background image

ISSN 1509-460X 

INDEKS 356441 

http://www.faktyimity.pl

N

Nrr 3

39

9 ((6

60

04

4)) 6

6 P

PA

AŹD

DZ

ZIIE

ER

RN

NIIK

KA

A 2

20

01

11

1 rr.. C

Ceen

naa 4

4,,2

20

0 zzłł ((w

w ttyym

m 8

8%

% V

VA

AT

T))

ISSN  1509-460X

Kto reprezentuje lewicowy elektorat?

PPAALLIIKKOOTT KKOONNTTRRAA SSEENNYYSSZZYYNN

Dwa i pół roku temu napisałem na łamach „FiM” list otwarty: „Miliardy dla Tuska”,
w którym  wyliczyłem  premierowi  największe  marnotrawstwa  lub  – jak  kto  woli
– oszczędności, jakie można natychmiast poczynić, odstawiając Kościół i jego mun-
durowych  od państwowego  koryta.  Z wyliczeń  wyszły  mi  wtedy 3  mld  zł.  Zapłod-
niony moim pomysłem Janusz Palikot zawarł w swoim programie także inne oszczęd-
ności.  W ten  sposób  powstała  nasza  wspólna „Lista  hańby”  (patrz  niżej).  Dlaczego
hańby?  Ponieważ  hańbą  dla  wszystkich  partii,  które  rządziły  po 1989  roku,  jest  to,
że 3  miliony  dzieci  w Polsce  nie  dojada,  z czego  połowa  codziennie  chodzi  głodna.
Hańbą jest, że tysiące Polaków ginie każdego roku na dziurawych, wąskich lub nie-
oświetlonych  drogach;  że  czekamy  po pół  roku  w kolejkach  do specjalistów;  że
emeryci  i renciści  grzebią  w śmietnikach. I hańbą  jest  fakt,  że  przy tak  powszech-
nej  biedzie  rządzący  zadłużyli  jeszcze  naszą  Ojczyznę  na niebotyczne  kwoty,  które
spłacać będą nasze prawnuki.
Żadna z partii, która rządziła po 1989 roku, nie zdobyła się na powiedzenie rodakom
PRAWDY: Polska to bogaty kraj! Wystarczy tylko racjonalnie i zgodnie z ludzkim (broń
boże katolickim!) sumieniem poprzesuwać wspólnie wypracowany dochód z pozycji:
MARNOTRAWSTWO na pozycję: CZŁOWIEK. A zamiast ględzić o kryzysie i zaciska-
niu pasa, dać ludziom godziwe wynagrodzenie za dobrą pracę, uczynić nasz kraj pięk-
niejszym  i bezpieczniejszym.  Niestety,  priorytety  naszych  wybrańców  są  zgoła  inne.
Od brzuszka polskiego dziecka, które nie może głosować, ważniejsze jest brzuszysko
księdza biskupa, z którego zdaniem liczą się jeszcze tysiące. Od zdrowia naszych ro-
dziców i dziadków ważniejsze jest dobre samopoczucie panów w sukienkach.

Zewsząd słyszymy, że na to czy na tamto nie ma pieniędzy. Bzdura! Polacy potra-

fią pracować ciężej i wydajniej od innych narodów. Niestety, Polacy nie potrafią

się  rządzić...  A może  raczej  nie  potrafią  wybierać  spośród  siebie  rządzą-

cych? Gdzie  wobec  tego  są  nasze  ciężko  zarobione  pieniądze,  nasze  podatki?

Oto one:

I.  Likwidacja  Senatu  – 161  mln  zł,  w tym  m.in.  dotacje  na rzecz  kościelnych

misji w ramach wsparcia Polonii – 75 mln zł;

II. Likwidacja dotacji i subwencji dla partii politycznych – 56 mln zł;

III. Likwidacja Funduszu Kościelnego – 96 mln zł;

IV. Likwidacja IPN – 213 mln zł;
V.  Likwidacja  Ordynariatu  Polowego  i zwolnienie  kapelanów  rzymskokatolic-
kich  ze  wszystkich  instytucji  państwowych  – 55  mln  zł (nie  licząc  majątku
ordynariatu, kościołów i kaplic wybudowanych za państwowe pieniądze);
VI. Dołączenie KRUS do ZUS – 246 mln zł;
VII.  Racjonalne  ograniczenie  wydatków  na obronę  o połowę,  m.in.  poprzez
likwidację zbędnych szkół wojskowych (nasza 100-tysięczna armia kształci
kadry w większej liczbie akademii wojskowych niż ponad 300-tysięczne si-
ły  zbrojne  Francji),  rozdętej  biurokracji  wojskowej  (są  sztaby,  którym  nie
podlega ani jeden żołnierz w polu), parafii wojskowych, misji zagranicznych
oraz  mądrzejsze  dokonywanie  zakupów  sprzętu  – oszczędność  z obecnych

23 do 14 mld, czyli 9  mld  zł;

Â

Ciąg dalszy na str. 16

Â

Â

Str. 26

Â

Str. 14–1

5

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

2

KSIĄDZ NAWRÓCONY

Najnowsze rankingi wyborcze dają Ruchowi Palikota od 6 do
9 proc. poparcia elektoratu. Po 9 października przypomnimy
Czytelnikom  „FiM”  analizy  „najwybitniejszych”  polskich  tu-
zów socjologii, politologii i dziennikarstwa, które to tuzy jesz-
cze na początku września twierdziły zgodnie, że „efemeryda”
w postaci  RP  nie  przekroczy 1  proc.!

Prezes podziękował muzykowi Kazikowi za poparcie PiS, na co
muzyk odpowiedział, że nikogo nie poparł i nie będzie uczest-
niczył w „żenującej ruchawce”. Coś nam się wydaje, że Staszew-
ski może narazić się na proces w trybie wyborczym, bo prezes
zaprzecza jakoby ruchawki w jego wydaniu były żenujące.

Marzena Wróbel  z PiS  (to  „ta  w czerwonym”  od komisji  ds.
nacisków)  została  uhonorowana przez  „Solidarność”  statuet-
ką  „Czerwiec  ’86”.  Te  zaszczytne  wyróżnienia  przyznawane
są  osobom  udzielającym  wsparcia  robotnikom  protestującym
w Radomiu w roku 1976. Wróbel miała wtedy 13 lat. Na na-
grodę  za udział  w wojnie  polsko-bolszewickiej 1920  roku  już
się  bidula,  niestety,  nie  załapała.

Nieźle musi się też palić pod czterema literami posłance PiS
(a teraz  kandydatce)  Marii  Nowak  ze  Śląska,  skoro  zwraca
się listownie do proboszczów ze swojego okręgu: „Ośmielam
się prosić o poparcie tak w modlitwach, jak i poprzez aktyw-
ne  uczestnictwo  w wyborach  i oddanie  głosu  na mnie”.  No-
wak startuje z 8 miejsca listy, więc słusznie kombinuje, że świę-
ty Boże na pewno nie pomoże… Ale proboszcz więcej może.

Prawdziwa perełka wpadła w nasze łapska (dziękujemy Czytel-
nikowi  „FiM”).  Ta  perełka  to  folder  wyborczy  Norberta  Raby
– kandydata  PO  na posła  z Dolnego  Śląska.  Sam  sobie  imć
kandydat zadaje pytanie: „Dlaczego warto na mnie głosować?”
i sam odpowiada: „Bo czynnie wspieram renowację i konserwa-
cję  kościołów”.  Czyli  Raby  szmugiel  publicznych  pieniędzy  dla
Krk? Ale to się nie nazywa wsparcie, tylko kontRABAnda!

Proboszcz z Miechowa polecił na kazaniu dostarczyć sobie 200
tys.  zł  samorządowych  pieniędzy.  Na remont  kościoła.  Bo
podczas poprzednich wyborów dostał. Od PiS. Więc teraz chce
kasy od rządzącej miastem PO. I też dostanie... „Musimy mu
dać, bo podczas kampanii nie możemy pozwolić sobie na woj-
nę  z księdzem”  – przyznał  bezczelnie  małopolski  sztab  Plat-
formy,  który  – jak  widać  – wojny  ze  światłymi  wyborcami  boi
się mniej. Oby choć ci ostatni pamiętali o tym 9 października.

Dla Pawlakowych ludowców nadchodzące wybory są prawdzi-
wym  być  albo  nie  być.  Otóż  mają  oni  oddać  Skarbowi  Pań-
stwa 18 mln zł tytułem zdefraudowanych pieniędzy w kampa-
nii  z 2001  roku.  Wyrok  jest  prawomocny  i do drzwi  PSL  za-
pukał  już  komornik.  Jeśli  Stronnictwo  – które  nie  ma  takiej
kasy – nie wejdzie do Sejmu, zostanie zlicytowane. I co? I ta-
ki np. poseł Jan Bury będzie musiał pierwszy raz w życiu wziąć
się  do jakiejś  roboty?  Koniec  świata,  Panie...

Nie tylko PSL walczy o przetrwanie. Każdy z 460 posłów mi-
jającej  kadencji  zadłużony  jest  w różnych  bankach  (i w Sej-
mie)  średnio  na 170  tys.  zł.  Łącznie  ich  kredyty  wynoszą
79  mln  zł.  Rekordzistka  – Janina Okrągły  z PO  – ma  blisko
2 mln zł długu. Ta to już naprawdę walczy o życie, czyli o po-
selską  dietę  w następnej  kadencji.

To  zdanie  warto  przeczytać  kilka  razy,  by  zobaczyć,  co  drze-
mie w głowach Prawdziwych Katolików: „Doświadczenie i lo-
gika pokazują, że im mniejsza frekwencja wyborcza, tym lep-
sza  jest  demokracja”  (sic!)  – oświadczył  piórem  red.  naczel-
nego katolicki portal Fronda. Pan Terlikowski chętnie zapra-
szany  jest  jako  ekspert  np.  do TVN,  która  to  stacja  głupieje
na naszych  oczach.

Tragiczna sytuacja  w seminariach  duchownych  – w bieżącym
roku  akademickim  niektóre  z nich  nie  przyjęły  ani  jednego
kandydata.  Dlatego  Krk  złapał  się  ostatniej  deski  ratunku
pod hasłem:  „Zostań  klerykiem  na 48  godzin”  (np.  w semi-
narium w Łodzi.). Czyli: zobacz, jak fajnie jest nie mieć mło-
dości, dziewczyny, rodziny, dzieci, normalnych przyjaciół; zo-
bacz  jak  miły  jest  zapach  kadzideł  i kruchty;  jak  krzepiąca
jest  stała  obecność  przełożonych,  którzy  stokroć  więcej  zna-
czą  i mogą  niż  Bóg,  w którego  sami  od dawna nie  wierzą.

We  Wrocławiu  kibole  biorą  w swoje  ręce  sprawy,  a dokład-
nie… taksówki. Założyli Taxi Śląsk i blokują najlepsze w mie-
ście postoje swoimi taksówkami przystrojonymi w barwy klu-
bowe.  Taksówkarzom,  którym  to  się  nie  podoba,  proponują:
„A w ryj  chcecie?”.  Innowacyjność  nowej  firmy  może  pójść
jeszcze  dalej.  „W ryj”  mogą  dostawać  wrocławianie,  którzy
ośmielą  się  jechać  autobusem  lub  tramwajem,  a już  całkiem
przechlapane  będą  mieć  piesi.

„Kibice słyną z poczucia humoru, ciętej riposty i szybkiej re-
akcji  (…).  Mają  w sobie  coś  ze  średniowiecznego,  rycerskie-
go zachowania” – oświadczył ks. Jarosław Wąsowicz, salezja-
nin, organizator „Pielgrzymki kibiców na Jasną Górę”. W peł-
ni  się  zgadzamy:  riposty  są  cięte  maczetą,  poczucie  humoru
ma ciężar gatunkowy kija bejsbolowego i z rycerzy kibole ma-
ją  wiele.  Choćby  zakute  łby.

Ci Czytelnicy  „FiM”,  którzy  jakimś  cudem  w nocy  z niedzieli
na poniedziałek trafili w eterze na Radio Maryja, mogli usłyszeć
żałosne zawodzenie. To Rydzyk płakał: jak nie zapłacę grzywny
(za bezprawną zbiórkę pieniędzy), to nawet mogę pójść siedzieć.
Ech, zobaczyć księdza dyrektora siedzącego… Bezcenne!

F A K T Y

RReeffeerreenndduum

m?? TTaakk!!

P

rzed tygodniem  ogłosiłem  mój  pomysł  na inaugura-
cję IV RP, ale takiej spod znaku numeru IV listy Ruchu

Palikota. Ten pomysł to ogólnonarodowe referendum – naj-
lepsze, najbardziej miarodajne i najbardziej sprawiedliwe na-
rzędzie demokracji.

Nawiasem  mówiąc,  ustawa  o referendach  zakłada  ich

przeprowadzanie  również  w województwach,  gminach  czy
radach osiedlowych. Słyszeliście kiedyś o jakimś takim? Po-
litycy i samorządowcy korzystają z niego niezwykle rzadko.
Dlaczego?  Po pierwsze:  referendum  wzmacnia  siłę  i pew-
ność siebie obywateli, a w Polsce panuje (historycy twier-
dzą,  że  od czasu  zaborów)  antagonizm  po-
między władzą i narodem. Większość no-
wo  wybranych  burmistrzów,  wójtów  czy
posłów rozpoczyna kadencję od budowa-
nia muru i fosy wokół swego urzędu oraz
zatrudnienia  sekretarek  w roli  bodyguar-
dów.  To  błąd,  bo  z ludźmi  moż-
na zdziałać  o wiele  więcej,  kiedy
czują, że coś od nich zależy, i wie-
dzą, że władzy zależy na ich zda-
niu.  Po drugie:  partie  polityczne
w referendum  musiałyby  jasno
określić, czym są – czy związkiem
zawodowym, czy kanapą i przecho-
walnią  starych  towarzyszy,  czy
organizacją ideową. Na referendal-
ne pytania muszą bowiem udzielić
jasnych  odpowiedzi:  tak  lub  nie.  W przypadku  spraw  ko-
ścielnych i moralnych jest to najprostsza metoda do ujaw-
nienia wszystkich poukrywanych klerykałów. Tacy piskorze
jak Napieralski, Olejniczak czy Kalisz mogliby dostać wysyp-
ki,  gdyby  nagle  zostali  zmuszeni  do konkretnego  opowie-
dzenia  się  za lub  przeciw  – konkordatowi,  kapelanom  czy
religii w państwowych szkołach. Jak wrzucić do kosza usta-
wy i regulacje przyklepane przez „guru lewicy” Kwaśniew-
skiego? Skończyłoby się pływanie, wykręcanie sianem i pusz-
czanie  oka  do antyklerykałów  podczas  dogadzania  bisku-
pom. Po trzecie: rozstrzygnięcie najważniejszych spraw w dro-
dze  referendum  zamyka  drogę  do długich  debat  i sporów
oraz nocnych, obleśnych targów, zwanych kompromisami.
Politycy i fachowcy z rządu mogliby się wreszcie zająć pla-
nowaniem, przygotowywaniem projektów i strategii.

Referenda to koszty kart do głosowania i pracy komisji

wyborczych. Są to jednak pieniądze niewspółmiernie mniej-
sze  od tych,  które  co  roku  płacimy  w związku  z kolejnymi
ugodami,  jakie  zawierają  rządy  z grupami  nacisku,  poczy-
nając od Episkopatu, a na importerach złomu kończąc. Po-
za tym głosować można prawie za darmo – przez internet.
Referendum to regulacje i spokój na wiele lat. Wielka szan-
sa  na koniec  wojen  polsko-polskich,  bo  naród  – suweren
– rozstrzygnął,  a więc…  morda  w kubeł,  księże  biskupie!
Nawet klerykalne rządy PO miałyby rozwiązane ręce.

Upowszechnienie  referendum,  także  w samorządach,

wpłynęłoby także na ograniczenie korupcji. Kwitnie ona tam,
gdzie nie ma właściwej komunikacji pomiędzy władzą a oby-
watelem, gdzie urzędnik czuje się bezkarny, gdzie jest miej-
sce  na brak  odpowiedzialności  i na wiele  interpretacji  nie-
sprecyzowanego prawa. W wielu miejscach lokalni włoda-
rze są ochraniani przez proboszczów. Swoisty sojusz tronu
i ołtarza łatwo rozbić – wystarczą odpowiednio zadane py-
tania, na przykład: budujemy w gminie wały przeciwpowo-
dziowe  czy  odnawiamy  stary  klasztor;  remontujemy  drogi
czy plac przed kościołem? W tajnym głosowaniu łatwiej jest
wyrazić  swój  sprzeciw  lub  poprzeć  rozwiązanie  zwalczane
przez duchownych. Kler doskonale wie, że referendum ozna-
cza koniec wielu praw, które udało mu się przepchnąć lub

zablokować  w parlamencie  – religia  w szkole,  ustawa  an-
tyaborcyjna, in vitro, konkordat, prawa dla mniejszości sek-
sualnych – wszystko to można rozstrzygnąć w drodze refe-
rendum.  Dlaczego  się  go  nie  przeprowadza?  Wyjaśnienie
jest banalne. Po prostu Kościół mocno wątpi w swoje zwy-
cięstwo.  Jak  tłumaczył  na zamkniętej  (ale  nie  dla  dzienni-
karzy  „FiM”)  konferencji  na Wydziale  Prawa  i Administra-
cji  Uniwersytetu  Warszawskiego  jego  wykładowca  i czło-
nek  Opus  Dei  ksiądz  prof.  Franciszek  Longchamps  de  Be-
rier, referendum jest moralnie dopuszczalne tylko i wyłącz-
nie wtedy, kiedy mamy pewność, że społeczeństwo dojrza-

ło do podjęcia godziwej decyzji. Klerykalne władze III RP

przyjmują oczywiście to stanowisko Krk jako swoje. I tak

na przykład  w 1993  roku  głos  milionów

„niedojrzałych”  Polek  i Polaków  proszą-

cych o referendum w sprawie dopusz-

czalności  aborcji  nie  mógł  być

wysłuchany. To było jasne po-

kazanie, kto tak naprawdę rzą-

dzi w Polsce – obywatele czy

biskupi. A potem politycy dzi-

wią się, że ludzie nie chcą gło-

sować… Regulacje prawne z ro-

ku 2000  i 2003  na temat  refe-

rendów są nieczytelne, pełne we-

wnętrznych  sprzeczności;  wy-

magają skomplikowanych obli-

czeń progów ważności. Celowo

tak je skonstruowano, aby zniechęcić ludzi do podejmowa-
nia inicjatyw referendalnych. Zamyka się więc koło: polity-
cy z własnej woli nic nie zrobią – przecież ktoś inny (bisku-
pi  i przedstawiciele  różnych  lobby)  wydaje  im  polecenia
– a obywatele nie mają siły, aby ich do tego zmusić.

Stąd  mój  apel  do nowego,  wyłonionego  po wyborach

Sejmu, w którym będzie (miejmy nadzieję!) niemała repre-
zentacja  humanistów  i antyklerykałów  – zmieńmy  prawo
dotyczące  referendum  albo,  nie  czekając  na zmiany,  ogło-
śmy je sami jeszcze przed końcem roku. Oprócz wyżej wy-
mienionych  spraw  dotyczących  poddaństwa  państwa  pol-
skiego  wobec  Kościoła  watykańskiego  można też  rozstrzy-
gnąć kwestie (na tak lub nie) likwidacji: Senatu, IPN-u, po-
wiatów,  finansowania  partii  politycznych  z budżetu  (w za-
mian za przekazywanie 1 proc. podatku na partie, fundacje,
stowarzyszenia  lub  wybrany  kościół);  a także  wprowadze-
nia etyki do szkół, równouprawnienia lesbijek i gejów (bez
prawa  do adopcji)  oraz  zniesienia  immunitetu  poselskiego
i zaostrzenia  przepisów  dotyczących  odpowiedzialności
karnej urzędników administracji publicznej.

Referendum bywa ryzykownym sposobem stanowienia

prawa,  ale  tylko  w krajach  rządzonych  przez  dyktatury
(np. hitleryzm w Niemczech), do których jednak Polska się
nie zalicza. Natomiast współczesne doświadczenia, choćby
Szwajcarii,  wskazują,  że  jest  to  najlepsza  szkoła  demokra-
cji.  Obywatel  skutki  swojego  głosowania  odczuwa  na so-
bie  samym  i zna  wagę  swojego  głosu.  Rośnie  aktywność
i zainteresowanie  polityką.  Wzrasta  świadomość  i kompe-
tencje obywateli, dzięki czemu wyników głosowania nikt się
później nie wstydzi.

Zaledwie  dwa  narodowe  referenda,  które  z konieczno-

ści  przeprowadziły  polskie  władze  po 1989  roku,  cieszyły
się wyjątkową popularnością. To z 2003 roku – w sprawie
wstąpienia  Polski  do Unii  Europejskiej  – zanotowało  fre-
kwencję 58,85 proc., a wcześniejsze (z 1997 roku) – za lub
przeciw  przyjęciu  konstytucji  – 47,86  proc.  Zważywszy
na to,  że  obecnie  stoi  przed nami  wiele  egzystencjalnych
spraw i problemów, do urn z pewnością pójdzie większość
Polaków. 

JONASZ

KOMENTARZ NACZELNEGO

D

Dzziię

ęk

ku

ujję

ę  ttyym

m,,  k

kttó

órrzzyy  w

wp

płła

ac

ciillii  p

piie

en

niią

ąd

dzze

e  n

na

a m

mo

ojją

ą  k

ka

am

mp

pa

an

niię

ę  w

wyyb

bo

orrc

czzą

ą..  T

To

o  b

byyłła

a  d

do

ob

brra

a  iin

nw

we

essttyyc

cjja

a..

J

Ja

ak

ko

o  p

po

osse

ełł  R

RP

P  zzrro

ob

biię

ę  w

wsszzyyssttk

ko

o,,  a

ab

byy  a

an

nii  jje

ed

dn

na

a  W

Wa

asszza

a  zzłło

ottó

ów

wk

ka

a  n

niie

e  zzo

osstta

ałła

a  zzm

ma

arrn

no

ow

wa

an

na

a..

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

3

3

GORĄCY TEMAT

O

wyniku wyborów decy-
duje czasem kilka (kil-
kanaście)  głosów.  Dla
liczących  je  spryciarzy

pojawia się wówczas okazja do usta-
wienia  końcowego  rezultatu  wedle
życzeń  politycznych  sponsorów.
Zwłaszcza  w ośrodkach,  gdzie  lo-
kalna sitwa potrafi perfekcyjnie maj-
strować  przy urnie,  a Temida  jest
faktycznie  ślepa.  Popatrzmy,  jak
przeprowadza się takie operacje, bo
już  za tydzień  może  dojść  do zma-
sowanej  powtórki...

Na stronie  internetowej  Pań-

stwowej  Komisji  Wyborczej  „wisi”
rezultat wyborów burmistrza i rady
miasta  Brzozowa  (liczące  prawie
8  tys.  mieszkańców  miasto  w woj.
podkarpackim),  przeprowadzonych
21 listopada 2010 r. w lokalu obwo-
dowej  komisji  nr 2.  Z komunikatu

dowiadujemy się, że choć mieszkań-
com  tegoż  obwodu  wydano 1032
karty do głosowania, w urnie zna-
leziono ich 1040, czyli osiem wię-
cej
.  Analiza wyników  głosowania
nie  pozostawia  cienia  wątpliwości,
że fakt cudownego rozmnożenia kart
mógł  mieć  kapitalne  znaczenie  dla
trzech kandydatów na radnych, re-
prezentujących  Komitet  Wyborczy
„Stowarzyszenie  na rzecz  rozwoju
miasta  i gminy  Brzozów”,  spośród
których  Andrzej  Łach (otrzy-
mał 103 głosy) i Wincenty Smoleń
(95 głosów) załapali się na manda-
ty,  a Stanisław  Szałajko (94  gło-
sy) został za burtą. Komisja uznała
jednak,  że  nic  złego  się  nie  stało,
a komisarz  wyborczy  (pełnomoc-
nik  PKW,  którego  najważniejszym
ustawowym zadaniem jest czuwanie
nad przestrzeganiem  prawa)  Ar-
kadiusz Trojanowski
, na co dzień
przewodniczący Wydziału II Karne-
go  Sądu  Okręgowego  w Krośnie,
stanowisko  to  przyklepał.

Do właściwego terytorialnie sądu

w Krośnie wpłynęły dwa protesty prze-
ciwko  ważności  wyborów.  Złożyli  je:
rzeczony  Szałajko  (były  działacz  Sa-
moobrony,  obecnie  przewodniczący
Koła SLD w Brzozowie), żywotnie za-
interesowany zaliczeniem mu choćby
dwóch  głosów  więcej,  oraz  Małgo-
rzata  Chmiel 
(założycielka  galerii
sztuki  ludowej;  z listy  PSL  ubiegała
się o stanowisko burmistrza i mandat
radnego),  której  chodziło  już  tylko
o przyzwoitość i sprawdzenie, czy fak-
tycznie żyje w państwie prawa.

– Wystartowałam  tylko  dlate-

go, że prosiło mnie o to wielu miesz-
kańców.  Radę  miasta  przegrałam

zdecydowanie,  bo  choć  na liście
PSL  zdobyłam  najwięcej  głosów,
to  uzyskała  ona  zaledwie 6  proc.
poparcia i wszyscy kandydaci prze-
padli. Nawiasem mówiąc, nazajutrz
po opublikowaniu  nazwisk  kan-
dydatów  „nieznani  sprawcy”  wy-
malowali mi dom wulgarnymi na-
pisami. W wyborach na burmistrza
zdobyłam prawie 13 proc. Całkiem
niezły wynik, jeśli pamiętać, że nie
prowadziłam żadnej kampanii, po-
nieważ opiekowałam się w tym cza-
sie ciężko chorymi rodzicami. Skła-
dając  protest,  nie  liczyłam  zatem
na jakieś nagłe odwrócenie nastro-
jów wyborców, lecz o zwykłą pra-
worządność. Jestem w wydziale cy-
wilnym  krośnieńskiego  sądu  ław-
nikiem,  więc  było  to  wręcz  moim
obowiązkiem  – podkreśla  pani
Małgorzata.

Ustawa  o ordynacji  stanowi,  że

protest należy złożyć w ciągu dwóch
tygodni  od dnia  wyborów  i należy
w nim  sformułować  zarzuty  oraz
przedstawić  na ich  poparcie  dowo-
dy  (ewentualnie  wskazać  źródła).
Sprawa  jest  rozpatrywana przez
trzech sędziów zawodowych według
procedur Kodeksu postępowania cy-
wilnego,  co  oznacza  m.in.,  że  „sąd
nie  może  wyrokować  co  do przed-
miotu,  który  nie  był  objęty  żąda-
niem”  (art. 321  k.  p.  c.).  Dla  ilu-
stracji: jeśli powód żąda na przykład
odszkodowania  za bezpodstawne
zwolnienie z pracy, sądowi nie wol-
no orzec w tym samym procesie re-
kompensaty za ujawniony „przy oka-
zji”  mobbing  (jeśli  powództwo  nie
zostało rozszerzone), choćby okazał
się drastyczny i niewątpliwy.

W rozpatrywanym przypadku re-

guły prawne odegrały szczególną ro-
lę,  ponieważ:

~ wniosek  Szałajki  sąd  oddalił

ze  względów  formalnych,  bowiem
występował  jako  pełnomocnik  ko-
mitetu  wyborczego,  a nie  załączył
stosownego  upoważnienia.  – Całe
szczęście,  że  tak  się  stało,  bo  z de-
talami opisał wszystkie manipulacje.
Dużo  o nich  wiedział  od przewod-
niczącego  komisji  nr 2  Marka  W.,
którego  komitet  wyborczy  Szałajki
rekomendował. Gdyby oficjalnie sta-
nęły na wokandzie, byłaby afera dla
prokuratora.  Wszyscy  odetchnęli
z ulgą, że dzięki niuansom procedu-
ralnym udało się ją zamieść pod dy-
wan  – mówi  „FiM”  członek  jednej
z komisji,  kategorycznie  odmawia-
jąc szczegółów, bo „to jest małe mia-
steczko i by mnie zagryźli”;

~ protest  pozostałej  na placu

boju  Chmiel  dotyczył  tylko  rady
miejskiej,  podczas  gdy  w toku  po-
stępowania  wyszły  na jaw  skanda-
liczne  okoliczności  towarzyszące
również  wyborom  na burmistrza,
którymi sąd nie mógł się zajmować,
choćby  nawet  bardzo  chciał,  a na
złożenie drugiego protestu było już
za późno.

Mimo  zmowy  milczenia  i for-

malno-prawnych  ograniczeń  prze-
wód  sądowy  wykazał,  że:

~ w urnie faktycznie znalazło się

osiem kart więcej, niż ich wydano;

~ dziewiąta oszukańcza karta nie

miała  pieczęci  komisji,  więc  jeden
z jej  członków  postanowił  papier
opieczętować post factum i głos za-
liczono  jako  ważny.  Sąd  wprawdzie
orzekł,  że  było  to  niedopuszczalne
naruszenie ordynacji, ale

„dla stwierdzenia nieważności wybo-
rów  niezbędne  byłoby  ustalenie,  że
karta w sposób niewątpliwy wpłynę-
ła  na wynik  wyborów.  W niniejszej
sprawie,  kiedy  nie  da  się  zidentyfi-
kować  nieważnej  karty,  jej  wpływ
na wynik  głosowania  jest  tylko  teo-
retyczny” 
– czytamy w uzasadnieniu
postanowienia  z 28  grudnia 2010
roku, oddalającego wnioski Małgo-
rzaty  Chmiel;

~ po zakończeniu głosowania i li-

czenia  głosów  komisja,  zamiast  wy-
wiesić  w widocznym  miejscu  proto-
kół  z przeprowadzonych  czynności,
przewiozła w nocy całą dokumenta-
cję do siedziby Urzędu Miasta i Gmi-
ny, gdzie część jej członków ponow-
nie rozpieczętowała i przeliczyła gło-
sy oddane w wyborach na burmistrza
(pakietów z kartami do rady miasta
podobno nie otwierano). Sam proto-
kół podpisano dopiero w poniedzia-
łek 22 listopada (został opublikowa-
ny w godzinach popołudniowych), mi-
mo  że  komisji  nie  wolno  było  opu-
ścić lokalu wyborczego bez dopełnie-
nia tej ustawowej powinności. Choć
sąd uznał te występki za „istotne na-
ruszenia prawa”, nie próbował ziden-
tyfikować  ich  pomysłodawcy(ów),
a wszelkie wnioski dowodowe zmie-
rzające w tym kierunku oddalał, po-
nieważ „protest dotyczy ważności wy-
borów  do rady  miasta,  więc  okolicz-
ność  ta  nie  miała  znaczenia  dla  roz-
strzygnięcia sprawy”.

Krośnieńska  Temida  nie  była

zbyt wyrywna w dochodzeniu praw-
dy, bezkrytycznie powielając w koń-
cowym orzeczeniu stanowisko swo-
jego  kolegi,  komisarza  wyborczego
sędziego  Trojanowskiego,  który
stwierdził, że owszem, dopatrzył się
pewnych „nieprawidłowości w pra-
cy komisji”, ale nie miały one żad-
nego wpływu na ostateczne rezulta-
ty. Że liczby mówią co innego? Tym
gorzej  dla  liczb...

Przewodniczący Marek W. w ogó-

le nie odniósł się do kwestii zasad-
ności protestu. Ciesząc się statusem
strony,  bez  pytania  kogokolwiek
o zdanie  opuścił  salę  sądową  i na-
wet  nie  został  przesłuchany.

Idźmy  dalej...
„Świadkowie  częściowo  roz-

bieżnie przedstawiają kolejność czyn-

ności komisji wyborczej po za-

kończeniu  głosowania,

w szczególności co do prze-

liczenia podpisów na li-

ście  wyborców  czy  przy-

czyn problemów ze spisa-

niem protokołu” – dowia-

dujemy  się  ze  wspomnia-

nego  uzasadnienia.  Innymi

słowy:  niektórzy  członkowie  ko-
misji  „częściowo”  łżą,  ale  „zda-
niem Sądu rozbieżności te nie ma-
ją  istotnego  wpływu  na ostateczne
rozstrzygnięcie
.

~ Z dziewięcioosobowego skła-

du komisji zdołano przesłuchać tyl-
ko  pięciu  jej  członków,  bowiem
trzech  – mimo  prawidłowo  dorę-
czanych wezwań – uporczywie uni-
kało stawiennictwa (Marek W. nie
mógł  być  przesłuchany  jako  świa-
dek, ale nic nie stało na przeszko-
dzie,  żeby  przepytać  go  w charak-
terze  strony).  Sąd  puścił  płazem
tę  jawną  kpinę  z wymiaru  spra-
wiedliwości,  stwierdzając,  że  „po-
stanawia pominąć dowód z ich ze-
znań, bowiem stan faktyczny spra-
wy  został  dostatecznie  wyjaśniony
przeprowadzonymi już dowodami”
i nie ma wątpliwości, że „zeznania
tych świadków nie wniosą żadnych
nowych  okoliczności”.

– Takie rozumowanie wydaje się

dosyć  kuriozalne.  Zwłaszcza  w sy-
tuacji, gdy stwierdzono już ewident-
ne nieprawidłowości – zauważa eme-
rytowany  łódzki  sędzia.

~ Zgłoszenie przez Chmiel do-

datkowych świadków (m.in. Szałaj-
ki, aby odsłonił kulisy pracy komi-
sji) uznano za niedopuszczalne, po-
siłkując  się  nadinterpretacją  prze-
pisu ordynacji (jej art. 59 stanowi,
że  dowody  powinno  się  przedsta-
wić  przy wnoszeniu  protestu).

– Powinność  nie  oznacza  bez-

względnego obowiązku, którego nie-
dopełnienie  skutkuje  automatycz-
nym oddaleniem późniejszych wnio-
sków dowodowych, zaś prawo cywil-
ne dopuszcza możliwość ich składa-
nia aż do zamknięcia rozprawy. Nie
było  zatem  żadnych  przeszkód
formalnych,  aby  przesłuchać
świadków,  których  nie  wskaza-
no przy składaniu protestu 
– za-
pewnia  nasz  rozmówca.

– Początkowo wiedziałam tylko

o nadwyżce kart do głosowania. Gdy
pojawiły się inne „kwiatki”, oczeki-
wałam, że sąd zechce wszystko grun-
townie wyjaśnić. Wyszło niestety ina-
czej  – zauważa  pani  Małgorzata.

~ Choć okazało się, że niektó-

rym wyborcom podsuwano do pod-
pisu przy odbiorze kart do głosowa-
nia listę na II turę (co pozwala do-
mniemywać, że już szykowano prze-
kręt  przy ewentualnej  „dogrywce”
w wyborach  burmistrza),  fakt  ten
pozostał  niezauważony  przez  sąd.
W obliczu tych i innych nieznanych
dotychczas zjawisk w pracy komisji
komisarz  Trojanowski  oświadczył,
że rozważa możliwość złożenia do-
niesienia do prokuratury. I do dzi-
siaj  nic,  tylko  rozważa...

Sąd  Apelacyjny  w Rzeszowie

uchylił postanowienie krośnieńskiej
„okręgówki”  i przekazał  sprawę
do ponownego rozpoznania. Ponie-
waż  dotyka  ona  także  sędziego,
Chmiel złożyła wniosek o wyłącze-
nie wszystkich jego koleżanek i ko-
legów z wydziału cywilnego w Kro-
śnie oraz przeniesienie postępowa-
nia do Krakowa. Rzecz jest w toku
i końca nie widać, a prokuratura nie
wykazuje chęci, żeby z urzędu włą-
czyć  się  do gry.

– Nie  otrzymałam  znikąd  żad-

nej  konkretnej  pomocy.  Rzecznik
Praw Obywatelskich zaledwie „mo-
nitoruje sprawę”, a pan Stefan Ja-
worski
, przewodniczący PKW, zbył
mnie ogólnikami. Stwierdził, że ma
związane ręce, ale „dokona analizy
obowiązujących  przepisów  i ewen-
tualne  wnioski  przedstawi  właści-
wym  organom  władzy  publicznej”.
Ponoszę znaczne koszty, tracę czas...
Okazuje się, że obywatel musi sam
i za własne pieniądze pilnować prze-
strzegania prawa wyborczego, choć
istnieją powołane ku temu instytu-
cje  oraz  organa ścigania  – konklu-
duje  Małgorzata  Chmiel.

Dodajmy,  że  wspomniany  wy-

żej  Szałajko  będzie  się  teraz  ubie-
gać o mandat poselski z ramienia...
SLD.  Ten  „lewicowy”  kandydat
obiecał nam dostarczenie całej po-
siadanej  dokumentacji  obrazującej
machinacje  Obwodowej  Komisji
Wyborczej nr 2. Później przysłał list:
„Po konsultacjach ze sztabem wybor-
czym  podjąłem  decyzję  o odrocze-
niu  na czas  kampanii  kwestii  zwią-
zanych  z protestem.  Proszę  o ewen-
tualny  kontakt  po 9  października”.
Odpisaliśmy mu, że po 9 paździer-
nika  nie  będziemy  rozmawiać,  bo
z ludźmi słabego ducha i chwiejnych
decyzji  nie  mamy  o czym...

ANNA  TARCZYŃSKA

Polskie  prawo  skonstruowano  tak,  żeby 
maksymalnie  utrudnić  obywatelowi  obalenie 
werdyktu  komisji  wyborczej.  Mimo  popełnionych
przez  nią  ewidentnych  nieprawidłowości...

CCuudd nnaadd uurrnnąą

Szef  PKW  Stefan  Jaworski

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

4

4

Z NOTATNIKA HERETYKA

Kwestia  obrony  wartości [katolickich],  to  szansa  na rozwój  nowoczesnej
Polski.

(Jarosław  Kaczyński  na Jasnej  Górze)

œ œ œ

Nie  będę  się  wypowiadać,  jestem  katoliczką.

(Jeden  z „aniołków”  Kaczyńskiego  na pytanie,  jak  odbiera  obecną

kampanię  wyborczą)

œ œ œ

Krzyż  w Sejmie  powinien  wisieć.  Taka  jest  nasza  kultura.

(Jarosław  Gowin,  poseł  PO)

œ œ œ

Kler  w Polsce  pod żadnym  pozorem  nie  może  być  uznawany  ani  za grupę
bogatą, ani za grupę uprzywilejowaną. Jestem przeciwny wyprowadzeniu na-
uczania religii ze szkół.

(Jacek Rostowski, minister finansów, PO)

œ œ œ

Janusz  Palikot  jest  niedoszacowany  w badaniach  popularności.

(Włodzimierz  Czarzasty,  polityk  związany  z SLD)

œ œ œ

Jeżeli  chodzi  o poglądy  Palikota  czy  jego  uczciwość,  to  nie  mam  wątpli-
wości,  że  jest  uczciwy  w tym,  co  mówi.

(Andrzej  Celiński,  poseł  niezależny,  opozycjonista  w PRL)

œ œ œ

Palikot znalazł szczelinę między PO a SLD i coraz bardziej się w nią wpy-
cha, żłobiąc dla siebie więcej miejsca, głównie kosztem SLD. Również PO
może stracić przez Palikota 2–3 procent poparcia. Ale Palikot jest silny sła-
bością SLD. To wina Napieralskiego.

(Jarosław Gowin, PO)

œ œ œ

Kościół jest w Polsce ofiarą częstej dyskryminacji. Stał się chłopcem do bi-
cia i media z różnymi mętami społecznymi, polując na niego, chcą trochę
na tym zarobić.

(biskup Tadeusz Pieronek)

œ œ œ

Nie wiem, czy szatan czasem nas nie prowadzi… Może to szatan ma teraz
więcej do powiedzenia? Bo gdyby im się te sny spełniły i PiS by wygrał, to
dopiero zapłaci Kościół za to zwycięstwo.

(Lech Wałęsa o przywódcach Kościoła w Polsce i ich marzeniach)

œ œ œ

Czasem  diabeł  bywa  obecny  w sposób  materialny.  Ojciec  Pio  był  fizycz-
nie  atakowany  przez  szatana  przyjmującego  różne  formy.

(Ewa  Czaczkowska,  dziennikarka  „Rzeczpospolitej”)

œ œ œ

Młodzi Niemcy nie tyle nie zgadzają się z katolicyzmem, co on ich w ogó-
le  nie  obchodzi. 

(Nils  Soenksen, 

przewodniczący  stowarzyszenia  Generation  Benedikt)

Wybrali:  RK,  AC,  PAR

MYŚLI NIEDOKOŃCZONE

W przydrożnym  rowie  leżał  potłuczony
59-letni rowerzysta. Policjantom wytłuma-

czył,  że  zdmuchnął  go  z drogi  pęd  wymijającej  go  ciężarówki.  No  bo  prze-
cież  nie  ponad 3  promile  alkoholu,  które  sam  dmuchnął  w alkomat.

Wiele  szczęśliwych  chwil  przeżyły  kury
77-letniej  mieszkanki  przedmieść  Wrocła-

wia,  która  ptaki  karmiła  marihuaną.  Permanentny  stan  uniesienia  skończył
się  ptactwu,  kiedy  na posesję  wparowali  policjanci  i wycięli  wszystkie 17
krzaków  konopi.  Staruszka  – jak  się  okazało  – hodowała  je  dla  kur,  bo  te
niezwykle  chętnie  je  jadły.

Pewien mieszkaniec Białegostoku w pory-
wie  serca  postanowił  wesprzeć  zakonną

placówkę  charytatywną  w Wasilkowie.  Pozbierał  w paczkę  trochę  rzeczy
i zawiózł.  Na miejscu  dowiedział  się,  że  niepotrzebnie,  bo  biedacy  opływa-
ją  w dostatki  i używanych  rzeczy  nie  potrzebują.  Natomiast  pieniążki  chęt-
nie  by  siostry  przyjęły...

Na oddział  szpitalny  w Łodzi  trafił  mężczy-
zna  z zawartością 13  promili  glikolu  etyle-

nowego  we  krwi.  Podobny  przypadek  odnotowano  w Piotrkowie  Trybunal-
skim.  Zdaniem  specjalistów  obaj  panowie  musieli  wypić  po… 3  albo  4  litry
płynu do chłodnic. Natomiast na wschodzie Polski, w gminie Hanna, mężczy-
zna z ponad 6 promilami alkoholu we krwi był jeszcze w stanie chodzić o wła-
snych siłach. Polacy zasługują na więcej? 

Opracowali: MaK, WZ

P

Prroow

wiin

nccjja

ałłk

kii

ZDMUCHNIĘTY

ODLOT NIELOTÓW 

WZGARDZONY

CUD W ŁODZI

P

o występie  oratorskim  Benedykta XVI w Bun-
destagu tym lepiej można zrozumieć, dlaczego

przywódcy religijni nie powinni przemawiać w par-
lamentach.

Było  wiele  powodów  do tego,  aby  uznać  pomysł

zaproszenia papieża do parlamentu niemieckiego (i ja-
kiegokolwiek innego) za niestosowny. Po pierwsze – pa-
piestwo  zwalczało  przez  całe  stulecia  wszelkie  przeja-
wy demokracji, w tym parlamen-
taryzm. Po drugie – jest, ostat-
nią  w Europie,  dyktaturą,  któ-
ra  u siebie  nadal  odrzuca  de-
mokrację  i lekceważy  prawa
człowieka. I po trzecie – nie ma
powodów, aby zafundować aku-
rat  Kościołowi  katolickiemu  przywilej  fetowania  jego
przywódcy  w parlamencie.

Istnieje  jeszcze  jeden  powód  nieprzyjmowania  Be-

nedykta  w Bundestagu  – stał  się  on  jasny  tuż  po jego
przemowie. Atmosfera fety parlamentarnej i zezwolenie
na przemówienie  głowy  Kościoła  bez  debaty  sprawiły,
że  cokolwiek  by  powiedział,  pozostałoby  bez  należytej
reakcji. I papież  w pełni  skorzystał  z tej  okazji,  czyli
nadużył  gościnności  demokratycznego  gremium  dla  ro-
bienia zamieszania. Tak to już jest, że w demokracji nie
można traktować  dyktatorów  jak  partnerów,  bo  oni  za-
raz to wykorzystają. Niczym lisy wśród bezbronnych kur.

Benedykt  wiedział,  że  może  powiedzieć  właściwie

wszystko,  a i tak  nie  będzie  go  wypadało  wygwizdać.
No  to  powiedział  na przykład  to:  „W przeciwień-
stwie do innych wielkich religii chrześcijaństwo ni-
gdy nie narzucało państwu i społeczeństwu prawa
objawionego”. 
Jest  jakąś  niesamowitą  bezczelnością
opowiadanie tak jawnych kłamstw akurat w Niemczech,

kraju płonących czarownic i ciężkich, toczonych przez dzie-
sięciolecia wojen religijnych. Także w kraju, w którym ar-
cykatolicki  władca  Karol  Wielki dał  Sasom  wybór  – al-
bo chrzest, albo katowski topór. Rzeczywistość jest taka,
że Kościół katolicki, kiedy tylko ma dość sił, a jeśli nie sił,
to przynajmniej tupetu, zawsze narzuca społeczeństwu tą
lub inną drogą swoje rozumienie „objawienia”. I tezy wy-
nikające z niego próbuje wpleść w ramy prawa stanowio-

nego tak, aby udawały tak zwane
prawo naturalne.

Właśnie  kontrowersyjna ka-

tolicka  koncepcja  prawa  natu-
ralnego (istnieją także inne jego
wersje,  bardziej  sensowne)  była
kręgosłupem  pokrętnych  wywo-

dów filozoficzno-historyczno-prawnych Benedykta w Bun-
destagu. Papież chciał przekonać deputowanych, jakkol-
wiek śmiesznie by to brzmiało, że nauka Kościoła jest nie-
zbędna dla  utrzymania  poszanowania  praw  człowieka.
Przekonywał,  że  droga  do Powszechnej  deklaracji  praw
człowieka (z 1948 roku) wiedzie przez chrześcijańskie śre-
dniowiecze.  Oczywiście,  że  wiedzie,  podobnie  jak  przez
inne dziejowe nieszczęścia, które przytrafiły się w minio-
nych  stuleciach.  Papież  zrobił  pseudonaukowy  dym,  aby
zdezorientować słuchaczy, którzy może nie pamiętają, że
w XIX wieku papiestwo wyszydzało prawa człowieka i by-
ło ich głównym wrogiem w Europie, a w XX wieku z nie-
nawiści  do demokracji  wspierało  faszyzm.  Dziś  próbuje
natomiast ogonem dzwonić na mszę w intencji wolności.

Pozostaje mieć nadzieję, że po tym puszczaniu pseu-

dointelektualnych  bąków  w Bundestagu  przynajmniej
w Niemczech  dojdą  do wniosku,  że  nie  należy  wysto-
sowywać pochopnych zaproszeń do przemawiania w par-
lamencie. 

ADAM  CIOCH

Lis w kurniku

RZECZY  POSPOLITE

To nie zdrada sieje spustoszenie
w rodzinnych  stadłach.  Zastąpi-
ło  ją  coś  absolutnie  prozaiczne-
go  – odkochanie  się.

Tak  przynajmniej  wynika  z ba-

dań Brytyjczyków. Grant Thornton
– doradca biznesowy i finansowy – re-
gularnie przepytuje o to prawników
zajmujących się rozwodami. I po raz
pierwszy skok w bok nie był najczęst-
szym  powodem  formalnego  rozsta-
nia.  Wygryzły  go  „wypalone  miło-
ści”, „braki chemii” i „mentalne od-
dalenia”.  „Celebryci  wypłakują  się
dziennikarzom, opowiadając o zdra-
dach  swoich  lub  partnera,  po któ-
rych związek trwa sobie w najlepsze.
Być może takie historie mają wpływ
na inne pary” – gdyba Thornton.

Wokół rozstających się ludzi – za-

ślubionych i nie tylko – rozkwitł cał-
kiem  dochodowy  biznes.  Nieudane
związki leniwych kończą wynajęci fa-
chowcy.  Przykład  dał  sam  Clint
Eastwood 
(prawicowy  konserwaty-
sta!).  Oto  życiowa  partnerka  Brud-
nego  Harry’ego  – po 12  latach  po-
życia – od wynajętego w tym
celu  adwokata  usłyszała,
że nie ma już dokąd wra-
cać:  zamki  w drzwiach
wymienione,  a jej  rzeczy
czekają  na odbiór...  Facho-
wiec  w wersji  najoszczędniej-
szej  dzwoni,  wysyła  SMS-a
z nowiną o rozstaniu lub
wygłasza  to  osobiście

(klient zobowiązuje się pokryć kosz-
ty  ewentualnego  leczenia  – wiado-
mo, posłańcy mają najgorzej).

Wracając do rozwodzenia. Wia-

domo, że udowodniony skok w bok
współmałżonka  procentuje  na sali
sądowej.  Stąd  zupełnie  nowa  pro-
fesja – pole do popisu dla młodych
i bezrobotnych  kobiet  – testerka
mężczyzn. Bezbożny, mocno erotycz-
ny fach przywędrował do nas z Za-
chodu. Do testerek zgłaszają się ko-
biety, które marzą o rozwodzie z wi-
ny męża, oraz narzeczone i żony nie-
pewne  swego  szczęścia.  Na łamach
rodzimej prasy kobiecej o swojej pra-
cy  opowiedziały  detektywki  Kami-
la 
Olga.

Wbrew  pozorom  etatowa  uwo-

dzicielka  to  nie  barbie  z wielkimi
cyckami. Takie „lalki” onieśmielają.

Najlepsze są ładne, ale niewyróżnia-
jące się – ot, zwykła dziewczyna z są-
siedztwa. Testerka przygotowuje się
do każdego zlecenia, przeprowadza-
jąc  wywiad  środowiskowy:  co  facet
lubi, co ostatnio przeczytał, jakie ko-
biety kręcą go najbardziej. Uwodzą
w barach,  tramwajach  i siłowniach.
Niekiedy bawią się w opiekunki dzie-
ci,  kiedy  gość  jest  żonaty  i dziecia-
ty. Seksu nie uprawiają. Cała akcja
kończy się na flircie czy jakimś nie-
winnym  mizi-mizi.  Chodzi  wyłącz-
nie o wybadanie, czy facet jest chęt-
ny.  Bywa,  że  etatowa  uwodzicielka
musi jeszcze wystąpić w roli psycho-
loga  i pocieszyć  klientkę.  Nierzad-
ko w zdradzonej kobiecie budzi się…
samica!  Broni  wówczas  życiowego
dorobku w postaci niewiernego wy-
branka, o zdradę oskarżając… opła-
coną przez siebie panią detektyw.

Najwięcej zleceń dziewczyny ma-

ją  w okolicach  walentynek  i Boże-

go  Narodzenia.  Okazuje  się,  że

przed miłosnorodzinnymi im-

prezami chcemy znać praw-

dę.  Codzienne  obcowanie

z niewiernymi  sprawiło,  że

wolą być same. „Wierzę, że
dobre związki istnieją” – łu-

dzi się Kamila, wspomina-

jąc  o udanych  małżeń-

stwach  swoich  koleżanek,

które jeszcze… z ich usług

nie korzystały.

JUSTYNA  CIEŚLAK

POLKA  POTRAFI

K

Koocchhaajj aallbboo rrzzuućć

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

5

5

NA KLĘCZKACH

POD SUTANNĄ

Kazimierz  Michał  Ujazdow-

ski otrzymał przedwyborcze wspar-
cie ze strony Kościoła we Wrocła-
wiu i jest tam nazywany „dobrodzie-
jem”  m.in.  za przekazanie  na re-
mont jednej z parafii ponad milio-
na złotych  w czasach,  gdy  był  mi-
nistrem kultury. Ujazdowski nie jest
wyjątkiem – peregrynacje po para-
fiach z przedwyborczymi „wykłada-
mi” odbywają także inni PiS-owscy
kandydaci:  Andrzej  Jaroch,  Ma-
rek  Dyżewski
,  Robert  Pieńkow-
ski
Kornel Morawiecki Dawid
Jackiewicz
.  Ujazdowski  cieszy  się
z takiej obleśnej kampanii – „takie
spotkanie  po liturgii  to  prawo
do rozmów  o sprawach  publicz-
nych”.  Swoją  kampanię  prowadzi
w kościołach także Jan Żaryn, kan-
dydat PiS do Senatu. 

MaK

CZARNE PLECY

W spocie wyborczym posła Ja-

na  Kamińskiego – kandydata
do Sejmu  z ramienia  PSL  z woj.
podlaskiego  – wystąpił  Czesław
Tokarzewski 
– proboszcz  parafii
w Kalinówce  Kościelnej.  Ksiądz
prezentuje się w filmiku w „stroju
roboczym”  – sutannie  i koloratce.
Podobnie  ma  się  rzecz  z broszur-
ką  kandydata  na posła,  w której
uwielbieniem  dla  jego  dokonań
dzieli się z czytelnikami kolejny du-
chowny – ks. kan. Janusz Mrocz-
kowski
, proboszcz w Bargłowie Ko-
ścielnym. Obaj duchowni z pewno-
ścią wiedzą o kontrowersyjnej dzia-
łalności  publicznej  posła  Kamiń-
skiego, związanej z budową pensjo-
natu  w miejscowości  Bryzgiel
nad jeziorem Wigry. Budowę roz-
począł sam Kamiński, później jed-
nak  przepisał  prawa  własności
do niej na dwie córki. Okazało się,
że  wznoszony  na terenie  Wigier-
skiego Parku Narodowego pensjo-
nat  jest  samowolą  budowlaną,
wznoszoną bez stosownych pozwo-
leń. Również dotację unijną, przy-
znaną przez Urząd Marszałkowski
Województwa  Podlaskiego  w cza-
sach,  kiedy  Kamiński  był  jednym
z wicemarszałków, trzeba było zwró-
cić wraz z odsetkami, ponieważ zo-
stała  przyznana  na podstawie  nie-
prawdziwych oświadczeń oraz nie-
rzetelnych  wniosków.  Córki  posła
dobrowolnie poddały się karze po-
zbawienia  wolności  w zawieszeniu
oraz  grzywnie.  Faktycznie,  kandy-
dat  wart  mszy… 

A.

ZA PŁYTKO W TYŁEK

O tym, że Kościół w Polsce jest

neutralny  politycznie,  zdołał  się
przekonać  poseł  PO  Jacek  Kru-
pa
.  Mężczyzna  dostał  właśnie  pi-
smo  od księdza  prałata  Edwarda
Ćmiela
, w którym to nadawca krót-
ko  oświadcza,  że  mężczyzna  nie
spełnia  kryterium  osoby,  na którą
mogliby  głosować  katolicy.

Jakże  to  – rozpłakał  się  Kru-

pa.  – A kto  przeprowadził  przez
Sejm projekt wolnego dnia w Świę-
to  Trzech  Króli?

Dobra,  dobra  – macha  ręką

Ćmiel.  – A kto  zagłosował  za od-
rzuceniem  obywatelskiego  projek-
tu ustawy zakazującej aborcji nawet
wówczas, gdy kobieta została zgwał-
cona lub  ciąża  zagraża  jej  życiu?
Tego ci, hu…ltaju, nie daruję!

To  polityczna  ekskomunika.

Stawia się mnie poza nawiasem ka-
tolików,  na których  można  oddać
głos.  Moja  dotychczasowa  działal-
ność świadczy o tym, że jestem ka-
tolikiem!  – biadoli  dalej  poseł.

Cóż, panie Krupa, albo jest się

Kościołowi  oddanym  do końca, 
albo… 

PAR

SKARGA NA SEJM

Schyłkowy, kruchtowy Sejm za-

twierdził uczynienie z roku 2012 ofi-
cjalnego roku księdza Piotra Skar-
gi
, jezuity, pobożnego bajkopisarza
(żywoty świętych), kontrreformacyj-
nego kaznodziei. Na sali sejmowej
znalazł się jeden poseł, który sprze-
ciwił się tej propozycji – John God-
son
,  czarnoskóry  poseł  PO  z Ło-
dzi  (protestant). 12  posłów  z SLD
wstrzymało  się  z poparciem.  Przy-
łączył  się  do nich  także  Andrzej
Celiński
, niezależny poseł lewico-
wy i kandydat na senatora w War-
szawie.  Na pociechę  innym  roda-
kom posłowie uchwalili ten sam rok
rokiem Janusza Korczaka. Tylko
czy to nie wstyd zestawiać ze sobą
takie dwie postaci – megaoszołoma
i bohatera? 

MaK

KONFITURY 

NAD ŻYCIE

Straszny skandal wybuchł w śro-

dowiskach  kruchtowych.  Okazało
się, że tygodnik katolicki „Niedzie-
la” odmówił publikacji tekstu Paw-
ła Milcarka
, publicysty konserwa-
tywnego,  który  krytykował  liderów
PiS  za brak  determinacji  w „obro-
nie życia poczętego”. Chodzi o licz-
ne absencje na głosowaniu w spra-
wie  ustawy  o całkowitym  zakazie
aborcji. Milcarek opublikował swój
tekst  w „Rzeczpospolitej”  z infor-
macją,  że  „Niedziela”  nie  chciała
przed wyborami  robić  przykrości
Kaczyńskiemu... I wybuch skandal,
bo  okazało  się,  że  dla  katolickiej 

gazety  „życie  poczęte”  jest  mniej
ważne niż sukcesy Jarosława. A nas
to zupełnie nie dziwi. 

MaK

PRAWO 

I ZŁODZIEJSTWO

Przed sądem  w Gdańsku  ru-

szył  proces  o zwrot 6,8  mln  zł  od-
setek, jakie władze podarowały ar-
chidiecezji gdańskiej za czasów rzą-
dów  PiS  w 2007  roku.  Chodzi
o zwrot podatku VAT dla złodziej-
skiego  wydawnictwa  Stella  Maris,
będącego  własnością  archidiecezji.
PiS-owcy wypłacili Kościołowi pie-
niądze, mimo że w sprawie oszustw
w Stella  Maris  na kwotę 68  milio-
nów złotych od lat toczyło się śledz-
two (i proces). W sprawie procesu
o odsetki  Kościół  wystąpił  oczywi-
ście o utajnienie obrad. 

MaK

BIBLISTOM PO NOSIE

Profesor Ireneusz Krzemiński,

znany socjolog i świecki katolik, dał
po nosie  wszystkim  tym,  którzy  po-
tępili  Magdalenę  Środę za jej  wy-
powiedź  o darciu  Biblii  jako  prote-
ście  wobec  zawartych  w tej  księdze
zachęt do przemocy. Na prof. Środę
zorganizowali nawet nagonkę polscy
bibliści katoliccy. Krzemiński oświad-
czył,  że  jako  człowiek  wierzący  sam
miał ochotę nieraz podrzeć niektóre
stronnice  „świętej  księgi”  z tych  sa-
mych powodów, co jego uniwersytec-
ka  koleżanka.  Przypomniał  też  mo-
deratorowi  nagonki,  księdzu  profe-
sorowi  Waldemarowi  Chrostow-
skiemu
,  że  antysemityzm,  któremu
ten  hołduje,  jest  obecnie  przez  Ko-
ściół uznawany za grzech, więc niech
się nie czepia innych, lecz przemyśli
własne postępowanie. 

MaK

NIECH DIABEŁ 

OBESRA

Kościół  dwoi  się  i troi,  usiłując

rozpętać kampanię nienawiści prze-
ciwko „słynnemu propagatorowi sata-
nizmu” 
– „Nergalowi”.  Proboszcz
z parafii michalitów w Markach roz-
kazuje  swoim  owieczkom  (pisownia
oryginalna!!!):  „W związku  promo-
wania p. Adama Darskiego »Nerga-
la«. Oficjalnie podaje się za Szatani-
stę i obraża ludzi wierzących, dopusz-
czając się świętokradztwa, kiedy po-
rwał Biblię. Nie możemy na to jako
katolicy pozwolić, aby kreowano ta-
kie postawy w naszej Telewizji, dla-
tego proszę rozebrać te protesty pod-
pisać i wysłać na podany adres”.

Parafia pw. Miłosierdzia Boże-

go w Bielawie wzywa wszystkich ka-
tolików  do łączenia  się  przeciwko
„Nergalowi”  w krucjacie  różańco-
wej. W celu „odnowy moralnej pol-
skiego życia publicznego” 
należy co-
dziennie o godz. 21 klepać dziesiąt-
kę różańca – brzmi instrukcja.

A proboszcz  parafii  w Niedź-

wiadnej  grzmiał  z ambony:  „Nie
bądźmy  obojętni.  Nie  wierzmy,  że
diabeł  już  dawno  zniknął  z tego
świata. Chociaż ryczy coraz głośniej,
jest dzięki Bogu coraz słabszy i dzię-
ki  Ukrzyżowanemu  nie  ma  szans
na zwycięstwo!”. I kończy ogłosze-
nia  duszpasterskie  iście  chrześci-
jańskim życzeniem: „Chciałbym, aby
Nergal był szczęśliwy – niech go za-
tem  diabeł  obesra.  Amen!”.

AK

NEONAZI 

W LUBLINIE

Neofaszyści atakują już nie tyl-

ko na Podlasiu, lecz także w Lubli-
nie.  Pomalowali  farbą  samochód
Dariusza Libionki, historyka i pra-
cownika  Muzeum  na Majdanku,
a kilka  miesięcy  temu  obrzucili  je-
go  dom  kamieniami  i petardami.
Policja,  jak  zwykle  w takich  przy-
padkach, wykazuje bezradność wo-
bec „nieznanych sprawców”. MaK

KLER SIĘ ROZBIJA

81-letni ksiądz potrącił w Lubli-

nie na przejściu dla pieszych 14-let-
nią gimnazjalistkę. Dziewczyna w sta-
nie ciężkim przebywa w szpitalu. Po-
licja  nie  opublikowała  informacji
o tym  zdarzeniu,  choć  robi  to  zwy-
kle ze znacznie bardziej błahymi wy-
darzeniami,  lecz  utrzymywała  spra-
wę przez kilka dni w tajemnicy. W Ło-
dzi  tymczasem  zakonnica  ze  Zgro-
madzenia  Sióstr  Służebniczek  nie
ustąpiła  pierwszeństwa  przejazdu
i zderzyła się z prawidłowo jadącym
samochodem, którego pasażerka od-
niosła  obrażenia.  Zakonnicy,  która
nawet nie próbowała hamować, wrę-
czono  mandat  (300  zł)  i obciążono
6 punktami karnymi. 

MaK

NAPALONY 

ORGANISTA

W okolicach  Kazimierzy  Wiel-

kiej (woj. świętokrzyskie) miejscowy
rolnik dopadł złodzieja na swoim ty-
toniowym polu. Okazał się nim tam-
tejszy  organista.  Pomocnik  księdza
zdążył nakraść liści o wartości 1500

złotych. Rozumiemy, że ta kradzież
była powodowana troską o zdrowie
ludzi pogrążonych w nałogu nikoty-
nizmu, aby mniej im zostało do pa-
lenia. 

MaK

WŁADZA DUCHOWNA

Wielebny  z parafii  pw.  Wnie-

bowzięcia NMP w Dulsku z okazji
odpustu  ku  czci  św.  Tekli  w nie-
dzielę 25  września  zarządził:
„W procesji  wezmą  udział  wszyst-
kie  dzieci  ze  szkół  w Sokołowie
i w Dulsku w strojach galowych wraz
z Dyrekcjami  i Nauczycielami”.
Z kolei proboszcz parafii w Pogo-
rzeli  zaanonsował,  że  uroczystości
odpustowe ku czci św. Michała Ar-
chanioła,  patrona  miasta  i gminy
Pogorzela,  odbędą  się 2  paździer-
nika. I wezwał władze miasta do sta-
wienia  się  na probostwo  na „spo-
tkanie  organizacyjne”.

AK

GORZKIE ŻALE

„Szkoda,  że  jest  tylko  jedna

dziewczynka  do sypania  kwiatka-
mi,  że  tak  mało  jest  ministrantów,
że  nie  było  już  komu  rozpalić  ka-
dzielnicy,  tylko  jeden  ministrant
dzwonił  dzwonkami  na procesji…
Nie  wszystkie  feretrony  były  wzięte,
bo nie było komu…”. 
To nie gorz-
kie żale z jakiejś wymarłej katolic-
kiej parafii w którymś ze zlaicyzo-
wanych krajów zachodniej Europy.
To  relacja  proboszcza  z wrześnio-
wego odpustu w największej w Płoc-
ku  parafii  pw.  św.  Krzyża. 

AK

WOJTYŁA 

W MOSKWIE

Na dziedzińcu  Biblioteki  Lite-

ratury Obcej w Moskwie ma zostać
odsłonięty  pomnik  „Błogosławio-
nego  Jana  Pawła II – myśliciela,
poety i nauczyciela” (ale nie papie-
ża!).  Do stolicy  Rosji  dotarła  tak-
że  kropla  papieskiej  krwi  wysłana
przez  kardynała  Stanisława  Dzi-
wisza
.  Tak  oto  spełniło  się  wiel-
kie  marzenia  Jana  Pawła II – po-
jechał  do Moskwy.  Choć  w stanie
skroplonym… 

MaK

background image

W

szystko to ma na ce-
lu usunięcie Adama
„Nergala” Darskie-
go 
(kompozytor, au-

tor  tekstów,  założyciel  i lider  grupy
muzycznej  Behemoth)  z posady  ju-
rora w nadawanym przez TVP2 pro-
gramie rozrywkowym „The Voice of
Poland”. „Nergal” podpadł katolic-
kim  ultrasom  tym,  że  we  wrze-
śniu 2007 r. – podczas koncertu dla
kilkuset fanów zebranych w jednym
z gdyńskich klubów – określił firmę
Meringa  (na  zdjęciu  biskup  i  jego
pałac) mianem „największej, najbar-
dziej zbrodniczej sekty, jaka istniała
na ziemi”,  zaś  Biblię  – „księgą
kłamstw”, po czym wydarł z niej kilka

kartek  i rzucił  w stronę  publiczno-
ści.  Był  za to  włóczony  po sądach
przez kościelnego specjalistę od sekt
i prokuraturę. Gdy artystę uwolnio-
no  (na razie  w pierwszej  instancji)
od zarzutu obrazy uczuć religijnych,
a telewizja  zaprosiła  go  do progra-
mu, wielebni zawyli z bólu, że „groź-
ny  dla  społeczeństwa  satanista”  bę-
dzie teraz zarażał z ekranów.

Najbardziej zaangażował się Me-

ring,  który:

3  września – we  włocław-

skiej  katedrze  nazwał  wyrok  sądu
„kolejnym  zwycięstwem  szatana”
i zapowiedział  obywatelski  protest
niepłacenia za abonament, jeśli zo-
baczy  „Nergala”  w telewizji.  Tego

samego  dnia  wystosował  specjalną
odezwę  „w sprawie  sprzeciwu  wo-
bec  promocji  satanizmu”,  nakazu-
jąc  proboszczom  odczytanie  pod-
czas  wszystkich  niedzielnych  mszy,
że  „bluźnierca,  satanista,  miłośnik
wcielonego  zła  dostanie  do dyspo-
zycji  ekran  publicznej  telewizji,  by
łatwiej  mógł  głosić  swoje  truciciel-
skie  nauki”;

5  września – w Radiu  Ma-

ryja oznajmił, że jest oburzony „zdu-
miewającym  wyrokiem  sądu”,  zaś
o „Nergalu” jako jurorze powiedział:
„Dla  mnie  to  jest  żaden  autorytet.
On  jest  ani  muzyk,  ani  wokalista.
Cóż  to  jest  za muzyk  bez  formal-
nego  wykształcenia,  cóż  to  jest

za wokalista, który umie stroić głup-
kowate  miny  i wypuszczać  dymy
na scenie i rytmicznie podskakiwać.
On  samą  swoją  obecnością  na an-
tenie  budzi  złe  skojarzenia.  Jego
piosenki są drażniące i siejące nie-
pokój,  czyli  sprzeczne  ze  statutem
telewizji  publicznej”;

11  września – zwierzył  się

prezesowi TVP Juliuszowi Brau-
nowi 
(list  opublikowano  także
na stronie  internetowej  diecezji):
„Wyrok  sądowy  uważam  za skan-
daliczny,  ale  zatrudnienie  wyznaw-
cy satanizmu, bluźniercy, człowieka
bez  podstawowej  kultury  w telewi-
zji  publicznej  bije  wszelkie  granice
przyzwoitości”. 
Dopingujący Merin-
ga  o.  Tadeusz  Rydzyk zdradził
słuchaczom  Radia  Maryja  tajem-
nicę:  „Co  jest  niedobrego,  to  wy-
chodzi  po tym  szataniście,  który
do telewizji ma być wprowadzony.
Ja wiem o takich przypadkach,
że  wysoko  w drabinie  społecz-
nej  w Polsce  właśnie  są  ludzie,
którzy korzystają z kultu szata-
na
.  Tak  jest!  To  się  w głowie  nie
mieści,  ale  to  jest!”;

22  września – w kolejnym

liście do Brauna napisał: „Pan Pre-
zes przypomina, że w TVP2 są prze-
cież  programy  religijne:  „Ziarno”,
„Słowo  na niedzielę”,  „Między  nie-
bem a ziemią”, transmisje modlitwy
„Anioł Pański”... Tym bardziej więc
brzydzi  obecność  „artysty”,  który
z wartości prezentowanych w wymie-
nionych  audycjach  szydzi,  pojawia-
jąc  się  na tym  samym  ekranie.  Je-
steśmy  w przededniu  wyborów:  pro-
szę  pamiętać,  że  Polacy  nie  są  pół-
główkami. Wyrok Sądu w Gdyni jest
hańbiący i nieodpowiedzialny. Jeżeli

nie doczekamy się spełnienia naszych
oczekiwań, pozostanie nam tylko oby-
watelskie  nieposłuszeństwo  dotyczą-
ce  abonamentu”.

I kto  to  mówi?!
Przypomnijmy,  że  ordynariusz

włocławski  ma  na sumieniu  m.in.
współudział w wyłudzeniu nierucho-
mości,  za którą  zainkasował  oko-
ło 10  mln  zł,  doprowadzając  przy
okazji  do bankructwa  wzorowego
rolnika  (por.  „Wrogie  przejęcie”
i „Biskup specjalnej troski” – „FiM”
46/2010). Najbardziej jednak ubru-
dził  hierarchę  legendarny  ks.  pra-
łat  Henryk  Jankowski,  który
w 2006 r. ujawnił otrzymane z IPN
dokumenty, w których stało czarno
na białym,  że  będąc  jeszcze  szere-
gowym  księdzem,  Mering  koope-
rował z peerelowską bezpieką jako
„Lucjan”, pozyskany do tajnej współ-
pracy 9 listopada 1976 r. przez Wy-
dział IV w Gdańsku.  Podczas  stu-
diów  we  Francji  z jego  usług  ko-
rzystał  wywiad,  a po powrocie  do
kraju  agenta  ponownie  przejęła
„czwórka”: „Ustaliliśmy, że obecnie
ja  będę  utrzymywać  z nim  kontakt.
Spotkania  odbywać  się  będą  raz
w miesiącu w Toruniu. Zawsze w so-
botę o godzinie 14 w hotelu Kosmos
w Toruniu.  Najbliższe  spotkanie  od-
będzie  się  w dniu 18  marca 1978  r.
W trakcie spotkania wręczyłem »Lu-
cjanowi« butelkę koniaku Camus war-
tości 850 zł.  W trakcie  rozmowy  nie
przejawiał żadnych oporów w kwestii
dalszych kontaktów” 
– czytamy w no-
tatce oficera SB z 25 lutego 1978 r.

Okazuje  się,  że  „satanista  Ner-

gal”  to  przy „Lucjanie”  prawdziwy
anioł... 

ANNA  TARCZYŃSKA

K

ościelne Radio Victoria nie może wyjść
z kryminalnych kłopotów.

Obejmując zarządzanie rozgłośnią należą-

cą  do diecezji  łowickiej,  ks.  dr  Piotr  Sipak
słusznie uznał, że segment ofiarności wiernych
jest  już  zaanektowany  przez  Rydzyka,  więc
trzeba sięgnąć do innych źródeł. Sięgnął do ka-
sy publicznej. Przyssał się do niej, niestety, zbyt
żarłocznie...

Zaczęło się od wpadki ze zleceniami na re-

alizację  audycji  propagandowych  finansowa-
nych przez dwa ministerstwa, Wojewódzki Fun-
dusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wod-
nej w Warszawie, zarządy województw łódzkie-
go i mazowieckiego oraz kilka innych instytu-
cji  samorządowych.  Żeby  się  z tych  pieniędzy
jakoś rozliczyć, w rozgłośni i jej agencji rekla-
mowej tworzono fałszywą dokumentację, któ-
rą  policja  zdołała  zabezpieczyć  podczas  prze-
szukania  (por.  „Diecezjalna  lista  przebojów”
– „FiM” 13/2009). W śledztwie wyszło na jaw,
że  do sprawozdań  z rzekomo  zrealizowanych
przedsięwzięć załączano umowy o dzieło i ra-
chunki wystawione na „zleceniobiorców” pra-
cujących w kościelnej firmie. Papiery potwier-
dzały  prace,  których  wcale  nie  wykonywano
(przykładowo: sprzątaczka Barbara K. zajmo-
wała  się  rzekomą  dystrybucją  płyt,  a nawet
poprowadziła  osobiście  jedną  audycję  radio-
wą),  zaś  niektóre  osoby  „pobierające”  hono-
rarium pieniędzy nie dostawały.

Całą winę wzięła na siebie główna księgo-

wa Elżbieta Ł. Przyznała się do sfałszowania
w sumie 125  dokumentów,  a także  podpisów

19 osób,  dzięki  czemu  jej  szefowie  (radia
i agencji)  pozyskali  oraz  fikcyjnie  rozli-
czyli dotacje w kwocie 266 tys. 675 zł. 
Tyl-
ko  ona  miała  zasiąść  na ławie  oskarżonych,
ponieważ śledczy uwierzyli ks. Sipakowi na sło-
wo,  że  pozostawał  w stanie  błogiej  nieświa-
domości, choć firmował wszystkie wnioski o do-
tacje i sprawozdania, było praktycznie niemoż-
liwe, żeby zarówno on, jak i jego ówczesny za-
stępca – ks. Piotr Krzyszkowski (także pre-
zes Fundacji Caritas, powołanej przez biskupa

łowickiego  Andrzeja  Dziubę do „pozyski-
wania środków finansowych” – dop. red.) – nie
wiedzieli  o fałszerstwach.  Sprawa  była  już
o włos  od wyroku.  Księgowa  dogadała  się
z prokuraturą na półtora roku więzienia w za-
wieszeniu  i 26  sierpnia  ubiegłego  roku  Sąd
Rejonowy  w Łowiczu  miał  ten  układ  tylko
zatwierdzić. Misterne plany pokrzyżowała Bar-
bara  K.,  która  – posiadając  status  pokrzyw-
dzonej  (uprawnia  on  do wniesienia  sprzeci-
wu) – oświadczyła przed sądem, że ława oskar-
żonych jest zdecydowanie za krótka, bowiem
brakuje na niej księdza dyrektora, i zażądała
normalnego  procesu.  Datę  jego  rozpoczęcia
wyznaczono na 25 listopada. Prokuratura wy-
konała  wówczas  przedziwną  woltę:  podjęła
umorzony wątek dotyczący wyłudzeń pieniędzy

od „podmiotów  dotujących  Radio  Victoria
i Agencję Reklamową Victoria” (do siedziby
firmy  znowu  przyszli  policjanci  z nakazem
przeszukania),  a kilka  dni  później  poprosiła
sąd  o zwrot  akt  wobec  ujawnienia  „nowych
okoliczności”.

– Była  to  po prostu  ucieczka  przed kom-

promitacją, bo sprawę zaszyto tak grubymi nić-
mi,  że  w procesie  niechybnie  wyszłyby  na jaw
zaniechania  w wyjaśnieniu  roli  Sipaka  – pod-
kreśla policjant z Łowicza.

Jego  opinię  potwierdza  uzasadnienie  de-

cyzji o zwrocie sprawy prokuraturze, bo sędzia
Małgorzata Szubert-Fiałkowska podkreśla,
że zgromadzony dotychczas materiał dowodo-
wy wskazuje na możliwość współudziału w prze-
stępstwie także innych osób...

Co dzisiaj słychać w śledztwie?
– Mamy na tapecie kilka nowych dofinan-

sowań lipnych projektów, podejrzenie wyłudze-
nia  pieniędzy  z Powiatowego  Urzędu  Pracy
w Łowiczu na tworzenie wirtualnych stanowisk
oraz  sprawę  nielegalnego  oprogramowania
zainstalowanego w komputerze księdza dyrek-
tora.  Tym  razem  już  się  chyba  nie  wywinie
– twierdzi nasz rozmówca.

Ksiądz Sipak ma więcej powodów do zde-

nerwowania...

Oto rozzuchwalona ujawnieniem radiowych

przekrętów  opozycja  w radzie  miasta  (radni:
Robert  Wójcik Ryszard  Szmajdziński
z SLD)  zażądała  od prawicowego  burmistrza
Krzysztofa Kalińskiego wyjaśnienia, jakiż to
„ważny interes” skłonił go do wydania arbitral-
nej decyzji o umorzeniu kościelnym biznesme-
nom  z rozgłośni 114  tys. 610 zł  zaległości  po-
datkowych,  których  uiszczenie  groziło  rzeko-
mo  utratą  płynności  finansowej.  – Burmistrz
odmówił  ujawnienia  komisji  rewizyjnej  doku-
mentacji, zasłaniając się argumentem, że dane
o kondycji finansowej „ułaskawionych” są praw-
nie strzeżone – relacjonuje Szmajdziński.

– Informacja  szybko  rozeszła  się  jednak

po mieście,  wywołując  taki  rezonans,  że  Ka-
liński  dziesięć  razy  się  teraz  zastanowi,  zanim
podaruje wielebnym choćby złotówkę – doda-
je właściciel jednej z łowickich firm.

Nieszczęścia  – jak  wiadomo  – chodzą  pa-

rami, więc zaraz po aferze z podatkami ksiądz
dyrektor, usiłując wymusić pierwszeństwo prze-
jazdu, rozbił firmowego volkswagena golfa (czte-
romiesięczna  nówka,  czyli  w kwestii  „płynno-
ści”  burmistrza  wystrychnięto  na dudka),
za co  policja  wlepiła  mu 500-złotowy  mandat
i 10 punktów karnych.

Jeśli dodać do tego toczące się (np. w Skier-

niewicach) oraz zapowiadane procesy przed są-
dem pracy, wytaczane przez zwolniony perso-
nel  rozgłośni  obciążonej  bagażem  zwrotu  wy-
łudzonych  dotacji,  to  doprawdy  głowa  może
spuchnąć. No, ale jakby co, w kryminałach są
radiowęzły...

DOMINIKA NAGEL

R

Ra

ad

diio

o((w

ęz

ze

ełł))

SSzzaam

maańńsskkiiee

w

weerrsseettyy

SSzzaam

maańńsskkiiee

w

weerrsseettyy

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

6

6

POLSKA PARAFIALNA

Ordynariusza  diecezji  włocławskiej
–biskupa Wiesława  Meringa  –  ani  chybi  coś
opętało,  bo  już  od miesiąca  na okrągło  pisze
listy,  wydaje  odezwy,  ślęczy  nad kazaniami
oraz  inspiruje  akcje  protestacyjne.

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

7

7

POLSKA PARAFIALNA

M

inister Bogdan Zdro-
jewski 
pochwalił  się
sukcesem swojego re-
sortu.  Otóż  Komisja

Finansów Publicznych dała się ocza-
rować  i powiększyła  budżet  Mini-
sterstwa Kultury i Dziedzictwa Na-
rodowego o 20 mln zł. Już wiado-
mo, że część tych pieniędzy, a kon-
kretnie 4  mln  złotych,  zasili  fun-
dusz Muzeum Jana Pawła II i Kar-
dynała  Wyszyńskiego  w Świątyni
Opatrzności Bożej. To już trzecia
dotacja  publiczna  do tej  budowy!
Poprzednie  przyniosły  Kościoło-
wi  w sumie  około
40 mln  zł!!!

W

Przemyślu

(„drugi  Watykan”)
natomiast zdarzył się
cud.  Otóż  Archidie-
cezja Przemyska apli-
kowała  w Urzędzie
M a r s z a ł k o w s k i m
o unijne dofinansowa-
nie w ramach Regio-
nalnego  Programu
Operacyjnego  Województwa  Pod-
karpackiego na lata 2007–2013. Jej
projekt rewitalizacji zespołu klasz-
tornego  i parkowego  na cele  spo-
łeczne oraz edukacyjno-kulturalne,
a także  wyremontowania  siedziby
diecezjalnego radia trafił po wery-
fikacji  na 6  miejsce  listy  rezerwo-
wej, co w praktyce oznacza niemal
zerowe szanse na realizację. To roz-
złościło lokalnego biskupa. Po re-
prymendzie  ze  strony  kurii  jej
projekt awansował na miejsce…
pierwsze. 
Zarząd województwa do-
znał  bowiem  olśnienia  i uznał  na-
gle,  że  projekt  „wykazuje  dużą  in-
nowacyjność  planowanych  działań
oraz  interdyscyplinarny  charakter
i szerokie  oddziaływanie  w kluczo-
wych dla województwa celach stra-
tegicznych.  Jest  ważny,  komplekso-
wy  i innowacyjny”. 
Wartość  inwe-
stycji – 10 mln zł. Unijne dofinan-
sowanie  – 8,6  mln  zł.

Ekologia i ochrona środowiska

to  ostatnimi  czasy  modny  motyw
kazań. I trudno  się  dziwić,  skoro
– jak  się  okazuje  – można  na tym
sporo  zyskać.  Pieniądze  z Woje-
wódzkich  Funduszy  Ochrony  Śro-
dowiska i Gospodarki Wodnej do-
stają  dobrodzieje  bez  większych
trudności,  m.in.  w formie  dotacji
oraz  preferencyjnych  pożyczek
(w 2011  r.  – 3  proc.  w skali  roku)
udzielanych na okres 2–15 lat od za-
kończenia  zadania.  Tylko  Woje-
wódzki Fundusz Ochrony Środowi-
ska i Gospodarki Wodnej w Kato-
wicach  przez  ostatnie  cztery  lata
wydał  ponad 20  mln  zł  na potrze-
by 120  parafii  i instytucji  kościel-
nych ze swojego terenu (korzystać
mogą także ośrodki Caritasu i ko-
ścielne  domy  pomocy,  ale  nic  nie
stoi na przeszkodzie, aby proboszcz
zmodernizował sobie plebanię). Ty-
le  kosztowały  tzw.  działania  eko-
logiczne,  czyli  dofinansowanie  za-
dań  zzakresu  ochrony  atmosfery,
realizowane  w obiektach  Kościoła
katolickiego  (budowa  lub  zmiana
systemu ogrzewania, modernizacja

lub wymiana wewnętrznej instala-
cji  grzewczej,  termomodernizacja
budynku, docieplenie stropodachu,
podłóg  i ścian  zewnętrznych,  wy-
miana okien oraz drzwi zewnętrz-
nych,  instalacje  solarne  i pompy
ciepła). Dotacje są oczywiście bez-
zwrotne,  zaś  pożyczki  – jak  infor-
muje Gabriela Lenartowicz, pre-
zes  zarządu  katowickiego  WFO-
ŚiGW – mogą być częściowo umo-
rzone, jeśli proboszcz przyrzeknie,
że  ową  umorzoną  kwotę  przezna-
czy na nowe inwestycje ekologicz-
ne.  Chętnych  w koloratkach  nie
brakuje  – jak  dotąd  skorzystała
m.in. parafia Matki Bożej Nieusta-
jącej  Pomocy  w Jaworznie  (dofi-
nansowania w formie pożyczki pre-
ferencyjnej w wysokości do 535 tys.
zł oraz dotacji do 262 tys. zł na bu-
dowę  instalacji  fotowoltaicznej);
parafia św. Jacka w Bytomiu (820
tys.  zł  dotacji  na termomoderni-
zację budynku kościoła); Zgroma-
dzenie  Sióstr  Szkolnych  de  Notre
Dame  w Bielsku-Białej  (niemal
120 tys. zł pożyczki na budowę in-
stalacji  kolektorów  słonecznych
do podgrzewania ciepłej wody użyt-
kowej oraz termoizolację budynku
domu zakonnego i bursy dla dziew-
cząt); parafia świętych Apostołów

Piotra i Pawła w Świętochłowicach
(ponad 191,5 tys. zł pożyczki na ter-
momodernizację plebanii); parafia
Wniebowzięcia Najświętszej Maryi
Panny  w Katowicach  (ponad 64,5
tys. zł pożyczki na docieplenie ścian
zewnętrznych oraz wymianę stolar-
ki  okiennej  i drzwiowej  plebanii);
parafia  Najświętszego  Serca  Pana
Jezusa w Brzezinach Śląskich (po-
nad 181 tys. zł pożyczki na termo-
modernizację plebanii); Caritas Ar-
chidiecezji Katowickiej Dom Świę-
tego Józefa w Katowicach (115 tys.
zł dotacji na dostawę i montaż ko-
lektorów  słonecznych).

Pompy ciepła zamontuje sobie

proboszcz  radomskiej  katedry.  Ta
ostatnia jest oczkiem w głowie pań-
stwowych  urzędników.  W 2008  r.
proboszcz  dostał 45  tys.  zł  na re-
mont elewacji zachodniej, a kolej-
ne 40  tys.  zł  – na remont  wieży
– sypnął  urząd  marszałkowski.
W 2009 r. miasto sfinansowało od-
restaurowanie witraży (400 tys. zł),
w 2010  r.  na system  monitoringu
i ochrony przeciwpożarowej poszło
zRegionalnego Programu Opera-
cyjnego (RPO) Województwa Ma-
zowieckiego niemal 500 tys. zł, zaś
gmina dorzuciła 700 tys. zł na ele-
wację  wschodnią.  W 2011  r.  pro-
boszcz  zainkasował 81  tys.  zł
zgminnego programu na rewitali-
zację zabytków oraz 6,6 mln zł m.in.
na wymianę  posadzek  i  mensy  oł-
tarzowej, a montaż pompy cieplnej
opłaciło  RPO  Województwa  Ma-
zowieckiego. Gratulujemy radomia-
nom  dobrobytu!

Z kolei radni Sejmiku Mazow-

sza  niemal  w całości  podarowali
Kościołowi 5  mln  zł,  jakie  mieli
do podziału na ratowanie miejsco-
wych  zabytków.  Z tego 150  tys.  zł

trafi  do proboszcza  od św.  Ducha
zIłży, a 90 tys. zł pojawi się na kon-
cie  parafii  św.  Macieja  Apostoła
w Klwowie.  Kościół  św.  Trójcy
w Belsku  Dużym  dostanie 70  tys.
zł  (na prace  budowlano-konser-
watorskie dwóch zakrystii i przed-
sionka). Zastrzyk gotówki otrzyma-
ją także parafie: Przemienienia Pań-
skiego  w Boglewicach  – na osu-
szanie murów kościoła (25 tys. zł);
Podwyższenia  Krzyża  Świętego
w Zwoleniu (37 tys. zł); św. Miko-
łaja w Grabowcu (8,5 tys. zł); Opie-
ki Matki Bożej Bolesnej w Nowym
Mieście  nad Pilicą  (4,6  tys.  zł);
Świętego Krzyża w Kozienicach (50
tys. zł) czy św. Doroty w Potworo-
wie  (23,3  tys.  zł).

Do Wolborza  turyści  przyjeż-

dżają  między  innymi  po to,  aby
zwiedzić  miejsce  urodzenia  Jana
Frycza  Modrzewskiego
.  Małe
miasteczko  z mało  atrakcyjnym
centrum, które jak kania dżdżu po-
trzebuje  rewitalizacji,  co  zresztą
przyznają  sami  urzędnicy.  Wysta-
rali się więc o pieniądze z unijne-
go  Programu  Rozwoju  Obszarów
Wiejskich  i wyremontowali…  lo-
kalną  kolegiatę  (PROW  to  jedno
zulubionych  źródełek  probosz-
czów;  obecnie  tylko  w Departa-
mencie Funduszu Rozwoju Obsza-
rów  Wiejskich  Urzędu  Marszał-
kowskiego  w Łodzi  czeka  na roz-
patrzenie 25 kolejnych koloratko-
wych  wniosków  zwojewództwa,
na które  przeznaczono  ponad
6  mln  zł).  Całość  inwestycji  kosz-
towała 460 tys. zł. Jak deklaruje bur-
mistrz Wolborza, Elżbieta Ościk,
teraz czas na kolejny wniosek. Bę-
dzie on opiewał na 500 tys. zł, któ-
re  zostaną  przeznaczone  na…
odnowę  placu  wokół  kolegiaty.

Będzie  powód  do dumy  dla  pani
burmistrz. A co na to biedni wol-
borzanie?

200  tys.  złotych  dostał  ksiądz

proboszcz bazyliki Grobu Bożego
w Miechowie od lokalnego samo-
rządu. Potrzebował, bo na począt-
ku ubiegłego roku zainicjował re-
mont, którego koszty oszacowano
na 12  mln  zł.  Jak  dotąd 9  mln  zł
dała  Unia,  a resztę  dostarczają
w ratach  lokalni  urzędnicy  (do-
tąd 850  tys.  zł).

Nie może narzekać ks. Franci-

szek  Musioł,  proboszcz  bazyliki
św.  Antoniego  w Rybniku.  Na jej
generalny  remont dostał 5  mln  zł
zunijnych  funduszy,  a 1  mln  215
tys. zł dały jak dotąd władze Ryb-
nika.  A że  to  wciąż  za mało,  aby
kościelny zabytek lśnił nowym bla-
skiem, na ostatniej  sesji  dorzuciły
kolejne 300  tys.  zł.

W Łowiczu  zakończyła  się

wspólna  inwestycja  urzędu  miasta
i lokalnej  kurii,  polegająca  na od-
nowieniu kościelnych włości, to zna-
czy miejscowego zespołu katedral-
nego  (bazylika  katedralna,  pleba-
nia,  kanonia,  rezydencja  biskupa
łowickiego i kuria wikariuszy) wraz
zutworzeniem  kompleksu  rekre-
acyjno-wypoczynkowego  w parku
Błonie.  Koszt  całości  – 31  mln  zł.

Dolnośląski Urząd Marszałkow-

ski  w latach 2008–2011  dofinanso-
wał  remont  kościoła  w Chełmsku
Śląskim  kwotą 290  tys.  zł.  Samo-
rząd  gminy  dał  tylko  w bieżącym
roku 90  tys.  zł,  a KGHM  – 55  tys.
zł. Proboszcz Stanisław Kowalski
nie  zamierza  spocząć  na laurach.
Tysiące  innych  proboszczów  w ca-
łym  kraju  – również…

WIKTORIA  ZIMIŃSKA

wiktoria@faktyimity.pl

O interesy  Kościoła
katolickiego  dba  się
w Polsce  na każdym
szczeblu  władzy.
Bo żaden  szczebel
nie chce  być
podpiłowany  przez
katolicką  rybę... piłę.

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

8

8

A TO POLSKA WŁAŚNIE

– Wyobraźmy sobie, że po wy-

borach  dzwoni  do Państwa  no-
wy premier i prosi o przygotowa-
nie wizji stosunków państwa z ko-
ściołami  i związkami  wyznanio-
wymi,  organizacjami  humani-
stycznymi,  racjonalistycznymi
i ateistycznymi.

Małgorzata Winiarczyk-Kos-

sakowska (dalej MWK):

– Bez  względu  na to,  kto  bę-

dzie następnym premierem, byłoby
dobrze,  żeby  problem  właściwych
relacji  państwo–Kościół  uznawał
za ważny dla jakości polskiej demo-
kracji.  Bo  przecież  – nie  czarujmy
się  – obecnie  od standardów  no-
woczesnego  państwa  demokratycz-
nego dzielą nas lata świetlne. Za du-
żo Kościoła w państwie, za mało re-
spektowania  konstytucyjnej  zasady
ich  przyjaznego  rozdziału.  Nie  ma
publicznej  uroczystości  – wszystko
jedno, czy jest nią święto państwo-
we upamiętniające ważne wydarze-
nie,  czy  rozpoczęcie  roku  szkolne-
go, otwarcie drogi, mostu, szpita-
la  albo,  za przeproszeniem,  skle-
pu – by burmistrzowi, staroście al-
bo innemu przedstawicielowi władz
publicznych nie towarzyszył kato-
licki  hierarcha  kościelny.

Paweł Leszczyński (dalej PL):
– Podzielam ocenę profesora

prawa  Ryszarda  Małajnego
że  Polska  jest  dzisiaj  państwem 
quasi-wyznaniowym.  Im  bardziej
w dół struktur państwowych, tym
gorzej.

MWK:  – Trzeba  skończyć

z nadawaniem gminom, powiatom,
województwom i różnym samorzą-
dowym jednostkom katolickich pa-
tronów.  Ciągle  spotykam  ludzi,
zwłaszcza młodych, którzy powta-
rzają,  że  mają  dość  nadużywania
uprawnień przez Kościół, że chcą
państwa neutralnego światopoglą-
dowo. Oddolne ciśnienie w tej kwe-
stii  jest  ogromne.  Wygra  formacja,
która doprowadzi do zmiany w tym
obszarze.

PL:  – Wzmacnia  ten  trend  żą-

danie  równości  opodatkowania
wszystkich  obywateli  i organizacji.

MWK:  – I chęć,  aby  polskie

urzędy, tak jak w wielu państwach
Europy, były wolne od symboli reli-
gijnych.  A państwo  powinno
chronić  obywateli  przed dyskry-
minacją i poświęcać znacznie więk-
szą  uwagę  ściganiu  przestępstw
„z nienawiści” niż ściganiu ob-
razy  uczuć  religijnych.

– Czyli  wykreślamy  przepisy

przewidujące  ściganie  narusza-
nia  uczuć  religijnych?

PL: – Uczucia to sprawy obywa-

teli,  a nie  aparatu  państwa.  Jego
agendy nie mogą także stać na stra-
ży przestrzegania wartości chrześci-
jańskich  w mediach  i szkołach  pu-
blicznych.

– Brak  zasad?
MWK:  – Nie.  Zadaniem  TVP

czy szkoły powinno być propagowa-
nie  podstawowych,  powszechnych
wolności  i praw  człowieka…

PL: – …a zadaniem szkół – na-

uczanie  religioznawstwa.

– A katecheza?
PL: – Najlepszym rozwiązaniem

jest  jej  powrót  do sal  kościelnych.
Wymaga to czasu. Natychmiast na-
leży  skończyć  z wliczaniem  oceny
z religii  do średniej  oraz  zasiada-
niem przez katechetów w radach pe-
dagogicznych.

MWK:  – To  Kościół  powinien

im  płacić  pensje.  Tak  samo  jak
kapelanom.  Katecheci  nie  mo-
gą prowadzić zajęć z etyki i wy-
chowania do życia w rodzinie, bo
dzieci i młodzież przede wszyst-
kim zasługują na kompetentnych
nauczycieli.  A etyka  to  wiedza,
bez  której  życie  jest  trudniejsze
i mniej  ciekawe.

– Zrywamy  konkordat?
MWK:  –  Jestem  realistką

– nie widzę możliwości wypowie-
dzenia konkordatu w najbliższej
przyszłości. Ale jego renegocjo-
wanie  jest  konieczne.  Prioryte-
tem dla władz powinna być dba-
łość o „niewykraczanie poza ra-
my” tej umowy. „Ostatnim osią-
gnięciem” parlamentu na drodze
poszerzania wpływu katolicyzmu
w państwie – i to bez specjalnych
zabiegów ze strony Kościoła – był

kolejny  dzień  świąteczny  wolny
od pracy  – Święto  Trzech  Króli.

PL: – Ja to widzę inaczej. Na po-

czątek  jedna  uwaga.  Pole  manewru
ogranicza nam tutaj konstytucja. Prze-
widuje  ona,  że  relacje  państwo–
-Kościół katolicki reguluje umowa 

międzynarodowa.  Nie  musi  to  być

jednak konkordat. Może to być tak-

że  porozumienie  odwołujące  się

do Europejskiej  konwencji  praw

człowieka oraz paktów ONZ do-

tyczących eliminacji dyskryminacji.

Musimy także jasno zakazać sądom

kościelnym  pozyskiwania  danych
medycznych.

– A co  z mniejszościowymi

kościołami  i

związkami

wyznaniowymi  oraz

z r z e s z e n i a m i

ateistycznymi,

światopoglądo-

wymi i racjo-

nalistycz-

nymi?

PL: – Niedopuszczalne jest pro-

wadzenie przez państwo walki z tak
zwanymi sektami. Zamiast tego trze-
ba  zacząć  pracę  komisji  wspólnych
rządu i kościołów, związków wyzna-
niowych oraz zrzeszeń racjonalistów,
ateistów. Ich powołanie stworzy pod-
stawę  do debaty  o modelu  ich  fi-
nansowania i o likwidacji Funduszu
Kościelnego.

MWK:  – Utrzymywanie  tej  in-

stytucji  jest  sprzeczne  ze  zdrowym
rozsądkiem i obecnie już na grani-
cy  prawa  (jeśli  nie  poza  nim).  Ten
fundusz  miał  stanowić  rekompen-
satę  za mienie  utracone  onegdaj
przez Kościół. Obecnie mienie jest
zwrócone,  a z publicznych  pienię-
dzy  utrzymujemy  księży,  zakonni-
ków, płacimy im emerytury i renty,
także  tym,  którzy  jako  misjonarze
w ogóle  nie  pracowali  w Polsce.

PL: – Co ważne, likwidacja Fun-

duszu  Kościelnego  jest  prosta
do wprowadzenia. Katolicka hierar-
chia  nie  ma  bowiem  żadnej  praw-
nej możliwości zablokowania takiej
decyzji.  Już  Sobór  Watykański II
(konstytucja  „Gaudium  et  spes”)
przyjął deklarację o rezygnacji przez
Kościół  z przywilejów.

– Czy wprowadzamy podatek

kościelny zamiast płatnych usług
kleru  dla  wiernych?

PL: – Jestem przeciwny niemiec-

kiemu  rozwiązaniu,  w którym  pań-
stwo ściąga pod przymusem datki na
rzecz wspólnot religijnych. Znacznie

lepszą  regulację  przyjęli  Węgrzy.
Tam  każdy  ma  prawo  przeznaczyć
1 procent swojego podatku na rzecz
wybranej przez siebie wspólnoty re-
ligijnej czy światopoglądowej. Spo-
sób  wydawania  przez  nie  tych  pie-
niędzy  podlega  ścisłej  kontroli  ze
strony  państwa.

– A jak opodatkować kościel-

ne  biznesy  i dochody  duchow-
nych?

PL:  – Wspólnoty  religijne  po-

winny  prowadzić  rejestry  swoich
wpływów.  Takie  systemy  wdrożyło
już wiele mniejszościowych kościo-
łów. A biznesy kościelne należy opo-
datkować  tak  jak  inne.

MWK:  – Na  mocy  konkordatu

miała powstać „komisja finansowa”,
której  celem  miało  być  określenie
sytuacji  finansowej  Kościoła. I nie
powstała.  Kiedy  pytamy  o dotacje
samorządów  dla  związków  wyzna-
niowych, słyszymy, że nie ma takich
danych. Rząd nie chce nawet ujaw-
nić, ile wydaje na ubezpieczenia du-
chownych. Dochody Kościoła i księ-
ży  też  nie  są  znane  opinii  publicz-
nej. Nie są także znane izbom skar-
bowym. Parafie, diecezje, zakony nie
płacą podatku od dochodów z dzia-
łalności  gospodarczej,  jeżeli  prze-
znaczają  je  na cele  kościelne,  cha-
rytatywne i opiekuńczo-wychowaw-
cze. Cokolwiek to znaczy… Jak po-
myślę  o stercie  dokumentów,  jaką
muszą przedstawiać organizacje po-
zarządowe, aby otrzymać najmniej-
szą dotacje z gminy, i porównam to
z praktyką rozliczania milionów pła-
conych z publicznych pieniędzy Ko-
ściołowi, to ze smutkiem i gniewem
mówię – dosyć tego! Przy czym ten
„sposób  rozliczania  pieniędzy  Ko-
ścioła  niejako  na wiarę”  wcale  nie
wynika z zapisów konkordatu…

PL:  – …lecz  regulacji,  które

przyjęły  kolejne  parlamenty.

MWK:  – To  od posłów  nowej

kadencji  i rządu,  któremu  udzielą
votum zaufania, zależy, czy państwo
odzyska mienie, jak niektórzy twier-
dzą, przejęte nieprawnie przez Ko-
ściół.  A jest  to  konieczność.

PL:  – Tak  samo  jak  stopniowe

wygaszanie pracy pozostałych czte-
rech  działających  na wzór  katolic-
kiej niekatolickich komisji majątko-
wych.  Wszystko  tak  naprawdę  za-
leży od determinacji polityków. Pol-
ska  może  stać  się  państwem  neu-
tralnym  światopoglądowo. I wcale
nie  musi  to  zająć  wiele  czasu.

Rozmawiał  MiC

„Fakty  i Mity”  rozmawiają  o najpilniejszych
zmianach  w prawie  wyznaniowym
z Małgorzatą Winiarczyk-Kossakowską,  doktorem
habilitowanym  nauk  politycznych,  profesorem
Uniwersytetu  Jana  Kochanowskiego  w Kielcach,
oraz  z  doktorem  prawa  Pawłem  Leszczyńskim.

FUNDACJA  „FiM”

Nasza redakcja patronuje fundacji pod nazwą Misja Charytatywno-Opiekuńcza „W człowieku widzieć brata”, której prezesem jest Roman Kotliński – Jonasz,

redaktor  naczelny  „FiM”.  Fundacja  ma  za zadanie  nieść  wszelką  możliwą  pomoc  potrzebującym  rodakom  – zwłaszcza  głodnym  dzieciom,  a także  przewlekle
chorym,  bezrobotnym  i bezdomnym.  Ponieważ  kościelne  fundacje  i stowarzyszenia  w swej  działalności  charytatywnej  (jakże skromnej jak na ich  możliwości)
nagminnie  wyróżniają  osoby  związane  z Kościołem,  a innowierców,  agnostyków  i ateistów  pomijają  – my będziemy wypełniać  tę  lukę  i pomagać  w pierwszej
kolejności właśnie im. Nasza fundacja ma status organizacji pożytku publicznego i w związku z tym podlega pełnej kontroli organów państwa. 

Tych, którzy chcą wesprzeć naprawdę potrzebujących naszej pomocy, prosimy o wpłaty: 

Misja Charytatywno-Opiekuńcza „W człowieku widzieć brata”, 

Zielona 15, 90-601 Łódź, ING Bank Śląski, nr konta: 87 1050 1461 1000 0090 7581 5291

www.bratbratu.pl, e-mail: fundacja@blaja.pl

Czas honoru

background image

„(…) musiałem uderzyć w naród.

Nie słowem bezsilnym, lecz gromem.
Gromem równym tej hańbie, jaką opa-
nowała  go  spółka  cynicznych  hulta-
jów  i jawnych  wrogów  Polski  (…).
To, na co patrzą oczy nasze, nie jest
jeszcze Polską. Nie o takiej śniły wiel-
kie  serca  poetów  naszych,  nie  za ta-
ką cierpiały, walczyły i ginęły pokole-
nia  (…).  To  jest  (…)  Judeo-Polska.
Naród  polski  do władzy  w niej  jesz-
cze nie doszedł. Polskę prawdziwą trze-
ba dopiero zdobyć i zbudować (…)”.

Brzmi znajomo? Niemal jak frag-

ment comiesięcznego przemówienia
na Krakowskim  Przedmieściu.
Albo jak wyimek z audycji Ra-
dia  Maryja.  Może  to  Kaczyń-
ski 
powiedział, może Maciere-
wicz
,  a najpewniej…  Rydzyk?
Ciepło. To pisał przed śmiercią
ich duchowy antenat, do dziś bo-
hater Prawdziwych Polaków Ka-
tolików  i katolickiego  Kościoła
– Eligiusz Niewiadomski.

Urodził się 1 grudnia 1869 ro-

ku w Warszawie. Był przeciętnym
malarzem, za to niezłym i cenio-
nym krytykiem sztuki oraz wykła-
dowcą  rysunku.  Przede  wszyst-
kim był jednak Niewiadomski fa-
natycznym  antysemitą,  wręcz  hi-
sterycznym zwolennikiem nacjona-
lizmu i tego, co dziś nazwalibyśmy
„czystością rasy” polskiej.

Wybór Gabriela Narutowicza

na prezydenta  Polski  (9  grud-
nia 1922  roku  – głosami  Zgroma-
dzenia  Narodowego)  doprowadził
do wściekłości  ugrupowania  ultra-
prawicowe. W ostatnim, piątym dniu
sejmowego głosowania dość niespo-
dziewanie poparły Narutowicza ugru-
powania  centrowe  i centroprawico-
we oraz mniejszości narodowe. Skraj-
na  narodowa  prawica  poniosła  sro-
motną  klęskę,  ale  postanowiła  nie
dopuścić  do zaprzysiężenia  nowego
prezydenta.

W dniu, kiedy miało to nastąpić

(11  grudnia),  endecja  wywołała
w Warszawie zamieszki, które o ma-
ło  nie  przemieniły  się  w powstanie,
a przynajmniej  w rewoltę.  Prawico-
we  bojówki  odbierały  legitymacje

idącym do parlamentu posłom i se-
natorom, przy czym wielu parlamen-
tarzystów  zelżono,  a nawet  ciężko
pobito. Zaatakowano też samego pre-
zydenta  elekta.  Prawicowi  bandyci
obrzucili odkryty powóz prezydenc-
ki (i jego pasażera) marznącym bło-
tem,  a niektóre  śmierdzące  błotne
pociski zmieszane z ekskrementami
dosięgły twarzy Narutowicza.

Kiedy  na placu  Trzech  Krzyży

członkowie  Polskiej  Partii  Socjali-
stycznej ruszyli prezydentowi i swo-
im posłom z odsieczą, doszło do re-
gularnych walk ulicznych. Zginęła co
najmniej  jedna osoba,  a wiele  zo-
stało rannych.

16 grudnia, podczas otwarcia wy-

stawy malarstwa w Zachęcie, Eligiusz
Niewiadomski oddał z browninga trzy
strzały  w plecy  prezydenta  Naruto-
wicza i został aresztowany.

Niedługo później Józef Piłsud-

ski,  wstrząśnięty  politycznym  mor-
dem, tak uzasadnił przyczyny swojej
rezygnacji: „Ta szajka, ta banda (…)

zechciała  szukać  krwi.  Żołnierz  po-
wołany  bywa  do ciężkich  obowiąz-
ków... Gdym sobie pomyślał na chwi-
lę,  że  ja  tych  panów,  jako  żołnierz,
bronić będę – zawahałem się w swo-
im  sumieniu.  A gdym  się  raz  zawa-
hał, zdecydowałem, że żołnierzem być
nie  mogę.  Podałem  się  do dymisji
z wojska...”.

Już  w pierwszym  dniu  procesu

– 30  grudnia 1922  roku  – Niewia-
domski przyznał się do winy i oświad-
czył, że wcześniej nosił się z zamia-
rem zamordowania Piłsudskiego, któ-
rego  uważał  za głównego  sprawcę

i animatora demokratycznych prze-
mian  w Polsce.  Po jego  rezygnacji
z ubiegania  się  o prezydenturę  po-
stanowił zgładzić Narutowicza. Dla-
czego?  Po pierwsze  – przyszły  pre-
zydent nie zaprzeczał, że jest zdekla-
rowanym ateistą; po drugie – dlate-
go, że był masonem.

Jeszcze  tego  samego  dnia  Eli-

giusz  Niewiadomski  został  skazany
na karę śmierci. Sąd, ewidentnie bo-
jąc się prawicowych rozruchów, po-
lecił  wykonanie  kary  przez  honoro-
we rozstrzelanie, a nie przez powie-
szenie.

Wyrok  wykonał  pluton  egzeku-

cyjny 31  stycznia 1923  roku  na sto-
ku cytadeli. Przed śmiercią skazaniec
ucałował krzyż, powiedział, że umie-
ra za katolicką Polskę, i odebrał bło-
gosławieństwo od kapelana.

Pogrzeb  stał  się  okazją  do pra-

wicowych manifestacji fanatycznych
katolików. Po uroczystej „Mszy za Oj-
czyznę” (skąd my to znamy?) w po-
chówku  na Powązkach  uczestniczy-

ło 10  tysięcy  osób.  Całą  drogę  ze

świątyni do grobu wyłożono gałąz-

kami jedliny.

Tłum odśpiewał „Boże, coś Pol-

skę…”,  „Bogurodzicę”  i „Rotę”,

mogiłę  pokryły  stosy  kwiatów,

a niemal we wszystkich kościołach

w Polsce księża kazali bić w dzwo-

ny, odprawiali nabożeństwa żałob-

ne i modlili się za duszę bohate-

ra  Niewiadomskiego. I za ojczy-

znę. Ao mordercy i jego hanieb-

nym  uczynku  endecka  prasa  pi-

sała tak:

„Wielka  część  społeczeństwa

– w tym biskupi, księża, profeso-

rowie  i inne  grupy  elit  – z dumą

przyjęła ten czyn jako akt odwa-

gi, męstwa i bezinteresownego po-

święcenia  tego,  co  najcenniejsze

dla losu państwa. Przez wiele mie-

sięcy,  a nawet  lat,  na grobie  te-

go  wielkiego  męża  zawsze  były

składane  świeże  kwiaty  i paliły

się  znicze,  tak  samo  jak  płonę-

ły dumne polskie serca. Księża od-

prawiali  msze  za duszę  Niewiadom-
skiego, jednocześnie próbując nie do-
puszczać  do uczczenia  pamięci  Na-
rutowicza. Była to wielka manifesta-
cja polskiego patriotyzmu”.

„Zszedł  ze  świata  (…)  wybitny

przedstawiciel inteligencji polskiej, ar-
tysta i pisarz, śp. Eligiusz Niewiadom-
ski (…). Złożył on ofiarę, która mo-
że stanie się w tym smutnym zdarze-
niu i wśród zła dokonanego ziarnem
uszlachetniającym umysły i serca”.

Pogrzeb  Prezydenta  Narutowi-

cza  zgromadził  ponad  pół  miliona
Polaków, ale to pochówek i grób jego

mordercy jest do dziś symbolem jed-
ności  skrajnej  polskiej  prawicy.  Wy-
starczy  w internetową  wyszukiwarkę
wpisać hasło „niewiadomski”, aby od-
naleźć setki współczesnych odniesień
do patriotyzmu,  do ofiary  za Polskę
i polskość, do katolicyzmu i Kościo-
ła.  Po 90  latach  fanatyczny  morder-
ca  powraca  w aurze  bohatera  i mę-
czennika. Znów w kościołach bardziej
lub mniej jawnie odprawiane są za je-
go  duszę  msze,  które  zamieniają  się
w nabożeństwa  dziękczynne.  To  te-
stament  Niewiadomskiego  zza  gro-
bu. I o to mu chodziło. O doniosłość
i skuteczność wycia zza światów – wy-
cia, które ma rozbudzić uśpione (czy
aby na pewno uśpione?) resentymen-
ty politycznych spadkobierców.

Kościół  świętego  Bartłomieja

w Koninie. Dzień powszedni. W na-
wie głównej modlą się nieliczni wier-
ni.  W niedzielę  jest  ich  więcej,  ale
bez przesady. Czy wiedzą, kto nama-
lował święte figury, do których wzno-
szą oczy, dłonie i westchnienia? Czy
zdają sobie sprawę, kto jest autorem
kolorowych witraży, przez które świa-
tło przenika do świątyni?

Rozmodlona niewiasta przerywa

kontemplację  i zwraca  się  nie  bez
dumy do fotoreportera „FiM”:

– Pan wie, kto to namalował? To

wielki artysta Niewiadomski. Eligiusz
Niewiadomski.  Niektóre  witraże  są
w renowacji i już nie możemy się do-
czekać, kiedy wrócą.

– Aczy pani wie, że Niewiadom-

ski był mordercą?

– Tak? Aniby kogo zabił?
– Prezydenta Polski.
– Coś  ci  się,  synku,  pomyliło

– śmieje się nerwowo parafianka i od-
chodzi, ale jej miejsce zajmuje star-
szy mężczyzna:

– Eligiusz Niewiadomski był wy-

bitnym malarzem. Proboszcz kiedyś
mówił, że i narodowym bohaterem.
Podobno  walczył  zbrojnie  ze  zdraj-
cami  naszego  narodu.  Z wrogami
polskości.

– Proszę  pana,  trzeba  wszystko

rozumieć  i widzieć  w odpowiednim
kontekście – odzywa się z boku męż-
czyzna wyglądający na tutejszego ko-
ścielnego.

– W kontekście zbrodni?
– Atak. Bo to jest względne: kie-

dy mamy do czynienia z uświęconym,
ratującym Polskę zabójstwem, a kie-
dy z mordem.

– Przecież  to  był  właśnie  ohyd-

ny, polityczny mord.

– Nie,  proszę  pana,  to  była  ko-

nieczna eliminacja jednostki szkodli-
wej dla polskości. Ktoś musiał zdo-
być się na ten akt patriotyzmu. Na to
chrystusowe poświęcenie. Kiedyś Pol-
ska  miała  prawdziwych  obrońców
wiary i polskości…

Od zbrodni  w Zachęcie  minęło

prawie 90 lat. Jakże niewiele. Coraz
bardziej niewiele.

MAREK SZENBORN

MACIEJ PODGÓRSKI

W

Wz

zg

gllę

ęd

dn

no

ośść

ć

z

zb

brro

od

dn

nii

W

Wz

zg

gllę

ęd

dn

no

ośść

ć

z

zb

brro

od

dn

nii

Dla  Kościoła  zbrodnia
zawsze  była
relatywna,  jej wymiar
względny,  a morderca
mordercy  nierówny.
Wszystko  zależy
od tego,  kogo  zabił.
Jeśli  np.  księdza,
to będzie  potępiony
na wieki;  jeżeli
bezbożnika
– wieczna go  za to
czeka chwała.

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

9

9

POLSKA PARAFIALNA

P

PR

RA

AW

WD

DZ

ZIIW

WA

A

E

EW

WA

AN

NG

GE

EL

LIIA

A

RELIGIA, 

KTÓRA  MA  SENS

Bezpłatny  kurs  biblijny  od:
Bracia  w  Chrystusie,  skr.  7

UP  Poznań  45,  filia  36

ul.  Głogowska  179

60-130  Poznań

REKLAMA

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

10

0

POD PARAGRAFEM

Rozłożenie

podatku

na raty

Ostatnimi czasy, głównie z po-

wodu panującego kryzysu, popa-
dłem w finansowe tarapaty. Kon-
sekwencją tego są m.in. zaległo-
ści  wobec  fiskusa.  Liczę  jednak
na poprawę  koniunktury  – wte-
dy  mógłbym  uregulować  swój
dług. Słyszałem, że istnieje moż-
liwość  rozłożenia  spłaty  podat-
ków na raty. Czy rzeczywiście ist-
nieje  takie  rozwiązanie?

Rzeczywiście, jedną z ulg uzna-

niowych  przewidzianych  przez  or-
dynację  podatkową  jest  możliwość
rozłożenia na raty nie tylko podat-
ku, ale i zaległości podatkowej. Aby
uzyskać  taką  ulgę,  niezbędne  jest
złożenie stosownego wniosku do na-
czelnika urzędu skarbowego. Upraw-
nionymi do złożenia wniosku są: po-
datnik, płatnik, inkasent oraz spad-
kobiercy  podatnika  i płatnika.

We  wniosku  należy  zaznaczyć,

o co  się  ubiegamy,  można  również
zaproponować warunki spłaty. Naj-
ważniejsze jest jednak odpowiednie
uzasadnienie swojej prośby. Rozło-
żenie na raty jest niejako wyjątkiem
od obowiązku zapłaty podatku w ter-
minie, dlatego aby uzyskać pozytyw-
ną  decyzję,  należy  swój  wniosek
w sposób wiarygodny uzasadnić. Jest
to jednak decyzja uznaniowa, a więc

organ podatkowy może nie wyrazić
zgody na rozłożenie podatku na ra-
ty. Podstawą do uwzględnienia wnio-
sku  są  sytuacje  uzasadnione  waż-
nym interesem podatnika lub inte-
resem  publicznym.  Każda  okolicz-
ność będzie oceniana w sposób in-
dywidualny, ale jako przyczyny ogól-
nie wskazać można trudności finan-
sowe podatnika lub problemy zdro-
wotne  wynikające  ze  zdarzeń  loso-
wych, które uniemożliwiają zapłatę
podatku  bez  uszczerbku  dla  egzy-
stencji podatnika. Organ przy pod-
jęciu decyzji będzie badać sytuację
finansową  podatnika  oraz  osób,
z którymi wspólnie prowadzi gospo-
darstwo  domowe,  a także  będzie
oceniać,  jakie  skutki  wywoła  ko-
nieczność  zapłaty  przez  podatnika
należności.

Do wniosku należy załączyć do-

kumenty, które potwierdzą okolicz-
ności,  na które  się  powołujemy
– na przykład stosowne zaświadcze-
nia  lekarskie,  dokumenty  z odpo-
wiednich  urzędów  (m.in.  z urzędu
pracy  o posiadaniu  statusu  osoby
bezrobotnej).

Jeśli wnosimy o rozłożenie na ra-

ty zaległości podatkowej, jednocze-
śnie  powinniśmy  wnieść  o rozłoże-
nie  na raty  odsetek  powstałych
za opóźnienie  zapłaty  podatku.

Jeżeli organ wyda decyzję nega-

tywną, istnieje możliwość odwołania
się  od takiej  decyzji.II instancją

będzie  w tym  wypadku  Dyrektor
Izby  Skarbowej.  Jeśli  on  utrzyma
decyzję  naczelnika,  można  sprawę
skierować do sądu administracyjne-
go. Należy jednak pamiętać, że de-
cyzja o udzieleniu ulgi ma charak-
ter  uznaniowy,  a to  oznacza,  że
sąd  nie  może  badać  decyzji  pod
względem  merytorycznym,  a jedy-
nie  sprawdza  prawidłowość  postę-
powania  prowadzonego  przez  or-
gany  podatkowe  oraz  bada  prawi-
dłowości decyzji pod względem for-
malnym.

Jeżeli podatek lub zaległość po-

datkowa  zostanie  rozłożona  na ra-
ty, trzeba będzie zapłacić dodatko-
wo opłatę prolongacyjną. Wysokość
opłaty  prolongacyjnej  i terminy
wpłat  określa  organ  podatkowy.
Ustalana jest ona od kwoty podat-
ku  lub  zaległości  podatkowej,  a jej
stawka  wynosi 50  proc.  stawki  od-
setek za zwłokę. Podatnik jest zwol-
niony od niniejszej opłaty, jeśli za-
płata  nie  może  nastąpić  z powodu
wystąpienia  klęski  żywiołowej  lub
wypadku  losowego.

W decyzji  pozytywnej  zostaną

wskazane  nowe  terminy  zapłaty  na-
leżności. Ich przestrzeganie jest bar-
dzo  ważne,  bo  uchylenie  się  od ter-
minowej  zapłaty  będzie  skutkować
powrotem  do sytuacji  początkowej
– a więc koniecznością zapłaty podat-
ku w dacie pierwotnej. Powstaje więc
sytuacja,  jakby  decyzja  o rozłożeniu

na raty nigdy nie została wydana. Od-
setki za opóźnienie również będą li-
czone od daty pierwotnej.

Wypożyczenie
pracownika

Mój  pracodawca  chce  mnie

„wypożyczyć”  na jakiś  czas  in-
nej firmie. Czy ma do tego pra-
wo i czy ja mogę się temu sprze-
ciwić?

Przepisy Kodeksu pracy umożli-

wiają pracodawcy taką praktykę, jed-
nakże  niezbędnym  warunkiem  wy-
pożyczenia pracownika jest zgoda sa-
mego  zainteresowanego.  Arty-
kuł 1741  KP  przewiduje,  że  praco-
dawca  może  udzielić  pracownikowi
urlopu bezpłatnego w celu wykony-
wania pracy u innego pracodawcy.

Wypożyczenie pracownika nastę-

puje więc w drodze porozumienia za-
wartego  pomiędzy  pracodawcami.
Ustawodawca nie przewidział dla tej
czynności  żadnej  szczególnej  formy,
możliwe jest zatem nawet porozumie-
nie ustne. W porozumieniu tym stro-
ny ustalają warunki, m.in. okres wy-
konywania  przez  pracownika  pracy
u nowego pracodawcy, jego wynagro-
dzenie, rodzaj wykonywanej pracy czy
ewentualne  wynagrodzenie  dla  do-
tychczasowego  pracodawcy  za udo-
stępnienie pracownika.

O ile  porozumienie  pomiędzy

pracodawcami może przybrać dowol-
ną  formę,  o tyle  zgoda  pracownika
na pracę  u nowego  pracodawcy  już
taką  swobodą  się  nie  charakteryzu-
je. Zgoda pracownika koniecznie bo-
wiem musi być wyrażona na piśmie.

Mimo  że  na czas  wykonywania

pracy  u nowego  pracodawcy  stosu-
nek  pracy  u dotychczasowego  pra-
codawcy jest zawieszany, to porozu-
mienie, o którym tu piszemy, zazwy-
czaj jest korzystne zarówno dla pra-
codawcy, jak i dla pracownika. Czę-
sto jest ono bowiem zawierane w sy-
tuacji przestoju u dotychczasowego
pracodawcy, co oznaczać by mogło,
że  alternatywą  dla  pracownika  by-
łoby zwolnienie. Dzięki wypożycze-
niu pracownik zachowuje dotychcza-
sową  pracę,  a po upływie  terminu
wypożyczenia  wraca  na dotychcza-
sowe  stanowisko  na takich  samych
warunkach. Czas wykonywania pra-
cy  u nowego  pracodawcy  wliczany
jest  do okresu,  od którego  zależą
uprawnienia pracownicze u dotych-
czasowego  pracodawcy.  Jednocze-
śnie pracownik u nowego pracodaw-
cy zachowuje wszystkie uprawnienia
pracownicze  z tytułu  świadczonej
na jego rzecz pracy.

Wypożyczenie pracownika może

trwać  maksymalnie 12  miesięcy
w okresie 36 miesięcy. Jeżeli jednak
wypożyczony pracownik zastępuje nie-
obecnego pracownika i wykonuje on
jego obowiązki, wypożyczenie może
trwać maksymalnie 36 miesięcy.

~ ~ ~

Drodzy  Czytelnicy! 
Nasza rubryka zyskała wśród Was uzna-
nie.  Z tego  względu  prosimy  o cierpli-
wość –będziemy systematycznie odpo-
wiadać na Wasze pytania i wątpliwości.
Prosimy o nieprzysyłanie znaczków pocz-
towych, bowiem odpowiedzi znajdziecie
tylko na łamach „FiM”. 

Opracował  MECENAS

Porady prawne

Sprostowanie

W związku z podaniem w artykule zatytu-

łowanym  „Sąd  rodzinny”,  opublikowanym
w nr.34 (599) z 2011 r. tygodnika „Fakty i Mi-
ty”, nieprawdziwych informacji, dotyczących za-
kupu  przez  Skarb  Państwa  na potrzeby  Sądu
Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie bu-
dynku  przy ul.  Poligonowej 3  oraz  przebiegu
konkursu na stanowisko dyrektora tego Sądu,
uprzejmie  proszę  o zamieszczenie  w tygodni-
ku  „Fakty  i Mity”  sprostowania  o następują-
cej treści:

„Nie jest prawdą, że pierwszy konkurs na dy-

rektora Sądu Okręgowego Warszawa-Praga zo-
stał  unieważniony.  Komisja  konkursowa
w uchwale z dnia 11 lipca 2011 r. oceniła kom-
petencje  dwóch  kandydatów,  którzy  zakwalifi-
kowali się do ostatniego etapu, jako niewystar-
czające  i postanowiła  nie  rekomendować  żad-
nego  z nich  do powołania  na to  stanowisko.
Nieprawdziwa jest również informacja, iż w ogło-
szeniu o drugim konkursie »dopisano«, że oprócz
fachowości będą brane pod uwagę także »kry-
teria  społeczne  oraz  osobowościowe«.  Zgod-
nie bowiem z par.9 ust.1 rozporządzenia Mi-
nistra Sprawiedliwości z dnia 28 stycznia 2008
roku  w sprawie  konkursu  na stanowisko  dy-
rektora sądu albo kierownika finansowego są-
du  (Dz.  U.  Nr 121  z 2008  r.,  poz. 121)  kryte-
riami  oceny  kandydata  są  m.in.  kompetencje
»społeczne« (par.9 ust.1 pkt 3) oraz »osobo-
wościowe« (par.9 ust.1 pkt 5). W ogłoszeniu
o pierwszym konkursie wskazano, że kandyda-
ci będą oceniani według kryteriów wskazanych

w ww. rozporządzeniu. Natomiast w ogłoszeniu
o drugim konkursie wyraźnie wymieniono rów-
nież  »kryteria  społeczne  oraz  osobowościo-
we«. Zatem w obu konkursach obowiązują ta-
kie same zasady oceny kandydatów, określone
w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości”.

Nieprawdziwa  jest  także  sugestia  autorki

tekstu,  jakoby  decyzja  o zakupie  budynku
przy ul. Poligonowej była podejmowana w po-
śpiechu. Wyjaśniam, że rozmowy dotyczące za-
kupu  tej  nieruchomości  rozpoczęły  się  już
19 stycznia 2010 r., kiedy Sąd skierował do Ra-
dwaru  pierwsze  zapytanie  w tej  sprawie.  Ne-
gocjacje  i przygotowania  do zawarcia  umowy
trwały  więc  prawie  rok.  Nie  jest  więc  tak,  iż
„Sąd  spadł…  z nieba”,  a spółka  Radwar  na-
gle w dniu 17 grudnia 2010 r. znalazła kupca
na swą nieruchomość.

Odnośnie  ceny  zakupu  wskazuję,  że  w to-

ku  negocjacji  biegli  rzeczoznawcy  sporządzili
trzy operaty szacunkowe, uwzględniające aktu-
alny  stan  budynku  oraz  aktualne  ceny  nieru-
chomości. W dwóch operatach wskazano war-
tość  nieruchomości  na kwotę 185–187  mln  zł,
natomiast w jednym na kwotę prawie 102 mln
zł. Wobec tak znacznych rozbieżności zlecono
Polskiej  Federacji  Stowarzyszeń  Rzeczoznaw-
ców  Majątkowych  ocenę  prawidłowości  wyko-
nanych  operatów.  W toku  tego  postępowania
arbitrażowego został sporządzony operat okre-
ślający  wartość  nieruchomości  na kwotę  oko-
ło 155 mln zł. Nie ma przy tym możliwości od-
wołania  się  od operatu  powstałego  w wyniku
postępowania arbitrażowego. Nadmieniam, że
operat wskazujący cenę 102 mln zł został przez
PFSRM oceniony jako nieprawidłowy.

Faktem powszechnie znanym jest również,

że  ceny  nieruchomości  w Warszawie,  w tym
także komercyjnych, są kilkakrotnie wyższe niż
w innych miastach w Polsce. Porównywanie za-
tem kosztów zakupu budynku przy ul. Poligo-
nowej 3  z kosztami  budowy  budynków  sądów
w Rzeszowie czy Łodzi jest nieporozumieniem.
Z całą pewnością brak jest podstaw do nazwa-
nia tej inwestycji „szalonym zakupem”. Warto
zresztą zauważyć, że obiekt przy ul. Poligono-
wej 3  został  zakupiony  wraz  z działką  o po-
wierzchni 10.000  m

2

,  co  miało  znaczny  wpływ

na cenę.  Nadużyciem  jest  więc  sformułowa-
nie,  że  kilkadziesiąt  milionów  złotych  zostało
„wyrzuconych  w błoto”.  Nie  bez  znaczenia
jest również to, iż stroną sprzedającą była spół-
ka z udziałem Skarbu Państwa, a nie podmiot
komercyjny nastawiony wyłącznie na zysk.

Niezrozumiały  jest  również  zarzut,  że  bu-

dynek  przy ul.  Poligonowej 3  nie  nadaje  się
na siedzibę sądu. Po pierwsze, po przeprowa-
dzeniu  prac  adaptacyjnych  budynek  ten  bę-
dzie w pełni odpowiadał potrzebom praskiego
sądu  okręgowego.  Pragnę  w tym  miejscu  za-
znaczyć, że negocjacje dotyczące zakupu obiek-
tu  przy ul.  Poligonowej 3  prowadzone  były
z udziałem  organu  finansowego  nadzorujące-
go  sąd  praski  od strony  finansowej  i gospo-
darczej, zaś podjęte w tej sprawie czynności zo-
stały w sposób pełny i stosowny udokumento-
wany. Po drugie, żaden budynek, który od po-
czątku nie był projektowany na potrzeby sądu,
„nie nadaje się” na siedzibę sądu, w tym zna-
czeniu, że bez prac adaptacyjnych sąd nie bę-
dzie  mógł  w nim  prawidłowo  funkcjonować.
W tym  sensie  w Warszawie  nie  ma  wolnego

budynku  nadającego  się  na siedzibę  sądu,  bo
każdy  oferowany  budynek  musiałby  być  prze-
rabiany.

Chciałbym przy tym poinformować, że pra-

ce nad pozyskaniem budynku na potrzeby pra-
skiego sądu okręgowego trwały od 2006 r. W tym
czasie  zostały  podjęte  próby  zarówno  nabycia
nieruchomości pod budowę budynku sądu, jak
i zakupu  czy  też  wynajmu  gotowego  budynku.
Niestety, działania te przez 5 lat nie przyniosły
rezultatów z uwagi na brak w Warszawie po pra-
wej stronie Wisły nieruchomości spełniających
wymagania sądu.

Wyjaśniam także, że z oficjalnej informa-

cji  uzyskanej  w czerwcu 2010  r.  z Urzędu
m.st. Warszawy wynika, że ryzyko zalania w tym
miejscu wynosi 0,5 proc. (tak zwana woda dwu-
stuletnia).  Przelanie  wód  Wisły  przez  koronę
wałów  przeciwpowodziowych  może  nastąpić
dopiero przy poziomie wód 950 cm. Dla przy-
kładu  należy  wskazać,  że  najwyższy  poziom
Wisły podczas przejścia fal powodziowych przez
Warszawę  wynosił  w 2010  r.850 cm. W tym
stanie rzeczy ryzyko zalania obiektu przy Po-
ligonowej 3  jest  znikome.  Nie  bez  znaczenia
pozostaje tu równie niski stan wód gruntowych
w tamtym rejonie.

Z poważaniem

rzecznik prasowy Sądu Okręgowego

Warszawa-Praga w Warszawie

SSO Marcin Łochowski

Od Redakcji: Zgodnie z wymogami Prawa

prasowego do powyższego sprostowania wolno
nam będzie odnieść się dopiero za tydzień. Tak
też uczynimy.

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

11

1

POLSKA PARAFIALNA

C

zasopismo  powsta-
ło  w roku 1975 
jako  Katolicki
Dwumiesięcznik
Społecznej Kru-

cjaty  Miłości.  Brzmi  groźnie
– przynajmniej  dla  potomków
Saracenów,  którzy  w przeszło-
ści takich „krucjat miłości” prze-
żyli  kilka,  w związku  z czym
do dziś „bardzo miłują” chrze-
ścijaństwo.

Krucjata? Nic z tych rze-

czy – twierdził założyciel pi-
sma,  ks.  Tadeusz  Mysz-
czyński
.  – Tu  chodziło
o „sformowanie prawdzi-
wej  postawy  chrześcijań-
skiej wśród społeczeństwa,
postawy, która na nieufność,
zakłamanie, ateizm odpowia-
da życzliwością czerpaną z mi-
łości  Boga  do człowieka”.
Wow! Ależ pięknie! Tą samą mi-
łością,  która  kazała  Przedwieczne-
mu odkręcić kurek z potopem, czy
może taką, co to zrównała z ziemią
Sodomę,  Gomorę,  Jerycho?  Wraz
z dziećmi?

Nic  to.  Przyjrzyjmy  się  gazecie,

która  stylistyką  i treścią  niezmien-
ną  od lat  bije  na głowę  pozostałą
część prasy katolickiej. Nie uwierzy-
cie, ale przy „Miłujcie się”, „Naszym
Dzienniku”  czy  „Niedzieli”  to  po-
stęp  i liberalizm.  Może  nawet  he-
donizm  i postmodernizm?

Przewracamy  pierwszą  kartkę

pierwszego numeru, jaki wpadł w na-
sze łapska, i już wiemy, że „związek
ludzi  żyjących  żywą  wiarą  i związek
ludzi niewierzących dzieli przepaść”.
Zanim  zadamy  sobie  pytanie,  co
dzieli  lub  łączy  mieszańców,  czyli
powiedzmy  męża  ateistę  i rozmo-
dloną  żonę  (albo  odwrotnie),  już
dowiadujemy się, że małżeństwa wie-
rzące rozwodzą się znacznie rzadziej
niż  te  niewierzące.  Rewelacja!
Od dawna podejrzewaliśmy, że ba-
dania  statystyczne  amerykańskich
naukowców są wyssane z brudnego
imperialistycznego  palca.  Otóż  ba-
dania te bluźnią kłamliwie, że w Sta-
nach  rozwodów  jest  najwięcej
na świecie, a tamtejsi ateiści rozsta-
ją się o wiele rzadziej niż bogoboj-
ni  i ortodoksyjnie  religijni  Amery-
kanie… I jeszcze rzadziej piorą się
po pyskach.  Może  brak  im  jakiejś
biblijnej  motywacji?  Jakiegoś  bo-
skiego  imperatywu?

„Miłujcie  się”  dowodzi  także,

że  jak  już  nadchodzi  kryzys  mał-
żeński, np. spowodowany skokiem
w bok  jednego  ze  składników  pa-
ry,  to  „spowiedź  jest  najskutecz-
niejszym  środkiem  w przezwycięża-
niu  wad”. 
I kryzysów.  No  pewnie,
bo  jak  już  się  mąż  katolik  w nie-
dzielę po mszy napije, jak już przy-
łoży  żonie;  albo  jak  żona  da  listo-
noszowi…  napiwek  za dostarcze-
nie przesyłki – zawsze mogą się z te-
go wszystkiego wyspowiadać. I spo-
ko! Związek małżeński z powrotem
scalony,  a ksiądz  spowiednik  za-
dowolony. Przynajmniej się nasłu-
cha. Też się człowiekowi coś od ży-
cia  należy,  nie?

Nic  natomiast  nie  należy  się

od życia  narzeczonym.  To  znaczy
należy się… zachowywać absolutną
czystość w myśli i uczynku. Bo „czy-
stość przedmałżeńską musimy zacho-
wać bezkompromisowo”. 
Co to zna-
czy „bezkompromisowo”? Otóż „ja-
kiekolwiek  namowy  ze  strony  męż-
czyzny  do seksu  przedmałżeńskiego
powinny  uczulić  kobiety,  że  mają
do czynienia  z człowiekiem  nieopa-
nowanym albo nawet uzależnionym
seksualnie”. 
Powiedzmy, że tak, ale
co wtedy, kiedy to panienka kusi ka-
walera miniówą, dekoltem albo jed-
nym  i drugim?  Ktoś,  kto  twierdzi,
że  tak  nie  bywa,  nie  czytał  Biblii
od jej  początku.  Niestety,  „Miłuj-
cie…” chyba nie czytało, bo w ogó-
le nie dopuszcza takiej możliwości.
Za to  autorytatywnie  oznajmia,  że
„nieczystość  przedmałżeńska  zatrzy-
muje normalny rozwój emocjonalny
człowieka, utwierdzając jego egoizm”
.

O, ja cierpię dolę… Czyli że co?

Że jakieś98 procent populacji Pola-
ków to ludzie opóźnieni w rozwoju?

No a co z pozostałymi 2 procentami?
To  mnisi  i zakonnice?  No  bo  prze-
cież nie księża i ich ministranci…

Wróćmy  jednak  do tematu.

„Miłujcie  się”  nakazuje:  miłujcie
się, ale tylko (tylko!!!) w celu pro-
kreacji, czyli w celu spłodzenia jak
największej liczby różowiutkich, roz-
dartych i lejących w pieluchy in spe
katolików.

Wobec  powyższego  żadna,  ale

to  żadna  forma  antykoncepcji  nie
jest  dopuszczalna.  A jak  jakaś
za przeproszeniem  kur…  kurtyza-
na  jednak  weźmie  i tabletkę  zaży-
je,  to  czeka  ją  słuszna  kara  boska
w postaci  raka  piersi.  Nieodwołal-
nie, i to będzie dla innych znak oraz
przestroga.

Jeżeli  jednak  małżeństwo  ma

– powiedzmy  – dziewiątkę  dzieci
i mniej  niż 100  złotych  na członka
rodziny,  to  może  ewentualnie
(ewentualnie!) rozważyć jedyną do-
puszczalną antykoncepcję, czyli ka-
lendarzyk małżeński, któren to „ka-
lendarzyk  ma 87  procent  skutecz-
ności!”.

Jednak  nawet  i tzw.  watykań-

ska  ruletka  jest  dla  „Miłujcie  się”
wstrętna, bowiem „każda forma za-
pobiegania  ciąży  prowadzi  do nie-
ograniczonego  korzystania  z seksu,
co według najnowszych badań socjo-
logicznych i psychologicznych jest nie-
zgodne  z naturą  człowieka”. 
To  co
jest zgodne?! Modlitwa i nieograni-
czone  korzystanie  z kropidła?

A i to wszystko jednak mały pi-

kuś w porównaniu z tym, co „Miłuj-
cie się” pisze na temat aborcji i me-
tody in vitro. Gdybyście bowiem mie-
li aparat USG i zajrzeli do babskie-
go  brzucha,  to  waszym  oczom  uka-
załby się widok potworny: „Co roku
rozgrywa  się  w łonach  matek  druga
wojna  światowa,  podczas  której
w straszliwych  mękach  ginie  kolej-
ne 50  mln  bezbronnych  istot  ludz-
kich  – rozrywanych  żywcem  na ka-
wałki, spalanych żywcem za pomocą
środków  żrących”
!  O Matko  Boska,
i Ty na to pozwalasz? Na pisanie po-
dobnych bzdur – przede wszystkim?

Reasumując:  zero  antykoncep-

cji,  aborcja  to  holokaust,  zaś  mał-
żeństwo  wszelkimi  siłami  powinno
dążyć  do poczęcia,  a jeszcze  lepiej
mnogich poczęć. Za wszelką cenę?
Nie  do końca:  „Wszelkiego  rodzaju
»pomoc« medyczna mająca umożli-
wić  poczęcie  jest  nie  do przyjęcia,
jeżeli  zastępuje  normalny  akt  mał-
żeńskiego  zjednoczenia”.

No chyba żeby w ostateczności

naprotechnologia. To wróżenie z fu-
sów reklamuje niejaki Tadeusz Wa-
silewski 
– lekarz  medycyny.  Kie-
dyś  taśmowo  mordował  dzieciątka
boże  in  vitro,  ale  mu  nagle  prze-
szło.  Nagle,  bo  doznał  olśnienia:
„Pewnego wieczoru otworzyły się mo-
je  oczy  i zacząłem  to  widzieć  przez
pryzmat tętniącego życia. W tym mo-
mencie  całkowicie  zaufałem  Panu
Bogu  i zrezygnowałem  z tej  kliniki,

z programu in vitro, z tych wielkich
comiesięcznych  pieniędzy  i po pro-
stu  wyszedłem  na ulicę”. 
No  i z tej
ulicy Wasilewski ogłasza, że napro-
technologia jest sto razy tańsza niż
in  vitro.  Pewnie  i racja,  ale  tablet-
ki od bólu są tysiąc razy tańsze i tak
samo  „skuteczne”.

Na koniec warto jeszcze opowie-

dzieć  o tym,  jak  to  „Miłujcie  się”
miłuje  gejów.  Otóż  jakby  ktoś  nie
wiedział, to „homoseksualiści z całą
premedytacją chcą siłą narzucić nam
swój  styl  życia.  Tam,  gdzie  osiągają
wpływy i władzę, rozpoczynają na wiel-
ką skalę polowanie na »homofonów«
i prześladowanie chrześcijan”.

Zatem  jeśli  gdzieś  zobaczycie

jakiegoś  faceta  przemykającego
chyłkiem,  nocą,  w kominiarce
na głowie, to to właśnie będzie prze-
śladowany  przez  geja  chrześcija-
nin. I niech was nie zmyli „bejzbol”
w jego drżącej ręce. Wszak to znak
rozpoznawczy jego środowiska: po-
łówka krzyża. Ale i tak prześlado-
wanego nieszczęśnika rozpiera du-
ma,  bo  wie,  że  „Polska  od czasów
średniowiecza  jest  najbardziej  tole-
rancyjnym krajem Europy”
, zaś gdy
jego  prześladowca  – gej  – „na za-
wsze już stoczy się w ciemność »dar-
kroomów«,  to  jest  to  nie  tylko  tra-
gedia dla niego, dla jego rodziny, ale
także  dla  kobiety,  która  miała  czy
mogła  być  jego  żoną”.

PAULINA 

ARCISZEWSKA-SIEK

z

zM

Miiłłu

ujjc

ciie

e s

siię

ę!!

„Miłujcie  się”  to
periodyk,  prawdziwa
perełka  wśród
katolickiej  prasy.
Czyżby  tytuł  namawiał
do „bara-bara”?
I to jeszcze  jak!

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

12

2

U NAS I GDZIE INDZIEJ

Maluchów rodzi się mało, a po-

siadanie choćby jednego to dla wie-
lu  rodzin  ciężar  nie  do udźwignię-
cia.  To  nie  dziwi,  biorąc  pod uwa-
gę  fakt,  że  polityka  prorodzinna
w naszym  kraju  to  przede  wszyst-
kim szkolna katecheza i informacja,
że  pigułki  powodują  bezpłodność. 

Pomijając to, młodzi rodzice nie

mogą  liczyć  w zasadzie  na nic.  No
może  nie  takie  całkowite  nic,  bo
gdzieś  tam  ktoś  da  jakieś  beciko-
we,  a i od podatku  można  coś  od-
liczyć. Jednak w rzeczywistości po-
moc  jest  żadna,  a usługi  publiczne
śmieszne:  dostępność  przedszkoli
jest  ograniczona,  a o żłobku  lepiej
w ogóle  nie  wspominać.  Jednocze-
śnie rządząca od lat prawica, gdzie
tylko  może,  krzyczy  o tym,  jak  ro-
dzina  jest  ważna  i że  dzieci  trzeba
mieć.  Są  i tacy  politycy,  którzy  ob-
noszą  się  z piątką  czy  szóstką  do-
brze wychowanych młodych katoli-
ków. Mogą się obnosić, bo ich na to
stać – dodajmy, że za nasze. A do te-
go  dochodzi  jeszcze  i to,  że  lubią
sobie  zrobić  z żony  pełnoetatową
nianię,  więc  i te  żłobki  nie  są  im
takie  znowu  potrzebne.

Problemy  wynikają  zapewne

z dysonansu, który przeżywają wie-
rzący  politycy.  Cenią  „wartości  ro-
dzinne”,  ale  są  też  wiernymi  wy-
znawcami wolnego rynku a` la Bal-
cerowicz
, więc każda pomoc socjal-
na jest ich zdaniem zła (z wyjątkiem
tej przeznaczonej dla posłów lub ich
rodzin).  Do tego  od ludzi  o takich
poglądach  można  się  niekiedy  do-
wiedzieć,  że  nie  każdy  powinnien
mieć  dzieci.  Eugenika  w ich  wyda-
niu  zakłada,  że  tylko  klasa  średnia
o ugruntowanych katolicko-narodo-
wych poglądach może wychować ko-
lejne pokolenie kultywujące „odpo-
wiednie”  wartości.  Natomiast  „so-
cjal”  może  jedynie  skłaniać  „ele-
ment”  do „rozmnażania  się”.

Gdy  pamięta  się  o tym  wszyst-

kim,  to  nie  dziwi,  że  polska  prawi-
ca  nie  potrafi  stworzyć  warunków
dla młodych ludzi, którzy chcieliby
mieć  dzieci.  Wielu  taką  decyzję

odkłada w nieskończoność. Inni de-
cydują  się  co  najwyżej  na jednego
potomka. Zupełnie inaczej jest za to
w kilku  krajach,  które  słyną  z roz-
budowanego  państwa  socjalnego
i uchodzą  za ostoję  nowoczesnego
socjalizmu.

Lewica  uczy  prawicę,
jak  się  robi  dzieci

Weźmy na przykład taką Szwe-

cję. Jeden z nielicznych europejskich
krajów, który nie ma poważnych pro-
blemów z demografią. Statystyczna
Szwedka rodzi 1,94 dziecka. To oczy-
wiście mniej niż wynosi poziom po-
zwalający na zachowanie liczby lud-
ności (szacuje się go na 2,1), jednak
znacznie więcej niż w Polsce, gdzie
przy poziomie 1,4 ogłaszano wyż de-
mograficzny, a także więcej niż wy-
nosi średnia dla całej Unii Europej-
skiej  (1,6).

Dlaczego  Szwedzi  decydują  się

na dzieci, a Polacy nie? Odpowiedź
jest  dwuczęściowa.  Po pierwsze
– różnica w poziomie życia i wyso-
kości zarobków powoduje, że Szwe-
dzi  żyją,  a nie  walczą  o przetrwa-
nie,  i więcej  osób  może  sobie  po-
zwolić  na dodatkowe  obciążenie.
Drugą  sprawą  jest  natomiast  poli-
tyka  społeczna.  Skandynawscy  ro-
dzice  nie  są  pozostawieni  sami  so-
bie, a państwo stara się zaspokajać
ich potrzeby. Nie chodzi nawet o fi-
nanse, bo zasiłki rodzinne w Szwe-
cji  nie  są  imponujące  (ok.120  eu-
ro  miesięcznie  dla  każdej  rodziny
z dziećmi w wieku do 16 lat). Waż-
niejsza jest cała infrastruktura prze-
znaczona dla rodziców oraz to, w ja-
ki  sposób  skonstruowano  na przy-
kład  urlopy  rodzicielskie.

Długość takiego urlopu to obec-

nie 390  dni.  Co  ciekawe,  już  w la-
tach 70.  urlop  macierzyński  został
zastąpiony  przez  rodzicielski.  Dziś
ojcowie  mogą  z niego  korzystać
na równi  z matkami,  a 60  dni  mu-
szą na nim spędzić „obowiązkowo”,
ponieważ  w innym  wypadku  prze-
pada. Taka konstrukcja ma uchronić

kobiety przed dyskryminacją na ryn-
ku pracy. W rzeczywistości korzysta
z niej 85 proc. par, a szwedzcy po-
litycy  zastanawiają  się,  jak  ten  od-
setek  jeszcze  zwiększyć.

W tym  czasie  rodzic,  który  ko-

rzysta ze swojego uprawnienia, otrzy-
muje  mniej  więcej 80  proc.  pensji
sprzed  urlopu.  Z tym  że  ustalono
także górną granicę wysokości świad-
czenia.  Jej  poziom  to  prawie 900
koron  dziennie,  a więc  około 400
złotych. Do tego można skorzystać
jeszcze  z 90  dni,  w czasie  których
stawka  jest  obniżona  do około 20
proc.  podstawowej.

Dużo?  Z polskiej  perspektywy

to niewyobrażalnie dużo. A to jesz-
cze nie wszystko. Tata dostaje też 10
dni  urlopu  po narodzinach  dziec-
ka.  Dopóki  potomstwo  jest  w wie-
ku  przedszkolnym,  można  ograni-
czyć  swoje  godziny  pracy  do...  sze-
ściu  dziennie,  a sam  urlop  należy
wykorzystać w dowolnie wybranym
czasie, ale przed ukończeniem przez
syna lub córkę... ośmiu lat. Przy czym
nie  trzeba  brać  całych  tygodni  lub
miesięcy. Wolno go podzielić nawet
na godziny.

Ciekawie jest też w kilku innych

krajach,  choć  nie  zawsze  efekty  są
tak dobre jak u Szwedów. Na przy-
kład w Niemczech można jednocze-
śnie  pracować  na część  etatu  i ko-
rzystać ze wsparcia, które powodu-
je, że utrata dochodów z tego tytu-
łu  jest  w zasadzie  nieodczuwalna.

100  euro  co  wrzesień

W wielu  europejskich  krajach

jest też tak, że każda rodzina – nie-
zależnie  od osiąganych  dochodów
– może liczyć na świadczenia socjal-
ne.  Wynika  to  z tego,  że  w Euro-
pie coraz powszechniej odchodzi się
od pomocy  skierowanej  jedynie
do najbiedniejszych  na rzecz  uni-
wersalnych świadczeń przeznaczo-
nych dla wszystkich. Koszty takie-
go rozwiązania są niby większe, jed-
nak  są  także  tańsze  do obsłuże-
nia, ponieważ odpada konieczność

czaso- i pracochłonnego  weryfiko-
wania wniosków. Dodatkowo zmie-
niają one stosunek do całego syste-
mu  opieki  społecznej.  Zanika  bo-
wiem podział na tych, którzy go fi-
nansują,  i na jego  beneficjentów.
Tymi  ostatnimi  stają  się  wszyscy.

W odniesieniu  do zasiłków  ro-

dzinnych  taki  uniwersalny  system
można znaleźć m.in. w Austrii, gdzie
na świadczenia tego rodzaju wyda-
je  się  ponad... 3  mld  euro  rocznie.
Co miesiąc do kasy rodziców trafia
od 100  do nieco  ponad 150  euro
na każde dziecko. Wysokość pomo-
cy  jest  uzależniona  od jego  wieku.
Do tego co wrzesień – gdy potomek
ma  od 6  do 15  lat  – można  liczyć
na 100  euro  na szkolną  wyprawkę.
Podobnie  jest  w wielu  innych  kra-
jach. Także stawki zasiłków rodzin-
nych w Europie Zachodniej są zbli-
żone i wynoszą zwykle od 100 do 200
euro.  Ciekawa  jest  Irlandia,  która
„promuje” matki zajmujące się kil-
korgiem  dzieci  naraz.  W wypadku
urodzenia bliźniaków stawki są mno-
żone razy 1,5. Gdy dzieci jest troje
lub  więcej,  są  one  podwajane.

Austria  jest  jednak  interesują-

ca także z innego względu. Standar-
dowo  zasiłek  jest  tam  wypłacany
do ukończenia 18  roku  życia.  Jed-
nak  gdy  człowiek  nadal  się  uczy,
przedłuża  się  to  do 24  lat.I – co
bardzo ważne – honoruje się nie tyl-
ko  naukę  w szkole.  Także  czelad-
nicy  mogą  liczyć  na otrzymywanie
pomocy.  To  docenienie  szkolenia
zawodowego jest czymś, czego pol-
scy politycy (a może i Polacy w ogó-
le) mogliby się od Austriaków uczyć.

U nas wciąż pokutuje głupi mit

dotyczący wyższego wykształcenia.
Do tego  przez  lata  dezawuowano
wartość pracy fizycznej i kwalifika-
cji,  które  są  do niej  potrzebne.
Efektem  są  tysiące  absolwentów
szkół  wyższych  „czegoś”,  których
rynek pracy nie jest w stanie przy-
jąć. A w każdym razie nie jest w sta-
nie (i nigdy nie będzie) zaoferować
im  stanowisk  zgodnych  z ich  roz-
budzonymi przez uzyskany dyplom

oczekiwaniami.  Jednocześnie  ta
oczywista porażka pomysłu (lub ra-
czej  braku  pomysłu  na edukację)
nie  przeszkadza  w ciągłym  powta-
rzaniu,  że  coś,  co  dumnie  nazwa-
no  „rewolucją  edukacyjną”,  nale-
ży do największych sukcesów prze-
mian  po 1989  roku.

Polska  dla  Polaków?

Nie sądzę, by nasi kochani pra-

wicowi posłowie nagle oprzytomnie-
li  i sięgnęli  po stosowane  przez  le-
wicę  rozwiązania,  które  pozwoliły-
by  młodym  Polakom  mieć  dzieci.
Raczej  zostaną  przy walce  z abor-
cją,  pigułką  i seksualną  rozwiązło-
ścią.  To  – o ile  do władzy  nie  doj-
dzie  w końcu  ktoś  myślący  – spo-
woduje,  że  problem,  który  mamy
z demografią, będzie narastać, i to
w stopniu nieporównanie większym
niż  u naszych  sąsiadów  z Unii  Eu-
ropejskiej. Wprawdzie w większości
krajów  UE  „dzietność”  także  jest
na niewystarczającycm  poziomie
(choć  wyższym  niż  w Polsce),  ale
sięga  się  tam  po inne,  sprawdzone
rozwiązanie  problemów  demogra-
ficznych  – imigrację.

Nasz kraj nie ma szans na to, by

napływ obcokrajowców zapełnił po-
większającą się lukę między starszy-
mi i młodszymi. Jest tak choćby dla-
tego,  że  – wbrew  zachwytom  nad
kondycją  naszej  gospodarki,  które
płyną z telewizora – jesteśmy wyjąt-
kowo nieatrakcyjnym miejscem do-
celowym dla ludzi szukających lep-
szego życia. Fatalne pensje, zero so-
cjalu, wszechobecna praca na czar-
no i szaro – tylko w ostatnich kilku
latach wygoniły za granicę 2 mln lu-
dzi. Z Polski się ucieka, a nie do niej
przyjeżdża, bo to nie jest dobre miej-
sce do życia. Do tego dochodzi jesz-
cze kultura, która nosi w sobie kom-
pleks niższości wobec Zachodu i po-
czucie  wyższości  wobec  Wschodu,
a w praktyce  realizuje  się  wszech-
obecną  pogardą  dla  inności.

KAROL  BRZOSTOWSKI

Fot.  A.C.

S

Sk

ąd

d ssiię

ę b

biio

orrą

ą d

dz

ziie

ec

cii?

?

Prezes  Kaczyński
martwi  się,  że
w Polsce  brakuje
chętnych  do rodzenia
dzieci.  Nie  wnikając
w to,  czy  prezes  wie,
skąd  dzieci  się  biorą
i jak  się  je  robi,  trzeba
przyznać  mu  rację.
W odróżnieniu
od innych  krajów
cywilizowanych  brakuje
u nas  normalnej
polityki prorodzinnej.

Restauracja  w  Oslo  oblężona  przez  wózki  dziecięce...

background image

K

iedy 30  lat  temu  dogo-
rywał powoli poprzedni
system, wszyscy byli nim
zmęczeni, bo nie spełnił

tego,  co  zapowiadał,  i nie  zanosiło
się, że kiedykolwiek spełni. Nie tyl-
ko  nie  było  powszechnego  dobro-
bytu,  ale  kłopoty  z zaspokojeniem
podstawowych  potrzeb  i wszelkie
niedobory stały się zjawiskiem chro-
nicznym. Obecny system sprawia in-
nego rodzaju kłopoty i inaczej roz-
kłada  troski.  Zupełnie  sporej  gru-
pie (ok. 1/4 społeczeństwa) żyje się
zupełnie  dobrze  albo  nawet  świet-
nie. Podobna liczebnie warstwa spo-
łeczeństwa dobrze sobie radzi, a przy-
najmniej mocno w to wierzy. Resz-
ta  radzi  sobie  kiepsko  albo  bardzo
marnie. Oczywiście niemal wszyscy
aspirują  wyżej  – do tej  najbogat-
szej  ćwiartki.  Tylko  czy  system  na-
prawdę potrafi odpowiedzieć na te
aspiracje?  Czy  kapitalistyczne  za-
pewnienie,  że  ciężką  pracą  i stara-
niami można osiągnąć dobrobyt, na-
prawdę  się  realizuje  w powszech-
nym  wymiarze?  Czy  nie  jest  raczej
tak, że dla ogromnej części – zwłasz-
cza  młodych  Polaków  – drzwi  do
awansu  społecznego  pozostają  za-
mknięte mimo walenia głową w mur
przeciwności?

Kraina  złudzeń

Rząd  zamówił  raport  („Mło-

dzi 2011”)  na temat  sytuacji  mło-
dych ludzi w Polsce. Opracowywa-
li go specjaliści z rozmaitych dzie-
dzin.  Wnioski  są  raczej  przygnę-
biające.  Ponad  połowa  polskich
bezrobotnych (prawie milion osób)
to  osoby  młode  – w wieku  od 18
do 34 lat. Połowa tych zarejestro-
wanych młodych bezrobotnych ni-
gdy  nie  pracowała.  Dodać  trzeba,
że  te  dane  nie  są  pełne  – spora
część  młodych  ludzi  bez  pracy
w ogóle  się  nie  rejestruje,  a ist-
nieje także bezrobocie ukryte w po-
staci  nikomu  niepotrzebnych  stu-
diów. Młody człowiek pozostający
bez  zajęcia  i będący  na utrzyma-
niu  rodziny  podejmuje  się  studio-
wania  zwykle  nic  nieprzynoszące-
go  kierunku  w prywatnej  szkole
wyższej  albo  kierunku  zaocznego
na państwowej wyższej uczelni. To
są  rozmaite  „zarządzania”,  admi-
nistracje, politologie i stosunki mię-
dzynarodowe,  po których  jest  się
nadal  bezrobotnym,  tylko  że  nie-
co  bardziej  obytym  w świecie  (no
bo  wyjeżdża  się  od czasu  do cza-
su  do większego  miasta  na zaję-
cia).  Dzięki  tej  fikcji  młody/mło-
da ma wrażenie, że robi coś ze swo-
im życiem, a rodzice łudzą się, że
nie trzymają w domu nieroba i że
ich  dzieci  kosztem  wielkich  wy-
rzeczeń  „coś  osiągną”.

W najmłodszej  grupie,  wśród

młodzieży w wieku od 18 do 24 lat,
odsetek bezrobotnych – tych, którzy
chcą  pracować  i nie  uważają  się
za „studentów” – sięga 24 procent.
To  lepiej  niż 6–7  lat  temu,  kiedy
bezrobocie  w tej  grupie  wiekowej
sięgało 40  procent.  Tyle  że  tamtą

nadwyżkę osób bez pracy wyeksporto-
waliśmy za granicę. Właśnie uwzględ-
nienie młodych emigrantów daje wy-
obrażenie o skali niepowodzenia pol-
skiej transformacji gospodarczej. Gdy-
by nie to, że przynajmniej 2 miliony

Polaków  stało  się  ekonomicznymi
uchodźcami, to bezrobocie w naszym
kraju sięgałoby nie 1,9 miliona, jak
obecnie,  ale 4  milionów.  Do tego
trzeba  jeszcze  dodać  setki  tysięcy
tych, którzy pracują, bo ich miejsca
pracy  są  kreowane  przez  pieniądze
Polaków  pracujących  za granicą
i przesyłających  swoją  krwawicę
do kraju. Bez tego wszystkiego na-
sze  bezrobocie  sięgałoby  więcej
niż 25 procent i byłoby rekordo-
we  w Europie.  To  jest  rzeczywi-
sta skala strukturalnego kryzysu
społeczno-gospodarczego  w Pol-
sce i skala niekompetencji kolej-
nych  rządzących  ekip.

Prekariat  totalny

Brak  zajęcia  nie  jest  jednak  je-

dyną zmorą młodego pokolenia. Nie
bez znaczenia jest to, co rynek pra-
cy proponuje. Okazuje się, że wśród
osób w wieku od 18 do 34 lat aż 60
procent  tych,  którzy  mają  zajęcie,
pracuje w warunkach niestabilnych
– na stażach,  umowach  o dzieło
lub  na zlecenie,  terminowych  lub
w niepełnym wymiarze godzin. Pra-
cownicy rozpoczynający karierę za-
pewne muszą pracować na umowach
tymczasowych,  bo  trudno  komuś
z ulicy zaproponować stałe zatrud-
nienie, ale skala i trwałość tego zja-
wiska są szokujące. Ten system już
znalazł swoją nazwę – to prekariat,
czyli  stan  upośledzenia  społeczne-
go  wynikający  z trwałego  pozosta-
wania  w sytuacji  niepewności.

Skutki  takiej  trwałej  niestabil-

ności  są  znaczące.  To  przede
wszystkim niemożność wzięcia kre-
dytu na mieszkanie, bo banki z oczy-
wistych  powodów  nie  chcą  kredy-
tować  ludzi  o niepewnej  sytuacji 

zawodowej. Zwykle kiepskie pensje,
odkładanie momentu założenia ro-
dziny,  zdanie  na długotrwałe  życie
przy rodzicach  i korzystanie  z ich
pomocy. To także brak stażu eme-
rytalnego,  często  także  płatnych
urlopów  oraz  prawa  do zasiłku
w przypadku  utraty  pracy.

W skali  społecznej  oznacza  to

spadający przyrost naturalny, a tak-
że  niskie  wpływu  do ZUS,  bo  roz-
maite umowy śmieciowe zwykle wią-
żą się z nieuiszczaniem składek eme-
rytalnych  i rentowych.  To  zadłuża-
nie  się  państwa,  które  musi  wypła-
cać  emerytury,  a otrzymuje  coraz
mniej  środków  od obecnie  pracu-
jących  osób.

Komu  zawdzięczamy  masowy

prekariat młodych? Aktualnym i po-
przednim  ekipom  rządzącym,  któ-
re  w myśl  dominującej  ideologii
i z poduszczenia wpływowych związ-
ków pracodawców psuły prawo pra-
cy, zezwalając na coraz gorsze wa-
runki zatrudniania. Wszystko w myśl
zasady, że lepsza płaca kiepska niż
żadna. Firmy skwapliwie z tego sko-
rzystały  i obecnie  istnieją  koncer-
ny zatrudniające setki osób, w któ-
rych udaje się, że nie są one stały-
mi  pracownikami,  choć  pracują
po 40–60  godzin  w tygodniu.  Za-
trudnia  się  je  na umowę-zlecenie
i udaje  się,  że  wszystko  jest  w po-
rządku.  To  państwo  stworzyło  wa-
runki  dla  tej  sytuacji  i ono  zorga-
nizowało  własne  samookradanie
przez  zaniechanie  pobierania  wła-
ściwych składek. Ten chory, lecz już

chroniczny stan nazwano paradoksal-
nie „uelastycznieniem rynku pracy”.

Skutki  zapaści

Wnioski  z powyższego  są  przy-

gnębiające.  Młodzież  –  poza  wąską
grupą uprzywilejowanych, którzy ko-
rzystają z koneksji, albo szczęściarzy,
którym udało się zająć nieliczne do-
bre  stanowiska  pracy  –  ma  bardzo
trudną sytuację startu zawodowego.
Ponad połowa pracuje w stanie pre-
kariatu, a kolejna znaczna liczba po-
zostaje na emigracji lub radzi sobie
w kraju bez legalnej pracy. To zna-
czy  także,  że  ogromna  większość
z nich nie będzie miała przyzwoitych
emerytur. Już i bez tego perspekty-
wy rysowały się marnie, bo nowy sys-
tem  emerytalny,  do którego  należą
młodzi,  niemal  bez  wyjątku  (poza
policjantami  i żołnierzami),  sprawi,
że  przyszłe  emerytury  będą  stosun-
kowo niższe od obecnych (mniej wię-
cej  o połowę  w stosunku  do ostat-
nich  pensji  emeryta).  A jakie  będą
te emerytury, skoro zsumuje się wie-
le  bezskładkowych  lat  spędzonych
na śmieciowych  umowach  albo  bez
legalnego zatrudnienia?

Trudna sytuacja zawodowa mło-

dych sprawia także, że maleją m.in.
szanse  na własne  mieszkanie.  Przy
faktycznym  braku  taniego  budow-
nictwa jedyną metodą nabycia miesz-
kania  jest  kredyt  hipoteczny,  ale
większość  młodych  nie  ma  na nie-
go żadnych szans. Przeszkodą są nie
tylko  niskie  pensje,  ale  także  śmie-
ciowe  umowy.  A przecież  im  póź-
niej  zaciągnie  się  taki  kredyt,  tym
gorzej.  Na ile  lat  bank  udzieli  kre-
dytu  osobie  już  czterdziestoletniej
i w jakiej wysokości będą jego raty?

Potrzebny  remanent

Rząd w osobie ministra Micha-

ła  Boniego zareagował  na raport
oraz idące za nim liczne publikacje
lawiną  słów  sprowadzających  się
do mglistych  zapowiedzi  podjęcia
rozmaitych działań. Można je stre-
ścić  jednym  słowem  – półśrodki. 

Bo czymże innym jest zapowiedź le-
dwie łagodzenia skutków prekaria-
tu  albo  obietnica  „refleksji  nad ła-
twiejszym dostępem mieszkań na wy-
najem”! O masowym budownictwie
pod wynajem mówi się Polsce od 15
lat  i nadal  pozostaje  ono  poza  za-
sięgiem  portfela  wielu  młodych.
Tymczasem  za 3  lata  minie  okres
pokolenia od czasu podjęcia reform
roku 1989. I może warto zrobić pod-
sumowanie dokonań i błędów. Nie
łudźmy się, że kiedyś będzie lepiej,
nawet jeśli minie kryzys. Przez ostat-
nie  lata  było  już  różnie  – kryzyso-
wo i wzrostowo – ale nigdy nie by-
ło zbyt dobrze. Wniosek nasuwa się
jeden  – ta  odmiana  kapitalizmu,
którą  wprowadzono  w Polsce,  nie
zrealizowała swoich obietnic. Poko-
lenie końca PRL-u spisano w spo-
rej części na straty, a nowemu po-
koleniu  zafundowano  bardzo  cięż-
ki  start.  Dla  wielu  młodych  ludzi
właściwie  falstart.

Przyczyny  nie  tkwią  ani  w leni-

stwie,  ani  w braku  zaradności  Po-
laków.  Przeciwnie  – jesteśmy  naj-
bardziej pracowitym społeczeństwem
w Europie,  gotowym  harować
i kształcić  się  wieczorami  i week-
endami jak nikt inny. Gotowym tak-
że  udać  się  na poniewierkę  i pod-
jąć pracę poniżej kwalifikacji. Sko-
ro mimo tego system nie działa, to
odpowiedź  jest  tylko  jedna  – nie
działa, bo jest wadliwy już w samych
założeniach. Trzeba go zatem zmo-
dyfikować  i za wzór  przyjąć  znacz-
nie  bardziej  efektywny  sposób  za-
rządzania  gospodarką  i sprawami
społecznymi. Choćby taki jak w Cze-
chach  lub  Skandynawii.

Z remanentem stanu obecnego

istnieje  tylko  jeden  problem.  Mu-
siałaby  go  dokonać  ta  sama  ekipa,
która  wprowadziła  obecny  system
i która żyje mitem rzekomo udanej
transformacji. Trudno to sobie wy-
obrazić,  bo  taka  krytyczna  analiza
przekracza  nie  tylko  intelektualne,
ale  przede  wszystkim  psychologicz-
ne możliwości zarówno prawicy, jak
i lewicy. Jak Tusk, człowiek establi-
shmentu,  miałby  zanegować  doko-
nania swojego środowiska? Wpraw-
dzie  zrobiono  taką  krytyczną  ana-
lizę z wielkim bólem w przypadku
OFE,  ale  tylko  częściowo  i doraź-
nie.  Obawiam  się  więc,  że  jeszcze
sporo  lat  będziemy  błąkać  się  ni-
czym starożytni Izraelici po pusty-
ni, dopóki nie umrze pokolenie za-
rażone  mirażami  „Egiptu”.  Chy-
ba, że młodzi nie wytrzymają i wy-
buchną jak w ostatnich miesiącach
ich  rówieśnicy  w Izraelu  czy  Hisz-
panii (te protesty były zresztą bez-
skuteczne).

Osobiście w taki zryw jednak wąt-

pię. Polska młodzież jest politycznie
rozbrojona  przez  indywidualistycz-
ną propagandę oraz życie skupione
na rozrywce. Nie umie działać wspól-
nie  i nie  widzi  takiej  potrzeby.  Po-
za tym jest też zarażona przez star-
szych słynną polską nieufnością. Za-
tem czeka nas raczej pustynia. Oby-
śmy więc wszyscy zdrowi byli!

MAREK  KRAK

Dotkliwe  bezrobocie,  wszędobylskie  umowy

śmieciowe,  dojmujący  brak  tanich  mieszkań,

marne  perspektywy  emerytalne 

– oto  przyszłość  młodych  Polaków.

Przyszłość z widokiem  na manowce.

W

Wiittaajjcciiee w

w żżyycciiuu

W

Wiittaajjcciiee w

w żżyycciiuu

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

13

3

A TO POLSKA WŁAŚNIE

background image

1

14

4

IDZIE NOWE...

Listę  publikujemy  po  licznych

prośbach  Czytelników

Okręg Wyborczy 1 Legnica

1.  Kmiecik  Henryk  Ryszard  –  mechanik,

członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Marszałek  Jarosław  –  politolog,  Głogów,

członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Müller  Justyna  –  plastyczka,  Piechowice,

członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Lesiak  Joanna  –  ekonomistka,  Wrocław,

nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Moszczyński  Przemysław 

–  technik  mechanik,  Bolesławiec,
członek partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 2 Wałbrzych

1.  Szymiec-Raczyńska  Halina  Jadwiga

–  lekarz,  Dzierżoniów, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Wolski  Bartłomiej  Mateusz

–  przedsiębiorca,  Kłodzko, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Lelito-Dąbrowa  Grażyna  Aniela

–  malarka,  Szczawno-Zdrój, 
nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Płoski  Krzysztof  Mirosław

–  przedsiębiorca,  Wałbrzych, 
nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Rybak  Danuta  Anna

–  prawnik,  Ząbkowice  Śląskie, 
nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 3 Wrocław

1.  Elsner  Wincenty  Aleksander 

–  informatyk,  Wrocław, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Kubica  Anna  Maria  –  prawnik,  Wrocław,

członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Trojnacki  Ryszard  Dominik 

–  informatyk,  Wilków, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Stachel  Henryk  –  ekonomista,

Środa Śląska,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Bartosik  Agnieszka  Ewa 

–  specjalista  ds.  administracji  publicznej,
Oława,  nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 4 Bydgoszcz

1.  Krupa  Łukasz  Marcin  –  ekonomista,

Dobrcz,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Olech  Jacek  Andrzej  –  prawnik,

Inowrocław,  nie  należy  do  partii  politycznej

3.  Falkowska-Wierczewska  Natalia  Maria

–  radca  prawny,  Bydgoszcz, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Drzymalska  Stanisława 

–  prawnik,  Bydgoszcz, 
nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Ostrowski  Andrzej  Krzysztof  –  lekarz,

Niemcz,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 5 Toruń

1.  Wydrzyński  Maciej  –  przedsiębiorca,

Toruń,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Wojciechowski  Janusz  Piotr 

–  przedsiębiorca,  Włocławek, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Leszczyńska  Danuta  –  geolog,  Toruń,

członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Lewandowska  Bogumiła  Urszula 

–  pielęgniarka,  Toruń,  członek  partii  Ruch
Palikota

5.  Parda  Eugeniusz  –  pedagog,  Kowalewo

Pomorskie,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 6 Lublin

1.  Popiołek  Zofia  –  administratywista,

Lublin,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Kabaciński  Michał  –  student,  Lublin,

członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Zielonka  Tomasz  Józef 

–  przedsiębiorca  budowlany,  Lublin,
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

4.  Czubacka  Beata  Krystyna 

–  laborant  chemiczny,  Lublin, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Orłowski  Mariusz  –  nauczyciel,

Antoniów,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 7 Chełm

1.  Poznański  Marek  –  archeolog,  Lublin,

członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Lamczyk  Grażyna  Bogumiła  –  politolog,

Parczew,  nie  należy  do  partii  politycznej

3.  Mazur  Łukasz  Sebastian  –  przedstawiciel

oświatowy,  Chełm,  członek  partii  Partia
Demokratyczna  –  demokraci.pl

4.  Okoń  Elżbieta  –  technolog  uprawy  tytoniu,

Biłgoraj,  nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Wyszyński  Dawid  Jerzy  –  student,

Zamość,  nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 8 Zielona Góra

1.  Mroczek  Maciej  Zbigniew –  ekonomista,

Warszawa,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Raginia  Katarzyna –  studentka,  Gorzów

Wielkopolski,  członek  partii  Ruch  Palikot

3.  Pasek  Michał  Grzegorz  –  student,

Zielona  Góra,  członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Bienias  Katarzyna  Iwona  –  studentka,

Kożuchów,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Targowicki  Marcin  –  informatyk,  Zielona

Góra,  członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

Okręg Wyborczy 9 Łódź

1.  Kotliński  Roman 

–  dziennikarz,  Łódź, 
nie  należy  do  partii  politycznej

2.  Bartosz  Katarzyna  –  ekonomista,  Łódź,

członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Krysiak  Halina  –  technik  bhp,  Łódź,

członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

4.  Bogusławski  Mariusz  Adam 

–  przedsiębiorca,  Łódź, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Zarzycka  Anna  –  przedsiębiorca,  Łódź,

członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 10

Piotrków Trybunalski

1.  Domaracki  Marek  Robert 

–  przedsiębiorca,  Piotrków  Trybunalski,
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Jakubowski  Marek  Janusz 

–  technik  mechanik,  Swolszewice  Duże,
gm. Wolbórz,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Gruchała  Jadwiga  Wanda 

–  księgowa,  Mącznik,  gm.  Ujazd, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Kasprzyca  Wiesława  Wacława 

– technik ekonomista, Piotrków Trybunalski,
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Ruciński  Krzysztof  Ryszard 

–  przedsiębiorca,  Piotrków  Trybunalski,
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 11 Sieradz

1.  Pacholski  Michał  Tomasz  –  geodeta,

Łęczyca,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Matuszewska-Kościelewska  Anna  Maria

–  ekonomistka,  Wrocław, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Folwarczyk  Sylwia  –  pedagog,  Zgierz,

członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Włodarczyk  Iwona  Jolanta  –  nauczyciel,

Ozorków,  nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Czeczko  Dominik  Adam  –  ekonomista,

Łowicz,  nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 12 Kraków I

1.  Tawrel  Andrzej  Mirosław  –  ekonomista,

Kraków,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Piątkowska  Zdzisława  Alicja  –  inżynier

budownictwa  wodnego,  Mucharz, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Szczygieł  Elżbieta  Teresa  –  technik

technolog  żywienia,  Oświęcim, 
nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Mastek  Sławomir  Wojciech  –  fotograf,

Andrychów,  członek  partii  RACJA  PL
Rejestracja  kandydata  unieważniona

5.  Kaznowski  Adrian  –  politolog,  Oświęcim,

nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 13 Kraków II

1.  Grodzka  Anna  –  przedsiębiorca,

Piaseczno,  członek  partii  SLD

2.  Masłowiec  Lucjan  Władysław 

–  przedsiębiorca,  Kraków, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Stupkiewicz-Turek  Agnieszka  Karolina 

–  pracownik  socjalny,  Białystok, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Mastek  Elżbieta  Maria 

–  nauczyciel,  Andrychów, 
nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Czernecki  Leszek  Józef 

–  inż.  budownictwa,  Kraków, 
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 14 Nowy Sącz

1.  Bandyk  Kazimierz 

–  przedsiębiorca,  Lipnica  Wielka, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Reichert  Jolanta  Maria 

–  technik  budowlany,  Nowy  Sącz, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Polakiewicz  Łukasz  Tomasz 

–  technik  chemik,  Piwniczna-Zdrój, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Chmielewska-Sobczak  Katarzyna

Elżbieta  –  konserwator  zabytków
architektury,  Barcinek, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Grapa  Kamil  Grzegorz 

–  doradca  finansowy,  Podwilk, 
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 15 Tarnów

1.  Baranowski  Piotr  Maciej 

–  przedsiębiorca,  Zgłobice, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Skarżyńska  Grażyna  Bogumiła 

–  psycholog,  Tarnów, 
nie  należy  do  partii  politycznej

3.  Halastra  Małgorzata  –  ekonomista,  Łęg

Tarnowski,  członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Woźniakowski  Piotr  Tadeusz  –  technik

dokumentacji  budowlanej,  Tarnów, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Oleksy  Piotr  Rudolf  –  student,  Tarnów,

członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 16 Płock

1.  Sajak  Paweł  Ireneusz  –  elektronik,

Żyrardów,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Aleksandrowicz  Maciej  Bohdan 

–  architekt  wnętrz,  Łomianki, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Dębska  Marta  –  dziennikarz,  Płońsk,

członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Wysocka  Izabela  Maria 

–  psychopedagog,  Słupno, 
nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Walawski  Andrzej  Jerzy 

–  technik  budowlany,  Płock, 
nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 17 Radom

1.  Ryfiński  Armand  Kamil  –  ekonomista,

Warszawa,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Podgórska  Barbara  Krystyna  –  pedagog,

Radom,  nie  należy  do  partii  politycznej

3.  Mikitiuk  Maciej  –  przedsiębiorca,  Radom,

członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Jarosz  Agnieszka  Anna  –  ekonomista,

Radom,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Pawelec  Zofia  Wiesława  –  urzędnik,

Warka,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 18 Siedlce

1.  Bodio  Bartłomiej  Jarosław

–  ekonomista,  Katowice, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Sikorska  Małgorzata

–  przewodnik  muzealny,  Siedlce, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Denisiuk  Marzena  –  pedagog,  Siedlce,

nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Borkowski  Paweł  –  nauczyciel,  Siedlce,

członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Tylkowski  Piotr  –  operator  linii

pakowania,  Garwolin, 
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 19 Warszawa I

1.  Palikot  Janusz  Marian  –  filozof,  Lublin,

członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Nowicka  Wanda  Hanna  –  filolog

klasyczny,  Warszawa, 
nie  należy  do  partii  politycznej

3.  Szypuła  Tomasz  –  dziennikarz,  Warszawa,

nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Sendecka  Aleksandra  Aniela  –  filolog,

Warszawa,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Miernik  Michał  Jerzy  –  przedsiębiorca,

Warszawa,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 20 Warszawa II

1.  Dębski  Artur  –  przedsiębiorca,

Józefosław,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Krzemińska  Małgorzata  –  przedsiębiorca,

Łomianki,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Jakubowska  Natalia  Justyna 

–  przedsiębiorca,  Nadarzyn, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Piasecki  Arkadiusz  –  student,  Wilków

Polski,  członek  partii  Ruch  Palikota

K

Kaannddyyddaaccii zz lliissttyy R

Ruucchhuu P

Paalliikkoottaa

K

Kaannddyyddaaccii zz lliissttyy R

Ruucchhuu P

Paalliikkoottaa

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

15

5

5.  Ciesielska-Pleban  Jolanta  Irena 

–  nauczyciel,  Radzików  IHAR, 
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 21 Opole

1.  Kępiński  Adam  Krzysztof 

–  przedsiębiorca,  Ozimek, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Peikert  Judyta  Elżbieta  –  bez  zawodu,

Luboszyce,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Duda  Jan  –  ekonomista,  Niemodlin,

członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Mykicka  Ludmiła  Bronisława 

–  przedsiębiorca,  Kluczbork, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Grygiel  Tomasz  –  ekonomista,  Suchy  Bór,

członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 22 Krosno

1.  Marcinkiewicz  Małgorzata  –  chemik,

Jasło,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Łokaj  Tadeusz  Antoni  –  leśnik, 

Iwonicz-Zdrój,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Juszczyk  Józef  –  policjant,  Jasło, 

członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

4.  Kamińska  Bożena  Irena  –  rolnik,  Krosno,

członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Kurek  Adolf  –  rolnik,  Łajsce, 

członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 23 Rzeszów

1.  Dziadzio  Dariusz  Cezar  –  fizjoterapeuta,

Rzeszów,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Smucz  Robert  Dariusz  –  psycholog,

Rzeszów,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Kaczor  Roksana  Agnieszka  –  specjalista

ds.  rekreacji  i  turystyki,  Mielec, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

4.  Wojturska-Duda  Anna  Monika 

–  księgowa,  Rzeszów, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Pawęzka  Sławomir 

–  specjalista  ds  sprzedaży,  Rzeszów,
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 24 Białystok

1.  Rybakowicz  Adam  –  przedsiębiorca,

Augustów,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Korol  Michał  –  ekonomista,  analityk,

Mielnik,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Stachurska  Teresa  Stefania 

–  księgowa,  Białystok,  popierana  przez
partię  RACJA  Polskiej  Lewicy

4.  Andracka  Jolanta  –  technik  specjalista

telekomunikacji,  Białystok, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Tylenda  Marcin  –  księgowy,  Suwałki, 

nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 25 Gdańsk

1.  Bauć  Piotr  Paweł  –  nauczyciel

akademicki,  Gdańsk, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Gądek  Agnieszka  Anna  –  ekonomistka,

Gdańsk,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Korzeniowski  Leszek  Zbigniew  – student,

Kościerzyna,  członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Guss  Wanda  –  emerytka,  Gdańsk, 

nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Pręda  Marcin  Andrzej 

–  technik  mechanik,  Gdańsk, 
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 26 Gdynia

1.  Biedroń  Robert  –  politolog,  Warszawa,

nie  należy  do  partii  politycznej

2.  Gromadzki  Jarosław  –  informatyk,

Słupsk,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Golonek  Agnieszka  Barbara 

–  ekonomista,  Małkowo, 
nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Nowak  Sławomir  Piotr 

–  inż.  budownictwa,  Gdynia, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Milewczyk  Jarosław  Andrzej  –  politolog,

Lębork,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 27 Bielsko-Biała

1.  Górczyński  Artur  Robert 

–  pracownik  socjalny,  Sosnowiec, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Wiśniowski  Krzysztof  Dariusz 

–  przedsiębiorca,  Cieszyn, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Płoszczyca  Kamila  Magdalena 

–  nauczycielka,  Wola, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Kubicka  Iwona  –  nauczycielka, 

Bielsko-Biała,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Tobiasiewicz  Stefan  Stanisław 

–  inżynier  organizacji  i  zarządzania, 
Bielsko-Biała,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 28 Częstochowa

1.  Bramora  Artur  Franciszek  –  optyk,

Częstochowa,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Zaciera-Kaczmarczyk  Beata  Katarzyna 

–  nauczyciel,  Częstochowa,
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Karkowska  Dagna  Anna  –  studentka,

Myszków,  członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Wieczorek  Sylwia  Bożena 

–  przedsiębiorca,  Częstochowa, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Wiśniewska-Gębka  Agata 

–  mgr  inż.  mechanik,  Częstochowa,
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 29 Gliwice

1.  Stolarski  Marek  Janusz  –  politolog,

Gliwice,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Stefaniak  Tomasz  Grzegorz  –  chemik,

Bytom,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Serafinowska  Katarzyna  Marta 

–  logistyk,  Zabrze, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Maladyn  Barbara  –  księgowa,  Gliwice,

członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Meisner-Gajos  Iwona 

–  ekonomista,  Tarnowskie  Góry, 
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 30 Rybnik

1.  Chmielowski  Piotr  Sylwester 

–  inżynier  mechanik,  Katowice, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Skóra  Eugeniusz  Jerzy 

–  inżynier  zootechnik,  Racibórz, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Maszewska  Lucyna  Magdalena 

–  przedsiębiorca,  Żory, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Morcińska  Izabela  Maria

–  higienistka  stomatologiczna,  Łaziska
Górne,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Bielewicz  Krzysztof  Aleksander

–  inżynier  elektroenergetyk,  Tychy, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

Okręg Wyborczy 31 Katowice

1.  Rozenek  Andrzej  Tadeusz  –  dziennikarz,

Pruszków,  nie  należy  do  partii  politycznej

2.  Mika  Monika  Katarzyna  –  ekonomista,

Ruda  Śląska,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Urbańczyk  Sebastian  Andrzej 

–  informatyk,  Mysłowice, 
nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Pająk  Mieczysław  Piotr  –  prawnik,

Warszawa,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Piskorczyk  Krzysztof  Jan  –  ekonomista,

Sosnowiec,  nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 32 Sosnowiec

1.  Borkowski  Jerzy 

–  przedsiębiorca,  Dąbrowa  Górnicza, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Koralewska  Jolanta  Krystyna 

–  tłumacz  języka  angielskiego,  Katowice,
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Gołębiowski  Roman  Paweł 

–  technik  elektroenergetyk,  Sosnowiec,
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Zarzycka  Monika  Bożena 

–  ekonomista,  Sosnowiec, 
nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Lassok  Sławomir  Jacek 

–  dyrektor  hotelu,  Mysłowice, 
członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 33 Kielce

1.  Cedzyński  Jan  –  inżynier  budownictwa,

Górno-Parcele,  członek  partii  RACJA  PL

2.  Sojka-Głuszak  Dobrosława  Hanna 

–  sadownik,  Chomentówek, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Strzelec  Ewa 

–  farmaceutka,  Skarżysko-Kamienna,
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Kałka  Robert  Szczepan 

–  elektromonter,  Mieronice, 
członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Borowiecki  Aleksander  Paweł  –  lekarz,

Kluczewsko,  członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 34 Elbląg

1.  Penkalski  Wojciech  Adam

–  przedsiębiorca,  Braniewo, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Kamasz  Marian  –  pedagog, 

dr  nauk  humanistycznych,  Elbląg,
członek partii  Ruch  Palikota

3.  Białkowska  Ewa  Urszula  –  pedagog,

trener  łyżwiarstwa  szybkiego,  Elbląg, 
nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Życzkowska  Beata  Wioletta 

–  ekonomista,  przedsiębiorca,  Łęcze,
nie należy  do  partii  politycznej

5.  Jaśkiewicz  Michał  –  lekarz,  Elbląg,

członek  partii  Ruch  Palikota

Okręg Wyborczy 35 Olsztyn

1.  Makowski  Tomasz  –  ekonomista,  Ełk,

członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Leszczyński  Robert  –  dziennikarz,

Warszawa,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Karolska  Karolina  –  menadżer,  Ełk,

członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Jasiński  Paweł  –  doradca  finansowy,

Warszawa,  członek  partii  Ruch  Palikota

5.  Stawicki  Krzysztof  Jerzy 

–  przedsiębiorca,  Olsztyn, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

Okręg Wyborczy 36 Kalisz

1.  Kłosowski  Krzysztof  –  ekonomista,

Jarocin,  członek  partii  Ruch  Palikota 

2. Sowa  Małgorzata  – przedsiębiorca, Kalisz,

członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

3.  Zalesiński  Zbigniew  Stanisław 

–  pracownik  naukowy,  Leszno, 
członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Kwaśniewska  Aneta  Izabela 

–  psycholog,  Kalisz, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

5. Grzelak  Czesław  – ogrodnik, Słaborowice,

nie należy do partii politycznej

Okręg Wyborczy 37 Konin

1.  Kwiatkowski  Jacek 

–  technik  elektromechanik,  Konin, 
członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Bąk  Henryk  Józef 

–  emerytowany  policjant,  Cielimowo,
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Gralczyk  Helena  Wanda 

–  ekonomista,  Środa  Wielkopolska,
nie należy  do  partii  politycznej

4.  Bartel  Zuzanna  Olga  –  politolog,  Poznań,

nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Wolnicki  Waldemar  Jacek 

–  technik  mechanik,  Zagórów, 
nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 38 Piła

1.  Najder  Jacek  –  przedsiębiorca,  Dębina,

członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Dąbrowski  Krzysztof  Józef 

–  nauczyciel,  Ostrówki  k.  Chodzieży,
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

3.  Gall  Marcin  –  handlowiec,  Berlin, 

nie  należy  do  partii  politycznej

4.  Kalinowska  Ewa  Helena  –  fizyk,

Chodzież,  nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Węgrzyn  Maria  –  ekonomista,  Kwilcz, 

nie  należy  do  partii  politycznej

Okręg Wyborczy 39 Poznań

1.  Banaszak  Maciej  –  technik  budownictwa,

Poznań,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Dąbrowski  Ryszard  Marian 

–  instalator  wod.-kan.,  c.o.,  gaz,  Poznań,
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

3.  Trojanowicz  Natalia  Agnieszka 

–  animator  dziecięcy,  Poznań,
członek partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

4.  Siuda  Ewa  Iwona  –  specjalista  ds.  bhp,

Poznań,  nie  należy  do  partii  politycznej

5.  Drzewiecki  Tadeusz  –  aktor,  Poznań,

członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

Okręg Wyborczy 40 Koszalin

1.  Lewandowski  Andrzej  –  mechanik,

Darłowo,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Ostrowski  Marcin  –  przedsiębiorca, 

Stare  Bielice,  członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Przyjazny  Marian 

–  przedsiębiorca,  Stargard  Szczeciński, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

4.  Jurkiewicz  Agnieszka 

–  ekolog,  Stargard  Szczeciński, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

5.  Maryniak-Gulik  Irena 

–  policjantka,  Kołobrzeg, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

Okręg Wyborczy 41 Szczecin

1.  Piątak  Andrzej  –  inżynier  elektronik,

Nowogard,  członek  partii  Ruch  Palikota

2.  Prokop-Paczkowska  Małgorzata  Barbara

–  dziennikarka,  Szczecin, 
członek  partii  Ruch  Palikota

3.  Alewras  Stelios  –  prawnik,  Sławoszewo,

gm.  Dobra,  członek  partii  Ruch  Palikota

4.  Mieczkowska  Magdalena 

–  ekonomista,  Szczecin, 
członek  partii  RACJA  Polskiej  Lewicy

5.  Stolarska  Marzena 

–  pedagog,  Wołczkowo,  gm.  Dobra,
członek  partii  Ruch  Palikota

Przepraszamy pozostałych Kandydatów z list
Ruchu Palikota, których nazwisk i krótkiej
charakterystyki nie umieściliśmy z powodu
braku  miejsca  w gazecie.

Redakcja

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

16

6

BEZ DOGMATÓW

VIII. Rezygnacja z prowadzenia w publicznych
przedszkolach  i szkołach  katechezy  opłaca-
nej przez państwo (w tym pensje 31 598 ka-
techetów) – 1 mld 132 mln zł;
IX. Ograniczanie liczby składanych przez oby-
wateli  zaświadczeń,  poświadczeń  i powta-
rzających  się  obowiązkowych  sprawozdań
– około 2 mld zł;
X. Likwidacja absurdów podatkowych w VAT
może  przynieść  – bez  konieczności  podno-
szenia jego stawek – 17 mld zł;
XI.  Odzyskanie  przekazanego  z narusze-
niem prawa przez Komisję Majątkową mie-
nia  Skarbu  Państwa  i samorządów  –  oko-
ło 60  mld  zł – jednorazowo,  tj.  w jednym
roku;
XII. Likwidacja powiatów – 40 mld zł;
XIII.  Opodatkowanie  instytucji  kościelnych
(wyłączając  charytatywne)  od prowadzonej
przez nie działalności gospodarczej – ponad
3  mld  zł.  Obecnie  dochody  z niej  kler  prze-
znacza (często tylko na papierze…) na cele
charytatywne  lub  kult  religijny,  co  umarza
podatek dochodowy w całości.
Łączne oszczędności dla budżetu państwa
KAŻDEGO  ROKU  to 133  mld 34  mln  zł.
Roczny  budżet  Polski  wynosi  niespełna
300 mld zł…
Oto 13  przykazań  dla  nowego  parlamentu.
Oczywiście  oszczędności  może  być  więcej

–  na przykład  nacjonalizując  cmentarze  pa-
rafialne, otrzymamy dalsze 600 mln zł. Rok
w rok…
Co można załatwić lub załatać, mając co
roku dodatkowo 133 mld zł?
Można przyśpieszyć  spłatę  krajowego  i za-
granicznego  długu  Skarbu  Państwa.  Tylko
na jego  obsługę  (odsetki  plus  spłata  części
starych  zaległości)  wydaliśmy  w 2011  ro-
ku 29,8  mld  zł  (dług  krajowy)  i 8,8  mld  zł
(dług zagraniczny).
Zauważmy, że planowany maksymalny de-
ficyt budżetu państwa w latach 2011–2013
ma wynieść odpowiednio: 45 mld zł (2011
rok), 36 mld zł (2012 rok) i 30 mld zł (2013
rok)  – na taką  kwotę  budżet  państwa 

zadłuża się, emitując nowe obligacje lub za-
ciągając  kredyty  i pożyczki.  A zatem  o de-
ficycie można byłoby zapomnieć.
Na tak zwane choroby rzadkie w Polsce cier-
pi  kilkadziesiąt  tysięcy  dzieci.  Obecnie  bu-
dżet  refunduje  terapię  na kwotę 138  mln  zł
rocznie.  Z szacunków  wynika,  że  kwota  ta
powinna wynosić minimum 280 mln zł, aby
zapewnić normalne życie i szanse na rozwój.
Roczne  wydatki  NFZ  na programy  leczenia
nowotworów wynoszą 5 mld zł. Dodatkowo
znaczną  kwotę  dopłacają  pacjenci  i ich  ro-
dziny.  Zwiększenie  budżetu  programu  o do-
datkowe 5 mld zł umożliwiłoby dostęp cho-
rych  do nowoczesnej  terapii  na poziomie
Europy  Zachodniej.  Polska  zajmuje  trzecie

miejsce  w UE  pod względem  liczby  dzieci
idących do szkoły bez śniadania. Gorzej jest
tylko w Rumunii i Bułgarii. Według szacun-
ków PCK aż 650 tysięcy dzieci nie ma szans
na żaden ciepły posiłek. Żyją one w skrajnej
nędzy.  Rodzice  ponad połowy  polskich  ma-
luchów w 2011 roku nie byli w stanie opła-
cić  im  nawet  najskromniejszych  wakacji.
Na program  dożywiania  dzieci  w szkołach
budżet państwa i samorządy wydały łącznie
w 2010 roku 847 mln zł (potrzeby szacowa-
ne  są  na kwotę 1,2  mld  zł).  Kolejna paląca
potrzeba  to  wyprawka  szkolna – rząd  prze-
znacza na nią około 103 mln zł. Ostrożne sza-
cunki wskazują, że budżet tego programu po-
winien wynieść nie mniej niż 400 mln zł.
Od 2009 roku wstrzymano podwyżki w służ-
bach mundurowych. Budżet policji wynoszą-
cy w 2011 roku 8 mld zł nie pozwala na wy-
konywanie przez nią swoich zadań. Brakuje
środków na szkolenie, zakup paliwa oraz pod-
stawowy sprzęt biurowy. Pilnie potrzeba 1,5–2
mld zł rocznie.
Niezaspokojone potrzeby różnych środowisk
i grup  wiekowych  Polaków  można wymie-
niać bardzo długo. 133 mld zł rocznie z pew-
nością  – obok  wyżej  wymienionych  spraw
– załatwią także wymierne podwyżki dla ren-
cistów i emerytów, pomoc społeczną na eu-
ropejskim  poziomie,  lepszy  dostęp  do służ-
by zdrowia oraz poprawę jej jakości, napra-
wę  dróg,  a w perspektywie  kilku  lat  – bu-
dowę setek kilometrów autostrad itd.
Jednym słowem – godne życie milionów Po-
laków. Wystarczy tylko chcieć.

JONASZ, współpraca MiC

O

rganizatorzy  protestów
przeciwko wizycie i prze-
mowie  Benedykta XVI

w Bundestagu zapowiadali wiel-
ki  marsz  sprzeciwu  wobec  kle-
rykalizacji  i opłakanym  skutkom
nauczania  kościelnego. I dotrzy-
mali  słowa.

21  września  kilkanaście  tysięcy

ludzi  z 70  organizacji  (lewicowych,
gejowsko-lesbijskich, kobiecych) wy-
szło  na ulice,  żeby  demonstrować
pod hasłem: „Żadnej władzy dogma-
tów”  („Keine  Macht  Den  Do-
gmen”). Było też kilkudziesięciu de-
putowanych  spośród  setki,  która
opuściła parlament na czas przemo-
wy  Ratzingera.  Zrobiła  tak  aż  po-
łowa posłów z partii Die Linke (Le-
wica) oraz znaczna część Zielonych
i socjaldemokratów.

Sąd administracyjny Berlina nie

zgodził się na protest pod samym
Bundestagiem  z obawy,  że  może
dojść  do groźnych  dla  bezpie-
czeństwa publicznego incydentów.

Manifestacja  była  jednak  bardzo
spokojna,  atmosfera  protestu  po-
godna,  jednocześnie  pełna ironii
i kpiny  z nadętego  papiestwa,  je-
go  dziwacznych  strojów  i dogma-
tów.  Wielu  uczestników  przyszło
w strojach  imitujących  duchowne
sukienki.

Poza

najważniejszą  sprawą

– sprzeciwem wobec uprzywilejowa-
nia  papieża  wystąpieniem  w Bun-
destagu – tematem wielu plakatów
i napisów była pedofilia kleru oraz
homofobia.  Wszak  niechęć  do ge-
jów i lesbijek nakręcana przez Ko-
ściół staje się powodem presji spo-
łecznej prowadzącej do chorób psy-
chicznych  (i psychofizycznych),  sa-
mobójstw  oraz  zabójstw.  Potępia-
no  także  kościelny  zakaz  używania
kondomów, prowadzący do rozwo-
ju  chorób  wenerycznych  i zgonów
w wyniku AIDS. Jednym z popular-
nych  haseł  w tym  kontekście  było:
„Życie zasługuje na szacunek” („Lie-
be  verdeint  Respekt”).

MaK

ŻŻaaddnneejj wwłłaaddzzyy
ddooggm

maattóóww!!

ŻŻaaddnneejj wwłłaaddzzyy
ddooggm

maattóóww!!

Â

Ciąg dalszy ze str. 1

NNaasszzee pprriioorryytteettyy

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

17

7

ZE ŚWIATA

SZOK DIECEZJI 

Australijski senator Nick Xenophon
od pewnego czasu wzywał kato-
licką archidiecezję w Adelaide, by
ujawniła  nazwisko  duchownego,
który  ma  na sumieniu  poważne
przestępstwo  seksualne. 

Jeśli tego nie uczynicie, ja ujaw-

nię  jego  nazwisko  w parlamencie
– ostrzegał.  Odpowiedzią  Kościoła
był  apel,  by  senator  nazwiska  nie
ujawniał.  Sprawa  była  bardzo  nie-
typowa i drażliwa, bo ofiarą zbioro-
wego  gwałtu  padł  kilkadziesiąt  lat
temu  aktualny  anglikański  arcybi-
skup John Hepworth, zwierzchnik
Traditional  Angican  Communion.
Do gwałtu doszło, gdy był klerykiem
w seminarium  katolickim;  spośród
trzech  księży,  którzy  dopuścili  się
przestępstwa,  żyje  tylko  jeden.  Ży-
je i jest aktywny w Kościele.

Zniecierpliwiony oporem i upo-

rem władz kościelnych senator Xe-
nophon z ławy parlamentarnej wy-
jawił, że sprawcą gwałtu był ks. Ian
Dempsey
. Ludzie mają prawo wie-
dzieć – stwierdził senator – że od 4
lat archidiecezja ukrywa, iż jej ksiądz
dopuścił  się  brutalnego  gwałtu.
W roku 2007 otrzymała sześciostro-
nicowe dossier w sprawie Dempseya,
ale  hierarchia  grała  na zwłokę,  co
powodowało wielkie cierpienia po-
krzywdzonego – oświadczył senator.

W odpowiedzi na upublicznienie

nazwiska  ks.  Dempseya  jako  gwał-
ciciela władze archidiecezji wyraziły
swoje oburzenie: „Nazwisko księdza
nie powinno być ujawnione, a decy-
zja  o jego  ewentualnym  zawiesze-
niu  byłaby  niesprawiedliwa  w świe-
tle  prawa  kanonicznego  i świeckie-
go. Jesteśmy zaszokowani i zniesma-
czeni,  że  Xenophon  nie  zastosował
się  do naszego  apelu  o zachowanie
milczenia”. 

PZ

CHIŃCZYCY POD KRZYŻEM

Szybkie  przemiany  ekonomiczne
w Chinach  zaczynają  ogarniać
także  sferę  duchową. 

Chińczycy – ateiści lub wyznaw-

cy  konfucjonizmu  – dość  licznie
przechodzą na chrześcijaństwo. We-
dle danych państwowych chrześci-
jan jest tam obecnie 25 mln, z cze-
go 18  mln  stanowią  protestanci, 
a 6 mln – katolicy. Nie są to jednak

dane wiarygodne. Według innych źró-
deł chrześcijan jest 60 mln i ich licz-
ba szybko rośnie. W Chinach na na-
bożeństwach jest obecnie więcej wier-
nych  niż  w Europie.  Rekrutują  się
ze  wszystkich  warstw  społecznych
– od chłopów po technokratów. 

Nie  tak  dawno  chrześcijaństwo

było w Chinach oficjalnie utożsamia-
ne  z imperializmem,  a Mao uzna-
wał religię za truciznę. Obecnie dzia-
ła tam podziemny Kościół katolicki
znacznych  rozmiarów,  popierany
przez Watykan. Władze tolerują na-
bożeństwa, jeśli odbywają się w do-
mach, ale ostro zwalczają próby pro-
wadzenia  modłów  na ulicach.  Jed-
nocześnie  chińscy  naukowcy  pro-
wadzący badania nad życiem ducho-
wym narodu utrzymują, że kraj ogar-
nia  kryzys  duchowy,  a młodzi  lu-
dzie modlą się do mamony. 

CS

ŚWIECKA KANADA

W kraju  klonowego  liścia  coraz
gorzej  mają  się  statystyki  doty-
czące  katolickich  praktyk. 

Z 450 tys. katolików diecezji Lon-

dyn  w prowincji  Ontario  regularnie
w niedzielnych  mszach  uczestniczy
zaledwie 14  proc.,  z czego  w ciągu
ostatnich  trzech  lat  ubyło  dodatko-
we 3,5 proc. Trend spadkowy zauwa-
żalny  jest  również  w przyjmowaniu
sakramentów:  małżeństwa,  chrztu,
komunii  i bierzmowania.  Co  cieka-
we, najgorzej mają się kościelne mał-
żeństwa. W 2009 roku w diecezji za-
warto 967 małżeństw, a 35 lat wcze-
śniej było ich aż 2800 rocznie.  PPr

ZWALNIAJĄ ZA ROZWÓD

Jednym ze skutków zbyt bliskiej
współpracy  państwa  i Kościoła
jest nękanie pracowników przez
klerykalnych  pracodawców.

W Niemczech  istnieje  wpraw-

dzie  od dawna dosyć  konsekwent-
ny  rozdział  kościołów  od państwa,
ale  nad Łabą  i Renem  ma  miejsce
także  dosyć  ścisła  współpraca  oby-
dwu instytucji. Jednym z jej przeja-
wów jest istnienie potężnej sieci szpi-
tali  i domów  opieki  spod  znaku
ewangelickich (Diakonia) i katolic-
kich (Caritas) służb charytatywnych.
Są one wspierane publicznymi środ-
kami,  a ich  pracownicy  podlegają

kościelnym rygorom i muszą się sto-
sować  do czasem  dziwacznych  za-
sad  narzucanych  przez  pracodaw-
ców. W instytucjach katolickich jest
to na przykład zakaz ożenku po roz-
wodzie  lub  pozostawania  w związ-
ku z osobą tej samej płci. Osoby nie-
posłuszne są często wyrzucane z pra-
cy, po czym następują procesy o od-
szkodowanie.  Czasem  sądy  pracy
przyznają rację pracodawcy (Kościo-
łom),  a czasem  pracownikom,  jak
ostatnio  w przypadku  pewnego  le-
karza  z Nadrenii.  Wyrzucono  go
za powtórny ożenek, ale sąd zauwa-
żył,  że  w szpitalu  pracowały  inne
osoby  w tej  samej  sytuacji  rodzin-
nej co zwolniony i nikt nie czynił im
wyrzutów. Sąd uznał więc, że leka-
rza  niesłusznie  dyskryminowano. 

MaK

ODSZKODOWANIE ZA ZDRADĘ

Sąd Kasacyjny we Włoszech uznał,
że można się domagać finansowe-
go  odszkodowania  za tzw.  zdra-
dę małżeńską. Może to doprowa-
dzić  do rewolucji  w wymiarze
sprawiedliwości.  A właściwie...
kontrrewolucji.

Jeszcze kilka pokoleń temu pod

wpływem przepisów religijnych tzw.
zdrada małżeńska, czyli przespanie
się  z inną  osobą  niż  poślubio-
na (za „zdradę” nie uważa się z ja-
kiegoś dziwnego powodu wielu in-
nych, rzeczywistych działań na szko-
dę współmałżonka), uznawana by-
ła  w Europie  i poza nią  nie  tylko
za grzech,  ale  i przestępstwo.  By-
wało,  że  karano  za nią  bardzo  su-
rowo, co do dziś ma miejsce w nie-
których  krajach  muzułmańskich.
Wraz z postępem w zakresie laicy-
zacji  w Europie  uznano,  że  pań-
stwo nie będzie się mieszać w pry-
watną  sferę,  i nękania  „zdrajców”
zaniechano. 

Wyłomu  w tej  wydawałoby  się

ugruntowanej  już  praktyce  doko-
nał  właśnie  włoski  sąd,  sugerując,
że  strona zdradzona może  starać
się o odszkodowanie za straty spo-
wodowane zdradą, na przykład de-
presję czy złe samopoczucie. Już są
kolejne  pozwy  – o 15  i 50  tys.  eu-
ro. Wyrok z radością powitały śro-
dowiska  katolickie,  które  słusznie
widzą w tym powrót do starych, po-
pieranych  przez  Kościół  praktyk. 

MaK

PRASOWANIE BIUSTU

Makabryczny proceder obrzezywa-
nia dzieci i młodych kobiet w Afry-
ce  jest  ogólnie  znany  i wyplenie-
nie go nie jest łatwe. Okazuje się,
że  to  nie  jedyny  barbarzyński  ob-
rządek na tym kontynencie.

Ponad 200  grup  etnicznych

w Kamerunie kultywuje obyczaj pra-
sowania piersi. Gdy tylko dojrzewa-
jącej  dziewczynie  zaczyna rosnąć
biust,  matka  rozgrzewa  kamienie
w ognisku,  a następnie  prasuje  ni-
mi jej piersi. Po to, by nie były zbyt
wydatne, zbyt wabiące, by nie kusiły
samców  i nie  narażały  dziewczyny

na przedwczesną  ciążę.  Oparzeń
podczas  zabiegów  – często  poważ-
nych  – doznają  zarówno  córki,  jak
i matki, gdy wyciągają rozgrzane ka-
mienie z ogniska. Ośrodki pomocy
humanitarnej  w tym  kraju  rozpo-
częły kampanię uświadamiającą, że
kluczem do zapobieżenia przedwcze-
snemu macierzyństwu jest edukacja
seksualna,  a nie  przypalanie  biu-
stu.  Jednak  nie  ma  raczej  szans
na to,  że  w promocji  uświadamia-
nia pomoże Kościół, bo ten wytrwa-
le propaguje naturalne metody za-
pobiegania  ciąży. 

JF

ZOSTAWCIE RAKA W SPOKOJU

Wczesne wykrycie zapewnia wy-
leczenie. To naczelna dewiza wal-
ki z rakiem. Czy możliwe, by ktoś
ją  świadomie  podważał,  nie  bę-
dąc  jednocześnie  laikiem  czy
hochsztaplerem?

W „British  Medical  Journal”

przedstawiono  ostatnio  rezulta-
ty 20-letniego  studium  badawcze-
go, dotyczącego nowotworów pro-
staty  (co  czwarty  nowo  zdiagno-
zowany przypadek raka; nowotwór
prostaty  zabija  w Wielkiej  Bryta-
nii 10  tys.  osób  rocznie). 

Instytucja  ekspertów  wydająca

opinie  dotyczące  badań  profilak-
tycznych  wypowiedziała  się  prze-
ciwko  rutynowym  badaniom  gru-
czołu prostaty. Przynoszą one wię-
cej  szkód  niż  zysków  – konkludu-
ją  specjaliści.  Po 20  latach  liczba
zgonów  tych,  którzy  przechodzili
badania,  i tych,  którzy  się  im  nie
poddawali,  była  podobna.

Faworyzowana – uchodząca

za najbardziej efektywną – metoda
kontrolna to test na wykrycie anty-
genu  PSA.  Ale  okazuje  się,  że 15
proc.  mężczyzn  z jego  normalnym
(dobrym)  poziomem  miało  raka
prostaty,  zaś  dwie  trzecie  z pozio-
mem podwyższonym – wskazującym
na proces nowotworowy – raka nie
miało. Aby zapobiec śmierci jedne-
go pacjenta z nowotworem prosta-
ty, trzeba przebadać 1410 mężczyzn
i poddać  niepotrzebnemu  lecze-
niu 48.  Potencjalne  szkody  zdro-
wotne przewyższają zyski. Wynik te-
stu często prowadzi do niepotrzeb-
nego leczenia nieszkodliwego guza.
Często rak prostaty rozwija się bar-
dzo powoli i chorzy na niego umie-
rają  z zupełnie  innych  powodów.
Ingerencja  chirurgiczna prowadzi
natomiast  do impotencji  i nietrzy-
mania  moczu. 

CS

BÓL KOMPUTEROWY 

Zdolności współczesnych kompu-
terów zwiększają się błyskawicz-
nie  i trudno  zgadnąć,  czy  kiedy-
kolwiek  osiągną  kres.

Ale czy komputer może wykryć

i ocenić  ból?  To  chyba  przesada.
Nie!  Naukowcy  z amerykańskiego
Uniwersytetu Stanforda opracowa-
li  program,  który  analizuje  dane
z prześwietleń mózgu i na tej pod-
stawie  jest  w stanie  orzec,  czy  pa-
cjent  odczuwa  ból. 

Oczywiście,  w większości  przy-

padków lekarze polegają na tym, co
powie  im  pacjent.  Komputer  odda
jednak nieocenione usługi, gdy ma-
ją oni do czynienia z osobą nieprzy-
tomną, bardzo młodą lub bardzo za-
awansowaną  wiekowo.  Lekarze
od dawna starali  się  zbudować  de-
tektor  bólu  – konstatuje  dr  Sean
Mackey
,  członek  zespołu  ze  Stan-
forda.  W USA  ponad 100  mln  lu-
dzi cierpi na chroniczne bóle, a wal-
ka  z nimi  pochłania 600  mld  dol.
rocznie. 

CS

KWASY I RAK

Tłuszczowe kwasy nienasycone,
zwłaszcza  pochodzące  z mięsa
ryb Omega-3 i Omega-6, od daw-
na są  powszechnie  chwalone
za swe właściwości pozytywne-
go  wpływania  na zdrowie  serca
i mózgu. 

Ale  uwaga!  Badacze  z Nether-

land  University  Medical  Center
w Utrechcie  wykryli  właśnie,  że  te
pożyteczne  substancje  mogą  mieć
bardzo  negatywne  działanie.  Jeśli
spożywają  je  osoby  chore  na no-
wotwory,  przechodzące  chemiote-
rapię,  Omega-3  i Omega-6  bloku-
ją  skutecznie  rakobójcze  działanie
chemii.  Należy  więc  w trakcie  te-
rapii  chemicznej  powstrzymać  się
od ich spożywania, zarówno w for-
mie  pastylek,  jak  i ryb,  których
tłuszcz obfituje w nienasycone kwa-
sy  tłuszczowe. 

PZ

ŁOŚ NA BANI 

Mieszkańca  południowej  Szwe-
cji obudziły rano dziwne odgłosy
dobiegające  z ogrodu...

Ni  to  rzężenie,  ni  to  porykiwa-

nie,  może  bełkot...  Przez  okno  uj-
rzał  okazałego  łosia  wykazującego
ewidentne  objawy  opilstwa.  Zwie-
rzę połakomiło się na jabłka, które
okazały się sfermentowane, i w trak-
cie  biesiady  utraciło  władzę  w no-
gach,  osunęło  się  i zaklinowało
w rozgałęzieniu  konarów  drzewa.
Szwed  zadzwonił  po pomoc,  która
pomogła  zwierzęciu  uwolnić  się.
Przez cały dzień jednak nogi odma-
wiały  mu  posłuszeństwa  i dopiero
pod wieczór, skacowany, wciąż lek-
ko halsując, oddalił się w stronę la-
su. W porze, gdy pod drzewami po-
zostają  niezebrane  owoce,  widoki
takie  nie  należą  w Skandynawii
do rzadkości. 

JF

background image

Na wstępie pragnę podziękować
Naczelnemu  i całemu  zespołowi
redakcyjnemu  za najpiękniejszą
działalność na świecie, jaką jest
walka  o czyste  umysły  ludzkie.

Dziękuję  Jonaszowi  za to,  że

przed 10  laty  zasiał  zdrowe  ziarno,
które dobrze kiełkuje, a w przyszło-
ści  wyda  zdrowy  i słodki  jak  miód
owoc.  Ludzie  przestaną  żyć  w stra-
chu,  bo  nie  będą  się  bać  piekła,  bo
dojdą do przekonania, że go nie ma,
a czas,  który  dziś  tracą,  modląc  się
czy  uczestnicząc  w pielgrzymkach
i różnych uroczystościach kościelnych,
wykorzystają racjonalnie, z pożytkiem
dla  siebie  i państwa  – na przykład
czytając ciekawe książki czy ucząc się
języka obcego. Dzięki temu będą mo-
gli  wreszcie  oddychać  świeżym,  nie-
zatrutym jadem powietrzem, tak jak
ja  to  czynię  od 16  roku  życia,  kiedy
to po raz ostatni modliłem się w ko-
ściele i byłem u spowiedzi. Sam pro-
boszcz mojej ówczesnej parafii przy-
czynił się do zmiany mojego świato-
poglądu. A było tak...

W lipcu 1944 roku nasza wieś zo-

stała wyzwolona przez Rosjan. Szyb-
ko zaczęła się organizować nowa wła-
dza ludowa. Przystąpiono do podzia-
łu  majątku  miejscowego  dziedzica
wśród  byłych  fornali  i bezrolnych.
Wówczas w kościele usłyszałem, jak
proboszcz grzmiał: „Nie bierzcie tej
ziemi, bo wkrótce przyjdą Ameryka-
nie i będziecie ją zwracać. I przetną
ten łańcuch bolszewicki, którym zo-
staliśmy przywiązani do Rosji”. Rok
później  dowiedziałem  się,  że  nasz
proboszcz kieruje walką zbrojną i wy-
daje wyroki śmierci na ludzi popie-
rających nową władzę. Kuzynka, cór-
ka gajowego, opowiadała mi, jak wie-
czorem przyszło do nich trzech męż-
czyzn  z podpisanym  przez  probosz-
cza wyrokiem śmierci na ojca, tylko

dlatego, że był gajowym. Dopiero jak
wypili  litr  samogonu  powiedzieli
o tym i poradzili, aby ojciec nie po-
kazywał się w domu. Ten proboszcz,
głosząc kazanie na ambonie, zauwa-
żył  wśród  wiernych  żołnierza  w ko-
ściuszkowskim mundurze, który przy-
szedł  do kościoła  podziękować  Bo-
gu  za ocalenie.  Po kazaniu  ksiądz
powiedział: „To bolszewik, załatwić
go!”. I „załatwili”. Do domu już nie
wrócił. Takich przykładów były set-
ki. A dziś tacy zbrodniarze są uzna-
wani  przez  Sejm  (o dziwo,  nawet
przez lewicę) za bohaterów narodo-
wych,  a sądy  przyznają  im  wielkie
odszkodowania.

A teraz, nawiązując do Janusza

Palikota...  W swoim  pamiętniku
w tym  roku  zapisałem:

„Dziś przez godzinę słuchałem roz-

mowy prowadzonej przez dziennika-
rzy TVP Info z Januszem Palikotem
na temat  programu  wyborczego  Ru-
chu Palikota i słuchałbym go nawet
przez całą noc. Jeszcze żaden kandy-
dat na posła nie wypowiadał się tak

kompetentnie, mądrze i odważnie jak
on. Gdy Ruch Palikota wejdzie do Sej-
mu, biedni będą posłowie PiS-u, PO,
a nawet  SLD.  Bo  program  Palikota
to  walka  o państwo  świeckie,  to  li-
kwidacja Senatu i powiatów, to ogra-
niczenie posłów do 360, to ogranicze-
nie biurokracji, to likwidacja Fundu-
szu Kościelnego, to jedna stawka po-
datkowa. Podoba mi się ten program.
Będę głosował na Janusza. Życzę mu
zwycięstwa”. 

Proponuję, aby do swojego pro-

gramu p. Janusz włączył następują-
ce  kwestie:  Konsekwentna walka
z głodem. Pisałem kilkanaście razy
w tej sprawie do władz lewicowych
i bez efektu. Twierdziłem, że u nas,
gdy 1/3  żywności  marnuje  się  i bi-
jemy  rekordy  w rozpiętości  docho-
dów,  nie  powinno  być  głodu.

Twierdziłem i twierdzę, że na na-

szym organizmie gospodarczym do-
konano  zbrodni.  Jeśli  państwo
na prywatyzacji straciło 100 mld zł,
jeśli  majątek  sprzedano  za 10  pro-
cent jego wartości, to trzeba do te-
go  wrócić  i winnych  ukarać. 

Trzeba,  aby  Ruch  Palikota  za-

jął  stanowisko  w sprawie  tak  zwa-
nej „czarnej dziury” i w ogóle oce-
ny  okresu  PRL  oraz  stanu  wojen-
nego. Trzeba też ustosunkować się
do ustawy o „żołnierzach wyklętych”
(dla  mnie  przeklętych). 

Należy podjąć inicjatywę w spra-

wie organizowania tanich stołówek
i ciepłych pomieszczeń dla bezdom-
nych.

Służba  zdrowia  także  wymaga

rewolucji.  Ja  przez 4  lata  – przez
głupie  limity  i złą  diagnozę  – by-
łem18  razy  hospitalizowany.  NFZ
zapłacił  za to  około 50  tys.  zł,  czy-
li  jakieś 30  tys.  za dużo.  Pisałem
o tym do szefów SLD. Odpowiedzi
nie  otrzymałem. 

A.  Klukowicz

Po operacji i wybudzeniu z nar-

kozy przetransportowano mnie na sa-
lę, którą dzieliłam ze starszą panią.
Pani  cichutka,  żadnych  życzeń,  po-
tulna jak  baranek.  W dzień  przyję-
cia 2 razy był u niej ksiądz. W dniu

mojej  operacji  zdążył  być  rano.
Otwieram  oczy  po zabiegu  – siedzi
znowu.  Zasnęłam.  Budzę  się,
zmierzch, znowu siedzi... Kurczę, dla
niej  to  duchowny,  dla  mnie  zwykły
facet,  przy którym  ani  się  ogarnąć,
ani piżamę zmienić, ani, do diaska,
do toalety  wstać,  bo  jakieś  sączki,
opatrunki, ledwo się gramolę...

Jak  zobaczył,  że  otworzyłam

oczy,  przesunął  taboret  koło  mo-
jego łóżka i zaczął namawiać do mo-
dlitwy. Tłumaczę, że jestem ateist-
ką, a on się krzywi i mówi, że w szpi-
talu ludzie umierają, a przed śmier-
cią  wszyscy  się  nawracają.  On  to
wie i mam szansę już w tej chwili.
Promocja – jasny gwint!

– Zastanów się, córko! Mogłaś

się  nie  obudzić  i co  by  było?  Su-
mienie brudne by zostało...

No w tym momencie zagotowa-

ła  mi  się  mieszanka  krwi  – mojej
i przetoczonej.

– Po pierwsze, moje sumienie

to moja sprawa i według mnie jest
czyste.  Nie  zna  mnie  pan,  żeby
mi  zarzucać  cokolwiek.  Operację

przeżyłam i nie będzie ani nawraca-
nia, ani nawet pogrzebu. Po drugie,
nie jestem pana córką. Znałam swo-
ich  rodziców  i pan  żadnego  z nich
nie przypomina (oboje moi rodzice
nie żyją). A po trzecie, wynoś się pan
stąd,  bo  chcę  się  przebrać  i umyć,
i mam prawo do prywatności!

Nie  wiem,  który  argument  po-

działał, ale zerwał się ze stołka i zio-
nął  ogniem:  usłyszałam,  że  tacy  jak

ja Bogu nie są potrzebni, że szkoda
dla  mnie  szpitalnego  łóżka.  Dodał
też parę innych życzeń „krzepiących”
chorą  osobę  i w końcu  trzasnęły
za nim drzwi od sali. Położyłam się
z powrotem, bo mi się spacerów i my-
cia zupełnie odechciało. Serce wali,
w skroniach szum... Nagle słyszę dziw-
ny odgłos, jakby krztuszenie, piszcze-
nie... No pięknie, pomyślałam, teraz
się babinka udusi, i to przeze mnie...
A ona, wyobraźcie sobie... pękała ze
śmiechu! Zwlekłam się z łóżka i do-
człapałam do niej, a ona chichocze,
aż się zanosi. W końcu sama zaczę-
łam się śmiać, trzymając się za brzuch
i szwy. I tak  kwiczałyśmy  sobie,  aż
nam tchu brakowało.

– Dziękuję  ci,  dziecko.  Warto

było  dożyć  tej  chwili,  żeby  zoba-
czyć, jak on stąd spieprza – powie-
działa.  Jej  dzieci  (!)  opłaciły  księ-
dza, żeby przy niej wysiadywał, wy-
pytywał  o pieniądze,  szeptał  i na-
mawiał, co któremu dać, a ona bied-
na nie umiała się uwolnić od tego
nagabywania od rana do nocy.

Czytelniczka

SLD  jest  ostro  krytykowane  ze
wszystkich  stron.  W sporej  czę-
ści  jest  to  słuszna krytyka.  Ka-
rierowiczostwo,  kunktatorstwo,
udział niektórych członków w afe-
rach  – to  tylko  niektóre  z grze-
chów  SLD. 

W partii  tej  są  jednak  również

ludzie  ideowi,  zwolennicy  świecko-
ści i neutralności światopoglądowej
państwa. Są ludzie, dla których idea
państwa  opiekuńczego  nie  jest
tylko  sloganem.  Wielu
z nas  poważnie  sądzi,
że  państwo  nie  może
unikać  odpowiedzial-
ności  za bezpieczeń-
stwo obywateli, w tym
także  za bezpieczeń-
stwo  zdrowotne  i so-
cjalne  oraz znaczną
część 

infrastruktury.

Na to  wszystko  potrzeba
pieniędzy.  Nie  wiem,  czy
podatek liniowy to ta-
ki dobry pomysł. Po-
dobne hasła głosi PiS,
ale wiemy, jak to będzie

wyglądało w ich wykonaniu. Zamiast
bezpieczeństwa na ulicach będą po-
kazówki  i lincze.  Zamiast  opieki
zdrowotnej  będą  protesty  i zapaść
w służbie zdrowia. Życzę dobrze Ru-
chowi Palikota – taka partia jest po-
trzebna na naszej  scenie  politycz-
nej. Gdyby udało się ograniczyć po-
pulizm w naszym życiu politycznym,
debata  publiczna miałaby  bardziej

merytoryczny  charakter.  Jednak

jest  to  partia  dla  ludzi  suk-

cesu, tych bardziej światłych,

postępowych,  może  nawet

bardziej wrażliwych społecz-

nie, ale przecież nie repre-

zentantów  ludzi  pracy

najemnej. W SLD bę-
dą  zmiany.  Albo  lu-

dzie  się  zmienią,  al-

bo zmieni się ludzi.

Myślę,  że  warto

głosować na SLD...

Chociaż nie zawsze

na kandydatów

z

pierwszych

miejsc  na liście. 

D.J.

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

18

8

CZYTELNICY DO PIÓR

P

Paalliikkoott m

mnniiee pprrzzeekkoonnaałł 

Z

darzyło mi się leżeć w szpi-
talu.  Nie  mnie  pierwszej,
nie  ostatniej. I nie  o służ-

bie  zdrowia  będzie  to  historia,
ale  o molestowaniu  religijnym.

Igraszki z diabłem

N

Niiee sskkrreeśśllaajjcciiee SSL

LD

D!!

J

est wielu ludzi, którzy już nie wierzą w lewi-
cowe  ideały.  Dlaczego?  Bo  życie  pokazuje,
że  zwykłych  ludzi  się  tylko  oszukuje  –  wy-

starczy poczytać blogi i wpisy na portalu Lewica.pl,
a każdy, kto jeszcze myśli lewicowo, zrozumie, że
u nas  lewica  skończyła  się  po 1989  roku.

Zresztą przez la-

ta 80. to i tak nie by-
ła  lewica,  bo  ci,  co
odsunęli  od władzy
sekretarza  Gierka,
mieli  już  inne  plany
polityczne i w końcu dochrapali się władzy po 1989 ro-
ku,  gdyż  układ  okrągłego  stołu  zagwarantował  im  siel-
skie życie. Poza tym to, co się dzieje za granicą (Agora
oburzonych) mówi wyraźnie, że młodzi się budzą z odrę-
twienia i widzą oszustwo oraz tę całą kiełbasę wyborczą
bez  pokrycia,  słowa  cynicznych  hipokrytów,  polityków,
którzy walczą tylko o swoją kieszeń, a nie o dobro wspól-
ne, nie o naród. Czy nie mam Racji, Jonaszu?

Czytam te bzdety, które pisze Sierakowski w Polska-

times.pl i szlag mnie trafia, bo jest to mądrala, który tyl-
ko  ględzi,  a ktoś  myśli,  że  to  wielki  guru.  Bablać  i glę-
dzić to każdy potrafi, ale działać dla ludzi pracy to ma-
ło kto chce, dlatego powinien znaleźć się prawdziwy przy-
wódca lewicy o lewicowym myśleniu, bo serce każdy ma

po lewej stronie. Szlag mnie trafia, gdy widzę tę parano-
ję.  Kwach  biega  po gospodarstwie  brata  Olejniczaka,
byłego  przewodniczącego,  jakby  wszyscy  czekali  na po-
wrót na białym koniu tego pierwszego. Tak naprawdę to
przestałem  wierzyć  w lewicę,  bo  znaki  czasu  coraz  bar-
dziej  pokazują  fałsz  i obłudę  polityki.  Oni  po 20  latach

nas już w ogóle ola-
li. Znakiem czasu jest
przedwyborcze poro-
zumienie  zawarte
przez Sojusz Lewicy
z Business  Centre

Club.  Logika  pyta:  gdzie  są  zwykli  ludzie?  Dlatego  nie
dziwmy  się,  że  młodzież  Europy  zauważa,  że  polityka
nie gra o nich. Politycy są zdziwieni, a tym bardziej bę-
dą coraz bardziej przerażeni, gdy Agora ogarnie całą Eu-
ropę, prędzej czy później. Przykład daje ostatnio nawet
Izrael,  gdzie  młodzież  także  ma  dosyć  tępych  cyników
i hipokrytów. Zresztą cały świat to nieudolne rządy glo-
balizacji. Ludzie chcą żyć normalnie i godnie. Niech tę-
pi politycy zrozumieją, że ludzie to istoty, które mają ro-
zum i myślą. Dlatego najwyższy czas, żeby ci, co mienią
się  politykami,  zrozumieli,  że  służą  ludziom,  a nie  wła-
snym  interesom.  Dlatego  życzę  Panu,  żeby  znalazł  się
Pan  w Sejmie  i zmienił  mentalność  myślenia  zabetono-
wanej sceny politycznej. 

Czytelnik

CCzzaass n

naa A

Aggoorręę!!

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

1

19

9

SZKIEŁKO I OKO

Do Joasi  Senyszyn
i Janusza  Palikota

Przyznam  szczerze,  że  byłem

bardzo rozczarowany faktem, że wy-
raziliście  wobec  siebie  krytyczne
uwagi  w Krakowie.  Polska  stoi
(pierwszy raz w swojej ponad 1000-
-letniej  historii!)  przed dziejową
szansą, że do Sejmu wejdą ugrupo-
wania postępowe, prawdziwie świec-
kie i lewicowe. Nie mam tutaj na my-
śli  wyłącznie  Ruchu  Janusza  Pali-
kota (chociaż przede wszystkim), ale
też  niektórych  działaczy  SLD,
na przykład  Sławka  Kopycińskiego
czy chociażby Joannę Senyszyn, któ-
ra – chociaż chwilowo działa w Bruk-
seli  – jest  też  jasno  określona  jako
antyklerykał.  Mam  duże  nadzieje
na ponad 15  proc.  obecności  ludzi
Janusza Palikota w Sejmie i zapew-
niam, że nie ma teraz miejsca na te-
go  typu  wojenki.  Wiem,  że  Joasia
jest  z SLD,  a Janusz  jest  tak  na-
prawdę  dla  niej  konkurencją,  ale
przecież  obydwoje  macie  – że  się
zwrócę bezpośrednio do samych za-
interesowanych  – JEDEN  DZIE-
JOWY  WSPÓLNY  CEL!  Naresz-
cie  mamy  szansę  (jako  naród)  sta-
wać  się  z roku  na rok  mniej  klery-
kalni,  a bardziej  świeccy,  postępo-
wi,  wolni.  Gdy  Wam  się  to  powie-
dzie,  to  – powiem  to  bez  ogródek
– będziecie  bohaterami  tego  kraju
o daleko większym kalibrze niż mar-
szałek Piłsudski. Droga przed Wa-
mi długa, a i wrogów nie zabraknie,
toteż potrzeba zachowania jedności
wydaje mi się bezdyskusyjna. Rozu-
miem,  że  w niektórych  kwestiach
Wasze  poglądy  są  rozbieżne  – i to
jest piękne, bo nie możecie myśleć
identycznie. Ale cel nadrzędny, któ-
ry – mimo drobnych różnic – Wam
przyświeca, jest wart poświęceń. Dla-
tego proszę Was oboje – pokażcie,
jak tak naprawdę komunikują się ze
sobą (nawet w ogniu kampanii) lu-
dzie dojrzali, poważni i wielcy. DAJ-
CIE  NAM  TEN  WZÓR!!!  Pokaż-
cie, jak robią to ludzie z klasą, praw-
dziwi patrioci. Zaskarbicie sobie sza-
cunek  milionów  Polaków.

Sebastian 

z Solca  Kujawskiego

Do prof.  J.  Senyszyn

W ostatnim numerze „FiM” uka-

zał  się,  jak  co  tydzień,  artykuł  Pani
Joanny  Senyszyn.  Miałem  ją  do tej
pory za rozsądną kobietę, ale skoń-
czyło się to po lekturze jej felietonu
pt. „Klerykalizm a prawa człowieka
(cd.)”. Wywołał on u mnie burzę róż-
nych reakcji. Pusty śmiech, rozpacz,
litość  nad ślepotą  i złość.  Pani  Jo-
anna wymienia  wszystkie  grzechy
SLD, potem mówi, że trzeba te grze-
chy wyplenić, a na końcu stwierdza:
„Tego  dokonać  możemy  tylko  my,
SLD”. 
Jak  można  nie  pamiętać,  że
to  SLD  te  grzechy  popełniało  albo

przyzwalało na nie, albo tolerowało
(no,  może  z wyjątkiem  wprowadze-
nia religii do szkół, gdzie Sojusz ci-
chutko  pisnął).  To  Miller,  Oleksy,
Olejniczak, nie mówiąc o pomniej-
szych ich kolegach, klęczeli przed bi-
skupami, obcałowywali im tłuste łap-
ska  i ładowali  w nich  pieniądze
i przywileje.  Niech  sobie  Pani  Jo-
anna przypomni,  jeśli  zapomnia-
ła: Miller  z Jankowskim,  Oleksy
na Jasnej  Górze,  Olejniczak  i jego
„Jestem  katolikiem”.  A infantylizm

i miałkość  Napieralskiego?  To  już
prawdziwa rozpacz. Oczywiście będę
głosował  na Palikota,  chociaż  jemu
też tak absolutnie nie dowierzam, ale
on  przynajmniej  jasno  ten  antykle-
rykalizm deklaruje i chwała mu za to. 

Ryszard  Skowroński

Zielona  Góra

Sz.P.  Janina
Paradowska

W miarę  możliwości  staram  się

oglądać  programy  z udziałem  Pani
Redaktor,  aby  się  intelektualnie  do-
wartościować. Nie mogę jednak przejść
do porządku  dziennego  nad stwier-
dzeniem Pani i Pana Celińskiego, że
Ruch Palikota nie ma programu.

Polecam lekturę numeru 37/2011

tygodnika  nieklerykalnego  „Fakty
i Mity”, w którym na stronach 8–10
można przeczytać  podstawowe  za-
łożenia  programowe  tego  Ruchu.

Wcale  mnie  nie  dziwi  totalny

atak  ze  wszystkich  stron  na Janu-
sza  Palikota  i jego  Ruch,  bo  jest
oczywistą oczywistością, że po wy-
borach będzie trzecią siłą w parla-
mencie  (stawiam  na 14  proc.  gło-
sów  wyborców).  Partie  okupujące
parlament od 20 lat już o tym wie-
dzą. Piszę to z pełną świadomością,
ponieważ  obok  Akademii  Sztabu
Generalnego  studiowałem  SGPiS
(dzisiaj Szkoła Główna Handlowa).
Stąd  wiem,  co  to  są  mediany,  do-
minanty  czy  kwartale,  i wiem,  jak
można nimi manipulować, żeby wy-
nik  dopasować  do potrzeb  zama-
wiającego.

Stąd później różnice między oce-

ną  prognozowaną  a wynikami  wy-
borów. Osobiście przeprowadziłem

rzetelny sondaż na grupie ośmiuset
mieszkańców  miasta  i gminy  Siedl-
ce, z którego wyszło mi te 14 proc.
Sondaże internetowe to potwierdza-
ją. A trzeba wiedzieć, że w ostatnich
wyborach  (można sprawdzić  w in-
ternecie)  we  wszystkich  komisjach
wyborczych wokół Siedlec wygrywa-
ło PiS, osiągając wynik około 50 proc.

Jeżeli  Pani  Redaktor  sama  te-

go nie zauważyła, to wyjaśnię, skąd
się bierze tak duże poparcie dla Ru-
chu  Palikota.

W ostatnich wyborach parlamen-

tarnych  i prezydenckich  część  zwo-
lenników  lewicy  oszukanych  przez
SLD  głosowała  na ludzi  Platformy
na złość eseldowskim baronom i prze-
ciwko PiS-owi. Dzisiaj mają alterna-
tywę w postaci Ruchu Palikota.

Bogdan  Tadeusz  Pokrowski

Siedlce – okręg nr 18; 23 miej-

sce  listy  nr 4  Ruchu  Palikota

Rozdawajmy  Palikota

Jako Wasz wierny czytelnik od sa-

mego początku śledziłem rozwój wy-
darzeń pod kątem działań antyklery-
kalnych różnych osób, partii, stowa-
rzyszeń oraz wszelkich organizacji.

Pełen  zachwytu  i inspiracji  nie

chciałem być tylko biernym obserwa-
torem, więc brałem udział w spotka-
niach z Jonaszem na terenie Górne-
go  Śląska  i  incydentalnie  uczestni-
czyłem w spotkaniach sympatyków na-
szego nurtu. Swoją kreatywność mu-
siałem ograniczyć, gdyż pracuję w służ-
bach mundurowych. Obecnie „sieję”
nasze idee wśród współpracowników
oraz podwładnych. Jestem niezłomny
w swoich przekonaniach. Często w sy-
tuacjach rozmów z najbliższymi przy-
taczam  fragmenty  z Waszego  pisma
i spokojnie polemizujemy – nawet wte-
dy,  gdy  się  nie  zgadzamy.  Szanuję
wszystkich  oponentów,  jeżeli  oni  sa-
mi  mnie  szanują.  Nieraz  na różnych
forach  dyskusyjnych,  posługując  się
nickiem  „niezłomny”,  próbuję  udo-
wodnić nijakość poglądów moich ad-
wersarzy.  No  cóż,  mamy  szanse  za-
istnieć w życiu publicznym. 

Apeluję  więc  do Was,  Kochani

Rodacy: zróbmy zmasowaną ofensy-
wę  i nie  oglądajmy  się  na innych

– niech  każdy  z nas  skseruje  pro-
gram  wyborczy  Ruchu  Palikota
umieszczony w „FiM” 37/2011 bądź
pobierze plik ze strony Ruchu i za-
cznie  rozpowszechniać  treść.  Jak
mamy  tego  dokonać?  Ja  mam
sprawdzony  sposób  i wiem,  że  on
działa;) Na tysiącach osiedli są miej-
sca,  gdzie  grupuje  się  młodzież
– w rejonach  klatek  schodowych
– zostawmy tam kilka egzemplarzy
programu.  W rejonach  poczekalni
na dworcach kolejowych, przystan-
kach środków komunikacji miejskiej,
na biurkach współpracowników itp.
Metod  dystrybucji  jest  naprawdę
wiele.  Nie  róbmy  tego  ostentacyj-
nie. Zostawiajmy kopie programów
Ruchu Palikota niby to przez przy-
padek, czasami zainteresujemy po-
tencjalnych  rozmówców  różnymi
projektami w sposób celowy. Nie lę-
kajcie  się!  Jeżeli  zaniechamy  tych
kroków,  będziemy  sami  sobie  win-
ni ewentualnej porażki... Więc Ro-
dacy,  Antyklerałowie,  Humaniści
i wszyscy  zdroworozsądkowi  Oby-
watele – do dzieła! Zmieńmy obli-
cze tej ziemi w wyborach parlamen-
tarnych  Anno  Domini 2011!!!

Niezłomny  ze  Śląska

Komisja  ds.  laicyzacji

Po wejściu  ludzi  z listy  Ruchu

Palikota  do Sejmu  w trybie  pilnym
powinna  zostać  powołana  sejmowa
komisja ds. laicyzacji prawa polskie-
go, która przygotuje kilkanaście (kil-
kadziesiąt)  ustaw,  wzorując  się
w swojej  pracy,  na przykład  na ist-
niejących  przepisach  francuskich,
które  zlaicyzowały  życie  publiczne
nad Sekwaną – vide chociażby usta-
wa „O stosunku państwa do kościo-
łów”  z 9 XII 1905  roku,  przygoto-
wana  przez  rząd  Emila  Combesa.
Do prac  w tej  komisji  powinni  zo-
stać zaproszeni, oprócz posłów z Ru-
chu  Palikota,  posłowie  z SLD,
na przykład poseł Kopyciński, a mo-
że i niektórzy światli parlamentarzy-
ści z PO, na przykład posłanka Po-
maska, oraz naukowcy zajmujący się
prawem wyznaniowym, na przykład
z Katedry  Prawa  Wyznaniowego
Uniwersytetu Warszawskiego, a tak-
że postępowi adwokaci, radcy praw-
ni i inni praktycy prawa. 

A.  Kaliński

Późna  wiosna

Trochę  się  cieszę,  a trochę  mi

przykro, że idą zmiany. Że dopiero
teraz. Przykro i smutno, dlatego że
wcześniejsze pokolenia nie były na ty-
le zgrane i spójne, żeby stworzyć spo-
łeczeństwo prawdziwie demokratycz-
ne i obywatelskie (co udało się w wie-
lu innych krajach). Zmiany nie przyj-
dą  z dnia  na dzień  i wiem,  że  tym,
co teraz (i w następnych wyborach)
wypracuje ruch obywatelski, będzie
się cieszyć zapewne dopiero następ-
ne  pokolenie.  Z pewnością  będzie
się cieszyć tym, że od początku wszy-
scy mieli równe szanse.

Teraz wystarczy, że zdolne dziec-

ko  ma  biedniejszych  rodziców  i już
nie może liczyć, że spełni swoje ma-
rzenia i pójdzie na studia, że będzie
się rozwijać tak, jak tego chce. To ro-
dzi frustrację. Cieszę się za to, że mo-
je dzieci będą miały w rządzie i urzęd-
nikach sojusznika, a nie wroga. Mo-
że  też  z tego,  iż  pojawia  się  szansa
na to, że nie będę głodować na eme-
ryturze, a gdybym stracił pracę, pań-
stwo nie pozostawi mnie samego.

Ruch Palikota to wielka szansa

na stworzenie spójnego i przyjazne-
go państwa. Dlatego trzymam kciu-
ki  i mam  nadzieję,  że  się  uda.

Tomasz  Wala,  Opalenica

Chłopskie  troczki

Pani Maria Czubaszek, którą skąd-

inąd bardzo lubię, była uprzejma przy-
pomnieć z przekąsem w „Szkle kon-
taktowym”, że „władza ludowa sto-
sowała dodatkowe punkty dla dzie-
ci  robotników  i chłopów  kandydu-
jących na wyższe uczelnie”. Szlachet-
nie zwróciła uwagę, że wystawały im
gdzieś  tam  troczki. I ja  się  z panią
Marią zgadzam.

Nareszcie  wiem,  skąd  się  wzięły

troczki u premiera Mieczysława Ra-
kowskiego,  wieloletniego  redaktora
naczelnego  „Polityki”,  czy  generała
broni  Zygmunta  Huszczy,  prymusa
szkoły  oficerskiej  w Riazaniu,  który
– systematycznie  szlajając  się  latem
po różnych garden party, w ambasa-
dach  krajów  zaprzyjaźnionych  i nie
tylko  – podkreślał  swoje  chłopskie
pochodzenie i mówił, że jego ojciec
nie pozwalał na zmarnowanie okrusz-
ka  chleba.  Taki  był  chłop  chytry.
W Kuwejcie  nie  zauważyli  tych  tro-
ków i dlatego córkę generała zatrud-
nili  u siebie  w szpitalu,  a po pew-
nym czasie nieopatrznie awansowali
na stanowisko dyrektora.

Przez grzeczność nie zauważę sło-

my wystającej z drewnianych, holen-
derskich  sabotów  co  poniektórym
politykom, dziennikarzom i pisarzom,
nawet  jeżeli  są  „miastowi”  dopiero
w drugim  pokoleniu  i w niedzielę
wieczorem  korkują  wszystkie  drogi,
wracając do stolicy z workiem ziem-
niaków. 

B.P.

LISTY

A

An

nk

kiie

etta

a 2

20

01

11

1

Zachęcamy  do wzięcia  udziału
w niezależnej ankiecie wyborczej,
stworzonej  przez  portal  Aposta-
zja.pl. Pod adresem: www.ankie-
ta2011.pl  będą  zbierane  i liczone
głosy 

wszystkich 

chętnych

do udziału w tym przedsięwzięciu.
Tuż przed wyborami opublikujemy
wyniki sondażu na łamach „FiM”. 

Redakcja

Ze względu na brak miejsca spowo-
dowany  pilniejszymi  publikacjami
zapowiadane  dokończenie  tekstu
aktu  oskarżenia  skierowanego  do
Trybunału w Hadze przeciwko Bene-
dyktowi XVI wydrukujemy za tydzień.

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

20

0

PRZEMILCZANA HISTORIA

W

e współczesnej Pol-
sce występują zazwy-
czaj dwa stanowiska
w stosunku  do Ży-

dów:  głęboko  zakorzeniony  w spo-
łeczeństwie i ściśle związany z kato-
licyzmem antysemityzm oraz popraw-
ne politycznie, bezkrytyczne przymy-
kanie oczu na pewne niewygodne dla
państwa Izrael fakty. Obie te posta-
wy są niewłaściwe i dalekie od obiek-
tywnego podejścia do sprawy.

Starożytna historia narodu żydow-

skiego  związana jest  z historią  jego
religii – judaizmu. Judaizm natomiast,
podobnie  jak  i Żydzi,  towarzyszy
od samego początku chrześcijaństwu,
które  to  z żydowskiej  religii  się  wy-
wodzi. Każdy Polak katolik może po-
słuchać  o wybranych,  najstarszych
fragmentach dziejów Żydów podczas
mszy  w swoim  kościele,  a ci  młodsi
– dodatkowo  podczas  indoktrynacji
na lekcjach  religii.  Może  również
– choć zazwyczaj tego nie robi – po-
czytać o nich w Biblii, która stanowi
obszerne i w pewnym stopniu wiary-
godne źródło wiedzy na temat juda-
izmu, Żydów i chrześcijaństwa. Choć
historii Żydów większość Polaków ra-
czej  nie  zna,  nie  przeszkadza  to  ich
często antysemickiej postawie, wynie-
sionej z katolickiego domu. Dlacze-
go  akurat  ten  naród  wzbudzał  bar-
dzo często tyle niechęci, a współcze-
śnie tak wiele kontrowersji? 

Osiedlenie  w Ziemi
Obiecanej

Pierwsze, wspólne dla izraelskich

plemion państwo, zwane zjednoczo-
nym  królestwem  Izraela,  powstało
w XI w.  p.n.e.  Według  Starego  Te-
stamentu  Żydzi  jako  naród  pojawili
się jednak dużo wcześniej (w niewo-
li egipskiej – od XVII w. p.n.e.), wcze-
śniej  też,  zanim  powstało  zjedno-
czone  państwo,  żyli  rozproszeni
w Ziemi Obiecanej, podzieleni na 12
plemion.  Co  ciekawe,  mająca  swoje
źródło  w Biblii  teza,  że  lud  Izraela
zamieszkiwał Ziemię Obiecaną wie-
ki przed powstaniem wspólnego kró-
lestwa,  częściowo  potwierdza  także
wiarygodne  egipskie  źródło.  Z wia-
domych  względów  nie  zgadzają  się
z nim niektórzy arabscy badacze, pod-
ważający prawo Izraela do tych ziem.

Zjednoczone  królestwo  Izraela,

po śmierci króla Salomona i 100 la-
tach  istnienia,  zostało  podzielone
na dwa królestwa. Rozwijały się osob-
no i stopniowo ulegały uzależnieniu,
a później  również  podbojowi  przez
silniejszych  sąsiadów:  Asyrię,  Egipt,
Babilonię,  Greków,  aż  w końcu  zo-
stały zajęte przez Rzym. Początkowo
mieszkający w ojczyźnie Żydzi otrzy-
mali dużą autonomię w sprawach we-
wnętrznych,  a Herod uznany  został
za legalnego  króla  Judei  – wówczas
już prowincji rzymskiej. Sytuacja zmie-
niła  się  po śmierci  Heroda  i kolej-
nych  powstaniach  przeciwko  rzym-
skiej władzy (I–II w n.e.), w wyniku
których  zginęło  wielu  Żydów.  Spa-
lona została  Świątynia  Jerozolim-
ska,  zakazano  praktykowania  juda-
izmu, a Judeę pozbawiono wszelkich

śladów niezależności czy odrębności,
czyniąc z niej kolonię rzymską. O ile
znaczna część  Żydów  od dawna ży-
ła w diasporze, to w wyniku upadku
królestwa,  śmierci  setek  tysięcy  po-
wstańców i prześladowań Judea nie-
mal zupełnie opustoszała, a większość
mieszkających w niej Żydów opuści-
ła  ojczyznę.  Odtąd  wszyscy,  po-
za garstką  pozostałych  na miejscu,
żyli poza Ziemią Obiecaną.

Europejska  diaspora

Żydzi mieszkali niemal w całym

znanym  wówczas  świecie:  w pół-
nocnej Afryce, na Kaukazie, w Chi-
nach,  Arabii,  Persji.  Kaganat  Cha-
zarski, państwo położone pomiędzy
Morzem Czarnym i Morzem Kaspij-
skim,  przyjęło  nawet  judaizm  jako
religię  państwową.  Jednak  najlicz-
niejsza  i najlepiej  znana żydowska
diaspora pojawiła się w średniowiecz-
nej  Europie,  a głównymi  jej  siedzi-
bami  były  początkowo  Niemcy
i Hiszpania.  Wiadomo  również,  że
Żydzi  odwiedzali  państwo  polskie
od samych  jego  początków  i praw-
dopodobnie zamieszkiwali ówczesną
jego stolicę – Gniezno – a wzmian-
ki  o pierwszej  stałej  wspólnocie
(w Przemyślu) pochodzą z 1085 r.

Wrogość  wobec  Żydów  w Euro-

pie Zachodniej i następujące od cza-
su do czasu wygnania i prześladowa-
nia  (na początku  w Hiszpanii,  póź-
niej m.in. w Niemczech, Francji, Cze-
chach) zmuszały ich do ciągłej migra-
cji. Głównym celem ich wędrówki sta-
ła się Polska – niezwykle wówczas to-
lerancyjna w porównaniu  z zachod-
nimi państwami. Od końca XI w. Ży-
dzi osiedlali się w Polsce masowo, po-
czątkowo  zachęcani  tolerancją,  póź-
niej  zaś  gwarancją  praw,  zaufaniem
władców  rozumiejących  ich  dobry
wpływ  na gospodarkę,  a nawet  do-
datkowymi  przywilejami.  Imigracja
była  tak  silna,  że  w połowie XVI w.
Polska  stała  się  centrum  żydowskie-
go świata i według niektórych szacun-
ków mieszkało w niej wówczas oko-
ło 4/5 światowej żydowskiej diaspory.

Chociaż symbolicznie uznaje się

powstanie  Chmielnickiego (poło-
wa XVII w.) za koniec pomyślności
Żydów  w Polsce  (w powstaniu  zgi-
nęła ogromna ich liczba), to do cza-
su  panowania  Sasów nadal  cieszyli
się  oni  niespotykanymi  w Europie
swobodami. Dopiero po objęciu tro-
nu przez wspomnianą ultrakatolicką
dynastię  rozpoczął  się  okres  praw-
dziwej nietolerancji i stosowania prze-
mocy wobec Żydów, na wzór zachod-
nioeuropejski.  Po pewnej  odwilży

w czasie rozbiorów i po próbach ra-
towania  państwa  nastąpił  czas  za-
borów. Większość Żydów, na własne
nieszczęście, trafiła pod rządy Rosji.
Nastąpił  tam  dla  nich  czas  dyskry-
minacji i uciążliwych ograniczeń. Cie-
kawostką  jest  fakt,  że  stosunkowo
wielu Żydów w czasie zaborów bra-
ło  udział  w polskich  walkach  naro-
dowowyzwoleńczych.

Wspomniane nieprzychylne rzą-

dy  Rosji  swoje  apogeum  osiągnęły
w drugiej połowie XIX i na począt-
ku XX w.  Wówczas  to  urządzano
masowe  pogromy  Żydów,  inspiro-
wane bardzo często przez carat lub
częściowo  przez  carat  wspierane.
Pogromy  te  były  jedną  z głów-
nych  przyczyn  emigracji  Żydów
z ziem  polskich  na zachód  Eu-
ropy  i do USA,  a także  jedną
z przyczyn  powstania  ruchu  sy-
jonistycznego.

Antysemityzm

Antysemityzm, 

zapewne

wbrew  temu,  co  większość  Czy-
telników  „FiM”  i krytyków  Krk
sądzi, jest starszy niż chrześcijań-
stwo. Źródła pisane dowodzą, że
w starożytnym  Egipcie,  a także
w Grecji i Rzymie niechęć do wy-
znawców judaizmu była faktem.
Na początku  naszej  ery  doszło
już nawet do pierwszego pogro-
mu  w Aleksandrii,  gdzie  życie
straciło kilka tysięcy Żydów. An-
tysemityzm u Greków i Rzymian
można nawet  nazwać  – z uwagi
na zachowane  liczne  pisma  an-
tycznych myślicieli – zjawiskiem
dość powszechnym. Czym był po-
wodowany? Częściowo tym, czym
przez następne 2 tysiące lat, czy-
li  niechęcią  Żydów  do asymila-
cji i przejmowania „cywilizowanych”
(greckich,  rzymskich)  zwyczajów,
a także  ich  odmiennością  obycza-
jową i religijną. Znaczną rolę ode-
grało również odrzucenie przez Ży-
dów wielobóstwa (monoteizm, czy-
li wiara w jednego Boga, był dla ów-
czesnych  społeczności  nowością)
i zakaz  kultu  pogańskich  bogów. 

Powstanie i rozwój chrześcijań-

stwa nie poprawiły sytuacji Żydów,
wręcz  przeciwnie  – rozpoczęły  zu-
pełnie  nowy,  mający  swe  źródło
w nowej religii, etap antysemityzmu.
Po raz pierwszy Żydzi zostali oskar-
żeni  przez  chrześcijan  o zamordo-
wanie Chrystusa już w II w., a póź-
niejsze  ustanowienie  chrześcijań-
stwa jako religii państwowej cesar-
stwa przesądziło o losie wyznawców
judaizmu.

We  wczesnym  średniowieczu

prześladowanie  Żydów  wiązało  się
raczej  z dyskryminacją  prawną,  za-
mykaniem  i paleniem  synagog  czy
zmuszaniem  do chrztu.  Te  względ-
nie łagodne formy represji zastąpio-
ne zostały – od wybuchu szaleństwa
wypraw  krzyżowych  i inkwizycji
– otwartą  wrogością  wobec  rzeko-
mych „morderców Chrystusa” (choć
według  Biblii  to  Rzymianie  skazali
na śmierć i zamordowali Jezusa z Na-
zaretu!).  W XI i XII w.  powstały
w Europie  pierwsze  getta,  doszło
do pierwszych  oskarżeń  o rytualne
spożywanie  krwi  chrześcijan,  a tak-
że pierwszych pogromów – zarówno
tych masowych, jak i mniejszych, lo-
kalnych. W XIII w., w związku z po-
jawieniem  się  kultu  hostii,  Żydów
oskarżano o jej profanację – mieli ją
celowo wykradać i za jej pomocą po-
nawiać  mord  na Chrystusie.  Coraz

częstsze były też przypadki posądzeń
o rytualne mordy na chrześcijańskich
dzieciach,  w wyniku  których  docho-
dziło  do lokalnych  samosądów  lub
wymuszania przez inkwizycję za po-
mocą  tortur  przyznania  się  do winy
i palenia na stosach. 

Oprócz tego Żydzi jeszcze rzeko-

mo  paktowali  z diabłem,  zatruwali
studnie, wywoływali epidemie, powo-
dowali klęski żywiołowe (wszystko to
ponoć za pomocą magii), czyli byli od-
powiedzialni za wszelkie zło, jakiego
doświadczała Europa, a powodem tych
okropności miała być... odwieczna nie-
nawiść Żydów do chrześcijan.

Kościół  oficjalnie  Żydów  bro-

nił i zapobiegał szaleństwu. Począw-
szy  od połowy XIII w.  kolejni  pa-
pieże  stwierdzali  w bullach  (m.in.
na podstawie Starego Testamentu),

że  Żydom  krew  do kultu  potrzeb-
na nie jest i nie dokonują rytualnych
mordów,  o które  są  oskarżani.
W praktyce jednak pogromy Żydów
nie tylko nie zostały potępione przez
papieży, ale tolerowano także otwar-
ty  antysemityzm  na niższych  szcze-
blach  hierarchii.  Jednym  z przykła-
dów  nawoływania  do prześladowań
Żydów jest działalność katolickiego
świętego  Jana Kapistrana,  po-
wszechnie zwanego przez ówczesnych
„biczem na Hebrajczyków”. Jego ka-
zania, w których prowokował tłumy
do agresji wobec Żydów, cieszyły się
ogromną popularnością w wielu kra-
jach  Europy.  Często  tuż  po ich  wy-
słuchaniu dochodziło do prześlado-
wań, pogromów i wypędzeń, zdarza-
ło  się  również  zabieranie  Żydom
dzieci  i oddawanie  ich  do klaszto-
rów. Jan Kapistran przez pewien czas
sprawował funkcję nuncjusza papie-
skiego,  a także  inkwizytora  (osobi-
ście  skazał  kilkunastu  heretyków
na śmierć), a na początku XVIII w.
został ogłoszony świętym... Podtrzy-
mywano  też  kult  rzekomych  chrze-
ścijańskich ofiar Żydów, którego naj-
bardziej  znanym  przedstawicielem

był  Szymon  z Trydentu.  Chło-
piec kanonizowany został sto lat
po śmierci  – w XVI w.  – a jego
kult zniesiono dopiero w 1965 r. 

Nienawiść wobec Żydów po-

tęgowało  charakterystyczne  dla
nich  (obok  rzemiosła  i handlu)
zajęcie  – pożyczanie  pieniędzy
na procent, czego Kościół zabra-
niał  chrześcijanom.  Wielu  ów-
czesnych  władców  zapożyczało
się u Żydów, co również przyczy-
niało się do pogromów, wygnań
i konfiskaty  majątku... w celu
„anulowania”  długu.  Zabrania-
no im nabywania ziemi, dlatego
też zajmowali się tym, do czego
nie  była  ona  potrzebna.  Często
zresztą  wyznaczano  zajęcia,  ja-
kich  Żydzi  mogli  się  podejmo-
wać; obok lichwy wykorzystywa-
no  ich  na przykład  jako  pobor-
ców  podatkowych.  Zajęcia  te
tworzyły i utrwalały w społeczeń-
stwach stereotyp chciwego Żyda,
który  – jak  wynika  z powyższe-
go  – został  sztucznie  stworzony
przez  chrześcijan.

Mijały kolejne stulecia, nastał

renesans, reformacja i oświecenie, a sy-
tuacja  Żydów  nie  ulegała  poprawie.
Nadal  trudnili  się  też  pożyczaniem
na procent, na której to profesji wy-
rosły wielkie fortuny bankierów. Zmie-
nił  się  tylko  rzekomy  powód  do nie-
nawiści  – główną  rolę  zaczął  odgry-
wać wymieniony już, ten ekonomicz-
ny, ale obok niego znalazły się też po-
wody obyczajowe. Żydzi byli posądza-
ni  o idee  masońskie,  antyklerykalne,
liberalne,  później  też  – i tu  nie  bez
powodu  – socjalistyczne  i komuni-
styczne.  Co  ciekawe,  znany  ze  swo-
jego  żydowskiego  pochodzenia  Ka-
rol Marks
, twórca idei komunizmu,
o Żydach  wypowiadał  się  negatyw-
nie. Uważał ich za wyzyskiwaczy chło-
pów  i robotników,  czyli  grupę,  dla
której liczą się tylko pieniądze.

ŁUKASZ  REZULAK

PPoolliittyykkaa bbiibblliijjnnaa 

((11))

Biblia jest nie tylko księgą religijną, ale bywa także
fundamentem określonej polityki. Wszyscy ponosimy 
tego opłakane skutki, a najwięcej zapłacił 
za religijne fantazje tzw. naród wybrany. 

Jan  Kapistran 

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

21

1

OKIEM BIBLISTY

Aby  odpowiedź  na te  pytania,

należy przede wszystkim podkreślić,
że  – niezależnie  od postawy  świa-
topoglądowej  – udział  w wyborach
parlamentarnych  jest  obowiązkiem
każdego obywatela. Każdy, kto uro-
dził  się  w danej  społeczności,  jest
jej dłużnikiem. Państwo bowiem za-
bezpiecza,  ochrania  i udostępnia
rozmaite  dobra,  których  człowiek
sam  nie  byłby  w stanie  osiągnąć. 

Wiadomo  też,  że  do tej  pory

większość  w parlamencie  stanowili
politycy katoliccy, którzy wraz z po-
litykami  pseudolewicy  przyznawali
Kościołowi rzymskokatolickiemu co-
raz to nowe dobra i przywileje. Wy-
bory parlamentarne dają zaś możli-
wość, aby ten stan rzeczy uległ zmia-
nie.  Jeśli  więc  chcemy  przemian
w naszym kraju, to mamy taką oka-
zję  właśnie  poprzez  osobisty  udział
w wyborach  i zagłosowanie  na taki
program,  który  wyraźnie  zakłada
m.in.  rzeczywisty  rozdział  Kościoła
od państwa, likwidację Funduszu Ko-
ścielnego, wyprowadzenie religii ze
szkół oraz całkowity zakaz dofinan-
sowania  przez  państwo  podmiotów
kościelnych, a więc kapelanów i ka-
techetów. Powstaje jednak pytanie,
czy  wierzący  powinni  głosować
na partię,  która  w swoim  progra-
mie  mówi  zarówno  o aborcji,  jak
i o obronie mniejszości seksualnych. 

Cóż,  odpowiedź  na to  pytanie

zależy nie tylko od postawy świato-
poglądowej czy też wrażliwości spo-
łecznej, ale również – a może przede
wszystkim – od zrozumienia, że pań-
stwo i Kościół (słowa „Kościół” uży-
wam tu w ogólnym znaczeniu, a nie
w odniesieniu do jakiejś określonej
wspólnoty  wyznaniowej)  różnią  się
od siebie.  Kościół  jest  wspólnotą
złożoną jedynie z osób duchowo od-
rodzonych,  państwo  zaś  obejmuje
wszystkich  swoich  obywateli.  Mó-
wiąc  w skrócie,  należy  pamiętać
o odrębności sfery publicznej i sfe-
ry prywatnej. Kościół kieruje się pra-
wami Królestwa Bożego (np. Deka-
logiem),  państwo  zaś  jako  instytu-
cja stanowi prawo, które ma zapew-
niać  wszystkim  obywatelom  – rów-
nież  o odmiennej  orientacji  seksu-
alnej – ochronę i możliwość rozwo-
ju. Państwo ma więc na uwadze za-
równo  dobro  wspólne,  jak  i dobro

jednostki.  To  znaczy,  że  prawo  to
nie  może  dyskryminować  poszcze-
gólnych obywateli, także jeśli są ni-
mi osoby o odmiennej orientacji sek-
sualnej  czy  chcące  dokonać  abor-
cji.  Idąc  dalej:  głową  państwa  jest
człowiek,  natomiast  głową  Kościo-
ła  jest  Chrystus.  O ile  celem  pań-
stwa  jest  stworzenie  odpowiednich
warunków  bytowych,  zabezpiecze-
nie  właściwego  porządku  prawno-
-społecznego oraz stworzenie moż-
liwości  rozwoju  kulturalno-intelek-
tualnego,  a także  gospodarczego,
o tyle zadaniem Kościoła jest ewan-
gelizacja świata oraz rozwój ducho-
wo-moralny  swoich  wiernych. 

Tak  więc  chociaż  w wielu  spra-

wach  chrześcijanie  identyfikują  się
z państwem, mają do niego pozytyw-
ny stosunek i są od niego zależni, to
w wielu innych, choćby w sferze oby-
czajowej, kierują się odmiennymi za-
sadami.  Innymi  słowy:  jak  państwo
– neutralne światopoglądowo – nie in-
geruje  w przekonania  ludzi  wierzą-
cych  (w ich  sumienie),  tak  wierzący
– mimo  podporządkowania  się  za-
rządzeniom  i prawom  państwowym
– nie  muszą  podzielać  wszystkich
aspektów  jego  polityki.  Na przykład
wcale nie muszą poddawać się zabie-
gom aborcji dozwolonej na życzenie.

Warto  w tym  miejscu  podkre-

ślić,  że  nie  ma  chyba  takiej  forma-
cji  politycznej,  z którą  wierzący
(zresztą także niewierzący) zgadza-
liby się w każdym punkcie. Prawdo-
podobnie  żaden  program  politycz-
ny nie prezentuje w 100 procentach
oczekiwań  elektoratu.  Ale  mimo
to  zdrowy  rozsądek  podpowiada
nam wszystkim, że jeśli chcemy prze-
mian  w naszym  kraju,  to  powinni-
śmy głosować za takimi kandydata-
mi,  którzy  są  wiarygodni  oraz  pre-
zentują program najbliższy naszym
oczekiwaniom. 

Poza tym  na pytanie  postawio-

ne  na wstępie  równie  dobrze  moż-
na odpowiedzieć  innym  pytaniem:
czy  jako  wierzący  (ewangelicznie)
chcemy  głosować  na partie  wybit-
nie sprzyjające Kościołowi rzymsko-
katolickiemu,  który  przeciwny  jest
nie tylko homoseksualizmowi i abor-
cji  (nawet  w wyjątkowych  przypad-
kach), ale również stosowaniu środ-
ków antykoncepcyjnych? 

Biorąc pod uwagę wszystkie „za”

i „przeciw”, nikt nie powinien mieć
wątpliwości,  po której  stronie  się
opowiedzieć.  Tym  bardziej  że  dziś
niemalże wszyscy chrześcijanie uzna-
ją  prawo  do planowania  rodziny,
a tym  samym  do regulacji  poczęć
z zastosowaniem środków antykon-
cepcyjnych,  jak  na przykład  piguł-
ka  czy  prezerwatywa. 

Podobnie ma się sprawa z abor-

cją.  Jeśli  nawet  nie  wszyscy  wierzą-
cy opowiadają się za całkowitą libe-
ralizacją przepisów, które zakładają,
że  na sprawę  aborcji  należy  spoj-
rzeć wyłącznie z punktu widzenia ko-
biety, to jednak większość zgadza się
z Ustawą  z dnia 7  stycznia 1993  r.
Przypomnijmy, że ustawa ta dopusz-
cza  aborcję  w przypadku  zagroże-
nia życia i zdrowia kobiety ciężarnej
(potwierdzone  przez  lekarza),  cięż-
kiego i nieodwracalnego upośledze-
nia płodu albo choroby zagrażającej
jego życiu (stwierdzone medycznie)
oraz ciąży wynikłej z gwałtu lub ka-
zirodztwa (Dz.U.nr 17, poz. 78).

Oczywiście, związki wyznaniowe

– poza Kościołem  rzymskokatolic-
kim – na ogół nie ingerują zbytnio
w decyzje swoich wiernych. Nie zaj-
mują  jakiegoś  oficjalnego  stanowi-
ska  wobec  aborcji.  Każda  bowiem
wspólnota wypracowuje własne kry-
teria, a te wyznania, które dopusz-
czają możliwość usunięcia ciąży z po-
wodów  wyżej  przedstawionych,
w każdej takiej sytuacji pozostawia-
ją  swobodę  wyboru  małżonkom. 

Najwięcej  kontrowersji  wśród

wierzących  budzi  obrona mniejszo-
ści seksualnych. Ale również w oce-
nie tej grupy nie można być zbyt do-
gmatycznym.  Jeśli  nawet  wierzący
– zgodnie z Biblią – uważają tę orien-
tację seksualną za przejaw przeciw-
ny  czystości  moralnej,  to  i tak  nie
zmienia to faktu, że każdy ma pra-
wo do własnych preferencji seksual-
nych, czy nam się to podoba, czy nie.
Żaden  Kościół  nie  może  więc  zaj-
mować  miejsca  czyjegokolwiek  su-
mienia  ani  potępiać  kogokolwiek,
zwłaszcza  że  według  lekarzy  seksu-
ologów orientacja seksualna kształ-
tuje  się  jeszcze  w życiu  płodowym,
co świadczy o tym, że nie zawsze jest
to  kwestia  wolnego  wyboru.  Warto
też przypomnieć tolerancyjną posta-
wę Jezusa, który nie potępił kobie-
ty przyłapanej na cudzołóstwie, mi-
mo że „Mojżesz w zakonie kazał ta-
kie kamienować” 
(J 8. 5).

Poza tym nawet jeśli ewangelicz-

nie wierzący uważają, że odmienne
orientacje  seksualne  są  sprzeczne
z chrześcijańska etyką, to jednak żad-
ne osobiste przekonania etyczne nie
powinny  być  wynoszone  do rangi
prawa  państwowego.  Wobec  tego
nie można nikogo z powodu takich
przekonań  dyskryminować.  Temu
też  ma  służyć  polityczny  program
biorący  w obronę  mniejszości  sek-
sualne, a także obrona wszelkich in-
nych mniejszości – etnicznych, naro-
dowych, światopoglądowych (w tym
apostatów,  agnostyków,  ateistów)

oraz  osób  niepełnosprawnych.  Za-
grożenia  zatem  nie  należy  upatry-
wać  w obronie  na przykład  mniej-
szościach seksualnych – tym bardziej
że większość z nich to ludzie żyjący
jak  reszta  społeczeństwa  – ale  ze
strony przestępców pedofilów, a więc
dewiantów szczególnie niebezpiecz-
nych  dla  naszych  dzieci.  Tym  bar-
dziej  że  ci  ostatni  to  często  ludzie
w sutannach (ich przestępstwa były
popełniane  i ukrywane  niemal  we
wszystkich państwach świata) lub po-
zujący  na społeczników,  aby  mieć
lepszy dostęp do dzieci. 

W okresie przedwyborczym war-

to  też  zawczasu  przypomnieć  sobie
o niespełnionych  obietnicach  tych
wszystkich posłów minionych kaden-
cji, którzy kolejny raz próbują oszu-
kać  społeczeństwo.  Szkoda,  że  tacy
politycy często przez długie lata dzia-
łają bezkarnie, jakby nic się nie sta-
ło, i to właśnie za przyzwoleniem wy-
borców, którzy bądź to na nich gło-
sują  ponownie,  bądź  dezerterują,
wcale nie biorąc udziału w wyborach.
To  naprawdę  dziwne,  bo  tacy  wła-
śnie  politycy  powinni  być  rozliczeni
z wcześniejszych  obietnic  przedwy-
borczych i raz na zawsze powinni zo-
stać pozbawieni naszego głosu. Czy
nie należałoby zapowiedzi PO i PiS
traktować  jak  obietnice  bez  pokry-
cia (internet dla każdego, uproszcze-
nie  przepisów  dla  przedsiębiorców
i wszystkich  obywateli,  zredukowa-
nie formularzy PIT, uczynienie z Pol-
ski tygrysa Europy, za jakiego do 2008
roku  uważano  Irlandię,  czy  też  bu-
dowanie trzech milionów mieszkań)?
Czy ci, którzy to obiecywali, nie po-
winni zostać rozliczeni za niespełnio-
ne  obietnice,  sprzyjanie  Kościołowi
rzymskokatolickiemu  ze  szkodą  dla
obywateli i za zaniechanie reform?

Zwalnianie polityków od odpo-

wiedzialności oraz klerykalizacja to
główne przyczyny polskiej biedy. Po-
trzeba nam zatem takich polityków
(uczciwych) i takich władz, które nie
boją się katolickiego episkopatu ani
poważnych  reform.  Dokąd  ci  sami
politycy  oraz  episkopat  będą  stać
ponad prawem i pociągać za sznur-
ki,  dotąd  w naszym  kraju  na pew-
no  nie  będzie  lepiej.

Mając to na uwadze, każdy, kto

pójdzie głosować, powinien najpierw
dokładnie przyjrzeć się kandydatom
ubiegającym się o nasz głos. Przyj-
rzeć się ich wcześniejszym osiągnię-
ciom  oraz  dokładnie  zapoznać  się
z ich programem, a dopiero potem
oddać  swój  głos.  Chodzi  bowiem
o to, aby głosować nie na chybił tra-
fił, ale świadomie, i to na osoby pro-
gramowo nam najbliższe. Poza tym
warto też pamiętać, że obok spraw
światopoglądowych  równie  ważne
są sprawy społeczno-polityczne, do-
tyczące  struktur  państwowych  (np.
wielokrotnie  zapowiadana likwida-
cja senatu), naszego bezpieczeństwa,
podatków,  edukacji,  pracy  czy  też
rodziny. Jedynie uwzględnienie tych
wszystkich czynników umożliwi nam
dokonanie w pełni odpowiedzialne-
go  i dojrzałego  wyboru. 

BOLESŁAW  PARMA

Jako człowiek wierzący mam dwa pytania związane
z wyborami. Pierwsze – czy mogę popierać partię, 
która w swoim programie dopuszcza stosowanie 
środków antykoncepcyjnych, aborcję oraz stawia
na obronę mniejszości seksualnych? 
Drugie – co z tymi posłami, którzy nie wywiązali się
z wcześniejszych obietnic przedwyborczych? 
Czy należy na nich głosować?

PPrrzzeeddwwyybboorrcczzee ddyylleem

maattyy

PYTANIA  CZYTELNIKÓW

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

22

2

OKIEM SCEPTYKA

Wielonarodowościowa Rzeczpo-

spolita szlachecka toczyła w XVII w.
wiele  wojen  ze  swoimi  sąsiadami.
W pierwszej  połowie  były  to:  kon-
flikt  ze  Szwecją  o Inflanty,  agresja
na Rosję, ekspansja na południowy-
-wschód (obszar księstw naddunaj-
skich) połączona z zatargiem turec-
kim, a także nierozwiązana sprawa
kozacka  połączona  z pacyfikacją
przez  Polskę  powstań  Kozaków.
W tym  czasie  w Rzeczypospolitej
z wojny  i dla  wojny  żyło  wielu  lu-
dzi, a wśród nich poczesne miejsce
zajął Aleksander Józef Lisowski,
szlachcic  litewski  i pułkownik  kró-
lewski,  sławny  zagończyk,  twórca
i dowódca tzw. Lisowczyków. Zbroj-
ne  zagony  Lisowczyków  stratowały
pół Rosji, a później – w konsekwen-
cji  awanturniczej  akcji  w Siedmio-
grodzie  – zapisały  ciemną  kartę
w stosunkach  polsko-węgierskich. 

Aleksander  Józef  Lisowski

(ok. 1575–1616)  pochodził  z rodzi-
ny  szlacheckiej,  która  pieczętowała
się herbem Jeż. Gniazdem rodowym
Lisowskich była wieś Lisewo w wo-
jewództwie  chełmińskim,  jednak
w połowie XVI w.  dziad  Aleksan-
dra przeniósł się na Litwę. Zgodnie
z rodzinną tradycją Aleksander Li-
sowski wybrał zawód żołnierza. Naj-
pierw zaciągnął się w szeregi wojsk
hospodara  mołdawskiego,  potem

wojował pod dowództwem kanclerza
Jana Zamoyskiego,  a następnie
w oddziale  starosty  kamienieckiego
Jana Potockiego.  Jako  porucznik
husarskiej  chorągwi  walczył  prze-
ciwko  Szwedom  w bitwie  pod Kir-
cholmem. Szybko zasłynął z buntow-
niczego charakteru, samowoli i gra-
bieży. W latach 1606–1607 uczestni-
czył  w rokoszu  Zebrzydowskiego
przeciwko Zygmuntowi III Wazie,
a w okresie  dymitriady  był  na służ-
bie u Dymitra II Samozwańca, do-
cierając  w dalekich  zagonach  aż
pod Astrachań i nad Morze Kaspij-
skie.  Po śmierci  Dymitra  w 1610  r.
pozostawał  w służbie  polskiej  i wal-
czył z wojskami rosyjskimi.

Z rozkazu Zygmunta Wazy sfor-

mował  lekką,  nieregularną  polską
kawalerię  Lisowczyków,  która  nie
obciążała  skarbu  Rzeczypospolitej,
lecz utrzymywała się z łupu i grabie-
ży. Był to ochotniczy oddział, do któ-
rego zaciągały się różnorodne awan-
turnicze  elementy.  Lisowczycy  wy-
różniali  się  dużą  bitnością  i zyskali
sławę  niezrównanej  jazdy,  a jedno-
cześnie byli postrachem ludności ja-
ko osławieni okrutnicy i rabusie. By-
li przekonani, że pod takim wodzem
jak Lisowski będą zwyciężać, a więc
– zgodnie z ówczesnymi poglądami
– obrastać w łupy zdobywane bezpo-
średnio  na pobitym  nieprzyjacielu

oraz na ludności zamieszkującej kraj
przeciwnika. Lisowski zasłynął, pro-
wadząc  na czele  swojego  oddziału
walkę podjazdową w głębi państwa
moskiewskiego. Była to działalność
terrorystyczna, o której sam Lisow-
ski  pisał,  że  szedł,  „wszędzie  ziemię
pustosząc”
.  W 1615  r.  zagon  Alek-
sandra Lisowskiego podążył „ku mo-
rzu  lodowatemu”,  tj.  w okolice  Je-
ziora Białego, a następnie zawrócił,
kierując się na Suzdal, obszedł wiel-
kim łukiem Moskwę, sięgając zago-
nami  aż  do siedzib  Mordowińców,
i obok  Tuły  zawrócił  na Siewiersz-
czyznę.  Wiosną 1616  roku  przybył
do Warszawy na sejm, gdzie spotkał
się z życzliwym przyjęciem przez kró-
la  i szlachtę.  Zmarł  nagle  w czasie
przeglądu podległych mu oddziałów
– prawdopodobnie został otruty. Był
to  cios  dla  zamierzonej  podów-
czas  wyprawy  królewicza
Władysława,  który
rościł  swoje  preten-
sje  do tronu  rosyj-
skiego. 

W 1619 r. Zygmunt Wa-

za  oddał  Lisowczyków
na usługi bloku habsbur-
sko-papieskiego. Służąc
cesarzowi, pustoszyli i gra-
bili  Śląsk,  który,  jak  wia-
domo,  od 1526  r.  wszedł
wraz z Czechami w skład mo-
narchii Habsburskiej. Rzecz-
pospolita  oficjalnie  udziału
w wojnie trzydziestoletniej nie
brała,  jednak  król  Zygmunt
Waza  współdziałał  z cesarzem,

udzielając mu pomocy – zwłaszcza
w początkowych  latach  wojny
– w postaci Lisowczyków, którzy nie
należeli do regularnego wojska pol-
skiego.  Początek  wojnie  trzydzie-
stoletniej dał wybuch antycesarskie-
go  powstania  w Czechach,  które
znalazło  żywy  oddźwięk  na Śląsku
oraz na Węgrzech i któremu pomo-
cy  udzielił  Siedmiogród  – ośrodek
myśli  niepodległościowej.  Książę
Siedmiogrodu Gabor Bethlen dą-
żył  do zjednoczenia  ziem  węgier-
skich, więc wystąpił przeciwko Habs-
burgom,  opanował  Górną  Słowa-
cję,  zajął  Preszburg  (Bratysława) 
i połączył swe siły
z oddziałami

czeskimi.  W dniach 19–21  listopa-
da 1619  r.  powstańcze  wojska  cze-
skie  i węgierskie  przeprawiły  się
przez Dunaj, by 27 listopada rozpo-
cząć  oblężenie  Wiednia.

Fanatyczny Zygmunt Waza po-

spieszył z odsieczą i wysłał na Wę-
gry Lisowczyków. Idąc przez Biesz-
czady i Przełęcz Łupkowską, Lisow-
czycy przekroczyli granicę i pod Hu-
mennem  pobili  wojska  węgierskie.
Kraj stanął przed zwycięzcami otwo-
rem. Przemarsz wielotysięcznego za-
gonu  Lisowczyków  przez  Słowację
i Siedmiogród,  z racji  dokonywa-
nych łupiestw, na długo zapisał się
w pamięci miejscowej ludności. Nie
wzbudziło  to  w Polsce  większych
głosów  sprzeciwu,  bo  przecież  Li-
sowczycy  walczyli  z wrogami  wiary
katolickiej – ludźmi, wedle doktry-
ny  kościelnej,  skazanymi  na wiecz-
ne potępienie. Sukces wyprawy był
absolutny,  bo  dywersja  Lisowczy-
ków,  określana  niekiedy  mianem

„odsieczy”,  zmusiła  powstańców

do odwrotu  spod  Wiednia.  Ga-
bor  Bethlen  musiał  przerwać  ob-
lężenie, żeby bronić własnej ojczy-

zny.  W ten  sposób  cesarstwo  zo-

stało  ocalone. 

Dwór królewski, chcąc unik-

nąć odwetu Węgrów, tłumaczył

im, że wyprawa Lisowczyków

była samowolą, z którą Rzecz-
pospolita nie miała nic wspól-

nego.  Pałający  chęcią  zemsty

Węgrzy  zrewanżowali  się  nam

w 1657  r.,  kiedy  to  na Polskę  na-

padł  Jerzy II Rakoczy.  Pomoc
udzielona  Habsburgom  zaostrzyła
również stosunki między Rzecząpo-
spolitą a Turcją, która – mszcząc się

za wyprawę  przeciwko  protegowa-

nemu  przez  nią  Siedmiogrodowi

– w 1620  r.  zgotowała  Rzeczypo-

spolitej  klęskę  pod Cecorą. 

ARTUR  CECUŁA

ANTYMITOLOGIA  NARODOWA  (50)

P

Piieerrw

wsszzaa ooddssiieecczz W

Wiieeddnniiaa

W 1619 r. oddziały Lisowczyków przyczyniły się 
do stłumienia powstania antyhabsburskiego. 
Wcześniej polscy żołnierze spustoszyli ziemie rosyjskie.

Niedawno miałem okazję rozmawiać z pew-

nym Czytelnikiem „FiM”, świeżej daty ateistą,
a dawniej  bardzo  gorliwym  chrześcijaninem,
który  pochwalił  się,  że  szydzi  z wiary  swojej
żony. Uważał za powód do chluby to, że dow-
cipnie i celnie – jego zdaniem – potrafi ośmie-
szyć jej przekonania religijne i wprawić ją w za-
kłopotanie.  Bardzo  był  z tego  dumny,  a jed-
nocześnie  żalił  się,  że  jego  małżeństwo  prze-
żywa kryzys, bo żona go nie rozumie... 

Prawdę  mówiąc  i ja  go  nie  rozumiem,

choć  on,  poklepując  mnie  po ramieniu,  wy-
rażał  radość,  że  mamy  tak  podobne  poglą-
dy. Myślę, że to tylko złudzenie. Bardzo moż-
liwe,  że  lepsze  porozumienie  w wielu  kwe-
stiach  miałbym  z tą  poniewieraną  chrześci-
jańską żoną niż jej mężem – ateistycznym bu-
fonem.  Moim  światopoglądem  nie  jest  bo-
wiem pierwszy lepszy ateizm, ale ateizm hu-
manistyczny. To trochę tak, jak dla ludzi le-
wicy  nie  jest  bez  znaczenia,  czy  są  wyznaw-
cami stalinizmu, czy szwedzkiego socjalizmu.
Obydwa  te  systemy  przecież  o wiele  więcej
różni niż łączy, a stalinizmowi było znacznie

bliżej do prawicowego zamordyzmu niż nor-
malnej, demokratycznej lewicy. Tylko przez
pewne  nieporozumienie  szwedzki  i radziec-
ki  system  wrzucano  do tego  samego  worka
o nazwie  „lewica”. 

Ateizm sam w sobie niewiele mówi o jego

wyznawcach. Tyle tylko, że nie wierzą w bogów.
A i to nie na pewno. Istnieje wszak ateizm, któ-
ry  jest  zakamuflowaną  złością  na Boga,  ukry-
tym wielkim żalem. On nie jest prawdziwą nie-
wiarą, ale śmiertelną obrazą na przedmiot ukry-
tej  wiary.  Odrzucenie  bogów  może  iść  także
w parze z różnymi formami zabobonów i wie-
rzeń religiopodobnych, takich jak wiara w ma-
gię  albo  w UFO.  Przede  wszystkim  jednak
ateizm sam w sobie nie mówi jeszcze nic o kon-
dycji  etycznej  ateisty.  Można być  szlachetnym
i pomocnym człowiekiem, wolnym od religijne-
go  bagażu,  można być  także  ateistą  podłym
i egoistycznym.  Niewiara  niczego  w kwestiach
etyki  nie  determinuje.  Szkoda,  bo  wolałbym,

aby  było  inaczej,  aby  uwolnienie  od religii
z definicji  etycznie  uskrzydlało.  Ale,  niestety,
bywa, że dzieje się odwrotnie. Ateizm służy nie-
którym jako żałosne usprawiedliwienie dla ży-
cia pozbawionego skrupułów. 

Świecki humanizm charakteryzuje się chę-

cią zrozumienia drugiej strony i współodczu-
waniem  jako  podstawą  relacji  międzyludz-
kich. Nie ma tu miejsca na szyderstwa z dru-
giej, zwłaszcza bliskiej osoby. W szyderstwie
nie  ma  ani  odrobiny  empatii  i nie  załatwia
ono  żadnego  problemu  osoby,  do której  się
odnosi. Przeciwnie, skłania do przyjmowania
postawy obronnej i odrzucenia szydercy oraz
jego światopoglądu. Jeśli więc atakiem na re-
ligię  w relacjach  międzyludzkich  próbujemy
kogoś  pozyskać,  to  zwykle  trafiamy  kulą
w płot. Naturalną reakcją na atak jest obro-
na. I przypomnijmy sobie, jak to było z wie-
loma  z nas,  gdy  rozstawaliśmy  się  z religią
– chyba nikt nie zrobił tego dlatego, że jego

wierzenia  ośmieszono,  a jego  samego  poni-
żono. Nie znam takiego przypadku odejścia
od wiary. Ataki raczej ją utwierdzają, nawet
wtedy, gdyby była wyjątkowo absurdalna i sła-
bo  ugruntowana. 

Postawa  empatyczna nie  jest  bynajmniej

tożsama  z naiwnością,  lękliwością  czy  słabo-
ścią.  Jest  po prostu troską o dobro  nie  tylko
własne, ale i drugiej osoby, niczym więcej. Nie
ma  wiele  wspólnego  z oddawaniem  pola  czy
godzeniem się na dyktat drugiej strony. 

Wracając do rozbitych światopoglądowo

rodzin,  warto  zauważyć,  że  kłótnie  o wiarę
i niewiarę są czasem tylko świadectwem bar-
dzo poważnego rozkładu związku. Sam fakt,
że  światopogląd  jest  powodem  walki  i wro-
giej  rywalizacji,  jest  wyrazem  zacietrzewie-
nia,  które  nie  świadczy  najlepiej  o stanie
ducha walczących stron. W końcu po to bu-
dujemy związek, aby się wspierać, a nie zwal-
czać. Skoro stajemy się wrogami wobec wła-
snych domowników, to rozdźwięk światopo-
glądowy okazuje się tylko katalizatorem pro-
blemów zupełnie innej i bardzo poważnej na-
tury.  Warto  o tym  pomyśleć,  zamiast  odda-
wać się kontemplacji własnej mądrości, wyż-
szości  nad „głupimi  katolikami”  oraz  zasła-
niać  się  Richardem  Dawkinsem

MAREK  KRAK

P

Piie

ek

kłło

o d

do

om

mo

ow

we

e

A

A

w

wa

an

nttu

urryy  śśw

wiia

atto

op

po

og

gllą

ąd

do

ow

we

e  w

w rro

o-

d

dzziin

na

acch

h cczzę

ęsstto

o k

krryyjją

ą zza

a sso

ob

ą rró

óżż-

n

niicce

e ii p

prro

ob

blle

em

myy o

o w

wiie

elle

e g

grro

oźźn

niie

ejj-

sszze

e  n

niiżż  ttyyllk

ko

o  p

po

od

dzziia

ałł  w

wyyn

niik

ka

ajją

ąccyy  zz o

od

d-

m

miie

en

nn

nyycch

h  p

prrzze

ek

ko

on

na

ń..

ŻYCIE  PO  RELIGII

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

23

3

OKIEM SCEPTYKA

S

tarałem  się  uniknąć  wojny
z rzymianami, ale obawiam
się,  że  zarówno  mnie,  jak
i królowi Sycylii tylko to już

pozostało – tak  Klemens  odgrażał
się 23  listopada 1267  r.  A jest
przy tym odpowiedzialny za bestial-
ski  mord  dokonany  na 16-letnim
Konradynie – ostatnim  Hohen-
staufie
. Jego pontyfikat zamyka po-
nad dwustuletnią batalię cesarstwa
z imperialistycznymi dążeniami przy-
wódców  Kościoła  katolickiego.

W świetle  jego  poprzedników

i następców katoliccy historycy pod-
kreślają, że był zdecydowanym prze-
ciwnikiem  nepotyzmu.  Nie  dlatego
jednak, że kochał sprawiedliwość, lecz

dlatego, że był wyrodnym ojcem, któ-
ry  dla  kariery  kościelnej  opuścił
po śmierci  żony  swoje  dwie  córki,
skazując je na klasztor, czyli de fac-
to 
na więzienie. Nie chcąc lub nie po-
trafiąc być ojcem dzieci, które spło-
dził, został „ojcem świętym”. Za po-
dobny gest kanonizował Jadwigę Ślą-
ską
,  która  przekonała  swego  męża,
aby oboje złożyli „śluby czystości”.

Klemens IV nazywał  się  wcze-

śniej  Gui  Faucoi  (1195–1268),  ale
nazywano go „Gruby”. Najpierw był
rycerzem, później został prawnikiem
i doradcą króla Francji. Dopiero jed-
nak w Kościele zrobił prawdziwą ka-
rierę,  pokonując  szybko  kolejne  jej
szczeble. Tuż przed objęciem papie-
stwa pełnił rolę legata w Anglii, gdzie
pomagał  królowi  zwalczać  ducha
Wielkiej  Karty  Swobód.  Obłożył
wówczas interdyktem Londyn. Jego
pierwszy  akt  po wyborze  na papie-
ża wymierzony był w porzuconą prze-
zeń  rodzinę.  Obawiał  się  bowiem,
że teraz, kiedy stał się jednym z naj-
bardziej wpływowych ludzi w Euro-
pie,  zechce  ona  wystąpić  o pomoc.
Wydał więc dekret, w którym zaka-
zał, by jakikolwiek jego krewny od-
wiedzał  kurię  oraz  podejmował  ja-
kiekolwiek  próby  uzyskania  korzy-
ści z jego wywyższenia. Ostrzegł też
kandydatów  do rąk  swoich  córek,
żeby nie robili sobie wielkich nadziei
w związku  z ewentualnym  poślu-
bieniem  „córki  papieża”,  bo  i tak
dostaną  jedynie  symboliczne  wia-
no. W tej sytuacji zrozpaczonym cór-
kom „Grubego” zostało już tylko po-
ślubienie… Jezusa Chrystusa.

Już w pierwszym roku swego pa-

nowania Klemens IV wydał bullę „Li-
cet  ecclesiarum”,  która  wprowadza-
ła  monopol  papieski  na obsadzanie
beneficjów kościelnych. Początkowo

Klemens  wprowadził  zasadę  rezer-
wacji papieskiej dla tych beneficjów,
których posiadacze zmarli w Rzymie.
Z czasem  przestało  to  wystarczać,
więc  rozciągnięto  prawo  również
na tych,  którzy  zmarli  w promieniu
dwóch  dni  drogi  do Rzymu.  Każdy
nowy biskup i opat musiał płacić jed-
ną trzecią przychodów w pierwszym
roku swego panowania: po połowie
dla papieża i kardynałów. Papieskie
podatki  i prowizje  po raz  pierwszy
wywołały  w Europie  powszechną
niechęć do papiestwa, które zaczę-
to  postrzegać  jako  instytucję  zain-
teresowaną  przede  wszystkim  dre-
nażem ekonomicznym lokalnych ko-
ściołów i społeczeństw, dokonywanym

za pośrednictwem włoskich bankie-
rów. Eskalacja roszczeń finansowych
kurii  papieskiej  była  oczywiście  na-
stępstwem  potrzeb  wojennych  „na-
miestników Chrystusa”, ale stała się
glebą, na której zaczęły się rozwijać
ziarna reformacyjne.

Również  obalenie  króla  Sycylii

stanowiło  dla  papieża  problem  fi-
nansowy.  Karol  Andegaweński
– narzędzie  zamachu  – przybył
do Włoch  jako  golec  z armią  do-
magającą  się  zapłaty.  Po którymś
z kolei  nacisku  na „ojca  świętego”
w sprawie pieniędzy zdenerwowany
papież odpowiedział: „Dlaczego nie-
ustannie  nękasz  mnie?  Nie  potrafię
czynić cudów, nie zamienię ziemi i ka-
mieni w złoto”. 
Z czasem jednak pa-
pieże  nauczyli  się  „cudownie”  za-
mieniać w złoto ludzkie „grzechy”.

Klemens IV był również mocno

zaangażowany w prześladowanie Ży-
dów. Kolejna fala katolickiego prze-
śladowania  była  tym  razem  konse-
kwencją słynnej debaty barcelońskiej
z 1263  r.  (publiczna  polemika  reli-
gijna pomiędzy judaizmem i chrze-
ścijaństwem,  czyli  między  rabbim
Nahmanidesem a dominikaninem
Pawłem  Chrześcijaninem – Ży-
dem  nawróconym  na katolicyzm).
Po debacie dominikanie oczywiście
odtrąbili  swoje  zwycięstwo  i wysta-
rali  się  u króla  o spalenie  książek
Nahmanidesa  oraz  jego  dwuletnie
wygnanie. Następnie papież wymógł
na królu  wydłużenie  tej  banicji
za podważanie sukcesu dominikań-
skiego  w debacie,  a także  zażądał
zakazu pełnienia przez Żydów funk-
cji  publicznych.  Rok  później  sfor-
mułował list apostolski do króla Ara-
gonii Jakuba I, zatytułowany „Dam-
nabili  perfidia  Judaeorum”  („Prze-
klęta  perfidia  Żydów”),  w którym

potępił rzekomą niewdzięczność Ży-
dów oraz ich „przeklętą i zdradziec-
ką niewierność”. Powołał też komi-
sję,  która  miała  zająć  się  cenzurą
Talmudu,  który  został  potępiony.
Dominikanów zobowiązano do ocen-
zurowania  świętej  księgi  Żydów
i usunięcia fragmentów obraźliwych
dla  chrześcijan  lub  podważających
ich wierzenia. Nieocenzurowane eg-
zemplarze Talmudu miały być spa-
lone,  a legalnie  można  było  posia-
dać jedynie księgi z dominikańskim
imprimatur.

Papież  nazywał  Żydów  „odrzu-

conymi, ślepymi i przerażająco grzesz-
nymi ludźmi, którzy odrzucili i zamor-
dowali ich prawdziwego Mesjasza (...)

i którzy  zostali  skazani  na błąkanie
się po ziemi jak bratobójca Kain, z po-
wodu zbrodni zbyt wielkiej nawet dla
Pana  do przebaczenia...  Obalili  go,
chłostali  i bluźnierczo  zamordowali
przez ukrzyżowanie, sprowadzając krew
swoją  na głowy  swoje  i swoich  dzie-
ci.  Nawet  dziś  Żydzi  nie  chcą  zaak-
ceptować  faktu,  że  mogą  żyć  pomię-
dzy  pobożnymi  ludźmi,  bez  poważ-
niejszych prześladowań, jedynie z po-
wodu naszej uprzejmości. Ale na tym
polega  przewrotność  tego  rodzaju...
który odpłaca za chrześcijańską uprzej-
mość zniewagą, pogardą i zdradą”.

Klemens wierzył, że judaizm od-

ciąga od katolicyzmu i że należy to
powstrzymać.  A jeśli  okres  krucjat
i coraz  częstszych  już  wielkich  po-
gromów antyżydowskich nie był dla
papieża „poważniejszym prześlado-
waniem”,  to  co  mogłoby  nim  być?

Doraźnym, choć jeszcze nie osta-

tecznym  rozwiązaniem  było  pod-
danie  aktywności  Żydów  trybuna-
łom  inkwizycyjnym,  które  bullą
„Turbato corde” zostały zobligowa-
ne  do ścigania  Żydów  i ich  ksiąg
w poszukiwaniu herezji i apostazji.

Sam  Rzym  wciąż  bronił  się

przed papiestwem, więc i ten papież
również nie postawił stopy w „świę-
tym mieście”. Kiedy nowi senatorowie

nałożyli  obowiązki  fiskalne  na po-
siadłości kościelne, rezydujący w Vi-
terbo papież obwołał ich rabusiami
i złodziejami. W wyniku kolejnej re-
wolty  ludowej  powołany  został  de-
mokratyczny rząd złożony z 26 męż-
czyzn  pod przewodnictwem  „kapi-
tana  ludu”  –  Angela  Capocciego.
Na kolejnego senatora wybrano Don
Arriga
,  który  wcześniej  konkuro-
wał  z Kościołem  o Sardynię,  a te-
raz  został  obrońcą  ludu  przed kle-
rem  i papieżem.

Strona  one-evil.org  wymienia

dwie główne zbrodnie Klemensa IV:
potwierdzenie  bulli
„Ad  exstirpan-
da” z 1252 r.,

która  wprowadziła  tortury  inkwizy-
cyjne, oraz promowanie deprawacji
moralnej  i niewoli  w celach  zarob-
kowych. Ta druga zbrodnia polega-
ła  na sprzedaniu  południowych
Włoch w tyrańskie rządy Karola An-
degaweńskiego w zamian za 800 un-
cji złota rocznie. Eamon Duffy po-
równał papiestwo do Frankensteina:
w fanatycznym zaślepieniu przeciw-
ko Hohenstaufom papiestwo wyho-
dowało  potwora,  którego  nie  było
w stanie kontrolować.

W istocie  Karol  Andegaweński

był tyranem, który gnębił i eksploato-
wał ludność, a ci, którzy dali się zwieść
syreniemu śpiewowi kleru, szybko po-
żałowali, że tak łatwo zdradzili daw-
nego  „bezbożnego”  króla  i pomogli
propapieskiemu władcy odnieść suk-
ces („Saints & Sinners. A History of
the  Popes”).  Niemniej  nawet  ów
„Frankenstein”  w porównaniu  z pa-
pieżem  często  wydawał  się  człowie-
kiem  prawym.  Po pokonaniu  w bi-
twie  pod Benewentem  Manfreda,
króla  Sycylii,  który  poległ  wówczas
bohaterską śmiercią, zwycięzca Karol
napisał do papieża takie słowa: „(…)
poruszony ludzkimi uczuciami, zarzą-
dziłem  pochowanie  poległego  z ho-
norem,  jakkolwiek  bez  obrządku  ko-
ścielnego”. 
W uznaniu  bohaterstwa

poległego  francuscy  rycerze  kładli
na jego mogile kolejne kamienie, aż
usypali  mu  wielki  monument.  Tych
ludzkich uczuć pozbawiony był przed-
uchowiony ojciec święty, który naka-
zał  odgrzebanie  „zgniłego  trupa  te-
go wstrętnego człowieka” i wywiezie-
nie go poza ziemie papieskie. Profa-
nacją szczątków Manfreda z polece-
nia  papieża  zajął  się  biskup  Barto-
lomeo  Pignatelli 
z Cosenzy.  Jego
czyn uwiecznił Dante w „Boskiej Ko-
medii”,  wkładając  w usta  Manfreda
słowa:  „Gdyby  ów  Pasterz,  którego
z Cosenzy  wyprawił  Klemens,  by  po-
lował na mnie, Dobrze się wczytał był

w tę bożą kartę, Jeszcze by dotąd bli-

sko  Benewentu  Kości  me  były

w przedmostowym wale”.

Dopiero  w tym  kontek-

ście należy oceniać rolę pa-

pieża  w straceniu  młodo-

cianego następcy króla Sy-
cylii – Konradyna. Była to

zbrodnia dokonana bezpo-

średnio przez Karola Ande-

gaweńskiego, a tak straszna,

że wstrząsnęła ówczesną Euro-

pą – zarówno zwolennikami, jak

i przeciwnikami  Hohenstaufów.

Współczesna  apologetyka  stara  się
uwolnić papieża od odpowiedzialno-
ści, przekonując, że nie popierał uro-
czystego ścięcia głowy chłopcu – ostat-
niemu Hohenstaufowi. Konradyn stał
się zresztą bohaterem pieśni i legend.

Wcześniejsza rozprawa z jego wu-

jem pokazała, że to Karol miał bar-
dziej humanitarny stosunek do wro-
gów, a papież pałał ślepą żądzą ich
zniszczenia. Ścigał ich nie tylko za ży-
cia,  ale  nawet  po śmierci,  pastwiąc
się nad zwłokami. Jeszcze przed de-
cydującą  bitwą  groził  Manfredowi
śmiercią,  kiedy  ten  szukał  kompro-
misu z „głową Kościoła”. Papież mó-
wił wtedy: „Czas łaski minął... Topór
już  ruszył  w kierunku  pnia”
.  Nieco
wcześniej  świadomie  mianował  Ka-
rola namiestnikiem cesarskim w To-
skanii,  co  było  wysoce  niekorzystne
dla Państwa Kościelnego, lecz dawa-
ło  Karolowi  prawo  do skazania
na śmierć młodego księcia jako „mą-
ciciela pokoju”.

Ów  brutalny  akt  zamknął  kur-

tynę batalii papiesko-cesarskiej. Pa-
piestwo  odniosło  swoje  pyrrusowe
zwycięstwo. Była to jednak walka nie
tyle o władzę, ile o to, czy szafarze
ludzkich przesądów będą rządzić Eu-
ropą. Rola pokonanych Hohenstau-
fów jest tutaj wybitna. Gregorovius
ujął to tak: „Wojna dwóch systemów,
Kościoła i cesarstwa, które równole-
gle niszczyły się nawzajem, pozwala-
jąc  tym  samym  oczyścić  drogę  dla
przyszłego  ruchu  umysłowego,  stała
się punktem kulminacyjnym wieków
średnich, na którym stanął Konradyn
otoczony  aureolą  swojej  tragicznej
śmierci.  Jakkolwiek  wielka  dynastia
poległa,  walka  Hohenstaufów  była
z powodzeniem kontynuowana przez
inne procesy na rzecz uwolnienia ludz-
kości  od despotyzmu  duchownego,
które  nie  byłyby  możliwe  bez  doko-
nań bohaterskiego rodu”.

MARIUSZ  AGNOSIEWICZ

www.racjonalista.pl

OJCOWIE  NIEŚWIĘCI  (56)

Klemens IV był kolejnym wojowniczym papieżem 
odgrywającym rolę Namiestnika Chrystusa. Kolejnym,
który był 

persona non grata w Rzymie. Także 

człowiekiem, który źle potraktował własne dzieci.

W

Wyyrrooddnnyy ttaa

ttuuśś

W

Wyyrrooddnnyy ttaattuuśś

Książę Konradyn i jego oprawca – papież Klemens IV (fot. wyżej)

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

24

4

GRUNT TO ZDROWIE

Niektóre z tych „lekarstw” wzmoc-

nią  nasz  organizm  i uchronią  przed
chorobą. Inne – zastosowane na po-
czątku infekcji – pomogą nam zwal-
czyć  ją  w zarodku  i szybko  wrócić
do pełni sił. Przyjrzyjmy się i tym naj-
bardziej znanym, i tym nieco już za-
pomnianym.

Domowy  sok  z malin

Ze swoimi „braćmi” sklepowymi

niewiele  ma  wspólnego.  Już  Hipo-
krates 
zalecał kurację malinową ja-
ko panaceum na wiele schorzeń. Za-
warty w nim kwas salicylowy ma wła-
ściwości napotne, a malinowe olejki
eteryczne działają rozgrzewająco i an-
tyseptycznie,  co  pomaga  pokonać
uciążliwe infekcje objawiające się go-
rączką.  Witaminy  zawarte  w mali-
nach  działają  wzmacniająco,  przy-
spieszając powrót do zdrowia.

Świeży sok malinowy – najlepiej

wyciśnięty przez lnianą tkaninę – jest
pożyteczny  również  dla  osób  cier-
piących  na schorzenia  nerek  i wo-
reczka żółciowego, ponieważ obec-
ny w nim potas reguluje pracę tych
narządów.

Cytryna

Również ten owoc był znany i ce-

niony już w starożytności. Jego głów-
nym  bogactwem  jest  witamina C,
ale  też  rutyna – substancja  chro-
niąca  witaminę C  przed szybkim
utlenianiem  się.
Za jej  pomocą  możemy  leczyć:

z

gorączkę (sok z całej cytryny wle-
wamy do szklanki osłodzonej wo-
dy  i wypijamy);

z

pasożyty  jelitowe  (pijemy  wywar
z całej  cytryny);

z

owsiki (miażdżymy nasiona cytry-
ny, dodajemy miód i zjadamy co-
dziennie rano na czczo aż do wy-
leczenia);

z

anginę (płuczemy gardło sokiem
cytrynowym rozcieńczonym z cie-
płą  wodą);

z

migrenę (stosujemy kompres z so-
ku  cytrynowego);

z

przekrwienie wątroby (wieczorem
zalewamy wrzącą wodą 3 rozkro-
jone cytryny, odstawiamy na noc
pod przykryciem i pijemy następ-
nego  dnia  rano  na czczo);

z

zapalenie  jamy  ustnej  (sok  z cy-
tryny mieszamy z miodem i wodą
– roztworem tym płuczemy usta).

Syrop  z cebuli

Drobno posiekaną cebulkę ukła-

damy warstwami, zasypując cukrem
lub  polewając  miodem.  Odstawia-
my w ciepłe miejsce (lub do misecz-
ki z ciepłą wodą), żeby wydzielał się
sok.  Pierwszą  dawkę  można podać
już  po godzinie  albo  dwóch.  Syrop
należy  przechowywać  w lodówce,
jednak nie dłużej niż dwa dni, gdyż
później  traci  swoje  właściwości.

Cebula  działa  bakteriobójczo,

przeciwkaszlowo,  ale  też  wykrztu-
śnie,  dlatego  syrop  warto  podawać
nie  później  niż  dwie  godziny
przed snem. Trzeba jednak pamię-
tać,  że  sok  z cebuli  (zwłaszcza
na słodko)  obciąża  wątrobę.

Przyjmujemy go kilka razy dzien-

nie  po jednej  łyżce  stołowej.

Czosnek

Nie  ma  chyba  bardziej  natural-

nego  środka  przeciwwirusowego
i przeciwbakteryjnego,  który  byłby
tak  popularny  jak  czosnek.  Jest  on
skuteczny w walce przeciwko infek-
cjom bakteryjnym, wirusowym oraz
pasożytniczym.  Zmiażdżony  świeży
czosnek  wydziela  alicin  – substan-
cję,  która  działa  jeszcze  silniej  niż
antybiotyczna penicylina lub  tetra-
cyklina.  Czosnek  z powodzeniem
używany jest w leczeniu gardła, prze-
ziębień, gryp, infekcji oskrzeli i płuc,
infekcji  przewodu  pokarmowego,
a pomaga  również  w odbudowaniu
populacji przyjaznej bakterii po od-
bytych  kuracjach  antybiotykowych.
Czosnek to skuteczny środek na ro-
baki w organizmie, wszelkie zakaże-
nia  drożdżakami,  pleśniawki  w ja-
mie  ustnej  i pleśniawki  pochwowe.
Poprawia  trawienie,  wchłanianie
i przyswajanie  pokarmów  oraz  po-
maga w wydalaniu gazów. Czosnek
wzmaga również produkcję insuliny
wytwarzanej przez trzustkę, w związ-
ku  z czym  uważany  jest  za cudow-
ny środek w obniżaniu poziomu cu-
kru  we  krwi  u ludzi  cierpiących
na cukrzycę.  Można o nim  pisać
książki, ale ograniczę się do przypo-
mnienia  „cudownej”  mikstury,  rze-
czywiście pomagającej w jesiennych
infekcjach (sprawdzona przeze mnie
i moich znajomych):

Główkę polskiego (nie chińskie-

go!)  czosnku  przeciskamy  przez

praskę  lub  miksujemy,  dodając  sok
z cytryny, łyżkę miodu, odrobinę cie-
płej, przegotowanej wody oraz łyżecz-
kę spirytusu. Syrop powinien być prze-
chowywany  w lodówce  – nie  dłużej
niż  dwa  dni.  W razie  przeziębienia
przyjmujemy 1 łyżkę pięć razy dzien-
nie. Nie należy przesadzać z dawką,
gdyż  nasz  naturalny  antybiotyk  ob-
ciąża wątrobę jeszcze bardziej niż ce-
bula. Najlepsza jest systematyczność
i długotrwałe stosowanie.

Syrop  z selera

Jest mniej intensywny w smaku

niż syrop z cebuli czy czosnku, a po-
siada równie silne właściwości łago-
dzące  uporczywy  kaszel.  To  ist-
na bomba  witaminowa.  Selery  za-
wierają  witaminę  A,  B, C,  E,  PP,
a także  inne  składniki  mineralne
– potas,  wapń,  cynk,  żelazo.

Przepis  na syrop  z selera:
Myjemy duży seler (nie może być

wysuszony w środku!) i przecinamy
go  na 1/4  wysokości.  W większym
kawałku  drążymy  dziurkę  i wsypu-
jemy w nią 4 łyżeczki cukru lub mio-
du. Mniejszy kawałek selera ma po-
służyć  za przykrywkę.  Seler  odsta-
wiamy  w ciepłe  miejsce  i po kilku
godzinach syrop jest gotowy.

Tak przygotowany syrop wystar-

czy  nam  na 1–2  dni.

Syrop  z buraka

Stosowany i polecany przez na-

sze babcie i prababcie. Był to zresz-
tą lek stosowany już przez dawnych
Słowian.

Jak  go  uzyskać?  Dwa  buraki

ścieramy  na tarce  i dodajemy  trzy
łyżki  miodu.  Gotujemy  na małym
ogniu  przez 20  minut.  Schładzamy
i podajemy trzy razy dziennie po łyż-
ce  stołowej.

Herbatka  z kwiatu  lipy

Lipa ma działanie napotne, więc

doskonale sprawdza się w przypad-
ku  chorób,  którym  towarzyszy  go-
rączka. Napar z kwiatu lipy łagodzi
też kaszel. Najlepiej zaparzyć 2 łyż-
ki suszonych kwiatów lipy i przece-
dzić  po kilkuminutowym  parzeniu.

Płukanka  z szałwi

Dzięki  właściwościom  antysep-

tycznym, relaksującym oraz ściąga-
jącym  szałwia  lekarska  jest  ideal-
nym środkiem leczniczym na wszel-
kiego  rodzaju  bóle  gardła  i często

jest stosowana w płukankach zioło-
wych. Zioło to jest również używa-
ne  do ukojenia  bólu  dziąseł  oraz
na owrzodzenia  jamy  ustnej  (afty).

Łyżkę suszonych liści szałwii za-

lewamy  wrzątkiem,  przykrywamy
i odstawiamy na 15 minut. Następ-
nie napar odcedzamy i po ostygnię-
ciu  płuczemy  jamę  ustną,  najlepiej
jak najczęściej – co najmniej 5–6 ra-
zy  dziennie.  Unikając  wtedy  poły-
kania  naparu.

Mleko  z masłem  i miodem

Do gorącego,  przegotowanego

mleka dodajemy łyżkę masła i mio-
du;  można też  wrzucić  rozgniecio-
ny  ząbek  czosnku.  Po przecedze-
niu wypijamy ciepły napój, a wtedy
nasz suchy kaszel zmieni się we fleg-
mę  łatwą  do usunięcia.

Maść  z masła

To zapomniany już dziś sposób

na pozbycie  się  drażniącego  i dra-
piącego  kaszlu.  Smaruje  się  nim
piersi, po czym owija tułów nieprze-
puszczającym powietrza materiałem
(np. folią). Należy się przy tym cie-
pło  ubrać  i wskoczyć  pod kołdrę,
a rano można zapomnieć o kaszlu.

Spirytus

Walcząc  z przeziębieniami,  nie

zapominajmy  też  o…  spirytusie.
Można wykorzystać jego rozgrzewa-
jące właściwości, nacierając się nim
przed snem.  Rozszerzy  on  naczy-
nia  krwionośne,  przyspieszy  prze-
mianę  materii  i rozgrzeje  nas,  po-
wodując  obfite  poty.

Inhalacje

To  ważna pomoc  przy choro-

bach  dróg  oddechowych,  tym  bar-
dziej że nie obciąża układu pokar-
mowego.  Możemy  robić  inhalację
ziołami (rumianek, szałwia, tymia-
nek), solankami (np. zabłocka) czy
wodą  z kilkoma  kroplami  olejku
eterycznego (może być sosnowy, eu-
kaliptusowy  lub  kamforowy).  Naj-
lepszym  rozwiązaniem  jest  zakup
inhalatora. Za najprostsze, ale do-
bre  jakościowo,  trzeba  zapłacić
od 100 do 200 złotych. Odpowied-
nie olejki zakupimy w aptekach lub
w sklepach  zielarskich.

Nawilżanie  mieszkania

Przy przeziębieniach – i nie tyl-

ko  wtedy  – ważne  jest  zachowanie
odpowiedniej wilgotności w naszych

mieszkaniach.  Można na przykład
zamontować  na kaloryferach  spe-
cjalne  pojemniki  z wodą.  Zbyt  su-
che powietrze to problem zarówno
latem,  jak  i w okresie  grzewczym.
Może wywoływać podrażnienia oczu
i gardła, przyczyniając się do częst-
szych infekcji bakteryjnych. Zwięk-
sza  też  dolegliwości  z powodu  ka-
taru.  Wilgotność  najlepiej  utrzy-
mywać na poziomie 50–60 proc., na-
tomiast  temperatura  w domu  nie
powinna przekraczać 20–21 stopni.

Jeśli  już  zachorujemy,  zasto-

sujmy się do podanych poniżej rad,
które  pomogą  nam  zminimalizo-
wać nieprzyjemne skutki infekcji:

Dieta

Na początku  choroby  powinni-

śmy  jeść  przede  wszystkim  warzy-
wa i owoce, a unikać tłuszczy, mię-
sa i słodyczy. Do picia najlepsze bę-
dą ciepłe ziołowe i owocowe herba-
ty,  na przykład  z malin,  porzeczek
i poziomek, z dodatkiem miodu, któ-
ry ułatwia wydalanie toksyn z orga-
nizmu.  Doskonały  będzie  także
wspomniany  powyżej  sok  z malin.
Pamiętajmy, że szczególnie podczas
przeziębienia przebiegającego z go-
rączką bardzo ważne jest uzupełnia-
nie płynów w organizmie. Koniecz-
nie  od 1  do 3  litrów  na dobę.  Mo-
żemy  przyjmować  lekkie  zupy  wa-
rzywne ugotowane na drobiu lub ry-
bach  morskich.

Wietrzenie  pomieszczenia

Istotnym elementem walki z cho-

robą  jest  regularne  wietrzenie  po-
mieszczeń, w których przebywamy.
Świeże powietrze to powietrze wzbo-
gacone w tlen, a takie właśnie przy-
spiesza  proces  oczyszczania  orga-
nizmu poprzez przyspieszenie prze-
miany  materii.

Masaże  wodne

Przy lżejszych infekcjach dobrze

jest  przynajmniej 3  razy  dziennie
wziąć  trzyminutowy  prysznic  – na
przemian gorącą i letnią wodą (nie
zimną).  Taki  hydromasaż  naczyń
krwionośnych  również  przyspiesza
oczyszczanie organizmu, a co za tym
idzie  – zapewnia  szybszy  powrót
do zdrowia.

Nacieranie

Przygotowujemy  roztwór  soli:

w 1  litrze  wody  rozpuszczamy  czte-
ry łyżki soli kuchennej. Po zakończe-
niu  hydromasażu  moczymy  mały
ręcznik w roztworze soli i nacieramy
nim całe ciało; następnie wkładamy
bieliznę i kładziemy się do łóżka.

Odpoczynek

Sen,  unikanie  wysiłku  fizyczne-

go i wygrzewanie to dodatkowe czyn-
niki, dzięki którym szybciej odzyska-
my zdrowie i unikniemy niebezpiecz-
nych komplikacji. Powinny o tym pa-
miętać  osoby,  które  – mimo  obja-
wów choroby – nie chcą opuścić ani
jednego dnia w pracy i faszerują się
przeróżnymi  lekami  antygorączko-
wymi, antybólowymi i pobudzający-
mi.  Ulga,  którą  te  środki  przyno-
szą,  jest  złudna,  a osłabiony  orga-
nizm  „odpłaci”  nam  kolejnymi  in-
fekcjami i niedomaganiami.

ZENON ABRACHAMOWICZ

JJeessiieen

nn

nee 

pprrzzeezziięębbiieenniiee

Nadchodzi  jesień,  a wraz  z nią  infekcje  i choroby.
Warto  na ten  czas  zaopatrzyć  się  w owoce, 
warzywa,  zioła  i inne  naturalne  medykamenty,
które  pomogą  nam  przetrwać  ten  ciężki  okres.

JJeessiieen

nn

nee

pprrzzeezziięębbiieenniiee

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

25

5

TRZECIA STRONA MEDALU

Koty są różne… Na przykład ko-
ciak Alik urodą może nie grzeszy,
za to  nie  jest  infantylnym  krety-
nem,  natomiast  kociak  Madzia
przeciwnie – nigdy nie złapie żad-
nej  myszy.

W luksusowych  sex-shopach

– zwłaszcza japońskich – można do-
stać śliczne lalki, do złudzenia przy-
pominające piękne dziewczyny. Ma-
ją tę dodatkową zaletę dla zdziecin-
niałych macho, że nie otwierają ust.
A jeśli już otworzą, to w innym niż
werbalny  celu.

Magdalena Żuraw – aniołek PiS

przyozdabiający  plakaty  z prezesem
– lalką nie jest, choć jest prześliczna.
Usta  – w przeciwieństwie  do cude-
niek made in Japan – ma otwarte bez
przerwy,  wobec  czego  katoliccy  ma-
cho  (a istnieją  tacy,  jak  najbardziej)
dostają  orgazmu  od samego  słucha-
nia. A jest czego posłuchać.

Mili  moi...  Żaden  komentarz,

żadne  omówienie  nie  jest  w stanie
oddać potęgi jej błyskotliwego inte-
lektu. Madzia ma dopiero 28 lat, ale
jej lotne myśli kiedyś zapełnią wiel-
kie  księgi  aforyzmów.  Ironią  losu,
a wbrew autorce, która twierdzi, że
wszelkie  baby  durne  są  z natury
jak sto pięćdziesiąt. A może nawet
durniejsze!

Oto  kilka  złotych  myśli  panny

Madzi:

„Kobieta zbrojnego księcia musi

się zastanowić, czy godzi się na czysz-
czenie zbroi 
i tęskne machanie chu-
steczką,  gdy  ten  wyrusza  na wojnę.
Te  z kobiet,  które  wybierają  księ-
ciów
, siłą rzeczy powinny uznać ich
wyższość iprzewodnictwo
”.

„Mądry,  wartościowy  mężczyzna

jest  chlubą  kobiety.  Zaś  jego  wyż-
szość intelektualna przyozdabia ją
pełnym  blaskiem
. Jak pięknie jest,
gdy kobieta nie wie, o czym mówi jej
mężczyzna, a podziwia sposób, w ja-
ki mówi! Jak pięknie, gdy w pełnym
zaufaniu  i braku  lęku  przed ośmie-
szeniem może go zapytać, na jakiej
zasadzie działa internet
”.

Podoba się Wam? Ale to dopie-

ro  rozgrzewka.  Oto  na przykład
w chwili, gdy cały cywilizowany świat
próbował uratować skazaną na uka-
mienowanie  (za rzekome  cudzołó-
stwo) Irankę Sakineh Mohamma-
die  Ashtiani
,  panna Żuraw  ogło-
siła  w tej  sprawie,  co  następuje:

„Państwo,  nakładające  w świe-

tle prawa kary na osobę, która do-
puściła  się  konkretnego  przestęp-
stwa,  podpadającego  pod konkret-
ny  paragraf,  jest  państwem  zdro-
wym
, a przede wszystkim suweren-
nym. Państwo, które pod naciskiem
opinii publicznej zawiesza wykona-
nie  wyroku,  suwerenne  nie  jest”.

Jak w głowie młodej kobiety – Eu-

ropejki (?!) – mogą się rodzić podob-
nie posępne, złowrogie myśli? Może
już lepiej, by paprotka prezesa wypo-
wiadała się na tematy, na których się
zna.  Na przykład  na temat  nurtują-
cych ją kwestii egzystencjalnych:

„Czy  prawdziwa  kobieta  (i nie-

koniecznie konserwatystka współży-
jąca całe życie z jednym mężczyzną)
potrzebuje  do spełnienia  przyrzą-
du na baterie?”

– pyta Madzia i sa-

ma sobie odpowiada, że prawdziwa
kobieta wibratora do rączki nie weź-
mie,  ale  są  takie,  co  biorą. I one:

„Wszędzie  też,  gdzie  się  poja-

wiają – niszczą. Gdy nie zajmują się
nauką  czy  szeroko  pojętą  kulturą
– niszczą  siebie  i swoją  kobiecość;
gdy  zaś  zajmują  się  nauką  czy  kul-
turą – zaniżają ich poziom, przez co
niszczą  ludzkiego  ducha”.

Nie,  to  nie  są  fantasmagorie

ogarniętej kompleksem niższości ma-
sochistki.  To  przemyślenia  młodej
Polki,  która  na początku XXI wie-
ku uśmiecha się z plakatów PiS, za-
chęcając: „Głosujcie na mnie!”.

I pewnie znajdą się tacy (takie?),

co zagłosują. Tacy, co to myślą po-
dobnie  jak  Madzia.

„Nauka:  niemal  wszystkie  prze-

łomowe odkrycia w dziejach ludzko-
ści dokonywane są przez mężczyzn.

Poezja:  dziś  w większości  pisa-

na przez  kobiety  – upada.

Literatura:  Wybitna literatura

nie wyszła nigdy spod kobiecego pió-
ra.  Świat  nie  rozwija  się  dzięki
kobiecie  
– i to jest fakt!”.

Ale przecież, do cholery, po coś

Panbócek kobietę stworzył? Do cze-
goś  się  ona  w końcu  nadaje,  bo

w przeciwnym razie od dawien daw-
na byłaby już tylko wspomnieniem,
pomyłką  Dzieła  Stworzenia.  Ależ
owszem  – kobieta  jest  potrzebna.
Pod tym  wszelako  warunkiem,  że
o pewnych  sprawach  nie  zapomni:

„Miejscem  kobiety  jest  dom.

Dobra  literatura,  poezja  (pisa-
na przez  mężczyznę),  ukochane
dziecko.  Tam  może  się  rozwijać,
tam realizować i stamtąd zmieniać
świat”.

W tym życiowym i filozoficznym

credo Madzi  (Madzia  jest  absol-
wentką filozofii) pojawia się jednak
pewna niekonsekwencja,  pewien
rozziew  i dysonans.  Otóż  zapyta-
na, po co w takim razie kandyduje
do Sejmu,  odpowiada:

„Jeśli  trafiłabym  do parlamen-

tu, to chciałabym pracować przede
wszystkim  przy naprawie  systemu
wychowawczo-edukacyjnego, bo to,
co dzieje się z przedszkolami, ma-
turami i poziomem szkolnictwa, to
katastrofa”.

Jakże się myliłem, uważając, że

ja i Madzia znajdujemy się mental-
nie na jakiś antypodach pojęć, na naj-
bardziej  jak  to  możliwe  spolaryzo-
wanych biegunach postrzegania rze-
czywistości. Oto zgadzam się z Ma-
dzią w pewnej kwestii stuprocento-
wo. W takiej oto, że poziom szkol-
nictwa  jest  w Polsce  katastrofalny
– zwłaszcza  poziom  wykładania  fi-
lozofii na niektórych uczelniach – ot,
choćby  na Uniwersytecie  Kardyna-
ła  Stefana Wyszyńskiego,  którego
Madzia jest absolwentką.

Jakże rad byłbym poznać nazwi-

sko opiekuna jej filozoficznego ro-
ku i promotora jej filozoficznej pra-
cy. I uścisnąć  ich  prawicę  (no  bo
przecież nie lewicę), gratulując ogro-
mu pracy, jaką włożyli w pięciolet-
ni proces dydaktyczny Madzi. Ups…
Pani  magister  filozofii  Magdaleny
Żuraw – przyszłego doktora, przy-
szłego doktora habilitowanego, przy-
szłego profesora, który przecież już
za kilka lat będzie prostował kręte
ścieżki  niesłusznych,  a więc  groź-
nych  myśli  innych  studentek.

MAREK  SZENBORN

Fot.  PAP/Tomasz  Gzel

GŁASKANIE  JEŻA

IIQ

Q kko

oc

ciia

akka

a

N

iechciane  ciąże,  nielegalne  abor-
cje,  kiła,  HIV  i inne  choroby!  Bez
gumki  czy  pigułki,  które  zwalcza

Kościół, nie ma bezpiecznego seksu. Pod-
czas  obchodów  Światowego  Dnia  Anty-
koncepcji  znowu  okazało  się,  że  żyjemy
w ciemnogrodzie.

Z roku na rok w łóżku lądują coraz młod-

si  ludzie.  „To  ujma  być  dziewicą  lub  prawicz-
kiem  jeszcze  przed 18  rokiem  życia” 
– mówią
gimnazjaliści. Obecnie normalny staje się seks
już w wieku 15 lat i mniej. A wraz z nim wpad-
ki,  choroby  i najprawdziwsze  dramaty  życio-
we. Bo w Polsce edukacji seksualnej nie było
i nie ma, zaś droga antykoncepcja – choć na ap-
tekarskich  półkach  obecna – w domach  sta-
nowi rzadkość.

Podczas obchodów Światowego Dnia An-

tykoncepcji  (26  września)  znowu  mocno  wy-
brzmiała znana od lat prawda – hipokryzja to
u nas  chleb  powszechni.  Politycy  prawicowi,
duchowni,  a także  liczni  lekarze  lamentują

nad każdym  „zabitym  dzieckiem  nienarodzo-
nym”, podczas gdy NIC się nie robi, by prze-
ciwdziałać niechcianym ciążom w sposób naj-
prostszy i najtańszy.

Skuteczna antykoncepcja w Polsce to, nie-

stety,  mit.  Z najnowszych  badań  firmy  Bayer
wynika, że aż 56 proc. młodych ludzi zetknęło

się  z problemem  nieplanowanej  ciąży  w swo-
im najbliższym otoczeniu – albo w gronie przy-
jaciół, albo wręcz w rodzinie była ciążowa wpad-
ka.  To  największy  odsetek  w całej  Europie.
Młodzież nie wie, jak się zabezpieczać. Blisko
połowa  młodych  Polaków  uprawiających
seks  idzie  do łóżka  z nowym  partnerem
BEZ  zabezpieczenia! 
Wina nie  leży  w lek-
komyślności, lecz w niewiedzy i barierach, ja-
kie stoją na drodze do gumek, pigułek czy in-
nych środków antykoncepcyjnych.

– Antykoncepcja jest dobrem luksusowym

– mówi  Wanda  Nowicka,  szefowa  Federacji
na rzecz  Kobiet  i Planowania  Rodziny.
– Po pierwsze, jest pełnopłatna. Po drugie, jest

niedostępna w publicznej służbie zdrowia, gdzie
lekarze w ogóle jej nie proponują. Kobiety są
skazane na pełnopłatne środki, a do tego mu-
szą wyłożyć od 120 zł na wizytę u prywatnego
lekarza – wyjaśnia Nowicka.

Pokutują z powodu biedy i niewiedzy. W do-

mach o seksie się nie rozmawia, a w szkołach

próżno  szukać  rzetelnej  informacji  o tym,
do czego  służy  prezerwatywa  czy  jak  stoso-
wać pigułki. W kraju, gdzie rządzi katolickie
wychowanie, byłoby to przecież skandalem…
A świat idzie do przodu i wymyślił już nawet
gumkę dla kobiet. – W Polsce mało kto wie,
że  ona  w ogóle  istnieje,  nie  można jej  ni-
gdzie  dostać  – mówi  Anna Grzywacz,  edu-
katorka seksualna z grupy Ponton. – Podob-
nie jest ze środkami tzw. antykoncepcji po sto-
sunku.  W Polsce  są  one  na receptę.  Często
te recepty w ogóle nie są wydawane, zwłasz-
cza młodym kobietom – podkreśla Grzywacz.
Stwierdzenie,  że  Polska  to  pod tym  wzglę-
dem ciemnogród, nie jest przesadą. – Według

Światowej  Organizacji Zdrowia antykoncep-
cja mieści się w standardzie zdrowotnym i ma
ją  zapewniać  państwo  – mówi  Wanda  No-
wicka.  Tyle  że  u nas  te  normy  najwyraźniej
nie  obowiązują.  Efekt?  Co  najmniej 150  ty-
sięcy  pokątnych  aborcji  rocznie.

Tymczasem  młodzież  „wie”  swoje. I za-

chodzi w ciążę: „Nie chciałam się truć tablet-
kami. Wiedziałam, że jest ryzyko, że prezerwa-
tywa  pęknie,  że  są  tam  jakieś  wkładki  doma-
ciczne, ale one były drogie. Interesowałam się
tym  trochę,  ale  nie  brałam  pod uwagę,  że  ja
mogłabym  to  zastosować”.

Z tą  niewiedzą  – wspieraną  przez  szkoły,

polityków i duchownych – próbują walczyć edu-
katorzy  seksualni  i nieliczni  specjaliści.  Mię-
dzy innymi w ramach kampanii „Kiedy 1+1=3”
realizują program „Świadoma szkoła”. Dzięki
niej w niektórych szkołach młodzież może spo-
tkać  ginekologa  i seksuologa,  a przy okazji
zaopatrzyć  się  w „Przewodnik  po antykon-
cepcji”.  Niestety,  w wielu  szkołach  wciąż  to
ksiądz ma więcej do powiedzenia niż zdrowo-
rozsądkowo myślący dyrektor.

DANIEL  PTASZEK

W mat.  wykorzystałem  wypowiedzi  młodzie-

ży  z badań  zamieszczonych  w książce  „(Zbyt)
młodzi rodzice” (Z. Izdebski, T. Niemiec, K. Wąż).

S

Szzttu

uk

ka

a zza

ap

po

ob

biie

eg

ga

an

niia

a

S

Szzttu

uk

ka

a zza

ap

po

ob

biie

eg

ga

an

niia

a

background image

Janusz  Palikot  zamieszał  na po-
litycznej scenie. Do Ruchu Popar-
cia  swojego  imienia  przyciągnął
część moich znajomych, a nawet
przyjaciół. 

Jeszcze  w ubiegłorocznych  wy-

borach samorządowych partia RA-
CJA szła  razem  z SLD.  Dziś  jest
na konkurencyjnych listach. Racjo-
naliści,  antyklerykałowie,  feminist-
ki,  ateiści,  agnostycy,  osoby  LGBT
znaleźli się w labiryncie uczuć. Na ile
rozdzielą  swoje  głosy,  skoro  kryte-
rium  wcale  nie  jest  jasne? 

Janusz Palikot przedstawia się jak

ongiś  Andrzej  Lepper:  jeszcze  nie
rządziłem. To oczywiście nieprawda.
Jako prominentny członek rządzącej
partii i wiceprzewodniczący jej klubu
parlamentarnego, a przede wszystkim
przewodniczący  Sejmowej  Komisji
„Przyjazne Państwo”, miał naprawdę
duże możliwości. Nie wykorzystał ich.
W komisji poszedł wyłącznie na ilość.
Były setki posiedzeń i projektów. Pa-
ra  szła  w gwizdek,  bo  nie  było  ani
strategii, ani planu, ani hierarchii pro-
blemów. Podobno właśnie taki był za-
mysł przewodniczącego Palikota, któ-
ry tłumaczył: „Nie chcemy jednej wiel-
kiej  ustawy  deregulacyjnej.  Zrobimy
setki małych nowelizacji. Nie będzie

jednego  wielkiego  nalotu.  Będą  set-
ki  precyzyjnych  ataków  na małe  ce-
le. Żeby nie widzieli armii, która ma-
szeruje. Będą widzieli tylko masę po-
jedynczych  wybuchów”.  Nie  sprecy-
zował,  przed kim  miała  być  ta  cała
konspiracja  ani  kto  i dlaczego  sypał
piach  w tryby  jego  komisji.  Z szum-
nie  zapowiadanych  wybuchów  było
raptem  kilka:  odrolnienie  gruntów
w miastach, likwidacja podatku VAT
od darowizn  w postaci  żywności,
wstrzymanie  wykonania  nieprawo-
mocnych decyzji skarbowych. Niewie-
le  jak  na 57  tys.  absurdów  zgłoszo-
nych za pośrednictwem internetowej

strony „Przyjaznego Państwa”.

Klapa  prac  Palikotowej  ko-

misji  w dużej  mierze  wynikała

z niechęci jej szefa do pracy or-

ganicznej. Poseł z Biłgoraja pra-

gnął rozgłosu, który by go wy-
niósł do prezydentury, premie-

rostwa,  w najgorszym  razie

do

ministerialnego  fotela.

Pod tym względem jest podob-

ny  do Bartosza  Arłukowicza

Ryszarda Kalisza. Nic dziw-

nego, że właśnie z nimi planował skok
na władzę.  Ostatecznie  Arłukowicz
wybrał pewniejszy mandat z PO. Ka-
lisz  – jak  sam  twierdzi  – chciał,  ale
pod pewnymi  warunkami.  Najważ-
niejszy  – by  Palikot  się  nieco  posu-
nął,  ustąpił  miejsca  w błysku  fleszy
i zaczął robić „two men show” – był
od początku niemożliwy do spełnie-
nia. W końcu nie po to jest Ruch Po-
parcia Palikota, żeby popierał kogoś
innego.  Dlatego  na listach  zaledwie
kilka gwiazd. W tym naczelny „FiM”. 

Poważne  wątpliwości  budzą  tak-

że inne maski, w których obecnie wy-
stępuje  Janusz  Palikot.  Demokrata
składający  hołdy  Piłsudskiemu.
Obrońca osób LGBT, który w wybor-
czej walce przypisuje homoseksualizm

swoim  politycznym  przeciwnikom.
Zwolennik państwa neutralnego świa-
topoglądowo, wręcz antyklerykał, pra-
gnący wieszać w sali sejmowej gwiaz-
dę Dawida i krzyż prawosławny. 

Celowo  nie  poruszam  ogranej

już  kwestii  niedawnej  klerykalnej
prawicowości  Palikota.  Każdy  bo-
wiem  ma  prawo  zmieniać  poglądy.
Chwała  mu,  jeśli  na lepsze.  Pozo-
staje jednak problem szczerości. Ja-
nusz  Palikot  nie  budzi  mojego  za-
ufania.  W swojej  książce  ujawnia
i poddaje  miażdżącej  krytyce  „Ku-
lisy Platformy”, a równocześnie za-
powiada,  że  w Sejmie  chce  wspie-
rać premiera Tuska i jego ugrupo-
wanie;  jego  zaś  największym  i bo-
dajże jedynym – jak twierdzi – wro-
giem  jest  SLD,  czyli  partia,  której
światopoglądowy  program  wpisał
na swoje sztandary i chce rzekomo
realizować. Pod tym względem mię-
dzy mną i Januszem Palikotem jest
przepaść. Znam, cenię, lubię wielu
kandydatów  i sympatyków  Ruchu
Poparcia i nie przyszłoby mi do gło-
wy traktować ich jak wrogów. Prze-
ciwnie.  Jest  mi  do nich  bliżej  niż
do polityków innych partii, nie wy-
łączając niektórych moich kolegów,
którzy seksistowskimi, homofobicz-
nymi czy klerykalnymi zachowania-
mi  i wypowiedziami  kompromitują
idee  bliskie  nam  wszystkim. 

Głosować  będę  oczywiście

na SLD.  Na naszej  liście  nr 3  jest
wielu wspaniałych kandydatów. Nie-
koniecznie na pierwszych miejscach.
Wśród  nich  moi  współpracownicy:
Bożena KizińskaIrena Czerkas,
Bożena Kiemystowicz,  Jakub
Kwaśny
,  Mariusz  Falkowski
i – do Senatu – Tomasz Bojar-Fi-
jałkowski
. Tylko brać i wybierać.

JOANNA  SENYSZYN

www.senyszyn.blog.onet.pl 

KATEDRA  PROFESOR  JOANNY  S.

2

26

6

RACJONALIŚCI

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

W

W llaabbiirryynncciiee uucczzuućć

Co się stało, że środowiska poli-
tyczne  i społeczne,  które  od za-
wsze  były  z SLD,  teraz  systema-
tycznie odwracają się od tej par-
tii? Dały się omamić Palikotowi?
Nie rozpoznają prawdziwej lewi-
cy?  Zostały  kupione  miejscami
na listach? Otóż nic z tych rzeczy.

Racjonaliści,  ateiści,  apostaci,

mniejszości  seksualne,  mniejszości
narodowe – wszystkie te grupy, któ-
re  z braku  innej  opcji  zawsze  były
wierne  Sojuszowi,  dziś  wybierają
Ruch Palikota. Robią tak, ponieważ
SLD zawiódł. Zawiódł boleśnie i moc-
no.  W latach 2001–2004  prezydent,
premier i marszałek, mając pełną wła-
dzę, pokazali wszystkim wyżej wymie-
nionym  grupom  figę  z makiem.
Na sztandarach  wyborczych,  które
trzymał wówczas Leszek Miller, par-
tia  wypisała  hasła  bliskie  ludziom
lewicy: rozwiązanie konkordatu, wy-
prowadzenie  lekcji  religii  ze  szkół,
równouprawnienie kobiet i mężczyzn,
edukacja  seksualna i wiele  innych.
I trzeba, niestety, przypomnieć dro-
giej Pani Profesor (patrz tekst obok),
że żadnego z tych postulatów nie zre-
alizował!  Gorzej,  bo  w tamtym  cza-
sie  właśnie  doszło  do niesamowite-
go zaprzeczenia ideałom lewicy. Ko-
misja  Majątkowa  w latach  rządów
SLD  oddała  Kościołowi  największą
ilość gruntów w całej swojej historii,
lekcje religii stały się płatne dla du-
chownych  katechetów,  a biskupi
na trwałe wrośli we wszystkie uroczy-
stości państwowe.

Niestety, tak było. Nie da się te-

go  zapomnieć! I dobrze,  że  Polacy
pamiętają; że wreszcie zaczęli rozli-
czać  z obietnic.  Kiedy  więc  powstał
nowy ruch społeczny o silnym lewi-
cowym charakterze, to ludzie z par-
tii  RACJA,  organizacji  LGTB,  śro-
dowiska  „Faktów  i Mitów”,  „Nie”,

Kongresu Kobiet – bez żadnych tar-
gów o miejsca i bez szczególnego na-
mawiania  – zdecydowali  się  działać
razem w Ruchu. Dziś na listach RP
jest  ponad 100  kandydatów  partii
RACJA, 37  przedstawicieli  LGTB,
a prawie  połowa  osób  na listach  to
kobiety.  To  z naszych  list  kandydu-
ją: Roman KotlińskiWanda No-
wicka
,  Robert  Biedroń,  Andrzej
Rozenek
!  A przecież  to  są  ludzie,
którzy zawsze kibicowali lewicy. Je-
rzy Urban 
poparł RP, choć całe je-
go  życie  związane  było  ze  środowi-
skiem SLD. 

Zarzucanie  mi,  że  nie  wykorzy-

stałem  szansy,  jaką  dawało  przewo-
dzenie Komisji „Przyjazne Państwo”,
jest nieporozumieniem. To m.in. z po-
wodu  tej  Komisji  opuściłem  parla-
ment.  Większość  spośród  około 150
projektów ustawowych zmian reko-
mendowanych przez Komisję w cią-
gu kilku miesięcy utknęła w innych
komisjach  lub  projekty  te  zostały
zablokowane  laską  marszałkowską.
Nasza  praca  po części  szła  na mar-
ne, choć udało się wdrożyć 70 zmian
prawa. Tymczasem SLD rządził przez
długie  lata  i miał  większość  w par-
lamencie. Jakie są tego owoce? Tyl-
ko  takie,  że  chce  rządzić  dalej,  ale
nic  z tego  – poza posadami  dla  lu-
dzi  Napieralskiego,  stratą  czasu
i miliardów  publicznych  pieniędzy
– nie wynika. Ja nie idę do polityki
dla  pieniędzy,  lecz  dla  idei,  o któ-
rych Sojusz niby-Lewicy pseudo-De-
mokratycznej dawno zapomniał.

Jest wielki kłopot z SLD! Ale je-

stem  pewien,  że  po wyborach  na-
stąpi  nowa  konsolidacja  lewicy  i że
odbędzie  się  to  wokół  środowiska
nowych, ideowych ludzi z RP. A Pa-
nią  Profesor  zapraszamy  do komi-
tetu honorowego. 

JANUSZ PALIKOT

KKłłooppoott zz SSLLDD

L

icytowanie  człowieka  do dna  musi
się skończyć – mówi Janusz Palikot
i staje  w obronie  zadłużonych,  któ-

rych  nie  stać  na spłatę  zobowiązań.  Nie
może  być  tak,  że  z dnia  na dzień  lądują
na bruku,  bo  nagle  powinęła  się  noga.

Pani  Alicja  prowadziła  normalne  życie.  Jak  mi-

liony  Polaków  chciała  się  czegoś  dorobić.  Wzięła
w jednym  z banków  kredyt  na kilkanaście  tysięcy
złotych.  Nic  nie  zapowiadało  kłopotów.  Ale  nowo-
twór nie wybiera – uderza niespodziewanie. Jej się
przytrafił. Na szczęście operacyjnie udało się go po-
konać. Tyle że problemy chodzą parami… Przyszedł
udar.  Pani  Alicja  stała  się  osobą  niepełnosprawną
i jest w bardzo złym stanie. Ma kłopoty ze zdrowiem,
nieco ponad tysiąc złotych renty i potężny dług.

– Kiedy udała się do banku negocjować, okaza-

ło  się,  że  dług  w wyniku  naliczania  odsetek  urósł
do kwoty  około 30  tysięcy  złotych.  Udało  się  wy-
walczyć  tyle,  że  bank  zadowoli  się 8  tysiącami.
Gdyby  pani  Alicja  nie  mogła  zaspokoić  oczekiwań
banku,  doszłoby  do licytacji  mieszkania,  a ona  sa-
ma wylądowałaby w noclegowni – mówi Piotr Iko-
nowicz
, działacz ruchu lokatorskiego.

Alicja Skwarska-Kłos ze swoim problemem tra-

fiła do Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej. Osób
z podobnym problemem są tysiące, a w wyniku ko-
lejnego  kryzysu  może  ich  przybyć  lawinowo.  Ko-
mornicy  nie  mają  jednak  litości  i ściągają  co  tylko

się da. Litości nie znali też posłowie. Jak mówi Iko-
nowicz,  już  na koniec  kadencji  przegłosowali  skan-
daliczne prawo:

– Sprawa wygląda tak, że osoba, która zajmu-

je  lokal  prywatny  wraz  z dziećmi,  a lokal  idzie

na licytację,  nawet  w okresie  ochronnym  może
stać się osobą bezdomną.

Ikonowicz z problemem zwrócił się do Janusza

Palikota, a ten nie odmówił pomocy. Pani Alicji prze-
kazał 8  tysięcy  złotych  na zaspokojenie  żądań  ban-
ku,  a innym,  którzy  wpadli  lub  mogą  wpaść  w po-
dobne tarapaty, obiecał interwencję w Sejmie.

– Ruch  Palikota  zaraz  na początku  nowej  ka-

dencji  wniesie  takie  zmiany  (tzw.  prawo  ostatniej
koszuli),  które  zapobiegną  licytowaniu  człowieka
do końca – mówi Palikot. Chodzi o niewielką zmia-
nę  prawną  w Kodeksie  postępowania  cywilnego.
Zgodnie z nią istniałoby minimum, którego komor-
nik  nie  mógłby  licytować.  To  mieszkanie,  gdzie
na osobę byłoby do 10 mkw. lub do 20 mkw. w przy-
padku, gdy mieszka tylko jedna osoba. Jeśli nieru-
chomość byłaby licytowana, wówczas dłużnik mu-
siałby dostać w zamian przynajmniej tak małe miesz-
kanko.  – Taka  obrona  przed bezdomnością  osób,
którym  gorzej  się  wiedzie,  jest  naszym  obowiąz-
kiem,  jest  standardem  cywilizacyjnym,  który  każ-
demu się należy. Próbujemy wnieść ten temat do de-
baty publicznej – mówi Ikonowicz. 

DANIEL  PTASZEK

Fot. Autor

R

Ru

uc

ch

h d

dw

óc

ch

h

R

Ru

uc

ch

h d

dw

óc

ch

h

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

27

7

ŚWIAT SIĘ ŚMIEJE

K

KR

RZ

ZY

ŻÓ

ÓW

WK

KA

A

P

Po

oz

ziio

om

mo

o:: 1) kot z nim biega, 5) może być kwadratowa, ale nie

okrągła, 9)  UFO  w Polsce, 10)  potrafi  się  sprężyć, 11)  widzi
Ararat ze swego mieszkanka, 13) piewica, którą ZSRR się za-
chwycał, 14)  lepszy  niż  nic, 15)  w meczecie  go  znajdziecie,
17)  polityk  nie  ze  wsi,  lecz  z miasta, 18)  zwinna  gadzina,
20)  drogie  jaja, 21)  prelekcja  licznika, 22)  żelazny  konserwa-
tysta, 25)  między  dwójkami  pierwszoklasisty, 26)  gdy  trybun
sam  nie  wierzy  w to,  co  szerzy, 27)  co  ma  w sobie  zdrowa
głowa?, 29)  picie  przedłużające  życie, 32)  jak  okiem  sięgnąć,
35)  przychodzi  w odwiedziny  na lekcję  łaciny, 36)  wpadają
w nią fani w idolu zakochani, 39) w bandzie, 43) wpadka w sy-
pialni, 44) ma swój układ z sercem, 46) powinien mówić do rze-
czy, 47) pole dla ekologa, 50) wyspa kobiet, 52) musisz zapła-
cić,  by  mieć  jej  dowód, 53)  dla  tych,  którzy  lubią  przegry-
wać, 54)  taktyka  na napastnika, 55)  kto  nawarzył,  niech  wy-
pije, 57) państwo w Karpatach, 58) nie na poziomie, 59) glon
w skorupce, 60)  chłop,  nie  baba, 61)  trzmiel  do zabawy,
62)  fabryki  dla  graczy, 63)  o luce  w sztuce.
P

Piio

on

no

ow

wo

o::  1)  leży  pod krzyżem, 2)  waga  bez  szal, 3)  metka

etyczna, 4) zbiera się z ząbkami, 5) chwilowe wypełnienie pust-
ki  z górnej  szóstki, 6)  starorzecze,  gdzie  woda  już  nie  ciecze,
7) krąży razem z innymi, białymi i czerwonymi, 8) ptaki z pral-
ki, 10) wieszcz nasz, a jakby zza Tatr, 12) o paniach na kasz-
tanach, 13) płaty blachy na dachy, 16) utrzymywana przez ja-
śniepana, 17)  z korkiem  w ciemni, 19)  wolno  smyczkiem,
22) co grozi chmurze, gdy idą burze?, 23) znają się na AC/DC,
24)  twarzowy  ustrój, 27)  podaj  hasło,  a usłyszysz, 28)  sepio-
wa  mącicielka, 30)  czujesz,  gdy  ktoś  cię  terroryzuje, 31)  pro-
sty w kwadracie, 33) wolne miejsce w bluzce, 34) przydomek
przyjaciela  Fidela, 36)  lekarz  z kulą, 37)  cnota  Szkota, 38)  to
cena  pomieszana,  służy  do zmywania, 40)  klawisz  z lewego
skrzydła, 41)  na co  zasłużył  piracik?, 42)  skuteczny  cios
w nos, 45)  interesowna  nauka, 46)  niedorobiony  prezydent,
48) małe kraby, 49) co ma tłok do gaszenia pożaru?, 51) z po-
midorka dla bachorka, 52) smaczna ze świni, 56) sztuka na po-
kaz, 58)  oferta  czarcia  do zawarcia.

Rozwiązanie krzyżówki z numeru 37/2011: „Umysł bigota jest jak źrenica oka – im więcej światła w nią kierujesz, tym bardziej się kurczy”. Nagrody otrzymują: Marian Kuliński z Mścic, Aleksandra Skrok
z  Kostrzyna  nad  Odrą,  Wanda  Szwala  z  Biłgoraja.  Aby  wziąć  udział  w  losowaniu  nagród,  wystarczy  w  terminie  7  dni  od  ukazania  się  aktualnego  numeru  „FiM”  przesłać  hasło  krzyżówki  e-mailem  na:
ariel@faktyimity.pl lub pocztą na adres redakcji podany w stopce.

TYGODNIK  FAKTY  i  MITY (ISSN  356441);  Prezes  zarządu  i  redaktor  naczelny:  Roman  Kotliński  (Jonasz);  Zastępcy  red.  naczelnego:  Marek  Szenborn,  Adam  Cioch;  Sekretarz  redakcji:  Paulina
Arciszewska-Siek
; Dział reportażu: Wiktoria ZimińskaAriel Kowalczyk – tel. (42) 630 72 33; Dział historyczno-religijny: Bolesław Parma, e-mail: parmab@wp.pl; Redaktor graficzny: Tomasz Kapuściński;
Dział  promocji  i  reklamy:  tel.  (42)  630  73  27;  Dział  łączności  z  czytelnikami:  (42)  639  85  41;  Adres  redakcji:  90-601  Łódź,  ul.  Zielona  15;  e-mail:  faktyimity@faktyimity.pl,  tel./faks  (42)  630  70  65;  Wydawca:

„BŁAJA News” Sp. z o.o.; Sekretariat: tel./faks (42) 630 70 65; Druk: POLSKAPRESSE w Łodzi. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do adiustacji i skracania tekstów.

WARUNKI  PRENUMERATY:  1.  Prenumerata  redakcyjna:  cena  51  zł  na  czwarty  kwartał  2011  r.  Wpłaty  (przekaz  pocztowy)  dokonywać  na  adres:  BŁAJA  NEWS,  90-601  Łódź,  ul.  Zielona  15  lub  przelewem  na  rachunek  bankowy  ING  Bank  Śląski:  76  1050  1461  1000  0023  0596  2777. 

2.  W  Polsce  przedpłaty  przyjmują:  a)  Urzędy  pocztowe  i  listonosze.  Cena  prenumeraty  –  51  zł  na  czwarty  kwartał  2011  r.;  b)  RUCH  SA.  Wpłaty  przyjmują  jednostki  kolportażowe  RUCH  SA  w  miejscu  zamieszkania  prenumeratora.  3.  Prenumerata  zagraniczna: Wpłaty  w  PLN  przyjmuje  jednostka  RUCH  SA

Oddział Krajowej Dystrybucji Prasy na konto w PEKAO SA IV O/Warszawa nr 68124010531111000004430494 lub w kasie Oddziału. Informacji o warunkach prenumeraty udziela ww. Oddział: 01-248 Warszawa, ul. Jana Kazimierza 31/33, tel.: 0 (prefiks) 22 532 87 31, 532 88 16, 532 88 19; infolinia 0 800 12 00 29.

Prenumerata zagraniczna RUCH SA płatna kartą płatniczą na www.ruch.pol.pl 4. Zagraniczna prenumerata elektroniczna: p-ele@faktyimity.pl. Szczegółowe informacje na stronie internetowej http://www.faktyimity.pl Prenumerator upoważnia firmę „BŁAJA News” Sp. z o.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź,

NIP: 725-00-20-898 do wystawienia faktury VAT na prenumeratę tygodnika „Fakty i Mity” bez podpisu. 5. Prenumerata w Niemczech: Verlag Hûbsch & CO., Dortmund, tel. 0 231 101948, fax 0 231 7213326. 6. Dystrybutorzy w USA: New York – European Distribution Inc., tel. (718) 782 3712; Chicago

– J&B Distributing c.o., tel. (773) 736 6171; Lowell International c.o., tel. (847) 349 1002. 7. Dystrybutor w Kanadzie: Mississauga – Vartex Distributing Inc., tel. (905) 624 4726. Księgarnia „Pegaz” – Polska Plaza Wisła, tel. (905) 238 9994.

P Ê C H E R Z

F U N K C J A

U

I

T

N O L

I

I

L

S P R Ê ¯ Y N A

E R E W A N K A

A £ £ A

¯

K

C Y C

C

£

I M A M

R

O

K A L

I

S Z

Z W I

N K A

A

E

K A W I O R

E

K

E

E

O D C Z Y T

U

A

R

O T W I

E R A C Z

A

O

R

S Z C Z E R B A

L

Z A £ G A N

I

E

Z

K

K

E

O L E U M

M

I

K

S

E L

I

K S

I

R

D

K

¥

O K O L

I

C A

Ê

¥

W I

Z Y T A T O R

U

H

E K S T A Z A

E

R

W

D ¯ E Z M E N

S

K

C

N

W S Y P A

Y

S

A

O

K R ¥ ¯ E N

I

E

C

R Z E C Z N

I

K

U

P

T

E K O S Y S T E M

A

D

D

L E S B O S

O

Z

I

Z

W P £ A T A

A

T

N O Œ N

I

K

K R Y C

I

E

C

U

P

I W O

C

O

R P A

D

Œ

P

I O N

O K R Z E M K A

W I

E Œ N

I

A K

A

E

I

B ¥ K

N

I

K

Z A K £ A D Y

A N T R A K T

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

Litery z pól ponumerowanych w prawym dolnym rogu utworz¹ rozwi¹zanie.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

Œ W I

Ê C

I

N

I

E W I

E R Z ¥ C Y

S

B A R D Z

I

E J

Œ W I

Ê C

I

O D

Œ W I

Ê T Y C H

W I

E R Z ¥ C Y C H

N A

N

I

C

N

I

E

L

I

C Z ¥

Litery z pól ponumerowanych w prawym dolnym rogu utworz¹ rozwi¹zanie.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

52

53

54

55

56

57

58

59

60

61

62

63

64

65

66

L

Liitte

erry

y  zz p

óll  p

po

on

nu

um

me

erro

ow

wa

an

ny

yc

ch

h  w

w p

prra

aw

wy

ym

m  d

do

olln

ny

ym

m  rro

og

gu

u  u

uttw

wo

orrz

ą  rro

oz

zw

wiią

ąz

za

an

niie

e

Wraca  do domu  zmęczony  grabarz  i ledwie  żywy  pada  z nóg.  Żona pyta:
– Co  ci,  Stefciu,  ile  miałeś  dzisiaj  pogrzebów?!
A on:
– Jeden,  ale  chowaliśmy  naczelnika  urzędu  skarbowego.
– No  i co  z tego?!
– No  niby  nic,  ale  jak  go  tylko  zakopaliśmy,  to  zerwały  się  takie  brawa,  że  musieliśmy 7  razy
bisować...

~ ~ ~

Blondynka  do męża:
– Kochanie,  czy  ty  uważasz  mnie  za idiotkę?
– Nie,  ale  mogę  się  mylić.

Spotykają  się  trzy  babcie.  Pierwsza  mówi:
– Wiecie, co znalazłam za łóżkiem mojej wnuczki? Papierosy…
Nie  wiedziałam,  że  pali!
Na to  druga:
– To  nic!  Ja  znalazłam  za łóżkiem  mojej  wnuczki  butelkę… 
Nie  wiedziałam,  że  pije.
Trzecia  babcia  mówi:
– Eee… To nic! Ja za łóżkiem mojej wnuczki znalazłam prezer-
watywę.  Nie  wiedziałam,  że  ma  penisa!

background image

Nr 39 (604)

30 IX – 6 X 2011 r.

2

28

8

JAJA JAK BIRETY

Rys. 

Tomasz 

Kapuściński

Przychodzi  baba  do lekarza  i mówi:
– Panie  doktorze,  mam  migrenę!
Lekarz  na to:
– Migrenę  może  mieć  królowa  an-
gielska,  panią  tylko  łeb  nap...dala.

~ ~ ~

– Za co  siedzisz?
– Za napad  na bank.  A ty?
– Jak  ci  powiem,  to  nie  będziesz
mógł  spać.

– No co ty, powiedz, przecież jestem
kolegą  z celi.
– Za gwałty  na śpiących  mężczy-
znach.

~ ~ ~

Idzie sobie Czerwony Kapturek przez
las,  aż  tu  zza  krzaków  wyskakuje
wilk.
– Cześć, wilku! – krzyczy Czerwony
Kapturek.
– Co jest, nie boisz się? – pyta wilk.
– A czego mam się bać?! Pieniędzy
nie  mam,  a seks  lubię!

Ś

ŚW

WIIĘ

ĘT

TU

US

SZ

ZE

EN

NIIE

E

Obowiązkowa opłata

Zawsze  to  lepsze  niż  „co  łaska”... 

H

Hu

um

mo

orr

J

akieś 2 proc. ludzkiej popula-
cji to jednostki umysłowo nie-

pełnosprawne.  Jak  się  okazuje,
niektórzy  z tych  pechowców
– w ramach rekompensaty – do-
stali  od natury  coś  niedostępne-
go  przeciętniakom.

Tak  zwany  zespół  sawanta  to

rzadka przypadłość, a polega na tym,
że  ktoś  intelektualnie  ułomny  jest
przy okazji...  geniuszem.

~ Cierpiący  na autyzm  Kim

Peek –nazywany  żywą  wyszukiwar-
ką  Google  –znał  na pamięć  ok. 12
tys.  książek  (mógł  czytać  dwie  stro-
ny jednocześnie, każdą innym okiem).
Bez  zająknięcia  recytował  historię
każdego  państwa  i jego  władców.
Rozpoznawał większość dzieł muzy-
ki  klasycznej.  Jego  życie  zainspiro-
wało twórców filmu „Rain Man” (na-
grodzony czterema Oscarami). Ro-
lę Kima zagrał Dustin  Hoffman.

Richard Wawro, Polak z po-

chodzenia, zaczął mówić w wieku 11
lat.  Był  autystykiem  niewidomym
na jedno  oko.  Zasłynął  jako  twór-
ca genialnych pejzaży. Jego obrazy
ozdabiały  salony  premier  Marga-
ret  Thatcher 
santo  subito.

Daniel Tammet jest 32-let-

nim  Brytyjczykiem  i jedynym  zdia-
gnozowanym  sawantem,  który  po-
trafi  opowiedzieć  o tym,  co  myśli
i czuje. Jako 4-latek cierpiący na ze-
spół Aspergera (jedna z odmian au-
tyzmu)  przeszedł  atak  padaczki,

po którym pokochał liczby. Jako ma-
tematyczny  geniusz  mnoży,  dzieli
i podnosi do sześcianu z prędkością
kalkulatora. Jest rekordzistą Euro-
py w recytowaniu z pamięci 22 514
cyfr  liczby  pi  –zajęło  mu  to 5  go-
dzin i 9 minut. Skomplikowane wy-
liczanki  nie  są  w jego  przypadku
procesami  świadomymi.  Odpowie-
dzi  same  pojawiają  się  w głowie.
„Matematyka w moim wydaniu nie
wymaga myślenia” –twierdzi Tam-
met,  który  przy okazji  jest  też  ge-
niuszem 

lingwistycznym

i biegle posługuje się 11
językami: angielskim,
francuskim, fińskim,
niemieckim,  hisz-
pańskim, litewskim,
rumuńskim, estoń-
skim,  walijskim,
esperanto  i islandz-
kim.  Tego  ostatnie-
go nauczył się w ciągu
tygodnia  na potrzeby
islandzkiej  telewizji.
Obecnie  mieszka  we
Francji ze swoim chło-
pakiem  Jerome.  Co-
dzienne  obowiązki  stanowią

dla niego duże wyzwanie. Kiedy nie
radzi  sobie  np.  z robieniem  zaku-
pów,  zamyka  oczy  i…  liczy.

~ Anglika  Stephena Wiltshi-

re’a nazywają żyjącą kamerą. Cier-
piący na autyzm mężczyzna komu-
nikuje się ze światem za pomocą ry-
sunków.  Ma  fotograficzną  pamięć.
Żeby stworzyć panoramę miasta, wy-
starczy  mu  jeden  przelot  helikop-
terem –zapamiętuje takie szczegó-
ły jak liczba okien w każdym budyn-
ku. Wiltshire otrzymał Order Impe-

rium  Brytyjskiego.

~

Upośledzony

umysłowo  Alonzo

Clemons jest  ge-

nialnym  rzeźbia-

rzem. Potrafi ufor-

mować  z wosku

wierną  podobiznę

każdego  zwierzęcia,

które choć przez chwi-

lę  widział.  Zasłynął,

wykonując  rzeźbę

konia  naturalnej
wielkości. Jego pra-

ce  wystawiane  są

w galeriach  w całych

Stanach. 

JC

W

Wyybbiittnniiee uuppoośślleeddzzeennii

CUDA-WIANKI