background image

BENTE PEDERSEN

DOM NAD MORZEM

background image

1

Posępny krajobraz przejmował ją lękiem.

Jak okiem sięgnąć nic tylko nagie skały i woda. Żadnego śladu życia. Odległy horyzont 

oddzielał niebo od morza. Cienka jak nić granica dwóch żywiołów.

Podniszczona peleryna, którą otulała się młoda kobieta, łopotała na wietrze, nie chroniąc 

przed chłodem. Zima tutaj, na wybrzeżu, niepodobna była do zimy w głębi lądu. Śniegu padało 

tu mniej, klimat jednak był bardziej surowy niż ten, do którego przywykła.

Nie   lubiła   morza   i   jego   szumu,   nawet   fiord   Lyngen   wywoływał   w   niej   niepokój. 

Nieustanny ruch przewalających się mas wód napełniał ją trwogą. Nie fascynowała jej głębia, 

ciągle zmieniająca barwę, a w rozkołysanych falach nie potrafiła się dopatrzyć owej tajemniczej 

magii, która tak urzekała innych. Kiedy uderzały o brzeg, zamiast radości czuła strach. Zdawało 

jej się bowiem, że nieustępliwy morski potwór usiłuje ją pochwycić w swe ramiona. Bała się, że 

któregoś dnia znajdzie się w jego mocy stracona na zawsze.

Nie lubiła wyniosłych szczytów, które zamykały ją w fiordzie Lyngen. Góry wydawały 

się ponure  i obce dziecku  wychowanemu na niezmierzonych równinach Tornedalen,  gdzie 

falowało   złociste   zboże   i   rosły   dumne   świerkowe   lasy,   dziecku,   które   boso   biegało   po 

bezkresnych pastwiskach. Do tamtych miejsc należała. Tam jej serce biło w tym samym rytmie, 

co serce otaczającej ją przyrody. Biegnąc z wiatrem w zawody z rozwianymi włosami, czuła się 

prawdziwie wolna, śmiała się na całe gardło i zdawało się jej, że żyje pełnią życia.

Kraina, do której rzucił ją teraz los, otwierała się wprawdzie rozległą przestrzenią, a 

jednak wcale nie wydała jej się przyjazna. Napełniała ją taką samą, jeśli nie większą trwogą co 

osada   w   fiordzie.   Dziewczyna   omiotła   spojrzeniem   to   niegościnne   miejsce   i   poczuła 

przenikający ją dreszcz.

Morze, uśmiechając się bladozielono, bryzgało białą pianą.

W tych stronach przyjdzie im spędzić zimę. Pozostało jeszcze tylko przepłynąć kipiel, 

by dotrzeć na niewielką skalistą wysepkę, która z tej odległości stanowiła ledwie widoczny na 

horyzoncie, jakby zawieszony między niebem a wodą, punkt.

Kiedy ten Reijo wreszcie wróci?

Raija   Alatalo   stanęła   plecami   do   morza   i   spoglądając   ku   wschodowi,   daremnie 

usiłowała wypatrzyć znajomą sylwetkę. Zdawało się jej, że minęła już wieczność od chwili, gdy 

pojechał konno do wioski, którą dostrzegli, gdy stromym skalistym zboczem kierowali się w 

dół ku morzu. Zarówno Raiję, jak i dzieci wyczerpała tułaczka i surowe życie, jakie zmuszeni 

byli wieść, uciekając przed czającym się zagrożeniem.

background image

Reijo   Kesaniemi   także   był   już   zmęczony,   choć   skrzętnie   to   ukrywał.   Ten 

dwudziestolatek   z   największą   powagą   dźwigał   złożone   na   jego   barki   brzemię 

odpowiedzialności   i   nie   chciał   go   dzielić   nawet   z   Raiją,   mimo   że   ich   życie   splotło   się 

nierozerwalnie, gdy przyrzekł Kallemu zaopiekować się jego żoną i dziećmi. Gnany strachem 

parł do przodu i choć starał się tego nie okazywać, Raija domyślała się, że i jemu jest nielekko. 

Zbyt dobrze znała starego przyjaciela, by dać się zwieść jego beztroskiej minie.

Raija przywołała w pamięci kanciastą twarz, wychudzone policzki i silnie zaznaczoną 

brodę. Choć każdy fragment tego oblicza zdawał się być przypadkowym elementem całości, 

Reijo promieniał wewnętrznym pięknem. Emanujące zeń ciepło, błysk zielonych oczu i czuły 

uśmiech, rzadko znikający z ust, czyniły go wyjątkowym mężczyzną. Łatwo go było pokochać. 

Zasługiwał na kobietę, która gotowa by mu była ofiarować wszystko, on jednak pragnął tylko 

jej, Raiji. Żadna inna nie wzbudzała w nim namiętności. Ale choć uczucie, jakim mogła go 

obdarzyć, było ubogie i nic nie znaczące, nigdy nie błagał o więcej, niż mogła mu dać. Cierpiał 

w milczeniu, za co nie raz Raija nienawidziła samą siebie.

Nogi zmarzły jej w przemoczonych butach, w których paradowała jako żona wójta w 

Alcie. Wyglądała w nich wytwornie i w eleganckim domu dobrze jej służyły, Tu, na odludziu, 

lepsze byłyby kumagi, pomyślała i podjęła postanowienie, że zmieni buty, jak tylko nadarzy się 

okazja.

-   Długo   jeszcze   musimy   czekać?   -   zapytała   nieśmiało   pięcioletnia   Elise   o   bladych 

policzkach, ubrana jak wszyscy zbyt lekko. Raija podarła kilka eleganckich sukien i otuliła 

dzieci,  ale cienka tkanina nie chroniła przed chłodnymi podmuchami zwiastującymi rychłe 

nadejście zimy.

Raija pośpiesznie pogładziła podopieczną po policzku i uśmiechnęła się, pragnąc dodać 

jej otuchy.

- Reijo przyjdzie - oznajmiła Maja z niezachwianą pewnością, jaką może mieć tylko 

dwuipółletnie dziecko. Dziewczynka ubóstwiała Reijo. Był w jej życiu niczym opoka i nie 

pozwalała   nikomu  powątpiewać   w  jego   mądrość.   Choć  była  jeszcze   taka  mała,   bez  trudu 

potrafiła przejrzeć ludzi na wylot i dostrzegała nawet cień fałszu.

Raija   często   czuła   dziwny   lęk   o   to   dziecko,   którego   tak   naprawdę   do   końca   nie 

rozumiała.   Maja,   poczęta   z   wielkiej   miłości,   niechętnie   przyjmowała   pieszczoty   matki   w 

przeciwieństwie do najmłodszego, Knuta, który akceptował wszystkich z równą pogodą. Ta 

najmłodsza latorośl Raiji całe swe życie spędziła na wędrówce, pozbawiona korzeni tak samo 

jak matka.

Raija   skończyła   osiemnaście   lat   i   nie   należała   do   żadnego   miejsca.   Wioska   w 

background image

Tornedalen,   gdzie   przyszła   na   świat,   rozmyła   się   blado   we   wspomnieniach,   których 

prawdziwości   dawno   przestała   być   pewna.   Może   tam   wcale   nie   było   lepiej?   Dzieciństwo 

zawsze   wspomina   się   z   rozrzewnieniem,   w   pamięci   pozostają   jedynie   beztroskie   chwile 

opromienione swoistym blaskiem. Potem wielokrotnie zaczynała od nowa w coraz to innym 

miejscu i wszystko wskazywało na to, że w najbliższej przyszłości nie będzie inaczej. Nie 

przybyła   w   te   strony,   żeby   zostać   na   dłużej.   W   jej   życiu   wszystko   było   tymczasowe, 

prowizoryczne. Nie kończąca się seria przypadków.

Raija nie odrywała oczu od śladów końskich kopyt odciśniętych w mokrym piachu. 

Spodziewała się, że Reijo przybędzie tą samą drogą, którą odjechał, on tymczasem przypłynął 

łodzią wzdłuż brzegu. Kiedy zobaczyła, jak spienione bałwany uderzają o burtę, serce ścisnęła 

jej trwoga. Łódź wydała jej się maleńką łupiną zmagającą się z groźnymi siłami żywiołu.

Reijo   wspominał   wcześniej,   że   przydałaby   im   się   łódź,   ale   dziewczyna   sądziła,   że 

chodzi mu o coś solidniejszego, a nie o takie nędzne czółno, jakie właśnie wyciągał na brzeg. 

Stojąca przy wozie Raija zadrżała i otoczyła dzieci ramionami.

- Dobrze trafiliśmy - zawołał Reijo podekscytowany i podbiegł do nich, zacierając ręce, 

żeby je rozgrzać. - Mówią tu, że słyszeli o młodym mężczyźnie, którego morze wyrzuciło na 

ląd, na wyspę. W wiosce zawrzało na nowo, kiedy Kalle zniknął. - Reijo wykrzywił usta w 

uśmiechu i wziął na ręce małą Maję, która wyciągała ku niemu ramiona. Dziewczynka skuliła 

się zadowolona i zacisnęła pulchne rączki na karku mężczyzny.

- Powiedziałem, że jestem bratem Kallego - ciągnął Reijo. - Najlepiej jeśli będziemy 

trzymać się tej wersji.

A więc dotarliśmy już prawie do celu, pomyślała Raija i pokiwała głową, choć strach 

ściskał ją w żołądku.

Właściwie nastawiła się już na przeprawę łodzią, niezbyt przyjemną, jednak stosunkowo 

bezpieczną. Kiedy jednak zobaczyła to czółno, zupełnie nie odpowiadające jej wyobrażeniom, 

niepokój, jaki odczuwała, przybrał na sile.

- Sprzedałem konia - rzucił Reijo niemal beztrosko. - Udało mi się za to dostać łódź i 

kupić   trochę   potrzebnych   rzeczy.   Nie   możemy   się   przecież   pojawić   z   pustymi   rękami   na 

wyspie. Bylibyśmy im ciężarem.

Raija zrozumiała teraz, dlaczego burty łodzi ledwo wystają nad powierzchnię wody, i 

choć podzielała zdanie Reijo, z przerażeniem wyobraziła sobie, że ta łupina zanurzy się po 

same krawędzie, gdy wszyscy w niej usiądą.

- Nie ma sensu odwlekać przeprawy w oczekiwaniu na dobrą pogodę. O tej porze roku 

nie można się spodziewać ładniejszej. Jeśli już, to zmieni się na gorsze.

background image

Raija bolała nad tym, że nigdy nie była dla Karla taką żoną, jaką być powinna. Kalle 

zasługiwał  na kogoś lepszego. Może Jenny stałaby się dla niego dobrą towarzyszką życia, 

gdyby nie nieuchwytny cień Raiji, który kładł się na drodze do ich szczęścia. Obiecali Kallemu, 

że zatroszczą się o Jenny. Raija czuła, że jest to winna zmarłemu mężowi i tej nieznajomej, 

która pokochała Kallego tak, jak ona sama nie była w stanie: bezwarunkowo i tylko dla niego 

samego.

- Nic nam nie grozi - rzekł Reijo z niezachwianą pewnością. Obdarzył Raiję czułym 

spojrzeniem, a jego twarz złagodniała w szerokim uśmiechu. - Wiem, co mówię. Znam morze. 

Pogoda jest dobra. Raz - dwa dopłyniemy do wyspy. Czy sądzisz, że brałbym was ze sobą, 

gdybym uważał, że coś nam grozi?

Raija pokręciła głową. Ufała mu, wiedziała, że z nim są bezpieczni, a mimo to nie 

mogła opanować lęku, który niemal całkowicie zagłuszał w niej zdrowy rozsądek.

Reijo nie tracił czasu. Postawił Maję na ziemi i zaczął przenosić z wozu do łodzi to 

wszystko, co mogło się im przydać. W duchu przyznawał Raiji rację. Łódź rzeczywiście nie 

wyglądała najsolidniej, nie sądził jednak, by przeprawa nią stanowiła jakieś ryzyko.

Wiedział   tylko   jedno:   jeśli   będą   zwlekać,   pogoda   może   się   zmienić,   a   wówczas 

przyjdzie im czekać nawet kilka tygodni, nim pomyślna aura znów pozwoli im popłynąć na wy-

spę. U miejscowego kupca spotkał rybaków, którzy przepowiadali rychłe nadejście sztormu. 

Nie wspomniał jednak o tym Raiji, nie chcąc jej jeszcze bardziej denerwować. Bardzo mu 

zależało, żeby znaleźć jakieś schronienie przed nastaniem zimy i położyć kres tej wyczerpującej 

wyprawie.

Kiedy   odbili   od   brzegu,   Raija   poczuła,   że   paraliżuje   ją   strach.   Tego   właśnie   się 

najbardziej obawiała! Zdawało jej się, że za chwilę morze pochłonie ich wszystkich. Wciągnie 

ich w swe zielone odmęty, zacierając wszelkie ślady. Dziwiła się Reijo, który z twarzą nie 

zdradzającą najmniejszego niepokoju kierował ich w wichurę i fale, lekceważąc śmiertelne 

zagrożenie. A gdy łódź zaczęła nabierać wody, Raija wcale nie okazała zaskoczenia, wręcz 

przeciwnie - uznała, że oto potwierdzają się jej najczarniejsze przeczucia.

Elise była nie mniej przerażona. Siedziała na węzełku z ubraniami i tuliła w drobnych 

ramionach małego Kmita. Tak jak Raija nie odrywała zalęknionych oczu od wzburzonych fal. 

Nawet Maja, uczepiona nogi Reijo, nie czuła się całkiem bezpieczna. Raija z trudem przełykała 

ślinę. Nagle z całego serca zapragnęła, by znów móc się modlić. Niestety, już dawno utraciła 

wiarę w boską opatrzność, i teraz, w tej koszmarnej chwili, uleciały jej z pamięci nawet słowa 

pacierza odmawianego w dzieciństwie co wieczór.

- Wylewaj wodę! - rozległo się jakby z oddali wołanie Reijo. - Czerpak jest za tobą, 

background image

Raiju!

Musiał powtórzyć, nim pojęła, o co mu chodzi. Usłyszała jednak pobrzmiewający w 

jego głosie lęk, ale może to wyobraźnia podsuwała jej fałszywe sygnały.

Po omacku odszukała za ławeczką czerpak i z determinacją, jakby walczyła o życie 

swoje i najbliższych, zaczęła wylewać za burtę gromadzącą się na dnie łodzi i podsiąkającą 

coraz wyżej zielonkawą wodę. Zdawało jej się, że wojuje z zaczajonym w ukryciu wrogiem, i 

gotowa była na wszystko, byle tylko mu przeszkodzić. Nagle zrobiło jej się słabo. Obawiała się, 

że nie zdoła dłużej zapanować nad ogarniającymi ją mdłościami. Przemogła się jednak i skon-

centrowała na wybieraniu wody z łodzi. Przemoczona do łydek, nie czuła chłodu. Nie słyszała 

nic prócz monotonnego szumu morza. Całkiem zapomniała o strachu i panice, które dopiero co 

trzymały ją w morderczym uścisku.

Wylewała wodę w równym rytmie, raz i dwa, raz i dwa.

Reijo nic nie mówił, choć wiedział, że dziewczyna męczy się niepotrzebnie, bo woda, 

która przykryła dno łodzi, gdy drewno trochę nasiąkło wilgocią, nie stanowiła dla nich żadnego 

zagrożenia. Dostrzegł jednak, że na Raiję zajęcie to ma zbawienny wpływ, odsuwało bowiem 

paraliżujący ją strach, a wyzwalało gniew. Zdecydowanie wolał zagniewaną niż śmiertelnie 

przerażoną Raiję Alatalo.

Raija właściwie nie znała morza i nie bardzo wiedziała, czego się po nim spodziewać. 

Mężczyźni   nigdy   nie   opowiadali   jej   ze   szczegółami   o   połowach.   Zwykle   sama   musiała 

domyślać się tego, czego oni nigdy nie ubierali w słowa. Na przykład wyobrażała sobie, że 

osady rybackie są podobne do osady w fiordzie Lyngen. Nie miała zielonego pojęcia, że wiele 

wiosek  rybackich   to  stłoczone   na  wąskim   pasku  lądu   ponure  chaty,   gdzie   panuje  nędza   i 

ciasnota. Tyle się nasłuchała o tym, że morze potrafi wyżywić wszystkich i że w tej wielkiej 

spiżarni nigdy się nie kończą zapasy. Dlatego też trwała w przekonaniu, że na wybrzeżu panuje 

względny dobrobyt, a nie bieda i niepewność.

Tymczasem rybacy nie byli wolni od kłopotów, z jakimi borykała się ludność osiadła w 

rozgałęzieniach fiordów i mieszkańcy wiosek w głębi lądu. Także oni mieli długi. Lokalni 

kupcy   narzucali   ceny   na   towary,   na   które   było   w   osadach   zapotrzebowanie.   Oni   także 

decydowali,   ile   zapłacić   rybakom   za   złowione   ryby.   Mało   który   rybak   był   w   stanie   sam 

sprzedać ryby w Bergen. Dola mieszkańców wybrzeża zależała od kupców, którzy, choć nie 

pracowali tak ciężko, zagarniali większą część zysku ze sprzedaży ryb. Rybacy nie byli w stanie 

zmienić swej sytuacji. Byli i pozostawali ubogimi wyrobnikami. Pracowali jednak w trudzie i 

znoju, nie żądając więcej.

- Dosyć, Raiju! - uśmiechnął się Reijo i odłożył na chwilę wiosła.

background image

Dziewczyna,  otarłszy  pot  z  czoła,   wypuściła  z rąk  czerpak i   wyprostowała  obolałe 

ramiona.   Z   wyrazem   ogromnej   ulgi   popatrzyła   uważniej   na   niewielką   osadę,   do   której 

podpływali. Na usypanej z kamieni kei stali dwaj rośli mężczyźni i z rękami w kieszeniach 

bacznie ich obserwowali. Przybycie obcych nie mogło pozostać na wyspie nie zauważone. 

Rybacy   pomogli   Reijo   wciągnąć   łódź   na   brzeg,   ale   coś   w   ich   postawie   kazało   się   Raiji 

domyślić, że nie są tu mile widziani. Nie myliła się.

- Źle trafiliście - oznajmił jeden z mężczyzn z przekonaniem.

Obaj obrzucili przybyłych badawczym spojrzeniem, nie zdradzając jednakże, co o nich 

myślą.

-   Nie   sądzę   -   zaśmiał   się   Reijo,   ale   jego   wrodzona   uprzejmość   nie   podziałała   na 

miejscowych.

- Tu nikt nie przyjeżdża - dorzucił ten sam rybak, który równie dobrze mógł mieć 

trzydzieści, jak i pięćdziesiąt lat. Patrząc na nich z wrogością, dodał po chwili: - Dobrze nam z 

tym. Nie potrzebujemy tu obcych. Tylko z nimi kłopoty...

Zabrzmiało to jak ostrzeżenie. Zarówno Raija, jak i Reijo odnieśli wrażenie, że rybak 

bez  wahania   wrzuci   ich   do   morza,   jeśli   go   nie   posłuchają.   Ale   to  tylko   potwierdzało   ich 

przypuszczenia, że trafili we właściwe miejsce. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po 

czym Reijo, nie zważając na nieprzychylność rybaka, zagadnął z fińskim akcentem, jak zawsze, 

gdy był zdenerwowany:

- Uratowaliście mężczyznę, wyrzuconego przez morze na brzeg...

Jego słowa zabrzmiały bardziej jak stwierdzenie niż jak pytanie.

Miejscowi popatrzyli na obcych jeszcze mniej przychylnie. Teraz przybysze nie mieli 

wątpliwości, że się nie mylą.

- I co z tego?

Z tonu, jakim zostały wypowiedziane te słowa, wyczuli, że znajomość z rozbitkiem nie 

wyjdzie im na dobre w tych stronach.

- Miał tu dziewczynę - ciągnął Reijo.

Mężczyźni podeszli o krok bliżej, nie kryjąc już dłużej, jakie kierują mmi zamiary.

- Chodzi o Jenny... - wtrąciła Raija i przysunęła się do Reijo, przekonana, że wobec niej 

mężczyźni nie posuną się do rękoczynów.

-   Najlepiej   wracajcie,   skąd   przybyliście   -  odezwał   się   milczący   do  tej   pory  rybak, 

akcentując niemal każde słowo. Na znak, że nie żartują, obaj zacisnęli pięści.

Raija dopiero teraz dostrzegła łączące ich podobieństwo i nagle ją olśniło, że może to 

być ojciec i syn.

background image

Na pewno nie mieszka tu zbyt wiele rodzin, przyszło jej do głowy i zapytała:

- Czy Jenny to twoja córka?

- Niech on tylko spróbuje tu wrócić! Nie pożyje długo - syknął przez zaciśnięte zęby 

starszy mężczyzna.

Reijo zastanawiał się, jak Raija odgadła to, czego on sam nigdy by się nie domyślił.

- Nie pożył długo - odparła Raija lodowatym tonem, a jej wzrok był równie zimny jak 

nieznajomych. - Umarł.

Reijo przestraszył się, że w złości Raija powie za dużo, więc pośpiesznie dorzucił, tak 

jak się wcześniej umówili:

- To mój brat.

- Wynoście się stąd! - powtórzył ojciec Jenny. - Chcemy o nim zapomnieć. Skoro umarł, 

nie warto rozdrapywać starych ran. Nic dobrego nie wyszło tu z jego obecności. Odpłyńcie w 

swoją stronę!

- Nie mogę! - powiedział Reijo i zdecydowanym ruchem pokręcił głową. - Przyrzekłem 

mu przed śmiercią, że odszukam Jenny. Muszę dotrzymać słowa.

Rybak   obrzucił   badawczym   spojrzeniem   Raiję   i   dzieci.   W   jego   oczach   czaiły   się 

wątpliwości, ale był zbyt dumny, by zapytać.

- Nazywam się Reijo Kesaniemi. - Reijo objął Raiję ramieniem. - To moja żona i dzieci 

- wyciągnął rękę w stronę trójki maleństw, po czym, mrugnąwszy porozumiewawczo, dodał: - 

Zaczęliśmy wcześnie.

Dwaj   mieszkańcy   wyspy   przyglądali   się   im   w   milczeniu.   Wreszcie   złagodnieli   i   z 

ociąganiem ruszyli przodem w stronę jednej z nędznych chałup stojących tuż za naniesionymi 

przez morze kamieniami.

Gościnność gospodarzy ograniczyła się do tego, że wpuścili ich do ciasnej izby, czystej 

i uprzątniętej, ale niewiele większej od tej w chacie nad fiordem, którą pobudował Kalle.

- Żona umarła - odezwał się ojciec Jenny, który nie przedstawił się, a Reijo i Raija nie 

mieli śmiałości go o to zapytać.

Otworzył drzwi do, jak przypuszczała Raija, alkierza i tonem nie znoszącym sprzeciwu 

nakazał córce wyjść.

Ciemnooka   Jenny   z   lękiem   spojrzała   na   ojca.   Na   widok   tego   upokorzonego 

dziewczęcia, właściwie już nie dziecka, a jeszcze nie kobiety, Raija poczuła ucisk w sercu.

Biedna   Jenny,   pomyślała.   Na   całe   życie   napiętnowana   przez   społeczność   tej 

odizolowanej osady. A wszystko przez Kallego.

Reijo także ogarnęło współczucie dla tej drobnej dziewczyny. Pod spódnicą wyraźnie 

background image

odznaczał się już brzuch. Ciemne loki okalały jej urodziwą twarz - i delikatnie zaokrąglone 

policzki.

Ładna, pomyślał, ale to przecież jeszcze dziecko. Jak Kalle mógł zapomnieć o Raiji?

Rozumiał gniew ojca i brata Jenny. Zaopiekowali się Kallem najlepiej jak potrafili, 

dziewczyna oddała mu serce, on tymczasem zniknął, zostawiając ją samą z kłopotem. Trudno 

się dziwić, że po tym, co zrobił, uznali go za tchórza.

Wzrok Jenny z lękiem przesuwał się po twarzach przybyłych. Nie rozumiała, czego ci 

obcy od niej chcą.

- To jest brat tego twojego pięknisia - warknął ojciec. Nie zamierzał się jednak wtrącać i 

pociągnął syna na dwór. - Możecie z nią chwilę porozmawiać - rzucił. - Zaraz wracam.

- Czy Kallemu coś się stało? Gdzie on jest?

Głos i oczy dziewczyny żebrały o dobre wieści. Patrzyła błagalnie to na Raiję, to na 

Reijo.

- Kalle nie żyje - wyznała Raija i siadając obok dziewczyny, otoczyła ją ramieniem.

Jenny  zareagowała   gwałtownym  szlochem,   ale   zaraz   opanowała   rozpacz.   Wargi   jej 

drżały,   a   w   kącikach   ust   pojawił   się   grymas,   gdy   łamiącym   się   głosem   poprosiła,   by 

opowiedzieli jej, co się stało.

Raija, nie chcąc zranić Jenny, upiększyła nieco prawdę.

Zgodnie z jej wersją Kalle odzyskał pamięć, odnalazł brata i rodzinę. Ukryła, że tak 

naprawdę spotkał się z nią. Z przejęciem opowiadała o jego chorobie i o tym, jak bardzo się 

martwił o nią, o Jenny, a także o dziecko, którego oczekiwała.

- Wiesz, Jenny - mówiła cichym głosem Raija - Kalle już od chłopięcych lat marzył o 

lepszym życiu. Nie chciał być biednym rybakiem znad fiordu. Wiedział, że samą pracą nie 

uwolni się z nędzy. Dla niego istniała więc tylko jedna droga, żeby stać się bogatym: znaleźć 

złoto. I dokonał tego! Kiedy się spotkaliśmy, miał trochę złota przy sobie. Zależało mu, żeby ci 

je ofiarować, Jenny. Tobie i dziecku. Reijo pogrzebał w skórzanym worku i wydobył zabru-

dzoną grudkę. Prawdę powiedziawszy, opowieść Raiji wzbudziła w nim niesmak, bo zawsze 

brzydził   się   kłamstwem,   ale   bez   słowa   podał   bryłkę   dziewczynie,   która   sięgnęła   po   nią 

zaskoczona. Zobaczył, że na jej twarzy odmalowało się zdumienie, że bryłka jest taka ciężka, i 

przypomniał sobie, iż zareagował podobnie, kiedy po raz pierwszy trzymał w dłoni ten cenny 

kruszec.

- A wy nic nie weźmiecie? Wam Kalle niczego nie zostawił?

- Nie martw się - powiedziała Raija stanowczo. - Kalle zatroszczył się i o nas.

Co prawda oddawali Jenny największą bryłę złota, ale przecież bez trudu mogli mieć 

background image

więcej.

- Nie mogę tego przyjąć - wyjąkała dziewczyna, odkładając cenny kruszec na ławę, 

jakby ją parzył. Przytłoczyła ją już sama myśl o oszałamiającym bogactwie, dzięki któremu nie 

musiałaby się już nigdy martwić o swoją przyszłość. Była biedną dziewczyną, nigdy niczego 

nie posiadała i tak po prawdzie nie tęskniła za tym. Kalle stanowił jedyną wartość w jej życiu. 

Cóż znaczy nawet złoto, jeśli on nie żyje...

Z zamyślenia wyrwał ją głos Raiji:

- Potrzebujemy jedynie dachu nad głową, żebyśmy mogli przeczekać zimę, bo ciężko 

wędrować   o   tej   porze   z   małymi   dziećmi.   Knut,   mój   najmłodszy,   nie   ma   jeszcze   roku. 

Liczyliśmy na to, że pozwolicie nam się tu zatrzymać, ale twój ojciec najwyraźniej jest temu 

przeciwny.

- Weź złoto, Jenny - poparł Raiję Reijo. - Kalle życzył sobie, żeby trafiło do ciebie.

Jenny popatrzyła na niego przyjaźnie. Polubiła go od razu. Miał w sobie tyle ciepła i 

wyrozumiałości. Wzruszyło ją, że z taką czułością wodzi wzrokiem za swoją żoną. A jak 

troskliwie opiekował się dziećmi!

Podobnie jak Kalle miał jasne włosy, choć o trochę innym odcieniu, ale kolor oczu 

zdecydowanie inny. Był też zupełnie inaczej zbudowany, niższy i bardziej krępy. Że też bracia 

mogą być tacy różni!

- Opowiedzcie mi trochę o nim - poprosiła. - Przykro mi, że właściwie nic nie wiem. 

Chyba byłoby mi lżej, gdybym znała więcej szczegółów z jego życia.

Reijo chrząknął, by usunąć chrypkę z gardła. Maja zasnęła, oparta na jego ramieniu, a 

Knut,   którego   trzymał   na   rękach,   przez   cały   czas   słodko   spał.   Reijo   przytulił   mocniej 

maleństwo,   synka   Kallego.   Zawładnęło   nim   tysiące   wspomnień,   obrazy   ze   wspólnie 

spędzonego dzieciństwa, tajemnice, jakie sobie powierzali, zabawy, praca, sprzeczki i bójki, te 

na żarty i te na serio. I ta jedna, na śmierć i na życie, gdy na ich drodze stanęła Raija. Jakich 

używali forteli, by zwrócić jej uwagę, cierpieli katusze, a ona drażniła się z nimi, bo przez cały 

czas jej serce należało do kogoś innego.

Życie Kallego i jego życie splotło się niczym powróz, który, choć skręcony z wielu 

cieńszych linek, stanowił nierozerwalną całość. Potem z ich losem splótł się jeszcze los Raiji.

Jenny czekała cierpliwie.

Reijo przełknął ślinę, bo ze wzruszenia ścisnęło go w gardle. Przed oczami stanął mu 

Karl.

- Kalle był moim najlepszym przyjacielem - zaczął. - Byliśmy nierozłączni, póki w 

naszym życiu nie pojawiła się Raija. Mieliśmy wówczas po piętnaście lat...

background image

Reijo właściwie nie tyle opowiadał,  co  na nowo przeżywał wczesną młodość. Jednak 

historia, jaką przedstawił, odbiegała od rzeczywistości; wyrażała raczej jego skryte, nigdy nie 

spełnione marzenia.

Skłamał,   że   poślubił   Raiję,   bo   Karl   przegrał   bójkę   o   nią.   Zabrzmiało   to   dość 

wiarygodnie. Powiedział też, że Knut, który urodził się już po zaginięciu Kallego na morzu, 

otrzymał na drugie imię po wujku.

Raija siedziała pogrążona w milczeniu i być może to właśnie wzbudziło podejrzliwość 

Jenny. Niewykluczone też, że dziewczyna po prostu zwróciła uwagę na drobne przejęzyczenia 

Reijo, który, wspominając Karla, mówił o nim „przyjaciel, towarzysz”, nigdy „brat”. Wyrwało 

mu się też, że byli rówieśnikami, ale zaraz dodał „prawie”. Kuter, na którym wypływali na 

połowy, należał w pierwszej wersji do ojca Karla i dopiero po chwili Reijo się poprawił. Wiele 

takich drobiazgów. Drobiazgów, które może uszłyby uwagi Jenny, gdyby nie widok śpiącego 

dziecka. Przestała wsłuchiwać się w płynącą z ust Reijo opowieść i zapatrzyła się w maleństwo 

nazwane na cześć wujka. Czy to nie dziwne? Pierworodnemu synowi nadaje się zwykle imię po 

dziadku,   choć   oczywiście   można   upamiętnić   w   ten   sposób   zmarłego   tragicznie   brata   i 

przyjaciela. Patrząc na chłopczyka, Jenny nie mogła się oprzeć wrażeniu, że podobnie mógł 

wyglądać w dzieciństwie jej Kalle. Dziecko miało identyczne czoło i kości policzkowe, brwi 

natomiast,   wygięte   łukowato   niczym   skrzydła   mewy   w   locie,   były   wierną   kopią   brwi   tej 

kobiety, matki dziecka. Ale nos... nos miał to charakterystyczne zaokrąglenie, po którym tak 

lubiła wodzić opuszkami palców. Poza tym usta, tak samo delikatne, miękkie, wykrzywione 

leciutko jakby w grymasie niezadowolenia, warga dolna nieco wysunięta, pełniejsza niż górna. 

Podbródek - maleńki, ale na pewno z upływem lat nabierze wyrazu zdecydowania. I włosy... 

jasne, ale nie o srebrzystym odcieniu jak włosy Reijo, który twierdził, że jest ojcem chłopczyka. 

Nie, włosy małego miały ciepły połysk, który tak doskonale pamiętała.

Być   może   wmawiam   sobie   to   wszystko,   może   jestem   przewrażliwiona,   myślała   w 

panice, a jednak z każdą chwilą nabierała coraz większej pewności, że się nie myli.

Przestała całkiem słuchać Reijo, ale nie spuszczała z niego oczu. Im dłużej się mu 

przyglądała,   tym   mniej   miała   wątpliwości.   Reijo   miał   szerokie   czoło   i   bardziej   kanciastą, 

bardziej zdecydowaną i męską twarz niż Kalle. Nos prosty, usta o całkiem innym zarysie, wargi 

równe. Poza tym Reijo miał ciemniejszą cerę i zupełnie inną sylwetkę niż Kalle. Czy bracia 

mogą być tacy różni? Być może, ale czy dziecko może być wierną kopią swojego wujka, w ni-

czym nie przypominając wyglądem ojca?

- Zatrzymam... złoto - odezwała się Jenny znienacka.

Reijo urwał w pół słowa, uświadamiając sobie, że dziewczyna i tak go nie słucha. 

background image

Biedaczka, pomyślał i z uśmiechem skinął głową. Czuł się jak ostatni kłamca. Ale przecież 

chodziło mu o to, żeby jej nie zranić, za nic w świecie nie chciał skrzywdzić tej dziewczyny.

- Kalle życzył sobie tego, prawda? - zapytała Jenny niepewna i zdenerwowana. - Nie 

kieruje wami litość?

- Kalle wiele nam o tobie opowiadał - odezwała się wreszcie Raija i chciała objąć 

spłoszoną dziewczynę ramieniem, ale Jenny cofnęła się gwałtownie. Raiji zrobiło się przykro. 

Tak bardzo chciała pocieszyć tę biedaczkę,  lecz jej na to nie pozwoliła. Najwyraźniej nie 

zdołała zdobyć jej zaufania. - Prosił, żebyśmy zatroszczyli się o ciebie i dziecko - mówiła 

jednak dalej. - Kalle nie uciekł od odpowiedzialności, wiesz najlepiej. Wiele myślał o was, o 

tobie. Obdarzyłaś go miłością. Złoto należy do ciebie. Dbaj o dziecko Kallego.

Jenny   pokiwała   głową   i   ukradkiem   otarła   zdradzieckie   łzy.   Dziewczyna   cierpiała. 

Najchętniej nie patrzyłaby na tę kobietę, niewiele od niej starszą, ale wiedziała, że jej twarz i 

tak prześladować ją będzie do końca życia. Nareszcie zrozumiała, kto był tym cieniem, który 

kładł się pomiędzy nią a Kallem. Przez cały czas czuł jej obecność, mimo że nie potrafił 

wywołać z pamięci jej obrazu. Nie można nienawidzić kogoś, kto próbuje okazać przyjazne 

uczucia! Nie wolno odtrącać kogoś, od kogo spotkało nas dobro! Jenny dobrze o tym wiedziała, 

a jednak wszystko w niej protestowało na myśl, że ci ludzie mogliby tu zostać na zimę.

Ojciec   Jenny   uznał,   że   dał   obcym   dość   czasu,   i   bez   ceregieli   wtargnął   do   izby, 

nakazując nieproszonym gościom wracać, skąd przybyli.

-   Dość   już   wylała   łez   przez   tego   waszego   pięknisia!   Nie   chcemy,   żeby   się   to 

powtórzyło! Jenny będzie wystarczająco ciężko i bez was. Nie dokładajcie nam zmartwień. Po 

prostu wyjedźcie i nigdy więcej tu nie wracajcie!

Jenny nie odezwała się. O nic już nie zapytała. Nie chciała nawet wiedzieć, gdzie Kalle 

został pochowany. Wystarczyło jej to, co od nich usłyszała. Zobaczyła też wystarczająco dużo. 

Unikała wzrokiem obcej kobiety, lękając się tego, co mogłoby jeszcze zdradzić spojrzenie jej 

ciemnych oczu. Bała się, że zobaczy w nich litość. A ona przecież nie potrzebowała litości, nie 

chciała, by ktokolwiek jej współczuł, a już najmniej ta kobieta.

Patrzyła za nimi, gdy odchodzili na brzeg i sadowili się w niewielkiej  łódce, tylko 

odrobinę większej niż ta, którą odpłynął Kalle.

Chyba za bardzo obciążyli czółno, pomyślała. Zauważyła też, że Raija się boi.

Jenny   odwróciła   się   i   oddaliła   się   od   chaty,   zaciskając   ręce   na  piersi.   Jej   okolona 

gęstymi ciemnymi włosami twarz była zupełnie blada. Czuła zmęczenie, zdawało się jej, że 

została ograbiona ze wszystkiego, choć dzięki bryłce złota otrzymanej zgodnie z ostatnią wolą 

Kallego była bogata jak nigdy dotąd. Mogłaby kupić wszystko, czego zapragnie. Zatroszczyć 

background image

się o ojca i brata, no i oczywiście o siebie i dziecko.

Bogata   i   ograbiona.   Odarta   ze   wszystkiego.   Współczucie   tych   ludzi   nadal   kłuło   ją 

niczym ostre igły. Przypominała sobie spojrzenia, jakie ci obcy wymieniali ukradkiem. Te 

uładzone kłamstwa z litości.

Jenny zaśmiała się ku morzu, którego się nigdy nie lękała, od morza nigdy nie spotkało 

jej nic złego. Karmiło ją, od kiedy pamiętała, uśmiechało się do niej w pogodne dni, burzyło i 

pieniło   podczas   sztormów.   Przyniosło   jej   nawet   Kallego.   Ofiarowało   człowieka,   którego 

pokochała. Całkiem wypłukało go ze wspomnień, na nowo czyniąc dzieckiem, kimś, kto mógł 

zacząć wszystko od nowa.

Nie ono było winne śmierci Kallego. Jakiż więc miałaby powód, by się go obawiać?

Zbierało jej się na płacz już od pierwszej chwili, kiedy ci ludzie obrzucili ją pełnymi 

litości spojrzeniami. Od chwili, w której zrozumiała, że stało się coś złego. Wszystko przez tę 

pewność, przez wzbierającą w niej nienawiść, której nie powinna czuć. Kalle pamiętał o niej, 

nie wydawało się jej, by tamci kłamali. Kalle nie uciekł od odpowiedzialności. To także nie 

było kłamstwo. Mężczyzna o zielonych oczach rozumiał ją, ale darzył uczuciem tę drugą. 

Sposób, w jaki ją obejmował, czułe spojrzenia, jakie jej posyłał... Te gesty nie były udawane, 

tylko języki tych ludzi opowiadały półprawdy. On nie był mężem Raiji, najpiękniejszej kobiety, 

jaką Jenny kiedykolwiek widziała. To jej twarz stała między Kallem a nią. Jenny nie była 

głupia,   rozumiała,   dlaczego   nie   potrafił   usunąć   z   pamięci   tej   ostatniej   nici   łączącej   go   z 

przeszłością... Ktoś, kto kiedyś kochał tę kobietę, nie był w stanie jej zapomnieć.

To był jego syn, syn Kallego, jego dziecko, troje dzieci... I ta kobieta.

Jenny   ukryła   twarz   w   dłoniach.   Tak   gorąco   wierzyła,   że   Kalle   do   niej   powróci. 

Wyobrażała sobie ich wspólne życie. W myślach już urządzała izbę... Byliby razem szczęśliwi. 

I choć mijał czas, Jenny ani przez moment nie traciła wiary, że Kalle znów zjawi się na wyspie.

Wiadomość o jego śmierci pozbawiła ją wszelkich złudzeń. Gdyby żył, mogłaby nadal 

mieć nadzieję, mogłaby nadal marzyć o dniu, w którym się spotkają, choć pewnie nigdy by to 

nie nastąpiło. Z takiej kobiety jak Raija nikt nie rezygnuje. Niezwykłe imię i niezwykła uroda. 

Przy niej Jenny poczuła się zupełnie nic nie warta. Kłamstwa, którymi przybysze chcieli ją 

ochronić, ostatecznie pognębiły ją i odebrały ostatnie okruchy marzeń. Straciła wszystko, nawet 

to, co łączyło ją kiedyś z Kallem. Chyba byłoby dla niej lepiej, gdyby nigdy nie dowiedziała się 

prawdy. Niepewność była miłosierna, natomiast prawda brutalna i twarda jak skała.

Oślepiona łzami postąpiła krok w kierunku wody. Fale złożyły na jej łydkach chłodne 

pocałunki. Zmoczona spódnica ciążyła.

Kiedyś morze wyrzuciło jej na brzeg ukochanego. Pewnie tkwił w tym jakiś głęboki 

background image

sens. Jenny przestał dokuczać chłód, właściwie odczuwała teraz nawet przyjemność, ciepło. 

Woda, łagodna woda, nie karmiła jej kłamstwami. Jenny nie chciała, by się nad nią litowano, 

pragnęła jedynie mieć kogoś bliskiego. Kogoś, kto znów pokochałby ją całym sercem. Ale to 

nie było możliwe. Za życia Kalle nigdy nie należał do niej, ale po śmierci...

Jenny   uśmiechnęła   się   niepewnie,   czując,   jak   dno   osuwa   jej   się   pod   stopami. 

Nasiąknięte wodą ubranie ciągnęło w bezdenną otchłań drętwe, nieruchome ciało. Jenny nie 

walczyła. Z jej twarzy nie znikał uśmiech. Zrozumiała, że właśnie tego pragnie. Może w tej 

otchłani otrzyma to, czego za życia nigdy by nie dostała.

Niebawem znów ujrzy przed sobą ukochaną twarz i już żaden cień ich nie rozdzieli.

Ani lęku, ani kłamstw, ani rozterek. Jak cudownie! Jak wspaniale! Jenny otworzyła 

ramiona.

Na powierzchni wody nie pozostał żaden ślad.

background image

2

Niczym suche liście miotane przez wiatr to tu, to tam, tak i oni nigdzie nie mogli 

zagrzać miejsca.

Dom stal na odludziu, tuż nad brzegiem morza, wystawiony na sztormy i burze. Był 

świetnie utrzymany. Raiji wystarczyło jedno spojrzenie, by podjąć decyzję o jego kupnie. Co 

prawda   posępny   krajobraz   i   bliskość   żywiołów   wywoływała   w   niej   trwogę.   Nie   miała 

wątpliwości, że szybko znienawidzi to miejsce, ale zmęczenie i rychłe nadejście zimy, która już 

wystawiała swe ostre szpony, przesądziły o pozostaniu. Poza tym czy mogli mieć pewność, że 

życie nie szykuje im gorszych niespodzianek, jeśli zdecydują się ruszyć w dalszą drogę?

Kiedy Reijo zapłacił złotem, kupiec cmoknął znacząco i zmierzył go od stóp do głów. 

Ale Reijo niełatwo było przejrzeć na wylot, potrafił ukryć swe myśli.

- Ten dom był mi właściwie kamieniem u szyi - zagadnął kupiec. Sądząc po mowie, nie 

pochodził   z   krainy   polarnych   nocy   rozświetlonych   zorzą.   Wymawiając   „r”   z 

charakterystycznym bergeńskim akcentem, zniżył głos: - Nie mogłem go sprzedać. Należał 

wcześniej do pewnej kobiety o nie najlepszej reputacji, domyślasz się pewnie, o co mi chodzi. 

Przybyła   gdzieś   z   daleka,   nie   była   Norweżką...   Nazbyt   zmysłowa...   -   cmoknął.   - 

Nieodpowiednie towarzystwo dla porządnych ludzi. Odstępuję ci ten dom za niewygórowaną 

cenę. Poza tym mam nadzieję, że ubijemy jeszcze niejeden interes. Co ty na to? Gdybyś potrze-

bował wyposażenia, sprzętu rybackiego, cokolwiek...

Zerknął na skórzany mieszek, który wręczył mu Reijo.

Reijo uśmiechnął się. Nie miał złudzeń, że gdyby nie złoto, najlepsza, jak się okazuje, 

rekomendacja, spotkałby się z całkiem innym przyjęciem.

Skinął lekko głową, nie odpowiadając ani tak, ani nie. Uznał, że nieroztropnie byłoby 

wchodzić w konflikt z kupcem, który w tej małej społeczności był znaczącą osobistością Skoro 

już   mają   tu   zamieszkać...   Raija   wybrała   to   miejsce,   kierując   się   względami,   których   nie 

pojmował. Spotkanie z Jenny zupełnie wytrąciło ją z równowagi. Kiedy wracali z wyspy na ląd, 

nie odezwała się ani słowem. Z pociemniałymi ze strachu oczami walczyła z morską chorobą. 

Przenocowali   w zagrodzie,   gdzie   wcześniej   Reijo  sprzedał   konia.   Tam  dowiedzieli   się,   że 

niedaleko jest osada.

- Zostajemy tutaj - zadecydowała Raija, kiedy dotarli do rybackiej wioski położonej na 

skrawku lądu wrzynającym się w morze.

Ale ostatecznie o decyzji przesądził pusty dom, który jakby zrządzeniem losu znalazł się 

na ich drodze. Reijo nie należał do tych, którzy wierzą w przeznaczenie, więc uznał to po prostu 

background image

za szczęśliwy traf.

- Kupmy ten dom - zapaliła się Raija. - Chyba nas na to stać?

Właśnie z tego powodu Reijo przybył do kupca. Odziany w spodnie noszące ślady 

zacieków od słonej wody, z brudem za paznokciami, siedział w salonie człowieka, który nie 

zadawał się z byle kim.

- A propos - chrząknął kupiec odrobinę zakłopotany, w każdym razie zależało mu, żeby 

Reijo odniósł takie wrażenie. - Pojawiają się tu ludzie najróżniejszego autoramentu. Niektórzy 

dość wątpliwego, jeśli rozumiesz, co mam na myśli... - Zaśmiał się cicho, ale twarz Reijo nawet 

nie drgnęła. - Przyjaźnię się zarówno z pastorem, jak i z ludźmi wysoko urodzonymi. Czuję się 

więc w obowiązku dbać o to, by w okolicy panował porządek. Nie jestem moralistą, chodzi 

jednak o zasady. Proszę, nie bierz mi za złe, że ośmielam się pytać... dobrze wiem, że jesteś 

człowiekiem honoru. Czułbym się jednak nieco spokojniejszy, gdybym w razie czego mógł 

huknąć pięścią w stół i zaświadczyć, że mam na to dowód... Lubię wiedzieć, z kim robię inte-

resy. Takie męty się tu czasem pojawiają... - westchnął. - Jesteście małżeństwem?

Reijo wykrzywił usta w uśmiechu. Rozbawił go sposób, w jaki ten człowiek krążył 

wokół tematu. Ciekawe, jak by się zachował, gdyby dowiedział się prawdy. Co liczyłoby się 

bardziej:   zasady   czy   interesy   z   człowiekiem,   który   ma   czym   płacić?   Nie   zamierzał   tego 

sprawdzać. Z wdzięcznością wspomniał sędziego z Alty, który, jak się okazało, dobrze znał 

życie. Otrzymany od niego w tajemnicy dokument teraz miał się przydać. Reijo wyciągnął go z 

worka i wręczył kupcowi, który wyraźnie uspokojony uśmiechnął się szeroko.

- Dobrze, dobrze - powtarzał, rzuciwszy okiem na papier. - Od razu poznałem, że jesteś 

porządnym człowiekiem, ale ostrożności nigdy za wiele.

Reijo   bez   komentarza,   bo   nie   zwykł   nadużywać   słów,   przyjął   tłumaczenia   kupca. 

Opuścił jego salon jako właściciel okazałego domu pomalowanego na żółto oraz, przynajmniej 

na papierze, ojciec trojga dzieci i mąż Raiji, o czym zainteresowana nie miała pojęcia.

Raija już wcześniej posmakowała wygód. Mieszkała w pięknym domu w Alcie u boku 

wójta,   który   zajmował   miejsce   na   szczytach   społecznej   drabiny,   i   obracała   się   wśród 

miejscowej śmietanki. Reijo nie miał takich wspomnień. Pamiętał natomiast wzniesioną z bali 

chatę na przylądku w rodzinnym fiordzie, chatę Raiji nad rzeką, i uważał, że żyło im się tam nie 

najgorzej.

Ten dom, który kupili dzięki złotu, jakie Kalle zostawił Raiji, był zupełnie inny. Reijo 

czuł, że nie ma prawa korzystać z bogactwa, do którego się w żaden sposób nie przyczynił.

- Zostało jeszcze trochę złota? - zapytała Raija wieczorem, gdy siedzieli we dwoje przy 

zapalonej lampie. Podekscytowani wydarzeniami minionego dnia, nie mogli zasnąć.

background image

- Trochę zostało. Wystarczy na jeszcze jakąś chałupę, gdyby się okazało, że masz mnie 

dość - zażartował, ale Raija wyczuła ukrytą w jego słowach powagę. Dobrze znała Reijo, który 

podobnie jak ona był dumny i uparty. Świadomość, że nie on zapewnił jej dach nad głową, 

raniła jego męską dumę.

- To wszystko jest tak samo twoje, jak i moje.

- Dobrze wiesz, że to nieprawda, Raiju - odparł, zaciskając wymownie zęby. - Ale 

zamierzam być przy tobie i pomóc ci odnaleźć resztę złota, które zapewni przyszłość tobie i 

dzieciom. Jeśli tego nie zrobię, gotowa jesteś podjąć to szaleństwo na własną rękę, a wówczas 

staniesz się zbyt łatwym łupem dla poszukiwaczy szczęścia wszelkiej maści. Zbyt wielu kusi i 

mami blask tego metalu...

Słowa wypowiedziane przez Reijo przywołały w pamięci Raiji wiele wspomnień. Jej 

ciemne   oczy   nabrały   osobliwego   blasku.   Przymknęła   powieki   i   niemal   poczuła   zapach 

dogasającego   paleniska   i   reniferowych   skór   wyściełających   lapońską   jurtę.   W   jej   uszach 

zadźwięczały   wypowiedziane   z   namaszczeniem   chrapliwe   słowa   staruszki:   „Widzę   zimny 

blask, Raiju. Widzę, jak poświęcasz dziecko...”

Dziewczyna   chyba   bezwiednie   powtórzyła   to   na   głos,   bo   Reijo   popatrzył   na   nią 

zdziwiony. Uśmiechnęła się, zakłopotana, i odgarnąwszy kosmyk włosów z czoła, wyjaśniła:

- Przypomniała mi się ciotka Mikkala, Elle... powróżyła mi kiedyś. Mimo że było to tak 

dawno, ciągle pamiętam, co mi wtedy powiedziała. Mogę powtórzyć wszystko słowo w słowo. 

Miałam tak niewiele lat i zrobiło to na mnie ogromne wrażenie...

Raija pominęła milczeniem, że przepowiednia kilkakrotnie sprawdziła się w jej życiu z 

zaskakującą dokładnością. Na własnej skórze się przekonała, że Elle nie była szalona, a jedynie 

wiedziała więcej niż inni. Taki dar także może stać się dla człowieka przekleństwem.

- Co dalej? - zapytała Raija drżącym głosem, doskonale wiedząc, że Reijo tak jak i ona 

nie zna odpowiedzi. Jak do tej pory ich losem kierował przypadek, całe ich życie było splotem 

przypadków. Można by nazwać to ładniej przeznaczeniem, ale to w niczym nie zmieniało stanu 

rzeczy.

- Mogę kupić kuter - zaproponował. - Łowienie ryb to jedyne, co potrafię. Gdybym sam 

popłynął na południe, żeby je sprzedać, uniknąłbym zadłużania się u tutejszego kupca...

- A kto ma teraz prawo do handlu? - zapytała Raija. - Ole wspominał coś, że kupcy z 

Bergen zamierzają pozbawić Duńczyków prawa handlu tu na północy.

- Kupcy z Kopenhagi zostali wyparci, ale czy to ważne? Dla kogoś, kto tkwi po uszy w 

długach, to bez znaczenia.

Przez kilka lat kupcy z Bergen i Trondheim dzielili się monopolem na prowadzenie 

background image

handlu na północy.

Wcześniej to prawo przysługiwało kupcom z Kopenhagi oraz samemu królowi. Ale jak 

sucho zauważył Reijo, dla mieszkańców tych stron takie zmiany nie miały praktycznie żadnego 

znaczenia.   Ten,   kto   miał   monopol   na   handel,   ustalał   cenę   ryb,   oczywiście   na   możliwie 

najniższym poziomie, równocześnie kupcy ustalali wysokie ceny na wszystkie sprzedawane 

miejscowej ludności artykuły. Dlatego też mało który rybak nie był zadłużony u kupca. Długi 

rybaków   nie   malały,   lecz   rosły.   I   chociaż   historia   wydawała   się   toczyć   gdzieś   daleko   od 

Finnmarku, to jednak kryzysy w Europie odbijały się echem także w tych stronach. Oznaczały 

być albo nie być dla wielu społeczności zamieszkujących północne wybrzeża. Rynek zbytu 

znajdował się bowiem nie na północy, ale w Europie. Kryzysy, o których ledwo co dochodziły 

tu wieści, sprawiały, że spadało zapotrzebowanie na ryby, a zatem i ich cena. Wielka polityka i 

gospodarka, poważne słowa, których ci zwykli ludzie nawet nie znali, miały wpływ na życie 

ludzi także na północnych krańcach królestwa duńsko - norweskiego.

Miejscowy kupiec, który udawał taką głęboką troskę o lokalną społeczność, podlegał 

cechowi kupców w Bergen. Ustalane wspólnie ceny kupcy często podnosili, żeby zwiększyć 

własne   zyski.   Czasy   nastały   niepewne   i   trudno  było   przewidzieć,   kto   i   jak   długo   jeszcze 

utrzyma się w tym intratnym interesie. Wielu więc wykorzystywało sytuację, by zagarnąć jak 

najwięcej dla siebie.

-   Ja   powinnam   zajmować   się   handlem   -   uśmiechnęła   się   Raija.   -   Na   pewno   nie 

bogaciłabym się na krzywdzie biednych ludzi. Tak przecież nie można.

- Właśnie z tego powodu ludzie twojego i mojego pokroju nie są kupcami - odrzekł jej 

Reijo. - Brakuje im niezbędnego w tej dziedzinie wyrachowania, moja droga... Że nie wspomnę 

o egoizmie. Ale wracając do tematu, chciałbym sprawić sobie kuter. Potrafię zrobić z niego 

użytek. Zamiast u kupca, zadłużę się u ciebie...

W jego oczach błysnęły wesołe ogniki, ale usta się nie uśmiechnęły.

- Podaruję ci ten kuter. Reijo pokręcił głową.

Raija   rozzłościła   się,   że   jest   taki   chorobliwie   ambitny.   Czy   nie   pojmował,   ile   mu 

zawdzięcza? Darując mu kuter, mogłaby choć w części spłacić dług wdzięczności.

Ale Reijo pozostał niewzruszony.

- Nie, Raiju, to będzie pożyczka. I nie próbuj mi nic narzucać, bo albo stanie na moim, 

albo zapomnijmy o tej rozmowie. Nie jestem żebrakiem. Chcę kupić łódź, bo łowię ryby od 

dziecka i znam się na tym. A wolę mieć dług u ciebie niż u bezlitosnego lichwiarza.

- Czy ktoś ci już mówił, że jesteś okropnie uparty? - zapytała zrezygnowana.

Uznała, że lepiej będzie udawać, iż przystała na jego warunki. Miała nadzieję, że za 

background image

jakiś czas Reijo zmądrzeje i łatwiej będzie przemówić mu do rozsądku. Na tyle go znała.

-   Pożyczę   ci,   oczywiście,   ile   zechcesz.   A   ja   może   nauczę   się   tkać...   -   dodała, 

zatrzymując wzrok na stojących w izbie krosnach. - Chociaż nigdy nie miałam zręcznych dłoni 

i nie cierpię, wręcz nienawidzę, tego zajęcia - wyrzekła z wewnętrznym żarem. Wykrzywiając 

twarz w grymasie, dodała: - Postaram się jednak odgrywać rolę cnotliwej żony. Póki będzie 

trzeba...

- Mogłabyś naprawdę zostać cnotliwą żoną.

Na długą chwilę zapadła między nimi głucha cisza. Wreszcie Reijo rozłożył ręce w 

geście rezygnacji.

- O nic nie będę pytał, tak jak ci kiedyś przyrzekłem. Sama mi powiesz, gdyby coś się 

zmieniło. Chcę tylko, żebyś wiedziała, że moja propozycja pozostaje aktualna. - Roześmiał się i 

potrząsnął po chłopięcemu głową. - Zdaje się, że ojciec już kiedyś oświadczył się w moim 

imieniu, ale Kristina odesłała go z kwitkiem. Twoja opiekunka nie przepadała za Kwenami. 

Zresztą już wtedy pewnie upatrzyła sobie Kallego na męża dla ciebie.

- Sam wiesz, że to i tak niczego by nie zmieniło - rzekła łagodnie i położyła dłoń na jego 

dłoni.

Krótki moment wspólnoty.

Reijo nigdy nie potrafił ukryć swoich uczuć wobec Raiji. W jej obecności często tracił 

głowę  i   mówił   takie   rzeczy,   które  powinien   był  przemilczeć.   Teraz   także  zapomniał   się   i 

wypalił:

- Kupiec zapytał mnie, czy jesteśmy małżeństwem... W tej samej sekundzie pożałował 

swych słów. Wiedział, że Raiji nie spodoba się, że zrobił coś za jej plecami.

- Powiedziałem, że tak - ciągnął, klnąc w duchu własną głupotę.

-   Przecież   to   nieprawda!   -   Twarz   Raiji   pociemniała   w   nieukrywanej   rozpaczy.   - 

Sprawdzą to i wypędzą nas stąd. Zabiorą mi dzieci. Wiem, jak to jest. W Alcie miało miejsce 

podobne zdarzenie. Mężczyzna trafił do więzienia, dziecko zabrali, a kobietę wypędzono. Nie 

powinniśmy kupować tego domu, lepsza dla nas byłaby chata gdzieś na odludziu. Reijo, zrób 

coś!

- Kupiec uwierzył mi, bo pokazałem mu dokument - wydobył z siebie wreszcie Reijo. - 

Twój   przyjaciel   sędzia   uznał,   że   będzie   najlepiej,   jeśli   zaświadczy   własnym   podpisem,   iż 

jesteśmy małżeństwem. Nazywasz się więc teraz Kesaniemi, obojętnie, czy chcesz czy nie.

- Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałeś, Reijo? To ja się zamartwiam... - popatrzyła 

na niego z wyrzutem, a w jej głosie zadźwięczała gorycz.

- Dlatego, że domyślałem się twojej reakcji - odparł chłodno. - Wiedziałem, że ci się to 

background image

nie spodoba i że w złości podrzesz dokument na drobne kawałki.

- A żebyś wiedział - wysyczała mu groźnie wprost do ucha. - I marny byłby wtedy nasz 

los   -   dokończył   Reijo.   -   Przecież   i   tak   musielibyśmy   wmawiać   ludziom,   że   jesteśmy 

małżeństwem, a tak przynajmniej mamy to czarno na białym. Powinnaś się z tego cieszyć. Ja w 

każdym razie jestem rad, że miałem pod ręką ten papier i mogłem go pokazać, gdy było trzeba. 

A jeśli   chodzi  o  nas...  -  Reijo  wzruszył   ramionami.   - Nic   się  nie  zmieni.   Nie  zamierzam 

dochodzić   małżeńskich   praw,   o   ile   mnie   nie   będziesz   chciała.   Przecież   i   tak   zawsze   ty 

decydowałaś o wszystkim między nami. U licha, Raiju, przecież  dobrze o tym wiesz! Co 

miałem według ciebie powiedzieć kupcowi? „Nie, to nie moja żona, choć zdarza się, że razem 

śpimy. Nie, nie zamierzamy się pobrać, ona mnie nie chce, choć ja oddałbym wszystko, by móc 

ją znowu trzymać w ramionach!” Do diabła, chcesz chyba jeszcze żyć!

Wysłuchawszy   takiej   tyrady,   Raija   Alatalo   roześmiała   się,   zresztą   cóż   innego   jej 

pozostało?

Wiedziała, że Reijo nigdy nie płaszczyłby się przed nikim, nawet przed kimś, kto ma 

władzę.

- Przepraszam, zachowaj ten dokument. Może przy okazji sobie go obejrzę? Przyznaję, 

że po spotkaniu z Jenny długo nie mogłam się uspokoić. Ciągle myślę, co się z nią stanie?

Reijo podniósł się ciężko i objął Raiję, tuląc brodę do jej czoła.

- Nie rozmyślaj za wiele. To nie ma sensu! I tak nie możemy nic więcej zrobić. Nie 

pozwolili nam jej pomóc. Zresztą, kiedy byłaś w jej wieku, potrafiłaś już zadbać o siebie. Nie 

było ci ani trochę lżej. Ta dziewczyna jest dorosła.

- Nie życzę nikomu, by przeżywał to co ja - wyszeptała Raija, a w każdym słowie czaił 

się głęboki smutek. Uświadomiła sobie, że tak naprawdę nigdy nie była młoda i radosna.

-  Choć  odrobinę  pomyśl  o sobie   - poprosił  Reijo.  - Zasługujesz  na to.  Pozwól  mi 

zatroszczyć się o ciebie.

W tym błaganiu tkwiło coś więcej aniżeli tylko gotowość opieki i niesienia pomocy, 

choć Reijo nie miał złudzeń, że ich związek kiedykolwiek przerodzi się w coś stałego. Potrwa 

może   dzień,   może   kilka   godzin   albo   chwil,   które   pozostawią   po   sobie   straszliwą   pustkę. 

Którymi przyjdzie  mu długo karmić nieugaszoną tęsknotę. Wiedział, że sam siebie  kiedyś 

znienawidzi za to, że zadowala się namiastką. Przyrzekał sobie, że nigdy nie upadnie tak nisko, 

by   żebrać   o   okruchy.   „Wszystko   albo   nic”,   zwykł   mawiać.   Wydawało   mu   się,   że   cała 

wieczność upłynęła od czasów, gdy karmił się takimi ideałami. Z wiekiem przekonał się, że 

jeśli człowiek może dostać tylko okruchy, zadowoli się i nimi. Żeby przetrwać, wystarczy mu 

nasycić się od czasu do czasu, uciszyć zmysły i żyć tymi chwilami wciąż na nowo, póki znów 

background image

nie trafi się kolejna okazja.

Taki właśnie był jego związek z Raiją. Przyjmował wszystko, co mógł otrzymać. Nie 

miłość,   a   jedynie   rozpaczliwie   głodne   uściski.   Pociechę,   przyjaźń,   nigdy   jednak   pełnię 

szczęścia. Ale tak naprawdę, ilu ludzi nieustannie przeżywa szczęście? Nie okradał nikogo. 

Raija przychodziła do niego z własnej woli. Ona wiedziała o nim wszystko, także i to, że gotów 

jest trwać w tym dziwnym związku. Bolała nad tym, bo nie leżało w jej naturze wykorzystywa-

nie innych. Bywało jednak, że potrzebowała go rozpaczliwie, choć nie tak jak on jej. Reijo to 

akceptował. Nie chciał wysłuchiwać kłamstw z jej ust. Uważał, że podstawą ich związku jest 

wzajemna szczerość. Pod tym względem nie miał sobie nic do zarzucenia.

- Nie mam dokąd uciec, Reijo, sama czuję się taka bezradna...

Na rękach przeniósł ją przez izbę i położył w pustym łożu. Wydała mu się taka drobna i 

lekka jak dziecko. Nie znali historii tego domu, ale tej nocy zapragnęli rozgrzać jego wnętrze. 

Ciągle jeszcze potrafili znaleźć ukojenie w swoich ramionach.

Zadowolony i rozleniwiony odpoczywał, oparłszy głowę na jej piersi. Brakowało mu 

słów, żeby wyrazić, jak wiele znaczy dla niego ta chwila wspólnoty. Miłosny akt nigdy nie był 

taki sam. Nie powtarzały się sytuacje ani sposoby, na jakie wyrażali uczucia. W normalnych 

związkach   partnerom  grozi   czasem  nuda.   Ich   to  jednak  nie  dotyczyło.   Nigdy   jej   tego   nie 

powiedział, choć może powinien, bo wówczas możliwe, że i ona zdradziłaby mu, o czym myśli 

w takich chwilach jak ta. Reijo jednak lękał się prawdy. Wolał nie wiedzieć, wolał zgadywać.

Nieśmiałe pukanie do drzwi chyba by go nie obudziło. Usłyszał je tylko dlatego, że nie 

spał. Nie pojmując, czego ktoś może chcieć od nich w środku nocy, wstał i pośpiesznie założył 

spodnie wprost na nagie ciało. Ogarnął czułym spojrzeniem pogrążoną we śnie Raiję i wykradł 

się z alkierza.

Za drzwiami dostrzegł majaczącą w mroku sylwetkę mężczyzny. Gość ścisnął mu rękę 

na powitanie i potrząsając nią, przedstawił się imieniem Nils.

- Darujcie, że nachodzę was o takiej psiej porze - odezwał się przyjaźnie i zniżając 

poufale głos, dodał: - Ale w zatoce zacumowała szkuta.

- Co takiego? - zdziwił się Reijo, nie rozumiejąc, o co chodzi.

Mężczyzna zaśmiał się i usprawiedliwił pośpiesznie:

- Przepraszam, całkiem zapomniałem, że jesteście tu obcy. W zatoce stoi rosyjski statek. 

Na pokładzie mają mąkę. Można ją kupić znacznie taniej niż u kupca.

- To chyba nielegalne?

- Owszem, jak wszystko, co ułatwia życie maluczkim. Ale my tu czasem ustalamy 

własne prawa. A co do władz, cóż, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Handlujemy z 

background image

Rosjanami, ilekroć mamy ku temu sposobność, a teraz już pewnie nie zobaczymy ich prędzej 

jak   po   Nowym   Roku.   Pomyślałem,   że   możecie   być   zainteresowani.   Kupiec   jest   temu 

przeciwny, ale cóż to nas obchodzi. Ostatecznie on też się nami nie przejmuje...

Reijo szybko rozważył sytuację. Nie chciał wejść w konflikt z lokalną osobistością, ale 

uznał, że ważniejsze są dobre stosunki z mieszkańcami osady, z którymi przecież przyjdzie im 

po sąsiedzku żyć. Póki co powodzi im się nie najgorzej, ale przezorności nigdy nie za wiele. 

Potrzebna im mąka, a że trafia się okazja, by kupić ją po niskiej cenie... to jeszcze lepiej.

- Oczywiście, że jestem zainteresowany - odparł Reijo.

- Wejdź do środka, muszę się cieplej ubrać i powiedzieć żonie.

Nowy znajomy, Nils, na oko koło trzydziestki, poprowadził Reijo na miejsce, gdzie tej 

nocy zebrali się ukradkiem mieszkańcy wsi. Ominęli zabudowania i zaczęli się wspinać na 

skaliste wzniesienie, za którym znajdowały się niewielkie zatoczki.

- Poprzedniemu kupcowi nie przeszkadzało, że handlujemy z Rosjanami - opowiadał mu 

Nils po drodze. Reijo pomagał mu wciągać sanie po kamienistym podłożu, gdzieniegdzie tylko 

przykrytym śniegiem. Biały puch nie trzymał się przybrzeżnych skal wystawionych na silne 

wiatry od morza.

- To zły człowiek - ciągnął Nils. - Ale bardzo ustosunkowany. Ostatnio kiedy Rosjanie 

zacumowali   u   nas,   wygrażał,   że   naśle   na   nich   odpowiednich   ludzi   i   raz   na   zawsze   stąd 

przepędzi. „Jeszcze pożałujecie”, wykrzykiwał do nas, „że handlowaliście z Rosjanami...”

- E tam, gadanie - prychnął pogardliwie Reijo, ale jego sympatia do kupca wyraźnie 

zmalała.

Skierowali się w dół, skąd dochodziły stłumione głosy. W ciemnościach Reijo zauważył 

wielki, niekształtny cień.

- Nie wiem, z takimi głupcami jak on nigdy nie wiadomo - ciągnął Nils. - To dziwak! 

Struga jaśnie pana, ale gdzie mu tam... Do tego trzeba czegoś więcej niż pieniędzy...

Wśród zgromadzonych na brzegu mężczyzn panował wesoły nastrój, choć wszyscy się 

starali mówić półgłosem. Niewielkie łodzie kursowały w tę i z powrotem do szkuty, która 

zacumowała na głębszej wodzie nieco dalej od brzegu. Worki z mąką przywiązane na wielu 

saniach oznaczały, że tej zimy w wiosce nie zabraknie chleba. Kilku Rosjan z załogi statku nie 

przepuściło okazji, by zejść na ląd. Młodzieńcy rozmawiali w języku, którego Reijo zupełnie 

nie rozumiał, choć wydawało mu się, że brzmi równie śpiewnie jak język jego rodziców. Reijo 

wysilał wzrok, by przyjrzeć się statkowi. Jeszcze nigdy takiego nie widział. Wielki i toporny, 

przypominał cielną krowę. Nie zdążył obejrzeć go dokładniej, bo Nils pociągnął go w stronę 

łodzi,   chyboczącej   się   przy   kamienistym   brzegu.   Reijo   domyślił   się,   że   mężczyzna, 

background image

rozmawiający z Nilsem, jest szyprem na kutrze, na którym Nils pływał. Szyper targował się o 

cenę   i   nadzorował   wymianę   ryb   na   mąkę.   Właśnie   rozdzielał   swojej   załodze   utkane   z 

brzozowych witek i kory worki napełnione mąką.

- Mój znajomy także chciałby kupić - zagadnął go Nils. - Możesz to jakoś załatwić?

Reijo poczuł na sobie badawcze spojrzenie.

- Masz czym zapłacić, chłopcze? - zapytał szyper.

- Mam gotówkę.

Reijo   wręczył   szyprowi   mieszek,   okazując   mu   zaufanie,   co   ów   stary   wilk   morski 

potrafił docenić. Reijo dałby głowę, że zauważył w jego oczach przyjazny błysk. Po raz kolejny 

powiosłował ku rosyjskiej szkucie i był już niemal przy burcie, gdy radosny nastrój został 

brutalnie stłumiony.

Gdzieś w pobliżu rozległy się wystrzały.

Reijo   nie   od   razu   się   zorientował,   bo   takie   odgłosy   nieczęsto   słyszało   się   w   tych 

stronach, ale handlujący mężczyźni wpadli w panikę. Zapanował straszny chaos. Ludzie w 

popłochu rzucili się do ucieczki, starając się ocalić rosyjską mąkę, no i życie. Śmiech, który 

dopiero co rozbrzmiewał, ucichł gwałtownie. Rozległy się okrzyki niedowierzania. Ten i ów 

klął siarczyście, usiłując ukryć ściskający za gardło strach. Rybacy, którzy byli na wodzie, 

chwycili za wiosła, by jak najprędzej uciec przed niebezpieczeństwem. Inni umykali z pokładu 

rosyjskiego statku wprost do swych łodzi.

Reijo miał wrażenie, że to jakiś koszmarny sen. Zza skał posypały się kule. Rybacy nie 

byli uzbrojeni, zwykli ludzie nie chodzili z bronią, nie ulegało więc najmniejszej wątpliwości, 

kto się za tym krył. Tylko jeden człowiek we wsi sprzeciwiał się handlowi z Rosjanami. Tylko 

on był w stanie zdobyć broń i opłacić ludzi, którzy wycelowaliby ją w mieszkańców wioski.

-  Do diabła!  On  nie żartował! -  warknął  Nils   i  zapakował  pośpiesznie  na sanie  tę 

odrobinę cennej mąki, jaką udało mu się zdobyć. Nikt nie chciał wpaść w łapy lokai kupca. 

Trudno przewidzieć, co by się wówczas stało. Ludzie w tych stronach nie ufali władzy, zresztą 

takie zdarzenie jak to nie sprzyjało budowaniu zaufania.

Reijo poczuł w ustach smak krwi. Sam nie miał mąki, ale uznał, że powinien pomóc 

Nilsowi. W ciemnościach nie widział, gdzie stawia kroki. Ucieczka nie była łatwa. Potykali się 

i   omal   nie   utracili   cennego   ładunku.   Na   szczęście   ciemności   sprawiały   kłopot   także 

strzelającym. Lecące bezładnie pociski odbijały się rykoszetem o skalne podłoże. Nie strzelano 

jednak na postrach, celowano w ludzi.

- Najwyraźniej  czują się bezkarni - wymamrotał  Nils  przez zaciśnięte zęby. - Sam 

widzisz, Reijo, że uznano nas za przestępców. To piekło urodzić się biedakiem!

background image

Już   prawie   dotarli   do   wysokiego   skalnego   wału,   pod   którego   osłoną   bezpiecznie 

wycofaliby się w kierunku wsi, gdy nagle zamarli. Gdzieś blisko rozległ się przeraźliwy okrzyk 

bólu i towarzyszące mu chrapliwe słowa wypowiedziane w obcym języku.

- To któryś z Rosjan - szepnął Nils i wciągnął sanie głębiej między skały, po czym 

podkradł się bliżej Reijo. - Chyba ten młody chłopak. Co z nim, u licha?

Reijo zdążył się zorientować, skąd doleciał krzyk Rosjanina. Przełknął ślinę. Domyślał 

się, co postanowił Nils. Wyglądało na to, że poza nim nikomu nie starczy odwagi.

W zatoce zaległa złowroga cisza.  Wszyscy doskonale rozumieli,  co się stało. Choć 

rybacy cenili sobie handel z Rosjanami, zwłaszcza gdy bieda zaglądała im w oczy, jednak 

przecież nie byli im nic winni. Rosjanie przypływali tu z własnej woli i na własne ryzyko. 

Oczywiście, mieszkańcom osady było przykro, że jeden z przybyszy został postrzelony przez 

któregoś z ludzi cierpiącego na manię wielkości kupca, ale cóż mogli na to poradzić? Mieszkali 

tu, mieli żony i dzieci na utrzymaniu i bardziej byli zależni od kupca, u którego zadłużyli się po 

uszy, niż od Rosjanina. Każdy musi pilnować swoich spraw.

Tymczasem gdzieś wśród naniesionych przez fale przypływu kamieni leżał z kulą w 

ciele człowiek z obcych stron.

- Domyślam się, gdzie on może być - szepnął Reijo. - Strzały ucichły, zdaje się, że tamci 

się wycofali.

- Zaryzykujmy! - zadecydował, nie zwlekając, Nils. - Nie możemy pozwolić, by się 

wykrwawił na śmierć. Albo, co gorsza, żeby trafił w łapy tych zbirów.

Ruszyli w dół, starając się robić jak najmniej hałasu. Zdawało im się jednak, że każdy 

ich krok odbija się gromkim echem po okolicy. Reijo miał dobrze rozwinięty zmysł orientacji. 

Przypominał sobie, gdzie stał młody Rosjanin, nim rozległy się strzały, wiedział, skąd doleciał 

krzyk, i na tej podstawie określił miejsce, gdzie mógł być ranny. Poza tym jedynym okrzykiem 

nie usłyszeli nic więcej. Mógł to być zły znak, ale może po prostu dowód na to, że Rosjanin nie 

jest w ciemię bity.

Omal się nie potknęli o leżące ciało. Rosjanin przeturlał się i schronił za głazem wśród 

wodorostów. Choć musiał bardzo cierpieć, zacisnął zęby i nawet cichy jęk nie wydobył się z 

jego ust.

Nils   i  Reijo  nasłuchiwali   przez  chwilę,   ale  nie dosłyszeli   żadnych  odgłosów,  które 

świadczyłyby o tym, że ktoś jeszcze jest w pobliżu.

- Musimy to zrobić szybko - wyszeptał Nils. Gestem dał Rosjaninowi do zrozumienia, 

że chcą mu pomóc.

Obcy kiwnął głową, że pojmuje. Ramię i pierś mu krwawiły. Reijo dotknął go niechcący 

background image

w okolice rany, ale Rosjanin ani pisnął. Usłyszeli jedynie zgrzyt zębów. W duchu czuli coraz 

większy podziw dla tego młodzieńca.

Niełatwo było się dostać na skalny wał z takim ciężarem, ale rozpacz i złość czasem 

dodaje   ludziom   sił.   Reijo   i   Nils   ukryli   obcego   wśród   kamieni.   Przy   brzegu   nikogo   nie 

dostrzegli. Na wzgórzu, skąd padły strzały, także ucichło.

- Miejmy nadzieję, że zrezygnowali - odezwał się Nils. - Pewnie myślą, że ten biedak 

zamarznie na śmierć, albo są przekonani, że już wyzionął ducha.

Cisza, jaka ich otaczała, wydawała im się zupełnie nierzeczywista. Przecież pół godziny 

wcześniej panowało tu takie zamieszanie.

Rosjanin  jęknął.  Z obu ran  tryskała krew.  Reijo obawiał  się,   że ranny całkiem  się 

wykrwawi, jeśli natychmiast nie znajdą dla niego jakiegoś schronienia i nie udzielą mu po-

mocy. Nie zważając na chłód, zdjął sweter i koszulę. Nie podarł koszuli na pasy, obawiając się, 

że odgłos dartej tkaniny ich zdradzi, ale owinął dokładnie krwawiące ramię. Nic więcej nie 

mógł teraz uczynić. Szczękając z zimna zębami, założył sweter wprost na gołe ciało. Nie dbał o 

to, że może się przeziębić, gra toczyła się o życie.

- Ci łajdacy są przekonani, że odnieśli zwycięstwo. I to jest nasza szansa - orzekł Nils. - 

Dostaniemy się do wioski okrężną drogą. Pytanie tylko, czy dla tego biedaka nie okaże się ona 

za daleka...

- Mamy przecież sanie - podpowiedział Reijo. Troskliwie ułożyli rannego obok worków 

z mąką. Sam nie był w stanie iść, a oni także nie daliby rady nieść go taki kawał drogi.

- Jeśli nas złapią, źle z nami - rzucił Nils ponuro. - Na szczęście nie mam żony.

- Jeszcze gorzej będzie z tym biedakiem, jeśli go stąd nie wydostaniemy.

Reijo zdawał sobie sprawę z grożącego im niebezpieczeństwa, ale wiedział, że muszą 

podjąć ryzyko, żeby uratować rannego przed śmiercią albo przed ludźmi, którzy nie mieli 

wobec niego przyjaznych zamiarów.

-   Wioska   jest   mała   -   rzekł   Reijo,   gdy   zatrzymali   się   na   chwilę,   by   odpocząć. 

Nasłuchiwali   przez   chwilę,   ale   wokół   panowała   cisza,   jakby   wraz   z   nimi   cała   przyroda 

wstrzymała oddech. - Ktoś nas może zauważyć - ciągnął. - Może nawet czekają, że tacy głupcy 

jak my wpadną im wprost w łapy.

- Masz stracha?

Reijo potrząsnął głową.

- Nie, ale myślę, że będzie lepiej, jeśli zaniesiemy go do mnie. Dom jest duży i stoi na 

uboczu.   Poza   tym   wydaje   mi   się,   że   kupiec   mi   ufa.   Zapłaciłem   mu   gotówką   -   dodał   z 

uśmiechem, trochę zły na siebie, że takiemu kompanowi jak Nils musi opowiadać półprawdy. 

background image

Nie mógł jednak trąbić na prawo i lewo o złocie.

- Ale chyba nie trzymasz jego strony?

-   Czy   wyglądam   na   takiego?   -   oburzył   się   Reijo.   Nieprzewidziany   obrót   zdarzeń 

wytrącił ich z równowagi. Obu trochę puściły nerwy. Teraz roześmieli się cicho.

- A więc do ciebie - Nils uznał w końcu, że to rozsądny pomysł. - Tylko co powie na to 

twoja żona?

-   Tego   się   nie   obawiam   -   zapewnił   Reijo.   -   Raija   nigdy   nie   odmówiła   pomocy 

potrzebującym. Ma dobre serce.

Szli   stromym   podejściem,   odczuwając   napięcie   w   każdym   skrawku   ciała.   Reijo 

zastanawiał się, dlaczego zawsze pakuje się w takie tarapaty. Ledwie  przybyli do nowego 

miejsca,   a   już   wplątał   się   w   kłopoty,   które   mogą   przewrócić   do   góry   nogami   ich   nową 

egzystencję. Mieli przecież zamiar osiąść tu i wreszcie zacząć spokojne życie. W każdym razie 

Raija tego pragnęła i właśnie dlatego kupili ten dom. Dłonie miał już obtarte od sznura, bolały 

go ramiona i nogi. Ale nie narzekał, bo przecież człowiek, którego wieźli, cierpiał jeszcze 

bardziej. Ze wzniesienia spojrzeli w dół ku wiosce, migoczące światełka dowodziły, że coś się 

tam   dzieje.   Z   oświetlonego   rzęsiście   największego   budynku   we   wsi   wychodzili   ludzie   z 

lampami. Na wodę zostały spuszczone łodzie.

- Zdaje się, że rozpętało się piekło - wysyczał Nils przez zaciśnięte zęby. - Na szczęście 

nie kierują się w naszą stronę.

Ruszyli dalej, a gdy pokonali najtrudniejszy odcinek, odezwał się już trochę bardziej 

spokojny:

- Tu blisko stoi moja letnia zagroda. Zostawię tam mąkę. Sanie też tam zostawimy. 

Dalej poniesiemy tego biedaka. Lepiej nie zostawiać śladów płóz. Dobrze, że nie ma jeszcze 

dużo śniegu, bo nie udałoby się nam zatrzeć plam krwi.

Chwycili   Rosjanina   pod   boki.   Biedak   nie   poruszył   się   nawet   i   przez   chwilę   Reijo 

przeraził się, że cały ich wysiłek poszedł na marne. Na szczęście usłyszał, że ranny oddycha. 

Dobre i to.

Upewniwszy się, że mocno go trzymają, zacisnęli zęby i wyszli na otwarty teren. Noc 

była ciemna. Zza gęstej powłoki chmur nie wyglądała nawet jedna gwiazda. Księżyc skrył się 

także, stając się ich cichym sprzymierzeńcem. Przy pogodnym niebie sylwetki idących bez 

trudu dałoby się dostrzec z daleka.

Rosjanin z każdym metrem ciążył im coraz bardziej. Tracili siły i coraz trudniej było im 

dźwigać bezwładne ciało nieprzytomnego. Świt powoli rozjaśniał mrok nocy. Na szczęście byli 

już   blisko.   Poczuli   się   prawie   bezpieczni   i   na   nowo   nabrali   wiary   w   powodzenie   swego 

background image

przedsięwzięcia.

Nagle tuż przed nimi wyłoniła się jakaś postać. Reijo zamarł, zdawało mu się, że serce 

przestało mu bić, a żołądek skurczył się boleśnie. Zachował jednak spokój i myślał chłodno.

- Reijo? - usłyszał znajomy głos. Ogromna ulga.

- Zabrałaś mi dziesięć lat życia - westchnął, zatrzymując się.

Byli   już  tak  zmęczeni,   że  każdy  przystanek  wywoływał   w nich   przemożną  pokusę 

rezygnacji.

- Co tu robisz? - zapytał. - Nie powinnaś wychodzić, to niebezpieczne.

- Ktoś pukał do drzwi - wyjaśniła Raija z goryczą. - Powiedziałam, że śpimy. Zdaje się, 

że mi uwierzyli. Wspomnieli tylko, że uciekł groźny przestępca. Czy to jego niesiecie?

- Przestępca? - Nils uśmiechnął się szyderczo. - Tamci mają za sobą ludzi wysoko 

postawionych, ukryjmy więc przestępcę.

Wnieśli Rosjanina do środka i położyli w izbie w głębi domu. Raija przysłoniła okna 

grubymi   makatami   i   dopiero   wówczas   odważyła   się   zapalić   lampę.   Uznała,   że   lepiej   nie 

przyciągać niepotrzebnie uwagi.

- W co ty się znowu wpakowałeś? - zapytała z rezygnacją w głosie. - Kto to jest?

- To wszystko przeze mnie... - Nils rozłożył ręce w przepraszającym geście. Patrzył 

teraz na najpiękniejszą kobietę, jaką spotkał w życiu, i jeszcze dotkliwiej odczuł to, że Bóg nie 

obdarzył go urodą. - Zaszedłem do was, żeby powiadomić, że w zatoce Rosjanie sprzedają 

mąkę. Niektórym nie na rękę, że rybacy handlują z Rosjanami. Zaczęli do nas strzelać i trafili 

tego chłopaka. Nie mogliśmy go tak zostawić.

-   Strzelać?   -   Raija   oczami   rozszerzonymi   ze   zdumienia   patrzyła   to   na  nich,   to   na 

leżącego na łóżku rannego. - Przecież nikt nie strzela bez powodu do ludzi!

- Ci nie mieli żadnych skrupułów. Zapewne robili to na polecenie ludzi wpływowych, 

nie   takich   jak   my   biedaków.   Bo   to   właśnie   ci   wpływowi   tracą   na   tym,   że   my,   biedacy, 

handlujemy z Rosjanami.

-   Jest   taki   młody   -   wymamrotała   Raija,   wpatrując   się   w   wyłaniającą   się   spod 

jasnobrązowej grzywki twarz niezwykłej urody. - Kto to jest? Czy jego rodzina nie niepokoi się 

o niego?

- To Rosjanin.

- Muszę ukryć mąkę. - Nils popatrzy! niepewnie na Reijo. - Czy mogę tu wrócić nieco 

później? Zobaczę, czy można mu jakoś pomóc.

Reij o pokiwał głową.

- Czy ktoś we wsi zna się na sztuce leczenia? Nils uśmiechnął się krzywo i rzekł z 

background image

sarkazmem:

- Nie. A nawet gdyby, i tak nie można by było mu zaufać. Jakoś będziemy musieli sobie 

sami poradzić. Ściągaj te zakrwawione łachy i czym prędzej wypłucz je w wodzie. Musimy 

mieć się na baczności.

Reijo przebrał się. Czuł się okropnie. Tak się namęczyli, by przenieść tego biedaka pod 

dach w bezpieczne miejsce, a wszystko wskazywało na to, że wysiłek był daremny.

- Mam w swoich rzeczach jeszcze trochę ziół - powiedziała po chwili Raija i rozwinęła 

zniszczony żółty szal, który zabierała zawsze ze sobą. - A ty zagotuj wodę, Reijo. Co prawda 

nigdy jeszcze nie przykładałam ich na takie rany, ale nie sądzę, by miały zaszkodzić.

Ravna zawsze tłumaczyła swej przybranej córce, jak ważne są zioła. Raija wiele się 

wówczas nauczyła, mimo że specjalnie nie przywiązywała wagi do objaśnień Ravny. Później 

już z przyzwyczajenia zbierała znajome roślinki i suszyła je, żeby zawsze mieć ich zapas. Na 

wszelki   wypadek.   Miała   zioła   uśmierzające   ból,   gojące   rany...   Niewiele,   ale   sprawdzone. 

Podawała je dzieciom, sobie, leczyła konia... może więc i temu biedakowi przyniosą ulgę.

Pośpiesznie rozwiązała  prowizoryczny opatrunek z koszuli  Reijo. Ranny bardzo się 

wykrwawił, koszula była czerwona i sztywna od krwi.

Zerknęła kątem oka na Reijo, który wszedł do izby. Rzuciła mu zakrwawioną koszulę i 

zdjęte rannemu przez głowę ubranie i nakazała krótko, by je namoczył. Reijo wypełnił jej 

polecenie.

Dziewczyna rozpłakała się. Nieczęsto pozwalała sobie na płacz, tym razem jednak nie 

zdołała powstrzymać łez. Ranny był piękny jak młody bóg, tak bardzo się lękała, że umrze. Jak 

mu pomóc? zastanawiała się.

Miał ranę w boku, ale tu kula przeszła na wylot. Nie wiadomo, czy zioła pomogą na 

wewnętrzne obrażenia. Rana w ramieniu była rozległa, o poszarpanych krawędziach. W samym 

jej środku tkwiła widoczna gołym okiem kula.

Co robić?

On umrze, sam w obcym kraju. Ci, którzy go znali i kochali, nigdy się o tym nie 

dowiedzą. Jego zniknięcie pozostanie bolesną nierozwikłaną zagadką. Nikt nie zatroszczy się, 

by położyć kwiaty na jego grobie, na krzyżu zabraknie imienia. Nie oznaczony grób, mogiła 

obcego Rosjanina.

Raija usłyszała cichą rozmowę. Wrócił Nils. Ona wciąż nie mogła oderwać oczu od tej 

pięknej młodzieńczej twarzy. Nigdy wcześniej nie dała się zachwycić zewnętrznej urodzie. Ten 

chłopak jednak, chłopak, którego w ogóle nie znała, stał się dla niej ważny właśnie z powodu 

urody.   Miał   delikatną,   niemal   dziewczęcą   cerę.   Tylko   ciemny   meszek   nad   górną   wargą   i 

background image

głębokie zakola na skroniach zdradzały jego płeć. Gęste jasnobrązowe włosy o złotym połysku 

sięgały mu do ramion.

Rysy twarzy zdradzały jego słowiańskie pochodzenie. Na wychudzonych policzkach 

odznaczały się wyraźnie kości policzkowe. Podbródek miał niewielki, ale dumny, nos szczupły, 

prosty, o pięknym kształcie, jakby uformowany przez rzeźbiarza. Usta zaś, wrażliwe i pełne 

wyrazu, mogłyby należeć do kobiety.

Nim zemdlał, pogryzł dolną wargę do krwi, nie mogąc zapewne znieść bólu. Choć 

nieprzytomny, zaciskał mocno powieki, a cienkie brwi, ciemniejsze o ton od włosów, wyginały 

się łukowato.

Nie może umrzeć! Jest zbyt piękny, by umierać.

Raija zacisnęła pięści w nagłym postanowieniu, że musi mu pomóc.

- Oszalałaś, Raiju! Zabijesz go! - Reijo nawet nie chciał jej słuchać.

- Umrze, jeśli nic nie zrobimy - wtrącił się Nils, który nie zdążył jeszcze odejść. Jego 

podziw dla Raiji wydawał się bezgraniczny. - Macie w domu spirytus? Dobrze, żeby był pod 

ręką. Potrzebny też będzie kawałek drewna, żeby włożyć temu biedakowi między zęby. Chodzi 

o to, żeby w wiosce nie usłyszeli jego wrzasków.

Reijo ustąpił i podał Raiji swój nóż. Zdawało się, że ciężki przedmiot nie pasuje do jej 

delikatnej dłoni. Dziewczyna włożyła ostrze noża do ognia. Kociołek z parującą wrzącą wodą 

postawili przy łóżku rannego. Reijo przyniósł butelkę ze spirytusem. Raija nie miała pojęcia, 

skąd ją wziął. Domyślała się tylko, że zaopatrzył się u kupca. Choć raz przyda się na coś 

dobrego, pomyślała z sarkazmem i przemyła ranę na ramieniu.

Chłopak skręcił się z bólu, podniósł powieki i nieprzytomnym wzrokiem rozejrzał się 

wokół.   Miał   brązowe   oczy,   niemal   równie   ciemne   jak   oczy   Raiji.   Jego   napięta   twarz 

złagodniała w uśmiechu.

- Spokojnie - szepnęła Raija, nie mając nadziei, że Rosjanin zrozumie jej słowa. Otarła 

mu   pot   z   czoła   i   leciutko   pogładziła   po   policzku.   Taki   pieszczotliwy   gest   nie   wymaga 

tłumaczenia. Coś w spojrzeniu rannego mówiło jej, że została zrozumiana. Ujrzawszy nóż w 

dłoniach Raiji, musiał się domyśleć, co dziewczyna zamierza zrobić, i dal znak powiekami. 

Reijo uniósł go lekko i przystawił mu butelkę do ust. Chłopak z trudem przełknął płyn, jego 

twarz wykrzywiła się w grymasie, ale zmusił się do wypicia jeszcze paru łyków. Wreszcie 

skinął lekko głową i opadł na posłanie.

Nils stanął w nogach łóżka, gotów w każdej chwili przytrzymać mocno stopy rannego, a 

Reijo, spocony ze strachu jak szczur, stanął u wezgłowia. Na czole Raiji perlił się pot, ale wyraz 

twarzy miała stanowczy. Spojrzenie wyrażało upór, a usta, charakterystycznie wygięte w kąci-

background image

kach, dowodziły, że Raija podjęła decyzję.

Odetchnęła  głęboko,   zacisnęła   zęby   i   na  krótką   chwilę   przymknęła   oczy,   po   czym 

przystawiła nóż do rany.

Zza zaciśniętych ust rannego chłopca wydobył się jęk, a ciało wygięło się w łuk. Nils i 

Reijo z największym trudem go utrzymali.

- Daj mu jeszcze trochę spirytusu - wystękał Nils. Reijo szybko przystawił Rosjaninowi 

butelkę do ust.

Chłopakowi trysnęły z oczu łzy, a kości policzkowe drgały. Reijo wcisnął mu między 

zęby kawałek drewna.

Raija zachwiała się. Była zupełnie blada i zlana zimnym potem.

- Nie zemdlej nam! - zawołał Reijo, przerażony samą tylko myślą, że coś takiego może 

się stać.

Raija potrząsnęła głową.

- Poradzę sobie, nic mi nie będzie... tak sądzę... Przyłożyła nóż do rany, starając się 

sobie wmówić, że kroi mięso na obiad. Myśl ta wydała jej się wstrętna, ale nic innego nie 

przyszło   jej   do   głowy.   Coś   powinna   wymyślić,   by   nie   ulec   słabości.   Wiedziała,   że   musi 

wytrzymać, bo była pewna, iż żaden z mężczyzn jej w tym nie zastąpi. Nie patrzyła na twarz 

rannego Rosjanina, ale po tym, jak drgały mu mięśnie w całym ciele, poznawała, że strasznie 

cierpi. Pragnęła uporać się z tym jak najszybciej, ale dłonie, nieprzywykłe do precyzyjnych 

ruchów, drżały nerwowo. Co chwila przerywała więc, by się uspokoić.

Spocona, czubkiem noża dotknęła kuli i pomagając sobie paznokciem, chwyciła metal. 

Choć tkwił głęboko w mięśniach, wydobyła go powoli. Zdawało jej się, że trwało to wieczność. 

Czuła obrzydzenie, musiała wziąć się mocno w garść, żeby nie zwymiotować. Z całej siły 

zagryzała dolną wargę. Ranny przestał się rzucać. Może stracił przytomność? A może wyzionął 

ducha? Raija bała się spojrzeć na jego twarz. Nie chciała wiedzieć, póki nie skończy.

Odłożyła kulę na stojący przy łóżku stół i odetchnęła z ulgą. Zdawało jej się, że straciła 

czucie w dłoni, ale złapała wygotowaną i wyparzoną w ogniu igłę i nawlekła wygotowaną nić. 

Wszystko w niej protestowało przed wbiciem igły w ciało człowieka, jednak wiedziała, że musi 

to zrobić. Zresztą najgorsze miała za sobą. Zawiązała na nitce supeł i ciągle odwracając wzrok 

od twarzy rannego, zabrała się do dzieła.

Przy piątym szwie omal nie zwymiotowała. Gdyby trzeba było założyć kolejne, pewnie 

i ją trzeba byłoby cucić. Kończąc, nie panowała już nad sobą. Rozszlochała się rozdzierająco.

- Obmyjcie rany - zdołała jeszcze wykrztusić. - Obłóżcie wilgotną mieszanką ziół i 

opatrzcie.

background image

Dwaj   mężczyźni   zrobili   wszystko,   co   im   nakazała.   Żaden   z   nich   nie   był   w   stanie 

wydobyć z siebie słowa, by wyrazić podziw, jaki czuli. Ranny chłopak zapadł w błogosławiony 

sen. Teraz miał szansę, dzięki Raiji. Sami nie podołali by temu z pewnością.

background image

3

Resztę nocy spędziła wtulona w ramiona Reijo, ale upragniony sen nie nadchodził. 

Powtarzała coś bez związku, nie mogąc uwolnić się od lęku, że ranny chłopak umrze z jej winy.

Przeżył.

Gdy nadszedł ranek, spał spokojnie. Oddychał miarowo, bez wysiłku, a jego twarzy nie 

wykrzywiał   już   wyraz   bólu   i   napięcia.   Zniknęły   nie   pasujące   do   młodzieńczego   oblicza 

zmarszczki i bruzdy wokół ust.

Kamień spadł jej z serca, mimo iż wiedziała, że dopiero teraz zaczną się prawdziwe 

kłopoty.   Po   tym,   co   wydarzyło   się   na   nabrzeżu,   Rosjanin   nie   mógł   pokazać   się   we   wsi. 

Wiadomo było, kto i dlaczego kazał strzelać do ludzi. Gdyby do uszu tego szalonego kupca 

dotarła   wieść,   że   ukrywają   handlującego   nielegalnie   Rosjanina,   im   także   groziłoby 

niebezpieczeństwo.

Reijo w ponurym milczeniu skierował się do drzwi. Raija z trudem się powstrzymała od 

pytań, które same cisnęły się jej na usta. Nie chciała upominać go, poprosiła jedynie, żeby 

uważał na siebie.

- Czy kiedyś nie uważałem? - zapytał tylko, potrząsając niecierpliwie głową.

Dzieci   były   w   swoim   żywiole.   Tak   dawno   nie   miały   prawdziwego   domu.   Zresztą 

takiego wielkiego domu nigdy nawet nie widziały. Wszystkiego musiały dotknąć, sprawdzić 

każdy kąt.

Raija zawołała Elise i Maję. Uznała, że dziewczynki powinny wiedzieć o obcym, który 

trafił   pod   ich   dach.   Ludzie,   którzy   strzelają   do   bezbronnych,   nie   zawahają   się   być   może 

skrzywdzić także dzieci. Musiała je przestrzec.

- Posłuchajcie! - zaczęła. - Mamy gościa.

- Tak, kogo? Znamy go? - Elise ożywiła się wyraźnie zaciekawiona. Odkąd opuścili 

letnie obozowisko rodziny Mikkala, nie zatrzymali się nigdzie na dłużej. Poznawali coraz to 

nowe miejsca i nowych ludzi, ale nie zdążyli się z nikim zaprzyjaźnić. W pamięci pozostały im 

tylko bezimienne twarze.

- Nie, nie znacie - odpowiedziała Raija, zastanawiając się, jak zaspokoić ciekawość 

dzieci, a równocześnie wytłumaczyć im, że nie powinny nikomu o tym mówić. - To młody 

chłopak...   młody   mężczyzna   -   dodała   po   chwili   zastanowienia,   uświadomiwszy   sobie,   że 

Rosjanin zapewne jest w jej wieku. - Reijo przyniósł go wczoraj bardzo chorego, a ponieważ 

ten biedak nie ma tu nikogo, musieliśmy się nim zaopiekować.

- Jak się znalazł w tych stronach? Naprawdę nikogo nie zna?

background image

Elise miała silnie rozwinięty instynkt opiekuńczy. Mimo że nie widziała jeszcze gościa, 

już go zaakceptowała i znalazła dlań miejsce w swym małym, ale przepełnionym miłością 

serduszku.

Ta dziewczynka kiedyś przeżyje gorzkie rozczarowanie. Świat roi się od ludzi, którzy 

bez skrupułów potrafią wykorzystać taką łatwowierną istotę, pomyślała Raija ze smutkiem.

-   Przypłynął   statkiem   -   powiedziała.   -   Marynarze   nie   zorientowali   się,   że   jeden   z 

członków załogi został na brzegu i potrzebuje pomocy, i odpłynęli. Dlatego właśnie musimy się 

nim zaopiekować.

Elise z powagą przyznała jej rację.

- Jak się nazywa? - zapytała Maja.

Raija   sądziła,   że   Maja   nie   słucha   rozmowy,   a   nawet   jeżeli,   to   jest   zbyt   mała,   by 

cokolwiek zrozumieć.

- Nie znam jego imienia, Maju - powiedziała, zwichrzywszy czuprynkę córeczki, ale 

dziewczynka odsunęła się gwałtownie. - Był zbyt chory, by nam się przedstawić, ale zapytam 

go, jak tylko się obudzi. Na razie śpi.

Widząc, jak dwie pary dziecięcych oczu rozglądają się ciekawie, Raija wskazała ręką 

zamkniętą izbę. Nie zdążyła upomnieć dziewczynek, by zachowywały się cicho, gdy te w jed-

nej chwili znalazły się przy drzwiach i otworzyły je na oścież.

Raija jednak nie rozgniewała się na dzieci. Rozumiała ich ciekawość. Uciszywszy tylko 

głośne „oooch”, weszła do pomieszczenia. Dziewczynki, skradając się na palcach, wsunęły się 

za nią. Rozbawiona tym widokiem Raija ledwie powstrzymała się od śmiechu.

- Ale piękny - wyszeptała za jej plecami Elise tonem graniczącym z uwielbieniem.

- Reijo piękniejszy - odezwała się Maja, gotowa jak zwykle pierwsza bronić swojego 

bohatera.

Raija całkowicie zgadzała się z Elise, choć teraz najważniejsze dla niej było, by ten 

urodziwy   młodzieniec   przeżył.   Ostrożnie   odsunęła   opatrunek.   Ręce   zadrżały   jej   na 

wspomnienie tego, na co się zdobyła minionej nocy.

Zioła pomogły. Co prawda papka ziołowa wyglądała dość odrażająco, ale dzięki niej 

rana przestała krwawić. Raija przełknęła ślinę i chwyciła czysty kawałek płótna. Zrezygnowała 

z przemywania rany w obawie, że może przerwać cienki strupek.

- Jak długo tutaj zostanie? - Elise zapomniała się i wypowiedziała te słowa na głos.

- Nie wiem - wyszeptała Raija.

Dziewczynka zarumieniła się gwałtownie, zawstydzona, że zapomniała o nakazie Raiji, 

ale zapragnęła, by piękny nieznajomy pozostał u nich na zawsze. Gdyby mieć takiego brata...

background image

Tymczasem Raija przykucnęła i pouczyła dzieci:

- Pamiętajcie! Nikomu ani słowa, że ktoś u nas jest. To tajemnica. On chciałby zrobić 

komuś niespodziankę. Jeśli się wygadamy, z niespodzianki nici. Zapamiętacie?

To było bardzo trudne. Nikomu ani słowa!

-   A   czy   Reijo   wie   o   tym?   -   zapytała   Elise   niepewnie.   Pozycja   Reijo   w   rodzinie 

wprawiała ją w zakłopotanie. Nie był przecież mężem Raiji, chociaż czasami tak jakby był. Nie 

wiedziała, czy to dobrze. U niej w domu było inaczej. Miała jedną mamę i jednego tatę. Elise 

kochała Reijo, kochała także Raiję, i to ogromnie. Nie wolno mieć tajemnic przed swoimi 

rodzicami, a Raija i Reijo byli teraz w gruncie rzeczy jej rodzicami. Gdyby jednak Raija nie 

kazała nic mówić Reijo...

- Reijo go tu przyprowadził - uśmiechnęła się Raija z czułością, wyczuwając rozterki 

swej małej podopiecznej. - Nie wspomniałam wam o tym?

Tyle się wydarzyło, że trudno było nad tym wszystkim zapanować.

- Zapamiętajcie! Obojętnie, z kim będziecie rozmawiać i kto was o to zapyta, macie 

odpowiadać, że nikogo u nas nie ma, o niczym nie macie pojęcia, nikogo nie widziałyście.

Elise pokiwała z powagą głową. Raija popatrzyła na Maję.

- Rozumiesz, co powiedziałam, kochanie? Nikogo nie widziałaś!

Maja zerknęła na łóżko, a potem na swoją mamę. Uśmiechnęła się i pokręciła głową.

Raija miała nadzieję, że jej prośba dotarła do Mai, choć nigdy do końca nie wiadomo, co 

chodzi po głowie takim maluchom. Ich myśli toczą się innymi torami niż myśli dorosłych.

- Pobawcie się trochę, a ja zobaczę, jak on się czuje - poprosiła.

Dziewczynki   niechętnie   wycofały   się   do   kuchni.   Właściwie   od   dawna   nie   miały 

normalnego dzieciństwa i zapomniały już znaczenie słowa „zabawa”. Nie wiedziały więc, czym 

się zająć, jak wypełnić czas.

Raija nie bez powodu wyprosiła pośpiesznie dziewczynki. Kątem oka dostrzegła, że 

ranny od paru chwil nie odrywa od niej oczu, ciemnych i głębokich jak stawy bez dna, i uznała, 

że lepiej nie dostarczać dzieciom dodatkowych emocji. Nie chciała też, by męczyły chorego, 

który dopiero co odzyskał przytomność.

Odgarnęła włosy z czoła, zastanawiając się nerwowo, czy dobrze wygląda. Rosjanin 

wydał jej się tak nieprawdopodobnie pociągający, że straciła pewność siebie.

Ranny uśmiechnął się nieśmiało i przez chwilę rozglądał się wokół. Dom był większy 

niż   toporne   chaty   biedaków,   ale   utrzymany   w   tym   samym   stylu.   Ściany   z   solidnych 

drewnianych bali, bez tapet, które spotykało się w bogatych domach, zamieszkiwanych przez 

urzędników. Łóżko, stół, zydel stanowiły skromne, ale gustowne umeblowanie.

background image

Raija zdjęła z okna grubą makatę. W izbie panował półmrok, bo zasłony pozostały 

zasunięte, żeby nikt z zewnątrz nie mógł zajrzeć do środka.

Raija usiadła na zydlu ustawionym przy łóżku. Wydało się jej, że znalazła się zbyt 

blisko tego obcego mężczyzny, mimo że zwykle nie przejmowała się konwenansami. Uznała 

jednak, że to lepsze niż siedzieć na krawędzi łóżka, choć mężatce pewnie nikt nie poczytałby 

tego za nieprzyzwoitość.

Rosjanin podniósł zdrową rękę i narysował w powietrzu łódź. Miał piękne szczupłe 

dłonie i długie palce. I takie eleganckie ruchy. Przypuszczała, że chce się dowiedzieć czegoś o 

swoim statku, tym bardziej że z masy niezrozumiałych słów wyłowiła powtórzoną przez niego 

kilkakrotnie nazwę „Sankt Nikołaj”.

W   jaki   sposób   rozmawiać   z   kimś,   kto   nie   posługuje   się   tym   samym   językiem? 

zastanawiała   się   Raija.   Jako   dziecko   dość   szybko   nauczyła   się   lapońskiego,   słuchając, 

powtarzając, zgadując, pytając. Tyle że w jej otoczeniu używano tego języka. I wielu znało jej 

ojczystą fińską mowę. W tym przypadku było inaczej. Trudno rozmawiać na migi, spróbowała 

więc odezwać się do niego po fińsku. Mówiła powoli, nie spuszczając z Rosjanina oczu, ale 

zorientowała   się,   że   jej   nie   rozumie.   Po   norwesku   nie   warto   było   zagadywać,   bo,   jak 

przypuszczała, Reijo i Nils, którzy go przynieśli nieprzytomnego, próbowali tego bezskutecznie 

już wcześniej. Właściwie bez żadnej nadziei rzuciła parę zdań po lapońsku. Zaskoczyła ją więc 

jego reakcja. Rosjanin uniósł  głowę,  ale zaraz opadł na posłanie z wyrazem cierpienia na 

twarzy.

- Nie wolno ci wstawać! - zawołała po lapońsku Raija, zrywając się z miejsca.

- Moja babka tak mówiła - wystękał powoli, szukając słów, których dawno nie używał. - 

Gdzie... statek?

Jego   głos   miał   ciemniejszą   barwę,   niż   sobie   wyobrażała,   patrząc   na   jego   łagodne, 

niemal dziewczęce rysy twarzy.

- Odpłynął - odpowiedziała Raija i pomogła mu ułożyć się w pozycji półsiedzącej. Jego 

ciało nadal płonęło gorączką, a każdy ruch wiązał się z niepojętym wysiłkiem.

- Dlaczego? Co się stało? - wyszeptał z rezygnacją i przymknął oczy.

- Handel z wami jest tu surowo zabroniony - odpowiedziała Raija, uśmiechając się 

blado. - Komuś zależało na tym, żeby skończyć z tym raz na zawsze, i uznał, że wolno mu do 

was strzelać. Reijo... mój... - złapała głębszy oddech i dokończyła: - ... mój mąż przyniósł ciebie 

nieprzytomnego tutaj. Nikt o tym nie wie.

- A statek odpłynął? - Nadal nie pojmował, że kompani zostawili go samego.

Przytaknęła. Niestety, nie znała żadnych szczegółów, by powiedzieć mu coś więcej.

background image

- Mój brat? - mamrotał pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Nieświadomie 

używał języka, który i ona rozumiała. Nauczył się go od babki, matki ojca, której nie widywał 

często,  odkąd w wieku trzynastu lat  uciekł  z domu. - Na „Sankt Nikołaju” jest  mój brat. 

Jewgienij by mnie tu tak nie zostawił...

Raija przełknęła ślinę, poruszona do łez głęboką rozpaczą, której ten młody mężczyzna 

nie potrafił do końca wyrazić słowami. I choć nie zamierzała czynić mu płonnych nadziei, 

zapewniła gorąco:

- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żebyś mógł wrócić do domu. Rozumiesz?

Pokiwał głową i spojrzał na Raiję. Jego ciemnobrązowe oczy, zapadnięte i otoczone siną 

obwódką, zapłonęły.

- Zrobiłaś dla mnie już tak wiele - rzekł, dotykając opatrunku.

Zacisnął zęby i tylko kości policzkowe mu drgały. Mimo że każdy najmniejszy ruch 

sprawiał mu ból i nawet zdrowa ręka opadła ciężko, nie chciał okazać słabości.

Raija tylko skinęła głową. Było coś w tym młodzieńcu, co poruszało w niej najczulsze 

struny. Jakby wbrew jej woli zakradał się wprost do najgłębszych zakamarków jej serca, do 

których nikt nie miał przystępu.

- Anioł z moich snów... Twoje oczy... widziałem je, śniłem o nich, choć nie miałem 

pojęcia, do kogo należą... Jak cię zwą?

- Raija - odpowiedziała. Nie dodała „Alatalo”, jak nadal często nazywała się w myślach, 

ani „Elvejord”, nazwiska po mężu, ani nawet „Kesaniemi”, nazwiska, którego powinna używać 

w tych stronach. Powiedziała po prostu „Raija”.

Niepewnie kilka  razy powtórzył jej imię.  Nie sprawiło mu to większych trudności. 

Brzmienie tego imienia nie wydało mu się tak obce jak innych, z którymi zetknął się w tym 

kraju, pływając wzdłuż wybrzeża. Oczywiście nie brzmiało tak swojsko jak imiona rosyjskie, 

ale jednocześnie nie różniło się aż tak bardzo.

- Pięknie - uśmiechnął się. Kiedy się uśmiechał, wyglądał wręcz nieprzyzwoicie młodo, 

niczym wyrostek. - Ja nazywam się Aleksiej Dymitrowicz Byków.

Roześmiał się, kiedy Raija zaczęła łamać sobie język już na pierwszych sylabach. A jej 

kolejne nieporadne próby rozbawiły go jeszcze bardziej. Poprawiał ją jednak życzliwie, póki 

Raija sama nie uznała, że wymawia jego imię w miarę poprawnie.

Aleksiej... Imię równie obce jak on sam.

-   Dziękuję,   Raiju   -   powiedział   miękko,   niemal   zmysłowo.   Jego   język   poruszał   się 

zwinnie, przemieniając każdą sylabę w magiczną formułę. Niebezpiecznie było zbyt długo 

wsłuchiwać się w jego głos.

background image

- Kim są te dzieci? A więc widział je!

Raija pośpiesznie zaczęła się tłumaczyć, że nie chciała mu przeszkadzać, ale trudno było 

jej powstrzymać maluchy.

- To moje dzieci - dodała i naraz poczuła się przy nim bardzo stara.

Aleksiej roześmiał się, przekonany, że to żart.

- Twoje rodzeństwo? - zapytał. - Niepodobne.

- Nie, to moje dzieci - wyjaśniła Raija, zarumieniwszy się lekko. - Jestem ich matką.

Popatrzył na nią zdumiony. Zbudził się ze snu i ujrzał urzekający obrazek: dwie małe 

dziewczynki rozmawiały z dziewczyną, której uroda zatykała dech w piersiach. Ta boska istota 

miała piękną twarz o wyrazistych rysach, lekko wystające kości policzkowe, zmysłowe usta i 

ciemnobrązowe oczy. Na ramiona spływała jej kaskada lśniących czarnych włosów. Podglądał 

ją   spod   wpółprzymkniętych   powiek   zza   gęstych   i   wyjątkowo   długich   jak   u   mężczyzny, 

ciemnych   rzęs.   Długo   tak   leżał   i   zagryzał   wargi   aż   do   bólu,   żeby   wydłużyć   tę   chwilę 

przyjemności, wywołaną cudnym widokiem.

- Twoje?

Raija uśmiechnęła się rozbawiona i pokiwała głową.

- Nie jesteś taka stara.

W   pewnym   sensie   był   to   komplement.   Raija   poczuła   lekkie   wyrzuty   sumienia,   że 

sprawił jej taką przyjemność, ale od dawna nikt obcy nie przemawiał do niej tak pięknie.

- Mam osiemnaście lat, prawie dziewiętnaście - usprawiedliwiła się.

Aleksiej nadal potrząsał głową z niedowierzaniem i uśmiechał się niemal z rezygnacją.

- Ja także mam osiemnaście lat, ale nie mam dzieci.

- Z mężczyznami jest inaczej. - Raija wzruszyła ramionami.

- To kiedy w takim razie urodziłaś pierwsze dziecko? - zapytał zdumiony.

Raija   zaczerwieniła   się,   speszona,   że   obcy   mężczyzna   pyta   ją   o   takie   sprawy,   ale 

równocześnie wydało jej się miłe to, że kogoś obchodzi, ona i jej życie.

- W wieku szesnastu lat - odrzekła, nabrawszy nagłej ochoty na rozmowę.

Zmarszczył brwi, pewien, że jedno z dzieci, które widział, było starsze.

-   Elise,   ta   drobna   blondynka,   nie   jest   moją   rodzoną   córką   -   wyjaśniła   Raija.   - 

Zaopiekowałam się nią po śmierci jej rodziców. Moja jest ta młodsza, czarnowłosa Maja, i 

jeszcze Knut, niespełna roczny chłopczyk.

- Szczęściarz z niego. - Aleksiej popatrzył na nią znacząco. Raija nabrała przekonania, 

że towarzystwo Aleksieja może być niebezpieczne nie tylko dla słabych kobiet. Sama nie 

uważała się za osobę, którą łatwo oczarować, a jednak miękła jak masło pod spojrzeniem jego 

background image

ciemnych oczu.

- Zjesz coś? - zapytała, żeby sprowadzić rozmowę na bezpieczniejsze tory. Dość już 

było mężczyzn w jej życiu, dość cierpienia. Nie potrzebowała jeszcze młodego Rosjanina.

Podgrzała krupnik ze śniadania. Może powinna przygotować coś bardziej pożywnego, 

ale tak było szybciej. Podała mu do tego żytni chleb. Aleksiej połamał go i wrzucił do zupy. 

Kwaskowaty smak chleba był dla niego całkiem nowy. Długo żuł, nim sięgnął po następny kęs. 

Maja i Elise chodziły krok w krok za Raiją, trochę zawstydzone, ale ciekawość wzięła w nich 

górę.

- Dobre, chociaż smakuje inaczej - rzekł w końcu Aleksiej.

Raija, rozbawiona, że stara się być taki miły, już miała przemożną ochotę zapytać, co 

jada się w jego rodzinnych stronach, ale ugryzła się w język. Jeszcze by uznał to za babską 

ciekawość, a nie chciała uchodzić w jego oczach za głupią.

Pomogła mu się położyć, bo chwila rozmowy w pozycji półsiedzącej mocno go osłabiła. 

Ciążyły mu powieki, ale nie odrywał wzroku od dziewczyny, która, spostrzegłszy to, poczuła 

lekki niepokój.

Reijo skierował swe kroki do sklepu kupca. Nie on jeden. Zarówno w sklepie, jak i 

przed wejściem zgromadzili się tłumnie mieszkańcy wsi. Jedni stali, inni siedzieli, ale wszyscy 

rozmawiali o tym samym, o rosyjskiej szkucie. Reijo rozpoznał wiele twarzy widzianych mi-

nionej nocy i szybko zorientował się, że mało kto wypowiada się szczerze.

W obecności kupca wszyscy podzielali jego zdanie. Uciekając spojrzeniem gdzieś w 

bok, niepewnym głosem mówili to, czego od nich oczekiwano. Żaden z nich nie ośmielił się 

zadrzeć z człowiekiem, u którego tkwił po uszy w długach. Zbyt wielką cenę przyszło by im 

zapłacić.

Subiekt oczywiście także trzymał stronę tego, kto wypłacał mu pensję.

-   Niech   no   tylko   te   ruskie   świnie   spróbują   tu   jeszcze   raz   przypłynąć   -   oznajmił 

buńczucznie, pewien, że nikt ze zgromadzonych mu się nie przeciwstawi. - Znajdzie się sposób, 

żeby ich stąd przepędzić. Prawo jest po naszej stronie. Jeden już został postrzelony dziś w nocy, 

ale ktoś...

Przerwał   i  popatrzył  po twarzach   osób zebranych  po  drugiej  stronie  lady.  Żaden  z 

rybaków nie patrzył mu w oczy, co go tylko jeszcze umocniło w przekonaniu o wyższości nad 

nimi.

- ...ktoś pomógł temu nędznikowi - dokończył hardo. - Pewnie któryś z jego kompanów, 

a może ktoś stąd?

Cisza.

background image

Subiekt zniżył głos, tak że zebrani musieli nastawić uszu, żeby słyszeć, co mówi:

-   Jeśli   tak,   to   marny   jego   los.   Kupiec   ma   za   sobą   wpływowych   ludzi,   którzy 

bezwzględnie wyegzekwują prawo. Z pomocą pośpieszył mu ziomek z Bergen... Człowiek, 

który nie  zwykł  się rozczulać   nad kimś, kto  na  to nie  zasługuje.  Zresztą  wątpię,  czy nad 

kimkolwiek się rozczula... - dodał z głębokim westchnieniem.

Zadowolony najwyraźniej z efektu, jaki wywołały jego słowa, powrócił do obsługiwania 

klientów.

Reijo stracił  ochotę na zakupy. Potrzebował łodzi,  ale wolał  dogadać się z jakimiś 

uczciwymi rybakami aniżeli z kupcem. Dyskretnie wymknął się ze sklepu, a za nim podążył 

Nils.   W   milczeniu   skierowali   się   na   nabrzeże.   Z   rękami   w   kieszeniach   spodni   wyglądali 

zwyczajnie,   jak   rybacy,   którzy   idą   pogawędzić   o   łodziach   i   popatrzeć   na   morze,   żeby 

sprawdzić, czy warto wypłynąć następnego dnia na połów. Nie odezwali się słowem, póki nie 

znaleźli   się   w   bezpiecznej   odległości   od   sklepu.   Nad   brzegiem   wśród   naniesionych   przez 

przypływ wodorostów i rybich wnętrzności nikt nie mógł podsłuchać ich rozmowy.

- Prócz tego biedaka nikt inny nie został postrzelony - odezwał się Nils. - Co z nim?

- Lepiej. Jego szkuta odpłynęła? Nils pokiwał głową.

- To znaczy, że musimy go ukryć... - zafrasował się Reijo.

- Co za kobieta z tej twojej żony! - W głosie Nilsa zabrzmiała nuta niekłamanego 

podziwu. Jego myśli wędrowały innymi torami niż myśli Reijo, zatroskanego losem rosyjskiego 

marynarza, za którego teraz czul się odpowiedzialny.

- Myślałem, że on umrze. Jedna kula przeszła na wylot, druga utkwiła w ramieniu. 

Cholera! Prawie zemdlałem, kiedy ona zaczęła grzebać w ranie. Co za kobieta! Gdzie takich 

szukać? Powiedz, Reijo!

- Nad fiordem Lyngen - Reijo uśmiechnął się lekko. - Ma się rozumieć, jest Finką.

- Szczęściarz z ciebie! - westchnął zazdrośnie zatwardziały dotąd kawaler.

- No cóż - uciął Reijo, który lepiej niż ktokolwiek inny zdawał sobie sprawę z tego, jak 

często pozory mylą. Uważał Nilsa za przyjaciela, ale nie mógł mu wyjawić całej prawdy. - 

Potrzebna mi łódź - zagadnął z innej beczki. - Chętnie kupię.

Nils wsunął rękę do kieszeni i wyjął skórzany mieszek, który poprzedniego wieczoru 

Reijo dał szyprowi na mąkę.

- Skoro mowa o pieniądzach... Ktoś mi powiedział, że są twoje.

Reijo schował mieszek. Teraz już wiedział, komu może zaufać, a komu nie.

- Mógłbyś się rozejrzeć, kto ma do sprzedania łódź? - rzucił, patrząc z ukosa na Nilsa. - 

Taką na sześć przedziałów wiosłowych, na przykład? Zapłacę...

background image

Nils popatrzył ze zdumieniem na nowego kompana.

- Pływałeś kiedyś taką?

Reijo zapewnił, że nie raz. Dodał także, że załogę zamierza skompletować spośród 

miejscowych rybaków.

- Nie muszę się zadłużać u kupca. Mógłbym nawet na początek pomóc swojej załodze 

zakupić co niezbędne. Oczywiście nie na takich lichwiarskich warunkach, jak to czyni kupiec.

- Kto by pomyślał, że znajomość z tobą okaże się taka opłacalna - zażartował Nils, 

spoglądając znacząco na połatane ubranie Reijo. - Gdybyśmy mieli łódź, ukrylibyśmy tego 

młodego Rosjanina i o świcie wypłynęli na morze. Na pewno udałoby się nam go przerzucić na 

jakąś rosyjską szkutę, bo wzdłuż wybrzeża krąży niejeden statek stamtąd. Nie wszędzie handel 

z Rosjanami jest tak surowo karany. Większość kupców patrzy na to przez palce.

- O co chodziło temu głupcowi za ladą? - zapytał Reijo, któremu umknęła znaczna część 

wywodu subiekta. - Mówił o jakichś posiłkach?

Nils zazgrzytał zębami.

- Kupiec jest szalony. Sprowadził tu okrutnika, który dręczył nas już kiedyś. Straszny 

człowiek! Ludzie boją się go jak ognia. Powiadają, że od wybrzeża w głąb lądu ciągnie się za 

nim zła sława. - Nils wykrzywił usta w uśmiechu. - Tutaj w każdym razie wzbudza grozę, nikt 

się nie odważy mu przeciwstawić. Najlepiej trzymać się od niego z daleka. Nazywamy go 

Krwawy Ole, ale tylko wtedy, gdy mamy pewność, że nikt nie podsłuchuje. Przed nim drżą 

nawet najwięksi śmiałkowie!

Krwawy Ole! Reijo słyszał słowa Nilsa jak przez mgłę. W uszach mu szumiało.

- Wysoki? - zapytał nieswoim głosem. - Blondyn, silnej postury i o oczach chłodnych 

jak stal? Nazywa się może Ole Edvard Hermansson?

Wracał do domu z mieszanymi uczuciami. Ciągle nie mógł przywyknąć do tego, że coś 

posiada... Ma coś na własność tylko dlatego, że Kalle gryzie ziemię i sam nie może już z tego 

korzystać... Złoto Kallego, żona Kallego, dzieci Kallego, przynajmniej jedno z nich...

Zasługa Reijo polegała tylko na tym, że rozbudził w przyjacielu marzenie. Opowiedział 

mu zasłyszane w dzieciństwie historie o złocie. Namówił do wspólnych poszukiwań, podsycił 

tęsknotę. Ale to Kalle znalazł złoto, Kalle narysował mapę. Cokolwiek Raija mówiła, Kalle 

zostawił majątek jej i dzieciom. Nie jemu... No i jeszcze tej dziewczynie z wyspy, Jenny... 

Zresztą to dziwna osoba...

Ale Kalle nie żyje.

Reijo został sam z jego żoną. I z odpowiedzialnością. Ileż to razy chciał się uwolnić z 

tych więzów, które go łączyły z Raiją, ale ciągle coś go zatrzymywało przy niej.

background image

Łódź mogłaby się stać jego szansą.

Ech, zarobić tyle, by zwrócić wszystko, co pożyczył! Odzyskać niezależność!

Jeśli   znajdzie   złoto   i   zapewni   Raiji   bezpieczną   przyszłość,   będzie   mógł   od   niej 

odpłynąć. Oczyma wyobraźni widział już, jak łódź powoli odbija od brzegu i nabiera wiatru w 

żagle. Widział zapłakaną twarz Raiji i dłoń machającą na pożegnanie. Między marzeniami a 

rzeczywistością zieje głęboka przepaść, ale każdy ma prawo do marzeń!

Kiedy kupowali ten dom, jego położenie wydawało mu się wprost idealne.

Dom   stał   na   uboczu,   ale   do   wsi   nie   było   daleko,   nawet   widać   ją   było   z   góry. 

Odosobniony, oddzielał ich od społeczności rybackiej. Sami mogli zadecydować, czy staną się 

jej częścią.

Teraz jednak poczuł lęk. Odległość dzieląca ich od rybackich chat wydała mu się nagle 

zbyt duża. Co prawda teren był otwarty, jednak ani trochę go to nie uspokoiło.

Dom stał na odludziu, co mogło okazać się dla nich niebezpieczne. I to nie tylko z 

powodu Rosjanina, który znalazł się pod ich dachem.

W takich chwilach jak ta Reijo pragnął pokochać zupełnie zwyczajną dziewczynę. Taką, 

która,   skromnie   spuściwszy   wzrok,   siedziałaby   przy   kołowrotku   lub   przy   krosnach   albo 

pochylałaby   się   nad   szyciem.   Bez   słowa   sprzeciwu   gotowałaby   i   opiekowała   się   dziećmi. 

Zgadzałaby się z tym, co mówi, i akceptowała to, co robi. Zatęsknił za żoną, której obecność 

nie wzbudzałaby nigdzie sensacji. Która znałaby swoje miejsce. Za którą nie oglądaliby się 

mężczyźni, ale która byłaby dość piękna, by ją pokochał. Dziewczyna, która nie oczekiwałaby 

niczego więcej poza jego miłością i gotowa by była żyć jego życiem.

Takich dziewcząt nie brakowało. Gdyby tylko chciał, mógłby się dobrze ożenić i wieść 

spokojny żywot. Ale los zdecydował, że zakochał się w Raiji. Na zawsze, dozgonnie. A do niej 

kłopoty ciągnęły jak ćmy do światła.

- Och, Raiju, Raiju, wniosłaś w moje życie straszne zamieszanie - mruknął pod nosem, 

zbliżając się do budynku, który nazywał teraz swoim domem. - Najgorsze jednak, że nigdy bym 

z ciebie nie zrezygnował. Obojętnie, co by się wydarzyło. Gdybym raz jeszcze miał wybierać, 

uczyniłbym to samo...

Westchnął   ciężko   i   otworzył   drzwi.   Zdziwił   się,   nie   słysząc   dziecięcego   gwaru   i 

śmiechu. O tej porze dzieci zwykle jeszcze nie spały. Brakowało mu odgłosów, które tak lubił i 

które dawały mu złudzenie, że należy do rodziny, że jest częścią większej całości.

Na pewno Raija kazała im być cicho, żeby nie zbudziły Rosjanina. Ranny potrzebował 

spokoju, by jak najszybciej wyzdrowieć. Dla jego i ich dobra, a także dla dobra mieszkańców 

wioski rybackiej, trzeba go jak najprędzej stąd wywieźć.

background image

Raija   w  jakiś   tajemniczy   sposób  nakłoniła  dzieci   do  zachowania  spokoju.   Potrafiła 

opowiadać fascynujące historie, jeśli tylko miała chęć. Obdarzona bogatą wyobraźnią, mówiła 

tak   zajmująco   i   wyczarowywała   takie   obrazy,   że   nawet   u   najmniej   wrażliwych   słuchaczy 

wywoływała łzy wzruszenia. Ta wspaniała umiejętność okazywała się szczególnie cenna, gdy 

trzeba było dzieci uśpić.

Reijo wszedł do kuchni, uśmiechając się pod nosem do swych myśli. Nie chcąc budzić 

chorego gościa, półgłosem zawołał Raiję.

Przeląkł się na widok jej bladej twarzy. W pierwszej chwili pomyślał, że coś przytrafiło 

się Rosjaninowi.

Chyba nie umarł? pomyślał w popłochu. Tak się namęczyliśmy, żeby mu pomóc!

Nie... Na twarzy dziewczyny malowała się bezdenna rozpacz, panika i strach przed 

najgorszym. Śmierć nieznajomego młodzieńca nie wywołałaby w niej takiego lęku.

- Co się stało? - zapytał, ścisnąwszy ją mocno.

Raija, drżąc na całym ciele, wpiła palce w jego ramiona. Szczękała zębami, jakby była 

przemarznięta do szpiku kości, i choć poruszała wargami, nie mogła z siebie wydobyć głosu.

Zupełnie   jak   w   sennych   koszmarach,   jakie   dręczyły   nocami   Reijo.   Uciekał   przed 

prześladującą go zmorą, a gdy ta go dopadała, oniemiały, nie był w stanie wzywać pomocy.

- Na Boga, Raiju, co się tutaj stało? - zawołał, potrząsając nią lekko. Nie miał już 

żadnych wątpliwości, że wydarzyło się coś strasznego.

Raija płakała bezgłośnie. Po policzkach spływały jej nieprzerwanym strumieniem łzy.

Poczuł się zupełnie bezsilny. Posadził Raiję na ławie, a ona opuściła głowę na stół. 

Ramiona jej drżały. Nie było sensu pytać o cokolwiek Co ją tak strasznie przeraziło? I gdzie, u 

diabła, są dzieci?

Zerwał się i kolejno otwierał  drzwi do wszystkich pomieszczeń. Na widok pustego 

pokoju dziecinnego nabrał strasznego podejrzenia. A kiedy nie zastał nikogo w pozostałych 

izbach, z wyjątkiem tej, gdzie ułożyli Rosjanina, ogarnęła go prawdziwa furia. Nie zwrócił 

nawet uwagi na to, że wszędzie panuje nieopisany bałagan.

Rosjanin nie spał. Opatrunki przesiąkły mu krwią, a łóżko wyglądało tak, jakby chory 

próbował  wstać.  Z twarzą  wykrzywioną w  grymasie  bólu odchylił  narzutę.  W nogach,  na 

wysokości kolan, leżało zawiniątko, śpiący słodko Knut.

W jednej chwili Reijo był przy nim. Chwycił maleństwo, przytulił i wycałował. Słyszał, 

że młody Rosjanin coś mówi, ale choć słowa zabrzmiały znajomo, nie docierał do niego ich 

sens, taki był wzburzony. Pokręcił głową, ranny zamilkł i wyczerpany opadł na posłanie.

Reijo   z   Knutem   na   ręce   wbiegł   do   kuchni.   Straszliwe   przeczucie   niemal   go   nie 

background image

zadławiło.

- Gdzie Maja? - zapytał chrapliwym głosem. - Gdzie Elise? Raiju, na miłość boską, 

spójrz na mnie! Odezwij się! Odpowiedz mi coś!

Dziewczyna podniosła ku niemu zapłakaną, mokrą od łez twarz.

- Nie ma ich! Nie ma! - wykrzyknęła z dziką rozpaczą. Reijo podał jej synka i ciężko 

opadł na ławę.

- Hermansson? - zapytał tylko.

Skinęła głową, a spojrzenie jej ciemnych brązowych oczu wyrażało smutek i nienawiść.

- Tak - potwierdziła. - Ole. Ta bestia porwała dziewczynki.

- Dlaczego? - zapytał, kierując wzrok w stronę izby, gdzie leżał widoczny przez otwarte 

drzwi rosyjski marynarz. - Przecież musiał go zauważyć, mógł go zabrać... Byłoby to prostsze 

niż szantażowanie nas dziećmi...

Raija trzymała kurczowo w ramionach Knuta. Nikt nie zdołałby teraz wyrwać malca z 

jej ramion.

- Aleksiej ukrył Knuta, schował go pod przykrycie - odpowiedziała dziewczyna. Reijo 

ledwie zwrócił uwagę na to, że Rosjanin ma imię. - Dzieci były w tamtej izbie...

Oczy Raiji spoczęły na Reijo.

-   '   Nie   znasz   tak   dobrze   jak   ja   Olego   Edvarda.   Aleksiej   go   nie   interesuje.   Nie 

zareagowałby nawet, gdybyśmy mieli pełną chatę Rosjan. Pomógł kupcowi tylko dlatego, że 

ten obiecał mu sowite wynagrodzenie. Robota była łatwa, pod osłoną nocy... Poza tym stracił 

nas z oczu, więc przerwał poszukiwania...

Reijo nic z tego nie pojmował. Sądził, że Hermansson trafił na ich ślad.

- Ten głupiec przyszedł tu powodowany chwilą słabości - załkała Raija. - Okazuje się, 

że dom należał do Cathariny, mojej służącej, przyjaciółki Kallego. Catharina była kochanką 

Olego, a wcześniej kochanką poprzedniego wójta, który trzymał ją tutaj. Kiedy umarł, dom jej 

zabrano. Ole przyszedł popatrzeć na dom, a zastał mnie.

Los im nie sprzyjał.

- Czego chce? Czego, u diabła, chce ten potwór?

- Pomyśl - odparła Raija, ale nim zdążył się zastanowić, dodała: - Nie uwierzył mi, 

kiedy mówiłam, że nie wiemy, gdzie Kalle znalazł złoto. Powtarzałam uparcie, że Kalle zabrał 

tę tajemnicę do grobu. A wiesz, co on na to? Zaśmiał mi się prosto w twarz i powiedział, że 

wie, jak wydobyć z nas prawdę. Z ciebie. Kiedy usłyszał, że tu jesteś, wpadł w szał.

Raija ściszyła głos.

- On przypuszcza, że dziewczynki są twoje, przynajmniej Maja. Powiedział, że się z 

background image

tobą skontaktuje, ale sam zadecyduje, kiedy to nastąpi. Do tej pory masz mu narysować mapę z 

zaznaczonym miejscem, w którym jest złoto.

- Na pewno wrócił do kupca!

Reijo, trzęsąc się ze złości, zerwał się z miejsca. Miał ochotę zabić kanalię. Jeśli kogoś 

nienawidził,   to   właśnie   Olego   Edvarda   Hermanssona.   Może   mógłby   z   czasem   zapomnieć 

krzywdy, jakich doświadczył od niego, a w każdym razie spróbować ukryć to w mrokach 

niepamięci. Ale nigdy nie zapomni, że ten mężczyzna wziął Raiję gwałtem, a już szczególnie 

nie zapomni chwili, gdy mu potem oznajmił, że się z nią ożenił.

Jakby tego było mało, teraz zabrał Maję, jego ukochaną Maję. Córkę Mikkala. No i 

Elise, naiwną i ufną Elise. która tyle złego już doświadczyła w swym krótkim życiu.

Dzieci. Jego dzieci. Mimo że nie łączyły ich więzy krwi, czuł się ich ojcem.

- Nie możesz iść! - Raija w jednej chwili znalazła się przy nim. - Dobrze wiesz, do 

czego Ole jest zdolny. Gotów zrobić im krzywdę. Uczyni to z przyjemnością. Znasz go, Reijo! 

Znasz go!

Reijo nie zamierzał pozwolić, by ta bestia zyskała nad nim przewagę. Nie chciał grać 

według reguł narzuconych mu przez niego. Sam boleśnie doświadczył, że Ole nie zawaha się 

przed najgorszym, że posłuży się najbrudniejszymi metodami, by osiągnąć swój cel. Rosjanin 

był u nich bezpieczny. Ole Edvard nie interesował się płotkami. Kupiec także znajdował się 

poza jego zainteresowaniem.

Reijo nie mógł siedzieć bezczynnie i czekać, aż Ole zechce z nim rozmawiać i zażąda, 

by oddali mu to wszystko, co pozostawił Kalle.

Krwawy Ole. Ten człowiek porwał jego małe córeczki. Człowiek, przed którym nie bez 

powodu drżało pół Finnmarku.

Zrozpaczony, rwał włosy z głowy i nie mógł powstrzymać łez. Zdawało mu się, że na 

jego piersi zaciska się lodowata dłoń.

Dławiąca niemoc.

- Chyba musimy poczekać - oznajmił wreszcie obcym głosem. Poczuł się, jakby coś w 

nim umarło. - Teraz Ole ma ruch.

background image

4

Raija zapadła w odrętwienie. Zdawało jej się, że stopniowo traci czucie w każdym 

nerwie  swego  ciała.  Ole  Edvard stanowił  zamknięty  rozdział  w jej życiu.  Wyrzuciła go  z 

pamięci z prawdziwą satysfakcją. Dość już miała ciągłej udręki i lęku o to, co knuje. Gdzieś w 

głębi serca przeczuwała jednak, że Ole tak łatwo nie zrezygnuje ze złota. Pragnął bogactwa 

równie silnie jak władzy. A ponieważ władza została mu odebrana, postanowił zdobyć złoto, 

idąc po linii najmniejszego oporu.

Raija nie przypuszczała, że Ole nadal darzy ją tak silnym uczuciem. Ani odrobinę nie 

zmalała także nienawiść, jaką żywił wobec Reijo. Usłyszawszy o śmierci Kallego, roześmiał się 

złowieszczo i rzucił z ironią: „Pewnie znów jesteś z tym swoim Finem, który ma nogi jak 

pałąki? Mogłem go zgnieść jak robaka, żałuję, że tego nie uczyniłem”.

Tak, Ole z jej powodu chorobliwie nienawidził Reijo. A może przyczyna tej nienawiści 

tkwiła gdzieś głębiej? Kto wie, czy sam Ole potrafił to wyjaśnić. Był bardzo skomplikowaną 

naturą. Wyjątkowo brutalny i bezwzględny, posiadał też zalety, o których być może wiedziała 

jedynie Raija. Gardziła nim, ale skłamałaby mówiąc, że w czasie tych kilku miesięcy, jakie 

spędziła u jego boku, Ole odnosił się do niej wyłącznie źle. Często traktował ją wręcz dwornie. 

Ale nie przeszkadzało mu, że ich związek oparty był na przymusie. Brał to, na co miał ochotę. 

Chętnie podkreślał, że wydobył ją z bagna i że wolno mu robić z nią, co tylko zechce.

Nie   po   raz   pierwszy   Raija   ściągnęła   na   siebie   nienawiść.   I   nie   po   raz   pierwszy 

wykorzystywano dzieci, by ją mocniej zranić. Mała Maja... tyle wycierpiała tylko dlatego, że 

była córką Raiji Alatalo, dla której mężczyźni tracili głowę. Za swą urażoną ambicję karali 

Raiję   dotkliwie,   krzywdząc   tych,   których   najbardziej   kochała.   Całym   sercem   nienawidziła 

ludzi, którzy dla osiągnięcia własnych niecnych celów posługiwali się dziećmi, jej dziećmi!

Odrętwienie   i   niemoc   zwolna   ustąpiły   miejsca   wściekłości   i   głębokiej   pogardzie   - 

uczuciom, które znacznie bardziej niż cierpienie pobudzają do działania.

Reijo sądząc, że Raija tego nie widzi, ukradkiem ocierał łzy. Jego twarz przypominała 

zastygłą,   jakby  skutą   lodem  maskę.   Zwykle   gdy  był   zły,   jego  oczy  nabierały  intensywnie 

zielonej barwy i lśniły bardziej niż morze. Teraz zasnute były strachem. Reijo zawsze wspierał 

Raiję, stał przy niej ramię w ramię, kochał ją i dzieci tak mocno, jak to tylko możliwe.

- A niech to wszyscy diabli! Nie pozwolimy, żeby jakiś Ole Edvard nami rządził! - Raija 

popatrzyła wojowniczo. W tej samej chwili przypomniał jej się wieczór w Alcie, kiedy Ole 

Edvard zbił ją do utraty przytomności. Przed oczami przesunęły się obrazy:

Przepełnione nienawiścią spojrzenie katującego ją Olego.

background image

Ole demonstrujący w jej obecności swą władzę wobec ciężko pobitego Reijo.

I ten błysk w oku przyjaciela, pełen nienawiści zielonkawy błysk, świadczący o tym, że 

Olemu nie udało się go złamać.

Raija dobrze wiedziała, że Reijo rozmyśla o tym samym. Ole upokorzył go bardziej niż 

ktokolwiek inny. Tym razem nie może wygrać. Nie pozwolą mu ustalać reguł gry.

- Chyba nie muszę ci przypominać, że ma nad nami przewagę. - Glos Reijo zabrzmiał 

obco. - Nie zdążyłem ci powiedzieć, że to dobry znajomy kupca. To on strzelał do Rosjan! A co 

z rannym? Jak ty, właściwie, porozumiewasz się z tym chłopakiem?

- Po lapońsku - Raija skrzywiła usta w uśmiechu. - Ma na imię Aleksiej. Jego babka 

była Laponką i posługiwała się językiem podobnym do mowy Mikkala. - Głos dziewczyny, 

który na chwilę złagodniał, znów zabrzmiał twardo: - Ole może mieć za sobą nawet króla, ale 

nie pozwolimy mu na to, by bawił się naszym kosztem. Gdzie skórzany worek?

- W sieni, wisi na haku - Reijo mimowolnie uśmiechną! się. - Doprawdy, Kalle sprytnie 

to wydumał, miał chłopak głowę na karku. Hermansson przeszedł obok i nie domyślił się, że 

tam może być ukryty plan.

- Ole nie zabierze Mai i Elise do kupca - rozważała na głos Raija. - On nie lubi się 

dzielić,   a   kupiec,   choć   wydaje   się   nędznym   tchórzem,   w   interesach   jest   pewnie   równie 

bezwzględny i pozbawiony wszelkich skrupułów jak Ole Edvard. Poza tym kupiec raczej nie 

ryzykowałby konfliktu z człowiekiem, który zapłacił mu złotem. Na pewno jest przekonany, że 

masz go więcej i jeszcze nie raz ubije z tobą interes.

Reijo pokiwał głową.

- W osadzie nikt nie przepada za Olem... - ciągnęła Raija.

- Krwawym Olem - wysyczał przez zęby, a widząc jej pytający wzrok, wyjaśnił: - Tak 

go tutaj nazywają... Myślę, że masz rację. Zapewne w tajemnicy przed kupcem ta bestia ukryje 

dziewczynki w jakiejś szopie, a może w letniej zagrodzie. Podejrzewam, że świetnie zna te 

okolice. Może dałoby się czegoś dowiedzieć od mieszkańców wsi?

- Zapytajmy Nilsa - zaproponowała Raija. - Przecież on już i tak jest w to zamieszany. 

Ale Aleksiej nie może zostać sam...

- Nie ma mowy, Raiju. Ty się nigdzie stąd nie ruszysz! - zaprotestował Reijo stanowczo, 

unosząc się z miejsca. Jego niewysoka postać zdawała się dominować nad dziewczyną. - Znajdę 

Nilsa i wezmę go ze sobą. A ty zaryglujesz drzwi. Nikogo prócz mnie nie wpuszczaj do środka! 

Nie chcę martwić się jeszcze o ciebie. Hermansson na twym punkcie oszalał i gdyby zobaczył 

cię ze mną, trudno przewidzieć, co mógłby zrobić. Nie zamierzam ryzykować.

- Dobrze,  poszukaj Nilsa  - powiedziała  zrezygnowanym słabym głosem, udając,  że 

background image

uznała jego argumenty. Ale Reijo zbyt dobrze ją znał, by dać się oszukać. Nie zwiodła go jej 

niewinna mina. Nie mylił się. Raija nie zamierzała biernie przyglądać się biegowi wydarzeń. 

Nikt nie mógł jej przeszkodzić w zrobieniu tego, co uważała za konieczne, by zniszczyć Olego. 

Męskie sposoby, owszem, bywają skuteczne, jednak czasem dyskretna ingerencja kobiety może 

zadecydować o powodzeniu, szczególnie gdy nikt się tego nie spodziewa.

Zdenerwowana, nie mogła sobie znaleźć miejsca. Gdy tylko Reijo wyszedł, zajrzała do 

Aleksieja. Mimo że drzwi wejściowe były dokładnie zaryglowane, nie miała odwagi zostawić 

maleńkiego Kmita w innej izbie. Bała się go nawet na chwilę spuścić z oka. Dziecko spokojnie 

bawiło się na podłodze, gaworząc radośnie. To maleństwo było zawsze pogodne i zadowolone!

Przez   zaciągnięte   zasłony   do   izby   przenikało   światło   dnia.   Niebo   przybrało 

bladoniebieską barwę, rześkie powietrze, ostrzejsze i bardziej wilgotne niż w głębi lądu, miało 

słony smak. Październik zbliżał się ku końcowi. Mróz lodowatymi dłońmi pieścił czule zbocza, 

powlekając je gdzieniegdzie białą warstwą szronu.

- Dlaczego? - zapytał Aleksiej. Melodyjny język lapoński brzmiał obco w jego ustach.

- Mój pierwszy mąż zaginął w czasie sztormu, sądziłam, że nie żyje. Zostałam żoną 

Olego - zaczęła niepewnie Raija. - Jego chorobliwe pragnienie, by posiąść mnie na własność, 

przemieniło się wnet w gorycz porażki i nienawiść. - Raija westchnęła. - Dowiedział się o 

złocie znalezionym przez mojego pierwszego męża i myśli, że Kalle przed śmiercią zdradził 

nam, gdzie należy szukać kruszcu. Chodzi mu o złoto!

Aleksiej z niedowierzaniem potrząsnął głową. Ta dziewczyna miała tyle samo lat co on. 

Zawsze wydawało mu się, że prowadzi burzliwe życie, ale w porównaniu z nią wypadał blado. 

W jej opowieściach pojawiali się coraz to nowi mężczyźni, ledwie mógł ich zliczyć, a ona 

relacjonowała to takim tonem, jakby posiadanie pół tuzina mężów było powszechne.

- Reijo także jest twoim mężem? - zapytał, jakby podskórnie wyczuwając prawdę.

Cisza zdawała się niemal namacalna, kiedy czekał na tak ważną dla niego odpowiedź.

Po długiej chwili Raija pokręciła przecząco głową. Jakie znaczenie mogło mieć to, że 

Aleksiej dowie się, jak sprawy wyglądają? Przecież i tak z nikim nie potrafi się porozumieć. 

Jedynym jego łącznikiem z otoczeniem była ona.

Piękne do bólu oblicze Rosjanina stało się śmiertelnie poważne, gdy spytał ją o Reijo. 

Raija   pod   wpływem   wzroku   Aleksieja   poczuła,   jak   gdzieś   głęboko   w   sercu   odzywa   się 

zapomniana dawno struna. Wydało jej się to niestosowne, nie chciała prowokować w nim 

takich uczuć, a mimo to nie mogła zapanować nad zalewającą ją błogością, niebezpieczną i 

zakazaną. Ulga, jaka odmalowała się na jego twarzy, kiedy usłyszał odpowiedź, wywołała w 

niej znów to samo przyjemne drżenie.

background image

- Gdyby ludzie się o tym dowiedzieli, mielibyśmy kłopoty - wyjaśniła krótko. - Reijo 

jest  dla mnie kimś  ogromnie ważnym. Gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj. Jest  moim... 

najlepszym przyjacielem.

- Po co mi to mówisz? - Z oczu Aleksieja nie znikał ów niebezpieczny błysk.

Raija dostrzegła nagle komizm całej sytuacji. Rosjanin, który minionej nocy balansował 

na granicy życia i śmierci, zaledwie dzień później burzy jej wewnętrzny spokój, śląc gorące 

spojrzenia. Ostatnie, czego by się spodziewała, to romans z ciężko rannym mężczyzną.

- W tym, co powiedziałam o Reijo, nie ma cienia przesady. On kocha dzieci równie 

mocno jak ja! Czy inaczej narażałby się pomimo grożącego mu niebezpieczeństwa?

- Ciebie także kocha?

Dlaczego w głosie tego nieznajomego pobrzmiewa tyle tajemniczych obietnic? Czemu 

patrzy na nią z takim żarem i oddaniem? I wreszcie dlaczego sprawia jej to taką przyjemność? 

Pogrążona w lęku i cierpieniu, pozwala się uwodzić temu rosyjskiemu młodzikowi, dla którego 

nie ma miejsca w jej życiu. Pojawił się nocą niczym statek widmo i przed nadejściem świtu 

zniknie z jej życia. W jej wspomnieniach nie pozostanie nic prócz jego olśniewającej urody, a 

życie potoczy się dalej.

A może dać się porwać jego czarowi? Pozwolić, by statek przycumował, wejść na jego 

pokład, podążyć ku temu, co nieznane, niewypowiedziane, niemożliwe... Kusił ją, obiecując 

wspaniałości, o których nigdy nie śniła. Egzotyczny, pociągający i absolutnie niebezpieczny.

- Tak, mnie też kocha - odpowiedziała, z trudem odzyskując spokój.

- Czy ten drugi chce wykorzystać dzieci, by zmusić was do mówienia?

- Tak - odrzekła i na nowo obezwładnił ją lęk. Znała Olego na tyle, że miała podstawy, 

by się go bać.

- Wiecie, gdzie jest złoto? - zapytał Aleksiej, patrząc jej głęboko w oczy.

Raija skinęła głową.

- W takim razie o co chodzi? - uśmiechnął się lekko, ale w jego wzroku nadal czaiła się 

powaga. - Bogactwo nie uczyni cię szczęśliwą, dzieci tak.

- Obawiam się, że Ole na tym nie poprzestanie. - Raija wypowiedziała wreszcie to, 

czego się najbardziej lękała.

Ole   nie   szukał   jedynie   łatwej   drogi   do   fortuny.   Kierowało   nim   przede   wszystkim 

pragnienie odwetu. W jego mniemaniu Raija pozbawiła go niemal wszystkiego: władzy, jaką 

miał jako wójt, i pozycji. Ale chyba najbardziej dotknęło go jej odejście. Raija za wszelką cenę 

starała się wymazać z pamięci miesiące spędzone u jego boku, ale mimo głębokiej niechęci nie 

mogła zaprzeczyć, że wiele dla niego znaczyła, ona, Raija, którą sam stworzył. Na swój sposób 

background image

troszczył się o nią. Ona jednak bezwzględnie uświadomiła mu, że w jej sercu nigdy nie będzie 

dla niego miejsca. Dlatego Ole tak ją przeklinał.

Aleksiej   zrozumiał   bez   słów.   Posiadał   rzadką   umiejętność   słuchania,   a   poza   tym 

bezbłędnie   odgadywał   prawdę,   wczuwając   się   w   nastrój   rozmówcy.   Być   może   wrodzona 

melancholia   czyniła  zeń  znawcę  bliźnich.  A może po prostu kochał   ludzi,   był  otwarty na 

innych, na życie... Mimo iż wyglądał niezwykle młodzieńczo, cechowała go dojrzałość.

- Jesteś zbyt piękna, Raiju - powiedział, patrząc na nią łagodnym, niemal ojcowskim 

wzrokiem. - O wiele za piękna. Mężczyźni, którzy cię pokochają, nie zaznają spokoju. Twoje 

oczy obiecują niebo, ale miłość do ciebie może zaprowadzić człowieka w otchłań piekła.

Jego   słowa   zabrzmiały   dziwnie   znajomo.   Dawno   temu,   zdawać   by   się   mogło   w 

zamierzchłej przeszłości, przemawiała do niej tymi słowami Elle.

Zawsze peszyła się, gdy ktoś prawił jej komplementy. Uważała, że uroda nie jest jej 

zasługą i tak naprawdę nigdy nie przywiązywała wagi do swego wyglądu. Czasami nawet 

zdawało jej się, że natura niesprawiedliwie obdarzyła ją ładną twarzą.

Spuściła wzrok zakłopotana.

- Ciebie, Aleksieju, także trudno zaliczyć do szpetnych.

Słowa,   które   tak   gładko   układały   się   w   myślach,   zabrzmiały   nieporadnie,   gdy 

wypowiedziała je na głos. Uśmiechem próbowała pokryć zakłopotanie.

- Być może właśnie dlatego tyle wiem na ten temat - rzekł cicho, a z jego twarzy nie 

zniknęła powaga.

Raija wyczuwała, że i on nosi w sercu jakąś tajemnicę, ale nie spodziewała się jej 

usłyszeć od razu. Ledwo się poznali, nie ośmieliłaby się go wypytywać. Może kiedyś zechce jej 

się zwierzyć? Póki co wiedziała jedno: nie rozmawiała z nieopierzonym młodzikiem. Życie z 

pewnością doświadczyło tego chłopaka. Zmarszczki wokół ust, widoczne, gdy zaciskał zęby, 

zdradzały więcej, niż by chciał przyznać.

- Najchętniej pobiegłabym ich sama poszukać - wyrwało się Raiji. - Może to bez sensu, 

ale czuję się taka nieprzydatna. Siedzę tu bezczynnie i czekam, nie mogąc nic dla nich zrobić. A 

przecież to moje dzieci, moje... Powinnam coś przedsięwziąć.

- Biegałabyś na łeb, na szyję i opowiadała na prawo i lewo o wszystkim. Sądzisz, że 

wiele osób zdecydowałoby się przyjść ci z pomocą? Tymczasem ktoś mógłby ostrzec tego 

drania, a ten gotów skrzywdzić dziewczynki albo ciebie...

Jego słowa podziałały na nią kojąco. Pomogły jej odzyskać rozsądek stłumiony przez 

strach i poczucie winy.

- Ale oczywiście ciebie i tak nikt nie powstrzyma przed wyjściem, prawda? Nie byłabyś 

background image

sobą. Doprawdy powinnaś urodzić się mężczyzną, Raiju. - Aleksiej uśmiechnął się lekko i 

dorzucił: - Ale to byłaby wielka strata dla całego rodzaju męskiego.

- Gdzie się nauczyłeś przemawiać tak czarująco? Wzruszył zdrowym ramieniem.

- Od kobiet. Kocham dziewczęta, kobiety i lubię je uszczęśliwiać. Mam przy tym jedną 

zasadę: nigdy ich nie okłamuję. Naprawdę uważam, że o każdym człowieku da się powiedzieć 

coś dobrego, jeśli tylko zadamy sobie trud, by dostrzec jego wyjątkowość i niepowtarzalność. 

Potrafię patrzeć w ten sposób na ludzi.

-   W   każdym   razie   jesteś   szczery   -   przyznała   Raija,   ale   pomyślała,   że   trafiła   na 

niebezpiecznego uwodziciela.

Zresztą Aleksiej wcale tego nie ukrywał. Nie wątpiła w prawdziwość jego słów. Nawet 

w tej godzinie, kiedy śmierć i cierpienie drwiły z nich obojga, Raija nie mogła się oprzeć jego 

wyszukanym komplementom, które trafiały wprost do jej serca i wprawiały ją w stan odurzenia. 

I w takiej chwili potrafił zachować bezwstydnie wesoły ton, a ona rozpływała się pod jego 

spojrzeniami i słowami, mimo że była już na tyle dorosła, by przejrzeć na wylot jego intencje. 

Przecież nie po raz pierwszy znalazła się w takiej sytuacji. Nie była już ani niewinna, ani 

naiwna, by złapać się na lep czułych słówek i powłóczystych spojrzeń, a jednak trudno byłoby 

jej zaprzeczyć, że ten młodzieniec poruszył w jej sercu najczulsze struny.

- Przecież Reijo uczyni dla ciebie wszystko - stwierdził Aleksiej.

Sama mu to przed chwilą powiedziała, ale dopiero gdy z taką oczywistością powtórzył 

jej słowa, dotarło do niej to, czego dotąd nie w pełni sobie uświadamiała.

- Nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia ani czuć się nieprzydatna. Nikt nie oczekuje od 

kobiety, że będzie walczyła.

- Nikt prócz mnie samej.

Raija nie lubiła siedzieć z założonymi rękami, chciała mieć wpływ na bieg zdarzeń. 

Trudno jej było znieść nawet myśl o tym, że ma wobec kogoś dług wdzięczności. Żaden 

mężczyzna   nie   był   w   stanie   tego   zrozumieć,   nawet   obdarzony   wyjątkową   wrażliwością 

Aleksiej. Był mężczyzną i myślał jak mężczyzna. W społeczeństwie, z którego się wywodził, 

traktowano   zapewne   kobiety   podobnie   jak   tutaj.   Jedynie   lapońskie   kobiety,   mimo   że 

wykonywały monotonne domowe zajęcia, pozycją nie ustępowały mężczyznom. Być może, 

dorastając wśród nich, nabrała przekonania, że jest kimś. Że nie jest mniej ważna tylko dlatego, 

że przypadkowo urodziła się kobietą. Wśród Norwegów, a także Finów, jak zapamiętała z 

dzieciństwa, kobieta uchodziła za coś gorszego.

Szczerze nienawidziła wielu zajęć, które zostały przypisane kobietom. Zwyczajne życie, 

jakie wiodły, wydawało jej się szare i nudne. Strażniczki domowego ogniska! Matki i żony! 

background image

Dodatek do mężczyzn, którzy opuszczali dom, poznawali obce strony, spotykali innych ludzi. Z 

mężczyznami się liczono i nikt nie kwestionował ich prawa do własnych poglądów.

Raija   tyle   razy   tłumaczyła   to   Reijo.   Zdawało   się   jej,   że   rozumiał   i   traktował   ją 

poważnie. Dopiero później zorientowała się, że uważał ją za kogoś wyjątkowego i nawet po-

ciągał go w niej ów „męski rys”, jak zwykł to nazywać. Był jednak przekonany, że nie ma 

więcej   takich   kobiet.  „Większość   jest   zadowolona  -   powtarzał.   -   Na  pewno  nie  chciałyby 

przewracać   do   góry   nogami   całego   świata.   Po   co   im   zakładać   spodnie   i   zarabiać   na 

utrzymanie?” Zamiłowanie Raiji do przygód i jej burzliwe życie sprawiły, że w oczach Reijo 

bardzo   się   różniła   od   pozostałych   kobiet.   Zdecydowanie   niesłusznie,   jej   zdaniem.   Raija 

uważała, że nie jest osamotniona i kobiet o podobnej naturze, otwartych, szczerych, pewnych o 

słuszności własnych poglądów, jest znacznie więcej.

Skoro Reijo, z którym znała się przez większą część swego życia, nie był w stanie tego 

zrozumieć, czyż mogła żywić nadzieję, że pojmie to ów młodzieniec? Zresztą nie miała odwagi 

opowiadać mu wszystkiego. Nie zamierzała odkrywać zakamarków swej duszy tylko dlatego, 

że serce na moment zabiło jej mocniej dla tego niezwykle przystojnego mężczyzny. Miała w 

sobie dość rozsądku, by się w to nie wplątywać.

- Czy on się czegoś boi? Ma jakieś słabości?

- Kto? - Raija popatrzyła na Aleksieja, jakby spadła z nieba.

- No, ten... co zabrał dziewczynki.

Zamyśliła się. Pomysł, żeby ugodzić Hermanssona, wykorzystując jego słabość, bardzo 

się jej spodobał. Uznała jednak, że jest mało realny, bo czy Ole, człowiek, przed którym drżała 

połowa mieszkańców Finnmarku, mógł mieć jakieś słabostki?

- Znam go lepiej niż ktokolwiek - rzekła, ważąc każde słowo. - Najlepiej. Bo nie udawał 

i nie krył  się przede mną. I nie wydaje mi się,  by miał  on jakikolwiek  słaby punkt. Jest 

bezlitosny i brutalny, na wskroś przesiąknięty złem.

Aleksiej, świadom, że Raija nie potrafi inaczej myśleć o człowieku, który porwał jej 

dzieci, stwierdził:

- Tacy ludzie nie istnieją. Każdy ma jakąś słabość. Raija nie była tego taka pewna. 

Zamilkła na moment, zastanawiając się, co powinna robić. Nagłe usłyszała gwałtowne pukanie 

do   drzwi   wejściowych.   Serce   podskoczyło   jej   do   gardła.   Surowym   spojrzeniem   nakazała 

małemu Knutowi, który raczkował za nią krok w krok, nie ruszać się z miejsca. Drzwi do izby 

pozostawiła otwarte, by nie spuszczać go z oka. Dziecko, niczego nie pojmując, uderzyło w 

płacz. Stukanie do drzwi nie ustawało.

Reijo nie dałby się ponieść panice, myślała Raija w popłochu. Niemożliwe, by to był on. 

background image

Ole? Tak, on gotów jest nawet wyważyć drzwi...

- Raija, Raija! - usłyszała zmieniony, łamiący się głos, w którym brzmiały histeria i 

przerażenie. Ale Raija rozpoznała go. Trzęsącymi się dłońmi zaczęła mocować się z zasuwą, w 

końcu   szarpnęła   drzwi   i   pochwyciła   w   objęcia   rozszlochaną   istotę.   Dławiącą   się   od   łez, 

zasmarkaną. Potłuczoną i podrapaną po licznych upadkach. Zabłoconą, z trawą we włosach, w 

podartym fartuszku, ale całą i zdrową. Raija uścisnęła mocno Elise. Poczuła ciepło drobnego 

dziecięcego ciałka. Wsłuchana w spazmatyczny płacz, pocieszała dziecko łagodnie słowami bez 

związku, pragnąc jedynie, by poczuło się bezpieczne. Głaskała po głowie i po plecach, jakby 

chciała w ten sposób zdjąć z Elise cały strach i uwolnić ją od wszystkich lęków, jakie na-

gromadziły się w niej w ciągu tych kilku godzin. Kołysząc jak do snu, koiła ją gorącymi 

zapewnieniami, że wszystko będzie dobrze.

W duchu dziękowała opatrzności, że dziecko zdołało odnaleźć drogę do domu i jest już 

bezpieczne. Jednak jak każda matka, której brakuje choć jednego dziecka z licznej gromadki, 

wiedziała, że nie zazna spokoju, póki nie wyrwie ze szponów Olego małej Mai. Serce jej 

krwawiło na myśl o córeczce, która przysparzała jej zarówno trosk, jak i radości. I chociaż 

wszystkie   swe   pociechy   starała   się   traktować   jednakowo,   dziecko   Mikkala,   ukochanego 

mężczyzny, zajmowało w jej sercu miejsce szczególne.

Elise powoli dochodziła do siebie, ciągle nie mogąc uwierzyć, że naprawdę jest już 

bezpieczna. Omal nie umarła ze strachu, kiedy biegła przed siebie i szukała drogi do domu. 

Błądziła po nieznanej okolicy, potykała się i przewracała. Bała się obejrzeć do tyłu. Kiedy 

wreszcie trafiła na miejsce, ledwie docierało do niej, że to prawda. No i te zamknięte drzwi!

Nie ustąpiły po naciśnięciu klamki. Omal nie oszalała z przerażenia. Zdawało się jej, że 

ten okropny człowiek jest tuż za nią, że dopadnie ją na schodach, niemal u celu. A kiedy 

wreszcie  drzwi   ustąpiły,   wtargnęła  jak  burza  do środka i  przypilnowała,   żeby natychmiast 

zostały zaryglowane. Ale strach ciągle jej nie opuszczał. Krew pulsowała jej w skroniach, 

niespokojnym wzrokiem rozglądała się dookoła. Wiedziała, że jest już w domu, nadal jednak 

bała się uwierzyć, że niebezpieczeństwo minęło. Raija przez cały czas trzymała ją za rękę. Nie 

wypuszczała  ze swej  ciepłej,  dużej  i  cudownie  bezpiecznej  dłoni rączki  małej   przerażonej 

dziewczynki.

Raija nie da rady temu wielkiemu niczym skała albo jak niedźwiedź mężczyźnie! Ją też 

może porwać! myślała Elise. Ten człowiek pokona nawet Reijo, mimo że Reijo jest okropnie 

silny. A może to troll? Zwykli mężczyźni nie są tacy ogromni ani tacy strasznie źli. To musi 

być troll!

Raija poprowadziła dziecko do izby, w której leżał Aleksiej. Czuła się raźniej w jego 

background image

obecności, mimo że w tym stanie nie mógł jej w niczym pomóc. Zawsze jednak lepiej w 

gromadzie. Posadziła Elise na kolanach i wytarła brud z jej wychudzonych policzków. Nie dalej 

jak parę dni temu obiecywała sobie, że kiedy wreszcie osiądą w jednym miejscu, przypilnuje, 

by dziewczynka nabrała trochę ciała.

-   Opowiedz   mi,   co   się   wydarzyło,   maleńka   -   zwróciła   się   spokojnym   głosem   do 

dziewczynki. - Opowiedz, Elise!

Ale słowa nie popłynęły z ust tego skrytego dziecka. Raija przypomniała sobie, jak 

długo dziewczynka tłumiła w sobie emocje po stracie rodziców, zanim w końcu udało się ją 

nakłonić do rozmowy.

- On jest zły - orzekła krótko Elise. Raija głaskała ją po głowie i uspokajała.

- Jak uciekłaś od tego złego mężczyzny?

- Musieliśmy się wspinać - szlochała Elise. Oczy miała zaczerwienione, mówiła przez 

nos. - Było stromo, a on trzymał Maję.

Rzuciła ukradkowe spojrzenie na Raiję, jakby lękając się, czy nie nakrzyczy na nią, że 

zostawiła Maję samą.

Przecież to Maja była prawdziwą córką Raiji, nie ona. Ale Raija nic nie powiedziała, 

więc Elise ciągnęła już śmielej:

- Poczekałam, aż znajdzie się w połowie góry, i wtedy szybko zsunęłam się w dół. I 

popędziłam przed siebie. On nie mógł biec tak szybko, bo niósł Maję.

Raija ucałowała dziewczynkę. Doprawdy, Elise zachowała się sprytnie. Zwykle robiła 

wszystko pod dyktando Mai, tymczasem, znalazłszy się w niebezpieczeństwie, potrafiła podjąć 

działanie na własną rękę. Wyczekała moment, gdy Ole nie będzie mógł jej złapać, i uciekła.

- Byłaś bardzo dzielna - pochwaliła ją Raija. - Bardzo dzielna, Elise. Tak się cieszę, że 

tu jesteś. Zaopiekujesz się Knutem i pomożesz Aleksiejowi.

- Ale co z Mają? - Elise podniosła szeroko otwarte oczy, błękitne niczym letnie niebo. - 

Maja jest z tym złym mężczyzną, z tym trollem. On może zrobić jej krzywdę...

Elise wyraziła słowami to, czego Raija obawiała się najbardziej. Nie chcąc przyznać się 

do strachu przed dziewczynką, pocieszyła ją:

- Reijo znajdzie Maję. Nie widziałaś go czasem po drodze?

Elise potrząsnęła głową.

Raija nabrała podejrzeń, że Reijo jest na błędnym tropie, i poczuła, jak jeszcze mocniej 

ściska ją w żołądku.

-   Którędy   was   prowadził?   -   zapytała   ostrożnie,   żeby   nie   przestraszyć   na   nowo 

dziewczynki. - I gdzie udało ci się uciec? Możesz mi pokazać? Widać to miejsce z okna?

background image

Elise westchnęła ciężko. Znów w jej wzroku pojawił się niepokój, ale uwolniwszy się z 

objęć swej opiekunki, pociągnęła ją do okna i odważnie odsunęła zasłonę. Na szczęście w 

pobliżu nikt się nie kręcił, zresztą i tak nie dostrzegłby leżącego za ich plecami Aleksieja.

Pięcioletnia dziewczynka wspięła się na palce. Ramiona drżały jej lekko, ale przełamała 

się i wskazała niepewnie w kierunku skał wznoszących się za domem. Tamtędy prowadziła 

ścieżka, między innymi w kierunku zatoczki, gdzie poprzedniej nocy zacumował statek Rosjan.

-   Tam   -   powiedziała   łamiącym   się   głosem,   zataczając   ręką   dość   szeroki   luk.   Była 

śmiertelnie   przerażona.   Zresztą   takiemu   małemu   dziecku   trudno   jest   określić   kierunek   i 

odległość. Takie sprawy wydają się dzieciom nierzeczywiste i trudne do pojęcia.

Mała wskazała rozległy skalisty teren. Ale Raija nie naciskała na nią. Uznała, że nawet 

taka informacja pozwoli im zaoszczędzić cennych chwil. Zabrała Elise od okna. Przemawiała 

do niej łagodnie, póki z oczu małej nie zniknął mroczny cień. Powinna ją jeszcze dłużej tulić, 

ale czas naglił.

Wstawiła na ogień kociołek, żeby podgrzać wodę na kąpiel dla dziewczynki. Wierzyła, 

że wraz z brudem  zdoła z niej zmyć resztki strachu. Sama tymczasem zaczęła  szperać  w 

ubraniach   Reijo.   Zdecydowanym   ruchem   zdjęła   spódnicę   i   do   koszuli   założyła   spodnie. 

Okazały się na nią za szerokie, mimo że Reijo był szczupły w pasie i wąski w biodrach. 

Ścisnęła spodnie sznurkiem, by jej nie spadały, i chociaż nie wyglądało to zbyt ładnie, było 

praktyczne.

Potem nałożyła szary męski sweter, ciepły i obszerny na tyle, by ukryć jej kobiece 

kształty.  Przynajmniej  z  daleka.  Zamiast   kumagów,  w  których  byłoby jej  niewygodnie się 

wspinać i stąpać po ostrych kamieniach, włożyła na nogi sznurowane buty, chociaż bała się, że 

je zniszczy. Potem zaczesała do tyłu włosy i upięła wysoko nad karkiem w kok, który schowała 

pod czapką Reijo. Uznała, że w takim przebraniu z kilkunastometrowej odległości nikt nie 

weźmie jej za kobietę.

Elise   na   jej   widok   rozszerzyła   oczy   ze   zdumienia   i   całkiem   zapomniała   o   złym 

człowieku.

- Założyłaś spodnie Reijo - pisnęła i chichocząc, zawołała: - Wyglądasz dziwnie!

Raija uśmiechnęła się lekko, ale z jej twarzy nie zniknęła powaga.

-   Pójdę   poszukać   Reijo   -   wyjaśniła   ze   spokojem   dziewczynce,   starając   się   jej   nie 

przestraszyć. Bała się, żeby Elise nie poczuła się opuszczona i zdradzona przez wszystkich. - A 

ty tu zostaniesz i przypilnujesz Knuta. Tylko zamknij dokładnie drzwi! Nie wolno ci wpuszczać 

do środka nikogo oprócz Reijo i mnie. Rozumiesz?

Elise już otworzyła usta, żeby ją poprosić, by nigdzie nie szła, ale pokonała falę strachu 

background image

i posłusznie skinęła głową.

- Aleksiej zostanie z tobą. Możesz mu dać coś do jedzenia, pośpiewać. Na pewno będzie 

mu przyjemnie w waszym towarzystwie. Gdyby zasnął, weź Knuta do kuchni. Ale drzwi do 

izby, w której leży ranny, niech pozostaną otwarte.

Elise znów pokiwała głową.

Raija czuła się pewniej, wiedząc, że Aleksiej będzie miał dzieci na oku, chociaż tak 

naprawdę niewiele mógł zrobić.

Kiedy weszła do niego, spojrzał na nią i uniósł wysoko brwi, a potem odsłonił zęby w 

nieprzyzwoicie szerokim uśmiechu. W jego oczach pojawił się błysk rozbawienia.

- Patrzcie, patrzcie - rzucił przeciągle, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów. - A cóż to 

za sympatyczny młodzik? Gdzie się wybierasz w takim przebraniu? Myślisz, że nie widać, że 

jesteś kobietą? Mnie byś nie oszukała.

- Elise pokazała mi mniej więcej, w którym kierunku Ole uciekł z Mają. Odszukam 

Reijo... - Widząc, że spogląda na nią z powątpiewaniem, dodała, siląc się na spokój: - Nie pójdę 

za Hermanssonem sama. Ten człowiek omal mnie nie pobił kiedyś na śmierć. Dobrze pamiętam 

jego razy. Nie jestem na tyle głupia, żeby znaleźć się z nim sam na sam. Zachowam ostrożność 

i nie będę przeszkadzać Reijo.

- Idź, skoro musisz! - Aleksiej popatrzył na nią z czułością. - Myślami przez cały czas 

będę przy tobie.

Raija nie przypuszczała, że wzbudzi takie zainteresowanie. W osadzie wszyscy oglądali 

się za nią. Spłonęła rumieńcem, szybko jednak opanowała się, wściekła na samą siebie. Co ją 

obchodzi ludzkie gadanie, gdy w grę wchodzi życie Mai?

Nigdzie nie spotkała Reijo, a do sklepu nie miała odwagi wejść w tym przebraniu. 

Mimowolnie pomyślała o czasach, kiedy Ole kupował jej piękne suknie. Cóż znaczy strój!

Zagadnięty przez nią prawie bezzębny starszy mężczyzna wskazał, gdzie mieszka Nils.

- Ale nie znajdziesz go tam - rzucił, powoli zwijając skręta.

Raija, która zdążyła już ruszyć w stronę chaty Nilsa, zatrzymała się gwałtownie. Jej 

rozmówca jednak nie spieszył się. Niedbałym ruchem głowy wskazując na skaliste wzniesienia, 

rzekł powoli:

- Wysoko w górach ma letnią zagrodę. - A potem popatrzył na nią zaciekawiony i 

zapytał:   -   Jesteś   żonatego,   co   kupił   dom   nad   morzem?   Nazywamy   go   „duński   dom”,   bo 

mieszkała   w   nim   kiedyś   kobieta   lekkich   obyczajów,   Dunka   z   pochodzenia.   -   Mrugnął 

porozumiewawczo, całkiem zapominając o Nilsie. - Tak, tak - ciągnął. - Różne są kobiety.

Spojrzenie, jakim ją obrzucił, nie pozostawiało cienia wątpliwości, że i ją zalicza do 

background image

niezupełnie normalnych. W końcu nieczęsto kobiety paradują w męskich ubraniach.

Raija przerwała mu zniecierpliwiona:

- Czy Reijo, mój mąż, poszedł razem z Nilsem? Możesz mi powiedzieć dokładnie, 

dokąd się udali? To bardzo ważne.

Długą   chwilę   rozmyślał,   zapatrzony   w   morską   dal,   potem   odchrząknął,   jakby   miał 

wygłosić dłuższą mowę.

- Kierując się od chaty Nilsa na ukos w górę, trafisz na jego letnią zagrodę. Nie ma tam 

innej. Dziwak z niego, wypasać owce tak wysoko! Te zwierzęta z trudem się tam wspinają. 

Poza tym ten teren jest dość niebezpieczny, bo w skałach są wydrążone jaskinie. Niektóre 

dochodzą aż do samego morza. A inne ciągną się jeszcze nawet pod wodą. Bawiliśmy się tam 

jako dzieci. Dzieciaki mają różne głupie pomysły.

- Właśnie - wtrąciła Raija. - Moja córeczka zaginęła, pewnie zabłądziła. Reijo i Nils 

poszli jej szukać. Chciałam im pomóc...

- Aha... Spróbujcie w letniej zagrodzie - wymamrotał przewodnik, marszcząc czoło. 

Raija   odniosła   wrażenie,   że   trochę   zmienił   o   niej   zdanie.   Uznał   pewnie,   że   nie   jest   taka 

najgorsza, chociaż paraduje w męskim stroju.

Raiji zupełnie nie obchodziło, co pomyślą czy powiedzą o niej inni. Puściła się pędem, 

jak mogła najszybciej, przytrzymując czapkę na głowie, bo gdyby włosy opadły jej na ramiona, 

przebranie nie miałoby sensu. Bardzo jej zależało, by Ole Hermansson jej nie poznał. Jeśli 

zobaczy ją z daleka, powinien być przekonany, że to jakiś wyrostek.

Ścieżka pięła się stromo pod górę. Raija nie mogła się nadziwić, jak Elise zdołała tędy 

uciec. Przecież to zaledwie pięcioletnie dziecko! Podziw dla malej podopiecznej rósł w miarę, 

gdy wdrapywała się coraz wyżej, przedzierając się między skalnymi występami posępnych gór. 

Tutaj nawet dorosły mógł łatwo zabłądzić, a tymczasem Elise zdołała zachować zimną krew i 

znalazła drogę do domu, pomimo że te okolice były jej obce. To cud, pomyślała Raija, czując 

przepełniającą   ją   wdzięczność.   Dziewczynka   przecież   mogła   się   tutaj   zranić,   tyle 

niebezpieczeństw czyhało dokoła.

Kiedy dotarła na szczyt, była całkiem wykończona. Od wspinaczki bolały ją ręce i nogi. 

Z góry roztaczał się piękny widok, z jednej strony na zatokę, z drugiej na wioskę rybacką.

Rybak   kazał   kierować   się  na  ukos.   Raija  przyłożyła   rękę  do  czoła   i   mrużąc   oczy, 

dostrzegła   w   oddali   coś,   co   przypominało   szopę.   Teraz   już   nie   było   tak   stromo,   ale   do 

pokonania pozostała jej odległość przynajmniej dwukrotnie dłuższa niż ta, którą przebyła do tej 

pory.

Odurzona rześkim górskim powietrzem, odetchnęła głęboko i ruszyła w stronę ledwie 

background image

widocznego w oddali  celu.  Biegła  lekkim truchtem,  tak jak nauczyła się poruszać na pła-

skowyżu daleko na wschodzie, kiedy pomimo zakazów towarzyszyła Mikkalowi przy wypasie 

reniferów. Biegali tak, pokonując bezkresne przestrzenie. Nie pamiętała, by ich to męczyło, 

jeśli uchwycili właściwe tempo. A może po prostu zachowała we wspomnieniach tylko to, co 

przyjemne?

Teraz czuła w ustach smak krwi, nogi zaś miała jak z drewna. Cała dygotała, gdy 

wreszcie ujrzała zabudowania obłożone darnią. W tych stronach, ubogich w drzewa, rybacy 

musieli z daleka zwozić bale na budowę chat.

Poruszała się jedynie silą woli, pewna, że jeśli się zatrzyma, nie będzie w stanie biec 

dalej. Upadnie i już się nie podniesie. Tylko myśl o Mai dodawała jej sił. Wyobrażała sobie 

okrągłą   twarzyczkę   córeczki   i   pociemniałe   ze   strachu   aksamitne   brązowe   oczy   z 

powiększonymi źrenicami otoczonymi miodową obwódką. Swoiste połączenie spojrzenia Raiji 

z oryginalną barwą oczu Mikkala.

Ole ma Maję i nie wiadomo, co może jej zrobić, przekonany, że Maja jest córką Reijo. 

Raija nigdy mu nie powierzyła swej tajemnicy.

Nigdy też sobie nie wybaczy, jeśli coś stanie się córeczce.

Ledwie miała siłę podnieść oczy, kiedy na słaniających się nogach dotarła do dwóch 

postaci. Tylko po spodniach poznała Reijo i dlatego padła w jego ramiona.

Reijo rozzłościł się nie na żarty, ale lęk okazał się silniejszy od gniewu.

- Czy nie kazałem ci zostać w domu, Raiju? Nic tu po kobietach. To nie jest zabawa. On 

nie żartuje. Zresztą ty chyba najlepiej o tym wiesz. - Potrząsając głową, westchnął ciężko. - 

Czasami,   Raiju,   jesteś   strasznie   nieodpowiedzialna.   Jak   mogłaś   zostawić   Knuta   samego   z 

Rosjaninem, który nie jest w stanie usiąść na łóżku o własnych siłach?

Raija dyszała ciężko, starając się złapać oddech. Nałykała się chłodnego powietrza i ból 

rozsadzał jej piersi. Wtulona spoconym czołem w kurtkę Reijo, który nie przestawał pomstować 

na babską bezmyślność, czuła, jak kręci jej się w głowie, a w uszach świszczę. Nils w pełni się 

z nim zgadzał, chociaż nie mówił wiele. Oczarowany urodą Raiji, nie mógł oderwać oczu od 

zgrabnych pośladków dziewczyny, które w spodniach było widać lepiej niż pod suknią.

- Elise wróciła - wydobyła wreszcie z siebie Raija. Reijo ścisnął ją mocniej.

-   Udało   jej   się   uciec.   Przybiegła   do   domu   śmiertelnie   przerażona.   Mówiła,   że   się 

wspinali.

Nils   i   Reijo   rozejrzeli   się   wokół.  Takich   miejsc,   gdzie   trzeba   się  wspinać,   było  w 

okolicy niemało.

Raija wskazała mniej więcej kierunek, który pokazała jej nie do końca przekonana Elise.

background image

- To przynajmniej jest już jakaś wskazówka - odezwał się Nils. - Jest takie miejsce...

Dwie pary oczu spojrzały nań wyczekująco.

- ...niedaleko stąd. Znajdują się tam wejścia do jaskiń. Niektóre prowadzą wprost do 

wnętrza gór, a dwie lub trzy ciągną się do samego morza. Kiedy byliśmy mali, uwielbialiśmy 

się tam bawić.

Raiji przypomniało się, co mówił mężczyzna spotkany w osadzie.

- Czy jest w nich ciemno i wilgotno? - zapytał Reijo, a w jego oczach pojawił się wyraz 

czujności. Wypuścił Raiję z objęć. Dziewczyna zachwiała się i z trudem utrzymała na nogach, 

które były jak z waty.

- Zwyczajnie, jak to w jaskiniach - odparł Nils, wzruszając ramionami. - Niektóre są 

dość wysokie i można się w nich nawet wyprostować. Jedna natomiast, ta, która ciągnie się aż 

do morza, ma tak wąskie korytarze, że gdzieniegdzie trzeba się czołgać. Teraz panuje w niej 

chłód i wilgoć. Jesienią nie jest to przyjemne miejsce, to pewne. Reijo gwizdnął przeciągle.

- Być może jesteśmy na dobrym tropie - odezwał się powoli, z namysłem. - Być może 

Krwawy Ole grzebie sobie własny grób...

Na słowa przyjaciela dreszcz przebiegł Raiji po plecach.

- Nie mów, proszę, o grobach - odezwała się głucho. Nie miała pojęcia, co Reijo knuje. 

Czyżby on wiedział o Olem coś, co umknęło jej uwagi?

- Przypuszczam, że jesteśmy bliżej celu, niż nam się zdawało - ciągnął Reijo. - O ile on 

tam jest. Nie pytajcie mnie o nic - dodał pośpiesznie, widząc, że Raija otwiera usta właśnie z 

takim zamiarem. - Mam nadzieję... przypuszczam, że znalazłem jakiś trop. Ole Hermansson też 

jest tylko człowiekiem. On także ma swoje słabości.

Aleksiej mówił coś podobnego, pomyślała Raija i spojrzawszy prosto w zielone oczy 

Reijo, powiedziała:

- W takim razie ruszajmy!

- O, nie, moja droga - pokręcił głową. - Ty czym prędzej wracasz do domu. Zresztą 

wygląda na to, że masz już dość, ledwie trzymasz się na nogach.

Raija nie raz już spierała się z nim i zawsze udawało jej się narzucić swoje zdanie. Tym 

razem również nie zamierzała tak łatwo ustąpić.

- Idę z wami - rzekła stanowczo. - To moje dziecko. Musiałbyś mnie silą zmusić, bym 

wróciła do domu.

Po pełnej napięcia chwili ciszy Reijo ustąpił, tak jak przypuszczała.

- Niech już będzie. Ale pamiętaj, żeby nie wchodzić nam w drogę! Sama musisz na 

siebie uważać.

background image

Raija przyjęła to ze zrozumieniem.

background image

5

Dzieciaki   to   przekleństwo!   Zaraza   i   męka.   Nie   rozumiał   ludzi,   których   spojrzenia 

łagodniały, a z ust płynęła słodycz, ilekroć w zasięgu ich wzroku pojawiał się jakiś bachor.

Otarł   pot   z  twarzy  i  pomyślał  ze   złością,   że  pewnie  pomazał   się   błotem.  Ta   mała 

dziewucha była nieodrodną córeczką swojej matki, co do tego nie miał żadnych wątpliwości. 

Za dziesięć, może dwadzieścia lat, o ile dożyje, przeklnie ją niejeden mężczyzna. Skrzywił się z 

bólu. Podrapany ostrymi paznokciami policzek piekł go niemiłosiernie. Nie przypuszczał, że 

dziecko ma tyle siły. Zresztą w ogóle za przyczyną tej małej całkowicie zmienił zdanie na temat 

dzieci. Do tej pory zawsze sądził, że robią to, co się im każe.

Ta Raija chyba nie potrafi wychowywać swoich latorośli... Raija...

Właściwie z ulgą przyjął ucieczkę starszej dziewczynki, która wykorzystała okazję i 

wzięła nogi za pas. Nie dlatego bynajmniej, że ruszyło go sumienie, nic podobnego. Po prostu 

dość miał kłopotów, by utrzymać w ryzach tę jedną. Z dwiema chyba by sobie nie poradził. 

Mała wrzeszczała, kopała, biła. Nie pomagały ani prośby, ani groźby. W żaden sposób nie dało 

się jej przemówić do rozsądku.

-   Głupi   jesteś!   Zły!   Naskarżę   na   ciebie   Reijo!   -   powtarzała   w   kółko   świdrującym 

głosikiem, który odbijał się o ściany jaskini i powracał echem. Żaden człowiek przy zdrowych 

zmysłach   nie   wytrzymałby   tego.   Rozbolała   go   głowa,   w   uszach   mu   dudniło.   Z   początku 

powtarzał sobie, że mała się zmęczy i w końcu zamknie buzię. Ale to było najbardziej uparte 

dziecko, jakie kiedykolwiek spotkał.

- Jesteś głupi! Głupi! Chcę do domu! Jesteś głupi! Wstrętny! - powtarzała, dodając co 

chwila koronny argument: - Naskarżę Reijo!

- Tylko spróbuj - wycedził Ole Edvard, z niechęcią przypominając sobie zielonookiego 

amanta Raiji. Mała uwielbiała go jeszcze bardziej. Niedobrze mu się robiło, gdy jej słuchał. 

Piskliwy głosik dziecka strasznie działał mu na nerwy.

- Głupi jesteś - zaczęła na nowo Maja, zapierając się nogami o skały. - Zimno mi - 

dorzuciła po chwili, ale Ole nie zareagował. Niech sobie wrzeszczy, aż zachrypnie! Domyślał 

się, że jeśli dziecko jest tak samo uparte jak Raija, to nie przestanie, póki całkiem nie straci 

głosu.

Przeżył prawdziwy szok, zupełnie nieoczekiwanie ujrzawszy byłą żonę po tak długim 

czasie. Zaprzestał poszukiwań parę tygodni wcześniej, kiedy zgubił jej ślad. Postanowił wtedy, 

że poczeka z tym do wiosny.

Przybył w te strony wezwany przez swego ziomka, który potrzebował kogoś, kto nie 

background image

bałby   się   użyć   siły,   i   zwrócił   się   do   niego   o   pomoc.   Bez   sentymentu   pożegnał   swych 

towarzyszy i podążył własną drogą. Był twardy, potrafił radzić sobie sam.

Z powierzonego mu zadania dobrze się wywiązał. Zastraszył całą tę gromadę głupców i 

ciemniaków! Do Rosjan w gruncie rzeczy nic nie miał, bo trafiali się wśród nich całkiem 

porządni ludzie. Zrozumiałe, że chcieli handlować bez pośredników i sami ustalać ceny. Na ich 

miejscu robiłby to samo. Ale więcej nie przypłyną do osady, gdzie postrzelono ich kompana.

Wykrzywił twarz w grymasie, który miał udawać uśmiech. Oczywiście, nie kto inny, 

lecz właśnie Raija zaopiekowała się rannym Rosjaninem. Ona zawsze trafia w sam środek 

zamieszania, ma niezwykły dar pakowania się w kłopoty.

Kupiec był zadowolony. Byłby oczywiście zadowolony jeszcze bardziej, gdyby Ole 

rzucił mu na próg półżywego Rosjanina. Chętnie pokazałby tym nędznym rybakom, jak on, 

ważna osobistość w okolicy, rozprawia się z takimi, którzy nie przestrzegają prawa. Ale Ole 

wolał pilnować własnych interesów. Bez zająknięcia oznajmił kupcowi, który sam oczywiście 

nie brał udziału w akcji, że nie mogli znaleźć rannego. Wyjaśnił, że prawdopodobnie kompani 

zabrali go ze sobą. Czterej mężczyźni wspierający Olego, tchórze, których kupiec z jakichś 

powodów miał w garści, nie zamierzali odgrywać bohaterów. Lękali się, że ktoś ich zauważy i 

rozpozna, a wówczas marny byłby ich los. Społeczność wioski odtrąciłaby ich bezwzględnie za 

to, że wymierzyli broń przeciwko sąsiadom. Z drugiej strony trzęśli się, że kupiec dowie się o 

ich tchórzostwie. Ole westchnął z pogardą. Nie zadawał się z mięczakami. Mógłby się założyć, 

że Raija, niech ją diabli porwą, ma więcej odwagi, niż te chłystki kiedykolwiek zdołają z siebie 

wykrzesać.

Dom   Trine   wabił   go.   Poszedł   tam   powodowany   chwilową   słabością.   Rozkleił   się, 

przypomniawszy   sobie   dawne   czasy.   Nie   chciał   jej   śmierci!   Gdyby   była   dość   rozsądna   i 

powiedziała o wszystkim, mogłaby żyć jak w bajce. To był wypadek! Na szczęście Ole nie był 

przy tym, gdy Jakob wykonywał swoją pracę. W głębi duszy cieszył się, że się go pozbył.

Ole już dawno zauważył u swego najbliższego pomocnika skłonność do sadyzmu. Do 

owego incydentu z Trine jednak miał nad nim kontrolę. Ale wtedy Jakob kompletnie oszalał. 

Trine uparła się i nie zdradziła kryjówki swej chlebodawczyni. Przypłaciła to życiem.

Tymczasem   Raija   nieoczekiwanie   sama   powróciła,   żeby   potem   znów   przepaść   bez 

wieści, uprzednio niszcząc Olego. Rozegrała to z niesłychaną zręcznością i bardzo przemyślnie.

A dzisiaj tylko płakała. Nie było w niej złości ani gniewu. Nie atakowała. Twarz jej 

pobladła, a w ciemnych oczach czaił się strach. Chyba nadal miał do niej słabość...

Do diabła, jak tu mroczno, pomyślał, czując, że się strasznie poci. Chyba nie brakuje tu 

powietrza?

background image

Tak, rzeczywiście trochę go dziś zawiodła. Jego Raija, kobieta wyjątkowa, nigdy nie 

uginała karku i niczego się nie bała.

- Chcę do domu! - wrzasnęła Maja ile sił w płucach. - Do domu! Głupi, wstrętny, głupi, 

wstrętny! Do domu!

-   Zamknij   gębę,   ty   szatański   pomiocie!   -   warknął,   ale   zaraz   zamilkł,   uważając,   że 

uwłacza własnej godności, odpowiadając bachorowi. Odwrócił się do niej plecami. Niech sobie 

wrzeszczy, ile chce. Co mnie to obchodzi? pomyślał.

Siedzieli w obszernej grocie, której dno zalewały fale przypływu. Ze skały nad ich 

głowami kapała woda. Ole otarł mokre czoło. Przekonywał samego siebie, że to od panującej 

wewnątrz groty wilgoci. No bo od czego innego?

Lampa świeciła bladym płomieniem. Jeśli będzie trzeba, przyniosę olej, bo wypalił się 

już do połowy, a także inne rzeczy na zapas, rozmyślał. Bachora tu zostawię, i tak stąd nie 

ucieknie! Bezpieczniejszej kryjówki bym nie znalazł. A jeśli wpadnie do wody? uderzyła go 

nagła myśl. No cóż, trudno, co mnie to obchodzi? Póki Raija i jej kochaś są przekonani, że 

przetrzymuję ich dziecko, mam nad nimi przewagę.

Przed wielu laty tę wydrążoną w skałach jaskinię odkrył Jakob, a ponieważ lubił mocne 

wrażenia, postanowił w niej przenocować. Stanowiła znakomitą kryjówkę. Zamaskowanym 

wejściem schodziło się do krętego korytarza, w wielu miejscach tak wąskiego, że trzeba było 

się czołgać. Ta wyprawa z dzieckiem okazała się prawdziwym koszmarem. Bachor darł się 

wniebogłosy i robił wszystko, by cały plan wziął w łeb. Ale musiał iść naprzód, prowadzony 

twardą ręką Olego.

Ze źródełka wśród skal wyciekała słodka woda. Strumyk, szemrząc cicho, sączył się w 

dół na dno groty, gdzie, niezależnie od panującej na zewnątrz pogody, leniwe fale uderzały o 

skały. Jakob twierdził, że do groty można się dostać także przez otwór znajdujący się pod wodą, 

ale   podobno   było   to   jeszcze   trudniejsze   niż   wejście   od   strony   lądu.   I   jeśli   ktoś   nie   był 

nadzwyczaj dobrym pływakiem, wejście od strony morza dostępne było wyłącznie w czasie 

odpływu. Tu na północy niewielu potrafiło pływać. Woda w morzu była zawsze lodowato 

zimna. Ludzi nie ciągnęło do wody, mieli przecież łodzie. Sobotnia kąpiel stanowiła dla nich 

wystarczającą uciążliwość.

Na nierównych ścianach jaskini, oświetlonej jedynie olejową lampą, migały tajemnicze 

cienie, które co wrażliwszych mogły wprawić w dość ponury nastrój. Ale Ole nigdy nie cierpiał 

na nadmiar wyobraźni. Gdyby tylko ten cholerny bachor zawodzący w kółko to samo zechciał 

się zamknąć.

- Chcę do domu! Do domu! Jesteś głupi! Chcę do Reijo! Głupi!

background image

Ole Hermansson czuł, że zwariuje, jeśli przyjdzie mu dłużej siedzieć tu z tą małą.

Raija powiedziała, że nie wiedzą, gdzie ukryte jest złoto. Twierdziła, że wykorzystali 

już wszystko, co zostawił jej zapobiegliwy mąż. Podobno tajemnicę o tym, gdzie znalazł cenny 

kruszec, zabrał ze sobą do grobu. Ale Ole poznał po niej, że kłamie. Był pewien, że doskonale 

orientuje się, gdzie jest złoto. Nie kupiliby takiego domu, nie mając pewności, że stać ich na to, 

żeby w nim zamieszkać. Zresztą mąż nie umarł nagle, na pewno zdążył szepnąć co trzeba, żeby 

zabezpieczyć byt takiej żonie jak Raija.

Tak, wiedzą, upewnił się w myślach Ole.

Postanowił wydrzeć z nich tę tajemnicę. I ten diabelny rozwrzeszczany dzieciak miał 

mu w tym pomóc.

Można powiedzieć, że to moja żyła złota, uśmiechnął się cynicznie. Choć wolałbym 

prawdziwą. Nie mogę się doczekać, kiedy dokonam wymiany.

Pocił się, mimo że powoli chłód i wilgoć przenikały przez jego ubranie.

Chyba już czas udać się z wizytą, pomyślał.

Raija, zaciskając zęby, wspinała się za Reijo i Nilsem, którzy byli silniejsi od niej. Za 

nic w świecie jednak nie poprosiłaby ich o pomoc. Obiecała, że nie będzie im zawadą, więc 

słowa dotrzyma. Sama sobie poradzi.

Nie zważała na to, że skały ranią jej dłonie. Nic nie mogło jej powstrzymać. Wpatrując 

się w czarną, groźną górę, nie przestawała myśleć, że tędy Ole ciągnął jej dziecko. Bo jeśli 

słusznie się domyślali, uprowadził Maję właśnie do wnętrza gór. Na pewno była przerażona! Ile 

myśli musiało się kłębić w jej maleńkiej główce!

- Tędy wejdziemy do środka. - Nils wskazał ręką na głazy, które rozrzutna natura niemal 

przykleiła do skał. Otwór prowadzący do jaskini był wąski, ale na szczęście wszyscy troje byli 

szczupli, więc udało im się jakoś przecisnąć. Raija wyobraziła sobie Olego o posturze niedźwie-

dzia,   któremu   sięgała   ledwie   do   klatki   piersiowej.   Jak   ten   olbrzym   zdołał   tędy   wejść, 

pozostawało dla niej zagadką.

Nils prowadził, za nim szedł Reijo, a na końcu Raija. Reijo uścisnął jej dłoń, pragnąc 

może w ten sposób okazać, że się już na nią nie gniewa. Ten drobny gest wystarczył, by na 

nowo wstąpiły w nią odwaga i nadzieja. Korytarz był niski i wąski. Musieli przyklęknąć i kilka 

metrów pokonać na czworakach, ale potem mogli się już wyprostować.

- Tu korytarz się rozwidla - szepnął Nils, ale i tak jego glos odbił się echem o ściany.

Raija z duszą na ramieniu przysunęła się bliżej Reijo.

- Tylko jeden korytarz ma drugie wyjście. Gdybym chciał się ukryć, wybrałbym właśnie 

ten - mówił dalej Nils. Roześmiał się cicho i dodał: - Co prawda dla mnie nie miałoby to i tak 

background image

żadnego znaczenia, bo nie potrafię pływać.

Reijo z nagłym  zainteresowaniem poprosił,  by  Nils   opowiedział  mu o podwodnym 

wejściu. Przypomniał sobie, że Nils już wspominał wcześniej coś na ten temat, ale wtedy puścił 

to mimo uszu.

-   Nawet   podczas   odpływu   wejście   jest   ledwo   widoczne   -   wyjaśnił   Nils.   -   Trzeba 

zanurkować, żeby się dostać do środka, i kilka metrów korytarza przepłynąć pod wodą. Ale 

potem można już wynurzyć głowę ponad powierzchnię. Podobno da się tam nawet stanąć. 

Jedna odnoga korytarza prowadzi do wnętrza groty. Tam jest już głębiej.

- Jesteś pewien? - zapytał Reijo. - Przecież nie potrafisz pływać...

-   Bawiliśmy   się   tu   w   dzieciństwie.   Dzieciaki,   które   tam   wpływały,   opowiadały 

pozostałym. Zazwyczaj używaliśmy obu wejść do groty - uśmiechnął się do wspomnień.

- Możesz nam pokazać to miejsce?

Raija i Nils popatrzyli na niego równie zaskoczeni.

- O tej porze roku nie możesz wejść do wody, człowieku - rzekł Nils, akcentując każde 

słowo. - Mamy październik. Zamarzniesz na śmierć, o ile wcześniej się nie utopisz.

Raija także się sprzeciwiła.

Ale Reijo już cofnął się do wyjścia i przeciskał przez wąski otwór. Musieli podążyć za 

nim, żeby usłyszeć, co mówi.

- Wszystko wskazuje na to, że on ukrył się tam w środku z Mają. Trzeba zaryzykować. 

Nie ma dużo czasu, bo chyba właśnie zaczyna się przypływ, a muszę dostać się do podwodnego 

korytarza,   kiedy   jeszcze   jest   tam   powietrze.   Zimno   jakoś   wytrzymam,   dla   mnie   to   nie 

pierwszyzna.

- Chyba nie sądzisz, że on dobrowolnie odda ci Maję?

- nie kryła wątpliwości Raija. - Zabrał ją po to, aby zmusić nas do mówienia. Nie uwolni 

jej tylko dlatego, że pojawisz się w grocie niczym skrzat!

- Wiem co nieco o słabościach tego człowieka - wyjaśnił Reijo. - Więził mnie w swojej 

piwnicy i miałem dość czasu, by go dokładnie poznać.

- Chciałabym dokładnie wiedzieć, co zamierzasz, Reijo Kesaniemi - zaperzyła się Raija, 

opierając dłonie na biodrach. Kiedy zwracała się do Reijo po nazwisku, znaczyło, że jest na 

niego   bardzo   zagniewana.   -   Nie   sądzisz   chyba,   że   pozwolę,   żebyś   narażał   nas   na 

niebezpieczeństwo, nie uprzedziwszy, co knujesz.

- Nie was, moja droga - przemówił do niej łagodnie jak do dziecka. - Nie tym razem, 

Raiju Alatalo Elvejord. To dotyczy tylko mnie i w żaden sposób nie zdołasz mnie przekonać do 

swego  towarzystwa w  tej   wyprawie.  Idę  sam.  Owszem,  pływasz  nieźle,  ale   latem.  Gorzej 

background image

jednak ode mnie. Nie zdołam uratować cię przed utonięciem. Zresztą i bez tego dość będę miał 

problemów, by dostać się pod wodą do groty. Proszę, nic nie mów, daj mi złapać oddech...

Posłuchała go.

- Hermansson nie lubi ciemnych, zamkniętych i wilgotnych pomieszczeń.

- Skąd to wiesz?

Reijo wzniósł oczy ku niebu. Nils stal z boku, nic nie rozumiejąc z tej rozmowy, ale 

dokładnie się przysłuchiwał.

- Schodził czasami do piwnicy, w której mnie więził. Źle się tam czuł. Mało tego, 

zauważyłem,  że  wiele  go  kosztowało,  by  w ogóle   zejść  na dół. Dziwnie się  zachowywał. 

Przypuszczam, że grota działa na niego podobnie.

- To wszystko?

Reijo zaczął zsuwać się po skale, a Nils szybko go dogonił i wskazał kierunek.

- To naprawdę wszystko? - powtórzyła Raija i roześmiała się szyderczo. Nerwy miała 

napięte jak  postronki, zdawało się,  że za  chwilę  wybuchnie. - O Boże,  Reijo,  przecież  to 

szaleństwo, chwytać się takiej szansy! Przecież on cię może zabić. Ciebie i Maję.

Odwrócił się do niej. Był tak zagniewany, że trzęsły mu się ręce, mimo że zacisnął je w 

pięści, aż pobielały mu kostki.

- Są tylko dwie możliwości - rzucił. - Mogę podjąć tę próbę, która nie wiadomo, jak się 

zakończy, albo oddać Olemu to, co Kalle zostawił swojemu synowi. Wybieraj, Raiju. Ja się już 

zdecydowałem. Nie wiń siebie, jeśli coś mi się stanie. Zresztą jakoś to przeżyjesz.

Raija rzuciła się mu na szyję i tuląc się do policzka, wymamrotała:

- Głupiec z ciebie, Reijo. Nie musisz tego dla mnie robić. Nie pozwolę ci!

Sztywno uwolnił się z jej objęć.

- Nie robię tego dla ciebie, Raiju - odezwał się, patrząc na nią uparcie. W kąciku ust 

pojawił  się dziwny ironiczny grymas. - Robię to dla Mai. Ona na pewno by mi tego nie 

zabroniła. Dla Kallego, który był moim przyjacielem, dla Mikkala, który na moim miejscu 

uczyniłby to samo. Nie dla ciebie, moja Raiju.

Zamilkł, powstrzymując się od wybuchu uczuć.

Zbocze nachylało się ku morzu ukrywającemu wejście do groty. Leżąc na brzuchach, 

wpatrywali się w bladozieloną lodowatą wodę wciskającą się wąskimi zatoczkami w ląd i w 

fale ustrojone w białe spienione grzywy. Raija czuła, że robi się jej niedobrze. Nie chciała 

błagać   Reijo,   ale   spojrzenia,   jakie   ku   niemu   posyłała,   powinny   go   powstrzymać.   Reijo 

pozostawał jednak niewzruszony. Zobaczyli, że morze przesuwa się w stronę lądu. Zaczął się 

przypływ.

background image

Reijo zdjął z siebie kurtkę i ciepły sweter. Podał ubrania Nilsowi, mówiąc:

- Ukryj je, proszę, gdzieś w pobliżu tego wyjścia z jaskini, które znajduje się na lądzie. 

Tylko tak, żeby nie rzucały się w oczy!

Nils przyrzekł tak zrobić.

- Wracaj teraz razem z Nilsem do domu.

Reijo, mówiąc te słowa, nie spuszczał wzroku z Raiji, która, zawsze taka nieokiełznana, 

teraz przytaknęła potulnie, ogarnięta wielką czułością. Ze względu na swoje dziecko nie mogła 

powstrzymać go przed tym desperackim przedsięwzięciem.

-   Powodzenia   -   powiedziała   tylko,   poruszywszy   lekko   zbielałymi   wargami,   i 

odprowadziła spojrzeniem dygoczącą postać schodzącą pośpiesznie do lodowatego morza.

- To chyba najbardziej orzeźwiająca kąpiel w moim życiu - zażartował jeszcze Reijo, po 

czym nabrał powietrza w płuca i zanurkował.

Raija długo za nim patrzyła, ale w niczym nie mogła mu pomóc. Tam pod wodą był 

zdany tylko na siebie.

Wydawało mu się, że został osaczony przez lód. Próbował sobie wyobrazić,  że po 

gorącej saunie tarza się w styczniowym śniegu. Jego ciało jednak nie było rozgrzane, a morska 

woda nie przypominała przyjemnie chłodzącej śniegowej pierzynki.

Poruszał rękami i nogami, starając się oszczędzać siły. Pod wodą panowała ciemność. 

Płynął z szeroko otwartymi oczami, starając się odnaleźć właściwy kierunek, nic jednak nie 

widział.   Dłońmi  wymacał   skałę  nad  swoją  głową,   ale   nie  wyczuł   prześwitu  między  nią   a 

powierzchnią wody. Trwało to już całą wieczność. W uszach mu szumiało, a w płucach czuł 

rozsadzający ból. Siłą woli zmusił się, by zachować spokój. Nie wolno mu było wpaść w 

panikę.

Bez  nerwów,  chłopie,   nakazał sobie  w myślach.  Wykonuj spokojne  ruchy.  Nie ma 

powodu do strachu.

A może za długo zwlekał i korytarz wypełnił się całkowicie wodą przypływu?

Ramiona wydawały mu się ciężkie jak ołów, nogi ledwie chciały go słuchać. Czuł 

bolesne kłucie w piersiach, ale zmuszał swe ciało do wysiłku. Resztkami sił i woli posuwał się 

do przodu, pragnąc tylko jednego: odetchnąć głęboko, zaczerpnąć powietrza w płuca...

Płynął,   niemal   się   nie   poruszając.   Skostniałymi   dłońmi   macał   nad   głową.   Woda, 

wszędzie woda. A może pomyliły mu się kierunki i dotyka dna korytarza zamiast sufitu? To 

mogłoby tłumaczyć, dlaczego nie wyczuwa nad powierzchnią wody wolnej przestrzeni. W 

głowie kłębiły mu się chaotyczne myśli. Ostatkiem woli zaciskał usta, by nie ulec jednemu już 

tylko pragnieniu: zaczerpnąć oddechu.

background image

Nie miał siły sprawdzać, czy się nie pomylił. Ogarnęła go błoga obojętność. Szeroko 

otwarte oczy nadal nie dostrzegały niczego w kompletnych ciemnościach.

Wziął   zamach   i   odgarniając   wodę,   uderzył   się   o   skałę.   Gdy   cofnął   rękę,   poczuł 

przejmujący ból, jakby się o coś skaleczył. Przemarznięty, ledwie zauważał, że się porusza. 

Zmysły także reagowały w zwolnionym tempie. Zachwiał się, gdy usiłował sprawdzić grunt. 

Nadal było zbyt głęboko, by mógł stanąć. Przedzierał się jednak ku górze i omal nie uderzył 

czołem o skałę, gdyż, jak się okazało, przestrzeń dzieląca powierzchnię wody od skały była 

bardzo wąska. Odchylił głowę mocno w tył, by usta i nos znalazły się nad wodą.

Była to  chyba najwspanialsza  chwila  w jego życiu.  Kiedy złapał  pierwszy oddech, 

poczuł, jakby narodził się na nowo. Ból rozsadzał mu pierś, ale równocześnie owładnęła nim 

ulga.

Kiedy już mógł normalnie oddychać, łatwiej mu było się poruszać. Na nowo także 

wstąpiła w niego nadzieja.

Przemarznięty do szpiku kości, bezgłośnie posuwał się w głąb jaskini. Zaciskał Z całych 

sil szczękające zęby. Przez cały czas miał przed oczami Maję. Maję i Hermanssona. Popychała 

go naprzód miłość do maleńkiego niewinnego dziecka i nienawiść do tego diabła w ludzkiej 

postaci.

Wreszcie   poczuł   pod   stopami   grunt.   Teraz   mógł   już   iść.   Wnet   też   usłyszał 

charakterystyczny   głos   Mai,   który   rozpoznałby   wszędzie.   Dziewczynka   płakała,   ale   nie 

przestawała wylewać z siebie potoku słów. Jak na swój wiek Maja mówiła już bardzo ładnie. 

Co prawda głuche echo zniekształcało głosy. Ole nie odzywał się wiele, Reijo nawet przyszło 

do głowy, że może już poszedł.

Intuicja podpowiadała mu, że Hermansson nie pozostanie w grocie ani chwili dłużej niż 

to konieczne. Znał go na tyle, by przypuszczać, że nie zawaha się pozostawić dziecko samo. Na 

tym właśnie Reijo opierał swój desperacki plan. Nie zamierzał stawać twarzą w twarz z tym 

olbrzymem o sławie krwawego oprawcy. Chciał go pokonać podstępem.

Jasna   poświata   oślepiła   Reijo   na   moment,   zatrzymał   się   więc,   by   oswoić   oczy   ze 

światłem. Ryzyko, że nic nie widząc, wpadnie z pluskiem wprost w łapy bestii, było zbyt 

wielkie.

Potem   możliwie   najciszej   przemknął   się   w   stronę   miejsca,   gdzie   mroczny   tunel, 

napełniający się coraz bardziej wodą, łączył się z dnem wielkiej groty. Za nic w świecie nie 

mógł zdradzić swojej obecności!

- Zamknij się, diabelny bachorze!

Reijo bez trudu rozpoznał grzmiący głos Hermanssona, odbijający się o ściany jaskini. 

background image

Wyczul w nim napięcie i ostry ton, ale nie miał odwagi uwierzyć, że to prawda. W jego sytuacji 

łatwo było dać się zwieść ułudzie pobożnych życzeń.

- Głupi jesteś! Wszystko powiem Reijo! Jesteś zły. Reijo cię zbije! - Maja nie straciła 

odwagi ani głosu, co Olemu coraz mocniej działało na nerwy. Jego cierpliwość wyczerpywała 

się.

Reijo, uczepiony kurczowo ukrytej w mroku skały, trwał nieporuszony i zdawało mu 

się, że całkiem stracił czucie w nogach. Bardzo uważał, żeby nie zdradzić swojej obecności. 

Obawiał się, że nawet najlżejszy odgłos spotęgowany przez echo może dolecieć do uszu Olego i 

wzmóc jego czujność. Miał tych dwoje w zasięgu wzroku. Siedzieli na dość szerokim występie 

skalnym. Poziom wody na dnie groty bardzo się podwyższył podczas przypływu, ale nie groziło 

im, że zostaną zalani. Reijo ucieszył się, ujrzawszy Maję całą i zdrową. Po jej głosie poznał, że 

mała aż kipi ze złości.  To dziecko wpadało w gniew tak łatwo, że przy niej nawet Raija 

wydawała się być aniołem.

Reijo modlił się w duchu, by Ole, który zdradzał pierwsze oznaki zniecierpliwienia, w 

przypływie wściekłości nie zrobił Mai krzywdy. Póki co ignorował napady złości dziewczynki. 

Mimo całego dramatyzmu sytuacji Reijo nie mógł się powstrzymać od uśmiechu, słuchając 

Mai, która w kółko groziła Olemu, że przyjdzie Reijo i da mu nauczkę. Na Hermanssona z 

pewnością działało to jak płachta na byka.

- Reijo cię złapie - zakończyła Maja kolejną tyradę. Z jej słów emanowała pewność, na 

jaką stać jedynie dwulatka. Jej niezłomnej wiary w swego bohatera nie przysłaniał najmniejszy, 

nawet cień wątpliwości.

- Niech się lepiej cieszy, że jego nie wziąłem - odciął się Hermansson.

Reijo sądził, że doda coś jeszcze, ale Ole poprzestał na tych słowach, nie zamierzając 

się pewnie zniżać do rozmowy z dzieckiem. Ale mimo wszystko nie wydał się Reijo taki 

twardy i bezwzględny, za jakiego chciał uchodzić.

Krwawy Ole chyba nie czuł się dobrze w kryjówce!

Na tym właśnie Reijo opierał swój plan. Miał nadzieję, że wykorzysta na swą korzyść tę 

słabość Olego i uwolni Maję. Z największym trudem stał nieruchomo w lodowatej wodzie. 

Ogromnym wysiłkiem woli powstrzymywał drżenie, obawiając się, że Ole wychwyci nawet 

najlżejszy obcy szmer.

-   Ten   twój   ukochany  Reijo  ma  dość   swoich   kłopotów!  -   odezwał   się   Ole   Edvard, 

podnosząc z ziemi lampę.

W tej krótkiej chwili młodemu Finowi zdawało się, że serce wyskoczy mu z piersi. 

Uznał, że wszystko stracone. Był pewien, że Hermansson przez cały czas wiedział o jego obec-

background image

ności w grocie i tylko odegrał tę farsę, żeby go podręczyć.

Ale Ole Hermansson, nie przestając patrzeć na Maję, ciągnął drwiącym tonem:

- Niebawem spotkam się z twoim ukochanym Reijo. Tylko najpierw pójdę coś zjeść. Ty 

pewnie też jesteś głodna? Trudno. Ale skoro ten Reijo tak cholernie wiele potrafi, to może 

wydostanie cię stąd?

- Reijo cię zbije! - powtórzyła triumfalnie Maja z niezachwianą pewnością.

Jej słowa najwyraźniej rozbawiły Olego, bo roześmiał się tubalnie.

Trudno opisać ulgę, jaka spłynęła na Reijo. Zmusił się, by zachować spokój. Nie mógł 

teraz zdradzić swojej obecności, następne minuty miały rozstrzygnąć o wszystkim. A stawką w 

tej grze było coś więcej niż złoto.

Ole niepewnie popatrzył na dziewczynkę. Ten bachor był mu prawdziwym utrapieniem. 

Na moment zapragnął, żeby się utopiła. Pozbyłby się przynajmniej kłopotu. Ale równocześnie 

coś mu podpowiadało, że nie powinien jej zostawiać samej. Była taka mała...

To nie twoje zmartwienie, Ole, odezwał się w nim wewnętrzny głos. Nie rozczulaj się, 

chłopie!

Ruszył   w   stronę   wyjścia.   Obrzuciwszy   dziecko   chłodnym   spojrzeniem,   stwierdził 

zadowolony, że przynajmniej na tę krótką chwilę zamknęło gębę.

Może powinien zostawić jej lampę? Nie, przecież sam jej potrzebował. Zresztą na jedno 

wychodzi, czy poparzy się na śmierć, czy się utopi, pomyślał cynicznie.

- Zostaniesz tutaj, słyszysz, bachorze? Lampę biorę ze sobą. Jeśli będziesz spokojnie 

siedzieć, nic ci się nie stanie.

Ole nie miał pojęcia, że do dziecka nie przemawia się w taki sposób. Skąd miał o tym 

wiedzieć on, postrach całego Finnmarku. Matki nie pozostawiają swych latorośli pod opieką 

takich jak on osobników.

Kiedy ruszył do wyjścia z groty, nie czuł wyrzutów sumienia. Ten dzieciak był mu jak 

kamień   u   szyi,   dobrze   będzie   się   go   pozbyć.   Jak   już   wyciśnie   z   Raiji   i   jej   kochanka 

odpowiednie informacje, mogą sobie szukać bachora. Dzięki temu nie będzie musiał spojrzeć 

tej małej w oczy i, co jeszcze ważniejsze, uniknie słuchania jej gadaniny.

Reijo   czekał,   wydawało   mu   się,   że   czas   stanął   w   miejscu.   Śledził   wzrokiem 

odchodzącego Hermanssona, a potem długo jeszcze wpatrywał się w otwór korytarza, w którym 

tamten zniknął. Gdy już zapadła kompletna ciemność, odczekał jeszcze chwilę, która wydawała 

mu się wiecznością. Wiedział, że musi się uzbroić w cierpliwość, bo w grocie każdy odgłos 

niósł się gromkim echem.

Głośny szloch Mai rozrywał mu serce. Samotne przerażone dziecko, opuszczone przez 

background image

wszystkich. Co to za człowiek z tego Hermanssona? Żeby pozostawić dziecko samo w takim 

miejscu? Reijo nie był w stanie tego pojąć.

Być może trochę się pośpieszył, ale nie mógł już dłużej wytrzymać. Łudził się, że płacz 

Mai zagłuszy inne odgłosy. Najciszej jak się dało, podpłynął kilka metrów w stronę występu 

skalnego, na którym siedziała.

Usłyszawszy plusk wody, dziewczynka przestała płakać i cofnęła się pod ścianę. Dotarł 

stamtąd odgłos drobnych kroczków, a potem przyśpieszony oddech.

Reijo podpłynął bliżej i uchwyciwszy się mocno skalnej półki, odezwał się szeptem, 

modląc się, by poznała jego głos:

- Maju, dziecinko moja, gdzie jesteś? To ja, Reijo, Maju, maleńka...

W kompletnej ciszy, jaka na moment zapadła, dał się słyszeć cieniutki, przepełniony 

rozpaczą głosik, w którym pobrzmiewało niedowierzanie.

-   Reijo?   Reijo?   Ten   zły   człowiek...   -   urwała   i   głos   jej   się   załamał,   jakby   miała 

wybuchnąć płaczem.

Mimo   panujących   w   grocie   ciemności   Reijo   zdołał   się   wdrapać   na   skalną   półkę   i 

przesunąć   w   kierunku,   skąd   dochodziło   pochlipywanie.   Wnet   trzymał   w   ramionach   ciepłe 

maleńkie ciałko. Teraz dopiero poczuł, jak bardzo jest zziębnięty. Stojąc w wodzie odczuwał 

ciepło. Zdawał sobie sprawę, że to najbardziej niebezpieczne.

- Nie płacz, dziecinko! - szeptał z twarzą wtuloną w jej włosy.

Maja zacisnęła mu rączki na szyi, a z oczu trysnęły jej łzy. Nieskładnie opowiadała o 

niedobrym człowieku, który siłą ją tu przyprowadził.

- Jest głupi - powtarzała. - Zbij go, Reijo, niech się przekona, jaki jest głupi i zły!

- Ten okropny człowiek już sobie poszedł - pocieszał ją Reijo. - I więcej tu nie wróci, 

Maju. Jestem przy tobie, nie bój się. Reijo cię stąd zabierze do mamy. W domu już na nas 

czekają, wszyscy.

- Elise zginęła - chlipnęła Maja.

- Elise uciekła temu okropnemu człowiekowi - wyjaśnił Reijo, trzęsąc się jak galareta. 

Ale choć szczękał zębami i mówienie przychodziło mu z trudem, cierpliwie przemawiał do 

dziecka. Musiał je uspokoić, zanim ruszy z nim korytarzem prowadzącym do wyjścia z groty. - 

Elise jest w domu i czeka na nas.

Ciekawe, jak daleko odszedł Hermanssan? zastanawiał się Reijo.

Bardzo się obawiał, że w korytarzu może się na niego natknąć. Nie znał tego przejścia i 

nie miał pojęcia, jak daleko jest do wyjścia. Poruszając się pod osłoną całkowitych ciemności, 

trudno było polegać na mało dokładnych objaśnieniach Nilsa.

background image

Woda falowała i uderzała o skalne ściany. Jej poziom trochę się podniósł w czasie, gdy 

przebywał wewnątrz groty. Nagle w jego głowie wykluł się szalony pomysł. Gdyby pobiegł 

wzdłuż brzegu, w krótkim czasie dotarłby do osady. Wśród skał zaś może się natknąć na 

Hermanssena.

Ile można wymagać od dwuipółletniego dziecka? Czy wolno mu jeszcze dodatkowo 

narażać Maję na takie niebezpieczeństwo?

Ale   to   wielka   szansa!   Szansa,   która   jednak   wiąże   się   z   wielkim   ryzykiem.   Reijo 

wstrzymał  oddech,  rozważając w  myślach  wszystkie za  i przeciw.   Nerwy miał  napięte  do 

ostatnich   granic.   Ciekawe,   ile   wody   jest   teraz   w   korytarzu?   Czy   się   przesłyszał,   czy   to 

wyobraźnia płatała mu figle? Zdawało mu się,  że wśród szumu wody wdzierającej  się do 

wnętrza groty wyłapał jakiś odgłos.

Chyba coś błysnęło w korytarzu prowadzącym do wyjścia?

Nie miał odwagi dłużej czekać, żeby się przekonać, czy to prawda. Wolał zachować 

ostrożność i nie kusić losu.

Maja na szczęście nie bała się wody. Siląc się na spokój, wyszeptał:

-   Wyjdziemy   stąd,   Maju.   Będziemy   musieli   płynąć.   Woda   jest   bardzo   zimna,   ale 

wszystko będzie dobrze. Przyrzekam ci to. Niczego się nie bój, musisz tylko mocno trzymać 

mnie za szyję, nie puszczać, rozumiesz?

- Nie puszczać - powtórzyła z powagą i jeszcze mocniej zacisnęła mu ręce na karku.

Reijo odetchnął z ulgą.

- Będzie zupełnie ciemno i bardzo głęboko. W jednym miejscu woda nawet nas zakryje. 

Wówczas   musisz   zrobić   to,   co   ci   teraz   powiem.   Nabierzesz   dużo   powietrza,   tyle   że   aż 

napęcznieje ci brzuszek. Mocno zaciśniesz buzię i przytulisz się do mnie. Nie wolno ci będzie 

wtedy oddychać.

- Dlaczego?

- Dlatego że dookoła będzie woda i jeśli otworzysz buzię, wleci ci do środka więcej, niż 

będziesz mogła połknąć, malutka. A to niebezpieczne.

Spodziewał się kolejnego „dlaczego?”, Maja właśnie weszła w ten wiek, ale tym razem 

przyjęła  słowa   Reijo  bez  zbędnych   pytań.  Odczuł   z  tego   powodu  niewypowiedzianą  ulgę. 

Postanowił, że później jej wszystko wytłumaczy. Teraz cenna była każda sekunda, bo już nie 

miał najmniejszych wątpliwości, że od strony korytarza dobiega odgłos kroków.

- Trzymaj się mocno! - poprosił i zanurzył się w lodowatej wodzie. Choć tylko na 

chwilę z niej wyszedł, znów przeżył szok. Maja wydała z siebie cichy okrzyk, ale zamilkła 

zaraz i już nawet jęk nie wydobył się z jej ust. Reijo czuł jednak jej kurczowy uścisk. Całe 

background image

szczęście, że go nie puszczała.

- Wszystko będzie dobrze - szepnął i skierował się w stronę podwodnego korytarza. 

Podniósł  Maję jedną  ręką trochę wyżej,  żeby  miała  głowę nad  powierzchnią wody,  której 

poziom znacznie się podwyższył. Reijo liczył na to, że ten niewielki prześwit wystarczy.

Nieprzyjemne uczucie z wolna zaczęło opuszczać Olego Edvarda. Pokonał już odcinek 

korytarza, gdzie musiał się czołgać. Ledwie przecisnął się przez wąskie światło tunelu. To było 

straszne! Czuł się całkowicie uzależniony od wyższych mocy. Przez moment przestraszył się, 

że na zawsze zostanie uwięziony w skale napierającej na plecy i brzuch, i nigdy więcej nie ujrzy 

nieba.   Ogarnął   go   lęk  przed  zamknięciem,   miał  wrażenie,   że  się   dusi.   Przerażony,  ledwie 

powstrzymał   się  od  krzyku.  Zacisnął   zęby.  On, Ole  Edvard Hermansson, nie był  przecież 

mięczakiem.

Ale nie czuł się dobrze, mimo że lampa rozświetlała ciemności. Bezwiednie pomyślał o 

dziecku pozostawionym na skalnym występie nad wodą, która zaczęła przybierać.

Mała pewnie się boi. Dobrze jej tak, krzykaczce. Chciał się uśmiechnąć pogardliwie, ale 

jakoś mu nie wyszło. Zdradzieckie myśli przywołały w pamięci inne przestraszone dziecko. 

Dziecko, które przez całą noc siedziało zamknięte w dusznej piwnicy, dlatego że niechcący 

zobaczyło swą matkę w intymnej sytuacji z mężczyzną, u którego służyła. Ole przełknął ślinę. 

Bez trudu przypomniał sobie, jakie straszne męki wtedy cierpiał.

Ten cholerny bachor przeżyje, skoro jemu udało się wyjść z tego bez szwanku! Ba, 

wyrósł nawet na mężczyznę jak się patrzy, nie na jakiegoś tchórza.

Teraz   dopiero   uświadomił   sobie,   jak   bardzo   dziewczynka   przypomina   Raiję.   Nie 

dostrzegł tego wcześniej, denerwowały go jej wrzaski, więc nie przyglądał się jej dokładnie. 

Uderzyło   go,   że   ta  mała  bez   wątpienia   odziedziczyła   po   matce   oryginalną   urodę  i   to  coś 

nieokreślonego, co uczyniło z Raiji jedyną kobietę, która wiele dla niego znaczyła i z czasem 

stała się taka ważna.

Jego   własna   matka   płaszczyła   się   przed   tym  idiotą,   zniewieściałym   typkiem,   który 

niestety był jego ojcem. Ole poprzysiągł sobie wtedy, że nigdy nie straci głowy dla żadnej 

kobiety. Zgodnie z jego przekonaniem, kobiety były głupie i niewierne. Zdradzały, gdy się w 

nich zakochać.

Jego matka była za dobra dla tego utracjusza! Głupia, ale i tak o niebo lepsza niż 

mężczyzna, który traktował ją jak swoją własność, mimo że ożenił się, jak wypadało, z damą z 

wyższych sfer.

Ole wiedział,  że Raiji właściwie nigdy nie obchodził. Tylko ten Reijo był dla niej 

ważny. Kmiotek, nie mężczyzna! Dziecko miało brązowe oczy tak jak Raija i twarz podobną do 

background image

twarzy   matki.   Im   dłużej   myślał   o   tym   dziecku,   tym   gorzej   się   czuł.   Tak   jakby   to   Raiję 

pozostawił samą w ciemnej, wilgotnej grocie.

Krzyczała coś do niego, może nadal płacze ze strachu. Ole zatrzymał się i nastawił ucha. 

Cisza. Cofnął się i doszedł do miejsca, gdzie było bardzo wąsko, ale nadal nic nie słyszał. Może 

wpadła do wody? Może utopiła się? Raija... Nie, nie Raija, jej córka, Maja. Nie może przecież 

ich mylić ze sobą.

Poczuł w piersiach ból, tak jakby rozrywano go na strzępy. Zrobiło mu się gorąco.

- Nie dręcz mnie - jęknął cicho zbolałym głosem. Nie potrafił jednak uwolnić się od 

tego dziwnego, palącego uczucia.

Chyba tracę rozum, pomyślał i przerażenie jeszcze się wzmogło. Albo tchórzę...

Przez  długą chwilę   toczył  walkę  z  samym sobą,  w końcu  schylił  się  i z duszą na 

ramieniu zaczął się przeciskać tą samą drogą, którą dopiero co przyszedł.

Był już prawie na miejscu, gdy mu się wydało, że słyszy jakieś głosy. W tym momencie 

na nowo ogarnął go lęk o stan własnego umysłu.

Może naprawdę zwariowałem? przeraził się. Na to wygląda...

Nigdy dotąd nie zachowywał się tak dziwnie. Zawsze był twardy i bezwzględny. Nigdy 

nie kierował się uczuciami.

Kiedy po chwili znów się zatrzymał, słyszał już tylko plusk wody uderzającej o skały. 

Na   zewnątrz   chyba   szalała   wichura,   bo   w   grocie   dawało   się   odczuć   powiew   świeżego 

powietrza. Do skalnego występu pozostał mu już tylko kawałek, gdy lampa nagle zapłonęła 

jaśniej, po czym zgasła.

Maja przywarła mocno do Reijo, drżąc na całym ciele. Wtuliła się w zagłębienie na jego 

szyi policzkami mokrymi chyba od łez, a nie od morskiej wody. Mocno zacisnęła mu rączki na 

karku i choć czuł, że jest śmiertelnie przerażona, nie skarżyła się i nie krzyczała.

Szybciej niż się spodziewał, dotarli do miejsca, gdzie korytarz schodził pod wodę. Jego 

oczy zdążyły przywyknąć do tego osobliwego mroku, w którym teraz widział znacznie więcej 

niż wówczas, gdy przedzierał się do groty. Był pewien, że z wydostaniem się na zewnątrz 

pójdzie mu sprawniej. Ale nie było sensu się oszukiwać, teraz miał do pokonania jakby dłuższy 

odcinek pod wodą: Maja trochę spowalniała jego ruchy, a poza tym płynął pod prąd. Nie 

wiedział, jak długo dziecko wytrzyma bez oddechu.

- Teraz, Maju - odezwał się. - Teraz nabierzemy dużo powietrza. Kiedy powiem, że nie 

możesz   oddychać,   musisz   mnie   od   razu   posłuchać.   I   będziesz   mogła   wypuścić   powietrze 

dopiero, gdy ci pozwolę. To będzie trochę bolało. Jak myślisz, dasz radę?

- Taak.

background image

Udawał,   że   nie   słyszy   zwątpienia   w   jej   głosie.   Nie   mieli   innego   wyboru,   musieli 

zaryzykować.

- Nabierz powietrza.

Maja odetchnęła głęboko i wstrzymała oddech.

- Możesz oddychać.

Wypełniła jego polecenie, czyli rozumiała, o co chodzi. Z ulgą pomyślał, że nie będzie 

musiał tracić czasu na dodatkowe wyjaśnienia. Odetchnął głęboko i słyszał, że dziecko stara się 

oddychać w tym samym tempie. Nie było na co czekać.

- Nabierz powietrza! - nakazał i uczynił to samo. Poczuł przyciśniętą do szyi twarz 

dziecka. Nie tracąc ani sekundy, zanurkował i popłynął ku wyjściu, którego, co prawda, nie 

widział, ale wiedział, że istnieje.

Lampa   zsunęła  się   z  półki  skalnej   i  wpadła   z  pluskiem   do  wody.  W  kompletnych 

ciemnościach Ole nie widział  nic na wyciągnięcie dłoni. Słychać było tylko chlupot wody 

wdzierającej się do groty. Olemu zdawało się, że brzmi on jak szyderczy śmiech.

Był tu zupełnie sam. Dziewczynka zniknęła. Zawołał ją po imieniu. Dziwnie zabrzmiało 

w jego ustach, ale wydało mu się piękne.

Głos odbijał się o skały i powracał echem, jakby skały szydziły z niego, że okazał się 

takim słabym głupcem.

Musiała wpaść do wody, pomyślał Ole Edvard, macając dokładnie skalny występ, na 

którym ją zostawił. W niezrozumiałym dla siebie odruchu wskoczył do wody. Nabierał coraz 

silniejszego   przeświadczenia,   że   traci   rozum.   Ale   przecież   nie   mógł   stanąć   przed   Raiją   i 

powiedzieć, że jej córka jest cała i zdrowa, wiedząc, że dziecko nie żyje. Musi ją znaleźć!

Raz za razem nurkował, obmacywał skalne dno i ściany groty, zalane teraz wodą. Ale 

nic nie znalazł. Ciążyło mu mokre ubranie i trudno było mu płynąć, lecz nie rezygnował. Nigdy 

nie ofiarował Raiji czegoś, na czym by jej zależało. Może teraz, ten jeden jedyny raz, zobaczy 

radość w jej oczach? Myśli mąciły mu się w głowie. Woda, skały i ziąb. Oczy, choć przywykły 

do mroku, rozpoznawały jedynie cienie i zarysy. Nierzeczywisty świat, z którego nie było 

wyjścia. Przemienił się w małego chłopca, zamkniętego za karę w piwnicy. Musi tu zostać, póki 

go nie wypuszczą. Nie znalazł wyjścia, nie znalazł Mai.

Wydawało mu się, że słyszy jej krzyk, i nerwowo zaczął pływać w kółko. Ramiona i 

nogi   zdrętwiały   mu   z   zimna,   ale   przecież   nie   mógł   zaprzestać   poszukiwań,   przecież   był 

mężczyzną, a nie babą.

Nie   poddał   się,   choć   nie   był   dobrym   pływakiem.   Kiedy   odkrył   pod   wodą   otwór 

prowadzący do korytarza, popłynął tamtędy, pewien, że odnajdzie tam Maję. Był zbyt otępiały, 

background image

by pomyśleć, że nie da rady płynąć pod silny prąd.

I tak dopełnił się jego los. Mały chłopiec nie wydostał się z ciemnej piwnicy. Wody 

przypływu wepchnęły go z powrotem do wnętrza groty.

Kiedy wreszcie Reijo udało się wynurzyć na powierzchnię, nie czuł nic poza strachem. 

Choć przy brzegu było dość płytko, morze okazało się tak niespokojne, że z trudem utrzymywał 

się na nogach. Pozwalał nieść się falom, pilnie bacząc, by woda nie zalewała twarzy Mai. 

Dziewczynka uchwyciła się kurczowo jego włosów i nie zwolniła uścisku. Posiniała na twarzy, 

szczękała zębami, ale żyła. I nic więcej się nie liczyło.

Reijo przytulił ją mocno, niemal obezwładniony nadmiarem uczuć.

Udało nam się, pomyślał z radością.

- Dziecinko moja - śmiał się i płakał, całując przemoczone włosy Mai. - Dziecinko 

moja.

Gdy wyszli na ląd, chłodny październikowy wicher przeniknął ich do szpiku kości. 

Reijo poczuł śmiertelne znużenie. Tymczasem był to dopiero pierwszy wygrany etap, teraz 

musieli dostać się do domu, nim dopadnie ich Ole Edvard albo nim zamarzną na śmierć.

Zacisnął zęby i potykając się, popędził  wzdłuż brzegu  w silnym postanowieniu, że 

wszystkiemu podoła.

background image

6

Raija ze zmartwienia nie mogła sobie znaleźć miejsca. Aleksiej daremnie próbował ją 

namówić, by usiadła i czekała cierpliwie. Nils bez większych skutków nakłaniał ją do tego 

samego.   Raija   nie   chciała   czekać   bezczynnie.   Kiedy   wreszcie   Nils   zauważył   przez   okno 

nadbiegającego Reijo z Mają na ręku, poczuła się dotknięta do żywego, że to nie ona pierwsza 

ich wypatrzyła.

Wyściskała mocno kompletnie wyczerpanego przyjaciela i bladosiną córeczkę. Starała 

się zachować zimną krew, ale była zbyt podekscytowana, by działać rozsądnie.

- Usiądź! - nakazał jej Nils, przejmując komendę. - Ja też mogę się na coś przydać.

- Najpierw Maja - jęknął Reijo.

Nils  nie protestował, choć jego zdaniem Reijo wyglądał na bardziej  wyczerpanego. 

Trzęsącymi się rękoma zaczął zdejmować z dziecka przemoczone i niemal zupełnie sztywne 

ubrania. Szło mu dość opornie, z wdzięcznością więc przyjął pomoc Raiji, mimo że wcześniej 

kazał jej trzymać się z boku.

- Poradzę sobie - zapewniła go. Usiłowała przywołać na twarz uśmiech, choć dręczyła ją 

myśl, że znów nad jej najbliższymi pojawiły się złowrogie chmury.

Zręcznie wytarła małą do sucha, po czym opatuliła we wszystko, co znalazła w domu. 

Przygarnęła córeczkę mocno i najchętniej oddałaby jej własne ciepło. Maja, nienaturalnie blada, 

zachowywała się zatrważająco spokojnie. Czy nie powinna raczej krzyczeć wniebogłosy? Raija 

bała się nad tym zastanawiać. Pragnęła raczej radować się tym, że dane jej było odzyskać 

dziecko. Przykryła je dodatkowo futrzaną narzutą, wierząc, że Maja rozgrzeje się wreszcie. Nils 

dokładał do pieca, aż ogień buzował.

- Był tu Ole? - zapytał Reijo, z trudem otwierając usta.

Był   tak   zziębnięty,   że   nie   mógł   nawet   poruszyć   pakami.   Nils   pomógł   mu   zdjąć 

zesztywniała koszulę, która w wielu miejscach przylgnęła do skóry i trzeba było użyć gorącej 

wody, by ją odkleić.

-   Póki   co,   jeszcze   nie   -   odparła   Raija   i   podała   Elise   opatuloną   Maję,   a   potem 

zaprowadziła dziewczynki do izby.

Razem z Nilsem wyjrzeli ostrożnie przez wszystkie okna, ale na zewnątrz nie działo się 

nic   szczególnego.   Żadne   z   nich   jednak   nie   miało   wątpliwości,   że   Ole   Hermansson   może 

pojawić się w każdej chwili. A jego przybycie sprowadzi na wszystkich jedynie ból i cierpienie.

Raija bez zbędnych ceregieli zdjęła z Reijo spodnie, a potem kalesony, co bardziej 

zawstydziło Nilsa niż ją samą. Na ramiona zarzuciła przyjacielowi utkaną z wełny narzutę i 

background image

delikatnie popchnęła go bliżej pieca.

-   Jesteś   niepoprawny,   Reijo   -   mówiła,   głaszcząc   rozdygotane   ciało.   Kiedy   ogień 

oświetlił   złotym   blaskiem   jej   twarz,   na   długich   rzęsach   błysnęły   łzy.   Raija   pomrugała 

gwałtownie, ale te łzy dostrzegł nawet Reijo znajdujący się w dziwnym stanie gdzieś między 

jawą   a   snem.   -   Powiedziałeś,   że   popłyniesz   do   groty,   ale   słowem   nie   wspomniałeś,   że 

zamierzasz wrócić tą samą drogą! - Mało brakowało, by się rozpłakała na dobre. - Przecież 

oboje   mogliście   utonąć!   Jak   długo   przebywałeś   w   lodowatej   wodzie?   Mogłeś   zamarznąć! 

Rozchorujesz się...

Uśmiechnąwszy się blado, przymknął oczy. Głowa opadła mu w tył. Czuł ogarniające 

go z wolna ciepło, niemal równie błogie jak wtedy, gdy unosił go podwodny nurt.

Teraz frunął, szybował w powietrzu... Jakby zza chmur dolatywały go stłumione słowa 

wypowiadane przez Raiję, a jej głos zlewał się w monotonny szum.

Słyszał muzykę... Leciał...

Tak naprawdę osunął się po ścianie w dół.

- Powinniśmy go położyć do łóżka - rzekł zatroskany Nils i nagle ogarnęło go poczucie 

bezradności. Jego życie płynęło spokojnie i monotonnie, ale odkąd pamiętnej nocy zapukał do 

drzwi tego domu i poznał Reijo, nic już nie było zwyczajne.

-   Owszem,   ale   najpierw   trzeba   go   rozgrzać   -   z   uporem   oznajmiła   Raija.   -   I 

przypilnować, by zjadł coś ciepłego. Wydaje mi się, że bardzo długo przebywał w grocie, a ile 

czasu spędził w wodzie, Bóg jeden raczy wiedzieć...

Dopiero   wraz  z   nastaniem  wieczoru,   gdy   za   oknami   zapadł   zmrok,   Reijo  zdołał   o 

własnych   siłach   przejść   do   alkierza   i   położyć   się   w   łóżku.   Ale   zanim   to   nastąpiło,   Raija 

nacierała go i masowała, ogrzewała własnym ciałem. Płakała przy tym i klęła na przemian, ale 

nie poddała się, póki nie otworzył oczu i nie popatrzył na nią przytomnie.

- Przyszedł? - zapytał, nie przestając dygotać. Zaprzeczyli.

Nils trzymał straż. Co chwila wyglądał przez okno, a gdy się ściemniło, odważył się 

wyjść na zewnątrz i okrążył budynek. Nic nie zakłócało spokoju, ale Raija czuła, że jest to cisza 

przed burzą.

Reijo nie chciał rozmawiać o tym, co się wydarzyło w grocie.

- Nie teraz - wymówił się udręczony. - To dla mnie na razie zbyt trudne, Raiju. Pozwól, 

bym sam się z tym wpierw uporał.

Raija   dobrze   go   rozumiała.   Czasami   trudno   jest   się   dzielić   z   kimś   przeżyciami, 

zwłaszcza gdy są jeszcze całkiem świeże. Lepiej poczekać, nie wywierać presji, bo inaczej 

człowiek zamknie się w sobie, przekonany, że najlepiej o wszystkim zapomnieć.

background image

- Porozmawiaj z Mają - poprosił. - Biedne dziecko, tyle przeżyło!

Raija z ciężkim sercem pomyślała o tym samym. Jej maleńka córeczka doświadczyła 

wiele złego. Raija czuła się winna. Jak każdy rodzic pragnęła dla swych dzieci wszystkiego co 

najlepsze,   tymczasem   spotykało   je   tyle   cierpienia   tylko   dlatego,   że   ona   sama   budziła   w 

otoczeniu tak skrajne reakcje.

Reijo został otulony w wełniane koce i ciepłe skóry. Raija wmusiła w niego także kubek 

gorącej zupy, a kiedy wreszcie zasnął, już trochę rozgrzany, lecz bardzo wyczerpany, ogarnęło 

ją  także śmiertelne znużenie. Czuła się  winna,  nie miała prawa być zmęczona, ona,  która 

siedziała z założonymi rękoma i czekała, podczas gdy Reijo sam z narażeniem życia ratował jej 

dziecko. Wyprawa do zagrody Nilsa w górach w jej przekonaniu w ogóle się nie liczyła.

Gdzieś w ciemnościach czaił się przepełniony nienawiścią Ole Edvard, który zamierzał 

zagarnąć cudzą własność! Czy zdawał sobie sprawę, jak wielką budzi grozę?

Może celowo się nie zjawiał, żeby ich jeszcze trochę podręczyć? Raija zapragnęła, by 

wreszcie skończył się ten koszmar. Zamiast przeciągać moment konfrontacji ze złem, jakie 

uosabiał Ole Edvard, wolałaby stanąć z nim oko w oko.

Nils zjadł ugotowaną przez Raiję zupę, pomógł Aleksiejowi przy jedzeniu i nakarmił 

małego Knuta. Elise nie chciała nic jeść, nie odrywała od Mai swych wielkich błękitnych, 

zalęknionych oczu. Maja spała niespokojnie, Raija śmiertelnie się o nią bała. Zdawało się jej, że 

w ciągu tego jednego dnia jej córeczka przeżyła tyle, że starczyłoby za cały rok koszmaru. Ona 

także nie była w stanie zmusić się do jedzenia, wszystko w niej protestowało. Zgasiła lampę i 

stanęła przy oknie. Wpatrywała się w pogrążoną w ciemności otwartą przestrzeń wokół domu. 

Zastanawiała się, gdzie ukrył się Hermansson. Może czai się gdzieś w mroku nadchodzącej 

nocy i obserwuje ich dom?

Nagle   z   izby   doleciał   ją   przenikliwy   dziecięcy   głosik.   Maja   odkopała   się   i 

wyswobodziła z otulających ją okryć. Kiedy Raija wzięła na ręce córeczkę, ta, nie przestając 

wołać Reijo, popatrzyła na matkę szeroko otwartymi oczami.

- Reijo śpi - szepnęła Raija, ale głos się jej załamał. - Reijo śpi, maleńka. Wszystko z 

nim dobrze. Tamten zły człowiek odszedł.

- Reijo... - Maja łkała żałośnie, drżąc na całym ciele. Przytuliła się mocno do matki, 

przyjmując całą jej miłość. Zwykle wolała Reijo. Jedynie na krótką chwilę siadała na kolanach 

matki, natomiast godzinami mogła przesiadywać na kolanach Reijo, uszczęśliwiona. - Udało mi 

się - wymamrotała. - Udało mi się - powtórzyła dziewczynka, zniecierpliwiona jak zawsze, gdy 

nie otrzymywała natychmiast odpowiedzi na swoje pytania.

- Tak, maleńka - przyznała Raija, nie wiedząc, co Maja ma na myśli. Bała się o to 

background image

zapytać, nie miała odwagi nakłaniać córeczki do mówienia. Wolałaby, gdyby Maja mogła o 

wszystkim  zapomnieć. Jeśli   nie,  niech sama  wybierze  moment,  kiedy zechce  o wszystkim 

opowiedzieć.

-   Wstrzymałam   oddech.   Zrobiłam   tak,   jak   Reijo   mi   kazał.   W   morzu   widać   było 

czerwone kropki... Z całych sił zaciskałam oczy. Ale nie otworzyłam buzi...

Ani  słowa   o  Ole   Edvardzie  ani   o  uwięzieniu   w  grocie!   Obraz   Reijo  przysłonił   jej 

wszystko. Najważniejsze dla Mai było, żeby zrobić to, co kazał jej Reijo.

- Bardzo dobrze, córeczko - uśmiechnęła się Raija, nic prawie nie widząc przez łzy. - 

Reijo bardzo cię chwalił. Zresztą sam ci to jutro powie. Teraz spróbuj zasnąć.

- Reijo?

Raija zrozumiała, że Maja nie da za wygraną, zrezygnowana, zaniosła więc córeczkę do 

izby, w której spał Reijo.

Serce jej się ścisnęło, kiedy zobaczyła, jak leży ze sztywnymi od słonej wody włosami 

sterczącymi na wszystkie strony. Ostrożnie położyła Maję obok, tak by wzajemnie się ogrze-

wali. Reijo nawet tego nie zauważył, ale dziewczynka przytuliła się do niego zadowolona i 

zacisnęła maleńką piąstkę wokół jego kciuka. Uśmiechnęła się, a na jej twarzyczce odmalowało 

się oddanie i całkowite poczucie bezpieczeństwa.

Patrząc na tych dwoje, nie sposób było się nie wzruszyć. Raija zapragnęła zachować w 

pamięci   ten   obraz,   by   móc   go   przywołać,   kiedy   życie   zbyt   mocno   da   się   jej   we   znaki. 

Promieniował od nich taki spokój! Spokój i ufność. Raija nie czuła ukłucia zazdrości, jakie 

zwykle towarzyszyło jej, kiedy Reijo i Maja zamykali się w swym małym świecie. Dobrze było 

wiedzieć,   że   tych   dwoje,   których   kocha   najbardziej,   łączy   taka   miłość.   Przestało   jej 

przeszkadzać, że trzymają ją trochę na dystans. Teraz potrafiła to znieść.

Nils czuł się w obecności Raiji trochę niepewnie. Przypuszczał, że wydaje jej się jeszcze 

bardziej   nieporadny   niż   był   w   istocie.   Zdobył   się   jednak   na   odwagę   i   zaproponował,   że 

zostanie.

- Jeśli on przyjdzie... hmm... - wyjąkał. - Lepiej, żebym wtedy był. Reijo ani Rosjanin ci 

nie pomogą. Kobieta sama z dziećmi...

Cisza była bardziej wymowna niż nieskładne tłumaczenie.

- Teraz już sobie poradzę, Nils. Byłeś wspaniały! - Raija odprawiła go delikatnie, żeby 

nie poczuł się urażony. - Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła! Ale ty też musisz odpocząć. 

Poza tym nie możesz zaniedbywać swoich obowiązków, bo ludzie zaczną coś podejrzewać. Nie 

chcę, żebyś przez nas popadł w kłopoty. Bądź ostrożny!

Nils   wyczytał   w   jej   oczach   szczere   zatroskanie   swoją   osobą.   Nie   pamiętał,   żeby 

background image

kiedykolwiek ktoś się tak o niego martwił. Poczuł niebezpieczny ucisk w gardle i z trudem 

złapał oddech. W obecności pięknej żony przyjaciela całkiem tracił głowę. Nigdy jeszcze żadna 

kobieta tak na niego nie działała.

- Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić? - zapytał, a na jego twarzy odmalował się taki 

zawód, że Raija bez zastanowienia rzuciła:

- Ubrania Reijo. Lepiej, żeby nikt ich nie znalazł przy wejściu do groty.

Popatrzyła   mu   w   oczy,   trwało   to   zaledwie   ułamek   sekundy.   Nils   spuścił   wzrok,   a 

policzki zapiekły go tak, jakby wystawił je na letnie słońce.

- Lepiej, żeby nikt ich tam nie znalazł - powtórzył tylko. Z prawdziwą radością spełniłby 

każdą prośbę Raiji. Niczego bardziej nie pragnął, jak służyć jej pomocą. Gdyby choć trochę 

mógł jej ulżyć, byłby szczęśliwy. Już dawno nie czuł się taki młody, rześki i zadowolony! Po 

raz   drugi   tej   doby   skierował   swe   kroki   ku   wznoszącej   się   tuż   za   osadą   górze,   dumnej   i 

tajemniczej, jakby skrywała jakąś ponurą zagadkę.

Noc się dopiero zaczęła. Raija zabarykadowała drzwi i zaciągnęła wszystkie zasłony. 

Wiedziała, że jeśli zło ma nadejść, nie uda się go powstrzymać w taki sposób, ale stworzyła 

sobie złudzenie bezpieczeństwa. Zamknięty mały świat, do którego zło, trudności, chłód nie 

miały przystępu. Wiedziała, że rzeczywistość jest całkiem inna, ale nikt nie mógł jej pozbawić 

prawa do marzeń.

Zajrzała   do   Aleksieja   w   przypływie   wyrzutów   sumienia.   Czuła   się   za   niego 

odpowiedzialna, a przez cały dzień nie poświęciła mu wiele czasu poza przygotowaniem je-

dzenia i opatrzeniem rany.

- To ty, Raiju?

Jego obcy akcent zawsze przyprawiał ją o dreszcz.

Zostawiła drzwi otwarte na oścież, żeby słyszeć, gdyby ktoś jej potrzebował, i po cichu 

weszła do pogrążonej w mroku izby. Poluzowała upięty na głowie kok. Włosy spłynęły jej 

kaskadą na ramiona, sięgając aż do pasa. Nie miała talii osy. Żartowała sobie, że odkąd biodra 

jej się zaokrągliły, talia wydawała się znacznie smuklejsza. Aleksiejowi jednak wydała się 

zjawiskowo kobieca. Ciepła poświata od tlącej się lampy i płomienia z paleniska otoczyła jej 

postać   złotoczerwoną,   nieziemską  aurą.   Aleksiej   poczuł   słabość,   której  powodem  nie  były 

bynajmniej  rany  od postrzału. Dobrze rozpoznawał  te  sygnały. Nie  powinien  czynić  sobie 

nadziei,   był   już   na   tyle   dorosły,   by   to   wiedzieć,   ale   w   mroku   wszystko   zdawało   się 

zaczarowane. Odrzucił rozsądek. On także szukał ucieczki. Pragnął zapomnieć, że znalazł się w 

obcym   kraju   i   że   grozi   mu   śmiertelne   niebezpieczeństwo.   Szczęśliwie   trafił   do   spokojnej 

przystani, ale nie łudził się, że pozostanie tu dłużej. Krótki pobyt. Krótki epizod. Jeśli los będzie 

background image

mu sprzyjać, zdoła wrócić do swoich. Ufał, że jest mu pisane życie daleko na wschód od tych 

stron.

Nie wiedział dokładnie, co się stało z dziećmi i Hermanssonem, ale domyślał się, że 

póki co wszystko się dobrze skończyło. O szczegóły postanowił spytać Raiję później.

Ta noc była przeznaczona na marzenia. To, co niemożliwe, miało w ciągu tych kilku 

godzin stać się rzeczywistością.

- Usiądź! - poprosił, stukając w brzeg łóżka. Gwałtownie zatęsknił, by znalazła się 

blisko niego. Ten jeden jedyny raz pragnął poczuć łączącą ich więź.

Raija zawahała się przez ułamek sekundy, ale usiadła. Zła na samą siebie, przysunęła się 

nieco bliżej, niż wypadało.

Czegóż mam się obawiać ze strony tego młodego chłopaka? usprawiedliwiła się.

„Nie z jego strony”, podszepnął jej wewnętrzny głos. „Lecz co z tobą, Raiju? Nie lękasz 

się tego, co tkwi głęboko w twym sercu? Za każdym razem, gdy patrzysz na Aleksieja albo o 

nim myślisz, a myślisz dużo, drżysz, jakbyś popełniała jakąś zbrodnię”.

To prawda...

-   Nie   mogę   zasnąć   -   powiedziała,   ciesząc   się   w   głębi   duszy,   że   spowija   ich 

nieprzenikniony mrok, skrywający wszelkie odcienie barw, zasłaniający zmęczone rysy, tonu-

jący wszystko to, z czego nie była zadowolona. Mrok był jej sprzymierzeńcem. - Przez chwilę 

cofnęłam   się   myślami   do   przeszłości.   Wszystkie   kłopoty   nagle   zniknęły.   To   pewnie 

tchórzostwo z mojej strony tak uciekać od rzeczywistości - roześmiała się zażenowana, jakby 

przepraszająco.

Aleksiej przykrył dłonią jej rękę. W pierwszym odruchu chciała ją cofnąć, ale zmusiła 

się, by wytrzymać jego dotyk. Właściwie sama tego pragnęła.

- Każdy ma do tego prawo, to nie tchórzostwo! Sam chętnie wybrałbym się z tobą w 

taką podróż donikąd.

Reijo zarzucał jej, że ucieka od rzeczywistości, choć przyznawał, że czasem wyobraźnia 

może uchronić ludzi przed szaleństwem. Mikkal zawsze śmiał się dobrodusznie z jej fantazji, a 

w ostatnim czasie sam coraz częściej szukał ucieczki w wyimaginowanym świecie. Tymczasem 

Aleksiej  nie uważał  jej  za  głupią.   Sprawiał  wrażenie,  że  ją rozumie,  i  nie doszukiwał  się 

niczego szczególnego w jej słowach.

Zachowuje się tak naturalnie, pomyślała. Może ja sobie wmawiam grożące mi z jego 

strony niebezpieczeństwo?

- Wierzysz w przeznaczenie? - zapytał.

Czuła na sobie jego palący wzrok, który przebijał ciemność.

background image

Znowu ta bujna wyobraźnia! Przecież to całkiem niewinna rozmowa!

Aleksiej leżał przykuty do łóżka, ledwie co będąc w stanie się poruszyć, całkowicie 

uzależniony od niej i od pomocy innych. Nie mógł jej skrzywdzić. Miała nad nim przewagę.

-   Nie   -   odpowiedziała.   -   A   zresztą   nie   wiem   -   dodała   w   przypływie   szczerości, 

przypominając sobie przepowiednie, którą przed wielu laty usłyszała z ust Elle. Słowa Elle 

wryły się jej na trwałe w pamięć, tym bardziej że co jakiś czas uświadamiała sobie, ile prawdy 

w nich tkwi. - Jeśli wszystko jest ustalone, życie wydaje się być bez sensu - wyjaśniła trochę 

zakłopotana. - Chciałabym mieć wpływ na swoje życie, wierzyć, że mam coś do powiedzenia, 

że coś zależy ode mnie.

- A mnie się trudno pogodzić z tym, że naszym losem kieruje przypadek. - Aleksiej 

uścisnął   mocniej   jej   rękę.   -   To   nie  zbieg   okoliczności,   że   przypłynęliśmy   statkiem   do  tej 

właśnie   zatoki,   że   zostałem   postrzelony   i   trafiłem   tu...   -   Ledwie   powstrzymał   się,   by   nie 

powiedzieć „do ciebie”. Ale nie wolno mu było zapomnieć, że jego przyszłość związana jest z 

okolicami   na   wschód   od   półwyspu   Kola.   Nie   może   dać   się   zwieść   tej   magicznej   nocy   i 

uwierzyć w to, co niemożliwe. - Przeznaczenie oznacza, że wszystko toczy się według jakiegoś 

planu.   Lubię   myśleć   w   ten   sposób,   bo   wówczas   nic   nie   dzieje   się   niepotrzebnie.   Nie 

przypadkiem   leżałem,   nie   śpiąc,   nie   przypadkiem   tu   weszłaś.   To   nie   przypadek,   że 

rozmawiamy. Że mam babkę, która nauczyła mnie języka, który ty także znasz. Fragmenty 

pasują do siebie jak skorupy potłuczonego naczynia. Jeśli ktoś zada sobie trud, naczynie znów 

będzie całe.

- Jesteśmy częściami potłuczonego naczynia? Aleksiej roześmiał się cicho:

- Kto wie? Może właśnie stykają się nasze boki i pasują idealnie.

- Czas wstrzymał oddech - odparła Raija.

Słysząc łagodniejącą w jego głosie młodzieńczą zapalczywość, poczuła, że chociaż jest 

jej rówieśnikiem, mogłaby być jego... nie, nie matką... raczej starszą siostrą.

Zarumieniła się gwałtownie, uświadomiwszy sobie, że za nic w świecie nie chciałaby 

być tak blisko z nim spokrewniona.

-   Skąd   przybyłeś,   Aleksieju?   -   zapytała.   Atmosfera   zgęstniała,   rozmowa   przybrała 

intymny ton. Raija sama nie wiedziała, kiedy przekroczyli granice poufałości.

Dwoje ludzi nocną porą. Dwoje młodych, którzy znaleźli się za blisko siebie. Trzymając 

się za ręce, rozmawiali w obcym języku. Egzotyczni niczym barwne dzikie róże, które wyrosły 

na   ugorze,   smagane   podmuchami   ostrego   wiatru,   tu,   na   najdalej   wysuniętym   na   północ 

przylądku Ruiji - nadmorskiej krainy. Musną się lekko liśćmi. Ale nie wolno im się zanadto do 

siebie zbliżyć, bo róże mają kolce.

background image

- Pytasz, skąd przybyłem tej nocy, kiedy zostałem porzucony na brzegu w twym kraju? - 

zapytał, siląc się na wesoły ton. - Przypłynąłem z Onegi na „Sankt Nikołaju”. - Westchnął, a 

jego głos nabrał ciepła. - Słyszałaś o świętym Nikołaju?

Raija pokręciła głową.

-   Mnóstwo   statków   zostało   nazwanych   jego   imieniem   i   nic   dziwnego.   To   patron 

żeglarzy, otacza nas opieką.

Aleksiej zamilkł na chwilę, a jego myśli poszybowały na wschód do ojczyzny położonej 

tak   jak   Ruija   nad  morzem.   Ludzie   byli   tam   inni,   a   krajobraz   równinny,  otwarty,   bardziej 

rozległy.

- Pochodzę z Archangielska - roześmiał się lekko. - Dla ciebie to tylko dziwaczna 

nazwa. Założę się, że nie potrafisz jej nawet wymówić.

Takiego wyzwania Raija nie mogła puścić mimo uszu. Poruszała językiem, próbując 

wydobyć obce dźwięki i naśladować dziwny akcent. Zawsze z dużą łatwością przyswajała sobie 

obcą mowę, ale tym razem miała kłopoty. Aleksiej jednak nie kpił z niej. Uśmiechał się, to 

prawda, ale równocześnie twierdził, że wychodzi jej to znacznie lepiej niż ludziom, których 

spotykał w czasie żeglugi do obcych krajów.

- Większość z nich nawet nie chciała spróbować wymówić nazwy mojego miasta - 

dodał z goryczą. - Archangielsk leży nad Morzem Białym, które wcina się w głąb lądu i łączy 

się na północy z oceanem. W pobliżu Archangielska uchodzi do morza rzeka Dwina. To piękne 

miejsce, Raiju. Jak okiem sięgnąć, ciągną się tam stepy. Bezkresne równiny. Wszystko zresztą 

jest tam bezkresne...

- Kochasz swój kraj - zauważyła Raija. Poznawała to po sposobie, w jaki dobierał 

słowa.   Biła   z   nich   miłość.   -   Wspomniałeś,   że   wyjechałeś   z   domu   w   wieku   trzynastu   lat. 

Dlaczego?

- Powoli! - Upomniał ją ostro, niemal burząc niezwykły nastrój.

Kolce potrafią głęboko zranić.

- Mieszkałem nad samym morzem - ciągnął.

Raija dostrzegła,   jak drgają  mu kości  policzkowe.   Wydawało jej  się,  że z wielkim 

trudem zachowuje spokój.

- Nad morzem zawsze działo się coś ciekawego. Do portu przypływały statki, wielkie i 

małe. Już jako mały chłopiec kręciłem się w pobliżu portu i stoczni, gdzie budowano statki 

większe niż domy. Kiedy trzymałem Jewgienija za rękę, wydawało mi się, że jestem równie 

dorosły jak on.

- Jewgienij? Kto to? - Znowu trudne do wymówienia imię.

background image

- Mój brat, starszy ode mnie o pięć lat. Było nas czternaścioro rodzeństwa, dwanaście 

sióstr i my dwaj. Kiedy Jewgienij skończył czternaście lat, wypłynął z Archangielska w rejs na 

„Sankt Nikołaju”. Miałem dziesięć lat, gdy umarła nam matka. W dwa miesiące później ojciec 

ożenił się ponownie, usprawiedliwiając się, że sam nie poradzi sobie z tak liczną gromadą 

dzieci. Ojciec pracował u jednego z tamtejszych szkutników. Wiele moich sióstr w tym czasie 

było już zamężnych, tylko pięcioro spośród rodzeństwa było młodszych ode mnie.

- Nowa żona ojca, Elena, nie radziła sobie wcale lepiej z opieką nad dziećmi niż ojciec. 

Moje siostry więc zabrały pięcioro najmłodszych do siebie. Anna, najstarsza z sióstr, chciała 

mnie przygarnąć, ale ojciec się sprzeciwił. - Aleksiej uśmiechnął się z bólem. - Powiedział, że 

jego syn będzie rósł pod jego dachem, póki nie osiągnie dorosłości. Pozostałem do ukończenia 

trzynastu lat.

Historia jego życia w skrócie. Raija wyczuwała, że w ciągu tych dwóch lat wiele się 

wydarzyło, ale Aleksiej najwyraźniej nie miał ochoty o tym mówić Nie nalegała, nie miała 

prawa naruszać kruchych podstaw wzajemnego zaufania.

- Powinnaś zobaczyć Archangielsk - ciągnął Aleksiej już całkiem innym tonem. Łatwo 

zmieniał   nastrój.   Najwyraźniej   rodzina   stanowiła   zakazany   temat,   mówił   o   niej   niemal 

obojętnie. Jedynie brat Jewgienij i siostra Anna w jego opowieści zyskali trochę ciepła. Ale 

miasto kochał i opowiadał o nim z miłością.

- Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić tych rozległych zalesionych przestrzeni. Nie masz 

pojęcia,   jakie   ogromne   drzewa   tam   rosną.   Chciałbym   cię   tam   ze   sobą   zabrać,   Raiju, 

pokochałabyś to miejsce. Pokochałabyś katedrę Michała Archanioła....

Raija, choć nie wiedziała wiele ani o świętych, ani o archaniołach, dala się porwać jego 

entuzjazmowi.

- Łodzie płynące po rzece - marzył. - Leniwie kierujące się ku morzu. Cóż to za widok!

Nie przyznała mu się, że morze i ocean wzbudzają w niej przerażenie, ani też że nie 

wierzy w anioły. Cudownie było słuchać jego głosu słowami malującego obrazy, których nigdy 

nie ujrzy na własne oczy. Aleksiej opowiadał wyjątkowo barwnie, udało mu się zachwycić 

Raiję. W wyobraźni wszystko było cudowne i wspaniałe, oboje tak to czuli. Być może, gdyby 

dziewczynie   dane   było   zobaczyć   wszystko,   o   czym   opowiadał,   przeżyłaby   rozczarowanie. 

Marzenia oszczędziły im tego. Pokochała to miejsce właśnie dlatego, że ujrzała je jego oczami.

- Odkąd skończyłem trzynaście lat, radziłem sobie sam.

To   nic   nadzwyczajnego,   tacy   młodzi   ludzie   już   pracują   na   własne   utrzymanie, 

wypływają na morze. Zresztą u was jest chyba podobnie?

- Chyba tak. U nas także młodzi szybko muszą zarabiać na chleb. To nie jest kraina 

background image

mlekiem i miodem płynąca - rzuciła z goryczą Raija.

- Kiedy miałem piętnaście lat, w Onedze spotkałem Jewgienija. Miał tam narzeczoną, 

zamierzał się z nią ożenić.

Znów jego głos stwardniał jak kamień i stał się szorstki, kanciasty niczym postrzępione 

skały.

-   Nic   jednak   z   tego   nie   wyszło   i   później   byliśmy   tylko   my   dwaj:   Jewgienij   i   ja. 

Pływaliśmy   na   tych   samych   szkutach,   oglądaliśmy   to   samo,   dzieliliśmy   ze   sobą   niemal 

wszystko. Troszczył się o mnie jak wtedy, gdy byłem mały. Zdarzało się, że potrzebowałem 

jego   opieki.   Jesteśmy   tacy   różni...   -   zaśmiał   się   jakby   z  przymusem,   ale   w   jego  śmiechu 

zabrakło wesołości.

- Jewgienij jest ode mnie wyższy i ma ciemniejsze włosy. To najwspanialszy człowiek 

pod słońcem, nigdy nie powiedział mi złego słowa. Jest spokojny i opanowany, a przy tym 

odpowiedzialny i dorosły. Całkowite moje przeciwieństwo...

- A mnie się zdajesz dojrzały - sprzeciwiła się cicho Raija. - Przemyślałeś dużo więcej 

niż znaczna część ludzi, których znam.

- Nie o to chodzi - rzekł Aleksiej z udręką w głosie, ściskając do bólu dłoń Raiji.

Nie zwolnił uścisku, mimo że Raija aż jęknęła.

- Tacy jak ty i ja wcześnie dojrzewają, ale otoczenie tego nie dostrzega. Nie zauważa 

też, że potrafimy myśleć jak dorośli. Cóż to kogokolwiek obchodzi? - ciągnął gorzko.

Raija   przymknęła   oczy,   domyśliła   się,   co   teraz   nastąpi.   Intuicja   już   dawno 

podpowiedziała jej, że łączy ich niezwykłe podobieństwo.

- To, co się dzisiaj stało, stało się z twojej winy, prawda? Pokiwała głową.

Smukłymi palcami gładził jej dłoń niczym czuły kochanek, on - bratnia dusza.

- Nie pierwszy raz cię to spotyka - zgadywał dalej. - Prześladują cię niezwykle historie. 

Przyciągasz do siebie zdarzenia, o których innym się nawet nie śniło.

- Tak, rzeczywiście.

- Mnie się także to przytrafia - zaśmiał się. - Któż inny jak nie ja mógł zeszłej nocy 

zostać  postrzelony i  porzucony  przez swoich.  Właśnie dlatego  tak  uparcie  wierzę  w prze-

znaczenie. Po prostu muszę wierzyć, że w tym wszystkim jest ukryty jakiś sens. Inaczej chyba 

bym zwariował.

- Dzisiaj uratowałeś jedno z moich dzieci - rzekła łagodnie Raija. - Nie zdążyłam ci 

jeszcze podziękować. To rzeczywiście miało głęboki sens.

- Zwykle nie dokonuję tak szlachetnych czynów - przerwał oschle. - I ranie tych, którzy 

są mi najbliżsi. Nie chcę przysparzać im kłopotów, tymczasem zadaję im nieznośny ból.

background image

- Nie powinieneś się tak obwiniać, Aleksieju. Nie wierzę, że jesteś złym człowiekiem. 

Nie mógłbyś nikogo skrzywdzić.

- Nie ja! Na miły Bóg! - przerwał jej. - Nie ja, Raiju! Ale ja prowokuję zło w innych, 

przeze mnie ludzie posuwają się do podłości. Z tobą jest podobnie, prawda?

- To zależy, jak na to spojrzeć. - Jesteś piękna, Raiju!

Słowa, wypowiedziane tak nieoczekiwanie, rozbawiły ją.

- Doprawdy, Aleksieju, przeskakujesz z tematu na temat. Ale dziękuję, miło mi, że tak 

uważasz.

- Nie chciałem ci prawić komplementów! - rzekł z powagą. - Gdybym miał taki zamiar, 

postarałbym się dobrać bardziej wyszukane słowa. Mógłbym powiedzieć, że nie spotkałem 

dotąd   piękniejszej   kobiety,   że   odurzyła   mnie   twoja   uroda,   że   twoje   oczy   mogą   popchnąć 

mężczyznę do szaleństwa. Że twoje usta są stworzone do pocałunków...

- Nie przesadzaj!

- Śmiejesz się!

Popatrzył na nią z uznaniem. Być może rzeczywiście tak sądził? Nie potrafiła odgadnąć 

myśli tego mężczyzny.

- Gdybyś była zwykłą dziewczyną, Raiju, nie śmiałabyś się z moich słów - stwierdził z 

przekonaniem. - Przeciwnie, chłonęłabyś je całą sobą.

- Tak? A co cię skłania do takich wniosków? Poza tym, że różnię się od kobiet, jakie 

dotąd spotkałeś na swej drodze. Nie kokietuję cię, chcę wiedzieć, co naprawdę myślisz.

- Roześmiałaś się, ponieważ słyszałaś takie słowa już nie raz - ciągnął. - Nie jestem 

pierwszym mężczyzną, który prawi ci komplementy. Nie przywiązujesz do nich większej wagi. 

Inne kobiety delektowałyby się nimi jak egzotycznym daniem. Dla nich miałyby one duże 

znaczenie.

- Przede wszystkim dlatego, że słyszałyby je z twoich ust - odrzekła Raija oschle. - 

Doskonale zdajesz sobie sprawę, że na jedno kiwnięcie palcem, Aleksieju, większość dziewcząt 

padłaby plackiem u twych stóp.

- Ponieważ jestem przystojny - odparł, wypluwając niemal z siebie te słowa. - Ciebie i 

mnie natura obdarzyła niezwykłą urodą. Porażającą... albo też przynoszącą nieszczęście.

Opanował się z wielkim trudem i ciągnął dalej:

- To prawda, że urodziwa twarz często pomagała mi w życiu, ale na Boga i wszystkie 

świętości, nie raz była ona powodem moich łez. Jestem pewien, Raiju, że jeśli potrafisz zdobyć 

się na szczerość, powiesz o sobie to samo. Prawie nic o tobie nie wiem, ale daję głowę, że 

również   przysporzyłaś   innym   wiele   bólu.   I   że   zawsze   ci,   których   kochałaś   najmocniej, 

background image

najbardziej cierpieli.

On wie o wszystkim, pomyślała udręczona Raija. Wie... wiedział przez cały czas o ojcu, 

matce,   o   Mikkalu,   o   Ravnie.   Wiedział   o   Kallem,   Reijo   i   Anttim.   O   dzieciach,   o   Mai... 

Wiedział...

Wszyscy, których kochała. Którzy cierpieli dlatego, że ją kochali albo że to ona ich 

kochała.

- Może - wydusiła z siebie. - I co z tego?

-   Powinniśmy   się   na   to   przygotować   -   rzucił   cynicznie.   -   Nie   możemy   się   dać 

zaskoczyć, dać się zniszczyć. Musimy nauczyć się z tym żyć!

-   Ty   tego   nie   potrafisz,   drogi   Aleksieju   -   przerwała   mu   Raija,   uchwyciwszy   jego 

spojrzenie. - Robisz sobie wyrzuty. Jeśli chcesz z tym żyć, musisz przestać się obwiniać za 

czyny innych ludzi. Przecież nie ponosisz winy za to, że masz taką a nie inną twarz.

- Bystra jesteś, Raiju! Może to bardziej oryginalny komplement? - zaśmiał się głucho.

Ale Raija przeszła do sedna sprawy:

- Do jakich czynów popchnęła cię twoja niezwykła uroda? - Ach, to smutna historia 

małego ślicznego chłopca - uśmiechnął się szyderczo. - Naprawdę chcesz jej posłuchać?

-  Ani  trochę nie  przeszkadza  mi twoja uroda.  Nie  kochałam  nigdy  kogoś  dla   jego 

pięknej twarzy. Gdybym się w tobie zakochała... Gdybyśmy mieli na to czas, nie miałoby to 

żadnego związku z twoją urodą. Kocham ludzi z innych powodów.

- Wyraziłaś się jasno - uśmiechnął się i napięcie jakby nieco zelżało. - Chyba nikt 

jeszcze nie powiedział mi tak pięknych słów, a może nie miałem odwagi wierzyć pięknym 

słowom, jakie ludzie do mnie kierowali. Nie muszę powątpiewać w twoją szczerość, to takie 

miłe uczucie...

Czekała.

Aleksiej   puścił   jej   rękę.   Potrząsnął   grzywką   jakby   z   niedowierzaniem   i   ochrypłym 

głosem rzekł:

-   Tylko   Jewgienijowi   opowiedziałem   tę   historię.   Zresztą   pod   przymusem.   A   i   tak 

połowy musiał się sam domyślić. Teraz po raz pierwszy opowiem z własnej woli.

Westchnął.

Nie było mu łatwo. Już zbyt długo tłumił w sobie złe wspomnienia. Udawał, że nie ma 

zmartwień i odgrywał rolę zadowolonego z życia próżnego uwodziciela. Unikał związków, 

które wymagałyby od niego zaangażowania, nie chciał ranić innych i sam chciał się ochronić 

przed cierpieniem.

- Mój ojciec ożenił się z kobietą, która mogłaby być jego córką. - Raija zauważyła, że 

background image

ściągnął brwi, a czoło pokryło mu się zmarszczkami.

W głosie zabrzmiała pogarda.

To była głupawa, pusta kobieta, młodsza od moich trzech najstarszych sióstr. Niezbyt 

ładna,   ale   bardzo   dbała   o   swój   wygląd,   za   wszelką   cenę   starając   się   zachować   młodość. 

Wstydziła się starego męża, ale wyszła za niego, dlatego że nikt inny jej nie chciał. Miała 

nadszarpniętą reputację. Należała do tego typu kobiet, z którymi mężczyźni chętnie się bawią, 

ale nie wybierają ich sobie na żony. Ludzie naśmiewali się z ojca, że musiał drogo zapłacić za 

to, co inni mężczyźni w Archangielsku dostawali za darmo. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, 

o czym mówią.

Przerwał na moment.

-   Elena   lubiła   mężczyzn,   była   nienasycona   -   podjął.   -   W   domu   nudziła   się,   nie 

przepadała za zajęciami domowymi, dzieci ją denerwowały. Z prawdziwą ulgą pozbyła się 

najmłodszych   pasierbic.   Mnie   tolerowała,   dlatego   że   byłem   chłopcem,   i   to   urodziwym 

chłopcem. - Westchnął ciężko. - Nad wiek wyrośnięty, wyglądałem na więcej niż dwanaście lat. 

Dziewczyny oglądały się za mną, ale ja się nimi w ogóle nie interesowałem. Uważałem wręcz, 

że są głupie. Z początku nie zorientowałem się, o co w tym wszystkim chodzi. Dla mnie była 

ona przede wszystkim żoną ojca i choć nie myślałem o niej jak o matce, to jednak... przecież 

była zamężna...

- Niemożliwe - jęknęła Raija bezsilnie.

Aleksiej pokiwał głową, a potem, choć z trudem, podjął swą opowieść.

- Przebierała się wtedy, kiedy była pewna, że ją obserwuję, zresztą ustawiała się tak, 

bym widział jej ciało. Byłem ciekawy, więc z początku podglądałem ją, zresztą który młody 

chłopak nie robiłby tego samego. Jej właśnie o to chodziło. Zaczęła mnie dotykać. Głaskała po 

głowie, po plecach, poklepywała po policzku, całowała... Ojciec wzruszał się, że tak wspaniale 

się mną opiekuje. A kiedy nie patrzył, jej dłonie wędrowały w inne rejony...

Zduszonym głosem mówił prawie bezgłośnie:

- Budziło to we mnie wstręt, ale czułem, że nie mogę poskarżyć się ojcu ani nikomu 

innemu. Zawsze mnie uczono, że należy słuchać dorosłych. Znikałem więc z domu na długie 

godziny, w ciągu dnia wałęsałem się po porcie. Macocha naskarżyła na mnie ojcu, udając, że 

bardzo się o mnie martwi. Ojciec jej uwierzył i oznajmił mi, że port nie jest placem zabaw dla 

dzieci.   Elena   wygrała,   rozumiesz,   Raiju?   Stałem   się   jej   maskotką,   zabawką   do   miłosnych 

igraszek. To było straszne, podłe, wstrętne. Miała ogromne doświadczenie i nakłaniała mnie do 

robienia rzeczy, o których brzydzę się mówić jeszcze dziś.

Raija także poczuła mdłości. Teraz dopiero zrozumiała, skąd w nim tyle goryczy.

background image

- Wtedy uciekłeś? Pusty śmiech.

- Ojciec znalazł mnie na wpół rozebranego w ich małżeńskim łożu. Wyzwał mnie od 

najgorszych! Zarzucił zepsucie i wyuzdanie, po czym wypędził z domu. Ostatnie, co słyszałem, 

to jej płacz. Domyślam się, że przedstawiła ojcu własną wersję zdarzeń, i wyszła na zbrukaną 

niewinność.

- No cóż, w każdym razie nie możesz się za to obwiniać - rzekła Raija z naciskiem. - Ta 

kobieta była chora.

- Tyle że to nie był jedyny przypadek. Później to się powtarzało. Po tym wszystkim nie 

potrafiłem zaufać żadnej kobiecie. Ale wykorzystywałem je w złości i nienawiści. Dopiero w 

Onedze o wszystkim zapomniałem. Byłem taki szczęśliwy, kiedy odnalazłem Jewgienija! Mój 

brat był wówczas bardzo zakochany i planował nawet ślub z Waldą, wesołą i sympatyczną 

dziewczyną,   pulchną   i   rumianą.   Powinienem   wyjechać   od   razu.   Przysięgam,   że   jej   nie 

zachęcałem. Polubiłem ją, ale nigdy z nią nie flirtowałem. Nigdy też nie powiedziałem niczego, 

co można by opacznie zrozumieć. Któregoś dnia oznajmiła mi, że mnie pokochała, była prze-

konana, że i ja coś do niej czuję. Wmówiła to sobie. Zaproponowała, byśmy wyjechali w 

tajemnicy przed Jewgienijem do jej rodziny, która mieszkała w głębi kraju, nad Wołgą.

Znów zamilkł. - Pojmujesz to, Raiju? - zapytał po chwili, powstrzymując się od łez. - 

Nie prowokowałem jej! Ona sobie to wszystko wymyśliła. Namawiała mnie, żebym oszukał 

swego brata, którego przecież zamierzała poślubić, nim się pojawiłem. Nagle uznała, że nie jest 

dla niej dość dobry. Jewgienij kochał ją do szaleństwa, dla niej gotów był skoczyć w ogień. 

Powiedziałem jej o tym. Mówiłem, że kocham ją jak siostrę, ale nic więcej do niej nie czuję i 

nic   z   tego   nie   będzie.   Wpadła   w   histerię.   Pokłóciła   się   z   Jewgienijem   i   wykrzyczała   mu 

wszystko, obwiniając mnie. Potem powiesiła się.

Raija zapragnęła przytulić go do siebie, ale przecież był ranny... Pocałowała go więc 

delikatnie. Ale Aleksiej przytrzymał ją, a potem ukrył twarz w jej włosach i rozpłakał się jak 

dziecko. Raija nie odepchnęła go, przekonana, że szuka u niej wsparcia. Zapewne nie dał ujścia 

swoim uczuciom od czasu, gdy jako trzynastolatek został wyrzucony z domu.

Kiedy wreszcie wypuścił ją z objęć, wydawał się zakłopotany. Chciał się odwrócić i 

ukradkiem otrzeć łzy, ale przy każdym nawet najmniejszym ruchu czuł przejmujący ból.

- Lubię cię, Aleksieju - powiedziała Raija, gładząc go po policzku. - Jesteś wspaniałym 

młodzieńcem.

Wstała i sprawdziła, czy jest dobrze okryty.

- Pójdę się teraz położyć, może zasnę. Myślę, że jakoś uda mi się żyć z moją twarzą, i 

wierzę, że i ty się tego nauczysz.

background image

- Jesteś pierwszą kobietą, której zaufałem - rzekł ochryple. Raija uśmiechnęła się.

- Strzeż się przed popełnieniem tego samego błędu, który popełnili inni. Nie zakochaj 

się we mnie, Aleksieju. Nie jestem dla ciebie.

- Chyba przeceniasz swój urok! - Aleksiej  odzyskał humor. - Nie wystarczy ci, że 

zwierzyłem ci się z tego, o czym na co dzień boję się myśleć? Może wsypałaś mi do zupy jakiś 

magiczny proszek?

- Czas się zatrzymał - uśmiechnęła się Raija. - Może to wszystko nam się śniło?

Aleksiej jeszcze nigdy nie spotkał takiej kobiety. Słyszał, jak układa się w łóżku, i 

zazdrościł Reijo. Czul, że stracił dla niej kawałek swego serca, i to nie z powodu jej niezwykłej 

urody, ale dlatego, że nigdy nie spotkał nikogo o tak pięknym wnętrzu.

Nigdy jej jednak o tym nie powie.

Przetrzyma   teraz   nawet   najgorsze,   wiedząc,   że   jest   gdzieś   kobieta,   która   gardzi 

intrygami i zdradą.

background image

7

Ludzka pamięć jest zawodna. Ma w tym zapewne swój udział upływ czasu. Ludzie 

trochę dodadzą, trochę odejmą i opowiadają tylko to, co ich bawi lub ekscytuje. I każdy pamięta 

co innego. W końcu tak naprawdę trudno ustalić, co w istocie się wydarzyło.

O rosyjskiej szkucie szybko zapomniano. Nic dziwnego, mieszkańcy wioski wszak nie 

raz handlowali z Rosjanami. Ci, którym tamtej nocy udało się zdobyć mąkę, nie mieli powodów 

do narzekań. Nikt nie poniósł uszczerbku na zdrowiu. Podczas strzelaniny zapanował straszny 

chaos. Ludzie gadali, że jakiś Rosjanin został ranny, ale chyba to nie była prawda. Plotki 

gruchnęły, ale równie szybko ucichły, gdy nic nowego nie odkryto w tej sprawie. Mijały dni. 

Nikt   nie   znalazł   ani   rannego,   ani   martwego   Rosjanina.   Zaczęto   sobie   nawet   żartować,   że 

Rosjaninowi wyrosły skrzydła i trafił wprost do nieba.

Ludzie   szybko   zyskali   kolejną   pożywkę   dla   plotek.   Wdzięcznym   tematem   rozmów 

okazali się nowi mieszkańcy duńskiego domu, zwłaszcza kiedy wyszło na jaw, że jedna z 

dziewczynek zabłądziła i omal się nie utopiła. Tylko cudowi należy zawdzięczać, że ojciec ją w 

porę   zauważył   i   uratował.   Co   prawda   Bóg   poskąpił   mu   wzrostu,   ale   okazało   się,   że   nie 

wyskoczył sroce spod ogona.

Wreszcie wybuchła jeszcze większa sensacja. Krwawy Ole, człowiek, który wzbudzał w 

mieszkańcach tych stron strach i nienawiść, zniknął bez śladu. Zostawił konia i nie odebrał 

należnej mu zapłaty.

Początkowo kupiec zacierał dłonie. Pozbył się Rosjan z zatoki i przy tym nic go to nie 

kosztowało, ba, przybył mu jeszcze koń w stajni, za którego także nie zapłacił grosza.

Na wszelki wypadek dobrze traktował to zwierzę. Nie ufał Hermanssonowi. Co prawda 

Krwawy Ole nie pojawiał się, co mogło oznaczać, że zaginął, ale póki na własne oczy nie ujrzy 

go martwego, poty nie odzyska spokoju. Dręczyła go niepewność, źle sypiał, bo mimo że 

głośno rozpowiadał o swych kontaktach z wysoko postawionymi urzędnikami, nie miał zbyt 

wielu znajomości w tych kręgach. Raczej było to jego pobożne życzenie. Przechwalać się mógł 

jednak bezkarnie, bo i tak nikomu nie przyszło do głowy powątpiewać w jego słowa.

Zaczął się bać, że jeśli zniknięcie Hermanssona wyjdzie na jaw, rozejdą się pogłoski, iż 

to on wynajął ludzi, którzy strzelali do mieszkańców osady. To prawda, że handel z Rosjanami 

odbywał się niezgodnie z panującym prawem, ale ponieważ miał charakter lokalny, patrzono na 

to przez palce. Ktoś mógłby uznać, że posunął się zbyt daleko. Kto wie, czy nie pociągnięto by 

go do odpowiedzialności?

Lękał się również z innego powodu. Prześladowała go myśl, że Hermansson zniknął 

background image

celowo, żeby ludzie zaczęli gadać i baczniej przyjrzeli się działalności kupca. Potem zjawi się 

znienacka i zażąda zapłaty za wykonane usługi i za milczenie.

A taki był już bliski spełnienia swoich marzeń! Postanowił zbić majątek, zanim opuści 

to pustkowie, by na stare lata żyć jak człowiek. Nic go nie obchodziło, że okrada innych, czyż 

koszula nie jest bliższa ciału?

Ta afera mogła wszystko zniszczyć.

Hermansson był kluczem w całej sprawie. Kupiec dobrze wiedział, że ludzie zwą go 

„Krwawy Ole” i sam w tajemnicy także używał tego przydomku. Chodziły słuchy, że Ole 

zniszczył   niejednego   człowieka.   Mads   Holmertz   nie   zamierzał   stać   się   następną   ofiarą 

bezwzględnego ziomka.

Postanowił za wszelką cenę odnaleźć Hermanssona. Ale sprawa była dyskretna, nie 

mógł otwarcie okazać zainteresowania znienawidzonym w tych stronach oprawcą. Należało 

podejść do tego z największym wyczuciem. Może jeszcze wyjdzie z tego dołka, i to nie brudząc 

sobie rąk?

Zastanawiając   się   nad   wyborem   osoby,   która   potrafiłaby   sprostać   temu   zadaniu, 

pomyślał o Reijo.

Finowi   niełatwo   było   zaimponować.   Kupiec   przypomniał   sobie,   jak   ze   spokojem 

położył przed nim bryłkę złota i sucho zapytał, czy to wystarczająca zapłata za dom, którego 

kupnem był zainteresowany, ani słowem nie zdradzając, skąd wziął ów szlachetny kruszec. 

Poza tym przedłożył dokument podpisany osobiście przez sędziego. Ten mężczyzna, choć nie 

mówił za wiele, miał głowę na karku. Ktoś taki właśnie by mu się przydał.

Ludzie gadali, że rzucił się do lodowatej wody i uratował córkę przed utonięciem, sam 

omal nie tracąc życia. To znaczy, że jest odważny.

Kupiec uśmiechnął się i z zadowoleniem potarł podwójny podbródek. Lepszego wyboru 

nie mógł dokonać. Takiego właśnie mężczyzny jak ów Fin potrzebował do tego zadania.

Codzienne życie zaczęło przypominać normalność, chociaż nadal ukrywali Aleksieja. 

Młodzieniec dzięki opiece i staraniom Raiji stanął na nogi i czuł się coraz lepiej, ale ramię nadal 

miał sztywne, a ruchom ręki towarzyszył ból.

Reijo podejrzewał, że Rosjanin nie odzyska całkowitej sprawności i już nigdy nie będzie 

mógł pływać na statku.

- Sądzisz, że popełniłam jakiś błąd? - zapytała Raija.

- Nie! - odparł zdecydowanie Reijo.

Aleksiej powtórzył jej to samo, kiedy wspomniała o tym w rozmowie. Owa pamiętna 

noc, kiedy oboje zrzucili maski z twarzy, bardzo ich do siebie zbliżyła.

background image

-   Uratowałaś   mi   życie,   Raiju.   Sądzisz,   że   mógłbym   kiedykolwiek   robić   ci   z   tego 

powodu wyrzuty? Mimo wszystko wolę żyć, nawet jeśli nie będę mógł poruszać ręką. Na 

pewno trafi mi się jakieś zajęcie... - Wykrzywił twarz w grymasie i dodał: - W najgorszym 

wypadku   znajdę   sobie   bogatą   wdowę,   która   zechce   mieć   u   swojego   boku   młodego, 

atrakcyjnego męża.

Zupełnie przypadkowo Raija zerknęła w okno. Aż krzyknęła przestraszona, gdy ujrzała 

zmierzającego w ich kierunku nieznajomego mężczyznę. Od domu dzieliło go zaledwie kilka 

minut drogi. Aleksiej bawił się właśnie z gaworzącym wesoło Knutem. Ci dwaj przypadli sobie 

do serca i doskonale się rozumieli.

- Aleksieju, ukryj się! Ktoś idzie w naszą stronę, nie mam pojęcia, kto to jest!

Wyrwawszy   dziecko   z   ramion   Rosjanina,   popchnęła   go   do   izby   zajmowanej   przez 

dziewczynki.

- Gdzie mam się schować? - Aleksiej rozejrzał się nerwowo po pomieszczeniu.

- Pod łóżkiem Elise i Mai. Tylko szybko! Pośpiesz się!

Roztrzęsiona   chwyciła   go   za   chore   ramię,   które   zapiekło   przeraźliwie.   Aleksiej, 

zaciskając zęby z bólu, wsunął się pod łóżko. Raija nie widziała już, jak on wykrzywia twarz, 

powstrzymując się od krzyku.

Raija zasłoniła go futrzanym nakryciem. Wyglądało to tak, jakby któreś z dzieci rzuciło 

niedbale skórę, a niezbyt obowiązkowa matka zapomniała poprawić posłanie.

- Ani słowa - przykazała Raija Elise i zamknęła drzwi. Zdążyła dosłownie w ostatniej 

chwili,  bo oto rozległo się mocne pukanie. Raija szybko wygładziła fartuch i rzuciła swej 

podopiecznej ostrzegawcze spojrzenie. Elise siedziała pochylona nad cerowaniem.

- Proszę! - rzuciła Raija spokojnym głosem.

Do środka wszedł korpulentny, łysawy jegomość o władczej postawie i spojrzeniu, które 

na pewno nie należało do człowieka słabego. Bruzdy wokół ust nadawały jego twarzy chłodny i 

cyniczny wyraz. Nieznajomy nie spodobał się Raiji, zwłaszcza gdy zauważyła, jak na jej widok 

osobliwie zabłysły mu oczy. Najwyraźniej wyobrażał ją sobie inaczej. Raija niemal usłyszała 

drwiący, ale wyrozumiały śmiech Aleksieja i usłyszała jego słowa: „Jesteśmy tacy piękni, ty i 

ja...”

- No proszę, co widzę - odezwał się gość jowialnym tonem. Pośpiesznym krokiem 

podszedł bliżej i uścisnął mocno dłoń Raiji.

Dobre i to, pomyślała. Nie znosiła bowiem ludzi podających bezwładnie rękę.

- A więc to jest pani Kesaniemi! Teraz rozumiem, dlaczego mąż nie zabiera pani do 

wioski i nikomu nie pokazuje. Taką perłę każdy by chciał zachować tylko dla siebie!

background image

Pocałował Raiję w rękę, czym tak ją zaskoczył, że nie zaprotestowała, choć uznała to za 

dziwny obyczaj.

- Pani pozwoli, że się przedstawię. Nazywam się Mads Holmertz. Jestem kupcem - 

skłonił się lekko.

- Raija - odrzekła krótko, a w jej głosie mimowolnie zabrzmiała niechęć.

Rozejrzał się po izbie, ale zaraz jego wzrok znów spoczął na niej. Raija domyśliła się, że 

spodobała mu się, ale zdecydowanie nie odwzajemniała tej sympatii.

- A gdzie mąż?

Raija niemal krzyknęła z radości. Kupiec nic nie podejrzewał! Nie przyszedł szukać u 

nich rannego Rosjanina. Aleksiej był bezpieczny. Zrozumiawszy, że nie ma się czego obawiać, 

odpowiedziała przyjaźniej:

- Przypuszczam, że mąż jest na nabrzeżu. Pomaga znajomemu, Nilsowi.

Kupiec skinął głową.

- Słyszałem, że mąż pani dokonał bohaterskiego czynu - zagadnął.

-   Na   szczęście   zdążył   -   odpowiedziała   niechętnie   Raija.   Kupiec   pojął,   że   poruszył 

drażliwy temat. Przecież ta kobieta omal nie straciła dziecka!

Cofnął się do drzwi, nie odrywając od niej wzroku, jakby chciał możliwie najdłużej 

napawać się jej urodą.

- Jakoś go znajdę - uśmiechnął się, nie przestając się w duchu dziwić, że ten niepozorny 

Fin ma żonę, przy której krew szybciej krąży w żyłach.

Twarz Raiji zastygła w uśmiechu, który zniknął dopiero, gdy odprowadziła wzrokiem 

niespodziewanego gościa. Wówczas odetchnęła z ulgą i odważyła się pomóc wyjść Aleksiejowi 

z ukrycia.

Był blady jak kreda, a oczy przypominały wąskie szparki.

- Przez tę twoją troskliwość omal nie zemdlałem - jęknął, opadając na ławę. - Kto to 

był?

Raija wyjaśniła mu wszystko, ale serce ścisnęło jej się z bólu, kiedy patrzyła, jak ledwie 

co zasklepiona rana znowu broczy krwią. Opatrzyła ją na nowo, przyłożywszy najpierw świeży 

okład z ziół, które pomagały na wszystko po trochu: uśmierzały ból, zatrzymywały krwawienie 

i działały nawet trochę oszałamiająco.

- Już cię więcej nie dotknę - obiecała, mocując opatrunek.

Aleksiej   popatrzył   na   nią   swymi   ciemnymi   oczyma,   które,   choć   zdawały   się 

nieprzeniknione, obiecywały tak wiele, i rzucił oschle:

- Nie strasz mnie!

background image

Kupiec nie lubił przebywać na nabrzeżu. Nie potrafił oprzeć się wrażeniu, że rybacy za 

plecami stroją sobie z niego żarty. Mimo że byli u niego zadłużeni po uszy, nie przeszkadzało 

im to naśmiewać się z niego. Poza tym szkoda mu było niszczyć buty. Skóra, z której były 

uszyte, chłonęła wilgoć,  a słona woda po wyschnięciu pozostawiała białe zacieki. Nie był 

przyzwyczajony   do   chodzenia   po   nierównym   podłożu,   a   naniesione   na   brzeg   wodorosty 

sprawiały, że było dość ślisko. Mads Holmertz po prostu czuł się niepewnie. Za nic w świecie 

by się jednak do tego nie przyznał, bo lubił mieć wszystko pod kontrolą.

Reijo razem z innymi mężczyznami ze wsi czyścił ryby przygotowywane do suszenia. 

Holmertz wiedział, że Reijo nie musi pracować. Miał dość złota i wiedział, gdzie go szukać, 

gdyby   potrzebował   więcej.   Nie   pojmował   zupełnie,   dlaczego   ten   człowiek   imał   się   takiej 

roboty, skoro nie zmuszały go do tego okoliczności.

Niechętnie zawołał na Reijo. Zwykle ściszał głos, żeby podkreślić wagę swych słów, i 

na ogół odnosiło to pożądany skutek.

Z   trudem   łapiąc   równowagę,   przecisnął   się   wśród   kamieni   naniesionych   przez   fale 

przypływu. Rybacy z daleka już widzieli nadchodzącego kupca, ale nie zdradzili się nawet 

jednym gestem. W ogóle nie patrzyli w jego stronę, a jednak kupiec Holmertz miał dziwne 

przeczucie, że cały czas go obserwują. Gdyby nie daj Bóg przewrócił się bądź poślizgnął, 

mieliby co potem komentować.

Siedzieli u niego w kieszeni, ale nie był ich panem. Nie mógł im zamknąć ust. Nigdy się 

tak naprawdę nie dowie, co o nim gadają. Może się tylko domyślać.

-   Twoja   żona  powiedziała,   że   tu  ciebie   znajdę  -  odezwał   się   do  Reijo,   całkowicie 

ignorując pozostałych. Zdenerwował się w duchu, że tak się zasapał, bo był pewien, że rybacy 

też to zauważyli.

Reijo wytarł ręce w spodnie. Kupiec, patrząc na tego dobrze zbudowanego mężczyznę, 

poczuł, jak dziwnie ciąży mu własne ciało.

- Rzeczywiście tu jestem - odpowiedział Reijo, podchodząc do kupca lekkim krokiem. 

Za nim dreptała mała czarnowłosa dziewczynka. Nie spuszczała swojego opiekuna z oka i przez 

cały czas trzymała się w pobliżu. Mads Holmertz uznał, że może mówić swobodnie, bo dziecko 

jest zbyt małe, żeby zrozumieć rozmowę dorosłych o interesach. Na wszelki wypadek odszedł 

kawałek   od   brzegu,   z   dala   od   ciekawskich   rybaków.   To,   co   zamierzał   powiedzieć,   miało 

pozostać wyłącznie między nim a Reijo.

- Potrzebuję kogoś zaufanego - odezwał się ściszonym głosem.

- A co was, panie, sprowadza do mnie? - zdziwił się Reijo, mrużąc oczy. - Na jakiej 

podstawie sądzicie, że jestem właściwym człowiekiem?

background image

Kupiec popatrzył przymilnie, a potem roześmiał się znacząco, nabrawszy pewności, że 

się nie pomylił. Spodobało mu się, że Fin bez uniżoności potrafi rozmawiać z kimś, komu nie 

dorównuje pozycją.

- Tak przypuszczam - odpowiedział, a potem zawiesił głos i dodał: - Ale stawiam pewne 

warunki!

- Wszystko ma swoje dobre i złe strony - uciął krótko Reijo. Nie zamierzał nakłaniać 

kupca do mówienia, przekonany, że sam powie, jeśli zechce. Zastanawiał się jednak, dlaczego 

przyszedł do niego. Czy takie wrażenie zrobiło na nim, że zapłacił mu złotem? Może chciał go 

przygarnąć do piersi jak równego sobie? A jeśli to tylko wyrachowana, chłodna gra? Czyżby 

dotarły do niego jakieś plotki o Aleksieju?

Kupiec przybrał rzeczowy ton.

-   Chodzi   o   pewną   przysługę.   Zapłacę   tak,   jak   sobie   zażyczysz,   w   gotówce   lub   w 

towarze. Ale żądam skuteczności! W momencie gdy się zgodzisz, otrzymasz ustaloną część. 

Resztę odbierzesz, kiedy pomyślnie wypełnisz, co ci każę. Nagrodzę cię tak, że na pewno 

będziesz zadowolony. Sprawa jest delikatna!

- Rozumiem, to były plusy, a jakie są minusy? - zapytał oschle Reijo.

- Żądam ostrożności i dyskrecji.  Nikomu ani mru - mru, czym się zajmujesz! Pod 

żadnym pozorem też nie może się dowiedzieć o naszej umowie nikt z władz.

Reijo nie odezwał się. Zmierzył jednak kupca swymi zielonymi oczami tak, że ten 

poczuł się jak przestępca.

-   Słyszałeś   może   o  Olem   Edvardzie   Hermanssonie?   -   zapytał   pośpiesznie   i   udając 

rozbawienie, dodał: - Ludzie, zdaje się, nazywają go „Krwawy Ole”.

Reijo zacisnął zęby, nabierając coraz większej pewności, że kupiec podstępnie zastawia 

na niego pułapkę. Powstrzymał drżenie głosu i jakby nigdy nic odparł:

- Jakże bym miał nie słyszeć. Tyle opowieści o nim krąży. Kupiec odetchnął z wyraźną 

ulgą. Przez chwilę dojrzał w oczach Fina groźne błyski i przestraszył się, że się na niego rzuci. 

Teraz przyszło mu do głowy, że może szczęśliwym trafem on także ma swoje porachunki z 

Hermanssonem.

- W takim razie przypuszczam, że wiesz, jak on wygląda. Reijo skinął ponuro głową.

- Zleciłem mu pewną robotę. - Kupiec jeszcze bardziej zniżył głos i mówił już szeptem. 

Reijo musiał mocno wysilić słuch, by go zrozumieć. - A on tymczasem zniknął. Wiem, że 

ludzie we wsi mają długie języki. Nie mogę więc okazać, że mnie to martwi. Jednak póki się 

nie dowiem, co mu się stało, nie będę mógł spokojnie spać.

Na jego twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.

background image

-   Hermansson   wiedział   o   niektórych   interesach,   które   prowadziłem   w   dość 

niekonwencjonalny sposób.

Kupiec nie wyjaśnił znaczenia tych słów w nadziei, że Reijo nie będzie zbyt dociekliwy.

- Chcecie, panie, żebym go odnalazł?

Kupiec z zapałem pokiwał głową, ocierając nerwowym gestem pot z czoła. Nie zwykł 

wtajemniczać nikogo w swoje sprawy. Cenił ludzi, którzy sami potrafili wyciągać wnioski.

- To chyba dość niebezpieczne? - zapytał Reijo, przyglądając się badawczo kupcowi. 

Zastanawiał się, co takiego wiedział o nim Ole Hermansson. Zapewne nie chodziło o błahostkę, 

skoro ten jegomość poci się i plącze, gotów uczynić wszystko, byleby zyskać pewność, że Her-

mansson go nie wyda. - Słyszałem o nim to i owo... Nie obchodzi się z ludźmi zbyt delikatnie.

Reijo badał, na ile kupcowi zależy na załatwieniu sprawy. Nalana twarz pokryła się 

czerwonymi plamami.

- Powiedzmy tak... Wszystko wskazuje na to, że Hermansson nie żyje. W każdym razie 

szanse są minimalne. Muszę jednak wiedzieć to na pewno. Dużo dla mnie znaczy ta informacja. 

Nie pożałujesz, jeśli się dogadamy w tej sprawie.

Reijo wzruszył obojętnie ramionami i rzekł:

- Mogę spróbować, ale niczego nie obiecuję. Zrobię co w mojej mocy, ale cudotwórcą 

nie jestem, panie Holmertz.

Na twarzy kupca odmalowała się niewypowiedziana ulga. Reijo zastanawiał się, jak 

człowiek, który nie potrafi ukryć emocji, radzi sobie w świecie interesów.

Mads Holmertz uścisnął mu dłoń i potrząsał nią, wyraźnie uradowany.

- Wiedziałem, że na ciebie można liczyć. Znam się na ludziach, możesz mi wierzyć!

Reijo, uśmiechając się z ukosa, patrzył za oddalającym się charakterystycznym drobnym 

krokiem kupcem. Z rozbawieniem odniósł się do jego końcowych słów.

Gdyby znał prawdę...

Reijo   wrócił   do   przerwanego   zajęcia.   Uchwyciwszy   zaciekawione   spojrzenie   Nilsa, 

uśmiechnął się.

- O czym tak długo rozmawialiście? - zapytał Nils.

- To tajemnica. - Reijo mrugnął porozumiewawczo. - Chciał mi zlecić odnalezienie 

wspólnego znajomego.

-   Chyba   nie   masz   na   myśli   Rosjanina   -   wyszeptał   Nils   przestraszony.   -   Skąd   się 

dowiedział?

- Nie, nie chodzi o Aleksieja - uspokoił go Reijo - lecz o innego znajomego, który ku 

ubolewaniu kupca na dobre się ulotnił.

background image

- Ole...? - Nils przerażony mimowolnie popatrzył na Maję. Na pozór dziewczynka nie 

odniosła szkód po tamtym strasznym zdarzeniu, ale czy to z dziećmi do końca wiadomo? - Co 

mu, na Boga, odpowiedziałeś?

- Zgodziłem się, oczywiście - odpowiedział ze spokojem Reijo. - Zaproponował mi 

sowitą zapłatę.

Nils potrząsnął głową z niedowierzaniem.

- Po tym wszystkim, co przez niego przeszedłeś, zamierzasz z własnej woli go szukać?

Twarz Reijo stężała. Nils nie znał całej prawdy. Nie miał pojęcia o tygodniach, które 

Reijo spędził uwięziony w piwnicy, ani o tym, jak poświęciła się Raija.

-   Myślę,   że   on   nie   żyje.   Podejrzewam,   że   nie   zdołał   się   wydostać   z   groty.   Nie 

wspominałem wam o tym, że zdecydowałem się płynąć z Mają pod wodą, ponieważ nie miałem 

innego wyboru. Usłyszałem, że Hermansson wraca, zauważyłem błysk lampy w korytarzu, 

dlatego skierowałem się do podwodnego wyjścia, żeby się na niego nie natknąć.

Nils   patrzył   na   Reijo   rozszerzonymi   ze   zdumienia   oczami.   Stali   z   boku   i   gdy   nie 

podnosili głosów, nikt nie słyszał ich rozmowy.

- Nie mam pojęcia, po co wracał - ciągnął Reijo. - Zresztą jakie to może mieć znaczenie. 

Ale jestem pewien, że coś mu się musiało stać. Przypuszczam, że utknął w korytarzu i nie 

zdołał wydostać się z groty. Nie sądzę, żebym znalazł go wśród żywych.

- Zamierzasz ruszyć tam od razu?

-   Za   kogo   ty  mnie  bierzesz?   -   Reijo  roześmiał   się   cynicznie.   -   Co   by   sobie   stary 

Holmertz pomyślał, gdybym tak szybko odnalazł zaginionego? Jeszcze by mnie oskarżył, że 

zabiłem tę kanalię. Nie, przez kilka dni będę udawał, że prowadzę poszukiwania. Przecież za to 

mi płaci. Dopiero potem naprawdę znajdę Hermanssona i zgarnę całą zapłatę.

- Ależ z ciebie spryciarz! - z podziwem wyrzekł Nils. - A co zrobimy z Rosjaninem? 

Przecież nie może zostać u was przez całą zimę, a raczej nie ma się co spodziewać, że do naszej 

zatoki zawinie jeszcze jakaś rosyjska szkuta.

- Prawda. - Reijo zasępił się, jak zwykle gdy była mowa o Aleksieju.

Nils doskonale go rozumiał. Oszałamiająco piękna żona i bezwstydnie urodziwy obcy 

mężczyzna pod jednym dachem to powód do zmartwienia. Trudno się dziwić, że Reijo był 

zazdrosny.   Co   prawda   Nils   nie   zauważył,   żeby   Raija   obdarzała   uratowanego   jakimiś 

szczególnymi względami, ale z drugiej  strony tylko ona potrafiła się z nim porozumieć w 

języku, którego Reijo nie znał. Czy można więc się mu dziwić, że skręca go zazdrość? Przecież 

jest tylko człowiekiem.

- Wyprawimy go stąd - oznajmił pewnym głosem Reijo, jakby chciał o tym przekonać 

background image

przede wszystkim samego siebie. - Ale najpierw muszę się uporać z zadaniem, jakie powierzył 

mi kupiec. Jeśli zdobędę jego zaufanie, będzie mi łatwiej.

Reijo   wspomniał   Raiji   o   tym   dopiero   pod   wieczór,   kiedy   usiedli   w   pogrążonej   w 

półmroku kuchni.

Coś się popsuło w ich wzajemnych stosunkach. Nie odnosili się do siebie  z takim 

samym jak wcześniej zaufaniem. Kiedyś wieczory były ich ulubioną porą. Wspólnie śmiali się z 

zabawnych powiedzonek dzieci, dzielili ze sobą radości, ciepło. Czuli łączącą ich więź.

Teraz otwarte na oścież drzwi do jednej z izb odmieniły wszystko. Kiedyś co prawda 

Raija pozostawiała otwarte drzwi do sypialni dzieci, ale teraz zdarzało się to tylko wtedy, gdy 

któreś z nich chorowało.

Rosjanina otoczyła taką opieką, jakby chodziło o jej własne dziecko. Reijo czuł gorycz, 

gdy przypomniał sobie, że nawet wówczas kiedy wyrwał się z Mają z lodowatego piekła, Raija 

nie poświęciła im większej uwagi niż temu swojemu Aleksiejowi.

-   Kupiec   poprosił   mnie,   żebym   odszukał   Hermanssona   -   odezwał   się   trochę 

zakłopotany.

-  Ole  Edvarda? -  Raija  wybuchnęła gromkim  śmiechem,  najwyraźniej   nie  traktując 

poważnie słów Reijo.

Kiedy jednak na twarzy przyjaciela nie dostrzegła spodziewanego rozbawienia, jej oczy 

rozszerzyły się, a po twarzy przemknął cień lęku.

- Reijo - powiedziała - chyba się nie zgodziłeś? Dobrze wiesz, do czego jest zdolny Ole 

Edvard! Czego właściwie chce od niego kupiec?

Kiedy usłyszała z ust Reijo wyjaśnienie, oniemiała. Reijo pominął milczeniem własne 

przypuszczenia  na temat  tego,  co  stało się  z  Hermanssonem.  Troska,  jaką dostrzegł  w jej 

oczach, była plastrem na rany w jego sercu. Nie powiedział wszystkiego, żeby ją ukarać za te 

noce, podczas których z powodu jej słabości do Rosjanina nie mógł zmrużyć oka.

- Zamierzasz tak po prostu wyruszyć na poszukiwania Hermanssona? - pytała, nadal nie 

mogąc uwierzyć w prawdziwość jego słów. - Przecież wiesz, jak on cię strasznie nienawidzi. 

Jest szalony, wiesz o tym, a mimo to chcesz go szukać, Reijo? Dlaczego? Chodzi ci o zapłatę? 

Przecież możesz wziąć złoto Kallego, ile tylko zechcesz! Nie rozumiem, wytłumacz mi!

Rozłożył ręce.

- Po prostu muszę! Zresztą chętnie się tym zajmę. Potrafię na siebie uważać, jestem 

dorosły. Nie potrzebujesz mi tak matkować.

- Czy kiedyś to robiłam? - zapytała cierpko i pewniejszym głosem dodała: - Rozumiem, 

chcesz się zemścić na mnie. Za tym wszystkim po prostu kryje się zazdrość, nic więcej. Masz 

background image

dość odwagi, żeby się do tego przyznać? Reijo przyjął ze spokojem jej słowa.

- To moja sprawa, moje życie, prawda? Mogę więc robić, co mi się podoba.

Raija popatrzyła na niego tak, jakby chciała go zabić wzrokiem, a potem odwróciła się 

do niego plecami.

- Nie wziąłeś pod uwagę tego, że będę umierać ze strachu? Oszaleję, zastanawiając się, 

kto kogo zabije, ty jego czy on ciebie. - Odwróciła się i popatrzyła na Reijo błyszczącymi 

oczami. - Nie mam najmniejszego powodu, by darzyć sympatią tę bestię, ale nie chcę, żebyś był 

tym, który...

Nie dokończyła.

- Może on już nie żyje? - Reijo wypowiedział na głos zawieszone w powietrzu słowa.

Raija w ogóle nie brała pod uwagę takiej możliwości. Czuła przed Olem śmiertelny 

strach i jak wszyscy, którzy się czegoś lękają, nie mogła uwierzyć, że zło przestało istnieć.

Kupiec reaguje podobnie, pomyślał Reijo, ale on przynajmniej podjął jakieś kroki, żeby 

uwolnić się od strachu. Raija tego nie potrafi. Urażony, że nie rozumie, iż gotów jest uczynić to 

dla niej, rzucił, nie kryjąc zawodu:

-  Nawet  nie zauważysz  mojej  nieobecności,   zresztą z  jakiej   racji  miałabyś   za mną 

tęsknić?

Raija   wyczuła   jego   aluzję   i   dwuznaczny   ton.   Zdenerwowana   wyprostowała   się   jak 

struna - jak zwykle, gdy się na dobre rozgniewała.

- Co masz na myśli? - zapytała na pozór spokojnie.

Reijo właściwie nie chciał się kłócić. Gdyby się opamiętał, mogliby spędzić ze sobą 

cudowną noc. Troska i lęk skierowałyby Raiję wprost w jego ramiona. Tak dawno się już nie 

kochali. Tęsknił za nią, ale był zbyt dumny, by ją do czegokolwiek nakłaniać. Zresztą kiedyś to 

sobie poprzysiągł.

Zwykle spała odwrócona do niego plecami. Dziś mogło być inaczej, gdyby nie ostre 

słowa, nad którymi nie potrafił zapanować. Pobrzmiewała w nich zazdrość, rozgoryczenie, 

zawód, wszystko to, co dotąd dusił w sobie.

- Zdaje się, że masz w domu o jednego mężczyznę za dużo i trudno ci się zdecydować. 

Usunę się na jakiś czas, żeby ci to ułatwić.

- Chodzi ci o Aleksieja? - roześmiała się. Udawała rozbawienie, żeby mu uświadomić 

niedorzeczność jego podejrzeń.

Ale Reijo nie dał się przekonać. Nie chciał!

- Właśnie! - potwierdził,  ciskając zielone błyskawice w stronę otwartych na oścież 

drzwi. - Twój ukochany Aleksiej! Zdaje ci się, że nie widzę, jak nie możesz od niego oderwać 

background image

oczu? Zbyt dobrze cię znam, moja droga. Masz na niego ochotę, prawda? Przeszkadza ci moja 

obecność. Pomyśl tylko, jak bywam było dobrze, gdyby nie ja!

- Czy ty sam w ogóle wierzysz w te bzdury?

Raija skrzyżowała ręce na piersi jakby w odruchu obronnym, ale mówiła czule i z 

wyrozumiałością.

- A mam nie wierzyć w to, co widać aż nadto wyraźnie? - odpowiedział jej pytaniem na 

pytanie.

- Kiedyś miałeś zdecydowanie lepszy wzrok.

Reijo stracił panowanie nad sobą i z jego ust popłynął potok oskarżeń.

- W takim razie spójrz mi w oczy i powiedz, że nie wydaje ci się pociągający, że ani 

przez moment nie uległaś jego urokowi. Że nie myślałaś o nim nigdy inaczej jak o chorym.

Raija nadludzkim wysiłkiem zdołała się opanować.

- Owszem, uważam, że Aleksiej jest bardzo pociągający - powiedziała łagodnie jak do 

niesfornego dziecka. - Trzeba być ślepcem, by nie zauważyć, że to młodzieniec niezwykłej 

urody. Tylko co to ma do rzeczy? Nie wydaje ci się, że ładna buzia to za mało? Nie kocha się 

kogoś dla ładnej twarzy! - Odetchnęła głęboko i dodała: - A Aleksiej jest dla mnie kimś więcej 

aniżeli tylko rannym, którego pielęgnuję. To przyjaciel.

- Właśnie! - podchwycił Reijo. - Przyjaciel! Ja też jestem twoim przyjacielem, a nie 

powstrzymało cię to przed pójściem ze mną do łóżka.

Raija wymierzyła mu siarczysty policzek.

-   Za   to   w   każdym   razie   nie   wiń   Aleksieja   -   syknęła   rozjuszona   niczym   kotka.   - 

Przebrałeś miarę, Reijo! Nie masz prawa wygadywać takich rzeczy! Jakim prawem śmiesz 

mnie traktować jak swoją własność! Dobrze wiesz, ile dla mnie znaczysz, ale nikt cię nie 

zmuszał, żebyś zaakceptował ten związek.

- Może raczej brak związku - przerwał jej cierpko.

- Naprawdę tak sądzisz, Reijo? Nie poznaję cię - rzuciła lodowatym tonem. - Co się z 

tobą stało? Znasz mnie, wiesz, jaka jestem. Nigdy nie udawałam przed tobą nikogo innego. 

Ufałam ci, jesteś moim najlepszym przyjacielem. Nigdy jednak nie trzymałam cię siłą. Nie 

chciałam   cię   pozbawiać   uroków   życia,   jakie   mógłbyś   wieść...   -   Jej   pierś   poruszała   się 

gwałtownie. - Dlaczego więc mi to robisz? Swoją zazdrością zadręczasz nie tylko siebie, ale i 

mnie!

Ale   Reijo   wydawał   się   głuchy   na   jej   słowa.   Naburmuszony,   w   milczeniu   zaczął 

pakować do worka niezbędne rzeczy. Zacisnął usta w wąską kreskę, rzucił ostatnie spojrzenie 

ku łożu. Ciągle jeszcze mógł wszystko uratować. Pogodzić się z Raiją, sprawić, by ta noc była 

background image

cudowna. To nie było takie trudne. Wystarczyłoby cofnąć ostre, przepełnione goryczą słowa, 

tym bardziej że nie wyrażały one naprawdę tego, co myślał. Wypowiedział je za podszeptem 

diabła, który raz po raz brał nad nim władzę. Zwykle potrafił go ujarzmić. Teraz jednak nie miał 

na to ochoty. Czuł się urażony i dlatego jakby w odwecie pragnął zranić Raiję. Raija jednak nie 

ugięła karku. Wyprostowała się dumnie i patrzyła na niego zagniewana. Czuł się okropnie. 

Wykrzykujący   nieprzemyślane   słowa   mężczyzna   wydawał   mu   się   kimś   obcym.   Nie   mógł 

jednak przyznać się do tego.

- Zamierzasz od razu wyruszyć na poszukiwania Olego Edvarda? - zapytała, stanąwszy 

w drzwiach.

- Może i od razu.

Zdawał sobie sprawę, że odpowiada opryskliwie, ale wcale nie miał ochoty być miły. 

Nie dziś!

Do diabła, on także tęskni za odrobiną ciepła. Czy troska należy się tylko rannemu 

Rosjaninowi?

W   ułamku   sekundy   przemknęła   mu   myśl,   że   lepiej   by   było   tamtej   nocy   zostawić 

broczącego krwią młodzieńca na nabrzeżu i nie przenosić go z takim trudem pod swój dach. 

Ale zaraz zniknęła cała złość, jaką żywił do Aleksieja. Życie jest przecież najwyższą wartością i 

za nic w świecie nie wolno pozbawić pomocy umierającego.

- Nie mogę cię powstrzymać, Reijo. Jesteś dorosły i sam odpowiadasz za własne czyny.

Z jakim spokojem to mówi, pomyślał Reijo. Może nic ją to wszystko nie obchodzi? A 

może ucieszyła się z okazji, jaką sam jej podsunąłem, i wskoczy Aleksiejowi do łóżka, by 

posmakować rosyjskiej miłości?

Minął ją, nie podnosząc wzroku. Nie odsunęła się ani o cal. Ich ciała niemal otarły się o 

siebie. Poczuł emanującą z niej kobiecość, której zwykle nie potrafił się oprzeć. Ale nawet to 

nie zdołało stopić w nim złości. Nie dał się ułagodzić.

Zajrzał do dzieci i długo na nie patrzył. Delikatnie, żeby nie obudzić malców, pogłaskał 

ich po policzkach. Najdłużej zatrzymał się przy Mai. Mała Maja... Jego maleństwo.

Skrzywił   twarz   w   bolesnym   grymasie   i   wyszedł.   Pokochał   dziewczynkę,   bo   był 

sentymentalnym głupcem. Maja nie jest jego córką, lecz córką Mikkala!

- Nie martw się o mnie! - rzucił do Raiji przez ramię. - Potrafię o siebie zadbać. Będę się 

pilnował. Sama mi kiedyś powiedziałaś, że niszczymy się nawzajem. Pamiętasz? - roześmiał się 

krótko. - Gratuluję! Cóż, ja mam same wady, ty natomiast do wszystkich zalet, jakie posiadasz, 

możesz dodać jeszcze dar jasnowidzenia.

- Reijo... - zaczęła, ale on już jej nie słuchał. Wyszedł na dwór.

background image

Reijo był dumny i uparty, ale i jej nie brakowało uporu.

Przecież   nie   odszedł   daleko.   Drzwi   były   otwarte,   mogłaby   pobiec   za   nim   i   go 

zatrzymać. Uczepić się go i błagać, by pozostał.

Ale czy to ona zaczęła całą tę beznadziejną awanturę? Reijo z premedytacją dążył do 

takiego rozwiązania.

Zacisnęła zęby i zamknęła drzwi na zasuwę.

Aleksiej mimowolnie słyszał kłótnię tych dwojga. I chociaż nie znał języka, domyślał 

się, o co poszło. Podniesione głosy były aż nadto wymowne. Wśród obcych słów kilkakrotnie 

wyłowił swoje imię, wypowiedziane niezbyt ciepło i niezbyt przyjaźnie.

Zobaczył teraz, jak Raija zaciska wargi, żeby powstrzymać się od płaczu, a z jej oczu 

płyną strumieniem łzy.

Wzburzony,   dotknął   jej,   uważając,   żeby  nie   poruszać   gwałtownie  ramieniem,   które 

nadal dokuczało mu mocno.

- Znowu wszystko przeze mnie! Słyszałem, że kłóciliście się z mojego powodu. Chyba 

nie powinienem tak często spoglądać na ciebie.

Aleksiej zrozpaczony potrząsnął głową.

- Nie masz z tym nic wspólnego - szlochała Raija. - Nie powinieneś czuć się winny. Z 

Reijo łączy mnie szczególna więź. Nigdy mu jednak niczego nie obiecywałam. On wie, że 

kocham innego i choć go nigdy nie dostanę, nic nie odmieni moich uczuć. Nie mam pojęcia, 

dlaczego tak nagle wybuchnął. Co go tak zdenerwowało?

Aleksiej   słuchał   cierpliwie,   mimo   że   przynajmniej   w   połowię   jej   nie   rozumiał,   bo 

zapominała się i mówiła po fińsku. Miał jednak przekonanie, że dla dziewczyny najważniejsze 

jest w tej chwili, że ma się przed kim wypłakać. Potrzebowała kogoś, kto by jej wysłuchał i 

troskliwie przytulił.

Ukradkiem   musnął   jej   włosy.   Były   miękkie   jak   jedwab   i   pachniały   lasem.   Nagle 

owładnęło nim szaleńcze pragnienie, by choć raz zanurzyć w nich dłonie i przeczesać palcami 

kruczoczarne nitki. Ale nie był w stanie unieść ręki.

Raiji ta chwila bliskości wystarczyła, by odzyskać równowagę. Połykając łzy, podniosła 

pełen wdzięczności wzrok.

- Dziękuję - wyszeptała. - Prawdziwy z ciebie przyjaciel.

Aleksiej uśmiechnął się ze smutkiem. Jak każdy Rosjanin łatwo popadał w melancholię, 

ale też potrafił radować się jak mało kto. Kiedy był szczęśliwy, mógł świętować i pić przez 

kilka dni. W ostatnim czasie jednak nieczęsto mu się to zdarzało. Wpatrywał się w twarz Raiji z 

namiętnością, która ją poraziła.

background image

- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zapytała, siląc się na uśmiech.

- Żeby cię zapamiętać taką, jaka jesteś naprawdę. Bez idealizowania. Zapamiętać twoje 

oczy, czarne węgielki z domieszką brązu, charakterystyczne łuki brwi i czoło. Twój nos, prosty, 

wąski, niemal królewski. Łagodnie zaokrąglone, ale nie pulchne policzki, i usta... - zniżył głos - 

...pełne, kuszące. Domyślam się tylko, ile w nich zmysłowości. Czasem wydymasz dolną wargę 

i wtedy wyglądasz jak kapryśne dziecko. A kiedy się uśmiechasz, biel twoich zębów oślepia 

bardziej   niż   słoneczny   blask.   Zapamiętam   twój   zdecydowany   podbródek   i   włosy,   czarne, 

jedwabiste.

Przyglądał się jej długo, kąciki ust drgnęły w smutnym uśmiechu.

- Myślę jednak, że najlepiej pamiętać będę twoje oczy, Raiju... i usta, które tak mnie 

nęcą, które tak bardzo pragnę pocałować.

-   Aleksieju   -   wyszeptała   błagalnie,   jakby   ostrzegawczo.   Łagodne   brązowe   oczy 

pochwyciły jej wzrok.

- Reijo być może ma rację, denerwując się i krzycząc. Nie powinien jednak kierować 

gniewu przeciwko tobie.

Na jego twarzy znów pojawił się lekki uśmiech, któremu Raija nie potrafiła się oprzeć, 

tak samo jak zapewne wiele kobiet, ku którym ten młodzieniec skierował swój wzrok.

- Rozumiem, Raiju - ciągnął przepraszającym tonem. - Wpadłem w sidła twojego uroku. 

Nawet   nie  wiem,   kiedy  to  się   stało,  nie  prowokowałaś   mnie,   nie  łudziłaś   nadzieją.   Wiele 

rozmyślałem o tym, czego Reijo tak się obawia. Marzyłem o tym na jawie i we śnie. Gdybyś 

znała treść mych marzeń, rumieniłabyś się zawstydzona.

Raija przełknęła ślinę. To prawda, że była pod jego urokiem. Rzeczywiście wydawał jej 

się   tak   piękny,   że   wpatrując   się   w   niego   dłużej,   czuła   niemal   fizyczny   ból.   Lubiła   go, 

oczywiście, a rozmowa z nim sprawiała jej przyjemność. Wyczuła w nim pokrewną duszę, 

jeszcze nim połączyła ich owa magiczna noc. Byli do siebie podobni, w ich życiu było wiele 

podobieństw. I na ten krótki czas nici ich losu splotły się ze sobą.

Ale   ona   potrzebowała   czegoś   więcej.   W   życiu   zbyt   często   musiała   zadowalać   się 

namiastką. A wspaniała przyjaźń, jaka łączyła ją z Reijo, została nadszarpnięta właśnie dlatego, 

że posunęli się dalej i zostali kochankami. Raija nie potrafiła sobie wyobrazić, że jakiś inny 

mężczyzna mógłby zająć w jej sercu miejsce Mikkala. Nie, to niemożliwe, by ktoś stał się dla 

niej tak samo ważny jak on!

-   Rozumiem,   że   nie   podzielasz   moich   uczuć   -   ciągnął   Aleksiej.   -   Dlatego   nie 

zmierzałem ci tego wyznawać. Ale moje usta same układają się w słowa. Nasz związek i tak nie 

miałby przyszłości. Muszę wracać. Nie czułbym się dobrze w tych stronach, a nie wiem, czy ty 

background image

przywykłabyś do życia w moim kraju. Wahałbym się przed zabraniem cię stąd.

- Jesteś bardzo miły i dobry.

Myślał inaczej niż ona, nie było w nim cienia egoizmu i wszystko rozumiał.

-   Ale   nie  na  tyle,   bym   chciał   zrezygnować   z  pocałowania   tych   ust,   o   których   nie 

przestaję marzyć. Tylko ten jeden jedyny raz.

Jego spojrzenie miało w sobie siłę przekonywania. W tej krótkiej chwili Raija zmiękła 

jak wosk i dała się porwać urokowi młodego Rosjanina.

Kiedy pochylił się nad nią, podniosła ku niemu twarz. Drżącymi wargami dotknął jej 

ust, ostrożnie, jakby na próbę. Przyjacielski pocałunek wnet zmienił się w bardziej zmysłowy, 

by w końcu wypełnić się mrocznym płomiennym żarem. Usta ją paliły, gdy Aleksiej wypuścił 

ją z objęć. Dyszał gwałtownie, ale cofnął się i uśmiechnął.

Dawno już Raija nie patrzyła w twarz wyrażającą tak wielkie uczucie.

- Jesteś, Raiju, kobietą wyjątkową. Jedną na tysiąc - wyszeptał Aleksiej miłośnie. - Nie 

przychodź do mnie nocą, bo nie ręczę dłużej za siebie.

Raija wyszła, zamykając za sobą drzwi. Nie była mu przeznaczona.

Reijo ukrył się w mroku z dala od światła, które padało przez okno. Widział, jak się 

obejmują, i był świadkiem pocałunku.

Poczuł rozdzierający ból.

Więc jednak się nie mylił.

Odszedł, nim Aleksiej wypuścił Raiję z objęć.

W chacie Nilsa było ciemno. Reijo jednak miał pewność, że przyjaciel jest u siebie.

W domu kupionym za złoto Kallego nie było dla Reijo miejsca.

Postanowił zarobić własne pieniądze i uwolnić się od Raiji.

background image

8

Nils poczęstował go cierpkim piwem domowej roboty. Reijo po chwili namysłu uznał, 

że należy mu się coś mocniejszego. Odkąd na świat przyszedł Knut, unikał trunków. Wkrótce 

minie rok od owej pamiętnej nocy, kiedy upił się na umór i ojciec musiał sam wyruszyć na 

poszukiwanie porwanej Mai. Nigdy Reijo nie wytrzeźwiał tak gwałtownie jak wtedy, gdy Raiję 

chwyciły bóle porodowe.

Teraz postanowił upić się równie mocno, tyle że w szybszym tempie.

Odrzucił na bok wszelki rozsądek. Skutki pijaństwa nie były mu obce, ale to wcale go 

nie odstraszało. Suchość w gardle, mdłości, niesmak w ustach, bóle żołądka... Po co martwić się 

na zapas!

- Wyrzuciła ciebie? - wyraził swe zdumienie Nils po kilku haustach, kiedy już przestali 

wycierać   szyjkę   butelki.   Ponieważ   jednak   Reijo   nie   spieszył   się   ze   zwierzeniami,   sam 

odpowiedział sobie rozmarzony: - Nie, ona nie z tych! Jest taka łagodna i delikatna... A przy 

tym herod - baba! Nigdy nie zapomnę, jak zakładała szwy na ranę! Albo jak wyjmowała kulę, 

która utkwiła w ramieniu. Boże, co za kobieta...

Reijo spojrzał ponuro i przystawił butelkę do ust. A potem, kiwając palcem, jakby chciał 

podkreślić wagę swoich słów, rzekł:

- Tak wszyscy o niej myślą. Wszyscy, którzy jej nie znają. Uraczył się kolejnym łykiem 

i podał piwo przyjacielowi, który użyczył mu schronienia.

- Ale ja ją znam - dorzucił z goryczą.

Co do tego Nils nie miał żadnych wątpliwości.

- Co za kobieta! - wyrwało mu się. - Wiesz, Reijo, cenię sobie kawalerski stan, ale 

porzuciłbym go bez wahania, gdyby mi się trafiła taka jak ona. Co za kobieta!

-   Sam   odszedłem   -   wyznał   Reijo.   -   Nie   wyrzuciła   mnie.   Zrobiłem   w   tył   zwrot   i 

wyszedłem! A wiesz, dlaczego? Odkąd ten młodzik trafił pod nasz dach, straciła dla niego 

głowę. Wypaliłem jej to prosto z mostu! „Owinął sobie ciebie wokół palca”, powiadam do niej. 

Ale ona twierdzi, że to nieprawda. Nazwała go przyjacielem. Odparłem jej na to, że ja także 

jestem jej przyjacielem, ale nie przeszkadzało jej to pójść ze mną do łóżka. Kiedy jednak nadal 

wszystkiemu zaprzeczała, wyszedłem, żeby się nie kłócić.

- Co? Raija z Rosjaninem? - Nils był taki zdumiony, jakby spadł z nieba. Uznał, że 

Reijo się wstawił i zmyśla głupoty. Niektórzy mają słabą głowę!

Ale Reijo, ponuro kiwając głową, ciągnął dalej:

- Nie zdążyłem daleko odejść... minęła ledwie chwila, a ona już wisiała mu na szyi. 

background image

Całowali   się.   Wszystko   dokładnie   widziałem,   bo   nawet   nie   zasłonili   okien.   Masz   swoją 

wspaniałą, łagodną Raiję!

Nils nic nie pojmował. Po prostu nie chciało mu się to pomieścić w głowie.

- Jak to? Twoja żona i  ten Rosjanin? Kiedy wyszedłeś...? Człowieku,  rany boskie, 

czemu od razu nie powiedziałeś? Wracajmy tam czym prędzej! Wrzucimy drania z powrotem 

do morza! Od razu trzeba nam było tak z nim postąpić! Po co go w ogóle stamtąd zabieraliśmy? 

Kiedy sobie przypomnę, jak się natrudziliśmy, żeby go donieść! A on tymczasem przystawia 

się do twojej żony?! Śmie całować twoją babę?! Ale... jej nigdy bym o to nie podejrzewał. - 

Nils potrząsał głową z rezygnacją. - Nie, chłopie, nie spodziewałbym się tego po niej.

Reijo ze wzrokiem wbitym w klepisko wyznał:

- Raija nie jest moją żoną.

- Mój Boże - zająknął się Nils i całkiem stracił mowę. Jakby nie dość tego, że wokół 

tych dwojga ciągle się coś działo, to dowiaduje się teraz jeszcze, że żyją w grzechu. Nie znal 

nikogo, kto wiódłby równie barwne życie, i przez moment zapragnął, żeby i jego życie nabrało 

odrobiny koloru.

- Była żoną mojego najlepszego przyjaciela... - zaczął Reijo, odczuwając nagle potrzebę 

zwierzeń. I nim zapadła noc, opowiedział Nilsowi historię swojego życia, a także losy Raiji. 

Przyjaciel otwierał coraz to nowe butelki i tylko od czasu do czasu wykrzykiwał: „Nie do 

wiary!”

Na koniec obaj zgodnie orzekli, że kobiety są podstępne i zdradzieckie, i właściwie 

żadna nie jest godna miłości takich jak oni prawdziwych mężczyzn. Przy czym nie omieszkali 

dodać, że Raija jest kobietą wyjątkową. Popłakali trochę z żalu, że Rosjanin być może w tym 

samym momencie doświadcza jej troskliwej opieki, i nim światło brzasku obwieściło nastanie 

nowego dnia, padli zamroczeni.

W   nocy   sypnęło   śniegiem.   I   to   wcale   nie   drobnymi   wirującymi   płatkami,   które 

wywołują   radosny   nastrój.   Z   północnego   wschodu   nadciągnęła   prawdziwa   nawałnica!   Nie 

napotkawszy po drodze żadnej przeszkody, wdarła się z całą siłą do zatoki. Morze przemieniło 

się w gniewną zieloną bestię, która kawałek po kawałku usiłowała wgryźć się w ląd. Szeroko 

rozwartą paszczą straszyła wypolerowane skały, które jednak od tysięcy lat odpierały atak i je-

dyne, co straciły, to ostre krawędzie.

Niebo, przykryte grubą warstwą chmur, pochyliło się nad tym zielonkawym piekłem 

zmąconym szarością i skłębionymi bałwanami o bladożołtym odcieniu. Sina piana ciekła z 

żarłocznej morskiej paszczy.

Wichura   uderzyła   w   ląd   i   z   przeraźliwym   wyciem   rozszalała   się   wśród   chałup, 

background image

porywając   ze   sobą   i   ciskając   wszystko,   co   leżało   luzem.   Przewaliła   się   przez   skaliste 

wzniesienia i nieco zelżała. I wtedy sypnął śnieg. Ciężkie wilgotne płatki spadły na wioskę, w 

ciągu pół godziny przykrywając ją białą kilkucentymetrową warstwą. Nadciągnęło chłodniejsze 

i bardziej suche powietrze. Warstwa chmur odsunęła się w głąb lądu. Niebo wypogodziło się i 

przybrało pastelowoniebieską barwę, tak charakterystyczną dla jesiennej pory. Śnieg, zmrożony 

chłodnym powiewem, utworzył ziarnistą lodową skorupę.

Nie był to pierwszy śnieg tej jesieni. Spadł już parę razy, ale zaraz topniał, by potem 

znów popadać, za każdym razem przypominając ludziom, że zima tuż - tuż. Gdzieś na dalekiej 

północy Królowa Śniegu szykowała się, by objąć we władanie cały kraj. Zamierzała wszystko 

okryć swoją peleryną i zamienić w sopel lodu.

Reijo i Nils przebudzili się z potwornym bólem głowy. Z trudem podnieśli powieki, ale 

choć było już późno, uznali, że nic ich nie goni, i beztrosko przewrócili się na drugi bok.

Raija źle spała tej nocy. Po raz pierwszy, mimo że szukała zapomnienia w świecie 

marzeń, nie udało jej się odpędzić natrętnych myśli. Nawałnica tylko wzmogła jej niepokój. 

Upragniony sen nie nadchodził. Nie lubiła morza, kiedy szalało targane żywiołem. Przerażała ją 

ta gwałtowność. Łatwiej znosiła niskie temperatury w głębi lądu niż sztormy na wybrzeżu.

Przekonywała siebie, że powinna w końcu przywyknąć do tych okolic, do tego miejsca. 

Mimo że mieszkali tu od niedawna, Raija pokochała swój nowy dom.

Nigdy wcześniej nie przywiązywała wagi do wartości materialnych, rzeczy nic dla niej 

nie znaczyły. Teraz jednak nabrała ochoty, by zatrzymać dom na własność nie tylko przez jedną 

zimę. Zapragnęła osiąść w nim na stałe! Zapewne nie bez znaczenia dla niej było to, że dom 

należał wcześniej do Cathariny. W pewien sposób dawało to Raiji poczucie przynależności. 

Gdyby wierzyła w przeznaczenie tak jak Aleksiej, fakt, że mieszka pod tym samym dachem co 

niegdyś Catharina uznałaby za zrządzenie losu. Sama wolała to nazwać szczęśliwym trafem.

Raija szukała śladów, żeby się dowiedzieć czegoś więcej o kobiecie, która uratowała ją 

przed Ole Edvardem i zapewne oddała dla niej życie. Ale mimo że w domu pozostały meble po 

poprzedniej właścicielce, nie udało się Raiji znaleźć żadnych dokumentów, listów, obrazów, 

żadnych osobistych drobiazgów. Odnosiło się wrażenie, że ktoś opróżnił dom ze wszystkiego, 

co mogłoby przypominać o Catharinie. Raija tak mało o niej wiedziała. Zbliżyły się do siebie, 

ale zabrakło im czasu,  żeby się dobrze poznać, bo była służąca zniknęła bez śladu. Raija 

podejrzewała, że Ole Edvard Hermansson maczał w tym palce i to on ponosił winę za tragiczny 

prawdopodobnie koniec Cathariny. Raija postawiła sobie za punkt honoru, żeby dowiedzieć się 

jak najwięcej o swej wybawczyni i w ten sposób uczcić pamięć o niej. Chciała zadbać o to, by 

ta kobieta nie została zapomniana.

background image

Wstała z łóżka, zanim jeszcze ucichła wichura. I tak nie mogła spać! Pogrążona w 

zadumie, zabrała się za nudne codzienne zajęcia i nim się rozwidniło, zdążyła się ze wszystkim 

uporać: naniosła wody, ugotowała zupę na śniadanie, zarobiła ciasto na chleb, pocerowała 

dziewczynkom sukienki.

Zlecone przez kupca zadanie pobudziło ją do rozmyślań nad motywami postępowania 

niektórych ludzi.

Potrafiła zrozumieć Reijo, znała go przecież, czasem zdawało jej się nawet, że aż za 

dobrze.   Wybaczyła   mu   jego   głupie   zachowanie   poprzedniego   wieczoru.   Był   piekielnie 

niezależny! Często go przeklinała z tego powodu, ale równocześnie z tego samego powodu 

podziwiała.

Kupiec Mads Holmertz natomiast nie wzbudzał jej sympatii. Tylko raz go widziała na 

oczy,   ale   natychmiast   się   na   nim   poznała.   Z   powodu   chciwości   i   bezwzględności   tego 

człowieka cierpiała cała wioska. Raija poczuła głęboką niechęć, kiedy pomyślała sobie, że 

zmuszona   będzie   tolerować   kogoś   takiego   teraz,   kiedy   wreszcie   znalazła   miejsce,   gdzie 

chciałaby  osiąść.   I  chociaż   prócz  Nilsa   nie  znała   nikogo  w  wiosce,   solidaryzowała   się  ze 

wszystkimi jej mieszkańcami.

Im dopisało szczęście, mieli w zanadrzu złoto Kallego, ale pozostali byli całkowicie 

uzależnieni od pazernego lichwiarza.

Raija szyła, nie przestając rozmyślać. A wczesnym przedpołudniem złożyła kupcowi 

wizytę.

Kupiec, który lubił uchodzić za światowca, z trudem ukrył zdumienie i podziw, kiedy 

Raija   wkroczyła   do   jego   prywatnych   salonów.   Jej   zaś   bogate   wnętrze   nie   zaimponowało 

szczególnie. Jako żona wójta w Alcie przywykła do większych luksusów.

Holmertz uznał, że nie wypada posadzić tak czarującego gościa przy stoliku,  gdzie 

zwykle załatwiał interesy, poprowadził więc Raiję na sofę i chociaż korciło go, żeby zająć 

miejsce obok niej, udając uprzejmego gospodarza, usiadł na mniej wytwornym krześle.

-   Co   panią   do   mnie   sprowadza?   -   wyrecytował   z   przesadną   uprzejmością, 

podekscytowany widokiem tak urodziwej kobiety odzianej skromnie, ale z szykiem.

Ładne   zestawienie,   a   przy   tym   bardzo   twarzowe,   stwierdził   w   duchu,   patrząc   na 

niebiesko - czarny strój. Ale i tak wszelkie barwy bledną przy wyrazistej urodzie tej kobiety! 

Zapewne w zgrzebnym płótnie prezentowałaby się równie pięknie.

- Mąż opowiedział mi o zadaniu, jakie mu, panie, zleciliście.

- Warunkiem miała być dyskrecja - zareagował gwałtownie kupiec.

Raija uśmiechnęła się promiennie.

background image

- Ależ oczywiście! Zapewniam, że potrafię dochować tajemnicy. Reijo wyruszył już na 

poszukiwania, ja tymczasem przyszłam z dobrą radą.

W przekonaniu kupca niewiasty nie były istotami rozumnymi, więc do głowy by mu nie 

przyszło   wysłuchiwać   rad   kobiety,   obdarzonej   nawet   takim   urokiem   osobistym   jak   Raija. 

Zareagował szyderczym, choć nie pozbawionym ojcowskiej wyrozumiałości uśmiechem.

- Myślę, że uznasz za rozsądne to, co ci powiem, panie - ciągnęła Raija spokojnie, 

udając, że nie dostrzega na jego twarzy ironii.

Mads Holmertz oparł się wygodnie i ze splecionymi na brzuchu dłońmi popatrzył na 

Raiję zachęcająco.

- Ależ proszę mówić, słucham!

- Przypuszczam, że obawiacie się, panie, Olego Hermanssona, co mnie zresztą wcale nie 

dziwi. Skoro jednak czujecie przed nim większy lęk niż inni, to znaczy, że trzyma was w 

szachu. A w tej sytuacji mądrze postąpilibyście, szukając wsparcia u kogoś, kto mógłby was 

obronić, gdyby Ole Edvard, żywy lub martwy, próbował wam zaszkodzić.

Kupiec   rzucił   Raiji   badawcze   spojrzenie,   a   na   jego   twarzy   odmalowało   się 

zainteresowanie.

- Ole Edvard... - zdziwił się. - To brzmi dość intymnie... Raija popatrzyła mu prosto w 

oczy i wyznała prawdę:

- Był moim mężem, dość krótko...

- Rozwiedliście się? - zapytał kupiec zaszokowany. Takie rzeczy zdarzały się rzadko, 

więc słowo zabrzmiało obco w jego ustach.

Raija spuściła skromnie wzrok i skinęła głową. Wyglądała czarująco.

- Nasze małżeństwo zostało rozwiązane, kiedy usiłował mnie zabić. - To także nie było 

kłamstwem. - W tym trudnym dla mnie okresie pomógł mi sędzia w Alcie. Może pomógłby i 

wam? - dodała cichym głosem. - Gdybyście napisali mu, panie, na przykład, że Hermansson 

należał do grona waszych przyjaciół, ale zniknął, nie dotrzymawszy zobowiązań... A potem 

zapytali, czy sędzia nie zechciałby was wesprzeć w tej sprawie? Nikt nie będzie mógł wówczas 

wam nic zarzucić! Będziecie czyści. Możecie napomknąć o mnie...

Po długiej chwili namysłu Mads Holmertz uznał takie rozwiązanie za nie pozbawione 

sensu. Dobrze byłoby zyskać poparcie człowieka na stanowisku, takiego, który nie dałby wiary 

oskarżeniom Hermanssona lub też nie wnikałby zbytnio w szczegóły, gdyby się okazało, że 

Hermansson nie żyje.

Od jakiegoś już czasu marzyły mu się kontakty z ludźmi ustosunkowanymi, ale ci nie 

szukali znajomości wśród drobnych kupców. Woleli obracać się wśród równych sobie.

background image

- Z jakiego powodu chcesz mi pomóc? - zapytał z cieniem podejrzenia. - Przecież mnie 

nie znasz!

Raija uśmiechnęła się i odpowiedziała z przekonaniem w głosie:

- Nie robię tego dla was, panie, ale dla siebie. Postanowiłam osiąść tutaj na stałe i 

ostatnią osobą, jaką chciałabym spotkać, jest Ole Edvard.

- Może posłucham twojej rady - odrzekł Holmertz, nie do końca jeszcze przekonany. 

Raija wyczula jednak, że chwycił przynętę.

Nim dzień dobiegł końca, kupiec ułożył list i zaadresował do „Wielce Szanownego Pana 

Sędziego”.

W tej części królestwa duńsko - norweskiego poczta praktycznie nie istniała. Odległość 

z Kopenhagi do tych najdalej na północ wysuniętych rejonów kraju była większa niż do miast 

na południu Europy.

Oczywiście przesyłki przybywały na północ wzdłuż wybrzeża, zresztą wszelka inna 

komunikacja z północną Norwegią odbywała się drogą morską, tyle że dość rzadko, dwa do 

trzech razy w roku. Jeśli ktoś chciał przekazać ważną wiadomość w obrębie okręgu, wysyłał 

posłańca. Przy tak sporych odległościach na taki luksus mogli sobie pozwolić tylko ludzie 

bogaci, ale nawet wśród nich nie było to powszechne. Świadomy tego Holmertz potrząsnął 

kiesą i żeby wywrzeć odpowiednie wrażenie, wysłał list przez posłańca. Nie chciał, żeby sędzia 

pomyślał, że ma do czynienia z jakimś marnym dusigroszem.

Mads Holmertz był zadufanym w sobie snobem. Dokładnie takim, jak oceniła go Raija.

Łagodny wieczorny mrok spowił wioskę. Reijo zmienił plany. Postanowił rozpocząć 

poszukiwania od razu, a nie dopiero po paru dniach. Zależało mu, żeby jak najszybciej to 

załatwić, ponieważ goniły go inne sprawy, wśród których za najpilniejszą uznał pozbycie się 

rosyjskiego uwodziciela.

- Odnajdziesz w ciemnościach wejście do jaskini? - zapytał Nilsa, który domyślał się, co 

zamierza przyjaciel.

- Znam skaliste wzgórze jak własną kieszeń - zapewnił Nils, uśmiechając się od ucha do 

ucha.

Wyglądał znacznie lepiej, kiedy się nie śmiał, bo brakowało mu wielu zębów, a z tych, 

które pozostały, część czekał niebawem taki sam los.

- W ciągu nocy zdążymy dojść tam i z powrotem - oceniał Reijo. - W jaskini i tak nie 

ma znaczenia, czy jest noc czy dzień. O każdej porze potrzebne są lampy.

-   Nadal   przypuszczasz,   że  on   jest   tam  w  środku?  Reijo  wzruszył   ramionami.   Przy 

gwałtowniejszych ruchach kręciło mu się w głowie.

background image

- Trzeba zaryzykować. Ole to nieobliczalny gość. Jestem niemal zupełnie pewien, że 

wtedy wrócił do groty, ale dziwi mnie, że nie pojawił się w wiosce. Słyszałem na własne uszy, 

jak mówił, że idzie ze mną porozmawiać. Co prawda, przemarznięty na kość znajdowałem się 

już na granicy wytrzymałości, ale tego sobie nie wymyśliłem.

Nils z ochotą przyłączył się do Reijo. Przygoda bardzo go pociągała i nie zamierzał 

przepuścić   takiej   okazji.   Życie   płynęło   mu   monotonnym   rytmem,   szare   i   jednostajne, 

trzydzieści bez mała lat. I dopiero kiedy do wioski przybył Reijo, wszystko uległo gwałtownej 

odmianie.

- Co do zapłaty, to oczywiście podzielimy się - oznajmił Reijo.

Nils   wcale   o   tym   nie   myślał.   Poszedłby   i   za   darmo,   ale   rzecz   jasna   nie   miał   nic 

przeciwko temu, co postanowił Reijo. Nowy przyjaciel, choć dużo młodszy, imponował mu 

obyciem.

Wspinali się pośpiesznie, nie przyglądając się zbytnio mijanym okolicom. Nils znal je 

na   pamięć,   wędrował   tędy   tysiące   razy.   Reijo   zaś   zupełnie   nie   podobały   się   te   strony. 

Zdecydował się tu pozostać wyłącznie dla Raiji.

W gęstym mroku szczyt przytłaczał ich ponuro. Lampy dawały liche światło, a im 

wyżej podchodzili, tym bardziej musieli uważać, by nie pogasły na wzmagającym się wietrze.

Trochę szli, trochę się wspinali na czworakach, a gdzieniegdzie nawet biegli. Reijo 

chwilami   myślał   już,   że   zabłądzili.   Ale   Nils   uparcie   twierdził,   że   doskonale   się   orientuje, 

którędy iść. Za nic w świecie nie przyznałby się, że jest inaczej. Co ten Reijo sobie myśli, obcy 

w tych stronach, śmie zarzucać człowiekowi, który się tu urodził, że zgubił drogę?

Reijo czuł się wspaniale w towarzystwie bezpośredniego Nilsa. Wydało mu się to takie 

ożywcze!   Żadnych   intryg,   zrzędzenia,   histerii,   żadnych   kobiet...   Męskie   towarzystwo   było 

niczym plaster na jego udręczoną duszę.

Odkąd rozstał się z Mikkalem, a Kalle umarł, nie miał żadnego przyjaciela mężczyzny. 

Raija   zastąpiła   mu   wszystkich.   W   końcu   stało   się   to   nie   do   zniesienia.   Przez   cały   czas 

przebywali ze sobą, potrafili wręcz przewidzieć, co drugie powie i zrobi za moment. Było to 

bardzo męczące i nie prowadziło do niczego dobrego.

- Tu gdzieś powinno być wejście do groty - mruknął Nils i poświecił dookoła. Tylko ten 

jeden jedyny raz zdradził się, że nie jest do końca pewien. Reijo uśmiechnął się pod nosem, ale 

nic nie powiedział.

Rzeczywiście   w   pobliżu   odkryli   dwa   głazy   zakrywające   wejście   do   podziemnego 

korytarza.

Nils   prowadził,   znał   grotę,  znał   przejścia.   Przydały  im  się   dwie  lampy.  Tutaj  było 

background image

zaciszniej niż na dworze.

Reijo, który po raz pierwszy przemierzał ten korytarz, mimowolnie pomyślał, że choć 

niektóre odcinki korytarza nie są całkiem proste, to jednak łatwiej dostać się do groty tędy niż 

pod wodą.

- Nie mógłbym pracować pod ziemią - stwierdził, kiedy już pokonali najciaśniejsze 

fragmenty korytarza, i otarł pot z czoła.

Nils uśmiechnął się zgodnie i wskazując ręką, powiedział:

- To już ostatni kawałek. Zaraz dojdziemy do skalnej półki.

Reijo zadrżał. Światło, które wówczas mu mignęło, musiało dochodzić właśnie stąd. 

Tak blisko. Doprawdy w ostatniej chwili zdecydował się wtedy odpłynąć. Zdawał sobie sprawę, 

że   sytuacja   jest   rozpaczliwa,   ale   nie   spodziewał   się,   że   był   dosłownie   o   włos   od 

niebezpieczeństwa.

Osaczyły ich zimne skalne ściany. Reijo, usłyszawszy chlupot wody, przypomniał sobie 

tamte straszne chwile. Lodowate śmiertelne pieszczoty. Niewiele brakowało...

- To co, idziemy? Nie ma co zwlekać! - Teraz Nils przejął dowodzenie.

Reijo otrząsnął się z niemiłego wrażenia. Był pewien, że w grocie nie znajdą nikogo 

żywego.   Ich   głosy  odbijały   się   echem,   ale   nie   wychwycili   żadnego   dźwięku,   który  wska-

zywałby obecność człowieka.

Skalne   ściany   zdawały   się   równie   ponure   i   nieme   jak   wówczas,   gdy   przemierzali 

korytarz.

Stanęli jak wryci, zaskoczeni, że w grocie jest zupełnie pusto. Udając się na tę wyprawę, 

każdy z nich wyobrażał sobie inaczej, co zastanie na miejscu. Ale choć te obrazy z wyobraźni 

były różne, zawierały jeden wspólny element: martwe ciało Olego Edvarda Hermanssona!

- Dziwne - Nils odezwał się pierwszy.

Lampy   rzucały   tajemniczą   poświatę,   głosy   brzmiały   głucho,   a   ściany   z   kamienia 

powtarzały każde słowo.

Reijo podszedł do samej krawędzi skalnej półki, która wydała mu się mniejsza, niż 

zapamiętał, ale w gęstym mroku wszystko wyglądało inaczej.

Kiedy ratował Maję, poruszał się po omacku, teraz dopiero zobaczył oświetlone wnętrze 

groty. Dojrzał po przeciwnej stronie skalnego występu sączący się po ścianie wątły strumyk, 

który wpadał do stawu z cichym pluskiem. Poznał ten odgłos.

- Coś tu nie pasuje - stwierdził Nils, a Reijo w duchu zgodził się z przyjacielem.

Mógłby   przysiąc,   że   słyszał   wtedy   kroki   i   coś   mignęło   w   korytarzu.   Przecież   to 

niemożliwe,   żeby  w   ciemnej   grocie   nagle   coś  samo  z   siebie  błysnęło.   Nie   mogło   mu   się 

background image

przywidzieć, dałby głowę, że pomimo zmęczenia i zimna nie miał halucynacji.

Mimowolnie   skierował   wzrok   na   wodę   wypełniającą   dno   groty.   Zapatrzony   rzekł 

powoli, z namysłem:

- Zaczynasz tracić rozum...

Nils zmarszczył brwi, zdziwiony słowami Reijo, i dopiero po chwili zorientował się, że 

przyjaciel nie wmawia mu, że oszalał, lecz próbuje wczuć się w sytuację Krwawego Olego.

- Jest kompletnie ciemno, skały osaczają cię ze wszystkich stron, odnosisz wrażenie, że 

zaraz na ciebie runą, choć na zdrowy rozum biorąc to niemożliwe. Pocisz się, kręci ci się w 

głowie, pragniesz tylko jednego: wydostać się na zewnątrz. Uciec od wrzeszczącego dziecka, 

które działa ci na nerwy, znaleźć się na powierzchni, wyjść z mroku, odetchnąć pełną piersią. 

Wracasz więc korytarzem, jesteś już przy wyjściu i cofasz się. Dlaczego?

- Dziecko - podpowiedział z niezachwianą pewnością Nils. - Żaden normalny człowiek 

nie zostawiłby dziecka samego w miejscu, gdzie czyha na nie tyle niebezpieczeństw, gdzie 

może nawet utonąć.

Reijo pokiwał głową, przekonany, że tak właśnie mogło być.

- Być może Ole Edvard nie był mimo wszystko pozbawiony serca. Może to, że Maja 

jest córką Raiji, miało dla niego jakieś znaczenie? W każdym razie się cofnął.

- I na powrót przytłaczają go nieprzyjemne uczucia... - wtrącił Nils. - Ale dziecka nie 

zastaje. Niemożliwe, by przyszło mu na myśl, że ktoś je zabrał. A przecież samo też się nie 

mogło wydostać.

- Stwierdził więc, że mała wpadła do wody - rzekł z przekonaniem Reijo. - Wszystko to 

razem wzięte sprawiło, że przestał kierować się rozsądkiem i logiką i w panice zaczął szukać 

Mai.

Obaj   popatrzyli   na   czarną   głębię.   Lustro   wody   trwało   niezmącone,   nie   zdradzając 

niczego. Tafla odbijała mroczne skały, solidne, pełne tajemnic. One jedne były świadkiem tego, 

co tu się wydarzyło, ale niczego nie ujawnią.

Reijo rozsznurował buty i zaczął się rozbierać.

- Nie możesz wejść teraz do wody! - zaprotestował Nils.

- Przecież tylko ja z nas dwóch potrafię pływać - odparł mu Reijo i trzęsąc się z zimna, 

powoli zanurzył się w wodzie. - Ta kąpiel to nic w porównaniu z poprzednią! - rzucił lekko, ale 

pokryte gęsią skórką ciało zdradzało, że dodaje sobie animuszu. Uznał jednak, że musi podjąć 

tę próbę. - Nie możemy wycofać się teraz, kiedy już prawie rozwiązaliśmy zagadkę! Zresztą 

tym razem po wyjściu z wody założę suche ubrania, a to istotna różnica.

Nils nie odpowiedział, ale nie podobał mu się pomysł przyjaciela. Nie mógł jednak 

background image

przeszkodzić Reijo, tym bardziej że ten zdążył się już zamoczyć po pas.

- Przynajmniej jedno jest pewne, nie zasnę! - zażartował Reijo i nabrawszy głęboko 

powietrza w płuca, zanurkował.

Nils zamarł i sam wstrzymał oddech, póki znów nie zobaczył Reijo na powierzchni. Ten 

zaś, dysząc ciężko, zawołał:

- Piekielnie zimno!

Nils nie musiał pytać, czy coś znalazł, bo Reijo dał kolejnego nura.

Chyba z dziesięć razy zanurzał się pod wodę, a Nilsowi robiło się zimno od samego 

patrzenia. Wyobrażał sobie, jak czuje się Reijo. Ale wiedział, że daremnie byłoby go prosić, 

żeby zrezygnował.

Uparty jak mało kto, Reijo nurkował raz za razem.

Nils trzymał lampy tuż nad powierzchnią, żeby trochę mu poświecić. Przy kolejnej 

próbie zaniepokoił się nie na żarty, bo wydawało mu się, że Reijo jest pod wodą dłużej. Uspo-

koił się nieco, gdy ujrzał poruszający się głęboko jaśniejszy cień. Nie miał pojęcia, dlaczego 

Reijo tak przeciąga, westchnął więc głośno z ulgą, gdy nad powierzchnią wody pojawiła się 

najpierw blond czupryna, a potem cała głowa. Reijo długo płynął do skalnej półki, gdzie czekał 

Nils. Słychać było, jak ciężko dyszy. Dopiero gdy dotarł do krawędzi, wyjaśniło się, dlaczego. 

Musiał użyć nadludzkich sił, by doholować potężne martwe ciało Krwawego Olego.

Nils przełknął ciężko i pośpiesznie odstawił na bok lampy, uklęknął tuż przy krawędzi 

występu i przytrzymał ciało, by nie opadło na dno.

- Musimy go wyciągnąć - powiedział zasapany Reijo, który tymczasem wyszedł z wody. 

- Jeszcze chwilę wytrzymam - dodał, widząc, że Nils chce zaprotestować.

Wspólnymi siłami podciągnęli martwego Olego na skalny występ. Reijo natychmiast 

włożył na siebie ubrania i od razu zrobiło mu się trochę cieplej. Co prawda nadal się cały trząsł, 

ale miał nadzieję, że się nie rozchoruje. W końcu był zahartowany.

- Leżał na samym dnie - wyjaśnił, siląc się na uśmiech. - Trafiłem na niego przez 

przypadek. Tam na dół światło nie dociera; jest zupełnie ciemno. Szukałem po omacku. Kiedy 

kolejny raz zanurkowałem, pomyliłem kierunki, chyba kręciłem się w kółko i dotykałem tych 

samych skał, w końcu go znalazłem, ale ledwie udało mi się wyciągnąć go na powierzchnię. On 

chyba waży tonę!

- Nie damy rady znieść go do wioski - stwierdził Nils.

- W ogóle nie mam takiego zamiaru! - rzucił Reijo z uśmiechem. - Zdradziłbym się 

wówczas   przed  naszym  kochanym  kupcem,   że  nie  dochowałem  dyskrecji.   A  tyle  razy  mi 

powtarzał: „To musi pozostać między nami”. Nie, chłopie, tego olbrzyma niech sobie sam 

background image

taszczy do wioski. Mnie wystarczy, że wiem, iż nie żyje.

Kolejną noc Reijo także spędził u Nilsa. Uznał, że kupiec może trochę poczekać, a co 

się tyczyło Raiji... Potrzebował trochę czasu, żeby się otrząsnąć po tym, co zobaczył. Czuł się 

zraniony jak każdy, kto naprawdę kocha.

Dopiero późnym popołudniem kolejnego dnia udał się do sklepu kupca. Miał na sobie 

ubranie nie zmieniane od kilku dni, włosy sterczały mu sztywne po kąpieli w słonej wodzie. Z 

rękami wciśniętymi głęboko w kieszenie wkroczył do środka.

Subiekt   popatrzył   na   niego   z   pogardą,   ale   Reijo,   nie   zważając   na   to,   minął   go 

demonstracyjnie i skierował się na schody prowadzące do prywatnych pomieszczeń Holmertza. 

Coś go jednak podkusiło i pokazał subiektowi obraźliwy gest. Pomocnik kupca odwrócił się 

zagniewany, a jego policzki zapłonęły z oburzenia na tak elementarny brak kultury. Rybak zaś, 

który stał po drugiej stronie lady, ledwie ukrył rozbawienie i złośliwą satysfakcję, że wreszcie 

ktoś dał nauczkę temu bufonowi.

Równy gość z tego Fina, co to zamieszkał w duńskim domu, pomyślał.

- A kogóż to ja widzę, kogo widzę - rozpromienił się Holmertz, kiedy Reijo bez pukania 

wszedł do środka. - Czyżbyś miał się czym pochwalić? Czy dlatego odwiedzasz mnie tak 

niespodziewanie?

Wskazał   Reijo   krzesło   przy   stole.   Ostatecznie   chodziło   o   interesy,   nie   o   wizytę 

czarującej kobiety!

- Znalazłem go - oznajmił Reijo.

Kupiec   zamarł   i   nie   spuszczając   wzroku   z   pozbawionej   wyrazu   twarzy   Fina, 

zdenerwował się oględnością jego wypowiedzi.

- Nie żyje - dodał wreszcie Reijo, nacieszywszy oczy reakcją Holmertza.

- Gdzie go znalazłeś? Reijo opowiedział.

Kupiec   zmarszczył   brwi   i   popatrzył   na  Reijo  badawczo.   Zdumienie   mieszało  się   z 

podejrzliwością.

- Jak na niego natrafiłeś? Reijo wzruszył ramionami.

-   Czysty   przypadek.   Nawałnica   zaskoczyła   mnie   wysoko   na   wzgórzu.   Szukając 

schronienia wśród skał, natknąłem się na wejście do groty.

Reijo wyciągnął nogi i uśmiechnął się rozbrajająco. Nikt nie miał równie niewinnej 

miny, kiedy kłamał.

-   Ponieważ   jestem   z   natury   ciekawy,   zapuściłem   się   w   głąb.   Jakież   było   moje 

zdumienie, kiedy zobaczyłem zwłoki dryfujące po wodzie. Bo dno groty zakryte jest wodą - 

dodał   tytułem   wyjaśnienia.   -   Diabli   wiedzą,   czego   Hermansson   tam   szukał,   ale   nie   ulega 

background image

wątpliwości, że to on. Wyciągnąłem martwe ciało z wody i ułożyłem na skalnej półce. Możecie, 

panie, w każdej chwili sprowadzić je stamtąd.

-   Nie   zrobiłbyś   tego   dla   mnie?   -   zapytał   kupiec,   ale   w   odpowiedzi   usłyszał 

kategoryczne: „Nie”.

Kupiec splótł dłonie, oparł się o stół i popatrzył na Reijo z chytrym uśmieszkiem.

- Ja także nie próżnowałem przez ten czas - zaczął i odchrząknął. Na jego twarzy 

malowało się  widoczne  z  daleka zadowolenie.  - Podjąłem ważne kroki.  Zwróciłem  się do 

pewnej osoby na bardzo wysokim stanowisku z prośbą o pomoc. Napisałem, że mój przyjaciel, 

z którymi łączyły mnie interesy, zniknął. Rozstaliśmy się w gniewie i obawiam się, że będzie 

próbował mnie oczernić. Na wszelki wypadek... - wyjaśnił pośpiesznie, bo Reijo nie potrafił 

ukryć swego zdumienia - ...przedstawiłem mu własną wersję zdarzeń. Gdyby Ole próbował 

mnie w coś wrobić, jestem czysty. Nie wiedziałem, że on nie żyje, nie mogłem się na tym 

opierać.

- Do kogo zwróciłeś się, panie?

- Do sędziego w Alcie - odrzekł Mads Holmertz, uśmiechając się promiennie. - Zdaje 

się, że jest ci znajomy.

O Boże, pomyślał Reijo, co za głupiec! Sędzia w Alcie chyba najbardziej ze wszystkich 

ludzi miał powody obawiać się Olego Hermanssona i wszystkich jego przyjaciół! Taki list 

może uznać za próbę wymuszenia czegoś na nim. Kupiec sam kopał sobie grób.

- Kiedy i jak na to wpadliście? - zapytał Reijo, żeby przerwać ciszę. Przecież nie mógł 

zdradzić temu człowiekowi, o czym myśli.

- Właściwie to twoja czarująca żona podsunęła mi tę myśl. Reijo omal nie zemdlał z 

wrażenia, patrząc na siedzącego naprzeciwko jegomościa.

- Uważała, że to świetne posunięcie. To ona wspomniała mi o sędzim. Wysłałem do 

niego list przez posłańca. Masz wyjątkowo miłą żonę. Wyznała mi, co łączyło ją z naszym 

zmarłym przyjacielem - dodał, kiwając głową i posyłając Reijo chytre spojrzenie.

Reijo milczał. Nie miał pojęcia, co naprawdę powiedziała Raija, i na wszelki wypadek 

wolał nic nie mówić. Pośpiesznie uregulował rachunki z kupcem i wyszedł.

Zapomniał o kłótni, o tamtym wieczorze, gdy rozstali  się w gniewie. Musiał czym 

prędzej rozmówić się z Raiją i dowiedzieć się, co ona wymyśliła. Celowo wyprowadziła kupca 

w pole, co do tego nie miał żadnych wątpliwości.

Nils się nie mylił. Z tej Raiji wyjątkowa kobieta!

background image

9

- Co ty, u diabła, knujesz, Raiju! Co znowu wymyśliłaś?! - Reijo, oparty o framugę 

drzwi, zachowywał się tak, jakby nie było go w domu tylko przez chwilę i podjął dopiero co 

przerwaną rozmowę. - Wracam od kupca!

Zerknęła znad cerowania i uniosła pytająco brwi.

- Tak? Ja też u niego byłam. Bardzo gościnny człowiek, prawda?

Reijo wszedł do środka i rozejrzał się dookoła, ale nigdzie nie dostrzegł dzieci ani 

Rosjanina.

-   A   co   się   stało   z   naszym   wspólnym   przyjacielem?   Chyba   nie   powiesz   mi,   że 

powiosłował do domu?

- Nie bądź złośliwy. Jest z dziewczynkami na górze, na strychu. Mieli ochotę przejrzeć 

skrzynie, które tam stoją. Pełno w nich drobiazgów.

- A więc powiedz wreszcie, co knujesz?

Raija odłożyła na bok cerowanie i odpowiedziała:

- Nie lubię tego twojego kupca.

- A to smutne, bo odniosłem wrażenie, że on jest wręcz zachwycony tobą - przerwał jej 

Reijo i usiadł na brzegu stołu tuż przy niej. - O co ci właściwie chodzi? Co chciałaś osiągnąć, 

namawiając go do popełnienia takiej niezręczności wobec sędziego?

- Nic takiego - odrzekła Raija, ale wyczuł, że nie jest z nim zupełnie szczera.

Kolejne   drobne   rozczarowanie.   Cofnął   się   myślami,   żeby   sobie   przypomnieć,   czy 

kiedykolwiek coś przed sobą ukrywali. Czy zdarzało się to już wcześniej, czy też ta rysa w ich 

wzajemnych stosunkach pojawiła się dopiero ostatnio?

- A ty załatwiłeś swoje sprawy? - zapytała na pozór obojętnym tonem, ale Reijo dobrze 

wiedział, że umiera z ciekawości, co z Hermanssonem.

- On już nie może ci zaszkodzić, Raiju, nie żyje.

Reijo opowiedział, jaki koniec prawdopodobnie spotkał Hermanssona, i wyznał jej to, 

co przemilczał wtedy, gdy uratował Maję.

- Dlaczego mi nie opowiedziałeś wszystkiego od razu? - Popatrzyła na niego urażona.

- A czy to by coś zmieniło? Czy w nagrodę przysunęłabyś się odrobinę bliżej do mnie w 

łóżku? - W głosie Reijo zabrzmiała gorycz. Czuła scena, która rozegrała się w tym właśnie 

pomieszczeniu, a której był świadkiem ukryty w mroku, znów stanęła mu wyraźnie przed 

oczami.

- Nie musiałeś tego mówić! - Raija poczuła się dotknięta do żywego. - To wszystko nie 

background image

jest takie proste. Naprawdę! Być może to nie był dobry pomysł z nami...

- Czy musimy się kłócić? - Reijo położył jej dłonie na ramionach i popatrzył prosto w 

oczy.   Uśmiechnął   się   przepraszająco,   uścisnął   ją   i   pogłaskał.   Wiedział   jednak,   że   to   nie 

wystarczy.

- Być może zbyt wiele dla siebie znaczymy - odrzekła w końcu. - Żyjemy zbyt blisko 

siebie.

- Nie byłem wtedy sobą - odpowiedział Reijo, odtwarzając w myślach wszystko, co 

wykrzyczał tamtego wieczoru przed dwoma dniami.

Zwykle to on był zrównoważony i rozsądny, podczas gdy Raija dawała upust swojej 

złości. Wtedy jednak tylko odpierała zarzuty, jego zaś coś podkusiło, by urządzić karczemną 

awanturę.

Ale przecież miał swoje powody, widział, jak Raija całowała się z Aleksiejem!

- Chyba miałeś odrobinę racji - przyznała w końcu niechętnie. I pocierając brodą o jego 

dłoń dodała z namysłem: - Może rzeczywiście oślepiła mnie jego niezwykła uroda? Zresztą to 

nieuniknione. Naprawdę trudno mu się oprzeć. Ale pokochałam go dopiero później...

Słowa, niczym nóż wbity prosto w serce, zraniły Reijo. Przegrał! Raija zdolna była 

obudzić w sobie miłość do kogoś innego poza Mikkalem. Co za ironia losu! Nie pokochała 

tego, który trwał przy niej od lat i gotów był spieszyć jej z pomocą na każde zawołanie. 

Pokochała obcego, człowieka z dalekich stron, innej narodowości, który w ich domu spędził 

zaledwie parę dni.

- Tak, pokochałam go - powtórzyła Raija ciepło, obracając jeszcze ostrze noża wbite w 

serce   Reijo.   Uśmiechnęła   się   niemal   ze   smutkiem,   ale   w   jej   oczach   pojawił   się   błysk 

rozbawienia.   -   Ale   dla   mnie   pokochać   kogoś   nie   oznacza   tego   samego,   co   miłować   albo 

zakochać się w kimś. Kocham wielu ludzi z różnych powodów; wszyscy zajmują w moim sercu 

szczególne miejsce. Każdy jest dla mnie kimś wyjątkowym i porównywanie ich nie ma sensu.

- Wszystkich swoich przyjaciół całujesz? - zapytał udręczony, spoglądając gdzieś w 

bok. To było dla niego zbyt trudne. Nie potrafił się pogodzić z tym, że znaczy dla niej tyle samo 

co   Rosjanin.   On,   który   był   gotów   umrzeć   dla   niej,   i   tamten,   który   tylko   korzystał   z   jej 

przesadnej troski.

- A więc widziałeś? Domyśliłam się tego, niestety dopiero później. - Zwilżyła językiem 

spierzchnięte wargi nie nerwowo, ale spokojnie, z namysłem.

W zachowaniu Raiji zauważył ostatnio jakąś nową pewność siebie. Nie pojmował, co 

spowodowało w niej taką przemianę, ale zauważył, że uniezależnia się od niego i sama potrafi 

już zadecydować o sobie. Nie był pewien, czy mu się to podoba.

background image

- Chyba chciałam poznać smak niemożliwego.

- Żałujesz?

Raija pokręciła głową.

- Chyba mnie nie słuchałeś, Reijo! Nie miłuję go! W momencie gdy odkryłam, że łączy 

nas taka wspaniała przyjaźń, przestałam odczuwać do niego ten dziwny pociąg. Pragnę tej 

przyjaźni i nie możesz mi zabronić tego ani ty, ani nikt inny. Ale jeśli ma to dla ciebie jakieś 

znaczenie, chcę, żebyś wiedział, że nie miłuję Aleksieja, nad czym on być może boleje... A jeśli 

chodzi o nas... Znasz mnie, Reijo, wiesz, jaki rodzaj uczuć łączy nas oboje. Nie ma sensu 

marzyć o czymś innym.

Roześmiał się zakłopotany, zrozumiał, że Raija ma rację. Zawsze grała w otwarte karty. 

Nigdy niczego nie udawała. To chora wyobraźnia wsączyła jad w jego serce.

- Czy możesz wybaczyć głupiemu Finowi tamtą awanturę? Przyjmiesz jego uniżone 

przeprosiny?

Roześmiała się i potargała mu grzywkę.

-   Potrafisz   odwrócić   kota   ogonem,   Reijo!   Zresztą   zawsze   był   to   jeden   z   twoich 

największych   talentów.   Dobrze,   wybaczam   ci!   Ale   włosy   masz   okropne.   Powinieneś   się 

wykąpać!

- Tak jakbym się mało kąpał ostatnio.

- Reijo! To Reijo! - rozległ się podekscytowany głos Mai.

Reijo mrugnął do Raiji i podszedł do otworu prowadzącego na strych, żeby złapać 

dziecko wystawiające ciemną główkę. Rozpromieniła się jak pogodny dzień, przekonawszy się, 

że ma rację. Nie przyjęła jednak pomocy Reijo i dopiero kiedy zeszła sama na dół, rzuciła mu 

się na szyję.

- Gdzie byłeś, Reijo? Przecież musisz być tutaj, jesteś mój! - Drobne rączki splotły się 

na jego szyi, a z ciemnych oczu biło zdecydowanie.

- No nie, ona jest jeszcze bardziej uparta niż ty, Raiju - roześmiał się Reijo, odzyskując 

dobry humor. Nie miał nic przeciwko takim dowodom uwielbienia. Sam zresztą także stęsknił 

się   za   Mają,   mimo  że   nie   widział   jej   zaledwie   półtora   dnia.   -   Pamiętaj,   zawsze   wrócę!   - 

zapewnił Maję z powagą i przytulił policzek do jej policzka.

Przyglądała mu się badawczo, jakby nie całkiem mu dowierzała.

-   Znaleźliśmy   książki!   -   usłyszeli   okrzyk   Elise.   Dziewczynka   zeszła   ze   strychu   i 

podsunęła Raiji pod nos znalezione książki. Oczy jej promieniały, a w głosie pobrzmiewała 

niecierpliwość.   Reijo   kątem   oka   dostrzegł   Aleksieja,   który   schodził   właśnie   po   drabinie. 

Mimowolnie poczuł ukłucie w sercu... Raija wyznała, że nie miłuje Rosjanina. Wierzył jej, bo 

background image

czemuż by nie miał wierzyć, jednak ten młodzieniec był taki urodziwy, że trudno było stłumić 

w sobie uczucie zazdrości.

Raija ostrożnie otarła z kurzu dwie księgi pięknie oprawione w miękką skórę. Nie mogła 

się powstrzymać, by ich nie pogładzić.

- Nie należały do byle kogo - zauważył Reijo i także dotknął ich z wielką estymą.

Popatrzyli sobie w oczy i w tej samej chwili przypomniało im się, jak Antti, ojciec 

Reijo, uczył ich czytać. Stara fińska Biblia miała poniszczone kartki, brudne, pozaginane rogi, 

ale to właśnie dzięki niej pojęli tajemnicę liter, które składali najpierw w sylaby, potem w 

słowa, a na końcu w zdania. Wzorując się na niej, opanowali także sztukę pisania, mozolnie 

kreśląc kółka, kreski i łuki.

Raiję napełnił radosny, wręcz podniosły nastrój. Właśnie takich śladów po Catharinie 

szukała, nie tracąc nadziei.

Otworzyła jedną z ksiąg, delikatnie, jakby w obawie, że rozsypie się jej w rękach.

Aż   zaparło   jej   dech   w   piersiach,   kiedy   ujrzała   pokryte   kobiecym,   pięknie 

kaligrafowanym pismem kartki. Litery ozdobione zawijasami wyglądały bardzo oryginalnie.

Przeleciała wzrokiem pierwsze strony. Przyzwyczajona do czytania po fińsku, nie bez 

trudu rozszyfrowywała duńskie słowa.

- To pamiętnik Cathariny - odezwała się, ze wzruszenia z trudem wydobywając z siebie 

głos. Łzy spływały jej po policzkach. - Dziękuję, kochanie - zwróciła się do Elise i pociągając 

nosem, przytuliła mocno dziewczynkę. - Ten pamiętnik napisała pewna dama, która mieszkała 

kiedyś w tym domu.

- Znałaś ją? - zapytała Elise, szczęśliwa, że sprawiła tak wielką radość swej opiekunce.

Raija skinęła głową i otarła łzy.

- Teraz może poznam ją jeszcze lepiej - dodała, nie odrywając wzroku od ksiąg i nie 

przestając gładzić ich pieszczotliwie.

Dopiero   późnym   wieczorem   znalazła   na   to   czas.   Przyniosła   do   alkierza   lampę   i 

otuliwszy się w łóżku kocem, sięgnęła po pamiętniki Cathariny. W pomieszczeniu było dość 

chłodno, ale już sama obecność Reijo sprawiała, że nie marzła. Co prawda leżał  w takiej 

odległości, by nie można mu było zarzucić, że jest natrętny bądź że wykorzystuje sytuację, ale 

Raija czuła jego pulsujące ciepło. Boleśnie przeżyła pustkę, jaką po sobie zostawił, odchodząc 

w gniewie.

- Co za życie - mruknęła zmienionym głosem.

Reijo odwrócił się do niej i zauważył, że płacze. Właściwie zamierzał pozostawić ją sam 

na sam z lekturą pamiętników, w których Catharina spisała koleje swego losu. Bał się, by Raija 

background image

nie   uznała   go   za   intruza.   Zawiązana   na   nowo   wspólnota   i   odbudowana   zgoda   były   zbyt 

delikatne i łatwo było je zniszczyć nieodpowiednim słowem lub czynem.

Chciał, żeby zrozumiała, że czuje do niej coś więcej aniżeli tylko fizyczne pożądanie. 

Usłyszawszy jej łkanie, odwrócił się i otoczył ją ramieniem. Właśnie takiej pociechy i bliskości 

teraz potrzebowała.

-   Nie   pojmuję,   jak   ona   to   wszystko   wytrzymała   -   szlochała   Raija,   unosząc   ku 

przyjacielowi mokrą od łez twarz. - Czy wiesz, że zmuszono ją do małżeństwa z człowiekiem, 

którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy, bo rodzice uznali, że ich związek przyniesie 

korzyści obu familiom?

Reijo wzruszył ramionami.

- To brzmi całkiem swojsko. Pomyśl tylko, a przypomnisz sobie kogoś, kto także musiał 

się ożenić, by spełnić wolę rodziców...

Raiji nie spodobało się, że porównuje jej życie z życiem Cathariny.

-   Nie   znałeś   Cathariny   -   zaprotestowała   gwałtownie,   zaraz   jednak   jej   spojrzenie 

złagodniało. - Dobrze wiem, jak nazywają ją tutejsi ludzie, ale oni nie mieli pojęcia, kim ona 

jest. Cieszyli się z jej nieszczęścia, radowało ich, że ktoś bogaty został zepchnięty na margines. 

Nie zadali sobie nawet trudu, żeby ją poznać i przekonać się, ile jest warta. Dopiero Kalle 

dostrzegł w niej wspaniałego człowieka. Zresztą ja wcale nie byłam lepsza - dodała Raija ze 

smutkiem. - Pracowała w moim domu tyle czasu, a ja bałam się jej okropnie. Zdawało mi się, 

że patrzy na mnie z pogardą. Ona jednak wiedziała, jakie życie wiodą ludzie z wyższych sfer i 

co się kryje za tą wspaniałą fasadą. Trudno się dziwić, że podśmiewała się ze mnie. Żałuję, że 

nie dowiedziałam się od Olego, co się z nią stało.

- Ole zapewne przemilczał to celowo - odrzekł Reijo z westchnieniem. - Nie angażuj się 

w to za bardzo, Raiju! Catharina prawdopodobnie nie żyje. Można mieć tylko nadzieję, że w jej 

życiu, tak jak i w życiu innych ludzi, bywały także szczęśliwe chwile.

- Chcę przeczytać te pamiętniki - oznajmiła stanowczo Raija. - I to właśnie dlatego, że 

ona  zapewne   nie   żyje.   Żaden   człowiek   nie   powinien   zostać  zapomniany.   Każdy  powinien 

pozostawić ślad w czyjejś pamięci.

Reijo objął ją w pasie i wtuliwszy policzek w jej włosy, mruknął:

- Jesteś przedziwną istotą, Raiju.

A potem wraz z nią pochylił się nad księgą.

Spisane wspomnienia Cathariny pozwoliły im zajrzeć do świata, którego istnienia nawet 

się nie domyślali.  Kopenhaga była  dla nich  dotąd  tylko  nazwą. Wiedzieli,  że  leży bardzo 

daleko, dalej jeszcze na południe niż Bergen. Odległość zdawała się niewyobrażalna. Catharina 

background image

przybyła stamtąd na najbardziej wysunięty na północ skrawek lądu królestwa. Dorastała wśród 

arystokracji. Raija i Reijo nie byli pewni, czy dobrze pojmują znaczenie tego słowa. Czytali 

historię młodej arystokratki, pięknej i podziwianej na królewskim dworze, i nie potrafili sobie 

tego   do   końca   wyobrazić.   Intrygi   dworskie,   stroje,   flirty.   Nakreślony   ozdobnym,   pełnym 

zawijasów pismem opis życia zdawał im się zbyt odległy od tego, które znali. Ludzie, którzy w 

ich   świecie   uchodzili   za   bogaczy,   w   kręgach,   w   których   obracała   się   Catharina,   byliby 

nędzarzami.

Potem   spotkał   ją   cios:   Zakochana   po   uszy   osiemnastolatka   została   zmuszona   do 

poślubienia dużo starszego mężczyzny, którego w ogóle nie znała.

Po   tej   zmianie   życie   upływało   jej   na   spotkaniach   z   przyjaciółkami,   robótkach   i 

rozmowach   towarzyskich.   Przebywając   między   ludźmi,   niekiedy   zerkała   ukradkiem   na 

przystojnych mężczyzn, ale musiała zachowywać się tak, jak przystało mężatce.

- Była strasznie samotna - westchnęła Raija, a Reijo tylko skinął potakująco.

Catharina   nudziła   się   w   swej   złotej   klatce.   Z   materialnych   dóbr   niczego   jej   nie 

brakowało, ale jej życie pozbawione było miłości. Starała się pokochać swojego męża, lecz on 

ją odtrącił. Związek z nią był bardzo korzystny dla jego kariery. Poza tym dla niego piękna 

żona była tylko maskotką, może nawet ją lubił, ale wydała mu się zbyt oziębła. Słowo „miłość” 

nie istniało w jego bogatym skądinąd słownictwie. W przeciwieństwie do cielesnych żądz.

Dopiero   po   trzech   latach   Catharina   dowiedziała   się   o   licznych   romansach   swojego 

męża. Może przestał się z nimi kryć? Mimo że właściwie go nie kochała, poczuła się bardzo 

zraniona. Z jej słów przebijała gorycz. Straciła trzy lata, dochowując wierności mężczyźnie, dla 

którego nic nie znaczyła, który nigdy nawet nie zamierzał dochować przysięgi małżeńskiej.

Catharina postanowiła się zemścić i odpłaciła mężowi pięknym za nadobne. Rzuciła się 

w wir towarzyskiego życia. Flirtowała na prawo i lewo, na co małżonek przymykał oko, sądząc, 

że  chce mu jedynie zrobić   na złość.  I właściwie   bawiło go  to,  że  pozwala  jej  na  drobne 

ekstrawagancje. Cóż szkodzi mieć piękną i popularną żonę, myślał sobie.

Ale   kiedy   przekroczyła,   w   jego   pojęciu,   granice   przyzwoitości   i   w   towarzystwie 

wybuchły plotki na jej temat, uzmysłowił sobie z całą jaskrawością, że jego żona nie po-

przestawała na niewinnych flirtach. Przyjaciele udawali współczucie, ale za plecami nazywali 

go rogaczem. Człowiek z jego pozycją nie mógł sobie pozwolić na to, by żona plamiła jego 

honor. Męskie romanse uznawano za coś normalnego, ba, uważano nawet, że każdy zdrowy 

mężczyzna potrzebuje więcej  niż jednej kobiety.  Kiedy jednak tę zasadę zaczęła stosować 

kobieta, określano ją tylko jednym słowem: „dziwka”.

Rozwód w ogóle nie wchodził w rachubę, więc mąż Cathariny znalazł inne rozwiązanie. 

background image

Wiarołomną żonę wysłał w miejsce, gdzie jej miłosne eskapady nie mogły mu zaszkodzić. 

Zaplanował to tak, że ludzie pokiwali głowami z uznaniem, przekonani, że uczynił jedynie to, 

co należało. Załatwił wszystko bez jej zgody i na dzień przed odpłynięciem statku oświadczył, 

że wysyła ją do Finnmarku. Catharina nie miała nawet pojęcia, gdzie to jest. Gdy poznała 

prawdę, omal nie pękło jej serce.

Jakiś czas mąż opłacał koszty jej pobytu w tej najdalej na północ wysuniętej placówce, 

ale po paru latach najwyraźniej o niej zapomniał. Catharina nie potrafiła pracować, nigdy się 

tego nie nauczyła, głód zmusił ją, by zaczęła zarabiać tym, co miała najcenniejsze, własnym 

ciałem. Czuła taki wstyd, że gdy opisywała ten czas, ręka jej drżała i pismo było niewyraźne. 

Później zaopiekował się nią wójt z Alty. Utrzymywał ją w zamian za drobne przysługi, kiedy 

przebywał w tych okolicach. Dzięki niemu odzyskała po trosze swoją godność.

Wiadomość o śmierci opiekuna przekazał jej nowy wójt, między wierszami dając do 

zrozumienia, że wraz z nowym stanowiskiem gotów jest przejąć także i ją.

- Ole Edvard - wysyczała Raija przez zęby. - Zamieszany w każde świństwo! Ale to 

tłumaczy, dlaczego dał jej pracę u nas...

Na   tym   kończył   się   ten   niezwykły   pamiętnik.   Catharina   zostawiła   swe   księgi, 

opuszczając dom tylko z niewielkim tobołkiem. Tajemnicę o tym, jaki był jej koniec, Ole 

Edvard zabrał ze sobą do grobu.

Raija odłożyła księgi niczym bezcenne skarby. Ze wzruszenia ścisnęło jej gardło i nie 

mogła nic powiedzieć. Wdzięczna była Reijo za wsparcie, którego jej udzielił w tej trudnej 

chwili. Za to, że przytulił ją do siebie i zechciał być blisko. Rozmyślając o Catharinie, która 

przez całe życie była samotna, poczuła, jak w jej serce wnika lodowaty chłód.

Jej  myśli  mimo woli poszybowały do Mikkala.  Miała przed oczami jego obraz tak 

wyrazisty, że czasem zdawało jej się, że jest przy niej naprawdę. Nawet gdyby chciała, nie 

potrafiłaby  go   wymazać   z   pamięci.   Czy  kiedykolwiek   stanie   się   jej   obojętny?   A  może  w 

przypływie zdrowego rozsądku sama uzna, że powinna o nim zapomnieć? Nie potrafiła sobie 

odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie gdzieś w głębi serca dawno już porzuciła nadzieję na 

wspólne życie. To było tylko marzenie. Odległe marzenie opierające się na przepowiedni, której 

raz po raz dawała wiarę. Idealny związek, w którym nie dane im było żyć w rzeczywistości. 

Może to i lepiej, pomyślała Raija, uśmiechając się smutno.

Kto wie, czy owa bezgraniczna czułość, jaką się wzajemnie obdarzali, wytrzymałaby 

próbę   codzienności?  Tak   naprawdę  każde   z  nich   jedynie   snuło  marzenia   i   pomijając   parę 

ukradkowych spotkań, nie mieli pojęcia, co znaczy wspólne życie. Oboje stworzyli w swej 

wyobraźni tysiące obrazów, które niekoniecznie przystawały do rzeczywistości. W ostatnim 

background image

czasie Raija zaczęła powątpiewać, czy Mikkal, o którym myślała, przypomina jeszcze praw-

dziwego Mikkala.

Przecież   ludzie   się   zmieniają.   Młody   chłopak,   który   zawładnął   sercem   naiwnego 

dziewczęcia, stał się dorosłym mężczyzną. Ona także nie jest już dziewczynką z czarnymi 

warkoczami, biegającą lekko po rozległej równinie, zauroczoną przybranym starszym bratem.

Pojęła nagle, że Mikkal nie zna tej nowej, dojrzalej Raiji. Spotykał ją tylko na krótko, a 

wtedy   zawsze   starała   się   być   taka,   jakiej   oczekiwał.   Nie   zawsze   był   to   jej   prawdziwy 

wizerunek. Kochające się osoby ujawniają wobec siebie swe najlepsze cechy, szczególnie gdy 

nie wiadomo, kiedy pisane jest im następne spotkanie: za kilka miesięcy, lat, a może nigdy.

Wszystko, co wiązało się z Mikkalem, Raija traktowała w sposób szczególny. Może 

wyidealizowała go jak bohatera z jakiejś dziecinnej baśni? Na co dzień nie spotyka się takich 

ludzi. Jej samej jakże daleko było do ideału, choć wielu mężczyzn było innego zdania. Trudno 

się   z   nią   żyło,   humor   zmieniał   się   jej   nieustannie,   brakowało   jej   konsekwencji   i   zmysłu 

praktycznego, za to uporu miała w nadmiarze.

Mikkal nigdy nie stanie się na powrót wolny. Sigga nie zwróci mu wolności, mimo że 

nie   wie,   iż   Raija   została  sama.   Pragnęła   zachować  Mikkala   tylko   dla   siebie   i   nawet   jeśli 

przestała już go kochać, nie znaczy to wcale, że pozwoli innej przeżyć szczęście u jego boku. 

Ona także miała kiedyś swoje marzenia, ale stała się bezwzględna, gdy Mikkal pozbawił ją 

cudownych wyobrażeń o miłości. Ona jednak jest jego żoną i pozostanie nią do końca swoich 

dni.

Raija wiedziała, że Sigga ma mocne atuty w tej grze. Dziecko, które właśnie urodziła, 

jeszcze   bardziej   zwiąże   ją   z   Mikkalem,   nawet   jeśli   on   sam   będzie   się   wzbraniał,   by   to 

zaakceptować. Może jej nienawidzić, zadręczać siebie, zgorzknieć. Na nic się to nie zda, bo 

Sigga nie złagodnieje z powodu jego smutku. Cierpi, ale nigdy od niego nie odejdzie i jemu 

także nie pozwoli odejść.

A więc marzenia młodej dziewczyny o cudownej wspólnocie z Mikkalem wyblakną i 

znikną jak mgła, mimo że Elle przepowiedziała jej szczęście. A jeśli staruszka nie miała na 

myśli Mikkala? Może chodziło jej o kogoś innego? Czy mogłaby przeżyć szczęście z kimś 

innym? Czy nie zapatrzyła się ślepo w swą pierwszą miłość? Może uczyniła ją jaśniejszą i 

piękniejszą, niż była naprawdę?

Właściwie   dobrze   wspomina   czas   spędzony   u   boku   Kallego.   Codzienność   była 

codziennością, ale nie narzekała z tego powodu. Bywały w ich związku chwile, gdy się jej 

zdawało, że jest niemal w niebie. Nauczyła się szczerze kochać swego męża. Dzielili razem 

radości   i   troski.   Wspólnie   je   rozwiązywali.   Było   im   dobrze,   ale   ich   związek   cały   czas 

background image

przysłaniał cień tego jedynego.

Raija wierzyła gorąco, że można się nauczyć miłować ludzi, potrzeba tylko czasu. Ta 

myśl wydała jej się ożywcza. Zapragnęła przekonać się o tym na własnej skórze. Marzyła o 

spokoju, pragnęła tu pozostać i zapuścić wreszcie korzenie. Mieć dom, rodzinę...

Może była to dość ryzykowna decyzja, ale przecież samo życie jest jednym wielkim 

ryzykiem.

-   Płaczesz,   Raiju?   -   zapytał   Reijo   głosem   przepełnionym   czułością   i   niezwykle 

delikatnie otarł dłonią łzy płynące jej z oczu. Był taki troskliwy. Nigdy nie miała lepszego 

przyjaciela.

Skąd wzięły się te słowa, nie wiedziała. Może gdzieś głęboko dojrzewały w niej od 

dawna? Bo przecież to ona decydowała o wszystkim, co działo się między nimi. W każdym 

razie nie żałowała, gdy padły z jej ust.

- Reijo, chciałbyś się ze mną ożenić?

Uniósł się na łokciach i marszcząc brwi, popatrzył na nią badawczo. Jego intensywnie 

zielone oczy bezskutecznie szukały w jej obliczu śladów rozbawienia. Raija była poważna. 

Włosy   okalały   jej   spokojną   twarz   niczym   czarny   wachlarz.   W   spojrzeniu   dostrzegł 

oczekiwanie, gdy powtórzyła:

- Chciałbyś, Reijo?

- Dlaczego o to pytasz? - zapytał udręczony i opadł na posłanie. Założywszy ręce pod 

głową, zapatrzył się w powałę. - Czy nie znasz odpowiedzi, Raiju? Dlaczego mówisz o tym 

właśnie teraz?

- Może pociąga mnie ta myśl.

- Nie żartuj sobie z takich spraw! - upomniał ją surowo. Zadrgały mu policzki, a mięśnie 

przedramion stwardniały jak stal.

Zapadła cisza, napięcie między nimi stało się niemal nie do wytrzymania.

- Nie żartuję.

Reijo przełknął ślinę. Bał się uwierzyć w to, co usłyszał. Raija kierowała się emocjami i 

łatwo ulegała nastrojom. Ostatnimi dniami tyle się wydarzyło w ich życiu. Nie miał odwagi 

budować zamków na piasku, opierając się na słowach, które być może nie do końca zostały 

przemyślane, ale na twarzy Raiji malowała się pewność. Wydawała się taka dorosła! Oddychała 

spokojnie   w  przeciwieństwie   do  niego.  Ciężko   dyszał,   z   trudem  łapiąc   powietrze.   Ledwie 

utrzymywał ręce nieruchomo. Bał się, że straci kontrolę nad emocjami, nad sobą, a nie chciał 

się zdradzić, jak łatwo go zranić.

- Wiem, że masz ten papier - ciągnęła Raija niemal zawstydzona. Reijo słuchał jej z 

background image

rosnącym   zdumieniem.   Nigdy   wcześniej   jej   takiej   nie   słyszał.   Właściwie   wydała   mu   się 

niepokojąco obca. Tak jakby coś w niej dojrzało gwałtownie w ciągu tych paru dni.

- Wiem, że taki papier wystarczy... o ile nikt nie będzie zbyt gruntownie badał jego 

prawdziwości. - Raija rzadko o cokolwiek prosiła. Teraz myliły jej się słowa i język trochę się 

plątał. Odsłoniła się bardziej niż kiedykolwiek. - Ale jeśli ktoś zacznie drążyć zbyt głęboko, 

wtedy nie wystarczy, prawda?

Potwierdził jej przypuszczenie ochrypłym głosem, poruszony do głębi.

- Czy tak cię to przeraża? - Musiał ją o to zapytać. Nie odpowiedziała od razu, a on w 

tym czasie przeżywał męki.

- Nie, właściwie nie. Mnie osobiście nie obchodzi, co ludzie gadają. Potrafię wiele 

znieść. Ale dzieciom sprawiłoby to ból... - Westchnęła. - Zawsze byłeś dla mnie dobry, Reijo. 

Lepszy niż na to zasługiwałam. Wspierasz mnie w każdej sytuacji, nawet gdy nie śmiem o to 

prosić. Troszczysz się o dzieci. Znaczysz dla mnie więcej niż ktokolwiek inny.

- A Mikkal? - zapytał i jak żywa stanęła przed nim twarz przyjaciela.

Mikkal   ją   uwielbiał,   ale   związany   był   przysięgą   małżeńską   z   Siggą.   Choć   nie   są 

szczęśliwi, Sigga nigdy nie zgodzi się zwrócić mu wolności. Póki żyje, trzymać go będzie pa-

zurami przy sobie.

- Znaczysz dla mnie więcej niż Mikkal - odrzekła cicho. Wyczuł w jej glosie cichy 

smutek. - Kocham cię, Reijo. Nie mogłabym cię prosić o to, o co proszę, gdybym cię nie 

kochała.

Patrzyła mu prosto w oczy. W jej spojrzeniu nie dostrzegł cienia fałszu.

- Zawsze łączyło mnie więcej z tobą niż z Kallem, i to nie tylko ze względu na ojczystą 

mowę. Jesteśmy tacy do siebie podobni! Czas, który dane mi było przeżyć z Kallem, był na 

swój   sposób   dobry.   Mikkal   należy   bardziej   do   świata   marzeń   niż   do   rzeczywistości.   To 

niedobrze wciąż oczekiwać czegoś, czego nie można dostać. To tak jakby zapatrzyć się w 

księżyc, wierząc, że można go zdjąć z nieba. Jeśli człowiek uczyni z tego jedyny cel swojego 

życia, czeka go prawdziwe nieszczęście, kiedy zrozumie, że to nie może się spełnić. Mikkal jest 

jak księżyc, Reijo...

Reijo poczuł się bezradny.

- Będziesz żałować - rzekł cicho. - Nie mógłbym znieść, że płaczesz z żalu, iż się ze 

mną związałaś.

- Zbyt długo żyłam w nierealnym świecie - rzekła z goryczą. - Zbyt wiele lat straciłam 

na   marzenia.   Czas,   żebym   dorosła.   Czas,   żebym   wkroczyła   w   rzeczywistość.   Nie   chcę   u 

schyłku swoich dni stwierdzić,  że tak naprawdę życie mi umknęło, bo wciąż czekałam na 

background image

kogoś, kto właściwie mnie nie chciał.

- Wiesz, że to nieprawda! - Reijo przemawiał jak najgorętszy orędownik Mikkala. - 

Wiesz przecież, że nikogo bardziej nie pragnął niż ciebie. Jesteś światłem i przekleństwem w 

jego życiu. Jedyną, bez której nie potrafi żyć.

- Jednak żyje się mu beze mnie dziwnie dobrze - rzekła hardo Raija. - Ja też wyjątkowo 

dobrze żyłam bez niego. Niepotrzebnie się zadręczamy. Pragnę się od tego uwolnić!

- I dlatego chcesz, żebym się z tobą ożenił?

- Nie tylko dlatego. Długi czas pragnęłam, żebyś spotkał kobietę, którą pokochałbyś 

bardziej niż mnie. Gdybym wiedziała, że inna uczyni cię szczęśliwym, nie prosiłabym cię o to.

- Wiesz, że jestem w tobie beznadziejnie zakochany - westchnął.

- Mam już dość tych wszystkich kłamstw! Nasze życie przypomina bańkę, jakich pełno 

w morskiej pianie. W każdej chwili może prysnąć. Taka jestem już zmęczona udawaniem. 

Tęsknię za normalnym życiem. Chcę zapuścić korzenie, tak jak inni. Chcę należeć do jakiegoś 

miejsca. Należeć razem z kimś. I nikogo bardziej nie pragnę mieć u swego boku jak właśnie 

ciebie.

Reijo milczał. Kusiła go, nadludzko go wabiła. Żeby nie to jego piekielne poczucie 

sprawiedliwości! Szybko zaprzyjaźniał się z ludźmi, a kiedy już kogoś  polubił, gotów był 

skoczyć za nim w ogień. Mikkal stał się jego przyjacielem, mimo że desperacko kochali tę 

samą kobietę. I choć tak bardzo się różnili, znał go prawie tak dobrze jak siebie samego.

Zgoda na propozycję Raiji oznaczałaby zdradę wobec Mikkala. Dręczyło go też jeszcze 

jedno: obawiał się, że Mikkala nikt nie był w stanie Raiji zastąpić.

- Potrafisz bez niego żyć? Cisza.

- Potrafisz? - naciskał ją. Raija musi wiedzieć, o czym mówi, o co prosi... czego żąda od 

nich obojga. - Czy jesteś pewna, że jesteś w stanie, moja droga?

- Może to właśnie jest moim przeznaczeniem? - odrzekła lekko drżącym głosem.

- A czego się po mnie spodziewasz? - Reijo starał się zachować trzeźwy umysł i mówić 

rzeczowo, świadom, że w tej chwili decyduje się jego los. Muszą być wobec siebie zupełnie 

otwarci. Tak, szczerość przede wszystkim. - Jakiego życia ode mnie oczekujesz?

- Takiego, jakie prowadzimy. - Raija uśmiechnęła się, a w kącikach ust widać było 

rozbawienie. - Niczego więcej od ciebie nie oczekuję poza tym, żebyśmy byli razem.

Z trudem oddychał. Wszystko, co mówiła Raija, wydawało się takie przemyślane. Od 

jak dawna się nad tym zastanawiała?

Reijo wolał o to nie pytać, zbyt się obawiał, że doznałby rozczarowania.

- Dzieci nie odczują żadnej zmiany - myślał na głos.

background image

- Kochają cię.

Jej głos był taki kuszący. Przyszłość u jej boku, razem z dziećmi, z Mają. Byłby dla niej 

najlepszym ojcem. Kochał ją przecież jak swoją. A i ona tęskniła za prawdziwym ojcem.

-  Ludzie   tutaj  myślą,   że  jesteśmy  małżeństwem  - ciągnął  Reijo,   wytaczając  ostatni 

argument. - Kiedy się dowiedzą, jak było naprawdę, wezmą nas... ciebie... na języki.

Raija uśmiechnęła się, tak jakby w ogóle nic warto było zawracać sobie tym głowy.

- Nikt nie musi o tym wiedzieć. Na pewno da się to jakoś załatwić po cichu. Wszystko 

da   się   załatwić,   jeśli   się   tylko   dobrze   nad   tym   zastanowić.   A  poza   tym   dla   mnie   to   bez 

znaczenia. Ludzie już wcześniej gadali o mnie, co im ślina przyniosła na język. Przywykłam do 

plotek na mój temat. Myślisz, że tym razem może być gorzej?

Przekonała go, nie miał więcej zastrzeżeń. Zresztą nie zamierzał ich wyszukiwać. Reijo, 

który znal ją niemal całe życie i równie długo był w niej zakochany, który już nie raz odkrył 

przed nią zakamarki swego serca, został ostatecznie pokonany. Delikatnie dotknął jej policzka i 

pogłaskał ją ostrożnie.

- Chcesz? - zapytała.

W jej oczach dostrzegł napięcie.

- A mam wybór? - Reijo odważył się przysunąć bliżej, objął ją mocniej i przytulił twarz 

do jej policzka.

- Oczywiście, że masz...

- Chcę, chcę, chcę! - wyjęczał. - Chcę na każdych warunkach, jakie mi postawisz! 

Kiedyś byłem dumny. Nie chciałem zbierać okruchów. Dla Reijo Kesaniemi miał być cały 

bochen chleba. Ale to było tak dawno! Dobrze mi się żyje na tych okruchach.

- To nie są okruchy! - Raija poczuła się urażona. - Kiedy już coś robię, robię to z całym 

przekonaniem. Zostanę twoją żoną. Ale chcę ci obiecać, że jeśli spotkasz kogoś, z kim będziesz 

mógł być szczęśliwszy, nie będę ci przeszkodą.

-   Nigdy   się   tak   nie   stanie!   -   Czołem   oparł   się   o   jej   czoło   i   spojrzał   wprost   w 

ciemnobrązowe cudne oczy. - Ale wiedz, moja kochana Raiju, że to samo dotyczy ciebie. - 

Patrzył czule i intensywnie. - Jeśli pokochasz kogoś innego i nie będziesz chciała dłużej ze mną 

żyć, nigdy nie stanę ci na drodze do szczęścia.

- Wiem - odrzekła z powagą Raija, a jej oczy dawno nie wydały mu się takie piękne i 

łagodne. - Uczynię wszystko, co w mojej mocy, żeby cię nie zawieść.

- Załatwimy to najszybciej jak się da, ale najpierw muszę stąd wywieźć Rosjanina.

W głosie Reijo wyczuwało się napięcie, gdy wspomniał Aleksieja, ale Raija udawała, że 

tego nie zauważyła. Za nic w świecie nie chciała zepsuć tej chwili. To ona podjęła taką decyzję, 

background image

chciała tego... pewnie, że chciała, przecież inaczej nie zaproponowałaby...

- Nie oczekuj, że będę ideałem - rzekła cienkim głosem, patrząc w uszczęśliwioną twarz 

Reijo.   Promieniał   radością,   co   wzruszyło   ją   i   napełniło   ciepłem.   Czuła,   że   uczyniła   coś 

właściwego, coś dobrego.

- Dobrze wiem, Raiju, kogo dostaję - zaśmiał się i śmielej objął ją w talii. Jego usta 

zadrżały słabo, kiedy napotkały jej wargi. Nie całowali się pierwszy raz, a jednak tak właśnie to 

odczuwali. Byli nieporadni i niecierpliwi, jak młodzi niedoświadczeni kochankowie, którzy 

dopiero się odkrywają.

Pierwszy raz tulili się do siebie, świadomi, że odtąd tworzyć będą jedność, że przed 

nimi wspólna przyszłość. Kradzione chwile szczęścia, będące powodem wyrzutów sumienia, 

należały do przeszłości.

Pocałunki wywoływały w nich gorączkę, krew szybciej krążyła w żyłach.

Ale Raija gdzieś głęboko w sercu czuła niepokój. Zdawało się jej, że zaprzecza samej 

sobie. Gdy tylko przymknęła powieki, pojawiał się obraz Mikkala. Z wyrzutem patrzył na nią 

swymi miodowymi oczami, jakby zadawał pytania, na które Raija nie znała odpowiedzi.

Ale   zdusiła   to   w   sobie.   Nie   było   to   trudne,   zwłaszcza   gdy   usta   Reijo   rozpoczęły 

wędrówkę po jej ciele. Cudownie było poddać się beztrosce i zalewającej ją fali uczuć.

Jego dłonie stawały się coraz śmielsze, a Raija nie protestowała. Leżała przytulona do 

jego piersi i palcami wodziła po gładkiej, gorącej skórze.

Tak łatwo było dać się porwać temu nastrojowi, jaki stworzył. Dotknęła ustami jego 

wychudzonego   policzka.   Sztywny   zarost   drażnił   wargi,   wywołując   ich   drżenie.   Poczuła 

straszliwy głód pocałunków. Nakryła jego usta swoimi. Ich ciała złączyły się niczym dwie 

brzozy splecione gałęziami, zdolne przetrzymać gwałtowne wiatry na pustkowiu.

- Czy to prawda, Raiju? - Ścisnął ją mocno za ramiona. - Powiedz mi, że nie śnię! 

Powiedz, że się pobierzemy...

Roześmiała się czule.

- Wszystko się zgadza pod warunkiem, że nie zdążyłeś się rozmyślić.

Reijo   westchnął   uszczęśliwiony,   niecierpliwie   rozpiął   guziki   i   zdjął   z   niej   koszulę. 

Jęknął z rozkoszy, kiedy i ona zsunęła z niego ubranie. Raija miała oczy niewiniątka, ale była 

cudownie nieskrępowana w miłości. Znała swoje potrzeby i nie wstydziła się ich zaspokajać. 

Jej dłonie były równie niecierpliwe jak jego. Każdym ruchem swego ciała rozpalała w nim 

pożądanie, doprowadzając go do granicy wytrzymałości.

- Kocham cię - mruczał przytulony do jej piersi, czubkiem języka muskając sterczący 

sutek. - Kocham do szaleństwa, Raiju. Do szaleństwa!

background image

Raija chwyciła go za gęste blond włosy i przyciągnęła do siebie. Był dla niej czuły, 

poczekał,   aż   się   rozpali,   by   osiągnęła   rozkosz,   jakiej   sam   pragnął.   Jej   usta   drżały,   oczy 

pociemniały i nic już się nie dało z nich wyczytać.

-   Pocałuj   mnie   -   szepnęła   błagalnie,   a   kiedy   jego   usta   płonęły,   dotykając   jej 

wygłodniałych warg, pomogła mu odnaleźć drogę.

Świadomi,   że  to nie  była tylko  chwilowa  rozkosz,  znaleźli   w cielesnym spełnieniu 

prawdziwe ukojenie.

- Kocham cię - wyszeptał znużony miłosnym aktem. Potem zasnął z głową opartą na jej 

ramieniu. Raija wtuliła się w jego silne ramiona z postanowieniem, że nauczy się kochać go 

równie gorąco i z całego serca, jak on ją miłował.

- Będziemy razem - wyszeptała wpatrzona w mrok. - Razem...

background image

10

W dniach, które nastały, Reijo czuł się naprawdę szczęśliwy. Ogarnięty gorączkową 

niecierpliwością   poszukiwał   łodzi,   w   której   upatrywał   rozwiązania   wszystkich   swoich 

problemów.   W  tym   celu   obszedł   wraz   z   Nilsem   całą   wioskę,   ba,   nawet   wypuścił   się   do 

sąsiedniej osady. Ale już nie pragnienie uwolnienia się od Raiji pobudzało go do działania, choć 

nadal chciał zachować niezależność. Za punkt honoru postawił sobie teraz zapewnienie bytu 

rodzinie, mimo że zdawał sobie sprawę, iż złoto Kallego, którym dysponuje Raija, stawia go na 

straconej pozycji. Gotów był jednak uczynić wszystko, by to zmienić. Poza tym postanowił 

pozbyć się Aleksieja.

Nawet   po   tym,   gdy   Raija   zaproponowała,   żeby   się   pobrali,   Reijo   wciąż   czujnie 

obserwował Rosjanina. Skoro on, mężczyzna, podziwiał jego urodę, to pod jakim wrażeniem 

musi pozostawać Raija! Kobiety tak łatwo dają się oczarować miłej powierzchowności.

Reijo ciągle nie mógł zapomnieć sceny, którą zobaczył przez okno. Obraz tych dwojga 

zatraconych w gorącym pocałunku na zawsze zapadł mu w pamięć.

Co wieczór Raija przytulała się do niego z tą samą żarliwością. Gorąco i szczerze 

odpowiadała   na   jego   pieszczoty,   przekonując   samą   siebie,   że   musi   im   się   udać.   Reijo 

promieniał radością, ale nie opuszczał go lęk, że szczęście może mu się wymknąć z rąk. Ciągle 

nachodziły   go   wątpliwości,   czy   Raija   rzeczywiście   go   kocha   i   czy   kiedykolwiek   zdoła 

rozbudzić w niej prawdziwą namiętność. Raija zapewniała go o szczerości swych uczuć, ale cóż 

mogła jeszcze zrobić, skoro go to nie przekonywało?

Zresztą ją także dręczyły wątpliwości. Zastanawiała się, czy nie podjęła zbyt pochopnej 

decyzji, ale bała się o tym mówić, żeby nie pogłębiać niepewności Reijo.

Nie chciała go takim widzieć. Pragnęła, żeby był sobą, solidną skałą dającą jej poczucie 

bezpieczeństwa. Zawsze mogła na nim polegać i liczyć na jego wsparcie i dobrą radę. Bolała 

nad   tym,   że   z   jej   powodu   jest   taki   rozdarty,   bo   przecież   bardziej   niż   ktokolwiek   inny 

potrzebowała teraz jego spokoju i zdrowego rozsądku.

Kiedy Reijo wyruszał z domu na poszukiwanie łodzi, w jego oczach czaił  się lęk. 

Pragnął ufać Raiji, tak jak zawsze, ale teraz chodziło o jego przyszłą żonę!

-   Poradzisz   sobie?   -   zapytał   już   chyba   po   raz   dziesiąty   tego   poranka   Raiję,   która 

przecież zostawała sama, gdy jej pierwszy mąż wyruszał na połów, Raiję, która potrafiła sobie 

poradzić w każdej niemal sytuacji i nie poddawała się nawet wówczas, gdy on sam gotów był 

ustąpić.

- O ile nie zamierzasz zniknąć na całą zimę, Reijo Kesaniemi, to sądzę, że dam sobie 

background image

radę   -   powiedziała   żartobliwie   i   zwichrzywszy   mu   włosy,   roześmiała   się   swym   dobrym, 

szczerym śmiechem.

-   Jestem   głupcem   -   stwierdził   i   też   się   uśmiechnął.   Czubkiem   buta   potarł   lśniącą 

czystością   podłogę.   Raija   nie   przepadała   za   domowymi   pracami,   ale   nie   znał   nikogo,   kto 

wykonywałby je równie skrupulatnie jak ona.

- Przypuszczam, że po prostu troszczysz się o mnie - odrzekła ściszonym głosem, w 

którym zaskoczony Reijo wyczuł nutkę niepewności. Czyżby mimo wszystko nie wierzyła, że 

on tak bezgranicznie ją kocha?

Ta jej niepewność sprawiła, że na Reijo spłynął spokój. Wstał i wyprostował się, jakby 

ktoś zdjął mu ciężar z pleców. Będzie za nią tęsknił, ale to przecież nic nowego.

Przez tyle lat zdążył się do tego przyzwyczaić. Objął ją trochę zakłopotany. Krępowały 

go   otwarte   na   oścież   drzwi   do   izby   Aleksieja.   Wprawdzie   pora   była   wczesna   i   należało 

przypuszczać, że Rosjanin jeszcze śpi, ale Reijo nie miał co do tego pewności. Żenowało go nie 

to, że Aleksiej ich usłyszy, bo przecież nie rozumiał ich języka, ale to, że może ich zobaczyć. 

Reijo tak długo skrywał w sobie miłość do Raiji, że nie zdążył przywyknąć, iż może okazywać 

ją otwarcie. Ostatnie tygodnie, kiedyż konieczności udawali małżeństwo, tego nie zmieniły. 

Dopiero teraz w ich związku pojawił się nowy element, wytworzyło się między nimi jakieś 

nowe napięcie.

- Wiem, że wrócisz - powiedziała Raija, pragnąc ułatwić Reijo rozstanie, i zarzuciwszy 

mu ręce na szyję, przylgnęła do niego całym ciałem.

- Wrócę, jakżeby nie! - odrzekł i pocałował ją. Właściwie nie zamierzał żegnać się 

szczególnie uroczyście, bo pożegnania i powroty stanowią chleb powszedni w życiu rybaka, ale 

gdy już przywarł wargami do jej ust, długo nie mógł się nimi nasycić. Kiedy wreszcie odchylił 

głowę, by złapać oddech, Raija pośpiesznie zasłoniła mu usta.

- Cii! Nic nie mów! - mruknęła, rzucając pośpieszne spojrzenie w stronę otwartych 

drzwi, i ściszonym głosem dodała: - Nie obawiaj się, nie uwiodę tego bezbronnego młodzieńca, 

a z jego strony też mi chyba nic nie grozi. Nie w tym stanie...

Reijo roześmiał się, rozbawiony, że tak go przejrzała.

- Wiem, że tego nie zrobisz - odrzekł i złożywszy jeszcze jeden pocałunek na czubku jej 

nosa, poprosił, by uściskała od niego dzieci, po czym po cichu wyszedł w mroczny poranek.

Raija nie patrzyła za nim, przecież nie pierwszy raz wychodził o tej porze. Mogło go nie 

być nawet przez kilka dni, ale nie martwiła się. Ufała, że sobie poradzi.

Wiedziała, że nie będzie to samotny poranek, bo zanim jeszcze Reijo wyszedł z domu, 

domyśliła się, że Aleksiej już nie śpi.

background image

Wszedł   boso,   w   samych   tylko   spodniach.   Raija   podejrzewała,   że   świadomie   ją 

prowokuje. Wiedział, jakie wrażenie robi na kobietach. A kiedy dostrzegła błąkający się na jego 

ustach uśmiech, zastanowiła się, czy to także przemyślany element gry.

- Mogę się przysiąść? - zapytał. - Czy wolisz może być sama?

Naprawdę   wydawał   się   niepewny,   zakłopotany!   Raija,   karcąc   się   w   myślach   za 

bezpodstawne podejrzenia, w przypływie skruchy skinęła przyzwalająco głową. Pochwycił jej 

spojrzenie. Jak wiele kobiet dało się omamić głębi ciemnobrązowych oczu?

- On wygrał?

Nie od razu zrozumiała, co ma na myśli. Tym bardziej że zabrzmiało to bardziej jak 

stwierdzenie niż jak pytanie.

- Wybrałaś Reijo, prawda?

Skinęła   głową,   ale   nie   spodobało   jej   się,   że   jest   taki   bezpośredni.   Przecież   oboje 

wiedzieli, że dzieli ich zbyt wiele, by mogli marzyć o czymś więcej niż przyjaźń.

- Reijo i ja zamierzamy się pobrać.

- Życzę szczęścia! - Być może życzenia Aleksieja były szczere, jednak w jego głosie 

wyczuła ton smutku, który wydał się jej nieznośny. - On przynajmniej potrafi to docenić. 

Bardzo go szanuję, mimo że on, zdaje się, nie przepada za mną.

- Będziemy szczęśliwi.

Przeczesał zdrową dłonią włosy. Drugą ręką nadal nie mógł poruszać, ramię ciągle go 

bolało i było sztywne, chociaż rana się już zagoiła. Zarówno Aleksiej, jak i Raija zdawali sobie 

sprawę, że ręka pozostanie na zawsze niesprawna, ale żadne z nich o tym nie mówiło.

-   Tak?   A   jak   tego   dokonasz?   -   zapytał   Aleksiej,   wyczuwając   w   jej   zapewnieniu 

determinację, i przechyliwszy na bok głowę, baczniej jej się przyjrzał. - Zastanawiam się, 

dlaczego to robisz? Skłonny byłbym przypuszczać, że łatwiej byłoby ci się obyć bez Reijo 

aniżeli Reijo bez ciebie. Miłość? - pytał, nie przestając badać jej spojrzeniem, i po dłuższej 

chwili pokręcił lekko głową. - Nie sądzę.

- A dlaczego nie? - żachnęła się.

Na jego ustach pojawił się zniewalający uśmiech.

- Bo gdybyś  go kochała, nie dałabyś  się porwać uczuciu do tego biedaka,  którego 

pielęgnujesz, nie obdarzyłabyś mnie nawet jednym spojrzeniem, Raiju!

- Czy nie przeceniasz swego uroku? - zapytała, a jej głos zabrzmiał tak lodowato, jakby 

powiało z północy polarnym chłodem.

- Być może - odrzekł, przyglądając się jej z rozbawieniem. Pochylił się ku niej, a Raija 

cofnęła ręce, jakby bała się go dotknąć. - Miałem dość czasu, by ci się uważnie przyjrzeć - 

background image

ciągnął Aleksiej, mrużąc powieki, jakby się świetnie bawił. - Wiem, że cenisz sobie Reijo. 

Właściwie nawet go lubisz... - znów śmiech. - Lubisz bardziej niż mnie. Ale nie sądzę, żebyś go 

naprawdę kochała. Poza przyjaźnią i tym,  czemu oddajecie  się późnymi wieczorami,  a co 

przeszkadza mi zasnąć, nie łączy was nic więcej.

Raija spąsowiała, ale odcięła się:

- A to już chyba moja sprawa, nie sądzisz?

Nie da się wyprowadzić z równowagi! Niech ten młodzik nie myśli sobie, że wprawi ją 

w zakłopotanie!

- Kochałaś kiedyś kogoś?

Znów zdradził ją rumieniec! Zadawane wprost pytania burzyły obronny mur, jakim się 

otoczyła.

- Więc jak, kochałaś?

Raija zacisnęła zęby. Co on sobie myśli? Kto dał mu prawo do stawiania takich pytań? 

To prawda, że miał smutne dzieciństwo i trudną młodość, ale to go nie usprawiedliwia. I 

dlaczego patrzy na nią w taki sposób?

Spokojnie! zganiła się w myślach. Spokojnie, Raiju. Jeśli podniesiesz na niego głos, 

obudzisz dzieci. Krzyk na nic się tu nie zda. Przecież on nic dla ciebie nie znaczy. Jest obcy. 

Już wkrótce Reijo zdobędzie łódź, a wtedy Aleksiej odpłynie stąd i na zawsze zniknie z twojego 

życia. Zaoszczędź sobie, Raiju, gniewu!

Nabrała powietrza w płuca i westchnąwszy ciężko, odpowiedziała:

- Tak, Aleksieju, kochałam.

Nie zwracając uwagi na to, że ściana wyziębiła się przez noc, oparł się o nią gołymi 

plecami. Pomieszczenie nie zdążyło się jeszcze nagrzać, mimo że Raija napaliła w palenisku, 

gdy tylko wstała.

- Przez moment sądziłem, że uderzysz mnie w twarz - rzucił.

- Omal tego nie uczyniłam - przyznała rozdrażniona. - To duże ryzyko pytać o takie 

sprawy, Aleksieju!

- Być może - uśmiechnął się krzywo, a w jego oczach pojawił się błysk zrozumienia. - 

Ale ja i tak nie mam wiele do stracenia. Może w przeciwieństwie do ciebie, Raiju, nie mam dla 

kogo żyć.

- Każdy ma jakiś cel - wybuchnęła z pasją. - Dlaczego więc ty miałbyś się różnić od 

innych!

Lekkim tonem rzucił:

Może ty mogłabyś nadać mojemu życiu sens? Chętnie zabiorę cię razem z dziećmi do 

background image

Archangielska. Spodobałoby ci się tam. Pokazałbym ci to niezwykle urokliwe miejsce...

Raija pokręciła głową.

- Nawet gdyby to była poważna propozycja, nie mogłabym się zgodzić. Nie jestem 

sama. Dość już spaliłam za sobą mostów! Wystarczy na ten czas, który jest mi przeznaczony tu 

na ziemi.

- Mówiłem poważnie - zapewnił, a na jego twarzy odmalował się szczery ból.

- Sza! - Raija pośpiesznie przyłożyła palec do ust. - Więcej nic nie mów!

- To niemożliwe? Na pewno?

Raija   nie  umiała   ocenić,   czy  pyta   ją  rozmarzony  chłopak  czy  dojrzały  mężczyzna. 

Odrzekła jednak bez wahania:

- Niemożliwe. Moje miejsce jest tutaj, u boku Reijo.

- Tutaj, być może, ale czy u jego boku... - Aleksiej zawiesił głos.

- Chyba mam prawo decydować o własnym życiu, prawda?

Rosjanin próbował się uśmiechnąć, ale na stężałej jak maska twarzy zaledwie drgnęły 

kąciki   ust.   Ból,   który   Raija   dostrzegła   w   jego   ciemnych   oczach,   nie   mógł   być   udawany. 

Aleksiej sprawiał wrażenie udręczonego. Nie chciała się nawet zastanawiać, jakie marzenia snuł 

podczas minionych dni i nocy. Zdała sobie sprawę, że zbytnio się do siebie zbliżyli. Poufałość, 

jaka   się   między   nimi   wytworzyła,   stała   się   niebezpieczna.   Zawsze   sądziła,   że   łatwiej   żyć 

człowiekowi, który troszczy się o swych bliźnich. Okazało się jednak, że czasem można przy tej 

okazji wkroczyć na grząski teren. Aleksiej i ona są zbyt podobni do siebie. Od urodzenia 

skazani na samotność, mimo że przyciągają do siebie innych. Łatwo ich było zranić, choć 

zdawać by się mogło, że jest inaczej.

- Nie zniósłbym myśli, że nie jesteś szczęśliwa - rzekł zduszonym, jakby nieswoim 

głosem. Wykrzywił usta w uśmiechu, ale nie przydało mu to radośniejszego wyglądu. Jego 

wzrok pozostał smutny.

- Jakoś przeżyję - prychnęła, usiłując zdobyć się na wesołość.

Przerwał jej gwałtownie i wyznał z żarem:

- Nawet myśleć nie potrafię o tym, że twój uśmiech mógłby kiedyś zgasnąć, Raiju. 

Pragnę marzyć o twoich oczach, które błyszczą jak dwie gwiazdy, o tym, jak się śmiejesz, gdy 

jesteś szczęśliwa. Zapamiętam troskę i czułość, jaką mnie otoczyłaś. Brakować mi będzie tego 

ciepła,   jakim   promieniujesz,   gdy   jest   ci   dobrze.   Nie   chcę   zachodzić   w   głowę,   czy   jesteś 

szczęśliwa, ani zastanawiać się, czy może płaczesz po nocach, usychając z tęsknoty za czymś, 

czego nie możesz dostać...

- Jestem ulepiona z innej gliny, Aleksieju. - Wstała i cicho przeszła ku niemu. Na jej 

background image

twarzy malował się spokój i zdecydowanie. Odrzuciła głowę, tak że grzywka na moment odsło-

niła jej czoło, ale zaraz na nowo opadła. - Jestem ulepiona z takiej gliny, że przeżyję. Naginam 

się jak wygarbowana skóra. Niełatwo mnie złamać, pochylę się, a potem znów prostuję. Chcę 

gdzieś   przynależeć,   być   może   tutaj   uda   mi   się   zapuścić   korzenie.   Rozumiesz,   Aleksieju? 

Zamierzam w końcu zbudować coś trwałego, coś solidnego. Reijo jest dla mnie opoką. Nie 

znam nikogo, w kim miałabym takie oparcie. On przypomina mi skały na brzegu morza, które 

opierają się gwałtownym falom zimowych sztormów i trwają niezmienne.

Aleksiej odgarnął jej lok z czoła i pogładził je. Szczupłymi palcami obrysował łuki 

brwi,   które   Mikkalowi   przypominały   skrzydła   czarnego   kruka   w   locie.   Dotknął   policzka, 

musnął   usta,   a   potem,   delikatnie   ściskając,   ujął   jej   podbródek.   Przełknął   ciężko   ślinę   i 

uśmiechnął się leciutko, rozchylając wargi. Jego spojrzenie zdawało się takie nieśmiałe, jakby 

wyczekujące.

Raija przymknęła powieki. Było coś magicznego w jego wzroku, coś, czemu dawała się 

pochwycić jak bezbronny ptak. Nie przypuszczała, że tak łatwo się podda... Przecież dopiero co 

zapewniała   Reijo,   że   Aleksiej   nic   dla   niej   nie   znaczy,   tymczasem   ledwo   wyszedł,   znów 

pozwoliła się omamić temu Rosjaninowi. Oddała mu się we władanie, chłonąc wszystkimi 

zmysłami jego bliskość...

- Nie wiem, czy to rozsądne, Raiju - jęknął i dotykając jedwabistych włosów, odchylił 

jej twarz, zmuszając, by wytrzymała jego spojrzenie, w którym się całkowicie odsłonił. - Nie 

wiem, czy to rozsądne, ale nie jestem w stanie się powstrzymać...

-   To   jest   głupie,   Aleksieju,   okropnie   głupie...   -   wyszeptała   Raija   rozdygotana,   ale 

zarzuciła mu ręce na szyję i przywarła do jego ust.

Jego dłonie powędrowały ku talii Raiji. Jęknął, gdy zabolało go sztywne ramię, a ona 

nieznacznie przysunęła się ku niema Przytrzymując ją lekko, rozplótł warkocz. Rozpuszczone 

włosy spłynęły niczym wodospad na plecy dziewczyny.

Aleksiej znów przykrył jej usta płomiennym pocałunkiem, a gdy wreszcie oderwali się 

od siebie, czuli, że ziemia kołysze się im pod stopami. Patrzyli na siebie przerażeni, niezdolni 

uwolnić się z niewidzialnych pęt, które ich oplotły. Nie było już dla nich odwrotu.

Wziął ją na ręce i skierował się ku izbie, którą nazywał swoją. Zamknął stopą drzwi, po 

czym ostrożnie położył Raiję na łóżku, ani na moment nie wypuszczając jej z rąk. Żal mu było 

stracić każdej sekundy w tym krótkim intensywnym czasie, jaki został im darowany. Wiedział, 

że będzie to ich jedyne wspomnienie...

Oczy Raiji pociemniały z tęsknoty i pożądania. W tej chwili nie istniał dla niej Reijo ani 

żaden inny mężczyzna. Należała do niego... we dwoje stanowili odrębny świat.

background image

Aleksiej delikatnie całował jej usta. Przyjmowała jego pocałunki i odpowiadała na nie z 

przymkniętymi oczami. Domyślał  się, że płynie w niej gorąca krew, jednak nawet w naj-

śmielszych marzeniach nie przypuszczał, że przeżyje coś tak niezwykłego. Choć miał wiele 

kobiet, żadnej z nich nie dało się porównać z Raiją. To, co niegdyś wydawało mu się takie 

realne, było zaledwie bladym cieniem rzeczywistości.

- Nie jestem pierwsza, prawda, Aleksieju? - rzuciła żartobliwie Raija, poznając to po 

jego wprawnych ruchach.

- Miałem więcej kobiet, aniżeli zdołałbym zliczyć. Nie jestem zbyt dobry w rachunkach 

- odpowiedział, mrużąc oczy i pokazując w szerokim uśmiechu białe zęby. - Ale żadna z nich 

nie była tobą...

Przytulił Raiję do siebie, pragnąc, by stała się jego częścią. Z rozpaczliwą namiętnością 

okrywał jej szyję i piersi pocałunkami, nie przestając błądzić dłońmi po całym jej ciele. Czas się 

zatrzymał. Zdawało mu się, że nigdy dotąd nie przeżywał takiego uniesienia.

- Szaleję za tobą, Raiju - wyszeptał. - Jesteś taka piękna.

Niemal zdumiony pogładził jej twarz, jeszcze dokładniej oswajając się z jej rysami. 

Raija leżała pod nim taka uległa. Naśladując każdy jego ruch i drżąc na całym ciele, pragnęła 

tylko jednego: przyjąć go.

- Najdroższa - wyszeptał gorąco. Dotknięcia delikatnych palców Raiji parzyły go jak 

ogniste języki. - Żadna nie była taka jak ty...

Odnaleźli wspólny rytm, a pożądanie mieszało się z czułością. Złączeni w uścisku, 

osiągnęli spełnienie.

Ale i wtedy Aleksiej nie wypuścił jej z objęć. Gdy trawiący go ogień powoli wygasał, 

przytulał ją i pieścił z niesłabnącą tkliwością. Potem oparł głowę na jej piersi i nawinąwszy na 

palec pukiel jedwabistych włosów, wyszeptał:

- Jesteś cudowną kobietą, Raiju.

Głos Aleksieja przepełniony był miłością. Raija wypełniała cały jego umysł, wszystkie 

myśli   krążyły   wokół   jej   osoby.   Cóż   jednak   mógł   jej   ofiarować?   Jedyne,   czego   od   niego 

oczekiwała, to zapewnienie, że był to ich jedyny raz.

- Ty też jesteś cudownym chłopcem, Aleksieju!

Raija   nie   potrafiła   zdobyć   się   na   nic   więcej,   oszołomiona   przepełniającymi   ją 

uczuciami.

- „Cudowny chłopiec” brzmi niemal tak samo jak „grzeczny chłopiec” - rzekł Aleksiej 

niemal   z   urazą   w   głosie.   Nie   takich   słów   oczekiwał.   Przed   chwilą   przecież   był   dla   niej 

mężczyzną.   Chłopiec   nie   zdołałby   wywołać   w   niej   takiego   pożądania.   -   Wypełniłaś   moje 

background image

ramiona jak żadna dotąd - wyznał. - Czy to coś dla ciebie znaczy?

Uniósł się lekko i długo na nią patrzył. Długie rzęsy kładły się niczym czarne wachlarze 

na łagodnie zaokrąglonych policzkach, zmysłowe usta nabrzmiały od pocałunków. Była tak 

piękna, że odczuwał wręcz fizyczny ból. Ze ściśniętym sercem pomyślał, że mogłaby zapełnić 

pustkę w jego życiu. Tylko że ona wybrała innego.

-   Nie   miłuję   cię,   Aleksieju.   -   Raija   umknęła   przed   jego   spojrzeniem   wyrażającym 

uczucia, których nie mogła odwzajemnić. Przekręciła się na bok i popatrzyła na jego profil 

piękny jak u jakiegoś bóstwa i unoszącą się rytmicznie pierś. - Być może moje zachowanie 

pozostawia wiele do życzenia, pragnę jednak być przyzwoitą kobietą. Marzę o spokojnym, 

normalnym życiu. W tym życiu nie ma miejsca dla takich mężczyzn jak ty. Jesteś tu obcym 

przybyszem. Mówisz innym językiem, wywodzisz się z innego kraju. Gdybyś tu pozostał, 

zawsze byś za czymś tęsknił. Ja także bym tęskniła, gdybym pojechała za tobą. Pod wieloma 

względami jesteśmy podobni, być może aż za bardzo, ale równocześnie różnimy się. Ty jesteś 

beztroskim, nieodpowiedzialnym uwodzicielem...

- Kobiety ulegają urokowi takich jak ja.

- Ulegają urokowi? Być może - uśmiechnęła się Raija. - Ale która wytrzyma z nimi na 

co dzień?

- Wiem, co chcesz powiedzieć - rzekł udręczony. - Masz rację, ja także nie wierzę w 

naszą wspólną przyszłość. Pragnąłbym jedynie usłyszeć z twoich ust, że i dla ciebie była to 

wyjątkowa chwila.

Raija pokiwała powoli głową i zarumieniła się lekko.

-   Byłeś   wspaniały,   Aleksieju.   Chcę,   żebyś   wiedział,   że   nie   oddaję   się   każdemu 

mężczyźnie, który stanie na mej drodze. Nie potrafię w żaden sposób opisać tego, co do ciebie 

czuję.   To   coś   zupełnie   wyjątkowego.   Nie   potrafiłam   ci   się   oprzeć.   To   było   zupełnie... 

niezwykle. - Wstrzymując niemal oddech, popatrzyła mu głęboko w oczy. - Ale to nie może się 

powtórzyć. Nigdy więcej.

Aleksiej skinął głową i zwilżył wargi. Poczuł się przy niej taki głupi i niedoświadczony.

- Pozwól mi jedynie zachować w pamięci tę chwilę. Jedyne, co mi pozostanie.

Raija zacisnęła oczy, starając się powstrzymać łzy. Czy ona i Mikkal nie składali sobie 

podobnych obietnic? Jakże ubogie jest życie, gdy człowiek karmi się jedynie wspomnieniami!

- Nie, Aleksieju - odezwała się błagalnie po chwili. - Chcę, żebyś żył pełnią życia! Nie 

uciekaj do mrzonek, bo to tak, jakbyś budował swoje życie na kłamstwie. Nie popełnij tego 

samego błędu co ja. Proszę cię, jesteś jeszcze taki młody!

- Mam tyle samo lat co ty - sprzeciwił się Aleksiej.

background image

- Nie, ja jestem starsza, starsza o tysiąc lat.

- Zdaje się, że i ty jesteś kiepska w rachunkach. Ona także uśmiechnęła się słabo.

- Dopiero teraz zrozumiałam, jak marnym fundamentem są marzenia. Człowiek wierzy 

w coś, co się nigdy nie spełni. Pozostają jedynie łzy.

-   „Znajdź   sobie   dziewczynę,   Aleksieju”,   prawda,   że   to   chciałaś   powiedzieć?   - 

uśmiechnął się zrezygnowany i nie czekając na odpowiedź, dodał: - Oczywiście, będę próbo-

wał. Chciałbym żyć jak inni. Mam wiele okazji, żeby zawrzeć nowe znajomości, nawet nie 

muszę się zbytnio wysilać. Ale nie sądzę, że to będzie takie proste znaleźć kobietę, w której 

ramionach znajdę ukojenie, szczególnie gdy wiem, jak było mi z tobą.

- W życiu zawsze można znaleźć jakaś namiastkę - odrzekła Raija twardo. - Dlaczego 

tobie nie miałoby się udać?

- ...skoro udało się tobie? - dokończył. - Nie znam nikogo podobnego do Reijo, a poza 

tym może nie potrafię zadowalać się namiastką?

Raija usiadła na łóżku i spuściła nogi na zimną podłogę. Nie patrząc na niego, założyła 

spódnicę i nerwowym ruchem zapinała stanik.

- Nie szydź ze mnie i z mojej decyzji - poprosiła. Zgarnęła resztę swoich ubrań i 

skierowała się do kuchni.

Aleksiej został w izbie sam. A więc przyznała się, że nie miłość pchnęła ją w ramiona 

Reijo, rozmyślał. Trochę to złagodziło ból serca, które biło tylko dla niej. Westchnął ciężko i 

zapragnął nagle uciec z tego miejsca. Dusił się w tych ścianach. Przywykł do życia na morzu, 

do   towarzystwa   wesołych   kompanów.   To   z   nimi   śmiał   się,   śpiewał   i   tańczył.   I   pił   do 

nieprzytomności. Łatwiej było znieść kłopoty, kiedy dzieliło się je z innymi. Tak samo jak 

radość wydawała się tym większa, im więcej cieszyło się nią osób.

Zatęsknił za świętowaniem, za śmiechem i zabawą. Zapragnął zapomnieć o Raiji i o 

wszystkich   kobietach,   które   tak   komplikowały   życie   mężczyznom.   Przesunął   się   na   drugą 

połowę łóżka, które jeszcze było rozgrzane jej ciałem.

Usłyszał   dochodzące   z   kuchni   odgłosy   krzątaniny   i   poczuł,   że   nie   zniesie   dłużej 

samotności. Pośpiesznie narzuciwszy spodnie i koszulę, otworzył drzwi. Speszył się, kiedy 

zobaczył, że Raija właśnie się myje.

- Nie udawaj takiego wstydliwego - rzuciła i wykręciwszy szmatkę, mocno potarła 

skórę.

Aleksiej usiadł. Zobaczył więc ją i w tak intymnej sytuacji. Poczuł się niemal tak, jakby 

to był zwykły poranek, gdyby przyszło im dzielić ze sobą życie.

- Sądzisz, że zmyjesz z siebie to, co zaszło między nami?

background image

-   Chyba   mogę   spróbować,   prawda?   -   odparła,   posyłając   mu   spojrzenie   bez   śladu 

czułości.

Aleksiej pochylił głowę.

- To niemożliwe - westchnął. - Ja będę o tym pamiętać. Ale nie zostanę tu długo. 

Jesteśmy tylko przyjaciółmi, nic między nami nie było.

- Owszem, było - odrzekła łagodnie. - Ale minęło.

background image

11

Poszukiwania przeciągnęły się i dopiero po czterech dniach Reijo znalazł taką łódź, na 

jakiej mu zależało. Wdowa po rybaku trzymała się kurczowo wyznaczonej ceny i nic nie dało 

się z nią utargować. Nawet gdy już dobili targu, zawahała się na moment. Trudno jej się było 

rozstać z kutrem przez wzgląd na pamięć po zmarłym mężu. Na szczęście dla Reijo kobieta 

równie mocno jak męża kochała pieniądze i to uczucie w końcu wzięło w niej górę. Łódź na 

sześć przedziałów wiosłowych stała się własnością Reijo Kesaniemi.

Po raz pierwszy w życiu coś posiadał. Ogarnęła go prawdziwa euforia. Nawet gdyby 

cały świat chciał go wyzywać od wyrobników, on czuł się bogaty. Kuter należał wyłącznie do 

niego.

Płynąc do wioski niemal w pełnym ożaglowaniu, miał ochotę krzyczeć ze szczęścia. 

Nadal było w nim coś z małego chłopca. Ogarnęło go równocześnie całkiem nowe poczucie 

godności.

Szyper, pomyślał z dumą, czując, że mu serce rośnie. Tak, jest szyprem! Szyprem na 

własnym kutrze.

Będzie mógł wyruszyć na połów. Dobrać sobie załogę. Być panem swojego losu! Nigdy 

jeszcze nie doznał podobnego uczucia.

Nowa łódź znaczyła dla niego tyle co wolność.

Czy mógł w ogóle marzyć o wolności, on, który właśnie miał się ożenić z Raiją?

Myśleć o realizacji młodzieńczych planów? Gdzieś w głębi serca czuł, że postępuje 

niesłusznie, szybko jednak stłumił w sobie wyrzuty sumienia.

- No, jak tam, panie szyper? - spytał Nils. - Przyjemne uczucie?

Reijo tylko skinął głową, bojąc się, że ze wzruszenia głos mu się załamie.

- Rozumiem, że będziesz teraz szukał załogi - ciągnął Nils, uśmiechając się szeroko. 

Cieszył się tak, jakby to on, a nie Reijo kupił łódź.

-   Jeśli   znasz   kogoś,   kto   by   się   nadał,   przyślij   go   do   mnie!   -   Reijo   mrugnął, 

pochwyciwszy w lot intencje kompana.

- Co sądzisz o tym gościu? - Nils wskazał palcem na siebie i przybrał poważną minę.

Reijo wyciągnął do niego ogorzałą dłoń i rzekł:

-   Zgoda.   Jestem   dość   łatwowierny,   mam   jednak   nadzieję,   że   nie   podrzuciłeś   mi 

śmierdzącego jaja.

Wybuchnęli   gromkim   śmiechem.   Reijo   wiedział,   że   w   Nilsie   zyskał   prawdziwego 

przyjaciela.

background image

Żałował, że nie mógł widzieć z lądu samego siebie, jak przybija do brzegu. Cóż to 

musiał być za obraz! Pogodne, jasnobłękitne niebo to wspaniałe tło dla ciemnobrązowej łodzi, 

która, choć wymagała remontu i smołowania, wydawała się Reijo najpiękniejsza.

Z duńskiego domu rozciągał się doskonały widok na nabrzeże. Reijo zapragnął z całego 

serca, żeby Raija ich dostrzegła. Ten wyjątkowy moment w jego życiu, chwilę triumfu, miał 

ochotę dzielić właśnie z nią. Nie mógł się już doczekać, kiedy opowie jej ze szczegółami o tym, 

jak ubił interes i jak przebiegł pierwszy rejs.

Raija zauważyła zbliżającą się łódź i od razu się domyśliła, że to wraca Reijo. Wzięła 

dzieci   i   razem   wyszli   przed   dom.   Zrobiło   jej   się   cieplej   na   sercu   i   ukradkiem   wytarła 

zdradzieckie łzy, które napłynęły jej do oczu. Niewiele to pomogło, bo i tak policzki zaraz 

znowu zrobiły się mokre.

Białe żagle na tle pogodnego jesiennego nieba prezentowały się wspaniale. Z dumą 

pomyślała, jak bardzo zmieniło się ich życie, i przypomniała sobie ziemiankę, w której nie tak 

dawno się ukrywali.

Reijo zawsze marzył o kutrze i dopiął swego, sam, tak jak postanowił. Ona także bliska 

była   spełnienia   wielkiego   marzenia,   ale   potrzebowała   jego   pomocy.   Żeby   tylko   jej   nie 

odmówił!

Poczuła   przypływ   sił,   kiedy   zobaczyła,   jak   cumuje   przy   brzegu.   Gdzieś   zniknęła 

dzieląca ich przepaść.

- Wraca Reijo - oznajmiła, powróciwszy do izby. Przepełniała ją duma i ciepło. Jej 

twarz promieniała.

Za chwilę wszedł, zmęczony, ale szczęśliwy. Ubranie miał poplamione od słonej wody. 

Włosy sterczały mu na wszystkie strony.

Zdziwił się, ujrzawszy w izbie obcych, a kiedy rozpoznał gości, zdumienie ustąpiło 

miejsca niepokojowi.

Przywitał   się ze  wszystkimi jak się  należy.  Niecodziennie prostego Fina odwiedzał 

sędzia, pastor i wójt.

Razem   z   nimi   przy   stole   siedział   Aleksiej,   co   przeraziło   Reijo   jeszcze   bardziej. 

Wiedział, że to Raija znowu coś uknuła, ale nawet się nie domyślał, jakie miała intencje.

- Przybyliście z daleka - stwierdził Reijo i nie przejmując się wysoko postawionymi 

gośćmi, zdjął kaftan. Ostatecznie był u siebie.

- Wszystko dzięki Raiji - odezwał się tubalnie sędzia z błyskiem w oku. - Słyszałem, że 

mieliście tu kłopoty z naszym wspólnym znajomym?

Reijo, skinąwszy głową, rzekł:

background image

- Więcej kłopotów już nie sprawi.

- Powiadacie, że był w dobrej komitywie z kupcem Holmertzem?

- Nie znam Holmertza na tyle, żeby wiedzieć takie rzeczy - odparł Reijo.

- Ale my go znamy - odezwał się nowy wójt, zięć sędziego. Mężczyzna bez charakteru, 

pomyślał Reijo i nawet nie zaszczycił go spojrzeniem.

Sędzia zaśmiał się nieszczerze i splatając tłuste palce, oznajmił:

- Może was zaskoczy wiadomość, że kupiec jest synem Hermana Holmertza, wziętego 

adwokata z Bergen.

Reijo patrzył na niego, nic nie rozumiejąc. Nazwa Bergen kojarzyła mu się jedynie z 

obrazem wielkiego miasta leżącego gdzieś daleko na południu. Nazwiska znanych i bogatych 

ludzi stamtąd nic dla niego nie znaczyły.

Raija, przeciwnie, od razu dopatrzyła się związku z ich sprawą.

- Herman... Holmertz? - zapytała, akcentując imię. Sędzia skinął głową i odsłonił zęby 

w szerokim uśmiechu. Dopiero w tym momencie Reijo doznał olśnienia.

- Ole Hermansson - rzekł cicho.

- Tak, są przyrodnimi braćmi, kupiec i on - skinął sędzia. - Poszperałem trochę w 

papierach i sprawdziłem, kto nam zarekomendował Olego. Okazało się, że Holmertz senior. 

Między wierszami doczytałem się, że chodzi o jego potomka z nieprawego łoża. W ślad za 

pierwszym synem na północ przybył także drugi, już prawowity. Zapewne nie powiodło mu się 

tam, gdzie próbował początkowo. Najprościej pozbyć się nieudaczników, wysyłając ich do nas! 

- oburzył się sędzia, poczerwieniawszy na twarzy. - Ale my ich stąd usuniemy. Zwrócimy 

staremu Holmertzowi obu synów. Nie będziemy tu przyjmować każdej szumowiny.

- Zostaniemy więc bez sklepu? - spytał Reijo.

Mieszkańcy   osady   potrzebowali   tego   miejsca,   które   łączyło   całą   ich   społeczność. 

Narzekali co prawda na bezdusznych kupców, ale sklep był ważny dla wioski.

- No, jak to? - wójt uchwycił się tego wątku. - Sklep przecież zostanie.

Raija uśmiechnęła się z nadzieją. Reijo, widząc pewność w jej spojrzeniu, zrozumiał 

nagle, o co jej naprawdę chodziło. Zaplanowała to wszystko! Uknuła tę intrygę! Przechytrzyła 

Holmertza, sędziego i jego dostojnych towarzyszy. Z niego także uczyniła pionka. Oczekiwała 

tylko jego zgody.

Aż mu dech zaparło, gdy uświadomił sobie całą prawdę. Cóż to za sprytna kobieta! 

pomyślał, czując podziw dla Raiji, mimo że aż gotowało się w nim z wściekłości.

- Zawsze można liczyć na to, że znajdzie się jakiś zdolny człowiek i poprowadzi sklep - 

wyraził swoją opinię wójt, uśmiechając się lekko. - Chociaż to taka oddalona od cywilizacji 

background image

miejscowość. Ktoś, kto potrafi czytać, pisać, liczyć... A przy tym jest rozsądny, taki, który 

rozumie trochę tutejszych ludzi...

Sędzia przechylił się ku Reijo i wbił w niego wzrok.

- Pytam cię wprost, Reijo Kesaniemi, miałbyś ochotę spróbować? Wydajesz mi się 

właściwym człowiekiem. Naprawdę pasujesz jak ulał do tej roli.

Reijo nie odpowiedział.

Więc na tym polegał jej plan. Upragniona niezależność, na której tak mu zależało, a 

która dzięki łodzi stała się realna, znów została zagrożona. Nie chciał być przywiązany przez 

cały rok do jednego miejsca! Pragnął czuć na twarzy powiew morskiej bryzy i słuchać krzyku 

mew krążących nad żaglami. Przeżywać ową wspólnotę z innymi mężczyznami, jaka wytwarza 

się podczas połowów. Do diabła, nie zamierzał zostać kupcem!

Tym   razem   Raija   przesadziła!   Rozumiał,   że   za   wszelką   cenę   pragnęła   zapuścić 

korzenie, przynależeć do konkretnego miejsca. Dlaczego jednak on miał za to płacić? Poczuł się 

złowiony w sieć.

-   To   zaskakująca   propozycja   -   roześmiał   się   z   przymusem.   Nieuprzejmie   byłoby 

odmówić wprost. Potrzebował trochę czasu, żeby wymyślić jakiś pretekst.

Raija nagle zakrzątnęła się koło paleniska.

- Może zastanowisz się nad tym podczas kąpieli? - zaproponowała takim tonem, że 

zabrzmiało to jak rozkaz.

- Panowie wybaczycie?

Posłuchał. Z Raiją nikt nie wygra.

Pomógł  jej  wtoczyć drewnianą balię  do izby, którą ze sobą dzielili,  i poczekał,  aż 

naniesie gorącej wody. Kiedy balia była pełna, Raija zamknęła za sobą drzwi i nachyliwszy się 

do ucha Reijo, poprosiła po cichu:

- Nie odrzucaj tej propozycji, Reijo!

Odwrócony do niej plecami, zdjął z siebie brudne ubrania. Raija potrafiła być bardzo 

przekonująca, kiedy o coś prosiła.

- Nie jestem kupcem - odrzekł rozdrażniony. Rozmawiali po fińsku.

- I nikt ci nie każe nim być, kochanie...  Popatrzył na nią, nie pojmując, do czego 

zmierza.

- Możesz robić to, na co masz ochotę, Reijo - ciągnęła.

- Ja zajmę się handlem.

- Ty?

Raija, uśmiechając się, przytaknęła ochoczo. Jej oczy patrzyły błagalnie.

background image

- Kobiecie nikt nie wyda zezwolenia na prowadzenie handlu. Ale tobie tak, bo jesteś 

mężczyzną. Wystarczy, że się podpiszesz na dokumencie, a resztą ja już się zajmę. Nie martw 

się, wezmę to na siebie.

- Rozumiem - odrzekł zaskoczony Reijo. - To takie proste, co?

- Kupiec dysponuje trzema handlowymi żaglowcami - dorzuciła Raija z uśmiechem.

Zielone oczy Reijo zwęziły się w szparki.

- Sklep dla mnie, statki dla ciebie. Co ty na to? - zaproponowała Raija.

Zaświtała mu myśl, że Raija, obdarzona być może żyłką kupiecką, uczyni coś dobrego 

dla całej społeczności.

Trzy żaglowce...

Zacumowany przy brzegu kuter wydał mu się całkiem niepozorny. Uświadomił sobie, 

ile pracy musi włożyć w naprawę, żeby nadawał się do użytku.

Kupieckie żaglowce otwierały możliwość przywożenia towarów z południa, a to coś 

więcej aniżeli połowy u wybrzeży na własnej łodzi.

W   każdej   społeczności   jeden   albo   dwóch   szyprów   potrafiło   sterować   żaglowcem. 

Pływali na południe, żeby sprzedać ryby złowione przez okolicznych rybaków. Reijo nawet w 

najśmielszych marzeniach nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek zostanie szyprem na takim 

żaglowcu.

- Sprytna jesteś, Raiju! - rzucił z podziwem i powoli zanurzył się w parującej kąpieli. 

Przyjemne ciepło rozeszło się po całym ciele.

- A więc chcesz?

-   Pozostawiasz   mi   jakiś   inny   wybór?   -   rzekł   zrezygnowany.   Uśmiech   Raiji   był 

wystarczającą nagrodą. Ale to jeszcze nie był koniec zaskakujących nowin.

- Byłam niemal pewna, że się zgodzisz - wyznała i dodała pośpiesznie: - Przy okazji 

wspomniałam o naszym kłopocie. Pastor wprawdzie niechętnie, ale zgodził się udzielić nam 

ślubu.

- Teraz? Tutaj? - zdziwił się Reijo.

Raija potwierdziła skinieniem głowy, znów uśmiechając się promiennie.

Sprawy toczyły się zbyt szybko jak na gust Reijo. O wiele za szybko.

- Niechętnie? - zdziwił się, choć podobnie jak Raija nie przepadał za duchownymi.

- Dość niechętnie - przyznała Raija. - Sędzia musiał użyć perswazji...

- Cholera... - Reijo zaklął pod nosem. - Jesteś pewna, że właśnie tego chcesz? Nie 

będziesz potem żałować?

- Chcę tego. Nie będę żałować.

background image

- W takim razie ja nie mam nic do stracenia... - uśmiechnął się lekko, choć niepewność 

go nie opuszczała. - Czy to bezpiecznie, że Aleksiej siedzi wśród tylu przedstawicieli władzy? - 

zapytał.

Raija uśmiechnęła się chytrze.

- Powiedziałam im, że to Lapończyk ze wschodu, którego znam z dawnych czasów. 

Oprócz sędziego, który trochę zna lapoński, żaden z nich nie potrafi porozumieć się w tym 

języku. Nie sądzę, żeby się czegoś domyślili.

Reijo roześmiał się, rozbawiony jej przebiegłością.

- Tak, tak... Ale teraz lepiej  już wyjdź do nich. Pastor może uznać, że zbyt długo 

przebywasz z kąpiącym się mężczyzną. W końcu nie jesteśmy jeszcze małżeństwem, moja 

droga.

Kiedy Reijo wkroczył wykąpany do kuchni, trudno go było poznać. Założył odświętne 

ubranie, ciemne spodnie, tylko w jednym miejscu lekko połatane, i białą zapinaną koszulę, 

którą Raija uszyła mu, zanim opuścili wioskę w fiordzie. Z zaczesaną do tyłu grzywką wyglądał 

dostojnie. W kącikach ust błąkał mu się uśmiech.

- Kąpiel to dobra rzecz, pomaga przemyśleć niektóre sprawy - wyjaśnił ze wzrokiem 

utkwionym   w   okrągłą   jak   księżyc   w   pełni   twarz   sędziego.   Na   pozostałych   dwóch   gości, 

napuszonego wójta i pastora z jego wątpliwościami, tak jak wcześniej nie zwracał uwagi. - 

Pomyślałem sobie, że to niegłupi pomysł z tym sklepem. - Odchrząknął i dodał: - Sądzę, że 

sobie poradzę.

Sędzia uśmiechnął się. Zdawało się, że od początku nie miał żadnych wątpliwości, iż 

Reijo przyjmie propozycję.

Reijo zachodził w głowę, co też Raija naopowiadała dostojnym gościom. Jego uwagi nie 

uszły   także   płonące   żarem   brązowe   oczy   Aleksieja.   Zastanawiał   się,   ile   Rosjanin   z   tego 

wszystkiego zrozumiał, i nie mógł oprzeć się złośliwej satysfakcji. Choć Raija tyle razy mu to 

wyjaśniała, nie potrafił wymazać z pamięci obrazu tych dwojga w czułych objęciach. Minęło 

sporo czasu, odkąd musiał dzielić się nią z kimś jeszcze prócz Mikkala, do którego po prostu 

musiał przywyknąć.

Aleksiej wydawał mu się groźnym rywalem.

- Nie podoba mi się to - wyrzekł pastor ponuro, mimo że nikt nie pytał go o opinię w tej 

sprawie. - Tak się nie godzi! Powinno się najpierw ogłosić zapowiedzi. Poza tym dwoje ludzi 

żyjących pod jednym dachem... - zawiesił znacząco głos i zmarszczył swój wrażliwy nos.

Raija zmierzyła go chłodno od stóp do głów. Nigdy nie żywiła specjalnego respektu dla 

przedstawicieli władzy, a ta odrobina, jaką posiadała, znikła bez śladu po kilku miesiącach, 

background image

które przeżyła jako żona wójta.

-   Gdyby   ostatnim   razem   pastor   był   równie   drobiazgowy   -   rzuciła   pogardliwie,   nie 

spuszczając oczu z duchownego - uniknęlibyśmy wszyscy wielu nieprzyjemnych zdarzeń. Ale 

wtedy pastor, o ile sobie dobrze przypominam, nie pytał o nic...

Pastor spuścił wzrok. Rzeczywiście, to on udzielił ślubu jej i temu Hermanssonowi.

- Możemy zaczynać - rzucił krótko, nie patrząc na nowożeńców.

- Nie - zaprotestowała Raija z dumnie uniesioną głową. - Chwilę będziesz musiał się 

wstrzymać, pastorze, bo tym razem wszystko musi się odbyć jak należy. Nie będę brać ślubu z 

Reijo w codziennej sukni.

Sędzia  uśmiechnął się pod nosem. Z tej Raiji to naprawdę wyjątkowa kobieta! Od 

początku miał do niej słabość, choć sprawiła mu więcej problemów niż reszta jego licznych 

znajomych.

Raija  wkroczyła  do izby   z  wdziękiem,   jakiego   pozazdrościć   by  jej   mogła  niejedna 

królowa.

Reijo   uśmiechnął   się   szeroko,   błyskając   białymi   zębami,   rozbawiony   miną   pastora, 

który z zaciśniętymi ustami popatrzył na nią niechętnie.

Podobało mu się, że Raija utarła nosa temu typkowi. Doprawdy, miała liczne talenty ta 

jego... przyszła żona.

Zaraz jednak poczuł ucisk w żołądku. Choć miały się spełnić jego najgłębsze marzenia, 

lękał się, że Raija będzie żałować, że im się nie ułoży, że już na starcie skazani są na klęskę...

W głębi serca czuł, że coś jest nie w porządku, że czegoś brakuje... Zawsze czegoś 

brakowało między nim a Raiją.

Reijo przypomniał sobie ten dzień, kiedy wychodziła za mąż za Kallego. Blada, włosy 

zaczesane do tyłu i ciasno spięte, o ton ciemniejsze niż ślubna suknia z guzikami.

Tamtego   wieczoru   przez   cały   czas   tańczyła   z   nim.   Kalle   nigdy   nie   był   dobrym 

tancerzem. Antti śpiewał, a Reijo tańczył z panną młodą, nie zastanawiając się nad tym, że rani 

przyjaciela. Teraz jednak była doroślejsza. Na dnie ciemnych oczu zostawiły ślad łzy i śmiech.

Reijo nie szukał w nich miłości. Wolał się nie przekonywać, że jej tam nie ma.

Popatrzył na Raiję. Włożyła buty, które zostały jej z czasów, gdy była żoną wójta. 

Rozbawiła go ta odrobina próżności. Zmarszczona niezbyt suto w pasie spódnica uszyta była ze 

zwykłego niebieskiego sukna. Ciemnoniebieską niegdyś bluzkę, która teraz spłowiała i stała się 

niemal   błękitna,   Raija   miała,   odkąd   Reijo   sięgał   pamięcią.   Uważał,   że   pięknie   pasuje   do 

niebieskiej spódnicy. Było to jej niedzielne ubranie, o które dbała, ale znać już było na nim 

ślady upływu czasu. Rozpuszczone włosy opadały ciężko na plecy, podkreślając jeszcze jej 

background image

urodę. I tylko jeden szczegół stroju zakłuł go w oczy i rozgniewał.

Z   zaciśniętymi   ustami   podszedł   do   Raiji   i   odpiął   srebrną   broszkę.   Schował   ją   do 

kieszeni i syknął:

- Jeśli masz mnie poślubić, to nie z ozdobą podarowaną ci przez innego mężczyznę.

- Nie mam innej - zaprotestowała słabo, bo sama nie była pewna, czy tylko z tego 

powodu przypięła broszkę. Dłonie drżały jej zdradziecko. Srebrna broszka od Mikkala nadal 

miała dla niej wartość wyjątkową, nadal stanowiła znak tego, co pozostało niewypowiedziane 

do końca i być może nigdy nie zostanie wypowiedziane.

- Przypnij ją Mai.

Nie wiadomo skąd wzięły się w niej te słowa, ale Raija czuła, że są właściwe. Nikt 

przecież nie miał większego prawa do tej ozdoby jak właśnie Maja. Dla niej była to pamiątka 

po ojcu.

Reijo   bez   słowa   uczynił   to,   o   co   poprosiła,   ale   jego   usta   pozostały   zaciśnięte. 

Dziewczynka nie rozumiała zupełnie, dlaczego otrzymała tę piękną broszkę. Drobne paluszki 

musiały jej dokładnie dotknąć. Gładziła z zachwytem błyszczącą ozdobę, ale była zbyt mała, 

żeby pojąć prawdziwą jej wartość.

- Moja? - zapytała zdumiona i popatrzyła z niedowierzaniem na Reijo.

Skinął głową, ale Maja dla pewności zerknęła jeszcze na matkę, która uśmiechnęła się 

leciutko wzruszona, ale nie bez bolesnego ukłucia w sercu. Tak bardzo lubiła tę broszkę. Tyle 

czasu upłynęło, a ona wciąż pamiętała, co obiecali sobie wówczas z Mikkalem.

Przyrzekła, że będzie nosiła broszkę, póki będzie go kochać, a on nie zdejmie z szyi 

skórzanego woreczka z puklem jej włosów, póki żywić będzie do niej miłość.

Reijo nie wiedział o tej przysiędze. Może i dobrze.

- Dlaczego jesteś taka wystrojona? - zdziwiła się Elise, nie spuszczając z Raiji pełnego 

uwielbienia wzroku.

Raija   przełknęła   ślinę   i   poczuła   skurcz   w   sercu.   Maja,   jej   dziecko,   jej   i   Mikkala, 

siedziała zadowolona na rękach Reijo i patrzyła tylko na broszkę.

W   tym   ważnym   momencie   przywiązanie   okazało   jej   przybrane   dziecko,   którym 

zaopiekowała się po śmierci rodziców. Raija ukucnęła i poprawiła płowe warkocze Elise. Czuła 

się trochę zakłopotana wobec tej małej dziewczynki o dorosłym spojrzeniu.

- Reijo i ja pobieramy się - odpowiedziała cicho i mimowolnie spłonęła rumieńcem. - 

Teraz, za chwilę - dodała, uśmiechając się ostrożnie.

Elise rozszerzyła oczy ze zdumienia, ale Raija dostrzegła w nich też ogromną radość.

- Naprawdę? - pytała Elise. - Na pewno? Czy to prawda, Raiju?

background image

Raija potwierdziła.

- Będziecie już tak naprawdę moimi rodzicami? Naprawdę?

Rzuciła się Raiji na szyję i na przemian śmiała się i płakała.

Raija, wzruszona, ledwie powstrzymała łzy. Po raz chyba tysiączny przyrzekła sobie, że 

poświęci   Elise   więcej   uwagi.   Ponieważ   była   najstarsza   z   całej   trójki,   otrzymywała   więcej 

obowiązków   niż   ciepła.   A   taka   była   spragniona   miłości.   Tak   niewiele   wystarczyło,   by   ją 

uradować.

- Tak, kochanie. Naprawdę będziemy twoimi rodzicami - wyszeptała Raija, napotykając 

poważne spojrzenie Reijo, który bez słowa skinął głową. Zauważyła, że i jemu błyszczą oczy. 

Wiedziała, że myśli o tym samym.

Pastor stanął przy kuchennym stole, który pełnił w tej chwili funkcję ołtarza. Niechętnie 

wyjął Biblię i przekartkował ją białymi palcami. Reijo złapał się na tym, że wpatruje się w te 

białe palce i porównuje do swoich, stwardniałych, z odciskami od harówki. Człowiek, który stał 

przed nim, nie skalał się ciężką pracą.

Maja i Elise pełne wyczekiwania wspięły się na ławę stojącą obok stołu i z szeroko 

otwartymi oczami, klęcząc, obserwowały wydarzenie.

Raija stanęła obok Reijo. Nie było odwrotu.

Przez   moment   uchwyciła   wzrokiem   brunatne   oczy   Aleksieja,   który   mimo   że   nie 

rozumiał języka, domyślał się, co się miało zdarzyć. To jedno spojrzenie wystarczyło, by Raija 

nabrała nieprzyjemnego przekonania, że i on potrafi przejrzeć ją na wylot. Wiedział, co ją 

popchnęło do tej decyzji, domyślał się więcej, aniżeli ona sama gotowa była przyznać.

Zmusiła się, by patrzeć przed siebie. Nie przyglądała się pastorowi, który nie darzył jej 

sympatią i któremu odpłacała tym samym. Głos duchownego dochodził do niej jakby z oddali, 

nie rozumiała słów. Nie chciała ich słuchać, nie chciała niczego czuć.

Dwukrotnie   już   przeżyła   to   samo.   Zgadzała   się   poślubić   mężczyznę,   którego   tak 

naprawdę nie kochała, i nieobecna duchem, uczestniczyła w ceremonii.

Jej siła polegała właśnie na tym, że potrafiła oderwać się od rzeczywistości.

Reijo musiał  ją  szturchnąć,  kiedy  przyszła  jej  kolej   składania  przysięgi.   Nawet   nie 

zauważyła, że on już to zrobił. Mimo wszystko wypowiedziała sakramentalne „tak” jasnym i 

czystym głosem.

Ceremonia dobiegła  końca. Pastor zatrzasnął  Biblię  i odwrócił  się demonstracyjnie. 

Tylko   sędzia   podał   im   dłoń   i   uśmiechając   się   jowialnie,   życzył   powodzenia   w   handlu   i 

szczęścia w życiu osobistym.

Reijo wykrzywił usta w wymuszonym uśmiechu i z ulgą popatrzył na wytwornych 

background image

gości, pośpiesznie opuszczających progi domu. Czuł dziwny niesmak, mimo że miał powody 

do   zadowolenia.   Osiągnął   wszak   więcej,   niż   oczekiwał   w   najśmielszych   marzeniach.   Syn 

Anttiego Kesaniemi, Kwen z Lyngen, zyskał nie byle jaką pozycję. A do tego poślubił Raiję!

Kochał ją i uwielbiał niemal całe swoje życie, a jednak w tej uroczystej chwili nie 

potrafił wziąć jej w ramiona i pocałować, jakby to uczynił pan młody z prawdziwego zdarzenia.

Wydawało mu się, że nie jest tak, jak być powinno. Zwłaszcza gdy młody Rosjanin 

podał mu dłoń i uśmiechnął się znacząco. Pod wpływem spojrzenia brązowych oczu, które 

zdawały się wiedzieć wszystko, najchętniej zapadłby się pod ziemię. To, że nie potrafił się 

porozumieć   z   Aleksiejem,   czyniło   go   podwójnie   bezradnym.   Może   nie   żywiłby   takiej 

podejrzliwości wobec obcego młodzieńca, gdyby mógł z nim porozmawiać.

Kiedy Aleksiej składał życzenia Raiji, Reijo odwrócił się do nich plecami. Wsunął do 

kieszeni zaciśnięte pięści i napierając nimi na uda, upominał siebie w myślach: „To nic takiego, 

nie   przejmuj   się!”.   To   jednak   nie   pomagało.   Glosy   tych   dwojga   stapiały   się   w   jedno, 

nienawidził słów, których znaczenia nie pojmował. Po raz pierwszy zrozumiał, co niegdyś czuł 

Kalle, kiedy Raija i on żartowali sobie po fińsku, w języku, którego tamten nie rozumiał.

Dłoń Aleksieja była mocna i ciepła. Smukłe palce dotknęły jej w sposób, który można 

by wziąć za pieszczotę. Raija nie chciała tego tak sobie tłumaczyć, ale kiedy spojrzała mu w 

oczy, dostrzegła w nich miłość. Aleksiej, jeśli chciał, potrafił ukryć prawdę, ale jego oczy nie 

kłamały.

- Piękne przedstawienie - zauważył miękko.

Raija zastanawiała się, czy Reijo zauważył, że Aleksiejowi łamie się głos. Tak bardzo 

nie chciała, żeby się czegoś domyślił. Wystarczająco go raniła, tak naprawdę nie chciała mu 

sprawiać bólu, pragnęła za wszelką cenę rozniecić w sobie miłość do niego.

- Dlaczego w tym tak mało radości? - ciągnął Aleksiej. - W moim kraju ślub i wesele to 

wielkie  wydarzenie.  Świętujemy przez  kilka  dni.  Pijemy,   śpiewamy,  tańczymy.  Na  wesele 

zapraszamy najlepszych przyjaciół, suto zastawiamy stoły i nie próbujemy ukryć szczęścia 

przed innymi. Raija cofnęła rękę i gorączkowo wyszeptała:

- Na miłość boską, Aleksieju, nie dręcz mnie! Reijo i ja potrzebujemy siebie nawzajem. 

Patrzymy na to rozsądnie.

Zaśmiał się cicho, ale w jego śmiechu nie było cienia wesołości.

- Nie będę cię zadręczać. Zastanawiam się tylko, czy on traktuje to równie rozsądnie. 

Życzę ci szczęścia.

Ukłonił   się   jak   światowiec,   po   czym   wycofał   się   do   swej   izby,   pozostawiając 

nowożeńców wraz z dziećmi - rodzinę Kesaniemi.

background image

12

Nazajutrz w wiosce aż huczało od plotek. Z dnia na dzień sklep został zamknięty, a 

Mads Holmertz wyjechał bez pożegnania. Subiekt wpadł w popłoch, gdy grunt zaczął mu się 

usuwać spod stóp.

Przybycie   tak   dostojnych   gości   oczywiście   nie   uszło   uwagi   mieszkańców   wioski. 

Podejrzewali, że ma to jakiś związek z Krwawym Ole. Nikt jednak nie znał szczegółów, więc 

spekulacjom nie było końca.

Najbardziej   wszystkich   dotknęło   zamknięcie   sklepu,   który   stanowi!   ośrodek   życia 

wioski. To tutaj spotykali się i ucinali pogawędki, tu zaopatrywali się w potrzebne towary, tu 

przychodzili   prosić   o   pożyczkę,   tu   wreszcie   spłacali   ciągle   rosnące   długi.   Co   prawda 

dotychczasowi kupcy rzadko kierowali się sentymentem w stosunku do prostych ludzi, więc i 

oni nie darzyli ich nadmierną sympatią, ale sklepu utracić nie chcieli.

Mieszkańcy wioski, kierowani ciekawością, zgromadzili się licznie przed zamkniętym 

na cztery spusty budynkiem. Przybyli głównie mężczyźni i dzieci, które nie miały nic lepszego 

do roboty. Kobiety i tak nie wiedziały, w co włożyć ręce, tyle miały zajęć, których nie dało się 

odłożyć na później, liczyły więc, że po powrocie mężów do domu dowiedzą się wszystkiego. 

Zresztą zgodnie z panującym powszechnie przekonaniem kobiety nie powinny wtrącać się do 

spraw, których i tak nie obejmowały rozumem.

Zebrani   na   placu   rozprawiali   głośno   o   tym,   co   się   stało   z   właścicielem   sklepu   i 

subiektem. Wśród rybaków stał także Nils, podobnie jak pozostali odziany w samodziałowe 

szare ubranie. Spracowane dłonie wcisnął głęboko do kieszeni i żuł powoli tytoń, zastanawiając 

się wraz z innymi, jaki czeka ich teraz los. Byli całkowicie uzależnieni od morza, no i od kupca. 

U   każdego   krucho   było   z   pieniędzmi.   Bez   kupieckiego   kredytu   nie   byli   nawet   w   stanie 

wyposażyć się na połów.

Sami   nie   mieli   też   szans   wysłać   ryb  na  południe.   Do   tej   pory   kupiec   dysponował 

żaglowcami handlowymi.

Nikt nie przepadał za Madsem Holmertzem, a zniknięcie subiekta przyjęto ze złośliwym 

uśmiechem,   bo   ten   laluś   o   dłoniach   delikatnych   jak   u   dziewczęcia   swymi   szyderstwami 

niejednemu dokuczył. Ale bez sklepu wioska była niczym martwa.

W ogólnym rozgardiaszu mało kto zwrócił uwagę na niedawno przybyłą do wioski parę 

Finów. Raija i Reijo przecisnęli się przez tłum i stanąwszy przed masywnymi drzwiami do 

sklepu, wyjęli klucze.

Reijo nie potrafił określić, co naprawdę czuje, ale świadomość, że na oczach wszystkich 

background image

przekręca klucz w zamku, wywołała w nim podniecenie. Domyślał się, że i dla stojącej u jego 

boku Raiji ta chwila także jest wyjątkowa. Uznał, że powinien przemówić do zgromadzonych, 

mieli prawo wiedzieć, co się wydarzyło. Postanowili wraz z Raiją że nie staną się podobni do 

Holmertza.

- Co, u diabła, Reijo? - nie wytrzymał Nils. - Chyba mi nie powiesz, że przejmujesz 

sklep?

Reijo otworzył drzwi na oścież. Przepuściwszy Raiję przodem, stanął z boku i gestem 

zaprosił wszystkich do środka. Z jego ust nie znikał śmiech, w którego szczerość chyba nikt nie 

wątpił. Potem poszukał wzrokiem oczu Nilsa, szarych jak skały tu na północy, jak one też 

solidnych, i rzekł głośno:

- Tak, przejąłem sklep. I będzie on otwarty dla wszystkich. Jego słowa wywołały wśród 

zebranych   szum,   który   zagłuszyłby   z   pewnością   brzęczenie   chmary   nawet   najbardziej 

krwiożerczych   komarów   w   czasie   jasnych   letnich   wieczorów.   W   podniesionych   głosach 

pobrzmiewało zdumienie i niedowierzanie. Do uszu Reijo dochodziły urywane komentarze 

mężczyzn, którzy z ociąganiem przestępowali próg sklepu.

Raija zdążyła tymczasem zapalić lampy i ogromnie wzruszona stanęła za ladą. Kiedy 

dotknęła dłońmi gładkiej deski, tysiące osobliwych myśli przeleciało jej przez głowę.

Zastanawiała się, ile kilogramów mąki leżało na tej ladzie, ile metrów płótna... ilu ojców 

stało tu z opuszczoną głową, błagając o przedłużenie kredytu...

Sklep nie był zbyt duży i tych kilka półek nie mieściło wiele towaru, ale świadomość, że 

Reijo i ona mają prawo tu stać, wywoływała w niej dziwne uczucie. Wierzyła gorąco, że uda im 

się podtrzymać to serce wioski, nie pozbawiając jej mieszkańców szans godnego życia. Chciała, 

by było inaczej niż za czasów poprzedniego kupca.

Dla Raiji ta chwila była naprawdę wielka. Nie dlatego, że otwierała przed nią nowe 

możliwości, zaspokajała ambicje i obiecywała dostatek. Nie! Raija znalazła się tym miejscu, 

żeby ludziom, którzy mieli tak jak ona szorstkie i spracowane dłonie, podać rękę. Pomóc tym, 

którzy równie często jak ona płakali z głodu przez sen. Tym, którzy pracowali w pocie czoła i 

drogo opłacali każde, nawet najmniejsze dobro w swym życiu.

Właśnie dlatego ta chwila była dla niej taka ważna, dlatego ściskało ją w gardle!

Reijo podszedł do niej i otoczył ramieniem, jakby chciał dodać jej odwagi. Dobrze było 

dzielić tę chwilę razem z nim, ale Raija w głębi serca czuła, że posiada w sobie dość siły, by 

poradzić sobie, nawet gdyby sama musiała stanąć tu przed wszystkimi.

Wspólnie   rozejrzeli   się   po   nowym   królestwie.   Cztery   ciemne   ściany   i   schody 

prowadzące   do   prywatnych   pomieszczeń   kupca,   lada   dzieląca   sklep,   półki.   I   te   zapachy! 

background image

Niektóre znajome, miłe, inne bardziej niezwykłe, do których pewnie wnet przywykną i uznają 

za część swej codzienności.

W pomieszczeniu zgromadzili się mężczyźni i dzieciaki, z tyłu widać też było parę 

kobiet, przygnanych zapewne ciekawością.

Niektórzy siedzieli na beczkach, służących zarówno do przechowywania towarów, jak i 

jako siedziska, ale większość, co Reijo zauważył z radością, tłoczyła się przy ladzie.

Nie   raz   zachodził   do   sklepu   Holmertza,   pamiętał   więc   dobrze,   że   ludzie   zawsze 

gromadzili się gdzieś z tyłu przy drzwiach, pod ścianami, jak najdalej od lady i znienawi-

dzonego kupca.

Teraz podeszli blisko.

- Jak zapewne wiecie, Holmertz zrezygnował - przemówił, uśmiechając się znacząco, co 

wywołało szmer w tłumie. A zatem potwierdziły się podejrzenia mieszkańców, że ta kanalia 

miała coś na sumieniu! - Kilku wysoko postawionych urzędników dowiedziało się o interesach, 

jakie łączyły go z Krwawym Olem - ciągnął Reijo, trochę naginając fakty.

- Za bardzo nam za nim nie tęskno! - zawołał ten i ów.

Reijo   puścił   ramię   Raiji   i   usiadł   na   ladzie   twarzą   do   mieszkańców   wioski.   Swym 

bezpośrednim zachowaniem zawojował więcej serc niż mógł przypuszczać. Reijo nie udawał 

wielkiego pana, zachowywał się naturalnie! Był jednym z nich.

- Zapewne ciekawi was, jak to się stało, że trafił nam się ten kąsek - rzekł wprost, jak to 

miał w zwyczaju.

Tłum   nic   nie   odpowiedział.   Nikt   nie   chciał   się   otwarcie   przyznać,   że   umiera   z 

ciekawości.   Nie   wypadało.   Ale   w   ciszy,   jaka   zaległa   w   pomieszczeniu,   wyczuwało   się 

niecierpliwe oczekiwanie. Wszystkie spojrzenia utkwione były w Reijo.

- Oczywiście, że jesteście ciekawi - odpowiedział sam sobie Reijo. - Otóż mieliśmy po 

prostu szczęście! Znamy sędziego z Alty. Szepnął za nami dobre słowo i oto stoimy tu przed 

wami. - Rozłożył ręce i uśmiechając się ujmująco, dodał: - Właściwie nie znamy się na handlu i 

niewiele wiemy o prowadzeniu sklepu. Ale myślę, że nie będzie gorzej, niż było...

Zebrani zareagowali ogólną wesołością.

-   Trochę   czasu   upłynie,   nim   się   nauczymy   wszystkiego.   Prosimy   o   cierpliwość! 

Potrzebne   nam   wasze   wsparcie.   Sami   sobie   nie   poradzimy.   Nie   chcemy   składać   czczych 

obietnic,   ale   jedno   możemy   przyrzec   już   dziś:   na  pewno  nie   będziemy   tak   bezduszni   jak 

Holmertz. Czujemy, że należymy do was, i mamy nadzieję, że i wy się do nas tak odniesiecie.

Reijo na co dzień nie odzywał się wiele, ale kiedy było trzeba, potrafił przemawiać.

Ludzie   kiwali   głowami,   a   na   ich   twarzach   widoczne   były   uśmiechy.   Nie   zwykli 

background image

nadużywać słów, bez zbędnej więc gadaniny zaakceptowali nowych właścicieli sklepu.

- A co z żaglowcami? - zapytał któryś z rybaków niepewnym głosem.

- Przynależą do sklepu - odrzekł Reijo i zapewnił: - Zatroszczę się o to, by jak co roku 

popłynęły   do   Bergen.   Byłbym   wdzięczny,   gdyby   zgłosili   się   do   mnie   ci,   którzy   zwykłe 

wypływali  na  południe.  Potrzebna  będzie zręczna załoga.  - Przerwał  na moment,  a potem 

zagadnął   z   innej   beczki:   -   Najpierw   jednak   potrzebuję   trzech,   czterech   mężczyzn,   którzy 

chcieliby popłynąć ze mną na wschód...

- Kiedy?

- Już wkrótce - odrzekł, czując, jak pali go w plecy wzrok Raiji. - Sądzę, że za dwa dni 

będę gotowy.

Gwar zrazu ucichł, ale zaraz rozległ się pełen niedowierzania szmer.

- Nie chodzi tylko o połów - wyjaśniał Reijo. - Mam u siebie gościa... Uważam, że 

musimy spróbować przerzucić go do swoich. Jesteśmy mu to winni!

Spojrzenia, jakie wymienili między sobą, świadczyły o tym, że został zrozumiany.

- Pokryję wydatki z tym związane. Żaden z was nie poniesie straty.

Roześmiali się z ulgą, co dowodziło, że Reijo trafił w sedno.

- Dysponuję łodzią na sześć przedziałów wiosłowych - wyjaśnił. - Ci, którzy nie do 

końca mi ufają, będą może nieco spokojniejsi, jeśli się dowiedzą, że płynie ze mną Nils. Mam 

nadzieję, że pomoże mi skompletować załogę.

- Oczywiście, że tak - potwierdził Nils trochę zaskoczony. Kilka spracowanych dłoni 

podniosło się niepewnie. Zanim Reijo rozmówił się z rybakami, którzy chcieli popłynąć na 

wschód, Raija opuściła sklep.

Dobrze wiedziała, że ta chwila musiała kiedyś nadejść, nie przypuszczała jednak, że 

Reijo wykaże taki pośpiech. Chyba liczyła po cichu, że zajęty sklepem nie będzie miał na to 

czasu.

Potykając się o spódnicę, biegła do domu. Wiatr smagał jej twarz, a zacinający drobny 

deszczyk mieszał się ze łzami.

Nie powinna się buntować, krople spływające po policzkach nie powinny mieć słonego 

smaku.

Reijo ma rację, przecież Aleksiej nie należy do tego miejsca. Cóż z tego, że poruszył 

najczulsze struny w jej sercu?

Dwa dni. Tylko dwa krótkie dni, a potem już nigdy go nie zobaczy. Nigdy więcej.

Reszta życia wydała jej się okropnie długim czasem.

Raija zauważyła Maję i Elise, bawiące się wśród skał przed domem. Kiwały do niej 

background image

uśmiechnięte, więc także pomachała im z roztargnieniem.

Wkrótce nadejdzie Reijo.

Znał ją lepiej, niż by tego pragnęła, dlatego to uczynił. Domyślał się zapewne, że Raija 

będzie rozdarta pomiędzy rozsądkiem a szaleństwem. Gdy pokusa okaże się zbyt silna, być 

może nie zdoła jej się oprzeć. A przecież kiedy namawiała Reijo do małżeństwa, była taka 

rozsądna! Taka rozsądna, kiedy tłumaczyła Aleksiejowi, że nie powinien się łudzić, bo i tak się 

rozstaną.

Ale pod powłoką rozsądku kryła się przepaść, która czekała, by ją wypełnić.

Nie rozsądkiem.

Może także wcale nie szaleństwem.

Nie   znała   odpowiedzi,   ale   jednego   była   pewna:   kiedy   Aleksiej   wyjedzie,   pozorną 

beztroską będzie musiała przesłonić ciężką żałobę.

Słyszał, że wchodzi, i powitał ją rozradowany.

Z   galanterią   pomógł   jej   zdjąć   szal   i   kaftan.   Dotyk   jego   palców   parzył   ją,   to   było 

silniejsze od niej.

- Dobrze was przyjęli? - zapytał.

Raija skinęła bez słowa. Nie miała ochoty rozmawiać o sklepie.

- Reijo przyjdzie nieco później - wyjąkała po chwili, nie patrząc na Aleksieja. Nie miała 

odwagi spojrzeć w brązowe zatroskane oczy. - Kompletuje załogę.

Przyjął to bez słowa, zdawało jej się nawet, że oddycha spokojnie. A przecież musiał 

rozumieć, co to oznacza.

- Płynie na wschód - ciągnęła Raija, choć wiedziała, że wyjaśnienia są zbędne. - Ty 

także popłyniesz, Aleksieju. Reijo zamierza wyruszyć pojutrze.

Łamiący się glos ją zdradził. Aleksiej zrozumiał, że obojętność, którą zachowywała 

przez ostatnie dni, była tylko pozorna. Powoli odwrócił Raiję do siebie i położywszy jej na 

ramieniu zdrową rękę, zmusił, by wytrzymała jego przenikliwe spojrzenie.

- Wiedzieliśmy, że to się musi stać, prawda, Raiju? Znów drgnęła, słysząc, w jaki 

sposób wypowiada jej imię. Jego obcy akcent przypominał jej jak zawsze, że on należy do 

innego narodu.

-   Jestem   tu   obcy   -   ciągnął   Aleksiej.   -   Sama   przekonywałaś   mnie   z   tuzin   razy,   że 

należymy do dwóch różnych światów. Twierdziłaś, że nic nas nie łączy prócz tej krótkiej chwili 

bez znaczenia.

W jego głosie zabrzmiała urażona duma.

- Mówię tyle różnych rzeczy - wyszeptała Raija po chwili. - Tyle mówię, Aleksieju.

background image

Nic nie odpowiedział, mimo że tymi słowami odsłoniła swe prawdziwe uczucia. W 

milczeniu objął ją delikatnie i pozwolił oprzeć głowę na swojej piersi.

Stali tak po prostu. Aleksiej nie próbował jej pieścić ani całować. Był dobry i czuły, 

przez co stał się jej jeszcze bliższy.

Raija zdawała sobie sprawę, że nie ma dla nich nadziei. Sama mu to tłumaczyła. Za dwa 

dni rozstaną się na zawsze.

Ale kiedy wypuścił ją z objęć, wiedziała już, że nawet po jego wyjeździe będzie mogła 

dalej żyć. I że on także zdoła żyć bez niej.

Byli tacy podobni do siebie. Oboje kochali życie i nie poddawali się, chociaż los często 

sobie z nich kpił.

Wiedzieli, że ból i cierpienie miną. Czas leczy rany. Niczym szaman uzdrawia nawet te, 

które goją się z trudem.

-  Nigdy  cię   nie  zapomnę  - powiedziała   już  uspokojona.  - Nie  będziemy  mogli   się 

pożegnać tak, jak byśmy chcieli. Reijo jest zazdrosny...

Aleksiej uśmiechnął się ze zrozumieniem. Stał blisko, ale nie dotykał Raiji.

Zastanawiała się, czy dla niego rozstanie jest równie bolesne. Wiedziała jednak, że 

gdyby wtuliła się teraz w jego ramiona, później odczuwałaby jeszcze dotkliwszą tęsknotę.

- Gdybym był twoim mężem, też byłbym zazdrosny, Raiju. I to znacznie bardziej! 

Bardziej niż to jesteś sobie w stanie wyobrazić...

Nie mówiąc niczego wprost, odkrył przed Raiją uczucia tak silne, że aż doznała zawrotu 

głowy.

- Będę za tobą tęsknił, Raiju. Ale postaram się o tobie zapomnieć.

- Dlaczego? Ja nigdy o tobie nie zapomnę! Uśmiechnął się łagodnie i smutno.

- Nie rozumiesz? Nie potrafię cię schować do przegródki z miłymi wspomnieniami. To 

dla mnie zbyt trudne,  zbyt świeże.  Nie zwykłem się zadręczać.  Ale też nie robię niczego 

połowicznie. Po raz pierwszy... - Wykrzywił usta w grymasie: - Czuję gorycz, Raiju, możesz mi 

wierzyć.

Nie potrafiła go pocieszyć.

Aleksiej odgarnął włosy z czoła. Raija wiedziała, że nigdy nie zapomni przystojnego 

młodzieńca o bosko pięknej twarzy i spojrzeniu, które docierało w najgłębsze zakamarki jej 

serca.

Zrobiło jej się przykro, że chce o niej zapomnieć. Wolałaby, żeby jej twarz odcisnęła się 

piętnem w jego pamięci. Ona w każdym razie go zapamięta.

,Ale słowa, które popłynęły po chwili z jego ust, złagodziły żal.

background image

Patrząc jej prosto w oczy, wyznał:

- Pokochać ciebie, Raiju, jest równie łatwo, jak zapaść w sen lub w marzenia. Równie 

oczywiste. Opuścić ciebie równie trudno, jak umrzeć. - I westchnąwszy ciężko, dodał: - Będę 

próbował, ale jestem pewien, że mi się to nie uda. Nie można cię zapomnieć, Raiju, jeśli się 

ciebie pokochało.

background image

13

Reijo więcej nie wspominał, że zamierza płynąć na wschód.

Rzucił jedynie zdawkowo: „Przypuszczam, że już mu powiedziałaś, że odpływamy?”, 

na co Raija skinęła twierdząco głową.

Tylko tyle.

W   ciągu   dwóch   nocy,   które   pozostały   do   rozstania,   nie   zmrużyli   oka.   Leżeli   w 

milczeniu, odwróceni do siebie plecami, każde na skraju wielkiego łóżka. Żadne z nich nie 

umiało zacząć rozmowy o tym, co spędzało im sen z powiek.

Tak jak Raija przewidywała, pożegnanie było krótkie i bolesne. Nie padło wiele słów. 

Reijo źle wyglądał. Zaciskając usta, patrzył na Raiję urażonym wzrokiem.

Aleksiej  był równie milczący, ale twarz miał nieprzeniknioną, jakby bez zastrzeżeń 

zaakceptował sytuację i rozstanie nic go nie kosztowało.

Ale Raija widziała, jak od tłumionych emocji drgają mu nozdrza. W głębi brązowych 

oczu   Rosjanina   dostrzegała   cierpienie   i   pamiętała   każde   słowo,   które   wypowiedział   przed 

dwoma dniami.

Teraz ujął jej drobną dłoń i przytrzymał odrobinę za długo, nie na tyle jednak, by Reijo 

zwrócił na to uwagę.

- Dziękuję, że uratowałaś mi życie - rzekł, a jego oczy dopowiedziały: „Dziękuję, że 

nadałaś mojemu życiu sens”.

Raija skinęła głową, nie będąc w stanie wykrztusić słowa. Cofnęła rękę i uśmiechnęła 

się z przymusem. Zdawało jej się, że dłoń, którą przed chwilą go dotykała, owionął przejmujący 

chłód.

Reijo wpatrywał się uważnie w twarz Raiji i widział targającą nią rozpacz. Nic nie mógł 

na to poradzić, że czytał z niej jak z otwartej księgi. Tak samo jak ona nic nie mogła poradzić 

na swoje uczucia.

- Uporasz się z tym - rzekł do niej zachrypniętym głosem. Raija nie była pewna, o co 

mu tak naprawdę chodzi: o sklep czy o Aleksieja, ale odrzekła:

- Pewnie tak.

Pokiwał  głową, a na jego ustach pojawił  się gorzki  uśmiech, którego nienawidziła, 

uśmiech wyrażający straszliwą samotność.

- Na pewno się z tym uporasz - powtórzył. - Zawsze tak było. Taką już masz naturę. Nie 

wiem, ile mi to zajmie czasu. O tej porze roku nie spotyka się tu wielu rosyjskich statków. Ale 

postaram się wrócić jak najszybciej.

background image

Raija w milczeniu skinęła głową.

Przytulił ją mocno, ale nie pocałował. Za to czule pożegnał się z dziećmi.

Dwaj mężczyźni wyprostowani ruszyli na brzeg. Żaden z nich nie odwrócił się ani razu 

za siebie.

Raija odprowadzała ich spojrzeniem, póki nie weszli na pokład. Potem cofnęła się do 

domu. Oślepiona łzami i tak nic nie widziała.

W powiedzeniu, że praca jest najlepszym lekarstwem, nie ma odrobiny przesady.

Każdego ranka Raija szła do sklepu. Uznała, że skoro uparła się, by go mieć, musi 

nauczyć się też go prowadzić.

Godzinami ślęczała przy lichej lampce i przeglądała pozostawione przez Holmertza 

dokumenty i księgi rachunkowe.

Musiała na nowo przywyknąć do czytania. Z trudem przedzierała się przez gąszcz słów 

spisanych po duńsku.

Nie pojmowała, dlaczego używa się w księgach języka, którym nie posługują się w 

mowie.

Rachunki także przyprawiały ją o ból głowy. Nie miała pojęcia, jak nalicza się odsetki. 

Ole Edvard kiedyś jej to co prawda tłumaczył, ale nijak się to miało do zapisów w księgach 

Homertza.

A   kiedy   wreszcie   doszła   do   tego,   ile   procent   kupiec   liczył   sobie   od   pożyczanych 

mieszkańcom wioski pieniędzy, dreszcze przeszły jej po całym ciele. Uświadomiła sobie, że ten 

krwiopijca żerował na rybakach, wysysał ich do cna. Był na dobrej drodze, żeby pozbawić ich 

wszystkiego. I choć opuszczał to miejsce na łeb na szyję, zdążył zabrać ze sobą nie tylko 

miedziaki.

Raija nie chciała prowadzić handlu w taki sposób.

Przyrzekła   sobie   uczynić   wszystko,   co   w   jej   mocy,   by   zmienić   na   lepsze   los 

mieszkańców tej wioski.

Przede wszystkim zamierzała skończyć z naliczaniem im takich wysokich odsetek.

Przez pierwsze dni sklep właściwie nie funkcjonował należycie. Raija potrzebowała 

trochę czasu, żeby się rozeznać, jaki towar ma na składzie, a czego jej brakuje. Poza tym tak 

naprawdę nie znała się na handlu. Miała nadzieję, że wszystkiego nauczy się na bieżąco, choć 

zdawała sobie sprawę, że nie uniknie błędów.

Ale   chociaż   sklep   był   zamknięty,   co   chwila   ktoś   pukał   do   drzwi.   Raija   nie   miała 

sumienia   odprawiać   z   kwitkiem   przychodzących   ludzi.   Wpuszczała   ich   więc   do   środka   i 

sprzedawała to, czego potrzebowali, przeważnie na kredyt.

background image

Holmertz zabrał ze sobą księgi, w których miał spisane, kto i ile jest mu winien. Raija 

nie przejmowała się tym, bo i tak zamierzała darować stare długi, by wszyscy kupujący mieli 

równe szanse.

Ludzie we wsi z początku spoglądali na Raiję podejrzliwie, uważali, że jest za młoda i 

za ładna... Reijo zaakceptowali od razu. Spodobało im się, że jest taki naturalny. Ale do Raiji 

byli   trochę   uprzedzeni.   Teraz   jednak,   zaledwie   tydzień   po   objęciu   sklepu,   wszystko   się 

odmieniło. Po raz pierwszy Raija doświadczyła cudownego uczucia przynależności do ludzi, 

wśród których żyła.

We wsi gadali, że żona tego Kesaniemi to baba jak się patrzy.

„Nie zadziera nosa, nie wynosi się nad innych i jest taka swojska”, powiadali, i to był 

chyba największy komplement, jaki Raija kiedykolwiek usłyszała.

Zrobiło się chłodno i spadł śnieg. W sklepie chętnie gromadzili się mieszkańcy. Kiedyś 

zachodzili tu głównie mężczyźni, żeby pogawędzić i pokpić z bubka za ladą, teraz zaglądały 

także kobiety. Powiadano, że żony nie chciały puszczać swoich chłopów samych do sklepu, 

gdzie   handlowała   taka   ładna   kobieta,   ale   po   prawdzie,   także   miały   ochotę   spotkać   się   i 

poplotkować, a w sklepie było przyjemnie. No i właścicielka serdeczna...

Kiedy znowu otworzyły się drzwi, Raija ledwie zwróciła na to uwagę, bo bez przerwy 

ktoś wchodził i wychodził. Dopiero gdy ucichł gwar i poczuła słony morski zapach, silniejszy 

niż ten, który dochodził tu z nabrzeża, odwróciła się. Reijo przywitał się z nią równie chłodno 

jak pożegnał, ale Raija uznała, że nie chce okazywać uczuć w obecności innych ludzi.

- Witaj! - odpowiedziała mu i uśmiechnęła się ze szczerą radością.

Reijo tylko pokiwał głową, ale patrzył tak, jakby chciał ją przejrzeć na wylot.

Zewsząd padały pytania. Reijo rozsiadł się na beczce, gdzie jeden z rybaków ustąpił mu 

miejsca, i opowiedział o wyprawie. Połów mieli nawet niezły, w każdym razie załoga była 

zadowolona. Na rosyjską szkutę natknęli się dopiero pod Vadso.

- Już myśleliśmy, że przyjdzie nam płynąć do samej Rosji - mówił. - Na szczęście jakiś 

statek stamtąd zatrzymał się na naszych wodach. Coś tam naprawiali, zajęło im to trochę czasu i 

dlatego opóźnili się z powrotem. Myślę, że teraz jednak już dotarli cali i zdrowi do Kem...

Raija domyśliła się, że te słowa, rzucone z pozorną obojętnością, skierowane były do 

niej.

Aleksiej jest u siebie.

Trochę zakłuło ją w sercu, odrobinę zabolało.

Ale w ciągu tych samotnych nocy, które minęły, odkąd wypłynęli, zdążyła wszystko 

dokładnie przemyśleć. Tak źle spała sama.

background image

Stopniowo   w   sklepie   opustoszało,   zamknęli   go   więc   i   ruszyli   do   domu.   Dzieci 

przywitały Reijo z wielką radością.

Kiedy już poszły spać, zdjął sztywne od słonej wody ubranie i rzucił do prania, po czym 

sam wyszorował się dokładnie w balii.

Siedzieli obok siebie w pogrążonej w ciszy kuchni. Paliła się tylko jedna lampa, ogień 

powoli dogasał w palenisku, przemieniając się w żar.

Raija   poczuła   się   zmęczona   milczeniem.   Patrzyła   na   Reijo,   na   jego   twarz   pokrytą 

zarostem. Kłułoby, gdyby przytulił ją do swego policzka.

Gdyby...

A więc do tego doszło, że zastanawia się nad tym, czy jeszcze kiedyś ją przytuli...

- Jak sobie radzisz w sklepie?

Raija uśmiechnęła się i z westchnieniem odpowiedziała:

- Sprzedaję dużo, ale pieniędzy nie ma z tego wiele. Ludzie zaciągają długi. Potrzebują 

dosłownie wszystkiego, a ja im nie potrafię odmówić. Nie mogę znieść, kiedy widzę, gdy ktoś 

cierpi biedę. Nie potrafię odmówić mąki komuś, kto jest głodny...

- I nie potrafisz też oczywiście upomnieć się o zapłatę, bo wiesz, że nie mają pieniędzy - 

uzupełnił Reijo.

Raija pokiwała głową.

- Nigdy nie zbijesz na tym majątku. Nie nadajesz się do handlu. To dlatego tak cię tu 

wszyscy pokochali.

Zakłopotana musiała mu przyznać rację.

- Nadal chcesz się tym zajmować? - Tak.

Reijo rozłożył ręce w bezradnym geście.

- W takim razie postaram ci się pomóc. Co prawda żaden ze mnie kupiec, ale chyba nie 

mogę być gorszy od żony...

Podziękowała mu i znów zaległa między nimi cisza. W końcu Reijo nie wytrzymał. 

Pochylił się ku niej nad stołem i niemal dotykając swą płową grzywką jej czoła, wyznał:

- Czasami tracę przy tobie pewność siebie, Raiju... Przyznaję, że trochę głupio mi pytać, 

ale odkąd wypłynąłem, jedna rzecz nie daje mi spokoju. Nie położę się przy tobie, póki mi nie 

odpowiesz. Żałujesz, że za mnie wyszłaś?

Raija   zwilżyła   wargi.   Przez   wszystkie   te   noce,   które   minęły   od   rozstania   z   Reijo, 

rozmyślała o tym niemal nieustannie.

- Przez krótką chwilę  chyba żałowałam - wyznała szczerze. - Ale już mi przeszło. 

Tęskniłam za tobą, Reijo, za tobą!

background image

Nim   dokończyła,   zerwał   się   i   chwycił   żonę   w   ramiona.   Uścisnął   ją   z   całych   sił, 

stęskniony równie mocno jak ona. A może jeszcze mocniej.

Pocałował Raiję tak, że oszołomiona już nie miała najmniejszych wątpliwości, że go 

kocha.

- Zostaniemy tutaj, prawda? - zapytał żarliwie, nie wypuszczając jej z objęć.

- Zostaniemy.

- Tu będą nasze korzenie, prawda?

Raija pokiwała głową z powagą i usiłując wyczytać z zielonych oczu Reijo ich wspólną 

przyszłość, odpowiedziała pełna nadziei:

- Może.

Zaniósł   ją   do   izby,   którą   ze   sobą   dzielili,   do  łoża,   gdzie   oboje   tak   długo   cierpieli 

samotność.

Ale to minęło.

Kiedy   już   uspokojony   leżał   w   jej   ramionach,   pomyślał,   że   jednak   nie   dotrzyma 

przyrzeczenia.

Nie przekaże Raiji bransolety z bursztynu, ukrytej na samym dnie worka.

Wybacz, Aleksieju, pomyślał.

Teraz jednak liczyła się przede wszystkim ich przyszłość. Wspólnota, która się między 

nimi zawiązała, była zbyt cenna i zbyt krucha, a bursztynowa bransoleta mogłaby przywołać 

niedawną przeszłość...

Zostaną tu, powoli wrosną w tę ziemię.

Nic nie powinno teraz rozpraszać myśli Raiji.

Odbył   daleką   wędrówkę,   otrzymał   jednak   od   życia   wszystko,   co   sobie   wymarzył. 

Pragnął   jeszcze   tylko  widzieć   Raiję   szczęśliwą.   Miał   nadzieję,   że   kiedy  następnym  razem 

zapyta, czy tu będą ich korzenie, żona nie zawaha się i od razu odpowie: „Tak, tutaj”.