background image

Maksym Gorki 

Na dnie 

 

 

 

OSOBY 

Michał Iwanow Kostylew- właściciel domu noclegowego, lat 54. 

Wasilisa Karnown. - jego żona, lat 26. 

Natasza - jej siostra, lat 20 

Miedwiediew - ich wuj, policjant, lat 50 

Andrzej Mitrycz-Kleszcz- ślusarz, lat 40 

Anna - jego żona, lat 30. 

Waśka Piepieł lat 28 

Nastia — dziewczyna, lat 24 

Kwaszenia – sprzedawczyni pierożków, lat około 40 

Satin – lat około 40 

Aktor - lat około 40 

Baron — lat 33. 

Łuka — wędrowiec, lat 60 

Aloszka — szewc, lat 20. 

Krzywa Szyjka - tragarz 

Tatar - tragarz 

Kilku bezimiennych milczących włóczęgów. 

background image

AKT PIERWSZY 

Piwnica  przypominająca  jaskinię.  Sufit  —  masywne,  murowane,  zakopcone 

sklepienie z odpadającym tynkiem. Światło pada od strony widzów i z góry, z 

kwadratowego  okna  po  prawej  stronie.  W  prawym  rogu  —  izba  Piepieła, 

odgrodzona  cienkim  przepierzeniem.  Przy  drzwiach  tej  izby  —  prycza 

Bubnowa. W lewym rogu wielki ruski piec, po lewej stronie muru — drzwi do 

kuchni,  w  której  mieszkają  Kwasznia,  Baron  i  Nastia.  Między  piecem  a 

drzwiami  —  szerokie  łóżko  zasłonięte  brudną  perkalową  zasłoną.  Wszędzie 

wzdłuż ścian — prycze. Na pierwszym planie pod lewą ścianą — pniak, a na 

nim  umocowane  imadło  i  kowadełko,  obok  drugi,  mniejszy  pniak.  Na  nim 

przed  kowadłem  siedzi  Kleszcz,  dopasowując  klucze  do  starych  kłódek.  U 

jego  stóp  dwa  duże  pęki  starych  kluczy  nawleczonych  na  kółka  z  drutu, 

pognieciony  blaszany  samowar,  młotek,  pilniki.  Pośrodku  duży  stół,  dwie 

ławy, stołek — wszystko niemalowane i brudne. Koło stołu, przy samowarze, 

krząta się Kwasznia. Baron gryzie razowy chleb, Nastia, na taborecie, oparta 

łokciami  o  stół,  czyta  obszarpaną  książkę.  Na  łóżku  za  zasłoną  pokostuje 

Anna.  B  u  b  n  o  w  siedząc  na  pryczy  trzyma  między  kolanami  formę 

czapniczą i przymierza na niej stare, rozprute spodnie kombinując, jak należy 

kroić.  Obok  podarte  tekturowe  pudełko  na  kapelusze,  a  w  nim  daszki  do 

czapek,  podarta  cerata,  szmaty.  Satin,  który  dopiero  co  się  zbudził,  leży  na 

pryczy i przeciągając się postękuje. Na piecu, niewidoczny dla widzów, wierci 

się i kaszle Aktor. 

< 11 > 

Baron 

Co dalej? 

Kwasznia 

Nie, mój drogi, na to mnie nie nabierzesz. Pokosztowałam już tej słodyczy... 

Więcej za skarby świata za mąż nie pójdę! 

Bubnow  

do Satina 

Czego kwiczysz? 

Satin głośno ziewa. 

Kwasznia  

Chciałbyś,  żebym  ja,  od  nikogo  niezależna,  wolna  kobieta,  pierwszemu 

lepszemu  wpisała  się  do  paszportu,  oddała  się  w  pańszczyznę  chłopu?  Nie! 

Choćby za księcia amerykańskiego — nie pójdę za mąż. 

Kleszcz 

Kłamiesz!  

Kwasznia  

Co? 

Kleszcz 

Wyjdziesz za Abramka... 

background image

Baron 

wyrywa z rąk Nasti książkę, czyta tytuł „Tragedia miłości” 

Śmieje się 

< 12 > 

background image

Nastia wyciąga rękę 

Dawaj... oddaj! No, nie rób kawałów! 

Baron patrzy na nią wymachując książką. 

Kwasznia  

do Kleszcza 

Ty, rudy capie! Sam kłamiesz! Jak śmiesz tak bezczelnie do mnie mówić? 

Baron  

uderza Nastię książką po głowie 

Głupia jesteś, Nastia. 

Nastia  

odbiera mu książkę 

Dawaj! 

KIeszcz 

Wielka mi pani... A za Abramka wyjdziesz, tylko czekasz na to. 

K w a s z n i a  

A  jakże!  Jeszcze  czego!...  Właśnie!  Sam  zajeździłeś  żonę  prawie  że  na 

śmierć. 

Kleszcz  

Milcz, stara suko! Pilnuj swego nosa. 

Kwasznia  

A-a! Nie lubisz prawdy. 

Baron  

Zaczęło się! Nastia, ty dokąd? 

Nastia z opuszczoną głową 

Odczep się! 

Anna  

wysuwa głowę zza zasłony 

Zaczął się dzień! Na litość boską, nie krzyczcie, nie kłóćcie się... 

Kleszcz 

Już skrzeczy! 

Anna 

I tak co dnia... Dajcie choć umrzeć spokojnie! 

Bubnow  

Śmierć się krzyku nie zlęknie. 

Kwasznia  

podchodzi do Anny 

Jak tyś mogła, kobieto, wyżyć z takim łotrem?  

Anna 

Daj spokój... zostaw. 

Kwasznia  

Oj, ty... cierpiętnico... Jak tam twoje płuca, nie lepiej ci? 

Baron  

background image

Kwasznia! Czas na targ!... 

Kwasznia 

Już idę! (do Anny) Może chcesz gorących pierożków?... 

Anna  

Nie, nie trzeba... Dziękuję. Na co mi jedzenie?... 

Kwasznia 

Skosztuj!  Gorące,  ulży  ci.  Zostawię  tu  w  garnuszku...  Zechcesz,  to  zjesz! 

Chodźmy, jaśnie panie, (do Kleszcza) Diable wcielony!... 

wychodzi do kuchni 

Anna kaszląc 

O Boże! 

Baron  

z lekka trąca Nastię w kark 

Głupia, rzuć to... 

Nastia  

mamrocze 

Wynoś się. Przecież ja ci nie przeszkadzam...  

Baron pogwizdując wychodzi za Kwasznią. 

Satin  

siada na pryczy 

Kto bił mnie wczoraj? 

Bubnow  

Nie wszystko ci jedno? 

Satin  

Przypuśćmy, że tak... Ale za co bili? 

Bubnow  

Grałeś w karty? 

Satin  

Grałem. 

Bubnow 

Za to właśnie bili. 

Satin  

Łajdaki... 

Aktor  

wysuwa głowę zza pieca 

Jeszcze kiedyś zatłuką cię na śmierć... 

Satin 

Dureń jesteś. 

Aktor 

Dlaczego? 

Satin  

Dlatego, że nie można zabić dwa razy. 

background image

Aktor  

po chwili milczenia 

Nie rozumiem... Dlaczego nie można? 

Kleszcz 

Złaź no lepiej z pieca i posprzątaj... Co się tak cackasz? 

Aktor  

Nie twoja sprawa... 

Kleszcz  

Jak przyjdzie Wasilisa, to ci pokaże, czyja. 

Aktor  

Do diabla z Wasilisą!... Dzisiaj kolej na Barona. Ej, Baron! 

Baron  

wychodzi z kuchni 

Nie mam czasu na sprzątanie. Idę na targ z Kwasznią. 

Aktor  

Co  to  mnie  obchodzi...  A  idźźe  sobie  nawet  na  katorgę...  Na  ciebie  kolej 

zamiatać. Nie będę robił za innych... 

Baron  

A niech cię diabli! Nastusia zamiecie. Ej, ty „tragiczna miłość"! Obudź się! 

zabiera Nasti książkę 

Nastia  

podnosi się 

Czego chcesz ode mnie? Oddaj zaraz! Bezczelny! I to w dodatku jaśnie pan. 

Baron 

oddaje książkę 

Nastia! Zamieć za mnie, dobrze? 

Nastia  

wychodzi do kuchni 

Proszę! Jeszcze czego!... 

K w a s z n i a  

w drzwiach od kuchni, do Barona 

Chodź!  Niech  sami  sprzątną.  A  ty,  Aktor,  zrób,  kiedy  cię  proszą.  Nie 

oberwiesz się! 

Aktor  

Dlaczego zawsze ja... Nie rozumiem... 

Baron 

wynosi na nosidłach kosze; w nich garnki przykryte szmatami 

Przyciężko dzisiaj. 

Satin  

I czy warto było rodzić się baronem?... 

Kwasznia  

do Aktora  

background image

Pamiętaj, zamieć! 

przepuszcza Barona i wychodzi za nim do sieni 

Aktor  

schodzi z pieca 

Kurz mi szkodzi, (z godnością) Mój organizm jest zatruty alkoholem... 

zamyśla się, siedząc na pryczy 

Satin 

Organizm... organon... 

Anna 

Andrieju Mitryczu... 

Kleszcz 

Czego? 

Anna 

Tam Kwasznia zostawiła dla mnie pierożki... Weź sobie, zjedz. 

Kleczcz  

podchodzi do niej 

A ty nie chcesz? 

Anna 

Nie chcę, na co mi jedzenie? Ty pracujesz. Tobie trzeba... 

Kleszcz 

Boisz się? Nie bój się... Może jeszcze... 

Anna  

Weź, zjedz sobie! Oj, ciężko. Pewnie już niedługo... 

Kleszcz 

idąc 

To nic... Może jeszcze wyzdrowiejesz... Bywa tak!...  

wychodzi do kuchni 

Aktor  

głośno, jakby nagle zbudzony 

Wczoraj  w  szpitalu  doktor  mi  powiedział:  pan  ma  organizm  całkowicie 

zatruty alkoholem... 

Satin  

z uśmiechem  

Organon. 

Aktor  

z uporem 

Nie organon, tylko or-ga-nizm... 

Satin  

Sikamber. 

Aktor  

macha ręką 

Bzdura! Ja mówię poważnie... No tak. Jeżeli organizm zatruty... to znaczy, że 

background image

mi szkodzi zamiatanie. Wdychanie kurzu... 

Satin  

Makrobiotyka... Ha! 

Bubnow  

Co tam bełkoczesz? 

Satin  

Słowa... A jest jeszcze jedno... Trans-cen-dentalny... 

Bubnow  

Co to znaczy? 

Satin  

Nie wiem... Zapomniałem... 

Bubnow  

To po co gadasz? 

Satin  

Tak sobie... Obrzydły mi, bracie, wszystkie ludzkie słowa... Wszystkie nasze 

słowa obrzydły mi! Słyszałem każde na pewno po tysiąc razy... 

Aktor  

„Słowa, słowa, słowa"! Tak mówią w „Hamlecie". Dobra sztuka... Grałem w 

niej grabarza... 

Kleszcz  

wychodzi z kuchni 

A. kiedy zagrasz z miotłą? 

Aktor  

Nie  wtrącaj  się...  (bije  się  w  piersi)  Ofelio!  Wspomnij  mnie  w  swych 

modłach... 

Za  sceną  w  oddali  rozlega  się  hałas,  krzyki,  gwizdek  policjanta.  Kleszcz 

zabiera się do pracy, słychać zgrzyt pilnika, 

Satin  

Lubię  niezrozumiałe,  rzadkie  słowa...  Kiedy  byłem  chłopcem...  pracowałem 

na telegrafie... dużo książek przeczytałem... 

Bubnow  

To ty telegrafistą też byłeś? 

Satin  

Byłem...  Są  piękne  książki  i  mnóstwo  ciekawych  słów.  Byłem 

wykształconym człowiekiem... Rozumiesz? 

Bubnow 

Słyszałem  ze  sto  razy!  No,  to  byłeś...  Wielkie  mi  rzeczy!  A  ja  byłem 

kuśnierzem.  Miałem  własną  pracownię...  Miałem  ręce  takie  żółte  od  farby: 

futra  się  farbowało...  takie,  bracie,  ręce  były  żółte  —  po  łokcie!  Myślałem 

sobie, że już do śmierci nie odmyję... i umrę z żółtymi rękami... a teraz, patrz, 

ręce po prostu brudne... tak! 

Satin  

background image

No i co z tego? 

Bubnow  

No i nic. 

Satin  

To po co mówisz? 

Bubnow  

Tak sobie... Żeby samemu łatwiej zrozumieć... Okazuje się, że choćby się kto 

z wierzchu nie wiem jak ufarbował, wszystko się zetrze... wszystko! Tak! 

Satin  

Oj! Łamie mnie w kościach! 

Aktor  

siedzi objąwszy rękami kolano 

Wykształcenie  —  głupstwo,  grunt  to  talent.  Znałem  aktora.  Rolę  ledwie 

potrafił  odczytać,  ale  jak  zagrał  bohatera,  to...  teatr  się  trząsł  od  zachwytu 

publiczności. 

Satin  

Bubnow, daj piątaka! 

Bubnow  

Sam mam tylko dwie kopiejki. 

Aktor  

A  ja  mówię  —  talent!  Żeby  grać  bohatera,  trzeba  mieć  talent.  A  talent  to 

wiara w siebie, we własne siły. 

Satin 

Jak  dasz  piątaka,  to  uwierzę,  żeś  talent,  bohater,  krokodyl,  cyrkułowy... 

Kleszcz, daj piątaka! 

Kleszcz  

Idź do diabła! Mało was tu... 

Satin 

A ty nie przeklinaj! Przecież wiem, że i tak groszem nie śmierdzisz... 

Anna  

Andrieju Mitryczu... Duszno mi... Nie mogę... 

Kleszcz  

Co ja ci poradzę? 

Bubnow  

Otwórz drzwi do sieni... 

Kieszcz  

Mądryś! Ty siedzisz na pryczy, a ja na podłodze. Puść mnie na swoje miejsce, 

a potem otwieraj sobie. Ja i tak jestem przeziębiony. 

Bubnow 

spokojnie 

Dlaczego ja mam otwierać? Twoja żona prosi... 

Kleszcz  

background image

ponuro 

Mało o co ludzie proszą... 

Satin  

We łbie mi łupie... Och! Po co też ludzie biją się po łbach? 

Bubnow  

Nie tylko po łbach, ale wszędzie... (wstaje) Trzeba iść po nici... A gospodarzy 

jakoś długo dziś nie widać... Pozdychali, czy co? 

wychodzi 

Anna kaszle, Satin założywszy ręce pod głowę leży nieruchomo. 

Aktor  

rozgląda się dokoła ze smutkiem; podchodzi do Anny 

I cóż? Źle? 

Anna  

Duszno. 

Aktor 

Chcesz — pomogę ci wyjść do sieni? No, podnieś się. 

pomaga  Annie  wstać,  narzuca  jej  na  ramiona  jakąś  szmaty  i  podtrzymując 

prowadzi do sieni 

No, no... śmiało! Ja też jestem chory, zatruty alkoholem. 

Kostylew  

w drzwiach 

Na spacerek? Ach, jaka piękna para, owieczka i baran... 

Aktor  

Odsuń się... Nie widzisz, że chorzy idą? 

Kostylew  

Proszę... proszę bardzo. 

nucąc pod nosem jakąś cerkiewną melodię, podejrzliwie rozgląda się po izbie 

i  przechyla  głowę  na  lewo,  jakby  nasłuchiwał  czegoś  z  pokoju  Piepieła; 

Kleszcz  zawzięcie  brzęczy  kluczami  i  zgrzyta  pilnikiem  przypatrując  się 

spode łba gospodarzowi.  

Piłujesz? 

Kleszcz  

Co? 

Kostylew  

Piłujesz, pytam? (chwila ciszy) A jak tam... tego... wiesz... o co ja chciałem 

się spytać? (szybko i po cichu) Nie było tu żony? 

Kleszcz 

Nie widziałem... 

Kostylew  

ostrożnie zbliża się do drzwi pokoju Piepieła 

Ile  ty  też  za  te  twoje  marne  dwa  ruble  na  miesiąc  miejsca  zajmujesz!  Całe 

łóżko  na  jednego...  Hm...  Miejsca  za  pięć  rubli,  jak  Boga  kocham!  Trzeba 

background image

będzie wziąć od ciebie jeszcze z pół rubelka... 

K l e s z c z 

Lepiej od razu  weź stryczek i zaduś. I tak niedługo zdechniesz,  a  jeszcze  ci 

rubelki w głowie... 

Kostylew 

Po co zaraz dusić!? Co komu z tego przyjdzie? Bóg z tobą, żyj sobie, ale ja od 

ciebie  wezmę  jeszcze  pół  rubelka,  kupię  oleju  do  lampki...  Niech  się  pali 

przed  świętym  obrazem  moja  ofiara  i  niech  mi  będzie  policzona  na 

odpuszczenie  grzechów  moich  i  twoich.  Bo  przecież  ty  o  swoich  grzechach 

nie myślisz. A widzisz... Oj, Andriuszka, zły z ciebie człowiek! Przez swoje 

łajdactwa wpędziłeś żonę w suchoty... Nikt cię nie lubi, nie szanuje... A co ty 

robisz? Zgrzytasz tylko i zgrzytasz tym pilnikiem, spokoju nie dajesz. 

Kleszcz  

krzyczy 

A ty co? Przyszedłeś się znęcać?  

Satin głośno ziewa. 

Kostylew  

drgnąwszy 

Bodajże cię, kochasiu. 

Aktor wchodzi 

Posadziłem kobietę w sieni, okryłem. Kostylew 

Dobry z ciebie człowiek, bracie! To ładnie... Wszystko to będzie ci policzone. 

Aktor  

Kiedy? 

Kostylew 

Na tamtym świecie, braciszku... Tam zapisują wszystkie nasze uczynki... 

Aktor 

Wolałbym, żebyś ty mi tutaj wynagrodził moją dobroć. 

Kostylew  

Jakże to? 

Aktor  

Strąć mi połowę mojego długu... 

Kostylew  

Hę, hę! Ty zawsze żartujesz, kochasiu, zawsze udajesz... Czy sądzisz, że serce 

można przeliczyć na pieniądze? Serce jest samo największym dobrem. A co 

dług, to dług! Musisz  mi go zwrócić... A serce mnie, staremu, należy się od 

ciebie bezpłatnie... 

Aktor  

Szelma z ciebie, stary. 

wychodzi do kuchni 

Kleszcz  

wstaje i wychodzi do sieni. 

background image

Kostylew  

do S a t i n a 

Zgrzytacz z niego, co? Uciekł, hę, hę! Nie lubi mnie... 

Satin  

Kto ciebie lubi! Chyba tylko diabeł. 

Kostylew  

z uśmieszkiem 

Jakiś  ty  niedelikatny!  A  ja  was  wszystkich  kocham...  Wiem,  że  wszyscy 

jesteście  moi  nieszczęśliwi,  biedni,  zgubieni  bracia...  (nagle  pyta  szybko)  A 

Waśka w domu? 

Satin  

Zobacz... 

Kostylew  

podchodzi do drzwi i stuka 

Wasia! 

W drzwiach od kuchni staje Aktor, coś żuje. 

Piepieł  

Kto tam?  

Kostylew  

Wasia... to ja...  

Piepieł 

Czego chcesz? 

Kostylew  

odsuwa się 

Otwórz... 

Satin 

nie patrzyć na Kostylewa  

Akurat otworzy, kiedy ona... tam. 

Aktor parska. 

Kostylew  

niespokojnie, cicho 

Co? Kto tam? Ty... co? 

Satin  

Co? Do mnie mówisz? 

Kostylew  

Coś ty powiedział? 

Satin  

Ja tylko tak... do siebie... 

Kostylew  

Strzeż się, bracie! Ostrożnie z żartami... Tak! (stuka silnie do drzwi) Wasilij! 

P i e p i e ł  

otwiera drzwi 

background image

No, czego zawracasz głowę? 

Kostylew  

zagląda do izby Piepieła 

Ja... widzisz... 

Piepieł 

Masz pieniądze? 

Kostylew  

Mam do ciebie interes... 

Piepieł  

Pieniądze masz? 

Kostylew  

Pieniądze? Zaczekaj... 

Piepieł  

Pieniądze, siedem rubli za zegarek, no? 

Kostylew 

Jaki zegarek, Wasia? Oj, ty... 

Piepieł  

Widzicie  go!  Wczoraj  przy  świadkach  sprzedałem  ci  zegarek  za  dziesięć 

rubli.  Dałeś  trzy...  oddawaj  resztę  —  siedem!  Co  wybałuszasz  ślepia?  Pęta 

się, zaczepia ludzi, naprzykrza się... a nie wie, co komu winien... 

Kostylew 

Sz-sz! Nie gniewaj się, Wasia... Zegarek... był przecież... 

Satin 

Kradziony... 

Kostylew  

surowo 

Ja nie kupuję kradzionego... Jak ty możesz... 

Piepieł  

bierze go za ramie 

Po coś mnie wywołał? Czego chcesz?  

Kostylew  

Ja... nic... Pójdę sobie... jeśli ty jesteś taki... 

Piepieł  

Ruszaj, przynieś pieniądze! 

Kostylew  

wychodzi 

Jacy to ordynarni ludzie. Aj, aj, aj... 

Aktor  

Komedia! 

Satin  

Brawo! To mi się podoba. 

Piepieł  

background image

Czego on chciał? 

Satin  

śmieje się 

Nie rozumiesz? Żony szuka... Dlaczego ty, Wasilij, raz z nim nie skończysz? 

Piepieł  

Mam sobie dla takiego łajdaka marnować życie?... 

Satin  

No,  to  trzeba  mądrze...  Potem  ożenisz  się  z  Wasilisą  i  zostaniesz  naszym 

gospodarzem. 

Piepieł  

Wielkie  mi  szczęście!  Wy  byście  nie  tylko  całe  moje  gospodarstwo,  ale  i 

mnie samego, jakem dobry, w szynku przepili... (przysiada na pryczy) Diabeł 

stary, obudził... A ja miałem właśnie taki piękny sen: byłem na rybach i trafił 

mi się ogromny leszcz! Taki leszcz! Tylko we śnie się takie zdarzają... Tak go 

ciągnę na wędce i drżę, żeby się linka nie urwała! Naszykowałem więciorek i 

myślę sobie, no, zaraz... 

S a t i n  

A to nie był leszcz, tylko Wasilisa... 

Aktor  

Wasilisę on już dawno złowił... 

Piepieł 

gniewnie 

Idźcie do diabła, razem z waszą Wasilisą! 

Kleszcz wchodzi z sieni 

Zimno... psia pogoda... 

Aktor  

Dlaczegoś Annę zostawił? Zmarznie... 

Kleszcz 

Nataszka zabrała ją do siebie do kuchni... 

Aktor  

Stary ją przegoni... 

Kleszcz  

zabiera się snów do pracy 

No, to Natasza ją przyprowadzi... 

Satin  

Wasilij! Daj piątaka... 

Aktor  

do Satina 

Oj, ty! Piątaka... Wasia! Daj nam ze dwadzieścia kopiejek... 

Piepieł  

Trzeba dać czym prędzej... Póki wam się całego rubla nie zachce... Macie! 

Satin  

background image

Gibraltarr! Nie masz to jak złodzieje! 

Kleszcz  

ponuro 

Tym to lekko przychodzą pieniądze... Oni nie pracują... 

Satin 

Niejednemu  pieniądze  lekko  przychodzą,  ale  mało  kto  lekko  się  z  nimi 

rozstaje... Praca? Zrób tak, żebym miał z roboty przyjemność, to może będę 

pracował... Tak! Może! Kiedy praca przyjemna, to i  życie miłe! Ale praca z 

musu — to istna niewola! (do Aktora) Hej, Sardanapalu! Chodźmy! 

Aktor  

Chodźmy, Nabuchodonozorze! Schleję się jak... czterdzieści tysięcy pijaków. 

wychodzą 

Piepieł 

ziewając 

I cóż, jak tam żona? 

KIeszcz 

Pewnie już niedługo... 

Pauza. 

Piepieł  

Patrzę ja na ciebie... i myślę sobie... i na co ty zgrzytasz tym pilnikiem? 

Kleszcz  

A co mam robić? 

Piepieł 

Nic!... 

Kleszcz  

A z czego będę żył? 

Piepieł  

Jakoś ludzie żyją... 

Kleszcz  

Jacy  ludzie?  Czy  to  są  ludzie?  Hołota...  niebieskie  ptaki...  Ludzie!  Jestem 

człowiek pracy... wstyd mi na nich patrzeć... Pracuję od małego... myślisz, że 

się stad nie wyrwę? Wygrzebię się, skórę zedrę, a  wygrzebię się... Poczekaj 

tylko... Jak umrze żona... Mieszkam tu sześć miesięcy, a zdaje mi się, że całe 

sześć lat. 

Piepieł  

Nikt tu nie jest gorszy od ciebie... nie gadałbyś... 

Kleszcz  

Nie gorszy! Żyją bez honoru, bez sumienia... 

Piepieł  

obojętnie 

A  na  co  komu  honor  i  sumienie?  Ani  honoru,  ani  sumienia  na  nogi  zamiast 

butów  nie  wzujesz...  Honor  i  sumienie  potrzebne  są  tylko  tym,  co  mają 

background image

władzę i siłę. 

Bubnow  

wchodzi 

U-u... zmarzłem! 

Piepieł  

Bubnow, masz sumienie? 

Bubnow  

Co takiego? Sumienie? 

Piepieł  

No tak. 

Bubnow  

Na co mi sumienie! Nie jestem bogaty... 

Piepieł  

To  samo  mówiłem:  honor,  sumienie  potrzebne  tylko  bogatym.  Tak!  A 

Kleszcz wymyśla nam, że jesteśmy bez sumienia... 

Bubnow  

A on co? Chciał pożyczyć? 

Piepieł  

On ma swojego dosyć... 

Bubnow  

To  może  chcesz  sprzedać?  Na  ten  towar  kupca  tu  nie  znajdziesz.  Znaczone 

karty może bym kupił... A i to na kredyt... 

Piepieł  

tonem, pouczenia 

Głupiś  ty,  Andriuszka!  Posłuchałbyś,  co  o  tym  sumieniu  mówi  Satin  albo 

Baron... 

Kleszcz  

O czym ja będę z nimi gadał... 

Piepieł  

Oni są mądrzejsi od ciebie, chociaż pijacy... 

Bubnow  

Kto mądry i pije, dwie cnoty w sobie kryje. 

Piekieł 

Satin  mówi  tak:  każdy  chce,  żeby  drugi  miał  sumienie,  ale  to  sumienie 

nikomu się jakoś nie opłaca... I słusznie... 

Wchodzi  Natasza,  są  nią  Łuka  z  kijem  w  ręce,  z  workiem  na  plecach,  z 

kociołkiem i imbrykiem u pasa. 

Łuka  

Szczęść Boże, dobrzy ludzie! 

Piepieł  

przygładzając wąsy 

Aaa, Natasza! 

background image

Bubnow  

do Łuki 

Byli dobrzy, ale dobroć z zeszłorocznym śniegiem spłynęła... 

Natasza 

To nowy lokator... 

Łuka 

Mnie tam wszystko jedno! Ja nawet złodziejów szanuję, według mnie, żadna 

pchła  nie  jest  zła:  każda  czarna,  każda  skacze...  Tak  to  jest.  Gdzież  to  mi, 

serdeńko, kącik przydzielisz? 

Natasza  

pokazuje mu drzwi do kuchni 

Tam idźcie, dziadku. 

Łuka 

Bóg  zapłać,  dziecino!  Jak  tam,  to  tam...  Staremu  wszędzie  dobrze,  gdzie 

ciepło... 

Piepieł  

Przyjemnego jakiegoś staruszka przyprowadziłaś, Natasza... 

Natasza  

Przyjemniejszy od was... Andrieju! Twoja żona jest u nas w kuchni... Przyjdź 

po nią za chwilę. 

Kleszcz  

Dobrze... Przyjdę... 

Natasza  

Mógłby się z nią teraz łagodniej obchodzić... To już niedługo... 

Kleszcz  

Wiem... 

Natasza  

Wiesz...  Ale  to  mało  wiedzieć  —  trzeba  zrozumieć.  Przecież  to  straszne  — 

umierać... 

Piepieł  

A ja się śmierci nie boję... 

Natasza  

Patrzcie! Jaki mi odważny! 

B u b n o w 

gwizdnąwszy 

A nitki są przegniłe... 

Piepieł  

Słowo  daję,  nie  boję  się!  Choćby  zaraz  —  mogę  umrzeć!  Weź  nóż,  wbij  w 

samo serce... Umrę — ani jęknę! Nawet chętnie, bo z uczciwej ręki... 

N a t a s z a  

wychodząc 

Komu innemu, ale nie mnie mydlić oczy! 

background image

B u b n  o w  

przeciągle  

A nitki są przegniłe... 

Natasza  

w drzwiach 

Nie zapomnij o żonie, Andrieju... 

Kleszcz  

Dobrze. 

Piepieł  

Dobra dziewczyna! 

Bubnow  

Niczego sobie. 

Piepieł 

Dlaczego  ona  ze  mną  jest  taka?  Taka  odpychająca..  Przecież  i  tak  tutaj 

przepadnie... 

Bubnów  

Przez ciebie przepadnie... 

Piepieł  

Dlaczego — przeze mnie? Mnie jej żal... 

B u b n o w  

Litujesz się jak wilk nad owcą;. 

Piepieł 

Kłamiesz! Bardzo mi jej żal... Jej tutaj źle... Ja to widzę... 

Kleszcz  

Jak Wasilisa przyłapie cię na rozmowie z nią... 

Bubnow 

Wasilisa! No tak, to zawzięta baba, swego nie daruje... 

Piepieł  

kładzie się na pryczy 

Idźcie obaj do diabła... prorocy! 

Kleszcz  

No, zobaczysz... Poczekaj! 

Łuka  

nuci w kuchni 

No-oc ciemna — nie widać drogi— 

Kleszcz  

wychodzi do sieni 

Patrzcie go... Wyje... 

Piepieł  

Jak  smutno.  Dlaczego  mi  czasem  tak  smutno?  Żyje  się,  żyje  i  wszystko 

dobrze! A nagle — jakby chłód powiał: robi się smutno... 

Bubnow  

background image

Smutno? Hm... 

Piepieł  

Naprawdę? 

Łuka  

śpiewa 

Ach, nie wi-idać drogi 

Piepieł 

Hej, stary! 

Łuka  

zaglądając przez drzwi 

Do mnie mówisz? 

Piepieł  

Do ciebie. Przestań śpiewać. 

Łuka  

wchodzi 

Nie lubisz? 

Piepieł  

Jak kto ładnie śpiewa, to lubię. 

Łuka  

Więc ja nieładnie śpiewam? 

Piepieł  

No, chyba. 

Łuka 

Patrzcie!  A  ja  myślałem,  że  ładnie.  Tak  to  zawsze  bywa:  człowiekowi  się 

zdaje, że dobrze coś robi, aż tu nagle — masz tobie, komuś się nie podoba. 

Piepieł 

z uśmiechem 

A tak! bywa... 

Bubnow  

Mówisz, że ci smutno, a śmiejesz się. 

Piepieł  

A tobie co do tego? Kruku... 

Łuka 

Komu to smutno?  

Piepieł 

Mnie... 

Baron wchodzi. 

Łuka 

Patrzcie! A tu obok, w kuchni, siedzi dziewczyna, płacze nad książką! Słowo 

daję, łzy jej płyną... Pytam się: Kochasiu, dlaczego płaczesz, co? A ona — żal 

mi! Kogo ci żal — pytam? A tego, powiada, mi żal, z książki. — Czym to się 

człowiek zajmuje, co? Także pewno ze smutku... 

background image

Baron  

Ona jest głupia. 

Piepieł  

Baronie, piłeś? 

Baron  

Piłem... Co dalej? 

Piepieł  

Chcesz? Postawię pół butelki. 

Baron  

Oczywiście... Co dalej? 

Piepieł  

No to stań na czworakach, zaszczekaj jak pies! 

Baron  

Głupi! Czyś ty kupiec, czy pijany? 

Piepieł  

Zaszczekaj! Mnie to bawi... Ty — pan. Kiedyś nie uważałeś nas za ludzi... i w 

ogóle... 

Baron  

Co dalej? 

Piepieł  

Co?  A  teraz  ja  ciebie  zmuszę  i  będzie—  szczekać  jak  pies.  Będziesz 

szczekać... Może nie? 

Baron 

I co z tego?! Będę! Głupcze! Co ci z tego przyjdzie? Przecież ja sam wiem, że 

stałem się teraz niemal gorszy od ciebie. Dlaczegoś mnie wtedy nie zmuszał 

chodzić na czworakach, kiedy nie mogłeś się ze mną równać... 

Bubnow  

Słusznie! 

Łuka  

I ja mówię, że słusznie!... 

Bubnow  

Co było — a nie jest, nie pisze się w rejestr. Tutaj nie ma panów. Wszystko 

zlazło... został goły człowiek... 

Łuka  

To znaczy, że wszyscy są równi... A ty, kochasiu, byłeś baronem? 

Baron  

A to co znowu.! Ty co za jeden, poczwaro? 

Łuka  

śmieje się 

Hrabiego  zdarzyło  mi  się  widzieć  w  życiu  i  księcia  ale  barona  widzę  po  raz 

pierwszy, i to w dodatku nadpsutego... 

Piepieł  

background image

śmieje się 

Baronie! Aleś mnie zawstydził... 

Baron  

Czas już, byś zmądrzał, Wasilij. 

Łuka 

Hę, hę!... Oj, przyglądam się wam, bracia, jakie to wasze życie. Ojoj! 

Bubnow  

Tak żyć, to tylko rano wstać i wyć. 

Baron  

Żyło  się  i  lepiej,  a  jakże!  Pamiętam,  budzę  się  rano,  w  łóżku  piję  kawę.... 

kawę! ze śmietanką... Tak.! 

Łuka 

A  jednak  zawsześmy  ludzie!  Choćbyś  nie  wiem  jak  udawał,  choćbyś  nie 

wiem jak się wykręcał, jeżeliś się już raz człowiekiem urodził, to i umrzesz 

człowiekiem. Ale jak tak patrzę na to wszystko, to myślę, że ludzie stają się 

coraz mądrzejsi i coraz ciekawsi... A choć gorzej im się żyje, to coraz lepsze 

im się marzy... Tacy uparci! 

Baron  

A ty, stary, coś za jeden? Skądżeś się wziął? 

Łuka  

Niby ja? 

Baron 

Pielgrzym? 

Łuka  

Wszyscyśmy  na  tej  ziemi  pielgrzymi...  A  powiadają  podobno,  że  i  ta  nasza 

ziemia — to pielgrzym niebieski. 

Baron 

surowo 

Więc to tak? A paszport masz? 

Łuka  

po chwili 

A ty kto — szpicel? 

Piepieł  

wesoło 

Sprytnie, stary! No i co, baronku, i tobie się dostało? 

Bubnow  

Tak, tak, oberwał jaśnie pan. 

Baron 

zmieszany 

No, no, dość tego. Przecież to... żarty, stary! Przecież i ja sam, bracie, jestem 

bez papierów... 

Bubnow 

background image

Kłamiesz! 

Baron 

To znaczy, mam jakieś tam papiery... ale co one warte? 

Łuka  

Oj, te wszystkie papierki, nic nie są warte, nic. 

Piepieł  

No, Baronie, chodźmy do knajpy... 

Baron  

Chętnie! Do widzenia, stary... Ale szelma z ciebie! 

Łuka  

Różnie bywa, kochasiu... 

Piepieł  

w drzwiach do sieni 

No to chodźmy! 

wychodzi 

Baron szybko idzie za nim. 

Łuka  

Czy on naprawdę był baronem? 

Bubnow  

Kto  go  tam  wie?  Że  pan,  to  pewno...  On  i  teraz...  niby  nic,  nic,  a  nagle 

wylezie z niego jaśnie pan. Widocznie jeszcze nie zapomniał. 

Łuka 

A no, prawda, jaśnie państwo to niby ospa... Człowiek wyzdrowieje, a ślady 

zostaną... 

Bubnow  

A  jednak  to  niezły  człowiek.  Czasem  tylko  wierzgnie...  Jak  z  tym  twoim 

paszportem... 

Aloszka  

wchodzi pijany z harmonią w rękach, gwiżdże 

Hej, lokatory! 

Bubnow  

Czego się drzesz? 

Aloszka  

Przepraszam...  Wybaczcie! Ja jestem  człowiek grzeczny... 

Bubnow  

Znów sobie podpiłeś? 

Aloszka  

A jakże! Dopiero co cyrkułowy Miediakin wygnał mnie z aresztu i powiada: 

żeby po tobie, powiada, śladu na ulicy nie zostało. Pamiętaj! Jestem człowiek 

z charakterem. A tu majster na mnie burczy... Wielka mi osoba, majster! Ee, 

głupstwo  i  tyle.  Nie  majster,  ale  pijak...  A  ze  mnie  taki  człowiek,  co  to 

niczego  nie  wymaga!  Ja  nic  nie  chcę  i  —  basta!  Najmij  mnie  choćby  za 

background image

dwadzieścia rubli! Za ile chcesz! A ja niczego nie żądam. (z kuchni wychodzi 

N  a  s  t  i  a)  Dajcie  milion  —  ja  i  tak  nie  chcę.  Co,  żeby  mnie,  porządnego 

człowieka, ktoś miał poganiać? I to kto, kolega, pijak? Nie życzę sobie! Nie 

chcę! 

N a s t i a stojąc w drzwiach, patrzy na Aloszkę i kiwa głową. 

Łuka 

dobrodusznie 

Ej, chłopcze, zaplątałeś się... 

Bubnow  

Głupota ludzka... 

Aloszka  

kładzie się na podłodze 

Zamordujcie  mnie!  Ja  i  tak  nic  nie  chcę!  Jestem  człowiek  szalony! 

Powiedzcie mi, od kogo ja gorszy? Dlaczego ja mam być gorszy od innych? 

Właśnie!  Miediakin  powiada:  po  ulicy  się  nie  szwendaj,  bo  mordę  zbiję!  A 

właśnie że pójdę, pójdę. Położę się na środku ulicy. Niech mnie przejadą! A 

ja i tak nic nie żądam... 

Nastia  

Biedny... Taki młody, a już tak się zgrywa... 

Aloszka  

ujrzawszy ją klęka 

Panienko! Mamzel! Parle france! ...prejs-kurant! Podpiłem sobie... 

Nastia  

głośnym szeptem 

Wasilisa! 

Wasilisa  

otwierając nagle drzwi mówi do Aloszki 

Ty znowu tutaj? 

Aloszka  

Dzień dobry... Proszę bardzo... 

Wasilisa  

Zapowiedziałam  ci,  szczeniaku,  żeby  tu  twoja  noga  nie  postała,  a  ty  znowu 

tu? 

Aloszka  

Wasiliso Karpowno... chcesz, zagram ci marsza żałobnego? 

Wasilisa  

szturcha go w plecy 

Precz! 

Aloszka  

zbliżając się do drzwi 

Poczekaj...  Tak  nie  wolno!  Żałobnego  marsza...  dopiero  co  się  nauczyłem. 

Nowa rzecz... Zostaw! Tak nie wolno! 

background image

Wasilisa 

Ja  ci  pokażę,  nie  wolno...  Całą  ulicę  napuszcie  na  ciebie...  Pyskacz 

przeklęty... Za młody jesteś, żeby szczekać na mnie. 

Aloszka  

wybiega 

No, to już pójdę... 

Wasilisa 

do Bubnowa  

Żebym go tu więcej nie widziała! Słyszysz? 

Bubnow  

Nie najmowałem się do ciebie na stróża... 

Wasilisa 

Nic  mnie  to  nie  obchodzi,  coś  ty  za  jeden!  Z  łaski  żyjesz,  pamiętaj!  Ileś  mi 

winien? 

Bubnow spokojnie 

Nie liczyłem... 

Wasilisa  

Poczekaj, ja ci policzę! 

Aloszka  

otwiera drzwi i krzyczy 

Wasiliso Karpowno! A ja się ciebie nie boję... Nie boję się... 

chowa się 

Łuka śmieje się. 

Wasilisa  

Coś ty za jeden? 

Łuka  

Przechodzień... Wędrowiec... 

Wasilisa  

Na nocleg czy na mieszkanie?... 

Łuka  

Rozejrzę się... 

Wasilisa 

Paszport?  

Łuka 

Czemu nie?  

Wasilisa 

Pokaż! 

Łuka  

Przyniosę ci... Do domu ci go przytaszczę... 

W a s i l i s a  

Wędrowiec... A jakże! Powiedz, żeś włóczęga, byłbyś bliżej prawdy. 

Łuka  

background image

westchnąwszy 

Oj, nie łaskawaś ty, matko...  

Wasilisa Karpowna idzie ku drzwiom izby Piepieła. 

Aloszka  

wyglądając z kuchni, szepce 

Poszła? Co? 

Wasilisa  

odwraca się ku niemu 

Jeszcześ tutaj?  

Aloszka chowając się. gwiżdże; Nastia i Łuka śmieją się. 

B u b n o w  

do Wasilisy 

Nie ma go... 

Kogo? 

Waśki... 

Wasilisa 

Ja się ciebie nie pytam. 

Bubnow 

Widzę, że tak wszędzie zaglądasz... 

Wasilisa  

Patrzę, czy sprzątnięte, rozumiesz? Dlaczego do tej pory nie zamiecione? Ile 

razy zapowiadałam, żeby mi tu było czysto! 

B u b n o w  

Dzisiaj kolej na Aktora... 

Wasilisa  

Mnie nie obchodzi, czyja kolej! Ale jak przyjdą z sanitarnego i zapiszą karę, 

to wypędzę stąd was wszystkich! 

Bubnow  

spokojnie 

A. z czego będziesz żyć? 

W a s i l i s a  

Żeby mi tu pyłka jednego nie było! (idzie do kuchni — do Nasti) A ty po co 

tu sterczysz? Gęba ci spuchła?  

Nastia  

Nie wiem... Nie widziałam... 

Wasilisa  

Bubnow! Nie było tu siostry? 

B u b n o w  

Właśnie ona go przyprowadziła... 

Wasilisa  

A on... był w domu? 

Bubnow  

background image

Wasilij? Był... Natalia gadała tu z Kleszczem. 

Wasilisa  

Ja  się  ciebie  nie  pytam,  z  kim  gadała!  Brud  wszędzie...  Śmietnik!  Och,  wy 

świnie! Czysto ma być... słyszycie?! 

szybko wychodzi 

Bubnow  

Ile złości w tej babie. 

Łuka  

Ma charakter kobita. 

Nastia 

W  bydlę  można  się  zamienić  przy  takim  życiu...  Każdy  żywy  człowiek, 

którego byś uwiązał do takiego męża jak jej... 

B u b n o w  

No, ona jest jakoś nie bardzo mocno uwiązana. 

Łuka  

Czy ona zawsze tak się rzuca? 

B u b n o w  

Zawsze... Do kochanka, widzisz, przyszła, a jego nie ma... 

Łuka 

Widać  przykro  jej  się  zrobiło.  Ho...  bo!  Ile  to  różnych  ludzi  rządzi  się  na 

świecie! I jakich to sposobów się czepiają, żeby nastraszyć jeden drugiego... 

A porządku na świecie jak nie ma, tak nie ma... I czystości nie ma. 

B u b n o w  

Wszyscy  chcą  porządku,  a  nie  ma  rozsądku.  Trzeba  by  jednak  podmieść... 

Nastia! zamiotłabyś! 

Nastia  

A jakże! Jeszcze czego! Czy ja tu jestem za pokojówkę? (po chwili) Upiję się 

dzisiaj, oj, upiję się... 

Bubnow  

Można i tak... 

Łuka 

A dlaczegoż to ty, dziewczyno, chcesz się upić? Dopiero co płakałaś, a teraz 

znów powiadasz: upiję się. 

Nastia  

wyzywająco 

A upiję się! A potem znowu będę płakać! I już! 

B u b n o w  

To niewiele... 

Łuka 

Ale  dlaczego?  Powiedz!  Przecież  tak  sobie,  bez  powodu,  nawet  krostka  na 

nosie nie wyskoczy. 

Nastia milczy kiwając głową. 

background image

Łuka 

Tak...  Hę,  hę...  Ludzie  szanowni!  I  co  z  wami  będzie?  No,  dobrze,  już  ja 

zamiotę. Gdzie ta miotła? 

Bubnow  

Za drzwiami, w sieni. 

Łuka idzie do sieni. 

Bubnow 

Nastieńka! 

Nastia  

Co? 

Bubnow 

Dlaczego to Wasilisa napadła na Aloszkę? 

N a s t i a  

Bo  on  o  niej  mówił,  że  Waśka  ma  jej  dosyć  i  że  chce  ją  rzucić,  a  wziąć 

Nataszę. Pójdę ja sobie stąd... Znajdę inne mieszkanie... 

Bubnow  

Dlaczego? Dokąd? 

Nastia  

Sprzykrzyło mi się... Niepotrzebna ja tu nikomu... 

Bubnow  

spokojnie 

Ty  wszędzie  jesteś  niepotrzebna...  A  zresztą  wszyscy  ludzie  na  świecie  są 

niepotrzebni... 

Nastia kiwa głową. Wstaje, wychodzi cicho do sieni. Schodzi Miedwiediew, 

za nim z miotłą Łuka. 

Miedwiediew  

Zdaje mi się, że ciebie nie znam... 

Łuka A czy ty wszystkich znasz na świecie? 

Miedwiediew  

W swoim rewirze powinienem znać wszystkich, a ciebie jakoś — nie znam. 

Łuka 

A  to  dlatego,  mój  kochany,  że  świat  nie  kończy  się  na  twoim  rewirze... 

Zostało jeszcze trochę świata i poza nim... 

wychodzi do kuchni 

Miedwiediew  

podchodzi do Bubnowa 

Słusznie.  Mój  rewir  jest  mały...  ale  gorszy  od  dużych...  Dopiero  co,  przed 

końcem  dyżuru,  odwiozłem  do  cyrkułu  szewca  Aloszkę.  Rozwalił  się, 

rozumiesz,  na  środku  ulicy,  gra  na  harmonii  i  wrzeszczy:  niczego  nie  chcę, 

niczego nie żądam! Wozy tu jeżdżą i w ogóle — ruch... Mogą przejechać i tak 

dalej... Szalony chłopak... No i zaraz go odprowadziłem. Lubi awantury... 

Bubnow  

background image

Przyjdziesz wieczorem na warcaby? 

Miedwiediew  

Przyjdę. No... tak... A co... Waśka? 

Bubnow  

Tak sobie, bez zmian... 

Miedwiediew  

To znaczy... żyje? 

Bubnow  

Czemu nie ma żyć? On umie żyć... 

Miedwiediew  

z powątpiewaniem 

Umie? 

Łuka  

wychodzi do sieni z wiadrem w ręku. 

No, tak. Co tu gadają o Waśce... nic nie słyszałeś? 

Bubnow  

Ja wiele rzeczy słyszę. 

Miedwiediew  

A o Wasilisie... nic nie słyszałeś? 

Bubnow 

Co? 

Miedwiediew 

Tak...  w  ogóle.  Ty  chyba  coś  wiesz,  tylko  kłamiesz?  Przecież  wszyscy 

wiedzą... (surowo) Kłamać nie wolno, bracie... 

Bubnow 

Po co mam kłamać! 

Miedwiediew 

No — no! Psiakrew! Między  sobą to plotkują: Waśka z Wasylisą... powiada 

jeden z drugim... a  mnie to co? Przecież ja nie ojciec, tylko wuj... Dlaczego 

mają kpić ze mnie?(wchodzi Kwasznia) Jacy to ludzie teraz... ze wszystkiego 

kpią. Aaaa! Przyszłaś... 

Kwasznia 

Kochany mój garnizonku! Bubnow! On znowu czepiał się mnie na targu z tą 

swoją żeniaczką... 

B u b n o w  

No to już! Czemu by nie? Pieniądze ma i kawaler jeszcze niczego sobie. 

Miedwiediew  

Ja? ho — ho! 

Kwasznia  

Oj ty, dziadu! Nie, ty  mi już tego żalu,  tej  mojej rany  nic rozdrapuj! Ja  już 

tego,  mój  kochany,  zakosztowałam...  Jak  baba  ma  za  mąż  iść,  to  już  lepiej, 

żeby  się  od  razu  zimą  w  przerębel  rzuciła:  raz  spróbowała  —  na  całe  życie 

background image

zapamięta... 

Miedwiediew  

Nie pleć. Nie wszyscy mężowie jednakowi... 

Kwasznia  

A ja zawsze jednakowa! Kiedy zdechło się memu kochanemu mężulkowi — 

żeby  mu  ziemia  ciężką  bylł  —  to  cały  dzień  nie  mogłam  się  opamiętać  z 

radości: siedzę sobie i ciągle nie wierzę swojemu szczęściu... 

Miedwiediew  

Jeżeli mąż cię bił bez powodu, to trzeba było poskarżyć się policji. 

Kwasznia  

Osiem lat skarżyłam się Bogu... nie pomógł! 

Miedwiediew  

Teraz  zabronili  bić  żony...  teraz  wszystko  jest  podług  prawa,  według 

rozkazu... musi być porządek! Teraz nikogo bez powodu bić nie wolno... biją 

tylko dla porządku... 

Łuka 

wprowadza Annę 

No, jakoś dowlekliśmy się... Oj, ty! Jakże można w takiej słabości wychodzić 

bez opieki? Gdzie twoje miejsce? 

Anna  

wskazuje 

Dziękuję, dziadku... 

Kwasznia  

Patrzcie na nią — mężatka! 

Łuka 

Kobita całkiem osłabła... Idzie przez sień, ścian się czepia i jęczy. Dlaczego 

wypuszczacie ją samą? 

Kwasznia  

Nie  dopilnowaliśmy,  wybaczcie,  ojcze!  A  jej  pokojówka  poszła  pewno  na 

spacer... 

Łuka 

Ty sobie kpisz... A przecież nie można człowieka tak zostawić! Człowiek — 

jaki by nie był — zawsze swoje wart... 

Miedwiediew  

Musi być opieka! A jeśli nagle umrze? Kłopot... Pilnować trzeba! 

Łuka  

Prawda, panie rewirowy... 

Miedwiediew  

Tak... Po prawdzie jeszcze mi coś do rewirowego brakuje... 

Łuka  

Taak? A z wyglądu — sam naczelnik! 

W sieni hałas, tupot — słychać głośne krzyki. 

background image

Miedwiediew  

Coś jakby awantura? 

Bubnow  

Zdaje się... 

Kwasznia  

Pójdę popatrzeć... 

Miedwiediew  

I ja muszę iść... Taka to już służba! Po co to przeszkadzać ludziom, kiedy się 

biją,  i  tak  by  przestali,  przecież  biciem  też  się  można  zmęczyć...  Żeby  tak 

pozwolić  im  się  bić  do  woli,  ile  wlezie,  mniej  by  było  bójek,  dłużej 

pamiętaliby cięgi. 

Bubnow  

schodząc z pryczy 

Pomów o tym z władzą... 

Kostylew  

otwiera nagle drzwi, krzyczy 

Abram, chodź, Wasilisa Nataszkę morduje... chodź! 

Kwasznia  Miedwiediew,  Bubnow  rzucają  się  do  sieni.  Łuka  patrzy  za  nimi 

kiwając głową 

Anna  

O Boże... Biedna Nataszka! 

Łuka  

Kto się bije? 

Anna  

Gospodynie... siostry... 

Łuka  

podchodzi do Anny 

Dlaczego się biją? 

Anna  

Tak sobie... najedzone są... zdrowe... 

Łuka  

A ciebie jak wołają? 

Anna  

Anna...  Patrzę  na  ciebie...  patrzę...  podobnyś  do  mojego  ojca,  do  mojego 

kochanego... tak samo łagodny... miękki... 

Łuka  

Gnietli mnie zdrowo, to i zmiękłem... 

śmieje się urywanym śmiechem 

Kurtyna 

background image

AKT DRUGI 

Dekoracje  bez  zmian.  Wieczór.  Na  pryczy  koło  pieca  —  Satin,  Baron, 

Krzywa  Szyjka  i  Tatar  grają  w  karty.  Kleszcz  i  Aktor  przyglądają  się  grze. 

Bubnow na swojej pryczy gra w warcaby z M i e d  w i e d i e w e m.  Łuka 

siedzi  na  słoiku  przy  łóżku  Anny.  Izba  noclegowa  oświetlona  jest  dwiema 

lampami: jedna  wisi na ścianie koło grupy grających, druga na pryczy B u b 

no w a. 

Tatar  

Jeszcze tylko raz zagram i więcej nie gram... 

B u b n o w 

Krzywy, śpiewaj! 

zaczyna śpiewać 

Słońce wschodzi i zachodzi, 

Krzywa Szyjka  

podchwytuje melodię 

A w mej celi ciemny mrok... 

Tatar  

do S a t i n a 

Tasuj karty! Dobrze tasuj! Wiemy, coś ty za jeden... 

Bubnow i Krzywa Szyjka razem 

Słychać tylko w dzień i w nocy  

Mych strażników głuchy krok… 

Anna 

Bicie... obelgi... nic prócz tego nie widziałam, nic nie widziałam... 

Łuka  

Ej, kobieto... Nie dręcz się myślami... 

Miedwiediew  

W co wychodzisz? Uważaj! 

Bubnow  

Co? A tak, tak, tak... 

Tatar  

grozi Satinowi kułakiem 

Czemu karta chowasz? Ja widzę... oj, ty! 

Krzywa Szyjka  

Daj pokój. Hasanie. I tak nas wykiwają. Bubnow, śpiewaj! 

Anna 

Nie pamiętam już, kiedy byłam najedzona... Trzęsłam się nad każdym kęsem 

chleba... Przez cale moje życie się trzęsłam... Męczyłam się... żeby nie zjeść 

więcej  niż  kto  inny...  Cale  życie  chodziłam  w  łachmanach...  Całe  moje 

nieszczęsne życie... I za co? 

Łuka  

Oj ty, dziecino! Umęczyłaś się! To nic, to nic... 

background image

Aktor do Krzywej Szyjki 

W waleta wychodź... W waleta, do diabla!  

Baron  

A my go królem. 

Kleszcz  

Oni zawsze przebiją. 

Satin  

Taki już mamy zwyczaj... 

Miedwiediew  

Damka! 

Bubnow  

I ja mam damkę. 

Anna  

I tak umieram... 

Kleszcz  

Patrzcie ich, patrzcie! Książę, dosyć tej gry! Dosyć, mówię! 

Aktor  

A co, sam nie rozumie? 

Baron  

Uważaj, Andriuszka, żebym ciebie czasem nie posłał do stu diabłów. 

Tatar  

Rozdawaj jeszcze raz! Dopóty dzban woda nosi... I ja tak! 

Kleszcz kiwając głową, odchodzi do Bubnowa. 

Anna 

Ciągle  tylko  myślę: Boże! Czy i  na  tamtym świecie  czeka  mnie  taka  męka! 

Czy i tam? 

Łuka 

Nic  się  nie  bój!  Leż  spokojnie,  wierz  mi,  tam  sobie  odpoczniesz...  Pocierp 

jeszcze  trochę.  Wszyscy,  moja  kochana,  cierpią...  Każdego  życie  na  swój 

sposób boli. 

wstaje i szybkim krokiem wychodzi do kuchni 

B u b n o w  

zaczyna śpiewać 

Strzeżcie sobie mnie, jak chcecie, 

Krzywa Szyjka 

Nie ucieknę stąd ja wam—  

na dwa głosy 

Chociaż tęsknię do wolności...  

Kajdan nie rozerwę sam. 

Tatar  

krzyczy 

A! W rękaw schował karta! 

background image

Baron  

zmieszany 

A co, mam ci do nosa schować? 

Aktor  

stanowczo 

Książę! To omyłka... Nikt tutaj... Nigdy... 

Tatar  

Widziałem! Oszust! Nie będę grał! 

Satin  

zbiera karty 

Nie  czepiaj  się.  Hasanie...  Wiedziałeś,  że  grasz  z  oszustami,  to  po  coś 

zaczynał? 

Baron 

Przegrałeś dwadzieścia kopiejek, a hałasu robisz za trzy ruble. I to książę! 

Tatar  

gwałtownie 

Trzeba grać uczciwie! 

Satin  

A dlaczegóż to?  

Tatar  

Jak to dlaczego? 

Satin  

No, tak... dlaczego? 

Tatar  

Nie wiesz? 

Satin 

Nie wiem. A ty wiesz? 

Tatar pluje ze złością. Wszyscy śmieją się z niego. 

Krzywa Szyjka  

dobrodusznie 

Dziwak z ciebie. Hasanie! Zrozum! Gdyby oni spróbowali żyć uczciwie, to w 

trzy dni zdechliby z głodu. 

Tatar  

A co mnie to obchodzi? Trzeba żyć uczciwie! 

Krzywa Szyjka 

Nie ględź! Chodźmy lepiej na herbatę... Bubnow!  

Ej, kajdany, ej, kajdany, 

Bubnow  

Ej, żelazna moja straż— 

Krzywa Szyjka 

Chodźmy, Hasanku! 

wychodzi nucąc 

background image

Nie rozerwać was ni złamać...  

Tatar grozi Baronowi pięścią i wychodzi. 

S a t i n  

do Barona ze śmiechem 

I  cóż,  wielmożny  panie...  Znowu  wpadunek!  Człowiek  z  wyższym 

wykształceniem, a wolty kartami zrobić nie potrafi. 

Baron  

rozkłada ręce 

Diabli wiedzą, jak ona mi... 

Aktor  

Do tego też trzeba talentu. Pewności siebie... bez tego... nigdy, nic. 

Miedwiediew  

Ja mam jedną damkę... a ty dwie... Tak! 

Bubnow 

I jedna nie biedna — kiedy mądra... Wychodź! 

Kleszcz  

Przegraliście, Abramie Iwanowiczu! 

Miedwiediew  

Nie wtrącaj się... Rozumiesz? I milcz. 

Satin  

Wygrana pięćdziesiąt trzy kopiejki. 

Aktor  

Trzy kopiejki dla mnie... A zresztą, po co mi trzy kopiejki? 

Łuka  

wychodząc z kuchni 

No, ograliście Tatara. Wybieracie się na wódeczkę? 

Baron  

Chodźcie i wy z nami! 

Satin  

Ciekaw byłbym, jaki ty jesteś po pijanemu? 

Łuka  

Nie lepszy jak po trzeźwemu... 

Aktor  

Chodźmy, stary, zadeklamuję ci kuplety... 

Łuka  

Co to takiego? 

Aktor  

Wiersze — rozumiesz? 

Łuka  

Wiersze! A na co mi twoje wiersze? 

Aktor  

Tak, czasem — żeby się pośmiać. A czasem — żeby popłakać. 

background image

Satin  

No, kuplecisto, idziesz? 

wychodzi z Baronem 

Aktor 

Idę...  Dogonię  was!  Na  przykład,  stary,  posłuchaj  jednego  wiersza... 

Zapomniałem, jak się zaczyna... 

Zapomniałem... 

pociera czoło 

Bubnow  

Gotowe! I po twojej damce... Wychodzisz! 

Miedwiediew  

Nie tak trzeba było... Bij damkę! 

Aktor 

Dawniej,  kiedy  mój  organizm  nie  był  jeszcze  zatruty  alkoholem,  miałem 

znakomitą pamięć, mój stary... A teraz, patrz... koniec ze mną, bracie! Koniec 

ze  mną.  Kiedy  deklamowałem  ten  wiersz,  miałem  zawsze  ogromne 

powodzenie... po prostu burza oklasków! Ty nie wiesz, co to znaczy: oklaski! 

To,  bracie,  jak...  wódka!  Pamiętam...  wychodzę,  staję...  (przybiera  teatralną 

pozę) staję... i... (milczy) Nic nie pamiętam... ani słowa... nie pamiętam! Mój 

ulubiony wiersz... To niedobrze, stary, prawda? 

Łuka  

A cóż  w tym dobrego: zapomnieć to, co ulubione... W tym, co lubimy, cała 

nasza dusza... 

Aktor  

Przepiłem  duszę,  stary!  Jestem  zgubiony,  bracie.  A  dlaczego  zgubiony?  Bo 

nie miałem wiary... Koniec ze mną... 

Łuka  

No i co z tego? Lecz się! Teraz leczą z pijaństwa! Bezpłatnie leczą, bracie... 

Jest  taki  szpital  dla  pijaków...  właśnie  po  to,  żeby  ich  leczyć  bezpłatnie. 

Doszli już, widzisz, do tego, że pijak to też człowiek, a nawet się cieszą, jak 

który chce się u nich leczyć! No, więc cóż? Jazda! Poszedłbyś tam? 

Aktor  

w zamyśleniu 

Dokąd? Gdzie to jest? 

Łuka 

No, to jest... w takim mieście... Jakże się ono nazywa... Nazwa taka jakaś... Ja 

ci  potem  powiem!  A  ty  tymczasem,  wiesz  co:  ty  się  tymczasem  przygotuj. 

Trzymaj  się,  weź  się  dobrze  w  garść  i  wytrwaj.  A  potem  —  wyleczą  cię  i 

zaczniesz nowe życie. Dobra to rzecz, bracie, nowe życie, nie? No, zdecyduj 

się... raz... dwa... 

Aktor 

z uśmiechem 

background image

Nowe życie! Na nowo... To byłoby dobrze... Tak! Nowe życie... (śmieje się) 

No... Tak! Ja potrafię! Chyba potrafię, nie? 

Łuka 

Dlaczegoby nie? Człowiek wszystko potrafi, jeżeli tylko chce. 

Aktor  

nagle, jakby zbudzony ze snu 

Dziwak z ciebie! No, tymczasem! (gwiżdże) Bądź zdrów, staruszku... 

wychodzi 

Anna 

Dziadku!  

Łuka 

Co, matko? 

Anna  

Porozmawiaj ze mną. 

Łuka  

podchodzi do niej 

Dobrze, pogwarzymy. 

Kleszcz  ogląda  się,  milcząc  podchodzi  do  żony,  patrzy  na  nią  i  robi  gest, 

jakby chciał jej coś powiedzieć. 

Łuka 

Co, bracie? 

Kleszcz  

cicho 

Nic...  

powoli idzie ku drzwiom do sieni, chwilę waha się i wychodzi 

Łuka 

odprowadza go wzrokiem 

Ciężko coś na sercu twojemu mężowi. 

Anna  

Co mi tam teraz po mężu! 

Łuka  

Bił? 

Anna 

I jak. jeszcze... Przez niego pewno wpadłam w chorobę. 

Bubnow  

A moja żona miała kochanka, dobrze grał w warcaby, cholera. 

Miedwiediew  

Mm-m... 

Anna  

Dziadku! Mów do mnie, mój kochany... smutno mi. 

Łuka 

To  nic!  To  tak  przed  śmiercią,  gołąbko.  To  nic,  moja  droga!  Miej  tylko 

background image

nadzieję. Umrzesz sobie, widzisz, i będziesz już spokojna... I nic ci już więcej 

nie  będzie  trzeba,  i  bać  się  nie  potrzeba  niczego.  Cisza,  spokój...  Leżysz 

sobie... Śmierć — wszystko uspokaja... Litościwa jest dla nas... Po śmierci — 

odpoczynek. mówią... To prawda, moja droga! Bo tutaj gdzie człowiek może 

odpocząć? 

Wchodzi P i e p i e ł. Jest nieco podchmielony, rozczochrany, ponury. Siada 

przy drzwiach na pryczy, milczący i nieruchomy. 

Anna  

A tam jak będzie — taka sama męka? 

Łuka 

Nic nie będzie! Nic! Wierz mi! Spokój! I nic więcej! Przywołają ciebie przed 

Boga i rzekną: Boże, wejrzyj, oto przyszła służebnica twoja, Anna. 

Miedwiediew  

surowo 

A ty skąd wiesz, jak tam mówią? Oj, ty... 

Piepieł na dźwięk głosu Miedwiediewa podnosi głowę i przysłuchuje się. 

Łuka  

Widocznie wiem, panie rewirowy. 

Miedwiediew  

pojednawczo 

Tak! No, to już twoja sprawa... Wprawdzie rewirowym jeszcze nie jestem. 

Bubnow  

Dwa zabieram... 

Miedwiediew 

Żeby cię! 

Łuka 

A Bóg wejrzy na ciebie łaskawie i powie: znam ja tę Annę! Zaprowadźcie ją 

do raju! Niech znajdzie  spokój... Wiem, życie  miała  ciężkie, umęczyła  się... 

pokój Annie... 

Anna  

prawie bez tchu 

Dziadku... Kochany mój... Żeby tak było! Żeby... Spokój! Nic nie czuć... 

Łuka 

Nie  będziesz  czuła!  Nic  nie  będzie!  Wierz  tylko!  Umieraj  z  radością,  bez 

trwogi... Śmierć, ja ci powiadam, śmierć jest dla nas jak rodzona matka... 

Anna  

A może... może jeszcze wyzdrowieję? 

Łuka  

z uśmiechem 

I na co? Znowu na mękę? 

Anna 

Och...  jeszcze  choć  trochę...  pożyć...  jeszcze  trochę!  Jeśli  tam  męki  nie 

background image

będzie, tu można by jeszcze pocierpieć... Jeszcze można! 

Łuka  

Nic tam nie będzie! Po prostu... 

Piepieł  

podnosząc się 

Prawda... a może i nieprawda! 

Anna z lękiem 

Boże...  

Łuka 

O, kawalerze... 

Miedwiediew  

Kto tu wrzeszczy? 

Piepieł  

podchodzi ku niemu 

Ja! A co? 

Miedwiediew 

Niepotrzebnie wrzeszczysz! Człowiek powinien zachowywać się spokojnie. 

Piepieł  

Bałwan! I to wuj... Ho, ho! 

Łuka  

cicho do Piepieła 

Słuchaj, nie krzycz! Tu — kobieta — umiera... Już chłód idzie od ust... Nie 

przeszkadzaj! 

Piepieł  

Niech ci będzie. Ciebie, stary, uszanuję! Zuch jesteś! Umiesz kłamać... Bajdy 

opowiadasz  przyjemnie!  Łżyj,  co  w  tym  złego?  Przyjemności,  bracie, 

niewiele na świecie! 

Bubnow  

Naprawdę ma się jej na śmierć? 

Łuka  

Chyba... przecież nie żartuję... 

B u b n o w  

Przestanie wreszcie kaszleć... Nie dawała spokoju z tym kaszlem. Biorę dwa! 

Miedwiediew  

A bierz cię licho! 

Piepieł  

Abramie! 

Miedwiediew  

Nie jestem dla ciebie żaden Abram! 

Piepieł  

Abraszka! Czy Natasza chora? 

Miedwiediew  

background image

A tobie co do tego!? 

Piepieł  

No, powiedz mi, bardzo ja zbiła Wasilisa? 

Miedwiediew  

To też nie twoja sprawa! To sprawa rodzinna... A ty, kto taki? 

Piepieł  

Wszystko  jedno,  kto...  A  jak  zechcę,  to  nie  zobaczycie  więcej  swojej 

Nataszki! 

Miedwiediew  

Co? Co ty mówisz? O kim? Żeby moja siostrzenica... Ach, ty złodzieju! 

Piepieł  

Złodziej, aleś mnie jeszcze nie złapał. 

Miedwiediew  

Poczekaj! Jeszcze cię złapię... zobaczysz... 

Piepieł  

A jak złapiesz... to na nieszczęście dla całego waszego gniazda. Jeśli myślisz, 

że  będę  milczał  przed  śledczym,  to  się  grubo  mylisz.  Czekaj  tatka  latka! 

Spytają mnie: Kto cię namówił do złodziejstwa, kto pokazał miejsce? Miszka 

Kostylew i jego żona! Kto przyjął kradzione? Miszka Kostylew i jego żona! 

Miedwiediew 

Kłamiesz! Nie uwierzą ci! 

P i e p i e ł  

Uwierzą,  bo  to  prawda!  I  ciebie  jeszcze  zaplączę...  ha!  Zniszczę  was 

wszystkich, łotry, zobaczysz! 

Miedwiediew  

speszony 

Kłamiesz! I... Kłamiesz! Co ja ci złego zrobiłem! Ty wściekły psie! 

Piepieł  

A coś ty mi dobrego zrobił? 

Łuka 

Taak! 

Miedwiediew  

do Łuki 

A ty czego kraczesz? Co ci do tego? To sprawa rodzinna! 

Bubnow  

do Łuki 

Nie wtrącaj się! Nie dla nas tu stryczek kręcą.  

Łuka  

pokornie 

Przecież — ja nic! Ja tylko mówię, że jeśli kto komu nic dobrego nie zrobił, 

ten już źle zrobił. 

Miedwiediew  

background image

nie rozumiejąc 

Właśnie... właśnie... My tu sami swoi... A ty coś za jeden? 

parskając gniewnie, szybko wychodzi 

Łuka 

Rozsierdził  się  kawaler...  Ho,  ho!  Ale  widzę,  że  wasze  sprawy  są  jakoś 

poplątane. 

Piepieł  

Poleciał na skargę do Wasilisy. 

B u b n o w  

Głupiś ty, Wasilij! Co ci po tej odwadze? Odwaga dobra w lesie, gdy idziesz 

na grzyby, ale tu na nic... Oni ci tu zaraz łeb ukręcą. 

Piepieł  

Ej, nie tak prędko! My z Jarosławia nie poddajemy się tak łatwo... Jak wojna, 

to wojna. 

Łuka 

A właściwie, chłopie, poszedłbyś sobie stąd jak najprędzej... 

Piepieł  

Dokąd? No, powiedz. 

Łuka 

Idź... na Syberię! 

Piepieł  

O! Nie, to ja już wolę poczekać, kiedy mnie tam ześlą na koszt państwa. 

Łuka 

Posłuchaj mnie, idź! Tam możesz sobie znaleźć własną drogę—Tam potrzeba 

takich jak ty! 

Piepieł  

Moja  droga  już  dawno  wytknięta!  Ojciec  cale  życie  gnił  po  więzieniach  i 

mnie taką drogę przeznaczył... Jeszcze byłem malcem, a już wołano na mnie: 

złodziej... Złodziejski syn... 

Łuka  

Jakiż  to  piękny  kraj  —  Syberia!  Złoty  kraj!  A  jeszcze  kto  ma  siłę  i  rozum, 

temu dobrze jak u Pana Boga za piecem. 

Piepieł  

Stary! Po co ty ciągle kłamiesz? 

Łuka 

Co? 

Piepieł  

Czyś ogłuchł? Dlaczego kłamiesz, pytam! 

Łuka 

A co ja kłamię? 

Piepieł  

Wszystko... Tu ci dobrze i tam dobrze... Więc chyba kłamiesz! A po co? 

background image

Łuka 

Zaufaj  mi...  Idź,  zobaczysz...  jeszcze  mi  podziękujesz...  Po  co  ty  się  tu 

obijasz?  I  na  co  masz  dochodzić  prawdy...  Pomyśl  tylko!  Ta  prawda  może 

spaść obuchem na twoją głowę! 

Piepieł  

Mnie tam wszystko jedno! Obuchem — to obuchem... 

Łuka  

Głupiś! Po co masz sam głowę nadstawiać? 

B u b n o w  

Pleciecie obaj! Nie rozumiem... Jakiej ty prawdy, Waśka, chcesz dochodzić? I 

po co? Wystarczy, że znasz prawdę o sobie... I wszyscy ją znają... 

Piepieł  

Poczekaj, nie kracz! Niech on mi powie... Słuchaj, stary, czy Bóg jest? 

Łuka milczy uśmiechając się. 

B u b n o w  

Życie ludzkie to jak wióry na wodzie... Ludzie budują dom na brzegu, a wióry 

płyną daleko... 

Piepieł  

No jak? Jest Bóg? Gadaj... 

Łuka 

cicho 

Jeśli  wierzysz  —  jest;  jeśli  nie  wierzysz  —  nie  ma  Boga.  Jest  to,  w  co  się 

wierzy. 

Piepieł milczy, zdziwiony, uporczywie wpatruje się w starego. 

B u b n o w  

Pójdę, napiję się herbaty... Pójdziemy do szynku? 

Łuka  

do Piepieła 

Co tak patrzysz? 

Piepieł  

Tak sobie... zaraz! To znaczy... 

Bubnow  

No, to ja sam... 

zbliża się do drzwi izby Piepieła 

Piepieł 

Więc... ty... 

Wasilisa  

do Bubnowa 

Nastazja w domu? 

Bubnow 

Nie... 

wychodzi  

background image

Piepieł 

A... jesteś... 

Wasilisa  

podchodzi do Anny 

Jeszcze żyje? 

Łuka  

Daj jej pokój. 

Wasilisa  

A ty... po co tu sterczysz? 

Łuka  

Mogę odejść... jeśli trzeba... 

Wasilisa  

zbliża się do drzwi izby Piepieła 

Wasilij! Chcę ci coś powiedzieć... 

Łuka  podchodzi  do  drzwi  od  sieni,  otwiera  je  i  głośno  zatrzaskuje,  potem 

ostrożnie wspina się na pryczę i na piec. 

Wasilisa  

z izby Piepieła 

Wasia... chodź! 

Piepieł  

Nie chcę... nie pójdę... 

Wasilisa  

Co się stało?... O co się gniewasz? 

Piepieł  

Znudziło mi się... mam dosyć tego całego bałaganu... 

Wasilisa  

Ja... też ci się znudziłam? 

Piepieł  

Ty też... 

Wasilisa  

gwałtownie ściąga chustkę na ramionach i przyciska ręce do piersi, podchodzi 

do pościeli Anny, ostrożnie zagląda za zasłonę i wraca do Piepieła. 

Piepieł 

No... mów... 

Wasilisa  

Szkoda słów... I tak nikt nikogo do miłości nie zmusi, a już ja nie taka, żeby 

prosić o litość... Dzięki ci za prawdę... 

Piepieł  

Jaką prawdę? 

Wasilisa  

A że ci się znudziłam. Czy to nie prawda? 

Piepieł  

background image

patrzy na nią w milczeniu. 

Wasilisa  

zbliża się do niego 

Co tak patrzysz? Nie poznajesz? 

Piepieł  

z westchnieniem 

Ładnaś ty, Waśka... 

Kobieta obejmuje go za szyję, lecz on strząsa jej rękę ruchem ramienia. 

...a jakoś nigdy nie miałem serca do ciebie... Żyłem z tobą i wszystko... Ale 

nigdy mi się nie podobałaś... 

Wasilisa 

cicho  

Ta-ak... To ta-ak... 

Piepieł  

No, nie ma o czym gadać! Nie ma o czym... Idź sobie! 

Wasilisa  

Inna wpadła ci w oko? 

Piepieł 

Nie twoja rzecz. A jeśli nawet wpadła, w swaty cię nie poproszę! 

Wasilisa  

znacząco 

Szkoda... Możebym się na swatkę nadała. 

Piepieł  

podejrzliwie 

A co? 

Wasilisa 

Sam  wiesz...  Nie  udawaj!  Wasilij...  ja  jestem  szczera  kobieta,  (ciszej)  Co  tu 

ukrywać? Skrzywdziłeś mnie. I za co? Za nic. Jakbyś mnie batem chlasnął... 

Mówiłeś, że kochasz. A tu nagle... 

Piepieł 

Nie tak znowu nagle... ja już od dawna... Ty nie masz serca, babo... A kobieta 

musi mieć serce... My — co innego, my zwierzęta... nam trzeba... nas trzeba 

prowadzić, a ty — do czegoś mnie doprowadziła? 

Wasilisa  

Co było, a nie jest... Ja wiem, człowiek sobą nie rządzi... Przestałeś kochać... 

Trudno! Niech i tak będzie. 

Piepieł  

A  więc  koniec  z  nami!  Rozchodzimy  się  spokojnie,  bez  awantur...  to  i 

dobrze!... 

Wasilisa  

Nie,  poczekaj.  Jeszcze  jedno...  Kiedy  żyłam  z  tobą,  to  ciągle  czekałam  i 

czekałam, że ty mi pomożesz wydobyć się z tego bagna... że uwolnisz mnie 

background image

od męża, od  wuja... od całego tego życia... I  może nie  tak ciebie  kochałam, 

Wasia,  co  tę  moją  nadzieję,  tę  myśl  kochałam  w  tobie...  Rozumiesz? 

Czekałam, że ty mnie wyciągniesz... 

Piepieł  

Tyś nie  gwóźdź, a ja nie obcęgi... Ja znowu myślałem, że ty... taka  mądra... 

boś ty przecież mądra, sprytna! 

Wasilisa  

podchodzi blisko, nachyla się do niego 

Wasia, no... pomożemy sobie nawzajem... 

Piepieł 

Jak to? 

Wasilisa  

cicho, z naciskiem 

Wiem... Moja siostra... spodobała ci się... wiem.... 

Piepieł  

I za to właśnie znęcasz się nad nią, jak zwierzę. Słuchaj, Waśka... nie waż się 

jej dotknąć... 

Wasilisa  

Poczekaj, nie  gorączkuj się!  Wszystko  można  załatwić  cicho, po dobremu... 

Chcesz — żeń się z nią... nawet ci jeszcze pieniędzy dam... trzysta rubli... A 

jak więcej uzbieram, dam więcej... 

Piepieł  

odsuwa się 

Poczekaj... jak to? Za co? 

Wasilisa  

Uwolnij mnie od męża! Zdejmij mi z szyi tę pętlę... 

Piepieł  

cicho gwiżdże 

Ot co! Ho, ho, sprytnieś to obmyśliła... Męża, znaczy się do grobu, kochanka 

na katorgę, a sama... 

Wasilisa  

Wasia! Dlaczego zaraz na katorgę? Nie musisz sam, masz kolegów. A zresztą 

jeżeli  nawet  sam,  kto  się  dowie?  Pomyśl...  Natalia!  Pieniądze  dam... 

wyjedziesz. A mnie na zawsze uwolnisz... A że siostry przy mnie nie będzie, 

tym lepiej dla niej. Patrzeć na nią jakoś nie mogę... Złość mnie bierze na nią 

za ciebie... Nie  mogę się powstrzymać... Dręczę dziewczynę, biję... tak biję, 

że sama nad nią, płaczę... a biję i — będę bila! 

Piepieł  

Zwierzę! I jeszcze się tym chwali... 

Wasilisa  

Nie  chwalę  się,  prawdę  mówię.  Zastanów  się,  Wasia...  Dwa  razy  przez 

mojego  męża  siedziałeś  w  więzieniu...  przez  jego  chciwość.  On  się  mnie 

background image

uczepił  jak  pluskwa...  cztery  lata  krew  ssie!  A  co  mi  to  za  mąż?  Nataszę 

męczy... Znęca się nad nią... Żebraczka — mówi! A sam jest dla wszystkich 

jak trucizna... 

Piepieł  

Chytrze gadasz. 

Wasilisa 

Ja mówię jasno, głupi by zrozumiał, czego ja chcę...  

Kostylew ostrożnie wchodzi skradając się 

Piepieł  

do Wasilisy  

No... idź! 

Wasiliea 

spostrzega męża 

Co ty? Po mnie? 

Piekieł odskuje i dzikim wzrokiem patrzy na Kostylewa. 

Kostylew  

Tak... to ja, ja! A wy tu... sami? A-a... Rozmówka? 

(nagle  tupie  i  wykrzykuje  piskliwie)  Waśka,  ty  parszywa!  Żebraczko 

przeklęta! 

przestraszony  własnym  krzykiem,  który  obecni  przyjęli  w  milczeniu  i 

bezruchu 

Boże, odpuść... znowuś mnie, Wasiliso, przywiodła do grzechu... Szukam cię 

wszędzie...  (piskliwie)  Ruszaj  spać!  Nie  dolałaś  oliwy  do  lampek...  Ty 

żebraczko...świnio… 

wygraża jej drżącymi rękami 

Wasilisa powoli idzie do drzwi od sieni oglądając się na Piepieła. 

Piepieł  

do Kostylewa 

Ty! Idź stąd... Wynoś się... 

Kostylew  

krzyczy 

Ja tu jestem gospodarzem! Sam się wynoś! Złodzieju... 

Piepieł 

głucho 

Odejdź! Miszka... 

Kostylew  

Jak śmiesz? Ja tu... ja cię... 

Piepieł chwyta go za kołnierz i potrząsa. Na piecu ktoś porusza się z hałasem 

i  głośno  ziewa.  Piepieł  wypuszcza  Kostylowa,  ten  z  krzykiem  biegnie  do 

sieni. 

Piepieł  

wskakuje na pryczę 

background image

Kto tam?... Kto tam na piecu? 

Łuka  

wysuwa głowę 

Co? 

Piepieł  

To ty?!... 

Łuka  

spokojnie 

Ja... to ja... Chryste Panie! 

Piepieł  

zamyka drzwi do sieni, szuka zasuwki i nie znajduje 

Do diabła... Złaź, stary! 

Łuka 

Zaraz... złażę....  

Piepieł 

szorstko 

Po coś właził na piec? 

Łuka  

A gdzie miałem włazić? 

Piepieł  

Przecież ty wychodziłeś do sieni? 

Łuka  

W sieni, braciszku, zimno mi, staremu... 

Piepieł 

Słyszałeś? 

Łuka 

A, słyszałem! Jakże mogłem nie słyszeć? Czym ja głuchy? Oj, chłopie, masz 

szczęście... Jakie ty masz szczęście! 

Piepieł  

podejrzliwie 

Jakie szczęście? Dlaczego? 

Łuka  

Dlatego, że wlazłem na piec. 

Piepieł  

A czemuś się tam zaczął wiercić? 

Łuka 

A bo mi się gorąco zrobiło... na twoje sieroce szczęście... Myślę sobie: żeby 

też chłopak znowu nie zbłądził... żeby nie zadusił staruszka na śmierć... 

Piepieł  

Tak... Tak mogło być... nienawidzę go... 

Łuka  

I po co to? O, to bardzo łatwe... Często się takie omyłki zdarzają... 

background image

Piepieł  

z uśmiechem 

A ty co? Sam się tak kiedy omyliłeś? 

Łuka 

Chłopcze!  Słuchaj,  co  ci  powiem:  od  tej  baby  z  daleka!  Zostaw  ją!  Nie 

przypuszczaj do siebie... Z mężem ona sobie sama da radę, sprzątnie go lepiej 

od ciebie! Nie słuchaj tej diablicy... Spójrz na mnie? Jestem łysy? A dlaczego 

łysy? Właśnie przez baby. Miałem tych bab więcej jak włosów na głowie... A 

już ta twoja Wasilisa... gorsza od diabła! 

Piepieł  

Sam me wiem... Czy ci dziękować, czy ty... także? 

Łuka 

Nie  mów  nic!  Nic  mądrzejszego  nie  powiesz!  Dobrze  ci  radzę!  Posłuchaj! 

Podoba ci się tu która, pod rękę ją i marsz stąd! Uciekaj! Byle dalej... 

Piepieł 

ponuro 

Jak tu rozeznać człowieka: dobry czy zły... Trudno poznać... 

Łuka 

A co tu poznawać? Człowiek różnie postępuje... jak mu serce podpowie, tak i 

robi...  Dziś  —  dobrze,  jutro  —  źle...  A  jeśli  ta  dziewczyna  naprawdę 

przypadła  ci  do  serca,  idź  z  nią  stąd...  i  koniec...  a  jak  nie  —  to  idź  sam. 

Młody jesteś... zdążysz sobie znaleźć inną... 

Piepieł  

biorąc go za ramię 

Nie, powiedz mi, po co ty to wszystko... 

Łuka 

Poczekaj no... spojrzę na Annę... bardzo jakoś charczała... 

zbliża  się  do  posłania  Anny,  odsuwa  zasłonę,  patrzy,  dotyka  ręką;  Piepieł, 

zamyślony i roztargniony, patrzy za nim. 

Jezu Chryste, Panie miłosierny! Duszę zgasłej sługi Twojej, Anny, przyjm w 

spokoju... 

Piepieł 

cicho  

Umarła? 

nie ruszając się z miejsca prostuje się i patrzy na łóżko 

Łuka  

cicho 

Już nie cierpi! A gdzie jej mąż?  

Piepieł 

Pewno w knajpie... 

Łuka 

Trzeba by zawiadomić. 

background image

Piepieł  

wzdraga się 

Nie lubię nieboszczyków... 

Łuka  

idzie ku drzwiom 

Za co ich lubić?... Żywych trzeba lubić, żywych...  

Piepieł 

Pójdę z tobą... 

Łuka 

Boisz się? 

Piepieł 

Nie lubię... 

śpiesznie wychodzi 

Pustka  i  cisza.  Za  drzwiami  sieni  słychać  nagle  hałas,  przerywany  i 

niewyraźny. Potem wchodzi Aktor. 

Aktor  

zatrzymuje się na progu, nie zamykając drzwi, i opiera się o framugę 

Hej, stary! Gdzie jesteś? Przypomniałem sobie... Posłuchaj.... 

chwiejnie postępuje dwa kroki naprzód i przybrawszy pozę aktorską recytuje: 

Panowie! Gdy ku prawdzie przyszłości  

Nie potrafi świat drogi odnaleźć.  

Szaleńcowi cześć, co zapali  

Złoty sen dla nieszczęsnej ludzkości. 

Za Aktorem zjawia się w drzwiach Natasza. 

Aktor 

Stary! 

Gdyby jutro słońce ziemi szlaki  

Zapomniało rozjaśnić swym światłem,  

To zapaliłby jutro nad światem  

Myśl płomienną swą szaleniec jaki... 

Natasza  

ze śmiechem 

Bałwan! A to się schlał!... 

Aktor  

odwraca się ku niej 

A, to ty? A gdzie  staruszek?... Ten  miły  starowina? Tutaj, zdaje się, nikogo 

nie ma... Żegnaj! Natasza... żegnaj... Tak! 

Natasza  

wchodzi 

Nie przywitałeś się nawet, a już się żegnasz... 

Aktor  

zagradza jej drogę 

background image

Wyjeżdżam... odchodzę... Przyjdzie wiosna... a mnie już nie będzie... 

Natasza  

Puść... A dokąd się wybierasz? 

Aktor  

Szukać  tego  miasta...  leczyć  się...  Ty  także  stąd  idź...  Ofelio,  idź  do 

klasztoru...  Jest  taka  lecznica  dla  organizmów...  rozumiesz,  dla  pijaków... 

Doskonała  lecznica...  Marmury,  marmurowa  posadzka!  Jasno...  czysto,  dają 

jeść...  wszystko  za  darmo!  Nawet  marmurowa  posadzka.  Tak!  Znajdę  tę 

lecznicę,  wyleczę  się  i...  zacznę  żyć  od  nowa...  Kroczę  już  ku  nowemu 

życiu...  jak  mówi...  król...  Lear...  Natasza,  na  scenie  ja  się  nazywam: 

Swierczkow-Zawołżski...  Nikt  o  tym  nie  wie...  Nikt!  Tutaj  nie  mam 

nazwiska...  Czy  ty  rozumiesz,  jak  to  boli  —  stracić  nazwisko?  Nawet  psy 

mają swoje imiona... 

Natasza ostrożnie wymija Aktora, zatrzymuje się przy łóżku Anny, patrzy. 

Aktor  

Człowiek bez nazwiska — to nie człowiek. 

Natasza  

Spójrz, mój drogi, przecież ona umarła... 

Aktor  

kręci głową 

Niemożliwe... 

Natasza  

cofa się 

Słowo daję... spójrz... 

Bubnow  

w drzwiach 

Na co ma spojrzeć?  

Natasza 

Anna umarła. 

Bubnow 

To znaczy, że przestała kaszleć... 

zbliża się do posłania Anny, przygląda się i odchodzi na swoje miejsce 

Trzeba Kleszcza zawiadomić... to — jego sprawa... 

Aktor  

Idę... powiem mu, że ona nie ma już imienia... 

wychodzi 

Natasza  

na środku izby 

Ja także... kiedyś tak... w piwnicy... zadręczona... 

Bubnow rozściela na swojej pryczy jakiś łachman 

Co? Co tam mruczysz? 

Na ta sza 

background image

Tak... do siebie... 

B u b n o w  

Czekasz na Waśkę? Uważaj, zgubi de ten Waśka. 

Natasza  

Nie wszystko jedno kto? Już wolę, żeby on... 

Bubnow  

kładzie się 

Twoja sprawa... 

Natasza  

Przecież to... dobrze, że ona umarła, a jednak... żal… Boże! Po co ona żyła? 

Bubnow  

Wszyscy  tak  samo.  Rodzą  się,  żyją  i  umierają.  I  ja  umrę...  i  ty...  Czego  tu 

żałować? 

Wchodzą Łuka, Tatar, Krzywa Szyjka i Kleszcz: 

Kleszcz idzie ostatni, powoli, skulony, 

Natasza 

Pst... Anna... 

Krzywa Szyjka  

Wiemy... Wieczne odpoczywanie, kiedy umarła.. 

Tatar  

do Kleszcza 

Trzeba wynieść. Trzeba wynieść do sieni! Tu — umarły nie wolno, tu żywy 

— będzie spać... 

Kleszcz  

cicho 

Wyniesiemy... 

Wszyscy  zbliżają  się  do  łóżka.  Kleszcz  patrzy  na  Annę  ponad  ramionami 

innych. 

Krzywa Szyjka  

do Tatara 

Myślisz,  że  będzie  cuchnąć?  Od  niej  zaduchu  nie  będzie!  Ona  jeszcze  za 

życia cała wyschła... 

Natasza  

Boże! Żeby chociaż pożałowali... Żeby chociaż kto dobre słowo powiedział! 

Och, wy... 

Łuka 

Ty, kochasiu, nie gniewaj się... Nie ma o co! Cóż oni? Po co mamy żałować 

zmarłych?  Oj,  moja  miła!  Żywych  —  nie  żałujemy  —  siebie  nie  możemy 

pożałować... Co tam... 

Bubnow 

ziewa 

A zresztą, śmierć dobrego słowa  się nie ulęknie... choroba... czasem ulęknie 

background image

się dobrego słowa, ale śmierć — nie! 

Tatar 

odchodzi 

Trzeba by policję... 

Krzywa Szyjka  

Policję — koniecznie! Kleszcz! Zawiadomiłeś policję? 

Kleszcz  

Nie... trzeba by pochować... A ja mam wszystkiego czterdzieści kopiejek... 

Krzywa Szyjka  

W takim razie pożycz... Albo my się złożymy... Jeden da piątaka, a inny... ile 

kto  może...  Ale  policję  trzeba  zawiadomić,  i  to  zaraz!  Jeszcze  pomyślą,  żeś 

zabił babę... albo co... 

podchodzi do pryczy i przygotowuje się do spania obok Tatara 

Natasza  

podchodzi do pryczy Bubnowa 

Teraz...  będzie  mi  się  śniła...  Mnie  się  zawsze  śnią  umarli...  Boję  się  iść 

sama... W sieni — ciemno... 

Łuka  

idzie za nią 

Bój się żywych, to jedno ci powiem... 

Natasza  

Odprowadź mnie, dziadku... 

Łuka 

Chodźmy... chodźmy, odprowadzę cię!  

wychodzą  

Pauza. 

Krzywa Szyjka  

Ho-ho!  Hasanie!  Niedługo  wiosna,  bracie...  ciepło  będzie.  Na  wsi  już  teraz 

chłopi  czyszczą  pługi,  brony...  do  orki  się  szykują...  Ta-a-ak!  A  my?... 

Hasanie?... Kima już, przeklęty... 

Bubnow 

Tatarzy lubią spać... 

Kleszcz  

stoi na środku izby i patrzy tępo przed siebie 

Co tu teraz robić? 

Krzywa Szyjka  

Kładź się spać i tyle... 

Kleszcz 

cicho  

A... ona... jak to?... 

Nikt mu nie odpowiada; wchodzą Satin i Aktor. 

Aktor 

background image

krzyczy 

Stary! Do mnie, mój wierny Kencie! 

Satin  

Patrzcie, idzie Mikłucha-Makłaj. 

Aktor 

Koniec, postanowione! Stary, gdzie to miasto... gdzie jesteś? 

Satin  

Fata  morgana! Nabrał  cię stary...  Nic  nie  ma! Nie  ma  miast,  nie  ma ludzi... 

Nic nie ma! 

Aktor 

Kłamiesz! 

Tatar 

zrywa się 

Gdzie  gospodarz? Idę  do gospodarz! Jak nie  dają  spać, nie  trzeba  pieniędzy 

brać... Trupy... Pijani... szybko wychodzi 

Satin gwiżdże za nim. 

Bubnow 

sennym głosem 

Kładźcie się, chłopcy, dosyć hałasu, noc jest do spania! ' 

Aktor  

Aa, aha... tu... trup. „Nasze sieci wyciągnęły trupa." Wiersz... Berangera! 

Satin  

krzyczy 

Trupy — nie słyszą! Trupy nie czują. Krzycz... Wyj... Trupy .nie słyszą! 

W drzwiach staje Łuka. 

KURTYNA 

 

background image

AKT TRZECI 

Pusty, zaśmiecony i zarosły zielskiem dziedziniec. W głębi wysoki, ślepy mur 

z  cegieł,  zakrywający  niebo.  Pod  nim  krzaki  dzikiego  bzu.  Na  prawo  — 

ciemna,  drewniana  ściana  jakiegoś  gospodarskiego  budynku,  wozowni  albo 

stajni,  na  lewo  szara,  pokryta  resztkami  tynku  ściana  domu,  w  którym 

znajduje się izba noclegowa Kostylewów. Ściana stoi ukosem tak, że jej tylny 

węgieł zachodzi prawie na środek podwórza. Między nią a ślepym murem — 

wąskie przejście. W szarej ścianie domu dwa okna: jedno na równi z ziemią, 

drugie  o  dwa  arszyny  wyżej  i  bliżej  ślepego  muru.  Przed  domem  leżą  sanie 

odwrócone  do  góry  płozami  oraz  drewniana  belka  długości  czterech 

arszynów. Na prawo pod ścianą stos starych desek i drągów. Wieczór. Zachód 

słońca  rzuca  na  mur  czerwone  światło.  Wczesna  wiosna,  niedawno  stopniał 

śnieg.  Czarne  gałązki  bzu  jeszcze  nie  maja  pączków.  Na  belce  siedzą  obok 

siebie  Natasza  i  Nastia.  Na  saniach  Łuka  i  Baron.  Kleszcz  leży  na  stosie 

drzewa  pod  budynkiem  gospodarskim.  W  oknie  nad  ziemią  —  twarz 

Bubnowa. 

Nastia  

z zamkniętymi oczyma, kiwając głową w takt słów, śpiewnie opowiada 

No, i przychodzi on nocą do ogrodu, do altany, wedle umowy... a ja na niego 

dawno czekam i czekam, i drżę ze strachu i żalu. On także cały drży — blady 

jak kreda, a w ręce leworwer... 

Natasza  

gryzie pestki 

Patrzcie no! Widocznie prawda, co mówią, że studenty są szalone... 

Nastia  

I mówi do mnie strasznym głosem: najdroższa ty moja miłości... 

Bubnow  

Ho-ho? Najdroższa? 

Baron 

Poczekaj! Nie chcesz, to nie słuchaj, a zmyślać nie przeszkadzaj. Co dalej? 

Nastia  

Najukochańsza ty moja miłości, powiada! Rodzice, powiada, nie zgadzają się, 

bym cię poślubił... i grożą przekleństwem na wieki za moją miłość do ciebie. I 

dlatego,  powiada,  muszę  pozbawić  się  życia...  A  leworwer  w  jego  ręce  taki 

ogromny  i  nabity  dziesięcioma  kulami...  Żegnaj,  powiada,  umiłowana 

przyjaciółko  mego  serca!  Postanowiłem  nieodwołalnie...  Żyć  bez  ciebie  — 

żadną  miarą  nie  mogę.  A  ja  odrzekłam  mu  —  niezapomniany  mój 

przyjacielu... Raulu... 

Bubnow 

zdziwiony 

Coo? Jak? Kraul? 

Baron  

background image

śmieje się 

Nastia! Przecież ostatnim razem — był Gaston! 

Nastia  

zrywa się 

Milczcie...  nieszczęśni!  Ach...  psy...  przybłędy!  Jak,  jak  wy  możecie  pojąć 

miłość?  Prawdziwą  miłość?  A  to  była...  miłość  —  prawdziwa!  (do  Barona) 

Ty!  Nędzniku!...  Jesteś  człowiekiem  wykształconym...  —  powiadasz,  że  — 

piłeś kawę w łóżku... 

Łuka 

Czekajcie no! Nie przeszkadzajcie jej! Uszanujcie człowieka... Nie to, co się 

mówi, jest ważne: ale dlaczego się mówi! — O to się rozchodzi! Opowiadaj, 

dziewczyno, nie zwracaj na nich uwagi! 

Bubnow  

Farbuj piórka... wrono — zmyślaj! 

Baron  

No — co dalej! 

Natasza 

Nie słuchaj ich... Co tam! Oni — tak z zazdrości, bo nie mają co powiedzieć o 

sobie... 

Nastia  

siada znowu 

Nie  chcę  więcej!  Nie  będę  mówiła...  Jeżeli  oni  nie  wierzą,  jeżeli  się 

wyśmiewają... 

nagle urywa, milczy chwilę i znowu przymknąwszy oczy opowiada żarliwie i 

głośno, wymachuje ręką do taktu, jak gdyby wsłuchując się w daleką muzykę 

I tak... ja mu odpowiadam: O, radości mojego życia! Słoneczko moje jasne! Ja 

także  nie  mogę  żyć  na  świecie  bez  ciebie...  albowiem  kocham  cię  do 

szaleństwa  i  będę  kochała,  dopóki  serce  bić  będzie  w  mej  piersi!  Nie 

pozbawiaj  się—mówię—młodego  życia...  gdyż  ono  jest  potrzebne  twoim 

drogim rodzicom, których jesteś jedyną radością... Rzuć mnie! Niech lepiej ja 

zginę z żalu po tobie, o moje ty życie... ja... sama, ja już taka! Niechaj już ja... 

ginę — niech tam! Na nic się nie zdałam nikomu i nic nie mam w życiu, nie 

mam nic... 

zakrywa twarz dłońmi i cicho płacze 

Natasza odwraca się i cicho mówi 

Nie płacz, nie trzeba płakać! 

Łuka z uśmiechem głaszcze Nastię po głowie. 

Bubnow 

Ach, ty lalo malowana! 

Baron 

śmieje się także 

Dziadku, ty myślisz, że to prawda? To wszystko z książki „Tragiczna miłość". 

background image

To wszystko bujda! Zostaw ją!... 

Natasza  

A tobie co do tego? Ty! Milczałbyś lepiej... kiedyś bez serca. 

Nastia  

gniewnie 

Przeklęty! Pusty człowieku! Gdzie ty masz serce? 

Łuka 

bierze Nastię za rękę 

Chodźmy stąd, moja droga! To nic... nie gniewaj się! Ja wiem... ja ci wierzę! 

Ty mówisz prawdę, a nie oni. Jeżeli ty wierzysz, że to była miłość prawdziwa, 

to  znaczy,  że  była!  Była!  Nie  gniewaj  się  na  niego,  mieszkasz  z  nim...  on... 

może  i  naprawdę  śmieje  się,  dlatego  że  ci  zazdrości,  on  może  w  ogóle  nic 

prawdziwego nie przeżył... Nic prawdziwego... Chodźmy! 

Nastia  

przyciska silnie ręce do piersi 

Dziadku! To prawda! Jak Boga kocham! Wszystko prawda!... ten student... to 

byt  Francuz...  na  imię  miał  Gaston...  z  czarną  bródką...  chodził  w 

lakierowanych butach... Niech mnie piorun trafi na miejscu, jeśli kłamię! I tak 

mnie kochał... Tak kochał! 

Łuka 

Wiem! Uspokój się! Wierzę ci! W lakierowanych butach, powiadasz? Aj-aj! A 

ty go także kochałaś?  

odchodzą za węgieł  

Baron 

Ależ głupia ta dziewucha... Dobra, ale niemożliwie głupia! 

Bubnow 

Dlaczego  to  człowiek  tak  lubi  kłamać?  Zawsze  jakby  stał  przed  sędzią 

śledczym... naprawdę! 

Natasza 

Widocznie kłamstwo jest milsze od prawdy... Ja także... 

Baron  

Co — ty także? Co dalej? 

Natasza  

Wymyślam sobie różne historie i — czekam... 

Baron 

Na co? 

Natasza  

uśmiecha się wstydliwie 

A  tak...  Na  przykład  myślę  sobie,  że  jutro...  przyjedzie  ktoś...  ktoś  taki... 

niezwykły...  Albo  że  zdarzy  się  coś...  coś  niezwykłego...  Ciągle  czekam... 

zawsze czekam... a tak... po prawdzie — to na co można czekać? 

Pauza. 

background image

Baron  

z uśmiechem 

Nie ma na co czekać. Ja na nic nie czekam! Wszystko już... było. Przeszło... 

minęło!... Dalej! 

N a t a s z a 

Albo też  wydaje  mi się, że jutro... nagle umrę... I tak mi wtedy strasznie. W 

lecie  dobrze  jest  myśleć  o  śmierci...  W  lecie  bywają  burze...  Zawsze  może 

piorun trafić. 

Baron  

Nie masz słodkiego życia... ta twoja siostra... to piekielnica! 

N a t a s z a  

A kto ma słodkie życie? Wszystkim jest źle. 

Kleszcz  

który dotąd leżał bez ruchu i nie brał udziału w rozmowie, nagle zrywa się 

Wszystkim?  Kłamiesz!  Nie  wszystkim!  Gdyby  tak  wszystkim...  to  niechby! 

Wtedy — nie byłoby krzywdy... tak! 

Bubnow 

Co to? Jaki giez cię ukąsił? Widzisz go, jak się wydziera! 

Kleszcz znowu kładzie się na swoje miejsce i coś mruczy do siebie. 

Baron 

Ach, muszę iść przeprosić się z Nastienką... Jak nie przeproszę  — nie da na 

wódkę. 

Bubnow  

Ludzie lubią kłamać... No, jeszcze Nastka... rozumiem! Tak jak gębę maluje, 

tak  i  duszę  chciałaby  sobie  podmalować,  zrobić  sztuczny  rumieniec...  Ale 

inni... po co? Na przykład  Łuka... Kłamie jak najęty, a bez żadnego pożytku 

dla siebie... Jest już stary... i po co mu to?... 

Baron  

uśmiechając się odchodzi 

Wszyscy mamy dusze szare... Każdy by chciał trochę podmalować... 

Łuka 

wychodzi z kąta 

Słuchaj,  panie,  dlaczego  drażnisz  dziewczynę?  Nie  przeszkadzałbyś  jej... 

niech  sobie  płacze...  Niech  się  tak  bawi...  Przecież  jej  przyjemnie  łzy 

wylewać... Co ci to szkodzi? 

Baron  

To głupie, stary! Sprzykrzyło mi się... Dziś Raul, jutro — Gaston, a zawsze w 

kółko to samo! A zresztą — idę się z nią przeprosić... 

wychodzi 

Łuka 

Idź, idź... A powiedz jej dobre słowo... Serdeczność wobec ludzi — nigdy nie 

zawadzi... 

background image

Natasza  

Jakiś ty dobry, dziadku... Skąd ty taki dobry? 

Łuka 

Dobry, powiadasz? No, niech będzie, kiedy tak... 

Za murem słychać dźwięki harmonii i piosenkę.  

Ktoś  musi  być  dobry,  moja  mila...  Ktoś  musi  litować  się  nad  ludźmi... 

Chrystus litował się nad  wszystkimi  i  nam przekazał... Powiadam ci, dobrze 

niekiedy ulitować się nad człowiekiem! Ot, na przykład — byłem za stróża na 

wsi  u  jednego  inżyniera  pod  Tomskiem...  No,  tak!  Willa  stała  w  lesie,  w 

głuszy... a była zima... a ja sam w tej willi... Pięknie, dobrze! A tu raz słyszę, 

podchodzą! 

Natasza  

Złodzieje? 

Łuka 

A  jakże.  Powiadam  wam...  podchodzą,  tak!...  Wziąłem  fuzyjkę,  wychodzę, 

patrzę... dwóch... otwierają okna i tak się zajęli tą robotą, że mnie nawet  nie 

widzą... Wołam do nich: hej, wy, wynoście się stąd! A wtedy oni, powiadam 

wam,  na  mnie  z  siekierą.  Ja  ich  uprzedzam  —  przestańcie!  bo  strzelam!...  I 

fuzyjką  celuję  to  do  jednego,  to  do  drugiego.  A  oni  —  klękają  przede  mną, 

powiadam wam  — zlituj się! No, ale ja już tego... wpadłem  w złość... cap za 

siekierę,  rozumiecie...  i  powiadam:  jak  was  przepędzałem,  diabły  przeklęte, 

toście nie słuchali... a teraz, powiadam: nałam mi tam który gałęzi! Nałamali. 

Teraz, rozkazuję dalej: jeden — niech się kładzie, a drugi — niech bije. I tak 

na  mój  rozkaz  jeden  sprał  drugiego.  A  jak  już  się  wzajemnie  wygrzmocili, 

powiadają  do  mnie  —  dziadku,  daj  chleba,  na  miłość  boską!  Idziemy  — 

mówią  —  idziemy,  żryć  nie  ma  co.  Tacy  to  i  złodzieje,  moja  droga  (śmieje 

się) ...i do tego z siekierą! Tak... Niezłe były chłopy. Powiadam im: czemuż 

to, diabły przeklęte, od razu nie poprosiliście chleba. A oni na to: sprzykrzyło 

się... proś i proś, a nikt nie chce dawać... Nieprzyjemnie. I tak przebyli u mnie 

całą zimę. Jeden — Stiepan mu było, weźmie niekiedy fuzyjkę i zapuści się w 

las.  A  drugi,  Jakow  —  ciągle  jakoś  chorował,  kaszlał.  I  tak  we  trójkę, 

powiadam wam, stróżowaliśmy w willi. Przyszła  wiosna  — żegnaj, dziadku, 

mówią! I poszli sobie... Powędrowali do Rosji... 

N a t a s z a  

Zbiegi? Z katorgi? 

Łuka  

Właśnie — zbiegi, tak, zbiegi — z osiedlenia uciekli... Dobre chłopy. Gdybym 

się  nie  zlitował  nad  nimi,  możeby  mnie  nawet  zabili...  albo  jeszcze  co...  A 

potem  sąd,  więzienie.  Sybir...  I  po  co  to?  Więzienie  dobrego  nie  nauczy  i 

Sybir  nie  nauczy,  a  człowiek  —  nauczy.  Tak!  Człowiek  może  nauczyć 

dobrego... bardzo łatwo! 

Pauza. 

background image

Bubnow  

Mm  —  tak!  A  ja  na  przykład...  nie  umiem  kłamać!  Po  co?  Ja  zawsze 

powiadam: wal całą prawdę, jaka jest! Czego się tu wstydzić? ' 

Kleszcz  

nagle zrywa się znowu jak oparzony i krzyczy 

Jaka  prawda?  Gdzie  ta  prawda?  (ręką  potrząsa  na  sobie  łachman)  To  jest 

prawda!  Pracy  nie  ma!  Siły  nie  ma.  O,  to  prawda!  Schronienie...  nie  ma 

schronienia! Zdychać trzeba... o, to też prawda! Do diabła! Po co…Po co mi ta 

prawda!  Odetchnąć...  Tylko  odetchnąć!  W  czym  zawiniłem?  Za  co  mam 

cierpieć tę prawdę? Żyć — do diabła, nie można żyć... o, to prawda! 

Bnbnow  

Ale go wzięło! 

Łuka  

Jezu Chryste... Posłuchaj no, mój drogi! Ty... 

Kleszcz  

drży z przejęcia 

Powiadacie,  prawda!  Ty,  stary,  pocieszasz  wszystkich,  a  ja  ci  powiem...  ja 

wszystkich  nienawidzę!  I  tej  prawdy  twojej  nienawidzę.  Przeklinam  ją! 

Rozumiesz? Zrozum! Przeklinam! 

biegnie za węgiel, oglądając się na pozostałych 

Łuka  

Aj-aj-aj! Jak się przejął... I dokąd poleciał? 

Natasza  

Jakby rozum stracił... 

Bubnow  

Nieźle  mu  to  wypadło!  Zupełnie  jakby  na  scenie  grał...  To  mu  się  często 

zdarza... Nie przyzwyczaił się jeszcze do życia... 

Piepieł 

powoli wychodzi zza węgła 

Cześć  zacnej  kompanii!  Cóż,  Łuka,  stary  obłudniku,  ciągle  swoje 

opowiadasz? 

Łuka  

Żebyś wiedział... jak on tu krzyczał... 

Piepieł  

Kleszcz? Co mu się stało? Poleciał jak oparzony... 

Łuka  

I ty tak polecisz, kiedy ci coś pod serce podejdzie... 

Piepieł 

siada 

Nie  lubię  go,  on  jest  bardzo zły  i  dumny,  (przedrzeźniając  Kleszcza)  „Ja  — 

człowiek pracy." A wszyscy niby gorsi od niego. Pracuj, jeśli ci  się podoba. 

Nie ma się czym przechwalać. Gdyby tak ludzi oceniać według pracy, to koń 

background image

byłby najlepszy... Ciągnie i milczy! Natasza! Twoi w domu? 

Natasza  

Poszli na cmentarz... Potem wybierali się na wieczorne nabożeństwo... 

Piepieł  

Właśnie widzę, żeś ty wolna... No, no, co za rzadkość! 

Łuka  

w zamyśleniu do Bubnowa 

Powiadasz  —  prawda...  Prawda  nie  zawsze  daje  siłę  człowiekowi...  Prawda 

nie  zawsze  duszę  uleczy...  Zdarzył  się,  na  przykład,  taki  wypadek:  znałem 

jednego człowieka, który wierzył, że istnieje na świecie sprawiedliwy kraj... 

Bubnow  

Co takiego? 

Łuka 

Sprawiedliwy  kraj.  Musi  być  gdzieś  —  mówił  —  na  świecie  sprawiedliwy 

kraj... A w tym kraju — mieszkają zupełnie inni ludzie... dobrzy ludzie! Jeden 

drugiego  szanuje...  jeden  drugiemu  pomaga...  i  dobrze  im  się  dzieje!  I  ten 

człowiek ciągle wybierał się na poszukiwanie tego sprawiedliwego kraju, był 

biedny,  ubogi...  A  kiedy  życie  tak  go  już  przygniatało,  że  tylko  kładź  się, 

człowieku, i umieraj, nie tracił ducha, a ciągle  — bywało — uśmiechał  się i 

mówił: to nic! Wytrzymam! Jeszcze trochę, a potem rzucę to wszystko i pójdę 

do sprawiedliwego kraju... To była jedyna jego radość, ten kraj... 

Piepieł 

No i co? Poszedł? 

Bubnow 

Dokąd? Ho-ho! 

Łuka 

I przyjechał wtedy do nas — na Syberii to było — jeden zesłaniec, uczony był 

człowiek...  Z  książkami  przyjechał,  z  mapami,  różne  inne  miał  cuda...  I  ten 

człowiek powiada  uczonemu: proszę cię, pokaż  mi,  gdzie  leży sprawiedliwy 

kraj  i  jak  tam  trafić?  I  zaraz  uczony  otwiera  książki,  rozkłada  mapy,  szuka, 

szuka... nie ma jakoś nigdzie sprawiedliwego kraju! Wszystko jest, wszystkie 

kraje jak na dłoni, a sprawiedliwego kraju ani śladu!... 

Piepieł 

cicho  

I co? Nie ma? 

Bubnow śmieje się. 

Natasza  

Nie przeszkadzaj... I co dalej, dziadku? 

Łuka 

A  ten  nie  wierzy...  Powinien  —  mówi  —  być...  Szukaj  lepiej!  Albo  też  te 

książki i mapy twoje są do niczego, jeśli na nich nie ma sprawiedliwego kraju. 

A uczony — obraził się. Moje mapy, mówi, są prawdziwe, a sprawiedliwego 

background image

kraju  w  ogóle  nie  ma  na  świecie.  A  na  to  człowiek  rozgniewał  się.  Jak  to? 

Byłem... żyłem, cierpiałem, wszystko z  wiarą, że jest! A tu z  map widać, że 

nie ma! Okradłeś mnie! I mówi do uczonego: Ty draniu! Podlec jesteś, a nie 

uczony  —  i  w  szczękę  go  raz!  I  jeszcze!  (po  chwili  milczenia)  A  potem 

poszedł do domu i... powiesił się! 

Wszyscy milczą. Łuka z uśmiechem patrzy na Piepieła i Nataszę. 

Piepieł  

cicho 

Niech cię diabli... Historia niezbyt wesoła... 

Natasza  

Nie zniósł oszukaństwa... 

Bubnow 

ponuro  

Wszystko to bajki. 

Piepieł  

No, tak... i. masz swój sprawiedliwy kraj... Nie znalazł się, powiadasz... 

Natasza  

Żal mi... tego człowieka... 

Bubnow  

Wszystko wymysły! Ho-ho! Sprawiedliwy kraj! Jeszcze czego! Ho-ho-ho! 

znika w głębi mieszkania 

Łuka  

kiwa głową w stronę B u b nowa 

Wyśmiewa  się!  Ho-ho!...  (pauza)  No,  moi  mili...  Powodzenia!  Niedługo  od 

was odejdę... 

Piepieł 

Dokąd? 

Łuka 

Na  Ukrainę...  Słyszałem,  że  odkryli  tam  nową  wiarę.  Warto  by  zobaczyć... 

Tak! Szukają ludzie... Ciągle chcieliby jak najlepiej... Daj im. Boże, wytrwać! 

Piepieł  

Jak myślisz... znajdą? 

Łuka 

Ludzie? A pewnie, że znajdą! Kto szuka — znajduje... Kto bardzo pragnie — 

znajdzie! 

Natasza  

Żeby tak znaleźli... Żeby tak wymyślili co lepszego... 

Łuka 

Wymyślą! Trzeba im tylko pomagać, dziewuszko... Trzeba ich szanować... 

Natasza  

Co ja mogę... Mnie samej nikt nie pomoże... 

Piepieł  

background image

stanowczo 

A ja... ja muszę jeszcze raz pogadać z tobą, Natasza... Teraz, przy  nim... On 

wszystko wie... Chodź... ze mną! 

Natasza  

Dokąd? Po więzieniach? 

Piepieł 

Powiedziałem  ci  już  raz  —  rzucę  złodziejstwo!  Jak  Boga  kocham  —  rzucę! 

Powiedziałem — dotrzymam! Jestem piśmienny — wezmę się do pracy... Ot 

— on mi radzi na Syberię iść dobrowolnie... Pójdziemy tam, no? Myślisz, że 

takie  życie  mi  nie  zbrzydło? Ach, Natasza! Ja  wiem...  widzę! Pocieszam się 

tylko tym, że inni więcej ode mnie kradną, a jednak... wszyscy ich szanują... 

tylko, że nic mi z tego nie przyjdzie! Przecież to nie o to chodzi! To nie jest 

skrucha,  nie  wierzę  w  sumienie...  Ale  wiem  jedno:  trzeba  żyć...  inaczej! 

Trzeba  lepiej  żyć!  Trzeba  tak  żyć...  żeby  można  było  mieć  szacunek  dla 

samego siebie... 

Łuka 

Słusznie,  mój  drogi!  Daj  ci  Boże...  Niech  ci  Pan  Jezus  pomaga!  Słusznie: 

człowiek powinien szanować samego siebie... 

Piepieł 

Od  małego  byłem  złodziejem...  Wszyscy  nazywali  mnie  zawsze:  Waśka 

złodziej. Waśka złodziejski syn! Aha! Tak? No to niech wam będzie! Jestem 

złodziejem!...  Zrozum:  ja  może  z  tej  złości  jestem  złodziejem...  jestem 

złodziejem,  bo  nikomu  nigdy  nie  przyszło  do  głowy  nazwać  mnie  inaczej... 

Nazwij ty... Natasza. Dobrze? 

Natasza  

ze smutkiem 

Nie  wierzę  jakoś...  w  żadne  słowa.  I  jakoś  mi  dzisiaj...  niespokojnie...  coś 

ściska  serce...  jakbym  na  coś  czekała.  Niepotrzebnie  dzisiaj,  Wasilij,  o  tym 

mówisz... 

Piepieł  

A kiedy mam mówić? Nie pierwszy raz... 

Natasza  

A  jakże  ja  z  tobą  pójdę?  Przecież...  Nie  kocham  cię  tak  bardzo...  Owszem, 

czasami  podobasz  mi  się...  A  czasem  znowu  nie  mogę  patrzeć...  Widocznie 

nie  kocham  ciebie...  Kto  kocha  —  nie  widzi  w  ukochanym  nic  złego,  a  ja 

widzę... 

Piepieł 

Nie  bój  się  —  pokochasz!  Zrobię  tak,  że  przywykniesz...  Zgódź  się  tylko! 

Więcej  jak  rok  patrzę  na  ciebie...  Widzę,  ze  jesteś  poważna  dziewczyna, 

dobra... człowiek pewny... bardzo cię pokochałem!... 

W  a  s  i  l  i  s  a,  odświętnie  ubrana,  staje  w  oknie  i  przysłuchuje  się  oparta  o 

framugę, 

background image

Natasza  

Tak. Mnie — pokochałeś, a z moją siostrą... 

Piepieł 

zmieszany 

Co tam ona? Czy mało takich... 

Łuka 

Ty... się nie kłopocz, dziewczyno! Gdy chleba nie ma — je się lebiodę... Jeśli 

chleba zabraknie... 

Piepieł 

ponuro 

Zlituj się nade mną! Nie słodkie jest moje życie  — psie życie — bez żadnej 

radości... Jakbym w bagnie tonął... Czego się nie uchwycę... wszystko zgniłe... 

nie utrzyma... Twoja siostra... myślałem... może... ona... Ale nie... Gdyby nie 

ta jej chciwość na pieniądze... ja bym dla niej... na wszystko się ważył! Żeby 

ona  była  tylko  moja...  Ale  jej  co  innego  trzeba...  Jej  potrzeba  pieniędzy...  i 

swobody,  a  swobody  po  to,  żeby  się  puszczać...  Ona  mi  nie  pomoże...  A  ty 

jesteś jak młoda jodełka — kłujesz, ale utrzymasz... 

Łuka 

I moja rada, wyjdź za niego! Niezgorszy chłopak  — dobry! Przypominaj mu 

tylko często, że jest dobrym człowiekiem, żeby o tym nie zapomniał. Uwierzy 

ci....  Mów  mu  tylko  często:  Wasia,  tyś  dobry  człowiek,  pamiętaj!  Pomyśl 

dobrze, moja  droga, czy  masz  jakieś inne  wyjście? Twoja  siostra  —  jest zła 

jak zwierzę, a o jej mężu — nawet nie ma co mówić, słów szkoda... i całe to 

życie tutaj... gdzie ty pójdziesz? A z niego człowiek mocny! 

Natasza  

Nie  ma  wyjścia,  wiem...  myślałam  już.  Tylko  że...  ja  nie  wierzę  nikomu...  a 

wyjścia dla mnie, wiem, nie ma... 

Piepieł 

Jedna jest tylko droga, ale na tę drogę ja cię nie puszczę... raczej zabiję... 

Natasza  

z uśmiechem 

Widzisz, jeszcze nie jestem twoją żoną, a już chcesz zabijać. 

Piepieł  

obejmuje ją 

Zostaw, Natasza! Wszystko jedno! 

Natasza  

garnie się do niego 

Jedno  ci  powiem,  Wasilij...  Mówię  jak  przed  Bogiem!  Jeśli  tylko  raz 

zamierzysz się na mnie albo ukrzywdzisz... nie będę miała litości nad sobą — 

albo się sama powieszę, albo... 

Piepieł  

Niech mi ręka uschnie, jeśli cię dotknę! 

background image

Łuka 

Nie bój się, moja droga! Jesteś mu potrzebniejsza niż on tobie. 

Wasilisa z okna 

No — proszę, zaręczyny! Wszelkiej pomyślności! 

Natasza 

Wrócili!... ach, Boże! Wszystko widzieli... Och, Wasilij! 

Piepieł  

Czego się boisz? Teraz nikt się nie waży ciebie dotknąć! 

Wasilisa  

Nie  bój  się,  Natalia!  Nie  będzie  ciebie  bił...  On  ani  bić,  ani  kochać  nie 

potrafi... Znam go! 

Łuka  

cicho 

Ach, baba... żmija... 

Wasilisa  

On tylko mocny w gębie... 

Kostylew  

wychodzi 

Nataszka!  

Co ty tu robisz, darmozjadzie? Na plotki poszłaś? Skarżysz się na rodzinę? A 

samowar nie nastawiony? Ze stołu nie sprzątnięte?... 

Natasza  

wychodzi 

Przecież mieliście iść do cerkwi... 

Kostylew 

Nie twoja rzecz, cośmy mieli! A ty powinnaś robić swoje, to, co ci kazano! 

Piepieł  

Milcz, ty... ona ci już więcej nie będzie usługiwać... Natalia, nie chodź... nic 

nie rób! 

Natasza  

A ty nie rozkazuj... za wcześnie! 

Wychodzi 

Piepieł  

do Kostylewa 

Dosyć tego! Dość długo znęcaliście się nad nią! Teraz ona — moja! 

Kostylew  

Twoja? Kiedy kupiłeś? Ileś dał? 

Wasilisa śmieje się. 

Łuka  

Wasia,— odejdź lepiej... 

Piepieł  

Patrzcie, jacy weseli! Będziecie wy jeszcze płakać! 

background image

Wasilisa  

Oj, jaki straszny! Boję się! 

Łuka 

Wasilij — odejdź... Ona ciebie podjudza... podburza cię... rozumiesz? 

Piepieł  

Tak... aha! Ale kłamie — kłamiesz! Nie będzie tego, co ci się zachciewa! 

Wasilisa  

I tego nie będzie, czego ja nie zechcę, Wasilij! 

Piepieł  

grozi jej pięścią 

Zobaczymy... 

wychodzi  

Wasilisa  

znika w głębi 

Wyprawię ja ci wesele! 

Kostylew  

podchodzi do Łuki 

I cóż, staruszku? 

Łuka 

Nic, staruszku! 

Kostylew  

Tak... Podobno odchodzisz? 

Łuka 

Trzeba by już... 

Kostylew  

Dokąd? 

Łuka 

Gdzie oczy poniosą... 

Kostylew 

Włóczyć się?... Nie dobrze ci, widać, żyć na jednym miejscu? 

Łuka  

Pod leżący kamień, jak mówią, woda nie wcieka.. 

Kostylew  

To... kamień. Ale człowiek powinien żyć na jednym miejscu... Ludzie  — nie 

karaluchy...  co  to,  gdzie  który  chce,  tam  pełznie.  Człowiek  powinien  obrać 

sobie jedno miejsce, nie włóczyć się na darmo po świecie... 

Łuka  

A jeśli dla kogoś cały świat jest takim miejscem? 

Kostylew 

To  znaczy,  że  jest  włóczęgą,  człowiekiem  niepotrzebnym...  Człowiek 

powinien być pożyteczny, pracować... 

Łuka  

background image

Patrzcie go! 

Kostylew 

A  jakże.  A  co?...  Co  to  znaczy...  pielgrzym?  Dziwny  człowiek...  inny  niż 

wszyscy...  Jeżeli  jest  rzeczywiście  inny,  jeżeli  coś  niecoś  wie...  czegoś  się 

nauczył...  czego  ludzie  nie  potrzebują...  to  może  prawdę  pozna?.,.  ale  nie 

każda prawda jest potrzebna... tak! Niech ją schowa dla siebie i milczy! A jeśli 

już  mówi,  niech  mówi  tak,  żeby  go  nikt  nie  zrozumiał...  Taki  pielgrzym 

niczego  nie  pragnie,  do  niczego  się  nie  wtrąca,  bez  potrzeby  nie  robi 

zamieszania między ludźmi... Nic go nie obchodzi, jak ludzie żyją... Powinien 

prowadzić  sprawiedliwy  żywot...  mieszkać  w  lesie...  na  puszczy...  z  dala  od 

świata!  Nikomu  nie  przeszkadzać,  nikogo  nie  sądzić...  tylko  się  modlić  za 

wszystkich...  za  wszystkie  grzechy  świata...  za  moje...  za  twoje...  za 

wszystkich! Taki  wszystkie  marności tego świata porzuca dla  modlitwy. Tak 

to  jest...  (pauza)  A  ty...  co  z  ciebie  za  pielgrzym...  Paszportu  nie  masz. 

Porządny  człowiek  musi  mieć  paszport...  Wszyscy  porządni  ladzie  mają 

paszporty... Tak! 

Łuka  

Są na świecie ludzie i ludzie... 

Kostylew  

Ty się nie wymądrzaj! Nie dawaj mi zagadek... nie jestem od ciebie głupszy... 

Co to znaczy ludzie? 

Łuka 

Cóż to za zagadka? Mówię tylko, że bywa ziemia jałowa pod siew... a bywa i 

urodzajna... Co byś nie zasiał na niej — wyrośnie... tak to jest... 

Kostylew  

No? I co to ma jedno do drugiego? 

Łuka 

Na  przykład  ty...  Gdyby  sam  Pan  Bóg  przyszedł  do  ciebie  i  powiedział: 

Michale! Bądź człowiekiem!... To i tak nic z tego nie będzie... jaki jesteś, taki 

zostaniesz... 

Kostylew  

A... a... czy ty wiesz? Wuj mojej żony jest policjantem!... Gdybym ja go... 

Wasilisa 

wchodzi 

Michale Iwanowiczu, chodź na herbatę... 

Kostylew  

do Łuki 

Ty... posłuchaj... wynoś się stąd! Precz mi z domu!... 

Wasilisa 

Tak, zabieraj się stąd, stary!... Długi masz język... A zresztą, kto wie... może z 

ciebie jaki zbieg... 

K os t y l e w 

background image

Dzisiaj jeszcze, żeby tu śladu po tobie nie zostało? Bo jak nie, to — uważaj! 

Łuka 

Wujka  zawołasz...  wołaj sobie  wujka... patrzcie  go  —  zbiega  złowi!... Może 

wujek dostanie nagrodę... ze trzy kopiejki... 

B u b n o w  

w oknie 

Co to za targ? Za co — trzy kopiejki? 

Łuka  

Mnie tutaj chcą sprzedać... 

Wasilisa 

do męża  

Chodźmy... 

Bubnow 

Za trzy kopiejki? Strzeż się, stary... Oni za kopiejkę gotowi sprzedać. 

Kostylew  

do B u b n o w a 

A ty... wyskoczyłeś jak zły duch z pieca! 

wychodzi z żoną 

W a s i l i s a 

Ileż to. na świecie podejrzanych ludzi i różnych oszustów! 

Łuka  

Smacznego szanownemu państwu!... 

Wasilisa  

odwraca się 

Trzymaj język za zębami... stary grzybie...  

wychodzi z mężem za węgieł 

Łuka  

Pójdę jeszcze dziś w nocy... 

B u b n o w  

To i lepiej. Zawsze lepiej odejść w porę. 

Łuka  

Dobrze mówisz... 

Bubnow  

Ja wiem. Może dlatego uniknąłem katorgi, że w porę odszedłem... 

Łuka  

Tak? 

Bubnow  

To prawda. Było to tak: Moja żona zwąchała się z czeladnikiem. Czeladnik z 

niego  był  nawet  dobry...  -umiał  świetnie  podrabiać  cybety  z  psów...  a  futro 

kangurze  i  bobry  z...  kotów  i  tak  wszystko...  Spryciarz  był.  I  właśnie  z  nim 

zwąchała  się  moja  żona, a  tak się  mocno do siebie zabrali, że tylko patrzeć, 

kiedy mnie otrują albo inaczej zgładzą ze świata. I tak to było, że ja bijałem 

background image

żonę,  a  czeladnik  mnie.  A  bić  się  umiał  dobrze!  Raz  —  połowę  włosów 

wyrwał mi z brody i złamał żebro. No, to i ja się zezłościłem. Pewnego razu 

palnąłem żonę po głowie żelaznym arszynem... i w ogóle zaczęła się wojna na 

dobre!  Widzę  jednak,  że  nic  z  tego  nie  wyjdzie,  są  silniejsi  ode  mnie. 

Postanowiłem  wtedy  —  zakatrupić  żonę...  na  serio  postanowiłem!  Ale 

połapałem się w porę — i odszedłem... 

Łuka 

I dobrze zrobiłeś. Niech tam sobie robią te cybety z psów. 

B u b n o w  

Cóż?...  Pracownia  była  własnością  żony...  i  zostałem  tak,  jak  mnie  widzisz! 

Chociaż prawdę mówiąc... i tak przepiłbym ją prędzej czy później, taki nałóg, 

widzisz. 

Łuka  

Nałóg? Aha! 

Bubnow  

Okropny nałóg. Jak zacznę pić — sam siebie przepiję, skóra tylko zostanie... 

A poza tym jestem leniwy. Okropność, jak ja nie lubię pracy!  

Wchodzą kłócąc się Satin i Aktor. 

S a t i n 

Bzdura! Nigdzie nie pójdziesz. To wszystko blaga! Stary! Cóżeś ty mu nadął 

w uszy... tej niedopalonej świeczce?... 

Aktor  

Kłamiesz!  Stary!  Powiedz  mu,  że  kłamie!  A  właśnie,  że  pójdę.  Pracowałem 

dzisiaj,  zamiatałem  ulicę,  a  wódki  —  nie  piłem!  Może  nie?  Patrzcie,  30 

kopiejek, a ja jestem trzeźwy! 

Satin  

To głupie! Daj, przepiję albo i przegram... 

Aktor  

Wynoś się! To — na drogę! 

Łuka  

do Satina 

A ty po co mu mącisz w głowie? 

Satin 

„Powiedz,  wróżbito,  ty  bogów  kochanku,  co  w  życiu  wydarzy  się  ze  mną?" 

Zgrałem się, bracie, do nitki. Jeszcze nie wszystko stracone, mój stary, są na 

świecie szulery sprytniejsze ode mnie! 

Łuka  

Wesoły z ciebie chłop. Konstanty!... 

B u b n o w  

Aktor! Chodź no tu! 

Aktor podchodzi do okna i siada pod nim w kucki. Rozmawiają półgłosem. 

Satin  

background image

Ja,  bracie,  za  młodu  byłem  nawet  interesujący!  Wspomnieć  miło!  Zuch  — 

chłopak... tańczyłem znakomicie, grałem na scenie, lubiłem zabawiać ludzi... 

Dobrze się żyło! 

Łuka 

I jak to się stało, żeś się pośliznął na tej swojej ścieżce, co? 

Satin  

Jakiś ty ciekawy, staruszku! Wszystko zaraz chciałbyś wiedzieć... A po co? 

Łuka 

Chciałbym  zrozumieć  życie  ludzkie...  a  jak  tak  patrzę  na  ciebie  —  to  nie 

rozumiem! Taki zuch z ciebie, Konstanty, nie głupi, a tymczasem... 

Satin 

Więzienie, stary! Siedziałem cztery lata i siedem miesięcy... A z więzienia — 

nie ma dokąd iść... 

Łuka  

Ho-ho... A za co siedziałeś? 

Satin  

Za  jednego  łajdaka...  Uniosłem  się  raz  i  zabiłem  go.  W  więzieniu  właśnie 

nauczyłem się grać w karty... 

Łuka  

A zabiłeś przez babę? 

Satin  

Przez  rodzoną  siostrę...  Ale  ty  się  odczep!  Nie  lubię,  kiedy  mnie  kto 

wypytuje... Zresztą wszystko to już było dawno... siostra umarła już dziewięć 

lat temu. Wspaniały, bracie, człowiek był z mojej siostry. 

Łuka 

Lekko ty znosisz życie! A tu dopiero co... ślusarz... tak się uniósł... aj-aj-aj! 

Satin  

Kleszcz? 

Łuka  

Właśnie. Nie ma pracy, krzyczy... nic nie ma! 

Satin 

Przyzwyczai się... Co ja na przykład mógłbym robić? 

Łuka  

cicho 

Patrz! Idzie... 

Kleszcz  

idzie powoli, zwiesiwszy nisko głowy 

Satin  

Ej, wdowcze! Czemuś nochal zwiesił? Co tam obmyślasz? 

Kleszcz  

Myślę... Co mam robić? Narzędzi nie mam... Wszystko poszło na pogrzeb! 

Satin  

background image

Ja ci poradzę: nic nie rób! Żyj tak po prostu, byle cię tylko ziemia nosiła. 

Kleszcz  

Dobrze ci mówić... Wstyd mi przed ludźmi... 

Satin  

Daj  pokój!  Ludziom  nie  wstyd,  że  ty  żyjesz  gorzej  od  psa...  Pomyśl:  ty  nie 

będziesz  pracować,  ja  nie  będę,  jeszcze  stu  ludzi,  tysiąc...  wszyscy! 

Rozumiesz? Wszyscy rzucają pracę! Nikt nie chce nic robić — co wtedy? 

Kleszcz  

Wszyscy zdechną z głodu! 

Łuka  

do S a t i n a 

Kiedy tak mówisz, powinieneś przystać do biegaczy. Jest taka sekta, biegacze 

się nazywają... 

Satin  

Ja wiem... oni nie są głupi, dziadku! 

Z okna Kostylewów słychać krzyk Nataszy: „Za co? Poczekaj... Za co?" 

Łuka  

Natasza? To ona krzyczy? Tak? Ach, ty... 

W  mieszkaniu  Kostylewów  słychać  hałas,  dźwięk  tłuczonych  naczyń  i 

piskliwy krzyk Kostylewa. 

Kostylew  

A-a, heretyczka... wywloką... 

W a s i l i s a  

Stój... poczekaj... Ja ją zaraz... tak... tak... 

Natasza 

Biją! Zabiją!  

Satin  

Hej, wy tam! 

krzyczy w okno 

Łuka 

zatroskany 

Trzeba by Wasilija, Wasię zawołać... Och, Boże! Bracia... Ludzie... 

Aktor  

wybiega Ja go tu... zaraz... 

Bubnow  

Jakoś często ją biją... 

S a t i n  

Chodźmy, stary, będziemy świadkami! 

Łuka  

idzie za Satinem 

Jaki tam ze mnie świadek! Jeżeli już... to lepiej by po Wasilija. 

N a t a s z a  

background image

Siostro... siostrzyczko... aaa... 

B u b n o w  

Usta zatkali, pójdę zobaczyć... 

Hałas w  mieszkaniu Kostylewów cichnie, oddala  się jakby do sieni. Słychać 

krzyk  starca  „Stój!"  Głośno  trzaskają  drzwi  i  ten  dźwięk  jak  gdyby  siekierą 

ucina hałas. Na scenie cicho. Wieczorny półmrok. 

Kleszcz 

obojętny  siedzi  na  belkach,  nerwowo  pociera  ręce;  wreszcie  zaczyna  cos 

mruczeć, z początku niezrozumiale 

Jak  to?...  Trzeba  żyć.  (głośno)  Trzeba  mieć  jakieś  oparcie...  Tak!  Nie  ma 

oparcia... Nic nie ma! Sam człowiek... Sam jak palec... Całkiem tak... Znikąd 

pomocy... 

schylony wychodzi powoli 

Parę  minut  trwa  złowieszcza  cisza.  Potem  gdzieś  w  przejściu  rozlega  się 

niewyraźny hałas, zgiełk głosów. Rośnie, przybliża się. Słychać już oddzielne 

głosy. 

Wasilisa  

Jestem jej siostrą. Puszczaj... 

Kostylew  

Jakim prawem ty? 

Wasilisa  

Ty katorżniku... 

Satin  

Wołaj Waśkę! Prędzej... Krzywy, bij go! 

gwizdek policjanta 

Tatar wbiega; ma prawą rękę na temblaku 

Jakim prawem w dzień zabijają? 

Krzywa Szyjka  

za nim Miedwiediew 

Alem mu raz wlepił! 

Miedwiediew  

Ty! — jak śmiesz się bić? 

Tatar  

A ty? Gdzie twój obowiązek? 

Miedwiediew  

goni tragarza 

Stój!... Oddaj gwizdek... 

Kostylew wbiega 

Abramie! Trzymaj!... Bierz go! Zabił... 

Zza węgla wychodzą Kwasznia i Nastia. Prowadza pod rękę potarganą N a t a 

s  z  ę.  S  a  t  i  n  cofa  się  i  odtrąca  Wasilisę,  która  wymachuje  rękami  i  chce 

uderzyć siostrę. Koło niej skacze jak szalony A l o s z k a, gwiżdże jej w uszy, 

background image

krzyczy, wyje; za nimi jeszcze kilka obdartych postaci, mężczyzn i kobiet. 

Satin  

do Wasilisy 

Dokąd? Sowo przeklęta... 

Wasilisa  

Precz, ty katorżniku! Niech stracę życie, a rozszarpię... 

Kwasznia  

odciągając Nataszę 

A ty, Karpowna, przestań... wstydziłabyś się! Czego się znęcasz? 

Miedwiediew 

łapie Satina  

Aha... mam cię! 

S a t i n 

Krzywy! Wal ich! Waśka... Waśka! 

Wszyscy zbijają się w przejściu obok muru. Odprowadzają Nataszę na prawo i 

sadzają tam na stosie drzewa. 

P i e p i e ł 

wyskakuje z zaułka, w milczeniu roztrąca wszystkich gwałtownymi ruchami  

Gdzie — Natalia? Ty... 

Kostylew  

chowając się za róg 

Abramie!  Bierz  Waśkę...  bracia...  pomóżcie  złapać  Waśkę!  Złodzieja... 

bandytę... 

Piepieł  

A ty... stary łajdaku! 

silnym zamachem uderza starca  

Kostylew  upada  tak, że  widać  zza  rogu tylko  górna  część  jego  ciała. Piepieł 

rzuca się ku Nataszy. 

Wasilisa  

Bijcie Waśkę! Moi złoci... bijcie złodzieja! 

Miedwiediew  

krzyczy na Satina 

Nie wtrącaj się... to — sprawa rodzinna! Oni są krewni, a tyś co za jeden? 

Piepieł  

Jak... Czym ona ci to zrobiła? Nożem? 

Kwasznia 

Patrzcie no, co za bydlaki! Wrzątkiem dziewczynie nogi poparzyli... 

N a s t i a  

Samowar wywrócili... 

Tatar 

Może niechcący... Trzeba by wiedzieć na pewno...Nie można tak mówić... 

Natasza  

background image

prawie omdlewa 

Wasilij... zabierz mnie... ukryj mnie... 

Wasilisa  

Boże! Patrzcie, no! Spójrzcie! Nie żyje! Zabili... 

Wszyscy cisną się w przejściu koło Kostylewa. Z tłumu wychodzi Bubnow i 

zbliża się do Wasilija. 

Bubnow 

cicho 

Waśka! Stary już... tego... gotów! 

Piepieł  

patrzy na niego jakby nie rozumiejąc 

Idź... wezwij... trzeba do szpitala... No, ja się z nimi policzę! 

Bubnow  

Ja mówię, że starego ktoś zakatrupił... 

Hałas  na  scenie  cichnie  jak  płomień  ogniska  zalanego  woda.  Słychać 

oddzielne  pojedyncze  słowa:  „Rzeczywiście"  „Patrzcie  no!  Ho-ho!" 

„Chodźmy stąd, bracie!" „A to diabeł!" „Trzymaj się teraz!" „Zmykaj, dopóki 

nie  ma  policji!"  Tłum  rozprasza  się,  wszyscy  wychodzą.  Bubnow.  Tatar, 

Nastia i Kwasznia podbiegają do trupa Kostylewa. 

Wasilisa  

podnosząc się krzyczy głosem triumfującym 

Zabili!  Męża  mi  zabili...  to  on!  Waśka  zabił.  Widziałam!  Moi  złoci  — 

widziałam! I cóż — Waśka? Gdzie policja? 

Piepieł  

odchodzi od Nataszy 

Puszczaj...  precz!  (patrzy  na  starca,  do  Wasilisy)  no?  Zadowolona  jesteś? 

(tracą trupa nogą) Zdechł... pies stary... stanęło na twoim... Może stuknąć by i 

ciebie? 

rzuca się na nią 

Satin i Krzywa Szyjka zatrzymują go. Wasilisa chowa się w przejściu. 

Satin 

Opamiętaj się! 

Krzywa Szyjka 

Prr! Gdzie lecisz? 

Wasilisa  

wchodzi 

I  cóż,  Wasia,  najdroższy?  Od  losu  nie  uciekniesz...  Policja!  Abramie... 

gwiżdż! 

Miedwiediew  

Gwizdek urwali — diabły... 

Aloszka  

Jest tu! 

background image

gwiżdże  

Miedwiediew biegnie za nim. 

S a t i n  

prowadzi Piepieła do Nataszy 

Waśka  —  nie  bój  się!  Zabójstwo  w  bójce...  to  głupstwo!  Niewiele  za  to 

dadzą... 

W a s i l i s a  

Trzymajcie Waśkę! To on zabił... widziałam! 

Satin 

Ja też ze trzy razy uderzyłem starego. Dużo takiemu potrzeba! Bierz mnie na 

świadka. Waśka. 

Piepieł 

Nie  będę  się  usprawiedliwiał.  Ja  muszę  wpakować  Wasilisę  i  wpakuję  ją! 

Chciała tego... Namawiała mnie, żebym zabił jej męża... namawiała! 

N a ta s z a  

nagle głośno 

A,  a,  teraz  rozumiem!...  To  tak  było,  Wasilij?  Ludzie  kochani!  Zmówili  się. 

Siostra  i...  ten!  Zmówili  się!'  To  oni  wszystko  obmyślili!  To  tak,  Wasilij?... 

Tyś dlatego przedtem ze mną mówił, żeby ona to wszystko słyszała? Ludzie 

kochani!  Ona  —  jest  jego  kochanką...  wiecie  o  tym,  wszyscy  wiedzą... 

Zmówili  się!  To  ona,  ona  go  namówiła,  żeby  zabił  męża...  Mąż  im 

przeszkadzał i ja przeszkadzałam... I tak — pokaleczyli mnie... 

Piepieł  

Natalia? Co ty... co ty?! 

Satin  

To tak... do diabla! 

Wasilisa  

Kłamiesz! Ona kłamie... ja... on, to Waśka zabił? 

Natasza  

Zmówili się! Bądźcie przeklęci! Wy oboje... 

Satin  

Ale ci zabawa! Trzymaj się, Wasilij! Pogrążą cię. 

Krzywa Szyjka  

Trudno pojąć! To ci sprawa! 

Piepieł  

Natalio! Czy... doprawdy? Ty myślisz, że ja... z nią... 

Satin  

Na Boga, Nataszo, zrozumże! 

Wasilisa  

za węgłem 

Zabili  mi  męża,  wielmożny  panie...  Waśka  Piepieł,  złodziej,  to  on  zabił... 

panie rewirowy! Widziałam, wszyscy widzieli... 

background image

Natasza  

miota się prawie nieprzytomna 

Ludzie kochani, siostra i Waśka... zabili! Policja — słuchajcie... to ona, moja 

siostra, nauczyła go, namówiła... swojego kochanka... to on, przeklęty! To oni 

zabili.  Bierzcie  ich  pod  sąd.  I  mnie  weźcie!  I  mnie  do  więzienia!  Na  litość 

boską!... I mnie do więzienia! 

KUKTYNA 

background image

AKT CZWARTY 

Wnętrze  jak  w  akcie  pierwszym.  Brak  tylko  izby  Piepieła.  Przepierzenie 

zostało  rozebrane.  Oprócz  tego  w  miejscu,  gdzie  przedtem  siedział  Kleszcz, 

nie ma kowadła. W kącie, w którym była izba Piepieła, leży Tatar, wierci się i 

stęka raz po raz. Przy stole siedzi Kleszcz — naprawia harmonię, od czasu do 

czasu  próbuje  tonu.  Przy  drugim  końcu  stołu  siedzą  Satin,  Baron  i  Nastia. 

Przed  nimi  butelka  wódki,  trzy  butelki  piwa  i  duży  kawał  razowego  chleba. 

Na  piecu  kręci  się  i  kaszle  Aktor.  Noc.  Scena  oświetlona  lampa  stojącą  na 

środku stołu. Na dworze wiatr. 

Kleszcz  

Tak... no i w czasie tego zamieszania przepadł... 

Baron  

Znikł przed policją... jak dym. 

Satin  

Tak znikają grzesznicy przed obliczem sprawiedliwych. 

N a s t i a  

Dobry był staruszek!... A wy... wyście nie ludzie... wy jesteście rdza! 

Baron 

pije  

Pani zdrowie, lady! 

Satin 

Ciekawy staruszek, Nastieńka — zakochała się w nim... 

Nastia  

Zakochałam  się  i  pokochałam!  A  tak!  On  —  wszystko  widział,  wszystko 

rozumiał... 

Satin  

ze śmiechem 

I w ogóle dla niektórych był jak miękisz dla bezzębnych... 

Baron  

Jak plaster na wrzody... 

Kleszcz  

On był litościwy, a wy nie znacie litości... 

Satin 

Co ci z tego przyjdzie, że ja się nad tobą ulituję? 

Kleszcz  

Ty — umiesz. Nie to, żebyś umiał się ulitować... ty przynajmniej umiesz nie 

krzywdzić... 

Tatar  

sadowi się na pryczy i kołysze swą chorą rękę jak niemowlę: 

Stary dobry był... Przykazania w sercu miał. Kto przykazania w sercu ma  — 

dobry! Kto zgubił — przepadł. 

Baron  

background image

Jakie przykazania, książę? 

Tatar  

Takie... różne... Sam wiesz, jakie... 

Baron  

Co dalej? 

Tatar  

Nie krzywdź człowieka — oto przykazanie! 

Satin 

To się nazywa „Kodeks kar kryminalnych i poprawczych". 

Baron  

Albo „Ustawa o karach wymierzanych przez sędziów pokoju". 

Tatar  

To się  nazywa  —  Koran! Prawo powinno być  wasz  Koran... Serce powinno 

być wasz Koran... Tak! 

Kleszcz  

próbuje harmonii 

Skrzypi,  do  diabla...  A  książę  dobrze  mówi.  Trzeba  żyć  według  przykazań, 

według ewangelii. 

Satin  

To żyj... 

Baron  

Spróbuj... 

Tatar  

Mahomet  dał  Koran,  powiedział:  oto  prawo!  Postępuj,  jak  napisano!  Ale 

przyjdzie  czas,  Koran  nie  wystarczy...  ten  czas  przyniesie  swoje  prawo, 

nowe... każdy czas przynosi swoje prawo... 

Satin 

No...  tak...  przyszedł  czas  i  przyniósł  „Kodeks  karny".  Mocne  prawo, 

nieprędko się zedrze... 

Nastia  

uderza szklanką o stół 

I dlaczego, po co ja tu siedzę z wami? Odejdę... pójdę sobie gdziekolwiek, na 

koniec świata! 

Baron  

Bez butów, lady? 

Nastia  

Choćby i nago! Na czworakach popełznę! 

Baron  

To będzie nawet malowniczo, lady, jeśli na czworakach... 

Nastia  

Tak,  popełznę!  Żeby  tylko  nie  widzieć  twojej  mordy...  Och,  obrzydło  mi 

wszystko! Całe życie, wszyscy ludzie! 

background image

Satin  

Jeśli  odchodzisz,  to  zabierz  ze  sobą  Aktora,  on  też  się  tam  wybiera  — 

dowiedział się, że o pół wiorsty od końca świata stoi szpital dla organonów... 

Aktor  

wychyla się zza pieca 

Or-ga-niz-mów, głupcze! 

Satin  

Dla organonów zatrutych alkoholem... 

Aktor  

Tak! On — pójdzie... Pójdzie, zobaczycie! 

Baron  

Jaki — on, sir? 

Aktor  

Ja! 

Baron  

Merci, sługo bogini... jakże tam jej? Bogini dramatu, tragedii... jak jej było? 

Aktor  

Muza, bałwanie! Nie żadna bogini, ale muza! 

Satin 

Lachezis, Hera,  Afrodyta,  Atropa... kto je tam odróżni! To stary tak  nakręcił 

Aktora. Rozumiesz, baronie? 

Baron  

Głupi stary? 

Aktor  

Nieuki!  Dzikusy!  Mel-po-mena!  Jesteście  bez  serca!  Ale  zobaczycie  —  on 

pójdzie!  „Obżerajcie  się,  ciemne  głowy"  —  wiersz  Berangera...  Tak!  On  — 

sobie znajdzie miejsce, gdzie nie ma, nie ma... 

Baron  

Gdzie nic nie ma, sir? 

Aktor  

Tak! Nic! „Ten dół... będzie mi mogiłą... umieram bezsilny, schorowany!" Po 

co wy żyjecie? Po co? 

Baron  

Ej, ty, Kean, czyli „geniusz i rozpusta"! Nie drzyj się! 

Aktor  

Kłamiesz. Właśnie, że będę się darł! 

Nastia  

podnosi głowę, którą opierała na stole, i wymachuje rękami 

Krzycz! Niech słyszą! 

Baron  

Jaki to ma sens, lady? 

S a t i n  

background image

Zostaw  ich,  baronie!  Do  diabła!...  Niech  sobie  krzyczą...  Rozbijają  głowy  o 

mur... Niech tam! Jakiś  sens  w  tym jest! Nie przeszkadzaj człowiekowi,  jak 

mówił  stary...  Tak,  to  on,  niczym  stare  drożdże,  zakwasił  nam  wszystkich 

lokatorów. 

Kleszez  

Obiecał każdemu jakiś raj, a drogi nie pokazał... 

Baron  

Stary szarlatan! 

Nastia  

Kłamiesz! Ty sam jesteś — szarlatan! 

Baron  

Milcz, lady! 

Kleszcz  

Prawdę  miał  za  nic,  ten  stary...  Ciągle  przeciw  prawdzie  występował,  tak 

właśnie trzeba! Bo i proszę, jaka tu może być prawda? I bez niej człowiek nie 

ma  czym  oddychać  na  świecie...  Na  przykład  książę...  zmiażdżył  sobie  rękę 

przy robocie, trzeba będzie całe ramię odpiłować. Taka to prawda! 

S a t i n  

uderza pięścią w stoi 

Milczeć!  Wszyscy  jesteście  bydło!  Tępe  łby!  Nie  wolno  wam  mówić  o 

starym!  (nieco  spokojniej)  A  ty,  baronie,  jesteś  najgorszy!...  Sam  nic  nie 

rozumiesz, a kłamiesz! Stary nie był żadnym szarlatanem! Co to jest prawda? 

Człowiek  —  to jest prawda!  On to rozumiał...  A  wy  nie!  Jesteście  głupi jak 

buty!  Ja  rozumiem  starego...  tak!  Kłamał,  ale  z  litości  dla  was,  niech  was 

diabli!  Niejeden  człowiek  kłamie  z  litości  dla  drugiego...  Wiem  o  tym! 

Czytałem!  Kłamią  pięknie,  wzniośle,  w  natchnieniu!...  Bywa  kłamstwo  dla 

pociechy,  kłamstwo  dla  powszechnej  zgody.  Kłamstwo  usprawiedliwia  ten 

ciężar, co zmiażdżył rękę  robotnika, a  oskarża tych, co umierają  z głodu. Ja 

wiem,  co  to  jest  kłamstwo!  Kto  ma  słaby  charakter...  Kto  żyje  z  cudzych 

soków,  temu  jest  kłamstwo  potrzebne...  Jednych  podtrzymuje,  drudzy 

zasłaniają się nim... Ale co przyjdzie z kłamstwa temu, kto sam sobie panem... 

Kto niezależny i cudzego nie żre? Kłamstwo to religia niewolników i panów... 

Prawda — jest bogiem wolnego człowieka! 

Baron 

Brawo,  pięknie  powiedziane!  Zgadzam  się!  Mówisz  —  zupełnie  jakbyś  był 

porządnym człowiekiem! 

Satin 

Dlaczego  szuler  nie  miałby  czasem  mówić  dobrze,  jeżeli  porządni  ludzie 

przemawiają  jak  szulerzy?  Tak...  dużo  zapomniałem,  ale  jeszcze  cokolwiek 

pamiętam! Stary? To mądrala! On tak na  mnie podziałał jak kwas na  starą i 

brudną monetę... Wypijmy jego zdrowie! Nalej... 

N a s t i a  

background image

nalewa kubek piwa i podaje Satinowi. 

Stary  żyje  swoim  własnym  życiem...  (z  uśmiechem)  patrzy  na  wszystko 

własnymi oczyma. Zapytałem go raz: Stary! Po co to ludzie żyją na świecie? 

(stara się naśladować glos Łuki i jego ruchy) „Żeby było lepiej, kochasiu!" Ot 

— powiedzmy, ilu jest na świecie stolarzy... a wszyscy diabla warci... I nagle 

rodzi się taki jeden stolarz, jakiego świat nie widział, wszystkich przewyższa i 

nikt mu nie dorówna. On całej stolarskiej robocie nadaje swój wyraz i od razu 

całą stolarkę posuwa naprzód o dwadzieścia lat... I to samo jest z innymi... ze 

ślusarzami, z jakimiś tam szewcami i innymi ludźmi pracy... I wszyscy chłopi 

i nawet panowie żyją, żeby było lepiej! Każdy sobie myśli, że żyje tylko dla 

siebie,  a  tu  okazuje  się,  że  dla  lepszej  przyszłości!  Od  setek  lat,  a  może  i 

dłużej, ludzie żyją po to, żeby człowiek był lepszy! 

N a s t i a  

wpatruje  się  w  twarz  Satina.  Kleszcz  przestaje  reperować  harmonię  i  także 

słucha. Baron pochyliwszy nisko głowę cicho bębni palcami po stole. Aktor, 

wychyliwszy się z pieca, próbuje ostrożnie zejść na pryczę. 

Satin 

„Wszyscy,  kochasiu,  wszyscy,  bez  wyjątku,  żyją  po  to,  żeby  było  lepiej!  I 

dlatego właśnie trzeba szanować każdego człowieka... Bo przecież nie wiemy, 

co on za jeden, po co się urodził i co jeszcze może zdziałać. A może urodził 

się  dla  naszego  szczęścia,  dla  naszego  pożytku?  A...  przede  wszystkim 

dziateczki  trzeba  szanować,  dzieciątka!  Dzieciątkom  trzeba  przestrzeni,  nie 

przeszkadzajcie żyć dziateczkom... Szanujcie dzieci." 

Pauza 

Baron  

w zamyśleniu 

No tak, żeby było lepiej... To... przypomina  mi  naszą  rodzinę. Stary ród, od 

czasów  Katarzyny...  szlachta...  wojskowi!...  Emigranci  z  Francji...  służyli, 

pięli  się  coraz  wyżej.  Za  Mikołaja  I  mój  dziad  Gustaw  Debil  zajmował 

wysokie stanowisko... bogactwo... setki chłopów pańszczyźnianych... konie... 

kucharze... 

Nastia  

Kłamiesz! Tak nie było! 

Baron 

zrywa się 

Co? No, co dalej? 

Nastia  

Tak nie było! 

Baron 

krzyczy 

Dom w Moskwie! Dom w Petersburgu! Karety... karety z herbami! 

Kleszcz bierze harmonię, wstaje i odchodzi na bok, skąd obserwuje akcję. 

background image

Nastia  

Nie było! 

Baron  

Milczeć! Ja mówię... dziesiątki lokajów! 

Nastia  

Z zachwytem 

Nie było! 

Baron  

Zabiję! 

Nastia  

przygotowuje się do ucieczki 

Nie było karet! 

Satin  

Zostaw, Nastieńka! Nie drażnij go... 

Baron  

Poczekaj... ty, łajdaczko! Mój dziad... 

Nastia 

Nie było dziada! Nic takiego nie było! Satin śmieje się 

Baron  

wyczerpany gniewem, siada na ławce 

Satin,  powiedz  tej  łajdaczce...  Co?  Ty  się  też  śmiejesz?  Ty...  także  nie 

wierzysz?  (krzyczy  rozpaczliwie  bijąc  pięściami  w  stół)  Było!  Bodaj  was 

diabli! 

Nastia 

triumfująco  

A-a, wrzeszczysz? Zrozumiałeś, jak to jest, gdy człowiekowi nie wierzą? 

Kleszcz  

wraca do stołu 

Myślałem, że będzie bójka... 

Tatar  

A-ch głupcy! Bardzo źle! 

Baron  

Ja...  nie  pozwolę  natrząsać  się  z  siebie!  Ja  mam  dowody,  dokumenty,  do 

diabła! 

Satin  

Zostaw je! Zapomnij o tych karetach dziadunia. W karecie przeszłości daleko 

nie zajedziesz... 

Baron 

A jednak, jak ona śmie! 

Nastia  

No, powiedzcie, jak ja śmiem!... 

Satin 

background image

A  jednak  śmie,  widzisz!  Czym  ona  jest  gorsza  od  ciebie?  Chociaż  w  jej 

przeszłości  nie  było  na  pewno  nie  tylko  karet  dziadunia,  ale  nawet  ojca  i 

matki... 

Baron  

uspokaja się 

Niech cię diabli wezmą... ty umiesz myśleć spokojnie, a ja... zdaje się, jestem 

bez charakteru... 

Satin 

To  go  sobie  spraw.  Czasem  się  przydaje,  (pauza)  Nastia!  Chodzisz  do 

szpitala? 

Nastia  

Po co? 

Satin  

Do Nataszy. 

Nastia  

A  to  się  wybrał!  Ona  już  dawno  wyszła,  wyszła  i  —  przepadła!  Nie  ma  jej 

nigdzie... 

Satin  

To znaczy, całkiem wyszła... 

Kleszcz  

Ciekawe. Kto też kogo bardziej wpakuje? Waśka Wasilisę czy ona jego? 

Nastia  

Wasilisa wykręci się! Jest sprytna. A Waśkę ześlą na katorgę... 

Satin  

Za zabójstwo w bójce — należy się tylko więzienie... 

Nastia  

Szkoda. Lepiej by na  katorgę... Wszystkich trzeba by na  katorgę... trzeba by 

was wymieść jak śmieci do jakiegoś dołu! 

Satin  

ze zdziwieniem 

Co ty? Wściekłaś się? 

Baron  

Dostanie ode mnie po łbie... za tę zuchwałość! 

Nastia  

Spróbuj tylko! Dotknij! 

Baron  

A właśnie, że spróbuję! 

Satin 

Zostaw! Nie ruszaj... Nie krzywdź człowieka! Z  głowy mi nie  wychodzi ten 

stary, (śmieje się)   Nie krzywdź człowieka!... A jeżeli mnie raz skrzywdzili, i 

to od razu na całe życie? Co wtedy? Przebaczyć? Nigdy! Nikomu... 

Baron  

background image

do Nasti 

Musisz zrozumieć, że nie jesteśmy sobie równi... Jesteś ścierka! 

Nastia  

Ach, ty nieszczęśniku! Przecież ty ze mnie żyjesz, jak robak z jabłka! 

Mężczyźni wybuchają zgodnym śmiechem. 

Kleszcz  

Oj... głupia! Jabłuszko! 

Baron  

Nie można... się gniewać... to po prostu idiotka! 

Nastia  

Śmiejecie się? To kłamstwo! Wam teraz nie do śmiechu! 

Aktor  

posępnie 

Weź się do nich! 

Nastia  

Żebym  ja  tylko  mogła!  Ja  bym  was...  (bierze  ze  stołu  filiżankę  i  ciska  na 

podłogę) Ja bym was tak! 

Tatar  

Po co naczynia tłuc? Eee... głupia! 

Baron 

wstaje 

Nie, ja ją zaraz nauczę dobrych manier! 

Nastia  

ucieka 

Niech was diabli wezmą! 

Satin  

krzyczy za nią 

Ej, dosyć tego! Kogo ty straszysz? O co właściwie chodzi? 

Nastia  

Wilki! Bodajście zdechli! Wilki! 

Aktor  

posępnie 

Amen! 

Tatar 

U-u!  Zły  baba  —  ruski  baba!  Zuchwały...  samowolny!  Tatarka  —  nie! 

Tatarka zna przykazanie! 

Kleszcz  

Trzeba by ją sprać. 

Baron  

Szkaradna dziewka! 

Kleszcz 

próbuje harmonii 

background image

Gotowa! A właściciela ciągle nie ma. Szaleje chłopak... 

Satin  

Napij się teraz! 

Kleszcz  

Dziękuję! Trzeba by pospać... 

Satin 

Przyzwyczajasz się do nas? 

Kleszcz  

wypiwszy odchodzi w kąt, na pryczę 

Pomału...  Wszędzie  są  ludzie...  Z  początku  człowiek  nie  widzi,  ale  potem 

przyjrzy się i okazuje się, że wszyscy są ludźmi... I dobrze.  

Tatar rozściela coś na pryczy, klęka i zaczyna się modlić. 

Baron 

wskazuje Satinowi Tatara 

Patrz! 

Satin 

Daj  pokój  —  to  porządny  chłopak...  nie  przeszkadzaj.    (śmieje  się)  Jestem 

dzisiaj dobry... czort wie, dlaczego!... 

Baron  

Ty jesteś zawsze dobry po pijanemu... i mądry... 

S a t i n 

Po  pijanemu...  wszystko  mi  się  podoba...  Tak...  Modli  się?  Świetnie! 

Człowiek  może  wierzyć  albo  nie  wierzyć...  To  jego  sprawa!  Człowiek  jest 

wolny... Za wszystko sam płaci: za wiarę i za niewiarę, za miłość i za rozum. 

Człowiek  za  wszystko  sam  płaci  i  dlatego  jest  wolny!...  Człowiek  to  jest 

prawda! A co to jest człowiek?... To nie ty, nie ja, nie oni... Nie!... To ty, ja, 

oni,  ten  stary,  Napoleon,  Mahomet...  razem!  (kreśli  palcem  w  powietrzu 

postać  człowieka)  Rozumiesz?  To  ogrom!  W  tym  jest  początek  i  koniec 

wszystkiego... Wszystko w człowieku, wszystko dla człowieka! Istnieje tylko 

człowiek, wszystko po za tym to dzieło jego rąk i jego mózgu! Człowiek! To 

wspaniale!  To  brzmi  dumnie:  Czło-wiek!  Człowieka  trzeba  szanować!  Nie 

litować się nad nim... Nie poniżać go tą litością... Trzeba go szanować! Pijmy 

na  cześć  człowieka!  Baronie!  (wstaje)  Jak  to  dobrze  czuć  się  człowiekiem! 

Jestem aresztantem, zabójcą, szulerem — tak! Kiedy idę ulicą — ludzie patrzą 

na mnie jak na łobuza... wymijają mnie i oglądają się za mną, i często mówią 

na mnie — łajdaku! Oszuście! Pracuj! — Pracować? Po co? Żeby się najeść? 

(śmieje  się)  Zawsze  pogardzałem  ludźmi,  którzy  troszczą  się  zanadto  o  to, 

żeby się najeść. Nie o to chodzi, baronie! Nie o to chodzi! Człowiek — to coś 

więcej! Człowiek to coś więcej niż żarcie! 

Baron 

kiwa głową 

Rozmyślasz... to dobrze, od tego podobno lżej na sercu... ja tego nie mam, ja... 

background image

nie umiem, (ogląda się i mówi cicho, ostrożnie) Ja, czasami, bracie, boję się. 

Rozumiesz? Lęk mnie ogarnia... Bo co dalej? 

Satin  

chodząc 

Głupstwa! Kogo też człowiek może się bać? 

Baron  

Wiesz... Od czasu jak sięgam pamięcią, mam we łbie jakby mgłę. Właściwie 

nigdy  nic  nie  rozumiałem.  Jest  mi  nawet  przykro...  zdaje  mi  się,  że  ja  cale 

życie  nic  —  tylko  się  przebierałem... a  po co? Nie  rozumiem! Uczyłem  się, 

nosiłem  mundur  instytutu  szlacheckiego,  ale  czego  się  uczyłem?  Nie 

pamiętam...  Kiedy  się  ożeniłem,  włożyłem  frak,  potem  szlafrok...  Żonę 

miałem  złą...  a  dlaczego?  Nie  rozumiem...  potem  wydałem  wszystko,  co 

miałem,  nosiłem  jakąś  marynarkę  i  wyrudziale  spodnie...  A  jak  doszło  do 

ruiny?  Nawet  nie  zauważyłem...  Pracowałem  w  izbie  skarbowej,  miałem 

mundur, czapkę z bączkiem... roztrwoniłem pieniądze skarbowe i ubrali mnie 

w  więzienną bluzę, a potem włożyłem to...  I  wszystko jak we śnie... co? To 

śmieszne... 

Satin  

Nie bardzo. Raczej głupie... 

Baron  

Tak...  I  ja  myślę,  że  głupie.  Ale  przecież  po  coś  się  jednak  urodziłem? 

Prawda? 

Satin  

z uśmiechem 

Prawdopodobnie... Człowiek rodzi się do czegoś lepszego! (kiwa głową) Tak, 

to dobrze! 

Baron 

Ta  Nastka!...  Uciekła...  Dokąd?  Pójdę  zobaczyć,  gdzie  ona  jest.  Pomimo 

wszystko... ona...  

wychodzi  

Pauza. 

Aktor  

Hej, Tatar! (pauza) Książę! (Tatar odwraca głowy) Pomódl się za mnie... 

background image

Tatar 

Co? 

Aktor ciszej 

Pomódl się za mnie! 

Tatar  

po chwili milczenia 

Sam się módl... 

Aktor 

szybko  schodzi  z  pieca,  podchodzi  do  stołu,  drżącą  ręką  nalewa  wódkę, 

wypija i prawie wybiega do sieni 

Poszedł! 

Satin  

Ej, ty, Sikamber! Dokąd to? 

gwiżdże 

Wchodzą Miedwiediew w damskim, watowanym kaftanie i Bubnow — obaj 

lekko  podpici.  Bubnow  trzyma  w  jednej  ręce  pęk  obwarzanków,  w  drugiej 

kilka  suszonych  ryb.  Pod  pachą  butelka  wódki,  w  kieszeni  marynarki  — 

druga. 

Miedwiediew  

Wielbłąd... to jest rodzaj... osła! Tylko nie ma uszu... 

Bubnow  

Przestań! Sam jesteś — rodzajem osła. 

Miedwiediew  

Wielbłąd w ogóle — nie ma uszu... Słyszy nozdrzami... 

Bubnow  

do Satina 

Przyjacielu!  Szukałem  ciebie  po  wszystkich  knajpach  i  szynkach!  Weź 

butelkę, ręce mam zajęte! 

Satin 

No, to połóż obwarzanki na stół, jedna ręka się uwolni... 

Bubnow  

Rzeczywiście! Ej ty... glina, patrzaj! Jaki z niego mądrala, co? 

Miedwiediew  

Mądrala! Każdy łobuz to mądrala... ja wiem! Tacy bez rozumu — daleko nie 

zajadą.  Porządny  człowiek  może  być  nawet  głupi,  a  zły  —  to  już 

bezwarunkowo  musi  być  mądry...  No,  ale  co  się  tyczy  wielbłąda,  to  ty 

niesłusznie... to jest zwierz pociągowy... rogów nie ma i zębów nie ma... 

Bubnow 

Gdzie są wszyscy? Dlaczego tu nikogo nie ma? Hej, wyłaźcie... ja stawiam! 

Kto tam w kącie? 

Satin  

Kiedy ty przepijesz wszystko? Bałwanie! 

background image

B u b n o w  

A  niedługo!  Tym  razem  zdobyło  się  mały  kapitalik...  Krzywy!  Gdzie 

Krzywy? 

Kleszcz  

podchodzi do stołu 

Nie ma go... 

B u b n o w 

Wrr... Kundel! wrr... wrr... Indyk! Nie szczekaj, nie, warcz! Pij, hulaj! Nos do 

góry! Ja wszystkim stawiam! Ja, bracie, lubię stawiać! Gdybym był bogaty, 

otworzyłbym  bezpłatną  knajpę!  Jak  Boga  kocham!  Z  orkiestrą  i  żeby  tam 

cały  chór...  Przychodź,  pij,  jedz,  słuchaj  muzyki,  raduj  serce  i  duszę!  Kto 

biedny,  kto  bez  grosza,  do  mnie,  do  mojej  knajpy  —  za  darmo.  Satin!  Ja 

bym, ja bym ciebie... Bierz połowę moich kapitałów! Ot, jak się robi! 

Satin  

Ty mi tu zaraz oddaj wszystko... 

Bubnow  

Cały kapitał? Zaraz! Masz! Masz rubel, masz jeszcze... 20 kopiejek... piątaki, 

kopiejki... Wszystko! 

Salin 

W porządku! U mnie — będą bezpieczniejsze... zagram za nie. 

Miedwiediew  

Ja — za świadka... oddano pieniądze na przechowanie — ile w sumie? 

Bubnow  

Ty? Ty — jesteś wielbłąd... Obejdzie się bez świadków... 

Aloszka  

wchodzi boso 

Bracia! Nogi mi przemokły! 

Bubnow  

Chodź,  przemocz  gardło  i  po  wszystkim!  Mój  drogi,  ty  umiesz  śpiewać  i 

grać... to bardzo dobrze! Ale że pijesz — to źle. Wódka, bracie, szkodzi, pić 

nie trzeba! 

Aloszka  

Znać  to  po  tobie!  Ty  tylko  po  pijanemu  jesteś  podobny  do  człowieka... 

Kleszcz! Harmonia naprawiona? 

śpiewa i tańczy 

Ech, gdyby moja gęba  

Była nieprzyjemna,  

To by mnie kuma miła  

Wcale nie lubiła! 

Zmarzłem, bracie! Z-z-z-i-mno!  

Miedwiediew  

No, a wolno zapytać, co to za kuma? 

background image

Bubnow  

Odczep się! Ty, bracie, znowu swoje — tiu-tiu! Ty już nie glina... skończyło 

się! Nie glina i nie wujek... 

A l o s z k a  

A po prostu — ciociny mąż! 

Bubnow  

Jedna siostrzenica — w więzieniu, a druga — umiera... 

Miedwiediew 

z dumą 

Kłamiesz! Wcale nie umiera: ona przepadła bez śladu! 

Satin  

śmieje się 

Bubnow  

Wszystko jedno, bracie! Człowiek bez siostrzenic nie jest wujkiem! 

Aloszka  

Wielmożny panie! Kozi dobosz na emeryturze! 

Kuma ma pieniądze, 

A ja jestem goły, 

Za to ze mnie chłop morowy 

I zawsze wesoły! 

Zimno! 

Wchodzi Krzywa Szyjka; potem, przez cały czas, aż do końca aktu wchodzi 

kolejno jeszcze kilka osób. Rozbierają się, kładą na pryczach, słychać szmer 

rozmów. 

Krzywa Szyjka  

Bubnow! Dlaczegoś zwiał? 

Bubnow  

Chodź tu! Siadaj, zaśpiewamy, bracie! Moją ulubioną... Co? 

Tatar 

Noc, trzeba spać! W dzień śpiewa się pieśni! 

Satin  

Nie szkodzi, książę! Ty chodź tutaj! 

Tatar  

Jak to nie szkodzi? Zrobi się hałas... kiedy się śpiewa, robi się hałas... 

Bubnow  

zbliża się do niego 

Książę! Jak tam ręka? Odjęli ci rękę? 

Tatar  

Po  co?  Zaczekamy,  może  jeszcze  nie  trzeba  będzie  krajać...  Ręka  nie  z 

żelaza, obciąć łatwo... 

Krzywa Szyjka  

Klapa,  Hasanku!  Coś  ty  wart  bez  ręki?  U  nas,  bracie,  cenią  ręce  i  grzbiet... 

background image

Nie ma ręki — i człowieka nie ma! Przegrana twoja sprawa! Idź się upić... i 

tyle! 

Kwasznia  

wchodzi 

Ach,  moi  kochani  lokatorzy!  Ach,  co  za  pogoda!  Co  za  pogoda!  Zimno, 

plucha... Jest tutaj mój glina? Glina! 

Miedwiediew 

Jestem! 

K w a s z n i a 

Znowu zabrałeś mój kaftan? I coś tak jakby... ty jesteś troszeczkę... tego, co? 

Z jakiej to okazji? 

M i e d w i e d i e w 

Z okazji imienin... Bubnowa... I zimno... plucha!  

K w a s z n i a  

Ty mi się pilnuj... Plucha! Nie zalewaj... Idź spać... 

Miedwiediew  

wychodzi do kuchni 

Spać mogę... nawet mi się chce... już czas! 

Satin Dlaczego ty tak ostro z nim? 

Kwasznia  

Nie można, kochasiu, inaczej. Takiego mężczyznę trzeba ostro trzymać. Żyję 

z nim, bo myślałam, że będę miała z niego pociechę, jako że to wojskowy. Z 

was ludzie niepewni... a ja jak to baba... A on tu nagle — zaczyna pić! Co mi 

po tym! 

Satin  

Źleś sobie wybrała pomocnika... 

Kwasznia  

Nie, już tak lepiej... Ty ze mną żyć nie zechcesz, takiś ty! A jeśli i zechcesz 

żyć  ze  mną,  to  potrwa  nie  dłużej  jak  tydzień...  Przegrasz  mnie  w  karty  z 

bebechami! 

Satin  

śmieje się 

To prawda, moja droga, przegram. 

Kwasznia  

Otóż to! Aloszka! 

Aloszka  

Jestem tu! 

Kwasznia  

Co ty tam o mnie pleciesz? 

Aloszka 

Ja? Wszystko, wszystko, całą prawdę. To jest, powiadam, baba! Wspaniała! 

Mięsa, tłuszczu, kości z dziesięć pudów, a rozumu ani na łut! 

background image

Kwasznia  

No, co do tego, to kłamiesz! Rozumu mam dosyć. Nie, ale dlaczego mówisz, 

że ja biję mojego glinę? 

Aloszka  

Myślałem, żeś go biła, kiedyś go ciągnęła za włosy... 

Kwasznia  

ze śmiechem 

Głupcze! A ty nie powinieneś widzieć. Po co plotki z domu wynosić? A poza 

tym jemu jest przykro... On przez to twoje gadanie zaczął pić... 

Aloszka 

To znaczy, prawdę mówią, że nawet i kura pije!  

Satin i Kleszcz śmieją śle. 

Kwasznia  

Ty pyskaczu! Co z ciebie za człowiek, Aloszka? 

Aloszka  

Pierwszoklaśny gatunek człowieka. Z każdej strony! Gdzie padną oczy, tam 

noga skoczy... 

B u b n o w  

koło pryczy Tatara 

Chodźmy! I tak nie damy im spać! Będziemy śpiewać całą noc! Krzywy! 

Krzywa Szyjka  

Śpiewać? Czemu nie... 

Aloszka  

A ja — będę przygrywał!, 

Satin  

Posłuchamy? 

Tatar 

z uśmiechem 

No, diabeł Bubna, dawaj wina! Pić będziem, hulać będziem, śmierć przyjdzie 

— umierać będziem! 

B u b n o w  

Nalej  mu,  Satin!  Krzywy,  siadaj!  Ech,  bracia!  Dużo  to  trzeba  człowiekowi? 

Ot,  na  przykład  ja,  popiłem  sobie,  to  mi  dobrze!  Krzywy!  Zaczynaj  moją 

ulubioną! Zaśpiewam i zapłaczę! 

Krzywa Szyjka 

zaczyna  

Słońce wschodzi i zachodzi, 

Bubnow  

podchwytuje 

A w mej celi ciemny mrok!  

Drzwi otwierają się nagle. 

Baron  

background image

stojąc w progu krzyczy 

Ej... wy! Chodź... chodźcie tutaj! Na dworze, tam.... Aktor... powiesił się! 

Milczenie. Wszyscy patrzą na Barona. Za jego plecami pojawia się N a s t i a 

i powoli z szeroko otwartymi oczami zbliża się do stołu. 

Satin  

Ech—głupiec! Zepsuł pieśń! 

KURTYNA.