background image

Cz.  Zgorzelski  Owoce  wileńsko-kowieńskiej  twórczości  lirycznej,  w:  tegoż,  O  sztuce  poetyckiej  Mickiewicza. 

Próby zbliżeń i uogólnień, Warszawa 2001 

 

POCZĄTKI POETYCKIE 

Twórczość  poetycka  nie  rodzi  się  w  próżni.  Jej  drogi  wyznaczane  bywają  różnymi  czynnikami,  nie  tylko 
wewnętrznym  rozwojem  osobowości  twórczej  oraz  jej  przeżyć  intelektualnych  i  uczuciowych.  Wiele  znaczą  tu 
także  -  prócz  sił  rozwojowych  życia  literackiego  -  zewnętrzne  okoliczności  świata  otaczającego  poetę.  Tę  sprawę 
oddziaływania  różnych  czynników  na  wczesną  twórczość  Mickiewicza  wyjaśniono  już  dość  dokładnie  i  nie  ma 
potrzeby raz jeszcze zagadnienie to roztrząsać szczegółowo. Wystarczy najogólniejsze wyliczenie.  

Z  jakimże  więc  bagażem  przybywał  kandydat  na  studenta  do  Uniwersytetu  w  Wilnie?  Przede  wszystkim 

przywoził  ze  sobą  nieco  ogólnego  wykształcenia  oraz  „umiłowanie  autorów  rzymskich"

1

,  wyniesione  ze  szkoły 

powiatowej  dominikanów  w  Nowogródku.  Nie  był  to  zasób  wiedzy  dostatecznie  pogłębiony  i  szeroki;  Czeczot, 
kolega poety z ławy szkolnej, nie zachował o swych preceptorach dobrego mniemania. „... jakże nasze Dominikany 
formują  uczniów  -  pisał  po  kilku  latach  do  Mickiewicza  -  kiedy  z  tych,  co  szkoły  pokończyli,  więcej  jest  do 
niczego,  jak  z  tych,  którzy  wcześniej  (je]  porzucali.  Prawie  żadnej  z  lat  długich  na  nauce  u  nich  zbytej  korzyści. 
Szczęście, żeśmy się na światło z ciemnoty chaosu wydobyli"

2

Mickiewicz  natomiast  z  wdzięcznością  jakoby  wspominał  jednego  ze  swych  guwernerów,  Jankowskiego: 

„Jemu  winienem  zasmakowanie  w  uczeniu  się  i  czytaniu  książek"

3

.  Nie  tylko  z  lektury  zresztą  nabywał  młody 

chłopak  wiadomości  o  świecie;  wiele  wyjaśniały  mu  zapewne  kontakty  z  najbliższym  otoczeniem,  nielicznym 
wszakże  i  niewysokim  społecznie  w  małym  prowincjonalnym  miasteczku.  Gdy  później,  w  Paryżu,  zetknął  się  ze 
zbiorami pieśni ludowych, miał jakoby powiedzieć: „Dziwna rzecz, że wszystkie, z bardzo małymi, wyjątkami, te 
pieśni słyszałem i wyuczyłem się ich dzieckiem w Nowogródku, w rodzicielskim domu. Służąca nasza, Gąsiewska, 
umiała  je  wszystkie  i  śpiewała  z  dziewczętami,  przychodzącymi  prząść"

4

.  W  ówczesnej  rzeczywistości 

nowogródzkiej  były  to  zapewne  kontakty  ze  społeczeństwem  małego  miasteczka,  niewiele  chyba  odmiennym  od 
tego,  z  jakim  mógł  się  młody  uczeń  dominikański  zetknąć  na  wsi,  w  sąsiedzkich  zaściankach  szlacheckich.  Do 
Wilna  przyjeżdżał  więc  Mickiewicz  jako  chłopak  z  ówczesnej  prowincji,  obeznany  ze  zwyczajami  i  przesądami 
miejscowego  ludu,  mając  dobrze  utrwalony  w  oku  i  w  pamięci  rodzimy  krajobraz  „pagórków  leśnych"  i  „łąk 
zielonych, szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych". 

Przywoził  też  ze  sobą  pierwsze  intensywniejsze  przeżycia  z  owej  wiosny  napoleońskiej,  z  „pamiętnej 

wiosny wojny, wiosny urodzaju", która po latach jeszcze w dalekim Paryżu jawiła mu się jak „piękna mara senna". 
Odtąd blask sławy Napoleona będzie mu rozjaśniał - czy zaciemniał może? -spojrzenie na sprawy narodu, świata i 
wielkości człowieka. 

Przybywał do Wilna, by tu zetknąć się z perspektywami i z atmosferą nauki. Zapewne, w skali europejskiej 

nie było to ognisko najświetniejsze, twórczym wkładem w nowoczesne badania słynące. Wszelako miało w gronie 
wykładowców uniwersyteckich ludzi kompetentnych, w osiągnięciach ówczesnej myśli dobrze zorientowanych. Co 
przedniejsi  z  nich  mogli  być  ozdobą  każdego  uniwersytetu.  Grodek,  Sniadeccy,  Borowski,  Jundziłł,  a  przede 
wszystkim  Lelewel...  Ów  czteroletni  kontakt  młodego  chłopca  z  prowincji  ze  środowiskiem  naukowym, 
odnowionym  w  blaskach  oświecenia  i  wtedy  właśnie  prężnie  się  rozwijającym,  ukształtował  umysłowość 
przyszłego profesora w Lozannie i w Paryżu. 

A osobowość i charakter jego nabierały mocy w promieniach przyjaźni koleżeńskiej: filomatyzm formował 

mu postawę wobec najważniejszych spraw społecznego i narodowego współżycia, uczył go pojmowania własnych 
obowiązków  wobec  siebie  samego  i  innych,  w  surowym  przestrzeganiu  przyjętych  nakazów  etycznych.  
W  atmosferze  pokongresowej  doby,  w  Europie  buntu  i  burzliwych  protestów  nowego,  wstępującego  pokolenia,  
w  narastaniu  tajemnych  sprzysiężeń,  konspiracyj  i  zamachów  -  Towarzystwo  Filomatów  wileńskich  było 
przejawem nie tylko rozsądku, powagi i odważnej roztropności działania,, ale także dowodem dużej świadomości 
polityczno-społecznej,  wczesnej  dojrzałości  młodzieńców,  podejmujących  próbę  przekształcenia  wpierw  samych 
siebie, później otaczającej ich rzeczywistości rodzinnego kraju. 

Stowarzyszenie, pomyślane początkowo jako tajne kółko samokształcenia naukowego i literackiego, rychło 

przemienione  w  organizację,  która  podjęła  także  cele  wychowawczo-etyczne,  przeistoczyło  się  niebawem  
w  zakonspirowaną  grupę  przywódców  młodzieży,  świadomych  całej  szerokości  swych  dążeń.  Także  narodowo-
politycznych. Już w 1819 r. pisał Mickiewicz: „Naprzód co do celu zgadzam się, iż ten powinien być, ile można, 
najobszerniejszy. W szczególności przedsiębierze Towarzystwo rozszerzyć jak tylko można, gruntowne oświecenie 

                                                           

1

 

1

 J. Kleiner, Mickiewicz, Lublin, 1948, t. I, s. 19. 

2

 List z 30 IX/12 X 1819, Korespondencja filomatów, t. I, s. 145; podobnie w liście z 22 YIII/3 IX 1820, tamże, t. II ,s. 244. 

3

 Z relacji Aleksandra Chodźki, cyt. za Adam Mickiewicz, Dzieła wszystkie, Wyd. sejm., Warszawa 1933, s. 220. 

4

 Tamże, t. XVI, s. 219. 

 

background image

w  narodzie  polskim;  [...]  ugruntować  nie  zachwianie  narodowość;  rozszerzać  zasady  liberalne;  obudzać  duch 
działania  publicznego,  zajmowania  się  rzeczami  ogół  narodu  obchodzącymi;  na  koniec  formować,  podnosić  
i  ustalać  opinię  publiczną.  Dodałbym  jeszcze:  starać  się  o  rozkrzewianie  pewnych  zasad  moralności,  tak  mocno 
między  młodzieżą  nadpsutej"

5

.  Zaiste!  mieli  rozmach  w  swych  planach  ci  młodzieńcy;  z  Wilna,  wprost  z  sal 

wykładowych, planowali generalną odmianę społeczeństwa. Mierzyli siły na zamiary! 

Później  przyszły  dla  Mickiewicza  trudne  lata  kowieńskiej  próby  życiowej;  wypadło  ideały  młodości 

konfrontować  z  twardą  rzeczywistością  obowiązków  nauczycielskich,  z  udręką  samotności  i  rozczarowań,  
z  goryczą  świadomości  własnych  kompromisów  z  życiem,  ale  także  z  poczuciem  wzbierającej  mocy  twórczej i  z 
uświadomieniem sobie wszystkich konsekwencji, jakie go na podjętej drodze czekają. Cela więzienna w klasztorze 
Bazylianów  swym  wielostronnym  oddziaływaniem  prześladowania  politycznego  dopełniła  rezultatów  tej  twardej, 
na lata pamiętnej szkoły życia. 

Prawda!  To  nie  wszystko  jeszcze:  doszło  to,  co  dla  poety  mogło  się  stać  najważniejsze.  Lektura  „książek 

zbójeckich".  Wpierw-  w  okresie  terminowania  w  szkole  klasycyzmu  -  Wolter,  Rousseau,  pisarze  oświecenia  
z  Trembeckim  na  czele.  To  z  tych  czasów  pochodzą  „naśladowania  z  Woltera":  Mieszko,  książę  Nowogródka, 
frywolna Pani Aniela i Dziewica z Orleanu, zwana Darczanką -poematy, których poeta nigdy nie zaklasyfikował 
do druku. Tymi źródłami żywi się jeszcze Kartofla. Błahe to wytwory, rezultaty ćwiczeń poetyckich. 

Później,  gdy  napłynie  fala  upojeń  romantycznych,  pojawią  się  w  ręku  poety  książki  nowych, 

romantycznych już upodobań pokolenia: Schliler, Goethe i Byron. „Szyler jest od dawna moją jedyną i najmilszą 
lekturą. O tragedii Reiber [Zbójcy] nie umiem pisać. Żadna, ani zrobiła, ani zrobi na mnie tyle wrażenia. - Trzeba 
tam  ciągle  być  to  w  niebie,  to  w  piekle;  nie  ma  środka

”6.

  Minie  półtora  roku,  a  podobnie  napisze  Mickiewicz  

o Byronie”

7

Autor  Żeglarza  i  Nowego  Roku  dość  rychło  -jak  widzimy  -  odnalazł  sobie  właściwych  przewodników  

w  drodze  ku  nowej  poezji.  Czy  miał  dość  siły  twórczej,  by  zachować  wobec  nich  własną  postawę  niezależności 
poetyckiej? 

Bywają  różne  starty  poetyckie.  O  wszystkich  powiada  Przyboś:  „Pierwsze  słowa  nawet  największych 

poetów  nigdy  nie  są  znamienne,  bo  jeszcze  nie  są  to  ich  słowa;  nawet  najwięksi  zaczynali  od  naśladowania 
poprzedników”

8

Spośród  wierszy  pisanych  niewprawną  jeszcze  ręką  Mickiewicza-początkującego  studenta  trzy  są  tylko 

utwory,  które  pretendować  mogą  do  miana  „pierwszych  słów”  jego  twórczości.  To  znaczy,  takich  słów,  za  które 
poeta,  podpisując  je  własnym  imieniem,  zdecydował  się  świadomie  podjąć  wobec  odbiorców  odpowiedzialność 
autorską. Są to: Zima miejska, pierwsza publikacja drukowana w „Tygodniku Wileńskim" w listopadzie 1818 r., ale 
napisana  bodajże  na  jesieni  poprzedniego  roku;  wiersz  rozpoczynający  się  od  słów:  Już  się  z  pogodnych  niebios 
oćma  zdarła  smutna...,  wygłoszony  na  inauguracyjnym  posiedzeniu  filomatów  dnia  14  września  1818  r.,  i  sonet 
Przypomnienie, jedyny z dorobku poetyckiego tych czasów włączony przez poetę do pierwszej książkowej edycji 
jego utworów. 

Cóż mógłby o nich powiedzieć historyk literatury? 
Przede  wszystkim  uderzyłaby  go  różnorodność  debiutu  poetyckiego  mimo  jednolitości  tradycyjnego, 

klasycystyczno-sentymentalnego  kierunku:  „heroikomiczne  opisanie”

9

  „powabów  zimy”

10

,  coś  w  rodzaju 

dyskretnej,  poetycko  zamaskowanej  satyry  na  zbytkowny  żywot  paniczyków  ze  „złotej  młodzieży";  wysoko 
retoryczny  wiersz  programowy,  w  istocie  -  mowa  wierszowana,  inaugurująca  nowy  rok  pracy  filomatów;  i  sonet 
utrzymany w tonie elegijno-sentymentalnego „przypomnienia". Trzy odrębne realizacje poetyckie, w różnej tonacji 
wystylizowane  i  do  odmiennych  konwencji  literackich  nawiązujące.  I  chyba  to  właśnie,  owa  różnorodność  prób 
twórczych,  staje  się  najbardziej  znamiennym  przejawem  startu  Mickiewicza  jako  poety.  Spójrzmy  więc  na  nie 
uważniej nieco. Przede wszystkim na programowy wiersz Już się z pogodnych niebios oćma zdarła smutna... 

Jest  to  -jak  powiedziano  -  mowa  wierszowana  i  nosi  w  sobie  wszelkie  konsekwencje  tej  retorycznej 

koncepcji  wypowiedzi:  w  ładzie  wewnętrznym  powiązań  myślowych,  w  logice  architektoniki  dwu  pierwszych 
członów  utworu  (trzeci,  po  w.  68,  nie  wydaje  się  w  całości  dostatecznie  umotywowany),  w  jednolicie 
zorganizowanej linii intonacyjnej, która rozwój wątku lirycznego wiedzie od argumentacji nasyconej przykładami 

                                                           

5

 A. Mickiewicz, [O planie nowej organizacji Towarzystwa; między 29 I a 28 in 1819 r.], Dzieła Wy d. j ubił., Warszawa 1955, 

t. V, s. 49. 

6

 List do Józefa Jeżowskiego z 11/23 VI 1820, Dzieła Wyd. jubil., t. XIV, s. 109. 

7

 Tamże, t. XIV, s. 207. 

8

 J. Przyboś, Czytcyąc Mickiewicza, s. 129. 

9

 S. Skwarczyńska, „Zima miejska'"jako heroikomiczne „opisanie", „Zagadnienia Literackie" 1946, z. 2. 

10

 Utwór pt. Powaby zimy odczytano na posiedzeniu Towarzystwa Filomatów w okresie 1817 r.; por. Materiały do historii 

Towarzystwa Filomatów. Archiwum Filomatów, cz. II, wyd. S. Szpotański i S. Pietraszkiewiczówna, Kraków 1920, t. I, s. 
32. Kleiner, Mickiewicz, t. I, s. 95, domyśla się, że mogła to być Zima miejska. 

background image

wzorów ze świata kultury antycznej do zwięzłych, aforystycznie ukształtowanych stwierdzeń, uniesionych energią 
apelów i nakazów etycznych. 

Najwyraźniej  to  widać  w  początkowym  fragmencie  utworu  (w.  1-36):  ujęto  go  w  następstwo  3  kolejnych 

etapów rozwój owych; pierwszy, w. 1-12 - to wezwanie do żeglugi (w. 1-6) i obraz Argonautów (w. 7-12); drugi - 
to  przyrównanie  grona  filomackiego  do  dzielnej  postawy  „bohatyrów  greckich",  rozwinięte  w  trzech  cztero 
wierszowych  cząstkach  składniowych  (w.  13-16,  17-20  i  21-24);  trzeci  -  to  sześć  dwuwierszowych  stwierdzeń 
aforystycznych w funkcji prawd lub zaleceń filomackich. W formułce ujmującej liczbę wierszy w poszczególnych 
członach  fragmentu  otrzymalibyśmy  wzór:  12+12+12,  lub  w  dokładniejszym  przedstawieniu:  (6+6)+  (4+4+4)+ 
(2+2+2+2+2+2).  A  więc,  układ  intonacyjnie  zamknięty,  w  którym  ład,  proporcja  i  rygor  składniowy  nie  krępuje 
wcale  swobody  narastania  znaczeniowych  akcentów  wypowiedzi;  odwrotnie:  w  coraz  wolniejszym  tempie  jej 
rozwijania  organizuje  stopniowe,  z  każdym  krokiem  silniejsze  obciążanie  toku  zdań  wagą  nakazów  jak  prawa 
bezwzględnych. 

W następnych członach wiersza rozwój wątku nie przybiera już tak klarownego przebiegu, zawsze jednak 

poddany  zostaje  rygorom  poetyckiej,  przykładami  zilustrowanej  argumentacji  i  wynikających  z  niej  stwierdzeń-
apelów.  Ten  ton  argumentacyjno-wzywający  stanowi  podstawowy  przejaw  retoryczności  wiersza,  wiąże  się  
z  koncepcją  osoby  przemawiającej  i  jej  słuchaczy.  Stale  wyczuwamy  ich  obecność.  Mówca  to  osobowość 
obdarzona  autorytetem  przywódcy  pouczającego  z  wysoka,  ale  złączonego  z  gromadą  słuchaczy  solidarnością 
wspólnego powołania; w jego ustach zwrot „wy” przybiera w wezwaniach najczęściej postać „my”, podkreślającą 
więź  wspólnoty  w  przekonaniach  i  w  działaniu;  w  jego  wypowiedzi  drży  napięcie  woli  zmierzającej  do 
skutecznego  oddziaływania  na  przeświadczenia  i  decyzje  słuchaczy.  Tekst  raz  po  raz  przywodzi  na  pamięć  ich 
obecność,  skoncentrowaną  nie  tyle  w  apostrofach  -  rzadkich  w  tym  wierszu  -  ile  w  bezpośrednich  zwrotach, 
apelach, wezwaniach, perswazjach i argumentach. 

Wszystko  ujęte  jest  -  oczywiście  -  w  ramy  ukształtowań  typowych  dla  retoryki  klasycystycznej. 

Peryfrastyczna  maniera  nazywania  przedmiotu  zawiłymi  omówieniami,  kunsztowne  układy  zdań  zbudowanych 
analogicznie lub przeciwstawnie, skupianie w niektórych odcinkach wiersza jednakowego sposobu przestawiania 
słów, jak to jest np. z inwersjami w początkowej partii przemówienia („oćma zdarła smutna", „słone krajaj piany", 
„przestrzenne  leżą  oceany",  „chytrej  zwierzał  fali”  itp.)  -  te  i  wiele  innych  zjawisk  stylu,  jak  choćby  rymowanie 
dwuwierszy  zamkniętych  w  wyższą  całość  składniową,  wszystko  to  objawy  umiejętnego  dostosowania 
wypowiedzi do wymagań poetyki klasycystycznej. 

Czy  w  wystąpieniu  tym  zadźwięczało  coś  jako  własne  „słowo  poetyckie”  Mickiewicza?  Zdawałoby  się  - 

niewiele.  A  jednak  miał  rację  Kleiner,  gdy  napisał:  „Mniejsza  o  to,  że  słownictwo,  rytmika  i  rymy,  budowanie 
wiersza  i  zdania  [...]  idą  torami  Trembeckiego  [...].  Logika  wewnętrzna  obrazowania  jest  własnością 
Mickiewicza”

11

.  A  także  ton  wiersza  programowego,  powaga  wypowiedzi,  odważnie  i  bez  ogródek  ukazującej 

wysoki ideał etyki filomackiej, etyki heroizmu najwyższego wysiłku i ofiarności

12

Zima  miejska  -  to  jakby  negatyw  programu  z  wiersza  Już  się  z  pogodnych  niebios  oćma  zdarła  smutna... 

Wprawdzie oceny wprost, nakazów ani zakazów bezpośrednich nie znajdziemy tu wcale; ani słowa jakiejkolwiek, 
choćby  najlżejszej  krytyki.  Odwrotnie  nawet:  wypowiedź  utrzymana  jest  w  tonie  entuzjastycznego  zachwytu  
z  powodu  rozkoszy  rozrzutnego  żywota  miejskiego  w  zimie.  Osobowość,  która  się  w  tym  wierszu  wypowiada  
w  imieniu  własnym  i  towarzyszy  zabaw,  nie  odczuwa  potrzeby  refleksyjnego  spojrzenia  na  wesoły  tryb  życia,  
w  którym  poza  miłym  spędzaniem  czasu  nie  przebłyskuje  żadna  poważniejsza  wartość  wspólnego  obcowania. 
Wyraźne przeciwieństwo do filomatyzmu! Ale czy tylko dlatego wyczuwamy w tym wierszu zamaskowaną satyrę? 
Sprawdźmy raczej, czy w samym tekście utworu są jakiekolwiek sygnały satyrycznego zabarwienia. Może jest to 
jedynie młodzieńcza próba realistycznego obrazka? Spójrzmy zatem na obrazowanie. 

Oto jedna ze scen przedstawiających złotą młodzież: 

 

Ten, w ślniący kryształ włożywszy oblicze,  
Wschodnim balsamem złoty kędzior pieści,  
Drugi stambulskie oddycha gorycze  
Lub pije z chińskich ziół ciągnione treści. 
 

0 czym tu mowa? O czesaniu włosów przed lustrem. O zaciąganiu się dymem tytoniu. O piciu herbaty. Tylko tyle? 
Cóż może być w życiu towarzyskim prostszego, bardziej codziennego? A jakże wszystko w ujęciu wiersza staje się 
niezwykłe,  egzotyczne,  wyjątkowe!  I  nie  tylko  w  tej  strofie.  Tak  jest  w  mniejszym  lub  większym  nasyceniu  

                                                           

11

 

1

J. Kleiner, Mickiewicz, t. I, s. 113. 

12

 Por. także podobną wypowiedź programową Mickiewicza w przemówieniu prozą do braci-filomatów z dnia 25 III 1819 r. (w 

Wyd. jubil., t. V, s. 63-65), a zwłaszcza końcowy jej fragment cytowany w szkicu Człowiek jako element młodzieńczej poezji 
Mickiewicza w tej książce na s. 160-161. 

 

background image

w całym wierszu. Oto dla przykładu jeszcze jedna strofa o zabawach młodzieńców: 

 

Którzy są z szczęściem poufali ślepem,  
Pod twój znak idą, królu faraonie,  
Lub zręczni lekkim wykręcać oszczepem,  
Pędzą po suknach wytoczone słonie. 

Niemal  -jak  zagadka.  A  chodzi  tylko  o  grę  w  karty  w  bilard.  Ta  sama  metoda  mówienia  o  rzeczach  błahych  jak 
najkunsztowniej, w sposób jawnie wymyślny, sztucznością określeń poetyzujący. Jakże nie do słuchać się w niej 
głosu  nastrojonego  na  nutę  heroikomiczną?  Zwłaszcza  iż  poeta  czyni  wszystko,  by  przesada  w  poetyckim 
uniezwykleniu  wypowiedzi  zarysowała  się  przed  czytelnikiem  w  całej  swej  zabawnej  jaskrawości.  Przede 
wszystkim  -  w  ambicji  nienazywania  rzeczy  własnymi  ich  imionami;  w  stosowaniu  całego  łańcucha  omówień, 
celowo w przemyślności swej żartobliwych; w gromadzeniu niełatwych do rozszyfrowania metonimii. Oto metoda 
obrazowania z całą konsekwencją zrealizowanego w Zimie miejskiej. 

Borowy  podejrzewa,  że  dla  młodego  poety  Zima  miejska  była  „etiudą  metonimiczną

13

  i  nie  widzi  w 

utworze  intencji  satyrycznej.  Może  dlatego,  że  w  związku  z  wyraźnym  nawiązywaniem  Mickiewicza  do 
Trembeckiego  odczytywał  Zimę  w  kontekście  takich  utworów  tego  poety  jak  wiersz  Do  Wojciecha  Miera 
bawiącego  na  wsi  Istotnie,  nie  wydaje  się,  by  Zima  była  „parodią  Trembeckiego",  ale  jej  zabarwienie 
heroikomiczne  skierowane  jest  swym  uśmieszkiem  satyrycznym  w  inną  stronę,  staje  się  sygnałem  krytycznego 
dystansu osobowości autorskiej stojącej poza tekstem jako jego twórczy sprawca; dystansu wobec bohatera, który 
wypowiada się w wierszu, wobec jego towarzyszy i całego trybu ich życia. Wypowiedź jest wszak włożona w usta 
jednego z uczestników zabawy; toteż entuzjastyczny ton w ujmowaniu przezeń rozkoszy motylego żywota osnuwa 
ów świat Zimy miejskiej dyskretną, poetycko zamaskowaną aurą lekceważącego żartu satyrycznego

14

 

Zważmy  również,  iż  ta  „etiuda  metonimiczną"  rozgrywa  swą  heroikomiczność  stylową  nie  tylko  w 

nadmiarze metonimii. Wiersz aż się roi od inwersji, układających tok zdań w zestawienia nawet tak prowokacyjnie 
sztuczne jak owo wielokroć cytowane: „Śpię atłasowym pod cieniem firanek". Spod znaku Naruszewicza to raczej 
niż Trembeckiego. 

Jeśli więc odróżnić postawę wprowadzonego przez poetę młodzieńca od wymowy głosu celowo nadanego 

mu przez reżyserski zamysł autora, jasny się stanie żartobliwie satyryczny odcień utworu. I można by rzec, że cały 
wdzięk poetycki wiersza sprowadza się do tego właśnie, iż tak lekko, tak żartobliwie, dwuznacznie niemal, jakby w 
salonowym  dowcipie,  zrodzonym  w  swobodnej  atmosferze  zabawy,  umie  poeta  -  nie  bez  ironii  -  podsunąć 
czytelnikowi pogodny obrazek zabaw „złotej" młodzieży, nieświadomej własnego ograniczenia i śmieszności. 

Przypomnienie,  trzeci  z  kolei  wiersz  Mickiewiczowskiego  debiutu,  to  sonet  utrzymany  w  stylu  tak 

odmiennym,  jakby  go  inna  ręka  pisała.  Jeśliby  i  to  miała  być  „etiuda"  pisarska,  to  określić  by  ją  należało  jako 
ćwiczenie  w  stylu  obliczonym  na  bezpośredniość  i  prostotę  wypowiedzi  naturalnej.  Oczywiście,  ta  „naturalność" 
tonu i „prostota" ujęcia wyczuwalne są dopiero na tle ówczesnej twórczości, bo i w Przypomnienia nie brak jawnie 
literackich  przeobrażeń  języka  i  konwencjonalnego  doboru  motywów.  Ale  już  nie  o  Trembeckim  mówią  tu 
opracowania historyczne, lecz o Karpińskim, o Petrarce i o stylu sentymentalnym Kropińskiego

15

 

Jakżeż odmienne jest jednak to „przypomnienie" idyllicznej młodości początkującego poety od sielankowo-

lirycznych  wierszy  obu  wymienionych  autorów  tradycji  polskiej!  Sentymentalizm  jest  i  tu  łatwo  odczuwalny,  ale 
jawi  się  w  postaci  miarkowanej  taktowną  wstrzemięźliwością.  Elegijność  myśli  powracającej  ku  minionym 
chwilom szczęścia nie pławi się w nadmiarze roztkliwlenia. Porusza się raczej w sferze odtwarzania świata, który 
przeminął;  wersyfikacyjne  rygory  sonetu  zamykają  wypowiedź  w  dokładnie  rozmierzone  kroki  rozwijającego  się 
tekstu,  hamując  rozlewną  wielosłowność  rozpamiętywań;  a  stereotypowość  przypominanej  scenerii,  odświeżona 
motywem zielonego jaźminu, nie zagłusza akcentów naturalnej bezpośredniości, odczuwanej w pytającej intonacji 
początku  i  w  wymownej  dyskrecji  zwięzłych  sformułowań  finału.  „Pierwsze  słowo"  poety,  wyrażające  osobiste 
przypomnienie  elegijne,  objawia  już  dość  dobitnie  Mickiewicza  -  późniejszego  mistrza  zwięzłych,  spoiście 
zwartych i naturalnie rozwijających się wypowiedzi lirycznych. 

Tak  więc  w  tym  potrójnym  debiucie  zetknęliśmy  się  z  autorem,  który  umie  wyrażać  swą  osobowość  

w  różnych  układach  sytuacyjnych.  W  postawie  autorytatywnego  mówcy,  apelującego  z  klasycystycznym  gestem 
retorycznym  do  braci  filomatów;  w  roli  uśmiechniętego  z  lekką  ironią  reżysera  ukrytego  poza  stylizowanym 
monologiem  rozbawionego  młodzieńca;  we  wspominającym  zadumaniu  liryki  osobistej  zabarwionej 
sentymentalnym przeżywaniem przeszłości. 

                                                           

13

 

1

W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s 33. 

14

 

1

Por. sąd W. Kubackiego, „Zima miejska", w książce: Pierwiosnki polskiego romantyzmu, s. 74: „...celowa 

sztuczność i przesada stylistyczna są wyrazem autorskiego dystansu do tematu, kompromitują błahość treści [...], 
wywołują wrażenie, że wiersz ociera się o satyrę". 

 

15

 Por. u Borowego, O poezji Mickiewicza, 1.1, s. 160-161; u Klei-nera, Mickiewicz, t. I, s. 102-103. 

background image

Każdy  z  tych  trzech  debiutanckich  utworów  staje  u  początku  oddzielnej  linii  w  twórczości  młodego 

Mickiewicza;  liryki  programowo-filomackiej,  poezji  żartobliwie-towarzyskiej  i  wierszy  elegijno-osobistych. 
Przyjrzyjmy się tym działom poezji Mickiewicza bliżej, rozpoczynając od tego, który inauguruje Zima miejska. 

TWÓRCZOŚĆ ŻAKTOBLIWIE-TOWARZYSKA 

Z  wesołej  atmosfery  przyj  acielsko-filomackich  „fet"  imieninowych  zrodziły  się  „jamby”  Mickiewicza.  Nie  mają 
one  nic  wspólnego  z  określaną  tym  mianem  stopą  metryki  antycznej.  Była  to  nazwa  nawiązująca  do  satyrycznej 
twórczości  jambisty  greckiego,  Archilocha,  słynącego  ze  zjadliwości  swych  satyrycznych  tworów;  w  języku 
filomackim oznaczała wiersze żartobliwe, wygłaszane na koleżeńskich spotkaniach towarzyskich. 

Daleko im było, oczywiście, do zjadliwości satyry Archilochowej; utrzymywane na ogół w tonie wesołych 

podkpiwań, z rzadka tylko wprowadzały akcenty życzliwej, dobrodusznej satyry. Zgodne były z filomackim stylem 
życia:  odczytywane  nieraz  na  wycieczkach  podmiejskich,  przy  zaimprowizowanym  stole  zjadłem  i  napitkami, 
dobrze  oddawały  nastrój  zabawy  dominującej  zazwyczaj  na  tych  imieninowych  spotkaniach  przyjacielskich. 
„Rozmowa  poważna  -jak  mówi  Kleiner

16

  -  równie  im  miła  jak  przechadzka  i  wycieczka,  dysputa  zapala  ich  nie 

mniej silnie jak wino i miód ..." 

Mickiewiczowskie  „jamby”  odznaczały  się  z  resztą  różnorodnością  tonu  i  tematyki.  Udaną  powagę 

przestróg  i  napomnień  łączą  z  dowcipami  w  ujęciu  szczegółów  z  życia  lub  upodobań  towarzyszy;  liryczność 
dyskretnych objawów przyjaźni wiążą z aluzyjną żartobliwością satyrycznych przygadywań koleżeńskich. Z natury 
doraźnego,  okolicznościowego  wystąpienia,  „jamby”  reprezentują  swobodny,  niejednolity  rodzajowo  typ 
wierszowania.  Z  Zimą  miejską  wiążą  się  sporadyczną  stylizacją  na  wypowiedź  serio,  utrzymaną  w  najwyższych 
regionach  poetyckich,  ostro  skontrastowaną  z  błahą  tematyką  codziennego  współżycia  filomackiego;  jasne,  że 
wiodło to wypowiedź jambów ku efektom ujęcia heroikomicznego. 

Ale  obok  tego  –  może  jeszcze  silniej  –  pojawia  się  żartobliwe  wygrywanie  kolokwialności  języka 

potocznego, utkanej z przysłowiowych zwrotów utartej frazeologii, śmiało sięgającej do prowincjonalnego, czasem 
nawet trywialnego słownictwa i dowcipnie wyłamującej się z przepisów zaokrąglonej, klarownie rozwijanej składni 
klasycystycznego  wierszowania.  Obie  tendencje,  zespolone  intonacją  rzekomo  uroczystego  przemówienia, 
stwarzają  humorystyczny  efekt  parodii.  Oto  jak  poczyna  sobie  ów  mówca  filomacki  u  samego  wstępu  do  Walki 
miodowej (1818/1819): 

 
Jakiż smutek z groźnego wyniknie zamachu? 
Cały Olimp w kłopotach, cały Parnas w strachu. 
Ty bij dzielnie, ty dzielnie odpieraj najazdy: 
Kto zwycięży, łbem dumnym do bukisz o gwiazdy. 
Lecz żeby Muz palcatki szły gładko jak z mydłą, 
Trzeba je wprzódy w pewne zamykać prawidła

 

Onomatopeiczne  wykrzyknienia,  makaroniczne  wtręty,  rymy  żartobliwe  w  rodzaju  „skiki”  –  „metafizyki”, 
„szpicbuby”  –  „czuby”  i  inne  przejawy  prowokacyjnie  potocznego  słownictwa  wprowadzają  komizm  tym 
silniejszy, im jaskrawiej się od klasycystycznego puryzmu językowego odcinają. Zauważył już to Borowy: „Poeta 
gotowy jest ‹szarmyclować› po wietrze, mówi o ‹rozrzadzonych› eterach, oratorskich ‹kraskach› i ‹rozkaraczonej› 
bramie;  [...]  jamb  jego  myśli  wyprawiać  ‹kulki  gapie›;  to  znów  wprowadza  ‹szkrupuł›  (  z  rymem  ‹cztery  i  pół›)  
i ‹kudry koźle›”

17

 

Gdy  do  tego  dodać  metryczne  rozbijanie  zdań,  urywanie  ich  oraz  dobitne  naruszanie  zgodności 

składniowej-metrycznej,  efekt  śmiałego  wygrywania  swobody  słowa  mówionego  wobec  rygorów  poetyki 
klasycystycznej stanie się tym bardziej wyczuwalny. Wystarczy zacytować zakończenie Jambów powszechnych (29 
VI 1819), w których poeta, żegnając się z przyjaciółmi przed wyjazdem do Kowna, próbuje przedstawić kolegom, 
co będzie, gdy zabraknie go na następnej fecie imieninowej: 

 
Wszystko jest. Lecz kto ucztę otworzy? Jambista 
Gdzie? – Nie ma! – Prologista gzie? – Epilogista 
Gdzie? – Nie ma1 – A ktoż krzyknie, kto duszkiem wypije? – 
Nie ma! – Kto długą palnie rymowanę chryją? – 
Nie ma! – Skąd ognia, wieszcza skąd buchała para? 
Nie ma. Hu – Hu – 
 

Zapewne,  w  pełnym  dorobku  poetyckim  Mickiewicza  błahe  to  wiersze.  Ale  ich  znaczenie  w  rozwoju  jego 

                                                           

16

 J. Kleiner, Mickiewicz, t. I, s. 138. 

17

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 32. 

background image

drogi pisarskiej nie jest mało ważne. Rozszerzyły skalę możliwości jego warsztatu poetyckiego, dały mu odczucie 
wagi szczegółów życia potocznego, otworzyły perspektywę na odmienny typ wypowiadania się wierszowanego w 
stylu  „poezji  gadanej”

18

,  a  przede  wszystkim  wyprowadziły  go  na  pozycje  swobody  twórczej  wobec  nakazów  

i  zakazów  klasycyzmu;  pozwoliły  odczuć,  jaką  wartość  dla  wymowności  artystycznej  (w  danym  wypadku  -  dla 
efektów  żartu)  może  mieć  jawne  przełamywanie  konwencji  wierszopisarstwa  tradycyjnego.  Posłuchajmy  opinii 
Kleinera:  „Wielbiciel  dosadności  Trembeckiego,  miłośnik  humorystyki  i  parodii  poważnego  stylu,  znalazł  pole 
właściwe  i  charakterystyczność  dając  obrazowi  i  słowu,  zdobywał  sobie  zalety,  które  w  całej  pełni  rozwiną  się 
dopiero w Panu Tadeuszu

19

Koncepcja  gry  poetyckiej  opartej  na  stylizacji  heroikomicznej  kształtuje  również  narrację  poematu 

dochowanego  jedynie  w  pieśni  pierwszej,  a  nazwanego  z  wileńska  Kartofla  (przed  4II1819).  Wyrasta  jednak  nie  
z „jambów", ale ze wspomnianych już (na s. 71) „naśladowań z Woltera". I w Kartofli - podobnie jak w tamtych 
próbach  młodzieńczego  pióra  -  główne  efekty  literackie  wypływać  mają  z  żywiołu  parodii,  ostrzem  swym 
skierowanej  bądź  to  w  konwencję  epopei  antycznej,  bądź  też  ku  obyczajom  ówczesnego  poematu  opisowo-
dydaktycznego.  Mamy  więc  tu  -  według  wyliczenia  Borowego

20

  -  „parodię  «argumentu»  epickiego,  parodię 

klasycznej apostrofy o natchnienie [...], parodię «cudownej machiny» zarówno pogańskiej, jak chrześcijańskiej (co 
nastręcza okazję do wolterowskich złośliwości przeciw-kościelnych), parodię epickich porównań i personifikacji". 

Nie  zapełnia  to  jednak  poematu  bez  reszty.  Ton  żartu  przybiera  w  niektórych  fragmentach  akcenty 

wypowiedzi serio. Takie zabarwienie ma nie tylko początkowy opis przyrody wiosennej, ale także proroctwo anioła 
Rafała  zapowiadające  ucisk  ludów  Europy  przez  tyraństwo  „samowładców",  wielką  katastrofę,  która  gruzem 
zasypie  miejsca,  „kędy  stały  Paryże,  Londony  i  Wilna",  i  wreszcie  wzejście  „nad  światem  Nowym  swobód 
gwiazdy", gdy 

 

...Lud-Król berłem równym uległych zawładnie,  
Do stóp swoich tyrany staroświeckie pognie  
I z wolnej skry w Europie nowe wznieci ognie. 
 

Jakże  wcześnie  ujawnia  się  upodobanie  Mickiewicza  do  wielkich  syntez  historiozoficznych,  już  od 

pierwszej próby wiodące interpretację dziejów świata ku wizji rewolucji w imię swobody i równości! 

Wcześnie też dojdzie do głosu najtrwalsze uczucie poety, umiłowanie kraju rodzinnego. 

 

O nowogrodzka ziemio, kraju mój rodzimy,  
O, Trembeckimi godzien uwielbienia rymy! – 
 

- zwraca się Mickiewicz do swej „nadniemeńskiej ziemicy" w apostrofie otwierającej jedyny zachowany fragment 
którejś  z  następnych  pieśni  Kartofli,  utrzymany  w  stylu  autora  ZoflówkL  Nie  tak  dalekim  echem  tego  fragmentu 
staną się po latach pamiętne słowa inwokacji w Panu Tadeuszu. 

Z  atmosferą  żartów  filomackich  wiążą  się  także  Warcaby,  „poema"  Malewskiemu  dedykowane.  Jest  to 

jakby dalsze ogniwo żartobliwego wierszowania „jambów"; podobnie jak i one skierowane są do współtowarzysza 
prac  i  zabaw  filomackich.  Ale  realizują  raczej  konwencję  dydaktycznego  listu  poetyckiego  niż  przemówienia  na 
cześć  solenizanta.  „Dydaktyka"  jest  tu,  oczywiście,  żartobliwa;  próba  pouczenia  przyjaciela  o  zasadach  gry  
w warcaby. 

Trudno o temat bardziej odległy od materii poetyckiej; zadanie podjęte przez autora sprowadzało się przeto 

-  zgodnie z nakazami ówczesnej poetyki - do przekształcenia wszystkiego, co było abstrakcją pojęciowej „prozy" 
prawideł, w literackie konkrety obrazowania poetyckiego. Słowem, chodziło o to, co sam Mickiewicz określał jako 
„pierwszą  poety  powinność",  aby  „rzecz  zmysłownie  malować”

21

.  Trzeba  było  zatem  grę  w  warcaby  w  obrazach 

przedstawić.  Poeta  świadom  był,  w  jakie  związki  z  tradycją  literacką  wchodził;  pamiętał  o  Szachach  Vidy-
Kochanowskiego i świadomie do wielkich poprzedników nawiązywał: 

 

O Wido, gdybym dostał twój pędzel bogaty,  
Wido, tak biegle w polskie przestrojony szaty!  
Zdarz, niech twojego torem idąc wynalazku,  

                                                           

18

 

1

J Kleiner, Mickiewicz, t. I. s. 155. 

19

 

1

Tamże. 

 

20

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 20. 

21

 

21

 Uwagi nad „Dumaniem a rozwalin zamku Giedymina" Wyd. ju-bil., t. V, s. 123. Por. u Kleinera, Mickiewicz, 

1.1, s. 137: „...wiersze, które mają przez obrazowość i rozmaitość wysłowienia zmienić prozę pouczającą w poezję  
i odpowiedzieć wymaganiom, jakie pseudo-klasycy stawiali utworom dydaktycznym". 
 

background image

Opisom mym udzielę powabu i blasku. 

 

Podejmował  wszakże  zadania  tym  trudniejsze,  że  poemat  nie  miał  być  narracją  o  jakimś  konkretnym  wydarzeniu 
gry w warcaby, ale zobrazowaniem jej reguł jako zasad ogólnie obowiązujących.  

Rozwiązanie znalazł Mickiewicz w zastosowaniu jednolitego metaforycznie spojrzenia na warcabnicę jako 

na pole walki orężnej. „Wiedźcie tedy, iż gra ta jest bojów obrazem" - powiada u samego wstępu; i tak też ujmuje 
swe wierszowane pouczanie o strategii w walce o zwycięstwo w warcabach. 

 

Pułk chce się z pułkiem zetrzeć, trupem usłać pole 
Albo żywym broń wydrzeć i zaprzeć w niewolę. 

Czytelnikowi,  który  świadom  jest,  że  mowa  tu  o  pułkach,  o  trupach  i  o  jeńcach  wojennych  występujących  
w postaci pionków na warcabnicy, zadźwięczą w tych słowach od razu akcenty heroikomiczne. A udana powaga 
nauczania  przerodzi  się  w  żart  wierszowany.  Nie  przedmiot  wypowiedzi,  ale  sprawność  wirtuozerii  autora  
w  przekształcaniu  metaforycznym  gry  w  walkę  orężną  przyciągać  pocznie  jego  uwagę.  W  ten  sposób  gra  
w  warcaby  przybiera  jak  gdyby  wszelkie  uroki  „zabawy  w  poezją”

22

,  ściślej  -  w  wierszowaną  pomysłowość 

obrazowania. 

A więc jeszcze jedna „etiuda" pisarska młodego Mickiewicza? Ćwiczenie wierszopisarskie w obrazowaniu, 

w naginaniu pióra do „zwięzłości wyrażenia i elegancji stylu" Trembeckiego?

23

 

Tak  by  istotnie  określać  należało  ten  poemat,  gdybyśmy  znali  go  tylko  w  wersji,  jaką  poeta  odczytał  

w kwietniu 1819 r. przyjaciołom filomatom. Choć i wtedy zadźwięczałby nam może swymi akcentami lirycznymi 
odrzucony później początek utworu z takim oto opisem wiosny: 

 

Jużeśmy dawno chłodne śniegi pożegnali,  
Słońce już coraz tęższym promykiem świat pali.  
Między ożywionymi biegnę spocząć drzewy;  
Ptasząt słuchać i wonne oddychać powiewy.  
Gdzie spojrzę, jest czym oko, jest czym bawić serce:  
Wiosna zielone łąkom przyrzuca kobierce,  
Bogaty z odmrożonych ziemie kwiat wynika  
I wdzięczną barwą ciągnie dłonie śmiertelnika.  
Tam słysząc wabik samki, chciwy z nią wesela,  
Poranny się skowronek ku górze wystrzela,  
Miłosnym dzwoni głoskiem, pływając w obłoku,  
I mile pieści ucho, niedostępny oku

24

Ale Mickiewicz, włączając Warcaby do pierwszego tomiku swych Poezji w 1822 r. dodał na końcu utworu 

dłuższy  fragment,  który  to  ćwiczenie  poetyckie  przekształcił  nagle  w  wiersz  wymowny  lirycznie.  Nauka  gry 
zmienia  się  w  finale  w  zwrot  do  ukochanej  kobiety,  z  którą  ongiś  on  sam  spotykał  się  przy  warcabnicy.  Wraz  ze 
wspomnieniem pojawia się wyznanie w stylu Dziadów części IV: 

 
Tyś patrzyła w warcaby, ja w obliczę twoje; 
Najdroższego oblicza będąc niedaleki 
I wiecznie chcąc je widzieć, i tracąc na wieki, 
Miotany od sprzecznego poruszeń natłoku, 
Ból w sercu, w licach bladość, ogień miałem w oku; 
Alem się nadaremnym nie zdradził zapałem, 
Westchnienie zatłumiłem, słówka połykałem. 
Bo los, wynosząc ciebie między jasne rody, 
Z samą nadzieją wieczne przykazał rozwody! 
Ustąpię, jęki nawet z głębi nie wypadną. 
Lecz pamiętam, bo pamięć nie jest mi podwładną

Istotnie, można tu -jak Borowy

25

 - mówić o „rozległej skali uczuć, które zresztą wszystkie są jakby zawoalowane, 

bo wszystkie występują jako wspomnienia: i czułość, i skargi, i rozterka wewnętrzna, i gorzka rezygnacja". 

                                                           

22

 Określenie Kleinera, Mickiewicz, t. I, s. 138. 

23

 Por. J. Tretiak, Adam Mickiewicz w świetle nowych źródeł. 1815-1821, Kraków 1917, s. 79. 

24

 A. Mickiewicz, Dzieła wszystkie, pod red. Konrada Górskiego, t. I, cz. 1. s. 245, Wrocław 1969 - 1972. 

25

 O poezji Mickiewicza, t. I, s. 161. 

 

background image

 

W KRĘGU ODY DO MŁODOŚCI 

Oda do młodości (grudzień 1820) wyrasta z linii, która wiedzie od przemówienia filomackiego Już się z pogodnych 
niebios oćma zdarta smutna... Wszakże między obu punktami tej linii jakaż przepastna różnica! Tam przemówienie 
utrzymane  w  karbach  retoryki  i  klasycystycznej  miary  trzynastozgłoskowca;  tu  -  lotna  konstrukcja  składniowa, 
rwana  natężeniem  woli,  wzmaganiem  się  uczucia,  wzrastającym  napięciem  przeciwstawień  i  szerokiego  gestu 
obrazowania. Tam spokojny rozwój wątku kierowany logiką rozważnego mówcy, który umie biegowi swej myśli 
narzucić  celowe  granice  uzgodnionych  zdań  i  wierszy;  tu  swoboda  metrycznych  układów,  poddana  wzlotom 
emocji, zburzenie spoideł logicznych, jakby gorączkowe nagromadzenie obrazów, haseł i wezwań. Tam króluje ład, 
rozsądek,  powaga  etycznych  nakazów  i  rozważna  argumentacja  z  powołaniem  się  na  przykłady  ze świata kultury 
antycznej;  tu  rządzi  entuzjazm,  zapał,  wola  heroicznego  czynu,  choćby  szaleńczego,  ale  godnego  sławy,  jeśli 
wiedzie ku szczęśliwości innych, a wynika z intuicji, z przyjaźni i z „zapału" młodości. 

Zdawałoby się, zestawiliśmy oto dwa różne światy i dwa odmienne sposoby wypowiadania się literackiego. 

Jakby między obu utworami padła granica przełomu romantycznego. I tak też współcześni odczuwali rewelacyjną 
nowość Ody. Nawet najbliżsi przyjaciele poety, bracia filomaci, początkowo nie umieli jej pojąć, tak odmiennym 
napisana była językiem; i dopiero Malewski, rozmiłowany w Schillerze, otworzył im oczy na znaczenie literackiej 
nowości  Ody

26

.  Ale  uważne  spojrzenie  późniejszych  historyków  literatury  ujawniło  w  sposób  dowodny 

oświeceniowe i klasycystyczne korzenie utworu. Nie tylko zresztą korzenie, można by rzec, że i myśli oraz uczuć 
kwiaty. Nawet entuzjazm i wiarę w siłę młodości próbowano włączyć między „podstawowe idee Oświecenia”

27

Zapewne  wiele  w  tych  sądach  jest  słuszności;  i  nic  w  tym  dziwnego,  skoro  w  Odzie  wypowiada  się  poeta 

wykarmiony macierzystym chlebem filozofii i całej atmosfery wieku poprzedniego

28

. Wiara w postęp ludzkości, a 

zwłaszcza w potęgę wychowania, które zniszczy „przesądy światło ćmiące"; hasło walki o wolność w imię dobra 
całej ludzkości; nakaz solidarnego współdziałania z przyjaciółmi; odrzucenie wszelkich przejawów egoistycznego 
sobkostwa;  obowiązek  przełamywania  własnej  słabości;  a  we  wszystkim  ideał  heroizmu,  postulat  ofiarności 
jednostek dla szczęścia ogółu. „W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele". Jeśli w wierszu Już się z pogodnych 
niebios... padło stwierdzenie: 

 

Szczęśliwy, komu pierwsze wieńce się dostały:  
Sam zyska chwałę, innych zanęci do chwały 
 

- to teraz przychodzi jakby uzupełnienie tamtego filomackiego pojmowania szczęścia: 

 

I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, 

Jeżeli poległym ciałem 

Dał innym szczebel do sławy grodu...

29 

 

Wciąż  się  więc  poruszamy  w  zespole  haseł  oświecenia,  a  niejedno  z  nich  brzmi  podobnie  do  programowych 
wezwań ówczesnego wolnomularstwa

30

Jeszcze  więcej  literackich  znamion  Ody  okaże  się  w  analizie  historyków  poezji  jako  realizacja  wskazań 

poetyki klasycy stycznej

31

. Oda - w myśl pouczeń Euzebiusza Słowackiego - powinna mieć przede wszystkim „cel 

wyniosły,  lot  górny,  wielkie  myśli  i  mocne  uczucia".  Wszystko  to  realizuje  w  najwyższym  stopniu  utwór 
Mickiewicza, „...stąd wynikają - mówi dalej Słowacki - wyniosłe i nadzwyczajnie żywe myśli, górne obrazy, nagłe 
wzruszenia, które lirycznym uniesieniem nazwać można. Ten stan niezwyczajny wzruszonej [...] duszy nie dozwala 
poecie dawać uwagi na porządek i logiczne następstwo wyobrażeń, a stąd powstaje to, co lirycznym nieładem, czyli 
zamieszaniem  nazwać  można,  które  jednak  mniej  jest  rzetelnym,  jako  raczej  pozornym..."  Nie  brak  Odzie 
Mickiewicza  ani  owego  „uniesienia" lirycznego, ani żadnej z następnych cech wymienionych przez Słowackiego; 
nie  brak  też  ani  „rozmaitości"  obrazowania,  ujawniającej  się  w  tzw.  epizodach,  pozornie  i  na  czas  krótki 
odchodzących  od  głównego  wątku  wypowiedzi,  ani  „podobieństwa  do  prawdy,  czyli  stosowności  uczuć,  myśli  i 

                                                           

26

 Por. informacje o reakcji filomatów na Odę w Dziełach wszystkich, 11, cz. l, s. 258-259. 

27

 W. Kubacki, „Oda do młodości", w książce: Pierwiosnki polskiego romantyzmu, Warszawa 1949, s. 88. 

28

 Por. I. Chrzanowskiego Chleb macierzysty „Ody do młodości", Warszawa 1920. Odmiennie, jako wiersz wyrażający 

„ideologię wczesnego rewolucjonizmu szlacheckiego", ujmuje Odę S. Skwarczyńska w pracy Mickiewiczowska Hebejako 
wiersz rewolucyjny w książce: Mickiewiczowskie „powinowactwa z wyboru", s. 141-194 

29

 Por. K. Górski, Pogląd na świat młodego Mickiewicza, (1815-1823), Warszawa 1925, s. 97. 

30

 Najpełniej ukazano to w przytoczonej książeczce Chleb macierzysty „Ody do młodości" I. Chrzanowskiego. 

31

 Por. m. in. T. Zieliński Filarecka poezja Mickiewicza, w książce: Trzy studia, Zamość 1922; S. Dobrzycki 

Klasycyzm w „Odzie do młodości", s. 610; T. Sinki O tradycjach klasycznych A. Mickiewicza, s. 18-50; J. Kleinera 
„Oda do młodości", „Ateneum Polskie" 1908, s. 86-97, oraz Mickiewicz, t. I, s. 211-219; a także cytowane studium 
Kubackiego. 
 

background image

obrazów [...] do rzeczy", o której mowa w utworze, ani „wielkiej zwięzłości", jako że oda wyrażająca „najwyższy 
stopień wygórowania [...] nie powinna być rozciągłą i długą”

32

Wszystko to utwór Mickiewicza realizuje z nienaruszoną konsekwencją i nie ma potrzeby każdej z tych cech 

wykazywać  osobno.  Zwięzłość  i  energia  lakonicznych  wezwań,  z  których  wiele  dziś  już  weszło  w  zasób 
powszechnie  używanych  zwrotów  przysłowiowych;  stała  zmienność  obrazów  ukazywanych  w  ruchu,  we  wzlocie 
lub  wspinaniu  się  w  wyraźnie  określonym  kierunku;  szerokość  perspektyw  widzenia  ogarniającego  dalekie 
horyzonty,  świat  cały,  niekiedy  nawet  w  wymiarach  kosmicznej  skali;  wreszcie  uniesienie,  nie  słabnące  ani  na 
chwilę,  w  najwyższym  natężeniu  rozwijające  zmienną  linię  zabarwień  emocjonalnych:  od  „zapału"  w  locie 
początkowych wierszy, poprzez pogardę wobec „płazów w skorupie" i poprzez energię szturmu do „sławy grodu", 
aż po twórczy entuzjazm w powoływaniu siłą młodości i przyjaźni nowego świata: 

 

Witaj, jutrzenko swobody,  
Zbawienia za tobą słońce! 
 

Z  tej  zmienności  zabarwień  emocjonalnych  „uniesienia",  z  narastania  coraz  to  nowych  zobrazowań 

szybkiego  ruchu  myśli  rodzi  się  -  istotnie  -  czytelnicze  odczucie  „nieładu  lirycznego".  Ale  czy  jest  on  -  zgodnie  
z postulatem poetyki klasycystycznej - nieładem pozornym? 

Rozwój wątku przeprowadza poeta poprzez konsekwentnie realizowane przeciwstawienia: 

1)  martwego świata ludzi bez serc i bez ducha oraz wzlotu do krainy, w której „zapał tworzy cudy"; 
2)  starców  związanych  z  ziemią,  pochylonych  wiekiem,  niezdolnych  do  uniesień  i  młodości,  która  nad  poziomy 

wzlatuje; 

3)  samolubów,  samotnych,  przemijających  bez  śladu  i  bez  pożytku  dla  świata  oraz  młodych  przyjaciół  śmiało 

ginących w szturmie do „sławy grodu", w walce o szczęście wszystkich ludzi; 

4)  chaosu „w krajach zamętu i nocy" oraz nowej rzeczywistości uporządkowanej „z bożej mocy"; 
5)  starego, zanikającego już „świata rzeczy" i nowego, wschodzącego dopiero „świata ducha". 

Z tej dramatycznej linii przeciwstawień ogarniających całą Odę aż po jej ostatnią strofę, w której „nieczułe 

lody i przesądy światło ćmiące" stykają się bezpośrednio z „jutrzenką swobody" i ze „słońcem zbawienia", wzrasta 
i  utrzymuje  się  w  stałym  natężeniu  dynamika  napięć  emocjonalnych.  Przebieg  tej  linii  staje  się  tym  bardziej 
wyrazisty,  że  organizuje  ją  i  ostro  podkreśla  wewnętrzna  budowa  wersyfikacyjna  poszczególnych  członów 
wypowiedzi  i  metoda  ich  metrycznego  powiązania.  Bo  proszę  zważyć:  niemal  wszystkie  pary  przeciwstawnych 
elementów Ody ujęte zostały w podobne układy wierszowe. 

Oto pierwsza para analogicznych układów: zwrotka druga i trzecia, obie - czterowierszowe: 

Obraz starców 

   

 

 

     Obraz młodości 

Niechaj, kogo wiek zamroczy,   

 

 

 

Młodości! ty na poziomy 

Chyląc ku ziemi poradlone czoło, 

 

 

 

Wylatuj, a okiem słońca 

Takie widzi świata koło, 

 

 

 

 

Ludzkości całe ogromy 

Jakie tępymi zakreśla oczy. 

 

 

 

 

Przeniknij z końca do końca. 

Zaraz  potem  12-wierszowy  obraz  samolubów,  przedzielony  jedynie  cztero  wierszowym  zwrotem  do 

młodości  od  również  12-wierszowego  obrazu  młodych  przyjaciół  szturmujących  „do  sławy  grodu".  Podobnie  w 
zakończeniu:  sześciowierszowejstrofie  o  „świecie  rzeczy"  odpowiada  zaraz  następna,  również  sześciowierszowa 
strofa o „świecieducha". Ujmując poszczególne fragmenty Ody w cyfry oznaczające liczbę wierszy każdego z nich, 
otrzymalibyśmy następującą formułę:  

 

 
7 + 4 + 4 + l2 + 4 + l2 + 8 + 8 + 6 + 6 + 4.  
(strzałkami u góry połączono przeciwstawione sobie człony Ody). 

Nie  koniec  na  tym.  Oda  pisana  jest  wierszem  nieregularnym,  którego  nierównozgłoskowość  mieści  się  w 

szerokiej amplitudzie od 3 sylab do 13, z wyraźną przewagą ośmiozgłoskowców (38 na 37 wszystkich pozostałych 
wierszy).  Przy  tym  czytelnikowi  łatwo  zauważyć,  że  w  toku  większych  członów  powracają  od  czasu  do  czasu 
zwrotki  czterowierszowe

33

.  Na  odwrotnym  krańcu  znajdują  się  segmenty  najdłuższe,  12-wierszowe  oraz  

                                                           

32

 E. Słowacki, Dzielą, Wilno 1826, t. II, s. 75-77. 

 

33

 II człon: 8a, l Ib, 8b. lOa.  

III człon: 8a, 8b, 8a, 8b.  
V człon: lOa, llb. lOb. 11 a.  

background image

8-wierszowe.  Nieregularność  zgłoskowa  tych  członów  nie  jest  jednakowa;  najmniej  odczuwamy  ją  w  strofach 
czterowierszowych. Stanowią one jakby powracający motyw wersyfikacyjny, który swą zwiększoną regularnością 
metryczną odbija w sposób wyraźny od pozostałych członów Ody. 

Tok utworu rozwija się zatem jakby w dwu głosach, z których każdy odmiennie organizuje strumień mowy 

wierszowanej. Rerwszy, częściej i dłużej odzywający się w wierszu, wyraźnie podkreśla nieregularność zgłoskową 
swej  wypowiedzi  zbliżając  ją  ku  swobodzie  konstrukcji,  w  której  jak  w  prozie  czynnikiem  rozwoju  jest  myśl  
i  zdanie,  a  nie  regularność  metryczna.  Utrzymuje  Odę  w  tonie  entuzjastycznego  przemówienia.  A  drugi  głos, 
powracający  w  toku  wypowiedzi  tylko  od  czasu  do  czasu,  swą  regularnością  metryczną  zespala  ją  wewnętrznie; 
działa  na  podobieństwo  refrenu  wersyfikacyjnego,  nawiązując  wyraźnie  do  konstrukcji  wierszowanej  -  chciałoby 
się rzec: śpiewnej. W ten sposób oba głosy, przeciwstawiając się sobie, współdziałają wzajemnie w kształtowaniu 
swobodnie  rozwijającego  się  toku  wypowiedzi  deklamacyjnej,  przechodzącej  poprzez  urozmaiconą  intonację 
retoryczną,  z  jednoczesnym  -  jakby  muzycznym  -  przepływaniem  strofek  wyraźniej  uregulowanych, 
podkreślających wierszowaną naturę całości. 

Tak więc jeśli „uniesienie" Ody wyraża się -zgodnie z wymaganiami poetyki klasycystycznej -w „nieładzie 

lirycznym"  -  to  jednocześnie  nie  staje  się  on  nieporządkiem  istotnym,  czyli  -jakby  rzekł  Słowacki  -  „mniej  jest 
rzetelnym jako raczej pozornym". 

Zatem  wszystko  tu  zgodne  z  duchem  oświecenia  i  z  poetyką  klasycyzmu?  Skądże  jednak  to  filomackie 

odczucie  Ody  jako  nowości  literackiej?  „Żaden  tak  Polak  nie  pisał!"  -  wołał  jakoby  Malewski  według  relacji 
Czeczota  w  liście  do  Mickiewicza

34

.  Skąd  przyswojenie  haseł  Ody  jako  wyrazu  własnych  dążeń  przez  młodzież 

romantyczną uczestniczącą w powstaniu listopadowym? Skąd wreszcie i nasze czytelnicze wrażenie odmienności 
poetyckiej  utworu  Mickiewicza  od  poprzedzających  go  ód  Koźmiana,  Osińskiego  i  Wężyka?  Czyżby  decydował  
o tym jedynie wyższy stopień doskonałości literackiej Ody? 

Zapewne,  w  wyniku  historycznoliterackiej  analizy  utworu  można  by  utrzymywać,  że  jest  to  najwyższe 

artystycznie i zarazem ostatnie w dziejach naszej literatury osiągnięcie poezji klasycystycznej. Że do takiej właśnie 
ody dążyli, że o takiej -można by rzec - marzyli poeci poprzedzającego okresu. A jednak nie da się mimo wszystko 
zaprzeczyć,  że  utwór  Mickiewicza  w  zestawieniu  z  wytworami  sztuki  klasycystycznej  jest  jakby  innym  językiem 
poetyckim  pisany.  W  tamtych  -chłód  retorycznego  popisu,  sztuczność  udawanego  uniesienia.  Tu  -  poryw 
entuzjazmu, energia woli wzywającej do czynu i płomień wiary w siłę młodości, w świtającą jutrzenkę swobody. 
Czyżby przemianę tę sprowadziła ze sobą tylko Schillerowska atmosfera Ody, jak sugerował to swym kolegom od 
razu po pierwszym przeczytaniu jej tekstu Franciszek Malewski? 

O  wpływie  Schillera  pisano  przy  tej  okazji  wiele

35

.  Stwierdzono  oddziaływanie  jego  na  wiersz 

Mickiewiczowski ponad wszelką wątpliwość, ale jednocześnie zwrócono uwagę na zasadnicze różnice, jakie dzielą 
go od poety niemieckiego. Słusznie bodaj powiada Witkowska, że w poezji Schillera pociągały filomatów „przede 
wszystkim atmosfera wysublimowanego idealizmu [...], wielki patos moralny atakujący nowe sfery poezji i nowe 
światy  ducha.  [...]  Wielkie  słowa  Schillera  otwierały  nieznane  dziedziny  poznania,  ukazywały  wzniosłe  kraje 
ideału,  mieszczącego  się  poza  bytem  realnym,  osiągalnego  w  marzeniu  lub  w  abstrakcji  intelektualnej,  ale  tak 
istotnego dla literackiego i moralnego klimatu poezji autora Don Carlosa”

36

Podobnie Borowy: „Rzeczywiście poezja Schillera pełna jest uniesienia [...]. Pełno [w niej] wezwań do [...] 

wznoszenia się w świat idealny". I dalej: „W pewnej mierze i atmosfera uczuciowa Ody do młodości jest podobna 
do atmosfery wierszy Schillera. Ale tylko w pewnej mierze. Kult wolności, przyjaźni, miłości i świata duchowego, 
wzgarda  dla  egoizmu  i  materializmu,  wszechludzkie  perspektywy:  wszystko  to  jest  Mickiewiczowi  wspólne  
z  Schillerem.  Charakter  wszelako  uniesień  Schillera  jest  [...]  zupełnie  inny  [...].  Wezwania  w  królestwo  ducha  są  
u  Schillera  zarazem  wezwaniem  do  odwrócenia  się  od  życia  ziemskiego,  do  zerwania  więzów  konkretnej 
rzeczywistości". W świecie Schillera „jedyne szczęście możliwe [...] - to surowe, wzniosłe szczęście zamknięcia się 
w sobie; jedyny heroizm - to męstwo w cierpieniu i wierności ideałom bez nadziei ich zwycięstwa". 

Jakżeż inaczej jest u Mickiewicza! „Oda [...] przepojona jest heroizmem radosnym i bojowym. Uczucie jest 

w niej [...] zorientowane ku działaniu w życiu realnym. Jest w niej ogień zapału, podczas gdy u Schillera jest tylko 
mgławica marzeń. Ten indywidualny, energetyczny ton utworu stanowi też przede wszystkim o jego oryginalności, 
którą trzeba stwierdzić mimo pokładów «dziedzictwa» ideowego i literackiego, jakie w nim są widoczne”

37

                                                                                                                                                                                                             
Człon finalny: 5a, 5b, 5a, 5b. 

34

 List z 20 XII 1820/1 I 1821, Korespondencja Filomatów t. III, s. 96. 

35

 Por. m. in. prace: L. Finkla, „Oda do młodości", „Pamiętnik Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza" 1889 (III), s. 

157-165; M.  Szyjkowskiego,  Schiller  w Polsce, Kraków 1915, s. 172-180; I. Chrzanowskiego, Chleb macierzysty..., s. 
7-18;  z  prac  późniejszych:  W.  Borowego,  O  poezji  Mickiewicza,  1.1,  s.  44-48;  A.  Witkowskiej,  Rówieśnicy  Mickiewicza, 
Warszawa 1962, s. 215-222 i in. 

 

36

 A. Witkowska, Rówieśnicy Mickiewicza, s. 215. 

37

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 45-47. 

background image

Cóż  jeszcze  -  prócz  uniesienia  i  stylu  Schillera,  a  także  prócz  wspomnianego  przed  chwilą  tonu 

„energetycznego"  -  decydować  mogło  o  nowości,  jaką  wyczuwano  na  ogół  w  Odzie?  Nowy  „świat  ducha" 
przeciwstawiony  staremu  „światu  rzeczy"?  Młodość  obdarzona  siłą  zdolną  „ogniem"  wydobyć  z  zamętu  nową 
rzeczywistość?  Paradoksy  wyrażeń  takich  jak  „rozumni  szałem"?  Pogarda  wobec  „obszaru  gnuśności."?  Bunt 
przeciw przyziemności otaczającego świata? Lot ponad nim w wysoką sferę ideału? Ale najpewniej chyba ów żar 
wewnętrznego  ognia  zespalający  Od?  w  intonacyjną  jednolitość  entuzjazmu,  przenikającego  całą  wypowiedź.  
I  wszystko,  co  w  niej  z  entuzjazmu  tego  wynika:  lakoniczna  zwartość  gnomicznych  wyrażeń,  pobudzająca  siła 
wezwań, napięcie przeciwstawień, retoryka apostrof, eksklamacyjny charakter zdań... 

„Czy Oda jest arcydziełem?" - pyta Kleiner

38

. I odpowiada: „Wątpliwie to co najmniej. Ale jest z rodu pieśni 

niosących moc i płomień. Z tego samego rodu, co Marsy Hanka" 

Z  kolei  -  piosenki  Mickiewicza.  Wszystkie  związane  są  z  programem  filomackim.  Stanowią  jakby 

uprzystępnienie  ideologii  Ody

39

  i  są  jeszcze  jedynym  dokumentem  koleżeńskiego  współżycia  przyjaciół 

powiązanych ze sobą nie tylko wspólną pracą organizacyjną, ale także niefrasobliwą radością młodzieńczej zabawy. 
To  jakby  kontynuacja  „jambów",  przekształconych  ze  stylizacji  na  rzekomo  improwizowane  przemówienia 
wygłaszane z żartobliwie udaną powagą - na lekkie, swobodne, anakreontyczne nawet piosenki, śpiewane wspólnie 
z gromadą bawiącej się młodzieży. Ale ta uśmiechnięta śpiewność ich wystroju wierszowanego jest w swej wesołej 
lekkości  także  -  do  pewnego  stopnia  -  udawana,  stanowi  jakby  celowe  „przybranie"  podkreślające  ich  rzekomą 
niewinność polityczną. Cały wdzięk poetycki tych wierszy sprowadza się przecie do zręcznej i dowcipnej zarazem 
metaforyki  przekształcającej  -  stopniowo  coraz  wyraźniej  -anakreontyczny  ton  wezwań  w  poważny,  ideowo 
zaangażowany zbiór haseł filomackich znanych już z Ody i z przemówień młodego Mickiewicza. 

Spójrzmy  wpierw  na  piosenkę,  przysłaną  przez  poetę  z  Kowna  na  imieniny  Malewskiego,  obchodzone 

uroczyście  przez  filomatów  1/13X11819  r.  Miała  właśnie  zastąpić  „jamby",  na  które  autor  w  odosobnieniu 
kowieńskim nie mógł się zdobyć: „Same smutki - pisze do przyjaciół. - Macie choć lichą piosenkę”

40

 W połowie jej 

tekstu pada dwuwiersz wyrażający styl współżycia towarzyskiego filomatów: 

 

Tu wspólne koją cierpienia:  
Przyjaźń, wesołość i pienia. 
 

A  przed  tym  dwuwierszem  i  po  nim  przepływają  rytmiczne  zwrotki  z  hasłami  filomackimi:  „Ojczyzna, 

nauka, cnota", „I męstwo, praca i zgoda". 

Jeszcze wyraźniej zarysowuje się to w tzw. Pieśni Filaretów, napisanej zapewne równocześnie niemal z Odą, 

pod  koniec  1820  r.  Drukowano  ją  w  warszawskim  piśmie  „Motyl"  pod  znamiennym  tytułem  Anakreontyk. 
Rzeczywiście, u samego jej wstępu figuruje zwrotka wprowadzająca od razu w atmosferę wesołej zabawy: 

 

Hej, użyjmy żywota!  
Wszak żyjem tylko raz;  
Niechaj ta czara złota  
Nie próżno wabi nas. 
 

Ale  następne  strofki  stopniowo  coraz  wyraźniej  odsłaniają  swój  istotny,  patriotyczno-rewolucyjny  ładunek 

ideowy.  Już  w  trzeciej  natrafiamy  na  „śpiew  narodowy",  czwarta  przynosi  nakaz,  byś  „jak  Rzymianin  bił",  a  w 
następnej słyszymy wezwanie, w swej metaforycznej lakoniczności zgoła niedwuznaczne: 

 

Dzisiaj trzeba prawicy,  
A jutro trzeba praw. 
 

Ależ  to  nie  wszystko  jeszcze!  Oto  w  końcowej  partii  wiersza  przychodzą  dwie  najpiękniejsze,  prawdziwie 
filomackie i romantyczne strofki, porywające energią aforystycznie zaostrzonych haseł: 

 

Cyrkla, wagi i miary 
 Do martwych użyj brył;  
Mierz siłę na zamiary,  
Nie zamiar podług sił. 
 

Bo gdzie się serca palą,  
Cyrklem uniesień duch,  

                                                           

38

 J. Kleiner Mickiewicz, t. I, s. 218. 

39

 

39

  Por.  J.  Tretiak,  Adam  Mickiewicz  w  świetle  nowych  źródeł,  s.  247;  mowa  tam  o  Pieśni  Filaretów  jako  o  Odzie  do 

młodości, „udostępnionej w formie pieśni koleżeńskiej". 

40

 A. Mickiewicz, Dzieła, Wyd. jubil., t. XIV, s. 49. 

background image

Dobro powszechne skalą,  
Jedność większa od dwóch. 
 

Nie  dziw,  że  -  objawioną  sędziom  śledczym  w  odpisie  skonfiskowanym  w  czasie  rewizji  u  jednego  

z filaretów - postawiono i tę piosenkę w procesie wileńskim pod surowe dochodzenie policyjne

41

I  wreszcie  trzeci  z  tych  „śpiewów",  Toasty,  żart  wierszowany,  pochodzący  z  końcowych  miesięcy  1821  r., 

tym  bardziej  osobliwy,  że  nawiązuje  do  pojęć  z  zakresu  fizyki  czy  -jak  wówczas  mniemano  -  chemii.  Światło, 
ciepło,  magnetyzm  i  elektryczność  włączono  tu  prawem  zabawnej  metaforyki  w  sferę  „magnetyzmu"  przyjaznej 
serdeczności i ciepła wzajemnych związków koleżeńskich

42

W rozwoju twórczości młodego Mickiewicza piosenki te znaczą niemało: świadczą, że poeta, który rozpoczął 

swą  drogę  od  retoryki  przemówień  (Już  się  z  pogodnych  niebios...),  jednocześnie  prawie  (po  roku  czy  po  dwu 
latach)  umiał  zastosować  swe  pióro  do  zupełnie  odmiennego  sposobu  organizowania  wypowiedzi  programowej. 
Podejmując  próbę  wierszy  przeznaczonych  do  śpiewania,  rozszerzał  jednocześnie  skalę  swych  możliwości 
poetyckich. Co więcej rozszerzał ją w sposób twórczy, nie cofając się ani przed eksperymentem literackim (rymy 
męskie  w  Pieśni  Filaretów),  ani  przed  wprowadzaniem  zdobyczy  własnych  doświadczeń  z  retoryki  przemówień 
wierszowanych  do  tak  biegunowo  odmiennych  celów  jak  konstrukcje  liryki  śpiewnej.  Umiał  swą  zdolność  do 
aforystycznej  koncentracji  haseł  programowych  wykorzystać  swobodnie  w  impulsie  rytmicznym  piosenkowych 
uzgodnień wersyfikacyjno-syntaktycznych. Retorykę składni poetyckiej przekształcał w „retoryczną" sugestywność 
śpiewnych układów rytmicznych. Poddawał ją pod władzę metrum, wyzyskując naturalne przejawy lakoniczności 
haseł  zbudowanych  na  prawie  powtórzeń  słownych,  paralelizmów,  przeciwstawień  składniowych  (chiazmów)  lub 
kondensacji  eliptycznych  i  jednocześnie  ujmując  je  rygorystycznie  w  zniewalający,  wyrazisty  rytm  płynnego 
wiersza.  Zacytowane  przed  chwilą  zwrotki  dostatecznie  ilustrują  tę  wersyfikacyjną  i  zdaniową  technikę 
Mickiewicza

43

Hymn  na  dzień  Zwiastowania  N.P.  Marii  (grudzień  1820  r.)  wiąże  się  z  Odą  do  młodości  nie  tylko 

gatunkowo,  koncepcją  natchnionej,  wysoko  uniesionej  wypowiedzi,  ale  także  entuzjazmem,  jaki  go  wraz  z 
uroczystą powagą tonu przenika od początku do końca. I podobnie jak Oda napisany jest wierszem nieregularnym, 
pulsującym  rytmicznie  odpowiednio  do  wzbierającej  i  -  niekiedy  -  wybuchającej  emocjonalności  osoby,  która  go 
wypowiada. 

Tematyka  religijna  u  autora  naśladownictw  wolterowskich  mogłaby  dziwić,  gdyby  nie  wielokrotne 

doświadczenie,  pouczające,  iż  rozwój  twórczości  poetyckiej  -  podobnie  zresztą  jak  reakcje  psychiczne  każdego 
człowieka - częściej, niż moglibyśmy przewidywać, kryją w sobie tajemnicę wnętrza, które nie zawsze się poddaje 
prawom  logiki  i  narzuconych  z  góry  szablonów.  Zwrócono  już  poza  tym  uwagę,  że  w tematyce religijnej Hymnu 
odczytywać należy coś więcej, że jest on także „deklaracją samowiedzy poetyckiej i twórczej mocy”

44

Wszakże  jest  tą  deklaracją  pośrednio  tylko,  poprzez  wiarę  proroka,  który  prosi:  „Głosu  mi  otwórz 

strumienie",  z  całą  ufnością,  że  wtedy  dopiero  „z  bóstwa"  przyjdzie  „godne  bóstwa  pienie".  Słusznie  też 
zauważono, że „manifestujące się tu - w łączności z tajemnicą Zwiastowania - przeświadczenie o inspirującej sile 
Ducha Św. należy łączyć z romantycznymi wyobrażeniami o świecie”

45

Ale w swej organizacji poetyckiej Hymn niewiele odbiega od wskazań poetyki klasycy stycznej. Realizuje 

zasady  ody;  jest  jak  ona  przeniknięty  najwyższym  uniesieniem  proroka,  który  poczyna  pieśń  uroczystą  
i natchnioną, równą w sile tej, „jaką cheruby zagrzmią światu na skonanie"; ujmuje wypowiedź w niezwykle, lekko 
archaizowane  słownictwo,  powiązane  w  kunsztowne,  inwersjowane  układy  zdań;  rozwija  się  w  luźnym 
następstwie  nagłych  zdarzeń  i  szybko  się  zmieniających  obrazów,  szkicowanych  w  rozległej,  kosmicznej  skali; 
posługuje się klasycystyczną metodą portretowania dalekiego od konkretów indywidualizacji. 

                                                           

41

 S. Pigoń,  „Pieśń Filaretów" przed sądem, w książce:  Głosy sprzed wieku, Wilno 1924, s. 119-133. 

42

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 50. Dodajmy, że dla przyjaciół Mickiewicza były w tej piosence wyraźne 

aluzje do Zana „teorii promionków" i do Związku Promienistych. 
 

43

  W.  Borowy,  O  poezji  Mickiewicza,  1.1,  s.  51:  „Doskonale  zharmonizowana  ze  stylem  jest  śpiewna  wersyfikacja  [Pieśni 

Filaretów]  (siedmiozgłoskowce  żeńskie  przeplatane  sześciozgłoskowcami  męskimi,  o  toku  przeważająco  jambicznym, 
urozmaiconym  trochejami),  wersyfikacja,  dająca  rezonans  wszystkim  tonom  uczuciowym  utworu  w  rymach  (zarówno 
żeńskich, jak męskich), które brzmią śmiało, a zarazem lekko i swobodnie". 

44

 S. Skwarczyńska, „Hymn na dzień Zwiastowania N.P. Maryi", w książce: Mickiewiczowskie „powinowactwa z wyboru", s. 

201; por. także opinię J. Tretiaka, Adam Mickiewicz w świetle nowych źródeł, s. 221, według której główną rolę w powstaniu 
Hymnu odegrało „poczucie w sobie szybko rosnącej mocy poetyckiej"; K. Górski, Pogląd na świat młodego Mickiewicza, s. 95, 
stwierdza,  że  Hymn  „jest  wybuchem  nagromadzonej  w  Mickiewiczu  energii  duchowej,  częściowym  wyrazem  przeżycia 
religijnego..." 

45

  A.  Paluchowski,  Matka  BosJca  w  poezji  czasów  stanisławowskich  i  okresu  romantyzmu,  w:  Matka  Boska  w  poezji 

polskiej, Lublin 1959, 11. s. 104. 

background image

„Epitety zmienia w pojęcia ogólne, jasne włosy stają się «jasnością włosa», złote promienie to «smug złota». 

Porównanie zatrudnia nie dla uwyraźnienia szczegółów, lecz dla uogólnienia i odrealnienia przedstawień: «Maryi 
lica»  są  «Jak  ranek  z  morskiej  kąpieli  I  jutrznia»”

46

.  Całość  wiąże  jednolita  postawa  emocjonalna.  Borowy 

powiada, że „jedynym uczuciem, które utwór przenika, jest zachwyt dla wspaniałości przemiany”

47

. Odczuwamy 

go  w  obu  wyraźnie  wydzielonych  częściach  Hymnu,  zarówno  w  przemianie  proroka  podejmującego  swą  pieśń 
„śród niemej bojaźnią czerni", jak i w przebóstwieniu wschodzącej na Syjon Dziewicy. 

Najdalszy na pozór od atmosfery Ody jest wiersz Do Joachima Lelewela (styczeń 1822 r.). Związywano go  

z tradycja XVIII-wiecznego listu poetyckiego

48

, ale w istocie bliższy jest chyba mowie wierszowanej. Rozwijający 

się  krokami  regularnie  wymierzonego  trzynastozgłoskowca  parami  rymowanego,  ujęty  w  wiersze  zaokrąglone, 
składniowo  uporządkowane  i  zamknięte  w  wyraźne  linie  intonacyjne,  cierpliwie  i  długo  wznoszące  się,  a  szybko  
i  dobitnie  opadające  -  wiersz  nie  przypomina  wcale  swobodnego  żywiołu  wypowiedzi  uległej  namiętnym 
wybuchom emocjonalnym Ody. Tam odczuwaliśmy stale gorącą temperaturę odezwy czy manifestu; tu wchodzimy 
raczej w atmosferę intelektualnych dociekań i pouczenia. 

A  jednak  utwory  te  przynależą  do  pobliskich  regionów  poezji.  Nie  dlatego  że  oba  wyrastają  z  filomackich 

przeświadczeń o świecie, i nie tylko z powodu wysokiej pozycji mówcy - tam porywającego za sobą młodzieńców, 
a  tu  w  ich  imieniu  oddającego  cześć  uczonemu  i  jego  myśli,  ale  przede  wszystkim  ze  względu  na  szerokość 
horyzontów objętych spojrzeniem poetyckim. W obu mierzyć je wypada skalą całego świata i powszechnością jego 
dziejów.  Tam,  w  Odzie,  jakby  w  skrótowej  wizji  proroczej  wystąpiła  teraźniejszość  przełomowego  wieku,  
w  którym  odchodząca  przeszłość  staje  się  równoczesna  ze  świtającą  „jutrzenką"  przyszłości;  ziemia  zruszona  
z „posad" wtacza się na „nowe tory". Tu - z historycznego przeglądu kolejnych etapów, którymi szła w przeszłości 
ludzkość,  wyłania  się  myśl  o  prawach  dziejowego  rozwoju  świata,  wkraczającego  w  nową  erę  swego  istnienia;  
z  przeszłości  prowadzi  nas  w  teraźniejszość,  z  której  wnioskować  już  można  o  przyszłości,  jeśli  znane  nam  są 
prawa historii. 

W Odzie jakby w dramatycznej scenie ukazano powitanie „jutrzenki swobody", tu w kalejdoskopowym skrócie 

historycznym  zilustrowano  wiekowe  zmaganie  się  dążenia  do  wolności  z  tyranią  samowładztwa,  urywając  ten 
przegląd w chwili, gdy 

 

Z gminowładnego wzleciał ptak cesarski gniazda  
I krwawa legijonów zabłysnęła gwiazda. 
 

I z tego przełomowego momentu dziejów wiersz spoglądać nam każe na dalszy rozwój świata. Jego perspektywa, 
daleko w wieki wiodąca, oddana jest już tylko przewidywaniu tych, którzy –jak Lelewel - poznali prawa rządzące 
historią: 

 

Na świętym dziejopisa jaśniejąc urzędzie,  
Wskazujesz nam, co było, co jest i co będzie. 
 

Ale  wiersz  nie  jest  tylko  historiozoficznym  przeglądem  dziejów  świata:  w  pierwszej  części  głosi  chwałę 

nauki, przede wszystkim historii; chwałę tych, którzy służą Prawdzie: 

 

A słońce Prawdy wschodu nie zna i zachodu,  
Równie chętne każdego plemionom narodu  
I dzień lubiące każdej rozszerzać ojczyźnie,  
Wszystkie ziemie i ludy poczyta za bliźnie. 
 

Ten  szeroki,  ogólnoludzki  zasięg  nauki  umie  Mickiewicz  powiązać  z  węższym  zakresem  oddziaływań 

rodzimej  tradycji.  Od  ściślejszych,  domowych  kręgów,  przez  szersze  nieco,  regionalne,  aż  do  najrozleglejszych, 
narodowych.  Pochwała  historii  wiąże  się  w  wypowiedzi  poety  jak  najściślej  z  refleksją  o  znaczeniu  więzi 
tradycyjnej;  z  dynamiki  dwu  tych  sił  w  kształtowaniu  świadomości  człowieka:  z  regionalnej  tradycji  rodzimej  
i  uniwersalizmu  historii  powszechnej  wytwarza  się  impuls  rozwijający  pierwszą  cześć  utworu.  Nie  bez 
kompozycyjnych  racji  zacytowany  czterowiersz  o  powszechności  nauki  zestawiono  z  poprzedzającym  go 
bezpośrednio fragmentem o związkach każdego człowieka z najbliższą mu tradycją: 

 
Pierś dziecinną ojcowskie napełniają czucia,  

                                                           

46

 Tamże. 

47

 W. Borowy O poezji Mickiewicza, t. I, s. 160. 

48

  Tamże,  1.1,  s.  24;  por.  też  u  Kleinera,  Mickiewicz,  1.1,  s.  266;  ale  jednocześnie  w  tymże  zdaniu  mówi  o  wierszu: 

„Pseudoklasyczny, retoryczna mowa wierszowana". 
 

background image

Gdyś młody, uciskają zwyczajów okucia.  
Nieraz myślisz, że zdanie urodziłeś z siebie,  
A ono jest wyssane w macierzystym chlebie;  
Albo nim nauczyciel poił ucho twoje,  
Zawżdy część własnej duszy mieszając w napoje;  
I tak gdzie się obrócisz, z każdej wydasz stopy,  
Żeś znad Niemna, żeś Polak, mieszkaniec Europy. 
 

Wiersz  napisany  u  progu  1822  r.  niewiele  odbiega  w  swym  sposobie  wypowiadania  się  od  debiutu  

w filomackim przemówieniu wierszowanym z września 1818 r. Ten sam gest wysoko uniesionej, klasycy stycznej 
retoryki  występującej  jawnie  z  kunsztem  rozbudowanych  peryfraz  i  zdań  bogato  inwersjowanych,  na  sztuce 
poetyckiej  Trembeckiego  wzorowanych.  Z  tą  tylko  różnicą,  że  sprawność  pióra  poety  wykazuje  tu  nierównie 
wyższy stopień. A jednak nie jest to jedyna różnica ani nawet najważniejsza. Czytelnika uderza przede wszystkim 
wymowność  emocjonalna  intelektualnego  ładunku  pojęć,  refleksji  i  stwierdzeń,  w  poetyckim  opracowaniu 
Mickiewicza dawniej z taką efektywnością nie osiągana. 

Nie  w  całym  wierszu,  oczywiście.  Historiozoficzny  przegląd  dziejów  z  natury  swej  wydziela  się  tu 

wyraziście.  Inne  w  nim  stawały  przed  poetą  zadania:  chodziło  znowuż  -jak  w  Warcabach-  o  to,  by  materiał 
uogólnień  historycznych  przedstawić  w  postaci  ukonkretnionych  zobrazowań  poetyckich,  albo  inaczej  -  mówiąc 
słowami zaleceń Mickiewicza - „rzecz zmysłowie malować”

49

. Odmiennie natomiast wypadło autorowi prowadzić 

swą  wypowiedź  w  początkowych  fragmentach  wiersza.  Tu  siła  sugestywności  poetyckiej  zależała  od  tego,  czy  
w refleksyjności rozważań o nauce, o historii i o znaczeniu tradycji zabrzmi z dostateczną wyrazistością głos poety, 
a nie mówcy lub historyka, głos nasycony lirycznością emocjonalnej postawy podmiotu mówiącego. I w spełnieniu 
tych  zadań  osiągnięcie  Mickiewicza  w  wierszu  Do  Joachima  Lelewela  zasługuje  na  uwagę  jako  kolejne 
rozszerzenie skali jego możliwości poetyckich. 

Zilustrujemy  to  wypowiedzią  Borowego:  „Szczególnym  uczuciem  przeniknięte  są  te  ustępy  utworu,  

w  których  poeta  wypowiada  swoje  umiłowanie  wolności  [...].  Z  największą  jednak  siłą  przemawiają  te  wiersze, 
które  są  poświęcone  zachwytowi  dla  samego  nieustępliwego  dążenia  do  prawdy,  dla  samej  namiętności  badania  
i  dociekania”

50

.  Przypomnijmy  jeszcze  słowa  o  „macierzystym  chlebie"  („jakże  wymowne  w  swojej  prostocie,  

a  zarazem  niezwykłości"  -  powie  Borowy),  słowa  dumy:  „Żeś  znad  Niemna,  żeś  Polak,  mieszkaniec  Europy", 
wyrazy czci wobec „słońca Prawdy", które jest: „Równie chętne każdego plemionom narodu", by pod tekstem tych 
fragmentów odczuć jawnie przepływający nurt lirycznego wzruszenia. 

I jeszcze jedno: samo pojmowanie dynamiki zdarzeń historycznych, sposób interpretowania dziejów. Przejęte 

przeważnie  od  Lelewela,  służą  Mickiewiczowi  do  wiązania  faktów  w  rozwój  kierowany  siłą  napięć  generalnych 
między dążeniem do wolności a tyranią przemocy. Co więcej: siłom tym poeta „odebrał charakter abstrakcyjnych 
racji".  „Nadał  im  bowiem  konkretne  kształty  historyczne,  wtopił  w  zindywidualizowane  charakterystyki  epok.  
W  wielu  momentach,  np.  w  obrazie  średniowiecza,  zdobył  się  nawet  na  duże  nowatorstwo,  traktując  tę  epokę  na 
wzór romantycznego jej widzenia jako okres triumfu piękna, swobody i wolności”

51

 

BALLADY I ROMANSE 

W drugiej połowie czerwca 1822 r. ukazuje się w Wilnie pierwszy tomik Poezyj Mickiewicza. Jego trzon główny 
stanowi cykl wierszy pt. Ballady i romanse, owoc lat 1819-1821. W ówczesnym życiu literackim utwory te stały się 
wydarzeniem tak znaczącym, że od nich zwykliśmy rozpoczynać dzieje poezji romantycznej w Polsce. Ale nowość, 
jaką wnosiły do twórczości poprzedniego okresu, nie była jednolita literacko. Odmiennością tonu emocjonalnego i 
lirycznością struktury odcinały się przede wszystkim tzw. romanse: Kurhanek Maryli

52

 i Dudarz oraz zbliżony do 

nich Pierwiosnek. Nasycone sporą dozą uczuciowości sentymentalnej, rozwijają raczej linię tradycji sielankowej

53

uromantycznionej jednak dość wydatnie stylizacją na prostotę i naiwność pieśni ludowej. Najmniej może widoczne 
to w Dudarzu, który narracją swą i ukształtowaniem kompozycyjnym zbliża się do sposobów zastosowanych przez 
poetę w balladach. 

Ale i ballady prezentują dość szeroką skalę różnorodności poetyckiej. Można by rzec, że niemal każda z nich 

odmiennie  realizuje  swą  „romantyczność",  nawet  wtedy  gdy  niektóre  zbliżają  się  do  siebie  podobieństwem  
w kształtowaniu świata wyobrażeń balladowych. Oto grupa utworów „rusałczanych": Rybka, Świteź i Świtezianka 
wszystkie  opierają  „dziwność"  romantyczną  fabuły  na  cudowności  przeobrażeń  wiążących  człowieka  z  przyrodą;  
a przecie każda ogarnia świat spojrzeniem inaczej ukształtowanego narratora. 

Pierwsza, Rybka, snuje opowieść o losach Krysi w tonie zgrzebnej prymitywności współczującego człowieka 

                                                           

49

 Por. przypis 21 na s. 86. 

50

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 23. 

51

 A. Witkowska, Rówieśnicy Mickiewicza, s. 189-190. 

52

 W edycji paryskiej z 1838 r. określono go w podtytule jako Romans (ze śpiewa litewskiego). 

53

 Tak też, Sielanką (z litewskiego), nazwał poeta Kurhanek w podtytule autografu. 

background image

z  ludu

54

.  Druga,  Świteź,  wkłada  opowiadanie  ramowe  w  usta  rozważnego,  ostrożnie  wnioskującego  gawędziarza, 

który epicko, niespiesznie i szczegółowo relacjonuje o przygotowaniach do zanurzenia sieci, a potem wiernie i bez 
osobistej  reakcji  powtarza  zdumiewającą  opowieść  wyłowionej  córki  Tuhana.  Trzecia  wreszcie  i  w  tej  grupie 
najświetniejsza  poetycko  ballada,  Świtezianka,  wprowadza  obserwatora,  który  relację  z  tego,  co  widzi,  nie  tylko 
umie  w  dramatycznych  scenach  uwspółcześnić,  ale  także  wpierw  zobaczyć  je  w  rokokowym  przybraniu  sielanki, 
później  zaś  -  w  ulirycznionym  odtworzeniu  zdarzeń,  a  w  końcu  zamknąć  całość  powtórzeniem  pytań  z  początku 
ballady  i  powrotem  scenerii,  która  ją  otwierała.  W  tak  kunsztownym  związaniu  końca  utworu  z  jego  początkiem, 
przy jednoczesnej zmianie sytuacji fabularnej, nietrudno odczuć sugestię głębszych znaczeń lirycznych

55

. Słusznie 

powiada o tym narratorze Opacki, że reprezentuje „spojrzenie najbliższe romantycznemu": „Potrafi dostrzec piękno 
ciszy i piękno burzy. Urok łagodności i urok grozy. W kategoriach piękna umie zobaczyć i rzeczy proste, i rzeczy 
tajemne. Potrafi dojrzeć skomplikowane procesy człowieczego wnętrza”

56

Spójrzmy  z  kolei  na  drugą  grupę  ballad;  ukazują  one  Mefistofelową  interwencję  w  świat  romantyczności 

balladowej.  Mamy  tu  dwie  tylko  realizacje,  każda  jednak  inaczej  widzi  naturę  i  rolę  diabła  w  kontekście  
z  człowiekiem.  Pierwsza,  Pani  Twardowska,  spogląda  na  rzeczywistość  utworu  okiem  sarmackiego  facecjonisty, 
który  kpi  sobie  z  „Mefistofila",  ukształtowanego  na  wzór  staropolskiej  tradycji ludowych opowiadań. „...Jakże to 
nieszkodliwy diabeł - powiada o nim Borowy. -[...] Jakże cała jego diabelskość jest czysto wizualna i ani na chwilę 
groźna!  -  Ten  żart  o  szlachcicu-czarodzieju,  który  śmiejąc  się  z  diabłem  sobie  daje  radę,  byłby  pewno  uznany  
i pochwalony przez każdego pisarza XVIII wieku; Woltera nie wyłączając”

57

A  obok  -  Tukaj,  opowieść  także  z  uśmieszkiem  dobrotliwego  żartu  czytelnikowi  podana,  ale  z  inną  wersją 

ludowych  wyobrażeń  o  diable,  podstępnym  kusicielu,  związana  i  -  co  ważniejsze  -  inaczej,  nie  tak  beztrosko,  
z  melancholijną  refleksją  na  ludzkie  słabości  spoglądająca.  Spojrzenie  to  -jakże  dla  „nowości"  romantycznych 
znamienne.  Oto  „dziwność"  poczynań  i  zamierzeń  diabelskich  ustępuje  w  niektórych  fragmentach  „dziwności" 
realistycznie  i  drobiazgowo  odtwarzanej  psychiki  ludzkiej,  ukonkretnionej  w  sytuacji  wahań  i  wątpliwości, 
niezdecydowania  i  namysłu,  nieufności  wobec  najbliższego  otoczenia  i  zadufania  w  siły  własnego  intelektu. 
Żartobliwość  narracji  splata  się  w  tych  fragmentach  z  próbą  odtworzenia  zdarzeń  z  życia  wewnętrznego  
w dramatycznym ścieraniu się sprzeczności charakteru ludzkiego. 

Różnorodność  w  spojrzeniu  na  stwarzaną  rzeczywistość  jeszcze  wyraźniej  się  ujawnia  w  grupie  ballad 

wprowadzających postaci upiorowe. Pierwsza z nich, To lubię, opowiada o przygodzie na mostku z udaną powagą 
przerażenia,  które  -w  ujęciu  narratora  -  śmieszy  raczej,  niż  „straszy".  Upiór,  dwukrotnie  do  akcji  wprowadzony, 
wnosi ze sobą nie tyle romantyczną atmosferę „dziwów", ile maskowaną Żartobliwość racjonalistyczno-salonowego 
podkpiwania sobie z przesądów o strachach przychodzących rzekomo po śmierci z innego świata

58

Zupełnie  inaczej  jest  w  Liliach.  Cała  rzeczywistość  tej  ballady  oglądana  jest  okiem  surowego,  pozornie 

beznamiętnego  sprawozdawcy.  Z  lakoniczności  relacji,  z  szybkiego  tempa  zdarzeń,  z  dramatyczności  scen,  ze 
śpiewnej  liryczności  powtórzeń,  refrenów,  paralelizmów  i  polisyndetonów  (np.  „I  staje,  i  myśli,  i  słucha"),  
z  szybkiego  oddechu  krótkich  siedmio-  lub  sześciozgłoskowców,  z  ludowej  rzeczowości  naturalnego  nazywania 
spraw  po  imieniu  -  wieje  w  tej  balladzie  grozą  nieodwracalnego  rozwoju  przyczynowych  powiązań  i  tragizmem 
wyroków najwyższej instancji sprawiedliwości. Cały ciąg wypadków, a zwłaszcza scena powtórnej rozmowy Pani  
z  Pustelnikiem  -to  jakby  skrót  przewodu  sądowego.  Nie  ślepe  zrządzenie  losu  i  nie  wynik  fatalnego  zbiegu 
okoliczności  sprowadza  na  Panią  katastrofę.  To  kara  za  winę.  Już  wcześniej  dręczą  ją  wizje  niespokojnego 
sumienia. Toteż upiór - mimo iż przychodzi na nieświadome wezwanie Pani - działa jak nieunikniona konieczność 
zadośćuczynienia  za  zbrodnię.  Spełniona  wina,  której  symbolem  stają  się  lilie  zasadzone  na  grobie,  sprowadza 
katastrofę w momencie najmniej oczekiwanym, a świat "dziwów" w postaci upiora znajduje w balladzie podwójne 
umotywowanie: psychologiczne, jeśli chodzi o przywidzenia winowajczyni, i etyczne - w finałowym rozwiązaniu 
wątku

59

Zjawą  zza  grobu  jest  też  Jasio  w  Romantyczności.  Nie  nazwiemy  go  wszakże  upiorem.  To  wizja  oglądana 

tylko  przez  Karusię,  udręczoną  wskutek  rozpaczy  i  tęsknoty  za  zmarłym.  Ale  to  także  rzeczywisty  kontakt  istoty 
żyjącej  ze  światem  pozagrobowym.  Tak  każe nam rozumieć sens sceny na małomiasteczkowym rynku rejestrator 

                                                           

54

  I.  Opacki  określa  to  jako  „dziecinność  wizji":  „W  Rybce  wszystko  dzieje  się  tak  po  prostu,  najcudowniejsze 

zdarzenia następują tak bardzo zwyczajnie i bez motywacji, jak tylko dziecko widzieć potrafi", Ewolucje balladowej 
opowieści Lublin 1961, s. 13-14. 

55

 Por. uwagi studium O pierwszych balladach Mickiewiczaw tym tomie na s. 223-337. 

56

 I. Opacki, Ewolucje balladowej opowieści s. 23. 

57

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 84; „Świat spojrzeń szlachcica, wychowanego na tradycjach saskich pijatyk, spowił 

Panią Twardowską" - powiada Opacki, Ewolucje balladowej opowieści s. 22. 

58

  Por.  u  Borowego  sąd  „umieszczający  balladę  w  atmosferze  salonowych  «zabaw»  i  rozmów",  O  poezji  Mickiewicza,  1.1,  s.  87;  

a także u Opackiego sugestię, że jest to nie żart, lecz „jedynie zrozumiały w ówczesnych salonach żartobliwy sposób mówienia 
o cudach", Ewolucje balladowej opowieści, s. 19. 

59

 Por.  O pierwszych balladach Mickiewicza, w tym tomie na s. 298 

background image

zdarzenia,  a  zarazem  interpretator  ballady,  umocowany  całą  powagą  przeświadczenia  autorskiego.  Jest  nim  ktoś 
obcy zebranemu tłumowi „gminu", a jednocześnie przeciwstawiający się opinii uczonego starca, ktoś stojący jakby 
ponad  nim.  To  on  sprawia,  że  ballada  nabiera  cech  wypowiedzi  programowej,  zamieniając  się  w  końcowej  partii 
utworu  w  polemikę,  nie  literacką  nawet,  lecz  „filozoficzną",  z  zakresu  teorii  poznania.  To  on  przyznaje  nauce 
nieograniczone możliwości w badaniu świata materialnego: „Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce", 
ale  w  sprawach,  które  pochodzą  spoza  granic  tego  świata,  zawierzyć  nakazuje  temu,  co  mówią  nam  „czucie  
i  wiara",  tj.  intuicja  i  przeświadczenie  wewnętrzne.  I  w  tej  końcowej  rezolucji  ballady  tkwi  właściwe 
umotywowanie jej tytułu: Romantyczność. A także motta z Szekspira: 

 

Zdaje mi się, że widzę... gdzie?  
Przed oczyma duszy mojej. 
 

Utwór  wysunięty  na  czoło  cyklu,  zaraz  po  jego  wierszowanej  dedykacji,  jaką  w  istocie  rzeczy  jest  Pierwiosnek, 
miał  rzucać  światło  na  całość  zbioru.  Miał  prowadzić  do  romantycznego  odczuwania  rzeczywistości,  w  której 
działają tajemne siły porządku pozanaturalnego. 

Miał  także  oświetlać  równie  tajemne  wnętrza  serc  ludzkich;  wśród  „dziwów"  świata  romantycznego 

ukazywać nieoczekiwane przemiany: nie tylko Krysi w świteziankę, nie tylko miasta w jezioro, ale także okrutnego 
zbójcy, który umie posłuchać głosu serca przemienionego wzruszeniem na widok modlących się dzieci. Oto jeszcze 
jeden utwór, którego w tym przeglądzie różnych ujęć świata poetyckiego nie mogło zabraknąć. Stoi w całym cyklu 
osobno,  niepodobny  do  żadnej  ze  swych  balladowych  siostrzyc.  Jakby  baśń  dla  dzieci  kryjąca  w  swej  narracji 
moralitetowe  zwyczaje

60

.  Przedziwna  -  chciałoby  się  rzec:  kunsztowna  prostota  w  wysłowieniu  oraz  naiwna 

naturalność  w  ujmowaniu  niezwykłości  sensacyjnego  zdarzenia  stają  się  oczywistą  konsekwencją  spojrzenia 
sprowadzonego do poziomu naiwności dziecięcej. 

A  dramatyczność  w  przedstawieniu  fabularnego  napięcia  w  scenie  napadu  wiąże  się  z  ograniczeniem  roli 

narratora,  który  wycofuje  się  z  utworu,  przekazując  to,  co  najważniejsze,  oszczędnym  słowom  relacji  zbójnika. 
Jego  wypowiedź  niczego  nie  komentuje,  jest  jedynie  wzruszoną  konstatacją  faktów,  pozornie  nawet  nie 
powiązanych ze sobą. Cały dramat nagłej przemiany herszta zamyka się między dwoma krótkimi wierszami: 

 
Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty,  
A potem litość i trwoga. 
 

Z  takąż  lakonicznością  następna  strofa  wyjaśnia  przeżycia,  które  przemianę  tę  sprawiły.  Jakże  naturalne,  jak 

ludzkie, chciałoby się rzec, są te doświadczenia wewnętrzne zbójcy! 

 

Słucham, ojczyste przyszły na myśl strony, 

Buława upadła z ręki;  
Ach, ja mam żonę! i u mojej żony 

Jest synek taki maleńki. 
 

Jeszcze  jedna  zwrotka  z  prośbą  zbójcy  o  modlitwę  dziatek,  i  bezpośrednio  po  niej  zapada  kurtyna  ballady, 
pozostawiając całą resztę, to znaczy istotny sens zdarzenia, refleksyjności czytelnika. 

Powrót taty - to owoc końcowego etapu wileńsko-kowieńskiej twórczości balladowej Mickiewicza. Pochodzi 

z  lutego  1821  r.  i  jest  nieco  późniejszy  od  Romantyczności  (styczeń  tegoż  roku),  a  wcześniejszy  niewiele  od 
Świtezianki (sierpień t. r.). Staje obok utworu programowo romantycznego i najpełniejszej realizacji poetyckiej tego 
programu, a sam nosi już w sobie zadatki dalszego rozwoju sztuki balladowej poety w kierunku Czatów i Trzech 
Budrysów, oddalających się w sposób znamienny od pola fantastyki romantycznej. 

A  więc  -  różnorodny,  bogaty  świat  ballad!  I  tak  też  ujmuje  cykl  Borowy,  stwierdzając,  iż  całość  Ballad  

i  romansów,  ukazuje  bogactwo  natury  poetyckiej,  zdolnej  i  do  głośnego  śmiechu,  i  do  ironicznego  półuśmiechu,  
i  do  dyskretnej  zmysłowości,  i  do  epickiej  powagi,  i  do  rozmaitych  stylizacji,  i  do  tkliwej  śpiewności,  i  do 
poetyckiego  przedstawiania  dramatu  wewnętrznego  za  pomocą  bardzo  prostych,  dla  każdego  przystępnych 
środków ekspresji

61

A jakie są znamiona jednolitości cyklu? Łatwo je dostrzec w podobieństwach struktury gatunkowej . Wszystkie 

ballady - z wyjątkiem Pierwiosnka i Kurhanka Maryli - budują swój świat na zrębach fabuły sensacyjnej; z natury 
swej  są  epickie.  Zważmy  jednak,  iż  przeważnie  prowadzą  narrację  poprzez  konkretne  sceny  uwspółcześnionych 

                                                           

60

 

60

  W.  Borowy,  (O  poezji  Mickiewicza,  t.  I,  s.  91)  mówi  o  „powadze  moralnej  powiastki  dla  dzieci:  I.  Opacki  (Ewolucje 

balladowej opowieści, s. 13) widzi w Powrocie taty „kazanie-przypowieść"; świat ukształtowany „na modłę moralitetu" (s. 
27). 

61

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 99-100. 

 

background image

napięć dramatycznych: rozmowy Karusi ze zjawą Jasia, przysięgi strzelca i złamania jej pod przemożnym urokiem 
Świtezianki, napadu długobrodych zbójców, niesamowitej przygody z upiorem dziewczyny przy mostku koło Ruty, 
próby  sił  Twardowskiego  i  diabła  w  karczmie,  wahań  i  namysłów  Tukaja,  nagłej  katastrofy  Pani,  która  zabiła 
męża... To nie wyliczenie, ale przykłady. Wszędzie ta sama metoda ukazywania zdarzeń jakby na scenie, oglądanej 
bezpośrednio  przez  narratora,  i  wszędzie bądź to dynamika przeciwstawnych dążeń, których rozstrzygnięcie pada 
dopiero  w  zakończeniu  opowieści,  bądź  też  napięcie  wynikające  z  oczekiwania  na  wyjaśnienie  tajemnicy 
niezwykłych okoliczności zdarzenia. 

Ale  jednocześnie  niektóre  z  tych  ballad  mają  wyraziście  zaznaczoną  ambicję  przejmowania  czytelnika 

wzruszeniem,  współprzeżywaniem  emocjonalnym,  refleksyjnym  zamyśleniem  nad  układem  podstawowych  spraw 
świata  i  człowieka.  Są  zatem  w  narracji  swej  przeniknięte  liryzmem  spojrzenia  na  ukazywaną  dramatycznie 
rzeczywistość  ludzi  i  zdarzeń.  Wystarczy  przypomnieć  liryczną  wymowność  metaforyki  we  wstępnym  opisie 
Świtezi, niedomówienia w końcowych strofach Powrotu taty, nastrojową wyrazistość porównań w Świteziance lub 
sugestywną  ekspresję  powtórzeń  słownych,  refrenowych,  paralelizmowych  i  spójnikowych  w  Liliach,  by  ta 
uliryczniająca tendencja opowiadania w balladach ukazała się jak na dłoni. A cóż dopiero - jeślibyśmy sięgnęli po 
przykłady do lirycznych z natury swej romansów, do Kurhanka, do Pierwiosnka, do Dudarza nawet. 

A  więc,  typowo  balladowe  zmieszanie  czy  raczej  strukturalne  zespolenie  różnych  tendencji  rodzajowych: 

epickości, dramatyczności i liryczności -zgodnie z upodobaniami romantyzmu, programowo burzącego rozróżnienia 
klasyfikacyjne  między  gatunkami  poetyki  klasycystycznej.  Jasne,  że  stopień  owego  zespolenia,  jak  i  wzajemny 
stosunek  między  kształtującymi  je  czynnikami  rodzajowymi  różnie  bywa  w  balladach  Mickiewicza  realizowany. 
Między  epicką  relacją  w  To  lubię  a  dramatyczną  sceną  w  Romantyczności  zachodzą  oczywiste  różnice.  Podobnie 
jak  między  prymitywną  w  swej  naiwności  opowieścią  o  przemianie  Krysi  i  jej  krzywdziciela  a  liryczną 
nastrojowością  Świtezianki  lub  Lilij.  We  wszystkich  wszakże  odczuć  nietrudno  to  samo  dążenie  do 
udramatyzowania epickiej narracji o zdarzeniach i ludziach - z jednoczesnym nasycaniem jej lirycznymi sugestiami 
podmiotowego przeżywania. 

Ale ballady były dla ówczesnych czytelników rewelacją nowego stylu nie tylko z tego powodu. Bardziej jeszcze 

zadziwiać ich mogła demonstracja odwagi pisarskiej w jawnym obniżeniu tonu wypowiedzi. Prostota i naturalność 
w  wysłowieniu  ballad,  w  ujmowaniu  ludzi  i  zdarzeń,  w  rozwijaniu  wątku  opowiadania  musiały  ówczesnych 
odbiorców  uderzać  tym  silniej,  im  jaskrawiej  odbijały  od  elitarnej  kunsztowności  wysoko  retorycznego 
wierszowania poetów klasycy stycznych. Zwykłe, codzienne, często prowincjonalne słowa i zwroty, pełną garścią 
czerpane  z  zasobów  potocznej  polszczyzny,  w  świadomym  wykorzystaniu  utartych  elementów,  ulotnych  
a  dobitnych  wyrażeń  powszedniego  języka  -  prowadziły  aż  na  skraj  prymitywizmu  i  zgrzebności  wysłowienia. 
Raziło  to  nawet  przyjaciół  filomackich,  otwarcie  protestujących  przeciw  tak  „siermiężnemu"  przystrojeniu 
niektórych ballad

62

Z tych to cech wyrastało wrażenie o bezpośredniości i naiwnym spojrzeniu na świat ballad Mickiewicza. Ale 

jeszcze  silniej  zaznaczyły  się  one  dzięki  skonkretyzowaniu  wszystkich  elementów  fabuły,  w  rzeczywistości 
sprowadzonej  do  regionalnych  okolic  Nowogródczyzny.  Ta  „powiatowa"  swojszczyzna  ballad  wyraża  się  w 
stylowej  jedności  zarówno  wielu  przejawów  ich  prowincjonalnego  języka,  jak  i  geograficznych  ukonkretnień 
miejscowości takich, jak Świteź, Niemen, Ruta, Kołdyczewo, Płużyny... Podobną atmosferą swojskiego sąsiedztwa 
regionalnego  ogarnięto  tu  nie  tylko  osoby  występujące  w  fabule,  choćby  takie,  jak  „Maryla  z  Ruty",  strzelec  
„z  tutejszego  boru",  ksiądz  „z  Cyryna"  czy  towarzysze  pijatyki  Twardowskiego  w  karczmie,  ale  również  postaci 
narratora i jego słuchaczy. Już sam sposób rozpoczynania opowieści od pytań zwróconych do siebie samego i do 
otoczenia mówi wiele o bezpośrednim kontakcie obserwatora ze światem ukazywanego zdarzenia. 

Oczywiście, jego stosunek do postaci utworu bywa różny. Czasem, jak w Romantyczności lub w Karhanku 

Maryli, jest to ktoś spoza gromady, jakby „przechodzień", „cudzy człowiek", ale jednocześnie ktoś solidaryzujący 
się z nią we współczuciu i w „gminnej" interpretacji zdarzenia. Kiedy indziej - jak w Świtezi i w To lubię - jest to 
człowiek „tutejszy", dobrze znający czar jeziora, roztropnie ostrzegający Pana na Płużynach bądź też - odwrotnie - 
lekceważący  opinie  „starego  Andrzeja"  o  strachach  nocnych  przy  drodze  do  Ruty.  Czasem  zaś  jawi  się  jako 
obserwator mniej ukonkretniony, ale dobrze zaznajomiony z okolicą i z „tutejszymi" ludźmi. W Świteziance wie, 
kim  jest  „chłopiec  piękny  i  młody",  w  Rybce  i  w  Tokaju  zna  dobrze  topografię  okolicy,  a  w  Dudorzu  uważa  się 
nawet  za  współmieszkańca  wsi,  w  której  się  odbywa  „święto  dosiewek";  wszak  mówi  o  tym  wyraźnie, zapytując 
jakby w imieniu gromady: 

 

Jakiż to dziadek, jak gołąb siwy, 

Z siwą aż do pasa brodą?  

Dwaj go chłopczyki pod rękę wiodą, 

Wiodą mimo naszej niwy. 

                                                           

62

 Por. opinie F. Malewskiego cytowane w uwagach O pierwszych balladach Mickiewicza, na s. 334. 

background image

Podobnie ci, do których adresowane są ballady. Są to jakby najbliżsi sąsiedzi, którym znane są dobrze osoby  

i  miejscowości  wymienione  w  balladach.  A  i  krąg  myślowy  przypuszczeń,  refleksji  i  przeświadczeń  narratora, 
odwołującego  się  niekiedy  do  opinii  słuchaczy,  nie  wykracza  na  ogół  poza  przeciętną  świadomość  gromady  
o powiatowym horyzoncie spojrzenia. Oto w Świtezi podziela miejscowe „przesądy": 

 

Lecz żeby w nocy jechać do jeziora,  
Trzeba być najśmielszym z ludzi. 
[...................................................] 
Drżę cały, kiedy bają o tym starce, 
I strach wspominać przed nocą. 

Albo w To lubię: 

 
Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta, 

Że o północnej godzinie  

Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta, 

Miejsc tych bez trwogi nie minie. 

Wymagała  tego  zresztą  konsekwencja  jednolitości  stylowej  ballad.  Obniżenie  tonu  ich  wypowiedzi,  tak 

wyraźnie się objawiające w doborze słów, w wiązaniu ich w zdania i w sposobach rozwijania narracji, musiało być 
połączone  z  podobnym  obniżeniem  koncepcji  narratora  i  słuchaczy,  w  analogicznym  sprowadzeniu  ich  w  sferę 
swojszczyzny  bliskiej  przeciętnemu  odbiorcy  utworów.  To  było  świadome  pożegnanie  elitaryzmu  poezji 
klasycystycznej. Rezygnacja z popisu erudycyjnej sztuki pisarskiej na rzecz prostoty, naturalności i bezpośredniości 
wypowiedzi.  To  było  także  kształtowanie  nowego  gustu  szerokich,  świeżo  pozyskanych  sfer  czytelniczych  
w rezultacie „odmiennego pojmowania wartości poetyckich". 

Poeta  rozumiał,  ku  czemu  zmierza.  Miała  to  być  -  wedle  jego  własnych  słów  -  „mowa  naturalna  i  prosta, 

strofami do śpiewania stosowana”

63

I  w  tym  obniżonym  tonie  narracji,  w  stylizowanej  naiwności  spojrzenia,  w  prostocie  i  naturalności  wyrazu 

poetyckiego  dopatrywać  się  wolno  głównego  źródła  „ludowości",  o  której  tyle  się  zwykło  mówić  przy 
charakterystyce ballad. Oczywiście, Lilie reprezentują autentyk pieśni ludowej, ale w oryginalnym opracowaniu i w 
uzupełnieniu literackim Mickiewicza; nie tylko pierwsze człony fabuły, lecz i sposób wypowiadania się narratora 
tej  ballady,  i  surowa  sprawiedliwość  w  przeprowadzaniu  dowodu  winy,  a  także  w  dostosowaniu  do  niej  kary  - 
znakomicie  odgrywają  swą  rolę  w  wytwarzaniu  aury  autentycznie  ludowego  charakteru  narracji  balladowej. 
Jedynie  późniejsza  Ucieczka  prześcignie  ją  w  umiejętności  poetyckiego  wygrywania  wszystkich  walorów  pieśni 
gminnej. Ale ludowość pozostałych utworów cyklu - jeśli już pominąć na pół żartobliwe odwoływanie się poety do 
folkloru  w  przypiskach  lub  w  podtytułach  -  sprowadza  się  najczęściej  do  owego  obniżonego  tonu  prostoty  
i naturalności w narracji, a także - i przede wszystkim nawet -do ludowego spojrzenia na rzeczywistość, pozornie 
naiwnego, w istocie jednak - w swym intuicyjnym odczuwaniu rzeczywistości -jakże zbliżonego do romantycznej 
wizji świata i nowej interpretacji człowieka. 

Bo  tzw.  dziwność  romantyczna  przejawia  się  w  balladach  nie  tylko  w  fantastyce  rusałek,  diabłów  i  innych 

zjaw  zza  grobu.  „Dziwny"  bywa  w  nich  także  świat  przyrody  i  „dziwne"  są  niekiedy  reakcje  człowieka, 
wypływające z tajemnych mroków jego duszy. Już samo zetknięcie istot tak różnych z natury swej, jak świtezianki 
lub  upiory,  z  żywymi  ludźmi  zwykłej,  realnej  codzienności  prowadzi  do  napięcia,  które  wywołuje  różne  efekty 
literackie. 

Świat  niezwykłości  romantycznej  nasyca  ballady  poezją  nowego  widzenia  rzeczywistości,  w  odczuciu 

ówczesnym  -  bardziej  wnikliwego,  trafniej  dostrzegającego  grę  różnorodnych  sił  rządzących  biegiem  spraw 
ludzkich. Prowadzi to również do nieprzewidzianych konfliktów, które częściej ilustrują przemożny wpływ uroku 
magicznego  lub  mocy  nadprzyrodzonej  na  los  człowieka  niż  jego  odwagę  i  zwycięską  rezolutność.  Ale 
jednocześnie  wspomniana  już  atmosfera  realnego  konkretu  powiatowej,  znanej  wszystkim  swojszczyzny 
uprawdopodobnią w strukturze świata literackiego zarówno istnienie owych zjaw romantycznej fantastyki, jak i ich 
widome  działanie;  sprawia,  że  stają  się  artystycznie  możliwe,  poetycko  umotywowane,  naocznie jak gdyby przez 
narratora ł niektóre postaci doświadczane. 

Zwróćmy  jednak  uwagę,  że  w  sposobie  ujmowania  człowieka  ballady  przynoszą  pogłębienie  szczególnie 

znamienne dla literatury romantycznej. Oto ukazują „dziwność" postaci zwykłych, swojszczyzną nacechowanych i 
tak  dobrze  -  zdawałoby  się  -  wszystkim  znanych.  Otwierają  oczy  na  niespodzianki,  jakie  niektóre  z  nich  w  sobie 
kryją, na tajemnice ich reakcji, nie zawsze łatwych do przewidywania. 

                                                           

63

 Przemowa, zamieszczona w Poezyjach Adama Mickiewicza, Wilno 1822. Tom pierwszy, s. XXXIX; por. też postulat zawarty 

w definicji ballady, tamże na s. XLII: „styl zaś jak największą naiwnością i prostotą zalecać się powinien". 
 

background image

Poetom  klasykom  wszystko  wydawało  się  w  człowieku  znane  i  zrozumiałe,  z  góry  przesądzone.  Ich  poezja 

tworzyła  typy  skąpców,  zazdrośników,  obłudników  lub  ideały  bohaterów,  kochanków,  ludzi  czułych.  Wszyscy 
działali  jak  automaty,  bezwolnie  wykonując  role  narzucone  im  z  góry  przez  koncepcję  twórców.  Reprezentowali 
nie siebie, lecz ucieleśnienie wybranej postawy życiowej, szablon ilustrujący jakąś wyabstrahowaną i spotęgowaną 
cechę charakteru człowieka w ogóle. Poeta romantyk dostrzega już jednostkę wyodrębnioną z tłumu; interesują go 
indywidualne,  niepowtarzalne  przeżycia  bohatera,  człowieka  widzianego  konkretnie  i  w  całej  pełni  jego 
osobowości. Toteż nie wszystko w tym człowieku wydaje mu się jasne i zrozumiałe. Nieraz staje zdumiony wobec 
przedziwnych  sprzeczności  wnętrza  ludzkiego  i wobec niespodziewanych reakcji postaci wyzwolonych z więzów 
tradycyjnego schematu. 

Wspomniano  już  o  Tokaju  pełnym  wahań,  namysłów  i  prób  przewidywania  przyszłości.  Mowa  też  była  

o  sprzecznościach  wewnętrznych  Pani  z  Lilij  o  przemianie  nagłej  zbójcy,  o  strzelcu  daremnie  opierającym  się 
urokowi świtezianki. Dorzućmy jeszcze odczuwanie samotności przez rozpaczająca wśród gawiedzi Karusię, jakże 
typowo romantyczne

64

 

Źle mnie w złych ludzi tłumie,  
Płaczę, a oni szydzą;  
Mówię, nikt nie rozumie;  
Widzę, oni nie widzą! 
 

Dorzućmy  wreszcie  Tuhana,  który  wyrusza  oto  z  wojskiem  na  odsiecz  Mendogowi,  a  jednak  niepokój  o  los 
własnego miasta prowadzi go spoza murów z powrotem do córki: 

 

Lecz Tuhan stanie i ręce załamie,  

I znowu jedzie na dworzec. 

A  zważmy,  że  szkicowany  charakter  narracji  balladowej  z  natury  rzeczy  ogranicza  jakiekolwiek  bardziej 

szczegółowe  odtwarzanie  wewnętrznych  procesów  człowieka.  Dozwala  zaledwie  na  jeden  błysk,  w  skrócie  tylko 
ukazujący życie psychiczne postaci. 

W tym dostrzeżeniu indywidualnego człowieka, w przeżywaniu wraz z nim wahań, wątpliwości, przełomów, 

smutków  i  wyrzutów  sumienia;  w  zrozumieniu  wartości  poetyckich,  jakie  kryje  dziwność  reakcji  ludzkich, 
tajemnica  życia  wewnętrznego  -  ujawnia  się  (w  zalążku  dopiero)  nowość  realizmu  psychologicznego  przyszłej 
twórczości romantycznej. 

I jeszcze jedna zdobycz artystyczna cyklu: urok nastrojowej, przeżywanej poetycko przyrody. Co prawda - w 

kilku  tylko  balladach.  Najdobitniej  -  w  opisie  jeziora  w  Switezi.  Pamiętamy  go  w  całej  ułudzie  romantycznego 
widzenia przestrzeni wód i niebios: 

 

Zdajesz się wisieć w środku niebokręga, 

W jakiejś otchłani błękitu. 

Ale  także  w  Świteziance;  nie  tylko  w  opisie  wzdymającego  się  łona  burzliwej  powierzchni  jeziora,  lecz  również  
w obrazach porównań, choćby takich oto jak te o tajemniczej dziewczynie: 

 

Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie,  
Jak ognik nocny przepada. 
 

Albo - w Tukaju: 

 

Idą; ciemno, deszczyk kropi;  
A srebrzysta twarz miesiąca 
To grubawe mgły roztrąca,  
To się znowu we mgle topi.  
Idą ponad trzęskie kępy;  
Mijają bagna, głębinie,  
Hnilicy ciemnej ostępy,  
Kołdyczewa nurty sinie.

 

Można by jeszcze cytować topograficzne opisy Kurhanka Maryli lub drogi do Ruty w To lubię, ale wystarczy 

już i tych przykładów, by powtórzyć za Borowym: „Krajobrazy, roztaczające po całym zbiorze urok ogromny. Jak 

                                                           

64

 Por. uwagi na ten temat w szkicu M. Grabowskiej „Primala ve-ris"  romantyzmu  polskiego.  W  150  rocznicę  pierwszego 

wydania A. Mickiewicza „Poezji" 1.1, „Rocznik Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza" 1971 (VI), s. 73-74 
 

background image

wiemy,  nimi  to  zachwycano  się  przede  wszystkim;  i  nam  one  może  najbardziej  pamiętne,  jak  apostrofa  do 
wszystkich:  «Ktokolwiek  będziesz  w  nowogródzkiej  stronie...  »  Nastrojowość  sugestywna,  wyrazista,  osiągana 
niewielkim zasobem rysów i prostych środków językowych”

65

 

ROZWÓJ LIRYKI OSOBISTEJ 

Najwcześniejsze  chronologicznie  Przypomnienie  omówiono  już  w  rozdziale  o  debiutach  poetyckich 

Mickiewicza. Ale nie było to jeszcze wystąpienie w pełni samodzielnego i świadomego swej drogi autora. Dopiero 
Żeglarz stanowi pierwsze własne słowo poetyckie Mickiewicza w zakresie liryki osobistej. Choć i ono niewolne jest 
od  nacisku  zwyczajów  poetyki  klasycystycznej.  Widać  to  np.  w  alegoryczności  morza  i  żeglugi;  dalekie  jest  to 
wszakże od obrazowania w wierszu Już się z pogodnych niebios oćma zdarla smutna... Obejmuje cały utwór aż do 
ostatnich  słów,  ale  w  końcowych  strofach  zrywa  właściwie  z  konwencjonalną  metodą  odwoływania  się  do 
tradycyjnego  motywu  żeglugi,  zmieniając  go  w  dramatyczną  sytuację  człowieka  znajdującego  się  „pod  strzałami 
gromu",  w  strefie  burzy,  rzeczywistej  realnością  świata  literackiego

66

,  zmaterializowanej  i  uaktualnionej 

konkretnością wskazań: „te" i „tu": 

 

Bo wam mniej widne t e czarne chmurzyska,  
Nie słychać z dala wichru, co t u liny targa,  

Grom, co t u bije, dla was tylko błyska. 
 

Klasycystyczna  jest  również  abstrakcyjność  uogólnionych  stwierdzeń  w  pięciu  pierwszych  strofach, 

przybranych  w  uosobienia  Cnoty  i  Piękności;  tradycyjne  są  także  przejawy  stylizacji  na  wypowiedź  w  tonie 
wysokiej  poezji  klasyków

67

.  Ale  wszystko  to  słabnie,  zacicha  niejako,  gdy  w  drugiej  części  wiersza  (w  szóstej  

i  siódmej  strofie)  powraca  początkowe,  hamletyczne  pytanie:  ,A  więc  porzucić  korab  żywota?"  Wypowiedź  staje 
się bardziej bezpośrednia, szczelniej przylegająca do procesu poszukiwania odpowiedzi, wyraźniej podmiotowa i w 
większym stopniu naturalna przy odtwarzaniu toku rozwijającej się myśli; zamiast personifikacji klasycystycznych 
przychodzi  nowa  metaforyka  „bytu  otchłani",  „niezmiernej  głębi"  i  „gwiazdy  ducha";  pojawia  się  -jak  
w  Romantyczności  -  „głos  wewnętrznej  wiary"  jako  rozstrzygająca  instancja  w  sądach  o  rzeczywistości 
niepoznawalnej dla zmysłów. 

I  wreszcie  ostatnia  fala  wypowiedzi,  napływająca  w  trzech  końcowych  strofach  dramatycznego  rozstania 

„żeglarza"  z  przyjaciółmi.  Jeszcze  silniej  związana  z  podmiotem  jako  jednostką,  jeszcze  wyraźniej  odtwarzająca 
kolejne  etapy  krystalizowania  się  w  nim  sądu  o  ich  wspólnej  i  jego  własnej  sytuacji  oraz  narodzin  ostatecznej, 
rozstrzygającej decyzji: „Ja płynę dalej, wy idźcie do domu". 

Jest tak właśnie, jak powiada Borowy: „Przy całej [...] prostocie swojej kompozycji utwór jest relacją o dosyć 

złożonym procesie duchowym. Pierwsze strofy - to idealny klasycyzm zrównoważony i harmonijny. Strofy dalsze - 
to  burza  romantyczna  z  dramatem  serca,  pokusą  wewnętrznego  Weltschmerzu  i  hamletycznym  zamyśleniem  nad 
wartością bytu. W strofach ostatnich przemawia jednostka, która w burzy życiowej poczuła się indywidualnością, 
uświadomiła sobie, że jej zagadnienia mają skale kosmiczną, a przecież zarazem są zamknięte w niej samej”

68

O  wierszu  tym  napisano  wiele;  próby  interpretacji  wyrażonych  w  nim  przeświadczeń  nie  prowadziły 

wszakże  do  jednolitego  rozumienia  utworu

69

.  Niepokój  budziły  zwłaszcza  ostanie  strofy,  manifestujące  rzekomy 

sprzeciw wobec społecznej postawy filomackiej w imię egotyzmu romantycznego. Wydaje się jednak, że nie ma do 
tego  dostatecznej  podstawy  w  tekście  wiersza.  Mówi  on  raczej  o  indywidualnej  drodze  każdego  człowieka  oraz 
akcentuje nie tylko niezależność jego w decydowaniu o swym losie, ale także ograniczenia, jakim ulegają - mimo 
najlepszej  woli  -  najbliżsi  mu  nawet  ludzie  w  ścisłym  współprzeżywaniu  najcięższych  chwil  „pod  strzałami 
gromu",  w  czasie  burzy  życiowej.  Bo  ani  pojąć  w  pełni  jego  doznań  wewnętrznych,  ani  wydać  o  nim  sądu 
rozumiejącego  prawdziwie  sytuację  nie  są  władni  „inni".  „Co  czuję,  inni  uczuć  chcieliby  daremnie".  W  strofach 
tych  nie  ma  ani  odrzucenia  przyjaźni  ("Wyż  to,  o  bracia  moi,  przyjaciele  moi..."),  ani  zaprzeczenia  ideom 
filomackim. Odwrotnie - jest poczucie mocy, która pozwoli sprostać powołaniu mimo osamotnienia w momentach 
groźnej próby; jest twarda męska decyzja: „Ja płynę dalej..." - mimo początkowych wahań i wątpliwości. To raczej 

                                                           

65

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 100-101. Por. także u M. Grabowskiej, „Primulaueris" romantyzmu polskiego, 

s. 78-79. 

66

 Por. spostrzeżenie J. Kleinera, Mickiewicz, t. I, s. 227: poeta „jeszcze nie przełamał alegoryczności, czynił jednak alegorię 

prawdą, przeżyciem..." 

67

 Por. u W. Borowego, O poezji Mickiewicza, 1.1, s. 162: ... frazeologia  jest  jeszcze  w  wielkiej  mierze  konwencjonalnie 

klasycystyczna.  Występuje  tu  przecież  i  «sławy  opoka*,  i  «balsam  rzymski*,  i  «nektar»,  i  «Nadziei  [...]  mary 
zwodnicze*." 

 

68

 Tamże, t. I, s. 163. 

69

  Wypowiedzi  na  ten  temat  referują:  A.  Witkowska  w  pracy:  „Pod  strzałami  gromu",  s.  102-105;  W.  Kubacki  w  książce: 

Żeglarz i pielgrzym, s. 103-104 i in. 

background image

gorzkie  uświadomienie  sobie  własnej  odrębności  i  naturalnego  prawa  do  zachowania  jej  w  całej  pełni; 
zdecydowana odpowiedź na pokusę: ,A więc porzucić korab żywota?" Słusznie powiedziano o Żeglarzu, że jest to 
„wiersz wahania się i szukania, i niepewności - i zarazem wiersz mocy”

70

Nowość  romantyczna  przejawia  się  zresztą  w  wielu  pokładach  wiersza.  Pisano  o  swobodzie,  z  jaką  umie 

poeta  wyzyskać  nie  tylko  uregulowanie  strof  i  rymów,  ale  także  zróżnicowanie  zgłoskowe  niektórych  wierszy

71

Wiąże  się  ona  z  nadrzędną  koncepcją  wypowiedzi  jako monologu wyraźnie udramatycznionego w rozwijaniu się 
wraz z uwspółcześnionym rozwojem myśli; to nie jest elegijne przywoływanie sytuacji z przeszłości; to wyraźnie 
zaktualizowane  odtwarzanie  biegu  refleksji,  dostosowane  do  swobody  skojarzeń  w  wątku  wiodącym  od  pytania  
w  pierwszej  strofie  do  odpowiedzi  w  ostatniej.  Stąd  także  nieumotywowane  -  zdawałoby  się  -  przechodzenie  od 
jednej  fazy  wypowiedzi  do  drugiej  w  trójczłonowej  kompozycji  utworu.  Stąd  wreszcie  dobitnie  zaznaczona 
wyrazistość  przemian  w  jego  linii  intonacyjnej  przebiegającej  od  zamyślenia  pytań  stawianych  samemu  sobie, 
przez  spokój  i  rozwagę  strof  refleksyjnych,  w  środku  utworu,  do  energii  i  zdecydowania  lakonicznie  zwartych 
sformułowań finału, które jak „zdania-syntezy, zdania-wyroki”

72

 wyrażają wolę podmiotu. 

„Wyimaginowanym  dialogiem  z  ukochaną"  nazwano

73

  wiersz  Do  M***  („Precz  z  moich  oczu..."),  napisany 

prawdopodobnie na jesieni 1822 r. lub w pierwszej połowie roku następnego. I tu zatem ogólna koncepcja utworu 
podkreśla  dramatyczność  wypowiedzi.  Wszakże  nie  osiąga  ona  takiego  napięcia,  jakie  spiętrzało  Żeglarza.  Nie 
tylko  dlatego,  że  w  głosie  tamtego  utworu  słyszeliśmy  wahania,  wątpliwości,  poszukiwanie  odpowiedzi,  trud 
podejmowania  decyzji,  a  w  tym  -  odwrotnie:  wyczuwamy  ton  niezachwianej  pewności,  moc  wewnętrznego 
przeświadczenia  o  nieodwracalnym  działaniu  pamięci:  „Wszędzie  i  zawsze  będę  ja  przy  tobie".  Już  w  samym 
sposobie  wypowiadania  się  poetyckiego  działają  w  wierszu  Do  M***  czynniki  wzmagające  jego  wymowność 
liryczną  w  takim  stopniu,  iż  przekształcają  one  ów  „wyimaginowany  dialog",  wyraźniejszy  jedynie  w  pierwszej 
strofie, w wyznanie, w zapewnienie i w nieodwołalne orzeczenie o związku dwojga osób po wszystkie czasy. 

Liryczność  dominuje  tu  przede  wszystkim  w  organizacji  wiersza  rozwijającego  się  mocą  paralelizmów, 

powtórzeń i zróżnicowanego podobieństwa scen napływających w gradacyjnym porządku. Liryczność ujawnia się 
tu  również  w  spotęgowaniu  ładunku  emocjonalnego,  przenikającego  zarówno  całość  utworu, jak i każdą ze strof. 
Osiągnięto  je  różnymi  sposobami:  puentowym  wzmaganiem  wyrazistości  poszczególnych  etapów  w  rozwijaniu 
wątku  wiersza  ostro  wydzielonymi  krokami  strof,  składniowo  i  tematycznie  niezależnych;  spiętrzeniem  napięcia 
uczuciowego w zamkniętym kręgu wyrocznego orzeczenia w finalnym powrocie jednej ze zwrotek początkowych; 
w  wizyjnym  odsunięciu  w  przyszłość  kolejno  napływających  sytuacji,  ukształtowanych  w  wieszczym  jak  gdyby 
przewidywaniu  siłą  przeczucia  i  wyobraźni;  a  przede  wszystkim  -  w  naturalności  wysłowienia  przejmującego 
sugestią impulsywnej bezpośredniości wyznania. 

„Od  samego  początku  [...]  dominuje  tu  prostota  słowa  -  powiada  Borowy.  -  Cóż  bo  może  być  prostsze 

leksykalnie, jak ten wiersz pierwszy, złożony z krótkiego wykrzyku i jeszcze krótszej odpowiedzi: «Precz z moich 
oczu - Posłucham od razu...» A cały prawie utwór w tym stylu jest utrzymany. Większe odstępstwo mamy tylko  
w strofie drugiej [...].Od słów: «Na każdym miejscu i o każdej dobie» (zdumiewających swoją prostotą, zarówno 
jak  sugestywnością  poetycką),  przeważa  język  prawie  potoczny,  dostrojony  do  prostoty  treści,  którą  stanowi 
rozważanie skarbów uczuciowych przechowanych w pamięci, i do naturalności kompozycji, która zasadza się po 
prostu na wyliczaniu

74

I  w  tym  przedziwnym  zespoleniu  prostoty  języka,  z  lekka  tylko  i  niekiedy  przybranego  bardziej  niezwykłą 

metaforyką  -  z  jednej  strony,  a  kunsztu  przemyślanej  metody  lirycznego  rozwijania  wątku  i  zamykania  go  
w  autonomiczne  cząstki  strof  -z  drugiej,  dopatrywać  się  wypada  indywidualnego  oblicza  wiersza.  Jego 
romantyczność  zaznacza  się  przede  wszystkim  w  wyrażaniu  osobowości  ludzkiej  i  jej  intymnych, 
niepowtarzalnych,  jednostkowych  doznań;  jego  nowatorskie  ambicje  prowadzą  do  wyzyskania  epickiej  metody 
obiektywizowania  wypowiedzi  przez  zestawienie  szeregu  scen-przykładów  trwale  działającej  pamięci,  co  
w  rezultacie  zbliża  go  do  nowego  typu  „sprawozdawczej,  obiektywnej"  liryki

75

;  jego  skala  zabarwień 

emocjonalnych,  nasycona  gorącą  atmosferą  romantycznego  przeświadczenia  o  nierozerwalnym  związku  dusz 
obojga  kochanków,  przybiera  także  lekki  odcień  uczuciowości  sentymentalnej,  tam  zwłaszcza,  gdzie  w  nastroju 

                                                           

70

 

5

 J. Kleiner, Mickiewicz, t. I, s. 226. 

71

 

71

  Tamże:  „Płynie  na  przemian  jedenastozgłoskowiec  i  trzynastozgłoskowiec,  ale  tam,  gdzie  ciężko  padają  wyrazy, 

wydłuża  się  do  ich  rozmiaru  wiersz  pozornie  krótszy:  «A  więc  porzucić  korab  żywo-ta?»  -  «Dopłynie  we  krwi  i  w 
pocie»." 

72

 J. Kleiner Mickiewicz, t. I, s. 227. 

73

 Por. Drogi rozwojowe liryki Mickiewicza w tym tomie na s. 42. 

74

 W Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s. 165. 

75

 Por u J.  Kleinera, Mickiewicz, t. I, s. 330: „Znalazł poeta właściwą sobie, odrębną formę liryki. Z lirykiem sprzymierzył się 

epik.  Skłonny  do  ujmowania  wypadków,  do  patrzenia  z  zewnątrz,  daje  [...]  obiektywne  sprawozdanie  i  wyrok.  Przemawia 
mową faktów - i narzuca poczucie bezwzględnej, przygniatającej prawdy". 

background image

scen rzucanych w przyszłość rozpoznajemy nawyki ówczesnej obyczajowości salonowej. 

Dalszy  etap  w  rozwoju  liryki  osobistej  Mickiewicza  ilustruje  Nowy  Rok,  utwór,  którego  rzut  pierwszy 

powstał w więzieniu 31 grudnia 1823 r. Wiersz smutku, zmęczenia psychicznego i zniechęcenia do ludzi; daleki od 
entuzjazmu  poprzedniej  liryki  filomackiej.  Nosi  wszakże  wyraźne  ślady  tej  samej  ręki,  która  napisała  Żeglarza  
i  wiersz  Do  M***.  Zwłaszcza  w  sposobach  rozwijania  wątku  lirycznego.  Pomyślany  jest  -  w  podobieństwie  do 
pierwszego z wymienionych utworów - jako dialog wewnętrzny podmiotu z sobą samym; i podobnie jak tam cały 
rozwój wątku zamyka się między pytaniem a odpowiedzią; pada ono od razu w pierwszej strofie: „Czegóż w tym 
nowym roku żądać mam dla siebie?"; potem trzy kolejne propozycje stawiane sobie w tonie pytającym i trzykrotne 
umotywowane odrzucenie ich w coraz to zwiększającej się przestrzeni tekstowej: jednej, dwu i trzech strof; a więc - 
metoda  zestawiania  szeregu  analogicznych,  gradacyjnie  ułożonych  członów  -jak  w  wierszu  Do  M***;  a  na 
zakończenie  -  odpowiedź,  sformułowana  jako  życzenie  czy  marzenie  raczej,  zamknięte  w  dwu  strofach  finału. 
Regularna,  proporcjonalnie  rozłożona  budowa  wiersza  w  cyfrach  oznaczających  liczbę  strof  wyglądałaby  zatem 
następująco: l + (l + 2 + + 3) + 2. 

Zwraca uwagę dwugłosowość wiersza, wyraźniej zaznaczona składniowo oraz intonacyjnie w początkowych 

i centralnych strofach Żeglarza. Ton pytający nie obejmuje tu większych całości tekstu; prócz w. 4 i 29 ogranicza 
się  do  ostro  wydzielonych  zapytań:  „Może  chwilek  wesołych?",  „Może  kochania?",  „Może  przyjaźni?"  
W  odpowiedziach  nie  ma  ani  wahań,  ani  wątpliwości:  uzasadnienia,  swobodnie  rozwijane,  zamknięte  zostają  za 
każdym razem krótkim, zdecydowanym odrzuceniem propozycji. Nadaje to wypowiedzi charakter dyskusji z sobą 
samym, nie w rozdwojeniu postawy wewnętrznej, ale w przeprowadzeniu na głos rozważań zmierzających do finału 
w kilku stopniowo coraz ważniejszych etapach. 

Lecz coś z tej dynamiki myślenia i rozmowy ze sobą przenika do toku wiersza: napięcie między postawioną 

propozycją a jej odrzuceniem prowadzi do niezgodności składniowo-metiycznych; płynność rytmiczna ulega raz po 
raz zmąceniu; bieg wiersza staje się poszarpany wskutek przerzutni lub - nierównie częściej - z powodu mocnych 
zahamowań  zdaniowych  rozwijanego  toku  linijek  wierszowych.  Nacisk  argumentów  przywoływanych  w  dialogu  
z  sobą  samym  nadaje  wypowiedzi  łamaną  linię  intonacyjną,  swobodnie  wykraczającą  poza  rytmiczną  zgodność 
przedziałów wiersza i zdania. I oto nagle w dwustroficznym finale, gdy owa dwugłosowość rozmowy przechodzi  
w  monolog  z  otwartym  wyznaniem  marzenia,  uspokaja  się  dotychczasowe  wzburzenie  biegu  zdań  i  układów 
wersyfikacyjnych

76

Nowy Rok nosi w podtytule uwagę „Myśl z (Jean Paul) Richtera". Dodajmy: pomysł życzeń noworocznych 

sobie samemu składanych, a także układ i niektóre szczegóły obrazowania z powieści tego autora zapożyczone. Ale 
w  istocie  inaczej  literacko  opracowane.  W  przeniesieniu  tej  „myśli"  poeta  „poszedł  [...]  zupełnie  własną  drogą, 
osiągając  całość  o  całkowicie  odmiennym  charakterze  artystycznym"  -  wedle  słów  Borowego,  który  dalej  nieco 
powiada: „Indywidualność Mickiewicza znamiennie się też zaznaczyła w transpozycji stylistycznej utworu. Znikło 
w niej wszystko, co tchnęło w oryginale wypieszczeniem, wszystko, co miało charakter fiorytury”

77

Nie  z  Richterem  wszakże  należałoby  zestawiać  atmosferę  postawy  psychicznej  podmiotu  w  Nowym  Roku. 

Więcej w nim odczuć możemy romantycznego gestu zniechęcenia, rozczarowania i goryczy poezji bajronowskiej. 
Po Schillerze, po Werterze Goethego przyszedł bowiem czas na wielkiego romantyka Anglii. "Byrona tylko czytam 
- pisze Mickiewicz do Malewskiego z Kowna 20 XI/2 XII 1822 r.

78

 - książkę gdzie w innym duchu pisaną rzucam, 

bo kłamstw nie lubię". Chodziło tu może nie tyle o "szczerość wypowiedzi pisarskiej”

79

, ile o prawdę odważnego 

spojrzenia  na  egzystencję  człowieka  jako  na  los,  który  niesie  jedynie  zawody,  rozczarowania  i  rozpacz.  Tym 
silniejsze i tym okrutniejsze, im piękniejsze - zdawałoby się -widnieją przed nim perspektywy. 

To  atmosfera  nie  tylko  takich  poezji  Byrona,  jak  przyswajane  przez  Mickiewicza  Sen,  Pożegnanie  Cząjld-

Harolda  czy  „ów  z  beznadziejnych  wierszy  najbardziej  beznadziejny  o  końcu  świata”

80

,  Ciemność.  To  także 

atmosfera, w której rozpacza Gustaw z Dziadów części IV. Łatwo było autorowi tego udramatyzowanego poematu 
postawić  krok  dalej  i  w  tłumaczeniu  Snu  „z  Lorda  Byrona"  ukazać,  jak  miłość  łamie  życie  dwojgu  młodym 
ludziom.  Łatwo  było  uczucie  rozczarowania,  objawione  nieco  później  w  Nowym  Roku,  wyrazić  w  bajronowskim 
geście  odtrącenia  wszystkiego,  co  kochane,  w  Pożegnaniu  Czajld-Harolda.  A  nade  wszystko  dojrzeć  w  utworach 
poety  angielskiego  protest  przeciw  zakłamaniu  i  małości  człowieka,  pogardę  dla  jego  ograniczonych,  filisterskich 
pojęć o szczęśliwości przyziemnego, familijnego żywota. Dlatego zaraz po zacytowanym przed chwilą fragmencie 
pisze  Mickiewicz:  „gdzie  jest  opis  szczęścia  życia  familijnego,  równie  mnie  oburza  jak  widok  małżeństw 
[...]".Namiętność  gwałtownych  reakcji  bohatera  bajronowskiego  wydawała  mu  się  zapewne  bliższa  prawdy  serca 
ludzkiego. Taki przecież był Gustaw, najświetniejsza kreacja jego własnego pióra z okresu wileńsko-kowieńskiego! 
Słusznie napisano, że „prawda uczuć namiętnych zarówno w krytyce rzeczywistości, jak w miłości, jak w dążeniu 

                                                           

76

 Por. Drogi rozwojowe liryki Mickiewicza, w tym tomie na s. 41 

77

 W. Borowy, O poezji Mickiewicza, t. I, s 170-171  

78

 A. Mickiewicz, Dzieła, Wyd. jubil., t. XIV, s. 207. 

79

 Por. A. Witkowska, Rówieśnicy Mickiewicza, s. 233 

80 

J. Kleiner, Mickiewicz, t. I, s. 421. 

background image

ku wolności - to była dla Mickiewicza najgłębsza istota Byrona i bajronizmu”

81

Owo  bajronowskie  wyzwolenie  z  zakłamania  stało  się  dla  autora  Ballad  i  romansów  rewelacją  

w przezwyciężaniu spłycenia czy zafałszowań, jakie kryły się niekiedy w roztkliwieniach uczuć sentymentalnych. 
Jak  trudno  było  wówczas  wyzwolić  się  w  pełni  z  przyzwyczajeń  tego  stylu,  zwłaszcza  tam  gdzie  chodziło  
o  przekazanie  życia  emocjonalnego  postaci,  przekonać  się  mógł  Mickiewicz  niejednokrotnie  z  własnych 
doświadczeń autorskich

82

. „Tym właśnie, co Byronowi pozwala oderwać romantykę od epoki sentymentalnej, jest 

dynamika maksymalizmu emocjonalnego" - powiada Kleiner

83

Jednostka ludzka, osobowość wypowiadająca się w Pożegnania (wiosna 1823) lub w Euthanasii (1822-1824) 

czy  też  „młodzieniec",  główna  postać  ze  Snu  (1824)  -  stanowią  ośrodek  promieniowania  poetyckiego  tych 
utworów. Ich postawa wobec otoczenia kraju rodzinnego i kochanki, ich odczuwanie najistotniejszych momentów 
życia  i  śmierci  -  stają  w  centrum  spraw  objętych  uwagą  autorską.  I  w  tym  zakresie  znaczący  bywa  kierunek 
niektórych  zmian  wniesionych  do  oryginału  przez  tłumacza.  Nieraz  dotyczą  one  odmiennego  nieco  opracowania 
sfery  emocjonalnej,  w  której  objawia  się  życie  psychiczne  postaci.  W  Pożegnania  „wzmógł  [Mickiewicz]  stronę 
uczuciową  [...],  a  wkładając  w  usta  Harolda  subtelne  zresztą,  bo  wyrażone  w  formie  pytania,  usprawiedliwienie 
samego  siebie,  wyraźnie  wskazał  na  słuszność  jego  goryczy";  w  Euthanasii  silniej  wystąpił  „akcent  tkliwości  
i  spotęgowania  wyrazu  bólu.  [...]  U  Mickiewicza  śmierć  nie  pociąga,  nie  usypia,  ale  mrozi,  nasuwa  myśl  
o  ciasnocie  grobu";  ponadto  „w  stosunku  do  ukochanej  przejawiła  się  [...]  czułość  zamiast  sarkazmu";  a  we  Śnie 
wprowadził poeta „większą gwałtowność reakcji bohatera, a zwłaszcza jej zewnętrznych objawów”

84

W  innym  kierunku  poszły  natomiast  zmiany  w  Ciemności:  ujawniła  się  w  tłumaczeniu  odmienność 

obrazowania i stylizacji, związana z traktowaniem katastrofy kosmicznej raczej jako snu niż jako tego, co się kiedyś 
urzeczywistni.  [...]  Mickiewicz  [...]  osłabił  grozę  zapowiedzi  dodając  od  siebie:  «Zdało  mi  się.»  Uderzające 
złagodzenie  zgrozy  wystąpiło  w  zakończeniu  utworu  na  skutek  bardzo  istotnej  zmiany  stylizacji.  Zamiast 
wariantów słownych, oznaczających śmierć, zagładę czy złowrogi sen, w przekładzie pojawiły się eufemizmy, jak 
«usunąć», «spocząć», zniknąć», «zastygać». Silniej też zaznaczyła się „dążność do większego uzmysłowienia i do 
rozbudowania  poszczególnych  obrazów".  Tak  np.  „gwiazdy  upodobnił  Mickiewicz  do  istot  żywych  przez  to,  że 
oślepły,  zbłąkały  się  i  uciekły.  Uwydatnił  ich  oddalenie  się,  podkreślił  bezpowrotność  ich  zniknięcia,  a  nadto 
przedstawił  owo  zniknięcie  jako  ucieczkę".  I  tu  pewnej  zmianie  uległa  ogólna  atmosfera  uczuciowa  wiersza  w 
odtworzeniu postawy psychicznej ludzi: "Byron na ogół silniej podkreślił ich zdziczenie, Mickiewicz – rozpacz”

85

Znaczenie  przekładów  z  poety  angielskiego  w  rozwoju  liryki  Mickiewicza  nietrudno  wskazać.  Były  jakby 

zastępczyni  środkiem  wypowiadania  się  autora  Dziadów  części  IV,  czymś  w  rodzaju  bajronowskiego 
dopowiedzenia  do  wyznań  Gustawa  czy  do  refleksji  i  marzeń  Nowego  Roku.  Gorycz  zawodu,  rozczarowanie  do 
ludzi,  odtrącenie  otaczającej  rzeczywistości,  zamyślenie  nad  egzystencjalnymi  sprawami  życia  i  śmierci,  groza 
kosmicznej  katastrofy  świata  -  wszystko  to  wyraźniej  skrystalizowało  romantyczną  atmosferę  wypowiedzi 
przenikniętej  negacją i pesymizmem. Stało się przejawem spojrzenia na świat znamiennego dla ludzi ówczesnego 
pokolenia,  oznaczając  w  drodze  rozwojowej  Mickiewicza  etap  liryki  współbrzmiącej  nastrojowo  z  romantyką 
melancholii i rozpaczy, podobnie jak ta, którą odczuwamy w Marii Malczewskiego. 

Wiadomo: nie był to etap w twórczości Mickiewicza długotrwały. 

SPOJRZENIE WSTECZ NA CAŁOŚĆ 

Wiemy,  że  wtedy  właśnie,  w  okresie  wileńsko-kowieńskim,  kształtowały  się  kierunki  przyszłej  drogi  twórczej 
poety. W pierwszych próbach wierszowania, przeprowadzanych według wskazań poetyki klasycystycznej, uczył się 
Mickiewicz klarownego ładu w rozwijaniu toku wypowiedzi; poznawał cenę właściwego doboru słów, zestrojenia 
ich z ogólną atmosferą utworu, opanowywał technikę retorycznego wiązania wierszy w większe układy zdaniowe. 
Była to dobra szkoła sztuki poetyckiej dla tych, którzy z przełamywania jej wskazań i zakazów umieli wydobywać 
nowe środki wyrazu. 

Mickiewicz  nie  od  razu  -  oczywiście  -  opanował  tę  umiejętność;  początkowo  pomoc  znajdował  

w  żartobliwym  tonie  wypowiedzi;  później  przyszedł  impet  entuzjazmu  i  brawura  młodości.  Ale  wszystko  to 
rozgrywało  się  jeszcze  w  granicach  oddziaływania  poetyki  poprzedniego  pokolenia.  Rewolucje  sprawiły  dopiero 

                                                           

81 

A. Witkowska, Rówieśnicy Mickiewicza, s. 237. 

82

 Por. materiały zebrane przez H. Schippera w książce Sentymentalizm w twórczości Mickiewicza, Lwów 1926. 

83

 J. Kleiner, Mickiewicz, t. I, s. 418. 

 

84

  Wszystkie  cytaty  w  tym  zdaniu  zaczerpnięto  z  pracy  Z.  Szmyd-towej  Mickiewicz  jako  tlumacz  z  literatur 

zachodnioeuropejskich,  Warszawa  1955,  s.  106-108  i  115.  O  przekładach  Mickiewicza  z  Byrona  zob.  także  Z.  Dokurno,  
O  Mickiewiczowskich  przekładach  z  Byrona,  „Pamiętnik  Literacki",  zeszyt  specjalny,  XLII  (1956),  s.  317-318;  H.  Zbierski, 
Mickiewiczowskie przekłady drobnych utworów Byrona i Moore'a, „Przegląd Zachodni" 1956, nr 1-2, s. 95-96, 110-112 i in. 

85

 Wszystkie przytoczenia pochodzą z cytowanej pracy Z. Szmyattowej, s. 108-112. 

 

background image

ballady  i  późniejsze  liryki  osobiste,  a  sukces  przyniosło  złamanie  wysokiego  tonu  kunsztownej,  elitarnej  poezji; 
nowość  romantyczna  odezwała  się  obniżonym  głosem  prostoty  i  sugestią  spontanicznej,  bezpośredniej 
naturalności. 

Nie  przyszło  to  łatwo.  Wszak  owa  prostota  stawała  się  osiągalna  tylko  dla  tych,  którzy  umieli  inaczej 

spojrzeć  na  otoczenie;  trzeba  było  dostrzec  w  nim  tajemnicę  istnienia  innej  rzeczywistości,  odczuć  „dziwność" 
świata  nie  tylko  w  przejawach  nadprzyrodzonej  cudowności,  tak  jak  odczuwały  ją  wierzenia  gminu,  ale  także  
w tajemnych poruszeniach serca ludzkiego; trzeba było rozjaśnić je rozumiejącą intuicją poety. Wszak to właśnie 
wskazywał Mickiewicz, gdy w Romantyczności pouczał: nie tylko „miej serce", ale „i patrzaj w serce". Człowiek 
jako osobowość niezależna, jako świat sam w sobie pełnocenny i w sprzecznościach wewnętrznych dramatyczny, 
począł się zarysowywać dopiero w końcowych osiągnięciach tego młodzieńczego etapu w odczuwaniu poetyckim 
Mickiewicza, twórcy Gustawa. 

Rozwój poety szedł szybko. Wszystko zamknęło się zaledwie w siedmiu latach 1818-1824. Nie był to okres 

długi; ewolucja dokonywała się - oczywiście - stopniowo, ale obie fazy: sprzed przełomu romantycznego i po nim, 
odznaczają  się  wyraziście.  Nietrudno  dostrzec,  którędy  przebiegają  ich  granice  ani  jaką  zmianą  krajobrazu 
poetyckiego różnią się między sobą. 

Pierwsza z nich - to terminowanie w szkole klasycystycznej, faza liryki retorycznej, Ody, Hymnu i wierszy 

filomackich. Druga - to twórczość poszukująca nowych, własnych sposobów wypowiadania się poetyckiego; faza 
ballad, romansów i liryki osobistej. Jeśli na uboczu pozostawić na razie Ballady i romanse jako utwory gatunkowo 
odmienne, przeciwstawność obu tych faz zarysuje się ostro. 

Pierwszy  krok  rozwojowy  -  to  wiersze  optymistyczne,  pełne  siły,  entuzjazmu  i  nawoływań  do  heroizmu; 

wiersze  reprezentujące  postawę  afirmacji  wobec  życia  i  ludzi;  poeta  rzuca  hasła  przekształcania  rzeczywistości; 
ufa, że młodość pocznie na swym łonie świat nowy. To wiersze napięte dynamiką woli, pragnieniem czynu, wiarą 
w ideały filomackie. 

Krok drugi - to poezja wahań, wątpień i sceptycznych refleksji, wiersze wyrażające postawę zniechęcenia do 

ludzi, zmęczenia psychicznego „zawodami żywota", rozgoryczenia do ideałów młodości; wiersze bajronowskiego 
rozczarowania. 

Jasne,  że  w  tak  odmiennych  strefach  odczuwania  poetyckiego  inaczej  też  musiała  kształtować  się  natura 

wypowiedzi  lirycznej.  W  pierwszej  fazie  przeważa  ton  wezwań,  energia  haseł,  stylistyka  zaokrąglonych  zdań-
gestów  retorycznych  lub  -odwrotnie  -  lakoniczność  zwięzłych  sformułowań  gnomicznych;  dominuje  intonacja 
uniesiona,  wykrzyknikowa,  rozkazująca,  obliczona  na  odczytywanie  deklamacyjne;  jesteśmy  w  sferze  liryki 
programowej. 

W  fazie  drugiej  ogarnia  nas  ton  rozważań,  refleksyjne  ściszenie  głosu,  spokojniejsze  rozwijanie  toku  słów; 

intonacja ulega obniżeniu, przybiera zabarwienie kameralnej rozmowy, dialogu z sobą samym, z ukochaną osobą, z 
przyjaciółmi; wypowiedź porzuca wykrzykniki, zatraca apele i nakazy, a najchętniej rozwija się w tonie pytającym; 
jej  koncepcja  obliczona  zostaje  nie  na  retoryczną  deklamację,  ale  na  intymne  zwierzenie  własnych  myśli  czy 
marzeń komuś bliskiemu. Znajdujemy się w strefie liryki osobistej. 

W  fazie  pierwszej  stajemy  wobec  problematyki  życia  w  zbiorowości;  społeczeństwo,  otoczenie, 

rzeczywistość  zewnętrzna  stanowią  podłoże,  z  którego  autor  czerpie  tematykę  swych  wierszy.  W  fazie  drugiej 
wypowiedź liryczna splata się z konkretną sytuacją podmiotu, nawiązuje do szczegółów jego osobistej biografii, do 
indywidualnych  doznań  psychicznych,  chociaż  zawsze  niemal  owa  konkretność  związana  z  pojedynczą  osobą 
zostaje  metodą  lirycznych  refleksji  przekształcona  w  spostrzeżenia  dotyczące  człowieka  w  ogóle,  jego  losu  
i miejsca w świecie. 

W fazie pierwszej tok wypowiedzi poddany bywa -jak w przemówieniach - rygorom retorycznego rozwijania 

myśli, służy najczęściej przekonywaniu innych lub nakłanianiu ich do działania. W fazie drugiej rozwojem wątku 
rządzi niekiedy logika swobodnych skojarzeń psychicznych, częściej jednak czynnikiem wiodącym od jednej strofy 
do  drugiej  -  staje  się  typowo  liryczna  konstrukcja  powtórzeń,  paralelizmów  lub  przeciwstawień,  znaczona  też 
kilkakrotnie  dialogowością  pytania  i  odpowiedzi:  kompozycja  przybiera  kształt  związków  ramowych, 
anaforycznych  lub  równoległego  przeprowadzania  kilku  linii  analogicznych  w  postaci  wyliczania  lub  zestawiania 
tzw. wariacji lirycznych. 

Podobnie - w zakresie języka. W fazie pierwszej dominują kunsztowne peryfrazy, ostro zaznaczone inwersje, 

rozwinięte periody retoryczne, nagromadzenia mitologicznych aluzji. W fazie drugiej - częściej dochodzi do głosu 
nowa, wyzwolona z szablonów metaforyka, prostsze słownictwo, bardziej naturalne układy zdań, większa swoboda 
ich powiązań na wzór potocznego języka „mówionego". 

Zmienia  się  także  na  przestrzeni  obu  tych  faz  osobowość  podmiotu  lirycznego.  Stopniowo  wyzwalać  się 

próbuje  z  maski  konwencjonalnego  mówcy,  schodzi  z  wyżyn  swego  dystansu,  przemawiać  poczyna  własnym 
głosem, wprost i otwarcie. Z mało ukonkretnionego przywódcy młodzieży, znanego jakby tylko z oficjalnej strony 
przemówień programowych, staje się osobowością bardziej ludzką, wyraźniej zindywidualizowaną, dostępną nam 
także z prywatnej strony życia wewnętrznego. 

background image

Pośrodku,  między  obu  fazami,  stoją  Ballady  i  romanse,  manifestacja  romantycznego  widzenia  świata  

i rezultat liryczno-epickich poszukiwań nowego sposobu wypowiadania się literackiego. W różnorodności swej i w 
szerokiej  skali  doświadczeń  poetyckich  jednolite  są  nowością  stylu  poddanego  nakazom  prostoty  wysłowienia, 
naturalności tonu i naiwnej ludowości spojrzenia. 

Jakie odcienie, znamienne dla całej twórczości Mickiewicza, rozpoznamy w głosie młodzieńczej jego poezji? 

Co  już  w  tym  pierwszym  jej  etapie  dostrzec  można  jako  zalążek  przyszłej  drogi  twórczej  autora  Dziadów  i  Pana 
Tadeusza? 

Nazwano go - jak wiemy - „poetą przeobrażeń

86

. Napisano tak z myślą o ludziach przeobrażonych wskutek 

miłości  ojczyzny  we  wszystkich  wielkich  kompozycjach  Mickiewicza.  Alf-Walter-Wallenrod,  Gustaw-Konrad, 
Jacek  Soplica-ksiądz  Robak...  Przeobrażeń  -  innego  co  prawda  rodzaju  -  nie  brak  i  w  balladach;  „mają  charakter 
fantastyczny,  owidiuszowski  (Rybka,  Świteź;    Tukąj,  Świtezianka,  To  lubię)  i  nie  zawsze  są  traktowanena  serio". 
Można by ponadto wskazać na przeobrażenie, jakiemu ulega osobowość wypowiadająca się w liryce Mickiewicza, 
o czym mowa była przed chwilą. 

Ale i w tym wileńsko-kowieńskim okresie - podobnie jak w całej późniejszej twórczości poety 

-  da  się  zauważyć  inna  jeszcze  sfera  przeobrażeń:  zmiany,  jakim  stale  podlega  jego  sztuka  poetycka;  wygodniej 
byłoby  tę  cechę  twórczości  nazwać  przemiennością  Mickiewicza  artysty.  Przecie  każdy  większy  jego  utwór  jest 
inny  od  poprzednich,  inaczej  swą  prawdę  o  świecie  wypowiadający.  Jakby  poeta  szedł  od  jednego  przełomu  do 
drugiego!  Od  liryki  filomackiej  do  ballad,  od  Grażyny  do  Dziadów  części  II  i  IV,  od  Sonetów  do  Konrada 
Wallenroda, od Dziadów części III do Pana Tadeusza. 

Oczywiście,  krótki  wycinek  lat  siedmiu,  dorobek  autora,  który  wychodził  jeszcze  od  tradycji  i  próbował 

dopiero  odnaleźć  własną  drogę,  nie  dostarcza  równie  dobitnych  przykładów  tej  przemienności  twórczej.  Ale 
zważmy,  jak  różnorodnie  poczyna  sobie  poeta  w  obu  fazach  pierwszego  etapu  swej  pracy,  jak  bogatą  skalę  prób  
i  doświadczeń  poetyckich  prezentują  jego  utwory  tych  czasów.  „Heroikomiczne  opisanie",  wierszowane 
przemówienie  programowe  i  elegijny  sonet  -  to  owoce  potrójnego  debiutu.  A  potem  -  „jamby"  przyjacielskie, 
poematy  heroikomiczne,  żartobliwe  pouczenia  w  Warcabach,  piosenki,  oda,  hymn,  romanse  sielankowe,  ballady 
różnego  typu,  wiersze  okolicznościowe,  monologi  liryczne,  wiersze  sztambuchowe,  bajka...  A  przecież 
ograniczamy  się  do  wierszy  drobnych  tylko,  do  wyboru  ich  raczej.  Co  więcej:  widzieliśmy  dowodnie,  jak  różne 
odmiany poezji reprezentowały nawet utwory jednogatunkowe. Posłuchajmy jeszcze, jak sprawę tę widzi Kubacki: 

„W  lirycznej  twórczości  Mickiewicza  zwraca  uwagę  znamienny  fakt:  widzimy  mnóstwo  gatunków  czy 

odmian  lirycznej  poezji,  natomiast  w  poszczególnych  lirycznych  grupach  niewiele  mamy  podobnych  wierszy. 
Nieledwie każdy liryczny utwór Mickiewicza stanowi jakąś odmianę gatunkową. Robi wrażenie, jakby powstał dla 
siebie. Jest niepowtarzalny. Jednorazowości przeżycia odpowiada jednorazowość artystycznego kształtu. Sprawdza 
się  to  nawet  w  cyklach  wierszy,  jak  ballady  lub  sonety,  gdzie  zdawałoby  się,  że  sztywny,  tradycyjny  schemat 
formalny przesądza o pewnej powtórce tematycznej lub kompozycyjnej”

87

Tak  prawie  każdy  utwór  tworzy  klasę  sam  dla  siebie.  I  nie  ma  tu  już  potrzeby  powtarzać,  że  w  tej 

przemienności  tętni  przyśpieszony  rytm  rozwoju  poetyckiego;  ta  dynamika  twórczości  Mickiewicza  stanowiła 
wszak główny temat poprzednich obserwacji. 

Ale  można  też  mówić  o  innej  dynamice  młodzieńczych  wierszy  Mickiewicza,  o  tej,  która  namiętną 

żarliwością zaangażowania się emocjonalnego przenika niemal każdą z ważniejszych wypowiedzi lirycznych jego 
poezji. Zarówno te, które głoszą program filomacki, jak i te, w których się ujawnia emocja doznań osobistych. W 
obu odmianach wierszy - mimo tak różnego ich charakteru - rozpoznajemy tę samą osobowość, przeżywającą świat 
gorąco i namiętnie; odczuwamy prawdę człowieka w pełni, całym sobą wnikającego w otaczającą go rzeczywistość 
i w doznania własnego serca. Posłużmy się raz jeszcze słowami Kubackiego: „Od razu przy pierwszym zetknięciu 
się  z  liryką  Mickiewicza  narzuca  się  nam  prawda  psychologiczna,  siła  uczucia  i  jakaś  moralna  powaga  tych 
wierszy”

88

Podkreślić  by  zwłaszcza  należało  realizm  w  odtwarzaniu  doznań  psychicznych,  tę  siłę  sugestii  poetyckiej, 

która sprawia, że chciałoby się tu mówić o „autentyzmie”

89

 przeżyć wypowiadanych w liryce Mickiewicza, owo,  

z  romantyzmem  związane,  „psychologicznie  pogłębione  pojmowanie  człowieka,  jako  mającego  w  sobie 
niesłychane bogactwo stanów podświadomych intuicji i uczucia”

90

                                                           

86

 W. Borowy, Poeta przeobrażeń, „Twórczość" 1948, nr 12, s. 40-55; przedr. w książce: O poezji Mickiewicza, t. II, s. 191-

212. 

 

87

 W. Kubacki, Adam Mickiewicz. Człowiek i dzieło, w książce: Poezja i proza, Kraków 1966, s. 14. 

88

 Tamże, s. 14. 

89

 Wyrażenie Kubackiego, Tamże, s. 15. 

90

 S. Szpotański, O pojmowanie Mickiewicza, Kraków 1922, s. nlb. 8 

 

background image

Jest w tym najbardziej ujmujący rys humanistycznej i ogólnoludzkiej postawy poety, pojawiający się już w 

pierwszym  okresie  jego  twórczości  i  nie  słabnący  po  jej  dni  ostatnie.  Podobnie  jak  i  oddanie  tej  poezji  sprawom 
społecznym  i  narodowym.  Nie  wszystko  w  owym  czasie  mógł  Mickiewicz  mówić  jawnie  i  bez  obsłonek;  wiele 
wezwań  jego  młodzieńczych  wierszy  brzmi  ogólnikowo,  sedno  sprawy  nazywa  często  aluzyjnie.  Ale  w  bliskim 
sobie  gronie  przyjaciół  filomatów  bywał  niekiedy  śmielszy,  mówił  wyraźniej  -  choć  też  nie  bez  obsłonek  -  o 
strapieniach, jakie przeżywał wraz z całym swoim pokoleniem. W przemówieniu do Czeczota u progu działalności 
poetyckiej dnia 12 stycznia 1819 r. wypowiadał się swobodniej: 

„Okoliczności nieszczęśliwe, w których zostaje kraj nasz, działały i działają okropnie na upodlenie rodaków. 

Umysł,  unoszący  się  dawniej  do  wielkich  rzeczy,  dziś  zepchnięty  i  ograniczony  własnym  interesem,  czołga  się 
przed zyskiem i własnej tylko słucha miłości. [...] Pierwszym więc twoim będzie usiłowaniem, ażebyś wydźwignął 
się z tej przepaści lekceważenia wszystkiego i drugim do wydźwignienia się dopomógł. Wmówić w człowieka, iż 
jest  zdolnym,  nie  mówię,  do  wykonania  wielkich  rzeczy,  ale  przynajmniej  do  myślenia  o  nich,  już  jest  wielką 
rzeczą”

91

Jeśliby  szukać  krótkiej  formuły  na  określenie  samego  rdzenia  dążeń  Mickiewicza  i  jego  przyjaciół  w 

końcowym  etapie  ich  związku,  to  najdobitniej  chyba  wyraził  go  Teodor  Łoziński  w  pragnieniu  „rozlać  po  ziemi 
polskiej  ogień,  jakim  serca  nasze  pałają”

92

.  Ten  nakaz  wyniesiony  z  lat  studenckich  usiłował  poeta  realizować  w 

większości  dzieł  swego  pisarskiego  żywota,  zapominając,  że  sam  pochodzi  "znad  Niemna",  ale  także  żywo 
pamiętając, że jest również "mieszkańcem Europy". 

1973 

                                                           

91

 A. Mickiewicz, Dzieła, wyd. jubil., t. V, s. 28 – 29. 

92

 Materiały do historii Towarzystwa Filomatów, t. II, s. 176.