background image

 

1

dr Dariusz Zalewski 
IS UW 
IPiSS, Warszawa 
 
 

 

Okiem socjologa: spory wokół reformy systemu ochrony zdrowia czyli kilka słów o tym, 

czego nie powiedzą nam politycy 

 
 
 
1.  Uwagi wstępne. 

Niezależnie  od  tego,  do  jakiego  źródła  informacji  sięgniemy  to  przekaz  dotyczący 

funkcjonowania  systemu  ochrony  zdrowia  w  Polsce  jest  wyjątkowo  spójny.  Według 

systematycznie  prowadzonych  badań  opinii  społecznej  raczej  niezadowolonych  i 

zdecydowanie niezadowolonych z funkcjonowania opieki zdrowotnej było w lutym 2010 r. aż 

75%  populacji  a  opinie  niezadowolenia  wyraźnie  przeważały  nad  zdecydowanym  i 

umiarkowanym zadowoleniem przez całą ostatnią dekadę.  

 

Wykres 1. Zadowolenie z funkcjonowania opieki zdrowia w latach 2001-2010 

 

Ź

ródło: Komunikat z badań, CBOS, luty 2010 

 

Pytany  przed  laty  o  sukcesy  i  porażki  swojego  rządu  L.  Miler  (likwidator  systemu  kas 

chorych)  odpowiedział,  że  największą  porażką  był  brak  sukcesów  w  reformowaniu  systemu 

ochrony  zdrowia.  Pytany  całkiem  niedawno o największe wyzwania i priorytety dla swojego 

rządu  D.  Tusk  odparł,  że  w  polityce  krajowej  jest  to  reforma  systemu  ochrony  zdrowia. 

Koincydencja  obu  powyższych  wypowiedzi  polega  na  tym,  że  politycy  nie  tylko  dostrzegają 

problem,  ale  też  nie  bardzo  wiedzą,  jak  go  rozwiązać  bez  względu  na  to,  jakich  by 

background image

 

2

politycznych  szat  nie  przywdziewali.  Dowodów  na  to,  że  politycy  nie  wiedzą  w  jakim 

kierunku  reformować  system  ochrony  zdrowia  dostarczają  ich  publiczne  wypowiedzi.  Mało 

kto  zapewne  pamięta, o ile w ogóle ktokolwiek, że w 2007 r. w trakcie wyborczej kampanii 

parlamentarnej  obecna  minister  zdrowia,  a  wówczas  wpływowa  poseł  opozycji,  publicznie 

powiedziała,  że  jej  partia  w  przeciwieństwie  do  partii  rządzącej  potrzebuje  trzech  miesięcy 

aby  zreformować  system  ochrony  zdrowia  w  Polsce.  Była  to  reakcja  na  słowa  ówczesnego 

ministra  zdrowia,  który  stwierdził,  że  trzy  lata  to  realny  okres  czasu,  w  którym  można 

dokonać  istotnych  zmian  w  systemie.  Od  czasu  owej  wypowiedzi  minęły  ponad  trzy  lata,  a 

premier  rządu  wciąż  twierdzi,  że  reforma  systemu  ochrony  zdrowia  to  dla  rządzących 

priorytet.  Całkiem  zaś  niedawno  ta  sama  minister  zdrowia  zaproponowała  w  imieniu  rządu 

zrównanie  cen  leków  w  hurtowniach  i  aptekach,  choć  jeszcze  trzy  lata  temu  na  podobną 

propozycję byłego ministra zdrowia grzmiała, że jest to zamach na podstawy wolnego rynku 

grożący  bankructwem  wielu  aptek.  Nie  wiemy  zatem,  czy  rację  ma  poseł  Kopacz,  czy 

minister Kopacz. 

Przypominam  te  zdarzenia  nie  dlatego,  aby  demonstrować  oportunizm  polityków 

odpowiedzialnych  za  podejmowanie  decyzji  w  niezwykle  istotnym  obszarze  życia 

społecznego,  ani  też  po  to,  aby  zwrócić  uwagę  na  pewien  poznawczy  dysonans,  którego 

konsekwencją  jest  stan  nieprzyjemnego  napięcia  psychicznego.  Chodzi  raczej  o  to,  aby 

zwrócić  uwagę  na  taki  oto  prosty  fakt,  że  publicznie  wypowiadane  słowa  o  kierunku 

reformowania  służby  zdrowia  straciły  jakikolwiek  merytoryczny  sens,  a  znacznie 

ważniejszym wydaje się być nie to, co politycy mówią, ale to, czego nie mówią, a co wydaje 

się  być  kluczowe  dla  funkcjonowania  systemu  ochrony  zdrowia.  Istotne  też  jest  to,  aby 

wskazać  na  pewne  możliwe  konsekwencje  proponowanych  zmian,  o  których  świat 

politycznych zaklęć milczy. 

 

2.  Źródła wiedzy o tym czego nie wiemy 

Dość  paradoksalnie  podstawowym  źródłem  niewiedzy  w  jakim  kierunku  i  dlaczego 

powinniśmy  reformować  system  ochrony  zdrowia  są  wypowiedzi  samych  polityków.  W 

zakończonej  kilka  miesięcy  temu  prezydenckiej  kampanii  wyborczej  jedną  z  głównych  osi 

sporu  kandydatów  na  urząd  prezydenta  RP  była  kwestia  reformy  systemu  ochrony  zdrowia 

zakończona  wyrokiem  sądu  oczyszczającego  jednego  z  kandydatów  z  zarzutu,  jakoby  był 

zwolennikiem  prywatyzacji  szpitali  choć  reprezentuje  partię,  jak  twierdziła  druga  strona 

sporu, która w prywatyzacji sektora służby zdrowia widzi skuteczne narzędzie poprawy jego 

efektywności.  O  tym,  jakie  są  wady  i  zalety  funkcjonowania  rynku  w  sektorze  ochrony 

background image

 

3

zdrowia  wiemy  akurat  dość  dobrze  zarówno  z  teorii  ekonomiki  zdrowia,  jak  i  z  praktyki 

funkcjonowania  prywatnych  szpitali  czy  przychodni  i  nie  widać  powodów,  dla  których  nie 

mielibyśmy  korzystać  z  tej  wiedzy.  Wydaje  się  zatem,  że  spór  powinien  mieć  charakter 

merytoryczny i dotyczyć dyskusji ile państwa a ile rynku w ochronie zdrowia, a nie faktu czy 

ktoś jest, czy też nie jest zwolennikiem prywatyzacji szpitali.  

W  połowie  lat  90.  ubiegłego  wieku  K.  Tymowska  słusznie  ubolewała,  że  w  Polsce 

brakuje  debat,  w  wyniku  których  osiągnięto  by  zgodę  w  sprawie  głównych  zasad 

funkcjonowania  przyszłego  systemu  (K.  Tymowska,  V.  Malin,  E.  Alaszewski,  1996,  str.  36-

37).  Wydaje  się  jednak,  że  nietrafne  były  sugestie,  że  przyczyną  owego  deficytu  jest  fakt,  iż 

(...)  zdrowie  nie  jest  jeszcze  w  Polsce  wartością  polityczną,  wokół  której  toczy się kampania 

wyborcza.  (...).  Zainteresowanie  polityków  opieką  zdrowotną  rośnie  w  Polsce  wtedy,  gdy 

konflikty  wokół  niej  zagrażają  stabilności  finansów  publicznych  lub  sytuacji  politycznej.  To 

zainteresowanie,  często  wywołane  strajkami,  pozwalało  w  latach  dziewięćdziesiątych 

rozwiązać  kilka  bieżących  problemów  i  nieznacznie  podnieść  nakłady.  Ale  nie  sprzyjało 

silnemu  politycznemu  zaangażowaniu  w  decyzje  dotyczące  zmian  systemowych.  To  właśnie 

spowodowało,  że  nie  odbyły  się  polityczne  debaty,  w  wyniku  których  osiągnięto  by  zgodę  w 

sprawie  głównych  zasad  funkcjonowania  przyszłego  systemu.  (...).  Należy  mieć  nadzieję,  że 

politycy, bez których nie da się wprowadzić zmian, wykorzystają te sprzyjające okoliczności: 

zdrowie  stanie  się  wartością  polityczną,  dojdzie  do  społecznej  umowy  w  sprawie 

podstawowych zasad systemu opieki zdrowotnej, a profesjonalne zaplecze będzie na tyle silne, 

ż

e  powstaną  dobre  strategie  zarządzania  zmianą  (K.  Tymowska,  V.  Malin,  E. 

Alaszewski,1996, str. 36-37). 

Kolejny  paradoks  polega  zatem  na  tym,  że  zdrowie  właśnie  stało  się  wartością  -  czy 

może lepiej powiedzieć kategorią -  polityczną, ale służy to raczej generowaniu niewiedzy na 

arenie  politycznej,  niż  ucieraniu  konsensusu  wokół  najważniejszych  problemów 

funkcjonowania  systemu  ochrony  zdrowia.  Na  pytanie  dlaczego  zdrowie  będąc  kategorią 

polityczną  wokół  której  toczy  się  kampania  wyborcza,  ale  jednocześnie  nie  stanowi 

‘zwornika’  poszukiwania  optymalnych  rozwiązań  można  odpowiedzieć  posiłkując  się  teorią 

systemów  N.  Luhmanna,  w  której  szczególną  rolę  odgrywa  samoreferencyjność  wszelkiej 

polityki oraz jej ograniczone możliwości inkluzji spornych kwestii. Otóż wcale nie jest rzeczą 

oczywistą,  iż  problemy,  jakie  wyłaniają  się  w  życiu  społecznym,  są  przez  system  polityczny 

adekwatnie do ich wagi postrzegane i stają się przedmiotem komunikacji. Samoreferencyjność 

wszelkiej  polityki,  która  sama  określa,  co  jest  politycznie  możliwe,  logicznie  rzecz  biorąc 

niczego  wprawdzie  nie  wyklucza,  ale  utrudnia  spontaniczną,  nieskrępowaną  komunikację. 

background image

 

4

Prowadzi  na przykład do tego, iż nowy temat można podjąć tylko wówczas, gdy „osiągnięto 

porozumienie”  oraz  istnieje  przynajmniej  w  zarysie  propozycja  rozwiązania  problemu.  Czy 

zatem  do  polityków  należy  stymulowanie  przemyśleń”  (N.  Luhmann,  1994,  str.  86).  Kłopot 

polega  na  tym,  że  nie  wypracowano  dotychczas  żadnych  spójnych  koncepcji  reformy  służby 

zdrowia,  które  byłyby  efektem  konsensualnego  namysłu  w  systemie  poza-politycznym

1

,  a 

oczekiwanie,  że takie rozwiązanie przygotują sami politycy jest iluzją w tej mierze, w jakiej 

nie  bierze  się  pod  uwagę  stałego  napięcia  między  kodami  komunikacyjnymi  w  systemie 

politycznym  (prawo  i  pieniądz)  i  systemie  ochrony  zdrowia  (zdrowie,  skuteczność  leczenia) 

oraz zróżnicowania interesów w każdym z nich.  

Kolejnym  źródłem  wiedzy  o  tym,  czego  nie  wiemy,  i  znów  paradoksalnie,  jest 

nieistniejąca - gdyż zawetowana w listopadzie 2008 r. przez byłego Prezydenta RP – ustawa o 

zakładach  opieki  zdrowotnej

2

.  Z  uwagi  jednak  na  rozkład  sił  politycznych  w  parlamencie  i 

zmianę  na  stanowisku  prezydenta  RP  należy  oczekiwać,  że  odrzucona  ustawa  zostanie  w 

niezmienionej  lub  w  nieznacznie  zmienionej  formie  uchwalona.  Przypomnijmy,  że  rządowy 

projekt  reformy  zakładał  komunalizację  (to  pewne)  systemu  ochrony  zdrowia,  co  nie 

wyklucza  czy  wręcz  –  jak  twierdzą  jedni  –  prowadzi  do  komercjalizacji  (prywatyzacji) 

systemu,  ale  też  –  jak  twierdzą  drudzy  -  nie  jest  ona  tym  samym  co  prywatyzacja  i  do 

prywatyzacji  prowadzić  nie  musi

3

.  Nie  wiemy  zatem,  jakie  będą  skutki  zaproponowanych 

przed  dwoma  laty  zmian  choć  wiemy,  że  szczególna  rola  w  zapewnieniu  opieki  zdrowotnej 

powinna  przypaść  samorządom  terytorialnym,  które  de  facto  od  lat  odpowiadają  za 

zarządzanie  systemem  ochrony  zdrowia,  choć  ich  kompetencje  decyzyjne  są  ograniczone  w 

porównaniu z proponowanymi zmianami. 

 

3.  Kilka słów o tym czego nie ma w debacie o służbie zdrowia a być powinno oraz kilka 

słów o tym co jest, a niekoniecznie jest ważne. 

 

                                                 

1

  Co  nie  oznacza,  że  takich  prób  nie  podejmowano  i  choć  można  z  kręgów  eksperckich  usłyszeć,  że  są  oni 

zgodni  co  do  kierunku  zmiany  systemu  ochrony  zdrowia  to  praktyka  pokazuje,  że  mamy  do  czynienia  ze 
znaczną  rozbieżnością  koncepcji  tworzonych  w  systemie  politycznym  i  jego  środowisku;  por.  S.  Golinowska: 
„Decentralizacja  władzy  a  funkcje  socjalne  państwa  i  rozwiązywanie  problemów  społecznych,  w,  S. 
Golinowska, M. Boni (red.): „Nowe dylematy polityki społecznej”, Raporty CASE, nr 65, Warszawa 2006, str. 
289; 

2

 Zob. Ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o zakładach opieki zdrowotnej (nieuchwalona po wecie Prezydenta RP) 

3

  Art.  45  Ustawy  z  dnia  6  listopada  2008  r.  o  zakładach  opieki  zdrowotnej  dopuszczał  zawiązanie, 

przekształcenie i likwidację spółki z ograniczoną odpowiedzialnością albo spółki akcyjnej z jednoosobowym lub 
większościowym  udziałem  Skarbu  Państwa  lub  jednostki  samorządu  terytorialnego  lub  publicznej  uczelni 
medycznej, publicznej uczelni prowadzącej działalność dydaktyczną i badawczą w dziedzinie nauk medycznych 
lub  Centrum  Medycznego  Kształcenia  Podyplomowego  prowadzącej  zakład  opieki  zdrowotnej  na  podstawie 
przepisów prawa handlowego; 

background image

 

5

3.1. Fetysz pieniędzy 

Zważywszy  na  fakt,  że  od  lat  nie  prowadzi  się  w  Polsce  merytorycznej  debaty  wokół 

reformy  systemu  ochrony  zdrowia  nie  jest  specjalnie  trudnym  zadaniem  wskazywanie  na  te 

wątki i okoliczności, wokół których powinna toczyć się debata, a których w debacie brakuje. 

Konsekwentnie, możemy bez większego kłopotu wskazać na te elementy politycznego sporu, 

które ciągle zaprzątają uwagę opinii publicznej, a które dla funkcjonalności systemu ochrony 

zdrowia  wcale  nie  wydają  się  być  kluczowe.  Szkiełko  i  oko  socjologa  nie  musi  być  zatem 

konieczne,  aby  dojrzeć  mankamenty  toczonego  sporu  choć  z  całą  pewnością  potrzebny  jest 

akademicki  dystans  i  ogląd  sytuacji  z  uwzględnieniem  podstawowych  chociażby  danych 

empirycznych i dotychczasowych wyników badań. 

Ułomna  dyskusja  wokół  reformy  systemu  ochrony  zdrowia  prowokuje  do przyjrzenia się 

kilku  zjawiskom,  które  zwykle  umykają  uwadze  zarówno  ‘przeciętnych’  obywateli,  jak  i 

polityków  zaangażowanych  w  spór.  Najczęściej  bowiem  słyszymy  o  braku  środków  i 

krystalizowaniu  się  rozmaitych  działań  grup  interesów  wokół  jednego  celu  -  zwiększenia 

nakładów na publiczną służbę zdrowia. Prawdą jest, że nakłady na ochronę zdrowia w Polsce 

są  niższe  niż  w  większości  państw  rozwiniętych  -  szczególnie  jeśli  weźmie  się  pod  uwagę 

wydatki per capita. W 2008 r. wyniosły one według statystyk zdrowia OECD 1213 $ U.S., co 

stanowiło zaledwie 16,1% tego, co wydają Amerykanie (najwięcej na świecie) i 24,2% tego, 

co  wydają  Norwegowie  (najwięcej  w  Europie)

4

.  Te  różnice  nie  są  już  tak  duże  jeśli  weźmie 

się pod uwagę państwa o podobnym poziomie rozwoju gospodarczego, jak chociażby Estonię 

(1263  $  U.S.  per  capita),  Węgry (1437 $ U.S.), Słowację (1738 $ U.S.) czy Czechy (1781 $ 

U.S.)

5

,  a  stają  się  jeszcze  mniej  zauważalne  jeśli  weźmiemy  pod  uwagę  udział  wydatków 

ogółem na ochronę zdrowia w PKB, który dla Polski wyniósł w 2008 r. 7% PKB, dla Estonii 

6,1% PKB, dla Węgier 7,3% PKB, dla Słowacji 7,8% PKB a dla Czech 7,1% PKB

6

.  

Dyskusja  o  wysokości nakładów na ochronę zdrowia wydaje się w tej mierze ułomna, w 

jakiej nie uwzględnia istotnych czynników generujących wzrost wydatków oraz ich struktury 

w  ramach  określonego  systemu  ochrony  zdrowia,  a  wiemy  dość  dobrze,  że  mają  one 

zasadnicze  znaczenie  dla  zasadności  międzynarodowych  porównań,  na  podstawie  których 

często  formułowane  są  wnioski  o  mniej  lub  bardziej  niedofinansowanej  służbie  zdrowia. 

Gdyby  wziąć  pod  uwagę  jedno  z  podstawowych  ograniczeń  funkcjonowania  rynku,  a 

mianowicie asymetrię informacji, to za sprawą analiz K. Arrowa wiemy, że to podaż dyktuje 

                                                 

4

 https://OECD/stats.oecd.org/BrandedView.aspx?oecd_bv_id=health-data-en&doi=health-data-en 

5

https://OECD/stats.oecd.org/BrandedView.aspx?oecd_bv_id=health-data-en&doi=health-data-en 

6

https://OECD/stats.oecd.org/BrandedView.aspx?oecd_bv_id=health-data-en&doi=health-data-en 

background image

 

6

popyt,  gdyż  pacjent  zwyczajnie  nie  wie  jaka  kuracja  będzie  dla  niego  lepsza  (a  przy  okazji 

może  tańsza),  a  przecież  nikt  nie  jest  na  tyle  nierozumny  (a  Arrow  operował  modelem 

człowieka  racjonalnego),  aby  kłócić  się  z  lekarzem  co  do  diagnozy  stanu  chorobowego  i 

zalecanej  terapii.  Jeśli  uwzględnimy  jeszcze  występowanie  trzeciej  strony  (ubezpieczyciela), 

która  zapłaci  za  wykonywaną  usługę,  to  jasne  jest,  że  żadna  ze  stron  kontraktu  lekarz  – 

pacjent nie jest zainteresowana ograniczaniem kosztów świadczonych usług medycznych (K. 

Arrow,  1963,  nr  53  (3).  Obserwację  Arrowa  wzmacniają  empiryczne  ustalenia  badań 

amerykańskich,  w  których  stwierdzono,  że  liczba  świadczonych  usług  jest  funkcją  liczby 

lekarzy praktykujących w danym regionie, a D. Cohen przytacza skwantyfikowany wskaźnik 

wynoszący 0,55 obrazujący związek między kosztem wydatków na ochronę zdrowia, a liczbą 

praktykujących  lekarzy  co  oznacza,  że  zwiększenie  liczby  lekarzy  w  danym  regionie  o  10% 

przyczynia  się  do  zwiększenia  w  tym  regionie  wydatków  na  ochronę  zdrowia  o  5,5%  (D. 

Cohen, 1998, str. 22). Gdyby zatem powyższe ustalenia były trafne to epatowanie relatywnie 

mniejszą  wielkością  nakładów  na  system  ochrony  zdrowia  w  Polsce  wcale  nie  musi  być 

trafnym  argumentem  w  dyskusji  o  kierunku  koniecznych  zmian,  tj.  za  zwiększaniem 

publicznych  nakładów  na  ochronę  zdrowia,  gdyż  ważne  są  także  przyczyny  takiego  czy 

innego poziomu finansowania usług medycznych. 

Warto  zauważyć,  że  w  ostatnich  latach  nastąpił  w  Polsce  wzrost  wydatków  na  ochronę 

zdrowia. W 2008 r. wyniosły one 7,01% PKB i były wyższe o 0,58 pkt. procentowego niż w 

2007 r. i o 0,81 pkt. procentowego wyższe niż w 2006 r. W 2005 r. wydatki wyniosły 6,21% 

PKB, w 2004 r. - 6,20% PKB a 2003 r. - 6,25% PKB. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

7

 

Wykres 2Wydatki na ochronę zdrowia jako % PKB w latach 2003-2008 

0

1

2

3

4

5

6

7

8

2003

2004

2005

2006

2007

2008

wydatki ogółem

wydatki publiczne

wydatki prywatne

 

Ź

ródło:  Raporty  GUS:  „Podstawowe  dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2009  r.”,  str.  192; 

„Podstawowe  dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2008  r.”,  str.  185;  „Podstawowe  dane  z 
zakresu  ochrony  zdrowia  w  2007  r.”,  str.  149;  „Finansowanie  ochrony  zdrowia  w  Polsce. 
Zielona księga II”, str. 26; 
 

 

O  kierunku  dokonujących  się  zmian  w  systemie  ochrony  zdrowia  wiele  można 

powiedzieć na podstawie struktury jego finansowania. Tylko między 2003 r. a 2008 r. nastąpił 

wzrost  prywatnych  wydatków  bieżących  o  ponad  7676  mln.  zł.  oraz  publicznych  wydatków 

bieżących o ponad 25289 mln. zł. 

background image

 

8

Wykres 3. Wydatki publiczne i prywatne na ochronę zdrowia w latach 2003-2008 

 

0

10000

20000

30000

40000

50000

60000

70000

2003

2004

2005

2006

2007

2008

Wydatki publiczne bie

żą

ce na ochron

ę

 zdrowia w mln. zł.

Wydatki prywatne bie

żą

ce na ochron

ę

 zdrowia w mln. zł.

 

Ź

ródło:  dane  GUS:  Raport GUS: „Podstawowe dane z zakresu ochrony zdrowia w 2009 r.”, 

str.  192;  „Podstawowe  dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2008  r.”,  str.  185;  „Podstawowe 
dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2007  r.”,  str.  149;  „Finansowanie  ochrony  zdrowia  w 
Polsce. Zielona księga II”, str. 26; 

 

 

 

Jedno  z  podstawowych  pytań  jakie  możemy  sobie  postawić  jest  takie:  czy  istnieją,  a 

jeśli  tak,  to  gdzie  tkwią  rezerwy  dodatkowego  finansowania  systemu  ochrony  zdrowia? 

Biorąc pod uwagę fakt, że mamy cztery podstawowe źródła finansowania systemu, tj. budżet 

NFZ,  prywatne  nakłady,  budżet  państwa  oraz  jednostek  samorządu  terytorialnego  możemy 

przyjrzeć się jak zmieniał się ich udział w ogóle nakładów na ochronę zdrowia oraz jaka była 

dynamika przyrostu nakładów z każdego źródła. 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

9

Wykres 4. Struktura wydatków na ochronę zdrowia w latach 2003-2008 

 

0%

10%

20%

30%

40%

50%

60%

70%

80%

90%

100%

2003

2004

2005

2006

2007

2008

bud

ż

et pa

ń

stwa

NFZ

prywatne

samorz

ą

d terytorialny

 

 

Ź

ródło:  dane  GUS:  Raport GUS: „Podstawowe dane z zakresu ochrony zdrowia w 2009 r.”, 

str.  192;  „Podstawowe  dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2008  r.”,  str.  185;  „Podstawowe 
dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2007  r.”,  str.  149;  „Finansowanie  ochrony  zdrowia  w 
Polsce. Zielona księga II”, str. 26; 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

 

10

Wykres 5. Dynamika zmian wydatków na ochronę zdrowia; 2003 = 100% 

0

50

100

150

200

250

2003

2004

2005

2006

2007

2008

bud

ż

et pa

ń

stwa

samorz

ą

d terytorialny

NFZ

prywatne

 

Ź

ródło:  dane  GUS:  Raport GUS: „Podstawowe dane z zakresu ochrony zdrowia w 2009 r.”, 

str.  192;  „Podstawowe  dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2008  r.”,  str.  185;  „Podstawowe 
dane  z  zakresu  ochrony  zdrowia  w  2007  r.”,  str.  149;  „Finansowanie  ochrony  zdrowia  w 
Polsce. Zielona księga II”, str. 26; 
 

 

Z  powyższych  danych  wyraźnie  wynika,  że  największą  dynamikę  przyrostu  w  latach 

2003-2008  miały  wydatki  z  budżetu  państwa  oraz  wydatki  prywatne  choć,  co  nikogo  nie 

może  dziwić,  największy  udział  w  finansowaniu  ochrony  zdrowia  (sięgający  65%  ogółu 

wydatków)  mają  ubezpieczenia  społeczne.  Mniejsza  dynamika  przyrostu  nakładów  na 

ochronę  zdrowia  z  ubezpieczenia  społecznego  (NFZ)  może  świadczyć  o  wyczerpaniu 

możliwości  wzrostu  nakładów  z  tego  źródła,  co  mogłoby  nastąpić  albo  dzięki  podniesieniu 

wysokości  składki  z  obecnych  9%  podstawy  wymiaru,  albo  dzięki  wyraźnej  poprawie  na 

rynku  pracy  sytuacji  dochodowej  mieszkańców.  Obie  sytuacje  wydają  się  być  mało 

prawdopodobne  dlatego  jedynym  realnym  źródłem  wzrostu  nakładów  pozostają  prywatne 

wydatki  obywateli.  Pojawiają  się  wprawdzie  propozycje,  aby  wprowadzić  dodatkowe  i 

dobrowolne  ubezpieczenia  zdrowotne  z  możliwością  odpisu  części  składki  od  zobowiązań 

podatkowych,  ale  takie  rozwiązanie,  po  pierwsze,  musiałoby  uszczuplić  dochody  budżetu 

państwa, a w obecnej sytuacji zadłużenia wydaje się ona trudna do akceptacji przez ministra 

finansów, a po drugie, jeszcze bardziej spolaryzowałoby to dostęp do świadczeń zdrowotnych 

między  lepiej  i  gorzej  sytuowanymi  obywatelami  naszego  kraju.  Polaryzacja  dostępu  do 

ś

wiadczeń zdrowotnych to z kolei przykład takiego problemu, o którym mówi się dość rzadko 

background image

 

11

w  ramach  dyskusji  o  kierunkach  reformowania  systemu  ochrony  zdrowia,  a  który  jest 

niezmiernie ważny. 

 

3.2.  Co z tym społecznym solidaryzmem? 

Ś

wiadczenia zdrowotne przez lata były uważane za takie, które finansowane i realizowane 

są  w  sposób  możliwie  najbliższy  idei  społecznego  solidaryzmu.  Zróżnicowana  wysokość 

składki  w  zależności  od  wysokości  dochodów,  ale  jednakowe  świadczenie  w  ramach 

ubezpieczenia, brak górnego pułapu dochodów ograniczającego wysokość płaconych składek 

oraz  opłacanie  składek  osobom  bezrobotnym  z  budżetu  państwa  to  najbardziej 

charakterystyczne  cechy  obecnego  systemu  ubezpieczenia  zdrowotnego  mające  swoje  źródło 

w idei społecznego solidaryzmu. Warto przypomnieć, że w poprzednim systemie kas chorych 

obowiązywał algorytm

7

, dzięki któremu próbowano wyrównywać przychody poszczególnych 

kas,  a  duże  zróżnicowanie  przychodów  między  kasami  było  podstawową  przyczyną 

likwidacji  systemu  kas  chorych  i  zastąpienia  go  zcentralizowanym  Narodowym  Funduszem 

Zdrowia.  Kasy  chorych  miały  być  ‘strażnikiem’  efektywnego  zarządzania  publicznymi 

pieniędzmi  przeznaczonymi  na  ochronę  zdrowia,  a  ich  struktura  –  poza  kasą  branżową  – 

miała charakter terytorialny.  

Jak  zauważa  Ch.  Sowada  Wyrównanie  ma  pozbawić  instytucje  ubezpieczeniowe 

możliwości realizacji zysków z selekcji ryzyka i zniechęcić je do prowadzenia polityki cream 

skimming.  Wyrównanie  finansowe  nie  ma  natomiast na celu niwelowanie różnic w profilach 

kosztów  kas  wynikających  z  efektywności  gospodarowania  (...).  W  przypadku  ubezpieczenia 

rezygnującego z konkurencji kas chorych dominującym celem wyrównania finansowego staje 

się  zrównanie  szans  ubezpieczonych  w  dostępie  do  świadczeń  medycznych.  Realizacji  tego 

celu  służy  adekwatne  uwzględnienie  w  algorytmie  wyrównania  tych  czynników,  które  przez 

poziom  kosztów  i  przychodów  kas  wpływają  na  dostępność  świadczeń,  a  jednocześnie 

pozostają  poza  zasięgiem  oddziaływania  pojedynczych  kas.  (...).  Stosowany  w  Polsce 

algorytm (...) w szczególny sposób ignoruje większość przedstawionych w artykule czynników 

(...).  Przy  założeniu  utrzymania  zasadniczych  elementów  funkcjonującego  obecnie  systemu 

finansowania  opieki  zdrowotnej  w  Polsce  –  proponowane  przez  niektóre  partie  polityczne 

zastąpienie  kas  chorych  przez  ponadregionalne  instytucje  odpowiedzialne  za  finansowanie 

ś

wiadczeń  nie  wydają  się  zmieniać  istoty  mechanizmów  finansowych  (...).  Aby  taka  reforma 

mogła  przynieść  oczekiwane  pozytywne  skutki,  potrzebne  jest  również  skonstruowanie 

                                                 

7

    Na  temat  algorytmu  wyrównywania  finansowego  oraz  jego  ograniczeń  stosowania  zob.  Ch.  Sowada: 

„Wyrównywanie finansowe między kasami chorych”, w: Polityka Społeczna, nr 10, Warszawa 2001 r. 

background image

 

12

odpowiedniej bazy danych umożliwiającej adekwatne w stosunkach do wyznaczonych celów, 

uwzględnienie  czynników  dywersyfikujących  szanse  dostępu  do  świadczeń  ubezpieczonych  w 

różnych kasach i mieszkańców różnych regionów kraju (Ch. Sowada, 2001, str. 19-20).  

Wszystko  wskazuje  na  to,  że  obecnie  forsowane  pomysły  zmian  w  systemie  ochrony 

zdrowia – zapisane w zawetowanej w 2008 r. przez Prezydenta RP ustawie o zakładach opieki 

zdrowotnej  –  upatrują  ‘strażnika’  efektywnego  zarządzania  publicznymi  pieniędzmi  w 

jednostkach  samorządu  terytorialnego,  które  wsparte  mechanizmami  działania  rynku 

(możliwość tworzenia spółek prawa handlowego zarządzających jednostkami służby zdrowia) 

będą  skutecznie  przeciwdziałały  zjawisku  zadłużania  sektora  ochrony  zdrowia.  Sprawa 

jednak  komplikuje  się,  gdyż  nie  chodzi  tylko  o  pieniądze  i  ich  efektywne  wydawanie,  ale 

także,  a  w  zasadzie  przede  wszystkim,  o  zdrowie  obywateli  i  odpowiedzialność  państwa  za 

realizowanie  określonej  polityki  zdrowotnej.  Biorąc  pod  uwagę  fakt,  że  udział  wydatków 

prywatnych  oraz  jednostek  samorządu  terytorialnego  łącznie  stanowi  ponad  30%  wszystkich 

wydatków  na  ochronę  zdrowia  to  jasne  staje  się,  że  dobrostan  obywateli  w  coraz  większym 

stopniu będzie funkcją indywidualnej zamożności, a dostęp do świadczeń zdrowotnych będzie 

w  dużej  mierze  zależał  od  kondycji  materialnej  samorządów  i  jego  mieszkańców. 

Komunalizacja sektora ochrony zdrowia, co expresis verbis wynika z zawetowanej ustawy o 

zakładach  opieki  zdrowotnej,  być  może  nie  jest  złym  pomysłem  aby  skutecznie  ograniczać 

dług sektora sięgający w II kwartale 2010 r. 9926,8 mln. zł. (dane Ministerstwa Zdrowia), ale 

niewiele wnosi jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie, w jaki sposób wyrównywać możliwości 

dostępu  obywateli  do  świadczeń  zdrowotnych  –  jeżeli  idea  społecznego  solidaryzmu  ma 

jeszcze  jakikolwiek  sens.  Tego  problemu  nie  udało  się  rozwiązać  w  ramach  systemu  kas 

chorych  i  nic  nie  wskazuje na to, aby udało się rozwiązać w ramach skomunalizowanej, czy 

jak  twierdzą  inni  skomercjalizowanej  służby  zdrowia.  Nawiasem  mówiąc,  byłoby  dobrze 

wiedzieć, jakie są zróżnicowania kosztów i przychodów poszczególnych jednostek samorządu 

terytorialnego  odpowiedzialnych  za  realizację  świadczeń  medycznych  z  uwzględnieniem 

takich  czynników,  jak:  demograficzne  (wiek,  płeć),  epidemiologiczne  (zachorowalność, 

inwalidztwo,  ekstremalne  ryzyka),  społeczne  (miejsce  zamieszkania  i  leczenia,  wykonywany 

zawód),  ekonomiczne  (koszty  wytwarzania  świadczeń,  wysokość  podstawy  składki)  i 

polityczno-socjalne (zwolnienia z dopłat do świadczeń) co było niezrealizowanym postulatem 

Ch.  Sowady w dyskusji nad kierunkiem zmian systemu kas chorych (Ch. Sowada, 2001, str. 

20). 

Wypada  jednak  gwoli  dbałości  o  fakty  zauważyć,  że  w  zawetowanej  ustawie 

zaproponowano  także  mechanizm  transferu  środków  publicznych  do  spółek  z  ograniczoną 

background image

 

13

odpowiedzialnością  albo  spółek  akcyjnych  prowadzących  zakłady  opieki  zdrowotnej  a 

wysokość środków miałaby być ustala według wzoru:  

W = K*Po gdzie współczynnik Po = 

+

o

o

o

b

a

a

, a poszczególne symbole oznaczają: 

W – wysokość środków publicznych; 

K – planowany koszt realizacji zadania określonego w ust. 1 pkt. 1-5; 

o

-  przychody  podmiotu  wymienionego  w  ust.  1  z  tytułu  świadczeń  opieki  zdrowotnej 

finansowanych  ze  środków  publicznych  uzyskane  w  poprzednim  roku  obrotowym  w 

rozumieniu  ustawy  z  dnia  27  sierpnia  2004  r.  o  świadczeniach  opieki  zdrowotnej 

finansowanych ze środków publicznych; 

o

  -  przychody  podmiotu  wymienionego  w  ust.  1  z  tytułu  świadczeń  opieki  zdrowotnej 

finansowanych  ze  środków  innych  niż  określone  dla  symbolu 

o

uzyskane  w 

poprzednim  roku  obrotowym  (art.  71  ust.  4  Ustawy  z  dnia  6  listopada  2008  r.  o 

zakładach opieki zdrowotnej - nieuchwalona po wecie Prezydenta RP). 

 

Z  uwagi  na  fakt,  że  kluczowe  znaczenie  dla  wielkości  dofinansowania  ze  środków 

publicznych  ma  wskaźnik 

o

  oznacza  to,  że  wielkość  środków  pozyskanych  ze  źródeł 

niepublicznych  pomniejszałaby  ewentualną  pomoc  publiczną.  Dla  takiego  rozwiązania  nie 

trudno znaleźć merytoryczne uzasadnienie, ale należy też zauważyć, że zapis ustawy mówił o 

możliwości  udzielania  wsparcia,  a  nie  jego  obligatoryjności  i  trudno  oczekiwać,  aby  z 

budżetu  państwa  płynęły  szerokim  strumieniem  pieniądze  na  dofinansowanie  spółek  z 

ograniczoną  odpowiedzialnością,  czy  też  spółek  akcyjnych  prowadzących  zakłady  opieki 

zdrowotnej,  gdyż  byłoby  to  sprzeczne  z  podstawowymi  założeniami  proponowanych  zmian, 

których celem jest przecież ograniczenie zadłużania sektora ochrony zdrowia. 

Z  systematycznie  prowadzonych  badań  empirycznych  w  ramach  projektu  „Diagnoza 

Społeczna” wiemy, że stale przybywa osób, które z własnej kieszeni pokrywają koszty opieki 

zdrowotnej.  O  ile  w  2000  r.  było  takich  osób  24,58%,  w  2005  r.  –  38,8%  to  w  2009  r.  już 

48,9% (Diagnoza społeczna, Raport z 2000 r., 2005 r. i 2009 r.; http://www.diagnoza.com/). 

Dynamikę zmian w latach 2000-2009 przedstawia poniższy wykres: 

 

 

 
 

background image

 

14

 
 
 
 
Wykres 6. Odsetek osób ponoszących wydatki z własnej kieszeni na opiekę zdrowotną w 
latach 2000-2009 
 

0

5

10

15

20

25

30

35

40

45

50

2000

2005

2007

2009

% osób ponosz

ą

cych wydatki z własnej kieszeni na opiek

ę

 zdrowotn

ą

 

Ź

ródło: Raporty Diagnozy Społecznej: 2000 r., 2003 r., 2009 r.; 

http://www.diagnoza.com/

 

 

 

Z  tych  samych  badań  wynika,  że  szczególnie  wyraźne  jest  zróżnicowanie  w  zakresie 

korzystania  z  odpłatnych  usług  zdrowotnych  wśród  gospodarstw  domowych  o  odmiennej 

sytuacji dochodowej na jednostkę ekwiwalentną. To zróżnicowanie widoczne jest zarówno w 

wymiarze  synchronicznym,  jak  i  diachronicznym,  tj.  w  2000  r.  mieliśmy  15,18% 

korzystających  z  odpłatnej  służby  zdrowia  spośród  gospodarstw  domowych  o  dochodzie 

ekwiwalentnym  na  jednostkę  kwalifikującym  do  dolnego  kwartyla  oraz  33,99%  spośród 

gospodarstw  domowych  zakwalifikowanych  do  górnego  kwartyla  dochodowego;  w  2009  r. 

gospodarstw o dochodzie ekwiwalentnym na jednostkę kwalifikującym do dolnego kwartyla i 

korzystających  z  odpłatnej  usług  medycznych  było  30,4%  a  wśród  górnego  kwartyla  aż 

65,5%. Zestawienie danych zawiera poniższy wykres. 

 

 

 

 

background image

 

15

 

 

Wykres  7.  Odsetek  osób  wydających  z  własnej  kieszeni  na  opiekę  zdrowotną  w 
zależności od ich sytuacji dochodowej w latach 2000-2009 
 

0

10

20

30

40

50

60

70

2000

2007

2009

dolny kwartyl dochodowy

ś

rodkowe 50% dochodu

górny kwartyl dochodowy

 

Ź

ródło: : Raporty Diagnozy Społecznej: 2000 r. i 2009 r.; 

http://www.diagnoza.com/

 

 
 
 

Wzrost  zainteresowania  odpłatnymi  usługami  medycznymi  w  każdej  z  grup 

dochodowych  świadczy  o  ograniczonych  możliwościach  zapewnienia  opieki  zdrowia  w 

ramach  obowiązkowego  ubezpieczenia  zdrowotnego.  To  akurat  wiemy  dość  dobrze  z 

rozlicznych  analiz  danych  statystycznych,  ale  nie  znamy  odpowiedzi  na  pytanie  czy  idea 

społecznego solidaryzmu, w oparciu o którą było budowane powojenne państwo opiekuńcze, 

odgrywa jeszcze jakiekolwiek znaczenie i jest przesłanką do podejmowania istotnych decyzji 

w obszarze życia publicznego. 

 

3.3. Fetysz decentralizacji i usamorządowienia służby zdrowia 

Jednym  z  podstawowych  argumentów  na  rzecz  komunalizacji  systemu  ochrony 

zdrowia,  i  wcale  nie  ma  pewności  czy  trafnym,  jest  taki,  że  władze  samorządowe  znając 

najlepiej potrzeby mieszkańców wspólnot terytorialnych będą w stanie w możliwie najlepszy 

sposób  rozwiązywać  ich  problemy, a też i efektywnie alokować publiczne pieniądze. Pogląd 

ten jest tak usilnie powtarzany, że wielu badaczy i uczestników życia publicznego traktuje go 

background image

 

16

wręcz jak aksjomat, choć należałoby raczej zgodzić się z S. Golinowską, że Decentralizacja 

w Polsce dokonuje się bez dostatecznej analizy krytycznej jej założeń, przebiegu oraz efektów. 

Wypowiedzi  w  tej  dziedzinie  są  paraliżowane  przez  imperatyw  poprawności  politycznej, 

zgodnie z którą o decentralizacji nie można dyskutować, ponieważ można by ją podważyć (S. 

Golinowska, M. Boni, 2006, str. 49). 

Decentralizacja  może być istotnym czynnikiem poprawy zarządzania sferą publiczną, 

w tym sektora ochrony zdrowia, ale powinny być spełnione określone warunki. R. Putnam w 

oparciu  o  bogate  dane  empiryczne  zebrane  w  Północnych  i  Południowych  Włoszech 

przekonywująco  dowodzi,  że  kontekst  społeczny  i  historia  warunkują  w  sposób  istotny 

skuteczność działania instytucji (R. Putnam, 1995, str. 285). 

Choć wyniki jego analizy nie zniechęcają do podejmowania reform decentralizacyjnych to 

jednak przestrzegają przed nadmiernym optymizmem, gdyż Gdzie w grę wchodzi budowanie 

instytucji (a nie jedynie pisanie konstytucji), czas należy mierzyć dziesiątkami lat. Tak było w 

przypadku  niemieckich  landów,  i  tak  jest  w  przypadku  włoskich  regionów,  a  przed  nimi 

komunalnych republik i tak będzie w przypadku ekskomunistycznych państw euroazjatyckich, 

nawet jeśli wydarzenia przebiegać będą według najbardziej optymistycznego scenariusza (R. 

Putnam, 1995, str. 288). Dobrze byłoby zatem zadać sobie pytanie, które zadał A. Rychard w 

komentarzu  do  książki  Putnama,  a  mianowicie  gdzie  jest  polskie  „Południe”,  a  gdzie 

„Północ” we włoskim sensie? Czy w ogóle istnieją w sposób tak wyraźny? (R. Putnam, 1995, 

str.  315).  Na  te  pytanie  nie  musimy  w  tym  miejscu  odpowiadać,  ale  warto  pamiętać,  że  bez 

pogłębionej refleksji nad stanem „Polski lokalnej” możemy narazić się na popełnienie błędów 

w  grze,  w  której  stawką  jest  funkcjonalność  jednego  z  ważniejszych  systemów  życia 

zbiorowego. 

Istnieje dość pokaźna literatura powstała w oparciu o badania empiryczne wskazująca na 

to,  że  przynajmniej  dla  części  lokalnych  wspólnot  w  Polsce  możemy  używać  określenia 

zaproponowanego przed laty przez A. Podgóreckiego - „brudne wspólnoty”

8

. Przypomnijmy, 

ż

e  nadzieje  związane  z  obecnie  proponowanymi  zmianami  w  systemie  ochrony  zdrowia 

budowane  są  na  założeniu,  że  lokalne  samorządy  będę  efektywniej  zarządzały  majątkiem 

                                                 

8

  ‘Brudne  wspólnoty’  wyłaniają  się  wówczas,  kiedy  elementy  tradycyjnej  kontroli  społecznej,  oderwane  od 

etycznych podstaw, są tak przesiąknięte rozmaitymi negatywnymi oddziaływaniami, że tracą swój charakter jako 
czynniki tradycyjnej kontroli społecznej i nabierają cech specyficznej, perwersyjnej lojalności. Ta lojalność jest 
dodatkowo  wzmacniana  przez  więzi  rodzinne,  wzajemne  drobne  przysługi,  uczestnictwo  w  rozmaitych 
(drobnych  i  poważnych)  przestępstwach  lub  we  wzajemnych  nieformalnych  korzyściach,  niekoniecznie 
legalnych,  prywatnych  transakcjach  z  możliwością  wzajemnego  szantażu  w  przypadku  naruszenia  zasad 
współpracy;  A.  Podgórecki:  „A  sociological  Theory  of  Law”  cyt.  za  W.  Misiak:  „Dirty  Togetherness. 
Phenomena  of  social  pathology  in  borderland  areas  at  Polish-German  and  Polish-Czech  frontiers”,  Wyd.  UW, 
Warszawa 1999, str. 19. 

background image

 

17

służby  zdrowia  bądź  też  z  roztropnością  podejmowały  decyzje  o  pozbyciu  się  części  lub 

całości  udziałów  w  szpitalach.  Skądinąd  jednak  wiemy,  a  dobrze  dokumentują  to  analizy 

ekonomistów  ze  szkoły  instytucjonalnej,  że  efektywność  takiego  czy innego przedsięwzięcia 

nie  jest  tylko  prostą  funkcją  trafnych  decyzji  alokacyjnych  poszczególnych  osób,  ale  także 

sprzyjającego  otoczenia  instytucjonalnego,  w  jakim  decyzje  te  są  podejmowane.  Decyzje 

alokacyjne nie mogą być wyznaczane tylko i wyłącznie rachunkiem ekonomicznym gdyż, po 

pierwsze,  czyste  reguły  rynkowe  w  systemie  ochrony  zdrowia  zawodzą,  a  po  drugie, 

zapewnienie  określonego  świadczenia  opieki  zdrowotnej  to  wciąż  –  jakkolwiek  by  nie 

traktować  ustawę  zasadniczą  –  obowiązek  władzy  publicznej.  Oznacza  to,  że  władze 

samorządowe  będę  musiały  w  swoich  decyzjach  uwzględniać  z  jednej  strony  ekonomiczne 

aspekty  funkcjonowania  systemu,  a  z  drugiej  strony  interesy  zdrowotne  mieszkańców,  które 

niekoniecznie  muszą  być  zbieżne  z  interesami  rozmaitych  lokalnych  czy  ponad-lokalnych 

grup interesów kierujących się w swoich działaniach np. logiką ‘brudnych wspólnot’. 

Menedżerska sprawność właścicieli, wszystko jedno czy będą to reprezentanci władzy 

publicznej  czy  prywatnych  spółek,  to  z  całą  pewnością  warunek  konieczny,  ale  nie 

wystarczający  aby  poprawić  jakość  świadczonych  usług  medycznych  i  ich  dostępność  w 

ramach  sektora  publicznego.  Szczególnie  ważna  wydaje  się  być  zdolność  do  zawierania 

rozmaitych  kompromisów  między  tymi,  którzy  będą  reprezentować  interes  prywatny  a  tymi, 

których  powinnością  jest  dbałość  o  interes  wspólny  mieszkańców.  Wypracowanie 

kompromisu  będzie  funkcją  nie  tylko  zdolności  negocjacyjnych  stron  ale  także,  a  może 

przede  wszystkim,  siły  przetargowej  partnerów  zaangażowanych  kapitałowo  w  prowadzenie 

określonej  jednostki  usług  medycznych.  Stawia  to  przed  nami  pytanie  o  strukturę  powiązań 

grup interesów i ich znaczenie dla takiego czy innego lokalnego układu władzy. Na ten temat 

nie  ma  jednak  dobrze  zewidencjonowanej  wiedzy  i  w  zasadzie  skazani  jesteśmy  na 

odwoływanie  się  do  lepiej  bądź  gorzej  opisanych  studiów  przypadku.  Nie  ma  powodu,  aby 

wątpić  w  to,  że  w  wielu  lokalnych  wspólnotach  samorządowych  władze  dbają  o  dobro 

wspólne,  w  tym  zdrowie  mieszkańców,  z  poszanowaniem  takich  czy  innych  zasad  dialogu  i 

poszukiwania  kompromisu,  ale  istnieje  też  ewidencja  empiryczna  wskazująca  na  to,  że  nie 

brakuje  takich  wspólnot,  w  których  –  jak  to  określa  A.  Zybertowicz  –  mamy  do  czynienia  z 

adialogiczną  przestrzenią  lokalnej  gry  o  władzę  i  pieniądze  (D.  Zalewski  red.,  2005,  str.  90-

95). Wiele wskazuje na to, że proponowane zmiany w systemie ochrony zdrowia to nie tylko 

wyzwanie  dla  władz  samorządowych,  ale  też  sprawdzian  efektywności  i  funkcjonalności 

rozwiązań, które odwołują się do idei decentralizacji i komunalizacji polityki społecznej. 

 

background image

 

18

4.  Kilka słów podsumowania 

Nie wiemy jakie będą konsekwencje proponowanych zmian w systemie ochrony zdrowia, 

ale  kierunek  reform  został  wskazany  w  zawetowanej  w  2008  r.  ustawie  o  zakładach  opieki 

zdrowotnej. Wiemy natomiast, że wzmocniona będzie rola samorządów terytorialnych, które  

uzyskają  prawo  do  zbywania  części  bądź  całości  udziałów  zakładów  opieki  zdrowotnej  co 

nakazuje zwrócić szczególnie baczną uwagę na  splot rozmaitych interesów sfery publicznej i 

prywatnej  we  wspólnotach  terytorialnych.  Potencjał  finansowy,  kadrowy,  intelektualny  etc., 

jakim  dysponują  wspólnoty  jest  zróżnicowany,  co  stanowi  przesłankę  do  postawienia 

hipotezy, że jakość i dostępność do publicznej służby zdrowia będzie w dużej mierze funkcją 

owego  zróżnicowania.  Gdyby  tak  się  stało,  to  należałoby  udzielić  odpowiedzi  na  pytanie  o 

znaczenie  idei  społecznego  solidaryzmu,  w  oparciu  o  którą  budowane  było  powojenne 

państwo  opiekuńcze.  Dotychczasowe  doświadczenia  raczej  wskazują  na  to,  że  idea 

społecznego  solidaryzmu  odgrywa  coraz  mniejszą  rolę  w  kształtowaniu  instytucji  państwa 

opiekuńczego,  a  zmiany  w  służbie  zdrowia,  w  której  dostępność  i  jakość  świadczeń 

zdrowotnych  w  coraz  większym  stopniu  jest  funkcją  indywidualnej  zamożności  znakomicie 

wpisują się w ten trend. 

 

background image

 

19

Bibliografia: 

1. 

Cohen D.: „Kłopoty dobrobytu“ Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 1998; 

 

2. 

Arrow  K.:  „Uncertainty  and  the  Welfare  Economics  of  Medical  Care”,  American 
Economic Review, 1963, nr 53 (3). 

 

3. 

Golinowska S., Boni M. (red.): „Nowe dylematy polityki społecznej”, Raporty CASE, 
nr 65, Warszawa 2006; 

 

4. 

Luhmann N.: „Teoria państwa bezpieczeństwa socjalnego”, PWN, Warszawa 1994; 

 

5. 

Misiak  W.:  „Dirty  Togetherness.  Phenomena  of  social  pathology  in  borderland  areas 
at Polish-German and Polish-Czech frontiers”, Wyd. UW, Warszawa 1999, 

 

6. 

Sowada  Ch.:  „Wyrównywanie  finansowe  między  kasami  chorych”,  w:  Polityka 
Społeczna, nr 10, Warszawa 2001 r. 

 

7. 

Spławski M., Zybertowicz A.: „Dialog społeczny jako ciało obce w tkance polskiego 
ż

ycia  społecznego.  Analiza  wstępna”,  w,  D.  Zalewski  (red.):  „Dialog  społeczny  na 

poziomie regionalnym. Ocena szans rozwoju”, IPiSS, Warszawa 2005; 

 

8. 

Tymowska  K.,  Malin  V.,  Alaszewski  E.:  „System  umów  w  opiece  zdrowotnej  w 
Anglii  i  w  Polsce”,  Centrum  Edukacji  i  Rozwoju  Biznesu  „Olympus”,  Warszawa 
1996; 

 

9. 

Ustawa  z  dnia  6  listopada  2008  r.  o  zakładach  opieki  zdrowotnej  (nieuchwalona  po 
wecie Prezydenta RP); 

 

Adresy internetowe: 

1.  Diagnoza społeczna, Raport z 2000 r., 2005 r. i 2009 r.; 

http://www.diagnoza.com/

 

2. 

https://OECD/stats.oecd.org/BrandedView.aspx?oecd_bv_id=health-data-en&doi=health-data-en

 

3. 

http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_zos_podst_dane_z_zakr_ochr_zdr_w_2009.pdf

 

4. 

http://www.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=b325212551&ms=252&ml=pl&mi=255&mx=6&ma=201