background image

 

 

CZTERDZIESTA ROCZNICA WEJŚCIA  W ŻYCIE NOM-u 

 

40 lat temu, w pierwszą niedzielę Adwentu  1969 r. weszło  w życie papieskie zezwolenie na odprawianie 
Mszy św. według Nowego Porządku (Novus Ordo) 
 . 
40  lat  tego  najbardziej  chyba  nieudanego  eksperymentu  w  dziejach  Kościoła  zdecydowanie  wystarczy. 
 
Warto  w  tym  momencie  przeczytać  przemówienie  papieża  Pawła  VI,  wygłoszone  tuż  przed  wejściem                      
w  życie  Novus  Ordo.  Z  perspektywy  minionych  40  lat  widać  jasno,  że  architekci  nowego  obrządku 
doskonale  zdawali  sobie  sprawę  z  faktu  iż  doprowadzą  do  monstrualnego  bajzlu  w  liturgii.  Przynajmniej 
byli  szczerzy.  Najsmutniejsze  jest  to,  że  papież  w  swoim  przemówieniu  uzasadniającym  wyrugowanie 
łaciny  z  liturgii  powołuje  się  na  rzekome  "posłuszeństwo  Soborowi".  Temu  samemu  Soborowi,  który  w 
Konstytucji o Liturgii nakazał zachować łacinę w liturgii oraz uznał chorał gregoriański jako pierwszy 
pośród  wszystkich  rodzajów  śpiewu  liturgicznego
.  Jaki  jest  wynik  eksperymentalnego  obdarzenia 
biskupów  rolą  "tłumaczy  Soboru"  to  chyba  każdy  z  nas  widzi  na  własne  oczy  i  słyszy  na  własne  uszy. 
Zupełnie  zaś  nie  rozumiem,  jakim  cudem  "tchnienie  Ducha  Świętego  wzywa  Kościół  do  dokonania 
zmiany",  która  jak  przewidywał  papież,  a  jak  wiemy  dziś  -  spowodowała  totalny  zamęt  i  zamieszanie, 
głównie pośród kapłanów i pobożnych wiernych
 
(...) 
 
Nowy porządek Mszy - to zmiana odnosząca się do czcigodnej tradycji wieków; dlatego dotyka ona naszą 
dziedziczną  spuściznę  religijną,  która  -  wydawało  się  -  powinna  cieszyć  się  nietykalną  stałością                  
i  przywodzić  nam  na  usta  modlitwę  naszych  przodków  i  Świętych,  i  umacniać  w  nas  wierność  dla 
naszej duchowej przeszłości, którą czyniliśmy dla siebie aktualną, aby ją potem przekazać przyszłym 
pokoleniom.  
Przy  tej  sposobności  chciejmy  lepiej  zrozumieć  wartość  tradycji  historycznej  oraz  Świętych 
obcowania. 
 
(...) 
 
Powinniśmy  się  .przygotować  na  to  wielorakie  zakłócenie,  które  idzie  w  parze  z  wszelkimi  nowościami 
wciskającymi  się  w  nasze  stałe  przyzwyczajenia.  Będziemy  mogli  stwierdzić,  że  więcej  zamieszania 
doznają osoby pobożne, 
ponieważ mając własny, godny respektu, sposób słuchania Mszy św., poczują, że 
  odrywanie  od  swojego  zwyczajnego  biegu  myśli,  a  zmuszanie  do  stosowania  się  do  innych.  Sami 
nawet kapłani, być może, doświadczą pewnych trudności pod tym względem. 
 
Co  należy  czynić  w  tej  szczególnej  i  historycznej  okoliczności?  Przede  wszystkim  -  przygotować  się. 
Wprowadzana  nowość  nie  jest  drobnostką.  Nie  powinniśmy  dać  się  zaskoczyć  widokiem,  a  może 
nudnością,  jej  form  zewnętrznych.  
Obowiązkiem  osób  inteligentnych,  uświadomionych  wiernych  jest 
dobrze  się  poinformować  co  do  nowości,  o  której  mowa.  Nie  będzie  to  trudno  dzięki  tak  wielu  dobrym 
inicjatywom kościelnym i wydawniczym. 
 
Jak  mówiliśmy  innym  razem,  dobrze  będzie  zdać  sobie  sprawę  z  motywów,  które  wpłynęły  na 
wprowadzenie tej tak ważnej zmiany. Najpierw posłuszeństwo Soborowi, które staje się posłuszeństwem 
Biskupom,  jako  tłumaczom  i  wykonawcom  jego  przepisów.  
Ten  pierwszy  motyw  nie  jest  czysto 
konieczny, czyli dotyczący przepisu zewnętrznego. Wiąże się on z charyzmatem czynności liturgicznej, to 
znaczy z mocą i skutecznością modlitwy eklezjalnej, w której autorytatywny głos ma Biskup, a następnie 

background image

również  kapłani  -  wspomagający  go  w  posłudze  i  podobnie  jak  on  działający  w  zastępstwie  Osoby 
Chrystusa. To wola Chrystusa, to tchnienie Ducha Świętego wzywa Kościół do tej zmiany. 
 
(...) 
 
Rzecz jasna, że większą nowością, jaką tu się zauważy, to sprawa języka. Już nie łacina będzie głównym 
językiem Mszy św., lecz język potoczny. 
Dla tego, kto zna piękno łaciny, jej siłę, zdolność wyrażania 
rzeczy sakralnych, 
z pewnością zastąpienie jej językiem ludowym będzie wielką ofiarą. Tracimy mowę 
wieków  chrześcijaństwa,  stajemy  się  jakby  intruzami  i  profanami  w  literackim  zakresie  wyrażania 
przeżyć sakralnych
, i w ten sposób utracimy znaczną część tego zdumiewającego niezrównanego faktu 
artystycznego  i  duchowego,  jakim  jest  śpiew  gregoriański.
  Naprawdę,  mamy  powód  do  użalania  się                  
i  pewnego  lęku:  czym  zastąpimy  ten  język  anielski?  Jest  to  ofiara  z  wartości  nieocenionej.  A  dla 
jakiego celu? Co może być droższe nad te ogromne wartości naszego Kościoła? 
 
Odpowiedź  wydaje  się  banalna  i  prozaiczna;  ale  jest  ona  przekonywająca,  bo  ludzka,  bo  apostolska. 
Ważniejsze  jest  zrozumienie  modlitwy  niż  dawne  jedwabne  szaty,  w  jakie  się  ona  po  królewsku 
przyoblekała;  ważniejsze  jest  uczestniczenie  ludu,  tego  ludu  nowoczesnego,  nasyconego  słowem  jasnym, 
zrozumiałym, dającym się przetłumaczyć w konwersacji świeckiej. 
 
Gdyby boska łacina miała trzymać z dala od nas dziatwę, młodzież, świat pracy i spraw doczesnych; gdyby 
miała  być  ciemną  przesłoną  zamiast  przezroczystym  kryształem,  to  czy  my,  rybacy  dusz,  zrobilibyśmy 
dobrą kalkulację zastrzegając jej wyłączne panowanie w konwersacji modlitewnej i religijnej? Co mówił św. 
Paweł?  Czytajmy  14  rozdział  pierwszego  listu  do  Koryntian:  "W  Kościele  wolę  powiedzieć  pięć  słów 
według mego rozeznania, by pouczyć innych, niż dziesięć tysięcy wyrazów według daru języków" (19 itd.). 
A święty Augustyn, jakby komentując te słowa, mówi: "Byleby tylko wszyscy byli pouczeni, nie trzeba się 
bać  profesorów"  (PL  38,  228,  Serm.  37;  por.  też  Serm.  299,  p.  1371).  A  zresztą,  nowe  przepisy  ogólne                    
o  Mszy  św.  postanawiają,  że  wierni  "powinni  umieć  razem  śpiewać  w  języku  łacińskim  przynajmniej 
niektóre  stałe  części  Mszy,  zwłaszcza  wyznanie  wiary  i  modlitwę  Pańską  "Ojcze  nasz"  (nr  19).  Ale 
pamiętajmy o tym dobrze - dla naszej zachęty i pokrzepienia - że przez to bynajmniej łacina nie zniknie         
w  naszym  Kościele.  Pozostanie  ona  szlachetnym  językiem  akt  Stolicy  Apostolskiej;  zostanie  jako 
narzędzie szkolne do studiów kościelnych 
i jako klucz umożliwiający dostęp do spuścizny naszej kultury 
religijnej, historycznej i humanistycznej; i to - w miarę możliwości - w blasku nowego rozkwitu. 
 
(...) 
 
Ale pozostaje jeszcze jedna trudność praktyczna, która - ze względu na wzniosłość świętego obrzędu - jest 
niemałej wagi. Jakże będziemy sprawować ten nowy ryt, skoro nie mamy jeszcze kompletnego mszału 
skoro tyle jeszcze istnieje niepewności odnośnie do jego stosowania? - Otóż, będzie to korzystne, gdy na 
zakończenie odczytamy wam niektóre wskazówki, pochodzące od kompetentnych czynników urzędowych 
(...) 
 
 
i  pomyśleć,  że  całe  7  (SIEDEM)  lat  wcześniej  bł.  Jan  XXIII  surowo  napominał  wszystkich,  którzy  chcą 
wyrugować łacinę z Kościoła, a zwłaszcza z liturgii... Cóż takiego się stało w ciągu tych 7 lat?  
 

 

 

 

http://breviarium.blogspot.com/2009/11/czterdziesta-rocznica-wejscia-w-zycie.html