background image

Dlaczego psy nie lubią kotów? - bajka 

koreańska

Dawno, dawno temu, na brzegu morza stała nędzna chatynka. Mieszkał. 
Mieszkał w niej stary rybak z żoną. Zywili się rybami, które złowił stary, a 
czasem, gdy połów był obfitszy, żona jego zanosiła je na targ i mogła coś 
jeszcze kupić za otrzymane pieniądze. 

Byli bardzo biedni. Pewnego dnia rybakowi nie udało się niczego złowić 
aż do wieczora. Gdy ostatni raz zarzucił wędkę, poczuł niespodziewanie, 
że złapało się coś bardzo ciężkiego i rzeczywiście wyciągnął wielkiego 
karpia. Nie wyglądał on na zwykła rybę, w dodatku tak wymownie 
spoglądał na rybaka wielkmi oczami, zdawało się, pełnymi łez, jakby 
błagał o darowanie mu życia. Rybak pomyślał chwilę i zdecydował, że 
jest to chyba niezwykła ryba. Puścił ją wolno. 
Karp zatoczył kilka kręgów, zanim skrył się w głębinie i rzucił rybakowi na 
pożegnanie pełne wdzięczności spojrzenie. Następnego ranka rybak 
przyszedł na zwykłe miejsce połowów. Rozkładał właśnie swój sprzęt 
rybacki, gdy nagle pojawił się przed nim młody chłopiec. Pozdrowił 
uprzejmie rybaka i powiedział: 
- Przysłał mnie smok, władca podwodnego królestwa. Chciałby wyrazić ci 
wdzięczność za to, że wypuściłeś wczoraj na wolność młodego księcia. 
Polecił mi przekazać ci zaproszenie do podwodnego pałacu, Proszę, 
chodź ze mną. 

1

background image

Chłopiec zwrócił się następnie w stronę morza 
i cicho wyszeptał kilka słów zaklęcia. Morze 
rozwarło się, wody się rozstąpiły i pośród fal 
ukazała się szeroka droga. Chłopiec poszedł 
przodem, a stary rybak podążył za nim. Weszli 
daleko w głąb morza, szli i szli, aż w końcu 
dotarli do wspaniałego pałacu. 
Przed bramą oczekiwali ich pięknie odziani 
dworzanie, ukazał się też sam władca 
podwodnego królestwa i rzekł do rybaka: 
- Witam w mym pałacu. Czekałem na ciebie. 

W pałacu władcy podwodnego królestwa 
urządzano odtąd codziennie wystawne uczty 
na cześć drogiego gościa, wciąż 
rozbrzmiewała piękna muzyka, umilały czas 
występy pięknych tancerek. Wszystko to bardzo podobało się rybakowi, 
jednakże po kilku dniach zatęsknił za światem ludzi, martwić się zaczął 
tym, co porabia teraz jego stara żona, i spytał władcę-smoka, czy nie 
mógłby już wrócić do domu. Aczkolwiek niechętnie, smok zgodził się 
odesłać rybaka na ziemię. 
Zanim nastąpiło uroczyste pożegnanie, młody książę karp poradził 
rybakowi, by poprosił smoka o podarowanie mu żelaznej miarki, 
przechowywanej w nefrytowej szkatułce za tronem władcy. Miała ona 
moc spełniania wszystkich życzeń. 
Rybak usłuchał rady księcia i gdy smok spytał go, co chciałby otrzymać 
na pamiątkę z podwodnego państwa, poprosił o miarkę. Smok 
początkowo odmówił, później jednak uległ argumentom młodego księcia 
i ofiarował miarkę rybakowi, pożegnał go serdecznie i życzył mu 
szczęścia. 
Stary rybak wrócił do domu. Żona jego nie posiadała się z radości. 
Wypłakała już niemal oczy nie wiedząc, co się z nim dzieje. Gdy rybak 
opowiedział jej o wszystkim i pokazał otrzymany od smoka podarunek, 
pomyślała, że dobrze byłoby zamieszkać w lepszym domu, a zaledwie 
zdążyła zażądać nowego domu, jak bez śladu znikła ich stara chata i 
oboje z mężem znaleźli się nagle w dużym, przestronnym, krytym 
dachówką nowym domu. Pomyśleli potem o czymś do jedzenia i miarka 
zaspokoiła wszystkie ich prośby. Potem też, ilekroć był im potrzebny ryż, 
zawsze napełniała się nim w okamgnieniu. Tak więc niemal z dnia na 
dzień stary rybak i jego żona zostali bogaczami. 
Któregoś dnia, gdy żona rybaka była sama w domu, przyszła do niej 
mieszkająca za rzeką chytra starucha. Udając wędrowną kramarkę 
rozłożyła przed żoną rybaka różne towary, a wśród nich miarkę na ryż. 

2

background image

Powiedziała żonie rybaka, że słyszała o cudownej miarce będącej w jej 
posiadaniu i że chciałaby ją porównać z tą, którą przyniosła. Gdy 
prostoduszna żona rybaka przyniosła miarkę - podarunek smoka, chytra 
kramarka niepostrzeżenie wymieniła ją na swoją i wkrótce potem wyszła 
zabierając swoje towary. 

Niespodziewanie znikł gdzieś nowy dom i żona rybaka znalazła się w 
swojej starej, nędznej chałupince. Zrozumiała wtedy, że została 
oszukana, chciała dogonić kramarkę, ale po niej już śladu nie było. 
Wrócił stary rybak do domu, patrzy, a tu znikło gdzieś całego jego 
bogactwo. Zafrasował się mocno. Cóż jednak mógł poradzić? 

A miał rybak psa i kota, które bardzo lubił, dzielił się z nimi tym, co miał 
do jedzenia, pozwalał im sypiać w jednej izbie z sobą. Teraz, gdy ich 
gospodarz znalazł się znowu w biedzie, zwierzęta postanowiły odszukać 
ukradzioną miarkę. Doszły do rzeki, przeprawiły się przez nią promem i 
ruszyły dalej. Ujrzały duży, piękny dom kryty dachówką. 
Podobno jego właścicielka wzbogaciła się niedawno i nie wiadomo w jaki 
sposób. Zwierzęta domyśliły się, że tu właśnie mieszka chytra starucha, 
co ukradła miarkę ich pani. Trzeba było teraz ustalić, gdzie schowała 
cudowną miarkę. 
Kot wkradł się do środka domu. Było 
tam jednak sporo różnych sprzętów i 
trudno się było domyślić, w którym z 
nich kryje się poszukiwany przedmiot. 
Stała też spora zamykana szafka. Kot 
podskoczył na próbę do jej drzwiczek, 
zupełnie jakby miał zamiar je 
otworzyć. Zaraz zjawiła się starucha 
kramarka i zaczęła go odpędzać. Kot 
uciekł, ale wiedział już teraz, gdzie 
należy szukać miarki. 
W nocy zakradł się do spiżami 
staruchy. Harcowały tam myszy, a 
wśród nich jedna olbrzymia, 
wyglądająca na ich króla. Kot skoczył 
przydusił ją łapą, a inne myszy 
pochowały się po kątach. 
- Jeśli nie zrobicie tego, co zażądam, 
zjem waszego króla - zagroził kot - ale 
jeśli wypełnicie moje polecenie, daruję 

3

background image

mu życie! 
- Czego żądasz? - spytały myszy. 
- Przynieście mi z szafy gospodyni miarkę na ryż! 
- Ach, to nic trudnego! - zapiszczały i zabrały się do roboty. Podzieliły 
między siebie pracę i w bardzo krótkim czasie wygryzły w szafie dziurę 
dostatecznie dużą, żeby wyciągnąć przez nią miarkę. 
Przyniosły ją kotu. Ten podziękował, uwolnił mysiega króla i razem z 
psem wyruszył w drogę powrotną do domu. 
Do brzegu rzeki dotarły zwierzęta, gdy już dniało. Nie chciały czekać na 
prom i postanowiły przeprawić się wpław. Kot wziął miarkę w pyszczek, 
siadł psu na grzbiet, a pies zaczął energicznie płynąć. Dopływał już 
prawie do przeciwległego brzegu, gdy nagle zaniepokoił się, czy aby kot 
nie wypuścił miarki z pyska. 
Spytał go: 
- Trzymasz ją? 
Kot milczał, pies powtórzył pytanie raz, drugi, trzeci, ale nie otrzymał 
odpowiedzi. 
Rozgniewał się i warknął: 
- Odpowiadaj wreszcie, trzymasz ją czy nie, bo nie popłynę dalej! 
- Trzymam! - odpowiedział kot i w tej samej chwili miarka wypadła mu z 
pyszczka do wody. 

Gdy znaleźli się już na drugim brzegu, pies, zły na siebie za swoją 
głupotę, podkulił ogon i pomknął da domu. Kot postanowił poszukać 
czegoś do jedzenia i powędrował brzegiem rzeki. Nagle prawie pod nogi 
spadła mu wielka zdechła ryba, którą wyrzucili z sieci rybacy. 
Kot zabrał się zaraz do uczty i niespodziewanie we wnętrznościach ryby 
natrafił na coś twardego. Była to miarka! 
Kot uradowany złapał ją i zaniósł gospodarzom. Stary rybak i jego żona 
znowu mogli żyć w dostatku. 
Rybak powiedział więc zwierzętom: 
- Ty, kocie, okazałeś dużo sprytu, pomogłeś nam odzyskać cudowna 
miarkę i w nagrodę za to będziesz mieszkać w domu i dostawać 
smaczne kaski. Twoje zasługi, psie, są o wiele mniejsze niż kota, 
będziesz więc mieszkać na podwórzu albo pod werandą i dostawać 
będziesz od nas kości do ogryzania. Pies nie mógł być zadowolony z 
takiego obrotu sprawy i zazdrościł kotu łask gospodarza. 
Od tej pory, jeśli pies spotyka kota, warczy na niego, szczeka i odpędza 
go jak najdalej. Kot nie pozostaje mu dłużny i gdy nie ma dokąd uciec, 
parska na psa ze złością i rzuca się 

4