background image

CENA 3,96 ZŁ (w tym 7% VAT)
ISSN 1733-8492

13 września 2009 - 37/3075

Siedlce produkują

dla Arrivy    

  

Przyklej 
lokomotywę 

   na samochód!

  

Maszyniści 

   

 po szkoleniach

  

Targi – esencja 

marketingu

 

„Żałoba” w Słupsku

 

Awantura o grunty

background image
background image

Wy­daw­ca
Ko­le­jo­wa Ofi­cy­na Wy­dawni­cza sp. z o­.o­., 
ul. Chmi­e­lna 73a, 00-801 War­szawa, 
e­-mai­l: ko­w@ko­w.co­m.pl, kur­i­e­r­pkp@ko­w.co­m.pl
www.ko­w.co­m.pl

Se­kre­tariat: te­l. 022 474 49 15, fax r­e­dakcji­: 022 474 49 45, 
Pre­ze­s: Pi­o­tr­ Po­lański­, te­l. 022 474 49 15.

Re­daktor nacze­l­na: Ewa No­waczy­k, 
te­l. 022 474 11 79 we­w. 32. 
Se­kre­tarz re­dakcji: To­masz So­bi­e­ch, 
te­l. 022 474 11 79 we­w. 43.
Dzie­nnikarze­: Małgo­r­zata Star­cze­wska, Bar­bar­a Mały­ska, 
Mo­ni­ka Gaje­wska-Oko­ne­k, Te­r­e­sa Masło­wska,
Pr­ze­my­sław Je­zi­e­r­ski­, Pr­ze­my­sław Str­zy­że­wski­, Le­ch Si­pko­, 
Jace­k Ze­mła, Mi­r­o­sław Si­e­mi­e­ni­e­c, te­l. 022 474 11 99.

Pre­nu­me­rata i re­kl­ama: Wo­jci­e­ch Lasko­wski­, 
te­l. 0-501 410 649, 022 474 11 84, 
e­-mai­l: lasko­wski­@ko­w.co­m.pl

Skład i łamanie: Studi­o­ gr­afi­czne­ KOW. 
Okładka: Fo­t. Bar­bar­a Mały­ska.

Re­dak­cja nie­ zwraca mate­riałów nie­zamówio­nych 
o­raz zastrze­ga so­bie­ prawo­ do­k­o­nywania sk­rótów, 
adiu­stacji, a tak­że­ zmiany tytu­łów w nade­słanych te­k­stach. 
Re­dak­cja nie­ o­dpo­wiada za tre­ść pu­blik­acji i o­gło­sze­ń 
płatnych, w tym ne­k­ro­lo­gów (piso­wnia o­ryginalna).

R

E

D

A

K

C

JA

W nume­r­ze­:

 

4

 

Przyklej lokomotywę na samochód!

EN57 z nowym napędem

 

5

 

Maszyniści po szkoleniach

 

 

Be­zpie­czne­ informacje­ w­ PKP CARgo

 

6

 

Nowe technologie ułatwiają życie

 

 

Kolej na informatykę

 

 

 

7-8

 

Targi – esencja marketingu

 

 

 

Jak osiągnąć sukces na targach? Czy ta forma 

 

 

marketingu jest jeszcze skuteczna? 

 

 

Z Adamem Drabem, trenerem biznesu 

 

 

i wykładowcą w Akademii Jana Długosza 

 

 

w Częstochowie rozmawia Małgorzata Starczewska.

 

 

8

 

Siedlce produkują dla Arrivy

 

9

 

„Żałoba” w Słupsku

 

 

Przyjaźni rowerzystom

 

 

Tańsze bilety

 

 

 

 

10

 

Kol­e­jow­e­ e­spe­ranto

 

 

Wypadek – ostrzeżenie

 

11

 

Po torze­ nad morze­

 

 

 

12

Awantura o grunty

 

 

Konku­re­ncja przy­ trakcji

 

 

 

13

 

Drezyną po turystów

 

14

 

Z biletem FIP w Pireneje

 

15

 

Czysto i z rozmachem

 

16-17

 

odpow­ie­dni format kadru­

 

 

 

Panorama czy proporcje telewizyjne? 

 

 

Aby jak najpełniej utrwalić na zdjęciu wrażenia 

 

 

widoczne „gołym okiem”, wybierzmy optymalny 

 

 

format kadru.

 

 

 

19

 

Pance­rny­ u­nikat

 

20-21

 

Ze znaczkiem „Solidarności”

13 września 2009-37/3075

Cena 3,96 zł (w tym 7% wat)
issn 1733-8492

Fot.  B. Małyska

background image

Inicjatywa Przyjaciel Transportu Szynowego 

powstała przy współpracy Kuriera PKPRynku 
Kolejowego
  i  spółki  Elester-PKP.  Adresowana 
jest  do  wszystkich  miłośników  i  sympatyków 
kolei,  metra  czy  tramwajów.  Także  do  osób 
zawodowo  z  nim  związanych.  Do  wszystkich, 
u których hasło transport szynowy budzi po-
zytywne emocje. 

Celem  projektu  jest  wyróżnienie  naszej  spo-

łeczności  wśród  innych  życiowych  pasji  czy  za-
wodów. To szansa na pokazanie skali i znaczenia 
kolejowej branży. 

Znakiem rozpoznawczym i jednocześnie logo 

akcji jest symboliczna lokomotywa, która w for-
mie naklejki została dołączona do tego wyda-
nia Kuriera PKP

Logo  można  przykleić  w  dowolnym  miejscu. 

My  umieścimy  ją  na  tylniej klapie  samochodu, 
aby było łatwo nas zauważyć i rozpoznać. 

Zachęcamy  wszystkich  Przyjaciół  Transportu 

Szynowego  do  przyłączenia  się  do  inicjatywy. 
Zjednoczmy  się  i  tym  małym  gestem  budujmy 
naszą wspólną tożsamość.   

ts

Przyklej lokomotywę 
na samochód!

KURIER PKP 37/13.09.2009



EN57 z Nowym NapędEm

Większe przyspieszenie, większa prędkość 
maksymalna i układ antypoślizgowy – to 
główne  zalety  zmodernizowanego  ezeta 
EN57  AKM  z  napędem  asynchronicznym 
Medcomu. Po raz pierwszy w Polsce na-
pęd  ten  zastosowano  w  modernizowa-
nych, a nie nowych ezetach. 

Płynniejsza jazda, bez nagłego przechyla-

nia się podczas ruszania i hamowania, szyb-
sze  rozpędzanie  się  pociągu  i  większa  pręd-
kość maksymalna – to wszystko mogli poczuć 
pasażerowie podczas przejażdżki zmodernizo-
wanymi ezetami EN57 AKM z napędem asyn-
chronicznym. Mniejszy był też hałas podczas 
hamowania. 

Zamówiony przez Koleje Mazowieckie mon-

taż tego napędu niesie same korzyści: mniej-
sze zużycie energii podczas rozruchu i podczas 
jazdy, odzyskiwanie energii w czasie hamowa-
nia,  a  także  większa  niezawodność  systemu,  
a co za tym idzie – zminimalizowanie skutków 
awarii.  –  Zastąpienie  klasycznego  rozruchu 
oporowego  rozruchem  częstotliwościowym 
oraz wprowadzenie odzyskowego hamowania 
elektrodynamicznego przynosi ok. 30-40 pro-
cent  oszczędności  mocy  zużywanej  aktualnie 
na cele trakcyjne – podkreśla Wojciech Warda 
z Medcomu. 

Zastosowanie  nowoczesnego  systemu  na-

pędowego pozwoliło także na uzyskanie bli-
sko dwukrotnie większej mocy napędu. Dzięki 
temu  możliwa  jest  jazda  z  prędkością  do  
120  km/h  oraz  przyspieszenie  rozruchu  
1,2 m/s

2

. – Te parametry są całkowicie zada-

walające w ruchu aglomeracyjnym i regional-
nym  –  przekonuje  Janusz  Biliński,  dyrektor 
ds. rozwoju firmy Medcom.

W  zaprezentowanych  ezetach  zmienił  się 

nie tylko napęd i jego elementy techniczne, 
ale też i funkcjonalne: zamontowano WC dla 
osób niepełnosprawnych z zamkniętym obie-
giem,  fotele  wandaloodporne,  okna  pakie-
towe. Pojawił się monitoring wnętrza, nowe 
oświetlenie liniowe, klimatyzacja kabiny ma-
szynisty, zostało też zmienione czoło pociągu. 
Jednostka jest jednoprzestrzenna, utrzymana 
w kolorystyce Kolei Mazowieckich. 

Na razie trzy ezety dla Kolei Mazowieckich 

zmodernizuje w ten sposób ZNTK Mińsk Ma-
zowiecki, a dwa – NEWAg. Do końca roku ma 
zostać zmodernizowanych w sumie 10 jedno-
stek EZT. 

bm 

aKTUaLNoŚCI

Naklejki na tylnych klapach 
aut są coraz popularniejsze – 
symbolizują zainteresowania  
i zamiłowania kierowców, 
a nawet ich zawodową 
sympatię. Od dziś miłośnicy 
transportu szynowego także 
mogą pochwalić się swoim 

hobby.

Rys. 

A. Kamiński

„Tatry”  pod  Tatrami.  Zostawiając  za  sobą  Tatry,  tytułowy  pociąg  ciągnięty  przez  EP07-211  zbliża  

się do przystanku Pyzówka

                                                                        

 

Fot. Szymon Jurkowski (SzymekJ)

www.gmfk.pl  

– Galeria Miłośników Fotografowania Kolei

Foto

G

ra

Fia

 ty

G

odnia

background image

Fot. arch. PKP

 CARGO

19 maszynistów z Południowego Zakładu PKP 

CARgO  z  Nowego  Sącza  otrzymało  świadectwa 
uprawniające  do  obsługi  pojazdów  trakcyjnych 
na terenie Słowacji. 

Podstawą  zdobycia  tych  uprawnień  był  kil-

kumiesięczny, intensywny kurs, podczas którego 

pracownicy poznali przepisy prowadzenia ruchu 
kolejowego na terenie Słowacji, a także doskona-
lili znajomość języka słowackiego. 

Przeszkoleni  maszyniści  mogą  prowadzić  loko-

motywy  spółki,  które  otrzymały  dopuszczenie  do 
jazdy po słowackich torach. Są to: ET41, ET22, EU07.  
W  ramach  współpracy  ze  słowackimi  kolejami  do-
puszczenie do polskich torów otrzymały wykorzysty-
wane przez słowackie ZSSK CARgO lokomotywy E131. 

Współpraca  polskiego  przewoźnika  ze  sło-

wackim  partnerem  pozwoli  usprawnić  przewóz 

towarów przez granicę. Przede wszystkim skróci 
się czas przejazdu pociągów, nie będzie potrzeby 
wymiany pojazdów i drużyn trakcyjnych na sta-
cjach granicznych. Tym samym kolejowe przewo-
zy  transgraniczne  będą  bardziej  konkurencyjne 
wobec transportu samochodowego. 

Świadectwa wręczył maszynistom Witold Bawor, 

członek zarządu PKP CARgO ds. eksploatacyjnych 
21 sierpnia. W uroczystości w Nowym Sączu uczest-
niczyli też przedstawiciele ZSSK CARgO a.s. 

mast

Coraz więcej maszynistów PKP CARgO 

ma uprawnienia do prowadzenia 

pociągów poza granicami Polski. 

Maszyniści po szkoleniach

KURIER PKP 37/13.09.2009



W trakcie trwającego wiele miesięcy wdrożenia 

systemu wyszkolono w spółce około 90 osób jako 
audytorów  wewnętrznych  i  trenerów.  Stanowiły 
one trzon zespołów zadaniowo-wdrożeniowych. 

Certyfikat wydał przewoźnikowi Zakład Systemów 

Jakości i Zarządzania z Warszawy, natomiast pomoc 
konsultingową przy jego wdrażaniu zapewniła so-
pocka firma Qwantum Systemy Zarządzania. 

– Jest to pierwszy w Polsce tak duży zrealizo-

wany projekt w zakresie bezpieczeństwa informa-
cji i – co istotne – jest on całkowicie zintegrowa-
ny z innymi systemami funkcjonującymi w firmie 
– podkreśla Andrzej Świderski, dyrektor Zakładu 
Systemów Jakości i Zarządzania. 

Dla PKP CARgO ważne jest, że system wpro-

wadzi sprawdzone i pewne procedury. 

–  Procesy  wdrażania  takich  certyfikatów 

budzą  wciąż  wiele  emocji.  Zarząd  spółki  do-
szedł  jednak  do  wniosku,  że  sprawa  bezpie-
czeństwa informacji wymaga w firmie pilnego 
uregulowania i że odniesie ona z tego tytułu 
wymierne  korzyści.  Stosowanie  odpowiednich 
procedur zwiększy bowiem poczucie pewności, 
że przepływ informacji i danych w spółce jest 
bezpieczny. Podniesie jednocześnie wiarygod-
ność i zaufanie jej kontrahentów – mówi Woj-
ciech Balczun, prezes zarządu PKP CARgO.

mast

PKP CARgO otrzymało certyfikat 

potwierdzający wdrożenie w spółce 

Systemu Zarządzania Bezpieczeństwem 

Informacji, zgodnego z wymogami 

międzynarodowej normy ISO/IEC 

27001:2005.

Bezpieczne informacje w PKP CARgO    

aKTUaLNoŚCI

Kolejarze z Nowego Sącza po odebraniu licencji

background image

Prawie trzy miliony złotych dofinansowania 

z  Programu  Operacyjnego  „Kapitał  Ludzki” 
otrzyma PKP Informatyka na cykl szkoleń pra-
cowniczych. 

W  ramach  projektu  pracownicy  podniosą 

kompetencje  z  zakresu  informatyki  (tworzenie 
oprogramowania,  wdrażanie  i  eksploatacja 
systemów), uzyskają też doradztwo wspierające 
„proces transferu wiedzy branżowej”. Część ka-
dry przejdzie szkolenie z zarządzania wiekiem, 
a część – kurs języka angielskiego, prowadzony 
w formule „blended learning”. – Nauka języka 
będzie się odbywała on-line na platformie e-le-
arningowej, pod kierunkiem lektora – tłumaczy 

Anna  Rączkowska-Cielemęcka,  dyrektor  Public 
Relations PKP Informatyki. 

W  sumie  zostanie  przeszkolonych  ponad 

400  osób,  rekrutujących  się  z  działów:  Opra-
cowywania  Oprogramowania,  Eksploatacji, 
Technicznych,  Biura  Rozwoju  i  Eksploatacji, 
Ośrodka Opracowania i Utrzymania Systemów. 
Każdy z zakwalifikowanych do projektu pracow-
ników  może  uczestniczyć  w  kilku  szkoleniach, 
w zależności od zidentyfikowanych potrzeb na 
danym  stanowisku  pracy.  Przewidzianych  jest 
około 1300 „osoboszkoleń”, w sumie 70 tysięcy 
„uczestnikoszkoleń”. – Grupą docelową projektu 
są pracownicy działów IT, dlatego zdecydowaną 

większość zajęć stanowią szkolenia informatycz-
ne.  Na  drugim  miejscu,  pod  względem  liczby 
dni  szkoleniowych,  znajduje  się  kurs  językowy 
– mówi Anna Rączkowska-Cielemęcka.  

Projekt  „Kolej  na  Informatykę”  zdobył  naj-

więcej  –  108  punktów  –  w  konkursie  ogło-
szonym  przez  Polską  Agencję  Rozwoju  Przed-
siębiorczości.  Realizacja  szkoleń  przewidziana 
jest od 1 października br. do 31 sierpnia 2011 r.  
Ich wartość przekracza 4,5 mln zł. Ponieważ pro-
jekt ten zawiera m.in. doradztwo, koszty zarzą-
dzania, ewaluacji szkoleń, audytu finansowego, 
spółka wniesie tzw. wkład mieszany. Oznacza to, 
że finansowanie szkoleń częściowo będzie rozli-
czane wynagrodzeniami pracowników. W sumie 
wkład gotówkowy PKP Informatyki szacowany 
jest na ponad 800 tys. zł. 

Prace nad projektem trwały od stycznia do mar-

ca 2009 r. Aby go przygotować, powołano specjal-
ny zespół, w skład którego weszli przedstawiciele 
strategicznych  dla  firmy  działów,  m.in.  specjaliści 
odpowiedzialni za: kluczowe obszary IT, szkolenia, 
projekty wdrożeniowe i przetargi.  Projekt przygo-
towywany był we współpracy z firmą doradczą.

                                      

bm

KURIER PKP 37/13.09.2009



Rok  temu  zakład  zakończył  wdrażanie  nowej 
technologii  zdalnego  sterowania  w  nastawni  
w  Iławie.  Był  to  pierwszy  taki  system  w  całej 
spółce. Czy sprawdził się? 

JANUSz FORNALSKI, zastępca dyrektora zakła-

du ds. technicznych: Technologia, którą zastoso-
waliśmy w nastawni, bardzo ułatwiła nam pracę. 
Po  raz  pierwszy  wykorzystaliśmy  tam  łączność 
GSM/GPRS i VPN. Dzięki temu system jest bar-
dziej niezawodny i efektywny. Nie odczuwamy już 
tak dotkliwie skutków awarii związanych z utratą 
łączności. 

W  pewnym  sensie  jesteśmy  „poletkiem  do-

świadczalnym” dla innych zakładów spółki. 

Czy nowoczesne technologie są również wdraża-
ne dla klientów spoza kolei? 

Dbamy, by firmom kupującym od nas ener-

gię  oferować  jak  najwyższą  jakość  usług.  Nasi 
kontrahenci  to  coraz  więksi  gracze  na  rynku  

i nie możemy sobie pozwolić na brak profesjo-
nalizmu we współpracy z nimi. 

Dlatego  m.in.  instalujemy  coraz  więcej 

urządzeń  do  zdalnego  odczytywania  liczników,  

tzw.  emailerów.  To  duże  ułatwienie  dla  klien-
tów,  bo  na  bieżąco  można  odczytywać  zużycie 
energii elektrycznej. Pod tym względem naszym 
największym klientem jest Galeria Oliwa,   

Na razie są to jednak kosztowne rozwiązania. 

Jeden wkład do transmisji danych to wydatek 
rzędu 4-5 tys. zł.  Nie montujemy ich przy każ-
dej kolejnej inwestycji, bo nie wszędzie ma to  
ekonomiczne uzasadnienie. 

Elektronika szybko się rozwija. Przez to urzą-

dzenia, które dziś są nowoczesne i drogie, lada 
dzień  będą  powszechnie  dostępne,  a  ich  cena 
będzie niższa. 

Czy jest jakaś technologia, którą warto byłoby 
jeszcze wprowadzić w zakładzie? 

Chciałbym  wykorzystać  wewnętrzną  sieć  do 

wprowadzenia  monitoringu  obiektów.  Często 
zdarzają  się  u  nas  włamania,  a  monitoring 
mógłby je ograniczyć. 

Poza tym ważna będzie też modernizacja na-

stawni w Sopocie. Najpierw jednak zakład musi 
zmodernizować swoją siedzibę. 

Rozmawiała Małgorzata Starczewska

Nowe technologie ułatwiają życie

NA SZYNACH

zakładowi Północnemu PKP Energetyki dzięki odważnym projektom udaje się 

usatysfakcjonować klientów i uprościć pracę załogi. Przykładem, takich działań jest 

m.in. modernizacja nastawni w Iławie.

Fot. B. Małyska

Janusz Fornalski

Kolej na informatykę

Ponad 400 pracowników PKP Informatyki zostanie przeszkolonych m.in. z zakresu 

tworzenia oprogramowania i wdrażania oraz eksploatacji systemów. Wszystko  

w ramach projektu „Kolej na Informatykę”, który jest współfinansowany  

z programów unijnych.

background image

KURIER PKP 37/13.09.2009



WYWIAD

Mówi  się,  że  targi  to  „staroświecka”  impreza, 
która dziś jest bardziej obciążającym budżet fir-
my wydatkiem niż efektywną formą załatwiania 
interesów. zgadza się Pan z tą opinią? 

Uważam, że targi są nadal potrzebne. To okazja 

do bezpośredniego poznania potencjalnych partne-
rów biznesowych, a natura ludzka jest taka, że lepiej 
robi się interesy ze znajomymi niż z obcymi i znacz-
nie łatwiej dojść do porozumienia w pertraktacjach 
twarzą w twarz, niż za pomocą najnowocześniejszych 
mediów. Współczesne targi są kontynuacją tradycji 
średniowiecznych, gdy przez cały rok w jednym mie-
ście odbywały się branżowe wystawy, np. targi biżu-
terii. Do jednego miejsca zjeżdżali wówczas kupcy  
i handlarze z różnych stron. 

Ta  dawna  formuła  targów,  na  których  miej-

sce miało spotkanie twarzą w twarz, gdzie żyło 
się miejscową kulturą, nadal nic nie straciła ze 
swojej aktualności. Co więcej, dla osób z różnych 
kręgów kulturowych bezpośrednie spotkanie jest 
niezbędne. W handlu w stylu lewantyńskim, ta-
kim jaki uprawiany jest między innymi pomiędzy 
Europą a krajami Dalekiego Wschodu, trzeba się 
z  biznesowym  partnerem  wręcz  „zaprzyjaźnić 
profesjonalnie”, inaczej nie dojdzie do transakcji, 
bez względu na to jak doskonała nie byłaby bi-
znesowa propozycja. 

Jak Pan ocenia takie nowinki, jak np. targi wir-
tualne w Internecie?

 

To doskonała forma uzupełniająca tradycyjne 

targi.  Jednak  mimo  rozwoju  i  postępu  nowo-

czesnych technologii nie ma szans, aby kontakt 
wirtualny zastąpił tradycyjny. 

Jeżeli  firma  Microsoft,  która  jest  powszechnie 

znana i, wydawałoby się, że może istnieć już tylko 
wirtualnie, nadal korzysta z usług firmy mobilnego 
marketingu, to znaczy, że sens w promowaniu się 
poza  Internetem  nadal  istnieje.  Warto  natomiast 
wykorzystywać różne formy kontaktu do budowa-
nia oraz rozwijania relacji z klientem, zarówno po 
imprezie targowej, jak i przygotowując się do niej. 

Co zmieniło się w ciągu ostatnich lat w tenden-
cjach marketingu targowego? 

Tradycyjne  targi  handlowe  zmieniły  się  

w imprezę, którą nazwałbym „targowiskiem próż-
ności”, gdzie trzeba być i pokazać się. Anglosasi 
nazwali targi „trade fair”, czyli święto handlowe, 
karnawał  handlowy,  rozrywka  targowa,  nato-
miast w Ameryce imprezy wystawiennicze określa 
się mianem „trade show”. W tej zmianie nazew-
nictwa  widać  przeniesienie  akcentów:  święto 
handlu przekształciło się w handlowe widowisko. 
Widać  to  w  charakterze  targowych  prezentacji  
i towarzyszących im imprez. 

Trzeba  jednak  pamiętać,  że  targi  nadal  są 

przede wszystkim swoistą formą rynku, istotnym 
elementem promocji, a szczególnie znakomitym 
wsparciem sprzedaży bezpośredniej. A promocja 
to  inwestycja  w  rynek.  I  o  tym  wiele  firm  za-
pomina, przygotowując swoją targową strategię  
i nie interesuje się korzyściami handlowymi, jakie 
targi i wystawy mogą przynieść. 

Jaką strategię targową firmy powinny obrać? 

Targi  są  esencją  działalności  marketingowej  

i promocyjnej firmy. W ciągu kilku dni trzeba reali-
zować cele, do których firma dąży cały czas. Dlate-
go strategia promocyjna na targach powinna być 
kontynuacją strategii realizowanych w codziennej 
działalności firmy. zaskakujący event – wydarzenie, 
które jednak nie będzie nawiązywało do codzien-
nych działań firmy, może i zadziwi branżę, ale na 
dłuższą metę nie odniesie zamierzonego efektu. 

Choć  cała  otoczka  targów  koncentruje  się  na 

efektownym zaprezentowaniu siebie i oferty, to ce-
lem uczestnictwa w targach jest przede wszystkim 
pozyskiwanie klientów i sprzedawanie. Drugorzęd-
ną kwestią jest, czy do transakcji dojdzie w czasie 
trwania imprezy czy po jej zakończeniu. W tym kon-
tekście inna powinna być strategia marketingowa 
firmy, która jest liderem rynku, a inna mniejszych 
firm. 

Jak Pan ocenia wystawy polskich firm w porów-
naniu do zagranicznych? 

Osoby pracujące w polskich firmach opanowały 

już podstawowe techniki marketingowe. Na co dzień 
stosowane są takie zasady jak: odwoływanie się do  
emocji, posługiwanie się walorami oferty, prezento-
wanie wartości dodanej czy podkreślanie walorów 
użytkowych produktu. Wydaje mi się, że problemem 
polskich firm jest decyzja, co pokazać na targach. 
Wiele firm chce prezentować wszystkie swoje pro-
dukty,  licząc,  że  może  któryś  kogoś  zainteresuje. 
Jednak nie tędy prowadzi droga do sukcesu.

Targi – esencja marketingu

Jak osiągnąć sukces na targach? 

Czy ta forma marketingu jest jeszcze skuteczna? 

Z Adamem Drabem, trenerem biznesu, 

autorem książki  „Marketing wystawienniczy, 

czyli jak odnieść sukces na targach”

 i wykładowcą w Akademii Jana Długosza 

w Częstochowie rozmawia Małgorzata 

Starczewska.

Fot. arch. 

A. Draba

background image

NA SZYNACH

KURIER PKP 37/13.09.2009



Jakie  produkty  powinno  się  promować  na  tar-
gach, żeby odnieść sukces?

 

Na targach sprawdza się reguła trzech produk-

tów.  zaprezentowanie  trzech  wyrobów  pozwala 
na  ich  dobre  wyeksponowanie  i  wykorzystanie 
do promocji i budowania wizerunku firmy.

Dobrze, by wśród nich był produkt, który moż-

na określić jako „gwiazdę” – nowość, ulepszoną 
technologię, patent lub istotne usprawnienie. Ich 
uzupełnieniem  powinny  być  produkty  z  oferty 
firmy,  które  cieszą  się  szczególną  popularnością  
i generują zyski. 

zasada ta wywodzi się z analizy portfela pro-

duktów, tzw. BCG Box. Jest ona bardzo pomocna 
w określaniu wartości produktów firmy. 

W  jaki  sposób  promować  innowacje  techniczne  
i technologiczne nowości? 

Innowacje i nowości produktowe są dla firmy 

takimi „produktami gwiazdami”. Dużo w nie za-

inwestowano, ich utrzymanie jest drogie i jeszcze 
nie wiadomo, czy „zapracują na siebie”.  

Są to doskonałe produkty na targową prezen-

tację. Trzeba je promować tak samo, jak „trady-
cyjną” ofertę, czyli m.in. zwrócić na nie uwagę, 
podkreślić korzyści, jakich dostarczają, ich nowo-
czesność i przewagę nad dotychczas stosowanymi 
tego typu urządzeniami. 

Jeśli jest to przełomowy produkt, można posta-

wić na jedną kartę i skoncentrować całą prezenta-
cję właśnie na promocji tego jednego wyrobu. 

Podam przykład. Podczas jednej z targowych pre-

zentacji firma pokazała swój nowy produkt – no-
wość technologiczną. Nowoczesny sprzęt ustawiono 
na wzorowanym na antyczny postumencie, a całe 
stoisko było obite czerwonym aksamitem. Co waż-
ne, kolory korespondowały z firmowymi barwami 
korporacji. Całość elegancko oświetlono reflektorem 
punktowym, tak że produkt był widoczny jak na 
scenie. Aby jeszcze spotęgować wizualny efekt, firma 
podczas eventu wykorzystała świece dymne. 

Jak  można  było  się  spodziewać,  dym  uru-

chomił instalację przeciwpożarową i trzeba było 
ewakuować część wystawców. Firma zapłaciła za 

to  znaczne  kwoty  odszkodowania,  jednak  efekt 
był  piorunujący:  wszyscy  na  targach  mówili  
o prezentacji tej jednej firmy. 

Jakie  korzyści  można  jeszcze  osiągnąć  na  tar-
gach?

Dzisiaj biznes zaczyna się po zamknięciu targów. 

Ludzie  lubią  spotkania  po  oficjalnych  prezenta-
cjach,  w  myśl  zasady,  że  skoro  mam  tak  ciężko 
pracować,  to  niech  będzie  przynajmniej  miło.  
Poza tym spotkania podczas targów są doskona-
łym źródłem informacji. Ile kto zarabia? Jak jest  
w  zachodnich  koncernach,  a  jak  w  polskich  fir-
mach?  Jak  się  pracuje  w  państwowych,  a  jak  
w  prywatnych.  Jak  wynika  z  opinii  wystawców, 
właśnie badanie rynku jest jednym z głównych za-
dań, które firmy chcą i mogą skutecznie realizować 
podczas targów. Jednak targowych celów może być 
znacznie więcej, m.in.: promocja firmy, zaprezento-
wanie nowego produktu, stworzenie nowej marki 
czy  rozpoznanie  konkurencji.  Wystawcy  z  powo-
dzeniem realizują te zamierzenia i dlatego udział  
w targach jest dla nich tak ważny. 

Małgorzata Starczewska

W sumie w zakładzie w Siedlcach powstanie 

osiem pociągów spalinowych GTW, które wspo-
mogą  50  składów  tego  typu  (43  spalinowe  
i siedem elektrycznych), używanych przez Arri-
vę w północnej Holandii. Pojazdy wyproduko-
wane  w  Polsce  będą  obsługiwały  połączenia  
w regionie Groningen i Friesland. Są to pierwsze 
pociągi tego typu, które powstały w Siedlcach.  
Do  tej  pory  fabryka  wyprodukowała  jedynie 
elektryczne  zespoły  trakcyjne  FLIRT  dla  woje-
wództw mazowieckiego i śląskiego. 

–  Liczymy,  że  pojawią  się  zamówienia  na 

tabor Stadlera także z rynku polskiego, które 
będą realizowane tutaj, w Siedlcach – podkre-
ślał Jürg Gygax, wiceprezes dywizji ds. między-
narodowych Stadlera. – zamówienie dla Arrivy 
zostało wykonane bardzo dobrze i terminowo. 
Możemy być pewni, że pojazdy wyprodukowa-
ne  w  Polsce  są  takie  same  jak  te  wykonane  
w Szwajcarii. Jestem dumny z polskich pracow-
ników – dodał.

Gotowi do inwestycji

Siedlecki zakład Stadlera, zatrudniający ok. 70 

pracowników, jest w stanie zmontować 12 pojaz-
dów rocznie. – Moce produkcyjne zakładu mogą 
być zwiększone, gdy tylko firma pozyska kolej-
ne zlecenia – przekonuje Stan Skalski, dyrektor  
ds. sprzedaży, członek zarządu Stadler Polska. 

Do  fabryki  dostarczane  są  polakierowane 

pudła  i  podzespoły,  na  miejscu  odbywa  się 
montaż końcowy. Obejmuje on wszystkie prace 
związane  z  wyposażeniem  pojazdów,  a  także  
z montażem dachu, wyposażenia zewnętrznego 
oraz podzespołów elektrycznych. Po zakończe-
niu  montażu  końcowego,  pojedyncze  pudła 
wagonów są sprzęgane w zespół trakcyjny. Na-
stępnie pojazd jest uruchamiany i – po odby-
ciu zakładowej jazdy próbnej – przekazywany 
klientowi. 

Obecny podczas uroczystości przekazania po-

jazdów Damian Grabowski, członek zarządu Ar-
riva Polska, zapowiedział gotowość do inwestycji 

na  polskim  rynku  kolejowym,  szczególnie  gdy 
zostaną stworzone ku temu odpowiednie warun-
ki. – Po pierwsze ważne jest, aby przetargi na 
usługi kolejowe ogłaszane były na dłuższe okre-
sy,  najlepiej  10-15  lat.  Po  drugie,  powinny  być 
rozstrzygane  z  dużo  większym  wyprzedzeniem 
w  stosunku  do  zaplanowanej  daty  rozpoczęcia 
świadczenia usług, idealnie z 14-24 miesięcznym 
wyprzedzeniem – przekonywał Grabowski.

Na razie bez odpowiedzi

Grabowski zapewnił też, że Arriva Polska jest 

zainteresowana rozszerzaniem swojej działalności 
w Polsce, ale nie chce, by była to konkurencja 
wyniszczająca którąkolwiek ze spółek kolejowych. 
– Najważniejsze jest dla nas dopasowanie się do 
potrzeb podróżnych oraz harmonijna współpraca 
z samorządami. zależy nam też na dobrej współ-
pracy z innymi spółkami kolejowymi. Dlatego też 
m.in. chcieliśmy wstąpić do związku Pracodaw-
ców Kolejowych (zPK), aby mogły być wzajemnie 
honorowane  ulgowe  świadczenia  przejazdowe 
dla kolejarzy. Niestety, nasze maile z propozycją 
przystąpienia do zPK pozostały bez odpowiedzi 
– mówi Grabowski. 

bm

Siedlce produkują dla Arrivy

Dwa pojazdy spalinowe typu GTW zakupione przez holenderską Arrivę zostały już 

zmontowane w siedleckiej fabryce Stadlera. W hali montażowej zakładu odbyło się 

uroczyste przekazanie ich zamawiającemu. 

Targi...

background image

Symboliczne pożegnanie pociągu przygotowało 

Centrum  Inicjatyw  Obywatelskich,  Stowarzyszenie 
Aktywne  Pomorze  oraz  dziennik  Głos  Pomorza.  
Do udziału w marszu zaproszono osoby, którym 
,,nieobojętny jest los słupskiej kolei”. 

z  grobowymi  minami,  zaciskając  w  dłoniach 

wieńce  pogrzebowe,  słupczanie  wyruszyli  spod 
ratusza, aby ulicami Starzyńskiego i Wojska Pol-
skiego dotrzeć do dworca. Na peronie symbolicznie 
pożegnano jeden z ostatnich pociągów do Kato-
wic. W ten sposób mieszkańcy miasta i turyści pro-
testowali przeciwko likwidacji przez PKP Intercity 
połączeń ze Słupska m.in.: z Poznaniem, Wrocła-
wiem, Katowicami i Przemyślem. 

Uczestnicy marszu nie załamują rąk. – Wie-

my,  że  mamy  szanse  odnieść  sukces.  Pociągi 

udało  się  zachować  m.in.  w  Gorzowie,  gdzie 
przewoźnik  ugiął  się  pod  argumentami  sa-
morządowców  i  zaangażowaniem  opinii  pu-
blicznej  –  stwierdził  jeden  z  organizatorów 
marszu. 

Podczas  korowodu  zbierano  podpisy  pod 

protestem  przeciwko  likwidacji  pociągów.  zain-
teresowanie akcją było wyjątkowo duże. Dodat-
kowo  prezydent  Słupska  wystąpił  z  inicjatywą,  

której celem jest niedopuszczenie do ograniczeń 
w połączeniach pociągu ekspresowego ,,Słupia’’ 
relacji Kołobrzeg – Warszawa zach. – Kołobrzeg.  
Pod pismem w tej sprawie, które zostanie skie-
rowane do ministra infrastruktury Cezarego Gra-
barczyka, zbierane są podpisy prezydentów i sta-
rostów  z  powiatów:  słupskiego,  koszalińskiego, 
kołobrzeskiego, sławieńskiego i lęborskiego. 

Monika Gajewska-Okonek  

Korowód żałobników przy dźwiękach 

marszu żałobnego przybył na dworzec 

PKP w Słupsku. W ten sposób 

mieszkańcy żegnali pociągi, które od 

września przestały kursować.

„Żałoba” 

w Słupsku

Symboliczny pogrzeb połączeń do Słupska

zachętę  dla  rowerzystów  stanowią:  atrakcyjna 

taryfa, tabor przystosowany do transportu rowerów  
i połączenia z miejscowościami turystycznymi. 

Największym atutem jest jednak przystępna cena. 

– W weekendy sezonu letniego „dwa kółka” można 
przewieźć już za złotówkę; to efekt wprowadzenia 
promocji KOLEJ NA ROWER. W pozostałe dni bilet 
na rower kosztuje 5 zł – informuje Piotr Olszewski, 
rzecznik prasowy PKP Przewozy Regionalne.

Bilety  PKP  PR  umożliwiają  przewóz  roweru 

pociągami przygranicznymi do najbliższych stacji 
sąsiedzkich  w  Niemczech,  Czechach,  na  Słowacji, 
Ukrainie i Białorusi. 

– Pojazdów przystosowanych do przewozu ro-

werów jest coraz więcej. Specjalne stojaki, uchwyty 
i  wydzielone  miejsca  pozwalają  na  bezpieczny 

transport, bez zakłócania podróży pozostałym pa-
sażerom i bez narażania sprzętu na uszkodzenie. 
Tak jest w najnowszych szynobusach i w moderni-
zowanych pociągach elektrycznych – przekonuje 
Piotr  Olszewski.  W  pozostałych  wagonach  rower 
można  ustawić  w  przedsionkach  znajdujących 
się na początku lub na końcu składu. W klasycz-
nych  pociągach  elektrycznych  można  skorzystać  
z przedziału dla podróżnych z większym bagażem 
ręcznym.  –  By  zapewnić  wygodę  wszystkim  pa-
sażerom zachęcamy, aby zamiar przewozu więk-
szej  liczby  rowerów  zgłaszać  wcześniej  w  kasach  
Przewozów Regionalnych. Pozwoli to nam dosto-
sować zestawienie pociągu do zwiększonych tego 
dnia potrzeb – zachęca Olszewski.

   

pp

23 tysiące osób podróżujących z rowerami skorzystało w ostatnich miesiącach  

z pociągów spółki Przewozy Regionalne.

Przyjaźni rowerzystom

NA SZYNACH

KURIER PKP 37/13.09.2009



Tańsze bileTy

Koleje  Dolnośląskie  obniżyły  ceny  biletów. 
Promocja ma zachęcić pasażerów do podró-
żowania pociągiem.

Po  sukcesie  promocji  do  Jawora  od  sierpnia 

br.  Koleje  Dolnośląskie  wprowadziły  tanie  bile-
ty  na  dziesięciu  popularnych  trasach.  Obniżki 
są  spore,  sięgają  nawet  55  proc.  Promocyjnymi 
cenami objęte są m.in. trasy Legnica – Kłodzko  
i Kłodzko – Wałbrzych. Największymi obniżkami 
objęto  najdłuższe  odcinki  tras,  tzn.  Strzegom  –
Świdnica Miasto, ząbkowice Śl. – Kłodzko Miasto 
czy Kłodzko Miasto – Nowa Ruda Przedmieście.  
W tych relacjach ceny spadły o 2,5 zł, natomiast 
na pozostałych trasach o 1-1,5 zł. – zdecydowali-
śmy się na wprowadzenie czasowej oferty specjal-
nej, by przekonać ludzi do zalet transportu szy-
nowego – mówi Tomasz Kloc, główny specjalista  
ds. handlowych Kolei Dolnośląskich. 

Promocyjne bilety można kupić u kondukto-

rów bez dopłaty.                                     

  mgo

Fot. arch. Urzędu Miasta w Słupsku 

  

background image

Wybór Białegostoku na miejsce kongresu nie 

był przypadkowy. Miasto uważane jest bowiem 
za kolebkę esperanto. Właśnie tu 150 lat temu 
urodził się Ludwik Zamenhof – ojciec tego nie-
formalnego języka. 

W 94. Światowym Kongresie Esperanto wzię-

ło  w  sumie  udział  około  dwóch  tysięcy  osób  
z 64 krajów. Z tej okazji budynek białostockiego 
dworca  i  perony  udekorowano  flagami  miasta 
i  esperanckimi,  a  także  specjalnym  bannerem, 
który witał uczestników kongresu. 

Na  spotkanie  licznie  przybyli  członkowie  Mię-

dzynarodowej  Federacji  Kolejarzy  Esperantystów 
(IFEF). W czasie kongresu odwiedzili oni Podlaski 
Zakład Przewozów Regionalnych. Prowadzący spo-
tkanie István Gulyás (Węgry), wiceprezydent IFEF 
podziękował  dyrekcji  zakładu  za  nadanie  nazwy 
,,Zamenhof’’ pociągom kursującym w relacji Bia-
łystok – Bielsko-Biała. 

Esperantyści  pochwalili  także  pracowników 

zakładu  za  opracowanie  dwujęzycznego,  pol-
sko-esperanckiego rozkładu jazdy PKP dla stacji 
Białystok. Goście z zagranicy mieli okazję zapo-
znać się z historią dworca i Kolei Warszawsko-
Petersburskiej, którą przybliżyła Elżbieta Zału-

ska,  dyrektor  Podlaskiego  Zakładu  Przewozów 
Regionalnych. 

W  przyszłym  roku  Międzynarodowy  Kongres 

Kolejarzy  Esperantystów  odbędzie  się  w  Bułgarii 
(Sofia). W 2011 r. spotkanie zaplanowano w czeskim 

Libercu. – Zamierzamy wziąć udział w tych kongre-
sach – zapowiada Renata Gerasimiuk z Podlaskiego 
Zakładu  Przewozów  Regionalnych.  Niewykluczone, 
że kolejarskie koło esperantystów zostanie powoła-
ne także wśród podlaskich kolejarzy. 

Język esperanto istnieje już od ponad stu lat. 

Jest uważany za najbardziej naturalny ze wszyst-
kich języków sztucznych. Liczba osób nim władają-
cych szacowana jest na ok. milion. Na całym świe-
cie aktywnymi członkami organizacji esperanckich 
jest ok. 20 tysięcy osób.

Monika Gajewska-Okonek

Kilkudziesięciu kolejarzy z 14 krajów świata wzięło udział w kongresie esperanto. 

Międzynarodowe spotkanie zorganizowano na białostockim dworcu.

Kolejowe esperanto

KURIER PKP 37/13.09.2009

10

–  To  kolejna  tego  typu  inscenizacja,  która 

ma uświadomić kierowcom, jak wiele zależy od 
ich zachowania. Wśród ludzi funkcjonuje opinia,  
że  wina  za  tragedie  na  przejazdach  kolejowych 
leży po stronie kolei. Ale statystyki są nieubłaga-
ne – 98 proc. wypadków powodują nieostrożni 
kierowcy – stwierdza Mariusz Olejniczak, rzecznik 
prasowy Zakładu Linii Kolejowych PKP PLK S.A.  
w Zielonej Górze. 

W  przygotowanej  symulacji  pociąg,  który  je-

chał z prędkością zaledwie 40 km/h, zderzając się 
z samochodem, całkowicie go zmiażdżył. Nastąpiło 
także spięcie instalacji elektrycznej, które wywołało 
pożar w wagonie z pasażerami. Do akcji przystąpi-
ło pogotowie ratunkowe, strażacy i policja. W tego 
typu wypadkach samochód często ulega znacznemu 
zniekształceniu, co utrudnia wydobycie ofiar i unie-
możliwia szybkie udzielenie pomocy.

Symulacja  wypadku  została  przeprowadzona 

niezwykle  obrazowo.  Kolejarze  mają  nadzieję,  
że pokazane w taki sposób skutki braku ostroż-
ności i lekceważenie przepisów drogowych będą 
ostrzeżeniem dla kierowców.                       

tm

W ramach ogólnopolskiej kampanii „Bezpieczny przejazd” na przejeździe 

kolejowo-drogowym w Zielonej Górze zorganizowano symulację wypadku  

z udziałem pociągu i samochodu osobowego. 

Wypadek

 – ostrzeżenie

NA SZYNACH

Uczestnicy spotkania na dworcu w  Białymstoku

Fot. Krzysztof Sakowicz

Służby ratownicze w akcji

Fot.  M. Olejniczak

background image

Fot. M. Siemieniec 

 

W liczącą 116 kilometrów podróż składy ru-

szają z dworca między wzgórzem i Odrą, obok 
charakterystycznej  sylwetki  portowego  koleja-
rza – jednego z niewielu pomników kolejarzy 
w  Polsce.  Sprzed  stacji  Szczecin  Główny  warto 
spojrzeć na most kolejowy, a na peronie pierw-
szym  obejrzeć  segment  pocztowy,  obsługujący 
kolejowe ambulanse. 

Odra, Ina, Dziwna

Pierwszy etap podróży do Świnoujścia odbywa się 

w kierunku wschodnim. Zanim w Szczecinie Dąbiu 
pociągi skręcą na północ w stronę Bałtyku, prze-
kroczą stalowymi mostami koryto Odry Zachodniej 
i Wschodniej. Kolejna przeprawa pojawi się dopiero 
na  Inie  przed  Goleniowem.  Ze  stacji  odchodzi  też 
trasa w kierunku Kołobrzegu i Koszalina. 

Następne odgałęzienie – do Kamienia Pomorskie-

go  –  dziewiętnastowieczni  projektanci  usytuowali 
trzydzieści kilometrów dalej w Wysokiej Kamieńskiej, 
na skraju Borów Goleniowskich. Stacja zyskuje na 
wyglądzie.  Trwający  remont  dwukondygnacyjnego 
dworca korzystnie zmienia kolejowy krajobraz. 

Za stacją linia nr 370 skręca na zachód i po kil-

kunastu kilometrach osiąga ostatni przystanek na 
stałym lądzie – Recław. Następny Wolin, choć tylko 
dwa kilometry dalej, jest już na wyspie. Pociągi 
dojeżdżają  tu  trzyprzęsłowym,  225-metrowym 
kratowym mostem nad Dziwną – cieśniną, która 
łączy Zalew Szczeciński z Bałtykiem. Z mostu warto 

spojrzeć na kolorową sylwetkę mostu drogowego 
i zabudowania Wolina. Dysponując czasem, warto 
odwiedzić miasto i wioskę wikingów oraz spojrzeć 
z lądu na panoramę dwóch równoległych, lecz od-
miennych mostów.

Ze słońcem w herbie 

Linia kolejowa na wyspie Wolin ma nieco po-

nad 30 km. W drodze do Międzyzdrojów minie-
my małe miejscowości Mokrzycę Wielką, scho-
wany  w  lesie  Ładzin  i  Warnowo  –  przystanek 

z werandą porośniętą dzikim winem, na którą 
wciąż zaprasza dawny piktogram poczekalni.

Niewielki  budynek  dworca  w  Międzyzdrojach 

położony jest spory kawałek od plaży. Stację ulo-
kowano tu przed 107 laty. Odnowiony budynek 
wita  i  żegna  podróżnych  słonecznym  herbem 
miasta,  z  którym  brutalnie  konkuruje  plansza 
„KEBAB”.  Wewnątrz  budynku  wychowuje  „dzie-
ci”  rodzina  jaskółek.  Ptaki  cieszą  się  sympatią  
i  wyrozumiałością  podróżnych,  choć  gniazdo 
przykleiły w centrum holu. 

W sezonie frekwencję na stacji zwiększają wczaso-

wicze położonego vis-á-vis peronów ośrodka KPTW 
Natura Tour „Trygław”. Kompleks domków sąsiaduje  
z dawnymi wyrzutniami pocisków V3 i szlakiem tu-
rystycznym do Jeziora Turkusowego koło Wapnicy.

Promy przy torach

Z  Międzyzdrojów  do  Świnoujścia  kilkukilome-

trowy  przesmyk  pomiędzy  morzem  i  jeziorem 
Wicko  Wielkie  pociągi  przejeżdżają  równolegle  
z samochodami na krajowej trasie „3”. Jej przebieg 
zbliżony jest do kolejowej linii E 59, gwarantującej 
łączność bałtyckich portów z południem Europy. 

Na krańcu wyspy Wolin wita nas niepozorny, 

ale zadbany dworzec Świnoujście i czekające na 
wyjazd lokomotywy. Teren kolejowy przylega do 
portu rybackiego i przeprawy promowej „Bie-
lik”.  Tu  kończy  się  podróż  po  torze.  Promem 
przeprawimy  się  przez  Świnę  z  dzielnicy  War-
szów na wyspie Wolin, do dzielnicy Nadmorskiej 
już na wyspie Uznam. 

Od czasu zawieruchy wojennej aż do 2008 r. 

ze świnoujskich dworców poza trasą do Szczecina 
nie  było  innych  połączeń.  Obecnie  przejażdżka 
promem i 20-minutowy spacer znów pozwalają 
korzystać  z  dalszej  jazdy  koleją.  Gwarantuje  ją 
przystanek Świnoujście Centrum. 

Mirosław Siemieniec

Interesująca trasa ze Szczecina Głównego do Świnoujścia rozpoczyna i kończy się nad 

wodą, a ponadto malowniczo przecina wyspy Uznam i Wolin.

Po torze nad morze

KURIER PKP 37/13.09.2009

11

NA SZYNACH

Potężny pomnik kolejarza w Szczecinie

Mosty nad Dziwną

Fot. M. Siemieniec

background image

Po latach odnaleźli się właściciele części gruntów, 

po  których  przebiega  126-letnia  wąskotorówka. 
Jednak 12 działek pod torami zostało kiedyś wpi-
sanych do prywatnych ksiąg wieczystych. Właściciele 
domagają się odszkodowania i na wszelkie możliwe 
sposoby uprzykrzają życie kolejce. 

Nieuregulowany stan

W 2003 r. kolej przekazała tabor kolejowy Staro-

stwu Powiatowemu w Gnieźnie i podpisała umowę 
użyczenia torów i nieruchomości GKW. Starostwo po-
wiatowe wystąpiło do PKP z wnioskiem o przejęcie 
na własność także nieruchomości wąskotorówki, bo 
właścicielem gruntów i obiektów kolejowych pozo-
stawały nadal PKP S.A. 

Choć kolej chętnie pozbywa się majątku po wą-

skich torach, to w przypadku GKW nie może tego 
uczynić,  ponieważ  stan  formalno-prawny  nie  jest 
uregulowany. 

Ruch na gnieźnieńskiej wąskotorówce odbywa się 

na 38-kilometrowym odcinku Gniezno – Anastaze-
wo. Na ten odcinek składa się ogółem 135 działek. 
PKP S.A. Oddział Gospodarowania Nieruchomościami  
w Poznaniu zdążył uregulować stan prawny 67 dzia-
łek. W stosunku do kolejnych 65 działek PKP S.A. 
złożyły wniosek w Wielkopolskim Urzędzie Wojewódz-
kim o stwierdzenie nabycia prawa użytkowania wie-
czystego. Trzy działki wymagają jeszcze skompletowa-
nia dokumentacji, by możliwe było złożenie wniosku 

do WUW. Wśród nieruchomości o nieuregulowanym 
stanie prawnym 12 stanowi własność prywatną.

Zdaniem PKP, właścicielom tych gruntów nie na-

leży się odszkodowanie. – Regulując stan prawny 
gruntów  położonych  na  terenie  prywatnym,  PKP 
S.A.  jako  podstawę  nabycia  prawa  użytkowania 
wieczystego podają art. 37a Ustawy z dnia 28 marca 
2003 r. o zmianie ustawy o komercjalizacji, restruk-
turyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa państwo-
wego „Polskie Koleje Państwowe” oraz o zmianie 
ustawy o gospodarce nieruchomościami. W efekcie 
naszych wniosków, wojewoda wielkopolski, wydając 
decyzję  stwierdzającą  nabycie  prawa  użytkowania 
wieczystego, na rzecz PKP nalicza odszkodowanie, 
które zgodnie z art. 37a pkt. 7 tej ustawy nie przy-
sługuje dotychczasowemu właścicielowi – uzasad-
nia Piotr Kryszak, rzecznik prasowy PKP S.A. OGN 
w Poznaniu. 

Kolejarze  twierdzą,  iż  z  ustawy  jasno  wynika,  

że jeśli PKP funkcjonują na jakimś terenie ponad 
30 lat, to nie muszą płacić odszkodowania.

Gry na torach

Właściciele  12  działek  nie  chcą  się  pogodzić  

z takim stanem rzeczy i starają się – z powodzeniem 
– przeszkodzić w pracy kolejki. Doprowadzili już do 
zawieszenia kursów towarowych.

–  Starosta  gnieźnieński  zdecydował  się  za-

wiesić  pociągi  towarowe  od  15  sierpnia  2008  r. 

Mieszkańcy  protestowali,  że  pociągi  towarowe 
powodują  hałas,  że  przekroczona  jest  skrajnia, 
że  pękają  ściany  domów.  Żaden  z  tych  zarzutów 
nie  potwierdził  się,  ale  żeby  uspokoić  nastroje, 
samorząd  wstrzymał  ruch  towarowy  –  mówi  Da-
riusz  Michałowski,  dyrektor  Biura  Utrzymania  
i Eksploatacji GKW, które jest operatorem.

– Starosta postanowił zawiesić przewozy towaro-

we, bo ciężkie pociągi z węglem niszczyły torowisko, 
które i tak już jest w złym stanie. Ludzie obiecali 
też, że nie będą wtedy blokować torów – potwier-
dza  Wojciech  Krawczyk,  członek  zarządu  powiatu 
gnieźnieńskiego.  –  Według  prawa  nie  należy  się 
im odszkodowanie i ustawa na to obecnie nie po-
zwala, ale zastanawiamy nad symboliczną zapłatą 
powiedzmy 8-10 tys. za działkę. Może znajdzie się 
sposób,  żeby  wypłacić  im  te  pieniądze  zgodnie  
z prawem – dodaje Krawczyk.

Dopiero co zażegnano konflikt w Gnieźnie, a już 

wybuchła awantura w Anastazewie. Jedna z miesz-
kanek  stwierdziła,  że  też  jest  właścicielką  działki 
pod  torami,  rozstawiła  stolik  na  torach  i  grała  
w karty z koleżankami. Niedawno postawiła samo-
chód na środku torów. Kierownik pociągu zadzwo-
nił po policję. 

Kurs na turystykę

Kolejarze liczą, że w 2010 r. uporają się ostatecz-

nie  ze  sprawami  własnościowymi  i  będą  w  stanie 
przekazać nieodpłatnie nieruchomości w ręce samo-
rządu. Samorząd planuje rozwój kolejki w kierunku 
przejazdów turystycznych. Problem stanowi zły stan 
torów. Infrastruktura wymaga gruntownego remon-
tu,  jednak  pieniędzy  ledwo  wystarczy  na  bieżące 
funkcjonowanie wąskotorówki. 

W tym roku samorząd województwa wielkopol-

skiego przyznał kolejce 50 tys. zł dofinansowania, 
starostwo złożyło wniosek o dodatkowe 15 tys. zł.  
Po raz pierwszy powiat przyznał wsparcie finansowe 
w wysokości 10 tys. zł. 

–  Studium  wykonalności  wykazało,  że  moder-

nizacja  torów  i  dobudowa  bocznicy  na  odcinku 
Witkowo – Skorzęcin będzie kosztowała 30 mln zł. 
Staraliśmy się o dofinansowanie z Unii Europejskiej, 
ale nasze wnioski przepadły. Mimo wysokiej oceny 
upadł także projekt „Szlakiem Piastowskim – od Ga-
da, Pradziada do Wenecji, Paryża i Rzymu” – mówi 
Wojciech Krawczyk.

Starostwo myśli o włączeniu kolejki w struktury 

powiatu i oddaniu w administrację Powiatowemu 
Zarządowi  Dróg.  –  Będziemy  dalej  szukali  źródła 
finansowania, bo nie zamierzamy zamknąć naszej 
wąskotorówki – deklaruje Krawczyk.

Nie wiadomo, jak zakończą się spory wokół gnieź-

nieńskiej wąskotorówki. Wiadomo jednak, że pod-
stawową kwestią jest jak najszybsze przekazanie jej 
na własność Starostwu Powiatowemu w Gnieźnie. 

Teresa Masłowska

Właściciele kilkunastu działek, po których biegną tory Gnieźnieńskiej Kolei 

Wąskotorowej domagają się odszkodowania. Wymusili zawieszenie transportu 

towarowego i zakłócają kursy pociągów turystycznych.

Awantura o grunty

KURIER PKP 37/13.09.2009

12

NA SZYNACH

PKP  PLK  planują  wyremontować  wybrane 

fragmenty sieci trakcyjnej na zelektryfikowa-
nych  liniach  kolejowych.  Wykonawców  zada-
nia wyłoniono w drodze przetargu nieograni-
czonego.  Całe  zamówienie  „wykonanie  robót 
remontowych  sieci  trakcyjnej  na  zelektryfi-
kowanych  liniach  kolejowych,  zarządzanych 
przez PKP PLK” zostało podzielone na osiem 
części. Siedem wygrała PKP Energetyka, jedną 
– Trakcja Polska.

W ramach prac wykonawcy zakupią i wymie-

nią przewody jezdne, liny nośne, osprzęt sieciowy, 
izolatory i konstrukcje wsporcze. Wymienią także 
ciężary w urządzeniach naprężających na te wyko-
nane z polimerobetonu, które zakupią PKP PLK.   

Wartość  zamówienia  PKP  Energetyki  wynosi  

9 mln zł, a Trakcji Polskiej nieco ponad 1 mln zł. 
Termin wykonania zamówienia mija 25 listopada 
br. Umowa została podpisana 25 sierpnia. 

mast

Na zlecenie PKP PLK sieć trakcyjna na wybranych liniach zostanie zmodernizowana 

przez dwie firmy – PKP Energetykę oraz Trakcję Polską. 

Konkurencja przy trakcji 

background image

Imprezę  organizują:  Sowiogórskie  Bractwo 

Kolejowe  (SBK)  i  Centrum  Kultury  i  Turystyki 
w Walimiu. Parakolejowe zawody na stałe wpi-
sały się w kalendarz dolnośląskich imprez ple-
nerowych i według lokalnych władz skutecznie 
zachęcają do odwiedzenia gminy oraz sprzyjają 
ochronie kolejowego szlaku. 

Tegoroczne zawody push-pull party były desz-

czowe i rozgrywane na raty, ale udało się zreali-
zować wszystkie kategorie. Regulaminowe jazdy 
dwuosobowych drużyn na dystansie 2 x 200 m 
rozegrało 350 osób, m.in w konkurencjach: VIP, 
kobiet, mężczyzn, rodzinnej, open. Organizatorzy 
zapewnili  także  możliwość  jazdy  rekreacyjnej 
drezynami  spalinowymi  w  okolicach  stacji  oraz 
zabawy w stylu country and western. Szczególne 
zainteresowanie  gości  budził  przystosowany  do 
jazdy po torze fiat 126p.

Co roku na jugowickie party przybywają fani 

kolejnictwa z Dolnego Śląska, Polski i z zagrani-
cy. Stałymi bywalcami są m.in. czescy pasjonaci 
kolei: Tomasz Sacner i Martin Marek – uczniowie 
średniej szkoły kolejowej. W tym roku, ze wzglę-
du na deszcz, dwukrotnie przyjeżdżali na zawody, 
wygrali w kategorii do 18 lat.

– Współpracę z przedstawicielami Grupy PKP 

S.A., przygotowanie stacji i czuwanie nad bezpie-
czeństwem imprezy bierzemy na siebie – mówi 
Andrzej  Szynkiewicz,  prezes  SBK.  –  To  wysiłek 
wielu pasjonatów kolei, ale bez niego nie byłoby 
już szansy na myślenie o jeździe i atrakcjach nie-
zwyklej linii 285 szczególnie na odcinku Świdnica 
– Jugowice – Jedlina Zdrój – dodaje.

Podobnie jak w poprzednich latach, na Push-

Pull Party 2009 eksponowane były reprodukcje 
zdjęć  kolei  „Bystrzyckiej”  z  początków  XX  w. 
Tradycją  stało  się  również  rozdawanie  materia-
łów  kampanii  społecznej  Bezpieczny  przejazd, 
promującej właściwe zachowania na przejazdach 
kolejowo-drogowych.

– Trzy lata temu przejęliśmy dworzec kolejo-

wy w Jugowicach, a od tego roku należy do nas 
Zamek  Grodno  w  Zagórzu  Śląskim.  Planujemy 
uzyskać stały dostęp do kilku kilometrów linii 
kolejowej i połączyć te dwa miejsca przejażdżką 
drezynami  SBK.  Turyści  w  atrakcyjny  sposób 
będą  poznawali  walory  Gór  Sowich  –  mówi  
o kolejnych zamierzeniach wójt Walimia, Adam 
Hausman. 

Mirosław Siemieniec

Linia kolejowa nr 285 „Bystrzycka” dzisiaj śpi, a jedyną stacją, która przynajmniej raz w roku tętni życiem są Jugowice. 

Już po raz siódmy odbyły się tam Mistrzostwa Polski w Drezynowaniu, czyli Push-Pull Party 2009.

Drezyną po turystów

KURIER PKP 37/13.09.2009

13

NA SZYNACH

Maluchem po torach?

Fot. M. Siemieniec

Czescy pasjonaci kolei: Tomasz Sacner i Martin Marek

Nawet deszcz nie odstraszył wielbicieli drezynowania

Fot. M. Siemieniec

Fot. M. Siemieniec

background image

Niewielka, zajmująca zaledwie ok. 460 kilome-

trów kwadratowych Andora leży w Pirenejach, na 
pograniczu hiszpańsko-francuskim. Do samej Ando-
ry dojazd pociągiem jest niemożliwy. Nie dochodzi 
tu żadna linia kolejowa. Stacją znajdującą się naj-
bliżej księstwa jest La Tour de Carol, skąd dwa razy 
dziennie odjeżdżają autobusy do Andory. 

La Tour de Carol to jedna z ciekawszych stacji 

kolejowych  w  Europie.  Jest  to  stacja  graniczna 
francusko-hiszpańska.  Schodzą  się  tu  trzy  różne 
szerokości torów. Ze standardowego rozstawu szyn 
1435 mm korzystają koleje francuskie SNCF, szeroki 
tor – 1668 mm – prowadzi do Hiszpanii, jeżdżą po 
nim pociągi regionalne kolei RENFE do Barcelony, 
a wąskim torem – 1000 mm – dojeżdża tu fran-
cuska wąskotorówka.

By dotrzeć do La Tour de Carol, potrzebny bę-

dzie bilet FIP z kuponami na Niemcy i Francję 

(DB + SNCF). Żeby dostać się do Andory, należy 
znaleźć się w La Tour de Carol rano. Wymaga to 
ułożenia dość skomplikowanego planu podróży 
z kilkoma przesiadkami. 

Z  Warszawy  do  francuskiego  La  Tour  de  Carol 

(stąd  mamy  autobus  do  Andory)  podróż  zaj-
mie aż 33 godziny, ale za to łączny koszt dopłat 
do  biletu  FIP  wyniesie  jedynie  6,5  euro.  Kolejne  
10 euro trzeba będzie wydać na bilet autobusowy.

Podróż  rozpoczyna  się  nietypowo,  od  nocnego 

pociągu  pospiesznego  „Szczecinianin”,  wyjeżdża-
jącego z Warszawy Centralnej o 22.45. Docieramy 
nim do stacji Szczecin Główny (godz. 5.29), gdzie 
wsiadamy o 6.10 w InterCity 148 do Berlina. 

Na  berliński  dworzec  główny  przyjeżdżamy  

o 8.21. Stąd jedziemy w głąb Niemiec – do Man-
nheim – pociągiem InterCityExpress 871 (odjazd 
o  8.32,  przyjazd  na  Mannheim  Hbf  o  13.28). 

Tutaj  mamy  tylko  13  minut  na  przesiadkę  na 
kolejny  superszybki  skład  ICE  9554  do  Paryża 
– pociąg odjeżdża o 13.41. Po trzech godzinach 
jesteśmy na dworcu Paris-Est. Do La Tour de Ca-
rol pojedziemy nocnym Corail Lunea 397, który  

z dworca Paris Austerlitz odjeżdża o godz. 21.56. 
W La Tour de Carol jesteśmy o 7.51 rano.

Pociąg prowadzi wagony z miejscami do leże-

nia  i  z  miejscami  do  siedzenia  bez  przedziałów 
– sliperetki. Jest też obowiązek rezerwacji miejsc. 
Miejscówka w sliperetce do FIP kosztuje półtora 
euro, w kuszetce – 17,5 euro. 

Do Andory dwa razy dziennie odjeżdżają auto-

busy firmy Hispano Andorra. Przystanek znajduje 
się  tuż  obok  dworca  kolejowego.  Kurs  poranny 
jest ok. godz. 10.30. Bilet normalny w jedną stro-
nę kosztuje 10 euro, przejazd 63-kilometrową tra-
są trwa około dwóch godzin. Po drodze autobus 
przejeżdża przez przełęcz Port d’Envalira położoną 
na wysokości 2408 m n.p.m. 

Andora jest strefą bezcłową. To raj dla poszu-

kiwaczy modnych ubrań czy tanich perfum. Bez 
problemu można znaleźć też tani hotel i zostać 
w księstwie na dłużej.

Przemysław B. Jezierski

Z biletem FIP w Pireneje

Planując wyjazd do Hiszpanii lub Portugalii, warto poświęcić jeden dzień i w planie 

podróży umieścić wizytę w jednym z najmniejszych krajów Europy – księstwie Andory. 

KOLEJ NA ŚWIECIE

REKLAMA

background image

Kompleksowy  remont  i  modernizacja  obiek-

tu  sprawiły,  że  z  ubogiej  postsowieckiej  stacji 
dworzec  stał  się  nowoczesnym  i  funkcjonalnym 
obiektem. Nie odbiega standardem od dworców 
w krajach zachodnich. Budynek dworca stanowi 
hala  o  dużej  powierzchni  oraz  potężna  wieża  
z wielkim zegarem, widoczna w promieniu kilku 
kilometrów. 

W hali głównej większość powierzchni zajmują 

ekskluzywne sklepy, butiki, kawiarnie, restauracje 
oraz pawilony handlowo-usługowe. W części prze-
znaczonej dla podróżnych znajduje się 15 kas bile-
towych (w tym dwie międzynarodowe) i informacja 
kolejowa. Działa też osobny punkt informacji po-
dróżnego, w którym można zarezerwować hotel, 
uzyskać  informacje  o  stolicy  oraz  kupić  firmowe 
gadżety łotewskich kolei LDZ. 

W podziemiach dworca znajdują się przecho-

walnia  bagażu  i  toalety.  Na  szczyt  dworcowej 
wieży można wjechać windą i tam wejść wprost 
do ekskluzywnej restauracji z widokiem na całe 
miasto lub do nocnego baru. 

Dworzec  jest  pachnący,  czysty  i  bezpieczny. 

Obiekt  chroni  wyspecjalizowana  firma  ochro-
niarska. W przeciwieństwie do Polskich dworców, 
nieznany jest tu problem bezdomnych. 

Na terenie dworca nie wolno robić zdjęć. Próba 

sfotografowania wnętrza spotka się natychmiast 

z reakcją ochrony. Przy okazji remontu odnowio-
no też wielki plac znajdujący się przed dworcem. 
Niestety nie zostały wyremontowane same pero-
ny i przejścia podziemne do nich prowadzące. 

Obecnie z dworca w Rydze odjeżdżają głów-

nie  pociągi  podmiejskie  i  regionalne.  Obsłu-

guje je firma Pasažieru Vilciens, będąca częścią 
struktury  łotewskich  kolei  LDZ.  Oprócz  tego 
nieliczne pociągi dalekobieżne kursują do Lie-
paji, Daugavpils, Krustpils i Zilupe. 

Ruch międzynarodowy niestety już zamiera. 

Od  dawna  w  rozkładzie  jazdy  nie  ma  połą-
czeń do najbliższych sąsiadów w linii Bałtyku,  
czyli Litwy i Estonii. Ostatnie dwa międzynaro-
dowe pociągi nocne kursują w relacjach: Ryga 
– Moskwa i Ryga – Sankt Petersburg. Dodat-
kowo kilka razy w roku uruchamiany jest drugi 
pociąg relacji Ryga – Moskwa.

Przemysław B. Jezierski

Dworzec główny stolicy Łotwy to nie tylko stacja kolejowa Riga Pass, ale też 

olbrzymie centrum usługowo-handlowe na miarę XXI wieku. Wszystko dzięki 

niedawnej metamorfozie.

Czysto i z rozmachem

KURIER PKP 37/13.09.2009

15

Panoramę 

dworca 

Riga Pass 

uświetnia 

wieża 

z podświetlo-

nym zegarem

DWORCE ŚWIATA

Fot. P

. B. Jezierski 

                   Widok na stację od strony peronów

Fot. P

. B. Jezierski 

background image

16

Na każdym niemal etapie historii wynalazków fotografii, producenci stoso-

wali slogan reklamowy: „format idealny”. Pierwszy raz pojawił się w momencie 
wyprodukowania aparatu na negatyw małoobrazkowy 36 x 24 mm, ze względu 
na proporcje 3:2 (trzy jednostki długości, dwie jednostki szerokości kadru). 

Producenci  aparatów  na  klisze  średnioformatowe  (weterani  fotografii 

zapewne pamiętają proste amatorskie aparaty AMI i DRUCH z lat 60.-70.  

ub. wieku), „formatem idealnym” nazywali kadr 6 x 6 cm, ponieważ foto-
graf nie musiał stać przed wyborem kadru poziomego lub pionowego.

Czy w dzisiejszych czasach możemy pokusić się o wskazanie „formatu ideal-

nego”, zwłaszcza jeśli chodzi o fotografowanie kolei w krajobrazie? Chyba nie. 
Współczesna technika sprawiła, że posiadając dziś cyfrowy aparat fotograficzny 
nie jesteśmy skazani wyłącznie na je-
den kadr o określonych wymiarach. 

       

Proporcje kadru

W  większości  dostępnych  obecnie 

modeli popularnych cyfrowych kom-
paktów i tzw. hybryd w ustawieniach 
odnajdujemy  funkcję  FORMAT  KA-
DRU, gdzie możemy wybrać:

 4:3 – cztery jednostki szeroko-

ści, trzy jednostki wysokości. Format 
dostosowany  do  proporcji  ekranu  
w popularnych monitorach kompu-
terowych, telewizorach; 

 3:2 – trzy jednostki szerokości, dwie jednostki wysokości. Format od-

powiadający proporcjom kadru z filmu małoobrazkowego, zwany również 
półpanoramicznym;

 16:9 – szesnaście jednostek szerokości, dziewięć jednostek wysokości. 

Format panoramiczny.

Nawet jeśli w naszym aparacie cyfrowym „starszej daty” nie odnajdziemy 

dwóch ostatnich formatów, możemy dokonać odpowiedniej obróbki w pro-
gramie graficznym – pozbywając się niepotrzebnej części kadru (np. bladego 
nieba). Ważne jest, aby już w plenerze, wykonując zdjęcia, komponować je 
pod kątem formatu, jak najbardziej odpowiadającemu naszym intencjom.

       

Proporcje a plener

Dobranie odpowiednich proporcji kadru jest zawsze indywidualną sprawą 

każdego fotografa. Najczęściej spotykanym format na zdjęciach w technice cy-
frowej to proporcje 4:3. Jeśli tak dobrany kadr jest dobrze skomponowany, nic 
nie stoi na przeszkodzie, aby przy każdym ujęciu korzystać z pełnego wymiaru 
matrycy w aparacie – bez ingerencji w domyślne ustawienia sprzętu.

W wielu przypadkach przy proporcjach 4:3 można jednak zaobserwować 

nadmiar elementów na górze bądź dole zdjęcia. Najczęściej są to, zbyt ob-
szernie ujęte, jednolite plamy nieba lub ziemi. Swoim rozmiarem przytłacza-
ją one będący gdzieś w dalekim lub szeroko ujętym plenerze obiekt główny 
i skutecznie odwracają od niego uwagę.

Jako przykładu, jeszcze raz użyjemy „szkolnego” foto 1 z poprzedniego 

odcinka „Akademii Kuriera”. To w zasadzie dobrze skomponowane zdjęcie 
„kolei w krajobrazie”, ale… Korzystając z proporcji 4:3, musimy kadrować 
tak,  aby  odpowiednio  ustawić  mocne  punkty  i  linie  złotego  podziału.  

W efekcie, u góry zdjęcia 
mamy bardzo dużą pla-
mę  jednolitego  nieba. 
Gdyby  tego  dnia  niebo 
zdobiły malownicze bia-
łe obłoki, takie propor-
cje  fotografii  można  by 
uznać za idealne. 

Aby nie odwracać zbyt-

nio  uwagi  od  obiektów 
głównego  i  uzupełnia-
jącego  oraz  nie  przytła-
czać  ich  jednobarwnym 
niebem (ale jednocześnie 

Fot. D. R. Dołubizno

Odpowiedni 
format kadru

KURIER PKP 37/13.09.2009

16

AKADEMIA 

KURIERA

Panorama czy proporcje telewizyjne? Aby jak 
najpełniej utrwalić na zdjęciu wrażenia widoczne 
„gołym okiem”, wybierzmy optymalny format 
kadru.

Jak zrobić dobre zdjęcie kolejowe?

(14) 

Fot. D. R. Dołubizno

Fot. D. R. Dołubizno

Fot. D. R. Dołubizno

background image

17

KURIER PKP 37/13.09.2009

17

nie rezygnować z szerokiego spojrzenia na plener), warto w takich warunkach 
zastosować proporcje panoramiczne 16:9 (foto 2). Nieba i ziemi jest na zdjęciu 
tyle, ile być powinno. Co najważniejsze – swoim rozmiarem nie odwracają one 
uwagi od najważniejszych na zdjęciu obiektów.

Z tego samego miejsca, co obie poprzednie fotografie, można wykonać 

kolejne ciekawe ujęcie w proporcjach 16:9. Nawet wtedy, gdy na niebie „coś 
się zaczyna dziać” (foto 3). Patrząc na to zdjęcie, spróbujmy sobie wyobrazić, 
jak mocno byłby zagubiony w plenerze pociąg, gdyby przy takim spojrzeniu 
zastosować pełny rozmiar matrycy aparatu w proporcjach 4:3.

       

Trudna decyzja

Decyzję musi podjąć każdy stojący przed plenerem fotograf. Trzeba odpo-

wiedzieć na proste pytanie: co chcemy na zdjęciu uwiecznić? Czy z „wyprawy po 
kolejowe zdjęcia” chcemy przywieźć wyłącznie zdjęcia taboru eksploatowanego 
w konkretnej części Polski, czy na fotkach ma być także atrakcyjnie pokazany 
krajobraz?

Dobrym przykładem plenerów, przy których można mieć kłopot z podjęciem 

decyzji odnośnie wymiarów kadru, jest most nad Rospudą w Raczkach, na linii 
kolejowej Suwałki – Olecko. Zaprezentowany został na foto 4 i 5. Kursuje po niej 
mało pociągów, więc przy jednorazowej sesji trzeba się porządnie przygotować 
do wykonania jak najbardziej przemyślanego zdjęcia. Przy jadącym pociągu mo-
żemy nie mieć czasu na zmianę proporcji kadru w ustawieniach aparatu. 

Pełnokadrowe ujęcie (foto 4) w proporcjach 4:3 zdecydowanie bardziej 

nadaje się do ukazania jadącego pociągu na moście. Wyraźniej obejmuje 
obiekt główny wg zasad portretu (niemal centralnie), niż wg zasad moc-
nych punktów i złotego podziału. 

Jeśli stoimy na wzniesieniu i przed przejazdem pociągu jednocześnie po-

dziwiamy most oraz płynącą w dole rzekę, warto od razu podjąć decyzję  
o zmianie ustawień na format 3:2 lub 16:9 tak, jak na foto 5. 

Przy pozostawieniu proporcji 4:3 i szerokim ujęciu Doliny Rospudy, nad-

miar nieba czy ziemi przytłoczyłby swoim rozmiarem to, co chcemy na zdję-
ciu wyeksponować.

       

Wyobraźnia i intuicja

Oko widzi więcej niż aparat fotograficzny. Jednak pobudzając wyobraźnię 

i korzystając aktywnie z ustawień w naszym aparacie, możemy spróbować 
nieco osłabić tę teorię. 

Jeśli znajdziemy się w miejscu podobnym do pleneru przedstawionego na 

foto 6, pełnokadrowe ujęcie 4:3 obejmie za dużo ziemi w cieniu lub nieba 
przysłoniętego gałęziami drzew. Zastosowano więc, zdecydowanie poprawia-
jący odbiór, kadr o proporcjach 3:2. 

Podchodząc jednak kilkadziesiąt metrów do przodu i stając między łukiem 

drogi a szlakiem, na „pierwszy rzut oka” jednocześnie zachwycimy się biegnącym 
wzdłuż drogi torem z dobrą perspektywą, jak i daleką głębią jeziora Sajno. Uży-
wając wtedy małego zooma z kadrem o proporcjach 16:9, możemy otrzymać ob-
raz (foto 7), będący zbliżonym do panoramicznego widzenia ludzkiego wzroku.

Aktywnie  korzystając  z  coraz  bogatszych  możliwości  amatorskie-

go  sprzętu  fotograficznego  i  pobudzając  naszą  wyobraźnię,  sprawimy,  
że efektem naszych wypraw fotograficznych na pewno będą zdjęcia cieka-
we, różnorodne i, co najważniejsze, pozbawione schematu. 

              Dariusz R. Dołubizno

www.gmfk.pl

Fot. D. R. Dołubizno

AKADEMIA 

KURIERA

Fot. D. R. Dołubizno

Fot. D. R. Dołubizno

Fot. D. R. Dołubizno

background image

Przemysław B. Jezierski, „Podróżuj z FIP”
Cena promocyjna
 – 29,90 zł plus koszt wysyłki: 8,00 zł.
Nr rachunku: 30 1240 6003 1111 0000 4941 0183
Kolejowa Oficyna Wydawnicza, tel.: 022 474 11 79 wew. 24
ksiazki@kow.com.pl 

www.kow.com.pl

Kup przewodnik 
w promocyjnej cenie!

Jak za 25 złotych
podróżować
po Europie?

Jak za 25 złotych
podróżować
po Europie?

background image

Pancertriebwagen 16 trafił do Polski jako zdobycz wojenna

W  Polsce  znajdują  się  tylko  dwa  zachowane 

egzemplarze  taboru  pancernego  poruszającego 
się po szynach. Jednym z nich jest właśnie pociąg 
pancerny nr 16. 

Oprócz niego z kolejowego taboru pancernego 

w naszym kraju przetrwał jeszcze wagon pancerny, 
który  prawdopodobnie  był  częścią  składową  po-
ciągu nr 11 „Poznańczyk”. Dziś stanowi eksponat 
Muzeum Broni Pancernej Centrum Szkolenia Wojsk 
Lądowych w Poznaniu. 

Jednak tamten skład –  pociąg pancerny nr 11, 

biorący udział w powstaniu wielkopolskim i woj-
nie  polsko-bolszewickiej  –  był  jedynie  pojazdem 
improwizowanym. Składał się z wagonów towaro-
wych, uzbrojonych w karabiny maszynowe, osłonię-
tych betonem i workami z piaskiem.

Zaskoczeni skutecznością

Po  raz  pierwszy  pociągu  pancernego  na  zie-

miach  polskich  użyto  podczas  powstania  stycz-
niowego – 7 lutego 1863 r., w walce o dworzec 
kolejowy w Sosnowcu. Jednak nie był to typowy 
pojazd pancerny, lecz zwykły pociąg obłożony że-
laznymi podkładami kolejowymi.

Na większą skalę pociągi pancerne zastosowali 

Francuzi podczas wojny z Prusami (1870-71). Wtedy 
pojawiły się pociągi opancerzone. Po I wojnie świa-
towej pociągi te przesunięto do zadań patrolowych 
i policyjnych. 

Dopiero wybuch II wojny we wrześniu 1939 r. 

i  zaskoczenie  skutecznością  polskich  pociągów 
pancernych (w początkach wojny Polska dyspono-
wała ok. 10 regularnymi pociągami pancernymi) 
spowodowały, że także Niemcy wyprowadzili takie 
pojazdy na tory. 

W skład pociągów pancernych wchodziły opan-

cerzone  parowozy  i  kilku  wagonów  osłoniętych  
w całości pancerzem stalowym, o grubości od kilku 
do kilkudziesięciu cm, a czasami także drezyny pan-
cerne lub bojowe wagony motorowe. Takie składy 
uzbrojone były w działa i broń maszynową.

Z silnikiem  U-Boota

Zachowany w warszawskim Muzeum Kolejnic-

twa Pancertriebwagen nr 16 został zbudowany 
w 1942 r. przez berlińskie zakłady Schwarzkopff. 
W jego skład wchodzi do dziś: wagon pancerny 
motorowy oraz wagon artyleryjski. Ten pierwszy 
powstał na bazie lokomotywy spalinowej z sil-
nikiem diesla z U-Boota o mocy 550 KM, która 
następnie została obudowana pancerzem. 

Wagon  pancerny  wyposażono  początkowo  

w  działka  przeciwlotnicze  20  mm,  które  za-
mieniono  ostatecznie  na  dwie  armaty  kalibru  
76,2  mm,  umieszczone  na  dwóch  platformach 
– na początku i końcu lokomotywy. 

Drugi z wagonów – artyleryjski – ma 20 me-

trów długości, waży 170 ton i osłonięty jest pan-
cerzem o grubości 10 cm. Uzbrojono go w dwie 
armaty i dwa karabiny przeciwlotnicze. 

Na froncie wschodnim

Pojazd  ten  był  najcięższym  pojedynczym  szy-

nowym  pojazdem  pancernym,  jaki  powstał  w  III 
Rzeszy. Zbudowano tylko jeden egzemplarz, który  
w 1943 r. skierowano na teren Polski. Patrolował 
linie kolejowe zagrożone przez polskich partyzan-
tów. Wiosną i latem następnego roku dysponowała 
nim niemiecka Grupa Armii Środek. Wówczas brał 
udział w walkach pod Rawą Ruską i Lublinem. 

Kiedy front przesunął się bardziej na zachód, 

Pancertriebwagen nr 16 patrolował linie kolejowe 
w okolicach Radomia, Skarżyska-Kamiennej, Czę-
stochowy i Krakowa (sierpień-wrzesień 1944 r.). 

Po rozpoczęciu przez Związek Radziecki zimowej 

ofensywy, pociąg walczył w rejonie Kielc, a następ-
nie został wycofany do Gliwic, gdzie miał przejść 
remont. Pod koniec wojny, w kwietniu 1945 r. brał 
udział w walkach pod Neu Ruppin. Na początku 
maja został uszkodzony, a następnie zdobyty przez 
Armię Czerwoną pod Neustadt Dosse. 

Powojenne losy

Ostatecznie  pociąg  pancerny  nr  16  trafił 

do  Ludowego  Wojska  Polskiego,  jako  zdobycz 
wojenna.  Do  1946  r.  stacjonował  w  jednostce 
wojskowej nr 4194 w Przemyślu, a później brał 
udział w walkach z oddziałami Ukraińskiej Armii 
Powstańczej w Bieszczadach. Pod koniec lat 60. XX 
wieku Pancertriebwagen został wycofany z wojska  
i ściągnięty do Skarżyska-Kamiennej. 

W  1946  r.  „zagrał”  w  filmie  „Jarzębina  czer-

wona” Ewy i Czesława Petelskich, opowiadającym 
o przebiegu jednej z największych bitew regular-
nych oddziałów polskich w czasie II wojny świato-
wej – walki I Armii Wojska Polskiego o Kołobrzeg 
w marcu 1945 r. 

W latach siedemdziesiątych z dworca w Skar-

żysku przetransponowano go do Muzeum Kolej-
nictwa w Warszawie. 

Barbara Małyska 

Niemiecki Pancertriebwagen 16 to jedyny nie tylko w Polsce, ale i w Europie zachowany 

pociąg opancerzony. Można go podziwiać w Muzeum Kolejnictwa w Warszawie.

Pancerny 

unikat

KURIER PKP 37/13.09.2009

19

Fot. B. Małyska 

HISTORIA

Z głębokim żalem i smutkiem żegnamy 

Naszego kolegę  

ZBYSZKA WOWER

łącząc się w bólu i żałobie

Rodzinie Zmarłego

wyrazy szczerego współczucia składają

Dyrekcja i Pracownicy PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. 

Centrum Zarządzania Ruchem Kolejowym w Warszawie

Śmierć najbliższych jest zawsze  zaskoczeniem…

background image

RAPORT

Aleksander Janiszewski urodził się w 1935 r. we Lwowie. Ojciec Tadeusz, 

absolwent  Politechniki  Lwowskiej,  pracował  na  kolei.  Wojna  rozdzieliła 
rodzinę.  Ojciec,  któremu  dwa  razy  udało  się  zbiec  z  sowieckiego  aresztu, 
ukrywał się u rodziców w Radomskiem, matkę Jadwigę z 4,5-letnim Alek-
sandrem  i  młodszą  siostrą  Małgorzatą  Sowieci  wywieźli  do  Kazachstanu. 
Wrócili stamtąd w połowie 1941 r. 

1945.

 

Bez wolności

Kończyła się wojna, Rosjanie weszli do Radomia. 
– Wiedzieliśmy, że ich obecność nie oznacza wolności. Ojciec zgłosił się do 

pracy w PKP w Łodzi, był tam naczelnikiem służby ruchu, potem pracował 
w Gdańsku. Zajmował coraz wyższe stanowiska w PKP, w Szczecinie został 
dyrektorem DOKP, w Warszawie dyrektorem eksploatacyjnym w Dyrekcji Ge-
neralnej Polskich Kolei Państwowych. W 1951 r. wyszła na jaw jego akowska 
przeszłość. Zdegradowano go. To był koniec kariery – opowiada Aleksander 
Janiszewski. 

W tym samym 1951 r. Aleksander Janiszewski zdał na Wydział Komuni-

kacji  Politechniki  Warszawskiej.  Po  ukończeniu  studiów  w  1956  r.  podjął 
pracę na kolei. Zniechęciły go marne zarobki. Żeby coś znaczyć, trzeba było 
należeć do PZPR. Odszedł więc do Kolprojektu, biura projektowego, które 
zatrudniało około 1200 osób. Lubił tę pracę, znalazł swoje miejsce. 

– Wiele się tam nauczyłem, zacząłem patrzeć na kolej w szerszej per-

spektywie, nie w skali jednego toru i rozjazdu. Projektowałem Linię Hut-
niczo-Siarkową, która – na marginesie dodam – była zupełnie chybioną 
inwestycją.  Pracowaliśmy  też  przy  Centralnej  Magistrali  Kolejowej.  Dużo 
zawdzięczam autorytetom, m.in. dr. Leszkowi Rudzińskiemu i dyrektorowi 
Departamentu Inwestycji Kolejnictwa w Ministerstwie Komunikacji Edwar-
dowi Kopcińskiemu – wspomina.

1956.

 Nie moja rewolucja

Do władzy doszedł Gomułka i obiecywał poprawę. Władza popuściła cu-

gle. Ludzie trochę odetchnęli. Janiszewski chodził na obiady na stołówkę 
Politechniki Warszawskiej. Pewnego dnia odbywało się tam spotkanie, które 
prowadził Lechosław Goździk, legendarny przywódca robotników FSO na Że-
raniu. Obok stał Jacek Kuroń. 

– Słyszałem jego przemówienie ze stołówki. Chciałem pójść, ale coś mi 

mówiło: „Janiszewski, to nie jest twoja rewolucja”. Pamiętałem Gomułce, że 
był antyakowski i przeciwny Kościołowi. Wyszedłem – relacjonuje kolejarz.

1980.

 Zakładamy „Solidarność”

Strajki. Karnawał „Solidarności”. Władza przemówiła trochę innym gło-

sem. Aleksander Janiszewski był na urlopie. Wrócił i wiedział, że to jego 
rewolucja. Rzucił do kolegów: – I co, zakładamy „Solidarność”? 

– Wezwał mnie dyrektor Kolprojektu profesor Tadeusz Basiewicz. Spytał: 

„O co chodzi z tym wolnym związkiem, nie chce pan, żeby partia rządziła?”. 
Były naciski, żebym się wycofał. Sekretarz partii straszył wyrzuceniem z pracy 
– opowiada.

Aż 80 proc. pracowników biura wstąpiło do „Solidarności”. W październi-

ku 1980 r. wybuchła głodówka kolejarzy we Wrocławiu. Janiszewski uważał, 
że głodowanie o pieniądze jest samo w sobie naganne, ale przyłączył się 
do protestu. Uważał, że wtedy był to jedyny sposób na zwrócenie uwagi na 
sprawy kolejarskiej „Solidarności”.

– Kolejarze byli zdeterminowani, a władza przyjeżdżała i odjeżdżała. Mi-

nister Kamiński zachowywał się wtedy fatalnie, nie rozumiał, o co walczyli 
protestujący. Pertraktacje zaczęły się dopiero po przyjeździe ministra resortu 
pracy  Janusza  Obodowskiego.  Chyba  w  sobotę  w  nocy  podpisano  poro-
zumienie, ale biuro projektów pozostało poza porozumieniami. Wściekłem 

Tuż po 20 rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów w Polsce na łamach „Kuriera 
PKP” przedstawiamy sylwetkę Aleksandra Janiszewskiego – znanego działacza NSZZ „Soli-
darność”, dyrektora generalnego PKP w latach 1990-1996. 

Ze znaczkiem

 „Solidarności”

KURIER PKP 37/13.09.2009

20

LUDZIE       

Fot. 

T. Masłowska

Aleksander 

Janiszewski

(z prawej)

background image

się i dalej głodowałem, wtedy obiecali, że biura też załatwią – relacjonuje 
Janiszewski.

Do stolicy wrócił w glorii bohatera. Związkowcy jednogłośnie wybrali go 

przewodniczącym NSZZ „Solidarność” w Kolprojekcie. Miał pół etatu związ-
kowego i pół pracowniczego. Nie chciał, żeby związki zastępowały kierow-
nictwo firmy, nie zgadzał się na wspólne ustalanie premii dla pracowników 
– od tego jest kierownik. Generalnie uważał, że od rządzenia jest władza,  
a nie związki pracownicze, i nie wszystkim się to podobało. Jeśli w Kolprojek-
cie pracownicy protestowali, to później odpracowywali te godziny. 

Na przełomie września i października 1981 r. uczestniczył w pierwszym 

krajowym zjeździe „S” w Gdańsku.

– Byłem w euforii, na krawędzi łez, obok Jan Józef Lipski, Jacek Kuroń, 

Zbigniew Bujak. Piękny moment w historii mojego życia – mówi wzruszony.

1981.

 W Białołęce i Jaworznie

W  listopadzie  1981  r.  mówiło  się,  że  władza  wprowadzi  stan  wojenny. 

W  nocy  z  12  na  13  grudnia  Janiszewski  grał  w  brydża  u  znajomych  na 
Żoliborzu. 

– O godz. 23 żona z córkami mówią, że przyszli mnie aresztować. Jestem 

legalistą i chciałem iść to wyjaśnić. Myślałem tak: Kuroń i Michnik to opozy-
cjoniści, prawdziwi bohaterowie, ale żeby mnie zamykać? Za co? To nie mieści-
ło mi się w głowie. Jednak koledzy odradzili mi ujawnienie się i wyjechałem  
z Warszawy. Zmarzłem, wkurzyłem się i tego samego dnia wróciłem – opo-
wiada. 

W końcu 16 grudnia zabrał do teczki ojca ciepłe spodnie, dobre buty  

i poszedł do pracy pożegnać się z kolegami. Z wezwaniem w ręku stawił się 
w Pałacu Mostowskich. Tam tłumy, matki pytały o synów, żony o mężów. 

–  Osiem  godzin  głupiego  gadania  o  podpisaniu  aktu  lojalności.  Od-

parłem, że nie podpiszę. Założyli mi kajdanki, jakaś kobieta powiedziała: 
„Skończymy z wami Bujakami”. Wtedy pierwszy raz poczułem się źle – re-
lacjonuje.

Zamknięto  go  w  więzieniu  w  Białołęce.  Obawiał  się,  że  posadzą  go  

z kryminalistami, ale wszedł do celi, patrzy, a tam sami swoi: Kazimierz 
Wójcicki – przyszły wykładowca ze Szczecina, robotnicy z Ursusa, a w innych 
celach: Andrzej Szczypiorski, Adam Michnik, Bronisław Geremek, Tomasz 
Łubieński, Jan Lityński, Andrzej Czuma, wszystkich nie sposób wyliczyć.

– Całymi dniami toczyły się rozmowy, kłótnie zdarzały się sporadycznie, 

każdy trzymał się w karbach. W Wigilię wypuszczono nas na korytarz na 
mszę św. Po Bożym Narodzeniu ogłosiliśmy głodówkę, za którą nas karnie 
przeniesiono do innego pawilonu, gdzie zresztą były lepsze warunki. Gra-
liśmy w karty, przebiliśmy się do sąsiedniej celi, żeby podawać podziemne 
gazetki – opowiada o czasach internowania.

Pewnego  dnia  Janiszewskiego  wezwano  do  komendanta  więzienia. 

Koledzy pożegnali go, myśląc, że wychodzi do domu. Władza miała inny 
pomysł. Skutego z wicedyrektorem Kolmexu Aleksandrem Kociszewskim 
powieźli  na  lotnisko  Bemowo  i  dalej  do  domu  wczasowego  Dowódz-
twa  Wojsk  Lotniczych  w  Jaworzu  na  Pojezierzu  Drawskim,  w  którym 
internowano działaczy „S”. Wokół pawilonów był las, jezioro, poligony  
z czołgami. 

Przywitał ich Tadeusz Mazowiecki. Byli tam już: Geremek, Kuroń, Bugaj, 

Bartoszewski,  Szczypiorski,  Jedlicki,  Drawicz,  przyszły  ambasador  Tadeusz 
Diem i wielu innych, profesorów, inżynierów, artystów. 

Utworzono „Uniwerstet Jaworzyński”, odbywały się wykłady. Najwięcej 

wygłosił ich prof. Władysław Bartoszewski oraz Tadeusz Mazowiecki. Kwi-
tło życie intelektualne. Do Diema przyjechali żona z córką i rektor Poli-
techniki Warszawskiej, żeby go stamtąd wyciągnąć, ale pod warunkiem że 
podpisze lojalkę. „Nigdy w życiu” – odparł. – Ci ludzie mi pokazali, jak 
należy się w życiu zachowywać – tłumaczy. 

1982-1989. 

W podziemiu

Aleksandra  Janiszewskiego  zwolniono  z  internowania  29  kwietnia 

1982  r.  Do  domu  wracał  pociągiem,  w  którym  kolejarze  przyjęli  go 
fantastycznie. Do pracy w Kolprojekcie poszedł z obawą, ale pracownicy 
zgotowali entuzjastyczne powitanie. Po tygodniu wezwanie do Pałacu 
Mostowskich. Poszedł z podniesioną głową i znaczkiem „Solidarności” 
w klapie.

„Chcecie znowu do Białołęki?” – rzucił ubek na powitanie. 
„Solidarność” w Kolprojekcie przeszła do podziemia i działała. W latach 

1982-1989 Janiszewski zorganizował około 70 spotkań z wybitnymi, mądry-
mi ludźmi.

– Chciałem podnieść poziom kultury politycznej. Rozmawiano o wolności, 

odzyskaniu niepodległości, dyskutowano o ekonomii. Spotkania odbywały 
się u mnie w mieszkaniu i u kilku kolegów – mówi Janiszewski. 

1989.

 

Odżyła nadzieja

Władza usiadła do okrągłego stołu. Zaczęły się pertraktacje. W naro-

dzie odżyła nadzieja przyduszona stanem wojennym. Janiszewski włą-
czył się w kampanię wyborczą, organizował spotkania w województwie 
radomskim dla kandydatów „Solidarności”. 4 czerwca naród poszedł do 
urn i wybrał „Solidarność”. 

– Nie miałem żadnych planów kariery, nie dopominałem się o stanowi-

ska.  Jednak  Tadeusz  Kozak  powiedział:  „Alek,  powinieneś  wystartować  do 
władz  PKP”.  Odmówiłem.  Minęło  kilka  miesięcy,  Kozak  znowu  przyszedł  
i ponowił propozycję. Zgodziłem się, chociaż z obawą i niechęcią – przyznaje.

Aleksander Janiszewski został dyrektorem Dyrekcji Generalnej PKP  

w lipcu 1990 r. Dla kolei, podobnie jak dla całego kraju, był to nie-
zwykle trudny okres. Strajki wybuchały jeden po drugim. Trwała wal-
ka o zbilansowanie budżetu PKP, przygotowanie reorganizacji przed-
siębiorstwa. Wtedy rozpoczęto modernizację linii E 20, wprowadzono 
nową ofertę do PKP Intercity, klimatyzowane wagony. Był dyrektorem 
PKP do 15 stycznia 1996 r. 

Dziś Janiszewski nadal związany jest z transportem kolejowym, jest nieza-

leżnym ekspertem współpracującym z biurem projektowym Kolprojekt.

Teresa Masłowska

KURIER PKP 37/13.09.2009

21

LUDZIE

Fot. 

T. Masłowska

Aleksander Janiszewski, dyrektor PKP w latach 1990-1996

background image
background image

Zapraszamy do zabawy. Wystarczy dokładnie przeczytać 
Kurier PKP i odpowiedzieć na trzy pytania. 
Kartki pocztowe lub e-maile adresowane do redak-
cji z prawidłowymi odpowiedziami, adresem nadaw-
cy  i 

NUMEREM  QUIZU,

  wezmą  udział  w  losowaniu 

nagród.  Na odpowiedzi czekamy 3 tygodnie od daty 
wydania numeru.

1.  Jakie polskie lokomotywy dopuszczone są do jaz-

dy po słowackich torach?

2.  Ile pociągów spalinowych GTW powstanie w siedlec-

kiej fabryce Stadlera dla holenderskiej Arrivy?

3.   Gdzie odbyły się Mistrzostwa Polski w Drezyno-

waniu?

Qu­iz dla u­waż­nych nr 37

Znajdź odpowiedzi

N

ASZ ADRES: „K

urier PKP” 00-80

1 W

ar

sza

w

a, ul. Chmielna 73a, e-mail: k

urier

pkp@k

ow

.com.pl, k

ow@k

ow

.com.pl

ZADANIE NR 37 – KRZYŻÓWKA

Litery z kratek ponumerowanych od 1 do 10 utworzą rozwiązanie

Odpowiedzi quizu z Kuriera PKP nr 33

ROZWIĄ­ZANIE ZADANIA NR 33

Poziomo: 8) makulatura, 13) idea, 15) pakamera 

16) borsuk, 18) rabarbar, 19) rozeta, 20) karate, 22) al-
paka, 24) dorota, 26) katafalk, 30) toner, 31) eratyk, 
32) rea, 33) niter, 34) idiota, 35) zakwaterowanie.

Pionowo: 1) makaronik, 2) sumator, 3) kler 4) 

żubr, 5) barok, 6) sekta, 7) kawalkada, 8) Maradona, 
9) kabaret, 10) arba, 11) Taal, 12) roraty, 14) duet, 17) 
szafran, 21) eter, 23) patio, 25) arie, 26) kadr, 27) 
akta, 28) arui, 29) lete. 

Hasło: Bokobrody.

nagrodę – książkę „Podróżuj z FIP” – wylosowa-

ła Bożena Czupała – Katowice. 

nagrodą  za  po-
prawne  rozwiąza-
nie krzyżówki jest 

ksiażka  „Po-

dróżuj z FIP”.

rozwiązania 

krzyżówki  (wy-

starczy hasło) 

należy przesłać na 

kartce  pocztowej,  listow­

nie  (z  naklejonym  ku-

ponem)  lub  e­mailem  

w ciągu trzech tygodni od 

daty wydania numeru.

1. 14 firm, 2. 3 listopada 1909 r., 3. Jedlina.
NAGRODY – UPOMINKI – wylosowali: Krystyna Łońska – Sobowidz i Rafał Gibala – radom.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

au­

TO

r: BOG

dan

 M

al

ach

1

IZOLATKA

W SZPITALU

2

JEZIORO  NA 

TERENIE  PE-

RU I BOLIWII

3

ŚWIECCY

CZŁONKOWIE

KOŚCIOŁA

4

KOSZT

5

EKSHAUSTOR

5

SSAK

ŁASICOWATY

6

ELEMENT KOŃ-

COWY  ŻYŁKI 

WĘDKARSKIEJ

7

KONSERWA-

CJA WĘDLIN

DYMEM

8

ZBIÓR

MAP

9

RARYTAS,

SMAKOŁYK

9

ROZBIÓRKA

INSTALACJI

10

DO POMIARU

GRUBOŚCI 

WŁÓKIEN

11

PAŃSTWO,

OJCZYZNA

12

KŁOPOTY,

TRUDNOŚCI

13

STRZELA

ŚLEPAKAMI

14

OTCHŁAŃ,

TOPIEL

15

WRACA 

Z POBYTU NA 

OBCZYŹNIE

16

DUŻY

OWAD

17

ZAGORZAŁY 

PASJONAT

1

18

PTAK

DRAPIEŻNY

2

19

KRĘCI SIĘ

W OKU

3

20

DŁUGA,

KWIECISTA

MOWA

4

21

RÓŻANECZ-

NIK

5

6

7

8

22

W KUCHNI

Z KRANEM

23

PRZODEK 

W LINII

MĘSKIEJ

9

10

11

12

13

14

  

7

24

MODLITWA

MUZUŁMAŃ-

SKA

15

1

6

16

25

WIEŚ W REJO-

NIE  MIERZEI 

WIŚLANEJ

26

JADALNE

BULWY 

KOLOKAZJI

17

18

19

27

WILLA

SZYMANOW-

SKIEGO

28

NIEJEDNA

W IPN

20

9

21

22

23

5

29

ANTONIM

DOBRA

30

SYN IZAAKA 

I REBEKI

24

3

8

25

26

27

31

METALOWY

ŁĄCZNIK

32

DOKUMENTY

SĄDOWE

28

4

29

30

31

33

PAŃSTWO

Z RYGĄ

34

OBŻARTUCH

32

33

35

... ONO, 

ŻONA 

LENNONA

36 

WYSPA

W ALEUTACH

34

2

35

36

10

K U P O N

 

 

ZADANIE 

NR 37

KURIER PKP 37/13.09.2009

23

ROZMAITOŚCI

background image