background image

ROZDZIAŁ 1

Rozpoczynanie badań

Generowanie problemu badawczego • Zróżnicowanie metod 

jakościowych • Podsumowanie

mmmmm

Niektórzy ludzie stają się badaczami jakościowymi na zasadzie negacji. Być może 

nie są zbyt dobrzy w statystyce (lub myślą, że sobie z nią nie poradzą) i stąd też nie inte- 
resują ich badania ilościowe. Lub też, być może, nie błyszczą w bibliotecznych kweren­

dach i mają nadzieję, że pobudzą swoją leniwą wyobraźnię, wychodząc „w teren”.

Niestety,  jak  potwierdza  wielu  naukowców  i  filozofów,  fakty,  które  odnajdujemy 

„w terenie”, nigdy nie mówią same za siebie, lecz są przesycone naszymi założeniami. 

Dla przykładu, początkowe relacje gapiów z Dallas, którzy byli tam w czasie zabójstwa 

prezydenta Kennedyego w 1963 r., mówiły nie o strzałach, ale o odgłosie strzelającego 

wydechu samochodowego (Sacks, 1984, s. 519). Dlaczego tak to usłyszeli?

Wszyscy wiemy, że ludzie, którzy myślą, że słyszeli strzał za każdym razem, gdy coś 

huknie w ich samochodzie, mogą być uznani za niezrównoważonych lub psychopatów. 
Nasze opisy nigdy nie są więc prostymi sprawozdaniami z „wydarzeń”, ale są tak zbudo­

wane, by przedstawić nas jako ludzi określonego rodzaju - tych, którzy są zwykle „sen­

sowni” i „rozważni”.

Lecz czyż - możecie zapytać - badacze społeczni nie są bardziej obiektywni? W koń­

cu stoją za nimi naukowe metody, dzięki którym ich obserwacje są bardziej wiarygodne.

Cóż, i tak, i nie. Oczywiście, badacze społeczni zwykle bardziej rozważnie oddzielają 

fakty od opinii niż większość z nas w codziennym życiu (zob. rozdz. 8). Jednakże nawet 

naukowcy  mogą  obserwować  „fakty”  jedynie  przez  okulary  własnych  pojęć  i  teorii. 

Harvey Sacks podaje tego prosty przykład:

Załóżmy, że jesteś stojącym gdzieś antropologiem lub socjologiem. Widzisz, że ktoś coś robi i po­

strzegasz to jako jakieś działanie. Jak możesz sformułować wniosek na temat tego, kim jest osoba, 
co robi, na potrzeby swojego sprawozdania? Czy możesz użyć chociażby tego, co wydaje się być naj­

bardziej konserwatywnym sformułowaniem - jego imienia? Wiedząc oczywiście, że każda kategoria, 

którą wybierzesz, przyniesie tego rodzaju problemy systemowe, jak poradzisz sobie z wyborem ka­
tegorii ze zbioru tobie dostępnych, która równie dobrze charakteryzowałaby lub identyfikowałaby 
osobę, z którą masz do czynienia? [1992,1.1, s. 467-468].

background image

30

 

Teoria i praktyka badań jakościowych

L

 ,, 

, „ r- , 

f

 , ,,

:r

 

............................................................................................................................................................................................................. .

Sacks pokazuje, że nie można rozwiązać takich problemów po prostu przez „zrobie­

nie możliwie najlepszych notatek w danym czasie i podjęcie decyzji później” (tamże, 

s. 468). Kiedykolwiek byśmy nie robili obserwacji, zawsze są one przesiąknięte naszymi 

założeniami.

Wykonaj teraz ćwiczenie 1,1

W  pracy  naukowej  założenia  te  określa  się  dziwacznym  terminem  „teorie”.  Lecz 

czym są te „teorie”?

Martin O'Brien (1993) usiłował odpowiedzieć na to pytanie, posługując się przykła­

dem kalejdoskopu. Jak sam tłumaczy:

Kalejdoskop [...] [to] dziecięca zabawka składająca się z tuby, kilku soczewek i fragmentów półprze­

zroczystego, barwnego szkła lub plastiku. Kiedy obrócisz tubę i popatrzysz przez soczewki kalejdo­

skopu, kształty i kolory, widoczne na spodzie, zmieniają się. Jeżeli znów obrócimy tubę, zmieniają się 
soczewki, a kombinacje kolorów i kształtów przekształcają jeden wzór w następny. W podobny spo­
sób możemy postrzegać teorię społeczną jako rodzaj kalejdoskopu - gdy przechodzimy od jednej per- 

' spektywy teoretycznej do kolejnej, badana rzeczywistość także zmienia kształt [1993, s. 10—11].

Chcąc zobaczyć, że teoria działa jak kalejdoskop, weźmy konkretny, choć dość pro­

sty przykład. Wyobraź sobie grupę naukowców z różnych dyscyplin obserwujących ludzi 
na przyjęcju przez lustro weneckie. Socjolog mógłby zaobserwować układ płci w róż­

nych grupach rozmówców, lingwista mógłby się przysłuchiwać, jak przebiegają „grzecz­

nościowe pogawędki”, psycholog zaś mógłby się skoncentrować na cechach „samotni­
ków” w przeciwieństwie do ludzi, którzy są „duszą towarzystwa”.

Problem polega na tym, że żadna z tych obserwacji nie jest bardziej rzeczywista lub 

prawdziwa  niż  inne.  Na  przykład  ludzie  nie  muszą  być  koniecznie  definiowani  albo 

w kategoriach ich społecznych charakterystyk (jak płeć), albo ich osobowości (ekstra­
wertycy lub introwertycy). Wszystko zależy od pytania badawczego, jakie sobie stawia­

my. Z kolei pytania badawcze będą nieuchronnie wynikać z teorii. Potrzebujemy teorii, 

które  pomogą  nam  odnieść  się  nawet  do  najbardziej  podstawowych  kwestii  w  bada­

niach społecznych.

Cytowana analogia O’Briena doprowadza nas tylko do tego miejsca. Ale czym „teo­

ria” różni frię od „hipotezy”? I jak możemy obie je rozwijać?

Pytania  takie  jak  te  oznaczają,  że  nie  mogę  już  odkładać  na  później  potencjalnie 

męczącej kwestii definiowania terminów, których używam. W tym rozdziale będziemy 

omawiać modele, pojęcia, teorie, hipotezy, metody i metodologie. W tabeli 1.1 poka­

załem, jak każdy z tych terminów będzie używany.

Jak wynika z tabeli, to, co nazywam „modelami”, jest nawet bardziej podstawowe 

w badaniach społecznych niż teorie. 

Modele 

dostarczają wszechogarniającej ramy dla 

naszego patrzenia na rzeczywistość. Mówiąc krótko, pokazują nam, jaka jest rzeczywi­
stość i jakie podstawowe elementy zawiera („ontologia”) oraz jaka jest natura i status 

wiedzy  („ępistemologia”).  W  tym  sensie  modele  odnoszą  się  do  tego,  co  najczęściej 

określa się jako „paradygmaty” (zob. Guba, Lincoln, 1994).

W badaniach społecznych przykładami takich modeli są: funkcjonalizm (który bada 

funkcje  instytucji  społecznych),  behawioryzm  (który  definiuje  wszelkie  zachowania 

w kategoriach „bodźca” i „reakcji”), symboliczny interakcjonizm (który koncentruje się

background image

1. Rozpoczynanie badań

 

31

|||r

 -...............................  

........................................ ..................... ..........  ...... ..................................

................ I. »■« IM................... .... .................................................. ...... .......................... —............................  HM................................................ .... ............................................ ....................... ...........................................................i...................................................... «■•—• l- lllll I HIIii: llll ll-------------------------------------

I I

Tabela 1.1. Podstawowe terminy odnoszące się do badań

r

i

j Termin

Znaczenie

Wartość

| Model

Wszechogarniająca rama pozwalająca patrzeć 
na rzeczywistość (np. behawioryzm, feminizm)

Użyteczność

Pojęcie

i

?

Idea wyrastająca z danego modelu 

(np. „bodziec-reakcja”, „opresja”)

Użyteczność

Teoria

\

Zbiór pojęć używanych do definiowania i/lub 

wyjaśniania pewnych zjawisk

Użyteczność

Hipotezy

Propozycje, które można testować

Ważność

Metodologia

Ogólne podejście do zgłębiania tematów 

badawczych

Użyteczność

I Metoda

Określona technika badawcza

Dobre dopasowanie 
do modelu, teorii, 

hipotez i metodologii

na tym, jak wiążemy symboliczne znaczenia z relacjami interpersonalnymi) i etnometo- 

dologia (która zachęca nas do patrzenia na to, jak ludzie w codziennym życiu wytwa­

rzają uporządkowane interakcje społeczne). Korzystając z pracy Gubriuma i Holsteina 

(1997), omówię znaczenie tych modeli w rozdziale 2.

Pojęcia 

są jasno określonymi ideami wynikającymi z poszczególnych modeli. Przy­

kładami takich pojęć są: „funkcja społeczna” (wywodząca się z funkcjonalizmu), „bo- 

dziec-reakcja”  (behawioryzm),  „definicja  sytuacji”  (interakcjonizm)  i  „dokumentarna 

metoda  interpretacji”  (etnometodologia).  Pojęcia  oferują  takie  sposoby  patrzenia  na 
świat, które są niezbędne dla zdefiniowania problemu badawczego.

Teorie 

dostarczają zestawu pojęć pozwalających definiować i wyjaśniać pewne zja­

wiska. Jak stwierdzili Strauss i Corbin (1994, s. 278): „Teoria składa się z wiarygodnych 

relacji wytworzonych między pojęciami a zestawami pojęć”. Bez teorii takie zjawiska, 

jak  „płeć”,  „osobowość”,  „rozmowa”  lub  „przestrzeń”,  nie  mogą  być  zrozumiałe  na 

gruncie nauk społecznych. W tym sensie, bez teorii nie mamy czego badać.

Teoria daje zatem podstawy dla rozważań nad światem, odseparowanych od tegoż 

świata. W ten sposób teoria dostarcza jednocześnie:

• ramy dla krytycznego rozumienia zjawiska,

• bazy dla rozważań nad tym, jak zorganizować to, co nieznane (Gubrium, prywat­

na korespondencja).

Teorie, przez możliwość tworzenia idei o tym, co jest w danym momencie nieznane, 

dostarczają impetu do badań, przy czym same są rozwijane i modyfikowane przez rze­

telne badania. Jednakże, tak jak to tutaj rozumiem, modele, pojęcia i teorie są samopo- 
twierdzające się w tym sensie, że instruują nas, jak patrzeć na zjawiska w określony spo­
sób. Oznacza to, że tak naprawdę nigdy nie można dowieść ich fałszywości, można jedy­

nie postrzegać je jako bardziej lub mniej użyteczne.

Ta ostatnia cecha odróżnia teorie od 

hipotez. 

Inaczej niż teorie, hipotezy są testo­

wane w trakcie badań. Przykładowe hipotezy, które omówię później w tej książce, to:

background image

32

jwum

.

iii

,..n . « ■ » » , » w » » »  

• '

Teoria i praktyka badań jakościowych

l.iiiimnu..- n:iiii...iiiiii[iiin iii-- niTritr"!--------------------------------------------------------1---------- -------- —......................... .................. —............... ................................—................... ........ .......................—................. .................................... —----------  ■

• Czy to, jak odbieramy czyjąś radę, jest powiązane z tym, jak takiej rady się udziela?

• Czy reakcje na nielegalne narkotyki zależą od tego, czego dana osoba uczy się od 

innych?

• Czy prywatne więzi między członkami związku wpływają na głosowanie w wybo­

rach związkowych?

W wielu studiach z zakresu badań jakościowych nie ma na początku konkretnych hi­

potez. W zamian hipotezy są wytwarzane (lub wyprowadzane) w trakcie wczesnych sta­

diów badań. W każdym przypadku, inaczej niż teorie, hipotezy mogą i powinny być testo­

wane. A zatem oceniamy hipotezy przez ich wiarygodność lub prawdziwość.

Metodologia 

odnosi się do naszych wyborów co do przypadków do badania, metod 

zbierania danych, form ich analizy itd. w czasie planowania i przeprowadzania badań. 

Nasza metodologia określa to, jak będziemy postępować, badając dane zjawisko. W ba­

daniach społecznych metodologie mogą być definiowane bardzo szeroko (np. jakościo­

we lub ilościowe) lub nieco węziej (np. teoria ugruntowana lub analiza konwersacyjna). 

Tak jak tdorie, metodologie nie mogą być prawdziwe lub fałszywe, a jedynie bardziej 

lub mniej użyteczne.

W końcu - 

metody 

- są określonymi technikami badawczymi. Zawierają się w nich 

zarówno techniki ilościowe, np. korelacje statystyczne, jak i takie techniki, jak obserwacje, 

wywiady, ńagiywanie i transkrypcje. I znów, techniki same w sobie nie są prawdziwe lub 

fałszywe. Są mniej lub bardziej użyteczne w zależności od tego, jak pasują do używanych 

teorii i metodologii oraz do testowanych hipotez i/lub wybranego tematu badawczego. 
I tak na przykład behawioryści mogą faworyzować metody ilościowe, interakcjoniści zaś 
zbieranie danych w czasie obserwacji, lecz w zależności od testowanych hipotez, beha­

wioryści tfiogą czasami używać metod jakościowych - choćby na wczesnym, rozpoznaw­

czym etapie badania. Tak samo interakcjoniści mogą czasami używać metod ilościowych, 
szczególnie kiedy chcą znaleźć wspólny wzór przenikający ich dane.

Po przedstawieniu poszczególnych pojęć możemy się skupić na bardziej praktycz­

nych kwestiach stosowania modeli i teorii do generowania problemu badawczego.

1.1. Generowanie problemu badawczego

Mam już duże doświadczenie w nadzorowaniu prac badawczych studentów, zarów­

no na poziomie magisterskim, jak i wyższym, i mogę stwierdzić, że początkujący bada­

cze zwykle popełniają dwa podstawowe błędy. Pierwszy z nich polega na tym, że nie 

umieją rpzróżnić między problemami badawczymi a tym, o czym aktualnie dyskutuje 

się  w  otaczającym  nas  świecie.  „Problemy  społeczne”,  jak  je  nazywam,  znajdują  się 

w centrufh politycznych debat i zajmują się nimi najpoważniejsze gazety. Chociaż jed­

nak bezrobocie, bezdomność i rasizm są ważne, nie dostarczają same w sobie tematów 

badawczych.

Drugjf błąd, z którym się spotykam, jest często powiązany z pierwszym. Pojawia 

się  wtedy,  gdy  badacze  biorą  na  siebie  nazbyt  wielki  problem  badawczy.  Na  przy­

kład,  waine  jest  niewątpliwie  określenie  przyczyn  występowania  bezdomności,  lecz 
znajduje się to zdecydowanie poza możliwościami pojedynczego badacza, którego

background image

1. 

Rozpoczynanie badań

 

33

udiumn-fll .......................imwmmt«! 

,;rt!Y.<,<!K-,:>-,•?.

v,t:x>W.i>>nW»tmW«tmmwWtM

9

ii«iHWMt.HW»wmilj>lNWW«mw«li»MJ^JtHIW;i wmflUlWMIMWiOMlUWUtHm.inWiWB.fcUHWUWIMHHWt wWIHHtiWrclWUHm>W—IIHWtlHHW»a>C«Mt

1

IIHIIIlM>»iMMIIltilUWWWliWtOWlWW»...^.-,

vftW.X++M.

czas  i  zasoby  są  ograniczone.  Co  więcej,  definiując  problem  tak  szeroko,  nie  można 
go często zgłębić.

Zwykle mówię więc moim studentom - waszym celem powinno być powiedzenie 

„dużo o małym (problemie)”. Oznacza to unikanie mówienia „mało o wielkim”. W rze­

czy samej, dążenie takie może być czasami „wymówką”, a to dlatego, że skoro temat jest 
tak szeroko zakrojony, to można przerzucać się z jednego aspektu na drugi bez odświe­

żania i testowania każdego fragmentu analizy (zob. Silverman, 2000, s. 61-74).

W tej części rozdziału skupię się na pierwszym z tych błędów - tendencji do wybiera­

nia na tematy badawcze problemów społecznych. Pokazując możliwe rozwiązania tego 

problemu, jednocześnie zasugeruję, jak można zawężać temat badawczy.

1.1.1. Co to jest problem badawczy?

Wystarczy tylko otworzyć gazetę lub obejrzeć wiadomości w telewizji, by zetknąć się 

z prezentacją problemów społecznych. W połowie lat 90. brytyjskie media były pełne 

nawiązań do „fali” zbrodni popełnianych przez dzieci - od kradzieży samochodów po za­

bójstwa starszych ludzi i innych dzieci. Było też kilka opowieści o lekarzach, którzy zara­

ziwszy się HIV, kontynuowali pracę i, jak twierdzono, narazili zdrowie swych pacjentów.

Historie  te  miały  jedną  wspólną  cechę:  zakładały,  że  zachodzi  upadek  moralny, 

przez który rodziny i szkoły nie radzą sobie z dyscyplinowaniem dzieci, a lekarze nie 

biorą  na  poważnie  swej  zawodowej  odpowiedzialności.  Z  kolei  sposób  opowiadania 

tych historii implikuje pewne rozwiązanie: wzmocnienie „dyscypliny” w celu zwalczenia 

„moralnego upadku”.

Jednakże,  zanim  zaczniemy  zastanawiać  się  nad  tego  rodzaju  lekarstwem,  musi­

my  dokładnie  rozważyć  „diagnozę”.  Czy  rzeczywiście  wzrósł  odsetek  przestępstw 

młodocianych,  czy  też  ta  widoczna  tendencja  jest  odbiciem  zainteresowania  tym,  co 

zalicza się do „chwytliwych” tematów społecznych? A może wzrost ten jest artefak­
tem  wynikającym  ze  sposobu  relacjonowania  zbrodni?  I  znów,  jak  wielu  pracowni­
ków służby zdrowia rzeczywiście zaraziło swych pacjentów HIV? Znamy tylko jeden 

(omawiany)  przypadek  dentysty  z  Florydy.  Co  więcej,  istnieją  poważne  dowody,  że 

to  pacjenci  zarażają  personel  medyczny,  który  się  nimi  zajmuje.  Do  tego,  dlaczego 

koncentrować  się  na  HIV,  skoro  inne  choroby,  jak  żółtaczka  typu  B,  są  dużo  bar­

dziej  zakaźne?  Czy  dlatego  tak  często  słyszymy  o  HIV,  ponieważ  wiążemy  go  ze 

„stygmatyzowanymi” grupami?

Ogólnie znane problemy „społeczne” nie są jedynymi tematami, które mogą przy­

ciągnąć uwagę badacza. Administratorzy i menedżerowie wskazują „problemy” w swoich 
organizacjach i zwracają się do badaczy społecznych, by znaleźli dla nich rozwiązanie.

Istnieje tendencja, by pozwalać innym, by zdefiniowali problem badawczy - szcze­

gólnie, gdy dołączony jest do tego pokaźny grant! Musimy wówczas najpierw przyjrzeć 
się terminom, których używa się do definiowania problemu. Na przykład, wielu mene­
dżerów  będzie  definiowało  problemy  ich  organizacji  jako  zakłócenia  „komunikacji”. 
Rolą badacza staje się zatem wypracowanie sposobu, by ludzie mogli się „lepiej” komu­

nikować. Niestety, mówienie o „problemach komunikacyjnych” przynosi wiele trudności. 

Może odwracać uwagę od „umiejętności” komunikacyjnych nieodzownie wykorzysty­

background image

34

 

Teoria i praktyka badań jakościowych

wanych w interakcji. Może też wywoływać tendencję do zakładania, że rozwiązaniem 

każdego problemu jest bardziej uważne słuchanie, a relacje władzy obecne wewnątrz 

i poza wzorami komunikowania można ignorować. Relacje takie mogą także uczynić 
charakterystykę „sprawności organizacyjnej” bardzo problematyczną. A zatem proble­
my „admiiiistracyjne” nie stwarzają wcale lepszej podstawy dla badań społecznych niż 
problemy „społeczne”.

Oczywiście, nie zamierzam tu twierdzić, że nie istnieją w społeczeństwie żadne real­

ne problemy. Jednakże, nawet gdy zgodzimy się co do tego, jakie są te problemy, nie 
oznacza to, że dostarczą nam one możliwego do zbadania tematu.

Powróćmy  do  przypadku  problemów  ludzi  zarażonych  wirusem  HIV.  Niektóre 

z tych problemów są, zupełnie słusznie, przedstawiane opinii publicznej przez zorgani­

zowane działania zarażonych ludzi. To, z czego może korzystać tu badacz społeczny, to 

określone teoretycznie i metodologicznie umiejętności jego dyscypliny. Tak więc eko­
nomista może zbadać, jak ograniczone zasoby służby zdrowia mogą być wykorzystywa­

ne bardziej efektywnie w walce z epidemią zarówno na Zachodzie, jak i w krajach Trze­
ciego Świata. Pośród socjologów, badacze sondażowi mogą zbadać wzory seksualnych 
zachowań, by móc promować efektywną edukację zdrowotną, podczas gdy metody ja­
kościowe mogą być użyte do zbadania, co kryje się za „negocjowaniem” bezpiecznego 

seksu lub doradztwem na temat HIV i AIDS.

Jak pokazują te przykłady, początkowy impuls do podjęcia badań może wypływać 

z  potrzeby  praktyków  czy  klientów.  To  badacze  z  różnych  dyscyplin  zwykle  nadają 

początkowemu tematowi badawczemu własny teoretyczny i metodologiczny „zwrot”. Na 
przykład  w  moich  własnych  badaniach  nad  poradnictwem  na  temat  HIV  (Silverman, 

1997b), używanie nagrań audio i szczegółowych transkrypcji, tak jak i wielu technicznych 

pojęć, wynikało z mojego zainteresowania analizą konwersacyjną (zob. rozdz. 6).

Ten przykład pokazuje, że zwykle konieczne jest odejście od definiowania tematów 

badawczych w kategoriach „problemów społecznych”, tak jak określają je profesjonal­
ne  lub  wspólnotowe  grupy.  Wychodząc  od  jasno  zdefiniowanej  perspektywy  nauk 

społecznyęh, o ironio, możemy później - jak sądzę - przedstawić im nowe, znaczące ar­

gumenty. Rozważę tę kwestię szczegółowo w rozdziale 9.

Wykonaj teraz ćwiczenie 1.2

1.1.2. Pułapka absolutyzmu

Pokazując do tej pory, co badania społeczne mogą zdziałać, spotykamy się z przy­

chylną reakcją. Jednakże na naszej drodze pojawia się kolejna pułapka, kiedy próbuje­
my zdefiniować problem badawczy. To, co nazywam pułapką „absolutyzmu”, wynika 

z tendencji do przyjmowania bezkrytycznie konwencjonalnej mądrości naszych czasów. 

Pozwólcie^ że wymienię cztery takie „mądrości”, które następnie rozważę:

♦ scjeiityzm,
* postęp,
• turyzm,

•  romantyzm.

background image

1. Rozpoczynanie badań

 

35

Dwie pierwsze kwestie odnoszą się głównie do badań ilościowych, a dwie ostatnie - 

bardziej do badań jakościowych. Przeanalizujmy każdą z nich po kolei.

Scjentyzm

Oznacza on bezkrytyczne akceptowanie tego, że „nauka” jest zarówno czymś zu­

pełnie  innym,  jak  i  lepszym  od  „zdrowego  rozsądku”.  Na  przykład  badacz  ilościowy 
może badać związek między „efektywnością” organizacji a jej „strukturą” zarządzania. 

Celem może być uzyskanie bardziej wiarygodnego i wartościowego obrazu niż ten, któ­

ry otrzymamy, posługuj ąc się zdrowym rozsądkiem.

Jednakże sprawność i struktura zarządzania nie mogą być oddzielone od tego, jak 

działają jej członkowie. Efektywność i struktura nie są zatem stabilnymi rzeczywisto- 

ściami,  lecz  są  definiowane  i  redefiniowane  w  różnych  kontekstach  organizacyjnych 

(np. wewnętrzne spotkania, negocjacje między pracownikami a zarządem, oświadcze­

nia prasowe itd.). Co więcej, badacze sami będą używać swojej zdroworozsądkowej wie­

dzy  na  temat  tego,  jak  działają  organizacje,  by  zdefiniować  i  zmierzyć  te  „zmienne” 

(zob. podrozdz. 2.2).

Nie mówię tu, że nie ma różnic między nauką a zdrowym rozsądkiem. Oczywiście, na­

uki społeczne muszą badać, jak zdrowy rozsądek działa, do tego w sposób, w jaki badacz 
kierujący się tylko zdrowym rozsądkiem nie zrobiłby i nie mógłby zrobić. Czyniąc tak, 

nieodzownie jednak polega się na wiedzy zdroworozsądkowej. Błędem scjentyzmu jest 
umieszczanie się całkowicie poza i ponad zdrowym rozsądkiem.

Postęp

W XIX w. naukowcy wierzyli, że mogą odnaleźć drogę, którą podąża „postęp” w hi­

storii (np. popularne teksty Karola Darwina na temat „ewolucji gatunków” czy Karola 
Marksa o nieuchronnym upadku „wstecznych” systemów ekonomicznych). Przekona­

nie to utrzymywało się - z pewnymi modyfikacjami wynikającymi z doświadczeń II woj­
ny światowej - w XX w.

Niemniej bezkrytyczna wiara w postęp nie może być podstawą badań naukowych. 

Na  przykład  niebezpiecznie  jest  zakładać,  że  możemy  mówić  o  postępie  społecznym 

wtedy, kiedy lekarze zaczynają uważniej słuchać swych pacjentów (Silverman, 1987, 

rozdz.  8)  lub  kiedy  uwięzieni  małżonkowie  dostają  zwolnienie  warunkowe,  lub  gdy 

wszyscy czujemy się swobodniej, omawiając naszą seksualność (Foucault, 1998, 2000; 

Silverman, 1997b, rozdz. 9). Jeśli w każdym z tych przypadków zakładamy istnienie „po­

stępu”, to nie jesteśmy w stanie zidentyfikować „podwójnego uwikłania” każdej metody 

komunikowania się i/lub nowych form władzy.

Zarówno scjentyzm, jak i przywiązanie do idei postępu, wpływało znacząco na ba­

daczy  ilościowych.  Przejdę  teraz  do  omówienia  dwóch  pułapek,  które  miały  bardziej 

bezpośredni wpływ na badania jakościowe.

Turyzm

Mam tu na myśli turystów „z górnej półki”, którzy podróżują po świecie w poszuki­

waniu kontaktu z obcymi kulturami. Pogardzając zorganizowanymi wycieczkami, a na­

wet etykietką „turysty”, osoba taka ma nienasycony głód tego, co „nowe” i „inne”. Pro-

background image

36 

Teoria 

i praktyka badań jakościowych

»familio WujKOnUn»: 

i^x,.z,♦iw.?v*»»»««lf«Wl

,

»»W*te**tl»>*WMłWfWWWiW»>*#łl*łO##WWWfłlWWlWlł*WieiHWW}eWł»»WtW*lll«eM|IWI

blem  polega na  tym,  że  istnieją  niepokojące  paralele  między  badaczem jakościowym 

a tego rodzaju turystą. Badacze ci często rozpoczynają badania bez żadnych hipotez

i, jak turyści, wpatrują się chciwie w społeczne sceny, szukając oznak działania, które 

jawi  się  jdko  nowe  i  inne.  Tkwi  w  tym  niebezpieczeństwo,  że  badacze  „turystyczni” 

mogą tak bardzo skupić się na kulturowych i subkulturowych (lub grupowych) różni­

cach, że nie uda im się rozpoznać podobieństw między kulturą, do której należą, a kul­

turami, które badają. Kiedy tylko przestawimy się z zadawania „naprowadzających” py­

tań (które zakładają istnienie kulturowych różnic) na obserwację tego, co ludzie rzeczy­

wiście robią, wtedy znajdziemy pewne wspólne cechy między wzorami społecznymi na 

Zachodzie i na Wschodzie (zob. Ryen, Silverman, 2000, oraz omówienie w podrozdz. 

1.1.3 studium Michaela Moermana, 1974, dotyczące tajskiego plemienia).

Romantyzm

Choci&ż XIX w. jest określany erą „postępu”, był także czasem, kiedy ludzie spo­

dziewali się, że literatura, sztuka i muzyka potrafią wyrazić wewnętrzny świat artysty 
i angażoW^ć emocje publiczności. Ruch ten został nazwany „romantyzmem”.

Jak pokażę w rozdziale 4, istnieje coś więcej niż aluzja do tego romantyzmu w nie­

których Współczesnych badaniach jakościowych (zob. także Gubrium, Holstein, 1997; 

Atkinson* Silverman, 1997). Widać to wyraźnie, kiedy badacze starają się wiernie zapi­

sać „doświadczenie” pewnych, zwykle pokrzywdzonych grup (np. bitych kobiet, gejów, 

bezrobotnych).

Jak będę się starał wykazać to później, podejście romantyczne jest kuszące, lecz nie- 

bezpiecziie. Badacz może zignorować fakt, że doświadczenie jest kształtowane przez 

kulturowe formy reprezentacji. Na przykład to, o czym myślimy, że jest naszym do­

świadczeniem osobistym („wina”, „odpowiedzialność”), może być po prostu kulturowo 

danym sposobem rozumienia świata (zob. omówienie przypadku matki młodej diabe- 
tyczki  w  podrozdz.  6.4.2).  Problematyczne  zatem  staje  się  usprawiedliwienie  badań 

w terminach „autentycznej” reprezentacji doświadczenia w sytuacji, gdy to, co auten­

tyczne, jest zdefiniowane kulturowo.

Twierdzenie to ma swe konsekwencje dla analizowania danych pochodzących z wy­

wiadów, co omówię dalej. W podsumowaniu tego podrozdziału, dotyczącego genero­
wania problemu badawczego, zbadam, jak różne rodzaje wrażliwości mogą rozwiązać 

problem  podwójnej  pułapki:  absolutyzmu  i  „ześlizgiwania  się”  w  kierunku  ogólnie 

znanych problemów społecznych.

1.1.3. Wrażliwość i problemy dostępne badaniu

Twieitłzę, że dla badaczy często mało pomocne jest rozpoczynanie pracy od proble­

mów społecznych zidentyfikowanych przez praktyków lub menedżerów. Zwykle takie 

definiowanie problemów służy głównie koniunkturalnym interesom. Moim zdaniem, je­

śli badania społeczne mają coś do zaoferowania, to są to teoretyczne imperatywy, które 

mogą zapbwnić uczestnikom życia społecznego nowe spojrzenie na ich problemy. Para­

doksalni^, nie rozpoczynając od powszechnych koncepcji dotyczących tego, co jest

background image

..

....

...

1. Rozpoczynanie badań

 

37

„złe” w danych okolicznościach, będziemy w stanie lepiej określić zarówno to, co się 

w nich dzieje, ale w związku z tym także i to, jak można je zmodyfikować w poszukiwa­

niu pożądanego zakończenia.

Różnorodne  perspektywy  nauk  społecznych  uwrażliwiają  na  kwestie  ignorowane 

przez tych, którzy definiują problemy społeczne lub administracyjne. Wyróżniłbym trzy 

typy wrażliwości:

« historyczną,

• polityczną,
® kontekstualną.

Wyjaśnię teraz i omówię każdą z nich po kolei.

Wrażliwość historyczna

Tam, gdzie jest to tylko możliwe, powinniśmy analizować odpowiednie świadectwa 

historyczne, jeśli tylko stanowią one temat badawczy. Na przykład w latach 50. i 60. 
XX w. zakładano, że „rodzina nuklearna” (rodzice i dzieci) zastąpiła „rodzinę rozsze­

rzoną”  (wiele  pokoleń  żyjących  razem  w  tym  samym  gospodarstwie  domowym) 
społeczeństw przedprzemysłowych. Badacze zdali się po prostu zapominać, że krótsza 

przewidywana długość życia w przeszłości mogła sprawić, że wzór rodziny rozszerzonej 

był relatywnie rzadki.

I znów, wrażliwość historyczna pozwala nam zrozumieć, w jaki sposób sprawowane 

są rządy. Na przykład do XVIII w. większość społeczeństwa była traktowana jako prze­

rażający „motłoch”, który trzeba kontrolować, kiedy zachodzi taka konieczność, przy 

użyciu siły. Dzisiaj dostrzega się w nas indywidualności z „potrzebami” i „prawami”, 

które  muszą  być  zrozumiane  i  chronione  przez  społeczeństwo  (zob.  Foucault,  1998). 

Ale, chociaż siły używa się bardzo rzadko, możemy być kontrolowani w bardziej subtel­

ny sposób. Pomyśl tylko o wiedzy na temat każdego z nas zawartej w skomputeryzowa­
nych bankach danych i wszechobecnych kamerach wideo, które rejestrują ruch na wielu 
ulicach miast. Wrażliwość historyczna zatem, przez zróżnicowane ujęcie tematów ba­

dawczych, pozwala nam uniknąć pułapki myślenia, że współczesne wizje problemów 

społecznych nie podlegają dyskusji co do swego charakteru.

Wrażliwość polityczna

Pozwalanie, by „przerażające fakty” ze współczesnych mediów określały nasze te­

maty badawcze, jest taką samą porażką, jak przygotowywanie badań zgodnie z admini­
stracyjnymi lub menedżerskimi interesami. W każdym przypadku musimy użyć naszej 
politycznej wrażliwości, by odkryć koniunkturalne interesy leżące za konkretnym sfor­
mułowaniem problemów. Media przecież muszą przyciągać publiczność. Administra­
torzy chcą z kolei być postrzegani jako skuteczni pracownicy.

Polityczna  wrażliwość  dąży  do  uchwycenia  polityki  stojącej  za  tematami  zdefi­

niowanymi w określony sposób. To z kolei potwierdza sugestię, że podejmujemy ba­
dania,  kiedy  pojawiają  się  problemy  społeczne.  Na  przykład  Barbara  Nelson  (1984) 

pokazuje,  jak  „wykorzystywanie  dzieci”  zostało  zdefiniowane  jako  rozpoznawalny 
problem  pod  koniec  lat  60.  XX  w.  Udowadnia,  że  ustalenia lekarzy  dotyczące  „syn­

dromu maltretowanego dziecka” konserwatywna administracja Nixona przyjęła tyl-

background image

38

<«>»»»»WTWłMEW*»» ,.W»Vi*»f‘

Teoria i praktyka badań jakościowych

ko  przez  połączenie  społecznych  problemów  raczej  z  rodzicielską  „nieadekwatno- 

ścią” niż  z  porażką  programów społecznych. Polityczna wrażliwość nie  oznacza, iż - 

zdaniem  badaczy  społecznych  -  w  społeczeństwie  nie  istnieją  „prawdziwe”  proble­

my.  W  zamian  twierdzą,  że  nauki  społeczne  mogą  wnieść  istotny  wkład  w  życie 
społeczeństw przez analizę, jak wyrastają „oficjalne” definicje problemów. Żeby jed­
nak zachować uczciwość, powinniśmy także być świadomi tego, że badacze społecz­

ni  często  muszą,  ze  względów  taktycznych,  zaakceptować  takie  definicje  po  to,  by 

otrzymywać granty badawcze.

Wrażliwość kontekstualna

Jest to samowyjaśniąjąca się i najbardziej pojemna kategoria z prezentowanej listy. 

Przez „kontekstualną” wrażliwość rozumiem umiejętność rozpoznawania, że na pierw­
szy  rzut  o£a  zuniformizowane  instytucje,  takie  jak  „rodzina”,  „plemię”  lub  „szkoła”, 
przyjmują  wiele  różnych  znaczeń  w  różnych  kontekstach.  Wrażliwość  kontekstualna 

jest  najbardziej  widoczna  w  studium  Moermana  (1974)  dotyczącym  plemienia  Lue 

z Tajlandii. Moerman rozpoczął od konwencjonalnego antropologicznego dążenia, by 

ulokować ludzi w schemacie klasyfikacyjnym. W związku z tym zaczął od zadawania 

członkom plemienia pytań typu: „Jak rozpoznajesz członków swojego plemienia?”

Moerijian pisze, że jego respondenci szybko nauczyli się dostarczania mu całej listy 

cech, które konstruują ich plemię i odróżniają od sąsiadów. W tym samym czasie zo­
rientował się jednak, że taka lista, w kategoriach czysto logicznych, nie ma końca. Być 

może, jeśl| chce się zrozumieć tych ludzi, niezbyt użyteczne jest wydobywanie z nich 

abstrakcyjnych relacji na temat własnych charakterystyk.

Moerman przestał pytać: „Kim są Lue?” Jasne jest, że takie narzędzie identyfikacji 

etnicznej nie jest stale używane ani przez nich, ani przez nas w naszej kulturze zachod­

niej. W zamian Moerman zaczął badać, co dzieje się w codziennych sytuacjach.

Z  tej  perspektywy  przestaje  być  istotne,  kim  są  Lue,  ale  kiedy,  wśród  ludzi 

żyjących w tych tajskich wioskach, etykietki identyfikacji etnicznej są przywoływane 

i jakie powoduje to  konsekwencje. Co ciekawe, Moerman stwierdza, że kiedy patrzy 
się  na  to  \y  ten  sposób,  początkowo  oczywiste  różnice  między  Lue  a  nami  znacząco 

się  zmniejszają.  Tylko  etnocentrycznie  nastawiony  przedstawiciel  Zachodu  mógłby 

zakładać  coś  innego,  zachowując  się  jak  turysta  poszukujący  pięknych  widoków 
poza  głównymi  drogami.  Dokładniejsze  omówienie  badań  Moermana  znajduje  się 

w podrozdziale 4.1.

Nie tylko tak wielkie zbiorowości ludzi jak plemiona zyskują nowy ogląd, gdy użyje­

my  tego,  ęo  nazwałem  wrażliwością  kontekstualną.  Inne  pozornie  stabilne  instytucje 
społeczne (takie jak „rodzina”) i tożsamości (płeć, etniczność itd.) nie mogą być w osta­

teczny spósób poddane analizie jedynie z perspektywy problemu społecznego.

Komentatorzy  mówią  na  przykład,  że  „rodzina  jest  w  poważnym  niebezpieczeń­

stwie”. Lecz gdzie w rzeczywistości społecznej możemy odnaleźć tę zunifikowaną for­
mę rodziny, o jakiej mówi się w tych wypowiedziach? Czyż „rodzina” nie wygląda ina­

czej w różnych kontekstach - poczynając od gospodarstwa domowego, a kończąc na sali 
sądowej czy nawet w supermarkecie (zob. podrozdz. 3.5)? Zamiast brać takie wypowie­

dzi dosłownie, badacz musi wykorzystać trzy rodzaje wrażliwości, by odkryć, jak rzeczy

background image

1

Rozpoczynanie badań

 

39

. . ^7 / ' ■ :  SW '-V <'*»•». V»/V*»% 

\

 .Sm’*«'. 

W. .*<• V.*, *V. V. A*. 

.¥M,'W.',YMVAV^‘S -*wS 

^ ■'/rf WWMW,V,SV *r.\ ** V' ł\Vi’A‘ 

< V AV.MłWA*AWZ.VANł W As»A% W«W.

e

 * .W^.W ^ /<V, W/^T VA 

A*. - V.*A‘ / V. V. W'AV.*, 'A-',

1

 W, V/f>. ^ .».W V*'«V • .* V-^A* *-V'. ' .W V, V V. * *' *. V '* • V.*: * *.V -V. u / V»* •*%%*••* ' > V.*.\ •* ' *>*.\ ' " A  <\Y V * * •*»' <** O * */.* * 'S>“A .V/. • . v JUfrr V<« * V«V. ,7 ,*. *'• .* % V ' ,V ✓

się mają w świecie społecznym, gdzie - jak pokazuje nam Moerman - działania ludzi są 

w nieunikniony sposób bardziej złożone, niż mogłyby się wydawać.

I  kwestia  końcowa.  Te  trzy  rodzaje  wrażliwości,  które  tu  omawialiśmy,  oferują 

nam  różne,  czasami  przeciwstawne  sposoby  generowania  tematów  badawczych.  Nie 

sugeruję  tu,  że  wszystkich  należy  użyć  od  razu  na  początku  każdego  studium  ba­

dawczego. Jednakże, jeśli nie będziemy wrażliwi na każdą z tych kwestii, to ryzykuje­

my,  że  wpadniemy  w  pułapkę  definiowania  naszych  tematów  badawczych  na  bazie 

„problemu społecznego”.

Wykonaj teraz ćwiczenie 1.3

1.2. Zróżnicowanie metod jakościowych

Istnieją cztery główne metody stosowane przez badaczy jakościowych:

* obserwacja,
* analiza tekstów i dokumentów,
• wywiady,
• nagrywanie i transkrybowanie.

Metody te często się łączy, na przykład wiele studiów przypadków łączy obserwacje 

z prowadzeniem wywiadów. Co więcej, każda metoda może być stosowana albo w jako­

ściowych, albo ilościowych studiach badawczych. Jak pokazuje tabela 1.2, ogólna natu­

ra metodologii badań kształtuje sposób stosowania każdej z metod.

Tabela 1.2 podkreśla kwestie poruszane w tabeli 1.1: metody są technikami, które 

nabierają specyficznego znaczenia stosownie do rodzaju wybranej metodologii.

A zatem w badaniach ilościowych obserwacja nie jest generalnie traktowana jako 

bardzo istotna metoda zbierania danych. Dzieje się tak dlatego, że trudno przeprowa-

Tabela 1.2. Różne użycie czterech metod badawczych

Metodologia

• . ■ * * * 

1

 • * 

.

. .

| Metoda

Badania ilościowe

Badania jakościowe

Obserwacja

\ Analizy

*

1 tekstualne

i V

r

Wywiady

\ Nagrania 

audio 

| i wideo

Prace wstępne, np. wstęp do 

opracowania kwestionariusza

Analizy treści, tj. liczenie kategorii 

stworzonych przez badacza

Badania sondażowe: głównie pytania 

zamknięte na losowo dobranych próbach

Używane rzadko do sprawdzenia 

precyzji zapisu wywiadu

Fundamentalne znaczenie dla 

zrozumienia innej kultury

Próby zrozumienia kategorii 
stosowanych przez uczestników 

życia społecznego

Pytania otwarte na małych próbach

Stosowane do zrozumienia tego, jak j 

uczestnicy życia społecznego organizują 
swoją wypowiedź i ruchy ciała

background image

40

 

Teoria i praktyka badań jakościowych

dzić studium obserwacyjne na danych próbach. Badacze ilościowi twierdzą także, że ob­
serwacja iiie jest zbyt „wiarygodną” metodą zbierania danych, gdyż różni obserwatorzy 
mogą zapisywać różne obserwacje. Jeśli w ogóle się ją stosuje, to jako odpowiednią jedy­
nie na wstępnym lub „eksploracyjnym” etapie badań.

Dla odmiany, studia oparte na obserwacji okazały się być fundamentalne dla wielu 

badań  jakościowych.  Zaczynając  od  pionierskich  studiów  przypadków  społeczeństw 

niezachodnich przeprowadzanych przez wczesnych antropologów (Malinowski, 2005; 
Radcliffe-Brown, 2006), poprzez szkołę chicagowską sprzed II wojny światowej (Tho­

mas, Znaniecki, 1976), metoda obserwacyjna często była wybierana, by zrozumieć inną 
kulturę (zob. podrozdz. 3.1.1).

Kontrasty takie można dostrzec także w sposobie podejścia do tekstów i dokumen­

tów. Badacze ilościowi starają się analizować materiały pisane w taki sposób, by wytwo­
rzyć rzetelne stwierdzenia na temat dużej próby. Ich ulubioną metodą jest „analiza tre­
ści”, w ramach której badacze tworzą zbiór kategorii, a następnie liczą ilość stwierdzeń, 
które  „wpadają”  do  każdej  z  nich.  Podstawowym  wymaganiem  są  kategorie  wystar­
czająco precyzyjne, by za pomocą różnych sposobów kodowania osiągnąć takie same 

rezultaty iia tym samym materiale badawczym (np. nagłówki prasowe) (zob. Berelson, 

1952).

W badaniach jakościowych małe ilości tekstów i dokumentów mogą być analizowa­

ne  z  wielu  różnych  powodów.  Celem  jest  zrozumienie  kategorii  używanych  przez 
uczestników życia społecznego i zobaczenie, jak stosuje się je w konkretnych działa­

niach, takich jak opowiadanie historii (Propp, 1976; Sacks, 1974), tworzenie akt (Cico- 
urel, 1968; Gubrium, Buckholdt, 1982) lub opisywanie „życia rodzinnego” (Gubrium,

1992). Rzadziej odwołuje się tutaj do rzetelności analizy. W zamian badacze jakościowi 

twierdzą, że są w stanie odsłonić specyficzne praktyki, dzięki którym dany „produkt koń­
cowy” (opowiadanie, akta, opisy) jest tworzony.

Wywiady są powszechnie stosowane w obu metodologiach. Badacze ilościowi prze­

prowadzają wywiady lub stosują kwestionariusze na losowo dobranych z całości populacji 
próbach; nazywają to badaniem sondażowym. Preferowane są zwykle pytania „zam­
knięte” (z ograniczonymi możliwościami odpowiedzi), gdyż odpowiedzi na nie pozwa­

lają tworzyć proste tabele, w przeciwieństwie do pytań „otwartych”, których odpowiedzi 

muszą  być  następnie  kodowane.  Centralną  kwestią  metodologiczną  dla  badaczy  ilo­
ściowych jpst rzetelność scenariusza wywiadu i reprezentatywność próby.

Na przykład, kiedy badania preferencji wyborczych nie przełożyły się na wyniki bry­

tyjskich  wyborów  powszechnych  w  1992  r.,  badacze  sondażowi  przyjrzeli  się  bliżej 

własnej metodologii. Zakładając, że niektórzy respondenci mogli wcześniej okłamywać 

ankieterów co do swych preferencji wyborczych, niektóre firmy badawcze wprowadziły 

zaklejane  okienka,  do  których  respondent  wkładał  małe  karteczki  z  odpowiedziami  - 

co eliminowało konieczność odkrywania swoich preferencji przed ankieterem. Zwró­
cono też uwagę na zapewnienie bardziej reprezentatywnych prób do badań, tzn. prób 

dobieranych losowo z całości populacji Wielkiej Brytanii. Być może w rezultacie tych 

zmian wyrtiki przedwyborczych sondaży były bardziej zbliżone do rzeczywistych rezul­

tatów wyborów w 1997 r.

W badaniach jakościowych ważną kwestią jest raczej „autentyczność” niż rzetelność. 

Celem jest zwykle osiągnięcie autentycznego zrozumienia ludzkich doświadczeń i uważa

background image

się w związku z tym, że najbardziej efektywnym sposobem zbliżenia się do tego celu są py­
tania  otwarte.  Na  przykład,  podczas  zbierania  historii  życia  lub  w  trakcie  wywiadów 

z  rodzicami  upośledzonych  dzieci  (Baruch,  1982),  badanym  może  zostać  postawione 

jako zadanie: „opowiedz mi swoją historię”. Wywiady w studiach jakościowych są czę­

sto prowadzone na małych próbach, a relacje między badaczem a badanym mogą być 

określane raczej w kategoriach politycznych niż naukowych (np. Finch, 1984).

W końcu zaś transkrypcje z nagrań audio lub wideo są rzadko stosowane w bada­

niach  ilościowych,  prawdopodobnie  z  powodu  założenia,  że  są  trudne  do  policzenia. 
Dla odmiany, jak zobaczymy później (rozdz. 6 i 7), nagrania audio i wideo są coraz waż­

niejszą częścią badań jakościowych. Transkrypcje z takich badań, oparte na zestandary- 

zowanych  konwencjach,  dostarczają  doskonałego  zapisu  „naturalnie  występujących” 

interakcji. W porównaniu do notatek terenowych z danych obserwacyjnych, nagrywa­

nie i transkrypcje mogą zaoferować wysoce rzetelny zapis, do którego badacze mogą 

wracać w trakcie rozwijania swoich hipotez.

Chciałbym  tę  raczej  abstrakcyjną  prezentację  uczynić  bardziej  konkretną  przez 

przeanalizowanie kilku studiów jakościowych wykorzystujących każdą z tych metod. 
Posłużę się przykładem z badań nad społecznym aspektem AIDS, gdyż jest on obecnie 

żywo dyskutowanym tematem oraz dziedziną, którą przez jakiś czas się zajmowałem. 
W każdym prezentowanym studium pokażę, jak różne imperatywy teoretyczne i meto­

dologiczne kształtowały wybór oraz zastosowanie omawianej metody.

1.2.1. Obserwacje

W1987 r. zacząłem przychodzić do kliniki przy oddziale wenerologiczno-urologicz- 

nym jednego z angielskich szpitali miejskich (Silverman, 1989c). Klinika powstała, by 

monitorować postępy u pacjentów z HIV, którzy brali lek AZT (Retrovir). AZT, który 
zdawał się spowalniać tempo reprodukcji wirusa, był wtedy w fazie testowania.

Tak jak w każdym studium opartym na obserwacji, celem było uzyskanie informacji 

z pierwszej ręki na temat procesów społecznych „zachodzących w naturalnym kontekś­

cie”. Nie próbowano nawet prowadzić wywiadów z poszczególnymi osobami, ponieważ 

badanie koncentrowało się na tym, co one rzeczywiście robiły w klinice, a nie na tym, co 
myślały, że robiły. Badacz siedział w pokoju, gdzie odbywały się konsultacje, z boku za­
równo pacjenta, jak i lekarza.

Lekarz zawsze pytał pacjenta, czy zgadza się na obecność badacza. Zakładając, że 

sytuacja należała do bardzo delikatnych, nie dokonywano nagrań. W zamian robiliśmy 
szczegółowe zapiski; na osobnym arkuszu dla każdej konsultacji.

Próba została dobrana bez pretensji do reprezentatywności (15 mężczyzn w trakcie

37 konsultacji w ramach 7 sesji klinicznych). Ponieważ w tej dziedzinie rzadko stosowano 

metody obserwacyjne, studium to było w swej istocie eksploracyjne. Jednakże, jak zoba­
czymy, staraliśmy się powiązać nasze rezultaty z innymi badaniami społecznymi do­
tyczącymi relacji doktor-pacjent. Jak zauważyła Sontag (1999), chorobę często traktuje 

się jak moralną lub psychologiczną metaforę. Najważniejszym rezultatem tego studium 

było pokazanie moralnego bagażu związanego z byciem osobą z HIV. Na przykład wie-

1. Rozpoczynanie badań

 

41

background image

42 

Teoria i praktyka badań jakościowych

_____

u

 

-______ -.-Ajuunivj.-r_______________ -:

J

^X:>V1.VTHMU| -.i IVf---------------------------------------- .-rv-.—I -rrf —..............................................................». 

......................... ...... .................. 

■'MW/^

J

L^^.'»

1

v>i,>^.'u^-.',»w*U'.>-w-'-.vłAiyv'..w<.w«f,v,'. w j w . v t / . . ' » f . " / M v . v v ■ s ' » ' v j y v " " w ' l ' . ' .  w.'v.-wv.'.wwrv

lu pacjentów używało budzika, by przypominał im w nocy o konieczności wzięcia leku. 

Jak skomentował to jeden z nich (P = pacjent):

P: To bardzo łatwo zgadnąć. Wszyscy wiedzą, co masz.

Jednane  oprócz  społecznego  klimatu,  w  ramach  którego  postrzega  się  zarażenie 

HIV, zaobserwowaliśmy bardzo duże zróżnicowanie w prezentowaniu się chorych per­
sonelowi  medycznemu.  Zidentyfikowano  czteiy  style  „autoprezentacji”  (Goffman, 
2000). Każdy styl został tu krótko opisany:

1.  Chłodny.  Nawet  niepokojące  stwierdzenia  medyczne  były  przyjmowane  raczej 

z  grzecznością  i  akceptacją  niż  z  zainteresowaniem  czy  widocznym  niepokojem.  Na 

przykład jeden z pacjentów odpowiadał na wszystkie pytania głównie monosylabami. 

Jego jedyną znaczącą interwencją był moment, kiedy zapytał o nazwisko doktora, z któ­

rym miał się skonsultować w innym szpitalu w sprawie zakażenia skóry. Nie skomento­

wał w og<^le stwierdzenia lekarza, że AZT trzyma go przy życiu.

2. Lękowy. Na drugim krańcu znajdują się pacjenci, którzy nawet zwyczajowe powi­

tanie traktują jako okazję do pokazania „niepokoju”. Na przykład:

Dr: Jak się Pan miewa?

P: Heh. Niezbyt dobrze. To coś, czego nie umiem wyjaśnić. Niedobrze. Nie wiem.

3.  Obiektywny. Jak zauważono w innych studiach (zob. Baruch, 1982, omówienie 

w podrozdz. 4.8), pracownicy służby zdrowia często przedstawiają się lekarzom jako ze­

spół obiektywnych symptomów. Jeden z takich ludzi, który był pacjentem w tej klinice, 

zachowywał się dokładnie w ten sposób. Na przykład:

P: Zastanawiam się, czy Acyclovir w połączeniu z AZT może wywoływać neutropenię [...] [opisuje 
swoją wysypkę]. To było interesujące. Czyli sugeruje Pan, że to trzeba brać cztery razy dziennie. Bo 

przecież zwykle zapisują to pięć razy dziennie.

4. Teatralny. Jednym ze sposobów odpowiadania na pytania o własny stan fizyczny 

było lekceważenie ich po to, by poczynić obserwacje o sytuacjach społecznych, uświada­

miając jednocześnie słuchającą publiczność. Na przykład:

Dr: J4k Pan się czuje pod względem fizycznym?
P: Dobrze. Inną kwestią jest [relacja o lekarzu, który nie odmachał mu na ulicy]. To po prostu taki 
sam cholerny konował jak pan. Bez obrazy.

[do  badacza  i  studentów  medycyny]  Jestem  kiepskim  przypadkiem,  nawiasem  mówiąc,  także  nie 

zwracajcie na mnie uwagi.

Na tęmat tego omówienia trzeba poczynić trzy ważne uwagi. Po pierwsze, nie było 

prostego powiązania między każdym pacjentem a określonym „stylem” samoprezenta- 

cji. Raczej każdy rodzaj prezentacji był dostępny wszystkim pacjentom w trakcie kon­

sultacji, jeśli tylko mógł spełnić określone funkcje społeczne. Skupialiśmy się więc ra­

czej na procesach społecznych niż na stanach psychicznych. Po drugie, mogłem przed­
stawić tiitaj jedynie krótkie fragmenty dla poparcia mojej argumentacji. Jak zobaczymy 

w rozdziale 8, takie użycie materiału dowodowego budzi wątpliwości co do trafności lub 

precyzji badań jakościowych.

Po trzecie, rezultaty te odzwierciedlają jedynie część całego studium. Odkryliśmy 

również* że etos „pozytywnego myślenia” był centralny w relacjach wielu pacjentów i że

background image

1. 

Rozpoczynanie badań

 

43

» W • ' *'*

vs 

K

' ’ 

«* 

v*-v. A^-Ai^x.v'A.M^vsvvvV^.v.

. .

* > a<i .'^s y« rf'.i.v/,« )t >v 

;4U v<^ ,\wmw<4i«vW( **,. »«VA'rVAV' wv,‘ 

V

 

M v>v,VA' i.VA <*• .*'WW. » v.v 

V. iïùV/.'i v»v. va .w ’-V W A w A .'S 

AsV/.<.v/ vvsw/ <Av'«*Wv av.* * '«*•./ Ate^#4ifr**W*MMVWt*fc»i*eNW#W*Wś**MWMr*W4ft*WitW*"*W*»M<e*A»^**4WWWilWWtiWWMW*łff#NW»M0***1*#WNlW**4*

lekarze koncentrowali się raczej na „ciałach” niż „umysłach” swoich pacjentów. Mieliś­

my tego próbkę we fragmencie następującym po tym, który był pokazany, kiedy pacjent 
opierał się wysiłkom lekarza, by zmusić go do powiedzenia czegoś więcej o swoim stanie 

fizycznym.  Doprowadziło  nas  to  do  postawienia  kilku  praktycznych  pytań  o  podział 
pracy między lekarzami a konsultantami.

1.2.2. Analizy tekstów

Jenny Kitzinger i David Miller (1992) przyjrzeli się związkom między mediami rela­

cjonującymi problem AIDS a rozumieniem ich przez odbiorców. Ich analiza brytyjskie­

go biuletynu wiadomości telewizyjnych dostarcza dobrego przykładu, jak analizy tek- 

stualne  mogą  być  stosowane  w  badaniach  jakościowych  dotyczących  społecznych 

aspektów AIDS.

Pokazuje  także,  jak  badacze  jakościowi  próbują  unikać  pytań  wyłaniających  się 

z perspektywy „problemu społecznego”, mając cały czas na uwadze, że zjawiska te są 
zawsze definiowane społecznie. Kitzinger i Miller interesują się społeczną definicją zja­

wisk, co odzwierciedlają cudzysłowia, w jakich umieszczają takie pojęcia, jak „AIDS”, 

„Afiyka” i to, co „rzeczywiście” jest istotą sprawy. Jak wyjaśniają sami autorzy:

Rozdział ten koncentruje się na publiczności i roli mediów w zmienianiu, wprowadzaniu lub wspo­

maganiu  pewnych  idei  na  temat  AIDS,  Afryki  i  rasy.  Nie  twierdzimy,  że 

Hiy 

pochodzi  lub  nie 

z Afryki [...]. Nie zajmujemy się pytaniem o to, skąd wirus „rzeczywiście” pochodzi lub jak wygląda 

jego rozprzestrzenianie się. W zamian koncentrujemy się na tym, jak różne odpowiedzi na te pytania 

są wytwarzane, kształtowane i podtrzymywane, co mówi nam to o konstrukcjach „AIDS” i „Afryki” 
oraz jakie społeczno-polityczne konsekwencje one niosą [1992, s. 28, podkr. D.S.].

Omawiani  autorzy  przebadali  reportaże  z  wiadomości  telewizyjnych  z  trzech  lat. 

W  jednym  z  takich  reportaży  pokazane  zostały  statystyki  dotyczące  zakażenia  HIV 

w całej Afryce i mapa Afryki ze słowem „AIDS” na środku kontynentu. Na mapie wypi­

sane były także słowa „3 miliony chorych”.

W ciągu tych trzech lat jedyny kraj, który przedstawiono jako inny niż reszta Afryki, to 

RPA. I rzeczywiście, tylko raz RPA została opisana jako „opierająca się” inwazji HTV 

z czarnej Afryki. Dla kontrastu, obrazy czarnych Afrykanów z AIDS były używane we 

wszystkich przebadanych reportażach. Co więcej, rozprzestrzenianie się epidemii wiązano 

z „tradycyjnymi wartościami seksualnymi” lub - bardziej ogólnie - z „afrykańską kulturą”.

Aby zobaczyć, jak te obrazy pokazywane w mediach wpływały na odbiorców, zebra­

no wiele grup dyskusyjnych spośród ludzi o określonych zawodach (np. pielęgniarka, 
policjant, nauczyciel), a także postrzeganych jako „wysoce zaangażowanych” w tę kwe­

stię (np. geje, więźniowie) oraz tych „mało zaangażowanych” (np. emeryci, studenci).

Chociaż członkowie wszystkich grup byli sceptyczni, jeśli chodzi o przekazywane 

przez media wiadomości, akceptowali jednak generalne założenie, że AIDS pochodzi 
z Afryki i tam dominuje. Biali często zaczynali od stwierdzenia, że Afryka jest kolebką 

chorób przenoszonych drogą płciową, a wynikało to - według nich - z tego, że stosunki 

seksualne rozpoczyna się tam przeważnie w młodym wieku, a choroby weneryczne roz­

przestrzeniają się z powodu poligamii.

background image

44 

Teoria 

i praktyka badań jakościowych

łVVMV<

 

• vAt# 

:* V • 

•• 

% «■> 

MWW , * V*AV/ y4V/.\SAV.<^^W^MSW,V^ Y^WAy^MW»W* 

<—**»•

VttfcM

Nie wszyscy jednak podzielali te przekonania. Kitzinger i Miller przytaczają kilka 

czynników, które sprawiają, że ludzie zaczynają wątpić w przekaz mediów. Są to m.in.: 
osobisty  kontakt  z  odmiennymi  informacjami  pochodzącymi  od  zaufanych  osób  lub 

wiarygodnych  organizacji,  osobiste  doświadczenia  bycia  „niesłusznie  oskarżanymi”, 

osobiste wetknięcie się z warunkami w Afryce oraz bycie czarnym.

Autorzy podsumowują:

Nasze badania pokazują zarówno silę mediów, jak i perswazyjność nagromadzonych obrazów czar­
nej Afryki pochodzących z białej kultury; łatwo jest wierzyć, że Afryka jest rezerwuarem zakażeń 

HIV, ponieważ „nadaje się” do tego. Dziennikarze opierają się na tych kulturowych założeniach, 
kiedy tworzą swoje reportaże o AIDS i Afryce, a czyniąc tak, pomagają je reprodukować i legitymi­

zować [1992, s. 49].

Studium Kitzinger i Millera opiera się na znacznie większej liczbie danych niż moje 

studium  dotyczące  kliniki  medycznej.  Jednakże  mają  one  dwie  cechy  wspólne.  Po 

pierwsze^ w obydwu studiach badacze rozpoczynają bez żadnych hipotez. W zamian, jak 

w większości badań jakościowych, dążono do wypracowania, a następnie testowania hi­

potez w tfakcie analizy danych. Po drugie, obydwa studia kierowały się w kwestiach teo­
retycznych założeniem, że zjawiska społeczne wywodzą swe znaczenie z tego, jak są de­
finiowane  przez  uczestników  życia  społecznego.  Cechy  te  można  odnaleźć  także 

w dwóch innych pracach badawczych, którymi się teraz zajmiemy.

1.2.3. Wywiady

Peter  Weatherbum  i  współpracownicy  (1992)  zauważyli,  że  często  zakłada  się 

związek ijiiędzy „nadużywaniem” alkoholu i narkotyków a „ryzykownymi” zachowania­

mi seksualnymi. Dla odmiany sugerują, co następuje:

Powiązanie to stwierdza się, lecz się go nie dowodzi; świadectwa na jego istnienie są w najlepszym razie
przeciwstawne, a stwierdzenie to wywodzi się ze zbioru moralnych zasad purytanizmu [1992, s. 119].

W icfy własnych badaniach możemy odnaleźć dwa postulaty, których nie ma w tych 

wcześniejszych, ogólnie jakościowych studiach badawczych:

1. Nie czyni się założenia, że istnieje silna relacja wzajemna między używaniem alkoholu a seksem

i

bez zabezpieczenia.

2. Cechy psychologiczne (takie jak wady charakteru lub nieradzenie sobie pod wpływem alkoholu)

są uznawane za nieodpowiednie wyjaśnienie wchodzenia w niebezpieczne praktyki seksualne

[tamże; s. 122—123].

Badanie  Weatherbuma  i  współpracowników  było  częścią  Projektu  SIGMA  - 

brytyjskiego,  długoterminowego,  pozaklinicznego  studium  kohorty  ponad  1000  ge­

jów.  Tak  jak  inni  badacze  jakościowi,  nie  uznawali  takich  wyjaśnień  zachowania, 

według  których  życie  społeczne  to  jedynie  reakcje  na  określone  „czynniki  stymu­

lujące” lUb „zmienne”.

W konsekwencji faworyzują oni pytania otwarte, kiedy próbują zrozumieć znacze­

nia powiązane z używaniem alkoholu w badanej próbie. Na przykład:

background image

1. Rozpoczynanie badań

 

45

Pierwsze pytanie, jakie zadawaliśmy respondentom, brzmiało: „Czy powiedziałbyś, że alkohol od­

grywa znaczącą rolę w twoim życiu seksualnym?” Tych respondentów, którzy odpowiedzieli „Tak”, 

pytaliśmy  szczegółowo  o  naturę  tej  roli.  Pytaliśmy  także  respondentów,  czy  alkohol  kiedykolwiek 

wpłynął na nich tak, że dopuścili się niebezpiecznych zachowań seksualnych [tamże, s. 123].

Tak j ak w typowej analizie wykorzystującej pytania otwarte w wywiadzie, zachęcano 

respondentów, by podawali własne definicje określonych zachowań, np. „niebezpiecz­

nego seksu”.

Wyniki tego studium odzwierciedlają złożoność wysiłku wyjaśnienia „przyczyn” za­

chowania społecznego. Efekty wywoływane przez alkohol zależały, jak się okazało, od 

„kontekstu seksualnego spotkania i od drugiej strony zaangażowanej w seksualne ne­

gocjacje” (tamże, s. 129). Tylko w kilku relacjach alkohol był traktowany jako „przyczy­
na” ryzykownych zachowań. W większości przypadków, chociaż ludzie mogli określać 

samych siebie jako „nieco pijanych”, opisywali swoją seksualną aktywność jako wynik 
świadomego rozważenia sytuacji.

Autorzy podnoszą tu jednak kluczową kwestię dotyczącą znaczenia, jakie powinniś­

my przypisywać takim relacjom, biorąc pod uwagę fakt, że ludzie odwołują się do tych 

cech, które opisują ich zachowanie jako społecznie pożądane:

Stwierdzone jest, że retrospektywne pytanie ludzi o używanie alkoholu może być problematyczne, 

zarówno z powodu kierowania się tym, co społecznie pożądane, jak i dlatego, że alkohol sam w so­

bie osłabia pamięć [tamże, s. 123].

Jak zobaczymy w rozdziale 4, obserwacja ta trafia w samo sedno nierozstrzygniętej 

debaty o statusie stwierdzeń padających w wywiadzie, a dokładniej mówiąc, wątpliwo­

ści, czy takie stwierdzenia są:

® prawdziwymi lub fałszywymi reprezentacjami postaw czy zachowań lub

po prostu „objaśnieniami”, w których chodzi raczej o sposób ich skonstruowania 

niż o ich precyzję.

To  studium  pokazuje  zalety  badań  jakościowych,  które  mogą  dać  niewątpliwie 

„głębszy” obraz niż korelacje zmiennych w studiach ilościowych. Jednakże wskazuje tak­

że, dlaczego może być trudno uzyskać dofinansowanie lub akceptację dla badań jako­

ściowych. Jakkolwiek kwestionowane bywają założenia leżące u podstaw badań ilościo­

wych, to zdają się one dostarczać, postrzeganych jako rzetelne i trafne, korelacji między 

„zmiennymi”. Co więcej, korelacje te zwykle prowadzą do jasnego wyznaczenia kierun­

ków polityki społecznej.

Niektóre badania jakościowe mogą łączyć wrażliwość na definicje uczestników ży­

cia społecznego z korelacjami niosącymi jasne implikacje dla polityki społecznej. Zoba­
czymy to w ostatnim omawianym tu studium badawczym.

1.2.4. Nagrania audio i wideo

Studium Silvermana (1997a) wykorzystywało nagranie magnetofonowe z konsulta­

cji na temat HIV/AIDS z różnych centrów medycznych w Wielkiej Brytanii, USA i Try­

nidadu. Skupiało się na poradach (na tym, jak ich udzielano oraz jak je odbierano). Za­

interesowanie tymi poradami pochodziło z trzech źródeł:

background image

46

 

Teoria i praktyka badań jakościowych

1. Badanie byio częściowo finansowane przez English Health Education Authority 

(Zarząd Angielskiej Edukacji Zdrowotnej), co oznaczało, że analizy przebiegu konsul­

tacji będą odpowiednie w stosunku do jego zainteresowania promocją zdrowia.

2. Wczesne prace nad tym projektem pozwoliły określić dwa podstawowe „formaty 

komunikacyjne”, w ramach których takie konsultacje się odbywają. Analizy tych forma­

tów  -  „dóstarczanie  informacji”  i  „wywiad”  -  stanowiły  kluczowe  źródło  dla  analizy 
tego, jak działa system dawania rad (zob. Perakyla, Silverman, 1991).

3. Praca Johna Heritage’a i Sue Sefi (1992) dotycząca pielęgniarek środowiskowych 

i  matek  dostarczyła  ważnych  wniosków  na  temat  związku  między  różnymi  formami 
udzielani# porad a ich przyjmowaniem przez klientów.

Jak pokazuję w podrozdziale 8.3.2, byliśmy w stanie przedstawić w formie tabeli 

związek między formą udzielania porady a sposobem jej odbioru w 50 sekwencjach da­

wania rad. Mówiąc ogólnie, osobista rada, przedstawiona po tym, jak klient został po­

proszony o uszczegółowienie tego, co go interesuje, była powiązana z „zaznaczonym 
potwierdźeniem odbioru” (np. komentarz na temat rady lub kolejne pytanie ze strony 
klienta), pla odmiany konsultanci, którzy dawali uogólnione rady, bez uprzedniego po­

proszenia klienta o sprecyzowanie problemu, otrzymywali jedynie „nieoznaczone po­

twierdzenie odbioru” (np. „mm”, „dobrze”, „tak”).

Dostępność szczegółowych transkrypcji oznaczała jednak, że mogliśmy pójść dalej 

poza te łątwe do przewidzenia wyniki. W szczególności, zamierzaliśmy odnieść się do 

funkcji ząchowania konsultantów, biorąc pod uwagę fakt, że wielu z nich, kiedy ich o to 
pytano, stwierdzało, że generalizowane porady są najprawdopodobniej mało skutecz­

ne.  Mieliśmy  zatem  nadzieję  wnieść  konstruktywny  wkład  w  debatę  nad  polityką 

społeczną przez badanie funkcji sekwencji komunikacyjnych w określonym kontekście 
instytucjonalnym.

Przyjrzyjmy się odpowiedniemu fragmentowi danych (fragment 1.1). Symbole trans- 

krypcyjne objaśnione są w Załączniku na końcu książki.

Fragment 1.1 (SWZ-A)

(K = Konsultantka; P = Pacjentka)

1 K: .hhhh Teraz jeśli kto:ś er zrobi test (.) i ma

2 ttegatywriy rezultat testu .hh to oczywiście
3 idealnie Uh:m byłoby, gdyby (.) oni następnie uważali
4 na siebie by zapobiec [ryzyku=
5 P: 

[Mm hm

6 =in/ekcj{i .hhhh Oczywiście jest to tylko
7 możliwe do pewnego momentu, ponieważ jeśli .hhh
8 zaangażuje się Pani w poważny związek z kimś, na

9 dłu:go .hh nie musi Pani oczywiście używać prezerwatyw

10 zawsze.

 

<hh Uh:m a moment ten nadejdzie, kiedy

11 podejmie Pani taką decyzję (0.4) uh:m jeśli ustatkuje
12 się Pan} w sprawie rodziny i rzeczy, które Pani zna (0.6)
13 nie będzie Pani musiała dalej się zabezpieczać.

14 

[. hhhh Uh:m ale oczywiście: (1.0) Pani=

15 P: [Mm:
16 K: =musi być (.) uh:m (<) uważać uhm (0.3)
17 i irzymąć się tych bezpiecznych praktyk .hhh jeśli: oczywiście

background image

2. Rozpoczynanie badań

 

47

w..MVi *»• 

, v ; ' / » / ; - » : ■ > . / « * ? / ; . m v T / . V . * * * » * * ; < « «  

^

K

W

.

X

W

W

W

>

4

*

A

>

K

/

^

y

y

^

e

y

^

r

m

w

;

o

t

18 chce Pani w przyszłości uniknąć zakażenia.

19 P: [Mm hm

20 K: [.hhhh Problem w tym momencie polega na tym, że mamy
21 w {nazwa miasta} w szczególności (.) do czynienia
22 jak Pani wie, z ludźmi ze wszystkich grup zawodowych.
23 P: Mm hm

24 K: Uh :: m jak Pani wie (.) pewien rodzaj określonych
25 grup wysokiego r-ryzyka (.) teraz mamy też do czynienia z heteroseksualnymi (.)
26 

[zakażeniami również, .hh uhm=

27 P: [Mm hm
28 K: =tak więc z pewnością każdy musi być ostrożny, .hhh

29 Teraz kie-kiedy ktoś ma pozytywny wynik testu er:

30 wtedy oczywiście zaczynamy do- myśleć bardzo

31 dokładnie o tych sprawach, .hhhh .Bycie seropozytywnym
32 nie oznacza koniecznie, że u tej osoby
33 rozwinie się AI:DS. (.) później.

34 (.)
35 P: Mm hm

Możemy w związku z tym fragmentem poczynić trzy obserwacje. Po pierwsze, K da­

je rady bez wydobycia od P problemów, które odczuwa. Z powodu braku miejsca nie 

możemy pokazać, co poprzedza ten fragment, ale mówi się tam o innym temacie (zna­

czenie pozytywnego wyniku testu) i nie czyni się żadnych wysiłków, aby zapytać P o jej 

reakcję na ten temat, tj. jak mogłaby zmienić swoje zachowanie po tym, jak wynik testu 

okazał się być negatywny.

Co więcej, w tym fragmencie K wprowadza nowe tematy (co robić w „poważnym” 

związku w wersach 7-13, rozprzestrzenianie się HIV w mieście w wersach 20-22) bez 

żadnej próby wydobycia od P jej własnego punktu widzenia. Po drugie, co było do prze­

widzenia, P mówi jedynie „mm hm” w odpowiedzi na rady K. Chociaż może to pokazy­

wać, że P słucha, to jednak nie wskazuje na to, czy przyjmuje rady i może być uznane za 
pasywny  opór  wobec  rad  (zob.  Heritage,  Sefi,  1992).  Po  trzecie,  K  nie  personalizuje 

swych rad. Zamiast używać zaimka osobowego lub imienia pacjentki, odwołuje się do 

„kogoś” i „nich” (wersy 1-3) oraz „każdego” (wers 28).

Taka sekwencja udzielania porad była powszechna w 3 spośród 5 ośrodków, które ba­

daliśmy. Zapytaliśmy więc samych siebie, dlaczego konsultanci używają takiej formuły, 

która najprawdopodobniej nie wywołuje pożądanej reakcji u pacjenta. Ponieważ nie cho­

dziło nam o krytykowanie konsultantów, ale o zrozumienie logiki ich pracy, musieliśmy 

przyjrzeć się zarówno funkcjom, jak i dysfunkcjom tego sposobu postępowania. Po czę­

ści odpowiedź leży w treści samych porad. Zauważmy, że we fragmencie 1.1 konsultant­

ka mówi o tym, co przekazuje pacjentom po określonym wyniku testu. Ale ta pacjentka 

nie zna jeszcze rezultatu testu; nie zgodziła się nawet na jego przeprowadzenie. To po­

zwala pacjentce traktować to, co słyszy, niejako poradę, ale jako dostarczanie informa­
cji (rady K udzieli, kiedy P okaże się być seropozytywna lub seronegatywna). Co więcej, 
od początku do końca K unika personalizowania swoich rad. Zamiast powiedzieć, co 
radzi P, używa nieokreślonego terminu „ktoś”. Wszystkie dostępne badania sugerują, 

że zmiany zachowania rzadko osiąga się na bazie samej informacji. Dlaczego zatem

background image

48

Teońa i praktyka badań jakościowych

wujli W iiüTiwniwn'nxfwniwir‘wrin‘«iwi iwiTiinrmrTHnrvunvi i u n mi niimr 

mmmmm

 r iiuirninnirr nr ‘tum inrmrn~VT‘ntn - nrr n i rrrr umrni rn ~rn r i " ~~~ri n i tirr n- r

konsultantka tak przekazuje swoje rady, by istniało mniejsze prawdopodobieństwo, że 

pacjent j£ przyjmie?

Po części odpowiedź na to pytanie leży w dysfunkcji rady nakierowanej na odbiorcę. 

W naszych wywiadach konsultanci szybko wycofywali się ze spersonalizowanych rad, 

kiedy uzyskiwali od pacjenta tylko minimalne reakcje, jak „mm hm”. Wydaje się, że jeśli 

ktoś daje ci osobistą radę, a ty nie okazujesz nic poza powiedzeniem „mm hm”, to staje 

się to dlą udzielającego rady problematyczne. Dla odmiany, jeśli przekazujesz komuś 

tylko  ogólną  informację,  to  okazjonalne  „mm  hm”  jest  akurat  tym,  co  wystarczy,  by 

mówca kontynuował mówienie w tej formie. Co więcej, okrojone nieosobiste sekwencje 

porad  są  także  zwykle  dużo  krótsze  -  co  warte  jest  rozważenia  przez  nadmiernie 

obciążonych konsultantów.

Inna  funkcja  przekazywania  porad  w  ten  sposób  rozwiązuje  kwestię  delikatności, 

która  może  się  pojawić  w  trakcie  omawiania  czyjegoś  zachowania  seksualnego.  Po 

pierwsze,  konsultantka  jest  postrzegana  jako  odnosząca  się  do  „kogoś”,  tak  więc  ta 
określona pacjentka nie odczuwa, że akurat jej prywatne życie przykuło uwagę. Po dru­

gie, ponieważ nie ma tu metody pytania krok po kroku, pacjenci nie wypowiadają się
o  innych praktykach seksualnych z tą pewną dozą wahania, jaką odkryliśmy w innym 

miejscu ńaszego badania (Silverman, 1997b, rozdz. 4). Po trzecie, układanie sekwencji 
udzielania porad tak, by mogły być odebrane jako dostarczanie informacji, chroni kon­

sultanta przed interakcyjną trudnością, jaką jest powiedzenie obcej osobie, co ma robić 

w najbardziej intymnych sferach jej zachowania. W końcu, co było do przewidzenia, 

konsultacja nakierowana na informację nie wywołuje zbyt wielu konfliktów. We frag­

mencie Kl nie dostrzegamy aktywnego oporu ze strony P. W zamian, temat pojawia się 

za tematem.

Charakter doradztwa na temat HIV jako zogniskowanej konwersacji na najbardziej 

delikatni tematy wyjaśnia, dlaczego okrojone sekwencje udzielania porad (takie, jakie 

można zobaczyć we fragmencie 1.1) zdominowały nasze transkrypcje.

Oczywiście, takie transkrypcje są funkcjonalne zarówno w kontekście sytuacyjnym, 

jak i instytucjonalnym. Podkreśla to potrzebę umiejscowienia „problemów komunika­

cyjnych” w szerszym kontekście strukturalnym. Nasze badania mogłyby dużo powie­

dzieć  na  temat  tego,  jak  konsultanci  mogą  zorganizować  swoją  wypowiedź  tak,  by 

zmaksymalizować przyjęcie rady przez pacjenta. Jednakże bez zmiany organizacyjnej 

wpływ tajdch technik komunikacyjnych byłby minimalny lub nawet szkodliwy.

Na przykład, zachęcanie pacjenta do przyswojenia sobie rad zwykle wymaga dłuż­

szych sesji doradczych. Doświadczony konsultant powie ci wtedy, że jeśli będzie poświę­
cał tyle czasu jednemu pacjentowi, to wydłuży się okres oczekiwania dla innych, a nie­
którzy klienci mogą się po prostu zniechęcić - i kontynuować swoje ryzykowne zacho­

wania bóz uzyskania informacji o tym, czy mają HIV, czy nie.

Bez wątpienia istnieją zatem w oczach konsultantów zalety przekazywania zastawu 

okrojonych i zdepersonalizowanych porad. Oczywiście, towarzyszą temu jednak pewne 
straty. Jak pokazaliśmy, takie zestawy porad powodują, że pacjenci dużo mniej z nich 
sobie przyswajają, a zatem i funkcja tworzenia środowiska, w którym ludzie mogą prze­
myśleć swoje własne zachowanie seksualne, jest znacząco problematyczna. Dwa możli­

we rozwiązania nasuwają się same po przejrzeniu danych z tego studium. Po pierwsze,

background image

1. Rozpoczynanie badań

 

49

konieczne jest unikanie „delikatnych” i mało stanowczych sekwencji porad; powinno 

się zachęcać pacjentów, by wyciągali własne wnioski z poszczególnych serii pytań. Po 

drugie, konieczne jest zapewnienie większej ilości czasu, gdyż zarówno ta metoda, jak 

i dawanie rad krok po kroku, są bardzo czasochłonne. Rozważę tę kwestię szczegółowo 

w rozdziale 9.

Wykonaj teraz ćwiczenie 1,4

1.3. Podsumowanie

Koncentrując  się  na  temacie  HIV  i  AIDS,  próbowałem  pokazać,  jak  cztery  różne 

metody badawcze mogą być stosowane w badaniach jakościowych. Mimo różnych ro­
dzajów danych, jakie wytwarzają, prowadzą do charakterystycznej formy analizy, która 

przez pytanie, jak uczestnicy życia społecznego przypisują znaczenia swoim działaniom 

i problemom, unika ograniczającej perspektywy problemu społecznego.

Chciałbym  poczynić  dwie  ogólne  obserwacje.  Po  pierwsze,  jak  już  podkreślałem, 

żadna  metoda  badawcza  nie  mówi  sama  za  siebie.  Jak  dotąd  próbowałem  pokazać 
powiązanie między metodami a metodologiami w badaniach społecznych. Jednakże ist­

nieje szerszy, społeczny kontekst, w ramach którego metody są umiejscawiane i rozwi­

jane. Jaskrawym przykładem są tu teksty, które opierają się na wynalazku maszyny dru­

karskiej  lub  telewizja  czy  nagrywanie  magnetofonowe  korzystające  z  nowoczesnych 
technologii komunikacyjnych.

Co więcej, takie działania, jak obserwacje i prowadzenie wywiadów, nie są właści­

we  jedynie  badaczom  społecznym.  Jak  zauważył  Foucault  (1998),  obserwacja  więź­

niów  była  sednem  nowoczesnej  reformy  więziennictwa,  a  metoda  pytania  używana 

w  wywiadach  powiela  wiele  cech  katolickiej  spowiedzi  lub  konsultacji  psychoanali­

tycznej. Jej perswazyjność odzwierciedlona jest w centralnej pozycji, jaką zajmują stu­

dia  oparte  na  wywiadach  w  tak  wielu  współczesnych  badaniach  społecznych.  Na 

przykład,  w  dwóch  zbiorach  artykułów,  z  których  wybrano  przedstawione  studia, 

14  z  19  studiów  empirycznych  powstało  na  podstawie  danych  z  wywiadów.  Jedna 

z przyczyn, dlaczego tak się dzieje, może nie wynikać z kwestii metodologicznych. Za­
uważmy, że to właśnie wywiady są główną (i cieszącą się popularnością) cechą pro­

dukcji mass mediów, od „talk show” do „wywiadów z gwiazdami”. Być może wszyscy 

żyjemy w czymś, co można nazwać „społeczeństwem wywiadu”, w którym wywiady wy­

dają  się  być  podstawowym  środkiem  do  nadawania  sensu  naszemu  życiu  (Atkinson, 

Silverman, 1997).

Wszystko to oznacza, że nie powinniśmy traktować metod badawczych jak zwykłych 

technik. Stąd w tej książce przywiązuje się uwagę raczej do analizy danych niż do metod 

ich zbierania.

W części II tej książki omówiona jest szczegółowo każda metoda badawcza, a część 

III powraca do kwestii wiarygodności i trafności, które w tym rozdziale zostały tylko za­

znaczone. Jednakże zanim zetkniemy się z tymi szczegółowymi kwestiami, pomocne

background image

ROZDZIAŁ

2

Czym są badania jakościowe?

Sens  badań  ilościowych  •  Nonsens  badań  ilościowych  •  Sens 

badań jakościowych • Nonsens badań jakościowych • Łączenie 

badań  jakościowych  i  ilościowych  •  Rodzaje  badań  jakościo­

wych

Nazywanie siebie badaczem „jakościowym” określa zdumiewająco mało. Po pierw­

sze, jak źóbaczymy pod koniec tego rozdziału, pod szyldem „badania jakościowe” mieś­

ci się szerokie spektrum różnych, nawet sprzecznych ze sobą działań. Po drugie, jeśli 

opis ten sprowadzałby się jedynie do pewnego rodzaju negatywnego epitetu (mówiące­

go o tym, kim nie jesteśmy, np. badacze nieilościowi), to nie jestem pewien, na ile byłby 

użyteczny. Jak stwierdził Peter Grahame:

Pogląd, że badania jakościowe to badania nie-ilościowe, jest prawdziwy, lecz nie niesie ze sobą żad­

nych ihformacji: potrzebujemy czegoś więcej niż definicja negatywna [1999, s. 4].

To drugie określenie zdaje się zapowiadać, że będziemy unikać lub bagatelizować 

techniki statystyczne oraz te, które stosuje się w obrębie badań ilościowych, np. badania 

sondażowe lub epidemiologiczne. Niebezpieczeństwo, jakie wiąże się z tak używanym 

terminerh,  polega  na  tym,  że  zakłada  określone  preferencje  lub  przedwczesną  ocenę 

tego, co i,dobre” (tj. badanie jakościowe) i „złe” (tj. badania ilościowe). A przecież wy­
bór między różnymi metodami badawczymi powinien zależeć od tego, czego próbujemy 
się dowiedzieć.

Na przykład, jeśli chcemy zbadać, jak ludzie zamierzają głosować, to wówczas metody 

ilościowy, takie jak sondaż społeczny, wydają się być najodpowiedniejszym wyborem. 

Jeśli jesteśmy jednak zainteresowani zgłębianiem historii życia ludzi lub zachowań dnia 

codziennego, wtedy wybierzemy raczej metody jakościowe.

Jednakże, jeśli wybieramy między „ilościowymi” a „jakościowymi” metodami, poja­

wiają się inne, mniej praktyczne kwestie. Badacz musi zdawać sobie sprawę, że metody 

te  są  różnie  oceniane.  Przedstawia  to  tabela  2.1,  która  zawiera  określenia  używane 

przez prelegentów na konferencji dotyczącej metod badawczych.

Tabela 2.1 pokazuje, jak nieprecyzyjne i oceniające stwierdzenia pojawiają się, kie­

dy badacze zaczynają opisywać ilościowe i jakościowe metody. Zależnie od przyjętego 

punktu widzenia, tabela ta może sugerować, że ilościowe badania są najlepsze, gdyż -

background image

2. Czym są badania jakościowe?

 

53

V *v<<*y-sy«* twń'w.ww.v v.v>• *v ^ v vr.\s* -i «w v v •, 

+ <.vvs.v v«v%%• • v.«

<

v.v/a*>v vy. «.-^v 

*** %v.wwa\v,v v*.w, <vv.*.v a. w* vw; (av,vm*^w w w.v w/w«/.* ****** w/w\y>waav.v.v^^ *«v*\

*mp+,s~V4• W4V A/.V v*. w*v*v NV*^y,v.*«,viV\VAVvfcV • • w«m*av*v/y*.*Av.vw««*M**AK 

v/;*s/.vwe* 

\«¿rAW/.* y <•**•*<*vw w.•/.v.•>**.v 

'

1*^14**'^*' '

na przykład - są wolne od wartościowania. Wniosek z tego wyciąga się taki, że badania 
ilościowe prosto i obiektywnie opisują rzeczywistość, podczas gdy badania jakościowe 
pozostają pod wpływem wartości i przekonań politycznych, jakie wyznaje badacz. Dla 

odmiany, inni mogą twierdzić, że taka wolność od wartościowania w naukach społecz­
nych jest albo niepożądana, albo niemożliwa do osiągnięcia.

Ten sam spór może wynikać w kwestii „elastyczności” badań. Dla niektórych jest to 

walor, dla innych elastyczność winna być skrytykowana jako synonim braku struktury. 

Dla odmiany, bycie „zogniskowanym” daje taką strukturę badaniom, lecz nie daje im 

elastyczności.

Z całą pewnością jest to spór wyważony. Poza społecznością badaczy społecznych 

nie  ma  najmniejszych  wątpliwości,  że  to  dane  ilościowe  odgrywają  ważniejszą  rolę. 

Rządy  faworyzują  badania  ilościowe,  ponieważ  przypominają  one  badania  robione 

przez ich własne agencje (Cicourel, 1964, s. 36). Żądają szybkich odpowiedzi opartych 

na „rzetelnych” zmiennych.

Podobnie  wiele  agencji  sponsorujących  badania  nazywa  badaczy  jakościowych 

„dziennikarzami” lub „miękkimi naukowcami”, których praca jest:

nazywana nienaukową lub tylko wstępną, lub jawnie osobistą i pełną uprzedzeń [Denzin, Lincoln,

1994, s. 4].

Większość społeczeństwa patrzy na dane ilościowe z mieszaniną szacunku i podej­

rzeń („posługując się liczbami, możesz powiedzieć wszystko, co chcesz”, „kłamstwa, 

cholerne kłamstwa i statystyki”). Widać to wyraźnie w mediach. Z jednej strony, sonda­

że opinii publicznej uważa się za warte przedstawienia w wiadomościach - szczególnie 

tuż przed wyborami. Z drugiej jednak, statystyki dotyczące bezrobocia i inflacji często 
odbierane  są  dość  podejrzliwie  -  szczególnie,  kiedy  stoją  w  sprzeczności  z  twoim 

własnym doświadczeniem (statystyki pokazujące, że inflacja spada, mogą nie być wiary­

godne, jeśli widzisz, że ceny rosną!).

Z tego powodu od lat 90. XX w. w wielu krajach zachodnich zakładana wcześniej 

rzetelność badań ilościowych zaczęła być kwestionowana. Na przykład w Wielkiej Bry­

tanii, sposoby szacowania inflacji i bezrobocia w czasie rządów Margaret Thatcher re­
gularnie się zmieniały. Sugerowało to, że wskaźniki takie mogą być „ustalane” po to, by 
oświetlić dane sprawy w odpowiedni sposób. Podobnie porażka sondaży wyborczych,

Tabela 2.1. Cechy przypisywane metodom jakościowym i ilościowym

Jakościowe

Ilościowe

>

Miękkie

Elastyczne
Subiektywne
Polityczne

Studia przypadków

Spekulatywne
Ugruntowane w rzeczywistości

Twarde

Ustrukturyzowane

Obiektywne

Wolne od wartościowania 
Sondaże

Testujące hipotezy 

Abstrakcyjne

Źródio: Halfpenny, 1979, s. 799

background image

54

 

Teoría i praktyka badań jakościowych

trę vrvrv^^ifnijn uniwniwniflnTinifiYiif rrrnrr~<nrr> rm*n -iTnrniirrmr ~r~rrrnn-- iiirTrrrfrffrr iinirrrr ~irrriT-rTr •mT*ri^‘ffrrfViin

ü

wT‘if~(i‘<inrr - v '■' ’.v* * v ✓<* v. v.v.vw.v,#«** v 

í

.

mw

.

v

^

v

 

v

 v

które miaiy pokazać wyniki wyborów powszechnych w Wielkiej Brytanii w 1992 r. (pra­

wie taka, jak porażka telefonicznych sondaży robionych w USA w 1948 r. w czasie wyści­

gu do Białego Domu, jaki rozegrał się między Trumanem a Deweyem) sprawiła, że opi­

nia publięzna stała się sceptyczna w stosunku do takich statystyk - mimo że firmy ba­

dawcze podkreślały, iż dostarczają tylko stwierdzeń dotyczących nastrojów wyborczych 

w danej chwili, a nie przewidywań faktycznych wyników wyborów.

Niemniej takie stwierdzenia mogą wywołać jedynie chwilowy zgrzyt w nieprzerwa­

nej dominacji badań ilościowych. Badacze jakościowi wciąż w większości czują się jak 
obywatele drugiej kategorii, których praca zwykle wywołuje podejrzenia w sytuacji, gdy 

najwyższym standardem są badania ilościowe.

Jak cjotąd mieliśmy do czynienia wyłącznie z pustymi określeniami powiązanymi 

z tym, czy badacze używają metod statystycznych jakiegoś rodzaju, czy też nie. Jeśli, 

jak  już  wykazałem  wcześniej,  wartość  danej  metody  badawczej  może  być  właściwie 

oszacowana wyłącznie w odniesieniu do tego, co badacz próbuje znaleźć, to powinniś­
my naszkicować teraz krótko sposoby używania i nadużywania obydwu rodzajów metod 

- ilościowych oraz jakościowych.

2.1. Sens badań ilościowych

Alan Bryman (1988) jest autorem omówienia pięciu głównych metod badań ilościo­

wych stosowanych w naukach społecznych, które zostały przedstawione w tabeli 2.2.

Zeby wyciągnąć najważniejsze wnioski z tej tabeli, posłużę się przykładem ilościo­

wych analiz statystyk urzędowych. Przykład odnosi się do danych z General Social Sur-

Tabela 2.2. Metody badań ilościowych

| Metoda

Cechy

Zalety

| Sondaż społeczny

\

\%

Próby losowe 

Mierzalne zmienne

Reprezentatywność 

Umożliwia testowanie hipotez

%

j Eksperyment

\

*■

/,
<

j

Eksperymentalny czynnik stymulujący

Grupa kontrolna niewystawiona 

na działanie czynnika stymulującego

Precyzyjny pomiar

Statystyki 

| urzędowe

Analiza wcześniej zebranych danych

Duże zbiory danych

Obserwacja 

ustrukturyzowana

Obserwacje zapisywane na wcześniej 

zdefiniowanej matrycy

Rzetelność obserwacji

j Analiza treści
\

s

r

aC

Z góry określone kategorie używane, 

by policzyć zawartość produkcji mass 

mediów

Rzetelność mierzenia

Źródło: na podstawie Bryman, 1988, s. 11-12

background image

2. Czym są badania jakościowe?

Y</#/,vV.VA\V/ V.'V.A? W.WW/ ASWWAW

1

V.W'.VA /f.*, rW. 

V*V,* •».VV.WV^AV.^».W^VW.Va .V.V^^V,VVV»

,

W^yWA

,

t

ł

>

.yX,'/MVW^»

l

i»^Wroy^>y

<

AV^,V>Wy/,V.

,

A

,

,VA/A>yf-W<W*

l

^»WV*.

,

^^W^AWi

,

.V>V^N-W 

>%fV»

55

WN*«WMW^WWl^llWWWWtWI*>iWWWWWW»WIWWWtW

vey  (GSS  -  Generalny  Sondaż  Społeczny),  badania  przeprowadzanego  co  roku  przez 

US National Opinion Research Center (NORC) i omówionego przez Michaela Procte- 

ra (1993).

Procter pokazuje, jak można użyć tych danych do obliczenia korelacji między dwiema 

lub więcej zmiennymi. Socjologowie od dawna interesują się „ruchliwością społeczną” - 

przechodzeniem od jednej pozycji społecznej do drugiej zarówno w trakcie życia jed­
nostki, jak i między pokoleniami. Dane z GSS mogą być użyte do oszacowania tego dru­
giego rodzaju ruchliwości, co pokazuje tabela 2.3.

W tabeli 2.3 przedstawiono związek między zawodem ojca a zawodem syna. W tym 

przypadku zawód ojca jest zmienną „niezależną”, ponieważ jest traktowany jako możli­

wa przyczyna wyboru przez syna jego zawodu (zmienna „zależna”).

Tabela 2.3 zdaje się pokazywać silny związek (lub „korelację”) między zawodem 

ojca a syna. Na przykład w grupie, gdzie ojcowie wykonywali prace niefizyczne, 63,4% 

synów miało również taką pracę. Jednocześnie, wśród synów, których ojcowie wykony­

wali prace fizyczne, tylko 27,4% wykonywało prace niefizyczne. Ponieważ próba ponad 

1000 osób była dobierana losowo, możemy być pewni, w określonych granicach, że jest 

mało prawdopodobne, by korelacja ta była przypadkowa.

Tabela 2.3. Zawód respondenta w stosunku do zawodu jego ojca

Zawód ojca

Praca niefizyczna

Praca fizyczna |

1 Zawód

Praca niefizyczna

63,4%

27,4%

syna

Praca fizyczna

36,6%

72,6%

Źródło: na podstawie Procter, 1993, s. 246

Jednakże badacze ilościowi wykazują wstrzemięźliwość, jeśli chodzi o przechodze­

nie  od  stwierdzenia  występowania  korelacji  do  stwierdzenia  występowania  związku 

przyczynowo-skutkowego.  Na  przykład,  zarówno  zawód  ojca,  jak  i  syna,  mogą  być 

powiązane z inną zmienną (powiedzmy, odziedziczonymi zasobami), która leży poza 

widocznym powiązaniem między zawodem ojca a syna. Z powodu tej „poprzedzającej” 

zmiennej  nie  możemy  przekonująco  utrzymywać,  że  zawód  ojca  jest  znaczącą  przy­

czyną wyboru takiego a nie innego zawodu przez syna. W rzeczy samej, ponieważ to po­

przedzająca zmienna powoduje, że dwie następne zmieniają się razem, związek między 
zawodami ojców a synów jest mylący lub „pozorny”.

W podobny sposób Michael Procter (1993, s. 248-249) dokonuje interesującej ob­

serwacji. Zdaje się, jakoby istniała znacząca korelacja między ceną rumu na Barbado­
sie a poziomem zarobków duchownych Metodystów, tzn. w jakimkolwiek roku, który 

weźmiemy pod uwagę, obie wielkości idą razem w górę lub w dół. Jednakże nie powin­

niśmy  wyciągać  wniosku,  że  producenci  rumu  sponsorują  Kościół  Metodystów.  Jak 

wskazuje Procter, zarówno cena rumu, jak i zarobki duchownych, mogą być po prostu 

reakcją  na  presję  inflacyjną.  Tutaj  początkowa  korelacja  okazała  się  być  zatem  „po­

zorna”.

background image

56 

Teoria i praktyka badań jakościowych

•• 

,v V/. 

u/. 

- ti T Vł<Vl ViV*.Yfl' Wli* MljifWf 

1

 f l

~

l

 UffliW f^fWf I......................................... I*« '

1

 *■( l" ■*Vf ‘ I' ** *' T................... «f»— f “f ' ■! T ff" *f 

f -f“ ■*»■«»■ 

..................................................................................... ... ................lnu»-«»».».!«...........................................

Wykonaj teraz ćwiczenie 2.1

9

Patrząc  na  tabele  2.2  i  2.3,  może  uderzyć  cię  stopień,  w  jakim  ilościowi  badacze 

społeczni używają tego samego języka, jakiego uczono nas na fizyce, chemii czy biologii. 

Jak odnotowuje Bryman:

IlościoWe badanie jest [...] rodzajem, który używa specjalnego języka [...] [podobnego] do przyrod­

niczego porządku - zmienne, kontrola, mierzenie, eksperyment [1988, s. 12].

Prowadziło to czasem krytyków do stwierdzeń, że badacze ilościowi ignorują różnicę 

między światem przyrodniczym a społecznym, gdyż nie umieją zrozumieć „znaczeń”, ja­
kie są zawarte w życiu społecznym. Ten zarzut często pojawia się wśród krytyków, którzy 

etykietują badania ilościowe jako „pozytywistyczne” (np. Filmer i in., 1972).

Niestety, 

pozytywizm 

to bardzo „śliski” i naładowany emocjami termin. Nie tylko 

jest trudny do zdefiniowania, ale także niewielu badaczy ilościowych jest skłonnych go 

zaakceptować (zob. Marsh, 1982, rozdz. 3). Odwrotnie, większość badaczy ilościowych 

twierdziłoby, że ich celem nie jest stworzenie nauki składającej się z praw (jak fizyka), 
ale chcą po prostu uzyskać zbiór skumulowanych generalizacji opartych na krytycznej 
segregacji danych, tj. tworzyć „naukę” taką, jak ją tu zdefiniowaliśmy.

Twierdzę w tym miejscu, że wiele widocznych różnic między ilościowymi a jakościo­

wymi ba4aniami powinno zniknąć - chociaż niektórzy badacze jakościowi upierają się, 

że nie chęą mieć nic wspólnego nawet z tak ograniczoną odmianą nauki (zob. podrozdz. 
2.6). Dla odmiany, przynajmniej z mojego punktu widzenia, badacze jakościowi powin­

ni raczej doceniać niż krytykować dążenie badaczy ilościowych do krytycznego zbiera­
nia i segregowania własnych danych (zob. rozdz. 8).

2.2. Nonsens badań ilościowych

Wysiłki Proctera, by kontrolować korelacje pozorne były możliwe, gdyż robił badania 

w stylu ilościowym. Ma to tę wadę, że jest się zależnym od metod sondażowych ze wszyst­

kimi trudnościami, jakie one ze sobą niosą. Jak twierdzą Nigel i Jane Fieldingowie:

Nawet najbardziej zaawansowane procedury sondażowe same w sobie jedynie manipulują danymi, 

które zostały uzyskane w jakimś momencie po prostu przez pytanie ludzi [1986, s. 12].

Jak zobaczymy w rozdziale 4, to, co mówią ludzie, odpowiadając na pytania wywia­

du, nie pozostaje w stabilnym związku z tym, jak zachowują się w rzeczywistych sytu­
acjach. Tutaj także Fielding i Fielding czynią stosowną uwagę:

Badacie,  którzy  dokonują  generalizacji  z  sondażu  przeprowadzonego  na  próbie  osób  na  większą 

populącję, ignorują możliwy rozdźwięk między dyskursem dotyczącym niektórych badanych kwes­

tii, w którym biorą udział aktorzy społeczni a sposobem, w jaki odpowiadają oni na pytania w sytu­

acji formalnej [tamże, s. 21].

Dlatego  właśnie  poleganie  wyłącznie  na  metodach  ilościowych  może  ignorować 

społeczne i kulturowe konstrukcje „zmiennych”, których badacze ilościowi poszukują 

po to, by odnajdywać korelacje między nimi. Jak wskazują Jerome Kirk i Marc Miller

background image

2. Czym są badania jakościowe?

 

57

.

V(

^4v

V

4

'

.

'

*

s

*

.

w

<

-

v

^

/

4

v

.

a

v

v

.

«

w

w

»

<

w

>

j

/

m

*

m

v

w

^

r

i

i

i

n

>

w

w

i

w

i

M

i

a

i

m

>

n

w

>

,

 nnnwwff»»tfww»wiqvKWfi»M>nw<>¥wi

|,

^)Wi

,

tii<«-?w».

|

i<^v»^ł»»wftHy4af 

mas 

ł

mm:r

(1986), „stosunek” ludzi do czegoś nie odnosi się po prostu do tego, co mają oni w swo­

ich głowach - badanie stosunku ludzi do danej kwestii opiera się bowiem na całej serii 

założeń 

analitycznych. Podsumowują to następująco:

Badacz robiąc sondaże, a następnie omawiając je, nie postępuje źle. Postępuje źle wtedy, gdy zapo­
mina zwrócić uwagę na teoretyczne podstawy, w ramach których pomiary takich jednostek niosą ze
sobą jakieś znaczenia, i uczynić to samo z pytaniami sondażu [tamże, s. 15].

Jak twierdzą krytycy, wiele badań ilościowych prowadzi do używania przy definio­

waniu, liczeniu i analizie zmiennych zbioru procedur ad hoc (Blumer, 1956; Cicourel, 

1964; Silverman, 1975). Wniosek jest taki, że badacze ilościowi bezwiednie stosują pro­

cedury dnia codziennego, chociaż roszczą sobie pretensje do naukowej obiektywności 

(Cicourel,  1964;  Garfinkel,  2007).  To  dlatego  właśnie  niektórzy  badacze  jakościowi 

preferowali opisywanie, jak w codziennym życiu rzeczywiście postępujemy, definiując, 

licząc i analizując.

Pozwólcie, że skonkretyzuję ten zarzut za pomocą pojedynczego przykładu. Ponad 

30 lat temu dwóch amerykańskich socjologów, Peter Blau i Richard Schoenherr, prze­

prowadziło badanie kilku dużych organizacji. Badanie to jest interesujące dla nas w tym 

momencie dlatego, że wprost zostało oparte na krytyce metod jakościowych. Z punktu 

widzenia tych autorów, zbyt wiele badań prowadzonych w latach 60. używało metod ja­

kościowych, by opisać „nieformalne” aspekty organizacji - takie jak sposób, w jaki pra­

cownicy postrzegają swoją organizację i jak działają raczej stosownie do tego postrzega­

nia niż do organizacyjnych „zasad”.

Blau i Schoenherr (1971) sugerowali, że nadszedł już czas, by przesunąć punkt cięż­

kości i skoncentrować się na organizacji „formalnej”, czyli na tym, jak praca jest oficjal­
nie  definiowana  i  jak  wiele  „stopni”  istnieje  w  hierarchii  organizacyjnej.  Cechy  te 
mogłyby być później uznane za „zmienne”, co umożliwi uzyskanie korelacji statystycz­
nych, które są zarówno rzetelne, jak i trafne.

Zobaczmy,  jak  ta  zdawałoby  się  prosta  logika  ilościowa  działa  w  praktyce.  Blau 

i Schoenherr używali jako danych organizacyjnych grafików, które pokazują hierarchie 
i funkcje poszczególnych prac. Niestety, z ich punktu widzenia, który został ujawniony 

w początkowym rozdziale, grafiki te są często wieloznaczne i różnią się strukturą w zależ­

ności od organizacji, z której pochodzą. W konsekwencji trzeba było omówić ich zna­

czenie w trakcie wywiadów z „kluczowymi informatorami” z każdej z organizacji. Uży­

wając tych informacji, Blau i Schoenherr skonstruowali zestandaryzowaną miarę róż­

nych aspektów struktury organizacyjnej, takich jak „hierarchia” i „specyfikacja prac”. 
Rezultatem tego wszystkiego był zestaw statystycznych korelacji, które przekonująco 

pokazywały związek między zmiennymi, które Blau i Schoenherr skonstruowali.

Niestety, zastana nieokreśloność danych, na których pracowali, wymusiła na auto­

rach  podjęcie  serii rozważnych, lecz z całą pewnością przyjętych ad hoc decyzji do­

tyczących standaryzacji sposobów, w jakie ludzie mówią o swojej własnej organizacji. 

Na przykład zdecydowali się na połączenie w jedną kategorię dwóch stopni „urzędni­
czych”, które pojawiły się na grafiku zarządzania jednej z organizacji.

Decyzja ta była zgodna z logiką statystyczną, która wymaga jasno zdefiniowanych, 

„rzetelnych” miar. Jednakże decyzja badaczy ma nieznany związek z tym, jak członko­

wie danej organizacji są związani tym grafikiem i jak lub kiedy się na niego powołują.

background image

58

 

Teoría i praktyka badań jakościowych

■ 

w.‘ys 

»í.í/w»..'-«/«'.! WU.YY-.-.y-- V.V.M.VA.V. •■»•.».'«wwwyliii ■>-k'V.VVlVI.W.WA»VV.r'.'.V,' V.- ■v/»>.'.SV / • V.V/.'«.•.•.'•f.NC.W. .^M«W/A»AVWVW« •

W rzeczy samej, Blau i Schoenherr nie analizowali tych kwestii, gdyż podjęli decyzję, 

iż  pozostają  na  czysto  „strukturalnym”  poziomie  i  unikają  badania  „nieformalnych” 

zachowań.  Oznacza  to,  że  ich  własna  interpretacja  znaczenia  statystycznych  korela­

cji  tak  uzyskanych,  choć  niewątpliwie  zgodna  z  zasadami  statystyki,  jest  jednocześ­
nie ad hoc.

To, có tu mamy, to piękny przykład „ogona machającego psem”. Blau i Schoenherr 

przyjęli czysto statystyczną logikę dokładnie po to, by zastąpić potoczne rozumienie wyja­

śnieniami statystycznymi opartymi na przekonujących, rzetelnych, policzalnych zmien­
nych. Mimo to nieuchronnie muszą się odwoływać do wiedzy potocznej zarówno przy de­

finiowaniu swoich „zmiennych”, jak i korelacji między nimi. Ilościowe pragnienie, by 

określić „operacyjne” definicje już na początkowym etapie badań społecznych, może się 

stać arbitralnym procesem, który odwraca uwagę od procedur nadawania sensu w co­

dziennym  życiu,  jakie  stosują  ludzie  w  konkretnych  środowiskach.  W  konsekwencji, 

„twarde^ dane dotyczące struktury społecznej, które badacze ilościowi - jak sami twier­
dzą - dostarczają, okazują się być złudzeniem (zob. także Cicourel, 1964).

Ten krótki (wybrany nielosowo!) przykład powinien pozwolić wam zrozumieć krytykę 

kierowaną pod adresem czysto ilościowych badań przez badaczy robiących badania jako­

ściowe. Z braku miejsca główne punkty tej krytyki przedstawię zbiorczo w tabeli 2.4.

Tabela 2.4. Niektóre uwagi krytyczne pod adresem badań ilościowych

1.  Badania ilościowe mogą sprowadzać się do „szybkiego załatwienia sprawy”, bez kontaktu 

lub po krótkim kontakcie z ludźmi czy też z „terenem”.

2. 

Statystyczne korelacje mogą być oparte o „zmienne”, które, w odniesieniu do naturalnie 

przebiegających interakcji, są arbitralnie definiowane.

3. 

Spekulowanie po fakcie o znaczeniu uzyskanych korelacji może pociągać za sobą stosowanie 

procedur wnioskowania związanych z wiedzą potoczną, których wszakże nauka chciałaby 

unjkać.

4. 

Pojgoń za zjawiskami „mierzalnymi” może oznaczać, że ukryte wartości wkradają się

w badania po prostu wtedy, gdy na warsztat brane są tak bardzo problematyczne i niepewne 

pojęcia, jak „przestępczość” lub „inteligencja”.

5. 

Podczas gdy testowanie hipotez jest rzeczą istotną, to czysto statystyczna logika może 
uczynić rozwijanie hipotez sprawą trywialną i zawieść, jeśli chodzi o stawianie hipotez na 
podstawie danych (zob. Glaser, Strauss, 1967, omówienie w podrozdz. 3.4.1).

■■=.......‘..... . -4............. -..................... .................................... ............ ---------------- ---------- ----------------------------------------------- ----------------------- ------ ---------------------------------------------- ------------------—............................ ........ .................................................. .......

Trzeba zaznaczyć, że tabela 2.4 zawiera jedynie niektóre zarzuty stawiane niektórym 

badaniom ilościowym. Ponadto, ponieważ badacze ilościowi rzadko bywają „idiotami”, 

wielu stara się traktować takie problemy poważnie i próbować je rozwiązać. Na przy­

kład epidemiolodzy, którzy zajmują się statystykami urzędowymi dotyczącymi chorób, 

i kryminolodzy są w pełni świadomi problematycznego charakteru tego, co jest odnoto­

wywane  powiedzmy  jako  „przyczyna  śmierci”  czy  „przestępstwo  kryminalne”  (zob. 

Hindess;  1973).  Podobnie  dobrzy  badacze  ilościowi  są  świadomi  problemów,  jakie 

pociąga  za  sobą  interpretacja  korelacji  statystycznych  w  odniesieniu  do  tego,  co  po­

szczególne zmienne „znaczą” dla badanych (zob. Marsh, 1982, rozdz. 5).

Czyniąc to zastrzeżenie, podsumuję ten podrozdział uwagą, że upieranie się, iż każ­

de wartościowe badanie powinno bazować na logice czysto statystycznej wyłącza z pola

background image

2. Czym są badania jakos'ciowe?

 

59

.'.v*M'Vw:vw"„(,.-7.-i'AWWi</*iW/irtvi«v«/'.w»'/.v,i«

,

.viWi.' ■'■■vAłi'y.yw,:.v,A\y'.'.y,Av,,'t'.»v»vwwiw,/Ły,ys<;'w.y, 

<**’*•»«•• 

a

 w.

zainteresowań badawczych wiele interesujących zjawisk odnoszących się do tego, co lu­

dzie rzeczywiście robią w swym codziennym życiu, czy to w domach, w biurach, czy też 

w innych publicznych i prywatnych miejscach. Jednakże, jak pokaże to następny pod­

rozdział, wyważony ogląd tych spraw powinien uwzględniać zarówno zalety, jak i ogra­

niczenia badań ilościowych.

2.3. Sens badań jakościowych

Badacze  jakościowi  twierdzą,  że  nie  powinniśmy  zakładać,  iż  techniki  stosowane 

w badaniach ilościowych są jedynymi, jakie pozwalają wyciągać trafne wnioski z badań 

jakościowych czy terenowych. Oznacza to, że wiele praktyk badawczych pochodzących 

z badań ilościowych może byt nieodpowiednich dla badań jakościowych. Dotyczy to tak­
że założenia, że badania prowadzone w ramach nauk społecznych są trafne jedynie wte­

dy, gdy korzystają z danych uzyskanych z eksperymentów, oficjalnych statystyk i badań 

robionych na losowo dobranych próbach oraz że jedynie policzalne dane są jedynymi 
trafnymi i możliwymi do zgeneralizowania typami danych.

Krytycy badań ilościowych wskazują, że założenia te mają wiele wad (zob. Cicourel, 

1964; Denzin, 1970; Schwartz, Jacobs, 1979; Hammersley, Atkinson, 2000; Gubrium, 
1988).  Zauważają  również,  że  eksperymenty,  oficjalne  statystyki  i  dane  sondażowe 

mogą być po prostu nieodpowiednie w odniesieniu do zadań, jakie stawiają przed sobą 
nauki społeczne. Wykluczają na przykład obserwacje zachowań w codziennych sytu­

acjach. W związku z tym, chociaż policzalność może być czasami użyteczna, może za­

równo ukrywać, jak i odsłaniać podstawowe procesy społeczne.

Rozważmy problem mierzenia postaw w sondażach. Czy wszyscy mamy spójne po­

stawy wobec kwestii, które prezentują nam pytania badacza? I jaki związek istnieje mię­

dzy naszymi „postawami” a tym, co rzeczywiście robimy - czyli praktyką? Lub też zasta­

nówmy się nad porównaniem oficjalnych statystyk dotyczących przyczyn śmierci i stu­

diów na temat tego, jak personel szpitalny (Sudnow, 1968a), patolodzy i urzędnicy-sta- 

tystycy  (Prior,  1987)  zajmują  się  zgonami  (zob.  podrozdz.  5.3.2).  Zauważmy,  że  nie 

twierdzimy, iż statystyki takie są błędne. Chodzi o to, że są takie sfery rzeczywistości 
społecznej, których statystyki te nie są w stanie zmierzyć.

Metody stosowane przez badaczy jakościowych są wyrazem powszechnej wiary w to, 

że mogą one dostarczyć „głębszego” rozumienia zjawisk społecznych, niż można byłoby 

uzyskać z danych czysto ilościowych. Jednakże, tak jak badacze ilościowi odrzuciliby 
oskarżenie, że wszyscy są „pozytywistami” (Marsh, 1982), tak z kolei nie ma jednej usta­

lonej doktryny, która leżałaby u podstaw wszystkich jakościowych badań społecznych 

(zob. podrozdz. 2.6).

2.4. Nonsens badań jakościowych

W wielu zorientowanych ilościowo podręcznikach metodologii nauk społecznych, 

badania jakościowe traktowane są jako podrzędny rodzaj metodologii. Jako taki, jak się 
sugeruje, winien być doceniany na poziomie początkowym lub „rozpoznawczym” ba-

background image

60

 

Teońa i praktyka badań jakościowych

* * * * * * s ‘ s  i ............................i — r ~i............. rvi‘ r i ' “im........................... r~w^“iri~i‘ii‘ririTrniimrnftfrirTy<rrrrrTMfr‘<wnMM 

mmmmm

MrMiirnnwn~—^~fir rmw fjfinHTtnngynfififrwrnnm

dań. Postrzegane z tej perspektywy, badania jakościowe mogą być używane do zaznajo­

mienia się z miejscem badań, zanim zacznie się poważne dobieranie próby i liczenie.

Pogląd ten jest wyrażony w cytacie z jednego ze starszych tekstów. Zauważcie, jak 

autorzy odnoszą się do „niepoliczalnych danych” - sugerując, że to dane ilościowe sta­

nowią pod tym względem standard:

Przeglądanie niepoliczalnych danych może być dość pomocne, jeśli jest prowadzone systematycznie 

w trakcie badań, a nie odkładane na koniec analiz statystycznych. Często pojedyncze zdarzenie do­

strzeżone przez obserwatora może stać się kluczem do zrozumienia konkretnego zjawiska. Jeśli ba­
dacz społeczny uświadomi to sobie w momencie, kiedy może jeszcze dodać do swego materiału czy 
też zbadać dogłębniej własne dane, które zdążył już zgromadzić, może to znacząco wzbogacić ja­
kość jego wniosków [Selltiz i in., 1964, s. 435, podkr. D.S.]

Mimo  „przyjaznego”  spojrzenia  autorów  na  kwestię  używania  „niepoliczalnych” 

danych, ¡zakładają oni,  że „analizy statystyczne” stanowią podstawę badań. Podobny 

punkt widzenia można odnaleźć w innym, późniejszym o ćwierćwiecze, ilościowo nasta­

wionym tekście:

Badariia terenowe są w swej istocie kwestią zanurzenia się w zbiorze naturalnie przebiegających [...] 

wydarzeń, dokonywanego po to, by uzyskać wiedzę o danej sytuacji z pierwszej ręki [Singleton i in., 

1988, s. U].

Zauważcie  zaakcentowanie  „zanurzania  się”  i  jego  implicite  określany  kontrast 

z  późniejszymi,  bardziej  zogniskowanymi  badaniami.  Podkreślone  jest  to  w  dalszym 

identyfikowaniu przez autorów badań jakościowych i terenowych z „rozpoznawaniem” 
i „opisem” (tamże, s. 296) i ich aprobatą dla używania badań terenowych wtedy, „kiedy 

wie się relatywnie mało o przedmiocie badań” (tamże, s. 298-299).

Zastrzeżenia te mają pewną podstawę, biorąc pod uwagę fakt, że badania jakościo­

we są - z definicji - bardziej nastawione na długie, opisowe narracje niż na produkowa­

nie tabel statystycznych. Problem, który się wtedy pojawia, polega na tym, jak badacz 

radzi sobie z kategoryzowaniem opisywanych wydarzeń czy działań.

Probjem ten bywa określany czasami jako problem rzetelności. Według Hammers- 

leya rzetelność:

Odno9i się do konsekwencji, z jaką poszczególne stwierdzenia są przypisywane do tej samej katego­

rii przez różnych badaczy lub przez tego samego obserwatora w różnych sytuacjach [1992, s. 67].

Kwestia konsekwencji w tym działaniu jest szczególnie istotna również dlatego że, 

z powodli braku miejsca, wiele studiów jakościowych dostarcza jedynie krótkich, przy­

ciągających uwagę, wycinków z danych. Jak odnotował Bryman w odniesieniu do typo­

wych studiów opartych na obserwacji:

Rzadko dostępne są notatki terenowe lub rozszerzone transkrypcje wywiadów; byłyby one bardzo 

pomocne dla czytelnika, który mógłby wyrazić swoje własne odczucia na temat perspektywy, jaką 
przyjmują badani [1988, s. 77].

Co więcej, nawet jeśli działania ludzi są nagrywane lub filmowane, a następnie do­

konuje się transkrypcji tych zapisów, rzetelność interpretacji tych transkrypcji może być 

znaczącó osłabiona przez zaniedbanie zapisania pozornie trywialnych, lecz często bar­

dzo znaczących pauz, wchodzenia sobie w słowo lub ruchów ciała. Na przykład przepro­

background image

2

Czym są badania jakościowe?

 

61

wadzono ostatnio studium dotyczące konsultacji medycznych, które miało pokazać, czy 

pacjenci chorzy na raka rozumieli, że ich  choroba  jest śmiertelna. Kiedy początkowo 

badacze przesłuchiwali taśmy z konsultacji szpitalnych, odnosili czasami wrażenie, że 

nie ma na nich śladu, by do pacjentów docierało to, co lekarze, często ostrożnie, mówili
o ich rokowaniach. Jednakże, kiedy taśmy zostały ponownie przepisane, okazało się, że 

pacjenci wypowiadali się bardzo oszczędnie („tak” lub, dużo częściej, „mm”), by zazna­
czyć, że docierają do nich te informacje. Podobnie, lekarze uważnie śledzili milczenie 

pacjentów i powtarzali swoje diagnozy (zob. Clavarino i in., 1995).

Niektórzy badacze jakościowi uważają, że troska o  rzetelność obserwacji  pojawia 

się jedynie w tradycji badań ilościowych. Ponieważ to, co nazywają „pozytywistycznym” 

punktem widzenia, nie dostrzega różnicy między światem przyrodniczym a społecznym, 

więc tylko oni mogą domagać się rzetelnych pomiarów życia społecznego. Dla odmiany, 

twierdzi się, że skoro uważamy, iż życie społeczne cały czas się zmienia, nie ma sensu 
troszczyć się o to, czy nasze narzędzia badawcze umożliwiają dokonanie dokładnych 

pomiarów (np. Marshall, Rossman, 1989).

Zajęcie  takiego  stanowiska  wykluczałoby  wszelkie  systematyczne  badania,  gdyż 

oznacza  ono,  iż  nie  możemy  zakładać  istnienia  żadnych  stałych  właściwości  świata 
społecznego. Jednakże, jeśli zgodzimy się, że takie właściwości istnieją, to czemuż inne 

prace nie miałyby ich powielić. Jak twierdzą Kirk i Miller:

Badacze jakościowi nie mogą już dłużej pozwalać sobie na opieranie się w kwestii rzetelności na 

mglistych przesłankach. Podczas gdy mocną stroną badań terenowych jest zdolność do oceny praw­

dziwości twierdzeń, ich wyniki nie będą (rozsądnie) brać pod uwagę tego, że nie zwraca się specjal­

nej uwagi na rzetelność. W kwestii oceny rzetelności to na badaczu-naukowcu spoczywa obowiązek 

dokumentowania swych działań [1986, s. 72].

Drugi rodzaj krytyki badań jakościowych odnosi się do tego, jak pewne są wyjaśnie­

nia, które badania te przynoszą. Są one czasami nazywane kwestią 

anegdotyzmu, 

któ­

ra ujawnia się w sposobie pisania raportów z badań jakościowych. Polega ona na przy­

woływaniu kilku wymownych „przykładów” odnoszących się do danego zjawiska bez 

podejmowania żadnych wysiłków analizowania mniej jasnych (lub nawet opozycyjnych) 

danych (Silverman, 1989a). Problem ten opisał bardzo jasno Bryman:

W badaniach jakościowych pojawia się tendencja do anegdotycznego podejścia do używania da­

nych w powiązaniu z wyjaśnieniami czy wnioskami. Krótkie rozmowy, wycięte z nieustrukturyzowa- 
nych wywiadów, [...] są używane jako dowody na poparcie poszczególnych twierdzeń. Stwarza to 

podstawy do niepokoju o reprezentatywność czy też ogólność, której miałyby dostarczać takie frag­

menty [1988, s. 77].

Stawianie zarzutu „anegdotyzmu” pozwala kwestionować 

trafność 

większości ba­

dań jakościowych. „Trafność” to słowo będące synonimem prawdy (sob. rozdz. 8). Cza­
sami można wątpić w trafność danego wyjaśnienia, ponieważ badacz w ogóle nie próbu­

je zmierzyć się z przypadkami, które pokazują coś zupełnie przeciwnego do tego, co on 

sam twierdzi. Czasami także głębokie zanużenie się w „teren”, tak typowe dla badań ja­

kościowych, prowadzi do koncetracji na kwestii rzetelności interpretacji badacza do­

tyczących  „jego”  plemienia  czy  organizacji.  Lub  też  czasami  wymagania  redaktorów 

czasopism, by coraz bardziej skracać własne teksty, sprawia, że badaczowi nie pozostaje 
nic  innego,  jak  tylko  używać  „wymownych”  przykładów  -  coś  podobnego  zdarza  się

background image

62

 

Teoria i praktyka badań jakościowych

zresztą także w naukach przyrodniczych, kiedy to, na przykład, asystenci laboratoryjni 

dostawali zadanie, by dobrać „perfekcyjne” slajdy do ważnego wykładu swojego profe­

sora (zob, Lynch, 1984).

Wykonaj teraz ćwiczenie 2.2

Poza tymi powszechnymi problemami, wątpliwości dotyczące rzetelności i trafności 

badań jakościowych powodują, że wielu badaczy ilościowych deprecjonuje wartość ja­
kościowych  badan.  Jak  jednak  widzieliśmy,  ten  rodzaj  „pogrążenia  przez  nikłą  po­

chwałę” jest całkowicie równoważony przez krytyki pod adresem badań ilościowych wy­

suwanych przez badaczy jakościowych.

2.5. Łączenie badań jakościowych i ilościowych

Z  naszego  pragmatycznego  punktu  widzenia,  prowadzenie  badań  jakościowych  oznacza  zaanga­

żowanie się w działania w terenie. Jednakże nie oznacza ono oddania się temu, co niepoliczalne

[Kirk, Miller, 1986, s. 10].

Od lat 60. XX w. powszechna była opinia, że dobrzy socjologowie nie powinni sobie 

brudzić rąk liczbami. Była ona czasami wspierana przez słuszną krytykę racjonalności 

leżącej u podstaw analiz ilościowych (Blumer, 1956; Cicourel, 1964). Niemniej krytycy 

lepsi byli w wytykaniu błędów niż w rozwijaniu pozytywnych, alternatywnych strategii 

badawczych.

Różne formy etnografii, przez które starano się opisywać procesy społeczne, miały 

jedną wspólną wadę. To krytyczny czytelnik musi rozważyć, czy badacz wybrał wyłącznie 

te fragmenty danych, które popierają jego argumentację. Jeśli nieprzystające do linii ar­

gumentacji przykłady są cytowane i wyjaśniane (zob. Strong, 1979; Heath, 1981), czytel­
nik ma większe zaufanie do prezentowanych analiz, lecz ciągle pozostają wątpliwości co 
do przekonującej mocy twierdzeń opartych na kilku wybranych przykładach.

W  tej  części  rozdziału  chciałbym  przedstawić  kilka  praktycznych  sugestii  doty­

czących tego, jak dane ilościowe mogą być włączane do badań jakościowych. Propozy­
cje te płyhą z moich ostatnich doświadczeń badawczych, a jedno z tych studiów będzie 
niedługo pokrótce omówione.

Nie zamierzam tu bronić ilościowych czy pozytywistycznych badań jako takich. Nie 

przekonują  mnie  projekty  badawcze,  które  koncentrują  się  na  metodach  ilościowych 

i/lub pozostają niewrażliwe na interpretacyjny problem znaczenia. W zamian za to po­

staram się zademonstrować niektóre sposoby użycia metod ilościowych w badaniach, 

które są zaprojektowane jako jakościowe czy też interpretacyjne.

Postaram się też pokazać, że proste techniki obliczeniowe mogą się stać sposobem 

na sondówanie całego zbioru danych, które zwykle traci się w trakcie intensywnych ba­

dań jakościowych. Zamiast polegać jedynie na słowie badacza, czytelnik ma szansę po­

czuć smak danych jako całości. Z kolei badacze są w stanie testować i poprawiać swoje 
uogólnienia i usuwać dręczące wątpliwości na temat dokładności ich wrażeń na temat 

danych.

background image

2

Czym są badania jakościowe?

 

63

Jak wiele lat temu zauważył Cicourel (1964), liczby przemawiają do biurokratycz- 

no-technologicznego  społeczeństwa.  Dzisiaj,  wypróbowując  metody  jakościowe,  nie 
możemy sobie pozwolić, by żyć jak pustelnicy, ślepi na globalne, teoretyczne krytyki 
możliwych analitycznych i praktycznych sposobów użycia metod ilościowych. W nowym 

tysiącleciu, jak wierzę, kwestia ta wciąż jest bardzo ważna.

Błędem jest oczywiście liczyć po prostu dla samego liczenia. Bez racji teoretycz­

nych,  leżących  poza  ułożonymi  w  tabele  kategoriami,  liczenie  ma  dla  badań  jedynie 
trafność pozorną.

Na  przykład  Hugh  Mehan  sugeruje,  w  odniesieniu  do  prowadzonych  przez  siebie 

badań zachowań w klasie szkolnej, że wiele rodzajów liczenia ma jedynie ograniczoną 

wartość:

Ilościowe podejście do obserwacji w klasie szkolnej jest z pewnych przyczyn użyteczne, powiedzmy, 

by określić częstotliwość, z jaką wypowiada się nauczyciel w porównaniu do częstotliwości wypowie­

dzi uczniów. [...] Jednakże podejście takie zaniża rzeczywisty udział uczniów w lekcji, pomija wza­

jemne relacje między werbalnymi a niewerbalnymi zachowaniami, zaciemnia złożoną istotę inter­

akcji i ignoruje (często licznie występujące jednocześnie) funkcje języka [1979, s. 14].

Do pewnego stopnia, kiedy liczę pytania pacjentów w studium poświęconym klini­

kom onkologicznym (Silverman, 1984), czuję się okropnie z powodu krytyk Mehana. 

Chociaż moje porównanie klinik miało teoretyczne podstawy (pochodzące z pracy Stron- 

ga, 1979, gdzie znajduje się jego omówienie „porządku ceremonialnego”), moje tabele 

oparte były na wątpliwych, potocznych kategoriach. Na przykład liczenie pytań pacjen­
tów jest bardzo problematyczne, kiedy twoimi jedynymi danymi są notatki terenowe. Bez 

możliwości przesłuchania taśm, moja kategoria „pytanie” pozostaje w nieznanej relacji 

do nastawienia badanych. Zatem metody ilościowe mogą zgrabnie wiązać się z logiką ba­
dań jakościowych, kiedy, zamiast przeprowadzać sondaże lub eksperymenty, liczymy 

własne kategorie stosowane przez badanych w ich naturalnym środowisku.

Przedstawię odpowiedni przykład. We wczesnych latach 80. (zob. Silverman, 1987, 

rozdz. 1-6) kierowałem grupą badaczy przygotowujących studium dotyczące oddziału 
kardiologii dziecięcej. Wiele z naszych danych pochodziło z nagrań z rozmów z pacjen­

tami kliniki przyszpitalnej, przyjmującej w każdą środę.

Szybko zainteresowało nas to, jak decyzje (czy też „dyspozycje”) były wydawane 

i ogłaszane. Wydawało się prawdopodobne, że sposób, w jaki lekarze ogłaszali swoje de­
cyzje, był ściśle powiązany nie tylko z czynnikami klinicznymi (jak np. stan serca dziecka), 

ale także czynnikami społecznymi (tak jak to, co będzie mówione rodzicom na różnych 

etapach leczenia). Na przykład na pierwszej konsultacji ambulatoryjnej lekarze przeważ­
nie nie informowali rodziców, że stwierdzili taką wadę serca, iż konieczna jest ratująca ży­
cie operacja. Zamiast tego sugerowali, że należy przeprowadzić więcej badań i czynili je­
dynie aluzje, że być może będzie potrzebna poważniejsza operacja. Przytakiwali również 
rodzicom, którzy podawali przykłady świadczące o „dobrym zdrowiu” ich dzieci.

Takiej metody udzielania informacji krok po kroku nie zastosowano jedynie w dwóch 

przypadkach. Po pierwsze, jeśli dziecko zostało zdiagnozowane przez kardiologa jako 

„zdrowe”, lekarz przekazywał wszystkie informacje za jednym zamachem i stosował pro­

cedurę, którą nazywaliśmy „znajdź i zniszcz” - opierała się ona na odnalezieniu i rozwia­

niu wszelkich wątpliwości, jakie jeszcze mieli rodzice, i pokazaniu, że się mylili.

background image

64

 

Teoria i praktyka badań jakościowych

h»j*.i)*ww.» m»m»w)m»hhm—«»mmmm........... ite.numk.mm.......».........................

Drugi przypadek dotyczył grupy dzieci z zespołem Downa, u których podejrzewano 

chorobę serca. Lekarze podawali wszystkie informacje przy jednej wizycie, bez zastoso­

wania  metody  krok  po  kroku.  Ponadto,  nietypowo,  lekarz  pozwalał  rodzicom  podjąć 

decyzję o przyszłym leczeniu, zachęcając ich, by brali pod uwagę takie niemedyczne 
czynniki, jak radość życia dziecka czyjego przyjacielską osobowość.

To  lekarskie  koncentrowanie  się  na  społecznej  charakterystyce  dziecka  było  wi­

doczne już na początku każdej konsultacji. Byłem w stanie zbudować tabelę opartą na 

porównaniu między konsultacjami dzieci z zespołem Downa a dzieci, które nie cier­

piały na tę chorobę, która zestawiała różne formy zadawania pytań rodzicom przez le­

karzy i formy odpowiedzi udzielanych przez rodziców. Pokazywała ona silną skłonność, 

zarówno u lekarzy, jak i u rodziców, by w stosunku do dzieci z zespołem Downa nie uży­

wać słowa „zdrowy”, a ten brak odniesień do „dobrego zdrowia” okazał się być kluczo­
wy dla zrozumienia charakteru późniejszych konsultacji klinicznych.

Co  więcej,  kategorie  umieszczone  w  tabeli  nie  pochodziły  ode  mnie.  Po  prostu 

umieściłam w tabeli różne pytania i odpowiedzi, jakie rzeczywiście padały w rozmowie. 
Na przykład najczęstsze pytanie, jakie rodzicom zadawali lekarze, brzmiało:

Dziecko jest zdrowe?

Ale takie pytanie rodzice dzieci z zespołem Downa słyszeli rzadko. W zamian za to, 

najczęstsze pytanie brzmiało:

Jak on (ona) się ma?

To uhikanie słowa „zdrowe” okazało się być kluczowe dla zrozumienia kierunku, 

w jakim hastępnie szły konsultacje z rodzinami dzieci z zespołem Downa.

Przykład ten pokazuje, że nie ma żadnego powodu, dla którego badacze jakościowi 

nie powihni, jeśli jest to odpowiednie, używać ilościowych miar. Proste techniki oblicze­

niowe, wywiedzione teoretycznie na podstawie własnych kategorii badanych, mogą do­
starczyć narzędzia sondowania całego zbioru danych, które zwykle gubią się w inten­

sywnych ¡badaniach jakościowych. Zamiast polegać jedynie na słowach badacza, czytelnik 

ma szansę przyjrzeć się danym jako całości. Z kolei badacze są w stanie testować

i sprawdzać własne uogólnienia bez dręczących wątpliwości na temat dokładności wra­

żeń, jakię wywołują w nich dane.

Zakończę ten podrozdział stwierdzeniem, które pokazuje absurdalność posuwania 

zbyt daleko rozróżnienia na to, co jakościowe i to, co ilościowe:

Nie staje zatem przed nami ostry wybór między słowami a liczbami czy nawet między precyzyjnymi 

a nieprecyzyjnymi danymi; raczej mamy do czynienia za spektrum rozciągającym się od bardziej do 

mniej precyzyjnych danych. Ponadto, nasze decyzje co do tego, jaki stopień precyzji będzie odpo­

wiedni w odniesieniu do danego twierdzenia, powinny zależeć od istoty tego, co próbujemy opisać, 

od prawdopodobnej dokładności naszego opisu, od naszych celów oraz od źródeł, które są nam do- 
stępnę. Nie powinny być natomiast zależne od ideologicznego zaangażowania w jeden czy drugi pa­

radygmat metodologiczny [Hammersley, 1992, s. 163].

Wykonaj teraz ćwiczenie 2.3

background image

2. Czym są badania jakos'ciowe?

 

65

i n n »

,

i i ~ ~ f r * r « | - i r i H ' T i n i i i i i f r n i T f r f i - r r T i i r f r T r i m - - i i T T T - | — i - n -   i r - n r r i f f   n i f i n n i i   ' m i i r n i f t f i r r r n i m f t T l f f f r i n ' f U i r i n r n i t w f n r M n i   m m i n n n m i f l   m   ■ m i r -

b

-

i i i

- H -   » •   ~ r r r »   i m  

i h m i a

- T i   ■ i n n l 4 f r   - t i w i i T t n   • m i l i  

f i T i i i r n r r i i i n f a f m r n i i r i n r f - m i W i i i i r r i r r r i t i i r f i t - n f   i f M t n f i i i m T n T i ‘ - | i i n r c r t r n i   i t m - i n i   i - > i - i i n r w n | - i » M r « i ; » « ) H i   '

w i w i m

W

i

I

i i

  i i i i n i u m i m

2.6. Rodzaje badań jakościowych

Autorzy podręczników na temat metod jakościowych, łącznie ze mną (Silverman,

1993), zwykle czują się zobligowani do zdefiniowania zjawiska, którym się zajmują, i za­

ryzykowania sugestii, co też badacze jakościowi mogą mieć ze sobą wspólnego. Martyn 
Hammersley (1992) wybrał bezpieczną drogę, twierdząc, że co najwyżej podzielamy pe­

wien wspólny zestaw preferencji. Przedstawione są one w tabeli 2.5.

Tabela 2.5. Preferencje badaczy jakościowych

.mint—HiinMHiTimimr........ .................. ......................... ....................................... .................... .......................... .................. .........................

1

............. .................................~r—ii—...... —~i.............................. ........... ...........in.............. r.........i—n-------- ----i...... irt ri iri—rr~r"rrn-n rimniminiiiiiiririirrmiiiiiri

1. 

Preferowanie danych jakościowych - rozumianych po prostu jako analizy słów i obrazów 
raczej niż liczb.

2. 

Preferowanie danych pojawiających się naturalnie - obserwacji raczej niż eksperymentów, 
nieustrukturyzowanych raczej niż ustruktuiyzowanych wywiadów.

3. 

Preferowanie raczej znaczeń niż zachowań - podejmowanie wysiłków, by „dokumentować 

świat z punktu widzenia badanych” (Hammersley, 1992, s. 165).

4. 

Odrzucanie modelu nauk przyrodniczych.

5. 

Preferowanie badań indukcyjnych, opartych raczej na wywodzeniu hipotez z danych niż 
testowaniu hipotez (zob. Glaser, Strauss, 1967). 

j

Źródio: na podstawie Hammersley, 1992, s. 160-172

Niestety, jak zauważa sam Hammersley, nawet tak ostrożna lista, jak ta z tabeli 2.5, 

jest  zdecydowanie  za  bardzo  uogólniona.  Na  przykład,  biorąc  chociażby  pod  uwagę 

punkt 5 w tabeli - badacze jakościowi wyglądaliby nieco dziwnie, gdyby po 100 latach 
nie mieli żadnych hipotez do testowania!

Co więcej, jeśli potraktujemy tę listę jako rozsądne przybliżenie głównych cech ba­

dań jakościowych, możemy zacząć się zastanawiać, dlaczego mogłyby być krytykowane. 

Jak już wspominałem, w świecie, gdzie przemawiają liczby, a ludzie używają terminu 

„twarde”  nauki,  niepowodzenie  w  testowaniu  hipotez,  idące  w  parze  z  odrzucaniem 

metod nauk przyrodniczych, z pewnością powoduje, że badacze jakościowi narażeni są 
na krytykę.

Chociaż używamy negatywnego kryterium, określając się jako „nie-ilościowi”, nie 

ma uzgodnionej doktryny leżącej u podstaw wszystkich jakościowych badań społecz­
nych. W zamian za to mamy wiele „-izmów”, z których czerpią metody jakościowe. Zo­

baczyliśmy już, jak krytycy badań ilościowych oskarżają je o pozytywizm. Zapewne wie­

lu czytelników tej książki natknęło się już na inne „izmy”, takie jak feminizm czy post­
modernizm.

Najbardziej użyteczny wysiłek, by przedstawić różne podejścia obecne w badaniach 

jakościowych,  podjęli  Gubrium  i  Holstein  (1997).  Używają  terminu  „idiom”,  obej- 

mującego zarówno analityczne preferencje, na które wskazuje termin model (zob. tab. 

1.1),  jak  i  określone  słownictwo,  style  badawcze  i  sposoby  pisania.  Wyróżniają  oni 

(i poddają analizie) cztery różne „idiomy”:

1. 

Naturalizm. Niechęć do narzucania znaczenia i preferowanie „wyjścia na zew­

nątrz i obserwowanie terenu”.

background image

66 

Teoria i praktyka badań jakościowych

*j<nMjiin>iniinn!<r!«Miwiij.m»jiwt»<iiw»*i»n>mw>tii

l

i>iiiiiiiiiHiiii«ii»»rii»<*>i<«iw>ii«i>»i«>w»»i»ii>wiwM>>iiiiiw»i»«wiiiiw*i«KWiiiiiiii»>iii)>i«ii»ii;iiiiii<»iiwi'iiiiw»«ii

i

iiwni«iiiiniim«m»wwniin»mwm»wninuwi»Miiiiiiiiii>r>«ii«wni»iiiiiiimwmm«ninim»inMiiiininii«nwwiii!i't:»ttmmiiinwi^r^vt(;» ww»».'»w*)n

2. Etnpmetodologia. Podziela wagę, jaką naturalizm przywiązuje do szczegółów, ale 

dostrzegą je w rozmowach, w interakcjach.

3. Emocjonalizm. Poszukuje „intymnego” kontaktu z przedmiotem badań i fawory­

zuje indywidualną biografię.

4. Postmodernizm. Usiłuje dokonać dekonstrukcji koncepcji „przedmiotu badań”

i „terenu**.

Niektóre rozwinięcia tych pomysłów można znaleźć w tabeli 2.6.

Tabela 2.6. Cztery idiomy jakościowe

Idiom

Pojęcia

Preferowane dane

Naturalizm

i

Etnometodologia

Emocjonalizm

Postmodernizm

Aktorzy

Znaczenie

Metody uczestników życia społecznego stosowane, 

by kategoryzować pojawiające się zjawiska

Subiektywizm
Emocje

Przedstawienie

Zwrotność

Obserwacje

Wywiady

Nagrania audio i wideo 

Wywiady

Wszystko, co pasuje

Źródło: na podstawie Gubrium, Holstein, 1997

Według Gubriuma i Holsteina, badacze jakościowi poruszają się na „granicy mię­

dzy rzeczywistością a przedstawieniem” (1997, s. 102), gdzie - z ich punktu widzenia - 

każdy idiom skręca gwałtownie w jedną ze stron:

1.  Naturalizm.  Jego  pogoń  za  treścią  życia  codziennego  oferuje  głęboki  wgląd 

w „co?”, lecz za cenę „jak?” w odniesieniu do przedstawiania rzeczywistości (zarówno 

jeśli cho4zi o badanych, jak i badaczy).

2. Etrłpmetodologia. Jej koncentracja na potocznych praktykach daje zadowalające od­

powiedzi na pytanie „jak?”, ale pomniejsza znaczenie pytania „co?” w danym kontekście.

3. Emocjonalizm. Pomaga zrozumieć doświadczenia ludzi, ale za cenę uprzywilejo­

wania kategorii potocznych („emocji”).

4. Postmodernizm. Odsłania praktyki przedstawiania, ale może prowadzić do nihili- 

stycznego wyparcia się treści.

Żeby wyjść poza czystą krytykę, Gubrium i Holstein proponują badaczowi jakościo­

wemu trzy wartościowe praktyczne sztuczki. Po pierwsze, szukając złotego środka, który 

„przezwyciężyłby napięcia między rzeczywistością a przedstawieniem” (tamże, s. 114), 

zastanawiają się, jak możemy oddać głos każdemu z idiomów w kwestiach, w których 

jest  zagłuszany  przez  inne.  Postać  „informatora”,  tak  drogą  naturalizmowi,  można 

traktować jako „przedstawianą rzeczywistość” (tamże, s. 103), podobnie jak „czujący” 

podmiot ęmocjonalizmu. Tak samo analizy konwersacyjne objaśniające proces instytu- 

cjonalizapji (zob. rozdz. 6) i analizy kategoryzowania przynależności dokonane przez 
Sacksa (zob. rozdz. 5) pokazują, jak etnometodologia może dodać ciała nagim kościom 

przedstawienia. W końcu, chociaż musimy uszanować to, co postmodernizm mówi nam

background image

2

Czym są badania jakościowe?

67

o przedstawianiu, można traktować to jako bodziec do tworzenia opartych na empirii 
opisów, a nie jako epitafium dla nich.

Wykonaj teraz ćwiczenie 2.4

Jeśli „badania jakościowe” zawierają w sobie wiele różnych, potencjalnie konflikto­

wych modeli czy idiomów, to znaczy, że cała dychotomia „jakościowe/ilościowe” może 

być zakwestionowana.

W kontekście tej książki ostrzegam, że takie dychotomie lub polaryzacje w naukach 

społecznych są wysoce niebezpieczne. Co najwyżej są to narzędzia pedagogiczne, które 
pozwalają  studentom  uchwycić  się  czegoś  na  początku  rozglądania  się  w  tej  trudnej 

dziedzinie: pozwalają nam nauczyć się specyficznego żargonu. Niestety, mogą się one 
stać wymówką dla zaprzestania myślenia, które czyni z grup badaczy „obozy wojskowe” 
niewyrażające chęci, by uczyć się od siebie nawzajem.

Wyciągam z tego wniosek, że robienie badań „jakościowych” nie powinno chronić od 

stosowania rygorystycznych, krytycznych standardów, które winny obowiązywać w każdym 
przedsięwzięciu badawczym, w którym zamierza się oddzielić „fakty” od „fantazji”. W koń­
cu uzyskanie opartej na solidnych podstawach wiedzy powinno być wspólnym celem 

wszystkich nauk społecznych (zob. Kirk, Miller, 1986, s. 10-11). Jak twierdzi Hammersley:

Proces badawczy w nauce zawsze przebiega tak samo, bez względu na to, jakich metod się używa,

a ucieczka w stronę paradygmatów faktycznie czyni debaty nudnymi i bezmyślnymi oraz utrudnia

postęp [1992, s. 182].

Główne zagadnienia

* Kiedy porównujemy badania ilościowe i jakościowe, znajdujemy głównie różne 

rozłożenie akcentów między „szkołami”, które same w sobie zawierają wiele wewnętrz­
nych zróżnicowań.

•  Badacze jakościowi winni raczej doceniać niż krytykować dążenie badaczy ilo­

ściowych do zbierania i krytycznego analizowania danych.

* Kluczowe kwestie przy ocenie badań to rzetelność i trafność.
♦ Pewne rodzaje ilościowych sposobów mierzenia mogą być czasami odpowiednie 

dla badań jakościowych.

^Niemniej  wykorzystywanie  jedynie  metod  czysto  ilościowych  może  lekceważyć 

społeczne i kulturowe konstrukcje „zmiennych”, których poszukują badacze ilościowi, 

by korelować je ze sobą.

Polecane lektury

Najbardziej użyteczne teksty wprowadzające to prace Alana Brymana (1988), Nige- 

la Gilberta (1993) i Clive’a Seale’a (1998). Rozsądne stwierdzenia na temat stanowiska 

badaczy ilościowych można znaleźć u Marsh (1982) (o badaniach sondażowych) i Hin- 

dessa (1973) (o statystykach urzędowych).