background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

GWIEZDNE

 

WOJNY

 

 

UCZE  JEDI 

 

 

MROCZNY PRZECIWNIK 

 

 

Jude Watson 

 

Tłumaczyła 

Magdalena Jarczyk 

 

EGMONT 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

Tytuł oryginału: Star Wars: Jedi Apprentice The Dark Riyal 
Wydanie pierwsze: Scholastic Inc., USA 1999

 

© 1999 Lucasfilm Ltd. &™. All rights reserved. Used 
under authorization.

 

All rights reserved. No part of this publication may be reproduced, stored in a 
retrieval  system,  or  transmitted  in  any  form  or  by  any  means,  electronic, 
mechanical,  photocopying,  recording  or  otherwise,  without  the  prior  written 
permission of the copyright owner.

 

Projekt okładki: Madalina Stefan 
Ilustracja na okładce: Cliff Nielsen

 

Redakcja: Anna Walenko, Jacek Drewnowski

 

Pierwsze wydanie polskie: Egmont Polska 1999 00-810 
Warszawa, ul. Srebrna 16, tel. 625-50-05

 

ISBN 83-237-0338-8

 

Druk: Prasowe Zakłady Graficzne Koszalin 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

 

ROZDZIAŁ 1 

 

K-7:  poziom  8,  poziom 

7, 

poziom  6,  poziom  5. 

W sko. Ci ar. Pułapka. 

„Nie, Qui-Gonie. Potrafi  to zrobi , l zrobi  to". Wie,  e to 
nie ma prawa si  sta . Nie wolno mu do tego dopu ci . Ale 
nie  potrafi  walczy   z  t   sił .  Widzi  przerwany  okr g,  łuk, 
którego ko ce - przeszło  i przyszło  - nie stykaj  si  ze 
sob . Musi zamkn  kr g. Musi... 

Qui-Gon  Jinn  obudził  si   gwałtownie.  Natychmiast  po 

przebudzeniu  wiedział,  gdzie  si   znajduje.  Jego  sny  ulat-
niały si  szybko, pozostawiaj c niezm cony umysł. 

Koszmar  spowodował  jedynie,  e  jego  zmysły  si   wy-

ostrzyły.  W  pokoju  było  ciemno,  ale  rozró niał  zarys  okna. 
Słyszał te  cichy oddech  pi cego obok na łó ku Obi-Wana 
Kenobiego. 

Zakwaterowano  ich  w  komnacie  go cinnej  w  oficjalnej 

rezydencji  gubernatorów  Bandomeer.  Jinn  przybył  na  t  
planet   z  rutynow   misj ,  która  niespodzianie  zrobiła  si  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

całkiem  nierutynowa  -  a  wszystko  z  powodu  kilku  słów  na-
pisanych na skrawku papieru. 

Wła nie te słowa były przyczyn  koszmaru, który po-

wracał ju  trzeci  noc z rz du. 

Qui-Gon zacisn ł dło  na mieczu  wietlnym, który trzy-

mał w zasi gu r ki na wypadek wizyty nieproszonych go-

ci. W mgnieniu oka mógł zerwa  si  z łó ka i stan  do 

walki. 

Ale jak walczy  ze snem? 

„K-7, poziom 

5". 

Có  mogły oznacza  te słowa i licz-

by? K-7 - to mogła by  jaka  oznaczona na mapach, lecz 
nie zamieszkana planeta albo układ gwiezdny. Ale sk d to 
wra enie,  e znalazł si  w pułapce? Kto powiedział „Po-
trafi   to  zrobi "?  l,  dlaczego,  słysz c  te  słowa,  czuł  taki 
gniew, tak  beznadziejn  rozpacz? 

Jedynym rozpoznawalnym elementem snu był przerwa-

ny okr g. Przera ał go ten znak. 

Zdawało  mu  si ,  e  wszystko  to  nale y  ju   do 

przeszło ci. Ale kiedy wyl dował na Bandomeer, kto  wr -
czył mu list, w którym witano go na planecie. Wiadomo  
podpisana była: „Xanatos". 

Rycerzy Jedi uczy si , by przywi zywali wag  do snów, 

ale nie wierzyli w nie. Sen mo e równie dobrze o wieci , 
jak i wprowadzi  w bł d. Jedi powinien  wypróbowa  go 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

jak niepewny grunt, zanim postawi na nim stop , i uczyni  
nast pny  krok  dopiero  wtedy,  gdy  b dzie  wiedział,  na 
czym stoi. Niektóre sny to tylko zabł kana energia. Jedni 
Jedi miewaj  prorocze sny, inni nie. 

Qui-Gonowi zdarzało si  to rzadko i wolał nie rozpa-

mi tywa  swoich snów. W  wietle dnia udawało mu si  

odsun  je od siebie. Ale w nocy nie było to takie łatwe 

 
 

ałował,  e nie potrafi odegna  dr cz cych go koszmarów i 

wspomnie . 

Przemierzył cał   galaktyk , od  wiatów  rodka po Ru-

bie e. Widział wiele rzeczy, które sprawiły mu ból, i wiele 
rzeczy, o których wolałby zapomnie . 

Teraz  do cign ł  go  w  ko cu  najgorszy  ból,  najdotkli-

wszy  al. 

 
 
 
 
 
 
 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

ROZDZIAŁ 2 

 

 

 

 

 

 

T

wła nie  Qui-Gon  odkrył  Xanatosa, zmierzył u niego 

poziom  midichlorianów  i  sprowadził  dziecko  do 

wi tyni Jedi. 

Pami tał  wyraz  twarzy  Criona,  gdy  zabierał  mu  jedy-

nego  syna z jego rodzinnej planety  Telos. Crion  był najza-
mo niejszym  człowiekiem  na  Telos,  ale  wiedział,  e  mimo 
całego  swojego  bogactwa  nie  mo e  da   Xanatosowi  tego, 
co  Qui-Gon.  Nie  potrafił  odmówi   tego  synowi.  Qui-Gon 
ujrzał  wtedy  wypisany  na  jego  twarzy  ból  i  zawahał  si . 
Ostatni  raz  zapytał,  czy  Crion  jest  pewien  swojej  decyzji. 
Tamten  powoli  pokiwał  głow .  Jego  decyzja  była  ostatecz-
na. Xanatos poleci z Qui-Gonem  i b dzie si  szkolił na Ry-
cerza Jedi. 

le  si   stało,  e  Qui-Gon  nie  wsłuchał  si   wówczas 

uwa niej  w  swoje  własne  wahanie.  Gdyby  to  zrobił,  nie 
zdecydowałby  si   zabra   chłopca ze  sob . A  wtedy  ycie 
ka dego z nich potoczyłoby si  zupełnie inaczej... 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

Qui-Gon  przerzucił  nogi  przez  kraw d   łó ka  i  wstał. 

Podszedł  do  okna  i  odsun ł  ci k   zasłon .  W  słabym 

wietle  ledwo  dostrzegał  szyby  kopalni.  W  oddali  widniał 

czarny przestwór Wielkiego Morza. 

Bandomeer  stanowiła  w  połowie  jeden  wielki  masyw 

l dowy  i  w  połowie  jeden  olbrzymi  ocean?  Cała  planeta 
nale ała  do  spółek  eksploatacyjnych.  Le ało  na  niej  tylko 
jedno miasto - Bandor - i to w nim mie ciła si  siedziba gu-
bernatora.  Ale  nawet  miasto  usiane  było  kopalniami. 
W brudnoszarym powietrzu unosił si  czarny pył. 

Był  to  zdewastowany,  ponury  wiat.  Wi kszo ci   ko-

palni  zarz dzano  spoza  planety.  Przynosiły  one  wpraw-
dzie  ogromne  zyski,  ale  Meerianie,  rdzenni  mieszka cy 
Bandomeer,  niewiele  z  tego  mieli.  Nawet  oficjalna  rezyden-
cja  gubernatora  była  zaniedbana  i  n dznie  umeblowana. 
Qui-Gon  przebiegł  palcami  po  skraju  zasłony.  Materiał 
zaczynał si  strz pi . 

Obi-Wan poruszył si  przez sen. Qui-Gon odwrócił si  

i spojrzał na chłopca, ten jednak spał dalej. Jedi nie budził 
go.  Tego  dnia  mieli  si   rozdzieli   i  samodzielnie  zaj  
czekaj cymi  ich  na  Bandomeer  zadaniami.  Misja  Obi-
Wana  nie  była  wprawdzie  niebezpieczna,  ale  miała  sta  
si   sprawdzianem  jego  umiej tno ci.  Ka da,  nawet  na 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

pozór  prosta  misja  była  dla  Rycerza  Jedi  prób  
umiej tno ci. Qui-Gon ju  dawno si  o tym przekonał. 

Mieli wła nie za sob  wspóln  podró , niebezpieczn  

i  niespodziewan .  Walczyli  rami   w  rami   i  zagl dali 

mierci  w  oczy.  A  przecie   nie  czuł  bliskiej  wi zi  z  Obi-

Wanem.  Gdzie   w  gł bi  duszy  wci   miał  nadziej ,  e 
Yoda odwoła chłopca z powrotem do  wi tyni. 
Qui-Gon nakazał sobie uczciwo . Nie czuł wi zi

 

z Obi-Wanem, bo  nie chciał sobie na to pozwoli . Nie da 
si   ukry ,  e  podczas  tej  podró y  chłopiec  zrobił  na  nim 
wra enie.  Był  to  trudny,  pełen  napi cia lot,  ale Obi-Wano-
wi udało si  zachowa  milczenie i spokój nawet wtedy, gdy 
Qui-Gon  zupełnie  nie  podejrzewał  go  o  podobne  opano-
wanie. Ale wiedział te ,  e Obi-Wan wci  za bardzo ule-
ga  lepej  ambicji  i  gniewowi.  Wła nie  te  dwie  cechy 
doprowadziły  do  zguby  Xanatosa.  Qui-Gon  nie  mógł  po-
zwoli ,  by  co   takiego  si   powtórzyło.  Wiedział,  jak  zdra-
dliwe mo e by  poleganie na własnym uczniu. 

Postanowił  wi c  utrzyma   dystans  mi dzy  sob  

a  młodym  Kenobim.  Ju   niedługo  Obi-Wan  pojedzie  ob-
serwowa  prac  Korpusu Rolnictwa. Przemysł wydobywczy 
w  brutalny  sposób  pozbawił  Bandomeer  wielu  bogactw 
naturalnych.  Ogromne  kopalnie  zajmowały  wiele  kilome-
trów  kwadratowych.  Po  wyeksploatowaniu  działki  kopalni  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

zamykano,  pozostawiaj c  jałow   ziemi ,  niezdatn   pod 
upraw .  ywno  sprowadzano z innych  wiatów. 

Sytuacja była niebezpieczna i miejscowe władze starały 

si   j   zmieni   -  planowano  przywróci   ziemi   i  olbrzymi 
ocean  do  poprzedniego  stanu.  Korpus  pomagał  w  tych 
usiłowaniach, rekultywuj c du e obszary, odgradzaj c je i 
tworz c  co ,  co  rz d  nazywał  „strefami  wzbogacania". 
Obi-Wan  wybierał  si   z  pomoc   do  najwi kszej  z  tych 
stref. 

Zadanie  Qui-Gona  nie  było  tak  jasno  okre lone.  Rada 

Jedi powołała go na pro b  tutejszych władz na Stra nika 
Pokoju.  Nie  był  jeszcze  pewien  szczegółów.  Wi kszo  
mieszka ców Bandomeer pochodziła z innych planet. 

Przylatywali  do  pracy  w  kopalniach,  starali  si   zaoszcz -
dzi   jak  najwi cej  pieni dzy  i  czym  pr dzej  odlatywali.  To 
dlatego  rz d  miał  takie  kłopoty  z  wprowadzeniem  zmian. 
Wszyscy,  wł cznie  z  rdzennymi  mieszka cami  Bandomeer, 
mieli  zamiar  jak  najszybciej  opu ci   planet .  Nikogo  tak 
naprawd  nie obchodziło, co si  z ni  stanie. 

Ale  ostatnio  zacz ło  si   to  zmienia .  Meerianie  weszli 

w  spółk   z  arco skimi  imigrantami.  Zało yli  wspólne 
przedsi biorstwo i równo dzielili zyski. 

Cz

 górników przeniosła si  ju  z kopalni nale cych 

do  pot nej  Korporacji  Pozaplanetarnej  do  tej  wła nie 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

10 

spółki. Qui-Gon miał przeczucie,  e wła nie z tego powodu 
wezwały  go  władze  Bandomeer.  Korporacja  nigdy  nie 
spogl dała  zbyt  przychylnie  na  tych,  którzy  wchodzili  na 
jej podwórko. 

Na  dworze  zrobiło  si   ja niej.  Jaskrawopomara czowe 

plamy  sło ca  lizały  wysokie  szyby  kopal   niby  j zyki  og-
nia.  Wci

  zmagaj c  si   z  koszmarem,  Qui-Gon 

przygl dał  si ,  jak  Bandor  budzi  si   do  ycia.  W  w skich 
uliczkach zapalały si   wiatła. Robotnicy szli do kopalni, a 
zm czeni,  apatyczni  pracownicy  nocnej  zmiany  -  do 
swoich  domów.  Rycerz  wrócił  my lami  do  niespodziewanej 
wiadomo ci od Xanatosa: 

„Czekałem na ten dzie ". 

Obok  imienia  Xanatosa  widniał mały rysunek przerwa-

nego okr gu - ko ce łuku si  nie stykały. 

Ten  rysunek  miał  mu  o  czym   przypomnie ,  zadrwi  

z  niego:  Xanatos  miał  na  policzku  blizn   w  tym  kształcie. 
Qui-Gon ponownie zastanowił si  nad tre ci  listu, rozwa- 

aj c  wszystkie  mo liwe  wnioski.  Niewykluczone,  e  szedł 

prosto w pułapk . A mo e Xanatos bawił si  z nim w jak  
gr .  Mo e  był  teraz  na  drugim kra cu galaktyki  i u miechał 
si   na  my l  o  tym,  e  widok  tego  imienia  przejmuje  jego 
byłego mistrza dreszczem strachu. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

11 

Pasowałoby  to  do  Xanatosa:  zbi   Qui-Gona  z  tropu, 

przyhamowa   go,  naprowadzi   na  bł dn   interpretacj   -
wszystko przez podsuni cie mu my li,  e on, Xanatos, ma z 
tym  co   wspólnego.  Xanatos  był  przebiegły  i  cz sto  wy-
korzystywał t  przebiegło  w okrutnych grach. 

Nagle  Qui-Gon  zapragn ł,  eby  list  okazał  si   gr , 

szyderstwem, dziecinad . 

Wolałby  ju   nigdy  wi cej  nie  spotka   si   z  Xanatosem 

twarz  w twarz. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

12 

ROZDZIAŁ 3 

 

 

 

 

Obi-Wan  Kenobi  obudził  si ,  ale  nie  poruszył.  Spod 

przymkni tych  powiek  spojrzał  ukradkiem  na  Qui-Gona. 
Mistrz  Jedi  stał  przy  oknie  -  wprawdzie  plecami  do 
Kenobiego,  ale  jego  napi te  mi nie  i  tak  powiedziały 
chłopcu,  e Jinn znowu nad czym  rozmy la. 

Korciło  go,  eby  spyta   Qui-Gona,  o  czym  my li.  Od 

chwili,  gdy  wyl dowali  na  Bandomeer,  w  jego  głowie 
kł biło  si   od  pyta .  Co  a   tak  poruszyło  spokojnego 
dot d  Qui-Gona?  Czy  b dzie  pomagał  mistrzowi  w  jego 
misji Stra nika Pokoju? Czy  udowodnił,  e jest  godzien  zo-
sta  jego uczniem? 

Obi-Wan  ledwo  kilka  dni  temu  opu cił  wi tyni ,  ale 

od  tego  czasu strzelano  ju   do niego z miotacza  i  usiłował 
go udusi  Hutt. Miał do czynienia z togoria skimi piratami, 
walczył  z  olbrzymimi  skrzydlatymi  smokami  i  pilotował 
wielki  transportowiec  pod  ci kim  ostrzałem.  Ale  naj-

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

13 

wyra niej to nie wystarczyło,  eby zrobi  wra enie na Qui-
Gonie. 

ałował,  e  nie  potrafi  zachowa   całkowitego  spokoju 

ducha, jak uczono go w  wi tyni. Wiedział,  e jako młody 

Jedi  powinien  ze  spokojem  przyjmowa   to,  co  niesie  ze 
sob   ycie. Ale do szału doprowadzała go sytuacja, w ja-
kiej si  znalazł. Uko czył szkolenie w  wi tyni, ale  aden 
Rycerz Jedi nie wybrał go na swojego ucznia. Kiedy sko -
czy  trzyna cie  lat,  b dzie  za  pó no.  A  to  ju   za  trzy  ty-
godnie! 

Wygl dało  na  to,  e  jego  przeznaczeniem  jest  zosta  

rolnikiem,  nie  wojownikiem  czy  Stra nikiem  Pokoju.  Obi-
Wan my lał ju ,  e zacz ł si  z tym godzi , ale nie było to 
łatwe. Czuł,  e jego przeznaczenie le y na innej drodze, 
i nic nie mógł na to poradzi . 

Wida   Qui-Gon  tak  nie  uwa ał.  Obi-Wan  uratował  mu 

ycie,  ale  rycerz  zachowywał  si   tak,  jakby  chłopiec  wy-
wiadczył  mu  po  prostu  drobn   przyjacielsk   przysług   -

pomógł  naprawi   zepsuty  zamek  czy  co   w  tym  rodzaju. 
Przyjmował lojalno  i po wi cenie Obi-Wana z uprzejm  
akceptacj , nic wi cej. 

Qui-Gon  odwrócił si  lekko i  Obi-Wan uwa nie  przyj-

rzał  si   jego  profilowi.  Wraz  ze  wiatłem  dziennym 
komnat   wypełniły  niepokój  i  zatroskanie  mistrza.  Towa-

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

14 

rzyszyły mu  od  chwili,  gdy  otrzymał  list. Qui-Gon powie-
dział,  e to pozdrowienia od starego znajomego, ale Obi-
Wan mu nie uwierzył. 

Wtem,  wci   wyglqdaj c  przez  okno,  Qui-Gon  prze-

rwał milczenie. 

- Ubieraj si . Zaraz zaczyna si  spotkanie. 

Obi-Wan westchn ł, odrzucaj c lekki koc. Przecie  na-

wet  nie  drgn ł,  a Qui-Gon  i  tak  wiedział,  e ju  nie  pi. 
Jedi zawsze wyprzedzał go co najmniej o dwa kroki. 

Dlaczego  Qui-Gon  nie  powiedział  mu,  co  si   stało? 

Chodziło  o  t   wiadomo ,  czy  mo e  po  prostu  miał  go 
dosy ? 

Obi-Wan  najch tniej  zadałby  wprost  to  pytanie.  Ale 

jedn   z  najwa niejszych  zasad  Jedi  było  nie  wypytywa  
mistrza.  W  prawdzie  kryje  si   czasem  wielka  moc,  tote  
decyzj   o  podzieleniu  si   z  kim   prawd   trzeba  podejmo-
wa  z rozwag .  Tylko  mistrz mógł rozstrzygn , czy lepiej 
b dzie j  ujawni , czy zatai . 

l  cho   raz  Obi-Wan  cieszył  si ,  e  jaka   zasada  go 

ogranicza.  Poniewa  bał  si   odpowiedzi  na  pytanie, które 
chciał zada . 

Obi-Wan wszedł za Qui-Gonem do sali konferencyjnej. 

Fakt,  e mistrz zaprosił go na spotkanie, mile go zaskoczył. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

15 

Mo e  oznaczało  to,  e  jednak  postanowił  wzi   go  na 
ucznia. 

Spodziewał  si   urz dzonej  ze  zbytkiem  komnaty,  ale 

zobaczył  tylko  kr g  poduszek  do  siedzenia,  rozło onych 
na  gołej  kamiennej  podłodze.  Bandomeer  nie  mogła  po-
zwoli  sobie na to, by imponowa  go ciom przepychem. 

Do  sali  weszła  SonTag,  gubernator  planety.  Srebrzyste 

włosy przyci ła krótko, według meeria skiej mody. Jej cie-
mne  spojrzenie  spocz ło  na  dwóch  Jedi.  Była  drobna,  jak 
wszyscy  Meerianie,  znacznie  ni sza  od  Obi-Wana.  To 
wła nie  drobna  postura  uczyniła  Meerian  znakomitymi 
górnikami. 
 

Meeria skim  gestem  wyci gn ła  przed  siebie  obie 

r ce,  wn trzem  dłoni  do  góry.  Qui-Gon  i  Obi-Wan  zrobili 
to samo. 

-  Witajcie  -  powiedziała  cicho.  Wskazała  stoj c   po 

jej lewej stronie młodsz  kobiet . Ona równie  miała skrót- 
Ok obci te jasnosrebrzyste włosy, a tak e płon ce sreber- 
nm.  blaskiem  oczy.  Stała  nieruchomo,  ale  zdawało  si ,  e 
powietrze  wibruje  od  emanuj cej  z  niej  energii.  -  To  jest 
VeerTa, dyrektor Kopalni Planetarnej. 

Jedi powitali VeerT  w ten sam sposób. Troch  ju  o niej 

wiedzieli.  Była  zagorzał   patriotk   i  odegrała  znacz c  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

16 

rol   w  utworzeniu  Partii  Planetarnej.  Celem  partii  było 
przywrócenie  yznych  niegdy   pól  Bandomeer  do  ich  po-
przedniego stanu oraz sprawowanie kontroli nad zasobami 
naturalnymi  planety.  Pierwszy  krok  miał  polega   na 
uniezale nieniu  si   od  finansowego  wsparcia  pozaplane-
tarnych  korporacji.  Aby  to  osiqgn

,  VeerTa  weszła 

w spółk  z Arconianami. 

SonTag  wskazała  go ciom  poduszki.  Sama  równie  

usiadła.  Poduszki  SonTag  i  VeerTy  uniosły  si   powoli,  a  
twarze całej czwórki znalazły si  na tej samej wysoko ci. 

-  Poprosiłam  VeerT ,  eby  do  nas  dzisiaj  doł czyła, 

poniewa   adna z nas nie wie, co s dzi  o pa skiej wizy- 
cie - zacz ła  gubernator. - Wprawdzie miło nam  pana  po- 
wita ,  musimy  jednak  przyzna ,  e  jeste my  zaskoczone. 
Wiadomo  nam,  e  Korpus  Rolnictwa  poprosił  o  pomoc.  My 
jednak tego nie zrobiły my. 

Qui-Gon spojrzał na ni  z zaskoczeniem. 

-  Ale   wi tynia otrzymała od rz du Bandomeer ofi- 

cjaln  pro b  o przysłanie Stra nika Pokoju. Mam wszy-
stkie dokumenty. 

-  Nie  podaj   tego  w  w tpliwo   -  odrzekła  stanowczo 

SonTag. - Ale nie wysyłałam takiej pro by. 

-  Bardzo dziwne - mrukn ł Qui-Gon. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

17 

-  Bez  wzgl du  na  to  cieszymy  si   e  pan  tu  jest  - 

stwierdziła  rzeczowo  VeerTa.  -  W tpi ,  czy  Korporacja 
Pozaplanetarna  da  nam  du e  pole  manewru.  Powiedzmy, 

e słynie z pozbywania si  konkurencji. 

-  Zgadzam si  z tym. Znam jej metody z własnego do- 

wiadczenia - odparł Qui-Gon. 

Powiedział  to  neutralnym  tonem,  ale  Obi-Wan  wie-

dział,  jak  dalece  Jinn  pot pia  praktyki  Korporacji.  Po  dro-
dze  na  Bandomeer  chłopiec  prze ył  wstrz s,  widz c,  jak 
otwarcie  ucieka  si   ona  do  zastraszania,  gró b  i  zwykłej 
przemocy,  by  utrzyma   posłuch  w ród  swoich  pracowni-
ków.  Hutt  Jemba  pozbawił  wtedy  grup   Arconian  bezcen-
nej  substancji,  która  utrzymuje  ich  przy  yciu.  Dał  im 
niegodziwy wybór  mi dzy  prac  dla Korporacji  a  mierci . 

miał im si  w oczy, kiedy nie mieli ju  siły si  rusza . 

-  A  zatem  rozumie  pan,  dlaczego  chciałyby my,  eby 

przy  naszych  pierwszych  rozmowach  z  Korporacj   był 
przedstawiciel  Zakonu  Jedi  -  rzekła  VeerTa.  -  Pa ska  obe- 
cno   da  nam  gwarancj   e  wszyscy  bed   przestrzega  
zasad uczciwej gry. 

Qui-Gon skin ł głow . 

-  Z  rado ci   udziel   wszelkiej  mo liwej  pomocy. 
Obi-Wan czuł narastaj ce podniecenie. Bez w tpienia 

bed  to rozmowy wielkiej wagi - stawk  była przyszło  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

18 

planety.  Poza  tym  Kopalnia  Planetarna  sprzymierzona  była 
z  Arconianami,  przypuszczalnie  wi c  b dzie  mógł  zoba-
czy  si  znowu z Clat’H  i Si Treemb , z którymi zaprzyja-

nił  si   w  czasie  podró y  na  Bandomeer.  Qui-Gon  nie 

zechce chyba, by Obi-Wan uczestniczył w negocjacjach? 

-  Mój  towarzysz  uda.si   do  Wschodniej  Strefy  Wzbo-

gacania - oznajmił Qui-Gon, wskazuj c na Obi-Wana. - 
Czy mo ecie zorganizowa  mu transport? 

Obi-Wan  prawie  nie  słuchał,  jak  SonTag  wyra a  zgo-

d .  Nad  zniech ceniem  zacz ł  bra   gór   gniew.  Qui-Gon 
zajmie  si   ratowaniem  planety,  a  on  w  tym  czasie  b dzie 
patrzył,  jak  ro nie  zielsko!  W ko cu jednak  przypadnie  mu 
robota rolnika. 

Jeszcze  przed  chwil   miał  nadziej ,  e  po  wszystkim, 

co  prze yli,  lec c  na  Bandomeer,  Qui-Gon  odwoła  jego 
pierwotn   misj .  Najwyra niej  jednak  Jinn  wci   nie  wie-
rzył,  e Obi-Wan ma szans  zosta  rycerzem. Pr dzej ode-

le go do pracy na roli, ni  uczyni swoim Padawanem! 

Obi-Wan  usiłował  pohamowa   zło .  Mistrz  Yoda  po-

wiedział  mu,  e  człowiek  cz sto  zło ci  si   nie  na  kogo , 
lecz  na  siebie.  „Musisz  zamkn   usta  i  otworzy   uszy  -
rzekł. - Wtedy usłyszysz, czego w gł bi serca pragniesz". 

No có , w tej chwili w gł bi serca pragn ł krzycze  ze 

zło ci. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

19 

Qui-Gon wyci gn ł  r ce  wn trzem  dłoni do góry  i  ob-

rócił je do dołu. Był to po egnalny gest Meerian. SonTag i 
VeerTa po egnały si  w ten sam sposób. Wygl dało na to, 

e nikogo nie obchodzi, co robi Obi-Wan, rozmy lnie wi c 

zignorował zwyczaj. 

Podobna  nieuprzejmo   stanowiła  powa ne  wykrocze-

nie u ucznia Jedi, jednak przez cał  drog  korytarzami re-
zydencji Qui-Gon nie powiedział ani słowa. 

Za  drzwiami  przystan li  na  schodach.  Obi-Wan  czuł, 

jak  powietrze  chłodzi  mu  rozpłomienion   twarz.  Czekał, 
a   Rycerz  Jedi  go  skarci.  Wtedy  b dzie  mógł  powiedzie  
mu,  e  chce zosta   w Bandorze.  Wiedział,  jakich  u y   ar-
gumentów; Qui-Gonowi b dzie potrzebna jego pomoc. 

-  Zwykle, gdy  wydaje ci  si ,  e kto   nie zwraca na  cie- 

bie    uwagi,    mylisz  si   -  powiedział  Qui-Gon,    patrz c 
w dal. - Po prostu ten kto  nie chce okazywa  swego zain- 
teresowania.  Albo  jego  my li  zaprz tni te  s   czym   istot- 
niejszym,   l   nie   jest   to   powód,   by   zachowywa    si  
nieuprzejmie. 

-Ale ja... 

-Wiem,  twoja  nieuprzejmo   wzi ła  si   z  gniewu  -

podj ł  Qui-Gon.  Jak zwykle mówił łagodnie  i cicho. - Zig-
noruj  j . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

20 

W umy le chłopca pojawiły si  gniewne słowa: „Skoro 

postanowiłe  j  zignorowa , po co w ogóle o niej wspomi-
nasz?". 

Qui-Gon spojrzał wreszcie wprost na Obi-Wana. 

-  Pod  adnym  pozorem  i  w  aden  sposób  nie  b dziesz 

próbował  miesza   si   do  mojej  misji.  Nie  podejmiesz  ad- 
nego działania bez porozumienia ze mn . 

Obi-Wan skin ł głow . 

Qui-Gon  powiódł  wzrokiem  po  kopalnianych  szybach 

Bandoru. 

-  Rzadko co  jest takie, na jakie wygl da - szepn ł. 

-  Dlatego wła nie chciałbym... - zacz ł Obi-Wan. 
-  Chod   -  przerwał  mu  surowo  Qui-Gon.  -  Pójdziemy 

po twoje rzeczy. Nie mo esz si  spó ni . 

Ruszył  szparkim  krokiem  przed  siebie.  ld cy  za  nim 

wolniej  Obi-Wan  ujrzał,  jak  w  szarym,  zimnym  powietrzu 
niknie jego szansa na zostanie Rycerzem Jedi. 

 
 
 
 
 
 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

21 

ROZDZIAŁ 4 

 

 

 

 

 

Xanatos  nie  był  łatwym  uczniem.  Cho   był 

całkiem  mały,  gdy  opuszczał  Telos,  zapami tał,  e 
pochodzi  z  wpływowej  rodziny  i  z  wpływowej  planety. 
Wykorzystywał to, by popisywa  si  przed innymi uczniami, 
z których wi kszo  nie miała tak „dobrego" pochodzenia. 

Qui-Gon  był  cierpliwy  i  tolerował  t   słabostk ; 

uwa ał,  e  to  dzieci ca  wada  charakteru,  która  zaniknie  z 
upływem czasu i w miar  nauki. Wi kszo  uczniów, którzy 
dopiero  co  trafili  do  wi tyni,  wci   jeszcze  t skniła  za 
rodzin  i za ojczystym  wiatem. Qui-Gon mówił sobie,  e w 
gruncie  rzeczy  z  Xanatosem  jest  podobnie.  A  chłopiec 
nadrabiał snobizm autentyczn  ch ci  do nauki i niezwykł  
łatwo ci ,  z  jak   przyswajał  sobie  umiej tno ci  Jedi.  Kiedy 
nadszedł  czas,  Qui-Gon  wybrał  Xanatosa  na  swojego 
ucznia-Padawana. 

Odprowadziwszy 

w ciekłego 

Obi-Wana 

do 

podstawionego pojazdu, Qui-Gon poszedł si  przej . Jego 
my li  kr yły  uparcie  wokół  porannego  spotkania.  Kto 
sfabrykował  pro b   o  interwencj   Jedi  w  sprawy 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

22 

Bandomeer?  Je eli  zrobił  to  Xanatos,  jaki  miał  w  tym  cel? 
Czy by zwabił swego byłego mistrza w pułapk ? 

Nie  znalazł  odpowiedzi  na  adne  z  tych  pyta .  Je li 

nawet  zastawiono  na  niego  jak   pułapk ,  on  jej  nie  do-
strzegał. Nie mógł przecie  powiedzie  SonTag,  e nie po-
mo e  jej  z  powodu  pewnego  tajemniczego  człowieka, 
którego znał przed laty, a który wci  mo e  ywi  do niego 
uraz .  Miał  tylko  jedno  wyj cie:  kontynuowa   swoj   misj  
na Bandomeer. Misja była czym  realnym. SonTag i VeerTa 
potrzebowały pomocy. 

SonTag zawiadomiła go,  e spotkanie z Korporacj  od-

b dzie  si   w  budynku  Kopalni  Planetarnej.  O  umówionej 
porze Qui-Gon opu cił swoj  kwater  i zobaczył id c  ko-
rytarzem w jego stron  pani  gubernator. 

-  Ciesz   si ,  e  udało  mi  si   pana  złapa   -  powie- 

działa. - Zmienili my miejsce negocjacji. My l ,  e b dzie 
lepiej dla obu stron, je li spotkamy si  na terenie neutral- 
nym. Mo e oficjalny ton rozmów sprawi,  e ich uczestnicy 
b d   bardziej uprzejmi.  -  Skrzywiła  si . - W  ka dym ra- 
zie mam tak  nadziej . 

-  l  ja  równie   -  zgodził  si   Qui-Gon.  Zwolnił,  eby 

SonTag mogła dotrzyma  mu kroku. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

23 

W  sali konferencyjnej czekała na  nich VeerTa. Ubrana 

była  w  szaroniebieski  uniform  górnika;  wygl dała  na 
zniecierpliwion . 

-  To spotkanie to strata czasu - oznajmiła  bezceremo- 

nialnie  Qui-Gonowi.  -  Korporacja  zło y  nam  par   miłych 
obietnic, po czym je złamie. 

-  Jestem tu po to,  eby do tego nie dopu ci  - odpowie- 

dział. Podobała mu si  zapalczywa VeerTa. Miał nadziej , 

e rozmowy potocz  si  pomy lnie - ze wzgl du na ni  i 

ze wzgl du na Bandomeer. 

Drzwi  otworzyły  si   i  do  sali  weszła  Clat'Ha,  dyrektor 

arco skiego przedsi biorstwa górniczego. Qui-Gon powitał 
j   skinieniem  głowy.  Kobieta  odwzajemniła  ukłon;  na 
chwil  spocz ło na nim przyjazne spojrzenie jej intensywnie 
zielonych  oczu. W  czasie  lotu  na  Bandomeer  zawarli  co  
w  rodzaju  przymierza  i  miał  nadziej ,  e  tu  nadal  b dzie 
ono obowi zywa . 

Odczekali kilka minut, ale  przedstawiciel Korporacji nie 

pojawił  si .  Hutt  Jemba  zgin ł  w  drodze  na  Bandomeer, 
nikt wi c  nie  wiedział,  kim oka e  si   nowy  przedstawiciel. 
Struktura  władzy  Korporacji  okryta  była  tajemnic .  Nie 
wiedziano nawet, kto stoi na jej czele. 

W  ko cu  zirytowana  SonTag  wskazała  na  le ce  po-

duszki. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

24 

-  Wła ciwie  mo emy  zaczyna   -  uznała.  -  Je li  pró-

buj  nas zastraszy , to ja nie dam si  na to nabra . 

Wszyscy zaj li miejsca, a poduszki uniosły si  na odpo-

wiedni   wysoko .  Clat’Ha  i  VeerTa  zacz ły  składa   Son-
Tag  sprawozdanie  z  pracy  kopalni.  Qui-Gon  słyszał  ich 
rozmow ,  ale  jego  uwag   pochłaniało  co   bardziej  istotne-
go.  Wyczuwał  w  Mocy  jakie  zawirowanie. Dostroił  si   do 
niego, niepewny, co ono oznacza. Te drobne jak zmarszczki 
na  wodzie  fale  ciemno ci  były  ostrze enie ...  ale  przed 
czym ostrzegały? 

Drzwi  otworzyły  si   gwałtownie  i  stan ł  w  nich  młody 

m czyzna  w  l ni cej  czarnej  pelerynie,  podszytej  grana-

 

tem tak ciemnym,  e te  niemal czarnym. Na jego policzku 
widniała blizna: przerwany okr g. 

Qui-Gon  i  przybysz  skrzy owali  spojrzenia.  Nast piła 

pełna  napi cia  chwila.  A  potem,  ku  zaskoczeniu  Qui-Go-
na, Xanatos u miechn ł si  rado nie. 

-  A  wi c to  jednak  ty,  stary  przyjacielu!  Nie  miałem  na 

to  liczy .  -  Xanatos  podszedł  bli ej,  przystojny,  budz cy 
respekt.  Czarne  włosy  opadały  mu  swobodnie  na  ramiona, 
niebieskie  oczy  były  równie  ciemne  jak  peleryna.  Powitał 
SonTag po meeria sku i ukłonił si . 

-  Pani  gubernator,  musz   przeprosi   za  spó nienie. 

Mój  pojazd  utkn ł  w  burzy  jonowej,  ale  zapewniam,  e 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

25 

dotarcie  na  czas  było  dla  mnie  rzecz   niezwykłej  wagi. 
Nazywam si  Xanatos i reprezentuj  Korporacj . 

SonTag uniosła dłonie w powitalnym ge cie. 

-  Widz ,  e zna pan ju  Qui-Gona. 
-  Tak, miałem to szcz cie,  e mogłem go pozna . Nie 

widzieli my si  od lat. - Xanatos ukłonił si  Rycerzowi Jedi. 

Qui-Gon  zauwa ył,  e  nie  było  w  tym  ukłonie  szyder-

stwa, jedynie szacunek. A jednak było w nim te  co , czemu 
nie ufał. 

 

-  Dostałem  twoj   wiadomo   tu   po  wyl dowaniu  - 

powiedział oboj tnym tonem. 

-  Dowiedziałem  si ,  e  oddelegowano  ci   z  Coruscant 

do  tego  zadania  -  wyja nił  Xanatos.  - Wła nie  mianowa- 
no  mnie  przedstawicielem  Korporacji,  wiedziałem  wi c,  e 
si  spotkamy, l bardzo mnie to uradowało. 

Qui-Gon 

uwa nie 

obserwował 

młodego 

człowieka.  Z  jego  słów  przebijała  szczero .  O  co  tu 
chodzi? 

Widz ,  e  mi  nie  ufasz  -  zauwa ył  Xanatos, 

przeszywaj c  Qui-Gona  przenikliwym  spojrzeniem  swych 
granatowych  oczu.  -  Wci   jeste   tak  samo  czujny.  Ale 
przecie   zdarzało  si ,  e  uczniowie  porzucali    cie k  
Jedi, nie zasługuj c sobie na twoj  nieufno ? 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

26 

-  Wiesz,  e  ka dy  ucze   mo e  odej ,  kiedy  tylko  ze 

chce  -  odpowiedział    niewzruszonym    tonem    Qui-Gon. 
-Je li odchodz  honorowo, nie rodzi si   adna nieufno . 

-  Odszedłem  honorowo.  Tak  było  dla  mnie  najlepiej, 

dla Jedi zreszt  te   -  odrzekł  cicho Xanatos.  - Okazało  si , 

e  nie  potrafi   tak  y .  A  jednak  nie  ałuj .  Nie  był  mi 

przeznaczony  los  Rycerza  Jedi.  -  U miechn ł  si   do  pozo 
stałej  trójki.  -  Ceni   sobie  szkolenie,  jakie  przeszedłem  pod 
kierunkiem   Jedi,   ale   nie  przygotowało   mnie  ono   na 
wstrz s,  jakim  był  powrót  do  zewn trznego  wiata.  Musz  
przyzna ,  e  bł dziłem  przez  kilka  lat.  Wtedy  wła nie  wi- 
działem si  z Qui-Gonem. 

„Bł dziłem"?  -  zdziwił  si   Qui-Gon.  Czy  tak  wła nie 

my lał o tym Xanatos? 

-  Ale  zmieniłem  si .  Dzi ki  Korporacji,  która  dała  mi 

szans .  -  Xanatos  pochylił  si   do  przodu,  utkwił  wzrok 
w  VeerCie.  -  Dlatego  wła nie  ci   podziwiam,  VeerTo.  Kor- 
poracja  przysyła  mnie,  ebym  ci  powiedział,  e  nie  b dzie 
przeszkadza   ci  w  realizacji  twoich  planów.  Wszyscy  sko- 
rzystamy  na  tym,  e  Bandomeer  b dzie  bogatsza,  bardziej 
stabilna.  -  Dotkn ł  r k   piersi.  - Podziwiam ci   za  to,  co 
robisz,  bo  i  ja  kocham  swoj   planet .  Telos  na  zawsze  za 
mieszkała w moim sercu. 

Spojrzał na SonTag.  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

27 

-  Mo e  je li  Korporacja  przeznaczy  dziesi  

procent  swoich  zysków  na  rekultywacj   planety,  przekona 
to pani go naszych szczerych intencjach? 

SonTag  wygl dała  na  zupełnie  oszołomion .  Qui-Gon 

wiedział,  e  nawet  dziesi   procent  zysków  Korporacji  to 
olbrzymia  suma.  A  Korporacja  nigdy  jeszcze  nie  przezna-
czyła  adnej cz ci swoich zysków na jakikolwiek szczytny 
cel. 

Za t  propozycj   musiało  kry  si  jakie  oszustwo.  Nie 

wierzył  w  jej  szczero .  Ale  te   widział,  e  Xanatosowi 
udało  si   zjedna   sobie  SonTag  i  VeerT .  Tylko  Clat’Ha 
wygl dała  na  nie  przekonan ,  ale  ona  mogła  mie   wi cej 
powodów,  by  w tpi   w  uczciwo   Korporacji;  w  ko cu 
sama miała z ni  niedawno do czynienia. 

W  tym  momencie  Xanatos  zorientował  si ,  co  sobie 

o nim my li Clat'Ha,  bo na ni  wła nie obrócił swoje prze-
nikliwe ciemnoniebieskie oczy. 

-  Zgodziłem  si   pracowa   dla  Korporacji  pod  warun- 

kiem,  e  zmieni  ona  styl  działania.  Metody  polegaj ce  na 
ograbianiu  planet  ze  wszystkiego  i  porzucaniu  ich,  gdy  s  
ju   spustoszone,  s   nie  do  przyj cia.  Nasze  post powanie 
na  Bandomeer  posłu y  za  przykład  politycznych  zmian, 
których postanowili my dokona . 

SonTag kiwn ła głow . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

28 

-  To  m dra  decyzja.  A  Bandomeer  b dzie  wdzi czna 

Korporacji za pomoc... 

Wtem sal  wstrz sn ła pot na eksplozja. VeerTa upadła 
na  podłog .  Nim  pozostali  zd yli  zareagowa ,  Qui-Gon 
zerwał si  z miejsca i chwycił miecz  wietlny. 
 

Zorientowawszy  si ,  e  wybuch  miał  miejsce  poza 

pałacem,  podbiegł  do  okna.  VeerTa  podniosła  si   i  stan ła 
obok. 

Z  pocz tku  panoram   le cego  w  dole  miasta  zupełnie 

przesłaniała wielka czarna chmura. Potem zerwał si  wiatr i 
widoczno  poprawiła si . 

Z  placu  przy  jednej  z  kopalni  wznosił  si   słup  dymu. 

Qui-Gon  ujrzał  gruz  pozostały  po  jakiej   du ej  budowli. 
Jeden  z  szybów  run ł,  drugi  sterczał  pod  niebezpiecznym 
k tem.  Teraz  na  ich  oczach  powoli  przechylił  si   jeszcze 
bardziej  i  zawalił,  niszcz c  jaki   zaniedbany  budynek, 
zapewne  kwatery  robotników.  Jedi  widział,  jak  z  ruin  nie-
zdarnie  wybiegaj   przera eni  katastrof   ludzie.  Wiedział, 

e inni zostali w  rodku, schwytani w pułapk . 

Rozległo  si   piskliwe  zawodzenie  syren  alarmowych. 

Stoj ca  za  jego  plecami  Veerta  zachwiała  si   i  chwyciła 
parapetu,  eby nie straci  równowagi. 

- To Kopalnia Planetarna - wyszeptała. 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

29 

ROZDZIAŁ 5 

 

 

To  nie ja  zacz łem  -  mówił  Xanatos  po ka dej  bójce 

mi dzy  nim  a  innym  uczniem.  W  niebieskich  oczach 
chłopca płon ły wtedy szczero  i  al. 

A Qui-Gon, jak ojciec, zawsze starał si  mu uwierzy . 

VeerTa  zacisn ła  dłonie  w  pi ci.  Krzykn ła  zdławio-

nym głosem i rzuciła si  na Xanatosa. 

Nikt  nie  zauwa ył,  eby  Qui-Gon  si   poruszył,  ale  na-

gle  Jedi  stan ł  jakim   cudem  jej  na  drodze  i  powstrzymał 
j .  Atakowanie  Xanatosa  nie  miało  sensu.  Qui-Gon  wie-
dział  -  z  własnego  do wiadczenia  -  jaki  niebezpieczny 
i nieprzewidywalny potrafi by  w walce. 

VeerTa  usiłowała  si   wyzwoli   z  jego  elaznego 

u cisku. 

-  Wy  to  zrobili cie!  -  Krzykn ła  do  Xanatosa.  -  Zapła-

cicie za to!   

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

30 

Obok  stan ła  Clat'Ha.  Na  zewn trz  wydawała  si  

opanowana,  w  jej  oczach  wida   było  tak   sam   jak  u 
VeerTy w ciekło . 

-  Oczywi cie,  e  to  oni  zrobili  -  stwierdziła  pogardli- 

wie. - To do nich pasuje. Tchórze! 

Xanatos pobladł. 

-  Zapewniam,  e Korporacja nie  miała z  tym  nic  wspól- 

nego. Jestem pewien,  e zostanie to udowodnione... 

-  Do   tych  kłamstw!  -  krzykn ła  VeerTa.  Ponownie 

spróbowała go zaatakowa . 

-  Zachowajmy  spokój  -  powiedziała  z  naciskiem  Son- 

Tag. - VeerTo, idziemy do kopalni. Kto  tam na pewno po- 
trzebuje pomocy. 

-  Górnicy... - j kn ła VeerTa i wybiegła z sali. 

 

Qui-Gon ogl dał ju  kiedy  skutki wybuchów. Zawsze 

był  to  okropny  widok:  mier ,  okaleczone  ciała,  rozpacz. 
Krew zmieszana z popiołem  i łzami. Nie wiedział,  dlacze-
go  wła nie  ta  tragedia  wydaje  mu  si   gorsza  od  innych. 
Mo e  dlatego,  e  górnicy  wykuli  t   kopalni   w  ywej 
skale;  pracowali  wła ciwie  bez  wynagrodzenia  i  nie  mieli 
zbyt wielkiej nadziei na przyszło , któr  zreszt  z trudem 
tylko mogli sobie wyobrazi . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

31 

Ciała  układali  na  placu.  Qui-Gon  niestrudzenie  wynosił 

z  ruin  kolejne  ofiary.  Czterdziestu  górników  zostało  pod 
ziemi ; akcja ratunkowa była trudna i ryzykowna. 

Ładunek  odpalono  w  jednym  z  tuneli.  Główny  budynek 

zarz du  został  całkowicie  zniszczony,  podobnie  jak  znaj-
dujqce  si   obok  kopalni  domy  mieszkalne.  Zanim  przenie li 
rannych do o rodków medycznych, zd yło si   ciemni . 

Wreszcie  sko czyli;  nic  wi cej  nie  mogli  zrobi . 

Clat'Ha  zawołała  Qui-Gona  do  jednego  z  ocalałych  bu-
dynków,  eby co  zjadł i odpocz ł. Doł czył przy stole do 
niej  i  VeerTy,  ale  byli  zbyt  zm czeni  i  przygn bieni,  by 
tkn  jedzenie. 

-To  koniec  naszych  marze   -  powiedziała  VeerTa. 

Twarz miała brudn  od ziemi i błota. 

-  Nieprawda  -  sprzeciwiła  si   łagodnie  Clat'Ha.  -  Oni 

tego wła nie chc , ale my wszystko odbudujemy. 

Drzwi  otworzyły  si   i  do  rodka  weszła  SonTag.  Ona 

tak e pomagała tego  dnia w akcji ratunkowej. Jej czerwo-
no-złoty strój był brudny i zachlapany krwi . 

-  Znamy  ju   przyczyn   wybuchu  -  oznajmiła  cichym 

głosem.  - To  nie  Korporacja. W tunelu  na  ni szym pozio- 
mie zebrał si  gaz. 

VeerTa uniosła si  z miejsca. 

-  Niemo liwe! - zawołała. - Przecie  mamy czujniki... 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

32 

-  Czujnik  nie  zadziałał  -  wyja niła  SonTag.  -  Zwykła 

awaria. In ynierowie s  o tym przekonani. 

Clat'Ha i VeerTa spojrzały na ni  z niedowierzaniem. 

-  A  wi c to nasza wina? - spytała  bezbarwnym  głosem 

VeerTa. 

-  Obawiam  si ,  e  na  to  wygl da 

odparła  guberna- 

tor.  -  Czy  to  mo liwe,  eby  czujnik  został  celowo  uszko- 
dzony? 

VeerTa zaprzeczyła ruchem głowy. 

-  Kopalnia  jest  pod  stra   dwadzie cia  cztery  godziny 

na dob . 

SonTag rozło yła r ce w ge cie bezradno ci. 

-  W  górnictwie  trzeba  si   liczy   z  usterkami  technicz- 

nymi. 

Qui-Gon nie był jednak taki pewien, czy SonTag ma ra-

cj . Co  si  tu nie zgadzało. 

Zapukano  do  drzwi.  To  jeden  z  górników  przyszedł 

przekaza   SonTag  jaki   list.  Przeczytała  go  i  zgniotła 
w dłoni. 

-  Zła wiadomo ? - spytała Clat'Ha. 
-  Nie,  po  prostu  zaskakuj ca  -  powiedziała  wolno 

SonTag.  -  Xanatos  zaproponował  pomoc  Korporacji  przy 
odbudowie  kopalni.  Pieni dze,  roboty,  co  tylko  zechcemy, 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

33 

i  zakwaterowanie  robotników,    którzy  stracili  dach    nad 
głow , w budynkach Korporacji. 

-  Wi c  jednak  nie  kłamał  -  stwierdziła  ze  zdziwieniem 

VeerTa. 

Qui-Gona  zaniepokoiła  ta  wiadomo .  Uznał,  e  je li 

to  pułapka,  jest  ona  kosztowna  i  niezwykle  wymy lna. 
Czy by  dla  Xanatosa  stawka  była  a   tak  wysoka?  Chyba 
nie  zadałby  sobie  tyle  trudu  tylko  po  to,  eby  si   na  nim 
zem ci . 

Miejsce  rozmów  zmieniono  w  ostatniej  chwili.  Główny 

budynek  został  całkowicie  zniszczony.  Gdyby  nie  to,  e 
SonTag zmieniła zdanie, wszyscy ju  by nie  yli. 

Xanatos  grał  w  jak   gr .  Qui-Gon  ałował  tylko,  e 

nie wie, co jest jej celem. 

Pewien  był  tylko  jednego:  w  przypadku  Xanatosa  gry 

nie miały  adnych zasad. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

34 

ROZDZIAŁ 6 

 

 

 

Obi-Wan  si   nudził.  Pomy lał,  e  je li  b dzie  musiał 

zrobi  jeszcze jedn  Tras  Zarodnikow , zacznie krzycze . 
Wiedział,  e  Korpus  Rolnictwa  ma  wa ne  zadanie  do 
wykonania. Ale co on tutaj robi? 

Po rodku  brunatnego,  spieczonego  sło cem  pustkowia 

Korpus  wybudował  gigantyczn   budowl   w  kształcie 
kopuły.  Wokół  niej  stały  laboratoria  naukowe  i  kwatery 
pracowników.  Do  laboratoriów  i  pomieszcze   administra-
cyjnych  wchodziło  si   z  samej  kopuły.  Wszyscy  tu  praco-
wali  dla dobra  planety. Nikomu  z zewn trz nie  pozwalano 
na  kontrolowanie  prowadzonych  tutaj  bada ,  a  dokony-
wane  odkrycia  nie  były  wykorzystywane  do  celów  komer-
cyjnych. 

Obi-Wan  byłby  nawet  zainteresowany  działalno ci  

Strefy,  gdyby  jego  przewodnik,  Meerianin  imieniem  Ron-
Tha,  nie  okazał  si   najnudniejsz   istot ,  jak   spotkał  w  y-
ciu.  RonTh   fascynowały  takie  rzeczy,  jak  szczepki  czy 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

35 

kiełkuj ce  nasiona.  Potrafił  godzinami  mówi   o  nich  mono-
tonnym, bezbarwnym głosem, l mówił. 

Jedynym promykiem sło ca w tym wszystkim było to,  e 

Obi-Wan  miał  spotka   si   ze  swoim  przyjacielem  Si  Tre-
emb ,  Arconianinem,  którego  poznał  w  drodze  na  Bando-
meer. 

Arconianie przychodzili  na  wiat w gniazdach i wycho-

wywali  si   w  zwartych  społeczno ciach.  Nie  mieli  zbyt 
wysoko rozwini tego poczucia własnej to samo ci i rzadko 
zawierali  znajomo   z  obcymi.  Jednak  Si  Treemb  
poł czyła  z  Obi-Wanem  silna  wi   przyja ni.  Razem 
walczyli  z  Huttami  i  togoria skimi  piratami.  Decyzja,  by 
stan   po  stronie  Obi-Wana  przeciwko  przywódcom  Kor-
poracji, niemal kosztowała Arconianina  ycie, ale to dzi ki 
niej Si Treemba odkrył,  e jest odwa ny. 

Obi-Wan  ruszył  w  stron   budynku  administracyjnego, 

gdzie  miał  si   spotka   z  RonTh   i  Si  Treemb .  Zobaczył 
czekaj cego  ju  na  niego  przyjaciela  i podbiegł, by si  
z nim przywita . 

-  Dobrze  ci   znów  widzie ,  przyjacielu  -  powiedział, 

ciskaj c  obie  r ce  Si  Treemby.  Arconianin  miał  silne,  w - 
owate ciało o szczupłych r kach i nogach. 

-  Radujemy  si   wielce  ze  spotkania  z  tob ,  Obi-Wanie 

-  odpowiedział  Si  Treemba;  w  jego  du ych,  jarz cych  si  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

36 

wewn trznym  blaskiem  oczach  wida   było  zadowolenie. 
Arconianie  rzadko  u ywali  pierwszej  osoby  liczby  poje- 
dynczej, a wła ciwie prawie nigdy. 

Clat'Ha przysłała tu Si Treemb ,  eby nadzorował badania 
Korpusu  nad  daktylitem.  Arconianie  potrzebowali  tego 

ółtego kryształu do  ycia, a Korpus pracował nad metod  

dodawania  go  do  niektórych  produktów  ywno ciowych. 
Podró uj cy  samotnie  osobnik  tej  rasy  był  czym  
niezwykłym,  ale  te   Si  Treemba  był  niezwykłym  Arconiani-
nem. Clat'Ha wiedziała,  e mo e na nim polega . 

Podszedł  do  nich  RonTha.  Sprawdził  co   na  ekranie 

elektronicznego notesu. 

-  Dzi   czeka  nas  obchód  północnej  cz ci  kopuły  -

oznajmił  swoim  bezbarwnym  głosem.  -  Obejrzymy  wiele 
fascynuj cych  do wiadcze   przeprowadzanych  na  nasio-
nach.  Trzymajcie  si   cały  czas  blisko  mnie  i  niczego  nie 
dotykajcie. 

RonTha  poprowadził  ich  w  gł b  budowli.  O wietlało  j  

sztuczne  sło ce,  a  wła ciwie  umieszczony  wysoko  w  skle-
pieniu  bardzo  silny  reflektor.  Na  zewn trz  rozci gało  si  
rozległe  brunatne  pustkowie,  tu  jednak  zewsz d  otaczało 
ich  szeleszcz ce  zbo e  i  zielona  trawa.  Wokół  krz tali  si  
ogrodnicy nios cy jakie  sadzonki i pojemniki z nasio- 

nami. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

37 

Oszołomieni  wiatłem i gor cem, Obi-Wan i Si Treemba 

szli  za  RonTh ,  który  wymieniał  przeprowadzane  pod 
kopuł  eksperymenty. 

-  Od  tego  całego  gadania  o  jedzeniu  robimy  si   głodni 

- szepn ł do Obi-Wana Si Treemba. 

-  Jeszcze  jak  -  zgodził  si   Obi-Wan.  Przełkn ł  lin , 

widz c  przed  sob   zagajnik,  a  wła ciwie  sad.  Na  poskr - 
canych  gał ziach  drzew  wisiały  du e  złociste  owoce.  Były 
tak blisko,  e mogliby je zerwa . 

Niedu e  urz dzenie  elektroniczne  u  pasa  RonThy  za-

cz ło migota . Przewodnik wył czył je. 

-  Wzywaj   mnie  do budynku zarz du -  wyja nił. - Mo- 

ecie rozejrze  si  po okolicy, je li chcecie, tylko nie schod -

ci  ze  cie ki, l niczego nie dotykajcie! - przypomniał i 
odszedł szybkim krokiem. 

Obi-Wan przyjrzał si  owocom. 

-  My lisz,  e  kiedy  mówił,  eby  niczego  nie  dotyka , 

miał na my li owoce? - zapytał Si Treemb . 

Arconianin zakołysał nerwowo trójk tn  głow . 

-  Trudno powiedzie . 
-  Eee,  chyba  nie.  -  Obi-Wan  rozejrzał  si   i  szybko 

si gn ł  po  ółty  owoc.  Rzucił  go Si  Treembie,  po  czym zer- 
wał drugi dla siebie. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

38 

-  Naprawd   nie  powinni my  tego  robi   -  powiedział  Si 

Treemba, wbijaj c z by w owoc. 

-  Mmmm.  -  Zaj ty  jedzeniem  Kenobi  machn ł  tylko  le- 

kcewa co r k . 

Mi sz  był  słodki  i  soczysty,  ale  miał  te   kwaskowaty 

posmak.  Był  to  najpyszniejszy  owoc,  jaki  zdarzyło  mu  si  
skosztowa . 

-  Poszukajmy  lepiej  miejsca,  gdzie  nie  rzucaliby my  si  

w oczy i mogliby my zje  w spokoju - podsun ł. 

W  tej  samej  chwili  Si  Treemba  usłyszał  odgłos  kroków. 

Wymienili  pełne  poczucia  winy  spojrzenia  -  obaj  mieli 
pełne  usta.  Obi-Wan  skin ł  głow ,  pokazuj c,  eby  scho-
wali si  za drzewami. 

W  polu  widzenia  pokazało  si  kilku  ogrodników z ko-

szami. Szli w kierunku sadu. 

-Oho  -  szepn ł  Obi-Wan.  -  Lepiej  zabierajmy  si  

st d.  -  Nie  chciał,  eby  jego  misja  wp dziła  go  w  kłopoty 
natury  dyscyplinarnej.  Miał  ju   do   problemów  w  czasie 
lotu z Coruscant na Bandomeer. 

-  Ej! - zawołał jeden z ogrodników. - Wy dwaj! 

Si  Treemba  zakrztusił  si   i  upu cił  owoc.  Zacz ł 

ucieka ,  ale  si   potkn ł.  Obi-Wan  pomógł  mu  wsta   i  ra-
zem  pop dzili  przez  sad.  Wypadli  na  pole  i  Obi-Wan 
wepchn ł Si Treemb  w wysokie zbo e. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

39 

-  B dziemy  musieli    przedosta   si   na  drug     stron  

pola, na główn   cie k  - wysapał. 

Biegli  wzdłu   rz dów  kłosów,  szukaj c  wyj cia.  Pole 

było znacznie wi ksze, ni  im si  z pocz tku zdawało. Wi-
dzieli  tylko  ziele   otaczaj cej  ich ro linno ci  i bł kit  sztucz-
nego  nieba  nad  głow .  Wreszcie  wypadli  na  otwart  
przestrze . Obi-Wan po lizgn ł si  na czym  wilgotnym i 
błotnistym,  stracił  grunt  pod  nogami  i  upadł.  Si  Treemba 
poleciał  za  nim.  Co   ochlapało  im  twarze  i  ubrania  i  wre-
szcie wyl dowali na wielkiej kupie jakiej  mazi. 

-  Co  tak  mierdzi?  -  spytał  Si  Treemba,  ocieraj c  oko. 

- Gorzej ni  bantha w upalny dzie . 

-  Chyba  nawóz  -  j kn ł  Obi-Wan,  wygrzebuj c  si  

z  kompostu.  Rozejrzeli  si   dookoła.  Za  nimi  rosło  zbo e; 
przed sob  mieli goł   cian . 

Co  w tej  cianie niepokoiło Obi-Wana. Była wysoka i 

bardzo  gładka,  a  kawałek  za  gór   nawozu  zakrzywiała 
si  i znikała z pola widzenia. 

Podszedł  bli ej  i  przyło ył  do  niej  r ce.  Powierzchnia 

była  chłodna  jak  metal.  Kiedy  cofn ł  r ce,  ujrzał  ze  zdzi-
wieniem,  e pod jego dotykiem  ciana stała si   na moment 
przezroczysta.  Trwało  to  tylko  ułamek  sekundy  -  za  krótko, 

eby zdołał zajrze  do  rodka. 

Co ty wyprawiasz? - zapytał niecierpliwie Si Treemba

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

40 

i  wydał  arco ski  syk  oznaczaj cy  niepokój.  -  Chod ,  bo  je-
szcze umrzemy tu od tego smrodu. 

Nie  zauwa ył,  co  si   stało  ze  cian .  Mo e  wi c  cho-

dziło o Moc? 

-  Chwileczk   -  powiedział  Obi-Wan.  -  Wydaje  mi  si , 

e jest st d inne wyj cie. 

Ostro nie powiódł dło mi wzdłu   ciany, obserwuj c j  

uwa nie,  usiłuj c  trafi   na  wła ciwe  miejsce  i  ponownie 
zobaczy  przebłysk przejrzysto ci. Nie zetkn ł si  dot d z 
metalem,  który  by  tak  reagował.  Wreszcie  znalazł  to, 
czego  szukał  -  szczelin   w  cianie.  Przebiegł  po  niej  pal-
cem. Drzwi. 

Przyło ył  do  nich  dłonie  i  skupił  si   na  otaczaj cej  go 

energii  ycia:  zbo a,  owoców,  ludzi  -  całej  tej  przebogatej 
organicznej wyspy, jak  było wn trze kopuły. 

Nagle cała  ciana zrobiła si  przezroczysta. Si Treemba 

a   si   zachłysn ł.  Odgrodzona  przestrze   ci gn ła  si   a  
do  zewn trznej  ciany  kopuły.  W  rodku  Obi-Wan 
zobaczył  worki  z  nawozem  i  ró nej  wielko ci  dziwne 
skrzynie. 

-  To  tylko  magazyn  -  zauwa ył  szczerze  rozczarowany 

Si Treemba. 

Pomieszczenie  wygl dało  całkiem  niewinnie.  Czemu 

wi c  było  tak  przemy lnie  ukryte?  Obi-Wan  zr cznie 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

41 

pchn ł  drzwi.  Usłyszał  cichy  elektroniczny  sygnał  i  drzwi 
otworzyły si  przed nim. 

Si  Treemba  ponownie  zasyczał  nerwowo.  Zamrugał  ja-

snymi,  wiec cymi oczyma. 

     - Jeste  pewien,  e powinni my tam wchodzi ? 

-  Ty  zosta   -  polecił  chłopiec.  -  Uwa aj, czy  kto   nie 

idzie. Zaraz wracam. 

Ledwo  wszedł  do  magazynu,  ciany  na  powrót  straciły 

przezroczysto ,  zupełnie  jakby  znalazł  si   we  wn trzu 
białego  sze cianu.  Schylił  si ,  eby  obejrze   nalepki 
na skrzyniach. Były to czarne trójk ty z hologramem w 
kształcie statku kosmicznego orbituj cego wokół czerwonej 
planety. 

Obi-Wan  natychmiast  rozpoznał  ten  symbol  -  Korpora-

cja  Pozaplanetarna.  Pochylił  si ,  eby  przeczyta   oznako-
wanie  na  bocznej  cianie  skrzyni.  Przesuwał  si   od  jednej 
do  drugiej,  czytaj c  etykiety.  Materiały  wybuchowe.  Turbo-
wiertła. Detonatory. Narz dzia do dr enia tuneli. Granaty 
biotyczne.  Sprz t  górniczy.  Ale  przecie   znajdowali  si   na 
chronionym  obszarze,  na  terenach  Korpusu  Rolnictwa, 
któremu  absolutnie  nie  wolno  było  anga owa   si   w  adne 
przedsi wzi cia  nastawione  na  zysk.  Czy by  kto   z  jego 
pracowników był w zmowie z Korporacj ? 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

42 

-  Po piesz  si ,  Obi-Wan!  -  zawołał  Si  Treemba.  -  Cu- 

chniemy obrzydliwie! Chcemy wzi  prysznic! 

Obi-Wan  zobaczył  w  k cie  jeszcze  jedn   niedu  

skrzynk ,  która  poprzednio  uszła  jego  uwagi.  Nie  miała 
etykiety,  tylko  słu cy  za  zamek  metalowy  symbol:  prze-
rwany okr g. 

Uznał,  e  na  razie  zobaczył  do .  Wymijaj c  skrzynie, 

podszedł do drzwi. 

-  No i co? - dopytywał si  Arconianin. 
-  Schowek  Korporacji  -  odpowiedział  Obi-Wan.  -  Kor- 

poracja co  knuje. 

Zielonkawa  skóra  Si  Treemby  pobladła,  przybieraj c 

matowoszary odcie . 

-  Tutaj? Przecie  nie ma tu wst pu. 
-  A  od  kiedy  to  zakazy  co   dla  niej  znacz ?  -  spytał 

pos pnie  Obi-Wan.  -  Wracajmy.  B d   musiał  porozumie  
si  z Qui-Gonem. 

 

*  *  * 

 

-  Chcesz  powiedzie ,  e  nie  masz  zamiaru  nic  zrobi ? 

-  upewnił  si   Obi-Wan.  Przed  nim  chwiał  si   miniaturowy 
hologram Qui-Gona. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

43 

-  Nic  nie  mo na  zrobi  -  rzekł  Qui-Gon.  -  Mówisz,  e 

ciana zrobiła si  przezroczysta pod wpływem Mocy? 

-  W  yciu  czego   takiego  nie  widziałem  -  odparł  Obi 

-Wan. - A ty? 

Jedi zignorował jego pytanie. 
-To  interesuj ca  informacja,  nic  wi cej.  Tak  naprawd  

nie  ma  adnego  dowodu  na  to,  e  Korporacja  wtr ca  si  
do bada  Korpusu. 

Obi-Wan miał ochot  zawy  ze zło ci. 

-  Ona  tam  w  ogóle  nie  ma  wst pu!  Powinienem  wróci  

do  Bandoru.  Korporacja  co   szykuje...  jak   du   akcj . 
Musimy to zbada ! 

-  Wr cz  przeciwnie  -  odpowiedział  rzeczowym  tonem 

Qui-Gon.  -  Masz  zadanie  do  wykonania:  sporz dzi   ra- 
port z pracy Korpusu Rolnictwa. 

A  co  z  tym  przerwanym  okr giem  na  skrzynce?  -  do- 

pytywał si  chłopiec. 

-  Obi-Wanie,  wykonuj  polecenia  -  upomniał  go  suro- 

wo Jinn.  - Je li trafisz na  dowody  jakich   wykrocze ,  skon- 
taktuj  si   ze  mn   natychmiast.  Nie  podejmuj  samodzielnie 

adnych działa . 

-  Qui-Gonie... 
-  Słyszałe , co powiedziałem? 
-  Słyszałem - odparł niech tnie Kenobi. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

44 

-  No  wła nie.  Musz   ju   niestety  ko czy .    Informuj 

mnie o wszystkim. 

Hologram  zamigotał  srebrzy cie  i  znikn ł.  Obi-Wan 

patrzył  w  miejsce,  gdzie  przed chwil   unosił  si   w  powie-
trzu  wizerunek  Qui-Gona.  Jedi  po  raz  kolejny  zatrzasn ł 
mu drzwi przed nosem. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

45 

ROZDZIAŁ 7 

 

 
 

Kiedy  okr g  był cały.  Kiedy   wszystko  było  takie,  jakie 

si  wydawało. Kiedy  nie było  adnych tajemnic. 

Przerwany  okr g.  Czy  Obi-Wan  si   pomylił?  Czy  te  

mo e  Xanatos  rzeczywi cie  miał  co   wspólnego  z  Korpu-
sem Rolnictwa? 

Nie  mógł  powiedzie   chłopcu,  o  co  chodzi.  Obi-Wan 

za dałby  odpowiedzi,  których  Qui-Gon  nie  miał  ochoty 
udziela . Lepiej nie wraca  do przeszło ci. 

Poza tym chłopiec powinien nauczy  si  cierpliwo ci. 

Qui-Gon  ruszył  w  stron   Kopalni  Planetarnej.  Zdumie-

waj ce,  ile  tu  ju   zrobiono  od  wybuchu.  Według  planu  ko-
palnia  miała  by   gotowa  do  pracy  za  tydzie .  Korporacja 
dotrzymała  obietnicy  i  przysłała  pieni dze  i  roboty.  Te 
ostatnie usun ły  ju  gruz z tuneli  i  teraz  podpierały  zagro-

one stropy. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

46 

Z  drugiej  strony  placu  pomachała  do  niego  Clat’Ha. 

Szła  z  robotnikami  pod  ziemi .  Od  wybuchu  prawie  nie 
spała i nie jadła. 

Qui-Gon otworzył drzwi do prowizorycznego biura - 

postawionego  napr dce  metalowego  baraku.  Przy  monito-
rze  pozwalajqcym  nadzorowa   przebieg  operacji  sie-
działa VeerTa. Kiedy  okr ciła si   na  krze le,  zauwa ył  na 
jej twarzy podniecenie. 

-  Dobre  wie ci  -  oznajmiła  ciszonym,  podekscytowa- 

nym      głosem.      -      Eksplozja  wy wiadczyła      nam  wielk  
przysług ,   Qui-Gonie.   Wybuch   miał   miejsce   bardzo 
gł boko  pod  ziemi ,  pod  naszymi  tunelami.  Dzi ki  niemu 
odkryli my  ył  jonitu. 

Qui-Gon  był  pod  wra eniem  tej  informacji.  Jonit  był 

jednym z najcenniejszych minerałów w galaktyce. 

-  Wiesz,  co  to  znaczy?  Nikt  jeszcze  nie  znalazł  jonitu 

na  Bandomeer.  Ilo ci  ladowe,  owszem.  Ale  wydobywa  si  
tu  głównie  lazuryt.  -  VeerTa  pochyliła  si   do  przodu,  nie 
odrywaj c  od  niego  wzroku.  -  Kopalnia  Planetarna  b dzie 
jedynym  dostawc .  Potencjalne  zyski  s   ogromne.  Powinno 
wystarczy  na rekultywacj  całej planety. 

-  Dobre  wie ci  -  zgodził  si   ostro nie  Qui-Gon.  Odkry- 

cie cennego minerału to jedno, panowanie nad tym, kto go 
wydobywa, to drugie. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

47 

-  Ju   widzisz  trudno ci  -  zauwa yła  przytomnie  Veer- 

Ta.  - A  wi c b dzie  trzeba  zachowa   to  w tajemnicy.  Nie 
powiedziałam   nawet   członkom   zarz du.   Wie   tylko 
Clat'Ha.  Je li  Korporacja  si   dowie,  z  łatwo ci   wyeliminu- 
je  nas  z  interesu  i  sama  poło y  łap   na  tej  yle.  Wybuch 
zniszczył  wszystkie   nasze  zapasy  lazurytu.   Formalnie 
bior c, spotkało nas bankructwo. 

-  Jakie s  wasze plany? - spytał Qui-Gon. 
-  Dzi ki Korporacji mamy pieni dze - odpowiedziała 

VeerTa.  -  Co  prawda,  dała  je,  eby  pomóc  nam  w  odbu-
dowie  i  w  ten  sposób  pozyska   sobie  nasze  zaufanie.  Ale 
mo emy  je  wykorzysta   do  wydobywania  jonitu.  Potrzebu-
jemy tylko kilku tygodni, aby pu ci  wszystko w ruch. Potem 
Korporacji nie uda si  ju  nas powstrzyma . 

W  oczach  VeerTy  płon ła  determinacja.  Qui-Gon  po-

zwolił,  by  udzielił  mu  si   jej  entuzjazm.  Ale  jednocze nie 
usiłował  zgadn , dlaczego VeerTa dopuszcza go  do taje-

mnicy. Czekał; wiedział,  e usłyszy wi cej

-  Poka   ci,  co  znale li my  -  powiedziała  VeerTa, 

wstaj c. 

Poszedł za ni  do kopalni. Dała mu ochronny kask i za-

prowadziła do południowego szybu windy. 

-  Rejon K jest bezpieczny - zapewniła. - Udało nam si  

ju   umocni   stropy  na  poziomie  szóstym.  Ze  wskaza   czuj- 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

48 

ników wynika,  e to wła nie pod nim  biegnie ta nowa  yła. 
Tak gł boko jeszcze nie kopali my. 

„K-7,  poziom  6".  Zaskoczony  Qui-Gon  spojrzał  na pa-

nel  sterowania  wind .  W  miar   jak  zje d ali  coraz  ni ej, 
zapalały  si   na  nim  kolejne  lampki.  Poziom  10.  Poziom  9. 
Poziom 8. Poziom 7... 

Nocny koszmar powrócił z cał  swoj  mroczn  sił . 
Czy  jest  co   takiego  jak  poziom  5?  -  Zapytał. 
VeerTa pokr ciła głow . 
-  Nasza  technologia  nie  pozwala  zej   tak  nisko.  To  za 
blisko  płaszcza  planety  Korporacja  dysponuje  takimi 
rozwi zaniami  technicznymi,  ale  gdyby my  chcieli  wykupi  
od  nich  prawa,  daliby my  im  zna ,  e  co   si   wi ci. 
Liczymy na to,  e wystarczy nam jonit z poziomu szóstego 
Kontrolka  przy  napisie  „Poziom 

6" 

rozbłysła  i  kabina 

stan ła. 

Qui-Gon wyszedł z windy i ju  miał ruszy  w lewo, kiedy 

VeerTa powstrzymała go: 

-  Tam tunel jest zupełnie zablokowany. 

Przestawiła umieszczony obok drzwi wył cznik i zapaliły 

si   wpuszczone  w  kamienn   cian   wiatła.  Qui-Gon 
zobaczył,  e  korytarz  jest  w ski  i  nisko  sklepiony,  a  rod-
kiem  podłogi  biegnie  pneumatyczna  szyna.  Kawałek  dalej 
skr cał  w  lewo  i  nikn ł  w  atramentowych  ciemno ciach. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

49 

Odbite od granatowych skał  wiatło było blade i miało lekko 
niebieskawy odcie ; sprawiała to obecno  lazurytu. 

-  Clat'Ha  i  ja  zjechały my  na  dół,  eby  obejrze   znisz- 

czenia - ci gn ła  VeerTa.  - Szyb  windy  w  północnym  tune- 
lu  został  uszkodzony,  ale  za  kilka  dni  powinien  by   na 
chodzie. Najpierw musimy odblokowa  ten tunel. 

Skr ciła  w  prawo  i  poprowadziła  go  w  gł b  kopalni, 

do  miejsca,  gdzie  drog   zagradzał  stos  kamieni,  a 
w podło u tunelu ział otwór powstały w wyniku eksplozji. 

-  Wybuch  musiał  zapocz tkowa   reakcj   gazów  ze- 

branych  pod  tym  poziomem  -  wyja niła.  -  W  tym  miejscu 
gaz  przebił  si   wy ej.  -  Schyliła  si ,  podniosła  z  ziemi 
odłamek  i  zarysowała  go  paznokciem.  Qui-Gon  zobaczył 
przy miony  srebrzysty  poblask.  -  Clat'Ha  zauwa yła  ten 
efekt,  wi c  zabrały my  troch   materiału  do  zbadania. 
Miała  przeczucie  i  nie  pomyliła  si .  Jonit.  Spu cili my  czuj- 
niki,  eby sprawdzi , ile go jest. 

-  B dziecie  musieli  uwa a   -  rzekł  Qui-Gon.  -  Je li  Xa- 

natos si  dowie... 

VeerTa kiwn ła głow . 
-  Dlatego  wła nie  ci   potrzebujemy.  Chcieliby my,  e 

by   został  członkiem  zarz du  Kopalni  Planetarnej.  Wtedy 
Korporacja  nie  o mieli    si   z  nami  zadrze ;  musiałaby 
wyst pi  przeciwko Jedi. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

50 

Qui-Gon  zacz ł  kr ci   głow ,  zanim  jeszcze  Meerian-

ka sko czyła mówi . 

-  Rycerzom  Jedi  nie  wolno  anga owa   si   w  adne 

przedsi wzi cia  przynosz ce  zysk.  Nie  mo emy  czerpa  
dochodów  z  ochrony,  jak   zapewniamy  innym.  To  niewzru- 
szona zasada. 

-  Ale   pomy l,  ile  by  ci  to  przyniosło  pieni dzy!  -  od- 

powiedziała  natarczywym  tonem  VeerTa.  -  Nie  musiałby  
przecie   zatrzymywa   ich  dla  siebie.  Mógłby   ofiarowa   je 
na jaki  szczytny cel. 

-  Przykro  mi,  VeerTo  -  powiedział  stanowczo  Qui-Gon. 

-  Pomog ,  na  ile  zdołam.  Ale  w  tej  sprawie  nie  licz  na 
mnie. 

VeerTa  wygl dała  na  zawiedzion .  Najwyra niej  nie 

rozumiała, na czym polega rola Rycerzy Jedi. 

-  A  wi c  b dzie  mi  to  musiało  wystarczy   -  stwierdziła. 

Powiodła  wzrokiem  po  sztolni  i  oczy jej zabłysły.  - To  na- 
sza przyszło . Modl  si ,  eby si  nam udało. 

-  Zrobi  wszystko, co w mojej mocy,  eby tak si  stało - 

zapewnił  Qui-Gon.  Co   mu  mówiło,  e  nie b dzie  to  łatwe 
zadanie. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

51 

ROZDZIAŁ 8 

 

 

Obi-Wan  zrelacjonował  Si  Treembie  rozmow   z  Qui--

Gonem.  Arconianin  kiwn ł  głow ,  jakby  si   tego 
spodziewał. 

-  Clat'Ha  powiedziałaby  to  samo-  stwierdził.  -  Potrze- 

ba nam wi cej dowodów. 

-Tak  wła nie  sobie  pomy lałem  -  powiedział  Obi-

Wan. 

Si Treemba kaszln ł nerwowo. 

-  Kiedy ostatni raz widziałem u ciebie taki błysk w oku, 

wyl dowali my w huttyjskim wi zieniu. 

-  Spokojnie  -  powiedział  Obi-Wan.  -  Po  prostu  b - 

dziemy mieli dzi  w nocy magazyn na oku. Zrobimy sobie 
mały  spacer  po  Strefie  i zaw drujemy  w  t   okolic .  Co  tu 
mo e nie wypali ? 

-  Wszystko - j kn ł Si Treemba. 

 

Obi-Wan  i  Si  Treemba  wyci gn li  si   płasko  pomi dzy 

dwoma rz dami kłosów na skraju pola.  eby si  zamasko- 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

52 

wa  i nie zmarzn , naci gn li na głowy zielon  brezen-
tow  płacht . 

-Wła ciwie mo esz si  przespa  - zaproponował Obi-

Wan. - B d  czuwał pierwszy. 

-  Skoro  tak  mówisz  -  wymamrotał  Si  Treemba. 
Zamkn ł oczy i po chwili zacz ł wydawa  normalny 

u  pi cego  Arconianina  d wi k,  przypominaj cy  poci ga-
nie nosem. 

Z  pocz tku  obserwowanie  magazynu  wywoływało 

u Obi-Wana dreszcz emocji, ale ju  po godzinie i jemu za-
cz ły zamyka  si  oczy. Nie wolno mu było zasn ! Posta-
nowił,  e wybierze si  na rekonesans; to go obudzi. 

Wy lizgn ł  si   na  otwart   przestrze ,  wstał,  otrzepał 

si   i ruszył w  stron  drzwi do schowka.  Chciał jeszcze raz 
obejrze  sobie t  zapiecz towan  skrzynk  z przerwanym 
okr giem.  Co   mu  podpowiadało,  e  Qui-Gon  rozpoznał 
ten symbol. Mo e uda si  j  otworzy , tak by nikt nie za- 

ruwa ył,  e kto  przy niej majstrował. 

Ponownie u ył Mocy do otworzenia drzwi. W  rodku 

wszystko   wygl dało   tak   jak   przedtem.   Podszedł   do 

skrzynki. 

Był ju  prawie przy niej, gdy usłyszał za sob  jaki  

d wi k. Odwrócił si  i zobaczył id c  w jego stron  za- 
kapturzon  posta . W pierwszej chwili pomy lał,  e to 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

53 

owini ty w brezent Si Treemba. Potem dotarło do niego,  e 

to kto  obcy, ubrany w czarn  peleryn . 

-  Kim    jeste ?  -  zapytał.    Czuł  w  Mocy  co     niepo- 

koj cego, jakby drobne zawirowanie ciemno ci. 

-  Przyjacielem - odpowiedział tamten. - Kim , kto był 

kiedy  tym, kim ty jeste . - Odrzucił kaptur. Miał przyjazne 
niebieskie oczy. - Ja te  byłem kiedy  jego uczniem. 

-  Uczniem  Qui-Gona?  -  spytał  podejrzliwie  Obi-Wan. 

-  Tak  naprawd   to  nie  jestem  jego  Padawanem.  Poza  tym 
wszyscy mówi ,  e jego Padawan nie  yje. 

-  Tak  mówi ?  A  przecie   stoj   tu  przed  tob .  Co  jesz- 

cze mówi ? 

-  e  Padawan  Qui-Gona  zha bił  Zakon  Jedi  -  odpo- 

wiedział Obi-Wan. - l  e zdradził Qui-Gona. 

W oczach m czyzny zapłon ł granatowy ogie . 

-  Qui-Gon  opowiada  takie  rzeczy?  -  St ałe  rysy  jego 

twarzy  złagodniały.  -  Byłem  jego  Padawanem,  wiec  wiem, 
przez  co  przechodzisz  ka dego  dnia,  Obi-Wanie  Kenobi. 
Wiem,  na  co  czekasz.  Na  jego  aprobat .  Jego  zaufanie. 
Ale  on  nie  daje  ci  ani  jednego,  ani  drugiego.  Otacza  si  
murem  oboj tno ci.  Im  bardziej  starasz  si   go  zadowoli , 
tym bardziej si  oddala. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

54 

Obi-Wan  nie  odpowiedział.  Czuł  si   tak,  jakby  obcy 

wyj ł  mu  te  słowa  prosto  z  serca.  W  tych  najgorszych 
chwilach tak wła nie my lał. 

Xanatos popatrzył na chłopca ze współczuciem. 

-  Yoda jest  z niego zadowolony. Polega  na nim Senat 

Galaktyczny.  Wszyscy  ubiegaj   si   o  to,  eby  zosta   jego 
uczniem.  Ale  to  zły  mistrz,  najgorszy.  Odmawia  uczniowi 
swojego zaufania, a wymaga od niego wszystkiego. 

Słowa  docierały  do  Obi-Wana  z  daleka,  jakby  był 

w  transie.  „Ile  w  tym  prawdy?"  -  pomy lał.  Gł boko  w  du-
szy  chłopca  drgn ł  u piony  gniew.  Bał  si   tego  gniewu 
bardziej ni  jakiegokolwiek wroga. 

-  Jestem  Xanatos  -  powiedział  m czyzna.  -  Czy  kie- 

dykolwiek wspomniał ci o mnie? 

Obi-Wan  pokr cił  głow .  Xanatos  u miechn ł  si   ze 

smutkiem. 

-  Nie  -  powiedział  cicho.  -  To  by  do  niego  nie  paso- 

wało. A wi c to ja b d  musiał opowiedzie  ci, co mi zro- 
bił. Jak  mnie szkolił, jak  trzymał mnie u swego  boku, jak 
obiecywał,  e  osi gn   wi cej,  zostan   Jedi.  A  w  ko cu 
złamał  wszystkie  obietnice.  Z  tob   b dzie  tak  samo,  Obi 
-Wanie. 

Czy  to mo liwe? Czy  w  beznami tnym spokoju Qui-Go-

na mogły  kry   si  ziarna zdrady?  Obi-Wan  nieraz zetkn ł 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

55 

si   z  jego  chłodn   pow ci gliwo ci ,  ale  zawsze  zakładał, 

e  to  dlatego,  i   Qui-Gon  nie  przyj ł  go  na  ucznia.  Co 

kryło si  za skryto ci  rycerza: zło czy dobro?  

-  Po co mi to mówisz? - spytał nieufnie. 
-  eby  ci   ostrzec  -  odpowiedział  Xanatos.  -  Po  to 

przyszedłem.  B dziesz...  -  Urwał  nagle  i  podniósł  w  gór  
dło . - Kto  idzie - szepn ł. 

Do  rodka  wpadło  pi ciu  stra ników.  Obi-Wan  zauwa-

ył  na  ich  mundurach  naszywki  w  kształcie  czerwonej 

planety.  Korporacja!  Co  robiły  tutaj,  pod  kopuł ,  siły  bez-
piecze stwa Korporacji Pozaplanetarnej? 

-  Mamy  złodziei  -  powiedział  do  komunikatora  jeden 

z m czyzn. 
 

-  To  pomyłka  -  zaprotestował  Kenobi.  -  My  tylko... 

Ale Xanatos zd ył ju  doby  miecza. Zaskoczony 
Obi-Wan  patrzył,  jak  były  ucze   Qui-Gona  rusza  do  ata-
ku. Tak  bro  nosili tylko Rycerze Jedi. Stra nicy chwycili 

miotacze,  pozbawiaj c  chłopca  wyboru.  Błyskawicznie  za-
palił swój miecz  wietlny i wł czył si  do walki. 

Ci ar  trzymanej  w  r ce  broni  dodawał  otuchy.  Wy-

tr cił  miotacz  jednemu  ze  stra ników;  wiedział,  e  Qui--
Gon wolałby,  eby  adnego nie zabił - sytuacja w Banderze 
nie  była  dobra  i  taki  wypadek  mógłby  j   jeszcze  bardziej 
pogorszy . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

56 

Walczył  wi c  defensywnie,  podczas  gdy  Xanatos  kontr-

atakował,  celuj c  w  ywe  ciało.  Ale  i  on  nie  miał  chyba 
ochoty zada   miertelnego ciosu. 

Troch   wyszedł  z  wprawy,  od  kiedy  uko czył  szkolenie, 

bo  pozwolił,  by  stra nicy  zap dzili  go  do  rogu.  Teraz 
zbli ali  si   do  niego  z  miotaczami  w  r kach.  Obi-Wan 
wskoczył na stos skrzy  i rzucił si  na nich z góry, tn c po-
wietrze  r kami  i  nogami.  Dwóch  ludzi  Korporacji  padło  na 
ziemi ,  oddaj c  jednocze nie  strzały,  i  chłopiec  poczuł 
w ramieniu piek cy ból. Mimo to udało mu si  kopn  mio-
tacz trzeciego stra nika i wytr ci  mu go z r ki. 

Pozbawiony  miotacza  stra nik  wyci gn ł  nagle  elektro-

ostrze i uniósł je, usiłuj c d gn  Xanatosa. Obi-Wan rzucił 
si   na  stra nika,  próbuj c  go  powstrzyma .  Udało  mu  si  
to,  ale  podbite  elektroostrze  przejechało  mu  po  ebrach. 
Całe jego ciało przeszyła fala parali ujqcego bólu. Na o lep 
si gn ł po Moc, ale w tej samej chwili kto  z całej siły uderzył 
go  w  plecy.  Pociemniało  mu  w  oczach  i  osun ł  si   na 
kolana. 

Zapami tał jeszcze upadek na podłog . 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

57 

ROZDZIAŁ 9 

 

 

Teraz  Qui-Gon  wiedział  ju ,  na  czym  polegały  jego 

bł dy.  Zamykał  oczy  na  wady  Xanatosa.  Rozpuszczał  go. 
Dawał,  nie  patrz c.  Poniósł  pora k   jako  Mistrz  Jedi, 
poniewa   za  bardzo  ufał  swemu  uczniowi.  Pozwolił,  by 
jego  sympatia  do  chłopca  przesłoniła  mu  to,  co  powinien 
był dojrze  na samym pocz tku. 

Po  zastanowieniu  Qui-Gon  postanowił,  e  spyta  Son--

Tag  i  VeerT ,  czy  nie  widziały  skrzynki  takiej  jak  ta,  któr  
opisał  Obi-Wan.  Obie  wielokrotnie  bywały  w  Strefach 
Wzbogacania.  Mo e  istniało  jakie   proste  wyja nienie 
znaleziska Obi-Wana. 

Opisał im wygl d skrzynki i VeerTa kiwn ła głow . 

-  Widziałam ju  co  takiego. 
-  Ja  chyba  te   -  przyznała  w  zamy leniu  SonTag. 

-  W  Zachodniej  Strefie  Wzbogacania.  Wła nie  ostatnio 
tam byłam. 

-  A  mnie  si   wydaje,  e  widziałam  tak   skrzynk  

w  Strefie  Północnej  -  rzekła  VeerTa.  -  razem  z  rozmaitym 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

58 

innym  sprz tem.  Jestem  pewna,  e  ludzie  Korpusu  trzymaj  
w niej jakie  narz dzia. 

Wła nie  na  tak   odpowied   liczył  Qui-Gon.  Skrzynka 

z  pewno ci   nie  miała  wi kszego  znaczenia.  W  innych 
Strefach była przecie  na widoku. 

Dlaczego si  wi c niepokoił? 

Mo e  dlatego,  e  umieszczono  j   razem  ze  sprz tem 

górniczym  Korporacji.  W  tej  sprawie  Obi-Wan  nie  mógł 
si  pomyli . 

Po  powrocie do  swojej kwatery  wł czył komputer,  eby 

zdoby   troch   danych  na  temat  Korporacji.  Był  ciekaw, 
jak  pozycj  zajmował w niej Xanatos. Jego były ucze  w 
bardzo  nietypowy  dla  siebie  sposób  nie  powiedział  o 
tym  ani  słowa.  Czy  gdyby  był  urz dnikiem  wysokiego 
szczebla, nie przechwalałby si  swoj  rang ? 

Qui-Gon  przeszukał  baz   danych  na  temat  Korporacji, 

ale  nie  znalazł  nawet  wzmianki  o  Xanatosie.  Co  to  ozna-
czało? Albo Xanatos kłamał i w rzeczywisto ci nie miał z 
Korporacj   nic  wspólnego,  albo  te   pozycja,  jak   w  niej 
zajmował, otoczona była tajemnic . Ale dlaczego? 

Nacisn ł  jeszcze  kilka  klawiszy.  Szef  przedsi biorstwa 

działał  anonimowo,  ale  baza  zawierała  list   nazwisk 
członków  zarz du.  Qui-Gon  rozpoznał  wi kszo   z  nich  -

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

59 

byli  to  przywódcy  wiatów,  które  Korporacja  w  praktyce 
kontrolowała. Marionetki. 

Odpowiedzi  nie  znalazł...  na  razie  jeszcze  nie.  Ale 

wiedział ju , gdzie ich szuka . 

Najwy szy czas zło y  wizyt  w siedzibie Korporacji. 

 

*  *  * 

 

Korporacja  nie  starała  si   upi kszy   swojego  biura  na 

Bandomeer.  Budynek  -  czarna  bryła  bez  okien  -  wygl dem 
przypominał otaczaj ce go kopalniane szyby. 

Qui-Gon  wszedł  do  holu  głównego  o  wyło onych  lazu-

rytem  cianach.  Minerał  stanowił  jedyn   dekoracj .  Za 
czarnym  sze cianem,  słu cym  za  biurko,  le ał  pełni cy 
funkcj   stra nika  Hutt  -  jego  ciało  nie  mie ciło  si   za  biur-
kiem.  Hutt  obrócił  na  Jinna  swoje  martwe,  pozbawione  wy-
razu oczy. 

-  Przyszedłem  zobaczy   si   z  Xanatosem  -  oznajmił 

Qui-Gon. 

-Wynocha - odpowiedział znudzonym głosem Hutt. - 

id   poskar y   si   swoim  bezpo rednim  przeło onym.  Tu  i 
tak  nikogo  nie  ma.  Xanatos  przeprowadza  inspekcj   w  se-
ktorze  północnym.  -  Stra nik  si gn ł  po  miotacz.  To  tyle, 
je li chodzi o korporacyjn  go cinno . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

60 

Qui-Gon  ani  drgn ł.  Czerpi c  energi   z  Mocy,  skon-

centrował si  na przero ni tym tłuszczem mózgu Hutta. 

-  Mo e  zaczekałbym  u  niego  w  gabinecie  -  powie 

dział. 

-  Mo e  zaczekałby   u  niego  w  gabinecie  -  powtórzył 

bezbarwnym  głosem  Hutt.  -  Wind   słu bow   na  trzydzie- 
ste pi tro. 

-  Powiniene   wył czy   system  ochrony  -  podpowie 

dział mu Qui-Gon. 

Wył czam cały system ochrony. 

Qui-Gon  wszedł  do  windy  z  napisem  „Strefa  ograni-

czonego ruchu". Była tam tylko jedna kontrolka, oznaczona 
liczb  trzydzie ci. Kabina dotarła do celu w kilka sekund. 
Jedi  wyszedł  do  holu.  Krzesła  wykonano  z  kamienia,  za 
sze ciennym biurkiem nikogo nie było. Nie widział  adnych 
drzwi, tylko gołe  ciany. 

Goła  ciana... 

Przyło ył  do  niej  dło .  Cofaj c  j ,  zauwa ył  błysk 

przezroczysto ci. 

W  pami ci  o yła  mu  opowie   Obi-Wana.  Jaki   czas 

temu  czytał,  e  na  Telos,  rodzinnej  planecie  Xanatosa, 
osi gni to  podobny  poziom  technologii.  Niedawno  nau-
kowcom  udało  si   powlec  transpastal   warstw   specjalnej 
substancji,  która  czyniła  j   nieprzezroczyst .  Wytworzenie 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

61 

impulsu  termoelektrycznego  przywracało  transpastali  jej 
normaln  przejrzysto . 

Przylgn ł  całym  ciałem  do  ciany  i  od  razu  stała  si  

przezroczysta.  Qui-Gon  zobaczył  wn trze  gabinetu.  Ale 
gdzie były drzwi? 

Zaczerpn ł Mocy, poczuł wzbieraj c  w nim fal  energii 

i  przezroczysto   obj ła  cał  

cian .  Jednocze nie 

otworzyły  si   ukryte  drzwi.  Ledwo  przekroczył  próg,  ciana 
stała si  z powrotem nieprzejrzysta. 

„Sprytne"  -  pomy lał,  podchodz c  do  ogromnego 

kamiennego  biurka.  Xanatos  mógł  przed  wej ciem  kontro-
lowa   wn trze  gabinetu.  Gdyby  komu   udało  si   prze-

lizgn   przez  system  zabezpiecze   i  dosta   do  pokoju, 

nie miałby si  gdzie schowa . 

Jakie to podobne do Xanatosa. Zarazem co  ukry  
i odsłoni . Qui-Gon zd ył ju  zapomnie , jak  inteligencj  
przejawiał  jego  ucze   w  sprawach  tajemnic.  Ujawniał  co , 
sugeruj c,  e  powiedział  cał   prawd .  Ale  ta  ujawniona 
informacja  była  zawsze  błaha.  Najwa niejsze  sekrety 
Xanatos zachowywał dla siebie. 

Kamienne  biurko  było  jedynym  sprz tem  w  pomiesz-

czeniu.  Nacisn ł  klawisz  i  z  blatu  wysun ł  si   komputer. 
Qui-Gon  wł czył  system.  Zgodnie  z  jego  oczekiwaniami 
korzystał on z holograficznej prezentacji plików. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

62 

Pojawiła  si   lista  zbiorów.  Przejrzał  pospiesznie  kata-

log.  Nie  bardzo  wiedział,  czego  szuka.  Znalazł  plik  do-
tycz cy  Kopalni  Planetarnej  i  otworzył  go,  ale  nie  było 
w  nim  adnych  u ytecznych  informacji  -  tylko  kwota  pie-
ni dzy  i  spis  robotów  po yczonych  Kopalni  po  wybuchu. 
Qui-Gon zamkn ł plik. 

l  wtedy  zobaczył  katalog  bez  nazwy.  Tam,  gdzie 

powinna  si   ona  znajdowa ,  widniała  tylko  ikona:  dwa 
nakładaj ce  si   przerwane  złote  okr gi.  Serce  zacz ło  mu 
bi   szybciej. Symbol  mo na  było  odczyta   tak e  jako  litery 
OC. 
Offworld Corporation. Korporacja Pozaplanetarna. 

Qui-Gon  spróbował  wej   do  anonimowego  katalogu, 

ale hologram zapulsował tylko ostrzegawcz  czerwieni . 
- Prosz  o hasło - usłyszał. 

Zawahał  si .  O  ile  znał  Xanatosa,  b dzie  miał 

tylko jedn  szans  na podanie poprawnego hasła. Je li mu 
si   |  nie  uda,  Xanatos  z  pewno ci   dowie  si ,  e  kto  
próbował si  włama . 

Musi zaryzykowa . 
- Crion - powiedział, podaj c imi  ojca Xanatosa. 

Komputer  wy wietlił  zawarto   katalogu.  Qui-Gon 

przebiegł  wzrokiem  list   plików.  Ku  jego  konsternacji 
wszystkie  okazały  si   zakodowane.  Nie  miał  czasu,  eby 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

63 

złama   szyfr,  a  gdyby  usun ł  jaki   plik,  Xanatos  dowie-
działby si ,  e kto  u niego myszkował. 

Ale  i tak  znalazł to,  po co przyszedł.  Qui-Gon  w  zamy-

leniu  zamkn ł  system.  Dwa  przerwane  okr gi  tworzyły  ini-

cjały  Korporacji.  By   mo e  kto   inny  uznałby  to  za  zbieg 
okoliczno ci,  on  jednak  wiedział,  e  gdy  chodziło  o  Xana-
tosa,  nie  było  mowy  o  przypadku.  Instynkt  podpowiadał 
mu,  e  znalazł  człowieka,  który  stoi  na  czele  Korporacji 
Pozaplanetarnej.  By   mo e  nawet  to  Xanatos  j   zało ył. 
Ale  czemu  miałby  trzyma   to  w  tajemnicy?  „ eby  dyspono-
wa   wi kszym  polem  manewru"  -  domy lił  si   Qui-Gon. 
Jego ucze  zawsze wolał dochodzi  do celu podst pnie i 
ukradkiem.  Pytanie  brzmiało  nast puj co:  o  co  chodzi 
Xanatosowi? 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

64 

ROZDZIAŁ 10 

 

Oui-Gon  był  pewien,  e  Xanatos  jest  gotowy.  Znał 

go od lat;  obserwował,  jak  chłopiec staje si  m czyzn . 
W  swojej  klasie  był  niedo cigłym  mistrzem  miecza 

wietlnego.  W  sztuce  czerpania  z  Mocy  zrównał  si   ze 

swoim  mistrzem.  Przeszedł  testy  z  niemal  idealnymi  wyni-
kami.  Oui-Gon  z  rado ci   zobaczyłby  go  jako  Rycerza 
Jedi. Był z niego dumny. 

Ale  Yoda  nie  był  taki  pewien.  Orzekł,  e  Xanatos 

przejdzie jeszcze jedn , ostatni  prób . 

W  powietrzu  przed  Oui-Gonem  unosił  si   hologra-

ficzny  wizerunek  Yody.  Poł czenie  działało  bez  zakłóce . 
Yoda  zamrugał  ci kimi,  opadaj cymi  powiekami  -  co 
wygl dało  tak,  jakby  był  znudzony  -  ale  jednocze nie  po-
ruszył  długimi  uszami,  w  czym  Oui-Gon  rozpoznał  oznak  
zdziwienia. 

-  A  zatem  by   mo e,  e  Xanatos  wielkie  zło  planuje, 

powiadasz?  -  rzekł  Yoda.  -  Dobrze,  e  to  odkryłe ,  Oui- 
-Gonie, tak. Ale na reakcj  jeszcze nie czas. 

Podejrzewam,  e on ma zamiar przej  władz  na 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

65 

Bandomeer  -  odparł  Qui-Gon.  -  Tej  planety  nie  sta   na 
wojn . Trzeba zapobiec walce. 

-  Ale  twoim  celem  bezpiecze stwo  jest,  hmm?  A  to  po 

wolnych  posuni   wymaga.  Dowodów  nie  masz  -  zauwa- 

ył mistrz. - Plików nie udało ci si  przejrze . 

-  Udało mi si  przejrze  jego. Xanatosa. 
-  Aha,  a   taki  pewien jeste ? W  sprawie  Xanatosa za- 

wsze byłe  pewien. 

Qui-Gon zamilkł. Na swój spokojny sposób mistrz Yoda 

udzielił  mu  upomnienia.  Rzeczywi cie,  był  pewien  Xanato-
sa.  Bronił  go  za  ka dym  razem,  gdy  Yoda  dawał  mu 
łagodne ostrze enia dotycz ce ucznia. 

-  Za  długo  od  przeszło ci  si   odgradzałe ,  Qui-Gonie 

-  powiedział  po  chwili  milczenia  Yoda.  -  Teraz  przed  ni  
uciekasz. Ale to ju  długo nie potrwa; wkrótce odwróci  si  
i stan  do walki b dziesz musiał. 

-  Skoro  tak  mówisz,  mistrzu.  -  Qui-Gon  usiłował  ukry  

zniecierpliwienie.  Z  wysiłkiem  próbował  zastanowi   si  
nad  m drymi  słowami  Yody.  Lekcewa enie  jego  rad  jesz- 
cze nigdy nikomu nie wyszło na dobre. 

-  Wykorzysta   taktyk   Xanatosa  przeciwko  niemu  mu- 

sisz - poradził Yoda. - Bawi si  z tob . Na razie przestrze- 
ga   zasad  gry  b dziesz,  tak.  Miejsce  na  popełnienie  bł du 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

66 

mu  dasz  i  powinie  mu  si   noga.  Sztuka  polega  na  tym, 

eby zaczeka  na to. 

-  Tak  -  odparł  Qui-Gon  -  teraz  to  widz .  -  Ju   miał 

przerwa  poł czenie, kiedy Yoda uniósł dło . 

Jeszcze  jedno  -  powiedział.  -  pytanie  do  ciebie 

mam. 
Dlaczego nie mówisz Obi-Wanowi całej prawdy, Qui-Go- 

nie? On nie wie o tym, jak s dz . A przecie , cho  w innym 
miejscu, na ten sam  lad co ty wpadł. 

-  To  prawda  -  przyznał  Jinn.  -  Ale  nie  ma  potrzeby, 

eby  dowiedział  si  ju   teraz.  To  by  go  naraziło  na  niebez- 

piecze stwo. Robi  to dla jego dobra. 

-  Kiedy  mistrz  akceptuje  ucznia,  ucze   akceptuje  nie- 

bezpiecze stwo - odpowiedział Yoda. 

-  Zapominasz,  e  Obi-Wan  nie  jest  moim  uczniem  - 

zareplikował  chłodno  Qui-Gon.  -  Po  prostu  jeste my  aku- 
rat na tej samej planecie, a to ró nica. 

Yoda wolno pokiwał głow . 

-  Ró nica   w zaufaniu,   tak.   Ty   my lisz,    e   łatwiej 

przeszło  ni  przyszło  zmieni . 

Qui-Gon  poczuł  przypływ  irytacji.  -To  nielogiczne  - 
powiedział. - Nie da si  zmieni  przeszło ci. 

-  Nielogiczne,  racja  -  zgodził  si   Yoda.  -  Wi c  czemu 

tak my lisz? - Wci  kiwaj c głow , przerwał poł czenie. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

67 

Qui-Gon  stan ł  obok  wychodz cego  na  wschód  -  na 

Bandor  -  okna.  Jak  zwykle,  rozmowa  z  Yod   sprawiła,  e 
zacz ł  podawa   w  w tpliwo   własne  motywy.  Dlaczego 
odrzucił  propozycj   pomocy  ze  strony  Obi-Wana?  A  je li, 
nie  ostrzegaj c  go  przed  Xanatosem,  wystawił  chłopca  na 
jeszcze  gorsze  niebezpiecze stwo?  Popełnił  bł d.  l  cho  
czasem  doj cie  do  tego  wniosku  zabierało  mu  du o  czasu, 
to u wiadomiwszy to sobie, zawsze działał pr dko. 

Wł czył komunikator i wysłał wiadomo  do Obi-Wana. 

Zwykle  chłopiec  odpowiadał  bezzwłocznie.  Teraz  upłyn ło 
dziesi  minut i Qui-Gon zacz ł si  niepokoi . 

Nadał  wiadomo   do  Si  Treemby  i  równie   nie  dostał 

odpowiedzi. Zamkn ł oczy i zebrał  Moc. l wtedy to poczuł, 
co   mrocznego,  co   jakby  pustk .  Obi-Wan  był  w  niebez-
piecze stwie. 

Kto   zacz ł  wali   do  drzwi.  Qui-Gon  poszedł  otwo-

rzy , wiedz c ju ,  e czeka go zła wiadomo . 

W  korytarzu  stała  Clat'Ha.  L ni ce  rude  włosy 

miała w nieładzie, z zielonych oczu wyzierał niepokój. 

- Wła nie  rozmawiałam z  Si Treemb  -  oznajmiła  bez 

wst pu. - Obi-Wan znikn ł. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

68 

ROZDZIAŁ 11 

 

 

 

 

Póki  miał  zamkni te  oczy,  słyszał  szum  morza.  A 

mo e

 

tak mu dudniło w skroniach? 

Obi-Wan 

ostr o nie 

otworz ył 

oczy. 

Znajdował  si   w  podłu nym,  w skim,  nisko  sklepionym 
pomieszczeniu.  Wzdłu  

cian  ci gn ły  si   rz dy 

szerokich łó ek. W nogach ka dego z nich le ała zwini ta 
po ciel.  Był  sam.  Jego  miecz  wietlny  gdzie   znikn ł, 
podobnie jak komunikator. 

Kto  obanda ował mu  ebra i rami  i zało ył co  

na  szyj .  Chłopiec  pomacał  to.  Co   jakby  obr cz  albo 
obro a.  Gładka  w  dotyku,  raczej  bez  zapi cia,  które 
pozwoliłoby  j   zdj .  Mo e  było  to  jakie   urz dzenie

 

wspomagaj ce proces leczenia. 

Uniósł  głow   i  natychmiast  sykn ł  gło no  z  bólu. 

Oddychał  powoli,  narzucaj c  my lom  spokój,  tak  jak  go 
nauczono.  Przyj ł  swój  ból.  Przyj ł  go  jak  przyjaciela, 
mówi cego  mu, 

e  jego  ciało  zostało  zranione. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

69 

Podzi kował  mu  za  zwrócenie  na  to  jego  uwagi,  l 
skoncentrował wol  na zdrowieniu. 

Ból  zel ał  odrobin   ju   po  chwili,  pozwalaj c  Obi-Wa-nowi 
wsta .  Wysoko  w  górze  zauwa ył  w skie  okno.  Staraj c 
si  nie straci  równowagi, stan ł na palcach na jednym z 
łó ek i wyjrzał na zewn trz. 

Ogarn ła  go  czarna  rozpacz.  Za  oknem  kilometrami 

ci gn ło  si   bezkresne  szare  morze.  Nie  zobaczył  ani 
skrawka  l du.  adnych  statków.  Tylko  wielk   platform   i  jej 
wysokie, wyrastaj ce z wody szyby. 

Od  razu  domy lił  si ,  gdzie  jest  -  na  Wielkim  Morzu 

Bandomeer,  zajmuj cym  połow   powierzchni  planety.  Za-
pewne na jakiej  dalekomorskiej platformie wydobywczej. O 
kopalniach  dalekomorskich  kr yły  tylko  pogłoski;  nie 
mówiło si  o nich gło no.  ycie było na  nich surowe i nie-
bezpieczne; wielu górników nie wracało z takich miejsc. 

-  O, wi c ju  nie  pisz. 

Obi-Wan  odwrócił  si ,  zaskoczony.  W  drzwiach  stała 

wysoka  posta   o  bardzo  smutnym  wygl dzie.  Miała  białe 
obwódki  wokół  oczu  i  ciemne  skór ,  która  wygl dała  tak, 
jakby łuszczyła si   białymi  płatami. R ce  tej  istoty  były  nie-
przeci tnie długie  - si gały  poni ej  kolan - i  wydawały si  
zrobione z gumy. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

70 

-  Jak si   czujesz? Martwiłem  si  o  ciebie -  powiedział 

stwór,  ale  zanim  Obi-Wan  zd ył  odpowiedzie ,  zachi- 
chotał i zawołał: - Skłamałem! To nieprawda! 

-  Kim  jeste ?  -  spytał  Kenobi.  W  głowie  mu  si   zakr - 

ciło,  zmusił  wiec  umysł  do  odzyskania  jasno ci.  Ostro nie 
zszedł na podłog . 

-  A  co  ci   to  obchodzi?  Nazywam  si   Guerra.  Jestem 

Phindianinem.  Ró ni  tu  trafiaj ,  najró niejsi.  A  skoro  ju  
o tym mówimy, to rusz si , mały Człowieku. 

Guerra bez ostrze enia wyrzucił r k  przed siebie, 

si gn ł ni   miedzy  dwa  łó ka  i zacisn ł  dło   na  nadgar-
stku Obi-Wana. 

-  Spieszy  mi  si   do  roboty.  Jak  ci  zaraz  nie  wydam 

sprz tu,  przyjd   po  nas  stra nicy  z  elektroostrzami  i  tyle 
b dzie. 

-  Jakiego sprz tu? 
-  Jakiego  sprz tu?  Do  sp dzania  wakacji  na  ksi ycu 

syngijskim!  -  Guerra  zarechotał.  -  Nieprawda,  skłamałem! 
Górniczego, oczywi cie. 

-Ale  ja  nie  jestem  górnikiem  -  zaprotestował  Obi-

Wan. 

Phindianin poci gn ł go w stron  drzwi. 

-  Och,  tak mi przykro.  W takim  razie  nie  musisz praco- 

wa   -  pogardliwie  wykrzywił  sw   dziwn   plamist   twarz. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

71 

- Mo esz za to wylecie  z platformy, je li chcesz. B dzie ci 
si  wspaniale pływało... 

-  Skłamałe ? - zgadł Obi-Wan. 

Guerra  zachichotał  i  waln ł  go  w  plecy,  a   chłopiec 

upadł na ziemi . 

-  Niezłe,  mały  Człowieku!  Skłamałem!  Wylecisz  i  si  

utopisz!  Chocia   nie,  i  tak  nie  dolecisz  ywy  do  wody! 
Przedtem zostaniesz zabity! No, chod . 

Wypchn ł  Obi-Wana  przez  drzwi.  Chłopiec  poczuł  na 

twarzy  uderzenie  zimnego  wiatru.  Wokół  le ał  w  stosach 
sprz t  górniczy.  Jakie   roboty  usiłowały  zaci gn   wiertła 
do  windy,  w  której  czekali  robotnicy.  Na  całej  platformie 
pełno było patroluj cych teren stra ników z elektroostrzami 
i miotaczami. 

Kiedy  wspinali  si   po  schodach  na  drugi  poziom,  Obi--
Won  zauwa ył,  e  platforma  jest  znacznie  wi ksza,  ni  
mu  si   pierwotnie  wydawało,  mniej  wi cej  tak  du a  jak 

redniej  wielko ci  miasto.  Otaczał  j   pier cie   zwykłych 

platform  dalekomorskich,  pomi dzy  którymi  przemykały 
poduszkowce. 

Guerra  wepchn ł go  do  magazynu.  Przetarł  oczy,  eby 

obejrze   sprz t,  i  przy  okazji  powi kszył  sobie  białe  plamy 
wokół  oczu.  Obi-Wan  zorientował  si ,  e  w  rzeczywisto ci 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

72 

skóra Guerry jest całkiem  jasna. Był po  prostu  pokryty bru-
dem i pyłem kopalnianym. 

Guerra zauwa ył jego spojrzenie. 
-  Prysznic raz na miesi c - wyja nił. - Ale kogo to ob- 

chodzi?   Sam   tak   b dziesz   niedługo  wygl dał,   mały 
Człowieku. 

-  Ja  nie  jestem  górnikiem  -  powtórzył  Obi-Wan.  -  Zo- 

stałem porwany. Jestem... 

Guerra  wybuchn ł  miechem,  uderzył  si   wielkimi 

dło mi po kolanach. 

-  Porwany?  Ale   to  okropne!  Zaraz  powiadomi   stra ! 

Och,  znowu  skłamałem!  A  ty  my lałe ,  e  jak  ja tu  tra- 
fiłem?  Zgłosiłem  si   mo e  na  ochotnika?  Nie  widzisz,  e 
wszyscy  tu  jeste my  niewolnikami?  Po  pi ciu  latach  dosta- 
niesz  do   pieni dzy,  eby  odlecie   z  planety  i  zacz  od 
nowa. Je li po yjesz pi  lat. Mało komu si  to udaje. 

-  Pi  lat? - Obi-Wan przełkn ł  lin . 
Tak   si   podpisuje  umow   -  wyja nił  Guerra.  -  B - 

dzie  ci  potrzebny  kombinezon  cieplny.  Kask.  Troch   na- 
rz dzi... 

Ale ja nie podpisywałem  adnej umowy! 

Guerra znów  si  roze miał,  przymierzył  do  Obi-Wana 

jaki  kombinezon i odrzucił go - za mały. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

73 

-  Przesta   dowcipkowa ,   mały  Człowieku,   rozpra- 

szasz mnie! A ja podpisywałem? Umowy si  fałszuje! 

-  Nazywam  si   Obi-Wan  Kenobi.  Jestem  uczniem  Ry- 

cerza Jedi. 

-  Jedi, Fedi, Dedi, Smedi - za piewał bez sensu Guer- 

ra. - Niewa ne kim jeste . Mo esz by  sobie nawet ksi - 
ciem Coruscant. Tu i  tak nikt ci   nie znajdzie. - Rzucił 
Obi-Wanowi  inny  kombinezon.  -  Ten  b dzie  musiał  wy 
starczy . No, to teraz poszukamy kasku. 

Chłopiec zacisn ł kurczowo palce na kombinezonie, 
poplamionym i wilgotnym. Nie mógł sobie wyobrazi ,  e 
miałby go na siebie wło y . Ju  i tak przemarzł do szpiku 
ko ci. Znów zacz ło mu łomota  w głowie; dotkn ł jej 
ostro nie. Z tyłu czaszki wyczuł pod palcami guz i włosy 
zlepione krwi .  ebra płon ły  ywym ogniem. 

Potem przypomniał sobie o obr czy, któr  miał na szyi, 

i pomacał j . 

-  Czy to słu y do leczenia? 
Tym  razem  Guerra  zatoczył si  do  tyłu, przewrócił 

i  wyl dował  na  stosie  kombinezonów.  miał  si   tak  nie-
przytomnie,  e a  zacz ł si  dławi . 

-  Znowu  mnie  roz mieszasz,  co,  Obawanie?  Do  lecze- 

nia!  -  Zaniósł  si   miechem,  po  czym  odchrz kn ł.  -  Nic 
podobnego!  To  jest  obro a  elektryczna.  Je li  spróbujesz 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

74 

opu ci   platform ,  to  bum!  -  Zamachał  gumowatymi  r ka- 
mi. - Wylatujesz w powietrze! 

Obi-Wan niepewnym ruchem dotkn ł obro y. 

-  Stra nicy mog  nas wysadzi ? 
-  Nie  stra nicy  -  wyja nił  coraz  bardziej  rozradowany. 

Guerra.  -  Obro e  kontroluje  si   z  kontynentu.  Wiesz,  na 
wypadek  buntu.  Bo  gdyby my  tak  przypadkiem  obezwład- 
nili  stra ników,  mogliby my  je  rozebra ,  kapujesz?  Wi c 
nie,   stra nicy   nie  mog    nas  wysadzi .   -   Phindianin 
u miechn ł  si   do  niego  uprzejmie.  -  Mog   nas  tylko  po- 
bi , powystrzela , ogłuszy  i wyrzuci  za burt . 

-  Co za ulga - mrukn ł Obi-Wan. 

Guerra wyszczerzył w u miechu jaskrawo ółte z by. 

-  Podobasz  mi  si ,  Obawanie.  B d   uwa ał,  eby  ci 

si   nic  nie  stało.  Ha!  Nieprawda,  znowu  skłamałem!  Ja 
nikomu nie ufam i nikt nie ufa mnie. A teraz po piesz si , 
zanim  stra nicy  przyjd   nas  ogłuszy .  -  Szturchn ł  lekko 
chłopca,  wydał  sycz cy  d wi k  i  wybuchn ł  miechem.  - 
Nie  smu  si  tak,  Obawanie. l  tak  pewnie nie  do yjesz do 
jutra! 

Obi-Wan  niech tnie  naci gn ł  kombinezon.  Chwycił 

kask  i  zapi ł  pas,  do  którego  przypinało  si   narz dzia. 
Nie  miał  wyboru.  Jeszcze  nie.  Ale  b dzie  musiał  obmy li  
sposób  ucieczki.  Guerra  powiedział,  e  nikomu  jeszcze  si  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

75 

to nie udało, ale te  nigdy nie mieli tu Jedi. W ka dym ra-
zie miał tak  nadziej . 

Oczy cił  umysł  z  niepotrzebnych  my li,  odepchn ł  od 

siebie  rozpacz  i  strach.  Skupił  si   na  zapi tej  wokół  szyi 
obro y. „Chyba b d  mógł u y  Mocy,  eby j  otworzy ?" - 
pomy lał. 

Skoncentrował  si ,  zbieraj c  Moc  z  otoczenia  i  wywie-

raj c nacisk na obro . Zaprz gł do pracy ka dy gram 

swojego  szkolenia  i  dyscypliny.  Ale  urz dzenie  uparcie 
brz czało sygnałem elektrycznym. 

Mo e  jest  za  słaby.  Musi  zaczeka   na  wła ciwy  mo-

ment. 

O ile prze yje... 

Wychodz c  z  powrotem  na  zewn trz,  zobaczył,  jak  je-

den z górników si  potkn ł, a stra nik ogłuszył go za kar  
strzałem z paralizatora, l jak miał prze y  co  takiego? 

„Na razie przestrzega  zasad gry b dziesz, tak". 
Usłyszał  te  słowa  wyra nie.  Słowa  mistrza  Yody.  Sam 

d wi k jego głosu odegnał rozpacz, dodał mu odwagi. 

Obi-Wan  podniósł  głow .  Był  Jedi.  B dzie  przestrzegał 

zasad gry. l prze yje. 
 
 
 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

76 

ROZDZIAŁ 12 

 

 

 

 

 

T

b dzie nasza ostatnia misja. - Tylko tyle pozwolił mu 

Yoda  powiedzie   Xanatosowi.  „A  kiedy  dobiegnie  ko ca, 
zostaniesz Rycerzem Jedi".

 

Si Treemba nic nie wiedział. Clat'Ha powiedziała Qui--

Gonowi,  e  kiedy  Arconianin  si   obudził,  stra nicy  Korpo-
racji  zabierali  wła nie  gdzie   nieprzytomnego  Obi-Wana. 
Rycerzowi a  si  serce  cisn ło, kiedy to usłyszał. 

Si  Treemba  nie  widział  nikogo,  kto  przypominałby  Xa-

natosa, ale Qui-Gon i tak wiedział,  e ten musiał mie  z 
tym co  wspólnego. W ko cu nie było go wtedy w Bandorze, 
a  przecie   nie  mógł  to  by   zbieg  okoliczno ci.  Potem 
dowiedział  si   od  SonTag,  e  Xanatos  wła nie  wrócił  do 
miasta. 

Yoda  powiedział  mu,  eby  nie  d ył  do  bezpo redniej 

konfrontacji  z  Xanatosem,  ale  powiedział  tak,  zanim  Obi-
Wan został uprowadzony, a zasady gry uległy zmianie. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

77 

Naturalnie  Qui-Gon  powinien  najpierw  porozumie   si   z 
Yod , poinformowa  go, jak zmieniła si  sytuacja, i czeka  
na decyzj  Rady. Postanowił jednak tego nie robi . 
Miał  do   odgrywania  roli  pionka  na  cudzej  szachownicy. 
To było co  wi cej ni  tylko gra. Xanatos usiłował go spro-
wokowa ,  zmusi   do  jawnej  konfrontacji  -  a  teraz  jeszcze 
wpl tał w to chłopca. 

Podstawowym  słabym  punktem  Xanatosa  jako  ucznia 

była  nadmierna  pewno   siebie.  Miał  nadziej ,  e  si   to 
nie zmieniło. 

Qui-Gon  wiedział,  e  Xanatos  przeprowadza  inspekcj  

w  najwi kszej  korporacyjnej  kopalni  lazurytu,  poło onej 
na  przedmie ciach  Bandoru.  Poszedł  tam  i  poczekał  do 
zmroku. 

Obserwował,  jak  Xanatos  wychodzi  z  małego  budynku 

administracyjnego,  mieszcz cego  zarz d  kopalni  i  sto-
jacego  obok  zakładu  hutniczego.  Dopiero  co  nast piła 
zmiana  szychty  i  w  pobli u  nie  było  górników.  Urz dnicy 
te  poszli ju  do domów - na to wła nie liczył Qui-Gon. 

Na  placu  walały  si   stosy  u lu.  Korporacja  zupełnie 

nie  zawracała  sobie  głowy  dbaniem  o  porz dek  na  terenie 
swoich kopalni. Ciemnoszare niebo przechodziło powoli w 
czer ,  ale  na  placu  nie  zapalono  jeszcze  latarni,  przy-

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

78 

puszczalnie  z  oszcz dno ci.  Robotnik,  który  spó nił  si   na 
swoj  zmian , musiałby doj  do kopalni po omacku. 

Qui-Gon  zaczekał,  a   Xanatos  przejdzie  przez  plac, 

po  czym  wyszedł  z  cienia  u lowej  hałdy,  staj c  mu  na 
drodze. 

Xanatos zatrzymał si . Na jego twarzy nie było zasko- 

czenia.  On  nie  pozwoliłby  sobie  na  okazanie  go,  nawet 
o  zmroku  i  na  pustym  placu,  stan wszy  ni  st d,  ni  zow d 
oko w oko ze swoim najdawniejszym wrogiem. 

Qui-Gon nie spodziewał si  u niego zaskoczenia. 

-  Je li  masz  jakie   plany  co  do  Bandomeer,  powiniene  

wiedzie ,  e jestem tu po to,  eby ci  powstrzyma  - rzekł. 

Xanatos  odrzucił  płaszcz  na  rami ,  niedbałym  gestem 

poło ył r k  na r koje ci miecza  wietlnego. Odchodz c z 
Zakonu  i  jednocze nie  zatrzymuj c  bro ,  pogwałcił 
jedn  z jego najwa niejszych zasad. 

Poklepał r k  miecz. 

-  Owszem,  wci   go  mam.  W  ko cu  wiczyłem  przez 

wszystkie  te  lata.  Czemu  miałbym  oddawa   go  jak  zło 
dziej, skoro zasługuj  na to,  eby go nosi ? 

' - Poniewa   ju   na  to  nie  zasługujesz -  odpowiedział 

Qui-Gon. - Przynosisz mu ha b . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

79 

Krew  uderzyła  Xanatosowi  do  twarzy.  Słowa  Qui-Gona 

były celne. Potem jednak rozlu nił si , u miechn ł. 

-  Widz ,  e  wci   trudny  z  ciebie  człowiek,  Qui-Go- 

nie. Kiedy  mi to przeszkadzało. Teraz mnie bawi. 

Zacz ł kr y  wokół Jinna. 

-  W  ko cu  ł czyła  nas  przyja ,  co   silniejszego  ni  

zwi zek mistrza i ucznia. 

-  To  prawda  -  przyznał  Qui-Gon,  na laduj c  jego  ru- 

chy. - Tak było. 

-Tym  wi cej  miałe   powodów,  eby  mnie  zdradzi , 

nadu y   mego  przywi zania.  Przyja   nic  dla  ciebie  nie 
znaczy. Moje cierpienie sprawiało ci przyjemno . 

-  To  ty  zdradziłe ,  l  to  ty  znajdowałe   przyjemno  

w cudzym  cierpieniu. To  wła nie poznałe   na Telos:  przyje-
mno ,  jak   daje  ból.  Yoda  to  przewidział;  dlatego  wie-
dział,  e ci si  nie uda. 

-  Yoda! -  Xanatos wr cz wypluł  to  imi . -  Ten mały troll 

si gaj cy  mi  do  kolan!  Wydaje  mu  si ,  e  ma  moc.  Nie 

niło mu si  nawet o dziesi tej cz ci mocy, jak  poznałem! 

-  Poznałe ?  -  zapytał  spokojnie  Qui-Gon.  -  A  sk d 

znasz  tak   moc,  Xanatosie?  Ty,  człowiek  Korporacji,  praco- 
wnik  redniego szczebla wypełniaj cy wol  zarz du? 

-  Ja nie wypełniam niczyjej woli, prócz mej własnej. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

80 

-  Po  to  tu  jeste ,  prawda?  Czy  Bandomeer  to  spraw- 

dzian twoich mo liwo ci? 

-  Ja  nie  przyst puj   do  sprawdzianów  -  warkn ł  Xana- 

tos.  -  Ja  ustalam  zasady.  Bandomeer  nale y  do  mnie.  Wy 
starczy,  ebym wyci gn ł r k  i j  sobie wzi ł. 

Zacie nił  kr g.  Jego  płaszcz  załopotał  i  musn ł  Qui--

Gona. 

-To taka mała planetka. Zupełnie bez znaczenia z 

galaktycznego  punktu  widzenia.  A  przecie   rodzi  skarby, 
sypie  je  do  moich  wyci gni tych  r k.  Gdyby   tylko  wyzbył 
si   tych  niezno nych  zasad  Jedi,  te   skorzystałby   z  jej 
skarbów.  Ale  nie,  Qui-Gon  jest  ponad  to.  Nie  mo na  go 
skusi . Niczym. 

-  Bandomeer  nie  jest  twoj   własno ci .  -  Qui-Gon  od- 

sun ł  si   od  Xanatosa  na  odległo   wyci gni tego  ramie 
nia.  -  Zawsze  byłe   zbyt  pewny  swego  i  tym    razem 
posun łe  si  za daleko. 
-Jeszcze  nie.  -  Granatowe  oczy  Xanatosa  zabłysły.  Dobył 
miecza. - Teraz, owszem, posun  si  za daleko. 

Miecz  Qui-Gona  o ył  w  ułamku  sekundy.  Zanim  Xana-

tos  przymierzył  si   do  zadania  pierwszego  ciosu,  Qui-Gon 
zacz ł  ju   wykonywa   ruch,  którym  miał  go  sparowa . 
Ostrza  mieczy  wietlnych  spotkały  si ,  dał  si   słysze   syk. 
Qui-Gon poczuł w ramieniu impet pchni cia przeciwnika. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

81 

Xanatos  nie  stracił  nic  ze  swoich  umiej tno ci  wojowni-

ka.  Urósł  tylko  w  sił ;  poruszał  si   oszcz dnie  i  z  gracj . 
Miecz  migał  mu  w  dłoni.  Uderzał  raz  za  razem,  stale  za-
skakuj c czym  swego byłego mistrza. 

Qui-Gon  walczył  defensywnie,  cho   wiedział,  e  nie 

uda  mu  si   zm czy   Xanatosa  -  zm czenie  przeciwnika 
było jedn  z technik wykorzystywanych przez Rycerzy Jedi. 

Styl  Xanatosa  wykraczał  poza  fizyczne  umiej tno ci. 

Qui-Gon  czuł,  jak  pot ny  jest  umysł  młodego  człowieka. 
Xanatos  nadal  czerpał  sił   z  Mocy;  nie  z  energii  wiatła, 
lecz ciemno ci. 

Jinn  uskoczył  na  bok,  by  unikn   kolejnego  ciosu.  Xa-

natos  roze miał  si .  Qui-Gon  uznał,  e  nadszedł  czas  na 
zmian  zasad. Do  obrony, pora przej  do ataku. 

Rzucił  si   na  Xanatosa;  miecz  wietlny  piewał  mu 

w  dłoni.  Zadawał  jedno  uderzenie  za  drugim,  Xanatos  pa-
rował  wszystkie.  Powietrze  wypełniło  si   dymem  i  skwier-
czeniem. Xanatos znów si  roze miał. 

Jedi  u ył  sekwencji  ci ,  która  miała  unieruchomi   Xa-

natosa pod  cian   budynku.  Ten  jednak  wskoczył  na  hałd , 
wykr cił  w  powietrzu  salto  i  wyl dował  po  drugiej  stronie 
rycerza. 
-  Zniszczyłe   wszystko,  co  kochałem  -  rzucił  oskar y-
cielsko. Jego miecz o włos min ł rami  Qui-Gona. Klinga 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

82 

przeszła tak blisko,  e a  osmaliła materiał ubrania. - 
Tego dnia, Qui-Gonie, zabiłe  mnie. Ale ja narodziłem si  
na nowo. Silniejszy, m drzejszy. Przerosłem ci . 

Ostrza  zderzyły  si   ze  sob ,  wydaj c  w ciekły  d wi k. 

Qui-Gon  czuł  napór  przeciwnika,  ale  nie  ust pował.  Xana-
tos wyrzucił do przodu stop , ale Qui-Gon spodziewał si  
takiego ataku  i  cofn ł  si . Xanatos  zachwiał  si ,  ale zdołał 
odzyska  równowag . 

-  Praca  stóp  zawsze  była  twoj   słab   stron   -  zauwa- 

ył  cierpko  Qui-Gon,  wyprowadzaj c  cios  w  rami .  Xana- 

tos zrobił unik, ale Jinn zd ył uchwyci  wypisany na jego 
twarzy grymas  bólu.  - Przerosłe   mnie,  mówisz? Tak ci si  
tylko wydaje. 

Mo e przez t  drwi c  uwag , mo e przez to,  e Qui--

Gon  zdołał  go  wreszcie  naprawd   zrani   -  Xanatos  od-
rzucił  peleryn   z  drugiego  ramienia.  W  dłoni  miał  drugi 
miecz  wietlny. 

Zaskoczony  Qui-Gon  zdekoncentrował  si   na  moment. 

Ten miecz mógł nale e  tylko do jednej osoby. 

-  A  gdzie   si   podziewa  twój  nowy  ucze ?  -  zapytał 

szyderczo Xanatos. 

A  wi c  to  on  odpowiadał  za  znikniecie  Obi-Wana.  Te-

raz Jinn był ju  tego pewien. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

83 

Xanatos  zrobił  fint   w  lewo,  poszedł  w  prawo,  zata -

czył z  powrotem  na lew  stron . Qui-Gon pami tał to po-
suni cie  z  pojedynków  w  wi tyni;  bez  trudu  zablokował 
uderzenie. 
Walczył  z  przeszło ci . Swoj   własn   przeszło ci .  Mo e 
uda  mu  si   pokona   Xanatosa,  ale  na  pewno  nie  wygra  
walk .  W  tej  chwili  liczyła  si   tylko  przyszło .  A 
przyszło ci   był  Obi-Wan.  Przeszło   zaczeka  na  swoj  
kolej. 

Wiedział,  e  Xanatos  gotów  jest  poprowadzi   t   walk  

dalej, gotów, je li mu si  uda, zada   miertelny cios. 

Wtem Xanatos zawirował, dał trzy  długie kroki po zbo-

czu  hałdy,  odepchn ł  si   i  run ł  na  Qui-Gona  z  oboma 
mieczami  w  r kach.  Ka dy  mi sie   jego  ciała  był  napi ty. 
Zbierał si  do ostatecznego ataku. 

Czekało  na  niego  wył cznie  powietrze.  Qui-Gon  zrobił 

unik  i  wyrwał  nie  przygotowanemu  na  to  przeciwnikowi 
miecz Obi-Wana. 

A potem, po raz pierwszy w  yciu, uciekł z pola bitwy. 

Musiał odnale  Obi-Wana. Biegł  przez plac przed kopal-
ni  co sił w nogach; w uszach  wiszczał mu zimny wiatr. 

Usłyszał dochodz cy z mgły głos Xanatosa: 

-  Biegnij, tchórzu! Przede mn  i tak nie uda ci si  uciec! 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

84 

-  Chyba  mi  si   wła nie  udało!  -  odkrzykn ł. 

miech Xanatosa przej ł go lodowatym dreszczem. 

-  Tylko na razie, Qui-Gonie. Tylko na razie. 

 
 
 
 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

85 

ROZDZIAŁ 13 

 

 

Przez  dwie  noce  i  dwa  dni  Obi-Wan  robił,  co  mógł, 

eby  wywrze   Moc   jaki   wpływ  na  swoj   obro   ele-

ktryczn .  Jego rany  goiły  si   powoli. Praca  w  kopalni była 
fizycznie wyczerpuj ca. 

Górnikom  wydawano  głodowe  racje,  ale  tych,  którzy 

tracili  siły,  brutalnie  bito.  Wszyscy  stra nicy  byli  Imbatami, 
istotami  słyn cymi  raczej  z  rozmiarów  i  okrucie stwa  ni  
inteligencji. Byli wysocy jak drzewa, mieli szorstk  skór  i 
grube  nogi  zako czone  szerokimi,  chwytnymi  palcami. 
Głowy mieli nieproporcjonalnie małe w stosunku do ciała, a 
najbardziej zwracały uwag  ich wielkie oklapni te uszy. 

Robotnicy  zje d ali  windami  na  dno  oceanu.  W  w s-

kich  tunelach  było  niebezpiecznie.  Cz sto  zdarzały  si  
przecieki,  a  czasem  strop  korytarza  p kał,  zatapiaj c 
wszystkich,  którzy  w  nim  akurat  pracowali.  Ale  najbardziej 
górnicy bali si ,  e zu yte powietrze przedostanie si  jako  z 
powrotem do tuneli. Udusi  si  to gorzej ni  uton . 

- Czekałem na ten dzie  - oznajmił Guerra, kiedy stali w 

kolejce do windy. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

86 

 

Obi-Wan j kn ł w duchu. Wiedział,  e je li Guerra jest 

jako   szczególnie  zadowolony,  czekaj   go  kłopoty.  Phin-
dianin  radził  sobie  z  okropno ciami  górniczego  losu, 
traktuj c  go  jak  jeden  wielki  kawał,  który  kto   zrobił  im 
wszystkim. 

-  Dlaczego? - spytał nieufnie. 
-  Ej,  ty!  -  krzykn ł  jaki   Imbat.  Obi-Wan  a   cały  ze- 

sztywniał,  ale  stra nik  podszedł  do  Meerianina,  który  przy- 
stan ł,  eby poprawi  pas. 

-  Rusz  si !  Wstrzymujesz  kolejk !  -  wrzasn ł  i  za 

machn ł  si   elektroostrzem.  Górnik  krzykn ł  co   i  osun ł 
si  na pokład. Stra nik kopni ciem odsun ł go na bok. 

-  Trzy dni bez  arcia! 

Nikt  nie  próbował  pomóc  Meerianinowi.  Wszyscy  wie-

dzieli,  e  spotkałoby  ich  za  to  takie  samo  potraktowanie. 
Obi-Wan wcisn ł si  do windy razem z Guerr . 

-  Dzisiaj  zje d amy  na  najni szy  poziom  -  powiedział 

Phindianin. -  lady jonitu. 

-  Co w tym takiego okropnego? - spytał chłopiec. 
-  Nawet  ladowe  ilo ci  jonitu  zawieraj   naprzemienny 

ładunek  elektryczny  -  wyja nił  Guerra.  -  Ani  dodatni,  ani 
ujemny  -  jakby  go  nie  było.  Prawda!  Przyrz dy  mog  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

87 

przesta   działa   i  w  razie  napływu  złego  powietrza  nie  b  
dzie  ostrze enia.  Ale  za  to  praca  robi  si   ciekawsza.  Ha! 
Nieprawda.  -  Z  białych  obwódek  spogl dały  na  Obi 
-Wana  ywe  ółte oczy. 

-W zeszłym tygodniu licznik Biera przestał działa  z 

powodu wysokiego st enia jonitu - wtr cił inny górnik. 

-  Bier  był  na  górze,  w  skafandrze,  robił  map   dna.  Sko - 
czył mu si  tlen i nie zd ył wróci  do tunelu. 

 

 

Obi-Wan  patrzył,  jak  zapalaj ce  si   kolejno  lampki 

wskazuj   poło enie  windy.  Sam  czuł  si   tak,  jakby  go  nie 
było.  Znikn ł  bez  ladu.  Był  gł boko  pod  dnem  morza. 
Qui-Gonowi  w  yciu  nie  przyjdzie  do  głowy,  eby  szuka  
go w takim miejscu. 

A  nawet  gdyby  Qui-Gon  wiedział,  gdzie  go  znale ... 

czy  pospieszyłby  z  pomoc ?  W  głowie  d wi czały  mu 
drwi ce  słowa  Xanatosa.  Czy  Qui-Gon  zdradzi  go,  tak  jak 
kiedy ,  według  Xanatosa,  zdradził  własnego  Podawana? 
Pozwoli mu umrze ? 

Obi-Wanowi  wydawało  si ,  e  nie  mo e  by   ju   nic 

gorszego  od  rozpaczliwie  ci kiej  pracy  przez  cały  dzie . 
Ale  w  nocy  stra nicy  rozlu niali  dyscyplin ;  górnikom  po-
trzebna  była  chwila  wytchnienia.  Ich  ulubion   rozrywk  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

88 

były  walki.  Nie  mieli  nic  do  stracenia,  a  zakłady  stawiało 
si  według skomplikowanego systemu opartego na tym, kto i 
jak powa nie zostanie okaleczony. Poprzedniej nocy jeden 
robotnik  stracił  oko.  Obi-Wan  nauczył  si   trzyma  

daleka od walcz cych. 

Wyszedł  z  kwater  górników  na  pokład  i  zastał  tam 

Guerr .  Było  bardzo  zimno,  ale  Phindianin  chyba  tego  nie 
odczuwał. Le ał wyci gni ty na metalowym pokładzie i 
obserwował gwiazdy. 

-  Kiedy   tam  wróc   -  powiedział. 
Chłopiec usiadł obok. 
-  Jestem pewien,  e ci si  uda. 

-  Prawda!  Ja  te   jestem  tego  pewien  -  odparł  Guerra. 

Potem szepn ł cicho: - Nieprawda. 

-  Guerra,  znasz  platform   jak  własn   kiesze .  Wi- 

działe   na  niej  kiedy   skrzynk   oznaczon   przerwanym 
okr giem? 

-  Pewnie,  prawda  -  odpowiedział  ku  zaskoczeniu  Obi 

-Wana.  -  Dopiero  co  robiłem  remanent.  Ta  robota  prze 
chodzi po kolei z jednej osoby na drug ,  eby nikt nie miał 
okazji  niczego  ukra .  Była  taka  skrzynka  w  magazynie 
materiałów  wybuchowych.  Nie  miałem  jej  na  li cie,  ale 
stra nicy  kazali  mi  siedzie   cicho.  To  siedz .  Nie  jestem 
głupi! 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

89 

-  Mógłby   pomóc  mi  dosta   si   do  tego  magazynu? 
Phindianin a  podskoczył. 
-  Mam  nadziej ,  e  to  art,  Obawanie.  Za  kradzie  

wylatuje si  za burt ! 

-  Nie  chc   niczego  ukra   -  zapewnił  Obi-Wan.  -  Tyl 

ko popatrze . 

Guerra u miechn ł si . 

-  wietny  pomysł,  Obawanie!  Idziemy!  -  Poło ył  si  

z  powrotem.  -  Nieprawda.  Skłamałem.  Ja  za  nikogo  nie 
nadstawiam karku, zapomniałe ? 

-  A    je li    wiem,    jak  wył czy   obro ?  Mogliby my 

ukra  łód  i przedosta  si  na kontynent. 

Guerra  spojrzał  na  niego  z  ukosa.  -Je li    to  prawda,  to 
czemu  jeszcze twoja obro a działa, przyjacielu? 

-  Potrafi   j   wył czy .  Po  prostu  czekam  na  wła ciwy 

moment. - Wiedział,  e jak tylko całkiem wyzdrowieje, b - 

dzie  mógł  zapanowa   nad  Moc .  B dzie  musiał.  -  Zaufaj 

mi i b d  cierpliwy. 

-Ja nikomu nie ufam - przypomniał cicho Guerra. - 

Nigdy. To dlatego jestem tu ju  trzy lata i wci   yj . 

-  Co  masz  do  stracenia?  -  naciskał  chłopiec.  -  Zapro- 

wad   mnie  do  stra nika  i  poka ,  gdzie  widziałe   skrzynk . 
Je li mnie przyłapi , wezm  cał  win  na siebie. 

Phindianin pokr cił głow . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

90 

-  Stra nik nie da nam kluczy. To wbrew przepisom. 
-  Zostaw to mnie. 

-  Musz   jeszcze  co   sprawdzi   -  powiedział  stra niko- 

wi Guerra. - Potrzebne mi klucze. 

Imbat zamachn ł si  elektroostrzem. 

-  Zabiera  mi si  st d! Albo do wody! 

Obi-Wan  wezwał  Moc.  Wiedział,  e  jest  za  słaby, 

eby  wywiera   wpływ  na  fizyczne  przedmioty,  ale  liczył  na 

to,  e uda  mu si  nagi  do swojej  woli ograniczony  mó -
d ek Imbata. 

-  Mo e  to  nie  taki  zły  pomysł  -  powiedział.  -  Powinni- 

my wszystko jeszcze raz sprawdzi . 

-  Mo e  to  nie  taki  zły  pomysł  -  powtórzył  bezmy lnie 

stra nik  i  rzucił  Phindianinowi  elektroniczne  klucze.  -  Spra- 
wd cie wszystko jeszcze raz. 

Guerra wlepił wzrok w Obi-Wana. 

-  Jak to zrobiłe , Obawanie? 
-  Niewa ne. Po pieszmy si . 

Guerra  zaprowadził  go  do  magazynu  materiałów  wy-

buchowych.  Otworzył  drzwi  i  Obi-Wan  wszedł  szybko  do 

rodka. 

-  Gdzie ta skrzynka? - zapytał. - Poka  mi tylko i  mo- 

esz sobie i . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

91 

Guerra  przystan ł  w  drzwiach,  szeroko  otworzył  ółte 

oczy. 

-  Słysz   kroki  -  szepn ł.  -  Kto   biegnie.  Stra nicy! 

Pewnie w drzwiach był alarm. 

-Wejd   i  zamknij  drzwi!  -  sykn ł  Obi-Wan. 
Ale zamiast go posłucha , Guerra zawołał: 

-  Jest, jest  tutaj! Znalazłem  go! -  Popatrzył  ze smutkiem 

na  chłopca.  -  Nawet  w  niebezpiecze stwie  za  nic  nie  zdra- 
dziłbym przyjaciela. Ale... 

-  Skłamałe   -  doko czył  za  niego  Obi-Wan.  A  potem 

do  rodka wpadli stra nicy. 

Guerra  wyci n ł  r k ,  pokazuj c  im  chłopca.  Jeden 

Imbat uderzył go elektroostrzem. Obi-Wan upadł z bólu na 
kolana.  Czuł,  jak  ci gn   go  do  karceru  i  wrzucaj   do 

rodka. 

Usłyszał, jak jaki  stra nik mówi: 

-  Kar  za kradzie  jest wyrzucenie za burt . 
- To k oniec  m oj ej  z miany  -  odpar ł j ego k olega i  

ziewn ł. - Niech sobie poczeka do jutra rana. 
 
 

 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

92 

ROZDZIAŁ 14 

 

 

 

Lot  na  Telos  powinien  był  przebiega   spokojnie.  Yoda 

znalazł  kogo ,  kto  zgodził  si   ich  tam  zabra ,  pilota 
przewo cego  do  układu  Telos  ładunek  robotów.  Ju   na 
samym  pocz tku  doszło  do  spi   miedzy  pilotem  a  Xanato-
sem.  Stieg  Wa  był  młody,  zuchwały  i  pewny  siebie.  Od 
dzieci stwa  radził  sobie  sam;  prze ył  wiele  niebezpiecz-
nych  przygód  i  dobrze  mu  si   wiodło.  Zacz ł  dobrodusz-
nie dokucza  Xanatosowi, mówi c,  e zna on tylko  ycie w 

wi tyni, pod kloszem, a nie wie nic o prawdziwym  yciu. 

Mo e  Yoda  przewidział  ten  konflikt  osobowo ci.  Mo e 

była  to  kolejna  próba.  Qui-Gon  ostrzegł  ucznia,  eby  nie 
stracił  panowania  nad  sob   i  nie  dał  si   sprowokowa  
przyjaznym  w  gruncie  rzeczy  przytykom  pilota.  Xanatos 
u miechn ł si  i zapewnił go,  e zachowa spokój. 

Jedynym zagro eniem zwi zanym z podró  był przelot 

przez  układ  Landor,  opanowany  przez  piratów.  Stieg  Wa 
był przekonany,  e uda im si  przemkn  niepostrze enie; 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

93 

robił  to  ju   wiele  razy.  Ale  kiedy  trzy  okr ty  pirackie 
otoczyły jego statek i nakazały mu si  podda , odkrył,  e

 

jeden  z  najwa niejszych  wska ników  uległ  awarii.  Nie  za-
działał antyradar. 

Stieg  Wa  o wiadczył,  e  si   nie  podda,  i  zacz ł  ucie-

ka .  Wykazuj c  si   niespotykanymi  umiej tno ciami,  robił, 
co  mógł,  eby  unikn   miotaczowego  ognia.  Kiedy  ju  
udało  im  si   zgubi   piratów,  oznajmił,  e  antyradar  nie 
wł czył si  z powodu sabota u, i oskar ył o to Xanatosa. 

Qui-Gon,  rzecz  jasna,  uwierzył,  kiedy  ten  zacz ł  si  

zarzeka ,  e nie miał z tym nic wspólnego. Czemu miałby 
ryzykowa ,  e  piraci  napadn   na  statek,  na  którego 
pokładzie sam si  znajdował? 

Stieg Wa był wła nie na zewn trz i naprawiał antyra-

dar, kiedy wrócili piraci. Został postrzelony i pojmany. 

A  Xanatos poprowadził Qui-Gona do  kapsuły ratunko-

wej, któr  wcze niej zaprogramował na lot na Telos. Kiedy 
mistrz  spytał  go,  po  co  podj ł  a   takie  rodki  ostro no ci, 
u miechn ł si . 

„Na  wszelki  wypadek  zawsze  zostawiam  sobie  jak  

furtk " - wyja nił. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

94 

Do  witu  brakowało  jeszcze  godziny,  kiedy  Qui-Gon 

wysiadł  z  pojazdu  i  ruszył  w  stron   kopuły  Strefy.  Zaraz 
podbiegł do  wysłany mu na spotkanie Meerianin. 

- Jestem RonTha. Miło mi powita ... 
-  Gdzie jest Si Treemba? - przerwał mu rzeczowo Qui- 

-Gon, id c w kierunku głównego budynku. 

Pod...  pod  kopuł .  Czeka  na  pana  -  odpowiedział 
RonTha,  usiłuj c  dotrzyma   kroku rycerzowi.  - Ale  musimy 
przestrzega  przepisów. Musi pan zgłosi  si ... 

-  Zaprowad   mnie  do  niego  -  za dał  Qui-Gon. 
-Ale przepisy... 

-  Jinn  utkwił  wzrok  w  Meerianinie.  Nie  musiał  u ywa  

Mocy - RonTha ugi ł si  pod ci arem jego irytacji. 

-  T dy - pokazał i pobiegł naprzód. 

O obecno ci Si Treemby dał zna  szelest zbo a. Na wi-

dok Qui-Gona Arconianin wyskoczył na  cie k . 

-  Pilnowali my  tego  miejsca,  od  kiedy  porwali  Obi-Wa 

na - powiedział. - W tym czasie  nikt nie wchodził ani  nie 
wychodził. 

Qui-Gon  spojrzał  ze  współczuciem  na  Si  Treemb .  Ar-

conianin  wygl dał  na  wyczerpanego.  Qui-Gon  nie  zdzi-
wiłby si , gdyby zasn ł na stoj co. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

95 

-  le  zrobili my,  e  zasn li my  tamtej  nocy  -  orzekł  Si 

Treemba.  -  Obi-Wan  powiedział,  e  b dzie  czuwał  pier- 
wszy. Nie powinni my byli zasypia ... 

-  Nie  czas  rozpami tywa   przeszło   -  powiedział 

łagodnie  Qui-Gon.  -  Liczy  si   tylko  tera niejszo . Musimy 
znale  Obi-Wana. Co widziałe ? 

-  Niewiele  -  przyznał  Si  Treemba.  -  Zabrało  go  kilku 

ludzi  w  mundurach  Korporacji.  Poszli my  za  nimi,  ale  zgu- 
bili my ich gdzie  w strefie. - Zwiesił głow . 

Qui-Gon usiłował nie okaza  rozczarowania. Si Treemba 

i  tak  czuł  si   wystarczaj co  le.  Ale  jak  miał  znale   Obi-
Wana, dysponuj c tak sk pymi danymi? 

Wtem zauwa ył,  e RonTha jest bardzo zdenerwowany. 

Meerianin  pocił  si   i  w  ogóle  robił  wra enie,  jakby  miał 
ochot  zapa  si  pod ziemi . 

Qui-Gon po wi cił mu cał  uwag . 
-  A ty? Widziałe  co , RonTha? 
-  Ja?  Ale   nie  wolno  nam  przebywa   w  Strefie  po 

zmroku - zaprotestował RonTha. - To wbrew przepisom. 

-  Nie  odpowiedziałe   mi  na  pytanie  -  zauwa ył  uprze- 

jmie Qui-Gon. 

-  Staram si  przestrzega  zasad. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

96 

-  l  zawsze  ci  si   to  udaje?  -  spytał  łagodnie  Qui-Gon, 

powstrzymuj c  zniecierpliwienie.  -  Ka dego  mo na  skusi , 
skłoni ,  eby złamał zasady. 

-  Owoce s  takie dobre - wyszeptał RonTha. - To tylko 

mała przek ska przed snem... 

-  Mów  -  polecił  stanowczo  Qui-Gon. 
Meerianin przełkn ł nerwowo  lin . 
-  Byłem  wła nie  w  sadzie,  kiedy  ich  zobaczyłem:  kilku 

m czyzn  d wigaj cych  jaki   ci ar.  Kto   ich  prowadził, 
kto  w czarnym płaszczu... 

Qui-Gon skin ł zach caj co głow . 

-  Najpierw  tylko  si   schowałem.  Ale  potem  zauwa- 

yłem,  e  oni  nios   Obi-Wana. Powierzono  go  mojej opie- 

ce,  byłem  za  niego  odpowiedzialny!  Wiec  poszedłem  za 
nimi do nabrze a. 

Qui-Gon zmarszczył brwi. 

-  Odpłyn li na morze? 

RonTha potwierdził ruchem głowy. 

-  Dwóch  m czyzn;  wzi li  ze  sob   Obi-Wana. 
„Dok d popłyn li?" - próbował zgadn  Qui-Gon. 

Ocean był ogromny, pozbawiony wysp i raf. 

-  Nic nie mówili? - zapytał. 

Nic  istotnego  -  odparł  RonTha.  -  Ale  za  to  co   dziw-

 

nego. Jeden z nich powiedział do Obi-Wana,  e zobaczy 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

97 

si  z nim za pi  lat, je li chłopiec prze yje. Obi-Wan, ma 
si   rozumie ,  nie  odpowiedział.  Nie  odzyskał  jeszcze 
przytomno ci. 

-  Pi  lat? - powtórzył Qui-Gon. 
-  Kopalnie  dalekomorskie!  -  wykrzykn ł  Si  Treemba. 
„No jasne" - pomy lał Qui-Gon. Gdzie mo na by go 

lepiej ukry  ni  na dalekomorskiej platformie górniczej? 

-  Znajd  mi jak  łód  Korpusu - polecił Meerianinowi. 

-  Ale to wbrew prze... - RonTha urwał pod lodowatym 

spojrzeniem Qui-Gona. - Tak jest - zgodził si . - Natych- 
miast. 

Qui-Gon  wyciskał  z  silnika  poduszkowca,  ile  si   tylko 

dało. Pojazd mkn ł przez szary ocean, unosz c si  ledwo 
kilka  cali  nad  falami.  Meerianinowi  udało  si   poda   mu 
dokładne  poło enie  platformy  i  wprowadzi   współrz dne 
do komputera pokładowego łodzi. Poza tym RonTha zape-
wnił go,  e platformy nie da si  przegapi  - jest za du a. 

Z  pocz tku  wygl dała  jak  nieznacznie  ciemniejsza 

smuga na szarym widnokr gu. W miar  jak Qui-Gon zbli-

ał si  do celu, wyłaniały si  z szaro ci sylwetki szybów 

i budynków - niedu e miasto na  rodku morza. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

98 

Jedi  zogniskował  elektrolornetk   na  platform .  Patrzył 

uwa nie,  szukaj c  Obi-Wana.  Wtem  zauwa ył  jakie   po-
ruszenie  w  pobli u  kraw dzi.  Grupa  m czyzn  pchała 
co ... 

Qui-Gon  dostroił  przyrz d  i  kurczowo  zacisn ł  na  nim 

palce.  To  był  Obi-Wan!  Stra nicy  szturchali  go  t pymi  ko -
cami  elektroostrzy,  popychaj c  na  platform .  Chcieli  go 
zepchn ! 

Jinn dodał  gazu,  ale  silnik pracował  ju  na  pełnych  ob-

rotach.  Zrozpaczony,  zrozumiał,  e  jest  za  daleko.  Mógł 
mie   jedynie  nadziej ,  e  Obi-Wan  prze yje  upadek  i  e 
uda mu si  wyłowi  go z wody. 

P dził  przed  siebie;  był  coraz  bli ej.  Chłopiec  znajdo-

wał  si   ju   na  samej  kraw dzi.  Qui-Gonowi  serce  cisn ło 
si  z bólu. Nie mógł straci  go w taki sposób! Nigdy by so-
bie tego nie wybaczył. 

W  tej  samej  chwili  jego  uwag   zwrócił  jaki   ruch  na 

jednym z ni szych poziomów platformy. Kto  sporz dził z 
brezentu  co   w  rodzaju  sieci  i  teraz  rozpinał  j   na  pod-
trzymuj cych  cał   konstrukcj   przyporach.  Pokazały  si  
dwie  długie,  gi tkie  r ce  i  ustawiły  sie   w  powietrzu,  mi -
dzy skrajem platformy a morzem. 

Obi-Wan  run ł  w  dół.  Qui-Gon  obserwował  jego  upa-

dek  przez  lornetk .  Chłopiec  miał  zaci ty,  opanowany  wy-

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

99 

raz  twarzy;  nie  było  w  niej  przera enia.  Był  zdecydowany 
walczy  do ko ca, ale i gotów na przyj cie  mierci. 

Jak Jedi. 
Wtedy  Obi-Wan  dostrzegł  w  dole  sie .  Qui-Gon  wy-

czuł  rozchodz ce  si   w  Mocy  fale,  których  ródłem  był 
chłopiec?  Skoncentrował  si   na  wzmocnieniu  ich,  na  tym, 

eby Obi-Wan trafił w sie . 

Wygl dało to  tak, jakby  Kenobi  chwycił  si   powietrza  i w 
locie skr cił w lewo. Wyl dował w samym  rodku sieci. 

Sekund   pó niej  te  same  długie  r ce  wyci gn ły  si   po 

niego i przeniosły w bezpieczne miejsce. 

Qui-Gon  był  ju   bardzo  blisko  platformy.  Słyszał 

w ciekłe okrzyki stra ników, którzy zauwa yli, co si  stało, i 
pop dzili do windy,  eby zjecha  na odpowiedni poziom. 

Wyhamował;  łód   zakołysała  si   na  fali.  Przerzucił 

lin  przez przypor  i mocno przywi zał. Drug  lin  zarzucił 
na  podest,  na  którym  znikn ł  Obi-Wan,  sprawdził,  czy 
mocno si  trzyma, i wspi ł si  po niej. 

Obi-Wan  p dził  korytarzem  w  towarzystwie  długor -

kiego  stwora.  Nagle  zatrzymał  si ,  jakby  Qui-Gon  zawołał 
go po imieniu, cho  Jedi si  nie odezwał. Odwrócił si  i zo-
baczył, jak Qui-Gon przeskakuje przez barierk . 

-  Miałem  nadziej ,  e  przyjdziesz  -  powiedział. 
Qui-Gon kiwn ł głow . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

100 

-  Mało brakowało, a bym si  spó nił. Szybko. 
-  To  jest  Guerra  -  przedstawił  chłopiec  swojego  wyba- 

wiciela. 

-  Chod cie  obaj  -  ponaglił  Qui-Gon.  -  Zaraz  b d   tu 

stra nicy. Wszystko widzieli. 

R ce  Guerry  pow drowały  do  obro y,  któr   miał  na 

szyi. 

-  Nie  mog   st d  odej .  Ty  te   nie,  Obawanie. 
Obi-Wan spojrzał na Qui-Gona. 

-  Obro e  elektryczne.  Je li  spróbujemy  zej   z  platfor- 

my, wybuchn . 

Qui-Gon  kiwn ł  głow .  Skoncentrował  Moc  na  odbior-

niku w obro y Obi-Wana. 

Chłopiec pomacał urz dzenie. 
-  Przestała brz cze , 
-  Po  dotarciu  na  stały  l d  b dziemy  musieli  wymy li , 

jak j  zdj  - powiedział Qui-Gon. 

-  To  stamt d  idzie  sygnał  -  wyja nił  Guerra.  -  Nadaj- 

nik  maj   stra nicy  z  posterunku  w  doku  załadunkowym 
w Bandorze. 

Qui-Gon  zaj ł  si   teraz  obro   Guerry.  Nagle  jednak 

obrócił si  na pi cie; to otworzyły si  drzwi windy. Tu  koło 
jego ucha przemkn ła wi zka energii. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

101 

-  Chyba  ci  si   przyda  -  zauwa ył,  rzucaj c  Obi-Wa- 

nowi jego miecz  wietlny. 

Razem stawili czoło stra nikom; dwa miecze za piewały 

unisono. Imbaci - było ich czterech - zawahali si . Pierwszy 
raz  widzieli  tak   bro .  Ale  wci   rozw cieczeni  ucieczk  
Obi-Wana, rzucili si  do ataku. 

Qui-Gon  wskoczył  na  barierk ,  zrobił  salto  i  wy-

l dował  za  ich  plecami;  Obi-Wan  zaatakował  z  przodu. 
Poruszali  si   w  pełnym  gracji  duecie,  nacieraj c,  cofaj c 
si , spychaj c przeciwników z powrotem do windy, z 
łatwo ci  paruj c strzały. 

-  Obawanie, id  nast pni! - zawołał Guerra. 

Ze  schodów  na  drugim  ko cu  podestu  wyskoczyło  pi t-

nastu stra ników, strzelaj c w biegu. 

-  Czas  na  nas  -  powiedział  Qui-Gon  do  Obi-Wana. 
Wtem Phindianin krzykn ł i upadł na ziemi , trafiony 

z miotacza. Podniósł głow , popatrzył na chłopca. 

-  Ledwo  mnie  musn ło  -  powiedział.  -  Uciekaj.  Ja  ich 

zatrzymam. 

Obi-Wan wło ył mu do r ki miotacz. 
- Nie, to ty uciekaj. Pobiegnij schodami na gór  i schowaj 

si   gdzie .  Za  godzin   na  dobre  wył czymy  twoj   obro . 
Zaufaj mi. 

Guerra u miechn ł si  słabo. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

102 

-Ja...  nikomu...  nie  ufam...  -  powiedział  cicho.  Ale 

doku tykał jako  do schodów, osłaniany przez Obi-Wana i 
Qui-Gona.  Zatrzymał  si   i  odwrócił.  -  Skłamałem,  Oba-
wanie! Tobie ufam. 

Kenobi  przeskoczył  nad  ciałami  stra ników,  wspi ł  si  

na  barierk   i  skoczył.  Udało  mu  si   chwyci   lin   i  ze-

lizgn  po niej do łodzi. 

Po  nim wyl dował Qui-Gon. Uruchomił  silnik i pod gra-

dem strzałów wypłyn li na otwarte morze. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

103 

ROZDZIAŁ 15 

 

 

Gdy  tylko  znale li  si   poza  zasi giem  strzału  z  miota-

cza,  Qui-Gon  ustawił  kurs  na  Bandor.  Obi-Wan  siedział 
obok  niego,  patrz c  przed  siebie.  Nie  wiedział,  o  co 
najpierw zapyta . 

-  Powiedziałe ,  e  miałe   nadziej ,  e  przyjd   -  za- 

uwa ył  cicho  Qui-Gon.  -  Nie  „wiedziałe ",  tylko  „miałe  
nadziej ". 

Obi-Wan milczał przez chwil . 

-  Musz   dowiedzie   si   prawdy  o  Xanatosie  -  odezwał 

si  w ko cu.  -  On  mówił,  e był  twoim uczniem  i  ci  ufał, 
a ty go zdradziłe . 

-  Uwierzyłe  mu? - zapytał Qui-Gon. 

Obi-Wan milczał. Wiatr odgarniał mu włosy z twarzy. 

-  My l ,  e  nie  zdradziłby   Podawana  -  rzekł  wresz- 

cie.  -  Ale  nie  rozumiem,  dlaczego  on  ci   tak  nienawidzi. 
Ma  powód,  Qui-Gonie?  Czy  Xanatos  uwi ził  mnie  na  plat- 
formie górniczej tylko po to,  eby si  na tobie zem ci ? 

Mistrz Jedi z powag  kiwn ł głow . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

104 

-  Tak,  tak  s dz . Ju   czas,  ebym  ci o  nim  opowiedział. 

Powinienem był zrobi  to wcze niej. 

Z  morza  zacz ła  podnosi   si   g sta  mgła.  Obi-Wan 

czuł  smak  skraplaj cej  si   na  wargach  wilgoci.  Ze  wszy-
stkich  stron  otaczał  go  szary  wir;  w  górze  srebrzysta  sza-
ro   mgły,  w  dole  matowa  szaro   oceanu.  Zdawało  mu 
si ,  e słowa Qui-Gona dochodz  go z przeszło ci równie 
mglistej i odległej jak  wiat wokół niego. 

-  Ka dy  ucze   wnosi  do  wi tyni  co   niepowtarzalne- 

go  -  zacz ł  cicho  Qui-Gon.  -  Xanatos  wyró niał  si   ju  
jako  dziecko.  Był  inteligentny  na  swój  agresywny  sposób 
a  równocze nie  bardzo  szybki  i  zr czny.  Urodzony  przy- 
wódca.  Uwa ałem,  e  to  najbardziej  obiecuj cy  i  zdolny 
chłopiec,  jaki  kiedykolwiek  trafił  do  wi tyni.  Yoda  s dził 
podobnie. 

Jinn urwał na chwil , skorygował lekko kurs. 

-  Ale  Yoda  miał  w tpliwo ci.  A  kiedy  Xanatos  urósł 

i  został  moim  uczniem,  wahanie  mistrza  zacz ło  budzi  
we  mnie  niech .  Wydawało  mi  si ,  e  Yoda  podwa a 
mój  os d,  podczas  gdy  on,  naturalnie,  miał  w tpliwo ci 
co  do  przyszło ci  samego  chłopca.  Dostrzegał  co ,  czego 
ja  nie  widziałem.  Ucieszyłem  si ,  kiedy  zaproponował, 

eby  nast pna  misja  była  nasz   ostatni .  Pomy lałem,  e 

w  ko cu  udowodni   mu,  e  miałem  racj .  e  Xanatos  do- 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

105 

wiedzie  własnej  warto ci,  tego,  co  od  pocz tku  w  nim  Wi- 
działem. 

Spojrzał na Obi-Wana. 

-Widzisz,  gdzie  popełniłem  bł d  -  powiedział  i  nie 

było to pytanie. 

Chłopiec kiwn ł głow . 
- Chyba tak. Ty co  udowodnisz. Ty czego  chcesz. 

-  Była to wi c równie  próba dla mnie - rzekł Jinn - ale 

wtedy  o  tym  nie  wiedziałem.  Pozwoliłem,  by  zwyci ył  mój 
egoizm  i  pycha.  Moja  potrzeba,  by  mie   racj .  To  wa ne, 

eby   to  zrozumiał,  Obi-Wanie.  Nawet  Rycerz  Jedi  jest  tyl- 

ko  yw  istot  i ma swoje wady. 

-Jeste my  poszukuj cymi,  nie  wi tymi  -  powiedział 

Obi-Wan, przytaczaj c maksym  Jedi. 

-  Yoda  posłał  nas  na  Telos,  rodzinn   planet   Xanato- 

sa.  Chłopak  od  lat  nie  widział  si   ze  swoim  ojcem,  Crio- 
nem.  Przez  te  lata  Crion  zyskał  znaczn   władz .  Telos 
słynie  z  prowadzonych  na  niej  bada   naukowych;  telosja- 

scy  naukowcy  to  znakomici  wynalazcy.  Crion  wykorzy- 

stał   ich   odkrycia   do   pomno enia   bogactwa   planety, 
l  własnego.  Umocnił  te   swoj   władz   i  został  gubernato- 
rem.    Ale  zamiast  opiera   si   na  miejscowym    senacie, 
rz dził  sam.  Xanatos  zobaczył,  jak  pot ny  jest  teraz  jego 
ojciec.  W  jakim  yje  luksusie.  e  bogactwa  wszystkich  ga- 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

106 

laktyk  s   dla   na  wyci gni cie  r ki.  Zobaczył  to  wszystko 
i  obudziła si  w  nim  chciwo ,  l  gniew. Zrozumiał,  e  za- 
bieraj c  go  z  Telos,  pozbawili my  go  mocy,  mocy  innego 
rodzaju.  Ze  to  ja  go  jej  pozbawiłem,  l  znienawidził  za  to 
wszystkich Jedi. 

Qui-Gon zapatrzył si  w mgł . 
-  Z  wielu  rzeczy

 

rezygnujemy,  decyduj c  si   na  to  y- 

cie,  Obi-Wanie.  Naszym  przeznaczeniem  jest  nie  mie  
domu, nie  mie   wymiernej władzy. Xanatos  dostał  te rzeczy 
nagle  z  powrotem,  a  Crion  zauwa ył,  e  jego  syn  si  
waha.   Przez te wszystkie  lata  ałował  swojej  decyzji 
o odesłaniu chłopca na szkolenie. Był starym człowiekiem 
i  nie  miał  ju   adnych  przyjaciół,  adnych  sprzymierze -
ców.  Czuł  si   opuszczony  i  samotny. Zacz ł  wi c  nalega , 
by  Xanatos  przył czył  si   do  niego  w  jego  wielkich  pla-
nach.  Zrozumiałem,  e  Yoda przewidział, i   tak si  stanie; 
zrozumiałem,  e to wła nie było t  ostatni , najwa niejsz  
prób . 

Westchn ł. 
-  Nie  w tpiłem  w  m dro   Yody.  Zrobiłem  to,  co  nale- 

ało  zrobi .  Stan łem  z  boku.  Nie  próbowałem  kierowa  

Xanatosem  ani  wywiera   na  niego  wpływu.  Był  gotów,  by 
samodzielnie dokona  wyboru. 

l wybrał  le - powiedział cicho Obi-Wan. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

107 

-Jak  to  si   cz sto  dzieje  z  mo nymi,  Crion  stał  si  

chciwy.  W  tajemnicy  planował  wszcz cie  wojny  z  poblisk  
planet .  Badania  naukowe  przestały  mu  wystarcza . 
Gdyby Telos zyskała dost p do surowców i fabryk, mogłaby 
sta   si   jeszcze  pot niejsza.  Traktat  pokojowy  pomi dzy 
tymi  dwoma 

wiatami  odnawiano  automatycznie  co 

dziesi   lat.  Tego  roku  jednak  Crion  wysun ł  wniosek  o 
ponowne  jego  rozpatrzenie.  Pó niej  przekonałem  si ,  e 
był to podst p, gra na zwłok , do czasu zebrania armii. Ja 
miałem  obserwowa   przebieg  negocjacji.  Na  pierwszym 
posiedzeniu  Xanatos,  zgodnie  z  poleceniem  ojca, 
umy lnie  doprowadził  do  zerwania  rozmów.  Widzisz, 
chcieli wmiesza  w to ludno  Telos. Ale ja wiedziałem, co 
si   dzieje,  i  podałem  to  do  wiadomo ci  publicznej. 
Mieszka cy  planety  powstali  przeciw  Crionowi,  on  jednak 
nie  ust pił;  Xanatos  nakłonił  go,  eby  ju   raczej  walczył. 
Sprowadzili najemn  armi , chc c stłumi  bunt i zosta  u 
władzy.  Wybuchła  wojna  domowa.  Ni  st d,  ni  zow d 
okazało si ,  e umieraj  ludzie. Sytuacja wymkn ła mi si  
spod kontroli - a wszystko dlatego,  e nie wiedziałem, do 
czego zdolny jest Xanatos. 

Qui-Gon  mocno  zacisn ł  dłonie  na  sterach  podusz-

kowca. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

108 

-  Xanatos  stan ł  na  czele  wojska.  Ostatnia  bitwa  roze- 

grała si  w siedzibie gubernatora. Crion zgin ł. 

Umilkł. Twarz miał pos pn . 

-  To  ja  go  zabiłem  -  rzekł  z  powag .  -  Zadałem  mu 

miertelny  cios  na  oczach  jego  syna.  Mój  miecz  wietlny 

przeci ł  pier cie ,  który  Crion  miał  na  palcu.  Kiedy  Crion 
umierał,   Xanatos   podniósł   gor cy   jeszcze   pier cie  
i  przyło ył go  sobie do policzka. Wci  słysz  ten  syk. Wi- 
da  te  blizn . 

-  Przerwany 

okr g 

powiedział 

Obi-Wan. 

Qui-Gon spojrzał wprost na chłopca. Na twarzy Jinna 

kładł si  ponury cie  wspomnie . 

-  Powiedział,  e  ta  blizna  zawsze  ju   b dzie  mu  przy- 

pomina  o tym, co przeze

 

mnie utracił. O tym, jak go zdra- 

dziłem. Fakt,  e z  powodu  dzy władzy jego  ojca  zgin ły 
tysi ce ludzi, nic absolutnie dla niego nie znaczył. Dla mnie 

-  wszystko. 

-  Co stało si  potem? - zapytał Obi-Wan. 
-  Potem  Xanatos  dobył  miecza  -  odpowiedział  Qui- 

-Gon, raz jeszcze przenosz c si  my lami w przeszło . 

     -    Walczyli my  do  utraty  sił.  W  ko cu  wytr ciłem  mu 
bro   z  r ki  i  powaliłem  go  na  ziemi .  Ale  nie  potrafiłem 
zada  ostatecznego ciosu. Xanatos roze miał si  i wybiegł. 
Szukałem  go  na  całej  Telos,  ale  on  uprowadził  statek, 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

109 

ukradł skarb planety i zbiegł w daleki kosmos. Znikn ł bez 

ladu i ju  nie wrócił... a  do teraz. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

110 

ROZDZIAŁ 16 

 

 

Oui-Gon  popatrzył  na  przyrz dy.  Zbli amy 

si  do nabrze a Bandoru. 

-  Musimy  dosta   si   do  nadajnika  -  powiedział  Obi 

-Wan. - Obiecałem Guerrze. 

Rycerz  skin ł  głow   i  wprowadził  łód   do  doku  towa-

rowego Korporacji Pozaplanetarnej. Uwi zali j  do słupka i 
poszli na posterunek stra y. 

-  Masz jaki  plan? - zapytał chłopiec. 
-  Nie  mamy  czasu  na  układanie  planu  -  odpowiedział 

Oui-Gon  i  kopni ciem  otworzył  drzwi.  Trzech  zaskoczo- 
nych  stra ników-Imbatów  poderwało  głowy.  Zanim  zd yli 
si gn   po  bro ,  powietrze  przeci ł  miecz  Jinna.  Wszy- 
stkie  trzy  miotacze  poleciały  z  hałasem  na  podłog ,  a  stra- 

nicy chwycili si  kurczowo za nadgarstki, wyj c z bólu. 

-  Nadajniki  prosz   -  powiedział  uprzejmie  Oui-Gon. 

Kiedy  si   zawahali,  niedbałym  gestem  spu cił  kling   na  ter- 
minal  zasilania.  Urz dzenie  zaiskrzyło  i  zmieniło  si   w  stos 
nadtopionego metalu. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

111 

Stra nicy  wymienili  przestraszone  spojrzenia.  Rzucili 

nadajniki na podłog  i wypadli z pomieszczenia. 

-  Miło,  jak  nie  robi   kłopotów  -  zauwa ył  Oui-Gon. 

Schylił si  i podniósł wszystkie trzy  nadajniki. Przeszedł si  
z powrotem na nabrze e  i dwa z nich wrzucił do  wody,  po 
czym przycisn ł guzik trzeciego. 

-  Guerra  jest  ju   wolny  -  stwierdził.  -  A  teraz  zobacz- 

my, czy uda si  zdj  ci t  obro . 

Poło ył  na  niej  swoje  du e  r ce,  szukaj c  zapi cia  czy 

szczeliny.  Nic  jednak  nie  znalazł;  nie  potrafił  te   złama  
ani  wygi   obr czy.  Ustawił  miecz  na  mał   moc  i  spróbo-
wał j  przeci , ale nic z tego nie wyszło. 

-  Musiałbym  u y   du ej  mocy,  a  wtedy  mógłbym  zro- 

bi  ci krzywd  - powiedział. 

-  Albo  obci   mi  głow   -  zauwa ył  wesoło  Obi-Wan. 
Oui-Gon u miechn ł si . 
-  B dziemy  po  prostu  musieli  co   wymy li ,  kiedy  do- 

trzemy  do  Bandoru.  -  Rzucił  Obi-Wanowi  nadajnik.  -  Trzy- 
maj go, póki si  jej nie pozb dziemy. 

Obi-Wan  wło ył  urz dzenie  do  wewn trznej  kieszeni 

bluzy. 

-  Co teraz? 
W niebieskich oczach Oui-Gona zapalił si  błysk. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

112 

-  Xanatos.  -  To  imi   zabrzmiało  w  jego  ustach  jak  prze- 

kle stwo. - Wracamy do Bandoru. 

Wsiadł  do  migacza  stra y  Korporacji  i  zaj ł  miejsce 

kierowcy.  Uruchomił  silnik  i  Obi-Wan  wskoczył  do  rodka. 
Pojazd z rykiem ruszył ku widocznemu w oddali miastu. 

Ciemne  niebo  wisiało  nisko  nad  portem.  Szyby  kopalni 

wygl dały  na  jego  tle  jak  cienkie  niby  włos  rysy,  rosły  jed-
nak, w miar  jak zbli ali si  do Bandoru. Kiedy wjechali na 

peryferie  miasta,  Obi-Wan  dostrzegł  na  horyzoncie  jaki  
punkt. 

-  Kto  si  zbli a - powiedział. 

Qui-Gon  kiwn ł  głow   -  te   to  zauwa ył.  Chłopiec  wy-

czuł w Mocy co  mrocznego i zerkn ł na Qui-Gona. 

-  Czuj  - mrukn ł Qui-Gon. 

Kilka minut pó niej dogonił ich skuter. Nawet  bez  czar-

nego płaszcza wiedzieliby, kto go prowadzi. 

-  Uwa aj  -  przestrzegł  Qui-Gon.  -  Co   mi  si   nie  wy- 

daje,  eby Xanatos był w nastroju do rozmów. 

-  Ma działka laserowe! - zawołał Obi-Wan. 

Strzał  z  działka  min ł  ich  o  kilka  centymetrów,  wzbi-

jaj c fontann  ziemi i  wiru. 

-  Wła nie widz  - odparł Qui-Gon. 

Skr cił  ostro  w  prawo;  jednocze nie  obok  przemkn ł 

nast pny promie . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

113 

W  tej  sytuacji  miecze  wietlne  były  zupełnie  nieprzydat-

ne, a miotaczy nie mieli.  Mogli polega  tylko na umiej tno-

ciach  Qui-Gona.  Nie  odrywaj c  oczu  od  przyrz dów, 

Jinn  gromadził  wokół  siebie  Moc,  przewiduj c  z  jej  po-
moc  kolejne strzały. 

Kładł  maszyn   w  gwałtowne  skr ty,  stawiał  j   na 

sztorc,  ruszał  do  tyłu  i  zawisał  nieruchomo,  wszystko  po  to, 
by  unikn   mierciono nego  ognia  z  działka  laserowego. 
Jad cy  na  skuterze  Xanatos  miał  wi ksz   mo liwo   mane-
wru. Teraz wykorzystał j , by uskoczy  niespodziewanie w 
bok,  okr y   ich  i  ostrzela   z  lewej.  Wstrz s  o  mało  nie 
wyrzucił Obi-Wana ze  migacza. 

-  Trzymaj  si !  -  krzykn ł  Qui-Gon.  Przy pieszył  rapto-

wnie,  trzymaj c  si   tak  nisko  nad  powierzchni   gruntu,  na 
ile  tylko  starczało  mu  odwagi.  Poderwany  z  ziemi  pył 
uniósł si  g stym tumanem, o lepiaj c Xanatosa. 

Dało  im  to  tych  kilka  bezcennych  sekund.  Qui-Gon  roz-

poznawał  ju   widniej ce  przed  nimi  szyby.  Kopalnia  Pla-
netarna,  a  w  niej  przyjaciele,  do  tego  uzbrojeni.  Clat'Ha 
potrafiła  doskonale  walczy .  Ju   kiedy   go  uratowała. 
Wpadł  na  pełnej  pr dko ci  na  plac  przed  kopalni ,  ale 
nikogo  tam  nie  zobaczył.  Wszyscy  byli  pod  ziemi   i  usu-
wali szkody.  Nie  było czasu,  eby wezwa  na  pomoc Veer-

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

114 

T   albo  Clat'H .  Usłyszeli,  jak  za  ich  plecami  na  plac 
wje d a Xanatos. 

Qui-Gon wyskoczył ze  migacza, wołaj c do Obi-Wana, 

by ten poszedł w jego  lady. 

Xanatos,  nie  zwalniaj c,  p dził  w  ich  stron .  Jinn  dobył 

miecza  i  uderzył,  kiedy  napastnik  go  mijał.  Ci cie  ze lizg-
n ło si  po skuterze, ale siła uderzenia zakr ciła rycerzem i 
odrzuciła go do tyłu. Qui-Gon poczuł ból w nadwer onym 
ramieniu. Póki Xanatos miał skuter, nie było sensu z nim 
walczy . 

Xanatos  zawrócił  i  ponownie  ruszył  prosto  na  nich.  Nie 

mieli  wyboru,  mogli  tylko  wbiec  do  kopalni.  A  wtedy  Qui--
Gon nagle wszystko zrozumiał i przeszedł go dreszcz. 

Robili dokładnie to, czego chciał od nich Xanatos. Grali 

według jego zasad. 

Poci gn ł  Obi-Wana  w  gł b  korytarza,  który  roz-

gał ział  si   w  kilku  kierunkach.  Spróbował  przypomnie  
sobie,  któr dy  szedł  z  VeerT   do  windy!  Zdał  si   na  Moc, 
pozwolił jej wybiera  i pobiegł w lewo; Obi-Wan tu  za- 

nim. Winda stała na ko cu tunelu. Wskoczyli do  rodka i 
Qui-Gon  wybrał  przycisk  najni szego,  szóstego  poziomu. 
Wysiedli  z  kabiny.  Jaskrawe  wiatła  zabrz czały  w  ko-
rytarzu. Qui-Gon skr cił w lewo. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

115 

-  Dok d idziemy? - szepn ł Obi-Wan. 
-  Do  drugiej  windy  -  wyja nił  Jinn.  -  Powinna  ju   by  

naprawiona,  ale  Xanatos  raczej  o  tym  nie  wie.  B dziemy 
mogli  podej   go z  innej strony, mo e  nawet uciec z kopal- 
ni. Wolałbym nie walczy  tutaj. 

Chłopiec kiwn ł głow .  Zawsze lepiej walczy   w  miejs-

cu, gdzie przeciwnik nie mo e zap dzi  ci  w  lepy zaułek. 

Ale  nie  był  to  jedyny  powód,  dla  którego  Qui-Gon 

chciał si  wydosta  z kopalni. Xanatos zap dził ich do niej 
w  jakim   konkretnym  celu;  musieli  pokrzy owa   mu  plany. 
Dr czył  go  jaki   nieokre lony  l k,  podpowiadaj c  mu,  e 
kryje si  tu co , z czym wolałby nie mie  do czynienia. 

Szli  dalej  w  gł b  korytarza.  Qui-Gon  zmarszczył 

czoło, wyt aj c wzrok. 

-  VeerTa  mówiła,  e  tunel  jest  zupełnie  zablokowany. 

Dlaczego... 

Nagle od  ciany tunelu oderwał si  cie  i stan ł przed 

nim Xanatos. 

-  Popełniasz  tyle  bł dów,  Qui-Gonie  -  powiedział.  -  To 

cud,  e  jeszcze  yjesz.  Najpierw  wył czasz  nadajnik,  e 
bym  wiedział  dokładnie,  gdzie  jeste .  Potem  wchodzisz  do 
kopalni,  tak  jak  chciałem.  A  wreszcie  zakładasz,  e  nie 
wiem o północnej windzie. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

116 

Z  tyłu,  za  sob ,  Qui-Gon  usłyszał  syk  miecza  Obi-

Wana. 

-  Którego  z  was  mam  zabi   pierwszego?  -  wyszeptał 

Xanatos. - Ciebie czy tego małego niezdar ? 

Obi-Wan  rzucił  si   do  ataku.  Wskoczył  na  wózek  ko-

palniany, który potoczył si  w stron  Xanatosa, i w ostatnim 
momencie odbił si . Przeleciał  nad głow  Xanatosa i jesz-
cze w locie zadał mu cios mieczem. 

Qui-Gon usłyszał, jak pali si  ciało  na dłoni Xanatosa. 

M czyzna  krzykn ł  i  upu cił  miecz,  ale  zaraz  złapał  go 
drug  r k . 

Kenobi wyl dował bezpiecznie za Xanatosem. 

-  Nie nazywaj mnie niezdar . 

Xanatos  zawirował  tak  szybko,  e  Qui-Gon  ledwo 

wychwycił  jakikolwiek  ruch,  i  zaatakował  Obi-Wana. 
Chłopiec  skoczył  na  o lep  do  tyłu,  tn c  jednocze nie  mie-
czem.  Cios  Xanatosa  min ł  go  o  włos;  potem  m czyzna 
musiał  si   odwróci ,  eby  sparowa   uderzenie  Qui-Gona. 
Ostrza  zetkn ły  si   ze  sob   i  zablokowały.  Tunel  wypełnił 
si  dymem. 

Xanatos  przeskoczył  nad  Obi-Wanem  i  pobiegł  przed 

siebie korytarzem. Jedi rzucili si  w po cig. Tunel biegł pod 
ostrym k tem w dół i Qui-Gon zorientował si ,  e prowa-
dzi na ni szy poziom. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

117 

Skr cili za  róg,  akurat  na  czas, by zobaczy , jak Xana-

tos  znika  w  odbijaj cym  w bok  od głównej  sztolni  w szym 
korytarzu. Pobiegli za nim. Tunel był ciasny i pogr ony 
półmroku;  lampy  ustawiono  na  ni sz   intensywno ,  
grunt dalej wyra nie opadał, a Xanatos gdzie  znikn ł. 

- Poczekaj, Qui-Gonie - odezwał si  zdyszany Obi-. 
- Jeste  pewien,  e mamy za nim i ? 

-  A czemu nie? - zniecierpliwił si  Qui-Gon. Miecz pul- 

sował mu w dłoni, parzył j . 

-  Bo on chce,  eby my za nim poszli - odparł po prostu 

chłopiec. 

-  Teraz ju  za pó no. Fakt, to on wybrał pole bitwy. Ale 

to nie znaczy,  e nie damy rady go pokona . 

Rycerz  odwrócił  si   i  pobiegł  korytarzem  za  Xanato-

sem. Obi-Wan poszedł w jego  lady. Wiedział,  e b dzie 
walczył u boku swego mistrza do ostatniego tchu. 

Znajdowali si  teraz  w  niskich  warstwach  skorupy  pla-

nety,  blisko  płaszcza.  Było  bardzo  gor co.  Przed  sob  
Qui-Gon  ujrzał  jarz cy  si   słabym  blaskiem  napis  „Po-
ziom 5". 

A  wi c  VeerTa  go  okłamała.  Albo  po  prostu  nie  wie-

działa o istnieniu tego tunelu. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

118 

Korytarz doprowadził ich do innego tunelu, troch  szer-

szego i ja niej o wietlonego. Ledwo si  w nim znale li, za-
sun ła si  za nimi niewidoczna dot d płyta. 

Byli w pułapce. 

Kr yli  powoli,  trzymaj c  bro   w  pogotowiu,  ale  po 

Xanatosie nie było  ladu. 

Zgasło  wiatło. 

-  My l ,  e  macie  czas  na  jedno  proste  wiczenie  ze 

wi tyni  -  odezwał  si   szyderczy  głos.  W  ciemno ci 

zapłon ła czerwona smuga miecza  wietlnego. 

Qui-Gon  nie  czekał  na  atak  Xanatosa.  Ruszył  przez 

mrok w stron  czerwonego  wiatła. Nic nie widział, ale po-
zwolił,  by  Moc  kierowała  jego  krokami.  Czuł  swojego 
przeciwnika, czuł mroczne drgania zła. Zaatakował. 

-  Pudło  -  stwierdził  Xanatos.  -  W  tym  te cie  zawsze  ra-

dziłem sobie najlepiej. Pami tasz? 

Obi-Wan przesun ł  si  w  prawo,  my l c,  e mo e  uda 

im si   wzi  Xanatosa  w klasyczne kleszcze. Ale  zanim si  
obejrzał,  czerwone  ostrze  pomkn ło  ku  niemu.  Odskoczył, 
ale mało brakowało - w powietrzu rozeszła si  wo  

ozonu. 

Trudna to była  walka, musieli zda  si  całkowicie  na in-

stynkt  i  Moc.  Xanatos  był  niebezpiecznym,  przebiegłym 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

119 

przeciwnikiem.  Atakował  i  cofał  si   we  w ciekłym  rytmie, 
szybciej  ni   jakikolwiek  inny  wojownik, 

którym  Obi-Wa-

nowi  zdarzyło  si   spotka .  Qui-Gon  odpowiadał  na  jego 
ataki ze zdumiewaj c  zr czno ci  i sił , chroni c siebie i 
Obi-Wana. 

Chłopiec przypadł do ziemi,  licz c na  to,  e uda  mu si  

ci  Xanatosa w nogi i powali  go w ten sposób, ale m -
czyzna  zszedł  z  linii  ciosu  i  przeskoczył  nad  nim  -  Obi-
Wan poczuł tylko nad sob  ruch powietrza. 

Spróbował  odsun   od  siebie  gniew  i  si gn   do 

białego  wiatła  Mocy.  Zrozumiał,  e  gniew  m cił  mu 
umysł.  Musiał  si   go  pozby   -  innej  szansy  nie  było.  Po-
zwolił, by kierowała nim  ywa Moc. 

Nagle  zobaczył,  jak  Qui-Gon  zamiera  nieruchomo  na 

ułamek  sekundy,  a  jego  miecz  przygasa.  Czy by  wyczuł  t  
zmian  w umy le Obi-Wana? 

Poczuł,  jak  ich  energie  ł cz   si ,  zlewaj   w  jedn   t t-

ni c ,  rozpalon   do  biało ci  Moc.  Miecz  Qui-Gona  pono-
wnie  rozbłysn ł  jaskraw   zieleni ,  tak  jasn ,  e  o wietlił 
cał  sztolni . Razem zaatakowali; ostrza mieczy pomkn ły 

prosto  do  celu.  Spychali  Xanatosa  coraz  dalej  i  dalej,  a  
zap dzili go  w  lepy  zaułek;  dalej  była ju   tylko  ciana tu-
nelu. Raptem jednak  ciana zrobiła si  przezroczysta i 
otworzyły si  w niej drzwi. Xanatos wskoczył do  rodka. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

120 

-  To  winda!  -  zawołał  Qui-Gon,  rzucaj c  si   do  prze- 

zroczystych  drzwi,  ale  one  zd yły  si   ju   zamkn .  Ude- 
rzył w nie mieczem - bez skutku. 

Dobiegaj ce  z  gło nika  słowa  Xanatosa  odbiły  si  

echem od  cian sztolni. 

-  To,  co  teraz  zrobicie,  jest  bez  znaczenia.  W  kopalni 

wkrótce  nast pi  wybuch.  Przygotowałem  t   eksplozj   po- 
dobnie  jak  poprzedni ,  ale  ta  b dzie  silniejsza.  Gazy  mie- 
szaj   si   ju   ze  sob   i  za  chwil   dojdzie  do  zapłonu.  Ja 
zd

 wydosta  si  na powierzchni . Wy nie. 

Słyszeli, jak winda sunie w gór , ku powierzchni. W 

ciemno ci rozległ si  głos Xanatosa: 

-  egnaj,  mój  były  mistrzu.  Oby  twoja  mier   była 

równie okrutna jak  mier  mojego ojca. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

121 

ROZDZIAŁ 17 

 

 

 

Korytarz  -  rzucił  Obi-Wan,  z  trudem  łapi c  oddech. 

Pobiegli do wej cia, którym dostali si  do sztolni, ale, tak jak 
si   spodziewali,  było  szczelnie  zamkni te.  Qui-Gon 
przyło ył  do  niego  r ce  i  okazało  si ,  e  płyta  zrobiona 
jest  z  powlekanej  transpastali.  W  półmroku  rzeczywi cie 
wygl dała  na  fragment  skalnej  ciany.  Przypuszczalnie  od 
strony głównego korytarza wej cie do tego bocznego tunelu 
zamaskowane było w ten sam sposób. 

-  Zamkni te  -  stwierdził  Jinn.  -  l  nie  mog   otworzy , 

nawet Moc . 

-  Spróbujmy razem - podsun ł Obi-Wan. 

Skupili  si   obaj,  działaj c  z  całej  siły  na  drzwi.  Ani 

drgn ły. Nawet nie zrobiły si  przezroczyste. 

-  Te  s   chyba  porz dniej  zamkni te  -  zawyrokował 

Qui-Gon.  -  Xanatos  nie  ryzykowałby  przecie ,  e  uda  nam 
si  je otworzy . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

122 

-  Musi  by   jaki   sposób  -  zawołał  zdesperowany  Obi 

-Wan.  Uderzył  w  drzwi  mieczem,  ale  jedynym  efektem  był 
ból w ramieniu. 

-Tu jest panel - zauwa ył Jinn. Otworzył kasetk

 

w  rodku  jarzyło  si   kilka  guzików.  Zacz ł  je  naciska ,  ale 
nie było  adnej reakcji. - Zamek - mrukn ł. 

-  Mówił,  e  mamy  mało  czasu  -  odezwał  si   Obi-Wan. 

Rozejrzał  si   po  sztolni.  -  Qui-Gonie,  on  powiedział,  e 
ten wybuch b dzie pot niejszy... 

-  Owszem,  l  jestem  pewien, 

e  nie 

artował. 

Wymienili spojrzenia. Obaj pomy leli o pracuj cych 

nad nimi górnikach - były w ród nich tak e Clat'Ha i Veer-
Ta. Zginie wiele osób. Umr  marzenia o Kopalni Planetarnej. 
Sama Bandomeer zostanie skazana na zagład . 

-  Mo emy  zrobi   tylko  jedno  -  o wiadczył  Obi-Wan. 

- Potrafi  otworzy  przej cie. Ja jeden mog  to zrobi . 

Qui-Gon  poczuł  budz cy  si   w  nim  przera aj cy  nie-

pokój. 

-  Co masz na my li? 

Chłopiec dotkn ł opasuj cej jego szyj  obro y. 

-  Mam    nadajnik  -  wyja nił.    -  Mog   z    powrotem 

wł czy   obro .  Je li  stan   pod  drzwiami,  powinny  si  
otworzy   pod  wpływem  wybuchu.  Mo e  zd ysz  ewakuo- 
wa  robotników. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

123 

-  Przecie   nie  prze yjesz  takiego  wybuchu!  -  zawołał 

Qui-Gon. 

Obi-Wan si gn ł do kieszeni po nadajnik. 

-  Odsu  si  jak najdalej. 
-  Nie, Podawanie. Musi by  jaki  inny sposób. 
-  Nie  ma  innego  sposobu  i  dobrze o tym  wiesz  -  odpo- 

wiedział ze spokojem Kenobi. - Odsu  si . 

-  Nie!  -  krzykn ł  Qui-Gon.  -  Nie  odsun   si .  l  zabra- 

niam ci to robi . 

-  Qui-Gonie,  pomy l  o  tych  wszystkich  ludziach,  którzy 

zgin   -  rzekł  Obi-Wan.  -  Pomy l,  ile  wygra  na  tym  Xana- 
tos.  Pomy l  o  Bandomeer.  Przylecieli my  tu,  eby  j   chroni . 
Je li tego nie zrobi , przegramy. 

-  To  zły  sposób  -  odparł  z  powag   Qui-Gon. 
Obi-Wan był blady, twarz miał nieruchom . Wszystkie 

mi nie zastygły mu w pełnym zdecydowania napi ciu. 

-  Nie, Qui-Gonie. Potrafi  to zrobi , l zrobi . 

 

 
 
 
 
 
 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

124 

ROZDZIAŁ 18 

 

 

 

 

Oui-Gon  znalazł  si   z  powrotem  w  samym  sercu  swo-

jego koszmarnego snu. Czuł to samo przera enie co wtedy, 
t  sam  rozpacz, l tak samo jak wtedy był przekonany,  e 
musi temu zapobiec, bez wzgl du na podziw, jaki wzbudziła 
w nim odwaga chłopca. 

-  Nie  pozwol   na  to  -  powiedział.  -  Wył cz   odbior- 

nik, posługuj c si  Moc . 

Obi-Wan pokr cił głow  i u miechn ł si  lekko. 

-  Nie  uda  ci  si .  Wiem,  e  potrafiłbym  oprze   ci  si  

w takiej walce. Mo e tylko ten jeden raz. Ale tym razem ja 
mam racj , a nie ty. 

Zaskoczony Oui-Gon poczuł, jak Moc otacza Obi-Wana 

pot n   fal .  Zdumiało  go,  e  a   tak  pot n .  Ich  spoj-
rzenia  spotkały  si .  W  pogr onym  w  mroku  tunelu 
rozgrywał si  w milczeniu pojedynek woli. 

Obi-Wan  oparł  si   o  kasetk   zamka,  przyciskaj c  na-

dajnik kurczowo do ciała. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

125 

-  Daj  mi  odej ,  Qui-Gonie  -  poprosił.  -  Ju   czas  na 

mnie. 

Zdesperowany rycerz spojrzał na kasetk  z panelem 

sterowania.  Miał  ochot   rozbi   j   mieczem  w  drobny  mak 
albo rzuci  si  całym ciałem na drzwi. Nie mógł na to po-
zwoli ! 

Nie pozwoli, by koszmar zwyci ył. 
Koszmar... 

Z  pokrywy  kasetki  spogl dały  na  niego  dwa  połyskliwe 

przerwane  okr gi.  Dlaczego  dopiero  teraz  je  zauwa ył? 
Zamek opatrzony był znakiem Korporacji Pozaplanetarnej. 

„Przerwany okr g, łuk, którego ko ce - przeszło  i 

przyszło   -  nie  stykaj   si   ze  sob .  Musi  zamkn   okr g. 
Umie ci  przeszło  tam, gdzie jej miejsce. Musi..." 

-  Stój.  -  Oui-Gon  uciszył  niespokojne  my li,  pozwa- 

laj c,  by  wypełniła  go  Moc.  Skupił si   na  nie  domkni tym 
okr gu,  czerpi c  te   z  siły  Obi-Wana.  Wyobraził  sobie, 
jak łuk wydłu a si , a jego ko ce stykaj  si  ze sob , na 
powrót  zamykaj c  okr g.  Oto  przeszło   spotykała  si  
z  przyszło ci ;  razem  dawały  pocz tek  tera niejszo ci. 
Tylko  ona  si   liczyła.  Xanatos  był  przeszło ci .  Tera niej- 
szo ci  - Obi-Wan. 

Łuk  zacz ł    si     powoli      naci ga ,    a   zamkn ł    si , 
tworz c idealny okr g. Drzwi otworzyły si . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

126 

-  Mówiłem  ci,  e  musi  by   jaki   łatwiejszy  sposób  -  po 

wiedział do chłopca. 

Obi-Wan  u miechn ł  si   z  ulg .  Był  zm czony.  Smugi 

potu pokrywały jego twarz. 

-  Lepiej si  po pieszmy - rzucił., 

Pop dzili  kr tym  tunelem  na  gór ,  do  głównej  sztolni. 

Oui-Gon  pami tał,  e  koło  południowej  windy  mo na 
wł czy   alarm.  Zrobił  to  i  korytarze  wypełniły  si   miaro-
wym wyciem syreny. 

-  Opu ci   kopalni   -  rozległ  si   spokojny  głos.  -  Opu- 

ci  kopalni . 

-  Nas  te   to  dotyczy  -  zauwa ył  Obi-Wan,  ci gaj c 

wind . 

Ale Qui-Gon wahał si  jeszcze. Rozejrzał si  po tunelu; 

niedawno  pracowano  nad  oczyszczeniem  go  z  gruzu.  Pod 

cianami  stały  jeszcze  stosy  materiałów  wybuchowych.  Na 

jednym z nich spoczywała niedu a skrzynka. 

-  Obi-Wanie...  To  tak   skrzynk   widziałe ? 
Chłopiec obejrzał si . 

-  Tak. Ale mamy za mało czasu,  eby przekona  si , co 

jest  w  rodku.  -  Winda zatrzymała si   przed  nimi z  sykiem. 
- Chod my ju , Qui-Gonie! 

Jinn nie odpowiedział. Wyci gn ł z pochwy miecz i 

precyzyjnym ruchem przeci ł zamek. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

127 

-  Xanatos  zawsze  miał    jakiego   asa  w    r kawie  - 

mrukn ł.  -  Zawsze  zostawiał  sobie  jak   furtk .  -  Ostro - 
nie  uniósł  pokryw .  No,  tak.  Oczywi cie.  Bomba  jonowa, 
najsilniejszy ładunek wybuchowy w galaktyce. 

Obi-Wan zajrzał mu przez rami . 

-  Mówił co  o mieszaninie gazów. 
-  Kłamał.   Bomba  z zapalnikiem  czasowym,   l   je li 

miałbym  zgadywa ,  powiedziałbym,  e  wszystkie  te  roz- 
siane  po  całej  Bandomeer  ładunki  nastawione  s   na  ten 
sam  moment.  -  Spojrzał  na  Kenobiego.  -  Dojdzie  do  po- 
twornej reakcji ła cuchowej. Cała planeta mo e zosta  

zniszczona. 

Obi-Wan zbladł. 
-  Wiesz, 

jak 

j  

rozbroi ? 

Qui-Gon kucn ł koło skrzynki. 
-  Nie  Moc   -  stwierdził.  -  Zapalnik  jest  tak  czuły,  e 

mogłoby  go  uruchomi   nawet  mu ni cie  Mocy.  Potrafi  
rozbroi   bomb ,  ale  potrzebuj   czasu,  którego  nie  mamy.  - 
Pochylił  si   ni ej.  -  To  pewnie  jest  główny  zapalnik,  wspól- 
ny  dla  wszystkich  ładunków  -  Xanatos  musiał  go  urucho- 
mi ,  opuszczaj c  kopalni .  To  jest  dobra  wiadomo .  Je li 
uda  nam  si   rozbroi   t   jedn   bomb ,  nie  wybuchnie  ad 
na z pozostałych. 

Obi-Wan przełkn ł  lin . 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

128 

-  A ta zła wiadomo ? 
-  Do  wybuchu  zostały  trzy  minuty  -  odpowiedział  Qui- 

-Gon. - A potrzebuj  pi tnastu. 

Słysz c  to,  chłopiec  czuł,  jak  jedna  za  drug   uciekaj  

bezcenne sekundy.  eby doj  tak daleko - i da  Xanatosowi 
wygra ! Nie mógł na to pozwoli . 

-  Nienawi   popchn ła  go  do  zniszczenia  planety  po- 

to  tylko,  eby  mnie  zabi   -  zadumał  si   Qui-Gon.  -  Nie 
mówi c  ju   o  tym,  e  zrezygnował  z  wszystkich  tych  skar- 
bów, które  miał w zasi gu  r ki. VeerTa mówiła,  e  yła jo- 
nitu warta jest fortun . 

-  Jonitu?  -  zdziwił  si   Obi-Wan.  -  Zdawało  mi  si ,  e 

to kopalnia lazurytu. 

-  Po  eksplozji  trafili  na  zło e  jonitu  -  wyja nił  Qui-Gon. 

- Siła wybuchu wyniosła z dołu troch  skał. 

-  Czy w tej bombie jest zegar? 

Qui-Gon skin ł głow . 

-  Tak,  zegar  jonowy.  Dokładny  co  do  sekundy.  A  czemu 

pytasz? 

Obi-Wan  nie  odpowiedział,  tylko  pop dził  korytarzem 

w kierunku zwału gruzu. Wybrał z niego okruch, skały i za-
rysował  go  paznokciem.  Ujrzawszy  przy miony  połysk  jo-
nitu, poupychał po kieszeniach wi cej kamieni. 

-  Została minuta - zawołał Qui-Gon. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

129 

-Jeszcze  nie  po  nas  -  odpowiedział  Obi-Wan, 

biegn c  z  powrotem.  Ostro nie  obło ył  bomb   odłamkami 
skały. 

-  Co  ty...?  -  zacz ł  Qui-Gon,  ale  urwał  w  pół  zdania, 

kiedy  zgasł  cyfrowy  wy wietlacz  zapalnika  czasowego. 
- Co si ... 
.  -  To  jonit  -  odparł  chłopiec.  -  Elektryzuje  si   naprze-
miennie.  Wi kszo   urz dze   przestaje  od  tego  działa . 
Zwłaszcza  zegary. Górnicy si   go  boj , ale  tym  razem jonit 
uratuje  im  ycie.  -  U miechn ł  si   szeroko.  -  Masz  swoje 
pi tna cie minut, Qui-Gonie. Jinn odetchn ł gł boko. 

-  W takim razie bior  si  do roboty - powiedział. 

 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

130 

ROZDZIAŁ 19 

 

 

 

Brudni,  w  przesi kni tych  potem  ubraniach,  znu eni 

Jedi  udali  si   do  pałacu  gubernatorskiego.  Zastali  tam 
SonTag - naradzała si  wła nie z VeerT  i Clat'H . 

-  Kto   wł czył  alarm  w  kopalni,  zmuszaj c  nas  do 

przeprowadzenia  ewakuacji  -  powiedziała  pani  guberna- 
tor,  marszcz c  z  niepokojem  brwi  -  chocia   nasze  czujniki 
nie wykryły  adnego zagro enia. 

-  Zało yli my je dopiero wczoraj - wtr ciła Clat'Ha. 

-  Wszystkie zostały dokładnie sprawdzone. 

-  Poza  tym  dowiedzieli my  si ,  e  Korporacja  miała  ja- 

kie    kłopoty   na   dalekomorskiej   platformie  górniczej   - 
dodała  VeerTa.  -  Doszło  do  awarii  obro y  elektrycznych 
u  wszystkich  górników.  Robotnicy  podnie li  bunt  i  opu cili 
kopalni .  Ich  przywódca  -  Phindianin  imieniem  Guerra  - 
polecił przekaza  wam,  e u niego wszystko w porz dku. 

Obi-Wan  ucieszył si   na t   wiadomo .  A  wi c Guerra 

odzyskał wolno . 

-  Nie  eby nam było  al Korporacji - wtr ciła Clat'Ha. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

131 

-  Dobrze  si   stało.  Ci  górnicy  byli  niewolnikami.  Ale  czemu 
nagle wszystkim zacz ły si  psu  ró ne rzeczy? 

-  Na  waszym  miejscu  nie  przejmowałbym  si   awari  

sprz tu  -  odpowiedział  Qui-Gon.  -  Obawiam  si ,  e  mu- 
sz  ujawni  co  znacznie bardziej bolesnego. 

Opowiedział w skrócie, co wydarzyło si  w kopalni. 

-  A  wi c  to  jednak  Xanatos  stał  za  t   pierwsz   eks- 

plozj   - stwierdziła  SonTag.  Na  jej  twarzy  malował  si   al. 
-  le zrobili my, ufaj c mu. 

-  A nie  mówiłam?  - zawołała  z błyskiem w  oku VeerTa. 
Ale Clat'Ha nie odrywała wzroku od Qui-Gona. 
-  Co  masz  na  my li,  mówi c,  e  musisz  ujawni   co  

znacznie bardziej bolesnego? 

„Nie,   Clat'Ha   nie   nale y   do   tych,   co   owijaj  

w bawełn " - pomy lał z podziwem Mistrz Jedi. 

-  Kto   was  zdradził,  kto   bardzo  wam  bliski  -  powie- 

dział.  -  Był  w  zmowie  z  Xanatosem.  Zdradził  Bandomeer 
dla osobistych korzy ci i powiedział mu o jonicie. 

VeerTa zrobiła si  blada jak kreda. 

-  Ale  kto  mógłby  zrobi   co   takiego?  -  zapytała. 
Qui-Gon patrzył na ni  przez chwil . Blado  na jej 

twarzy powoli ust piła miejsca jaskrawym rumie com. 

-  VeerTo? - spytała ostro Clat'Ha. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

132 

-  To  dla  dobra  Bandomeer!  -  zawołała  YeerTa.  -  Tak 

mi   powiedział.   Kopalnia   Planetarna   na  pewno  przy- 
niosłaby  du e  zyski,  gdyby  po  cichu  stan ła  za  ni   Korpo- 
racja. 

-  Naprawd   my lała ,  e  pozwoliłby  nam  zatrzyma  

kopalni ? - zapytała z w ciekło ci  Clat'Ha. 

-  Jest  jeszcze  co   -  wtr cił  Qui-Gon.  -  Xanatos  miał 

plan awaryjny. Chciał wysadzi  wi ksz  cz

 planety. 

Chodzi  o  te  czarne  skrzynki,  które  umieszczono  razem 
z  materiałami  wybuchowymi  we  wszystkich  Strefach 
Wzbogacania  i  na  platformach  górniczych.  Kto   pomógł 
Xanatosowi przemyci  je do wn trza kopuł. 

-  Mówił,  e  to  sprz t  górniczy  do  pó niejszego  wyko- 

rzystania - wyszeptała YeerTa. 

-  Bandomeer  o  mały  włos  nie  została  zniszczona  - 

rzekła  SonTag.  Jej  głos  ci ł  jak  wibroostrze.  -  Gdyby  nie 
Jedi... 

-  Sk d  mogłam  wiedzie ?!  -  krzykn ła  VeerTa.  -  Cze- 

mu  Xanatos  miałby  niszczy   Bandomeer?  Przecie   pozba- 
wiłby si  zysku! 

Qui-Gon  milczał.  Wiedział,  e  je li  istnieje  co   pot -

niejszego  ni   chciwo ,  to  jest  to  pragnienie  zemsty.  Cały 
swój spisek Xanatos uknuł z my l  o tym dniu. Wykorzystał 
VeerT .  Wiedział,  e  Qui-Gon  umrze  ze  wiadomo ci ,  i  

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

133 

nie  udało  mu si  ocali  bardzo wielu istnie . Byłaby to  naj-
okrutniejsza  mier , jak  Xanatos mógł mu zgotowa . 

Raz  jeszcze  nie  docenił  Xanatosa.  Nie  zdawał  sobie 

sprawy,  e jego były ucze  był wi niem przeszło ci w sto-
pniu nie mniejszym ni  on sam. 

„Nie  -  poprawił  si   w  my lach  Qui-Gon.  -  Przeszło  

nie b dzie mnie ju  dłu ej wi zi . Zostawi  j  na Bando- 

meer 

Clat'Ha  wstała  i  odeszła  sztywnym  krokiem  na  bok, 

jakby  nie  mogła  oddycha   tym  samym  powietrzem,  co 
VeerTa. 

-  Gdzie jest w tej chwili Xanatos? - zapytała. 

Uciekł - odpowiedział Obi-Wan. - Miał wszystko 

z góry przygotowane;  my lał,  e odlatuje z planety  skaza-
nej na zagład . 

-  Mo e  jest  w  bazie  Korporacji  -  podsun ła  VeerTa. 
Clat'Ha posłała jej pełne wstr tu spojrzenie. 
-  l tak nikt nie wie, gdzie to jest. Ty zapłacisz za swoj  

zbrodni ,  słyszysz,  VeerTo?  Ty  owszem,  ale  twój  przyjaciel 
nie. 

-  Ale   zapłaci -  powiedział  cicho  Qui-Gon.  -  Na  pew- 

no zapłaci. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

134 

Qui-Gon  i  Obi-Wan  wrócili  po  swoje  rzeczy

Za  kilka 

godzin odlatywali. 

-  Yoda  ma  dla  nas  nast pne  zadanie  -  powiedział 

Jinn. 

„Nas".  Na  d wi k  tego  słowa  Obi-Wana  przeszedł 

przyjemny dreszcz. 

Nagle  Qui-Gon  znieruchomiał  ze  wzrokiem  wbitym  we 

własne  łó ko.  Do  poduszki  przyszpilony  był  kawałek  pa-
pieru. Obi-Wan zauwa ył, co si  stało, podszedł bli ej i 
przeczytał nad szerokimi ramionami Qui-Gona: 

„Je li czytasz ten list, to wida  znowu ci  nie doceniłem. 

Obiecuj ,  e  to  si   ju   nie  powtórzy.  Dobrze  si   bawiłem 
podczas  naszej  wspólnej  przygody,  mistrzu.  Jestem  pe-
wien,  e  b dziesz  miał  jeszcze  przyjemno   spotka   si   ze 
mn ". 

Obi-Wan  nie  potrafił  nic  odgadn   z  twarzy  mistrza. 

Zajrzał pod zasłon  Mocy, szukaj c fal gniewu Qui-Gona, 

ale  nie  znalazł  ich.  Czy by  rycerz  pohamował  gniew,  raz 
jeszcze  wznosz c  barier   pomi dzy  chłopcem  a  swoimi 
emocjami? 

-  Nie  jestem  zły,  Obi-Wanie  -  rzekł  Qui-Gon.  -  Uwol- 

niłem si   od Xanatosa. Teraz jest ju   tylko jednym z  wro- 
gów,  jakich  mam.  Cała  nienawi   le y  po  jego  stronie. 
Jestem  gotów  walczy   ze  złem,  które  b dzie  czynił.  Niewy- 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

135 

kluczone,  e  pewnego  dnia  Xanatos  mnie  zabije.  Ale  ju  
nigdy mnie nie zrani. 

Popatrzył na Obi-Wana. 

-  To ty  mnie tego nauczyłe . W kopalni, kiedy si gn łe  

gł boko  w  Moc  i  pokazałe   mi,  e  wiatło zawsze  stanie 
do walki z  ciemno ci . Wtedy opu cił  mnie  gniew.  W ko - 
cu  dzi ki  tobie  nauczyłem  si  czego  o sobie samym.  A  je li 
Padawan  uczy  czego   swego  mistrza,  to  znaczy,  e  s   na 
prawd  dobrze dobrani. 

-  Tak  mnie  wtedy  nazwałe   -  powiedział  z  nadziej  

w głosie Obi-Wan. - Padawanem. 

-  Byłe   gotów  dla  mnie  umrze .  Wykazałe   si   odwag  

niezwykł     nawet  u  Jedi.    Byłbym  zaszczycony,    gdyby  
zgodził  si   by   moim  uczniem-Padawanem,  Obi-Wanie 
Kenobi. 

Obi-Wan  poczuł  wypełniaj ce  go  ciepło.  Kiedy   my-

lał,  e je li usłyszy te słowa, b dzie z siebie dumny, ale nie 

czuł dumy. Tylko Moc  przepływała  wokół  niego  i  przez nie-
go, a gdzie  w gł bi serca poczuł,  e dotarł do domu. 

-  Zgadzam si , mistrzu Qui-Gon Jinnie. 

Ma  si   rozumie ,  nie  powiódłby  ci  si   twój  plan  - 

dodał rycerz. - Nie pozwoliłbym ci umrze . 

- Nie dałby  rady mnie powstrzyma , mistrzu - odparł 

z całkowitym spokojem Obi-Wan. 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

136 

Wymienili  spojrzenia,  w  których  wyzwanie  mieszało 

si   z  rozbawieniem.  Powietrze  mi dzy  nimi  drgało  od 
Mocy.  Obaj  wybiegli  wzrokiem  w  przyszło ,  ku  wspólnie 
sp dzonym latom  i ku misjom, w których przyjdzie im jesz-
cze  wzi   udział.  Wiedzieli,  e  przez  te  wszystkie  lata 
b d   si   o  to  spiera ,  nawet  wtedy,  kiedy  zblednie  ju  
wspomnienie  o  wiecie  zwanym  Bandomeer  -  o  ró nic  
zda   miedzy  przyjaciółmi,  o  pocz tek  wi zi  opartej  na 
do wiadczeniu i zaufaniu. 

U miechn li  si   do  siebie  ze zrozumieniem. Wspólnota 

my li była jednym z pierwszych etapów tworzenia si  wi zi 
pomi dzy  mistrzem  a  Padawanem.  Znakiem,  e  odt d 
krocz  t  sam  drog . Ku przyszło ci zrodzonej ze wspól-
nych do wiadcze  w przeszło ci. 

Qui-Gon oparł dło  na ramieniu Obi-Wana. 

- Pakujmy si  - powiedział cichym głosem. - Czeka 

nas długa droga. 

 
 
 
 

background image

Ucze  Jedi - Jude Watson – 02. Mroczny Przeciwnik 

 

 

137 

 

Przeszło  nie daje spokoju Mistrzowi 

Jedi Qui-Gon Jinnowi. 

Jak mo e rozpocz  szkolenie młodego 

Obi-Wana, skoro prze laduje go 

wspomnienie zdrady, jakiej dopu cił si  jego poprzedni 

ucze , Xanatos? 

Xanatos, podobnie jak Obi-Wan, 

był bardzo obiecuj cym uczniem... 

Ale poci gała go Ciemna Strona Mocy. 

Qui-Gon my lał,  e Xanatos znikn ł 

na zawsze. 

Ale teraz Xanatos powrócił. l pragnie zemsty.