background image

  

 

Kiosk 

Aleksander Piński, Krzysztof Trębski/10:08

Desant liberałów 

Nie wrócą, zanim Polska się nie zmieni i nie stanie się atrakcyjnym miejscem do 
pracy, inwestowania, kształcenia i wychowywania dzieci 

Nie wrócimy! - zapowiedziała grupka polskich emigrantów zebranych w 
Edynburgu przed budynkiem, w którym 8 listopada odbyła się konferencja 
prasowa goszczącego w Wielkiej Brytanii prezydenta Lecha Kaczyńskiego 
i szefa autonomicznego rządu Szkocji Jacka McConnellego. Kaczyński w 

tym czasie mówił, że wierzy w powrót rodaków do kraju, że obecna fala polskiej emigracji 
zarobkowej jest "stanem przejściowym". Jeśli nawet uznamy wspomniany protest za 
niereprezentatywny dla opinii polskich emigrantów, optymizm prezydenta wydaje się 
jednak przesadny.
 

Gdyby każdy z Polaków, którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii, Irlandii i innych państw Unii 

Europejskiej po 1 maja 2004 r. (według najwyższych nieoficjalnych szacunków - nawet dwa miliony 
osób), wrócił do kraju i podjął tam pracę za średnią krajową pensję, do budżetu trafiałoby, co roku o 
3,8 mld zł więcej z podatku od dochodów osobistych. A budżetową dotację dla ZUS moglibyśmy 
zmniejszyć o 7 mld zł rocznie. To tak jakbyśmy w rok zmniejszyli dziurę budżetową o jedną trzecią. 
Tak naprawdę zyski byłyby dużo wyższe, bo "odzyskalibyśmy" obywateli zamożniejszych, 
nauczonych efektywnej pracy, przedsiębiorczych, przekonanych na własnej skórze o zaletach 
rynkowej gospodarki. O ile będą oni mieli po co wracać. 
 

 
 
Dwa lata temu Marek Szczęsny zamknął swą firmę handlującą materiałami biurowymi w Sosnowcu, 
zwolnił pięciu pracowników i wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie założył jednoosobową firmę; maluje 
ściany na zlecenie i zarabia około 12 tys. zł netto miesięcznie. W tutejszym urzędzie wypełnił pięć 

Kraj

fot. AFP

Strona 1 z 4

Desant liberałów - Kiosk - Onet.pl Wiadomości - 16.11.2006

2006-11-16

http://wiadomosci.onet.pl/1372525,2677,kioskart.html?drukuj=1

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactory Pro 

www.pdffactory.pl/

background image

rubryk, nie zapłacił ani pensa za rejestrację, brytyjskiemu ZUS oddaje miesięcznie ledwie 48 zł. I 
deklaruje, że już nigdy nie założy firmy w Polsce. - Powrót znacznej części z tych Polaków, którzy 
wyjechali do Irlandii czy Wielkiej Brytanii, odmieni nasz kraj. Tyle że oni nie wrócą, zanim Polska 
sama się nie zmieni i nie stanie się atrakcyjnym miejscem do pracy, inwestowania, kształcenia i 
wychowywania dzieci - wskazuje paradoks prof. Andrzej Koźmiński, rektor warszawskiej Wyższej 
Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego, który sam wiele lat przebywał w 
Stanach Zjednoczonych. 
 
Armia czeladników  
 
- Lata spędzone w Niemczech nauczyły mnie szacunku do pracy, metod zarządzania, podsunęły mi 
pomysł na własny biznes - mówi Krzysztof Olszewski, jeden z najbogatszych Polaków (z majątkiem 
wartym 320 mln zł). Gdy stan wojenny zastał go za granicą, zatrudnił się w fabryce autobusów 
"Neoplan" w Berlinie Zachodnim. Z szeregowego pracownika awansował na dyrektora zakładu, a do 
Polski wrócił w latach 90. jako prezes oddziału "Neoplana". Zdobyta wiedza i pieniądze posłużyły 
mu do stworzenia w 1996 r. w Bolechowie pod Poznaniem fabryki solarisów, najbardziej znanych 
dziś polskich autobusów. 
 
W wieku 30-50 lat, żonaci, aktywni zawodowo, często prowadzący własny biznes, zainspirowani 
sygnałami o likwidacji barier dla przedsiębiorczości w Polsce - taki portret Polaków powracających 
do kraju ze Stanów Zjednoczonych (co prawda na podstawie wycinkowych badań 60 reemigrantów) 
nakreśliły prof. Krystyna Slany i Agnieszka Małek z Instytutu Socjologii Uniwersytetu 
Jagiellońskiego ("Migracje powrotne Polaków. Powroty sukcesu czy rozczarowania?" pod red. prof. 
Krystyny Iglickiej-Okólskiej). Gdy na przełomie lat 80. i 90. Polska niemal z dnia na dzień stała się 
krajem o wyjątkowo liberalnym rynku (dzięki ustawie o przedsiębiorczości, tzw. ustawie Wilczka), 
siłą napędową gospodarki stali się powracający z emigracji w USA czy Niemczech tacy ludzie jak 
Jan Wejchert, Jan Kulczyk, Zygmunt Solorz-Żak, Zbigniew Niemczycki, Ryszard Krauze i wielu 
innych. W ciągu dekady do Polski wróciło do 100 tys. rodaków - prawdziwa armia "czeladników", 
którzy terminując za granicą, zdobyli kapitał niezbędny III RP: wiedzę i pieniądze. Wśród nich był 
Wojciech Soszyński, właściciel firmy farmaceutyczno-kosmetycznej "Oceanic", który do kraju wrócił 
z prawdziwą jak na ówczesne czasy fortuną - 400 tys. USD (dziś ma majątek warty 430 mln zł). 
Soszyński i podobni mu reemigranci stali się też naturalnymi pośrednikami między Polską a dużymi 
inwestorami z Zachodu. Doświadczenie i kontakty zdobyte w USA przez rodzinę Podniesińskich (ich 
majątek wart jest 720 mln zł), właścicieli ośmiu firm handlowych i logistycznych, pozwoliły im 
przyciągnąć po 1989 r. nad Wisłę m.in. koncern obuwniczy "Bata", firmę kurierską DHL. (...) 
Dwukrotnie lepiej  
 
- Rozwój gospodarczy i wzrost poziomu życia w Polsce przywróci emigrantom nadzieję, której brak 
skłonił ich do wyjazdu. Wierzę, że większość wróci do kraju - uważa Rafał Dutkiewicz, prezydent 
Wrocławia, który wiosną 2006 r. zainicjował głośną kampanię "Wracajcie!", licząc, że ci, którzy 
zdecydują się na powrót do Polski z Wielkiej Brytanii lub Irlandii, przyjadą właśnie na Dolny Śląsk 
(zagraniczni inwestorzy będą potrzebowali tam niedługo do 30 tys. pracowników). 
 
Na razie trudno na to liczyć, skoro nad wyjazdem zastanawiają się nawet ci, którzy uchodzą za 
beneficjentów transformacji ustrojowej. W sierpniowej ankiecie SMG/KRC 70 proc. osób 
rozważających emigrację jako powód wskazało względy finansowe (czyli nadzieję na wyższe 
dochody), a tylko 26 proc. - konkretnie chęć znalezienia pracy, co raczej obala mit, że za granicę 
wyjeżdżają tylko pozbawieni szans na zatrudnienie w kraju. 
 
Wbrew powszechnemu w Polsce przekonaniu o drożyźnie na Wyspach Brytyjskich i wyrzeczeniach, 
jakie ponoszą tu Polacy, życie rodaka w Londynie może być tańsze i mniej skromne niż w 
Warszawie. Jak wyliczył w raporcie o płacach i cenach szwajcarski bank UBS AG, siła nabywcza 
średnich rocznych zarobków netto mieszkańca polskiej stolicy odpowiada zaledwie 27,1 proc. siły 
nabywczej zarobków nowojorczyka (mniej warte są tylko pensje mieszkańców stolic Chin, Indii i 
Ukrainy). Ten sam wskaźnik dla mieszkańca Dublina wynosi 99,9 proc., a dla mieszkańca Londynu 
- 84 proc. Anna Witulska, 25-letnia polonistka z Gdyni sprzątająca w Londynie biura firm i prywatne 
mieszkania trzeźwo ocenia sytuację. -  W kraju nie mam żadnych "pleców", a pracy za 800-900 zł 
miesięcznie brutto sobie nie wyobrażam. Tu nie muszę się w zasadzie martwić o wydatki. Po pracy 
mam czas na kurs angielskiego, staże w firmach, chcę odbyć kilka szkoleń. Liczę więc na lepszą 
posadę w niedalekiej przyszłości - mówi Witulska. 
 
Najbardziej energiczni emigranci szybko asymilują się za granicą i szanse na ich powrót maleją. 

Strona 2 z 4

Desant liberałów - Kiosk - Onet.pl Wiadomości - 16.11.2006

2006-11-16

http://wiadomosci.onet.pl/1372525,2677,kioskart.html?drukuj=1

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactory Pro 

www.pdffactory.pl/

background image

Coraz częściej Polacy kupują za granicą nieruchomości, samochody, kształcą dzieci; dręczący ich 
problem rozłąki z rodziną rozwiązują przez ściągnięcie krewnych do siebie.  34-letni Jacek Jaszczyk 
z Grudziądza, radiowiec z polskiej sekcji dublińskiego Radia Anna Livia, dorabiający jako asystent 
sprzedaży w hipermarkecie Tesco, dopiero planuje zakup mieszkania. - Zarobki spokojnie 
wystarczają na utrzymanie rodziny. Chcemy zostać z żoną przynajmniej 10-15 lat ze względu na 
syna, który chodzi do międzynarodowej szkoły - wyjaśnia. 
 
Przeciąganie liny  
 
- Musimy przyciągnąć z powrotem tych spośród wyjeżdżających dziś młodych ludzi, którzy za 
granicą zrobią kariery, zdobędą know-how w cenionych sektorach gospodarki, okażą się 
najzdolniejsi - mówi prof. Andrzej Koźmiński. Na dłuższą metę bowiem trwała utrata kilku milionów 
obywateli byłaby dla Polski katastrofalna. Połowa z tych, którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii, nie 
ma 24 lat, dwie piąte nie przekroczyły 35. roku życia. Spora część z nich nie pracuje wcale "na 
zmywaku", lecz w urzędach, na niższych, ale merytorycznych, stanowiskach w prywatnych firmach, 
dość szybko też awansują. - Wyjeżdżają aktywni, rzutcy młodzi ludzie z wykształceniem średnim 
albo wyższym. Tak naprawdę ich przyciągnięcie to wielki sukces takich państw jak Wielka Brytania 
czy Irlandia - mówi prof. Krystyna Iglicka-Okólska, ekspert Centrum Stosunków 
Międzynarodowych. "Nowa fala migracji ogromnie przysłużyła się brytyjskiej gospodarce" - 
potwierdza raport Ernst & Young Item Club. Według jego autorów, brytyjskie stopy procentowe 
byłyby o pół procentu wyższe, gdyby kraj ten nie otworzył rynku pracy dla przybyszów z nowych 
państw unii. Nowi przyjezdni pracownicy (według oficjalnych danych, 62 proc. stanowią wśród nich 
Polacy) podwyższą w tym roku brytyjski PKB o 0,2 proc. i zasilą tamtejszy budżet kwotą 300 mln 
funtów podatków. A to tylko przedsmak korzyści, na jakie mogą liczyć wyspiarze; korzyści dużo 
wyższych niż to, co Polska zawdzięcza napływającym z zagranicy oszczędnościom swych obywateli. 
Michał Tekiela, 30-letni informatyk z Wrocławia, pracujący jako konsultant w londyńskiej firmie 
informatycznej, wracać do Polski raczej nie zamierza. - Tu wystarczą umiejętności, u nas bez 
rozpychania się łokciami niczego się nie osiągnie. "Moherowe berety" nie dbają o gospodarkę, 
zapewnienie młodym jakichś perspektyw - ocenia Tekiela. 
Transfuzja normalności  
 
Aż 88 proc. greckich emigrantów, 83 proc. włoskich i 92 proc. hiszpańskich powracało do swoich 
ojczyzn. Grecy przywozili do domu równowartość przeciętnie 47 tys. euro, Włosi - 21,3 tys. euro, 
Hiszpanie - 42 tys. euro - takie wyniki przyniosły badania nad gastarbeiterami w Niemczech jeszcze 
w latach 70. (Murat G. Kirdar: "Return Migration and Saving Behaviour of Foreign Workers in 
Germany", listopad 2005). Ogromna większość z nich w ciągu życia wpłaciła dużo więcej do 
systemów emerytalnych w swoich krajach, niż odebrała od nich świadczeń. 
 
Również polscy emigranci już dziś mają ogromny wpływ na gospodarkę i życie w kraju. Według 
NBP, w ubiegłym roku Polacy przebywający za granicą przesłali do kraju przelewami bankowymi 
4,3 mld zł (było to 3 proc. wartości wszystkich prywatnych przelewów na świecie). Jeśli dodamy do 
tego transfer nierejestrowany, przestaje dziwić, skąd się bierze tak niebywały wzrost konsumpcji w 
Polsce czy boom na rynku nieruchomości.(...) Ekonomista prof. Romuald Jończy z Uniwersytetu 
Opolskiego, który przeprowadził w 2001 r. badania emigracji zarobkowej w województwie, 
stwierdził, że opolscy gastarbeiterzy przywozili do domu rocznie 1,2 mld zł; podwyższało to średni 
dochód na mieszkańca z 630 zł do 840 zł, czyniąc z Opolszczyzny najzamożniejszy region w kraju. 
 
Last but not least, emigracja daje też nadzieję na przyspieszenie przemian w Polsce. Tak stało się 
m.in. w Hiszpanii, Portugalii czy Grecji po ich akcesji do unii w latach 80., mimo że tam skala 
emigracji była dużo mniejsza, m.in. ze względu na objęcie ich wówczas długimi okresami 
przejściowymi i mniejszą niż w wypadku Polski dysproporcję zarobków w porównaniu z innymi 
państwami unii. 
 
Choć młodzi opuszczający kraj Polacy deklarują na ogół brak zainteresowania polityką (podczas 
ubiegłorocznych wyborów w Londynie głosowało zaledwie 13 tys. Polaków), irlandzka czy brytyjska 
przygoda odciska na nich piętno. "Ciekawie byłoby, gdyby know-how i uciułane oszczędności Polacy 
z zagranicy przywieźli do kraju. (...) Pomyślcie o tym politycy, niezależnie z jakiej opcji jesteście. 
Dajcie nam szanse wrócić. Zróbcie prawdziwy liberalizm w gospodarce, a będziemy się śmiać z 
innych narodów. Beton musi pęknąć, a tłumaczenie się komuną jest, delikatnie mówiąc, nie na 
miejscu - to było dawno temu" - to jedna z około 1500 wypowiedzi internautów na temat emigracji, 
które dla Instytutu Spraw Publicznych przeanalizował Krzysztof Pankowski (dyskusja toczyła się w 
czerwcu w portalu Wirtualna Polska). (...) 

Strona 3 z 4

Desant liberałów - Kiosk - Onet.pl Wiadomości - 16.11.2006

2006-11-16

http://wiadomosci.onet.pl/1372525,2677,kioskart.html?drukuj=1

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactory Pro 

www.pdffactory.pl/

background image

 
Dlaczego inni wracają?  
 
"Powrót do Irlandii po długim okresie zamieszkiwania w USA wymaga starannego zaplanowania. 
Możesz być zaskoczony, jak bardzo Irlandia zmieniła się od czasu twojego wyjazdu" - taki wstęp 
poprzedza większość poradników dla tych, którzy pragną dziś wrócić na Zieloną Wyspę. Irlandzcy 
emigranci lub ich potomkowie zapamiętali ojczyznę jako kraj wielkiego głodu w połowie XIX wieku, 
rabunkowo eksploatowany przez Brytyjczyków, potem nieudolnie rządzony przez samych 
Irlandczyków (liczba mieszkańców wyspy z 6,5 mln w 1841 r. spadła do 2,8 mln w 1961 r.). Dzięki 
reformom gospodarczym w końcu lat 90. Irlandia jednak z najbiedniejszego kraju unii stała się 
najbogatszym. Obniżka podatków, ograniczenie biurokracji, otwarcie rynków - wszystko to 
sprawiło, że dziś co roku na Zielonej Wyspie osiada 166 tys. osób, wśród których najliczniejszą 
grupę stanowią irlandzcy reemigranci. Tylko w latach 1995-2000 do kraju wrócili Irlandczycy 
stanowiący 7 proc. ówczesnych mieszkańców kraju! Nie wracają z pobudek patriotycznych czy 
sentymentalnych; według ostatniego rankingu "The Economist", Irlandia jest krajem oferującym 
najlepsze warunki życia na świecie. Powrót emigrantów daje zarazem silny bodziec do dalszego 
rozwoju kraju, gdyż wracają ludzie o wysokich kwalifikacjach, przywykli do życia i pracy w 
nowoczesnej gospodarce, ze świeżymi pomysłami. Zwłaszcza kraje rozwijające się robią co mogą, 
by ściągnąć z zagranicy wyedukowanych, przedsiębiorczych rodaków. Symbolem rodzącej się 
tajwańskiej potęgi w dziedzinie high tech była m.in. kariera Miin Wu, reemigranta z USA, 
założyciela i prezesa Macronix Int., jednego z największych producentów pamięci komputerowych. 
Saurabh Srivastava, przewodniczący Indian Venture Capital Association, był jednym z pierwszych 
wśród tysięcy hinduskich informatyków wykształconych na amerykańskich uniwersytetach 
(studiował na Harvardzie) i w tamtejszych firmach informatycznych (pracował dla IBM), którzy 
powrócili do kraju. W 1989 r. jako 40-latek stworzył w Indiach producenta oprogramowania IIS 
Infotech, który stał się jedną z dwudziestu największych spółek w tej branży w kraju. Najbardziej 
atrakcyjny program zachęcający emigrantów do powrotu wdrożyli Chińczycy jeszcze za rządów 
Deng Xiaopinga. Obecnie w Państwie Środka działa ponad 110 specjalnych stref, w których 
powracający emigranci mogą założyć własną firmę, korzystając m.in. ze zwolnień podatkowych, 
preferencyjnych pożyczek i darmowej powierzchni biurowej. 
 
Twarde lądowanie  
 
- Wracam do Polski za kilka lat po ukończeniu studiów magisterskich. Myślę, że ze zdobytymi tu 
kwalifikacjami i świetną znajomością angielskiego poradzę sobie po powrocie i zapewnię 
odpowiedni standard życia - deklaruje 23-letnia Monika Moczulska z Białegostoku, kończąca 
trzyletnie studia stosunków międzynarodowych w londyńskim City University (dorabiała na pół 
etatu jako sprzedawczyni w butiku odzieżowym). Tylko 20 proc. Polaków przybyłych do Wielkiej 
Brytanii twierdzi, że na pewno wróci do Polski - takie rezultaty przyniosły badania przedstawione 17 
maja na konferencji o emigracji w Ambasadzie RP w Londynie. Pewnych tego, że zostaną za 
granicą, było 14 proc. osób. Ogromna większość nowych emigrantów tkwi w zawieszeniu między 
Polską a Wielką Brytanią lub Irlandią: uzależniają decyzję od swoich dalszych losów na Wyspach i 
od tego, co będzie się działo w Polsce. Nasza gospodarka nie straciła więc jeszcze młodego 
pokolenia, ale musi im zaoferować "miękkie lądowanie". (...) Ale najpewniejszym sposobem na 
przyciągnięcie Polaków do Polski nie są programy ad hoc, lecz trwałe i radykalne reformy. Od 
polityków i tych Polaków, którzy pozostali w kraju, zależy, czy będziemy Meksykiem - wiecznym 
"ubogim krewnym" i rezerwuarem tanich pracowników dla sąsiadów, czy Irlandią, która z biednego 
"eksportera" obywateli, stała się w kilka lat zamożnym ich "importerem". Na razie o sytuacji takiej 
jak w Irlandii, gdzie tylko w ubiegłym roku z zamożnych Stanów Zjednoczonych wróciło do 
ojczyzny o 2600 osób więcej, niż wyemigrowało ich za Atlantyk, możemy tylko pomarzyć.   
 
współ. Jaromir Rutkowski "Polish Express", Aneta Antczak "Polska Gazeta"  

«

 

powrot

 

 

 

Drukuj

Copyright 1996-2006 Grupa Onet.pl SA 

Strona 4 z 4

Desant liberałów - Kiosk - Onet.pl Wiadomości - 16.11.2006

2006-11-16

http://wiadomosci.onet.pl/1372525,2677,kioskart.html?drukuj=1

PDF stworzony przez wersj

ę demonstracyjną pdfFactory Pro 

www.pdffactory.pl/