background image

Zen

Prosta droga do Satori

Zen, od niedawna znany również na Zachodzie, 
odcisnął swe piętno na kulturze, a nawet na 
codziennym życiu Japończyków.

Zen jest japońską formą chińskiego słowa cz'an oznaczającego 
medytację na siedząco, w postawie Buddy. Praktyka ta dała 
początek szkole buddyzmu mahajanistycznego, która narodziła 
się prawdopodobnie w Indiach. Przeniesiona do Chin w VI w. 
otrzymała tam zabarwienie taoistyczne i wnet odniosła wielki 
sukces. Podupadający w XII w. chiński cz'an wprowadził do 
Japonii (w 1191 r. ) mnich ze szkoły tendai, Yosai (albo Eisai
1141-1215), który podczas pobytu w Chinach uzyskał inicjację w 
praktyki szkoły rinzai. W chwili jego śmierci zen, dobrze już 
zakorzeniony w stołecznych środowiskach arystokratycznych, 
przemieszany był jeszcze z elementami pochodzącymi z innych 
szkół buddyzmu tendai i shingon. Dlatego uważa się, że 
najczystszy w Japonii zen szerzył Dogen.
Urodzony w Kioto w roku 1200, bezpośredni potomek jednego z 
cesarzy z X w. i szwagier panującego władcy, Dogen jako 
trzyletnie dziecko stracił ojca, mając zaś osiem lat matkę. Jako 
trzynastoletni chłopiec wstąpił do klasztoru na górze Hiei, 
ośrodka szkoły tendai, w której przeznaczano go do najwyższych 
godności duchownych. Jednakże młodzieniec poszukiwał jedynie 
własnej prawdy. Udał się tedy do Yosaia, po którego śmierci 
kontynuował praktykę pod kierownictwem jego ucznia Myozena
w 1223 r. towarzyszył mu w podróży do Chin, aby zaznajomić się 
tam z możliwie najbardziej autentyczną formą buddyzmu. Gdy 
Myozen umarł, Dogen udał się do Nyojo (po chińsku Żu-king), 
mistrza szkoły soto nauczającego wytrwałej medytacji na 
siedząco zazen. Uzyskawszy "intuicyjny wgląd w prawdę", 
Dogen w 1227 r. opuścił Nyojo, od którego otrzymał przekaz 
nauki i polecenie jej rozpowszechniania. Zaczął je wypełniać po 
powrocie do Japonii, nauczając w niewielkich klasztorach Kioto. 
Wobec rosnącej liczby uczniów mistrz w 1248 r. kazał wznieść 
wielką świątynię w Eiheiji, niedaleko Fukui na wschód od Kioto; 

background image

nadal jest ona głównym ośrodkiem szkoły soto. Dogen zmarł w 
Kioto 28 sierpnia 1253 r.

Nauczanie Dogena

Zawarte jest ono we Wskazówkach do praktykowania zazen 
(Fukan-za-zen-gi, 1227), tekście bardzo zwięzłym, dającym 
podstawowe zasady, oraz w Skarbcu Prawdziwego Prawa 
(Shobo Genzo, 1231-1253), ułożonym przez Dogena w oparciu 
o kazania wygłaszane przezeń do uczniów. Shobo Genzo jest 
przewodnikiem szkoły roto, wykładającym nie tylko ducha Nauki 
i praktykę, lecz również reguły codziennego życia mnichów. 
Wedle Dogena "rzeczą najważniejszą w zgłębianiu Drogi jest  
zazen. (...) Droga, jaką postępowali Budda i patriarchowie,  
polegała wyłącznie na zazen"
. W rzeczy samej jedynie praktyka 
siedzącej medytacji, całkowicie wolna od wszelkiej troski o 
pożytek, może przynieść zupełne wyzucie się z samego siebie 
(ego), co prowadzi do Satori (Oświecenia). Ta prosta w 
zasadzie, lecz forsowna metoda jest jednak bardzo trudna, 
wymaga bowiem tyleż bezinteresowności, co i samozaparcia.

Zen po Dogenie

Niebawem obie szkoły, soto i rinzai miały już licznych uczniów. 
Rozsławiali je znakomici mistrzowie, z których każdy obdarzony 
był indywidualnym, nieraz bardzo wyraziście zarysowanym 
temperamentem. Keizan (1268-1325), trzeci po Dogenie 
przywódca szkoły roto, opublikował "Zbiór tradycji przekazu 
światła"
 (Denko-roku), w którym dowodził ciągłości nauczania 
Dharmy, głoszonej przez 53 mistrzów indyjskich, chińskich i 
japońskich, których nieprzerwane następstwo sięga aż do Buddy. 
Mnich Muso (1275-1351), autor Rozmów we śnie (Muchu 
mondo
), zasłynął jako jeden z twórców ogrodów zen i ich główny 
teoretyk. Takuan (1573-1645) jest szczególnie znany z tego, że 
ducha zenu zastosował do szermierki na miecze (kendo), 
natomiast współczesny mu Suzuki Shosan (1579-1655) 
rozpowszechnił zen między świeckimi twierdząc, że Oświecenie 
może osiągnąć każdy wykonując po prostu swoją profesję. 

background image

Jednakże osobowością najsilniejszą i najbardziej wpływową był 
Hakuin (1685-1768), pisarz, kaligraf i malarz, który odnowił 
szkołę rinzai poprzez usystematyzowanie starej chińskiej praktyki 
koanów, zagadkowych wypowiedzi mistrzów podających je jako 
tematy do medytacji. Ci wielcy mnisi przez ponad pięć stuleci 
podtrzymywali w Japonii żywotność praktyki zenu, który 
tymczasem przenikał stopniowo całą kulturę i życie codzienne.

Poczynając od XIII w. wielu słynnych samurajów zostawało 
mnichami, skutkiem czego w praktykę wszedł bushido, rycerski 
kodeks honorowy, który dał początek głównym "sztukom walki". 
Razem z zenem Yosai wprowadził picie herbaty, która z 
początku miała jedynie zapobiegać senności podczas praktyki. 
Zrodził się z tego prawdziwy rytuał ceremonia herbaty. Kunszt 
komponowania ogrodów zen, a z nim ikebana, czyli "droga 
kwiatów", rozpowszechniły się po całym archipelagu. Wyrażają 
one głęboką wrażliwość na przyrodę i jej symboliczny sens. 
Przede wszystkim jednak myśl i estetyka zenu spowodowały 
odnowę sztuki w rozmaitych jej dziedzinach architektury, 
garncarstwa, malarstwa, poezj; sumiye, czarnobiałe szkice 
tuszem, oraz haiku krótki wiersz, którego mistrzem największym 
był wielki Basho (1643-1694), stały się wyrazem spontaniczności 
ducha poddanego medytacyjnemu skupieniu.

Zen liczy dziś w Japonii ok. 10 mln adeptów, z czego szkoła soto 
ok. 6-7 mln, rinzai zaś 2-3 mln. Zen praktykują też liczni 
uczniowie w Ameryce i w Europie, gdzie wprowadzili go po II 
wojnie światowej mistrzowie japońscy.

"Porzućcie ciało i ducha" (Nyojo).

"Oświecenie pochodzi z praktyki, a więc Oświecenie  
nie ma granic; praktyka pochodzi z Oświecenia, a  
więc praktyka nie ma początku.

background image

(Dogen).

"Praktykując zazen nie usiłujcie zgadywać, czym jest  
dobro i zło! Nie próbujcie też zapobiegać  
powstawaniu w was myśli. Zadawajcie sobie tylko  
wprost pytanie: czym jest nasz Umysł?"
 

(Bas-sui, 1327-1387).

Uderzając dłońmi jedną o drugą słyszymy klaśnięcie.  
Hakuin zapytywał uczniów: "W takim razie, jaki  
dźwięk wydaje jedna dłoń?"

Maha Pradznia Paramita

Hridaja Sutra 

Bodhisattwa Awalokiteswara,
praktykujac gleboko Pradznia Paramite,
postrzegl pustke wszystkich pieciu skandh 
i przekroczyl wszelkie cierpienie. 

Siariputro. 
Tutaj forma nie jest rózna od pustki 
pustka nie jest rózna od formy 
forma to wlasnie pustka 
pustka to wlasnie forma 
uczucia, mysli, tendencje i swiadomosc
Istnieja w taki sam sposób. 

Siariputro. 
Tutaj wszystkie dharmy maja nature pustki
nie pojawiaja sie ani nie gina
ani sa skazone ani czyste
nie zwiekszaja sie ani nie zmniejszaja. 

Dlatego w pustce nie ma formy 
Nie ma uczuc mysli tendencji i swiadomosci.
Nie ma wzroku sluchu wechu smaku
ciala ani rozumu
nie ma barw dzwieków zapachów
smaków odczuc ani przedmiotów rozumu
nie ma sfery wzroku i wielu innych sfer
Nie ma sfery postrzezeni rozumu

background image

nie ma niewiedzy ani kresu niewiedzy
ani wielu innych stanów. 

Nie ma starosci i smierci
ani kresu starosci i smierci.
Nie ma cierpienia przyczyny unicestwienia i drogi
nie ma poznania ani osiagania
ani niczego do osiagniecia. 

Bodhisattwa zaglebiony w Pradznia Paramicie
nie ma w umysle zadnych przeszkód
gdy nie ma przeszkód
zaden strach nie istnieje
trzymajac sie z dala od przewrotnych pogladów
przebywa on w Nirwanie. 

Wszyscy Buddowie trzech czasów
dzieki glebokiej Pradznia Paramicie
osiagaja Annutara Samjak Sambodhi. 

Dlatego poznaj Pradznia Paramite
oto wielka przekraczajaca rozumienie mantra
oto mantra wielkiego poznania
oto najwyzsza mantra
oto niezrównana mantra
usuwajaca wszelkie cierpienie
prawdziwa bo jest bez bledu
glos mantre Pradznia Paramity
glos mantre która brzmi :

gate, gate, paragate, parasamgate, bodhi svaha
gate, gate, paragate, parasamgate, bodhi svaha
gate, gate, paragate, parasamgate, bodhi... svaha

Wstep 

Postrzegajac wszystkie piec skand jako puste wyzwala sie wszystkie 
istoty od cierpienia i nieszczescia.
Wszedzie gdzie nie spojrzec jest cierpienie na tym swiecie. Wszystkie 
istoty czuja ból i niewygode. Skad pochodzi to cierpienie ? Ludzie cierpia z 
powodu beznadziejnej milosci do kogos, albo sa przekonani, ze musza 
zdobyc rózne rzeczy materialne. Ludzie maja ambicje aby stac sie kims i 
wierza, ze to uczyni ich zycie pelnym, albo pragna byc rozpoznani i 
potrzebuja potwierdzenia w oczach innych. Jednak bez wzgledu na to, jak 
mocno bedziemy walczyc, aby cos osiagnac, w koncu kiedy dostaniemy 
to, nie mozemy tego zatrzymac. Wlasnie to powoduje wiele cierpienia. 

background image

Pierwotnie to cierpienie nie istnieje, pochodzi z naszego umyslu, tak jak 
zludzenie unoszace sie z goracej drogi i ukazujace sie jako rzeczywiste. 
Jezeli ja cierpie z jakiegos powodu, to kiedy umieram znika moje 
cierpienie. Kiedy uswiadamiamy sobie, ze cierpienie jest tylko stworzone 
przez nasz umysl i nie istnieje niezaleznie - wtedy nie ma juz zadnego 
cierpienia i nieszczescia.
Wiec co to jest ten wielki umysl ? Jezeli myslisz, nigdzie nie znajdziesz 
swojego umyslu. Jezeli odetniesz cale myslenie, co dokladnie oznacza 
odciecie przywiazania do myslenia, wtedy twoja prawdziwa natura pojawi 
sie wszedzie.
Budda najpierw nauczal, ze to co nazywamy umyslem lub "Ja", to tylko 
piec skand, czyli forma, uczucia, percepcja, impuls i swiadomosc. Te 
skandy zmieniaja sie nieustannie, sa tylko masa mentalnej energii. 
Poniewaz ludzie sa przywiazani do formy, uczuc, percepcji, impulsów i 
swiadomosci, kiedy one w nieunikniony sposób zmieniaja sie, odczuwamy 
cierpienie. Nigdy nie wydostaniemy sie z oceanu cierpienia, poniewaz 
wierzymy, ze rzeczy te sa rzeczywiste i ze nasze "Ja" jest takze 
rzeczywiste. Otwierajace linie Sutry Serca wskazuja na to, ze te skandy 
pierwotnie sa puste. Skoro tak, to gdzie jest cierpienie ? Kto moze cierpiec 
? Oto kubek soku pomaranczowego. Jezeli masz kubek, to mozesz tam 
trzymac swój sok, ale jesli kubek rozbije sie, jak zatrzymasz w nim sok ? 
Cierpienie jest takie samo jak to. Jezeli jestes przywiazany do pieciu 
skand - formy, uczuc, percepcji, impulsów i swiadomosci, wtedy twoje 
cierpienie ma sie gdzie zatrzymac. Ale Sutra Serca mówi, ze wszystkie 
piec skand jest pustych. Umysl jest kompletnie pusty, wiec gdzie 
cierpienie mialoby sie pojawic ? To nauczanie o pustce jest bardzo wazne, 
musisz je osiagnac. Kiedy praktykujesz droge doskonalej madrosci, w 
koncu osiagniesz pustke wszystkich pieciu skand. Zrozumienie tego 
pogladu uwalnia nas od calego cierpienia i nieszczescia. Samo 
zrozumienie tego pogladu nie moze ci pomóc - musisz cos osiagnac. 

1. Forma nie jest rózna od pustki, pustka nie jest rózna od formy. 
Forma jest pustka, pustka jest forma.
 

Sutra Serca uczy, iz "forma jest pustka i pustka jest forma." Bardzo wielu 
ludzi nie rozumie co to znaczy, nawet ci którzy dlugo praktykuja 
medytacje. Istnieje bardzo prosty sposób, aby zrozumiec nauczanie Sutry 
Serca w naszym codziennym zyciu. Np. to jest drewniane krzeslo. Jest 
brazowe. Jest solidne i ciezkie i wszystko wskazuje na to, ze przetrwa 
dlugi okres czasu. Siedzisz na tym krzesl, a ono utrzymuje twoja wage, 
mozesz takze cos na nim polozyc. Ale kiedy podpalisz krzeslo i wyjdziesz, 
to kiedy wrócisz krzesla juz nie bedzie. Ta rzecz, która wygladala tak 
mocno, solidnie i realnie, teraz jest tylko kupka popiolu, który wiatr 
rozwiewa dokola. Ten przyklad pokazuje w jaki sposób to krzeslo jest 
puste: nie jest trwala i stala rzecza. Caly czas sie zmienia. Nie istnieje w 
niezalezny sposób. Predzej czy pózniej, krzeslo w koncu zamieni sie i 

background image

stanie sie zupelnie czyms innym. W taki oto sposób to brazowe krzeslo 
jest calkowita pustka i chociaz zawsze mialo wlasciwosci pustki, ta pustka 
jest forma; mozesz usiasc na tym krzesle i bedzie cie ono podtrzymywac. 
"Forma jest pustka, pustka jest forma." Dlaczego jest tak wazne, aby to 
zrozumiec ? Przyczyna tego jest taka, ze wielu ludzi jest przywiazanych 
do nazwy i formy. To przywiazanie jest powodem niemalze calego 
cierpienia. Jezeli chcemy uwolnic ludzi od tego przywiazania, musimy 
podac im lekarstwo nazwy i formy. Musimy zaczac od pokazania, ze 
nazwa i forma jest nierzeczywista i nietrwala; zawsze zmienia sie. Jesli 
jestes bogaty, musisz zobaczyc, ze pozadanie bogactwa jest puste. Jezeli 
jestes przywiazany do slawy i pragniesz uznania innych, musisz 
zobaczyc, ze rzeczy o które walczysz i przez które cierpisz sa puste. 
Wiekszosc ludzi wysoko ceni sobie wlasne cialo, wydaje mnóstwo 
pieniedzy, aby bylo piekne i mocne. Ale wkrótce pewnego dnia, kiedy 
umrzesz, twoje cialo zniknie. Nie mozesz zabrac ze soba tego pustego 
ciala, bez wzgledu na to jak bardzo je sobie cenisz. Nie mozesz zabrac 
slawy, nie mozesz zabrac pieniedzy, nie mozesz zabrac seksu. Niczego 
nie mozesz zabrac. W naszych czasach wielu ludzi bardzo przywiazuje 
sie do tych rzeczy. Cenia sobie nazwy i wyglad zewnetrzny prawie ponad 
wszystko, raniac w ten sposób siebie i innych, tylko po to, by siebie 
chronic. Chca zdobyc pieniadze, dobra reputacje albo korzystne zwiazki. 
Walcza desperacko o wysoka pozycje. Ludzi zawsze pociaga najgorszego 
rodzaju naduzycie i cierpienie, by w konsekwencji dostac i zatrzymac te 
puste, przemijajace rzeczy. Teraz wielu ludzi jest przywiazanych do 
seksu. To nie jest potrzebne. Wszystkie formy sa puste, wiec przekonanie, 
ze mozesz zdobyc lub zatrzymac cokolwiek jest podstawowa iluzja. To 
nauczanie wskazuje na to. Najwazniejsze jest, co chcesz osiagnac w 
swoim zyciu, wlasnie teraz ? To czego chcesz w tej chwili ksztaltuje twój 
umysl, determinuje twoje zycie obecne i nastepne, ksztaltuje je. 
Postrzegajac, ze wszystkie rzeczy pierwotnie sa puste, mozesz wszystko 
odpuscic i po prostu zyc, zamiast cierpiec z powodu tych wszystkich, 
nietrwalych rzeczy. Jesli nie jestes przywiazany do nazwy i formy, jestes 
calkowicie wolny. Jest o tym slynna historia. Dawno temu w Atenach zyl 
slynny filozof Diogenes. Chociaz byl filozofem najwyzszej klasy w 
starozytnej Grecji, zyl jak nedzny pies. Zawsze sypial na zewnatrz, nie 
troszczyl sie o to, czy bedzie mial co jesc kolejnego dnia i zazwyczaj nie 
nosil zadnego ubrania. To bylo jego nauczanie - naturalny styl zycia. 
Któregos ranka, kiedy spal na ulicy, nagle poczul lekki chlód i obudzil sie. 
Nad nim stal Aleksander Wielki, który w tamtym czasie byl 
najpotezniejszym czlowiekiem swiata. Podbil wiele krajów i z powodu 
swojej niezwyklej militarnej mocy i inteligencji, bali sie i podziwiali go 
wszyscy. Wlasnie tego dnia Aleksander Wielki postanowil odwiedzic 
Diogenesa i dostac od niego nauczanie.Stal tam wystrojony w królewskie 
insygnia, jego wielka muskularna postac rzucala cien na wciaz lezacego 
Diogenesa. Diogenes spojrzal na niego zezujac i powiedzial: "O, 
Aleksander Wielki ! Jak sie masz ?" Ja mam sie dobrze, ale chce ci 

background image

pomóc Diogenesie. Podbilem juz caly ten swiat. Posiadam niezliczone 
palace, zloto i bogactwa. Jezeli chcesz czegos, moge ci to dac. Cokolwiek 
- ziemie, pieniadze, wysoka pozycje - dam ci wszystko. Tylko powiedz 
czego chcesz a bedzie twoje. Czego chcesz ? 

"O, chcesz mi pomóc ?"
Tak - powiedzial Aleksander Wielki. Chce ci pomóc.
"O, dziekuje."
"Wiec czego chcesz ?"
"Chce czegos."
"Tylko powiedz a bedzie twoje."
"Aleksandrze Wielki prosze nie zaslaniaj mi slonca."
"Dobrze juz dobrze, przepraszam." Aleksander przesunal sie na bok.
Diogenes powiedzial: "Dziekuje, dziekuje, to wystarczy." 

To bardzo prosta historia, ale wyjasnia czym jest forma i pustka. To 
wszystko. Ha, ha, ha. Kiedy zaoferowano mu wszystko czego mozna 
zapragnac, Diogenes tylko powiedzial: "prosze nie zaslaniaj mi slonca." 
Tylko to! W tym punkcie nie ma pozadan. Diogenes juz osiagnal cala 
prawde, osiagnal, ze substancja jest pusta. Wiedzial tez, ze nazwa i forma 
sa puste, wiec nie byl zainteresowany w posiadaniu bogactw, slawy, 
kochanki, rodziny czy wysokiej pozycji. Wszystko jest puste - kto pragnie 
tych pustych rzeczy. One nie moga na prawde pomóc mi w zyciu, ale 
wlasnie teraz, potrzebuje slonecznego swiatla. To wszystko. Diogenes byl 
calkowicie wolny, poniewaz calkowicie osiagnal prawde, ze "forma jest 
pustka, pustka jest forma." Jezeli osiagniesz ten punkt i nie ma w nim 
pozadania, które warte jest lgniecia sie do czegokolwiek, wtedy 
rozumiesz, ze jestes juz kompletny. Wlasnie teraz niczego ci nie brakuje. 
To bardzo wazny punkt. Wtedy medytacja nie jest juz konieczna. 
Siedzenie odosobnien nie jest juz potrzebne. Mowy Dharmy tez nie sa 
potrzebne. jednak jezeli jestes przywiazany do swojego myslenia, wtedy 
medytacja jest bardzo potrzebna. Jezeli nie osiagnales "forma jest pustka, 
pustka jest forma," siedzenie dlugich odosobnien jest bardzo wazne w 
twoim zyciu i musisz duzo, mocno praktykowac. Kiedy zatrzymasz sie i 
spojrzysz na to przez chwile, zobaczysz, ze potrzeba praktyki jest takze 
bardzo glupia. Ha, ha, ha. 

2. Nie pojawianie sie i nie znikanie. Nie zabarwienia i nie czystosc. 
Nie powiekszanie i nie zmniejszanie.
 

Sutra Serca jest znana z bardzo interesujacego sposobu opisywania nszej 
prawdziwej natury. Uzywa slowa "nie" wiele razy. Kiedy osiagniesz 
prawdziwa pustke, nie ma tam mowy ani slów. Kiedy otwierasz usta, to juz 
jest wielki blad. Tak wiec slowa i mowa nie moga opisac naszej pierwotnej 
natury. Zeby nauczac ludzi wciaz uczepionych zludy slów i mowy, trzeba 
posluzyc sie lekarstwem mowy i slów. Sutra Serca rozwaza obydwa te 
punkty. Opisuje nasza prawdziwa nature przez dokladne objasnienie, 

background image

czym nasza prawdziwa natura nie jest. Nie mozna powiedziec co to jest, 
ale mozna przekazac sens tego, czym nasza natura nie jest. "To nie jest 
to, ani to, ani to. To nie jest takie jak tamto, ani takie jak tamto." 
Rozumiesz ? Ha, ha, ha ! To bardzo interesujaca technika. Sutra Serca 
mówi jedynie "nie", poniewaz to jest prawdopodobnie najlepsze, co slowa i 
mowa moga wyrazic. Te linie Sutry Serca wskazuja prosto na fakt, ze w 
naszej prawdziwej naturze nigdy nic sie nie pojawia, ani nie znika. Nie ma 
czegos takiego jak zabarwienie czy czystosc, poniewaz to sa jedynie 
pojecia stworzone przez myslenie. W pierwotnej naturze nie ma 
pojawiania sie ani znikania. Nasza pierwotna natura jest calkowicie 
nieporuszona i pusta. Wszystko zostalo stworzone z uniwersalnej 
substancji. W takim razie w jaki sposób moglaby cos pojawiac sie i znikac, 
byc zabarwione lub czyste ? Poniewaz nasza pierwotna natura jest taka 
sama, jak natura wszechswiata jak moglaby sie powiekszac i 
zmniejszac ? Nieskonczona w czasie i przestrzeni, nie ma w niej zadnych 
znaczen, niczego co moglibysmy odniesc do rzeczy lub opisac slowami. 

3. Wszystkie Dharmy przenikniete sa pustka. Nie poznanie, nie 
osiaganie. Nirwana.
 

Sutra Serca mówi: "Wszystkie Dharmy przenikniete sa pustka." Wszystkie 
Dharmy byly juz puste i wolne od istnienia, nim to zauwazyles. Nazwa i 
forma juz sa puste. Nie mozesz nawet mówic o Dharmie, a potem 
twierdzic, ze jest pusta. To jest wielki blad ! Prawdziwe doswiadczenie 
pustki oznacza, ze nie ma tam ani slów ani mowy, nie ma takze Dharmy. 
Kiedy masz zamiar otworzyc usta, aby powiedziec, ze "wszystkie Dharmy 
przenikniete sa pustka," to wtedy nie jest to juz pustka. Wiec uwazaj. 
Chodzi tutaj o to, ze jesli tylko rozumiesz mowe i slowa, takze kierujesz 
sie tylko intelektualnym rozumieniem, wtedy ta sutra ani zadna inna nie 
moze ci pomóc w twoim zyciu, Pewne rzeczywiste doswiadczenie tego o 
czym jest tutaj mowa jest konieczne.
Tak wiec, kiedy mówimy, ze wszystko jest puste, nie ma poznania ani 
osiagania. W tym punkcie pustka jest Absolutem. (Mocne uderzenie w 
stól.) Nic nie istnieje, wiec co jest do osiagniecia ? Te slowa w Sutrze 
Serca sa tylko piekna mowa, ale nawet najwspanialsza i najbardziej 
interesujaca mowa, slowa jezeli tylko rozumiesz je pojeciowo, nie moga 
pomóc ci w zyciu.
Powtarzam jeszcze raz, naprawde musisz cos osiagnac. Musisz osiagnac 
pewnosc, ze rzeczywiscie nie ma nic do osiagania. Wszystko jest prawda, 
dokladnie takie jakie jest. Jestes juz kompletny. Ale uwazaj ! Samo 
rozumienie tych pieknych slów to jedno, ale osiagniecie ich, to calkiem co 
innego.
Sutra Serca rozpoczyna sie od doswiadczenia pustki w Hinajanie i 
prowadzi do zrobienia nastepnego kroku. Jesli osiagniesz prawdziwa 
pustke, tam nie ma mowy ani ust. Kiedy osiagniesz "bez ust," osiagniesz 
Absolut lub nirwane. Juz omawialismy Cztery Szlachetne Prawdy i 

background image

Osmioraka Sciezke nauk Hinajany: sciezke, która ukazuje, ze wszystko 
jest cierpieniem a nastepnie prowadzi do konca cierpienia, powstrzymania 
narodzin i smierci. To jest nirwana. W tym punkcie nie ma 
przeciwstawienst: nie ma przychodzenia czy odchodzenia, nie ma wysokie 
ani niskie, dobre czy zle, narodziny czy smierc. W prawdziwym 
doswiadczeniu pustki postrzegasz, ze nie ma narodzin ani smierci, nie ma 
przychodzenia ani odchodzenia. Jak mozesz zatrzymac cos, co nie 
istnieje ? Nie ma juz cierpienia, wiec nie ma takze zródla cierpienia, tym 
bardziej tez unicestwienia cierpienia. Dlatego Sutra Serca mówi, ze "nie 
ma cierpienia ani zródla cierpienia, takze nie ma konca cierpieniai zadnej 
sciezki wyprowadzajacej z cierpienia." Takze "uderza" w przeciwstawne 
myslenie, ukazane w Czterech Szlachetnych Prawdach, w których jest 
powiedziane, ze istnieje cierpienie, zródlo cierpienia, takze sciezka 
wyprowadzajaca. Buddyzm Mahajany prowadzi do zrobienia nastepnego 
kroku, dalej niz nauczanie Hinajany. Jezeli zatrzymasz sie w tym miejscu, 
w kompletnej pustce, osiagniesz tylko nirwane. Buddyzm Mahajany 
prowadzi do zrobienia nastepnego kroku. 

4. Najwyzsze, doskonale oswiecenie - Annutara samyak sambodhi 

Annutara samjak sambodhi jest sankryckim wyrazeniem, które oznacza 
"najwyzsze doskonale oswiecenie." Jest to po prostu inny sposób na 
okreslenie "prawdy." Kiedy patrzysz, kiedy sluchasz, kiedy wachasz, kiedy 
smakujesz, kiedy dotykasz, kiedy myslisz - wszystko, wlasnie tak jak jest, 
jest prawda. Poprzednio wlasnie w tym punkcie nirwany, nie ma poznania, 
nie ma osiagania, z niczym do osiagniecia. Wiec bodhisattwa zalezy od 
Prajna Paramity i osiaga nirwane. Nastepnie pokazuja sie te trzy slowa: 
annutara samjak sambodhi. Przedtem bylo powiedziane, ze nie ma 
osiagania: teraz wszyscy Buddowie osiagaja anuttara samyak sambodhi. 
Co to znaczy ?
Jesli osiagniesz prawdziwa pustke, to jest to tylko nirwana. To jest 
doswiadczenie calkowitej stalosci i blogosci: nie ma podmiotu ani 
przedmiotu, nie ma dobra ani zla, nie ma przychodzenia ani odchodzenia, 
nie ma zycia ani smierci. Nie ma nic do osiagniecia. Ale Mahajana to 
kontynuowanie praktyki i przekraczanie tego punktu, w koncu osiagasz 
"nie osiaganie." Musisz odkryc, jak funkcjonuje nirwana w tym swiecie. 
Nazwa tego jest najwyzsze, doskonale oswiecenie. Jesli osiagniesz "nie 
osiaganie", osiagniesz prawde. Twój umysl jest pusty i czysty jak 
przestrzen. To znaczy, ze twój umysl odbija jak lusto: jesli góra pojawi sie 
przed lustem, jest tylko góra; pojawia sie woda, wtedy jest tylko woda; 
pojawia sie czerwone, lustro odbija czerwone; biale przychodzi - biale. 
Niebo jest niebieskie, drzewo jest zielone. Pies szczeka, "hau, hau !" 
Cukier jest slodki. Wszystko co widzisz, slyszysz, wachasz, smakujesz, 
dotykasz i wszystko o czym myslisz, jest prawda, takie jakie jest. Nirwana 
oznacza osiagnac pustke, w której nie ma niczego do osiagniecia. 
Annutara samjak sambodhi oznacza uzyc doswiadzcenia pustki do 

background image

osiagniecia prawdy. Z pustym umyslem odzwierciedlac ten swiat, takim 
jaki jest. To jest Buddyzm Mahajany i Wielka Droga Bodhisattwy. 

5. Gate, gate, paragate, parasamgate, bodhi swaha ! 

Wciaz jest do zrobienia jeszcze jeden krok. Jezeli osiagniesz pustke, a 
nastepnie osiagniesz prawde, jak ta prawda bedzie "funkcjonowac" i 
pomagac innym istotom. Wszyscy Buddowie osiagaja annutara samjak 
sambodhi lub inaczej najwyzsze, doskonale oswiecenie. Oznacza to, ze 
osiagaja prawde i moga zobaczyc, ze niebo jest niebieskie, a drzewo 
zielone. Na zakonczenie sutry jest powiedziane, ze jest wielka, 
transcedentalna mantra, wielka jasna mantra, najwyzsza mantra, 
doskonala mantra: Gate, gate, paragate, parasamgate, bodhi swaha. To 
moze byc przetlumaczone jako: "przejdz, przejdz, przejdz, przejdz na 
drugi brzeg." Tak wiec mantra pod koniec Sutry Serca oznacza tylko 
dzialanie. Az do tego miejsca, wszystko zawarte jest w slowach 
opisujacych osiaganie pustki i prawdy. Duzo ciekawych opisów. 
Jakkolwiek ta mantra znaczy, ze musisz tylko robic to. Jakies dzialanie 
jest konieczne, jezeli chcesz pomóc temu swiatu. Bodhisattwa tylko dziala 
jak bodhisattwa. Kiedy osiagniesz najwyzsze, doskonale oswiecenie, 
musisz osiagnac, jaka jest funkcja oswiecenia w tym swiecie. To 
nazywamy swiatem momentu. Z chwili na chwile postrzegaj cierpienie w 
tym swiecie i po prostu pomagaj wszystkim istotom. To bardzo wazne.
Sutra Serca jest bardzo interesujaca. Na poczatku ukazuje swiat 
przeciwienstw, nastepnie swiat Absolutu, w koncu prowadzi do 
kompletnego swiata, czyli tego, co nazywamy swiatem momentu. Swiat 
przeciwienstw to "forma jest pustka, pustka jest forma." Swiat Absolutu to 
pustka lub nirwana: "nie forma, nie pustka." Kompletny swiat to annutara 
samjak sambodhi - prawda, wlasnie taka jak jest: "forma jest forma, 
pustka jest pustka." Samo osiagniecie prawdy nie wystarczy, poniewaz 
nasze doswiadczenie prawdy musi funkcjonowac dla innych osób z chwili 
na chwile. Sutra konczy sie napomnieniem do dzialania: Gate, gate, 
paragate, parasamgate, bodhi swaha. Ta mantra oznacza utrzymywanie 
umyslu w tym momencie, który jest Wielka Miloscia i Wielkim Uczuciem. 
To jest droga bodhisattwy. Kiedy dzialasz ze wszystkimi istotami, Wielka 
Milosc pojawia sie sama z siebie. Wspólne dzialania to po prostu dzialanie 
w harmonii z chwili na chwile. To jest takze pokój na swiecie. Tylko rób to. 
Tylko rób to. Kiedy ktos jest spragniony, daj mu pic. Gdy ktos jest glodny, 
daj mu jesc. Jesli cierpiaca osoba pojawi sie przed toba, tylko pomagaj, 
bez myslenia, bez sprawdzania. Wczesniejsze fragmenty tej sutry nie 
zawieraja "tylko rób to," jest tam tylko dobra mowa o osiaganiu i nie 
osiaganiu. Kiedy osiagniesz cos, musisz tego uzyc. To jest znaczenie 
poza slowami. Gate, gate, paragate, parasamgate, bodhi swaha. Krok za 
krokiem, osiagamy jak wspólczuciem dla innych, spontanicznie, z chwili 
na chwile. To jest prawdziwe znaczenie Sutry Serca. Z chwili na chwile, 
kiedy robisz cos, tylko rób to. 

background image

Tlumaczenie Aleksandra Porter

Czym jest Zen ?

Mistrz Zen Seung Sahn

Zen jest bardzo prosty...czym jestes ? 
Na tym calym swiecie, wszyscy szukaja szczescia na zewnatrz, lecz nikt nie 
rozumie swojej prawdziwej jazni wewnatrz.
Kazdy mówi: „ja” - „ja chce to, ja jestem taki jak tamto...”, lecz nikt nie rozumie 
tego „ja”. Zanim sie urodziles, skad przyszlo twoje „ja” ? Kiedy umrzesz, dokad 
twoje „ja” pójdzie ? Jesli szczerze bedziesz pytal sie „Czym jestem ?”, wczesniej 
czy pózniej wpadniesz na sciane, gdzie cale myslenie jest odciete. Nazywamy to 
„Nie wiem”. Zen jest utrzymywaniem umyslu „Nie wiem” zawsze i wszedzie. 

Chodzac, stojac, siedzac, 
lezac, mówiac, bedac w ciszy, 
poruszajac sie, bedac w bezruchu.
Przez caly czas, we wszystkich miejscach,
bez przerwy - co to jest ?
Jeden umysl to nieskonczone kalpy.

Medytacja w Zen oznacza utrzymywanie umyslu „Nie wiem” podczas poklonów, 
spiewów i siedzenia Zen. To formalna praktyka Zen. A kiedy robisz cos, po 
prostu rób to. Prowadzac samochód, tylko prowadz, jedzac tylko jedz, pracujac 
tylko pracuj. 

W koncu twój umysl „Nie wiem” stanie sie czysty. Wówczas kiedy widzisz 
niebo, tylko blekit. Widzisz drzewo, tylko zielen. Twój umysl jest czysty jak 
lustro. Pojawia sie czerwien, lustro jest czerwone. Pojawia sie biel, lustro jest 
biale. Pojawia sie ktos glodny, daj mu jesc. Pojawia sie ktos spragniony, daj mu 
sie napic. Nie ma tu zadnych pragnien dla siebie, jedynie dla wszystkich istot. Ten 
umysl, to juz jest oswiecenie, nazywamy to wielka miloscia, wielkim 
wspólczuciem, wielka droga Bodhisattwy. To bardzo proste, wcale nie trudne! 

Tak wiec Budda powiedzial, ze wszystkie istoty maja nature Buddy (nature oswiecenia). 

Lecz mistrz Zen Jo-Ju powiedzial, ze pies nie ma natury Buddy. Kto ma racje ? Kto sie 

myli ? Jesli to znajdziesz, odnajdziesz swa prawdziwa droge. 

background image

Powiedzenia mistrza Zen

Kyong - Ho 

(1849 - 1912)

1. Nie mysl nawet o doskonalym zdrowiu. W doskonalym zdrowiu kryje sie 

pozadliwosc i chcenie. Pewien starozytny medrzec powiedzial: "Zrób sobie 

dobre lekarstwo z cierpienia w chorobie".

2. Nie ludz sie nadzieja, ze bedziesz miec zycie bez problemów. Latwe zycie 
wywoluje osadzajacy i leniwy umysl. Starozytny medrzec powiedzial: 
"Zaakceptuj niepokoje i trudnosci tego zycia".

3. Nie oczekuj ze twoja praktyka obejdzie sie bez przeszkód. Bez przeszkód 
umysl, który szuka oswiecenia, moze sie wypalic. Tak wiec starozytny 
medrzec powiedzial: "Osiagnij swobode posród chaosu".

4. Nie oczekuj, ze praktykujac mocno nie doswiadczysz dziwnych rzeczy. 
Ciezka praktyka, w której unika sie tego co nieznane, oslabia zaangazowanie. 
Starozytny medrzec powiedzial: "Wspomóz ciezka praktyke zaprzyjazniajac 
sie z kazdym demonem".

5. Nie oczekuj, ze cokolwiek mozna latwo doprowadzic do konca. Jesli 
przytrafi ci sie osiagnac cos z latwoscia, twoja wola zostanie przez to 
oslabiona. Tak wiec starozytny medrzec powiedzial: "Wciaz próbuj i próbuj 
dokonczyc to, co robisz".

6. Przyjaznij sie, ale nie oczekuj zadnej korzysci dla siebie. Przyjazn tylko 
dla siebie zle odbija sie na zaufaniu. Starozytny medrzec powiedzial: 
"Utrzymuj trwala przyjazn z czystym sercem".

7. Nie oczekuj, ze inni beda podazac twoim sladem. To, ze zdarzy sie iz inni 
ida za toba przydaje ci tylko wiecej dumy. Starozytny medrzec powiedzial 
wiec: "Uzyj swojej woli, by wnosic pokój miedzy ludzi".

8. Nie oczekuj zadnej nagrody za swoja dobroczynnosc. Oczekiwanie 
czegokolwiek w zamian prowadzi do knujacego i podstepnego umyslu. 
Starozytny medrzec rzekl: "Odrzuc falszywa duchowosc jak pare starych 
butów".

9. Nie oczekuj zysków wykraczajacych poza wartosc twojej pracy. 
Zdobywanie nieuczciwych korzysci czyni z ciebie samego glupca. Starozytny 
medrzec powiedzial: "Badz bogaty w uczciwosci".

10. Nie staraj sie stwarzac jasnosci umyslu poprzez surowa praktyke. Kazdy 
umysl zaczyna w koncu palac nienawiscia do surowosci, a jakaz jest jasnosc 
w umartwianiu sie? Tak wiec starozytny medrzec rzekl: "Stwórz sobie 
swobodna droge nie wkraczajac w surowosc praktyki".

background image

11. Pozostan w równowadze wobec wszelkich przeciwnosci losu. Budda 
osiagnal najwyzsze oswiecenie bez przeszkód. Poszukujacy prawdy sa 
cwiczeni w pokonywaniu trudnosci. A gdy na swej drodze wystawieni sa na 
przeszkode, pozostaja niepokonani. Wtedy, uwalniajac sie, posiadaja wielki 
skarb.

Jedna rzecz

Przekaz

6 kwietnia 1996 Do An Sunim otrzymal przekaz i stal sie 

Mistrzem Zen Dae Kwangiem

.

Bang! (Uderza w stól kijem )

Wszystko zawsze przychodzi i odchodzi, odchodzi i przychodzi. To jest pierwsza 
nauka Buddy. Lecz prawdziwe znaczenie tej nauki odcina jezyk Buddy. W koncu 
nawet piec szkól Zen znika. Mistrz Zen Un Mun rzekl: " Lek leczy chorobe, 
choroba leczy lek ".

Bang!

Ten punkt jest zupelnym bezruchem, uniwersalna substancja. Caly wszechswiat 
pochodzi z tego punktu. To jest druga nauka Buddy. Lecz ten punkt jest bez 
nazwy, bez slowa, bez mowy, bez formy. Tak wiec, ten punkt juz odcial  mój 
jezyk. 

Bang!

To jest trzecia nauka Buddy. To znaczy "wlasnie taka jak to" jest prawda, która 
jest wszechswiat po prostu robiacy to z kazda chwila; teraz jezyki wszystkich sa 
odciete - co mozesz zrobic ?

Ho!

Na zewnatrz ptaki spiewaja, wewnatrz swiece sa jasne.

Nasze cale zycie jest tylko  jedna  rzecza. Lecz nikt w to nie wierzy. Powodem 
niewiary   jest   to,   ze   kazdy   czegos   chce.   Na   przyklad,   wielokrotnie   ludzie 
praktykujacy  Zen oczekuja  lub chca  czegos od swej praktyki.  Ale to  nie jest 
wlasciwe   praktykowanie,   poniewaz   chec  lub   oczekiwanie  czegos   jest  tym,   co 
napedza kolo samsary. To jest zródlo zycia, smierci i wszelkiego cierpienia. Lecz 
jesli po prostu praktykujesz bez checi otrzymania czegokolwiek, wtedy mozesz 
osiagnac   prawdziwego   siebie.   W   Diamentowej   Sutrze   uczen   pyta   Budde   czy 
cokolwiek   osiagnal,   gdy   osiagnal   oswiecenie.   Budda   odpowiedzial   "Nie,   nie 
osiagnalem niczego, jeslibym osiagnal cokolwiek to nie byloby to niezrównane 
oswiecenie".

Jesli calkowicie to osiagasz, dostajesz jedna rzecz, ten moment. To jest bardzo 
proste! Zen nie jest jakas specjalna rzecza, to po prostu jedna rzecz! 

background image

Okolo 100 lat temu zyla w Korei mloda kobieta, która miala wyjsc za maz. W 
tamtych latach malzenstwa zawierane byly przez posredników, swatów. Byl taki 
zwyczaj, ze panna mloda nie widziala i nie znala swego przyszlego meza az do 
dnia   slubu.   Slyszac,   ze   przygotowania   dobiegaja   konca,   kobieta   stala   sie 
podekscytowana   i   zdenerwowana   zarazem.   Jej   malzenstwo   mialo   przeciez 
zasadniczy wplyw na reszte jej zycia, a ona nie wiedziala co ma sie zdarzyc. 
Zaczela   myslec:   "Jaki   bedzie   mój   maz?   Przystojny   czy   brzydki?   Chcialabym 
przystojnego meza. Bedzie zyczliwy czy tez nie? Och, tak chcialabym dobrego 
meza".   Myslala   tez:   "Ciekawe,   czy   bedzie   glupi   czy   madry?   Naprawde 
chcialabym madrego i bystrego meza." "Nienawidze tepaków". Wtedy zaczela 
myslec jaka bedzie jej tesciowa.

W Korei w tych czasach zona mieszkala po slubie z rodzina meza. Odkad zycie 
kobiety  wiazalo  sie z rodzina i domem, tesciowa kontrolowala cale jej zycie. 
Wiec martwila sie o swa tesciowa tak samo jak o przyszlego meza. "Jaka bedzie 
kobieta:   czy   bedzie   tyranem?   Czy   bedzie   skapcem?   A   moze   bedzie   mila   i 
szczodra?" Myslala o tym calymi miesiacami - myslala i myslala... Pózniej, tuz 
przed slubem musiala pójsc do wioski swej siostry na ostatnia przymiarke sukni 
slubnej. Korea jest krajem górzystym, wiec musiala przejsc przez niska przelecz. 
Gdy tak szla, myslala o swym malzenstwie - im blizej bylo do dnia slubu, tym 
bardziej byla zdenerwowana. I wlasnie gdy weszla na szczyt przeleczy i zaczela 
schodzic w dól wyskoczyl tygrys....... Grrrrrrrhh !!! I to juz koniec opowiesci.

Dla niektórych ta historia jest smutna, poniewaz mamy jakies oczekiwania. Ale ta 
kobieta nie jest wyjatkowa, bo zawsze spotykamy tygrysa wczesniej czy pózniej. 
Ale dla uczniów Zen jest to interesujaca opowiesc, poniewaz jedna rzecz pojawia 
sie tutaj bardzo wyraziscie. Mozna powiedziec, ze kobieta ta doznala "tygrysiego 
oswiecenia."   To   oznacza   "obudz   sie!"   W   kazdym   momencie   moze   sie   to 
przydarzyc nam; i wcale nie musi to byc tygrys. To jest bardzo proste.

Jednak, wiekszosc ludzi zyje w snie, w uludzie swych "lubie i nie lubie." Zawsze 
mysla o przeszlosci i przyszlosci. Lecz przeszlosc i przyszlosc nie istnieja! To co 
istnieje   to   "dokladnie   teraz".   Zyjemy   w   "swiecie   chwili",   lecz   "myslimy",   ze 
zyjemy gdzies indziej. Jedyne miejsce gdzie mozesz stac sie soba jest dokladnie 
teraz.   Samo   myslenie   nie   jest   ani   dobre   ani   zle,   lecz   nasze   przywiazanie   do 
myslenia   stwarza   cierpienie.   Zen   oznacza   przebudzenie   z   twego   snu,   twego 
przywiazania do myslenia.

Jesli   spojrzysz   dokladnie   na   przebudzenia,   sa   one   proste   -  naprawde  proste, 
móglbys   nawet   powiedziec,   ze   sa   glupie.   Budda   zobaczyl   gwiazde   i   doznal 
oswiecenia; to proste. Mistrz Zen Hyang Eom uslyszal glaz uderzajacy w bambus 
i   doznal   oswiecenia;   to   proste.   Mistrzowi   Zen   Dok   Sahnowi   ktos   zdmuchnal 
swiece w chwili, gdy po nia siegal; to proste. Budda trzymal prosto kwiatek, a 
Mahakashyapa sie usmiechnal. To jest pierwsze przekazanie dharmy - zupelnie 
glupie. W kazdej z tych opowiesci nikt niczego nie otrzymal. Ukazal sie tylko 
bardzo prosty umysl, nasza prawdziwa natura. Po prostu jedna rzecz ukazala sie 
bardzo wyraznie,  bardzo wyraznie!  Wiec ta jedna pojawiajaca sie rzecz, tygrys, 
dzwiek glazu - oznacza: obudz sie teraz, po co czekac? Jesli na cos czekasz lub 

background image

chcesz czegos, jestes juz martwy. Nasza praktyka oznacza wlasnie ten moment, 
obudz sie. Bardzo proste. To nie jest fizyka jadrowa. 

Pewnej   nocy   niektórzy   z   nas   patrzeli   na   ksiezyc   -   bylo   zacmienie.   Ziemia 
umiejscowila   sie pomiedzy   sloncem  i  ksiezycem   i  zablokowala   swiatlo,   które 
zazwyczaj   odbija   sie   od   ksiezyca.   Jesli   to   rozumiecie,   posiadacie   madrosc. 
Niektórzy ludzie mysla, ze waz zjada ksiezyc podczas zacmienia - chrupiac go. 
Gdy   jest   zjadany,   sa   bardzo   przestraszeni.   Biegna   do   szamana,   by   intonowal 
spiewy, bil w bebny i sprowadzil ksiezyc z powrotem. Kazdy umysl dziala w ten 
sposób do pewnego stopnia; kazdy ma jakies zludne mysli, które oddzielaja go od 
tego   co   sie   naprawde   dzieje;   jest   to   przeszkoda.   Jednak,   jesli   masz   w   sobie 
madrosc to nie jest to problem. To znaczy obudz sie. Twoje prawdziwe swiatlo 
juz swieci.

Wiec dzisiaj tak sie zlozylo, ze jest pochmurnie; mówimy, ze slonce nie swieci. 
Ale to jest glupie - slonce swieci. Po prostu dzis jest pochmurno, to wszystko. I 
nawet   w   nocy   mówimy,   ze   slonce   nie   swieci,   ale   ono   swieci.   Slonce   jest 
"wlaczone" caly czas. To bardzo proste. Nasza prawdziwa natura jest wlasnie jak 
slonce,   jest   "wlaczona"   caly   czas,   lecz   my   tak   nie   sadzimy.   Jestesmy   bardzo 
przywiazani do naszej przeszkody. Lecz jesli przebudzasz sie do tego momentu - 
odetnij cale myslenie - przeszkoda wyparóje, a madrosc pojawia sie sama. Proste. 
Wtedy wspólczucie pojawia sie naturalnie. Tak wiec, nasze cale zycie jest tylko 
jedna rzecza - tym momentem - obudz sie! To juz tam jest.

Bang! (Uderza w stól kijem.) 

Jeden i dwa zawsze sie ze soba bawia 

Bang! 

Jeden i dwa bawia sie ze soba w chowanego i kryja sie za skala. 

Bang! 

Jeden i dwa wychodza zza skaly i kazde z nich tanczy. Ale znany koreanski 
Mistrz Zen Man Gong powiedzial, ze to nie jest jeden i nie dwa. Jesli to nie jeden 
i nie dwa, to co to za taniec? Nie jestes jednym i nie jestes dwoma, czym zatem 
jestes?

Ho!

Na zewnatrz jest pochmurno a wewnatrz... (klania sie i powraca na miejsce).

MAN CHAM

Mowa Dharmy Mistrza Zen Seung Sahna wygloszona dn. 18.04.1998 podczas YMJJ w osrodku  
zen w Falenicy.

(Uderza kijem w stól)

background image

Góra jest woda,

woda jest góra.

Wszystko ma nazwe i forme. Nazwa i forma zawsze zmieniaja sie, zmieniaja i zmieniaja. 
Czas i przestrzen przemijaja. Wszystko sie zmienia i zmienia, wiec góra jest woda, woda jest 
góra. Ludzkie istoty pojawiaja sie na tym swiecie i opuszczaja go. 

Sutra serca mówi: forma jest pustka, pustka jest forma. Co to znaczy? Nie ma góry, nie ma 
wody. Szósty Patriarcha powiedzial: "Pierwotnie nic nie istnieje". Sprawdzamy pierwotna 
substancje ludzkiej istoty, sprawdzamy, sprawdzamy i nic nie ma. Nazywamy to absolutem. 
Swiat absolutu oznacza, ze kiedy otwierasz usta, to juz jest to blad. 

Sutra serca mówi: "nie ma osiagania i niczego do osiagniecia", nazywamy to nirwana. Co to 
znaczy? Góra jest góra, woda jest woda.

Jezeli obudzisz sie, przekroczysz ten pusty umysl, wtedy prawda sie pojawia. Kiedy patrzysz, 
sluchasz, wachasz wszystko jest prawda. Niebo jest niebieskie, drzewo zielone, pies szczeka 
"hau, hau", cukier jest slodki. Wszystko jest prawda, lecz co nie jest prawda?

Mamy trzy swiaty.

Swiat przeciwstawienstw, ciagle sie zmienia i zmienia, czyli forma jest pustka, pustka jest 
forma, góra jest woda, woda jest góra. Nastepnie swiat, gdzie nie ma ani góry, ani wody, 
calkowita  pustka.  Nazywamy   to  swiatem   Nirwany.  Kiedy  przekroczymy   nirwane,   wtedy 
cokolwiek   widzisz,   cokolwiek   slyszysz   jest   prawda.   Wszystko   jest   prawda,   co   nie   jest 
prawda.   Sciana   jest   biala,   podloga   jest   zólta,   niebo   jest   niebieskie,   drzewo   jest   zielone, 
wszystko jest prawda.

A wiec mamy trzy swiaty: swiat przeciwstawienstw, swiat absolutu i swiat prawdy. Który 
jest wlasciwy? Jesli ktos znajdzie wlasciwy swiat, ten kij uderzy go trzydziesci razy, równiez 
jesli nie znajdzie wlasciwego swiata, ten kij uderzy go trzydziesci razy. Dlaczego? Przeciez 
jest swiat prawdy, dlaczego uderzac trzydziesci razy? To jest wielkie pytanie. KATZ!!! 

Góra jest niebieska, woda plynie. 

Nazywamy to swiatem funkcji, swiat funkcji jest bardzo wazny.

Mamy cztery swiaty: swiat przeciwstawienstw, swiat absolutu, prawdy i funkcji.

Odnoszac sie do historii, zen pojawil sie w Chinach. Przetrwal tam kilka dynastii, Tong, 
Chong i Song. Teraz w Chinach nie ma zen. Bodhidharma dal poczatek  Zen i do czasu 
Szóstego Patriarchy zen  byl bardzo prosty, np. mam zla karme, prosze naucz mnie jak 
odsunac zla karme, nie ma problemu. Daj mi swoja zla karme, ja ja zabiore. Wtedy uczen 
szuka, szuka i nie moze znalezc swojej zlej karmy. Wtedy Mistrz Zen mówil: "Twoja zla 
karma zniknela". To jest bardzo prosty styl. Nastepnie w zenie pojawilo sie wiecej techniki, 
czasami krzyk "KATZ" , czasami jeden palec, lub tylko uderzenie. Po tym czasie pojawilo 
sie nauczanie prawdy, niebo jest niebieskie, drzewo zielone, sciana jest biala, podloga zólta, 
ptaki spiewaja. Kiedy patrzysz, sluchasz, wachasz, wszystko jest prawda. Co to jest Budda ? 
- "suche gówno na patyku". Co to jest Budda? - "trzy funty lnu". "Dziesiec tysiecy Dharm 
powraca   do  jednosci,   dokad  powraca   jednosc?"   "Idz  napij  sie  herbaty".  Bardzo  proste 
slowa. Ten styl mial poczatek podczas trwania dynastii Tong i Song, nastepnie pojawili sie 
ludzie propagujacy styl akademicki, czyli wiele myslenia, myslenia, myslenia. W tym czasie 
ukazala sie slynna ksiazka kong-anów "Ksiega Blekitnej Skaly". Zawiera 100 kong-anów, w 
niektórych   przypadkach   jest   za   wiele   slów   i   momentami   ksiazka   staje   sie   zbyt 
skomplikowana.

background image

Mistrz Zen Tae Hae zobaczyl ksiazke i stwierdzil, ze jest tam za duzo myslenia. Kazal ja 
spalic, poniewaz uznal, ze nie moze ona pomóc uczniom Zen. Taka byla praktyka podczas 
dynastii   Sung,   rozumieli   prawde,   ale   jak   uzyc   tej   prawdy,   jak   ona   funkcjonuje   w   tym 
swiecie,   nie   rozumieli   tego.   Nastepnie   w   okresie   dynastii   Czung   praktyka   Zen   prawie 
zniknela . Wtedy Zen przywedrowal do Korei i Japonii. W Korei mistrzowie kontynuowali 
Zen   w  starym  stylu.  W  Japonii  powstaly  3  szkoly.  Szkola  Rindzaj,  Szkola  Soto,  Szkola 
Obaku, które czasami walczyly ze soba, a w ich nauczaniu bylo za duzo myslenia. Wtedy 
pojawilo sie duzo problemów. Obecnie tylko koreanski Zen utrzymuje stary styl. Równiez w 
koreanskim Zenie funkcja nie byla jasna.

Nastepnie koreanski Zen przybyl do Ameryki i do Polski i wtedy pojawilo sie nauczanie 
funkcji. Kiedy przychodzi ktos glodny - daj mu jesc, kiedy przychodzi ktos spragniony - daj 
mu   pic,   pojawia   sie   ktos   cierpiacy   -   nalezy   mu   pomóc.   Nazywamy   to   dzialaniem 
Bodhisattwy.   Przedtem   nie   bylo   zbyt   duzo   takiego   nauczania,   tylko   prawda,   prawda, 
prawda.   Dlatego   w   Chinach   Zen   zniknal.   Nastepnie   wielu   ludzi   praktykowalo   i 
praktykowalo, az wlasciwy Zen przywedrowal do Ameryki, potem do Polski. Na tym swiecie 
jest  wiele religii, wiele rodzajów  buddyzmu. Co jest wlasciwa religia, co jest wlasciwym 
buddyzmem? Budda byl bardzo inteligentny, rozumial historycznie i filozoficznie sytuacje w 
Indiach w tamtym czasie. Wtedy tez wierzono w Boga, drzewo, góre i rózne rodzaje religii. 
Budda nie mógl odsunac tych przeciwstawnych religii, poniewaz ludzie nie rozumieli swojej 
prawdziwej   natury,   tylko   wierzyli   w   Boga   i   osiagali   szczescie.   Nie   rozumieli   swojej 
prawdziwej natury, prawdy i wlasciwej funkcji. Wtedy Budda poszedl w góry, przez 6 lat 
siedzial pod drzewem Bodhi. Pewnego ranka zobaczyl gwiazde - bum - osiagnal oswiecenie. 
To jest buddyzm. To jest nasza praktyka - osiagniecie oswiecenia jest bardzo wazne.

DSSNim spiewa sutre.

Niebieska góra nie porusza sie, bialy oblok przychodzi i odchodzi. Jednak ta blekitna góra i 
biala chmura sa pierwotnie puste.

4 x 5=20

Cztery razy piec równa sie dwadziescia, to wszyscy rozumieja, ale co to znaczy? Nikt nie 
rozumie, wiec tu jest problem. Ludzkie istoty za duzo rozumieja, ale nie rozumieja siebie.

Jesli  jest  duzo rozumienia, wtedy  jest  duzo problemów,  tylko troche  rozumienia,  troche 
problemów, brak rozumienia, brak problemów !

Wiec tylko idzcie prosto - nie wiem i nie bedzie problemów. Osiagnijcie nie wiem, wtedy 
osiagniecie wszystko, to jest nasza praktyka.

Ta praktyka nie wiem jest kontynuowana od Buddy do teraz. Bodhidharma przybyl z Indii 
do   Chin,   po   nim   jego   spadkobiercy   przybyli   do   Korei.   Dalej   to   nauczanie   przeniesione 
zostalo  do Ameryki  i  z Ameryki  do Polski. Teraz  w Polsce jest  wielka Dharma,  to jest 
wspaniale.

Ludzkie istoty maja wiele religii, co to jest ludzkie zycie? Nikt nie rozumie, przychodzimy z 
pustymi rekami, dlaczego pojawiamy sie na tym swiecie? Co tutaj robisz? Kiedy umrzesz? 
Dokad pójdziesz? Nie jasne, ludzkie istoty sa niejasne. Na poczatku sa niejasne i na koncu sa 
tez niejasne. Nasza praktyka oznacza poczatek jasny, wtedy wasza praca staje sie jasna, 
kiedy umrzecie, to takze staje sie jasne. Nastepne zycia po zyciu wciaz jasne. To znaczy 
uratowac wszystkie istoty, nazywamy to Droga Bodhisattwy. Nasza praktyka znaczy nie dla 
siebie, lecz dla wszystkich istot. Wtedy wasza praca staje sie jasna, wasz kierunek jest jasny, 
wasze dzialanie jest jasne. To jest bardzo wazny punkt. Jezeli nie rozumiecie wlasciwie pracy 
ludzkiej istoty, wtedy cale zycie jest niejasne. Ale wy przychodzicie tu, aby praktykowac i to 
jest wspaniale. Osiagnac swoja nature i znalezc wlasciwa droge, prawde i wlasciwe zycie. W 
Biblii jest powiedziane, ja jestem droga, prawda i zyciem. Jestem droga, jaka droga, co to 

background image

jest   prawda,   co   to   jest   zycie?   Tylko   mówimy   o   tym,   wtedy   nie   mozna   tego   zrozumiec. 
Dlatego   przychodzimy   tutaj,   praktykujemy,   praktykujemy   i   wtedy   droga   oznacza 
osiagniecie swojej prawdziwej natury, osiagniecie uniwersalnej substancji, wtedy osiagniecie 
prawdy jest mozliwe.

Niebo jest niebieskie, drzewo zielone, sciana jest biala, pies szczeka hau, hau. Kiedy patrzysz, 
kiedy sluchasz, wszystko jest prawda. Prawda i Ty stajecie sie jednym. Nastepnie jak ta 
prawda moze wlasciwie funkcjonowac, aby pomóc innym ludziom. To jest wlasciwe zycie, a 
wiec   nasza   praktyka   jest   bardzo   wazna.   Kazdy   przychodzi   tutaj,   praktykuje   i   to   jest 
wspaniale.

Dawno temu  Mistrz  Zen  Dok  Sahn, przedtem  mówilem  Wam, jakiekolwiek  pytanie mu 
zadano, on tylko uderzal. Mistrz Zen Gu Ji na kazde pytanie odpowiadal pokazujac jeden 
palec. Mistrz Zen Lin Chi, tylko krzyczal KATZ! Te trzy nauczania róznia sie, dzialania sa 
rózne, ale droga ta sama. W tamtych czasach Mistrz Zen Dok Sahn byl wielkim mistrzem, w 
jego swiatyni mieszkalo 700 mnichów. Pewnego dnia z rana wzial swoje miski i poszedl do 
sali   Dharmy.   Wtedy   w   klasztorze   gospodarzem   byl   Sol   Bong,   który   zobaczyl   Mistrza   i 
powiedzial: "Mistrzu, mistrzu, jeszcze nie uderzono w beben i dzwon nie zadzwonil, dokad 
idziesz   niosac   swoje   miski?"   To   oznaczalo,   ze   jeszcze   nie   jest   pora   posilku.   W   wielkiej 
swiatyni, najpierw uderza sie w dzwon, potem w beben "bum, bum, bum", wtedy kazdy 
bierze miski i idzie do Sali Dharmy, gdzie wszyscy razem jedza. To jest regula, ale Mistrz 
Zen Dok Sahn, zanim zadzwonil dzwon i uderzono w beben, wzial miski i poszedl do Sali 
Dharmy. Byc moze stary mistrz o regule zapomnial i kiedy Sol Bong zauwazyl to i zapytal, 
Dok Sahn tylko wrócil do swojego pokoju. Po chwili glówny mnich Am Du przechodzil kolo 
kuchni   i   gospodarz   powiedzial   mu:   "Gl.   Mnichu   przed   chwila   Mistrz   Dok   Sahn   zanim 
uderzono w dzwon i beben, wzial swoje miski, aby udac sie na posilek. Kiedy zwrócilem mu 
uwage, nic nie powiedzial, tylko wrócil do swojego pokoju". Wtedy glówny mnich Am Du 
powiedzial: "O! Wielki Mistrz  Zen Dok  Sahn  nie rozumie  ostatniego slowa". Znaczenie 
"ostatniego slowa", to bardzo wazny punkt.

Przedtem spiewalem piosenke - "góra jest niebieska, woda plynie. Góra i woda sa puste.4X5 
= 20". 4X5 = 20 to jest ostatnie slowo. Ostatnie slowo oznacza prawde i funkcje razem. 
Mistrz Zen Dok Sahn nie rozumial ostatniego slowa, znaczy to, ze nie rozumial wlasciwej 
sytuacji, wlasciwej funkcji i wlasciwej relacji. Sluzacy mistrza uslyszal rozmowe Gl. Mnicha 
z   gospodarzem   i   opowiedzial   o   tym   Dok   Sahnowi:   "Wielki   mistrzu,   glówny   mnich 
powiedzial,   ze   nie   rozumiesz   ostatniego   slowa".   Wtedy   mistrz   bardzo   sie   rozzloscil   i 
krzyknal: "Glówny mnichu przyjdz do mnie". "Tak, panie", "Ty nie wierzysz we mnie?" 
Wtedy Am Du wyszeptal cos mistrzowi do ucha". Wówczas gniew zszedl z twarzy mistrza, 
który usmiechnal sie, "aha, rozumiem".

Nastepnego dnia Mistrz Dok Sahn siedzac na podwyzszeniu wyglosil mowe 
dla siedmiuset mnichów.

Ta Mowa Dharmy byla inna niz poprzednie, zupelnie inna. Wtedy Am Du wyszedl na srodek 
i klaszczac w dlonie, smiejac sie glosno powiedzial: "Mistrz Zen rozumie ostatnie slowo, 
teraz juz nikt nie moze go sprawdzic". To jest ta historia i w dzisiejszej mowie Dharmy 
pojawia   sie   pytanie:   "Co   to   jest   ostatnie   slowo".   Mistrz   Zen   Dok   Sahn   nie   rozumie 
ostatniego   slowa.   Ostatnie   slowo   nie   jest   specjalne,   kiedy   jestes   glodny   -   jedz,   jestes 
spragniony - pij, chwila po chwili utrzymuj wlasciwe dzialanie, wlasciwa sytuacje, wlasciwe 
relacje. To jest ostatnie slowo. Dlaczego Mistrz Zen wzial miski i poszedl do Sali Dharmy, 
przed pora posilku? Po uderzeniu w dzwon i beben bierzemy miski i idziemy na posilek.

Pierwsze pytanie - w tym czasie, jakie jest ostatnie slowo, w tym czasie co jest wlasciwa 
sytuacja, wlasciwa relacja, wlasciwym dzialaniem? Drugie pytanie, glówny mnich szepnal 
cos mistrzowi do ucha, co wyszeptal? PO uslyszeniu go twarz mistrza rozjasnila sie, gniew 
zniknal, usmiechnal sie i powiedzial "aha, rozumiem", wiec co takiego Am Du wyszeptal. To 

background image

jest drugie pytanie. Nastepnie trzecie pytanie; glówny mnich wyszedl na srodek sali Dharmy, 
klaskal w dlonie i smial sie "teraz nasz mistrz rozumie ostatnie slowo"

pytanie brzmi: jakiego rodzaju mowe powiedzial Mistrz Dok Sahn? To bardzo wazny punkt. 
Ale   jest   jeszcze   jedno   pytanie.   To   ostatnie   pytanie   to   prezent   dla   Was.   Kiedy   Mistrz 
przyszedl z miskami, gospodarz powiedzial: "jeszcze dzwon nie zabrzmial i nie uderzono w 
beben, dokad idziesz ze swoimi miskami". Dok Sahn nic nie odpowiedzial, tylko wrócil do 
swojego pokoju i dlatego problem sie pojawil. Moze gdyby cos powiedzial, ten problem by 
sie nie pojawil. Gdybys Ty byl Mistrzem Zen i gospodarz zapytal Cie: "jeszcze nie zabrzmial  
dzwon i nie uderzono w beben, dokad idziesz ze swoimi miskami?" Co ty bys odpowiedzial? 
To bardzo wazny punkt. To jest kong-an wysokiej klasy, przychodzcie tutaj i praktykujcie, 
wtedy mozecie zrozumiec te pytania.

Nastepny kong-an wysokiej klasy to "siec Man Gonga". Któregos dnia Mistrz Zen Man 
Gong   usiadl   na   podwyzszeniu   i   powiedzial:   "wszyscy   praktykowaliscie   mocno   przez   3 
miesiace,   ja   tylko   robilem   siec,   to   jest   specjalna   siec,   moze   zlapac   wszystko,   Budde, 
Bodhisattwe,  wszystkie  istoty.  Ta siec  zlapala caly swiat. Jezeli  praktykowaliscie  mocno, 
mozecie wydostac sie z tej sieci. Jak wydostaniecie sie z mojej sieci?" To bardzo wazny 
punkt, musicie zabrac siec Man Gonga.

Nastepny, jeszcze wyzszej klasy kong-an to "trzech mezczyzn spaceruje".

Pierwszy mezczyzna robi dzwiek mieczem, drugi wyciaga chusteczke, trzeci macha rekami. 
Co sie tam dzieje i co oni zobaczyli. To bardzo wazny punkt. Jesli przejdziecie przez te 
brame, mozecie zostac Ji Do Poep Sa Nimami, bez problemu i nosic czerwone kasa. Oni 
wszyscy przeszli przez te brame, wiec wszyscy przejdzcie przez te brame i zostancie Ji Do 
Poep Sa Nimami. Jezeli przejdziecie przez te brame, bardzo wazne jest, aby zostac Mistrzem 
Zen. Jezeli chcecie stac sie Mistrzem Zen, w USA jest kilku slawnych mistrzów Zen tradycji 
japonskiej i innych tradycji, trzeba podjac z nimi walke Dharmy. Bardzo wazne jest, zeby 
uderzyc   tych   mistrzów   i   wtedy   kazdy   sprawdza   te   walke   Dharmy.   Jezeli   uczen   uderzy 
wlasciwie, wtedy Mistrz Zen takze to sprawdza i mozna zostac Mistrzem Zen. To bardzo 
wazne.

W naszej tradycji mamy stopnie, jezeli ktos mocno praktykuje moze zostac JDPSNimem, 
nastepnie Mistrzem Zen i wtedy moze nauczac innych ludzi.

Mam nadzieje, ze kazdy bedzie mocno praktykowal, praktykowal, wasz osrodek stanie sie 
mocny,   wtedy   zobaczy   jasno,   uslyszy   jasno,   poczuje   jasno,   chwila   po   chwili   bedzie 
utrzymywal wlasciwa sytuacje, wlasciwe dzialanie i wlasciwe relacje. Osiagnie wielka milosc, 
wielki wspólczucie, wielka droge Bodhisattwy i uratuje wszystkie istoty od cierpienia.

Dziekuje bardzo. 

Mowa Dharmy

Mowa Dharmy 

Heili Downey 

wygloszona podczas INKA 7 kwietnia 1996 r.

Klania sie wszystkim.

(podnosi kij i uderza w stól)

Jezeli rozumiesz ten swiat-

background image

wszystko na tym swiecie jest wlasnie takie jak to!

(podnosi kij i uderza w stól)

Znakomity nauczyciel powiedzial: Duch jest czysty i jasny

prawdziwa natura nie posiada zabarwien

tylko bez myslenia wlasnie tak jak to - jest Budda.

(trzymajac kij nad glowa): Czy widzicie?

(opuszczajac go w dól i uderzajac w stól) Czy slyszycie?

KATZ !

Dzis jest 7 kwiecien, 1996 r. Dziekuje wam za przybycie. 

Pewien znakomity nauczyciel powiedzial pewnego razu: "Tylko bez myslenia - 
wlasnie tak jest Budda".

Zebrak w Kapsztadzie powiedzial: " To jest wlasnie jak to jest!"

Jakis czas temu w pewien zimny i wilgotny zimowy wieczór, Rodney, dwóch 
czlonków naszej sanghi i ja zdobylismy sie na odwage, by wyjsc i udac sie do 
Kapsztadu na kolacje. Po wspanialym posilku w komforcie cieplej i przytulnej 
restauracji, nadszedl czas by wyjsc i zostac przywitanym przez wyjacy wiatr i 
deszcz.   Gdy   zblizylismy   sie   do   naszych   samochodów,   zauwazylismy   dwóch 
"Bergies" - ludzi ulicy, którzy buduja swoje domy w górach czesto uzywajac do 
tego celu kartonowych pudel. Jeden z nich dal znak reka wskazujac, ze chce z 
nami rozmawiac. Jego gestykulacja spotkala sie z bardzo "Z dala , mój panie", ze 
strony   Rodneya,   uzywajacego   równiez   gestykulacji   majacej   zachecic   owych 
dwóch "Bergies " do udania sie w inna strone. Bylo oczywiste, ze ton glosu 
Rodneya i jego gestykulacja nie zostala zauwazona, ja stalam sie obiektem uwagi 
tego czlowieka.  Jednak zanim  zdazyl cokolwiek powiedziec,  zapytalam  go co 
chce. Jego natychmiastowa odpowiedzia bylo "Prosze o dwa Randy" ( 2 USD)

W   chwili   gdy   to   zajscie   mialo   miejsce   pracowalam   udzielajac   porad   przy 
telefonie   zaufania   i   mialam   bardzo   silny   umysl   "naprawiacza".   Zamiast   wiec 
podzielic sie moimi pieniedzmi. Chcialam wiedziec dlaczego on ich potrzebuje. 
Prawda byla taka, ze w swietle okolicznosci, nie wykazalam sie zrecznoscia w 
najmniejszym   stopniu.   Jego   odpowiedz   byla   prosta:   "By   kupic   wino,   psze   - 
pani !!" Jakby tej lekcji bylo mi jeszcze za malo, zasugerowalam mu, ze moze 
najpierw powinien kupic jedzenie a pózniej wino. Jego odpowiedz jeszcze raz - 
byla bardzo jasna: "Psze -pani, ma pani racje! Ale dzis jest bardzo zimno i mokro 
a wino nas rozgrzeje. Pózniej psze - pani, jesli bedziemy mieli dosc szczescia, 
moze   znajdzie   sie   jakies   jedzeni!!"   Bez   dalszych   ceregieli   podzielilismy   sie 
naszymi   pieniedzmi.   W   dodatku   mieli   rzeczywiscie   dosc   szczescia   poniewaz 
poszlam   kupic   im   jedzenie.   Gdy  wrócilam   zapytal   czy   moglibysmy   stanac   w 
kregu  wraz  z dwoma  jego  kumplami,  którzy  do  nas dolaczyli.   Stanelismy  na 

background image

srodku  chodnika   w  kole,   trzymajac   sie  ramionami   za   barki,   zaczal   modlitwe: 
"Drogi Panie, dzieki ci za pozwolenie tym ludziom na pozwolenie nam, bysmy 
byli tym czym jestesmy. Amen!" Proszac kazdego z nas o zatrzymanie dwu - 
randowej monety - tak by on z kolei mógl cos z siebie dac - to byla spora lekcja. 
Byl juz czas by rozejsc sie i ruszyc w swoja droge. Ten sam czlowiek delikatnie 
pociagnal kieszen Rodneya. Jednak zanim zdazyl cokolwiek powiedziec, Rodney 
powiedzial "Przykro mi, nie mam pieniedzy" Odpowiedzia "Bergiego" bylo: "Nie 
prosze pana, nie prosilem o pieniadze tylko o cos by nas pamietac!" Z dlonmi 
zlozonymi  razem Rodey uklonil sie "Bergiemu"  i powiedzial "Dziekuje Ci za 
twoje   nauczanie".   Jego   odpowiedz:   "NIE   PROSZE   PANA   TO   NIE   JEST 
NAUCZANIE, TO JEST WLASNIE TAK JAK JEST !!".

Pewien znakomity nauczyciel powiedzial : "Tylko bez myslenia - wlasnie tak jak 
jest, to Budda!"

Kapsztadzki "Bergie" powiedzial: "To jest wlasnie tak jak jest!"

W tej ceremonii nadawania tytulów Dzi Do PSNima, czcimy pamiec naszych 
przodków i skladamy honor naszym Nauczycielom przeszlosci, terazniejszosci i 
przyszlosci. Klaniam sie naszemu Dharma Center i rodzinie dharmy w Afryce 
Poludniowej. Klaniam sie wszystkim "Bergie" i naszym sasiadom - Afrykanskiej 
Misji   Wiary   Chrzescijanskiej   i   ich   dzwonom   koscielnym   i   ich   "Alleluja!". 
Klaniam   sie   wszystkim   obecnym   w   tym   zgromadzeniu   w   podziece   za   wasze 
Wielkie Slubowanie i wysilek.

(podnosi kij i uderza w stól)

W jednym narozniku wieze Misji Wiary Chrzescijanskiej.

(podnosi kij i uderza i stól)

W przeciwleglym narozniku - Poep Kwang Sa.

(podnosi kij i uderza w stól)

Chrzescijanie,   z   kazda   chwila   staja   sie   starsi;   góry   zawsze   sa   niebieskie   - 
Buddysci z kazda chwila staja sie starsi, góry sa zawsze niebieskie. Aleluja! i 
"Kwan Se Um Bosal!" wypelniaja niebo, dzwony koscielne i moktak polykaja 
wszystko.

Które wolicie?

Dokad one odeszly?

KATZ !

Wewnatrz wiele twarzy, twarzy promieniujacych jasno, na dól do sali po prawej, 
lunch jest gotowy!

tlum. Aleksander Skwara

background image

WIELKA KWESTIA ZYCIA I ¦MIERCI

1. Nie jest latwo zostac Bhikku czy Bhikkhuni. Czlowiek nie zostaje Sunimem, 
by dobrze je¶c i ubierac sie. Raczej chce byc wolnym od zycia i ¶mierci, 
osiagaj±c stan Buddy. 

2. Aby osi±gn±c stan Buddy, nalezy odkryc swój wlasny Umysl, który kazdy juz 
ma we wlasnym ciele. 

3. Aby odkryc Umysl, nalezy zrozumiec, ze to cialo to nic wiecej, jak tylko 
zwloki, a ten ¶wiat, na dobre i zle, jest tylko snem. Czyja¶ ¶mierc jest jak 
opuszczenie wieczorem tego samego dnia, w którym zjawile¶ sie o poranku. Po 
¶mierci mozna czasem odrodzic sie w jednym z piekiel, czasem w królestwie 
zwierz±t, a czasami w królestwie duchów. Wówczas trzeba znie¶c niezliczone 
bóle i cierpienia. 

4. Skoro to jest prawd±, nie zajmuj sie zyciem doczesnym. Po prostu badaj i 
obserwuj swój wlasny umysl przez caly czas. Jak wygl±da to, co teraz widzi, 
slyszy i my¶li? Czy ma to jak±¶ forme czy tez nie? Czy jest to duze czy male? 
Czy jest zólte czy zielone? Czy jest jasne czy ciemne? 

5. Uwaznie obserwuj i badaj te kwestie. Pozwól by twe dociekanie i obserwacja 
staly sie jak kot lapi±cy mysz, lub jak kura siedz±ca na jajach, lub jak 
rozpaczliwie glodna, stara, sprytna mysz wygryzaj±ca dziure w worku z ryzem. 
Niech twe dociekanie i obserwacja bed± skupione w jednym punkcie i nie 
zapomnij o tym. Utrzymuj je w±tpi±c i zapytuj±c siebie. Nie pozwól, by twe 
zapytywanie ucieklo, nawet wówczas, gdy nie robisz nic szczególnego. Dzieki 
gorliwemu i szczeremu praktykowaniu w ten sposób nadejdzie w koncu moment 
przebudzenia twego Umyslu. 

6. Pracuj wytrwale poprzez umacnianie twej wiary. Umacnianie twej wiary jest 
szczerym przebadaniem tej kwestii. 

7. Jest niezwykle trudno urodzic sie istot± ludzk±. O wiele trudniej jest urodzic 
sie w sprzyjaj±cych okoliczno¶ciach, a jeszcze trudniej zostac Bhikku lub 
Bhikkuni. Najtudniejsz± rzecz± ze wszystkich jest odnale¶c wla¶ciwe i rzetelne 
nauczanie Dharmy. Powinni¶my to gleboko rozwazyc. 

8. Budda Siakjamuni powiedzial kiedy¶: ˝ Ten, kto jest juz istot± ludzk±, jest jak 
drobina ziemi, która przylgnela do paznokcia, natomiast kto¶, kto stal sie 
zwierzeciem, traciwszy swe ludzkie cialo, jest tak zwykly, jak brud na ziemi.˝ 
Je¶li kto¶ obecnie utraci ludzkie cialo, bedzie musial czekac niezliczone eony, 
aby je odzyskac. Kiedy kto¶ znajduje sie w jednym z wielu piekiel, jest tego 
nie¶wiadomy, jakby bawil sie w ogrodzie kwiatów staj±c sie glodnym duchem, 
asur± czy zwierzeciem zachowuje sie jakby mieszkal we wlasnym domu. 

background image

9. Jednakze je¶li kto¶ sie przebudzil i osi±gn±l stan Buddy, nie musi wiecej zyc 
lub umierac. Znaczy to, ze nie musi znosic wiecej zadnego rodzaju cierpienia. 
Slowa te, jedno po drugim, powinny byc dokladnie rozwazone. 

10. Pewnego razu Mistrz Zen Kwon, Bhikku, zacz±l medytowac od ranka do 
nocy. Kiedy tylko zachodzilo slonce, sfrustrowany walil pie¶ciami w ziemie i 
krzyczal: ˝ Stracilem kolejny dzien nie realizuj±c mojego Umyslu.˝ Czynil tak 
kazdego dnia, dopóki nie przebudzil sie w pelni. Jako ze jest wielu, którzy 
wykazali sie determinacj± Mistrza Kwon’a, byloby niemozliwe, abym cytowal 
kazdego, kto mial tak± determinacje, by medytowac, az do osi±gniecia 
o¶wiecenia. 

11. Zadna z tych osób nie troszczyla sie o zycie lub ¶mierc, ani o jedzenie, sen 
czy ubranie. W naszym dociekaniu powinni¶my praktykowac w ten sam sposób. 
Rozwazmy to dokladnie! 

12. Mistrz Zen Dong Sahn napisal kiedy¶: Nie szukaj zaszczytnych tytulów, nie 
zycz sobie posiadania wielu rzeczy, ani tez nie pro¶ o dobrobyt. Gdziekolwiek sie 
znajdziesz, po prostu zyj w zgodzie ze swoj± karm±, tu i teraz, w tym zyciu. Je¶li 
twoje ubranie zniszczy sie, lataj je wci±z na nowo. Je¶li nie masz jedzenia, nie 
troszcz sie zbytnio o to, by go szukac. Gdy ciepla energia pod twoj± brod± zrobi 
sie zimna, stojesz sie nagle zwlokami. To, co zostaje po ¶mierci, jest tylko pustym 
imieniem. Bo ile w koncu czasu bedzie zylo to przemijaj±ce cialo? Pocóz 
pracowac ciezko, tylko po to, aby zdobywac bezuzyteczne rzeczy . To tylko 
zaciemni twój umysl i sprawi ze zapomnisz o praktyce. 

13. Po przebudzeniu wlasnego umyslu, nalezy zawsze zachowywac jego czysto¶c 
i cisze. Utrzymuj ten umysl, nie pozwalaj±c, by zostal splamiony doczesnymi 
sprawami. Wówczas wydarzy sie mnóstwo dobrych rzeczy. Szczerze wierz w to. 
Gdy bedziesz musial umrzec, nie bedzie juz wiecej cierpienia i choroby. Mozesz 
odej¶c wolny w Nirwane lub gdziekolwiek zechcesz ( znaczy to, ze panujesz nad 
swym zyciem jako wolny czlowiek w tym ¶wiecie). 

14. Budda Siakjamuni powiedzial, ze je¶li ktokolwiek - mezczyzna lub kobieta, 
stary czy mlody - daje wiare tym slowom i praktykuje, kazdy z nich stanie sie 
Budd±. Dlaczego Budda Siakjamuni mialby nas oszukac? 

15. Pi±ty Patriarcha, Mistrz Zen Hung Jen, powiedzial: ˝ Poprzez badanie i 
obserwacje umyslu, kazdy zostanie naturalnie o¶wiecony.˝ I dalej obiecal nam: ˝ 
Je¶li nie dajesz wiary temu co mówie, w przyszlych zywotach bedziesz pozerany 
przez tygrysy wci±z na nowo. Z drugiej jednak strony, je¶li to ja ciebie 
oszukalem, wpadne do piekielnych lochów, które nie maj± wyj¶cia.˝ Skoro 
Patriarchowie powiedzieli te slowa, czyz nie powinni¶my wzi±c ich sobie do 
serca? 

16. Je¶li podejmiesz sie tej praktyki, nie wzburzaj swego umyslu, niech bedzie 
niczym góra. Pozwól, by twój umysl byl jak czysta i pusta przestrzen i nadal 
rozwazaj o¶wiecaj±c± Dharme, jak ksiezyc, który odbija slonce. To, czy inni 

background image

uwazaj± , ze masz racje czy tez nie, nie jest twoj± trosk±. Nie os±dzaj, ani nie 
krytykuj innych. Po prostu b±dL spokojny i dzialaj nie namy¶laj±c sie wiele, tak 
jak robi to prostak czy glupiec, lub jak kto¶, kto nagle utracil mowe i sluch. 
SpedL swoje zycie jak gdyby¶ nie mógl uslyszec niczego lub jak male dziecko. 
Wtedy, predzej czy póLniej, iluzje znikn±. 

17. Dla tego, kto chce osi±gn±c stan Buddy, próbowanie zrozumienia i 
kierowania doczesnym zyciem jest zupelnie bezuzyteczne. To tak, jakby kto¶ 
chcial przyrz±dzic posilek z krowiego lajna lub wyci±c jaspis z blota. Jest to 
calkowicie bezuzyteczne do osi±gniecia stanu Buddy. Nie ma zadnego powodu, 
by zajmowac sie doczesnymi sprawami. 

18. Postrzegaj swoj± wlasn± ¶mierc w ¶mierci innych. Nie pokladaj wiary w to 
cialo. Raczej przypominaj sobie wci±z na nowo, by nie stracic ani chwili, by prze 
budzic swój umysl. 

19. Zapytuj siebie raz za razem: ˝ Jak wygl±da ten umysl? ˝. O kazdej porze 
wci±z pytaj siebie: ˝ Jak wygl±da ten umysl? ˝.Rozwazaj to pytanie tak 
intensywnie jak umieraj±cy z glodu czlowiek, który my¶li tylko o dobrym 
jedzeniu. Nigdy nie rezygnuj z pytania siebie. 

20. Budda powiedzial, ze cokolwiek ma forme jest zludzeniem. Powiedzial 
równiez, ze cokolwiek co robi zwykly czlowiek podlega zyciu i ¶mierci. Istnieje 
dla nas tylko jedna droga, zeby stac sie prawdziw± osob±, a jest ni± przebudzenie 
wlasnego umyslu. 

21. Jest powiedziane: ˝ Nie pij alkoholu ˝, albowiem oszolomi to i otepi twój 
umysl, jak równiez: ˝ Nie klam ˝, gdyz to tylko wzmaga zludne stany umyslu. 
Dalej jest powiedziane: ˝ Nie kradnij ˝, gdyz przez to twój umysl stanie sie 
zazdrosny i pelen poz±dan. Powiniene¶ przestrzegac tych i wszystkich innych 
wskazan. Lamanie wskazan moze byc bardzo szkodliwe dla twej praktyki i zycia. 
Nie powiniene¶ chwytac sie lub sklaniac ku lamaniu jakiegokolwiek z nich. 

22. Mistrz Chinul wspomnial kiedy¶, ze pragnienia pieniedzy i seksu s± jak 
przewrotne, jadowite weze. Obserwuj swoje cialo i umysl uwaznie, kiedy takie 
pragnienia pojawiaj± sie i postrzegaj je takimi jakimi s±. Oddal sie od nich tak 
bardzo, jak to tylko mozliwe. Te slowa s± niezwykle wazne i powinny zostac 
zapamietane. Sprawi±, ze twe dociekanie bedzie bardziej efektywne. 

23. Budda naucza, ze rozgniewanie sie nawet raz, wznieca dziesiec milionów 
nikczemnych grzechów. Uczen musi po prostu znosic i tolerowac gniewny umysl. 
Wielu mistrzów powiedzialo równiez, ze z powodu gniewu czlowiek staje sie w 
przyszlym zyciu tygrysem, pszczol±, wezem lub innym podobnym kluj±cym lub 
k±saj±cym stworzeniem. Z glupoty czlowiek staje sie ptakiem lub motylem. 
Zaleznie od stopnia tepoty mozna stac sie mrówk±, komarem lub czym¶ 
podobnym. Poz±danie rzeczy powoduje stanie sie glodnym duchem. Rodzaj 
pragnienia czy gniewu okre¶la charakter piekla, do którego sie odpowiednio 
wpada. Kazdy stan umyslu okre¶la rodzaj stworzenia, którym dana osoba sie 

background image

stanie. 

24. Jednakze, je¶li czyj¶ umysl jest nieprzywi±zany, stanie sie on Budd±. Nawet 
˝dobry ˝ lub pozytywny stan umyslu jest bezuzyteczny. Gdyz pomimo, ze taki 
stan umyslu moze stworzyc niebianskie przyszle zycia, jest wci±z ograniczony. 
Kiedy tylko kto¶ osi±ga niebiosa, natychmiast zaczyna spadac do piekielnych lub 
zwierzecych ¶wiatów w kolejnych narodzinach. Je¶li w umy¶le nie jest 
utrzymywana zadna intencja, wówczas nie ma miejsca, gdzie mozna by sie znów 
odrodzic. Je¶li czyj¶ umysl jest tak czysty i nieporuszony, nie moze i¶c do 
ciemnych miejsc. Ten czysty i spokojny umysl to droga Buddy. 

25. Je¶li kto¶ zapytuje sie z niezm±con± determinacj±, wówczas ten umysl 
naturalnie uspokaja sie i staje sie cichy. W ten sposób automatycznie 
urzeczywistnia sie wlasny umysl jako nieporuszony i spokojny. Jest to tym 
samym co stanie sie Budd±. 

26. Ta metoda jest bardzo bezpo¶rednia i zmierzajaca prosto do celu. To 
najlepszy sposób w jaki mozna praktykowac. Czytaj i badaj t± mowe od czasu do 
czasu i gdy nadarzy sie wla¶ciwa okazja, mów nawet o niej innym ludziom. Jest 
to tak samo dobre, jak czytanie osiemdziesieciu czterech tysiecy tomów pism. 
Praktykuj±c w ten sposób osi±gniesz stan Buddy w przeci±gu tego zycia. Nie 
my¶l, ze ta mowa to jaka¶ zaplanowana z góry zacheta, czy tez stosowny podstep. 
Pod±zaj za tymi slowami zdecydowany z calego serca. 

27. W glebokim w±wozie, gdzie nieustannie plynie czysty strumien, wszedzie 
¶piewaj± wszelkie rodzaje ptaków. Nikt nigdy nie zjawia sie, by odwiedzic to 
miejsce. Jest to tak zwane miejsce Sunima (klasztor) i jest ciche i spokojne. To tu 
wla¶nie siedze, obserwuje i badam czym jest ten umysl. Teraz, je¶li ten umysl nie 
jest tym, czym Budda jest, wówczas czym innym móglby on byc? 

28. Uslyszale¶ wla¶nie bardzo rzadko slyszan± mowe. Powiniene¶ dalej 
entuzjastycznie badac t± wielk± kwestie. Nie ¶piesz sie, gdyz mozesz 
rozchorowac sie lub dostac strasznego bólu glowy. Wycisz sie, a potem medytuj 
bezustannie. A ponad wszystko, uwazaj aby¶ nie zmuszal sie do tego. Raczej 
odprez sie i pozwól, aby wla¶ciwe zapytywanie bylo wewn±trz. 

Bhikku,

 

Bhikkuni

 

(pali),

 

Sunim

 

(koreanski):

 

mnich,

 

mniszka.

 

Gloria.

Heila Downey

, Primary Point, spring 1996r. Tlum. Piotr Janus

Jakies cztery i pól roku temu urodzila sie mala dziewczynka. Kiedy miala szesc 
godzin jej matka przyniosla ja do sali Dharmy w Osrodku Dharmy w Poludniowej 
Afryce,   gdzie   uczestnicy   czterodniowego   odosobnienia   otoczyli   je   kolem 
spiewajac OM MANI PADME HUNG. Oto jej historia. Od bardzo wczesnego, 
wieku mala Gloria, Xhosa z urodzenia, miala bardzo silne zwiazki z Sala Dharmy 
i   wkrótce   malutka   para   bucików   ulozonych   bardzo   starannie   razem,   byla 

background image

znajdowana przed wejsciem do sali. 

Bardzo szybko po tym jak Gloria zaczela mówic zaczela takze spiewac: "Bosal, 
Bosal, Bosaaal!" Ma teraz cztery i pól roku, i czesto ja slychac spiewajaca "Kwan 
Seum Bosal". Przylacza sie do formalnej praktyki przy kazdej okazji. Niedlugo po 
smierci Su Bong Sunima podczas ogladania na wideo ceremonii jego pogrzebu i 
kremacji, powtarzajac "Dzi Dzang Bosal, Dzi Dzang Bosal..." nagle zatrzymala 
sie   i   powiedziala:   "Babam   /Heila/,   wiesz   co?   Ja   KOCHAM   KWAN   SEUM 
BOSAL!" i "Mistrza Zen Su Bong umarl... to bardzo dobrze, bo teraz moze byc 
znów nowy!" Wszystko to w wieku trzech i pól roku! 

We wtorki czwartki, kiedy nie idzie do szkoly czesto spedza czas robiac praktyke 
w Sali Dharmy. Ubiera szate do poklonów, ustawia przed soba zegar, czugpi, 
spiewnik,   moktak   i   ksiazke   z   naukami.   Najpierw   robi   poklony   -   czasami   az 
siedemdziesiat piec! Potem bez robienia przerwy uderza czugpi trzy razy. Czas 
medytacji! Kilka minut pózniej - czug, czug, czug! Koniec siedzenia. Bezbledne 
uderzenie   moktaka.   Czas   na   spiewy   specjalne.   Kwan   Seum   Bosal   i   Sutra 
Dziesieciu  Tysiecy Oczu i Rak zlaczone w jedna, po troche z kazdej, tworza 
ceremonie   spiewów.   Po   zakonczeniu   ustalonych   zajec   odklada   wszystko   na 
oltarz, klania sie wychodzac z Sali Dharmy i prosi Mamusie albo Babam, zeby 
odwiesily jej szate. Zadnego zaaferowania, n i c s p e c j a l n e g o!

Jednego takiego dnia po praktyce zagadnelam ja, gdy opuszczala Sale Dharmy. 
Zapytalam  ja  czy kocha  Kwan  Seum Bosal. Wykrzyknela  bez  wahania:  "Tak 
Babam, kocham KWAN SEUM BOSAL!" Na to ja postawilam pytanie "Gloria, 
czy wiesz co to znaczy Kwan Seum Bosal?" I znowu bez wahania..."Tak Babam, 
KWAN SEUM BOSAL!" Nieznacznie zaskoczona powiedzialam: "Dobrze ale 
znaczenie slów jest "prosze ocal ten swiat od cierpienia". Po odpowiedzi Glori 
zaniemówilam. Ona powiedziala "O, to wspaniale Babam, masz na mysli ocalic 
wszystkie stworzenia za Jezusa Chrystusa - Podoba mi sie to!" 

Zeszlego marca Mistrz Zen Wu Bong Soen Sa odwiedzil Osrodek Dharmy zeby 
poprowadzic siedmiodniowe Yong Maeng Jong Jin. Gloria czesto przylaczala sie 
do   siedzenia,   a   jeszcze   czesciej   przylaczala   sie   do   nas   w   czasie   posilków 
formalnych z wlasnymi czterema miskami i prawie bez jednego slowa. Po posilku 
jej zadaniem bylo zrolowac mate i odniesc ja, a potem... do pokoju Wu Bong 
Soen Sa na. slodycze! Pewnego dnia w czasie tego odosobnienia znalazlam ja 
placzaca w lazience  na krótko przed rozpoczeciem  mowy Dharmy. Przyczyna 
strapienia?   Mamusia   powiedziala   jej,   ze   powinna   isc   do  lózka,   a   ona   chciala 
posluchac  mowy Dharmy! I tak juz potem  robila. Sluchajac  przez godzine,  a 
czasami dluzej - calkowicie oczarowana.

17 lipca 1995 przeprowadzilismy  ceremonie  upamietniajaca  pierwsza rocznice 
smierci Su Bong Su Nima. Gloria spiewala z zapalem! Przed ceremonia podeszla 
i zapytala mnie czy bedziemy robic poklony dla Mistrza Zen Su Bonga Soen Sa. 
Gdy odpowiedzialam, ze raczej nie ona powiedziala "Dobrze, ja bede sie klaniac, 
zeby powiedziec Wszystkiego Najlepszego w Dniu Urodzin Su Bong Soen Sa!" 
Natychmiast polozyla mate przed oltarzem i rozpoczela poklony. A potem, gdy 

background image

pilismy herbate podeszla do mnie z pytaniem: "Babam, kiedy Su Bong Soen Sa 
moze byc znów "zafiksowany?" Gdy chcialam sie dowiedziec, co ma na mysli, 
odpowiedziala: "No, ze on moze byc znów jak my." 

Bardzo zaklopotany tym wszystkim ktos zapytal Antonio, Mame Glorii, jak ona 
zaangazowana   chrzescijanka   moze   kontaktowac   sie   z   nami   buddystami   i 
pozwalac   Glorii   na   uczestniczenie   w   praktyce   w   sposób   tak   dowolny? 
Odpowiedzia Antonio bylo: "Jak to moze byc przeszkoda....? Tak dlugo jak moze 
pomagac ludziom."

KWAN SEUM BOSAL, KWAN SEUM BOSAL. KWAN SEUM BOSAAAAAL!

KJOL CZE - CAŁKOWICIE RAZEM

 

Mowa Dharmy wygłoszona przez Mistrza Nauczyciela Dharmy 
See Hoy Liau (Nieżyjący już Mistrz Zen Su Bong Soen Sa)  
podczas ceremoni otwierającej zimowe Kjol Cze w 1983 roku.
 

Bardzo miło znaleźć się tutaj w tej nowej sali Dharmy w dniu 
rozpoczęcia kjol cze. Soen Sa Nim przedstwieł nam wczorej 
wieczór poemat noworoczny, w którym pyta : "Gdzie można 
odnaleźć dzisiejszy dzień?" Wszyscy wiemy; dzisiaj jest niedziela, 
2 stycznia, początek kjol cze. 
Kjol cze oznacza skupioną Dharmę. Mamy szczęście, że 
znaleźliśmy się tutaj razem, naprawdę mamy szczęście. To nie 
jest przypadek, że jesteśmy tutaj, nie mieliśmy innego wyboru. 
Nie mieć wyboru to szczęście. Odchodząc z tego świata , 
odejdziemy z pustymi rękami, nie mając wyboru, I to wszystko. 
Ale dlaczego jesteśmy tutaj? Kompas Zen mówi: 

Życie jest jak przepływający obłok , który się pojawia. 
Śmierć jest jak przepływający obłok, który znika . 
Przepływający obłok w gruncie rzczy nie istnieje. 
Życie i śmierć, przychodzenie i odchodzenie, są również  
takie jak to. 
Ale jest jedna rzecz, która zawsze pozostaje czysta. 
Jest czysta i jasna, niezależnie od życia i śmierci. 
Co jest tą jedną czysta i jasną rzeczą?
 

Jesli dowiemy sie tego, zrozumiemy nasza ludzka nature. Ale jak mozemy sie 
dowiedziec? Mamy szczescie, naprawde mamy szczescie, zesmy sie tu wszyscy 
razem spotkali na 90 dni skupienia Dharmy. Takie dzialenie pozwoli nam 
dowiedziec sie, co to jes ta jedna czysta i jasna rzecz. Nie tylko dowiemy sie tego, 
bedziemy brac w tym udzial, czyniac te jedna jasna i czysta rzecz. 

Kjol cze jest działaniem jednej czystej i jasnej rzczy. Wię nie 
trzeba szukać niczego innego. Tylko działanie, doświadczenie 

background image

wspólnego siedzenia, wspólnych pokłonów, wspólnego jedzenia, 
wspólnej pracy, polegania sobie nawzajem. To już jest czyste i 
jasne, to już jest ludzka natura. To znacz, że nic na już nie 
brakuje, ale ponieważ pragniemy czegoś więcej, więc wszystko 
wydaje się niezupełne. 
Kjol cze znaczy praktykować i pozwolić, aby ta jedna czysta i 
jasna rzecz, nasz ludzka natura, działała swobodnie, wspólnie z 
innymi. To znaczy, że ręka nigdy nie sprawdza stopy. Gdzie stopa 
idzie? Reka nigdy tego nie sprawdza. Ucho nigdy nie sprawdza 
oka. Oko nigdy nie sprawdza nosa. Nos nigdy nie sprawdza ust. 
Oczy po prostu widzą, uszy tylko słyszą; każde robi swoje i 
całkowicie razem. Wtedy gdy wszystkie postrzezenia zejdą się 
razem, mozliwe jest właściwe działenie. 
Kjol cze naprawdę znaczy polegać na sobie nawzajem, troszczyć 
się o siebie wzajemnie, wspónie pracować, gdy nic nie 
przeszkadza, to znaczy bez "ja", bez wyboru. 
To wszystko, co mogę powiedzieć. Jeśli pozwolisz aby to się 
działo przez 90 dni lub 21 dni, lub chociaż przez 1 dzień, jeśli 
porzucisz wszystko i tak jak mówił to Mu Sang Su Nim ostatniego 
wieczoru "tylko zanurz się w tym" - to wystarczy. Jesli tego nie 
rozumiesz, wtedy idź tylko prosto - "nie wiem". Nie pragnij 
niczego. Jeśli stwarzasz coś, przeskadzasz wszystkiemu, 
przeszkadzasz swojej ludzkiej naturze. Po prostu pozwól temu 
przepływać swobodnie. Jak to robić, aby wszystko przepływało 
swobodnie? O 4.30 obudź się, o 4.45 rób pokłony, o 5.15 siedź, a 
o 7.30 jedz śniadanie, o 8.00 pracuj. To znaczy swobodne 
przpływanie. Jeśli pozwolisz, aby się to działo, to nie tylko w 
czasie kjol cze, ale też później, kiedy stąd odejdziesz, wszysto 
będzie mogło przepływać swobodnie. Jeśli tego nie rozumiesz, idź 
tylko prosto "nie wiem" i rób to. 
Czyż nie wiesz, że "nie wiem" jest tylko najlepszym przyjacielem? 
Nie potrzebujesz żadnego innego przyjaciela. Jeśli pozwolisz, aby 
twój przyjaciel "nie wiem" stawał się bliższy i bliższy, wtedy w 
końcu spotkasz się z nim twarzą w twarz i on powie ci "cześć". I 
wtedy ... Achaaa, to mój przyjaciel, nie tylko mój przyjaciel, ale 
przyjaciel Boga, twój przyjaciel, przyjaciel Buddy, przyjaciel 
demona. I wtedy zrozumiesz, że każdy ma tego samego 
przyjaciela. Ten przyjaciel "nie wiem" jest przyjacielem 
wszystkich, najlepszym przyjacielem każdego, Nie wiesz nic, 
wszystko jest "nie wiem" Ale nawet jeśli to osiągniesz, konieczny 
jest jeszcze jeden krok. Po prostu pozwól, aby "nie wiem"działało 
i wtedy , gdy pojawi się przed nami: "suche gówno na patyku" 
Jun Mena, nasza ludzka natura ujawni się samoistnie. To już się 
dzieje codziennie, ale my w to nie wierzymy. Mam nadzieję, że 
przez to 90 dni kjol cze pójdziemy tylko prosto i będziemy 
utrzymywać umysł, który nie pragnie nic, umysł, który nigdy nic 

background image

nie zatrzymuje i nic nie sprawdza, a tylko współdziała z innymi, 
jakby nasze ciała zależały wzajemnie od siebie. Nikt z ludzi nie 
jest bardziej ważny czy mniej ważny. Po prostu jedno ciało 
działające razem. Jeśli dokonamy tego, będziemy mogli 
zrozumieć, co to jest ludzka natura i osiągniemy slowa: "Czy 
mogę ci pomóc?" Jeśli to osiągniemy, wtedy pokój na świecie 
będzie możliwy. Wy już dokonaliście tego wyboru. A więc mamy 
nadzieję, że przez 90 dni dokonamy tego wysiłku, który nie jest 
ani zbyt wielki, ani zbyt mały, ale jest naszym własnym szczerym 
wysiłkiem, krok po kroku, przez nieskonczoną ilość kalp, po 
prostu przepływa. A wtedy wybawicie wszystkie istoty od 
cierpienia. 

Dziękuję. 

MUSISZ UCZYC SIE OD SWOJEJ CÓRKI 

(rozdzial z ksi±zki "Tylko nie wiem" Mistrza Zen Seung Sahna)

 

Ile Ife, Nigeria 
5. 10. 1977

Drogi Bystrooki, Czcigodny Nauczycielu Mocnego Treningu,
Przyjmuje schronienie w Trzech Klejnotach.
Pozwól mi pozdrowic Cie z kraju hebanowego królestwa.

W 1975 roku bylem na mowie Dharmy w Instytucie Afrykanskim w Bostonie. 
Ostatnio, otrzymalem kopie "Strzepuj±c popiól na Budde" i czytanie tej ksi±zki 
sprawilo mi wielk± przyjemno¶c. Takze moja roczna córka, Tara, miala ogromn± 
przyjemno¶c ze zjadania jej okladki. Mam wiec pytanie: "Jak nauczyc roczn±, 
br±zow± Tare nie jedzenia Buddy?"

Mamy teraz okres ulewnych deszczów i dzi¶ rano, kiedy jechalem do pracy, 
widzialem samochód "Federalnego Publicznego O¶wiecenia" zaparkowany przy 
drodze, w czasie kiedy jego kierowca wypróznial sie w krzakach.

Popiól kadzidla spada
Wielki grzmot.
Nie ma nieba bardziej niebieskiego.
Zloty kogut nie moze
Stac na jednej nodze
I lapac motyli
W czasie gdy kot Dharmy
Sika na malpe

background image

Która strzepuje popiól na Budde.

Mam nadzieje, ze znajdziesz czas na odpisanie.
Szczerze oddany,

Harvey.

6.11.1977

Drogi

 

Wspanialy

 

Przyjacielu

 

w

 

Dharmie,

 

Harvey,

Jak sie masz Ty i Twoje dziecko jedz±ce Budde? Dziekuje za Twój list. Jeste¶ 
bardzo

 

daleko,

 

lecz

 

jeste¶

 

bardzo

 

blisko.

W   swoim   li¶cie   piszesz,   ze   byle¶   na   mowie   Dharmy   w   1975.   To   ¶wietnie. 
Stworzy-   le¶   t±   dobr±   karme   i   teraz   stali¶my   sie   sobie   bliscy.
Piszesz,   ze   czytasz   "Strzepuj±c   popiól   na   Budde".   To   bardzo   dobrze.   Takze 
mówisz, ze Twoja córka jadla okladke i pytasz jak uczyc roczn±, br±zow± Tare 
nie   jedzenia   Buddy.   Twoja   córka   jest   lepsza   od   Ciebie,   poniewaz   moze   je¶c 
Budde, a Ty nie. Twoja córka jest mocniejsza od Buddy, wiec go zjada. Ona juz 
zdala

 

egzamin.

Jedzenie Buddy oznacza - brak Buddy. Dawno temu kto¶ zapytal Mistrza Ma Jo: 
"Co to jest Budda?". Odpowiedzial: "Umysl jest Budd±, Budda jest umyslem". 
Nastepnego dnia, kto¶ inny zadal mu to samo pytanie i Ma Jo odpowiedzial: "Ani 
umysl, ani Budda". Co jest prawdziwym Budd±?. Je¶li zjesz Budde, wtedy Budda 
nie ma nazwy, nie ma formy, nie ma mowy, ani slów. Nazwa-Budda i forma-
Budda   znikaj±.   Musisz   wiec,   uczyc   sie   od   swojej   córki   i   zje¶c   wszystkich 
Buddów   przeszlo¶ci,   teraLniejszo¶ci   i   przyszlo¶ci.   Pytasz:   "Jak   moge   uczyc 
swoj±   córke?".   To   wielki   bl±d.   Musisz   uczyc   sie   od   niej!.

"Strzepuj±c popiól na Budde" jest pelne niedobrej mowy, wiec Twoja córka uczy 
Ciebie: "Nie czytaj tej ksi±zki. To nie jest wla¶ciwa droga!" Twoja córka rozumie 
moje nauczanie. Moje nauczanie znaczy, odrzuc to wszystko daleko. Tylko idL 
prosto   -   "nie   wiem".   Moze   jeste¶   przywi±zany   do   slów,   wiec   Tara   zjadla 
"Strzepuj±c   popiól   na   Budde".   Jej   odpowiedL   jest   bardzo   dobra.   Lepsza   od 
Twojej.
Opowie¶c   o   samochodzie   "Federalnego   Publicznego   O¶wiecenia"   jest   bardzo 
interesuj±ca.   Jest   84.000   rodzajów   o¶wiecenia.   Lecz   je¶li   dodasz   Federalne 
Publiczne O¶wiecenie, masz 84.001. Moze lubisz to ostatnie O¶wiecenie. Twój 
wiersz jest cudowny. Mówisz: "Nie ma nieba bardziej niebieskiego". To bardzo 
ciekawe slowa. Ja mówie: "Nie ma nieba - znaczy - nie ma ziemi". Jak wiec 
mozesz pozostac przy zyciu? Moze staniesz sie bardziej niebieski. Wtedy mozesz 
zyc.   Zatem   jak   mozesz   stac   sie   bardziej   niebieski?   To   bardzo   wazny   punkt!

background image

Mam   nadzieje,   ze   idziesz   wprost   -   nie   wiem,   zjesz   wszystkich   Buddów, 
osi±gniesz   o¶wiecenie   i   uratujesz   wszystkie   istoty   od   cierpienia.

Twój

 

w

 

Dharmie,

S.S. 

Jak medytowac?

Medytacja to nic specjalnego - Mistrz Zen Ko Bong

Mamy trzy trucizny; chciwosc, gniew i ignorancje. Jesli je porzucisz wtedy 
twoja   natura   Buddy   bedzie   jak   czyste   zwierciadlo,   przezroczysty   lód, 
jesienne niebo albo czyste jezioro. Caly wszechswiat jest w twoim tantien 
(centrum). Kiedy twój umysl bedzie wyciszony i ty bedziesz w pokoju. Twoje 
serce bedzie czyste jak jesienny wiatr - nie przywiazane.

Jesli   osiagniesz   ten   poziom,   jestes   polowa   mnicha   Zen.   Ale,   jesli 
satysfakcjonuje   cie   to,   jestes   wciaz   ignorantem   na   drodze   Buddów   i 
patriarchów. To jest wielki blad, poniewaz demony wkrótce cie pociagna do 
swoich piekiel.

Medytacja   jest   na   poczatku   niczym   specjalnym.   Tylko   utrzymuj   mocny 
umysl praktyki. Jesli chcesz sie uwolnic od rozterek i osiagnac oswiecenie, to 
jest takze blad. Odrzuc ten rodzaj myslenia; utrzymuj tylko uwazny umysl i 
praktyke. Wtedy bedziesz stopniowo osiagal "tylko rób to".

Wszyscy chca medytacji, myslac o niej w kategoriach, medycyny i choroby. 
Jakkolwiek, nie obawiaj sie, to co myslisz jako chorobe. Tylko obawiaj sie, to 
zbyt wolno. Któregos dnia osiagniesz oswiecenie.

„Wszystkie bramy sa umowne” 

Mistrz Zen Dae Gak

fragment ksiazki „Going Beyond Buddha”

 

Spedzamy cale nasze zycie wierzac, ze istnieje zewnatrz i wewnatrz, ze istnieje 

brama, która oddziela ustalona jazn, „ja”, od czegos innego, co nazywamy „nie 

ja”. Doskonalym przykladem tego jest to, ze slina w twoich ustach jest toba. 

Wypluj ja do szklanki i wyobraz sobie, ze masz ja wypic. Twoje doswiadczanie 

sliny zmienia sie, gdyz nie jest juz dluzej w ciele, gdzie ja trzymales. Kiedy trafia 

do szklanki pojawia sie rozdzielajacy umysl i pomysl wypicia wlasnej sliny ze 

szklanki jest niesmaczny, jesli wrecz nie obrzydliwy. 

background image

Co to za dzwiek za brama? Z jednej strony jest to bardzo proste pytanie. Z drugiej 

strony, równoczesnie, to pytanie jest glebokie. Co w ogóle mozna uslyszec za 

brama? Umownie nos czynimy brama oddechu: powietrze z jednej strony ciala 

jest wdechem. Powietrze z drugiej strony nozdrzy jest wydechem. To brama nosa. 

Wdech i wydech, wymiana. 

Wszystkie bramy sa umowne. Skad one sie biora? Jesli stwarzasz brame, 

wówczas masz brame. Jesli nie stwarzasz bramy, wówczas nie masz bramy. 

Czym jest brama, która jest poza bramami i jak przekroczysz brame poza 

wszystkimi bramami? 

Wszystkie bramy sa zalazne od przychodzenia i odchodzenia. To wlasnie w 

przychodzeniu i odchodzeniu pojawiaja sie bramy. Kiedy przychodzenie i 

odchodzenie nie pojawia sie wiecej, wtedy brama nie ma przodu, tylu, wewnatrz, 

ani na zewnatrz. 

Dzialamy z zalozeniem „ja” i to zalozenie jest tak trwalym nawykiem, ze nawet 

nie jestesmy tego swiadomi. Nie potrafimy go wyczuc. Przenika tak wiele tego, 

co robimy i doswiadczamy, jest tak automatyczne, ze nawet nie wiemy, ze jest 

wytworem mysli i pamieci. Nazywamy ten twór „jaznia” i wierzymy w jej 

trwalosc. Nigdy nie jest poddawana w watpliwosc. Lecz skoro jestesmy 

poszukiwaczami prawdy, poddajemy szystko w watpliwosc. 

Wyobraz sobie, ze jestesmy razem w pokoju. Posluchaj uwaznie swoich mysli: 

„ja” siedze na tej poduszce, mówiac. „Ty” siedzisz na tamtej poduszce, sluchajac. 

Jest w tym pewna prawda. Ale czym jest to „ja”, które siedzi i slucha? Gdzie jest 

umieszczona brama, która definiuje „ja”, sklad „ja”, „fortece ja”? Czy brama tego 

kim jestes miesci sie w twoim uchu? Na obrzezach twej skóry? Czy miesci sie w 

powietrzu pomiedzy nami? Czy miesci sie w moich strunach glosowych, gdy 

powstaja dzwieki? Czy miesci sie w naszej swiadomosci, gdzie znaczenie jest 

interpretowane? Gdzie jest brama „jazni”, brama „ja”? Skad pochodzi to „ja” i 

dokad odchodzi? Kartezjusz powiedzial: „Mysle, wiec jestem.” Mistrz Zen Seung 

Sahn powiedzial: „Jesli nie myslisz, co wtedy?” Osobowe „ja” pojawia sie jak 

ksiezyc odbity w wodzie. To odbicie nie moze byc wziete za sam ksiezyc. Byloby 

to jak menadzer druzyny baseballowej myslacy, ze jest jej wlascicielem. Kiedy 

menadzerowie zaczynaja zachowowywac sie jak wlasciciele lub przestaja 

wykonywac swoja prace, sa zwalniani. Pewnego razu moja przyjaciólka 

odwiadzila Matke Terese, gdy ta lezala chora w szpitalu. Byla tam grupa gosci i 

kazdy mówil kilka zyczliwych slów zbolalej zakonnicy. W koncu nadzeszla kolej 

mojej przyjaciólki i powiedziala: „ Matko, bardzo dziekuje za twa wspaniala 

prace dla biednych i umierajacych. Jestes prawdziwa inspiracja.” Wtedy watla 

zakonnica podniosla sie i ryknela jak lew: „To nie jest moja praca! To praca 

Boga!” 

Diamentowa Paramita

background image

Mowa Mistrza Zen Ko Bonga 

Mistrz Zen Ko Bong zajął miejsce na podwyższeniu, uniósł w górę 
kij Zen i powiedział: 
"Wewnątrz jest błyszczące, na zewnątrz jest to również 
błyszczące. gdziekolwiek to jest, jest błyszczące. Co to jest? 
Zapadła cisza. "To jest Diamentowa Paramita", po czym Ko Bong 
odłożył swój kij Zen. 
"Spoczywając w ziemi złoto pozostaje błyszczące. Umieszczone w 
gorącym ogniu tygla jest również błyszczące. Po wyjęciu z pieca 
złoto wciąż nie traci swojego blasku. jednak dopóki nie 
doświadczy działania ognia nie nadaje się do zrobienia niczego. 
Także będąc jeszcze w piecu nie może być wykorzystane. Lecz 
po wyjęciu z tygla można z niego zrobić wiele rzeczy: obrączkę, 
kolczyki, czy spinkę do włosów. 
Czym więc jest ów "tygiel"? Jego płomień to dawanie, moralność, 
cierpliwość, praktyka, medytacja, mądrość. Kiedykolwiek coś 
dajesz, służąc innym czy to duchową, czy materialną pomocą, 
nie czyń rozróżnienia pomiędzy podmiotem a przedmiotem 
działania: mężczyzna/kobieta, stary/młody ... Porzuć ten rodzaj 
myślenia. Zapomnij o tych trzech rzeczach: ja, ty i dawać. 
Następnie: moralność. Zarówno dając coś, jak i przyjmując, czyń 
tylko to co właściwe, wówczas dobro i zło staną się jasne. Wtedy 
twoje jasne działanie "zabije" dobro i zło. lecz nie przywiązuj się 
do dobra i zła. Na tym polega paramita moralności. 
Kiedy coś cię martwi, staraj się być cierpliwym i wyrozumiałym. 
Cierpliwy umysł uczyni cię szczęśliwym. Wewnątrz poczujesz 
pewność siebie i chęć, aby próbować wciąż mocniej. To paramita 
cierpliwości. Pewność siebie jest jak roślina w stawie nie mająca 
korzeni - przychodzi i odchodzi bez przeszkód. Obawiaj się 
jedynie tego, aby nie popaść w samo-pobłażliwość. 
jeśli nawet stale czynisz rozróżnienie między ludźmi i rzeczami 
(na przykład przyglądając się nim), a mimo to twój umysł nie 
porusz się, jest to paramita medytacji. 
Kiedy coś przychodzi - nie bądź szczęśliwy. Kiedy odchodzi - nie 
bądź smutny. Kiedy płaczesz po prostu płacz. Gdy się śmiejesz, 
po prostu śmiej się. Rzeczy tworzą się, trwają ... marnieją, 
obracają się w nicość. Uczucia zmieniają się od szczęścia w 
smutek, z radości w gniew. Państwa powstają, rozwijają się, 
potem słabną, wreszcie przestają istnieć. Postrzeganie tej 
prawdy bez przywiązania się do niej - oto paramita mądrości. 
Słońce jest zawsze na niebie, i kiedy jest pogodnie, i kiedy jest 
pochmurno. Złoto jest złotem tak samo w ziemi, jak i w ogniu 
tygla, czy na twojej dłoni. Diamentowa Paramita jest właśnie taka 
jak to - niezależna od życia i śmierci, przychodzenie i 

background image

odchodzenia, czasu i przestrzeni. A więc czy potrafisz to 
dostrzec? jeśli tak, uderzę cię trzydzieści razy. Jeśli nie, również 
uderzę cię trzydzieści razy ... co możesz zrobić? 
6x6=36 
Po tych słowach Mistrz Ko Bong opuścił miejsce na 
podwyższeniu. 

tłum. I.Chwieśko

 

TRZY FILARY ZEN

Phillip Kapleau

Kanada i Stany Zjednoczone:

Wczesne lata mego zycia uplynely w spokoju, którego nie zaklócily 

zadne specjalne wydarzenia. Nie przezylam zadnej tragedii, a 

rodzice wychowywali mnie i moje dwie siostry z poswieceniem. 

Wedlug norm zachodnich mozna by to okreslic jako prawie idealne 

dziecinstwo. Od poczatku jednak pojawialy sie w moim zyciu 

okresy rozpaczy i samotnosci. Rozpacz i poczucie osamotnienia 

ogarnialy mnie z niewiadomej przyczyny, wyrazaly sie w 

strumieniach lez i pochlanialy mnie calkowicie. W takich chwilach 

doswiadczalam obezwladniajacego, bolesnego uczucia, ze jestem 

w potrzasku i ze bycie ludzka istota to zalosna i haniebna dola. 

Gdy mialam kilkanascie lat, ktos pozyczyl mi kilka ksiazek z 

hinduskimi opowiesciami, które wzbudzily we mnie glebokie 

zainteresowanie. Mówily one wprost o wielosci zywotów i o 

wolnosci duszy, o duchowej jazni czlowieka i o mozliwosci zycia 

poza fizycznym cialem. Wiekszosc szczególów byla tu dla mnie 

niewazna, ale bardzo gleboko poruszalo mnie cos, co czulam w 

glebi siebie, i bylam szczesliwa dowiadujac sie, ze takie rozumienie 

istnieje. 

Hinduskie mity o czasie bez granic znalazly sie w centrum mojego 

zainteresowania. Slubowalam, ze pewnego dnia sama odwiedze 

Indie. Po wstapieniu na uniwersytet zaczelam powaznie studiowac 

literature religijna, próbujac nawet troche prostej medytacji. Lata na 

uniwersytecie przyniosly mi wiele radosci, która brala sie z 

intelektualnych odkryc, lecz byly to równiez lata narastajacego 

niepokoju. W koncu otrzymalam dyplom i rozpoczelam studia 

doktoranckie. Pod koniec tego pierwszego roku studiów w moim 

zyciu dokonal sie nieoczekiwany zwrot. Po kilku miesiacach 

background image

niezdecydowania pojechalam do Stanów Zjednoczonych, by wyjsc 

tam za maz. Moim mezem zostal Amerykanin, którego spotkalam w 

Kanadzie. 

Pobralismy sie wiec po kilku miesiacach znajomosci, ale prawie 

zaraz po zawarciu malzenstwa zostalam wdowa. Gwaltowna, 

samobójcza smierc mojego meza byla dla mnie wstrzasem o wiele 

glebszym niz cokolwiek, czego kiedykolwiek w zyciu 

doswiadczylam. Okolicznosci i implikacje tej smierci pchnely mnie 

w najwieksze glebie mojego istnienia, którego podstawy wlasnie 

zadrzaly z naprawde przerazajaca intensywnoscia. Nie moglam sie 

uwolnic od glebokiego poczucia ludzkiej odpowiedzialnosci za te 

smierc. Bolesnie mi brakowalo jasnego widzenia, dojrzalosci i 

madrosci. W owym czasie czesto ogarnialo mnie calkowite 

odretwienie, a towarzyszyl temu lek, gleboki i przenikajacy lek, 

który trwal zawsze dlugo, hamujac mój oddech i uniemozliwiajac 

jedzenie. Czesto w nocy okazywalo sie, ze siedzac ze 

skrzyzowanymi nogami na podlodze, kolysze sie w przód i w tyl 

oraz uderzam glowa w klepki. Majaczylam z bólu i rozpaczy. 

Pewnego popoludnia, gdy wrócilam z zakupów i weszlam do 

mieszkania, w którym zylam samotnie, owladnelo mna uczucie 

glebokiego nieszczescia i calkiem bezsilna osunelam sie na 

podloge. "Umieram" - lkalam. "Zabilam wszystkich moich bogów. 

Nie mam klucza do zmartwychwstania. Jestem calkowicie sama". 

Ogarnal mnie lek i absolutna rozpacz; lezalam na podlodze, nie 

wiem jak dlugo, az z glebi mego brzucha wydostal sie krzyk: "Jezeli 

we wszechswiecie zyje jakas istota, która obchodzi to, czy jestem 
zywa, czy martwa, to niech mnie uratuje, och, niech mi pomoze!" 

Przyszla mi do glowy pewna koncepcja, stopniowo zaczela 

nabierac ksztaltów, w koncu zaczelam pisac list. Mialam bardzo mi 

droga przyjaciólke, która ostatnio wyrzekla sie swiata. Znajdowala 

sie obecnie w asramie w poludniowych Indiach (Asram Sri 

Aurobindo w Pondicherry). Blagalam ja, by skierowala ku mnie 

energie swojej medytacji, albowiem bardzo potrzebuje pomocy i 

czuje, ze nie dam sobie sama rady. Szybko odpowiedziala na mój 

list, zapewniajac mnie, ze ona i inni w asramie wysylali tyle 

duchowej pomocy, ile tylko byli w stanie. Jej odpowiedz tak mnie 

wzruszyla, ze postanowilam opuscic Zachód i wyjechac do Indii, 

gdy tylko bede mogla. 

Wiele miesiecy uplynelo, zanim stalo sie to mozliwe. Cala moja 

energie wkladalam teraz w likwidacje majatku meza i sprzedaz 

mojego dobytku. W koncu wyczerpana odplynelam do Indii, 

zamierzajac pozostac tam, póki nie znajde oswieconego 

nauczyciela. Dokladnie trzy lata uplynely od czasu, kiedy przybylam 

do Stanów Zjednoczonych. 

background image

Indie i Birma:

Pewnego goracego popoludnia, w dwa miesiace po opuszczeniu 
Nowego Jorku, weszlam na teren duzego asramu, gdzie zyla moja 
przyjaciólka. W ciszy zaprowadzono mnie do jej malego pokoju. 
Gdy podeszla do mnie, by mnie pozdrowic, lagodna i usmiechnieta, 
ogarnelo mnie tak wielkie uczucie ulgi, ze wybuchnelam placzem; 
moje ramiona ulegly paralizowi i zaczelam mdlec. Nie zdawalam 
sobie w pelni sprawy z tego, ze lata spedzone w Stanach 
Zjednoczonych byly pelne wewnetrznego napiecia i walki, i ze w 
efekcie nie potrafilam spontanicznie przystosowac sie do tego 
spokoju i ciszy. Napiecie umyslu i ciala utrzymywalo sie jeszcze 
przez dlugi czas sila nawyku. 
Asram polozony na brzegu Zatoki Bengalskiej dzialal 
odmladzajaco. Lecz tendencje ku metafizycznym spekulacjom i 
filozoficznym dyskusjom sa w Indiach bardzo silne, a ja zawsze 
szybko im ulegalam. Z jednej strony czulam, ze mnie to pobudza, z 
drugiej jednak moje najglebsze przeczucia ostrzegaly, ze 
spekulacje i dyskusje w koncu okaza sie jalowe. Tryb zycia, który 
zachecal do tak rozleglych studiów i czytania, wydawal mi sie 
czyms, co w tym wlasnie szczególnym okresie mego zycia bylo nie 
dla mnie. Czulam rosnaca potrzebe scisle nadzorowanej medytacji. 

Moje rosnace niezadowolenie z tego, co uznalam w asramie za 
medytacje, nieoczekiwanie zbieglo sie z wizyta amerykanskiego 
buddysty, który przez wiele lat praktykowal zen w Japonii. Co mnie 
najbardziej uderzalo w tym Amerykaninie, to pogoda ducha, z jaka 
przyjmowal i jednoczyl sie ze wszystkimi, zmieniajacymi sie 
okolicznosciami, które napotykal w asramie. Zrobilo na mnie 
wrazenie równiez jego pelne wspólczucia zainteresowanie zyciem 
wszystkich, których spotykal, nie wylaczajac mojego, tak pelnego 
desperackich i nierównych dazen. Zdecydowalam sie udac do 
Japonii, jesli mi tylko w tym pomoze. Udzielil mi pomocy hojnie i 
zapewnil, ze pomoze mi takze znalezc nauczyciela zen. Po 
wyjezdzie z asramu podrózowalam wzdluz i wszerz Indii, 
odwiedzajac inne asramy, zwiedzajac miejsca wykopalisk 
archeologicznych, chlonac bogata kulture i sugestywna atmosfere 
swietych miejsc buddyzmu i hinduizmu, ogladajac kaplice, 
swiatynie i jaskinie, w jakie obfituja Indie. Nieodparta sila duchowej 
wizji tkwi w indyjskiej architekturze i poteznej rzezbie jaskin; wejsc 
do nich i nie zapalac religijna zarliwoscia jest rzecza niemozliwa. 
Stojac u stóp gigantycznych buddów, wyciosanych w skale, po 
prostu drzalam z podziwu; to byl najsilniejszy bodziec do podjecia 
decyzji, ze bede podazac Droga Buddy. Juz od dawna zywilam 
nadzieje, ze odwiedze Birme; jak sobie wyobrazalam, ustepowala 
ona jedynie Tybetowi w jedynym w swoim rodzaju stosunku do 
religii, która jest tu podstawa codziennego zycia. Kiedy wiec mój 

background image

amerykanski przyjaciel napisal mi, ze osrodki medytacyjne w Birmie 
powszechnie uwaza sie za najlepsze sposród tych, które znajduja 
sie w buddyjskich krajach poludniowo-wschodniej Azji, i kiedy 
zasugerowal mi on, zebym przylaczyla sie do niego na piec tygodni 
intensywnej medytacji w osrodku slynnego birmanskiego mistrza 
(Mahasi Sayadaw) w Rangunie, to wykorzystalam te szanse. 

Rozpoczela sie moja pierwsza, formalna praktyka medytacyjna pod 
kierownictwem nauczyciela i okazala sie ona pod kazdym 
wzgledem bardzo bolesna. Gdy dotarlam do Rangunu, zaczela sie 
wlasnie pora upalna, wiec zaraz dostalam goraczki i chwycil mnie 
meczacy kaszel, które trwaly niemal do czasu wyjazdu i w 
znacznym stopniu mnie oslabialy. Oprócz straszliwego upalu, który 
powodowal ospalosc, meczyl mnie bezustanny wysilek samotnego 
siedzenia na lózku z drewnianych desek, godzina za godzina w 
malej, pustej izdebce, wysilek zmagania sie z przeszywajacymi 
bólami w kolanach i plecach, a to od siedzenia ze skrzyzowanymi 
nogami. Dla nowicjusza samotne siedzenie jest wrecz nieznosnie 
uciazliwe i szybko odkrywa on, ze szuka sposobów ucieczki od 
nudy i bólu. Brakuje mu niewidzialnej pomocy innych, siedzacych 
wraz z nim, i widzialnej pomocy, która jest bardziej urozmaicony 
plan dnia, jak to ma miejsce w zen w Japonii. Sama medytacja 
polegala tu na skupianiu uwagi na przeponie i koncentrowaniu sie 
na wznoszeniu i opadaniu oddechu. Gdy umysl bladzil (co sie 
zdarzalo raz po raz), nalezalo go przywolac do porzadku slowami 
"myslenie, myslenie, myslenie" i ponownie skoncentrowac sie na 
przeponie. Kazde inne rozproszenie uwagi traktowane bylo 
podobnie. "Kaslanie, kaslanie" - gdy sie kaszlalo, "sluchanie, 
sluchanie" - gdy jakis dzwiek zaprzatnal uwage. Godzina siedzenia 
przeplatala sie z godzina chodzenia, które w wiekszej czesci 
odbywalo sie w absolutnym milczeniu i w tempie pogrzebowym, 
tam i z powrotem, na zewnatrz pomieszczenia kazdej osoby. Rece 
trzymano z tylu, a umysl byl skoncentrowany tylko na ruchu, na 
kazdym kroku. "Podnoszenie, podnoszenie" - gdy stope unoszono, 
"ruszanie" - gdy byla ona przesuwana do przodu, "stawianie" - gdy 
stawiano ja na ziemi. Kazdego dnia w poludnie spotykalismy sie z 
naszym nauczycielem, starszym mnichem, który sprawdzal, czy 
robimy postepy. Zadawal on szczególowe pytania i zadal 
dokladnego sprawozdania z przesiedzianego czasu. Gdy 
poskarzylam mu sie, ze moje czeste bladzenie umyslu wynika z 
nudy, zasmial sie i polecil mi, zebym myslala "znudzona, 
znudzona", a to dopóty, dopóki nuda nie zniknie. Ku memu 
zdziwieniu poskutkowalo to. 
Jak wszyscy, którzy przebywali w osrodku, tak i ja musialam 
podpisac przyrzeczenie, ze bede przestrzegac buddyjskich 
wskazan (pierwszych pieciu z dziesieciu wskazan mahajany), które 

background image

zabranialy jedzenia po dwunastej w poludnie i spania w nocy wiecej 
niz przez piec godzin. Jedzenie przynoszone bylo do mych drzwi 
dwukrotnie przed poludniem, a jadlam je samotnie, medytujac 
"podnoszenie, podnoszenie, wkladanie, wkladanie, zucie, zucie, 
polykanie, polykanie". W taki wlasnie sposób, to znaczy z calkowita 
uwaga, nalezalo traktowac nawet najmniejszy szczegól kazdego 
dzialania, umyslowego czy fizycznego. 
Tutaj w osrodku po raz pierwszy w zyciu zostalam przypisana do 
pozycji spolecznej, która byla nizsza od tej, jaka zajmowali 
mezczyzni. Co wiecej, jako kobieta i tylko swiecka wyznawczyni, 
nalezalam do najnizszej warstwy w tej spolecznej strukturze, na 
czele której stali mnisi, za nimi mniszki, nastepnie swieccy 
wyznawcy, na koncu zas swieckie wyznawczynie. Mimo. to bylam 
niezmiernie wdzieczna za te okazje do praktykowania medytacji, 
nawet z takiej niskiej pozycji. Pózniej uprzytomnilam sobie, ze to 
tylko moje ego sprawilo, ze w ogóle zastanawialam sie nad moja 
pozycja. Pod koniec owych pieciu tygodni moja koncentracja i 
zdrowie znacznie sie polepszyly, mimo (a moze wlasnie z powodu) 
dotkliwego bólu i niewygód, jakich doswiadczylam z wlasnej i 
nieprzymuszonej woli. Odwrócenie umyslu od dzialalnosci na 
zewnatrz i zwrócenie go ku wewnetrznej kontemplacji bylo z 
pewnoscia najbardziej oplacalnym zajeciem, a bezsprzecznie i 
najtrudniejszym. Swiat zewnetrzny, gdy ponownie wkroczylam wen 
i ogarnelam go swiezym spojrzeniem, okazal sie promiennie 
piekny. Pogoda ducha i równowaga umyslu, mimo ze nie glebokie, 
przekraczaly wszystko, czego dotychczas doswiadczylam. 
Wiedzialam, ze zrobilam pierwszy krok na drodze, która pragnelam 
podazac 

Japonia i zen:

W dniu przybycia do Japonii mój amerykanski przyjaciel 
zaprowadzi mnie do Ryutaku-ji, klasztoru Rinzai, który podobny jest 
w ksztaltach do ogromnego ptaka, jakby siedzacego posród gajów 
wysokich sosen i bambusów, w cieniu majestatycznego szczytu 
Fuji. Góruje on nad roztaczajaca sie ponizej dolina, której piekno 
zapiera dech. Dzieki wspanialomyslnosci jego mistrza, rosiego 
Soena, klasztor mial sie stac moim domem na okres najblizszych 
pieciu miesiecy. Pod zyczliwym przewodnictwem rosiego zaczelam 
poznawac porzadek i dyscypline klasztornego zycia. Budzona 
dzwiekiem gongu nauczylam sie wstawac o nieprawdopodobnej 
godzinie 4 rano, wskakiwac w klasztorne szaty i plukac twarz zimna 
woda, a o chlodnym swicie zajmowac miejsce w glównej sali, aby 
uczestniczyc we wczesnym, porannym spiewaniu sutr. Intonowanie 
sutr stalo sie jednym z najbogatszych doswiadczen mego zycia i 

background image

zawsze gleboko mnie inspirowalo. Powoli moja niecierpliwa natura 
zaczela sie lamac i osiagnelam pewien stopien równowagi. Dlugie 
godziny, które spedzilam na kolanach, rozdzieranych bólem, 
trzesac sie z zimna w przewiewnych salach i czekajac, az rosi 
przyjmie mnie na sanzen, nauczyly mnie cierpliwosci. Nie 
wierzylam dotad, ze jestem do niej zdolna. Godziny codziennego 
zazen, a jeszcze bardziej godziny sesshin, byly równiez bolesna 
lekcja cierpliwosci i wytrwalosci, akcentowana mocnym uderzeniem 
kyosaku w moje opadajace ramiona. 
Stosowana w szkole Rinzai metoda uzywania kija z przodu - na 
prosbe wyrazona gestem - po czesci uwarunkowala moja 
pózniejsza niechec do kyosaku, które bylo stosowane z tylu, nagle i 
bez ostrzezenia, jak to jest w szkole Soto, gdzie siedzi sie twarza 
do sciany. Przyczyna takiego nastawienia bylo takze moje 
zachodnie dziedzictwo, które nauczylo mnie uwazac bicie za cos 
hanbiacego czlowieka. 

Moja decyzja co do ponownego zamazpójscia sprawila, ze 
opuscilam klasztor Rinzai i przylaczylam sie do grupy Soto zen, do 
której nalezal mój maz, a kierowanej przez rosiego Yasutaniego, 
praktykujacej w Taihei-ji, na przedmiesciach Tokio. Poniewaz 
prawie wszyscy uczniowie tego mistrza zen sa ludzmi swieckimi, 
plan sesshin jest tu mniej rygorystyczny niz w klasztorze; dzieki 
temu mozna brac taki udzial w sesshin, na jaki pozwala praca. 
Dlatego tez jest tu wiele przychodzenia i odchodzenia z sesshin, co 
na poczatku bardzo przeszkadza. Surowa, widoczna dyscyplina, 
jaka narzuca zycie klasztorne, musi byc tu przestrzegana 
indywidualnie. Szybko dostrzeglam ogromna powage w tej 
pozornie rozluznionej atmosferze sesshin. Dzieki temu, ze 
przestrzen swiatyni byla tu ograniczona, weszlam w blizszy kontakt 
z innymi; wieczorem nie moglam juz udawac sie na spoczynek do 
mego malego pokoiku, lecz musialam zadowolic sie mata 
rozlozona w pokoju, który dzielilam z wieloma innymi osobami. Po 
okresie pobytu w przestronnym klasztorze - chociaz obowiazywaly 
tam bardziej surowe zakazy - praktykowanie zazen w tak 
klopotliwych (dla mnie) warunkach bylo w pewnym sensie 
wstrzasem. Jednakze po kilku sesshin w tej swiatyni odkrylam, ze 
siedzenie z ludzmi, którzy tak jak ja nie byli ani mniszkami, ani 
mnichami czy kaplanami, jest pobudzajace i inspirujace. 

Zblizalo sie sesshin rohatsu w Taihei-ji, a ja mialam mieszane 
uczucia co do wziecia w nim udzialu. Slyszalam pare relacji z tego 
corocznego sesshin, odbywajacego sie w pelni zimy, od ludzi, 
którzy doswiadczyli go w klasztorach. Znane ono bylo jako 
najciezsze ze wszystkich w roku, jako nieustanna bitwa z zimnem i 
zmeczeniem. Mialam gleboki lek przed skrajnym zimnem. Gdy 

background image

dostawalam dreszczy, moje cialo stawalo sie zazwyczaj tak 
sztywne, ze nie moglam utrzymac siedzacej pozycji. Wskutek 
wielkiego zmeczenia stawalam sie zwykle roztargniona. Uwazalam, 
ze te dwie przeszkody to moi prawdziwi wrogowie. Jednoczesnie 
gleboko mnie poruszal fakt, ze sesshin rohatsu odbywalo sie z 
okazji rocznicy oswiecenia Buddy, która to rocznica przypadala na 
dzien przed moimi urodzinami. W koncu postanowilam wziac w nim 
udzial i dac z siebie wszystko. To mialo byc moje szóste sesshin w 
Japonii. Po raz pierwszy mialam silne przeswiadczenie, ze 
urzeczywistnienie Jazni w trakcie tego sesshin jest dla mnie rzecza 
calkowicie mozliwa. Czulam równiez, ze bardzo tego potrzebuje. 
Od wielu tygodni trwal nawrót niepokojów i obaw, z którymi tak 
ostro walczylam w Stanach Zjednoczonych. Doszlo do tego jeszcze 
zniecierpliwienie i drazliwosc. W dodatku mialam calkowicie dosc 
wewnetrznych, umyslowych i emocjonalnych napiec, które 
dotychczas dominowaly w mym zyciu, i czulam, ze tylko dzieki 
doswiadczeniu samourzeczywistnienia bede w stanie wydostac sie 
z choroby. Zapakowalam najcieplejsze ubrania, a gdy 
przekrecalam klucz w zamku, ogarnelo mnie uczucie glebokiej 
radosci. W glebi serca wiedzialam, ze osoba, która otworzy te drzwi 
po sesshin, nie bedzie ta osoba, która teraz je zamyka. Pierwszego 
dnia sesshin odkrylam, ze zupelnie nie jestem w stanie utrzymac 
swego umyslu w równowadze. Wchodzenie i wychodzenie innych 
osób, bioracych udzial w tym sesshin, jak równiez halas i 
zamieszanie spowodowane uzywaniem kyosaku byly zródlem 
nieustannych zaklócen. Poskarzylam sie rosiemu i powiedzialam, 
ze moje zazen bylo o wiele lepsze, gdy sama praktykowalam w 
domu; rosi pouczyl mnie, bym nie zwracala uwagi na innych, i 
zaznaczyl, ze wazna rzecza jest ksztalcenie w sobie umiejetnosci 
medytowania w okolicznosciach rozpraszajacych uwage. Ani razu 
podczas tego sesshin nie bylam uderzona kyosaku. W trakcie 
poprzednich sesshin rozpraszalo mnie to do tego stopnia, ze rosi 
wydal instrukcje, by mnie nie uderzac. 
Pod koniec drugiego dnia moja koncentracja wzmocnila sie. Nie 
odczuwalam juz wielkiego bólu w nogach, a zimno znosilam dzieki 
ubraniu, które wzielam ze soba. Byl jednak problem, który mial dla 
mnie coraz wieksze znaczenie. Raz po raz mówiono mi, zebym 
umiescila swój umysl na dnie brzucha czy tez, dokladniej mówiac, 
w rejonie ponizej pepka. Im bardziej próbowalam to robic, tym 
mniej rozumialam, o co chodzi z tym dnem brzucha i dlaczego jest 
to tak wazne miejsce. Zwane ono bylo przez rosiego osrodkiem lub 
tez ogniskowa, ale ja pojmowalam to tylko w filozoficznym 
znaczeniu. Mialam umiescic swój umysl w tym "filozoficznym" 
miejscu i powtarzac "Mu". Nie moglam znalezc zadnego zwiazku 
miedzy organami brzucha i procesami medytacji zen, a tym 
bardziej oswieceniem. Przekonawszy sie o mym szczerym 

background image

pragnieniu samourzeczywistnienia, rosi wyznaczyl mi co prawda 
koan Mu tudziez poinstruowal mnie co do jego celu i zastosowania, 
ale mimo to bylam nadal zaklopotana i nie wiedzialam, jak 
wypowiadac Mu. Wczesniej próbowalam traktowac je tak samo, jak 
hinduska mantre Om, to znaczy stajac sie jednym z jego 
wibracjami, bez zapytywania o to, czym jest. Teraz próbowalam 
wyobrazic sobie Mu jako diament na koncu swidra, a siebie sama 
jako wiertacza przebijajacego sie przez poklady umyslu niczym 
przez uklad warstw geologicznych; przewierciwszy je mialam w 
koncu dotrzec do czegos, czego nie znalam. 
Rankiem trzeciego dnia udalo mi sie naprawde skoncentrowac 
dzieki analogii swidrowania. Moglam wreszcie zogniskowac swój 
umysl gdzies w brzuchu, nie wiedzac dokladnie gdzie, i siedziec 
stabilnie jak skala. Przed poludniem, tuz po wykladzie rosiego, 
weszlam w dosc gleboka koncentracje, zwiekszajac sile kazdego 
oddechu, który zsynchronizowalam z powtarzaniem Mu. 
Spodziewalam sie, ze to wzmozenie wysilku jeszcze bardziej 
wzmocni koncentracje. Po okolo pietnastu minutach polaczenie 
tego pelnego sily oddychania z powtarzaniem Mu zaczelo 
wywolywac w przegubach mych rak dziwne mrowienie, które wolno 
rozprzestrzenilo sie w dloniach i palcach, a takze w góre, ku 
lokciom. Gdy uczucie mrowienia bylo juz bardzo silne, rozpoznalam 
je jako identyczne z tym, którego w zyciu doswiadczalam juz pare 
razy w chwilach powaznych wstrzasów emocjonalnych. 
Powiedzialam sobie, ze jesli jeszcze bardziej zwieksze sile mego 
oddechu i koncentracji, to byc moze dojde do kensho. Zrobilam tak 
i udalo mi sie jedynie pogorszyc sytuacje, doprowadzilam sie 
bowiem w koncu do stanu omdlenia. Przedtem jeszcze pojawil sie 
bardzo gleboki i rozdzierajacy zal, z którym nadeszly gwaltowne, 
spazmatyczne dreszcze i zgrzytanie zebów. Nerwowe paroksyzmy 
raz po raz wstrzasaly moim cialem. Bardzo plakalam i wilam sie, 
jak gdyby przeplywal przeze mnie strumien elektrycznosci. Potem 
zaczelam obficie sie pocic. Wydawalo mi sie, ze bóle calego 
wszechswiata szarpia mój brzuch. Czulam sie tak, jakbym byla 
wciagana w wir mak nie do zniesienia. Pamietam, ze jakis czas 
pózniej - nie jestem w stanie powiedziec, kiedy - uslyszalam, jak 
maz kaze mi przerwac zazen, polozyc sie i odpoczac. Opadlam na 
poduszke do siedzenia i zaczelam drzec. Moje rece byly calkiem 
sztywne; ani palce, powyginane teraz pod róznymi katami, ani 
lokcie nie chcialy sie zginac. Krecilo mi sie w glowie i lezalam 
wyczerpana. Powoli jednak odprezylam sie. Uplynelo pól godziny, 
gdy wszystko uspokoilo sie, wrócilam do sil i znów bylam pod 
kazdym wzgledem gotowa do podjecia zazen. W czasie 
popoludniowego dokusan rosi natychmiast zapytal mnie, co sie 
stalo. Gdy mu powiedzialam, odparl, ze to bylo makyo i ze mam 
dalej praktykowac zazen. Ostrzegl mnie, ze takie rzeczy moga sie 

background image

teraz zdarzac; ukazywaly one, ze moja medytacja poglebia sie. 
Potem poinstruowal mnie, bym szukala Mu w rejonie splotu 
slonecznego. Slowa "splot sloneczny" spowodowaly, ze nagle i po 
raz pierwszy wszystko znalazlo sie na swoim miejscu - wiedzialam 
dokladnie, skad wyruszam i co mam czynic. 

Nastepnego, czwartego dnia, uslyszawszy dzwonek o 4 rano, 
przebudzilam sie i natychmiast zorientowalam sie, ze nie 
oddzielilam sie od Mu w trakcie snu, do czego wlasnie rosi 
nieustannie zachecal. Podczas pierwszego okresu siedzenia, przed 
porannym dokusan, zaczely pojawiac sie symptomy doswiadczen z 
poprzedniego dnia. Powiedziawszy sobie, ze bylo to tylko makyo, 
postanowilam wszystko wytrzymac i tym razem po prostu 
kontynuowalam swoja praktyke. Jednakze moje nogi stopniowo 
ulegaly paralizowi; uslyszalam, jak maz mówi do mnie gdzies z 
daleka, ze jestem w transie. Myslalam, ze moje cialo zacznie 
lewitowac, ale nadal praktykowalam zazen. Potem przewrócilam 
sie i bezsilna lezalam nieruchomo. Gdy poczulam sie na tyle 
dobrze, aby móc znów rozpoczac zazen, poranne dokusan 
zakonczylo sie. 
Zaczelam zastanawiac sie nad soba i doszlam do wniosku, ze 
musze chyba popelniac jakis blad, ze w jakis sposób zle kieruje 
swoja energia. W okresie odpoczynku po porannym wykladzie 
nagle zdalam sobie sprawe z tego, ze ten osrodek, gdzie - jak 
mówiono mi - mam umiescic swój umyst, musi byc pewnym od 
dawna znanym mi obszarem. Byla to kraina, do której; zawsze, od 
wczesnego dziecinstwa, wewnetrznie sie wycofywalam, aby 
rozmyslac. Zbudowalam w sobie caly szereg intymnych wyobrazen 
o niej. Gdy pragnelam pojac "prawde" jakiejs sytuacji, kierowalam 
sie ku temu szczególnemu obszarowi, zeby rozpatrzyc wszystkie 
problemy, do których musialam podchodzic z dzieciecym wprost 
nastawieniem umyslu, wolna od przesadów. Bylam po prostu 
zmuszona, zeby utrzymywac tam swój umysl i trwac w 
znieruchomieniu, prawie bez oddychania, póki cos sie z czyms nie 
polaczylo. Wierzylam, ze to byl obszar, o który chodzilo rosiemu. 
Wyczulam go intuicyjnie i z cala energia zesrodkowalam tam Mu. 
W pól godziny potem zaczal rosnac w mym brzuchu cieply punkt, 
który wolno rozprzestrzenil sie w kierunku kregoslupa, stopniowo 
wspinajac sie w góre mego stosu pacierzowego. To bylo to, ku 
czemu dazylam. 
W uniesieniu powiedzialam rosiemu na nastepnym dokusan, ze 
odkrylam to miejsce, i opisalam sposób jego dzialania, tak jak tego 
zawsze doswiadczalam. "Dobrze!" - powiedzial. "A teraz dalej!" 
Wróciwszy na swoje miejsce, rzucilam sie w zazen z takim 
wigorem, ze nie minelo wiele czasu, a paraliz znów zaczal sie 
pojawiac. Byl to najciezszy z dotychczasowych ataków. Nie 

background image

moglam w ogóle sie poruszac, a maz musial mi pomóc polozyc sie i 
okryl mnie kocami. Gdy tak lezalam, regenerujac sily, myslalam: 
"Moje cialo w oczywisty sposób nie jest w stanie wytrzymac 
wysilku, który mu narzucam. Jesli mam wejrzec w Mu, to musi to 
byc zrobione za pomoca samego umyslu i powinnam jakos trzymac 
w ryzach me fizyczne i psychiczne energie, które trzeba zachowac 
do czasu ostatecznego wysilku". Gdy tym razem odzyskalam sily, 
próbowalam skoncentrowac umysl bez wymawiania czy tez 
myslenia Mu, lecz okazalo sie to trudne. Praktycznie oznaczalo to 
odlaczenie koncentracji od rytmu oddychania. Udalo mi sie to po 
wielokrotnych wysilkach; wreszcie bylam w stanie trwale utrzymac 
swój umysl w brzuchu, tak jakbym uwaznie na cos spogladala, 
pozwalajac po prostu mojemu oddechowi nabrac takiego rytmu, do 
jakiego akurat byl sklonny. Im bardziej koncentrowalam umysl w 
mym brzuchu, tym wiecej mysli powstawalo w glowie na 
podobienstwo chmur. Lecz nie byly to mysli dyskursywne. Byly one 
jak odskocznia do dalszej praktyki. Skakalam od jednej do drugiej, 
poruszajac sie bezustannie po dobrze oznaczonej sciezce, która 
kroczylam dzieki zachetom ze strony mojej intuicji. Mimo wszystko 
wierzylam, ze w pewnym momencie mysli te znikna, a umysl stanie 
sie calkiem pusty - jak oczekiwalam - przed kensho. Obecnosc tych 
mysli sygnalizowala mi, ze musze byc nadal daleko od celu. By 
zachowac jak najwiecej energii, rozluznilam sie, a koc, który 
swobodnie okrywal moje cialo, nasunelam na glowe, zeby sie 
rozgrzac. Pozwolilam dloniom opasc bezwladnie na lono i 
rozlaczylam nogi, przechodzac do luznej pozycji skrzyznej. Nawet 
ten nikly zastrzyk energii spowodowal, ze zaostrzyla sie 
intensywnosc koncentracji mojego umyslu. 

DOSWIADCZENIA

Nastepnego ranka, to znaczy piatego dnia sesshin, rosi powiedzial 

mi na dokusan, ze znajduje sie w krytycznym punkcie i ze nie 

wolno mi odlaczyc sie od Mu nawet na moment. Lekajac sie, ze 

oba pozostale dni i noce byc moze nie wystarcza, trzymalam sie 

Mu jak buldog swej kosci, kurczowo i tak nieustepliwie, ze dzwonki i 

inne sygnaly staly sie niewyrazne i nierzeczywiste. Juz nie 

pamietalam nawet, co trzeba robic, gdy rozlegaja sie sygnaly, i 

musialam pytac mojego meza, co one oznaczaja. Aby podtrzymac 

sily, jadlam obficie podczas kazdego posilku i wykorzystywalam na 

odpoczynek caly czas, jaki przewidywal harmonogram sesshin. 

Czulam sie jak dziecko, które wybiera sie w dziwna, nowa podróz, 

prowadzone krok za krokiem przez rosiego. 

Wyszedlszy tego popoludnia, zeby sie wykapac, na ulicy myslalam 

o Mu. Zaczynalam sie denerwowac. "Co to w ogóle jest to Mu?" - 

background image

zapytywalam sie. "O nieba! Co to moze byc? To absurdalne! 

Jestem pewna, ze nie ma zadnej takiej rzeczy jak Mu. Mu nie jest 

czyms!" - wykrzyknelam z irytacja. Gdy tylko powiedzialam, ze to 

jest nic, przypomnialam sobie nagle o tozsamosci przeciwienstw. 

"Oczywiscie, Mu jest równiez wszystkim!" Podczas kapieli 

myslalam: "Skoro Mu jest wszystkim, to jest ono równiez woda do 

kapieli, tak jak i mydlem, i kapiacym sie". Kiedy wznowilam swoje 

siedzenie, dzieki temu wgladowi nabralo ono rozpedu. 

Rosi mial w zwyczaju dokonywac inspekcji i przemawiac do 

wszystkich siedzacych kazdego ranka o 4.30. Upatrujac analogie w 

bitwie, w której przeciwstawiaja sie sobie sily niewiedzy i 

oswiecenia, rosi zachecal nas do tego, abysmy "atakowali wroga" z 

wiekszym wigorem. Mówil: "Doszliscie do etapu walki wrecz. 

Mozecie uzywac wszelkich srodków i kazdej broni!" Gdy tylko 

uslyszalam te slowa, znalazlam sie w gestej dzungli - w 

poszukiwaniu mego "wroga" zaczelam przebijac sie przez 

ciemnosci gestwiny z ogromnym nozem, dyndajacym u pasa. Ten 

obraz wracal raz po raz i zaczelam przypuszczac, ze przy pomocy 

Mu mam w jakis sposób pokonac "wroga", ku któremu wlasnie sie 

zblizam, aby ostatecznie sie z nim rozprawic. 

Szóstego dnia po poludniu znów w wyobrazni wyrabywalam 

sciezke przez dzungle, paplajac do siebie, szukajac przed soba w 

ciemnosciach przeswitu i czekajac na "powódz swiatla", która miala 

oznaczac, ze jestem przy koncu szlaku. Nagle wybuchnelam 

wewnetrznym smiechem i zdalam sobie sprawe, ze jedyny sposób, 

w jaki moge pokonac tego "wroga", gdy sie pojawi, to objac go. 

Ledwo to pomyslalam, "wróg" zmaterializowal sie przede mna 
ubrany w strój rzymskiego setnika, z krótkim mieczem i tarcza 

wzniesiona do ataku. Podbieglam do niego i z radoscia zarzucilam 

mu ramiona na szyje. Roztopil sie w nicosci. W tym momencie 

zobaczylam jasniejace swiatlo, które przebijalo przez ciemnosci 

dzungli. Poszerzalo sie ono i poszerzalo. Stalam, gapiac sie na nie, 

gdy posrodku niego pojawily sie slowa: "Mu to ja!" Oniemialam, 

nawet mój oddech sie zatrzymal. Czyz moglo tak byc? "Tak, to jest 

to! Mu to ja, a ja to Mu!" Istna fala radosci i ulgi przeplynela przeze 

mnie. 

Pod koniec nastepnego okresu kinhin szepnelam do mojego meza: 

"Jak wiele powinnam rozumiec, gdy rozumiem Mu?" Przyjrzal mi 

sie uwaznie i zapytal: "Czy ty naprawde rozumiesz?" "Chcialabym, 

zeby rosi przeegzaminowal mnie podczas nastepnego dokusan" - 

powiedzialam. To nastepne dokusan mialo sie odbyc dopiero za 

piec godzin. Niecierpliwilam sie, bo bardzo chcialam wiedziec, czy 

rosi potwierdzi moje rozumienie. W glebi serca bylam pewna, ze 

wiem czym jest Mu i zdecydowanie sobie obiecalam, ze jezeli moja 

odpowiedz nie zostanie przyjeta, to na zawsze zostawie zen. Jesli 

background image

ja bylam w bledzie, to i zen byl w bledzie. Mimo pewnosci siebie 

czulam, ze byc moze nie bede w stanie udzielic odpowiedzi na 

sprawdzajace pytania w sposób wlasciwy zen, albowiem nie 

wiedzialam jeszcze, jak wyrazic zen.

W koncu przyszla pora na dokusan i poprosilam rosiego, by mnie 

sprawdzil. Spodziewalam sie, ze postawi mi jedynie pytanie o to, 

czym jest Mu. Zamiast tego zapytal sie mnie: "Jaka jest dlugosc 

Mu? Ile lat ma Mu?" Myslalam, ze sa to typowe, trickowe pytania 

zen, i siedzialam milczaca oraz zaklopotana. Rosi przygladal mi sie 

uwaznie, a potem powiedzial, ze musze ujrzec Mu bardziej 

wyraznie i ze w ciagu tego czasu, jaki pozostal do konca sesshin, 

mam praktykowac zazen z mozliwie najwieksza intensywnoscia.

Gdy wrócilam na swoje miejsce, rzucilam sie w zazen raz jeszcze z 

calej mocy. Teraz nie bylo juz mysli - wyczerpalam je wszystkie. 

Siedzialam, siedzialam i siedzialam godzina za godzina, calym 

mym umyslem myslac tylko Mu. W moim kregoslupie znów 

stopniowo narastal zar. Miedzy brwiami pojawil sie goracy punkt, 

który zaczal intensywnie wibrowac. Chmury zaru splywaly z niego 

po moich policzkach, szyi i ramionach. Pomyslalam, ze z 

pewnoscia cos musi nastapic, przynajmniej jakas wewnetrzna 

eksplozja. Nic sie nie stalo poza tym, ze doswiadczylam 

powtarzajacych sie wizji, w których siedzialam ze skrzyzowanymi 

nogami i medytowalam na jalowym stoku góry albo przedzieralam 

sie w palacym sloncu i z mozolem przez zatloczone miasta. 

Podczas nastepnego dokusan opowiedzialam rosiemu o tych 

wrazeniach i wizjach. Rzekl mi, ze dobrym sposobem na 

sciagniecie tego wibrujacego osrodka, który obecnie znajdowal sie 

miedzy oczyma, z powrotem do splotu slonecznego jest 

wyobrazanie sobie czegos na podobienstwo miodu, slodkiego i 

lepkiego, splywajacego w dól. Powiedzial mi równiez, abym sie nie 

zajmowala ani tymi wizjami, ani chmurami zaru. Oba te zjawiska 

powstaly wskutek poteznego wysilku, którego dokonywalam. 

Jedynie uporczywe koncentrowanie sie na Mu bylo wazna rzecza. 

Po kilku próbach udalo mi sie ponownie ów osrodek umiescic w 

splocie slonecznym i kontynuowac praktyke zgodnie z nakazem 

rosiego.

Nastepnego, siódmego dnia raz jeszcze pojawilam sie przed rosim 

na dokusan. Bylam tak fizycznie wyczerpana szescioma czy 

siedmioma godzinami bezustannego zazen, ze prawie nie moglam 

mówic. Niepostrzegalnie mój umysl wszedl w stan nieziemskiej 

jasnosci i przytomnosci. Wiedzialam, i wiedzialam, ze wiem. Rosi 

zaczal mnie lagodnie wypytywac: "Ile lat ma Bóg? Daj mi Mu! 

Pokaz mi Mu na dworcu kolejowym!" Moje wewnetrzne widzenie 

background image

bylo teraz calkowicie wyrazne i bez wahania odpowiadalam na 

wszystkie pytania; rosi, mój maz, który tlumaczyl, i ja, wszyscy 

smielismy sie radosnie. Wykrzyknelam: "To wszystko jest takie 

proste!" Rosi powiedzial mi, ze od tej pory moja praktyka z 

nastepnymi koanami bedzie inna, oraz wyjasnil, jak to ma sie 

odbywac.

Bylam zbyt zmeczona i zesztywniala, by dalej siedziec, wiec 

wymknelam sie po cichu z glównej sali i wrócilam do lazni, zeby 

wziac druga kapiel. Nigdy przedtem droga nie byla tak bardzo 

droga, sklepy tak doskonalymi sklepami, a zimowe niebo tak 

niewypowiedzianie rozgwiezdzonym niebem. Radosc kipiala we 

mnie jak swieze zródlo.

Dni i tygodnie, które nastapily potem, byly najbardziej radosne i 

spokojne w mym zyciu. Nie istnialo cos takiego jak "problem"; albo 

robilam cos, albo nie, a w zadnym przypadku nie bylo zmartwienia 

ani troski. Niegdysiejsze zwiazki z ludzmi, które w swoim czasie 

wzbudzaly we mnie gleboki niepokój, teraz widzialam z calkowitym 

rozumieniem. Po raz pierwszy w zyciu moglam poruszac sie jak 

powietrze, w kazdym kierunku, nareszcie wolna od mego ja, które 

dotychczas dzwigalam jak okowy.

Szesc lat pózniej:

Pewnego wiosennego dnia, gdy pracowalam w ogrodzie, powietrze 
zdawalo sie drzec w dziwny sposób, tak jakby nowy wymiar ukazal 
sie przed zwyklym nastepstwem czasu. Uprzytomnilam sobie, ze 
wydarzy sie cos niepomyslnego, jesli nawet nie tego dnia, to 
wkrótce. Pragnac sie na to w jakis sposób przygotowac, podwoilam 
czas codziennych siedzen i co noc, do pózna, studiowalam 
buddyjskie ksiazki.

Pare wieczorów pózniej starannie przejrzalam Tybetanska ksiege 
zmarlych, nastepnie wykapalam sie, usiadlam przed obrazem 
Buddy i cichutko przy swiecach wysluchalam powolnej czesci 
Kwartetu a-moll Beethovena, bedacego wyrazem najglebszego 
ludzkiego wyrzeczenia sie siebie; potem poszlam do lózka. 
Nastepnego ranka, tuz po sniadaniu, raptem poczulam sie tak, 
jakbym zostala uderzona przez piorun, i zaczelam drzec. Ponownie 
zaczelam przezywac swoje trudne narodziny, które ciagle 
pozostawaly w mojej pamieci jako uraz. Otworzylo to, niczym klucz, 
mroczna komnate tajemniczych kompleksów i leków, które 
wyplynely ze mnie jak trucizny. Lzy tryskaly mi z oczu i tak mnie 
oslabily, ze musialam sie polozyc. Bylo w tym jednak glebokie 

background image

szczescie... Pomalu moje widzenie zmienialo sie. "Ja jestem 
martwa! Nie ma niczego takiego, co mozna by nazwac mna! Nigdy 
mnie nie bylo! To alegoria, umyslowy obraz, wzór, wedlug którego 
nic nigdy nie zostalo uksztaltowane". Radosc oszolomila mnie. 
Konkretne przedmioty jawily mi sie jako cienie, a wszystko, na 
czym moje oczy spoczely, bylo promiennie piekne.

Te slowa sa w stanie jedynie zasugerowac to, co w tak zywy 
sposób zostalo mi ukazane w kolejnych dniach:

1) Swiat, taki jaki jest postrzegany przez zmysly, nie jest w 
najmniejszym stopniu prawdziwy (w znaczeniu pelni), dynamiczny 
(w znaczeniu wiecznego ruchu), ani wazny w przeogromnej 
"geometrii istnienia" o niewypowiedzianej glebi, której tempo 
wibracji, intensywnosc i subtelnosc sa poza slownym opisem.

2) Slowa sa nieporeczne i prymitywne - niemal bezuzyteczne; nie 
oddaja prawdziwych, wielowymiarowych dzialan nieopisywalnie 
przepastnego kompleksu dynamicznej potegi; by wejsc w kontakt z 
nia, nalezy porzucic swój normalny poziom swiadomosci.

3) Najmniejsze dzialanie, takie jak jedzenie czy drapanie sie w 
ramie, nie jest proste. Stanowi jedynie widzialny moment w siatce 
przyczyn i skutków, które siegaja w przód ku Niewiadomemu i 
cofaja sie z powrotem ku nieskonczonosci Ciszy, dokad 
jednostkowa swiadomosc nie jest w stanie wkroczyc. Naprawde nie 
ma nic do "wiedzenia", nic co mozna by wiedziec.

4) Swiat fizyczny jest nieskonczonoscia ruchu, Czasu-Istnienia. 
Lecz jednoczesnie jest nieskonczonoscia Ciszy i Pustki. Tym 
samym kazdy przedmiot jest przezroczysty. Wszystko ma swój 
wlasny, specjalny, wewnetrzny charakter, swoja wlasna karme, czy 
tez "zycie w czasie", lecz jednoczesnie nie ma takiego miejsca, 
gdzie bylaby próznia, gdzie jeden przedmiot nie przeplywalby w 
drugi.

5) Najmniejsza zmiana pogody, delikatny deszczyk czy tez lagodny 
powiew, dotyka mnie jako cud - cóz moge powiedziec? - cud o 
wspanialosci, pieknie i dobroci nieporównywalnych do niczego. Nie 
ma nic do zrobienia: samo istnienie jest najdonioslejszym, 
calkowitym dzialaniem.

6) Patrzac w ludzkie twarze, widze w nich cos z dlugiego lancucha 
ich przeszlego istnienia, a czasem cos z przyszlosci. Przeszle 
twarze skrywaja sie za twarza zewnetrzna, niczym coraz bardziej 
delikatne tkanki, ale jednoczesnie sa nia nasiakniete.

background image

7) Gdy jestem sama, slysze "piesn" wyplywajaca ze wszystkiego. 
Kazdy przedmiot ma swoja wlasna piesn; nawet nastroje, mysli i 
uczucia maja swoje bardziej subtelne piesni. Jednakze pod ta 
róznorodnoscia lacza sie w jedna, niewyrazalnie przeogromna 
jasnosc.

8) Czuje milosc, która najlepiej byloby nazwac milowaniem, jako ze 
nie ma ona przedmiotu. Ale moje stare, emocjonalne reakcje nadal 
ostro koliduja z wyrazami tego milowania, w najwyzszym stopniu 
lagodnego i przychodzacego bez wysilku.

9) Moja swiadomosc, która nie jest ani mna, ani tez nie-mna, 
ochrania i prowadzi mnie w odpowiednich kierunkach, abym mogla 
wlasciwie wzrastac i dojrzewac, oraz odciaga mnie daleko od tego, 
co jest wbrew temu wzrostowi. Jest ona jakby strumieniem, do 
którego weszlam i który radosnie niesie mnie poza mnie.

Pani D. K., Kanadyjka, gospodyni domowa, lat 35. 

/fragment ksiazki/ 

Philip Kapleau
"Trzy filary zen"
 Zwiazek Buddystów Zen
"BODHIDHARMA"
1999 

Świadectwo przebudzenia

Dana Hofford

Wolnosc jest tu, teraz

Naprawde nie wiem jak zaczac. W moim zyciu nastapil wglad, który 
po prostu przewrócil mój swiat do góry nogami, a raczej postawil go 
na nogi! Wglad ten jest taki, ze Wolnosc ta sama, której szukalam 
od kiedy stalam sie nastolatka, jest tu i teraz. Przedstawiam 
scenariusz mojej podrózy duchowej. Jest dosc skondensowany 

background image

pominelam bowiem wiele istotnych doswiadczen próbujac 
skoncentrowac sie na zasadniczym watku. 

Przez wiele lat bylam gleboko zaangazowana w towarzystwo jogi 
gdzie kladziono nacisk na praktykowanie technik duchowych. 
Powiedziano mi, ze jesli tylko bede medytowac odpowiednio dlugo, 
wykonywac dosc sadhany (praktyka duchowa), sluchac mojego 
guru i wierzyc w kosmologie wówczas któregos dnia, w któryms 
zyciu, pozbede sie okropnego ego i doznam Oswiecenia. 
Przestrzegalam wszystkich nakazów i zakazów: ubieralam sie na 
bialo, odzywialam po wegetariansku, unikalam narkotyków, kawy i 
alkoholu, czytalam literature duchowa. Mimo wszystkich tych lat 
spedzonych w dyscyplinie, przesladowalo mnie jednak uczucie 
niepelnosci. Tesknota narastala nieustannie, przezylam wiele 
doswiadczen, ale moje niezliczone ograniczenia powodowaly, ze 
Oswiecenie wydawalo sie odlegle o cale lata swietlne. W roku 
1991, po 17 latach spedzonych w towarzystwie jogistycznym, stalo 
sie po prostu jasne, ze czas odejsc - bez rozgoryczenia czy zalu. 
Wczesniej juz nie mialam zludzen, ale teraz organizacja ta 
wydawala sie po prostu zbyt mala i duszna. Nie znalazlszy nic 
innego, dryfowalam, ze tak powiem w sensie duchowym przez dwa 
lata. Uprawialam w tym czasie troche medytacji Vipassana, choc 
bez pelnego przekonania. 

Swiatelko w ciemnosciach

Któregos dnia, w lutym 1993, przyjaciólka powiedziala mi o mistrzu 
znanym jako Nisargadatta Maharaj, którego odkryla poprzez 
ksiazke "Tym Jestem" (I Am That). Nie bylam w tym momencie 
specjalnie zainteresowana wiazaniem sie z nowym mistrzem, ale 
przyjaciólka byla dosc podekscytowana i przeczytala mi kilka 
fragmentów:
Pytanie: Jak sie to robi?
Maharaj: Nie ma tu pytania "jak". Utrzymuj w umysle uczucie  
"jestem", zanurz sie w niego az twój umysl i to uczucie stana sie  
jednym. Próbujac wielokrotnie, odkryjesz wreszcie wlasciwa  
równowage miedzy skupieniem i uczuciem a umysl twój osiadzie  
trwale w mysli-uczuciu "jestem". Cokolwiek wtedy myslisz, mówisz  
lub robisz, poczucie niezmiennego i tkliwego bytu pozostaje jako  
zawsze obecne tlo umyslu. 
/Nisargadatta Maharaj/ 

Jego nowina mówi, ze tylko utozsamianie sie z myslami 
przeszkadza nam doswiadczac w zyciu Boga - Jazni - Wolnosci w 
sposób ciagly. Slowa jego byly prawdziwie przejrzyste, jasne i 
radosne. Nie bylo cienia watpliwosci, iz czlowiek ten mieszka w 
tym, o czym mówi i serce zabilo mi z nadzieja. Zaledwie dwa 
tygodnie pózniej zetknelam sie z dwoma innymi mistrzami godnymi 
uwagi. Znajomy powrócil ostatnio z Lucknow w Indiach i 

background image

zorganizowal spotkanie, na którym poinformowal nas o H.W.L. 
Poonja, uczniu znanego dobrze Ramana Maharishi. Poonja, zwany 
tez Papaji, prowadzi satsang, co oznacza "spotkanie z prawda". 
Formalny satsang to okazja, aby przebywac z osoba 
urzeczywistniona, zadawac pytania, mówic o swoich 
doswiadczeniach, dzielic sie inspiracja wierszy, piesni itp. 
Nastepnego dnia obejrzelismy na wideo satsang z udzialem Papaji. 
Obejrzelismy tez fragmenty satsang z Gangaji, urzeczywistniona 
Amerykanka, uczennica Papaji.
Oboje mieli do przekazania to samo, co Nisargadatta. 

Papaji: Ja, pustka, swiadomosc - to ta sama rzecz. Nie mozesz z  
niej wyjsc. Jest zawsze. Myslimy tylko, ze jej nie ma, dlatego  
szukamy. Czasem szukam okularów do czytania, które mam na  
nosie. Szukam wszedzie i nie znajduje. Widze wszystko a nie  
znajduje. Patrze przez okulary, bo bez nich nie widze i nie  
móglbym szukac. Jednak nie widze samych okularów. Nie moge  
ich znalezc. 
/H.W.L. Poonja/ 

Gangaji: Tak! Uczucie zniewolenia nie jest prawdziwym  
zniewoleniem. To mysl o zniewoleniu powoduje przezywanie  
cierpienia tylko dlatego, ze wierzysz iz jest prawdziwa. W swym  
pragnieniu pozostawania w pokoju, nikt nie jest ani zniewolony, ani  
uwolniony. Jest tylko "To". Nie mozliwa do zdefiniowania,  
nieograniczona swiadomosc, w której wszystkie koncepcje  
zniewolenia i wyzwolenia powstaja i znikaja.
 /Gangaji/ 

Po tym wszystkim zakrecilo mi sie w glowie. Ja, która wypelnilam 
zycie najrózniejszego rodzaju technikami duchowymi stanelam oto 
w obliczu prowokujacego stwierdzenia, iz jedyna rzecza 
wymagana, aby byc wolnym jest porzucic wszelkie techniki i 
strategie i przestac wierzyc w mysl, ze nie jestem Wolny. "Nie da 
rady, to nie moze byc takie proste!" bylo moja pierwsza reakcja. 
Jednoczesnie jednak doszlam do konca drogi, szukalam bowiem i 
praktykowalam dlugo bez zadnego trwalego rezultatu. Poza tym, 
wydawali sie tacy pewni tego, co mówia a ich promiennosc byla nie 
do przeoczenia. Od wszystkich trojga bila ogromna moc a przy tym 
tak gleboki pokój, radosc i humor, ze po prostu zupelnie mnie 
urzekli. Papaji mial juz ponad 80 lat i czulam, ze musze sie z nim 
spotkac, zanim opusci ziemski padól. I tak w kwietniu 1993 
pojechalem do Lucknow. Spojrzenie w twarz Papaji bylo jak 
spojrzenie w twarz lwa. Co za nieprawdopodobna moc! 
Opowiedzialam mu, ze mimo wielu fantastycznych doswiadczen na 
przestrzeni lat czuje nadal, ze swiadomosc ograniczona jest do 
mojego ciala. Powiedzial mi, abym zajrzala do wnetrza, tu i teraz, i 
przekonala sie, czy tak jest naprawde. Dialog ten zakonczyl sie 
przezyciem przeze mnie najsilniejszego doswiadczenia bytu, jakie 

background image

mialam w zyciu. Masa wszechprzenikajacej Ciszy lub Ukojenia, 
która objawila mi sie niczym góra chciala po prostu wchlonac 
wszystko inne: mysli, plany, idee i opinie. Najblizsza analogia, jaka 
mi sie nasuwa, to calkowity spoczynek, jaki odczuwamy w glebokim 
snie. Ale ja bylem przebudzona, wlasciwie czulam sie przebudzona 
bardziej niz kiedykolwiek przedtem. Przezycie to trwalo ponad 5 
godzin. 

Odliczanie

Po powrocie do Szwecji, skupilam uwage z odnowiona energia na 
swiadomosci, moim odczuciu "Ja". Doprowadzilo mnie to do 
wielokrotnych silnych doswiadczen. Po kilku miesiacach jednak, 
zycie mnie zdominowalo. Od czasu do czasu myslalam szczególnie 
o Gangaji ale dopiero w styczniu 1995 zmobilizowalam sie, aby 
odnalezc pare, która dwa lata wczesniej pokazala film o Gangaji. 
Pozyczyli mi kilka kaset video i wtedy zaczelo sie prawdziwe 
odliczanie. Zawladnela mna gwaltownie - jej slowa przepelnione 
nektarem, blogi usmiech, uwalniajacy smiech i madrosc. Niemal 
wyrzeklam sie wtedy calego zycia tu w Szwecji, aby pojechac i 
mieszkac w USA, w jej poblizu. Wiedzialam, ze to wyraz 
eskapizmu, ale nie bylo watpliwosci: zabrala mi serce jak nikt nigdy 
przedtem. Napisalam do niej kilka listów, na które 
wspanialomyslnie odpowiedziala. Zdecydowalam sie pojechac do 
niej nastepnego lata. Satsang z Gangaji nie da sie opisac. Trzeba 
to przezyc. Kazdy oczywiscie przezywa inaczej, ale dla mnie 
siedzenie w jej obecnosci, bycie swiadkiem jej dialogu z innymi, 
bylo rajem. Mialam z nia rozmowe, podczas której stwierdzila 
surowo: "wziawszy pod uwage glebokosc twojego przezycia, nie 
masz po prostu wytlumaczenia. Porzuc caly ten nonsens! Tego nie 
da sie zrozumiec. Rozluznij sie. Rzuc to." Wrócilam do Szwecji bez 
zadnej odczuwalnej zmiany. Rozpoczal sie teraz dramatyczny 
okres. Chcialam tak bardzo byc Wolna, ale jednoczesnie 
wiedzialam, ze nic nie moge zrobic, aby to osiagnac. Wystapil 
ostateczny paradoks. Momenty najwznioslejszej blogosci 
przeplataly sie z absolutnie piekielnym uczuciem znalezienia sie w 
malym pudelku bez drogi na zewnatrz. Calkowita desperacja, 
udreczenie i ogromne wewnetrzne cierpienie. W momencie, gdy 
bylo najbardziej intensywne, odczuwalam praktycznie fizyczny ból 
w klatce piersiowej jakby ktos wciskal tam twardy przedmiot. 

Poczatek konca

Pieknego dnia w sierpniu 1995 roku, kilka tygodni po powrocie, 
poszlam na spacer do lasu. Bylam w stanie najglebszego spokoju i 
harmonii. W polowie drogi do domu pojawil sie stary problem: "No 
dobrze, ale co z moim oddzielnoscia i cierpieniem? Wlasnie... och 
nie". Jednak, dzieki jakiejs niezglebionej lasce, ujrzalam nagle co 

background image

sie dzieje! Wszystko jest w doskonalym porzadku, póki nie 
zaczynam myslec o oddzieleniu i cierpieniu. Zobaczylam, ze 
problem lezy w slepej akceptacji tych mysli jako prawdziwych. 
Kiedy tylko przyjmowalam je w swiadomosci takimi jakimi byly, 
doswiadczalam oddzielenia i cierpienia. Wglad ten porazil mnie jak 
grom. Smialam sie glosno i dlugo: "Boze, to nieprawdopodobne... 
Jakiego strasznego figla platam sam sobie". Naprawde jest to tak 
latwe jak mówia! Traumatyczna jazda na "kolejce górskiej" miala 
sie ku koncowi. Jesienia, Wglad stal sie wyrazniejszy. Nadal jednak 
mialam uczucie przywiazania do Gangaji. W odpowiedzi na moje 
listy napisala "Widzisz we mnie wlasna jazn", ale nie chcialam tego 
przyjac. Mialam wyobrazenie, ze Realizacja jest ostatecznie 
bezosobowa i obawialam sie, ze strace milosc do niej i do innych w 
jakiejs przepelnionej spokojem, ale bezosobowej kosmicznej 
jednosci. 

Switanie prawdy

W styczniu 1996, z Lucknow powrócila znajoma totalnie pograzona 
w blogosci slodkiego nektaru Bycia i stwierdzila, iz po prostu tam 
"umarla". Rozmowy z nia wstrzasnely mna i doprowadzily do kilku 
poglebionych Wgladów, z których najwazniejszy byl ten, ze czas 
naprawde nie istnieje. Przeszlosc, przyszlosc i "tam" istnieja tylko 
kiedy o nich mysle. W spokojnym umysle istnieje tylko wieczne tu i 
teraz. Czas plynal oczywiscie dalej na relatywnej plaszczyznie, ale 
postrzegany byl raczej jako czwarty wymiar przestrzeni, nieustanne 
kwitnienie w swiadomosci. Ach co to byla za ulga! Czulam sie, 
jakby zdjeto mi z pleców tone ciezaru i unosilam sie niemal we 
lzach radosci przez ponad godzine. Powiedzialam o tym znajomej i 
choc sluchala z radoscia powiedziala mi, ze nawet blogosc 
przychodzi i odchodzi i ze Prawda lezy jeszcze glebiej... 

To objawilo mi sie dwa miesiace pózniej, znowu podczas spaceru 
w lesie. Calkiem nie dramatycznie, cos we mnie puscilo. "Ja" 
poddalo sie i w tym momencie ujrzalam, ze jestem cala, pelna i 
wolna - nieograniczona swiadomosc. Nie tylko nie utracilam swych 
zwiazków z ludzmi, czego sie obawialam, ale odkrylam, iz ulegly 
one udoskonaleniu w sposób, o jakim nie smialam marzyc, bylem 
bowiem wolna od zadan, oczekiwan i leków. Jazn jest nietknieta i 
nie do zranienia, dlatego moge wreszcie otworzyc sie na innych 
bezwarunkowo i w pelni z nimi obcowac. 

Dzisiaj

Dzis moge tylko powiedziec, ze To jest wiecej niz mialam smialosc 
oczekiwac. Coraz bardziej doswiadczam, ze jestem w Domu, na 
zawsze w Domu. Na powrót stalam sie dzieckiem, kiedy to swiat 
byl tak duzy, pelen przygód i magii. Ta niemozliwa do nazwania 

background image

Jakosc przenika wszystko czyniac go nieziemsko pieknym, pelnym 
niezglebionego znaczenia i nieskonczenie fascynujacym. 
"Doswiadczenie" to przypomina swiadome sny, czyli sny w których 
jest sie swiadomym, ze sie sni. Jest to uczucie takie, ze ... OCH! To 
naprawde sen. Niesamowite! Takie samo uczucie podziwu i 
egzaltacji. Przypomina tez przezycia z psychodelikami i glebokim 
oddychaniem takim, jak oddychanie holotropowe, lub bycie 
zakochanym. Róznica jest taka, ze TO jest tak nieskonczenie 
subtelne i czyste. Nie moge jeszcze powiedziec, ze to mój trwaly 
stan. Czasami stare nawyki biora góre. Ale TO daje sie odczuc 
coraz czesciej. Kiedy w swiadomosci powstaje doswiadczenie 
cierpienia, jest to oznaka nie akceptacji. Pamietajac o tym, nalezy 
zaprzestac zmagan, poddac sie i "umrzec" dla zycia takiego, jakim 
jest. Wówczas to, co nie umiera objawi sie znowu. Trudno o tym 
wszystkim milczec. Niemal wszystko w spoleczenstwie 
przeciwstawia sie tej prawdzie o Wolnosci. Jestesmy 
uwarunkowani, ba - poddawani praniu mózgu od wczesnego 
dziecinstwa - gdy mamy wierzyc, ze potrzebujemy przedmiotów, 
zdrowia, zwiazków i religii do bycia szczesliwym. A potem 
przechodzimy rózne terapie, strategie i techniki, aby zdobyc te 
rzeczy i pokonywac przeszkody. Ale to wszystko falsz. Szczescie 
jest tu i teraz. Patrze wokól i widze coraz wyrazniej, ze nie istnieje 
nic co nie byloby oswiecone. Kazda istota jest unikalnym wyrazem 
niezwyklego piekna. Czasem jest to tak silne, ze doslownie 
zakochuje sie w kazdym, kogo widze: starych ludziach, "brzydkich" 
ludziach, skinheadach, biznesemnach. To samo poruszenie serca. 
Staje sie jasne, ze jedyna rzecza jaka nalezy zrobic, lub raczej 
cofnac, czy "odkrecic", aby doswiadczyc tego stanu, to puscic 
wszystkie neurotyczne mysli, jakie ze soba nosimy. Puscic mysli 
zarówno o tym co pozadane, jak i niepozadane. Osmielic sie puscic 
WSZYSTKO i dac krok w Nieznane. 

Jesli cos z tego znajduje w Tobie oddzwiek drogi Czytelniku 
zapraszam cie, abys nie tracil ani minuty. Nie nurzaj sie juz w 
falszu oddzielenia. Zbadaj swa Jazn i zobacz sam: jestes Wolny tu i 
teraz. Zbudz sie i rycz jak Lew. 

Tlum. Krzysztof Korkosz

Przestań sobie wyobrażać 

Catherine Ingram

background image

"Wyobraz sobie, ze otacza cie tysiac glodnych tygrysów. Co bys zrobila?" 

Kiedys mój szescioletni znajomy zadal mi to pytanie. Wyobrazilam sobie 
te sytuacje i nie mogac wpasc na sensowny plan dzialania powiedzialam: 
„Jejku, nie wiem. A co ty bys zrobil?” Odparl: „Przestalbym sobie 
wyobrazac”. 

Pod wieloma wzgledami, nasze zwykle wyobrazanie sobie, ze jestesmy 
kims, ze musimy cos udowodnic, poprawic swój wizerunek, przypomina 
wyobrazanie sobie, ze jest sie otoczonym przez tysiac glodnych tygrysów. 
Jest to stan leku oparty na zludzeniu stworzonym przez nas samych. 
Kiedy tylko traktujemy sie jak oddzielna istote - jako kogos - zaczynamy 
mniej czy bardziej wspólzawodniczyc z innymi istotami lub zabezpieczac 
sie przed nimi. Wraz z przekonaniem, ze istnieje „ja”, „moje” i „mnie” 
pojawia sie lek i pragnienie. Jest to transakcja wiazana. Obudzenie sie 
polega na odmowie uczestniczenia w tym koszmarze, na prostej decyzji, 
aby przestac sobie wyobrazac. Oprócz tego, nie potrzeba nic wiecej. 
Innymi slowy, nie potrzeba nic innego w to miejsce. Nalezy tylko przestac 
zajmowac sie myslami i przekonaniami, które nie sa prawdziwe. Wtedy 
prawdziwe piekno, którym jestes, twoja prawdziwa natura zaczyna 
blyszczec w sposób naturalny, bez wysilku. 

Klasyczna metafora mówi, iz obserwujemy jakby chmury zaslaniajace 
slonce. W koncu chmury przechodza. Inteligentny obserwator nie bedzie 
zakladal, ze to zachmurzenie stworzylo slonce. Rozpozna raczej, ze 
slonce bylo tylko zasloniete przez chmury, ale caly czas bylo na miejscu. 
W ten sam sposób, nasza natura czystego istnienia ulega czasem 
zaslonieciu, ale lsni zawsze. 

Jesli jednak jest to takie proste, takie dostepne, takie oczywiste, dlaczego 
ludzie tak konsekwentnie i stale rozmijaja sie z ta rzeczywistoscia? Czemu 
podejmuja zarliwy trud uprawiania technik, programów i religii po to, aby 
jeszcze bardziej otoczyc sie ideologia, a nawet toczyc wojny, aby obronic 
swoja „wiare”? 

Odpowiedz na to pytanie wiaze sie z zainwestowaniem w wierzenia. 
Przeprowadzalam kiedys wywiad z Krishnamurtim i gdy mialam wlasnie 
zadac mu pytanie zaczynajace sie od slów: „Czy wierzy pan...?” przerwal 
mi mówiac „W nic nie wierze.” Wiekszosc ludzi wierzy swoim myslom i gdy 
duzo mysla na jakis temat przez dlugi okres czasu dokonuja jakby 
dlugoterminowej inwestycji w prawdziwosc tych mysli. Dobra wiadomosc 
jest taka, ze po pierwsze nie ma potrzeby wierzyc swoim myslom a po 
wtóre, nic nie tracimy porzucajac owa dlugoterminowa inwestycje w swoje 
wierzenia. Przeciwnie, bez dawania wiary nawykowym myslom zaczniemy 
widziec jasniej i otworza sie nasze mozliwosci. To wlasnie mial na mysli 
Suzuki Rosni mówiac: „W umysle poczatkujacego mozliwosci jest wiele. 

background image

W umysle eksperta jest ich malo.” 

Wierzenia zamykaja nas w ustalonym sposobie postrzegania, gdyz 
rzeczywistosc filtrowana jest przez poglady niczym przez sito i warunkuje 
nasze prawdziwe doswiadczenia zyciowe. Jak kto wierzy, tak doswiadcza. 
Jesli ktos jest przekonany, ze swiat jest niebezpiecznym miejscem, 
doswiadcza niebezpieczenstw naokolo siebie. Jesli ktos wierzy, ze zostal 
skrzywdzony w dziecinstwie, doswiadcza zycia jako ofiara i czuje sie 
krzywdzony na kazdym kroku. Kto wierzy, ze potrzeba mu jeszcze czegos 
wiecej do szczescia - wiecej pieniedzy, seksu, wladzy, czy rozglosu - 
doswiadcza glodu i poczucia braku, bez wzgledu na to jak bardzo jest 
obsypywany darami opatrznosci. 

Mysli te i koncepcje koncentruja sie wokól jednego centralnego wierzenia - 
wiary w „ja”. Jest to fundament calego zludnego gmachu cierpienia. Wraz 
z nim przychodzi obsesja na punkcie tematów zwiazanych z moim zyciem: 
moja przeszloscia, przyszloscia, tym co lubie i czego nie lubie, moimi 
opiniami, potrzebami, uczuciami i wartoscia. Wraz z tym jednym 
centralnym przekonaniem rodzi sie tez ogromny i przytlaczajacy projekt 
pod tytulem „ja” wymagajacy ciaglego zywienia i zajmowania sie nim.
Poniewaz z wiara w prawdziwosc „ja” laczy sie poczucie oddzielnosci, 
dostrzegamy potrzebe ochrony go, co rodzi znuzenie i przewidywanie 
ewentualnych zagrozen. Apetytowi „ja” na przezywanie doswiadczen 
towarzyszy nieublagane poczucie dyskomfortu oraz pragnienie, aby choc 
chwilowo odwrócic uwage od tego projektu. W tym celu naduzywa sie 
wszelkiego rodzaju uzywek, seksu, konsumpcji materialnej i wladzy. 

Po wielu latach pracy nad przedsiewzieciem pod nazwa „ja” i nie 
znajdywaniu trwalej satysfakcji na zadnej drodze do szczescia, niektórzy 
decyduja sie na wypróbowanie innego podejscia i skierowuja projekt w 
strone poszukiwania oswiecenia. Zostaja poszukiwaczami na drodze 
duchowosci. Czesto jednak jest to ten sam projekt „ja”, tylko w nowej 
szacie: „Ja stane sie oswiecony i wtedy bede szanowany, poczuje sie 
lepiej na wlasnym punkcie, bede spedzal czas z uduchowionymi ludzmi, 
wydostane sie z zalosnego stanu w którym dotad zylem a któregos dnia 
bede miec moze wyznawców, seks i pieniadze do upojenia.” 

Znam to dobrze z wlasnego doswiadczenia. Zanim jeszcze skonczylam 
dwadziescia lat, zdalam sobie sprawe, ze wszystkie obietnice szczescia 
na tym swiecie z czasem bledna lub, co gorsza, nabieraja smaku goryczy. 
Przez nastepne dwadziescia lat wiodlam zycie oparte na poszukiwaniach 
duchowych koncentrujac sie glównie na medytacji buddyjskiej.
Robilam to jednak z nadzieja osiagniecia czegos któregos dnia. Chcialam 
czuc sie lepiej, miec poczucie przynaleznosci do czegos, byc madra 
wizjonerka. Dopóki jednak towarzyszylo temu wszystkiemu poczucie „ja” 
nie bylo prawie nadziei, aby poczuc sie lepiej. Nawet kiedy dostawalam to, 
co chcialem, wystepowalo zawsze natretne uczucie, ze wkrótce to utrace. 
Wszystko pozyskane w czasie, zostaje utracone w czasie. 

background image

Patrzac wstecz na zwroty i zawirowania w moim zyciu widze, iz spora 
czesc moich wysilków wyniklych z tesknoty za szczesciem bylo jedynie 
sposobem na wyczerpanie wszystkich mozliwosci, jakie oferuje swiat, w 
tym poszukiwan duchowych. Neti, neti - jak mówia w Indiach. Nie to, ani 
nie tamto. Wiele lat wysilku w dziedzinie duchowosci zakonczylo sie 
rozczarowaniem a rozczarowanie w tej dziedzinie jest najbardziej 
dokuczliwym rodzajem beznadziei, gdyz towarzyszy mu poczucie, ze nie 
ma juz gdzie sie zwrócic.
Jest to tez oczywiscie ewentualny poczatek samorealizacji, bo gdy nie ma 
sie gdzie zwrócic, czlowiek moze byc wreszcie zmuszony rozpoznac te 
tajemnicza istote bytu, która w milczeniu przenika nieustannie takze nasze 
niezadowolenie, ten najwyzszy spokój, który nigdy tak naprawde nie ulegl 
naruszeniu ani wzburzeniu posród wszystkich wedrówek w smutku i 
radosci. Jeden z moich przyjaciól zwrócil ostatnio uwage parafrazujac 
zdanie ze starej piosenki Janis Joplin, ze „wolnosc to inaczej nie miec 
wyboru”). Jesli ma sie szczescie, przychodzi w koncu chwila calkowitego 
porzucenia projektu pod tytulem „Ja”, gdy wyczerpia sie juz marzenia i 
plany nie przynoszac pocieszenia, kiedy nuzace historie na temat „mnie”, 
osiagniec duchowych czy potrzebie okreslonych przezyc w zyciu nie 
pociagaja nas juz i nie sa w stanie wywabic nas ani na chwile z naszej 
siedziby na szczycie góry wolnosci. 

Przebywamy wiec na niej bez wysilku nie szukajac juz milosci lecz bedac 
miloscia, nie pragnac juz wizji, ale bedac nieustannie chrzczonym 
mistyczna wizja doskonalosci, nie próbujac juz zyc w terazniejszosci, lecz 
wiedzac, ze nie ma innego zycia niz w wiecznym strumieniu „teraz”, nie 
próbujac juz oczyscic umyslu lecz wiedzac, ze nic - zadna mysl, troska ani 
wyobrazenie o nas samych nie moze i nigdy nie moglo do nas przylgnac. 

Tlum. Krzysztof Korkosz

W poszukiwaniu Dharmy 

Nauczycielka z Portland (USA) głosi dobrą nowinę 
o duchowej ścieżce „nie-dualizmu”
 

Common Ground, kwiecien 1998

background image

Claire Levine 

Nauczycielka z Portland, Catherine Ingram, opowiada, iz wieksza czesc 
zycia spedzila na poszukiwaniu wolnosci. 

Przez niemal 20 lat próbowala uciec od brzemion zycia poswiecajac sie 
intensywnym praktykom buddyjskim, przeplatanym zajeciami typowymi 
dla mlodziezy dorastajacej w latach siedemdziesiatych. Podrózowala po 
swiecie jako dziennikarka, dzialaczka i poszukiwaczka Dharmy. 

Spedzila wiele miesiecy w osrodkach cichej medytacji i niezliczone 
godziny prowadzac wywiady z przywódcami duchowymi i politycznymi 
obdarzonymi najglebszym wgladem. Napisala ponad 100 artykulów do 
miedzynarodowych magazynów oraz ksiazke zatytulowana „Sladami 
Gandhiego.” 

Ostatnie lata swych poszukiwan wolnosci opisuje jako „gleboka noc 
duszy. Czulam, jakby urzeczywistnienie bylo tak odlegle w czasie, ze 
oddalalo sie raczej niz przyblizalo.” 

W wieku lat 39, Catherine przestala szukac wolnosci. Poznala, ze jest 
wolna - i ze byla wolna zawsze. 

Dzieki slowom i obecnosci H.W.L. Poonjaji, Catherine poznala moc 
tradycji nauczajacej nie-dualizmu. „Moje poczucie oddzielnosci nagle 
zniknelo” mówi o swym pierwszym spotkaniu z czlowiekiem, którego 
uczniowie nazywaja Papaji. 

Wkrótce po tym jak poznala swego nauczyciela w 1991 roku, Catherine 
zaczela pomagac dawnemu przyjacielowi Ram Dass w serii 
prowadzonych przez niego rekolekcji na terenie Stanów Zjednoczonych. 
Podczas sesji w Breitenbush Hot Springs, poznala nauczyciela medytacji 
z Portland, Jerry Jonesa, który zaproponowal, ze pomoze jej 
zorganizowac satsang w Portland. 

W ciagu roku, Catherine przeprowadzila sie do Portland, gdzie urzadzila 
serie satsangów które nazwala „Dialogi Dharmy: wybierz wolnosc”. Takze 
dzisiaj organizuje Dialogi Dharmy i rekolekcje w wielu miastach na 
pólnocy Stanów Zjednoczonych oraz w Europie. 

Catherine naucza, iz sedno sciezki nie-dualizmu to „rozpoznanie wlasnej 
wewnetrznej jazni, istoty bytu, jako wszystkiego czego potrzeba, aby 
osiagnac spokój ducha. To jedyna rzecz, która moze przyniesc nam 
spokój.” 

„Kiedy zdamy sobie sprawe, ze wszystko czego kiedykolwiek pragnelismy 
jest z nami w tej chwili i ze mamy do tego pelny dostep poprzez spoczecie 
w prawdzie terazniejszosci, przekraczajacy wlasciwie nasze najsmielsze 
oczekiwania, mozemy zakonczyc poszukiwanie. 

background image

„Wolnosc mozemy wybrac w kazdej chwili.” 

Catherine zauwaza, iz wszyscy spedzamy znaczna czesc zycia szukajac 
spokoju ducha i wolnosci. Czynimy to na zadziwiajaco wiele sposobów - 
poczawszy od seksu, wladzy i pieniedzy a skonczywszy na mantrach, 
wizualizacjach i krysztalach. Wszystko to jest pozyteczne, gdyz prowadzi 
do wyczerpania - wyczerpania sie umyslu, energii i entuzjazmu dla tego 
rodzaju zajec. W koncu zaczynamy sobie uswiadamiac, ze zadna z tych 
rzeczy nie dziala. 

„Zadne staranie, wysilek, pogon czy poszukiwanie na zewnatrz siebie nie 
da owego wyciszenia i milosci. Mysle, ze wszyscy tak naprawde szukaja 
wlasnie milosci, poczucia bycia razem i intymnosci.” 

„Jedynie gleboki spoczynek w swej najprostszej egzystencji - po prostu 
bycie, po prostu picie herbaty, po prostu rozmawianie, patrzenie i 
sluchanie - jest tym skarbem którego szukamy, niebem zawartym w Tej 
wolnosci.” 

„Wiele osób przychodzi na Dialogi Dharmy sadzac, ze maja zaczac nowy 
rodzaj medytacji. Catherine odpowiada: „Ucze urzeczywistnienia, nie 
medytacji. To wlasnie w urzeczywistnieniu zyjesz w tym co nazywa sie 
medytacja. Zyjesz w poczuciu bytu, w przebudzonej, przytomnej 
swiadomosci, do której próbuje dotrzec kazda dobra praktyka 
medytacyjna, która jest cos warta.” 

„Proponuje, abyscie rozpoznali, ze jest to faktycznie wszystko co w ogóle 
istnieje i po prostu przebywali w tym. Z takiej perspektywy, nie musicie 
nazywac tego medytacja, a juz na pewno nie praktyka, gdyz samo slowo 
„praktyka” zaklada jakis cel, jakas przyszlosc”. 

Catherine kontynuuje: „Mówimy wiec o czyms, co nie jest w przyszlosci - 
przyszlosc nie istnieje. Jest To w pelni obecne w tej chwili i zawsze, po 
prostu jest tu i teraz. Jest to sposób bycia - zycie jako medytacja, jako 
milosc, jako obecnosc.” 

Ostatnio, Catherine zaczela ofiarowac Dialogi Dharmy w Vancouver, B.C., 
w Sedona (Arizona), w San Francisco, w Portland i Los Angeles, gdzie 
naucza od kilku lat. Dowiedziala sie ostatnio, ze w Dublinie, gdzie odbyla 
Dialogi Dharmy kilka razy, prawie 50 osób spotyka sie co tydzien oddajac 
sie zywemu badaniu zasad nie-dualizmu. 

Mimo czestych podrózy, Catherine Ingram osiedlila sie w Portland. „W 
wyniku tamtej pierwszej serii satsang zorganizowanej przez Jerryego 
powstala tu spolecznosc i Portland w koncu stalo sie domem” - mówi. 

„Zakochalam sie w pólnocno-zachodnim bioregionie 10 lat temu, kiedy 
spedzilam rok mieszkajac na wyspie Cortes w Kolumbii Brytyjskiej Klimat i 
piekno tej czesci swiata zawsze mnie oczarowywaly. Nade wszystko, 

background image

kocham lagodny spokój tego miejsca.” 

Podczas Dialogów Dharmy, Catherine odpowiada na pytania w oparciu o 
czytane od lat lektury wielkich swiatowych nauczycieli w polaczeniu z jej 
wlasnymi wgladami od czasu poznania Poonjaji. Cytuje zarówno Jezusa 
jak i Pierwszego Patriarche Zen z Chin czy Ramana Maharishi 
(nauczyciela Poonjaji) zwracajac uwage, iz mistycy na przestrzeni historii 
wskazywali wszyscy na to samo - bezmiar naszej wlasnej swiadomosci. 

Nauki Ramana Maharishi i Pooonjaji okreslane sa jako Advaita Vedanta i 
oparte sa na starej hinduskiej tradycji liczacej kilka tysiecy lat. Jednak 
Ramana, zyjacy w pierwszej polowie XX wieku, poznal prawde bez 
nauczyciela w wieku lat 16. Przezyl on doswiadczenie przypominajace 
smierc podczas którego uswiadomil sobie, ze choc cialo jego moze 
umrzec, prawdziwa jego natura pozostanie nietknieta przez smierc. 
Wkrótce potem udal sie, podazajac za wizja, do odleglej góry, pod która 
przebywal - najczesciej w milczeniu - przez ponad 60 lat. 

Przekazujac nauki tradycji nie-dualistycznej, Catherine radzi innym, aby 
nie wierzyli jej na slowo. „Spróbujcie sami” - mówi czesto. „Teraz, w tym 
momencie, po prostu spocznijcie we wlasnej swiadomosci.” 

„Nie chodzi o to, aby dodac cos do tego co juz mamy” - mówi Catherine. 
„Chodzi o to, aby porzucic historie i wierzenia które przeslaniaja nasza 
swiadomosc.” 

„Satsang” oznacza „wspólnote prawdy” a Catherine postrzega te 
zgromadzenia jako wazny sposób na to, aby ludzie pograzyli sie w 
zrozumieniu swej prawdziwej natury. Zacheca do spedzania czasu, 
formalnie czy nieformalnie, z innymi którzy cenia sobie wolnosc ducha. 

„To zawsze sprawia przyjemnosc i jest szczególnie uzyteczne, jesli 
zapominasz. Mozesz pic kawe z kims, kto nie zapomina, i spedzajac czas 
z ta osoba moze nawet nie pasc slowo „Dharma”, „prawdziwa natura”, czy 
„urzeczywistnienie”. Mozecie rozmawiac o obejrzanym filmie i przy tej 
prostej wymianie zdan wystepuje efekt osmotyczny, który moze posluzyc 
jako silne przypomnienie” - mówi Catherine. 

W tej nauce nie chodzi o pozbycie sie mysli - powiada. „Mysli przychodza 
nieproszone. Mysli niektórych osób sa bardzo uwarunkowane i dotycza 
np. rodziców, rówiesników czy pewnych wydarzen. Mozliwe jest jednak 
poznanie samej ciszy, w której mysli te pojawiaja sie, a która nigdy nie 
ulega splamieniu, skazeniu ani ograniczeniu. 

„Uzywam czasem porównania które mówi, ze nie da sie przyczepic oslego 
ogona na niebie. Ludzie sadza, ze ich mysli sa jak takie ogony, które 
dadza sie przyczepic. Jednak swiadomosc jest jak bezkresne niebo. Nic 
sie jej nie trzyma.” 

background image

„Nie musicie wiec oczyszczac zawartosci umyslu. Swiadomosc z natury 
jest zawsze czysta. To jej zawartosc, jak wiemy, jest szalona.” 

Tlum. Krzysztof Korkosz