background image

Exxon-Rosnieft-Arktyka

Kulisy i konsekwencje umowy

Autorzy:

Andrew Haggard, Malwina Haggard, Michał Jarocki, 

Julia Maciejewska, Dominik Smyrgała (red.)

background image

Spis treści:

Wstęp................................................................................................................................3

Arktyka w globalnych stosunkach międzynarodowych........................................4

Rosnieft-Exxon................................................................................................................9

Exxon-Rosnieft..............................................................................................................13

Wnioski..........................................................................................................................16

Nota o Autorach............................................................................................................20

background image

Wstęp

Dwa tygodnie temu podpisano jedno z najważniejszych porozumień na rynku 

energii   w   ostatnich   latach.   Na   jego   mocy,   amerykański   ExxonMobil   i   rosyjski 

Rosnieft   mają   podjąć   współpracę   w   zakresie   eksploatacji   złóż   węglowodorów 
w Arktyce,   na   Morzu   Czarnym,   w   Kanadzie   i   USA.   Niespełna   tydzień   później 

analogiczne   porozumienie   Rosnieft   podpisał   w   włoską   ENI.   Wydaje   się,   że 
porozumienia   te,   w   szczególności   pierwsze,   tworzą   nową   jakość   w   stosunkach 

energetycznych w Europie. Mają także bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo 
energetyczne RP.

Poniższy raport, przygotowany przez analityków Instytutu Jagiellońskiego, 

wieloaspektowo naświetla problem polityki energetycznej mocarstw. W pierwszej 

części  dyskutowany  jest globalny  kontekst współpracy  energetycznej  w obszarze 
Arktyki, w drugiej pokazano znaczenie zagadnienie dla strony rosyjskiej, w trzeciej – 

dla amerykańskiej. W podsumowaniu przedstawiono wnioski, w tym potencjalne 
konsekwencje umowy dla Polski.

Dominik Smyrgała

background image

Arktyka w globalnych stosunkach międzynarodowych

Sytuacja geopolityczna wokół Arktyki nie jest łatwa do opisania. Tematem 

przewodnim jest – naturalnie – rywalizacja poszczególnych państw regionu o prawo 
do   eksploatacji   bogatych   złóż   surowców   energetycznych,   zlokalizowanych   pod 

dnem   Oceanu   Arktycznego.   To   jest   cel   podstawowy,   wokół   którego   wszystkie 
zaangażowane strony starają się koncentrować swoje siły i środki. Niedociągnięciem 

byłoby jednak stwierdzenie, że w arktycznej grze mocarstw nie ma miejsca na inne 
zjawiska.

Temat   sporów   terytorialnych   na   dalekiej   północy   jest   o   wiele   bardziej 

skomplikowany. Zarówno  jeżeli  chodzi o motyw, jak i graczy. Energetyka, o ile 

dominująca, nie jest jedynym powodem, dla którego w ostatnich latach Arktyka, 
z nieco zapomnianego  zimnego  zakątka kuli ziemskiej, przeistoczyła się w jeden 

z najważniejszych   obszarów   stosunków   międzynarodowych   i   to   o   znaczeniu 
globalnym. Tematami  z pozoru  tylko postronnymi, są również takie kwestie  jak 

środowisko   naturalne,   handel   międzynarodowy   czy   turystyka.   Dopiero   zebrane 
razem dają uważnemu obserwatorowi możliwość pełnej oceny tego, co dzieje się 

Biegunie Północnym. 

Z drugiej strony mamy też – wspomnianą już – kwestię graczy. Tę możemy 

rozpatrywać wielopoziomowo. Z jednej strony są główni aktorzy rywalizacji, a więc 
państwa, tzw. Arktycznej Piątki (A5), tj. Dania, Kanada, Norwegia, Rosja oraz Stany 

Zjednoczone. Wszystkie te podmioty, ze względu na swą bezpośrednią styczność 
geograficzną   z   omawianym   regionem,   a   także   największą   siłę   angażowania   się 

w spory, nadają prym wydarzeniom na dalekiej północy, a także w największym 
stopniu je kształtują. 

background image

Błędem   byłoby   jednak   ograniczanie   „aktorów”   tylko   do   A5.   W   końcu   do 

grona państw regionu  zaliczają  się także trzy  pozostałe: Finlandia, Islandia oraz 
Szwecja.   Podmioty tez również – chociaż w zdecydowanie mniejszym stopniu – 

angażują   się   w   życie   polityczne   Arktyki,   biorąc   udział   w   wielonarodowych 
spotkaniach   ciał   politycznych   (np.   Rady   Arktycznej)   lub   też   w   postaci   działań 

bilateralnych, na mocy dwustronnych porozumień. 

To   też   jeszcze   nie   koniec.   Arktyka   bowiem   to   nie   tylko   problem   państw 

regionu. Ze względu na rosnące znaczenie energetyczne i finansowe tej części świata, 
naturalne jest, że zainteresowanie nią wyraża coraz więcej graczy nie mających dotąd 

żadnych   interesów   na   dalekiej   północy.   Mowa   tu   przede   wszystkim   o   krajach 
azjatyckich,   takich   jak   Chiny,   Japonia   czy   Korea   Południowa,   a   także   o   Unii 

Europejskiej. 

Każde z nich działa na podstawie własnych indywidualnych pobudek. Dla 

Azjatów wolna od lodu Arktyka to akwen, którego wodami płynąć mogą tysiące ton 
różnego rodzaju towarów, handlowanych pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem. Do 

tego   dochodzi   jeszcze   kwestia   wspomnianych   złóż   ropy   naftowej   oraz   gazu 
ziemnego.   Rosnące   zapotrzebowanie   energetyczne   wielu   państw   azjatyckich   (a 

zwłaszcza   Chin),   zmusza   je   do   poszukiwania   nowych   źródeł   tych   cennych 
surowców.   Dziewicza   pod   względem   eksploatacji,   lecz   niezwykle   ponętna   jeżeli 

chodzi   o   zasoby   daleka   północ,   to   wręcz   tzw.   must   have   dla   wielu   azjatyckich 
polityków, nie tylko tych urzędujących w Pekinie.

Unia   Europejska   postrzega   Arktykę   nieco   odmiennie.   Naturalnie,   kwestia 

energetyczna jest dla Brukseli bardzo istotna. Dywersyfikacja źródeł surowców to od 

niedawna wręcz priorytet unijnych polityków (a przynajmniej na papierze). W tym 
przypadku   jednak   UE   koncentruje   swe   nadzieje   na   obszarze   Morza   Barentsa 

i systematycznie odkrywanych na jego obszarze bogatych złóż (wraz z pierwszymi 

background image

udanymi   doświadczeniami   eksploatacyjnymi).   Zwłaszcza   w   norweskiej   części 

akwenu.

Innym obszarem, na którym Unia koncentruje swoje działania, jest kwestia 

środowiskowa.   Przyszłość   Arktyki   to,   m.in.   nieunikniony   wzrost   aktywności 
czynnika ludzkiego w regionie. Zarówno w postaci ekip eksploatujących ropę i gaz, 

lecz także jako załogi flot handlowych transportujących towary pomiędzy Europą 
a Azją   oraz   turystów   skuszenych możliwością   zwiedzenia   jednego   z   najmniej 

eksplorowanych   zakątków   kuli   ziemskiej.   Do   tego   doliczyć   trzeba   wzrost   liczby 
mieszkańców   terenów   północnych   w   państwach   takich   jak   Kanada,   Stany 

Zjednoczone czy Rosja, wynikający np. z rozbudowy portów morskich oraz miast 
wzdłuż północnych wybrzeży. Bruksela jest zaniepokojona możliwością pogorszenia 

warunków ekologicznych   na  dalekiej  północy   i  stara  się  silnie  lobbować  w celu 
podejmowania odpowiednich środków zaradczych, nad którymi trzeba pochylić się 

już teraz, nie czekając, aż omawiane zagrożenia rzeczywiście będą miały miejsce.

Jeżeli zaś chodzi o państwa odgrywające pierwszoplanowe role w Arktyce, a 

więc   wspomnianą   już   Arktyczną   Piątkę,   ich   motywacje   i   cele   podejmowanych 
działań również odróżniają się od siebie. Koncentrując swą uwagę na trzech z pięciu 

graczy (Danii, Kanady oraz Norwegii), można doszukać się wielu indywidualnych 
motywów, stojących za podejmowanymi przez ich rządy decyzjami. Nie oznacza to 

naturalnie, iż zaangażowanie Kopenhagi, Ottawy  i  Oslo na Dalekiej  Północy  nie 
posiada również i wspólnego mianownika. 

Aspiracje wszystkich trzech graczy koncentrują się wokół kilku zasadniczych 

kwestii. Najważniejszą są surowce energetyczne. Każde z państw rości sobie prawa 

do kontrolowania poszczególnych złóż zlokalizowanych z pobliżu ich wybrzeży. 
W przypadku Danii są to tereny wokół Wyspy Hansa. Ten maleńki, liczący zaledwie 

kilka kilometrów kwadratowych fragment lądu znajduje  się w równej odległości 

background image

pomiędzy   kontrolowaną   przez   Kopenhagę   Grenlandią,   a   kanadyjską   Wyspą 

Ellsmera, dokładnie po środku Cieśniny Naresa. 

Obydwa państwa deklarują, iż posiadają prawo do wyspy. Nie chodzi jednak 

o to by nią zarządzać, a o to by móc swobodnie eksploatować złoża ropy i gazu 
znajdujące się pod dnem morskim w jej pobliżu. Spór ciągnie się już od wielu lat 

i można podejrzewać, że obydwie strony zaczną niebawem  przejawiać wolę jego 
rozwiązania. Doprowadzić to może do ostatecznej decyzji o podziale wyspy, a także 

wspólnej eksploatacji znajdujących się wokół niej skarbów. 

Kanadyjczycy nie ograniczają się jednak w swoich roszczeniach do Wyspy 

Hansa. Od lat prowadzą też dyskusję ze Stanami Zjednoczonymi o delimitacji stref 
wpływów na Morzu Beauforta. A raczej nie tyle o samym podziale, co wykorzystanej 

w tym celu metodzie. Obydwie strony wysuwają propozycję odmiennych zasad, 
w oparciu o które sam proces miałby przebiegać. Zarówno Ottawa, jak i Waszyngton 

starają się przy tym wygrać jak największą część morza dla siebie. Taka polityka 
prowadzi do impasu, z którym mamy do czynienia obecnie. Niewykluczone jednak, 

że również w tym przypadku może dojść do kompromisu albo przynajmniej pewnej 
formy współpracy. 

Kanada  dosyć  wyraźnie  podnosi  też   kwestię   kontrolowania  wód  Przejścia 

Północno-Zachodniego.   Ciągnący   się   wzdłuż   całego   północnego   wybrzeża   tego 

państwa szlak wodny, ma w przyszłości prowadzić statki handlowe kierujące się 
w stronę   Cieśniny   Beringa,   a  następnie   aż  do   wód   Pacyfiku.   Ottawa   rości   sobie 

prawo do możliwości monitorowania ruchu morskiego odbywającego się wzdłuż 
omawianej   trasy,   tak   aby   móc   skutecznie   interweniować   na   wypadek 

nieprzewidzianych   zdarzeń   oraz   decydować   o   tym,   jakie   statki   (i   okręty)   mogą 
wpływać na jej wody. 

Przeciwnego zdania jest szereg państw ze Stanami Zjednoczonymi na czele. 

Deklarują one, iż wody Przejścia powinny zostać umiędzynarodowione. Powołują 

background image

się   przy   tym   na   argument   mówiący   o   szczególnym   znaczeniu   szlaku   dla   całej 

ludzkości. Ponadto zwracają uwagę na złą – ich zdaniem – interpretację przepisów 
prawa międzynarodowego, w tym zapisów Konwencji ONZ o Prawie Morza, jakiej 

mieliby dopuścić się Kanadyjczycy. 

Wyjątkiem   spośród   omawianej   Piątki,   pozostaje   Norwegia.   Jako   jedyna 

stanowi dowód na możliwość skutecznej i pokojowej realizacji własnych aspiracji 
terytorialnych. Przykładem jest w tym przypadku pozytywne rozwiązanie z Rosją 

kwestii wytyczenia wyłącznych stref ekonomicznych na Morzu Barentsa, co pozwala 
Oslo na spokojne i niczym nie zakłócone wydobycie surowców z przynależnych mu 

złóż. Na chwilę obecną Norwegowie nie przejawiają żadnych dodatkowych roszczeń 
terytorialnych względem regionu. 

Poza walką o złoża, omawiane państwa koncentrują się także na ochronie 

obszaru   arktycznego   przed   tym,   co   go   czeka   w   przyszłości.   Wzrost   obecności 

człowieka w regionie to  zagrożenie  dla jego  ekosystemu. W tym celu  wszystkie 
strony   arktycznych   sporów   starają   się   współdziałać   tak,   aby   odpowiednio 

przygotować się na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe, które mogą się wydarzyć. 
Mowa   tu   przede   wszystkim   o   negatywnych   skutkach   różnego   rodzaju   katastrof 

związanych ze środkami transportu (np. awaria samolotu pasażerskiego lub kolizja 
statków   transportowych   na   morzu).   Dlatego   też   tak   istotne   jest   przygotowanie, 

zarówno   pod   względem   umiejętności,   jak   i   wykorzystywanego   sprzętu,   ekip 
ratowniczych   i   stworzenie   wspólnego   regionalnego   systemu   ratownictwa 

i reagowania   kryzysowego,   działającego   poprzez   współpracę   i   dzielenie   się 
doświadczeniami oraz nabytymi umiejętnościami. 

Michał Jarocki

background image

Rosnieft-Exxon

Po kilku latach intensywnej dyplomatycznej rywalizacji o zasoby arktyczne 

główni gracze w regionie, czyli Stany Zjednoczone oraz Federacja Rosyjska uznali, że 
bardziej opłacalne będzie połączenie sił.

18 kwietnia 2012 r. amerykańska spółka paliwowa ExxonMobil oraz rosyjski 

koncern   Rosnieft   przedstawiły   opinii   publicznej   zawartą   przez   siebie   umowę 

o współpracy   w   regionie   Morza   Arktycznego   oraz   Morza   Czarnego.   Umowa   ta 
przewiduje zainwestowanie nawet 500 mld USD w ciągu najbliższych kilkunastu lat 

w   celu   eksploatacji   bogatych   złóż   ropy   głównie   w   rosyjskim   regionie   Morza 
Arktycznego.   ExxonMobil   uzyskał   prawo   do   eksploatacji   trzech   nienaruszonych 

jeszcze złóż w Morzu Karskim. Szacowana wielkość tych złóż to równowartość 85 
mld baryłek ropy (z kolei w rosyjskiej części Morza Czarnego znajdują się złoża o 

równowartości 9 mld baryłek ropy). Ostateczna decyzja na temat wielkości środków 
inwestycji w rosyjskie projekty naftowe ma zostać podjęta w 2016 lub 2017 roku. 

Pierwsze   odwierty   mają   się   zacząć   już   w   latach   2014-2015,   a   wydobycie   ropy 
planowane jest na rok 2027. 

Strony umowy zdecydowały o utworzeniu w tym celu dwóch spółek typu 

joint venture. Rosnieft otrzyma w nich 66,7 proc. udziałów, natomiast ExxonMobil – 

33,3 proc. Kluczowym elementem w umowie była dla strony amerykańskiej kwestia 
podatków od eksploatacji złóż. Zniesienie cła eksportowego, obcięcie podatku na 

wydobycie minerałów oraz ustabilizowanie tych zmian na 15 lat od rozpoczęcia 
produkcji  ropy na skalę przemysłową w Rosji było warunkiem  sine qua non  dla 

Amerykanów.   Opłaty   podatkowe   za   eksploatację   złóż   pod   Morzem   Karskim 

wyniosą 5-proc, natomiast pod Morzem Czarnym – 10-proc. 

background image

Jakie korzyści odniesie strona rosyjska poza wpływami z podatków? Przede 

wszystkim   Rosnieft,   koncern   kontrolowany   przez   rosyjskie   państwo   (75-proc. 
udziałów   Rosnieftu   przypada   rosyjskiemu   skarbowi   państwa),   otrzyma   30-proc. 

udziałów   w   prowadzonych   przez   ExxonMobil   projektach   eksploatacji   złóż 
w Teksasie,   kanadyjskiej   prowincji   Alberta   oraz   podmorskich   złożach   Zatoki 

Meksykańskiej.   Ponadto,   bardzo   istotnym   punktem   umowy   dla   Rosnieftu   jest 
przetransferowanie know-how ze Stanów Zjednoczonych na zachodni region Syberii, 

gdzie rosyjski koncern posiada złoża ropy szacowane na 1,7 miliardów ton. 

Oprócz   korzyści   ekonomicznych,   strona   rosyjska   poprzez   umowę 

z Amerykanami będzie także usiłowała osiągnąć korzyści polityczne. Nowa umowa 

Rosnieftu jest próbą zatuszowania dawnych win. Warto przypomnieć skąd Rosnieft 
posiada taki  kapitał  oraz taki  potencjał  ekonomiczny. W 2003 roku amerykański 

ExxonMobil planował przejąć pakiet kontrolny koncernu Jukos, w tamtym czasie 
jednego   z   największych   koncernów   naftowych   w   Rosji.   Do   przejęcia   jednak   nie 

doszło z dyspozycji Kremla. Władze rosyjskie oskarżyły szefów Jukosu o oszustwa 
podatkowe, zamrażając jednocześnie aktywa koncernu. Michaił Chodorkowski oraz 

Płaton   Lebiediew   zostali   zmuszeni   do   sprzedaży   udziałów   także   w   innych 
posiadanych   przez   siebie   firmach.   W   2006   roku   ogłoszono   upadłość   Jukosu, 

a najbardziej   wartościowe   aktywa   przejął   właśnie   Rosnieft.   Tymczasem   szefowie 
Jukosu zostali aresztowani i do 2016 roku odsiadują wyrok w więzieniu za rzekome 

przywłaszczenie 218 mln ton ropy naftowej oraz pranie pieniędzy. 

Z powodu braku odpowiedniej technologii Rosnieft również już wcześniej 

poszukiwał partnera w celu wspólnego eksploatowania złóż. W styczniu zeszłego 
roku Rosnieft ogłosił globalny sojusz strategiczny z inną zagraniczną spółką – British 

Petroleum. Sojusz ten zakładał wspólne eksploatowanie złóż ropy i gazu na szelfie 
arktycznym   Morza   Karskiego.   Obie   strony   podpisały   umowę   przewidującą 

powstanie spółki o mieszanym kapitale założycielskim (Rosnieft miał przejąć 5-proc. 

background image

udziałów BP, w zamian za 9,5-proc. udziałów Rosnieftu dla BP). Umowa pomiędzy 

koncernami  została jednak  zablokowana przez rosyjską spółkę typu  joint venture 

TNK-BP.   Właścicielem   50-proc.   udziałów   jest   grupa   BP,   a   pozostałe   50-proc. 
przypada  konsorcjum  AAR  (Alfa-Access-Renova),  w  skład  której   wchodzi  grupa 

rosyjskich   miliarderów.   W   marcu   2011   r.   na   wniosek   AAR   Sąd   Arbitrażowy 
w Sztokholmie orzekł, iż umowa transakcyjna pomiędzy BP i Rosnieft jest niezgodna 

ze statutem TNK-BP. Tak więc aby doszła ona do skutku, BP musiałoby otrzymać 
zgodę   rosyjskiego   konsorcjum   na   zawarcie   transkacji   z   Rosnieft.   Rosyjscy 

akcjonariusze TNK-BP chcieli częściowo wymienić swoje udziały na udziały w BP 
i Rosnieft, co na tym etapie było nie do przyjęcia przez te spółki. Pomimo zapewnień 

brytyjskiej grupy BP oraz rosyjskiego koncernu o chęci kontynuowania negocjacji, 
umowa w planowanym kształcie nigdy nie doszła o skutku. 

Poprzez umowę z Amerykanami władze rosyjskie postanowiły zmienić nieco 

swoją   dotychczasową   ekspansywną   retorykę   w   regionie   arktycznym.   Wcześniej, 

w 2001 roku władze rosyjskie, które ratyfikowały konwencję ONZ o prawie morza 
w 1997   r.,   złożyły   wniosek   o   uznanie   jej   roszczeń   do   regionu   arktycznego. 

Symbolicznym aktem walki o Arktykę było także wbicie masztu z rosyjską flagą 
w dno morza na biegunie północnym w sierpniu 2007 roku. Dwa miesiące później 

Ministerstwo ds. Zasobów Naturalnych Rosji ogłosiło, iż badania próbek gleby, którą 
pobrano w sierpniu, wykazują ponad wszelką wątpliwość, że Arktyka jest rosyjska. 

Z   kolei   w   2008   roku   Rosja   zwiększyła   swoją   obecność   militarną   w   regionie 
arktycznym.

Umowa z ExxonMobil to dla rosyjskiego koncernu sposób między innymi na 

przedstawienie   opinii   publicznej   zmiany   wizerunku   strony   rosyjskiej   w   regionie 

arktycznym  na bardziej  koncyliacyjny. Władze rosyjskie prezentują  się dzięki  tej 
umowie   jako   wiarygodni   i   stabilni   partnerzy,   skoro   nawet   ‘odwieczny 

zimnowojenny wróg’ zdecydował się na wspólny biznes. Umowa z Amerykanami to 

background image

także   korzyści   finansowe,   ale   przede   wszystkim   sposób   na   poznanie   zachodniej 

technologii, której tak brakuje Rosnieftowi. Ponadto dla Kremla to także dowód na 
to,   że   sprawy   z   przeszłości   (Jukos)   są   zamknięte   i   nie   mają   już   znaczenia   dla 

zachodnich partnerów, a zarzuty o nielegalny sposób przejęcia aktywów Jukosu się 
zdezaktualizowały.   Umowa   z   ExxonMobil   po   raz   kolejny   pokazuje,   że   gdzie 

zaczynają się duże pieniądze, kończy się moralność.

Julia Maciejewska

background image

Exxon-Rosnieft

Amerykańska opinia publiczna w większości raczej zignorowała wiadomość 

o umowie.   Uważa   się,   iż   nie   będzie   mieć   ona   negatywnego   wpływu   na 

bezpieczeństwo   narodowe   USA,   dlatego   też   została   pozytywnie   zinterpretowana 
przez   administrację   Baracka   Obamy.   Według   publicystów,   Rosjanie   będą   mieć 

mniejszościowy udział w amerykańskich projektach, a gaz i ropa pochodząca z tych 
projektów raczej nie opuści terenu USA i zostanie sprzedana na lokalnym rynku. 

Więcej szumu wywołały wstępne rozmowy pomiędzy amerykańską firmą Unocoal 
i chińską   państwową   spółką   CNOOC   w   2005.   Wtedy   zostało   to   odebrane   jako 

ingerencja w amerykańską produkcję, gdyż chińska spółka dążyła do posiadania 
większości w amerykańskim koncernie.

Pojawiają   się   także   zupełnie   odmienne   opinie.   Ted   Danson   z   organizacji 

Oceana stwierdził, iż umowy te nie zmienią w ogóle cen ropy i gazu w USA, gdyż 

ten   będzie   sprzedawany   na   międzynarodowym   rynku,   zgodnie   z   cenami 
regulowanymi przez międzynarodowy popyt i podaż. Wskazują także na ryzyko 

katastrof   ekologicznych   i   wycieku   ropy,   ze   względu   na   utrudniony   proces 
wydobycia. Te techniki oczyszczania, które mogły zostać użyte przez BP np. w czasie 

katastrofy   w   Zatoce   Meksykańskiej,   nie   będą   miały   zastosowania   w   rejonie 
arktycznym. Pojawiają się także argumenty dotyczące globalnego ocieplenia i efektu, 

jakie wydobycie może mieć na ten proces. 

Jedno z postanowień umowy mówi, iż ExxonMobil w zamian za kształcenie 

rosyjskich   inżynierów   na   temat   technik   wydobycia   ropy   z   trudno   dostępnych 
rejonów, będzie mieć dostęp do rosyjskich złóż w rejonie Morza Karskiego. Pokazuje 

to, iż Amerykanie raczej nie łączą tych porozumień z oficjalnym stanowiskiem bądź 
polityką swojego rządu. Jednakże, co powinno być zauważone, to już sam fakt, iż 

background image

umowa została podpisana w prywatnej rezydencji Putina pod Moskwą. To może 

świadczyć o nieco odmiennym postrzeganiu porozumień przez Kreml. Warto jeszcze 
raz przypomnieć, iż Rosnieft jest firmą państwową, powstałą z przejęcia Jukosu, 

którego prezes Michaił Chodorkowski odsiaduje wieloletni wyrok w kolonii karnej 
na Syberii. W 2004 roku największe złoże Jukosu zostało sprzedane poniżej swojej 

wartości   rynkowej.   Oficjalnie   od   2006   roku   przedsiębiorstwo   jest   bankrutem. 
W rezultacie zostało w całości przejęte przez państwowy Rosnieft. ExxonMobil już 

wcześniej dążył do uzyskania dostępu do akcji Jukosu i jego złóż.

Umowa, która została podpisana w kwietniu, jest przedłużeniem porozumień, 

które oba przedsiębiorstwa podpisały w sierpniu 2011 roku. Różnica polega na tym, 
iż dwa tygodnie temu doszło do ustalenia detali dotyczących wzajemnej 'wymiany'. 

W   2011   roku   szacowano,   że   wartość   umów   wyniesie   500   miliardów   dolarów. 
Obecnie   ustalono,   iż   inwestycje   na   Morzu   Karskim   wyniosą   do   300   milionów 

dolarów,   na   Morzu   Czarnym   zaś   około   50   milionów   dolarów.   Co   ciekawe, 
ExxonMobil   już   zobowiązał   się   zainwestować   3,2   miliarda   dolarów   w   pierwsze 

projekty.   Powód   podpisania   porozumień   jest   prosty.   Rosja   nie   dysponuje 
specjalistycznym   sprzętem,   który   umożliwiłby   odwierty   w   rejonach   Morza 

Arktycznego. Rosyjscy inżynierowie nie dysponują także wiedzą i doświadczeniem, 
aby nowe technologie wprowadzać.

Ciekawym   zagadnieniem   są   wielkości   udziałów   współkach   joint   venture, 

które   umowy   tworzą.   W   złożach   arktycznych   ExxonMobil   ma   mieć   tylko   33% 

udziałów,   udostęniając   Rosnieftowi   złoża   w   Kanadzie,   Teksasie   i   Zatoce 
Meksykańskiej.   Z   pozoru   wydaje   się,   iż   w   krótkim   okresie,   umowa   ta   nie   jest 

sprzyjająca Amerykanom. Jednakże sytuacja może się zmienić w przeciągu kilku lat, 
gdyż   złoża   posiadane   przez   Rosjan   w   rejonie   Arktyki   szacowane   są   na   jedne 

z największych na świecie. Amerykański koncern o tyle uważa ten układ za dobrą 
inwestycję, że po złych doświadczeniach  z inwestycjami  BP  w FR, gdyby  upadł 

background image

projekt   ExxonMobil-Rosnieft,   Rosji   bardzo   trudno   byłoby   znaleźć   nowych, 

zagranicznych partnerów  do współpracy. 

Umowa   pomiędzy   USA   i   Rosją   może   być   traktowana   jako   umowa 

międzypaństwowa, która spycha nieco na dalszy plan inne państwa chcące mieć 
swój udział w rejonie Arktyki, głównie Chiny i Kanadę. W kwestii złóż kanadyjskich, 

jest to dosyć kontrowersyjna sytuacja. Pomiędzy Kanadą i Rosją już od wielu lat trwa 
'konflikt' o dostęp do rejonu Arktyki w pobliżu tzw. Grzbietu Łomonosowa, gdzie 

jak   się   szacuje,   znajdują   się   ogromne   złoża   ropy   naftowej.   Rosja   pozwala   coraz 
większej ilości firm zagranicznych na udziały w swoich pracach wydobywczych, 

prowadzi rozmowy z Japonią, Indiami. Dialog nie ma miejsca z Chinami. ChRL 
może się czuć pominięta w tych rozgrywkach, a to może wpłynąć negatywnie na 

relacje amerykańsko-chińskie.

W 2011 roku zagraniczni analitycy wskazywali, iż umowy te odzwierciedlają 

politykę Waszyngtonu wobec Kremla. Uważa się, iż administracja Obamy dąży do 
zmiany   dotychczasowej   linii   w   kierunku   bardziej   'przyjaznych'   stosunków, 

przynajmniej w ramach energetyki. Sytuacja ta uległa nieco zmianie, przynajmniej 
oficjalnie w świetle ostatnich wydarzeń dotyczących rezolucji ONZ wobec reżimu 

Asada   w   Syrii.   Jednakże   do   finałowego   podpisania   umów   doszło,   mimo   braku 
zgody na arenie międzynarodowej. To może potwierdzać opinię amerykańską, iż nie 

traktują oni energetycznych porozumień jako przedłużenia linii politycznej, a jedynie 
jako 'good business deal'. 

Już   na   mocy   umów   z   2011   roku,   rozpoczęły   się   prace   w   rejonie   Morza 

Czarnego. Program sejsmiczny jest już zakończony, a pierwsze odwierty mają mieć 

miejsce  w  2014 roku.  Podobnie  wyglądają  plany  dotyczące   eksploracji   w rejonie 
Morza Karskiego. W 2012 roku ma zakończyć się faza wstępna, a pierwsze prace 

mają odbyć się na przełomie 2014-2015 roku.  Warto zaznaczyć, iż szacunki mówią 
o złożach w ilości 35,8 miliardów baryłek ropy i 10,3 biliona metrów gazu. Co więcej, 

background image

przedsiębiorstwa zobowiązały się także do współpracy w ramach wydobycia i badań 

złóż w Zachodniej Syberii. 

Nie   wydaje   się,   aby   porozumienia   te   miały   wzbogacić   jednych   kosztem 

drugim. Zarówno USA, jak i Rosja są doświadczonymi graczami, i wiedzą na co 
mogą   sobie   pozwolić.   Dlatego   też,   rozsądnym   będzie   wstrzymać   się   przed 

jakimikolwiek   spekulacjami   nad   potencjalną   zmianą   relacji   pomiędzy   USA 
i Federacją   Rosyjską.   Jedno   jest   pewne,   zeszłotygodniowe   umowy   mogą   być 

początkiem   innych   tego   typu   porozumień   pomiędzy   światowymi   graczami   na 
rynkach   energetycznych.   Pozostaje   tylko   czekać,   kto   zrobi   kolejny   krok   w   celu 

zawarcia międzypaństwowych deklaracji w rejonie Arktyki. 

Andrew Haggard, Malwina Haggard

background image

Wnioski

Stosunki międzynarodowe w Arktyce rządzą się specyficzną logiką. Z jednej 

strony   mamy   porozumienie   między   czołowymi   koncernami   naftowymi   dwóch 
rywalizujących ze sobą państw, a z drugiej – największe od lat manewry wojskowe 

NATO w regionie (Cold Response 2012) zaledwie miesiąc wcześniej. Na to nakładają 
się   konflikty   między   Arktyczną   Piątką   i   pełne   regularnych   spięć   relacje   państw 

Zachodu   z   Federacją   Rosyjską,   czy   też   kolejne   przypadki   „trudnych”   inwestycji 
w Rosji. Wydawać by się zatem mogło, że umowa Exxonu i Rosnieftu nie ma w tej 

układance szczególnego znaczenia, bo wszystko to już było.   Jest jednak inaczej. 
W kilku aspektach porozumienie należy uznać za przełomowe.

Po   pierwsze,   okazuje   się,   że   cały   szereg   negatywnych   doświadczeń 

z przeszłości   w   zakresie   wywiązywania   się   Federacji   Rosyjskiej   ze   swoich 

zobowiązań,   nie   stanowi   dla   państw   zachodnich   przeszkody   w   podpisywaniu 
nowych   porozumień.   Przykłady   BP   (złoża   na   Syberii),   czy   też   Shella   i   firm 

japońskich   (Sachalin)   mogłyby   przecież   skutecznie   odstraszyć   potencjalnych 
inwestorów w rosyjskie złoża. Ogrom zasobów energetycznych Federacji Rosyjskiej 

powoduje jednak, że jest ona traktowana zupełnie inaczej, niż byłyby inne państwa 
w   takiej   sytuacji.   Należy   jednak   zauważyć,   że   przypadek   Exxonu   jest   o   tyle 

szczególny,   że   w   formie   szczególnego   zastawu   ma   udziały   Rosnieftu 
w pozarosyjskich   złożach   (na   których   rosyjskim   spółkom   szczególnie   zależy, 

a  których zdobywanie idzie im z reguły niełatwo). 

Z tego jednak wynika drugi wniosek. Dopuszczając rosyjskiego giganta do 

udziału w złożach off-shore w Zatoce Meksykańskiej i w Kanadzie, Exxon stwarza 
pewien   precedens   –   możliwe   jest,   jak   widać,   przekazywanie   spółkom   rosyjskim 

zasobów „zamorskich” amerykańskich firm, jeżeli wymaga tego ich interes. To już 

background image

może mieć bardzo duże znaczenie dla Polski, na której terytorium amerykańskie 

spółki   poszukują   niekonwencjonalnych   złóż   węglowodorów.   W   złożonej   sytuacji 
geopolitycznej świata sam fakt eksploatacji złóż przez Exxon czy Chevron nie jest 

zatem jeszcze gwarancją uniezależnienia się od wpływów energetycznych Federacji 
Rosyjskiej.   Stąd   przesłanka   dla   rządu   RP,   aby   jak   najściślej   uregulować   zasady 

przydzielania koncesji i jak najlepiej zabezpieczyć udział Skarbu Państwa w zyskach 
z   eksploatacji   gazu   i   ropy   łupkowej.   Produkcja   węglowodorów,   co   widać   na 

powyższych   przykładach   (ale   także   na   wielu   innych),   nie   rządzi   się   niestety 
prostymi regułami wolnego rynku.

Po trzecie, oferując udziały w złożach w zamian za dostęp do technologii 

poszukiwania   niekonwencjonalnych   źródeł   energii,   strona   rosyjska   pośrednio 

odrzuciła   swoją   wcześniejszą   krytykę   wydobycia   węglowodorów   ze   złóż 
łupkowych.   Pokazuje   to   dobitnie,   jak   wielką   rewolucją   technologiczną   jest 

uruchomienie tego rodzaju produkcji i jak FR nie może sobie pozwolić na dalsze 
ignorowanie rzeczywistości w tym zakresie.

Po   czwarte,   globalne   stosunki   międzynarodowe   stają   się   coraz   bardziej 

skomplikowaną, wielopłaszczyznową rozgrywką, daleką od stosunkowo prostego 

(choć w swej prostocie przynoszącego wiele zagrożeń) modulu dwubiegunowego 
z okresu zimnej wojny i jednobiegunowego, który wykształcił się po upadku ZSRR. 

W   jednych   zagadnieniach   Federacja   Rosyjska   jest   przeciwnikiem   Stanów 
Zjednoczonych,   w   innych   może   być   sojusznikiem.   Porozumienie   w   zakresie 

eksploatacji złóż arktycznych można uznać za element przeciwdziałania ekspansji 
gospodarczej   Chin   –   a   przecież   wcześniej   Państwu   Środka   udało   się   nabyć 

amerykańskie   spółki   posiadające   technologie   poszukiwania   i   eksploatacji   złóż 
łupkowych. Z kolei ChRL i FR współpracują w obszarze wydobycia węglowodorów 

w Ameryce Łacińskiej, zgodnie wspierając Hugo Chaveza. Równolegle przebiegają 

background image

manewry NATO Cold Response 2012 oraz połączone ćwiczenia marynarki chińskiej 

i rosyjskiej na Dalekim Wschodzie, wobec rosnącej obecności USA w tym regionie.

Jedyny   pewny   wniosek,   jaki   można   wysnuć,   to   brak   pewności   co   do 

rzeczywistego   znaczenia   formalnych   sojuszy.   Z   pewnością   w   sprawach 
bezpieczeństwa   –   czy   to   militarnego,   czy   energetycznego,   nie   można   liczyć   na 

bezwarunkowo   przewidywalne   zachowania   najważniejszych   mocarstw,   stąd   też 
należy im się uważnie przyglądać, dbać o własny interes i być przygotowanym na 

konieczność elastycznego reagowania.

Dominik Smyrgała

background image

Nota o Autorach

Andrew   HAGGARD

  -   absolwent   Collegium   Civitas,   analityk   ds.   polityki   USA 

i wojskowości.

Malwina   HAGGARD

  -   absolwentka   Collegium   Civitas,   analityk   IJ 

ds. amerykańskich i Afryki Subsaharyjskiej.

Michał  JAROCKI

  - szef działu „Bezpieczeństwo  międzynarodowe” miesięcznika 

„Stosunki   Międzynarodowe”,   redaktor   portalu   politykawschodnia.pl, 
współpracownik Instytutu Jagiellońskiego. 

Julia MACIEJEWSKA

 - absolwentka Collegium Civitas, analityk IJ ds. państw WNP.

Dominik   SMYRGAŁA

  -   doktor   politologii   w   zakresie   stosunków 

międzynarodowych, adiunkt w Katedrze Stosunków Międzynarodowych Collegium 
Civitas, zastępca dyrektora Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. 

Wiceprezes Zarządu Instytutu Jagiellońskiego.


Document Outline