background image

Czy świat jest hologramem?

 

Autor: 

Wojciech M. Chudziński

Przemysław Nowakowski

 

 

 

 

 

Myśl, że nasze odczucie cudu mogłoby

 zostać raz na zawsze stłumione przez wiedzę,

 zawiera w sobie coś przerażającego.

John Horgan (popularyzator nauki)

 

Zapytano kiedyś Izaaka Lurię, XVI-wiecznego mistyka żydowskiego, dlaczego nigdy nie spisał swoich
nauk. „Jest to niemożliwe – odparł Luria – ponieważ wszystko jest wzajemnie powiązane”.

Do  identycznego  wniosku  prowadzą  odkrycia  mechaniki  kwantowej:  wszechświat  stanowi
niepodzielną,  dynamiczną  całość,  przy  czym  całość  ta  jest  w  jakiś  sposób  obecna  w  każdej
cząsteczce. Aby wszystko było jasne: także cząsteczki są wzajemnie powiązane. Na przykład nie da
się elektronu nakryć pudełkiem, bo zawsze będzie on jednocześnie obecny „gdzie indziej”.

Ta nowa wizja wszechświata, trudna do zaakceptowania dla kogoś wychowanego na paradygmacie
kartezjańsko-newtonowskim, jak się okazuje, nie stanowi dla ezoteryków niczego nowego. „Co jest w
górze, jest takie jak to, co w dole; co jest w dole, jest takie jak to, co w górze” – pisał w III wieku
naszej ery anonimowy autor Szmaragdowej Tablicy.

 

Na gruncie fizyki, do podobnych wniosków doszedł nieżyjący już prof. David Bohm. Bohm, naszym
zdaniem  najwybitniejszy  fizyk  teoretyczny  ostatnich  czasów  założył,  że  pod  powierzchnią
postrzeganej przez nas rzeczywistości musi istnieć tzw. „porządek ukryty”. Porządek jawny, to świat
przedmiotów, przestrzeni i czasu, opisywany z pomocą praw fizyki klasycznej. Z tym porządkiem
jesteśmy mocno związani poprzez nasze zmysły. Porządek niejawny mieści się pod powierzchnią
znanego  nam  świata.  Jest  on  wielopoziomowy  i  zawiera  źródło  i  podstawę  jedności  materii  i
świadomości.

Bohm  uznał,  że  w  Big  Bangu  –  Wielkim  Wybuchu,  od  którego  rozpoczęło  się  wszystko,  był
zakodowany nieskończony potencjał różnych możliwości. Nam jednak ujawnia się wyłącznie ten
obraz wszechświata, który postrzegamy naszymi zmysłami. Czy poza polem ich percepcji rozwija się
rozmaitość innych potencjalnych wariantów – tego nie wiemy. W każdym razie, jeśli u zarania

background image

istniała jedna tylko, „zwinięta”, niepodzielna Całość – taki model rzeczywistości tłumaczy związek
wszystkiego  z  wszystkim.  Hipoteza  „ukrytego  porządku”  Bohma  rozprawia  się  przy  okazji  z
„kwantowym ruchem chaotycznym”, który swego czasu spędzał sen z powiek Schroedingerowi.
Subatomowy anarchizm jest pozorny – uspokaja David Bohm – klucz do zrozumienia istoty i sensu
„kwantowych  podrygów”  pozostaje  ukryty  pod  powierzchnią  naszej  rzeczywistości,  w  porządku
niejawnym.

Nas, zajmujących się zagadnieniem cudów, w teorii Bohma będzie interesowała jedna, konkretna
rzecz: czy jest w niej miejsce dla Boga?

W rozmowie z Renee Weber Bohm nie chce przystać na stwierdzenie, że porządek super-ukryty to
eufemistyczne  określenie  Boga.  Jednocześnie  jednak  mówi  o  super-inteligencji,  która  nie  jest
obojętna, lecz dobroczynna i współczująca. Według Bohma błędem byłoby ją personifikować, ale
można założyć, że taka forma inteligencji zorganizowała wszechświat.

Przyjmijmy  teraz  za  fizykiem  Jackiem  Sarfattim,  że  inteligencja  ta,  to  uniwersalny  system  do
przetwarzania  informacji.  Gdzie  się  on  znajduje?  Najpewniej  gdzieś  „pod”  porządkiem  jawnym.
Posiłkując  się  nazewnictwem  komputerowym,  moglibyśmy  powiedzieć,  że  ten  system  stanowi
hardware  –  oprzyrządowanie,  na  software  zaś,  czyli  program,  składa  się  subkwantowy  świat
jednostek informacji. Opierając się na hipotezie porządku ukrytego Bohma Sarfatti uznał po prostu,
że zmienną ukrytą, porządkującą „kwantowy ruch chaotyczny”, jest informacja! Dlatego foton z
eksperymentu Aspecta „wie”, co dzieje się z jego bliźniakiem; z tego też powodu elektron uwięziony
w pudełku jest obecny również gdzieś poza nim.

„Wygląda na to, że jedna część wszechświata wie o innej części”– stwierdził kiedyś laureat Nagrody
Nobla, fizyk Brian Josephson. Teoria Jacka Sarfattiego wyjaśnia mechanizm takiej wiedzy. „Jeśli
informacja jest gdzieś w systemie reprezentowana, musi w tym systemie występować wszędzie!” –
przekonuje fizyk.

Prawda, jakie to proste? Ale – zapytajmy – czy równie prawdopodobne?

Karl Pribram, neurofizjolog i przyjaciel Davida Bohma, odpowiedziałby, że jest to prawdopodobne. I
miałby prawo tak stwierdzić. Albowiem jego koncepcja umysłu, który jest hologramem i interpretuje
świat, również będący hologramem, jak ulał pasuje do, zdawałoby się, szalonej teorii Sarfattiego.
Przypadek? Niekoniecznie. Może po prostu weszliśmy w posiadanie kolejnego fragmentu układanki.

Załóżmy, że metodą holograficzną chcemy uzyskać obraz książki. Stawiamy ją pionowo na biurku i
oświetlamy światłem lasera, przy czym światło to rozszczepiamy na dwie wiązki: jedną kierujemy
bezpośrednio na płytę fotograficzną, a druga – zanim tam trafi – winna odbić się od woluminu. Obie
wiązki spotykając się zapisują na płycie wzór zawierający informację o fotografowanym przedmiocie.
Oznacza to, iż, kiedykolwiek oświetlimy płytę laserem, uzyskamy trójwymiarowy obraz książki, tak że
będziemy mogli zerknąć nawet za jej grzbiet. Najbardziej niesamowite jest jednak co innego – taki
trójwymiarowy  obraz  naszej  książki  uzyskamy  również  z  dowolnie  małego  fragmentu  płyty
fotograficznej! Możemy pociąć ją na sto kawałków – informacja i tak pozostanie nienaruszona.

Oto doskonała ilustracja niepodzielnej Całości. Czyż nie przypomina to przekonania Bohma, że
wszystko jest związane ze wszystkim? Albo hermetycznej zasady „jako w górze, tak i na dole”,
wyrytej na Szmaragdowej Tablicy w III wieku naszej ery?

Według Pribrama, cała rzeczywistość, jawny i ukryty porządek Bohma, ma charakter holonomiczny.
„Wszystko jest zawinięte we wszystko i rozprowadzone po całym systemie” – powiada Pribram. My
odczytujemy po prostu informację pojawiającą się w naszych mózgach pod postacią wzoru, i, jak

background image

hologram, rzutujemy ją w przestrzeń wokół siebie. Mówiąc inaczej, uzbrojeni w zmysły, teleskopy i
mikroskopy, z pomocą soczewek tworzymy w naszych zmysłach obiekty. Stwarzamy świat!

„Świat realny istnieje na zewnątrz twojego ciała, ale nie na zewnątrz twojego umysłu” – pisze
poszukujący analogii między nauką a mistycyzmem benedyktyn, ojciec Bede Griffiths. Należy jednak
dodać, że w naszych wnętrzach jesteśmy zdolni odbierać formy całego wszechświata. Lapidarnie
wyraża to podstawowe dzieło kabalistyki żydowskiej, księga Zohar: „W istotach ludzkich jednoczą się
oba światy: wyższy i niższy”. Karl Pribram, opracowując teorię holograficznego funkcjonowania
umysłu pokazał, jaki mechanizm takie zjednoczenie umożliwia. W ten oto sposób odwieczna intuicja
mistyków i ezoteryków nieoczekiwanie została wsparta myślą neurofizjologa.

Wróćmy  teraz  do  teorii,  która  przyjmuje,  że  podstawowym  budulcem  wszechświata  są  kwanty
informacji.  Idąc  tym  tropem,  Rupert  Sheldrake  –  angielski  biochemik  –  skonstruował  hipotezę
przyczynowości formatywnej. W latach 80. ub. wieku oprotestowali ją koledzy Sheldrake’a, uznając,
że jest niepoważna, a wydawca pisma naukowego Nature nazwał ją herezją.

Sheldrake’a zaskoczył fakt (który przedtem nikogo nie dziwił), że proton wiąże się z elektronem, w
wyniku czego powstaje atom wodoru. Co w tym niezwykłego? – można by spytać. Sheldrake’a jednak
to dziwi. Wiadomo – powiada – że kiedyś doszło do powstania pierwszego atomu wodoru. Nie
wnikając, czy był to przypadek, czy nie, coś musiało rozpowszechnić wzorzec, według którego atomy
wodoru powstają do dziś. W przeciwnym razie skąd cząstki wiedziałyby, jak się łączyć? Chyba, że
założymy, iż za kurtyną świata siedzi sufler, który podpowiada cząstkom, molekułom, komórkom i
organizmom, jak mają się zachowywać. Tę wątpliwość neurofizjolog sir John Eccles wyraża tak: „Kod
genetyczny i selekcja naturalna wiele wyjaśniają. Niestety, nie to, jak powstałem”.

Sheldrake doszedł do wniosku, że w przyrodzie muszą istnieć matryce, które porządkują strukturę,
rozwój i zachowanie wszelkiego rodzaju rzeczy. Matryce te nazwał polami morfogenetycznymi, od
greckiego słowa morphe – forma, kształt.

Gdy, dajmy na to, w którymś z laboratoriów chemicznych syntetyzuje się nowy związek chemiczny,
na ogół z trudem ulega on krystalizacji. Jakby natura, nie mogąc korzystać z gotowej formy, musiała
ją dopiero tworzyć. Natomiast ten sam związek, syntetyzowany któryś raz z kolei (choćby na drugiej
półkuli), powstaje już dużo łatwiej. Jak to możliwe?

Anegdota powiada, że fragmenty kryształów zsyntetyzowanych związków roznoszą w swych brodach
sami  chemicy,  te  zaś  służą  potem  za  zarodki  krystalizacji  w  innych  laboratoriach.  Przyjmując
konwencję tego żartu, Sheldrake replikuje, że gdyby nawet wydano administracyjny nakaz golenia
się chemików, zjawisko to i tak by zachodziło.

Teoria przyczynowości formatywnej stwierdza, że każda istota żyjąca, jak też każda forma materii
nieożywionej nabywa i rozwija swój kształt dzięki polu morfogenetycznemu, które stanowi wspólną
pamięć gatunku czy zbioru rzeczy. Pole to oddziałuje poprzez czas i przestrzeń, jego natężenie zaś
zależy od liczebności form podobnych. Przedstawmy to na przykładzie.

W latach 50. XX wieku, w Wielkiej Brytanii zaobserwowano ciekawe zjawisko. Dostarczane pod drzwi
domów  butelki  z  mlekiem  stawały  się  łupem  dziwnego  złodzieja.  Ktoś  przebijał  przykrywkę  z
metalowej folii i wypijał trochę płynu, reszty nie ruszając. Zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy okazało
się, że owymi złodziejami są sikorki! Ptaki nauczyły się czegoś nowego z korzyścią dla siebie.

Ale to nie koniec, bo w kilka tygodni po sikorkach angielskich atak na butelki z mlekiem przypuściły
sikorki w całej Europie. Ich nauczycielami z pewnością nie były ptaki z wysp, więc kto?

Nowa umiejętność odkryta przez zwierzę czy człowieka, powtórzona kilka razy staje się trwałą formą

background image

i trafia do banku pamięci. Od tej chwili inne zwierzęta tego gatunku (lub ludzie) uczą się jej kilka
razy  szybciej.  Zgodnie  z  tą  koncepcją,  znacznie  łatwiej  jest  nauczyć  kogoś  programowania
komputerów dziś, niż w latach 70. ub. wieku. Ułatwia to nasza „pamięć gatunkowa”, a kontakt z nią
uzyskujemy, dostrajając się do potrzebnej informacji przez rezonans morficzny. Taki bank informacji
przypomina  ezoteryczną  ideę  Kroniki  Akaszy  –  zapisu  wszystkich  działań,  myśli  i  emocji,  jakie
kiedykolwiek pojawiły się na świecie. Niektórzy rzeczoną kronikę nazywają „pamięcią Boga”.

Hipoteza przyczynowości formatywnej zakłada zatem coś na kształt duchowego ewolucjonizmu. W
takim  ujęciu  cały  wszechświat  aktywnie  uczestniczy  w  procesie  ewolucji,  i  to  na  wszystkich
poziomach: od subatomowego, po poziom historyczny i społeczny. Zbliża to teorię angielskiego
biochemika do wizji teologa i filozofa, ojca Teilharda de Chardina, który również postulował istnienie
ukrytego  i  nie  dającego  się  zmierzyć  aspektu  materii  –  ducha.  Według  zakonnika,  ewolucja
wszechświata  to  nic  innego,  jak  nasilająca  się  erupcja  myśli  integrującej  się  Świadomości.
Rzeczywistość  nie  jest  niezmienna;  można  wpływać  na  nią  poprzez  wolę  i  wiarę.  Im  bardziej
zintegrowana Świadomość, tym większy jej wpływ na materię świata.

Łzy spływają po obrazie Madonny; gipsowa figurka Jezusa poci się ludzką krwią. Kiedyś zdarzyło się
to po raz pierwszy, lecz potem cuda zaczęły pojawiać się na wszystkich kontynentach, w obszarach
oddziaływań różnych Kościołów, w obecności różnych osób. Odległość i czas nie mają znaczenia.
Chwilami odnosi się wrażenie, że cuda występują wręcz sezonowo. Zapoczątkowane przez pierwszy,
wzmacniane  każdym  następnym...  Czy  to  możliwe,  by  cudami  łez  zawiadywało  pole
morfogenetyczne?  Pole  takie  –  przypomnijmy  –  działa  jak  grupa  umysłów  wewnątrz  gatunku  i
kształtuje jego ewolucję oraz zdolności uczenia się. Czy również rozwój duchowy? A dlaczego nie?

Pole  grupowej  świadomości  niewątpliwie  przesyła  nam  różnorakie  sygnały,  powstałe  na  skutek
przetworzenia tego, co w jego stronę przesłaliśmy. Celem tych sygnałów jest przyciągnięcie naszej
uwagi, abyśmy zawczasu mogli być świadomi kierunku, w jakim będzie podróżował grupowy umysł.
Aldous Huxley mówi o tym tak: „Każda religia, jeśli tylko jest przedmiotem silnej wiary, stwarza
przedmioty swego kultu: bogów, zmarłych, świętych itp. Obiekty – fikcje czy projekcje, mogą stać się
ośrodkami energii wzniecającymi energię indywidualnych modlitw, pragnień i wyobrażeń. Ta zaś
może pomagać w osiągnięciu skutków, jakich pragną”.

Pływamy w oceanie informacji, wyławiamy z niego to i owo, a potem rzutujemy to jak hologram w
ramy naszego kontinuum czasowo-przestrzennego. A zatem nasza świadomość – ta jej część, którą
nazwaliśmy „umysłem ukrytym” albo „umysłem grupowym” – jest w stanie kontrolować zdarzenia
fizyczne zachodzące w makroświecie. Czy w takim ujęciu powinna jeszcze dziwić materializacja
pojawiającego się znikąd przedmiotu? Albo krwawe łzy kapiące z oczu namalowanej na płótnie
Madonny?

Otóż powinna. Ponieważ całe nasze doświadczenie przeczy takim wnioskom. Jeśli nawet wpływ
obserwatora  na  zjawiska  fizyczne  jest  możliwy  tylko  w  mikroświecie  (a  na  taki  fakt  zdają  się
wskazywać liczne doświadczenia), w makroświecie przecież to się nie zdarza. Jak ujął to Einstein,
Księżyc istnieje także wtedy, gdy nikt na niego nie patrzy. Czy prawa mechaniki kwantowej stosują
się zatem również do makroświata? A jeśli tak nie jest, w którym miejscu przebiega granica, gdzie
kończy się dominium duchów, a zaczyna świat twardej materii?

Kręgi, cuda, kwanty

Autor: 

Wojciech M. Chudziński

Przemysław Nowakowski

Wydawnictwo: 

KOS

Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 12/2009

background image

PDF wygenerowany przez 

NwoNews.pl