background image

DR  MED. HARRY M. TIEBOUT Greenwich, Connecticut 

 

MECHANIZM TERAPEUTYCZNY WE WSPÓLNOCIE ANONIMOWYCH 

ALKOHOLIKÓW 1 

 

(Przedrukowano za zgod

ą

 z 

American Journal of Psychiatry

, stycze

ń

 1944 r. Jest to 

pierwszy artykuł dr Harry'ego na temat Anonimowych Alkoholików. Trzy 

ś

wie

Ŝ

sze 

publikacje wymienione s

ą

 na zako

ń

czenie niniejszego.)

 

 

Anonimowi  Alkoholicy  to  nazwa  stosowana  w  odniesieniu  do  grupy  eksalkoholików, 

którzy,  dzięki  uczestnictwu  w  programie  terapii  zawierającym  elementy  zdecydowanie 
religijne,  skutecznie  zwalczyli  swój  alkoholizm.  Grupa  ta  wywodzi  się  z  wysiłków  jednego 
człowieka,  pana  „X",  który  w  roku  1934  znalazł  rozwiązanie  swych  kłopotów  z 
alkoholizmem  dzięki  osobistemu  doświadczeniu  religijnemu.  Doświadczenie  to  był  on  w 
stanie przełoŜyć na słowa znaczące dla innych. Od tego czasu wielu alkoholików odzyskało 
trzeźwość stosując to podejście. 

 Praca  Anonimowych  Alkoholików  ma  trojaki  aspekt.  Po  pierwsze,  grupa  odbywa 

cotygodniowe  spotkania,  na  których  relacjonuje  się  doświadczenia  i  dyskutuje  o 
trudnościach. Po drugie, wszystkich łania się do przeczytania ksiąŜki, Anonimowi Alkoholicy, 
zawierającej  ich  podstawowe  zasady,  która  musi  być  przeczytana,  o  ile  nowy  uczestnik  ma 
uzyskać  jakiekolwiek  zrozumienie  dla  ich  programu.  Po  trzecie,  członkowie  pracują  z 
nowicjuszami  świeŜo  przytaczającymi  się  do  grupy.  Pomaganie  innym  jest  sytuacją 
obustronnie  korzystną,  gdyŜ  nie  tylko  pomaga  nowicjuszowi  w  jego  pierwszych  próbach, 
lecz  takŜe  wspiera  pomagającego,  który  ze  swej  pracy  uzyskuje  dla  siebie  coś,  co  jest 
zasadnicze dla dalszego zachowania trzeźwości. 

Statystyki w nowojorskim biurze wspólnoty mówią, co następuje: 

5 osób powróciło do zdrowia do końca pierwszego roku.  

15 osób powróciło do zdrowia do końca drugiego roku. 

 

40 osób powróciło do zdrowia do końca trzeciego roku.

 

100 osób powróciło do zdrowia do końca czwartego roku.  

400 osób powróciło do zdrowia do końca piątego roku. 

 

2000 osób powróciło do zdrowia do końca szóstego roku.  

8000 osób powróciło do zdrowia do końca siódmego roku. 

 

 
 Anonimowi  Alkoholicy  szacują  efektywność  zdrowienia  na  75%  tych,  którzy 

rzeczywiście  stosują  ich  metody.  Ta  liczba  w  połączeniu  z  Ŝywiołowym  wzrostem  budzi 
uznanie  i  domaga  się  wyjaśnień.  W  pełni  doceniając  korzyści  wynikające  z  faktu  istnienia 
wspólnoty,  z  pomocy,  jaką  kaŜdy  uczestnik  uzyskuje  ze  swej  pracy  na  rzecz  nowo 
przybyłych  oraz  z  ogólnej  atmosfery  nadziei  i  zachęty,  która  promieniuje  z  kaŜdej  osoby 
przechodzącej udaną terapię, uwaŜam je wszystkie za dodatkowe wobec głównej siły: religii, 
co  stanowi  prawdę,  która  -  mam  nadzieję  -  stanie  się  oczywista  w  końcu  tego  artykułu  i  z 
której zdałem sobie sprawę podczas wielu długich rozmów z panem „X". 

Mój  pierwszy  kontakt  z  grupą  nastąpił  za  pośrednictwem  mojej  34-letniej  pacjentki,  od 

wielu  miesięcy  pozostającej  wówczas  pod  moją  opieką  w  Blythewood.  Przez  wiele  lat  była 
ona  chroniczną  alkoholiczką  i  mimo  wybitnej  inteligencji,  pozycji.  rodzinnej  i 
wcześniejszych  sukcesów,  praktycznie  stoczyła  się  do  rynsztoka  po  okresie  nieustających 
niepowodzeń,  wskutek  których  została  prawie  bez  grosza.  ChociaŜ  Ŝaden  inny  znany  mi 
pacjent  nie  usiłował  wydobrzeć  z  większą  desperacją  ani  teŜ  z  większym  przekonaniem 
przyswoić sobie program zdrowienia niŜ ona, rezultaty były niezadowalające. Wreszcie stało 
się  oczywiste,  Ŝe  ma  ona  taką  strukturę  osobowości,  iŜ  mimo  największych  moich  -  i  jej 
samej  -  wysiłków  struktura  ta  nie  dawała  się  odmienić  i  nie  pozwalało  to  odejść  mojej 

background image

pacjentce  od  kieliszka.  Pewnego  dnia  wpadł  mi  w  ręce  egzemplarz  Anonimowych 
Alkoholików, 
wciąŜ jeszcze w wersji powielaczowej. Przeczytałem tę ksiąŜkę i znalazłem w 
niej  w  kaŜdym  szczególe  dokładny  opis  problemu  charakterologicznego,  z  którym 
spotykałem  się  u  mojej  pacjentki.  Próbując  nią  wstrząsnąć,  dałem  jej  tę  ksiąŜkę  do 
przeczytania. Ku memu zdziwieniu lektura zrobiła na niej tak wielkie wraŜenie, Ŝe postarała 
się, dostać się na mityng Anonimowych Alkoholików i w krótkim czasie stała się aktywnym i 
osiągającym sukcesy uczestnikiem grupy. Jeszcze dziwniejsze było dla mnie odkrycie, Ŝe w 
miarę  przyswajania  sobie  programu  struktura  osobowości  tej  pacjentki,  która  dotychczas 
uniemoŜliwiała jakąkolwiek pomoc, rozmyła się i została zastąpiona przez inną, pozwalającą 
jej zachowywać abstynencję. 

Coś  wydarzyło  się  pod  samym  moim  nosem  -  co  do  tego  nie  mogło  być  Ŝadnych 

wątpliwości  -  i  nie  dawało  się  zbyć  wykrętem,  Ŝe  to  czysty  przypadek.  Stanąłem  przed 
domagającym  się  odpowiedzi  pytaniem:  co  właściwie  się  stało?  Odpowiedziałem  na  nie, Ŝe 
pacjentka przeŜyła religijne, czy teŜ duchowe doświadczenie. Ta odpowiedź nie była jednak 
dla mnie szczególnie przejrzysta i dopiero o wiele później zrozumiałem jej prawdziwy sens. 

Zanim spróbuję wyjaśnić, jak rozwinęło sic, dalej moje zrozumienie znaczenia czynnika 

religijnego,  muszę  wpierw  omówić  strukturę  osobowości,  która  uległa  rozmyciu.  Pomimo 
wielu  doniesień  stwierdzających  coś  dokładnie  przeciwnego,  rośnie  przekonanie,  Ŝe 
alkoholicy  -  poza  tymi,  którzy  dodatkowo  cierpią  na  wyraźną  chorobę  psychiczną  -  mają 
pewne  cechy  dla  wszystkich  wspólne.  Dla  tak  zwanego  typowego  alkoholika  cechą 
charakterystyczną  jest  narcystyczna,  egocentryczna  struktura  osobowości  zdominowana 
przez poczucie wszechmocy oraz chęć utrzymania swej wewnętrznej integralności za kaŜdą 
cenę.  ChociaŜ  te  cechy  odnajduje  się  takŜe  i  w  innych  nieprzystosowaniach,  pojawiają  się 
one  w  postaci  stosunkowo  czystej  w  kaŜdym  alkoholiku.  Po  rozwaŜnym,  starannym 
zbadaniu wielu przypadków Sillman doniósł niedawno, Ŝe uwaŜa, iŜ jest w stanie nakreślić 
profil  wspólnej  struktury  charakteru  u  osób  mających  kłopoty  z  piciem,  a  najlepszymi 
określeniami, jakie mógł on znaleźć dla owej grupy cech były „oporny indywidualizm" oraz 
„wygórowane  mniemanie  o  sobie".  W  moim  przekonaniu  określenia  te  zostały  wybrane 
właściwie.  Alkoholik  nie  moŜe  wewnętrznie  ścierpieć  podporządkowania  innemu 
człowiekowi  lub  Bogu.  On  sam,  on  alkoholik,  jest  i  musi  pozostać  panem  swego 
przeznaczenia. Będzie zaciekle, do upadłego, walczyć, aby ten stan zachować. 

 ZauwaŜając  stałą  mniej  więcej  obecność  owych  cech  osobowości  łatwo  jest  spostrzec, 

czemu  osoba  je  posiadająca  odczuwa  trudności  próbując  zaakceptować  Boga  i  religię. 
Religia,  przez  swoje  wymaganie,  aby  człowiek  przyjął  do  wiadomości  istnienie  Boga, 
stanowi  wyzwanie  dla  samej  natury  alkoholika.  Z  drugiej  jednak  strony  -  i  to  jest  rzecz  w 
moim artykule kluczowa - jeŜeli alkoholik jest w stanie zdobyć się na prawdziwą akceptację 
Siły Większej niŜ on, to przez sam ten krok odmienia - przynajmniej czasowo, a być moŜe, 
trwale  -  swoją  najgłębszą  strukturę  wewnętrzną  i,  jeśli  dokonuje  tego  bez  urazy  i  walki, 
wówczas nie jest juŜ typowym alkoholikiem. Jest rzeczą przedziwną, Ŝe jeśli tylko alkoholik 
jest w stanie utrzymać to wewnętrzne poczucie akceptacji, to moŜe on pozostać - i pozostanie 
- trzeźwy aŜ do końca swojego Ŝycia. W opinii swych przyjaciół i rodziny odkrył on religię! 
Według  psychiatrów,  odkrył  środek  samohipnozy,  czy  coś  w  tym  rodzaju.  NiezaleŜnie  od 
tego, co faktycznie wydarzyło się wewnątrz alkoholika, moŜe on teraz zachować trzeźwość. 
Tak  uwaŜa  Wspólnota  Anonimowych  Alkoholików  i  wierzę,  Ŝe  pogląd  ten  opiera  się  na 
faktach. 

Wróćmy teraz do mojej pacjentki, którą muszę opisać po jej doświadczeniu ze Wspólnotą 

Anonimowych  Alkoholików.  W  swoim  stanie  pierwotnym  odpowiadała  ona  idealnie 
podanemu wyŜej opisowi alkoholowej struktury osobowości. Kiedy program Anonimowych 
Alkoholików  zaczął  na  nią  oddziaływać,  zmiany  w  jej  osobowości  stały  się  uderzające? 
Agresja wydatnie zmniejszyła się, poczucie bycia ze światem na noŜe zanikło, a wraz z nim 

background image

zanikła skłonność do podawania w wątpliwość motywów i nastawień innych ludzi. Poczucie 
pozostawania  w  pokoju  oraz  spokój  wewnętrzny  pojawiły  się  wraz  ze  zmniejszaniem  się 
wewnętrznego  napięcia;  wreszcie  -  rysy  jej  twarzy  nabrały  miękkości,  stając  się  bardziej 
łagodne i przyjazne. To twarde wnętrze uległo zmianie, zmianie dostatecznej, aby pacjentka 
była zdolna zachowywać trzeźwość juŜ od pięciu lat. 

JakaŜ    była  natura  doświadczenia,  które  poruszyło  mą  pacjentką,  kiedy  dołączyła  do 

Anonimowych  Alkoholików?  Odpowiedź  brzmi,  Ŝe  przebudził  się  w  niej  jakiś  rodzaj  siły 
religijnej lub duchowej. Pan „X" mówi, Ŝe uzyskanie przez grupę powodzenia w kontakcie z 
jakimkolwiek alkoholikiem zaleŜy od stopnia, w jakim ów delikwent dozna nawrócenia czy 
teŜ  przebudzenia  duchowego.  Jego  własne  doświadczenie  w  tym  zakresie  było  z  gatunku 
przemoŜnych  i  wstrząsających,  przenosząc  go  z  głębi  depresji  aŜ  na  wyŜyny  ekstatycznej 
radości i szczęścia, na których przebywał przez kilka godzin. Ten stan przeszedł następnie w 
poczucie  głębokiego  wewnętrznego  spokoju,  pogody  ducha  i  pełnego  przekonania,  Ŝe  oto 
został  on  uwolniony  z  jarzma  alkoholicznego  nałogu.  UwaŜa  on,  Ŝe  około  10%  nowicjuszy 
wstępuje  do  Wspólnoty  Anonimowych  Alkoholików  będąc  stymulowanymi  przez  siłę 
tkwiącą w takim przeŜyciu. Pozostałe 90% tych, którzy zachowują abstynencję, uzyskuje ten 
sam  rezultat  rozwijając  duchową  stronę  swej  osobowości  wolniej,  znacznie  bardziej 
stopniowo,  przez  przedsiębranie  róŜnych  kroków,  które  są  w  programie  AA  opisane.  Z 
doświadczeń  Anonimowych  Alkoholików  widać,  Ŝe  szybkość  osiągania  stanu  przebudzenia 
duchowego  nie  jest  Ŝadnym  kryterium  ani  głębi  ani  teŜ  trwałości  procesu  powrotu  do 
zdrowia.  Jednak  ta  przemiana  religijna,  jakkolwiek  mała  byłaby  początkowo,  jest  tym,  co 
faktycznie  rozpoczyna  proces;  program  zaś  dopomaga  doprowadzić  ten  proces  do 
szczęśliwego końca. 

 Czym jest, więc przebudzenie duchowe? Raz jeszcze osobiste doświadczenie pana „X" dostarcza potrzebnej 

informacji.  Będąc  trzydziestoparoletnim  człowiekiem  wielkiej  energii,  przedsiębiorczości  i  talentu,  znalazł  się 
jednak  w  sytuacji  kompletnie  pokonanego  przez  pijaństwo.  Przez  ponad  pięć  lat  bez  powodzenia  opierał  się 
procesowi  rozkładu,  który  toczył  się  w  jego  osobowości.  Na  dwa  tygodnie  przed  swoim  ostatnim  pobytem  w 
szpitalu odwiedził go dawny kompan alkoholik, który odzyskał trzeźwość przez buchmanizm

1

 Pan „X" usiłował 

daremnie  skorzystać  z  nauk  swego  przyjaciela  i  wreszcie  zdecydował  się,  odzyskać  trzeźwość  w  znanym 
ośrodku  odwykowym,  gdzie  byłby  w  stanie  oczyścić  swój  mózg  z  alkoholu  i  uzyskać  w  ten  sposób  szansę 
wypróbowania pomysłów swego przyjaciela wtedy, gdy jego własny organizm będzie juŜ uwolniony z obciąŜeń 
alkoholu.  Był  wówczas  zdesperowany,  pogrąŜony  w  depresji  i  całkowicie  przegrany.  Gotów  był  spróbować 
kaŜdego sposobu, gdyŜ dobrze wiedział, Ŝe alternatywą było dla niego tylko zamknięcie na zawsze w szpitalu 
stanowym i Ŝycie w stanie trwałego obłędu. Wieczorem, pierwszego dnia po przyjęciu do szpitala, odwiedził go 
znów jego przyjaciel, który jeszcze raz powtórzył mu zasady, które jemu samemu przywróciły zdrowie. Po jego 
wyjściu  pan  „X"  popadł  w  jeszcze  głębszą  depresję,  którą  opisał  jako  „poczucie  głębokiej  melancholii  i 
całkowitej beznadziejności". Nagle, w tej męce duchowej, zawołał na głos: Jeśli Bóg istnieje, to niech się teraz 
pokaŜe!" Właśnie od tego wezwania rozpoczęło się jego przeŜycie duchowe. Zwraca on uwagę - i uwaŜam, Ŝe 
słusznie  -  na  to,  Ŝe  dopiero  gdy  stał  się  on  absolutnie  pokorny,  dopiero  wówczas  otwarła  się  przed  nim 
moŜliwość zwrócenia się do Boga o pomoc, co teŜ nastąpiło. 
 Innymi  słowy,  w  świetle  własnego  doświadczenia,  pana  „X",  przebudzenie  religijne,  czy  teŜ  duchowe,  jest 
aktem  rezygnacji  z  własnej  wszechmocy.  Ta  oporna,  buntownicza  natura  nie  buntuje  się  juŜ  dłuŜej,  lecz 
przyjmuje  pomoc,  kierunek  i  sterowanie  z  zewnątrz.  I  właśnie  wtedy,  gdy  człowiek  ów  wyrzeka  się  swych 
negatywnych,  pełnych  agresji  uczuć  wobec  siebie  i  wobec  Ŝycia,  wówczas  zostaje  wręcz  przepełniony 
uczuciami  całkowicie  pozytywnymi,  takimi  jak  miłość,  przyjaźń,  pokój  wewnętrzny  i  wszechogarniające 
zadowolenie, a wiec jest stanem będącym dokładnie antytezą poprzedniego wzburzenia i irytacji. Właściwością 
zaś  o  kardynalnym  znaczeniu  jest  to,  Ŝe  w  tym  nowym  stanie  umysłu  ów  człowiek  łownie  nie  odczuwa  juŜ 
"pociągu do picia". 

 Jeszcze  bardziej  w  ten  fenomen  przemiany  duchowej  pozwolił  mi  wniknąć  kontakt  z  innym  pacjentem, 

                                                           

(przyp. tłumacza) 

Dr Frank Buchman był załoŜycielem ruchu grup oksfordzkichh i to za jego śladem 

poszedł  dr  Sam  Shoemaker,  od  którego  z  kolei  Wspólnota  AA  przejęła  idee  duchowe  dla  swojego 
programu,  za  dodatkowym  pośrednictwem  Ebby'ego  T.,  który jest  tu  wzmiankowany  jako  „kompan 
alkoholik" pana „X", czyli Billa. Por. Pass It 0n. The Story of Bill Wilson and How the A.A. Message 
Reached the 
World, Alcoholics Anonymous World Services, New York, N.Y., 1984, s.127.

 

background image

którego  przypadek  chciałbym  teraz  przytoczyć.  Jest  to  męŜczyzna  niewiele  po  czterdziestce.  Pochodząc  z 
zamoŜnej  rodziny  i  będąc  najmłodszym 

wielu  dzieci,  był  on  rozpieszczonym  dzieckiem  neurotycznej  i 

hipochondrycznej matki. Zaczął się w okresie późnego dojrzewania. Prawie natychmiast nauczył się polegać 
na  wódce  po  to,  aby  móc  sprostać  róŜnym  sytuacjom  interakcji  społecznej  i  w  miarę  upływu  lat  się  to 
pogłębiało  stając  się  zarazem  coraz  bardziej  widoczne.  Wreszcie,  po  pewnej  dłuŜszej  popijawie,  został 
przywieziony do Blythewood. 

Okazał się pacjentem nadzwyczaj dobrze reagującym, bez trudności przyznającym się do 

swej  skłonności  do  alkoholu  i  szybko  zainteresowanym  Anonimowymi  Alkoholikami.  Po 
spędzeniu  w  szpitalu  około  miesiąca  opuścił  Blythewood  przekonany,  Ŝe  jego  trudności 
zostały  przezwycięŜone.  JednakŜe  w  bardzo  krótkim  czasie  znów  zaczął  pociągać,  cztery 
miesiące  zaś  później  powrócił  do  szpitala  po  kilku  tygodniach  nieprzerwanego  pijaństwa.  I 
znowu  okazał  tę  samą  responsywność  w  wywiadach,  jednak  teraz  juŜ  stało  się  całkowicie 
jasne, Ŝe prawdziwa batalia pozostawała jeszcze do stoczenia, a była to ta sama bitwa, którą 
musiała stoczyć wspomniana poprzednio pacjentka. Cechy, które były juŜ opisane, rozwinęły 
się w przeszkodę nie do pokonania za pomocą terapii. 
Podczas tygodni, w których dyskutowaliśmy te przeszkody, pacjent zaczął znów pociągać na 
boku  i  wreszcie  ruszył  w  jawny  ciąg  pijacki.  Został  więc  znowu  przywieziony  do 
Blythewood,  aby  to  przerwać.  Jak  się  to  zazwyczaj  z  alkoholikami  zdarza,  w  miarę  jak 
trzeźwiał,  ogarniało  go  poczucie  winy,  zawstydzenia  i  głębokiej  pokory.  Buntownicza, 
oporna osobowość została pokonana przez ekscesy kreowane przez nią samą i w tym stanie 
umysłu  mój  pacjent  był  pewien,  Ŝe  nigdy  więcej  nie  wypije  ani  kropli.  JednakŜe  juŜ  w 
trzecim  dniu  swej  kuracji  powiadomił  mnie  podczas  wywiadu,  ze  trzeba  abym  „coś  z  tym 
zrobił". Kiedy go zapytałem, czym jest owo „to", o którym myśli, odpowiedział: „Moje stare 
uczucie znów powraca; dosłownie czuję, jak się przed panem zamykam i to wszystko zaczęło 
się  dziać  właśnie  przed  chwilą".  Obojętność  wobec  swej  przypadłości,  agresywna  pewność 
siebie, kompletny brak jakiejkolwiek prawdziwej pokory i poczucia winy, wszystkie te cechy 
charakteru,  które  zaczął  identyfikować  ze  stanem  umysłu  prowadzącym  do  butelki, 
powracały przepełniając jego uczucia i jego myśli. Było to prawie dokładnie tym samym, co 
czuł kończąc pijacki ciąg. Zdawał sobie sprawę z tego, Ŝe jeśli te powracające uczucia wezmą 
znów  nad  nim  górę,  to  prędzej  czy  później  trafi  znów  w  alkoholowy  ciąg.  Zrozumiał,  Ŝe  w 
jakiś sposób musi utrzymać postawę, którą miał, gdy juŜ z poprzedniego ciągu wyszedł.

 

Następnego  dnia  zaczął  wywiad  stwierdzeniem:  „doktorze,  teraz  juŜ  wiem,  co  to  jest". 
Zrelacjonował  mi  swoje  przeŜycia  z  ostatniej  nocy.  Z  braku  lepszego  terminu  nazwę  to 
przeŜycie  „przebudzeniem  psychologicznym".  To,  co  mu  się  wydarzyło,  było  nagłym 
zrozumieniem siebie jako osoby. Zdarzyło się to około jedenastej w nocy i leŜał on w łóŜku 
nie zmruŜywszy oka aŜ do czwartej nad ranem,  przymierzając nowo uzyskaną wnikliwość i 
zrozumienie do swojej wiedzy o sobie samym.

 

Niełatwo  j  est  odtworzyć  zdarzenia  z  owych  pięciu  godzin,  niemniej  złoŜyły  się  one  na 

przemoŜne  doświadczenie  w  Ŝyciu  tego  pacjenta,  które  pozwoliło  mu  na  prawdziwe 
zrozumienie siebie jako alkoholika. Co więcej, po raz pierwszy w Ŝyciu zdołał siebie samego 
zobaczyć takim, jakim zawsze był, a w dodatku poczuć, jakiego rodzaju osobą musi się stać 
po to, aby mógł zachować trzeźwość. Bez zdania sobie z tego sprawy, kiedy się to wszystko 
działo,  jego  kompletnie  egocentryczny,  subiektywny  punkt  widzenia  zmienił  sic,  na 
obiektywne, dojrzałe zrozumienie siebie samego i swojego stosunku do Ŝycia. 
Patrząc  wstecz  jest  rzeczą  oczywistą,  Ŝe  pacjent  zdał  sobie  sprawę  ze  swego  zasadniczego 
egocentryzmu.  Po  raz  pierwszy  zdolny  był  przeniknąć  poza  fasadę  swoich  racjonalizacji  i 
mechanizmów  obronnych  i  zobaczyć,  Ŝe  dotychczas  zawsze  stawili  siebie  samego  na 
pierwszym miejscu. Był praktycznie nieświadomy istnienia innych osób z wyjątkiem tego w 
nich, co miało wpływ na niego samego. Myś1, ze te osoby mogą mieć równieŜ nie związane 
z nim Ŝycie, podobne a jednak oddzielne od jego egzystencji, nigdy na serio nie zagościła w 
jego umyśle. Teraz zaś nie czul się juŜ duŜej tą wszechmogącą istotą, która patrzyła na świat 

background image

tylko w relacji do siebie. Zamiast tego był w stanie zobaczyć siebie w relacji do świata i mógł 
zdać  sobie  sprawę  z  tego,  Ŝe  jest  tylko  mata  cząstką  świata  zaludnionego  bardzo  wieloma 
takimi jednostkami. Mógł wreszcie zacząć dzielić Ŝycie z innymi. Nie miał juŜ tej potrzeby 
dominacji  ani  tez  potrzeby  walki,  aby  tę  dominację  utrzymać.  Mógł  się  odpręŜyć  i  zacząć 
brać sprawy takimi, jakimi są.

 

Jego nowe nastawienie daje się najlepiej opisać własnymi słowami tego pacjenta. Oto jak 

sam je wyraził: „No cóŜ, doktorze, czy pan wie, ze przez cale moje Ŝycie byłem oszustem i 
nawet  o  tym  nie  wiedziałem?  Zwykłem  był  myśleć,  ze  interesuję  się  innymi  ludźmi,  ale 
wcale  tak  nie  było.  Na  przykład,  nie  łem  się  moją  matką  jako  osobą  chorą.  Nie  zdawałem 
sobie sprawy z tego, ze moŜe ona cierpieć jako indywidualna osoba; myślałem tylko o tym, 
co się stanie ze mną, gdy jej zabraknie.  Ludzie zazwyczaj uwaŜali mnie za obowiązkowego 
syna i nawet za przykład, a ja w to chętnie wierzyłem. Ale to zupełna nieprawda. Po prostu 
chciałem  ją  mieć  przy  sobie,  bo  przy  niej  ja  sam  czułem  się  lepiej.  Ona  mnie  nigdy  nie 
krytykowała i zawsze sprawiała, Ŝe sądziłem, Ŝe jestem w porządku niezaleŜnie od tego,  co 
naprawdę zrobiłem." 
Nowe  myślenie  zmieniło  jego  dawny  stosunek  do  ludzi. W  tej  sprawie  zauwaŜył:  „Czy  pan 
wie, ze zaczynam czuć się bliŜej innych ludzi? Czasem bywam w stanie o nich myśleć. I jest 
mi z tym myśleniem lepiej niŜ mi było kiedykolwiek. MoŜe to dlatego, Ŝe nie uwaŜam juŜ, Ŝe 
oni  ze  mną  walczą,  gdyŜ  ja  sam  straciłem  chęć  do  walki  z  nimi.  Teraz  uwaŜam,  ze  moŜe 
nawet oni mnie mogą polubić."

 

 Inne  rewelacje  o  nim  samym  i  jego  stosunku  do  świata  moŜna  łoby  przytaczać  dalej, 

wszakŜe byłyby one tylko dodatkowym dowodem na to, Ŝe myślenie tego pacjenta stało się 
po  raz  pierwszy  w  jego  Ŝyciu  prawdziwie  obiektywne.  Ten  zwrot  ku  obiektywizmowi 
stanowi  jednak  tylko  połowę  tej  historii.  Związana  z  tym  była  równie  uderzająca  zmiana  w 
dominującym  tonie  uczuć.  Słowami  przypominającymi  te,  które  wypowiedział  pan  „X" 
relacjonując swoje przeŜycie duchowe, mój pacjent przedstawił mi swoje nowe nastawienie: 
„Czuję  się  wspaniale,  lecz  wcale  nie  tak,  jak  wtedy  kiedy  piłem.  To  jest  coś  całkiem 
odmiennego, jestem uspokojony, nie jestem podniecony i nie pragnę nigdzie uciekać. Jestem 
znacznie bardziej zadowolony z tego, Ŝe znajduję się tu, gdzie jestem i nie mam zamiaru tym 
się zamartwiać. Jestem odpręŜony, i czuję ze jestem w stanie radzić sobie z Ŝyciem lepiej niŜ 
kiedykolwiek." I dalej ciągnął: „Mam całkiem odmienny stosunek do Boga. Nie mam juŜ nic 
przeciw idei Kogoś, tam w górze, kierującego wszystkimi sprawami teraz, kiedy juŜ sam nie 
czuję w sobie chęci, by nimi kierować. Prawdę mówiąc, jestem nawet zadowolony, Ŝe mogę 
odczuwać istnienie Osoby NajwyŜszej, która moŜe kierować wszystkim w sposób właściwy. 
Domyślam się, ze moŜe to jest właśnie czymś w rodzaju tego przeŜycia duchowego, o którym 
oni  wszyscy  mówią.  Cokolwiek  to  jest,  mam  nadzieję,  ze  mnie  nigdy  nie  opuści,  gdyŜ  nie 
odczuwałem takiego spokoju przez całe moje Ŝycie. 

 Przytoczoną  wypowiedzią  pacjent  objawia  inne  podejście  do  Boga  i  pokazuje  takŜe,  iŜ 

jest świadom faktu, ze, kiedy juŜ zaprzestał wysiłków, aby zachować swą indywidualność w 
stanie nietkniętym, to moŜe się wreszcie odpręŜyć i cieszyć się Ŝyciem w sposób spokojny i 
w  pełni  zadowalający.  Odczucia  te,  tak  jak  zostały  przez  niego  wyraŜone,  są  zdecydowanie 
duchowe w swej naturze i musiał mieć rację w ocenie samego siebie, skoro był on w stanie 
zachowywać  abstynencję  juŜ  od  blisko  roku.  Zwrot  ku  obiektywizmowi  i  odmienny  ton 
uczuć okazało się być tym, co było dla niego konieczne do zachowania trzeźwości. Pomimo 
tego  stosunkowo  krótkiego  jeszcze  czasu  pacjent  czuje,  Ŝe  jest  na  o  wiele  pewniejszym 
gruncie.  Uprzednio  w  okresach  abstynencji  wciąŜ  zwalczał  w  sobie  pociąg  do  alkoholu. 
Obecnie  zachowuje  prawdziwy  spokój,  bowiem  juŜ  rozumie,  czego  mu  trzeba,  by  mógł  za-
chować trzeźwe myślenie. 

Powołałem się tutaj na ten przypadek,  gdyŜ dotyczy on człowieka, który  przeszedł przez 

raptowną  reorientację  psychiczną,  czego  wynikiem  był  zupełnie  nowy  i  róŜny  od 

background image

poprzedniego  styl  Ŝycia  oraz  światopogląd.  ChociaŜ  ktoś  moŜe  powątpiewać  w  trwałość 
owego nowego stylu, nie moŜe być jednak kwestii co do tego, Ŝe doświadczenie owo miało 
miejsce. 
O  większym  nawet  znaczeniu  dla  niniejszego  artykułu  jest  fakt,  Ŝe  mój  pacjent  w  wyniku 
swego  doświadczenia  uŜył  tych  samych  słów,  aby  opisać  swoje  uczucia,  co  pan  „X"  w 
wyniku  swego  przeŜycia  religijnego  oraz  moja  wcześniejsza  pacjentka  potem,  gdy 
oddziaływanie na nią Wspólnoty Anonimowych Alkoholików zaczęło się najpierw pojawiać, 
a potem pogłębiać. Pan „X" informuje mnie, ze z dziesięciu procent tych, którzy przezywają 
nagłe przebudzenie, niektórzy osiągają je w wyniku prawdziwego doświadczenia religijnego, 
inni  zaś  w  rezultacie  gruntownej  przemiany  psychologicznej,  takiej  jak  przydarzyła  się 
mojemu  pacjentowi.  Pozostałe  90%  osiąga  ten  sam  wynik  drogą  stopniową,  tak  jak  to  się 
stało  w  przypadku  opisywanej  przeze  mnie  pacjentki.  NiezaleŜnie  od  drogi,  która 
doprowadza  do  tego  wyniku,  wydaje  się  bezsporne,  Ŝe  wszystko  kończy  się  osiągnięciem 
pokoju  wewnętrznego  i  poczucia  bezpieczeństwa,  które  osoby  te  wiąŜą  z  duchową  stroną 
Ŝ

ycia.  Składowa  narcystyczna  osobowości  zostaje  pokonana  -  przynajmniej  czasowo  -  i  w 

miejsce  dotychczasowej  pojawia  się  osoba  znacznie  dojrzalsza  i  bardziej  obiektywna,  która 
moŜe  podchodzić  do  sytuacji  zdarzających  się  w  Ŝyciu  w  sposób  po,  i  z  akceptacją,  bez 
potrzeby  ucieczki  w  alkohol.  Według  pana  „X",  wszyscy  uczestnicy  Wspólnoty 
Anonimowych  Alkoholików,  którzy  zdołali  zachować  abstynencję,  prędzej  czy  później 
przechodzą  taką  samą  przemianę  osobowości.  Muszą  permanentnie  utracić  element 
narcystyczny; w przeciwnym przypadku program Anonimowych Alkoholików będzie działać 
tylko do czasu.

 

Pozwolę  sobie  odnotować  dwa  dodatkowe  spostrzeŜenia.  Po  pierwsze,  zachodzi  zasadnicza 
róŜnica  między  prawdziwymi,  głębokimi  uczuciami  religijnymi  a  niewyraźną,  niepewną, 
sceptyczną  i  przeintelektualizowaną  niby-wiarą,  która  uchodzi  za  uczucia  religijne  w 
przekonaniu wielu ludzi. NiezaleŜnie od tego, jaka będzie jego ostateczna koncepcja tej Siły, 
o  ile  alkoholik  nie  osiągnie  z  czasem  poczucia  realności  i  bliskości  Siły  WyŜszej,  to  jego 
egocentryczna natura powróci w niezmniejszonym natęŜeniu i popijanie znów pojawi się na 
horyzoncie.  Po  drugie,  większość  osób,  które  wreszcie  osiągają  konieczny  stan  ducha, 
dochodzi  do  niego  po  prostu  realizując  program  Wspólnoty  Anonimowych  Alkoholików  i 
ś

wiadomie nie doświadczając jakiegokolwiek nagłego przypływu uczuć duchowych. Zamiast 

tego, dochodzą stopniowo, lecz takŜe niezawodnie, do stanu umysłu, który  - po trwaniu juŜ 
przez czas jakiś - moŜe zostać przez nich nagle rozpoznany jako diametralnie róŜny od tego, 
który pamiętają z przeszłości. Ku swemu zdziwieniu odkrywają oni, Ŝe ich postawa i poglądy 
nabrały rzeczywistego kolorytu duchowego.

 

 Dlatego  teŜ  głównym  wynikiem  oddziaływania  Wspólnoty  Anonimowych  Alkoholików 

jest  rozwiniecie  w  swoim  podopiecznym  stanu  duchowego,  który  będzie  działał  jako  siła 
neutralizująca egocentryczne elementy osobowości tego alkoholika. Jeśli tylko i, kiedy tylko 
ten  stan  zostanie  całkowicie  zespolony  z  nowymi  wzorcami  zachowań,  wówczas  pacjent 
utrzyma  abstynencję.  Pan  „X"  twierdzi,  Ŝe  ów  proces  zespalania  zabiera  kilka  lat  i, Ŝe  o  ile 
tylko  nie  widać  wyraźnej  zmiany  w  strukturze  osobowości  po  upływie  sześciu  miesięcy, 
wówczas  strona  duchowa  najprawdopodobniej  ulegnie  znów  wynurzającej  się  z  głębi 
osobowości alkoholicznej.  Inaczej mówiąc, o ile  impuls religijny Wspólnoty Anonimowych 
Alkoholików  nie  spowoduje  zmiany  w  głębiej  ukrytych  składowych  osobowości,  to  ływ 
programu okaŜe sic, tylko przejściowy. Jest rzeczą charakterystyczną, Ŝe ta zmiana, która jest 
zmianą  typową,  zachodzi  bez  udziału  pomocy  psychiatrycznej;  niemniej,  jak  zwraca  uwagę 
pan  „X",  ma  ona  cechy,  które  my  psychiatrzy  mamy  zawsze  nadzieję  zobaczyć  w  naszych 
zdrowiejących  pacjentach.  Sumuje  on  tę  swoją  obserwację  w  krótkim  zdaniu:  „Alkoholik 
musi  osiągnąć  obiektywizm.  i  dojrzałość,  w  przeciwnym  razie  nie  uda  mu  się  zachować 
trzeźwości". 

background image

Konkludując, jestem przekonany, Ŝe wartość podejścia stosowanego przez Anonimowych 

Alkoholików  bierze  się  z  ich  zastosowania  siły  religijnej  czy  duchowej  do  zaatakowania 
fundamentalnego narcyzmu alkoholika. Wykorzeniając ten element, osobnik ów doświadcza 
zupełnie  nowych  myśli  oraz  uczuć,  które  są  z  natury  pozytywne  i,  które  stymulują  go  do 
rozwoju  i  osiągnięcia  dojrzałości.  Innymi  słowy,  grupa  ta  posługuje  się,  siłą  emocjonalną  - 
religią  -  aby  uzyskać  wynik  emocjonalny,  mianowicie  pokonanie  uczuć  negatywnych  i 
wrogich  i  zastąpienie  ich  uczuciami  pozytywnymi,  pozwalającymi  alkoholikowi  nie 
podtrzymywać  juŜ  dłuŜej  swej  buntowniczej,  opierającej  się,  indywidualności,  a  w  zamian 
pozwalającymi  mu  Ŝyć  w  pokoju  i  harmonii  ze  swoim  światem  i  w  swoim  świecie,  biorąc 
czynny ιιdział w Ŝyciu i dzieląc się wszystkim bez skrępowania. 

 Wr eszcie - parę słów komentarza finalnego. Dzisiejsza psychiatria zachowuje stosowną 

wstrzemięźliwość  wobec  powrotów  do  zdrowia  mających  charakter  czysto  emocjonalny. 
Dopóki  jakakolwiek  zmiana  nie  zostanie  w  sposób  zdecydowany  powiązana  z  umysłem  i 
intelektem,  powroty  do  zdrowia  uwaŜa  sic,  za  podejrzane.  Nacisk  jest  dziś  kładziony  na 
analizę  polegającą  na  intelektualnym  wytropieniu  przyczyn  niepowodzeń  w  uzyskiwaniu 
stanu  syntezy,  który  jest  de  facto  stanem  emocjonalnym  pozostawania  w  wolności  od 
konfliktów  oraz  napięć.  Zakłada  się,  Ŝe  w  miarę  jak  blokujące  emocje  odkrywane  są  i 
uwalniane przy pomocy analizy, emocje pozytywne i syntetyzujące pojawią się zamiast tych 
uprzednich.  Jest  wszakŜe  postępowaniem  równie  logicznym  zmieniać  emocje  przez 
zastosowanie emocji, a następnie - gdy zmiana juŜ nastąpi - wprowadzić do działania umysł i 
intelekt  po  to,  aby  trwale  związać  ten  nowy  zbiór  emocji  ze  strukturą  osobowości.  W 
pewnym  sensie,  to  właśnie  dzieje  się  we  Wspólnocie  Anonimowych  Alkoholików;  religia 
oddziałuje  na  narcyzm  i  neutralizuje  go,  aby  wywołać  uczucie  syntezy.  W  odniesieniu  do 
swego  własnego  przeŜycia  duchowego,  pan  „X"  uŜywa  określenia:  „wielkie  doświadczenie 
syntetyzujące, podczas którego po raz pierwszy w Ŝyciu wszystko stało sic, dla mnie zupełnie 
jasne.  Było  to,  jak  gdyby  usunięta  została  wielka  chmura  i  wszystko  doznało  iluminacji  nie 
do  opisania."  Mój  ostatni  pacjent  wyraził  się  w  tej  sprawie  następująco:  „Czuję,  Ŝe  jestem 
teraz w całości. Czuję swoją kompletność i nie odczuwam potrzeby pędzenia we wszystkich 
kierunkach  jednocześnie.  I  właśnie  doświadczając  tych  nowych  emocji  pacjent  był  w  stanie 
odpowiadać - i faktycznie odpowiadał - w sposób bardziej zadowalający na próbę omówienia 
z nim jego poprzednich trudności oraz przedyskutowania, w jaki sposób mógłby on uniknąć 
dalszych  kłopotów.  Po  swoim  doświadczeniu  syntetyzującym  był  on  w  stanie  po  raz 
pierwszy w Ŝyciu podjąć rzetelną i uczciwą próbę samopoznania. 
W  moim  przekonaniu  daje  się  stąd  wyprowadzić  wyraźna  lekcja  dla  psychiatrów.  ChociaŜ 
przyznajemy,  Ŝe  zajmujemy  się  problemami  emocjonalnymi,  my  sami  -  jako  grupa  mająca 
tendencję  do  intelektualizowania  -  w  zbyt  wielkim  stopniu  pozostajemy  wobec  emocji 
nieufni.  Pozostajemy  skrępowani  i  nieco  zawstydzeni,  kiedykolwiek  jesteśmy  zmuszeni  do 
ich uŜycia i zawsze mamy skłonność przepraszania naszych kolegów, gdy podejrzewamy, Ŝe 
mają oni powód uwaŜać nasze metody za zbyt emocjonalne. Tymczasem zaś inni mniej przez 
tę tradycję ograniczeni, robią postępy i uzyskują wyniki, których my zostaliśmy pozbawieni. 
Jest  rzeczą  wręcz  konieczną  dla  nas  jako  naukowców  z  rzekomo  szerokimi  horyzontami 
rozpatrzyć  w sposób mądry i niespieszny Wyniki uzyskiwane przez innych na naszym polu 
pracy. MoŜe się bowiem okazać, Ŝe klapki, które nosimy na oczach, są większe niŜ się nam 
samym wydaje.

 

 
 Ostatnie  publikacje dr Tiebouta: 

„Rola psychiatrii na polu alkoholizmu", 1951 r. 

Poddanie  się  a  współuczestnictwo  w  procesie  terapii",  1953  r.  „Czynniki  ego  w  poddaniu 

się w alkoholizmie", 1954 r.