background image

Planeta Slumsów

Rozdział 1. Przesilenie miejskie

Od ok 2005 roku ludność miejsca zaczęła przeważać nad wiejską.  Ziemia urbanizuje się

szybciej niż było to przewidywane. W 1956 roku było 86 ponad milionowych miast. Dziś
jest ich ok 400 a do 2015 będzie przynajmniej 550. Miasta wchłonęły niemal dwie trzecie

światowej eksplozji demograficznej. 

Rozkwit  megamiast  – zjawisko rozkwitu miast o ludności przekraczającej 8 mln osób,

oraz tzw.  Hipermiast  z ludnością przekraczającą 20 milionów osób. Miasta „połykają”
inne   miasta,   tworząc   w   ten   sposób   jedno,   wielkie   megalopolis   (np.   Meksyk).   Liczba

mieszkańców   tego   „megalopolis”   ma   w   połowie   XXI   wieku   osiągnąć   ok   50   mln   –   co
stanowi ok 40% obecnej ludności całego kraju. Równie zawrotne tempo integracji osiągają

konurbacje w Indiach i zachodniej Afryce. Tam sieć 300 ponad 100-tysięcznych miast,
obejmująca   600   kilometrowy   pas   lądu   do   2020   roku   będzie   miał   obszar   ludności

porównywalny   ze Wschodnim  Wybrzeżem Stanów   Zjednoczonych (ponad  60 milionów)
oraz stanie się również największym skupiskiem ubóstwa na świecie. 

Miasta Trzeciego Świata (liczba ludności w milionach, dane z 2004 roku):

1. Meksyk – 22,1

2. Seul-Inczhon – 21,9

3. Sao Paulo – 19,9

4. Mumbaj - 19,1

5. Delhi – 18,6

Rosną   nierówności   zarówno   w   samych   miastach   jak   i   pomiędzy   miastami   różnych
wielkości. W  Chinach porównywalna  kiedyś  przepaść   między  dużymi  miastami  a  wsią,

została zastąpiona przepaściami w zakresie dochodów między małymi miastami w głębi
kraju a gigantycznymi metropoliami wybrzeża. Tymczasem to w tych małych miastach,

będzie   mieszkać   większość   ludności   azjatyckiej.   To   małe   i   średnie   miejscowości
wchłaniają   ludność   wiejską   a   nie   ogromne   metropolie.   Wsie   bardziej   zaczynają

przypominać ośrodki targowe i gminne, a stolice powiatów i mniejsze miasta nabierają
wielkomiejskiego charakteru. W rzeczywistości w wielu przypadkach wieśniacy nie muszą

wprowadzać   się   do   miasta,   to   miasto   wprowadza   się   do   nich.   Podobnie   dzieje   się   w
Malezji, w znacznej części Azji Południowo-Wschodniej, w Indiach, Egipcie i części Afryki

Zachodniej.   Krajobraz   zaczyna   przypominać   częściowo   zurbanizowaną   wieś,   jest   to
zupełnie   nowa  forma   osadnictwa  i rozwoju  –  ani  wiejska, ani   miejska,  lecz mieszanka

obydwu   tych   form,   w   której   gęsta   sieć   transakcji   wiąże   wielkie   ośrodki   miejskie   z
otaczającymi regionami.

Niemiecki   architekt   i   teoretyk   miasta,   Thomas   Sieverts   nazywa   taka   formę   miejską
Zwischenstadt

W Indonezji badacze nazywają te nowe modele procesów miejsko-wiejskiej hybrydyzacji
desakota (miejska wieś)

Region-based   urbanization  –   to   kolejny   termin   określający   współczesny   rozwój
obszarów podmiejskich wokół miasta Meksyk, Sao Paulo, Santiago i Buenos Aires. 

Dynamika   urbanizacji   w   Trzecim   Świecie   stanowi   zarówno   rekapitulację   tradycji   XIX   i
wczesno XX-wiecznej Europy i Ameryki Północnej jak i zerwanie z tą tradycją. W Chinach

w  ciągu  30  lat   ze  wsi  do   miast   wyprowadziło   się   200  mln  Chińczyków.  W   przyszłości
podąży za nimi kolejne 250 lub 300 mln. Mówi się, że będzie to nowy „zalew chłopstwa”

Podobnie jest w większości świata rozwijającego się. Szybki wzrost miast przeważnie nie
pociąga za sobą wzrostu produkcji. Charakterystyczny jest proces odprzemysłowienia. W

background image

rezultacie wielkość gospodarki miasta często ma się nijak do liczby jego mieszkańców. W

latach   80   i   90   trudności   gospodarcze   spowodowały   spadek   płac   realnych,   skok   cen   i
rosnące   bezrobocie     w   krajach   trzeciego   świata,   jednak   nie   zmniejszyło   to   migracji

ludności wiejskiej do miast.   Szczególnym przypadkiem były paradoksalne sytuacje   w
Afryce, gdzie mimo głębokiej recesji, ludność  miejska rosła. Był to efekt „wstrząsu na

światowej   wsi”   –   deregulacja   rynków   krajowych   wypchnęła   producentów   rolnych   na
światowe rynki, a mali i średni rolnicy z Afryki i Ameryki Łacińskiej  nie mogli wytrzymać

konkurencji.   Dodatkowym   czynnikiem   niszczącym   lokalne   sieci   bezpieczeństwa   była
światowa   polityka   liberalizacji   gospodarczej   i   działaniu   na   rzecz   dezagraryzacji   wsi.

Bezrobotni  rolnicy  masowo przemieścili się do miast, które zbierały  żniwo światowego
kryzysu   rolnego.   W   rezultacie   szybki   wzrost   miast   w   kontekście   dostosowania

strukturalnego, dewaluacja waluty i wycofanie się państw z gospodarki doprowadziły do
masowego tworzenia się slumsów. 

Szacuje się, że formalne rynki mieszkaniowe rzadko dostarczają więcej niż 20% nowych
mieszkań,   więc   z   konieczności   ludzie   uciekają   się   do   samodzielnie   skleconych   bud,

nieformalnego wynajmu, pirackich osiedli czy wręcz chodników.

W   Meksyku   aż   60%   wzrostu   miasta,   to   skutek   działalności   ludzi,   zwłaszcza   kobiet,

budujących   swoje   schronienia   na   peryferiach   pozbawionych   prądu   i   kanalizacji   .   W
Amazonii, na jednym z najszybciej rozwijających się pograniczy miejskich, 80% wzrostu

miast   przypada   na   dzielnice   nędzy   w   przeważającej   części   pozbawione   usług
komunalnych i transportu miejskiego. Taką samą  tendencję widać w całej Azji. W Azji

południowej do 90% wzrostu liczby gospodarstw przypada na slumsy. W Indiach slumsy
rosną 2,5 krotnie szybciej niż ogólna liczba ludności.

Terminy „urbanizacja” i „fawelizacja” okazują się synonimami.

„Nie   będzie   żadnych   miast   –   będą   tylko   slumsy”   –   ekspert   urbanistyczny   Gautam

Chatterjee. 

Miasta przyszłości  nie będą zbudowane ze szkła i stali – lecz z suszonej cegły, słomy,

plastiku z odzysku, bloków cementu i drewnianych odpadów. Świat XXI w. tonie w nędzy –
to świat zanieczyszczeń, ekskrementów i rozkładu. 

Rozdział 2. Wszechobecność slumsów

The Challenge of Slums – raport z 2003 r. opublikowany przez ONZ-HABITAT – pierwsze w

pełni   globalne   badania   nad   ubóstwem   miejskim.  The   Challenge   of   Slums  –   jest
ostrzeżeniem   przed   katastrofa   globalna   równą   globalnemu   ociepleniu   –   katastrofą

miejskiej biedy.

Slumsy klasycznie (czyli pod koniec XIX wieku, kiedy po raz pierwszy użyto tego pojęcia)

uchodziły  za  miejsca  zaściankowe   i  malownicze,   a  zarazem   amalgamaty   walących   się
domów,  przeludnienia,  chorób,  biedy  i  występku.   W pierwszych  naukowych  badaniach

slumsy definiowane były jako obszary brudnych zaułków, zamieszkanych zwłaszcza przez
nędzarzy i przestępców. 

Spis powszechny slumsów

The Challenge of Slums definiuje slums jako: gospodarstwo domowe w slumsie to grupa

osób żyjących pod jednym dachem na obszarze miejskim, która nie dysponuje trwałym i
bezpiecznym   domostwem,   odpowiednią   powierzchnią   mieszkalną   na   osobę,   łatwym

dostępem do wody pitnej, infrastruktury wodno-kanalizacyjnej lub prawem do własności
lokalu mieszkalnego.  Ta definicja jednak nie uwzględnia „wymiarów społecznych”, choć

to   co   w   niej   ujęto   uwzględnia   marginalizację   społeczną   i   ekonomiczną.   To   podejście
zalicza   do   slumsów   zarówno  podmiejskie   dzielnice  nędzy   jak  i  klasyczne   kamienice   w

inner cities – „miastach wewnętrznych”. Za sprawą neoliberalnego kapitalizmu w krajach
najbardziej rozwiniętych w slumsach mieszka zaledwie 6% ludności miast, natomiast w

background image

krajach rozwiniętych najmniej – 78.2%. To dokładnie jedna trzecia ludności świata. Kraje o

największej liczbie ludności zamieszkującej slumsy to po kolei: Chiny (37,8%, 193,8 mln),
Indie (55,5%, 158,4 mln), Brazylia (36,6%, 51,7 mln) Nigeria (79,2%, 41,6 mln) oraz inne.

Przeważnie kategorie osób ubogich i mieszkających w slumsach pokrywają się, choć nie
wszyscy ubodzy mieszkają w slumsach i nie wszyscy mieszkańcy slumsów są ubodzy, to

ubogich jest znacznie więcej. Z badań wynika, że ponad połowa ludności miast krajów
trzeciego świata to ludzie ubodzy, a jedna czwarta żyje w absolutnym ubóstwie – potrafią

przeżyć za mniej niż dolara dziennie. W rzeczywistości trudno jest zdobyć ścisłe statystyki
Często   władze   celowo,   a   czasem   wręcz   masowo,   zaniżają   liczbę   osób   ubogich   i

mieszkających w slumsach.

Typologia slumsów

Prawdopodobnie   na   świecie   istnieje   ponad   200   tysięcy   slumsów.   Liczba   mieszkańców
slumsu waha się od kilkuset do ponad miliona osób. W slumsach samych tylko pięciu

wielkich metropolii Azji Południowej można naliczyć 15 tysięcy odrębnych społeczności.
Gdy   dzielnice   nędzy   i   społeczności   skłotersów   zlewają   się   w   strefy   ubóstwa   położone

zwykle   na   peryferiach   miast,   powstają  „megaslumsy”.  W   Meksyku,   Limie,   Afryce   i
Bliskim   Wschodzie   slumsy   rozkładają   się   na   peryferiach   miast.   Natomiast   w   Azji

Południowej   są   rozproszone   w   tkance   miejskiej.     W   Dhace   występują   raczej   wyspy
nie-slumsów w morzu skrajnego ubóstwa. 

W całym Trzecim Świecie wybór mieszkania to trudna kalkulacja. Architekt John Turner
powiedział: „Mieszkanie to czasownik” (housing is a verb). Ubodzy muszą skalkulować

koszty   mieszkania,   gwarancję   jego   posiadania,   jakość,   odległość   od   miejsca   pracy   a
czasem nawet bezpieczeństwo osobiste. Dla niektórych lokalizacja od miejsca pracy jest

ważniejsza niż dach nad głową. 

Ahmed   Soliman   omawia   cztery   typowe   strategie   wyboru   schronienia   przez   ubogich   w

Kairze:

1. Kiedy najważniejsza jest odległość od miejsca pracy, można rozważyć wynajęcie

mieszkania, choć te są drogie i nie dają nadziei na uzyskanie go na własność.

2. Nieformalne   schronienie  w  centrum   miasta   –  maleńkie  pomieszczenie   lub  dach

nad głową bez szans na trwałe użytkowanie.

3. Skłoting na terenie publicznym – zwykle na pustynnych obrzeżach Kairu. Wadą jest

wysoki koszt dojazdu do pracy i brak infrastruktury

4. Zakup   działki   pod   budowę   na   jednym   z   wielu   na   wpół   nieformalnych   terenów

zagospodarowanych. Kupujący staje się legalnym właścicielem ziemi, ale nie ma
pozwolenia na budowę. Wadą jest odległość od pracy.

Typologia „centrum kontra peryferie”: 
A. Centrum metropolii

1. Formalne

a) kamienice 

-  z drugiej ręki
- wybudowane dla ubogich

b ) publiczne budownictwo mieszkaniowe
c) hostele, noclegownie

2. Nieformalne 
a) osiedla skłotersów

- legalne
- nielegalne

b) ulica

B. Peryferie

1. Formalne 

a) Prywatne budownictwo czynszowe

background image

b) Publiczne budownictwo mieszkaniowe

2. Nieformalne

a) Pirackie osiedla

- zajęte przez właściciela
- czynszowe

b) Osiedla skłotersów

- legalne (na uzbrojonym terenie)

- nielegalne

3. Obozy dla uchodźców

Ubóstwo w „miastach wewnętrznych”. Mieszkanie z „drugiej ręki”.

W   niektórych   miastach   w   Ameryce   Łacińskiej   i   miastach   azjatyckich   wykorzystuje   się

dawne rezydencje kolonialne i wille z epoki wiktoriańskiej, w jednej z takich willi architekt
David   Glasser   zastał   25   rodzin   –   łącznie   128   osób   pozbawionych   usług   komunalnych,

większość  jest   równie   zatłoczonych.   Ich  odpowiedniki   w  Azji   to   rezydencje  posiadaczy
ziemskich w Kolkacie i „ogrody slumsów w Kolombo. Jednak najbardziej niesamowitym

przykładem   wykorzystania   takich   „odziedziczonych”   zasobów   mieszkaniowych   jest
kairskie Miasto Umarłych – olbrzymi cmentarz, miejsce pochówku sułtanów i emirów, na

którym   mieszka   milion   osób   używających     grobowców   w   charakterze   prefabrykatów
budowlanych.   Nagrobki   służą   jako   biurka,   zagłówki,   stoły   i   półki.   Między   nimi   na

rozpiętych   sznurach   suszy   się   bielizna.   Mniejsze   grupy   skłotersów   zajęły   opuszczone
cmentarze żydowskie. 

Jednak   w   większości   miast   Trzeciego   Świata   takie   mieszkania   to   rzadkość.   Budowane
przez miasta kamienice i z założenia czynszowe budownictwo, zapewniało ogromne zyski

a było  przeważnie zatłoczone i niehigieniczne. Po dziś dzień mieszkają w nich miliony
ludzi. W Mumbaju takie mieszkanie to rozsypujące się jednopokojowe lokum, w którym na

15 m. kw. Tłoczy się 6-osobowa rodzina, ubikację dzieli się zwykle z sześcioma innymi
rodzinami.  W większości takie mieszkania  to nędzne,  nietrwałe i często niebezpieczne

budynki. W jednej z prac opisano budynek w Indiach, w którym na 85 osób przypadał
jeden kran z wodą, a 93 korzystały z jednej ubikacji. 

Inne formalne i nieformalne opcje mieszkaniowe w „mieście wewnętrznym” obejmują całe
spektrum   nielegalnych   przybudówek,   noclegowni,   skłotów   i   minidzielnic   nędzy.   W

Hongkongu ćwierć miliona osób mieszka w nielegalnych przybudówkach na dachach lub
w szybach wentylacyjnych. Najcięższy jest jednak los „ludzi w klatkach” wynajmujących

jednoosobowe miejsca do spania. Łóżka wynajmuje się na dobę. W stolicy bezdomności
Pierwszego Świata – Los Angeles, coraz więcej rodzin koczuje na ulicach, w zakamarkach

parków i pasów zieleni przy autostradach. W Trzecim Świecie na pierwszym miejscu pod
tym względem jest Mumbaj, wg danych z 1995 roku, na chodnikach mieszkało tam milion

osób.   Miejsce   na   chodniku   rzadko   jest   bezpłatne   –   mieszkańcy   ulic   w   Indiach   czy   na
Filipinach muszą regularnie opłacać policjantów lub grupy przestępcze. 

Piracka urbanizacja

Większość   biedoty   nie   mieszka   jednak   w   śródmieściach.   Przeważająca   część   slumsów

„rozlewa się’ na peryferia miast. Można mówić o „horyzontalizacji” ubogich miast. W
ubogich miastach strefy podmiejskie stały się tak rozległe, ze trzeba na nowo przemyśleć

pojęcie  peryferyjności,  gdyż   właściwie   to   główne   miasto   stało   się   peryferią.   Rozwój
obszarów   miejskich   w   Trzecim   Świecie   przyjmuje   dwojaki   kształt   –   powstają   osiedla

skłotersów i zachodzi proces –  urbanizaciones piratas  (piracka urbanizacja). W jednym i
drugim przypadku powstają dzielnice nędzy – niespełniające żadnych standardów Pirackie

osiedla   często   mylnie   określa   się   jako   społeczności   skłotersów,   jednk   między   tymi
zjawiskami występują istotne róznice. 

Skłoting to wejście w posiadanie ziemi bez tytułu prawnego. Wolna ziemia na obrzeżach
miast,   która   ma   być   wsparciem   dla   ubogich,   wymaga   w   istocie   dużych   nakładów

finansowych.   Często   trzeba   dać  wysoką  łapówkę   politykom,   gangsterom   lub   policji   by

background image

uzyskać   dostęp   do   ziemi.   Taki   nieformalny   „czynsz”   można   płacić   latami.   Do   tego

dochodzą   koszty   mieszkania   na   terenie   pozbawionym   infrastruktury   i   oddalonym   od
centrum miasta. Skłoting może się okazać niekiedy droższy od legalnego zakupu działki.

Jednak   koszty   są   rozłożone   w   czasie.   Skłoting   bywa   dramatem   politycznym   –   osiedla
skłotersów były nie raz wybudowane w ciągu nocy i zburzone przez policję następnego

dnia, oraz odbudowane kolejnej nocy – aż do chwili gdy walka zmęczy władze. Skłotersi
przeważnie zajmują grunty tak niskiej wartości, że nikt nie troszczy się o prawo własności

do nich –np. cuchnące brzegi zanieczyszczonych rzek w Boliwii i Peru, tereny opanowane
przez   szczury,   muchy,   komary   i   inne   insekty,   wysypiska,   urwiste,   osypujące   się   stoki

górskie w Caracas.  

Większość   peryferyjnych   osiedli   bywa   nazywana   osiedlami   skłotersów,   tymczasem

funkcjonuje   w   ramach   niewidzialnego   rynku   nieruchomości.   Pirackie   osiedla   powstały
wskutek   nielegalnego,   a   raczej   pozalegalnego   podziału   gruntu.   Przedsiębiorcy,   którzy

uzyskują   teren   niezabudowany   dzielą   go   na   działki   nie   przestrzegając   przepisów
dotyczących podziału na strefy czy standardów uzbrojenia terenu. Działki kupują rodziny

o   niskich   i   średnich   dochodach.   Piracka   urbanizacja   to   prywatyzacja   skłotingu.   W
przeciwieństwie do „prawdziwego” skłotersa, mieszkaniec pirackiego osiedla posiada do

swojej działki tytuł prawny (sprzedawca jest spekulant, latyfundysta lub wielki farmer) lub
tytułu  de   facto  (teren   zazwyczaj   jest   własnością   państwa).   Domy   stawia   się   niemal

zawsze   bez   zezwolenia,   ale   pirackie   osiedla   zazwyczaj   od   osiedli   skłotersów   odróżnia
podział   na   jednakowe   działki   i   siatka   ulic,   niski   poziom   usług,   lokalizacja   na

przedmieściach,  wysoka  gwarancja  posiadania  ziemi, niezgodność  z miejskimi planami
zagospodarowania terenu.

Skłoting   zaczął   tworzyć   nowy   rynek   gruntów,   a   legalizacja   wiązała   się   z   ogromnym
przypływem gotówki.

Niewidzialny wynajem

Najem to podstawowy sposób, w który biedota miejska może spieniężyć swój kapitał –

często   wyzyskując   przy   tym   jeszcze   uboższych.   Na   peryferiach   miast
latynoamerykańskich, bliskowschodnich i południowoafrykańskich wynajem mieszkań stał

się   znacznie   bardziej   powszechny   niż   zazwyczaj   się   uważa.   W   Bangkoku   dwie   trzecie
skłotersów w rzeczywistości dzierżawi ziemię, na której stawia swoje domy, najuboższym

z ubogich. Wkrótce stają się wyzyskiwaczami biedniejszych od nich 

Najemcy to najbardziej niewidoczna i bezsilna grupa mieszkańców slumsów gdy dochodzi

do   przebudowy   i   eksmisji   zazwyczaj   nie   przysługuje   im   prawo   do   rekompensaty   lub
przesiedlenia. 

Obrzeża dla pariasów

Im bardziej w analizach oddalamy się od centrum miast Trzeciego Świata, tym bardziej

gęstnieje   epistemologiczna   mgła.   Rządy   najmniej   wiedzą   o   swoich   podmiejskich
rubieżach, czeluściach w których zruralizowane miasto staje się zurbanizowaną wsią. W

mrokach   peryferii   skrywa   się   również   przemysł   emitujący   zanieczyszczenia   i   toksyny,
często nielegalny. Pirackich przedsiębiorstw i skorumpowanych polityków nie krępuje ani

prawo,   ani   kontrola   publiczna.   Miliony   pracowników   sezonowych   i   zdesperowanych
chłopów krążą po obrzeżach światowych stolic superwyzysku, nie mając pewnego oparcia

ani na wsi, ani w mieście, często spędzając życie rozpaczliwie oscylując między jednym a
drugim. 

Obrzeża miast w Trzecim Świecie to przede wszystkim ludzkie śmietnisko (garbage slums
– 
np. Karantina pod Bejrutem). 

Rozdział 3. Państwo zdradziło

Aby   zrozumieć   dlaczego   w   drugiej   połowie   XX   wieku   slumsy   i   całe   miasta   Trzeciego
Świata rozrastały się tak szybko, trzeba spróbować odpowiedzieć na pytanie dlaczego w

pierwszej połowie XX wieku ich wzrost był bardzo powolny. Prawie wszędzie schemat był

background image

podobny – powolny, a nawet opóźniony wzrost, a następnie w latach 50 i 60 gwałtowne

przyspieszenie   –   oraz   migracja   ludności   wiejskiej   na   peryferia   miast,   którego   aby
powstrzymać   tak   gwałtowny   napływ   „budowały”   swojego   rodzaju   gospodarcze   i

polityczne „mury miejskie”.

Ogromnej   części   ludności   rolniczej   zakazywano   wstępu   do   miasta   i   miejskiego

obywatelstwa.   Migracje   do   miast   w   Afryce   Wschodniej   i   Południowej   kontrolowano   za
pomocą przepustek wystawianych czarnym pracownikom przez białych przedsiębiorców.

Apartheid   wyniósł   ten   system   do   antyutopijnej   skrajności.   Powojenne   ustawodawstwo
południowoafrykańskie uznało migrację do miast za niezgodną z prawem i przewidywało

brutalne  wysiedlenia z historycznych  „miast  wewnętrznych”.  Zmuszono  miejscową siłę
roboczą do wyprowadzenia się do niebezpiecznych dzielnic nędzy na obrzeżach miast.

Pod   każdą   szerokością   geograficzną   krajową   siłę   roboczą   umieszczano   w   slumsach   i
dzielnicach nędzy tak by ograniczyć jej migracje do centrum, „miast wewnętrznych”. Do

lat   50.   Odmawiano   tym   „dzielnicom   tubylczym”   nawet   minimalnej   infrastruktury
sanitarnej, było to coś więcej niż skąpstwo a symbol pozbawienia mieszkańców „prawa do

miasta”. 

Przeszkody   instytucjonalne   stojące   na   drodze   szybkiego   wzrostu   miast   usunęła

paradoksalna  kombinacja  skutków  działań  wojennych   prowadzonych  w  celu stłumienia
powstań antykolonialnych i uzyskania niepodległości przez kraje Afryki i Azji. W Ameryce

Łacińskiej przeszkody te usunęło obalenie dyktatur i reżimów. Ubodzy, dochodzili swojego
„prawa do miasta”, nawet  jeśli miało ono oznaczać ruderę na peryferiach.  W większości

krajów przyrost ludności w miastach pobudzała polityka represyjna – chłopów zmuszano
do   dostaw   produktów   rolnych   po   cenach   niższych   niż   rynkowe   i   nakładano   na   nich

nieproporcjonalnie   wysokie   podatki.   W   Afryce   tzw.  Urban   bias  czyli   polityka
uprzywilejowania miast kosztem wsi, nie przyniosła masom miejskim żadnych korzyści.

Siły zbrojne i elity postkolonialne żerowały na wsi, a w miastach infrastruktura i usługi
publiczne popadały w ruinę. 

W   Ameryce   Łacińskiej,   ostra   rywalizacja   międzypartyjna   po   upadku   dyktatury,
doprowadziła   do   tego,   że   imigranci   ze   wsi   mogli   sprzedawać   głosy   za   grunty   i

infrastrukturę. 

W   mieście   Meksyk   okazało   się,   że   realizowana   przez   burmistrza   Uruchurtu   strategia

kontrolowanego   wzrostu   miasta,   która   miała   uderzyć   w   slumsy   jest   sprzeczna   z
zapotrzebowaniem   przemysłowców  i  inwestorów  zagranicznych   na   tania   siłę  roboczą   i

żądaniami   robotników   domagających   się   tanich   mieszkań.     Tolerancja   dla   pirackiej
urbanizacji   na   przedmieściach   była   ceną   za   rewitalizację   śródmieścia.   Gdy   na   całym

świecie znikły bariery utrudniające napływ ludności do miast i nieformalną urbanizację,
również  w  Chinach   złagodzono  kontrolę   nad  wzrostem  miast.   Jednak  legalna   migracja

utonęła   w   rzece   nielegalnych   imigrantów.   „Pływacy”   –   ubodzy   chłopi,   pozbawieni
oficjalnego   „miejskiego   obywatelstwa”   oraz   dostępu   do   świadczeń   socjalnych   lub

mieszkań stali się supertanim paliwem ludzkim, które napędza produkcję na eksport. W
1991   roku,   po   uchyleniu   ustaw   zakazujących   ludności   wiejskiej   wstępu   do   miast,   w

Kapsztadzie (Afryka) masy zdesperowanych ludzi przeszło góry i rozlało się po Cape Flats.
W ciągu dwóch lat piaszczyste wydmy zniknęły, przykryte morzem bud i lepianek. 

Idea   państwa   interwencjonistycznego,   które   angażuje   się   w   kwestie   budownictwa
społecznego   i   tworzenia   miejsc   pracy,   w   większości   krajów   Trzeciego   Świata   to   albo

mrzonka,   albo   kiepski   dowcip.   Rządy   dawno   już   poniechały   jakichkolwiek   poważnych
wysiłków aby poprawić sytuację marginesu miejskiego. Państwo przeważnie nie robi nic,

nie zapewnia szkół, wody, urządzeń sanitarnych, dróg ani szpitali. 

Podczas   przekształcania   gospodarki   przestrzennej   niektórych   miast   np.   Hongkongu

rzadko   brano   pod   uwagę   strategię   zdobywania   środków   do   życia   przez   osoby
przesiedlone. Części osób ubogich dom służy  również jako warsztat  pracy, inni zaś ze

względu na wykonywane zajęcie muszą mieszkać w pobliżu głównych placów lub fabryk.
Niedopasowane  peryferyjnego  budownictwa  wysokościowego  do  struktur  społecznych  i

gospodarki nieformalnej ubogich społeczności to żadna nowość. Mieszkania publiczne  w

background image

Dżakarcie są nieatrakcyjne, ponieważ nie ma w   nich miejsca na domowe warsztaty. W

Pekinie   z   kolei,   choć   budownictwo   wysokościowe   zapewniło   poprawę   warunków,
mieszkańcy   cierpią   z   powodu   utraty   swoich   społeczności   Również   w   Bangkoku   ludzie

ubodzy wolą slumsy od nowych wieżowców. Dla urbanistów slumsy to nowotwór w ciele
miasta,   natomiast   dla   niektórych,   to   miejsce   w   którym   ciągle   można   zdobyć   środki

utrzymania. 

Poaching   –    to   uniwersalne   zjawisko   przechwytywania   przez   klasę   średnią   mieszkań

publicznych   lub   dotowanych   przez   państwo.   Przeznaczone   dla   ubogich   mieszkania   i
działki,   zostały   przechwycone   przez   urzędników   państwowych   oraz   innych

uprzywilejowanych przez system, dostać mieszkanie dla siebie, zbudować domy i wille po
niskich kosztach. Inną sprawą jest fakt, że większość takich mieszkań i działek  nadal jest

zbyt droga dla ubogich. 

Mieszkania dla ubogich to sposób miejscowych władz na manipulację ubogimi, na których

w efekcie korzysta bogata elita. Nigeria niegdyś chwaliła się, że rosnące dochody z ropy
naftowej   przeznaczy   na   przekwaterowanie   miejskich   ubogich.   W   istocie   wybudowano

mniej   niż   jedną   piątą   planowanych   mieszkań,   a   większość   z   nich   wcale   nie   trafiła   do
ubogich.  Na Jamajce istnieje Narodowy Zarząd Mieszkalnictwa, który  posiada  ogromne

fundusze   i   posługuje   się   populistyczną   retoryką,   która   nigdy   nie   doczekała   się
urzeczywistnienia,   a   większość   funduszy   Zarządu   idzie   na   wynagrodzenie   jego

pracowników. 

Elity miejskie i klasy średnie w Trzecim Świecie posiadają liczne przywileje np. nie płacąc

podatków   lokalnych,   oraz   płacąc   mniejsze   podatki   od   nieruchomości.   W   efekcie   aby
miasta   mogły   zwiększyć   swój   dochód,   wprowadzono   podatki   od   korzystania   z

infrastruktury. Część winy za ten stan rzeczy ponosi Międzynarodowy Fundusz Walutowy
oraz Bank Światowy, popierając ten stan rzeczy i nie proponując rozwiązań mających na

celu opodatkowanie bogactwa, ostentacyjnej konsumpcji czy nieruchomości. 

Ostatecznie wielkie projekty transformacji miast przykrojono i oswojono w taki sposób,

aby zaspokajały bezpośrednio interesy klas posiadających. Plany urbanistyczne stały się
narzędziem   zaspokajania   interesów   warstw   posiadających   i   marginalizacji   warstw

ubogich.     Wojna   ze   slumsami   upodobniła   się   do   walki   o   kontrolę   nad   osadnictwem   i
domami bogatych, stała się ofensywą przeciwko ubogim. 

Rozdział 4. Złudzenie samopomocy. 

W latach 70 rządy państw Trzeciego Świata poniechały walki ze slumsami, przywództwo
w   zakresie   miejskiej   polityki   mieszkaniowej   przejął   Bank   Światowy   i   Międzynarodowy
Fundusz Walutowy. Bank Światowy umożliwił zaciąganie kredytów na rozwój miast, które
wzrosły w ciągu dziesięciu alt do kwoty 2 miliardów dolarów. Dzięki temu Bank uzyskał
wpływ   na   politykę   miejską   oraz   przejął   bezpośredni   patronat   nad   społecznościami
slumsowymi.   Jednym   z   działań   Banku   Światowego   był   nacisk   kładziony   na   „zbrojenie
terenu”, idee angielskiego architekta Johna Turnera, co miało wspierać racjonalizację i
poprawiać stan samopomocowego budownictwa mieszkaniowego. Turner był zachwycony
zdolnościami ubogich społeczności do samoorganizacji i tworzenia pomysłowej zabudowy
mieszkaniowej. Turner, razem z socjologiem Wiliamem Manginem stwierdził, że slumsy to
nie   problem   a   rozwiązanie   problemu.   Program   Turnera   obejmował   samopomocowe
budownictwo obejmujące drobne ulepszenia i legalizację żywiołowej urbanizacji. Chodziło
o to, aby gospodarstwom domowym o niskich dochodach udostępnić mieszkania ale ich
nie   dotować.   Jednak   w   ten   sposób,   eksponując   pomysłowość,   odwagę   i   zaradność
mieszkańców slumsów, przygotowywano grunt pod wycofanie się państwa i samorządów
z działań interwencyjnych i wspierających. Ponadto inni badacze twierdzą, że self-housing
czyli   budownictwo   mieszkaniowe   wznoszone   przez   samych   mieszkańców,  to  po   części
mit, ponieważ w dużej mierze to opłacani rzemieślnicy budują mieszkania. Ponadto nawet
najbardziej ambitne i głośne  projekty Banku Światowego często udaje się przechwycić
klasie średniej lub grupom nie zaliczającym się do potrzebujących – tak samo jak dzieje

background image

się   to   w   przypadku   publicznego   budownictwa   mieszkaniowego.     Tego   typu   projekty
okazały   się   do   tego   stopnia   żenujące,   że   Bank   Światowy   przestawił   się   na   program
zbrojenia terenów przeznaczonych dla przesiedleńców. Zarówno w Manili jak i Mumbaju
tego typu działania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. W Manilii slumsy były równie
zatłoczone   i   nędzne   jak   przedtem.   W   Mumbaju   program   sanitarny   przewidywał
zapewnienie jednej ubikacji na 20 mieszkańców, w rezultacie jedna ubikacja przypadała
na sto osób. Rezultaty projektów Banku Światowego w Afryce okazały się równie mizerne
jak w Azji, a często osiągnięty skutek był wręcz odwrotny od zamierzonego. 

Doświadczony   działacz   na   rzecz   praw   mieszkaniowych   w   Mumbaju   P.K   Das,   jeszcze
ostrzej krytykuje organizacje pozarządowe zajmujące się slumsami  – wprowadzają  one
ludzi   w   błąd,   korumpują   moralnie   i   pozbawiają   ideałów,   a   zamiast   uświadamiać
uciskanym ich prawa, propagują praktykę żebrania o łaskę. W ten sposób odwracana jest
uwaga od wielkich politycznych zagrywek imperialistów. 

Kolejną,   atakującą   organizacje   rządowe   jest   Gita   Verma,   urbanistka   uciekająca   od
„systemu”. Nazywa organizacje pozarządowe pośrednikami „nowej klasy”. Ci pośrednicy,
otrzymując wsparcie finansowe od zagranicznych filantropów, uzurpują sobie prawo do
wypowiadania się w imieniu prawdziwych biednych. Verma atakuje również paradygmat
Banku Światowego, który głosi poprawę jakości życia w slumsach, próbując powstrzymać
jednocześnie nakazy eksmisji oraz zatrzymywanie buldożerów. Taki sposób działania nie
rozwiązuje problemu slumsów, podtrzymuje tylko przekonanie, że takie są realia, których
nie   da   się   zmienić.   Zdaniem   Vermy   jest   to   akceptacja   niesprawiedliwości.   Głośnym,
sponsorowanym przez Wielką Brytanię projektem był  Indore  , w jego ramach rzekomo
zaopatrzono gospodarstwa domowe w wodę i kanalizację. Jednak brakowało wody pitnej,
a   ty   bardziej   wody   do   spłukiwania,   ścieki   wypływały   na   ulicę,   szerzyła   się     malaria   i
cholera, a mieszkańcy umierali na skutek zanieczyszczenia wody. Kolejnym projektem,
którego większość osiągnięć pozostałą na papierze jest   Aranya. Lansowane przez Bank
Światowy i inne organizacje pozarządowe podejście do poprawy jakości życia w slumsach,
wprawdzie przynosi niewielkie korzyści ale tylko lokalnie, pozostawiając ogromne rzesze
ubogich, który nie mają z projektów żadnych korzyści. 

Hernanda de Soto, peruwiański biznesmen to globalny guru neoliberalnego populizmu.
Twierdzi   podobnie   jak   John   Turner,   że   miasta   Trzeciego   Świata   nie   tyle   potrzebują
inwestycji i miejsc pracy, co cierpią na sztuczny niedobór praw własności. Jego zdaniem,
ubodzy   są   w   rzeczywistości   bogaci,   lecz   nie   mają   do   swego   bogactwa   dostępu
(nieruchomości   w   sektorze   nieformalnym)   i   nie   mogą   zamieniać   go   w   kapitał   płynny
ponieważ nie posiadają formalnych aktów czy tytułów własności. Rozwiązaniem byłoby
nadanie aktów własności, a uzyskany w ten sposób kapitał mógłby pozwolić na tworzenie
nowych miejsc pracy. 

Jednak inny badacz Geoffrey Payne pisze, że takie działanie prowadzi do uwłaszczenia
lokatorów   niezdolnych   do   płacenia   czynszów   i   przyspiesza   proces   rozwarstwienia
społecznego, stwarzając tym samym ogromny margines społeczny – underclass. 

Zyski z ubóstwa

Podczas   gdy   organizacje   pozarządowe   i   kredytodawcy   kombinują   jak   poprawić   jakość
życia w slumsach, potężne siły rynkowe spychają większość ubogich na coraz odleglejszy
margines   społeczny   Negatywne   skutki   w   postaci   wzrostu   cen   ziemi   i   spekulacji
nieruchomościami   całkowicie   niwelują   pozytywne   osiągnięcia   filantropii
międzynarodowych   i   interwencji   państwa.   Mimo   wciąż   aktualnego   mitu   bohaterskiego
skłotersa, miejscy ubodzy to coraz częściej wasale właścicieli gruntów i deweloperów. Jest
to tzw. Slumlordism. 

background image

Ogromne zyski można czerpać nie dzięki inwestycjom w nowe mieszkania dla bogatych,
lecz dzięki podnoszeniu czynszów w dzielnicach ubogich. Ubóstwo miejskie jest źródłem
olbrzymich   i   paradoksalnych   zysków.   Od   kilku   pokoleń   elity   obszarnicze   w   Trzecim
Świecie   są   właścicielami   slumsów.   W   Indiach   ok   trzy   czwarte   przestrzeni   miejskiej   to
własność 6% rodzin. Zaledwie 91 osób kontroluje większość niezasiedlonych gruntów w
Mumbaju. Ironia losu polega na tym, że miejskie latyfundia powstały w wyniku  kryzysu i
upadku gospodarki wytwórczej . W świecie arabskim dochody z ropy naftowej i zarobków
z pracy za granicą nie przeznacza się na rozwój produkcji przemysłowej, lecz zakup ziemi
będącej „bankiem” kapitałowym. Prowadzi to do spekulacji ziemią. Ceny gruntów rosną o
ok. 40-60% szybciej niż ceny innych towarów i usług i są całkowicie nieproporcjonalne do
poziomu   dochodów   (np.   w   Kairze).     Właścicielowi   slumsów,   którego   lepianka   o
powierzchni mniejszej niż 10 m. kw kosztuje 160 dolarów, inwestycja zwraca się w ciągu
kilku miesięcy. Podobne praktyki stosuje się w całym Egipcie, Pakistanie, Chinach i Mali.
Osoby   zagarniające   grunty   i   powiązane   z   urzędem   podatkowym,   wyłudzają   od
mieszkańców nielegalne opłaty.

  Skłoting   potrafi   stać   się   niewidzialną   strategią   służącą   elitom   do   manipulowania
wartością ziemi. 

Tolerowane najazdy – zaobserwowane w Manili zjawisko, zamienianie przez skłotersów
jałowych   zboczy,   ugorów   i   bagien   w   tereny   mieszkalne,   powodowało   wzrost   wartości
gruntów, a następnie właściciele eksmitowali mieszkańców lub windowali im czynsze. 

Wszędzie wielcy deweloperzy, politycy i członkowie junt wojskowych, czerpią korzyści ze
sprzedaży gruntów położonych na peryferiach. Znikło Turnerowskie pogranicze. W całym
Trzecim   Świecie   bezpłatne   grunty   dla   ubogich   sklotersów   należą   do   przeszłości.   W
miejsce   „slumsów   nadziei”   powstały   miejskie   latyfundia   i   „kapitalizm   kolesiów”.     Siły
rynkowe,   które   Bank   Światowy   ogłosił   sposobem   na   rozwiązanie   kryzysu   Trzeciego
Świata, stanowią jego motor napędowy.