 
transcendentnych celów. Dlatego też cel transcendentny 
nazywa siÄ™ czÄ™sto w jÄ™zyku niemieckim “Zweck" a nie â€œZiel", 
aczkolwiek znaczenie tych wyrażeÅ„ nie jest caÅ‚kiem 

ustalone.

  

 W zwiÄ…zku z tym nasuwa siÄ™ ważne pytanie dotyczÄ…ce 
wolnoÅ›ci wzglÄ™dem celów immanentnych. Zdarza siÄ™ czÄ™sto, 
że ludzie bojÄ… siÄ™ immanentnych celów, ich wÅ‚asnych 
wytworów, nazywajÄ… je â€œmechanizmami" i chcieliby je 
zastÄ…pić przez dowolnie wybrane cele. To sÄ… jednak dość 
infantylne nieporozumienia. MogÄ™ przecież zaniechać mycia 
wozu - pod tym wzglÄ™dem jestem wolny. Kiedy jednak 
postanowiÅ‚em go myć, nie może już być Å¼adnej wolnoÅ›ci w 
stosunku do struktury i immanentnego celu tej czynnoÅ›ci. 
Nie tylko nie mogÄ™ przeszkodzić temu, Å¼e wóz staje siÄ™ 
czysty na skutek mojej czynnoÅ›ci, ale muszÄ™ także użyć 

pewnych Å›rodków, np. pÅ‚ynów czy pasty czyszczÄ…cej.

  

 
 4.2. Istnienie celu immanentnego. Skoro 
przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe jest systemem dynamicznym, 
stworzonym przez ludzi, powinno być oczywistym, Å¼e 

posiada cel immanentny.

  

 Przeciw temu można by jednak podnieść co najmniej dwie 
trudnoÅ›ci. Po pierwsze, przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe jest 
tworem ludzkim i zostaÅ‚o przez ludzi dowolnie utworzone. 
Otóż to zdaje siÄ™ wykluczać wszelkÄ… niezależność od woli 
ludzkiej, autonomiÄ™, a wiÄ™c i cel immanentny. Po drugie, 

background image

przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe ulega stale zmianom i to pod 
wpÅ‚ywem dowolnie dziaÅ‚ajÄ…cych ludzi. I to zdaje siÄ™ 
wykluczać istnienie immanentnego celu.  
 

87

 

 

 
 A jednak tak nie jest przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe posiada 
immanentny cel, wzglÄ™dnie cele. JeÅ›li chodzi o pierwszÄ… 
trudność, wystarczy zauważyć, Å¼e także maszyna, choć 
powstaÅ‚a na skutek wolne; decyzji czÅ‚owieka, taki cel 
posiada. Na przykÅ‚ad prasa hydrauliczna, choć zbudowana 
dowolnie, posiada przecież, skoro raz zostaÅ‚a 
skonstruowana, wÅ‚asne prawa - potrafi tylko prasować i to 
tylko w okreÅ›lonych granicach. Także i druga wÄ…tpliwość nie 
jest przekonywujÄ…ca. PrzedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe zmienia 
siÄ™ oczywiÅ›cie z upÅ‚ywem czasu, ale tylko w pewnych 
granicach. W każdym razie nie można go tak zmienić, aby 
nie mogÅ‚o produkować, gdyż wówczas przestaÅ‚oby być 
przedsiÄ™biorstwem przemysÅ‚owym. Jego zmienność nie jest 

wiÄ™c argumentem przeciw istnieniu celu immanentnego.

  

 JeÅ›li siÄ™ jednak przyjmie jego istnienie, powstaje kilka 
częściowo trudnych pytaÅ„. 
1. Co jest tym celem immanentnym? 
2. Czy istnieje tylko jeden taki cel, czy jest ich kilka? 
3. W tym ostatnim wypadku: Jaki jest ich wzajemny 
stosunek? Czy sÄ… wzajemnie przyporzÄ…dkowane, czy 
podporzÄ…dkowane?

  

 
 4.3. Główny cel immanentny przedsiÄ™biorstwa 
przemysłowego
. Odpowiedź na pierwsze pytanie nie 
powinna nastrÄ™czać trudnoÅ›ci. Nawet powierzchowna 
obserwacja przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego pozwala 
stwierdzić, Å¼e posiada ono strukturÄ™, dziÄ™ki której jest 
caÅ‚kowicie ukierunkowane na jeden cel, a mianowicie na 
produkcjÄ™. Produkcja jest wiÄ™c głównym immanentnym 
celem tego przedsiÄ™biorstwa.

  

 Aby to wykazać na konkretnym przykÅ‚adzie, weźmy pod 
uwagÄ™ fabrykÄ™ obuwia. SkÅ‚ada siÄ™ ona z pewnej liczby 
urzÄ…dzeÅ„, budynków, maszyn, pracowników, doÅ›wiadczeÅ„ 
itd. Wszystko to jest jednoznacznie ukierunkowane na 
wytwarzanie obuwia. Budynki zostaÅ‚y w tym celu 
zaprojektowane i wzniesione, maszyny sÄ… w znakomitej 
wiÄ™kszoÅ›ci maszynami wytwarzajÄ…cymi obuwie, zaÅ‚oga 
zostaÅ‚a wyszkolona w tym samym celu, przedsiÄ™biorstwo 
rozporzÄ…dza także doÅ›wiadczeniami, know-how, patentami 
itp. zwiÄ…zanymi z tÄ… produkcjÄ…. Można powiedzieć, Å¼e 

fabryka jest w pewnym sensie wytwarzaniem obuwia.

  

 I to tak bardzo, Å¼e jeÅ›li przedsiÄ™biorstwo ma sÅ‚użyć innemu 
celowi, transcendentnemu i zależnemu od woli ludzkiej, to 
musi najpierw osiÄ…gnąć swój cel wÅ‚asny, immanentny. 
OpowiadajÄ…, Å¼e milioner amerykaÅ„ski Cochrane zakupiÅ‚ 
fabrykÄ™ samolotów, aby zaspokoić potrzeby sportowe swojej 

background image

ukochanej Å¼ony, rekordzistki w lotnictwie. Zaspokojenie 
potrzeb pani Cochrane staÅ‚o siÄ™ wiÄ™c transcendentnym 
celem tej fabryki, ale to byÅ‚o możliwe tylko dlatego, Å¼e 
osiÄ…gniÄ™ty zostaÅ‚ najpierw jej cel immanentny, produkcja 

samolotów.

  

 Pod tym wzglÄ™dem przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe jest 
nawet Å›ciÅ›lej zwiÄ…zane ze swoim celem immanentnym niż 
np. wiertarka; bo wiertarki można także użyć do rozbijania 
kamieni albo ludzkich głów, przy czym ona nie musi wiercić 
otworów, natomiast przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe musi 
przede wszystkim coÅ› wytwarzać, aby móc osiÄ…gnąć inne 
cele.

  

 Warto nadmienić, Å¼e ten fakt choć caÅ‚kiem oczywisty i 
banalny, bywa aż nadto czÄ™sto niedostrzegany. Odnosi siÄ™ 
wrażenie, Å¼e pewni pisarze chcieliby zrobić z 
przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego coÅ› w rodzaju oddziaÅ‚u 
Armii Zbawienia - byÅ‚oby wtedy, powiadajÄ…, bardziej 
“spoÅ‚eczne". ZapominajÄ… przy tym, Å¼e to przedsiÄ™biorstwo 
peÅ‚ni, z mocy swojego celu immanenmego, ważnÄ… funkcjÄ™ 
spoÅ‚ecznÄ…: produkcjÄ™ dóbr. Ta produkcja jest jego sensem 

społecznym.

  

 
 4.5. Inne cele immanentne. RozpatrujÄ…c bliżej 
przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe stwierdzamy, Å¼e posiada ono 
obok głównego celu, produkcji, jeszcze inne cele 
immanentne. Takie przedsiÄ™biorstwo jest w zasadzie 
systemem mechanicznym, nie organicznym, gdyż, podobnie 
jak maszyna, nie oddziaÅ‚ywuje na siebie, ale na inne 
przedmioty. Wytwarza przecież dobra nie dla siebie, ale dla 
odbiorców. Niemniej, przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe 
zachowuje siÄ™ w uderzajÄ…cy sposób, jak Å¼ywy organizm. Po 
pierwsze, stara siÄ™ przeżyć. Po drugie wykazuje w 
wiÄ™kszoÅ›ci wypadków tendencjÄ™ do wzrostu, i to, w 
przeciwieÅ„stwie do organizmów, nieraz do wzrostu bez 
granic. Wreszcie dąży w zasadzie do możliwie najwiÄ™kszej 
gospodarnoÅ›ci, to jest racjonalnoÅ›ci. 
 
 
 Tego wszystkiego nie należy oczywiÅ›cie pojmować 
antropomorficznie, tak, jak gdyby przedsiÄ™biorstwo 
posiadaÅ‚o wÅ‚asnÄ… Å›wiadomość i wolÄ™. Posiada jednak takÄ… 
strukturÄ™, Å¼e musi osiÄ…gnąć wspomniane cele uboczne, jeÅ›li 
ma urzeczywistnić cel główny. Bo, aby móc produkować, 
przedsiÄ™biorstwo musi istnieć by przetrwać, musi być 
dostatecznie silne, to jest przeważnie wielkie; aby utrzymać 
siÄ™ w walce o Å¼ycie, musi dziaÅ‚ać gospodarnie, to jest 
racjonalnie.

  

 To ostatnie jest dlatego ważne, Å¼e pozwala pojąć 
rentowność jako cel uboczny przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego. Wypracowanie zysku nie jest wiÄ™c tylko 
celem kapitalisty, ale także samego przedsiÄ™biorstwa, 
niezależnie od jego ustroju. Bo w normalnych warunkach 
rentowność jest warunkiem jego wzrostu, siÅ‚y, przetrwania, 

a tym samym jego produkcji.

  

background image

 Na drugie pytanie należy zatem odpowiedzieć, Å¼e 
przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe posiada obok swego 
głównego celu także inne powyżej wymienione cele 
immanentne: przetrwanie, wzrost i rentowność. A jeÅ›li 
chodzi o nasze trzecie pytanie, powinno być jasnym, Å¼e te 
cele uboczne sÄ… podporzÄ…dkowane celowi głównemu jako 
jego warunki konieczne.

  

 
 4.6. Cele nosicieli elementów a cel przedsiÄ™biorstwa
Jako system dynamiczny, przedsiÄ™biorstwo przemysÅ‚owe 
skÅ‚ada siÄ™ z mniejszych systemów dynamicznych, 
utworzonych przez elementy wzglÄ™dnie ich nosicieli. Takimi 
systemami sÄ… na przykÅ‚ad spółka akcyjna (kapitaÅ‚) i zwiÄ…zek 
zawodowy (siÅ‚a robocza). Każdy z nich może tworzyć 
podsystem przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego, odpowiadajÄ…cy 

z reguÅ‚y jednemu z jego elementów.

  

 Jaki jest stosunek celów tych podsystemów do celów 
przedsiÄ™biorstwa? Wolno tu postawić dwa oczywiste, ale 
czÄ™sto zapoznawane twierdzenia. Po pierwsze: miÄ™dzy 
poszczególnymi podsystemami a także miÄ™dzy każdym z 
nich jednej strony, a przedsiÄ™biorstwem jako caÅ‚oÅ›ciÄ… z 
drugiej zachodzÄ… z koniecznoÅ›ci przeciwieÅ„stwa. Po drugie 
cele podsystemów mogÄ… być osiÄ…gniÄ™te tylko pod 
warunkiem, że osiÄ…gniÄ™ty zostanie ogólny cel 

przedsiębiorstwa.

  

 IstniejÄ… wiÄ™c najpierw konieczne przeciwieÅ„stwa. KapitaliÅ›ci 
chcÄ… możliwie wysokiej dywidendy, robotnicy możliwie 
wysokich pÅ‚ac, odbiorcy możliwie tanich towarów itd. Ale 
jeÅ›li dywidenda bÄ™dzie za wysoka, ucierpiÄ… pÅ‚ace. Przy 
wysokich pÅ‚acach, towary nie mogÄ… być tanie. Zbyt tanie 
towary lub za wysokie podatki prowadzÄ… do obniżenia 
dywidendy i pÅ‚ac. Interesy nosicieli poszczególnych 
elementów sÄ… wiÄ™c wzajemnie przeciwne. Zachodzi także 
przeciwieÅ„stwo miÄ™dzy każdym z nich a ogólnym celem 
przedsiÄ™biorstwa, bo zbyt wielkie korzyÅ›ci dla nosicieli 
jednego elementu szkodzÄ… interesom przedsiÄ™biorstwa, 
osÅ‚abiajÄ… je itd. A wiÄ™c, aby przedsiÄ™biorstwo mogÅ‚o kwitnąć, 
naturalne tendencje nosicieli poszczególnych elementów 
muszÄ… być przyhamowane. WewnÄ™trzne napiÄ™cia sÄ… 
zaprogramowane w strukturze przedsiÄ™biorstwa 
przemysÅ‚owego. Kto marzy o przedsiÄ™biorstwie bez napięć, 

ten marzy o czymÅ›, co nie jest możliwe.

  

 Ale cele nosicieli elementów nie mogÄ… być osiÄ…gniÄ™te, jeÅ›li 
nie sÄ… urzeczywistnione cele przedsiÄ™biorstwa jako caÅ‚oÅ›ci. 
Gdy ono nie produkuje, ginie, albo nawet pracuje z 
niewielkim powodzeniem, nie może być ani wielkich 
dywidend ani wysokich pÅ‚ac. Solidarność celów 
poszczególnych elementów z celami caÅ‚oÅ›ci jest także 
zaprogramowana w strukturze przedsiÄ™biorstwa. Kto widzi w 
nim tylko pole walki, ten nie dojrzaÅ‚ caÅ‚kiem oczywistych 
faktów.

  

 

background image

***

 

 
 Powyższe rozważania umożliwiajÄ… także lepsze zrozumienie 
funkcji a razem z niÄ…, etyki przedsiÄ™biorcy. Zgodnie z 
tradycyjnymi wyobrażeniami uważany jest on nieraz za 
przedstawiciela kapitalistów i nic innego. W rzeczywistoÅ›ci 
jest odpowiedzialny za przedsiÄ™biorstwo jako caÅ‚ość, i to 
niezależnie od ustroju tego ostatniego. Mówi siÄ™ czÄ™sto, Å¼e 
nie ma â€œÅ›wiÄ™tego przedsiÄ™biorcy" wzglÄ™dnie â€œÅ›wiÄ™tego 
menedżera". Ale w Å›wietle powyższej analizy tak nie jest. Ze 
struktury przedsiÄ™biorstwa przemysÅ‚owego wynika ideaÅ‚ 
przedsiÄ™biorcy, czÅ‚owieka, który sÅ‚uży przedsiÄ™biorstwu 
bezinteresownie, jeÅ›li trzeba w walce z wszystkimi. Historia 
zna, jak wiadomo, wielkich przedsiÄ™biorców, którzy Å¼yli 
zgodnie z tym ideaÅ‚em. 
 
 
 W każdym fazie tendencja do wyelimowania go, tak czÄ™sta 
wÅ‚aÅ›nie w â€œkapitalistycznych" spoÅ‚eczeÅ„stwach, jest 
niecelowa i, ze spoÅ‚ecznego punktu widzenia, wysoce 
szkodliwa.

  

94

  

 
 

VII. CO TO ZNACZY BYĆ POLAKIEM?

 

  

  

   

       >  >  >   

ciÄ…g dalszy

 

  

  

  

wersje internetowÄ… przygotowala  Polonica.net      

 

Polski Niezalezny Zwiazek Patriotyczny     Katolicko-Narodowy Ruch kontrreformacji i 
kontrjudaizacji      O.R.K.A.N.

 

  

  

   

> > >  

Kliknij -  

Wróć do góry - do poczÄ…tku strony

  < < <

 

  

   

 

background image

  

  

  

  

 

 

 

  

Zamknij to okno