background image

 

}

 

 

 

Wykład 6 

 

N

ADADZĄ 

M

U IMIĘ 

E

MMANUEL

 

 

 

Z  narodzeniem  Jezusa  Chrystusa  było  tak.  Po  zaślubinach  Matki  Jego  Maryi,  z  Józefem, 
wpierw nim  zamieszkali  razem,  znalazła  się  brzemienną za  sprawą  Ducha Świętego.  Mąż  Jej, 
Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał 
oddalić Ją potajemnie
” (Mt 1,18-19). 

 

 

Ks. Michał Bednarz 

„Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel” (Mt 1,18-24) 

Ś

w.  Mateusz  opisuje  wydarzenie,  które  rozegrało  się  przed  narodzeniem  Jezusa.  Nie  podaje 

bliższych informacji o Józefie i Maryi, którzy odgrywają główną rolę. Akcja biegnie tak, jakby 
te osoby były czytelnikowi dobrze znane. 

Pewne szczegóły zasługują na szczególną uwagę, ponieważ celowo zostały wprowadzone przez 
Ewangelistę. Józef jest nazwany mężem Maryi (w. 19), a Maryja jego małżonką (ww. 20.24). 
Równocześnie Maryja jest przedstawiona jako narzeczona (w. 18a). Autor podkreśla to jeszcze 
mocniej, gdy podaje, że Maryja i Józef nie mieszkali razem (w. 18b). Nie jest to niekonsekwen-
cja,  ale  mamy  tutaj do  czynienia  z  czymś,  co  jest  zgodne  ze  zwyczajami  izraelskimi.  Według 
przepisów  judaistycznych  zaręczyny,  dokonane  w  obecności  dwóch  świadków,  sprawiały,  że 
mężczyzna i kobieta stawali się małżeństwem zgodnie z prawem, tak dalece, że narzeczonego 
nazywano mężem. 

Autor nawiązuje do sytuacji przed wprowadzeniem narzeczonej do domu męża. Maryja nie we-
szła  jeszcze  oficjalnie  do  domu  Józefa.  Ewangelista  wyjaśnia,  że  błogosławiony  Jej  stan  był 
wynikiem aktu stwórczej interwencji Boga. 

W tym momencie zaczyna się dramat, a jego rozwiązanie zależeć będzie od postawy Józefa. W 
zależności od niej plan Boży, którego dróg nie można przewidzieć, powiedzie się lub załamie. 
Ewangelista pisze: „Józef zamierzał oddalić Ją potajemnie” (w. 19). Następnie stwierdza: „Gdy 
powziął tę myśl” (w. 20). Sugeruje w ten sposób, że decyzja dojrzała w duszy Józefa i posta-
nowił ją zrealizować. Inaczej mówiąc, nie chciał dać swego imienia dziecku, które nie było je-
go,  a  równocześnie  pragnął  uniknąć  zniesławienia  Maryi  i  dlatego  zamierza  Ją  oddalić  pota-
jemnie, ponieważ był człowiekiem sprawiedliwym. To stwierdzenie sprawia kłopot. 

Najważniejsze są słowa: „Znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego”. Wynika z nich, 
ż

e Józef nie tylko dowiedział się o tym, że Maryja jest brzemienna, ale poznał także prawdę o 

Jej boskim macierzyństwie (Orygenes, św. Bazyli, św. Bernard), przynajmniej w sposób niewy-

background image

 

}

 

 

 

raźny (św. Efrem). Poinformowała Go o tym albo św. Anna albo sama Maryja. Dlaczego w ta-
kim  razie  postanowił  oddalić  Maryję?  Najpełniejszą  odpowiedź  dają  autorzy  dwóch  starych  i 
dobrze znanych homilii. W jednej z nich, pochodzącej z IV wieku, a przypisywanej św. Bazy-
lemu, czytamy: „Józef odkrył zarówno to, że Maryja jest brzemienna, jak i powód Jej stanu, to 
znaczy, że poczęła z Ducha Świętego. Dlatego bał się być mężem takiej kobiety i zamierzał Ją 
potajemnie oddalić, ponieważ nie odważył się ujawnić tego, co się w Niej stało” (PG 31,1463). 
Autor  drugiej  homilii,  przypisywanej  Orygenesowi,  a  mającej  wielkie  poważanie  w  Kościele 
Zachodnim  i  czytanej  przez  stulecia  w  liturgii  Bożego  Narodzenia,  delikatnie  opisuje  uczucia 
Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny: „Józef był sprawiedliwy, a Maryja nieskalana. Chciał Ją 
oddalić dlatego, że dostrzegł w niej jakąś wspaniałą tajemnicę i wydawało Mu się, że nie jest 
godzien zbliżyć się do Niej. Uniżając zatem samego siebie wobec tak niepojętej sprawy, chciał 
się oddalić, podobnie jak św. Piotr pokornie do Pana powiedział: «Odejdź ode mnie, Panie, bo 
jestem  człowiek  grzeszny»  (Łk  5,8).  Albo  jak  ów  setnik,  który  posłał  do  Pana  i  powiedział: 
«Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod mój dach» (Mt 8,8), dlatego nie uważałem, że je-
stem godzien sam przyjść do Ciebie. Albo jak św. Elżbieta, która do samej Najświętszej Panny 
powiedziała: «A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?» (Łk 1,43). Podob-
nie słusznie uniżył się św. Józef i wystrzegał się z obawą wielką połączenia z taką świętością” 
(PL 95,1164). 

Zdanie:  „Józef  [...]  był  człowiekiem  sprawiedliwym”  pozostaje  kluczem  do  całego  dramatu. 
Sprawiedliwość biblijna zasadza się bowiem nie tylko na zachowaniu Prawa, ale na dostrzeże-
niu realizującego się planu Bożego w wydarzeniach. Józef jako człowiek sprawiedliwy był zde-
cydowany pełnić wolę Boga. Jego decyzja była następstwem poznania nadnaturalnej przyczyny 
macierzyństwa  Maryi.  Uważał,  że  jest  niegodny  mieszkać  z  Matką  Boga  i  czuł  się  zmuszony 
oddalić Ją. Wiedział, że nie może „przywłaszczać” sobie kobiety, na której Bóg położył dłoń i 
dlatego jest nietykalna. Postanowił nie włączać się w tajemnicę, która wykracza poza możliwo-
ś

ci zrozumienia z Jego strony. Wiedział, co się wydarzyło, ale nie wiedział, jakie jest Jego za-

danie wobec Maryi i dziecka. Nie pytał ludzi o radę, aby uniknąć rozpowszechniania wiadomo-
ś

ci. Nie znajdując rozwiązania, pragnął się pokornie wycofać sięz całej sprawy i oczekiwać w 

milczeniu na Boże decyzje. Był zakłopotany i w takiej sytuacji zainterweniował anioł, usuwa-
jąc wątpliwości. 

Anioł we śnie objawił Patriarsze misję, jaką ma spełnić: wprowadzi Jezusa do rodu Dawida, a 
więc do rodziny mesjańskiej. Dlatego zrozumiałe jest wezwanie anioła: „Synu Dawida”. Zada-
niem Maryi będzie zrodzić dziecko, a obowiązkiem Józefa nadać Mu imię i tym samym przyjąć 
Go  za  swego  syna.  Interwencja  anioła  usunęła  wątpliwości  i  skrupuły.  Anioł  nie  powiadomił 
więc  Józefa  o  dziewiczym  poczęciu,  ale  o  misji,  czyli  przekonał  Go,  że  powinien  przyjąć 
dziecko jako Swoje, nadając Mu imię (w. 21). 

Autor jest przekonany, że opowiada o nadzwyczajnym wydarzeniu i dlatego popiera twierdze-
nie wypowiedzią z Księgi Izajasza. Św. Mateusz cytuje jeden werset, ale niewątpliwie chodzi 
mu o to, aby zaznaczyć wypełnienie się całego proroctwa (1,22). A więc i w tym wypadku pra-
gnie podkreślić, że Jezus pochodzi od Dawida. Celem cytatu z Księgi Izajasza jest więc wska-
zać na zasadnicze twierdzenie całej perykopy: pochodzenie Jezusa z rodu Dawida mimo dzie-
wiczego poczęcia. 

background image

 

}

 

 

 

Ewangelista  kładzie  nacisk  na  słowo  Emmanuel.  Nie  jest  to  przypadkowe.  W  rzeczywistości 
nowo narodzony będzie nosił imię Jezus (1,21.25). Św. Mateusz, wspominając proroctwo Iza-
jasza, nie twierdzi, że dziecko tak zostanie nazwane, ale że takie będzie znaczenie Jego osoby i 
Jego dzieła. W Nim Bóg będzie obecny pośród swego ludu, aby go zbawić. To pierwsze okre-
ś

lenie teologiczne Chrystusa (Bóg z nami) posiada szczególne i zasadnicze znaczenie w Ewan-

gelii św. Mateusza. 

 

Ks. Mirosław Łanoszka 

Emmanuel, który stanie się znakiem, że Bóg jest z ludźmi (Iz 7,14) 

Ewangelista  Mateusz  podaje,  że  Józef,  mąż  Maryi,  za  pośrednictwem  snu  poznał  Boży  plan, 
dotyczący  narodzenia  Jezusa  Chrystusa.  Anioł  Pański,  w  skierowanych  do  Józefa  słowach,  w 
sposób delikatny i dyskretny, przekazuje mu wiedzę o dziewiczym poczęciu Syna Maryi, które 
dokonało się dzięki stwórczemu działaniu Ducha Świętego (Mt 1,20). Boży posłaniec włącza, 
mającego się narodzić Syna Dziewicy z Nazaretu, w królewską linię rodu Dawida. Józef, który 
zostaje  nazwany  przez  anioła  „synem  Dawida”  (Mt  1,20),  otrzymuje  polecenie,  aby  nadał 
Dziecku,  które  się  narodzi,  imię  Jezus  (Mt  1,21).  Hebrajska  forma  tego  imienia  Jeszua,  która 
jest  skrótem  od  Jehoszua,  oznacza  „Jahwe  jest  Zbawieniem”,  o  czym  informuje  nas  dalsza 
część anielskiej zapowiedzi: „On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21). O ile 
ten fragment jest dla nas zrozumiały, to jednak, zastanawiamy się nad sensem drugiego imienia, 
które pojawia się w komentarzu ewangelisty do tej zapowiedzi. Mianowicie, po przedstawieniu 
wizji,  jaką  od  Boga  otrzymał  we  śnie  Józef,  Mateusz  pisze:  „A  wszystko  to  się  stało,  aby  się 
spełniło słowo Pana przekazane przez proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu 
nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: «Bóg z nami»” (Mt 1,23). Przytoczone słowa, zapowiada-
jące narodzenie dziecka, któremu zostanie nadane imię Emmanuel, pochodzą z Księgi Proroka 
Izajasza (Iz 7,14) i należą do grupy najbardziej znanych i dyskutowanych tekstów Starego Te-
stamentu. Mateusz, pisząc o zwiastowaniu narodzin Jezusa, umieścił te słowa w swojej Ewan-
gelii,  widząc  ich  wypełnienie  w  poczęciu  i  narodzeniu  Bożego  Syna  z  Dziewicy  Maryi.  Dla 
właściwego zrozumienia Izajaszowej zapowiedzi o poczęciu i narodzeniu Emmanuela, na którą 
powołuje się ewangelista Mateusz (Mt 1,22-23), musimy cofnąć się w czasie aż do ósmego stu-
lecia  przed  narodzeniem  Chrystusa,  kiedy  to  miała  miejsce  tak  zwana  wojna  syro-efraimska 
(734  r.  przed  Chr.).  Wówczas  to,  prorok  Izajasz  skierował  do  niewiernego  króla  Achaza  (ok. 
735-715 przed Chr.), słowa, zapowiadające narodzenie Emmanuela (Iz 7,10-17). Pamiętamy z 
ksiąg  historycznych  Starego  Testamentu,  że  stolicą  Królestwa  Południowego  (Juda),  gdzie 
sprawował władzę wspomniany król Achaz, była Jerozolima. To święte dla Judejczyków mia-
sto, w 734 r. przed Chr., było oblegane przez koalicję wrogich armii: aramejskiego króla Resina 
z Damaszku (inna nazwa Aramu to Syria) oraz izraelskiego króla Pekacha (siostrzane dla Judei 
Królestwo  Północne,  nazywane  było  Izraelem,  Efraimem,  a  jego  stolicą  była  Samaria).  Oby-
dwaj wspomniani władcy, Resin (Aram) i Pekach (Efraim), postanowili zorganizować rewoltę 
przeciwko ówczesnemu supermocarstwu, jakim była Asyria, by w ten sposób uniezależnić się 
od  tej  bliskowschodniej  potęgi.  Kiedy,  sprawujący  w  Jerozolimie  władzę,  judzki  król  Achaz 
odmówił udziału w tej koalicji, stolica Królestwa Południowego (Jerozolima) została otoczona 
przez wspomniane wrogie armie. Król Achaz, chcąc się ocalić, postanowił zwrócić się o pomoc 
do asyryjskiego władcy Tiglat-Pilesera. Wówczas to, przebywający w Jerozolimie prorok Iza-

background image

 

}

 

 

 

jasz, sprzeciwił się tej krótkowzrocznej polityce króla Achaza, wiedząc, że wezwana na pomoc 
Asyria,  owszem,  zniszczy  wrogów  Judy,  ale  jednocześnie  zredukuje  Królestwo  Południowe 
(Juda) do roli wasala. W tych okolicznościach Izajasz przynagla Achaza, aby zawierzył Jahwe 
Jerozolimę  i  Judę,  gdyż  Bóg  przyniesie  ocalenie  swojemu  dziedzictwu  i  królewskiej  dynastii, 
zgodnie  z  przekazaną  Dawidowi  obietnicą  (2  Sm  7,12-16).  W  tej  sytuacji,  król  judzki nie  ma 
powodu,  aby  obawiać  się  nadciągających  wrogów.  Bóg  za  pośrednictwem  Izajasza  proponuje 
Achazowi,  aby  poprosił  o  znak,  który  pomoże  mu  zaufać  słowu  Bożemu.  Jednak,  król  Achaz 
nie chce prosić o Boży znak, mówiąc: „Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę” (Iz 
7,12).  Pozornie  może  nam  się  wydawać,  że  władca  słusznie  postępuje,  gdyż  nie  powinno  się 
wystawiać Boga na próbę. Jednak, w tym wydarzeniu mamy do czynienia z zupełnie inną sytu-
acją. Po pierwsze, to sam Bóg chce umocnić chwiejnego w wierze króla swoim znakiem, a po 
drugie, Achaz powziął własną polityczną decyzję, której nie zamierza zmieniać, nawet jeśli ten 
znak będzie mu dany. W tym momencie król szuka tylko wymówki, żeby zrealizować własną 
strategię, nie uwzględniając Bożej woli. Achaz, co prawda wierzy w Boga Jahwe, zresztą po-
dobnie, jak i poganie wierzą w istnienie swoich bóstw, ale nie potrafi zawierzyć Jedynemu Bo-
gu, a tego żąda od niego prorok. To właśnie wtedy Izajasz, ganiąc u króla brak właściwej po-
stawy wiary (zawierzenia Bogu), zapowiada, że mimo wszystko znak zostanie dany: „Dlatego 
Pan sam da wam znak: Oto panna (hebr. alma) pocznie i porodzi syna i nada mu imię Emma-
nuel” (Iz 7,14). Nasuwa się pytanie o to, kim jest owa tajemnicza „panna” oraz jej dziecko, któ-
re będzie nazwane „Emmanuelem”? Prorok Izajasz określił tę matkę, która wyda na świat tego 
niezwykłego  syna  słowem  alma.  Hebrajski  termin  alma  zasadniczo  oznacza  młodą  kobietę, 
dziewczynę niezamężną. W tym miejscu trzeba podkreślić, że już w III stuleciu przed Chr. ży-
dowscy tłumacze Biblii hebrajskiej na język grecki (Septuaginta), oddali wyrażenie alma przy 
pomocy greckiego słowa parthenos, które oznacza „dziewicę”, a w zapowiedzianym Emmanu-
elu  widzieli  osobę  Mesjasza,  wyrażając  w  ten  sposób  swoje  przekonanie  o  jego  dziewiczym 
narodzeniu. Ewangelista Mateusz posłużył się niemal dokładnie greckim tekstem Septuaginty. 
Jedyna różnica polega na użyciu liczby mnogiej, kiedy pisze „nadadzą imię” (Mt 1,23), mając 
na myśli Maryję i Jej  męża Józefa, zamiast liczby pojedynczej „nada  mu imię” (Septuaginta), 
odnoszącej się do Dziewiczej Matki Emmanuela. Tradycja chrześcijańska od samego początku 
w słowach Izajasza (Iz 7,14) odczytywała proroctwo o przyjściu na świat prawdziwego Mesja-
sza Jezusa Chrystusa, narodzonego z Maryi Dziewicy. W oryginalnym tekście wyroczni Izaja-
sza, hebrajski termin alma, przy pomocy którego została nazwana Matka Mesjasza, został po-
przedzony rodzajnikiem określonym (hebr. ha). Św. Jan Chryzostom, jeden z ojców i doktorów 
Kościoła, powie, że Izajasz, posługując się właściwymi dla swojego języka rodzajnikami, pra-
gnie podkreślić, że mówi o tej jedynej Dziewicy, która różni się od wszystkich innych. Współ-
cześnie wielu biblistów uważa, że proroctwo to miało swoje podwójne wypełnienie. Jedno nie-
doskonałe w historii. To częściowe spełnienie się „znaku Izajasza” miało się dokonać poprzez 
postać  „młodej  kobiety”,  żony  króla  Achaza,  która  była  matką  Ezechiasza,  pobożnego  i  spra-
wiedliwego władcy,  w odróżnieniu od jego bezbożnego ojca Achaza. To podczas dzieciństwa 
Ezechiasza nastąpiło poniżenie dwóch wrogich koalicjantów z czasów wojny syro-efraimskiej 
(Syrii i Efraima). Jednak ta historyczna interpretacja, choć uznawana tylko za częściową i nie-
doskonałą, nie pozwala odczytać pełnego sensu i znaczenia tej, jakże ważnej mesjańskiej wy-
roczni. Jeśli uwzględnimy uroczysty ton zapowiedzi Izajasza oraz głębię znaczeniową imienia 
„Emmanuel”,  które  wyraża  życzenie  „Oby  Bóg  był  z  nami!”,  to  musimy  szukać  innego,  dru-
giego,  doskonałego  i  pełnego,  wypełnienia  słów  proroka.  Izajasz  w  swoim  tekście  przekazuje 

background image

 

}

 

 

 

nam zapowiedź inicjatywy, jaką podejmuje Bóg poprzez idealnego Potomka króla Dawida, na-
rodzonego z młodej kobiety (hebr. alma), w której Nowy Testament, idąc za greckim przekła-
dem Septuaginty, widzi Dziewicę z Nazaretu – Maryję (Mt 1,23). Niezwykłe imię „Emmanu-
el”,  wyrażając  obecność  Boga  pośród  ludzi,  którym  przynosi  On  zbawienie,  w  sposób  jedno-
znaczny wskazuje na osobę Syna Bożego, Jezusa z Nazaretu, w którym realizuje się zapowiedź 
„Bóg z nami”. To w prologu do Ewangelii Jana czytamy: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało 
między  nami”  (J  1,14),  a  w  ostatnim  wersecie  Ewangelii  Mateusza,  Jezus  zapewnia  swoich 
uczniów:  „A  oto  Ja  jestem  z  wami  przez  wszystkie  dni,  aż  do  skończenia  świata”  (Mt  1,20). 
Podsumowując, możemy powiedzieć, że Prorok Izajasz, w swojej wyroczni (Iz 7,14), zapowie-
dział tę jedyną Dziewicę – Maryję, która pod swoim sercem nosiła Emmanuela, rodząc całemu 
ś

wiatu jego Zbawiciela – Jezusa – „Boga z nami”. 

 

Ks. Piotr Łabuda 

Bóg zesłał Syna swojego… (Ga 4,1-7) 

Opis narodzenia Jezusa w relacji św. Mateusza rozpoczyna się od słów „z narodzeniem Jezusa 
Chrystusa było tak” (Mt 1,18). Całkiem podobnie można by rozpocząć lekturę fragmentu Listu 
ś

w. Pawła Apostoła do wspólnoty w Galacji. Apostoł pisze: 

„Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzone-
go pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane 
synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, 
który woła: Abba, Ojcze!” (Ga 4,4-6). 

Wszystko to stało się, gdy przestaliśmy być nieletnimi. Będąc bowiem nieletnimi, jak stwierdza 
Apostoł, pozostawaliśmy pod niewolą żywiołów tego świata. 

Co to znaczyło, a czasach Pawła

1

 być nieletnim – czy też, co znaczyło stać się dojrzałym – do-

rosłym. W świecie starożytnym o wiele wyraźniej zaznaczało się osiągnięcie progu dojrzałości 
niż jest to u nas dzisiaj. 

W świecie żydowskim w pierwszy szabat po osiągnięciu przez chłopca trzynastu lat, Żyd brał 
go do synagogi, gdzie przyjmowano go jako „syna Zakonu”. Ojciec wypowiadał nad nim mo-
dlitwę: „Błogosławiony bądź, Boże, który zdejmujesz ze mnie odpowiedzialność za tego chłop-
ca”.  Natomiast  chłopiec  wypowiadał  modlitwę,  w  której  mówił:  „O  mój  Boże  i  Boże  moich 
Ojców! W tym świętym i uroczystym dniu, który oznacza moje przejście od wieku chłopięcego 
do męskiego, pokornie podnoszę moje oczy do Ciebie i szczerze i prawdziwie oznajmiam, że 
odtąd będę przestrzegał Twoich przykazań i przyjmuję odpowiedzialność za moje postępowa-
nie wobec Ciebie”. W ten sposób, w ciągu jednego dnia stawał się mężczyzną

2

Nieco  inaczej  wyglądało  to  w  kulturze  hellenistycznej.  W  świecie  bowiem  greckim  chłopiec 
był pod nadzorem od siedmiu do osiemnastu lat. Wówczas stawał się efebem – przez dwa lata 
był  oddany  do  dyspozycji  państwa.  Ateńczycy  dzielili  się  na  dziesięć  rodów.  Zanim  chłopiec 

                                              

1

 Warto pamiętać, że Paweł był potomkiem żydowskiego rodu Beniamina (Rz 11,1; Flp 3,5), urodzonym w Tarsie w Cy-

licji (zob. Dz 21,39; 22,3) oraz od urodzenia Rzymianinem (Dz 22,27-28).  

2

 Zob. W. Barclay, List do Galacjan, Poznań 2002, s. 24. 

background image

 

}

 

 

 

stał się efebem, uroczyście przyjmowano go do rodu, uroczyście obcinano jego długie włosy i 
ofiarowywano bogom.  

W rzymskim prawie nie było dokładnie określonej granicy wieku. Najczęściej ustalano ją mię-
dzy  czternastym  a  siedemnastym  rokiem  życia.  Na  świętej  uroczystości  rodzinnej  chłopiec 
zdejmował szatę zwaną toga praetexta, z wąską czerwoną tasiemką u dołu, i ubierał toga virilis 
czyli  zwyczajną  togę  noszoną  przez  mężczyzn.  Następnie  w  otoczeniu  przyjaciół  i  krewnych 
udawał się na Forum, gdzie oficjalnie wprowadzano go w życie publiczne. Była to uroczystość 
czysto religijna. Według rzymskiego zwyczaju w dniu osiągnięcia przez chłopca lub dziewczy-
nę wieku dojrzałego, oddawali oni swoje zabawki bogu Apollo i w ten sposób dowodzili, że na 
zawsze zerwali z dziecinnymi sprawami. 

Będąc dzieckiem w oczach prawa, chłopiec nie mógł podejmować żadnych kroków prawnych, 
chociaż był właścicielem wielkich majątków. Nie miał władzy nad swoim życiem – wszystko 
było urządzone za niego i dla niego. W praktyce nie miał więcej wolności niż niewolnik. Do-
piero stając się mężczyzną wkraczał w swoje prawa dziedziczne. 

Wydaje się, iż właśnie do tych obrazów nawiązuje Apostoł mówiąc o nieletniości ludzi, którzy 
byli  ograniczeni  i  oddani  w  żywioły,  niewole  świata.  Z  tego  wszystkiego  wykupił  człowieka 
właśnie Chrystus. Stało się to wszystko, gdy – jak określi to Paweł – nastała „pełnia czasu”. Co 
oznacza takie określenie? 

Wydaje  się,  iż  na  Pawłowe  stwierdzenie  „wypełnieniem  czasu”  złożyło  się  kilka  czynników. 
Być  może  pewien  wpływ  miał  fakt,  iż  narodzenie  się  Chrystusa  ma  miejsce  w  czasie,  kiedy 
Rzym podbił niemal cały wówczas znany i zamieszkały świat, gdy zbudowano już drogi, uła-
twiając  podróżowanie,  gdy  na  straży  porządku  stały  rzymskie  legiony.  Zapewne  narodzenie 
Chrystusa  przypada  na  czas,  gdy  język  i  kultura  grecka  stały  się  czynnikami  cementującymi 
społeczeństwo, a równocześnie stare mitologiczne postacie bogów Grecji i Rzymu traciły coraz 
bardziej swój wpływ na lud, tak że serca i umysły wszystkich ludzi na całym świecie były spra-
gnione Prawdziwej religii – Prawdziwego Boga. Co więcej, był to czas, w którym zakon Moj-
ż

eszowy już dokonał swego dzieła. Przygotował ludzi na przyjście Zbawiciela. Uznający prze-

pisy Starego Przymierza znajdowali się niejako pod niewolą Prawa. Prawo starotestamentalne 
pouczając i instruując niejako sprawiało, iż ludzi mu posłuszni byli jakby w więzieniu Prawa. 
Stąd też i prawdziwe pragnienie wolności. Można powiedzieć – świat dojrzał, stał się gotowy, 
by mógł nadejść Mesjasz Pan. 

Gdy nastała zatem pełnia czasu, Bóg zesłał Syna Swego… 

To zesłanie Syna ma na celu nie tylko wyzwolenie człowieka spod niewoli Prawa – spod brze-
mienia  jego  obowiązywalności.  Bóg  pragnął  jednak  o  wiele  więcej  –  postanowił  uczynić  nas 
swoimi  własnymi  synami.  W  kulturze  grecko-rzymskiej  istniało  prawo  (chociaż  nie  używali 
tego  prawa  Żydzi),  dzięki  któremu  bezdzietny  człowiek  mógł  przyjąć  do  swojej  rodziny  nie-
wolnika, aby ten potem mógł dostąpić wielkiego szczęścia: przestawał być niewolnikiem, a stał 
się synem i dziedzicem. Tak właśnie uczynił względem każdego człowieka Bóg

3

                                              

3

 Zob. J. Scott, Poselstwo Listu do Galacjan, Warszawa 1978, s. 147. 

background image

 

}

 

 

 

Syna  Bożego  rodzi  niewiasta  pod  Prawem,  aby  wykupić  tych,  co  podlegali  Prawu.  Syn  Boży 
będąc prawdziwym Bogiem, jest również prawdziwym człowiekiem. Paweł podkreśla, że Syn 
Boży  –  Boży  Posłaniec,  który  przyszedł  aby  dokonać  odkupienia  ludzi,  miał  do  wypełnienia 
tego zadania doskonałe kwalifikacje. Był On prawdziwym Synem Bożym. Równocześnie jed-
nak urodziła Go jak każdego innego człowieka prawdziwa matka – niewiasta. Stąd też mówi-
my, że Jezus był Bogiem-Człowiekiem. Ów Bóg-Człowiek w doskonały sposób wypełnił spra-
wiedliwość zakonu. Bóstwo Chrystusa, ludzkość Chrystusa i sprawiedliwość Chrystusa w spo-
sób wyjątkowy i jedyny kwalifikowały Go do tego, by stał się wykupicielem człowieka. Gdyby 
nie był człowiekiem, nie mógł człowieka wykupić. Gdyby nie był sprawiedliwym, nie mógłby 
był wykupić niesprawiedliwych ludzi. A gdyby nie był Synem Bożym, nie mógłby był wykupić 
ludzi dla Boga ani uczynić ich synami Bożymi. 

Skoro zaś zostaliśmy wykupieni, skoro staliśmy się usynowieni, dlatego Bóg posłał nam swego 
Ducha. W Liście do Galatów Paweł podkreśla, „ ponieważ jesteście synami, przeto Bóg zesłał 
Ducha Syna swego do serc waszych, wołającego ,,Abba! Ojcze!” (Ga 4,6). Tak w wierszu 4 jak 
i 6 Paweł pisze o zesłaniu. W obu przypadkach używa tego samego czasownika ,,exapesteilen”. 
A zatem można mówić o podwójnym zesłaniu – o podwójnym posłaniu od Boga Ojca. Mamy 
tu też, na co warto zwrócić uwagę, wskazanie – myśl o Trójcy Świętej. Po pierwsze, Bóg posłał 
Syna  swego  na  ten  świat;  po  drugie  posłał  Ducha  swego  do  naszych  serc.  A  z  chwilą,  kiedy 
Duch  ten  wstępuje  do  naszych  serc,  natychmiast  zaczyna  wołać  ,,Abba!  Ojcze!”  Albo,  jak  to 
czytamy w Liście do Rzymian „otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym możemy 
wołać Abba, Ojcze” (Rz 8,15). Co więcej, jak doda Paweł we wspomnianym piśmie do gminy 
Rzymskiej  „sam  Duch  wspiera  swym  świadectwem  naszego  ducha,  że  jesteśmy  dziećmi  Bo-
ż

ymi” (Rz 8,16). 

A  zatem  będąc  napełnieni  Duchem  Bożym,  możemy  do  Boga  mówić  Abba  –  Ojcze.  Słowo 
,,Abba”  jest  zdrobnieniem  aramejskiego  słowa  ,,Ojcze”.  Niektórzy  tłumacząc  zwrot  „Abba”, 
napiszą  –  Ojcze  Drogi,  tatusiu.  Takiego  określenia  używał  sam  Pan  Jezus,  gdy  bezpośrednio 
zwracał się do Boga Ojca. 

W ten sposób okazuje się, że celem Bożym było posłanie Syna i Ducha. Syna swego posłał po 
to, abyśmy mogli sami stać się synami. A potem posłał Ducha swego, abyśmy mogli doświad-
czyć  tego  synostwa.  Dzieje  się  to  dzięki  naszemu  pełnemu  uczucia  i  zaufania  serdecznemu  i 
ufnemu kontaktowi z Bogiem w modlitwie, kiedy zwracamy się do Niego już nie słowami nie-
wolników, ale słowami synów. Mieszkający w nas Duch Święty świadczy o naszym synostwie 
i pobudza nas do modlitwy. Jest to bezcenny dar i przywilej wszystkich dzieci Bożych. To dla-
tego właśnie, że ,,jesteśmy synami” (w. 6), Bóg posłał nam do serc Ducha Syna swego. Nie po-
trzeba nic więcej. Zostaliśmy obdarowani w nadmiarze. 

Przedstawiwszy tą niezwykłą tajemnicę Apostoł podsumowuje: „A zatem nie jesteś już niewol-
nikiem,  lecz  synem.  Jeżeli  zaś  synem,  to  i  dziedzicem  z  woli  Bożej”  (Ga  4,7).  W  ten  sposób 
zmienia się nasz status. Dzieje się to przez Boga. To, czy jesteśmy jako chrześcijanie synami i 
dziedzicami Boga, nie dokonuje się poprzez nasze zasługi ani też przez nasze własne wysiłki, 
ale „przez Boga”, dzięki Jego inicjatywie i łasce. To On sam posłał swego Syna, aby Ten za nas 
umarł, a po drugie, posłał Ducha swego, aby w nas zamieszkał. 

background image

 

}

 

 

 

Ż

ycie chrześcijanina jest życiem córki i syna; nie jest to życie niewolników. Nie jest zniewole-

niem przez Prawo, jakby nasze zbawienie było uzależnione całkowicie od jak drobiazgowego i 
niewolniczego  posłuszeństwa  literze  prawa.  Nasze  zbawienie  spoczywa  bowiem  na  najdosko-
nalszym  i  dokonanym  dziele  Chrystusa,  na  tym,  że  On  poniósł  nasze  grzechy,  że  On  poniósł 
ś

mierć,  że  ta  śmierć  przekreśliła  nasze  przekleństwo  i  że  to  życie,  i  to  zbawienie  przyjęliśmy 

wiarą. Życie nasze nierozerwalnie łączy się z wolnością, ku której wyswobodził nas Chrystus. 
Należymy do Boga, do Chrystusa i do siebie nawzajem i z największą radością służymy tym, 
do których należymy, ale tego rodzaju służba jest wolnością. 

 

Pytanie: Co oznacza zwrot „Abba”?