background image

 

Alicja Helman 

 

Intelektualiści i służące. Pierwsze wyobrażenia o odbiorcach kina 

 

Wczesnym  badaniom  zjawiska  kina  nie  towarzyszyło  zainteresowanie  jego 

odbiorem i odbiorcami. Sporadyczne uwagi pojawiające się w tekstach teoretycznych i 

krytycznych,  będące  zazwyczaj  rezultatem  czysto  osobistych  spostrzeżeń  i  przekonań 

poszczególnych  autorów,  awansowały  z  czasem  do  rangi  udowodnionych 

tez,  bądź  przynajmniej  uzasadnionych  hipotez,  które  zastąpiły  konkretne  badania. 

Prowadzenie  takich  badań  w  odniesieniu  do  przeszłości,  nawet  niezbyt  odległej, 

jest  już  najczęściej  niemożliwe  albo  bardzo  trudne.  Odbiorców,  których  pragnęli 

byśmy  badać,  bądź  już  nie  ma,  bądź  jeśli  żyją  są  innymi  odbiorcami  niż  pięćdziesiąt 

czy  nawet  trzydzieści  lat  temu.  Aby  uzyskać  jakąkolwiek  wiarygodną  wiedzę 

na  ich  temat  trzeba  by  zbadać  ogromną  ilość  źródeł  zastępczych.  Z  jednej  strony 

-  samych  filmów,  które  były  przecież  adresowane  do  określonych  odbiorców,  a 

tym  samym  pozwalają  wnioskować  o  ich  oczekiwaniach,  gustach  i  możliwościach. 

Z drugiej strony - pisanych świadectw odbioru tych filmów, tj. wypowiedzi w tekstach 

teoretycznych,  recenzji  (z  ich  nieodłącznym  powoływaniem  się  na  bliżej 

nieokreśloną  figurę  "szarego  widza",  który  czegoś  może  "nie  rozumieć",  czemuś 

"bezkrytycznie  ulegać"  etc.),  listów  czytelników,  pamiętników  i  wielu  innych 

dokumentów tego rodzaju. 

Powiedzmy od razu, że takie badania mogą mieć wartość faktograficzną, ale tylko 

w  pewnym  zakresie.  W  znacznej  natomiast  mierze  z  badań  filmów  i  dokumentów 

pisanych uzyskamy nie tyle obraz rzeczywistego odbiorcy, ile obraz wyobrażeń na temat 

tego  odbiorcy,  wyobrażeń,  które  żywili  producenci  i  dystrybutorzy  (sami  z  zasady 

konserwatywni  i  przypisujący  ten  konserwatyzm  widzom  kinowym),  reżyserzy 

(przekonani,  że  wiedzą  czego  widz  od  nich  oczekuje  i  pełni  nadziei,  że  go  zrozumieją), 

krytycy  (chętnie  piszący  w  imieniu  widzów,  choć  swoją  wiedzę  i  gusta  kinowe 

lokalizujący wyżej) oraz ludzie z różnych powodów wypowiadający się na ten temat, ale 

z reguły nie utożsamiający się z kategorią widzów będących przedmiotem ich uwagi. 

Moje  rozważania  dotyczyć  będą  zatem  nie  faktycznego  odbiorcy  pierwszego 

pięćdziesięciolecia,  lecz  kompleksu  wyobrażeń  związanych  z  jego  pośrednio  czytanym  (źródła 

pisane) wizerunkiem. Niemniej muszę zaznaczyć, że powstawały i powstają prace weryfikujące 

background image

"ustalenia" i "pewniki" owej amatorskiej socjo- i psychologii widza kinowego. Z książek takich 

jak Śladami tamtych cieni Małgorzaty Hendrykowskiej, by podać przykład polski, dowiemy się 

kim byli szarzy odbiorcy kultury, z których rekrutowali się na przełomie wieków potencjalni 

widzowie kina.

1

 Nie byli niewątpliwie "hołotą", "plebsem", "pospólstwem", "dzieciarnią sprag-

nioną  przygód"  -  to  tylko  garść  najczęściej  pojawiających  się  epitetów  pod  adresem 

pierwszej publiczności pierwszych filmów - jak też nie było takiego okresu w dziejach kina, w 

którym jego odbiorcami byłyby wyłącznie "klasy niższe". Münsterberg, w 1916 roku, powołując 

się  na  badania  socjologiczne,  pisze  że  publiczność  amerykańską  pod  koniec  pierwszej  dekady 

stulecia  tworzyła  niższa  klasa  średnia,  do  której  -  w  połowie  drugiej  dekady  -  dołączyła 

wyższa klasa średnia, a w ślad za nią elity.

2

 

To,  że  wszystkie  kategorie  ludzi  piszących  o  filmie  (a  przy  okazji  i  jego  widzach) 

pociągały  skrajności,  nie  jest niczym  dziwnym.  Świadectwami  lektury,  które  przetrwały  do 

dziś  dzięki  renomie  ich  autorów,  są  relacje  profesorów  Harvardu  i  wielu  wysoko 

notowanych  uczelni  innych  krajów,  którzy  zdawali  sprawę  z  tego,  czego  sami  mogli 

doświadczyć. 

Znamienny jest jednak brak wypowiedzi w pierwszej osobie, które trafiają się jedynie 

sporadycznie.  Jeśli  Irzykowski  pisze,  że  "współczesny  Europejczyk  używa kina,  lecz  się  go 

wstydzi" to sam daje nam do zrozumienia, że jest już ponad takie przesądy.

3

 Jeśli dziesięć lat 

później  (1934)  Panofsky  pisze,  że  możliwość  zaakceptowania  kina  fabularnego  przez  wyższe 

sfery jest czymś stosunkowo nowym, bowiem do niedawna "osoby wybijające się intelektualnie 

czy  towarzysko"  mogły  przyznawać  się  najwyżej  do  tego,  że  podobają  im  się  filmy 

oświatowe,  to  także  nie  stawia  siebie  w  rzędzie  postaci,  o  których  mowa.

4

  Jedynie  Hugo 

Münsterberg  szczerze  przyznawał  się  do  własnych  uprzedzeń  wobec  filmów  i  tego,  że  unikał 

chodzenia do kina. W 1915 roku dał świadectwo swego "nawrócenia" pisząc:

 

Jeszcze  rok  temu  nie  widziałem  ani  jednego  aktu  jakiegokolwiek  dramatu  kinowego.  Aczkolwiek 
zawsze  byłem  gorącym  miłośnikem  teatru,  uważałem,  że  uczestniczenie  w  pokazach  ruchomych 
obrazów  jest  rzeczą  niegodną  profesora  Harvardu,  podobnie  jak  uznałem,  że  nie  powinienem 
chodzić  na  wodewile,  do  muzeum  figur  woskowych  czy  na  koncerty  muzyki  odtwarzanej  z 
fonografu.

5

 

                                                           

1

 Małgorzata Hendrykowska, Śladami tamtych cieni. Film w kulturze polskiej przełomu stuleci 1895-1914

Poznań 1993.  

2

 Hugo Münsterberg, Dramat kinowy. Studium psychologiczne. Przekład polski Alicji Helman, Łódź 

1990. 

3  

Karol Irzykowski, X muza, Warszawa 1924. 

4

 Erwin Panofsky, Styl i medium w filmie. Przekład polski Jolanty Mach (w.) Estetyka i film, 

antologia pod red. A. Helman, Warszawa 1972. 
 
 

5

 Hugo Münsterberg, Why We Go to the Movies, "Cosmopolitan" 15 dec. 1915. 

 

background image

 

The  Photoplay  -  książka,  którą  Münsterberg  napisał  rok  później  dając  jej  podtytuł 

"studium psychologiczne" - może być dziś czytana nie tylko jako pierwsza teoria filmu, lecz 

także  jako  świadectwo  lektury  filmów  drugiej  dekady  XX  wieku  przez  profesora  Harvardu. 

Wprawdzie  Münsterberg  odwołuje  się  często  do  widowni,  którą  ma  nadzieję  kształcić 

estetycznie za pomocą kina, ale formułując swoje poglądy na temat psychologicznych praw 

odbioru  filmu  i  możliwości  jego  estetycznego  oddziaływania  za  model  odbiorcy 

przyjmuje siebie. 

Model  ten  intelektualiści  zestawiali  jednak  prawem  kontrastu  nie  z  typowym 

odbiorcą  z  wyższej  lub  niższej  klasy  średniej  (późniejszy  domniemany  "szary  widz" 

służący  za  punkt  odniesienia),  lecz  z  tym,  do  którego  w  ich  mniemaniu  przeciętny 

repertuar  kinowy  był  adresowany,  bowiem  tylko  jego  inspiracje  mógł  zadowalać  -  z 

modelem, do którego "pozowały" (ich własne być może) kucharki i służące. 

Jeśli  nad  ogółem  rozważań  poświęconych  wybranym  aspektom  odbioru  kina 

unosi  się  jakiś  mgławicowy  "duch"  widza,  którym  mógłby  być  teoretycznie  każdy,  kto 

uda  się  do  kina,  jego  pierwsze  wyraziste  personifikacje  odnoszą  się  bądź  do  "ja" 

piszącego  (eksplicytnie  bądź  implicytnie)  lub  do  wyobrażeń  autora  o  odbiorcy 

nieokrzesanym,  pozbawionym  lub  nieomal  pozbawionym  uprzednich  doświadczeń 

kulturowych, nie rozumiejącym (zwłaszcza przy pierwszych kontaktach) konwencji kina. 

Doświadczenia  takiego  odbiorcy,  który  w  powszechnym  przekonaniu  wypełniał 

pierwsze  kina,  opisywane  były  często  za  pomocą  przykładów  odwołujących  się  do 

sytuacji  wysłania  do  kina  służącej.  W  intencji  "pana"  -  w  nagrodę,  w  przekonaniu 

wracającej z kina służącej - za karę. 

W obu skrajnych przypadkach - profesora i jego służącej, rozważano dwie grupy 

zagadnień. Z jednej strony sam stosunek do kina, tego czym ono jest i może być dla 

ludzi  danej  klasy  lub  profesji.  Z  drugiej  strony  -  lektury  kina  jako  kina  właśnie,  tj. 

czytania jego konwencji, interpretowania środków wyrazu, oceny estetycznej wybranych 

przez  twórcę  rozwiązań.  Wybór  modeli  widza  przesądzał  o  charakterystycznym 

ukierunkowaniu  diagnoz  na  temat  kina.  Z  jednej  strony  intelektualiści  zwracali  się  ku 

przyszłości warunkując swoją akceptację kina tym, czym ono  się  stanie,  bowiem  ma  po 

temu  wszelkie  szansę;  z  drugiej  strony  ich  analizy  widza  naiwnego  opisywały  raczej 

przeszłość,  choćby  nieodległą,  jako  że  najbardziej  nawet  prostoduszne  służące  szybko 

nabywały  umiejętności  śledzenia  fabuł,  a  tym  samym  częściowego  choćby  rozumienia 

konwencji, za pomocą których fabuły te opowiadano. 

background image

Pierwszy  kompleks  spraw,  o  których  mowa  -  stosunek  do  kina,  dający  się 

uchwycić  i  opisać  na  poziomie  werbalnych  deklaracji,  jest  udokumentowany  w 

piśmiennictwie  filmowym,  głównie  przez  swoje  manifestacje  krańcowe.  Obcowaniu 

intelektualistów  z  kinem  dwu  pierwszych  dekad  dwudziestego  wieku  (dodajmy 

intelektualistów  zainteresowanych  kinem  i  życzliwych  mu)  towarzyszyło  zażenowanie  i 

poczucie niestosowności własnych zachowań.  

W  roku  1919  Louis  Delluc,  skądinąd  reżyser  filmowy  i  entuzjasta  kina,  o  ma-

sowości nowej sztuki wypowiada się raczej protekcjonalnie: 

 

Wielką  siłą  tej  bełkoczącej  sztuki  jest  jej  popularność.  (...)  Jest  to  środek  przemyślnie 
dostosowany  do  użytku  przez  początkujących.  Wiem,  że  wielu  mieszkańców  kolonii, 
oczarowanych  projekcjami  niektórych  filmów,  nabyło  bezzwłocznie  aparat  projekcyjny; 
zastąpi  on  z  powodzeniem  latarnię  magiczną  i  uzupełni  ładunek  szklanych  paciorków, 
gramofonów i rewolwerów

.

6

 

 
Jeszcze  ostrzej  formułuje  opinię  na  temat  tego,  jak  widziane  jest  kino  oczami  ludzi 

wykształconych, Karol Irzykowski w 1924 roku: 

 

Gdyby dziś urządzić wśród publiczności plebiscyt co do kina, można być pewnym, że 
kino kwalifikowaną większością głosów zostanie potępione jako widowisko ordynarne, 
płytkie,  demoralizujące,  psujące  smak  itd.  Nagonka  na  kino  towarzyszy  mu  od 
początku w jego pochodzie zaborczym, choć nie triumfalnym, i wydaje się prawie, jakby 
była tego pochodu warunkiem, jakby miarą popularności kina był stopień, w jakim ono 
odczuwane bywa jako skandal publiczny.

7

 

 

Borys Eichenbaum pisze w 1926 roku (o sytuacji przed pierwszą wojną światową): 

Przyciągnięty  reklamą  inteligent,  odwiedzający  kinoteatr,  czuł  się  nieswojo  przy 
spotkaniu ze znajomym: "I ty także dałeś się skusić - przychodziło obydwu na myśl". 
 

I kilka wierszy dalej: 

 

W świetle dawnych pojęć film robił wrażenie rozrywki prymitywnej, trywialnej niemalże 
hańbiącej dla człowieka o wyrobionym smaku.

8

 

 

Kilka lat później (w odniesieniu do tego samego okresu) podobnie wypowiada się Erwin 

Panofsky: 

Widzowie  z  wyższych  sfer  zacząwszy  powoli  i  nieco  bojaźliwe  uczęszczać  do  owych 
dawnych  kinoteatrów,  czynili  to  nie  z  chęci  zobaczenia  normalnego,  i  być  może, 
poważnego  spektaklu,  lecz  z  charakterystycznym  uczuciem  zarazem  skrępowania  i 
protekcjonalności (...).

9

 

 

                                                           

6

 Louis Delluc, Cinéma et Cie, Paris 1919. Cyt za: Marcel Tariol, Louis Delluc, Paris 1965, s. 90-91. 

7

 Karol Irzykowski, X muza, op. cit., s. 9-10. 

8

 Borys Eichenbaum, Problemy stylistyki filmowej. Przekład polski Barbary Grabowskiej (w.) Estetyka i film, 

op cit., s. 40. 

9

 Erwin Panofsky, Styl i medium w filmie, op cit., s. 129. 

background image

Narzuca się tu nieodparcie porównanie przypadkowego spotkania dwu intelektualistów w 

kinie do takiegoż spotkania dwu dżentelmenów w domu publicznym. Jeśli dodamy, opisane 

przez  Cywjana  przypadki  wyświetlania  filmów  (w  przedrewolucyjnej  Rosji)  właśnie  w  tego 

rodzaju przybytkach, porównanie to wydać się może w pełni uprawnione.

10

 

Intelektualiści  wierzyli  w  przyszłe  możliwości  kina  jako  nowego  środka  wyrazu, 

pełnoprawnej  sztuki,  narzędzia  estetycznej  edukacji  mas  itp.,  ale  równocześnie  nie  mogli  nie 

dostrzec czym kino wówczas było i na jakim poziomie funkcjonowało. 

Początkowa  zła  sława  samego  kina  deprecjonowała  tych,  którzy  z  jakichkolwiek 

względów decydowali się do niego uczęszczać. Jeszcze w 1930 roku Georges Duhamel nazywa 

kino  

rozrywką  niewolników,  zabawą  dla  istot  prymitywnych,  biednych  i  znużonych,  które 
nękają  troski  (...),  spektaklem,  który  nie  wymaga  skupienia  i  zakłada  z  góry  brak 
inteligencji (...).

11

 

 

Widzi  więc  widownię  złożoną  ze  służących,  gdzie  przypadkowo  zbłąkany  intelektualista, 

może  się  tylko  utwierdzić  w  swojej  niechęci  do  podobnych  rozrywek  i  znaleźć  pełne 

potwierdzenie wszelkich swych uprzedzeń. 

Anegdoty  o  służących  w  kinie,  które  -  choć  cytowane  przez  różnych  autorów  - 

sprowadzały  się  do  opisu  tej  samej  reakcji,  odnoszą  się  do  zjawiska  nazwanego  dzisiaj 

analfabetyzmem  filmowym  i  dokumentowanego  także  przez  antropologów  badających  

reakcje  na  film  wśród  społeczności  pierwotnych,  które  wcześniej  nie  zetknęły  się  z 

kinem.

12

 

  

"Nieuprzedzone  oko"  (mowa  tu  o  kulturach,  które  nie  zetknęły  się  z  przed-

stawieniem  w  perspektywie  centralnej)  po  prostu  nie  postrzega  niczego  w  obrazie 

filmowym,  widzi  zbiór  plam  czarno-białych  lub  barwnych.  Ponawianie  eksperymentu 

szybko  prowadzi  do  efektu  "zobaczenia",  po  którym  następuje  identyfikacja  obrazu 

filmowego  z  rzeczywistością.  Flaherty  opisuje  sytuację,  w  której  filmowani przez niego 

Eskimosi  uznali  sfilmowaną  scenę  za  rzeczywistą  i  na  widok  morsów  wypełzających  na 

brzeg pobiegli po harpuny, by na nie zapolować.

13

 

Wśród  europejskich  i  amerykańskich  odbiorców  kina  (poza  przypadkami 

skrajnymi  bądź  patologicznymi)  etap  "nieuprzedzonego  oka"  nie  występował,  ale  efekty 

iluzji,  że  to,  co  dzieje  się  na  ekranie,  rzeczywiście  ma  miejsce,  dokumentują  opisy 

                                                           

10

 Jurij Cywjan, Istoriczeskaja rieciepcija kino. Kinematograf w Rossiji 1896-1930, Riga 1991. 

11

 Georges Duhamel, Scenes de la vie future, Paris 1930, s. 52. 

12

 Por. na ten temat: Jan Rek, Między filmowym analfabetyzmem a kompetencją. Przyczynek do antropologii 

filmu (w.) Film: tekst i kontekst, pod red. A. Helman i W. Godzica, Katowice 1982. 

13

 Richard Griffith, The World of Robert Flaherty, New York 1953.

 

 

background image

pierwszych pokazów. 

Nie  można  jednak  przeprowadzić  znaku  równości  między  "dzikimi",  dla 

których  obraz  rzeczywistości  był  tożsamy  z  nią  samą,  a  pierwszymi  widzami  filmów, 

którzy  doświadczając  iluzji  realności  tego,  co  widzą  na  ekranie  i  dając  temu  fizyczny 

wyraz (reakcje ciała, okrzyki strachu) nie mogli wierzyć, że najeżdża na nich  prawdziwa 

lokomotywa. Po prostu czuli się w kinie tak jakby to, co oglądali na ekranie, działo się 

naprawdę. Na tym polega to, co późniejsi teoretycy filmu nazywali "efektem kina". 

Nasze  służące,  by  pozostać  przy  wybranym  modelu,  niewątpliwie  miały 

świadomość,  że  nie  są  świadkami  sytuacji  z  życia,  lecz  uczestniczą  w  pewnego  rodzaju 

spektaklu.  Ich  problem  oraz  fakt,  że  na  początku  kino  je  przerażało,  wynikał  z tego, 

że  nie  rozróżniały  rodzajów  spektaklu,  a  ściślej  -  nie  zdawały  sobie  sprawy,  jakiego 

rodzaju istotne novum wnosiło kino w porównaniu z cyrkiem czy wodewilem. A zatem 

ten  stopień  analfabetyzmu  filmowego  (dziś  raczej  niespotykany  bądź  należący  do 

wyjątków,  jak  utrzymuje  Metz

14

)  wynika  z  przeświadczenia,  iż  to,  co  oglądamy  w 

kinie,  właśnie  przydarza  się  (lub  przydarzyło  i  z  tego  właśnie  zdaje  sprawę  spektakl) 

żyjącym  ludziom.  Anegdoty  mówią  o  tym,  iż  zróżnicowanie  planów  dawało  w 

naiwnym  odbiorze  efekt  uciętych  głów  i  poćwiartowanych  ciał.  Służące  były 

przeświadczone, iż to właśnie oglądają, co zapewne należy tłumaczyć, iż swoje doznania 

kinowe  odnosiły  do  wrażeń  wyniesionych  z  cyrku  czy  różnego  rodzaju  teatrzyków 

magicznych,  gdzie  sztuczki  polegały  na  przecinaniu  kobiety  piłą,  lub  wyciąganiu 

królików  z  kapelusza,  a  jaki  bądź  za  tym  krył  się  trick,  rzecz  przecież  działa  się 

"naprawdę". 

Dla  odbiorców  tej  kategorii  sama  świadomość,  że  kino  jest  kinem,  musiała  być 

czymś trudnym do akceptacji, a być może jest i dziś odkryciem raczej n

ieprzyjemnym. 

Mówią  o  tym  dwojakiego  rodzaju  świadectwa.  Z  jednej  strony,  teksty  tego 

rodzaju  jak  Primal  Screen  Andrew  Sarrisa

15

,  opisujące  przemiany  postawy  dziecka 

wobec kina, z drugiej - teorie do dziś uznawane za aktualne, choć poddawane surowej 

krytyce, jak modna, zwłaszcza w latach siedemdziesiątych koncepcja suture. 

Sarris, nawiązując do osobistych przeżyć, pisze o tym momencie, w którym dziecko 

odkrywa,  że  magiczny  świat  kina,  w  jego  przekonaniu  należący  do  tego  samego  co  ono 

porządku  rzeczywistości,  jest  światem  sztucznie  stworzonym.  Moment  odkrycia  sposobu,  w 

                                                                                                                                                                                      

14  

Christian Metz, Le Signifiant imaginaire, Paris 1977. 

 

15

 Andrew Sarris, The Primal Screen. Essays on Film and Related Subjects, New York 1973. 

background image

jaki interweniuje technika i skutków tej interwencji,  jest wstrząsem pozbawiającym dziecko 

przyjemności  obcowania  z  kinem.  Szczęśliwie  dlań,  stosunkowo  szybko  dziecko  odkrywa 

satysfakcję  płynącą  z  obcowania  ze  światem  "na  niby",  który  decyduje  się  obdarzyć 

ambiwalentną  wiarą  -  niewiarą  będącą  podstawą  naszego  stosunku  do  kina.  Pisał  o  tym  w 

latach  trzydziestych  polski  badacz,  Leopold  Blaustein,  jeden  z  tych  intelektualistów 

uniwersyteckich,  któremu  w  analizach  odbioru  filmu  potrzebna  była  kategoria  mniej 

wyrobionego odbiorcy. Kwestię wiary-niewiary charakteryzował Blaustein następująco: 

 

Widz  nie  wierzy  w  rzeczywistość  tego,  co  widzi,  ale  wierzy  w  prawdę  utworu 
filmowego, podobnie jak wierzy często w prawdę utworu literackiego mimo fikcyjności 
jego  postaci  i  akcji.  Widz  kinowy  nie  sądzi,  że  to  co  widzi,  zdarza  się  czy  zdarzyło 
faktycznie,  ale  przekonany  jest,  że  tak  dzieje  się  w  rzeczywistości,  że  postacie  i 
zdarzenia  są  jakby  z  życia  wzięte.  Dużą  rolę  odgrywa  też  sugestia  zdjęć 
fotograficznych,  z  których  składa  się  film,  nastawiając  wielu  mniej  wykształconych 
widzów nie na quasi-realny świat imaginatywny, lecz na świat odtworzony.

16

 

 

Tylko ostatnia teza mówi nam o widzach naiwnych, wcześniejsze tezy zdają się odnosić w 

jednakowej  mierze  do  wszystkich  widzów.  Jeśli  jednak  bez  wahania  zgodzimy  się  na  ich 

słuszność, trzeba by wziąć poprawkę na skalarny charakter modelu. 

Jean-Pierre  Oudart,  autor  koncepcji  filmowego  "zszywania"  (suture)  pisze  o  fazowym 

charakterze  wszelkiej  lektury  tekstów  kina  klasycznego.

17

  Jego  zdaniem,  pierwszą  fazą  jest 

zawsze  olśniewające  doznanie  takiej  pełni  świata  przedstawionego  i  taki  rodzaj  z  nim 

kontaktu,  jakbyśmy  to  my  sami  dokonywali  jego  odkrycia  przyjmując  na  siebie  rolę 

"źródła" obrazu. Dopiero w drugiej fazie zdajemy sobie sprawę, że widzimy tylko to, co za 

nas i dla nas uprzednio zobaczył ktoś inny, a to prowadzi bądź do personifikacji kamery 

bądź od poszukiwania na   ekranie "sprawcy" obrazu. 

Idealnym widzem kina okazuje się więc w konsekwencji odbiorca naiwny - dziecko, 

prymitywny bądź pozbawiony uprzednich doświadczeń konsument kultury, "dziki", a wreszcie 

dorosły  widz  przejściowo  ulegający  hipnotycznej  mocy  kina,  które  chwilowo  pozbawia  go 

"władzy  sądzenia".  Można  by  powiedzieć,  że  nie  tylko  niewykształcone  masy,  owe 

przysłowiowe służące, potrzebują sztuki dla siebie przeznaczonej, lecz i samo kino (niezależnie 

od  poziomu  proponowanych  tekstów)  potrzebuje  służących,  które  -  przestraszone  bądź 

zafascynowane - przeżywają je tak, jak kino pragnie być przeżywane. 

Stąd opozycja - profesor Harvardu i jego służąca - ma nie tyle aspekt socjologiczny i 

                                                           

16

  Leopold  Blaustein,  Wpływ  wychowawczy  filmu  (w.)  Jadwiga  Bocheńska,  Polska  myśl  filmowa.  (w:) 

Jadwiga Bocheńska, Polska myśl filmowa. Antologia tekstów z lat 1898-1939, Wrocław 1975, s.250.

 

17

  Jean-Pierre  Oudart,  Suture.  Przekład  polski  A.  Helman  (w.)  Panorama  współczesnej  myśli  filmowej, 

antologia pod red. A. Helman, Kraków 1992. 

background image

klasowy,  ile  służyć  może  jako  podstawowy  model  dwu  najbardziej  krańcowych  postaw 

odbiorczych: uczestniczącej (pełna identyfikacja) i zdystansowanej (brak zgody na identyfikację, 

krytycyzm, samokontrola bądź specyficzne przyzwolenie na filmową przyjemność, wyrażające 

się stwierdzeniem "robię to dla zabawy", bądź infantylną grą udawanego strachu czy rzekomo 

wylewanych łez). 

Opozycja  tutaj  skonkretyzowana  w  sposób  cokolwiek  metaforyczny  (profesor  -

służąca) z czasem przerodziła się w podział o charakterze bardziej zobiektywizowanym 

na  widzów  naiwnych  i  wyrobionych  (sophisticated),  które  to  nazwy  nie  odnosiły  się, 

rzecz  prosta,  do  cech  psychicznych  konkretnych  jednostek.  Ktoś  prostoduszny  i  naiwny 

mógł być wyrobionym widzem kinowym i 

vice versa. 

Podział  ten  odzwierciedlał  jedynie  różnicę  pomiędzy  widzami  o  ograniczonych 

horyzontach  kulturowych,  oglądających  niewiele  filmów  bądź  tylko  filmy  jednego 

rodzaju  (adresowane  do  tzw.  masowego  widza),  nie  zabiegających  o  zdobycie  jakiejś 

wiedzy  o  kinie,  a  tymi  widzami,  którzy  nie  tylko  oglądają  filmy  (chętnie  nowatorskie, 

eksperymentalne,  awangardowe  etc.),  lecz  w  pewnym  sensie  (czasem  i  dosłownym) 

studiują kino, znają jego poszczególnych autorów, rozróżniają style, poetyki i kierunki. 

Nim  jednak  samo  sformułowanie  kategorii  "widza  wyrobionego"  stało  się  w 

ogóle możliwe, potrzebny był czas na owo wyrobie

nie - zarówno kina jak i widza. 

Béla Balázs pytał: 

 

Dlaczego  scena  składająca  się  z  poszczególnych  obrazów  nie  rozpada  się? 
Dlaczego  pozostaje  w  świadomości  widza  jako  całość  ściśle  ze  sobą  związana  w 
czasie  i  przestrzeni?  Jak  to  się  dzieje,  iż  rozumiemy,  że  chodzi  tu  o  rzecz,  która 
występuje  w  jakimś  określonym  miejscu,  w  określonym  czasie,  chociaż  obrazy 
następują w czasie po sobie i dopiero w ten sposób wiążą się w realną całość

.

18

 

 
Balázs  wyjaśnia,  że  widz  musiał  zostać  w  tym  celu  "odpowiednio  wychowany", 

musiał posiąść "odpowiednią świadomość" i "fantazję". W jego Wyborze pism znajdujemy 

podtytuł Nauczyliśmy się patrzeć,  gdzie m.in. formułuje taką uwagę, że 

dwadzieścia lat temu nic potrafilibyśmy zrozumieć filmów, które obecnie są przez 
wszystkich rozumiane.

19

 

 

"Odpowiednie  wychowanie"  nie  oznaczało  wówczas  niczego  innego  jak 

chodzenie do kina i oglądanie filmów; nikt wówczas nie uczył nikogo "jak patrzeć na 

film".  Jak  sądzę,  anegdoty  o  służących  są  produktem  tego  szczególnego,  przejściowego 

okresu kiedy to poetyka filmu ewoluowała niezwykle szybko, a szeroka publiczność nie 

                                                           

18

 Béla Balázs, Wybór pism, Warszawa 1957, s. 67. 

19

 Ibidem, s. 50. 

background image

nadążała  za  lawinowym  przyrostem  innowacji.  Niewątpliwie  jednak  wobec  pytań, 

które  sformułował  Balázs  i  których  ilość  można  by  mnożyć,  stanęli  w  pewnym 

momencie  wszyscy  rzeczywiści  i  potencjalni  odbiorcy  kina.  Problemy  mieli  zapewne 

zarówno  intelektualiści,  jak  i  szerokie  masy.  Liczne  świadectwa  z  epoki  dowodzą,  że 

nawet w czasach gdy film był już powszechnie zrozumiały dla wszystkich (późne lata 

dwudzieste),  intelektualiści  nie  rozumieli  filmów  Eisensteina,  skądinąd  adresowanych 

do klasy robotniczej, która nie rozumiała ich tym bardziej. 

W  pierwszej  i  drugiej  dekadzie  XX  wieku  najłatwiejsze  były  jednak  do 

uchwycenia  i  odnotowania  różnice  odbioru  między  tymi,  którzy  zdolni  byli  odebrać 

każdą  ofertę  sformułowaną  przez  kino,  a  tymi,  którzy  "uczyli  się"  wolniej  i  z  trudem. 

Nic  oznacza  to,  że  ex  definitione  "profesorowie"  uczyli  się  szybciej,  a  niewyrobiona 

publiczność  miała  z  tym  niekończące  się  problemy.  Niewątpliwie  głównym 

czynnikiem  była  sama  częstotliwość  chodzenia  do  kina.  Skoro,  jak  utrzymuje 

większość  teoretyków  filmu,  obrazy  filmowe  są  "czytane",  "oczytani"  zyskują  naturalną 

przewagę nad innymi. James Monaco pisze, że obrazy filmowe mogą być czytane lepiej 

lub gorzej na trzy różne sposoby:  

 

fizjologicznie:  najlepsi  czytelnicy  uzyskują  najbardziej  skuteczne  i  rozległe  wzory 
sakkadyczne; 
 
etnograficznie:  najlepiej  wykształceni  czytelnicy  mają  największe  doświadczenie  i 
znajomość różnych kulturowych konwencji wizualnych; 
 
psychologicznie: ci czytelnicy, którzy najlepiej asymilują różne zbiory znaczeń przez 
siebie  percypowanych  i  zdolni  są  do  ich  integracji,  mogą  najwięcej  odczytać  w 
przedstawionym materiale.

20

 

 

Analizy  badań  nad  odbiorem  filmu  (zwłaszcza  przez  plemiona  prymitywne  i 

dzieci w różnych stadiach niedorozwoju umysłowego), których dokonał Edgar Morin, 

doprowadziły go do wniosku, że  

to  wszystko,  co  jest  efektem  rozwoju  kina,  a  przybiera  postać  coraz  bardziej 
abstrakcyjnego,  eliptycznego  lub  wyrozumowanego  wykorzystania  rozmaitych  jego 
technik,  może  znaleźć  się  poza  zasięgiem  nowej  widowni  z  powodów,  które  nie 
mają nic wspólnego z istotnymi właściwościami tego języka, lecz z okolicznościami 
historycznymi i społecznymi, mogącymi przekształcić niektóre z jego elementów w 
zapisy stenograficzne lub w świadectwa wyrafinowania.

21

 

 

Produktem  ewolucji  społecznej  jest  taki  współczynnik  jak  szybkość,  do  którego 

się w swoich przykładach ograniczę, idąc zresztą w tej mierze śladami badań, które 

                                                           

20

 James Monaco, How to Read a Film, New York 1997, s. 125. 

21

 Edgar Morin, Kino i wyobraźnia. Przekład polski Konrada Eberhardta, Warszawa 1975. 

background image

dały najbardziej znamienne rezultaty w tej właśnie dziedzinie. 

Morin  pisał  swoją  książkę  w  1946  roku,  gdy  kino  miało  za  sobą  pięćdziesiąt 

lat ewolucji. Już wówczas wspominał o znacznym przyspieszeniu wewnętrznego tempa 

filmów,  które  sprawiało  kłopot  nawet  wytrawnym  znawcom.  Badacz  współczesny 

mógłby  powtórzyć  tę  tezę  z  pewną  znamienną  różnicą.  Dla  widzów  wychowanych  na 

kinie  lat  pięćdziesiątych  niektóre  współczesne  filmy  mogą  okazać  się  "za  szybkie", 

choć nie są takimi dla młodych pokoleń wyedukowanych w tej mierze przez telewizję, 

a zwłaszcza przez  wideoklipy. 

Wróćmy  jednak  do  początków  analizowanych  tu  zjawisk.  Morin  utrzymuje,  że 

szybkość  przepływu  obrazów  (optymalna  była  taka,  którą  widz bezrefleksyjnie  odbierał 

jako  "naturalną")  decydowała  o  tym,  jakie  użyte  przez  filmowca  środki  będą 

asymilowane  bez  trudu.  Nawet  zupełnie  niedoświadczeni  widzowie  (a  więc  nasze 

przykładowe  służące)  zrozumieją  różnicowanie  planów,  ściemnienia  czy  rozjaśnienia 

("zrozumieć" dla tego rodzaju widzów znaczy tyle, co "nie zauważyć"; użyte środki nie 

zakłócają  gładkiego  odbioru  fabuły)  jeśli  "żadna  dziwność  lub  niespójność  nie  zmącą 

ruchu filmu". Gdyby taki przypadek miał miejsce zakłóceniu uległaby lektura znaczeń. 

Cytując dalej Morina przypomnimy za nim, iż kołchoźnica syberyjska będzie wołać o 

okropności ludzi bez nóg, czy głów bez ciał, Afrykanin zobaczy unoszące się w górę 

domy, a dziecko zdumiewać się bę dzie przemianą autobusu w karawan.  

 

Znak pęka, rozsypuje się, pozostaje tylko jego elementarna magiczność (metamorfoza, 
nieobecność, duch).

22

 

 

Wnioski  Morina,  oparte  na  wcześniejszych  badaniach  antropologów, 

potwierdzają  też  późniejsze  prace  amerykańskie,  których  rezultaty  przytacza  John 

Carey.

23

  Pozostając  przy  współczynniku  czasu,  autor  ograniczył  pole  badań  do 

konwencji oznaczania przejść czaso-przestrzennych w filmach z lat 1920-1970. Odkrył 

zarówno  zmienność  mechanizmów  oznaczania,  jak  i  stałość  wzorów  w  określonych 

wycinkach  czasu  (poszczególne  dekady).  Pokazał  również,  że  inwarianty  były 

wprowadzane w taki sposób, by uczyć odbiorców, co one mogą zna czyć. 

Analizowany  materiał  pokazuje  wprawdzie,  jak  zmieniały  się  same  filmy,  ale 

pozwala  także  wnioskować  na  tej  podstawie  o  tym,  jak  zmieniała  się  publiczność.  Na 

                                                           

22

 Ibidem, s. 255. 

23

 John Carey, Konwencje i znaczenie w filmie. Przekład polski A. Helman, "Kino" 1985, 

 nr 3. 
 

background image

przykład,  typowy  film  lat  dwudziestych  na  oznaczenie  przejścia  czaso-przestrzennego 

wymagał  sześciu  sekund  i  posłużenia  się  prostym  materiałem  informacyjnym,  podczas 

gdy  dla  typowego  filmu  lat  sześćdziesiątych  wystarczy  jedna  sekunda  (jeśli  autor 

posłuży się przenikaniem) lub zerowa jednostka czasu (cięcie montażowe), może też być 

wykorzystany złożony mat eriał symboliczny.  

Wprawdzie  współczesny  widz  naiwny  musi  opanować  dziś  znacznie  większą 

ilość  wzorów  w  czasie  niepomiernie  krótszym  niż  jego  odpowiednik  z  początkowej 

fazy  rozwoju  kina,  ale  czyni  to  w  odmiennej  sytuacji  kulturowej  i  społecznej. 

Współczesne  dziecko  uczy  się  oglądania  współczesnych  filmów  poprzez  sui  generis 

skrócony  kurs  historii  środków  wyrazowych  kina,  którego  dostarcza  mu  przeznaczony 

dla  dzieci  telewizyjny  film  rysunkowy  i  inne  programy  dziecięce.  Tego,  czego  kiedyś 

uczył  się  w  kinie  widz  dorosły,  dziś  opanowuje  dziecko.  Dawne  anegdoty  o 

służących  można  zastąpić  dziś  anegdotami  o  bardzo  małych  dzieciach  lub  kotach. 

Badacz  będzie  sięgał  w  tym  samym  celu  do  możliwości  przeprowadzenia 

eksperymentów  ze  społecznościami  prymitywnymi,  które  wcześniej  nie  miały 

żadnych kontaktów z telewizją, kinem i fotografią. 

Współczesne badania nad odbiorem filmu przez dzieci i młodzież

24

 dowodzą, iż 

następstwo  faz,  w  których  następuje  przyswajanie  poziomów  wypowiedzi  filmowej  i 

subtelności  języka  kina,  można  porównać  do  rytmu  ewoluowania  kompetencji  filmowej 

odbiorców  z  najwcześniejszego  okresu  rozwoju  kina,  rozpoczynających  swoją edukację 

od  zera.  Tempo  rozwoju  środków  wyrazowych  filmu  i  szansa  wprowadzania  innowacji 

uzależnione  były  w  dużej  mierze  od  możliwości  widzów.  Jerry  Lee  Salvaggio  zwraca 

uwagę  na  zachowawczy  charakter  całego  systemu  produkcji  i  konsumpcji  filmów, 

którego  wszyscy  uczestnicy  zainteresowani  są  w  utrzymaniu  status  quo.  Zrozumiałość 

filmu jest podstawą jego możliwego finansowego sukcesu (interes producenta), warunkuje 

niezniekształcony   odbiór  (interes  reżysera)  i  dostarcza  pełnej  satysfakcji  (interes 

widza).

25

 

W  badaniach  nad  odbiorem  filmu  w  pierwszej  kolejności  bierze  się  pod  uwagę 

czynniki 

hamujące 

informację 

semantyczną 

próbując 

wyodrębnić 

"miejsca 

niezrozumiałe" i elementy powodujące to niezrozumienie. 

Francis  Dennis  Lynch  zwraca  jednak  uwagę  na  trudność  z  wyodrębnieniem 

                                                           

24

 Anne-Marie Thibault-Laulan, Le langage de 1'image. Etude psycholingustiąue d'images visuelles en 

sequence, Paris 1971. 

25

 Jerry Lee Salvaggio, A Theory of Film Language, New York 1980

.

 

background image

kategorii publiczności wyrobionej i naiwnej, niejasność pojęcia filmowego znawstwa i 

mniejsze  różnice  w  testach  niż  można  by  tego  oczekiwać  dzieląc  badanych  na  wyżej 

wspomniane  kategorie.

26

  Dodajmy  ze  swej  strony,  że  masowo  oglądający  filmy 

utrwalone  na  wideokasetach  (często  w  przyspieszonym  tempie)  młody  widz,  ex 

definitione  naiwny,  może  reprezentować  wyższy  poziom  kompetencji  (na  poziomie 

konwencji  współczesnego  języka  filmu)  niż  rzadko  uczęszczający  do  kina  profesor 

uniwersytetu.  Bez  trudu  można  wyobrazić  sobie  sytuację,  w  której  rzekomo  "naiwny" 

wysyła  rzekomo  "wyrobionego"  do  kina,  skąd  ten  ostatni  wraca  ogarnięty  poczuciem 

pełnego niezrozumienia adresowanej nie do niego oferty. 

 

 

                                                           

26

 Francis Dennis Lynch, Clozentropy. A Technique for Studying Audience Response  to  Films,  New  York 

1978.