background image

Boleslaw Prus – „lalka” 

 

Szczegółowy plan wydarzeń w "Lalce": 

 

1. Rozmowa Deklewskiego, Węgrowicza i Szprota w jadłodajni o Wokulskim. Opowieść o jego przeszłości: 
a) 1860r. - Wokulski jako dwudziestoparoletni młodzieniec pracuje w winiarni Hopfera 
b) bohater porzuca pracę by wstąpić do Szkoły Przygotowawczej, a następnie rozpocząć naukę w Szkole Głównej 
c) w rok po wstąpieniu do Szkoły Głównej rezygnuje z nauki, bierze udział w powstaniu styczniowym i zostaje zesłany na Syberię w okolice 
Irkucka 
d) 1870r. - Wokulski wraca do Warszawy, bezskutecznie poszukuje pracy, dzięki protekcji Rzeckiego otrzymuje posadę w sklepie Mincla, a w 
rok później żeni się z wdową po swym pracodawcy, Małgorzatą Minclową 
e) po czterech latach małżonka Wokulskiego umiera, a on sam dziedziczy sklep i 30 tys. rubli 
f) Wokulski wyjeżdża na wojnę do Bułgarii, aby powiększyć majątek (dla Izabeli) 
2. Powrót Stanisława Wokulskiego i rozmowa z Rzeckim (o zyskaniu 250 tys. rubli oraz o Łęckich) 
3. Wokulski stara się o Izabelę: kupuje zastawiony przez nią serwis, ofiarowywuje dużą sumę krewnej Łęckich - hrabinie Karolowej (zajmującej 
się działalnością dobroczynną), zawiera znajomość z Łęckim (i planuje z nim założenie spółki do handlu ze Wschodem), angażuje się w kwestę, 
w której uczestniczy Izabela, wykupuje weksle Łęckiego 
4. Wizyta Izabeli Łęckiej w sklepie Wokulskiego 
a) zakup rękawiczek 
b) umizgi Mraczewskiego 
5. Wspomnienie Stanisława o pierwszym spotkaniu z Izabelą w teatrze 
6. Odwiedzenie przez Wokulskiego najbiedniejszej dzielnicy warszawskiej - Powiśla; pomoc ofiarowana Wysockiemu 
7. Kwesta 
a) S. Wolulski ofiarowywuje wysoką sumę 
b) hrabia Karolowa zaprasza Wokulskiego do siebie 
c) Stanisław pomaga Marii - dziewczynie "lekkich obyczajów" 
8. Rozmowa z prezesową Zasławską w pałacu Karolowej 
9. Spotkanie w salonie księcia; rozmowa o spółce; poznanie Ochockiego 
10. Plany zakupu kamienicy oraz kupienie klaczy wyścigowej - Sułtanki, która wygrywa wyścig. 
11. Wyzwanie na pojedynek Krzeszewskiego (który przegrywa) 
12. Obiad u Łęckich (na którym Wokulski celowo popełnia kilka błędów); rozmowa Izabeli z Wokulskim o wspólnym wyjeździe do Paryża 
13. Przyjazd do miasta aktora Rossiego, który podoba się Izabeli 
14 Zakup kamienicy przez Szlangbauma, który w rzeczywistości kupuje ją w imieniu Wokulskiego 
15. Odkrycie przez Izabelę prawdy o właścicielu kamienicy 
16. Przyjazd Starskiego i jego zuchwałe zachowanie w stosunku do Izabeli (która nie protestuje) 
17. Wyjazd Wokulskiego do Paryża, gdzie bohater prowadzi interesy z przyjacielem - Suzinem 
18. Poznanie Geista 
19. Otrzymanie listu od prezesowej Zasławskiej z wiadomością, że Łęcka (której nie jest obojętny) spędzi u niej wakacje 
20. Spotkanie barona Dalskiego zakochanego w młodej narzeczonej - Ewelinie Janockiej 
21. Pobyt Wokulskiego w Zasławku 
a) Wąsowska kokietuje Stanisława Wokulskiego 
b) wyprawa Izabeli i Stanisława do ruin zamku w Zasławku 
c) wyznanie miłości Izabeli 
22. Wyjazd Izabeli do Warszawy 
23. Uzgodnienie z Węgiełkiem treści napisu ( związanego z miłością prezesowej i Wokulskiego seniora) na kamieniu 
24. Przyjazd Wokulskiego do Warszawy 
25. Poprawa sytuacji finansowej Łęckich (dom pełen gości; Izabelę znów otacza tłum adoratorów) 
26. Flirt Izabeli z nowoprzybyłym skrzypkiem Molinarim 
27. Początek narzeczństwa Izabeli i Stanisława 
28. Pogodzenie się baronowej Krzeszowskiej z mężem 
29. Śmierć prezesowej Zasławskiej 
30. Podróż Łęckich Wokulskiego i Starskiego do Krakowa, do krewnej Łęckich - Hortencji 
a) flirt Łęckiej i Starskiego 
b) opuszczenie pociągu przez Wokulskiego (wysiada na stacji w Skierniewicach) 
31. Próba samobójcza Wokulskiego, którą przerywa Wysocki 
32. Powrót Stanisława do Warszawy 
33. Porzucenie przez Wokulskiego spółki 
34. Śmierć męża Heleny Stawskiej 
35. Spotkanie z księciem - wyrażenie przez Wokulsjkiego opinii o arystokracji 
36. Spotkanie z panią Wąsowską pragnącą pojednania Wokulskiego z Izabelą 
37. Ostatnia rozmowa z Rzeckim 
38. Wyjazd bohatera do Moskwy, do suzina 
39. Oświadczyny Mraczewskiego (p. Stawskiej) 
40. Pogłoski o planach Wokulskiego przedostania się do Ameryki 
41. Śmierć Tomasz Łęckiego 
Flirt Izabeli z inżynierem i wyjazd jej narzeczonego - marszałka na Litwę 
42. List Węgiełka o wysadzeniu przez Wokulskiego ruin zamku w Zasławku i jego śmierci 
43. Śmierć Rzeckiego 
44. Wyjazd Izabeli i wstąpienie do klasztoru.

 

 
 
 
 

background image

Streszczenie krótkie:  

 

"Lalka" Bolesława Prusa to powieść pozytywiztyczna próbująca rozliczyć społeczeństwo z epoki romantyzmu i zdefiniować nowe nurty 
myślowe. Głównym bohaterem i punktem centralnym "Lalki" jest Stanisław Wokulski, który znalazł się w potrzasku między odchodzącym w 
niełaski romantyzmem, a świerzym pozytywizmem. 
Prus skonstruował "Lalkę" mieszając narrację subiektywną z obiektywną, dlatego na początku lektury poznajemy Wokulskiego z opowiadań i 
rozmów ludzi, a także z pamiętnika jego najlepszego przyjaciela - Ignacego Rzeckiego. 
Dowiadujemy się, że Wokulski jako młodzieniec pracował w winiarni niejakiego Hopfera. Rzucił jednak tę pracę, aby wstąpić do Szkoły 
przygotowawczej, a następnie rozpocząć naukę w Szkole Głównej. Rok później zrezygnował z nauki i wziął udział w powstaniu styczniowym 
czego efektem było zesłanie na Syberię. Po jakimś czasie Wokulski wrócił do Warszawy i rozpoczął poszukiwanie pracy. Pomógł mu w tym 
Rzecki, za którego wstawiennictwem Stanisław otrzymał pracę w sklepie Mincla. Rok później bohater ożenił się z wdową po swoim dawnym 
pracodawcy. Po czterech latach Minclowa umarła zostawiając Wokulskiemu w spadku sklep i trzydzieści tysięcy rubli. Wkrótce potem 
Stanisław zdecydował się wyjechać aby powiększyć swój majątek. 
Podczas nieobecności Wokulskiego dobrze prosperującym sklepem zajmował się Rzecki, który wyczekiwał powrotu przyjaciela. 
Wokulski wraca do Warszawy z ogromnym majątkiem zdobytm na wojnie w Turcji i odwiedza Rzeckiego. Po chwili rozmowy pyta Ignacego o 
rodzinę Łęckich. 
Tomasz Łęcki to arystokrata na skraju bankructwa. Ma piękną córkę Izabelę. Okazuje się, że Wokulski jest w niej zakochany. 
Stanisław jest bardzo zaangażowany w miłość do Izabeli. Wykupije zastawiony przez Łęckiego serwis, grywa z nim w karty umyślnie 
przegrywając, aby pomóc mu w trudnej sytuacji finansowej. Wreszcie decyduje się poprowadzić spółkę handlu ze wschodem, w skład której 
wchodzą przedstawiciele arystokracji. 
Wokulski w różnorodny sposób próbuję zwrócić na siebie uwagę rozpieszczonej Łęckiej. Ofiaruje wysoką sumę na kweście, uczestniczy w 
przyjęciach arystokratów, którzy traktują go chłodno i z dystansem, pojedynkuje się z baronem, który obraził Izabelę, organizuje Rossiemu - 
ukochanemu aktorowi Łęckiej - gorące przyjęcie w Warszawie, wreszcie wykupuje kamienicę Łęckich za zawyżoną cenę. Wszystkie jego 
działania nie przynoszą porządanego efektu. Wokulski w swoich wewnętrznych monologach, dylematach przechodzi ze skrajności w skrajność. 
Między czasie Rzecki stara się zbliżyć do siebie Stanisława i Helenę Stawską - piękną i ubogą kobietę, zakochaną w Wokulskim. Stanisław 
mimo iż jest zachwycony osobą Stawskiej i jej córeczką nie może zapomnieć o Izabeli. Wreszcie decyduje się wyjechać do Paryża, gdzie jego 
przyjaciel Suzin szykuje nowy niezwykle opłacalny interes.  
Wokulski jest zachwycony Paryżem. Poznaje tam Geista, niedocenianego wynalazcę, który pracuje nad rewolucyjnym odkryciem i potrzebuje 
wsparcia kogoś majętnego. Stanisław zainteresowany projektem decyduje się pomóc profesorowi i zostać w Paryżu jednak otrzymuje list z 
zaproszeniem od Prezesowej Zasławskiej, w którym jest wzmianka o Izabeli. Bohater porzuca swoje plany w Paryżu i wraca do kraju. 
Wokulski pochłonięty sprawą Łęckiej zaniedbuje sklep i zaraz po powrocie do Warszawy udaje się, korzystając z zaproszenia, na dworek do 
Zasławka. Spotyka tam między innymi Starskiego (w którym widzi konkurenta), Ochockiego (młodego naukowca), Wąsowską (niezależną 
kobietę, z którą odbywa ciekawą rozmowę). Wreszcie do Zasławka przybywa Izabela. Wokulski spędza z nią dużo czasu, rozmawia, ale nie 
może oprzeć się wrażeniu, że flirtuje ona ze Starskim. 
Izabela wraca do Warszawy, zaraz za nią wyrusza Wokulski. Mimo iż Łęcką otacza tłum adoratorów, a ta zdaje się odpowiadać każdemu z nich 
w sposób identyczny do tego, jaki prezentowała przed Stanisławem, postanawia się jej oświadczyć. Izabela przyjmuje propozycje, jednak 
niedługo potem podczas podróży pociągiem rozmawia ze swoim kochankiem Starskim po angielsku wyznając swoje sekrety. Wokulski, który 
uczył się angielskiego rozumie o czym mowa i ucieka z pociągu. Próbuje się zabić, ale ratuje go Wysocki, brat człowieka, którego Wokulski 
swego czasu wspomógł finansowo.  
Stanisław jest załamany. Jego przyjaciel, doktor Szuman pomaga mu wyjść z depresji. 
Nie wiemy jak kończą się losy Wokulskiego. Kiedy wydaje się, że wyleczył się już z miłości do Izabeli nagle znika nie udzielając nikomu 
żadnych informacji. Niedługo potem ktoś wysadza kamień pamiątkowy, przy którym Stanisław i Izabela spędzali wspólnie czas w Zasławku. 
Możliwe, że Stanisław ginie w tym wybuchu. Istanieje również hipoteza, że wyjechał on do Paryża, a wysadzenie kamienia miało symbolizować 
koniec wątku Izabeli w jego życiu. 

 

Streszczenie długie: 

 
TOM I
 
Rozdział I 
Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek 
Z pierwszego rozdziału dowiadujemy  się o czasie, miejscu akcji  i  głównym  bohaterze. Recz  dzieje  się  w  Warszawie na  początku 1878 roku. W „renomowanej 
jadłodajni”  na  Krakowskim przedmieściu ludzie rozmawiają o  przyszłości  sklepu  pod  firmą J. Mincel i  S.  Wokulski.  Większość obecnych  przepowiada upadek 
interesu. Przy jednym ze stolików dyskutują mężczyźni. Pan Deklewski, fabrykant powozów, radca Węgrowicz i ajent handlowy pan Szprot, (który się dosiadł). Z 
rozmowy  dowiadujemy  się o  przeszłości  Stanisława Wokulskiego, który zostawił  sklep „na  opatrzności  boskiej”, a  sam  z  całą gotówką odziedziczoną po  żonie 
pojechał na turecką wojnę robić majątek. 
W 1860 roku dwudziestokilkuletni Wokulski  był  subiektem u Hopfera, ukończył Szkołę Przygotowawczą i  „nawet  zdał  egzamin  do  Szkoły Głównej”, którą po 
roku rzucił. „Gotował wraz z innymi piwo, które do dziś dnia pijemy, i sam w rezultacie oparł się, aż gdzieś koło Irkucka.”(Mowa ezopowa, aluzja do Powstania 
Styczniowego.) 
Z dalszej rozmowy dowiadujemy się, że w 1870 roku wrócił do Warszawy z niewielkim majątkiem. Zatrudnił się w sklepie wdowy Minclowiej, dużo starszej od 
niego. Po roku ożenił się z nią. Cztery lata później kobieta zmarła, zostawiając Wokulskiemu sklep i majątek. 
Sklep Wokulskiego nie tylko nie upadł, ale prosperował bardzo dobrze, głównie dzięki zastępcy i przyjacielowi Stanisława – Ignacemu Rzeckiemu. 
Rozdział II 
Rządy starego subiekta 
Ignacy Rzecki od 25 lat mieszkał w skromnym pokoju przy sklepie. Przez lata pokoik w ogóle się nie zmieniał. „Było w nim to samo smutne okno (…), ćwierć 
wiekowa firanka, niegdyś zielona, obecnie wypłowiała.” Tak samo jak pokój, nie zmieniały się zwyczaje Rzeckiego. Pan Ignacy codziennie budził się o godzinie 
szóstej  rano,  mył  się,  ubierał,  wypuszczał  swojego  starego  pudla  Ira,  pił  herbatę.  O  szóstej  trzydzieści  był  gotowy  do  pracy,  którą  zaczynał  od  przeczytania  ze 
swojego notatnika rozkładu zajęć na dany dzień. 
Gdy  Ignacy  robił  obchód,  do  pracy  przyszedł  Paweł  Klejn,  jeden  trzech  zatrudnionych  subiektów  (pracował  w  dziele  porcelany)  i  otworzył  sklep.  Między 
zwolennikiem  Napoleona  Rzeckim  a  socjalistą  Klejnem  wywiązała  się  dyskusja  na  tematy  polityczne,  którą  przerwało  przybycie  kolejnego  pracownika,  pana 
Lisieckiego. Około godziny dziewiątej zjawił się - jak zwykle spóźniony - pan Marczewski. 
Dalej dzień  przebiegł  jak zawsze. Około  godziny trzynastej Rzecki  szedł  na obiad, a o godzinie ósmej zamykał  sklep,  w którym  zostawał  sam. „Robił dzienny 
rachunek, sprawdzał kasę, układał plan czynności na jutro.” Jeżeli danego dnia wszystko poszło zgodnie z planem Rzecki czytał książki o Napoleonie. Jeżeli coś 
się nie udało, Ignacy miał zły humor i nie przesypiał nocy. 
Ze  wszystkich dni tygodnia, Ignacy Rzecki najbardziej lubił niedzielę. Tego dnia robił plany wystaw  na cały tydzień. Ogromną radość sprawiało mu nakręcanie 
wszystkich zabawek. „Hi! hi! hi! dokąd wy jedziecie, podróżni?... Dlaczego narażasz kark, akrobato?... Co wam po uściskach, tancerze?... Wykręcą się sprężyny i 
pójdziecie na powrót do szafy. Głupstwo, wszystko głupstwo!...a wam, gdybyście myśleli, mogłoby się zdawać, że to jest coś wielkiego!...” 
Pan Rzecki był osobą niezwykle samotną. Z powodu swojej wrodzonej wstydliwości stronił od ludzi, rzadko gdzieś wychodził. Swoje myśli zamykał w pisanym 
w sekrecie pamiętniku. 

background image

Rozdział III 
Pamiętnik starego subiekta 
Część rozdziałów Lalki napisana jest w formie pamiętnika. Autorem jest Ignacy Rzecki, który opisuje historie ze swojego życia. 
W  rozdziale  trzecim  Rzecki  wspomina  swoje  dzieciństwo.  Dowiadujemy  się,  że  Ignacy  mieszkał  na  Starym  Mieście  razem  z  ojcem  i  ciotką.  Ojciec  był 
bonapartystą i wychowywał syna w uwielbieniu dla Napoleona. Mały Ignaś od dziecka był musztrowany. Tata budził go wcześnie rano, a nawet w nocy i mówił: ” 
Ignaś! Zawsze bądź gotów, wisusie, bo nie wiemy dnia ani godziny”. 
Po  śmierci  ojca Ignacy trafił do  sklepu (kolonialno –galanteryjno  -mydlarskiego)  Pana Mincla.  Pracował  tam razem z  synowcami  właściciela,  Franzem i Janem 
oraz  z  Augustem  Katzem, który pracował przy mydle. Mincel dla pracowników był  surowy i wymagający. Za brak dyscypliny przewidziana była kara cielesna, 
której Ignacy doświadczył już trzeciego dnia praktyki. W dalszej części pamiętnika Rzecki opisuje lata pracy w sklepie („każdy dzień, wyglądał tak samo”). 
Rok 1846 przyniósł awans Rzeckiego na subiekta i śmierć starego Micnla. Przez kilka lat synowcy Mincla prowadzili sklep wspólnie, ale w 1850 roku podzielili 
interes. Franz został na miejscu z towarami kolonialnymi, a Jan (wraz z Rzeckim) z galanterią i mydłem przeniósł się na Krakowskie Przedmieście do lokalu, w 
którym sklep jest do dziś. Jan ożenił się z Małgorzata Pfifer, która po śmierci męża ponownie wyszła za mąż, za Stanisława Wokulskiego. 
Rozdział kończy się narzekaniem Rzeckiego na dzisiejszych subiektów i tęsknotą za starym sposobem wychowywania pracowników. 
Rozdział IV 
Powrót 
W  deszczową  marcową  niedzielę  Ignacy  Rzecki  siedzi  w  swoim  pokoiku.  Jest  zadowolony,  ponieważ  sklep  bardzo  dobrze  prosperuje.  Wie,  że  wkrótce  wróci 
Wokulski więc planuje zasłużony urlop. Gdy gra na gitarze i śpiewa romantyczną pieśń, ktoś wchodzi do sieni. Po chwili Ignacy rozpoznaje swojego przyjaciela, 
Wokulskiego i  witają  się gorąco (Stacha nie  było  osiem  miesięcy). Rzecki zaprasza przybysza  do  stołu i zaczynają rozmawiać  o interesach,  polityce, o tym jak 
Wokulski powiększył majątek z 30 tyś. do 250 tyś. rubli i o tym jak bardzo tęsknił za krajem. Podkreślał, że wszystkie pieniądze zarobił uczciwą pracą. Stanisław 
wypytuje  się  Ignacego  o  sytuację  Łęckich,  stan  cywilny  Izabeli  Łęckiej  i  o  to  czy  wciąż  zaopatrują  się  w  jego  sklepie.  Rzecki  domyśla  się,  że  Wokulski  nie 
przywiózł majątku na własną potrzebę. Mówi: „Bo i na co trzysta tysięcy rubli tobie, któremu wystarczało tysiąc na rok?...” Wokulski jednak zaprzecza domysłom 
przyjaciela. Gdy przechadzają się po sklepie, Stanisława nie interesuje nic poza długiem Łęckich i rodzajem portmonetki, którą kupiła panna Izabela. 
Rozdział V 
Demokratyzacja pana i marzenia panny z towarzystwa 
W tym rozdziale  poznajemy rodzinę Łęckich. Dowiadujemy  się, że Pan Tomasz Łęcki mieszka razem z córką Izabelą i kuzynka Florentyną  w wynajmowanym, 
ośmiopokojowym lokalu. 
Tomasz Łęcki, to „sześćdziesięciokilkuletni człowiek , niewysoki, pełnej tuszy, krwisty. Nosił nieduże wąsy białe i do góry podczesane włosy, tej samej barwy.” 
Jego  ojciec  miał „miliony”, ale  pan Tomasz  z  powodu  wydarzeń  politycznych  i podróży  po Europie  stracił  dużą  część  majątku, a jego córka  została  panną bez 
posagu.  Większość  znajomych  i  rodziny  ograniczyło  kontakty  z  panem  Łęckim,  a  i  on  przestał  udzielać  się  towarzysko.  Jedynie  panna  Izabela  uczęszczała  na 
różnego rodzaju spotkania. Jej wizyty u hrabiny Karolowej sprawiły, że kawalerowie nie byli pewni czy posiada posag czy nie, więc „składali hołdy” Łęckiej, nie 
angażując się za bardzo. 
„Panna Izabela była  niepospolicie  piękną kobietą.  Wszystko  w  niej  było  oryginalne i  doskonałe. Wzrost  więcej  niż  średni,  bardzo kształtna  figura,  bujne  włosy 
blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe. Szczególne wrażenie robiły jej oczy, niekiedy ciemne i 
rozmarzone, niekiedy pełne iskier wesołości, czasem jasnoniebieskie i zimne jak lód”. Panna Izabela wychowywana była w magicznym świecie. Jadała ze sreber i 
porcelany, spała kiedy miała na to ochotę, a świat natury był jej podporządkowany. Pewnego razu była świadkiem potężnej burzy i myślała, że jest to widowisko 
zorganizowane  specjalnie  dla  niej.  Uwielbiała  obserwować  z  okien ten inny  świat,  w którym  rolnicy  z  radością  pracują, tworząc  ruchome  obrazki rodzajowe, a 
szwaczki są uśmiechnięte i szczęśliwe ponieważ mogą uszyć jej suknię. 
Osiemnastoletnia Izabela miała także  ciekawy pogląd  na kwestię  małżeństwa.  Uważała, że  związek  małżeński to połączenie  majątku i dobrego urodzenia. „Bóg 
widząc  dwie  dusze  z  dobrymi  nazwiskami  połączone  węzłem  sakramentu,  pomnaża  ich  dochody  i  zsyła  im  na  wychowanie  aniołka,  który  w  dalszym  ciągu 
podtrzymuje  sławę  rodów  swoimi  cnotami,  dobrym  ułożeniem  i  pięknością.”  Panna  Izabela  zauważyła,  że  tak  było  dawniej.  Dziś  zaraz  po  ślubie  mężczyźni 
zaczynają chodzić w szlafroku, ziewać przy żonie i całować ją ustami pełnymi dymu, dlatego Łęcka odrzucała wszelkie zaloty i nigdy się nie zakochała. Za ideał 
mężczyzny uważała swój posąg Apolla, który obsypywała pocałunkami. Chłód z jakim traktowała swoich adoratorów sprawił, że zostało ich tylko dwóch. 
Pod koniec rozdziału z rozmowy z baronową Karolową Izabela dowiaduje się o kłopotach finansowych ojca, i tajemniczej osobie która wykupiła weksle Łęckich. 
Rozdział VI 
W jaki sposób nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami 
Jest początek kwietnia. Panna Izabela stara się czytać powieści Zoli, jednak zupełnie nie może skupić się na treści. Martwi się zaproszeniem na coroczną kwestę 
wielkotygodniową, które jeszcze  nie  dotarło. („Już  taki krótki czas, a jej nie  proszą.”) Rozmyślania  przerywa Florentyna, która  przynosi Izabeli list  od hrabiny 
Karolowej. Hrabina zdecydowana jest pomóc Łęckim, płacąc 3000 rubli za zastaw ich serwisu, który sprzedają za 5000 rubli. Panna Izabela nie może pogodzić się 
z tą sytuacją. 
Chwilę później Izabelę  odwiedza  ojciec i rozmawiają  o utracie  majątku.  Łęcki  stara  się uspokoić  córkę,  zapewniając  ją,  że  ma  sposób na zarobienie pieniędzy. 
Snuje plany związane z osobą Wokulskiego. Panna Izabela nie jest z tego zadowolona , uważa że Stanisław jest „aferzysta, awanturnikiem i gburem”. 
W  czasie obiadu  panna Łęcka otrzymuje  drugi list  od Hrabiny  Karolowej, w którym prosi Izabelę  by  zapomniała  o tym co  napisała  wcześniej i zaprasza ją  do 
wspólnej kwesty. Pisze także o Wokulskim, który ofiarował dużą kwotę (mówi o nim „mój poczciwy Wokulski”) i o nowym kostiumie dla Izabeli. 
List od Hrabiny spełnił wszelkie oczekiwania Izabeli. Jej humor psuje się gdy dowiaduje się o tym, że Łęcki ciągle wygrywa w pikietę z Wokulskim. Tłumacząc 
się migreną opuszcza jadalnie. W samotności rozmyśla o Wokulskim, zastanawiając się kim jest ten człowiek. Gdy Florentyna informuje ją o tym, że Stanisław 
właśnie kupił ich serwis, Izabela nie ma już wątpliwości.” nabywa nasze weksle, nasz serwis, opętuje mojego ojca i ciotkę, czyli – ze wszystkich stron otacza mnie 
sieciami jak myśliwiec zwierzynę. To już nie smutny wielbiciel, to nie konkurent, którego można odrzucić, to… zdobywca.” 
Rozdział VII 
Gołąb wychodzi na spotkanie węża 
W Wielką Środę Hrabina Karolowa pożyczyła pannie Izabeli swój powóz. „Przejedź się aniołku, po mieście i pozałatwiaj dobre sprawunki.” Łęcka od razu kazała 
się  wieść  do  sklepu  Wokulskiego.  Pchał  ją  tam  niewytłumaczalny  instynkt.  Na  miejscu  obsługiwał  ją  pan  Marczewski,  o  którego  sama  zapytała.  Z  uśmiechem 
odpowiadała na jego zaloty, nie zwracając uwagi na siedzącego za kantorkiem Wokulskiego. Gdy wybrała towary wskazując parasolką na Stanisława zwróciła się 
do  Florentyny  mówiąc  „  Floro,  bądź  łaskawa  zapłacić  temu  panu.”  Przed  wyjściem  wypytała  jeszcze  Wokulskiego  o  serwis,  chcąc  przekonać  się  czy  wyjaśni 
dlaczego go kupił (odpowiedział, że chodzi o zysk). 
Po  wyjściu panny Izabeli, Wokulski poważnie zastanawiał  się nad swoimi  uczuciami. Był bardzo  zniesmaczony zachowaniem Łęckiej. Nie mógł znieść tego że 
kokietowała zwykłego subiekta. Jednak nawet przed samym sobą nie chciał przyznać, że drażni go myśl o potencjalnym związku Izabeli i Marczewskiego. 
Rozdział VIII 
Medytacje 
Wokulski  stojąc  na  ulicy,  rozgląda  się  i  na  widok  swojego  nowo  wykończonego  sklepu  odwraca  ze  wstrętem  się  i  idzie  w  drugą  stronę.  Krocząc  ulicami 
Warszawy rozmyśla o interesie,  o Marczewskim,  o swoich  pragnieniach, o nędzy jaką widzi. Zastanawia  się nad egzystencją człowieka: " Oto  miniatura kraju - 
myślał  -  w  którym  wszystko  dąży  do  spodlenia  i  wytępienia  rasy.  Jedni  giną  z  niedostatku,  drudzy  z  rozpusty.  Praca  odejmuje  sobie  od  ust,  ażeby  karmić 
niedołęgów; miłosierdzie hoduje bezczelnych próżniaków, a ubóstwo nie mogące zdobyć się na sprzęty otacza się wiecznie głodnymi dziećmi, których największą 
zaletą jest wczesna śmierć. Tu nie poradzi jednostka z inicjatywą, bo wszystko sprzysięgło się, ażeby ją spętać i zużyć w pustej walce - o nic." 
Przypomina  sobie  swoje  dzieciństwo  i  młodość.  Ciężką  pracę,  brak  akceptacji,  trud  zdobywania  wiedzy,  Syberię,  małżeństwo  z  Minclową.  I  tak,  w  myślach 
dociera do momentu, w którym pierwszy raz ujrzał Izabelę ubraną w białą suknię, siedzącą w teatralnej loży. Dowiadujemy się, że to z pragnienia zbliżenia się do 
niej  dorobił  się  wielkiego  majątku.  Pomógł  mu  w  tym  Suzin,  przyjaciel  z  Syberii.  Wokulski  miał  wziąć  udział  w  dostawach  dla  wojska  na  wojnę  w  Bułgarii. 
Ciężko  mu  było  opuścić  miasto,  w  którym  mógł  widywać  Izabelę,  ale  gdy  tylko  udała  się  do  ciotki,  postanowił  wyjechać.  Przed  podróżą  odwiedził  jeszcze 
zaprzyjaźnionego doktora Szumana, szukając recepty na miłość. 
Ze wspomnień wyrywa Wokulskiego spotkanie z dawnym pracownikiem. Wysocki opowiada o tragediach jakie go spotkały. Głoduje i żyje jak nędznik. Stanisław 
ofiarowuje  mu  pieniądze  i  zapewnia  pracę.  Dziwi  się  jak  łatwo  jest  uszczęśliwić  biednych  ludzi.  „Jakże  oni  szczęśliwi,  ci  wszyscy,  w  których  głód  wywołuje 
apatię, a jedynym  cierpieniem jest zimno. I jak łatwo ich uszczęśliwić!...”. Rozmyślając dociera do  brzegu Wisły gdzie „wznosił  się pagórek najobrzydliwszych 
śmieci,  cuchnących,  nieomal  ruszających  się  pod  słońcem,  a  o  kilkadziesiąt  kroków  dalej  leżały  zbiorniki  wody,  którą  piła  Warszawa”.  Obserwując  nędzarzy 
(drzemiący  na  słońcu  pijacy  i  złodzieje,  „dwie  śmieciarki  i  jedna  kochająca  się  para  ,  stożona  z  trędowatej  kobiety  i  suchotniczego  mężczyzny,  który  nie  miał 

background image

nosa”) wraca myślami do panny Izabeli. Wyobraża sobie ich potomstwo, które byłaby tak różne od tego co widzi. Usprawiedliwia także jej zachowanie w sklepie. 
Uznał, że jest ona jak cień, nie może się jej wyrzec, myśli o niej towarzyszą mu zawsze i wszędzie. 
Wokulski rusza w drogę powrotną, i myśli o rozmowie z Wysockim. Mija nędzników, zagląda przez okna do mieszkań i wydaje mu się, że jest jedyną osobą na 
świecie, która dostrzega potrzeby biednych. „Zdawało mu się, że każda taka rzecz jest chora albo zraniona, że skarży się: „Patrz jak cierpię…”, i że tylko on słyszy 
i rozumie jej skargi. A ta szczególna zdolność odczuwania ludzkiego bólu urodziła się w nim dopiero dziś, przed godziną.” 
W sklepie Wokulski zastaje baronową Krzeszowską. Po chwili wchodzi jej mąż. Para żyjąc w separacji wykorzystuje każdą okazję do robienia sobie wzajemnych 
złośliwości. Baronowa pyta Wokulskiego o długi męża, a gdy ten nie odpowiada, wychodzi. Zaraz potem wraca Krzeszowski wypytując co mówiła na jego temat 
żona.  Wokulski  odpowiedział,  że  nic  ważnego,  ale  Marczewski  mrugnął  do  barona  znacząco.  Stanisław  decyduje  się  na  zwolnienie  subiekta.  Na  nic  zdało  się 
wstawiennictwo Rzeckiego i Krzeszowskich. Następnego dnia Marczewskiego zastępuje pan Zięba. 
Rozdział IX 
Kładki, na których spotykają się ludzie różnych światów 
Przyszedł  Wielki  Piątek  i  dzień  kwesty.  Wokulski  zastanawiał  się  czy  pójść  czy  nie  pójść  do  kościoła.  Ostatecznie  udaje  się  tam  dopiero  w  Wielką  Sobotę. 
Obserwując zachowania ludzi, zauważa, że tylko ci biedni modlą się. Bogacze przychodzą tu tylko po to by pokazać się w towarzystwie. 
Stanisław  podchodzi  do  Izabeli  i  Hrabiny  i  ofiarowuje  rulon  imperiałów  (pieniędzy).  Pani  Karolowa  prosi  Wokulskiego  by  usiadł  przy  nich  i  rozmawia  z  nim 
bardzo uprzejmie, zapraszając go do siebie. Izabela komentuje sytuację po angielsku, wiedząc, że gość nie zna tego języka. Podczas rozmowy poruszona zostaje 
kwestia zwolnienia Marczewskiego. Izabela wstawia się za nim, ale Wokulski mówi, że nie przyjmie go sportem, ale wyśle go do pracy w sklepie w Moskwie za 
dość wysoką pensje. 
Stanisław postanawia, że musi koniecznie kupić powóz i nauczyć się języka angielskiego. Pożegnawszy się z kobietami nie opuszcza kościoła, ale siada w pustym 
konfesjonale, z którego niezauważony może obserwować pannę Izabelę. Jego uwagę przykuwają dwie kobiety. Jedna mocno „uróżowana”, druga stojąca tuz przy 
konfesjonale  z  małą  córeczką.  O  tej  drugiej,  prawdopodobnie  wdowie,  Wokulski  pomyślał  bardzo  ciepło  i  stwierdził,  że  razem  z  córką  mogłyby  zostać  jego 
rodziną, gdyby nie kochał panny Łęckiej. Ta ostatnia właśnie opuszczała kościół w towarzystwie hrabiny i jakiegoś młodzieńca. Stanisław spostrzega, że matki z 
dzieckiem już jej nie ma i postanawia pomóc „uróżowanej” grzesznicy. 
Zabiera ją  do  pokoiku Rzeckiego i  pyta  dlaczego  płakała w kościele. Dziewczyna  opowiada o  swojej  nędznej  egzystencji i sporze z  gospodynią, której  życzyła 
śmierci. Stanisław jest bardzo zawiedziony zachowaniem dziewczyny, ale mimo tego postanawia ułatwić jej rozpoczęcie nowego życia, wysyłając do magdalenek. 
Decyzja należy do niej. 
W  Wielką  Niedzielę  Wokulski  odwiedza  Hrabinę,  u  której  zebrała  się  cała  arystokracja.  Czuje  na  sobie  wzrok  wszystkich  obecnych  i  zauważa,  że  rozmowy 
milkną gdy  pojawia się  w kolejnych  salach. Gdy rozmawia z księciem  zauważa Izabelę  w towarzystwie młodzieńca z kościoła. Hrabina przedstawia Stanisława 
prezesowej Zasławskiej, która po krótkiej rozmowie o jego stryju wybucha płaczem. 
Speszony  Wokulski  ma  zamiar  opuścić  przyjęcie,  ale  zatrzymuje  go  książę.  Po  krótkiej  rozmowie  dotyczącej  interesów,  Stanisław  znów  znajduje  się  w 
towarzystwie Zasławskiej. Wyjaśnia mu ona powód swych łez. Bohater dowiaduje się o uczuciu jakie łączyło ją z jego stryjem i przeszkodach stojących na drodze 
do ich szczęścia. Na koniec prezesowa prosi Stacha by postawił wujowi nagrobek wykonany z kamienia na którym przesiadywali. 
Po  opuszczeniu domu hrabiny,  Wokulski odsyła powóz i  wraca pieszo. Zauważa  człowieka, który  wygrał zabawę uliczną. Tłum ludzi  wielbi  bohatera, a chwilę 
później o nim zapomina. Stanisław widzi w tym człowieku siebie. 
Rozdział X 
Pamiętnik starego subiekta 
Ignacy  Rzecki  zaczyna  swoje  przemyślenia  od  informacji  o  nowym  sklepie.  „Mamy  tedy  nowy  sklep:  pięć  okien  frontu,  dwa  magazyny,  siedmiu  subiektów  i 
szwajcara w drzwiach. Mamy jeszcze powóz błyszczący jak świeżo wyglancowane buty, parę kasztanowych koni, furmana i lokaja – w liberii”. Dalej przypomina 
sobie czasy Wiosny Ludów, kiedy razem z panem Katzem byli w armii węgierskiej. Opowiada o walkach i przyjaźni z innymi wojskowymi. Dowiadujemy się, że 
Katz popełnił samobójstwo. Następnie pisze o swojej tułaczce po europejskich krajach i długim powrocie do Polski. W ojczyźnie trafił do rosyjskiego więzienia w 
Zamościu,  czego  musimy  domyślać  się  z  treści.  W  1853  roku  wrócił  do  Warszawy  dzięki  pomocy  Jana  Mincla  (wysłał  mu  pieniądze  i  zaoferował  pracę  w 
sklepie).  Synowie  starego  Mincla  kłócili  się  bez  przerwy.  Jan  był  zwolennikiem  Napoleona,  Franz  zaś  jego  przeciwnikiem  i  udowadniał,  że  ma  korzenie 
niemieckie. Nawet kiedy Franz umierał, bracia wydziedziczali się nawzajem. „Mimo to Franz cały majątek zapisał Janowi, a Jan przez kilka tygodni chorował z 
żalu po bracie.” 
W dalszej części rozdziału Ignacy wrócił do wiadomości o sklepie Wokulskiego. Opowiada o przeprowadzce do nowego mieszkania i wzruszeniu gdy okazało się, 
że Stanisław kazał przenieść tam wszystkie jego rzeczy. Dzięki temu w nowym miejscu miał dokładnie taki sam pokoik. 
Rzecki coraz  bardziej martwi  się o  przyjaciela, którego  nic nie interesuje i nie ma  żadnego  celu. Jakby tego  było  mało,  do  Wokulskiego przychodzą tajemnicze 
wiadomości i podejrzani ludzie (Pan Collins,  pani Meliton). Nie podobają mu się także  stosunki panujące  w sklepie i traktowanie jednego z  pracowników Żyda 
Henryka Szlangbauma. Ignacy opisuje także uroczysty dzień święcenia sklepu i z niezadowoleniem stwierdza, że tradycja ta zupełnie straciła swój charakter. Na 
bogatym obiedzie dowiaduje się do Marczewskiego, Izabela Łęcka jest jedynym powodem zachowania Wokulskiego. Wszystko co robi, robi dla niej. Rozmowa z 
doktorem Szumanem potwierdziła te informacje. 
Rozdział XI 
Stare marzenia i nowe znajomości 
Rozdział rozpoczyna się od przedstawienia sylwetki pani Meliton. Kiedyś była łagodną nauczycielką, kochającą swój zawód. Wyszła za podstarzałego guwernera, 
który  upijał  się,  a  małżonkę  „czasami  okładał  kijem”.  Krótko  po  jego  śmierci  kobieta  zachorowała  i  zrezygnowała  z  nauczania.  Zajęła  się  rekomendowaniem 
nauczycieli  i  swataniem.  Wokulskiego  informowała  o  wszystkim  co  związane  z  panną  Łęcką.  Co  jakiś  czas  przychodziła  do  sklepu  i  zostawiała  informację  o 
której  godzinie  Izabela  będzie  spacerować  w  Łazienkach,  wybierając  sobie  za  usługę  jakiś  towar.  Gdy  któregoś  dnia  Stanisław  wybierał  się  do  parku  by 
„przypadkowo” spotkać ukochaną, odwiedził go książę i zabrał na zebranie. Wokulski przedstawił plany założenia spółki. Po krótkiej dyskusji jego pomysł został 
zaakceptowany. 
Po udanej sesji Stanisław poznaje młodzieńca, którego widział w kościele i na śniadaniu u Hrabiny. Nazywa się Julian Ochocki i jest naukowcem. Rozmawiając 
udają się do Łazienek. Gdy okazuje się, że mężczyzna nie myśli o małżeństwie, Wokulski słucha go uważniej. Ochocki opowiada mu o maszynie latającej którą 
chciałby  zbudować.  Dyskutują  jeszcze  chwile,  po  czym  młodzieniec  zostawia  towarzysza.  Stanisław  do  późnych  godzin  błąka  się  po  parku.  Jego  myśli  krążą 
wobec  samobójstwa.  Nagle  pojawia  się  grupa  opryszków,  a  Wokulski  zamiast  uciekać  zaczyna  ich  prowokować.  Jego  zachowanie  zaskakuje  bandytów,  którzy 
uciekają. Wokulski wraca do domu, gdzie lokaj przekazuje mu list od pani Meliton. 
Rozdział XII 
Wędrówki za cudzymi interesami 
W  liście,  pani  Meliton  informowała  Wokulskiego  o  licytacji  kamienicy  Łęckich  i  o  wyścigach,  w  których  startować  będzie  klacz  należąca  do  baronowej 
Krzeszowskiej. Stanisław postanawia kupić konia, by zrobić na złość Krzeszowskim, wrogom Łęckich. Płaci 800 rubli pośrednikowi Maruszewiczowi, o 200 rubli 
więcej niż chciała baronowa, jednak żadna ze stron transakcji tego nie wie. 
Po  wyjściu  Maruszewicza  Wokulski  wybiera  się  do  adwokata  by  kupić  kamienicę,  jednak  uświadamia  sobie,  że  nawet  jej  nie  widział,  co  mogłoby  wzbudzić 
podejrzenia.  Dom,  jak  wiele  innych  budynków  w  Warszawie  był  barwy  żółtej,  jednak  „kamienica  wydawała  się  żółciejszą  od  innych”.  Wokulski  nie  jest  nim 
zachwycony. Minięty przez wychodzącą z budynku kobietę z córeczką, którą widział w kościele, postanawia przyjrzeć się liście lokatorów. Mieszkają tu studenci, 
baronowa Krzeszowska, Maruszewicz, emerytka Jadwiga Misiewicz i Helena Stawska (kobieta z kościoła). 
Po  obejrzeniu  kamienicy,  Wokulski  udaje  się  do  adwokata,  któremu  oświadcza,  że  chce  zapłacić  90  tysięcy  rubli,  mimo  że  jedyna  zainteresowana  osoba 
(baronowa) będzie licytować do 60 tysięcy. Po dłuższych tłumaczeniach adwokat zgadza się licytować w jego imieniu pod warunkiem, że znajdzie osoba trzecia, 
która  będzie  podbijać  cenę.  Stanisław  odwiedza  znajomego  Żyda,  ojca  Henryka  Szlangbauma  i  prosi  go  o  znalezienie  kogoś,  kto  zgodziłby  się  licytować. 
Szlangbaum obiecuje zachować sprawę w tajemnicy. 
Po  załatwieniu  wszystkich  spraw  związanych  z  licytacją  Wokulski  i  Maruszewicz  udają  się  obejrzeć  klacz.  Stanisław  pokrywa  zaległości  barona  za  wynajęcie 
stajni i nie szczędzi pieniędzy na opiekę nad zwierzęciem. Wmawia sobie, że wygrana konia w wyścigu będzie oznaczać miłość panny Izabeli do niego. Często 
odwiedza klacz i uznaje jej zachowanie za miarę uczuć Łęckiej. Nie przyjmuje także oferty barona, który chce odzyskać konia. 
Rozdział XIII 
Wielkopańskie zabawy 

background image

W  dzień  wyścigu  Wokulski  zerwał  się  z  lóżka  o  godzinie  piątej  i  od  razu  pojechał  odwiedzić  klacz.  Godziny  mijały  bardzo  powoli.  Gdy  nadszedł  czas  Stach 
wsiadł  do  powozu  i  udał  się  na  wyścigi.  Na  miejscu  było  już  pełno  dorożek.  Zaraz  po  opuszczeniu  pojazdu  poszedł  do  swojego  konia  i  obiecał  dżokejowi 
Yungowi dodatkowe 50 rubli za wygraną. Pogłaskał klacz i poszedł w stronę trybun, wypatrując Izabeli. 
Panna Łęcka przyjechała na wyścigi w towarzystwie ojca, hrabiny Karolowej i prezesowej Zasławskiej. Gdy towarzystwo spotkało się z Wokulskim Izabela była 
dla niego niezwykle miła. Cieszyła ją myśl, że baron nie zyska na zwycięstwie klaczy więc jeszcze upewniła się czy na pewno wygra. Stanisław zapewnił, że tak 
po  czym  zagwarantował  Yungowi  100  rubli  więcej.  Klacz  zwyciężyła,  a  cały  tłum  zaczął  krzyczeć  nazwisko  właściciela.  Przybiegł  sportsmen  i  przekazał 
Wokulskiemu pieniądze za wygraną i za kupno konia. Całą kwotę Stach złożył na ręce panny Izabeli na cele charytatywne. Radosny nastrój przerwało pojawienie 
się barona  Krzeszowskiego, który potrącił  zwycięzcę i obraził Łęcką mówiąc, że jej wielbiciele triumfują na jego koszt. Stanisław poprosił barona na stronę, po 
czym wyzwał go na pojedynek (za powód podając potrącenie). 
Prosto z wyścigów Wokulski pojechał do doktora Szumana, którego prosił o sekundowanie podczas pojedynku. Szuman wraz z Rzeckim udali się do hrabiego by 
ustalić  z  jego  sekundantami  szczegóły.  Baron  gotowy  był  przeprosić  „nawet  listownie”,  jednak  oferta  została  odrzucona  więc  ustalono  termin,  na  godzinę 
dziewiątą dnia następnego. 
Panowie  spotkali  się  o  umówionej  porze.  Pojedynek  miał  trwać  do  pierwszej  krwi.  Wygrał  Wokulski.  Uniknął  kuli  barona,  sam  trafiając  go  celnie  w  pistolet 
(zasłaniał  nim  twarz).  Uderzenie  było  tak  silne,  że  wybiło  Krzeszowskiemu  zęba  i  raniło  policzek.  Ostatecznie  przeciwnicy  pogodzili  się,  a  Stanisław  wyjawił 
prawdziwy powód pojedynku. „Obraziłeś pan kobietę…” powiedział. 
Trzy dni po pojedynku pan Colins udzielał Wokulskiemu lekcji angielskiego. Naukę przerwała niespodziewana wizyta Maruszewicza, który oznajmił, że nie może 
spełnić prośby Szlangbauma o licytowanie kamienicy Łęckich. Stanisław, początkowo zaskoczony wiedzą Maruszewicza, szybko domyślił się, że to jego miał na 
myśli stary Żyd, gdy mówił o „porządnym katoliku, którego wynajmuje do licytacji za piętnaście rubelków”. Wywnioskował też, że to on jest odpowiedzialny za 
rozgłoszenie wiadomości, o tym kto stał się właścicielem klaczy. Stacha zaniepokoiła myśl, że tyle wie o jego interesach dlatego gdy jakiś czas później pojawił się 
prosząc o pożyczkę dla barona, dał mu 400 rubli (chciał 1000), mimo iż zauważył, że podpis Krzeszowskiego jest sfałszowany. 
Chwilę po Maruszewiczu do Wokulskiego przyszedł adwokat. Powiedział, że jego nieracjonalne zachowanie powoduje, że spółka może nie powstać bo przyszli 
wspólnicy przestaną mu ufać. Ostrzegł, że jeszcze jeden błąd może wszystko zaprzepaścić. Zaproponował Stachowi, by nie kupował kamienicy Łęckich na swoje 
nazwisko, a on  pożyczy  mu  firmy i  zabezpieczy  własność. Stanisław  zgodził  się, ale  podkreślił,  że ten  budynek  ma  dla  niego  większą  wartość niż jakakolwiek 
spółka. 
Wieczorem  przyszedł  jeszcze  Mikołaj,  służący  Łęckiego  z  listem.  Pan  Tomasz  zapraszał  Wokulskiego  na  obiad,  ponieważ  jego  „córka  koniecznie  życzy  sobie 
bliżej poznać Pana.” Stanisław opadł na fotel i  przeczytał list jeszcze kilka razy po czym odpisał.  Jeszcze tego wieczoru w rozmowie z Rzeckim  zdradził  swoje 
uczucia: „Za takie szczęście oddam życie…” 
Rozdział XIV 
Dziewicze marzenia 
Cały rozdział poświęcony jest  rozmyślaniom Izabeli  o Wokulskim. Nie  może  ona pogodzić  obrazu kupca i  człowieka jakim  okazuje  się  Stanisław.  Gardzi jego 
zawodem,  urodzeniem  i  jednocześnie  jest  zachwycona  jego  odwagą,  manierami.  Z  każdym  spotkaniem  dostrzegała  w  nim  coś  nowego,  intrygującego  i 
magnetycznego.  Zaskakiwał  ją  stosunek  arystokracji  do  jego  osoby.  Jej  ojciec,  hrabina,  Książę  i  prezesowa  byli  nim  zachwyceni.  Jednak  to,  że  jest 
„dorobkiewiczem” przekreślało jego szanse na bliższe relacje z Łęcką. 
W dalszej części opisany jest dzień wyścigu i pojedynku z perspektywy panny Izabeli. Przykrość, jaką sprawił jej baron, reakcja na sytuację jednej tylko osoby – 
Wokulskiego. Zdenerwowanie podczas pojedynku, i ulga po jego zakończeniu. Zdarzenia te przyniosły efekt. Łęcka otrzymała list od barona, w którym przeprosił 
za  wszystko  i  przesłał  jej  wybity  ząb  w  kosztownym  puzderku.  Jej  stosunek  do  Stanisława  uległ  nagłemu  ociepleniu,  do  tego  stopnia  że  zaproponowała  ojcu 
zaproszenie go na obiad. 
Rozdział XV 
W jaki sposób duszę ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek 
Wokulski po otrzymaniu listu zastanawiał się co może znaczyć to zaproszenie. „Dlaczego oni mnie zaprosili? – pytał czując lekki dreszcz wewnętrzny. – Panna 
Izabela chce się ze mną poznać… Ależ oczywiście dają mi do zrozumienia, że mogę się żenić!... Byliby chyba ślepi albo idioci, żeby nie spostrzegli co się ze mną 
dzieje  wobec  niej.”  Za  chwilę  jednak  myślał,  że  od  obiadu  do  małżeństwa  daleka  droga.  Stanisława  dręczyły  także  myśli  o  swojej  tożsamości.  Nie  poznawał 
siebie. „We ,mnie jest dwu ludzi – mówił – jeden zupełnie rozsądny, drugi wariat. Który zaś zwycięży?” 
W dzień obiadu Wokulski męczył inny problem. Co ubrać, czy frak czy surdut? Ostatecznie wybrał frak, zadbał o toaletę, zamówił nawet fryzjera. Śmiał się, że 
jego  uniwersyteccy  i  syberyjscy  przyjaciele  nie  byliby  w  stanie  wyobrazić  go  sobie  podobnej  sytuacji.  Wpół  do  szóstej  wsiadł  do  powozu  i  blady  pojechał  by 
zmierzyć się z niebezpieczeństwem. 
Rozdział XVI 
Ona” – „On” – i ci inni 
W dzień wizyty Wokulskiego panna Izabela była u hrabiny. Miała nadzieje na spotkanie z włoskim aktorem Rossim, którego poznała w Paryżu. Niestety tragik nie 
zjawił  się  więc  Łęcka  miała  nienajlepszy  humor.  Gdy  wróciła  do  domu  z  rozmarzeniem  przeglądała  podarowany  jej  przez  Rossiego  egzemplarz  Romea  i  Juli. 
Wspominała pobyt w Paryżu i zaloty aktora. Przypomniawszy sobie o wizycie Wokulskiego, pomyślała że mógłby on być powiernikiem jej sekretów i uczuć. 
Stanisława  przyjmuje  Łęcki,  witając  go  serdecznie.  Krótką  chwilę  rozmawiają  o  kamienicy,  za  którą  pan  Tomasz  spodziewa  się  dostać  ponad  100000  rubli. 
Obiecuje też, że gdy ją sprzeda pieniądze odda na procent Wokulskiemu. Przechodzą do jadalni, gdzie po przywitaniu się z panną Łęcką i Florentyną zasiadają do 
stołu. Podczas obiadu Stanisław celowo łamie zasady etykiety. Kładzie sztućce w złym miejscu, je rybę nożem i widelcem. Zachowanie nie przeszło obojętnie i 
zostaje  skomentowane  przez Izabelę, dzięki  czemu Wokulski ma okazję  do  opowiedzenia  o  posiłkach spożywanych  wśród angielskich lordów (czym  imponuje 
Łęckiej). Po  obiedzie  pan Tomasz  otrzymuje list  od  hrabiny  i  pod  pretekstem  odpisania  opuszcza towarzystwo. (Naprawdę udaje  się na drzemkę, a  list  napisał 
sam.) 
Stanisław  pierwszy  raz  ma  okazję  dłużej  porozmawiać  z  Izabelą.  Gdy  został  z  nią  sam  „krew  uderzyła  mu  do  głowy”.  Po  dłuższym  milczeniu  Łęcka  zapytała 
gościa jak może odwdzięczyć  się  za sprawę  z baronem  Krzeszowskim. Wokulski  odpowiada, że prosi  jedynie  o jedno: „ażebym  mógł służyć  pani,  o ile  mi  siły 
starczą. Zawsze i we wszystkim. Konwersację przerywa wyspany Łęcki. Jeszcze przez chwilę rozmawiają, między innymi o wyjeździe do Paryża. Przed wyjściem 
Stanisław obiecuje, częstsze wizyty i wspólną podróż do stolicy Francji. 
Rozdział VII 
Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń 
Wracając  do  domu  Wokulski  przypominał  sobie  wszystkie  szczegóły  wizyty  u  Łęckich.  Pamiętał  każdy  uśmiech  i  gest  jaki  wykonała  panna  Izabela.  Czuł  jak 
budzi  się  w  nim  wielka dobroć dla  wszystkich ludzi  znanych  mu i  nie  znanych.  Gdy  przyszedł  do  sklepu  dowiedział  się,  że Oberman  zgubił ponad  400 rubli i 
zdecydował się darować mu dług. Tego dnia los uśmiechnął się także do Marii, dziewczyny z kościoła, której Stanisław kiedyś pomógł. Nauczyła się już szycia 
więc Wokulski zapewnił jej pokój u Wysockiego i potrzebny sprzęt by mogła uczciwie zarabiać. 
Fala życzliwości objęła także Krzeszowskiego, do którego Stanisław wybiera się by porozmawiać o spłacie długów barona. Drzwi otwiera służący i nie wpuszcza 
Wokulskiego, tłumacząc zachowanie chorobą gospodarza. Krzeszowski unika wszystkich, ponieważ boi się komorników, ale gdy dowiaduje się kto go odwiedził, 
złości się na służącego, że nie zaprosił gościa. 
Nazajutrz  Wokulski  otrzymuje  dwa  listy.  W  jednym  pani  Meliton  informuje  go,  że  Izabela  o  godzinie  14  będzie  na  spacerze  w  Łazienkach.  Drugi  list  jest  od 
adwokata,  który  koniecznie  chce  się  spotkać,  Stanisław  więc  udaje  się  do  niego.  Na  miejscu  razem  ze  starym  Szlangbaumem  ustalają  szczegóły  licytacji 
kamienicy Łęckich. 
Po południu Stach „przypadkowo”  spotyka Łęckich  i  hrabinę na  spacerze  w Parku Łazienkowskim.  Ma  okazję porozmawiać z ukochaną  w cztery  oczy. Łęcka 
zachwyca  się  włoskim  aktorem  Rossim  i  ubolewa  nad  tym,  że  tak  wielki  tragik  jest  tak  niedoceniany  w  stolicy.  Gdy  Wokulski  wraca  do  domu  natychmiast 
organizuje odpowiednią oprawę następnego przedstawienia. Między innymi wysyła Obermana po wiązanki kwiatów. 
Rozdział XVIII 
Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta. 
Rzecki poproszony prze Wokulskiego udaje się do teatru, by po III akcie wręczyć Rossiemu album. Ignacy źle czuje się wśród tłumu, wydaje mu się, że wszyscy 
go  obserwują  naśmiewając  się  z  jego  stroju.  Gdy  tylko  nadarza  się  okazja  zamienia  się  miejscami  ze  spotkanym  znajomym  i  prosi  go  o  ofiarowanie  aktorowi 
albumu. Usiadłszy w dalszym rzędzie, Rzecki dostrzega Stacha, a potem pannę Izabelę siedzącą w loży. Domyśla się, że cały ten cyrk urządzony jest wyłącznie 
dla niej. 

background image

W drodze  powrotnej Ignacy  wstępuje  do restauracji i  wypija „siedem kufli”. Wraca  do domu całkowicie  pijany. Nazajutrz  pierwszy raz  w  życiu  spóźnia  się do 
pracy,  gdzie  Klejn  przekazuje  mu  anonimowy  list.  Treść  wskazuje  na  to,  że  Wokulski  chce  kupić  kamienicę  Łęckich.  Szczegółów  Rzecki  dowiaduje  się  od 
pracowników. Nie chcąc wierzyć w całą historię, postanawia udać się na licytacje i sam się przekonać jaka jest prawda. Obawy o przyjaciela zwiększyła decyzja 
Stanisława o odrzuceniu propozycji Suzina dotyczącej wyjazdu do Paryża i zbicia jeszcze większego majątku. Postępowanie Wokulskiego wydaje się Rzeckiemu 
tym bardziej niedorzeczne, że i tak miał zamiar wyjechać do Paryża na wystawę. 
W dzień licytacji Ignacy dociera na miejsce godzinę przed czasem, więc udaje się do kaplicy, gdzie dostrzega baronową Krzeszowską. W okolicy sądu i w samym 
budynku kręci  się tłum Żydów (starozakonnych). Gdy rozpoczyna  się licytacja, baronowa i Łęcki  wysyłają  swoich  pośredników  by  odpowiednio  nastawili tłum 
(jedna  strona  mówiła,  że  kamienica  jest  ruderą,  druga  że  budynek  jest  wart  120  tysięcy  rubli).  Ostatecznie  nieruchomość  nabywa  stary  Szlangbaum  za 
dziewięćdziesiąt tysięcy. Obie strony są niezadowolone. Baronowa, ponieważ licytowała do siedemdziesięciu tysięcy i Łęcki, który spodziewał się dostać najmniej 
120 tysięcy, chociaż kamienica była warta pięćdziesiąt tysięcy mniej. 
Mimo,  że  słowa  Klejna  potwierdziły  się,  Ignacy  nie  dopuszcza  do  siebie  myśli,  że  kamienica  mogłaby  być  kupiona  w  imieniu  Stacha.  „A  więc  dom  kupił 
Szlangbaum,  i  to  za  dziewięćdziesiąt  tysięcy,  jak  przepowiadał  Klejn.  No,  ależ  Szlangbaum  to  przecie  nie  Wokulski…  Stach  nie  zrobiłby  takiego  głupstwa… 
Nie!... I z tą panną Izabelą farsa, plotki…” 
Rozdział XIX 
Pierwsze ostrzeżenie 
Po  licytacji  Rzecki  wracając  do  sklepu  i  ze  zdumieniem  zauważa,  że  od  dwóch  tygodni  nie  zmienił  wystawy.  Na  miejscu  zastaje  czekającego  na  niego 
Marczewskiego. Ignacy dowiaduje się, że Stanisław nie jadąc do Paryża z Suzinem traci pięćdziesiąt tysięcy rubli (a nie dziesięć tysięcy, jak do tej pory myślał). 
Decyduje,  że  natychmiast  musi  porozmawiać  z  Wokulskim,  i  w  chwili  gdy  się  do  niego  wybiera,  pan  Klejn  przynosi  list  od  Izabeli,  i  prosi  o  przekazanie  go 
adresatowi. 
Stach,  zobaczywszy  adres  nadawcy,  gorączkowo  rozrywa  kopertę  i  czyta.  Ignacy  w  tym  czasie  próbuje  dowiedzieć  się  jakie  są  powody  odrzucenia  propozycji 
Suzina, aż dostaje do przeczytania liścik. Izabela dziękuje w nim za owacje dla Rossiego i zaprasza Wokulskiego na obiad w celu omówienia wspólnego wyjazdu 
do Paryża. Kończy zdaniem „Naturalnie jedziemy razem, gdyż bez miłego Pańskiego towarzystwa podróż straciłaby dla mnie połowę wartości." Rzecki nie ma już 
żadnych wątpliwości – jego przyjaciel został całkowicie omotany przez Łęcką, dla której poświęca wszystko. Nawet opowieścią o swojej nieszczęśliwej miłości i 
złych doświadczeniach z kobietą, nie udaje mu się sprowadzić Stanisława na ziemię. 
Dyskusję  przerywa  nagła  wizyta  bardzo  zdenerwowanego  Łęckiego.  Rzecki  zostawia  mężczyzn  samych,  a  Wokulski  zajmuje  się  gościem  (Łęcki  stwierdza,  że 
jego córka nie umiałaby się nim tak zaopiekować). Pan Tomasz zaczyna żalić się Stanisławowi na cenę, za jaką sprzedana została jego kamienica. Stach pociesza 
go, obiecując że da mu aż dziesięć procent od powierzonej kwoty. Rozlega się pukanie do drzwi i wchodzi Henryk Szlangbaum i przedstawił się Łęckiemu jako 
„syn  tego  „podłego”  lichwiarza,  na  którego  tyle  pan  wymyślał.”  Oświadcza  mu  także,  że  „Ojciec  natychmiast  odstąpi  ten  dom  za  dziewięćdziesiąt  tysięcy… 
nabywca odda go panu za siedemdziesiąt…” Wokulski przerywa Henrykowi, a ten żegna się i wychodzi. 
Po  powrocie  do domu pan Tomasz  rozmawia  z  córką o swoim  niezadowoleniu z  ceny  za jaką została  sprzedana kamienica  i o  Romowie  z Wokulskim. Izabela 
dziwi  się  dlaczego  ojciec  otrzymał  tak  wysoki  procent  za  powierzony  Stanisławowi  kapitał.  Gdy  Łęcki  poszedł  się  położyć,  ich  dom  odwiedzają  wierzyciele, 
którzy liczą na zwrot długów, skoro kamienica została sprzedana. Panna Izabela obiecuje że zwróci pieniądze, nawet jeśli miałaby nie pojechać do Paryża. Od ojca 
dowiaduje się o ogromnym zadłużeniu. 
Jeszcze tego dnia Łęckich przybywa hrabina Karolowa z wiadomością o powrocie Kazimierza Starskiego, dawnego konkurenta Izabeli. Hrabina namawia Łęcką, 
by  zrezygnowała  z  wyjazdu  ze  Stanisławem,  a  zamiast  tego  spędziła  lato  u  niej  na  wsi,  gdzie  będzie  mogła  odnowić  znajomość  ze  Starskim.  Radzi  jej  także 
zastanowienie się nad małżeństwem z nim. 
Następnego dnia w czasie kiedy Izabela wyczekuje Starskiego ponownie przychodzą wierzyciele. Tego dnia ma pojawić się także Wokulski by uregulować długi 
Łęckich.  Izabela  otrzymuje  list  od  baronowej  Krzeszowskiej,  która  żali  się  ,  że  Stanisław  kupił  kamienice  znacznie  za  nią  przepłacając,  a  ona  obawia  się 
wypowiedzenia jej mieszkania lub podwyższenia czynszu. Ojciec, dowiedziawszy się o tym przyznaje, że jest to możliwe. 
Podczas  rozmowy z Wokulskim  pan Tomasz informuje  go,  że  wyjazd do  Paryża jest niemożliwy  ze  względów  finansowych.  Stanisław jednak  zobowiązuje  się 
pokryć wszelkie koszty i udziela Łęckiemu kredytu na bardzo dobrych warunkach. 
Do pana Tomasza przychodzą lekarze, więc Wokulski opuszcza jego pokój. W salonie czekała na niego panna Izabela, która od razu zaczęła robić mu wyrzuty z 
powodu kupna kamienicy, a potem  serwisu. Oskarżyła go  o  prześladowanie jej  rodziny. Rozmowę  przerywa  przybycie Starskiego. Łęcka bardzo od  niechcenia 
przedstawia  mu  Stanisława,  po  czym  zaczyna  kokietować  nowego  gościa  w  języku  angielskim,  myśląc  że  ten  pierwszy  nic  nie  zrozumie.  Młodzi  snują  plany 
związane z latem na wsi, lekceważąco wyrażając się o bohaterze. 
Gdy lekarze wyszli Wokulski wraca do pana Tomasza. Ze względu zdrowotnych staruszek dostał on nakaz  wyjazdu na wieś. Mężczyźni dokończyli rozmowę o 
pożyczce, a Łęcki zapytał Stacha o kupno kamienicy. Ten nie skłamał i zapewnił, że w każdej chwili odsprzeda mu ją za taką samą kwotę. 
Jeszcze  tego  samego  dnia  Wokulski  ponownie  odwiedza  Łęckich.  Prosi  Izabelę  o  przekazanie  Rossiemu  wieńca,  ponieważ  on  nie  będzie  mógł  tego  zrobić.  Po 
bardzo chłodnym pożegnaniu informuje, że jeszcze tej nocy wyjeżdża do Paryża. 
Rozdział XX 
Pamiętnik starego subiekta 
Rozdział  rozpoczyna  się  słowami  Rzeckiego  „I  wyjechał!...  Pan  Stanisław  Wokulski  (…)  Jednego  dnia  mówił,  że  nie  wie  kiedy  pojedzie,  a  na  drugi  dzień  – 
szast… prast… i już go nie ma.” 
Przed wyjazdem Stach mówi Ignacemu, że nie jest już tajemnicą kupno przez niego kamienicy i prosi go by zadbał o ściąganie czynszów („Pani Krzeszowskiej 
możesz podnieść jakieś kilkanaście rubli, niech się trochę zirytuje.) 
Następnie  wspomina  dzień  wyjazdu  przyjaciela.  Odwiózł  go  wtedy  na  dworzec,  gdzie  spotkali  doktora  Szumana,  który  powiedział,  że  tym  samym  pociągiem 
będzie  jechał  Starski,  „próżniak,  bankrut  i  eks-konkurent”.  Gdy  Stach  odjechał  Rzecki  razem  z  doktorem  rozmawiając  wracali  do  domu.  Wszystkie  nadzieje 
związane z zachowaniem Wokulskiego zostały rozwiane. Ignacy podejrzewał, że bohater skupia się na polityce, tymczasem jego interesowała tylko miłość. 
Dalej Rzecki opowiada o wizycie dawnego przyjaciela Machalskiego (kiper o Hopfera). To spotkanie przypomina mu dawne czasy, kiedy poznał Wokulskiego w 
piwnicy u Hopfera. Staś rozmawiał wtedy z ojcem, który zarzucał mu wydawanie pieniędzy na książki, a nie na proces o majątek dziadka szlachcica. Wspomina 
czasy  gdy  Wokulski  mieszkał  u  niego  i  razem  spotykali  się  na  wieczornej  herbacie  u  Minclowej  (potem  przychodził  tylko  Staś).  Następnie  opowiada  o 
tajemniczym spotkaniu, na którym Stanisław zgłosił się jako „gotowy do czynu” (mowa o przygotowaniach do powstania styczniowego). Po tych wydarzeniach 
Wokulski  znika  w  głębokiej  Rosji.  Dopiero  po  dwóch  latach  z  otrzymanego  listu  Ignacy  dowiaduje  się,  że  przyjaciel  jest  w  Irkucku.  Po  kilku  latach  powraca 
wykształcony . Nie mogąc znaleźć pracy („Kupcy nie dali mu roboty, gdyż był uczonym, a uczeni nie dali mu także, ponieważ był eks-subiektem”) , ożenił się z 
wdową  po  Minclu  i  przejął  jego  interes.  Małgosia  świata  poza  nim  nie  widziała,  a  on  zmarniał  pod  jej  pantoflem.  Gdy  umarła  (nasmarowała  się  mazidłem  na 
młodość),  Stach  całkowicie  wycofał  się  z  życia  społecznego,  aż  namówiony  przez  Rzeckiego  wybrał  się  do  teatru.  „Poszedł  do  teatru  i…  na  drugi  dzień  nie 
mogłem  go  poznać, w  starcu ocknął  się mój Stach Wokulski. Wyprostował się,  oko nabrało  blasku, glos  siły… Od tej pory chodził na wszelkie przedstawienia, 
koncerty i odczyty.” 
Rozdział XX 
Pamiętnik starego subiekta 
Rzecki zaczyna pamiętnik od rozważań nad zmienną sytuacją polityczną w Europie. Przypomina sobie, że i w jego życiu zaszła zmiana. Od tygodnia nie zajmował 
się sklepem tylko kupioną przez Wokulskiego kamienicą. 
Gdy Ignacy zobaczył budynek nie był zachwycony. Na podwórku piętrzyły się śmieci a wokół płynęły ścieki i mydliny z pralni paryskiej. Dowiedziawszy się, że 
stróż  siedzi  w  kozie  udał  się  do  mieszkania  rządcy  Wirskiego.  Gdy  okazało  się,  że  ten  walczył  razem  z  Napoleonem  i  był  świadkiem  jego  triumfów  szybko 
odnalazł w nim przyjaciela. 
Razem udali  się  do  mieszkań lokatorów. Od  studenta  dowiedział  się,  że ani  on ani jego  współlokatorzy  nie  zamierzają  płacić  czynszu. Baronowa  Krzeszowska 
także nie zamierzała  płacić,  do  czasu kiedy  z kamienicy  nie  zostaną usunięci  niemoralnie zachowujący  się  mieszkańcy. Szczególnie  przeszkadzała  jej  Stawska, 
która jak twierdziła uwodzi  wszystkich  mężczyzn.  W  ostatnim  odwiedzonym  mieszkaniu  mieszkała  właśnie  Stawska razem  z  matką i  córeczką. Była to  bardzo 
skromna  i  nieszczęśliwa  kobieta  (nie  miała  wieści  od  męża  od  dwóch  lat),  ciężko  pracująca  na  utrzymanie.  Rzecki  obniżył  jej  czynsz  i  obiecał  że  Wokulski 
pomoże w odszukaniu zaginionego. 
Opuściwszy kamienicę pomyślał: „miałem uregulować finanse kamienicy i otóż uregulowałem je tak, że na pewno dochód zmniejszył się o trzysta rubli rocznie”. 
TOM II 
 

background image

Rozdział I 
Szare dnie i krwawe godziny 
Wokulski  jedzie  pociągiem  do  Paryża.  W  czasie  podróży  obojętnieje  na  wszystko.  Na  miejscu  wita  go  Suzin  i  zawozi  do  pięciopiętrowej  kamienicy,  w  której 
obojgu wynajął mieszkania. Po krótkiej rozmowie o interesach zostawia Stacha samego by mógł odpocząć. 
Wokulski  jednak  nie  może  zasnąć  więc  idzie  na  spacer.  Zachwyca  się  paryską  architekturą  i  uliczkami.  Porównuje  wysokie,  pięciopiętrowe  kamienice  do 
warszawskich, które mają zaledwie trzy piętra. Gdy wraca zastaje czekających na niego interesantów.  W rozmowach miał towarzyszyć mu znający cztery języki, 
pomocnik Suzina – pan Jumart.  Wokulski kolejno przyjmuje  pułkownika,  który chce  być  przewodnikiem  po Paryżu,  pana  Escabeau handlującego karabinami i 
pewną  baronową  która  chce  mu  sprzedać  tajemnice.  Od  Jumarta  dowiaduje  się  że  ma  on  podwójny  doktorat  z  filozofii,  a  pracuje  jako  służący.  Zadziwiają  go 
tutejsze zwyczaje. Po spotkaniach wybiera się na kolejny spacer, by odpędzić od siebie myśli o pannie Izabeli, jednak bez powodzenia. Wydaje mu się nawet, że 
widzi ją w tłumie paryżan. Zwiedza coraz dalsze zakątki miasta i myśli o możliwości zamieszkania w Paryżu. Przypuszcza że tym miejscu wszystko ułożyłoby się 
inaczej, a i on kochałby z wzajemnością. 
Rozdział II 
Widziadło 
Pewnego  dnia  Wokulski  jak  zwykle  przyjmuje  interesantów.  Jednym  z  nich  jest  profesor  Geist.  Opowiada  Stachowi  o  badaniach  nad  metalem  lżejszym  od 
powietrza  i  pokazuje  mu  swoje  wynalazki.  Mówi  też  o  tym  jak  doświadczenia  pochłonęły  kilka  fortun,  i  proponuje  Wokulskiemu  sfinansowanie  kolejnych 
eksperymentów. Otrzymuje od niego trzysta franków. 
Po  wyjściu  Geista  Wokulski  rozmawia  o  nim  z  Jmartem.  Dowiaduje  się,  że  wszyscy  mają  chemika  za  starego  wariata,  a  podobne  sztuczki  z  metalami  umie 
Palmieri, profesor magnetyzmu. Mężczyźni udają się na jego pokaz, podczas którego okazuje się, że nie można zahipnotyzować Wokulskiego ( Stach podejrzewał, 
że został zmagnetyzowany przez Geista i Łęcką). 
Po  wyjeździe  Suzina  bohater  zajmuje  się  pracą.  Zarabia  tyle,  że  zwracają  mu  się  wszystkie  wydane  w  Warszawie  pieniądze.  Któregoś  dnia  otrzymuje  list  od 
Rzeckiego.  Ignacy  pisze  o  poznanej  pani  Helenie  i  prosi  go  o  odnalezienie  jej  zaginionego  męża.  Sądząc,  że  poznana  wcześniej  baronowa  może  pomóc  w  tej 
kwestii, płaci jej cztery tysiące franków za rozwiązanie sprawy Ludwika Starskiego. 
Samotne dni w Paryżu Wokulski spędza na zwiedzaniu miasta. Któregoś dnia odwiedza profesora Geista. Okazuje się, że Chemikowi udało się sprzedać materiał 
wybuchowy  anglo-amierykańskiej  kompanii,  więc  ma  pieniądze  na  badania.  Stanisław  dostaje  od  niego  kawałek  metalu,  który  ma  mu  służyć  jako  amulet. 
Żegnając się zapewnia chemika, że wkrótce znów przyjdzie, ale ten odpowiada mu: „Jeszcze nie ukończyłeś swoich rachunków ze światem; (…) Przyjdziesz tu, 
kiedy ci już nic nie zostanie z dawnych złudzeń.” 
Stanisław pisze list do Rzeckiego, jednak odrzuca pióro po słowach „do Warszawy już nie wrócę”. Jest przerażony tą myślą. Wkrótce otrzymuje list od prezesowej 
Zasławskiej,  w  którym  prosi  go  by  szybko  wracał  i  pogodził  się  z  Izabelą.  Stachowi  „oczy  zaiskrzyły  się”.  Natychmiast  reguluje  rachunek  i  udaje  się  w  drogę 
powrotną do Ojczyzny. 
Rozdział III 
Człowiek szczęśliwy w miłości 
Po  powrocie  do  Warszawy  Wokulski  otrzymuje  kolejny  list  od  Zasławskiej  z  zaproszeniem  do  Zasławka.  Po  przejrzeniu  ksiąg  sklepowych,  Rzecki  daje  mu 
następny list, tym razem od Suzina, który proponuje kolejny interes w zimie. Opisuje, że w październiku przyjedzie do Moskwy. 
W pociągu do Zasławska przysiada się do Stanisława baron Dalski, który opowiada o swoich zaręczynach z Eweliną Janocką. Jest od niej dużo starszy i bardzo ją 
kocha.  Obdarowuje  ukochaną  drogą  biżuterią,  zmienił  nowe  obicia  mebli,  bo  nie  podobały  się  jej,  zapisał  jej  w  testamencie  cały  majątek.  Od  barona  Stach 
dowiaduje  się  o  licznym  towarzystwie  goszczącym  w  majątku  prezesowej.  Jest  tam  Ewelina  Janocka,  Julian  Ochocki,  Kazimierz  Starski,  który  zaleca  się  do 
wdowy po Wąsowskim. Najważniejsza jednak jest informacja o częstych wizytach Łęckich. 
Rozdział IV 
Wiejskie rozrywki 
W  drodze  powozem  do  majątku  prezesowej  Wokulski  i  baron  spotkają  jadących  brekiem  gości:  narzeczoną  barona,  wdowę  Wąsowską,  Felicję  Janowską, 
Ochockiego  i  Starskiego.  Mężczyźni  przesiadają  się  i  wszyscy  brekiem  udają  się  na  miejsce.  Po  obfitym  śniadaniu,  towarzystwo  rozchodzi  się  do  pokojów. 
Prezesowa zatrzymuje Wokulskiego i kolejno wypytuje o pierwsze wrażenia o poznanych osobach, po czym doradza mu spacer po parku. 
Podczas zwiedzania majątku Stanisław zauważa, że mieszkający tu ludzie, służący i pracownicy są szczęśliwi i chwalą gospodynię. Po obiedzie wszyscy zbierają 
się w altanie. Dochodzi tam do konfliktu poglądów między Starskim, który twierdzi, że małżeństwa powinny być zawierane ze względu na majątek i pozycję, a 
Wokulskim sądzącym odwrotnie. Przyznaje, że sam ożenił się „by nie umrzeć z głodu” , zna to prawo i  dlatego żałuje „tych, którzy muszą mu ulegać”. Swoimi 
argumentami zdobywa sobie jeszcze większą sympatię Zasławskiej i wdowy Wąsowskiej. 
Z obserwacji relacji łączących gości Stach domyśla się, że Ewelina udaje uczucia do barona, a tak naprawdę coś łączy ją ze Starskim. 
Kolejnego  dnia,  po  śniadaniu  Wąsowska  zabiera  Stanisława  na  konną  przejażdżkę,  podczas  której  nachalnie  go  uwodzi.  Wokulskiego  jednak  nie  skusiły  jej 
wdzięki,  czym  bardzo  rozgniewał  wdowę.  Wyjawia  mu,  że  kokieterią  zapełnia  sobie  pustkę  w  życiu.  „Z  dziesięciu  tych,  którzy  mi  się  oświadczają  wybieram 
jednego,  który  wydaje  się  najciekawszym,  bawię  się  nim,  marzę  o  nim.”  I  tak  „choćby  co  miesiąc”.  Mimo  ostrych  słów,  które  padły  podczas  dalszej  dyskusji, 
rozstają się w przyjaźni. Wokulski jest wdzięczny Wąsowskiej że otworzyła mu oczy na zachowania kobiet. 
Rozdział V 
Pod jednym dachem 
Podczas przejażdżki Wokulskiego i Wąsowskiej majątek odwiedza Łęcka. Przyjechała niezbyt chętnie, ponieważ domyślała się, że zastanie tu Stanisława. Mówiła 
do  siebie  „choćbym  nawet  musiała  kiedyś  wyjść  za  niego  to  jeszcze  nie  mam  racji  śpieszyć  się  na  powitanie”.  Jej  wszystkie  plany  musiały  ulec  zmianie. 
Wiedziała, że Starski nie ma żadnego majątku, poza tym nigdy nie ożeniłby się z „gołą panną”, a i baron przestał o nią konkurować. W Zasławiu wszyscy goście 
zachwycali się osobą Wokulskiego. Izabela była pewna, że on pierwszy wybiegnie jej na powitanie, tymczasem Stach spędzał czas z Wąsowską. Łęcka poczuła 
się niezwykle dotknięta tym faktem. 
Pani  Zasławska  liczyła  na  związek  Izabeli  i  Wokulskiego,  ale  nawet  historia  jej  miłości  do  stryja  Stacha  nie  przekonywały  Łęckiej.  Dopiero  fakt,  że  majętna 
wdowa Wąsowska go kokietuje, a baron zachwyca się jego kontaktami i bogactwem sprawił, że Izabela spogląda na niego inaczej. „Nie był to już jakiś tam kupiec 
galanteryjny, ale człowiek, który wracał z Paryża, miał ogromny majątek i stosunki, którym zachwycał się baron, którego kokietowała Wąsowska.” 
Wokulski tymczasem utwierdza się w przekonaniu o okrutnych zagraniach kobiet. Jego przypuszczenia o nieszczerych uczuciach Eweliny potwierdziła ona sama, 
przyznając, że nie kocha barona, a wychodzi za niego z litości i słabości swojego charakteru. 
Po południu Wokulski spotyka Izabelę i długo z nią rozmawia. Dyskutują o wyższości „ras”, próżnej arystokracji i pracujących klasach. Mimo, że Stanisław nie 
zgadza  się  z  poglądami  Izabeli  jest  pod  wrażeniem  jej  argumentów.  Na  koniec  panna  Łęcka  dziękuje  mu  za  kupno  kamienicy,  dzięki  czemu  Stach  jest  w 
doskonałym humorze. 
Przez  kilka  kolejnych  dni  pada  deszcz  więc  towarzystwo  zmuszone  jest  spędzać  czas  w  domu.  Gdy  tylko  się  wypogadza  panna  Felicja  proponuje  wyprawę  na 
rydze. 
Rozdział VI 
Lasy, ruiny i czary 
Podczas drogi  do  lasu  Wokulski opowiada o locie  balonem,  co  całkowicie psuje  humor Ochockiemu. Na  miejscu  wszyscy łączą  się  w pary. Młody  naukowiec 
rezygnuje ze zbierania grzybów, dzięki czemu Stanisław spaceruje sam z Izabelą. Już na początku zazdrosny o Ochockiego Stach dowiaduje się, że jego ukochana 
nie  ma  żadnych planów  wobec  młodego  naukowca. („Jednego dnia  siedząc  przy jakiejś  panience  wziął  ją  za rękę  i…  czy  pan uwierzy?...  zaczął  czyścić  swoja 
fajkę jej małym palcem!...”) 
Gdy Izabela przypomniała sobie, że rok temu była w tym samym miejscu, Wokulski wyznał jej, że on w tym czasie był w Bułgarii i myślał o niej. A gdy zapytał 
czy  wolno  mu  o  niej  myśleć,  odpowiedziała  zmieszana  ,  że  „każdy  człowiek  ma  prawo  myśleć”,  dając  tym  samym  Stanisławowi  nadzieję,  że  może  o  nią 
konkurować na równi ze Starskim i innymi mu podobnymi. Kolejne dni upływały im na częstych rozmowach i milczących spacerach. 
Któregoś  dnia całe towarzystwo  wybrało  się na ruiny zamku w  Zasławiu.  Wokulski  miał  zatroszczyć  się  obiecany prezesowej  nagrobek stryja. Robotą zajął  się 
polecony  przez  proboszcza rzemieślnik – Węgiełek.  Stanisław,  gdy  dowiedział  się o  jego tragicznej  sytuacji (spaliło  mu się całe  gospodarstwo  i razem  z matką 
mieszkał w ogrodowej chałupie) obiecał, że za dobrze wykonany nagrobek da mu pracę w Warszawie. Węgiełek opowiedział Wokulskiemu i Izabeli wzruszającą 
historię o śpiącej królewnie. Gdy skończył, Stanisław napisał mu tekst, który miał zostać wyryty w kamieniu, a gdy rzemieślnik zobaczył go pobiegł po sznurek, 
by wymierzyć kamień. Gdy zostali sami Łęcka półgłosem zaczęła czytać : „Na każdym miejscu i o każdej dobie, gdziem z tobą płakał, gdziem z tobą się bawił, 

background image

zawsze  i  wszędzie będę ja  przy tobie,  bom  wszędzie cząstkę  mej  duszy zostawił…”. Oczy zaszły jej łzami  i niechcący upuściła kartkę. Wokulski klęknął by ją 
podnieść i nie wiedząc co robi chwycił Izabelę za rękę pytając „Obudzisz się, ty moja królewno?”, na co ona opowiedziała „Nie wiem… może…” 
Nazajutrz panna Izabela opuszczała Zasławek. Okazało się, że już w środę dostała list od ciotki z prośbą o powrót, ale prezesowa go przetrzymała. Pożegnała się 
ze  Stanisławem,  godząc  się  by  ją  odwiedził  w  Warszawie.  Wkrótce  i  Wokulski  opuścił  majątek  Zasławskiej,  odwiedzając  po  drodze  grób  stryjka  i  zabierając 
Węgiełka. 
VII 
Pamiętnik starego subiekta 
Jest rok 1879. Rzecki tradycyjnie zaczyna od przedstawienia sytuacji politycznej, po czym przechodzi do spraw bieżących. Martwi się, tym że coraz więcej ludzi 
posądza  Stacha  o  podejrzane  interesy.  Wokulski  uspokaja  go  mówiąc  żeby  się  nie  przejmował  bo  „ci  sami  ludzie,  którzy  mnie  ostrzegają,  że  Suzin  jest  hultaj, 
przed miesiącem pisali do Suzina, że ja jestem bankrut, szachraj , eks-powstaniec”. 
W dalszej części pamiętnika skupia się na sytuacji pani Stawskiej. Stara się opowiedzieć o procesie pani Heleny i baronowej, ale nieustannie rozwija inne wątki. 
Stawska jest dla niego ideałem kobiety (jest w niej zakochany) i koniecznie chce wyswatać ją z Wokulskim. Gdy przychodzi wiadomość o zaginionym Ludwiku, 
namawia Stacha by osobiście poinformował o tym Helenę. Stanisław jest bardzo miły dla kobiety, ale nie jest zainteresowany jej wdziękami. Rozczula i zaskakuje 
go jednak zachowanie jej córeczki, która w podziękowaniu za wieści o ojcu zarzuca mu rączki na szyję i całuje w usta. 
Dalej Rzecki opisuje swoje częste w wizyty w mieszkaniu pani Starskiej (czasem przychodzi tam dwa razy dziennie), tłumacząc się, że z jej okien dobrze widać 
mieszkanie Maruszewicza. 
Z rozdziału dowiadujemy się też o staraniach baronowej Krzeszowskiej o kupno kamienicy. Wokulski otrzymał anonimowy list, w którym oczerniona zostaje pani 
Stawska,  oskarżona  o  przyjmowanie  Rzeckiego  w  nocnych  godzinach  i  złe  prowadzenie  się.  Poza  tym,  autor  zapowiada  rychłą  klęskę  Stacha  i  jako  dobry 
przyjaciel radzi mu sprzedanie kamienicy. Chwilę po tym jak mężczyźni przeczytali list, do sklepu wszedł adwokat baronowej z propozycją kupna budynku. Po 
krótkiej rozmowie Stach wyrzucił go ze sklepu mówiąc, że owszem może sprzedać kamienicę, ale za sto tysięcy rubli. 
Rzecki  wybrał  się  na  piwo,  gdzie  dołączyli  do  niego  znajomi:  Węgrowicz  i  Szprot.  Szprot  informuje  go,  że  Wokulski  zamierza  sprzedać  sklep,  na  co  Ignacy 
nazywa go kłamcą i wyzywa na pojedynek. Na szczęście Węgrowiczowi udaje się załagodzić sytuację. 
Stanisław zapytany o losy sklepu i małżeństwo z Łęcką odpowiada: „Gdyby tak… Więc i cóż?...” 
Rozdział VIII 
Pamiętnik starego subiekta 
Rzecki wybrał się do pani Heleny by ostrzec ją i jej matkę przed wysiadywaniem w oknach i nie zasłanianiem ich. Od czasu okropnego anonimu, domyślał się że 
baronowa Krzeszowska bez przerwy je obserwuje. Zapytawszy starszą kobietę dlaczego tak często wygląda na zewnątrz dowiedział się, że bawi się w ten sposób z 
wnuczką. Mała Helenka wyszukuje na budynkach liter i kształtów utworzonych z świateł w oknach. 
Któregoś dnia Pani Stawska dostała propozycję od baronowej płatnej pomocy przy odświeżeniu garderoby. Zgodziła się ponieważ potrzebowała pieniędzy. Praca 
miała trwać do trzech godzin, a ona spędzała u Krzeszowskiej nawet sześć. Z powodu tak długiej rozłąki z córką baronowa zgodziła się by zabierała ją ze sobą. 
Mała Helenka była niezwykle szczęśliwa mogąc godzinami wpatrywać się w piękne lalki (nie wolno jej był ich dotykać) zmarłej córki Krzeszowskiej. Najbardziej 
podobała jej się lalka, która po naciśnięciu na brzuszek ruszała powiekami i mówiła mama. 
Gdy Rzecki dowiedział się jak bardzo Stawska chciałaby kupić dziecku taką zabawkę, mówi że mają takie w sklepie. Gdy Helena przychodzi po lalkę, kupuje ją 
za  trzy  ruble  zapewniana,  że  jest  to  towar  wyprzedawany,  dlatego  cena  jest  tak  niska.  Obsługiwana  przez  Rzeckiego  i  Wokulskiego  wyjawia  im,  że  baronowa 
wypowiedziała im komorne. (Wokulski sprzedał jej kamienicę za sto tysięcy rubli.) 
Kilka dni później do sklepu wpada Wirski informując o tragedii. Baronowa Krzeszowska oskarżyła Stawską o kradzież jej laki, gdy zobaczyła przez okno jak mała 
Helenka się nią bawi.  Przyjechała policja i  zabrała  zabawkę. W  związku ze  skandalem  pani Helena straciła uczennice. Rzecki  natychmiast poinformował o tym 
Wokulskiego, który zorganizował adwokata i zapewnił nową posadę Stawskiej w sklepie u Milerowej. 
Nadszedł  dzień  procesu.  Tego  samego  dnia  przed  sądem  toczył  się  spór  baronowej  ze  studentami,  którym  wypowiedziała  mieszkanie.  Krzeszowska  wygrała 
sprawę. Sędzia w czasie przerwy poprosił Wokulskiego na śniadanie. 
Podczas  procesu  sędzia  przepytywał  wszystkie  osoby  mogące,  coś  wiedzieć  o  tej  sytuacji.  Zauważył,  że  służąca  dziwnie  się  zachowuje.  Wokulski  zapytał 
baronowej gdzie kupiła lalkę, a gdy ona odpowiedziała, że u Lessera, sędzia rozpruł przedmiot sporu i kazał Maruszewiczowi na głos przeczytać napis na główce: 
„Jan Mincel i Stanisław Wokulski”. Po wszystkim wyszło na jaw, że to służąca niechcący stłukła główkę lalce Krzeszowskiej, po czym ukryła ją na strychu. 
Rozdział IX 
Pamiętnik starego subiekta 
Wygrany przez panią Starską proces przywrócił Rzeckiemu wiarę „że dobrym ludziom prędzej czy później stanie się sprawiedliwość”. Nie przestaje także myśleć 
o małżeństwie Wokulskiego i pani Heleny. Zauważa też częste wizyty Stacha w mieszkaniu kobiety i w sklepie Milerowej. 
Gdy zniknęły zmartwienia związane z problemami pani Heleny i z zachowaniem Stacha pojawiły się nowe. Rzecki zauważył nietypowe zachowanie subiektów, a 
szczególnie ich nagła sympatia do Szlangbauma. Wszystko staje się jasne wieczorem na piwie. Od Szprota i Węgrowicza dowiaduje się, że Wokulski ma zamiar 
sprzedać  sklep  Szlangbamowi.  Wracając,  spotkał  Szumana.  Doktor  opowiedział  mu  o  beznadziejnej  miłości  Stacha  do  kobiety,  która  jest  „jak  setki  i  tysiące 
innych! Piękna, rozpieszczona, ale bez duszy.” Rzecki zwierza mu się z planów połączenia Stacha ze Stawską. 
Następnego  dnia,  po  rozmowie  ze  Stachem  doktor  informuje  Rzeckiego  o  złym  humorze  bohatera,  spowodowanym  brakiem  zaproszenia  na  bal  u  księcia,  na 
którym ma być Izabela. Po zamknięciu sklepu Stach został u Ignacego na herbacie. Przyznał, że myśli o sprzedaży sklepu Szlangbamom. Około dziewiątej lokaj 
przyniósł  list  z  zaproszeniem  na  bal,  który  Wokulski  ku  zdziwieniu  Rzeckiego  po  przeczytaniu  podarł  i  wrzucił  do  kominka,  oznajmiając,  że  na  bal  się  nie 
wybiera. Ignacy skorzystał z okazji i zaproponował mu wspólną wizytę u Starskiej. 
Wieczór  u  pani  Heleny  upływał  w  przyjemnej  atmosferze.  Po  kolacji  Rzecki  zabawiał  rozmową  matkę  pani  Starskiej,  zostawiając  tym  samym  Wokulskiego  z 
Heleną. Mała Helenka zajmowała się zabawkami, które otrzymała w prezencie. Po wizycie Stach odwiózł Ignacego do domu, ale czekał aż ten wejdzie do domu, 
co nie uknuło uwadze subiekta. Zaniepokojony Ignacy postanowił go śledzić. Zastał go stojącego pod drzewem, zasypanego śniegiem i wpatrującego się w okna 
pałacu księcia. 
Rzecki  postanowił  działać  szybko.  W  swoje  plany  zeswatania  Wokulskiego  ze  Starską  wtajemniczył  doktora  Szumana  i  jej  matkę,  która  przyjęła  pomysł 
entuzjastycznie. Jakiś  czas  później odwiedził  go  Wirski, który  wiedział już, „że  Wokulski kocha  się  w  pani  Stawskiej”. Opowiedział  mu też  o  nowej aferze  ze 
studentami.  Zamknęli  się  w  mieszkaniu  od  środka  i  udając,  że  zgubili  klucze  zaczęli  spuszczać  siebie  i  meble  na  linie  z  okien,  wyprowadzając  tym  samym 
baronową z równowagi. Miał dla Ignacego jeszcze jedną, ciekawszą historię. Okazało się, że Krzeszowska odwiedziła panią Helenę i prawie na klęczkach prosiła 
ją i jej matkę o wybaczenie sprawy z lalką. 
Rozdział X 
Damy i kobiety 
„Fortuna znowu łaskawym okiem spojrzała na dom pana Łęckiego.” Salony jego domu znów wypełniły się gośćmi a panna Izabela błyszczała w towarzystwie. Na 
jednym z balów Łęcka została nazwana panną „w tym wieku” i zaczęła tłumaczyć sobie, że przecież ma tylko dwadzieścia pięć lat, a to zdecydowanie za wcześnie 
by  mówić  o  niej  w ten  sposób  (stara panna). Zastanawiające  były  także opinie  o Wokulskim  dam  z towarzystwa.  Mówiły  one, jak wspaniale byłoby  być „żoną 
takiego  człowieka!”.  Izabela  jednak  najbardziej  liczyła  się  z  opinią  księcia,  który  po  zasięgnięciu  informacji  o  Stanisławie  od  różnych  ludzi,  uścisnął  ją  i 
zagadkowo  powiedział:  „Szanowna  kuzynko,  trzymasz  w  ręku  niezwykłego  ptaka…  Trzymajże  go  i  pięść  tak,  ażeby  wyrósł  na  pożytek  nieszczęśliwemu 
krajowi…” 
Któregoś  dnia  Łęcką  odwiedza  pani  Wąsowska  pytając  o  prawdziwość  plotek  o  oświadczynach  Wokulskiego.  Izabela  odpowiada  wymijająco,  że  Stanisław 
oświadcza jej się ile razy ją widzi. Przyznaje też że bierze pod uwagę małżeństwo z tym człowiekiem pod warunkiem, że sprzeda sklep i pozwoli jej na kontakty z 
adorującym ją mężczyznami. Od wdowy dowiaduje się o chorobie prezesowej i o jej zdaniu na temat Wokulskiego. Zasławska uważa, że Izabela za bardzo igra ze 
Stachem i że jest on dla niej za dobry. 
Wokulski  był  częstym  gościem  w  domu  Łęckich,  ale  zazwyczaj  czas  spędzał  z  panem  Tomaszem,  gdyż  Izabeli  nie  było.  A  gdy  była  często  przyjmowała 
adoratorów, których lubiła kokietować. Stanisława ogarniały wtedy wątpliwości i gdy żadne zajęcia nie pomagały udawał się do pani Starskiej, gdzie odzyskiwał 
spokój.  Pani  Helena  powoli  nabierała  przekonania  o  tym,  że  Stach  jest  „najbardziej  nadzwyczajnym  człowiekiem,  jaki  istniał  na  ziemi”.  Znając  jego  uczucia  z 
czasem nabrała ogromnej niechęci do Łęckiej i współczucia dla Wokulskiego. 
Częste  wizyty u  pani Heleny  stały  się  przyczyną  wielu plotek,  szczególnie o tym, że jest kochanką Wokulskiego. Na te  wszystkie gorzkie słowa  odpowiedziała 
matce jednym zdaniem mówiącym wszystko „nie jestem ( jego kochanką), bo on tego jeszcze nie zażądał.” 
Rozdział XI 

background image

W jaki sposób zaczynają się otwierać oczy 
Rzecki  odwiedza  Szumana  i  zastaje  go  nad  rachunkami.  Dziwi  się,  że  doktor  do  tej  pory  nie  dbający  o  zarobek  zastanawia  się  nad  powierzeniem  kapitału 
Szlangbamowi. Wyjaśnia on Ignacemu, że „pieniądz jest spiżarnią najszlachetniejszej siły w naturze, bo ludzkiej pracy. On jest sezamem, przed którym otwierają 
się  wszystkie  drzwi.”  Stacha  nazywa  nieuleczonym  marzycielem  i  przepowiada  mu  ruinę.  Krytykuje  także  nieróbstwo  i  próżność  arystokracji  oraz  udawany 
patriotyzm. Żałuje także Ochockiego, który mógłby odnieść wielkie sukcesy w nauce, gdyby nie zepsucie klasy, z której się wywodził. 
Pod koniec marca  do  Warszawy  przyjeżdża  skrzypek Molinari. Izabela  jest  wniebowzięta i  z radością  oznajmia ten  fakt  Wokulskiemu, który  mówi,  że  widział 
jego występ i uważa go za miernego muzyka. Łęcka nie wierzy mu, a swoje zdanie opiera na zachwytach Szastalskiego, Rydzewskiego i Pieczarkowskiego (dwaj 
ostatni widzieli jego album z recenzjami). 
Do  Wokulskiego  przychodzi  Węgiełek  i  informuje  go,  że  zamierza  wrócić  do  Zasławka.  Ma  tez  plany  małżeńskie  związane  z  panną  Marianną,  której  kiedyś 
pomógł  Stanisław. Węgiełek zna  przeszłość dziewczyny i  wybaczył  wszystkie  grzechy  jej.  Wokulski  prosi  go  by  przyszedł  przed  ślubem.  Obiecuje  mu  pięćset 
rubli posagu i „co potrzeba na bieliznę i gospodarstwo” 
W ostatnich  dniach  marca Wokulski  został  zaproszony  do  państwa Rzeżuchowskich  na koncert  Molinariego,  podczas którego  panna Izabela  siedziała „bardziej 
odurzona  i  roznamiętniona  od  innych”.  Gdy  skrzypek  skończył  grać  został  przedstawiony  Łęckiej  i  podając  jej  rękę  zaprowadził  do  sali  jadalnej.  Wokulski 
pierwszy raz zauważa, że Izabela ma wady , nie jest ideałem. Od tego dnia coraz rzadziej bywa u Łęckich i zamyka się w sobie. Zwiększa się za to częstotliwość 
jego wizyt u Stawskiej. Rzeckiego prosi by namówił ją do założenia własnego sklepu, a on dostarczy fundusze. 
Pewnego dnia Wokulski idąc ulicą i spotkał jadącą karetą Wąsowską, która zaprosiła go do swojego pojazdu. Była wielce zaniepokojona jego zachowaniem i tym 
że już od dziesięciu dni nie odwiedza Izabeli. Wdowa uważa, że Stach jest zazdrosny, ale on stanowczo się tego wypiera. Gdy uświadomiła go że i jego wizyty u 
Stawskiej martwią Łęcką, rozpromienił  się  i natychmiast udał  się do  niej.  Zastał  ją samą. Gdy  przebaczyła mu jego  zachowanie,  oświadczył  się jej i podarował 
talizman z metalem profesora Geista, a ona go przyjęła. 
Rozpromieniony wpadł do sklepu oznajmiając Rzeckiemu, że jest narzeczonym Izabeli. Ignacy zbladł i podał mu list od Marczewskiego z informacją o Ludwiku 
Stawskim, który prawdopodobnie mieszka w Algierze pod przybranym nazwiskiem Ernesta Waltera. 
Wokulski pojechał pożegnać się z panią Starską, która zmierzała opuścić Warszawę, a Izabelę odwiedza Wąsowska. Łęcka oznajmia jej że przyjęła oświadczyny 
Stanisława.  Mówi  o  nim,  że  „jest  to  idealny  mąż:  bogaty,  nietuzinkowy,  a  nade  wszystko  człowiek  gołębiego  serca.  Nie  tylko  nie  jest  zazdrosny,  ale  nawet 
przeprasza za podejrzenia.” 
Wąsowska jest sceptycznie nastawiona do ich związku. Wysłuchawszy Izabeli milczy, a na pytanie Łęckiej o czym myśli, odpowiada: „Że jeżeli on tak ciebie zna 
jak ty jego, to oboje bardzo się nie znacie”. 
Rozdział XII 
Pogodzeni małżonkowie 
Od połowy kwietnia zachowanie pani baronowej radykalnie się zmieniło. Była zdecydowanie bardziej przyjazna. Podejrzewała , że jej zadłużony mąż lada dzień 
wróci  do  domu.  Poczyniła  kroki  w  celu  odświeżenia  mieszkania.  I  nie  myliła  się.  Kilka  dni  później  zjawił  się  baron  i  małżonkowie  po  krótkich  wyjaśnieniach 
przebaczyli  sobie  wszystkie  przykrości. Dzięki  baronowi rozszerzyły  się ich  stosunki  społeczne,  Krzeszowska wróciła  na  salony.  W  zamian  baronowa po  cichu 
spłacała długi męża. 
Na jaw wychodzą też wszystkie oszustwa Maruszewicza, wzięcie większej kwoty za klacz, i zatrzymanie różnicy oraz sfałszowanie podpisu barona. Nikczemnik 
zagroził Wokulskiemu popełnieniem samobójstwa, jeżeli ten zdecyduje się ujawnić prawdę. Stanisław, ciągle radosny z powodu zaręczyn okazał Maruszewiczowi 
łaskę i podarł dowody kłamstw, zrywając z nim wszelkie kontakty. 
Rozdział XIII 
Tempus fugit, aeternitas manet 
(Czas ucieka, wieczność trwa) 
Od czasu zaręczyn z panną Izabelą, Wokulski czuł niepokonaną ochotę pomagania wszystkim ludziom. Nie wydał Maruszewicza. „Oprócz zapisu dla Rzeckiego, 
przeznaczył  Lisieckiemu  i  Klejnowi,  swoim  byłym  subiektom,  po  cztery  tysiące  rubli,  tytułem  wynagrodzenia  szkód,  jakie  wyrządził  im  sprzedając  sklep 
Szlangbaumowi.  Przeznaczył  również  około  dwunastu  tysięcy  rubli  na  gratyfikacje  dla  inkasentów,  woźnych,  parobków  i  furmanów.”  Zabezpieczył  także 
przyszłość Starskiej i użył wszelkich środków, by jak najwięcej dowiedzieć się o jej mężu. 
Pannę Izabelę widywał często w towarzystwie różnych ludzi, ale nie denerwowała go już jej kokieteria. Tłumaczył sobie, że taką ma naturę i „nie umie ani śmiać 
się,  ani  patrzeć  inaczej.”  Gdy  dostał  telegram  z  zawiadomieniem  o  pogrzebie  Zasławskiej,  zmartwił  się  bardzo,  ale  nie  pojechał  na  uroczystość  bojąc  się 
kilkudniowego rozstania z Łęcką. 
W  maju  Łęccy  otrzymali  wiadomość  o  chorobie  ciotki  Hortensji  mieszkającej  w  Krakowie,  gdzie  udali  się  następnego  dnia  z  Wokulskim  i  Starskim 
(niespodziewanie dostał w spadku mniejszy majątek i chciał wyjechać za granicę). Stanisław zamówił dla nich cały wagon salonowy. 
Gdy  pociąg ruszył panna Izabela zaczęła rozmawiać  ze Starskim, wpierw  pół po angielsku, pół  po polsku, następnie już tyko po angielsku. Wokulskich właśnie 
miał zamiar ostrzec ich, że wszystko rozumie, ale gdy zobaczył odbicie zarumienionej pary w szybie usiadł i postanowił posłuchać. Dowiaduje się o namiętnym 
romansie  tych  dwojga  i  o  tym  jak  podczas  pieszczot  zgubili  podarowany  Izabeli  medalion.  Jest  mu  słabo  a  trzęsienie  pociągu  staje  się  nie  do  zniesienia.  Na 
szczęście kolej zatrzymuje się w Skierniewicach i Wokulski wybiega do bufetu. Prosi konduktora by udał, że jest do niego telegram wzywający go do Warszawy. 
Stawskiego bierze na stronę i komentuje jego przechwałki. Pannie Izabeli macha z peronu, żegnając się z nią po angielsku. 
Po odjeździe pociągu dla Stanisława wszystko jest jasne. Nagle opadła kotara niewinności którą sam zasłonił Izabelę i ukazała się ona taką jaką jest naprawdę. Za 
swoje  zaślepienie  wini  romantyczną  naturę.  „Trzeba  było  poznawać  kobiety  nie  przez  okulary  Mickiewiczów,  Krasińskich  albo  Słowackich,  ale  ze  statystyki, 
która uczy, że każdy biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką.” 
Postanawia popełnić samobójstwo. Kładzie się na torach, ale w ostatniej chwili ratuje go jakiś mężczyzna. Okazuje się, że jest to Wysocki, brat furmana. Wokulski 
siada  opierając  się  o  gruszę  i  zaczyna  szlochać.  Wysocki  cały  czas  przy  nim  czuwa,  przywołuje  słowa  psalmu  i  mówi,  że  „wszystko  człowieka  zawodzi,  tylko 
jeden Bóg nie zawiedzie”. Stanisław zasypia, a gdy się budzi wynagradza pieniędzmi dróżnika i prosi by ostatnie wydarzenia zostały ich tajemnicą. Mówi mu też, 
że gdy następnym razem zobaczy człowieka w takiej sytuacji, niech go nie ratuje. „Kiedy kto chce dobrowolnie stanąć za swoją krzywdą przed boskim sądem, nie 
zatrzymuj go…” 
Rozdział XIV 
Pamiętnik starego subiekta 
Początek jest przedstawieniem sytuacji politycznej i zastanawianiem się czy i kiedy wybuchnie wojna. Następnie Rzecki trochę ubolewa nad swoim zdrowiem, ale 
najbardziej nad perspektywą braku pracy. Mimo, że Stach zapewnił mu przyszłość, nie może znieść myśli, że nic już nie będzie znaczył w sklepie, do niczego nie 
będzie miał prawa. Do tego Żyd Szlangbaum, nowy właściciel zadzierał nosa. W mieście coraz więcej mówi się złych rzeczy o Żydach , a doktor Szuman (sam 
jest Żydem) przewiduje w przyszłości jakąś wielką awanturę z udziałem starozakonnych. 
Rzecki  opowiada  także  o  niepodziewanie  szybkim  powrocie  Wokulskiego.  Bohater  wspomniał,  że  chodzi  o  interes  z  Suzinem.  Stach  zachowywał  się  dziwnie, 
leżał całymi dniami, był rozdrażniony więc Ignacy wezwał Szumana. Doktor podejrzewa, że Stanisław rozstał się z Łęcką. 
U  Ignacego  zamieszkał  Marczewski,  od  którego  dowiedział  się  o  losach  pani  Starskiej.  Okazało  się,  że  pomógł  jej  urządzić  sklep  w  Częstochowie.  Rzecki 
przypuszcza, że Starska wciąż kocha Stacha i nie porzuca nadziei na ich zeswatanie. 
Rzecki  postanowił  zrealizować  swoje  dawne  plany  o  wyjeździe  i  odpoczynku.  Jednak  mimo  tego,  że  spakowany  z  kupionym  biletem  siedział  w  pociągu  do 
Krakowa, gdy usłyszał trzeci dzwonek wyskoczył na peron. Tłumaczył się przed sobą: „Nie mogę ani na chwilę rozstać się z Warszawą i ze sklepem… Żyć bym 
bez nich nie potrafił.” 
Rozdział XV 
Dusza w letargu 
Wokulski przypominał sobie  powrót  ze Skierniewic  do Warszawy. Większość  podróży przespał, a gdy o ósmej  dotarł do  domu, długo musiał czekać  aż służący 
mu  otworzy. Gdy okazało  się,  że  spał  w jego  łóżku,  nawet tego nie  skomentował. Gdy  pościel została zmieniona położył  się  w ubraniu i zasnął. Przez kolejne 
tygodnie  budził  się  i  zmieniał  miejsce  drzemania.  Nie  rozróżniał  czy  jest  noc  czy  dzień,  nie  wiedział  która  jest  godzina.  Rzecki  razem  z  Szumanem  starali  się 
przywrócić go do normalności. 
Wokulski gdy nie spał, zajmował się czytaniem książek, głównie Don Kichota i książek z dzieciństwa, oglądaniem albumów z obrazami. Przypominał sobie także 
słowa  Geista,  coraz  częściej  myśląc  o  wyjeździe  do  niego.  Któregoś  dnia  dostał  gruby  list  z  Paryża,  jednak  zamiast  go  otworzyć,  rzucił  na  biurko.  Dopiero  po 
kilku dniach zajrzał do niego. Były to dokumenty potwierdzające śmierć Ludwika Starskiego. 

background image

Stanisław  podejmuje  decyzję  o  wycofaniu  się  ze  spółki.  Szuman  namawia  go  by  tego  nie  robił,  ale  Wokulski  nie  ma  już  sił  na  prowadzenie  interesu.  Między 
mężczyznami  wywiązuje  się  dyskusja  o  rosnących  nastrojach  antysemickich.  Książę  także  występuje  ze  spółki,  ponieważ  nikomu  poza  Stachem  nie  chce 
powierzać swojego majątku. Kierownictwo obejmuje Szlangbaum i Szuman. „W całym kraju nie było nikogo, kto by mógł dalej rozwijać jego pomysły; nikogo 
prócz Żydów, którzy występowali z całą kastową arogancją, przebiegłością, bezwzględnością i jeszcze kazali mu wierzyć, że jego upadek, a ich triumf – będzie 
korzystny dla kraju…” 
Któregoś dnia, przy okazji zakupów w Warszawie Wokulskiego odwiedza Węgiełek. Opowiada mu, że interes idzie mu dobrze ale w małżeństwie układa się nie 
najlepiej. Wiedział kogo bierze za żonę, ale gdy spotkał jednego z jej byłych kochanków, coś w nim pękło. Okazało się, że był to Starski, a Marianna wyznała, że 
to od niego zaczęło się jej grzeszne życie. 
Jeszcze tego dnia Stacha odwiedza Ochocki. Od niego bohater dowiaduje się, że baron nakrywszy swoją młodziutką żonę na romansowaniu ze Starskim, rozwiódł 
się  z  nią.  Ochocki  cieszył  się  z  takiego  rozwoju  wydarzeń,  ponieważ  baron  skupił  się  na  finansowaniu  pracowni  technologicznej.  Wokulski  zaproponował 
młodemu naukowcowi wspólną wizytę u profesora Geista. 
Nazajutrz,  po  wizycie Ochockiego, Wokulski  pierwszy raz budzi  się rześki i  swobodny.  Po kąpieli udaje  się  nawet  na  spacer  do Łazienek. Niestety  jego  myśli 
wracają do panny Izabeli. Sara się wytłumaczyć jej zachowanie, myśli nawet że mógł się pomylić i źle zrozumiał całą sytuację. 
Kolejnego  dnia  przyjeżdża  po  Wokulskiego  pani  Wąsowska  i  zabiera  go  do  siebie.  Rozmawiają  o  kobietach,  uczuciu,  małżeństwie.  Wdowa  usprawiedliwia 
Izabelę, twierdząc, że w świecie w którym kobiety wychodzą za mąż nie z miłości a dla pieniędzy mają prawo romansować z kim chcą. Daje też Stachowi list od 
Łęckiej.  Podczas  kolejnego  spotkania  Wąsowska  prosi  Wokulskiego  by  przebaczył  Izabeli,  ale  ten  nie  widzi  w  tym  sensu  i  nie  wierzy  w  niewinność  jej 
zachowania. Mówi: „rozumiem kobietę, która oddaje się z miłości albo sprzedaje się z nędzy. Ale nie zrozumiem tej duchowej prostytucji, którą prowadzi się bez 
potrzeby, na zimno, przy zachowaniu pozorów cnoty, na to już brakuje mi zmysłu.” Wychodzi od Wąsowskiej odkochany. 
W  rozmowie  z  Rzeckim,  Stanisław  mówi  mu  że  wyjeżdża  bo  potrzebuje  zmiany  klimatu.  Najpierw  do  Moskwy,  a  potem  „gdzie  Bóg  przeznaczy…”.  W  ciągu 
kilku dni rozeszła się wiadomość, że wszystkie dobra Wokulskiego nabył Szlangbaum, a sam Stach „gdzieś wyjechał nagle i może na zawsze”. 
Rozdział XVI 
Pamiętnik starego subiekta 
Rozdział  jest  bardzo  krótki  i  składają  się  na  niego  urywane  informacje  o  bohaterach.  Jak  zwykle  we  wstępie  pojawia  się  wątek  polityczny.  Zmarł  Ludwik 
Napoleon, choć Rzecki w to nie wierzy. 
Dowiadujemy  się  o  tym,  że  Rzecki  podupada  na  zdrowiu  i  bez  laski  nie  wychodzi  na  ulicę.  O  rosnącej  niechęci  do  Żydów.  Pojawiają  się  nawet  pogłoski  o 
mordowanych  przez  nich  dzieciach  chrześcijańskich.  Poznajemy  także  dalsze  losy  Marczewskiego,  który  oświadczył  się  i  został  przyjęty  przez  panią  Starską. 
Ignacy wierzy, że Stach pojechał robić kolejne interesy z Suzinem i wkrótce wróci z nową niespodzianką. 
Rozdział XVII 
?... 
Rzecki czuł się coraz gorzej w związku z czym miał mniej zajęć. W sklepie jego praca ograniczała się do zmieniania wystawy (robił to za darmo). Bez przerwy 
myślał o Wokulskim. Doktor Szuman stwierdził i Ignacego chorobę serca i kazał mu oszczędzać zdrowie. 
W  związku  z  tym,  że  Rzecki  praktycznie  nigdzie  nie  wychodzi,  któregoś  wieczoru  odwiedzają  go  Szprot  i  Węgrowicz.  Powtarzają  plotki  o  wariactwie 
Wokulskiego, o czym mówi całe miasto. Stanisław wyjechał bez żadnych decyzji co do ogromnej sumy pieniędzy jaką zostawił w Warszawie, a tak nie postępuje 
zdrowy lub niewinny człowiek. Ignacy nie ma czasu mocno się zdenerwować, ponieważ przychodzi Szuman i wyprasza gości. Badając chorego mówi mu co myśli 
o  Stanisławie,  uważając  go  za  jednego  z  ostatnich  przedstawicieli  epoki  romantyzmu.  „Całe  miasto  mówi  to  samo,  chociaż  myli  się  tytułując  Wokulskiego 
bankrutem, bo on jest tylko półgłówkiem z tego typu, który ja nazywam polskimi romantykami. (…) Czystej krwi polski romantyk, co to wiecznie szuka czegoś 
poza rzeczywistością.” 
Szuman często odwiedzał swojego pacjenta. Przy okazji jednej z wizyt przyniósł nowe wiadomości o Stachu. Dowiedział się, że wyjechał on do Odessy , stamtąd 
ma zamiar udać się do Indii, Chin i Japonii, a potem do Ameryki. 
Dwa  dni  później  Rzecki  zebrał  wystarczająco  dużo  sił  by  pójść  do  sklepu.  Tam  spotkał  Ochockiego,  który  powiedział  mu  o  śmierci  Tomasza  Łęckiego. 
Dowiedział  się  także  o  tym,  że  Izabela  straciła  ostatnich  konkurentów.  Za  bardzo  igrała  z  marszałkiem.  Codziennie  udawała  się  na  ruiny  zamku  z  pewnym 
inżynierem. Podobno  chodziła tam  by tęsknić  za Wokulskim. Żegnając się Ochocki poinformował Rzeckiego,  że wyjeżdża do Petersburga i spróbuje się czegoś 
dowiedzieć o Stachu. 
Od Szumana Ignacy dowiedział  się,  że Wokulski  był  widziany  w  okolicach Zasławka i  w Dąbrowie jak kupował dynamit. Doktor nie  wierzy  w te  informacje i 
uważa że Stach nie żyje. 
Pierwszego października jeden z rejentów wezwał do siebie Rzeckiego. Okazało się że Wokulski zostawił formalny testament, z zastrzeżeniem by nie otwierać go 
przed czasem. Pozostałe w Warszawie pieniądze Stach zapisał Ochockiemu (140000 rubli), Rzeckiemu (25000 rubli) i Helence Stawską (20000 rubli). Pozostałą 
kwotę  podzielił między  swoją dawną  służbę i biedaków, którzy mieli z  nim stosunki. Wśród tych ludzi  znalazł  się dróżnik Wysocki, co zdziwiło Szumana więc 
postanowił to sprawdzić. Dowiedział się o wydarzeniach w Skierniewicach. Doktor był już pewny, że Stach nie żyje. „Z czego widzę, że kochany Stasieczek, obok 
romantyzmu, miał jeszcze manię samobójstwa… Założyłbym się o cały swój majątek, że on już nie żyje!...” 
Pod koniec października Rzecki odebrał list od Węgiełka do Wokulskiego. Mężczyzna pisał, że jego matka spotkała Stacha zmierzającego w okolice ruin zamku. 
Chwilę po tym „w zamku dwa razy tak strasznie huknęło, jak pioruny, a w miasteczku szyby się zatrzęsły”. Matka Węgiełka od razu kazała mu biec zobaczyć czy 
nic się Wokulskiemu nie stało. Z czterech ścian zamku została tylko jedna, a kamień na którym wyryto wiersz rozbity był w proch. Węgiełek przekopał gruzy, ale 
Stacha nie znalazł. Umieścił na miejscu krzyż z napisem „Non omnis moriar…” (nie wszystek umrę). List bardzo ucieszył Ignacego. Był pewien że Stach żyje, a 
zamek zniszczył, bo dręczyły go wspomnienia z nim związane. 
W  sobotę  Rzecki  wziął  od  Szlangbauma  klucz,  bo  jak  zwykle  chciał  zmienić  wystawę.  Okazało  się,  że  nie  jest  w  sklepie  sam.  Żyd  w  tajemnicy  kazał  zostać 
swojemu  pracownikowi  (Izydorowi  Gutmorgenowi)  i  sprawdzić  czy  Ignacy  lub  jego  służący  niczego  nie  kradną.  Gdy  Rzecki  odkrył  obecność  szpiega, 
zdenerwował się okropnie i wybiegł do swojego mieszkania. 
Przystąpił do planowania otwarcia konkurencyjnego sklepu razem z panią Starską. Zaczął pisać do niej list, ale wypadło mu pióro, a gdy się po nie schylił, uczuł 
dziwny ból w piersiach więc położył się na szezlongu. 
Około  godziny  drugiej  nieruszającego  się  Ignacego  znalazł  Kazimierz,  jego  służący.  Pobiegł  po  Szlangbauma,  który  zobaczywszy  co  się  stało  kazał  wezwać 
doktora.  U  Szumana  był  akurat  Ochocki.  Wrócił  z  Petersburga  z  nowymi  informacjami,  między  innymi  o  tym  że  panna  Izabela  wstąpiła  do  zakonu.  Gdy 
naukowiec miał przekazać doktorowi wiadomości o Wokulskim, wpadł Kazimierz krzycząc, że coś się stało panu. Wszyscy mężczyźni natychmiast udali się do 
Ignacego. 
W  mieszkaniu  było  pełno  osób.  Gdy  w  pokoju  z  ciałem  Rzeckiego  został  tylko  Szuman  z  Ochockim  doktor  powiedział  „przypatrz  mu  się  pan…  Ostatni  to 
romantyk!...” 
„Ochocki ujął zimną już rękę Rzeckiego i pochylił się, jakby chcąc mu coś szepnąć do ucha. Nagle w bocznej kieszeni zmarłego spostrzegł wysunięty do połowy 
list Węgiełka i machinalnie przeczytał nakreślone wielkimi literami wyrazy: „Non omnis moriar”